Po raz kolejny zbierało się na poważną rozmowę. Ale tym razem postanowiłam zrobić nam czekoladę. Postawiłam dwa kubki z panującą cieczą na stoliku w salonie, a sami usiedliśmy na sofie. To mi przypadła rola rozpoczęcia rozmowy.
- Zanim zacznę opowiadać, co wydarzyło się przez ostatnie osiem miesięcy, miałeś pytanie w kawiarni.- przypomniałam.
- No tak.- Dymitr spuścił wzrok, zbierając myśli. Po chwili ciszy podniósł go.- Miałem dzisiaj sen. Coś mi mówi, że to ważne, ale nie umiem tego określić w czasie. Jest też możliwość, że wymyślam jakieś obrazy, w desperackiej próbie przypomnienia sobie cokolwiek. Tak więc, śniło mi się, że chodziliśmy po jakimś małym miasteczku i rozmawialiśmy jak dawniej. Jakby nic się nie wydarzyło.- na kilka sekund się zawiesił.- Mówiłaś, że zawsze chciałaś podróżować po świecie. Wtedy zabrałem cię do biblioteki. Przeglądaliśmy atlas świata. Otwieraliśmy na jakiejkolwiek stronie i wymienialiśmy się uwagami na temat miejsca. Aż wylosowałem Nowosybirsk. Atmosfera stała się jakaś nie swoja i sen się skończył.
- Masz rację. To była desperacka próba przypomnienia sobie...- zwiesił zawiedziony głowę.- i jakiś cudem udana.- dokończyłam.
Zdziwiony spojrzał na mnie. Jego mina była bezcenna. Zaczęłam się śmiać, jak opętana.
- Gdybyś widział swoją minę.- nie mogłam się uspokoić.
Nagle poczułam, że ktoś mnie złapał za biodra. Nie trudno się domyślić, kto to był. Ukochany siłą położył mnie na sofie. Oczywiście opierałam się, bo wiadome było jak to się skończy. Jednak moje protesty zdały się na nic. Nie bez powodu na treningach to ja leżałam na macie. Gdy już leżałam, zaczął mnie łaskotać.
- I co?- spytał podczas torturowania mnie.- Nadal chcesz się śmiać?
- Nie! Już nie!- krzyczałam przez śmiech.- Zostaw mnie. Poddaję się!
Przestał, a ja mogłam nabrać powietrza. Dopiero teraz zauważyłam jak blisko jest jego twarz. On też musiał sobie przed chwilą to uświadomić. Klęczał z moimi biodrami między nogami chyba nie wiedział co zrobić. Podniósł jedną rękę i zaczął bawić się moimi włosami. Przez moment patrzył na nie. Następnie przeniósł wzrok na moją twarz. Patrzył na mnie jak na najcenniejszy skarb. Chciałam mu się odwdzięczyć tym samym, ale było za późno i utonęłam w jego brązowych, jak najsłodsza czekolada, oczach.
- Wciąż tak samo piękne.- z zamyślenia wyrwał mnie jego głos przepełniony zachwytem-Pomimo tylu przeżyć, bólu, ciągle mnie zachwyca. Trochę się zmieniłaś, przyznaję, ale tylko na dobre. Jesteś taka cudowna. I nigdy nie odrzuciłaś mojej miłości. Nie boisz się mnie.
- A czego mam się bać? Przecież nie zrobisz mi krzywdy.- zdziwiłam się.
- Czemu wierzysz w to, że jestem dobry i to nie była moja wina, bardziej ode mnie?
- Bo tobie nie pozwala na to honorowe przekonania, wiążące się z czytaniem Westernów i noszeniem prochowca szeryf.
Zachichotał na moją uwagę.
- Kocham cię Roza.
- Ja tiebia toże liubliu tovarishch (towarzyszu).
- Słowo daję, że będziesz umiała Rosyjski lepiej ode mnie.
- Jeśli dalej będziesz mnie uczył, to może ci dorównam.
- Nie wiem, czy jestem aż tak dobrym nauczycielem.
Cmoknęłam go w usta.
- Jesteś najlepszym nauczycielem. I nie mów, że nie, bo i tak w to nie uwierzę.- dodałam, gdy chciał zaprzeczyć.
- Jesteś wspaniała.- powiedział i mnie pocałował.
Mocno i z uczuciem oddałam pocałunek. Po chwili leżeliśmy mocno wtuleni w siebie na podłodze, na którą się przypadkowo sturlaliśmy.
- To może w końcu opowiem ci co się stało przez te kilka miesięcy?- zaproponowałam.
- Zgoda.- odpowiedział mój ukochany, ale w dalszym ciągu nie wypuszczał mnie z ramion.
Już chciałam zacząć, kiedy przerwał mi znajomy głos w głowie.
Witajcie.- przywitała nas Luna.
- Cześć.- powiedzieliśmy jednocześnie, po czym się zaśmialiśmy.
Dostałam od gwiazd zgodę na udzielenie wam pomocy.
Jej słowa były bardzo tajemnicze.
- Co to znaczy?- spytał niepewnie Dymitr.
To znaczy, że mogę pokazać ci przeszłość, jako obserwator. No nie wszystko.
Zarumieniłam się, gdy uświadomiłam sobie, czym to nie wszystko jest. Przecież nie będę szczegółowo opisywać każdego naszego stosunku. Zgodziliśmy się i zaczęłam opowiadać mężowi wszystko, co się stało od rozprawy którą pamiętał. Starałam się jak najdokładniej przypomnieć sobie wszystko. Pomagały mi obrazy przesyłane przez łanię. Gdy skończyłam w głowie strażnika musiał być wielki bałagan.
- Czyli, że widziałaś mnie dwa razy pijanego?- próbował wszystko ogarnąć.
- No powiedzmy trzy, bo po weselu do najbardziej trzeźwy nie należałeś.
- I Tasza żyje, pomogła nam zabić Roberta, po tym jak prawie dwa razy zabiła ciebie?- dopytywał.
- No wiem. Dziwnie to wygląda.
- I przez tą akcję straciłem pamięć?
- Tak.
Zaczął cicho chichotać, co zbiło mnie z tropu.
- Wiedziałem, że życie z tobą nie będzie spokojne, ale aż tyle przygód?!- zaczął się uspokajać.
- No takie moje szczęście.- westchnęłam.
- To czyni cię niezwykłą i wspaniałą. Nie wierzę, że mimo tylu złych rzeczy, ty dalej jesteś uśmiechnięta i umiesz mnie wspierać.
- To w większości dzięki tobie. Gdyby nie ty, to od półtora roku robiłabym za dziwkę sprzedająca krew.
- Ja tak nie myślę. Jesteś silną kobietą. Nie było mnie przy tobie cztery miesiące, a zdałaś test śpiewająco z tego co słyszałem.
- Do którego w większości ty mnie przygotowałeś. Przed egzaminem wyobrażałam sobie, że jesteś obok i to dodało mi sił. A nawet moja wyobraźnia pogalopowała do czasu prywatnej nagrody za dobry wynik.- użyłam bardzo zmysłowego tonu.
Widziałam jak oczy Bielikowa ciemnieją. Pojawiło się w nich pożądanie. On nie pamięta nic, wiec dla niego była tylko stara warownia. Ciekawe czy bardzo jest spragniony bliskości mojego ciała? Jednak nie mieliśmy na to czasu, bo trzeba odebrać Lili ze szkoły, a następnie przygotować się na obiad z królową. Gdy uświadomiłam to mężowi, zrobił niewyraźną minę, ale pomógł mi wstać i razem poszliśmy po moją siostrę.
"Nasz los od zawsze zapisany był w gwiazdach. To one poprowadziły mnie do Ciebie mimo tylu przeciwności, spójrz. Jesteśmy tu. Razem. Ty i ja Roza. Na zawsze."
piątek, 29 lipca 2016
ROZDZIAŁ 206
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
środa, 27 lipca 2016
ROZDZIAŁ 205
Jednak Rosjanin nie wstał. Masakrował martwe ciało strzygi. O nie! Znowu to samo?! Szybko podbiegłam do niego i próbowałam powstrzymać.
- Przestań. On już nie żyje. Zrobiłeś wszystko, co mogłeś. zostaw go. On nie żyje. Wystarczy.- krzyczałam.
Nagle mój mąż znieruchomiał.
- Nie wystarczy. Nigdy. Zasłużył na cierpienie, za to co zrobił.- powiedział tak chłodnym tonem, że po plecach przeszły mi ciarki. Jednak po chwili wypuścił sztylet i upadł na kolana.- Tak samo jak ja.
- Wcale, że nie...
- Roza. Jestem potworem. Takim jakim był on.- przerwał mi wskazując na zwłoki, których nawet nie chciałam oglądać.
Pociągnęłam go i objęłam bez wahania wtulił się we mnie.
- Nie jesteś potworem. Dla mnie nigdy nie byłeś.- zapewniłam
- Ty jedyna. Ty jedyna rozumiesz. Tylko ty widziałaś, jaki byłem. Nie potrafiłbym tego nikomu wyjaśnić... Tylko ty wiesz. Tylko tobie mogę opowiedzieć...
Słyszałam te słowa drugi raz w życiu i po raz drugi wywarły na mnie tak silne wrażenie. Tak wiele dla mnie znaczyło jego zaufanie. Zamknęłam oczy. Smutek i desperacja w jego głosie, łamała mi serce.
- Spokojnie towarzyszu. Zawsze będę przy tobie. Przejdziemy przez to razem.- obiecałam otwierając oczy i patrząc się w jego czekoladowe tęczówki.
- To tak strasznie boli. To jaki byłem. Boję się Roza. Boję się spać, żeby nie mieć koszmarów, boję się do kogokolwiek zbliżyć, żeby go nie stracić. Boję się uwierzyć w miłość, żeby nie żyć w kłamstwie. Moje życie to wieczne wątpliwości. Nie chcę ich. A teraz... jeśli zabiję strzygi, zabiję ją w sobie.
- To nie prawda Dymitr. Zabijaj strzygi, ale dlatego że są złe. Uwolnisz się od przeszłości, tylko jeśli przestaniesz nią żyć. A raczej zaczniesz żyć chwilą. Ciesz się z życia, z tego co dał ci los, tak jakbyś miał to stracić. Najważniejsze jest to, że nadal żyjemy i powinniśmy się z tego cieszyć. Pokaż, że nie jesteś tym potworem.
- Wiem. Ale to nie takie łatwe. Tylko ty to rozumiesz, Roza. Wszyscy wiedzą, że nie jestem... tym. Jedynie ja w to nie wierzę.
- Wszyscy mogą uważać, że jeśli nie palisz się na słońcu, spisz i jesz normalne jedzenie jesteś sobą. Jednak nie bycie strzygą, to coś więcej. Możesz wyjść na promienie słoneczne, ale i cieszyć się pięknem jasnego świata i go podziwiać. Rozkoszować się smakiem potraw i ogólnie widzieć rzeczy. Strzygi tego nie mogą. Pokaż, że nią nie jesteś. Nie mi, Lissie czy innym ludziom. Pokaż to sobie. Znajdź jedną piękną rzecz.
Zakończyłam swój monolog, czekając na jego ruch. Liczyłam się z każdą odpowiedzią. A było ich dużo. Kawiarenka była bardzo ładna. Jednak nie spodziewałam się tego, co usłyszałam. A powinnam.
- Twoje włosy.- szepnął, patrząc na najbliższy kosmyk, opadający mi na twarz.
To samo powiedział za pierwszym razem. Sądziłam, że jego decyzję uwarunkowało nasze położenie. Trudno znaleźć coś ładnego w ciemnej alejce, pełnej trupów. Ale tu... Miałem duży wybór, a jednak nie zmienił zdania.
- Widzisz. Dostrzegasz piękno i masz uczucia. Nie jesteś zły. Po prostu potrzebujesz liny, która wyprowadzi cię z tego wewnętrznego labiryntu. Masz uczucia i nie wstydź się ich. Zawsze możesz mi o wszystkim powiedzieć. A ja będę cierpliwie czekać. Tylko zacznij żyć i zauważaj piękno.
- I to wystarczy?- spytał z nadzieją.
- Na razie tak.
- A później?
- Później się zobaczy. Żyj chwilą.
- Dobrze.- przytulił się do mnie, tak jak na początku.- Dziękuję Roza. Kocham Cię.
Ucieszyłam się, na to wyznanie. Powiedział je z mocą i siłą. Wierzył w to co mówił.
Nie wiem ile tak siedzieliśmy. Nigdzie nam się nie spieszyło, a chciałam, żeby mój mąż całkowicie się uspokoił.
- Roza. Możemy wrócić?- spytał wciąż we mnie wtulony.
- Jeśli tylko uważasz, że sam tego chcesz.- powiedziałam.
Dymitr ostatni raz przycisnął mnie do swojego ciała i zaczął się podnosić, nie puszczając mnie.
- Dziękuję Roza. Tak bardzo Cię kocham.
- Ja ciebie też.
Złączyliśmy nasze dłonie. Nagle skierował wzroku na mój brzuch. Również tam popatrzyłam.
- Roza, ty krwawisz!- wykrzyknął przestraszony.
- To nic.- zapewniłam.
Jednak on już mnie nie słuchał. Kazał mi usiąść na krześle, a sam przeszukiwał ladę. Znalazł apteczkę i kucnął przede mną. Podwinął moją bluzkę, nalał na gazę wodę utlenioną i rozpoczął czyszczenie ran. Następnie nałożył opatrunek. Był bardzo skupiony. Bardzo podobał mi się ten widok.
- Dziękuję.- powiedziałam, gdy się wyprostował.- Wiesz, co zauważyłam? Sama bym się tym nie przejęła. Tak samo ty swoimi ranami, jakbyś jakieś miał. Ale oboje martwimy się o małe zadrapania ukochanej osoby.
Dymitr uśmiechnął się pod nosem i mnie pocałował. Słodko, delikatnie, ale i trochę namiętnie. Od razu odwzajemniłam pocałunek.
Następnie poszliśmy do kuchni, powiedzieć, że jest bezpiecznie. Ale nikogo tam nie było. Pewnie wcześniej zostali ewakuowani. Postanowiliśmy opuścić lokal.
Na zewnątrz wszędzie leżały ciała strzyg. To musiał być planowany atak. Tak jak na akademię. Tylko jakim cudem? Może korzystały z naszego osłabienia po walce z Robertem? Po drodze zaciągnęłam strażnika do komnaty Lissy. Ledwo weszłam do środka, a przyjaciółka uwiesiła mi się na szyi.
- Tak bardzo się bałam. Nie było żadnych wieści, co się z wami dzieje.
- Spokojnie. Dymitr pokonał wszystkich przeciwników.- spojrzałam na ukochanego, ciekawa, czy zrozumiał odniesienie do jego wewnętrznego "przeciwnika".
Na jego twarzy pozostała maska obojętności, ale w oczach zobaczyłam cień bólu i wyraźniejszy błysk miłości i wdzięczności.
- Cześć Dymitr. Jak się czujesz?- spytała królowa.
- Już coraz lepiej Wasza Wysokość.- ukłonił się.
- Dymitr błagam mów do mnie po imieniu.
- A wy jesteście cali?- dopytywałam.
- Tak.- moja przyjaciółka wróciła na sofę, z której musiała wstać.- No oprócz Eddiego. Jest w skrzydle szpitalnym. Miał głęboką ranę na ramieniu i chyba złamaną rękę. Na początku opierał się, że nie musi iść, ale Jill go zmusiła. To ją obronił.
- Widać, że ich związek idzie do przodu.- zauważyłam z uśmiechem.
- Bardzo się o siebie martwią.
- To
- Cieszę się, że nic nikomu się nie stało. Ale my już musimy iść. Nie chcę przeszkadzać. A na pewno masz dużo do zrobienia. Pa.- pożegnałam się z przyjaciółką.
- Pa.
- Przestań. On już nie żyje. Zrobiłeś wszystko, co mogłeś. zostaw go. On nie żyje. Wystarczy.- krzyczałam.
Nagle mój mąż znieruchomiał.
- Nie wystarczy. Nigdy. Zasłużył na cierpienie, za to co zrobił.- powiedział tak chłodnym tonem, że po plecach przeszły mi ciarki. Jednak po chwili wypuścił sztylet i upadł na kolana.- Tak samo jak ja.
- Wcale, że nie...
- Roza. Jestem potworem. Takim jakim był on.- przerwał mi wskazując na zwłoki, których nawet nie chciałam oglądać.
Pociągnęłam go i objęłam bez wahania wtulił się we mnie.
- Nie jesteś potworem. Dla mnie nigdy nie byłeś.- zapewniłam
- Ty jedyna. Ty jedyna rozumiesz. Tylko ty widziałaś, jaki byłem. Nie potrafiłbym tego nikomu wyjaśnić... Tylko ty wiesz. Tylko tobie mogę opowiedzieć...
Słyszałam te słowa drugi raz w życiu i po raz drugi wywarły na mnie tak silne wrażenie. Tak wiele dla mnie znaczyło jego zaufanie. Zamknęłam oczy. Smutek i desperacja w jego głosie, łamała mi serce.
- Spokojnie towarzyszu. Zawsze będę przy tobie. Przejdziemy przez to razem.- obiecałam otwierając oczy i patrząc się w jego czekoladowe tęczówki.
- To tak strasznie boli. To jaki byłem. Boję się Roza. Boję się spać, żeby nie mieć koszmarów, boję się do kogokolwiek zbliżyć, żeby go nie stracić. Boję się uwierzyć w miłość, żeby nie żyć w kłamstwie. Moje życie to wieczne wątpliwości. Nie chcę ich. A teraz... jeśli zabiję strzygi, zabiję ją w sobie.
- To nie prawda Dymitr. Zabijaj strzygi, ale dlatego że są złe. Uwolnisz się od przeszłości, tylko jeśli przestaniesz nią żyć. A raczej zaczniesz żyć chwilą. Ciesz się z życia, z tego co dał ci los, tak jakbyś miał to stracić. Najważniejsze jest to, że nadal żyjemy i powinniśmy się z tego cieszyć. Pokaż, że nie jesteś tym potworem.
- Wiem. Ale to nie takie łatwe. Tylko ty to rozumiesz, Roza. Wszyscy wiedzą, że nie jestem... tym. Jedynie ja w to nie wierzę.
- Wszyscy mogą uważać, że jeśli nie palisz się na słońcu, spisz i jesz normalne jedzenie jesteś sobą. Jednak nie bycie strzygą, to coś więcej. Możesz wyjść na promienie słoneczne, ale i cieszyć się pięknem jasnego świata i go podziwiać. Rozkoszować się smakiem potraw i ogólnie widzieć rzeczy. Strzygi tego nie mogą. Pokaż, że nią nie jesteś. Nie mi, Lissie czy innym ludziom. Pokaż to sobie. Znajdź jedną piękną rzecz.
Zakończyłam swój monolog, czekając na jego ruch. Liczyłam się z każdą odpowiedzią. A było ich dużo. Kawiarenka była bardzo ładna. Jednak nie spodziewałam się tego, co usłyszałam. A powinnam.
- Twoje włosy.- szepnął, patrząc na najbliższy kosmyk, opadający mi na twarz.
To samo powiedział za pierwszym razem. Sądziłam, że jego decyzję uwarunkowało nasze położenie. Trudno znaleźć coś ładnego w ciemnej alejce, pełnej trupów. Ale tu... Miałem duży wybór, a jednak nie zmienił zdania.
- Widzisz. Dostrzegasz piękno i masz uczucia. Nie jesteś zły. Po prostu potrzebujesz liny, która wyprowadzi cię z tego wewnętrznego labiryntu. Masz uczucia i nie wstydź się ich. Zawsze możesz mi o wszystkim powiedzieć. A ja będę cierpliwie czekać. Tylko zacznij żyć i zauważaj piękno.
- I to wystarczy?- spytał z nadzieją.
- Na razie tak.
- A później?
- Później się zobaczy. Żyj chwilą.
- Dobrze.- przytulił się do mnie, tak jak na początku.- Dziękuję Roza. Kocham Cię.
Ucieszyłam się, na to wyznanie. Powiedział je z mocą i siłą. Wierzył w to co mówił.
Nie wiem ile tak siedzieliśmy. Nigdzie nam się nie spieszyło, a chciałam, żeby mój mąż całkowicie się uspokoił.
- Roza. Możemy wrócić?- spytał wciąż we mnie wtulony.
- Jeśli tylko uważasz, że sam tego chcesz.- powiedziałam.
Dymitr ostatni raz przycisnął mnie do swojego ciała i zaczął się podnosić, nie puszczając mnie.
- Dziękuję Roza. Tak bardzo Cię kocham.
- Ja ciebie też.
Złączyliśmy nasze dłonie. Nagle skierował wzroku na mój brzuch. Również tam popatrzyłam.
- Roza, ty krwawisz!- wykrzyknął przestraszony.
- To nic.- zapewniłam.
Jednak on już mnie nie słuchał. Kazał mi usiąść na krześle, a sam przeszukiwał ladę. Znalazł apteczkę i kucnął przede mną. Podwinął moją bluzkę, nalał na gazę wodę utlenioną i rozpoczął czyszczenie ran. Następnie nałożył opatrunek. Był bardzo skupiony. Bardzo podobał mi się ten widok.
- Dziękuję.- powiedziałam, gdy się wyprostował.- Wiesz, co zauważyłam? Sama bym się tym nie przejęła. Tak samo ty swoimi ranami, jakbyś jakieś miał. Ale oboje martwimy się o małe zadrapania ukochanej osoby.
Dymitr uśmiechnął się pod nosem i mnie pocałował. Słodko, delikatnie, ale i trochę namiętnie. Od razu odwzajemniłam pocałunek.
Następnie poszliśmy do kuchni, powiedzieć, że jest bezpiecznie. Ale nikogo tam nie było. Pewnie wcześniej zostali ewakuowani. Postanowiliśmy opuścić lokal.
Na zewnątrz wszędzie leżały ciała strzyg. To musiał być planowany atak. Tak jak na akademię. Tylko jakim cudem? Może korzystały z naszego osłabienia po walce z Robertem? Po drodze zaciągnęłam strażnika do komnaty Lissy. Ledwo weszłam do środka, a przyjaciółka uwiesiła mi się na szyi.
- Tak bardzo się bałam. Nie było żadnych wieści, co się z wami dzieje.
- Spokojnie. Dymitr pokonał wszystkich przeciwników.- spojrzałam na ukochanego, ciekawa, czy zrozumiał odniesienie do jego wewnętrznego "przeciwnika".
Na jego twarzy pozostała maska obojętności, ale w oczach zobaczyłam cień bólu i wyraźniejszy błysk miłości i wdzięczności.
- Cześć Dymitr. Jak się czujesz?- spytała królowa.
- Już coraz lepiej Wasza Wysokość.- ukłonił się.
- Dymitr błagam mów do mnie po imieniu.
- A wy jesteście cali?- dopytywałam.
- Tak.- moja przyjaciółka wróciła na sofę, z której musiała wstać.- No oprócz Eddiego. Jest w skrzydle szpitalnym. Miał głęboką ranę na ramieniu i chyba złamaną rękę. Na początku opierał się, że nie musi iść, ale Jill go zmusiła. To ją obronił.
- Widać, że ich związek idzie do przodu.- zauważyłam z uśmiechem.
- Bardzo się o siebie martwią.
- To
- Cieszę się, że nic nikomu się nie stało. Ale my już musimy iść. Nie chcę przeszkadzać. A na pewno masz dużo do zrobienia. Pa.- pożegnałam się z przyjaciółką.
- Pa.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
ROZDZIAŁ 204
- To jest nasza ulubiona kawiarnia?- spytał z niedowierzaniem.
- Na to wychodzi.- powiedziałam ciągnąć go do lady.- To co zwykle.- powiedziałam do Emily.
Była miłą dampirzycą po czterdziestce, dorabiającą w kawiarni od ukończenia szkoły. Nie to, że wypłata strażniczki jej nie wystarczyła. Po prostu czuła, że ta praca jest jej powołaniem. Zazwyczaj przychodziłam tu, gdy jeszcze mieszkaliśmy na dworze. Dymitr miał służby, a ja siedziałam na chorobowym. Przed południem był tutaj mały ruch, wiec niekiedy gawędziłam z nią, jedząc ciasto. Niby nie powinno się jeść takich rzeczy przy takim zawodzie, gdzie ważna jest sprawność, ale wszystko i tak spalamy na treningach, wiec nikt nie widzi problemu.
Emily jak każda strażniczka miała krótko ścięte włosy. Wokół jej szarych oczu powstawała siateczka zmarszczek, gdy się uśmiechała, czyli zawsze. Chyba jeszcze nigdy nie widziałam jej smutnej, czy przygnębionej. Kocha tą pracę i miejsce. Co się dziwić. Było bardzo przytulne.
- Rose!- Wybiegła zza lady, mocno mnie ściskając.- Tak dawno cię nie było.- odsunęła się, kładąc dłonie na moich ramionach.- Widzę, że doszło ci co nieco, tu i tam.- zaśmiał się.
Jej pozytywna energia była bardzo zaraźliwa. Cieszę się, że tacy ludzie pracują w tak miłych miejscach. Spojrzała za mnie i nim mój mąż zdążył zareagować, ona już go przytulała. Po raz kolejny chichotałam z jego miny.
- Tak dobrze cię widzieć całego, koło Rose. Nawet nie wiesz, jak rozpaczała, gdy nie wróciliście w terminie. A jaką sensacja była królowa, przychodząca po ciasta dla swojej strażniczki. Jill opowiadała mi co się stało. Ale mam nadzieję, że teraz czeka wasz szczęśliwe życie, bez Roberta.- gadał jak najęta zgłaszając nasze zamówienie. Zawsze wszystko dostawaliśmy z górnej półki i prosto z kuchni.
- Ja też. A te ciasta poprawiały mi humor, na tyle na ile mogły. Dziękuję.
- Nie ma za co. A słyszeliście najnowsze wieści. Podobno Jill spotyka się z jednym ze strażników. I to swoim. Kilka razy byli tutaj. Zazwyczaj szeptał jej coś na ucho, a ona chichotała, rumieniąc się. Ach ta miłość.
Zapomniałam powiedzieć, że jest straszną plotkarą. Zawsze wie wszystko o wszystkich.
- A co z tobą? Kręci się tu jakiś adorator?- spytałam, unosząc znacząco brwi.
- Co ty?! Mam tylko dwie miłości. Służbę i kawiarnię.
- Poczekaj, a trzecia sama przyjdzie.- puściłam jej oczko, płacąc za desery.
Pożegnaliśmy się z nią i poszliśmy z zamówieniem do stolika pod oknem.
- Co to było?!- spytał zdziwiony Rosjanin.
- Mówiłam, że od pewnego czasu złuszczam twoją maskę strażnika.
Ukochany zaśmiał się cicho, na to określenie. Zaczęliśmy jeść słodkości.
- Rose. Mam takie pytanie.- popatrzyłam na niego zaciekawiona.
Wydawał się być zdenerwowany. Jednak gdy podniósł na mnie wzrok, zaczął się śmiać. Patrzyłam na niego, nie rozumiejąc. Nic nie powiedział, tylko wziął serwetkę i zaczął czyścić moje usta. Zatrzymał się przy ich kąciku, patrząc ba moje usta. Jego oczy pociemniały, a mi przyspieszyło serce. Nieświadomie oblizałam wargi. Dymitr chwycił moją dłoń i zaczął ją całować. Wiedziałam, że nie pocałuje mnie przy ludziach w kawiarni. Jeszcze nie.
Naszą chwilę zniszczył hałas. Do środka wbiegło dziesięć strzyg. Od razu się poderwaliśmy. Mój mąż chwycił sztylet i zaczął walczyć, a ja kazałam morojom uciekać do kuchni. Na szczęście w kawiarni nie było wielu gości. Jakaś piątka wampirów i trzech dampirów. Do akcji wkroczyła także Emily. Przez drzwi wpadli strażnicy. Ale widząc szarżującego Bielikowa poszli na zewnątrz. Emily i pozostałe dampiry pobiegła z nimi. Został tylko Dymitr przeciwko trzem strzygą. Poprawka. Teraz dwóm. Chciałam dołączyć do reszty gości, ale drogę zastąpiła mi strzyga. Czyli że zostały trzy. Zaczęłam się cofać, choć wiedziałam, że to bez sensu. Miała mnie. Widać, że była stara i doświadczona. Za życia musiał być dampirem. Miał kształtne kości policzkowe, krótkie, rude włosy i piwne oczy z czerwonymi obwódkami. Gdybym nie stała krok przed śmiercią, a on nie był krwiożerczą bestią czyhającą na moją krew, mogłabym powiedzieć, że jest przystojny. Oczywiście nie dorównuje Dymitrowi.
- Proszę, proszę. Kogo my tu mamy?- uśmiechnął się złośliwie, gdy zatrzymałam się na ladzie.- Dwójka najlepszych strażników. Nawet nie wiecie ile szkód narobiliście, zabijając nasze oddziały.
- Najwidoczniej nam przeszkadzały.- odgryzłam się. Jak umrzeć, to z honorem.
- Jaka pyskata przed śmiercią. A może zrobimy psikusa i cię przemię, co? Ciekawe, co by się się stało z tym?
Przejechał pazurami po moim brzuchu, zostawiając dość głębokie zadrapania. Nie zagrażały zdrowiu, ale strasznie bolały. Zacisnęłam zęby, żeby nie krzyknąć. Nagle dłonią natrafiłam na coś podłużnego. Badając dalej przekonałam się, że to nóż. Ucieszyłam się w duchu, ale na twarzy zostałam obojętna. Nie mogłam zdradzić, że mam jakąś broń. Niech myśli, że ma przewagę. Kątem oka zetknęłam na ukochanego. Walczył z ostatnią strzygą. Niestety trafił na godnego przeciwnika. Wampir przede mną roześmiał się.
- Nie licz na niego. Może jest dobry, ale nie zdąży zakończyć walki, przed twoją śmiercią. Jego też trochę nam brakuje. Może przyłączy się, żeby żyć za zawsze z tobą?- rozmarzył się.
- Na twoim miejscu nie byłabym tego tak pewna.- powiedziałam.
Zanim zdążył jakkolwiek zareagować wbiłam mu narzędzie w serce. Może tym go nie zabiłam, ale dałam nam, a zwłaszcza strażnikowi więcej czasu. Odsunął się zszokowany i patrzył na wystającą z piersi drewnianą rączkę.
- Ty suko! Teraz cię zabiję.- wrzasnął mój napastnik i rzucił się na mnie.
Przestraszyłam się. Ale gdy był parę kroków ode mnie, został odciągnięty do tyłu. Leżał oszołomiony na podłodze, a nad nim mój ukochany poprawił broń w dłoni.
- Nikt nie ma prawa obrażać mojej żony.- powiedział, wbijając mu sztylet w serce.- A tym bardziej jej grozić.
___________________________________________________________
Ciekawi następnego rozdziału? Będzie dzisiaj około 22 więc bądźcie czujni i czekajcie na Romitri.
- Na to wychodzi.- powiedziałam ciągnąć go do lady.- To co zwykle.- powiedziałam do Emily.
Była miłą dampirzycą po czterdziestce, dorabiającą w kawiarni od ukończenia szkoły. Nie to, że wypłata strażniczki jej nie wystarczyła. Po prostu czuła, że ta praca jest jej powołaniem. Zazwyczaj przychodziłam tu, gdy jeszcze mieszkaliśmy na dworze. Dymitr miał służby, a ja siedziałam na chorobowym. Przed południem był tutaj mały ruch, wiec niekiedy gawędziłam z nią, jedząc ciasto. Niby nie powinno się jeść takich rzeczy przy takim zawodzie, gdzie ważna jest sprawność, ale wszystko i tak spalamy na treningach, wiec nikt nie widzi problemu.
Emily jak każda strażniczka miała krótko ścięte włosy. Wokół jej szarych oczu powstawała siateczka zmarszczek, gdy się uśmiechała, czyli zawsze. Chyba jeszcze nigdy nie widziałam jej smutnej, czy przygnębionej. Kocha tą pracę i miejsce. Co się dziwić. Było bardzo przytulne.
- Rose!- Wybiegła zza lady, mocno mnie ściskając.- Tak dawno cię nie było.- odsunęła się, kładąc dłonie na moich ramionach.- Widzę, że doszło ci co nieco, tu i tam.- zaśmiał się.
Jej pozytywna energia była bardzo zaraźliwa. Cieszę się, że tacy ludzie pracują w tak miłych miejscach. Spojrzała za mnie i nim mój mąż zdążył zareagować, ona już go przytulała. Po raz kolejny chichotałam z jego miny.
- Tak dobrze cię widzieć całego, koło Rose. Nawet nie wiesz, jak rozpaczała, gdy nie wróciliście w terminie. A jaką sensacja była królowa, przychodząca po ciasta dla swojej strażniczki. Jill opowiadała mi co się stało. Ale mam nadzieję, że teraz czeka wasz szczęśliwe życie, bez Roberta.- gadał jak najęta zgłaszając nasze zamówienie. Zawsze wszystko dostawaliśmy z górnej półki i prosto z kuchni.
- Ja też. A te ciasta poprawiały mi humor, na tyle na ile mogły. Dziękuję.
- Nie ma za co. A słyszeliście najnowsze wieści. Podobno Jill spotyka się z jednym ze strażników. I to swoim. Kilka razy byli tutaj. Zazwyczaj szeptał jej coś na ucho, a ona chichotała, rumieniąc się. Ach ta miłość.
Zapomniałam powiedzieć, że jest straszną plotkarą. Zawsze wie wszystko o wszystkich.
- A co z tobą? Kręci się tu jakiś adorator?- spytałam, unosząc znacząco brwi.
- Co ty?! Mam tylko dwie miłości. Służbę i kawiarnię.
- Poczekaj, a trzecia sama przyjdzie.- puściłam jej oczko, płacąc za desery.
Pożegnaliśmy się z nią i poszliśmy z zamówieniem do stolika pod oknem.
- Co to było?!- spytał zdziwiony Rosjanin.
- Mówiłam, że od pewnego czasu złuszczam twoją maskę strażnika.
Ukochany zaśmiał się cicho, na to określenie. Zaczęliśmy jeść słodkości.
- Rose. Mam takie pytanie.- popatrzyłam na niego zaciekawiona.
Wydawał się być zdenerwowany. Jednak gdy podniósł na mnie wzrok, zaczął się śmiać. Patrzyłam na niego, nie rozumiejąc. Nic nie powiedział, tylko wziął serwetkę i zaczął czyścić moje usta. Zatrzymał się przy ich kąciku, patrząc ba moje usta. Jego oczy pociemniały, a mi przyspieszyło serce. Nieświadomie oblizałam wargi. Dymitr chwycił moją dłoń i zaczął ją całować. Wiedziałam, że nie pocałuje mnie przy ludziach w kawiarni. Jeszcze nie.
Naszą chwilę zniszczył hałas. Do środka wbiegło dziesięć strzyg. Od razu się poderwaliśmy. Mój mąż chwycił sztylet i zaczął walczyć, a ja kazałam morojom uciekać do kuchni. Na szczęście w kawiarni nie było wielu gości. Jakaś piątka wampirów i trzech dampirów. Do akcji wkroczyła także Emily. Przez drzwi wpadli strażnicy. Ale widząc szarżującego Bielikowa poszli na zewnątrz. Emily i pozostałe dampiry pobiegła z nimi. Został tylko Dymitr przeciwko trzem strzygą. Poprawka. Teraz dwóm. Chciałam dołączyć do reszty gości, ale drogę zastąpiła mi strzyga. Czyli że zostały trzy. Zaczęłam się cofać, choć wiedziałam, że to bez sensu. Miała mnie. Widać, że była stara i doświadczona. Za życia musiał być dampirem. Miał kształtne kości policzkowe, krótkie, rude włosy i piwne oczy z czerwonymi obwódkami. Gdybym nie stała krok przed śmiercią, a on nie był krwiożerczą bestią czyhającą na moją krew, mogłabym powiedzieć, że jest przystojny. Oczywiście nie dorównuje Dymitrowi.
- Proszę, proszę. Kogo my tu mamy?- uśmiechnął się złośliwie, gdy zatrzymałam się na ladzie.- Dwójka najlepszych strażników. Nawet nie wiecie ile szkód narobiliście, zabijając nasze oddziały.
- Najwidoczniej nam przeszkadzały.- odgryzłam się. Jak umrzeć, to z honorem.
- Jaka pyskata przed śmiercią. A może zrobimy psikusa i cię przemię, co? Ciekawe, co by się się stało z tym?
Przejechał pazurami po moim brzuchu, zostawiając dość głębokie zadrapania. Nie zagrażały zdrowiu, ale strasznie bolały. Zacisnęłam zęby, żeby nie krzyknąć. Nagle dłonią natrafiłam na coś podłużnego. Badając dalej przekonałam się, że to nóż. Ucieszyłam się w duchu, ale na twarzy zostałam obojętna. Nie mogłam zdradzić, że mam jakąś broń. Niech myśli, że ma przewagę. Kątem oka zetknęłam na ukochanego. Walczył z ostatnią strzygą. Niestety trafił na godnego przeciwnika. Wampir przede mną roześmiał się.
- Nie licz na niego. Może jest dobry, ale nie zdąży zakończyć walki, przed twoją śmiercią. Jego też trochę nam brakuje. Może przyłączy się, żeby żyć za zawsze z tobą?- rozmarzył się.
- Na twoim miejscu nie byłabym tego tak pewna.- powiedziałam.
Zanim zdążył jakkolwiek zareagować wbiłam mu narzędzie w serce. Może tym go nie zabiłam, ale dałam nam, a zwłaszcza strażnikowi więcej czasu. Odsunął się zszokowany i patrzył na wystającą z piersi drewnianą rączkę.
- Ty suko! Teraz cię zabiję.- wrzasnął mój napastnik i rzucił się na mnie.
Przestraszyłam się. Ale gdy był parę kroków ode mnie, został odciągnięty do tyłu. Leżał oszołomiony na podłodze, a nad nim mój ukochany poprawił broń w dłoni.
- Nikt nie ma prawa obrażać mojej żony.- powiedział, wbijając mu sztylet w serce.- A tym bardziej jej grozić.
___________________________________________________________
Ciekawi następnego rozdziału? Będzie dzisiaj około 22 więc bądźcie czujni i czekajcie na Romitri.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
poniedziałek, 25 lipca 2016
ROZDZIAŁ 203
Dymitr sprawnie ubrał na nogi obuwie i sięgał po swój prochowiec. Kiedy ja męczyłam się ze swoim, podniósł mnie i posadził na szafce na buty.
Następnie pomógł mi wsunąć kozaki. Poczułam się jak przed akcją i zapominając się, pocałowałam go w usta. Co mnie zdziwiło, ukochany odwzajemnił pocałunek, opierając dłonie na meblu, czym mnie uwięził. Przestałam racjonalnie myśleć i zarzuciłam mu ręce na ramiona, zatapiając palce w jego aksamitny włosy. Jęknął, gdy za nie pociągnęłam. Tak bardzo tęskniłam za tym smakiem i miękkością jego warg. Bielikow pogłębił pocałunek, jedną ręką jeżdżąc coraz wyżej po moim boku. Zaczął bawić się moimi włosami.
Nagle rozległo się pukanie do drzwi. Oderwaliśmy się od siebie jak oparzeni, ciężko dysząc. A czego ja się spodziewałam? Wróciliśmy na Dwór, wróciliśmy do ludzi przeszkadzających nam w każdej chwili. Ale tak jest zawsze. Podczas chwil i rozmów, ważnych dla naszego związku, ktoś lub coś musi nam przerwać. Standard. Zeszłam z szafki i wygładziłam swoje ubranie. W tym czasie mój mąż poprawił włosy i otworzył drzwi. Stanął w nich Leo.
- Strażniku Bielikow. Dobrze widzieć cię w śród żywych.
Nie zrobił tego celowo, ale nie odpowiednio dobrał słowa. Dymitr w sumie jest świeżo po etapie martwego wampira. W takich okolicznościach to zdanie nabrało drugiego znaczenia. Jednak Rosjanin dzielnie zachował kamienną twarz.
- Dziękuję.- odpowiedział tylko.
Strażnik patrzył na nas zdezorientowany. Normalnie Dymitr poklepałby go po plecach i rzucił tekst typu "Też się cieszę.". Teraz najwyraźniej widać, jak bardzo się zmienił. Postanowiłam to wytłumaczyć zdziwionemu dampirowi.
- Dymitr ma częściową amnezję. Nie pamięta kilku ostatnich miesięcy, ale pracujemy nad tym.
- Właśnie widzę.- Leo uśmiechnął się znacząco.
Nie wiedziałam o co mu chodzi, ale wtedy popatrzyłam na ukochanego. Przygryzłam wargę, żeby nie wybuchnąć śmiechem. Na ustach był wysmarowany moją szminką. Postanowiłam zmienić temat
- Lepiej powiedz, co cię do nas sprowadza tak wcześnie?
- Królowa zaprasza was dzisiaj na obiad.- oznajmił
- Kto będzie?- spytałam niepewnie.
- Księżniczka, Lord Ozera, Lord Iwaszkow, panienka Sydney, strażnicy Ashford i Castile oraz pozostali strażnicy, jako ochrona.
- Ok, dzięki. Będziemy punktualnie.
- To ja lecę z powrotem do Lissy. A i Lili ma być z wami. To pa.
- Pa.- zamknęłam za strażnikiem drzwi.
Następnie zaczęłam się śmiać, jak opętana. Ukochany patrzył na mnie jak na wariatkę.
- Nie idziemy?- spytał.
- Idziemy, ale najpierw idź się umyj.- nie przestawałam się śmiać.
Mąż spojrzał w lusterko i od razu sięgnął po chusteczki. Starł sobie ślad po naszym namiętnym pocałunku. zaśmiałam się z jego miny, otwierając drzwi. Razem poszliśmy do Lili.
- No myślałam, że już nigdy nie przyjdziecie.-ledwo weszliśmy do jej pokoju, a nas wyciągnęła na zewnątrz.- To co dzisiaj ćwiczymy? Może wykopy, albo podcinanie. A dostane dzisiaj sztylet?- pytania wychodziły z tej dziewczyny jak z karabinu. Strażnik zaczął się śmiać.
- Teraz jestem pewny, że to twoja siostra.
Uspokoił się dopiero, gdy wyszliśmy z budynku. Zdziwił się, kiedy zamiast na salę, poszliśmy do parku.
- Gdzie my idziemy?- spytał zdezorientowany.
- Zawsze w parku mamy lekcje. Mówisz, że świeże powietrze dobrze nam zrobi i uodporni mnie na zimną temperaturę i wysiłek podczas niej.- Lili próbowała udawać jego instruktażowy ton. A ja próbowałam nie wybuchnąć śmiechem.
- Po za tym to nasz park. Może coś ci się przypomni.- dodałam.
Na miejscu mała chciała już zacząć biegać, kiedy ją powstrzymałam.
- A śniadanie było pyszne?- spytałam wiedząc, że nic nie jadła.
- Nie jestem głodna.- zaprotestowała. Doskonale zdawała sobie sprawę, do czego piłam.
Nie słuchając jej sprzeciwów dałam jej pudełko z resztą ciasta z naszego śniadania. Gdy tylko je zobaczyła, z ochotą zjadła. Teraz czas na trening.
Standardowo najpierw moja siostra zaczęła biegać wokół fontanny, a my usiedliśmy na ławce.
- Ile tak będzie biegać?- spytał Rosjanin.
- Pół godziny.- oznajmiłam.
Nagle objął mnie ramieniem. Instynktownie wtuliłam się w niego.
- Roza,- rozkoszowałam się brzmieniem mojego imienia w jego ustach.- chciałem z tobą porozmawiać. O tym, co się stało przed wyjściem.
Zesztywniałam. Bałam się tego co usłyszę. Nie mam pojęcia, co o tym myśli. Jedyne czego jestem pewna, to to, że odwzajemnił go i tęsknił za tym tak samo jak ja. Ale czy otworzy się przede mną? Będzie umiał się do tego przyznać?
- Dymitr. Ja nie chcę na ciebie naciskać. Nie chciałam, żeby to tak wyszło.- zaczęłam się tłumaczyć. Nagle bardzo zainteresowały mnie moje paznokcie.-To był impuls chwili. Nie powinnam tego robić, tak wcześnie...
Nie mogłam dokończyć. Przeszkodziły mi w tym wargi męża. Szybko podniósł mi głowę za podbródek i wbił się w moje usta. Od razu oddałam pocałunek. Po chwili oderwaliśmy się od siebie. Nadal byliśmy blisko twarzami, a nasze czoła się stykały. Oddychaliśmy szybko. Patrzył na mnie z miłością, aż mi się gorąco zrobiło.
- Nie uważasz, że nie powinniśmy?- zdziwiłam się.
- To samo pytanie zadałaś mi po ataku na akademię, kiedy przechodziliśmy kolo warowni.- uśmiechnął się.
- I uciszyłeś mnie w ten sam sposób.- odwzajemniłam jego gest.
- Nigdy nie będzie nic niewłaściwego w całowaniu cię. Nie chcę, żebyś traktowała mnie jak wtedy. Chcę żebyś traktowała mnie jak przed akcją.
- Wiesz, że to nie będzie proste?- spytałam.
- Czemu?- zmarszczył czoło.
- Ponieważ będę czuła się dziwnie, wiedząc że nie pamiętasz tego i że wciąż się obwiniasz.
- Damy radę. Opowiesz mi jak było. Ja chcę żyć w szczęściu z tobą.
- Nie będziemy mogli być ze sobą szczęśliwi, jeśli ty nie będziesz szczęśliwy ze sobą. To jeszcze nie ten czas.
- No dobrze.
Ale nie pogardziłam jego ramieniem. Siedzieliśmy tak przytuleni, póki Lili nie skończyła. Po rozciąganiu się, przyszła kolej na moją lekcję teorii. Bielikow nie ukrywał zdziwienia i dumy. Następnie zrobił trening, na sprawdzenie jej umiejętności. Po ćwiczeniach odprowadziliśmy dampirzycę do szkoły, a później poszliśmy na drugie śniadanie do naszej kawiarni. Mój mąż bardzo się zdziwił, że to TA kawiarnia.
Następnie pomógł mi wsunąć kozaki. Poczułam się jak przed akcją i zapominając się, pocałowałam go w usta. Co mnie zdziwiło, ukochany odwzajemnił pocałunek, opierając dłonie na meblu, czym mnie uwięził. Przestałam racjonalnie myśleć i zarzuciłam mu ręce na ramiona, zatapiając palce w jego aksamitny włosy. Jęknął, gdy za nie pociągnęłam. Tak bardzo tęskniłam za tym smakiem i miękkością jego warg. Bielikow pogłębił pocałunek, jedną ręką jeżdżąc coraz wyżej po moim boku. Zaczął bawić się moimi włosami.
Nagle rozległo się pukanie do drzwi. Oderwaliśmy się od siebie jak oparzeni, ciężko dysząc. A czego ja się spodziewałam? Wróciliśmy na Dwór, wróciliśmy do ludzi przeszkadzających nam w każdej chwili. Ale tak jest zawsze. Podczas chwil i rozmów, ważnych dla naszego związku, ktoś lub coś musi nam przerwać. Standard. Zeszłam z szafki i wygładziłam swoje ubranie. W tym czasie mój mąż poprawił włosy i otworzył drzwi. Stanął w nich Leo.
- Strażniku Bielikow. Dobrze widzieć cię w śród żywych.
Nie zrobił tego celowo, ale nie odpowiednio dobrał słowa. Dymitr w sumie jest świeżo po etapie martwego wampira. W takich okolicznościach to zdanie nabrało drugiego znaczenia. Jednak Rosjanin dzielnie zachował kamienną twarz.
- Dziękuję.- odpowiedział tylko.
Strażnik patrzył na nas zdezorientowany. Normalnie Dymitr poklepałby go po plecach i rzucił tekst typu "Też się cieszę.". Teraz najwyraźniej widać, jak bardzo się zmienił. Postanowiłam to wytłumaczyć zdziwionemu dampirowi.
- Dymitr ma częściową amnezję. Nie pamięta kilku ostatnich miesięcy, ale pracujemy nad tym.
- Właśnie widzę.- Leo uśmiechnął się znacząco.
Nie wiedziałam o co mu chodzi, ale wtedy popatrzyłam na ukochanego. Przygryzłam wargę, żeby nie wybuchnąć śmiechem. Na ustach był wysmarowany moją szminką. Postanowiłam zmienić temat
- Lepiej powiedz, co cię do nas sprowadza tak wcześnie?
- Królowa zaprasza was dzisiaj na obiad.- oznajmił
- Kto będzie?- spytałam niepewnie.
- Księżniczka, Lord Ozera, Lord Iwaszkow, panienka Sydney, strażnicy Ashford i Castile oraz pozostali strażnicy, jako ochrona.
- Ok, dzięki. Będziemy punktualnie.
- To ja lecę z powrotem do Lissy. A i Lili ma być z wami. To pa.
- Pa.- zamknęłam za strażnikiem drzwi.
Następnie zaczęłam się śmiać, jak opętana. Ukochany patrzył na mnie jak na wariatkę.
- Nie idziemy?- spytał.
- Idziemy, ale najpierw idź się umyj.- nie przestawałam się śmiać.
Mąż spojrzał w lusterko i od razu sięgnął po chusteczki. Starł sobie ślad po naszym namiętnym pocałunku. zaśmiałam się z jego miny, otwierając drzwi. Razem poszliśmy do Lili.
- No myślałam, że już nigdy nie przyjdziecie.-ledwo weszliśmy do jej pokoju, a nas wyciągnęła na zewnątrz.- To co dzisiaj ćwiczymy? Może wykopy, albo podcinanie. A dostane dzisiaj sztylet?- pytania wychodziły z tej dziewczyny jak z karabinu. Strażnik zaczął się śmiać.
- Teraz jestem pewny, że to twoja siostra.
Uspokoił się dopiero, gdy wyszliśmy z budynku. Zdziwił się, kiedy zamiast na salę, poszliśmy do parku.
- Gdzie my idziemy?- spytał zdezorientowany.
- Zawsze w parku mamy lekcje. Mówisz, że świeże powietrze dobrze nam zrobi i uodporni mnie na zimną temperaturę i wysiłek podczas niej.- Lili próbowała udawać jego instruktażowy ton. A ja próbowałam nie wybuchnąć śmiechem.
- Po za tym to nasz park. Może coś ci się przypomni.- dodałam.
Na miejscu mała chciała już zacząć biegać, kiedy ją powstrzymałam.
- A śniadanie było pyszne?- spytałam wiedząc, że nic nie jadła.
- Nie jestem głodna.- zaprotestowała. Doskonale zdawała sobie sprawę, do czego piłam.
Nie słuchając jej sprzeciwów dałam jej pudełko z resztą ciasta z naszego śniadania. Gdy tylko je zobaczyła, z ochotą zjadła. Teraz czas na trening.
Standardowo najpierw moja siostra zaczęła biegać wokół fontanny, a my usiedliśmy na ławce.
- Ile tak będzie biegać?- spytał Rosjanin.
- Pół godziny.- oznajmiłam.
Nagle objął mnie ramieniem. Instynktownie wtuliłam się w niego.
- Roza,- rozkoszowałam się brzmieniem mojego imienia w jego ustach.- chciałem z tobą porozmawiać. O tym, co się stało przed wyjściem.
Zesztywniałam. Bałam się tego co usłyszę. Nie mam pojęcia, co o tym myśli. Jedyne czego jestem pewna, to to, że odwzajemnił go i tęsknił za tym tak samo jak ja. Ale czy otworzy się przede mną? Będzie umiał się do tego przyznać?
- Dymitr. Ja nie chcę na ciebie naciskać. Nie chciałam, żeby to tak wyszło.- zaczęłam się tłumaczyć. Nagle bardzo zainteresowały mnie moje paznokcie.-To był impuls chwili. Nie powinnam tego robić, tak wcześnie...
Nie mogłam dokończyć. Przeszkodziły mi w tym wargi męża. Szybko podniósł mi głowę za podbródek i wbił się w moje usta. Od razu oddałam pocałunek. Po chwili oderwaliśmy się od siebie. Nadal byliśmy blisko twarzami, a nasze czoła się stykały. Oddychaliśmy szybko. Patrzył na mnie z miłością, aż mi się gorąco zrobiło.
- Nie uważasz, że nie powinniśmy?- zdziwiłam się.
- To samo pytanie zadałaś mi po ataku na akademię, kiedy przechodziliśmy kolo warowni.- uśmiechnął się.
- I uciszyłeś mnie w ten sam sposób.- odwzajemniłam jego gest.
- Nigdy nie będzie nic niewłaściwego w całowaniu cię. Nie chcę, żebyś traktowała mnie jak wtedy. Chcę żebyś traktowała mnie jak przed akcją.
- Wiesz, że to nie będzie proste?- spytałam.
- Czemu?- zmarszczył czoło.
- Ponieważ będę czuła się dziwnie, wiedząc że nie pamiętasz tego i że wciąż się obwiniasz.
- Damy radę. Opowiesz mi jak było. Ja chcę żyć w szczęściu z tobą.
- Nie będziemy mogli być ze sobą szczęśliwi, jeśli ty nie będziesz szczęśliwy ze sobą. To jeszcze nie ten czas.
- No dobrze.
Ale nie pogardziłam jego ramieniem. Siedzieliśmy tak przytuleni, póki Lili nie skończyła. Po rozciąganiu się, przyszła kolej na moją lekcję teorii. Bielikow nie ukrywał zdziwienia i dumy. Następnie zrobił trening, na sprawdzenie jej umiejętności. Po ćwiczeniach odprowadziliśmy dampirzycę do szkoły, a później poszliśmy na drugie śniadanie do naszej kawiarni. Mój mąż bardzo się zdziwił, że to TA kawiarnia.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
niedziela, 24 lipca 2016
ROZDZIAŁ 202
Obudziłem się wcześnie. Gdy otworzyłem oczy, pokój nabierał niesamowitych barw dzięki promieniom zachodzącego słońca. Najwidoczniej nie byłem aż tak zmęczony. Tylko mój sen... będę musiał spytać o to Rozę. Ale to później. Popatrzyłem na swoją żonę ( jak to dziwnie, a za razem pięknie brzmi.) Która spala w takiej samej pozycji, gdy ja zasnąłem. Wciąż wyglądała tak niewinnie. Nie mogę uwierzyć, że chciałaby być ze mną. Też bym tego chciał, ale coś we wnętrz mi nie pozwala. Ciekawe czy jej pocałunki smakują tak słodko, hak pamiętam? Może gdy mi wszystko opowie, moje nastawienie się zmieni. Jedno wiedziałem na pewno. Jeśli obudzi się w takiej sytuacji, poczuje się głupio i odsunięcie, a później cały poranek będzie zdołowana. Tak jak wczoraj w samochodzie. Uwolniłem się z jej objęć, tak żeby się nie obudziła, co nie było trudne, bo spała twardo jak kamień. Ostatnie wydarzenia musiały ją bardzo zmartwić i zmęczyć. Pocałowałem ją w czoło i stanąłem na środku pokoju. Co by tu zrobić? Pomyślmy. Ciekawe czy Rose nauczyła się gotować, czy to ja robię za jej kucharza? Bez różnicy. Miło będzie jeśli ja coś zrobię na śniadanie, po tym wszystkim co dla mnie zrobiła.
Ubrałem dresy i koszulkę, które znalazłem w szafie i poszedłem do kuchni. Dopiero teraz zauważyłem, jaka jest ładna. Na ścianie były gwoździe i ciemniejsze kwadraty, świadczące o tym, że wisiały tu jakieś zdjęcia. Szafki były białe z brązową płytą na górze. Na środku stał stolik na nie więcej niż cztery osoby. Do tego nowoczesna kuchenka z podgrzewaną płytą. Obok stała zmywarka, a na niej mikrofalówka. Na wyspach kuchennych były blender, zaparzacz do herbaty, ekspres do kawy i czajnik elektryczny. Jeśli tutaj mamy takie wyposażenie, boję się co jest w naszym domu. Naszym. Moim i Rozy. Spełnienie moich marzeń. A niby nie tak powinno być. Co ja mam teraz zrobić? Najlepiej śniadanie. Zacząłem szukać produktów. O dziwo, wiedziałem, gdzie co jest. Musiałem dużo czasu spędzać na gotowaniu.
ROSE
Obudziłam się przytulona mocno do poduszki. Chciałam przytulić się do ukochanego, więc wyciągnęłam rękę w lewą stronę. Ale nie tylko nie znalazłam Rosjanina, ale i łóżka. Okazało się, że leżę na jego połowie. Ale gdzie on jest? Nigdy nie wstawał, póki się nie obudziłam, albo sam mnie budził. Wtedy do mojej świadomości dotarły dwie rzeczy. Wspomnienie poprzednich dni, to co się wydarzyło i cudny zapach. CZEKOLADA!!
Natychmiast wyskoczyłam z łóżka. Ubrałam się w luźne dresy, czarną bluzkę i ogarnęłam się w łazience. Następnie podążyłam za wonią. Uwielbiam tą słodką brązową maź, o kolorze oczu Dymitra. Boli mnie, że nic nie pamięta, ale wierzę w to, że sobie przypomni. Nawet te najgorsze chwile, tylko żeby był szczęśliwy. Niczego więcej nie pragnę.
W kuchni zostałam zwykły widok. Mojego męża przy kuchence. Aż trudno uwierzyć, że tak się od siebie oddaliliśmy. Usiadłam na krześle, wpatrując się w strażnika, mieszającego coś w rondlu. Po chwili wylał jego zawartość do blachy, która leżała przy oknie. Dopiero teraz ją zauważyłam.
- Jak się spało?- spytał, nie patrząc ma mnie.
- Zaskakująco dobrze. Łóżka szpitalne są strasznie niewygodne. A tobie?
- Też dobrze.
Położył przede mną talerz z ciastem francuskim z owocami, oblanym kremem śmietankowym i czekoladą. Sam miał taki sam, tylko z mniejszą porcją. Założę się, że nałożył mi pół blachy. Od razu zabrałam się za jedzenie. Ze środka wypływał syrop klonów. To było pyszne.
- To jest cudowne.- zachwycałam się po pierwszym kęsie.- Musisz częściej robić mi takie śniadanie.
- A co zazwyczaj jemy na śniadanie?- spytał ciekawy.
- Naleśniki, tosty lub kanapki. Nie kiedy nawet sam pieczesz bułki.
- Czyli ja zajmuję się kuchnią?- dopytywał.
- Ja tylko odgrzewam gdy masz służbę, ale raz zrobiłam prawie całą kaczkę. To było dzień przed świętami. Zamknęłam cię w łazience, a sama poszłam gotować.- uśmiechnęłam się na to wspomnienie.
- Zamknęłaś mnie w łazience?!- spytał zszokowany.
- Ze mną się nie zadziera.- uśmiechnęłam się cwanie. Następnie wybuchłam śmiechem na minę Dymitra.- A tak na serio, to kazała ci się ogarnąć przed świętami. Lili była wtedy u moich rodziców. Postanowiłam ci pomóc i razem robiliśmy ciasto. W międzyczasie wywiązała się bitwa na mąkę. Skończyło się na tym, że uciekam, a ty wolałeś za mną, że jestem żmiją, co zważywszy na fakt, że jestem córka Żmija nie oddala się od prawdy. Po wspólnej kąpieli zamknęłam cię w łazience. Koniec.
- Czekaj. Powiedziałaś "wspólnej kąpieli"?!- popatrzył na mnie zszokowany.
- Tak. Po wszystkim staliśmy się bardziej odważni i rzadko się zdarzało, żeby między... jakby to delikatnie nazwać, aktami naszej miłości była przerwa dłuższą od dwóch dni. No jeśli byliśmy razem. Bo na akcji to trudno.
Widziałam, że trochę się speszył. Sama poczułam, że się rumienię. Przez chwilę jedliśmy w niezręcznej ciszy. Na szczęście przerwał ją Bielikow.
- Przed snem trochę myślałem. O tej sytuacji. O nas...
- I co wymyśliłeś?- spytałam z lekkim strachem.
- Ja... kocham cię.- powiedział szeptem. Patrzyłam zszokowana.- Wystarczyło mi kilka godzin z tobą, żeby uświadomić sobie, że nigdy nie przestałem. Chciałem na nowo okłamywać ciebie i siebie, co nigdzie by nie prowadziło. Ale to nie zmienia faktu, że...
- Nie potrafisz sobie przebaczyć.- dokończyłam za niego.- Potrzebujesz jakiegoś bodźca, który by ci pomógł. Który zapewniłby cię, że moje uczucia się nie zmieniły.
- Rose to nie tak...
- Właśnie, że tak.- przerwałam mu.- Ja to wiem. Kochasz mnie, niby wierzysz mi, że ja ciebie też, ale nie umiesz sobie wybaczyć i uwierzyć, że to wiesz.
Patrzył na mnie zdziwiony.
- Czytasz ze mnie jak z jakiejś książki. Lepiej niż przed przemianą.- nie mogłam odczytać nic z jego twarzy. Popatrzyłam na zegarek w kuchence.
- O matko! Już tak późno?! Zbieramy się.
Szybko wstałam od stołu i wsadziłam naczynia do zmywarki. Rosjanin także się podniósł.
- Ale o co chodzi?- spytał zbity z tropu.- Myślałem, że opowiesz mi o naszej przeszłości.
- To później. Teraz trzeba iść do Lili. Uczymy jej walki, a ona nam tego nie odpuści. I trzeba jeszcze zajść do Hansa. Mam do niego sprawę.- uśmiechnęłam się diabelsko.
- Na jego miejscu bym się bał.- zaśmiał się Rosjanin idąc do przedpokoju.
Ubrałem dresy i koszulkę, które znalazłem w szafie i poszedłem do kuchni. Dopiero teraz zauważyłem, jaka jest ładna. Na ścianie były gwoździe i ciemniejsze kwadraty, świadczące o tym, że wisiały tu jakieś zdjęcia. Szafki były białe z brązową płytą na górze. Na środku stał stolik na nie więcej niż cztery osoby. Do tego nowoczesna kuchenka z podgrzewaną płytą. Obok stała zmywarka, a na niej mikrofalówka. Na wyspach kuchennych były blender, zaparzacz do herbaty, ekspres do kawy i czajnik elektryczny. Jeśli tutaj mamy takie wyposażenie, boję się co jest w naszym domu. Naszym. Moim i Rozy. Spełnienie moich marzeń. A niby nie tak powinno być. Co ja mam teraz zrobić? Najlepiej śniadanie. Zacząłem szukać produktów. O dziwo, wiedziałem, gdzie co jest. Musiałem dużo czasu spędzać na gotowaniu.
ROSE
Obudziłam się przytulona mocno do poduszki. Chciałam przytulić się do ukochanego, więc wyciągnęłam rękę w lewą stronę. Ale nie tylko nie znalazłam Rosjanina, ale i łóżka. Okazało się, że leżę na jego połowie. Ale gdzie on jest? Nigdy nie wstawał, póki się nie obudziłam, albo sam mnie budził. Wtedy do mojej świadomości dotarły dwie rzeczy. Wspomnienie poprzednich dni, to co się wydarzyło i cudny zapach. CZEKOLADA!!
Natychmiast wyskoczyłam z łóżka. Ubrałam się w luźne dresy, czarną bluzkę i ogarnęłam się w łazience. Następnie podążyłam za wonią. Uwielbiam tą słodką brązową maź, o kolorze oczu Dymitra. Boli mnie, że nic nie pamięta, ale wierzę w to, że sobie przypomni. Nawet te najgorsze chwile, tylko żeby był szczęśliwy. Niczego więcej nie pragnę.
W kuchni zostałam zwykły widok. Mojego męża przy kuchence. Aż trudno uwierzyć, że tak się od siebie oddaliliśmy. Usiadłam na krześle, wpatrując się w strażnika, mieszającego coś w rondlu. Po chwili wylał jego zawartość do blachy, która leżała przy oknie. Dopiero teraz ją zauważyłam.
- Jak się spało?- spytał, nie patrząc ma mnie.
- Zaskakująco dobrze. Łóżka szpitalne są strasznie niewygodne. A tobie?
- Też dobrze.
Położył przede mną talerz z ciastem francuskim z owocami, oblanym kremem śmietankowym i czekoladą. Sam miał taki sam, tylko z mniejszą porcją. Założę się, że nałożył mi pół blachy. Od razu zabrałam się za jedzenie. Ze środka wypływał syrop klonów. To było pyszne.
- To jest cudowne.- zachwycałam się po pierwszym kęsie.- Musisz częściej robić mi takie śniadanie.
- A co zazwyczaj jemy na śniadanie?- spytał ciekawy.
- Naleśniki, tosty lub kanapki. Nie kiedy nawet sam pieczesz bułki.
- Czyli ja zajmuję się kuchnią?- dopytywał.
- Ja tylko odgrzewam gdy masz służbę, ale raz zrobiłam prawie całą kaczkę. To było dzień przed świętami. Zamknęłam cię w łazience, a sama poszłam gotować.- uśmiechnęłam się na to wspomnienie.
- Zamknęłaś mnie w łazience?!- spytał zszokowany.
- Ze mną się nie zadziera.- uśmiechnęłam się cwanie. Następnie wybuchłam śmiechem na minę Dymitra.- A tak na serio, to kazała ci się ogarnąć przed świętami. Lili była wtedy u moich rodziców. Postanowiłam ci pomóc i razem robiliśmy ciasto. W międzyczasie wywiązała się bitwa na mąkę. Skończyło się na tym, że uciekam, a ty wolałeś za mną, że jestem żmiją, co zważywszy na fakt, że jestem córka Żmija nie oddala się od prawdy. Po wspólnej kąpieli zamknęłam cię w łazience. Koniec.
- Czekaj. Powiedziałaś "wspólnej kąpieli"?!- popatrzył na mnie zszokowany.
- Tak. Po wszystkim staliśmy się bardziej odważni i rzadko się zdarzało, żeby między... jakby to delikatnie nazwać, aktami naszej miłości była przerwa dłuższą od dwóch dni. No jeśli byliśmy razem. Bo na akcji to trudno.
Widziałam, że trochę się speszył. Sama poczułam, że się rumienię. Przez chwilę jedliśmy w niezręcznej ciszy. Na szczęście przerwał ją Bielikow.
- Przed snem trochę myślałem. O tej sytuacji. O nas...
- I co wymyśliłeś?- spytałam z lekkim strachem.
- Ja... kocham cię.- powiedział szeptem. Patrzyłam zszokowana.- Wystarczyło mi kilka godzin z tobą, żeby uświadomić sobie, że nigdy nie przestałem. Chciałem na nowo okłamywać ciebie i siebie, co nigdzie by nie prowadziło. Ale to nie zmienia faktu, że...
- Nie potrafisz sobie przebaczyć.- dokończyłam za niego.- Potrzebujesz jakiegoś bodźca, który by ci pomógł. Który zapewniłby cię, że moje uczucia się nie zmieniły.
- Rose to nie tak...
- Właśnie, że tak.- przerwałam mu.- Ja to wiem. Kochasz mnie, niby wierzysz mi, że ja ciebie też, ale nie umiesz sobie wybaczyć i uwierzyć, że to wiesz.
Patrzył na mnie zdziwiony.
- Czytasz ze mnie jak z jakiejś książki. Lepiej niż przed przemianą.- nie mogłam odczytać nic z jego twarzy. Popatrzyłam na zegarek w kuchence.
- O matko! Już tak późno?! Zbieramy się.
Szybko wstałam od stołu i wsadziłam naczynia do zmywarki. Rosjanin także się podniósł.
- Ale o co chodzi?- spytał zbity z tropu.- Myślałem, że opowiesz mi o naszej przeszłości.
- To później. Teraz trzeba iść do Lili. Uczymy jej walki, a ona nam tego nie odpuści. I trzeba jeszcze zajść do Hansa. Mam do niego sprawę.- uśmiechnęłam się diabelsko.
- Na jego miejscu bym się bał.- zaśmiał się Rosjanin idąc do przedpokoju.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
sobota, 23 lipca 2016
ROZDZIAŁ 201
Zapomniałam, że wzięłam tylko seksowne koszule nocne. No to trochę nie na miejscu, ale ciekawi mnie jego reakcja. Wyszłam z łazienki, niby nigdy nic. Zauważyłam męża dopiero po chwili. Stał pod półką na swoje westerny. Przyglądał się gwoździu i napisowi na jej boku. Uśmiechał się pod nosem.
- Z książkami o dzikim zachodzie, to miało większy sens.- uznałam.
Dopiero teraz na mnie spojrzał. Jego oczy pociemniały. Patrzył na mnie głodnym wzrokiem. Przybrałam kuszącą pozę.
- Widzisz, coś, co ci się podoba, towarzyszu?- spytałam.
Od razu się opanował i założył swoją maskę strażnika. Zaczęłam się z tego śmiać.
- Pamiętam jak pierwszy raz to powiedziałaś.- mojemu mężowi nie było do śmiechu.
Od razu zpoważniałam.
- Bardzo często to pytanie padało z moich ust.- powiedziałam.
Spojrzał na mnie zaciekawiony, a ja spuściłam wzrok, czując, że się rumienię. No ale co się dziwić. Przy takich wspomnieniach. Dymitr chyba zrozumiał, o czym myślę. Położyłam się na łóżku. Przypomniało mi się miejsce naszego pierwszego pobytu po ucieczce. I pocałunek. Bielikow go odwzajemnił. Może teraz... A jeśli będzie za wcześnie?
- To teraz ja pójdę się wykąpać.- zakomunikował mój ukochany.
- Jasne. W czarnej walizce masz swoje rzeczy.- powiedziałam.
Rosjanin wziął wszystko i wszedł do łazienki. Po kilkunastu minutach wyszedł w samych bokserkach i mokrymi włosami. I kto tu kogo kusi? Patrzyłam na niego w zachwycie. Był taki jak zawsze. Zabolało mnie i to bardzo, że nie mogę sobie pozwolić na za dużo. Chciałabym go przytulić, pocałować. W sumie to teraz chętnie bym się na niego rzuciła i zdjęła wszystko co ma na sobie. Ale wiem, że nie mogę.
- Rose.- upomniał mnie.
- Wybacz towarzyszu, jesteś zbyt idealny.- palnęłam bez namysłu.
- Wcale nie jestem taki idealny.
Usiadł na brzegu łóżka i zawiesił głowę, w zamyśleniu.
- Dymitr błagam cię. Czemu nie możemy być razem, jak dawniej. To jest już dozwolone, a ja nie jestem z Adrianem.
- Rose. Przez to co ci zrobiłem, nie powinno mnie tu być.
- O Rany!- westchnęłam zniecierpliwiona.- Popatrz na mnie.- nie zrobił tego.- Dymitr spójrz na mnie!- powtórzyłam ostrzej. W końcu podniósł wzrok.- Wiesz, czego najczęściej żałowałeś, gdy o tym rozmawialiśmy? Tego, że płakałeś w ramiona Lissy, a powinieneś w moje i tego, że mnie odrzucałeś. Ponieważ byłam dla ciebie ważna...
- Roza, jesteś dla mnie najważniejsza, a ja cię bardzo skrzywdziłem.- przerwał mi spuszczając głowę.
Tym razem sama ją nakierowałam w swoją stronę.
- Jestem najważniejsza, tak?- pokiwał głową twierdząco.- Zrobiłbyś mi krzywdę z własnej woli?
- Nigdy.- odpowiedział bez zawahania.
- No więc właśnie. To nie byłeś ty. Jak mam Cię winić o coś, czego nie zrobiłeś?
- Ale to byłem ja...
- Jak to mogłeś być ty, skoro nie zrobiłbyś mi krzywdy?- przerwałam mu.
- Rose, daj mi jeszcze czas.- szepnął cicho.
- Ja na ciebie nie naciskam. Po prostu chcę ci pomóc. Gdy zrozumiesz to co ci powiedziałam, będzie ci łatwiej. A teraz dobranoc.- cmoknęłam go w w policzek i wróciłam na swoją połowę. Zanim jeszcze zapadłam w sen, usłyszałam jak strażnik kładzie się obok.
- Dobranoc Roza.
DYMITR
- Dobranoc Roza.- odpowiedziałem, już leżąc.
To było koszmarne. Mam koło siebie kobietę, którą kocham (Tak KOCHAM), ale której nie czuję się godny. To wszystko co mówi, o szczęśliwym życiu, o wybaczaniu samemu sobie. O miłości. Jest takie nie realne, odległe. Chciałbym być tak pewny mojej przyszłości, jak ona. Zawsze umie znaleźć wyjście z sytuacji, wydawało by się bez wyjścia. A ona to umie. To dziwnie zabrzmi, ale podziwiam ją. Jej siłę, wiarę w innych, to że zgrywa trwaldzielkę, ale bardzo łatwo ją zranić. Nie łatwo jest jej zaufać innym. Może szybko zdobywać znajomych, ale mało kto ją zna. Przede mną się otwierała, zawsze starałem się jej pomóc. W sumie to działa w dwie strony. Z taką łatwością umie mnie przejrzeć. Nadal mnie to przeraża. Ale bardziej boję się, że Roza mnie nie kocha. Nagle poczułem dotyk z prawej strony i ciepło w klatce piersiowej. Spiąłem się, kiedy Roza mnie przytuliła, ale zauważyłem, że śpi. Objąłem ją ramieniem, a ona wtuliła się mocniej.
- Nigdy mnie nie zostawiaj Towarzyszu.- mruknęła przez sen takim tonem, ze ukuł mnie w serce.
Pragnąłem spełnić jej prośbę. Co ta kobieta ze mną robi? Zacząłem bawić się jej włosami. Były tak miękkie i delikatne, jak pamiętałem z naszego pierwszego razu. To gdy byłem potworem się nie liczy do wspomnień. Chciałbym to zapomnieć. Ale to chyba nie możliwe. Bałem się. Tak. Ja, Dymitr Bielikow boję się. Że stracę najważniejszą osobę na świecie, że nie jestem godny jakiejkolwiek miłości, boję się spać, że przyśnią mi się koszmary. A najgorsze jest to uczucie pustki. Zapomniana część mojego życia, z tego co zauważyłem, najpiękniejsza. Bo pełna szczęścia i miłości od Rozy. Jeszcze nigdy nie widziałem jej takiej radosnej. Zawsze musiała pokonywać przeszkody świata, a teraz wydaje się wolna i szczęśliwa. I mówi, że to dzięki mnie, ale nie umiem w to uwierzyć. Jakby na przekonanie mnie, poruszyła się delikatnie. Ma jej ustach widniał lekki uśmiech. Jest taka piękna i krucha. To prawda, umie walczyć i bronić siebie i księż... królową. Ale tak łatwo ją zranić. A ja to zrobiłem najmocniej.
Dymitr opanuj się. Gdyby cię usłyszała, już by ci zrobiła wywód, że to nie byłeś ty.
Przestraszyłem się. Czyżbym już oszalał i słyszał głowy w głowie? Nie no, ze mną na serio jest coś nie tak.
Spokojnie to ja Luna. Przez błogosławieństwo połączyłam się z wami więzią. Mogę w ten sposób z wami rozmawiać.
A mogłabyś przywrócić mi pamięć?- spytałam w myślach z nadzieją.
Przykro mi. Mogę tylko pokazać ci co się wydarzyło. Ale nie dowiesz się jakie miałeś odczucia, dopóki sam sobie tego nie przypomnisz. Tak jakbyś oglądał film.
Chociaż tyle dobrze.
Ale nie zrobię tego. Przynajmniej nie teraz. To próba, którą musicie przejść razem. Ale mogę pomoc ci w inny sposób.
I w tym momencie dopadło mnie wielkie zmęczenie. Poczułem się bezpiecznie i zasnąłem.
- Z książkami o dzikim zachodzie, to miało większy sens.- uznałam.
Dopiero teraz na mnie spojrzał. Jego oczy pociemniały. Patrzył na mnie głodnym wzrokiem. Przybrałam kuszącą pozę.
- Widzisz, coś, co ci się podoba, towarzyszu?- spytałam.
Od razu się opanował i założył swoją maskę strażnika. Zaczęłam się z tego śmiać.
- Pamiętam jak pierwszy raz to powiedziałaś.- mojemu mężowi nie było do śmiechu.
Od razu zpoważniałam.
- Bardzo często to pytanie padało z moich ust.- powiedziałam.
Spojrzał na mnie zaciekawiony, a ja spuściłam wzrok, czując, że się rumienię. No ale co się dziwić. Przy takich wspomnieniach. Dymitr chyba zrozumiał, o czym myślę. Położyłam się na łóżku. Przypomniało mi się miejsce naszego pierwszego pobytu po ucieczce. I pocałunek. Bielikow go odwzajemnił. Może teraz... A jeśli będzie za wcześnie?
- To teraz ja pójdę się wykąpać.- zakomunikował mój ukochany.
- Jasne. W czarnej walizce masz swoje rzeczy.- powiedziałam.
Rosjanin wziął wszystko i wszedł do łazienki. Po kilkunastu minutach wyszedł w samych bokserkach i mokrymi włosami. I kto tu kogo kusi? Patrzyłam na niego w zachwycie. Był taki jak zawsze. Zabolało mnie i to bardzo, że nie mogę sobie pozwolić na za dużo. Chciałabym go przytulić, pocałować. W sumie to teraz chętnie bym się na niego rzuciła i zdjęła wszystko co ma na sobie. Ale wiem, że nie mogę.
- Rose.- upomniał mnie.
- Wybacz towarzyszu, jesteś zbyt idealny.- palnęłam bez namysłu.
- Wcale nie jestem taki idealny.
Usiadł na brzegu łóżka i zawiesił głowę, w zamyśleniu.
- Dymitr błagam cię. Czemu nie możemy być razem, jak dawniej. To jest już dozwolone, a ja nie jestem z Adrianem.
- Rose. Przez to co ci zrobiłem, nie powinno mnie tu być.
- O Rany!- westchnęłam zniecierpliwiona.- Popatrz na mnie.- nie zrobił tego.- Dymitr spójrz na mnie!- powtórzyłam ostrzej. W końcu podniósł wzrok.- Wiesz, czego najczęściej żałowałeś, gdy o tym rozmawialiśmy? Tego, że płakałeś w ramiona Lissy, a powinieneś w moje i tego, że mnie odrzucałeś. Ponieważ byłam dla ciebie ważna...
- Roza, jesteś dla mnie najważniejsza, a ja cię bardzo skrzywdziłem.- przerwał mi spuszczając głowę.
Tym razem sama ją nakierowałam w swoją stronę.
- Jestem najważniejsza, tak?- pokiwał głową twierdząco.- Zrobiłbyś mi krzywdę z własnej woli?
- Nigdy.- odpowiedział bez zawahania.
- No więc właśnie. To nie byłeś ty. Jak mam Cię winić o coś, czego nie zrobiłeś?
- Ale to byłem ja...
- Jak to mogłeś być ty, skoro nie zrobiłbyś mi krzywdy?- przerwałam mu.
- Rose, daj mi jeszcze czas.- szepnął cicho.
- Ja na ciebie nie naciskam. Po prostu chcę ci pomóc. Gdy zrozumiesz to co ci powiedziałam, będzie ci łatwiej. A teraz dobranoc.- cmoknęłam go w w policzek i wróciłam na swoją połowę. Zanim jeszcze zapadłam w sen, usłyszałam jak strażnik kładzie się obok.
- Dobranoc Roza.
DYMITR
- Dobranoc Roza.- odpowiedziałem, już leżąc.
To było koszmarne. Mam koło siebie kobietę, którą kocham (Tak KOCHAM), ale której nie czuję się godny. To wszystko co mówi, o szczęśliwym życiu, o wybaczaniu samemu sobie. O miłości. Jest takie nie realne, odległe. Chciałbym być tak pewny mojej przyszłości, jak ona. Zawsze umie znaleźć wyjście z sytuacji, wydawało by się bez wyjścia. A ona to umie. To dziwnie zabrzmi, ale podziwiam ją. Jej siłę, wiarę w innych, to że zgrywa trwaldzielkę, ale bardzo łatwo ją zranić. Nie łatwo jest jej zaufać innym. Może szybko zdobywać znajomych, ale mało kto ją zna. Przede mną się otwierała, zawsze starałem się jej pomóc. W sumie to działa w dwie strony. Z taką łatwością umie mnie przejrzeć. Nadal mnie to przeraża. Ale bardziej boję się, że Roza mnie nie kocha. Nagle poczułem dotyk z prawej strony i ciepło w klatce piersiowej. Spiąłem się, kiedy Roza mnie przytuliła, ale zauważyłem, że śpi. Objąłem ją ramieniem, a ona wtuliła się mocniej.
- Nigdy mnie nie zostawiaj Towarzyszu.- mruknęła przez sen takim tonem, ze ukuł mnie w serce.
Pragnąłem spełnić jej prośbę. Co ta kobieta ze mną robi? Zacząłem bawić się jej włosami. Były tak miękkie i delikatne, jak pamiętałem z naszego pierwszego razu. To gdy byłem potworem się nie liczy do wspomnień. Chciałbym to zapomnieć. Ale to chyba nie możliwe. Bałem się. Tak. Ja, Dymitr Bielikow boję się. Że stracę najważniejszą osobę na świecie, że nie jestem godny jakiejkolwiek miłości, boję się spać, że przyśnią mi się koszmary. A najgorsze jest to uczucie pustki. Zapomniana część mojego życia, z tego co zauważyłem, najpiękniejsza. Bo pełna szczęścia i miłości od Rozy. Jeszcze nigdy nie widziałem jej takiej radosnej. Zawsze musiała pokonywać przeszkody świata, a teraz wydaje się wolna i szczęśliwa. I mówi, że to dzięki mnie, ale nie umiem w to uwierzyć. Jakby na przekonanie mnie, poruszyła się delikatnie. Ma jej ustach widniał lekki uśmiech. Jest taka piękna i krucha. To prawda, umie walczyć i bronić siebie i księż... królową. Ale tak łatwo ją zranić. A ja to zrobiłem najmocniej.
Dymitr opanuj się. Gdyby cię usłyszała, już by ci zrobiła wywód, że to nie byłeś ty.
Przestraszyłem się. Czyżbym już oszalał i słyszał głowy w głowie? Nie no, ze mną na serio jest coś nie tak.
Spokojnie to ja Luna. Przez błogosławieństwo połączyłam się z wami więzią. Mogę w ten sposób z wami rozmawiać.
A mogłabyś przywrócić mi pamięć?- spytałam w myślach z nadzieją.
Przykro mi. Mogę tylko pokazać ci co się wydarzyło. Ale nie dowiesz się jakie miałeś odczucia, dopóki sam sobie tego nie przypomnisz. Tak jakbyś oglądał film.
Chociaż tyle dobrze.
Ale nie zrobię tego. Przynajmniej nie teraz. To próba, którą musicie przejść razem. Ale mogę pomoc ci w inny sposób.
I w tym momencie dopadło mnie wielkie zmęczenie. Poczułem się bezpiecznie i zasnąłem.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
czwartek, 21 lipca 2016
ROZDZIAŁ 200
Nie obudziłam się na łóżku szpitalnym. Tego jestem pewna. Poczułam jak wszystko się trzęsie. Powoli otworzyłam oczy. Zobaczyłam oparcie przednich foteli. Leżałam w samochodzie. Ale moja głowa była wyżej niż nogi. Popatrzyłam do góry. Leżałam na kolanach ukochanego. Patrzył na mnie z lekkim strachem i niepewnością. Nie chciałam, aby czuł się nieswojo. Z westchnieniem odniosłam się, żeby usiąść obok. Patrzyłam smutno za okno. Nie wiedziałam, jak mam się zachować, do czego mogę się posunąć. Między nami zapadła niezręczna cisza, którą mój ojciec i siostra chyba nie zauważyli. Postanowiłam ją przerwać.
- Jak się tu znalazłam?
- Przyniosłem cię.- odpowiedział strażnik.
- Mogliście mnie obudzić.- zauważyłam.
- Nie było potrzeby. Po za tym, byłaś bardzo zmęczona ostatnimi dniami.- tym razem odezwał się Abe.
Westchnęłam i znowu patrzyłam w okno. Musiałam długo spać, ponieważ za jakieś dziesięć minut będziemy na Dworze. Znam tą okolicę na pamięć. To był jeden z obowiązkowych kursów na strażniczkę królowej. Miałam go w tych pierwszych tygodniach po koronacji. Na inne jeszcze nie pozwolił mi iść nad opiekuńczy chłopak.
Tak jak zakładałam, po kilku minutach wjechaliśmy przez bramę Dworu. Rodzice pokazali karty zamieszkania. Po chwili znalazłam swoją i Bielikowa. Przepuszczono nas i Abe ruszył do garażu. W ciszy wysiedliśmy z samochodu. Pożegnaliśmy się z moimi rodzicami i poszliśmy do mieszkania. Za niedługo wschodzi słońce, wiec będziemy mieli możliwość odpocząć jeszcze. Zupełnie zapomniałam o stanie wyjątkowym, wprowadzonym na Dworze. Więc przez jakiś czas jeszcze tu zostaniemy. Lili poszła do swojej komnaty, żegnając nas. Z mężem weszliśmy do mieszkania i od razu poszłam do sypialni. Wtedy zauważyłam, że Dymitr stoi w drzwiach i trzyma się za głowę. Podprowadziłam go do łóżka, na którym usiadł.
- Dymitr co się dzieje?- spytałam gdy ból przeszedł.
- Coś sobie przypomniałem.- powiedział, co mnie ucieszyło.- Klęczałaś w łzach przy łóżku, ja cię obejmowałem, a przed nami leżał martwy kruk.
Patrzyłam przed siebie, wracając myślami do tamtego dnia.
- To było po tym jak wyszłam ze szpitala. Tasza i Robert, brat Wiktora, podrzucili nam zabitego kruka. Był pierwszym stworzeniem ożywionym przez Lissę. To była aluzja. Nosił pocałunek cienia, tak jak ja. Ale nie mówmy teraz o tym. Ty możesz spać w łóżku, a ja...
- Rose, mówiłaś, że przy ucieczce spaliśmy razem. Może to mi pomoże.
- Taki zamknięte strażnik, jak ty chce spać ze swoją uczennicą.
- Już od dawna nie jesteś moją uczennicą.- zauważył z uśmiechem.
- Może zrobię nam coś do picia i opowiem ci co się wydarzyło.- wstałam i wyszłam z pokoju.- I nawet nie myśl o kawie towarzyszu. - krzyknęłam po Rosyjsku.
Włączyłam pełny czajnik elektryczny, a do kubków wrzuciłam torebki herbaty. Miętowa z żurawiną dla strażnika i owoce leśne dla mnie. Myślałam, że dostanę zawału, gdy odwracając się, zobaczyłam siedzącego przy stole męża.
- Skąd tak dobrze znasz Rosyjski?- spytał, kiedy usiadłam naprzeciwko.
- Sam mnie uczyłeś. Tak samo jazdy konnej.
- Jazdy konnej?!- zdziwił się.
- A Gwiazdkę pamiętasz?- spytałam z uśmiechem. Jego oczy zabłysły.- Razem z miłością, wróciło ci dawne życie. Twoja rodzina coraz częściej nas odwiedza lub my ich, Luna dała nam cudowny prezent, masz wielu znajomych, a nawet przyjaciół. Ola... to już bardziej skomplikowana sprawa, ale jest szczęśliwa. Więcej się śmiałeś, każdą wolną chwilę spędziliśmy ze sobą. O i masz nowe stare westerny od mojego ojca. A na urodziny nawet zorganizowałam ci spotkanie z twoim ulubionym autorem. I dzięki nam dampiry mogą wiązać się w pary, a nawet brać śluby. Bardzo dużo się zmieniło.- nie patrzyłam w dany punkt.
Dopiero teraz spojrzałam na męża. Uśmiechał się smętnie.
- Byłaś bardzo szczęśliwa.- zauważył.
- Dopiero dzięki tobie poznałam znaczenie tego słowa. Bez ciebie moje moje życie nie może być pełne i szczęśliwe.
- Roza...- westchnął nie patrząc na mnie.
Na nowo zamknął się w sobie. Czeka nas ciężka praca.
- Tak wiem. Masz tyle czasu ile będziesz potrzebował. Mam pytanie.
Rosjanin spojrzał na mnie. Jednak zaraz woda zaczęła bulgotać i wstał zalać herbatę. Gdy już położył kubki na stole, kontynuowałam temat.
- Czemu położyłeś mnie sobie na kolanach w samochodzie?
Spodziewałam się odpowiedzi i szczerze trochę się jej bałam. Ale jeśli mamy przeżyć tą próbę, musimy ustawić pewne zasady i wytłumaczyć niejasności.
- Jesteś moją żoną. Muszę się o ciebie troszczyć.- powiedział, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie. I chyba taka jest, ale nie w tej sytuacji.
- Dymitr, nie chcę, żebyś się o mnie troszczył, bo musisz. Chcę, żebyś to czuł. Nie traktuj mnie jak żonę.
- Ale....- chciał się sprzeciwić.
- Żadne "Ale"! Nie wiem. Traktuj mnie jak przyjaciółkę, zwykłą dziewczynę, nawet dawną uczennicę. Ale nie jak żonę, bo na razie jestem nią tylko na papierach. Bo ty tego nie czujesz. Nie chcę żyć w fałszywym przeświadczeniu, że mnie kochasz, podczas gdy ty będziesz męczył się z poczuciem winy, o coś co nawet nie było twoją winą. I proszę, zrozum w końcu, że Cię Kocham mimo wszystko, co się zdarzyło, czy będzie się dziać. I nie mam czego ci wybaczać. Możesz myśleć, że się oszukuję, ale to nie prawda. Kocham cię towarzyszu.
Nic nie odpowiedział. Nie oczekiwałam tego.
- Przy tym stole kiedyś się pokłóciliśmy.- stwierdził, po czym upiciu łyka herbaty.- Mmm... moja ulubiona.
- Czemu sobie przypominasz same smutne rzeczy?- uśmiechnął się na moją uwagę.- Ale dobrze, że chociaż coś pamiętasz. Dwie rzeczy w ciągu pięciu godzin od obudzenia. Może nie będzie trzeba długo czekać na odzyskanie całej pamięci.
- Oby. Mam dosyć tego, że mówisz o czymś ważnym, a ja nic nie rozumiem.
Parsknęłam śmiechem, a mąż mi zawtórował.
- Wracając do tematu. Kłóciliśmy się o nasz pierwszy, wspólny wyjazd do Bai. Bałeś się spotkania z rodziną, bez podstawie po za tym. W końcu uznałam, że jak nie chcesz, to zostań, a ja pojadę. Ale i tak pojechaliśmy razem.
Uśmiechnęliśmy się.
- Już rozumiem, co miałaś na myśli, mówiąc, że więcej się uśmiechałem.- powiedział, po kolejnym łuku.- Będąc z tobą i nie walcząc, tylko po prostu rozmawiając, nie da się nie uśmiechnąć. Rozkochaj mnie w sobie, bo ja na pewno z własnej woli Cię nie zostawię.
- Mam nadzieję. Nie chcę po raz kolejny zostać postrzelona, tylko po to, żebyś sobie wybaczył.- aż się wzdrygnęłam na tą myśl.
- To było dzielne, jak na wzorową strażniczkę przystało. Ale nie pozwolę, żeby coś si się stało. Ale teraz chodźmy spać.
Pokiwałam głową na zgodę i poszłam pierwsza się myć.
- Jak się tu znalazłam?
- Przyniosłem cię.- odpowiedział strażnik.
- Mogliście mnie obudzić.- zauważyłam.
- Nie było potrzeby. Po za tym, byłaś bardzo zmęczona ostatnimi dniami.- tym razem odezwał się Abe.
Westchnęłam i znowu patrzyłam w okno. Musiałam długo spać, ponieważ za jakieś dziesięć minut będziemy na Dworze. Znam tą okolicę na pamięć. To był jeden z obowiązkowych kursów na strażniczkę królowej. Miałam go w tych pierwszych tygodniach po koronacji. Na inne jeszcze nie pozwolił mi iść nad opiekuńczy chłopak.
Tak jak zakładałam, po kilku minutach wjechaliśmy przez bramę Dworu. Rodzice pokazali karty zamieszkania. Po chwili znalazłam swoją i Bielikowa. Przepuszczono nas i Abe ruszył do garażu. W ciszy wysiedliśmy z samochodu. Pożegnaliśmy się z moimi rodzicami i poszliśmy do mieszkania. Za niedługo wschodzi słońce, wiec będziemy mieli możliwość odpocząć jeszcze. Zupełnie zapomniałam o stanie wyjątkowym, wprowadzonym na Dworze. Więc przez jakiś czas jeszcze tu zostaniemy. Lili poszła do swojej komnaty, żegnając nas. Z mężem weszliśmy do mieszkania i od razu poszłam do sypialni. Wtedy zauważyłam, że Dymitr stoi w drzwiach i trzyma się za głowę. Podprowadziłam go do łóżka, na którym usiadł.
- Dymitr co się dzieje?- spytałam gdy ból przeszedł.
- Coś sobie przypomniałem.- powiedział, co mnie ucieszyło.- Klęczałaś w łzach przy łóżku, ja cię obejmowałem, a przed nami leżał martwy kruk.
Patrzyłam przed siebie, wracając myślami do tamtego dnia.
- To było po tym jak wyszłam ze szpitala. Tasza i Robert, brat Wiktora, podrzucili nam zabitego kruka. Był pierwszym stworzeniem ożywionym przez Lissę. To była aluzja. Nosił pocałunek cienia, tak jak ja. Ale nie mówmy teraz o tym. Ty możesz spać w łóżku, a ja...
- Rose, mówiłaś, że przy ucieczce spaliśmy razem. Może to mi pomoże.
- Taki zamknięte strażnik, jak ty chce spać ze swoją uczennicą.
- Już od dawna nie jesteś moją uczennicą.- zauważył z uśmiechem.
- Może zrobię nam coś do picia i opowiem ci co się wydarzyło.- wstałam i wyszłam z pokoju.- I nawet nie myśl o kawie towarzyszu. - krzyknęłam po Rosyjsku.
Włączyłam pełny czajnik elektryczny, a do kubków wrzuciłam torebki herbaty. Miętowa z żurawiną dla strażnika i owoce leśne dla mnie. Myślałam, że dostanę zawału, gdy odwracając się, zobaczyłam siedzącego przy stole męża.
- Skąd tak dobrze znasz Rosyjski?- spytał, kiedy usiadłam naprzeciwko.
- Sam mnie uczyłeś. Tak samo jazdy konnej.
- Jazdy konnej?!- zdziwił się.
- A Gwiazdkę pamiętasz?- spytałam z uśmiechem. Jego oczy zabłysły.- Razem z miłością, wróciło ci dawne życie. Twoja rodzina coraz częściej nas odwiedza lub my ich, Luna dała nam cudowny prezent, masz wielu znajomych, a nawet przyjaciół. Ola... to już bardziej skomplikowana sprawa, ale jest szczęśliwa. Więcej się śmiałeś, każdą wolną chwilę spędziliśmy ze sobą. O i masz nowe stare westerny od mojego ojca. A na urodziny nawet zorganizowałam ci spotkanie z twoim ulubionym autorem. I dzięki nam dampiry mogą wiązać się w pary, a nawet brać śluby. Bardzo dużo się zmieniło.- nie patrzyłam w dany punkt.
Dopiero teraz spojrzałam na męża. Uśmiechał się smętnie.
- Byłaś bardzo szczęśliwa.- zauważył.
- Dopiero dzięki tobie poznałam znaczenie tego słowa. Bez ciebie moje moje życie nie może być pełne i szczęśliwe.
- Roza...- westchnął nie patrząc na mnie.
Na nowo zamknął się w sobie. Czeka nas ciężka praca.
- Tak wiem. Masz tyle czasu ile będziesz potrzebował. Mam pytanie.
Rosjanin spojrzał na mnie. Jednak zaraz woda zaczęła bulgotać i wstał zalać herbatę. Gdy już położył kubki na stole, kontynuowałam temat.
- Czemu położyłeś mnie sobie na kolanach w samochodzie?
Spodziewałam się odpowiedzi i szczerze trochę się jej bałam. Ale jeśli mamy przeżyć tą próbę, musimy ustawić pewne zasady i wytłumaczyć niejasności.
- Jesteś moją żoną. Muszę się o ciebie troszczyć.- powiedział, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie. I chyba taka jest, ale nie w tej sytuacji.
- Dymitr, nie chcę, żebyś się o mnie troszczył, bo musisz. Chcę, żebyś to czuł. Nie traktuj mnie jak żonę.
- Ale....- chciał się sprzeciwić.
- Żadne "Ale"! Nie wiem. Traktuj mnie jak przyjaciółkę, zwykłą dziewczynę, nawet dawną uczennicę. Ale nie jak żonę, bo na razie jestem nią tylko na papierach. Bo ty tego nie czujesz. Nie chcę żyć w fałszywym przeświadczeniu, że mnie kochasz, podczas gdy ty będziesz męczył się z poczuciem winy, o coś co nawet nie było twoją winą. I proszę, zrozum w końcu, że Cię Kocham mimo wszystko, co się zdarzyło, czy będzie się dziać. I nie mam czego ci wybaczać. Możesz myśleć, że się oszukuję, ale to nie prawda. Kocham cię towarzyszu.
Nic nie odpowiedział. Nie oczekiwałam tego.
- Przy tym stole kiedyś się pokłóciliśmy.- stwierdził, po czym upiciu łyka herbaty.- Mmm... moja ulubiona.
- Czemu sobie przypominasz same smutne rzeczy?- uśmiechnął się na moją uwagę.- Ale dobrze, że chociaż coś pamiętasz. Dwie rzeczy w ciągu pięciu godzin od obudzenia. Może nie będzie trzeba długo czekać na odzyskanie całej pamięci.
- Oby. Mam dosyć tego, że mówisz o czymś ważnym, a ja nic nie rozumiem.
Parsknęłam śmiechem, a mąż mi zawtórował.
- Wracając do tematu. Kłóciliśmy się o nasz pierwszy, wspólny wyjazd do Bai. Bałeś się spotkania z rodziną, bez podstawie po za tym. W końcu uznałam, że jak nie chcesz, to zostań, a ja pojadę. Ale i tak pojechaliśmy razem.
Uśmiechnęliśmy się.
- Już rozumiem, co miałaś na myśli, mówiąc, że więcej się uśmiechałem.- powiedział, po kolejnym łuku.- Będąc z tobą i nie walcząc, tylko po prostu rozmawiając, nie da się nie uśmiechnąć. Rozkochaj mnie w sobie, bo ja na pewno z własnej woli Cię nie zostawię.
- Mam nadzieję. Nie chcę po raz kolejny zostać postrzelona, tylko po to, żebyś sobie wybaczył.- aż się wzdrygnęłam na tą myśl.
- To było dzielne, jak na wzorową strażniczkę przystało. Ale nie pozwolę, żeby coś si się stało. Ale teraz chodźmy spać.
Pokiwałam głową na zgodę i poszłam pierwsza się myć.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
środa, 20 lipca 2016
ROZDZIAŁ 199
Mam 50 tyś wejść, było mnóstwo próśb o kolejny, a jutro będzie dwusetny rozdział. Z tej okazji łapcie kolejny dzisiaj. Dziękuję za to, że dalej tu jesteście mimo to, że ciągle niszczę ich życie, a was doprowadzam do płaczu (z czego nie powiem, jestem dumna). Jednak po każdym bólu przychodzi ulga. Kocham was.💖💖💖💖
___________________________________________________________
- Jesteś szczęśliwa z Adrianem?- spytał mój ukochany.
Nie było w tym ani trochę szyderstwa czy ironii. Chciał szczerze wiedzieć, czy mi się układa.
- Przez te osiem miesięcy wiele się zdarzyło. Ale z Adrianem rozstałam się po kilku dniach od rozprawy.
- Rozstałaś się? Skrzywdził cię?- dopytywał.
- Nie ja skrzywdziłam jego.- spuściłam głowę. Gdy ją podniosłam w oczach Rosjanina widziałam szok.- Później wszystko ci opowiem.
- To czyje jest dziecko?- po chwili się zmieszał.- Wybacz. Nie powinienem pytać. W ogóle interesować się twoim życiem. A ciebie nie powinno tu być.
- Mylisz się towarzyszu. Bo to ty odgrywasz najważniejszą rolę. Popatrz na swoją prawą dłoń.
Wykonał polecenie.
- Obrączka?! Mam żonę?!- zdziwił się.- Kto mógł by pokochać takiego potwora, jak ja?
- Jeszcze większy potwór.- powiedziałam smutno, pokazując swoją dłoń.
Z niedowierzaniem patrzył na oba pierścionki.
- Nie jesteś potworem Roza.- powiedział po długiej ciszy.
- Ty też nie. Ale teraz czas na dzieci. Podnieś rękaw na lewej ręce.
Następne polecenie, które wykonał. Znamię w kształcie słońca. Pokazałam to samą u mnie, ale tam był półksiężyc.
- Oświadczyłeś mi się w Bai nad stawem w lesie. W czasie pełni i pokazałeś Lunę. Ona dała nam błogosławieństwo Chorsu. To ty jesteś ojcem moich... naszych dzieci.- powiedziałam.
- Jak...?! To... to nie możliwe...- dukał.
- Nie chcę namieszać ci z dużo w głowie, więc odniosę się do czegoś, co jeszcze pamiętasz. Przed zajęciami polowymi miałeś sen o mnie. Pomińmy to, że było ich kilka. Mówiłam ci o przyszłości. Naszej przyszłości. Teraz straciłeś w to wiarę, ale to wszystko było prawdą. Ucieczka, uliczka, biblioteka, Sonia Karp, Jill, nasza noc w hotelu.- lekko się zarumieniłam. Bałam się trochę, czy nie posunę się za daleko. Musze pamiętać, że on ma straszne poczucie winy.- To była prawda. teraz tak. Mamy własny dom na dworze i poza nim. Gdy wrócisz do siebie podejmiesz służbę. Obecnie chronisz Lissę, jako że ja jestem na urlopie. Możesz zamieszkać w naszym starym mieszkaniu lub ze mną i Lili w naszym domu. Ja pójdę do gościnnego na ten czas. Pomogę ci przejść, przez tą depresję. Bo wiem, że mnie kochasz. Nawet jeśli ty w to nie wierzysz. Masz czas do przemyślenia. Możesz też porozmawiać z Lili. Ja muszę iść na badania.- wstałam i ruszyłam do drzwi. Przed nimi coś mi się przypomniało.- W portfelu masz zdjęcia rodzinne.
I poszłam do ginekologa. Po drodze napisałam wszystkim, że Dymitr się obudził, ale ma zanik pamięci. Ojcu napisałam, żeby przyjechał po nas, chyba że ja mam prowadzić. Szybko dostałam odpowiedź.
Od: Staruszek.
Rose nawet mi się nie waż siadać za kółkiem. Będę za półtora godziny.
Tak się załatwia sprawy z Abem Mazurem. W końcu weszłam do gabinetu.
- Dzień dobry Judy.- przywitałam się ze swoją lekarką.
Nie była starsza od Dymitr, wiec kazała mi mówić po imieniu. Jest bardzo miła i uprzejma. Polubiłam ją.
- Witaj Rose. Jak samopoczucie? Jakaś taka radosna jesteś.
- Tak. Dymitr się przebudził i już dzisiaj wychodzimy. Czuję się dobrze, choć trochę się zestresowałam, bo okazało się, że mąż ma amnezję częściową.- usiadłam na kozetce.
- Oj! Bardzo ci współczuję. Ale chociaż część życia pamięta.
- Tak, chociaż tyle dobrze.- wymusiłam uśmiech.
- No dobrze. To teraz sprawdzimy co u naszych malutkich.
Na brzuch wycisnęła mi żel z tubki i zaczęła jeździć po nim kamerką. Wszystko było w porządku. Po badaniu wróciłam do sali. Dymitr mnie nie zauważył, wpatrzony w dwie kartki. Jedna była ze zdjęciem USG z przed spotkania z Taszą. Drugiego nie rozpoznałam. Podeszłam do jego łóżka i usiadłam na krześle. Teraz mogłam zobaczyć co tak pochłonęło mojego męża. Trzymał to samo zdjęcie, w które wpatrywałam się codziennie po jego wyjeździe. Dopiero teraz strażnik mnie zauważył.
- Byliśmy tacy szczęśliwi?- spytał wciąż wpatrzony w nasze podobizny.
- Jesteś moi największym szczęściem.- wyznałam.
- Rose. Ja nie wiem... mówisz, że sobie przebaczyłem, ale ja tego nie czuję.
- Spokojnie.- dotknęłam jego dłoni, która zaczęła się trząść.- Daj sobie czasu. Nie pamiętasz tego, co pomogło ci sobie wybaczyć, ale ja ci to przypomnę. Nie pozwolę ci ponownie mnie zostawić. Tylko potrzebujesz czasu.
- Dziękuję Rose. Ja tak bardzo Cię skrzywdziłem, a ty jesteś taka dobra dla mnie.
- Nawet nie wiesz ile ty zrobiłeś dobra dla mnie. Jaką podjąłeś decyzję?- spytałam.
- Zamieszkam z wami. Czuję, że jesteś ki potrzebna.
- Przez cały czas postaram się być twoją przyjaciółką, póki nie pozwolisz mi na coś więcej. No i oczywiście kontynuujemy zdejmowania ci maski strażnika.- Bielikow popatrzył na mnie, jak na wariatkę.- Dymitr, nie oszukujmy się. Od dawna jesteś zamknięty w sobie i nikogo do siebie nie dopuszczasz. Ja jedyna cię znam tak dobrze. Nie umiesz przy innych okazywać uczuć. I od kilku miesięcy z tym walczę. I coraz lepiej ci szło.- uśmiechnęłam się na wspomnienie naszej rozmowy w kawiarni.- Zaraz po powrocie na Dwór pójdziemy do naszej kawiarni. Mój ojciec będzie tak za godzinę. A gdzie Lili.
Zaczęłam się rozglądać.
- Mason zabrał ją na trening.
- A cha.
- Opowiesz mi wszystko co się zdarzyło od naszej kłótni w wczoraj... to znaczy wtedy co...
- Tak.- przerwałam mu.- Ale to już w domu, teraz odpoczywaj.
- Ty też powinnaś.
- Będę.- ucieszyłam się, że mimo wszystko martwi się o mnie.- Teraz będę spokojniejsza.
Nagle do sali wszedł lekarz.
- Przepraszam, że państwu przepraszam, ale muszę wziąć pacjenta na badania.
- Dobrze.- powiedzieliśmy jednocześnie.
Po chwili doktor zabrał mojego męża, a ja poczułam wielkie zmęczenie. W nocy nie spałam dobrze, a teraz zszedł cały stres ostatniego tygodnia. Położyłam się na łóżku, trochę poleżeć i nawet nie zauważyłam, kiedy zasnęłam.
___________________________________________________________
- Jesteś szczęśliwa z Adrianem?- spytał mój ukochany.
Nie było w tym ani trochę szyderstwa czy ironii. Chciał szczerze wiedzieć, czy mi się układa.
- Przez te osiem miesięcy wiele się zdarzyło. Ale z Adrianem rozstałam się po kilku dniach od rozprawy.
- Rozstałaś się? Skrzywdził cię?- dopytywał.
- Nie ja skrzywdziłam jego.- spuściłam głowę. Gdy ją podniosłam w oczach Rosjanina widziałam szok.- Później wszystko ci opowiem.
- To czyje jest dziecko?- po chwili się zmieszał.- Wybacz. Nie powinienem pytać. W ogóle interesować się twoim życiem. A ciebie nie powinno tu być.
- Mylisz się towarzyszu. Bo to ty odgrywasz najważniejszą rolę. Popatrz na swoją prawą dłoń.
Wykonał polecenie.
- Obrączka?! Mam żonę?!- zdziwił się.- Kto mógł by pokochać takiego potwora, jak ja?
- Jeszcze większy potwór.- powiedziałam smutno, pokazując swoją dłoń.
Z niedowierzaniem patrzył na oba pierścionki.
- Nie jesteś potworem Roza.- powiedział po długiej ciszy.
- Ty też nie. Ale teraz czas na dzieci. Podnieś rękaw na lewej ręce.
Następne polecenie, które wykonał. Znamię w kształcie słońca. Pokazałam to samą u mnie, ale tam był półksiężyc.
- Oświadczyłeś mi się w Bai nad stawem w lesie. W czasie pełni i pokazałeś Lunę. Ona dała nam błogosławieństwo Chorsu. To ty jesteś ojcem moich... naszych dzieci.- powiedziałam.
- Jak...?! To... to nie możliwe...- dukał.
- Nie chcę namieszać ci z dużo w głowie, więc odniosę się do czegoś, co jeszcze pamiętasz. Przed zajęciami polowymi miałeś sen o mnie. Pomińmy to, że było ich kilka. Mówiłam ci o przyszłości. Naszej przyszłości. Teraz straciłeś w to wiarę, ale to wszystko było prawdą. Ucieczka, uliczka, biblioteka, Sonia Karp, Jill, nasza noc w hotelu.- lekko się zarumieniłam. Bałam się trochę, czy nie posunę się za daleko. Musze pamiętać, że on ma straszne poczucie winy.- To była prawda. teraz tak. Mamy własny dom na dworze i poza nim. Gdy wrócisz do siebie podejmiesz służbę. Obecnie chronisz Lissę, jako że ja jestem na urlopie. Możesz zamieszkać w naszym starym mieszkaniu lub ze mną i Lili w naszym domu. Ja pójdę do gościnnego na ten czas. Pomogę ci przejść, przez tą depresję. Bo wiem, że mnie kochasz. Nawet jeśli ty w to nie wierzysz. Masz czas do przemyślenia. Możesz też porozmawiać z Lili. Ja muszę iść na badania.- wstałam i ruszyłam do drzwi. Przed nimi coś mi się przypomniało.- W portfelu masz zdjęcia rodzinne.
I poszłam do ginekologa. Po drodze napisałam wszystkim, że Dymitr się obudził, ale ma zanik pamięci. Ojcu napisałam, żeby przyjechał po nas, chyba że ja mam prowadzić. Szybko dostałam odpowiedź.
Od: Staruszek.
Rose nawet mi się nie waż siadać za kółkiem. Będę za półtora godziny.
Tak się załatwia sprawy z Abem Mazurem. W końcu weszłam do gabinetu.
- Dzień dobry Judy.- przywitałam się ze swoją lekarką.
Nie była starsza od Dymitr, wiec kazała mi mówić po imieniu. Jest bardzo miła i uprzejma. Polubiłam ją.
- Witaj Rose. Jak samopoczucie? Jakaś taka radosna jesteś.
- Tak. Dymitr się przebudził i już dzisiaj wychodzimy. Czuję się dobrze, choć trochę się zestresowałam, bo okazało się, że mąż ma amnezję częściową.- usiadłam na kozetce.
- Oj! Bardzo ci współczuję. Ale chociaż część życia pamięta.
- Tak, chociaż tyle dobrze.- wymusiłam uśmiech.
- No dobrze. To teraz sprawdzimy co u naszych malutkich.
Na brzuch wycisnęła mi żel z tubki i zaczęła jeździć po nim kamerką. Wszystko było w porządku. Po badaniu wróciłam do sali. Dymitr mnie nie zauważył, wpatrzony w dwie kartki. Jedna była ze zdjęciem USG z przed spotkania z Taszą. Drugiego nie rozpoznałam. Podeszłam do jego łóżka i usiadłam na krześle. Teraz mogłam zobaczyć co tak pochłonęło mojego męża. Trzymał to samo zdjęcie, w które wpatrywałam się codziennie po jego wyjeździe. Dopiero teraz strażnik mnie zauważył.
- Byliśmy tacy szczęśliwi?- spytał wciąż wpatrzony w nasze podobizny.
- Jesteś moi największym szczęściem.- wyznałam.
- Rose. Ja nie wiem... mówisz, że sobie przebaczyłem, ale ja tego nie czuję.
- Spokojnie.- dotknęłam jego dłoni, która zaczęła się trząść.- Daj sobie czasu. Nie pamiętasz tego, co pomogło ci sobie wybaczyć, ale ja ci to przypomnę. Nie pozwolę ci ponownie mnie zostawić. Tylko potrzebujesz czasu.
- Dziękuję Rose. Ja tak bardzo Cię skrzywdziłem, a ty jesteś taka dobra dla mnie.
- Nawet nie wiesz ile ty zrobiłeś dobra dla mnie. Jaką podjąłeś decyzję?- spytałam.
- Zamieszkam z wami. Czuję, że jesteś ki potrzebna.
- Przez cały czas postaram się być twoją przyjaciółką, póki nie pozwolisz mi na coś więcej. No i oczywiście kontynuujemy zdejmowania ci maski strażnika.- Bielikow popatrzył na mnie, jak na wariatkę.- Dymitr, nie oszukujmy się. Od dawna jesteś zamknięty w sobie i nikogo do siebie nie dopuszczasz. Ja jedyna cię znam tak dobrze. Nie umiesz przy innych okazywać uczuć. I od kilku miesięcy z tym walczę. I coraz lepiej ci szło.- uśmiechnęłam się na wspomnienie naszej rozmowy w kawiarni.- Zaraz po powrocie na Dwór pójdziemy do naszej kawiarni. Mój ojciec będzie tak za godzinę. A gdzie Lili.
Zaczęłam się rozglądać.
- Mason zabrał ją na trening.
- A cha.
- Opowiesz mi wszystko co się zdarzyło od naszej kłótni w wczoraj... to znaczy wtedy co...
- Tak.- przerwałam mu.- Ale to już w domu, teraz odpoczywaj.
- Ty też powinnaś.
- Będę.- ucieszyłam się, że mimo wszystko martwi się o mnie.- Teraz będę spokojniejsza.
Nagle do sali wszedł lekarz.
- Przepraszam, że państwu przepraszam, ale muszę wziąć pacjenta na badania.
- Dobrze.- powiedzieliśmy jednocześnie.
Po chwili doktor zabrał mojego męża, a ja poczułam wielkie zmęczenie. W nocy nie spałam dobrze, a teraz zszedł cały stres ostatniego tygodnia. Położyłam się na łóżku, trochę poleżeć i nawet nie zauważyłam, kiedy zasnęłam.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
Subskrybuj:
Posty (Atom)