Zdziwiłam się, gdy zobaczyłam bramę, przez którą nie chciałam przechodzić więcej w życiu.
- Czemu idziemy na cmentarz?- zatrzymałam się gwałtownie.
- Ola lubi myśleć w samotności. Tutaj ma taką oazę spokoju. Jak Lissa na strychu kaplicy lubaja, modląc się. Teraz nie muszę, bo mam ciebie. Jednak jej potrzeba teraz wsparcia. Chodź.- pociągnął mnie za rękę, ale ja dalej staram w miejscu.- Roza, co się dzieje? Chyba się nie boisz?- zażartował.
Mi nie było do śmiechu. Przed oczami stanęły mi wspomnienia z mojej pierwszej podróży tutaj. Obrazy migały mi jak klatki w filmie. Filmie, którego nie chcę więcej oglądać.
Siedziałam w pokoju, otoczona Bielikównami. Opowiadałam jak to ich dzielny syn, wnuk, brat, wujek oddał życie za morojów.
Klik!
Siedzę przy ognisku, patrząc jak wszyscy opłakują śmierć dzielnego wojownika. Mojego Dymitra.
Klik!
Msza pogrzebowa w kaplicy. Rzeźba anioła. Wspomnienie ze stacji benzynowej.
- Roza.- do rzeczywistości przywołał mnie głos ukochanego. Trzymał mnie w ramionach.- Spokojnie skarbie, jestem tu. Nie płacz.
Popatrzyłam na niego. Teraz dopiero zauważyłam mokre krople spływające po moich policzkach. Dymitr starł mi je kciukami, jak to miał w zwyczaju.
- Wiem i dalej jestem bardzo szczęśliwa, że to ty.- przytuliłam się do jego klatki piersiowej.- Kocham cię.
- Ja ciebie też Roza.- głaskał mnie po głowie, co bardzo mnie uspokajało.
- Jeśli nie chcesz, nie musisz tam iść...
- Nie, nie. Chcę. Ty zmierzyłeś się z duchami przeszłości, teraz moja kolej. - odsunęłam się od niego, już spokojna. Nie płakałam, ale byłam lekko otępiała. Wzięłam kilka głębokich oddechów.
- A powiesz mi chociaż, co cię trapi.
- Zobaczysz. Ale nie wiem czy powinieneś, a co dopiero chcesz.
- Dla ciebie zniosę wszystko Roza.
- Dobrze, chodź.
Poprowadziłam go dobrze znaną mi ścieżką, choć szłam nią tylko raz, a myślałam, że jeśli tu wrócę to pęknie mi serce. Po kilku minutach zbliżaliśmy się do nowego nagrobka. Stanęłam przed nim. Bałam się na niego spojrzeć. Autentyczne bałam się. Jednak w końcu podniosłam wzrok na marmurową płytę. Napis głosił:
Dymitr Bielikow.
Ur. 26.12.1985
Zm. 18.03.2010
Zginął w bohaterskiej akcji odbicia zakładników strzyg po bitwie w Akademii świętego Władimira. Ciała nie odnaleziono. Oddał życie, jak wielu by chciało.
Niech spoczywa w pokoju
Ostatkiem sił powstrzymałam łzy.
- Roza.- nie zareagowałam. Odwrócił mnie do siebie i popatrzył w moje oczy.- To tylko kawałek betonu, z nic nie wartym słowami. Ja tu jestem i nigdy cię nie opuszczę. Nawet jakbym znalazł się tam,- wskazał nagrobek.- to i tak będę przy tobie.
- Zostaniesz moim aniołkiem stróżem?- uśmiechnęłam się smutno.
- Zawsze kwiatuszku.- uśmiechnął się.- Dla ciebie wszystko.
Chciał mnie przytulić, ale to mi nie wystarczyło. Zarzuciłam mu ręce na kark i podeszłam bliżej. Poczułam jego silne dłonie na tali.
- Ja tiebia liubliu.
- Ja tiebia toże liubliu Roza.
Po długim oczekiwaniu, nasze usta spotkały się w słodkim pocałunku.
Po kilku minutach odsunęliśmy się od siebie. Mąż złapał mnie za dłoń i pociągnął w dalszą drogę. Tym razem to on kierował. W oddali zobaczyłam czarną szopę włosów. Podeszliśmy bliżej i usłyszałam szloch. Już wiedziałam kto to jest. Puściłam strażnika, pobiegłam i przytuliłam Olę. Na początku się wystraszyła, ale zaraz oddała uścisk. Kołysałam się z nią w objęciach, w lewo i prawo, uspokajająco głaszcząc ją po plecach.
- Ja go kochałam, a on był takim daniem.- szlochała.
- Wiem skarbie. Nie myśl teraz o tym. On nie był ciebie warty.- próbowałam ją pocieszyć.
- Nienawidzę go. Nienawidzę morojów. Nienawidzę mężczyzn.- zaczęła krzyczeć, wygrywając się i nerwowo chodząc dookoła.- To wredne świnie, myślące jedynie o sobie. Nie warte jakiejkolwiek uwagi. Każdemu zależy na jednym.- po chwili znów się we mnie wtuliła.- Już planowaliśmy ślub.
- Spokojnie. Chodźmy może już stąd. Co tu właściwie robisz?
- Tu...tu jest pochowana moja mama.- wskazała na grób niedaleko nas. Na zdjęciu była uśmiechnięta kobieta, na oko przed czterdziestką. Miała podobne rysy twarzy, co Ola, ale włosy kompletnie inne. Były jasne i proste.- Zawsze tutaj szukam spokoju. Ale możemy iść.
Wstała chwiejnie na nogach. Pomogłam jej zachować równowagę. Dopiero gdy spojrzała przed siebie, dostrzegła mojego towarzysza.
- Dimka?!- zdziwiła się i pobiegła do mojego męża. Te rozłożył ręce i zamknął ja w objęciach. Poczułam lekkie ukłucie zazdrości, ale szybko je stłumiłam. Teraz potrzebne jej wsparcie,a na Bielikowa mogła liczyć. On był jej najlepszym przyjacielem. Był jak jej brat. Ukochany popatrzył na mnie przepraszająco, jednak ja pokazałam mu, że się nie gniewam. Uśmiechnął się w podziękowaniu. Podeszłam do niej i również o objęłam.
Razem doszliśmy do naszego domu. Mój mąż posadził ja na kanapie. Od razu usiadłam z jej jednej strony. Strażnik poszedł po coś do kuchni.
- Jak się czujesz?- spytałam z troską.
- Już trochę lepiej. Dziękuję,że ze mną jesteście.
- Przyjaciele Dymitra, to moi przyjaciele. Chcesz o tym pogadać?
- N..nie.- głos jej lekko zadrżał z emocji.
- Proszę.- do pokoju wszedł mój ukochany. Na stole postawił trzy kubki z czekoladą.
- Dzięki.- powiedziałyśmy równocześnie, sięgając po naczynia.
Wszyscy wybuchliśmy śmiechem. Gdy się uspokoiłam, upiłam łyk napoju. Reszta zrobiła to samo. Jednak Ola wciąż była przygnębiona. Przytuliłam ją.
- Wiecie, co jest najgorsze?- dampirzyca przerwała ciszę.- Ja dalej go kocham.- po policzkach zaczęły lecieć jej łzy. Dymitr momentalnie usiadł po jej drugiej stronie i też ją przytulił.
- Musisz dać sobie więcej czasu.- zaczęłam ją pocieszać.- Po tym co się stało, mi też trudno określić, kim dla mnie jest. Wróć do treningów, poukładaj to sobie i najważniejsze, nie rozmawiaj z nim. Zobaczysz co on zrobi i zdecydujesz co dalej.
- Właśnie.- poparł mnie Bielikow.- To twoje życie i tylko ty decydujesz, co będzie dalej. Jeśli będzie chciał to będzie o ciebie walczył.
- A Jeśli nie, to jest świnią większą od Ralfa, nie przejmującą się uczuciami kobiet. Najważniejsze, to żebyś dała sobie czas.- dziewczyna pokiwała głową, na znak, że rozumie.- Ej, wiesz co jest najlepsze na złamane serce?- nie czekając na odpowiedz, wparowałam do kuchni.
"Nasz los od zawsze zapisany był w gwiazdach. To one poprowadziły mnie do Ciebie mimo tylu przeciwności, spójrz. Jesteśmy tu. Razem. Ty i ja Roza. Na zawsze."
czwartek, 26 maja 2016
ROZDZIAŁ 149
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
wtorek, 24 maja 2016
ROZDZIAŁ 148
Hej, mam dla was dobrą wiadomość. Nie, nie zrezygnowałam z wyjazdu na rzecz bloga. Ale okazało się, że w klasztorze też jest cywilizacja. A cywilizacja=internet. Wniosek: będą rozdziały. Wczoraj nie było, bo się tego nie spodziewałam. Postaram się wstawić dzisiaj jeszcze jeden, ale nic nie obiecuję. Mam nadzieję, że się cieszcie. A teraz zapraszam na kolejny rozdział. :-*
_________________________________________________________
Wróciłam do pokoju, mając nadzieję, że mój mąż się jeszcze nie obudził. Na szczęście spał twardo obśliniając całą poduszkę. To był uroczy widok. Jednak Dymitra nie wydawał się być bardzo szczęśliwym. Zmartwiłam się. A co jeśli znów śni mu się jak był strzygą? Jednak uspokoiłam się, gdy ręką poruszył po mojej stronie łóżka. To ja byłam powodem jego niezadowolenia. A raczej brak mnie. Podeszłam z kubkiem "magicznej mikstury" i położyłam go na szafce nocnej. Delikatnie musnęłam jego czoło najpierw ręką, a później ustami. Uśmiechnął się błogo, co sprawiło, że się uśmiechnęłam. Zdjęłam swoje ubrania, zajęłam swoje miejsce u jego boku i pozwoliłam mu się objąć. Tym razem to ja byłam wyżej, więc po chwili miałam jego głowę na piersi. Przytulił mnie mocniej do siebie, jak małe dziecko misia. Patrzyłam jak słodko się uśmiecha. Czuł się bezpieczny i kochany.
Przypomniało mi się, jak spaliśmy w namiocie, podczas naszej ucieczki. Leżał dokładnie w tej samej pozycji. Prawie mnie tam pocałował. Szkoda, że jednak ten pocałunek nie miał miejsca.
Nieświadomie zaczęłam bawić się jego włosami. Owijałam na palcu brązowy kosmyk, gdy wróciłam do oglądania pokoju.
Koło biurka stoi regał z książkami. Pomiędzy nimi ustawione są małe figurki kowbojów i indian. Zauważyłam też matrioszki ułożone wielkością i kilka ramek ze zdjęciami. Nad drzwiami wisiał mały krzyżyk. Sam Dymitr może nie chodził często do kaplicy, ale jego rodzina należała do tych średnio wierzących.
- Roza.- usłyszałam cichy jęk. Dymitr złapał się się za głowę.
- Dzień dobry, towarzyszu.- uśmiechnęłam się.
- Dla kogo dobry, dla tego dobry. Boże, poco ja wczoraj tyle piłem?!
- To prawda. Trochę sobie popiłeś.- potwierdziłam. Popatrzył na mnie spod byka. Pochyliłam się nad nim, złapałam kubek z odżywczym płynem i podałam mu go.- Lepiej się napij, bo jesteś strasznie marudny.
Ukochany wziął naczynie i bez wahania opróżnił jednym łykiem. Skrzywił się lekko, ale po chwili odetchnął głęboko. Od razu widać, że czuje się lepiej.
- Dziękuję Roza- pocałował mnie namiętnie.
- Nie ma za co. Lubię się tobą opiekować.
- Wcześniej nie musiałaś się mną opiekować.- zmarszczył brwi, myśląc o tym.
- Wiem i bardzo tego żałuję.
- Och Roza.- pokręcił głową.
- Ej. Ja też mam potrzebę zapewnienia ci bezpieczeństwa. Dobra koniec tematu. Wstawaj i idź na śniadanie.- popatrzyła na zegarek.- Dobra, obiad.
- Wolę zostać tutaj.- przesunął się bliżej mnie.- Razem z tobą.
- Też chętnie bym została...
- Ale...?
- Ale Olena już się niecierpliwi. No wstawaj.
Sama, nie czekając na niego się podniosłam. Na pewno by mnie złapał, ale wciąż był otępiały przez kaca. Podeszłam do okna i je otworzyłam. Wciągnęłam głęboko w płuc mroźne powietrze późnej jesieni. Odwróciłam się do męża, a raczej wypukłość pod kołdrą, która nim była. Westchnęłam ciężko. Nie wierzę. Gorzej niż dziecko. Szybko ściągnęłam z niego kołdrę. Patrzyłam jak na oślep szuka okrycia. Ostrożnie otworzył oczy, ale gdy tylko pierwsze promienie światła przebiły się przez przymknięte powieki, zacisnął je mocno, chowając głowę w ramieniu.
- Błagam, Rose miej litość.- odezwał się.
- Przykro mi towarzyszu. Patrz jaki piękny dzień. Szkoda go na leżenie w łóżku. Po za tym, obiecałeś uczyć Lili. Jak za dwadzieścia minut nie będziesz jadł śniadania, sama ją nauczę, a do ciebie wyślę Sonię i Wiktorię.- pogroziłam.
- Okey, okey. Już wstaję. Daj mi chwilę.
- Masz pięć minut.
Tak jak zażądałam, pół godziny później Dymitr odłożył talerz do mycia. Lili poszła na spacer z Pawką i Zoją. Gdy przechodziliśmy koło salonu, usłyszeliśmy śmiechy. Zaciekawieni weszliśmy po cichu. Na kanapie siedziały siostry strażnika. Oglądały coś na telewizorze. Karolina nie wydawała się zachwycona, za to pozostałe Bielikówny zwijały się ze śmiechu. Na palcach podeszliśmy do nich i wyskoczyliśmy na nie z wielkim "buu". Wszystkie podskoczyły ze strachu, a teraz my się śmialiśmy.
- Ciekawa jestem czy będziesz tak radosny, gdy dowiesz się co oglądamy.- Wiktoria palnęła go w ramię.
Mój mąż złapał ją i zaczął łaskotać.
- Dimka przestań!... Zostaw mnie... Ratunku!- wolała przez śmiech młoda. Reszta nie starała się powstrzymać uśmiechu. To był piękny obrazek, którego teraz jestem częścią. Ta myśl wprawiła mnie w jeszcze lepszy nastrój. Wiki szybko się poddała. Usiedliśmy razem na kanapie, ale Dymitr wziął mnie na kolana.
- A co właściwie oglądacie?- spytał głaszcząc mnie po nogach. Wygodnie oparłam się o jego tors.
- No cóż. - zaczęła Sonia.- Nasza najmłodsza, genialna siostrzyczka wczoraj, w całym domu i ogrodzie ustawiła kamery. Tak więc pokazujemy naszej pijących,- tu wskazała Karolinę.- jak dobrze się bawiła, bo sama nie pamięta.
- Ja w sumie też mało sobie przypominam.- stwierdził mój ukochany.
- A co pamiętasz?- spytałam.
- Ostatnia była historia wujka Eryka o tym jak ciocia Linda wpadła do studni.
- A później nastąpiła noc przygód.- zaśmiałam się cicho.
- O co ci chodzi Roza?- Dymitr nic nie rozumiał.
- Oglądaj to się dowiesz.- podsumowała lekko naburmuszona Karolina.
Chłopak, który trzymał ją za kolano, szepnął coś do niej, na co dziewczyna się zarumieniła.
Sonia włączyła film od początku. To prawda, mój mąż nie był zadowolony ze swojej postawy. Niekiedy wręcz zszokowany i oburzony. Robił wtedy bardzo dziwną minę i wszyscy wybuchali śmiechem. No oprócz niego. Po filmie rozeszliśmy się, każdy w swoją stronę. Nasza dwójką postanowiła się przejść.
- Rose,- po pewnym czasie odezwał się mój mąż.- czemu mi na to wszystko pozwalałaś? No wiesz, wczoraj.- dodał widząc moją zdziwioną minę.
- Po pierwsze, kocham Cię i nie chciałam, po drugie i tak pewnie nikt nic nie pamięta, a po trzecie, co miałam zrobić? Jesteś silniejszy.
Nagle coś mi się przypomniało.
- Też cię kocham, Roza.- cmoknął mnie.
- Dymitr? A pamiętasz z wczoraj, jak poszłam po picie i w domu spotkałam Wincentego?- spytałam ostrożnie.
Od razu cały się spiął. Poczułam to, ponieważ byliśmy mocno wtuleni w siebie.
- Roza proszę cię, więcej się do niego nie zbliżaj beze mnie. Tak bardzo się o ciebie bałem. Nie chcę myśleć co by było, gdybym nie zdążył. Nie wybaczyłbym sobie, gdybym was stracił.- mocniej mnie przytulił, jakby chcąc zapewnić bezpieczeństwo i zsunął swoją dłoń na mój brzuch.
- Teoretycznie nie stanowi dla mnie zagrożenia. Zawsze uważałam go za przyjaciela. Był pijany, ale normalnie nie zrobił by mi krzywdy.- sama nie wierzyłam w swoje słowa. To prawda, bałam się go.- Dziękuję za to, że Cię mam. Ale jest ktoś kto jest sam.-popatrzyłam na niego. Zrozumiał o co mi chodzi. Złapał mnie za rękę, a nasze palce splotły się ze sobą.
- Choć Roza. Trzeba kogoś odwiedzić.
_________________________________________________________
Wróciłam do pokoju, mając nadzieję, że mój mąż się jeszcze nie obudził. Na szczęście spał twardo obśliniając całą poduszkę. To był uroczy widok. Jednak Dymitra nie wydawał się być bardzo szczęśliwym. Zmartwiłam się. A co jeśli znów śni mu się jak był strzygą? Jednak uspokoiłam się, gdy ręką poruszył po mojej stronie łóżka. To ja byłam powodem jego niezadowolenia. A raczej brak mnie. Podeszłam z kubkiem "magicznej mikstury" i położyłam go na szafce nocnej. Delikatnie musnęłam jego czoło najpierw ręką, a później ustami. Uśmiechnął się błogo, co sprawiło, że się uśmiechnęłam. Zdjęłam swoje ubrania, zajęłam swoje miejsce u jego boku i pozwoliłam mu się objąć. Tym razem to ja byłam wyżej, więc po chwili miałam jego głowę na piersi. Przytulił mnie mocniej do siebie, jak małe dziecko misia. Patrzyłam jak słodko się uśmiecha. Czuł się bezpieczny i kochany.
Przypomniało mi się, jak spaliśmy w namiocie, podczas naszej ucieczki. Leżał dokładnie w tej samej pozycji. Prawie mnie tam pocałował. Szkoda, że jednak ten pocałunek nie miał miejsca.
Nieświadomie zaczęłam bawić się jego włosami. Owijałam na palcu brązowy kosmyk, gdy wróciłam do oglądania pokoju.
Koło biurka stoi regał z książkami. Pomiędzy nimi ustawione są małe figurki kowbojów i indian. Zauważyłam też matrioszki ułożone wielkością i kilka ramek ze zdjęciami. Nad drzwiami wisiał mały krzyżyk. Sam Dymitr może nie chodził często do kaplicy, ale jego rodzina należała do tych średnio wierzących.
- Roza.- usłyszałam cichy jęk. Dymitr złapał się się za głowę.
- Dzień dobry, towarzyszu.- uśmiechnęłam się.
- Dla kogo dobry, dla tego dobry. Boże, poco ja wczoraj tyle piłem?!
- To prawda. Trochę sobie popiłeś.- potwierdziłam. Popatrzył na mnie spod byka. Pochyliłam się nad nim, złapałam kubek z odżywczym płynem i podałam mu go.- Lepiej się napij, bo jesteś strasznie marudny.
Ukochany wziął naczynie i bez wahania opróżnił jednym łykiem. Skrzywił się lekko, ale po chwili odetchnął głęboko. Od razu widać, że czuje się lepiej.
- Dziękuję Roza- pocałował mnie namiętnie.
- Nie ma za co. Lubię się tobą opiekować.
- Wcześniej nie musiałaś się mną opiekować.- zmarszczył brwi, myśląc o tym.
- Wiem i bardzo tego żałuję.
- Och Roza.- pokręcił głową.
- Ej. Ja też mam potrzebę zapewnienia ci bezpieczeństwa. Dobra koniec tematu. Wstawaj i idź na śniadanie.- popatrzyła na zegarek.- Dobra, obiad.
- Wolę zostać tutaj.- przesunął się bliżej mnie.- Razem z tobą.
- Też chętnie bym została...
- Ale...?
- Ale Olena już się niecierpliwi. No wstawaj.
Sama, nie czekając na niego się podniosłam. Na pewno by mnie złapał, ale wciąż był otępiały przez kaca. Podeszłam do okna i je otworzyłam. Wciągnęłam głęboko w płuc mroźne powietrze późnej jesieni. Odwróciłam się do męża, a raczej wypukłość pod kołdrą, która nim była. Westchnęłam ciężko. Nie wierzę. Gorzej niż dziecko. Szybko ściągnęłam z niego kołdrę. Patrzyłam jak na oślep szuka okrycia. Ostrożnie otworzył oczy, ale gdy tylko pierwsze promienie światła przebiły się przez przymknięte powieki, zacisnął je mocno, chowając głowę w ramieniu.
- Błagam, Rose miej litość.- odezwał się.
- Przykro mi towarzyszu. Patrz jaki piękny dzień. Szkoda go na leżenie w łóżku. Po za tym, obiecałeś uczyć Lili. Jak za dwadzieścia minut nie będziesz jadł śniadania, sama ją nauczę, a do ciebie wyślę Sonię i Wiktorię.- pogroziłam.
- Okey, okey. Już wstaję. Daj mi chwilę.
- Masz pięć minut.
Tak jak zażądałam, pół godziny później Dymitr odłożył talerz do mycia. Lili poszła na spacer z Pawką i Zoją. Gdy przechodziliśmy koło salonu, usłyszeliśmy śmiechy. Zaciekawieni weszliśmy po cichu. Na kanapie siedziały siostry strażnika. Oglądały coś na telewizorze. Karolina nie wydawała się zachwycona, za to pozostałe Bielikówny zwijały się ze śmiechu. Na palcach podeszliśmy do nich i wyskoczyliśmy na nie z wielkim "buu". Wszystkie podskoczyły ze strachu, a teraz my się śmialiśmy.
- Ciekawa jestem czy będziesz tak radosny, gdy dowiesz się co oglądamy.- Wiktoria palnęła go w ramię.
Mój mąż złapał ją i zaczął łaskotać.
- Dimka przestań!... Zostaw mnie... Ratunku!- wolała przez śmiech młoda. Reszta nie starała się powstrzymać uśmiechu. To był piękny obrazek, którego teraz jestem częścią. Ta myśl wprawiła mnie w jeszcze lepszy nastrój. Wiki szybko się poddała. Usiedliśmy razem na kanapie, ale Dymitr wziął mnie na kolana.
- A co właściwie oglądacie?- spytał głaszcząc mnie po nogach. Wygodnie oparłam się o jego tors.
- No cóż. - zaczęła Sonia.- Nasza najmłodsza, genialna siostrzyczka wczoraj, w całym domu i ogrodzie ustawiła kamery. Tak więc pokazujemy naszej pijących,- tu wskazała Karolinę.- jak dobrze się bawiła, bo sama nie pamięta.
- Ja w sumie też mało sobie przypominam.- stwierdził mój ukochany.
- A co pamiętasz?- spytałam.
- Ostatnia była historia wujka Eryka o tym jak ciocia Linda wpadła do studni.
- A później nastąpiła noc przygód.- zaśmiałam się cicho.
- O co ci chodzi Roza?- Dymitr nic nie rozumiał.
- Oglądaj to się dowiesz.- podsumowała lekko naburmuszona Karolina.
Chłopak, który trzymał ją za kolano, szepnął coś do niej, na co dziewczyna się zarumieniła.
Sonia włączyła film od początku. To prawda, mój mąż nie był zadowolony ze swojej postawy. Niekiedy wręcz zszokowany i oburzony. Robił wtedy bardzo dziwną minę i wszyscy wybuchali śmiechem. No oprócz niego. Po filmie rozeszliśmy się, każdy w swoją stronę. Nasza dwójką postanowiła się przejść.
- Rose,- po pewnym czasie odezwał się mój mąż.- czemu mi na to wszystko pozwalałaś? No wiesz, wczoraj.- dodał widząc moją zdziwioną minę.
- Po pierwsze, kocham Cię i nie chciałam, po drugie i tak pewnie nikt nic nie pamięta, a po trzecie, co miałam zrobić? Jesteś silniejszy.
Nagle coś mi się przypomniało.
- Też cię kocham, Roza.- cmoknął mnie.
- Dymitr? A pamiętasz z wczoraj, jak poszłam po picie i w domu spotkałam Wincentego?- spytałam ostrożnie.
Od razu cały się spiął. Poczułam to, ponieważ byliśmy mocno wtuleni w siebie.
- Roza proszę cię, więcej się do niego nie zbliżaj beze mnie. Tak bardzo się o ciebie bałem. Nie chcę myśleć co by było, gdybym nie zdążył. Nie wybaczyłbym sobie, gdybym was stracił.- mocniej mnie przytulił, jakby chcąc zapewnić bezpieczeństwo i zsunął swoją dłoń na mój brzuch.
- Teoretycznie nie stanowi dla mnie zagrożenia. Zawsze uważałam go za przyjaciela. Był pijany, ale normalnie nie zrobił by mi krzywdy.- sama nie wierzyłam w swoje słowa. To prawda, bałam się go.- Dziękuję za to, że Cię mam. Ale jest ktoś kto jest sam.-popatrzyłam na niego. Zrozumiał o co mi chodzi. Złapał mnie za rękę, a nasze palce splotły się ze sobą.
- Choć Roza. Trzeba kogoś odwiedzić.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
niedziela, 22 maja 2016
Wycieczka.
Jak pewnie zauważyliście, to nie rozdział. Aż tak dobrze nie ma. A wręcz przeciwnie. Przez najbliższe dwa dni nie będzie rozdziału. Powód jest? Oczywiście. Mozna się go domyśleć z tytułu. Jadę na wycieczkę szkolną. Najszybciej wrócę w środę. Ale nie martwcie się, wszystko nadrobię. Przez dwa/ trzy dni będą dwa rozdziały dziennie (zależy czy w środę będę miała internet). No chyba, że jakimś cudem okaże się, że w klasztorze jest wi-fi.( tak jadę na obóz naukowy do klasztoru. Potworność.) No to chyna na tyle. Milego tygodnia. Juz nie długo do końca roku. Kto się cieszy? Mam też propozycję. Jeśli by wam się nudziło, bardzo chętnie przyjmę jakieś pomysły na przygody naszej dwójki bohaterów. Albo jakieś prezenty( w końcu niedługo święta i urodziny Dimki💖) Możecie pisać w komentarzach. Buźka kochani. Liczę na waszą kreatywność. :-*
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
ROZDZIAŁ 147
Obudziły mnie jasne promienie słońca.
Cholera!
Wczoraj, a raczej dzisiaj byliśmy tak zajęci sobą, że o tym nie pomyślałam. Ostrożnie wyplątałam się z objęć Dymitra. Lekko się poruszył, jednak spał dalej. Od jego rodziny dowiedziałam się, że w młodości był wielkim śpiochem, ale to zmieniło się wraz z obowiązkami strażnika. No bywają wyjątki, takie jak picie i zabawa przy ognisku do czwartej rano. Popatrzyłam na stary zegar w rogu pokoju. Bardzo ładnie się komponował z kowbojskim wystrojem pomieszczenia. Była już dziesiąta. Wczoraj prawie każdy zaproszony zabalował. Co za ironia, ale z całego domu, mieszczącego w tej chwili jedenaście osób. Wczoraj pijanych były trzy.
Ciekawe jak czuje się Karolina. Z tego co słyszałam, to zaprosiła chłopaka na noc. (Dlatego jedenaście. Przyp. aut.) Mam nadzieję, że nie obudzili dzieci. Mogła by im zostać trauma do końca życia.
Po cichu podeszłam do okna i zasłoniłam je. Usta strażnika lekko się poruszyły do góry. Chciałam wrócić do łóżka, ale przypomniało mi się coś jeszcze. Normalna osoba, po takiej ilości alkoholu, jaką spożył mój mąż, nie jedna osoba z akademii spała by cztery dni, a później popełniłaby samobójstwo, aby tylko przestała boleć ją głowa. Mam nadzieję, że z nim będzie trochę lepiej.
Założyłam na bieliznę z wczoraj, ale nigdzie nie mogłam znaleźć swoich wczorajszych ubrań, a szafa strasznie skrzypiała. Miała już swoje lata. Nie zdziwiłbym się, gdyby Jewa chwała tam kiedyś swoje zabawki. Obie były bardzo wiekowe.
Nie mając większego wyboru, ubrałam za dużą koszulkę ukochanego i dresy, które zostawiłam na krześle. Od razu otulił mnie jego zapach. Zaciągnęłam się nim, wiedząc, że zaraz się przyzwyczaję i przestanę go czuć. Świadoma jego bliskości przejrzałam się pomieszczeniu. Różnił się ogromnie, od tego, który zobaczyłam przy pierwszej mojej wizycie. A jednak jest taki sam, odkąd mały Dimka wyjechał stąd, zdobywać doświadczenie i uczyć seksowną, piękną, zadziorną Rose Hathaway o cięty języku, która wywróciła jego świat na głowie tak, że ja dla niej stracił. W tym jednym zdaniu połączyłam dużo jego zdań, którymi opisywał nasze wspólne życie, jeśli tak to można nazwać.
Wracając. To nie pokój się zmienił, a moje postrzeganie go. Wtedy był wspomnieniem po ukochanym, najlepszym trenerze, uczuciu, które nie miało prawa istnieć. I przypominało mi o poświęceniu, jakie wykonałam, żeby spełnić jego ostatnią wolę. Szybko pokręciłam głową, aby otrząsnąć się z tych myśli. Teraz czułam się tutaj dobrze. Jak w domu, gdzie zawsze ktoś mi pomoże, są ludzie pełni miłości i warci zaufania. Poznaję dzieciństwo, a tym samym kawałek życia i świata mojego męża. To również kawałek mnie. Te plakaty, zdjęcia, książki o kowbojach. To tu zaczęła się jego pasja do Dzikiego Zachodu. A dokładniej piętro niżej, przy regale z książkami napisanymi cerlicą. To tu wracał po szkole, do rodziny, zawsze czekającej mamy, bawiących się sióstr. Spacerując po już starym, ale czystym i zadbanym dywanie, dotknęłam brązowego, dębowego biurka i krzesła pod oknem, przy którym odrabiał lekcje. Tak zwyczajnie. Pewnie zapraszał tu kolegów, albo wychodzili biegać po dworze. Wszystko zawsze było ładnie poukładane. Dymitr lubi mieć porządek. Już oczami wyobraźni widzę, jak po odrobieniu zadania domowego, odkłada ołówki i długopisy do kubeczka w prawym rogu. Dalej tam stał. Obok był przybornik, na inne przydatne rzeczy. Na półkach miał poukładane figurki, jakieś ozdoby, według wielkości i znaczenia...
Nagły ruch na łóżku zwrócił moją uwagę. Na szczęście strażnik spał w najlepsze.
Na palcach opuściłam pokój i zeszłam na dół. W kuchni były już Olena, Sonia i Wiktoria. Przechodząc koło salonu, zauważyłam bawiące się tam dzieci. Łuka jednak był z kobietami, na kolanach swojej rodzicielki.
- Dzień dobry Rose.- przywitała mnie teściowa.
- Dzień dobry mamo.- w ostatniej chwili powstrzymałam się, żeby nie powiedzieć jej imienia.- Co dobrego robisz?
Starsza kobieta stała przy kuchence i coś mieszała. Po pomieszczeniu rozchodził się cudowny zapach.
Najmłodszy członek rodziny wyciągnął rączki w moim kierunku, gdy tylko mnie zauważył. Przeszłam obok Soni, wierzącego się na jej kolanach chłopca i Wiktorii. Słodziak od razu się do mię wyszczerzył w bezzębnym uśmiechu.
- Hej, mały.- zwichrzyłam mu ręką włosy, na co jego uśmiech się poszerzył jeszcze bardziej.
- Na śniadanie dla śpiochów będą bułeczki z kaszą jaglaną.- odpowiedziała kobieta.- Wiesz może, o której mój syn ma zamiar łaskawie zaszczycić nas swoją osobą?
- Myślę, że nawet on tego nie wie.- westchnęłam po czym wszystkie zachichotałyśmy.
- Rose, - moją uwagę zwróciła Wiki.- masz ładną bluzkę. Pasuje ci.- zaśmiał się.
- Też tak uważam.- podzieliłam ich dziś dobry humor.
- Nie możecie być choć odrobinę ciszej?- do kuchni przyszła Karolina. Wyglądała jak śmierć. Cała blada, podkrążone ochy i chodziła, jakby w każdej chwili miała zemdleć. Z górnej szafki nad blatem wyjęła dwa kubki, nalała do nich wody i sięgnęła po jakiś słoiczek stojący na meblu, w kącie. Otworzyła go, a do każdego naczynia wlała po łyżeczce mikstury, dodała trochę miodu i cytryny, po czym zaczęła z jednego pić. Gdy opróżniła kubek, wyglądała odrobinę lepiej. I już nie próbowała zabić wzrokiem. Uśmiechnęła się do mnie przyjaźnie, z wdzięcznością.
- Rose dziękuję, że położyłaś moje dzieci spać.- uścisnęła mnie.
- Nie ma za co? Jesteś przy nich dwadzieścia cztery na dobę, to choć raz należy ci się zabawić i odpocząć.
- Jeszcze raz dziękuję.- puściła mnie i z drugim kubkiem poszła na górę.
Wzięłam w ręce słoik, który młodsza siostra Bielikowa wcześniej trzymała.
- Co to jest?- spytałam, uważniej przyglądając się zawartości naczynia. Była to bordowa ciecz z jakimiś listkami na dnie.
- Wyciąg z ziół.- wytłumaczyła kobieta, przy kuchence.- Pomaga na różne dolegliwości, jak migrena, bóle brzucha przy okresie, czy głowy od kaca. Jest też dobra na chorobę i wzmocnienie odporności.
- Ale ma okropny smak, który maskujemy miodem i cytryną.- dodała najmłodsza z obecnych kobiet.
- Bo lek ma pomóc, nie smakować.- zauważyła ich matka.
Nie słuchając ich sprzeczki sięgnęła po ulubiony kubek na kawę Dymitra. Powtórzyłam czynności Karoliny i już miałam wyjść gdy zatrzymał mnie głos kobiety.
- A dokąd to się wybierasz młoda panno.
- Ja...- nie dała mi szans na odpowiedź.
- Siadaj tu i jeszcze.- na stole postawiła trzy talerze z kaszą, jeden z bułkami i trzy słoiki z dżemami i konfiturami.- Znając Dimke jeszcze chwilę masz dla siebie.
Chciałam zaprotestować, ale zapach był zbyt kuszący, a mój żołądek zbyt pusty.
- Jak jeszcze chwilę zostanę, chyba nic się złego nie stanie.- powiedziałam zajmując wolne miejsce. Olena uśmiechnęła się triumfalnie.
Cholera!
Wczoraj, a raczej dzisiaj byliśmy tak zajęci sobą, że o tym nie pomyślałam. Ostrożnie wyplątałam się z objęć Dymitra. Lekko się poruszył, jednak spał dalej. Od jego rodziny dowiedziałam się, że w młodości był wielkim śpiochem, ale to zmieniło się wraz z obowiązkami strażnika. No bywają wyjątki, takie jak picie i zabawa przy ognisku do czwartej rano. Popatrzyłam na stary zegar w rogu pokoju. Bardzo ładnie się komponował z kowbojskim wystrojem pomieszczenia. Była już dziesiąta. Wczoraj prawie każdy zaproszony zabalował. Co za ironia, ale z całego domu, mieszczącego w tej chwili jedenaście osób. Wczoraj pijanych były trzy.
Ciekawe jak czuje się Karolina. Z tego co słyszałam, to zaprosiła chłopaka na noc. (Dlatego jedenaście. Przyp. aut.) Mam nadzieję, że nie obudzili dzieci. Mogła by im zostać trauma do końca życia.
Po cichu podeszłam do okna i zasłoniłam je. Usta strażnika lekko się poruszyły do góry. Chciałam wrócić do łóżka, ale przypomniało mi się coś jeszcze. Normalna osoba, po takiej ilości alkoholu, jaką spożył mój mąż, nie jedna osoba z akademii spała by cztery dni, a później popełniłaby samobójstwo, aby tylko przestała boleć ją głowa. Mam nadzieję, że z nim będzie trochę lepiej.
Założyłam na bieliznę z wczoraj, ale nigdzie nie mogłam znaleźć swoich wczorajszych ubrań, a szafa strasznie skrzypiała. Miała już swoje lata. Nie zdziwiłbym się, gdyby Jewa chwała tam kiedyś swoje zabawki. Obie były bardzo wiekowe.
Nie mając większego wyboru, ubrałam za dużą koszulkę ukochanego i dresy, które zostawiłam na krześle. Od razu otulił mnie jego zapach. Zaciągnęłam się nim, wiedząc, że zaraz się przyzwyczaję i przestanę go czuć. Świadoma jego bliskości przejrzałam się pomieszczeniu. Różnił się ogromnie, od tego, który zobaczyłam przy pierwszej mojej wizycie. A jednak jest taki sam, odkąd mały Dimka wyjechał stąd, zdobywać doświadczenie i uczyć seksowną, piękną, zadziorną Rose Hathaway o cięty języku, która wywróciła jego świat na głowie tak, że ja dla niej stracił. W tym jednym zdaniu połączyłam dużo jego zdań, którymi opisywał nasze wspólne życie, jeśli tak to można nazwać.
Wracając. To nie pokój się zmienił, a moje postrzeganie go. Wtedy był wspomnieniem po ukochanym, najlepszym trenerze, uczuciu, które nie miało prawa istnieć. I przypominało mi o poświęceniu, jakie wykonałam, żeby spełnić jego ostatnią wolę. Szybko pokręciłam głową, aby otrząsnąć się z tych myśli. Teraz czułam się tutaj dobrze. Jak w domu, gdzie zawsze ktoś mi pomoże, są ludzie pełni miłości i warci zaufania. Poznaję dzieciństwo, a tym samym kawałek życia i świata mojego męża. To również kawałek mnie. Te plakaty, zdjęcia, książki o kowbojach. To tu zaczęła się jego pasja do Dzikiego Zachodu. A dokładniej piętro niżej, przy regale z książkami napisanymi cerlicą. To tu wracał po szkole, do rodziny, zawsze czekającej mamy, bawiących się sióstr. Spacerując po już starym, ale czystym i zadbanym dywanie, dotknęłam brązowego, dębowego biurka i krzesła pod oknem, przy którym odrabiał lekcje. Tak zwyczajnie. Pewnie zapraszał tu kolegów, albo wychodzili biegać po dworze. Wszystko zawsze było ładnie poukładane. Dymitr lubi mieć porządek. Już oczami wyobraźni widzę, jak po odrobieniu zadania domowego, odkłada ołówki i długopisy do kubeczka w prawym rogu. Dalej tam stał. Obok był przybornik, na inne przydatne rzeczy. Na półkach miał poukładane figurki, jakieś ozdoby, według wielkości i znaczenia...
Nagły ruch na łóżku zwrócił moją uwagę. Na szczęście strażnik spał w najlepsze.
Na palcach opuściłam pokój i zeszłam na dół. W kuchni były już Olena, Sonia i Wiktoria. Przechodząc koło salonu, zauważyłam bawiące się tam dzieci. Łuka jednak był z kobietami, na kolanach swojej rodzicielki.
- Dzień dobry Rose.- przywitała mnie teściowa.
- Dzień dobry mamo.- w ostatniej chwili powstrzymałam się, żeby nie powiedzieć jej imienia.- Co dobrego robisz?
Starsza kobieta stała przy kuchence i coś mieszała. Po pomieszczeniu rozchodził się cudowny zapach.
Najmłodszy członek rodziny wyciągnął rączki w moim kierunku, gdy tylko mnie zauważył. Przeszłam obok Soni, wierzącego się na jej kolanach chłopca i Wiktorii. Słodziak od razu się do mię wyszczerzył w bezzębnym uśmiechu.
- Hej, mały.- zwichrzyłam mu ręką włosy, na co jego uśmiech się poszerzył jeszcze bardziej.
- Na śniadanie dla śpiochów będą bułeczki z kaszą jaglaną.- odpowiedziała kobieta.- Wiesz może, o której mój syn ma zamiar łaskawie zaszczycić nas swoją osobą?
- Myślę, że nawet on tego nie wie.- westchnęłam po czym wszystkie zachichotałyśmy.
- Rose, - moją uwagę zwróciła Wiki.- masz ładną bluzkę. Pasuje ci.- zaśmiał się.
- Też tak uważam.- podzieliłam ich dziś dobry humor.
- Nie możecie być choć odrobinę ciszej?- do kuchni przyszła Karolina. Wyglądała jak śmierć. Cała blada, podkrążone ochy i chodziła, jakby w każdej chwili miała zemdleć. Z górnej szafki nad blatem wyjęła dwa kubki, nalała do nich wody i sięgnęła po jakiś słoiczek stojący na meblu, w kącie. Otworzyła go, a do każdego naczynia wlała po łyżeczce mikstury, dodała trochę miodu i cytryny, po czym zaczęła z jednego pić. Gdy opróżniła kubek, wyglądała odrobinę lepiej. I już nie próbowała zabić wzrokiem. Uśmiechnęła się do mnie przyjaźnie, z wdzięcznością.
- Rose dziękuję, że położyłaś moje dzieci spać.- uścisnęła mnie.
- Nie ma za co? Jesteś przy nich dwadzieścia cztery na dobę, to choć raz należy ci się zabawić i odpocząć.
- Jeszcze raz dziękuję.- puściła mnie i z drugim kubkiem poszła na górę.
Wzięłam w ręce słoik, który młodsza siostra Bielikowa wcześniej trzymała.
- Co to jest?- spytałam, uważniej przyglądając się zawartości naczynia. Była to bordowa ciecz z jakimiś listkami na dnie.
- Wyciąg z ziół.- wytłumaczyła kobieta, przy kuchence.- Pomaga na różne dolegliwości, jak migrena, bóle brzucha przy okresie, czy głowy od kaca. Jest też dobra na chorobę i wzmocnienie odporności.
- Ale ma okropny smak, który maskujemy miodem i cytryną.- dodała najmłodsza z obecnych kobiet.
- Bo lek ma pomóc, nie smakować.- zauważyła ich matka.
Nie słuchając ich sprzeczki sięgnęła po ulubiony kubek na kawę Dymitra. Powtórzyłam czynności Karoliny i już miałam wyjść gdy zatrzymał mnie głos kobiety.
- A dokąd to się wybierasz młoda panno.
- Ja...- nie dała mi szans na odpowiedź.
- Siadaj tu i jeszcze.- na stole postawiła trzy talerze z kaszą, jeden z bułkami i trzy słoiki z dżemami i konfiturami.- Znając Dimke jeszcze chwilę masz dla siebie.
Chciałam zaprotestować, ale zapach był zbyt kuszący, a mój żołądek zbyt pusty.
- Jak jeszcze chwilę zostanę, chyba nic się złego nie stanie.- powiedziałam zajmując wolne miejsce. Olena uśmiechnęła się triumfalnie.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
ROZDZIAŁ 146
Mimo swojego stanu, byłam szybsza, niż prawie czołgający się za mną Bielikow. Nagle się zatrzymałam, bo wpadłam na pewien pomysł.
- Co.. co...- zaczął znowu się męczyć z anglojęzycznym zwrotem.
Położyłam mu dłonie na ramionach i pocałowałam mocno w szyję. Zaczęłam podgryzać mu skórę, lizać i ssać. Celowo ocierałam się o jego krocze, na którym już było wybrzuszenie. Odsunęłam się i popatrzyłam mu w oczy.
- Złap mnie, jeśli potrafisz.- szepnęłam i ruszyłam szybkim krokiem w stronę domu. Przez dzieci nie mogłam biegać. On przez zataczanie, też był wolny, ale i tak szybszy niż ja. Na szczęście stał chwilę w osłupieniu i miałam kilka minut przewagi. Weszłam do domu i lekko potruchtałam przez pokoje. Już miałam wskoczyć na schody, gdy silne ręce złapały mnie, lecącą w powietrzu. Jednak Dymitr przecenił współgranie stabilności gruntu z jego równowagą i poleciał do tyłu, a ja na niego. Zaczęliśmy się śmiać. Strażnik usiadł z wyprostowanymi nogami. Siedziałam na nim, opierając się o jego umięśniony tors. Ukochany oplótł mnie ramionami i przytulił mocniej do siebie, całując po karku.
- Zła... złapałem cie. Dasz mi buzi?- szepnął z trudem.
- Najpierw sypialnia, później buzi.- użyłam jego słowa i się zaśmiałam. Mąż patrzył na mnie oczkami szczeniaczka.- No wiesz, zawsze możesz spać na kanapie, skoro to zadanie cię przerasta.- podpuszczałam go.
- Nie pzersta. Jecze po...pokaże ci co ja..ja umem.- wydukał i wypiął pierś. "Biedak" zaśmiałam się w duchu.
A nie mówiłam, że tak będzie?!
- To co towarzyszu? Idziesz na małą, ciasną, zimną i małomówną kanapę, czy podejmujesz się wyzwania wejść po schodach. Nagroda to upojna noc z piękną, seksowną, dość wygadaną osiemnastolatką.- przybrałam kuszącą pozę.
Na reakcję nie czekałam długo. Przerzucił mnie sobie przez ramię i zaczął wspinaczkę na górę. Nawet dobrze mu szlo. Robiłam trochę za balast, dzięki czemu zachowywał równowagę. Gdy pokonaliśmy schody postawił mnie i wbił szybko w moje usta. Odwzajemniłam pocałunek, wypuszczając jego język. Wolnym krokiem weszliśmy do naszego pokoju. Dymitr mocnym kopnięciem zamknął drzwi. Na szczęście nie trzasnęły za mocno. Teraz już nic go nie mogło powstrzymać. Nas. Gdzieś w kąt spadła moja kurtka, do której dołączył jego prochowiec. Jednym ruchem zdjął mi tunikę i zaczął rozpinać moje spodnie. Musiałam mu trochę pomóc. Upity Dymitr ma też swoje wady. Trochę się boję Dymitra na kacu. Lissa mówiła, że ze mną nie dało się wytrzymać. Pamiętam, jak Christian dodał, że ze mną żako kiedy da się wytrzymać. Choć nigdy mu tego nie powiem, to lubię tego moroja. Jest jedynym, z którym mogę się tak droczyć. Do rzeczywistości przywróciło mnie coś miękkiego pod plecami. Teraz leżałam na łóżku pod mężem, w samej bieliźnie. Nie podobało mi się to, że Bielikow jest jeszcze ubrany. Moje chłodne dłonie wślizgnęły się mu pod koszulkę. Ale nie przejął się tym za bardzo zajęty zapięciem od stanika. Niech się trochę pomęczyć, a ja w tym czasie wezmę przyjemność dla siebie. Skupiłam się na pocałunkach. Mimo smaku alkoholu, nadal było to cudowne uczucie, porywające mnie do nieba z moim prywatnym bogiem. Może nawet te procenty dodawały ostrości w doznawaniu jego ust. Całował mnie mocno i zachłannie. Siła przebijała lekkim zdenerwowanie, brakiem współpracy z biustonoszem. Ale dzielny nie poddawał się. Zawsze miał angielską cierpliwość. W końcu górna część mojej bielizny trafiła na podłogę. Nagle przypomniał sobie, że sam też musi być nagi. Szybko zdjął swoją koszulkę. Mogłam w końcu popatrzeć i dotknąć jego umięśnionej klaty. Lekko się niecierpliwił, ale dał mi się nacieszyć. Było pomyśleć o tym wcześniej. Sam nie ucierpiał na tym. Miał co oglądać. Po kilku minutach na nowo do siebie przylegliśmy. Szybko pozbyliśmy się reszty ubrań, podczas gdy strażnik pieścił moją szyję. Gdy oboje byliśmy jak nas pan Bóg stworzył, zaczął ustami schodzić niżej. Na dłużej zatrzymał się przy moich piersiach. Jęczałam cicho, gdy palcami masował moje skutki. Następny przystanek zrobił sobie na brzuchu. Zostawiał mokry ślad, obcałowując go wokół pępka. Na koniec zostawił sobie ostatnie pieszczoty. Całował moje miejsce intymne, lizał i pieścił. Zatopiłam dłonie w jego włosach, lekko za nie ciągnąc. Jęczał prosto w moją łechtaczkę. Tą samą drogą wrócił do moich warg. W chwili gdy się nasze usta się spotkały wszedł we mnie. Nasze stłumione jęki i spania mieszały się z pocałunkami. Uwielbiam te chwile, tylko dla nas. Kto by nie uwielbiał? Z nim? Nie ma mowy. Jestem wielką szczęściarą.
Gdy oboje doszliśmy, Dymitr opadł na mnie bez siły. Jednak uważał na mój brzuch i zagnieżdżone w nim małe istotki. Sapaliśmy ciężko. Byłam teraz najszczęśliwszą kobietą na świecie, mając go na sobie, w sobie i przy sobie.
Gdy trochę się uspokoiliśmy i mogliśmy normalnie oddychać, mój mąż zaczął szeptać mi na ucho coś po Rosyjsku.
- Kocham Cię, wiem że ty mnie też i domyślam się co może to oznaczać, ale chcę abyś był świadomy, że nie wszystko rozumiem z twoich słów.- powiedziałam tym samym tonem, co on wyszeptał pierwsze zdanie wyznania.
Ostrożnie wyszedł ze mnie i położył się obok. Przytuliłam się, a on zamknął mnie w swoich ramionach. Było nam bardzo przyjemnie.
- Przeczytasz wszystko w tej książce. Mówię ci, niektóre zdania, pisane w Akademii.- użył słów z rosyjskiego, które znałam, dzięki czemu mogłam go zrozumieć. A Bielikow nie musiał się męczyć z angielskim.
Dalej szeptał mi wyznania i wszystkie swoje przemyślenia z czasów naszych treningów. A ja świadoma tego, dałam się otulić Morfeuszowi, śniąc o tamtych beztroskich czasach, gdy nasza miłość była największym problemem i nie podejrzewaliśmy nawet, co na nas czeka w przyszłości. Ile przeszkód, ale i szczęścia. Nie oddałabym tego za nic w świecie. Bo to ta przeszłość budowała naszą teraźniejszość i wiem, że tak samo jak każda nasza decyzja teraz, będzie miała wkład w naszą przyszłość. Ale to tylko od nas zależy, czy spędzimy ją razem.
_____________________________________________________
Macie tu nowy rozdział. Miał być wczoraj, za pustkę przedwczoraj, ale spóźniłam się o 10 minut. Ach ten czas. Też uważacie, że leci za szybko. Oczywiście po za Romitri. Rany nie wiedziałam, że to będzie tak się dłużyć. Chciałam ich położyć spać już jakieś dwa rozdziały temu, ale co poradzić. Można tylko czytać dalej. Mam nadzieję, że się podoba. I jutro Dymitra, jak i innych imprezowiczów będzie męczył kac morderca. Zostaje nam jedyne życzyć im powodzenia.
- Co.. co...- zaczął znowu się męczyć z anglojęzycznym zwrotem.
Położyłam mu dłonie na ramionach i pocałowałam mocno w szyję. Zaczęłam podgryzać mu skórę, lizać i ssać. Celowo ocierałam się o jego krocze, na którym już było wybrzuszenie. Odsunęłam się i popatrzyłam mu w oczy.
- Złap mnie, jeśli potrafisz.- szepnęłam i ruszyłam szybkim krokiem w stronę domu. Przez dzieci nie mogłam biegać. On przez zataczanie, też był wolny, ale i tak szybszy niż ja. Na szczęście stał chwilę w osłupieniu i miałam kilka minut przewagi. Weszłam do domu i lekko potruchtałam przez pokoje. Już miałam wskoczyć na schody, gdy silne ręce złapały mnie, lecącą w powietrzu. Jednak Dymitr przecenił współgranie stabilności gruntu z jego równowagą i poleciał do tyłu, a ja na niego. Zaczęliśmy się śmiać. Strażnik usiadł z wyprostowanymi nogami. Siedziałam na nim, opierając się o jego umięśniony tors. Ukochany oplótł mnie ramionami i przytulił mocniej do siebie, całując po karku.
- Zła... złapałem cie. Dasz mi buzi?- szepnął z trudem.
- Najpierw sypialnia, później buzi.- użyłam jego słowa i się zaśmiałam. Mąż patrzył na mnie oczkami szczeniaczka.- No wiesz, zawsze możesz spać na kanapie, skoro to zadanie cię przerasta.- podpuszczałam go.
- Nie pzersta. Jecze po...pokaże ci co ja..ja umem.- wydukał i wypiął pierś. "Biedak" zaśmiałam się w duchu.
A nie mówiłam, że tak będzie?!
- To co towarzyszu? Idziesz na małą, ciasną, zimną i małomówną kanapę, czy podejmujesz się wyzwania wejść po schodach. Nagroda to upojna noc z piękną, seksowną, dość wygadaną osiemnastolatką.- przybrałam kuszącą pozę.
Na reakcję nie czekałam długo. Przerzucił mnie sobie przez ramię i zaczął wspinaczkę na górę. Nawet dobrze mu szlo. Robiłam trochę za balast, dzięki czemu zachowywał równowagę. Gdy pokonaliśmy schody postawił mnie i wbił szybko w moje usta. Odwzajemniłam pocałunek, wypuszczając jego język. Wolnym krokiem weszliśmy do naszego pokoju. Dymitr mocnym kopnięciem zamknął drzwi. Na szczęście nie trzasnęły za mocno. Teraz już nic go nie mogło powstrzymać. Nas. Gdzieś w kąt spadła moja kurtka, do której dołączył jego prochowiec. Jednym ruchem zdjął mi tunikę i zaczął rozpinać moje spodnie. Musiałam mu trochę pomóc. Upity Dymitr ma też swoje wady. Trochę się boję Dymitra na kacu. Lissa mówiła, że ze mną nie dało się wytrzymać. Pamiętam, jak Christian dodał, że ze mną żako kiedy da się wytrzymać. Choć nigdy mu tego nie powiem, to lubię tego moroja. Jest jedynym, z którym mogę się tak droczyć. Do rzeczywistości przywróciło mnie coś miękkiego pod plecami. Teraz leżałam na łóżku pod mężem, w samej bieliźnie. Nie podobało mi się to, że Bielikow jest jeszcze ubrany. Moje chłodne dłonie wślizgnęły się mu pod koszulkę. Ale nie przejął się tym za bardzo zajęty zapięciem od stanika. Niech się trochę pomęczyć, a ja w tym czasie wezmę przyjemność dla siebie. Skupiłam się na pocałunkach. Mimo smaku alkoholu, nadal było to cudowne uczucie, porywające mnie do nieba z moim prywatnym bogiem. Może nawet te procenty dodawały ostrości w doznawaniu jego ust. Całował mnie mocno i zachłannie. Siła przebijała lekkim zdenerwowanie, brakiem współpracy z biustonoszem. Ale dzielny nie poddawał się. Zawsze miał angielską cierpliwość. W końcu górna część mojej bielizny trafiła na podłogę. Nagle przypomniał sobie, że sam też musi być nagi. Szybko zdjął swoją koszulkę. Mogłam w końcu popatrzeć i dotknąć jego umięśnionej klaty. Lekko się niecierpliwił, ale dał mi się nacieszyć. Było pomyśleć o tym wcześniej. Sam nie ucierpiał na tym. Miał co oglądać. Po kilku minutach na nowo do siebie przylegliśmy. Szybko pozbyliśmy się reszty ubrań, podczas gdy strażnik pieścił moją szyję. Gdy oboje byliśmy jak nas pan Bóg stworzył, zaczął ustami schodzić niżej. Na dłużej zatrzymał się przy moich piersiach. Jęczałam cicho, gdy palcami masował moje skutki. Następny przystanek zrobił sobie na brzuchu. Zostawiał mokry ślad, obcałowując go wokół pępka. Na koniec zostawił sobie ostatnie pieszczoty. Całował moje miejsce intymne, lizał i pieścił. Zatopiłam dłonie w jego włosach, lekko za nie ciągnąc. Jęczał prosto w moją łechtaczkę. Tą samą drogą wrócił do moich warg. W chwili gdy się nasze usta się spotkały wszedł we mnie. Nasze stłumione jęki i spania mieszały się z pocałunkami. Uwielbiam te chwile, tylko dla nas. Kto by nie uwielbiał? Z nim? Nie ma mowy. Jestem wielką szczęściarą.
Gdy oboje doszliśmy, Dymitr opadł na mnie bez siły. Jednak uważał na mój brzuch i zagnieżdżone w nim małe istotki. Sapaliśmy ciężko. Byłam teraz najszczęśliwszą kobietą na świecie, mając go na sobie, w sobie i przy sobie.
Gdy trochę się uspokoiliśmy i mogliśmy normalnie oddychać, mój mąż zaczął szeptać mi na ucho coś po Rosyjsku.
- Kocham Cię, wiem że ty mnie też i domyślam się co może to oznaczać, ale chcę abyś był świadomy, że nie wszystko rozumiem z twoich słów.- powiedziałam tym samym tonem, co on wyszeptał pierwsze zdanie wyznania.
Ostrożnie wyszedł ze mnie i położył się obok. Przytuliłam się, a on zamknął mnie w swoich ramionach. Było nam bardzo przyjemnie.
- Przeczytasz wszystko w tej książce. Mówię ci, niektóre zdania, pisane w Akademii.- użył słów z rosyjskiego, które znałam, dzięki czemu mogłam go zrozumieć. A Bielikow nie musiał się męczyć z angielskim.
Dalej szeptał mi wyznania i wszystkie swoje przemyślenia z czasów naszych treningów. A ja świadoma tego, dałam się otulić Morfeuszowi, śniąc o tamtych beztroskich czasach, gdy nasza miłość była największym problemem i nie podejrzewaliśmy nawet, co na nas czeka w przyszłości. Ile przeszkód, ale i szczęścia. Nie oddałabym tego za nic w świecie. Bo to ta przeszłość budowała naszą teraźniejszość i wiem, że tak samo jak każda nasza decyzja teraz, będzie miała wkład w naszą przyszłość. Ale to tylko od nas zależy, czy spędzimy ją razem.
_____________________________________________________
Macie tu nowy rozdział. Miał być wczoraj, za pustkę przedwczoraj, ale spóźniłam się o 10 minut. Ach ten czas. Też uważacie, że leci za szybko. Oczywiście po za Romitri. Rany nie wiedziałam, że to będzie tak się dłużyć. Chciałam ich położyć spać już jakieś dwa rozdziały temu, ale co poradzić. Można tylko czytać dalej. Mam nadzieję, że się podoba. I jutro Dymitra, jak i innych imprezowiczów będzie męczył kac morderca. Zostaje nam jedyne życzyć im powodzenia.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
sobota, 21 maja 2016
ROZDZIAŁ 145
- Ko...kotku. Tylko jeden. Malu... malutki.- odezwał się po rosyjsku.
Od przeszło dwudziestu minut, Dymitr namawia mnie do wypicia kieliszka wódki. Dobrze wiedział, że postanowiłam nic nie pić. Ale trudno się na niego gniewać. Jest pijany i nie myśli racjonalnie. Już nie zliczę ile wypił, ale małe ilości to nie były. Nigdy nie widziałam go w tym stanie. Mimo dużego upojenia alkoholowego, zachowywał się w miarę taktowanie i uprzejmie. W akademii na takiej imprezie, chłopacy zarywają do panienek, aby tylko je przelecieć. A on tylko głaszcze mnie po udzie. Nikt na to nie zwraca uwagi. Bo po co? Są dla nich lepsze widoki. Np. dziwki w sukienkach takich, że ledwo biodra zasłaniają, nie mówiąc o tyłku. Ale mój mąż jeśli patrzy na kobietę, to tylko na mnie. W tłumie mignęli mi gdzieś Mark i Oksana. Na pewno, też byli już wystawieni. Nagle poczułam coś chłodnego i twardego na wargach. Był to kieliszek z alkoholem.
- Dymitr!- odepchnęłam od ust naczynie.- Odpuść.
Nie mam ochoty.
- Roza...- uśmiechnął się do mnie. Nagle zaczął całować moją szyję. Uśmiechnęłam się. Zrobiło mi się przyjemnie.
- No zgoda. - wpadłam na pomysł.- Ale pod jednym warunkiem.
- Je...ja...jakim.- aż się dziwię, że tyle już umiem zrozumieć.
Zabrałam mu szkło z ręki i podałam Soni. Byłyśmy umówione, na taką okoliczność. Jako jego siostra, przewidziała taką sytuację.
- Pocałuj mnie.
Długo nie musiałam czekać. Ukochany wbił się w moje wargi, oplatając mnie ramionami. Nagle okazało się, że siedzę na nim w rozkroku. Nie przeszkadzało mi to, bo i tak większość nie będzie nic pamiętać. Również nie słyszałam, żeby mój mąż się skarżył. Po chwili odsunęliśmy się, złapać powietrze. Bielikow od razu przykleił się do mojej szyi. Zaczęłam mruczeć cicho mu do ucha. Co chwilę szeptał moje imię. Dłońmi zjechał na moje pośladki, lekko je ściskając. Jęknęłam.
- Roza... - nie rozumiałam słów, ale mogłam się ich domyśleć. Przekaz był dość dosadny. Chciał przenieść imprezę do sypialni.
- Już ci się tu znudziło, towarzyszu?- droczyłam się z nim. Następny potok nieznanych mi słów.
- Bielikow. Albo przerzucisz się na angielski, albo możesz zapomnieć o sexie.- odsunęłam się, patrząc na niego poważnie.
- Roza. Cze...mu je...jesta ta...taka suuro...surowa?- popatrzył na moje usta, spełniając moje polecenie.
Widziałam jak bardzo chce się na mnie rzucić. Nawet przy tym tłumie by się ze mną kochał. To był zupełnie inny Dymitr, niż ten, który mnie uczył. Ale kocham go, jakikolwiek jest. Ma wiele twarzy, a ja chcę znać je wszystkie. Ale jedno się nie zmieniło. Nie zrobi tego, bo mnie kocha i wie, że to by mi się nie podobało. Zbliżyłam się na tyle, na ile pozwalał mi mój brzuch. Lekko, ale zmysłowo musnęłam jego wargi, na co on odpowiedział żarliwym pocałunkiem. Całował mnie dziko i zachłannie.
- To co mówiłeś?- spytałam gdy mój ukochany, po zaspokojeniu pragnienie, wrócił do mojej szyi.
Jedna dłoń bawiła się moimi włosami, obejmując mnie tak, abym nie spadła. Za to drugą położył Jedna dłoń bawiła się moimi włosami, obejmując mnie tak, abym nie spadła. Za to drugą położył mi na karku, jeżdżąc palcem po moich tatuażach. Tak dobrze je znał, że nawet pijany nie zbacza z linii. Zaczęłam ciągnąć go za długie włosy. Jęknął przyjemnie w moją szyję.
- Najpierw po..powdziałem, że chcę Cibe Roza. A tera....raz jestem go..goto....wy zrbić to, na...nawet na tam stole. - Szepnął, a mi zrobiło się gorąco. Mimo wszystko nie umiałam powstrzymać chichiotu. On tak słodko się jąka.- A póź...niej, móiłem, że nig...nig..nigdy mi sie nie znu...dzi gdy ba..by...bedziesz przy...przy mnie.
Zauważyłam, że mówienie sprawia mu coraz większą trudność.
- A dasz radę zanieść mnie do sypialni?- postanowiłam trochę go pokusić.
- Roza...- nie powiedział więcej. Tylko mnie pocałował. Po kilku minutach, może godzinach, nie wiem, odkleiliśmy się od siebie. Oddychaliśmy ciężko.
Chciałam wstać i iść do domu, ale mnie zatrzymał.
- Roza... kiali...kile...kiele...- nie umiał się wysłowić, a ja nie rozumiałam o co mu chodzi. Przypomniałam sobie początek naszej rozmowy, gdy popatrzył na Sonię. Kieliszek z wódka. Odwróciłam się do starszej Bielikówny, a ta podała mi szkło. Wypiłam wszystko jednym haustem opróżniłam naczynie. Jak się spodziewałam była tam tylko woda. Tak jak się umawialiśmy. - Dzięki siostra.- szepnęłam jej tak, aby Dymitr tego nie słyszał.
- Czego nie robi się dla rodziny.- uśmiechnęła się, co ja odwzajemniłam.
- No to choć skarbie.- poklepałam ukochanego, schodząc
- No to choć skarbie.- poklepałam ukochanego, schodząc mu z kolan. Mój mąż z ochotą wstał, ale niebezpiecznie się zachwiał. Pomogłam mu zachować równowagę.
- Dzia...Dzien...Dzi...- dalej się męczył. Wybuchłam śmiechem. - Nie ma za co towarzyszu.- wciąż się śmiałam.- Nie ma za co. Ale musimy znaleźć twoją mamę.
- Ches... powdzieć je.. jej co bedzia...bedzy...- machnął ręką i mnie pocałował. Oczywiście zrozumiałam co chce powiedzieć.
- Nie. To nasza sprawa. Ale powiemy, że dla nas to koniec imprezy.
- dlya nashey partii zakanchivayetsya v spal'ne. ( dla nas impreza skończy się w sypialni.)- mruknął mi do ucha i zaczął całować mnie po szyi. Tak. O wiele lepiej mówić mu po Rosyjsku. Uwielbiam jego akcent.
- Wiesz co?- powiedziałam, próbując pozbierać myśli w składane zdanie. Ale było to trudne z jego ciepłymi ust na szyi.- My...myślę, że lepiej... twój akce... nie przestawaj.- jęknęłam przyjemnie. Podałam się jego dotykowi. Jego dłonie wdarły się pod moją bluzkę. Na początku miałam ochotę na więcej, ale gęsia skórka przypomniała mi, że jesteśmy na dworze. Odsunęłam się od niego.- Czy to ci wygląda na sypialnię?- spytałam patrząc w jego oczy. Widziałam w nich miłość i pożądanie, choć sam wzrok był nieobecny z powodu dużej ilości promili we krwi.
- Roza... Tam... za del...dal...
- Przestań się męczyć. Nie mogę tego słuchać. Im szybciej znajdziemy Olenę, tym szybciej będziemy w sypialni.
Po chwili znaleźliśmy panią domu. Siedziała i rozmawiała ze swoimi znajomymi. Nie była pijana. Pewnie nie spożyła z byt dużo alkoholu.
- Olena...- zaczęłam.
- Rose... mówiłam, że masz się do mnie zwracać mamo.- przerwała mi.
- Dobrze mamo. My się będziemy zbierać, bo Dymitr ledwo stoi na nogach.
- Dobrze dzieci.- zaśmiała się, gdy mój mąż próbował już zdjąć moją bluzkę. Straciłam jego dłoń, lekko zażenowana. To dalej była jego matka.- O i została u nas Ola. Nie chce wracać do domu, po tym co zrobił jej i tobie Wincenty. Nie spodziewałam się tego po nim.
- Ja też.- przyznałam jej rację.- zawsze był dobrze wychowany. No jak na licealistę. A tu takie coś.
- Ola pewnie śpi w którymś pokoju. Nie chciała z nikim gadać, wzięła trzy butelki wódki i poszła do domu. Pewnie gdzieś tam śpi, upita do nieprzytomności. I muszę ci pogratulować szacunku. Po tym jak Dymitr sprał tamtego moroja, w twojej obronie stanęli inni. Najbardziej ten twój przyjaciel...- chwilę się zastanawiała.
- Eddie?- podsunęłam.
- Tak. Właśnie on.
- Będę musiała z nią jutro porozmawiać. A yeraz się pożegnamy. Ognisko i tak już się kończy.
- Dobranoc dzieci.
- Dobranoc.- odpowiedziałam i pociągnęłam Dymitr za sobą, w kierunku domu.
Od przeszło dwudziestu minut, Dymitr namawia mnie do wypicia kieliszka wódki. Dobrze wiedział, że postanowiłam nic nie pić. Ale trudno się na niego gniewać. Jest pijany i nie myśli racjonalnie. Już nie zliczę ile wypił, ale małe ilości to nie były. Nigdy nie widziałam go w tym stanie. Mimo dużego upojenia alkoholowego, zachowywał się w miarę taktowanie i uprzejmie. W akademii na takiej imprezie, chłopacy zarywają do panienek, aby tylko je przelecieć. A on tylko głaszcze mnie po udzie. Nikt na to nie zwraca uwagi. Bo po co? Są dla nich lepsze widoki. Np. dziwki w sukienkach takich, że ledwo biodra zasłaniają, nie mówiąc o tyłku. Ale mój mąż jeśli patrzy na kobietę, to tylko na mnie. W tłumie mignęli mi gdzieś Mark i Oksana. Na pewno, też byli już wystawieni. Nagle poczułam coś chłodnego i twardego na wargach. Był to kieliszek z alkoholem.
- Dymitr!- odepchnęłam od ust naczynie.- Odpuść.
Nie mam ochoty.
- Roza...- uśmiechnął się do mnie. Nagle zaczął całować moją szyję. Uśmiechnęłam się. Zrobiło mi się przyjemnie.
- No zgoda. - wpadłam na pomysł.- Ale pod jednym warunkiem.
- Je...ja...jakim.- aż się dziwię, że tyle już umiem zrozumieć.
Zabrałam mu szkło z ręki i podałam Soni. Byłyśmy umówione, na taką okoliczność. Jako jego siostra, przewidziała taką sytuację.
- Pocałuj mnie.
Długo nie musiałam czekać. Ukochany wbił się w moje wargi, oplatając mnie ramionami. Nagle okazało się, że siedzę na nim w rozkroku. Nie przeszkadzało mi to, bo i tak większość nie będzie nic pamiętać. Również nie słyszałam, żeby mój mąż się skarżył. Po chwili odsunęliśmy się, złapać powietrze. Bielikow od razu przykleił się do mojej szyi. Zaczęłam mruczeć cicho mu do ucha. Co chwilę szeptał moje imię. Dłońmi zjechał na moje pośladki, lekko je ściskając. Jęknęłam.
- Roza... - nie rozumiałam słów, ale mogłam się ich domyśleć. Przekaz był dość dosadny. Chciał przenieść imprezę do sypialni.
- Już ci się tu znudziło, towarzyszu?- droczyłam się z nim. Następny potok nieznanych mi słów.
- Bielikow. Albo przerzucisz się na angielski, albo możesz zapomnieć o sexie.- odsunęłam się, patrząc na niego poważnie.
- Roza. Cze...mu je...jesta ta...taka suuro...surowa?- popatrzył na moje usta, spełniając moje polecenie.
Widziałam jak bardzo chce się na mnie rzucić. Nawet przy tym tłumie by się ze mną kochał. To był zupełnie inny Dymitr, niż ten, który mnie uczył. Ale kocham go, jakikolwiek jest. Ma wiele twarzy, a ja chcę znać je wszystkie. Ale jedno się nie zmieniło. Nie zrobi tego, bo mnie kocha i wie, że to by mi się nie podobało. Zbliżyłam się na tyle, na ile pozwalał mi mój brzuch. Lekko, ale zmysłowo musnęłam jego wargi, na co on odpowiedział żarliwym pocałunkiem. Całował mnie dziko i zachłannie.
- To co mówiłeś?- spytałam gdy mój ukochany, po zaspokojeniu pragnienie, wrócił do mojej szyi.
Jedna dłoń bawiła się moimi włosami, obejmując mnie tak, abym nie spadła. Za to drugą położył Jedna dłoń bawiła się moimi włosami, obejmując mnie tak, abym nie spadła. Za to drugą położył mi na karku, jeżdżąc palcem po moich tatuażach. Tak dobrze je znał, że nawet pijany nie zbacza z linii. Zaczęłam ciągnąć go za długie włosy. Jęknął przyjemnie w moją szyję.
- Najpierw po..powdziałem, że chcę Cibe Roza. A tera....raz jestem go..goto....wy zrbić to, na...nawet na tam stole. - Szepnął, a mi zrobiło się gorąco. Mimo wszystko nie umiałam powstrzymać chichiotu. On tak słodko się jąka.- A póź...niej, móiłem, że nig...nig..nigdy mi sie nie znu...dzi gdy ba..by...bedziesz przy...przy mnie.
Zauważyłam, że mówienie sprawia mu coraz większą trudność.
- A dasz radę zanieść mnie do sypialni?- postanowiłam trochę go pokusić.
- Roza...- nie powiedział więcej. Tylko mnie pocałował. Po kilku minutach, może godzinach, nie wiem, odkleiliśmy się od siebie. Oddychaliśmy ciężko.
Chciałam wstać i iść do domu, ale mnie zatrzymał.
- Roza... kiali...kile...kiele...- nie umiał się wysłowić, a ja nie rozumiałam o co mu chodzi. Przypomniałam sobie początek naszej rozmowy, gdy popatrzył na Sonię. Kieliszek z wódka. Odwróciłam się do starszej Bielikówny, a ta podała mi szkło. Wypiłam wszystko jednym haustem opróżniłam naczynie. Jak się spodziewałam była tam tylko woda. Tak jak się umawialiśmy. - Dzięki siostra.- szepnęłam jej tak, aby Dymitr tego nie słyszał.
- Czego nie robi się dla rodziny.- uśmiechnęła się, co ja odwzajemniłam.
- No to choć skarbie.- poklepałam ukochanego, schodząc
- No to choć skarbie.- poklepałam ukochanego, schodząc mu z kolan. Mój mąż z ochotą wstał, ale niebezpiecznie się zachwiał. Pomogłam mu zachować równowagę.
- Dzia...Dzien...Dzi...- dalej się męczył. Wybuchłam śmiechem. - Nie ma za co towarzyszu.- wciąż się śmiałam.- Nie ma za co. Ale musimy znaleźć twoją mamę.
- Ches... powdzieć je.. jej co bedzia...bedzy...- machnął ręką i mnie pocałował. Oczywiście zrozumiałam co chce powiedzieć.
- Nie. To nasza sprawa. Ale powiemy, że dla nas to koniec imprezy.
- dlya nashey partii zakanchivayetsya v spal'ne. ( dla nas impreza skończy się w sypialni.)- mruknął mi do ucha i zaczął całować mnie po szyi. Tak. O wiele lepiej mówić mu po Rosyjsku. Uwielbiam jego akcent.
- Wiesz co?- powiedziałam, próbując pozbierać myśli w składane zdanie. Ale było to trudne z jego ciepłymi ust na szyi.- My...myślę, że lepiej... twój akce... nie przestawaj.- jęknęłam przyjemnie. Podałam się jego dotykowi. Jego dłonie wdarły się pod moją bluzkę. Na początku miałam ochotę na więcej, ale gęsia skórka przypomniała mi, że jesteśmy na dworze. Odsunęłam się od niego.- Czy to ci wygląda na sypialnię?- spytałam patrząc w jego oczy. Widziałam w nich miłość i pożądanie, choć sam wzrok był nieobecny z powodu dużej ilości promili we krwi.
- Roza... Tam... za del...dal...
- Przestań się męczyć. Nie mogę tego słuchać. Im szybciej znajdziemy Olenę, tym szybciej będziemy w sypialni.
Po chwili znaleźliśmy panią domu. Siedziała i rozmawiała ze swoimi znajomymi. Nie była pijana. Pewnie nie spożyła z byt dużo alkoholu.
- Olena...- zaczęłam.
- Rose... mówiłam, że masz się do mnie zwracać mamo.- przerwała mi.
- Dobrze mamo. My się będziemy zbierać, bo Dymitr ledwo stoi na nogach.
- Dobrze dzieci.- zaśmiała się, gdy mój mąż próbował już zdjąć moją bluzkę. Straciłam jego dłoń, lekko zażenowana. To dalej była jego matka.- O i została u nas Ola. Nie chce wracać do domu, po tym co zrobił jej i tobie Wincenty. Nie spodziewałam się tego po nim.
- Ja też.- przyznałam jej rację.- zawsze był dobrze wychowany. No jak na licealistę. A tu takie coś.
- Ola pewnie śpi w którymś pokoju. Nie chciała z nikim gadać, wzięła trzy butelki wódki i poszła do domu. Pewnie gdzieś tam śpi, upita do nieprzytomności. I muszę ci pogratulować szacunku. Po tym jak Dymitr sprał tamtego moroja, w twojej obronie stanęli inni. Najbardziej ten twój przyjaciel...- chwilę się zastanawiała.
- Eddie?- podsunęłam.
- Tak. Właśnie on.
- Będę musiała z nią jutro porozmawiać. A yeraz się pożegnamy. Ognisko i tak już się kończy.
- Dobranoc dzieci.
- Dobranoc.- odpowiedziałam i pociągnęłam Dymitr za sobą, w kierunku domu.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
czwartek, 19 maja 2016
ROZDZIAŁ 144
Nagle na biodrach poczułam czyjeś ręce. Ale nie należały do Dymitra. Odwróciłam się szybko do tyłu.
- Co się tak boisz Róża?- zaśmiał się Wincenty.
- Ja się nie boję.- powiedziałam, delikatnie strącając jego dłonie z bioder.- A ty się upiłeś.
- Jak każdy, kto może. Hej, mała co się dzieje?- spytał przesuwając się bliżej i oplatając mnie ramionami. Odepchnęłam go, ale on nic sobie z tego nie zrobił. Przysunął się bliżej mnie.- Róża nie uciekaj ode mnie.
- Wincenty! Przestań! Ja mam męża, a ty narzeczoną.
- Ale kocham tylko ciebie skarbie.- podszedł bardzo blisko, przypierając do ściany pokoju.- Od zawsze byłaś mi najbliższa. Kocham cię. Proszę powiedz mi to samo. Wiem, że tak jest. Nie musisz udawać.
- Proszę, puść mnie. Nie chcę zrobić ci krzywdy.
Zaczęłam oddychać ciężko ze strachu. On też, ale z podniecenia. Jeszcze nigdy go takiego nie widziałam. Bałam się. Nagle pocałował mnie. Chciałam go odsunąć, ale był silny. Zablokował mi ręce w nadgarstka, a nogi uwięził w piasku. Byłam bezbronna. Nie cierpię tego. Po moich policzkach zaczęły spływać łzy. Nagle pocałunkami zszedł na moją szyję.
- Zostaw mnie! -Chciałam krzyczeć dalej, ale przejechał kłami po mojej tętnicy. Jęknęłam mimowolnie. To nie było zależne ode mnie. Głupia reakcja mojego głupiego ciała. On szybko się oderwał. W jego oczach widziałam szaleństwo i pożądanie.
- Już to kiedyś robiłaś. Tęsknisz za tym?- pokręciłam przecząco głową, za co mnie uderzył.- Kłamiesz! Każdy karmiciel za tym tęskni.- znowu przejechał zębami po mojej szyi. Przeszedł mnie dreszcz. Chciałam krzyczeć, ale nie mogłam.- Męczysz się. Zakończę twoje cierpienie.-
Całował moją szyję, aż doszedł do tętnicy. Już miał się wbić, gdy nagle mnie puścił i upadł na ziemię. Jednak nie stracił przytomności. Przede mną stała Wiki, gotowa do walki. Ale to był pijany Wincenty. A taki jest nieobliczalny. Moroj powoli się podniósł.
- Co smarkulo? Chcesz być następna?- zaśmiał się szatańsko.
- Zostaw moją siostrę w spokoju.- warknęła.
- Bo co mi zrobisz?- zadrwił.- Głupie nic nie warte dampirzyce. Nadajecie się tylko na dziwki sprzedające krew. Nic więcej.
Bielikówna rzuciła się na niego. Jednak on specjalizował się w magi ziemi( przestaję lubić ten żywioł.). Sprawił, że podłoga zafalowała, a dziewczyna upadła na ścianę.
- Biegnij po Dymitra!- krzyknęłam. Zwróciłam tym na siebie uwagę wampira. Młodej nie trzeba było dwa razy powtarzać. Gdy moroj na nowo się odwrócił, jej już nie było.
- Niech biegnie. Twój rycerzyk jest schlany w cztery dupy. Nic już ci nie pomoże.- na nowo przyszpilił mnie do ściany.- to na czym my skończyliśmy?
- Na niczym, bo niczego nie zaczęliśmy. Puść mnie!
- Oj to trzeba to nadrobić.- uśmiechnął się diabelsko.
Wiedziałam, że to już koniec. Zaraz mnie ugryzie i od nowa będę musiała prowadzić wewnętrzny odwyk. Zacisnęłam mocno powieki, czekając na ból w bicia.
Jednak nic takiego nie nastąpiło. Tak jak ja nie umiałam go od siebie odsunąć, tak teraz został ode mnie oderwany jak szmaciana lalka. Otworzyłam powoli oczy. Widok mnie z szokował. Mój Dymitr stał nad Wincentym i dyszał ciężko. Mogłabym się założyć, że jakby się teraz odwrócił, w jego oczach zobaczyła bym żądze mordu.
Podbiegłam i stanęłam między nimi.
- Roza odsuń się.- wycedził głosem zimnym jak lód. Jednak nie okazałam strachu. Wskazałam palcem drzwi.
- Na dwór!- zażądałam. Mój mąż chciał coś powiedzieć, ale nie pozwoliłam mu.- Na górze dzieci śpią, więc jeśli chcecie się bić to po za domem. NA DWÓR!! Ale to już.
- Roza...
- Nie wyraziłam się jasno?! Czy mam powtórzyć po Rosyjsku?!- krzyczałam.
Ukochany uległ. Złapał moroja za kołnierz z tyłu koszuli i wywlekł na zewnątrz.
Całe napięcie mnie opuściło. Opadłam na podłogę zalewając się łzami. Czułam się zdradzona przez przyjaciela.
Postanowiłam trochę się przewietrzyć i zobaczyć, czy ten dupek wciąż żyje.
Wróciłam do ogrodu. Od razu usłyszałam donośny głos ukochanego.
-... jesteś większym chujem od Ralf i Jessego razem wziętych. Nie zasługujesz na Olę. A do mojej żony nawet się nie zbliżaj!
- Ona kocha mnie!- odpyskował moroj. Był cały pobity. Z rozciętej wargi kapała krew, lewe oko podbite. Z powodu alkoholu, ledwo stał na nogach.- Zawsze kochała. Ja to wiem. Nie mówiła ci o listach. Ciągle do mnie wysyłała. Kocha mnie.
Dymitr w sekundzie znalazł się przy nim. Podniósł za brzegi koszuli, na wysokość twarzy i przyparł go do drzewa.
- Zamknij mordę skurwielu. Jakoś nie była wielce cię kochająca przed chwilą. Nie ty byłeś jej pierwszym, nie jechała do ciebie na drugi koniec świata i nie ty jesteś jej mężem. Tylko wiesz kto?- nie czekał na odpowiedz.- Ja! Więc się od niej odpierdol.
- Dymitr.- szepnęłam cicho. Ale on usłyszał. Puścił go i odwrócił się w moją stronę. Jego wzrok nie wyrażał już gniewu. Tylko troskę i miłość.
- Roza...- po chwili już trzymał mnie w ramionach. Odwzajemniłam gest. Ciągle płakałam. Żebym się uspokoiła, ukochany zaczął szeptać mi po Rosyjsku.- Skarbie. Już spokojnie. Nie pozwolę, aby ktoś cię skrzywdził. Jestem tu. Przepraszam.
Odsunęłam się od niego.
-Za... Za co?- spytałam w szoku.
- Znowu nie było mnie przy tobie, kiedy mnie potrzebowałaś. Gdyby nie Wiktoria, nie wiem co by się stało. Jestem beznadziejny.
Przytuliłam się do niego. Nagle siedziałam na jego kolanach. Siedzieliśmy tam gdzie wcześniej, przy ognisku.
- To nie twoja wina. Kto mógł przypuszczać, że pijany posunie się do takich rzeczy. A ty jesteś najlepszym strażnikiem na świecie. Kocham Cię.
- Ja ciebie też Roza. Tak bardzo się bałem...
- Proszę, nie rozmawiamy już o tym. Teraz chcę się zabawić.- powiedziałam. Bielikow jak na zawołanie wbił się w moje usta. Miał takie miękkie, delikatnie wargi. Całował mnie czule z miłością. Od razu wrócił nam humor. Wróciła dawna Rose Hathaway. Oboje byliśmy w centrum uwagi. Czasem z Eddym wspominaliśmy szkołę. Wiktoria lub Sonia tłumaczyły mi wypowiedzi Rosjan, bo mój osobisty tłumacz już chyba zapomniał jak się mówi po angielsku. Rozumiał co inni do niego mówią. Ale odpowiadał w ojczystym języku. Ale był szczęśliwy wśród rodziny i przyjaciół. A to jest najważniejsze.
- Co się tak boisz Róża?- zaśmiał się Wincenty.
- Ja się nie boję.- powiedziałam, delikatnie strącając jego dłonie z bioder.- A ty się upiłeś.
- Jak każdy, kto może. Hej, mała co się dzieje?- spytał przesuwając się bliżej i oplatając mnie ramionami. Odepchnęłam go, ale on nic sobie z tego nie zrobił. Przysunął się bliżej mnie.- Róża nie uciekaj ode mnie.
- Wincenty! Przestań! Ja mam męża, a ty narzeczoną.
- Ale kocham tylko ciebie skarbie.- podszedł bardzo blisko, przypierając do ściany pokoju.- Od zawsze byłaś mi najbliższa. Kocham cię. Proszę powiedz mi to samo. Wiem, że tak jest. Nie musisz udawać.
- Proszę, puść mnie. Nie chcę zrobić ci krzywdy.
Zaczęłam oddychać ciężko ze strachu. On też, ale z podniecenia. Jeszcze nigdy go takiego nie widziałam. Bałam się. Nagle pocałował mnie. Chciałam go odsunąć, ale był silny. Zablokował mi ręce w nadgarstka, a nogi uwięził w piasku. Byłam bezbronna. Nie cierpię tego. Po moich policzkach zaczęły spływać łzy. Nagle pocałunkami zszedł na moją szyję.
- Zostaw mnie! -Chciałam krzyczeć dalej, ale przejechał kłami po mojej tętnicy. Jęknęłam mimowolnie. To nie było zależne ode mnie. Głupia reakcja mojego głupiego ciała. On szybko się oderwał. W jego oczach widziałam szaleństwo i pożądanie.
- Już to kiedyś robiłaś. Tęsknisz za tym?- pokręciłam przecząco głową, za co mnie uderzył.- Kłamiesz! Każdy karmiciel za tym tęskni.- znowu przejechał zębami po mojej szyi. Przeszedł mnie dreszcz. Chciałam krzyczeć, ale nie mogłam.- Męczysz się. Zakończę twoje cierpienie.-
Całował moją szyję, aż doszedł do tętnicy. Już miał się wbić, gdy nagle mnie puścił i upadł na ziemię. Jednak nie stracił przytomności. Przede mną stała Wiki, gotowa do walki. Ale to był pijany Wincenty. A taki jest nieobliczalny. Moroj powoli się podniósł.
- Co smarkulo? Chcesz być następna?- zaśmiał się szatańsko.
- Zostaw moją siostrę w spokoju.- warknęła.
- Bo co mi zrobisz?- zadrwił.- Głupie nic nie warte dampirzyce. Nadajecie się tylko na dziwki sprzedające krew. Nic więcej.
Bielikówna rzuciła się na niego. Jednak on specjalizował się w magi ziemi( przestaję lubić ten żywioł.). Sprawił, że podłoga zafalowała, a dziewczyna upadła na ścianę.
- Biegnij po Dymitra!- krzyknęłam. Zwróciłam tym na siebie uwagę wampira. Młodej nie trzeba było dwa razy powtarzać. Gdy moroj na nowo się odwrócił, jej już nie było.
- Niech biegnie. Twój rycerzyk jest schlany w cztery dupy. Nic już ci nie pomoże.- na nowo przyszpilił mnie do ściany.- to na czym my skończyliśmy?
- Na niczym, bo niczego nie zaczęliśmy. Puść mnie!
- Oj to trzeba to nadrobić.- uśmiechnął się diabelsko.
Wiedziałam, że to już koniec. Zaraz mnie ugryzie i od nowa będę musiała prowadzić wewnętrzny odwyk. Zacisnęłam mocno powieki, czekając na ból w bicia.
Jednak nic takiego nie nastąpiło. Tak jak ja nie umiałam go od siebie odsunąć, tak teraz został ode mnie oderwany jak szmaciana lalka. Otworzyłam powoli oczy. Widok mnie z szokował. Mój Dymitr stał nad Wincentym i dyszał ciężko. Mogłabym się założyć, że jakby się teraz odwrócił, w jego oczach zobaczyła bym żądze mordu.
Podbiegłam i stanęłam między nimi.
- Roza odsuń się.- wycedził głosem zimnym jak lód. Jednak nie okazałam strachu. Wskazałam palcem drzwi.
- Na dwór!- zażądałam. Mój mąż chciał coś powiedzieć, ale nie pozwoliłam mu.- Na górze dzieci śpią, więc jeśli chcecie się bić to po za domem. NA DWÓR!! Ale to już.
- Roza...
- Nie wyraziłam się jasno?! Czy mam powtórzyć po Rosyjsku?!- krzyczałam.
Ukochany uległ. Złapał moroja za kołnierz z tyłu koszuli i wywlekł na zewnątrz.
Całe napięcie mnie opuściło. Opadłam na podłogę zalewając się łzami. Czułam się zdradzona przez przyjaciela.
Postanowiłam trochę się przewietrzyć i zobaczyć, czy ten dupek wciąż żyje.
Wróciłam do ogrodu. Od razu usłyszałam donośny głos ukochanego.
-... jesteś większym chujem od Ralf i Jessego razem wziętych. Nie zasługujesz na Olę. A do mojej żony nawet się nie zbliżaj!
- Ona kocha mnie!- odpyskował moroj. Był cały pobity. Z rozciętej wargi kapała krew, lewe oko podbite. Z powodu alkoholu, ledwo stał na nogach.- Zawsze kochała. Ja to wiem. Nie mówiła ci o listach. Ciągle do mnie wysyłała. Kocha mnie.
Dymitr w sekundzie znalazł się przy nim. Podniósł za brzegi koszuli, na wysokość twarzy i przyparł go do drzewa.
- Zamknij mordę skurwielu. Jakoś nie była wielce cię kochająca przed chwilą. Nie ty byłeś jej pierwszym, nie jechała do ciebie na drugi koniec świata i nie ty jesteś jej mężem. Tylko wiesz kto?- nie czekał na odpowiedz.- Ja! Więc się od niej odpierdol.
- Dymitr.- szepnęłam cicho. Ale on usłyszał. Puścił go i odwrócił się w moją stronę. Jego wzrok nie wyrażał już gniewu. Tylko troskę i miłość.
- Roza...- po chwili już trzymał mnie w ramionach. Odwzajemniłam gest. Ciągle płakałam. Żebym się uspokoiła, ukochany zaczął szeptać mi po Rosyjsku.- Skarbie. Już spokojnie. Nie pozwolę, aby ktoś cię skrzywdził. Jestem tu. Przepraszam.
Odsunęłam się od niego.
-Za... Za co?- spytałam w szoku.
- Znowu nie było mnie przy tobie, kiedy mnie potrzebowałaś. Gdyby nie Wiktoria, nie wiem co by się stało. Jestem beznadziejny.
Przytuliłam się do niego. Nagle siedziałam na jego kolanach. Siedzieliśmy tam gdzie wcześniej, przy ognisku.
- To nie twoja wina. Kto mógł przypuszczać, że pijany posunie się do takich rzeczy. A ty jesteś najlepszym strażnikiem na świecie. Kocham Cię.
- Ja ciebie też Roza. Tak bardzo się bałem...
- Proszę, nie rozmawiamy już o tym. Teraz chcę się zabawić.- powiedziałam. Bielikow jak na zawołanie wbił się w moje usta. Miał takie miękkie, delikatnie wargi. Całował mnie czule z miłością. Od razu wrócił nam humor. Wróciła dawna Rose Hathaway. Oboje byliśmy w centrum uwagi. Czasem z Eddym wspominaliśmy szkołę. Wiktoria lub Sonia tłumaczyły mi wypowiedzi Rosjan, bo mój osobisty tłumacz już chyba zapomniał jak się mówi po angielsku. Rozumiał co inni do niego mówią. Ale odpowiadał w ojczystym języku. Ale był szczęśliwy wśród rodziny i przyjaciół. A to jest najważniejsze.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
środa, 18 maja 2016
ROZDZIAŁ 143
- Rose! Dimka!- usłyszałam głos, wołający nas.
Podeszliśmy do ogniska, szukając jego właściciela. Okazało się, że to woła Ola. Obok niej siedział Mike.
- Ładnie wyglądasz Róża.- powiedział obojętnie, choć jego oczy pokazywały, że jest inaczej. Lustrował mnie wzrokiem, z dziwnym błyskiem. Popatrzyłam na ukochanego, aby upewnić się, że tego nie widzi. Niestety. Gdyby wzrok mógł zabić, moroj leżałby już martwy. Przytuliłam się do jego ramienia. Jego spojrzenie od razu złagodniało.
- Dziękuję.- odpowiedziałam, już spokojniejsza. Nie chciałam, żeby się kłócili o mnie. Zawsze i tak wybrałabym Bielikowa.
Strażnik rzucił jakiś komplement przyjaciółce, ale to bardziej z grzeczności.
Impreza zaczęła się rozkręcać. Alkohol się lał, kiełbaski piekły nad ogniskiem, a goście pogrążyli się w rozmowach. Zdążyłam usłyszeć jeszcze kilku zabawnych historii, popijając sok.
Po chwili ktoś zawołał mojego męża. Chciałam poczekać, ale on pociągnął mnie za sobą. Każdy z obecnych dostał po kieliszku. W większości była w nich ruska wódka, ale ja, Sonia i Wiktoria dostałyśmy zwykłą wodę lub soki. Dzieciaki biegły do około i się bawiły. Lili szybko się za klimatyzowała. Dobrze dogadywała się z innymi, a zwłaszcza z Pawką.
Ukochany pociągnął mnie za rękę i po chwili stałam z nim na jakimś korzeniu jak na podium. Wszyscy patrzyli na nas, ale nie czułam się skrępowana. Bo był ze mną Dymitr. Zachowywał się swobodnie. Zaczął mówić z kieliszkiem uniesionym w górę. Wznosił toast. Najpierw po Rosyjsku, a później przerzucił się na angielski.
- Dziękuję wam, za przyjście. Przez ostatni tydzień, razem ze strażnikami z Dworu i dampirami chętnymi do walki ze strzygami, braliśmy udział w misji powierzonej przez samą królową Wasylissę.- w tym momencie wśród zgromadzonych dało się słyszeć pomruki aprobaty i zachwytu. To uświadomiło mi, jak wielkim szacunkiem moja przyjaciółka cieszy się w tym społeczeństwie. W sumie nie ma co się dziwić.- Walczyliśmy z nieśmiertelnymi w różnych zakątkachSyberii, a zwłaszcza w Nowosybirsku. Nasza akcja zakończyła się sukcesem.- Cały tłum zaczął wiwatować. Bielikow ucieszył ich gestem dłoni.- Jednak nie obyło się bez poległych. Wielu zapłaciło za to życiem. Jeszcze więcej straciło bliskich. Ojców, matki, rodzeństwo, synów, córek, ukochanych.- przy ostatnim spojrzał na mnie. Później wrócił wzrokiem do zgromadzonych.- Oddajmy im cześć, jaka im się należy. Bo dzięki ich ofierze, możemy być spokojniejsi o nasze życie.- wylał połowę zawartości kieliszka na ziemię. Reszta poszła w jego ślady.- Dziękuję wszystkim moim towarzyszą z Ameryki, za oddanie służbie. Rodzinie i przyjaciołom za zorganizowanie ogniska oraz przyjście. I mojej kochanej Rozie, że jest całym moim światem.- skończył wypijając ze wszystkimi zawartość kieliszka, po czym zrobił coś takiego, czego nigdy bym się po nim nie spodziewał. Pocałował mnie. Ale nie delikatnie, a wręcz namiętnie i długo. Na oczach całej Bai plus strażników z Dworu. Ale nie przeszkadzało mi to. Nic już mi nie przeszkadzało. Chciałam tak trwać wiecznie. Z jego ustami na swoich.
- Kocham Cię Roza.- szepnął mi, wśród oklasków i wiwatów.
Impreza nabrała tempa. Siedzieliśmy na kłodach przy ognisku, słuchając wspomnienia z dzieciństwa przyjaciół ukochanego. Z każdym kieliszkiem wódki Dymitr stawał się coraz bardziej odważny. W pewnym momencie po prostu posadził mnie sobie na kolanach i zaczął głaskać po udach. Od razu poczułam ciepło emitujące z jego dłoni i w podbrzuszu.
Po jakimś czasie sok w szklance mi się skończył. Chciałam zejść z kolan męża i napełnić naczynie, ale powstrzymała mnie jego ręką, która przeszła z mojego uda na brzuch.
- Roza chcesz mnie zostawić.- spytał lekko zachrypniętym głosem.
- Jesteś pijany.- zauważyłam.
- W..w cale, że n...nie.- zająknął się, jednym haustem odróżniają kieliszek.
- Przecież widzę.
- Roza to tylko jeden raz. To się więcej nie powtórzy. Ale nie zostawiaj mnie. Tak bardzo Cię kocham. Czemu mi to robisz?
Przewróciłam oczami.
- Wrócę do ciebie zaraz. Obiecuję.- powiedziałam, wbijając się w jego wargi i kładąc mu dłonie na klatce piersiowej.
- No..no dobrze. Ale szybko.- poprosił, zwalniając uścisk.
Zgrabnie się z niego ześlizgnęłam i poszłam do stolika z piciem. Nalałam sobie Coca-Coli do pełna i chciałam wracać. W tłumie dostrzegłam dzieci przysypiające na kocu do zabawy. To nie najlepszy pomysł, aby stały na dworze. Jest już zimno. Podeszłam do nich.
- Lili, Pawka. Weźcie Zoje i wróćcie do domu. Widzę, że jesteście zmęczeni.
Dzieciaki zlewając wykonały moje polecenie. Od prowadziłam je do środka i usłyszałam płacz Łuki. Oni poszli do swoich pokoi, po piżamki, a ja zajrzałam do najmłodszego członka rodziny. Wzięłam go na ręce.
- Co się dzieje mały? Czemu płaczesz?- spytałam jakbym wierzyła, że mi odpowie. Blondyn od razu się uśmiechnął i zaczął łapać moje włosy. Zaśmiałam się cicho, co wywołało u niego jeszcze szerszy uśmiech. Był podobny do Dymitra, tylko różnili się jasnymi włosami i oczami. Te pewnie ma po ojcu. Usiadłam z nim na łóżku Soni i zaczęłam nim kołysać nucąc według mnie uspokajającą melodie. Po chwili blondyn słodko spał. Położyłam go z powrotem do kojca. Przykryłam go kocykiem i pogłaskałam po małej główce. Wyszłam po cichu zamykając drzwi. Zaglądnęłam do pokoju Zoji czy śpi. To co tam zobaczyłam, bardzo mnie wzruszyło.Lili i Pawka słodko spali na łóżku chłopca. Za to jego siostra siedziała i gaworzyła. Gdy tylko weszłam do środka, spojrzała na mnie.
- Ciocia Rose.- szczęśliwa zaklaskała w dłonie.
- Tak. Ale ciszej, bo obudzisz brata. A ty czemu nie spisz?
- Nie chcie śpać.- powiedziała tuż przed ziewnięciem.
- No oczywiście. Choć do cioci.
Mała wyciągnęła do mnie malutkie rączki. Położyłam ją do łóżeczka i przykryłam.
- Медвежонок(Medvezhonok)- zawołała kiedy odeszłam kilka kroków.- Медвежонок.
- Miś?- rozejrzałam się po pokoju. Na półce obok samochodów Pawki, siedziały maskotki. Jedna to był jasny miś ubrany w zieloną bluzę z kapturem i kieszonką. Wzięłam go i podałam dziewczynce. Ta mocno się w niego wtuliła.
- Dźieńkuję.- wysepleniła słodko.
- Nie ma za co. Dobranoc.
- Pa pa.
Jeszcze przed wyjściem z pokoju przykryłam starsze dzieci. Wyglądały uroczo. Bardzo się w ten krótki czas ze sobą zżyli. Razem się bawią, zabawiają Zoje, czasami Łukę. Gdzie jedno tam drugie. Pawka jako, że zna otoczenie pilnuje Lili i ją oprowadza. Zachowują się jak rodzeństwo. Tak zdobywa się takich przyjaciół jak Mason i Witek.
Podeszliśmy do ogniska, szukając jego właściciela. Okazało się, że to woła Ola. Obok niej siedział Mike.
- Ładnie wyglądasz Róża.- powiedział obojętnie, choć jego oczy pokazywały, że jest inaczej. Lustrował mnie wzrokiem, z dziwnym błyskiem. Popatrzyłam na ukochanego, aby upewnić się, że tego nie widzi. Niestety. Gdyby wzrok mógł zabić, moroj leżałby już martwy. Przytuliłam się do jego ramienia. Jego spojrzenie od razu złagodniało.
- Dziękuję.- odpowiedziałam, już spokojniejsza. Nie chciałam, żeby się kłócili o mnie. Zawsze i tak wybrałabym Bielikowa.
Strażnik rzucił jakiś komplement przyjaciółce, ale to bardziej z grzeczności.
Impreza zaczęła się rozkręcać. Alkohol się lał, kiełbaski piekły nad ogniskiem, a goście pogrążyli się w rozmowach. Zdążyłam usłyszeć jeszcze kilku zabawnych historii, popijając sok.
Po chwili ktoś zawołał mojego męża. Chciałam poczekać, ale on pociągnął mnie za sobą. Każdy z obecnych dostał po kieliszku. W większości była w nich ruska wódka, ale ja, Sonia i Wiktoria dostałyśmy zwykłą wodę lub soki. Dzieciaki biegły do około i się bawiły. Lili szybko się za klimatyzowała. Dobrze dogadywała się z innymi, a zwłaszcza z Pawką.
Ukochany pociągnął mnie za rękę i po chwili stałam z nim na jakimś korzeniu jak na podium. Wszyscy patrzyli na nas, ale nie czułam się skrępowana. Bo był ze mną Dymitr. Zachowywał się swobodnie. Zaczął mówić z kieliszkiem uniesionym w górę. Wznosił toast. Najpierw po Rosyjsku, a później przerzucił się na angielski.
- Dziękuję wam, za przyjście. Przez ostatni tydzień, razem ze strażnikami z Dworu i dampirami chętnymi do walki ze strzygami, braliśmy udział w misji powierzonej przez samą królową Wasylissę.- w tym momencie wśród zgromadzonych dało się słyszeć pomruki aprobaty i zachwytu. To uświadomiło mi, jak wielkim szacunkiem moja przyjaciółka cieszy się w tym społeczeństwie. W sumie nie ma co się dziwić.- Walczyliśmy z nieśmiertelnymi w różnych zakątkachSyberii, a zwłaszcza w Nowosybirsku. Nasza akcja zakończyła się sukcesem.- Cały tłum zaczął wiwatować. Bielikow ucieszył ich gestem dłoni.- Jednak nie obyło się bez poległych. Wielu zapłaciło za to życiem. Jeszcze więcej straciło bliskich. Ojców, matki, rodzeństwo, synów, córek, ukochanych.- przy ostatnim spojrzał na mnie. Później wrócił wzrokiem do zgromadzonych.- Oddajmy im cześć, jaka im się należy. Bo dzięki ich ofierze, możemy być spokojniejsi o nasze życie.- wylał połowę zawartości kieliszka na ziemię. Reszta poszła w jego ślady.- Dziękuję wszystkim moim towarzyszą z Ameryki, za oddanie służbie. Rodzinie i przyjaciołom za zorganizowanie ogniska oraz przyjście. I mojej kochanej Rozie, że jest całym moim światem.- skończył wypijając ze wszystkimi zawartość kieliszka, po czym zrobił coś takiego, czego nigdy bym się po nim nie spodziewał. Pocałował mnie. Ale nie delikatnie, a wręcz namiętnie i długo. Na oczach całej Bai plus strażników z Dworu. Ale nie przeszkadzało mi to. Nic już mi nie przeszkadzało. Chciałam tak trwać wiecznie. Z jego ustami na swoich.
- Kocham Cię Roza.- szepnął mi, wśród oklasków i wiwatów.
Impreza nabrała tempa. Siedzieliśmy na kłodach przy ognisku, słuchając wspomnienia z dzieciństwa przyjaciół ukochanego. Z każdym kieliszkiem wódki Dymitr stawał się coraz bardziej odważny. W pewnym momencie po prostu posadził mnie sobie na kolanach i zaczął głaskać po udach. Od razu poczułam ciepło emitujące z jego dłoni i w podbrzuszu.
Po jakimś czasie sok w szklance mi się skończył. Chciałam zejść z kolan męża i napełnić naczynie, ale powstrzymała mnie jego ręką, która przeszła z mojego uda na brzuch.
- Roza chcesz mnie zostawić.- spytał lekko zachrypniętym głosem.
- Jesteś pijany.- zauważyłam.
- W..w cale, że n...nie.- zająknął się, jednym haustem odróżniają kieliszek.
- Przecież widzę.
- Roza to tylko jeden raz. To się więcej nie powtórzy. Ale nie zostawiaj mnie. Tak bardzo Cię kocham. Czemu mi to robisz?
Przewróciłam oczami.
- Wrócę do ciebie zaraz. Obiecuję.- powiedziałam, wbijając się w jego wargi i kładąc mu dłonie na klatce piersiowej.
- No..no dobrze. Ale szybko.- poprosił, zwalniając uścisk.
Zgrabnie się z niego ześlizgnęłam i poszłam do stolika z piciem. Nalałam sobie Coca-Coli do pełna i chciałam wracać. W tłumie dostrzegłam dzieci przysypiające na kocu do zabawy. To nie najlepszy pomysł, aby stały na dworze. Jest już zimno. Podeszłam do nich.
- Lili, Pawka. Weźcie Zoje i wróćcie do domu. Widzę, że jesteście zmęczeni.
Dzieciaki zlewając wykonały moje polecenie. Od prowadziłam je do środka i usłyszałam płacz Łuki. Oni poszli do swoich pokoi, po piżamki, a ja zajrzałam do najmłodszego członka rodziny. Wzięłam go na ręce.
- Co się dzieje mały? Czemu płaczesz?- spytałam jakbym wierzyła, że mi odpowie. Blondyn od razu się uśmiechnął i zaczął łapać moje włosy. Zaśmiałam się cicho, co wywołało u niego jeszcze szerszy uśmiech. Był podobny do Dymitra, tylko różnili się jasnymi włosami i oczami. Te pewnie ma po ojcu. Usiadłam z nim na łóżku Soni i zaczęłam nim kołysać nucąc według mnie uspokajającą melodie. Po chwili blondyn słodko spał. Położyłam go z powrotem do kojca. Przykryłam go kocykiem i pogłaskałam po małej główce. Wyszłam po cichu zamykając drzwi. Zaglądnęłam do pokoju Zoji czy śpi. To co tam zobaczyłam, bardzo mnie wzruszyło.Lili i Pawka słodko spali na łóżku chłopca. Za to jego siostra siedziała i gaworzyła. Gdy tylko weszłam do środka, spojrzała na mnie.
- Ciocia Rose.- szczęśliwa zaklaskała w dłonie.
- Tak. Ale ciszej, bo obudzisz brata. A ty czemu nie spisz?
- Nie chcie śpać.- powiedziała tuż przed ziewnięciem.
- No oczywiście. Choć do cioci.
Mała wyciągnęła do mnie malutkie rączki. Położyłam ją do łóżeczka i przykryłam.
- Медвежонок(Medvezhonok)- zawołała kiedy odeszłam kilka kroków.- Медвежонок.
- Miś?- rozejrzałam się po pokoju. Na półce obok samochodów Pawki, siedziały maskotki. Jedna to był jasny miś ubrany w zieloną bluzę z kapturem i kieszonką. Wzięłam go i podałam dziewczynce. Ta mocno się w niego wtuliła.
- Dźieńkuję.- wysepleniła słodko.
- Nie ma za co. Dobranoc.
- Pa pa.
Jeszcze przed wyjściem z pokoju przykryłam starsze dzieci. Wyglądały uroczo. Bardzo się w ten krótki czas ze sobą zżyli. Razem się bawią, zabawiają Zoje, czasami Łukę. Gdzie jedno tam drugie. Pawka jako, że zna otoczenie pilnuje Lili i ją oprowadza. Zachowują się jak rodzeństwo. Tak zdobywa się takich przyjaciół jak Mason i Witek.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
wtorek, 17 maja 2016
ROZDZIAŁ 142
Właśnie kończyłam się czesać. Ciągle zastanawiało mnie zachowanie męża. Jeszcze nigdy nie widziałam go takiego. Nie wiem, co nagle w nas wstąpiło, ale bardzo mi się podobało. Czułam się jak nastolatka, którą w gruncie rzeczy jestem. Tyle, że nie psychicznie. Teraz biorę odpowiedzialności za życie Lissy. Nie mam czasu na imprezy, czy zabawy. Dzięki Dymitrowi dorosłam do tej roli, ale jednak brakuje mi takiego beztroskiego stylu bycia. Kto normalny ma ślub i jest w ciąży w wieku osiemnastu lat? Ale czy na pewno tyle mam. Nie czuję różnicy wieku, między mną, a ukochanym. Jestem doroślejsza. Mimo to prawie godzinę temu, mój dwudziestopięcioletni mentor, pocałował mnie, jak nastolatek dziewczynę na korytarzu szkoły, nie przejmujący się widownią. Zapewne gdybyśmy my mieli jakaś, do tego zbliżenia by nie doszło. Co nie zmienia faktu, że jego zachowanie nie odzwierciedla wieku, a tym bardziej opinie, jaką ma. I dobrze. Odmładzam go. Pomagam się zmienić, tak jak chciał. Tak rozmyślając założyłam drugiego kolczyka.
Z zamyślenia wyrywa mnie pukanie do drzwi.
- Rose, jesteś gotowa?
"O wilku mowa"-uśmiechnęłam się do swoich myśli.
Spryskałam się jeszcze odrobiną perfum i otworzyłam drzwi. To co zobaczyłam po ich drugiej stronie wmurowało mnie w podłogę.
Dymitr miał na sobie czerwoną koszulkę z jakimś rosyjskim napisem i jeansy poszarpane na kolanach i udach.
- Roza! Wyglądasz... przepięknie.- odezwał się po dłuższej chwili mój mąż. Przyglądał mi się z zachwytem. Czy ja wiem, czy beczułka może wyglądać pięknie? No ale to Dymitr. Dla niego chcę zawsze być piękna.
Włosy okalały moją drobną twarz, podkreślając brąz oczu. Z tyłu, na rozpuszczone fale opadał cienki warkocz. Na siebie ubrałam bordową tunika i czarne rurki ze złotymi ćwiekami. Na to zarzuciłam kurtkę z materiału imitujące skórę w ciemnym brązie.
- Dziękuję. Ty też całkiem całkiem.- z zalotną miną dotknęłam, palcem wskazującym, lekko pomalowane błyszczykiem usta.
- Kusisz, Roza.
- Mówisz?- nie przestawałam się uśmiechać.
Ukochany jednym ruchem objął mnie ramieniem w tali i przyciągnął, wybijając się zachłannie w moje wargi.
- Oczywiście skarbie.-mruknął mi do ucha.- A po ognisku do kończymy, co zaczęliśmy godzinę temu.- Obiecanki, cacanki. Wiem, jak wyglądają te wasze ogniska. Wrócisz pewnie schlany, a jutro kac nie pozwoli ci wstać z łóżka.
- Rose widziałaś mnie kiedyś upitego?- spojrzał na mnie, unosząc jedną brew. Też tak bym chciała umieć.
- Nie, ale słyszałam. I pewnie to zmieni się dzisiaj.- pocałowałam go.- Kochanie nie chcę się z tobą kłócić. Chodź bo pewnie już na nas czekają.
Złapałam go za ramię i pociągnęłam do drzwi. O dziwo ruszył za mną i przytulił do siebie.
- Roza. Nie wiem, jak ty to robisz, ale nie umiem na ciebie się długo gniewać.
- A gniewasz się na mnie?- spytałam.
Strażnik popatrzył mi w oczy. Była w nich miłość i troska.
- Nie. Nie umiem. Kocham Cię Roza. Za bardzo. Jesteś moim narkotykiem, ale nie lubię odwyków.
- Też cię Kocham. Ale nie rozumiem jednego. Czemu jak się obudziłeś szeptałeś moje imię? Przecież chciałeś się ode mnie odsunąć.
Dymitr zmarszczył czoło, myśląc nad odpowiedzią. Wyglądał słodko. Tak w ciszy doszliśmy do schodów. On zamyślony, a ja napawająca się tym boskim widokiem.
Nagle mój mąż się zatrzymał. Popatrzył na mnie i...mocno pocałował. Utonęłam w słodyczy jego ust. Były takie miękkie i delikatnie, a jednocześnie drapieżne. Wydawały się być czym nieosiągalnym, zabronionym. Ale to tylko wrażenie, wspomnienia z czasów akademii. Teraz mam do nich pełne prawo. Są moje, tak samo jak ich właściciel. Nawet nie zauważyłam, kiedy niósł mnie w dół schodów.
- Podstępne towarzyszu. Ale odpowiesz na moje pytanie.
- Nie teraz Rose.
- Dlaczego?!- udałam obrażoną.
- To nie najlepszy pomysł. Zły czas i miejsce. Zrobimy to później. Kiedy będzie mi i tobie łatwiej.
- Ej, to mój tekst.
- Tak i przypomniał mi, że musimy pogadać.
- To w mojej sprawie. A z ciebie wyduszę to jeszcze dziś.- gdy zeszliśmy na dół, w końcu postawił mnie na ziemi.- i nie myśl, że będę cię dźwigać na górę. Jak zaśniesz gdzieś na dworze to tam zostaniesz.
- Roza nie doceniasz mnie. Zapominasz, że mam twardą głowę.
- No dobra.- pociągnęłam go i wyszliśmy do ogrodu, gdzie płonęło wielkie ognisko.
_________________________________________________
To jest tak na szybko. Jutro będzie dokończenie rozdziału.
Zmieniłam zdanie. Podoba mi się tak jak jest. Mam nadzieję, że się podoba. Jak zawsze liczę na wasze jakże motywujące i wspaniałe komentarze.💖
Z zamyślenia wyrywa mnie pukanie do drzwi.
- Rose, jesteś gotowa?
"O wilku mowa"-uśmiechnęłam się do swoich myśli.
Spryskałam się jeszcze odrobiną perfum i otworzyłam drzwi. To co zobaczyłam po ich drugiej stronie wmurowało mnie w podłogę.
Dymitr miał na sobie czerwoną koszulkę z jakimś rosyjskim napisem i jeansy poszarpane na kolanach i udach.
- Roza! Wyglądasz... przepięknie.- odezwał się po dłuższej chwili mój mąż. Przyglądał mi się z zachwytem. Czy ja wiem, czy beczułka może wyglądać pięknie? No ale to Dymitr. Dla niego chcę zawsze być piękna.
Włosy okalały moją drobną twarz, podkreślając brąz oczu. Z tyłu, na rozpuszczone fale opadał cienki warkocz. Na siebie ubrałam bordową tunika i czarne rurki ze złotymi ćwiekami. Na to zarzuciłam kurtkę z materiału imitujące skórę w ciemnym brązie.
- Dziękuję. Ty też całkiem całkiem.- z zalotną miną dotknęłam, palcem wskazującym, lekko pomalowane błyszczykiem usta.
- Kusisz, Roza.
- Mówisz?- nie przestawałam się uśmiechać.
Ukochany jednym ruchem objął mnie ramieniem w tali i przyciągnął, wybijając się zachłannie w moje wargi.
- Oczywiście skarbie.-mruknął mi do ucha.- A po ognisku do kończymy, co zaczęliśmy godzinę temu.- Obiecanki, cacanki. Wiem, jak wyglądają te wasze ogniska. Wrócisz pewnie schlany, a jutro kac nie pozwoli ci wstać z łóżka.
- Rose widziałaś mnie kiedyś upitego?- spojrzał na mnie, unosząc jedną brew. Też tak bym chciała umieć.
- Nie, ale słyszałam. I pewnie to zmieni się dzisiaj.- pocałowałam go.- Kochanie nie chcę się z tobą kłócić. Chodź bo pewnie już na nas czekają.
Złapałam go za ramię i pociągnęłam do drzwi. O dziwo ruszył za mną i przytulił do siebie.
- Roza. Nie wiem, jak ty to robisz, ale nie umiem na ciebie się długo gniewać.
- A gniewasz się na mnie?- spytałam.
Strażnik popatrzył mi w oczy. Była w nich miłość i troska.
- Nie. Nie umiem. Kocham Cię Roza. Za bardzo. Jesteś moim narkotykiem, ale nie lubię odwyków.
- Też cię Kocham. Ale nie rozumiem jednego. Czemu jak się obudziłeś szeptałeś moje imię? Przecież chciałeś się ode mnie odsunąć.
Dymitr zmarszczył czoło, myśląc nad odpowiedzią. Wyglądał słodko. Tak w ciszy doszliśmy do schodów. On zamyślony, a ja napawająca się tym boskim widokiem.
Nagle mój mąż się zatrzymał. Popatrzył na mnie i...mocno pocałował. Utonęłam w słodyczy jego ust. Były takie miękkie i delikatnie, a jednocześnie drapieżne. Wydawały się być czym nieosiągalnym, zabronionym. Ale to tylko wrażenie, wspomnienia z czasów akademii. Teraz mam do nich pełne prawo. Są moje, tak samo jak ich właściciel. Nawet nie zauważyłam, kiedy niósł mnie w dół schodów.
- Podstępne towarzyszu. Ale odpowiesz na moje pytanie.
- Nie teraz Rose.
- Dlaczego?!- udałam obrażoną.
- To nie najlepszy pomysł. Zły czas i miejsce. Zrobimy to później. Kiedy będzie mi i tobie łatwiej.
- Ej, to mój tekst.
- Tak i przypomniał mi, że musimy pogadać.
- To w mojej sprawie. A z ciebie wyduszę to jeszcze dziś.- gdy zeszliśmy na dół, w końcu postawił mnie na ziemi.- i nie myśl, że będę cię dźwigać na górę. Jak zaśniesz gdzieś na dworze to tam zostaniesz.
- Roza nie doceniasz mnie. Zapominasz, że mam twardą głowę.
- No dobra.- pociągnęłam go i wyszliśmy do ogrodu, gdzie płonęło wielkie ognisko.
_________________________________________________
Zmieniłam zdanie. Podoba mi się tak jak jest. Mam nadzieję, że się podoba. Jak zawsze liczę na wasze jakże motywujące i wspaniałe komentarze.💖
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
poniedziałek, 16 maja 2016
ROZDZIAL 141
Do samochodu wróciliśmy po godzinie. Nasza miłość wykluczyła istnienie czegoś takiego jak czas. Mi to się podobało. Nie słyszałam również, aby Dymitr narzekał. Wręcz przeciwnie. Chciał zatrzymać mnie tam na zawsze. Co pokazał, przeszkadzając mi w ubieraniu się. Ten człowiek jest niemożliwy. Ale czego ja nie zrobię dla niego? Jest tylko jedna rzecz, której nigdy nie zrobiłam. Siedzenie w miejscu, gdy inni walczą lub mają kłopoty. Nie cierpię stać i się przyglądać, jeśli mogę pomóc. Wtedy muszę coś robić. Ale po za tym, wszystko o co mnie poprosi, wykonam. Nigdy nie widziałam w tym problemu, ponieważ mu ufam.
Jednak siłą rzeczy, musieliśmy wracać. Oczywiście wcześniej mizialiśmy się na jego wystarczająco dużym łóżku. Nie zajmowaliśmy dużo miejsca. Byliśmy szczupli, a ja w połowie leżałam na Bielikowie.
W drodze ma dół, mój mąż załatwił ostatnie sprawy z akcją. Okazało się, że jeszcze nie wrócili do domów. Ale powoli się zbierają i najpóźniej jutro opuszczą Rosję. I dobrze. Ich rodziny na pewno się martwią. Gorzej z tymi, którzy już nigdy nie wrócą do domu. Dla każdego utrata bliskiej osoby jest trudna. Wiem to, z własnego doświadczenia. Niby mam przy sobie ukochanego i Masona, ale ból po utracie ich został w moich wspomnieniach.
Kiedy wyszliśmy z budynku, uderzyło mnie chłodne powietrze. Była druga połowa listopada, więc zbliżała się zima. A my jesteśmy na Syberii. Dymitr może mówić co chce, ale tu i tak bywa chłodniej niż u nas. Zadrżałam z zimna. Mąż zauważając to, zdjął swój kowbojski płaszcz i założył mi na ramiona. Jedną ręką objął mnie w pasie i złapał moją dłoń, a w drugiej splótł swoje palce z moimi bliżej jego ciała przekładając za swoimi plecami. I tak objęci szliśmy do Jeepa.
- Dłużej się nie dało?- spytał zaczepnie mój przyjaciel.
- Dałoby się, ale mieliśmy pewne komplikacje.- Dymitr spojrzał na mnie z uśmiechem, poruszając brwiami do góry.
- A zwłaszcza ten pan.- wskazałam głową na męża.
- Strażnik, kochanie. Ten strażnik.- Bielikow jak dżentelmen otworzył mi drzwi od samochodu. Wsiadłam do środka, a za mną ukochany.
- Czepiasz się, towarzyszu.- stwierdziłam zapinając pasy.
- Roza, spróbuj zasnąć. Tak szybciej minie ci podróż.- odezwał się mój mąż, po kilku minutach jazdy. Tak też zrobiłam. Oparłam się o ramię Dymitra i pogrążyłam w słodkim śnie.
- Roza. Czas wstawać.- usłyszałam aksamitny głos ze słodkim, rosyjskim akcentem. Uśmiechnęłam się błogo.- Pięknie się uśmiechasz, ale otwórz jeszcze te swoje, cudne oczka.
Niechętnie podniosłam ciężkie powieki, spodziewając się rażącego światła. Jednak, ku mojemu zadowoleniu, i to dużemu, od razu utonęłam w czekoladowym brązie tęczówek ukochanego. Nie wiele myśląc złapałem go za kark i przyciągnęłam. Zdziwiony, w ostatniej chwili zaparł się mocniej rękoma na łóżku i nie poleciał całym ciężarem na mnie. Ale nie powstrzymał naszych ust od zetknięcia się. ukląkł tak, że znalazłam się pomiędzy jego kolanami. Zadrżałam, gdy dłonie, wolne od ciężaru ciała zaczęły pięści i rozgrzewać moją skórę. Z ust wydostał mi się cichy jęk rozkoszy, pod wpływem jego palców na moich piersiach.
- Roza, nie teraz...- jęknął, zanim na nowo wbiłam mu się w wargi.
- Dlaczego?- spytałam w kolejnej przerwie.
Nagle Dymitr odsunął się i wyprostował. Dopiero teraz zauważyłam, że jest bez koszulki i nie siedzimy w samochodzie. Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Leżałam na łóżku w jego pokoju. Poprawka. Naszym pokoju.
- Skąd się tu wzięłam? Czyżby ktoś mnie przyniósł?- popatrzyłam znacząco na męża.
- Tak słodko wyglądasz gdy...
- ...gdy śpię.- dokończyłam za niego.- Tak wiem. Już się powinnam przyzwyczaić. To czemu teraz przerywasz ten słodki sen?
- Za godzinę będzie ognisko na cześć naszej misji, która dla mnie jest podwójnym sukcesem.- ekscytował się mój ukochany. Rzadko widziałam go tak rozluźnionego.- Zaproszeni będą cały nasz zespół, a raczej ci, którzy przeżyli.- na chwilę uśmiech zszedł mu z ust. Podczas jego wywodu zaczęłam się zbierać.
- Taki nasz zawód.- chwyciłam go z ramię.- Każdy z nas jest świadomy, że może zginąć. Biorąc na siebie znak obietnicy, stajemy się odpowiedzialni za nasze wybory. I musimy walczyć do końca.
Strażnik uśmiechnął się do mnie smutno. Chwycił moją dłoń ze swojego ramienia i ją pocałował.
- Roza, od kiedy ty jesteś taka mądra?- w jego oczach była czułość i miłość.
- Miałam mądrego i wspaniałego nauczyciela.
- Dziękuję Roza.- delikatnie musnął moje wargi swoimi.
- Za co?- zdziwiłam się.
- Za wszystko.
- To ja dziękuję, towarzyszu.- tym razem inicjatywa pocałunku wyszła z mojej strony. Ale nie był on słodki, no nie do końca. Był namiętny, napełniony miłością.
- Kocham Cię Roza.
- Kocham Cię towarzyszu.
- Uwielbiam jak tak do mnie mówisz.
- Wiem.- powiedziałam odwracając się i podeszłam do walizki. Ściągnęłam swoją koszulę i zaczęłam przeszukiwać ubrania, które mogłyby nadawać się na ognisko pod koniec jesieni.- Ale teraz muszę się szykować, a ty pewnie masz wiele rzeczy do zrobienia.
- W sumie wole zostać tu.
Nagle poczułam na tali jego silne ramiona. A sekundę temu siedział na łóżku. Odwrócił mnie w swoją stronę i pocałował łapczywie. Oddałam pocałunek. Na plecach poczułam ścianę. Ukochany przycisnął mnie do niej całym ciałem, unieruchamiając moje nadgarstki nad głową. Jego usta ani na chwilę nie odkleiły się od moich. Napierał nimi na moje. Końcówką języka musnął mi dolną wargę, prosząc o dostęp. Bez wahania dałam mu go. Nasze języki rozpoczęły gorący taniec. W jego gestach i oczach wyczuwałam pożądanie. Puścił moje ręce, które od jakiegoś czasu były splecione z jego palcami. Zjechał mi dłońmi na pośladki i lekko je ścisnął. Jęknęłam z przyjemności. Po chwili podniósł mnie za uda, a ja oplotłam go nogami w biodrach. Zatopiłam palce w aksamitnych włosach Dymitra i rozczesywałam mu je palcami. Sprawiało mu to przyjemność, ponieważ westchnął błogo w moje usta. Nie świadomie, rozpieszczałam dłonie, dotykiem jego umięśnionej, wciąż nagiej klaty i brzucha. Moglibyśmy tak trwać w nie skończonych, ale zabrakło nam powietrza. Odkleiliśmy się od siebie. Ja stanęłam na równe nogi. Patrzyliśmy na siebie, starając się uspokoić szalejące serca i szybkie oddechy.
- Może jednak sprawdzę, czy nie potrzebują mojej pomocy.- mój ukochany pocałował mnie w czoło i wyszedł, uprzednio zakładając koszulkę. A ja stałam uśmiechnięta i bez zdolności do jakiegokolwiek ruchu. Powoli docierało do mnie, co tu się przed chwilą stało. Wróciłam do szukania ciuchów, ciągle śmiejąc się jak głupia do sera.
________________________________________________________
Wiem, że dość późno, ale ostatnio coraz gorzej u mnie z weną. Mam pomysły na dalsze części i wydarzenia, ale jakoś staram się zapełnić luki między nimi. Mam nadzieję, że nie zanudzam. Jak by co to dajcie znać w komentarzach. Wszystkie uwagi mile widziane. :-*
Jednak siłą rzeczy, musieliśmy wracać. Oczywiście wcześniej mizialiśmy się na jego wystarczająco dużym łóżku. Nie zajmowaliśmy dużo miejsca. Byliśmy szczupli, a ja w połowie leżałam na Bielikowie.
W drodze ma dół, mój mąż załatwił ostatnie sprawy z akcją. Okazało się, że jeszcze nie wrócili do domów. Ale powoli się zbierają i najpóźniej jutro opuszczą Rosję. I dobrze. Ich rodziny na pewno się martwią. Gorzej z tymi, którzy już nigdy nie wrócą do domu. Dla każdego utrata bliskiej osoby jest trudna. Wiem to, z własnego doświadczenia. Niby mam przy sobie ukochanego i Masona, ale ból po utracie ich został w moich wspomnieniach.
Kiedy wyszliśmy z budynku, uderzyło mnie chłodne powietrze. Była druga połowa listopada, więc zbliżała się zima. A my jesteśmy na Syberii. Dymitr może mówić co chce, ale tu i tak bywa chłodniej niż u nas. Zadrżałam z zimna. Mąż zauważając to, zdjął swój kowbojski płaszcz i założył mi na ramiona. Jedną ręką objął mnie w pasie i złapał moją dłoń, a w drugiej splótł swoje palce z moimi bliżej jego ciała przekładając za swoimi plecami. I tak objęci szliśmy do Jeepa.
- Dłużej się nie dało?- spytał zaczepnie mój przyjaciel.
- Dałoby się, ale mieliśmy pewne komplikacje.- Dymitr spojrzał na mnie z uśmiechem, poruszając brwiami do góry.
- A zwłaszcza ten pan.- wskazałam głową na męża.
- Strażnik, kochanie. Ten strażnik.- Bielikow jak dżentelmen otworzył mi drzwi od samochodu. Wsiadłam do środka, a za mną ukochany.
- Czepiasz się, towarzyszu.- stwierdziłam zapinając pasy.
- Roza, spróbuj zasnąć. Tak szybciej minie ci podróż.- odezwał się mój mąż, po kilku minutach jazdy. Tak też zrobiłam. Oparłam się o ramię Dymitra i pogrążyłam w słodkim śnie.
***
Poczułam lekkie szturchanie.- Roza. Czas wstawać.- usłyszałam aksamitny głos ze słodkim, rosyjskim akcentem. Uśmiechnęłam się błogo.- Pięknie się uśmiechasz, ale otwórz jeszcze te swoje, cudne oczka.
Niechętnie podniosłam ciężkie powieki, spodziewając się rażącego światła. Jednak, ku mojemu zadowoleniu, i to dużemu, od razu utonęłam w czekoladowym brązie tęczówek ukochanego. Nie wiele myśląc złapałem go za kark i przyciągnęłam. Zdziwiony, w ostatniej chwili zaparł się mocniej rękoma na łóżku i nie poleciał całym ciężarem na mnie. Ale nie powstrzymał naszych ust od zetknięcia się. ukląkł tak, że znalazłam się pomiędzy jego kolanami. Zadrżałam, gdy dłonie, wolne od ciężaru ciała zaczęły pięści i rozgrzewać moją skórę. Z ust wydostał mi się cichy jęk rozkoszy, pod wpływem jego palców na moich piersiach.
- Roza, nie teraz...- jęknął, zanim na nowo wbiłam mu się w wargi.
- Dlaczego?- spytałam w kolejnej przerwie.
Nagle Dymitr odsunął się i wyprostował. Dopiero teraz zauważyłam, że jest bez koszulki i nie siedzimy w samochodzie. Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Leżałam na łóżku w jego pokoju. Poprawka. Naszym pokoju.
- Skąd się tu wzięłam? Czyżby ktoś mnie przyniósł?- popatrzyłam znacząco na męża.
- Tak słodko wyglądasz gdy...
- ...gdy śpię.- dokończyłam za niego.- Tak wiem. Już się powinnam przyzwyczaić. To czemu teraz przerywasz ten słodki sen?
- Za godzinę będzie ognisko na cześć naszej misji, która dla mnie jest podwójnym sukcesem.- ekscytował się mój ukochany. Rzadko widziałam go tak rozluźnionego.- Zaproszeni będą cały nasz zespół, a raczej ci, którzy przeżyli.- na chwilę uśmiech zszedł mu z ust. Podczas jego wywodu zaczęłam się zbierać.
- Taki nasz zawód.- chwyciłam go z ramię.- Każdy z nas jest świadomy, że może zginąć. Biorąc na siebie znak obietnicy, stajemy się odpowiedzialni za nasze wybory. I musimy walczyć do końca.
Strażnik uśmiechnął się do mnie smutno. Chwycił moją dłoń ze swojego ramienia i ją pocałował.
- Roza, od kiedy ty jesteś taka mądra?- w jego oczach była czułość i miłość.
- Miałam mądrego i wspaniałego nauczyciela.
- Dziękuję Roza.- delikatnie musnął moje wargi swoimi.
- Za co?- zdziwiłam się.
- Za wszystko.
- To ja dziękuję, towarzyszu.- tym razem inicjatywa pocałunku wyszła z mojej strony. Ale nie był on słodki, no nie do końca. Był namiętny, napełniony miłością.
- Kocham Cię Roza.
- Kocham Cię towarzyszu.
- Uwielbiam jak tak do mnie mówisz.
- Wiem.- powiedziałam odwracając się i podeszłam do walizki. Ściągnęłam swoją koszulę i zaczęłam przeszukiwać ubrania, które mogłyby nadawać się na ognisko pod koniec jesieni.- Ale teraz muszę się szykować, a ty pewnie masz wiele rzeczy do zrobienia.
- W sumie wole zostać tu.
Nagle poczułam na tali jego silne ramiona. A sekundę temu siedział na łóżku. Odwrócił mnie w swoją stronę i pocałował łapczywie. Oddałam pocałunek. Na plecach poczułam ścianę. Ukochany przycisnął mnie do niej całym ciałem, unieruchamiając moje nadgarstki nad głową. Jego usta ani na chwilę nie odkleiły się od moich. Napierał nimi na moje. Końcówką języka musnął mi dolną wargę, prosząc o dostęp. Bez wahania dałam mu go. Nasze języki rozpoczęły gorący taniec. W jego gestach i oczach wyczuwałam pożądanie. Puścił moje ręce, które od jakiegoś czasu były splecione z jego palcami. Zjechał mi dłońmi na pośladki i lekko je ścisnął. Jęknęłam z przyjemności. Po chwili podniósł mnie za uda, a ja oplotłam go nogami w biodrach. Zatopiłam palce w aksamitnych włosach Dymitra i rozczesywałam mu je palcami. Sprawiało mu to przyjemność, ponieważ westchnął błogo w moje usta. Nie świadomie, rozpieszczałam dłonie, dotykiem jego umięśnionej, wciąż nagiej klaty i brzucha. Moglibyśmy tak trwać w nie skończonych, ale zabrakło nam powietrza. Odkleiliśmy się od siebie. Ja stanęłam na równe nogi. Patrzyliśmy na siebie, starając się uspokoić szalejące serca i szybkie oddechy.
- Może jednak sprawdzę, czy nie potrzebują mojej pomocy.- mój ukochany pocałował mnie w czoło i wyszedł, uprzednio zakładając koszulkę. A ja stałam uśmiechnięta i bez zdolności do jakiegokolwiek ruchu. Powoli docierało do mnie, co tu się przed chwilą stało. Wróciłam do szukania ciuchów, ciągle śmiejąc się jak głupia do sera.
________________________________________________________
Wiem, że dość późno, ale ostatnio coraz gorzej u mnie z weną. Mam pomysły na dalsze części i wydarzenia, ale jakoś staram się zapełnić luki między nimi. Mam nadzieję, że nie zanudzam. Jak by co to dajcie znać w komentarzach. Wszystkie uwagi mile widziane. :-*
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
Subskrybuj:
Posty (Atom)