sobota, 6 sierpnia 2016

ROZDZIAŁ 214

Obudziłam się bardzo wyspana i odprężenia. Chciałam się przeciągnąć, ale zauważyłam, że jest to niemożliwe, bowiem zostałam uwięziona w silnych ramionach. Chwila! Leżę mocno wtulona w Dymitr, naga, bez kołdry. Gdyby weszła tu Lili, miałaby niezłe widoki. I szok do końca życia. Ale ona też kiedyś się zakocha. Pamięcią wróciłam do wczorajszego wieczoru. To było niezwykłe i ekscytujące. Ale mam wrażenie, że coś się zmieniło. Bielikow zachowywał się tak, jak przed akcją. Może naprawdę sobie przypomniał? Może już będzie jak dawniej?
Nagle poczułam, że mój mąż się budzi. Ziewnął przeciągle, jednak nie wypuścił mnie z uścisku. Nawet go wzmocnił, całując mnie w czoło.
- Dzień dobry Roza.- mruknął chowając twarz w moje włosy.
- Dzień dobry towarzyszu. Jak się spało?- spytałam troskliwie.
Po przemianie mówił mi, że dręczyły go koszmary senne, z przeszłości strzygi. Nie chciałam, żeby nadal go to męczyło.
- Cudownie. Mógł bym budzić się tak codziennie.- popatrzył mi w oczy.
Wzrok miał lekko zamglony i nieobecny. 
- Czyli, że do pobudek nie będziesz miał trudności się przyzwyczaić. Gorzej z zasypianiem.- zachichotałam.
- Przy takiej kobiecie i po takim wieczorze, aż nie chce się spać. Pociesza mnie fakt, że jeśli zasnę odurzony twoją bliskością, wciąż będę cię widział.- wtulił się mocniej we mnie.- Spokojnie spałem tak dawno, że już nie pamiętam.- zaśmiał się z tego bezsensowne zdania, w obecnej sytuacji.- W Akademii była służba, a do tego często śniłaś mi się ty. Później miałem zły dzień, że to tylko sen. Zawsze budziłem się w środku nocy, a później myślałem o tobie, o mnie, o nas. Co by było, gdybyśmy mogli być razem, jakby wyglądała nasza przyszłość. Jaka jesteś w łóżku.
- I jak?- spytałam zalotnie.- Spełniam twoje oczekiwania?
- To jest lepsze niż myślałem. Ty jesteś lepsza, niż myślałem. Twój dotyk sprawia, że o wszystkim zapominam. Liczysz się tylko ty. Zawsze.
Wzruszył mnie jego słowa. Nic nie odpowiedziałam. Zamiast tego, podsunęłam się wyżej i cmoknęłam go w usta. On mi oddał, a później pocałowaliśmy się długo i namiętnie. Podczas czułości znalazłam się na nim. Leżałam, patrząc w jego piękne tęczówki.
Nastąpiła chwila ciszy, którą przerwałam.
- Dymitr?
- Hymm...
- Pamiętasz coś? To znaczy coś więcej. Bo zachowywałeś się tak...
- Po obiedzie sobie przypomniałem trochę.- przyznał.- Gdy Lili poszła pobawić się w pokoju, coś mnie pokusiło, żeby Cię przytulić. Nie wiedziałem, jak zareagujesz, ale po wczoraj czułem pustkę, tęsknotę za twoim dotykiem. Gdy Cię objąłem, przypomniałem sobie nasze miesiąc miodowy, niektóre rozmowy i zajęcia w wolnym czasie.- uśmiechnął się znacząco.- Może to mała część tego co powinienem pamiętać, ale pozwoliło mi się to otworzyć.
- To cudownie.- ucieszyłam się.- Może niedługo sobie wszystko przypomnisz i będzie tak jak dawniej.
Jednak mój ukochany nie wydawał się z byt radosny. Cieszył się, ale coś go jeszcze gryzło. Uniosłam się na łokciach, wciąż leżąc na nim.
- Co się dzieje, towarzyszu?- spytałam zaniepokojona.
- Nic.- skłamał.
- Przecież widzę. Coś cię meczy? Wiesz, że mi możesz powiedzieć.
Dymitr nie odpowiedział, tylko zsunął mnie na bok i usiadł na brzegu łóżka, chowając twarz w dłoni.
- Wiem, ale... Roza jak ty ze mną wytrzymujesz? Jak możesz żyć z kimś takim, jak ja? Kimś, kto tak bardzo Cię skrzywdził?
Wychyliłam się po kołdrę, która leżała koło łóżka po mojej stronie. Okryłam się nią i usiadłam przy mężu.
- Słońce dawno zaszło?- spytałam po dłuższej chwili ciszy.
- Jakiś czas temu. A co?- spojrzał na mnie zdziwiony.
- Gwiazdy pewnie dawno się pojawiły. Zawsze chciałam je z tobą pooglądać.
- Przecież oglądaliśmy.- zmarszczył brwi.
- Ale ty tego nie pamiętasz.- powiedziałam smutne.
- To akurat pamiętam bardzo dobrze.- od razu posmutniał.
- Nie oglądaliśmy nocnego nieba przed moją rozprawą.
- Jak nie?! A w domu Galiny?!- patrzył na mnie, jak na wariatkę.
Pokręciłam głową, z uśmiechem.
- To nie byłeś ty.
- Znowu zaczynasz.- westchnął.
- Bo to prawda!- krzyknęłam.- Czy choć raz dałam ci odczuć, że to była twoja wina? Czy choć raz powiedziałam, że jestem na ciebie zła i co najważniejsze, że Cię nie kocham?- pokręcił przecząco głową.- To zrozum w końcu, że zawsze mówię, co myślę, a skoro czegoś nie mówię, to tak nie myślę.
- Roza, to nie takie proste. Chcę sobie wybaczyć...-zaczął, ale mu przerwałam.
- Gdybyś chciał, to byś sobie wybaczył. Ale to nie wszystko. Dymitr, czy ty wierzysz, że mógłbyś sobie wybaczyć?- nie odpowiedział.- Ale ty jesteś ciężkim przypadkiem.- westchnęłam zrezygnowana.
Popatrzył na mnie zdziwiony.
- W jakim sensie?- spytał.
- Jesteś najbardziej honorowym mężczyzną, jakiego znam. Chciałbyś być takim szeryfem, jak z twoich książek. I udaje ci się. Ale na przeszkodzie staje ci jedna rzecz. Sumienie. Nie skrzywdził byś nikogo, kto na to nie zasługuje. Tylko moje pytanie brzmi: Czemu to robisz?
- Roza, przepraszam.
- Nie mnie. Siebie. Chcesz odpokutować coś czego nie zrobiłeś.
- Wciąż zaskakujące jest to, jak mocno wierzysz w moją niewinność. Ja zabijałem ludzi.
- Nie planowałeś nad tym, to nie byłeś ty!- moje hormony nie wytrzymały i zalałam się łzami.
- Roza...- szepnął po długim czasie.
- Nic więcej nie mów, tylko mnie przytul.- poprosiłam, szlochając.
Szybko znalazłam się na jego kolanach, uwięziona w silnych ramionach. Powoli zaczęłam się uspokajać.
- Dymitr, obiecał mi, że nigdy mnie nie zostawisz, że wybaczysz to wszystko sobie i będziemy szczęśliwie żyć.
- Obiecuję Roza. Obiecam ci wszystko, co zechcesz, tylko nie płacz. Wiem, że wiele rzeczy źle zrobiłem, ale nie płacz.- jego głos lekko się załamywał.
- To wszystko przez hormony.- powiedziałam, wycierając oczy i pociągając nosem.
Dłonie męża zeszły na mój brzuch. Wtedy nastąpiło kopnięcie. Ukochany aż podskoczył. Sama przeniosłam tak ręce, patrząc czule na moją ciążę.
- Roza...- nie był w stanie wydobyć z siebie słowa.
- To nasze dzieci.
- Będę ojcem.- wyszeptał. Oczy mu się błyszczały, gdy w szoku i radości, spojrzał na mnie.- Będziemy rodzicami. Rzem.
Nagle się poderwał i zaczął kręcić w miejscu, ze mną w ramionach.
- Roza będziemy rodzicami. Opiekować się małymi istotami, które będę nas kochać. Zobaczymy każdy ich pierwszy krok, słowo, jak dorastają. Dla nich muszę sobie wybaczyć, dla was.
- Dla naszej piątki.- zauważyłam.
- Piątki?!- postawił mnie na ziemi.
- Tak.- potwierdziłam i znowu spojrzałam w dół.- My, ty i Lili. Dymitr, czy... czy pamiętasz jakaś rozmowę z Jewą?- spytałam niepewnie.
- Nie, a co?- spytał niepewnie.
- Kiedyś coś ci mówiła, ale obiecałeś mi powiedzieć po porodzie, żebym się nie denerwował.- na czole strażnika pojawiła się zmarszczka.- Nie ważne, skoro nie pamiętasz. Będziesz mógł się zapytać przy okazji naszego pobytu tam. A teraz chodźmy się ubrać i coś zjeść, bo dzieci zaczną zjadać mnie od środka- zażartowałam.
- A na co by moja księżniczka miała ochotę?- spytał, gdy szliśmy do garderoby.
- Księżniczka? Na księcia.- ja moje słowa, oczy Bielikowa się zaświeciły.- A głodna strażniczka może na te dobre placki z Polski.
Zanim cokolwiek zdążyłam zrobić, Dymitr wziął mnie w ramiona i położył na łóżku.
- W takim razie,- mówił między pocałunkami.- strażniczka musi poczekać, bo księżniczka ma pierwszeństwo.

piątek, 5 sierpnia 2016

ROZDZIAŁ 213

O tak! Ciepła kąpiel, to coś, czego teraz potrzebuję. Jeszcze nie ochłonęłam po dotyku jego dłoni. Teraz leżę w pianie i odprężam się. Nie wiem, co o tym myśleć. Co on myśli? Czy będzie chciał pogadać, czy będzie udawał, że to nie miało miejsca? Podobało mu się? Myślę, że tak. Inaczej przestałby. To chyba nie powinno się stać. Przypomniałam sobie całą scenę i zaczęłam ją analizować. Jego dotyk, miękkie usta, palce błądzące po moim ciele, zachrypnięty głos. Szlag! Jak to możliwe, że od samych myśli o Bielikowie, czuję to ciepło i pulsowanie w podbrzuszu. Jednak lepszy byłby zimny prysznic. Zauważyłam, że siedzę tak pół godziny. Szybko dołączyłam mycie i nasmarowałam się balsamem. Odkąd jestem z Dymitrem, bardziej dbam o siebie. Głównie pod jego naciskiem, ale teraz weszło mi to w nawyk. Ubrałam luźną koszulkę na ramiączkach i dresowe spodenki trzy czwarte. Rozczesałam mokre włosy i wróciłam do sypialni. Mąż leżał na łóżku, czytając western.
- Towarzyszu.- podniósł głowę na mój głos.- Twoja kolej.
Szybko wstał i minął mnie. Chciałam już iść się położyć, gdy poczułam na biodrach ciepłe dłonie. Zadrżałam pod jego dotykiem. Przy uchu usłyszałam zachrypnięty głos z rosyjskim akcentem, o którym niedawno myślałam.
- Ty prekrasno vyglyadish' (Wyglądasz pięknie) Roza.- powiedział i wszedł do łazienki.
Co on ze mną robi? Cała drżąc podeszłam do okna, po czym otworzyłam je. Zimne poranne powietrze orzeźwiło mnie. Mój ukochany jest najlepszym narkotykiem, który odbiera mi zdolność normalnego myślenia. Po kilku głębokich wdechach, względnie ochłonęłam. Jeśli dalej będzie się tak ze mną bawił, to się na niego rzucę, nie ważne, czy tego chce, czy nie.
Po uspokojenie się zostawiłam uchylone okno i weszłam do łóżka. Po chwili z łazienki wrócił mój ukochany. Wpatrywałam się w niego w niemym zachwycie. Miał na sobie jedynie bokserki, z napisem "Ujeżdżę każdego konia". Zobaczyłam je pewnego dnia, gdy byliśmy galerii handlowej. Musiałam mu kupić.
- Kusisz Towarzyszu.- powiedziałam ostrzegawczo, ale z uśmiechem.
On zaskoczył mnie, podchodząc bliżej do łóżka kocim krokiem i wchodząc nade mnie, kładąc dłonie na poduszce tak, że pomiędzy nimi była moja głowa. Zaczęłam szybciej oddychać.
- A co jeśli to mój zamiar?- spytał kokietywnie.
- To szkoda tego nie wykorzystać.
Pocałowałam go namiętnie. Lekko zaskoczony, oddał pocałunek, przenosząc ręce na moje ciało. Dłońmi przeczesywałam jego mokre włosy. Całowaliśmy się szyby, gwałtownie i gorąco. Każdy nasz ruch świadczył o wielkiej tęsknocie naszych ciał. Dymitr szybko, ale jednocześnie delikatnie zdjął moją koszulkę. Pocałunkami zszedł na szyję, a ja ją odchyliłam dając mu więcej miejsca. W dłoniach ściskał moje piersi, czym wywoływał pojedyncze jęki. Zahaczał palcami drugiej ręki o gumkę moich dresów, jakby nie był pewien, czy może. Traciłam zmysły pod dotykiem jego ciepłych dłoni, ale ostatkiem świadomości zajęłam mu bokserki. Nie czekając na nic więcej, Bielikow wyrzucił ostatni dzielący nas materiał po za łóżko.
- Tak wyglądasz dużo lepiej.- mruknął między pocałunkami.
- To te....raz pokaż, jak... jak ujeżdżasz te.... te konie.- wydyszałam.
- Jeśli powiesz mi, co zazwyczaj robimy w łóżku, gdy dzieci grzecznie śpią.- popatrzył na mnie z cwanym uśmieszkiem.
On robi to celowo! Znęca się nade mną.
- Cuda!- wykrzyknęłam, gdy włożył we mnie palec.
- Na przykład takie?- zaczął nim poruszać.
Miałam wrażenie, że zachowuje się jak wcześniej. Może wszystko sobie przypomniał. Jednak nie miałam teraz głowy, do myślenia, gdy prawie dochodziłam. Nie pomagał fakt, że jednocześnie schodził ustami coraz niżej, na dłużej zatrzymując się na piersiach i brzuchu. Na końcu palec zmienił się na usta. Jęczałam co chwilę jego imię, ciągnąć go za włosy. Ciepło w moim podbrzuszu rosło niemiłosiernie. Czułam rosnącą rozkosz, ale wciąż nie mogłam osiągnąć szczytu. Byłam coraz bliżej, jednak brakowało ostatecznej części "rozrywki", której nie chciałam odpuścić.
- Je...jestem.... bli...blis....- nie mogłam się wysłowić, ale najważniejsze, że zrozumiał.
Wracał pocałunkami po całej długości mojego ciała. Gdy znalazł się nade mną, popatrzył mi w oczy, czekając na ostateczne pozwolenie. Dyszał ciężko, a między nogami czułam jak naprężony czeka jego kolega. Wzrok miał nieobecny, ociekający pożądaniem i ogniem. Utonęłam w jego gorącym spojrzeniu. Czułam jak cała płonę, a polowanie w dole domaga się działania. Nie mając sił podnieść się, złapałam go za kark i przyciągnęłam do swoich warg. Nie czekając dłużej wszedł we mnie gwałtownie. Zaskoczona szybkością jego ruchów, pisnęłam, wyginając plecy w łuk. Zaczęliśmy dyszeć sobie w usta. Wbiłam mu w plecy paznokcie, a jego dłonie bez opamiętania studiowały moje ciało. Jęczałam, czekając na spełnienie, które nastąpiło niedługo. Mąż doszedł kilka ruchów po mnie.
Zaczęłam się trząść od emocji, które jeszcze chwilę temu rozrywały moją psychikę.
Dymitr zamknął mnie szczelnie w swoich ramionach, jakbym była najcenniejszym skarbem, którego nigdy nie wypuści z rąk. Wtuliłam się w niego najmocniej jak to możliwe. W jego ramionach czułam się taka mała i delikatna. Strażnik pewnie najchętniej by nas czymś przykrył, ale wokół były tylko poduszki, bo resztę zrzuciliśmy podczas gorącej zabawy.
- Jesteś niesamowita Roza.- usłyszałam, gdy trochę ochłonęliśmy. Jednak nasza pozycja się nie zmieniła.- Kocham cię tak mocno. Dziękuję, ze dałaś mi szansę, nie pozwoliłaś nigdy odejść, dałaś spróbować tej rozkoszy, bycia częścią ciebie. Mówią, że tego kwiatu pół świata, ale dla mnie jesteś tylko ty. Jedna jedyna, najlepsza i tylko moja.
- Wiesz, że niedługo będziesz musiał się mną dzielić?
- Wiem, ale za to również ci dziękuję. Sprawiłaś, że jestem najszczęśliwszym mężczyzną na ziemi, który ma najpiękniejszą żonę na świecie i będzie miał cudowne dzieci. Pokazałaś mi raj na ziemi.
- Oboje go stworzyliśmy.- zauważyłam.- Gdyby nie ty, nie wiem co by ze mną było.
- Co ty gadasz, Roza. Jesteś wspaniałą kobietą i to dzięki twojemu uporowi jesteśmy razem. To ty obudziłaś we mnie uczucie silniejsze, niż cokolwiek na świecie. Rozumiem co to szczęście, miłość, zaufanie. Tylko ty mnie znasz i nikt inny nie dowie się ode mnie tego, do czego ty sama doszłaś. Gdyby nie ty, dalej żył bym złudzeniem, że samotność mnie uszczęśliwia. Zmieniłaś mnie, na dobre. Tylko ty wierzyłaś, że można mnie uratować. Tylko dzięki tobie jestem tu, trzymając cię w swoich ramionach.
Byłam wzruszona jego przemową.
- Dymitr, to ty zdecydowałeś, że zostaniesz ze mną, że nie pojedziesz z Taszą. Tamta noc, dzień, wszystko jedno, nic się wtedy nie liczyło. Tylko ty i ja. Nasza chwila w warowni. Gdybyś nie dał mi pozwolenia, zaprzeczył, że nie powinniśmy, wycofałabym się. To ty dałeś mi nadzieję i wiarę, że możemy być razem.
- Widzisz, jak mało ci potrzeba, do zdziałania cudów.- zaśmialiśmy się.- Ale teraz idź spać.
- Ja tiebia liubliu tovarishch.- powiedziałam zasypiając z błogim uśmieszkiem na ustach.
- Ja tiebia toże liubliu Roza.
Ostatnie co pamiętam to jak pocałował mnie we włosy i zasnęłam w objęciach mojego morfeusza.

czwartek, 4 sierpnia 2016

ROZDZIAŁ 212

Resztę przed południa spędziliśmy na dalszym wspominaniu. Później Dymitr poszedł zrobić obiad, a ja zajrzałam do Lili. Ta ciągle spała. Dobrze, że jest sobota i nie musi iść do szkoły. Postanowiłam ją obudzić. Szybko się przebrała, a ja zrobiłam jej słodkie warkoczyki. Wyglądała uroczo. Po rozpakowaniu jej, zeszłyśmy na obiad.
- A co to za pyszne zapachy?- zagadnęłam, gdy weszłyśmy przez szklane drzwi.
- Dziś mamy włoską kuchnię, a dokładniej spaghetti .- oświadczył strażnik z kuchni.
Razem z siostrą poszłyśmy mu pomóc, rozkładając naczynia i sztućce. Przy okazji podkradłam trochę sosu na palec i oblizałam. Pycha. Już chciałabym to zjeść.
- I jak Roza. Smakuje?!- spytał z uśmiechem Rosjanin.
- Cóż. Jako sławnej sławy krytyk, ogłaszam, że potrawa nie wywołuje u mnie negatywnych odczuć, wręcz przeciwnie. Czuć dokładność i idealność w każdym kęsie, czuję, że jem pokarm bogów, zrobiony przez najważniejsze bóstwo. Jednak myślę, że powinien pan dodać trochę brazylijskiego oregana.- zaśmiałam się.
- "Sławnej sławy"?!- uniósł brew z uśmiechem, krzyżując ręce na piersi.- I co to jest brazylijskie oregano?
- A bo ja wiem. To ty jesteś kucharzem.
Dymitr pokręcił głową z bezsilności. Jednak uśmiech nie schodził mu z twarzy. Sama uśmiechałam się od ucha do ucha. Wzięłam na palca jeszcze trochę sosu, ale zamiast go zjeść, pobrudziłam nim nos Bielikowa. Spojrzał na mnie zdziwiony, a ja zaczęłam się z niego śmiać. Po chwili miałam porcję sosu na ustach, a sekundę później czyściły je inne usta. Rozpływałam się w słodyczy tej chwili. Jednak musieliśmy ją przerwać, żeby sos się nie przypalił. Następnie wszyscy usiedliśmy przy stole. Obiad, jak każde danie męża, był przepyszny. Podczas posiłku mała opowiadała o szkole i koleżankach. Bardzo polubiła się z Jessicą. Była to morojka, której rodzice pracowali w pałacu. Moja siostra szybko odnalazła się w nowym towarzystwie. Prestiżu dodawaliśmy jej ja z mężem. Ale i bez tego by ją polubili. Jest jest miłą, radosną i dobrą dziewczynką.
Po jedzeniu odpoczęliśmy, spędzając czas po swojemu w pokoju z kominkiem. Nie ugasiliśmy ognia, wiedząc że i tak się tam przeniesiemy. Dymitr czytał na kanapie westerny, których nie pamiętał, Lili bawiła się na dywanie, a ja leżałam na poduszkach przed źródłem ciepła z zamkniętymi oczami, słuchając muzyki w słuchawkach. Poczułam ruch obok, a po chwili znajoma dłoń ględziła moją talię. Zachęcony moim błogim uśmiechem, ukochany wtulił się w moje plecy. Na szyi poczułam jego ciepły oddech, co natychmiast wywołało u mnie gęsią skórkę. Z jego zachowania wywnioskowałam, że nie ma z nami małej. Przy nikim by się tak nie zachowywał, zwłaszcza po utracie pamięci. Jedna ze słuchawek została wyciągnięta z mojego ucha.
- Co słuchasz Roza?- spytał strażnik.
Akurat zaczęła lecieć Margaret "Cool Me Down". Po prostu idealna piosenka na naszą pozę. Może nawet ona trochę zaostrzyła atmosferę. Czy tylko mi jest tak gorąco?
- Nie wiem, czy by ci się spodobała towarzyszu, bo ty gustujesz w starych kawałkach.- zaśmiałam się, by trochę się uspokoić.
Włożył sobie słuchawkę i zaczął słuchać. Ciągle głaskał moje biodro i talię, zachęcając czasami o nogi. Poczułam pulsowanie w dole brzucha. On nawet nie wie, jak na mnie działa. Przekręciłam się na drugi bok, przodem do Bielikowa. Popatrzyłam mu głęboko w oczy. Podniósł dłoń i wsadził mi za ucho kosmyk, który opadł mi na twarz.
- Często w akademii marzyłem, że tak spędzać wolny czas.- zaczął.- Przy kobiecie, którą kocham. Bezkarnie móc cię dotykać, przytulać. Rozmawiać z tobą normalnie, a nie tylko wymieniać szybkie zdania podczas treningu.
- Na treningu też zdarzało nam się normalnie rozmawiać.- zauważyłam.
- Ale to nie to samo. Ja to wiem i ty to wiesz.- wymruczał, wtulając się w zagłębienie mojego ramienia i smyrając nosem szyję.
Wciągnęłam gwałtownie powietrze, a następnie wypuściłam je z jękiem, odchylając głowę, żeby miał lepszy dostęp. Zaczął mnie po niej całować, pchają na plecy i pochylają się nade mną. Czułam, że mój jęk obudził w nim dawne pożądanie. W udo wbijała mi się jego męskość, co tylko wzmożyło moje podniesienie i pragnienie bliskości jego ciała. 
- Ta piosenka tworzy idealny klimat, Roza.- cały czas całował mnie po szyi.
- Tak!- jęknęłam z podniecenia.
Zaczął mruczeć mi do ucha przekształcony refren piosenki.

And before the night is over, 
You're light a spark and let the crazy out
You're my goddess, on my knees
down down down down down down

You're hotter than fire, 
Water can’t cool your down
Water can’t cool your do-o-own,
whoa whoa whoa whoa
You're dancing like flames 
And nothing can cool your down
Watch your you run this to-o-own
No water can’t cool your down, 
down down down down down down down da down down 
No water can’t cool your.*

Ma cudowny głos, a ten jego akcent i chrypka wywołana podnieceniem jeszcze bardziej mnie rozpaliła.
- Pasuje, prawda?- spytał, gdy ja traciłam zmysły przez jego ciepłe dłonie na moim brzuchu.- Tak cudownie cię opisuje i to co do ciebie czuję. Otworzyłam ze zdziwienia przymknięte wcześniej oczy. Jego były zamknięte. Klatka piersiowa unosiła się szybko w górę i dół.- Jesteś moją boginią Roza, której nigdy więcej nie chcę tracić. Obiecaj, że już nigdy nie pozwolisz mi odejść.
- Nie pozwolę.- wychrypiałam.- Kocham cię.
Otworzył oczy i popatrzył na mnie.
 - Ja ciebie też.
Zaczął się nade mną pochylać. Wiedziałam, że jak mnie pocałuje, nikt nie będzie w stanie nas powstrzymać. Ale nie przeszkadzało mi to. Nawet wręcz przeciwnie. Może to przywróci mu pamięć. Objęłam go za szyję i zamknęłam oczy, czekając na jego wargi.
- Rose, Dymitr!- usłyszałam wołanie siostry.
Odskoczyliśmy od siebie jak oparzeni. Co to było? Oddychałam ciężko i byłam strasznie rozgrzana. Dymitr musiał czuć się podobnie. Był czerwony, a brązowe kosmyki kleiły mu się do twarzy. Poprawił włosy i próbował się uspokoić. Po chwili do pokoju wpadła Lili.
- To co? Idziemy na ten trening?- spytała wesoło.
___________________________________________________________ 
*
I zanim noc się skończy, 
Zapalisz iskrę i uwolnisz szaleństwo
Jesteś moją boginią, na kolana!
Na dół, dół, dół, dół, dół, dół

Gorętsza niż ogień, 
Woda cię nie ostudzi
Woda cię nie ostudzi,
whoa whoa whoa whoa
Tańczysz jak płomień 
I nic cię nie ostudzi
Patrzę jak rządzisz tym miastem
Nie, woda cię nie ostudzi
Na dół, dół, dół, dół, dół, dół
Nie woda cię nie ostudzi.

Mam nadzieję, że się podobało. Zaskoczeni?! Ja też. Liczę na komentarz, bo bardzo mnie wspierają.  Jeśli chodzi o wczorajszy rozdział, to w najbliższym czasie będą dwa. Jeśli chodzi o pozostałe, które miała nadrobić, to zrobię to w roku szkolnym. Jak to możliwe, że wtedy będę miała czas, a teraz go nie mam? No cóż. Od września rozdziały będą pojawiać się rzadziej. Na początku codziennie, żeby nadrobić te 11, a później co dwa, trzy dni. No chyba, że dostanę objawienia weny. No to chyba wszystko. Kocham was. 💖

Zapomniałabym. Przypominam, że nadal aktualny jest konkurs na imiona dla dzieci (zakładka "KONKURSY") i informuję, że możecie wysyłać linki do swoich blogów lub według was wartych uwagi.( zakładka " WASZE BLOGI"). Dziękuję za uwagę.😘

wtorek, 2 sierpnia 2016

ROZDZIAŁ 211

Poszliśmy do pokoju z kominkiem. Na jego widok Dymitr stanął z otwartą buzią.
- Często siedzieliśmy tu wieczorami, gdy było zimno z kubkami gorącej czekolady.- rozmarzyłam się wchodząc w głąb pomieszczenia.
Moje słowa ocknęły Rosjanina i poszedł rozpalić ogień, a ja sięgnęłam po atlas z szafki. Położyłam go przed kominkiem, w bezpiecznej odległości. Podeszłam do stolika pod oknem i wyspałam do kubków czekoladę. Woda już wcześniej się zagrała, więc od razu zalałam proszek. Wzięłam napoje i podałam mężowi.
Razem usiedliśmy przed ogniem i rozłożyliśmy wszystkie pamiątki. Dymit znalazł gdzieś ten swój dziennik. Z kieszeni wyciągnęłam prezent od niego na święta. Gdy go położyłam, strażnik popatrzył zaintrygowany na przedmiot. Chciał wziąć sztylet, ale w ostatniej chwili się zawahał.
- Mogę?- spytał z dłonią uniesioną nad bronią.
Pokiwałam głową, a on chwycił za pięknie zdobioną rękojeść. Zaczął uważnie studiować piękne narzędzie, w blasku ognia. Sama spędziłam cały wieczór na jego podziwianie, gdy mój mąż miał pierwszy dzień służby, po świętach. Przejechał palcami po napisie, wytłoczonym na ostrzu i róży na podstawie.
- Pamiętam.- szepnął.- Roza, pamiętam.
W tym momencie zwrócił swój wzrok na mnie, uśmiechając się z iskierkami w oczach. Nie odezwałam się, mając nadzieję, że powie więcej. Na jego czole pojawiły się zmarszczki.
- Nie wiem, dokładnie co. To jest jak próba przypomnienie sobie snu. Widzę obraz, ale nie rozpoznaję go dokładnie, a czym bardziej się skupiam, tym łatwiej mi ucieka.- dotknęłam jego kolana, w geście wsparcia.- Ale fragment widzę dokładnie. Trzymałaś ten sztylet z łzami w oczach. Patrzyłaś na mnie z miłością. Uśmiechałaś się. Masz piękny uśmiech.
Teraz też mógł go podziwiać. Cieszyłam się, że sobie coś przypomniał.
- Dałeś mi go na święta. Mój ojciec rzucił komentarz, że tylko ja mogłam ucieszyć się z broni.
- Właśnie, męczy mnie jedna myśl. O co chodziło z tym polowaniem?
- Cóż. Gdy zostaliśmy oficjalnie parą, na koronacji Lissy zagadnął nas mój ojciec, mówiąc, że zabierze Cię na polowanie. Oczywiście moja matka też miała pójść. Nikt nie miał złudzeń, że za tą "rozrywką"- zakreśliłam cudzysłów w powietrzu.- czai się przesłuchanie rodzicielskie. No i się odbyło na dzień przed naszym wyjazdem do Rosji. Jak wróciłeś, uznałeś ze troska moich rodziców, mogłabym zabić sto strzyg. Więc nawet niech nie myślą, że pozwolę ci na nowo to przeżywać, skoro kiedyś sobie przypomnisz.
- A jeśli sobie nie przypomnę?- zasmucił się.
Nie chciałam tego słuchać. Podniosłam mu głowę za podbródek, zmuszając do popatrzenia mi w oczy.
- Na pewno sobie przypomnisz. Jesteś silniejszy niż myślisz. Po za tym, jestem Rose Hathaway-Bielikow. Ja się nigdy nie poddaję.- wypięłam dumnie pierś, na co mój mąż się zaśmiał.
- To może teraz reszta męczących mnie rzeczy z wczoraj.- zaproponował. Zgodziłam się, z lekkimi obawami.- Czemu w kawiarni, gdy walczyłem, reszta strażników uciekła?
- Jesteśmy uznawani za najlepszych strażników na Dworze, jeśli nie na świecie. Wiedzieli, że jeśli walczysz i to jeszcze w mojej obronie, to są tu niepotrzebni i poszli szukać miejsca, gdzie przyda się wsparcie. Zawsze tak jest.
- W tamtym momencie też mi się coś przypomniało. Walczyliśmy ze strzygami, a wszyscy pobiegli. Następnie byliśmy w sali tronowej, chroniąc zgromadzonych tam morojów.
Nagle zaczęłam się śmiać. Dobrze pamiętałem tamto wydarzenie. Ukochany patrzył na mnie, jak na wariatkę. Postanowiłam wytłumaczyć swój nagły wybuch.
- To było kilka dni przed naszym ślubem. Wróciliśmy od moich rodziców. Mówiłam ci o tym, jak zamieszkałam u nich, żeby Robert i Tasza dali nam spokój.- pokiwał głową.- No i tej samej nocy zaatakowały strzygi. Oboje szybko się ubraliśmy i już chciałam wyjść, gdy ty mnie zatrzymałeś. Kazałeś mi zostać, ze względu na dziecko. Byłam ba ciebie zła i chciałam cię wyminąć, ale ty mnie złapałeś, po czym wziąłeś klucze i wybiegłeś zamykając mnie w mieszkaniu. Ale ja, jak to ja, nie mogłam siedzieć na tyłku, gdy wy walczyliście, więc wyszłam przez okno i szybko cię znalazłam.- mój mąż się zaśmiał. Doskonale mnie zna. Po za tym, jest taki sam.- Nie śmiej się. Oboje wiemy, że na moim miejscu zrobiłbyś to samo. Wracając. Włączyłam się do walki, a później pobiegliśmy do królowej. Jej strażnicy, w tym ja, okrążyli ją, a reszta pozostałe osoby. Oprócz morojów, była też Sydney. No i walczyliśmy. W pewnym momencie podsunęłam pomysł i wszyscy robiliśmy jeden, wielki okrąg wokół wszystkich. 
- Ciekawe.- uznał mój mąż. Odłożył sztylet jakby to była największa świętość na świecie.- A o co chodziło z tą sprawą do Kirowej?
- Załatwiłam twojej najmłodszej siostrze rok nauki w Akademii św. Władimira i egzamin.
- Acha.- zamyślił się.- A Wiki o tym wie?
- Niedługi są jej urodziny.- powiedziałam.
- I chcesz żebyśmy jej wtedy powiedzieli?- skończył z uśmiechem.
- Nikt mnie nie zna tak jak ty.- mrugnęłam do niego, na co Rosjanin się zaśmiał.
Następnie zaczęliśmy oglądać zdjęcia. Tłumaczyłam gdzie to jest i w jakiej sytuacji. Zatrzymał się na jednym z ostatniego naszego pobytu w Bai. To było na ognisku.
- Czy to jest...?- wpatrywał się w cztery osoby na pierwszym planie. 
- Tak, to jest Ola. Odwiedziła nas w szpitalu z narzeczonym. W ogóle okazało się, że jej narzeczony to mój przyjaciel z czasów Akademii.
- Nie kojarzę go.- zmarszczył czoło.
- Wyjechał do Rosji po naszej ucieczce. Łączyło nas coś podobnego, do tego co z Masonem. Też mu się podobałam.
Musiał coś wyczuć z mojego tonu, bo spojrzał na mnie zmartwiony.
- Roza,- zaczął niepewnie.- co się między wami stało?
Nie wiedziałam co powiedzieć. Powinien wiedzieć, ale bałam się jego reakcji. Popatrzyłam na jego twarz. Wyglądał tak pięknie i nieziemsko w blasku ognia. Z jego oczy biła troska i miłość. Nie chciałam tego przed nim kryć.
- Na tym ognisku upił się i dobierał do mnie.- wydusiłam w końcu.- Nie wiem, co by się stało, gdyby nie ty.
Patrzył na mnie z szokiem. Po chwili zaskoczenie zastąpiła wściekłość. Usta zacisnął w cienką linię, a dłonie mocno w pięści.
- Jak ja tylko go dopadnę, to...
- Nie!- przerwałam.- To znaczy, już i tak go poważnie pobiłeś, koniec końców się pogodziliśmy. Wincenty sam tego żałuje. Po prostu był pijany, ale kocha tylko Olę, a ona go. Pomogliśmy im się pogodzić. Ślub oczywiście odwołali, a ona zerwała z nim zaręczyny, ale mimo wszystko próbują odbudować swój związek. Wszystko się ułożyło.
Dymitr trochę się uspokoił, ale i tak był zdenerwowany. Z jednej strony podobało mi się to. Pokazał, że zależy mu na mnie. Kocha mnie, a ja jego.
- Nie wiem, czy to dobry kandydat dla Oli.- powiedział z jadem.
- To zrozumiałe, że się o nią martwisz, ale Witek to dobry chłopak. Wtedy miał po prostu chwilę słabości. On będzie umiał o nią zadbać. Rodzina jest dla niego najważniejsza. Nie da nikomu jej skrzywdzić. Możesz być spokojny.- zapewniłam.

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

ROZDZIAŁ 210

- To jest nasz dom?!- Dymitr zszokowany przyglądał się budynku, przed którym zaparkował.
- Sam zleciłeś jego budowę. O podobnym rozmawialiśmy, gdy zabrałeś mnie na zlot.
- I nie nudzisz się w nim?- zaśmiał się.
O tym też wtedy rozmawialiśmy. Bielikow sądził, że to nie życie dla mnie. Powiedział, że mam w sobie ogień, który nie pozwoli mi siedzieć bezczynnie w chatce w górach. Ja jednak miałam inne zdanie.
- Nie. Mam ciebie.- złapałam go za rękę, posyłając mu uśmiech.- Poczekaj, aż wejdziesz do środka.
Już chciałam zabrać dłoń i wysiąść z pojazdu, ale ukochany mi nie pozwolił. Zbliżył ją do ust i pocałował, czule patrząc na mnie.
- To prawda Roza. Nam razem nigdy nie będzie nudno. Przynajmniej mi bardzo odpowiada twoje towarzystwo, bo nie zamierzam roszczyć sobie praw, do twoich myśli.
 - A powinieneś. Znasz mnie lepiej niż ktokolwiek inny. Chyba nawet lepiej ode mnie.
- Ja również jestem dla ciebie otwartą księgą.
Nie wiedząc, co odpowiedzieć, uśmiechnęłam się i wyszłam z samochodu. Lili ciągle spała. Chciałam ją obudzić, ale Rosjanin mnie powstrzymał i wziął ją na ręce.
- Ty bardzo lubisz nosić nas na rękach.- pokiwałam głową z rezygnacją.
- Coś w tym jest.- przyznał poprawiając sobie moją siostrę.
Zauważyłam, że od ataku w kawiarni i otworzenia się przede mną, częściej się uśmiecha i coraz bardziej przypomina, siebie z przed akcji.
Podeszłam do drzwi i z torebki wyciągnęłam klucze. Mąż szedł tuż za mną. Otworzyłam drzwi i położyłam torebkę na szafce z butami, po czym weszłam do salonu. Pokierowałam strażnika, który to pokój siostry, a sama poszłam do kuchni, odkręcić gaz i wodę. Zakręciliśmy je na wszelki wypadek, na czas naszej nieobecności. Następnie wróciłam do salonu, zastanawiając się co dalej. Po chwili w salonie rozniósł się odgłos skrzypienia schodów, pod ciężkimi butami. Odwróciłam się w stronę źródła dźwięku.
- Najpierw wezmę walizki Lili, a później pokażesz mi nasze królestwo.- powiedział Dymitr, mijając mnie i całując przelotnie w usta. Oczywiście nie pozwoli mi sobie pomóc, więc udałam się na górę. Weszłam do naszej sypialni, zapaliłam światło i uklękłam przy jednej z szafek. Z dolnej szuflady wyciągnęłam album, liściki z naszej rocznicy poznania i wydrukowane e- maile z wyzwaniami miłosnymi z czasu akcji w Rosji. Myślałam co by tu jeszcze pokazać ukochanemu, kiedy on stanął w drzwiach pokoju. Zaczął rozglądać się wokół z błyskiem w oczach.
- Nie byłem daleki prawdy, mówiąc o NASZYM królestwie.
Podążyłam za jego wzrokiem. Miał rację. Na szafce nocnej leżał jeden z westernów, wszędzie ustawione byle doniczki lub wazony z różami, na biurku lekki bałagan, ale ze względu na moje szkice. Otóż w wolnym czasie odkryłam w sobie talent rysowniczy. Na ścianach i półkach wisiały nasze zdjęcia, plus laurka od młodych Bielikowów i ostatnie USG, najmłodszej, jeszcze nie narodzonej dwójki z ich rodu.
Patrząc na nie, byłam dumna z tego, że ja i moje dzieci mamy nosić to nazwisko, do końca naszych dni.
- To jedna z naszych oaz spokoju.- oznajmiłam.
- To jest ich więcej?- zdziwił się.
Bez słowa poszłam ma prawo od schodów i zatrzymałam się przy drugich drzwiach na lewo. Pierwsze to był pokój naszych dzieci, który teraz zajmowała Lili.
- To jest twoja prywatna oaza.- powiedziałam, popychając drzwi.
Przed nami ukazał się dość mały pokoik. Wszędzie dookoła ustawiono ciemno brązowe regały z książkami, po za przeciwległą stroną, która była cała w oknach. Ściany miały kolor beżowy, a po środku stało staromodne biurko z pięknymi zdobieniami, w tym samym kolorze, co półki. Na nim stało zdjęcie i matrioszki, ale w większości zajmowały je dokumenty. Mój mąż podszedł o zaczął kilku się przyglądać. Zaglądał do wszystkich szuflad i szafeczek. W jednej stały poukładane segregatory o różnych kolorach. Dwa zainteresowały go najbardziej. Zielony i Czerwony. Na pierwszym napis głosił "strzygi", a na drugim "prywatne". Sama byłam ciekawa co tam jest. Następnie skupił się na książkach. Kilku dotknął z wielką czcią. Domyśliłam się, że to są te pamiętne z Rosji, które obudziły w nim miłość do Dzikiego Zachodu. Nagle zatrzymał się przy jednej. Zauważyłam, że ona jest oddzielona od reszty pomalowaną na złoto deską. Przedziałka wyglądała, jakby była tam od zawsze, jednak wiedziałam, że to nie prawda. Gdy tylko książka znalazła się w dłoniach ukochanego, rozpoznałam ją. Jednak nie wiedziałam, że aż tak ją uświęcił. Zaciekawiony otworzył ją na pierwszej stronie. Przejechał delikatnie palcami po ręcznym piśmie.
- Czy to jest...- spojrzał na mnie zaskoczony.
- Tak,- przerwałam mu.- to jest autograf samego Luisa A . Trzymasz w przedpremierowe wydanie najnowszej jego książki, napisane cerlicą.
- Skąd...?!- znowu nie potrafił skończyć.
- Zdobyłam to na święta. Ale to jeszcze nic. Otwórz na... 184 stronie.
Tu zaczynał się jego ulubiony fragment. Znałam go na pamięć. To dość ciekawa historia. Często wracał do niego, a przy tym patrzył na mnie z miłością. Pewnego dnia z ciekawości przeczytałam go z nim. Przypominał naszą ucieczkę z Dworu, gdy oskarżono mnie o zabójstwo królowej. Główny bohater pomaga uciec wybrance serca z więzienia, gdzie została uwięziona niesłusznie i we swoje zaczynają podróż po wielkich stepach i dzikich kanionach, by złapać prawdziwego przestępcę. Z tą różnicą, że nie mieli do pomocy Alchemiczki i nie próbowali ukrywać swojej miłości. Włożył w nią zdjęcie, któremu teraz się przyglądał z jeszcze większym szokiem. Podeszłam do niego, choć i bez tego wiedziałam, co się ma nim znajduje.
- Czy to jest...?!- po raz kolejny mu przerwałam.
- Jak wróciliśmy z miesiąca miodowego dałam ci inną, trudniejszą sukienkę do ubrania. Udało ci się i obiecałam ci za to nagrodę. To było to spotkanie.
Odwrócił fotografię. Z tyłu napisane było moim pismem: "Wszystkiego najlepszego towarzyszu. Dzisiaj i zawsze kochająca Roza" i data.
- Moje urodziny. Roza ja nie wiem, co powiedzieć. Tyle cudownych rzeczy dla mnie zrobiłaś.- mąż patrzył na mnie z wielką miłością. Po chwili całowaliśmy się z czułością i całym naszym uczuciem.
- Ty nie byłeś gorszy. Weź te teczki i książkę. Zbierzemy wszystko, z czym jesteśmy silnie związani emocjonalnie.

niedziela, 31 lipca 2016

ROZDZIAŁ 209

- Teraz skręca na lewo.- pokierowałam męża. 
- Ale tam się jedzie na autostradę.- zdziwił się, ale wykonał moje polecenie.
- Tak, ale przed wjazdem jest polna droga. Będziemy jechać nią dziesięć minut... O! To ta. Tak, dobrze. A przed lasem skręć w prawo, a później wyjedziemy na normalną ulicę.
Jedziemy tak od jakiś dwudziestu minut. Oczywiście Lili została w szkole, tak więc będą po nią przyjeżdżać rodzice koleżanki, bo mają po drodze.
- Teraz skręć.- poinformowałam.
- Opowiedz mi coś, co najlepiej wspominasz z tych miesięcy. Jeden dzień od A do Z. Albo coś czego nie pamiętam, a powinienem. Bo wczoraj opowiedziałaś mi wszystko w większym skrócie.
Zastanowiłam się chwilę. Dużo było takich chwil i naszych rozmów. Wreszcie postanowiłam opowiedzieć mu o rocznicy naszego spotkania.
- Było to w na naszym miesiącu miodowym. Dokładnie czwartego października.
- Wtedy moje życie na zawsze się zmieniło. Złapałem ciebie i Wasylisse. Dziękuję, że pojawiłaś się w moim życiu.- położył mi na kolanie swoją dłoń.
Uśmiechnęłam się w jego stronę. On na chwilę również się odwrócił i uśmiechnął. Lecz zaraz musiał wracać do pilnowania drogi.
- Obudziłam się sama w łóżku. Szybko znalazłam liścik od ciebie ze wskazówkami. Najpierw kazałeś mi iść do łazienki się wypindrzyć. Dałeś mi cudowną czerwoną sukienkę. Następnie kazałeś zjeść śniadanie, ale od takiego kucharza to za wiele zachęty nie potrzeba.- strażnik uśmiechnął się na mój komentarz.- Teraz jedz tą drogą na drugą stronę lasu. I skręć w następną drogę po lewej. Na jej końcu będzie nasz dom. Przy jedzeniu była kolejna kartka. Nawet mam je gdzieś schowane, to ci pokaże, jak będziemy na miejscu. Pisałeś, że mam iść za różami i je zbierać. Pierwsza była przywiązana wstążką do klamki. I tak zbierałam bukiet, idąc przez wszystkie pomieszczenia w jakich spędziliśmy ostatnie tygodnie. Różany szlak zaprowadził mnie na plażę, przed czerwony dywan, a naokoło wyspany był biały piasek. Zaczęłam iść po materiale, aż zatrzymałam się przed białym namiotem. Wtedy podszedłeś do mnie od tyłu i założyłeś ten medalik.- dotknęłam biżuterii na szyi, którą ściągałam jedynie do spania, jak obrączkę i pierścionek zaręczynowy.- później pokażę Ci zdjęcie w środku. W namiocie... Ehem... podziękowałeś mi za cały rok. Następnie zrobiłam ci lekcję, a raczej sprawdzian z ubierania mnie.- zarumieniłam się.
- Nigdy nie sądziłem, że zobaczę cię zarumienioną. A ostatnio czerwony to najczęstszy kolor twojej twarzy. Czemu tak cię to zawstydza. Trochę się zmieniłaś.
- Bardzo dużo przez ten czas się zmieniło.- na chwilę zapadła cisza.- Po prostu, ty pamiętasz tylko nasz pierwszy raz. Trochę trudno rozmawiać o takich rzeczach.- nagle pomyślałam o drugiej opcji.- To był nasz pierwszy raz.
Rosjanin zmarszczył czoło. Lili spała z tyłu, więc mogliśmy sobie pozwolić na takie tematy.
- Wiem, że to był nasz pierwszy raz.- nie zrozumiał.
- Nie o to m chodzi.- wzięłam głęboki oddech.- Ty Dymitrze Bielikow zrobiłeś ze mnie kobietę.- wyznałam.
Na początku dalej nie rozumiał. Jednak w chwili, gdy dotarło do niego znaczenie moich słów, stracił panowanie nad kierownicą i wjechał na sąsiedni pas. Cieszyłam się, że dla ludzi to środek nocy i jeździ mało samochodów. Wyrównał pojazd i zatrzymał się na poboczu.
- Byłaś dziewicą?!- szepnął, nie dowierzając.
- Tak.
- I ja...?!- patrzył na mnie wyczekująco. Pokiwałam głową.
- Tak.
- Ni...nie mogę uwierzyć. Jestem takim szczęściarzem. I tak ci się za to odwdzięczyłem.- zaczął się denerwować.
- Jesteś moją pierwszą i jedyną miłością towarzyszu. I nie chcę nikogo innego. To nie byłeś ty. Ty nigdy byś mnie nie skrzywdził. Po za tym sama na to pozwalała.
- Jakbyś miała większy wybór.- zakupił.
Moje serce łamał się na dźwięk bólu i rozpaczy w jego głosie.
Odpięłam nasze pasy i usiadłam na kolanach męża, zarzucając mu ręce za kark. Brzuch trochę mi przeszkadzał, ale nie przejmowałam się tym. Najważniejsze, żeby on poczuł się lepiej.
- Kochanie popatrz na mnie.- zażądałam.
- Nie zasługuję, by tak do mnie mówić.- odparł cicho wciąż patrząc w bok.
- W takim razie, masz szczęście, że jestem innego zdania.- podniosłam mu głowę, bo sam nie raczył tego robić.- Posłuchaj mnie teraz uważnie. Nieważne co powiesz, zrobisz, czy co tam jeszcze można. Nie ważne w jak wielkie gówna się wkopiesz. Zawsze będę z tobą i dla ciebie. Nigdy cię nie zostawię i nie zwątpię w ciebie, tak jak ty nigdy tego nie zrobiłeś względem mnie. Będę za tobą stała murem, choćby i przeciw całemu światu. Bo cię kocham i to nigdy się nie zmieni. Kocham mojego Dymitra jakikolwiek nie jest. Bo wiem, że zawsze tam jest.- położyłam dłoń w miejscu gdzie powinno być jego serce.
Oczy mojego ukochanego zaszkliły się.
- Pamiętasz.
- Miałam dobrego nauczyciela. Ale nie wiem czy go znasz.- zachichotał cicho.- Może o nim słyszałeś, ale osobiście marzenie. Bosko seksowny Rosjanin, z boskim akcentem, który bosko walczy i jest bosko dobry w łóżku.- zamruczałam przeciągle.
Widziałam jak jego oczy ciemnieją z pożądania.
- Tęsknisz za tym?- spytał.
- Może trochę, ale nie chce niczego na tobie wymuszać. Kocham cię i bez tego.
- Według mnie robisz wszystko, żeby to się stało tu i teraz.
- No dobra. Skoro nie chcesz mogę zejść.- zaczęłam się gramolić na swoje miejsce.
Gdy je zajęłam, zapięłam pasy. Jednak auto nie ruszyło. Strażnik pochylił się w moją stronę i złapał jeden z moich kosmyków. Okręcił go sobie na palcu, a później rozpuszczał go i od nowa zaplatał.
- Tylko ty umiesz tak szybko poprawić mi humor.- przyznał, patrząc mi w oczy. Z taką intensywnością i miłością, które były zarezerwowane tylko dla mnie.
- Uwierz mi, to działa w dwie strony.
Dotknęłam dłońmi torsu męża i zbliżyłam swoją twarz do jego. Źrenice rozszerzyły mu się, gdy zrozumiał co zamierzam. Puścił moje włosy i objął mnie w pasie. Nasze usta dzieliły już milimetry, a atmosfera wokół coraz bardziej gęstniała. Nie wytrzymałam napięcia i przyciągnęłam go dłońmi za kark, łącząc nasze wargi w słodkim, pełnym miłości i tęsknoty pocałunku. Jakbyśmy chcieli zapewnić siebie o naszym uczuciu. Po długich minutach odsunęliśmy się od siebie, ciężko łapiąc oddech. Mimo, że było ciemno, w blasku księżyca mogłam dostrzec iskierki radości w oczach Bielikowa. Pewnie z trudem,  wrócił na stoję miejsce i zapiął pasy. Po chwili na nowo odpalił samochód i jechał za moimi wskazówkami.
- To ta droga.- wychrypiałam, po czym odchrząknęłam, aby odzyskać normalny głos.
- To jak mi poszło z tym ubieraniem?- spytał Dymitr, uśmiechając się od ucha do ucha.
- Byłeś z siebie dumny jak paw.- droczyłam się z nim.

ROZDZIAŁ 208

Obiad nie trwał długo. Przez kilka godzin Wspominaliśmy stare czasy, rozmawialiśmy o sprawach królestwa i takie tam. Nagle moją uwagę przykuł błysk. Zaczęłam się rozglądać za jego źródłem. Nie uszło to uwadze mojego męża.
- Co się dzieje, Roza?- spytał cicho.
Poczułam falę ciepła, jak zawsze, gdy używa Rosyjskiej wersji mojego imienia. Już chciałam powiedzieć, że nic tak, ale zauważyłam coś bardzo interesującego. Zaczęłam się uśmiechać jak głupia do sera. Sydney zauważyła to i na migi rozkazała mi milczeć. Jednak ja nie lubię słuchać innych.
- Bardzo przepraszam...- zaczęłam, ale ktoś mi przerwał.
- Ty?!- zadrwił Christian, za co dostał kuksańca od narzeczonej.
-.... że wam przerwę,- kontynuowałam, nie zwracając uwagi na tego idiotę.- Ale mam silne wrażenie, że Adrian i Sydney mają nam coś ciekawego do powiedzenia.
Wszyscy patrzyli ba nietypową parę. Alchemiczka zabijała mnie wzrokiem. Jednak jej uwagę zwrócił Iwaszkow, chwytając ją za dłoń.
- Skoro już nas nakryłaś mała dampirzyco, nie zostało nam nic innego i się przyznać.- westchnął ciężko, udając smutek.
Sydney nagrała powietrza.
- Adrian mi się oświadczył.- powiedziała.
Przy stole zaczął się charmideł. Siedziałam dumna z siebie, gdy reszta dziewczyn już pędziła im gratulować. Za to chłopakom opadły kopary. Jednak zanim którakolwiek się podniosła, Adrian powstrzymał się.
- Jeśli już się przyznajemy, to dajcie nam się przyznać do wszystkiego.- powiedział i zrobił przerwę.
Zdziwiona, przyglądałam się im ze zmarszczonym czołem. Co mogą chcieć nam powiedzieć? Sydney nagle zrobiła się czerwona i spuściła wzrok. Iwaszkow kontynuował swoją przemowę
- Otóż, kilka dni temu dowiedziałem się, że... będę ojcem.
Na kilka sekund zapadła głucha cisza. A po niej wszystko się zaczęło. Wszyscy doskoczyli do przyszłych rodziców i zaczęli im gratulować i ściskać. Para wstała i odeszła trochę od stołu, aby zrobić miejsce.
- No chłopie, to żeś się wpakował.- poklepałam moroja po plecach, gdy przyszła moja kolej.- Teraz musisz dbać o rodzinę, koniec imprez, alkoholu i papierosów.
- Teraz mam coś o wiele cenniejszego.- powiedział i pocałował narzeczoną w rękę, patrząc na nią z miłością. Cieszę się, że znalazł prawdziwą miłość. Odruchowo złapałem za dłoń ukochanego.- Doskonale wiesz, że mogłaś to być ty.- szepnął, gdy go przytulałam.
- Iwaszkow nie przeginaj. Rozmawialiśmy o tym.- upomniałam go. Następnie przytuliłam Sydney.- Gratuluję. Pilnuj go.
- Spokojnie. Już ja zadbam by nawet nie myślał o innych dziewczynach.
- No Eddy już tylko na was czekamy.- powiedziałam, gdy wszyscy wrócili na swoje miejsca.
- Tylko mi się z dziećmi nie spieszyć.- Lissa z udawaną groźbą pokiwała palcem, a reszta zaczęła się śmiać.
- Dajcie im się nacieszyć wolnością. Mają czas na wesele.- Mason stanął w ich obronie, ale pierwszym zdaniem naraził się na gniewną minę żony.- Po za tym Jill jest jeszcze niepełnoletnia.- użył innego argumentu, przytulając ukochaną.
Po pół godzinie wszyscy zaczęli się zbierać.
- Rose, Dymirt, mogę was prosić jeszcze do komnaty gościnnej?- spytała królowa.
- Oczywiście.- odpowiedziałam chcieliśmy już iść, ale zatrzymał nas mój ojciec.
- Jeszcze mam takie pytanie, bo chyba Bielikow nie pamięta naszej rozmowy na polowaniu.- uśmiechnął się cwanie.
O nie! Nie pozwolę, żeby znowu mi go zabrali.
- Nie ma takiej potrzeby. Dymirt już kilka rzeczy sobie przypomniał.- zapewniłam zanim mój ukochany zdążył się odezwać.
- Czy aby na pewno?- Abe podniósł jedną brew.
- Tak panie Mazur.- potwierdził strażnik, gdy go szturchnęłam.
- No cóż. Ale jakbyś znowu zapomniał, to ja na powtórkę zawsze chętny.- mój ojciec wyglądał na trochę rozczarowanego.
Pożegnaliśmy się za wszystkimi i poszliśmy do Lissy. W komnacie usiadłam, jak zawsze koło przyjaciółki. Rosjanin chyba nie do końca wiedział, gdzie się podziać, więc poklepałam miejsce obok, żeby je zajął. Gdy to zrobił wtuliłam się w jego ramię. Spiął się, ale po chwili się odprężył i objął mnie. Zaskoczył mnie tym. Najwidoczniej chciał mi sprawić przyjemność. Tak bardzo go kocham. Para królewska siedziała tak samo.
- Więc o co chodzi?- zaczęłam.
- Najważniejsze sprawy.- odpowiedziała Lissa.- Hans wróci dopiero za tydzień, bo był w ramach szpiegowania tych, co obserwowali Dwór. Stracił kontakt ze szpiegami i sam musiał jechać. Okazało się to podpuchą. To wszystko było sprawką strzyg. Skoro jest po ataku, wszystko wraca do normy. Dymitr odzyskuje urlop i możecie wrócić do domu.
- Hans przekazał nam jeszcze kilka informacji.- wtrącił Ozera- Mówił, że to dla ciebie Rose. Nie wiem, o co chodzi, ale Kirowa się zgodziła,- ucieszyłam się w środku.- ale tylko ze względu na Bielikowa.
- Co za krowa!- wtrąciłam, czym zasłużyłam na karcące spojrzenie męża.
Ale nic sobie z tego nie zrobiłam. Nienawidzę tej kobiety. Wykorzysta każdą okazję, żeby wytrącić mnie z równowagi. Christian nie wzruszony, kontynuował.
- A w śród strażników przeprowadzono testy i dowództwo zgodziło się z twoim pomysłem. Też nie mam pojęcia co to znaczy.
- Chodzi o to, ze ja i Dymitr jesteśmy niepokonani razem, bo chcemy chronić siebie nawzajem.- tłumaczyłam.- Ale to jest powód czemu nie możemy wspólnie chronić morojów. Dlatego podsunęłam Hansowi pomysł, żeby pary ustawiać z dala od morojów. Wtedy ochrona będzie skuteczniejsza.
- No nawet ja muszę przyznać, że nieźle.
- Jeśli usłyszałam pochwałę z ust Christiana, to znaczy, że to jest coś.- przyznała i razem z przyjaciółką zaczęłyśmy się śmiać.
- Wracając.- Lissa się trochę uspokoiła.- Chciała bym, abyście sprawdzili ten mój dom, i ocenili czy się nadaje. Mogłabym posłać kogoś innego, ale ufam wam. Potrzebuję wykresu co się nadaje, a co kupić. Ja się w ogóle nie znam nad tym, co potrzeba małym dampirom.
- Spokojnie. Wszystkim się zajmiemy.- zapewniłam.- Ale pamiętasz, że za miesiąc lecimy?-Mąż popatrzył na mnie zdziwiony.- Niespodzianka.- szepnęłam z uśmiechem, tak żeby wszyscy to usłyszeli i zaczęliśmy się śmiać.
- Tak, pamiętam. Nawet wszystko wam załatwię, żeby Twój ojciec zostawił biedną Sydney w spokoju.
- No nie. Dalej ją meczy?! Już ja z nim sobie porozmawiam. Będzie ją błagał na kolanach, żeby coś więcej zrobiła.
- Nie kiedy można ciebie bać się bardziej niż jego.
- To prawda.-przytaknęłam królowej ze złowrogim uśmiechem.
Jeszcze chwilę pogadaliśmy, ale zrobiło się późno i musieliśmy wracać. Po drodze zagarnęliśmy Lili, która została z księżniczką w sali. Przez całą obiadokolacje bawiła się w przygotowanym kąciku. Postanowiliśmy z rana wracać do domu, więc w mieszkaniu spakowaliśmy się, wykapaliśmy i poszliśmy szybko spać.

sobota, 30 lipca 2016

ROZDZIAŁ 207

Wyrzuciłam walizkę Dymitra po za sypialnię, a sama się w niej zamknęłam. Po chwili usłyszałam pukanie do drzwi.
- Roza co robisz?- spytał zdziwiony Rosjanin.
- Szykuję się na obiad.- odpowiedziałam.- I tobie też radzę.
- Ale gdzie?- spytał zdziwiony.
- Weź swoje ubrania, wybierz coś odpowiedniego i pójdź do komnaty na końcu korytarza na piętrze niżej w lewo.- pokierowałam go.- tam mieszka Eddy.
Nie usłyszałam nic w odpowiedzi. Po chwili po mieszkaniu rozniósł się dźwięk zamykanych drzwi. Wzięłam z walizki świeżą bieliznę i poszłam wziąć kąpiel. Po dokładnym umyciu się, pachniałam brzoskwiniami,a moje włosy kiwi. Nasmarowałam się balsamem i zaczęłam szukać najlepszej sukienki na dzisiaj. Miałyśmy z dziewczynami spotkać się w garderobie królowej. Zdecydowałam się na tą samą, którą się miałam na w
Święta. Ubrałam ją, a na to długi płaszcz. Nie chciałam, żeby ktoś mnie w niej zobaczył przed czasem. Na nogi założyłam grube leginsy i kozaki. Zabrałam jeszcze niebieskie półbuty na platformie. Teraz muszę przejść z naszego budynku do pałacu. Na szczęście jest już cieplej. Zakluczyłam drzwi i ruszyła do przyjaciółek. Po drodze zgarnęłam Lili. Kilka minut później byłam na miejscu. W środku już siedziały wszystkie dziewczyny: Lissa, Jill, Mia, Sydney i...
- Mama?!- zdziwiłam się.- Co ty tu robisz?! 
- A niedawno przyjechaliśmy na Dwór z twoim ojcem i dostaliśmy zaproszenia na kolację.- wytłumaczyła strażniczka.
- No dobra.- powiedziałam tylko.
- Rose
 ściągaj ten płaszcz i pokaż co masz pod spodem.- zażądała Królowa.
- A postanowiłam użyć sukienki ze świąt.- wykonałam polecenie.- Mam trochę tych sukienek, ale szkoda, żeby wyrzucić je po jednym noszeniu.
- No dobra. Siadaj i pomóż mi jakąś wybrać.
Reszta dziewczyn też biegała. Sydney miała na sobie leginsy i elegancką tunikę. w sukience widziałam ją tylko podczas swojego ślubu. Jill nadal była w szlafroku i szukała idealnej kreacji. Mia miała czerwoną obcisłą sukienkę, sięgającą połowy ud i eksponującą jej wdzięki. Zauważyłam, że podcięła włosy do ramion. Lissa spostrzegła, że na to patrzę.
- Tobie Rose też podetniemy, chociaż końcówki.
- Niech te twoje fryzjerki nawet nie zbliżają się do mnie z nożyczkami, bo nie będą zdolne do dalszego wykonywania zawodu.- zagroziłam, zmieniając buty.- Dymitr by mi tego nigdy nie wybaczył.
- Ale Rose...
- Żadnego "ale"! Nie i już. Lepiej zajmijmy się sukienkami. Jill idź na niebieskie. Najlepiej jakaś rozkloszowana do kolan. Niewinność, połączona z obietnicą rozkoszy. A tobie kochana,- złapałem Lissę pod ramię i zaczęłam prowadzić do działu zielonych sukienek.- potrzeba coś iście królewskiego.
Szybko znalazłam idealną kreację. Jill też nie została z tyłu. Lili tym razem przebrała się w fiolet.(↓) Gorzej z Janine.
- Mam coś co może pomóc.- królowa pokazała mi swój telefon.- Dress Up! Aplikacja pomagająca dobrać idealny kolor. Dalej będzie prosto.
Zrobiła zdjęcie strażniczce. Mogę z czystym sumieniem zapewnić, że Janine Hathaway jest nie fotogeniczna. Wspólnie Wspólnie ustaliłyśmy, że najlepiej jej w słonecznej brzoskwini. Nie wiem, kto wymyślił nazwy tych kolorów, ale na pewno nie facet. Tak więc poszłyśmy w odcienie pomarańczy i szukaliśmy. Byłoby prościej, gdyby nie powiedziała na początku, że jest jej wszystkiego jedno, a później zaczęła wybrzydzać. A to za krótka, a to bez ramiączek, takie coś to można jako fartuszek na ubranie nosić, a nie na gołe ciało. Z tą kobietą oszaleć można Ostatecznie zgodziła się na długą do kolan, przylegająca do ciała suknię. Oczywiście kolor pasował idealnie.(↓)
- Dobra, następny przystanek styliści.- zakomunikowała moja przyjaciółka.
Razem poszliśmy do komnaty na przeciwko. Usiadłam na pierwszym stanowisku i po sekundzie stała nade mną stylistka. Z nią pojawiła się kosmetyczka. Po pół godziny byłyśmy wszystkie gotowe.
- To co idziemy zachwycić panów?- spytała Mia, gdy przeglądałam się w lustrze.
- Jasne, tylko coś sprawdzę.
Wyciągnęłam z torebki słuchawkę, którą miał każdy strażnik królewski. Wsadziłam ją do ucha i połączyłam się z jedną ze strażniczek na sali.
- Ashley, jak tam przygotowania?- spytałam.
- Wszystko gotowe Rose. Ale są tylko strażnicy i męska część gości.
- Spokojnie. Z dziewczynami planujemy wielkie wejście.
Kobiety popatrzyły na mnie zdziwione, ale po chwili na ich twarzach pojawiły się cwane uśmiechy.
- Rozumiem.- mogłam się założyć, że strażniczka również się uśmiechnęła.- W takim razie są wszyscy.
- Okey. Zaraz będziemy.
Rozłączyłam się. Następnie omówiłam z resztą plan. Ustaliłyśmy że zrobimy wejście na strzałkę, że tak to nazwę. Na środku idą oczywiście królowa i Jill, po jej bokach z tyłu ja i Mia, a po naszych zewnętrznych stronach, jeszcze dalej, Sydney koło mnie i moją matka za morojką. Lili szła koło mnie, schowana za Dragomirównami.
Przed wejściem załatwiłam konhordy. Ale nie grali tradycyjnie, a nowocześnie w rytm mojej i Lissy ulubionej piosenki, Bad Girls. Gdy poleciały pierwsze dźwięki, otworzono drzwi. Weszłyśmy w lekki przeciąg. Włosy moje i Jill były rozpuszczone, wiec lekko zafalowały. Mii i mojej matki były za krótkie, Sydney miała warkocz na boku, a Lissa dostojnego koka z dwoma kosmykami, podającymi falami na jej twarz.
Mężczyźni patrzyli na nas z otwartymi ustami. No oprócz Dymitra i Abe'a. Mój mąż zachował kamienną twarz, jednak jego wzrok mówił wszystko. Przyglądał mi się tak intensywnie, że niemal poczułam jak mnie rozbiera wzrokiem. Za to Mazur przyglądał się Janine z typowym dla siebie cwanym uśmieszkiem. Zalotnie kręcąc tyłkami, oprócz mojej mamy i Lili, podeszłyśmy do nich. Zajęłyśmy miejsca i zaczęłyśmy rozmawiać, jakby nigdy nic. Po chwili panowie dołączyli do naszych pogaduszek, komplementując nasz wygląd i wejście.
- Zgaduję, ze był to genialny pomysł nie jakiej Rose Hathaway... yy...Bielikow.-dokończył Ozera, gdy popatrzyłam na niego groźnie.
- Lubię takie akcje.- przyznałam, nakładając sobie sałatkę.
_________________________________________________________
Sukienka Rose


Sukienka Mii

Sukienka Jill

Sukienka Lissy

Sukienka Lili

Sukienka Janine