niedziela, 10 lipca 2016

ROZDZIAŁ 188

Znacie moje serce. Macie tu dwa rozdziały dzisiaj. Pewnie jutro też będą dwa. Trzeba nadrobić zaległości.💖
___________________________________________________________
Wtuliłam się mocno w ukochanego, chcąc czuć go jak najbliżej, by upewnić się, że to nie sen. Strażnik, wyczuwają moja potrzebę, zamknął mnie szczelnie w ramionach, a ja objęłam go w pasie. Czułam, że on też trochę drży. Jego dłonie bawiły się moimi włosami. Uwielbiał je. Przerzucał sobie ich kosmyki, nawijał na palce, głaskał.
- Dymitr nie wiem, gdzie ty mnie zabierasz, do piekła, czy do nieba, ale pójdę za tobą wszędzie z zamkniętymi oczami.
Po pokoju rozniósł się jego śmiech.
- Och Roza, gdyby na świecie były takie kobiety jak ty, nie było by zdrad. Chyba nikt nie jest lepszy od ciebie w sprawach łóżkowych. Ale nie chcę się o tym przekonać. Wystarczysz mi ty do szczęścia.
- Tylko byś spróbował mnie zdradzić.- odsunęłam się od niego.- To wtedy zabiłabym ciebie i ją, a na końcu tobie odprawiła wielki pogrzeb, a ją rzuciła psom na pożarcie.
- To teraz mam kolejną motywację do wierności. Ale jesteś dla mnie za cenna, żeby cię tak perfidnie potraktować.- cmoknął mnie w czubek głowy.
Leżeliśmy chwile w ciszy, ale żadnemu z nas nie chciało się spać.
- Roza myślałaś kiedyś co by było gdyby...?- Dymitr przerwał ciszę.
- Czasami. I zawsze dochodzę do tego samego wniosku: wszystko co się zdarzyło jest najlepsze. Najbardziej przerażająca jest perspektywa, gdyby Lissa nie miała mocy ducha.
- Dalej był bym strzygą.- odezwał się z bólem.
- Nie koniecznie. Wiktor nie męczył by Lissy, nie musiałybyśmy uciekać, a ty nie zostałbyś wynajęty do znalezienia nas. Mało tego, ja bym zginęła w wypadku. Nigdy byśmy się nie poznali.-zauważyłam.
- Moje życie byłoby bardzo smutne.- westchnął Bielikow.
- Nie można tęsknić za czymś, czego się nigdy nie miało, a nawet nie poznało. Żył byś spokojnie tak jak wcześniej. O ile w naszym zawodzie da się żyć spokojnie.
- Mylisz się Roza. To co było wcześniej, nie było życiem. To było sztuczne poczucie istnienia. Całe dni wypełniała mi praca. Zapomniałem co to radość, spokój. Nie zależało mi ja niczym, ani ba nikim. Byłem jak robot. Wypełniałem obowiązki, nic więcej się nie liczyło. To był sztuczny sen, zastępujący życie. I ty mnie z niego obudziłaś. Jesteś jedyną osobą, której mogę powiedzieć wszystko, ale widzę piękno świata. To wszystko co nie miało dla mnie znaczenia, teraz mnie zachwyca.
- Dymitr, czy jakbym nie uciekła rok temu, ty wyjechał byś z Taszą, zapomniał byś o mnie?- tym razem ja przerwała następną ciszę.
Bielikow nie odpowiedział od razu. Musiał się zastanowić.
- Nigdy bym nie zapomniał o kobiecie mojego serca. Pewnie po miesiącu zrozumiałbym swój błąd, próbował wrócić. A jakby mi się nie udało, przekonałbym Taszę do odwiedzenia siostrzeńca. Znalazłbym cię i obiecał, że wrócę do ciebie. Ale już wątpiłem w doskonałość tego pomysłu po bankiecie i twojej awanturze z Janine. Pozwoliłaś mi jechać, żebym był szczęśliwy, bez względu na swoje uczucia. Widziałem ból w twoich oczach, gdy to mówiłaś, ale i szczerość i wielką miłość. Następnie poszłaś zerwać z Masonem. Zrozumiałem, że nie kochałaś go, tylko chciałaś przestać mnie kochać. Zacząłem się zastanawiać co ja czuję do Taszy, czemu z nią jestem, czy jej też zależy na moim szczęściu i czy z nią je znajdę. Jednak nie zdążyłem znaleźć na nie odpowiedzi sam, bo wpadła do mnie Wasylissa, mówiąc, że ty i reszta zniknęliście. Bardzo się tym przejąłem. Okazało się, że nikt cię nie widział od naszej rozmowy. A to było poprzedniego dnia. Dokładałem wszelkich starań, aby was znaleźć. Aby znaleźć ciebie. Wtedy zrozumiałem jak bardzo mi na tobie zależy i podjąłem decyzję, że zostanę z tobą.
Gdy skończył podniosłam się na wysokość jego ust i pocałowałam go słodko, delikatnie. Oddał pocałunek, ale nie było w nim pożądania. Po prostu wyznawaliśmy sobie miłość. Robiliśmy krótkie przerwy na zaczerpnięcie oddechu i wracaliśmy do całowania. Nie wiem ile tak trwaliśmy, ale w końcu oboje się zmęczyliśmy. Patrzyliśmy sobie w oczy, ciężko oddychając. Gdy tak się uśmiechaliśmy hak głupi do sera, czułam się jakbyśmy byli zakochanym nastolatkami. W sumie ja dalej miałam te naście, ale Dymitr to już dorosły facet. A jednak zachowuje się tak młodo. Bielikow musiał myśleć o tym samym, bo powiedział:
- Dzięki tobie Roza dowiaduję się, co to młodzieńcza miłość.
- Mówisz staruszku?- zadrwiłam z niego.
Wybuchłam śmiechem, widząc jego minę. Od razu tego pożałowałam. Dymitr usiadł okrakiem na moich nogach i zaczął mnie łaskotać. Zwijałam się ze śmiechu, jednak nie prosiłam by przestał. Jestem Rose Hathaway i ja nie błagam o litość. Bielikow doskonale o tym wie i chciał mnie sprowokować. Ale nie dałam się. Próbowałam przejść do kontr ataku. Tyle, że ON NIE MA ŁASKOTEK!!!! To była z góry przegrana konkurencja.
Już chciałam się poddać, gdy zauważyłam szansę. Coś czym zawsze go pokonam. Wyłapałam moment, kiedy dał mi odpocząć na sekundę i w tej sekundzie łącze nasze usta. Wykorzystała jego nieuwagę, przywracając nas tak, że teraz ja jestem na górze i unieruchamiając mu ręce. Jego kolej na błagania. Ale o coś innego.
Jak wcześniej powiedziałam, on nie ma łaskotek. Ale mam inną broń. Pochylam się nad nim i zatrzymuję kilka centymetrów przed jego twarzą. Delikatnie muskam jego wargi swoimi. Jęknął niewyraźnie, a jego źrenice rozszerzyły się w błysku pożądania. Wbiłam się w jego słodkie usta. Całował mocno i zachłannie, jednak nie dałam się omotać przyjemności. Teraz się mszczę. Puszczam jego dłonie, a on próbuje wrócić do poprzedniej pozycji. Tyle, że ja stoję, a raczej klęczę stabilnie na nogach, więc on ponosi porażkę. Całuje go zachłannie, schodząc ustami coraz niżej, od czasu do czasu podgryzając go i liżąc. Za każdym razem, ukochany wydaje zmuszony jęk.
- Roza...- mruczał.
Jednak to mała być kara. Jeszcze chwili podsycałam jego pożądanie, po czym położyłam się obok i wtuliłam w męża. On patrzył na mnie zdziwiony i trochę w szoku.
- Czemu przestałaś?- spytał z pretensjami.
- Po pierwsze, jest późno, a znając Lili, nie da nam długi się sobą nacieszyć. Po drugie ja i dzieci jesteśmy bardzo zmęczeni.- ziewnęłam demonstracyjnie.
Dymitr już nie chodzi na służbę. Wedle naszego układu, do połowy szóstego miesiąca mojej ciąży nie odstępuje mnie na krok.
- Oczywiście. Taka małolata szybko się męczy.- teraz on się ze mnie nabiał. Prawda należało mi się, ale sam mnie sprowokował.
- Jasne dziadku.
- Ej aż tak stary nie jestem.- obruszył się.
- No prawda. Nawet moim ojcem nie mógłbyś być. Ewentualnie wujem.
- Ale los sprawił, że jestem twoim mężem.
- Geny towarzyszu. Geny.- poprawiłam go.
- Może jeszcze twoje.- prychnął.
- Naturalnie skarbie.- tym razem ziewnęłam naprawdę.
- Niech Ci będzie Roza.- powiedział na odczepne, pewnie dostrzegając moje zmęczenie.- A teraz idź spać kochanie.
- Dobranoc towarzyszu.- wtuliłam się mocniej w pierś strażnika. Czułam się przy nim szczęśliwa, bezpieczna i na swoim miejscu.
- Dobranoc Roza.- ostatnie co pamiętam to jak cmoknął mnie w czubek głowy.

ROZDZIAŁ 187

W wannie siedzieliśmy, dopóki woda się nie ochłodziła. Przez ten czas zdążyliśmy nawzajem się umyć i poprzekomarzać ze sobą. Dymitr pierwszy wyszedł i dodanie się wytarł. Następnie ręcznikiem osuszył moje ciało. Sięgnął po cześć materiału, który przyniósł. Okazało się, że to jego bokserki. Ubrał je na siebie, a mi podał bardzo seksowną bieliznę. Gdy tylko zgasił wszystkie świeczki poszliśmy do sypialni. Zagadywał mnie jakimiś zabawnymi historiami z dzieciństwa, a ja odpłacałam się wspomnieniami moimi i Lissy. Cały czas czułam na sobie jego głodne spojrzenie i zauważyłam, że bardzo się nie cierpliwi i ekscytuje. Nie wiedziałam o co mu może chodzić. Jednak gdy otworzyłam drzwi, zamilkłam, wpatrując się w obraz przede mną. Wszędzie leżały płatki róż. Na łóżku pościelona została czerwona narzutka, a w oknach wisiały bordowe zasłony, zanurzając pokój w krwiste czerwieni. Wszędzie poustawiane były świeczki we wszystkich odcieniach czerwieni, pomarańczy, żółci i różu. To było coś niesamowitego. Na łóżku leżało wiadro z lodem i jakimś napojem gazowanym. Wątpię, żeby to był alkohol. W tle słyszałam krople deszczu, uderzające o szybę. Pewnie dopiero przed chwilą się rozpadało. W tym roku Zima przyszła i odchodzi jakoś szybciej. Ale to tylko dodaje chwili lepszej atmosfery.
Poczułam, jak ukochany obejmuje mnie od tyłu i obdarza moją szyję pocałunkami.
- Roza jesteś dla mnie wyjątkowa, jedyna, niezastąpiona. Pozwól mi za to dzisiaj podziękować.
- Dymitr dzisiaj jestem cała twoja.- powiedziałam odwracając się do niego przodem.
- Wedle twojego życzenia pani.- mruknął mi do ucha.
Pocałował mnie namiętnie i gorliwie. Jednak nie rozbierał. Ja za to byłam mniej cierpliwa i szybko pozbyłam się jego ubrania. Mąż wydawał się tego nie zauważyć. Podszedł ze mną do łóżka, nie przerywając pocałunków. Cały czas jeździł dłońmi po tych częściach mojego ciała, które były gołe. A było ich więcej, niż mniej. Delikatnie położył mnie na pościel, kładąc się na mnie. Jednak, gdy leżałam, on odsunął się i przeturlał na drugą stronę wiaderka. Sięgnął po coś na stolik nocny, a po następnie podał mi kieliszek. Wyciągnął z lodu butelkę i zaczął ją otwierać. Na szczęście korek nie wystrzelił z hukiem, w końcu Lili słodko śpi. Dalej mnie dziwi, że nie obudziło jej walenie w drzwi. A ich wywarzanie powinno postawić moją siostrę na nogi. Przecież to by nieboszczyka obudziło. A ona nic? Strażnik napełnił moją lampkę napojem z bąbelkami. Ostrożnie wzięłam łyka, sprawdzając co to jest.
- Szampan dla dzieci?!- spytałam zdziwiona, patrząc na towarzysza.
- Ostał się jeden w barku. Uznałem, że będzie idealnie pasować do klimatu.- uśmiechnął się cwanie. Uniósł swoje szkło do góry.- A teraz nasze zdrowie Roza.
- Zdrowie.- stuknęliśmy się kieliszkami.
Następnie spletliśmy swoje ręce w łokciach i na raz wypiliśmy zawartość lampek. Gdy dotarło do mnie, jak blisko jestem najseksowniejszego mężczyzny na świecie, upuściłam naczynie i chwyciłam w dłonie policzki  Bielikowa i musnęłam palcami jego wargi. Widziałam jak jego oczy ciemnieją z pożądania. Postanowiłam go trochę pomęczyć. Popchnęłam męża, nakazują mu się położyć. Zrozumiał o co mi chodzi i dał wolną rękę. Usiadłam na nim okrakiem, a dokładnie na jego męskości. Jęknął cicho. Pochyliłam się nad nim i szepnęłam mu do ucha najbardziej zmysłowym głosem, na jaki było mnie stać.
- Ja też zawiniłam dzisiaj. A ty jesteś najwspanialszym, najseksowniejszym i najbardziej podniecającym facetem na Ziemi.
Pokiwał nieznacznie głową, chyba trochę niepewny, czy dobrze robi.
Zaczęłam całować jego szyję, od czasu do czasu podgryzając płatek ucha. Dłońmi badałam ciepły tors ukochanego, jeżdżąc nimi w górę i w dół. Wyczułam, że jest cały spięty. Tak się nie pobawimy.
- Zaufaj mi i się odpręż.- powiedziałam, tym samym tonem co wcześniej.- Jak mam ci sprawić przyjemność, skoro jesteś taki spięty?
Strażnik wziął oddech i czułam jak się rozluźnia. Powróciłam do pocałunków. Szłam po całej długości szyi, następnie żuchwa, policzki, broda. Specjalnie omijałam usta. Wiem, że go dręczę, ale później zostanie za to wynagrodzony.
Następnie wróciłam na szyję. Schodziłam cały czas w dół do torsu, po drodze robiąc kilka malinek. Skoro on może, to czemu ja nie?
Obcałowywałam jego pierś, patrząc na niego. Widać, że było mu dobrze. Dymitr miał przymknięte oczy, a na ustach błąkał mu się leniwy uśmieszek, z pod którego można było usłyszeć mrugnięcia. Schodziłam cały czas slalomem na brzuch. Tam też zrobiłam jedną, czy dwie malinki. A teraz atrakcja wieczoru. Trochę się bałam. Nigdy nie robiłam tego, żadnemu facetowi. Ale to jest Dymitr Bielikow. Nie jedna kobieta marzy znaleźć się w jego łóżku. A ja jestem Rose Hathaway, od pół roku Bielikow i nie boję się żadnych wyzwań. Więc dlaczego sprawienie przyjemności mężczyźnie, który mnie uszczęśliwia na co dzień, ma mnie przerosnąć.
Złapałam jego męskość w dłonie. Ale duży. To coś się we mnie mieści. Nic dziwnego, że sprawia mi taką rozkosz. Mąż mruknął głośniej, nie otwierając oczu. W końcu zdecydowałam i wzięłam jego przyjaciela do ust.
- Roza...- ukochany popatrzył na mnie zaskoczony.
Ja tyko uśmiechnęłam się, nie wypuszczając go z buzi. Jednocześnie jeździłam ręką po całej jego długości. Góra, dół, góra, dół. Widziałam jak na nowo zamyka oczy. Zaczął szybciej oddychać. Czułam, że jest blisko.
- Ro..Roza, za...arazz dooo..ojdę.- jęczał.
Ale ja nic nie zrobiłam, oprócz dalszej zabawy. Po pewnym czasie poczułam jak dochodzi, krzycząc moje imię. W ustach miałam jego nasienie, które od razu połknęłam. Usiadłam na nim i wyczekiwałam jakiejś reakcji. Nagle strażnik złapał mnie i położył pod sobą.
- Roza Vy udivitel'no. (jesteś niesamowita)- wymruczał mi do ucha.
Wbił się mocno w moje usta. Jego pocałunki były pełne namiętności, pragnienia, miłości i pożądania. Z oczu dało się odczytać wielki głód. Gładził moje ciało smukłymi dłońmi. Oddychałam coraz szybciej i bardziej płytko. Nagle ściągnął moją bieliznę i bez żadnego uprzedzenia wszedł wszedł we mnie. Pisnęłam cicho z zaskoczenia. Jednak po chwili oddałam się przyjemności. Robił to powoli, dręcząc mnie.
- Dy..Dymi...itr.- jęczałam.- Szybciej.
Ale nie zrobił tego. Patrzył na moje cierpienie w rozkoszy. Wiłam się pod nim, zaciskałam dłonie na prześcieradle, ale nie pomagało. Chciałam doznać spełnienia już, teraz. Moje ciało domagało się tej fali ciepła, która nie chciała nadejść. Gdy byłam już bardzo blisko, prawie oszalałam z pożądania. Moje wszystkiego najmniejsze części ciała domagały się tego, czego za cholerę nie mogły osiągnąć. Gdy byłam już na granicy i czekałam na upragniony orgazm, Rosjanin gwałtownie przyspieszył. Poruszał się chyba najszybciej jak umiał. Nie musiał czekać długo, aż wygięłam się w łuk, krzycząc jego imię.
Szczęście, że nasze ściany są dźwiękoszczelne. Teraz rozumiem, czemu mąż takie wstawił.
Poczułam jakąś taką pustkę, gdy ze mnie wyszedł, ale szybko przestałam, kiedy ukochany położył się obok i mocno mnie do siebie przytulił.
Drżałam z emocji z przed chwili.
- Ja tiebia liubliu Roza
- Ja tiebia toże liubliu.

sobota, 9 lipca 2016

ROZDZIAŁ 186

Odkręciłam wodę, która zaczęła lać się do wanny. O tak! Zanurzyć się w ciepłej wodzie to to, czego potrzebuję. Nalałam trochę płynu do kąpieli o zapachu truskawki. Znalazłam kilka świeczek i poustawiałam je w różnych częściach łazienki. Z twarzy zmyłam rozmazane makijaż. Gdy skończyłam, zapaliłam, jak się okazało, zapachowe świeczki i zgasiłam światło. Aromat truskawki mieszał się z wonią jaśminu. Po chwili do łazienki wszedł mój mąż. Wpatrywał się w wystrój oniemiały.
- No Roza, umiesz zrobić klimat.- przyznał, kładąc jakiś materiał na pralce.
Podszedł do mnie i pocałował delikatnie. Dotyk tych ust, to jest to, czego pragnę od godzin. Takie słodkie i miękkie. Czuję się, jakbym latami ich nie czuła, a wspomnienia nie odzwierciedlają rzeczywistej rozkoszy. Dymitr chyba czuł to samo, ponieważ pogłębił pocałunek. Poprosił językiem o wstęp, który bez wahania mu udzieliłam. Gdy tylko z niego skorzystał, nogi się pode mną ugięły. Ukochany złapał mnie za pośladki i podniósł, zmuszając do oplecenia go nogami. Uczyniłam to z największą rozkoszą. Palce zatopiłam w jego włosach. Były takie delikatne i zarazem mocne w dotyku. Pociągałam za nie, co wywołało cichy jęk, prosto w moje usta. Poczułam na plecach zimną ścianę.
- Roza...- mruczał, przechodząc na szyję.
Po chwili moja bluzka leżała gdzieś w kącie. Nie byłam mu dłużna. Trochę mi pomógł, ale koniec końców, cieszyłam się ciepłem i widokiem nagiego torsu najseksowniejszego mężczyzny na świecie. Mojego mężczyzny. On też nie mógł oderwać ode mnie wzroku. Czarny stanik idealnie pasuje do mojej opalonej skóry i ciemnych włosów. Czułam na sobie jego palący, głodny wzrok, gdy obmyślał, jak najlepiej pozbyć się ze mnie reszty ubrania.
- Pomyśleć, że tak piękną kobietę, traktowałem jak zwykłą uczennicę.- mówił całując mój dekolt.
Jednocześnie czułam zsuwające się ze mnie leginsy.
- Nigdy mnie tak nie traktowałeś.- powiedziałam pewnie.
Oderwał się od mojego ciała i popatrzył mi w oczy. Wytrzymałam pełne pożądania spojrzenie. Po chwili na jego twarzy pojawił się cwany uśmieszek. W tej samej chwili poczułam na plecach ciepłą dłoń i palce majstrujące przy zamku.
- Masz rację. Od zawsze więcej od ciebie wymagałem. Z czasem dotarła do mnie prawda, w którą nie chciałem uwierzyć.- przybliżył usta do mojego ucha. Na karku czułam jego oddech.- Byłaś moją miłością od pierwszego wejrzenia.
W tym momencie mój stanik wylądował na posadzce. Dalej wszystko działo się bardzo szybko. Uwolniłam się z objęć strażnika i stanęłam na zimnych kafelkach. Szybko zabrałam się za rozpinanie jego paska, nie przestając patrzeć w brązowe tęczówki, które w blasku świec miały nasyconą barwę ciemnej czekolady.
- Mówią, że oczy to odbicie duszy.- dyszałam ciężko z emocji i pożądania.- Twoje źrenice uwięziły mogą duszę w tobie. Dlatego umieram sto razy patrząc w nie i tysiąc, nie mogąc ich zobaczyć.
Kończąc zdanie, zrzuciłam mu drżącymi rękoma bokserki na podłogę. Nie zauważyłam kiedy, ale ja też już byłam naga. Bielikow Pochwycił mnie w ramiona i razem weszliśmy do wanny. Otuliła nas gorąca woda (na tyle, żeby nie zaszkodzić dzieciom), trochę studząc nasz zapał. Ruchy stały się wolniejsze i bardziej ociężałe. Oparłam się plecami o tors męża, rozkoszując się tą chwilą.
- Od kiedy cię poznałem...Nasze dusze są połączone Roza. Na zawsze będziemy razem. Nic nas nie oddzieli. Żadna odległość, żadna siła...
- Nawet śmierć.- wtrąciłam.
- Nawet śmierć.- powtórzył, chcąc nas w tym upewnić.
Po chwili naszła mnie pewna myśl.
- Jeśli zginę będę na ciebie czekać. Ale nie spieszy się. Wszystko w swoim czasie.- powiedzieliśmy... jednocześnie.
- Roza, to przeznaczenie. Już nigdy nie zwątpię. Cokolwiek miałoby się wydarzyć, przejdziemy to razem.
Mówiąc to, wsunął swoją otwartą dłoń pod moją, luźno unoszącą się w wodzie, tak, że stykały się wewnętrznymi stronami. Jego palce znalazły się pomiędzy moimi, a ja zacisnęłam je, wiążąc symbolicznie na zawsze. Oczywiście delikatnie, żeby nie uszkodzić bardziej, już i tak bolący nadgarstek. Czułam się potrzebna, zapewniając mu ochronę. Nie wiem, czy on też tak to odbierał, ale ja czułam się dumna. To nie prawda, że zawsze mężczyzna broni kobietę. Ona może też mieć potrzebę zapewnienia bezpieczeństwa ukochanemu. I ja właśnie taką mam. Może nie mogę wiele zrobić w takim stanie, ale po porodzie będę się starała bardzo.
- Nigdy nie przypuszczałem, że mogę kogoś pokochać z taką siłą.- szepnął mi do ucha, mając mnie wolną ręką. Nasze splecione dłonie położył na moim brzuchu.- Potęga miłości dalej mnie zadziwia.
- Wszystko jest możliwe, wystarczy tylko uwierzyć.
- Roza.- spojrzał na mnie, przez moje ramię, szczerze rozbawiony.- Od kiedy to częstujesz innych moimi "lekcjami typu zen"?
Chciał nakreślić cudzysłów, ale że nie pozwoliłam mu zabrać ręki, zrobił go tylko tą z mydłem. 
- Od pewnego czasu. Ale wiesz, czego przez całą naszą znajomość się dowiedziałam?- zapytałam.
- No proszę. Jestem bardzo ciekawy twoich wniosków.
- Dzięki tobie wiem, że do rad można się stosować. Ale żeby je dawać, trzeba samemu ich doświadczyć. Na przykład, ta przed chwilą. Zawsze wierzyłam w naszą miłość, że nie jesteśmy gorsi od morojów, że dam radę cię uratować. I z niemałą pomocą to wszystko się udało.
- I przypisujesz swoje osiągnięcia wierze?- spytał.
- Gdybym nie wierzyła, że coś jest możliwość, to po co miałabym się za to brać i marnować czas. Ale jeśli mam choć odrobinę nadziei, ona napędza mnie do działania.
- Wiesz w czym jesteś najlepsza? W słuchaniu innych.
Zaczęłam się śmiać.
- W takim razie słabo mnie znasz towarzyszu.
- Nie Roza. Ja wiem co mówię.-odparł z pewnością, jakiej nikt by się nie powstydził.- Ale trzeba do ciebie dotrzeć. Wzbudzić w tobie szacunek do siebie. Nasza główna zasada: "oni są najważniejsi". Powinien ją żyć każdy strażnik. Ale są wyjątki, do których niestety się zaliczam. Bo dla mnie nie ma nikogo ważniejszego od ciebie.- od jego wyznania zrobiło mi się jakoś tak ciepło na duszy.- ty. Wierzysz w nią bezgranicznie i całym sercem. Wiele razy pokazałaś to rozmawiając ze mną, w czasie zajęć polowych. Tylko, że tą zasadę wbijano ci od zawsze. Masz do niej respekt i szacunek. Wiem też, że starasz się żyć wedle wszystkiego co kiedykolwiek ci poradziłem. Choć na to narzekałaś. A dlaczego?- popatrzył na mnie wyczekując odpowiedzi.
Podejrzewał ją, ale chciał usłyszeć to ode mnie.
- Ponieważ cię szanowałam, chciałam żebyś był ze mnie dumny i chciałam zasłużyć na to, żebyś przestał widzieć we mnie dziecko, a wojowniczkę równą sobie.- w tym momencie mojego przemówienia, jego mająca mnie dłoń się zatrzymała. Nie przejęłam się tym i mówiłam dalej.- Choć nie wierzyłam za bardzo, że będę tak dobra jak ty, chciałam pokazać, że mogę być drugą najlepszą po tobie.
- Nie myślałem, że aż tak mnie podziwiałaś.
- Byłeś dla mnie wzorem, czymś nie osiągalnym. Każdy nazywał cię bogiem. Zawsze kiedy chciałam się poddać, siły dodawały mi twoje słowa, które powiedziałeś pod wpływem zaklęcia pożądania, gdy podziwiałam twoje tatuaże.
- Jestem pewny, że kiedyś mnie prześcigniesz.- przypomniał sobie.- I miałem rację.
- Nie. Masz o jeden tatuaż więcej.- uśmiechnęłam się.

piątek, 8 lipca 2016

Rozdział 185

Proszę, oto na wasze prośby nowy rozdział. Jeden z tych trzynastu. O i Anita mam prośbę. Zajrzyj pod poprzednim postem na komentarze.💖Kocham was ludzie.
___________________________________________________________
Z niecierpliwością czekałem aż skończy zdanie. Bałem się. Naprawdę się bałem.
- Dymitr ja... ja...- nie mogła nic wydusić.
Jeśli nie powie, że mi wybacza, to nie wiem co zrobię. Roza nie patrzyła mi w oczy. Wzrok kierowała na wszystko, tylko nie na moją twarz. Nagle zatrzymała go,a jej źrenice powiększyła się w strachu. W końcu podniosła głowę, ale nie zapowiadało się, żeby wrócił do tematu.
- Dymitr! Twoja ręką! Nic nią nie zrobiłeś?!- krzyczała z niedowierzaniem.
- Ty jesteś dla mnie ważniejsza.
Sam spojrzałem na dłoń. To prawda nie wyglądała za ciekawie. Pełno krwi i trochę nienaturalnie odgięta.
- Idiota.- mruknęła i wstała z łóżka, ciągnąc mnie do łazienki na przedpokoju.
- Jestem idiotą, ponieważ pozwoliłem ci ściągnąć pierścionek i obrączkę.- powiedziałem.- Roza proszę nie zostawiaj mnie.
- Zastanowię się.- powiedziała szeptem, ponieważ miałyśmy pokój Lili.- Wiesz, że bardzo mnie zraniłeś?
- Zdaję sobie z tego sprawę. Ale pozwolisz, żeby to zniszczyło nas związek? Po tym wszystkim co przeszliśmy? Po tym co zrobiłaś?- Roza westchnęła ciężko.- Nie wzdychaj mi tu, bo to wszystko twoja zasługa. To ty zawsze walczyłaś o tą miłość. Ja cię ciągle odrzucałem. Ty robiłaś wszystko, abym znów był sobą. To dzięki tobie jesteśmy razem.
- To nie zmienia faktu, że po tobie takich słów się nie spodziewałam.
Weszliśmy razem do łazienki.
Roza odkręciła wodę i włożyła pod nią moją dłoń. Trochę piekło, ale nie pozwoliłem sobie na skrzywienie. Ukochana delikatnie przemywała ranę. Po chwili zakręciła wodę i sięgnęła po apteczkę. Kocham ją tak mocno. Nawet jak jesteśmy pokłóceni, troszczy się o mnie. Syknąłem, gdy polała otwarcie wodą utlenioną.
- Powiesz mi, co mam zrobić, aby to powróciło do normalności?- spytała, podnosząc moją wykrzywioną dłoń.
- A powiesz mi, co mam zrobić, aby nasz związek powrócił do normalności?
- Czy ty na serio chcesz o tym rozmawiać w łazience? Bo ja wolałabym w pokoju, przy herbacie i z pewnością, że nic ci nie będzie.
- A więc martwisz się o mnie?- bardziej uznałem z nutą niepewności.
- Oczywiście, że się martwię. Mimo wszystko bardzo Cię kocham. Nie da się przestać dążyć osobę uczuciem, po jednej kłótni. Na to trzeba lat, a nawet wieczność może nie wystarczyć. I jeśli to jeszcze nie dotarło, kocham Cię mój awanturniku. A teraz zrób coś ze swoją ręką, a ja będę czekać w naszej sypialni.- pocałowała mnie w policzek i wyszła.
Dopiero po kilku minutach dotarło do mnie, to co przed chwilą miało tu miejsce. Kocha mnie i mi przebaczyła. Czyli, że jesteśmy pogodzeni? Na to wygląda. Muszę ją jeszcze przeprosić w bardzo wyjątkowy sposób. Ale naprawdę lepiej będzie, jeśli zajmę się ręką. Dokładnie ją obejrzałem. Roza bardzo ładnie ją oczyściła. Tak po za tym, nic wielkiego to nie jest. Lekko opuchnięta. Nadwyrężyłem ją i tyle. Najpierw uderzenie w ścianę, a następnie odbijanie się do mocnych drzwi, a na koniec wyważenie ich. Właśnie będzie trzeba je naprawić. Po zabandażowaniu nadgarstka poszedłem w stronę sypialni. Po drodze natknąłem się na młodą szwagierkę. Wyglądała tak słodko i niewinnie. Pomyśleć, że kiedyś będzie zabijała martwe wampiry, to aż serce się kraja.
- Czemu nie spisz?- spytałem, kucając przed nią.
- Obudził mnie huk. Jesteście pokłóceni?- spytała zmartwiona.
- Nie. To znaczy- podrapałem się po karku.- kłóciliśmy się, ale już jest dobrze. To się zdarza w każdym związku.- wytłumaczyłem.
- Nawet w tak idealnym jak wasz?- nie dowierzała.
- W każdym. Jeśli ludzie się kłócą, to znaczy, że zależy im na zrozumieniu od drugiej osoby.
- Ale już wszystko w porządku?- upewniała się.
- Tak. W jak najlepszym. A teraz idź spać, bo jutro nie dam ci forów na treningu.
- No dobrze. Ale pamiętaj, jeśli skrzywdzisz moją siostrę, to ja nie dam ci forów.- odwróciła się i zamknęła w pokoju.
Próbowałem się nie roześmiać. Wyobraźcie sobie ośmiolatkę grożącą niedźwiedziowi. Roza jak już to porównała by mnie do niedźwiedzia polarnego. Z uśmiechem poszedłem do naszej sypialni. Ale była pusta. Gdzie ona może być? Chwila. Mówiła o jakiejś herbacie. Zacząłem nasłuchiwać. No w kuchni ktoś się krząta. To na pewno Roza. Nikt inny nie ma gorszego odbycia z tym pomieszczeniem. I to jest w niej urocze. Pomyślałem, że zrobię jej niespodziankę.

ROSE

Tak jak powiedziałam, przydała by się herbata do tej rozmowy. Trochę się porobiło. Oczywiście, że kocham Dymitra. Już mu wybaczyła. Jak mu nie wybaczyć, gdy taj słodko za wszystko przeprasza. Widać, że żałuję i zależy mu na mnie. Nikt nie umie doprowadzić go do takiego stanu. W sumie nie ma czym się chwalić, ale.
- Roza wyłącz czujnik, bo zaraz nie będzie czym zalać herbaty.- z zamyślenia wyrwał mnie najbardziej aksamitny głos na świecie.
Dopiero teraz usłyszałam gwiżdżący czajnik.
- A ty co taki szczęśliwy, towarzyszu?- mi też od razu poprawił się humor.
- Ponieważ mam najwspanialszą żonę na świecie.
- Którą bardzo zraniłeś.
- Wiem Roza- postawi przede mną jeden kubek. Sobie wziął drugi.- ale wybaczysz mi to, prawda.
- Zastanowię się.- upiłam łyk gorącej cieczy. - I nie rób takich maślanych oczek. Próbuję zgrywać niedostępną.
- Coś ci to nie wychodzi.- zaśmialiśmy się.
Już całkowicie przeszła mi złość na niego jest taki kochany.
- Ale jedna kwestia mnie meczy.- zaczął, gdy oboje się uspokoiliśmy.- Co łączy ciebie i Adriana.
Aż zakrztusiłam się herbatą.
- Dymitr...
- Wiem, że mnie kochasz i byś mnie nie zdradziła. Jednak nie zaprzeczyłaś, gdy pytałem, czy go kochasz.
- Powiem Ci, jeśli nie będziesz mi przerywał i spróbujesz na spokojnie mnie zrozumieć.- powiedziałam, gdy opanowałam kasłanie. Dymitr pokiwał głową i wpatrywał się we mnie uważnie.- To prawda kocham go. Ale nie tak jak ciebie. Jednak też nie tak jak Masona. Jest dla mnie kimś więcej, ważnym. Ale najbardziej kocham Ciebie i Lissę. Nie umiem tego wytłumaczyć.- dłonie zacisnęłam mocniej na kubku. Zaczęłam się trochę denerwować. Jednak mój mąż nic nie powiedział, czekając na dalszą część. Wzięłam głębszy oddech.- Wiem, że on czuje to samo. Dlatego się zgodził nam pomóc. Ale Iwaszkow ma Sydney, a ja ciebie i jestem z tego powodu najszczęśliwszą kobietą na świecie. M... mam nadzieję, że mnie za to nie znienawidzisz. Po prostu tak jest i...- zaczęłam czuć pieczenie pod powiekami. Ale nie pozwoliłam łzom wypłynąć.
Nagle poczułam ciepłą dłoń zaciskającą się na mojej. Popatrzyłam na ukochanego. Nie był wściekły, nawet zły. Uśmiechał się do mnie w geście zrozumienia.
- Spokojnie Roza. Wierzę ci. A teraz dopij herbatę i chodźmy na górę. Jesteś pewnie bardzo zmęczona.
Dokończyłam napój trzema porządnymi łykami.
- Wprawdzie ta herbata mnie trochę rozbudziła.- powiedziałam, gdy wkładaliśmy kubki do zmywarki.
- W takim razie ja pomogę ci pozbyć się tego nadmiaru energii.
Mąż stał za mną, więc objął mnie i zaczął całować po szyi, odkładając naczynie do maszyny. Na brzuchu poczułam jego ciepłą dłoń.
- Skarbie, jeśli nie przestaniesz wezmę cię tu i teraz, ale jednak wolałabym najpierw się ogarnąć, bo pewnie wyglądam okropnie.
- Ty zawsze jesteś piękna. Ale jak wolisz, to zrobimy tak. Przygotuj nam kąpiel, a ja wezmę dla nas bieliznę.- chciałam coś powiedzieć, ale on mi przeszkodził.- Nie nie możesz sama jej wziąć, ponieważ chcę Cię przeprosić i ostatecznie się z Tobą pogodzić. Widzimy się w łazience.- popchnął mnie w stronę schodów. Na górze klepnął mnie w pupę i ruszył w stronę naszej sypialni.
- Kiedyś się doigrasz Bielikow.- zawołałam za nimi i poszłam do łazienki.
- Nie mogę się doczekać Roza.- do pomieszczenia doprowadził mnie jego śmiech. 

ROZDZIAŁ 184

Łzy leciały mi strumieniami. Choć robiłam co mogłam, nie chciały się zatrzymać. Za bardzo go kocham. Było nam tak dobrze. Tak idealnie. Najwidoczniej za idealnie. Jak zwykle coś musiało to spieprzyć. Miałam czas to wszystko przemyśleć. Czy to była moja wina? Mogłam to powstrzymać. Wytłumaczyć mu dokładnie i zaznaczyć, że tylko on się dla mnie liczy, że to go kocham najbardziej na świecie. Jednak nie dał mi dojść do słowa. Sam nic nie zrobił, żeby zatrzymać słów. Ale czy ja też nie przegięłam? Oboje mogliśmy pomyśleć, zanim się odezwaliśmy. Co teraz mam zrobić? Nie chcę żyć bez niego. Jednak powiedziałam, co powiedziałam.
Moje przemyślenia przerwał huk. Wystraszona popatrzyłam w stronę rozbitych drzwi. Z tumanów kurzu wyszedł Bielikow. Wyglądał bosko. Dotąd ignorowałam jego wołania i walenia, które niosły się po całym domu. Swoją drogą Lili musi mieć mocny sen, skoro to wszystko jej nie obudziło. Bałam się. Nie wiedziałam co o tym myśleć. Ale wiedziałam jedno. Jeśli popatrzę mu w oczy ulegnę. A tego nie chcę. Niech się pomęczy. Może doceni moją miłość.
- Ostrzegałem Roza.- odezwał się donośnym głosem.

DYMITR
Trzymając się za bolący policzek, patrzyłem jak moja Roza wybiega z pokoju. Trzasnęła zasuwanymi drzwiami i dopiero ten trzask przywrócił mi zdolność myślenia. O nie! Co ja zrobiłem?! W głowie słyszałem tylko jej piękny głos, krzyczący najgorsze słowa, jakie mogłem od niej usłyszeć. "NIENAWIDZĘ CIĘ!". O nie! Ja na to nie pozwolę. Wybiegłem na korytarz. Zauważyłem tylko zamykające się drzwi. Podszedłem do nich i pociągnąłem za klamkę.
Cholera! Zamknęła od środka. Zacząłem się dobijać do niej.
- Roza, proszę otóż mi. Roza. Różyczko przepraszam. Nie chciałem tego powiedzieć. Wiesz, że tak nie myślę. Wierzę, że nic nie łączy cię z Iwaszkowem. Proszę skarbie. Porozmawiaj ze mną.- błagałem.
Poczułem się taki bezsilny. Wiem, że bardzo ją zraniłem. Nie chciałem stracić jej zaufania. Kocham ją do cholery, jak mogłem być tak głupi i osądzać ją o takie rzeczy. Przecież to Rose Hathaway. Najsilniejsza, najodważniejsza i najbardziej honorowa strażnika, nawet kobieta jaką znam. Nie zasługuję na nią. Mimo to uderza po raz kolejny w je cholerne, dzielące nas drzwi. Nie przejmuję się krwawiącą i bolącą mnie rękę. Za to, że skrzywdziłem jedyną osobą, którą do siebie dopuściłem, powinienem bardziej cierpieć.
- Odejdź.- do mojej świadomości dotarły jej słowa
W głosie mojej Róży usłyszałem pełno bólu, który mnie załamał.
- Roza jak zaraz nie otworzysz tych drzwi, to je wywarze.- podniosłem ton.
Po chwili usłyszałem przekręcanie zamka. Chciałam już popchnąć drzwi, ale te gwałtownie się otworzyły. Stanęła w nich zapłakana Roza. Cały makijaż jej się rozmazał. Oczy miała czerwone i opuchnięte od płaczu. Włosy sterczały na każdą stronę. Ubranie było pogniecione i brudne. Wyglądała tak żałośnie, że aż słodko, niewinnie. Miałem ochotę ją przytulić, ale powstrzymałem się pod wpływem morderczego wzroku. To był jedyny objaw jej siły. No i wściekłość w głosie, jakim na mnie nawrzeszczała
- Proszę otworzyłam! A teraz mnie posłuchaj. Nigdy więcej nie mów do mnie Roza! Twojej Rozy już nie ma. Zabiłeś ją. Nie chcę cie więcej widzieć. Ja chciałam tyło pomóc, ale nie! Ja nic nie mogę załatwić, bo pan zazdrosny nie chce żebym z kimkolwiek się widziała. A sam nie poszedł byś do Adriana. A tylko on mógł nam pomóc. Mam tego dosyć.  Jutro razem z Lili jadę na Dwór. Ty wybudowałeś ten dom to sobie w nim mieszkaj. Życzę ci szczęśliwego życia.- nagle rzuciła w czymś we mnie.- No to chyba wszystko. Nie mamy o czym więcej rozmawiać.
Zatrzasnęła mi drzwi przed nosem. Tak, zasłużyłem sobie. Dopiero teraz spojrzałem na to, co przed chwilą wyrzuciła.
Czułem, że nogi się pode mną uginają. Cały świat zaczął wirować, a ja widziałem tylko dwa małe przedmioty na dłoni. Piękny pierścionek zaręczynowy, który należy się najbardziej wyjątkowej kobiecie na świecie i obrączka ważna tylko z nam wiadomych powodów. Ta sama, którą bawiła się w samochodzie i zawsze gdy myślała o naszej miłości. Teraz i ja o niej pomyślałem. Tyle razem przeszliśmy i mamy to wszystko stracić, przez kilka rzuconych słów? Nigdy. Wstałem (bo zauważyłem, że z wrażenia usiadłem na podłodze.) i pociągnąłem za klamkę. Zamknięte. "A czego ty się spodziewałeś debilu."- pomyślałem. Na nowo waliłem w drewno.
- Roza! Otwórz te drzwi. Ja tak tego nie skończę. Ja cię kocham. Wiem, jestem debilem i największą ofermą świata. Proszę otwórz te drzwi!
Nie wiem ile tak stałem, ale uznałem, że i tak nic nie wskóram. Wróciłem do sypialni. Chciałem zasnąć, dać jej czas do jutra, żeby się uspokoiła. Ale coś mi nie dawało. W sypialni było pełni jej. A A łóżko jeszcze pachniało nią. To spowodowało jeszcze więcej łez. Do tego dłoń zaczęła mnie boleć. Powinienem ją opatrzyć, ale nie miałem na to siły, ani ochoty. Nie wiem ile tak leżałem, ale nie wytrzymałem i znowu podszedłem do drzwi dzielących mnie od Rozy. Ponowiłem próby dostania się do niej, ale tym razem obiecałem sobie, że nie odejdę bez rozmowy. Uderzałem w solidne drewno. Czemu wybrałem te drzwi takie twarde. Strzyga i tak rozwaliłaby je w drobny mak, a jakby komuś działa się krzywda, nie byłoby możliwości udzielenie pomocy. Po raz ósmy natarłem na drzwi całym ciałem. Zaczęły powoli pękać. Po nie wiem którym razie, ustąpiły z wielkim hukiem. Jeśli to nie obudziło Lili, to ma dziewczyna sen lepszy od kamienia. Wpadłem do pokoju. Rose siedziała wystraszona na łóżku. W promieniach, przemijającym się przez rolety widziałem tylko jej sylwetkę. Wszędzie było ciemno, w końcu ten dom jest przystosowany dla dampirów i morojąw. Jedyna jasność padała z korytarza. Nie będę wam opisywał całego pomieszczenia, ani magicznego klimatu, tworzonego przez grę światła, bo nie interesowało mnie to. Moja cała uwaga skupiona była na małej postaci skulonej na łóżku.
- Ostrzegałem Roza.- powiedziałem w końcu.
Zacząłem robić chwiejne kroki w jej kierunku.
- Piłeś?!- rzuciła oskarżycielsko.
Można było tak pomyśleć, ale nie. Właśnie przebiłem się siłą mięśni przez twarde drewno.
Gdy byłem już przy łóżku, padłem na kolana.
- Jestem trzeźwy jak dziecko. I tak samo bezradny. Moje życie bez ciebie jest nic nie warte. Błagam na kolanach przebacz mi.- starałem się, aby głos mi się nie łamał, ale to były zbyt silne emocje.- Popatrz dookoła. Ten dom wybudowałem dla nas. Ciebie, mnie i naszych dzieci.
- Dymitr...- chciała coś powiedzieć, ale ja jeszcze nie skończyłem.
- Roza tak bardzo przepraszam. Wiem, że nie zasługuję na przebaczenie, ale zrobię co zechcesz. Tylko mnie kochaj. Nic więcej do szczęścia mi nie trzeba, niż twoja miłość, szczęście i uśmiech codziennie. Wiem, że to moja wina. Byłem głupi, może dalej jestem. Po prostu boję się cię stracić. Sama wiesz jak trudno mi komuś zaufać. A potrzebuję kogoś, z kim będę mógł szczerze porozmawiać o przeszłości, uczuciach. Kogoś kto mnie zrozumie i doradzi. Kogoś, przy kim będę mógł okazać słabość i kto mnie nie będzie oceniał, mało tego doda mi wsparcie. I chcę żeby tym kimś była najważniejsza osoba na całym świecie, dla której jestem w stanie zrobić wszystko. Chcę tylko ciebie Roza. Nikt inny się nie liczy.
Widziałem jak z jej oczu polały się kolejne łzy.
- Dymitr ja...

czwartek, 7 lipca 2016

ROZDZIAŁ 183

Drogę do domu spędziliśmy w absolutej ciszy. Atmosfera była bardzo napięta. Zdziwiłam się, że Lili przez tyle czasu nie odezwała się słowem. Jednak jedno spojrzenie na dziewczynkę wszystko tłumaczyło. Musiała zmęczyć ją zabawa, bo spała jak suseł. Przez chwilę na mojej twarzy zagościł delikatny uśmiech. Ale tylko przez chwilę.
Kiedy dojechaliśmy, Dymitr wziął moją siostrę na ręce i zaniósł do łóżka. Ja w tym czasie poszłam do kuchni zrobić herbatę, bo do spokojnych ta rozmowa należeć nie będzie. Jednak Dymitr zszedł z prochowcem, co zbiło mnie z tropu.
-Idziesz gdzieś?- spytałam zaniepokojona
- Razem idziemy. Spotkanie z Nataszą.- przypomniał nie patrząc na mnie.
Wyłączyłam gaz pod czajnikiem.
- Dymitr ja...
- Nie teraz Roza.-przerwał mi.- Jak wrócimy porozmawiamy na spokojnie.
- No dobra. Ale muszę ci coś powiedzieć.- patrzył na mnie wyczekująco.- Jedzie z nami Adrian.
Czekałam na jego wybuch, który nie nastąpił.
 - Okey.- usłyszałam jedynie.
Okey?! Właśnie dowiedział się, że jedzie z nami mój były chłopak, z którym przytulałam się kilka godzi temu, a on mówi zwykłe Okey?!!
Z drugiej strony, czego ja się spodziewałam po strażniku Bielikow, którym teraz jest.
Westchnęłam tylko i poszłam na przedpokój ubrać kurtkę i buty. Bardzo nie lubię się z nim kłócić. Do samochodu weszliśmy w absolutnej ciszy. Nikt nie odezwał się aż do Dworu. Wtedy do naszego auta weszli Iwaszkow i Sydney.
-Syd?!- uśmiechnęłam się do Alchemiczki.- Co ty tu robisz?
- Myślisz, że puściłabym Adriana samego na tak niebezpieczną misję.- oburzyła się.
Resztę drogi przeżyliśmy w ciszy. Chyba tylko kobieta nie wyczuła napiętej atmosfery. Razem z morojem omijaliśmy się wzrokiem. Odetchnęłam z ulgą, gdywysiedliśmy z auta. Weszliśmy do budynku, a Tasza już na nas czekała. Adrian usiadł na przeciwko ciotki Ozery. Popatrzył jej w oczy i zaczął mówić melodyjnym głosem.
- Czy to co wczoraj mówiłaś Rose i Dymitrowi było prawdą i chcesz zabić Roberta i gdy to zrobimy, zostawisz Rose i Dymitra w spokoju?
- Tak.- odpowiedziała bez wahania z głupawym uśmiechem, co znaczy, że poddała się wpływowi
- No dobra.- Iwaszkow skończył używać wpływu.- Mogę coś jeszcze dla was zrobić?
- Chyba to...
- Nie.- przerwała mi morojka. Już doszła do siebie.- Do pokonania Doru potrzebna jest magia ducha.
- Masz jakiś plan?- spytałam.
- Jakiś mam.
Po dwóch godzinach wróciliśmy do domu z planem. No to teraz czeka mnie rozmowa. Weszliśmy do sypialni. Nie miałam pojęcia gdzie się podziać.
- Rose, teraz mi to wytłumaczysz?- spytał Rosjanin ze skrzyżowanymi rękoma na piersi.
- Po prostu spotkałam Adriana i  poprosiłam go o pomoc.- powiedziałam nie patrząc na niego.
- Słyszałem waszą rozmowę.- usiadł na łóżku.
- No i?
- Bez powodu nie przytula się z byłym chłopakiem.- denerwował się coraz bardziej.
- Kobiety tak robią.- broniłam się.
- Zwłaszcza ciężarne.- prychnął z ironią.
- O co ty mnie podejrzewasz?- podniosłam głos.
- Różne rzeczy można o tobie usłyszeć.- powiedział chłodno.
Auć! Zabolało. I to bardzo.
- Nigdy w nie nie wierzyłeś.- odparowałam.
- A może powinienem był.- odparł gniewnie.- Przed Jessem też nie latałaś z cyckami na wierzchu?!
- Wiesz, że to był nastoletni błąd.
- Dalej jesteś nastolatką. Tylko, że pełnoletnią i możesz większe błędy popełniać. Ale najwidoczniej ja nie mam na to żadnego wpływu.
- Masz mnie za dziwkę?!- nie mogłam uwierzyć. Takich słów mogłam się spodziewać po każdym, tylko nie nim.
- Kochasz go?- spytał już porządnie wkurwiony.
- Kogo?
- Adriana.-popatrzył na mnie wyczerpująco.
Nic nie powiedziałam, tylko spuściłam głowę. Bo co miałam mu powiedzieć? Kocham ,ale ciebie mocniej? Błagam. Tylko było by gorzej.
- Wiedziałem?!- krzyknął. Aż podskoczyłam na jego głos.
- Dymitr, to nie tak...- zaczęłam, ale mi przerwał.
- Dobry jest w łóżku? Może całuje lepiej ode mnie? Jak mogłem być tak naiwny? Wierzyłem ci, ufałem. Ale byłem głupi.
Biła z niego taka rozpacz. Po chwili stanął przy ścianie i uderzył w nią ręką. W gładkiej powierzchni widziało wgłębienie, a z dłoni mojego ukochanego leciała krew. Przestraszyłam się. Nigdy nie widziałam go w takim stanie. Musiałam bardzo go zranić. Czułam się okropnie.
- Może te dzieci nie są moje?- spytał.
Cały żal zniknął. Czułam jakby świat się zatrzymał. Jak on może. Byłam wściekła.
- Jak możesz myśleć coś takiego?! Jesteś największym skurwielem jakiego znam.- wrzeszczałam na cały głos.
Ale nie interesowało mnie to. Zranił mnie bardzo mocno. Jak mógł w ogóle tak pomyśleć? Zawiodłam się na nim. Na policzkach poczułam coś mokrego. Oczy mnie piekły. Już nie starałam się zatrzymać łez. Chyba dopiero teraz do Bielikowa dotarło, co przed chwilą powiedział. Zatrzymał się i podszedł do mnie. W jego oczach widniał ból i skrucha. Ale było już za późno. Powiedzianych słów nie da się cofnąć.
- Roza...- chciał mnie przytulić, ale ja odepchnęłam go i uderzyłam w twarz. Głowa odskoczyła mu w bok. Złapał się za czerwony policzek.
- Nienawidzę cię, rozumiesz?- krzyczałam patrząc mu prosto w oczy.- Nienawidzę. Byłeś osobą, której najbardziej w świecie ufałam. A teraz straciłeś to zaufanie.
Wybiegłam z naszej sypialni, trzaskając mocno drzwiami. Nie wiem, jak to zrobiłam, skoro były zasuwane, ale udało mi się. Pobiegłam do pierwszego z brzegu pokoju gościnnego i zamknęłam go na klucz, po czym zsunęłam się po drzwiach na podłogę i zaczęłam ryczeć. Nie płakałam, ja ryczałam jak małe dziecko. Ostatni raz czułam się po jego odmienieniu, gdy powiedział mi, że mnie nie kocha. Usłyszałam kroki i ciągnięcie za klamkę.
- Roza, proszę otóż mi. Roza. Różyczko przepraszam. Nie chciałem tego powiedzieć. Wiesz, że tak nie myślę. Wierzę, że nic nie łączy cię z Iwaszkowem. Proszę skarbie. Porozmawiaj ze mną.- głos mu się załamywał.
- Odejdź.
- Roza jak zaraz nie otworzysz tych drzwi, to je wywarze.- podniósł głos.
Nie wytrzymałam. Z wielkim bólem zajęłam z palców pierścionek i obrączkę, po czym od kluczyłam pokój.
Otworzyłam drzwi i napotkałam piękne oczy we łzach. Dymitr rzadko kiedy płacze.
- Proszę otworzyłam! A teraz mnie posłuchaj. Nigdy więcej nie mów do mnie Roza! Twojej Rozy już nie ma. Zabiłeś ją. Nie chcę cie więcej widzieć. Ja chciałam tyło pomóc, ale nie! Ja nic nie mogę załatwić, bo pan zazdrosny nie chce żebym z kimkolwiek się widziała. A sam nie poszedł byś do Adriana. A tylko on mógł nam pomóc. Mam tego dosyć.  Jutro razem z Lili jadę na Dwór. Ty wybudowałeś ten dom to sobie w nim mieszkaj. Życzę ci szczęśliwego życia.- rzuciłam w niego biżuterią, którą przed chwila zajęłam.- No to chyba wszystko. Nie mamy o czym więcej rozmawiać.
Zatrzasnęłam mu drzwi przed nosem, na nowo je zablokowałam i rzuciłam na łóżko cała we łzach. Ale trzeba mu przyznać, że nawet w tak fatalnym stanie jest nieziemsko przystojny. Na tą myśl jeszcze bardziej się rozpłakałam.

środa, 6 lipca 2016

ROZDZIAŁ 182

Rano napisałam do Lissy, że muszę się z nią spotkać, bez Christiana. Umówiłyśmy się o północy. Powiadają, że godzina nocy i wampirów. Zobaczymy, czy nam też będzie sprzyjać. Pojechaliśmy tam prosto po śniadaniu. Dymitr miał służbę, a nie chciał, żebym sama jechała samochodem. Lili miała okazję pozwiedzać ze mną Dwór. Właśnie chodziłyśmy po parku Anastazji Wielkiej.
- Na tym mostku staliśmy i karmiliśmy rybki. To chyba była nasza trzecia randka. - wskazałam mały mostek nas strumyczkiem. Kilka metrów dalej były w nim kamyki, po których też można było przedostać się na drugą stronę. Pokazałam je siostrze.- A gdy czułam się lepiej po postrzeganiu, próbowałam tamtędy przejść i jak to z moim szczęściem bywa, poślizgnęłam się. Gdyby nie szybka reakcja Dymitr byłabym cała mokra, a tak... oboje byliśmy mokrzy.- zaśmiałam się na to wspomnienie.
- A pamiętasz, co tutaj było?- odwróciłam się na znajomy głos. Pod rozłożystą wierzą stał Adrian.- Witajcie małe dampirzyce.- na twarzy widniał mu nieodłączny, cwany uśmieszek.
- Na twoim miejscu Iwaszkow nie chwaliłbym się tym wspomnieniem przy Dymitrze i Sydney.- ostrzegłam.
Kiedy byliśmy jeszcze parą, często z Lissą przyjeżdżaliśmy paczką na dwór. Podczas jednego z takich wyjazdów Adrian pocałował mnie pod tym drzewem.
Lili schowała się za mną. Nie była już na niego zła, za ten cyrk z przed kilku miesięcy, ale podchodziła do niego z rezerwą.
- No wiesz. Są chwile, które pamięta się do końca życia. Było nam ze sobą dobrze. Teraz wiemy, że to nie było to, ale wspomnienia zostaną dobre.- moroj wyciągnął papierosa z paczki i zapalił.
- Zwłaszcza z naszego spotkaniu na Dworze?- prychnęłam z ironią.
- Po co wspominać sobie stare grzechy. Ja nie komentuję tego, że nawet na tydzień nie można cię z tym Ruskim cepem zostawić, żebyście się nie przyssali do siebie.
- Adrian, chcesz czegoś szczególnego, czy tak o przyszedłeś popsuć mi zdrowie tym dymem.
- Co ty?! Skrzywdzić cię?! Jeszcze by moje ciało gdzieś w lesie znaleźli. Chciałem tylko się pogodzić. Mam teraz Sydney, a dzięki niej zrozumiałem co czułaś. Nasza miłość nie była taka, jaka powinna być. I teraz wiem, że nigdy by taka nie była. Ta mała ma niezłą aurę.- zdziwiła mnie zmiana tematu.- I chcę, żebyś pamiętała, że mimo wszystko, zawsze będę cię kochał. I zawsze możesz na mnie liczyć.
Już chciałam rzucić jakąś ripostę, ale wpadłam na pomysł.
- Wiesz, że nawet możesz nam pomóc?- uśmiechnęłam się cwanie.
- Mam się bać?- spytał podchodząc do mnie.
- Powinieneś. Pamiętasz Roberta?
- Tego co chce cię zabić?- spytał retorycznie, rzucając peta na trawę.
- Tak. Ten sam. No to teraz uważaj.- zrobiłam pauzę- Mamy możliwość zabicia go.
Opowiedziałam mu o wczorajszym spotkaniu z Taszą. Adrian stanął zszokowany.
- No i potrzebny nam moroj do sprawdzenia jej wiarygodności.- skończyłam.
- Rozumiem, że tym morojem mam być ja?- popatrzył na mnie z podniesioną bawią. Czemu ja tak nie umiem?
- Lissa odpada z wiadomych powodów. Mogłabym poprosić Sonię, ale ona szykuje się z Michaiłem do wyjazdu...
- Jakiego wyjazdu?- przerwał mi mrużąc oczy.
- Nie przerywaj mi. Wiesz, że tego nie lubię. Tak więc zostajesz jedynym właścicielem mocy ducha. A wy macie silny wpływ. Proszę Adrian zgódź się.- błagałam.
- No dobrze.- westchnął po chwili.- Ale tylko dlatego, że jesteś dla mnie ważna i nadal cię kocham. Wtedy myślałem, że chcesz mi tylko zamydlić oczy, jednak teraz wierzę, że mnie kochasz. Nie tak jak Bielikowa, ale kochasz.
- Dzięki.- przytuliłam go, co odwzajemnił.
- Roza?!- drgnęłam na aksamitny głos, z rosyjskim akcentem.
Z Iwaszkowem odskoczyliśmy od siebie jak poparzeni.
- To ja może już... no to pa.- moroj czym prędzej poszedł w innym kierunku, chyba sam nie wie gdzie.
Mój mąż doprowadził go wrogim spojrzeniem. Dopiero gdy zwrócił je na mnie, poczułam jego siłę. Z oczu ciskały mu błyskawice. Gdyby wzrok mógł zabić, oboje leżelibyśmy martwi.
- Dymitr to nie tak jak myślisz...- zaczęłam się tłumaczyć.
- Porozmawiamy o tym w domu Rose. Teraz powinnaś iść do królowej. 
zabolało mnie to, że powiedział moje imię po angielsku. Ale chyba jednak lepiej, że nie po rosyjsku, bo tak ton tylko by mi złamał serce. Słyszałam w nim złość, gniew, urazę, niedowierzanie, zawiedzenie i załamanie. Tyle uczuć w jednym zdaniu. Muszę to z nim wyjaśnić. Jednak ma rację. Umówiłam się z Lissą.
Weszłam do pokoju sąsiadujacego z salą tronową. Po drodze Lili została zagarnięta przez jakieś tam swoje koleżanki. Od razu po przekroczeniu progu, na szyję rzuciła mi się przyjaciółka.
- Rose, tak bardzo za tobą tęskniłam.- razem usiadłyśmy na sofie.- Brakuje mi cię, przy moim boku. Przed powrotem do Akademii byłyśmy nierozłączne.
- A teraz mamy kochających nas mężczyzn. Ale też za tym tęsknię. Jak tam przygotowania do ślubu?- zmieniłam temat.
- Nawet nie wiesz jak to jest męczące. Ciągle jakieś "ale" Christiana, do tego konsultant ślubny się przystawia do wszystkich morojek na dworze, zamiast planować uroczystość. Zwolniłabym go, ale jest najlepszy w swoim fachu. No i obowiązki królowej. Na szczęście mój narzeczony odciążył mnie z paru zadań z każdego problemu, ale to i tak dużo.
- Dużo za dużo na twój stan.- zauważyłam.- Powinniście gdzieś wyjechać, a zaufani osoby wszystkiego do pilnują.
- To byłoby super, ale wolę nie zostawiać Dworu i spraw królewskich w rękach arystokracji. Ej, a słyszałaś, ze Jessie się ustatkował?
- No co ty gadasz?!- spytałam z niedowierzaniem.
- No. Rodzice chcą ożenić go z jakąś zwykłą morojką, bo ją zaciążył i nie chcą skandalu typu nie ślubne dziecko. Byli u mnie dwa tygodnie po nowym roku, prosząc o zezwolenie.
- I dałaś im?- spytałam, próbując zahamować chichot.
- Tak!- nie wytrzymałyśmy i wybuchłyśmy śmiechem. Po chwili się uspokoiłyśmy.- A teraz powiedz, czemu chciałaś się spotkać. Bo wątpię, że dzwoniłabyś taka roztrzęsiona i prosiła o dyskrecję, żeby poplotkować.
- Masz rację. Chodzi o Taszę.
- Ciocię Christiana?- otworzyła szeroko oczy.
- A znasz inną Taszę.- pokręciła głową.- wczoraj się z nią spotkaliśmy.
- Ale przecież Dymitr ją zabił.- zauważyła.
- A Robert ją ożywił. A teraz najciekawsze. Chce nam pomóc go zabić.
I powiedziałam jej o SMS-ach, wczorajszym spotkaniu i dzisiejszej rozmowie z Adrianem. Oczywiście pominęłam fragment z przytulaniem i Dymitrem.
- Co tym sądzisz?- spytałam na koniec.
- Jeśli okaże się to prawdą, trzeba zebrać od niej wszystkie informacje o Doru i zaplanować atak.- w jej oczach pojawił się błysk. Widziałam go tylko kilka razy. Zawsze gdy działał na nią mrok. Bardzo mnie to zaniepokoiło.
- Dobra. To ja muszę iść. Czeka mnie ciężka rozmowa z Dymitrem i spotkanie z Taszą.- podniosłam się z sofy i przytuliłam królową.
- A co? Pokłóciliście się?- spytała zmartwiona.
- Nie, ale zobaczył mnie z Iwaszkowem. Niby nic, ale wiesz jaki on jest.
- Rose nie oszukujmy się. Nikt na dworze nie zna go tak jak ty. Nikogo do siebie nie dopuszcza. Jak ty przedarłaś się przez ten mur w Akademii?
- No racja. Mam do niego taki talent. Miłość.- powiedziałam na progu.
Mój mąż czekał przy samochodzie. Uspokoił się trochę, ale wciąż był zły. Lili zajęła miejsce z tyłu na foteliku, a ja zapięłam pasy. Usiadłam z przodu, a Rosjanin bez słowa obok mnie, na miejscu kierowcy. Nawet na mnie nie popatrzył. Po raz pierwszy chciałam, nigdy już nie wysiadać z tej puszki.

wtorek, 5 lipca 2016

ROZDZIAŁ 181

Przed nami stała żywa Natasza Ozera. Osoba, która według wielu nie żyje od pół roku. I która wielokrotnie chciała nas zabić.
- Czego ty jeszcze chcesz od nas?!- krzyknęłam, bo Dymitr nie był w stanie nic powiedzieć.- To od ciebie były te SMS-y?!
Wtedy mój mąż się ocknął i przysłonił mnie własnym ciałem.
- Nie krzycz, bo wszyscy się na nas gapią, a ja nie chcę robić sensacji.- odezwała się łagodnie.- Nie chcę wam nic zrobić. Usiądźcie.- nie ruszyliśmy się.- Proszę.
Westchnęłam i usiadłam. I tak nic nam przy ludziach nie zrobi. Jednak mój obrońca nie miał zamiaru ustąpić. Pociągnęłam go za rękaw, a wtedy spojrzał na mnie. Popatrzyłam mu w oczy i usiadł. Rozumiemy się bez słów. Ale ciągle był spięty. Uważnie obserwował każdy ruch Taszy. W jej oczach dostrzegłam ból, ale i zrozumienie.
- No więc, o czym chciałaś rozmawiać?- spytałam.
- Wiem, że straciłam wasze zaufanie. Wiele razy próbowałam zniszczyć wasze życie. Zrozumiałam, że to był błąd, ale nie z własnej woli.- uciszyła mnie ruchem ręki, widząc, że chcę coś powiedzieć.- W pewnym stopniu kierowała mnie ślepa miłość, ale to wszystko przez Roberta. Użył na mnie wpływu. Jak widzicie żyję. Jestem z nim połączona pocałunkiem cienia. To jest koszmar. Przez jego mrok oszaleję. Dlatego mam dla was propozycje. Jestem jeśli ktoś się dowie, że żyję, będą chcieli mnie zabić. Chyba, że jakoś naprawię swoje błędy.
- Wiesz, że to nie będzie takie łatwe.- wtrącił się Dymitr.
- Zdaję sobie z tego sprawę, Dimka.- wzdrygnęłam się, na to jak go nazwała.- Dlatego chcę pomóc wam zabić tą szuję.
- Skąd mamy wiedzieć czy to nie pułapka?- popatrzyłam na nią podejrzliwie.
- Rose jak zawsze ostrożna. Zawsze wiedziałam, że będziesz idealną strażniczką.- lekko zmieszałam się na jej komplement.- Mam dosyć tego zarozumiałego moroja. Ma na waszym punkcie jakąś obsesję. I ta więź. Eghy... Jeśli nie chcecie go zabić, to zabicie mnie, albo zamienię się w strzygę. Chcę tylko na nowo móc normalnie żyć. Wyprowadzę się, gdzieś daleko. Nie będę już więcej wtrącać się w wasze życie. Nie będę nikogo męczyć. Możecie przyprowadzić jakiegoś moroja i użyć na mnie wpływu, żeby dowiedzieć się czy mówię prawdę. Tylko błagam pomóżcie mi.- patrzyła na nas z błaganiem.
- Zgoda.- odpowiedziałam pewnie. Oboje spojrzeli na niego jak na wariatkę.- Jutro o tej samej porze, będziemy z morojem.
- Dobrze.- zgodziła się. Po chwili popatrzyła na nasze dłonie. Nawet nie zauważyłam kiedy się złączyły.- Tak pięknie za sobą wyglądacie. Tak bardzo was przepraszam, za to co zrobiłam. Wiem, że żadne słowa mnie nie usprawiedliwią, ale sami wiecie, że z miłości robi się głupie rzeczy.- smutna spuściła wzrok na swoje ręce.
Zrobiło mi się jej żal. Fakt, zrobiła źle, ale po prostu niedobrze trafiła z uczuciami. Wychyliłam się i złapałam ją za dłoń. Kiedy popatrzyła na mnie, uśmiechnęłam się. W jej oczach było zdziwienie i nadzieja.
- Jestem pewna, że kiedyś znajdziesz kogoś, kto pokocha cię równie mocno, jak Dymitr mnie.
- Dziękuję.- uścisnęła moją dłoń z nieśmiałym uśmiechem.
Dymitr obserwował każdy nasz ruch. Bardzo zdziwiło go moje zachowanie. 
- Jeśli to wszystko, to może my już pójdziemy.- powiedział chłodno.
- Oczywiście. Nie będę was zatrzymywać. Tylko mam pytanie. Co u Christiana? Tak dawno go nie widziałem.
No tak. On też myśli, że jego ciocia została stracona. No to będzie miał niespodziankę.
- Christian ma się dobrze. Będzie ojcem, a później mężem królowej.- Dymitr już trochę odpuścił morojce.
- Och! To cudownie. Jestem z niego dumna. Mimo tego, jakich miał rodziców, doszedł tak daleko.
- Tak to prawda.- odpowiedział.- To do zobaczenia jutro. Tylko, żeby to nie było jakieś oszustwo.
- Oczywiście. Jestem wam bardzo wdzięczna za tą szanse.
Wyszliśmy z restauracji i wsiedliśmy do auta.
- W domu musimy porozmawiać Rose.- ton męża nie wskazywał na nic dobrego.
Popatrzyła na niego zdziwiona, ale nic nie powiedziałam.
W domu od razu poszłam się myć. To nie tak, że boję się tej rozmowy. Po prostu wolę ją jak najbardziej przedłużać.
Jednak gdy wyszłam z łazienki, wiedziałam, że mój czas się skończył. Bielikow stał przy drzwiach z rękoma skrzyżowanymi na piersi i patrząc na mnie ostro.
- Rose, o to miało być?- spytał.
- To znaczy?- próbowałam udawać, że nie wiem, 
 o czym mówi.
- Nie wiem, czy pamiętasz, ale Tasza próbowała cię dwa razy zabić.
- Ale to twoja przyjaciółka. I każdy zasługuje na szansę.
- Była moją przyjaciółką.
- I przez chwilę była kimś więcej.- odgryzłam się siadając na łóżku.
Wzrok mojego ukochanego złagodniał. Rosjanin podszedł do mnie i ukląkł chwytając mnie za twarz.
- Nie. Ty jesteś, byłaś i będziesz dla mnie kimś więcej. A ona nigdy. Ona chciała cię zabić.
- Chciała dobrze. Nie myślała... sam wiesz, że miłość namawia nas na różne rzeczy.
- Od kiedy ty jej bronisz.- wyprostował się i zaczął chodzić w tą i z powrotem.- A jeśli to pułapka?
- Jak nie sprawdzimy, to się nie dowiemy. To może być jedyna szansa na pozbycie się Roberta. Chcesz, żeby w końcu kogoś z nas zabił? Najpewniej byłabym to ja. Chcesz tego?
Dymitr zatrzymał się i podrapał po karku.
- Nie, nigdy. I dlatego nie powinniśmy ufać Taszy.
- Czemu nie dasz jej szansy?
- Bo prawie przez nią straciłem to, co dla mnie najważniejsze.- popatrzył na mnie z miłością.
- Ale jeśli nie spróbujemy pokonać Doru, możesz na prawdę nas stracić. Wiesz, że mu zależy na zemście. A Tasza che od tego uciec. Jak okaże się nie warta zaufania, zdradzi nas, można ją zabić.
Mój ukochany chwilę się zastanawiał, po czym podszedł do mnie i pocałował namiętnie. Nie wiele myśląc, oddałam pocałunek. Kiedy oderwaliśmy się od siebie, dyszeliśmy ciężko.
- Dobrze Roza.- wychrypiał.- Jutro wszystko się okaże. A teraz idę się kąpać.- odsunął się i skierował do łazienki. Położyłam się na łóżku i czekałam na niego. Gdy wrócił znowu mnie pocałował. Oplotłam dłońmi jego kark i pociągnęłam na siebie. Trochę się zdziwił. Usiadł na mnie okrakiem i na nowo zatopił się w moich ustach. Powoli się rozbieraliśmy, pobudzając swoje zmysły. Gdy oboje byliśmy nadzy, wszedł we mnie. To była czysta rozkosz. Za to kocham każdy dzień z nim. Za samą możliwość przebywania w jego obecności. Gdy oboje doszliśmy, Bielikow przytulił mnie i przykrył nas kołdrą.
- Dobranoc Roza.- szepnął.
- Kocham Cię towarzyszu.- pożegnałam go.
Czułam, że się uśmiechnął. W odpowiedzi cmoknął mój kark i odpłynęliśmy do krainy snów.