Nagle zadzwonił telefon, przerywając moje rozmyślania. Sięgnęłam po niego i odebrałam, nie patrząc na wyświetlacz.
- Słucham.- odezwałam się.
Jednak zdziwiło mnie, że dalej dzwoni. Popatrzyłam na ekran i uderzyłam się w głowę. Przecież to nie mój dzwoni.
- Towarzyszu!-krzyknęła. Od razu uwaga ćwiczących zwróciła się na mnie.- Telefon! Hans!
Wystawiłam w jego kierunku wibrujący sprzęt. Mój mąż od razu podbiegł i odebrał. Z zaciekawieniem przysłuchiwałam się rozmowie. Jednak nie mogłam usłyszeć co mówi Croft.
- Bielikow, słucham... tak... tak... oczywiście... ale teraz? Nie no. Problemu nie ma. Czym szybciej to załatwimy, tym lepiej... tak... nie... okey... jasne... nie ma takiej opcji!... nie... nie... jasne... tak... nic nie szkodzi... to zadzwoń do pana Mazura... nie, jeśli mam być za pół godziny... nie wiem, to twój problem... nie... obiecuję... tak... to ich ściągnij... nie wiem... a co ja wróżka?... tak i może magicznym proszkiem sypię... spytaj królowej... a co do jej strażników, zwiększ ochronę... tak... też... to zwłaszcza... księżniczka i Lord Ozera niech będą z nią w jednym pomieszczeniu... nie... to chyba oczywiste... a to się okaże... masz lepszy pomysł?... co z tego?... tak jestem pewny... nie, przecież nie jestem głupi... taki jest układ... nie mamy wyjścia... zobaczymy... bo ciągle z tobą gadam... nie... Hans weź się zdecyduj... coś jeszcze?
- Bielikow, to najbardziej szalony plan w jakim brałem udział!!- to usłyszałam dokładnie. Dymitr aż odsunął telefon od ucha i się skrzywił.
- Wiem... tak...- uśmiechnął się do mnie.- tak... proszę.- podał mi telefon.
- Słucham.- powiedziałam do słuchawki.
- Hathaway masz zły wpływ na mojego najlepszego strażnika.
- Ależ Hans, nikt nie mówił ci, że plany z ryzykowną możliwością wypalenia, są najlepsze?
- Tylko ty mogłabyś powiedzieć coś takiego.
- Do usług.- kątem oka zauważyłam jak mój mąż rozmawia z Lili. Po chwili gestem pokazał mi, że wracamy.
- Dobra, teraz się skup. Mamy podejrzenia, że ktoś obserwuje Dwór. Więc musimy jak najszybciej doprowadzić sprawę Roberta do końca. Dzisiaj przeprowadzicie się tutaj, do swojego starego mieszkania. Później nie wpuścimy nikogo, kto nie mieszka tutaj, nawet jeśli to sam prezydent. Dymitr zostaje zwolniony z urlopu, po zabiciu Doru. Jak przyjedziecie i odniesienie walizki ma czym prędzej zgłosić się do mnie. Ty przyjdziesz po rozpakowaniu, typu żona tęskni za mężem, który za długo nie wraca. Musimy zachować wszelkie pozory normalności.
- Okey.
- Okey?! Po tobie spodziewałem się bardziej czegoś w stylu: "Czemu nie dacie nacieszyć mi się mężem." "Daliście mu urlop, a więc radzie sobie sami."- przedrzeźniał mój głos.
- Tu chodzi o bezpieczeństwo Lissy. Po za tym, wole wiedzieć co się dzieje na Dworze.
- No dobra. To tyle oddaj mi jeszcze tego uparciucha.
- Uparciuchu do ciebie.- oddałam komórkę Rosjaninowi.
- Co jest?... tak jestem pewny... tak... tak... ta...nie!... chyba na głowę upadłeś... no ale... posłuchaj... hej! Hans, przymknij się na chwilę i słuchaj... nie... Będą z nami najlepsi strażnicy. Nic mu nie grozi...- otworzyłam drzwi od domu. Wszyscy udaliśmy się na górę. Lili do siebie, a my do siebie.- oni nie muszą o niczym wiedzieć... da sobie radę... nie... nie... nie wiem... przecież on ciągle gdzieś wyjeżdża... no ja wiem, ale...A Jill? Łączy ich pocałunek cienia... nie...nie... Rose dała rade z Avery... ja wiem, że to co innego...będzie bezpieczna z królową... nie... tak... tak... a załatwiliście w Tarasow?... tak... nie... użytkownicy ducha... tak... tak... NIE!... pod żadnym pozorem.... nie ma mowy... ponieważ jest w ciąży, a jakby Rose dowiedziała się o twoim pomyśle nie miał byś pracy... tak... tak... no dobra, to ja kończę... nie... muszę się pakować... nie... po co?... nie...zajmij się swoimi obowiązkami pa.- zaśmiał się i końcu rozłączył.
Westchnął ciężko, dłońmi pocierając twarz. Ja w tym czasie kontynuowałam pakowania.
- A co jeśli ten plan naprawdę nie wyjdzie?- spytałam lekko wystraszona.
- Nie martw się. Na pewno wszystko będzie dobrze.- ukochany ukląkł obok i objął mnie ciasno ramionami. Oddałam uścisk, wdychając jego zapach.
- Boję się o ciebie.- wyznałam wciąż wtulona w jego tors.
- Nie masz o co.- mąż oparł o moją głowę podbródek.- wszystko gładko pójdzie i będziemy mieli spokój z Robertem.
- Znając nasze szczęście, znajdzie się ktoś inny, chcący zaszkodzić naszej miłości.- poczułam pieczenie pod powiekami, na myśl, że mogę go stracić.
- Nawet jeśli, to przejdziemy przez to razem. Tego uczucia nic nie zniszczy. Tylko musisz w to uwierzyć.
- Wierzę, ale i tak się boję. Nie jesteś niepokonany, jak kiedyś myślałam, ale to nie zmienia faktu, że dla mnie jesteś bogiem i wzorem. Więc tym bardziej uważaj.
- Zwłaszcza na strzygi skaczące od tyłu.- odsunął mnie od siebie i popatrzył z uśmiechem.
Sama nie mogłam powstrzymać uśmiechu cisnącego mi się na usta. Po chwili Rosjanin nachylił się nade mną i musnął moje usta. Nie wytrzymałam i rzuciłam się na niego tak, że oboje leżeliśmy na miękkim dywanie. Gdy wzięliśmy oddech po pocałunku, zaczęliśmy się śmiać. Przytuliłam go, a on się podniósł do siadu. Tulił mnie w ramionach jak dziecko. Czułam się bezpiecznie.
- Dziękuję, że to ze mną jesteś.- szepnęłam mu do ucha.
- Roza. Nie mógłbym wyobrazić sobie siebie w innych ramionach, niż twoje.
- Zazwyczaj to ja jestem w twoich.- zauważyłam.
- I tak powinno być. Wyglądasz w nich bardzo słodko.
Popatrzyłam na niego, jak na wariata.
- A ty się z choinki urwałeś?- popatrzył na mnie zdziwiony.- Ja mam zabijać, a nie wyglądać "słodko".- zrobiłam cudzysłów.- Poza tym tak jak ty chcę mieć pewność, że jesteś bezpieczny.
Wstałam z niego i weszłam do łazienki po kosmetyki. Wiedziałam, że poszedł za mną i pakował inne rzeczy.
- Ale to ja jestem mężczyzną.- zaprotestował. Nie wiem czemu, jednak wydało mi się to słodkie.
-Nie po to uczyłeś mnie walki, żebym chwała się za tobą. Nie oczekuję, że będziesz liczył tylko na mnie, ale chcę żebyś pamiętał, że jestem. Możesz powiedzieć mi wszystko. Pragnę, abyś czuł się ze mną bezpieczny.
Wróciliśmy do sypialni i wsadziliśmy wszystko do walizek.
- Wiesz Roza, ta rozmowa przypomniała mi sytuację w namiocie, podczas naszej ucieczki. Miałem wtedy, może nie zły sen, ale do najpiękniejszych nie należał. Jednak uspokoiłem się, gdy mnie przytuliłaś. Czułem się taki bezbronny, a jednocześnie bezpieczny. Myślałem, że nie mogę. To ja mam dbać o bezpieczeństwo. Ale też zrozumiałem, jakie to uczucie. Przez tą chwilę czułem jakby ktoś zdjął z moich barek ogromny ciężar. Tym kimś byłaś ty. Nie wiedziałem, co ty o tym sądziłaś, ale nie chciałem, żebyś uważała mnie za słabego. Byłem pewny, że to ty potrzebujesz bezpieczeństwa.
- Jesteś uroczy.- cmoknęłam go w policzek i wyszłam ciągnąć walizkę do schodów.
"Nasz los od zawsze zapisany był w gwiazdach. To one poprowadziły mnie do Ciebie mimo tylu przeciwności, spójrz. Jesteśmy tu. Razem. Ty i ja Roza. Na zawsze."
poniedziałek, 11 lipca 2016
ROZDZIAŁ 190
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
LBA#4
Dziękuję za kolejna nominacje. Tym razem od
DayDance. Od razu uprzedzam, że nikogo nie nominuję. Nie za bardzo wiem kogo. Po za tym nie mam głowy do pytań. A teraz wracajmy do mojej nominacji. Wiem, że późno, ale...no. A oto pytania dla mnie. Tak na marginesie, kobieto rozwaliłaś mnie nimi.
1. Jeżeli masz ulubioną serię książek wypisz ulubiony cytat z każdej części.
Ulubiona seria to oczywiście AW. A teraz cytaty
1 część:
"Zadrżałam.
- Uważasz, że jestem ładna?
Patrzył na mnie z powagą.
- Jesteś piękna.
- Piękna?
- Tak bardzo, że czasem mnie to boli."
2 część:
"Usiadł obok mnie.
- Musiałaś porządnie zmarznąć.
Tak było, lecz nie chciałam się przyznać.
- Wyszło słońce.
Dymitr podniósł głowę i spojrzał na bezchmurne niebo. Wiedziałam, że czasem tęskni za słońcem tak samo jak ja.
- Fakt. Jednak jesteśmy w górach w środku zimy.
Nie odpowiedziałam."
3 część:
"Podwójna porcja gwarantuje dobry smak"
4 część:
"Julia miała lepiej. Nie musiała zabić Romea"
5 część:
" Wieczność bez ciebie będzie taka samotna"
6 część:
Wszystko z Rose i Dymitrem.
2. Co jest Twoją mocną stroną?
A bo ja wiem? Może to, że szybko się zaprzyjaźniam?
3. Pięć cech Twojego charakteru?
- leniwa.
- ambitna.
- kreatywna.
- przyjacielska.
- uparta.
4. Ulubione słowo (nie musi być polskie)?
- Roza.( Nic lepszego nie wymyśliłam. Nie wiem skąd ty bierzesz te pytania.)
5. Do jakiego książkowego bohatera jesteś najbardziej podobna:
a) z wyglądu?
- nie mam pojęcia.
b) z charakteru?
- Trochę cierpliwa i spokojna jak Dymitr, ale szybko i łatwo można mnie wkurzyć jak Rose. Jestem dość wrażliwa, ale umiem się od gryźć jak Lissa.
6. Gdyby powstał o Tobie film jaki miałby tytuł?
"Samotna wśród tłumu"
7. Ulubione miejsce?
Mój pokój
8. Czego nie znosisz?
Jak inni znęcają się nad słabszymi
9. Gdybyś mogła posiadać jedną rzecz pojawiającą się w Twojej ulubionej książce, co by to było?
Sztylet napełniony mocą ducha.
10. Ulubione piosenki?
"Sacrum"- Mezo i Kasia Wilk
1. Jeżeli masz ulubioną serię książek wypisz ulubiony cytat z każdej części.
Ulubiona seria to oczywiście AW. A teraz cytaty
1 część:
"Zadrżałam.
- Uważasz, że jestem ładna?
Patrzył na mnie z powagą.
- Jesteś piękna.
- Piękna?
- Tak bardzo, że czasem mnie to boli."
2 część:
"Usiadł obok mnie.
- Musiałaś porządnie zmarznąć.
Tak było, lecz nie chciałam się przyznać.
- Wyszło słońce.
Dymitr podniósł głowę i spojrzał na bezchmurne niebo. Wiedziałam, że czasem tęskni za słońcem tak samo jak ja.
- Fakt. Jednak jesteśmy w górach w środku zimy.
Nie odpowiedziałam."
3 część:
"Podwójna porcja gwarantuje dobry smak"
4 część:
"Julia miała lepiej. Nie musiała zabić Romea"
5 część:
" Wieczność bez ciebie będzie taka samotna"
6 część:
Wszystko z Rose i Dymitrem.
2. Co jest Twoją mocną stroną?
A bo ja wiem? Może to, że szybko się zaprzyjaźniam?
3. Pięć cech Twojego charakteru?
- leniwa.
- ambitna.
- kreatywna.
- przyjacielska.
- uparta.
4. Ulubione słowo (nie musi być polskie)?
- Roza.( Nic lepszego nie wymyśliłam. Nie wiem skąd ty bierzesz te pytania.)
5. Do jakiego książkowego bohatera jesteś najbardziej podobna:
a) z wyglądu?
- nie mam pojęcia.
b) z charakteru?
- Trochę cierpliwa i spokojna jak Dymitr, ale szybko i łatwo można mnie wkurzyć jak Rose. Jestem dość wrażliwa, ale umiem się od gryźć jak Lissa.
6. Gdyby powstał o Tobie film jaki miałby tytuł?
"Samotna wśród tłumu"
7. Ulubione miejsce?
Mój pokój
8. Czego nie znosisz?
Jak inni znęcają się nad słabszymi
9. Gdybyś mogła posiadać jedną rzecz pojawiającą się w Twojej ulubionej książce, co by to było?
Sztylet napełniony mocą ducha.
10. Ulubione piosenki?
"Sacrum"- Mezo i Kasia Wilk
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
ROZDZIAŁ 189
Obudziłam się bardzo wypoczęta. Chciałam przytulić się do męża, ale go tam nie było zauważyłam też, że nie jestem naga. Miałam swoje majtki, ale góra nie należała do mnie. Była to koszulka Dymitra. Jednak nie pierwsza lepsza, a ta sama, którą dał mi jeszcze w akademii po wyrzuceniu naszyjnika od Daszkowa. Zaciągnęłam się zapachem ukochanego wymieszanym z moimi perfumami, jakie miałam na balu jesienią rok temu. Czyżby przez ten czas jej nie prał? Przecież ten zapach nie był aż tak silny. Bardzo ciekawe.
Na bose stopy założyłam kapcie w pandy, które dostałam od Masona na święta i ruszyła na poszukiwanie reszty domowników. Na dole usłyszałam jakieś krzyki i śmiechy. Kiedy zeszłam ze schodów, moim oczom ukazał się cudny widok. Proszę państwa, największy zakapior na świecie, Dymitr Bielikow bawi się z moją siostrą, robiąc za jej konika.
- Uważaj jednorożcu, żeby nie spaść z tęczy.- krzyczała mała.
- Ten już chyba dawno z niejednej spadł.- zaczęłam się śmiać.
Lili zachichotała na moją uwagę. Jednak przestała i pisała, kiedy mój ukochany podniósł się z klęczek tak, że teraz dampirzyca siedziała mu na barana.
- Nasza śpiąca królewna w końcu się obudziła- podszedł do mnie i pocałował.
- Bardzo ładna bluzka.- mojej siostrze dopisywał humor.
Naciągnęłam moje ubranie za dolne rogi i przeglądałam się mu.
- Dzięki. Mi też się podoba.- powiedziałam patrząc znacząco na Rosjanina.- Ale mam o nią kilka pytań.
- Czekała na ciebie Roza ponad rok.- powiedział, odkładając dziewczynkę na podłogę.
- Po pierwsze, kiedy ostatnio ją prałeś i czemu jeszcze pachnie moimi perfumami.- spytałam, gdy usiadłam do śniadania, a Lili poszła szykować się na trening.
Oni zjedli już wcześniej.
- Spałem w niej, gdy mi cię brakowało.- przyznał nie patrząc mi w oczy.
Jest taki słodki, gdy się wstydzi, za swoje wyznania. Oczywiście mógłby nie mówić o tym od razu, ale w końcu i tak bym to z niego wydusiła. Więc po co to przedłużać.
- Wdychałem twój zapach i wyobrażałem, że znowu leżysz pode mną naga. To pomagało mi zasnąć. A jakie miałem sny, już ci nie raz opowiadałem.- podniósł na mnie wzrok i zabawnie poruszał brwiami, na co parsknęłam śmiechem.
Po śniadaniu poszłam się umyć i przebrać. Zdecydowałam ubrać to co wczoraj, ale nigdzie w pokoju nie było moich rzeczy. Przypomniałam sobie, że strażnik pozbył się ich ze mnie w łazience. Więc tam poszłam ją poszukać.
- Towarzyszu, pozwól tu! W tej chwili!- krzyczałam, gdy w końcu znalazłam moją wczorajszą garderobę. A raczej jej kawałki.
- O co chodzi Roza?- mój mąż wszedł do łazienki.
Pokazałam mu strzępki mojej tuniki.
- No wiesz.- podrapał się po karku, zawstydzony.- Bardzo ładny materiał.- udawał głupiego.- Tęskniłem się za twoją bliskością.
Westchnęłam tylko zrezygnowana. Wróciłam do garderoby w poszukiwaniu nowego stroju. Na szczęście leginsy przetrwały wczorajszą awanturę, a raczej godzinie po niej. Znalazłam ładna bordową tunikę z dekoltem w serduszko. Włosy puściłam luźno na plecy i zeszłam na dół. Nie chciałam robić makijażu. Dymitr mówi, że naturalnie jestem piękna.
- Idziemy już?- niecierpliwiła się moja siostra. Pamiętam jak sama miałam taki zapał.
- Tak, już idziemy.- powiedziałam zakładając kurtkę i wysokie buty. Pamiętałam, że w nocy była burza. A raczej huragan. Jednak ogrom zawieruchy uderzył nas, gdy wyszliśmy na zewnątrz. Wszędzie walały się połamane gałęzie. Większe, mniejsze, różne.
- WOOOW!- mała rozglądała się w szoku.
- Uroki lasu.- Rosjanin wzruszył ramionami i ruszył w głąb boru, a my podążyłyśmy za nim
- Ale jak to możliwe, że nic nie słyszałam?- spytała skacząc między przeszkodami koło nas
- Masz bardzo mocny sen.- zauważyłam.- A poza tym nasz dom jest zbudowany z dźwiękoszczelnych ścian.
Gdy doszliśmy na miejsce, mój mąż zadał swojej uczennicy standardowo dwadzieścia pięć okrążeń. Dla utrudnienia nie sprzątał gałęzi na trasie.
- Strzygi nie zawsze zaatakują cię na prostej drodze. Ale zawsze musisz umieć przed nimi uciec.- wytłumaczył, gdy ta zaczęła narzekać.
- A kiedy nauczysz mnie czegoś przydatniejszego?- marudziła- Ciągle tylko uciekam. Chcę umieć się obronić. Siebie i podopiecznego.
- Wszystko w swoim czasie. Narazić biegiem. Hop!- klasnął w dłonie, sygnalizując, że nie interesuje go, co chce mu powiedzieć i że ma zacząć trening.
Mała tyko westchnęła i ruszyła truchtem, przeskakując gałęzie i kamienie.
- Ale ona jest do ciebie podobna.- strażnik uśmiechnął się, opierając o drzewo, obok mnie.
- Chcesz powiedzieć, że jestem bardziej Mazur, niż Hathaway?- spytałam.
- Jesteś Rose Hathaway-Mazur-Bielilow. Jedyna w swoim rodzaju i wyjątkowa.- odpowiedział wymijająco.
- Ładnie wybrnąłeś.- powiedziałam z uznaniem.
- Wiesz, musiałem się nauczyć na lekcje z taką jedną strasznie upartą i pyskatą uczennicą. Ale jedno przyznać jej trzeba. Jak czegoś chce, to dąży do tego po trupach i w końcu to dostaje.
- A ładna chociaż?- starałam się zrobić jak najbardziej zalotną pozę, co nie jest łatwe w siódmym miesiącu ciąży.
Ale chyba mi się udało.
- Bardziej seksowna niż myśli.
- A tak się w ogóle da?!-udałam zdziwienie.
- Hymn...- mój ukochany udał zamyślenie- czyli, że ma większy samozachwyt, niż myślałem.
Podeszłam do niego, opierając dłonie o jego klatkę piersiową.
- Nie tak ogromny jak zachwyt tobą, mój bogu.
- Przestań mnie tak naz...- przerwały mu moje wargi.
Od razu oddał pocałunek, obejmując mnie mocno i przyciskając do siebie.
- Eghem.- odskoczyliśmy od siebie jak oparzeni.- Nie chciałam przerywać, tej jakże wspaniałej chwili, ale skończyłam i czekam na dalsze polecenia.- Lili uśmiechnęła się do nas niewinnie.
- Rozciągnęłaś się?- spytał niby obojętnie Dymitr, choć tak naprawdę zawstydziła go ta sytuacja.
Nałożył na twarz maskę, która od zawsze zakrywa wszystkie jego uczucia. Chciałabym tak umieć. W każdej sytuacji opanowana, rozważna obojętna. Nie dać się ponieść emocją. Najpierw myśleć, później robić.
Na bose stopy założyłam kapcie w pandy, które dostałam od Masona na święta i ruszyła na poszukiwanie reszty domowników. Na dole usłyszałam jakieś krzyki i śmiechy. Kiedy zeszłam ze schodów, moim oczom ukazał się cudny widok. Proszę państwa, największy zakapior na świecie, Dymitr Bielikow bawi się z moją siostrą, robiąc za jej konika.
- Uważaj jednorożcu, żeby nie spaść z tęczy.- krzyczała mała.
- Ten już chyba dawno z niejednej spadł.- zaczęłam się śmiać.
Lili zachichotała na moją uwagę. Jednak przestała i pisała, kiedy mój ukochany podniósł się z klęczek tak, że teraz dampirzyca siedziała mu na barana.
- Nasza śpiąca królewna w końcu się obudziła- podszedł do mnie i pocałował.
- Bardzo ładna bluzka.- mojej siostrze dopisywał humor.
Naciągnęłam moje ubranie za dolne rogi i przeglądałam się mu.
- Dzięki. Mi też się podoba.- powiedziałam patrząc znacząco na Rosjanina.- Ale mam o nią kilka pytań.
- Czekała na ciebie Roza ponad rok.- powiedział, odkładając dziewczynkę na podłogę.
- Po pierwsze, kiedy ostatnio ją prałeś i czemu jeszcze pachnie moimi perfumami.- spytałam, gdy usiadłam do śniadania, a Lili poszła szykować się na trening.
Oni zjedli już wcześniej.
- Spałem w niej, gdy mi cię brakowało.- przyznał nie patrząc mi w oczy.
Jest taki słodki, gdy się wstydzi, za swoje wyznania. Oczywiście mógłby nie mówić o tym od razu, ale w końcu i tak bym to z niego wydusiła. Więc po co to przedłużać.
- Wdychałem twój zapach i wyobrażałem, że znowu leżysz pode mną naga. To pomagało mi zasnąć. A jakie miałem sny, już ci nie raz opowiadałem.- podniósł na mnie wzrok i zabawnie poruszał brwiami, na co parsknęłam śmiechem.
Po śniadaniu poszłam się umyć i przebrać. Zdecydowałam ubrać to co wczoraj, ale nigdzie w pokoju nie było moich rzeczy. Przypomniałam sobie, że strażnik pozbył się ich ze mnie w łazience. Więc tam poszłam ją poszukać.
- Towarzyszu, pozwól tu! W tej chwili!- krzyczałam, gdy w końcu znalazłam moją wczorajszą garderobę. A raczej jej kawałki.
- O co chodzi Roza?- mój mąż wszedł do łazienki.
Pokazałam mu strzępki mojej tuniki.
- No wiesz.- podrapał się po karku, zawstydzony.- Bardzo ładny materiał.- udawał głupiego.- Tęskniłem się za twoją bliskością.
Westchnęłam tylko zrezygnowana. Wróciłam do garderoby w poszukiwaniu nowego stroju. Na szczęście leginsy przetrwały wczorajszą awanturę, a raczej godzinie po niej. Znalazłam ładna bordową tunikę z dekoltem w serduszko. Włosy puściłam luźno na plecy i zeszłam na dół. Nie chciałam robić makijażu. Dymitr mówi, że naturalnie jestem piękna.
- Idziemy już?- niecierpliwiła się moja siostra. Pamiętam jak sama miałam taki zapał.
- Tak, już idziemy.- powiedziałam zakładając kurtkę i wysokie buty. Pamiętałam, że w nocy była burza. A raczej huragan. Jednak ogrom zawieruchy uderzył nas, gdy wyszliśmy na zewnątrz. Wszędzie walały się połamane gałęzie. Większe, mniejsze, różne.
- WOOOW!- mała rozglądała się w szoku.
- Uroki lasu.- Rosjanin wzruszył ramionami i ruszył w głąb boru, a my podążyłyśmy za nim
- Ale jak to możliwe, że nic nie słyszałam?- spytała skacząc między przeszkodami koło nas
- Masz bardzo mocny sen.- zauważyłam.- A poza tym nasz dom jest zbudowany z dźwiękoszczelnych ścian.
Gdy doszliśmy na miejsce, mój mąż zadał swojej uczennicy standardowo dwadzieścia pięć okrążeń. Dla utrudnienia nie sprzątał gałęzi na trasie.
- Strzygi nie zawsze zaatakują cię na prostej drodze. Ale zawsze musisz umieć przed nimi uciec.- wytłumaczył, gdy ta zaczęła narzekać.
- A kiedy nauczysz mnie czegoś przydatniejszego?- marudziła- Ciągle tylko uciekam. Chcę umieć się obronić. Siebie i podopiecznego.
- Wszystko w swoim czasie. Narazić biegiem. Hop!- klasnął w dłonie, sygnalizując, że nie interesuje go, co chce mu powiedzieć i że ma zacząć trening.
Mała tyko westchnęła i ruszyła truchtem, przeskakując gałęzie i kamienie.
- Ale ona jest do ciebie podobna.- strażnik uśmiechnął się, opierając o drzewo, obok mnie.
- Chcesz powiedzieć, że jestem bardziej Mazur, niż Hathaway?- spytałam.
- Jesteś Rose Hathaway-Mazur-Bielilow. Jedyna w swoim rodzaju i wyjątkowa.- odpowiedział wymijająco.
- Ładnie wybrnąłeś.- powiedziałam z uznaniem.
- Wiesz, musiałem się nauczyć na lekcje z taką jedną strasznie upartą i pyskatą uczennicą. Ale jedno przyznać jej trzeba. Jak czegoś chce, to dąży do tego po trupach i w końcu to dostaje.
- A ładna chociaż?- starałam się zrobić jak najbardziej zalotną pozę, co nie jest łatwe w siódmym miesiącu ciąży.
Ale chyba mi się udało.
- Bardziej seksowna niż myśli.
- A tak się w ogóle da?!-udałam zdziwienie.
- Hymn...- mój ukochany udał zamyślenie- czyli, że ma większy samozachwyt, niż myślałem.
Podeszłam do niego, opierając dłonie o jego klatkę piersiową.
- Nie tak ogromny jak zachwyt tobą, mój bogu.
- Przestań mnie tak naz...- przerwały mu moje wargi.
Od razu oddał pocałunek, obejmując mnie mocno i przyciskając do siebie.
- Eghem.- odskoczyliśmy od siebie jak oparzeni.- Nie chciałam przerywać, tej jakże wspaniałej chwili, ale skończyłam i czekam na dalsze polecenia.- Lili uśmiechnęła się do nas niewinnie.
- Rozciągnęłaś się?- spytał niby obojętnie Dymitr, choć tak naprawdę zawstydziła go ta sytuacja.
Nałożył na twarz maskę, która od zawsze zakrywa wszystkie jego uczucia. Chciałabym tak umieć. W każdej sytuacji opanowana, rozważna obojętna. Nie dać się ponieść emocją. Najpierw myśleć, później robić.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
niedziela, 10 lipca 2016
ROZDZIAŁ 188
Znacie moje serce. Macie tu dwa rozdziały dzisiaj. Pewnie jutro też będą dwa. Trzeba nadrobić zaległości.💖
___________________________________________________________
Wtuliłam się mocno w ukochanego, chcąc czuć go jak najbliżej, by upewnić się, że to nie sen. Strażnik, wyczuwają moja potrzebę, zamknął mnie szczelnie w ramionach, a ja objęłam go w pasie. Czułam, że on też trochę drży. Jego dłonie bawiły się moimi włosami. Uwielbiał je. Przerzucał sobie ich kosmyki, nawijał na palce, głaskał.
- Dymitr nie wiem, gdzie ty mnie zabierasz, do piekła, czy do nieba, ale pójdę za tobą wszędzie z zamkniętymi oczami.
Po pokoju rozniósł się jego śmiech.
- Och Roza, gdyby na świecie były takie kobiety jak ty, nie było by zdrad. Chyba nikt nie jest lepszy od ciebie w sprawach łóżkowych. Ale nie chcę się o tym przekonać. Wystarczysz mi ty do szczęścia.
- Tylko byś spróbował mnie zdradzić.- odsunęłam się od niego.- To wtedy zabiłabym ciebie i ją, a na końcu tobie odprawiła wielki pogrzeb, a ją rzuciła psom na pożarcie.
- To teraz mam kolejną motywację do wierności. Ale jesteś dla mnie za cenna, żeby cię tak perfidnie potraktować.- cmoknął mnie w czubek głowy.
Leżeliśmy chwile w ciszy, ale żadnemu z nas nie chciało się spać.
- Roza myślałaś kiedyś co by było gdyby...?- Dymitr przerwał ciszę.
- Czasami. I zawsze dochodzę do tego samego wniosku: wszystko co się zdarzyło jest najlepsze. Najbardziej przerażająca jest perspektywa, gdyby Lissa nie miała mocy ducha.
- Dalej był bym strzygą.- odezwał się z bólem.
- Nie koniecznie. Wiktor nie męczył by Lissy, nie musiałybyśmy uciekać, a ty nie zostałbyś wynajęty do znalezienia nas. Mało tego, ja bym zginęła w wypadku. Nigdy byśmy się nie poznali.-zauważyłam.
- Moje życie byłoby bardzo smutne.- westchnął Bielikow.
- Nie można tęsknić za czymś, czego się nigdy nie miało, a nawet nie poznało. Żył byś spokojnie tak jak wcześniej. O ile w naszym zawodzie da się żyć spokojnie.
- Mylisz się Roza. To co było wcześniej, nie było życiem. To było sztuczne poczucie istnienia. Całe dni wypełniała mi praca. Zapomniałem co to radość, spokój. Nie zależało mi ja niczym, ani ba nikim. Byłem jak robot. Wypełniałem obowiązki, nic więcej się nie liczyło. To był sztuczny sen, zastępujący życie. I ty mnie z niego obudziłaś. Jesteś jedyną osobą, której mogę powiedzieć wszystko, ale widzę piękno świata. To wszystko co nie miało dla mnie znaczenia, teraz mnie zachwyca.
- Dymitr, czy jakbym nie uciekła rok temu, ty wyjechał byś z Taszą, zapomniał byś o mnie?- tym razem ja przerwała następną ciszę.
Bielikow nie odpowiedział od razu. Musiał się zastanowić.
- Nigdy bym nie zapomniał o kobiecie mojego serca. Pewnie po miesiącu zrozumiałbym swój błąd, próbował wrócić. A jakby mi się nie udało, przekonałbym Taszę do odwiedzenia siostrzeńca. Znalazłbym cię i obiecał, że wrócę do ciebie. Ale już wątpiłem w doskonałość tego pomysłu po bankiecie i twojej awanturze z Janine. Pozwoliłaś mi jechać, żebym był szczęśliwy, bez względu na swoje uczucia. Widziałem ból w twoich oczach, gdy to mówiłaś, ale i szczerość i wielką miłość. Następnie poszłaś zerwać z Masonem. Zrozumiałem, że nie kochałaś go, tylko chciałaś przestać mnie kochać. Zacząłem się zastanawiać co ja czuję do Taszy, czemu z nią jestem, czy jej też zależy na moim szczęściu i czy z nią je znajdę. Jednak nie zdążyłem znaleźć na nie odpowiedzi sam, bo wpadła do mnie Wasylissa, mówiąc, że ty i reszta zniknęliście. Bardzo się tym przejąłem. Okazało się, że nikt cię nie widział od naszej rozmowy. A to było poprzedniego dnia. Dokładałem wszelkich starań, aby was znaleźć. Aby znaleźć ciebie. Wtedy zrozumiałem jak bardzo mi na tobie zależy i podjąłem decyzję, że zostanę z tobą.
Gdy skończył podniosłam się na wysokość jego ust i pocałowałam go słodko, delikatnie. Oddał pocałunek, ale nie było w nim pożądania. Po prostu wyznawaliśmy sobie miłość. Robiliśmy krótkie przerwy na zaczerpnięcie oddechu i wracaliśmy do całowania. Nie wiem ile tak trwaliśmy, ale w końcu oboje się zmęczyliśmy. Patrzyliśmy sobie w oczy, ciężko oddychając. Gdy tak się uśmiechaliśmy hak głupi do sera, czułam się jakbyśmy byli zakochanym nastolatkami. W sumie ja dalej miałam te naście, ale Dymitr to już dorosły facet. A jednak zachowuje się tak młodo. Bielikow musiał myśleć o tym samym, bo powiedział:
- Dzięki tobie Roza dowiaduję się, co to młodzieńcza miłość.
- Mówisz staruszku?- zadrwiłam z niego.
Wybuchłam śmiechem, widząc jego minę. Od razu tego pożałowałam. Dymitr usiadł okrakiem na moich nogach i zaczął mnie łaskotać. Zwijałam się ze śmiechu, jednak nie prosiłam by przestał. Jestem Rose Hathaway i ja nie błagam o litość. Bielikow doskonale o tym wie i chciał mnie sprowokować. Ale nie dałam się. Próbowałam przejść do kontr ataku. Tyle, że ON NIE MA ŁASKOTEK!!!! To była z góry przegrana konkurencja.
Już chciałam się poddać, gdy zauważyłam szansę. Coś czym zawsze go pokonam. Wyłapałam moment, kiedy dał mi odpocząć na sekundę i w tej sekundzie łącze nasze usta. Wykorzystała jego nieuwagę, przywracając nas tak, że teraz ja jestem na górze i unieruchamiając mu ręce. Jego kolej na błagania. Ale o coś innego.
Jak wcześniej powiedziałam, on nie ma łaskotek. Ale mam inną broń. Pochylam się nad nim i zatrzymuję kilka centymetrów przed jego twarzą. Delikatnie muskam jego wargi swoimi. Jęknął niewyraźnie, a jego źrenice rozszerzyły się w błysku pożądania. Wbiłam się w jego słodkie usta. Całował mocno i zachłannie, jednak nie dałam się omotać przyjemności. Teraz się mszczę. Puszczam jego dłonie, a on próbuje wrócić do poprzedniej pozycji. Tyle, że ja stoję, a raczej klęczę stabilnie na nogach, więc on ponosi porażkę. Całuje go zachłannie, schodząc ustami coraz niżej, od czasu do czasu podgryzając go i liżąc. Za każdym razem, ukochany wydaje zmuszony jęk.
- Roza...- mruczał.
Jednak to mała być kara. Jeszcze chwili podsycałam jego pożądanie, po czym położyłam się obok i wtuliłam w męża. On patrzył na mnie zdziwiony i trochę w szoku.
- Czemu przestałaś?- spytał z pretensjami.
- Po pierwsze, jest późno, a znając Lili, nie da nam długi się sobą nacieszyć. Po drugie ja i dzieci jesteśmy bardzo zmęczeni.- ziewnęłam demonstracyjnie.
Dymitr już nie chodzi na służbę. Wedle naszego układu, do połowy szóstego miesiąca mojej ciąży nie odstępuje mnie na krok.
- Oczywiście. Taka małolata szybko się męczy.- teraz on się ze mnie nabiał. Prawda należało mi się, ale sam mnie sprowokował.
- Jasne dziadku.
- Ej aż tak stary nie jestem.- obruszył się.
- No prawda. Nawet moim ojcem nie mógłbyś być. Ewentualnie wujem.
- Ale los sprawił, że jestem twoim mężem.
- Geny towarzyszu. Geny.- poprawiłam go.
- Może jeszcze twoje.- prychnął.
- Naturalnie skarbie.- tym razem ziewnęłam naprawdę.
- Niech Ci będzie Roza.- powiedział na odczepne, pewnie dostrzegając moje zmęczenie.- A teraz idź spać kochanie.
- Dobranoc towarzyszu.- wtuliłam się mocniej w pierś strażnika. Czułam się przy nim szczęśliwa, bezpieczna i na swoim miejscu.
- Dobranoc Roza.- ostatnie co pamiętam to jak cmoknął mnie w czubek głowy.
___________________________________________________________
Wtuliłam się mocno w ukochanego, chcąc czuć go jak najbliżej, by upewnić się, że to nie sen. Strażnik, wyczuwają moja potrzebę, zamknął mnie szczelnie w ramionach, a ja objęłam go w pasie. Czułam, że on też trochę drży. Jego dłonie bawiły się moimi włosami. Uwielbiał je. Przerzucał sobie ich kosmyki, nawijał na palce, głaskał.
- Dymitr nie wiem, gdzie ty mnie zabierasz, do piekła, czy do nieba, ale pójdę za tobą wszędzie z zamkniętymi oczami.
Po pokoju rozniósł się jego śmiech.
- Och Roza, gdyby na świecie były takie kobiety jak ty, nie było by zdrad. Chyba nikt nie jest lepszy od ciebie w sprawach łóżkowych. Ale nie chcę się o tym przekonać. Wystarczysz mi ty do szczęścia.
- Tylko byś spróbował mnie zdradzić.- odsunęłam się od niego.- To wtedy zabiłabym ciebie i ją, a na końcu tobie odprawiła wielki pogrzeb, a ją rzuciła psom na pożarcie.
- To teraz mam kolejną motywację do wierności. Ale jesteś dla mnie za cenna, żeby cię tak perfidnie potraktować.- cmoknął mnie w czubek głowy.
Leżeliśmy chwile w ciszy, ale żadnemu z nas nie chciało się spać.
- Roza myślałaś kiedyś co by było gdyby...?- Dymitr przerwał ciszę.
- Czasami. I zawsze dochodzę do tego samego wniosku: wszystko co się zdarzyło jest najlepsze. Najbardziej przerażająca jest perspektywa, gdyby Lissa nie miała mocy ducha.
- Dalej był bym strzygą.- odezwał się z bólem.
- Nie koniecznie. Wiktor nie męczył by Lissy, nie musiałybyśmy uciekać, a ty nie zostałbyś wynajęty do znalezienia nas. Mało tego, ja bym zginęła w wypadku. Nigdy byśmy się nie poznali.-zauważyłam.
- Moje życie byłoby bardzo smutne.- westchnął Bielikow.
- Nie można tęsknić za czymś, czego się nigdy nie miało, a nawet nie poznało. Żył byś spokojnie tak jak wcześniej. O ile w naszym zawodzie da się żyć spokojnie.
- Mylisz się Roza. To co było wcześniej, nie było życiem. To było sztuczne poczucie istnienia. Całe dni wypełniała mi praca. Zapomniałem co to radość, spokój. Nie zależało mi ja niczym, ani ba nikim. Byłem jak robot. Wypełniałem obowiązki, nic więcej się nie liczyło. To był sztuczny sen, zastępujący życie. I ty mnie z niego obudziłaś. Jesteś jedyną osobą, której mogę powiedzieć wszystko, ale widzę piękno świata. To wszystko co nie miało dla mnie znaczenia, teraz mnie zachwyca.
- Dymitr, czy jakbym nie uciekła rok temu, ty wyjechał byś z Taszą, zapomniał byś o mnie?- tym razem ja przerwała następną ciszę.
Bielikow nie odpowiedział od razu. Musiał się zastanowić.
- Nigdy bym nie zapomniał o kobiecie mojego serca. Pewnie po miesiącu zrozumiałbym swój błąd, próbował wrócić. A jakby mi się nie udało, przekonałbym Taszę do odwiedzenia siostrzeńca. Znalazłbym cię i obiecał, że wrócę do ciebie. Ale już wątpiłem w doskonałość tego pomysłu po bankiecie i twojej awanturze z Janine. Pozwoliłaś mi jechać, żebym był szczęśliwy, bez względu na swoje uczucia. Widziałem ból w twoich oczach, gdy to mówiłaś, ale i szczerość i wielką miłość. Następnie poszłaś zerwać z Masonem. Zrozumiałem, że nie kochałaś go, tylko chciałaś przestać mnie kochać. Zacząłem się zastanawiać co ja czuję do Taszy, czemu z nią jestem, czy jej też zależy na moim szczęściu i czy z nią je znajdę. Jednak nie zdążyłem znaleźć na nie odpowiedzi sam, bo wpadła do mnie Wasylissa, mówiąc, że ty i reszta zniknęliście. Bardzo się tym przejąłem. Okazało się, że nikt cię nie widział od naszej rozmowy. A to było poprzedniego dnia. Dokładałem wszelkich starań, aby was znaleźć. Aby znaleźć ciebie. Wtedy zrozumiałem jak bardzo mi na tobie zależy i podjąłem decyzję, że zostanę z tobą.
Gdy skończył podniosłam się na wysokość jego ust i pocałowałam go słodko, delikatnie. Oddał pocałunek, ale nie było w nim pożądania. Po prostu wyznawaliśmy sobie miłość. Robiliśmy krótkie przerwy na zaczerpnięcie oddechu i wracaliśmy do całowania. Nie wiem ile tak trwaliśmy, ale w końcu oboje się zmęczyliśmy. Patrzyliśmy sobie w oczy, ciężko oddychając. Gdy tak się uśmiechaliśmy hak głupi do sera, czułam się jakbyśmy byli zakochanym nastolatkami. W sumie ja dalej miałam te naście, ale Dymitr to już dorosły facet. A jednak zachowuje się tak młodo. Bielikow musiał myśleć o tym samym, bo powiedział:
- Dzięki tobie Roza dowiaduję się, co to młodzieńcza miłość.
- Mówisz staruszku?- zadrwiłam z niego.
Wybuchłam śmiechem, widząc jego minę. Od razu tego pożałowałam. Dymitr usiadł okrakiem na moich nogach i zaczął mnie łaskotać. Zwijałam się ze śmiechu, jednak nie prosiłam by przestał. Jestem Rose Hathaway i ja nie błagam o litość. Bielikow doskonale o tym wie i chciał mnie sprowokować. Ale nie dałam się. Próbowałam przejść do kontr ataku. Tyle, że ON NIE MA ŁASKOTEK!!!! To była z góry przegrana konkurencja.
Już chciałam się poddać, gdy zauważyłam szansę. Coś czym zawsze go pokonam. Wyłapałam moment, kiedy dał mi odpocząć na sekundę i w tej sekundzie łącze nasze usta. Wykorzystała jego nieuwagę, przywracając nas tak, że teraz ja jestem na górze i unieruchamiając mu ręce. Jego kolej na błagania. Ale o coś innego.
Jak wcześniej powiedziałam, on nie ma łaskotek. Ale mam inną broń. Pochylam się nad nim i zatrzymuję kilka centymetrów przed jego twarzą. Delikatnie muskam jego wargi swoimi. Jęknął niewyraźnie, a jego źrenice rozszerzyły się w błysku pożądania. Wbiłam się w jego słodkie usta. Całował mocno i zachłannie, jednak nie dałam się omotać przyjemności. Teraz się mszczę. Puszczam jego dłonie, a on próbuje wrócić do poprzedniej pozycji. Tyle, że ja stoję, a raczej klęczę stabilnie na nogach, więc on ponosi porażkę. Całuje go zachłannie, schodząc ustami coraz niżej, od czasu do czasu podgryzając go i liżąc. Za każdym razem, ukochany wydaje zmuszony jęk.
- Roza...- mruczał.
Jednak to mała być kara. Jeszcze chwili podsycałam jego pożądanie, po czym położyłam się obok i wtuliłam w męża. On patrzył na mnie zdziwiony i trochę w szoku.
- Czemu przestałaś?- spytał z pretensjami.
- Po pierwsze, jest późno, a znając Lili, nie da nam długi się sobą nacieszyć. Po drugie ja i dzieci jesteśmy bardzo zmęczeni.- ziewnęłam demonstracyjnie.
Dymitr już nie chodzi na służbę. Wedle naszego układu, do połowy szóstego miesiąca mojej ciąży nie odstępuje mnie na krok.
- Oczywiście. Taka małolata szybko się męczy.- teraz on się ze mnie nabiał. Prawda należało mi się, ale sam mnie sprowokował.
- Jasne dziadku.
- Ej aż tak stary nie jestem.- obruszył się.
- No prawda. Nawet moim ojcem nie mógłbyś być. Ewentualnie wujem.
- Ale los sprawił, że jestem twoim mężem.
- Geny towarzyszu. Geny.- poprawiłam go.
- Może jeszcze twoje.- prychnął.
- Naturalnie skarbie.- tym razem ziewnęłam naprawdę.
- Niech Ci będzie Roza.- powiedział na odczepne, pewnie dostrzegając moje zmęczenie.- A teraz idź spać kochanie.
- Dobranoc towarzyszu.- wtuliłam się mocniej w pierś strażnika. Czułam się przy nim szczęśliwa, bezpieczna i na swoim miejscu.
- Dobranoc Roza.- ostatnie co pamiętam to jak cmoknął mnie w czubek głowy.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
ROZDZIAŁ 187
W wannie siedzieliśmy, dopóki woda się nie ochłodziła. Przez ten czas zdążyliśmy nawzajem się umyć i poprzekomarzać ze sobą. Dymitr pierwszy wyszedł i dodanie się wytarł. Następnie ręcznikiem osuszył moje ciało. Sięgnął po cześć materiału, który przyniósł. Okazało się, że to jego bokserki. Ubrał je na siebie, a mi podał bardzo seksowną bieliznę. Gdy tylko zgasił wszystkie świeczki poszliśmy do sypialni. Zagadywał mnie jakimiś zabawnymi historiami z dzieciństwa, a ja odpłacałam się wspomnieniami moimi i Lissy. Cały czas czułam na sobie jego głodne spojrzenie i zauważyłam, że bardzo się nie cierpliwi i ekscytuje. Nie wiedziałam o co mu może chodzić. Jednak gdy otworzyłam drzwi, zamilkłam, wpatrując się w obraz przede mną. Wszędzie leżały płatki róż. Na łóżku pościelona została czerwona narzutka, a w oknach wisiały bordowe zasłony, zanurzając pokój w krwiste czerwieni. Wszędzie poustawiane były świeczki we wszystkich odcieniach czerwieni, pomarańczy, żółci i różu. To było coś niesamowitego. Na łóżku leżało wiadro z lodem i jakimś napojem gazowanym. Wątpię, żeby to był alkohol. W tle słyszałam krople deszczu, uderzające o szybę. Pewnie dopiero przed chwilą się rozpadało. W tym roku Zima przyszła i odchodzi jakoś szybciej. Ale to tylko dodaje chwili lepszej atmosfery.
Poczułam, jak ukochany obejmuje mnie od tyłu i obdarza moją szyję pocałunkami.
- Roza jesteś dla mnie wyjątkowa, jedyna, niezastąpiona. Pozwól mi za to dzisiaj podziękować.
- Dymitr dzisiaj jestem cała twoja.- powiedziałam odwracając się do niego przodem.
- Wedle twojego życzenia pani.- mruknął mi do ucha.
Pocałował mnie namiętnie i gorliwie. Jednak nie rozbierał. Ja za to byłam mniej cierpliwa i szybko pozbyłam się jego ubrania. Mąż wydawał się tego nie zauważyć. Podszedł ze mną do łóżka, nie przerywając pocałunków. Cały czas jeździł dłońmi po tych częściach mojego ciała, które były gołe. A było ich więcej, niż mniej. Delikatnie położył mnie na pościel, kładąc się na mnie. Jednak, gdy leżałam, on odsunął się i przeturlał na drugą stronę wiaderka. Sięgnął po coś na stolik nocny, a po następnie podał mi kieliszek. Wyciągnął z lodu butelkę i zaczął ją otwierać. Na szczęście korek nie wystrzelił z hukiem, w końcu Lili słodko śpi. Dalej mnie dziwi, że nie obudziło jej walenie w drzwi. A ich wywarzanie powinno postawić moją siostrę na nogi. Przecież to by nieboszczyka obudziło. A ona nic? Strażnik napełnił moją lampkę napojem z bąbelkami. Ostrożnie wzięłam łyka, sprawdzając co to jest.
- Szampan dla dzieci?!- spytałam zdziwiona, patrząc na towarzysza.
- Ostał się jeden w barku. Uznałem, że będzie idealnie pasować do klimatu.- uśmiechnął się cwanie. Uniósł swoje szkło do góry.- A teraz nasze zdrowie Roza.
- Zdrowie.- stuknęliśmy się kieliszkami.
Następnie spletliśmy swoje ręce w łokciach i na raz wypiliśmy zawartość lampek. Gdy dotarło do mnie, jak blisko jestem najseksowniejszego mężczyzny na świecie, upuściłam naczynie i chwyciłam w dłonie policzki Bielikowa i musnęłam palcami jego wargi. Widziałam jak jego oczy ciemnieją z pożądania. Postanowiłam go trochę pomęczyć. Popchnęłam męża, nakazują mu się położyć. Zrozumiał o co mi chodzi i dał wolną rękę. Usiadłam na nim okrakiem, a dokładnie na jego męskości. Jęknął cicho. Pochyliłam się nad nim i szepnęłam mu do ucha najbardziej zmysłowym głosem, na jaki było mnie stać.
- Ja też zawiniłam dzisiaj. A ty jesteś najwspanialszym, najseksowniejszym i najbardziej podniecającym facetem na Ziemi.
Pokiwał nieznacznie głową, chyba trochę niepewny, czy dobrze robi.
Zaczęłam całować jego szyję, od czasu do czasu podgryzając płatek ucha. Dłońmi badałam ciepły tors ukochanego, jeżdżąc nimi w górę i w dół. Wyczułam, że jest cały spięty. Tak się nie pobawimy.
- Zaufaj mi i się odpręż.- powiedziałam, tym samym tonem co wcześniej.- Jak mam ci sprawić przyjemność, skoro jesteś taki spięty?
Strażnik wziął oddech i czułam jak się rozluźnia. Powróciłam do pocałunków. Szłam po całej długości szyi, następnie żuchwa, policzki, broda. Specjalnie omijałam usta. Wiem, że go dręczę, ale później zostanie za to wynagrodzony.
Następnie wróciłam na szyję. Schodziłam cały czas w dół do torsu, po drodze robiąc kilka malinek. Skoro on może, to czemu ja nie?
Obcałowywałam jego pierś, patrząc na niego. Widać, że było mu dobrze. Dymitr miał przymknięte oczy, a na ustach błąkał mu się leniwy uśmieszek, z pod którego można było usłyszeć mrugnięcia. Schodziłam cały czas slalomem na brzuch. Tam też zrobiłam jedną, czy dwie malinki. A teraz atrakcja wieczoru. Trochę się bałam. Nigdy nie robiłam tego, żadnemu facetowi. Ale to jest Dymitr Bielikow. Nie jedna kobieta marzy znaleźć się w jego łóżku. A ja jestem Rose Hathaway, od pół roku Bielikow i nie boję się żadnych wyzwań. Więc dlaczego sprawienie przyjemności mężczyźnie, który mnie uszczęśliwia na co dzień, ma mnie przerosnąć.
Złapałam jego męskość w dłonie. Ale duży. To coś się we mnie mieści. Nic dziwnego, że sprawia mi taką rozkosz. Mąż mruknął głośniej, nie otwierając oczu. W końcu zdecydowałam i wzięłam jego przyjaciela do ust.
- Roza...- ukochany popatrzył na mnie zaskoczony.
Ja tyko uśmiechnęłam się, nie wypuszczając go z buzi. Jednocześnie jeździłam ręką po całej jego długości. Góra, dół, góra, dół. Widziałam jak na nowo zamyka oczy. Zaczął szybciej oddychać. Czułam, że jest blisko.
- Ro..Roza, za...arazz dooo..ojdę.- jęczał.
Ale ja nic nie zrobiłam, oprócz dalszej zabawy. Po pewnym czasie poczułam jak dochodzi, krzycząc moje imię. W ustach miałam jego nasienie, które od razu połknęłam. Usiadłam na nim i wyczekiwałam jakiejś reakcji. Nagle strażnik złapał mnie i położył pod sobą.
- Roza Vy udivitel'no. (jesteś niesamowita)- wymruczał mi do ucha.
Wbił się mocno w moje usta. Jego pocałunki były pełne namiętności, pragnienia, miłości i pożądania. Z oczu dało się odczytać wielki głód. Gładził moje ciało smukłymi dłońmi. Oddychałam coraz szybciej i bardziej płytko. Nagle ściągnął moją bieliznę i bez żadnego uprzedzenia wszedł wszedł we mnie. Pisnęłam cicho z zaskoczenia. Jednak po chwili oddałam się przyjemności. Robił to powoli, dręcząc mnie.
- Dy..Dymi...itr.- jęczałam.- Szybciej.
Ale nie zrobił tego. Patrzył na moje cierpienie w rozkoszy. Wiłam się pod nim, zaciskałam dłonie na prześcieradle, ale nie pomagało. Chciałam doznać spełnienia już, teraz. Moje ciało domagało się tej fali ciepła, która nie chciała nadejść. Gdy byłam już bardzo blisko, prawie oszalałam z pożądania. Moje wszystkiego najmniejsze części ciała domagały się tego, czego za cholerę nie mogły osiągnąć. Gdy byłam już na granicy i czekałam na upragniony orgazm, Rosjanin gwałtownie przyspieszył. Poruszał się chyba najszybciej jak umiał. Nie musiał czekać długo, aż wygięłam się w łuk, krzycząc jego imię.
Szczęście, że nasze ściany są dźwiękoszczelne. Teraz rozumiem, czemu mąż takie wstawił.
Poczułam jakąś taką pustkę, gdy ze mnie wyszedł, ale szybko przestałam, kiedy ukochany położył się obok i mocno mnie do siebie przytulił.
Drżałam z emocji z przed chwili.
- Ja tiebia liubliu Roza
- Ja tiebia toże liubliu.
Poczułam, jak ukochany obejmuje mnie od tyłu i obdarza moją szyję pocałunkami.
- Roza jesteś dla mnie wyjątkowa, jedyna, niezastąpiona. Pozwól mi za to dzisiaj podziękować.
- Dymitr dzisiaj jestem cała twoja.- powiedziałam odwracając się do niego przodem.
- Wedle twojego życzenia pani.- mruknął mi do ucha.
Pocałował mnie namiętnie i gorliwie. Jednak nie rozbierał. Ja za to byłam mniej cierpliwa i szybko pozbyłam się jego ubrania. Mąż wydawał się tego nie zauważyć. Podszedł ze mną do łóżka, nie przerywając pocałunków. Cały czas jeździł dłońmi po tych częściach mojego ciała, które były gołe. A było ich więcej, niż mniej. Delikatnie położył mnie na pościel, kładąc się na mnie. Jednak, gdy leżałam, on odsunął się i przeturlał na drugą stronę wiaderka. Sięgnął po coś na stolik nocny, a po następnie podał mi kieliszek. Wyciągnął z lodu butelkę i zaczął ją otwierać. Na szczęście korek nie wystrzelił z hukiem, w końcu Lili słodko śpi. Dalej mnie dziwi, że nie obudziło jej walenie w drzwi. A ich wywarzanie powinno postawić moją siostrę na nogi. Przecież to by nieboszczyka obudziło. A ona nic? Strażnik napełnił moją lampkę napojem z bąbelkami. Ostrożnie wzięłam łyka, sprawdzając co to jest.
- Szampan dla dzieci?!- spytałam zdziwiona, patrząc na towarzysza.
- Ostał się jeden w barku. Uznałem, że będzie idealnie pasować do klimatu.- uśmiechnął się cwanie. Uniósł swoje szkło do góry.- A teraz nasze zdrowie Roza.
- Zdrowie.- stuknęliśmy się kieliszkami.
Następnie spletliśmy swoje ręce w łokciach i na raz wypiliśmy zawartość lampek. Gdy dotarło do mnie, jak blisko jestem najseksowniejszego mężczyzny na świecie, upuściłam naczynie i chwyciłam w dłonie policzki Bielikowa i musnęłam palcami jego wargi. Widziałam jak jego oczy ciemnieją z pożądania. Postanowiłam go trochę pomęczyć. Popchnęłam męża, nakazują mu się położyć. Zrozumiał o co mi chodzi i dał wolną rękę. Usiadłam na nim okrakiem, a dokładnie na jego męskości. Jęknął cicho. Pochyliłam się nad nim i szepnęłam mu do ucha najbardziej zmysłowym głosem, na jaki było mnie stać.
- Ja też zawiniłam dzisiaj. A ty jesteś najwspanialszym, najseksowniejszym i najbardziej podniecającym facetem na Ziemi.
Pokiwał nieznacznie głową, chyba trochę niepewny, czy dobrze robi.
Zaczęłam całować jego szyję, od czasu do czasu podgryzając płatek ucha. Dłońmi badałam ciepły tors ukochanego, jeżdżąc nimi w górę i w dół. Wyczułam, że jest cały spięty. Tak się nie pobawimy.
- Zaufaj mi i się odpręż.- powiedziałam, tym samym tonem co wcześniej.- Jak mam ci sprawić przyjemność, skoro jesteś taki spięty?
Strażnik wziął oddech i czułam jak się rozluźnia. Powróciłam do pocałunków. Szłam po całej długości szyi, następnie żuchwa, policzki, broda. Specjalnie omijałam usta. Wiem, że go dręczę, ale później zostanie za to wynagrodzony.
Następnie wróciłam na szyję. Schodziłam cały czas w dół do torsu, po drodze robiąc kilka malinek. Skoro on może, to czemu ja nie?
Obcałowywałam jego pierś, patrząc na niego. Widać, że było mu dobrze. Dymitr miał przymknięte oczy, a na ustach błąkał mu się leniwy uśmieszek, z pod którego można było usłyszeć mrugnięcia. Schodziłam cały czas slalomem na brzuch. Tam też zrobiłam jedną, czy dwie malinki. A teraz atrakcja wieczoru. Trochę się bałam. Nigdy nie robiłam tego, żadnemu facetowi. Ale to jest Dymitr Bielikow. Nie jedna kobieta marzy znaleźć się w jego łóżku. A ja jestem Rose Hathaway, od pół roku Bielikow i nie boję się żadnych wyzwań. Więc dlaczego sprawienie przyjemności mężczyźnie, który mnie uszczęśliwia na co dzień, ma mnie przerosnąć.
Złapałam jego męskość w dłonie. Ale duży. To coś się we mnie mieści. Nic dziwnego, że sprawia mi taką rozkosz. Mąż mruknął głośniej, nie otwierając oczu. W końcu zdecydowałam i wzięłam jego przyjaciela do ust.
- Roza...- ukochany popatrzył na mnie zaskoczony.
Ja tyko uśmiechnęłam się, nie wypuszczając go z buzi. Jednocześnie jeździłam ręką po całej jego długości. Góra, dół, góra, dół. Widziałam jak na nowo zamyka oczy. Zaczął szybciej oddychać. Czułam, że jest blisko.
- Ro..Roza, za...arazz dooo..ojdę.- jęczał.
Ale ja nic nie zrobiłam, oprócz dalszej zabawy. Po pewnym czasie poczułam jak dochodzi, krzycząc moje imię. W ustach miałam jego nasienie, które od razu połknęłam. Usiadłam na nim i wyczekiwałam jakiejś reakcji. Nagle strażnik złapał mnie i położył pod sobą.
- Roza Vy udivitel'no. (jesteś niesamowita)- wymruczał mi do ucha.
Wbił się mocno w moje usta. Jego pocałunki były pełne namiętności, pragnienia, miłości i pożądania. Z oczu dało się odczytać wielki głód. Gładził moje ciało smukłymi dłońmi. Oddychałam coraz szybciej i bardziej płytko. Nagle ściągnął moją bieliznę i bez żadnego uprzedzenia wszedł wszedł we mnie. Pisnęłam cicho z zaskoczenia. Jednak po chwili oddałam się przyjemności. Robił to powoli, dręcząc mnie.
- Dy..Dymi...itr.- jęczałam.- Szybciej.
Ale nie zrobił tego. Patrzył na moje cierpienie w rozkoszy. Wiłam się pod nim, zaciskałam dłonie na prześcieradle, ale nie pomagało. Chciałam doznać spełnienia już, teraz. Moje ciało domagało się tej fali ciepła, która nie chciała nadejść. Gdy byłam już bardzo blisko, prawie oszalałam z pożądania. Moje wszystkiego najmniejsze części ciała domagały się tego, czego za cholerę nie mogły osiągnąć. Gdy byłam już na granicy i czekałam na upragniony orgazm, Rosjanin gwałtownie przyspieszył. Poruszał się chyba najszybciej jak umiał. Nie musiał czekać długo, aż wygięłam się w łuk, krzycząc jego imię.
Szczęście, że nasze ściany są dźwiękoszczelne. Teraz rozumiem, czemu mąż takie wstawił.
Poczułam jakąś taką pustkę, gdy ze mnie wyszedł, ale szybko przestałam, kiedy ukochany położył się obok i mocno mnie do siebie przytulił.
Drżałam z emocji z przed chwili.
- Ja tiebia liubliu Roza
- Ja tiebia toże liubliu.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
sobota, 9 lipca 2016
ROZDZIAŁ 186
Odkręciłam wodę, która zaczęła lać się do wanny. O tak! Zanurzyć się w ciepłej wodzie to to, czego potrzebuję. Nalałam trochę płynu do kąpieli o zapachu truskawki. Znalazłam kilka świeczek i poustawiałam je w różnych częściach łazienki. Z twarzy zmyłam rozmazane makijaż. Gdy skończyłam, zapaliłam, jak się okazało, zapachowe świeczki i zgasiłam światło. Aromat truskawki mieszał się z wonią jaśminu. Po chwili do łazienki wszedł mój mąż. Wpatrywał się w wystrój oniemiały.
- No Roza, umiesz zrobić klimat.- przyznał, kładąc jakiś materiał na pralce.
Podszedł do mnie i pocałował delikatnie. Dotyk tych ust, to jest to, czego pragnę od godzin. Takie słodkie i miękkie. Czuję się, jakbym latami ich nie czuła, a wspomnienia nie odzwierciedlają rzeczywistej rozkoszy. Dymitr chyba czuł to samo, ponieważ pogłębił pocałunek. Poprosił językiem o wstęp, który bez wahania mu udzieliłam. Gdy tylko z niego skorzystał, nogi się pode mną ugięły. Ukochany złapał mnie za pośladki i podniósł, zmuszając do oplecenia go nogami. Uczyniłam to z największą rozkoszą. Palce zatopiłam w jego włosach. Były takie delikatne i zarazem mocne w dotyku. Pociągałam za nie, co wywołało cichy jęk, prosto w moje usta. Poczułam na plecach zimną ścianę.
- Roza...- mruczał, przechodząc na szyję.
Po chwili moja bluzka leżała gdzieś w kącie. Nie byłam mu dłużna. Trochę mi pomógł, ale koniec końców, cieszyłam się ciepłem i widokiem nagiego torsu najseksowniejszego mężczyzny na świecie. Mojego mężczyzny. On też nie mógł oderwać ode mnie wzroku. Czarny stanik idealnie pasuje do mojej opalonej skóry i ciemnych włosów. Czułam na sobie jego palący, głodny wzrok, gdy obmyślał, jak najlepiej pozbyć się ze mnie reszty ubrania.
- Pomyśleć, że tak piękną kobietę, traktowałem jak zwykłą uczennicę.- mówił całując mój dekolt.
Jednocześnie czułam zsuwające się ze mnie leginsy.
- Nigdy mnie tak nie traktowałeś.- powiedziałam pewnie.
Oderwał się od mojego ciała i popatrzył mi w oczy. Wytrzymałam pełne pożądania spojrzenie. Po chwili na jego twarzy pojawił się cwany uśmieszek. W tej samej chwili poczułam na plecach ciepłą dłoń i palce majstrujące przy zamku.
- Masz rację. Od zawsze więcej od ciebie wymagałem. Z czasem dotarła do mnie prawda, w którą nie chciałem uwierzyć.- przybliżył usta do mojego ucha. Na karku czułam jego oddech.- Byłaś moją miłością od pierwszego wejrzenia.
W tym momencie mój stanik wylądował na posadzce. Dalej wszystko działo się bardzo szybko. Uwolniłam się z objęć strażnika i stanęłam na zimnych kafelkach. Szybko zabrałam się za rozpinanie jego paska, nie przestając patrzeć w brązowe tęczówki, które w blasku świec miały nasyconą barwę ciemnej czekolady.
- Mówią, że oczy to odbicie duszy.- dyszałam ciężko z emocji i pożądania.- Twoje źrenice uwięziły mogą duszę w tobie. Dlatego umieram sto razy patrząc w nie i tysiąc, nie mogąc ich zobaczyć.
Kończąc zdanie, zrzuciłam mu drżącymi rękoma bokserki na podłogę. Nie zauważyłam kiedy, ale ja też już byłam naga. Bielikow Pochwycił mnie w ramiona i razem weszliśmy do wanny. Otuliła nas gorąca woda (na tyle, żeby nie zaszkodzić dzieciom), trochę studząc nasz zapał. Ruchy stały się wolniejsze i bardziej ociężałe. Oparłam się plecami o tors męża, rozkoszując się tą chwilą.
- Od kiedy cię poznałem...Nasze dusze są połączone Roza. Na zawsze będziemy razem. Nic nas nie oddzieli. Żadna odległość, żadna siła...
- Nawet śmierć.- wtrąciłam.
- Nawet śmierć.- powtórzył, chcąc nas w tym upewnić.
Po chwili naszła mnie pewna myśl.
- Jeśli zginę będę na ciebie czekać. Ale nie spieszy się. Wszystko w swoim czasie.- powiedzieliśmy... jednocześnie.
- Roza, to przeznaczenie. Już nigdy nie zwątpię. Cokolwiek miałoby się wydarzyć, przejdziemy to razem.
Mówiąc to, wsunął swoją otwartą dłoń pod moją, luźno unoszącą się w wodzie, tak, że stykały się wewnętrznymi stronami. Jego palce znalazły się pomiędzy moimi, a ja zacisnęłam je, wiążąc symbolicznie na zawsze. Oczywiście delikatnie, żeby nie uszkodzić bardziej, już i tak bolący nadgarstek. Czułam się potrzebna, zapewniając mu ochronę. Nie wiem, czy on też tak to odbierał, ale ja czułam się dumna. To nie prawda, że zawsze mężczyzna broni kobietę. Ona może też mieć potrzebę zapewnienia bezpieczeństwa ukochanemu. I ja właśnie taką mam. Może nie mogę wiele zrobić w takim stanie, ale po porodzie będę się starała bardzo.
- Nigdy nie przypuszczałem, że mogę kogoś pokochać z taką siłą.- szepnął mi do ucha, mając mnie wolną ręką. Nasze splecione dłonie położył na moim brzuchu.- Potęga miłości dalej mnie zadziwia.
- Wszystko jest możliwe, wystarczy tylko uwierzyć.
- Roza.- spojrzał na mnie, przez moje ramię, szczerze rozbawiony.- Od kiedy to częstujesz innych moimi "lekcjami typu zen"?
Chciał nakreślić cudzysłów, ale że nie pozwoliłam mu zabrać ręki, zrobił go tylko tą z mydłem.
- Od pewnego czasu. Ale wiesz, czego przez całą naszą znajomość się dowiedziałam?- zapytałam.
- No proszę. Jestem bardzo ciekawy twoich wniosków.
- Dzięki tobie wiem, że do rad można się stosować. Ale żeby je dawać, trzeba samemu ich doświadczyć. Na przykład, ta przed chwilą. Zawsze wierzyłam w naszą miłość, że nie jesteśmy gorsi od morojów, że dam radę cię uratować. I z niemałą pomocą to wszystko się udało.
- I przypisujesz swoje osiągnięcia wierze?- spytał.
- Gdybym nie wierzyła, że coś jest możliwość, to po co miałabym się za to brać i marnować czas. Ale jeśli mam choć odrobinę nadziei, ona napędza mnie do działania.
- Wiesz w czym jesteś najlepsza? W słuchaniu innych.
Zaczęłam się śmiać.
- W takim razie słabo mnie znasz towarzyszu.
- Nie Roza. Ja wiem co mówię.-odparł z pewnością, jakiej nikt by się nie powstydził.- Ale trzeba do ciebie dotrzeć. Wzbudzić w tobie szacunek do siebie. Nasza główna zasada: "oni są najważniejsi". Powinien ją żyć każdy strażnik. Ale są wyjątki, do których niestety się zaliczam. Bo dla mnie nie ma nikogo ważniejszego od ciebie.- od jego wyznania zrobiło mi się jakoś tak ciepło na duszy.- ty. Wierzysz w nią bezgranicznie i całym sercem. Wiele razy pokazałaś to rozmawiając ze mną, w czasie zajęć polowych. Tylko, że tą zasadę wbijano ci od zawsze. Masz do niej respekt i szacunek. Wiem też, że starasz się żyć wedle wszystkiego co kiedykolwiek ci poradziłem. Choć na to narzekałaś. A dlaczego?- popatrzył na mnie wyczekując odpowiedzi.
Podejrzewał ją, ale chciał usłyszeć to ode mnie.
- Ponieważ cię szanowałam, chciałam żebyś był ze mnie dumny i chciałam zasłużyć na to, żebyś przestał widzieć we mnie dziecko, a wojowniczkę równą sobie.- w tym momencie mojego przemówienia, jego mająca mnie dłoń się zatrzymała. Nie przejęłam się tym i mówiłam dalej.- Choć nie wierzyłam za bardzo, że będę tak dobra jak ty, chciałam pokazać, że mogę być drugą najlepszą po tobie.
- Nie myślałem, że aż tak mnie podziwiałaś.
- Byłeś dla mnie wzorem, czymś nie osiągalnym. Każdy nazywał cię bogiem. Zawsze kiedy chciałam się poddać, siły dodawały mi twoje słowa, które powiedziałeś pod wpływem zaklęcia pożądania, gdy podziwiałam twoje tatuaże.
- Jestem pewny, że kiedyś mnie prześcigniesz.- przypomniał sobie.- I miałem rację.
- Nie. Masz o jeden tatuaż więcej.- uśmiechnęłam się.
- No Roza, umiesz zrobić klimat.- przyznał, kładąc jakiś materiał na pralce.
Podszedł do mnie i pocałował delikatnie. Dotyk tych ust, to jest to, czego pragnę od godzin. Takie słodkie i miękkie. Czuję się, jakbym latami ich nie czuła, a wspomnienia nie odzwierciedlają rzeczywistej rozkoszy. Dymitr chyba czuł to samo, ponieważ pogłębił pocałunek. Poprosił językiem o wstęp, który bez wahania mu udzieliłam. Gdy tylko z niego skorzystał, nogi się pode mną ugięły. Ukochany złapał mnie za pośladki i podniósł, zmuszając do oplecenia go nogami. Uczyniłam to z największą rozkoszą. Palce zatopiłam w jego włosach. Były takie delikatne i zarazem mocne w dotyku. Pociągałam za nie, co wywołało cichy jęk, prosto w moje usta. Poczułam na plecach zimną ścianę.
- Roza...- mruczał, przechodząc na szyję.
Po chwili moja bluzka leżała gdzieś w kącie. Nie byłam mu dłużna. Trochę mi pomógł, ale koniec końców, cieszyłam się ciepłem i widokiem nagiego torsu najseksowniejszego mężczyzny na świecie. Mojego mężczyzny. On też nie mógł oderwać ode mnie wzroku. Czarny stanik idealnie pasuje do mojej opalonej skóry i ciemnych włosów. Czułam na sobie jego palący, głodny wzrok, gdy obmyślał, jak najlepiej pozbyć się ze mnie reszty ubrania.
- Pomyśleć, że tak piękną kobietę, traktowałem jak zwykłą uczennicę.- mówił całując mój dekolt.
Jednocześnie czułam zsuwające się ze mnie leginsy.
- Nigdy mnie tak nie traktowałeś.- powiedziałam pewnie.
Oderwał się od mojego ciała i popatrzył mi w oczy. Wytrzymałam pełne pożądania spojrzenie. Po chwili na jego twarzy pojawił się cwany uśmieszek. W tej samej chwili poczułam na plecach ciepłą dłoń i palce majstrujące przy zamku.
- Masz rację. Od zawsze więcej od ciebie wymagałem. Z czasem dotarła do mnie prawda, w którą nie chciałem uwierzyć.- przybliżył usta do mojego ucha. Na karku czułam jego oddech.- Byłaś moją miłością od pierwszego wejrzenia.
W tym momencie mój stanik wylądował na posadzce. Dalej wszystko działo się bardzo szybko. Uwolniłam się z objęć strażnika i stanęłam na zimnych kafelkach. Szybko zabrałam się za rozpinanie jego paska, nie przestając patrzeć w brązowe tęczówki, które w blasku świec miały nasyconą barwę ciemnej czekolady.
- Mówią, że oczy to odbicie duszy.- dyszałam ciężko z emocji i pożądania.- Twoje źrenice uwięziły mogą duszę w tobie. Dlatego umieram sto razy patrząc w nie i tysiąc, nie mogąc ich zobaczyć.
Kończąc zdanie, zrzuciłam mu drżącymi rękoma bokserki na podłogę. Nie zauważyłam kiedy, ale ja też już byłam naga. Bielikow Pochwycił mnie w ramiona i razem weszliśmy do wanny. Otuliła nas gorąca woda (na tyle, żeby nie zaszkodzić dzieciom), trochę studząc nasz zapał. Ruchy stały się wolniejsze i bardziej ociężałe. Oparłam się plecami o tors męża, rozkoszując się tą chwilą.
- Od kiedy cię poznałem...Nasze dusze są połączone Roza. Na zawsze będziemy razem. Nic nas nie oddzieli. Żadna odległość, żadna siła...
- Nawet śmierć.- wtrąciłam.
- Nawet śmierć.- powtórzył, chcąc nas w tym upewnić.
Po chwili naszła mnie pewna myśl.
- Jeśli zginę będę na ciebie czekać. Ale nie spieszy się. Wszystko w swoim czasie.- powiedzieliśmy... jednocześnie.
- Roza, to przeznaczenie. Już nigdy nie zwątpię. Cokolwiek miałoby się wydarzyć, przejdziemy to razem.
Mówiąc to, wsunął swoją otwartą dłoń pod moją, luźno unoszącą się w wodzie, tak, że stykały się wewnętrznymi stronami. Jego palce znalazły się pomiędzy moimi, a ja zacisnęłam je, wiążąc symbolicznie na zawsze. Oczywiście delikatnie, żeby nie uszkodzić bardziej, już i tak bolący nadgarstek. Czułam się potrzebna, zapewniając mu ochronę. Nie wiem, czy on też tak to odbierał, ale ja czułam się dumna. To nie prawda, że zawsze mężczyzna broni kobietę. Ona może też mieć potrzebę zapewnienia bezpieczeństwa ukochanemu. I ja właśnie taką mam. Może nie mogę wiele zrobić w takim stanie, ale po porodzie będę się starała bardzo.
- Nigdy nie przypuszczałem, że mogę kogoś pokochać z taką siłą.- szepnął mi do ucha, mając mnie wolną ręką. Nasze splecione dłonie położył na moim brzuchu.- Potęga miłości dalej mnie zadziwia.
- Wszystko jest możliwe, wystarczy tylko uwierzyć.
- Roza.- spojrzał na mnie, przez moje ramię, szczerze rozbawiony.- Od kiedy to częstujesz innych moimi "lekcjami typu zen"?
Chciał nakreślić cudzysłów, ale że nie pozwoliłam mu zabrać ręki, zrobił go tylko tą z mydłem.
- Od pewnego czasu. Ale wiesz, czego przez całą naszą znajomość się dowiedziałam?- zapytałam.
- No proszę. Jestem bardzo ciekawy twoich wniosków.
- Dzięki tobie wiem, że do rad można się stosować. Ale żeby je dawać, trzeba samemu ich doświadczyć. Na przykład, ta przed chwilą. Zawsze wierzyłam w naszą miłość, że nie jesteśmy gorsi od morojów, że dam radę cię uratować. I z niemałą pomocą to wszystko się udało.
- I przypisujesz swoje osiągnięcia wierze?- spytał.
- Gdybym nie wierzyła, że coś jest możliwość, to po co miałabym się za to brać i marnować czas. Ale jeśli mam choć odrobinę nadziei, ona napędza mnie do działania.
- Wiesz w czym jesteś najlepsza? W słuchaniu innych.
Zaczęłam się śmiać.
- W takim razie słabo mnie znasz towarzyszu.
- Nie Roza. Ja wiem co mówię.-odparł z pewnością, jakiej nikt by się nie powstydził.- Ale trzeba do ciebie dotrzeć. Wzbudzić w tobie szacunek do siebie. Nasza główna zasada: "oni są najważniejsi". Powinien ją żyć każdy strażnik. Ale są wyjątki, do których niestety się zaliczam. Bo dla mnie nie ma nikogo ważniejszego od ciebie.- od jego wyznania zrobiło mi się jakoś tak ciepło na duszy.- ty. Wierzysz w nią bezgranicznie i całym sercem. Wiele razy pokazałaś to rozmawiając ze mną, w czasie zajęć polowych. Tylko, że tą zasadę wbijano ci od zawsze. Masz do niej respekt i szacunek. Wiem też, że starasz się żyć wedle wszystkiego co kiedykolwiek ci poradziłem. Choć na to narzekałaś. A dlaczego?- popatrzył na mnie wyczekując odpowiedzi.
Podejrzewał ją, ale chciał usłyszeć to ode mnie.
- Ponieważ cię szanowałam, chciałam żebyś był ze mnie dumny i chciałam zasłużyć na to, żebyś przestał widzieć we mnie dziecko, a wojowniczkę równą sobie.- w tym momencie mojego przemówienia, jego mająca mnie dłoń się zatrzymała. Nie przejęłam się tym i mówiłam dalej.- Choć nie wierzyłam za bardzo, że będę tak dobra jak ty, chciałam pokazać, że mogę być drugą najlepszą po tobie.
- Nie myślałem, że aż tak mnie podziwiałaś.
- Byłeś dla mnie wzorem, czymś nie osiągalnym. Każdy nazywał cię bogiem. Zawsze kiedy chciałam się poddać, siły dodawały mi twoje słowa, które powiedziałeś pod wpływem zaklęcia pożądania, gdy podziwiałam twoje tatuaże.
- Jestem pewny, że kiedyś mnie prześcigniesz.- przypomniał sobie.- I miałem rację.
- Nie. Masz o jeden tatuaż więcej.- uśmiechnęłam się.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
piątek, 8 lipca 2016
Rozdział 185
Proszę, oto na wasze prośby nowy rozdział. Jeden z tych trzynastu. O i Anita mam prośbę. Zajrzyj pod poprzednim postem na komentarze.💖Kocham was ludzie.
___________________________________________________________
Z niecierpliwością czekałem aż skończy zdanie. Bałem się. Naprawdę się bałem.
- Dymitr ja... ja...- nie mogła nic wydusić.
Jeśli nie powie, że mi wybacza, to nie wiem co zrobię. Roza nie patrzyła mi w oczy. Wzrok kierowała na wszystko, tylko nie na moją twarz. Nagle zatrzymała go,a jej źrenice powiększyła się w strachu. W końcu podniosła głowę, ale nie zapowiadało się, żeby wrócił do tematu.
- Dymitr! Twoja ręką! Nic nią nie zrobiłeś?!- krzyczała z niedowierzaniem.
- Ty jesteś dla mnie ważniejsza.
Sam spojrzałem na dłoń. To prawda nie wyglądała za ciekawie. Pełno krwi i trochę nienaturalnie odgięta.
- Idiota.- mruknęła i wstała z łóżka, ciągnąc mnie do łazienki na przedpokoju.
- Jestem idiotą, ponieważ pozwoliłem ci ściągnąć pierścionek i obrączkę.- powiedziałem.- Roza proszę nie zostawiaj mnie.
- Zastanowię się.- powiedziała szeptem, ponieważ miałyśmy pokój Lili.- Wiesz, że bardzo mnie zraniłeś?
- Zdaję sobie z tego sprawę. Ale pozwolisz, żeby to zniszczyło nas związek? Po tym wszystkim co przeszliśmy? Po tym co zrobiłaś?- Roza westchnęła ciężko.- Nie wzdychaj mi tu, bo to wszystko twoja zasługa. To ty zawsze walczyłaś o tą miłość. Ja cię ciągle odrzucałem. Ty robiłaś wszystko, abym znów był sobą. To dzięki tobie jesteśmy razem.
- To nie zmienia faktu, że po tobie takich słów się nie spodziewałam.
Weszliśmy razem do łazienki.
Roza odkręciła wodę i włożyła pod nią moją dłoń. Trochę piekło, ale nie pozwoliłem sobie na skrzywienie. Ukochana delikatnie przemywała ranę. Po chwili zakręciła wodę i sięgnęła po apteczkę. Kocham ją tak mocno. Nawet jak jesteśmy pokłóceni, troszczy się o mnie. Syknąłem, gdy polała otwarcie wodą utlenioną.
- Powiesz mi, co mam zrobić, aby to powróciło do normalności?- spytała, podnosząc moją wykrzywioną dłoń.
- A powiesz mi, co mam zrobić, aby nasz związek powrócił do normalności?
- Czy ty na serio chcesz o tym rozmawiać w łazience? Bo ja wolałabym w pokoju, przy herbacie i z pewnością, że nic ci nie będzie.
- A więc martwisz się o mnie?- bardziej uznałem z nutą niepewności.
- Oczywiście, że się martwię. Mimo wszystko bardzo Cię kocham. Nie da się przestać dążyć osobę uczuciem, po jednej kłótni. Na to trzeba lat, a nawet wieczność może nie wystarczyć. I jeśli to jeszcze nie dotarło, kocham Cię mój awanturniku. A teraz zrób coś ze swoją ręką, a ja będę czekać w naszej sypialni.- pocałowała mnie w policzek i wyszła.
Dopiero po kilku minutach dotarło do mnie, to co przed chwilą miało tu miejsce. Kocha mnie i mi przebaczyła. Czyli, że jesteśmy pogodzeni? Na to wygląda. Muszę ją jeszcze przeprosić w bardzo wyjątkowy sposób. Ale naprawdę lepiej będzie, jeśli zajmę się ręką. Dokładnie ją obejrzałem. Roza bardzo ładnie ją oczyściła. Tak po za tym, nic wielkiego to nie jest. Lekko opuchnięta. Nadwyrężyłem ją i tyle. Najpierw uderzenie w ścianę, a następnie odbijanie się do mocnych drzwi, a na koniec wyważenie ich. Właśnie będzie trzeba je naprawić. Po zabandażowaniu nadgarstka poszedłem w stronę sypialni. Po drodze natknąłem się na młodą szwagierkę. Wyglądała tak słodko i niewinnie. Pomyśleć, że kiedyś będzie zabijała martwe wampiry, to aż serce się kraja.
- Czemu nie spisz?- spytałem, kucając przed nią.
- Obudził mnie huk. Jesteście pokłóceni?- spytała zmartwiona.
- Nie. To znaczy- podrapałem się po karku.- kłóciliśmy się, ale już jest dobrze. To się zdarza w każdym związku.- wytłumaczyłem.
- Nawet w tak idealnym jak wasz?- nie dowierzała.
- W każdym. Jeśli ludzie się kłócą, to znaczy, że zależy im na zrozumieniu od drugiej osoby.
- Ale już wszystko w porządku?- upewniała się.
- Tak. W jak najlepszym. A teraz idź spać, bo jutro nie dam ci forów na treningu.
- No dobrze. Ale pamiętaj, jeśli skrzywdzisz moją siostrę, to ja nie dam ci forów.- odwróciła się i zamknęła w pokoju.
Próbowałem się nie roześmiać. Wyobraźcie sobie ośmiolatkę grożącą niedźwiedziowi. Roza jak już to porównała by mnie do niedźwiedzia polarnego. Z uśmiechem poszedłem do naszej sypialni. Ale była pusta. Gdzie ona może być? Chwila. Mówiła o jakiejś herbacie. Zacząłem nasłuchiwać. No w kuchni ktoś się krząta. To na pewno Roza. Nikt inny nie ma gorszego odbycia z tym pomieszczeniem. I to jest w niej urocze. Pomyślałem, że zrobię jej niespodziankę.
ROSE
Tak jak powiedziałam, przydała by się herbata do tej rozmowy. Trochę się porobiło. Oczywiście, że kocham Dymitra. Już mu wybaczyła. Jak mu nie wybaczyć, gdy taj słodko za wszystko przeprasza. Widać, że żałuję i zależy mu na mnie. Nikt nie umie doprowadzić go do takiego stanu. W sumie nie ma czym się chwalić, ale.
- Roza wyłącz czujnik, bo zaraz nie będzie czym zalać herbaty.- z zamyślenia wyrwał mnie najbardziej aksamitny głos na świecie.
Dopiero teraz usłyszałam gwiżdżący czajnik.
- A ty co taki szczęśliwy, towarzyszu?- mi też od razu poprawił się humor.
- Ponieważ mam najwspanialszą żonę na świecie.
- Którą bardzo zraniłeś.
- Wiem Roza- postawi przede mną jeden kubek. Sobie wziął drugi.- ale wybaczysz mi to, prawda.
- Zastanowię się.- upiłam łyk gorącej cieczy. - I nie rób takich maślanych oczek. Próbuję zgrywać niedostępną.
- Coś ci to nie wychodzi.- zaśmialiśmy się.
Już całkowicie przeszła mi złość na niego jest taki kochany.
- Ale jedna kwestia mnie meczy.- zaczął, gdy oboje się uspokoiliśmy.- Co łączy ciebie i Adriana.
Aż zakrztusiłam się herbatą.
- Dymitr...
- Wiem, że mnie kochasz i byś mnie nie zdradziła. Jednak nie zaprzeczyłaś, gdy pytałem, czy go kochasz.
- Powiem Ci, jeśli nie będziesz mi przerywał i spróbujesz na spokojnie mnie zrozumieć.- powiedziałam, gdy opanowałam kasłanie. Dymitr pokiwał głową i wpatrywał się we mnie uważnie.- To prawda kocham go. Ale nie tak jak ciebie. Jednak też nie tak jak Masona. Jest dla mnie kimś więcej, ważnym. Ale najbardziej kocham Ciebie i Lissę. Nie umiem tego wytłumaczyć.- dłonie zacisnęłam mocniej na kubku. Zaczęłam się trochę denerwować. Jednak mój mąż nic nie powiedział, czekając na dalszą część. Wzięłam głębszy oddech.- Wiem, że on czuje to samo. Dlatego się zgodził nam pomóc. Ale Iwaszkow ma Sydney, a ja ciebie i jestem z tego powodu najszczęśliwszą kobietą na świecie. M... mam nadzieję, że mnie za to nie znienawidzisz. Po prostu tak jest i...- zaczęłam czuć pieczenie pod powiekami. Ale nie pozwoliłam łzom wypłynąć.
Nagle poczułam ciepłą dłoń zaciskającą się na mojej. Popatrzyłam na ukochanego. Nie był wściekły, nawet zły. Uśmiechał się do mnie w geście zrozumienia.
- Spokojnie Roza. Wierzę ci. A teraz dopij herbatę i chodźmy na górę. Jesteś pewnie bardzo zmęczona.
Dokończyłam napój trzema porządnymi łykami.
- Wprawdzie ta herbata mnie trochę rozbudziła.- powiedziałam, gdy wkładaliśmy kubki do zmywarki.
- W takim razie ja pomogę ci pozbyć się tego nadmiaru energii.
Mąż stał za mną, więc objął mnie i zaczął całować po szyi, odkładając naczynie do maszyny. Na brzuchu poczułam jego ciepłą dłoń.
- Skarbie, jeśli nie przestaniesz wezmę cię tu i teraz, ale jednak wolałabym najpierw się ogarnąć, bo pewnie wyglądam okropnie.
- Ty zawsze jesteś piękna. Ale jak wolisz, to zrobimy tak. Przygotuj nam kąpiel, a ja wezmę dla nas bieliznę.- chciałam coś powiedzieć, ale on mi przeszkodził.- Nie nie możesz sama jej wziąć, ponieważ chcę Cię przeprosić i ostatecznie się z Tobą pogodzić. Widzimy się w łazience.- popchnął mnie w stronę schodów. Na górze klepnął mnie w pupę i ruszył w stronę naszej sypialni.
- Kiedyś się doigrasz Bielikow.- zawołałam za nimi i poszłam do łazienki.
- Nie mogę się doczekać Roza.- do pomieszczenia doprowadził mnie jego śmiech.
___________________________________________________________
Z niecierpliwością czekałem aż skończy zdanie. Bałem się. Naprawdę się bałem.
- Dymitr ja... ja...- nie mogła nic wydusić.
Jeśli nie powie, że mi wybacza, to nie wiem co zrobię. Roza nie patrzyła mi w oczy. Wzrok kierowała na wszystko, tylko nie na moją twarz. Nagle zatrzymała go,a jej źrenice powiększyła się w strachu. W końcu podniosła głowę, ale nie zapowiadało się, żeby wrócił do tematu.
- Dymitr! Twoja ręką! Nic nią nie zrobiłeś?!- krzyczała z niedowierzaniem.
- Ty jesteś dla mnie ważniejsza.
Sam spojrzałem na dłoń. To prawda nie wyglądała za ciekawie. Pełno krwi i trochę nienaturalnie odgięta.
- Idiota.- mruknęła i wstała z łóżka, ciągnąc mnie do łazienki na przedpokoju.
- Jestem idiotą, ponieważ pozwoliłem ci ściągnąć pierścionek i obrączkę.- powiedziałem.- Roza proszę nie zostawiaj mnie.
- Zastanowię się.- powiedziała szeptem, ponieważ miałyśmy pokój Lili.- Wiesz, że bardzo mnie zraniłeś?
- Zdaję sobie z tego sprawę. Ale pozwolisz, żeby to zniszczyło nas związek? Po tym wszystkim co przeszliśmy? Po tym co zrobiłaś?- Roza westchnęła ciężko.- Nie wzdychaj mi tu, bo to wszystko twoja zasługa. To ty zawsze walczyłaś o tą miłość. Ja cię ciągle odrzucałem. Ty robiłaś wszystko, abym znów był sobą. To dzięki tobie jesteśmy razem.
- To nie zmienia faktu, że po tobie takich słów się nie spodziewałam.
Weszliśmy razem do łazienki.
Roza odkręciła wodę i włożyła pod nią moją dłoń. Trochę piekło, ale nie pozwoliłem sobie na skrzywienie. Ukochana delikatnie przemywała ranę. Po chwili zakręciła wodę i sięgnęła po apteczkę. Kocham ją tak mocno. Nawet jak jesteśmy pokłóceni, troszczy się o mnie. Syknąłem, gdy polała otwarcie wodą utlenioną.
- Powiesz mi, co mam zrobić, aby to powróciło do normalności?- spytała, podnosząc moją wykrzywioną dłoń.
- A powiesz mi, co mam zrobić, aby nasz związek powrócił do normalności?
- Czy ty na serio chcesz o tym rozmawiać w łazience? Bo ja wolałabym w pokoju, przy herbacie i z pewnością, że nic ci nie będzie.
- A więc martwisz się o mnie?- bardziej uznałem z nutą niepewności.
- Oczywiście, że się martwię. Mimo wszystko bardzo Cię kocham. Nie da się przestać dążyć osobę uczuciem, po jednej kłótni. Na to trzeba lat, a nawet wieczność może nie wystarczyć. I jeśli to jeszcze nie dotarło, kocham Cię mój awanturniku. A teraz zrób coś ze swoją ręką, a ja będę czekać w naszej sypialni.- pocałowała mnie w policzek i wyszła.
Dopiero po kilku minutach dotarło do mnie, to co przed chwilą miało tu miejsce. Kocha mnie i mi przebaczyła. Czyli, że jesteśmy pogodzeni? Na to wygląda. Muszę ją jeszcze przeprosić w bardzo wyjątkowy sposób. Ale naprawdę lepiej będzie, jeśli zajmę się ręką. Dokładnie ją obejrzałem. Roza bardzo ładnie ją oczyściła. Tak po za tym, nic wielkiego to nie jest. Lekko opuchnięta. Nadwyrężyłem ją i tyle. Najpierw uderzenie w ścianę, a następnie odbijanie się do mocnych drzwi, a na koniec wyważenie ich. Właśnie będzie trzeba je naprawić. Po zabandażowaniu nadgarstka poszedłem w stronę sypialni. Po drodze natknąłem się na młodą szwagierkę. Wyglądała tak słodko i niewinnie. Pomyśleć, że kiedyś będzie zabijała martwe wampiry, to aż serce się kraja.
- Czemu nie spisz?- spytałem, kucając przed nią.
- Obudził mnie huk. Jesteście pokłóceni?- spytała zmartwiona.
- Nie. To znaczy- podrapałem się po karku.- kłóciliśmy się, ale już jest dobrze. To się zdarza w każdym związku.- wytłumaczyłem.
- Nawet w tak idealnym jak wasz?- nie dowierzała.
- W każdym. Jeśli ludzie się kłócą, to znaczy, że zależy im na zrozumieniu od drugiej osoby.
- Ale już wszystko w porządku?- upewniała się.
- Tak. W jak najlepszym. A teraz idź spać, bo jutro nie dam ci forów na treningu.
- No dobrze. Ale pamiętaj, jeśli skrzywdzisz moją siostrę, to ja nie dam ci forów.- odwróciła się i zamknęła w pokoju.
Próbowałem się nie roześmiać. Wyobraźcie sobie ośmiolatkę grożącą niedźwiedziowi. Roza jak już to porównała by mnie do niedźwiedzia polarnego. Z uśmiechem poszedłem do naszej sypialni. Ale była pusta. Gdzie ona może być? Chwila. Mówiła o jakiejś herbacie. Zacząłem nasłuchiwać. No w kuchni ktoś się krząta. To na pewno Roza. Nikt inny nie ma gorszego odbycia z tym pomieszczeniem. I to jest w niej urocze. Pomyślałem, że zrobię jej niespodziankę.
ROSE
Tak jak powiedziałam, przydała by się herbata do tej rozmowy. Trochę się porobiło. Oczywiście, że kocham Dymitra. Już mu wybaczyła. Jak mu nie wybaczyć, gdy taj słodko za wszystko przeprasza. Widać, że żałuję i zależy mu na mnie. Nikt nie umie doprowadzić go do takiego stanu. W sumie nie ma czym się chwalić, ale.
- Roza wyłącz czujnik, bo zaraz nie będzie czym zalać herbaty.- z zamyślenia wyrwał mnie najbardziej aksamitny głos na świecie.
Dopiero teraz usłyszałam gwiżdżący czajnik.
- A ty co taki szczęśliwy, towarzyszu?- mi też od razu poprawił się humor.
- Ponieważ mam najwspanialszą żonę na świecie.
- Którą bardzo zraniłeś.
- Wiem Roza- postawi przede mną jeden kubek. Sobie wziął drugi.- ale wybaczysz mi to, prawda.
- Zastanowię się.- upiłam łyk gorącej cieczy. - I nie rób takich maślanych oczek. Próbuję zgrywać niedostępną.
- Coś ci to nie wychodzi.- zaśmialiśmy się.
Już całkowicie przeszła mi złość na niego jest taki kochany.
- Ale jedna kwestia mnie meczy.- zaczął, gdy oboje się uspokoiliśmy.- Co łączy ciebie i Adriana.
Aż zakrztusiłam się herbatą.
- Dymitr...
- Wiem, że mnie kochasz i byś mnie nie zdradziła. Jednak nie zaprzeczyłaś, gdy pytałem, czy go kochasz.
- Powiem Ci, jeśli nie będziesz mi przerywał i spróbujesz na spokojnie mnie zrozumieć.- powiedziałam, gdy opanowałam kasłanie. Dymitr pokiwał głową i wpatrywał się we mnie uważnie.- To prawda kocham go. Ale nie tak jak ciebie. Jednak też nie tak jak Masona. Jest dla mnie kimś więcej, ważnym. Ale najbardziej kocham Ciebie i Lissę. Nie umiem tego wytłumaczyć.- dłonie zacisnęłam mocniej na kubku. Zaczęłam się trochę denerwować. Jednak mój mąż nic nie powiedział, czekając na dalszą część. Wzięłam głębszy oddech.- Wiem, że on czuje to samo. Dlatego się zgodził nam pomóc. Ale Iwaszkow ma Sydney, a ja ciebie i jestem z tego powodu najszczęśliwszą kobietą na świecie. M... mam nadzieję, że mnie za to nie znienawidzisz. Po prostu tak jest i...- zaczęłam czuć pieczenie pod powiekami. Ale nie pozwoliłam łzom wypłynąć.
Nagle poczułam ciepłą dłoń zaciskającą się na mojej. Popatrzyłam na ukochanego. Nie był wściekły, nawet zły. Uśmiechał się do mnie w geście zrozumienia.
- Spokojnie Roza. Wierzę ci. A teraz dopij herbatę i chodźmy na górę. Jesteś pewnie bardzo zmęczona.
Dokończyłam napój trzema porządnymi łykami.
- Wprawdzie ta herbata mnie trochę rozbudziła.- powiedziałam, gdy wkładaliśmy kubki do zmywarki.
- W takim razie ja pomogę ci pozbyć się tego nadmiaru energii.
Mąż stał za mną, więc objął mnie i zaczął całować po szyi, odkładając naczynie do maszyny. Na brzuchu poczułam jego ciepłą dłoń.
- Skarbie, jeśli nie przestaniesz wezmę cię tu i teraz, ale jednak wolałabym najpierw się ogarnąć, bo pewnie wyglądam okropnie.
- Ty zawsze jesteś piękna. Ale jak wolisz, to zrobimy tak. Przygotuj nam kąpiel, a ja wezmę dla nas bieliznę.- chciałam coś powiedzieć, ale on mi przeszkodził.- Nie nie możesz sama jej wziąć, ponieważ chcę Cię przeprosić i ostatecznie się z Tobą pogodzić. Widzimy się w łazience.- popchnął mnie w stronę schodów. Na górze klepnął mnie w pupę i ruszył w stronę naszej sypialni.
- Kiedyś się doigrasz Bielikow.- zawołałam za nimi i poszłam do łazienki.
- Nie mogę się doczekać Roza.- do pomieszczenia doprowadził mnie jego śmiech.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
ROZDZIAŁ 184
Łzy leciały mi strumieniami. Choć robiłam co mogłam, nie chciały się zatrzymać. Za bardzo go kocham. Było nam tak dobrze. Tak idealnie. Najwidoczniej za idealnie. Jak zwykle coś musiało to spieprzyć. Miałam czas to wszystko przemyśleć. Czy to była moja wina? Mogłam to powstrzymać. Wytłumaczyć mu dokładnie i zaznaczyć, że tylko on się dla mnie liczy, że to go kocham najbardziej na świecie. Jednak nie dał mi dojść do słowa. Sam nic nie zrobił, żeby zatrzymać słów. Ale czy ja też nie przegięłam? Oboje mogliśmy pomyśleć, zanim się odezwaliśmy. Co teraz mam zrobić? Nie chcę żyć bez niego. Jednak powiedziałam, co powiedziałam.
Moje przemyślenia przerwał huk. Wystraszona popatrzyłam w stronę rozbitych drzwi. Z tumanów kurzu wyszedł Bielikow. Wyglądał bosko. Dotąd ignorowałam jego wołania i walenia, które niosły się po całym domu. Swoją drogą Lili musi mieć mocny sen, skoro to wszystko jej nie obudziło. Bałam się. Nie wiedziałam co o tym myśleć. Ale wiedziałam jedno. Jeśli popatrzę mu w oczy ulegnę. A tego nie chcę. Niech się pomęczy. Może doceni moją miłość.
- Ostrzegałem Roza.- odezwał się donośnym głosem.
DYMITR
Trzymając się za bolący policzek, patrzyłem jak moja Roza wybiega z pokoju. Trzasnęła zasuwanymi drzwiami i dopiero ten trzask przywrócił mi zdolność myślenia. O nie! Co ja zrobiłem?! W głowie słyszałem tylko jej piękny głos, krzyczący najgorsze słowa, jakie mogłem od niej usłyszeć. "NIENAWIDZĘ CIĘ!". O nie! Ja na to nie pozwolę. Wybiegłem na korytarz. Zauważyłem tylko zamykające się drzwi. Podszedłem do nich i pociągnąłem za klamkę.
Cholera! Zamknęła od środka. Zacząłem się dobijać do niej.
- Roza, proszę otóż mi. Roza. Różyczko przepraszam. Nie chciałem tego powiedzieć. Wiesz, że tak nie myślę. Wierzę, że nic nie łączy cię z Iwaszkowem. Proszę skarbie. Porozmawiaj ze mną.- błagałem.
Poczułem się taki bezsilny. Wiem, że bardzo ją zraniłem. Nie chciałem stracić jej zaufania. Kocham ją do cholery, jak mogłem być tak głupi i osądzać ją o takie rzeczy. Przecież to Rose Hathaway. Najsilniejsza, najodważniejsza i najbardziej honorowa strażnika, nawet kobieta jaką znam. Nie zasługuję na nią. Mimo to uderza po raz kolejny w je cholerne, dzielące nas drzwi. Nie przejmuję się krwawiącą i bolącą mnie rękę. Za to, że skrzywdziłem jedyną osobą, którą do siebie dopuściłem, powinienem bardziej cierpieć.
- Odejdź.- do mojej świadomości dotarły jej słowa
W głosie mojej Róży usłyszałem pełno bólu, który mnie załamał.
- Roza jak zaraz nie otworzysz tych drzwi, to je wywarze.- podniosłem ton.
Po chwili usłyszałem przekręcanie zamka. Chciałam już popchnąć drzwi, ale te gwałtownie się otworzyły. Stanęła w nich zapłakana Roza. Cały makijaż jej się rozmazał. Oczy miała czerwone i opuchnięte od płaczu. Włosy sterczały na każdą stronę. Ubranie było pogniecione i brudne. Wyglądała tak żałośnie, że aż słodko, niewinnie. Miałem ochotę ją przytulić, ale powstrzymałem się pod wpływem morderczego wzroku. To był jedyny objaw jej siły. No i wściekłość w głosie, jakim na mnie nawrzeszczała
- Proszę otworzyłam! A teraz mnie posłuchaj. Nigdy więcej nie mów do mnie Roza! Twojej Rozy już nie ma. Zabiłeś ją. Nie chcę cie więcej widzieć. Ja chciałam tyło pomóc, ale nie! Ja nic nie mogę załatwić, bo pan zazdrosny nie chce żebym z kimkolwiek się widziała. A sam nie poszedł byś do Adriana. A tylko on mógł nam pomóc. Mam tego dosyć. Jutro razem z Lili jadę na Dwór. Ty wybudowałeś ten dom to sobie w nim mieszkaj. Życzę ci szczęśliwego życia.- nagle rzuciła w czymś we mnie.- No to chyba wszystko. Nie mamy o czym więcej rozmawiać.
Zatrzasnęła mi drzwi przed nosem. Tak, zasłużyłem sobie. Dopiero teraz spojrzałem na to, co przed chwilą wyrzuciła.
Czułem, że nogi się pode mną uginają. Cały świat zaczął wirować, a ja widziałem tylko dwa małe przedmioty na dłoni. Piękny pierścionek zaręczynowy, który należy się najbardziej wyjątkowej kobiecie na świecie i obrączka ważna tylko z nam wiadomych powodów. Ta sama, którą bawiła się w samochodzie i zawsze gdy myślała o naszej miłości. Teraz i ja o niej pomyślałem. Tyle razem przeszliśmy i mamy to wszystko stracić, przez kilka rzuconych słów? Nigdy. Wstałem (bo zauważyłem, że z wrażenia usiadłem na podłodze.) i pociągnąłem za klamkę. Zamknięte. "A czego ty się spodziewałeś debilu."- pomyślałem. Na nowo waliłem w drewno.
- Roza! Otwórz te drzwi. Ja tak tego nie skończę. Ja cię kocham. Wiem, jestem debilem i największą ofermą świata. Proszę otwórz te drzwi!
Nie wiem ile tak stałem, ale uznałem, że i tak nic nie wskóram. Wróciłem do sypialni. Chciałem zasnąć, dać jej czas do jutra, żeby się uspokoiła. Ale coś mi nie dawało. W sypialni było pełni jej. A A łóżko jeszcze pachniało nią. To spowodowało jeszcze więcej łez. Do tego dłoń zaczęła mnie boleć. Powinienem ją opatrzyć, ale nie miałem na to siły, ani ochoty. Nie wiem ile tak leżałem, ale nie wytrzymałem i znowu podszedłem do drzwi dzielących mnie od Rozy. Ponowiłem próby dostania się do niej, ale tym razem obiecałem sobie, że nie odejdę bez rozmowy. Uderzałem w solidne drewno. Czemu wybrałem te drzwi takie twarde. Strzyga i tak rozwaliłaby je w drobny mak, a jakby komuś działa się krzywda, nie byłoby możliwości udzielenie pomocy. Po raz ósmy natarłem na drzwi całym ciałem. Zaczęły powoli pękać. Po nie wiem którym razie, ustąpiły z wielkim hukiem. Jeśli to nie obudziło Lili, to ma dziewczyna sen lepszy od kamienia. Wpadłem do pokoju. Rose siedziała wystraszona na łóżku. W promieniach, przemijającym się przez rolety widziałem tylko jej sylwetkę. Wszędzie było ciemno, w końcu ten dom jest przystosowany dla dampirów i morojąw. Jedyna jasność padała z korytarza. Nie będę wam opisywał całego pomieszczenia, ani magicznego klimatu, tworzonego przez grę światła, bo nie interesowało mnie to. Moja cała uwaga skupiona była na małej postaci skulonej na łóżku.
- Ostrzegałem Roza.- powiedziałem w końcu.
Zacząłem robić chwiejne kroki w jej kierunku.
- Piłeś?!- rzuciła oskarżycielsko.
Można było tak pomyśleć, ale nie. Właśnie przebiłem się siłą mięśni przez twarde drewno.
Gdy byłem już przy łóżku, padłem na kolana.
- Jestem trzeźwy jak dziecko. I tak samo bezradny. Moje życie bez ciebie jest nic nie warte. Błagam na kolanach przebacz mi.- starałem się, aby głos mi się nie łamał, ale to były zbyt silne emocje.- Popatrz dookoła. Ten dom wybudowałem dla nas. Ciebie, mnie i naszych dzieci.
- Dymitr...- chciała coś powiedzieć, ale ja jeszcze nie skończyłem.
- Roza tak bardzo przepraszam. Wiem, że nie zasługuję na przebaczenie, ale zrobię co zechcesz. Tylko mnie kochaj. Nic więcej do szczęścia mi nie trzeba, niż twoja miłość, szczęście i uśmiech codziennie. Wiem, że to moja wina. Byłem głupi, może dalej jestem. Po prostu boję się cię stracić. Sama wiesz jak trudno mi komuś zaufać. A potrzebuję kogoś, z kim będę mógł szczerze porozmawiać o przeszłości, uczuciach. Kogoś kto mnie zrozumie i doradzi. Kogoś, przy kim będę mógł okazać słabość i kto mnie nie będzie oceniał, mało tego doda mi wsparcie. I chcę żeby tym kimś była najważniejsza osoba na całym świecie, dla której jestem w stanie zrobić wszystko. Chcę tylko ciebie Roza. Nikt inny się nie liczy.
Widziałem jak z jej oczu polały się kolejne łzy.
- Dymitr ja...
Moje przemyślenia przerwał huk. Wystraszona popatrzyłam w stronę rozbitych drzwi. Z tumanów kurzu wyszedł Bielikow. Wyglądał bosko. Dotąd ignorowałam jego wołania i walenia, które niosły się po całym domu. Swoją drogą Lili musi mieć mocny sen, skoro to wszystko jej nie obudziło. Bałam się. Nie wiedziałam co o tym myśleć. Ale wiedziałam jedno. Jeśli popatrzę mu w oczy ulegnę. A tego nie chcę. Niech się pomęczy. Może doceni moją miłość.
- Ostrzegałem Roza.- odezwał się donośnym głosem.
DYMITR
Trzymając się za bolący policzek, patrzyłem jak moja Roza wybiega z pokoju. Trzasnęła zasuwanymi drzwiami i dopiero ten trzask przywrócił mi zdolność myślenia. O nie! Co ja zrobiłem?! W głowie słyszałem tylko jej piękny głos, krzyczący najgorsze słowa, jakie mogłem od niej usłyszeć. "NIENAWIDZĘ CIĘ!". O nie! Ja na to nie pozwolę. Wybiegłem na korytarz. Zauważyłem tylko zamykające się drzwi. Podszedłem do nich i pociągnąłem za klamkę.
Cholera! Zamknęła od środka. Zacząłem się dobijać do niej.
- Roza, proszę otóż mi. Roza. Różyczko przepraszam. Nie chciałem tego powiedzieć. Wiesz, że tak nie myślę. Wierzę, że nic nie łączy cię z Iwaszkowem. Proszę skarbie. Porozmawiaj ze mną.- błagałem.
Poczułem się taki bezsilny. Wiem, że bardzo ją zraniłem. Nie chciałem stracić jej zaufania. Kocham ją do cholery, jak mogłem być tak głupi i osądzać ją o takie rzeczy. Przecież to Rose Hathaway. Najsilniejsza, najodważniejsza i najbardziej honorowa strażnika, nawet kobieta jaką znam. Nie zasługuję na nią. Mimo to uderza po raz kolejny w je cholerne, dzielące nas drzwi. Nie przejmuję się krwawiącą i bolącą mnie rękę. Za to, że skrzywdziłem jedyną osobą, którą do siebie dopuściłem, powinienem bardziej cierpieć.
- Odejdź.- do mojej świadomości dotarły jej słowa
W głosie mojej Róży usłyszałem pełno bólu, który mnie załamał.
- Roza jak zaraz nie otworzysz tych drzwi, to je wywarze.- podniosłem ton.
Po chwili usłyszałem przekręcanie zamka. Chciałam już popchnąć drzwi, ale te gwałtownie się otworzyły. Stanęła w nich zapłakana Roza. Cały makijaż jej się rozmazał. Oczy miała czerwone i opuchnięte od płaczu. Włosy sterczały na każdą stronę. Ubranie było pogniecione i brudne. Wyglądała tak żałośnie, że aż słodko, niewinnie. Miałem ochotę ją przytulić, ale powstrzymałem się pod wpływem morderczego wzroku. To był jedyny objaw jej siły. No i wściekłość w głosie, jakim na mnie nawrzeszczała
- Proszę otworzyłam! A teraz mnie posłuchaj. Nigdy więcej nie mów do mnie Roza! Twojej Rozy już nie ma. Zabiłeś ją. Nie chcę cie więcej widzieć. Ja chciałam tyło pomóc, ale nie! Ja nic nie mogę załatwić, bo pan zazdrosny nie chce żebym z kimkolwiek się widziała. A sam nie poszedł byś do Adriana. A tylko on mógł nam pomóc. Mam tego dosyć. Jutro razem z Lili jadę na Dwór. Ty wybudowałeś ten dom to sobie w nim mieszkaj. Życzę ci szczęśliwego życia.- nagle rzuciła w czymś we mnie.- No to chyba wszystko. Nie mamy o czym więcej rozmawiać.
Zatrzasnęła mi drzwi przed nosem. Tak, zasłużyłem sobie. Dopiero teraz spojrzałem na to, co przed chwilą wyrzuciła.
Czułem, że nogi się pode mną uginają. Cały świat zaczął wirować, a ja widziałem tylko dwa małe przedmioty na dłoni. Piękny pierścionek zaręczynowy, który należy się najbardziej wyjątkowej kobiecie na świecie i obrączka ważna tylko z nam wiadomych powodów. Ta sama, którą bawiła się w samochodzie i zawsze gdy myślała o naszej miłości. Teraz i ja o niej pomyślałem. Tyle razem przeszliśmy i mamy to wszystko stracić, przez kilka rzuconych słów? Nigdy. Wstałem (bo zauważyłem, że z wrażenia usiadłem na podłodze.) i pociągnąłem za klamkę. Zamknięte. "A czego ty się spodziewałeś debilu."- pomyślałem. Na nowo waliłem w drewno.
- Roza! Otwórz te drzwi. Ja tak tego nie skończę. Ja cię kocham. Wiem, jestem debilem i największą ofermą świata. Proszę otwórz te drzwi!
Nie wiem ile tak stałem, ale uznałem, że i tak nic nie wskóram. Wróciłem do sypialni. Chciałem zasnąć, dać jej czas do jutra, żeby się uspokoiła. Ale coś mi nie dawało. W sypialni było pełni jej. A A łóżko jeszcze pachniało nią. To spowodowało jeszcze więcej łez. Do tego dłoń zaczęła mnie boleć. Powinienem ją opatrzyć, ale nie miałem na to siły, ani ochoty. Nie wiem ile tak leżałem, ale nie wytrzymałem i znowu podszedłem do drzwi dzielących mnie od Rozy. Ponowiłem próby dostania się do niej, ale tym razem obiecałem sobie, że nie odejdę bez rozmowy. Uderzałem w solidne drewno. Czemu wybrałem te drzwi takie twarde. Strzyga i tak rozwaliłaby je w drobny mak, a jakby komuś działa się krzywda, nie byłoby możliwości udzielenie pomocy. Po raz ósmy natarłem na drzwi całym ciałem. Zaczęły powoli pękać. Po nie wiem którym razie, ustąpiły z wielkim hukiem. Jeśli to nie obudziło Lili, to ma dziewczyna sen lepszy od kamienia. Wpadłem do pokoju. Rose siedziała wystraszona na łóżku. W promieniach, przemijającym się przez rolety widziałem tylko jej sylwetkę. Wszędzie było ciemno, w końcu ten dom jest przystosowany dla dampirów i morojąw. Jedyna jasność padała z korytarza. Nie będę wam opisywał całego pomieszczenia, ani magicznego klimatu, tworzonego przez grę światła, bo nie interesowało mnie to. Moja cała uwaga skupiona była na małej postaci skulonej na łóżku.
- Ostrzegałem Roza.- powiedziałem w końcu.
Zacząłem robić chwiejne kroki w jej kierunku.
- Piłeś?!- rzuciła oskarżycielsko.
Można było tak pomyśleć, ale nie. Właśnie przebiłem się siłą mięśni przez twarde drewno.
Gdy byłem już przy łóżku, padłem na kolana.
- Jestem trzeźwy jak dziecko. I tak samo bezradny. Moje życie bez ciebie jest nic nie warte. Błagam na kolanach przebacz mi.- starałem się, aby głos mi się nie łamał, ale to były zbyt silne emocje.- Popatrz dookoła. Ten dom wybudowałem dla nas. Ciebie, mnie i naszych dzieci.
- Dymitr...- chciała coś powiedzieć, ale ja jeszcze nie skończyłem.
- Roza tak bardzo przepraszam. Wiem, że nie zasługuję na przebaczenie, ale zrobię co zechcesz. Tylko mnie kochaj. Nic więcej do szczęścia mi nie trzeba, niż twoja miłość, szczęście i uśmiech codziennie. Wiem, że to moja wina. Byłem głupi, może dalej jestem. Po prostu boję się cię stracić. Sama wiesz jak trudno mi komuś zaufać. A potrzebuję kogoś, z kim będę mógł szczerze porozmawiać o przeszłości, uczuciach. Kogoś kto mnie zrozumie i doradzi. Kogoś, przy kim będę mógł okazać słabość i kto mnie nie będzie oceniał, mało tego doda mi wsparcie. I chcę żeby tym kimś była najważniejsza osoba na całym świecie, dla której jestem w stanie zrobić wszystko. Chcę tylko ciebie Roza. Nikt inny się nie liczy.
Widziałem jak z jej oczu polały się kolejne łzy.
- Dymitr ja...
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
Subskrybuj:
Posty (Atom)