Obudziłam się dość późno. W łóżku byłam sama. Dymitr mówił mi wczoraj, że musi coś załatwić, jednak miałam nadzieję, że zdążę jeszcze go zobaczyć i razem spędzimy ten poranek. Pewnie specjalnie mnie tak wymęczył w nocy, żebym długo spała. Mimo to, tej nocy na pewno szybko nie zapomnimy. Jak ja go kocham. Przymrużyłam sobie oczy, pozwalając sobie na chwilę relaksu. Nagle usłyszałam skrzypnięcie otwieranych drzwi. Czujnie otworzyłam oczy, ale uspokoiłam się, widząc w przejściu męża. W dłoniach miał tackę ze śniadaniem. Była to jajecznica, tosty z Nutellą, sałatka grecka i sok pomarańczowy. W wazonie od Soni tkwiła piękna, czerwona róża.
- Wszystkiego najlepszego, kochanie.- ukochany postawił jedzenie przede mną i pocałował namiętnie.
- Dziękuję skarbie.- cmoknęłam go w policzek i zabrałam się za jedzenie.- Myślałam, że już poszedłeś.
- Jak bym mógł nie przywitać się najpierw z moją kochaną solenizantką?!- udał zdziwienie, czym bardzo mnie rozśmieszył.- Dzisiaj jest twój dzień. I sprawię, że będzie tak idealny, jak miał być rok temu. A nawet lepszy.- znowu mnie pocałował.
- Mi wystarczy, że będziesz ze mną.- zamrugałam kokietywnie oczami.
- Za godzinę muszę wyjść. Do tej pory jestem do twej dyspozycji.
Słysząc to, odsłoniłam kołdrę po jego stronie łóżka. Od razu się tam położył. Po zjedzeniu odłożyłam tackę z naczyniami i różą na stolik z boku, a sama wtuliłam się w męża. Ten mnie objął, bawiąc się moimi włosami i masując mi głowę. Zaczęłam cicho mruczeć.
- A teraz to możesz tylko leżeć?- Rosjanin zaczął się śmiać.
- Tak, bo wczoraj ktoś tak bardzo mnie wymęczył, że nie wiem czy się z tego łóżka ruszę.- tym razem oboje się śmialiśmy.
- Ale chyba nie powiesz mi, że się nie podobało?- spytał z uśmiechem.
- To ostatnie, co mogłabym o tym powiedzieć. Kocham Cię.- wtuliłam się mocniej w strażnika.
- Ja ciebie też Roza.
- Powiedz mi coś, o czym nie wiem. Na przykład z czasów akademii.- poprosiłam.
- To znaczy?- nie rozumiał.
- Niekiedy mieliśmy takie wieczory czy poranki, że wspominaliśmy dawne czasy, zastanawialiśmy się, co by było gdyby, zwierzaliśmy się ze swoich uczuć przy różnych wydarzeniach.
- A co już wiesz?- spytał.
- Opowiadałeś mi, co czułeś gdy mnie pierwszy raz zobaczyłeś, swoje sny, wyobrażenia, fantazje erotyczne.- przy tym trochę się zarumienił.- odczucia z pierwszych treningów. Takie rzeczy.
- A co by moja Różyczka chciała wiedzieć?
- Na przykład.....- chwilę się zastanowiłam.- O! Możesz mi opowiedzieć o tym całym pomyśle z zostaniem strażnikiem Taszy. Co czułeś podczas wyjazdu w góry?
- Wiem, że chętnie cofnął się w czasie i sprawiłbym, żeby to był twój najlepszy wyjazd. Bylem strasznie głupi, skoro myślałem, że ona jest w stanie mi cię zastąpić. Zazdrościłem Masonowi, że może z tobą być, całować cię kiedy chce, a nie kiedy nikt nie widzi.
- Dzień przed jego ucieczką, prawie doszło między nami do stosunku.- przerwałam mężowi.- Ale nie mogłam tego zrobić. Wiesz dlaczego?
- Dlaczego?- spytał ciekawy.
- Ponieważ, gdy mnie całował i dotykał, wyobrażałam sobie ciebie. Wiedziałam, że się oszukuję. Bo co to za miłość, jeśli wolelibyśmy widzieć kogoś innego?
Dymitr patrzył na mnie z miłością. Po chwili mnie pocałował.
- To było bardzo mądre Roza.
- Dziękuję. Uczę się od najlepszych.- posłałam mu szeroki uśmiech.
- Wracając. Taszy nigdy nie kochałem. Ale wiedziałem, że jest zainteresowana mną. Chciałem być z tobą, ale nie mogłem zniszczyć twojej kariery, bo bardzo mi na tobie zależało. Myślałem, że jeśli będę z Nataszą, odpuścisz sobie, kiedyś zapomnisz i będziesz szczęśliwa. Jednak tak nie było. Zaczęłaś chodzić z Masonem, a obok ciebie kręcił się Adrian. Byłem zazdrosny, choć nie powinienem. Dodatkowo, za każdym razem, gdy byliśmy sami, docinałaś mi z powodu wyboru. Nigdy taka dla mnie nie byłaś. Zrozumiałem jak bardzo Cię to zraniło. Tylko, że wciąż zaślepiała mnie jedna myśl. "Kiedyś będzie lepiej, to dla jej dobra." Dlatego sam byłem niemiły. Dopiero rozmowa na dachu dała mi do myślenia. Chcesz żebym był szczęśliwy, ale czy będę? Też chciałem twojego szczęścia. A mimo to, widziałem cię smutną, rozzłoszczoną, drażliwą. I wtedy do mnie dotarło, że to przeze mnie. Że tak jak ja, nie będziesz szczęśliwa po moim wyjeździe. Nie chciałem cię zostawiać, bo cię kocham.- skończył.
Słuchałam go bardzo uważnie. Poczułam szczypanie pod powiekami, ale nie chciałam się rozpłakać.
- To była jedna z najpiękniejszych rzeczy, jakie od ciebie usłyszałam.- mój głos drżał, ze wzruszenia.
- Płacz Roza.- objął mnie. Gdy tylko poczułam jego ciepło i zapach, krople same popłynęły.- To żadna oznaka słabości, jedynie uczuć. Twoje łzy szczęścia, to coś, co bym chciał widzieć codziennie. Chciałbym zamknąć je w buteleczkę i mieć zawsze przy sobie.
- Przez nikogo nigdy mi ich tyle nie wyleciało, co z twojego powodu. Nikt nie widział mnie tyle razy zapłakaną, co ty. Może nie zawsze było to szczęście, ale oznaczały moją miłość do ciebie.
- Dużo miałaś do tego powodów?- spytał patrząc mi czule w oczy.
- Najgorsze było po twojej przemianie. Możesz Lissy spytać. Christian wciąż się śmieje, że wyglądałam jak zombie. Przez pierwszy tydzień nic nie było dla mnie ważne, nie zależało mi na wyglądzie, szkole, w ogóle nie chodziłam na lekcje. I tak nie mogła bym się skupić. Bo co może być ważne, skoro zginął mój ukochany, a mieliśmy plan na wspólne życie.- znowu poczułam łzy na policzkach. Bielikow swoim zwyczajem, starł mi je kciukami, patrząc mi w oczy.- Czułam się okropnie. Jak można żyć tylko z połową serca, gdy spotkało się jego drugą połowę, a później na nowo straciło.- W oczach zobaczyłam ledwo widoczne niezrozumienie.- Kiedyś z Lissą uznałyśmy, że człowiek rodzi się z połową serca. I musi znaleźć drugą, idealnie pasującą.
- Moja czekała siedem lat na jej urodzenie, a dwadzieścia cztery na odnalezienie. Ale opłacało się. Mam wrażenie, jakbyśmy od zawsze byli dla siebie stworzeni. Nie tylko nasze dusze, ale i ciała.
- Też czuję tą jedność, za każdym razem, gdy się kochamy. Powiedz mi, co czułeś przy naszym pierwszym razie?
"Nasz los od zawsze zapisany był w gwiazdach. To one poprowadziły mnie do Ciebie mimo tylu przeciwności, spójrz. Jesteśmy tu. Razem. Ty i ja Roza. Na zawsze."
sobota, 27 sierpnia 2016
ROZDZIAŁ 222
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
ROZDZIAŁ 221
- Wróciłam!- usłyszałam z przedpokoju, gdy leciały napisy końcowe.
Po chwili do salonu wparowała lekko zmoknięta Lili.
- O! Naleśniki!- rzuciła w kąt plecak i usiadła na kanapie.
- Częstuj się.- uśmiechnął się mój ukochany, przyciskając mnie mocniej do swojego boku.
Nie było trzeba jej dwa razy powtarzać. Już po chwili przed dziewczynką leżała sterta pleców, polana stropem klonowym i bitą śmietaną, posypana owocami. Zaśmiałam się, widząc jak mała walczy z jedzeniem.
- Jak było w szkole?- spytałam.
- Dobrze. Dostałam piątkę ze testu. I jestem najszybsza w klasie, a nawet szkole.- pochwaliła się między kęsami.
Poczułam w środku dumę, że to moja siostra.
- Nie jedz teraz za dużo, bo zaraz mamy trening.- upomniał Dymitr.
- Przecież następny jest wieczorem.- zdziwiła się Lili.
- No wiesz.- podniósł się z sofy i stanął naprzeciwko nas.- Skoro umiesz biegać i znasz podstawowe zasady, poćwiczymy coś trudniejszego.
- Naprawdę?!- dampirzyca nie dowierzała. Oczy miała duże jak spodki.
Zaczęła piszczeć, gdy potwierdził słowa skinieniem głowy. Ja jednak nie byłam przekonana. Jest taka młoda i delikatna. Dopiero od pół roku wie kim jest i z czym to się wiąże. Ale z drugiej strony, Bielikow jest najlepszym wojownikiem i nauczycielem. Nikt jej lepiej nie przygotuje do naszego przeznaczenia, niż on. Więc skoro uważa, że jest gotowa to znaczy, że wie co robi. Oboje wyczuli moje wahania i teraz patrzyli na mnie niepewnie, czy uzyskają aprobatę. Odkąd jesteśmy razem, strażnik liczy się z moim zdaniem, choć zapewnia mnie, że zawsze traktował nas na równi. Nie chcąc trzymać ich dłużej w niepewności pokiwałam z uśmiechem głową. Lili rzuciła się mi na szyję, dziękując i całując w policzki. Po chwili ten sam los spotkał mojego męża. Zaczęłam się śmiać z jego miny. Jako, że był dwa razy od niej wyższy, musiał ją trzymać od dołu, by nie spadła.
- No już. Wystarczy.- próbował jakoś do niej dotrzeć, ale nie do końca mu się to udało.- Liliana! Idź do pokoju, się przygotować, bo się rozmyślę.- zagroził z kamienną twarzą.
Tym razem się posłuchała i cała w skowronkach pobiegła na górę. Jesteśmy pewna, że usłyszała jego śmiech. Rosjanin przeniósł wzrok na mnie. W jego spojrzeniu znikły iskierki rozbawienia i pojawiła się wielka miłość.
- Roza, nawet nie wiesz, ile dla mnie znaczy to, że się zgodziłaś.- przytulił mnie, gdy wstałam z siedzenia.
Odwzajemniłam uścisk wdychając jego zapach. Między nami panowała cisza. Lubię takie chwile. Czasami wystarczy, że się przytulimy i cieszymy się swoja obecnością. Tyle razy mogliśmy się nawzajem stracić, że teraz o wiele mocniej wyczuwamy naszą miłość i obecność. Dymitr jak zawsze bawił się moimi włosami.
- Ja tiebia liubliu Roza
- Ja tiebia toże liubliu tovarishch.- odpowiedziałam z uśmiechem.
Po chwili się od siebie odsunęliśmy, patrząc sobie głęboko w oczy.
- Ja też pójdę się przyszykować.- oznajmił mi mąż.
- Dobrze.
Patrzyłam jak idzie do schodów. Na pierwszym stopniu odwrócił się, a ja posłałam mu buziaka. Dymitr uśmiechnął się, ale nie poszedł na górę, jak myślałam. Zamiast tego, podszedł do mnie. Niekiedy mam wrażenie, że albo od tych treningów tak szybko się porusza, albo zostało w nim coś ze strzygi. Wolałam jednak nie poruszać tego tematu. Boję się, że znowu będzie miał poczucie winy. Gdy tylko stanął naprzeciwko mnie, uniósł mój podbródek i złączył nasze usta w pocałunku. Przez te krótkie sekundy czułam, że świat przestał istnieć. Byliśmy tylko my. Nic się nie liczy. Jednak wszystko kiedyś się kończy. No oprócz miłości. Ukochany odsunął się ode mnie.
- Masz rację. Tak jest lepiej.- powiedziałam.
- Bo ja zawsze mam rację.- odpowiedział z uśmiechem, wchodząc na schody.
Szybko złapałam poduszkę i rzuciłam nią w niego. Jednak mój mąż zszedł z lini jej lotu i uderzyła w ścianę. Usłyszałam jego śmiech. Pokręciłam z uśmiechem podnieść moją broń. Gdy byłam pod schodami, poczułam silny skurcz. Zgięłam się w pół, chwytając za brzuch. Wzięłam dwa oddechy i pojawił się kolejny. Następnie spokój. Odetchnęłam głęboko, ostrożnie się wyprostowałam i weszłam po poduszkę, jakby nic się nie wydarzyło. Bo w sumie tak było. Co jakiś czas łapią mnie takie bóle. Ale poród mam zaplanowany na dziesiątego maja, czyli dwa tygodnie po przyjeździe do Rosji. Został ponad miesiąc. A jutro moje urodziny. Mam nadzieję, że będą lepsze nic rok temu. Położyłam poduszkę na swoje miejsce w chwili, gdy na dół zbiegła już przegrana Lili.
- Gdzie Dymitr?- spytała rozglądając się dookoła, jakby w każdej chwili miało zaatakować ją stado strzyg.
- Szykuje się na górze. Pomożesz mi posprzątać?- poprosiłam.
- Jasne.
Zaczęłyśmy zbierać naczynia i wkładać je do zmywarki. Naleśniki i ostałe dodatki trafiły do lodówki. Nagle usłyszałam kroki. Jednak łatwo je rozpoznałam. Mała chyba ich nie usłyszała, bo nawet na chwilę nie przerwała czynności. Nic dziwnego, że minutę później leżała na podłodze.
- Kiedy zszedłeś?- spytała zdezorientowana.
- Przed chwilą. Rose mnie zobaczyła.- odpowiedział strażnik, biorąc jabłko z koszyka na owoce.
- Jakim cudem? Nic nie było słychać.- zaprotestowała.
- Bo strażnik zawsze musi być czujny i nigdy nie powinien czuć się bezpiecznym.- wtrąciłam.- Dzięki temu wszystkie jego zmysły pracują na pełnych obrotach. Musi wszędzie widzieć potencjalne zagrożenie.
- Gdybym był strzygą, już byś nie żyła.
Mała słuchała nas z uwagą.
- Zgaduję, że o tym będzie dzisiejsza lekcja.
- Tak.- odpowiedział Rosjanin.
Razem poszliśmy do lasu. Jednak tym razem nie zaczęliśmy od rozgrzewki. Mój mąż założył dampirzycy na oczy chustę.
- Bawimy się w ciuciu-Babkę.- oznajmił, krążąc wokół niej.- Musisz mnie złapać. Znasz mniej więcej ten teren, więc odtwórz obraz w pamięci, używaj innych zmysłów. Nie zawsze będziesz wszystko widzieć. Na początku będę do ciebie mówił. Później umilknę.
Choć to wydawało się zabawą, mała podeszła do tego bardzo poważnie. Mała problem by go złapać. Najpierw bardzo pochopnie próbowała od razu go złapać. Jednak szybko zmieniła strategię. Szukała, gdzie są drzewa i uważne wsłuchiwała się w otoczenie. Zauważyła, że Bielikow chodził w kółko i przewidziała kolejny jego ruch. On też to zauważył i zmienił trasę. Wtedy zmusił ją do większego wysiłku. Musiała znaleźć wszystkie możliwość jego kolejnego ruchu i się tam znaleźć. Gdy to też jej wychodziło, trzeba było skończyć trening.
Gdy wróciliśmy do domu, Lili bardzo chciała bawić się w ogrodzie. Siedzieliśmy w domu z mężem, patrząc jak mała bawi się na powietrzu. Nagle rozległ się dzwonek do drzwi. Rosjanin już zaczął wstawać, ale go powstrzymałam.
- Ty pilnuj małej. Ja otworzę.
Przez chwilę się zastanawiał, ale w końcu skinął głową. Poszłam zobaczyć kto to. W wejściu stała jakaś para. Na oko w wieku Dymitra.
- Dzień dobry.- przywitałam się z nieznajomymi.
- Dzień dobry.- odezwał się mężczyzna.- Przepraszamy, że na chodzimy tak późno, ale przyjeżdżaliśmy niedaleko i samochód nam się zepsuł. Czy możemy prosić o jakąś pomoc.
W jego głosie wyczułam Rosyjski akcent. Miał krótko przystrzyżone włosy i silną sylwetkę. Musiał dużo ćwiczyć. Dopiero teraz zauważyłam, że jest dampirem. Jednak kobieta jest człowiekiem, o długich, prostych blond włosach i piwnych oczach.
- Proszę poczekać, tylko zawołam męża.- wychyliłam się do domu.- Towarzyszu, pozwolisz tu! A wy proszę rozgośćcie się.- zaprosiłam parę do środka.
- Co się dzieje Roza...- przerwał, stając obok mnie.
Mężczyźni mierzyli się wzrokiem, jakby zobaczyli kosmitów.
- Dimka?!- zdziwił się nieznajomy.
- Siergiej?!- podobnie spytał mój ukochany.
Po chwili uściskali się po męsku. Okazało się, że to stary przyjaciel strażnika ze szkoły. Wkrótce mężczyźni poszli sprawdzić samochód, a ja zrobiłam herbaty mi i Olivii. Żonie Siergieja. Rozmawiałyśmy dość długo. Liv wiedziałam o naszym świecie i była świadoma, że nie mogą mieć dzieci z mężem. Gdy samochód był gotowy do drogi, pożegnaliśmy się z nimi serdecznie i postanowiliśmy, że kiedyś znowu się spotkamy.
Po chwili do salonu wparowała lekko zmoknięta Lili.
- O! Naleśniki!- rzuciła w kąt plecak i usiadła na kanapie.
- Częstuj się.- uśmiechnął się mój ukochany, przyciskając mnie mocniej do swojego boku.
Nie było trzeba jej dwa razy powtarzać. Już po chwili przed dziewczynką leżała sterta pleców, polana stropem klonowym i bitą śmietaną, posypana owocami. Zaśmiałam się, widząc jak mała walczy z jedzeniem.
- Jak było w szkole?- spytałam.
- Dobrze. Dostałam piątkę ze testu. I jestem najszybsza w klasie, a nawet szkole.- pochwaliła się między kęsami.
Poczułam w środku dumę, że to moja siostra.
- Nie jedz teraz za dużo, bo zaraz mamy trening.- upomniał Dymitr.
- Przecież następny jest wieczorem.- zdziwiła się Lili.
- No wiesz.- podniósł się z sofy i stanął naprzeciwko nas.- Skoro umiesz biegać i znasz podstawowe zasady, poćwiczymy coś trudniejszego.
- Naprawdę?!- dampirzyca nie dowierzała. Oczy miała duże jak spodki.
Zaczęła piszczeć, gdy potwierdził słowa skinieniem głowy. Ja jednak nie byłam przekonana. Jest taka młoda i delikatna. Dopiero od pół roku wie kim jest i z czym to się wiąże. Ale z drugiej strony, Bielikow jest najlepszym wojownikiem i nauczycielem. Nikt jej lepiej nie przygotuje do naszego przeznaczenia, niż on. Więc skoro uważa, że jest gotowa to znaczy, że wie co robi. Oboje wyczuli moje wahania i teraz patrzyli na mnie niepewnie, czy uzyskają aprobatę. Odkąd jesteśmy razem, strażnik liczy się z moim zdaniem, choć zapewnia mnie, że zawsze traktował nas na równi. Nie chcąc trzymać ich dłużej w niepewności pokiwałam z uśmiechem głową. Lili rzuciła się mi na szyję, dziękując i całując w policzki. Po chwili ten sam los spotkał mojego męża. Zaczęłam się śmiać z jego miny. Jako, że był dwa razy od niej wyższy, musiał ją trzymać od dołu, by nie spadła.
- No już. Wystarczy.- próbował jakoś do niej dotrzeć, ale nie do końca mu się to udało.- Liliana! Idź do pokoju, się przygotować, bo się rozmyślę.- zagroził z kamienną twarzą.
Tym razem się posłuchała i cała w skowronkach pobiegła na górę. Jesteśmy pewna, że usłyszała jego śmiech. Rosjanin przeniósł wzrok na mnie. W jego spojrzeniu znikły iskierki rozbawienia i pojawiła się wielka miłość.
- Roza, nawet nie wiesz, ile dla mnie znaczy to, że się zgodziłaś.- przytulił mnie, gdy wstałam z siedzenia.
Odwzajemniłam uścisk wdychając jego zapach. Między nami panowała cisza. Lubię takie chwile. Czasami wystarczy, że się przytulimy i cieszymy się swoja obecnością. Tyle razy mogliśmy się nawzajem stracić, że teraz o wiele mocniej wyczuwamy naszą miłość i obecność. Dymitr jak zawsze bawił się moimi włosami.
- Ja tiebia liubliu Roza
- Ja tiebia toże liubliu tovarishch.- odpowiedziałam z uśmiechem.
Po chwili się od siebie odsunęliśmy, patrząc sobie głęboko w oczy.
- Ja też pójdę się przyszykować.- oznajmił mi mąż.
- Dobrze.
Patrzyłam jak idzie do schodów. Na pierwszym stopniu odwrócił się, a ja posłałam mu buziaka. Dymitr uśmiechnął się, ale nie poszedł na górę, jak myślałam. Zamiast tego, podszedł do mnie. Niekiedy mam wrażenie, że albo od tych treningów tak szybko się porusza, albo zostało w nim coś ze strzygi. Wolałam jednak nie poruszać tego tematu. Boję się, że znowu będzie miał poczucie winy. Gdy tylko stanął naprzeciwko mnie, uniósł mój podbródek i złączył nasze usta w pocałunku. Przez te krótkie sekundy czułam, że świat przestał istnieć. Byliśmy tylko my. Nic się nie liczy. Jednak wszystko kiedyś się kończy. No oprócz miłości. Ukochany odsunął się ode mnie.
- Masz rację. Tak jest lepiej.- powiedziałam.
- Bo ja zawsze mam rację.- odpowiedział z uśmiechem, wchodząc na schody.
Szybko złapałam poduszkę i rzuciłam nią w niego. Jednak mój mąż zszedł z lini jej lotu i uderzyła w ścianę. Usłyszałam jego śmiech. Pokręciłam z uśmiechem podnieść moją broń. Gdy byłam pod schodami, poczułam silny skurcz. Zgięłam się w pół, chwytając za brzuch. Wzięłam dwa oddechy i pojawił się kolejny. Następnie spokój. Odetchnęłam głęboko, ostrożnie się wyprostowałam i weszłam po poduszkę, jakby nic się nie wydarzyło. Bo w sumie tak było. Co jakiś czas łapią mnie takie bóle. Ale poród mam zaplanowany na dziesiątego maja, czyli dwa tygodnie po przyjeździe do Rosji. Został ponad miesiąc. A jutro moje urodziny. Mam nadzieję, że będą lepsze nic rok temu. Położyłam poduszkę na swoje miejsce w chwili, gdy na dół zbiegła już przegrana Lili.
- Gdzie Dymitr?- spytała rozglądając się dookoła, jakby w każdej chwili miało zaatakować ją stado strzyg.
- Szykuje się na górze. Pomożesz mi posprzątać?- poprosiłam.
- Jasne.
Zaczęłyśmy zbierać naczynia i wkładać je do zmywarki. Naleśniki i ostałe dodatki trafiły do lodówki. Nagle usłyszałam kroki. Jednak łatwo je rozpoznałam. Mała chyba ich nie usłyszała, bo nawet na chwilę nie przerwała czynności. Nic dziwnego, że minutę później leżała na podłodze.
- Kiedy zszedłeś?- spytała zdezorientowana.
- Przed chwilą. Rose mnie zobaczyła.- odpowiedział strażnik, biorąc jabłko z koszyka na owoce.
- Jakim cudem? Nic nie było słychać.- zaprotestowała.
- Bo strażnik zawsze musi być czujny i nigdy nie powinien czuć się bezpiecznym.- wtrąciłam.- Dzięki temu wszystkie jego zmysły pracują na pełnych obrotach. Musi wszędzie widzieć potencjalne zagrożenie.
- Gdybym był strzygą, już byś nie żyła.
Mała słuchała nas z uwagą.
- Zgaduję, że o tym będzie dzisiejsza lekcja.
- Tak.- odpowiedział Rosjanin.
Razem poszliśmy do lasu. Jednak tym razem nie zaczęliśmy od rozgrzewki. Mój mąż założył dampirzycy na oczy chustę.
- Bawimy się w ciuciu-Babkę.- oznajmił, krążąc wokół niej.- Musisz mnie złapać. Znasz mniej więcej ten teren, więc odtwórz obraz w pamięci, używaj innych zmysłów. Nie zawsze będziesz wszystko widzieć. Na początku będę do ciebie mówił. Później umilknę.
Choć to wydawało się zabawą, mała podeszła do tego bardzo poważnie. Mała problem by go złapać. Najpierw bardzo pochopnie próbowała od razu go złapać. Jednak szybko zmieniła strategię. Szukała, gdzie są drzewa i uważne wsłuchiwała się w otoczenie. Zauważyła, że Bielikow chodził w kółko i przewidziała kolejny jego ruch. On też to zauważył i zmienił trasę. Wtedy zmusił ją do większego wysiłku. Musiała znaleźć wszystkie możliwość jego kolejnego ruchu i się tam znaleźć. Gdy to też jej wychodziło, trzeba było skończyć trening.
Gdy wróciliśmy do domu, Lili bardzo chciała bawić się w ogrodzie. Siedzieliśmy w domu z mężem, patrząc jak mała bawi się na powietrzu. Nagle rozległ się dzwonek do drzwi. Rosjanin już zaczął wstawać, ale go powstrzymałam.
- Ty pilnuj małej. Ja otworzę.
Przez chwilę się zastanawiał, ale w końcu skinął głową. Poszłam zobaczyć kto to. W wejściu stała jakaś para. Na oko w wieku Dymitra.
- Dzień dobry.- przywitałam się z nieznajomymi.
- Dzień dobry.- odezwał się mężczyzna.- Przepraszamy, że na chodzimy tak późno, ale przyjeżdżaliśmy niedaleko i samochód nam się zepsuł. Czy możemy prosić o jakąś pomoc.
W jego głosie wyczułam Rosyjski akcent. Miał krótko przystrzyżone włosy i silną sylwetkę. Musiał dużo ćwiczyć. Dopiero teraz zauważyłam, że jest dampirem. Jednak kobieta jest człowiekiem, o długich, prostych blond włosach i piwnych oczach.
- Proszę poczekać, tylko zawołam męża.- wychyliłam się do domu.- Towarzyszu, pozwolisz tu! A wy proszę rozgośćcie się.- zaprosiłam parę do środka.
- Co się dzieje Roza...- przerwał, stając obok mnie.
Mężczyźni mierzyli się wzrokiem, jakby zobaczyli kosmitów.
- Dimka?!- zdziwił się nieznajomy.
- Siergiej?!- podobnie spytał mój ukochany.
Po chwili uściskali się po męsku. Okazało się, że to stary przyjaciel strażnika ze szkoły. Wkrótce mężczyźni poszli sprawdzić samochód, a ja zrobiłam herbaty mi i Olivii. Żonie Siergieja. Rozmawiałyśmy dość długo. Liv wiedziałam o naszym świecie i była świadoma, że nie mogą mieć dzieci z mężem. Gdy samochód był gotowy do drogi, pożegnaliśmy się z nimi serdecznie i postanowiliśmy, że kiedyś znowu się spotkamy.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
piątek, 26 sierpnia 2016
ROZDZIAŁ 220
- Jestem gruba.- uznałam, patrząc na siebie w lustrze.
- Jesteś najpiękniejszą kobietą na świecie. A najważniejsze, że moją.- ukochany objął mnie od tyłu.
- A ty mój.- uśmiechnęłam się, widząc jak słodko razem wyglądamy.- I masz tego nie zapominać.
- Wiem Roza. Nigdy bym o tym nie zapomniał.
- Pamiętasz już wszystko?- spytałam z nadzieją.
- Niestety nie.- posmutniałam. Mąż odwrócił mnie przodem do siebie.- Ale spokojnie. Minął dopiero tydzień.
- Wiem, ale widzę jak się męczysz.
- Ależ kochanie. Najważniejsze, że sobie wybaczyłem i jesteśmy razem. A wspomnienia wrócą z czasem.
- Obyś miał rację. To co dzisiaj robimy?- spytałam, gdy ukochany odsunął się ode mnie.
- Roza. Jak na kobietę w ósmym miesiącu masz za dużo energii i swobody ruchu.- westchnął, a ja się zaśmiałam.- Przecież ty nosisz w sobie dwójkę dzieci, gotowych w każdej chwili wyjść na świat, a ciągle chcesz coś robić. Ciekawy jestem czy masz to po matce? Jeśli tak, to nie chcę nawet wiedzieć, co ona robiła, gdy była w ciąży.
- Nie obchodzi mnie po kim to mam. Taka jestem, a ty nie odpowiedziałeś na moje pytanie.- oburzyłam się.
- Nie wiem. Może coś pooglądamy?- zaproponował.
- No nie wiem. Mam dosyć siedzenia w domu. Jest ciepło. Może pójdziemy na spacer?
- Rose, wiesz co o tym myślę.- Dymitr popatrzył na mnie karcąco.
- Zrobisz wszystko, aby uziemić mnie w domu?- spytałam zrezygnowana.
- Mało tego, najchętniej nie wypuściłbym cię z łóżka.
I tym o to zdaniem dał mi przewagę.
- Mi ta propozycja się podoba.- zamruczałam seksownie, podchodząc do strażnika i zarzucając mu ramiona na szyję.
- Nie o to mi cho...- przerwały mu moje usta.
Z początku nie wiedział co zrobić, ale w końcu uległ. Oddał pocałunek z podwójną siłą.
- Chyba. Nie powiesz mi. Że. Tego. Nie chcesz?- mówiłam między pocałunkami.
Szybko wziął mnie na ręce i położył delikatnie na łóżku.
- Nigdy Roza. Twoje usta i ciało, to coś, czemu nie można się oprzeć.- wysapał, kiedy pochylił się nade mną.
- To do dzieła, tygrysie.- przyciągnęłam go bliżej siebie.
Dłonią otarłam się o jego męskość, na co zamruczał zadowolony. Nasze pocałunki były raz długie i pełne nieśpiesznej miłości, a raz szybkie i gwałtowne, pokazujące pożądanie. Bielikow ściągnął ze mnie górę bielizny i zaczął ugniatać moje piersi, na co odpowiadałam cichymi jękami. Ustami schodził na moją szyję, którą lekko podgryzał. Doprowadzał mnie tym do szaleństwa.
- Dymitr...
- Roza... moja Roza.
Poczułam jego wargi na lewej piersi. Co ten człowiek ze mną robi? Z rozkoszy odchyliłam do tyłu głowę i przymknęłam oczy, mrucząc. Jego dłonie przeniosły się na moje uda i wchodziły coraz wyżej. Wyczułam w jego gestach niepewność. Nie pamiętał dokładnie każdego naszego stosunku. Nie wiedział, jak daleko zaszły nasze fantazje. Jęknęłam któryś raz z kolei, gdy zbliżał się do mojej kobiecości. Włożyłam dłonie w jego włosy. Przeczesywałam je i ciągnęłam mocniej, kiedy było mi dobrze. Każdej przyjemności, towarzyszył jęk. Największy był, gdy poczułam w sobie jego palec. Zaczął nim szybciej poruszać. Kiedy dołożył drugi, zabrało mi na sekundę umiejętność oddychania. Gdy ją odzyskałam, używałam jej w zawrotnym tempie. Przy trzecim palcu wygięłam plecy w łuk. Poruszał nimi coraz szybciej. Gdy byłam na skraju wytrzymałości, wyciągnął je ze mnie, na co jęknęłam niezadowolona. Rozśmieszyło to go.
- Ale jesteś mokra skarbie.- westchnął.
Jednak zanim zdążyłam jakkolwiek zareagować wszedł se mnie.
- Dymitr...- sapnęłam zaskoczona.
Poruszał się coraz szybciej. Był idealny. Jakby stworzony specjalnie i jedynie dla mnie. Uwielbiałam poczucie tego doskonałego zgrania. Jak zawsze doszliśmy w tym samym czasie, krzycząc swoje imiona. Mogliśmy sobie na to pozwolić, ponieważ Lili jest w szkole. Położyłam się na rozgrzanym torsie męża, próbując unormować oddech.
- Roza jak to jest, że codziennie myślę, że nie można cię kochać mocniej i każdego dnia sprawiasz, że Kocham Cię bardziej.
- Mam tak samo, towarzyszu. To co teraz?- ponowiłam pytanie.
- Ty masz większą potrzebę ruchu ode mnie. Nie możemy tu tak miło poleżeć?
Pokręciłam przecząco głową z uśmiechem.
- Niech Ci będzie.- westchnął zrezygnowany.- Co powiesz na szybki prysznic, a później jakiś film?
- No dobra.- wiedziałam, że z tym filmem nie odpuści.
Po umyciu się (pewnie was to rozczaruje, ale między nami do niczego nie doszło :-P), strażnik zniósł mnie na dół i położył na sofie, a sam poszedł zrobić coś do jedzenia. Nie mogłam cały czas leżeć, więc podeszłam po szafki z filmami i zaczęłam ją przeszukiwać.
- Roza miałaś leżeć.- usłyszałam za plecami i się odwróciłam z dwoma filmami.
- Ale nie mogłam. Co oglądamy? Piła trzy, czy krzyk? A gdzie bita śmietana?- rzucałam pytaniami.
Oburzyłam się widząc naleśniki tylko z czekoladą. Dymitr zaśmiał
- Możemy Piłę trzy. Dawno nie oglądałem. A jeśli już coś bardzo chcesz robić, to mi pomóż znosić resztę z kuchni.
Zdziwiona, z nie małym trudem i pomocą męża wstałam z podłogi. W kuchni przywitał mnie stół zastąpiony talerzami ze świeżymi owocami, miskami z bitą śmietaną, twarogiem, półmiski z dżemami i powidłami oraz spodki z cynamonem, wiurkami czekolady, cukrem pudrem. W dzbanku najpewniej był syrop klonowy. Patrzyłam na to z szeroko otworzoną buzią.
- Zamknij usta, bo mi zachlapiesz kuchnię śliną.- ukochany minął mnie z uśmiechem.
Pospiesznie wykonałam jego polecenie, podeszłam do stołu i zabrałam ćwiartkę truskawki. Zamoczyłam ją w bitej śmietanie.
- Postarałeś się towarzyszu. Tylko powiedz mi, kto to wszystko zje?
- Damy radę.- uznał, gdy oboje szliśmy z czymś do salonu.- Pewnie dzieci są takimi samymi żarłokami co rodzice.
- Czyżbyś sugerował, że jestem gruba?- oparłam dłonie na swoich biodrach.
- Oczywiście, że nie kochanie. Jesteś najpiękniejszą kobietą na całym świecie.- objął mnie i pocałował w policzek.- Ale sama musisz przyznać, że apetytem dorównujesz dorosłemu mężczyźnie, który regularnie ćwiczy. A teraz jesteś w ciąży i to podwójnej. Więc żeby dzieci dobrze rosły, muszą dużo jeść.
Z takim argumentem trudno walczyć. Gdy wszystko zostało zniesione do salonu, usiedliśmy do filmu.
- Jesteś najpiękniejszą kobietą na świecie. A najważniejsze, że moją.- ukochany objął mnie od tyłu.
- A ty mój.- uśmiechnęłam się, widząc jak słodko razem wyglądamy.- I masz tego nie zapominać.
- Wiem Roza. Nigdy bym o tym nie zapomniał.
- Pamiętasz już wszystko?- spytałam z nadzieją.
- Niestety nie.- posmutniałam. Mąż odwrócił mnie przodem do siebie.- Ale spokojnie. Minął dopiero tydzień.
- Wiem, ale widzę jak się męczysz.
- Ależ kochanie. Najważniejsze, że sobie wybaczyłem i jesteśmy razem. A wspomnienia wrócą z czasem.
- Obyś miał rację. To co dzisiaj robimy?- spytałam, gdy ukochany odsunął się ode mnie.
- Roza. Jak na kobietę w ósmym miesiącu masz za dużo energii i swobody ruchu.- westchnął, a ja się zaśmiałam.- Przecież ty nosisz w sobie dwójkę dzieci, gotowych w każdej chwili wyjść na świat, a ciągle chcesz coś robić. Ciekawy jestem czy masz to po matce? Jeśli tak, to nie chcę nawet wiedzieć, co ona robiła, gdy była w ciąży.
- Nie obchodzi mnie po kim to mam. Taka jestem, a ty nie odpowiedziałeś na moje pytanie.- oburzyłam się.
- Nie wiem. Może coś pooglądamy?- zaproponował.
- No nie wiem. Mam dosyć siedzenia w domu. Jest ciepło. Może pójdziemy na spacer?
- Rose, wiesz co o tym myślę.- Dymitr popatrzył na mnie karcąco.
- Zrobisz wszystko, aby uziemić mnie w domu?- spytałam zrezygnowana.
- Mało tego, najchętniej nie wypuściłbym cię z łóżka.
I tym o to zdaniem dał mi przewagę.
- Mi ta propozycja się podoba.- zamruczałam seksownie, podchodząc do strażnika i zarzucając mu ramiona na szyję.
- Nie o to mi cho...- przerwały mu moje usta.
Z początku nie wiedział co zrobić, ale w końcu uległ. Oddał pocałunek z podwójną siłą.
- Chyba. Nie powiesz mi. Że. Tego. Nie chcesz?- mówiłam między pocałunkami.
Szybko wziął mnie na ręce i położył delikatnie na łóżku.
- Nigdy Roza. Twoje usta i ciało, to coś, czemu nie można się oprzeć.- wysapał, kiedy pochylił się nade mną.
- To do dzieła, tygrysie.- przyciągnęłam go bliżej siebie.
Dłonią otarłam się o jego męskość, na co zamruczał zadowolony. Nasze pocałunki były raz długie i pełne nieśpiesznej miłości, a raz szybkie i gwałtowne, pokazujące pożądanie. Bielikow ściągnął ze mnie górę bielizny i zaczął ugniatać moje piersi, na co odpowiadałam cichymi jękami. Ustami schodził na moją szyję, którą lekko podgryzał. Doprowadzał mnie tym do szaleństwa.
- Dymitr...
- Roza... moja Roza.
Poczułam jego wargi na lewej piersi. Co ten człowiek ze mną robi? Z rozkoszy odchyliłam do tyłu głowę i przymknęłam oczy, mrucząc. Jego dłonie przeniosły się na moje uda i wchodziły coraz wyżej. Wyczułam w jego gestach niepewność. Nie pamiętał dokładnie każdego naszego stosunku. Nie wiedział, jak daleko zaszły nasze fantazje. Jęknęłam któryś raz z kolei, gdy zbliżał się do mojej kobiecości. Włożyłam dłonie w jego włosy. Przeczesywałam je i ciągnęłam mocniej, kiedy było mi dobrze. Każdej przyjemności, towarzyszył jęk. Największy był, gdy poczułam w sobie jego palec. Zaczął nim szybciej poruszać. Kiedy dołożył drugi, zabrało mi na sekundę umiejętność oddychania. Gdy ją odzyskałam, używałam jej w zawrotnym tempie. Przy trzecim palcu wygięłam plecy w łuk. Poruszał nimi coraz szybciej. Gdy byłam na skraju wytrzymałości, wyciągnął je ze mnie, na co jęknęłam niezadowolona. Rozśmieszyło to go.
- Ale jesteś mokra skarbie.- westchnął.
Jednak zanim zdążyłam jakkolwiek zareagować wszedł se mnie.
- Dymitr...- sapnęłam zaskoczona.
Poruszał się coraz szybciej. Był idealny. Jakby stworzony specjalnie i jedynie dla mnie. Uwielbiałam poczucie tego doskonałego zgrania. Jak zawsze doszliśmy w tym samym czasie, krzycząc swoje imiona. Mogliśmy sobie na to pozwolić, ponieważ Lili jest w szkole. Położyłam się na rozgrzanym torsie męża, próbując unormować oddech.
- Roza jak to jest, że codziennie myślę, że nie można cię kochać mocniej i każdego dnia sprawiasz, że Kocham Cię bardziej.
- Mam tak samo, towarzyszu. To co teraz?- ponowiłam pytanie.
- Ty masz większą potrzebę ruchu ode mnie. Nie możemy tu tak miło poleżeć?
Pokręciłam przecząco głową z uśmiechem.
- Niech Ci będzie.- westchnął zrezygnowany.- Co powiesz na szybki prysznic, a później jakiś film?
- No dobra.- wiedziałam, że z tym filmem nie odpuści.
Po umyciu się (pewnie was to rozczaruje, ale między nami do niczego nie doszło :-P), strażnik zniósł mnie na dół i położył na sofie, a sam poszedł zrobić coś do jedzenia. Nie mogłam cały czas leżeć, więc podeszłam po szafki z filmami i zaczęłam ją przeszukiwać.
- Roza miałaś leżeć.- usłyszałam za plecami i się odwróciłam z dwoma filmami.
- Ale nie mogłam. Co oglądamy? Piła trzy, czy krzyk? A gdzie bita śmietana?- rzucałam pytaniami.
Oburzyłam się widząc naleśniki tylko z czekoladą. Dymitr zaśmiał
- Możemy Piłę trzy. Dawno nie oglądałem. A jeśli już coś bardzo chcesz robić, to mi pomóż znosić resztę z kuchni.
Zdziwiona, z nie małym trudem i pomocą męża wstałam z podłogi. W kuchni przywitał mnie stół zastąpiony talerzami ze świeżymi owocami, miskami z bitą śmietaną, twarogiem, półmiski z dżemami i powidłami oraz spodki z cynamonem, wiurkami czekolady, cukrem pudrem. W dzbanku najpewniej był syrop klonowy. Patrzyłam na to z szeroko otworzoną buzią.
- Zamknij usta, bo mi zachlapiesz kuchnię śliną.- ukochany minął mnie z uśmiechem.
Pospiesznie wykonałam jego polecenie, podeszłam do stołu i zabrałam ćwiartkę truskawki. Zamoczyłam ją w bitej śmietanie.
- Postarałeś się towarzyszu. Tylko powiedz mi, kto to wszystko zje?
- Damy radę.- uznał, gdy oboje szliśmy z czymś do salonu.- Pewnie dzieci są takimi samymi żarłokami co rodzice.
- Czyżbyś sugerował, że jestem gruba?- oparłam dłonie na swoich biodrach.
- Oczywiście, że nie kochanie. Jesteś najpiękniejszą kobietą na całym świecie.- objął mnie i pocałował w policzek.- Ale sama musisz przyznać, że apetytem dorównujesz dorosłemu mężczyźnie, który regularnie ćwiczy. A teraz jesteś w ciąży i to podwójnej. Więc żeby dzieci dobrze rosły, muszą dużo jeść.
Z takim argumentem trudno walczyć. Gdy wszystko zostało zniesione do salonu, usiedliśmy do filmu.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
ROZDZIAŁ 219
Tak! Wróciłam! Widzę, że się stęskniliście
Bardzo mi miło, że przez tak długi czas, ciągle czekaliście. Za to was kocham. Nie mogłam wcześniej dać rozdziału, ponieważ wczoraj wróciłam o 21. Przez najbliższe dni będą po dwa rozdziały. Oto pierwszy dzisiaj.
___________________________________________________________
Miałam piękny sen, o przeszłości, związany z tym domem i zapomniałam, że tamte czasy już nie wrócą. Obudziły mnie głaskanie smukłych dłoni. Zaczęłam mruczeć, jednak to nie polepszyło mojej sytuacji, bo ten ktoś zaczął mnie łaskotać.
- Andre! Przestań! Już nie śpię!- wolałam między napadami śmiechu.
- Andre?!- przerwał od razu.
- Dymitr!- usiadłam nagle.- Przepraszam. Śniło mi się, jak tu spędzałam wakacje, a zawsze tak budził nas brat Lissy. Zapomniałam, że to przeszłość.
- Miałyście z nim dobry kontakt?- spytał ukochany, siadając po turecku naprzeciwko mnie.
- Był trochę wkurzający... Co ja gadam? Nie dało się z nim wytrzymać. Zawsze nam przeszkadzał, zabierał zabawki, a jak byłyśmy starsze standardowe kłótnie o podsłuchiwanie i zajmowanie łazienki. Ale był jej bratem. To tak jakby i moim. Kochałyśmy go.
- Przykro mi.- powiedział, ocierając moją łzę z policzka.
- Mi też.- wyznałam.
Mąż przysunął się bliżej mnie i zamknął w uścisku. Nie płakałam, po prostu potrzebowałam jego bliskości. Zaczął się lekko kołysać, ze mną na kolanach.
- Dziękuję.- szepnęłam mu w koszulkę i bojąc się, że nie usłyszał, powiedziałam głośniej.- Dziękuję, że ze mną jesteś, pomagasz i zawsze mogę na ciebie liczyć.
- Dla ciebie wszystko Roza.- szepnął mi do ucha i pocałował skroń.
Odsunęłam się od niego, gdy się uspokoiłam.
- A teraz ubierz się ciepło.- rozkazał strażnik.
- Już musimy jechać?- nie podobało mi się to.
- Jęczeć to możesz pode mną.- zażartował.- Ale jeszcze nie jedziemy. Możesz ubrać cokolwiek, żeby tylko by ci ciepło.- powiedział i skierował się do wyjścia.
- Jęczeć mogę równie dobrze na tobie.- krzyknęłam za nim. Odpowiedział mi jego donośny śmiech.
Wstałam z łóżka i zaczęłam przeszukiwać walizkę męża. Znalazłam tam jego bluzę. Ze swojej wzięłam bieliznę, ciepłe leginsy, bluzkę w długi rękaw, wełniany sweter i kosmetyczkę. Z tym wszystkim poszłam do łazienki. Na szybko ogarnęłam włosy i umyłam twarz. Po szybkim prysznic, założyłam wszystko co sobie wybrałam.
- Roza, gdzie jesteś?- usłyszałam wołanie.
- Tutaj!- powiedziałam wychodząc na korytarz.
Z sypialni wyszedł Bielikow. Zatrzymał się, gdy mnie zobaczył, zmierzył mnie od dołu do góry i uśmiechnął się cwanie. Podszedł i nachylił się nade mną. Delikatnie musnął moje wargi. Jednak ja zarzuciłam mu ramiona na szyję i pogłębiłam pocałunek. Ukochany złapał mnie w pasie, przyciągając jeszcze bliżej siebie. Odkleiliśmy się dopiero gdy zabrakło nam powietrza. Oddychaliśmy szybko, wpatrzeni w swoje oczy. Nasze czoła się stykały. Po chwili oboje się uśmiechnęliśmy do siebie. Dymitr odnalazł moją dłoń i splótł nasze palce. Zdziwiłam się, gdy pociągnął mnie w przeciwną stronę od schodów. Weszliśmy do pokoju, który kiedyś należał do Andre. Nigdy nas tu nie wpuszczał. Na ścianach wisiały plakaty nagich kobiet. O dziwo panował porządek. Szafka zastawiona pucharami, kosmetykami i innymi rzeczami. Nad łóżkiem wisiał kosz do koszykówki. W kącie leżały piłki i deskorolka.
- Po co tu przyszliśmy?- spytałam.
- Wczoraj podczas obchodu znalazłem coś ciekawego.- powiedział podchodząc do szafy.
Otworzył ją, a na nas wyleciał kusz. Zaczęliśmy pokasływać. Następnie strażnik wszedł do środka i pociągnął za jakiś sznurek. Tylna ściana uniosła się do góry, a Dymitr zapalił latarkę. Byłam w szoku. Poszłam w ślad za nim. Metr dalej zaczynały się schody. Weszliśmy ostrożnie na górę. To chyba był strych. Nie wiedziałam, że ma coś takiego. Rozglądałam się po ciemnym pomieszczeniu. Dzięki temu,że jestem dampirem, widziałam cokolwiek. W większości były to jakieś stare pudła i meble przykryte prześcieradłami. Mąż pociągnął mnie za rękę, której nie puścił, odkąd weszliśmy na górę. Podeszliśmy do jednego z materiału. Zrzucił go i moim oczom ukazało się wielkie okno. Patrzyłam na to jak zaczarowana. To był piękny widok. Niebo było bezchmurne, więc można było zobaczyć wszystkie gwiazdy.
- Dymitr... to jest piękne.- wytarłam łzę, która wkradła mi się w oczy.- Nie mam słów.
- Poczekaj, aż zobaczysz najlepsze.- powiedział tajemniczo.
Popatrzyłam na niego czujnie. Pociągnął za inny sznurek. Z dachu wysunęła się drabina. Pierwszy poszedł mój mąż. Na górze uderzał w wraz. Gdy w końcu się otworzył, wszedł. Zaczęłam się wspierać zaraz po nim. Strażnik pomógł mi się wdrażać. Znaleźliśmy się na płaskiej platformie. Przy talerzach z jedzeniem leżały koce i śpiwory.
- Sam to zrobiłeś?- spytałam z niedowierzaniem.
- Dla ciebie wszystko skarbie.- złożył mokry pocałunek na moim karku, obejmując mnie od tyłu.- Sama mówiłaś, że chciałaś ze mną popatrzeć w gwiazdy.
Razem usiedliśmy na kocach, przytulając się, żeby było nam ciepło. I nie tylko. Na niebie szukaliśmy konstelacji, a Dymitr pokazywał mi, które punkty to gwiazdy, a które to planety.
- Zmieniłeś się przez te dni.- zauważyłam wpatrując się w górę.
- A to źle?- spojrzał na mnie.
- Nie.
Znowu popatrzył w gwiazdy.
- To dzięki tobie Roza.- spojrzałam zdziwiona na niego. Jednak Rosjanin uparcie oglądał niebo.
- Dzięki mnie?
- Tak.- zwrócił wzrok w moją stronę.- Dzięki tobie sobie wybaczyłem.
- Kiedy?- spytałam.
- Wczoraj o poranku. Pomogła mi rozmowa z tobą, ale również dzieci. Uświadomiłem sobie, że gdyby nie twoja miłość, nie byłoby mnie tutaj. I nie byłoby ich.- dotknął mojego brzucha.- Jestem wam potrzebny. Nie powinienem tracić was przez jakieś wyrzuty sumienia. Kocham cię. Kocham was.
- My ciebie też.
Nasze usta złączyły się w słodkim pocałunku. Po zjedzeniu wszystkiego z talerzy, położyliśmy się pod śpiworami, jeden nad nami, drugi pod. Oparłam głowę o tors męża, patrząc w gwiazdy. Czasem ukradkiem spoglądałam na ukochanego. Gwiazdy odbijały się w jego oczach, nadając im blask, tajemniczość i głębię. Gdy spojrzał na mnie, powinna odwrócić wzrok i udawać, że o niczym nie wiem, ale nie mogłam. Kiedy nasze spojrzenia się spotkały, utonęłam w czekoladowych tęczówkach. To było niesamowite wrażenie, że świat wokół się zatrzymał i przestał istnieć. Byliśmy tylko my wpatrzeni w siebie.
- Ja tiebia liubliu Roza
- Ja tiebia toże liubliu tovarishch.
Następne pocałunki były delikatne i pełne uczucia, jakim się darzyliśmy. To była piękna chwila, która mogłaby trwać wiecznie. Świat przestał stać w miejscu, a czas ruszył z milionem fajerwerk.
Bardzo mi miło, że przez tak długi czas, ciągle czekaliście. Za to was kocham. Nie mogłam wcześniej dać rozdziału, ponieważ wczoraj wróciłam o 21. Przez najbliższe dni będą po dwa rozdziały. Oto pierwszy dzisiaj.
___________________________________________________________
Miałam piękny sen, o przeszłości, związany z tym domem i zapomniałam, że tamte czasy już nie wrócą. Obudziły mnie głaskanie smukłych dłoni. Zaczęłam mruczeć, jednak to nie polepszyło mojej sytuacji, bo ten ktoś zaczął mnie łaskotać.
- Andre! Przestań! Już nie śpię!- wolałam między napadami śmiechu.
- Andre?!- przerwał od razu.
- Dymitr!- usiadłam nagle.- Przepraszam. Śniło mi się, jak tu spędzałam wakacje, a zawsze tak budził nas brat Lissy. Zapomniałam, że to przeszłość.
- Miałyście z nim dobry kontakt?- spytał ukochany, siadając po turecku naprzeciwko mnie.
- Był trochę wkurzający... Co ja gadam? Nie dało się z nim wytrzymać. Zawsze nam przeszkadzał, zabierał zabawki, a jak byłyśmy starsze standardowe kłótnie o podsłuchiwanie i zajmowanie łazienki. Ale był jej bratem. To tak jakby i moim. Kochałyśmy go.
- Przykro mi.- powiedział, ocierając moją łzę z policzka.
- Mi też.- wyznałam.
Mąż przysunął się bliżej mnie i zamknął w uścisku. Nie płakałam, po prostu potrzebowałam jego bliskości. Zaczął się lekko kołysać, ze mną na kolanach.
- Dziękuję.- szepnęłam mu w koszulkę i bojąc się, że nie usłyszał, powiedziałam głośniej.- Dziękuję, że ze mną jesteś, pomagasz i zawsze mogę na ciebie liczyć.
- Dla ciebie wszystko Roza.- szepnął mi do ucha i pocałował skroń.
Odsunęłam się od niego, gdy się uspokoiłam.
- A teraz ubierz się ciepło.- rozkazał strażnik.
- Już musimy jechać?- nie podobało mi się to.
- Jęczeć to możesz pode mną.- zażartował.- Ale jeszcze nie jedziemy. Możesz ubrać cokolwiek, żeby tylko by ci ciepło.- powiedział i skierował się do wyjścia.
- Jęczeć mogę równie dobrze na tobie.- krzyknęłam za nim. Odpowiedział mi jego donośny śmiech.
Wstałam z łóżka i zaczęłam przeszukiwać walizkę męża. Znalazłam tam jego bluzę. Ze swojej wzięłam bieliznę, ciepłe leginsy, bluzkę w długi rękaw, wełniany sweter i kosmetyczkę. Z tym wszystkim poszłam do łazienki. Na szybko ogarnęłam włosy i umyłam twarz. Po szybkim prysznic, założyłam wszystko co sobie wybrałam.
- Roza, gdzie jesteś?- usłyszałam wołanie.
- Tutaj!- powiedziałam wychodząc na korytarz.
Z sypialni wyszedł Bielikow. Zatrzymał się, gdy mnie zobaczył, zmierzył mnie od dołu do góry i uśmiechnął się cwanie. Podszedł i nachylił się nade mną. Delikatnie musnął moje wargi. Jednak ja zarzuciłam mu ramiona na szyję i pogłębiłam pocałunek. Ukochany złapał mnie w pasie, przyciągając jeszcze bliżej siebie. Odkleiliśmy się dopiero gdy zabrakło nam powietrza. Oddychaliśmy szybko, wpatrzeni w swoje oczy. Nasze czoła się stykały. Po chwili oboje się uśmiechnęliśmy do siebie. Dymitr odnalazł moją dłoń i splótł nasze palce. Zdziwiłam się, gdy pociągnął mnie w przeciwną stronę od schodów. Weszliśmy do pokoju, który kiedyś należał do Andre. Nigdy nas tu nie wpuszczał. Na ścianach wisiały plakaty nagich kobiet. O dziwo panował porządek. Szafka zastawiona pucharami, kosmetykami i innymi rzeczami. Nad łóżkiem wisiał kosz do koszykówki. W kącie leżały piłki i deskorolka.
- Po co tu przyszliśmy?- spytałam.
- Wczoraj podczas obchodu znalazłem coś ciekawego.- powiedział podchodząc do szafy.
Otworzył ją, a na nas wyleciał kusz. Zaczęliśmy pokasływać. Następnie strażnik wszedł do środka i pociągnął za jakiś sznurek. Tylna ściana uniosła się do góry, a Dymitr zapalił latarkę. Byłam w szoku. Poszłam w ślad za nim. Metr dalej zaczynały się schody. Weszliśmy ostrożnie na górę. To chyba był strych. Nie wiedziałam, że ma coś takiego. Rozglądałam się po ciemnym pomieszczeniu. Dzięki temu,że jestem dampirem, widziałam cokolwiek. W większości były to jakieś stare pudła i meble przykryte prześcieradłami. Mąż pociągnął mnie za rękę, której nie puścił, odkąd weszliśmy na górę. Podeszliśmy do jednego z materiału. Zrzucił go i moim oczom ukazało się wielkie okno. Patrzyłam na to jak zaczarowana. To był piękny widok. Niebo było bezchmurne, więc można było zobaczyć wszystkie gwiazdy.
- Dymitr... to jest piękne.- wytarłam łzę, która wkradła mi się w oczy.- Nie mam słów.
- Poczekaj, aż zobaczysz najlepsze.- powiedział tajemniczo.
Popatrzyłam na niego czujnie. Pociągnął za inny sznurek. Z dachu wysunęła się drabina. Pierwszy poszedł mój mąż. Na górze uderzał w wraz. Gdy w końcu się otworzył, wszedł. Zaczęłam się wspierać zaraz po nim. Strażnik pomógł mi się wdrażać. Znaleźliśmy się na płaskiej platformie. Przy talerzach z jedzeniem leżały koce i śpiwory.
- Sam to zrobiłeś?- spytałam z niedowierzaniem.
- Dla ciebie wszystko skarbie.- złożył mokry pocałunek na moim karku, obejmując mnie od tyłu.- Sama mówiłaś, że chciałaś ze mną popatrzeć w gwiazdy.
Razem usiedliśmy na kocach, przytulając się, żeby było nam ciepło. I nie tylko. Na niebie szukaliśmy konstelacji, a Dymitr pokazywał mi, które punkty to gwiazdy, a które to planety.
- Zmieniłeś się przez te dni.- zauważyłam wpatrując się w górę.
- A to źle?- spojrzał na mnie.
- Nie.
Znowu popatrzył w gwiazdy.
- To dzięki tobie Roza.- spojrzałam zdziwiona na niego. Jednak Rosjanin uparcie oglądał niebo.
- Dzięki mnie?
- Tak.- zwrócił wzrok w moją stronę.- Dzięki tobie sobie wybaczyłem.
- Kiedy?- spytałam.
- Wczoraj o poranku. Pomogła mi rozmowa z tobą, ale również dzieci. Uświadomiłem sobie, że gdyby nie twoja miłość, nie byłoby mnie tutaj. I nie byłoby ich.- dotknął mojego brzucha.- Jestem wam potrzebny. Nie powinienem tracić was przez jakieś wyrzuty sumienia. Kocham cię. Kocham was.
- My ciebie też.
Nasze usta złączyły się w słodkim pocałunku. Po zjedzeniu wszystkiego z talerzy, położyliśmy się pod śpiworami, jeden nad nami, drugi pod. Oparłam głowę o tors męża, patrząc w gwiazdy. Czasem ukradkiem spoglądałam na ukochanego. Gwiazdy odbijały się w jego oczach, nadając im blask, tajemniczość i głębię. Gdy spojrzał na mnie, powinna odwrócić wzrok i udawać, że o niczym nie wiem, ale nie mogłam. Kiedy nasze spojrzenia się spotkały, utonęłam w czekoladowych tęczówkach. To było niesamowite wrażenie, że świat wokół się zatrzymał i przestał istnieć. Byliśmy tylko my wpatrzeni w siebie.
- Ja tiebia liubliu Roza
- Ja tiebia toże liubliu tovarishch.
Następne pocałunki były delikatne i pełne uczucia, jakim się darzyliśmy. To była piękna chwila, która mogłaby trwać wiecznie. Świat przestał stać w miejscu, a czas ruszył z milionem fajerwerk.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
czwartek, 11 sierpnia 2016
ROZDZIAŁ 218
Jeszcze chwilę rozmawialiśmy z moim przyjacielem, ale później musiał już iść. Nie chciał pieniędzy. Powiedział, że to na koszt firmy od samego kierownika.
- Nie wiedziałem Roza, że masz takie kontakty.
- Ja też nie, towarzyszu.
Zaczęliśmy się śmiać.
- Może coś pooglądamy?-zaproponowałam.
- A co byś chciała?
- Nie wiem.
- Choć, pójdziemy coś wybrać, a później grzecznie spać.
- Ok.- zgodziłam się.
Dymitr pomógł mi wejść po schodach, a raczej mnie po nich wniósł.
- Roza tak bez żadnego oporu.- zdziwił się, gdy postawił mnie na ziemię.
- Przyzwyczaiłam się do tego, że lubisz mnie nosić. Po za tym, to by nie miało sensu. Chodźmy zobaczyć stan reszty pomieszczeń.- dodałam, ciągnąć go dalej.
- No dobra.- splótł nasze dłonie i poszliśmy "pozwiedzać".
Gdy wszystko sprawdziliśmy i pootwieraliśmy okna, żeby się przewietrzyło wracaliśmy do pokoju. Kiedy mijaliśmy łazienkę, wepchnęłam do niej męża i zamknęłam za nami drzwi.
- Co ty robisz?- spytał trochę niepewnie.
- Spokojnie nie zgwałcę cię.- Z szafki wyciągnęłam ręczniki i położyłam na pralce.- Pomyślałam, że skoro później mamy iść spać, to najpierw się wykąpiemy. Jak nie chcesz ze mną to ogol się, nie wiem ale nie mam zamiaru siedzieć tu sama.- zaczęłam się rozbierać.- Już zbyt wiele razy byliśmy sami.
- Masz rację.- poczułam na talii dłonie, a przy uchu ciepły oddech.
Ukochany lekko ugryzł jego płatek, następnie zszedł pocałunkami na moją szyję. Odchyliłam z jęknięciem głowę, dając mu lepszy dostęp. Zadrżałam, gdy jego palce zaczęły głaskać skórę pod moją bluzką. Z łatwością ją zdjął i odwrócił mnie przodem do siebie. Złączył nasze usta w pełnym namiętności pocałunku. Nie chcąc być gorszą, szybko odkryłam jego ciało do pasa w górę. Jęknął mi w usta, gdy dotknęłam twardego torsu. Zaczęłam rozpinać mu spodnie. Wtedy złapał za moje nadgarstki.
- Czekaj Roza.
Popatrzyła zdziwiona jak odkręca wodę do dużej wanny i wychodzi. Nie wiedziałam, co o tym myśleć. Tak sobie poszedł. Czy wróci? Powinien. Powiedział, że mam czekać. Nie oszukałby mnie. Przecież to nadal mój towarzysz. Nagle drzwi się otworzyły, a przez nie wszedł Bielikow. Podszedł do wanny i wlał do wody płyn z butelki. Po łazience rozniósł się aromat wanilii. Następnie otworzył pudełko i rozrzucił płatki róż po całym pomieszczeniu.
- Ty to będziesz sprzątać.- powiedziałam kokietywnie, gdy wrócił do mnie.
- Dla chwili wspólnej przyjemności warto. To na czym skończyliśmy?- na nowo złączył nasze usta.
Gdy tylko pozbyliśmy się jego spodni i bokserek, posadził mnie na pralce. Nasze pocałunki stały się wolniejsze i delikatniejsze. Dymitr zmysłowo zsunął mi spodnie wolnym ruchem. Rozpalił mnie tym niemożliwie.
- Całuję lepiej od Nickolasa?- spytał między pocałunkami.
- Nikt jeszcze nie podniecił mnie samymi pocałunkami.- wydyszałam.
Na moje stwierdzenie, oczy mu zapłonęły pożądaniem. Palcami krążył wokół gumki od moich majtek. Ściąganie ich zajęło mu wieczność, a przynajmniej tak mi się wydawało. Gdy już oboje byliśmy nagusieńcy, oplotłam męża nogami w pasie i zarzuciłam mu ręce na kark. On za to chwycił mnie za uda i podniósł.
- Pewnie jestem ciężka.- zauważyłam.
- Najcenniejszy skarb mogę tonami nosić. Na szczęście ty jesteś o wiele lżejsza. Po za tym na schodach nie narzekałaś.- powiedział, patrząc mi głęboko w oczy.
- Jak ty to robisz, że nie dość, że mnie nie obraziłeś, to jeszcze skomplementowałeś? A na schodach nie byłam uczepiona ciebie, jak małpka drzewa.
Strażnik roześmiał się na moje porównanie.
- Moja najukochańsza małpka.- mruknął i wszedł ze mną do ciepłej wody.
Usiadł na dnie wanny, sadowiąc mnie na sobie. Sięgnął po żel do mycia i zaczął mnie myć. Nie wiem, skąd on to wszystko wziął, ale nie ważne. Zawahał się, gdy doszedł do moich piersi. Mył je wolno i delikatnie. Bardzo mnie to podniecało. Również złapałam mydło i wcierałam w ciało męża. On przysunął mnie do siebie,żeby mieć łatwiejszy dostęp do moich pleców. Przez cały czas patrzył mi w oczy. Na chwilę jego spojrzenie zjechało na usta. Oblizałam je i przygryzłam dolną wargę.
Jednak Bielikow nawet się nie poruszył. Pewnie sprawdza naszą wytrzymałość. Niestety ja nie mam zamiaru nic ćwiczyć, więc od razu się na niego rzuciłam. Nie odwzajemnił pocałunku, póki się na niego nie nabiłam. Gdy już znalazł się we mnie, otworzył szeroko oczy w szoku, jednak kiedy zaczęłam się poruszać, odpadł i całował mnie zachłannie. Nasze ruchy stały się odważniejsze, ale też delikatniejsze. Pp tym jak oboje doszliśmy, opadłam na męża.
- Roza...- mruczał mi do ucha, głaszcząc moje plecy i co jakiś czas składając pocałunek na czole.
Gdy nasze oddechy się unormowały, skończyliśmy się myć i spłukaliśmy pianę. Dymitr pierwszy wyszedł i się wywarł, a następnie osuszył ręcznikiem moje ciało. Delikatny materiał pieścił moją skórę, ale wolę, żeby zamiast niego był mój towarzysz. Ukochany złapał mnie pod kolanami i podniósł jak pannę młodą.
- Jeszcze umiem chodzić towarzyszu.- powiedziałam obojętnie.
- Ja tiebia liubliu Roza- rozczulił mnie tym wyznaniem
- Ja tiebia toże liubliu tovarishch.
Bez dalszych pretensji, dałam mu się zanieść do sypialni.
- Przypomina mi się jak pierwszy raz cię niosłem na rękach.- rozmarzył się Rosjanin.
- Wtedy co Wiktor złamał mi kostkę.- zaśmiałam się wymachując wspomnianą nogą.- I ten sam dzień, w którym uświadomiłam sobie, że Cię Kocham.
- Na prawdę?- pokiwałam głową, gdy delikatnie położył mnie na łóżku.- Ja to już wiedziałem po drugim treningu. Później coraz trudniej było mi udawać względną obojętność, czy zwykłe koleżeństwo do ciebie.
- Wiem. Zauważyłam.
- Wiedziałaś?- zdziwił się.
Położył się obok mnie i przed nami postawił laptopa.
- Gdy byłam w szpitalu po walce z Natalii miałam czas na poukładane sobie wszystkiego. To jak się o mnie martwiłeś, o wszystkim mówiłeś, patrzyłeś na mnie. I zdradziła cię słabość do moich włosów. I zabawne było twoje tłumaczenie po zdaniach, które ktoś obojętny zrozumiał jednoznacznie. A my wyczuwaliśmy w tym drugie dno.
- Na przykład?
- Przed wejściem do sklepu, gdy powiedzieli, że będziemy partnerami. Albo kiedy na jednym z treningów powiedziałeś, że mam niesamowite ciało.
- Obie rzeczy były prawdą. Ale docenić mogę to dopiero teraz.
- Wiesz, na samym początku myślałam, że zacząłeś mnie szkolić z litości, albo tego co mówiłeś o moim talencie i kobietach w służbie.
- Nigdy nie zrobiłbym niczego tylko z litości. Od samego początku mnie zaintrygowałaś. Byłaś inna. Nie wiem dlaczego, ale tak było. Od razu zawróciłaś mi w głowie.
- Czy to nie dziwne, w jakich okolicznościach można spotkać miłość?- wtuliłam się w ukochanego.
- To prawda Roza.- objął mnie mocniej ramieniem i pocałował w głowę.
W internecie znaleźliśmy jakiś niezły horror, ale niestety nie wytrzymałam do końca filmu i zasnęłam.
- Nie wiedziałem Roza, że masz takie kontakty.
- Ja też nie, towarzyszu.
Zaczęliśmy się śmiać.
- Może coś pooglądamy?-zaproponowałam.
- A co byś chciała?
- Nie wiem.
- Choć, pójdziemy coś wybrać, a później grzecznie spać.
- Ok.- zgodziłam się.
Dymitr pomógł mi wejść po schodach, a raczej mnie po nich wniósł.
- Roza tak bez żadnego oporu.- zdziwił się, gdy postawił mnie na ziemię.
- Przyzwyczaiłam się do tego, że lubisz mnie nosić. Po za tym, to by nie miało sensu. Chodźmy zobaczyć stan reszty pomieszczeń.- dodałam, ciągnąć go dalej.
- No dobra.- splótł nasze dłonie i poszliśmy "pozwiedzać".
Gdy wszystko sprawdziliśmy i pootwieraliśmy okna, żeby się przewietrzyło wracaliśmy do pokoju. Kiedy mijaliśmy łazienkę, wepchnęłam do niej męża i zamknęłam za nami drzwi.
- Co ty robisz?- spytał trochę niepewnie.
- Spokojnie nie zgwałcę cię.- Z szafki wyciągnęłam ręczniki i położyłam na pralce.- Pomyślałam, że skoro później mamy iść spać, to najpierw się wykąpiemy. Jak nie chcesz ze mną to ogol się, nie wiem ale nie mam zamiaru siedzieć tu sama.- zaczęłam się rozbierać.- Już zbyt wiele razy byliśmy sami.
- Masz rację.- poczułam na talii dłonie, a przy uchu ciepły oddech.
Ukochany lekko ugryzł jego płatek, następnie zszedł pocałunkami na moją szyję. Odchyliłam z jęknięciem głowę, dając mu lepszy dostęp. Zadrżałam, gdy jego palce zaczęły głaskać skórę pod moją bluzką. Z łatwością ją zdjął i odwrócił mnie przodem do siebie. Złączył nasze usta w pełnym namiętności pocałunku. Nie chcąc być gorszą, szybko odkryłam jego ciało do pasa w górę. Jęknął mi w usta, gdy dotknęłam twardego torsu. Zaczęłam rozpinać mu spodnie. Wtedy złapał za moje nadgarstki.
- Czekaj Roza.
Popatrzyła zdziwiona jak odkręca wodę do dużej wanny i wychodzi. Nie wiedziałam, co o tym myśleć. Tak sobie poszedł. Czy wróci? Powinien. Powiedział, że mam czekać. Nie oszukałby mnie. Przecież to nadal mój towarzysz. Nagle drzwi się otworzyły, a przez nie wszedł Bielikow. Podszedł do wanny i wlał do wody płyn z butelki. Po łazience rozniósł się aromat wanilii. Następnie otworzył pudełko i rozrzucił płatki róż po całym pomieszczeniu.
- Ty to będziesz sprzątać.- powiedziałam kokietywnie, gdy wrócił do mnie.
- Dla chwili wspólnej przyjemności warto. To na czym skończyliśmy?- na nowo złączył nasze usta.
Gdy tylko pozbyliśmy się jego spodni i bokserek, posadził mnie na pralce. Nasze pocałunki stały się wolniejsze i delikatniejsze. Dymitr zmysłowo zsunął mi spodnie wolnym ruchem. Rozpalił mnie tym niemożliwie.
- Całuję lepiej od Nickolasa?- spytał między pocałunkami.
- Nikt jeszcze nie podniecił mnie samymi pocałunkami.- wydyszałam.
Na moje stwierdzenie, oczy mu zapłonęły pożądaniem. Palcami krążył wokół gumki od moich majtek. Ściąganie ich zajęło mu wieczność, a przynajmniej tak mi się wydawało. Gdy już oboje byliśmy nagusieńcy, oplotłam męża nogami w pasie i zarzuciłam mu ręce na kark. On za to chwycił mnie za uda i podniósł.
- Pewnie jestem ciężka.- zauważyłam.
- Najcenniejszy skarb mogę tonami nosić. Na szczęście ty jesteś o wiele lżejsza. Po za tym na schodach nie narzekałaś.- powiedział, patrząc mi głęboko w oczy.
- Jak ty to robisz, że nie dość, że mnie nie obraziłeś, to jeszcze skomplementowałeś? A na schodach nie byłam uczepiona ciebie, jak małpka drzewa.
Strażnik roześmiał się na moje porównanie.
- Moja najukochańsza małpka.- mruknął i wszedł ze mną do ciepłej wody.
Usiadł na dnie wanny, sadowiąc mnie na sobie. Sięgnął po żel do mycia i zaczął mnie myć. Nie wiem, skąd on to wszystko wziął, ale nie ważne. Zawahał się, gdy doszedł do moich piersi. Mył je wolno i delikatnie. Bardzo mnie to podniecało. Również złapałam mydło i wcierałam w ciało męża. On przysunął mnie do siebie,żeby mieć łatwiejszy dostęp do moich pleców. Przez cały czas patrzył mi w oczy. Na chwilę jego spojrzenie zjechało na usta. Oblizałam je i przygryzłam dolną wargę.
Jednak Bielikow nawet się nie poruszył. Pewnie sprawdza naszą wytrzymałość. Niestety ja nie mam zamiaru nic ćwiczyć, więc od razu się na niego rzuciłam. Nie odwzajemnił pocałunku, póki się na niego nie nabiłam. Gdy już znalazł się we mnie, otworzył szeroko oczy w szoku, jednak kiedy zaczęłam się poruszać, odpadł i całował mnie zachłannie. Nasze ruchy stały się odważniejsze, ale też delikatniejsze. Pp tym jak oboje doszliśmy, opadłam na męża.
- Roza...- mruczał mi do ucha, głaszcząc moje plecy i co jakiś czas składając pocałunek na czole.
Gdy nasze oddechy się unormowały, skończyliśmy się myć i spłukaliśmy pianę. Dymitr pierwszy wyszedł i się wywarł, a następnie osuszył ręcznikiem moje ciało. Delikatny materiał pieścił moją skórę, ale wolę, żeby zamiast niego był mój towarzysz. Ukochany złapał mnie pod kolanami i podniósł jak pannę młodą.
- Jeszcze umiem chodzić towarzyszu.- powiedziałam obojętnie.
- Ja tiebia liubliu Roza- rozczulił mnie tym wyznaniem
- Ja tiebia toże liubliu tovarishch.
Bez dalszych pretensji, dałam mu się zanieść do sypialni.
- Przypomina mi się jak pierwszy raz cię niosłem na rękach.- rozmarzył się Rosjanin.
- Wtedy co Wiktor złamał mi kostkę.- zaśmiałam się wymachując wspomnianą nogą.- I ten sam dzień, w którym uświadomiłam sobie, że Cię Kocham.
- Na prawdę?- pokiwałam głową, gdy delikatnie położył mnie na łóżku.- Ja to już wiedziałem po drugim treningu. Później coraz trudniej było mi udawać względną obojętność, czy zwykłe koleżeństwo do ciebie.
- Wiem. Zauważyłam.
- Wiedziałaś?- zdziwił się.
Położył się obok mnie i przed nami postawił laptopa.
- Gdy byłam w szpitalu po walce z Natalii miałam czas na poukładane sobie wszystkiego. To jak się o mnie martwiłeś, o wszystkim mówiłeś, patrzyłeś na mnie. I zdradziła cię słabość do moich włosów. I zabawne było twoje tłumaczenie po zdaniach, które ktoś obojętny zrozumiał jednoznacznie. A my wyczuwaliśmy w tym drugie dno.
- Na przykład?
- Przed wejściem do sklepu, gdy powiedzieli, że będziemy partnerami. Albo kiedy na jednym z treningów powiedziałeś, że mam niesamowite ciało.
- Obie rzeczy były prawdą. Ale docenić mogę to dopiero teraz.
- Wiesz, na samym początku myślałam, że zacząłeś mnie szkolić z litości, albo tego co mówiłeś o moim talencie i kobietach w służbie.
- Nigdy nie zrobiłbym niczego tylko z litości. Od samego początku mnie zaintrygowałaś. Byłaś inna. Nie wiem dlaczego, ale tak było. Od razu zawróciłaś mi w głowie.
- Czy to nie dziwne, w jakich okolicznościach można spotkać miłość?- wtuliłam się w ukochanego.
- To prawda Roza.- objął mnie mocniej ramieniem i pocałował w głowę.
W internecie znaleźliśmy jakiś niezły horror, ale niestety nie wytrzymałam do końca filmu i zasnęłam.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
ROZDZIAŁ 217
Tak wiem, nie było mnie długo. Po prostu nie miałam internetu. Kocham was za te komentarze i za to, że pamiętacie o moim blogu. No dobra, macie mnie, chcę was przekupić. Dzisiaj będą dwa rozdziały, jutro nie wiem. Może dwa, może trzy. A później wyjeżdżam na prawie dwa tygodnie. Ale tak jak pisałam wcześniej, wszystko nadrobię jak będę miała czas, dając po dwa dziennie. Jeśli nie to w roku szkolnym codziennie. A jak nadrobię, będzie co dwa, trzy dni. Kocham was.💖💖💖💖
___________________________________________________________
Nasz gość uśmiecha się do nas promiennie. Na Dymitra patrzy z podziwem.
- Strażniku Bielikow. Skinął głową z szacunkiem.- Piękna pani.- ucałował moją dłoń.
Mój mąż był trochę zdziwiony tym powitaniem.
- Ty Nicko się nigdy nie zmienisz.- stwierdziłam, pozwalając mu wejść.
Dopiero teraz mu się przejrzałam. Specjalnie poczochrane blond włosy, opadły na niebieskie oczy. Był morojem, więc miał bladą cerę. Twarz pociągła z lekkim, ledwie widocznym dwudniowym zarostem. Na sobie miał czasie jeansowe rurki, do tego bordowa koszulka i czarna, rozpięta koszula. W dłoni trzymał trzy pudełka z logiem pizzerii.
- Mam rację. Nie zmienisz się.- dodałam taksując go wzrokiem.
- Kiedyś ci się podobało.- udał smutnego.
- Radzę ci uważać. Mike już się do mnie dobierał ostatnio i nie skończyło się to dla niego dobrze.- powiedziałam, kładąc trzy poduszki na podłodze i siadając na jednej.
Mojemu mężowi to się nie spodobało. Pisnęłam cicho, gdy mnie podniósł, następnie usiadł na moim miejscu, a mnie posadził na sobie.
- No co ty gadasz?!- mój przyjaciel usiadł na przeciwko nas.- Wincenty?! Nie spodziewałbym się tego po nim.
- Ja też.- nagle mnie oświeciło.- Gdzie moje maniery. Skarbie,- odwróciłam głowę do ukochanego, po czym wskazałam dłonią naszego gościa.- To mój dobry przyjaciel, Nickolas. Nicko, chyba kojarzysz, Dymitra Bielikow.
- Oczywiście. To dla mnie wielki zaszczyt.- blondyn wyciągnął do nas rękę.
- Miło mi.- strażnik uścisnął mu dłoń.
- Ty też zbytnio się nie zmieniłaś. Kiedy idziesz do fryzjera?- spytał, otwierając pierwsze pudełko z pizzą.
- Oby nigdy.- usłyszałam cichy szept koło ucha.
- Na razie nie mam kiedy.- odpowiedziałam wymijająco i w ślad za chłopakami wzięłam kawałek jedzenia.
- No widzę, że plotki są prawdziwe.- Nico przeniósł wzrok na mój brzuch. Nic trudnego, skoro wyglądam jak beczka.
- Jakie plotki?- zmarszczyłam brwi.
- Z Dworu dochodziły pogłoski o tym, że jesteś w ciąży. Jeśli mogę spytać, z kim?
- Ze mną.- usłyszałam dumę w głosie Rosjanina.
- J...jak to?!- oczy blondyna otworzyły się szeroko.- Przecież to nie możliwe.
- Błagam, nie wnikaj.- nie chciałam wszystkim mówić o Lunie.
- No dobra.- skończył temat.
- A co u ciebie?- spytałam.
- Skończyłem szkołę i teraz pracuję na pełnym ekranie w pizzerii, tej co na wakacje, ale już zauważyłaś. Zbieram pieniądze na studia.
- A twoi rodzice? Nie mogą ci dać.
- Mogą, ale wolę sam na to zarobić. Gdy znajdę później dobrą pracę, kupię dom i zamieszkam tam z dziewczyną.
- Masz dziewczynę?- uśmiechnęłam się.
- Tak. Nie uwierzysz, ale chodzę z Charlotte.- był cały rozanielony.
- No nie mów. Pamiętam, że próbowałeś ją poderwać przez ostatni rok podstawówki i dwa liceum.- wspominałam.
- No trochę się zbliżyliśmy przez te trzy lata. Nawet nie wiesz jak nudno było w przerwach od szkoły bez twoich szalonych pomysłów. Pamiętasz, jak graliśmy w butelkę i kazałem ci zjeść robaka?
- To było w prawdę i wyzwanie, co siedzieliśmy na wierzbie nad jeziorem. Zrzuciłam cię do wody, za to wyzwanie.- roześmiałam się.
- Ale w końcu go zjadłaś.- powiedział z uznaniem.
- Bo nazwaliście mnie tchórzem. Później na gałęzi zostałam tylko ja i Lissa.
- Lissa zaczęła krzyczeć, że to nie ludzkie, a ty jej, że przecież nie jesteśmy ludźmi.- przypomniał.
- Było was więcej?- spytał mój mąż.
- Mieliśmy stałą ekipę. Ja, Lissa, Nicko, Ashley, Kevin i Monia. Właśnie, co u nich?
- Trochę się porobiło.- blondyn podrapał się po karku.- Ashley poszła na dziennikarstwo, Monia została kelnerką, a Kevin jej strażnikiem. Do tego, to dość delikatny temat, ale dampir został gejem.- nie patrzył na nas.
Otworzyłam szeroko oczy.
- Co?! Chcesz mi wmówić, że największy podrywacz w mieście interesuje się chłopakami?
Moroj pokiwał głową, jakby to była jego wina. Dymitr nie był zdolny do żadnego ruchu. Nawet jego ręce głaszczące mnie po brzuchu, zastygły.
- Nie no spoko.- powiedziałam po chwili.- Co kto lubi. Trzeba być tolerancyjnym.
- No to niezła musiała być ta "ekipa".- strażnik stoczył rozmowę na trochę bezpieczniejszy tor.
- Niezła?!- wykrzyknął oburzony Nicko.- Ciekawe czy tak byś mówił, gdyby w twojej paczce byli tylko dwaj chłopacy, w tym ty i cztery dziewczyny z Hathaway na czele. To było istne szaleństwo, a każdego dnia zastanawialiśmy się, czy dożyjemy jutra.
- Przynajmniej nie było nudno.- zauważyłam.
- Lepiej powiedz co u was, tak po za plotkami.
- No cóż. Znalazłam swojego ojca, a raczej on mnie znalazł i pomógł uciec z aresztu. Bo o oskarżeniach chyba słyszeliście?
- Tak.- przyjaciel sięgnął po kolejne pudełko z pizzą.- Ani przez chwilę nie wierzyłem, że to ty. Po pierwsze, nie zrobiłabyś tego. Po drugie, nawet jeśli, to nie zostawiłabyś tak dowodów. Było widać, że to jest ukartowane. Ale spróbuj coś przetłumaczyć tym arystokratom, a tylko bardziej cię udupiom.- warknął zły.
- Nie każdy z arystokracji. Lissa, Christian Ozera, Adrian Iwaszkow. Oni są dobrzy i uczciwi.- zauważyłam.
- No to trzy rody z dwunastu. Niekiedy sam wstydzę się swojego pochodzenia. Ten Dekret o związkach ledwo co przepuścili, a i tak nie wszyscy go popierają. A teraz mów, co jeszcze.
- Moim ojcem okazał się być niejaki Abe Mazur. Wpływowy Mafioza.
- Cholera!- przeklął pod nosem.- Głupi Kevin.
- O co chodzi?- zdziwiła mnie jego reakcja.
- Jak byliśmy mali, założyliśmy się, kim jest twój ojciec. Przez charakter padały różne odpowiedzi. Ja stawiałem na uczciwego właściciela firm, Monia na Gangstera, Ashley na szefa policji lub jakiegoś CIS, a Kevin na szefa mafii, prowadzącego jakieś ciemne interesy. Teraz każdy z nas wisi mu dziesięć dolarów.- nie był z tego zadowolony.
- I to wszystko wywnioskowaliście z mojego charakteru.- zaczęłam się śmiać.
- To nie fair. Kevin zawsze miał z tobą lepsze kontakty. Nawet gdy byliśmy razem.
Na ostatnie zdanie Rosjanin się spiął. Powierciłam się trochę na jego nogach, niby szukając wygodnej pozycji, a tak naprawdę dałam mu do zrozumienia, że teraz jestem z nim i nic tego nie zmieni. Zrozumiał.
- Byliśmy ze sobą tylko dwa miesiące wakacji i ograniczało się to do całowania na imprezach.- przypomniałam, żeby za dużo nie wspominał.
- I tak ty najlepiej całowałaś.
Teraz to mnie zaskoczył. Mojemu mężowi to stwierdzenie się nie spodobało. Ale nic nie zrobił. Oboje czekali na mój ruch.
- Wybacz ale ja znalazłam kogoś lepszego.- udałam smutek, a Nicko złapał się za serce.
- Ranisz mnie. Ktoś lepszy ode mnie?!
Zaśmiałam się.
- Kogo?- spytał mój ukochany.
- Ciebie głuptasie.- odwróciłam się i pocałowałam go w policzek.
Jego mina była bezcenna. Objął mnie ciasnej.
- Kocham Cię Roza.
- Wyglądacie na bardzo szczęśliwych. Ja nie jestem pewny co do Charlotte. Czuję, jakbym jej nie wystarczał.- zasmucił się.
- To zrób coś dla niej. Nie wiem. Kolację, zaproś na randkę. A przede wszystkim, szczerze porozmawiaj.
- Kochasz ją?- wspomógł mnie Bielikow.
- No jasne!- powiedział jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie.
- To walcz o nią i nie pozwól jej uciec. Troszcz się i pokaż, że ci na niej zależy.
Ja to powinnam zostać jakimś psychologiem. Ostatnio niczym innym się nie zajmuję, tylko pomagam komuś w sprawach sercowych.
- Dzięki.
Kończąc trzecią pizzę, opowiedziałam o Lili i zaręczynach moich rodziców. Bo o parze królewskiej to każdy słyszał.
___________________________________________________________
Nasz gość uśmiecha się do nas promiennie. Na Dymitra patrzy z podziwem.
- Strażniku Bielikow. Skinął głową z szacunkiem.- Piękna pani.- ucałował moją dłoń.
Mój mąż był trochę zdziwiony tym powitaniem.
- Ty Nicko się nigdy nie zmienisz.- stwierdziłam, pozwalając mu wejść.
Dopiero teraz mu się przejrzałam. Specjalnie poczochrane blond włosy, opadły na niebieskie oczy. Był morojem, więc miał bladą cerę. Twarz pociągła z lekkim, ledwie widocznym dwudniowym zarostem. Na sobie miał czasie jeansowe rurki, do tego bordowa koszulka i czarna, rozpięta koszula. W dłoni trzymał trzy pudełka z logiem pizzerii.
- Mam rację. Nie zmienisz się.- dodałam taksując go wzrokiem.
- Kiedyś ci się podobało.- udał smutnego.
- Radzę ci uważać. Mike już się do mnie dobierał ostatnio i nie skończyło się to dla niego dobrze.- powiedziałam, kładąc trzy poduszki na podłodze i siadając na jednej.
Mojemu mężowi to się nie spodobało. Pisnęłam cicho, gdy mnie podniósł, następnie usiadł na moim miejscu, a mnie posadził na sobie.
- No co ty gadasz?!- mój przyjaciel usiadł na przeciwko nas.- Wincenty?! Nie spodziewałbym się tego po nim.
- Ja też.- nagle mnie oświeciło.- Gdzie moje maniery. Skarbie,- odwróciłam głowę do ukochanego, po czym wskazałam dłonią naszego gościa.- To mój dobry przyjaciel, Nickolas. Nicko, chyba kojarzysz, Dymitra Bielikow.
- Oczywiście. To dla mnie wielki zaszczyt.- blondyn wyciągnął do nas rękę.
- Miło mi.- strażnik uścisnął mu dłoń.
- Ty też zbytnio się nie zmieniłaś. Kiedy idziesz do fryzjera?- spytał, otwierając pierwsze pudełko z pizzą.
- Oby nigdy.- usłyszałam cichy szept koło ucha.
- Na razie nie mam kiedy.- odpowiedziałam wymijająco i w ślad za chłopakami wzięłam kawałek jedzenia.
- No widzę, że plotki są prawdziwe.- Nico przeniósł wzrok na mój brzuch. Nic trudnego, skoro wyglądam jak beczka.
- Jakie plotki?- zmarszczyłam brwi.
- Z Dworu dochodziły pogłoski o tym, że jesteś w ciąży. Jeśli mogę spytać, z kim?
- Ze mną.- usłyszałam dumę w głosie Rosjanina.
- J...jak to?!- oczy blondyna otworzyły się szeroko.- Przecież to nie możliwe.
- Błagam, nie wnikaj.- nie chciałam wszystkim mówić o Lunie.
- No dobra.- skończył temat.
- A co u ciebie?- spytałam.
- Skończyłem szkołę i teraz pracuję na pełnym ekranie w pizzerii, tej co na wakacje, ale już zauważyłaś. Zbieram pieniądze na studia.
- A twoi rodzice? Nie mogą ci dać.
- Mogą, ale wolę sam na to zarobić. Gdy znajdę później dobrą pracę, kupię dom i zamieszkam tam z dziewczyną.
- Masz dziewczynę?- uśmiechnęłam się.
- Tak. Nie uwierzysz, ale chodzę z Charlotte.- był cały rozanielony.
- No nie mów. Pamiętam, że próbowałeś ją poderwać przez ostatni rok podstawówki i dwa liceum.- wspominałam.
- No trochę się zbliżyliśmy przez te trzy lata. Nawet nie wiesz jak nudno było w przerwach od szkoły bez twoich szalonych pomysłów. Pamiętasz, jak graliśmy w butelkę i kazałem ci zjeść robaka?
- To było w prawdę i wyzwanie, co siedzieliśmy na wierzbie nad jeziorem. Zrzuciłam cię do wody, za to wyzwanie.- roześmiałam się.
- Ale w końcu go zjadłaś.- powiedział z uznaniem.
- Bo nazwaliście mnie tchórzem. Później na gałęzi zostałam tylko ja i Lissa.
- Lissa zaczęła krzyczeć, że to nie ludzkie, a ty jej, że przecież nie jesteśmy ludźmi.- przypomniał.
- Było was więcej?- spytał mój mąż.
- Mieliśmy stałą ekipę. Ja, Lissa, Nicko, Ashley, Kevin i Monia. Właśnie, co u nich?
- Trochę się porobiło.- blondyn podrapał się po karku.- Ashley poszła na dziennikarstwo, Monia została kelnerką, a Kevin jej strażnikiem. Do tego, to dość delikatny temat, ale dampir został gejem.- nie patrzył na nas.
Otworzyłam szeroko oczy.
- Co?! Chcesz mi wmówić, że największy podrywacz w mieście interesuje się chłopakami?
Moroj pokiwał głową, jakby to była jego wina. Dymitr nie był zdolny do żadnego ruchu. Nawet jego ręce głaszczące mnie po brzuchu, zastygły.
- Nie no spoko.- powiedziałam po chwili.- Co kto lubi. Trzeba być tolerancyjnym.
- No to niezła musiała być ta "ekipa".- strażnik stoczył rozmowę na trochę bezpieczniejszy tor.
- Niezła?!- wykrzyknął oburzony Nicko.- Ciekawe czy tak byś mówił, gdyby w twojej paczce byli tylko dwaj chłopacy, w tym ty i cztery dziewczyny z Hathaway na czele. To było istne szaleństwo, a każdego dnia zastanawialiśmy się, czy dożyjemy jutra.
- Przynajmniej nie było nudno.- zauważyłam.
- Lepiej powiedz co u was, tak po za plotkami.
- No cóż. Znalazłam swojego ojca, a raczej on mnie znalazł i pomógł uciec z aresztu. Bo o oskarżeniach chyba słyszeliście?
- Tak.- przyjaciel sięgnął po kolejne pudełko z pizzą.- Ani przez chwilę nie wierzyłem, że to ty. Po pierwsze, nie zrobiłabyś tego. Po drugie, nawet jeśli, to nie zostawiłabyś tak dowodów. Było widać, że to jest ukartowane. Ale spróbuj coś przetłumaczyć tym arystokratom, a tylko bardziej cię udupiom.- warknął zły.
- Nie każdy z arystokracji. Lissa, Christian Ozera, Adrian Iwaszkow. Oni są dobrzy i uczciwi.- zauważyłam.
- No to trzy rody z dwunastu. Niekiedy sam wstydzę się swojego pochodzenia. Ten Dekret o związkach ledwo co przepuścili, a i tak nie wszyscy go popierają. A teraz mów, co jeszcze.
- Moim ojcem okazał się być niejaki Abe Mazur. Wpływowy Mafioza.
- Cholera!- przeklął pod nosem.- Głupi Kevin.
- O co chodzi?- zdziwiła mnie jego reakcja.
- Jak byliśmy mali, założyliśmy się, kim jest twój ojciec. Przez charakter padały różne odpowiedzi. Ja stawiałem na uczciwego właściciela firm, Monia na Gangstera, Ashley na szefa policji lub jakiegoś CIS, a Kevin na szefa mafii, prowadzącego jakieś ciemne interesy. Teraz każdy z nas wisi mu dziesięć dolarów.- nie był z tego zadowolony.
- I to wszystko wywnioskowaliście z mojego charakteru.- zaczęłam się śmiać.
- To nie fair. Kevin zawsze miał z tobą lepsze kontakty. Nawet gdy byliśmy razem.
Na ostatnie zdanie Rosjanin się spiął. Powierciłam się trochę na jego nogach, niby szukając wygodnej pozycji, a tak naprawdę dałam mu do zrozumienia, że teraz jestem z nim i nic tego nie zmieni. Zrozumiał.
- Byliśmy ze sobą tylko dwa miesiące wakacji i ograniczało się to do całowania na imprezach.- przypomniałam, żeby za dużo nie wspominał.
- I tak ty najlepiej całowałaś.
Teraz to mnie zaskoczył. Mojemu mężowi to stwierdzenie się nie spodobało. Ale nic nie zrobił. Oboje czekali na mój ruch.
- Wybacz ale ja znalazłam kogoś lepszego.- udałam smutek, a Nicko złapał się za serce.
- Ranisz mnie. Ktoś lepszy ode mnie?!
Zaśmiałam się.
- Kogo?- spytał mój ukochany.
- Ciebie głuptasie.- odwróciłam się i pocałowałam go w policzek.
Jego mina była bezcenna. Objął mnie ciasnej.
- Kocham Cię Roza.
- Wyglądacie na bardzo szczęśliwych. Ja nie jestem pewny co do Charlotte. Czuję, jakbym jej nie wystarczał.- zasmucił się.
- To zrób coś dla niej. Nie wiem. Kolację, zaproś na randkę. A przede wszystkim, szczerze porozmawiaj.
- Kochasz ją?- wspomógł mnie Bielikow.
- No jasne!- powiedział jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie.
- To walcz o nią i nie pozwól jej uciec. Troszcz się i pokaż, że ci na niej zależy.
Ja to powinnam zostać jakimś psychologiem. Ostatnio niczym innym się nie zajmuję, tylko pomagam komuś w sprawach sercowych.
- Dzięki.
Kończąc trzecią pizzę, opowiedziałam o Lili i zaręczynach moich rodziców. Bo o parze królewskiej to każdy słyszał.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
poniedziałek, 8 sierpnia 2016
ROZDZIAŁ 216
Niewiele myśląc, rzuciłam się tyłem na łóżko, wzbijając wokół tumany kurzu. Rosjanin patrzył na moje poczynania z niezadowolenie, gdy poklepałam miejsce koło siebie. Kiedy popatrzyłam na niego maślanymi oczkami, wiedział, że nie odpuszczę. Położył się koło mnie, a ja się w niego wtuliłam.
- Będzie tu dużo roboty.- powiedział.
- Zostańmy tu na noc.- poprosiłam.
- Od kiedy to moja Roza jest taka sentymentalna.- zaśmiał się, a mi zabiło szybciej serce.
- Twoja Roza- zaakcentowałam te słowa.- zanurzyła się we wspomnieniach. Wiele się tutaj wydarzyło. Dużo będzie do sprzątania.
- Chyba nie masz zamiaru sama tu sprzątać?- zdziwił się.
- Nie, no coś ty!- odetchnął z ulgą.- Pomożecie mi.
- Zwariowałaś?!
- A co? Myślisz, że jak jesteś najlepszym strażnikiem, to nie będziesz sprzątać domu?- udałam oburzenie.
- Nie! Ja nie to...- zaczął się tłumaczyć.
- Dymitr ja bardzo chcę tu zostać. Byłam już z trzy razy, a niedługo będę czwarty w twoim rodzinnym domu. Ja wychowywałam się w Akademii, a tutaj są jedyne moje dość rodzinne wspomnienia. Dzięki rodzinie Lissy i temu miejscu po raz pierwszy poczułam się kochana i częścią rodziny. Pragnę podzielić się tym z tobą.
Zobaczyłam, że jego oczy lekko się zaszkliły.
- Roza... ja nie wiem co powiedzieć...- wydusił.
- Chyba po raz pierwszy od dawna.- zażartowałam.
- Możliwe. To cudowne. Z chęcią skorzystam z twojej propozycji.
- To co? Zostaniemy tu.
- Rose, pomyśl logicznie. Nie mamy tu żadnych rzeczy, lodówka jest pusta jeśli jeszcze w ogóle działa, nie mamy wody, a wszędzie jest brudno. I co z Lili?
- Napiszemy do Jill, że mają nasz dom do dyspozycji do rana, a razem tu trochę ogarniemy, włączymy prąd, wodę i gaz. Jest środek ludzkiego dnia, sklepy są otwarte. I tak trochę nam tu zejdzie, to zostaniemy do nocy. Proooooooooo- ciągnęłam w nieskończoność.
- Nie przestaniesz póki się nie zgodzę?- bardziej stwierdził, niż spytał.
-oooooooooooooooooooo- pokiwałam głową.
- No dobra, zgadzam się.
- oszę. Jest. Kocham cię.- zerwałam się z łóżka od czego zakręciło mi się w głowie.
- Ostrożnie Roza. To od czego zaczynamy?- spytał.
- Na zewnątrz w skrzynce są bezpieczniki. Trzeba włączyć prąd. W piwnicy jest zawór od wody i gazu. W szafkach w sypialni państwa Dragomirów będzie świeża pościel. W schowku na półpiętrze są środki czystości, mop i odkurzacz. Trzeba też przejrzeć strych. Ma tu powstać dom dziecka dla dampirów, wiec trzeba wszystko sprawdzić pod tym kątem.
- No dobrze. To ja pójdę sprawdzić korki, gaz i wodę, a później przejrzeć strych.
- Okey. Ja w tym czasie...- zaczęłam, ale mąż mi przerwał.
- Ty w tym czasie odpoczniesz. Nie wiem, czy wiesz, ale to ósmy miesiąc ciąży. Nie pozwolę ci cokolwiek robić.
- Ale co ja mam... nie będę tutaj tak bezczynnie siedzieć.- zaprotestowałam.
- Roza wiesz, że się o ciebie martwię. Zgodziłem się na zostanie tutaj, ale ty masz się oszczędzać. Wiem co możesz zrobić. Ułóż się wygodnie, a ja zaraz wrócę.- powiedział i wyszedł.
Westchnęłam ciężko, ale co poradzę. Położyłam się na łóżku i zaczęłam oglądać wzory na materiale u góry. To aż niesamowite, że zachowało się w nienaruszonym stanie. Wodziłam wzrokiem po ciemnych liściach i splecionych pędach na jasnej zieleni, gdy wrócił mój mąż z czarną torbą i drewnianym czymś pod pachą. Okazało się, że to drugie to mały, rozstawiany stolik na jedzenie do łóżka. Z torby wyciągnął laptopa i położył na podstawce, przede mną.
- Zrób zakupy przez internet i zobacz, co jeszcze nam się przyda, bo myślę, że mydła i różne Domestosy są przeterminowane. Kiedy ostatnio ktoś tu był?- spytał.
- Wczoraj.- uśmiechnęłam się.
- To wiem. A wcześniej?
- Od wypadku ja i Lissa nie przekroczyłyśmy nawet tego progu. Nie miałyśmy tu żadnych rzeczy, bo jechaliśmy do Akademii. I tam zostałyśmy do ucieczki, a potem to sam wiesz.
- Racja. To mówisz, że gdzie ta pościel?- zmienił temat, bo atmosfera zaczęła nam ciążyć.
- W sypialni, w górnej szafce, ten sam regał, co były cygara.- pokierowałam go, odpalając laptopa.
Myślałam co by tu zjeść i pomyślałam o pizzy. Znalazłam stronę naszej ulubionej z młodości. Była niedaleko, ale zapomniałam numeru. Napisałam szybką wiadomość do Jill, że zostajemy i jak tam dziewczynki. Księżniczka odpisała, że już śpią i życzyła miłej nocy. Podziękowałam, po czym zadzwoniłam do pizzerii.
- Pizzeria Picasso. Jakie zamówienie?- rozbrzmiało w słuchawce, a ja nie mogłam uwierzyć własnym uszom.
- Nico?!- zdziwiłam się, że wciąż tam pracuje.
W sumie od naszego ostatniego spotkania minęło prawie pięć lat.
- No kogo ja słyszę? Rose czyżbyś wracała na stare śmieci?- zaśmiał się.
- Jestem na chwilę w domu rodziców Lissy. Chce go przerobić na dom dziecka.
- To super. Może uda nam się jakoś pogadać?- zagadnął.
- Jasne. To co zawsze, ale razy trzy, tak jak zawsze.
- Widzę, że apetyt dopisuje. Masz szczęście, bo właśnie kończę zmianę. Będę za godzinę.
- To czekaj. Ale nie wystrasz się, jeśli otworzy ci...
- Twój mąż?- przerwał mi.
- Skąd wiesz?- zdziwiłam się.
- Jesteście najbardziej rozpoznawalni w całej społeczności. Nawet bardziej od Lissy i jej narzeczonego, którzy i tak są dość kontrowersyjni. Zawsze gdzie jedno, tam można się spodziewać drugiego.
- Jej. Nie myślałam, że aż taka sława nas dotknie. No dobra. Ja tam cię nie zatrzymuję, tylko tym razem się nie spóźnij.- zastrzegłam.
- I mówi to dziewczyna, która notorycznie przychodziła na imprezę pół godziny po rozpoczęciu.- przypomniał.
- Wiesz, czasem trzeba się poświęcić, dla dobrego wejścia.
- No wejścia to ty umiałaś robić.- przyznał i zaczął się śmiać.
W tej chwili wrócił mój mąż z pościelą.
- Nie narzekaj. Dobra nie zajmuję ci więcej czasu.
- No do zobaczenia.
- Pa.
- Z kim rozmawiałaś?- spytał ukochany.
- Zamawiałam pizzę. Najlepsza w mieście. I nie chcę słyszeć odmowy.- zastrzegłam, gdy chciał już coś powiedzieć.
- Ale chyba nie żegnasz się tak z każdym dostawcą?- uniósł jedną brew. Ja tylko uśmiechnęłam się cwanie.- No niech ci będzie. A teraz wstawaj, trzeba zmienić pościel.
chciałam pomóc mu trochę, ale oczywiście mi nie pozwolił. Trochę pościerał kurze na mokro, a ja zamówiłam różne środki czystości. Później opowiadałam mu o wszystkim, co mi się przypomniało, gdy tu przyszłam, aż nie usłyszeliśmy dzwonek. Razem zeszliśmy na dół, po dość długiej kłótni, że powinnam zostać na górze. Gdy mój mąż otworzył drzwi, zobaczyłam znajomego blondyna.
- Będzie tu dużo roboty.- powiedział.
- Zostańmy tu na noc.- poprosiłam.
- Od kiedy to moja Roza jest taka sentymentalna.- zaśmiał się, a mi zabiło szybciej serce.
- Twoja Roza- zaakcentowałam te słowa.- zanurzyła się we wspomnieniach. Wiele się tutaj wydarzyło. Dużo będzie do sprzątania.
- Chyba nie masz zamiaru sama tu sprzątać?- zdziwił się.
- Nie, no coś ty!- odetchnął z ulgą.- Pomożecie mi.
- Zwariowałaś?!
- A co? Myślisz, że jak jesteś najlepszym strażnikiem, to nie będziesz sprzątać domu?- udałam oburzenie.
- Nie! Ja nie to...- zaczął się tłumaczyć.
- Dymitr ja bardzo chcę tu zostać. Byłam już z trzy razy, a niedługo będę czwarty w twoim rodzinnym domu. Ja wychowywałam się w Akademii, a tutaj są jedyne moje dość rodzinne wspomnienia. Dzięki rodzinie Lissy i temu miejscu po raz pierwszy poczułam się kochana i częścią rodziny. Pragnę podzielić się tym z tobą.
Zobaczyłam, że jego oczy lekko się zaszkliły.
- Roza... ja nie wiem co powiedzieć...- wydusił.
- Chyba po raz pierwszy od dawna.- zażartowałam.
- Możliwe. To cudowne. Z chęcią skorzystam z twojej propozycji.
- To co? Zostaniemy tu.
- Rose, pomyśl logicznie. Nie mamy tu żadnych rzeczy, lodówka jest pusta jeśli jeszcze w ogóle działa, nie mamy wody, a wszędzie jest brudno. I co z Lili?
- Napiszemy do Jill, że mają nasz dom do dyspozycji do rana, a razem tu trochę ogarniemy, włączymy prąd, wodę i gaz. Jest środek ludzkiego dnia, sklepy są otwarte. I tak trochę nam tu zejdzie, to zostaniemy do nocy. Proooooooooo- ciągnęłam w nieskończoność.
- Nie przestaniesz póki się nie zgodzę?- bardziej stwierdził, niż spytał.
-oooooooooooooooooooo- pokiwałam głową.
- No dobra, zgadzam się.
- oszę. Jest. Kocham cię.- zerwałam się z łóżka od czego zakręciło mi się w głowie.
- Ostrożnie Roza. To od czego zaczynamy?- spytał.
- Na zewnątrz w skrzynce są bezpieczniki. Trzeba włączyć prąd. W piwnicy jest zawór od wody i gazu. W szafkach w sypialni państwa Dragomirów będzie świeża pościel. W schowku na półpiętrze są środki czystości, mop i odkurzacz. Trzeba też przejrzeć strych. Ma tu powstać dom dziecka dla dampirów, wiec trzeba wszystko sprawdzić pod tym kątem.
- No dobrze. To ja pójdę sprawdzić korki, gaz i wodę, a później przejrzeć strych.
- Okey. Ja w tym czasie...- zaczęłam, ale mąż mi przerwał.
- Ty w tym czasie odpoczniesz. Nie wiem, czy wiesz, ale to ósmy miesiąc ciąży. Nie pozwolę ci cokolwiek robić.
- Ale co ja mam... nie będę tutaj tak bezczynnie siedzieć.- zaprotestowałam.
- Roza wiesz, że się o ciebie martwię. Zgodziłem się na zostanie tutaj, ale ty masz się oszczędzać. Wiem co możesz zrobić. Ułóż się wygodnie, a ja zaraz wrócę.- powiedział i wyszedł.
Westchnęłam ciężko, ale co poradzę. Położyłam się na łóżku i zaczęłam oglądać wzory na materiale u góry. To aż niesamowite, że zachowało się w nienaruszonym stanie. Wodziłam wzrokiem po ciemnych liściach i splecionych pędach na jasnej zieleni, gdy wrócił mój mąż z czarną torbą i drewnianym czymś pod pachą. Okazało się, że to drugie to mały, rozstawiany stolik na jedzenie do łóżka. Z torby wyciągnął laptopa i położył na podstawce, przede mną.
- Zrób zakupy przez internet i zobacz, co jeszcze nam się przyda, bo myślę, że mydła i różne Domestosy są przeterminowane. Kiedy ostatnio ktoś tu był?- spytał.
- Wczoraj.- uśmiechnęłam się.
- To wiem. A wcześniej?
- Od wypadku ja i Lissa nie przekroczyłyśmy nawet tego progu. Nie miałyśmy tu żadnych rzeczy, bo jechaliśmy do Akademii. I tam zostałyśmy do ucieczki, a potem to sam wiesz.
- Racja. To mówisz, że gdzie ta pościel?- zmienił temat, bo atmosfera zaczęła nam ciążyć.
- W sypialni, w górnej szafce, ten sam regał, co były cygara.- pokierowałam go, odpalając laptopa.
Myślałam co by tu zjeść i pomyślałam o pizzy. Znalazłam stronę naszej ulubionej z młodości. Była niedaleko, ale zapomniałam numeru. Napisałam szybką wiadomość do Jill, że zostajemy i jak tam dziewczynki. Księżniczka odpisała, że już śpią i życzyła miłej nocy. Podziękowałam, po czym zadzwoniłam do pizzerii.
- Pizzeria Picasso. Jakie zamówienie?- rozbrzmiało w słuchawce, a ja nie mogłam uwierzyć własnym uszom.
- Nico?!- zdziwiłam się, że wciąż tam pracuje.
W sumie od naszego ostatniego spotkania minęło prawie pięć lat.
- No kogo ja słyszę? Rose czyżbyś wracała na stare śmieci?- zaśmiał się.
- Jestem na chwilę w domu rodziców Lissy. Chce go przerobić na dom dziecka.
- To super. Może uda nam się jakoś pogadać?- zagadnął.
- Jasne. To co zawsze, ale razy trzy, tak jak zawsze.
- Widzę, że apetyt dopisuje. Masz szczęście, bo właśnie kończę zmianę. Będę za godzinę.
- To czekaj. Ale nie wystrasz się, jeśli otworzy ci...
- Twój mąż?- przerwał mi.
- Skąd wiesz?- zdziwiłam się.
- Jesteście najbardziej rozpoznawalni w całej społeczności. Nawet bardziej od Lissy i jej narzeczonego, którzy i tak są dość kontrowersyjni. Zawsze gdzie jedno, tam można się spodziewać drugiego.
- Jej. Nie myślałam, że aż taka sława nas dotknie. No dobra. Ja tam cię nie zatrzymuję, tylko tym razem się nie spóźnij.- zastrzegłam.
- I mówi to dziewczyna, która notorycznie przychodziła na imprezę pół godziny po rozpoczęciu.- przypomniał.
- Wiesz, czasem trzeba się poświęcić, dla dobrego wejścia.
- No wejścia to ty umiałaś robić.- przyznał i zaczął się śmiać.
W tej chwili wrócił mój mąż z pościelą.
- Nie narzekaj. Dobra nie zajmuję ci więcej czasu.
- No do zobaczenia.
- Pa.
- Z kim rozmawiałaś?- spytał ukochany.
- Zamawiałam pizzę. Najlepsza w mieście. I nie chcę słyszeć odmowy.- zastrzegłam, gdy chciał już coś powiedzieć.
- Ale chyba nie żegnasz się tak z każdym dostawcą?- uniósł jedną brew. Ja tylko uśmiechnęłam się cwanie.- No niech ci będzie. A teraz wstawaj, trzeba zmienić pościel.
chciałam pomóc mu trochę, ale oczywiście mi nie pozwolił. Trochę pościerał kurze na mokro, a ja zamówiłam różne środki czystości. Później opowiadałam mu o wszystkim, co mi się przypomniało, gdy tu przyszłam, aż nie usłyszeliśmy dzwonek. Razem zeszliśmy na dół, po dość długiej kłótni, że powinnam zostać na górze. Gdy mój mąż otworzył drzwi, zobaczyłam znajomego blondyna.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
Subskrybuj:
Posty (Atom)