- Jutro nie będzie mnie w dom i na noc.- powiadomił mnie brat.
Siedzieliśmy w tym samym miejscu, jak co dzień, tylko w naszym skromnym gronie.
- Ok. Ale ja wrócę później.
- Ten dzień?- spytał zmartwiony Ash.
- Tak. Jakby co, wiecie gdzie mnie szukać.- uniosłam butelkę coli i upiłam spory łyk gazowanego napoju.
Raz w miesiącu przeznaczałam sobie wieczór na wielkie rozpaczanie po rodzicach, aby wydusić z siebie ból i dalej udawać silną. Tak. Byłam bardzo podobna do mamy.
- A ja się chyba zauroczyłam.- wypaliła nagle Rozi.
Wszyscy spojrzeli na nią w szoku, ale i zaciekawieni. Pierwsza ocknęła się rudzielec.
- Kim?- spytała z wielkim bananem na ustach.
Sama się uśmiechnęłam.
- Dominiciem.- morojka oblała się rumieńcem.
- Jej!
Ja, Alice, Oliwia i Felicja przytuliłyśmy ją mocno.
- Nie wiesz nawet jak się cieszę.- jej strażniczka była bardzo podekscytowana.- Będziemy mogły chodzić na podwójne randki i tak dalej...
- No nie wiem. To tylko zauroczenie. Po za tym znam go od tygodnia i nie wiem, co on czuje.- blondyna nie była pewna.
- Oj tam. Wszystko się załatwi. Z zauroczenia do miłości krótka droga. I tak będziecie się często widzieć dla nas. Taka była umowa.
- A Felix któregoś dnia może go podpytać, co o tobie myśli.- zafundowałam bratu kuksańca w żebra.
- A! No tak... Jasne..- zapewnił.
O wpół do 22 wszyscy zaczęli się zbierać. Chcieli dać mi czas dla siebie, ale i tak pewnie wrócę przed północą. Zawsze tak jest. Chwilę jeszcze odczekałam w pustej chatce i sama ją opuściłam.
- No, a już chciałem tam wejść do ciebie.- podskoczyłam na dźwięk znajomego głosu.
- Co ty tu robisz?- spytałam zła.
Minęłam go i poszłam między drzewa. Usłyszałam za sobą kroki moroja.
- Mam tam przyjść?- spytał zaniepokojony Felix.
- Nie trzeba. Dam sobie radę. Umiem o siebie zadbać.- warknęłam.
- No już się tak nie spinaj.- Jack uniósł ręce w obronnym geście.- Chciałem tylko z tobą porozmawiać.
Wtedy to poczułam.
- Piłeś?- moje zdziwienie wymieszało się z oburzeniem.
- Mało.-zapewnił.-A ty się szwendasz po nocy.
- Jeszcze nie ma ciszy nocnej.- zauważyłam.
- Ale sądząc po kierunku, w którym idziesz, nie chce ci się wracać do domu.
- Co ty możesz wiedzieć?- prychnęłam.
- Wiem, że raz w miesiącu łazisz nie wiadomo po co w lesie.- zatrzymałam się nagle na jego słowa.
Odwróciła się i łapiąc go za bluzkę, przycisnęłam do drzewa.
- Śledzisz mnie?!- warknęłam.
- Nie. Po prostu ktoś mi tak powiedział. Dziś jest ten dzień, prawda?
Puściłam go, a on się tego nie spodziewał i upadł na tyłek. Zbyłam jego pytanie, idąc dalej.
- To o czym chciałeś gadać?- spytałam już spokojniej, kiedy mnie dogonił.
- Obroniłaś mnie.
- To mój obowiązek.- wzruszyłam ramionami.
- Masz wolne.- zdziwił się.
- W prawdziwym życiu strażnicy rzadko mają wolne, a i wtedy muszą być czujni. Na nas zagrożenie czyha 24 godziny na dobę, żebyście wy mogli czuć się bezpiecznie, a tacy skurwiele jak ty bzykali panienki jak popadnie, nie bojąc się o własne życie, bo to nasza działka.
- Wow. Nie wiedziałem, że praca strażnika jest tak do bani.- kopnął jakiś kamyk.
- Dla nas to styl życia. Jesteśmy do tego przygotowywani od urodzenia.
- Do czego?- spojrzał na mnie szczerze zaciekawiony.
- Do oddawania życia, za wasze arystokratyczne tyłki.
- Jesteście o wiele bardziej odważni i honorowi, niż moroje. My jesteśmy strasznie samolubni.
Zdziwiło mnie jego stwierdzenie. Musiał być bardziej wystawiony niż myślał.
- Mimo wszystko, mógł mnie obronić ktoś inny.- dociekał.
- Jesteś moim podopiecznym.- powoli traciłam cierpliwość.
- Nie.- pokręcił głową.- Za tym musi się kryć coś więcej.
- Jeśli chcesz mi wmówić, że pragnę tylko, żebyś mnie przeleciał, to daruj sobie. Doskonale wiem, że to ostatnia rzecz, jakiej potrzebuję i chcę.
- Czemu masz o mnie taką złą opinię?- warknął.- Co ja ci takiego zrobiłem?
- Chcesz wiedzieć co?- odwróciłam się do niego z gniewem.- Jesteś zasranym dupkiem, który myśli, że wszystko mu wolno i ma za dużo pewności siebie! Wykorzystujesz wszystkie dziewczyny, a później zostawiasz je z płaczem! Nabijasz się z tych, którzy są w jakichś dziedzinach lepsi i niszczysz ich! To przez ciebie Betty wyjechała do innego kraju! Rozkochałeś ją w sobie, przeleciałeś i porzuciłeś. Przez ciebie straciłam przyjaciółkę. Nie wiem, gdzie teraz jest, ani jak się trzyma.- po policzkach zaczęły ciec mi łzy, gdy w końcu wykrzyczałam mu prawdę w twarz.- Przez ciebie trzy razy próbowała się zabić!
- J-ja nie miałem pojęcia...-zmieszał się.
- Skąd miałeś wiedzieć?! Widzisz tylko czubek własnego nosa!
Odwróciłam się i pobiegłam w głąb lasu. Ignorowałam nawoływania moroja, biegnąc między drzewami. Przez chwilę chciał mnie dogonić, ale nie miał szans po moich licznych treningach. Gdy byłam pewna, że jestem sama, uderzyłam pierwsze lepsze drzewo. Waliłam w nie i kopałam, a łzy leciały mi ciurkiem po policzkach. Z Bett znałyśmy się od podstawówki. Zawsze była delikatna i aż prosiła się o ochronę. Podjęłam się tego. Była wrażliwa na piękno świata i natury, dzięki czemu cudownie rysowała. W każdym i wszystkim widziała dobro i zawsze była uśmiechnięta. Została moją przyjaciółką. Tylko moją. Przedstawiłam jej naszą paczkę i szybko się zaaklimatyzowała, ale i tak ze mną miała najlepszy kontakt. I zawsze szukała wielkiej miłości. Jednak nikt nie dostrzegał jej piękna, ani wewnętrznego, ani zewnętrznego, schowanego za okrągłymi kujonkami. Właśnie przez to, że Zeklos jej dokuczał i wyśmiewał z kolegami. A wtedy ja kogoś z nich lałam po mordzie. Zgadnij cie kogo. Już wtedy byłam do niego nastawiona anty. Pech chciał, że Bett, ta słodka i niewinna czarnowłosa o złotowych oczach, została ukarana przez los w najgorszy sposób. Zakochała się w Jack'u. Odradzałam jej, dawałam różne argumenty, przypominałam co było wcześniej, ale ona nie słuchała. Mimo wszystko byłam jej przyjaciółką i jej pomagałam. Zaczęła się odważniej ubierać, malować, a okulary zamieniła na soczewki. W końcu jej marzenie się spełniło. Zeklos ją zauważył. Sama nie byłam zadowolona z tego, ale co robić? Patrzenie na nią, całą w skowronkach, dawało mi nadzieję, że on nie może jej zrobić krzywdy. Ale jednak się pomyliłam. To trwało dwa tygodnie. Jednego dnia unosiła się nad ziemią, bo sex z nim jest boski, a kolejnego, znalazłam ja w łazience z podciętymi żyłam. Do dziś pamiętam, jak sama byłam cała we krwi, próbując zahamować krwawienie. Felix wezwał strażników i zabrano ją do szpitala, w ostatniej chwili. Gdybym zmalała ją później, byłoby za późno. Siedziałam przy niej cały tydzień. A powodem tego był oczywiście, Jack, który ją zdradził z pieprzoną dziwką Maddy. Czułam się winna, ze nie potrafiłam jej ochronić, przed tym brutalnym upadkiem na tyłek. Dla niej świat miał być idealny, a sprawił, że chciała z niego odejść. To powtórzyło się jeszcze raz, tym razem w męskiej toalecie. Na szczęście nałożyłam na nią dozór przyjaciół i po kolei ją pilnowaliśmy, więc i na to reakcja była natychmiastowa. Za trzecim razem próbowała się otruć tabletkami w mojej sypialni. Gdy weszłam, siedziała otępiała na moim łóżku, myśląc, czy to zrobić. Szybko wyrwałam jej leki i ukryłam zapłakaną twarz w jej kolanach i pytać, czemu chce mnie zostawić. To był koniec mojej wytrzymałości. Miałam ochotę zatłuc Zeklosa na miejscu i patrzeć jak umiera w cierpieniu. Ale również bałam się zostawiać ją samą na krok. Zadzwoniłam do jej rodziców i o wszystkim zawiadomiłam. Aż do ich przyjazdu, nie zostawiałam jej na sekundę samą. Całą noc płakała mi w ramię, gdy mocno ją tuliłam. Zabrali ją następnego dnia i więcej w życiu jej nie widziałam.
"Nasz los od zawsze zapisany był w gwiazdach. To one poprowadziły mnie do Ciebie mimo tylu przeciwności, spójrz. Jesteśmy tu. Razem. Ty i ja Roza. Na zawsze."
czwartek, 2 marca 2017
ROZDZIAŁ 8
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
środa, 1 marca 2017
ROZDZIAŁ 7
Przez kolejne kilka dni nie zamieniłam z morojem ani zdania. Następnego dnia nie poszedł na spotkanie w warowni, co mi się za bardzo nie podobało. Mieli wtedy nalot strażników, na czele z wujkiem Pawką i świetnie się spisali. A mnie to ominęło przez głupie humorki Zeklosa. Nienawidzę go. Ale później znowu zaczął tam chodzić. Nigdy nie zrozumiem morojskich mężczyzn królewskiego pochodzenia. Na szczęście już więcej nie powtórzyła się sytuacja z pocałunkiem, za który mój brat miał ochotę go rozszarpać i szczerze, wczoraj dał mu po mordzie, na naszym spotkaniu. Do tego czasu było kilka ataków, ja w sumie miałam trzy. Dwa wygrałam i raz przegrałam. Zgadnijcie z kim. A no tak. Stan Alto. Czemu mnie tak nie lubi? Zrobiłam mu coś. Miałam zamiar o tym pogadać. Bo otóż zaczął się weekend. Czas wolny, bez szwendania się za tym rozpuszczonym dupkiem. Po drodze do domu chciałam znaleźć Stana, ale sam mi się napatoczył.
- Strażniku Alto.- zawołałam za nim.
Gdy się odwrócił, na jego twarzy malowało się zdziwienie. Pewnie zaskoczyło go to, że nie powiedziałam "wujku".
- O co chodzi Anastazjo?- spytał.
- Czemu strażnik tak mnie nie lubi?- zapytałam prosto z mostu.
Nigdy nie lubiłam omijać w bawełnę. Był jeszcze bardziej zdezorientowany.
- A skąd ci to przyszło do głowy?- spytał z szeroko otworzonymi oczami.
- Przecież widzę. Bardziej na mnie krzyczysz i nigdy nie usłyszałam od ciebie pochwały, a tylko mnie ganisz.- nawet nie zauważyłam, że przeszłam z nim na ty.- A przecież nic nie zrobiłam. Ciągle się staram jak mogę i na treningach i teraz...
- Och Anastazjo.- pokręcił rozbawiony głową.- Nie nienawidzę cię, tylko chcę Cię jak najlepiej przygotować. Masz talent po ojcu i matce, ale i charakter, bardziej po Hathaway. Rose była dokładnie taka sama. I Dymitr uczył ją na surowej dyscyplinie, aż nie wydobył z niej prawdziwej strażniczki. Wy macie wielkie możliwości, ale i trudne charaktery. Na wcale nie poniżam cię, a oczekuję więcej, bo wiem, że stać ciebie na to. Więc pochwały się u mnie nie spodziewaj, co najwyżej opiernicz. A teraz jazda mi stąd. Masz wolne.- krzyczał, jednak z uśmiechem.
- Tak jest!- zasalutowałam, również śmiejąc się.
Poczułam się lepiej i bardziej zmotywowana. Teraz wszystko było na jak najlepszej drodze do sukcesu.
- Och, Nastko.- uśmiechnął się troskliwie.- Jesteś tak bardzo podobna do Rose. Wiesz, że jej też nie podobał się przydział. I zrobiła nam wielką awanturę. Dopiero Bielikow ją uspokoił. Wciąż nie rozumiem, jak on to robił.
- Miłość.- westchnęłam, przypominając sobie radość i iskierki w oczach mamy, gdy mówiła o tacie.
- Szkoda, że ja już nie poczuję tego wspaniałego uczucia.- westchnął melancholijnie nauczyciel.
- A to czemu?- zmartwiłam się.
- Mam już swoje lata.- zaśmiał się.
- Mama zawsze powtarzała, że nigdy nie jest za późno na miłość, za to na samotność zawsze jest za wcześnie.
- Dziękuję kochanie, że we mnie wierzysz. I wolę jak mówisz do mnie wujku.- uśmiechnął się łagodnie.
- Dobrze. To do zobaczenia przy kolejnym starciu. A wtedy powalę cię na łopatki wuju.- zaśmiałam się, trącając go łokciem.
- Na to liczę Hathaway.- mruknął i się rozeszliśmy.
- Już jestem.- oznajmiłam, wchodząc do domu.
- Nastka!- przebiegła i przytuliła mnie Diana.
- Hej, aż tak się za mną stęskniłaś.
-Tak. Pobawisz się ze mną?- popatrzyła na mnie z nadzieją.
- Jasne. Tylko daj mi się trochę ogarnąć.
Cały poranek znęcałyśmy się nad Felixem, bo on oczywiście nie umiał odmówić młodszej siostrze. Po zniknięciu ojca stał się o wiele dojrzalszy. Chciał przejąć jego rolę, czym bardzo pomagał mamie. Przy wszystkich udawała twardą, ale tylko my wiemy jak bardzo kochała tatę. Miała czasami chwile słabości i musiała się zamknąć w pokoju, a wtedy to my z ciocią Lili wszystkim się zajmowaliśmy, a zwłaszcza Dianą. Często wstawaliśmy w nocy ją nakarmić lub przebrać, gdy mama była po długiej służbie. Była z nas bardzo dumna. Po południu przyszli do nas przyjaciele i razem spacerowaliśmy po terenie akademii, rozmawiając i śmiejąc się. Nagle zauważyłam jakiś ruch. Zareagowałam błyskawicznie, jak reszta dampirów w naszym grobie i zaczęliśmy walczyć. Jeden ze strażników zbliżał się do pożal się Boże Jack'a i suki Maddy. Porozumiewając się z bratem spojrzeniem, dałam mu znak, że ma pilnować morojów, a sama ruszyła na "strzygę". W ostatniej chwili, gdy chciała złapać parę, wbiegłam przed strażnikiem i zaczęłam z nim walczyć. Wymienialiśmy ciosy, dając z siebie wszystko. Podcięłam Stana, ale on szybko wstał i zaatakował mnie. Kopnął mnie w brzuch, aż poleciała dwa metry dalej. Szybko się podniosła i z całych sił uderzyłam go łokciem w bok, pociągnęłam za ramię, aż jęknął z bólu, a na końcu przerzuciłam go za siebie. Szybko na nim usiadłam i wbiłam mu sztylet w serce. Oddychałam szybko ze zmęczenia. Po chwili wstałam i pociągnęłam Alto za za rękę. Zauważyłam że drugą ma jakąś wykrzywioną.
- Nie przejmuj się.- powiedział, widząc gdzie patrzę.- Świetnie sobie poradziłaś. Gdybym był strzygą może nie byłoby łatwo, ale miałabyś szansę.
- Każdy jakąś ma. Pod warunkiem, że umie ją wykorzystać.
- Dokładnie jak matka.- uśmiechnął się i ruszył w stronę skrzydła szpitalnego.
- Niezły pokaz.- usłyszałam za sobą.
Odwróciłam się do dwójki, patrząc na nich z pogardą.
- No proszę. Nagle sobie o tobie przypomniał.- zakpiłam z morojki.
- Ciągle o mnie pamiętał. Nie to co o tobie kurwo.-syknęła.
- Odezwała się, święta cnotka.- zaśmiałam się z kpiną.- Ja nie sypiam z kim popadnie. Trzymaj swoją sukę krócej.
- Jak ty mnie nazwałaś?!- zrobiła się cała czerwona.- Jack'uś. Zrób coś z nią.
- Sama coś zrób.- wzruszył ramionami obojętnie.- Co to ja twój strażnik jestem?
Odwrócił się na pięcie i odszedł.
- Ty wredna, kurwo sprze...
- Zqnim skończysz, to może pokaż czy jesteś tak silna w rękach, jak języku.- przerwałam jej, wściekła.
- Mam się bić?! Nie doczekanie twoje. JACK'UŚ! Zaczekaj na mnie.
Patrzyłam jak biegnie za nim na tych dwudziesto centymetrowych szpilach i próbowałam nie wybuchnąć śmiechem. Po chwili dołączyli do mnie przyjaciele i ruszyliśmy dalej, rozmawiając.
- Strażniku Alto.- zawołałam za nim.
Gdy się odwrócił, na jego twarzy malowało się zdziwienie. Pewnie zaskoczyło go to, że nie powiedziałam "wujku".
- O co chodzi Anastazjo?- spytał.
- Czemu strażnik tak mnie nie lubi?- zapytałam prosto z mostu.
Nigdy nie lubiłam omijać w bawełnę. Był jeszcze bardziej zdezorientowany.
- A skąd ci to przyszło do głowy?- spytał z szeroko otworzonymi oczami.
- Przecież widzę. Bardziej na mnie krzyczysz i nigdy nie usłyszałam od ciebie pochwały, a tylko mnie ganisz.- nawet nie zauważyłam, że przeszłam z nim na ty.- A przecież nic nie zrobiłam. Ciągle się staram jak mogę i na treningach i teraz...
- Och Anastazjo.- pokręcił rozbawiony głową.- Nie nienawidzę cię, tylko chcę Cię jak najlepiej przygotować. Masz talent po ojcu i matce, ale i charakter, bardziej po Hathaway. Rose była dokładnie taka sama. I Dymitr uczył ją na surowej dyscyplinie, aż nie wydobył z niej prawdziwej strażniczki. Wy macie wielkie możliwości, ale i trudne charaktery. Na wcale nie poniżam cię, a oczekuję więcej, bo wiem, że stać ciebie na to. Więc pochwały się u mnie nie spodziewaj, co najwyżej opiernicz. A teraz jazda mi stąd. Masz wolne.- krzyczał, jednak z uśmiechem.
- Tak jest!- zasalutowałam, również śmiejąc się.
Poczułam się lepiej i bardziej zmotywowana. Teraz wszystko było na jak najlepszej drodze do sukcesu.
- Och, Nastko.- uśmiechnął się troskliwie.- Jesteś tak bardzo podobna do Rose. Wiesz, że jej też nie podobał się przydział. I zrobiła nam wielką awanturę. Dopiero Bielikow ją uspokoił. Wciąż nie rozumiem, jak on to robił.
- Miłość.- westchnęłam, przypominając sobie radość i iskierki w oczach mamy, gdy mówiła o tacie.
- Szkoda, że ja już nie poczuję tego wspaniałego uczucia.- westchnął melancholijnie nauczyciel.
- A to czemu?- zmartwiłam się.
- Mam już swoje lata.- zaśmiał się.
- Mama zawsze powtarzała, że nigdy nie jest za późno na miłość, za to na samotność zawsze jest za wcześnie.
- Dziękuję kochanie, że we mnie wierzysz. I wolę jak mówisz do mnie wujku.- uśmiechnął się łagodnie.
- Dobrze. To do zobaczenia przy kolejnym starciu. A wtedy powalę cię na łopatki wuju.- zaśmiałam się, trącając go łokciem.
- Na to liczę Hathaway.- mruknął i się rozeszliśmy.
- Już jestem.- oznajmiłam, wchodząc do domu.
- Nastka!- przebiegła i przytuliła mnie Diana.
- Hej, aż tak się za mną stęskniłaś.
-Tak. Pobawisz się ze mną?- popatrzyła na mnie z nadzieją.
- Jasne. Tylko daj mi się trochę ogarnąć.
Cały poranek znęcałyśmy się nad Felixem, bo on oczywiście nie umiał odmówić młodszej siostrze. Po zniknięciu ojca stał się o wiele dojrzalszy. Chciał przejąć jego rolę, czym bardzo pomagał mamie. Przy wszystkich udawała twardą, ale tylko my wiemy jak bardzo kochała tatę. Miała czasami chwile słabości i musiała się zamknąć w pokoju, a wtedy to my z ciocią Lili wszystkim się zajmowaliśmy, a zwłaszcza Dianą. Często wstawaliśmy w nocy ją nakarmić lub przebrać, gdy mama była po długiej służbie. Była z nas bardzo dumna. Po południu przyszli do nas przyjaciele i razem spacerowaliśmy po terenie akademii, rozmawiając i śmiejąc się. Nagle zauważyłam jakiś ruch. Zareagowałam błyskawicznie, jak reszta dampirów w naszym grobie i zaczęliśmy walczyć. Jeden ze strażników zbliżał się do pożal się Boże Jack'a i suki Maddy. Porozumiewając się z bratem spojrzeniem, dałam mu znak, że ma pilnować morojów, a sama ruszyła na "strzygę". W ostatniej chwili, gdy chciała złapać parę, wbiegłam przed strażnikiem i zaczęłam z nim walczyć. Wymienialiśmy ciosy, dając z siebie wszystko. Podcięłam Stana, ale on szybko wstał i zaatakował mnie. Kopnął mnie w brzuch, aż poleciała dwa metry dalej. Szybko się podniosła i z całych sił uderzyłam go łokciem w bok, pociągnęłam za ramię, aż jęknął z bólu, a na końcu przerzuciłam go za siebie. Szybko na nim usiadłam i wbiłam mu sztylet w serce. Oddychałam szybko ze zmęczenia. Po chwili wstałam i pociągnęłam Alto za za rękę. Zauważyłam że drugą ma jakąś wykrzywioną.
- Nie przejmuj się.- powiedział, widząc gdzie patrzę.- Świetnie sobie poradziłaś. Gdybym był strzygą może nie byłoby łatwo, ale miałabyś szansę.
- Każdy jakąś ma. Pod warunkiem, że umie ją wykorzystać.
- Dokładnie jak matka.- uśmiechnął się i ruszył w stronę skrzydła szpitalnego.
- Niezły pokaz.- usłyszałam za sobą.
Odwróciłam się do dwójki, patrząc na nich z pogardą.
- No proszę. Nagle sobie o tobie przypomniał.- zakpiłam z morojki.
- Ciągle o mnie pamiętał. Nie to co o tobie kurwo.-syknęła.
- Odezwała się, święta cnotka.- zaśmiałam się z kpiną.- Ja nie sypiam z kim popadnie. Trzymaj swoją sukę krócej.
- Jak ty mnie nazwałaś?!- zrobiła się cała czerwona.- Jack'uś. Zrób coś z nią.
- Sama coś zrób.- wzruszył ramionami obojętnie.- Co to ja twój strażnik jestem?
Odwrócił się na pięcie i odszedł.
- Ty wredna, kurwo sprze...
- Zqnim skończysz, to może pokaż czy jesteś tak silna w rękach, jak języku.- przerwałam jej, wściekła.
- Mam się bić?! Nie doczekanie twoje. JACK'UŚ! Zaczekaj na mnie.
Patrzyłam jak biegnie za nim na tych dwudziesto centymetrowych szpilach i próbowałam nie wybuchnąć śmiechem. Po chwili dołączyli do mnie przyjaciele i ruszyliśmy dalej, rozmawiając.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
wtorek, 28 lutego 2017
ROZDZIAŁ 6
CZY ONI OSZALELI?! Chcą zabrać go do NASZEGO tajemnego miejsca?! Mam nadzieję, że się nie zgodzi. Modliłam się w duchu, żeby się nie zgodził.
- Oprócz nas będą Tomas, Felicja, Dominick, Michele i Maddy.
O nie! I jeszcze ta suka. Niedoczekanie. Na jej imię, Jack się uśmiechnął.
- Zgoda. Gdzie to jest?- dopytywał.
- Nastka cię zaprowadzi.- dziewczyna spojrzała na mnie.
- Po moim trupie.- mruknęłam.
- Przykro mi skarbie, ale chyba nie masz wyboru.- moroj popatrzył na mnie cwanie.
- A ty miałeś się do mnie nie odzywać.- warknęłam.
Przyjaciółka popatrzyła na mnie błagalnie, a jej wzrok wydawał się mówić:
- Proszę, zgódz się.- a nie. To głos mojego brata.- Tylko na ten okres. Dla nas.
- Nie wierzę, że chcecie wpuścić do naszego sakralnego domku obcych ludzi, a tym bardziej tą sukę.- zaczęłam się z nim kłócić.
- Przydziału nikt nie wybiera. My będziemy w swojej grupie, oni swojej.
- Zgoda.- westchnęłam zrezygnowana.
- Ach ten mój dar przekonywania.- Zeklos przeczesał dłonią jasną czuprynę.
- Ale dalej obowiązuje cię zakaz odżywiania się do mnie. Inaczej połamię ci wszystkie kości.
Do wieczora siedział w swoim pokoju i... czytał. Nikt go nie odwiedził, z nikim się nie widział, nigdzie nie łaził. Samo jego mieszkanko nie było duże. Łóżko, biurko z różnymi notatkami z lekcji i zestawem numerów do dziewczyn, regał na książki, stolik nocny z lampką i kilka foteli. Pół godziny przed spotkaniem wybrał sobie ubranie i wszedł do łazienki. Opuścił ją po piętnastu minutach i musiałam się zmusić, żeby odwrócić od niego wzrok. Jasna, niebieska koszula leżała na nim idealnie z dwoma pierwszymi guzikami odpiętymi. Na nogach miał dopasowane jeansy, a włosy ułożył na żel tak, że wyglądały jakby dopiero wstał, ale jednak były ułożone w pewnym ładzie. Cholera! Czy on musi być aż tak przystojny? Wyszliśmy z pokoju i w ogóle z dormitorium. Dyskretnie poprowadziłam go w las. Szliśmy w całkowitej ciszy, aż nie dotarliśmy do naszego celu. Moroj ledwo nie otworzył drzwi, a już zaatakował go płaski fantastic.
- Jackuś, skarbie. Tak się stęskniłam.- zaczęła pożerać mu twarz.
Powstrzymując odruch wymiotny, wyminęłam ich i podeszłam do reszty siedzącej na łóżku.
- To już nie będzie tak jak kiedyś.- westchnęłam.
Mój podopieczny usiadł na fotelu, macając swoją dziwkę.
- Uprzedzam, że to impreza bez pieprzenia.- rzucił Felix.
Pomińmy to, że tak samo zachowywali się z Alice. Ale ona była lepiej ubrana.
- A gdzie Ash?- spytałam, rozglądając się dookoła.
- Trafił swój na swego.- zaśmiał się Teo.
- O matko. Ona też się spóźnia?- zaśmiałam się.- Oliwia, jak tam dzień?- zwróciłam się do czarnowłosej.
Do nas dostał się jeszcze Dominik. Reszta "Intruzów" zebrała się w kącie i o czymś dyskutowała.
- Nawet nic nie mów. Przez cały czas musiałam słuchać jej ploteczek z tą jej psiapsiułką. Okropność.
- Dajcie coś do picia, bo zasycha w gardle.- zarządzał Zeklos i po chwili złapał butelkę, rzuconą przez Felicję.- Serio?! Nie macie nic mocniejszego?- marudził.
- Nie!- krzyknęliśmy chórem.
I nagle stało się. Wejście smoka.
- A co to za siedzenie w lesie.- przez drzwi wskoczyła Michel.
Zaraz za nowo przybyłej wszedł nasz przyjaciel. Pół godziny później każdy rozmawiał z każdym, oprócz naszej zakochanej pary i tych zboczeńców z tyłu. Co chwilę czułam na sobie szare oczy Jack'a, ale ignorowałam to.
- A co tam u ciebie skarbie?- Iwaszkow przytulił mnie od tyłu.
- Błagam ratuj.- wyszeptałam i się zaśmialiśmy.
Nim się obejrzałam, siedziałam na jego kolanach, obok brata i rudej.
Przytulał mnie czule, głaszcząc po plecach.
- No to jak było?- spytał.
- Wygrałam walkę z Tomem, Stan mnie przechytrzył, a Zeklos sugerował, że jestem dziwką.- wzruszyłam ramionami.
Chłopak od razu rzucił morojowi mordercze spojrzenie.
- Pamiętaj, że jakby coś się działo, jestem przy tobie.
- Spokojnie. Umiem się obronić.- zapewniłam.
- Wierzę.- zaczął łaskotać mnie nosem w szyję, na co zachichotałam.- Kocham cię.
- Ja ciebie też. - odpowiedziałam.
Jak brata, ale to miłość. Chodź liczył na coś więcej, wiedział, że nie będzie dla mnie tym kimś. Szanował to i starał się być dla mnie kimś ważnym. I takim był. Nagle wszyscy zaczęli wołać: "Gorzko! Gorzko!". Co zrobić? Pocałowaliśmy się. Tak samo para koło nas. Możemy podczas gry w butelkę, to czemu nie i po za. Nagle poczułam na sobie palące spojrzenie i zaczęłam się rozglądać. Należało do Jack'a. Zdziwiłam się, ale nic z tego nie zrobiłam.
- To co robimy?- spytałam, gdy siedzieliśmy w kółku.
- Zawołałaś nas tutaj i nie wiesz co mamy robić?- zaskrzeczała chodząca ściana.
Ja ją kiedyś uduszę.
- Może ty masz jakiś pomysł w tej swojej pustej głowie.- uśmiechnęła się złośliwe Oliwia, a Maddy stała się cała czerwona ze złości.
Reszta ksztusiła się ze śmiechu, na czele z Jack'em.
- Kochanie, wychodzimy.- zarządziła, wstając i patrząc na Zeklosa.
- To se idź. Ja tu zostaję.- odparł obojętnie.
Ta jeszcze bardziej zdenerwowana zwróciła się do wyjścia. Olivia niechętnie wstała.
- Kiedyś pomogę ci ją udusić i zakopać w lesie.- szepnęłam jej do ucha.
Zachichotała i wyszła.
- No dzisiaj masz już lepszy humor siostra.- Felix objął mnie ramieniem.
- W końcu jak może mieć zły, po tym jak ją pocieszyłem?- Ash wypiął pierś do przodu.
- Jakoś rano próbowałeś mnie zabić.- zaśmiałam się.
- Bo obsmarowałaś mnie całego bitą śmietaną.- oburzył się.- Choć widok ciebie z rana w samej bieliźnie, mmm...
Zdziwiona patrzyłam na niego. Nie ja jedyna. Dyskretnie wskazał na mojego podopiecznego. Moroj gotował się ze złości. Od razu zrozumiałam o co chodzi. Felix też to pod łapał.
- No. Nareszcie nie słyszę, że latała przed tobą na go.
- To też było piękne. A wczorajsza noc... Ach. Szkoda, że zostaliśmy rozdzieleni na tak długo.
- Poczekaj do weekendu.- puściłam mu zalotnie oczko.
Wszystko oczywiście to były bzdury, ale podziałało. Jack był wściekły.
- My chyba też będziemy się zbierać.- warknął.
- Tak szybko?- udawał zawiedzenie Iwaszkow.
- No tak jakoś. Anastazja.- popatrzył na mnie wyczekująco.
Niechętnie wstałam, a ze mną zielonooki.
- Śpij dobrze złoto.- cmoknął mnie w policzek.
- Ty też. I spróbujcie się nie spóźnić.- westchnęłam.
- Postaram się.
Pożegnałam wszystkich i wyszłam w bardzo dobrym humorze, czego nie mogę powiedzieć o moroju. Ciekawe co zepsuło mu nastrój? Może myśl, że nie będzie tym pierwszym? Albo że mnie nie zaliczy, a Ash już to zrobił? Oczywiście nie na poważnie. To były tylko żarty. Udane z resztą. Gdy tylko weszliśmy do pokoju, chłopak przyszpilił mnie do ściany. Uśmiech od razy mi zszedł z twarzy i zaczęłam szybciej oddychać. Nagle Zeklos... wpił się w moje usta. Całował mnie gwałtownie i brutalnie. W szoku stałam jak kołek, nie oddając pocałunków, a gdy chciałam go od siebie odepchnąć, sam się odsunął.
- Będziesz moja, a wtedy tylko ja cię będę mógł dotykać.- wyszeptał i poszedł do łazienki.
Jeszcze chwilę stałam przy ścianie, zszokowana. Wolno podniosłam dłoń i dotknęłam napuchniętych warg. Co to było? Jeszcze nikt mnie tak nie pocałował. Otrząsnęłam się i zrobiłam sobie spanie na podłodze. Po kilkunastu minutach oboje byliśmy gotowi do spania. Wierciłam się nie mogąc zasnąć. Musiałam podejść do okna,ale nie mogłam. Chłopak nie zasypiał, wpatrzony w sufit. Aż w końcu jego oddech się unormował. Odczekałam chwilę i podeszłam do okna.
- Gdzie jesteś, kiedy cię potrzebuję.- szepnęłam, dotykając szyby.- Gdzie jesteś tato?
- Oprócz nas będą Tomas, Felicja, Dominick, Michele i Maddy.
O nie! I jeszcze ta suka. Niedoczekanie. Na jej imię, Jack się uśmiechnął.
- Zgoda. Gdzie to jest?- dopytywał.
- Nastka cię zaprowadzi.- dziewczyna spojrzała na mnie.
- Po moim trupie.- mruknęłam.
- Przykro mi skarbie, ale chyba nie masz wyboru.- moroj popatrzył na mnie cwanie.
- A ty miałeś się do mnie nie odzywać.- warknęłam.
Przyjaciółka popatrzyła na mnie błagalnie, a jej wzrok wydawał się mówić:
- Proszę, zgódz się.- a nie. To głos mojego brata.- Tylko na ten okres. Dla nas.
- Nie wierzę, że chcecie wpuścić do naszego sakralnego domku obcych ludzi, a tym bardziej tą sukę.- zaczęłam się z nim kłócić.
- Przydziału nikt nie wybiera. My będziemy w swojej grupie, oni swojej.
- Zgoda.- westchnęłam zrezygnowana.
- Ach ten mój dar przekonywania.- Zeklos przeczesał dłonią jasną czuprynę.
- Ale dalej obowiązuje cię zakaz odżywiania się do mnie. Inaczej połamię ci wszystkie kości.
Do wieczora siedział w swoim pokoju i... czytał. Nikt go nie odwiedził, z nikim się nie widział, nigdzie nie łaził. Samo jego mieszkanko nie było duże. Łóżko, biurko z różnymi notatkami z lekcji i zestawem numerów do dziewczyn, regał na książki, stolik nocny z lampką i kilka foteli. Pół godziny przed spotkaniem wybrał sobie ubranie i wszedł do łazienki. Opuścił ją po piętnastu minutach i musiałam się zmusić, żeby odwrócić od niego wzrok. Jasna, niebieska koszula leżała na nim idealnie z dwoma pierwszymi guzikami odpiętymi. Na nogach miał dopasowane jeansy, a włosy ułożył na żel tak, że wyglądały jakby dopiero wstał, ale jednak były ułożone w pewnym ładzie. Cholera! Czy on musi być aż tak przystojny? Wyszliśmy z pokoju i w ogóle z dormitorium. Dyskretnie poprowadziłam go w las. Szliśmy w całkowitej ciszy, aż nie dotarliśmy do naszego celu. Moroj ledwo nie otworzył drzwi, a już zaatakował go płaski fantastic.
- Jackuś, skarbie. Tak się stęskniłam.- zaczęła pożerać mu twarz.
Powstrzymując odruch wymiotny, wyminęłam ich i podeszłam do reszty siedzącej na łóżku.
- To już nie będzie tak jak kiedyś.- westchnęłam.
Mój podopieczny usiadł na fotelu, macając swoją dziwkę.
- Uprzedzam, że to impreza bez pieprzenia.- rzucił Felix.
Pomińmy to, że tak samo zachowywali się z Alice. Ale ona była lepiej ubrana.
- A gdzie Ash?- spytałam, rozglądając się dookoła.
- Trafił swój na swego.- zaśmiał się Teo.
- O matko. Ona też się spóźnia?- zaśmiałam się.- Oliwia, jak tam dzień?- zwróciłam się do czarnowłosej.
Do nas dostał się jeszcze Dominik. Reszta "Intruzów" zebrała się w kącie i o czymś dyskutowała.
- Nawet nic nie mów. Przez cały czas musiałam słuchać jej ploteczek z tą jej psiapsiułką. Okropność.
- Dajcie coś do picia, bo zasycha w gardle.- zarządzał Zeklos i po chwili złapał butelkę, rzuconą przez Felicję.- Serio?! Nie macie nic mocniejszego?- marudził.
- Nie!- krzyknęliśmy chórem.
I nagle stało się. Wejście smoka.
- A co to za siedzenie w lesie.- przez drzwi wskoczyła Michel.
Zaraz za nowo przybyłej wszedł nasz przyjaciel. Pół godziny później każdy rozmawiał z każdym, oprócz naszej zakochanej pary i tych zboczeńców z tyłu. Co chwilę czułam na sobie szare oczy Jack'a, ale ignorowałam to.
- A co tam u ciebie skarbie?- Iwaszkow przytulił mnie od tyłu.
- Błagam ratuj.- wyszeptałam i się zaśmialiśmy.
Nim się obejrzałam, siedziałam na jego kolanach, obok brata i rudej.
Przytulał mnie czule, głaszcząc po plecach.
- No to jak było?- spytał.
- Wygrałam walkę z Tomem, Stan mnie przechytrzył, a Zeklos sugerował, że jestem dziwką.- wzruszyłam ramionami.
Chłopak od razu rzucił morojowi mordercze spojrzenie.
- Pamiętaj, że jakby coś się działo, jestem przy tobie.
- Spokojnie. Umiem się obronić.- zapewniłam.
- Wierzę.- zaczął łaskotać mnie nosem w szyję, na co zachichotałam.- Kocham cię.
- Ja ciebie też. - odpowiedziałam.
Jak brata, ale to miłość. Chodź liczył na coś więcej, wiedział, że nie będzie dla mnie tym kimś. Szanował to i starał się być dla mnie kimś ważnym. I takim był. Nagle wszyscy zaczęli wołać: "Gorzko! Gorzko!". Co zrobić? Pocałowaliśmy się. Tak samo para koło nas. Możemy podczas gry w butelkę, to czemu nie i po za. Nagle poczułam na sobie palące spojrzenie i zaczęłam się rozglądać. Należało do Jack'a. Zdziwiłam się, ale nic z tego nie zrobiłam.
- To co robimy?- spytałam, gdy siedzieliśmy w kółku.
- Zawołałaś nas tutaj i nie wiesz co mamy robić?- zaskrzeczała chodząca ściana.
Ja ją kiedyś uduszę.
- Może ty masz jakiś pomysł w tej swojej pustej głowie.- uśmiechnęła się złośliwe Oliwia, a Maddy stała się cała czerwona ze złości.
Reszta ksztusiła się ze śmiechu, na czele z Jack'em.
- Kochanie, wychodzimy.- zarządziła, wstając i patrząc na Zeklosa.
- To se idź. Ja tu zostaję.- odparł obojętnie.
Ta jeszcze bardziej zdenerwowana zwróciła się do wyjścia. Olivia niechętnie wstała.
- Kiedyś pomogę ci ją udusić i zakopać w lesie.- szepnęłam jej do ucha.
Zachichotała i wyszła.
- No dzisiaj masz już lepszy humor siostra.- Felix objął mnie ramieniem.
- W końcu jak może mieć zły, po tym jak ją pocieszyłem?- Ash wypiął pierś do przodu.
- Jakoś rano próbowałeś mnie zabić.- zaśmiałam się.
- Bo obsmarowałaś mnie całego bitą śmietaną.- oburzył się.- Choć widok ciebie z rana w samej bieliźnie, mmm...
Zdziwiona patrzyłam na niego. Nie ja jedyna. Dyskretnie wskazał na mojego podopiecznego. Moroj gotował się ze złości. Od razu zrozumiałam o co chodzi. Felix też to pod łapał.
- No. Nareszcie nie słyszę, że latała przed tobą na go.
- To też było piękne. A wczorajsza noc... Ach. Szkoda, że zostaliśmy rozdzieleni na tak długo.
- Poczekaj do weekendu.- puściłam mu zalotnie oczko.
Wszystko oczywiście to były bzdury, ale podziałało. Jack był wściekły.
- My chyba też będziemy się zbierać.- warknął.
- Tak szybko?- udawał zawiedzenie Iwaszkow.
- No tak jakoś. Anastazja.- popatrzył na mnie wyczekująco.
Niechętnie wstałam, a ze mną zielonooki.
- Śpij dobrze złoto.- cmoknął mnie w policzek.
- Ty też. I spróbujcie się nie spóźnić.- westchnęłam.
- Postaram się.
Pożegnałam wszystkich i wyszłam w bardzo dobrym humorze, czego nie mogę powiedzieć o moroju. Ciekawe co zepsuło mu nastrój? Może myśl, że nie będzie tym pierwszym? Albo że mnie nie zaliczy, a Ash już to zrobił? Oczywiście nie na poważnie. To były tylko żarty. Udane z resztą. Gdy tylko weszliśmy do pokoju, chłopak przyszpilił mnie do ściany. Uśmiech od razy mi zszedł z twarzy i zaczęłam szybciej oddychać. Nagle Zeklos... wpił się w moje usta. Całował mnie gwałtownie i brutalnie. W szoku stałam jak kołek, nie oddając pocałunków, a gdy chciałam go od siebie odepchnąć, sam się odsunął.
- Będziesz moja, a wtedy tylko ja cię będę mógł dotykać.- wyszeptał i poszedł do łazienki.
Jeszcze chwilę stałam przy ścianie, zszokowana. Wolno podniosłam dłoń i dotknęłam napuchniętych warg. Co to było? Jeszcze nikt mnie tak nie pocałował. Otrząsnęłam się i zrobiłam sobie spanie na podłodze. Po kilkunastu minutach oboje byliśmy gotowi do spania. Wierciłam się nie mogąc zasnąć. Musiałam podejść do okna,ale nie mogłam. Chłopak nie zasypiał, wpatrzony w sufit. Aż w końcu jego oddech się unormował. Odczekałam chwilę i podeszłam do okna.
- Gdzie jesteś, kiedy cię potrzebuję.- szepnęłam, dotykając szyby.- Gdzie jesteś tato?
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
poniedziałek, 27 lutego 2017
ROZDZIAŁ 5
Gdy wszyscy już zajęli miejsca w sali, na środek wyszła Alberta.
- Każdy z was zna zasady, dlatego teraz zajmiemy się przydziałami.
Po kolei wyczytywano najpierw imię moroja, a następnie pilnującego go dampira.
- Dominick Szelski - Felix Hathaway.
Następne kilka nazwisk.
- Michele Allens - Ash Iwaszkow, Rosalie Dragomir - Alice Ashford.
Moje przyjaciółki ucisnęły się radośnie. Ruda zawsze chciała być jej strażniczką. Tak jak moja mama naszej obecnej królowej
- Tomas Bompensiero - Kendall Dorec, Maddy Sarcozy - Oliwia Tanner.
Oj biedna. Ja bym szybciej żucia ją na pożarcie strzygą. A nuż się zatrują od jej pudru i samoopalaczu. Chyba nie mogło paść gorzej.
- Jack Zeklos - Anastazja Hathaway.
Nagle czas dla mnie stanął w miejscu. Serio?! Mam go bronić?! Ostatnio jak pracowaliśmy w grupach, o mało co nie wydłubałam mu oczu nożyczkami. A to było w przedszkolu. Od tamtego czasu każdy wie, że nas nie dobiera się w jednej grupie, a co dopiero parze. Ale chyba trzeba komuś o tym przypomnieć. Czekając do końca nie mogłam usiedzieć na miejscu.
- Doskonale wiem, co czujesz.- mruknęła Oliwia.- Jak mama mogła do tego dopuścić? Ja przecież nie wytrzymam pięciu minut przy tym plastiku.
- Idziesz ze mną uzmysłowić im ich błąd?
- Jasne.
W tej chwili wszyscy zaczęli się rozchodzić. Pierwsza podeszłam do komisji strażników.
- Tu chyba nastała jakaś pomyłka.- oznajmiłam, patrząc na nich wyzywająco.
Wymienili ze sobą rozbawione spojrzenia. Ja w tym nie widzę nic śmiesznego.
- A jakaż to Panno Hathaway?- spytała strażniczka Casey, wciąż się uśmiechając.
- Z przydziałem. N I E mogę być w parze z Jack'em.
- Przykro mi, ale tak zostało postanowione.
- To źle zostało postanowione.- porzuciła rękoma w górę.- Odkąd pamiętam, mam ochotę go zabić. Nienawidzę go i na pewno to mi nie pomoże w zadaniu.
- Nie tym tonem Hathaway.- upomniał mnie Stan.- Po za tym zostało ustalone, że nie ma zmian.
- Chyba że chce pani zrezygnować.- wtrąciła się Alberta.- A wtedy zajęcia będą niezliczone.
Nie mogłam w to uwierzyć. Tak po prostu? Moja ocena ma zależeć od tego zadufanego w sobie dupka? Ale nie mogłam zrezygnować.
- Obejdzie się. Tylko zanotujcie, że nie robię tego z własnej woli.- mruknęłam zła i odeszłam.
Usłyszałam jeszcze jak wymieniają między sobą zdania i lekko chichoczą, ale nic mnie to nie obchodziło. Cholera! I po raz kolejny coś idzie nie tak. Zajęcia zaczynaliśmy dopiero od lunchu. Przez cały czas poświęcony na posiłek, byłam nie obecna. Bawiłam się frytkami, rozmyślając, co by zrobili na moim miejscu mama i tata. Ona na pewno zrobiłaby taką awanturę, że poszliby jej na rękę. Zawsze tak było. Umiała walczyć o to co chciała i to dostawała. A on przyjąłby przydział bez zająknięcia i oddał bez reszty zadaniu. Tak bardzo się różnili, że aż byli do siebie podobni. Przynajmniej tak mówiła mama. Oboje byli dla siebie jak otwarte księgi. Właśnie wychodziłam ze stołówki, kiedy przyczepił się do mnie Jack.
- No i co?- uśmiechnął się cwanie.- Mówiłem, że będziesz za mną latała, księżniczko.
- Wcale za tobą nie latam.- popatrzyłam na niego ze złością.- A spróbuj tylko spieprzyć to zadanie, a dokończę mój czyn w przedszkolu. I mówiłam żebyś nie nazywał mnie Księżniczką.
- Spokojnie złotko. Nie mam zamiaru niczego ci utrudniać. Wystarczy, że czasami pójdziesz mi na rękę.
- Nie myśl nawet o bzykaniu żadnych lasek. Nie mam zamiaru stać pod drzwiami i wysłuchać waszych jęków.
- Wiesz. Zawsze możesz być pode mną.- poruszył znacząco brwiami.
Nie umiałam się powstrzymać. Jego pewność siebie i chamstwo mnie przerosło. Nim się obejrzałam moja otwarta dłoń znalazła się na jego policzku z głośnym plasknięciem, aż głowa odskoczyła mu na bok. I szczerze mówiąc, w cale tego nie żałowałam. Złapał się za czerwony ślad, patrząc na mnie z gniewem. Jednak mój wzrok był bardziej przerażający, bo w jego oczach zobaczyłam strach. Gdyby spojrzenie mogło zabić, dawno już by leżał martwy. Jedyne co do niego w tej chwili czułam, to pogarda i obrzydzenie
- Nigdy więcej się do mnie nie odzywaj.- szturchnęłam go palcem w pierś.- Ja dla ciebie nie istnieję. Jestem tylko cieniem, dającym by żaden strażnik cię nie złapał. I nawet nie marz, że będę jedną z tych twoich dziwek. A teraz idź.- wskazałam na korytarz.
Potulnie poszedł, a ja za nim. Kiedy mijaliśmy zakręt, wyskoczył na nas zamaskowany strażnik. Pierwsza próba i szansa na wykazanie się. Zaczęłam okrążać się z przeciwnikiem, ale nie dopuszczając go do podopiecznego. W końcu "strzyga" zaatakowała, a ja zaczęłam się bronić. Po kilku minutach wymieniania się ciosami, wbiłam sztylet w miejsce, gdzie jest serce. Wstałam i pomogłam się podnieść strażnikowi. Był to Tom.
- Nieźle ci poszło.- pochwalił mnie.- Poćwiczyć trochę nad atakiem z lewej strony.
Dumna wróciłam ba swoje miejsce, lecz nie nastałam się za długo, gdyż nagle znalazłam się na ziemi, a Stan złapał Jack'a.
- Bądź bardziej czujna.- zganił mnie i z Tomem poszli w swoją stronę.
Wszystko wydarzyło się tak szybko, że chwilę zajęło mi przyswojenie faktów.
Szlag! Przechytrzył mnie. Zanim pomyślałam o podniesieniu się, zobaczyłam wystawioną w swoją stronę jasną dłoń blondyna. Jednak odtrąciłam jego pomoc i sama się podniosłam.
Gdy zabrzmiał dzwonek, poszliśmy na lekcje. Niczym za bardzo się nie różniły, oprócz tego, że my, dampiry, staliśmy pod ścianami, tam gdzie zawsze strażnicy. Godziny szkolne upłynęły spokojnie. Byłam świadkiem jeszcze kilku ataków, ale sama nie uczestniczyłam w nich. Jack'em nie wymieniłam ani słowa i wcale mi to nie przeszkadzało. Ale później zaczęło się najgorsze. Pierwsza myśl: koniec ze spotkaniami w wartowni. Drugie: muszę spędzić noc w pokoju Jack'a. Sam na sam. Od razu dopadły mnie mdłości. Kiedy szliśmy do dormitorium, spotkaliśmy Rosalie i Alice. Czego one chcą od tego kretyna.
- Witam piękne panie.- uśmiechnął się szelmowsko.
Z tyłu zauważyłam Tomasa i Felicję z ich "strażnikami". Co oni kombinują?
- Zapraszamy Cię do starej wartowni o 20.- powiedziała do moroja Dragomirówna.
- Każdy z was zna zasady, dlatego teraz zajmiemy się przydziałami.
Po kolei wyczytywano najpierw imię moroja, a następnie pilnującego go dampira.
- Dominick Szelski - Felix Hathaway.
Następne kilka nazwisk.
- Michele Allens - Ash Iwaszkow, Rosalie Dragomir - Alice Ashford.
Moje przyjaciółki ucisnęły się radośnie. Ruda zawsze chciała być jej strażniczką. Tak jak moja mama naszej obecnej królowej
- Tomas Bompensiero - Kendall Dorec, Maddy Sarcozy - Oliwia Tanner.
Oj biedna. Ja bym szybciej żucia ją na pożarcie strzygą. A nuż się zatrują od jej pudru i samoopalaczu. Chyba nie mogło paść gorzej.
- Jack Zeklos - Anastazja Hathaway.
Nagle czas dla mnie stanął w miejscu. Serio?! Mam go bronić?! Ostatnio jak pracowaliśmy w grupach, o mało co nie wydłubałam mu oczu nożyczkami. A to było w przedszkolu. Od tamtego czasu każdy wie, że nas nie dobiera się w jednej grupie, a co dopiero parze. Ale chyba trzeba komuś o tym przypomnieć. Czekając do końca nie mogłam usiedzieć na miejscu.
- Doskonale wiem, co czujesz.- mruknęła Oliwia.- Jak mama mogła do tego dopuścić? Ja przecież nie wytrzymam pięciu minut przy tym plastiku.
- Idziesz ze mną uzmysłowić im ich błąd?
- Jasne.
W tej chwili wszyscy zaczęli się rozchodzić. Pierwsza podeszłam do komisji strażników.
- Tu chyba nastała jakaś pomyłka.- oznajmiłam, patrząc na nich wyzywająco.
Wymienili ze sobą rozbawione spojrzenia. Ja w tym nie widzę nic śmiesznego.
- A jakaż to Panno Hathaway?- spytała strażniczka Casey, wciąż się uśmiechając.
- Z przydziałem. N I E mogę być w parze z Jack'em.
- Przykro mi, ale tak zostało postanowione.
- To źle zostało postanowione.- porzuciła rękoma w górę.- Odkąd pamiętam, mam ochotę go zabić. Nienawidzę go i na pewno to mi nie pomoże w zadaniu.
- Nie tym tonem Hathaway.- upomniał mnie Stan.- Po za tym zostało ustalone, że nie ma zmian.
- Chyba że chce pani zrezygnować.- wtrąciła się Alberta.- A wtedy zajęcia będą niezliczone.
Nie mogłam w to uwierzyć. Tak po prostu? Moja ocena ma zależeć od tego zadufanego w sobie dupka? Ale nie mogłam zrezygnować.
- Obejdzie się. Tylko zanotujcie, że nie robię tego z własnej woli.- mruknęłam zła i odeszłam.
Usłyszałam jeszcze jak wymieniają między sobą zdania i lekko chichoczą, ale nic mnie to nie obchodziło. Cholera! I po raz kolejny coś idzie nie tak. Zajęcia zaczynaliśmy dopiero od lunchu. Przez cały czas poświęcony na posiłek, byłam nie obecna. Bawiłam się frytkami, rozmyślając, co by zrobili na moim miejscu mama i tata. Ona na pewno zrobiłaby taką awanturę, że poszliby jej na rękę. Zawsze tak było. Umiała walczyć o to co chciała i to dostawała. A on przyjąłby przydział bez zająknięcia i oddał bez reszty zadaniu. Tak bardzo się różnili, że aż byli do siebie podobni. Przynajmniej tak mówiła mama. Oboje byli dla siebie jak otwarte księgi. Właśnie wychodziłam ze stołówki, kiedy przyczepił się do mnie Jack.
- No i co?- uśmiechnął się cwanie.- Mówiłem, że będziesz za mną latała, księżniczko.
- Wcale za tobą nie latam.- popatrzyłam na niego ze złością.- A spróbuj tylko spieprzyć to zadanie, a dokończę mój czyn w przedszkolu. I mówiłam żebyś nie nazywał mnie Księżniczką.
- Spokojnie złotko. Nie mam zamiaru niczego ci utrudniać. Wystarczy, że czasami pójdziesz mi na rękę.
- Nie myśl nawet o bzykaniu żadnych lasek. Nie mam zamiaru stać pod drzwiami i wysłuchać waszych jęków.
- Wiesz. Zawsze możesz być pode mną.- poruszył znacząco brwiami.
Nie umiałam się powstrzymać. Jego pewność siebie i chamstwo mnie przerosło. Nim się obejrzałam moja otwarta dłoń znalazła się na jego policzku z głośnym plasknięciem, aż głowa odskoczyła mu na bok. I szczerze mówiąc, w cale tego nie żałowałam. Złapał się za czerwony ślad, patrząc na mnie z gniewem. Jednak mój wzrok był bardziej przerażający, bo w jego oczach zobaczyłam strach. Gdyby spojrzenie mogło zabić, dawno już by leżał martwy. Jedyne co do niego w tej chwili czułam, to pogarda i obrzydzenie
- Nigdy więcej się do mnie nie odzywaj.- szturchnęłam go palcem w pierś.- Ja dla ciebie nie istnieję. Jestem tylko cieniem, dającym by żaden strażnik cię nie złapał. I nawet nie marz, że będę jedną z tych twoich dziwek. A teraz idź.- wskazałam na korytarz.
Potulnie poszedł, a ja za nim. Kiedy mijaliśmy zakręt, wyskoczył na nas zamaskowany strażnik. Pierwsza próba i szansa na wykazanie się. Zaczęłam okrążać się z przeciwnikiem, ale nie dopuszczając go do podopiecznego. W końcu "strzyga" zaatakowała, a ja zaczęłam się bronić. Po kilku minutach wymieniania się ciosami, wbiłam sztylet w miejsce, gdzie jest serce. Wstałam i pomogłam się podnieść strażnikowi. Był to Tom.
- Nieźle ci poszło.- pochwalił mnie.- Poćwiczyć trochę nad atakiem z lewej strony.
Dumna wróciłam ba swoje miejsce, lecz nie nastałam się za długo, gdyż nagle znalazłam się na ziemi, a Stan złapał Jack'a.
- Bądź bardziej czujna.- zganił mnie i z Tomem poszli w swoją stronę.
Wszystko wydarzyło się tak szybko, że chwilę zajęło mi przyswojenie faktów.
Szlag! Przechytrzył mnie. Zanim pomyślałam o podniesieniu się, zobaczyłam wystawioną w swoją stronę jasną dłoń blondyna. Jednak odtrąciłam jego pomoc i sama się podniosłam.
Gdy zabrzmiał dzwonek, poszliśmy na lekcje. Niczym za bardzo się nie różniły, oprócz tego, że my, dampiry, staliśmy pod ścianami, tam gdzie zawsze strażnicy. Godziny szkolne upłynęły spokojnie. Byłam świadkiem jeszcze kilku ataków, ale sama nie uczestniczyłam w nich. Jack'em nie wymieniłam ani słowa i wcale mi to nie przeszkadzało. Ale później zaczęło się najgorsze. Pierwsza myśl: koniec ze spotkaniami w wartowni. Drugie: muszę spędzić noc w pokoju Jack'a. Sam na sam. Od razu dopadły mnie mdłości. Kiedy szliśmy do dormitorium, spotkaliśmy Rosalie i Alice. Czego one chcą od tego kretyna.
- Witam piękne panie.- uśmiechnął się szelmowsko.
Z tyłu zauważyłam Tomasa i Felicję z ich "strażnikami". Co oni kombinują?
- Zapraszamy Cię do starej wartowni o 20.- powiedziała do moroja Dragomirówna.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
niedziela, 26 lutego 2017
ROZDZIAŁ 4
Gdy byłam już gotowa do spania, usiadłam jak zawsze na parapecie i patrzyłam w ciemnościach przez okno. Kiedyś to było czekanie. Teraz mój zwyczaj. Siedziałam do północy, myśląc co by było, gdyby tato i mama tu byli? Czy byliby ze mnie dumni? Dali mi jakieś rady na temat zajęć polowych? Czy kiedyś zobaczę tatę z tego okna w jego prochowcu? Z zamyślenia wyrwało mnie odbijające się w szybie światło i moja młodsza siostra na jego tle. Odwróciłam się do dziewczynki stojącej w progu i poklepałam miejsce obok siebie.
- Co się dzieje Diana?- spytałam, gdy usiadła koło mnie.- Czemu jeszcze nie spisz?
- Nie mogę zasnąć.- przetarła oczy.- Nastka, powiedz mi coś o tacie. Coś co sama pamiętasz.
Od razu ją przytuliłam. Nie miała szans go poznać, bo został przemieniony w strzygę, gdy mama była z nią w ciąży. Zastanowiłam się chwilę.
- Pamiętam, że jak chodziliśmy na plac zabaw, zawsze huśtał mnie wysoko do gwiazd. Był opiekuńczy i dbał o nas oraz mamę. Kochali się bardzo mocno i okazywali to sobie przy każdej okazji. Nigdy się nie kłócili, a zawsze przytulali i droczyli ze sobą. Ale jedno wspomnienie wryło mi się najbardziej w pamięci. Miałam cztery lata i wyjechaliśmy z rodzicami do dziadka Abe'a. Nagle w nocy rozpętała się wielka burza. Wystraszona schowałam się pod kołdrę, i bałam spod niej ruszyć. Wszędzie grzmiało i błyskało, a o ruszające się okno uderzał deszcz. Nie zamykaliśmy go na noc, bo było gorąco, w końcu to środek lata. Felix przyszedł do mojego łóżka i mocno mnie przytulił. Wtuliłam się w niego, cala drżąc, a z oczu leciały mi łzy. Bianka gdzieś wybiegła, a po chwili odgłosy stały się cichsze, więc ktoś zamknął okno. Dowiedziałam się kto, gdy pod pierzynę zajrzeli rodzice. Koniec końców pod moją małą kołdrą byliśmy całą czwórką, a tata opowiadał historie o dzikim zachodzie z tych wszystkich jego książek.- uśmiechnęłam się wspominając tamtą chwilę.
- Są bardzo fajne. Pożyczyć ci jakieś.- spytała.
Przez to, że nie znała naszego ojca, próbowała go odnaleźć w jego książkach i tak stała się pasjonatką westernów.
- Nie trzeba. Są całe Twoje. No dopóki tato nie wróci.
- Wierzysz w to?- spojrzała ma mnie z zainteresowaniem.
- Tak. Tylko ktoś musi go odnaleźć i odmienić. I ja to zrobię.- obiecałam sobie.- Nie zostanę strażniczką póki on znowu nie będzie dampirem. A teraz idź spać, bo się nie wypisz.
- Ty też. Z tego co kojarzę masz od jutra ważny okres, podczas którego musisz być czujna i pełna sił.- pocałowała mnie w policzek.- Dobranoc.
- Dobranoc.- uśmiechnęłam się.
Gdy wyszła, postanowiłam jej posłuchać i po raz pierwszy od dawna zasnęłam niedługo po 23. I dobrze, bo tego co miało miejsce następnego dnia, nigdy bym się nie spodziewała. Już półtorej godziny przed zajęciami zostałam zwleczona z łóżka.
- Czego wy ode mnie chcecie.- spytałam spod kołdry na Oliwię i Rosalie.
- Zbieraj się do szkoły.- powiedziały równocześnie.
Westchnęłam i wstałam. I tak nie opłacało mi się zasypiać na te pół godziny. 30 minut później byłam gotowa do szkoły. Miałam na sobie czarny strój strażniczki, czarne glany, a za pasem błyszczała mi podróba sztyletu. Zabawę czas zacząć. Jednak zamiast na plac, zostałam pociągnięta do dormitorium dampirów i bez ostrzeżenia wparowałyśmy do pokoju Asha.
- Ale tu syf.- skomentowała Oliwia.
- Czy on tu choć czasami wierzy?- Rosa podeszła do okna, po czym otworzyła je na oścież. Wychyliła przez nie głowę i nabrała w płuca świeżego powietrza.- Od razu lepiej.
- Hej, pobudka.- zaczęłam krzyczeć nad łóżkiem chłopaka, ale on tylko odwrócił się na drugi bok i spał smacznie dalej.- To na nic. Musimy wymyślić coś innego. Już mam. Dziewczyny, potrzebuję bitej śmietany i jakiejś miski z wodą.- zarządziłam.
Obie szybko wyszły z pokoju, a ja zaczęłam sprzątać mu w pokoju. Oczywiście niczego bym z własnej woli nie dotknęła, więc użyłam telekinezy. Po chwili ubrania były posegregowane na te czyste i znoszone. Cud, że chociaż mundur się nie poradził. Czy to pizza? Fuj! On jest obleśny. Ale jest jakiś pożytek z tego jego bałaganu. Znalazłam syrenę przenośną. Ale będzie zabawa. Po chwili wróciły dziewczyny.
- Rozi, unieś tą wodę nad jego głową.- poprosiłam, a blondynka wykorzystała swoją moc.- Gdy włączę syrenę, upuść ją.
- przy takim hałasie jaki ona robi, nawet jakbym chciała to nie utrzymałabym jej.
- Świetnie. To teraz trzeba napełnić tą miskę bitą śmietaną i trzymać tu.- wskazałam przestrzeń nad brzuchem naszej ofiary.
- Okey.
Oliwia wycisnęła słodką piankę do naczynia, a następnie złapała je i uniosła we wskazanym miejscu. Gdy upewniłam się, że wszystko wyjdzie idealnie, zatkałam jedno ucho i wcisnęłam guzik. Po pokoju rozniósł się głośny dźwięk, jaki czasami słychać na stadionach. Ash wyprostował się do siadu, po drodze obrany wodą i lądują twarzą w bitej śmietany. Szybko wyciągnęłam komórkę i zrobiłam mu zdjęcie. Gdy tylko oczyścił oczy z substancji i zobaczył mnie, wyskoczył z łóżka.
- Anastazja.- zaczął mnie gonić, a ja uciekać.- Dorwę cię małpo.
Nie miałam zbytnio gdzie uciec, więc spełnił swoją obietnicę i... przytulił mnie? Dopiero po chwili skojarzyłam fakty. On miał na twarzy bitą śmietanę, a ja na sobie mundur.
- Czyż ty oszalał!- krzyknęła, patrząc na biały ślad na moim ubraniu, kiedy się odsunął.- Tak mi dziękujesz za wyrwanie z łóżka, żebyś się nie spóźnił?!
Za to Oliwia i Rosa świetnie się bawiły. Ze śmiechu turlały się po podłodze.
- Dość tego.- uspokoiłam je.- Ty idziesz się kąpać i ubierać.- popchałam przyjaciela do łazienki.- A ja muszę wymyślić, jak to wyczyścić.
- Pomogę ci.- blondyna pociągnęła mnie do łazienki.
Może wcześniej nie wspomniałam, ale córka dyrektorki ma ciemne włosy, takie na przełomie czarnego i brązowego. Rosalie jest jedyną blondyną w naszym gronie. W łazience wzięła papier, zmoczyła go i nałożyła trochę mydła, po czym zaczęła mi czyścić strój. Chwilę później był cały mokry, ale czysty. Na szczyęście posiadam coś takiego jak magiczne zdolności i szybko ją ususzyłam ciepłem.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
sobota, 25 lutego 2017
ROZDZIAŁ 3
- Hathaway, skup się bardziej!- wrzasnął na mnie Stan.
Skąd wiem, że na mnie? Bo na mojego brata nie podnosi głosu. Tak bardzo równe traktowanie.
- Staram się wujku.- uśmiechnęłam się i mocniej uderzyłam manekina.
- Ile razy mam ci powtarzać, nie mów do mnie wujku?! Dziesięć okrążeń.
- Dobrze wujku. - wszyscy zaczęli się śmiać, a ja ruszyłam dookoła sali.
Oczywiście nie był moim wujkiem, ale często nas od wiedział, gdy przeprowadziliśmy się do akademii po... misji rodziców. Nie chciałam o tym wspominać i skupiłam się na bieganiu. Tylko ćwiczenia do bólu i czytanie książek mnie uspokaja i pozwala przestać myśleć o czymkolwiek. Dlatego też uważam, że Alto się na mnie uwziął. Niby jestem najlepsza w grupie, ale dla niego to i tak za mało. Ciągle daje mi dodatkowe zadania i kary. Nikt nie ma tak przerąbane jak ja. Nienawidzę z nim zajęć. Gdy skończyłam biegać, wróciłam do ćwiczeń. Strażnik trochę ponarzekał, ale jakoś przeżyłam. Kilka minut przed końcem zajęć, na salę weszła Alberta Pietrowa. Muszę powiedzieć, że mam do niej szacunek i podziwiam ją. Mama mówiła, że jest najlepsza w całej szkole i była jej osobistą trenerką po powrocie z Rosji, gdzie polowała na naszego tatę. Wiem, trochę brutalne określenie, ale tak zawsze mówiła, podkreślając, że to nie odnosi się do osoby, którą kochała, bo strzyga nie jest tym, kim była wcześniej.
- Drodzy uczniowie.- przemówiła strażniczka.- Od jutra wasz rocznik zaczynają zajęcia polowe. O ósmej rano zostaną wybrani wam pod opiekę moroje, a waszym zdaniem będzie obronienie ich przed strażnikami, wcielających się w rolę strzyg. Jeszcze dziś, o czwartej wieczorem proszę udać się do recepcji w budynku głównym akademii po odbiór waszego pierwszego w życiu ekwipunku strażników. W zestawie są buty, mundur i sztuczny sztylet. Wśród strażników nie ma wymian podopiecznych.- zakończyła, donośnym głosem.
- I macie być wszyscy na czas.- dodał Stan, patrząc wymownie na Asha.
- Przecież u niego jeszcze nigdy się nie spóźniłem.- poskarżył się szeptem nasz przyjaciel.
Dałam mu kuksańca, gdy strażniczka spojrzała na niego groźne. Już więcej nic nie powiedział.
- Za każdą waszą wygraną lub porażkę będziecie oceniani.- kontynuowała.- Żaden strażnik nie będzie miał litości, ani nikogo nie potraktuje ulgowo. To tylko zajęcia, mające sprawdzić czy nadajecie się do prawdziwej służby i czego trzeba was jeszcze nauczyć.
Na sali zrobiło się gwarno i nikt nawet nie zauważył, gdy kobieta nas opuściła.
- Spokój.- zawołał Stan, a wokół zapanowała cisza.- A teraz w szeregu zbiórka i pięć okrążeń. Później rozejść się.
Po wykonaniu zadania, wyszliśmy z sali. Nie opłacało nam się przebierać, więc od razu rozeszliśmy się do domów. Tam czekali już na nas ciocia, oglądająca coś w telewizji i wujek rozwiązujący krzyżówki na kanapie. Pewnie Diana odrabia lekcje w pokoju. Przywitałam się z nimi całusem w policzek i pobiegłam na górę. Chwilę spędziłam przed szafą, szukając odpowiednich ciuchów na wieczór, bo jak co dzień spotykamy się z przyjaciółmi. W tym czasie Felix skończył się kąpać i ja mogłam zająć łazienkę. Szybko się umyłam, uczesałam, pomalowałam oraz ubrałam, po czym schowałam do kieszeni komórkę.
- Wróćcie najpóźniej o 22.- poprosił wujek, gdy byliśmy już pod drzwiami.
- Dobrze!- krzyknęliśmy jednocześnie i wyszliśmy.
Jak zwykle spotkaliśmy się nad jeziorkiem w lesie, gdzie znajdowała się stara warownia. Podobno to tu nasi rodzice mieli swój pierwszy raz. Każde wspomnienie o nich przynosi mi ból, ale staram się być silna. Muszę dokończyć misję mamy. Na miejscu byli już wszyscy, oprócz... Zgadnijcie kogo? Asha. Tak. Dziesięć punktów dla Anastazji Hathaway.
- Ej, siostra.- szturchnął mnie brat.- A ty co taka dzisiaj nerwowa?
- Wydaje ci się.- zbyłam go.
Nie wydawał się być przekonany, ale wiedział, że dalsze wyciąganie informacji nie ma sensu. Mimo to widziałam, jak przypatruje mi się troskliwie. Zawsze chciał dla mnie jak najlepiej.
- To co? Gramy w tą butelkę?- zmieniłam temat.
- Znowu?- westchnęła Rozi.- Nie mamy się już o co pytać. Znamy się na wylot.
- To na wyzwania.- wzruszyłam ramionami.
- Albo na całowanie.- uśmiechnął się chytrze Ash.
- Nie podoba mi się ten pomysł. - Felix spojrzał wymownie na swoją dziewczynę.
- Skarbie.- Alice go przytuliła.- Przecież to tylko zabawa. Poza tym oprócz ciebie jest tu tylko dwóch chłopców i to naszych przyjaciół. A wiesz, że kocham tylko ciebie.
Mój brat chwilę się opierał, aż w końcu uległ. Pierwsza butelką kręciła Oliwia i wypadło na Rozi. Zbliżyły się do siebie i pocałowały namiętnie. Następnie kręciła morojka i wypadło na Felixa. Alice odwróciła wzrok, gdy ich usta się złączyły. Mój brat wylosował mnie. O fuu... No ale co? Zasady to zasady. Następnie ja wylosowałam córkę królowej.
- O matko. Jak tak dalej pójdzie, to wyjdę na lesbijkę.- zdenerwowała się blondynka, ale mimo wszystko mnie pocałowała. Było to dość ciekawe doświadczenie. Następnie ta wylosowała Tomasa, a on Felicję. Jednak o dziwo ich pocałunek był dłuższy niż reszty. Przyglądaliśmy się im, a oni się zarumienili. Później wybuchliśmy śmiechem i wróciliśmy do gry. Och te spojrzenie Felixa, gdy całowałam się z Ashem. Żeby jeszcze bardziej go zdenerwować, przyciągnęłam czarnowłosego bliżej siebie, zarzucając mu ręce na szyję.
Dampir był typowym łamaczem serc, a mój brat nad opiekuńczy. Nie zrozumie, że nigdy nie poczuję nic do Asha i wolał, aby nasz przyjaciel nie zbliżał się do mnie pod tym romantycznym kątem. Oboje uwielbiamy go wkurzać. Dlatego często zachowujemy się jak para, chodź jesteśmy przyjaciółmi.
- Dobra, kochani. Czas na nas, bo robi się późno.
Zgasiliśmy lampę gazową, zabraliśmy koc, nasze zestawy, które odebraliśmy po drodze z recepcji i całą zgrzewkę pustych butelek po coli. Nie pijemy alkoholu, bo to nie odpowiedzialne ze strony przyszłych strażników. Poza tym kac to ostatnie co mi się marzy jutro rano. W domu zjedliśmy kolację i zamknęliśmy się każdy w swoim pokoju, przygotowując się do snu.
Skąd wiem, że na mnie? Bo na mojego brata nie podnosi głosu. Tak bardzo równe traktowanie.
- Staram się wujku.- uśmiechnęłam się i mocniej uderzyłam manekina.
- Ile razy mam ci powtarzać, nie mów do mnie wujku?! Dziesięć okrążeń.
- Dobrze wujku. - wszyscy zaczęli się śmiać, a ja ruszyłam dookoła sali.
Oczywiście nie był moim wujkiem, ale często nas od wiedział, gdy przeprowadziliśmy się do akademii po... misji rodziców. Nie chciałam o tym wspominać i skupiłam się na bieganiu. Tylko ćwiczenia do bólu i czytanie książek mnie uspokaja i pozwala przestać myśleć o czymkolwiek. Dlatego też uważam, że Alto się na mnie uwziął. Niby jestem najlepsza w grupie, ale dla niego to i tak za mało. Ciągle daje mi dodatkowe zadania i kary. Nikt nie ma tak przerąbane jak ja. Nienawidzę z nim zajęć. Gdy skończyłam biegać, wróciłam do ćwiczeń. Strażnik trochę ponarzekał, ale jakoś przeżyłam. Kilka minut przed końcem zajęć, na salę weszła Alberta Pietrowa. Muszę powiedzieć, że mam do niej szacunek i podziwiam ją. Mama mówiła, że jest najlepsza w całej szkole i była jej osobistą trenerką po powrocie z Rosji, gdzie polowała na naszego tatę. Wiem, trochę brutalne określenie, ale tak zawsze mówiła, podkreślając, że to nie odnosi się do osoby, którą kochała, bo strzyga nie jest tym, kim była wcześniej.
- Drodzy uczniowie.- przemówiła strażniczka.- Od jutra wasz rocznik zaczynają zajęcia polowe. O ósmej rano zostaną wybrani wam pod opiekę moroje, a waszym zdaniem będzie obronienie ich przed strażnikami, wcielających się w rolę strzyg. Jeszcze dziś, o czwartej wieczorem proszę udać się do recepcji w budynku głównym akademii po odbiór waszego pierwszego w życiu ekwipunku strażników. W zestawie są buty, mundur i sztuczny sztylet. Wśród strażników nie ma wymian podopiecznych.- zakończyła, donośnym głosem.
- I macie być wszyscy na czas.- dodał Stan, patrząc wymownie na Asha.
- Przecież u niego jeszcze nigdy się nie spóźniłem.- poskarżył się szeptem nasz przyjaciel.
Dałam mu kuksańca, gdy strażniczka spojrzała na niego groźne. Już więcej nic nie powiedział.
- Za każdą waszą wygraną lub porażkę będziecie oceniani.- kontynuowała.- Żaden strażnik nie będzie miał litości, ani nikogo nie potraktuje ulgowo. To tylko zajęcia, mające sprawdzić czy nadajecie się do prawdziwej służby i czego trzeba was jeszcze nauczyć.
Na sali zrobiło się gwarno i nikt nawet nie zauważył, gdy kobieta nas opuściła.
- Spokój.- zawołał Stan, a wokół zapanowała cisza.- A teraz w szeregu zbiórka i pięć okrążeń. Później rozejść się.
Po wykonaniu zadania, wyszliśmy z sali. Nie opłacało nam się przebierać, więc od razu rozeszliśmy się do domów. Tam czekali już na nas ciocia, oglądająca coś w telewizji i wujek rozwiązujący krzyżówki na kanapie. Pewnie Diana odrabia lekcje w pokoju. Przywitałam się z nimi całusem w policzek i pobiegłam na górę. Chwilę spędziłam przed szafą, szukając odpowiednich ciuchów na wieczór, bo jak co dzień spotykamy się z przyjaciółmi. W tym czasie Felix skończył się kąpać i ja mogłam zająć łazienkę. Szybko się umyłam, uczesałam, pomalowałam oraz ubrałam, po czym schowałam do kieszeni komórkę.
- Wróćcie najpóźniej o 22.- poprosił wujek, gdy byliśmy już pod drzwiami.
- Dobrze!- krzyknęliśmy jednocześnie i wyszliśmy.
Jak zwykle spotkaliśmy się nad jeziorkiem w lesie, gdzie znajdowała się stara warownia. Podobno to tu nasi rodzice mieli swój pierwszy raz. Każde wspomnienie o nich przynosi mi ból, ale staram się być silna. Muszę dokończyć misję mamy. Na miejscu byli już wszyscy, oprócz... Zgadnijcie kogo? Asha. Tak. Dziesięć punktów dla Anastazji Hathaway.
- Ej, siostra.- szturchnął mnie brat.- A ty co taka dzisiaj nerwowa?
- Wydaje ci się.- zbyłam go.
Nie wydawał się być przekonany, ale wiedział, że dalsze wyciąganie informacji nie ma sensu. Mimo to widziałam, jak przypatruje mi się troskliwie. Zawsze chciał dla mnie jak najlepiej.
- To co? Gramy w tą butelkę?- zmieniłam temat.
- Znowu?- westchnęła Rozi.- Nie mamy się już o co pytać. Znamy się na wylot.
- To na wyzwania.- wzruszyłam ramionami.
- Albo na całowanie.- uśmiechnął się chytrze Ash.
- Nie podoba mi się ten pomysł. - Felix spojrzał wymownie na swoją dziewczynę.
- Skarbie.- Alice go przytuliła.- Przecież to tylko zabawa. Poza tym oprócz ciebie jest tu tylko dwóch chłopców i to naszych przyjaciół. A wiesz, że kocham tylko ciebie.
Mój brat chwilę się opierał, aż w końcu uległ. Pierwsza butelką kręciła Oliwia i wypadło na Rozi. Zbliżyły się do siebie i pocałowały namiętnie. Następnie kręciła morojka i wypadło na Felixa. Alice odwróciła wzrok, gdy ich usta się złączyły. Mój brat wylosował mnie. O fuu... No ale co? Zasady to zasady. Następnie ja wylosowałam córkę królowej.
- O matko. Jak tak dalej pójdzie, to wyjdę na lesbijkę.- zdenerwowała się blondynka, ale mimo wszystko mnie pocałowała. Było to dość ciekawe doświadczenie. Następnie ta wylosowała Tomasa, a on Felicję. Jednak o dziwo ich pocałunek był dłuższy niż reszty. Przyglądaliśmy się im, a oni się zarumienili. Później wybuchliśmy śmiechem i wróciliśmy do gry. Och te spojrzenie Felixa, gdy całowałam się z Ashem. Żeby jeszcze bardziej go zdenerwować, przyciągnęłam czarnowłosego bliżej siebie, zarzucając mu ręce na szyję.
Dampir był typowym łamaczem serc, a mój brat nad opiekuńczy. Nie zrozumie, że nigdy nie poczuję nic do Asha i wolał, aby nasz przyjaciel nie zbliżał się do mnie pod tym romantycznym kątem. Oboje uwielbiamy go wkurzać. Dlatego często zachowujemy się jak para, chodź jesteśmy przyjaciółmi.
- Dobra, kochani. Czas na nas, bo robi się późno.
Zgasiliśmy lampę gazową, zabraliśmy koc, nasze zestawy, które odebraliśmy po drodze z recepcji i całą zgrzewkę pustych butelek po coli. Nie pijemy alkoholu, bo to nie odpowiedzialne ze strony przyszłych strażników. Poza tym kac to ostatnie co mi się marzy jutro rano. W domu zjedliśmy kolację i zamknęliśmy się każdy w swoim pokoju, przygotowując się do snu.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
piątek, 24 lutego 2017
ROZDZIAŁ 2
Nasz dom znajdował się na terenie akademii. Był specjalny rejon dla rodziny strażników i nauczycieli w szkole. Inny musieli mieszkać w dormitoriach. Nasza siostra poszła do podstawówki, a wujostwo na cześć nauczycieli. My za to ruszyliśmy na główny plac z pomnikiem. Tam zbierali się wszyscy uczniowie, jak i nasza grupa. Przychodzili w zwykłej kolejności. Pierwsze były Rozi i Alice. Dampirzyca od razu wpadła w ramiona chłopaka, witając się namiętnym pocałunkiem, a my tylko przewróciłyśmy oczami i się przytyliśmy. Rozi wpatrywał się chwilę w ziemię pod nogami zakochańców, aż ta się nie poruszyła i oboje nie znaleźli się na ziemi. Zaczęli rozglądać się zdezorientowani dookoła, ale zrozumieli, że to nasza sprawka, gdy zrobiłam im zdjęcie i opublikowałam na forum szkoły z nagłówkiem "Głosujcie na parę roku."
- Kiedyś mi podziękujesz.- posłałam bratu całusa w powietrzu.
Następni przyszli Tomas i Felicja, tłumacząca mu coś, co zapewne przespał ma ostatniej lekcji. Po chwili również dołączyła do nas Olivia. Asha nigdzie nie było widać. Zapewne znowu spóźni się. Zawsze tak jest.
Może teraz tak w formie wyjaśnienia.
Rosalie Dragomir to pierworodna córka królowej i Lorda Ozery. Ma piątkę rodzeństwa i szóste w drodze, ponieważ ich ród jest dość na wyginięciu. Ash Iwaszkow pochodzi z dość nietypowego związku, podobnie jak my, bo jego mamą jest ludzka kobieta i to alchemiczka. Kiedyś takie coś byłoby nie do pomyślenia, ale my jesteśmy bardziej oryginalni. Nasz przyjaciel jest przykładem pierwszych dampirów. My to jedyne na całym świecie dzieci dwójki z naszego gatunku i jesteśmy z tego dumni. Oliwia Tanner, jest dampirzycą i córką naszej dyrektorki. Alice już wam opisałam, a Tomas i Felicja Bompensiero są kuzynostwem Rosalie od strony taty. Ale nie są rodzeństwem. Włoszka jest córką siostry taty Tomasa. Cała trójka jest jedynymi morojami w naszym gronie. Reszta to dampiry. Jednak trzeba przyznać, nieźle trafiliśmy. Dzięki rodzicom mamy kontakty gdzie trzeba.
Niestety na dziedzińcu można też spotkać inne osoby, nie zawsze lubiane. Oczywiście pierwsze miejsce na liście zajmuje Jack Zeklos, mój największy wróg. Tylko mój brat wie, że po między tym morzem nienawiści, tli się promyk zauroczenia morojem. Ale to typowy bad boy, więc go unikam jak ognia, którym zresztą włada i nie pozwalam sobie na jakiekolwiek więcej uczucia. Przejdzie mi i znajdę kogoś, komu będzie na mnie zależeć. Wiadomo, że go interesują tylko panienki na jedną noc. Z tego co opowiadała mi mama, jest zupełnie jak jego ojciec. I ma po tej samej linii podwładnego, a raczej podwładną. Maddy Sarcozy, jego nieodstępny plastik z nie wiadomo jak dużą ilością tapety na gębie i ciuchach striptizerki po występie.
Po dzwonku rozeszliśmy się do swoich klas. Pierwszą mieliśmy sztukę słowiańską, na którą chodzę z Rosą i Ashem. O bracie chyba nie muszę wspominać, bo mamy te same plany lekcji. Jak się spodziewałam, po pięciu minutach wbiegł nasz przyjaciel.
- Przepraszam za spóźnienie. To się więcej nie powtórzy.- zapewnił, na co klasa zaczęła szemrać.
Który raz to obiecuje? Po chwili nauczyciel w spokoju mógł prowadzić zajęcia.
Między trzecią, a czwartą lekcją poszłam wymienić książki. Los chciał, że każde z nas miał szafki w innej części szkoły. Włożyła wszystko do środka i wyciągnęłam strój na trening. Teraz kolejne cztery godziny ćwiczeń. A po pierwszej mamy przerwę na lunch. Kto układał te plany lekcji? Zamknęłam szafkę.
- Hej piękna.- podskoczyłam, gdy na przeciwko mnie zobaczyłam intensywne piwne oczy i blond czuprynę.
- Czego chcesz Zeklos?- spytałam, przywracając teatralne oczami.
- Nie męcz się tak, bo cię gałki oczne rozbolą.- uśmiechnął się cwanie, opierając się o szafki.- Chciałem zaprosić cię do siebie...
- A co? Dziwki się skończyły?
- A znasz tu jeszcze jakieś?- spytał z głupawym uśmiechem.
- Żadnej, którą byś nie przeleciał.- odpowiedziałam bez uczuć.
- Czemu nie chcesz dać się zaprosić?
- Bo nie zamierzam być kolejną twoją zabaweczką.- warknęłam przez zaciśnięte zęby.- Coś jeszcze? Bo spieszę się na trening.
- Spokojnie księżniczko.- uniósł ręce w obronnym geście.- Złość piękności szkodzi. Przykro, że nie jesteś jak twoja matka.
- Co chcesz przez to powiedzieć?- przymrużyłam oczy.
- No wiesz. Uganiała się za twoim ojcem, póki ten się nie zlitował i nie wyszedł za nią.- uśmiechnął się bezczelnie.
O nie. Teraz przegiął. Jest na świecie tylko jedna osoba, mogąca mówić do mnie "księżniczko". I to na pewno nie on. Nie dam, do tego, obrażać moich rodziców. Tato zawsze kochał mamę całym sercem.
- Ja przynajmniej nie byłam wpadką męskiej dziwki.- nie czekając na odpowiedz, odwróciłam się na pięcie i odeszłam.
Jednak nie przeszłam daleko, gdy poczułam smukłe palce, zaciskające się na moim nadgarstku.
- Ty nic o tym nie wiesz.- warknął mi do ucha groźnym głosem, zaciskając szczękę na co przeszły mnie dreszcze.
Nie dałam po sobie niczego poznać. Szybko wykorzystałam znany mi chwyt i to teraz ja uwięziłam go.
- Ty też o niczym nie wiesz, więc zajmij się swoim życiem, a nie wtrącasz się do czyjegoś. I nigdy nie mów do mnie księżniczko.- puściłam go i poszłam na salę.
Szlag! Całe cztery godziny ze Stanem. Za jakie grzechy.
- Nie przesadzaj siora.- Felix objął mnie ramieniem, a wręcz uwiesił się na mnie.- Damy radę.
- Mów za siebie. On mnie nie lubi.- jęknęłam.
- Wydaje ci się.
Spojrzałam na niego spode łba morderczym wzrokiem, ale on oczywiście nic sobie z tego nie zrobił. Westchnęłam, przywracają oczami.
- Jutro zaczynają się zajęcia polowe.- obok nas pojawiła się Alice.- Jak myślisz Misiu? Kogo nam przydzielą?
- Szkoda, że nie możecie być w parze. Wtedy nie opuścilibyście pokoju Felixa.- zaśmiałam się.
Ruda zrobiła się cała czerwona, a brat rzucił mi groźne spojrzenie. Uśmiechnęłam się i posłałam mu całusa w powietrzu.
- A ty byś mogła zaopiekować się mną.- od tyłu zawiesił się na mnie Ash.
- Może w końcu skończyłbyś się spóźniać.- zadrwiła z niego Oliwia.
- Ja tylko współczuję osobie której dadzą Zeklosa.- zaśmiałam się, a reszta mi zawtórowała.
Jednak w głębi duszy myślałam o tym co powiedział. Czy naprawdę plotki o naszych rodzicach są tak zmyślone? I co w takim razie jest prawdą o jego rodzinie?
_________________________________________________
Pojawiło się wiele pytań o Romitri... W sumie czego ja się spodziewałam? Tak pamiętam o Dimce. W połowie książki zmienię perspektywę i wtedy się wszystko wyjaśni. Mam nadzieję, że nie zrazicie się i zostaniecie do końca
- Kiedyś mi podziękujesz.- posłałam bratu całusa w powietrzu.
Następni przyszli Tomas i Felicja, tłumacząca mu coś, co zapewne przespał ma ostatniej lekcji. Po chwili również dołączyła do nas Olivia. Asha nigdzie nie było widać. Zapewne znowu spóźni się. Zawsze tak jest.
Może teraz tak w formie wyjaśnienia.
Rosalie Dragomir to pierworodna córka królowej i Lorda Ozery. Ma piątkę rodzeństwa i szóste w drodze, ponieważ ich ród jest dość na wyginięciu. Ash Iwaszkow pochodzi z dość nietypowego związku, podobnie jak my, bo jego mamą jest ludzka kobieta i to alchemiczka. Kiedyś takie coś byłoby nie do pomyślenia, ale my jesteśmy bardziej oryginalni. Nasz przyjaciel jest przykładem pierwszych dampirów. My to jedyne na całym świecie dzieci dwójki z naszego gatunku i jesteśmy z tego dumni. Oliwia Tanner, jest dampirzycą i córką naszej dyrektorki. Alice już wam opisałam, a Tomas i Felicja Bompensiero są kuzynostwem Rosalie od strony taty. Ale nie są rodzeństwem. Włoszka jest córką siostry taty Tomasa. Cała trójka jest jedynymi morojami w naszym gronie. Reszta to dampiry. Jednak trzeba przyznać, nieźle trafiliśmy. Dzięki rodzicom mamy kontakty gdzie trzeba.
Niestety na dziedzińcu można też spotkać inne osoby, nie zawsze lubiane. Oczywiście pierwsze miejsce na liście zajmuje Jack Zeklos, mój największy wróg. Tylko mój brat wie, że po między tym morzem nienawiści, tli się promyk zauroczenia morojem. Ale to typowy bad boy, więc go unikam jak ognia, którym zresztą włada i nie pozwalam sobie na jakiekolwiek więcej uczucia. Przejdzie mi i znajdę kogoś, komu będzie na mnie zależeć. Wiadomo, że go interesują tylko panienki na jedną noc. Z tego co opowiadała mi mama, jest zupełnie jak jego ojciec. I ma po tej samej linii podwładnego, a raczej podwładną. Maddy Sarcozy, jego nieodstępny plastik z nie wiadomo jak dużą ilością tapety na gębie i ciuchach striptizerki po występie.
Po dzwonku rozeszliśmy się do swoich klas. Pierwszą mieliśmy sztukę słowiańską, na którą chodzę z Rosą i Ashem. O bracie chyba nie muszę wspominać, bo mamy te same plany lekcji. Jak się spodziewałam, po pięciu minutach wbiegł nasz przyjaciel.
- Przepraszam za spóźnienie. To się więcej nie powtórzy.- zapewnił, na co klasa zaczęła szemrać.
Który raz to obiecuje? Po chwili nauczyciel w spokoju mógł prowadzić zajęcia.
Między trzecią, a czwartą lekcją poszłam wymienić książki. Los chciał, że każde z nas miał szafki w innej części szkoły. Włożyła wszystko do środka i wyciągnęłam strój na trening. Teraz kolejne cztery godziny ćwiczeń. A po pierwszej mamy przerwę na lunch. Kto układał te plany lekcji? Zamknęłam szafkę.
- Hej piękna.- podskoczyłam, gdy na przeciwko mnie zobaczyłam intensywne piwne oczy i blond czuprynę.
- Czego chcesz Zeklos?- spytałam, przywracając teatralne oczami.
- Nie męcz się tak, bo cię gałki oczne rozbolą.- uśmiechnął się cwanie, opierając się o szafki.- Chciałem zaprosić cię do siebie...
- A co? Dziwki się skończyły?
- A znasz tu jeszcze jakieś?- spytał z głupawym uśmiechem.
- Żadnej, którą byś nie przeleciał.- odpowiedziałam bez uczuć.
- Czemu nie chcesz dać się zaprosić?
- Bo nie zamierzam być kolejną twoją zabaweczką.- warknęłam przez zaciśnięte zęby.- Coś jeszcze? Bo spieszę się na trening.
- Spokojnie księżniczko.- uniósł ręce w obronnym geście.- Złość piękności szkodzi. Przykro, że nie jesteś jak twoja matka.
- Co chcesz przez to powiedzieć?- przymrużyłam oczy.
- No wiesz. Uganiała się za twoim ojcem, póki ten się nie zlitował i nie wyszedł za nią.- uśmiechnął się bezczelnie.
O nie. Teraz przegiął. Jest na świecie tylko jedna osoba, mogąca mówić do mnie "księżniczko". I to na pewno nie on. Nie dam, do tego, obrażać moich rodziców. Tato zawsze kochał mamę całym sercem.
- Ja przynajmniej nie byłam wpadką męskiej dziwki.- nie czekając na odpowiedz, odwróciłam się na pięcie i odeszłam.
Jednak nie przeszłam daleko, gdy poczułam smukłe palce, zaciskające się na moim nadgarstku.
- Ty nic o tym nie wiesz.- warknął mi do ucha groźnym głosem, zaciskając szczękę na co przeszły mnie dreszcze.
Nie dałam po sobie niczego poznać. Szybko wykorzystałam znany mi chwyt i to teraz ja uwięziłam go.
- Ty też o niczym nie wiesz, więc zajmij się swoim życiem, a nie wtrącasz się do czyjegoś. I nigdy nie mów do mnie księżniczko.- puściłam go i poszłam na salę.
Szlag! Całe cztery godziny ze Stanem. Za jakie grzechy.
- Nie przesadzaj siora.- Felix objął mnie ramieniem, a wręcz uwiesił się na mnie.- Damy radę.
- Mów za siebie. On mnie nie lubi.- jęknęłam.
- Wydaje ci się.
Spojrzałam na niego spode łba morderczym wzrokiem, ale on oczywiście nic sobie z tego nie zrobił. Westchnęłam, przywracają oczami.
- Jutro zaczynają się zajęcia polowe.- obok nas pojawiła się Alice.- Jak myślisz Misiu? Kogo nam przydzielą?
- Szkoda, że nie możecie być w parze. Wtedy nie opuścilibyście pokoju Felixa.- zaśmiałam się.
Ruda zrobiła się cała czerwona, a brat rzucił mi groźne spojrzenie. Uśmiechnęłam się i posłałam mu całusa w powietrzu.
- A ty byś mogła zaopiekować się mną.- od tyłu zawiesił się na mnie Ash.
- Może w końcu skończyłbyś się spóźniać.- zadrwiła z niego Oliwia.
- Ja tylko współczuję osobie której dadzą Zeklosa.- zaśmiałam się, a reszta mi zawtórowała.
Jednak w głębi duszy myślałam o tym co powiedział. Czy naprawdę plotki o naszych rodzicach są tak zmyślone? I co w takim razie jest prawdą o jego rodzinie?
_________________________________________________
Pojawiło się wiele pytań o Romitri... W sumie czego ja się spodziewałam? Tak pamiętam o Dimce. W połowie książki zmienię perspektywę i wtedy się wszystko wyjaśni. Mam nadzieję, że nie zrazicie się i zostaniecie do końca
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
czwartek, 23 lutego 2017
ROZDZIAŁ 1
- Nastka.- poczułam jak ktoś mnie szarpie.- Skarbie, wstawaj.
- Już wstaję.- mruknęłam.
- Zawsze to samo.- westchnęła ciocia.- Za pięć minut widzę cię na dole.
Usłyszałam kroki na korytarzu i po raz kolejny zaczęłam pogrążać się w śnie, kiedy poczułam na sobie ciężar.
- Felix! Zabieraj ze mnie swoją tłustą dupę.- warknęłam na brata.
- Chodzi ci o ten kaloryfer, siostra?- zaśmiał się, a ja w wyobraźni widziałam jak napręża muskuły.
Co prawda ma czym się pochwalić, ale oczywiście na głos tego nie przyznam.
- Pod moim oknem jest lepszy.- zaśmiałam się, zarzucając go z siebie.
- Ale na twój nie lecą wszystkie laski w szkole.
- Na twój też nie.- zauważyłam, przeciągając się.
- Bo Alice, zawodowo odstrasza konkurencję.- uśmiechnął się rozmarzony.
Wzięłam ciemno różowy top, ulubione, dżinsowe rurki, bieliznę i weszłam do łazienki. Alice Ashford to dziewczyna mojego brata oraz nasza przyjaciółka od... odkąd pamiętam. Jest uroczą rudowłosą dampirzycą o bardzo dobrym sercu. Ale niech to was nie zawiedzie. Na lekcjach walki pokazuje swoje dziedzictwo. Tylko ja i Felix umiemy nie dać się powalić po dziesięciu sekundach, choć i my nie zawsze wygramy. Jesteśmy najlepsi na zajęciach. Jednak Stan Alto, nasz nauczyciel, nie uważa, że jesteśmy gotowi do walki ze strzygami. Ale przekonamy się na zajęciach polowych, kto ma rację. Mój brat, jak mówi ciocia Wiktoria jest bardzo podobny do taty, ale różni się oczami i ustami, które odziedziczył po mamie. No i Stan czasami wspominał coś o charakterze typowym dla Hathaway, ale podkreślał, że ja przejawiam go więcej. Nie do końca to rozumiem, ale wiem, że mama na długo wryła się w pamięć tej szkoły. Mimo wszystko nie myślę, żeby dawny styl życia mojego bliźniaka był objawem tego czegoś. Czym tak bardzo wystawił się Felix? Tym, co teraz robi Jack Zeklos. Zaliczenie panienek. Ale zastrzega, że on to robił kulturalnie, dobitnie ustalając warunki z chętnymi dziewczynami i żadna nie kleiła się do niego, sądząc, że jak ją przeleciał, jest wielce zakochany. I szerokim łukiem omijał wytapetowane plastiki, tworzące teraz główną część wianuszka jego następcy. Egh... Ohyda. Od takich to tylko choroby można się nabawić.
Umyta, ubrana i uczesana przyglądałam się sobie w lustrze. Ja, oprócz pełnych ust i ciemno brązowych oczu taty, wyglądałam jak nasza mama. Długie, ciemne, lekko poskręcane włosy, uwydatnione kości policzkowe, łagodne rysy, świadczące o moim cynicznym poczuciu humoru i konkretna figura, zaokrąglona tak gdzie trzeba. Jestem świadoma tego, że każdy chłopak się za mną ogląda, ale ja czekam na tego jedynego. Co nie znaczy, że nie lubię czasem z którymś poflirtować. Może i naiwne marzenia, ale hej! Naszej mamie się udało, a mi się ma nie udać? Zadowolona ze swojego wyglądu wyszłam z pokoju. Felix leżał na moim łóżku, zapatrzony w kostkę Rubika. Zawsze gdy intensywnie myśli, na czole pojawia mu się zmarszczka i nieświadomie wyciąga język z buzi.
- Daj jej już spokój i chodź, bo głodna jestem.- wyrwałam mu zagadkę i odłożyłam na półkę.
Podeszłam do biurka po torbę, a gdy po nią sięgałam, wyczułam, że brat chce wziąć moją kostkę.
- Nawet nie próbuj.- ostrzegłam, na co zatrzymał się w pół kroku.- Już, sio z mojego pokoju.
- Oj, siostruś. Jeszcze chwilę. Prawie ją ułożyłem.- jęknął, jednak wyszedł na korytarz.
- Słyszę to od tygodnia.- westchnęłam, idąc za nim.
Wziął swoją torbę z pokoju i zeszliśmy na śniadanie. Przy schodach rzuciliśmy plecaki, po czym weszliśmy do kuchni.
- Cześć.- powiedziałam równo z bratem.
Jak co dzień ciocia Lili kręciła się między blatami, a stolikiem na środku, a wujek Pawka czytał gazetę. Po jego ślubie z siostrą mamy był mały problem, bo normalnie był naszym kuzynem i nie wiedzieliśmy jaj się do niego zwracać. Ostatecznie uznał, że jest o tyle starszy co ciocia i aby nie poczuła się dziwnie, mamy mówić mu wujek. No i z czasem się przyzwyczailiśmy.
- Hej, młodzieży. Wyspane?- spytał znad gazety.
- Oczywiście.- brunet uśmiechnął się szeroko.
- Może być.- mruknęłam.
- Gdybyś nie siedziała do późnej nocy przy oknie bardziej byś się wyspała.- zganił mnie w myślach brat.
- Co dziennie to samo. Nie znudziło ci się?- fuknęłam tak samo.
- A tobie?
Zaczęliśmy się w siebie wpatrywać ze złością, póki nie przerwała nam pewna jedenastolatka.
- A wy znowu się o to kłócicie?- przewróciła oczami.- Hej ciociu, hej wujku.
- Cześć mała.- wujek uśmiechnął się szeroko.
- Ciesz się, że nie robią już tego na głos.- odezwała się w końcu jego żona, nakładając na każdy talerz jajecznicy.
Wszyscy usiedliśmy przy stole i zaczęliśmy jeść. Od razu jak nasza młodsza siostra pojawiła się w kuchni, zrobiło się weselej. Ona w ogóle roztacza wokół siebie dobrą energię. Diana to idealna kopia mamy z charakterem włącznie. Po ojcu ma chyba tylko cierpliwość. No i opanowanie w groźnych sytuacjach. Jest równie wkurzająca dla Felix jak ja, więc świetnie się dogadujemy.
- Nastka, pomóż mi.- nagle odezwał się mój brat.
- O co chodzi?- spytałam, nie przerywając posiłku.
- No wiesz... Za kilka dni mamy z Alice rocznicę i...
- Skok ze spadochronu.- poleciłam. Na raz zaczęłam przeglądać jego plany.- Uuu... będzie bzykanko.
Uśmiechnęłam się jak psychopata, a chłopak oblał się rumieńcem, na co wybuchłam śmiechem. Reszta spojrzała na nas, po czym przewróciła oczami i wróciła do posiłku. Już każdy był przyzwyczajony do naszej więzi. Oprócz najbliższej rodziny i przyjaciół zarówno naszych, jak i rodziców, wiedziała dyrektorka, z którą mieliśmy dodatkowe zajęcia i wszyscy nauczyciele, aby wiedzieć jak w razie czego zareagować.
- To wcale nie jest śmieszne.- fuknął mój brat.
- Jak dla mnie jest.- lekko się uśmiechnęłam, ale po chwili spoważniałam, odzywają się na głos.- Jeśli ją skrzywdzisz, zginiesz marnie.
- Słyszałem to już.- przewrócił oczami.- Od ciebie trzy razy, Asha osiem, Rosalie dziesięć, Oliwii pięć i pięć od Tomasa. A i jeszcze raz od Felicji.
To był cały skład naszej grupki. I każdy dbał o każdego jak o rodzeństwo.
- Już wstaję.- mruknęłam.
- Zawsze to samo.- westchnęła ciocia.- Za pięć minut widzę cię na dole.
Usłyszałam kroki na korytarzu i po raz kolejny zaczęłam pogrążać się w śnie, kiedy poczułam na sobie ciężar.
- Felix! Zabieraj ze mnie swoją tłustą dupę.- warknęłam na brata.
- Chodzi ci o ten kaloryfer, siostra?- zaśmiał się, a ja w wyobraźni widziałam jak napręża muskuły.
Co prawda ma czym się pochwalić, ale oczywiście na głos tego nie przyznam.
- Pod moim oknem jest lepszy.- zaśmiałam się, zarzucając go z siebie.
- Ale na twój nie lecą wszystkie laski w szkole.
- Na twój też nie.- zauważyłam, przeciągając się.
- Bo Alice, zawodowo odstrasza konkurencję.- uśmiechnął się rozmarzony.
Wzięłam ciemno różowy top, ulubione, dżinsowe rurki, bieliznę i weszłam do łazienki. Alice Ashford to dziewczyna mojego brata oraz nasza przyjaciółka od... odkąd pamiętam. Jest uroczą rudowłosą dampirzycą o bardzo dobrym sercu. Ale niech to was nie zawiedzie. Na lekcjach walki pokazuje swoje dziedzictwo. Tylko ja i Felix umiemy nie dać się powalić po dziesięciu sekundach, choć i my nie zawsze wygramy. Jesteśmy najlepsi na zajęciach. Jednak Stan Alto, nasz nauczyciel, nie uważa, że jesteśmy gotowi do walki ze strzygami. Ale przekonamy się na zajęciach polowych, kto ma rację. Mój brat, jak mówi ciocia Wiktoria jest bardzo podobny do taty, ale różni się oczami i ustami, które odziedziczył po mamie. No i Stan czasami wspominał coś o charakterze typowym dla Hathaway, ale podkreślał, że ja przejawiam go więcej. Nie do końca to rozumiem, ale wiem, że mama na długo wryła się w pamięć tej szkoły. Mimo wszystko nie myślę, żeby dawny styl życia mojego bliźniaka był objawem tego czegoś. Czym tak bardzo wystawił się Felix? Tym, co teraz robi Jack Zeklos. Zaliczenie panienek. Ale zastrzega, że on to robił kulturalnie, dobitnie ustalając warunki z chętnymi dziewczynami i żadna nie kleiła się do niego, sądząc, że jak ją przeleciał, jest wielce zakochany. I szerokim łukiem omijał wytapetowane plastiki, tworzące teraz główną część wianuszka jego następcy. Egh... Ohyda. Od takich to tylko choroby można się nabawić.
Umyta, ubrana i uczesana przyglądałam się sobie w lustrze. Ja, oprócz pełnych ust i ciemno brązowych oczu taty, wyglądałam jak nasza mama. Długie, ciemne, lekko poskręcane włosy, uwydatnione kości policzkowe, łagodne rysy, świadczące o moim cynicznym poczuciu humoru i konkretna figura, zaokrąglona tak gdzie trzeba. Jestem świadoma tego, że każdy chłopak się za mną ogląda, ale ja czekam na tego jedynego. Co nie znaczy, że nie lubię czasem z którymś poflirtować. Może i naiwne marzenia, ale hej! Naszej mamie się udało, a mi się ma nie udać? Zadowolona ze swojego wyglądu wyszłam z pokoju. Felix leżał na moim łóżku, zapatrzony w kostkę Rubika. Zawsze gdy intensywnie myśli, na czole pojawia mu się zmarszczka i nieświadomie wyciąga język z buzi.
- Daj jej już spokój i chodź, bo głodna jestem.- wyrwałam mu zagadkę i odłożyłam na półkę.
Podeszłam do biurka po torbę, a gdy po nią sięgałam, wyczułam, że brat chce wziąć moją kostkę.
- Nawet nie próbuj.- ostrzegłam, na co zatrzymał się w pół kroku.- Już, sio z mojego pokoju.
- Oj, siostruś. Jeszcze chwilę. Prawie ją ułożyłem.- jęknął, jednak wyszedł na korytarz.
- Słyszę to od tygodnia.- westchnęłam, idąc za nim.
Wziął swoją torbę z pokoju i zeszliśmy na śniadanie. Przy schodach rzuciliśmy plecaki, po czym weszliśmy do kuchni.
- Cześć.- powiedziałam równo z bratem.
Jak co dzień ciocia Lili kręciła się między blatami, a stolikiem na środku, a wujek Pawka czytał gazetę. Po jego ślubie z siostrą mamy był mały problem, bo normalnie był naszym kuzynem i nie wiedzieliśmy jaj się do niego zwracać. Ostatecznie uznał, że jest o tyle starszy co ciocia i aby nie poczuła się dziwnie, mamy mówić mu wujek. No i z czasem się przyzwyczailiśmy.
- Hej, młodzieży. Wyspane?- spytał znad gazety.
- Oczywiście.- brunet uśmiechnął się szeroko.
- Może być.- mruknęłam.
- Gdybyś nie siedziała do późnej nocy przy oknie bardziej byś się wyspała.- zganił mnie w myślach brat.
- Co dziennie to samo. Nie znudziło ci się?- fuknęłam tak samo.
- A tobie?
Zaczęliśmy się w siebie wpatrywać ze złością, póki nie przerwała nam pewna jedenastolatka.
- A wy znowu się o to kłócicie?- przewróciła oczami.- Hej ciociu, hej wujku.
- Cześć mała.- wujek uśmiechnął się szeroko.
- Ciesz się, że nie robią już tego na głos.- odezwała się w końcu jego żona, nakładając na każdy talerz jajecznicy.
Wszyscy usiedliśmy przy stole i zaczęliśmy jeść. Od razu jak nasza młodsza siostra pojawiła się w kuchni, zrobiło się weselej. Ona w ogóle roztacza wokół siebie dobrą energię. Diana to idealna kopia mamy z charakterem włącznie. Po ojcu ma chyba tylko cierpliwość. No i opanowanie w groźnych sytuacjach. Jest równie wkurzająca dla Felix jak ja, więc świetnie się dogadujemy.
- Nastka, pomóż mi.- nagle odezwał się mój brat.
- O co chodzi?- spytałam, nie przerywając posiłku.
- No wiesz... Za kilka dni mamy z Alice rocznicę i...
- Skok ze spadochronu.- poleciłam. Na raz zaczęłam przeglądać jego plany.- Uuu... będzie bzykanko.
Uśmiechnęłam się jak psychopata, a chłopak oblał się rumieńcem, na co wybuchłam śmiechem. Reszta spojrzała na nas, po czym przewróciła oczami i wróciła do posiłku. Już każdy był przyzwyczajony do naszej więzi. Oprócz najbliższej rodziny i przyjaciół zarówno naszych, jak i rodziców, wiedziała dyrektorka, z którą mieliśmy dodatkowe zajęcia i wszyscy nauczyciele, aby wiedzieć jak w razie czego zareagować.
- To wcale nie jest śmieszne.- fuknął mój brat.
- Jak dla mnie jest.- lekko się uśmiechnęłam, ale po chwili spoważniałam, odzywają się na głos.- Jeśli ją skrzywdzisz, zginiesz marnie.
- Słyszałem to już.- przewrócił oczami.- Od ciebie trzy razy, Asha osiem, Rosalie dziesięć, Oliwii pięć i pięć od Tomasa. A i jeszcze raz od Felicji.
To był cały skład naszej grupki. I każdy dbał o każdego jak o rodzeństwo.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
Subskrybuj:
Posty (Atom)