Przez kolejne kilka dni byliśmy dla siebie jak przyjaciele. Co chwilę oczywiście jedno, drugie kusiło, ale oboje byliśmy silni ostatnio wyszedł z łazienki przepasany samym ręcznikiem. Myślałam, że najpierw się na niego rzucę, a później go zabiję. Oliwia, po tym jak Maddy zniknęła w niewyjaśnionych okolicznościach(😂), dostała nowy przydział w postaci Angeli Canta. Nawet fajna dziewczyna. Pochodzi z królewskiego rodu, a jej dziadek jest księciem. Drobna blondynka z bursztynowymi oczami. Szybko się u nas zaaklimatyzowała, wciągając swojego brata, Miltona. Niby zwykły flirciarz, ale tak naprawdę szuka prawdziwej miłości. Zaczął kręcić z Oliwią, lecz ona upiera się, że chce być niezależną singielką. I tak przed miłością nie ucieknie. Co do naszej małej zabawy w wilki... skończyła się tak szybko, jak zaczęła. Z dnia na dzień uznali, że to dziecinne i dziwne. Ciocia Sonia nawet łatwo to wyjaśniła. Otóż. Wiadomo, że mam moc wpływu. I że magią można napełnić srebro. To ja tak jakby, napełniłam tą magią rysunki. Nieprawdopodobne, ale jak widać możliwe. Jak teraz się nad tym zastanawiam, to dość wytłumaczalne. Rysując, wkładałam w to całe serce i całkowicie skupiałam się na mojej miłości jaką są wilkołaki. Ale bal się odbędzie. Jedna z zalet przyjaźni z córką dyrektorki to to, że mamy imprezy z okazji urodzin. No i za cztery tygodnie, w sobotę wypadają moje. Akurat ostatni dzień zajęć polowych. Obecnie lądujemy na Dworze i spędzamy tu czas do końca tygodnia. Uznaliśmy, że ja, Felix, Diana, ciocia Lili, wujek Pawka i Jack będziemy spać w domu naszych rodziców. Ale póki co wyszliśmy na stały ląd, gdzie czekali już na nas królewskie małżeństwo z najmłodszymi dziećmi, które póki co nie chodzą jeszcze do Akademii oraz rodzice naszych przyjaciół, to jest Asha, Alice i Dominica. Zielonookiemu od razu w ramiona rzuciła się mała blondynka, moim zdaniem, kserokopia mamy, Eva. Chłopak od raxu ją uścisnął.
- Aśh.- zawołała.
- Hej skarbie.- cmoknął ja w policzek.- Też tęskniłem.
- Córuś.- Lord Ozera rozłożył ramiona.
- Mama! Tata!- Rozi rzuciła im się w objęcia.
Po chwili odsunęli się od siebie, a Królowa spojrzała na nas.
- Chodźcie tu dzieci.- wyciągnęła do nas ręce.
- Hej ciociu.- przytuliłam ją.
- Hej.- odpowiedziała głaszcząc mnie po plecach.- I ty Felix.
Przeniosła się na zaskoczonego bruneta.
- Jak się czujesz, mamo?- spytała z troską morojka.
- Wspaniale.- kobieta uśmiechnęła się szeroko, głaszcząc zaokrąglony brzuszek.
- Chciałam wam kogoś przedstawić.- Dragomirówna wyciągnęła dłoń do Dominica.
Chłopak nie pewnie podszedł i ukłonił się. Małżeństwo patrzyli na niego uważnie.
- Jak się nazywasz chłopcze.- Odezwała się w końcu królowa.
- Dominic Szelski.- ponownie się ukłonił.- Powinienem to zrobić wcześniej, ale nie było zbyt okazji. Chciałbym prosić o pozwolenie na związek z waszą córką.- popatrzył z miłością na blondynkę, która cała się rozpromieniła.
- Będę musiał się zastanowić...- zaczął wujek, ale przerwał, gdy ciocia uderzyła go w brzuch.
- Bardzo miło nam cię poznać. A skoro Rosalie tak cię kocha, to nie widzę przeciwwskazań.- wciąż promieniała dobrym humorem.- A tam, kto się chowa?
Odsunęłam się i dałam znak ukochanemu, żeby podszedł.
- To chłopak Nastki.- zachichotała Oliwia.
- Przyjaciel.- poprawiliśmy oboje.
- Tak? A kto o nim myśli 24 na dobę?- dodał Felix, a ja się zarumieniłam.
Obrażona odwróciłam się do nich plecami, za skrzyżowanymi ramionami.
- Witaj chłopcze.- zaciekawiona spojrzałam za siebie.- Jak się nazywasz?
Blondyn klęczał z nisko pochyloną głową, jakby chciał tym wynagrodzić swoje pochodzenie. Całą drogę się denerwował, bo wiedział jakie stosunki były między jego ojcem, a Królową.
- Jestem Jack Zeklos, Wasza Wysokość.- wciąż się nie podnosił.
Widziałam jak uśmiech znika z twarzy pary królewskiej. Wymienili niepewne spojrzenia, następnie patrząc na mnie. Miałam nadzieję, że nie pogonią go gdzie pieprz rośnie.
- Wstań.- powiedziała ciocia Lissa.- Co było to było. Przecież nie można obwiniać cię za błędy ojca. Skoro jesteś w tym gronie, znaczy to, że jesteś tego warty.
Po krótkim przywitanie, wszyscy rozeszli się do swoich rodzin. Ja z rodzeństwem i chłopa... przyjacielem, postanowiliśmy przejść się po Dworze, aż dotarliśmy do parku mojej imienniczki. Felix zaczął się bawić z Dianą między drzewami, a my stanęliśmy na mostku.
- To tu chodzili wasi rodzice?- zaczął temat moroj.
- Tak.- uśmiechnęłam się na liczne wspomnienia z tego miejsca.- Właśnie tutaj.
- Nie dziwię. Bardzo tu ładnie.- odetchnął głęboko nocnym powietrzem.- Nie było aż tak źle.
- Przecież mówiłam.- prychnęłam.
- Tak, wiem, wiem. Ty masz zawsze rację.- nabijał się ze mnie.
- Przecież to wiadomo.- wypięłam pierś do przodu.
On za to dźgnął mnie palcem w bok, na co od razu się skuliłam. Zaczął mnie łaskotać, a ja uciekać. Biegałam miedzy drzewami śmiejąc się w niebo głosy, aż wpadłam na coś twardego. Upadłabym, gdyby nie silne ramiona w sumie dwóch osób. Przed twarzą zobaczyłam chłopaka w blond czuprynie z szarymi oczami. Spojrzał na moroja, który złapał mnie od tyłu i odsunął się dwa kroki. Podczas tego puścił mnie, co pozwoliło mi na swobodne opadnięcie w ramiona Zeklosa.
- Przepraszam.- odchrząknęłam, gdy się podniosłam.
- Nic nie szkodzi. Powinienem bardziej uważać.- chłopak podrapał się po karku.- Ale gdzie moje maniery. Jestem Oliver Sarcozy.
Popatrzyliśmy na niego niepewnie.
- Jesteś w jakiś sposób spokrewniony z Maddy Sarcozy?- spytał chłopak z mojej lewej.
- Tak, jakby...- lekko się zmieszał.- To moja kuzynka. Czarna owca rodziny.
- Nie ona jedna, z tego co słyszałam.- mruknęłam, wspominając słowa mamy.
- Proszę, nie osadzajcie mnie ze względu na pokrewieństwo z osobą, na której zachowanie nie mam najmniejszego wpływu.
W sumie to nie wygląda na jakiegoś wrednego. Jack'owi dałam szansę, to z nim może da się zaprzyjaźnić.
- Anastazja Hathaway.- podałam mu dłoń.
- Nastka...- zdziwił się mój ukochany.
Dźgnęłam go łokciem w bok, żeby się przymknął.
- A to Jack Zeklos. Mój...
- Chłopak.- dokończył za mnie moroj, obejmując mnie ramieniem w talii i podając dłoń świeżo poznanemu.
- Miło mi was poznać.- uśmiechnął się przyjaźnie Oliver, ściskając dłoń, po czym spojrzał na telefon.- O rany! Wybaczcie, ale muszę już iść.
Zanim zdążyliśmy coś powiedzieć, on już poszedł.
"Nasz los od zawsze zapisany był w gwiazdach. To one poprowadziły mnie do Ciebie mimo tylu przeciwności, spójrz. Jesteśmy tu. Razem. Ty i ja Roza. Na zawsze."
piątek, 7 kwietnia 2017
ROZDZIAŁ 43
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
czwartek, 6 kwietnia 2017
ROZDZIAŁ 42
Pierwsze, co poczułam, to olbrzymi ból głowy. A obiecywałam sobie, nigdy więcej. I co? I się schlałam. Ostrożnie obróciłam się na plecy i otworzyłam oczy. Od razu zauważyłam, że to nie mój pokój i zaczęłam się rozglądać. Wygląda znajomo, ale to wciąż nie nasz dom. Spanikowana spojrzałam pod kołdrę. Co do cholery?! Czemu mam na sobie tylko majtki i za dużą bluzkę. Jednak zapach wydał mi się również znajomy. W końcu nabrałam odwagi spojrzeć na drugą połowę łóżka. Uspokoiłam się, widząc tak dobrze znaną mi twarz. Od razu zrozumiałam, że jestem w jego domu. Mimo, że wciąż się na niego gniewam, nie umiem zaprzeczyć, że słodko wygląda, kiedy śpi. Włosy latały mu po całej twarzy, a usta miał lekko rozchylone. Wyglądał tak uroczo, że miałam ochotę go pocałować. Ale nie mogę. Wciąż została kwestia, co ja tu robię. Zaczęłam go szturchać.
- Jack.- odchrząknęłam, aby wróciła mi dawna barwa głosu.- Jack.
On tylko coś mruknął i odwrócił się w moją stronę, poprawiając kołdrę. Nim zareagowałam, objął mnie w pasie, przyciskając do swojej klatki piersiowej.
- Jack.- nie odpuszczałam.- Weź się obudź.
- Wszystko jest dobrze księżniczko. Śpij.- mruknął,z wciąż zamkniętymi oczami.
- Do każdej tak mówisz?- spytałam chłodno.
- Wiesz, że tylko do ciebie, Anastazja.- w końcu podniósł powieki.- A teraz dasz mi pospać? Mamy za sobą ciężką noc.
- I ja właśnie co do niej mam pytania.- nie odpuszczałam.- Możesz minie puścić?
- Nie.
- Bo...- uniosłam jedną brew.
- Bo takich skarbów nie puszcza się nigdy.- cmoknął i uwalił się na mnie.
- Złaź.- próbowałam go zrzucić, ale trzymał się mocno.
- Kochanie, nie wierć się. Przecież nic ci nie zrobię.- mruknął zasypiając.
- Powiedz mi lepiej, co ja tu robię.- fuknęłam, wciąż się szarpiąc.
- Teraz? Przeszkadzasz mi spać.
- Oj, ale ty biedny.
- Co nie?- podniósł się i spojrzał na mnie, jakby był najbardziej pokrzywdzoną osobą na świecie.
Przewróciłam oczami.
- A tak ogólnie?- ciągnęłam.
- No dobra. Widzę, że i tak nie zasnę.- w końcu wrócił na swoją połowę.- Ale jesteś bardzo wygodną poduszką.
- Gadaj!- nie spuszczałam.z niego ostrego spojrzenia.
- Byłaś tak schlana, że zabrałem cię do mojego rodzinnego domu, bo był bliżej.
- A ty oczywiście byłeś trzeźwy?- prychnęłam.
- Otrzeźwiałem, gdy zaciągnęłaś mnie do łazienki na szybki numerek.- zaśmiał się.
Otworzyłam z niedowierzaniem oczy.
- Łżesz.- oskarżyłam go.
- Ani odrobinkę, kochanie.- podniósł ręce do góry, próbując się nie śmiać, ale nie wychodziło mu.
- Boże święty. Już nigdy więcej nie tknę alkoholu.
O cholera. Zażenowana ukryłam twarz w dłoniach. To nie może być prawda. Nie może. Przecież nie jestem taka głupia. A może? Poczułam, że ktoś zabrał moje dłonie z twarzy i swobodnie mogłam patrzeć w piwne tęczówki.
- Spokojnie. Do niczego nie doszło.- uśmiechnął się pocieszająco.
- Masz szczęście, bo inaczej byś nie miał czym panienki przelatywać.
- Nie chcę nikogo "przelatywać"- zaśmiał się, nie puszczając moich dłoni.- Chcę się tylko kochać z kobietą mojego życia.
- Przestań pieprzyć.- odwróciłam wzrok, aby nie utonąć w jego cudnych oczach.- Dwa dni temu pokazałeś, jak bardzo mnie kochasz.
- Cholera! Nastka! Wysłuchaj mnie chociaż. Wiem, że jestem kretynem i największym idiotom świata, ale chciałem to zrobić dla ciebie. Wiem ile ten medalion dla ciebie znaczy. Chciałem dobrze... Przepraszam. Za wszystko co ci zrobiłem. Jestem nic nie wartym śmiechem, ale błagam. Wybacz mi.- błagał mnie wręcz na kolanach.
Odwróciłam wzrok.
- Nie wiem. Zastanowię się. To dla mnie trudne. Pierwszy raz się tak czuję i boję się.
- Uwierz, że nigdy bym cię nie zdradził. Za bardzo mi na tobie zależy, gdybym tylko cofnął czas...- zwiesił głowę.
Patrzyłam na niego smutno. Kompletnie nie wiedziałam co zrobić. Widzę, jak mu zależy, ale boję się. Najzwyczajniej w świecie się boję. Że znowu coś się stanie, że znowu będziemy cierpieć, że następnym razem już się nie pozbieram. Nie chcę tracić już żadnej ważnej dla mnie osoby...
- Nie wiem.- szepnęłam.- Czy chcę być dalej twoją dziewczyną. Na razie to za trudne.- westchnął cicho.- Ale możemy zacząć od nowa, jako przyjaciele. Reszta może jakoś sama wyjdzie.
Spojrzał na mnie z niedowierzaniem, jakby szukał potwierdzenia, że nie żartuję. Po chwili rzucił mi się w objęcia.
- Dziękuję, dziękuję. Zrobię wszystko, wszystko, żebyś zobaczyła jak bardzo Cię Kocham i jak bardzo mi na tobie zależy. Jeszcze będziesz moja.- powiedział, patrząc mi prosto w oczy.
Nagle pochylił się i mnie... pocałował. Z początku zszokowana, po chwili oddałam pocałunek. Nie wiem co mną kierowało. Po prostu to było da mnie naturalne. Popchnął mnie delikatnie na pościel i zaczął pogłębiać pocałunek. Nie opierałam się, błądząc dłońmi po jego nagim torsie. Ukochany zszedł ustami na moją szyję. Cholera! Ja nie wytrzymam bez niego. Jęczałam cicho, ale trzeba to skończyć.
- Jack.- odsunęłam go od siebie.
Szybko ode mnie odskoczył. Oboje oddychaliśmy szybko.
- Przepraszam.
- Jack...- popatrzył na mnie.- Kocham Cię, ale jeszcze nie.
- Wiem księżniczko.- podszedł i mnie przytulił.- Już mówiłem, że poczekam na ciebie. Nawet całą wieczność. Bo też Cię Kocham.
- To teraz skoro wszystko sobie wyjaśniliśmy, ubieraj się i na trening.- zerwałam się z łóżka z szerokim uśmiechem.
- Nie tak prędko, słońce.- złapał mnie z rękę i pociągnął na swoje kolana.- Jeszcze nie wszystko wyjaśnione.
Zrzedła mi mina, bo podejrzewam, o co może mu chodzić.
- Co to było w sobotę?- uniósł brew.
Westchnęłam ciężko i usiadłam obok niego.
- Nie chciałam ci wcześniej mówić, bo bałam się, że mnie zostawisz, a później nas wydasz. Tak naprawdę nie urodziliśmy się dlatego, że tata był strzygą. To jest w ogóle inna historia.
I zaczęłam opowiadać. O tym jak tato poznał Lunę, co się stało podczas zaręczyn rodziców, a później co odkrywali, gdy z Felixem byliśmy mali, oraz o wymyśleniu tej całej bajeczki o strzygach.
- Mnie i jego łączy więź...
- Czyli, że on wie wszystko co ty i na odwrót?- spytał, zszokowany.
- Widzi, słyszy i czuje. Ale umiemy się wyłączyć na siebie. Do tego, mamy coś a'la moc ducha, ale bez negatywnych skutków. Doskonale panuję nad każdym żywiołem, magią wpływu i uleczaniem.
Odwróciłam wzrok.
- I za to miałbym cię zostawić?- przytulił mnie i cmoknął w policzek.- Niesamowite jakim jestem szczęściarzem. Mam bardzo niezwykłą dziewczynę.
- Przyjaciółkę.- poprawiłam.
- Oboje wiemy, że długo nie wytrzymasz.- był bardzo pewny siebie.
- Ja nie wytrzymam?! Okey. Zrobimy zakład? Do moich urodzin jesteśmy tylko przyjaciółmi. Kto pierwszy odpadnie, przegrywa.
- O co?- zmrużył oczy.
- Jeśli wygram, zabierzesz mnie na randkę na sam szczyt wieży Eiffla.- wystawiłam rękę.
- A jeśli ja wygram, na weekend zabierzesz mnie do waszego domu i będziesz mi usługiwać.
- Zgoda.
- Zgoda.
Uścisnęliśmy sobie dłonie, podczas czego szybko cmoknął mnie w usta.
- Jack.- odchrząknęłam, aby wróciła mi dawna barwa głosu.- Jack.
On tylko coś mruknął i odwrócił się w moją stronę, poprawiając kołdrę. Nim zareagowałam, objął mnie w pasie, przyciskając do swojej klatki piersiowej.
- Jack.- nie odpuszczałam.- Weź się obudź.
- Wszystko jest dobrze księżniczko. Śpij.- mruknął,z wciąż zamkniętymi oczami.
- Do każdej tak mówisz?- spytałam chłodno.
- Wiesz, że tylko do ciebie, Anastazja.- w końcu podniósł powieki.- A teraz dasz mi pospać? Mamy za sobą ciężką noc.
- I ja właśnie co do niej mam pytania.- nie odpuszczałam.- Możesz minie puścić?
- Nie.
- Bo...- uniosłam jedną brew.
- Bo takich skarbów nie puszcza się nigdy.- cmoknął i uwalił się na mnie.
- Złaź.- próbowałam go zrzucić, ale trzymał się mocno.
- Kochanie, nie wierć się. Przecież nic ci nie zrobię.- mruknął zasypiając.
- Powiedz mi lepiej, co ja tu robię.- fuknęłam, wciąż się szarpiąc.
- Teraz? Przeszkadzasz mi spać.
- Oj, ale ty biedny.
- Co nie?- podniósł się i spojrzał na mnie, jakby był najbardziej pokrzywdzoną osobą na świecie.
Przewróciłam oczami.
- A tak ogólnie?- ciągnęłam.
- No dobra. Widzę, że i tak nie zasnę.- w końcu wrócił na swoją połowę.- Ale jesteś bardzo wygodną poduszką.
- Gadaj!- nie spuszczałam.z niego ostrego spojrzenia.
- Byłaś tak schlana, że zabrałem cię do mojego rodzinnego domu, bo był bliżej.
- A ty oczywiście byłeś trzeźwy?- prychnęłam.
- Otrzeźwiałem, gdy zaciągnęłaś mnie do łazienki na szybki numerek.- zaśmiał się.
Otworzyłam z niedowierzaniem oczy.
- Łżesz.- oskarżyłam go.
- Ani odrobinkę, kochanie.- podniósł ręce do góry, próbując się nie śmiać, ale nie wychodziło mu.
- Boże święty. Już nigdy więcej nie tknę alkoholu.
O cholera. Zażenowana ukryłam twarz w dłoniach. To nie może być prawda. Nie może. Przecież nie jestem taka głupia. A może? Poczułam, że ktoś zabrał moje dłonie z twarzy i swobodnie mogłam patrzeć w piwne tęczówki.
- Spokojnie. Do niczego nie doszło.- uśmiechnął się pocieszająco.
- Masz szczęście, bo inaczej byś nie miał czym panienki przelatywać.
- Nie chcę nikogo "przelatywać"- zaśmiał się, nie puszczając moich dłoni.- Chcę się tylko kochać z kobietą mojego życia.
- Przestań pieprzyć.- odwróciłam wzrok, aby nie utonąć w jego cudnych oczach.- Dwa dni temu pokazałeś, jak bardzo mnie kochasz.
- Cholera! Nastka! Wysłuchaj mnie chociaż. Wiem, że jestem kretynem i największym idiotom świata, ale chciałem to zrobić dla ciebie. Wiem ile ten medalion dla ciebie znaczy. Chciałem dobrze... Przepraszam. Za wszystko co ci zrobiłem. Jestem nic nie wartym śmiechem, ale błagam. Wybacz mi.- błagał mnie wręcz na kolanach.
Odwróciłam wzrok.
- Nie wiem. Zastanowię się. To dla mnie trudne. Pierwszy raz się tak czuję i boję się.
- Uwierz, że nigdy bym cię nie zdradził. Za bardzo mi na tobie zależy, gdybym tylko cofnął czas...- zwiesił głowę.
Patrzyłam na niego smutno. Kompletnie nie wiedziałam co zrobić. Widzę, jak mu zależy, ale boję się. Najzwyczajniej w świecie się boję. Że znowu coś się stanie, że znowu będziemy cierpieć, że następnym razem już się nie pozbieram. Nie chcę tracić już żadnej ważnej dla mnie osoby...
- Nie wiem.- szepnęłam.- Czy chcę być dalej twoją dziewczyną. Na razie to za trudne.- westchnął cicho.- Ale możemy zacząć od nowa, jako przyjaciele. Reszta może jakoś sama wyjdzie.
Spojrzał na mnie z niedowierzaniem, jakby szukał potwierdzenia, że nie żartuję. Po chwili rzucił mi się w objęcia.
- Dziękuję, dziękuję. Zrobię wszystko, wszystko, żebyś zobaczyła jak bardzo Cię Kocham i jak bardzo mi na tobie zależy. Jeszcze będziesz moja.- powiedział, patrząc mi prosto w oczy.
Nagle pochylił się i mnie... pocałował. Z początku zszokowana, po chwili oddałam pocałunek. Nie wiem co mną kierowało. Po prostu to było da mnie naturalne. Popchnął mnie delikatnie na pościel i zaczął pogłębiać pocałunek. Nie opierałam się, błądząc dłońmi po jego nagim torsie. Ukochany zszedł ustami na moją szyję. Cholera! Ja nie wytrzymam bez niego. Jęczałam cicho, ale trzeba to skończyć.
- Jack.- odsunęłam go od siebie.
Szybko ode mnie odskoczył. Oboje oddychaliśmy szybko.
- Przepraszam.
- Jack...- popatrzył na mnie.- Kocham Cię, ale jeszcze nie.
- Wiem księżniczko.- podszedł i mnie przytulił.- Już mówiłem, że poczekam na ciebie. Nawet całą wieczność. Bo też Cię Kocham.
- To teraz skoro wszystko sobie wyjaśniliśmy, ubieraj się i na trening.- zerwałam się z łóżka z szerokim uśmiechem.
- Nie tak prędko, słońce.- złapał mnie z rękę i pociągnął na swoje kolana.- Jeszcze nie wszystko wyjaśnione.
Zrzedła mi mina, bo podejrzewam, o co może mu chodzić.
- Co to było w sobotę?- uniósł brew.
Westchnęłam ciężko i usiadłam obok niego.
- Nie chciałam ci wcześniej mówić, bo bałam się, że mnie zostawisz, a później nas wydasz. Tak naprawdę nie urodziliśmy się dlatego, że tata był strzygą. To jest w ogóle inna historia.
I zaczęłam opowiadać. O tym jak tato poznał Lunę, co się stało podczas zaręczyn rodziców, a później co odkrywali, gdy z Felixem byliśmy mali, oraz o wymyśleniu tej całej bajeczki o strzygach.
- Mnie i jego łączy więź...
- Czyli, że on wie wszystko co ty i na odwrót?- spytał, zszokowany.
- Widzi, słyszy i czuje. Ale umiemy się wyłączyć na siebie. Do tego, mamy coś a'la moc ducha, ale bez negatywnych skutków. Doskonale panuję nad każdym żywiołem, magią wpływu i uleczaniem.
Odwróciłam wzrok.
- I za to miałbym cię zostawić?- przytulił mnie i cmoknął w policzek.- Niesamowite jakim jestem szczęściarzem. Mam bardzo niezwykłą dziewczynę.
- Przyjaciółkę.- poprawiłam.
- Oboje wiemy, że długo nie wytrzymasz.- był bardzo pewny siebie.
- Ja nie wytrzymam?! Okey. Zrobimy zakład? Do moich urodzin jesteśmy tylko przyjaciółmi. Kto pierwszy odpadnie, przegrywa.
- O co?- zmrużył oczy.
- Jeśli wygram, zabierzesz mnie na randkę na sam szczyt wieży Eiffla.- wystawiłam rękę.
- A jeśli ja wygram, na weekend zabierzesz mnie do waszego domu i będziesz mi usługiwać.
- Zgoda.
- Zgoda.
Uścisnęliśmy sobie dłonie, podczas czego szybko cmoknął mnie w usta.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
środa, 5 kwietnia 2017
ROZDZIAŁ 41
Gdy tylko drzwi się zamknęły, opadłam na poduszki. Wisel, wciąż leżąca obok mnie dała o sobie znać, podnosząc głowę i merdając ogonem. Pogłaskałam ją ze smutnym uśmiechem. W odpowiedzi zaczęła szturchać mnie nosem w rękę. Po chwili położyła pysk na łóżku, wciąż zamiatając pościel.
- A ty co o tym sądzisz? Powinnam z nim pogadać?
Odpowiedziała mi cisza. Westchnęłam, zaplatając dłonie na brzuchu i wlepiając wzrok w sufit. Poczułam coś mokrego na ramieniu i zdziwiona spojrzałam w bok. Suczka popatrzyła na mnie błagania, przewracając się na drugą stronę, ale skończyło jej się łóżko i spadła. Szybko jednak się podniosła i otrzepała, a ja zachichotałam cicho. Jednak przestałam, widząc zdjęcie wiszące na ścianie. Przedstawiało mnie w wysokiej trawie, jakby zamyślonej z rozłożonymi ramionami w dół. To jedno ze tych zrobionych na naszej pierwszej randce przez mojego chłopaka. Poczułam pieczenie pod powiekami i powrócił ból nie zmytych oczu poszłam do łazienki się umyć i trochę ochłonąć. Gdy tylko spojrzałam w lustro, przeraziłam się. Dziwne, że ciocia nie wybiegła z krzykiem, widząc mnie w takim stanie. Czarne ślady po łzach z tuszu i koła wokół oczu od cieni do powiek, sprawiały, że wyglądałam jak opętana panda. Szybko to z siebie zmyłam i wskoczyłam pod prysznic. O tak! To jest to, czego mi trzeba. Nie mogę się tak zamartwiać. Jestem jeszcze wolną, niezależną kobietą i żaden niewyżyty facet nie przeszkodzi mi w korzystaniu z życia. Wyszłam z łazienki i podeszłam do szafy. Wyciągałam sukienki jedna po drugiej, ale nie miałam żadnej aż tak wyzywającej. Nie lubiłam za bardzo kusić, ale dzisiaj jest nowy dzień. Mam ochotę wyszaleć się za wszystkie czasy i pokazać, że nie potrzeba facetów do szczęścia. Z hukiem zamknęłam drzwi i usiadłam na łóżku, myśląc co dalej. Nagle doznałam olśnienia. Wyleciałam z pokoju i poszłam do sypialni mamy. Odkąd mamy klucze już nie jest zamknięta. Oczywiście wszystko zostaje na swoim miejscu. Otworzyłam szafę i aż musiałam się odsunąć, żeby się nie pobrudzić. Z wnętrza wyleciał kurz. Po odkaszleniu swego, zajrzałam do środka. Od razu w oczy rzuciła mi się idealna sukienka.
Wyciągnęłam ją i ubrałam na siebie. Czerwony materiał ściśle przylegał do mojego ciała. Dekolt zwężał się w stronę piersi tak nisko, że nie mogłam ubrać pod spód biustonosza. Do tego na plecach zaczynała się dopiero na wysokości części lędźwiowej kręgosłupa. Góra trzymała się tylko na pasku związanym z tyłu szyi. Do tego założyłam czerwone szpilki. Wzięłam jeszcze kopertówkę z dokumentami, kluczami i portfelem. No i oczywiście sztylet. Zrobiłam sobie mocny makijaż w łazience, pożyczając kosmetyki perfumy mamy. Już gotowa zeszłam na dół, gdzie czekały wyszykowane dziewczyny. Spojrzałam na nie zdziwiona.
- WOW! Ale wyglądasz.- szczęki opadły im do podłogi.
- Dzięki. Idziecie gdzieś?- spojrzałam na nie przenikliwie.
- Felix.- powiedziały chórem i od razu zrozumiałam.
- Co ja... WOW!- brunet stanął w progu kuchni.
- Nie wiedziałem, że masz taką seksowną siostrę.- Ash patrzył na mnie z uśmiechem.
- Nie puszczę cię tam tak ubranej.- mój brat zmierzył mnie krytycznym wzrokiem
- Przesadzasz. Umiem o siebie zadbać. Po za tym będę z dziewczynami.- zauważyłam.- Macie piwo?
- Wielkie mi pocieszenie.- mruknął dampir, gdy go mijałam.
Zadowolona weszłam do pomieszczenia obok, gdzie siedzieli chłopcy z wujostwem, rozmawiając o ostatnim meczu. Na stole, przy którym siedzieli stała cała zgrzewka piwa. Wzięłam jedną, pochylając się jak najgłębiej w stronę męskiej części towarzystwa.
- Ślinisz się.- powiedziały jednocześnie wszystkie kobiety.
- Mówiłam?- otworzyłam puszkę.- Faceci to świnie, myślący tylko o jednym.
Przechyliłam aluminium i zaczęłam pić, aż wypiłam całego browara. Przetarłam usta z pianki, zgniatając puszkę na blacie.
- Wyrzuć to.- nakazała ciocia.
Przewróciłam oczami i wykonałam polecenie. Zauważyłam, że nie jest zadowolona z mojego postępowania.
- Zachowujesz się jak matka, ale ze złej strony.
- Dziękuję.- ukłoniłam się i chciałam wyjść, ale przeszkodziła mi dłoń, oplatająca się wokół mojego nadgarstka.
Spojrzałam w zmartwione oczy cioci i od razu poczułam wyrzuty sumienia za swoje postępowanie.
- Nastka, jesteś dobrą kobietą i nie pozwól, żeby zniszczył to jeden kretyn.
Bez słowa przytuliłam ją, co ona odwzajemniła.
- Wiem ciociu. To wciąż ja. Po prostu dzisiaj chcę się wyszaleć i o wszystkim zapomnieć.
- A my tego dopilnujemy.- Oliwia objęła mnie w pasie.
- Dobrze dziewczynki.- uśmiechnęła się Lili.
- A ja popilnuję was.- Felix przytulił od tyłu Alice.
- To babskie wyjście.- oburzyłam się.
- Nie obchodzi mnie to. Jadę z wami.
- Ja też.- zawołali chórem pozostali chłopcy.
Takim oto sposobem jechaliśmy dwoma samochodami. Ja, Oliwia, Felicja, Michele, Alice i Rozi w jednym, a Felix, Ash, Dominik i Thomas w drogim. Chciałam jechać gdzieś daleko, daleko i rudzielec sprawiła, że wylądowaliśmy trzy godziny drogi od szkoły. Że przestałam pół nocy, a drugie pół się zbieraliśmy, była siedemnasta czasu ludzkiego. Dzięki Dragomirównie weszliśmy bez kolejki i zajęliśmy stolik. Mój brat i Iwaszkow postanowili nie pić, bo ktoś będzie musiał nas zawieść z powrotem. Szybko poszła pierwsza kolejka, druga, trzecie... Rachubę skończyłam po ósmej, ale byłam już nieźle wystawiona. Złapałam Oliwię i zaciągnęłam na parkiet, wykonać taniec singielek. Weszłyśmy w sam środek tłumu i zaczęłyśmy wymachiwać biodrami, zdaje mi się w rytm muzyki, choć nie powiem, że na pewno. Nie przejmowałyśmy się ciałami, obcierającymi się o siebie, ani tym, że nagle straciłyśmy się z oczu. Tańczyłam, bez reszty oddając kontrolę alkoholowi w krwi. Nagle poczułam ręce na biodrach, które nadały mi odpowiednie tępo. Podałam się temu bez końca, ocierając się o tego kogoś coraz bardziej. Zadrżałam czując jego oddech na szyi.
- Wyglądasz tak, że mam ochotę przelecieć cię tu i teraz, księżniczko.- usłyszałam zachrypnięty szept koło ucha.
Odwróciłam się i zarzuciłam blondynowi ręce na ramiona.
- Co tu robisz?- spytałam uwodzicielsko.
Chłopak podniósł wzrok z moich piersi na usta. Chyba oboje przesadziliśmy z kieliszkami.
- Zdaje się, że to co ty, skarbie. Próbuję zapomnieć...
- O mnie.- udałam smutek.
- To byłoby nie możliwe.- nachylił się bliżej mojego ucha, schodząc niżej dłonią.- Jesteś za wspaniałą. O tym, jakim idiotą jestem.
Jęknęłam, gdy ścisnął mój pośladek. Złożył kilka pocałunków na mojej szyi po czym się lekko odsunął.
- I jak ci idzie?- spytałam, zmniejszając odległość między nami, dzięki czemu wyraźnie poczułam jego podniecenie.
- Twoja sukienka lekko mnie dekoncentruje.- uśmiechnął się, nie spuszczając wzroku z moich warg.- Tyle stracić...
- Jeszcze nie wszystko stracone.- uśmiechnęłam się kusząco.
Otworzył szeroko oczy, ze zdziwieniem i nadzieją, ale nie zdążył nic powiedzieć, bo wręcz się na niego rzuciłam. Od razu oddał pocałunek. Zaczęliśmy walkę, wymieniając się śliną, z której dało się wyraźnie wyczuć smak spożytego alkoholu. A później... urwał mi się film.
- A ty co o tym sądzisz? Powinnam z nim pogadać?
Odpowiedziała mi cisza. Westchnęłam, zaplatając dłonie na brzuchu i wlepiając wzrok w sufit. Poczułam coś mokrego na ramieniu i zdziwiona spojrzałam w bok. Suczka popatrzyła na mnie błagania, przewracając się na drugą stronę, ale skończyło jej się łóżko i spadła. Szybko jednak się podniosła i otrzepała, a ja zachichotałam cicho. Jednak przestałam, widząc zdjęcie wiszące na ścianie. Przedstawiało mnie w wysokiej trawie, jakby zamyślonej z rozłożonymi ramionami w dół. To jedno ze tych zrobionych na naszej pierwszej randce przez mojego chłopaka. Poczułam pieczenie pod powiekami i powrócił ból nie zmytych oczu poszłam do łazienki się umyć i trochę ochłonąć. Gdy tylko spojrzałam w lustro, przeraziłam się. Dziwne, że ciocia nie wybiegła z krzykiem, widząc mnie w takim stanie. Czarne ślady po łzach z tuszu i koła wokół oczu od cieni do powiek, sprawiały, że wyglądałam jak opętana panda. Szybko to z siebie zmyłam i wskoczyłam pod prysznic. O tak! To jest to, czego mi trzeba. Nie mogę się tak zamartwiać. Jestem jeszcze wolną, niezależną kobietą i żaden niewyżyty facet nie przeszkodzi mi w korzystaniu z życia. Wyszłam z łazienki i podeszłam do szafy. Wyciągałam sukienki jedna po drugiej, ale nie miałam żadnej aż tak wyzywającej. Nie lubiłam za bardzo kusić, ale dzisiaj jest nowy dzień. Mam ochotę wyszaleć się za wszystkie czasy i pokazać, że nie potrzeba facetów do szczęścia. Z hukiem zamknęłam drzwi i usiadłam na łóżku, myśląc co dalej. Nagle doznałam olśnienia. Wyleciałam z pokoju i poszłam do sypialni mamy. Odkąd mamy klucze już nie jest zamknięta. Oczywiście wszystko zostaje na swoim miejscu. Otworzyłam szafę i aż musiałam się odsunąć, żeby się nie pobrudzić. Z wnętrza wyleciał kurz. Po odkaszleniu swego, zajrzałam do środka. Od razu w oczy rzuciła mi się idealna sukienka.
Wyciągnęłam ją i ubrałam na siebie. Czerwony materiał ściśle przylegał do mojego ciała. Dekolt zwężał się w stronę piersi tak nisko, że nie mogłam ubrać pod spód biustonosza. Do tego na plecach zaczynała się dopiero na wysokości części lędźwiowej kręgosłupa. Góra trzymała się tylko na pasku związanym z tyłu szyi. Do tego założyłam czerwone szpilki. Wzięłam jeszcze kopertówkę z dokumentami, kluczami i portfelem. No i oczywiście sztylet. Zrobiłam sobie mocny makijaż w łazience, pożyczając kosmetyki perfumy mamy. Już gotowa zeszłam na dół, gdzie czekały wyszykowane dziewczyny. Spojrzałam na nie zdziwiona.
- WOW! Ale wyglądasz.- szczęki opadły im do podłogi.
- Dzięki. Idziecie gdzieś?- spojrzałam na nie przenikliwie.
- Felix.- powiedziały chórem i od razu zrozumiałam.
- Co ja... WOW!- brunet stanął w progu kuchni.
- Nie wiedziałem, że masz taką seksowną siostrę.- Ash patrzył na mnie z uśmiechem.
- Nie puszczę cię tam tak ubranej.- mój brat zmierzył mnie krytycznym wzrokiem
- Przesadzasz. Umiem o siebie zadbać. Po za tym będę z dziewczynami.- zauważyłam.- Macie piwo?
- Wielkie mi pocieszenie.- mruknął dampir, gdy go mijałam.
Zadowolona weszłam do pomieszczenia obok, gdzie siedzieli chłopcy z wujostwem, rozmawiając o ostatnim meczu. Na stole, przy którym siedzieli stała cała zgrzewka piwa. Wzięłam jedną, pochylając się jak najgłębiej w stronę męskiej części towarzystwa.
- Ślinisz się.- powiedziały jednocześnie wszystkie kobiety.
- Mówiłam?- otworzyłam puszkę.- Faceci to świnie, myślący tylko o jednym.
Przechyliłam aluminium i zaczęłam pić, aż wypiłam całego browara. Przetarłam usta z pianki, zgniatając puszkę na blacie.
- Wyrzuć to.- nakazała ciocia.
Przewróciłam oczami i wykonałam polecenie. Zauważyłam, że nie jest zadowolona z mojego postępowania.
- Zachowujesz się jak matka, ale ze złej strony.
- Dziękuję.- ukłoniłam się i chciałam wyjść, ale przeszkodziła mi dłoń, oplatająca się wokół mojego nadgarstka.
Spojrzałam w zmartwione oczy cioci i od razu poczułam wyrzuty sumienia za swoje postępowanie.
- Nastka, jesteś dobrą kobietą i nie pozwól, żeby zniszczył to jeden kretyn.
Bez słowa przytuliłam ją, co ona odwzajemniła.
- Wiem ciociu. To wciąż ja. Po prostu dzisiaj chcę się wyszaleć i o wszystkim zapomnieć.
- A my tego dopilnujemy.- Oliwia objęła mnie w pasie.
- Dobrze dziewczynki.- uśmiechnęła się Lili.
- A ja popilnuję was.- Felix przytulił od tyłu Alice.
- To babskie wyjście.- oburzyłam się.
- Nie obchodzi mnie to. Jadę z wami.
- Ja też.- zawołali chórem pozostali chłopcy.
Takim oto sposobem jechaliśmy dwoma samochodami. Ja, Oliwia, Felicja, Michele, Alice i Rozi w jednym, a Felix, Ash, Dominik i Thomas w drogim. Chciałam jechać gdzieś daleko, daleko i rudzielec sprawiła, że wylądowaliśmy trzy godziny drogi od szkoły. Że przestałam pół nocy, a drugie pół się zbieraliśmy, była siedemnasta czasu ludzkiego. Dzięki Dragomirównie weszliśmy bez kolejki i zajęliśmy stolik. Mój brat i Iwaszkow postanowili nie pić, bo ktoś będzie musiał nas zawieść z powrotem. Szybko poszła pierwsza kolejka, druga, trzecie... Rachubę skończyłam po ósmej, ale byłam już nieźle wystawiona. Złapałam Oliwię i zaciągnęłam na parkiet, wykonać taniec singielek. Weszłyśmy w sam środek tłumu i zaczęłyśmy wymachiwać biodrami, zdaje mi się w rytm muzyki, choć nie powiem, że na pewno. Nie przejmowałyśmy się ciałami, obcierającymi się o siebie, ani tym, że nagle straciłyśmy się z oczu. Tańczyłam, bez reszty oddając kontrolę alkoholowi w krwi. Nagle poczułam ręce na biodrach, które nadały mi odpowiednie tępo. Podałam się temu bez końca, ocierając się o tego kogoś coraz bardziej. Zadrżałam czując jego oddech na szyi.
- Wyglądasz tak, że mam ochotę przelecieć cię tu i teraz, księżniczko.- usłyszałam zachrypnięty szept koło ucha.
Odwróciłam się i zarzuciłam blondynowi ręce na ramiona.
- Co tu robisz?- spytałam uwodzicielsko.
Chłopak podniósł wzrok z moich piersi na usta. Chyba oboje przesadziliśmy z kieliszkami.
- Zdaje się, że to co ty, skarbie. Próbuję zapomnieć...
- O mnie.- udałam smutek.
- To byłoby nie możliwe.- nachylił się bliżej mojego ucha, schodząc niżej dłonią.- Jesteś za wspaniałą. O tym, jakim idiotą jestem.
Jęknęłam, gdy ścisnął mój pośladek. Złożył kilka pocałunków na mojej szyi po czym się lekko odsunął.
- I jak ci idzie?- spytałam, zmniejszając odległość między nami, dzięki czemu wyraźnie poczułam jego podniecenie.
- Twoja sukienka lekko mnie dekoncentruje.- uśmiechnął się, nie spuszczając wzroku z moich warg.- Tyle stracić...
- Jeszcze nie wszystko stracone.- uśmiechnęłam się kusząco.
Otworzył szeroko oczy, ze zdziwieniem i nadzieją, ale nie zdążył nic powiedzieć, bo wręcz się na niego rzuciłam. Od razu oddał pocałunek. Zaczęliśmy walkę, wymieniając się śliną, z której dało się wyraźnie wyczuć smak spożytego alkoholu. A później... urwał mi się film.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
wtorek, 4 kwietnia 2017
ROZDZIAŁ 40
Weszłam przez wielkie, podwójne drzwi do pomieszczenia wyłożonego drewnem i z materacami w rogu. Zrzuciłam z siebie torbę, oddając się uczuciom. Zawsze gdy tu jestem, przypominam sobie, że w tym oto miejscu moi rodzice zakochiwali się w sobie, godzinę po godzinie. Mam wtedy wrażenie, że wciąż można tu usłyszeć echo po ich rozmowach, o których czytałam we wspomnieniach mamy. To jak się droczyli, walczyli, całowali... Każdy ich krok z pierwszej lekcji umiem odtworzyć na pamięć. I z tej, kiedy tato pocałował mamę pierwszy raz, bez żadnej magi. Zawsze pragnęłam takiej miłości i do niedawna myślałam, że już ją mam. Ale najwidoczniej to jeszcze nie czas. Odetchnęłam głęboko ich uczuciem, które dodaje mi siły. Nie tylko ich miłość do siebie, ale i do nas. Tak bardzo teraz ich potrzebuję. Chcę być sama, a jednocześnie, żeby mnie ktoś przytulił. Starłam pospiesznie samotną łzę i podniosłam upuszczoną torbę, przenosząc ją na ławkę. Wyciągnęłam mały głośniczek Bluetooth i połączyłam go z komórką, po czym włączyłam ulubioną playlistę. Oddałam się rozgrzewce a później ćwiczeniom do reszty, zapominając o wszystkim. Całym bólu, złości, smutku, zawieszeniu. Po prostu o całym świecie. Zaczęłam kopać i uderzać wyimaginowanego wroga. Nie wiem, ile już minęło. Godzina? Dwie? Cały dzień?
- Tak źle nie jest.- usłyszałam za sobą.
Automatycznie wykonałam wymach do tyłu, ale moją pięść zatrzymała dłoń Felixa. Patrzyłam na niego, oddychające szybko, a on bez słowa mnie przytulił. Tego było mi teraz trzeba. Poczułam wielki ból w sercu, spowodowany niedawnymi wydarzeniami.
- Czemu to tak boli?- spytałam.
- Nie wiem, kochanie, ale nie pozwolę ci więcej cierpieć. Chodź do domu.
Pokiwałam głową i dała się pociągnąć do ławki. Brunet spakował mnie i mogliśmy ruszać. Przetarłam oczy, żeby nie płakać. Nie mogę.
- On nie jest wart twoich łez.- szepnął mi po drodze.
- Przepraszam.- odpowiedziałam tak samo.
- Za co?- zdziwił się.
- Za to, że nakrzyczałam na ciebie zanim zaczęłam się z nim spotykać. Miałeś rację, a ja jak zwykle się uparłam i mam co chciałam. Powinnam była cię posłuchać.
- Wcale, że nie. Myślę, że to ty miałaś rację. Zmieniłaś go. Już nie był kompletnym dupkiem i zrobił to z ważnego powodu. Trochę źle się za to zabrał...
- Źle?! On ją całował na moich oczach. A ty go jeszcze usprawiedliwiasz?
- Nie go, a ciebie. Nie udawaj.- spojrzał na mnie znacząco.- Czujesz, że zawiodłaś rodziców, że jesteś naiwna i głupia, ale to nie prawda. Wszyscy uczymy się na błędach. Rodzice też wiele razy zaplątali się w sieci uczuć, ale najważniejsze, że zrozumieli swoje złe decyzje i je naprawiali.
- Nastka! A gdzie twój piesek?- zawołał jakiś chłopak.
- Wyrzuciłam kundla.- warknęłam i przyspieszyłam.
Weszliśmy do domu, gdzie byli nasi przyjaciele.
- Nastka.- Oliwia rzuciła się na mnie.
Już nie mogłam wytrzymać i rozpłakałam się w jej ramię.
- Spokojnie, kochana.- poklepała mnie po plecach.- Chodź. Trochę ci ulży.
Pociągnęła mnie na kanapę, gdzie usiadłyśmy, a ja wtuliłam się w nią. Chłopcy gdzieś wyszli, ale nie chciało mi się sprawdzać, dokąd. Po chwili koło nas pojawiły się Alice, Felicja, Michele i Rozi z dwoma pojemnikami lodów, każda. Oprócz tego stół wyłożony był chusteczkami i już wiedziałam, na co się zanosi. Kilka razy zdarzyło nam się pocieszać po chłopakach(zwłaszcza Rozi, wieczną romantyczkę), ale ja nie chciałam. Chciałam go pamiętać na zawsze i zawsze kochać. Nawet po tym co mi zrobił. Ale nie umiem mu wybaczyć. To była moja pierwsza miłość. Nawet się film nie zaczął, a ja już zużyłam pół paczki chusteczek.
- Kochana nie płacz. No wszystko będzie dobrze.
- N-nie będzie. On mnie zdradził. A-a ja go ko-ko-kooooochaaaaam.- rozbeczałam się na dobre.
- Ciii... Spokojnie. On ciebie też.
- Całował inną.- zauważyłam z wyrzutem, patrząc w oczy rudej przyjaciółce.- Faceci to świnie.
Po chwili z płaczem położyłam się na jej kolanie.
- Wiem kochanie. Wiem.- głaskał mnie po głowie.
Usłyszałam niedaleko skomlenie i poczułam, że Wisel kładzie się za mną i opiera swój pyszczek na kom boku. Popatrzyłam w jej małe, brązowe oczka i pogłaskałam psinę po biszkoptowej główce. Zaczęła machać ogonem, ale w oczach miała smutek, jakby czuła mój ból. Wstałam, na co i ona się podniosła.
- Dziewczyny nie obraźcie się, ale ja wolę pobyć trochę sama.
Wzięłam jedno pudełko lodów i poszłam na górę. Suczka pobiegła za mną i razem zamknęłyśmy się u mnie w pokoju. Puściłam głośną muzykę, opadając na łóżko, gdzie już leżała leżała moja towarzyszka i wtuliłam się w nią. Płakałam oraz obrzeżerałam się lodami, dopóki nie zmęczyłam się, po czym zasnęłam, nawet nie wiem, kiedy. Obudziło mnie szturchanie. Otworzyłam oczy, które lekko mnie piekły. Zapomniałam zmyć makijażu. Głupia ja. Przez zamglone oczy zobaczyłam ciocię Lili.
- Przyniosłam ci kanapki i herbatę.- powiedziała uśmiechając się smutno.
- Dziękuję.- mruknęłam, podnosząc się i biorąc od niej talerz.
- Jak się czujesz, myszko?- spytała siadając obok mnie.
- Koszmarnie, potwornie, źle.- ugryzłam chleb.
- Opowiem ci coś.- postanowiła.- Z Pawką zaczęłam się spotykać w liceum, gdy przeprowadził się do nas, aby się uczyć. Myślę, że wasi rodzice i ciocia Karolina trochę przy tym majstrowali. Do rzeczy. Kiedyś znalazłam się w podobnej sytuacji. Zobaczyłam Pawkę przytulającego się z Jessicą, moją przyjaciółką. Byłam zła i bardzo się z obojgiem pokłóciłam. Tego samego dnia przyszłam do mnie Jess i powiedziała, że to on zaczął się na mnie skarżyć i sam ją przytulił, a ona w szoku nie zdążyła nic zrobić. Uwierzyłam jej i przez trzy dni nie wychodziłam z pokoju, a przez kolejne trzy go unikałam. Z nikim nie chciałam o tym rozmawiać. Aż w końcu to on zmusił mnie do rozmowy. Wytłumaczył, że to Jessica chciała go pocałować. Zarzuciła mu na siebie jego ręce i czekała, aż dostanie sygnał od znajomych, że idę. Dlatego tak to wyglądało. Musicie to wyjaśnić.
- Już wszystko sobie wyjaśniliśmy. On ją pocałował z własnej woli.- spuściłam głowę.
- Za medalik, który ma dla ciebie wielką wartość.- złapała i uniosła złote serduszko.- Zrobił to dla ciebie, a to znaczy, że jesteś dla niego ważna.
- To skoro jestem tak ważna, czemu nie wymyślił czegoś innego?
- Mężczyźni mają problemy z myśleniem, a zwłaszcza przy kobietach. Naprawdę przemyśl to. Niekiedy to szczera rozmowa jest najlepszym lekarstwem na wszystko. Doskonale wiesz, że tak samo powiedzieliby twoi rodzice. Tylko dzięki temu byli ze sobą.
- Ciociu?- spojrzałam na nią.- Po czym mogę się dowiedzieć, że mu na mnie zależy?
- Wtedy, po całej aferze, straciłam przyjaciółkę, bardziej pokochałam waszego wujka, bo walczył o mnie. Jeśli mężczyzna się nie poddaje i pokazuje, że zależy mu na dziewczynie, to jest naszym skarbem. Oczywiście najpierw wróciliśmy do statusu przyjaciół.
- Dziękuję.- uśmiechnęłam się z wdzięcznością.
- Nie ma za co myszko.- poklepała mnie po ramieniu, po czym skierowała się do drzwi.- I przemyśl to, co ci powiedziałam.
- Tak źle nie jest.- usłyszałam za sobą.
Automatycznie wykonałam wymach do tyłu, ale moją pięść zatrzymała dłoń Felixa. Patrzyłam na niego, oddychające szybko, a on bez słowa mnie przytulił. Tego było mi teraz trzeba. Poczułam wielki ból w sercu, spowodowany niedawnymi wydarzeniami.
- Czemu to tak boli?- spytałam.
- Nie wiem, kochanie, ale nie pozwolę ci więcej cierpieć. Chodź do domu.
Pokiwałam głową i dała się pociągnąć do ławki. Brunet spakował mnie i mogliśmy ruszać. Przetarłam oczy, żeby nie płakać. Nie mogę.
- On nie jest wart twoich łez.- szepnął mi po drodze.
- Przepraszam.- odpowiedziałam tak samo.
- Za co?- zdziwił się.
- Za to, że nakrzyczałam na ciebie zanim zaczęłam się z nim spotykać. Miałeś rację, a ja jak zwykle się uparłam i mam co chciałam. Powinnam była cię posłuchać.
- Wcale, że nie. Myślę, że to ty miałaś rację. Zmieniłaś go. Już nie był kompletnym dupkiem i zrobił to z ważnego powodu. Trochę źle się za to zabrał...
- Źle?! On ją całował na moich oczach. A ty go jeszcze usprawiedliwiasz?
- Nie go, a ciebie. Nie udawaj.- spojrzał na mnie znacząco.- Czujesz, że zawiodłaś rodziców, że jesteś naiwna i głupia, ale to nie prawda. Wszyscy uczymy się na błędach. Rodzice też wiele razy zaplątali się w sieci uczuć, ale najważniejsze, że zrozumieli swoje złe decyzje i je naprawiali.
- Nastka! A gdzie twój piesek?- zawołał jakiś chłopak.
- Wyrzuciłam kundla.- warknęłam i przyspieszyłam.
Weszliśmy do domu, gdzie byli nasi przyjaciele.
- Nastka.- Oliwia rzuciła się na mnie.
Już nie mogłam wytrzymać i rozpłakałam się w jej ramię.
- Spokojnie, kochana.- poklepała mnie po plecach.- Chodź. Trochę ci ulży.
Pociągnęła mnie na kanapę, gdzie usiadłyśmy, a ja wtuliłam się w nią. Chłopcy gdzieś wyszli, ale nie chciało mi się sprawdzać, dokąd. Po chwili koło nas pojawiły się Alice, Felicja, Michele i Rozi z dwoma pojemnikami lodów, każda. Oprócz tego stół wyłożony był chusteczkami i już wiedziałam, na co się zanosi. Kilka razy zdarzyło nam się pocieszać po chłopakach(zwłaszcza Rozi, wieczną romantyczkę), ale ja nie chciałam. Chciałam go pamiętać na zawsze i zawsze kochać. Nawet po tym co mi zrobił. Ale nie umiem mu wybaczyć. To była moja pierwsza miłość. Nawet się film nie zaczął, a ja już zużyłam pół paczki chusteczek.
- Kochana nie płacz. No wszystko będzie dobrze.
- N-nie będzie. On mnie zdradził. A-a ja go ko-ko-kooooochaaaaam.- rozbeczałam się na dobre.
- Ciii... Spokojnie. On ciebie też.
- Całował inną.- zauważyłam z wyrzutem, patrząc w oczy rudej przyjaciółce.- Faceci to świnie.
Po chwili z płaczem położyłam się na jej kolanie.
- Wiem kochanie. Wiem.- głaskał mnie po głowie.
Usłyszałam niedaleko skomlenie i poczułam, że Wisel kładzie się za mną i opiera swój pyszczek na kom boku. Popatrzyłam w jej małe, brązowe oczka i pogłaskałam psinę po biszkoptowej główce. Zaczęła machać ogonem, ale w oczach miała smutek, jakby czuła mój ból. Wstałam, na co i ona się podniosła.
- Dziewczyny nie obraźcie się, ale ja wolę pobyć trochę sama.
Wzięłam jedno pudełko lodów i poszłam na górę. Suczka pobiegła za mną i razem zamknęłyśmy się u mnie w pokoju. Puściłam głośną muzykę, opadając na łóżko, gdzie już leżała leżała moja towarzyszka i wtuliłam się w nią. Płakałam oraz obrzeżerałam się lodami, dopóki nie zmęczyłam się, po czym zasnęłam, nawet nie wiem, kiedy. Obudziło mnie szturchanie. Otworzyłam oczy, które lekko mnie piekły. Zapomniałam zmyć makijażu. Głupia ja. Przez zamglone oczy zobaczyłam ciocię Lili.
- Przyniosłam ci kanapki i herbatę.- powiedziała uśmiechając się smutno.
- Dziękuję.- mruknęłam, podnosząc się i biorąc od niej talerz.
- Jak się czujesz, myszko?- spytała siadając obok mnie.
- Koszmarnie, potwornie, źle.- ugryzłam chleb.
- Opowiem ci coś.- postanowiła.- Z Pawką zaczęłam się spotykać w liceum, gdy przeprowadził się do nas, aby się uczyć. Myślę, że wasi rodzice i ciocia Karolina trochę przy tym majstrowali. Do rzeczy. Kiedyś znalazłam się w podobnej sytuacji. Zobaczyłam Pawkę przytulającego się z Jessicą, moją przyjaciółką. Byłam zła i bardzo się z obojgiem pokłóciłam. Tego samego dnia przyszłam do mnie Jess i powiedziała, że to on zaczął się na mnie skarżyć i sam ją przytulił, a ona w szoku nie zdążyła nic zrobić. Uwierzyłam jej i przez trzy dni nie wychodziłam z pokoju, a przez kolejne trzy go unikałam. Z nikim nie chciałam o tym rozmawiać. Aż w końcu to on zmusił mnie do rozmowy. Wytłumaczył, że to Jessica chciała go pocałować. Zarzuciła mu na siebie jego ręce i czekała, aż dostanie sygnał od znajomych, że idę. Dlatego tak to wyglądało. Musicie to wyjaśnić.
- Już wszystko sobie wyjaśniliśmy. On ją pocałował z własnej woli.- spuściłam głowę.
- Za medalik, który ma dla ciebie wielką wartość.- złapała i uniosła złote serduszko.- Zrobił to dla ciebie, a to znaczy, że jesteś dla niego ważna.
- To skoro jestem tak ważna, czemu nie wymyślił czegoś innego?
- Mężczyźni mają problemy z myśleniem, a zwłaszcza przy kobietach. Naprawdę przemyśl to. Niekiedy to szczera rozmowa jest najlepszym lekarstwem na wszystko. Doskonale wiesz, że tak samo powiedzieliby twoi rodzice. Tylko dzięki temu byli ze sobą.
- Ciociu?- spojrzałam na nią.- Po czym mogę się dowiedzieć, że mu na mnie zależy?
- Wtedy, po całej aferze, straciłam przyjaciółkę, bardziej pokochałam waszego wujka, bo walczył o mnie. Jeśli mężczyzna się nie poddaje i pokazuje, że zależy mu na dziewczynie, to jest naszym skarbem. Oczywiście najpierw wróciliśmy do statusu przyjaciół.
- Dziękuję.- uśmiechnęłam się z wdzięcznością.
- Nie ma za co myszko.- poklepała mnie po ramieniu, po czym skierowała się do drzwi.- I przemyśl to, co ci powiedziałam.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
poniedziałek, 3 kwietnia 2017
ROZDZIAŁ 39
Zajęcia minęły w spokoju. Nie uczymy się niczego nowego, bo odkryliśmy chyba już wszystkie nasze moce w pierwszym roku życia. No i jeszcze w 16 urodziny dostaliśmy po jednej mocy, indywidualnej dla każdego z nas. Ja mam pamięć fotograficzną, działającą również wstecz czyli mogę zajrzeć do wspomnień z przeszłości i coś narysować. Za to Felix może podporządkować swojej mocy naturę. No i z ciocią ćwiczymy używać tego w wale i udzielać pomocy światu. Zazwyczaj polega to na leczenie nieprzytomny ze skrzydła szpitalnego, albo walce ze sobą i naszymi morojskimi przyjaciółmi, z obranymi specjalizacjami oraz nauczycielami. Jednak na czas zajęć polowych ćwiczymy tylko na sobie. Wychodząc zastanawiałam się, co teraz robi mój chłopak.
- Myślisz o nim.- zauważył mój brat, idąc obok.
- No co ty nie powiedz?- prychnęłam.- Ja ci jakoś nie zwracam uwagi, że już wyobrażasz sobie dzisiejszą noc z Alice.
On westchnął tylko i poszedł w kierunku naszego domu. Ja jednak wolałam poszwędać się jeszcze po szkole. A nóż trafię na blondyna. Wychodziłam zza zakrętu na korytarz, prowadzący do holu i go zobaczyłam. Ale nie samego. Ten widok złamał mi serce.
- JACK'U ZENKLOSIE!!!- wydarłam się chyba na cały budynek.
Na dźwięk mojego głosu oderwał się od tej suki. Od razu wszyscy na nas spojrzeli, ale widząc moje mordercze spojrzenie, wybiegli we wszystkich kierunkach. Zostaliśmy we trójkę. Ja, ten huj, ze strachem w oczach i dorównująca mu Maddy, która uśmiechała się triumfalnie.
- Widzisz Nastiś, tak to jest, gdy nie dajesz mężczyźnie tego czego chce.- wydęła usta w dzióbek.- Szukają pocieszenia u innych, bardziej otwartych na związki.
Przeniosłam wzrok na nią, a ona skuliła się pod nim. Nieświadomie używałam wpływu, ale nie obchodziło mnie to. Jej słowa mnie raniły, zwłaszcza, że uświadomiła mi gorzką prawdę. Przełknęłam łzy, nie pokaże im mojej słabości.
- Zabieraj się kurwo, z tą swoją otwartą na związki cipą, do burdelu, gdzie będziesz pieprzona sto razy dziennie.- warknęłam na nią, a ona uciekła.
Wiedziałam, że zrobi co jej kazałam. Niech tam zgnije. Nie chcę jej widzieć nigdy więcej. Zwróciłam całą swoją uwagę na chłopaka. Zaczęłam się zbliżać, a on oddalać.
- Na-nastka. T-t-to nie t-t-tak jak my-myślisz...- zaczął dążącym głosem.
- Milcz! - przerwałam mu.- Kocham Cię, tak? Jesteś dla mnie najważniejsza, tak? A tylko czekałeś na okazję przelizania się z tą suką. Wszystko to kłamstwo! Okłamywałeś mnie, a ja ci ufałam! Tylko po co? A no tak. Chciałeś mnie tylko przelecieć! Normalnie się nie dało, więc sobie wymyśliłeś to wszystko. Nie spodziewałeś się, że tak długo będę zwlekać i zatęskniłeś za wolnością. Bad boy musi coś zaliczyć, bo celibat, kurwa, mu nie służy! Ta bajeczka o kochanej dziewczynie też wymyślona? Tyle kłamstwa, złudzeń. Ale ja jestem głupia. Ale koniec. Ty Jack'u Zeklosie wiedz, że zniszczyłeś mnie, jak ta twoja "Ajeksia". Wymyśliłeś piękną historię o nas. Zabawiłeś się mną, a ja była gotowa ci się oddać. Ta udawana troska, dbanie, "nasze dzieci", "jesteś na mnie skazana na zawsze"! I co widzę? Mówiłam, że zostawisz mnie dla morojki, ale sądziłam, że wybierzesz kogoś lepszego. Było od razu przyznać mi rację. Obiecywałeś, że poczuję się jak moja mama przy tacie. A jak się czuję jak najgorsze ścierwo. To wszystko twoja wina.- słowa przesiąknięte jadem, wypluwałam jak najgorszy szlam.
Nagle poczułam ramiona wokół szyi. Otrząsnęłam się z tego amoku i rozejrzałam dookoła. Byli wszyscy nasi najbliżsi przyjaciele, a ja stałam pięć kroków od chłopaka, a raczej ściany pod którą stał, bo on sam unosił się pod samym sufitem, przyduszony. Wszystko puściło. Przestałam używać magi, a tylko wtuliłam się w jasne loki Rozi. Czułam, że Felix ściąga blondyna ma ziemię i skarciłam się w środku, troską o niego. Przed chwilą mnie zdradził do cholery.
- C-co t-to było?- doszedł mnie zdziwiony głos moroja.
Mój brat spojrzał mu w oczy.
- Nie będziesz mógł powiedzieć o tym, co widziałeś przy osobach, które o tym nie wiedzą. Podczas każdej próby, powiesz coś ośmieszającego cię.- następnie zrobił coś, czego nikt by się po nim nie spodziewał. Uderzył go w twarz.- A to za moją siostrę.
On nigdy, ale to nigdy nie uderzył nikogo po za zajęciami z walki. Zeklos podniósł głowę i znowu poczułam potrzebę pomocy mu, na co tylko mocniej wszczepiłam się w przyjaciółkę, do której dołączyła Alice i Oliwia. Chłopak miał rozciętą wagę, a z nosa ciekła mu krew. Rozkojarzony spojrzał na mnie i w jego oczach zobaczyłam troskę i uczucie zagubienia.
-Nastka.-na dźwięk swojego imienia wychyliłam się zza głowy Dragomirówny.- To naprawdę nie tak. Mam twój medalik.- z żalem, poczuciem winy i smutkiem w oczach, pokazał małe serduszko na łańcuszku.
- I co?- warknął Ash.- Myślisz, że to coś pomoże?
- Zrobiłem to dla ciebie. Ona go zabrała i powiedziała, że da mi po pocałunku. Nie spodziewałem się, że to zobaczysz.
Wyrwałam się z uścisku przyjaciółek, które wręcz popatrzyły się moją skóra, podeszłam do "ukochanego", nie zważając na rozmyte makijaż i dałam mu w twarz. Głowa aż odskoczyła mu w bok. Złapał się za bolące miejsce i spojrzał na mnie z szokiem.
- Za co to?- spytał zbity z tropu. Co za idiota.
- Za co?! Za co?! A jakby kazała ci się przelecieć z nią, też byś to zrobił?
- No nie, ale...
- Nie ma żadnego "ale". Przelizałeś się z inną laską, nie ważne dlaczego. Nic już nie wiem, co jest prawdą, a co fałszem. Straciłeś moje zaufanie i zanim je odzyskasz, będziesz musiał się trochę namęczyć. A do poniedziałku nie chcę cię widzieć na oczy.
Odwróciłam się na pięcie i odeszłam.
- Ale Anastazja...
- Siedź już cicho.- Iwaszkow ledwo wytrzymywał.- Już i tak za dużo powiedziałeś.
- A ty!- zatrzymałam się na ton jego głosu.- Znikasz gdzieś w co drugą sobotę, na kilka godzin. Może to ty masz kogoś za moimi plecami i dlatego teraz starasz się odsunąć od siebie podejrzenia? Mówiłaś, że mam szansę być pierwszy, ale może ten twój gach mnie wyprzedził?
Zacisnęłam pięści mocno i odwróciłam się i szybko podeszłam do niego. Przy każdym kroku moje buty wydawały złowrogi stukot. Zatrzymałam się centralnie przed nim z twarzą nie wyrażającą żadnych uczuć.
- Czy ty mnie właśnie oskarżyłeś o zdradę?!- warknęłam z niedowierzaniem.- Ja nigdy bym cię nie zdradziła. Nie jestem taka jak ty.
Plunęłam mu pod nogi i odwróciłam się na pięcie, po czym skierowałam się do wyjścia, kręcąc biodrami.
- Mamy chyba coś do wyjaśnienia!- krzyknął za mną.
- Z tobą już nic nie będę wyjaśniać.- powiedziałam, obojętnie patrząc na niego w drzwiach.
Wyszłam i poszłam do domu. Akurat zaczął padać deszcz. Super! Lepiej być nie może. W połowie drogi zmieniłam swój cel docelowy, postanawiając iść na salę treningową. Ale najpierw i tak muszę się przebrać i spakować.
___________________________________________________________
U la la. To się porobiło. Kto spodziewał się takiego obrotu sprawy? Dziękuję wszystkim za komentarze, to bardzo motywuje, gdyby nie wy... cóż? Pewnie nigdy by nie powstał ten blog, a tak piszę drugą część. Nie wiem, co mnie tak naszło, ale dziękuję. To pewnie przez pogodę. 😂 U was też tak pochmurno? A może dla tego, że mam ponad 2 tys. komentarzy i prawie 122 tyś. wyświetleń. Kocham was.💖💖💖💖
- Myślisz o nim.- zauważył mój brat, idąc obok.
- No co ty nie powiedz?- prychnęłam.- Ja ci jakoś nie zwracam uwagi, że już wyobrażasz sobie dzisiejszą noc z Alice.
On westchnął tylko i poszedł w kierunku naszego domu. Ja jednak wolałam poszwędać się jeszcze po szkole. A nóż trafię na blondyna. Wychodziłam zza zakrętu na korytarz, prowadzący do holu i go zobaczyłam. Ale nie samego. Ten widok złamał mi serce.
- JACK'U ZENKLOSIE!!!- wydarłam się chyba na cały budynek.
Na dźwięk mojego głosu oderwał się od tej suki. Od razu wszyscy na nas spojrzeli, ale widząc moje mordercze spojrzenie, wybiegli we wszystkich kierunkach. Zostaliśmy we trójkę. Ja, ten huj, ze strachem w oczach i dorównująca mu Maddy, która uśmiechała się triumfalnie.
- Widzisz Nastiś, tak to jest, gdy nie dajesz mężczyźnie tego czego chce.- wydęła usta w dzióbek.- Szukają pocieszenia u innych, bardziej otwartych na związki.
Przeniosłam wzrok na nią, a ona skuliła się pod nim. Nieświadomie używałam wpływu, ale nie obchodziło mnie to. Jej słowa mnie raniły, zwłaszcza, że uświadomiła mi gorzką prawdę. Przełknęłam łzy, nie pokaże im mojej słabości.
- Zabieraj się kurwo, z tą swoją otwartą na związki cipą, do burdelu, gdzie będziesz pieprzona sto razy dziennie.- warknęłam na nią, a ona uciekła.
Wiedziałam, że zrobi co jej kazałam. Niech tam zgnije. Nie chcę jej widzieć nigdy więcej. Zwróciłam całą swoją uwagę na chłopaka. Zaczęłam się zbliżać, a on oddalać.
- Na-nastka. T-t-to nie t-t-tak jak my-myślisz...- zaczął dążącym głosem.
- Milcz! - przerwałam mu.- Kocham Cię, tak? Jesteś dla mnie najważniejsza, tak? A tylko czekałeś na okazję przelizania się z tą suką. Wszystko to kłamstwo! Okłamywałeś mnie, a ja ci ufałam! Tylko po co? A no tak. Chciałeś mnie tylko przelecieć! Normalnie się nie dało, więc sobie wymyśliłeś to wszystko. Nie spodziewałeś się, że tak długo będę zwlekać i zatęskniłeś za wolnością. Bad boy musi coś zaliczyć, bo celibat, kurwa, mu nie służy! Ta bajeczka o kochanej dziewczynie też wymyślona? Tyle kłamstwa, złudzeń. Ale ja jestem głupia. Ale koniec. Ty Jack'u Zeklosie wiedz, że zniszczyłeś mnie, jak ta twoja "Ajeksia". Wymyśliłeś piękną historię o nas. Zabawiłeś się mną, a ja była gotowa ci się oddać. Ta udawana troska, dbanie, "nasze dzieci", "jesteś na mnie skazana na zawsze"! I co widzę? Mówiłam, że zostawisz mnie dla morojki, ale sądziłam, że wybierzesz kogoś lepszego. Było od razu przyznać mi rację. Obiecywałeś, że poczuję się jak moja mama przy tacie. A jak się czuję jak najgorsze ścierwo. To wszystko twoja wina.- słowa przesiąknięte jadem, wypluwałam jak najgorszy szlam.
Nagle poczułam ramiona wokół szyi. Otrząsnęłam się z tego amoku i rozejrzałam dookoła. Byli wszyscy nasi najbliżsi przyjaciele, a ja stałam pięć kroków od chłopaka, a raczej ściany pod którą stał, bo on sam unosił się pod samym sufitem, przyduszony. Wszystko puściło. Przestałam używać magi, a tylko wtuliłam się w jasne loki Rozi. Czułam, że Felix ściąga blondyna ma ziemię i skarciłam się w środku, troską o niego. Przed chwilą mnie zdradził do cholery.
- C-co t-to było?- doszedł mnie zdziwiony głos moroja.
Mój brat spojrzał mu w oczy.
- Nie będziesz mógł powiedzieć o tym, co widziałeś przy osobach, które o tym nie wiedzą. Podczas każdej próby, powiesz coś ośmieszającego cię.- następnie zrobił coś, czego nikt by się po nim nie spodziewał. Uderzył go w twarz.- A to za moją siostrę.
On nigdy, ale to nigdy nie uderzył nikogo po za zajęciami z walki. Zeklos podniósł głowę i znowu poczułam potrzebę pomocy mu, na co tylko mocniej wszczepiłam się w przyjaciółkę, do której dołączyła Alice i Oliwia. Chłopak miał rozciętą wagę, a z nosa ciekła mu krew. Rozkojarzony spojrzał na mnie i w jego oczach zobaczyłam troskę i uczucie zagubienia.
-Nastka.-na dźwięk swojego imienia wychyliłam się zza głowy Dragomirówny.- To naprawdę nie tak. Mam twój medalik.- z żalem, poczuciem winy i smutkiem w oczach, pokazał małe serduszko na łańcuszku.
- I co?- warknął Ash.- Myślisz, że to coś pomoże?
- Zrobiłem to dla ciebie. Ona go zabrała i powiedziała, że da mi po pocałunku. Nie spodziewałem się, że to zobaczysz.
Wyrwałam się z uścisku przyjaciółek, które wręcz popatrzyły się moją skóra, podeszłam do "ukochanego", nie zważając na rozmyte makijaż i dałam mu w twarz. Głowa aż odskoczyła mu w bok. Złapał się za bolące miejsce i spojrzał na mnie z szokiem.
- Za co to?- spytał zbity z tropu. Co za idiota.
- Za co?! Za co?! A jakby kazała ci się przelecieć z nią, też byś to zrobił?
- No nie, ale...
- Nie ma żadnego "ale". Przelizałeś się z inną laską, nie ważne dlaczego. Nic już nie wiem, co jest prawdą, a co fałszem. Straciłeś moje zaufanie i zanim je odzyskasz, będziesz musiał się trochę namęczyć. A do poniedziałku nie chcę cię widzieć na oczy.
Odwróciłam się na pięcie i odeszłam.
- Ale Anastazja...
- Siedź już cicho.- Iwaszkow ledwo wytrzymywał.- Już i tak za dużo powiedziałeś.
- A ty!- zatrzymałam się na ton jego głosu.- Znikasz gdzieś w co drugą sobotę, na kilka godzin. Może to ty masz kogoś za moimi plecami i dlatego teraz starasz się odsunąć od siebie podejrzenia? Mówiłaś, że mam szansę być pierwszy, ale może ten twój gach mnie wyprzedził?
Zacisnęłam pięści mocno i odwróciłam się i szybko podeszłam do niego. Przy każdym kroku moje buty wydawały złowrogi stukot. Zatrzymałam się centralnie przed nim z twarzą nie wyrażającą żadnych uczuć.
- Czy ty mnie właśnie oskarżyłeś o zdradę?!- warknęłam z niedowierzaniem.- Ja nigdy bym cię nie zdradziła. Nie jestem taka jak ty.
Plunęłam mu pod nogi i odwróciłam się na pięcie, po czym skierowałam się do wyjścia, kręcąc biodrami.
- Mamy chyba coś do wyjaśnienia!- krzyknął za mną.
- Z tobą już nic nie będę wyjaśniać.- powiedziałam, obojętnie patrząc na niego w drzwiach.
Wyszłam i poszłam do domu. Akurat zaczął padać deszcz. Super! Lepiej być nie może. W połowie drogi zmieniłam swój cel docelowy, postanawiając iść na salę treningową. Ale najpierw i tak muszę się przebrać i spakować.
___________________________________________________________
U la la. To się porobiło. Kto spodziewał się takiego obrotu sprawy? Dziękuję wszystkim za komentarze, to bardzo motywuje, gdyby nie wy... cóż? Pewnie nigdy by nie powstał ten blog, a tak piszę drugą część. Nie wiem, co mnie tak naszło, ale dziękuję. To pewnie przez pogodę. 😂 U was też tak pochmurno? A może dla tego, że mam ponad 2 tys. komentarzy i prawie 122 tyś. wyświetleń. Kocham was.💖💖💖💖
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
niedziela, 2 kwietnia 2017
ROZDZIAŁ 38
Następnego dnia, z samego rana wyruszyliśmy do rodziców Jack'a. Znowu. Teraz staliśmy przed drzwiami, czekając aż ktoś je otworzy. Po chwili zostałam uwięziona w silnym uścisku Ashley.
- Tak bardzo za wami tęskniłam.- przeniosła się do syna i go także zamknęła w ramionach.- Wchodźcie dzieciaki.
Wytarłam czarne półbuty i przekroczyłam próg. Miałam na sobie białą sukienkę do kolan, rozszerzającą się u dołu, z czarnymi wzorami i pasem falbanki na dolnym brzegu. Stanęłam przed ojcem chłopaka. Wziął wdech i przywołał na twarz nie szczery uśmiech. Chociaż próbował być miłym. Sama zmusiłam się do uśmiechu.
- Miło, że przyjęliście nasze zaproszenie.- odezwała się kobieta.- A teraz siadajmy do stołu, bo jedzenie wystygnie. Mam nadzieję, że będzie ci smakować skarbie.
- Zjem wszystko, co dostanę.- odpowiedziałam miło.
Poszliśmy do jadalni, gdzie stał zastąpiony stół taki jak ostatnio. Nie wiedziałam gdzie się podziać, więc czekałam aż państwo domu zajęli miejsca. Jesse u szczytu stołu, jego żona na prawo od niego, a Jack po lewej. Już pewniejsza usiadłam koło ukochanego. Po chwili podali duszoną kaczkę w jabłkach.
- Smacznego.- powiedziałam kulturalnie.
Wszyscy mi odpowiedzieli. To znaczy mam taką nadzieję, bo mężczyzna tylko coś mruknął. Jedzenie było znakomite, więc dość szybko opróżniłam talerz i wzięłam dokładkę. Zauważyłam, że Ashley patrzy na mnie z radością, a Jack z dumą i lekkim rozbawieniem. Jednak lekko peszył mnie uważny wzrok jego ojca.
- Wolniej kochanieńka, bo deseru nie zmieścisz.- zachichotała kobieta.
- Spokojnie. Moi rodzice dość dużo jedli, nawet jak na dampiry, a ja z bratem odziedziczyliśmy to po nich. Jednak Diana jest bardziej wybredna.- westchnęłam,udając zawiedzenie.
Po chwili obie się zaśmiałyśmy. Cieszę się, że udało mi się znaleźć wspólny język z blondynką. Teraz jeszcze muszę przekonać do siebie jej męża. Na szczęście to on wykonał pierwszy krok.
- A powiedz mi Anastazjo, czym się interesujesz? Po za walką i treningami, oczywiście.- spytał, opierając głowę na załączonych dłoniach z łokciami opartymi o stół.
- Bardzo ciekawią mnie wilki. Ich anatomia, sposoby żywienia, hierarchia czy zachowanie w watasze. Wiedział pan, że łączą się w pary na kilka lat?
- Interesujące.- zmrużył oczy.- Powiedz mi o nich coś jeszcze.
Od razu speszyłam się pod jego spojrzeniem.
- A co tam wiele gadać. Nie mam na tyle czasu, aby wgłębić się w ten temat i pewnie tak jak zainteresowanie mamy, pójdzie w odstawkę.- wzruszyłam ramionami.
- A czym niby twoja matka mogła się interesować?- prychnął starszy Zekols, za co został trzepnięty przez żonę.
- Myli się pan. Dampiry służą moroją z poczucia obowiązku. Ale gdyby tak nie było, prawie niczym by się nie wyróżniały od innych. Tak samo mają uczucia, pragnienia, ambicje, zainteresowania. Ale jesteśmy świadomi, że nic z tego nie wyjdzie, bo najważniejsi są moroje.
- To smutne.- zauważyła Ashley.
- Normalna kolej rzeczy.- przestałam grzebać widelcem w talerzu i dokończyłam kruche mięso.
- To co z tym deserem mamo?- przerwał ciszę mój ukochany.
- A tak!- kobieta klasnęła dwa razy.
Po chwili zabrano nam danie, a podano ciasta. Było w czym wybierać. Kubki zamieniono na filiżanki i postawiono trzy dzbanki, w tym jeden ze śmietaną.
- Kawa, czy herbata?- spytała pani domu.
- Herbata.- odpowiedziałam równocześnie z moim chłopakiem.
Spojrzeliśmy na siebie, patrząc sobie głęboko w oczy z uśmiechami, a on złapał mnie za rękę i ją ścisnął.
Reszta obiadu minęła w naprawdę milej atmosferze. Blond włosy mężczyzna bardzo się zainteresował moim życiem i jak to naprawdę jest z dampirami, bez tych wszystkich plotek. Na początku podchodził do tego sceptycznie, ale z czasem uświadomił sobie swój błąd i zrobiło mu się głupio. Mam dziwne wrażenie, że przekonałam go do dampirów. Na końcu nawet z nami żartował i się śmiał. Może wcale nie jest tak zły, jak wszyscy mówią? Po dwóch godzinach postanowiliśmy już wracać, ponieważ muszę zdążyć na zajęcia z bratem i Karp. To znaczy, tylko ja o tym wiem. Jeszcze nie powiedziałam prawdy Jack'owi. Trochę boję się, jak zareaguje, choć jestem dobrej myśli. Kiedyś mu powiem. Nie dzisiaj, ale powiem, najwyżej w dzień moich urodzin. Pożegnaliśmy małżeństwo i wsiedliśmy do samochodu.
- Czemu to musi być tak daleko?-zaczęłam narzekać.
Nie cierpię jeździć samochodem, albo latać samolotami. Siedzenie w jednej pozycji jest okropne, a szkoła, Dwór i różne inne ważne miejsca morojów znajdują się na kompletnym zadupiu, więc bez samochodu ani rusz.
- Kochanie, jedziemy dopiero dziesięć minut. Jak chcesz, to się zdrzemnij. Obudzę cię na miejscu.
Posłuchałam go i oparłam się o szybę. Chwilę później już spałam.
- Nastka.- poczułam szarpanie.- Ej, siostra. Obudź się.
Przekręciłam się na drugi bok i przytuliłam do poduszki.
- Czego chcesz?- mruknęłam.
- Ja nic, ale ciocia Sonia może już...
- Cholera!- zerwałam się.- Chwila. A co ja robię we własnym łóżku, we własnym pokoju?
- Jak łóżko twoje, to chyba i pokój twój. Nie sądzisz?- Felix spojrzał na mnie cwanie.
- Dobra, skończ już te swoje filozofie. Zgaduję, że przyniósł mnie tu Zeklos.
- Da.- uśmiechnął się szeroko.- Zrobiłem wam słodkie zdjęcie.
- Chyba wolę go nie oglądać.
- Jest na głównej stronie szkoły.- wyszczerzył się.- Tak pięknie byłaś w niego wtulona. Jak mapka.
- Zajebię cię.- rzuciłam się na bruneta, a on zaczął uciekać.
- Nawet jak cię położył do łóżka, nie chciałaś go puścić.- śmiał się.- Musiał się położyć razem z tobą. To kiedy będzie sex.
Rzuciłam w niego ognistą kulą, ale on zrobił unik. Zaczęliśmy walkę na magię, a później wręcz. Usiadłam na nim triumfalnie.
- I jak zwykle, walkę wygrywa Anastazjaaaaa!- parodiowałam głos sędziego w boxie.
- Już nawet nie umiesz spać bez niego.- dalej się śmiał.- To jak nazwiecie swoje dzieci?
- Ty lepiej uważaj, żebym ci nie przypomniała, jak się zachowywałeś w stosunku do Alice. Ciągłe przytulanie, całowanie. Nawet na chwilę nie chciałeś dać jej spokoju. A teraz wstawaj i idziemy.
Podniosłam się i pomogłam tego dokonać bratu. Szybko się przebrałam w koszulkę w krótki rękaw oraz długie spodnie, uczesałam się, po czym poprawiłam makijaż i mogliśmy iść.
- Tak bardzo za wami tęskniłam.- przeniosła się do syna i go także zamknęła w ramionach.- Wchodźcie dzieciaki.
Wytarłam czarne półbuty i przekroczyłam próg. Miałam na sobie białą sukienkę do kolan, rozszerzającą się u dołu, z czarnymi wzorami i pasem falbanki na dolnym brzegu. Stanęłam przed ojcem chłopaka. Wziął wdech i przywołał na twarz nie szczery uśmiech. Chociaż próbował być miłym. Sama zmusiłam się do uśmiechu.
- Miło, że przyjęliście nasze zaproszenie.- odezwała się kobieta.- A teraz siadajmy do stołu, bo jedzenie wystygnie. Mam nadzieję, że będzie ci smakować skarbie.
- Zjem wszystko, co dostanę.- odpowiedziałam miło.
Poszliśmy do jadalni, gdzie stał zastąpiony stół taki jak ostatnio. Nie wiedziałam gdzie się podziać, więc czekałam aż państwo domu zajęli miejsca. Jesse u szczytu stołu, jego żona na prawo od niego, a Jack po lewej. Już pewniejsza usiadłam koło ukochanego. Po chwili podali duszoną kaczkę w jabłkach.
- Smacznego.- powiedziałam kulturalnie.
Wszyscy mi odpowiedzieli. To znaczy mam taką nadzieję, bo mężczyzna tylko coś mruknął. Jedzenie było znakomite, więc dość szybko opróżniłam talerz i wzięłam dokładkę. Zauważyłam, że Ashley patrzy na mnie z radością, a Jack z dumą i lekkim rozbawieniem. Jednak lekko peszył mnie uważny wzrok jego ojca.
- Wolniej kochanieńka, bo deseru nie zmieścisz.- zachichotała kobieta.
- Spokojnie. Moi rodzice dość dużo jedli, nawet jak na dampiry, a ja z bratem odziedziczyliśmy to po nich. Jednak Diana jest bardziej wybredna.- westchnęłam,udając zawiedzenie.
Po chwili obie się zaśmiałyśmy. Cieszę się, że udało mi się znaleźć wspólny język z blondynką. Teraz jeszcze muszę przekonać do siebie jej męża. Na szczęście to on wykonał pierwszy krok.
- A powiedz mi Anastazjo, czym się interesujesz? Po za walką i treningami, oczywiście.- spytał, opierając głowę na załączonych dłoniach z łokciami opartymi o stół.
- Bardzo ciekawią mnie wilki. Ich anatomia, sposoby żywienia, hierarchia czy zachowanie w watasze. Wiedział pan, że łączą się w pary na kilka lat?
- Interesujące.- zmrużył oczy.- Powiedz mi o nich coś jeszcze.
Od razu speszyłam się pod jego spojrzeniem.
- A co tam wiele gadać. Nie mam na tyle czasu, aby wgłębić się w ten temat i pewnie tak jak zainteresowanie mamy, pójdzie w odstawkę.- wzruszyłam ramionami.
- A czym niby twoja matka mogła się interesować?- prychnął starszy Zekols, za co został trzepnięty przez żonę.
- Myli się pan. Dampiry służą moroją z poczucia obowiązku. Ale gdyby tak nie było, prawie niczym by się nie wyróżniały od innych. Tak samo mają uczucia, pragnienia, ambicje, zainteresowania. Ale jesteśmy świadomi, że nic z tego nie wyjdzie, bo najważniejsi są moroje.
- To smutne.- zauważyła Ashley.
- Normalna kolej rzeczy.- przestałam grzebać widelcem w talerzu i dokończyłam kruche mięso.
- To co z tym deserem mamo?- przerwał ciszę mój ukochany.
- A tak!- kobieta klasnęła dwa razy.
Po chwili zabrano nam danie, a podano ciasta. Było w czym wybierać. Kubki zamieniono na filiżanki i postawiono trzy dzbanki, w tym jeden ze śmietaną.
- Kawa, czy herbata?- spytała pani domu.
- Herbata.- odpowiedziałam równocześnie z moim chłopakiem.
Spojrzeliśmy na siebie, patrząc sobie głęboko w oczy z uśmiechami, a on złapał mnie za rękę i ją ścisnął.
Reszta obiadu minęła w naprawdę milej atmosferze. Blond włosy mężczyzna bardzo się zainteresował moim życiem i jak to naprawdę jest z dampirami, bez tych wszystkich plotek. Na początku podchodził do tego sceptycznie, ale z czasem uświadomił sobie swój błąd i zrobiło mu się głupio. Mam dziwne wrażenie, że przekonałam go do dampirów. Na końcu nawet z nami żartował i się śmiał. Może wcale nie jest tak zły, jak wszyscy mówią? Po dwóch godzinach postanowiliśmy już wracać, ponieważ muszę zdążyć na zajęcia z bratem i Karp. To znaczy, tylko ja o tym wiem. Jeszcze nie powiedziałam prawdy Jack'owi. Trochę boję się, jak zareaguje, choć jestem dobrej myśli. Kiedyś mu powiem. Nie dzisiaj, ale powiem, najwyżej w dzień moich urodzin. Pożegnaliśmy małżeństwo i wsiedliśmy do samochodu.
- Czemu to musi być tak daleko?-zaczęłam narzekać.
Nie cierpię jeździć samochodem, albo latać samolotami. Siedzenie w jednej pozycji jest okropne, a szkoła, Dwór i różne inne ważne miejsca morojów znajdują się na kompletnym zadupiu, więc bez samochodu ani rusz.
- Kochanie, jedziemy dopiero dziesięć minut. Jak chcesz, to się zdrzemnij. Obudzę cię na miejscu.
Posłuchałam go i oparłam się o szybę. Chwilę później już spałam.
- Nastka.- poczułam szarpanie.- Ej, siostra. Obudź się.
Przekręciłam się na drugi bok i przytuliłam do poduszki.
- Czego chcesz?- mruknęłam.
- Ja nic, ale ciocia Sonia może już...
- Cholera!- zerwałam się.- Chwila. A co ja robię we własnym łóżku, we własnym pokoju?
- Jak łóżko twoje, to chyba i pokój twój. Nie sądzisz?- Felix spojrzał na mnie cwanie.
- Dobra, skończ już te swoje filozofie. Zgaduję, że przyniósł mnie tu Zeklos.
- Da.- uśmiechnął się szeroko.- Zrobiłem wam słodkie zdjęcie.
- Chyba wolę go nie oglądać.
- Jest na głównej stronie szkoły.- wyszczerzył się.- Tak pięknie byłaś w niego wtulona. Jak mapka.
- Zajebię cię.- rzuciłam się na bruneta, a on zaczął uciekać.
- Nawet jak cię położył do łóżka, nie chciałaś go puścić.- śmiał się.- Musiał się położyć razem z tobą. To kiedy będzie sex.
Rzuciłam w niego ognistą kulą, ale on zrobił unik. Zaczęliśmy walkę na magię, a później wręcz. Usiadłam na nim triumfalnie.
- I jak zwykle, walkę wygrywa Anastazjaaaaa!- parodiowałam głos sędziego w boxie.
- Już nawet nie umiesz spać bez niego.- dalej się śmiał.- To jak nazwiecie swoje dzieci?
- Ty lepiej uważaj, żebym ci nie przypomniała, jak się zachowywałeś w stosunku do Alice. Ciągłe przytulanie, całowanie. Nawet na chwilę nie chciałeś dać jej spokoju. A teraz wstawaj i idziemy.
Podniosłam się i pomogłam tego dokonać bratu. Szybko się przebrałam w koszulkę w krótki rękaw oraz długie spodnie, uczesałam się, po czym poprawiłam makijaż i mogliśmy iść.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
ROZDZIAŁ 37
Kolejny tydzień szkoły, minął bez przeszkód. Codziennie taka sama procedura. Zaczęły mnie dogadać lekkie wyrzuty sumienia, że już nie patrzę za okno. Czy to znaczy, że zapominam? Jednak Jack wybił mi to z głowy, mówiąc, że to normalne. Zaczynam się oswajać ze stratą, ale wciąż o nich pamiętam. Jednak ja nie chcę się z tym oswajać. Chcę żyć nadzieją, że kiedyś, przez to właśnie okno, dostrzegę wysokiego mężczyznę, z średniej długości włosami i szerokim płaszczem, powiewającym za nim na wietrze. Boję się każdego dnia, czy ktoś czasem mnie nie wyprzedził i nie zabił? A co jak się dowie o śmierci mamy? Wiele razy powtarzała jego słowa, że nie umiałby żyć bez niej i gdyby umarła, dołączyłby do niej. Nie chcę go odzyskać tylko po to, aby niedługo później stracić. Kocham go i potrzebuję. A go nie ma przy mnie. Wracając. Jak na razie zajęcia idą mi świetnie. Dzisiaj jednak miałam małą lekcję. Przed ostatnią lekcją miałam dość zawziętą walkę, którą niestety przegrałam. Z Harrym. Ale nie przejęłam się tym za bardzo. Wiadomo żal porażki, ale nie znałam jego umiejętności i byłam zbyt pewna siebie. To mnie zgubiło i dało nauczkę. Jak mogłam popełnić tak podstawowy błąd. Chciałam zrobić z tej walki widowisko, wykonując nad nim salto do tyłu, a wtedy mnie pochwycił i ściągnął na ziemię. Dosłownie i w przenośni. Nasza praca nie jest na pokaz, a ma służyć moroją. Zapamiętam to na długo, bo aż Zeklos musiał mi masaż robić na obolałe mięśnie. A jest w tym świetny. Tak samo jak w sporcie. Zaczęłam go trenować i świetnie mi idzie. Choć on pewnie mnie wyklina na wszystkie możliwe sposoby, ponieważ nie mam żadnej litości. Zawsze gdy jęczy, że ma dosyć, upominam go, żeby nie narzekał, bo my mamy gorsze treningi. A jeśli chce wrócić na podium, musi zakasać rękawy i heja. Nie ćwiczył od trzech lat, tylko czasami bywał na siłowni, więc mamy sporo pracy
-Anastazja?- zaczął poważnie Jack.
Leżeliśmy już u mnie w pokoju, przytulni i oglądaliśmy film.
- Tak?- spojrzałam na niego.
- Pamiętasz o kolacji jutro?
Właśnie. Zapomniałam wam powiedzieć, że Jessy zmienił z lekka swoje zachowanie i z Ashley zaprosili nas na obiad na jutro.
- Tak. I z lekka się denerwuję.- uśmiechnęłam się krzywo.
- Nie bój się. Wszystko będzie dobre. Jak już mój ojciec nas zaprosił, będzie się starał zachować kulturę. Musiał się z tym oswoić.
- Ale nie o to chciałeś zapytać.- zauważyłam.
- No nie.- podrapał się po karku, wahając się.- Chciałbym żebyś została moją strażniczką.
- To prawie jak oświadczyny.- zażartowałam.- Wiesz co sobie obiecałam?- sięgnęłam ręką do medalika.
Wyrobiłam sobie nawyk dotykania go zawsze, gdy myślę o rodzicach. I przeżyłam szok. Nie było go tam!
- Wiem i chcę ci pomóc, jak tylko bym umiał.- objął mnie i przyciągnął do siebie. Jednak od razu zauważył, że coś jest nie tak.- Nastka?
- Nie ma go.- powiedziałam w szoku.- Nie ma!
- Czego nie ma?- spytał z troską.
- Medalika. Zgubiłam go.- w oczach pojawiły mi się łzy.
Był dla mnie świętością. Od początku czułam w nim magię rodziców. A teraz straciłam najbliższą mi pamiątkę po nich.
- Ej, już. Spokojnie księżniczko.- przytulił mnie mocno.- Znajdziemy go. Nie martw się.
Cmoknął mnie w czubek głowy. W jego ramionach zaczęłam się uspokajać. Wierzyłam mu. Napawałam się jego cudownym zapachem pomieszanym z męskimi perfumami.
- Kocham cię.- szepnęłam.- Dziękuję.
- Nie masz za co, skarbie. Też cię kocham. A teraz się zbieramy, bo pewnie już na nas czekają.
Kiwnęłam głową i zaczęłam się zbierać. Poprawiłam makijaż, zmieniłam ubranie i wyszliśmy trzymając się za ręce. Blondyn ciągle szeptał mi słodkie i sprośne słowa do ucha, na co wybuchałam śmiechem. Doszliśmy do warowni w doskonałych chmurach. Byli tam wszyscy nasi przyjaciele, dobrani w pary oprócz Oliwi
- To niesprawiedliwe.- zaczęła w pewnym momencie.- Czemu ja nie mogę mieć żadnego chłopaka?
- Ej, Liwka, spokojnie. Na wszystko jest czas i kiedyś znajdziesz swojego wilczka.- zaśmiał się Felix.
- Wątpię. Ale mam newsa.- zmieniła temat.- W środę, my wszyscy jedziemy na dwór.
- Serio?!- Michele zrobiła wielkie oczy.
- Tak.- wtrąciła Rozi.- Moja mama zaprasza nas ze względu "na dobre wyniki", choć znając ją, stęskniła się za mną, a sama jest tak zajęta, że szuka pretekstu, aby mnie zobaczyć.
- No to super.- Ash zatarł dłonie.- Może zobaczę też moich rodziców i małą Eve.
Trochę mi się przykro zrobiło. Ja już nie zobaczę więcej rodziców. A na pewno mamy. Czemu to tak boli? Ukochany dostrzegł, co się dzieje i przytulił mnie.
- Cii mała.- szepnął mi do ucha.- Nie smuć się, bo i moje serce pęka. Wszystko będzie jak ma być.
- To znaczy?- nie do końca rozumiałam.
- Spójrz na mnie.- uniosłam wzrok.- Życie samo w sobie nie jest piękne, dlatego jest ważne, aby samemu brać z niego co najlepsze.
Przytuliłam go mocno.
- Jesteś wspaniały. To było takie mądre i głębokie, że może kiedyś dorównasz mojemu tacie.- zaśmiałam się.
- Nie bez powodu mówi się, że mężów wybiera się po ojcu.- wyszczerzył się.
- Brakuje ci jeszcze talentu kulinarnego.- zaśmiałam się.
- No kurde dość.- udawał zdenerwowanie.- Kto umie dobrze gotować?
Rękę podnieśli Felix, Rozi, Oliwia i Felicja.
- A kto nauczy mnie gotować?- spytał znowu.
Wszyscy spuścili ręce.
- Nosz dzięki kurwa.- mruknął udając obrażonego.
- Poprosić ciocię Lili.- rzucił mój brat, dobierając się do Alice.
- O! Dobry pomysł.- uśmiechnął się i przytulił mnie, całując mój policzek.
- To co teraz robimy?- spytała Włoszka.
- Mafia.- wykrzyknęłam równocześnie z bliźniakiem.
Bawiliśmy się dobre dwie godziny, aż nie porwał mnie Jack. Nie mam pojęcia o co mu chodzi. Szliśmy, trzymając się za tece coraz głębiej w las. Nagle znaleźliśmy się na polanie z jeziorkiem. Otworzyłam szeroko oczy.
- Z jakiej to okazji?- spytałam patrząc na koc i świeczki.
- A czy zawsze jest okazja, żebym mógł zrobić romantyczny piknik?- odpowiedział pytaniem.
Spojrzałam w jego oczy, po czym gwałtownie wpiłam się w jego usta. Odpowiedział od razu, przyciskając mnie do najbliższego drzewa. Poprosił o wstęp, który mu od razu, bez wahania dałam. Pogłębił pocałunek, a nasze języki zaczęły walczyć o dominację. Nieświadomie włożyłem mu ręce we włosy i zaczęłam ciągnąć. On złapał mnie za uda i podniósł, na co oplotłam go nogami. Przegrałam walkę, ale taką porażkę to mogę mieć nawet codziennie z dziesięć razy. Całowaliśmy się dopóki nie zabrakło nam powietrza. Jednak Zeklos nie puścił mnie od razu. Patrzył mi głęboko w oczy, a ja jemu.
- Dziękuję Księżniczko. Jesteś najlepszym, co mnie w życiu spotkało. Zmieniłaś moje życie i wprowadziłaś w nie szczere uczucia. Wiem w końcu co to miłość, radość, gdy budzisz się i widzisz cały swój świat w swoich ramionach, gdy ona jednym uśmiechem rozświetla mój dzień, wiem co to czysty związek bez sexu. Wszystko dzięki tobie. Dziękuję.
___________________________________________________________
Wiem, miał być wczoraj, ale nie miałam okazji. Ale będzie dzisiaj jeszcze jeden, dokładnie o 17. To już pewne. Co do bonusa... widzę, że zdania są podzielone co do kontynuacji, więc wpadłam na pomysł. Zmienię bohaterów i kiedyś zrobię z tego książkę na Wattpadzie. Kto ma, to wyczekuje po skończeniu bloga (tak, będzie kiedyś koniec, na który mam już pomysł.), a kto nie ma, ten niech se pobierze. 😉 To buźka kochani. 💖💖💖💖
-Anastazja?- zaczął poważnie Jack.
Leżeliśmy już u mnie w pokoju, przytulni i oglądaliśmy film.
- Tak?- spojrzałam na niego.
- Pamiętasz o kolacji jutro?
Właśnie. Zapomniałam wam powiedzieć, że Jessy zmienił z lekka swoje zachowanie i z Ashley zaprosili nas na obiad na jutro.
- Tak. I z lekka się denerwuję.- uśmiechnęłam się krzywo.
- Nie bój się. Wszystko będzie dobre. Jak już mój ojciec nas zaprosił, będzie się starał zachować kulturę. Musiał się z tym oswoić.
- Ale nie o to chciałeś zapytać.- zauważyłam.
- No nie.- podrapał się po karku, wahając się.- Chciałbym żebyś została moją strażniczką.
- To prawie jak oświadczyny.- zażartowałam.- Wiesz co sobie obiecałam?- sięgnęłam ręką do medalika.
Wyrobiłam sobie nawyk dotykania go zawsze, gdy myślę o rodzicach. I przeżyłam szok. Nie było go tam!
- Wiem i chcę ci pomóc, jak tylko bym umiał.- objął mnie i przyciągnął do siebie. Jednak od razu zauważył, że coś jest nie tak.- Nastka?
- Nie ma go.- powiedziałam w szoku.- Nie ma!
- Czego nie ma?- spytał z troską.
- Medalika. Zgubiłam go.- w oczach pojawiły mi się łzy.
Był dla mnie świętością. Od początku czułam w nim magię rodziców. A teraz straciłam najbliższą mi pamiątkę po nich.
- Ej, już. Spokojnie księżniczko.- przytulił mnie mocno.- Znajdziemy go. Nie martw się.
Cmoknął mnie w czubek głowy. W jego ramionach zaczęłam się uspokajać. Wierzyłam mu. Napawałam się jego cudownym zapachem pomieszanym z męskimi perfumami.
- Kocham cię.- szepnęłam.- Dziękuję.
- Nie masz za co, skarbie. Też cię kocham. A teraz się zbieramy, bo pewnie już na nas czekają.
Kiwnęłam głową i zaczęłam się zbierać. Poprawiłam makijaż, zmieniłam ubranie i wyszliśmy trzymając się za ręce. Blondyn ciągle szeptał mi słodkie i sprośne słowa do ucha, na co wybuchałam śmiechem. Doszliśmy do warowni w doskonałych chmurach. Byli tam wszyscy nasi przyjaciele, dobrani w pary oprócz Oliwi
- To niesprawiedliwe.- zaczęła w pewnym momencie.- Czemu ja nie mogę mieć żadnego chłopaka?
- Ej, Liwka, spokojnie. Na wszystko jest czas i kiedyś znajdziesz swojego wilczka.- zaśmiał się Felix.
- Wątpię. Ale mam newsa.- zmieniła temat.- W środę, my wszyscy jedziemy na dwór.
- Serio?!- Michele zrobiła wielkie oczy.
- Tak.- wtrąciła Rozi.- Moja mama zaprasza nas ze względu "na dobre wyniki", choć znając ją, stęskniła się za mną, a sama jest tak zajęta, że szuka pretekstu, aby mnie zobaczyć.
- No to super.- Ash zatarł dłonie.- Może zobaczę też moich rodziców i małą Eve.
Trochę mi się przykro zrobiło. Ja już nie zobaczę więcej rodziców. A na pewno mamy. Czemu to tak boli? Ukochany dostrzegł, co się dzieje i przytulił mnie.
- Cii mała.- szepnął mi do ucha.- Nie smuć się, bo i moje serce pęka. Wszystko będzie jak ma być.
- To znaczy?- nie do końca rozumiałam.
- Spójrz na mnie.- uniosłam wzrok.- Życie samo w sobie nie jest piękne, dlatego jest ważne, aby samemu brać z niego co najlepsze.
Przytuliłam go mocno.
- Jesteś wspaniały. To było takie mądre i głębokie, że może kiedyś dorównasz mojemu tacie.- zaśmiałam się.
- Nie bez powodu mówi się, że mężów wybiera się po ojcu.- wyszczerzył się.
- Brakuje ci jeszcze talentu kulinarnego.- zaśmiałam się.
- No kurde dość.- udawał zdenerwowanie.- Kto umie dobrze gotować?
Rękę podnieśli Felix, Rozi, Oliwia i Felicja.
- A kto nauczy mnie gotować?- spytał znowu.
Wszyscy spuścili ręce.
- Nosz dzięki kurwa.- mruknął udając obrażonego.
- Poprosić ciocię Lili.- rzucił mój brat, dobierając się do Alice.
- O! Dobry pomysł.- uśmiechnął się i przytulił mnie, całując mój policzek.
- To co teraz robimy?- spytała Włoszka.
- Mafia.- wykrzyknęłam równocześnie z bliźniakiem.
Bawiliśmy się dobre dwie godziny, aż nie porwał mnie Jack. Nie mam pojęcia o co mu chodzi. Szliśmy, trzymając się za tece coraz głębiej w las. Nagle znaleźliśmy się na polanie z jeziorkiem. Otworzyłam szeroko oczy.
- Z jakiej to okazji?- spytałam patrząc na koc i świeczki.
- A czy zawsze jest okazja, żebym mógł zrobić romantyczny piknik?- odpowiedział pytaniem.
Spojrzałam w jego oczy, po czym gwałtownie wpiłam się w jego usta. Odpowiedział od razu, przyciskając mnie do najbliższego drzewa. Poprosił o wstęp, który mu od razu, bez wahania dałam. Pogłębił pocałunek, a nasze języki zaczęły walczyć o dominację. Nieświadomie włożyłem mu ręce we włosy i zaczęłam ciągnąć. On złapał mnie za uda i podniósł, na co oplotłam go nogami. Przegrałam walkę, ale taką porażkę to mogę mieć nawet codziennie z dziesięć razy. Całowaliśmy się dopóki nie zabrakło nam powietrza. Jednak Zeklos nie puścił mnie od razu. Patrzył mi głęboko w oczy, a ja jemu.
- Dziękuję Księżniczko. Jesteś najlepszym, co mnie w życiu spotkało. Zmieniłaś moje życie i wprowadziłaś w nie szczere uczucia. Wiem w końcu co to miłość, radość, gdy budzisz się i widzisz cały swój świat w swoich ramionach, gdy ona jednym uśmiechem rozświetla mój dzień, wiem co to czysty związek bez sexu. Wszystko dzięki tobie. Dziękuję.
___________________________________________________________
Wiem, miał być wczoraj, ale nie miałam okazji. Ale będzie dzisiaj jeszcze jeden, dokładnie o 17. To już pewne. Co do bonusa... widzę, że zdania są podzielone co do kontynuacji, więc wpadłam na pomysł. Zmienię bohaterów i kiedyś zrobię z tego książkę na Wattpadzie. Kto ma, to wyczekuje po skończeniu bloga (tak, będzie kiedyś koniec, na który mam już pomysł.), a kto nie ma, ten niech se pobierze. 😉 To buźka kochani. 💖💖💖💖
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
sobota, 1 kwietnia 2017
MÓJ MATE
Szliśmy z Lissą, jej mate Christianem, Eddym i Masonem na kolejną lekcję, którą była etykieta dworska. Nie mam pojęcia, do czego nam to potrzebne. Przecież to nie średniowiecze. Mamy dwudziesty pierwszy wiek, do cholery. Jeszcze brakuje tu pochodni i sów jak w Harrym Potterze.
- To jest bez sensu.- westchnął rudzielec.- Po co nam tu jakiś zapchlony kundel.
- Musimy nauczyć się tolerancji.- przypomniała królewskim tonem blondynka.
Wszyscy się roześmialiśmy.
- A ja tam się cieszę. Zawsze chciałam poznać prawdziwego wilkołaka.- rozmarzyłam się.- Podobno są świetnymi wojownikami. Może w końcu nauczę się czegoś.
- Zdecydowanie za dużo w tobie agresji, Rose.- księżniczka zmarszczyła brwi.
- Nie agresji, a energii, którą chcę spożytkować na czymś bardziej ambitnym niż rozdmuchiwanie dmuchawców, zrzucanie liści z drzew i posyłanie samolocików do chłopaków na lekcji.
- Tobie naprawdę przydałby się mate.- westchnął Ozera.
- A tobie celibat.- odgryzłam się.- Magia powietrza nie jest tak zjawiskowa jak ognia.
- Patrzcie.- przyjaciółka szturchnęła mnie z rozemocjonowanym głosem.- Idzie.
spojrzałam przed siebie i aż się zatrzymałam. Zza zakrętu wyszedł on. Szerokie barki, na których idealnie układała się ciemna bluzka, opinając jego mięśnie brzucha. Okryty był długim płaszczem a'la kowbojskim prochowcem, szurającym lekko po ziemi, jakby ją głaskał. Twarz miał surową i poważną, a mały kucyk powiewał z tyłu jego głowy. Za to jakie oczy. Ciemno brązowe, jak czekolada w której pragnie się zatopić, utopić i nigdy więcej nie wracać do rzeczywistości. Wszystkie kobiety się za nim oglądały i wręcz pożerały go wzrokiem, co mnie strasznie wkurzało. Byłam o nie wszystkie zazdrosna? Miałam wrażenie, że gdy nasze spojrzenia spotkały się, jego oczy pociemniały. Nie! To nie możliwe!
- Dymitr.- szepnęłam nieświadomie.
Nie wiem jakim cudem, ale byłam pewna, że tak ma na imię.
- Co?- Mass spojrzał na mnie zdziwiony.
Nie zwróciłam na niego uwagi, przejęta przybyłym. Z jego twarzy nic nie dało się wyczytać, jednak nie spuszczał ze mnie wzroku. Postanowiłam się w końcu ogarnąć. Odetchnęłam głęboko i wyprostowałam kręgosłup. Cierpliwie czekałam, aż nas minie, kiedy on złapał mnie za ramię. Przeszła mnie fala ciepła i dziwny, miły prąd, gdy tylko mnie dotknął.
- Moja Roza.- mruknął niskim, głębokim z silnym akcentem Rosyjskim.
Poczułam, że zmiękły mi kolana, serce przyspieszyło swój rytm, a żołądek zacisnął się przyjemnie. Brunet już bez żadnego słowa więcej odszedł. Nie odwrócił się, mimo że, na sto procent, czuł moje spojrzenie, wywiercające mu dziurę w płaszczu, aby dostać się do głębi jego duszy. Odwróciłam wzrok dopiero, gdy zniknął za rogiem. Reszta popatrzyła się na mnie dziwnie.
- O co chodzi, Rose?- spytała zdziwiona blondynka.
Złapałam ją pod ramię i ruszyłam w stronę, z której przyszedł mężczyzna.
- A lekcje?- spytała, gdy zauważyła, że kierujemy się do wyjścia.
- Przyjaciółka jest chyba ważniejsza niż jakiejś tam etykiety.- zauważyłam.
Dziesięć minut później siedziałam z nią na moim łóżku, a chłopcy przed nami na podłodze.
- Powiesz w końcu o co chodzi?- niecierpliwiła się księżniczka.
Wzięłam głęboki oddech i wydusiłam.
- Znalazłam swojego Mate.
- Co? Kiedy? Kto to?- zalała mnie pytaniami.
- Jak to? Dymitr?- czyżby nie zauważyła mojego zachowania.
- Kto?- dziewczyna zmarszczyła brwi.
Nie rozumiem. Przecież była tam.
- Czekaj.- wtrącił Mase.- To imię powiedziałaś chwilę po tym, jak pojawił się ten pies. Wpoiłaś się w wilkokrwistego?
- Tak!- zastanowiłam się chwilę.- A jak to wyglądało.
Nigdy nie widziałam procesu znajdowania Mate. Liss poznała Chrisa wychodząc od karmiciela. Ona i rodzice opowiadali mi jak się wtedy czuli i ja miałam tak samo, ale nigdy nie widziałam tego z zewnątrz.
- Patrzyłaś na niego, a on na ciebie, później się zatrzymaliście, on coś ci powiedział i odszedł.- wzruszył ramionami Eddy.
- O rany! Ale się cieszę.- przyjaciółka rzuciła się na mnie.- Ale chwila. On może być starszy od nas o jakieś pięć, sześć lat.
- Co z tego?- zmarszczyłam czoło.
- Jak się czujesz?- dopytywała.
- Normalnie chyba... Trochę taka dziwnie pusta... Jak sądzisz, co teraz robi? Może myśli o mnie.
Chciałabym się z nim już zobaczyć. Ciekawe czy mamy z nim jakieś lekcje? A może nauczy mnie walczyć? Mieć takiego trenera, to byłoby super. Zastanawia mnie, jak wygląda jako wilk. Słyszałam, że to zależy od charakteru. Podobno wilkołaki są bardzo romantyczne i zaborcze. On też? Patrząc na jego zachowanie, wydaje się jakby nie miał uczuć. A jeśli on taki nie jest i zamknie mnie gdzieś, żebym była tylko jego? No to koniec imprez. Ale jestem w stanie z tego zrezygnować. Jakbym nazwała nasze dzieci... Dobra, dość Rose. Lecisz za daleko.
- Hathaway.- z zamyślenia wyrwał mnie Christian
- Czego?- fuknęłam.
- Ale cię wzięło.- zagwizdał Mason.- Zawiesiłaś się na dobre dziesięć minut. Wracając. Już chyba nie opłaca nam się iść na lekcje?- spytał z nadzieją.
- Żartujesz sobie?! A jeśli on tam będzie?- szybko się zerwałam i podeszłam do szafy.- Liss, nie mam się w co ubrać.
- Panowie, zmywamy się, bo tu nie ma nic ciekawego.- czarnowłosy pociągnął ich za drzwi.- Miłej zabawy!
- Dzięki słońce.- odkrzyknęła księżniczka.- Mate to coś wspaniałego.
- Myślisz, że mu się spodoba?- pokazałam jej czerwoną koszulkę z niskim dekoltem i czarną miniówkę.
- No coś ty?!- żachnęła się.- Tak skąpo ubrana to możesz być tylko przy nim. Ale jeśli będą też inni dostanie szału. Uwierz mi, nie chcesz tego.- skrzywiła się i stanęła obok mnie.
Po chwili wyciągnęła białą sukienkę z czerwonymi wzorkami(↓) i białe półbuty. Uścisnęłam ją, zabrałam rzeczy i zniknęłam w łazience. Jeszcze tylko zrobiłam szybki makijaż, a włosy splotłam w warkocz, po czym wyleciałam z łazienki jak rakieta. Złapałam przyjaciółkę i pociągnęłam ją do szkoły.
- No szybciej, bo się spóźnimy.- pośpieszałam ją.
- Nigdy nie sądziłam, że usłyszę to z twoich ust.- zachichotała, ale natychmiast przerwała z powodu zadyszki.
Pewnie teraz liczycie na opis, jak to nie wpadłam brawurowo na lekcję, zwracając na siebie uwagę całej klasy i nauczyciela, którym był mój mate. Jednak nic takiego się nie wydarzyło. Nie spotkałam go cały dzień. Teraz wracam zawiedziona i stęskniona do pustego pokoju. Dzisiaj Liss śpi u swojego mate. W szkole panuje zasada, że gdy ktoś znajdzie swoją bratnią duszę, muszą zamieszkać razem. Ale księżniczka uparła się, że nie ma zamiaru zaniedbywać naszej przyjaźni, więc ustaliliśmy, że co drugą noc spędza ze mną. Nagle poczułam jak ktoś mnie złapał, a chwilę później stałam już przyszpilona do ściany. Podniosłam wzrok i prawie się popłakałam ze szczęścia. Co ta więź ze mną robi. Na szczęście się powstrzymałam.
- Dymitr.- szepnęłam z bijącym sercem.
- Roza.- zamruczał seksownie.- Wyglądasz olśniewająco. Warto było tyle się namęczyć z przeniesieniem.
Zbliżył twarz do mojej, a mój żołądek wykonał koziołka. Zamknęłam oczy i rozchyliłam lekko usta, czekając na jego ruch. Dzieliły nas milimetry, wyraźnie czułam na wargach jego oddech. Pozwoliłam aby ten cudowny zapach mnie otumanił. Ale niczego się nie doczekałam, oprócz jego cichego śmiechu. Otworzyłam oczy.
- To było nie fair, Towarzyszu.- mruknęłam niezadowolona.
- Nie mów tak do mnie.- zmroził mnie spojrzeniem.
- Jesteś moim mate, więc będę cię nazywać jak chcę.- skrzyżowałam ręce na piersi.
On złapał je w nadgarstkach i przycisnął do ściany.
- Diabełek z ciebie wychodzi, złośnico.- mruknął mi seksownie do ucha.
- Ciesz się, nie zawsze jestem miła.- chciałam zabrzmieć groźnie, ale mi nie wyszło, bo w tym samym momencie przygryzł płatek mojego ucha.
- A kiedy jesteś miła?- spytał, całując mój czuły punkt.
Wstrzymałam oddech, ale po chwili zaczęłam szybciej oddychać, przymykając oczy.
- Kiedy... czegoś... chcę.- prawie krzyknęłam, ale Dymitr zakrył mi usta dłonią.
Nawet nie zauważyłam kiedy uwolnił moje ręce. Ale to nie miało znaczenia. Serce biło mi jak szalone i miałam wrażenie, że on to słyszy.
- A czego teraz chcesz?- kontynuował z dumą, że doprowadził mnie do takiego stanu.
Palcem jeździł mi po szyi, od ucha, aż po obojczyk i jeszcze niżej po ręce, ledwo muskając moją skórę. Poczułam gęsią skórkę i że przeszedł mnie przyjemny dreszcz, ten sam co rano, ale o wiele silniejszy, ponieważ aż zadrżałam.
- Żebyś nauczyć mnie walczyć.
___________________________________________________________
Hej, cześć i czołem. Macie tu taki mały bonusik z Akademią oczami Nastki (i pozdrowienia od niej). Tak na Prima Aprilis. Mam nadzieję, że się podoba. Piszcie czy chcecie kolejne części, choć i tak się pojawią. (no chyba, że będziecie bardzo na nie.) Dzisiaj będzie jeszcze jeden rozdział i na więcej nie liczcie. No i oczywiście nie dajcie się nabrać. 😉💖💖💖💖
- To jest bez sensu.- westchnął rudzielec.- Po co nam tu jakiś zapchlony kundel.
- Musimy nauczyć się tolerancji.- przypomniała królewskim tonem blondynka.
Wszyscy się roześmialiśmy.
- A ja tam się cieszę. Zawsze chciałam poznać prawdziwego wilkołaka.- rozmarzyłam się.- Podobno są świetnymi wojownikami. Może w końcu nauczę się czegoś.
- Zdecydowanie za dużo w tobie agresji, Rose.- księżniczka zmarszczyła brwi.
- Nie agresji, a energii, którą chcę spożytkować na czymś bardziej ambitnym niż rozdmuchiwanie dmuchawców, zrzucanie liści z drzew i posyłanie samolocików do chłopaków na lekcji.
- Tobie naprawdę przydałby się mate.- westchnął Ozera.
- A tobie celibat.- odgryzłam się.- Magia powietrza nie jest tak zjawiskowa jak ognia.
- Patrzcie.- przyjaciółka szturchnęła mnie z rozemocjonowanym głosem.- Idzie.
spojrzałam przed siebie i aż się zatrzymałam. Zza zakrętu wyszedł on. Szerokie barki, na których idealnie układała się ciemna bluzka, opinając jego mięśnie brzucha. Okryty był długim płaszczem a'la kowbojskim prochowcem, szurającym lekko po ziemi, jakby ją głaskał. Twarz miał surową i poważną, a mały kucyk powiewał z tyłu jego głowy. Za to jakie oczy. Ciemno brązowe, jak czekolada w której pragnie się zatopić, utopić i nigdy więcej nie wracać do rzeczywistości. Wszystkie kobiety się za nim oglądały i wręcz pożerały go wzrokiem, co mnie strasznie wkurzało. Byłam o nie wszystkie zazdrosna? Miałam wrażenie, że gdy nasze spojrzenia spotkały się, jego oczy pociemniały. Nie! To nie możliwe!
- Dymitr.- szepnęłam nieświadomie.
Nie wiem jakim cudem, ale byłam pewna, że tak ma na imię.
- Co?- Mass spojrzał na mnie zdziwiony.
Nie zwróciłam na niego uwagi, przejęta przybyłym. Z jego twarzy nic nie dało się wyczytać, jednak nie spuszczał ze mnie wzroku. Postanowiłam się w końcu ogarnąć. Odetchnęłam głęboko i wyprostowałam kręgosłup. Cierpliwie czekałam, aż nas minie, kiedy on złapał mnie za ramię. Przeszła mnie fala ciepła i dziwny, miły prąd, gdy tylko mnie dotknął.
- Moja Roza.- mruknął niskim, głębokim z silnym akcentem Rosyjskim.
Poczułam, że zmiękły mi kolana, serce przyspieszyło swój rytm, a żołądek zacisnął się przyjemnie. Brunet już bez żadnego słowa więcej odszedł. Nie odwrócił się, mimo że, na sto procent, czuł moje spojrzenie, wywiercające mu dziurę w płaszczu, aby dostać się do głębi jego duszy. Odwróciłam wzrok dopiero, gdy zniknął za rogiem. Reszta popatrzyła się na mnie dziwnie.
- O co chodzi, Rose?- spytała zdziwiona blondynka.
Złapałam ją pod ramię i ruszyłam w stronę, z której przyszedł mężczyzna.
- A lekcje?- spytała, gdy zauważyła, że kierujemy się do wyjścia.
- Przyjaciółka jest chyba ważniejsza niż jakiejś tam etykiety.- zauważyłam.
Dziesięć minut później siedziałam z nią na moim łóżku, a chłopcy przed nami na podłodze.
- Powiesz w końcu o co chodzi?- niecierpliwiła się księżniczka.
Wzięłam głęboki oddech i wydusiłam.
- Znalazłam swojego Mate.
- Co? Kiedy? Kto to?- zalała mnie pytaniami.
- Jak to? Dymitr?- czyżby nie zauważyła mojego zachowania.
- Kto?- dziewczyna zmarszczyła brwi.
Nie rozumiem. Przecież była tam.
- Czekaj.- wtrącił Mase.- To imię powiedziałaś chwilę po tym, jak pojawił się ten pies. Wpoiłaś się w wilkokrwistego?
- Tak!- zastanowiłam się chwilę.- A jak to wyglądało.
Nigdy nie widziałam procesu znajdowania Mate. Liss poznała Chrisa wychodząc od karmiciela. Ona i rodzice opowiadali mi jak się wtedy czuli i ja miałam tak samo, ale nigdy nie widziałam tego z zewnątrz.
- Patrzyłaś na niego, a on na ciebie, później się zatrzymaliście, on coś ci powiedział i odszedł.- wzruszył ramionami Eddy.
- O rany! Ale się cieszę.- przyjaciółka rzuciła się na mnie.- Ale chwila. On może być starszy od nas o jakieś pięć, sześć lat.
- Co z tego?- zmarszczyłam czoło.
- Jak się czujesz?- dopytywała.
- Normalnie chyba... Trochę taka dziwnie pusta... Jak sądzisz, co teraz robi? Może myśli o mnie.
Chciałabym się z nim już zobaczyć. Ciekawe czy mamy z nim jakieś lekcje? A może nauczy mnie walczyć? Mieć takiego trenera, to byłoby super. Zastanawia mnie, jak wygląda jako wilk. Słyszałam, że to zależy od charakteru. Podobno wilkołaki są bardzo romantyczne i zaborcze. On też? Patrząc na jego zachowanie, wydaje się jakby nie miał uczuć. A jeśli on taki nie jest i zamknie mnie gdzieś, żebym była tylko jego? No to koniec imprez. Ale jestem w stanie z tego zrezygnować. Jakbym nazwała nasze dzieci... Dobra, dość Rose. Lecisz za daleko.
- Hathaway.- z zamyślenia wyrwał mnie Christian
- Czego?- fuknęłam.
- Ale cię wzięło.- zagwizdał Mason.- Zawiesiłaś się na dobre dziesięć minut. Wracając. Już chyba nie opłaca nam się iść na lekcje?- spytał z nadzieją.
- Żartujesz sobie?! A jeśli on tam będzie?- szybko się zerwałam i podeszłam do szafy.- Liss, nie mam się w co ubrać.
- Panowie, zmywamy się, bo tu nie ma nic ciekawego.- czarnowłosy pociągnął ich za drzwi.- Miłej zabawy!
- Dzięki słońce.- odkrzyknęła księżniczka.- Mate to coś wspaniałego.
- Myślisz, że mu się spodoba?- pokazałam jej czerwoną koszulkę z niskim dekoltem i czarną miniówkę.
- No coś ty?!- żachnęła się.- Tak skąpo ubrana to możesz być tylko przy nim. Ale jeśli będą też inni dostanie szału. Uwierz mi, nie chcesz tego.- skrzywiła się i stanęła obok mnie.
Po chwili wyciągnęła białą sukienkę z czerwonymi wzorkami(↓) i białe półbuty. Uścisnęłam ją, zabrałam rzeczy i zniknęłam w łazience. Jeszcze tylko zrobiłam szybki makijaż, a włosy splotłam w warkocz, po czym wyleciałam z łazienki jak rakieta. Złapałam przyjaciółkę i pociągnęłam ją do szkoły.
- No szybciej, bo się spóźnimy.- pośpieszałam ją.
- Nigdy nie sądziłam, że usłyszę to z twoich ust.- zachichotała, ale natychmiast przerwała z powodu zadyszki.
Pewnie teraz liczycie na opis, jak to nie wpadłam brawurowo na lekcję, zwracając na siebie uwagę całej klasy i nauczyciela, którym był mój mate. Jednak nic takiego się nie wydarzyło. Nie spotkałam go cały dzień. Teraz wracam zawiedziona i stęskniona do pustego pokoju. Dzisiaj Liss śpi u swojego mate. W szkole panuje zasada, że gdy ktoś znajdzie swoją bratnią duszę, muszą zamieszkać razem. Ale księżniczka uparła się, że nie ma zamiaru zaniedbywać naszej przyjaźni, więc ustaliliśmy, że co drugą noc spędza ze mną. Nagle poczułam jak ktoś mnie złapał, a chwilę później stałam już przyszpilona do ściany. Podniosłam wzrok i prawie się popłakałam ze szczęścia. Co ta więź ze mną robi. Na szczęście się powstrzymałam.
- Dymitr.- szepnęłam z bijącym sercem.
- Roza.- zamruczał seksownie.- Wyglądasz olśniewająco. Warto było tyle się namęczyć z przeniesieniem.
Zbliżył twarz do mojej, a mój żołądek wykonał koziołka. Zamknęłam oczy i rozchyliłam lekko usta, czekając na jego ruch. Dzieliły nas milimetry, wyraźnie czułam na wargach jego oddech. Pozwoliłam aby ten cudowny zapach mnie otumanił. Ale niczego się nie doczekałam, oprócz jego cichego śmiechu. Otworzyłam oczy.
- To było nie fair, Towarzyszu.- mruknęłam niezadowolona.
- Nie mów tak do mnie.- zmroził mnie spojrzeniem.
- Jesteś moim mate, więc będę cię nazywać jak chcę.- skrzyżowałam ręce na piersi.
On złapał je w nadgarstkach i przycisnął do ściany.
- Diabełek z ciebie wychodzi, złośnico.- mruknął mi seksownie do ucha.
- Ciesz się, nie zawsze jestem miła.- chciałam zabrzmieć groźnie, ale mi nie wyszło, bo w tym samym momencie przygryzł płatek mojego ucha.
- A kiedy jesteś miła?- spytał, całując mój czuły punkt.
Wstrzymałam oddech, ale po chwili zaczęłam szybciej oddychać, przymykając oczy.
- Kiedy... czegoś... chcę.- prawie krzyknęłam, ale Dymitr zakrył mi usta dłonią.
Nawet nie zauważyłam kiedy uwolnił moje ręce. Ale to nie miało znaczenia. Serce biło mi jak szalone i miałam wrażenie, że on to słyszy.
- A czego teraz chcesz?- kontynuował z dumą, że doprowadził mnie do takiego stanu.
Palcem jeździł mi po szyi, od ucha, aż po obojczyk i jeszcze niżej po ręce, ledwo muskając moją skórę. Poczułam gęsią skórkę i że przeszedł mnie przyjemny dreszcz, ten sam co rano, ale o wiele silniejszy, ponieważ aż zadrżałam.
- Żebyś nauczyć mnie walczyć.
___________________________________________________________
Hej, cześć i czołem. Macie tu taki mały bonusik z Akademią oczami Nastki (i pozdrowienia od niej). Tak na Prima Aprilis. Mam nadzieję, że się podoba. Piszcie czy chcecie kolejne części, choć i tak się pojawią. (no chyba, że będziecie bardzo na nie.) Dzisiaj będzie jeszcze jeden rozdział i na więcej nie liczcie. No i oczywiście nie dajcie się nabrać. 😉💖💖💖💖
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
