piątek, 17 marca 2017

ROZDZIAŁ 23

Wróciliśmy jak zawsze przed dziesiątą w nocy. Zeklos pierwszy poszedł się kąpać, a ja zaraz po nim. Myłam głowę, więc zajęło mi to godzinę. Gdy wyszłam, zauważyłam, że chłopak czyta coś na łóżku. Dopiero po chwili rozpoznałam, co to. Zszokowana rzuciłam się na niego i wyrwałam zeszyt.
- Grzebałeś mi w rzeczach!- krzyknęłam oburzona.
- Leżał na wierzchu, a torba była otwarta i samo mi się rzuciło w oczy.- bronił się moroj.
- Misie, to są w lesie. Nigdy nie położyłabym go na wierzchu. Oddaj!
Pochyliłam się do przodu, próbując dosięgnąć najważniejszy przedmiot dla naszej rodziny. Ale blondyn odsunął ją jak najdalej ode mnie, jednocześnie mnie łaskocząc.
- Nie!- zaczął się śmiać.
- Przestań!- próbowałam się bronić.
Przygwoździłam mu rękę do materaca, a drugą złapałam zeszyt z różą. Zeszłym z chłopaka i usiadłam, patrząc z czułością na czarną okładkę.
- Co to jest?- spytał Zeklos, siadając obok mnie.
- Wspomnienia mojej mamy.- uśmiechnęłam się smutno.
- Pamiętnik?- zmarszczył brwi.
- Nie gamoniu.- walnęłam go w tył głowy dłonią.- To W-S-P-O-M-N-I-E-N-I-A.
- A to nie to samo?
- Jakby było to samo, nie oberwałbyś. Pamiętnik pisze się z dnia na dzień. A wspomnienia to po jakim czasie od danego wydarzenia. Mama pisała to po narodzinach Diany i opisała w szczegółach całą znajomość z tatą.
- Aż tak to pamiętała?- zdziwił się.
- Pomogła jej Luna.- powiedziałam, zanim ugryzłam się w język.
- Obiecuję, kiedyś ci go odetnę.- usłyszałam w głowie głos brata.
- Nie krępuj się.- odpowiedziałam.
Szlag!
Niby ogłoszono, jakim to sposobem nasza Mama zaszła w ciążę, ale pojawiły się komplikacje, buty, więc ostatecznie Moonersi usunęli wszystkim pamięć i z rodzicami oraz ciocią Lissą wymyślili bajeczkę, że to dzięki temu, że tata był strzygą.O jeleniach wie Rada królewska, z królową na czele, nasi przyjaciele i rodzina.
- Kto to Luna?- spytał mój chłopak.
- To... Ee... Przyjaciółka rodziców.- odpowiedziałam wymijająco.
- No dobra...- popatrzył na mnie nieufnie.
- Słuchaj. To prawda, mam trochę tajemnic, ale bezpieczniej będzie dla ciebie, jak nie będziesz o nich na razie wiedział.
- Ale kiedyś mi powiesz?
- Kiedyś tak.- zapewniłam.- Nie chcę, żeby było ci przykro, albo był na mnie zły. W mojej rodzinie jest dość dużo niedomówień, jeśli chodzi o postrzeganie przez świat zewnętrzny. To jest Dwór i morojów. Dowiesz się, gdy uznam, że jesteś na tą wiedzę gotowy.
- No dobra. Poświęcę się i zaczekam. To co z tymi wspomnieniami?- podkreślił ostatnie słowo, wskazując na książkę.
- Tego nie ruszaj.- odwróciłam zeszyt jak najdalej od niego.- Odpowiem ci na każde pytanie.
- No dobra. To o co chodziło z tym łóżkiem?
- Jesteś tak głupi, czy udajesz?
- To zależy od ciebie słońce.- poruszył zabawnie brwiami.
- A co zakochani mogą robić na łóżku, sam na sam w czterech ścianach?- spojrzałam na niego wyczekująco.
- Gadać?- uśmiechnął się szeroko.
- Już nie zgrywaj takiego niewiniątka. Ty już doskonale wiesz, co oni tam robili.
- No to dalej. Skoro jesteście dziećmi dampirów, - zbiegł na niebezpieczny temat.- to macie jakieś specjalne zdolności?
- Na przykład?- uniosłam brew.
- No nie wiem. Latanie, lasery z oczu?
Nie umiałam powstrzymać śmiechu.
- Nie.- wydusiłam, opadając na materac.- Nie jesteśmy kosmitami, ani super bohaterami. Po prostu dzieci dwójki dampirów.
Tym razem oboje wybuchliśmy śmiechem. Gdy się uspokoiliśmy, położyliśmy się na swoich miejscach, a ja wtuliłam się w blondyna.
- Miło być w końcu czyjś.- westchnął Zeklos, całując mnie w czoło.- Cieszę się, że mam tak niezwykłą i wspaniałą dziewczynę.
Uśmiechnęłam się zaczęłam kreślić palcem wzorki na jego umięśnionej klacie.
- Wiem. Też czuję się w końcu pełna. Kocham cię. A takie pytanko. Od jak dawna chodzisz na siłownię?
Poczułam pod sobą wibracje i usłyszałam chichot Jack'a.
- Od kilku lat. Uznałem, ze nie tylko dampiry mogą wyglądać.
- I dobrze.
Między nami zapadła cisza, ale przyjemna. Ukochany głaskał mnie po plecach i bawił się moimi włosami, a ja rozkoszowała się zapachu jego żelu do golenia. Pachniał tak cudownie. 
- "Usiadłam na kolanach Bielikowa i wtuliłam się w jego tors, a on zamknął mnie w szczelnym uścisku."-usłyszałam, miękki głos i już wiedziałam, że zabrał zeszyt. Ale słuchałam dalej.- "Napawałam się zapachem jego wody kolońskiej, myśląc o ostatnich prawie dwóch latach. Czułam, że ręką głaszcze moje włosy, napawając się ich dotykiem.
- A zdradzisz mi wielką tajemnicę naszej podróży Towarzyszu?- spytałam, podnosząc wzrok na jego twarz.
- Nie.
- Aha. Rozumiem. Tajne/poufne?
Oboje się zaśmialiśmy.
- Och Roza! Takich jak ty to ze świecą szukać.- westchnął, rozmarzony.
- Ty jej nie potrzebowałeś, aby nas znaleźć.- zauważyłam.
- Tylko szkoda, że mi ciągle uciekałaś.- zaśmiał się.
- Sam mi kazałeś biegać.
Na raz zaczęliśmy śmiać się oboje.
- Trochę czuję się jak księżniczka w tej dorożce.- odezwałam się po kilku minutach ciszy.
- To chyba dobrze, nie?- spytał z uśmiechem mój mąż.
- Nie wiem.- wzruszyłam ramionami.- Zawsze byłam przygotowywana na chronione Lissy i szukanie we wszystkim zagrożenia, a nie jeżdżenie piękną karocą, w cudną noc z boskim księciem.- dłonie przyłożyłam mu do torsu i w patrzyłam się w jego oczy.
- Ja mam być tym "boskim księciem"?- spytał przez śmiech.
Pokiwałam głową, na co znowu wybuchł śmiechem.
- Tylko ty Roza umiesz tak łatwo mnie rozśmieszyć. Dlatego chcę być na zawsze z tobą. Bo jesteś inna, jedyna, wyjątkowa." O rany! Ile w tym miłości. Twoi rodzice mieli wielkie szczęście.
- Tak, wiem. Zawsze marzyłam o takiej miłości. 
- I ja ci ją dam księżniczko. Obiecuję.- cmoknął mnie w czoło.- Twój ojciec był zupełnie inny niż mówią. Co mnie zawsze interesowało, gdy mój mówił źle o twoich rodzicach, wszyscy strażnicy dziwnie się na niego patrzyli, ale nic nie robili.
- Uczeni jesteśmy szacunku i wierności podopiecznego, bez względu na poglądy. Ale i tak mama i tata cieszyli się respektem wśród swoich. I wiesz co mi uświadomiłeś?- uklękłam, patrząc na niego z góry.
- Co?- również się podniósł.
- Dziwnie byś brzmiał, jako gej lub moja mama.- zaśmiałam się.
- Zaśpiewać ci kołysankę?- uśmiechnął się do mnie jak psychicznie chory.- Wlazł kotek na płotek...
Chciał śpiewać dalej, (o ile to można nazwać śpiewaniem.) ale przeszkodziła tu poduszka, którą go walnęłam.
- Błagam, zrób coś dla muzyki i nie wyj. Bardzo współczuję twoim przyszłym dzieciom.
Złapał mnie za rękę i popatrzył głęboko w oczy.
- Naszym dzieciom.

czwartek, 16 marca 2017

ROZDZIAŁ 22

Dzień upłynął dość spokojnie. Po zajęciach spotkaliśmy się wszyscy w naszym domu.
- Smutno tak bez Oliwi.- zauważyłam.
- Wybacz, ale tu już nie pozwolę wpuścić tej suki Maddy.- Felix aż się wzdrygnął.
- To co robimy?- spytał mój chłopak.
- Zazwyczaj, jak tu jesteśmy to my- Ash wskazał na wszystkich osobników płci męskiej.- gramy na PlayStation, a dziewczyny.
- Pewnie wymieniają się ciuchami.- zachichotał Dominic.
- Nie.- Rozi walnęła go otwartą dłonią w tył głowy.- My im kibicujemy.
- Mów za siebie.- prychnęłam.- Ja ich odgrywam.
- No tak. Moja siostra jest nie pokonana, zwłaszcza w Karate Street.
- Mówicie?- Zeklos zmrużył oczy.- Wyzywam cię kochanie na pojedynek.
- O co?- uśmiechnęłam się na perspektywę wygranej.
Moroj zaczął się zastanawiać. Po chwili dostał olśnienia.
- Jak wygram, pokażesz swoje rysunki Pannie Colins.
Wszyscy dookoła wydali przeciągłe "uuuuu..."
- Nie ma mowy!- zaprotestowałam od razu.
- No chłopie, trzymam za ciebie kciuki.- brunet poklepał go po plecach.
- No nie sądziłam, że doczekam dnia, gdy mój rodziny brat odwróci się przeciwko mnie.
- A co skarbie? Boisz się że przegrasz?- podpuszczał mnie blondyn.
- Wcale nie. No okey. Ale jeśli ja wygram, ty spisz na kocach, a ja na łóżku przez... tydzień.
- Oj, złotko. Już się przekonałaś, że oboje się na nim doskonale mieścimy.
- I co z tego?- wzruszyłam ramionami.
Nagle Felix przesłał mi w myślach genialny pomysł, a ja uśmiechnęłam się szatańsko.
- No dobra, to co innego. Jak wygram, będę na tobie ćwiczyć ciosy.
- Mam rozumieć, że stanę się twoim workiem treningowym?- potwierdziłam, kiwnięciem głową.- Kobieto, ja chcę jeszcze pożyć.
- A co? Boisz się, że przegrasz?- powtórzyłam jego słowa.
- Okey. Przyjmuję wyzwanie. A wy wszyscy jesteście tego świadkami.- wskazał na moich przyjaciół i ich partnerów na zajęcia polowe.- Dam ci trochę fory.
- Nie fatyguj się.- byłam całkowicie pewna siebie.
Zajęliśmy miejsca przed telewizorem i z padami czekaliśmy na uruchomienie gry. Polegała ona na chodzeniu po mieście i rozwalanie wszystkiego ciosami karate. A na końcu mieliśmy stoczyć pojedynek ze sobą, a punkty zdobyte wcześniej dawały nam dodatkowe zdolności. Na początku szliśmy równo. Zaczęłam go pokonywać już za drugim zakrętem, ale nie za wiele. Gdy zaczęliśmy walkę, szliśmy łeb w łeb. Nagle zdobyłam przewagę i dalej szłam za dobrą passą. Jednak, gdy już chciałam wykonać mega combo, skoczył na mnie biały Golden i zaczął lizać. Po chwili dało słyszeć się wesołe okrzyki.
- Wygrałem! Brawa dla mnie!
Szybko zrzuciłam z siebie suczkę i z szokiem patrzyłam na powaloną różowowłosą. Jeszcze nigdy nie przekgrałam.
- To nie sprawiedliwe!- skrzyżowałam ręce na piersi.- Wisel mnie zajęła i nie miałam się jak bronić.
- Po prostu nie umiesz przegrywać.- pokazał mi język.
- Żądam rewanżu.- wykrzyknęłam, udając obrażoną.
- Możemy, ale i tak pokażesz te rysunki.
Gdybym mogła zabić go wzrokiem, już leżałby martwy.
- Nie ma rady.- uśmiechnął się mój brat.- Umowa to umowa.
- To twoja wina.- burknęłam na suczkę, która się skuliła.- No już się nie smutaj. Nie umiem się ma ciebie gniewać.
Zaczęła lizać mnie i merdać ogonem, kiedy ją przytuliłam. Kocham tą psinkę. Odkąd pamiętam wszystkie zwierzęta nas uwielbiają, czego zazwyczaj nie można powiedzieć o dampirach. Tylko nasza trójka jest tak oryginalna, dzięki temu, że jesteśmy dziełem Błogosławieństwa Chorsu.
Przez resztę dnia graliśmy w różnych parach i w większości wygrywałam. Dominic i Jack okazali się godnymi przeciwnikami, ale na mój dozgonny podziw zasłużyła Michele. Ogrywała każdego, z większą lub mniejszą przewagą. Ze mną walczyła chyba z pół godziny, aż wygrała. Nie wiele miała więcej, ale zawsze coś. No dobra, pokonała mnie z 500 punktami przewagi. Jak to możliwe? Po kolacji, jak zawsze, poszliśmy do chatki.
- Wygodne to łóżko.- zauważył Jack, skacząc po nim.
- Nasi rodzice też tak uznali.- z bratem uśmiechnęliśmy się do siebie znacząco.
Widać było, że chłopak nie rozumie.
- Później ci wytłumaczę.- machnęłam na niego ręką.
- Ej!- naszą uwagę zwrócił Felix.- Mamy nowych członków naszej grupy. Trzeba im zrobić uroczyste przyjęcie.
- No właśnie.- uśmiechnęłam się diabelnie, zacierając ręce.- Ale chyba niestety musimy poczekać na Oliwię, bo nas zabije.
Westchnęliśmy smutno.
- O co chodzi?- Michele zmarszczyła brwi.
- No wiesz, żabciu.- wtrącił Ash.- Żeby dołączyć do naszej  grupy, musi przejść próby.
- Nazwijmy to takim chrztem. W końcu nasza elita to zaszczyt.- zaśmiała się Alice, tuląc swojego chłopaka.
- No to będzie zabawa.- ucieszyła się blondynka.
Nasza piątka i Oliwia znamy się od kołyski, dlatego świetnie się dogadujemy. Mimo tego, że wymyśliliśmy to pięć minut temu, oni udają, że to taki zwyczaj. Felicja i Tomas dołączyli do nas dopiero, gdy wszyscy poszliśmy do Akademii.
- A na czym to będzie polegać?- zaniepokoił się Dominic.
- Gdybyś wiedział, nie byłoby to tak ciekawie.- Rozi poklepała go po ramieniu, ale zaraz się odsunęła zarumieniona.
On za to puścił jej oczko, na co dziewczyna zrobiła się całkiem czerwona. Oni muszą być razem.
- To może teraz porobimy coś innego.- zaproponowała Michele.
- A ma ktoś pomysł?- popatrzyłam na zgromadzonych.
- Może programy w butelkę, na pytania.- zaproponował Jack.
Zgodziliśmy się i usiedliśmy w kółku z butelką po Coli.
Po kolei zadawaliśmy sobie pytania, na początku o ulubione rzeczy. Najgorzej było u naszej siódemki, bo wszystko o sobie wiedzieliśmy. Nagle Dominic wylosował blondynkę.
- Podoba ci się ktoś?- patrzył na nią z chytrym uśmiechem.
- Tak.- przyznała zarumieniona, patrząc na każdego poza nim.
- Ładnie się rumienisz.- jeszcze bardziej ją zawstydził.- Jesteś tak niewinna, na jaką wyglądasz?
- Ej, jest po jednym pytaniu.- cała czerwona chwyciła za butelkę i zakręciła na Jack'a.- Masz świadomość, że jeśli skrzywdzisz Anastazję, to będziesz cierpiał?
- Tak.- powiedział pewnie.- Ale nie boję się, bo jej nie skrzywdzę. Za bardzo ją kocham.- popatrzył na mnie z miłością.
Zrobiło mi się ciepło na sercu. Nigdy nie sądziłam, że to takie wspaniałe uczucie, znaleźć tego jedynego. Zakręcił szkłem, a gdy wypadło na mnie, jego uśmiech zmienił się w chytry. To nie zwiastuje niczego dobrego.
- Kto był twoim pierwszym?
Mogłam się tego spodziewać. Pewnie meczy go od naszego pierwszego spotkania w tej chatce. Chłopak sięgnął po pełną butelkę coli, myśląc, że jest gotowy na wszystko. Ale tego się nie spodziewa.
- Nikt.- wzruszyłam ramionami, a Zeklos się opluł.
- Nikt?!- Dominic spojrzał na mnie z niedowierzaniem, a reszta pękała ze śmiechu.
- Ale tydzień temu...- zaczął blondyn.
- Uwielbiają mnie wkurzać.- powiedział przez śmiech Felix.
- Po za tym twoja mina była bezcenna.- dodałam, kręcąc butelką.

środa, 15 marca 2017

ROZDZIAŁ 21

Obudziło mnie walenie do drzwi. Usłyszałam, jak ktoś wleciał niczym burza.
- Anasta...zja.- usłyszałam Asha.
Przetarłam oczy i lekko się podniosłam.
- No pięknie.- uśmiechnął się z kpiną.- Razem śpicie. Może jeszcze dałaś mu się przelecieć?
- Po to tylko przyszedłeś? Żeby się mnie czepiać? Jeśli tak to dla twojej wiadomości, nie uprawiałam z nim sexu.- rzuciłam mu wściekłe spojrzenie.- Teraz może opuścisz ten jakże spokojny pokój, zanim do niego nie wpadłeś?
- Ja... tak właściwie to chciałem cię przeprosić...- spuścił głowę.- Anastazja, jesteś dla mnie bardzo ważna. Ale jak siostra i przyjaciółka. Wtedy kierowała mną troska. Martwiłem się o ciebie, gdy wychodziłaś z pijanym Zeklosem. Nie żebym teraz się nie martwił.- rzucił blondynowi wrogie spojrzenie.- Ale jak widać, wiesz co robisz. Może po prostu mnie ponosi. Ale jeśli coś jej zrobisz, to ja i Felix nie będziemy twoim jedynym zmartwieniem.
Zamurowało mnie. Iwaszkow rzadko kiedy przeprasza i przyznaje się do błędu. Nawet nie zauważyłam jak zostałam sama z Jack'iem.
- Już chyba nie opłaca nam się spać.- zauważył chłopak.
- Wow.- w końcu się odezwałam.- To było mocne.
Ukochany cicho się zaśmiał i przytulił mnie, całując w skroń. Gdy już otrząsnęłam się z szoku, wstałam, biorąc ubrania i zamknęłam się w łazience. Dziesięć minut później wyszłam gotowa, a po mnie wszedł moroj. Nie było go z pół godziny.
- Długo jeszcze śliczna?- krzyknęłam i w tej chwili wyszedł.
- No wiesz, muszę się podobać mojej dziewczynie.- ostatnie słowo podkreślił pocałunkiem.
- Skoro tak mówisz.- złapałem go za rękę i pociągnęłam do wyjścia.
Szliśmy na stołówkę, kiedy usłyszałam znienawidzony głosik.
- JACK'UŚ!
- Kurwa.- moroj przeklnął.
Ta mała pijawka rzuciła się na niego i chciała go pocałować, ale bez wahania złapałam ją za włosy i odciągnęłam. Oliwia nawet nie próbowała mnie powstrzymywać.
- Odsuń się od niego dziwko, bo jeszcze zarazisz go jakąś chorobą weneryczną.- powiedziałam, stojąc nad nią.
- Co powiedziałaś?!- wstała na równe nogi, posyłając mi wrogie spojrzenie.
- To co słyszałaś. Czy może twoja tapeta zasłania ci uszy?
- Sama jesteś dziwką.- zrobiła się cała czerwona.
- Nie wolno ci tak mówić o niej.- mój chłopak stanął w mojej obronie.
- Jack'uś? Czemu ją bronisz? Za mną nigdy nie stałeś.
- Phh... dziwek nawet nie chce się bronić. Sama się prosisz o krzywdę.- prychnęłam.
- Byłaś tylko zabawką na samotne wieczory. Teraz już nigdy nie będę samotny.- Zeklos objął mnie i pocałował w policzek, co mnie uspokoiło.
Byliśmy na środku dziedzińca, gdzie stała już połowa szkoły czekając na lekcję. Od początku naszej konfrontacji zebrała się dość duża grupka gapiów, więc zrobiliśmy nie lada sensację. Za to Maddy zrobiła się czerwona jak pomidor.
- Zostawiasz mnie dla tej wywłoki? Jakiejś dampirzycy. Ja jestem morojką i to ze szlachetnego rodu...
- Dającą wszystkim dupy.- wtrąciła córka dyrektorki.
- A ty się zamknij, bo jesteś tylko moją strażniczką i to nie twoja sprawa.
- Obrażasz moją przyjaciółkę, więc moja.
- Co tu się dzieje?- przez tłum przecisął się mój brat z Dominiciem.
Szybko rozeznał się w sytuacji, w końcu widział,  co się stało moimi oczami.
- Ajć... Pomógłbym ci siostra, ale z zasady nie biję dziewczyn, jeśli nie są strzygami lub przeciwnikami na treningu.
- Na szczęście ja nie mam takich zahamowań.- warknęłam.
Już miałam się na nią rzucić, ale powstrzymały mnie silne ramiona.
- To nic nie da.- Felix próbował przemówić mi do rozsądku.
- Właśnie, a tylko narobisz sobie problemów.- z drugiej strony trzymał mnie Ash.
W końcu przestałam się szamotać. Chłopcy puścili mnie niepewnie, a Jack przytulił od tyłu.
- Wynoś się Maddy. I nie zbliżaj się do nas.- powiedział głosem nie znoszącym sprzeciwu.
- To jeszcze nie koniec. Popamietasz mnie szmato. Jack będzie jeszcze mój.- krzyknęła i odeszła. 
Tłum przepuścił ją i na nowo utworzył się wokół nas pierścień. Nie zważając na to, odwróciłam się przodem do mojego chlopaka i  zarzuciłam mu rece na kark.
- Dziękuję mój ty bohaterze.- zaśmiałam się patrząc mu w oczy.
- Zawsze cię obronię, księżniczko.- nachylił się i złączył nasze usta w pocałunku.
Wokół panowała cisza, a po chwili zabrzmiały wielkie wiwaty. Nie zważając na to, powoli skończyliśmy pocałunek, uśmiechając się szeroko do siebie.
- A co to za zgromadzenie?! Nie macie własnego życia?- nasi przyjaciele zaczęli robić za ochroniarzy.
Ludzie szybko się rozeszli, a my razem ruszyliśmy na stołówkę.
- Dzięki za pomoc.- obdarzyłam każdego promiennym uśmiechem.
- Nie ma za co.- brat objął mnie ramieniem.
- Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego.- zawołał Iwaszkow, no co zaśmiałam się z Michele.
- Słodki jesteś musiaczku.- morojka pocałował naszego przyjaciela.
- No no. Nie widzimy się jeden dzień, a tu już "musiaczku".- powstrzymywałam się od wybuchu śmiechem.
- Nie tylko ciebie zbliżyły zajęcia do podopiecznego.- bez skrępowania objął czarnowłosą.- Okazało się, że mamy wiele wspólnych tematów i takie tam.
- To niesamowite, że można mieć tyle osób, które cię wspierają.- szepnął mi do ucha Zeklos, gdy brałam jedzenie.- Czuję się trochę jak intruz.
- Nie przejmuj się. Już Cię tolerują. Niedługo staniesz się pełnomocnym członkiem naszej grupy.
Razem z tacką udałam się do naszego stolika. Już z daleka widziałam machające mi Rozi i Alice.
- Mogę się przysiąść?- spytał niewinnie mój ukochany.
- No pewnie. Chłopak naszej przyjaciółki, to nasz przyjaciel.- morojka cała promieniała, a ja się zastanawiałam, skąd ona o tym wie.
Spojrzałam oskarżycielsko na Felixa, a on wskazał na Alice. Ruda uśmiechnęła się niewinnie.  Koniec końców wyruszyłam ramionami i położyłam jedzenie na stoliku. Jednak zauważyłam, że moje miejsce jest zajęte przez pewnego blondyna. Niewiele myśląc, usiadłam mu na kolanach, a on objął mnie, jakby tylko na to czekał. Zaczęłam jeść kanapki, a chłopak przytulił się do mojego boku, co chwilę całując mnie w policzek. Nagle wybuchł śmiechem. Spojrzałam na niego karcąco, ale na nim to nie zrobiło najmniejszego wrażenia.
- Możesz powiedzieć, co cię tak rozbawiło?- spytałam oburzona.
- Masz tutaj ketchup.- wskazał swój lewy bok brody.
Szybko wyratłam sobie to miejsce serwetką.
- Już?- spytałam.
- Jeszcze trochę... Czekaj.
Zeklos wyciągnął do mnie rękę i kciukiem przejechał tuż obok ust, zahaczając o dolnią wargę, którą automatycznie przygryzłam.
- Mówiłem, żebyś tak nie robiła.- szepnął mi w usta, tuż przed tym, jak mnie pocałował.
- Niestety w genach mam nieposłuszeństwo.- uśmiechnęłam się do niego, gdy w końcu się od siebie odsunęliśmy.
- Dobra zakochańce. Moroje mają jeszcze czas na swoje śniadanie, a później na lekcje.
- Jasne.
Wszyscy się podnieśliśmy i ruszyliśmy do karmicieli. Nagle poczułam wibracje w tylnej kieszeni. Wyciągnęłam komórkę. Okazało się, że ktoś dodał post na grupie szkoły. Weszłam w niego i zgadnijcie, co zobaczyłam. Zabiję kiedyś Rozi i Alice. Na zdjęciach było "słodkie śniadanko przyszłej pary roku", jeśli wierzyć podpisowi morojki. No po prostu zabiję.

wtorek, 14 marca 2017

ROZDZIAŁ 20

W akademii byliśmy o dziwo przed północą. Wykąpana już chciałam położyć się na kocach, kiedy powstrzymał mnie mój chłopak. Matko! Jak to cudnie brzmi.
- Nie tak prędko złoto. Jesteś moją dziewczyną i nie pozwolę ci spać na tej niewygodne podłodze.- pociągnął mnie ro siebie.
- No ja nie wiem, czy to dobry pomysł...- zagryzłam wargę.
- Będę grzeczny, obiecuję. Rączki mam tu.- pokazał obie dłonie.- Ale przestań się nade mną znęcać.
Nie wiedziałam o co mu chodzi. Dopiero gdy podszedł niebezpiecznie blisko i uwolnił moje usta, zrozumiałam. Ale było za późno. Pocałował mnie. Już nie tylko tak delikatnie, ale namiętnie i z uczuciem. Po chwili oboje padliśmy na łóżko, a blondyn wtulił się we mnie.
- Dobranoc księżniczko.- szepnął, całując mnie w kark.
- Dobranoc mój książę.- mruknęłam zadowolona.
Odczekałam chwilę, a gdy myślałam, że śpi, podeszłam do okna. Pierwszy raz, patrzyłam przez nie z uśmiechem. Zakochałam się po raz pierwszy. Tak bardzo żałuję, że nie ma was tutaj. Tato pewnie razem z Felixem zrobiliby morojowi przesłuchanie, a mama cieszyła się moim szczęściem i wymyślała w jakich sukienkach powaliłabym go na kolana. Mamie udało się tak z tatą chyba z dwadzieścia, albo trzydzieści razy. Jak na siedem lat wspólnego małżeństwa to może mało, ale nie każdy mężczyzna ukląkł przed swoją ukochaną, więcej niż raz, podczas oświadczyn. Tęsknię za nimi. Za ich miłością.
- Dlaczego to robisz?- podskoczyłam na głos za sobą.- Czemu nie śpisz?
Szybko otarłam samotną łzę na policzku, gdy Zeklos całował mnie w kark. Mimo wszystko, zauważył ten szybki ruch i obrócił mnie przodem do siebie. Skanował uważnie moją twarz, próbując odczytać z niej odpowiedz na zadane pytania.
- Myślałam, że śpisz.- przyznała, po czym odsunęłam się od niego siadając na łóżku i spuściłam głowę. Po chwili poczułam, że materac obok się ugina.- Robię to od dwunastu lat. Noc w noc patrze przez okno.
- Czemu?- powtórzył pytanie.- Robisz to noc w noc. Tak. Wiem o tym już od trzech ostatnich dni, jakie spędziłaś na pilnowania mnie.
- Może wyda ci się to głupie, ale czekam na tatę.
- Przecież on...
- Wiem!- przerwałam, łamiącym się głosem.
Chłopak wziął mnie na kolana i przytulił do siebie. Wtuliłam się w jego ramię, ale nie płakałam. Nie chciałam. Tato by tego nie chciał.
- Spokojnie. Jak nie chcesz, nie musisz mówić.- ukochany głaskał mnie uspokajająco po plecach.
- Gdy ostatni raz go widziałam, obiecał, że wróci. Jednak tak się nie stało. Mieliśmy z bratem sześć lat.

RETROSPEKCJA

Mama wleciała do domu jak burza, cała zapłakana. Słyszałam tylko trzask drzwi, więc postanowiłam zobaczyć, co się dzieje. Wyszła z moim misiem na schody i już z ich szczytu słyszałam rozmowę mamy i cioci Lili.
- Przemienili go. Jest teraz jednym z nich.- mama płakała w ramię nastolatki.
- A-a-ale jak to?- jąkała się ciocia.
- Normalnie. Była tylko nas dwójka, przeciwko kilkunastu strzyg. Złapali nas i przemienili Dymitra. Ja...ja wpadłam w szał i ich wszystkich pozabijałam, ale było za późno, aby go uratować i wróciłam tu.
- I co teraz będzie?- spytała ciocia.
- Najpierw wychowam nasze dzieci, bo nie mogę ich tak zostawić. Sprawię, aby ich ojciec był z nich i ze mnie dumny. A później go odnajdę i odmienię.- w głosie dampirzycy dało się słyszeć determinację.
- Mamo.- zwróciłam na siebie ich uwagę.
Starsza brunetka szybko wstała i kucnęła przede mną.
- Kochanie, czemu nie spisz?- uśmiechnęła się, choć twarz miała zalaną łzami.
Zaczęłam rozglądać się dookoła.
- A gdzie tata?- spytałam zaniepokojona, poprawiając misia w objęciach.
- Tatuś... on się zgubił po drodze.- zamrugała szybko oczami.
- Ale wróci?- spytałam wystraszona.
- Oczywiście.- pocałowała mnie w czoło.- W końcu obiecał ci to. A on zawsze dotrzymuje obietnic.
Wiedziałam, że mama też za nim tęskni. Darzyli się niezwykłym uczuciem, które było dla mnie zagadką. Mówili, że się kochają, ale również kochają nas. Jednak inaczej okazywali sobie to uczucie. Ja też kocham braciszka, ale nie całuję go w usta. Co prawda mówi mi czasami komplementy i przytula, ale rodzice robią to inaczej. Mama rzadko płacze, więc teraz ona też cierpi.
- To ja będę na niego czekała przy oknie. Nie martw się mamusiu. Będę na warcie codziennie wieczorem, aż nie wróci. A wtedy ci powiem.

KONIEC RETROSPEKCJI

- I oto cała historia. Oczywiście, że teraz moje czekanie ma inny motyw. Wiem, że tata sam nie wróci i mama już nie może mu pomóc. Obiecałam sobie, że nie podejmę służby, póki nie dokończę jej misji. A siedząc przy oknie, codziennie myślę jakby wyglądał ten dzień z nimi, albo jakby byli na moim miejscu.
- A o czym myślałaś dzisiaj?- spytał z lekkim uśmiechem.
- Że mój tata z Felixem nie daliby ci żyć, a mama byłaby bardzo szczęśliwa, mogąc pomagać mi szykować się na randkę. Myślałeś kiedyś, jakby to było stracić rodziców?- popatrzyłam mu prosto w oczy.
- Nie.- przyznał, spuszczając wzrok. Jednak po chwili je podniósł.- Powiedz mi coś o swoim tacie. Bo ja od ojca wiem tylko, że był poważnym, zawsze gotowym do walki strażnikiem bez uczuć, ale widać, że się mylił.
- Wiele osób tak o nim myślała, bo widzieli tylko jego jedną stronę. Mama mówiła na to zawsze maska strażnika. Ale w domu był zupełnie inny. Ciągle się uśmiechał, bawił z nami, troszczył o całą rodzinę, na każdym kroku okazywał mamie miłość. To co ich łączyło było niezwykłe. Wiele razem przeszli. To co słyszałeś z plotek, nie jest prawdą. Ich miłość kwitła powoli, podczas godzin spędzonych na treningach sam na sam. Mama po powrocie do akademii miała braki, które pomagał jej uzupełniać tato. Sam się zgłosił, żeby nie wywalili jej ze szkoły. Jednak wtedy związki dampirów były zakazane, a nasz tato był osobą, szanującą reguły i nie chciał ich łamać. Ale też chodziło o to, żeby jego ukochana nie ucierpiała na tym. Chciała zostać strażniczką naszej teraz królowej i nie mogli wyrzucić ich ze szkoły. Rozumiesz?- chłopak pokiwał głową ze zrozumieniem.- Jednak w końcu tato znalazł sposób, aby byli razem. Niestety niedługo po tym został strzygą. Mama najpierw chciała go zabić i pojechała za nim do Rosji, a później znalazła sposób na uratowanie go. Pomogła jej w tym ciocia Lissa. Ale tato miał wielkie wyrzuty sumienia, za to, co jej robił na Syberii.
- To znaczy?- Jack zmarszczył brew.
- Głównie pił jej krew i namawiał do przemiany. Wracając. Gdy mama została oskarżona o zabicie królowej, pomógł jej uciec i podczas szukania drugiej Dragomirówny oraz prawdziwego mordercy, na nowo wyznali sobie miłość i zostali parą. Kiedyś opowiem ci to bardziej szczegółowo, bo to wspaniała i romantyczna historia, ale teraz kładźmy się spać. I tak, obiecuję więcej nie uciec.- przewróciłam z uśmiechem oczami.

poniedziałek, 13 marca 2017

ROZDZIAŁ 19

Staliśmy na brzegu rzeki. Po naszej prawej był średniej wysokości wodospad, do którego prowadziło wzniesienie, a na równi z nim zaczynał się las. Za to po lewej stronie też było kilka drzew, ale ze wszystkich stron otoczeni byliśmy łąkom. Pod naszymi nogami leżał koc i koszyk piknikowy. Usiedliśmy na nim, a blondyn zaczął wyciągać różne kanapki i sałatki. Po chwili, zajadaliśmy się tym wszystkim, podziwiając czerwony wschód słońca.
- I jak ci się podoba?- spytał, obejmując mnie ramieniem, po czym przyciągnął mnie bliżej siebie i cmoknął w skroń.
- To jest cudowne. Dziękuję.- pocałowałam go w policzek.- Sam to zrobiłeś?- wskazałam na koszyk.
- Chciałbym, ale miałem za mało czasu. Jak zadzwoniłem do rodziców z prośbą o samochód na randkę, bardzo się ucieszyli, bo od dawna żadnej dziewczyny nie zaprosiłem. Od razu dostałem najlepszy samochód, najlepszych strażników i jedzenie od kucharza.
Pokiwałam głową ze zrozumieniem. Uśmiechnęłam się na myśl, że traktuje mnie tak wyjątkowo. Nagle usłyszałam działanie silniczka aparatu. Spojrzałam zdziwiona na Jack'a, a ten tylko uśmiechnął się znad sprzętu. Był to Nikon, chyba dość profesjonalny.
- Nie tylko ty lubisz robić zdjęcia z zaskoczenia.- uśmiechnął się szeroko.- Jesteś bardzo ładna, gdy się uśmiechasz. Zwłaszcza w blasku wschodzącego słońca. Mogę porobić ci kilka zdjęć?
- Jasne.- uśmiechnęłam się.
Podniósł się, a ja chciałam za nim, ale pokazał mi, żebym została. Przez kolejne pół godziny, pozowałam mu, to na kocu, to w trawie, przy barierce nad wodospadem, albo i przy samej wodzie. Nawet do słoika złapałam trzy malutkie rybki. Ale wypuściła je, żeby się nie męczył. Podczas tego świetnie się bawiliśmy. W pewnym momencie ochlapałam chłopaka wodą. On najpierw był w szoku, a po chwili rzucił się w pogoń za mną. Dopadł mnie na wysokiej trawie i rzucił się na mnie. Leżałam pod nim, wciąż się śmiejąc i próbując uspokoić szybki oddech. Gdy oboje się uspokoiliśmy, popatrzeliśmy sobie w oczy. Jego czarne źrenice, otoczone piwnymi tęczówkami dokładnie skanowały moją twarz. Na chwilę zatrzymały się na moich ustach, a ja automatycznie przygryzłam dolną wargę. Położył swoją ciepłą dłoń na moim policzku, uwalniając miękki kawałek skóry spomiędzy zębów. Zapatrzył mi się w oczy i zaczął się powoli zbliżać. Serce mi przyspieszyło, a oddech rwał się. W jego oczach widziałam nadzieję, ale i niepewność. Jednak teraz nikt nam nie przeszkodzi. Zamknęłam swoje i lekko rozchyliłam usta. Przylegał do mnie całym swoim ciałem. Czułam jego dłonie na talii i ciepły oddech na wargach. Cały świat przestał istnieć, byliśmy tylko my. W końcu, bez żadnych przeszkód, nasze usta złączyły się, a mnie przeszedł przyjemny dreszcz, zmuszający mój żołądek do koziołkowania. To było cudowne uczucie. Całował mnie powoli i delikatnie, z każdą chwilą pogłębiając pocałunek. Nic już nie miało znaczenia. Tylko on i to, że jest ze mną. Teraz wiem, co znaczy prawdziwie kochać.
- Kocham Cię Anastazja.- szepnął mi do ucha, ciężko dysząc.
Poczułam ścisk między nogami, a serce zabiło mi szybciej ze szczęścia. Powiedział to! Powiedział, że mnie kocha. Nie wątpiłam w szczerość tych słów. Czułam się... to trudno opisać. Bardziej niż szczęśliwa. Można to porównać z tym, co czuje się podczas dotarcia na szczyt wielkiej góry. Mimo tylu niepewności i wysiłku zdobyłam szczyt. Pozytywne zmęczenie, jak po dobrym treningu. Satysfakcja z dobrze wykonanej roboty. I to wszystko razy dziesięć, do potęgi osiemnastej. Tak się teraz czułam. Jakby to był mój pierwszy pocałunek. Chciałam mu powiedzieć, że też go kocham, jednak nie dał mi dojść do słowa.
- Ale jeśli chcesz, mogę poczekać. Już dawno do żadnej dziewczyny nie czułem tego, co do ciebie.- spuścił głowę, jakby zbierał myśli, po czym znowu nasze spojrzenia się skrzyżowały.- Wiem, że nie byłem idealny, ale chcę się zmienić.
- A ja ci pomogę.- uśmiechnęłam się do niego.- Też cię kocham.
Otworzył szeroko oczy, po czym uśmiechnął się i mnie pocałował mocno. Siła tego pocałunku aż odebrała mi dech. Gdy się w końcu od siebie oderwaliśmy, zanurzył twarz w moje włosy i połaskotał mnie nosem w szyję.
- Jack.- przerwałam ciszę.
- Tak?- spojrzał na mnie, z uśmiechem.
- Kocham cię.
- Wiem księżniczko.- pocałował mnie w czubek nosa.
- Wróćmy na koc.- poprosiłam, robiąc słodką minę.
Niechętnie się podniósł, po czym podał mi dłoń. Skorzystałam z jego pomocy i przytuleni poszliśmy na piknik. Gdy usiedliśmy, chłopak spoważniał. Zauważyłam, że szuka coś w plecaku. W końcu położył obok kwadratowe pudełeczko i spojrzał na mnie, łapiąc mnie za dłonie.
- Nastka, już wiem, że moje uczucia są odwzajemnione. Teraz mam najważniejsze pytanie, na razie...
Wstrzymałam oddech. Teraz pewnie poprosi mnie o zostanie parą. No bo o co innego?
- Zostaniesz moją modelką?- uśmiechnął się szeroko.
Ja... ja... zdębiałam. Nie wiem, co czuję. Smutek? Rozczarowanie? Ale przecież sama chciałam zaczekać. Jednak po pocałunku i wyznaniu sobie miłości... Postanowiłam nie dawać po sobie poznać, że spodziewałam się czego innego. Chyba w genach po tacie mam opanowanie i uginanie uczuć pod własną wolę. Mama nazywała to maską strażników. Ach, jak ja bardzo za nimi tęsknię.
- Tak. Jasne.- uśmiechnęłam się szeroko.
- Cieszę się. Nawet nie wiesz ile to dla mnie znaczy. Ale mam też drugie pytanie. Najważniejsze dla NAS. Czy pozwolisz, że będziemy mówić do siebie słoneczko, kotku, kochanie, misiu, KSIĘŻNICZKO skarbie? Czy uczynisz mnie najszczęśliwszym chłopakiem na świecie i zostaniesz moją dziewczyną?- otworzył pudełko, w którym był piękny naszyjnik z bursztynem.
Oniemiałam. Ale po chwili rzuciłam się mu w ramiona.
- Tak! Tak! Oczywiście!- krzyczałam mu do ucha.
Byłam prze szczęśliwa. W końcu znalazłam miłość swojego życia. Chłopak zapiął mi naszyjnik, ja mu się przejrzałam. Na końcu złotego łańcuszka zwisała brązowa obręcz z małymi, żółtymi kryształkami, w środku był piękny, okrągły bursztyn z jakim małym owadem. Rozpromieniona spojrzałam na blondyna.
- Choć, księżniczko.- podniósł się i podał mi dłoń, którą złapałam.- Czas się zbierać, bo wątpię, żeby podarowali nam dwa dni nieobecność na zajęciach.
Pokiwałam tylko głową i szczęśliwa szłam z nim do samochodu. Może źle powiedziałam. Nie szłam, a wręcz tańczyłam, unosiłam się jak na skrzydłach, miałam ochotę całemu światu wykrzyczeć jak jest szczęśliwa. Jack śmiał się radośnie z mojego dość dziecinnego zachowania, ale grunt, że byliśmy szczęśliwi.

niedziela, 12 marca 2017

ROZDZIAŁ 18

Tak jak ustaliliśmy, to ja miałam iść po moroja.
- I jak wyglądam?- spytałam po raz któryś, obracając się wokół własnej osi.
- Pięknie.- krzyknęła entuzjastycznie Diana.
- Prześliczne.- westchnął mój brat.- Przestań się tak stresować. Wszystko będzie dobrze. To on ma się bać, że coś tobie się nie spodoba.
- Udana randka zależy też od dziewczyny, gamoniu. Podtrzymanie tematu, współpraca i czy będzie się ładnie wyglądać.- podkreślając ostatnią pozycję wygładzeniem sukienki.
Wolałam nie przeginać na pierwszej randce. Miałam na sobie beżową sukienkę z rękawami trzy czwarte, czarnym paskiem w tali i falbanką poniżej niego. Do tego lekki makijaż, beżowe buty na obcasach. Narzuciła na siebie biały płaszcz i mogłam iść. Pod dormitorium już zobaczyłam Zeklosa przed samochodem. Ale jakim. Piękny, czarne lamborghini ze srebrnymi wstawkami i białym, skórzanym odbiciem. Chłopak miał na sobie pomarańczową koszulę i czarne, przylegające spodnie. Blond włosy ułożył na żel w bardzo seksowny sposób.
- Witaj piękna.- pocałował mnie w policzek, po czym przyjrzał mi się dokładnie.- Widzę, że trafiłem z kolorem.
Uśmiechnął się do mnie, co odwzajemniłam. Następnie zza pleców wyciągnął bukiet pomarańczowych róż. Nie powiem, zaskoczył mnie. Przyjęłam je i powąchałam.
- Dziękuję. Są cudowne, ale co ja teraz z nimi zrobię?- zmartwiłam się.
Nie chciałam, żeby się zniszczyły po drodze. Są takie ładne.
- Spokojne. Możemy wsadzić je do wody w moim pokoju.- zaproponował.
- Okey.
Jak powiedział, tak zrobiliśmy. Włożyłem kwiaty do wazonu, po czym wróciliśmy na dwór.
- Ale gdzie mnie zabierasz?- spytałam niepewnie, wsiadając do samochodu.
- To niespodzianka. Ale spokojnie. Nie zamierzam cię zgwałcić i zakopać w lesie.- uśmiechnął się do mnie szeroko, odpalając wóz. 
- Tylko byś spróbował. Najpierw ja bym cię pobiła, a później czekałaby cie konfrontacja z Felixem.
- O matko! Mam już szukać wolnego terminu ma męską rozmowę?
- To nieuniknione.- udałam smutek.
- Twoje współczucie dla mnie jest równie szczere, co w urzędzie, kiedy okazuje się, że brakuje ci jednego, jedynego dokumentu i znowu musisz czekać w tej kilometrowej kolejce.
- Musiałeś wiele razy takie coś widzieć.- zaśmiałam się.
- Brat mamy pracował w urzędzie. Niekiedy brał mnie do pracy, bo rodzice nie mogli i dość często widziałem takie sytuacje.- wzruszył ramionami, wpatrzony w drogę.
Wyjechaliśmy za bramę, a za nami jeszcze jeden samochód, pewnie ze strażnikami.
- Kim są z zawodu twoi rodzice?- przerwałam ciszę.
- Mój ojciec jest księgowym, a mama właścicielką sieci sklepów kosmetycznych Rachelle.
- O! Ja tam kupuję. Mają naprawdę świetne produkty.
- Widzisz? Mogę załatwić ci zniżkę.- puścił mi oczko i znów skupił się na drodze.- Chcieliby cię poznać. Moi rodzice.- dodał, zauważając, że nie do końca zrozumiałam.
- Szybko się o nas dowiedzieli.
- O NAS? Myślałem, że nie chcesz żadnych NAS.- spojrzał na mnie kątem oka.
- Może jeszcze nie jesteśmy parą, ale jacyś MY jesteśmy.- uśmiechnęłam się.- No chyba, że nie chcesz.
- Chcę.- zapewnił gwałtownie, ale zaraz się opanował.- Na razie to mi wystarczy, bo szanuję twoją decyzję, ale kiedyś nie wytrzymam od razu będziesz musiała zostać moją żoną.- zaśmiał się, kładąc rękę na moim kolanie.
Po moim ciele rozlała się fala ciepła. Popatrzyłam na niego, ale on się tylko uśmiechnął, nie spuszczając oczu z jezdni.
- Sprzęgło masz obok.- zauważyłam.
- Wiem.- powiedział tylko, z uśmiechem.
Resztę drogi spędziliśmy w ciszy, ale takiej przyjemnej. Kiedyś byłoby to dla mnie nie do pomyślenia. Nie chodzi mi o randkę z Zeklosem, choć nie powiem, że kiedykolwiek bym się spodziewała takiej sytuacji. Zajęcia polowe, przed którymi tak się broniłam, zbliżyły nas do siebie. Ale mam na myśli tą ciszę. Nienawidzę ciszy. Wolę słyszeć wokół siebie jakieś rozmowy, czy muzykę, bo inaczej zaczynam wsłuchiwać się w ciszę i słyszę różne odgłosy, na siłę wyszukując zagrożenia. Oczywiście jako strażniczka muszę być czujna i ta dalej, ale w bezpiecznej szkole mogę sobie oszczędzić stresu. A teraz cisza mi się podoba. Jest taka spokojna i odprężająca. Mogę w spokoju podziwiać widoki za oknem oraz napawać się towarzystwem Jack'a.
- Hej, księżniczko. Nie śpij, bo cię okradną.- blondyn uśmiechnął się do mnie.
- C-co jest?- zaczęłam się rozglądać dookoła.
Samochód już stał, a chłopak był przy moich drzwiach. Musiałam tak się zamyślić, że nawet nie zauważyłam, kiedy się zatrzymaliśmy.
- Jesteśmy na miejscu.- moroj powstrzymywał się od wybuchnięcia śmiechem.
- Zamyśliłam się.- uśmiechnęłam się przepraszająco.
Zeklos wyciągnął do mnie dłoń, którą chętnie przyjęłam i wysiadłam z pojazdu. Jednak zanim zdążyłam się obejrzeć, zasłonił mi oczy czarną opaską. Lekko się spięłam, ale otuchy dodały mi ciepłe ręce na mojej talii i cichy szept przy uchu.
- Spokojnie, księżniczko. Zaufaj mi, a nic ci nie będzie. 
Posłuchałam go i się odprężyłam. Nagle poczułam, że unoszę się do góry. Pisnęłam krótko, ale umilkłam, czując przedramiona pod kolanami i plecami. Zarzuciłam ręce na jego kark. Szkoda, że nic nie widzę.
- Jack. Ja umiem chodzić.- westchnęłam.
- Może, jednak księżniczki są od tego, aby je nosić.
- Ale ja jestem strażniczką. Już prędzej ty mógłbyś być księciem.- dodałam, zanim zdążyłam ugryźć się w język.
- Mrrr...- zamruczał mi seksownie do ucha, na co przeszedł mnie dreszcz.- Kiedyś zobaczysz jakim jestem królem w łóżku.
- No nie wiem. Mówią, że ja umiem poskromić każdego tygrysa.- szepnęłam mu do ucha, lekko podgryzając jego płatek.
- Nastka.- zganił mnie.- Nie lubię zostawać z problemem, więc jeśli nie przestaniesz, wyrucham cie tu gdzie stoimy.
Jakoś się tego nie wystraszyłam, a jedynie cicho zachichotałam.
- A gdzie stoimy? Albo lepsze pytanie, gdzie idziemy?- spytałam.
- Mówiłem już, że to niespodzianka.
Westchnęłam tylko i czekałam, co dalej. Po kilku minutach znalazłam się na ziemi. Słyszałam dość blisko odgłos spadającej wody i pierwsze świergoty ptaków. Chciałam zdjąć opaskę, ale mój towarzysz mnie uprzedził, łapiąc moje dłonie.
- Co taka niecierpliwa? Daj mi też trochę radochy z robienia ci niespodzianki.- powiedział, całując moje dłonie.
Rozwiązał opaskę, ale nic nawet nie zobaczyłam, bo oczy zasłoniły mi jego dłonie. W duszy westchnęłam z niecierpliwością. Ale starałam się nie okazywać tego. Poczułam jego usta na karku.
- Niespodzianka kotku.- zabrał dłonie, a mi odebrało dech.

sobota, 11 marca 2017

ROZDZIAŁ 17

- Co ty wyprawiasz?!- wściekła odciągnęłam brata od wystraszonego Zeklosa.
- Co ja wyprawiam?! Co ty robisz?! Gdybym nie ja, pocałowałabyś go. Czy ty to rozumiesz?
- Tak.- nie ugięłam się pod jego spojrzeniem.- A nawet jakbym go pocałowała, to co by było? Może właśnie tego chcę? Nie jestem małą dziewczynką i doskonale wiem, co chcę, a czego nie chcę. Ja nie zakazuję ci się całować, z kim tam chcesz.
- Ale to co innego!
- Dlaczego?- zaplotłam ręce na piersi.
- Wyrzuć go stąd, a porozmawiamy.
Westchnęłam ciężko i spojrzałam przepraszająco na Jack'a. Już się zdążył otrząsnąć.
- Nie. On ma rację Nastka. Nie zasługuję na taką cudowną kobietę jak ty. Życzę Ci, żebyś znalazła kogoś, z kim będziesz szczęśliwa.- pocałował mnie w policzek i wyszedł.
Brunet zatrzasnął za nim głośno drzwi.
- Felix!- spojrzałam na niego z niedowierzaniem.
- Nie będziesz się z nim spotykać.- rozkazał.
- O nie! Sama decyduję z kim i kiedy będę się spotykać, a ty masz gówno do mówienia.
- Ja chcę tylko twojego dobra. To nie jest chłopak dla ciebie.
- Bo co? Bo ty tak uważasz? Nawet go nie znasz. Słyszałeś co mówił, teraz i wcześniej.
- Skąd wiesz, że mówił szczerze?! Może się założył i robi wszystko, aby cię przelecieć?
- On chce się zmienić...
- I myślisz, że dla ciebie?- prychnął.- Daj spokój.
- Jeszcze dwa dni temu sam chciałeś się zapytać, co on do mnie czuje, a teraz jak powiedział, to mu nie wierzysz!- rzuciłam oskarżycielsko.- A teraz powiem to tylko raz i dobitnie. KOCHAM GO i chcę się z nim spotykać, czy ci się to podoba, czy nie. A dopóki tego nie zaakceptujesz, masz się do mnie nie zbliżać.
Jeszcze nigdy nie byłam tak wściekła na brata. Ale nie żałowałam swoich słów. To prawda, kocham tego słodkiego blondynka z czarującym uśmiechem, przy którym pojawia się słodki dołek po lewej stronie. Skierowałam się do drzwi, ale zatrzymała mnie dłoń dampira.
- Nastka...- popatrzył na mnie jak zbity pies.
- Felix. Kocham cię i naprawdę liczę się z twoim zdaniem. Ale tym razem nie masz racji. Ja go naprawdę kocham i zależy mi na min, więc będę o to uczucie walczyć. A na razie jesteś przeszkodą.
- Dobrze.- mruknął.
- Słucham?- myślałam, że się przesłyszałam.
- Zgadzam się, okey? Ufam ci i nie chcę stać na drodze twojego szczęścia.
Otworzyłam szeroko oczy i rzuciłam się na niego. Ledwo mnie złapał, ale po chwili oboje upadliśmy na podłogę.
- Dziękuję! Dziękuję! Dziękuję! Kocham cię.- zaczęłam obcałowywać jego policzki ze szczęścia.
- Ale jeśli coś ci zrobi i zobaczę chodź jedną łzę, która poleci przez niego...
- Wiem, wiem. Wolałabym wtedy nie być w jego skórze. Ale i tak cię kocham.- zaśmialiśmy się.
Gdy się podnieśliśmy, zabrałam kartki, zginęłam ją i położyłam na biurku.
- Nawet jeśli musiałbym się zmusić, to zawiśnie w domu naszych rodziców.- uśmiechnął się cwanie, kiedy szliśmy do schodów.
- Nie byliśmy tam od urodzenia Diany.- westchnęłam melancholijnie.
- Za dużo wspomnień.- dampir wzruszył ramionami, ale wiedziałam, że również bał się tam wrócić. 
Na schodach doszła nas rozmowa dwóch osób. 
- Ty jesteś Jack?- spytała nasza młodsza siostra.
- Tak.- usłyszałam głos ukochanego.- A ty?
- Nazywam się Diana Hathaway.- uśmiechnęła się dumnie. Po chwili spojrzała na mnie.- Nastka!
Złapałam ją w locie, ale i tak nie uniknęłam upadku.
- Hej młoda.- uniosłam głowę, patrząc w jej jasno brązowe oczy.- Aż tak się stęskniłaś?
- Tak. A wiesz co?
- Co?- spytałam, podnosząc się i siadając na sofie, obok Jack'a.
- Dzwonił dziadek Abe i przywiezie nam dzisiaj Wisel.
Wisel jest to córka Bianki. Ta niestety zmarła, jak mieliśmy z bratem dwanaście lat. To był straszny czas. Tak samo śmierć Gwiazdki, rok temu. Ona na szczęście też zostawiła nam swojego potomka, Moona. Oboje z bratem uwielbiamy na nim jeździć i uczymy tego naszą siostrę.
- To super. Już się za nią stęskniłam.
- Ale bardzo też tęsknię za Bianką.- dziewczynka posmutniała.
Wzięłam ją na kolana i przytuliłam mocno.
- Wiem, była bardzo wierna i radosna. Ale pomysł, że teraz jest szczęśliwa w niebie, biegając sobie z innymi pieskami.
- Masz rację. A kiedy pójdziemy na konie?- od razu się uśmiechnęła.
To dziecko tryska ciągle radością. No ja nie wiem, czy jest coś, co by umiało wpędzić ją w dołek.
- Jak ciocia Lissa zaprosi nas na dwór. Przecież wiesz.- obok mnie usiadł brat, przejmując ode mnie siostrę.- A teraz chodź, bo oni chyba muszą pogadać.
- Przecież gadamy?- mała zmarszczyła brwi.
- Chodź słoneczko.
Razem poszli na górę, a my siedzieliśmy, nie patrząc na siebie. Nie lubię takiej ciszy, a zwłaszcza między nami. To już drugi raz dzisiaj.
- Nastka.
- Jack.- powiedziałam równo z nim.
Spojrzeliśmy na siebie, ale po chwili odwróciliśmy wzrok.
- Ja tak nie mogę.- wstałam przerywając kolejne minuty ciszy.
Spojrzał na mnie zaskoczony. Spuścił głowę jakby o czymś myślał, następnie sam się podniósł, patrząc mi hardo w oczy.
- Za godzinę masz być przegrana i gdzieś cię zabiorę.- powiedział głosem nie znoszącym sprzeciwu.
- To najpierw cię odprowadzę, a później po ciebie przyjdę gotowa.
- No dobra.
Uśmiechnęliśmy się do siebie szeroko i wyszliśmy z domu. Szliśmy placem głównym i spotkaliśmy Felicję z Tomasem.
- I jak?- spytałam.- Dzwoniłeś?
- Tak.- moroj przeczesał dłonią brązowe włosy.- Powiedzieli, że przyjadą za trzy dni i mam złe przeczucie.
- Wszystko będzie dobrze.- poklepałam go po ramieniu.
Nagle za nimi zauważyłam ciemny kształt w krzakach. Spięłam się, ale czekałam na rozwój wydarzeń. Jednak nic się nie wydarzyło i po pożegnaniu przyjaciół ruszyliśmy do dormitorium. Nagle się na mnie rzucił strażnik. Śledził nas. Szybko odparłam atak i sama zdałam cios. Wymienialiśmy się ciosami dobre dwadzieścia minut, póki nie powaliłam przeciwnika. Wbiłam sztylet.
- No nieźle, słoneczko.- zamaskowany mściciel zdjął kominiarkę.
- Wujek?!- zdziwiłam się.
- No wiesz, ja również pracuję w tej szkole.- uśmiechnął się i zapisał coś w notatniku.- Zajrzałem na tablicę i na razie masz trzecie miejsce, na równi z Oliwią, zaraz po Felixie i Alice.
- Brawo.- usłyszałam za sobą Zeklosa.
- A jeszcze takie pytanie. Gdzie to się było w czasie lekcji?- Pawka spojrzał na nas uważnie.
- Miał kaca, więc nie poszedł.- wzruszyłam ramionami.
- Sama mnie nie obudziła, a później uznała, że nie opłaca mi się iść na lekcje.- naskarżył moroj.
Dampir spojrzał na mnie ganiąco.
- Ja tylko robię za jego cień.- dalej udawałam, że co złego to nie ja.
-Oj Nastka, Nastka.- pokręcił zrezygnowany głową.- Dobra, młodzieży, już wam nie przeszkadzam. Pa.
- Pa.
- Do widzenia strażniku.
- Oby nie przed weekendem.- zaśmiałam się.