poniedziałek, 12 września 2016

ROZDZIAŁ 249

- Wiesz Roza.- zaczął mój ukochany, wychodząc z łazienki.
Mówiłam już, że uwielbiam widok jego gołej klaty z kroplami wody ściekającymi mu z włosów. Wczoraj nie mieliśmy sił na kąpiel, więc nadrabiamy to teraz.
- O co chodzi towarzyszu?- spytałam, widząc że się zaczął.
- Pięknie wyglądasz, gdy się czeszesz. Ale nie o tym chciałem rozmawiać, choć temat przyjemny. Myślę, że te łóżeczka nie pasują. A zwłaszcza Felixa.
- Może masz rację. Czyli kolejne zakupy?- spytałam z nadzieją.
- Tak. Kupimy ramki na zdjęcia, łóżeczko dla synka i coś jeszcze. Bo znając ciebie na tym nie przestaniesz.
- Jak na razie książek i zabawek mają w brut, a pampersami zapełniłeś całą ich szafę. Ale zastanawiam się czy nie kupić im już mleka do butelki i jakieś kaszki.- odłożyłam szczotkę na toaletkę.
- A dzwoniłaś do Kathie?
- Tak. Wizytę mam pojutrze. Chcesz pójść ze mną?
- Chętnie bym poszedł, ale ktoś musi zająć się dziećmi.
Westchnęłam smutno i razem poszliśmy do garderoby. Postanowiłam ubrać jeansowe rurki i czerwoną bluzkę w krótki rękaw, a do tego czarne bury na obcasie. Gdy wychodziłam, męża już nie było. Znalazłam go w pokoju dzieci. Tym razem nie popełnił tego samego błędu i przebierał Felixa na przewijaku, a Nastka siedziała w łóżeczku, trzymając się drabinek. Kiedy do niej podeszłam, uśmiechnęła i wyciągnęła do mnie rączki.
- Chodź do mamusi.- podniosłam ją i z małą na rękach otworzyłam szafkę.- Co nasza księżniczka chciała by ubrać?
Wybrałam różowe body z napisem "fajną mamę mam, razem z tatą o nią dbam". Położyłam córkę na drugim przewijaku i po zmienieniu pieluchy, ubrałam jej wybrany strój. Nagle Anastazja zaczęła krzyczeć i wkładać do buzi piąstkę. Pewnie zgłodniała, chociaż zazwyczaj inaczej płacze, gdy chce jeść. Usiadłam, podniosłam bluzkę i dałam jej pierś, jednak nie chciała.
- O co ci chodzi?- spytałam poprawiając ubranie.
W tym momencie do pokoju wszedł strażnik z również płaczącym Felixem.
- No i znaleźliśmy rozwiązanie problemu.- uznał.
- A ja nie.- próbowałam uspokoić małą dampirzycę.
Dymitra podszedł do komody, wyciągnął z niej gryzak i podał małej.
Ta włożyła go do buzi i zaczęła gryźć.
- Rosną jej ząbki.- wyjaśnił.
- A to nie za wcześnie?
- Najwidoczniej nie.- poprawił chłopca, który trochę mu się wiercił na rękach.- No to co? Idziemy?
- Jasne.- wyszliśmy z dziećmi na korytarz.- Lili, choć na śniadanie.- zapukałam do drzwi siostry.
- Już idę.
Po chwili wyszła. Miała na sobie liliową sukieneczkę do kolan. Włosy rozpuściła i założyła opaskę koloru sukienki, a w uszach miała wpięte fioletowe kolczyki kropki. Do tego założyła półbuty o takim samym kolorze i liliową torebkę z kokardką na zapięciu.
- A co taka wystrojona?- spytałam z uśmiechem.
- No bo jest taki chłopak...- zaczęła.
Zdziwiłam się. Myślałam, że jakby już miała się w kimś zakochać to Pawka. Może po prostu traktuje go jak brata.
- Ale będziesz się z nim widziała?- zagadnął Dymitr.
- Jessica mówiła, że będzie z kolegami kupował nową piłkę
- Myślę, że będziemy mogli się rozejrzeć w sportowym.- mrugnęłam do niej. Jednak po chwili spotkałam się ze spojrzeniem ukochanego.- Na przykład za jakimiś...em.. rowerami. Albo rzeczami do jazdy konnej. Obiecałeś mnie nauczyć.
Dymitr westchnął ciężko.
- Zobaczymy ile zostanie nam czasu.- skończył dyskusję, ale my i tak się ucieszyłyśmy.
Myślę, że przejął się rolą jej ojca i teraz nie chce dopuścić do niej żadnych chłopców. Po śniadaniu pojechaliśmy do tego samego centrum co zawsze. Strażnik wyjął z bagażnika wózek, do którego włożyliśmy dzieci i ruszyliśmy na polowanie. Najpierw weszliśmy do sklepu z rzeczami dla dzieci. Wybraliśmy ładne, szare łóżeczko synkowi. W sumie to był cel naszego wyjścia, ale Rosjanin zobaczył dwie rzeczy, które uparł się, że musimy kupić. A ja się z nim zgodziłam. Jedno to było piękne, różowe łóżeczko dziecięce, a drugie, to różowe body w długi rękaw, z napisem "Księżniczka tatusia". Sama zatrzymałam się przy niebieskim ubranku z sercem i napisem "synek mamusi".(↓)
- Myślisz, że Felix się obrazi, gdy mu to kupię?- spytałam ukochanego.
- Myślę, że będzie w tym uroczo wyglądał.- wciąż miał dobry humor po wyborze poprzednich rzeczy.
Ze wszystkim poszliśmy do kasy i zapłaciliśmy. Wychodząc Dymitr dał się przekonać, że wizyta w sportowym jest konieczna. Okazało się, że jak to ja, nie mam rękawiczek. Strażnik przyglądał się fachowym okiem rowerom, ale uznał, że nic się nie na daje. Ale kupiliśmy die przyczepy dla małych dzieci. Następnie wybrał nam buty, wygodne ubranie, bicz i kask do jeździectwa konnego. Okazało się, że okrycie głowy nazywa się toczek. Dziwna nazwa, ale niech będzie. Przymierzałam rękawiczki, aż znalazłam pasujące. Obładowani poszliśmy do kasy.
- To on!- szepnęła mi Lili, ciągnąć za rękę, żebym się pochyliła.
Wskazywała na jakiegoś blondyna w białej czapce z daszkiem. Gdy się odwrócił, zauważyłam duże, brązowe oczy i szeroki uśmiech z jednym dołkiem. Wyglądał słodko. Nic dziwnego, że zwrócił uwagę dziewczynki. Ale wydał mi się znajomy.
- Czy ja go już kiedyś nie poznałam?- spytałam siostry.
- Był z przyjaciółmi w restauracji. Co zadawali ci pytania o służbę.
A no tak. Teraz sobie przypomniałam.
- To idź z nim pogadaj.- popchnęłam ją na przód kolejki.
Po chwili stała przy koledze i żywo ze sobą rozmawiali. Widać, że łapią wspólny język. Gdy chłopak zapłacił za zakupy, pożegnał się z dziewczyną. Ta rozanielona wróciła do nas.
- I jak?- spytałam zaciekawiona.
- Chyba mu się podobam, bo zaprosił mnie na ich najbliższy mecz.- miło było widzieć ją taką szczęśliwą
- Dobrze, a teraz wracamy bo w domu czeka nas trochę pracy.- zauważył Bielikow.
Po zapłaceniu wyszliśmy na parking, znaleźliśmy auto i smakowaliśmy do niego wszystko.  O dziwo się zmieścił razem z wózkiem. W drodze powrotnej Lili zajęła się rozśmieszaniem dzieci, a my jechaliśmy pogrążeni w przyjemnej ciszy. W pewnym momencie na kolanie poczułam ciepłą dłoń. Spojrzałam na nią, a później jej właściciela. Wtedy on popatrzył na mnie z miłością i uśmiechem, po czym zapatrzył się na drogę. Jestem taka szczęśliwa, mogąc mieć go u swego boku. I mogąc go uszczęśliwić.








niedziela, 11 września 2016

ROZDZIAŁ 248

- Tam są.- wskazałam na mojego ojca.
Nie było trudno go zauważyć. Czerwona koszulka, na to narzucił błękitną marynarkę, a do tego żółty krawat w zielone groszki.
- Roza. Jeszcze walizki.- zatrzymał mnie mąż.
- A no tak. Po prostu chcę już być w domu.
- Wiem kochanie, ja też. Lili, weźmiesz Felixa i pójdziesz do taty?
- Dobrze.- odpowiedziała moja siostra i poszła. 
My ruszyliśmy do taśmy z bagażami i odszukaliśmy naszych. Mieliśmy po dwie walizki i jedną Lili. W sumie to Rosjanin zmieścił się w jedną. W drugiej były rzeczy dla dzieci. Już obładowani, poszliśmy do rodziców. Oczywiście oni byli pochłonięci Felixem i nas nie zauważyli.
- Ej, bo wasza wnuczka będzie zazdrosna.
- Rose, Dymitra, zostawcie te bagaże. Dave już weź sobie kogoś i włóżcie je do bagażnika. Chodźcie dzieci. Pokażcie kolejną piękną kobietę w naszym rodzie.
Podałam mu nosidełko z Nastką. Zrobiło mi się ciepło na sercu, za komplement, ale przede wszystkim, że uznał nas za członków rodu. Niby tak jest od dawna, ale po raz pierwszy to zaznaczył.
- A wy tak wiecznie zamierzacie być w narzeczeństwie? - spytałam.
- Chcemy wziąść ślub za rok wiosną. W tym roku ślub królowej, jeszcze tego Iwaszkowa i alchemiczki. Za dużo już sensacji.
- No tak, staruszku. Ty musisz być w centrum zainteresowania.
- Po matce na pewno tego nie masz.
- A skąd ta pewność?!- oburzyła się strażniczka.
Oboje popatrzyliśmy na nią znacząco. Wycofała się, przyznając nam rację. Dyskusja się skończyła, a moi rodzice wrócili do zachwycania się dziećmi. Czy mi się wydaje, czy w oczach wielkiego mafioza Ibrachima Mazura widziałam łzy? Chciał już zwrócić na to uwagę, ale ugryzłam się w język. Nie chcę psuć mu tej chwili radości. Nie wiem czy kiedykolwiek wcześniej trzymał na rękach dziecko. Matka pewnie uciekła od niego, zanim się urodziłam i tylko powiadomiła go, że ma córkę. Z zamyślenia wyrwało mnie ramię ukochanego, obejmujące mnie w pasie. Wtuliłam się w niego.
- Dzieci nawet nie wiecie jak bardzo czuję się szczęśliwy. Trochę staro, ale szczęśliwy.
- Chodź szczęśliwy, bo bardzo chcemy znaleźć się w domu.- podeszłam i przytuliłam ich.
W siódemkę poszliśmy do samochodów. My moi rodzice z naszymi dziećmi wsiedli do jednego, a my do drugiego. Dwie godziny później byliśmy przed domem. Wzięliśmy od moich rodziców maluchy i poszliśmy do drzwi. Otworzyliśmy je kluczem i zapaliliśmy światło. Zostawiliśmy na korytarzu buty i kurtki. Następnie weszliśmy do salonu. Zapaliliśmy światło, a z kątów wyskoczyli nasi przyjaciele, krzycząc "Niespodzianka!!", a pod sufitem wisiał baner z napisem "witamy w domu". Zaskoczyli mnie. Ze wzruszenia się popłakałam. Lissa przyniosła dwa ciasta w kształtach główek z chustkach związanych pod brodą, jeden z różowym lukrem, a drugi niebieskim. Wszyscy przynieśli prezenty, czyli jak zazwyczaj jakieś rzeczy i zabawki dla maluchów.
- Dziękuję wam bardzo. Nie spodziewałam się, że przyjdziecie.
- Miałem przegapić widok wielkiej Rose Hathaway-Bielikow opiekuje się bezbronnymi dziećmi?- zaśmiał się Christian.
- Przecież już widziałeś. Pod czas zajęć polowych opiekowałam się tobą.- tym razem wszyscy wybuchli śmiechem.
Tort był pyszny. Zrobił go najlepszy kucharz na Dworze. Wszyscy rozczulali się nad roześmianymi bliźniakami, a ja rozejrzałam się po gościach. Królowa już wyglądała jak piłka i nie mogłam się doczekać jej porodu.
- Ale one szybko rosną.- zauważyła moja przyjaciółka.- Miesiąc temu ledwo się ruszały, a one już się turlają.
- Mamy podejrzenia, że będą trochę inne.
- No raczej. Są pierwszymi dziećmi pary dampirów.- zaśmiała się Sydney.
- Spójrz przez moje oczy na Mię.- poleciła mi w głowie królowa.
Zrobiłam to. Jej aura była taka dziwna. Po chwili zrozumiałam.
- Miiiiaaa.- powiedział tak, żeby wszyscy usłyszeli. Zapadła cisza.- Czemu się nie chwalisz, że kolejna rodzina się powiększa?- zapytałam z uśmiechem.
- Skąd wiesz? Chcieliśmy to ogłosić kiedy indziej. Teraz jest wasz dzień.- dziewczyna zrobiła się cała czerwona.
- Ja z Lissą na nowo jesteśmy połączone pocałunkiem cienia, ale teraz jest on dwustronny. Widziałam twoją aurę. Gratulacje Ashford- poklepałam rudzielca po plecach.- Który miesiąc?
- Trzeci.- Mason przytulił od tyłu żonę, kładąc ręce na jej brzuch. Zauważyłam, że Adrian z Sydney i para królewska ustawili się tak samo.
- Gorzko! Gorzko!- zaczęłam skandować.
Po chwili dołączył do mnie Bielikow, rodzice, aż w końcu tylko te trzy pary nie krzyczały, zajęte sobą. W około rozniosły się brawa.
Po godzinie każdy zaczął się zbierać. Zostaliśmy sami z dziećmi i Lili. Młoda poszła się szykować, a my zanieśliśmy dzieci i walizki do pokoju. Po umyciu, nakremowaniu i przebraniu maluchów, włożyliśmy je do łóżeczek orza przykryliśmy kocykami. Chwilę na nie patrzyły, po czym z płaczem je odrzuciły.
- Jak myślisz, o co im chodzi?- spytałam męża.
- One są mądrzejsze, niż to by się mogło wydawać.- sięgnął po oba kocyki i uniósł nad łóżeczkiem Nastki.
Ona wyciągnęła rączki po ten, który wcześniej dałam synkowi, czyli niebieski w chmurki. Dymitr okrył nim dziewczynkę i ucałował jej czółko. Felixa przykrył żółtym kocykiem z głowami misiów i tak samo go pożegnał. Ja jeszcze włożyłam im maskotki. Dzieci szybko zasnęły i sami mogliśmy się wyszykować.
- Dymitr, przypomnij mi, żebym jutro zadzwoniła do Kathie. Muszę umówić się do niej na wizytę.
- Oczywiście skarbie. Chodź pożegnać Lili i zaraz kładziemy się spać.
- O tak jestem padnięta.
Tak też zrobiliśmy. Ledwo przyłożyłam głowę do poduszki i zasnęłam.
___________________________________________________________
A proszę was i trzeci. Pamiętacie pewnie moje wahania z częstotliwością rozdziałów. Więc oto co postanowiłam. Co dziennie będzie po jeden, a w weekendy po dwa dziennie, żeby nadrobić zaległości. Pozdrawiam i kocham was. 😘😘

ROZDZIAŁ 247

Obudziło mnie szturchanie. Nieprzytomnym wzrokiem popatrzyłam w piękne czekoladowe oczy.
- Dzień dobry Towarzyszu.- przeciągnęłam się, ale zdziwiło mnie, że nie leżę, a na wpół siedzę.
- Wysiadamy Rose.
Rozejrzałam się. Byłam w samolocie. Dopiero po chwili wszystko sobie przypomniałam.
- Powiedz mi, to że byliśmy w Paryżu nie było snem?- popatrzyłam na męża z nadzieją.
- W jakim Paryżu. Przecież mieliśmy lecieć od razu do akademii?
- Akademii?- teraz ja się zdziwiłam.- Ale po co? Abe mówił, że będą czekać na lotnisku.
- Abe? Skąd znasz tego mafioza? I z kim miał na nas czekać. Wracamy z Dworu. Roza to był tylko sen.
Chwila, że co? Niech ktoś mnie uszczypnie. Albo nie. To jest sen, prawda.
- Rose, jesteś tu. Halo tu ziemia.-machał mi przed oczami ręką, ale to do mnie nie docierało.- Roza.
Spojrzałam na niego i zaczęłam płakać. Straciłam go. Straciłam wszystko. Męża, dzieci, Lili. Najpiękniejszy sen stał się koszmarem.
- Roza co się dzieje?- ukochany ukląkł przede mną i złapał za moje dłonie.
- Straciłam wszystko. Tyle o to walczyliśmy i wszystko przepadło. Nie ma nic. To tylko sen. Na pewno. A jeśli nie?- powtarzałam w kółko ostatnie dwa zdania.
Po chwili znalazłam się w ramionach strażnika.
- Spokojnie Roza. Ja tu jestem. Nie zostawię cię. Kocham cię.
- Ale nie możemy być razem.- zalałam się łzami.
- Spokojnie. Wytrzymaj. Został ci miesiąc i już nic nas nie rozdzieli. Lissa załatwi nam wspólne mieszkanie, a ja już wiem, kogo będę strażnikiem
- Kogo?- popatrzyłam się zaciekawiona na niego.
- Zgłosiłem się do straży królewskiej. Będziemy się widzieć, gdy królowa zaprosi księżniczkę, a przez resztę dnia nie wypuszczę cię z pokoju.- mruknął seksownie, przygryzając płatek mojego ucha.
Przeszedł mnie przyjemny dreszcz, od czego zadrżałam. Dymitr musiał to poczuć i się zaśmiał.
- Lubię to, jak na ciebie działam.
- A co się stało z tym poważnym i niedostępnym strażnikiem Bielikowem?- zaśmiałam się
- Nim jestem dla innych. Przy tobie nie muszę udawać. Już dobrze?- przytaknęłam głową.- To na treningu wszystko mi wyjaśnij.
- Dobrze, ale mam jedno pytanie. Luna istnieje.
Wyraźnie się spiął.
- Jaka Luna?
- Łania świecąca blaskiem księżyca.
- Skąd o niej wiesz?
- Wszystko wyjaśnię ci na treningu.- cmoknęłam go w policzek i dogoniłam przyjaciół.
- Co tam tak długo robiliście? Bo na sex za mało czasu.- spytała prosto z mostu Lissa.
Czyli, że wszystko wiedzą.
- A takie tak pogaduszki nauczyciela i uczennicy.
Dalej rozmawiając wróciliśmy do pokoi. To znaczy z do pokoju mojej przyjaciółki. Postanowiłam ją odprowadzić, a sama ruszyła do swojego pokoju. Po drodze natknęłam się na Bielikowa.
- No kogo ja spotykam.- uśmiechnęłam się.
- A ty czemu jeszcze nie w pokoju?- spytał. Też był w dobrym humorze.
- Byłam odprowadzić Lissę.
- To teraz ja odprowadzę ciebie.
Razem ruszyliśmy do dormitorium dampirów. Nikogo nie było na korytarzu i oboje weszliśmy do mojego pokoju. Od razu złapałem telefon i wybrałam numer.
- Rose, coś się stało?- spytała moja matka.
- Tak. Znasz Abe'a Mazura?- spytałam na wstępie. 
Mentor, który położył się na moim łóżku, patrzył na mnie uważnie. Po drugiej stronie słuchawki usłyszałam, że Janina wciągnęła powietrze.
- T...Tak.
- To on dał ci nazar?- chciałam się upewnić.
- Tak Rose. On jest twoim ojcem. Miałaś się dowiedzieć na egzaminie. Ale skąd wiesz?
- Mam swoje źródła. Teraz muszę kończyć, bo idę spać.- uśmiechnęłam się znacząco do ukochanego.
- Dobrze, dobranoc Rose.
- Dobranoc. - rozłączyłam się i rzuciłam na łóżko.
Dymitr przytulił mnie i kreślił kółka na moim brzuchu, odsłoniętym przez bluzkę, która podciągnęła się do góry. Było mi tak przyjemnie, że aż zamknęłam oczy, zaciągając się jego zapachem.
- Z czego tak bardzo się cieszysz? I na co ci Abe Mazur?- spytał.
- To mój ojciec.- powiedziałam od razu. Ręka Rosjanina się zatrzymała.- Ej, czemu przestałeś?- oburzyłam się.
- To twój ojciec?
- Tak.
- To jeden z bardziej wpływowych morojów na świecie. On mnie zabije.
Wybuchłam głośnym śmiechem.
- Ty się go boisz.- uznałam. Ale zaraz spoważniałam.- Nie chcesz mnie zostawić, prawda? Możemy uciec na Syberię.- znowu się za śmiałam.
- Oczywiście, że nie. Nigdy cię nie zostawię. Kocham cię.
- Ja tiebia toże liubliu tovarishch.- zaskoczyłam go.
- Skąd znasz Rosyjski?
- Miałam świetnego nauczyciela.
- Lepszego ode mnie.
- Dobra, mam tego dosyć. Powiem ci wszystko co mi się śniło ze szczegółami, ale może to mi zająć dużo czasu.
- Mamy całą noc i trening. W sumie to cały weekend.
- I to może być za mało. No ale dobra.
- Ale najpierw się zabawimy. Przez ten tydzień bardzo tęskniłem.
- Czemu?- nie pamiętam nic od... w sumie to nie wiem, co było snem, a co nie, więc może to też sen.
- Przecież ciągle byłaś z księżniczką. A w nocy byliśmy zbyt zmęczeni, by myśleć o czymś innym niż sen.
- To co proponujesz?- spytałam zalotnie.
Dymitr pocałował mnie namiętnie i po chwili czułam na sobie jego ciężar. Nie bawiliśmy się w grę wstępną. Od razu zaczął mnie rozbierać, a ja nie zostałam mu dłużna. Byłam podniecona jak nigdy. Wciąż czułam pragnienie po miesięcznej przerwie w "śnie". Jeśli teraz nie śnię, a bardzo bym chciała.
Gdy byliśmy już nadzy, staliśmy się bardziej delikatni. Dymitr zszedł pocałunkami na szyję i dekolt. Jego dłonie błądziły po całym moim ciele. Poczułam jak wchodzi we mnie i zaczyna się powoli poruszać. Moje jęki zagłuszył pocałunkami, aby nikt nie usłyszał.
- Szybciej.- szepnęłam, bo nie wytrzymywałam już. 
Ukochany spełnił moją prośbę i po kilku minutach oboje doszliśmy. Wtuliłam się mocno w strażnika, próbując wyrównać oddech. On sam ciężko oddychał, gdy przykrywał nas kołdrą. Cała się trzęsłam z emocji. Popatrzeliśmy na siebie.
- Ja tiebia liubliu Roza
- Ja tiebia toże liubliu tovarishch.
- Roza?- odezwał się po kilku minutach błogiej ciszy. Spojrzałam na niego.- To teraz mi opowiesz?
- Tak.
Jednak zanim cokolwiek więcej powiedziałam, poczułam szturchanie.
- Roza. Wstawaj. Już jesteśmy.
Otworzyłam czujnie oczy i rozglądałam się dookoła. Siedziałam w samolocie, nade mną pochylał się Dymitr, a na siedzeniu obok leżały nosidełka z dziećmi. Naszymi dziećmi. Spokojna opadłam na fotel.
- Co się stało, Roza?
- Uff... to był tylko sen.- odetchnęłam z ulgą.
- Koszmar?- zmartwił się strażnik.
- W sumie nie wiem do jakiej kategorii to dopasować.- wstałam, wzięłam na ramiona torbę i nosidełko z córką.
- Ale... czekaj... czyli...- Dymitr z Felixem szedł za mną.
Lili czekała na nas przy wyjściu.
- Czyli siły mi się czasy akademii. Za miesiąc miałam zdawać egzamin i mieliśmy razem żyć. Wiesz, że chciałeś być strażnikiem królewskim?- zaśmiałam się.
- Myślałem o tym. Miałem duże szanse dostać się.
- A teraz jesteś. Chodź Lili.- wysiedliśmy z samolotu i kierowaliśmy się do budynku lotniska.
- Ale to było aż tak straszne?- zdziwił się.
- Wyobraź sobie, że teraz się budzisz w czasie mojej nauki. Nie możemy mieć dzieci i tracimy wszystko, co mamy teraz i o co tak długo walczyliśmy.
- No dobra. Nie dość przyjemnie.- przyznał i wtedy zauważyłam rodziców.

ROZDZIAŁ 246

Dymitr obudził nas o piątej rano i kazał szykować. Nie byłyśmy z tego zachwycone.
- Daj nam jeszcze spać. Spieszy ci się gdzieś?- narzekałam.
- Tak. Mam dla was niespodziankę, ale jeśli chcecie zdążyć, to została nam godzina na wyszykowanie się i zjedzenie śniadania.
Z ciężkim westchnieniem, wstałyśmy i każdy zaczął się myć, ubierać i czesać.
- Rose, uczeszesz mnie?- Lili podała mi szczotkę.
- Jasne.
Rozczesałam jej włosy. Miała takie same jak ja.
- Może zostawisz je rozpuszczone?- zaproponowałam.
- Nie wiem. Dziewczyny mają do ramion, a moje są takie długie.- narzekała.
- To powinnaś się cieszyć. Większość strażniczek ścina włosy po podjęciu służby. Masz piękne włosy i bądź z nich dumna.
- No dobrze.- zgodziła się.
Skończyłam rozczesywanie jej włosów i poszłam zobaczyć jak idzie mężowi z dziećmi. Gdy weszłam do pokoju, szybko pobiegłam do łóżka i złapałam Anastazję, zanim sturlała się na sam brzeg i spadła.
- A kto to się tak turla?- spytałam słodko, tak jak się mówi do małych dzieci i podniosłam ją na wyprostowanych rękach, po czym przybliżyłam do siebie i potarłam nosem, jej nosek.
- Roza ja z nią nie wytrzymuje. To najbardziej ruchliwe dziecko, jakie widziałem.
- Czemu księżniczka ucieka od tatusia. Nie ładnie. Ale tatuś i tak by cię złapał. Mamusię zawsze umiał złapać.- mówiłam do córki, łaskocząc ją po brzuchu.
- Chyba nasza księżniczka wdała się w mamusię. To co? Wszyscy gotowi?- spytał strażnik.
- Tak.- powiedziałyśmy z siostrą.
- To w drogę.
Włożyliśmy dzieci do wózka i wyszliśmy z hotelu. Dymitr zaprowadził nas do czarnego Mustanga i otworzył go kluczami.
- No, no towarzyszu. A to cacko, skąd masz?- zaciekawiłam się.
- Z wypożyczalni. Choć do tatusia.- podniósł córeczkę i zapiął ją w specjalnym foteliku.
To samo zrobiłam z drugiej strony z Felixem,a Lili usiadła pomiędzy nimi. Bielikow włożył wózek do bagażnika, a ja usiadłam za kierownicą. To było niesamowite uczucie. Obicie skórzane, kierownica jakby stworzona do moich dłoni. Tak dawno niczym nie kierowałam.
- Roza.- ukochany patrzył na mnie z założonymi rękoma.
- Towarzyszu proszę. Tak dawno nie jeździłam. A to jest cudowne. Błagam, zrobię co zechcesz. Będę ostrożna. Proszę.- zrobiłam maślane oczka.
- Ale masz jechać powoli.- zastrzegł i usiadł obok mnie.
Przekręciłam kluczyk w stacyjce i złapałam za drążek od skrzyni biegów. Jest idealna. Powoli ruszyłam i włączyłam się do ruchu. Mąż kierował, gdzie mam jechać. Robiłam to ostrożnie i z dozwoloną prędkością. Dzięki temu, że jest szósta rano, nie ma wielkich korków Zatrzymaliśmy się na parkingu przed Disneylandem.
- No dobra, jak chcesz, to umiesz jeździć.- pochwalił mnie strażnik, gdy wysiadaliśmy.
- To chyba żarty.- Lili nie mogła uwierzyć.- To ta niespodzianka?
- Tak.- powiedział z uśmiechem.
- Kocham Cię!- krzyknęła i rzuciła mu się w objęcia.
- Ale patrzcie na tą kolejkę. Spędzimy tu pół dnia.- zagryzłam wargę, wyciągając Nastkę.
- Spokojnie.- Rosjanin rozłożył wózek, do którego włożyliśmy dzieci.- Zapominacie, że mamy swoje przywileje.
Minęliśmy długi ogon, a przy bramkach mój ukochany przyłożył kartę trzy razy i mogliśmy przejść. I tak spędziliśmy cały dzień. Byliśmy z Lili na przemian na atrakcjach, a na przemian opiekowaliśmy się dziećmi. Wszędzie chodzili ludzie przebrani za postacie z bajek i z prawie każdym młoda chciała zdjęcie, a zwłaszcza z Elsą i Anną. Byliśmy na statku kapitana haka, kolejce górskiej siedmiu krasnoludków. Zjeżdżalni wodnej księżniczki z jeziora łabędziego. Na niektórych atrakcjach byłam z mężem, na przykład w tunelu miłości, a Lili zamawiała nasze dzieci. Na obiad poszliśmy do restauracji. Wszystko było z góry zapłacone, dlatego w środku był szwedzki stół. Po obiedzie ruszyliśmy na inne atrakcje. W piątkę poszliśmy na diabelskie koło. Było kabinie, więc zmieściliśmy się z wózkiem. Lili bawiła się jeszcze na karuzeli z konikami, łańcuchowej, trampolinę, dmuchanym zamku i zjeżdżalni. Oprócz tego weszliśmy do wielkiego, prawdziwego zamku. W różnych pokojach, były inne rozrywki. Labirynt luster, beczka śmiechu, pokój zagadek, z automatami do gry i wiele więcej. Po drodze kupiliśmy popcorn i watę cukrową. Maluchy patrzyły wszędzie z zainteresowaniem. Małymi rączkami sięgały do torebek, więc daliśmy im do spróbowania kilka ziarenek, które rozpuściły im się w ustach, a twarde pozostałości wypluwały. Anastazja uniosła się i stanęła w wózku, podtrzymując się jedną ręką, a drugą sięgnęła po watę mojej siostry. Po sekundzie jednak upadła na nowo do środka, ale cieszyła się bo w rączce zostało jej trochę smakołyku. Felix coś do niej wybełkotał, a ona przerwała skrawek na pół i dała jedną część bratu, a drugą sama włożyła do buzi. Bardzo nas to zdziwiło.
- Tak. Już widzę cię towarzyszu biegnącego za gołym bobasem.- zaśmialiśmy się.
Postanowiliśmy kupić drugą watę, którą karmiliśmy dzieci. Tak bawiliśmy się do późnego wieczora. O dwudziestej musieliśmy wracać i dokończyć pakowanie, bo za dwie godziny mamy samolot. Dymitr zadzwonił żeby zabrali samochód, a ja zamówiłam taksówkę dla pięciu osób. Zabraliśmy dzieci w nosidełkach i wymeldowaliśmy się w recepcji. Wsiedliśmy do dużej taksówki i podaliśmy adres lotniska. Zapłacili panu i zabraliśmy wszystko. Po odprawie usiedliśmy na swoich miejscach. Zostało nam pięć godzin lotu. Lili szybko zasnęła, wymęczona dzisiejszymi atrakcjami. Dzieci też nie było trzeba długo usypiać. Korzystając z okazji sami postanowiliśmy się zdrzemnąć. Ostatnie co pamiętam to szept mojego męża.
-Kocham cię Roza.

sobota, 10 września 2016

ROZDZIAŁ 245

- No dobra lenie.- odezwał się mój ukochany.- Wstawać, szykować się i idziemy na miasto.
Lili nie trzeba było powtarzać. Marzyła o pobycie we Francji, a tym bardziej Paryżu. Dlatego też umiała miejscowy język, tak samo dobrze, jak angielski. Niekiedy nawet jej się myliły, ale to żako. Po wyszukiwaniu się, nakarmiłam dzieci, spakowałam ich rzeczy do torby i oboje wsadziłam do wózka. Wszyscy razem wyszliśmy z windy. Postanowiliśmy zjeść na mieście, bardziej regionalne potrawy. Na śniadanie udaliśmy się do naleśnikarni po drugiej stronie ulicy. Niektóre wybory mnie zaskoczyły. Zwłaszcza naleśniki wytrawne. Ja jednak wolałam zjeść coś słodkiego. Moja siostra też. Zamówiłam naleśniki z serem i truskawkami, a ona z czekoladą. Dymitr wybrał naleśniki z mięsem mielonym i sosem pomidorowym. Do tego wzięliśmy dzbanek soku z pomarańczy. Było wyśmienite. Mąż podzielił się ze mną swoją potrawą i muszę przyznać, że była dobra. Ale i tak wolałam zostać przy swoim. Na początku zdziwiłam się, że mam się najeść takim małym plackiem, a jednak był bardzo syty. Sok dawał przyjemne orzeźwienie. Był początek maja i zaczynało robić się ciepło. Dzieci powoli siadały pociągając się brzegu wózka, z czego byliśmy dumni. Po zapłaceniu, ruszyliśmy na podbój miasta, jak to ja nazwała. Byliśmy nad Tamizą, znowu na wieży Eiffla, aby teraz pooglądać miasto w dzień. Poszliśmy jeszcze na lody i pospacerowaliśmy po całym mieście. Odwiedziliśmy kilka zabytków i muzea, między innymi Luwr oraz popłynęliśmy Sekwoją. Obiad też zjedliśmy na mieście. Wybraliśmy się do pizzerii. Ja ze strażnikiem wzięliśmy na pół mega pizzę z szynką, pepperoni i oliwkami, a Lili zdecydowała się na małą z kurczakiem i warzywami. Po jakże dużym posiłku wróciliśmy do hotelu. Moja siostra bardzo chciała iść do Aquaparku, więc kupiliśmy sobie stroje kąpielowe i poszliśmy tam. Nasze maluchy zostawiłam w punkcie opieki z potrzebnymi rzeczami. Bawiliśmy się cztery godziny, zjeżdżając z każdej zjeżdżalni i korzystając z wszystkich atrakcji. Był basen, robiący morskie fale, inny tworzący własny prąd, który ułatwiał pływanie. Zrobiliśmy też kilka długości na zwykłym, chcą poczuć przyjemność z wysiłku fizycznego. Bardzo brakowało mi tego uczucia. Stęskniłam się za codziennymi treningami. Cieszyłam się, że od środy będę mogła ćwiczyć z Rosjaninem. Może to nie będzie to samo, co w akademii, ale i tak się cieszę. Po wysiłku, postanowiliśmy odpocząć w jacuzzi. Normalnie nie lubię bezczynności, ale moje mieście aż prosiły się o odpoczynek. Młoda miała jeszcze energię, więc pozwoliliśmy jej się dalej bawić, ale miała na siebie uważać. W między czasie poznała inne dzieciaki. Trochę z Francji, trochę z Ameryki, ale i innych krajów. Po jakimś czasie wyszłam z wody i położyłam się na leżaku. Wszystko było na otwartym terenie, więc liczyłam, że moja skóra chwycił trochę słońca. Usłyszałam, że ktoś przesuwa jeden leżak koło mojego. Otworzyłam jedno oko i widząc Dymitra, wróciłam do relaksu.
- Idę po jakieś picie dla nas Roza.- oznajmił i już go nie było.
Po chwili ktoś znowu zajął miejsce obok mnie. Zdziwiłam się, że tak szybko wrócił. Otworzyłam oczy i zobaczyłam kogoś, kogo się w ogóle nie spodziewałam.
- To smutne, że tak piękna kobieta, leży tu zupełnie sama.- powiedział znany mi głos. Chyba mnie nie poznał.
- Tylko nie jestem tu sama Denis.- jego mina była bezcenna, gdy zorientował się z kim rozmawia.
- Rose?!- zdziwił się.
- Tak i radzę ci zejść z tego leżaka, zanim wróci tu jego właściciel.
Chłopak pospiesznie wykonał polecenie, a ja usiadłam.
- Co tu robisz?- spytałam.
- To samo, co jak się ostatnio widzieliśmy. Ale raczej to ja powinienem się o to zapytać. Wszyscy pomyśleli, że nie żyjesz, gdy do nas nie wróciłaś.
- Nie braliście udziału w ataku na siedzibę strzyg jesienią w Nowosybirsku?- zdziwiłam się.
Pokręcił głową.
- Po wakacjach dostaliśmy propozycję wyjazdu do Paryża i teraz tu stacjonujemy. Trochę się pozmieniało. Jest tu tak jakby zamknięta grupa dampirów. Prowadzą ją strażnicy odeszli od służby. Woleli jak my atakować strzygi, a nie tylko się bronić. Trenują nas i uczą najlepszych form walki.
W tej chwili wrócił Rosjanin. Podał mi sok i zwrócił się do dampira.
- Kto to Roza?- odezwał się, mierząc mojego znajomego.
Gdy Denis rozpoznał go, otworzył szeroko oczy.
- Dymitr Bielikow?!- spytał z niedowierzaniem.- Przecież... ty.. to znaczy pan... to znaczy strażnik...- zaczął się plątać.
- Spokojnie.- przerwałam mu męczarnie.- Skarbie to Denis. Pomagał mi, ze swoimi przyjaciółmi, znaleźć cię w Rosji. Byli jedną z niezależnych grup zabijających strzygi. Denis to mój mąż. Obecna królowa znalazła sposób na odmienienie strzygi w tego, kim była wcześniej.
- Niesamowite.- odezwał się chłopak.- To dla mnie wielki zaszczyt.- skinął z szacunkiem strażnikowi.
- Dal mnie również. Stanowiliście postrach wśród strzyg w Rosji.- podał mu rękę, która dampir uścisnął.
- Jesteś tu z resztą?- spytałam, gdy już usiedli.
- Tak ogólnie to tak, ale w Aquaparku sam, bo reszcie się nie chciało. W sumie to jesteśmy winni ci wdzięczność. Gdyby nie twoje rady i nauki dawno już ktoś z nas zginął. Tak jak poprzedni.
- O tym właśnie mówiłam. Robicie sobie samowolkę i nikomu tym nie pomaganie. Gdybyście przeszli szkolenie i wtedy zrezygnowali, byłoby wszystko w porządku. I nie chodzi mi tylko o wasz zespół, tylko też inne na całym świecie.
- Stąd twój pomysł jesienią.
- A właśnie, bo Rose coś wspomniała o jakimś ataku. Co nas ominęło
Wyjaśniliśmy mu, o akcji napadu na strzygi. W końcu Dymitr powiedział, że musimy się zbierać, bo zaplanował dla nas niespodziankę. Znaleźliśmy Lili, która z trudem dała się namówić na powrót i odebraliśmy dzieci. Razem weszliśmy do naszego apartamentu. Po szybkich prysznicach i przygotowaniu dzieci, poszliśmy spać. Pozwoliliśmy mojej siostrze z nami, bo źle się czuła sama w tak wielkim łóżku i wszystko wyglądało trochę strasznie po ciemku. Po wymianie pożegnań i krótkich pocałunków zasnęliśmy

piątek, 9 września 2016

ROZDZIAŁ 244

Czysta i pachnąca wskoczyłam do męża pod pieżynkę. Ale te łóżka są zajebiste! Jakbym na chmurce leżała. Nagle na brzuchu poczułam ciepłą dłoń i aż zadrżałam. Dół brzucha zaczął mi pulsować, gdy miękki wargi dotknęły moich ust. Poddałam się przyjemności, dopóki Dymitr nie przerzucić nade mną nogi.
- Jeszcze. Nie. Możemy. Towarzyszu.- mówiłam między pocałunkami.
- Jak to? Minęło sześć tygodni.
- Pięć. A nawet jeśli by minęło, to widziałeś, żebym była u ginekologa?
Westchnął ciężko i położył się obok, przytulając mnie do swojego toru.
- Ja tiebia liubliu Roza
- Ja tiebia toże liubliu tovarishch.
 Po tych słowach zasnęłam.
Obudziłam się cała mokra. Rozejrzałam się dookoła, ale wszystko było tak, jak przed zaśnięciem. Spokojnie Rose, to tylko sen. Spojrzałam na męża. Słodko wyglądał podczas snu. Gdy unormował mi się oddech wstałam i poszłam do łazienki, aby obyć twarz. Następnie wyszłam na chwilę na balkon. Wciągnęłam nocne powietrze. Zaczyna świtać.
- Co to było?- spytała zmartwiona Lissa.
- Mój sen.- westchnęłam ciężko.
- Powiesz o tym Dymitrowi?
- Nie. Po co mam go niepokoić?- czułam, że jej się to nie podoba, ale nic nie powiedziała.
- Ta więź jest uciążliwa. Wczoraj wciągnęłaś mnie podczas pocałunku.- zmieniła temat.
Chciała odciągnąć moje myśli od snu, za co byłam jej wdzięczna. Dalej przed oczami miałam krew i martwego Dymitra.
- Wiem. Czułam twoją obecność.
- Jak z takiego czegoś uciec?
- Musisz się skupić. Mi pomagało też myślenie o Dymitrze.Zobaczę.
- A jak idzie królowanie?
- Na razie moje obowiązki przejął Chris. Ja przygotowuję się do porodu.
- Kiedy masz termin?
- Za kilka tygodni. To bardzo boli?
- To straci znaczenie, gdy tylko weźmiesz tą kruszynę na ręce.- pomyślałam o tym jak po raz pierwszy karmiłam Nastkę.
- To piękne.- wzruszyła się moim wspomnieniem.- A jak się czuje świeża mama.
- Nic nie wyrazi mojego szczęścia, gdy na nie patrzę. Ale bywają męczące.
- To może idź spać. Wiem, że mało odpoczywasz.
- Zaraz i tak będzie dzień. Nie opłaca mi się.
- Rose.
- Lissa to ja powinnam się o ciebie martwić.
- Roza.- aż podskoczyłam na głos ukochanego.- Co tu robisz?
- Chciałam odetchnąć świeżym powietrzem.- powiedziałam, odwracając się do widoku na miasto.
Dymitr podszedł i zarzucił mi na ramiona koc.
- Zły sen?- przytaknęłam głową. - Mogłaś mnie obudzić.
- Nie miałam serca. A tak trochę sobie pomyślałam.
- Wstałaś dziesięć minut temu.
Zdziwiłam się. Aż tyle tu siedzę? Skąd wiedział, kiedy wstałam? Pewnie obudził się, gdy wstałam.
- Zagadałam się z Lissą.- powiedziałam, bez zastanowienia.
Popatrzył na mnie zmartwiony. Nie rozumiałam o co mu chodzi. Idiotka! On przecież nie wie o waszej więzi.
- Tym razem pocałunek cienia jest dwustronny.- wytłumaczyłam.
- Aha. - podszedł i objął mnie od tyłu.- To teraz jak gdzieś uciekniesz będzie można cię znaleźć.- zaśmialiśmy się.
- To ja was zostawiam.- pożegnała się moja przyjaciółka.
- Pa.
- Czekaj. Czyli teraz będzie mogła wchodzić do twojej głowy?- spytał, trochę zdenerwowany strażnik.
- Tak.- wiedziałam do czego pije, więc uprzedziłam jego pytanie.- Gdy wrócimy, będę uczyła Lissę przeciwstawiać się "wciąganiu" jednej do głowy drugiej.
- Pewnie znowu będziesz zabierać jej mrok?- bardziej stwierdził.
- Znasz odpowiedz. Wiesz jaka jestem.
- Nie popieram twojej decyzji,- zaczął poważnym tonem, obracając mnie przodem do siebie.- ale to przez własne uczucia. Kocham Cię i będę się o ciebie martwić. Jednak w całości ją szanuję i nie zostawię cię z tym samej. Będzie mogła wyżywać się na mnie do woli.
- Dziękuję.- wtuliłam się w jego ciepły tors.- Też cię kocham towarzyszu.
- Dobrze Roza, a teraz czas spać.
- Nie chce mi się.
- To masz problem, bo mnie to nie obchodzi.- przerzucił mnie sobie przez ramię i zaniósł z powrotem do pokoju.
- Dymitr! Puść mnie!- krzyczałam dopóki nie dał mi klapsa.
- Nie ładnie krzyczeć na starszych. Po za tym dzieci śpią.
- To postaw mnie staruszku.- droczyłam się z nim.
- Staruszku?! Ja ci dam staruszku.- następny klaps.
- Sam tak powiedziałeś towarzyszu. A teraz możesz mnie postawić?- sama próbowałam uderzyć do w tyłek, ale był za daleko.- No puść mnie.
- Skoro nalegasz.- zrzucił mnie z siebie.
Zaczęłam spadać w dół, ale wylądowałam na czymś miękkim. Otworzyłam oczy, które nie wiem kiedy zamknęłam i zobaczyłam czekoladowe tęczówki, intensywnie wpatrzone we mnie.
- Widzisz coś, co ci się podoba?- spytałam.
- Wiele rzeczy w tobie mi się podoba.- mruknął i mnie pocałował.
W końcu dałam się namówić na spanie. Jednak zanim dobrze zasnęłam, dzieciom trzeba było zmienić pieluchy. Na szczęście nie obudził Lili. Szybko się uspakajały na naszych rękach. Problem, że później ani w głowie było im spanie. Gdy tylko je odkładaliśmy zaczynały płakać. Więc położyliśmy się na łóżku z nimi. Bielikow przytulił Anastazję, a ja Felixa. Ucałowaliśmy oboje w czułka i wszyscy razem zasnęliśmy.
Obudziliśmy się o dziewiątej. Dzieci patrzyły to na nas, to na siebie i się uśmiechały. Więc dzień zaczęliśmy od zabawy z maluchami. Przerwało nam pukanie do drzwi. Po chwili pojawiła się w nich moja siostra.
-Nie przeszkadzam?- spytała.
- Ty nigdy nie przeszkadzasz.- uśmiechnęłam się do niej promiennie.
Odkryłam kołdrę, pod którą szybko wskoczyła między nas. Maluchy cieszyły się, widząc ją. Traktowała je jak rodzeństwo. Ja już uważałam ją za córkę. Co z tego, że musiałabym urodzić ją w wieku dziesięciu lat? Jest dla mnie równie ważna co bliźniaki. Nie wyobrażam sobie już naszego życia bez niej. Dymitr sięgnął po torbę. Wyciągnął z niej aparat i wystawił do góry.
- Rodzina w całości tak normalna, jak każdy osobno.- powiedział i zrobił zdjęcie.
Po chwili pokazał nam jak wyszło na wyświetlaczu.
- Następne na ścianę.- uznałam.- Kochanie, trzeba dokupić ramki.
- No. I to mnóóóóstwo ramek.- dodała entuzjastycznie Lili, gestykulując energicznie.- A dacie mi do pokoju zdjęcie Pawki. Bardzo za nom tęsknię.
- Oczywiście.- spojrzeliśmy na siebie z Dymitrem porozumiewawczo.

czwartek, 8 września 2016

ROZDZIAŁ 243

- To co teraz?- spytała mała, wchodząc do salonu.
Nagle po pokoju rozniósł się płacz. Oboje westchnęliśmy.
- Teraz sprawdzimy co dzieci od nas chcą.- powiedziałam, gdy w trójkę weszliśmy do naszej sypialni.
Dzieci były głodne. Najpierw wzięłam na ręce córkę, a później syna.
- Myślę, że możemy pozwiedzać miasto. Nie jestem zmęczona, a trafiliśmy na Paryż w nocy. Takiej okazji nie można zmarnować. Po za tym nam też się przyda coś zjeść.- uznałam, gdy dzieci grzecznie leżały nam na kolanach. Felix próbował złapać moje długie włosy i śmiał się przy tym.
- Jestem za!- ucieszyła się Lili.
Strażnik nie miał nic przeciwko, więc ułożyliśmy dzieci w nosidełkach, ubraliśmy kurtki i weszliśmy do windy. Na dole już czekała na nas taksówka. Pierwsze co odwiedziliśmy to wieża Eiffla. Widok z góry był niesamowity. Było widać dużą część miasta, a oświetlenie miejskie dodawał temu uroku.
- Ale tu pięknie!- zachwycała się mała.
- To prawda.- podeszłam do niej z Nastką na rękach.
- Rose.- przerwała ciszę.- Ale mimo dzieci, chcesz mnie dalej?- spytała wystraszona.
- Oczywiście. Zawsze będziesz moją kochaną młodszą siostrzyczką. Gdy Cię przygarnęliśmy, wiedzieliśmy, że będę miała dzieci. Ale kocham cię i zawsze będę. Maluchy są absorbujące i wymagają dużo opieki, ale o tak znajdę dla ciebie czas. Możesz też mi pomagać. Jak będą starsze karmić i bawić się z nimi.- zapewniłam ją. - Ale pieluchy wy przebieracie.- ostrzegła i odwróciła się tłem do widoków, wracając do restauracji. Patrzyłam ciągle na miasto, kiedy objęły mnie silne ramiona.
- Cudownie tu.- mruknął mi mąż.
- Nie bez powodu mówią, że to miasto zakochanych.
Na chwilę zapadła cisza. Nasza córeczka gaworzyła radości, patrząc na nas. Po chwili się odezwałam.
- Towarzyszu?
- Roza.- na dźwięk tego imienia, przeszedł mnie przyjemny dreszcz.
- Co to za karta? Ta co użyłeś w hotelu?
- Przywilej dowodzącego strażą Dworską. Spełnia wszystkie moje zachcianki. Ale nie używam jej za często. Jednak moja rodzina zasługuje na wszystko, co najlepsze.- pocałował mnie w kark.
No tak. Dymitr nie lubi za bardzo wykorzystać korzyści płynących ze służby. To było dla niego coś, za co nie chciał nagród. Wystarczyło mu uczucie spełnienia obowiązku. W sumie mi też. Zaraz, zaraz! Co on powiedział?!
- Jesteś dowodzącym strażą na całym Dworze?!- byłam w szoku. 
- Nie wiedziałaś?!- był równie mocno zdziwiony, co ja.
- A kto miał mi powiedzieć?- wzruszył ramionami.-Czekaj! Czyli jesteś ważniejszy od Hansa?
Pokiwał głową.
- Ty idzioto!- wrzasnęłam na niego, aż inni ludzie się na nas popatrzyli.
Dziewczynce się to chyba nie spodobało, bo wydała dźwięk niezadowolenia. Mąż patrzył na mnie zdziwiony.
- Jesteś najważniejszy, możesz dawać misję i wybierać ludzi i sam pojechałeś zabić Roberta?!- nie wierzyłam.
- Zrobiłem to by cię chronić.
- Wystarczyło by kogoś wysłać, a nie narażać się bez potrzeby.
- Bez potrzeby?! Zrobiłem to dla ciebie Roza. Dla naszego dobra.
- Mało nie zginąłeś. Myślisz, że to dałoby mi szczęście?!- dalej na niego krzyczałam, ale już ciszej.
- Ale nie zginąłem.- denerwował mnie jego spokój.- Chciałem osobiście go zabić. Za dużo wyrządzić nam krzywdy. Tobie.
- Chciałeś go zabić, jak ja Wiktora. Dla dobra osoby którą kochasz.- zrozumiałam.- Co nie zmienia faktu, że to było nieodpowiedzialne. Tak dużo razy mogłam cię stracić.- wtuliłam się w jego tors, a on objął nas ramionami.
- Ja ciebie też Roza. Ja ciebie też...
Po tej małej sprzeczne, objęci wróciliśmy do stolika. Lili bardzo dobrze bawiła się z siostrzeńcem.
- Dymitr, pamiętasz co ci mówiłam?- spytała nie patrząc na nas.
- Pamiętam.- mój ukochany zaniósł się śmiechem.
Popatrzyłam na nich, nie nie rozumiejąc.
- O co chodzi?
- Martwi się o ciebie więcej osób niż myślisz.- odpowiedział Dymitr i oparł łokieć o oparcie fotela, zakładając nogę kostką na kolano.
Popatrzyłam na siostrę, która uśmiechała się cwanie, nie spuszczając wzroku z naszego syna. Nie mogłam powstrzymać uśmiechu, domyślając si o co chodzi.
- Dałeś się zastraszyć ośmiolatce?- zaśmiał się, razem z szkrabem na moich kolanach.
Powoli starała się utrzymać siedząc, chodź ciągle upadała. Złapała za serwetki chcąc się ich przytrzymać, ale spadły, a jedna została jej w ręce. Zaczęła nią machać, śmiejąc się. Mąż schylił się po strącone przez nią życzy, a ja wzięłam z torby grzechotkę i potrząsnęłam nią przed buźką córeczki. Znowu się roześmiała i chciała złapać zabawkę. Ale szybko straciła jej zainteresowanie, gdy Lili bawiła się z jej bratem w Akuku. Popatrzyła na to zdziwiona i zaczęła się cieszyć, jak chłopiec. Gaworzyła wyciągając tak rączki.
- Chcesz do cioci Lili?- spytała i wstałam z nią.
Usiadłam koło siostry. Ta zaczęła odwracać się to do jednego, to drugiego, zasłaniając oczy i odsłaniając. Dzieci cieszyły się i próbowały naśladować jej ruchy,łapiąc się za stópki lub wkładając paluszki do buzi. Dymitr usiadł z drugiej strony dziewczyny i wziął na kolana syna, żeby dampirzycy było łatwiej się z nimi bawić. Po jakiejś godzinie wyszliśmy z restauracji i zjechaliśmy na parter wieży.
- To gdzie teraz.- spytałam.
Lili zaczęła ziewać.
- Myślę, że teraz do hotelu. Mamy jeszcze całe jutro na zwiedzanie.- postanowił Bielikow.
Zgodziłam się i zamówiliśmy taksówkę. Pod czas drogi Lili zasnęła. Ja wzięłam dzieci, a Dymitr śpiąca dziewczynkę. Gdy wjechaliśmy na górę, drzwi nie chciały się otworzyć.
- Proszę przyłożyć klucz.- przeczytałam na ekranie.
- Wyciągniesz z mojej tylnej kieszeni?- ukochany odwrócił się do mnie tyłem.
Wyjęłam go. Do koła przyczepiona była karta, którą przeciągnęłam po czytniku. Drzwi się otworzyły.
- Czyli mamy zachowaną prywatność.- mruknęłam wchodząc do salonu.
Dymitr poszedł do sypialni Lili, a ja do mojej i męża. Podczas naszej nieobecności dodano meble dla dzieci. Piękne niebieskie łóżeczka z delikatnymi zasłonami w tym samym kolorze, stały pod oknem. Do tego przy wejściu stał podwójny wózek. Oczywiście w różnych odcieniach błękitu. Po przewinięciu dzieci i włożeniu ich do łóżeczek, strażnik poszedł się kąpać, a ja zaglądnęłam do Lili. Spała jak zabita. W sumie wszystkich zmęczył ten dzień. Uznałam, że jeśli ją przebiorę, będzie jej wygodniej. Tak też zrobiłam. Tylko zostawiłam jej bieliznę i założyłam piżamę. Wróciłam do naszej sypialni i wzięłam koszulę do spania. Minęłam się z ukochanym w progu łazienki i oczywiście nie obyło się bez gorącego pocałunku. Mąż przygwoździł mnie do ściany, a ja oplotłam go nogami w pasie. Gdy w końcu mnie puścił oddychaliśmy ciężko. Przytulił mnie mocno, czym mnie zaskoczył.
- Kocham cię Roza.- szepnął mi zmysłowo do ucha.- Tak powinien wyglądać nasz pocałunek na sali.
Też pomyślałam o tym treningu i sytuacji na sali.
- Pomyśleć, że dwa dni pod rząd powiedziałam za dużo. Za jedno dostałam w twarz od matki, a za drugie, najlepszy pocałunek mojego dotychczasowego życia.- Rosjanin zaśmiał się z mojej uwagi.
Dostałam jeszcze przelotnego buziaka i poszłam się myć.