piątek, 10 lutego 2017

ROZDZIAŁ 385

Rozdział dedykuję mojej przyjaciółce Joli za to że wiernie czyta moje wypociny i uprosiła mnie o nowy oraz dla Marty, dzięki której rozdział jest jaki jest.😘
___________________________________________________________
Wyszedłem ubrany w bokserki i beżową bluzką, co uznałem za błąd, gdy tylko Roza zaczęłam pożerać mnie wzrokiem. Wstała i podeszła bliżej, co mi się nie spodobało. Spodziewałem się jakiegoś przemówienia, ale za to ona zarzuciła mi ręce na szyję i uśmiechnęła się złośliwie.
- Proś, a jak nie dają, to bierz sama.- mruknęła i zanim zdążyłem zareagować, wpiła się mi w usta.
Chciałem, bardzo chciałem ją odsunąć, ale jest silniejsza i...
Kogo ja oszukuję? W tym momencie całkiem przestałem myśleć i oddałem pocałunek z podwójną siłą. Poczułem ciepło i pożądanie przelewane w ten jeden gest. Mało tego podniosłem ją za uda i przycisnąłem do ściany. Tęskniłem za nią. I smakiem jej ust. I boskim ciałem, idealnie ukształtowanym niezliczonymi godzinami treningu. Co poradzić? Nie mogłem jej się oprzeć. Pragnąłem tego od dawna. Nawet nie będę się usprawiedliwiać. Zrobiłem błąd, ale opamiętałem się, gdy zdjęła moją bluzkę i chłodnymi dłońmi dotknęła mój tors. Odskoczyłem od niej jak opatrzony.
- Nie możemy, nie możemy.- chodziłem po pokoju, ciągnąc się za włosy.
- Dla...Dlaczego?- moja żona ciężko oddychała.
Spojrzałem na nią. Siedziała na podłodze zdezorientowana, ale po chwili zagubienie zmieniło się w złość. Nawet nie zauważyłem, kiedy sam zdjąłem z niej górną część garderoby.
- Powiedz, czego mi brakuje? Nie jestem atrakcyjna? Już mnie nie chcesz? Znudziłam ci się?

ROSE
To prawda, byłam zła. Co mu nie pasuje? Tak trudno uprawiać z żoną sex? Było tak blisko. Ale poczekaj do jutra. Jako strzyga już mi się nie oprzesz. Mimo wszystko chcę go teraz i tu. Nie ważne, czy za jego zgodą, czy nie.
- Nie kochasz mnie.- popatrzył na mnie z takim żalem, że aż serce mi pękło.
Chwila! Ale ja nie mam uczuć. Co się ze mną dzieje? Nie umiem być nawet strzygą? Wkurzona podeszłam do niego, złapałam go za nadgarstki i rzuciłam na łóżko. Rzuciłam jedną z poduszek, gasząc światło, po czym wdrapałam się na niego.
- Zrobimy to dzisiaj, czy ci się podoba, czy nie.- warknęłam, rozpinając mu spodnie.
- Chcesz mnie zgwałcić?- spytał z niedowierzaniem.
Spojrzałam na niego, zaprzestając czynności. W ciemności był jeszcze bardziej seksowny i pociągający. Ale czy naprawdę tego chciałam? Popatrzyłam mu prosto w oczy.
- Powiedz mi, że naprawdę tego nie chcesz, że mnie nie pragniesz, że jestem ci obojętna, a dam ci spokój do przemiany.- powiedziałam.
Zaczął otwierać usta, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk, tyko odwrócił wzrok.
Westchnęłam i usiadłam obok niego. Chciał tego z moim ciałem, ale nie ze mną.
- Czemu nie możesz zrozumieć, że to dalej ja? Tak samo wyglądam, tak samo cię potrzebuję, tak samo Cię pragnę, tak samo mi na tobie zależy.
Dymitr już chciał coś powiedzieć, ale w ostatniej chwili się powstrzymał marszcząc czoło. Zanim się zorientowałam, on był nade mną.
- Co powiedziałaś?- w jego oczach było niedowierzanie i nadzieja.
Po chwili zrozumiałam, co wpłynęło z moich ust. Strzygą nie zależy na nikim. A najgorsze, że ja mówiłam to szczerze. Co się ze mną dzieje? Czy to on coś ze mną robi? Ale Uśmiechnęłam się, próbując ukryć strachu przed samą sobą.
- Kłamałam- wyszeptałam.
- Nie sądzę, ale sama się do tego przyznasz.- pocałował mnie zachłannie, rozbierając pospiesznie.- Wiem, że jesteś moją Rozą.
Pożerał mnie wzrokiem, kiedy leżałam pod nim w samej bieliźnie. Wszystkie bariery postawione przez niego między nami runęły. Nawet moje zachowanie mnie nie obchodziło. Liczyło się to co robi i jaką trasę obierają jego dłonie, dające mi tyle przyjemności. Chwilę się ze mną droczył, aż zdjął mi stanik i zaczął pięści moje piersi. Jęczałam, gdy podgryzał delikatnie moje skutki. Gdy oboje byliśmy nadzy , stał się delikatniejszy, co mi nie pasowało. Nie jestem żadnym pieprzonym kwiatkiem, z którym trzeba się cackać.
- Co się tak czaisz, tygrysie. Do dzieła.- mruknęłam.
- Najpierw usłyszę, to co chcę.- postanowił.
- A jeśli tego nie powiem?- podniosłam się na łokciach, ale od razu opadłam, bo poczułam w sobie jego palec.
- Powiedz.- zaczął nim poruszać.
- Nie.- jęknęłam.
- Powiedz. Co odczuwasz, tak samo jak Roza?
- Potrzebuję cię.
- Zła odpowiedź.
Wciągnęłam nagle powietrze, po czym zaczęłam szybciej oddychać, a serce zabiło mi szybciej, gdy dołożył drugi palec.
- Pragnę cię.- wciąż nie dawałam za wygraną.
- Też nie to.- dodał trzeci palec i zaczął się bawić moją łechtaczką.
Zareagowałam podobnie jak poprzednio, po czym wygięłam plecy w łuk.
- Zależy mi ja tobie!- krzyknęłam dochodząc.- O matko.
Wyrównałam oddech, opadają na łóżku. Dymitr położył się obok mnie.
- O nawet o tym nie myśl. Zacząłeś to dokończ, albo to zrobię za ciebie.
- Pokaż na co Cię stać, moja tygrysico.- zachęcał mnie.
Dwa razy nie musiał powtarzać. Usiadłam na nim, jednocześnie się nabijając na jego członka, na co strażnik wciągnął ze świstem powietrze. Poruszałam biodrami, jednocześnie opierając się o jego ciało, swoim i liżąc go. Czułam jak szybko oddycha, jak drży, bicie jego serca. To wszystko dodatkowo mnie podniecało, przez co zwiększałam tępo, czekając tylko na moment spełnienia. Aby dodać trochę pikanterii, od czasu do czasu lekko go podgryzałam, na co mruczał zadowolony. I szczytowaliśmy oboje, w tym samym momencie.
- Roza!
- Dymitr!
Leżałam na nim, patrząc jak ciężko oddycha. Wyglądał tak seksownie, z drobnymi kropelkami na czole.
- Jesz... jeszcze... pa...pami...- zakończyłam jego męczarnie pocałunkiem.
- Nie męcz się, wiem o co chcesz spytać. Znając ciebie, czy jesteś lepszy w sexie od Nigela i odpowiedz brzmi: o niebo. Nikt nie będzie lepszy od ciebie. Dlatego tak łatwo wyrzuciłam go na słońce. I jeśli to ci da jakąś satysfakcję, to zawsze krzyczałam twoje imię.- uśmiechnęłam się do niego.
On tylko pokiwał głową i opadł na łóżko. Wstałam z niego i zeszłam z łóżka.
- A ty gdzie się wybierasz?- spytał strażnik, obracając się na bok i obserwował mnie uważnie.
- Może i ty się najadłeś, ale ja byłam na polowaniu o 21, a mamy ósmą rano.
A do tego muszę ochłonąć. Staję się delikatna, jak dampirzyca, a jestem krwiożerczą bestią, której nawet inne strzygi się boją. Ale tego już nie powiedziałam.
- Już?- zdziwił się patrząc na zegarek.
Uśmiechnęła się do niego, zakładając porozrzucaną po całej sypialni moja dzisiejszą garderobę.
- Rose, posiedzisz ze mną, aż nie zasnę.- zmieszał się, co wyglądało uroczo.- Będę się czuł...
- Bezpieczniej?- zakończyłam.- Jasne.
Położyłam się obok niego, a on wtulił się we mnie.
- Już nie przeszkadza ci, że jestem strzygą?- zaśmiałam się.
- Mam wrażenie, że coraz mniej.- ziewnął, a ja się spięłam.
Cholera! Zauważył. No musiałby być ślepy lub głupi aby to przeoczyć.
- Wydaje ci się.- próbowałam brzmieć wiarygodnie.
- Mnie, nie oszukasz.- popatrzył na mnie poważnie.- Widzę twoją zmianę. Nie wiem z czego wynika, ale wrócisz do mnie Roza.
Powiedział to z taką siłą, że aż mu uwierzyłam. Na nowo złożył głowę na moich piersiach i po chwili usnął. Po kilku minutach ostrożnie wyplątałam się z jego objęć, po czym wyszłam z pokoju. Najpierw nawrzeszczę na tych debili, że podczas akcji zginęło tylko dziesięciu strażników, ze stu, chodź mieliśmy ogromną przewagę, a później coś zjem. Muszę znowu poczuć zew krwi, inaczej to się źle skończy.

czwartek, 9 lutego 2017

ROZDZIAŁ 384

Pomieszczenia było dość staromodnie urządzone, ale ładnie. Kawowe ściany pasowały do brązowych regałów z książkami. Na środku pomieszczenia stało wielkie biurko, o odcień ciemniejsze od regałów. Milka metrów za nim były małe schodki, prowadzące na wzniesienie. Tam znajdowały się cztery biurka, tym razem jaśniejsze. Za nimi pod ścianą stały dwa małe stoliki na kawę z obrusami tylko na górze i to nie zasłaniając całą powierzchni w kształcie owalnym z ozdobnymi brzegami. Samo drewno było pięknie zdobione. Ta ścian jako jedyna była w stosowanej ciemnej zieleni z drewnianymi panelami do polowy, koloru stolików, jak i również regałów pod resztą ścian. Takie samo drewno pewnie służyło do zrobienia pięknie zdobionych krzeseł z zielonymi obiciami, po dwa do każdego stolika i po jednym do rogów. Po prawej stronie stało coś a'la barek i obok następne biurko, ale jako jedyne bez krzesła czyli, że robi za stolik. Przy innych biurach stały obrotowe krzesła. Na ścianie z drzwiami, przez które weszliśmy, wisiała tablica korkowa z przyczepionymi mapami.
- Wielmożna Pani.- przed nami ukłonili się wszyscy, co jechali z nami autem, plus ta czerwono włosa dziewczyna... Lucy?- Wielmożny Panie.
Jeszcze nie jestem strzygą, a już mnie tak traktują. Rose musi naprawdę nieźle ich straszyć. Przeraża mnie to, że ja nawet nie miałem takiego postrachu.
- A gdzie drugie biurko.
- Ehh... w drodze Pani.- zmieszał się brodaty mężczyzna.
- Debile ci ludzie.- pokręciła głową i usiadła przy centralnym meblu, zarzucając nogi na blat.- Nawet wysyłki w terminie nie umieją wysłać. No cóż, to sobie postoisz, skarbie. Lucy, idź po Vanessę i Aarona.
- A może nie.- zacząłem sobie pozwalać na więcej.
W między czasie dziewczyna poszła. Wziąłem krzesło z jednego stanowiska i postawiłem przy biurku Rozy, i usiadłem naprzeciwko niej zakładając ręce na piersi. Reszta patrzyła niepewnie i w napięciu na nas, a moja ukochana uśmiechnęła się triumfalnie. Jednak nie patrzyła na mnie.
- Wybrałeś krzesło Nigela.- powiedziała w końcu, wyciągając swój żelazny sztylet i bawiąc się nim.- Czyżbyś chciał mi go zastąpić?
Zrozumiałem, że triumfuje nad tamtym, pożal się Boże blondynkiem, pewnie farbowanym. Uśmiechnąłem się delikatnie.
- Gdyby tak było, usiadł bym przy jego biurku.- położyłem łokcie na drewnie, pochylając się w jej stronę.- Ale ja chcę być kimś więcej.
Westchnęła, ściągając nogi na podłogę i siadając w identycznej pozycji co ja.
- Oczekujesz ode mnie czegoś, co nie mogę ci dać.
- Więc nie możesz być dla mnie tym, kim byłaś dla Nigela.- na nowo oparłem się o krzesło i teraz to ja triumfowałem.
Nasi obserwatorzy patrzyli na mnie szeroko otworzonymi oczami, a u Rozy zobaczyłem cień gniewu. Złapała swoją broń i ledwo uchyliłem się przed lecącym ostrzem.
- Nie macie nic do roboty?!- warknęła, a reszta zaczęła brać jakieś kartki i siadać z nimi do biurek.
Strzyga powoli wstała i podeszła do ściany za mną. Odwróciłem się i zobaczyłem mnóstwo ponakuwanych śladów.
- Wiele osób ci się naraża.- zauważyłem.
- I uwierz mi, nie każdy przeżywa drugi raz.- uśmiechnęła się chytrze.- Czuj się wyróżniony.
- To żeś mnie zaszczyt kopnął.- prychnąłem.
W mgnieniu oka pojawiła się przede mną i odchyliła mój fotel do tyłu.
- Oj grabisz sobie złotko.- zaczęła.
Jednak zanim cokolwiek dopowiedziała, rozległo się pukanie.
- Policzymy się w pokoju.- szepnęła mi ostro do ucha i puściła moje siedzenie.
Jednak wcześniej tak bardzo je wychyliła, że cały fotel poleciał do tyłu.
- Wejść.- rozkazał patrząc na mnie.
Chciałem wstać, a ona podała mi rękę. Przyjąłem pomoc i chwilę potem stałem na nogach, niebezpiecznie blisko niej. Nagle otworzyły się drzwi, co znaczy, że całe te minuty, trwały sekundę.
- No wreszcie.- Roza odeszła ode mnie i usiadła na swoim miejscu.
Czyżby nie poczuła tego napięcia między nami? A może to moja wyobraźnia? Cholera! Za bardzo ją kocham i za nią tęsknię. Chciałbym mieć ją już tylko dla siebie. Jako dampirzycę. Do środka weszły trzy strzygi. Lucy, jakaś brunetka z rzucającym się w oczy tatuaże smoka na ręce i chłopak o żadnych włosach.
- Wybacz Pani, ale trudno ich było od siebie oderwać.- czerwono włosa poruszyła sugestywnie brwiami.
- Co, poradzić, skoro on taki przystojny i boski.- brunetka rzuciła się na chłopaka.
- Dobra, wystarczy. Nie mam ochoty oglądać waszego porno.- na słowa mojej żony, oboje zostali rozdzieleni przez członków "elity".- Mam dla was zadanie, polecenie, misję. Jak kto woli. W nocy polecicie do dawnej siedziby strzyg i wznowienie tam działalność, na zasadach obowiązujących tutaj.
Nie podobał mi się ten pomysł, w odróżnieniu od pary. Spojrzeli na siebie z błyskiem w oku.
- A gdzie?- spytał chłopak.
- Rosja. Nowosybirsk.
Gdy tylko to usłyszałem, zrobiło mi się słabo. Co znaczy na na zasadach obowiązujących tutaj? Spojrzałem na Rose, a nasze spojrzenia się skrzyżowały. Uśmiechnęła się, widząc moją reakcję. Brała z tego chorą satysfakcję. Tyle zdrowia kosztowało mnie zniszczenie tamtych potworów, a oni chcą ich tam znowu sprowadzić? Bezczelność!
- Przed wschodem słońca, dostaniecie samolot, tak aby promienie was nie złapały. Godzinę przed lądowaniem dostaniecie dokładne współrzędne.
Po ich wyjściu wróciliśmy do apartamentu. Po drodze Roza zatrzymała jakaś strzygę i coś jej powiedziała na ucho. W pokoju spojrzała na mnie z politowaniem i westchnęła. Nie miałem pojęcia o co jej chodzi.
- Idź się wykąpać i spać. To musiał być dla ciebie długi dzień. W szafie masz kilka ubrań.
Zmierzyłem ją przenikliwym wzrokiem, gdy usiadła na sofie i zaczęła przeglądać jakąś babską gazetę. Ale gdy przekonałem się, że to nie jest żaden podstęp, poszłam do sypialni. Dopiero teraz zwróciłem uwagę na jej wygląd. Dość agresywny, ale i klimatyczny na długie wieczory. Gdybym był tu na wypoczynku z moją Rozą...
Otrząsnąłem się z tych myśli i otworzyłem szafę.
- Skąd są tu moje ubrania?- krzyknął.
- Ciszej.- warknęła, zjawiając się obok mnie.- Mam dobry słuch. Co do ubrań, zabrałam z naszego domu, gdy byłam pewna, że jesteście na Dworze.
Jesteście. Ciekawe co u dzieci? Jak Lili sobie radzi? Czy ktoś im pomaga? Nie ma mnie może dzień, a czuję się, jakbym nie widział ich od miesięcy. Tak bardzo za nimi tęsknię. Z tymi myślami poszedłem się umyć. Gdy tylko zobaczyłem łazienkę, pozwoliłem sobie na dłuższą kąpiel.

środa, 8 lutego 2017

ROZDZIAŁ 383

Roza- Czemu siedzisz tak cicho?- spytała w końcu moja ukochana po kilku minutach siedzenia w ciszy.
- A co mam mówić?- warknąłem.
- Oczywiście. Odpowiadaj pytaniem na pytanie.- prychnęła kpiąco.- Ale co ja się dziwię. Przecież to twój ulubiony sposób. Nigdy go nie lubiłam.
Trochę się zdziwiłem. Wiedziałem, że ma na to mało cierpliwości, ale aż tak?
- Nigdy nie mówiłaś.- zmieszałem.
- Bo tak trudno się domyśleć, że to może być wkurwiające.- zła wstała i zaczęła chodzić po pokoju.- Faceci.- zniknęła w sypialni.
Zacząłem się nad tym zastanawiać. Skoro tak reaguje jako strzyga, to naprawdę musi jej to przeszkadzać. Ale jakoś się na to nie skarżyła. Może są jeszcze jakieś rzeczy, które ją denerwują.
"Idioto!- pomyślałem.- Myśl jak stąd uciec."
No ale jak uciec z hotelu pełnego strzyg? I jak ona uzbierała w tak krótkim czasie, tak dużą armię? Może jednak są rzeczy, o które mogę ją wypytać. Zacząłem przechadzać się po pokoju. Zaczęły ciekawie mnie odgłosy z sypialni. Wszedłem tam, akurat gdy Roza wychodziła z łazienki. W samej bieliźnie. Była taka piękna i seksowna. Odkryłem nawet, że jej charakter, dodawał jej atrakcyjności. Nie umiałbym bez niej żyć. Tak bardzo za nią tęsknię.
- Widzisz coś, co ci się podoba?- spytała, a ja od razu się ogarnąłem.
- Może, gdybyś nie była strzygą...
- Proszę cię.- prychnęła, podchodząc do mnie, aż znaleźliśmy się niebezpiecznie blisko.- Nie jestem ani ślepa, ani głupia. Widziałam jak na mnie patrzyłeś, jak reagujesz, gdy coś do ciebie mówię, gdy jesteśmy naprawdę blisko. Słyszę twoje serce.- dotknęła mojej klatki piersiowej.
Cały czas patrzyła mi w oczy. Starałem się uspokoić i przybrawszy obojętny wyraz twarzy, złapałem ją za nadgarstki i odsunąłem od siebie.
- Nie kocham Cię. Kocham moją Rozę, a ty nią nie jesteś.
- Pamiętasz. Tak samo było tamtej nocy. Tak samo opierałeś się uczuciom i w takiej samej pozycji byliśmy. Tylko, że ja byłam bardziej ubrana. Nie będę cię okłamywała, że Cię Kocham i nie żądaj ode mnie tego, czego nie umiem. Ale z ręką na sercu mogę ci powiedzieć, że Cię pragnę z taką samą siłą, co ty mnie
- To za mało.- warknąłem.
- O czyżby? Wtedy nie było za mało.
- Wtedy straciłem panowanie przez zaklęcie.- zauważyłem.
- Twoja miłość to zaklęcia. Kochasz mnie, przecież to wiadomo. A jedno działa na nas oboje. Wtedy też tylko ja miałam naszyjnik.
- Czemu porównujesz tą sytuację, do tamtej?- spytałem, patrząc na nią przenikliwie.
- Bo jest bardzo podobna. Nie widzisz tego?- spytała, patrząc mi w oczy.
Trudni mi było się skupić, gdy Roza stała tak przede mną w samej bieliźnie. Każda moja komórka krzyczała do niej. Chciałem tylko ją przytulić, pocałować, zapewnić, że wszystko będzie dobrze. Ale nie będzie.
- Nie.- odpowiedziałem i chciałem się odsunąć, ale teraz ona złapała mnie za nadgarstki.
- O nie Towarzyszu. Chyba nie chcesz mi wmówić, ze nie tęsknisz za mną, - położyła moje dłonie sobie w tali, wciętej tak, jakby tylko na nie czekała, a ja automatycznie je zacisnąłem, co było moim błędem. Ukochana  zarzuciła swoje ręce mi na ramiona i jeszcze bardziej zmniejszyła dystans między nami.- za , moim dotykiem, ustami. Za moim ciałem...- wyszeptała mi do ucha.
Serce biło mi jak oszalałe, w gardle rosła gula, myśli huczały mi w głowie, gdy moje uczucia biły się z wiedzą. Z każdym jej krokiem było mnie stać tylko na kto w tył. Ale ja ją kocham! Muszę coś szybko wymyślić.
- Mogłabym dać ci tak wiele. Bogactwo, władzę, szacunek. Sam mówiłeś, że nic nie mamy od Moroji. Że chcesz ze mną uciec. To teraz ucieknijmy w nasz własny świat. Czego chcesz więcej.
- Miłości.- powiedziałem gorzko.
- Ty mnie kochasz.- powiedziała, zatrzymując się.
- A ty?
Nie odezwała się. Ale i ja się nie poruszałem. Nie był w stanie. Mimo wszystko, muszę przyznać, że mnie rozpaliła. I mamy wewnętrzny konflikt interesu. Nieświadomie przygryzłem wargę, a ona to zauważyła. Patrzyła mi to w oczy, to na usta, co mnie jeszcze bardziej podniecało. Ledwo zbierając myśli w całość, zadałem najgłupsze pytanie.
- Kim był dla ciebie Nigel?
Od razu przekląłem w duszy, za pokazanie swojej zazdrości i słabości. Ona była moją słabością.
- Nikim ważnym, zabawką na nudne dni. Ale po prostu przystojny. Nie miał w sobie tego magnetyzmu, który ciągnie mnie do ciebie. Bardziej jak twoje westerny i chwasty Soni.
Ta odpowiedź mnie zaskoczyła. Wciąż na nią działam. Może jakoś to...
Nie. Nie ma już dla nas ratunku. Tylko śmierć.
- My to robiliśmy z przyzwyczajenia.- zauważyłem, wspominając jej własne słowa.
- Wiem, wiem.- zdenerwowana puściła mnie i zaczęła chodzić po pokoju.- Ale co ja miałam robić? Moim jedynym przyzwyczajeniem były treningi. Dopiero ty dałeś mi poznać normalne życie. A teraz. Kim jestem?- powiedziała gorzko, co mnie zdziwiło.
Ją chyba też. Zatkała usta ręką i podeszła do szafy. Szybko się ubrała i rzucając mi groźne spojrzenie podeszła do drzwi.
- Choć. Mam ważną sprawę do załatwienia, a nie mogę cię tu zostawić samego.
- Boisz się, że ktoś mi zrobi krzywdę?- nabrałem pewności siebie.
- Nie. Wątpię w twoją głupotę i prędzej sam coś sobie zrobisz. A teraz chodź.- wskazała na korytarz.
Posłusznie wyszedłem, ale coś się zmieniło. Szedłem z podniesioną do góry głową. Niech wiedzą, że mnie nie złamią. Po drodze, sam nie wiem gdzie, przyglądałem się wszystkiemu. Nie wnętrzu, bo hotel jak hotel. Bardziej życiu. Mówią, że co kraj to obyczaj, ale nie wiedziałem, że wśród strzyg też to obowiązuje. Niby w Rosji byłem strzygą, ale tutaj czuję się jak dziecko. Wiedziałem, że muszą być jakieś różnice, ale tu są ogromne. Nie widziałem ani jednego człowieka, nie ma zamków metalowych, no bo po co, skoro są tu tysiące strzyg. I aż boję się spytać czym Roza zyskała taki szacunek, a raczej strach. Oni po prostu się jej boją. Choć po dzisiejszej akcji z rudzielcem, się im nie dziwię. Dalej ciekawi mnie, co się z nim stało? W sypialni go nie było, chociaż nie rozejrzałem się, od razu zaatakowany przez Rozę. I to co się z nią działo... Żadna strzyga by tak nie powiedziała, jakby odzywała się w niej moja Różyczka.
Czyżby...
Nie! To nie ma sensu.
Nim się obejrzałem, zatrzymaliśmy się przy jednych z drzwi na tym samym piętrze, ale w przeciwnym skrzydle.
- To mój gabinet.- powiedziała dumnie Roza, po czym dodała ciszej.- A wkrótce nasz.

wtorek, 7 lutego 2017

ROZDZIAŁ 382

DYMITR
Byłem w szoku, po tym co zobaczyłem. Roza po miesiącu jest kimś takim, jak ja po czterech z jej pomocą. I wszyscy drżą ze strachu, gdy tylko przy nich jest. Uważnie patrzyłem na każdą mijaną przez nas strzygę. Kłaniali się jej, nieśmiąć podnieść na nią wzroku, przepełnionego lękiem. Jeszcze nigdy nie widziałem tych potworów w takim stanie. W pewnym stopniu sam się bałem. Ta nowa Rose nie jest moją Rozą. Wytycza wokół siebie aurę śmierci, grozy i przerażenia. Ciekawe jak jej się to udało w tak krótkim czasie.
- Teraz mnie posłuchaj uważnie.- zaczęła, zamykając drzwi.- Wszędzie będziesz chodził ze mną i alb...
- A jeśli nie?- skrzyżowałem ramiona na piersi.
Całkowicie zaskoczyła mnie jej reakcja. Spodziewał bym się ataku, jak inni jej poddani, ale ona wybuchła śmiechem. Gdy się uspokoiła, ruszyła do sofy.
- Oj Towarzyszu, Towarzyszu.- pokręciła głową, rozciągające się.
Położyła nogi na stoliku i poklepała miejsce, gdzie miałem usiąść. Jednak dla bezpieczeństwa usiadłem na fotelu, na co zaśmiała się.
- Boisz się mnie.- stwierdziła.- Nie umiesz tego ukryć. Jak żadnych uczuć względem swojej Rozy. Ale póki jesteś grzeczny, nie musisz się niczego obawiać. A co do twojego pytania, jesteś zamknięty w hotelu pełnym strzyg. Gdzieś koło dwóch tysięcy. Chyba nie muszę odpowiadać.- uśmiechnęła się złośliwie.
Zdecydowanie nie podoba mi się ta Rose. Chcę moją kochaną Różyczkę. Ale już jej chyba nie odzyskam. Zostało mi zabić ją, a później siebie tak, żeby nie mieli z żadnego z nas pożytku. Nagle ktoś zapukał do drzwi.
- Czego znowu?- warknęła Rose.
Przez drzwi weszła dziewczyna z czerwonymi włosami i mnóstwem kolczyków w różnych miejscach. Wydawała się być znajoma W rękach miała tacę z jedzeniem, którą postawiła na stoliku.
- Lucy, dobrze, że jesteś. Usiądź.
Strzyga ukłoniła się. Dopiero teraz przypomniałem sobie, że to jej Rise kazała zabrać ciało Olivera.
- Ależ pani. Nie jestem przygotowana.- przestraszyła się.
Ciekawe co u nich znaczy przygotować się na rozmowę z moją żoną.
- Nie ważne.- mruknęła moja ukochana.
Dziewczyna ukłoniła się nisko i zajęła miejsce naprzeciwko mnie. Jednak nie spuszczała wzroku z drugiej strzygi.
- Zwolniło mi się miejsce w mojej elity. Spisałaś się na polowaniu i w walce, dlatego do niej dołączysz.- oznajmiła, kiedyś moja Roza.
- A Wielmożny Pan?- spojrzała na mnie.
No tak. Moja ukochana sama mówiła, że ma względem mnie poważne plany. Ale nie dopuszczę do tego. Prędzej zginę, nim znów stanę się potworem.
- On nie będzie należał do elity, bo po przebudzeniu będzie to również jego elita. Więc ty zajmiesz brakujące miejsce. Co za tym idzie,- moja żona wstała i zaczęła chodzić po pokoju.- masz prawo mówić mi po imieniu, ale też bez przesady. Jedynymi twoimi obowiązkami będą treningi i wypełnianie umów w moim gabinecie. Tam też będzie twoje stanowisko. Na wezwania już nie musisz się specjalnie przebierać. Wolno ci więcej, ale pamiętaj, że to ja wciąż tu rządzę.
- Dobrze Pani.- dziewczyna wstała i ukłoniła się.
Roza poszła na chwilę do sypialni, a ja nie wiedziałem co zrobić. Postanowiłem siedzieć z kamienną twarzą i czekać. Po chwili z pokoju obok usłyszałem kroki.
- Teraz idź do reszty elity i im to daj.- podała jej jakiś skrawek papieru. - Oni ci wszystko wytłumaczą.
Strzyga pokiwała głową, włożyła papier do stanika i wyszła.
- Jedz.- moja ukochana wskazała tackę.
Nic nie odpowiedziałem, a nawet się nie ruszyłem, na co ona się zaśmiał. Nagle znalazła się niebezpiecznie blisko mnie, a moje głupie serce zabiło szybciej. Po co sobie tłumaczyć, że to nie moja Roza, skoro to ją kocham. Cholera, przecież wygląda tak samo. Te same oczy, tylko z czerwonymi otoczka, te same włosy, pewnie delikatne jak dawniej, ta sama figura, no może skóra jaśniejsza i zmniejsza. I te same usta, za których smakiem się stęskniłem. Wszystko takie same. A jednak jest inne.
- A więc tak? Chcesz się zagłodzić? Myślisz, że ci się to uda do jutra? Po jednym dniu nie umrzesz.- zaśmiała się.
Cholera! Tego nie przewidziałem. Jednak nie okazałem nic. Moja żona odsunęła się.
- Towarzyszu, jaki sens ma zabawa w kotka i myszkę?- znowu chodziła po całym salonie.- Doskonale widziałam ten wyraz twoich oczu. Przejrzałam cię. Wiem o tobie więcej niż kiedykolwiek inny. Niczego przede mną nie ukryjesz, więc twój wybór, czy teraz zjesz, czy zostaniesz przemieniony na czczo. W sumie, jeśli nie pamiętasz, sama tak próbowałam w Nowosybirsku. Ale oboje wiemy jak to się skończyło. Tylko bawiłeś się mną i nie pozwalałeś poznać uroków nieśmiertelnego życia. Ale ja będę Inna. A teraz jedz.
Wciąż chciałem grać twardego. Nie ugnę się przed nią. To moje życie i sam będę decydować co i kiedy chcę jeść. Jednak zanim cokolwiek zdążyłem powiedzieć, zaburczało mi w brzuchu, na co brunetka się uśmiechnęła triumfalnie. Cholera! Zapomniałem, że przez całą tą akcję nie mogłem nic przełknąć ma śniadanie i moje ostatnie jedzenie to wczorajszy obiad, bo kolacji jakoś też nie jadłem. Nadąsany wziąłem tackę i podniosłem pokrywkę. Na talerzu leżało leczo. W ustach poczułem nadmiar śliny, a do tego mój brzuch na nowo się odezwał. Już bez żadnych pretensji zabrałem się za jedzenie.
- No i poco to wszystko było?- spytała Roza kręcąc głową.- Jak z dzieckiem, jak z dzieckiem.
Puściłem to mimo uszu, rozkoszując się pysznym smakiem potrawy.
Podczas gdy ja jadłem, ona włączyła telewizor i rozsiadła się na sofie. Po kilku minutach, ktoś zapukał w drzwi.
- Wejść!- krzyknęła.
Przez drzwi wszedł jakiś mężczyzna(chyba nie muszę mówić, że strzyga.) W rudych włosach i z zielonymi oczami. Kiedyś musiał być morojem, na co wskazywała chuda, ale wysoka sylwetka. Według mnie wyglądał jak ofiara losu strzyg.
- Kiedy miałeś być?!- spytała moja żona, wyraźnie zła.
Nie. Ona była wściekła.
- No bo mój strój...- zaczął chłopak, ale nie dane było mu skończyć.
Nagle znalazł się pod ścianą, rzucony przez swoją przywódczynię, po czym ona sama znalazła się obok niego i podniosła go za szyję, przyszpilając mu krtań do pomalowanej beżową farbą powierzchnią. Wszystko wydarzyło się w ciągu sekundy. Roza ma charakter, który wychodzi tej strzydze. Przekonałem się, że nie warto z nią zadzierać
- Nic mnie to kurwa nie obchodzi!- ryknęła.- Mam cię dość. Najpierw w moim gabinecie, później w Auli, następnie nie dopilnowanie Świeżaka, a teraz się spóźniasz.
Strzyga się nie bała. Była przerażona. W szybie regału obok widziałem oczy ukochanej. Od razu odwróciłem wzrok. Jeszcze u nikogo nie widziałem takiej wściekłości jak u niej. Miałem wrażenie, że zaraz zabije go samym wzrokiem. Sam byłem przerażony, a jednocześnie czułem się bezpieczny. I gdzie tu logika? Rose rozejrzała się i spojrzała na sypialnie. Złapała gościa za koszulkę i powlokła tam. Po minucie wróciła, lecz po rudzielcu nie było ani śladu. Tylko słyszałem odgłos uderzenia do okno. Wcale mi się to nie podobało. Ale bez słowa skończyłem jeść.

poniedziałek, 6 lutego 2017

ROZDZIAŁ 381

- Nigdy!- warknąłem i teraz ja zaatakowałem.
Kopnęła mnie w brzuch, a ja poleciałem na drzewo. Mroczki zaczęły mi latać przed oczami, ale szybko się ogarnąłem. Nie miałem wyjścia i wyciągnąłem sztylet. Nie chcę jej zabić, ale muszę zdobyć przewagę. Wtedy ona mnie zaskoczyła. Ze swojego paska wyciągnęła sztylet. Może nie taki jak mój, ale miała normalną broń.
- Nie bój się. Ja ciebie też nie zabiję. Jesteś mi potrzebny.- zaśmiała się i zaczęliśmy walczyć
- Ty mi też, dlatego jeszcze dziś wrócisz do domu.
- Tu jest mój dom.
- A nasze dzieci, Lili, Lissa ? Wiesz że teraz królowa....
- Nic mnie to nie obchodzi. Przejmowałam się tą suką przez dwadzieścia lat. Pozwalałam jej wypijać własną krew. I co dostałam w zamian? Nawet nie chciała mi pomóc, gdy uciekłeś do Rosji, a jeszcze użyła na mnie wpływu. Taka przyjaciółeczka. Ta wasza pieprzona księżniczka nic mnie nie obchodzi. Ale wkrótce odbiorę sobie dług za te całe dwa lata pasożytnictwa. A Lili i bliźniaki muszą dorosnąć wtedy będą naszymi księżniczkami i książętami.
Nagle popełniła błąd. Zachwiała się, a ja ją szybko złapałem, odwróciłem tyłem do siebie mocno ścisnąłem i przyłożyłem ostrze do szyi. Nie miała jak się ruszyć. I wtedy zza drzew wybiegł Adrian.

ROSE
Cholera jasna, do kurwy nędzy pieprzonej. Dałam się pokonać. Nagle zza drzewa wybiegł Iwaszkow. Naprawdę on. No cóż. Zostało nam tylko uciekać.
- Geri çekilme.- krzyknęłam.
Dymitr spojrzał na mnie zdziwiony, a ja się uśmiechnęłam. Z lasu wybiegła trzecia grupa strzyg. Pierwsza uciekła niezauważona w moją stronę, a druga między strażników i las. Ktoś odsunął ode mnie Dymitra. Wyprostowałam głowę i obtarłam nadgarstki, aby dopłynęła do nich krew. Odwróciłem się i zobaczyłam strażnika w objęciach Nigela.
- Puść go.- rozkazałam.
- Ale Rose.
- Kurwa! Nie po angielsku mówię. Puść go!- warknęłam.
Każdy się wzdrygnął, a blondyn wykonał mój rozkaz. Złapałem Rosjanina za ramię i pociągnęłam za sobą.
- Nie jest głupi i nie zaatakuje otoczony przez strzygi.- oznajmiła.
Zatrzymaliśmy się przy samochodach i wrzuciłam naszego porwanego na tylne siedzenia. Zamknęłam drzwi i zawołałam Lucynę.
- Przemieniłaś go?
- Tak Wielmożna Pani.
- Dobrze.- odwróciłam się do mojej elity.- A wy na co czekacie? Do wozu!
Sama zajęłam miejsce kierowcy. Nigel usiadł obok mnie i od razu położył mi dłoń na kolanie. W lusterku spojrzałam na Bielikowa. Zacisnął mocno szczękę, a w jego oczach widziałam złość, co wywołało mój uśmiech. Był ewidentnie zazdrosny. Ale o dziwo nie okazywał strachu.

DYMITR
Nie wiem ile, ani gdzie jedziemy, ale nie podoba mi się ten blondyn. Co go łączy z moją żoną? A ona nic sobie nie robi z tego, że on ją maca.
- Czemu go tam nie przemieniłaś?- spytał nagle.
- A cz ja Kurwa, muszę ci się ze wszystkiego tłumaczyć?- warknęła.
Jeszcze nigdy nie widziałem takiej Rose. Ciekawe, miała tylu wrogów wśród strzyg, a teraz zachowuje się jak pani i władczyni.
- Po za tym, - kontynuowała.- przypominam ci, o degradacji. I to ze skutkiem natychmiastowym.
Strzepnęła w końcu jego dłoń.
- To czemu jeszcze mnie nie wrzuciłaś?- spytał z pewnym uśmieszkiem, kładąc znów tą obleśną łapę na poprzednim miejscu.
- Masz rację.- Roza uśmiechnęła się diabelnie.
Zatrzymała się na poboczu i nachyliła w jego stronę. Otworzyła drzwi i go wypłynęła. Zatrzasnęła je i ruszyła z piskiem opon.
- Pieprzona męska dziwka.- usłyszałem jak mruczy.
Reszta siedziała z szeroko otworzonymi oczami. Otwierali i zamykali usta, jakby chcieli coś powiedzieć, ale po chwili rezygnowali.
- No wyduście to z siebie.- warknęła po raz kolejny strzyga.
- On może zginąć pani.- odpowiedział z szacunkiem brodaty mężczyzna z brązowi włosami.- Nie schowa się nigdzie do wschodu słońca.
- Chuj mnie to obchodzi.- mruknęła.- I tak i tak by zginął, po przemianie Bielikowa. Tak tylko skróciłam mu czas oczekiwania na śmierć.
Co ja miałem do tego? Coraz mniej mi się to podobało. Co dziwne, nie czułem strachu. Miałem przeczucie, że Roza nie pozwoli mnie skrzywdzić. Nagle zaczął dzwonić telefon. Rose włączyła na głośno mówiący.
- Czego?!- warknęła.
- Pa...pani... Wielmo...wielmożna Hatha...hatha...
- Dość!- krzyknęła.- Daj mi Sama.
Przez chwilę była cisza.
- Wielmożna Hathaway-Bielikow. Mamy problem.
- Jaki kurwa problem?!- była wściekła.
- Aaron dorwał się do naszych zapasów.
- Że co?! Mieliście go pilnować. Ile zostało?
- Na dzisiaj i jedną przemianę.
Rozłączyła się, nie chcąc słuchać dalej. Czyli, że i tak będzie po mnie.
- Cholera!- krzyknęła.- Widać Dymitr, że jeszcze się pomęczysz jako dampir. Musimy najpierw przemienić tamtego strażnika.
Ona chciała jeszcze przemienić Olivera? Ciekawe...

ROSE
Co za za pieprzone kurwy. Wiedzą, że chcę przemienić Bielikowa, to nie. No i teraz trzeba czekać do kolejnego polowania.
- Jutro idziemy na polowanie.- oświadczyłam.- Od początku nie lubiłam tego kolesia.
- Zjadł przecież od przebudzenia tylko dwóch moroji.- zauważyła Katherine.
- Powinno mu starczyć do następnej nocy.- byłam wkurzony.
- Może zgłodniał.- dodał Dorian.
- Ale cholera, mnie to nie obchodzi! Mieli pilnować hotelu. Oj ja już się z Merdim policzę. Ten rudzielec od rana mi się naraża. To on miał pilnować młodego.
- Co zamierzasz z nim zrobić?- spytała Wiktoria.
- Wyrzucić go na słońce.- wzruszyłam ramionami.
- Za to, że był głodny?- przerazili się.
Zmarszczyłam czoło. O co im chodzi? Po chwili mnie olśniło.
- Nie Aarona, Mereditha . Z młodym zrobię tak, jak chciałam od samego początku.
Odetchnęli z ulgą. Reszta drogi minęła nam w ciszy. Pod hotelem wszyscy nas otoczyli.
- Za pół godziny, wszyscy widzimy się w Auli. I przekażcie temu rudemu kundlu, że chcę go widzieć za dziesięć minut w pokoju. A ty,- zwróciłam się do męża.- oddaj sztylet.
Nie mając większego wyjścia, rzucił go na ziemię, a ja go poprowadziłam do wejścia. Moja elita szła za nami, aż do windy.
- Idźcie do biura i kończcie robienie umów.- oznajmiłam na ostatnim piętrze.
- Tak jest pani.- ukłonili się i poszli.
W drodze do pokoju zatrzymała mnie jakaś strzyga.
- Pani, a gdzie Nigel?- spytała.
Otaklowałam ją zimnym spojrzeniem.
- Nie wiem. Ale nie zamierzaj się z nim więcej zobaczyć. Już tu nie wróci.
- Ale jak to?- spytała wściekła.
Aha... Tak się będziemy bawić? Pół sekundy później wisiała kilka centymetrów nad ziemią. Była kiedyś motojką, więc była ode mnie wyższa, ale to jej nie uchroniło.
- Zapomniałaś chyba do kogo mówisz.- szepnęłam ze złośliwym uśmieszkiem.- Lepiej sobie uważaj, bo dzisiejsze słońce będzie miało trzy ofiary, zamiast dwóch.
- Tak pani.- wyskrzeczała, ściśnięta za krtań, ze strachem w oczach.
Puściłam ją. Czarnowłosa opadła na ziemię, łapiąc się za gardło, a ja pociągnęłam strażnika dalej.
- I jak najszybciej ma się pojawić u mnie zwykłe jedzenie.
- Ale skąd...?- zaczęła, zanim kej przerwałam.
- Gówno mnie to obchodzi. Ma być i już, jasne?!
- Tak Wielka Pani Hathaway-Bielikow.- ukłoniła się nisko i odeszła, a ja wepchnęłam strażnika do mojego apartamentowca.

niedziela, 5 lutego 2017

ROZDZIAŁ 380

Ten rozdział dedykuję Marcie, za to, że cierpliwie czekała na to, co się w nim wydarzy.😘
___________________________________________________________
Po efektywnym polowaniu, czułam tą siłę, rozlewająca się po moim ciele, razem z krwią. Znaleźliśmy grupkę dziesięciu moroji, więc nie dość, że dla każdego starczyło, dwóch porwaliśmy dla najnowszej strzygi.
- Czemu ten szczeniak dostanie dwa kąski, a my tylko po jednym.- narzekał Nigel.
Siedzieliśmy w trójkę z Vanessą, przy nieprzytomnym chłopaku. Miał kruczoczarne włosy i nienaturalnie czerwone usta. No super, trafiła nam się kurewna Śnieżka w męskiej odsłonie, zajebiście.
- Bo jeśli uznam, że przyda nam się w walce, będzie potrzebował dużo siły. I to będzie jego pierwszy posiłek. Po za tym, kurwa, czemu muszę ci się ze wszystkiego tłumaczyć.
- Budzi się.- zakomunikowała nasza towarzyszka.
Chłopak istotnie zaczął się poruszać otworzył oczy i zaczął się rozglądać dookoła. Jego ciałem wstrząsnął kasze i przewrócił się z łóżka na podłogę, kaszląc na czworakach. Spojrzał na dwa ciała, pachnące intensywnie krwią. Dla Świeżaków wszystkie zmysły są trudne do opanowania i najmniejszy odgłos, będzie jak krzyk. Dlatego zawsze przed przebudzeniem zanosimy ich do sali dźwiękoszczelnej. Czarno włosy rzucił się na zwłoki, odróżniając je z krwi. Najedzony oparł się o łóżko i rozglądał po pomieszczeniu. Na nas spojrzał nieufnie, ale widząc swoją dziewczynę znieruchomiał. W jego oczach widać było pożądanie.
- Chodź Nigel. Zostawmy tych dwoje samych.- wstałam, a chłopak za mną.- Masz godzinę, aby wszystko mu wytłumaczyć i robić co tylko se chcecie.
Wyszliśmy i w holu rozeszliśmy się, każdy w swoją stronę. Przez całą godzinę sprawdzałam, jak idą przygotowania. Później odpytałam Aarona, ale jednak postanowiłam zostawić go na miejscu z innymi, którzy będą pilnować hotelu. W końcu wsiedliśmy w samochody. Na miejscu byliśmy pół godziny przed północą. Wszyscy się ustawili na swoich pozycjach.
- Niech mi tylko ktoś spróbuję się poruszyć. Usłyszę jeden nadepnięty patyk, liść, albo odsunięty gałęzie, a szybciej niż mrugniecie okiem, winowajcy skręcę kark, jasne?- spytałam, stojąc na środku polany.
Odpowiedziała mi cisza, czegoś ie spodziewałam. Oparłam się o najbardziej wysunięte drzewo, bawiąc się sztyletem. Po kilku minutach usłyszałam zatrzymujący się samochód i dźwięk zamykanych drzwi. Jednych. Myśli, że uwierzę, iż przyszedł sam? Czy on mnie uważa za idiotę? Pff... w końcu ukazał się na polanie. Przystojny jak zawsze. Każdy najmniejszy mięsień miał napięty. Już nie mogłam się doczekać, aż go przemienimy. A późnej przez tydzień nie wypuszczę go z łóżka. Oj dużo jest mi winien. Strażnik uważnie rozglądał się dookoła.
- Kogoś szukasz, Towarzyszu?- spytałam.
Zaczął gwałtowniej machać głową w każdym kierunku.
- Roza? To ty?- spytał.
Coś mnie ukuło w sercu, gdy tak mnie nazwał. Dość. Jestem strzygą zimną jak lód i twardą jak głaz. Ja nie kocham. Przybrałam obojętny wyraz twarzy.
- Nie, święty Mikołaj.- prychnęłam i zeskoczyłam, lądując tuż obok niego.- Witaj Towarzyszu.
Pierwsze co mnie uderzyło, to zapach jego wody kolońskiej, silniejszy,  niż gdy byłam tą pożal się Boże dampirzycą. Na moje słowa strażnik odwrócił się.
- Różyczko.- w jego oczach dostrzegłam ból, miłość i radość.
Z czego on się tak cieszy.
- Chciałaś się spotkać.- dodał bez uczuć, a raczej starał się.
Pff... i ja kiedyś mówiłam, że nic nie da się odczytać z jego twarzy? Przecież z niego można czytać, jak z otwartej księgi. I niby on jest najlepszym strażnikiem?
- Tak. A teraz chcę Cię porwać.- uśmiechnęłam się diabelsko, a on się spiął.

DYMITR
Pewnym krokiem wyszedłem na polanę. Ale nigdzie nikogo nie było. Czyżby mnie oszukała?
- Kogoś szukasz, Towarzyszu?- słyszałem jej głos, ale... jakiś inny.
Serce zabiło mi mocniej.
- Roza? To ty?- zacząłem jeszcze bardziej się rozglądać po polanie.
- Nie, święty Mikołaj.- odpowiedziała sarkastycznie, a ja odwróciłem się w jej stronę i zdążyłem zobaczyć jak z gracją ląduje na trawie.- Witaj Towarzyszu.- uśmiechnęła się złowrogo.
Nie mogłem uwierzyć. Moja Roza, kochana Roza.
- Różyczko.
Miałem ochotę ją przytulić, powiedzieć, że wszystko będzie dobrze, pocałować. Zaznać słodyczy jej ust. Jak ja wytrzymałem ten miesiąc bez niej. Ale jednocześnie dostałem szoku. Przede mną stała moja ukochana, ale to już nie była ona. Dopiero teraz dotarło do mnie, że jest strzygą. Mordercą bez uczuć. Rozpoznałem to, nie tylko po czerwonych oczach czy blade cerze, ale po niej samej. Ona była pewna siebie, poruszała się jakby niczego się nie bała. W jej oczach nie było tego dawnego blasku życia, szczęścia i... miłości. Nie miała tych uczuć. Jej uśmiech był zimny i nieprzyjazny. To nie była już moja Roza. Ale niedługo.
- Chciałaś się spotkać.- przerwałem ciszę, zakładając maskę strażnika.
- Tak.- jej uśmiech się poszerzył, a ona zmrużyła oczy.- A teraz chcę Cię porwać.
- To najpierw będziesz musiała mnie pokonać. Stanąłem kilka kroków od niej i przybrałem postawę bojową.
Roześmiała się drwiąco.
- Skoro jak bardzo chcesz.
Rzuciła się na mnie, a ja odpierałem każdy jej cios. Próbowaliśmy się nawzajem podciąć, albo powalić, ale szala przewagi nie chciała się dla nikogo z nas przesunąć. Chciałem kopnąć ją w brzuch, ale ona była szybsza i złapała moją nogę. Pociągnęła, a ja upałem. Natychmiast usiadła na mnie z triumfalnym uśmiechem. Patrzyłem na nią z szeroko otworzonymi oczami. Jeszcze nigdy żadna strzyga nie pokonała mnie w otwartej walce, a ona zrobiła to w dwie minuty.
- Chyba mnie nie doceniłeś skarbie.- powiedziała, a zimny uśmiech nie schodził jej z ust.- A teraz pójdziesz ze mną.
- Nie tak prędko.- usłyszałem głos Eddyego.
Strzyga podniosła głowę, nie poluźniając uścisku.
- Oooo... widzę, że przyprowadziłeś kolegów. Strzygi.- warknęła.
Z lasu zaczęły wybierać potwory. Reszta rzuciła się w wir walki, a ja dalej byłem uwięziony przez Rose. Nagle została podniesiona przez dwóch strażników. Wściekła rzuciła się na nich i zanim zdarzyłem zareagować, jednemu urwała głowę, a z drugiego wypiła całą krew.
- Lucy, weź go!- zawołała nie spuszczając ze mnie wzroku.
A ja wciąż byłem w szoku. Podbiegła do nas jakaś dziewczyna z czerwonymi włosami.
- Tak, Pani.- strzyga ukłoniła się mojej Różyczce i zabrała ciało w las.
O co tu chodzi?
- Zdziwiony, że tyle czasu, a już się mnie słuchają?-zaśmiała się.- Ale zobaczysz jak mnie traktują w siedzibie, gdy będziesz ze mną królem.

sobota, 4 lutego 2017

ROZDZIAŁ 379

- O północy wyjdę tutaj.- pokazałam polane na mapie.- Moja grupa ukryje się tutaj,- wskazałam najbliższe krzaki.- A reszta tutaj.- zakreśliłam kółko szerzej.- On nie jest głupi. Będą z nim strażnicy i moroj z mocą ducha, czyli nasza kochana królowa od siedmiu boleści. Na mój znak, do ataku pójdzie pierwszy oddział. Gorzej, jeśli mnie pokonają i zawołają królową. Wtedy dam znak do odwrotu. Na geri çekilme druga grupa nie atakuje, a przebiega na drugą ich stronę i uciekają. W tym czasie my uciekamy do aut. Druga grupa rozbiega się po lesie, najlepiej w pojedynkę, najsłabsi w dwójkę, najwyżej w trójkę. Spotykamy się na szosie, o tu. Wszystko jasne.
- Tak jest! - zawołali jednym głosem.
- Pa...pani?- ostrożnie odezwał się wysoki szatyn o szarych oczach.
- Czego?- warknęłam.
- A... a c...co...- jąkał się.
- Wyduś to z siebie.- krzyknęłam.
- Chodzi mu o to, co znaczy to dziwne słowo.- odezwała się dziewczyna w czerwonych włosach i z piercingiem.
- A ciebie kto pytał o zdanie?- fuknęłam.
- Nikt Pani,- ukłoniła się, nie zdradzając strachu.- ale on by nigdy tego nie wydusił.
Przyglądałam jej się uważnie, szukając jakiejkolwiek oznaki obawy, ale jej nie znalazłam.
- Za pięć minut u mnie.- powiedziałam do niej bez uczuć.- A co do ciebie, to geri çekilme znaczy po turecku odwrót.
Odwróciłam się na pięcie. Jednak w drzwiach jeszcze się zatrzymałam.
- Za dwie godziny robimy polowanie. A teraz rozejść się.- warknęłam i zatrzasnęłam za sobą drzwi.
Stałam w ciemnościach przed czarną szybą w moim pokoju. Za oknem było już czarno, ale dzięki mojemu zmysłowi wzroku, mogłam dostrzec drzewa i krzaki. Księżyc w pełni świecił jasnym blaskiem.
Podeszłam do szklanych drzwi i wyszłam na balkon. Oparłam przedramiona na barierce pochylając się do przodu. On gdzieś tam jest. Już nie mogę się doczekać, aż będzie jednym z nas. Nie docenił mnie, gdy sam był strzygą. Uznał, że mam wielu wrogów wśród strzyg, a tym czasem sieję wśród nich postrach. Oj przekonasz się kochaniutki, jak się ustawiłam. Uśmiechnęłam się na tą myśl. Mój spokój przerwało pukanie.
- Kogo tam znowu niesie?
- Ta ja Pani.- do środka pewnym krokiem weszła czerwono włosa.
- Aha. Usiądź tutaj.- wyszłam do salonu wskazując jej pakowany fotel.
Ukłoniła się zadzierając granatową suknię i zajęła swoje miejsce. Ja usiadłam na sofie.
- Jak masz na imię?- spytałam.
- Lucyna.- powiedziała z niesmakiem.
- Lucy, spodobało mi się to, jak mi odpowiedziałaś. Mało kto umie tak ukryć strach. Jak dawno zostałaś przemieniona?
- Trzy lata temu.- odpowiedziała.
- Hymn... masz doświadczenie. Potowarzyszysz mi w polowaniu. Jak się wykażesz, zostaniesz moją pomocnicą, bo pewnie Vanessa dostanie dzisiaj awans.
- To będzie dla mnie zaszczyt.- ukłoniła się.
- Masz dwie godziny na przygotowanie się, a teraz odejdź.- wstałam i poszłam do sypialni, dając tym samym do zrozumienia, że to koniec.
Przez jakiś czas siedziałam w pokoju, ale znudzona udałam się do biura.
- Pani Hathaway-Bielikow.- przywitała mnie moja elita.
Należeli do niej, oczywiście Nigel, Dorian, Sebastian, Katrina i Wiktoria. Są tu najstarsi, ale wszyscy byli morojami, a ja byłam najlepszą strażniczką. Nie mieli ze mną szans.
- Doszły nas słuchy, że chcesz dołączyć do elity Vanessę.- odezwała się Ketrina.
Miała ona błąd włosy i długie kolczyki z piórkiem. Ubierała się w ciemno fioletowe sukienki, czarne buty i leginsy.
- A nawet jeśli, to co?- spytałam, siadając na fotelu.
Położyłam nogi na biurku i wyciągnęłam sztylet, którym zaczęłam podrzucić, tak jak kiedyś nauczył mnie Dymitr. Był dobrym nauczycielem, ale czas i mu dać parę lekcji.
- Nic, tylko chcieliśmy potwierdzić informację.- szybko odpowiedziała moja zabawka łóżkowa.
- Nie mam takiego zamiaru.- wzruszyłam ramionami, oglądając uważnie moją broń.- Już prędzej Lucynę. Ale ona i tak potrzebuje paru miesięcy próby. Vanessę mam zamiar wysłać do Rosji. Trzeba tam odbudować siły.
- To chyba nie nasz problem.- wzruszył ramionami szatyn o fiołkowych oczach, ubrany w zieleń. Dorian.
Ściągnęłam nogi z biurka i rzuciłam, w jego stronę ostrzem, sztylet. Zdążył się uchylić, a broń wbiła się w ścianę. Wszyscy patrzyli na mnie przerażeni, gdy podeszłam w dwie sekundy do mojego narzędzia i wyrwałam z już lekko ponakuwanej powierzchni. Następny ślad.
- Wszystko powinno nas obchodzić.- odwróciłam się do nich przodem.- Jeśli chcemy pozbyć się moroji, to musimy to zrobić wszędzie. Przecież ty sam, Sebastian, - wstałam na bruneta z lekkim zarostem, wyglądającego na jakieś trzydzieści lat.- przyjechałeś z Australii.
Nagle rozległo się pukanie.
- Czego?- krzyknęłam, a przez drzwi wyglądnęła blada twarz Vanessy.-A, to ty. Usiądź.
Zajęłam swoje poprzednie miejsce, a reszcie dałam znać, że mają zająć się swoimi sprawami. Każdy wziął kilka umów na nielegalne wyścigi, zakłady tatuaży, sprzedaż narkotyków czarny rynek i poszli do tyłu, usiąść przy swoich biurach.
- No więc złotko.- uśmiechnęłam się fałszywie.- Co masz mi do powiedzenia?
- Pani. Powinniśmy zapolować na Aarona, mojego chłopaka. Jest umięśniony, uczynny, może trochę nie przeciętny i uparty, ale doprowadzę go do porządku.- starała się mówić pewnie, ale nie do końca jej to wychodziło.
- Nie.- odpowiedziałam.
- Słucham?!- otworzyła szeroko usta i oczy.
- To co słyszałaś. Nie.- usiadłam normalnie i pochyliłam się do niej, opierając łokcie na blacie biurka.- Mało tego, nie zobaczysz go nigdy więcej.
Uśmiechałam się perfidnie.
- Jak Pani. Tak może. Wiesz co Rose? Jesteś perfidną Suką! Bo twojego księcia to planujecie upolować od miesiąca, a mojego to od razu skreślasz!- podniosła głos.- A ja nie dam się tak traktować. I chodź bym miała pić krew moroji miesiącami i literami, zniszczę cię. A potem z Aaronem będziemy rządzić tym chlewem.
Miałam obojętną minę, a ona zaczęła dyszeć ze zmęczenia i emocji. Usłyszałam, że moja elita wstała i idzie do nas. Zatrzymałam ich ruchem dłoni, a na moich ustach pojawił się uśmiech chorej satysfakcji.
- Pokażesz nam, gdzie on mieszka i go przemienisz.
- Naprawdę?!- nie mogła uwierzyć.
-Tak.- podniosłam się, okrążyłam biurko i usiadłam na jego brzegu.- Pokazałaś mi, że umiesz walczyć jeśli na czymś ci zależy. Jeśli tak samo dobrze spiszesz się na polowaniu, będę miała dla ciebie niespodziankę. A teraz idź się przygotować.
Ukłoniła mi się i wyszła.
- Masz ciekawe metody rządzenia.- Nigel objął mnie ramieniem.
- Ważne, że skuteczne.- odwróciłam się do niego.- Wiesz, zostało nam trochę czasu, a ja trochę się nudzę- uśmiechnęłam się kusząco.
- To chodźmy do ciebie.- wyprowadził mnie na korytarz.

piątek, 3 lutego 2017

ROZDZIAŁ 378

Miałam iście królewski apartament. Salon w beżu z czarną plazmą, białym stolikiem i regałami i brązową, pikowaną sofą oraz fotelami przy niej. W "sypialni" meble były brązowe, albo bordowe. Na ścianach gościła krwawa czerwień, a panele były z mahoniu. A łazienka... Białe nieskazitelnie kafelki na podłodze i do połowy ścian. Druga połowa do sufitu była żółta. Bywały na ścianach pojedyncze, żółtawe, a bardziej barwy piasku kafelki z jakimiś zielonymi lub niebieskimi wzorami. cała armatura z białej porcelany, nie licząc kranów. W kącie pod jedną ścianą stał prysznic, a w drugim ogromną wanna trójkątna. Od jej wgłębienia do ścian była pusta przestrzeń, gdzie można było coś postawić. Pomiędzy wanną, a kabiną, w równych odległościach stał kosz na pranie. A że jak każda kobieta, jestem pieprzoną perfekcjonistką, służba musi od linijki sprawdzać, czy wszystko się zgadza. Mieli ze mną od początku urwanie głowy. Dlatego nad tym "spotkaniem" pracuję od trzech tygodni. I w końcu jesteśmy gotowi. Położyłam się na sofie, jak królowa i włączyłam plazmę. Leciał jakiś denny romans, więc przeskoczyłam ma wiadomości, ze świata tych zapalonych wampirów. Królowa dziwnie się nie odzywa od mojego przebudzenia. Czyżby nasza mała księżniczka na ziarnku grochu załamała się po stracie przyjaciółki? Uśmiechnęłam się na tą myśl. Może w końcu popełni samobójstwo. Tym razem nie mam zamiaru jej powstrzymywać. I ją będę miała spokój na całą wieczność i wywoła to popłoch wśród jej "poddanych". Ha! Nawet rządzić nimi nie umie. Ciągle tylko jej się sprzeciwiają. Tutaj są na moje jedno skinienie i nigdy nie zaprotestują moim wyborom. I kto jest lepszym władcą? Pokonanie tamtych durniów było proste. Najpierw ich skłóciłam ze sobą, bo kto widział, żeby jedną masą rządziło czterech władców. Oni byli słabsi, a ja rosłam w siłę. Do tego byłam nietykalna ze względu na mojego mężusia. No i zebrałam się ze niektórymi starszymi, ale słabszymi ode mnie, dawnymi morojami i dampirami, pokonaliśmy ich, zabiłam wszystkich, a następnie zwalczyłam swoich towarzyszy do poziomu psów. Reszta wypełniła się podczas polowań. Inne strzygi się dołączyły. A moi kompanie przerażeni tym, jak rozszarpuję ciało na części, siali plotki po hotelu, jaka to nie jestem niezwyciężona. I tak znalazłam się na samym szczycie. Z zamyślenia wyrwał mnie dźwięk pukania w drewno.
- Wejść.- krzyknęłam, nie zmieniając nawet pozycji.
Po chwili obok mnie znalazła się Vanessa.
- Siadaj dziecko.- wskazałam na fotel.
Niby nie jest dużo młodsza ode mnie, ale jeśli kogoś nie nazwę robakiem, a w najlepszym wypadku psem, może czuć się zaszczycony.
- O dziękuję, Wielmożna Pani.- złapała za rogi sukni i skłoniła się nisko.
Na rozmowy ze mną kazałam się ubierać w suknie do ziemi, pasujące kolorystycznie i chusty na głowie. To pierwsze było symbolem zaszczytu, jaki je spotkał, a drugie uniżenia sługi względem władcy.
- Masz potencjał,- zaczęłam siadając i splotłam dłonie, podpierając łokcie na rozstawionych kolanach.- ale brakuje ci doświadczenia. Jesteś młodą strzygą i potrzebujesz przewodnictwa, a może kiedyś staniesz u mego boku.- dziewczyna nie wyrażała żadnych uczuć, czyli, że wzięła sobie do serca moją radę.- Musisz mi udowodnić, że umiesz walczyć o swoje. Masz czas do polowania na znalezienie wśród dawnych znajomych ofiarę godną zostania strzygą i przekonać mnie, czemu mamy na nią zapolować. To jakieś trzy godziny. Jasne.
- Tak, Pani.
- Na czas próby musisz zapomnieć kim jestem i mi wygarnąć.- kątem oka zauważyłam wchodzącego blondyna.- A teraz odejdź.
Ukłoniła się mi, a gdy mijała Nigela, ten klepnął ją w tyłek, posyłając strzydze lubieżny uśmiech. Gdy wyszła usiadł obok mnie.
- Nie rozsiadaj się tak.- wstałam i poszłam do sypialni.- Mamy robotę. Dzisiaj chcę szybko i mocno.
Nawet nie obejrzałam się za nim.
- Oczywiście Pani.- już widziałam jak się uśmiecha.
Sekundę później był przede mną i rzucił się na moje usta. Oboje szybko zdarliśmy z siebie ubrania i padliśmy na łóżko, abym znowu mogła wołać Dymitra. Pewne rzeczy nigdy się nie zmienią. Po skończonej zabawie, odesłałam dawnego dampira, a sama poszłam się kąpać. No cóż. Bielikow też będąc strzygą mnie zdradził. Nie czuję się winna. Wmawiałam mu głupstwa, że nie był sobą, ale teraz. Dopiero teraz wiem, że to on miał rację. Po przebudzeniu zaczyna się prawdziwe, wolne życie. Uwielbiam to. Wiatr we włosach, gdy biegnę nocą za ofiarą, bawiąc się z nią w kotka i myszkę. Jak słyszę jej serce, bijące dwa razy szybciej niż normalnie, napędzając ciepłą krew w żyłach, szybki oddech i panicznie strach, gdy znikąd pojawiam się tuż przed nią i porwę w cień mrocznej uliczki. Tam usłyszę ostatnie jej bicie serca. To jest prawdziwe życie. Czulsze zmysły powiększają radość życia. I ta siła wypełniająca ciało, wraz z krwią moroji...
Tak się rozmarzyłam, że straciłam rachubę czasu.
Cholera!
Szybko wybiegłam z łazienki, wytarłam ciało i się ubrałam w ciasne, ale wygodne rurki, ciemno zielony crop top, brązową, a raczej prawie czarną katanę ze skóry i glany. Wysuszyłam włosy, a same mi się podkręciły. W pasie spięłam się pasem z bronią, włożyłam za niego sztylet i wyszłam. Schodami zeszłam na sam dół i weszłam do wielkiej sali, gdzie była reszta. Weszła. Ja kopnęłam drzwi tak mocno, że dodatkowy łoskot narobiły oba skrzydła, odbijające się od ścian. Ale zdążyłam. Władza daje jednak swoje obowiązki, między innymi punktualność. Gdy byłam jeszcze tym parszywym pomiotem pieprzonej pracoholiczki i tego jakże łaskawie zapładniającego dampirzyce i ludzi (swoją drogą, ohyda upaść tak nisko...) mafioza, który myśli, że może wszystko, a nie może kurwa nic. Wracając. Gdy byłam ich dzieckiem, często się spóźniałam. I kolejna zaleta bycia nieśmiertelną bestią: szybkość. I nigdzie się nie spóźnię.
- Czy to już wszyscy?- spytałam, podchodząc do stołu na środku sali.
Strzygi rozstąpiły się przede mną, stojąc na baczność. Każdy, kogo mijałam, kłaniał mi się nisko.
- Jeszcze nie Wielmożna Pani Hathaway-Bielikow.
Spojrzałam na zegarek.
- Za dwie minuty zamknął wszystkie drzwi i otworzyć okna w całym hotelu.- rozkazałam.
- Ale Pani, słońce jeszcze nie zaszło.- usłyszałam z boku.- Oni spalą się.
Podeszłam do rudego mężczyzny, kiedyś był człowiekiem i złapałam go za szyję, podnosząc do góry.
- Czy nie wyraziłam się jasno?- ryknęłam.- Ostrzegałam, że spóźnienie zostanie przypłacone życiem, czyż nie?
On tylko pokiwał głową ze strachem.
- Czekaj, to ty byłeś u mnie godzinę temu.- bardziej stwierdziłam, niż spytałam.
Jego oczy jeszcze bardziej się rozszerzyły, kiedy uśmiechnęłam się diabelsko.
- Jak się nazywać?- spytałam.
- Meredith...- wydyszał, gdy jeszcze bardziej ścisnęłam mu krtań.
- Oj Merdi,- pokręciłam z udawanym zawiedzeniem.- Coraz bardziej mi się narażasz. Rób tak dalej, a twoje dni będą policzone.- puściłam go i odwróciłam się na pięcie.- Przez kolejne dwa miesiące będziesz czyścił łazienki.
Zniecierpliwiona popatrzyłam na zegarek. Kurwa koniec mojej cierpliwości.
- Zamknąć drzwi.- rozkazałam.- Ilu brakuje?
- Są wszyscy.- usłyszałam z tyłu.
- Macie szczęście.- warknęłam.