Drzwi powoli się otwierały. Postanowiliśmy zrobić uroczyste wejście, ze względu na Lilianę. Nie mogłam się doczekać jej miny, gdy zobaczy na tronie naszego niedzielnego gościa.
Wkroczyliśmy dumnie, z gracją do pomieszczenia. Jednak choć bardzo się starałam, nie umiałam powstrzymać uśmiechu. Nagle mała zatrzymała się. A że trzymała Dymitra, on też przystanął. Jej mina była bez cenna. Popatrzyła na królową, a następnie na nas, jakby myślała, że to żart.
Jak wchodziliśmy, Lissa była spięta,ale gdy tylko nas zobaczyła rozluźniła się. W komnacie byli również młodzi Ozera i Dragomirówna. Moja przyjaciółka zeszła z tronu i przytuliła na przywitanie każdego z nas. Biedny Dymitr zmieszany, nie wiedział co robić.
- Naprawdę ty jesteś królową?- Lili ochłonęła z szoku, na tyle by w końcu się odezwać.
- Tak.- potwierdziła morojka.- Oto ja.
Przywitałam się z Jill, która od razu zabrała moją siostrę. Mała nie mogła być przy rozmowie, a księżniczka ją pokochała. Nasza pozostała czwórka przeszła do pokoju obok. Zajęliśmy miejsca na sofie.
- Mogłabym powiedzieć to Dymitrowi,- zaczęła Lissa.- ale on pewnie by cię nie powiadomił, a jakbyś się dowiedziała, byłabyś zła na niego i na mnie. Więc postanowiłam powiedzieć to wam obojgu. Mamy problem. W Rosji podniósł się poziom działalności strzyg. Potrzebujemy dobrych strażników. Ty Rose nie możesz jechać, ale strażnik Bielikow mógłby się tam przydać. Nawet jako dowódca. Podróż na pięć dni do Nowosybirska.- z ukochanym wymieniliśmy spojrzenia. Nowosybirsk. Czemu ono? Rosja zajmuje pół świata, ale nie. Ze wszystkich miast musi być akurat to.- Tak, wiem że nie lubicie tego miasta, ale to nie zależne od nas. Co wy na to?- spytała patrząc na mnie z obawą.
Dymitr chciał już się odezwać, ale mu przerwałam.
- Myślę, że ja mam najmniej do gadania. To nasz obowiązek. Nie podoba mi się to, ale zgadzam się.
Mój mąż tylko pokiwał głową.
- Dobrze. Przyda im się wsparcie. Wyjazd jest w czwartek o wschodzie słońca. Do tego czasu masz wolne.- zwróciła się do Bielikowa. Dzisiaj wtorek. Mamy dla siebie jeszcze dwa dni. No i dzisiaj.
Chwilę zastanawiałam się nad tą akcją i wpadłam ma genialny pomysł.
- Lissa, pamiętasz jak ci opowiadałam o moim wyjeździe z Bai?- morojka przytaknęła.- Pomogła mi grupa Denisa. Myślę, że oni i inni niezaprzysiężeni mogliby wam pomóc. Do ich gromad wystarczy dać jakiegoś nawet nowicjusza, żeby ich poprowadził i będzie więcej wojowników. Są dobrzy w walce, ale nie mają przemyślanej strategii ataków. A na tych akcjach czegoś się dowiedzą i będą zabijać więcej strzyg, tracąc mniej ludzi.
Teraz królowa się zamyśliła.
- To nie jest głupie.- przyznała.- Przekażę to strażnikowi Croft. Jak usłyszy, że to twój pomysł na pewno się zgodzi. Zawsze cię cenił. No od czasu akcji w magazynie.
Zdziwiło mnie to. To prawda byłam użyteczna, ale to ze względu na więź. Nie sądziłam, że docenił moje umiejętności. No cóż, lepiej nie oceniać po pozorach.
Chwilę jeszcze porozmawialiśmy. Ja z przyjaciółką. Dymitr z Christianem. Ostatnio zbliżyli się do siebie. W między czasie przyszła Jill z Lilianą. Mała miała mnóstwo pytań do młodej królowej. To było dość śmieszne. Po jakimś czasie Lissa musiała wracać do obowiązków, a moja siostra zgłodniała. Mój mąż chciał wracać do domu, ale jak powiedziałam mu o zakupach, uznał że w kawiarence też jest dobre jedzenie. Poszliśmy do naszej ulubionej. Przed przeprowadzką często tu przychodziliśmy na desery lodowe. Oprócz ciast i gorących napojów, podawano tu również obiady. Zamówiliśmy sobie coś do jedzenia i zajęliśmy miejsca przy oknie. Było późne popołudnie, więc w kawiarni siedziało kilkoro dzieciaków po lekcjach. Lili poznała kilka i usiadła z nimi przy innym stoliku. Bardzo szybko zaaklimatyzowała się w ich grupie. Siedzieliśmy patrząc na nią.
- Pamiętam jak wparowali tu strażnicy i oskarżyli cię o zabicie królowej.- odezwał się po dłuższej chwili mój ukochany. Słyszałam ból w jego głosie.
- A ty mnie broniłeś, mimo że wcześniej powiedziałeś, żebym zaczęła życie bez ciebie. Teraz wiem, że puki chodzisz po tym świecie, takie nie istnieje.- złapał mnie za dłoń i zaczął ją głaskać.
- Ja też nie mógł bym bez ciebie żyć. Nie wiem jak mogłem wtedy się z tobą kłócić. Powinienem rzucić się na ciebie i pocałować gdy tylko przekroczyłaś ten próg. To w twoje ramię płakać po odmienieniu i nie wypuścić cię więcej z obcięć.
- Mogłeś zmienić przeszłość. Wiedziałeś, że tak będzie.
- Roza. Po tamtym śnie myślałem sobie: "Nie! Po odmienieniu pobiegnę do mojej Rozy. Uściskam ją, powiem jak bardzo kocham." Ale co innego przypuszczać co się zrobi, a co innego znaleźć się w określonej sytuacji. To mnie przerosło. Wtedy zwątpiłem w prawdziwość tego snu. Uznałem za coś wymyślonego, co spełniło się, bo w to uwierzyłem. Poczułem się jak kretyn. Bo jak można wybaczyć, a tym bardziej kochać takiego potwora. Mogłem wszystko zmienić, ale było za późno. Zostało mi odrzucać cię. Nie dlatego, że tak miało być. Czułem, że jeśli pozwolę sobie na miłość, będziesz tego żałować. Wszystkie błędy, które popełniłem przez ostatni rok względem ciebie, są stokroć większe, niż te z reszty mego życia. Ale nie da się cofnąć czasu. Trzeba żyć dalej, biorąc odpowiedzialność za nieprawidłowe decyzje. Ale każda strata przynosi zysk. Mój jest bardzo duży.
Rozpływałam się pod wpływem jego czekoladowych oczu. Tego jak na mnie patrzył. W jednym jego spojrzeniu było więcej miłości, niż doświadczyłam przez całe swoje życie. Uśmiechałam się do niego jak głupia do sera. Przy tym sama czułam się jak serek topiony. Trafił w mój czuły punkt i chyba doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Wie o mnie wszystko. Kocham go.
"Nasz los od zawsze zapisany był w gwiazdach. To one poprowadziły mnie do Ciebie mimo tylu przeciwności, spójrz. Jesteśmy tu. Razem. Ty i ja Roza. Na zawsze."
poniedziałek, 11 kwietnia 2016
ROZDZIAŁ 107
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
niedziela, 10 kwietnia 2016
ROZDZIAŁ 106
- A właśnie, gdzie mała?- przypomniałem sobie.
- Jill zabrała ją, żeby się uspokoiła.-odpowiedziała- Trochę ją wystraszyłeś, ale uważa cie za wzór, więc szybko ci wybaczy.
- Tak jak ty?- spytałem, patrząc jej głęboko w oczy.
- I po raz kolejny ten sam błąd. NIE MAM CZEGO CI WYBACZAĆ. Jasne? Stanąłeś w mojej obronie. To nie było złe, ale szlachetne. Nie jeden szeryf byłby z ciebie dumny. Jesteś godny swojego prochowca.-uśmiechnęła się.
Wzruszyła mnie jej mała przemowa. Ona jest wspaniała. Nawet żart potrafi wykorzystać do nauki. Byłaby dobrą mentorką. Postanowiłem nie być gorszy.
- Dziękuję Roza. Za to, że otworzyłaś mi moje ślepe oczy, na piękno tego świata. Na swoje piękno. Kocham Cię.- pocałowałem ją namiętnie.
Leżeliśmy tak jeszcze chwilę, a potem się ubraliśmy, co nie było proste, jako że nie mogliśmy się od siebie oderwać. Na korytarzu na nowo przybrałem maskę strażnika. Wiem, że Rose tego nie lubi, ale nie umiem tak jak ona odnosić się jawnie ze swoimi uczuciami. Poprowadziła mnie do pokoju na następnym piętrze. W środku księżniczka siedziała na podłodze, a za nią, na łóżku stała Lili i bawiła się w stylistkę fryzur.
- Może coś prostszego.- zaproponowała moja żona z uśmiechem.- Bo ciocia Jill nie rozplącze tego.
Jej siostra uśmiechnęła się na nasz widok, ale na mnie popatrzyła trochę niepewnie. Trochę mnie to zabolało. Nie przyznał bym się, ale mała jest dla mnie ważna. Chcę być dla niej jak ojciec. A jeśli Roza nie ma racji? Może mi nie wybaczy? Musiałem bardzo ją wystraszyć. Ukochana szturchnęła lekko moje ramię i wzrokiem nakazałam podejść do łóżka. Zawahał się. Przewróciła oczami i powtórzyła nakaz ostrzej. Dalej nie byłem pewny, ale wykonałem polecenie. Poszła za mną. Przysiadłem na materacu i patrzył na Lili wyczekująco. Bałem się. Mała chwilę się przyglądała, aż.... padła mi w ramiona, tak jak kej siostra wcześnie. Odwzajemniłem uścisk. Odzyskałem dwie najważniejsze dla mnie kobiety. Nawet nie zdawałem sobie sprawy, jak bardzo potrzebna była mi jej reakcja. Wypuściłem powietrze, które trzymałem cały czas w płucach. Odprężyłem się.
- Nie boję się ciebie.- wyszeptała mi na ucho.- Obroniłeś Rose przed tym nie dobrym morojem. To bardzo bohaterskie.- odsunęła się ode mnie.- Jak dorosnę, będę taka odważna, silna i dobra jak Dymitr.- Oświadczyła donośnie, a ja poczułem łzy w oczach. Ale nie pozwoliłem im popłynąć.
- Na pewno.- moja żona usiadła z drugiej strony dziewczynki i popatrzyła na mnie. Na pewno zauważyła, że mam zaszklone oczy. Nie ważne. Przy niej nie udawałem, mogę być sobą.- Mnie taką stworzył. A po za tym, to u nas rodzinne.
- To prawda Roza. Kocham cię za to. Kocham was obie.- objąłem ramieniem i ukochaną i mała i przyciągnąłem bliżej siebie. Roza zrobiła to samo. Tak wyglądał nasz rodzinny uścisk. Tak wygląda rodzina o jakiej zawsze marzyłem.
ROSE
Do sali tronowej doszliśmy po pięciu minutach. Po drodze nie obyło się bez kiwnięć innych strażników. Na dłuższą metę trochę to denerwowało. Podziwiam męża, że zna wszystkich, których mijaliśmy. I nikt nie dopytywał się o mój brzuch. Nawet na niego nie spojrzeli. No przynajmniej dampiry. Morojki nie stroniły od komentarzy w swoich grupkach. Od jutra już zacznie się plotowanie. Ale nie obchodzi mnie to. Niech myślą co chcą. Na początku mieliśmy ukrywać mój stan, lecz zrezygnowałam z tego. Jestem szczęśliwa, więc czemu mam ukrywać powód swojego zadowolenia? Tak jestem w ciąży. Ale heca! W sumie chętnie posłucham co wymyślą te paniusie, które nie mają nic lepszego do roboty, niż wchodzić z butami do czyjegoś życia.
- Od jutra będziesz tematem Dworu.- szepnął mi na ucho ukochany, gdy mój okrągły brzuch przykuł uwagę kolejnej arystokratki. Chyba nawet ją kojarzę. W sumie to nie ważne.- "Strażniczka królowej zdradziła swojego świeżo upieczonego męża? A może to zapłodnienia planowe? Czy pierwsza para dampirów w związku przeżywa kryzys? Kto będzie ojcem dziecka?"
Zaśmiałam się, czym zwróciłam na nas jeszcze większą uwagę.
- Co powiesz towarzyszu, na to, żebyśmy ich jeszcze bardziej sprowokowali, wyrażając publicznie naszą miłość. Miły dotyk, jakiś niewinny pocałunek?
- Nie sądzę kochanie.- lekko się zawahał.
- No tak. Twoja żołnierska dyscyplina ci nie pozwala.
- Nie o to chodzi Roza. Tylko obawiam się, że nie zdołam zaprzestać na pocałunku.- ściszył głos, a mnie przeszedł przyjemny dreszcz.
- Zawsze możemy dokończyć to w domu.- dalej szeptałam.
Minął nas kolejny strażnik. Oczywiście Dymitr jego też znał.
-Czy jest tu ktoś, kto was nie zna?- spytała Lili. Mała teraz nie mogła oderwać się od Bielikowa.
- Wątpię.- odpowiedziałam.- Nasza historia obrosła w legendę.
- Opowiecie mi ją?- popatrzyła na mnie z nadzieją.
- Może jak będziesz trochę starsza.- oświadczyłam.
- Jestem już duża.- oburzyła się.- Za rok i pięć miesięcy będę miała dziesięć lat.
Aha! Za pół roku ma dziewiąte urodziny.
- Opowiemy ci.- ukochany popatrzył na mnie znacząco, a potem dodał mi na ucho.- W przystosowanej dla niej wersji.
- Dobrze.-zgodziłam się, ku uczesze dziewczynki.
Stanęliśmy przed drzwiami do sali tronowej.
- Gotowa poznać królową?- spytałam siostrę.
- Szczerze? Nie.
- Wszystko będzie dobrze.
Mała odetchnęła głęboko. Dałam znać, żeby otworzyli drzwi Jako strażnicy królowej, mamy prawo wchodzić bez żadnego zaproszenia, czy czekania. W każdej chwili i do każdego miejsca. Choć wolę ominąć niektóre, zwłaszcza gdy w środku są tylko Liss i Christian. Wystarczyło mi oglądanie ich w akcji w akademii. I tego było za dużo.
Jednak mimo wszystko, brakuje mi naszej więzi. Jeszcze kilka miesięcy temu mogłam być pewna, że nic jej nie grozi lub dowiedzieć się o tym pierwsza. Wiem, że powinnam polegać, jak reszta strażników, na swoich umiejętnościach. Tego miałam się nauczyć podczas zajęć polowych. Ale i tak brakuje mi tej pewności. Co jeśli Robert podstawi kogoś od siebie z zaczarowanym srebrem. Wszyscy będą widzieli królową, a prawdziwa Lissa zostanie uwięziona, albo gorzej, rzucona na żer strzyg. Nie wybaczyłabym sobie tego. A gdybym miała więź jako pierwsza i chyba jedyna mogłabym się o tym dowiedzieć. Ciągle nie mogę przyzwyczaić się do jej braku, ale co poradzić? Trzeba żyć dalej.
- Jill zabrała ją, żeby się uspokoiła.-odpowiedziała- Trochę ją wystraszyłeś, ale uważa cie za wzór, więc szybko ci wybaczy.
- Tak jak ty?- spytałem, patrząc jej głęboko w oczy.
- I po raz kolejny ten sam błąd. NIE MAM CZEGO CI WYBACZAĆ. Jasne? Stanąłeś w mojej obronie. To nie było złe, ale szlachetne. Nie jeden szeryf byłby z ciebie dumny. Jesteś godny swojego prochowca.-uśmiechnęła się.
Wzruszyła mnie jej mała przemowa. Ona jest wspaniała. Nawet żart potrafi wykorzystać do nauki. Byłaby dobrą mentorką. Postanowiłem nie być gorszy.
- Dziękuję Roza. Za to, że otworzyłaś mi moje ślepe oczy, na piękno tego świata. Na swoje piękno. Kocham Cię.- pocałowałem ją namiętnie.
Leżeliśmy tak jeszcze chwilę, a potem się ubraliśmy, co nie było proste, jako że nie mogliśmy się od siebie oderwać. Na korytarzu na nowo przybrałem maskę strażnika. Wiem, że Rose tego nie lubi, ale nie umiem tak jak ona odnosić się jawnie ze swoimi uczuciami. Poprowadziła mnie do pokoju na następnym piętrze. W środku księżniczka siedziała na podłodze, a za nią, na łóżku stała Lili i bawiła się w stylistkę fryzur.
- Może coś prostszego.- zaproponowała moja żona z uśmiechem.- Bo ciocia Jill nie rozplącze tego.
Jej siostra uśmiechnęła się na nasz widok, ale na mnie popatrzyła trochę niepewnie. Trochę mnie to zabolało. Nie przyznał bym się, ale mała jest dla mnie ważna. Chcę być dla niej jak ojciec. A jeśli Roza nie ma racji? Może mi nie wybaczy? Musiałem bardzo ją wystraszyć. Ukochana szturchnęła lekko moje ramię i wzrokiem nakazałam podejść do łóżka. Zawahał się. Przewróciła oczami i powtórzyła nakaz ostrzej. Dalej nie byłem pewny, ale wykonałem polecenie. Poszła za mną. Przysiadłem na materacu i patrzył na Lili wyczekująco. Bałem się. Mała chwilę się przyglądała, aż.... padła mi w ramiona, tak jak kej siostra wcześnie. Odwzajemniłem uścisk. Odzyskałem dwie najważniejsze dla mnie kobiety. Nawet nie zdawałem sobie sprawy, jak bardzo potrzebna była mi jej reakcja. Wypuściłem powietrze, które trzymałem cały czas w płucach. Odprężyłem się.
- Nie boję się ciebie.- wyszeptała mi na ucho.- Obroniłeś Rose przed tym nie dobrym morojem. To bardzo bohaterskie.- odsunęła się ode mnie.- Jak dorosnę, będę taka odważna, silna i dobra jak Dymitr.- Oświadczyła donośnie, a ja poczułem łzy w oczach. Ale nie pozwoliłem im popłynąć.
- Na pewno.- moja żona usiadła z drugiej strony dziewczynki i popatrzyła na mnie. Na pewno zauważyła, że mam zaszklone oczy. Nie ważne. Przy niej nie udawałem, mogę być sobą.- Mnie taką stworzył. A po za tym, to u nas rodzinne.
- To prawda Roza. Kocham cię za to. Kocham was obie.- objąłem ramieniem i ukochaną i mała i przyciągnąłem bliżej siebie. Roza zrobiła to samo. Tak wyglądał nasz rodzinny uścisk. Tak wygląda rodzina o jakiej zawsze marzyłem.
ROSE
Do sali tronowej doszliśmy po pięciu minutach. Po drodze nie obyło się bez kiwnięć innych strażników. Na dłuższą metę trochę to denerwowało. Podziwiam męża, że zna wszystkich, których mijaliśmy. I nikt nie dopytywał się o mój brzuch. Nawet na niego nie spojrzeli. No przynajmniej dampiry. Morojki nie stroniły od komentarzy w swoich grupkach. Od jutra już zacznie się plotowanie. Ale nie obchodzi mnie to. Niech myślą co chcą. Na początku mieliśmy ukrywać mój stan, lecz zrezygnowałam z tego. Jestem szczęśliwa, więc czemu mam ukrywać powód swojego zadowolenia? Tak jestem w ciąży. Ale heca! W sumie chętnie posłucham co wymyślą te paniusie, które nie mają nic lepszego do roboty, niż wchodzić z butami do czyjegoś życia.
- Od jutra będziesz tematem Dworu.- szepnął mi na ucho ukochany, gdy mój okrągły brzuch przykuł uwagę kolejnej arystokratki. Chyba nawet ją kojarzę. W sumie to nie ważne.- "Strażniczka królowej zdradziła swojego świeżo upieczonego męża? A może to zapłodnienia planowe? Czy pierwsza para dampirów w związku przeżywa kryzys? Kto będzie ojcem dziecka?"
Zaśmiałam się, czym zwróciłam na nas jeszcze większą uwagę.
- Co powiesz towarzyszu, na to, żebyśmy ich jeszcze bardziej sprowokowali, wyrażając publicznie naszą miłość. Miły dotyk, jakiś niewinny pocałunek?
- Nie sądzę kochanie.- lekko się zawahał.
- No tak. Twoja żołnierska dyscyplina ci nie pozwala.
- Nie o to chodzi Roza. Tylko obawiam się, że nie zdołam zaprzestać na pocałunku.- ściszył głos, a mnie przeszedł przyjemny dreszcz.
- Zawsze możemy dokończyć to w domu.- dalej szeptałam.
Minął nas kolejny strażnik. Oczywiście Dymitr jego też znał.
-Czy jest tu ktoś, kto was nie zna?- spytała Lili. Mała teraz nie mogła oderwać się od Bielikowa.
- Wątpię.- odpowiedziałam.- Nasza historia obrosła w legendę.
- Opowiecie mi ją?- popatrzyła na mnie z nadzieją.
- Może jak będziesz trochę starsza.- oświadczyłam.
- Jestem już duża.- oburzyła się.- Za rok i pięć miesięcy będę miała dziesięć lat.
Aha! Za pół roku ma dziewiąte urodziny.
- Opowiemy ci.- ukochany popatrzył na mnie znacząco, a potem dodał mi na ucho.- W przystosowanej dla niej wersji.
- Dobrze.-zgodziłam się, ku uczesze dziewczynki.
Stanęliśmy przed drzwiami do sali tronowej.
- Gotowa poznać królową?- spytałam siostrę.
- Szczerze? Nie.
- Wszystko będzie dobrze.
Mała odetchnęła głęboko. Dałam znać, żeby otworzyli drzwi Jako strażnicy królowej, mamy prawo wchodzić bez żadnego zaproszenia, czy czekania. W każdej chwili i do każdego miejsca. Choć wolę ominąć niektóre, zwłaszcza gdy w środku są tylko Liss i Christian. Wystarczyło mi oglądanie ich w akcji w akademii. I tego było za dużo.
Jednak mimo wszystko, brakuje mi naszej więzi. Jeszcze kilka miesięcy temu mogłam być pewna, że nic jej nie grozi lub dowiedzieć się o tym pierwsza. Wiem, że powinnam polegać, jak reszta strażników, na swoich umiejętnościach. Tego miałam się nauczyć podczas zajęć polowych. Ale i tak brakuje mi tej pewności. Co jeśli Robert podstawi kogoś od siebie z zaczarowanym srebrem. Wszyscy będą widzieli królową, a prawdziwa Lissa zostanie uwięziona, albo gorzej, rzucona na żer strzyg. Nie wybaczyłabym sobie tego. A gdybym miała więź jako pierwsza i chyba jedyna mogłabym się o tym dowiedzieć. Ciągle nie mogę przyzwyczaić się do jej braku, ale co poradzić? Trzeba żyć dalej.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
sobota, 9 kwietnia 2016
ROZDZIAŁ 105
Mógłbym na palcach jednej ręki policzyć ile razy widziałem Rozę we łzach. Ale to i tak za dużo jak na nią w tak krótkim czasie.
Nim zdążyłem wykonać jakikolwiek ruch, ukochana rzuciła mi się w ramiona. Wciąż oszołomiony jej urodą, słabo kojarzyłem fakty. Ale moje dłonie objęły ja automatycznie, chcąc podświadomie obronić przed złem tego świata. Królo... Lissa wyszła, mówiąc że zostawi nas samych. Gdy zamknęła z hukiem drzwi oprzytomniałem. Odwzajemniłem uścisk, uwalniając się od wszystkich lęków. Głaskałem ją po aksamitnych, miękkich, pachnących włosach. Poczułem na policzku swoją łzę. I następną. Były spowodowane wielką ulgą. Jej jeden gest stopił cały mój strach. Kocha mnie i potrzebuje.
- Już dobrze. Jestem tu. Cichutko. Wszystko jest w porządku. Nie płacz Roza. Pamiętaj Różyczko, zawsze będę przy tobie i nikomu nie pozwolę cię obrażać. Jesteś wszystkim czego potrzebuję i będę o ciebie walczyć z każdym.-Podniosłem moją żonę i podszedłem do łóżka pod oknem. Usiadłem na nim, a Rozę posadziłem sobie na kolanach. Dziewczyna uspokoiła się trochę i usiadła na mnie w rozkroku. Patrzyła mi głęboko w oczy. Czułem jak przegląda moją duszę. Ma takie piękne, brązowe oczy. Jedyne które mogą mnie przejrzeć.
- To dobrze, że tak mało płaczesz.-powiedziała i wytarła palcami łzy z moich policzków.- A zazwyczaj robisz to ze szczęścia, albo ulgi. Ale proszę, nie wątp więcej w moją miłość.
- Już nigdy Roza nie zwątpię. Ja tiebia liubliu.
- Ja tiebia toże liubliu.
Pocałowałem ją w czoło. Tak bardzo się bałem. Chciałem odejść i zostawić to wszystko. Całą moją miłość. Co ci strzeliło do tej pustej łepetyny? I niby gdzie byś się podział. Nigdzie nie ma dla ciebie miejsca, tylko w jej ramionach. Dom jest tam, gdzie serce. Swoje serce całkowicie oddałem Rozie. Ona jest moim życiem. Mógłbym mieszkać w największym, najbogatszym pałacu, ale nie dorównałby żadnej najmniejszej chatce w lesie z moją Rozą. Nawet jeśli byśmy mieli ledwo wiązać koniec z końcem. Ona zawsze sprawia, że świat się śmieje. Ale nie wiem czy ona byłaby szczęśliwa, mieszkając w środku lasu. Nudziła by się. Chociaż, znalazłbym jej zajęcie.
Uśmiechnąłem się na tę myśl. Dopiero teraz poczułem, że dotykają mnie jej wargi. A ja, znów podświadomie, odwzajemniłem pocałunek. Odsunęła się i patrzyła na mnie przenikliwie, gdy wciąż się uśmiechałem.
- Co cię tak cieszy, towarzyszu?- spytała.
- Nasza miłość.- odpowiedziałem. Jej spojrzenie podpowiadało mi, że czeka na rozwinięcie tej myśli. Podzieliłem się z nią swoimi przemyśleniami.
- Znalazłbyś mi zajęcie.- uśmiechnęła się kusząco, wkładając mi ręce pod koszulkę. Poczułem ciepłą falę rozchodzącą się po moim ciele. Zadrżałem z przyjemności. Jej uśmiech jeszcze bardziej się poszerzył. Jest taka piękna, kiedy się uśmiecha. Zbliżyłem usta do jej ust. Po długiej chwili pocałowałem ją. Zniecierpliwiona wbiła się mocno w moje wargi. Zaskoczony nie miałem jak się bronić przed upadkiem. Nawet nie chciałem. Polecieliśmy na łóżko. Szybko się obróciłem tak, że Roza wylądowała pode mną. Jeszcze szybciej pozbyłem się jej bluzki i pomogłem jej ściągnąć swoją, tak by mogła dotknąć mojego ciała. Patrzyłem z zachwytem na jej piękne, pół nagie ciało. Czarny stanik i ciemne włosy kontrastowały ze śniadą cerą. Nadawało to jej iście nieziemskiego wyglądu. Mimo, że widziałem ją miliony razy, wciąż zachwyca mnie jej uroda. Iwaszkow nie umiał by jej docenić. Nie wie, jak to jest czuć, że zaraz można stracić najukochańszą osobę na świecie.
Chyba za długo się jej przyglądałem, bo Roza niecierpliwie przyciągnęła mnie do siebie. Nasze usta na nowo się spotkały. Żarliwy pocałunek sprawił, że zapomniałem o wszystkim. Nic się nie liczyło poza nią. Nie wiem czy jest świadoma tego, jak bardzo na mnie działa. Wpół świadomie gładziłem ją po plecach, chłonąc przyjemność z dotyku jej skóry. Jej bliskości. Ale przeszkadzał mi jej stanik, jednak nie długo. Po chwili oboje byliśmy już bez ubrań. Całowałem całe jej ciało. Każdy centymetr. Ledwo dochodziły do mnie jej jęki. Sam ciągle powtarzałem jej imię. Mojej Rozy. Kiedy doszliśmy, nasz wspólny jęk rozkoszy uciszyliśmy pocałunkiem. Leżeliśmy wtuleni napawając się naszą bliskością.
- Dymitr?- zagadnęła moja ukochana. MOJA! Jak to cudownie brzmi.
- Tak skarbie?
- Co zrobiłeś z Adrianem?-popatrzyła mi w oczy. Była smutna, ale nie wiem czy z powodu tego, co powiedział Iwaszkow, czy martwi się o niego.
- Już nigdy cię nie obrazi.- powiedziałem. Wystraszyła się.-Spokojnie! Żyje. Nie będę zabijać każdego, kto cię urazi, na to nie licz.- uśmiechnęła się.- Po prostu dałem mu do zrozumienia, że nie życzę sobie, aby ktokolwiek ubliżał mojej Rozie. I trochę go nastraszyłem.
- Zgaduję, że brałeś przykład ze staruszka.- roześmiała się, a ja podziękowałem Bogu, że mogę codziennie słuchać jej słodkiego głosu.
- Nie. Na polowaniu nie doszło do rękoczynów. Myślę, że nie byłoby nawet źle, gdyby twoja matka nie zaczęła tematu akademii.- skrzywiłem się na wspomnienie tego spotkania.- Twój ojciec nie był zbyt zadowolony, że zakochałem się w tobie, będąc nauczycielem. W sumie twoja mama też. W końcu złamałem zasady. I możesz mówić co chcesz, ale po tym wyjeździe wiem, że Janine jest bardzo kochająca matką. Przez całe spotkanie nawet nie nawiązała do służby. Chodziło jej tylko o Twoje dobro.
- Nie wierzę.- powiedziała pospiesznie.
- Mówię serio.
- Ona taka nie jest.- bardziej chciała przekonać siebie niż mnie.
- Nie chcę się z Tobą kłócić. Ja tylko mówię jakie są moje odczucia. I bardzo nie chcę, ale chyba muszę się zbierać. Od pół godziny powinienem być na służbie.- zacząłem się podnosić, ale zatrzymała mnie Roza, kładąc się na mnie.
- O nie towarzyszu. Jeszcze musisz trochę się ze mną pomęczyć. A poza tym dostałeś zakaz od królowej pełnienia obowiązków strażnika w dniu dzisiejszym.
- Z powodu Adriana?!- zdziwiłem się.
- Nie głuptasie.- dotknęła palcem wskazującym, mojego nosa.- Ma dla nas ważną informację. Po to wezwała nas z Lilianą.
Nim zdążyłem wykonać jakikolwiek ruch, ukochana rzuciła mi się w ramiona. Wciąż oszołomiony jej urodą, słabo kojarzyłem fakty. Ale moje dłonie objęły ja automatycznie, chcąc podświadomie obronić przed złem tego świata. Królo... Lissa wyszła, mówiąc że zostawi nas samych. Gdy zamknęła z hukiem drzwi oprzytomniałem. Odwzajemniłem uścisk, uwalniając się od wszystkich lęków. Głaskałem ją po aksamitnych, miękkich, pachnących włosach. Poczułem na policzku swoją łzę. I następną. Były spowodowane wielką ulgą. Jej jeden gest stopił cały mój strach. Kocha mnie i potrzebuje.
- Już dobrze. Jestem tu. Cichutko. Wszystko jest w porządku. Nie płacz Roza. Pamiętaj Różyczko, zawsze będę przy tobie i nikomu nie pozwolę cię obrażać. Jesteś wszystkim czego potrzebuję i będę o ciebie walczyć z każdym.-Podniosłem moją żonę i podszedłem do łóżka pod oknem. Usiadłem na nim, a Rozę posadziłem sobie na kolanach. Dziewczyna uspokoiła się trochę i usiadła na mnie w rozkroku. Patrzyła mi głęboko w oczy. Czułem jak przegląda moją duszę. Ma takie piękne, brązowe oczy. Jedyne które mogą mnie przejrzeć.
- To dobrze, że tak mało płaczesz.-powiedziała i wytarła palcami łzy z moich policzków.- A zazwyczaj robisz to ze szczęścia, albo ulgi. Ale proszę, nie wątp więcej w moją miłość.
- Już nigdy Roza nie zwątpię. Ja tiebia liubliu.
- Ja tiebia toże liubliu.
Pocałowałem ją w czoło. Tak bardzo się bałem. Chciałem odejść i zostawić to wszystko. Całą moją miłość. Co ci strzeliło do tej pustej łepetyny? I niby gdzie byś się podział. Nigdzie nie ma dla ciebie miejsca, tylko w jej ramionach. Dom jest tam, gdzie serce. Swoje serce całkowicie oddałem Rozie. Ona jest moim życiem. Mógłbym mieszkać w największym, najbogatszym pałacu, ale nie dorównałby żadnej najmniejszej chatce w lesie z moją Rozą. Nawet jeśli byśmy mieli ledwo wiązać koniec z końcem. Ona zawsze sprawia, że świat się śmieje. Ale nie wiem czy ona byłaby szczęśliwa, mieszkając w środku lasu. Nudziła by się. Chociaż, znalazłbym jej zajęcie.
Uśmiechnąłem się na tę myśl. Dopiero teraz poczułem, że dotykają mnie jej wargi. A ja, znów podświadomie, odwzajemniłem pocałunek. Odsunęła się i patrzyła na mnie przenikliwie, gdy wciąż się uśmiechałem.
- Co cię tak cieszy, towarzyszu?- spytała.
- Nasza miłość.- odpowiedziałem. Jej spojrzenie podpowiadało mi, że czeka na rozwinięcie tej myśli. Podzieliłem się z nią swoimi przemyśleniami.
- Znalazłbyś mi zajęcie.- uśmiechnęła się kusząco, wkładając mi ręce pod koszulkę. Poczułem ciepłą falę rozchodzącą się po moim ciele. Zadrżałem z przyjemności. Jej uśmiech jeszcze bardziej się poszerzył. Jest taka piękna, kiedy się uśmiecha. Zbliżyłem usta do jej ust. Po długiej chwili pocałowałem ją. Zniecierpliwiona wbiła się mocno w moje wargi. Zaskoczony nie miałem jak się bronić przed upadkiem. Nawet nie chciałem. Polecieliśmy na łóżko. Szybko się obróciłem tak, że Roza wylądowała pode mną. Jeszcze szybciej pozbyłem się jej bluzki i pomogłem jej ściągnąć swoją, tak by mogła dotknąć mojego ciała. Patrzyłem z zachwytem na jej piękne, pół nagie ciało. Czarny stanik i ciemne włosy kontrastowały ze śniadą cerą. Nadawało to jej iście nieziemskiego wyglądu. Mimo, że widziałem ją miliony razy, wciąż zachwyca mnie jej uroda. Iwaszkow nie umiał by jej docenić. Nie wie, jak to jest czuć, że zaraz można stracić najukochańszą osobę na świecie.
Chyba za długo się jej przyglądałem, bo Roza niecierpliwie przyciągnęła mnie do siebie. Nasze usta na nowo się spotkały. Żarliwy pocałunek sprawił, że zapomniałem o wszystkim. Nic się nie liczyło poza nią. Nie wiem czy jest świadoma tego, jak bardzo na mnie działa. Wpół świadomie gładziłem ją po plecach, chłonąc przyjemność z dotyku jej skóry. Jej bliskości. Ale przeszkadzał mi jej stanik, jednak nie długo. Po chwili oboje byliśmy już bez ubrań. Całowałem całe jej ciało. Każdy centymetr. Ledwo dochodziły do mnie jej jęki. Sam ciągle powtarzałem jej imię. Mojej Rozy. Kiedy doszliśmy, nasz wspólny jęk rozkoszy uciszyliśmy pocałunkiem. Leżeliśmy wtuleni napawając się naszą bliskością.
- Dymitr?- zagadnęła moja ukochana. MOJA! Jak to cudownie brzmi.
- Tak skarbie?
- Co zrobiłeś z Adrianem?-popatrzyła mi w oczy. Była smutna, ale nie wiem czy z powodu tego, co powiedział Iwaszkow, czy martwi się o niego.
- Już nigdy cię nie obrazi.- powiedziałem. Wystraszyła się.-Spokojnie! Żyje. Nie będę zabijać każdego, kto cię urazi, na to nie licz.- uśmiechnęła się.- Po prostu dałem mu do zrozumienia, że nie życzę sobie, aby ktokolwiek ubliżał mojej Rozie. I trochę go nastraszyłem.
- Zgaduję, że brałeś przykład ze staruszka.- roześmiała się, a ja podziękowałem Bogu, że mogę codziennie słuchać jej słodkiego głosu.
- Nie. Na polowaniu nie doszło do rękoczynów. Myślę, że nie byłoby nawet źle, gdyby twoja matka nie zaczęła tematu akademii.- skrzywiłem się na wspomnienie tego spotkania.- Twój ojciec nie był zbyt zadowolony, że zakochałem się w tobie, będąc nauczycielem. W sumie twoja mama też. W końcu złamałem zasady. I możesz mówić co chcesz, ale po tym wyjeździe wiem, że Janine jest bardzo kochająca matką. Przez całe spotkanie nawet nie nawiązała do służby. Chodziło jej tylko o Twoje dobro.
- Nie wierzę.- powiedziała pospiesznie.
- Mówię serio.
- Ona taka nie jest.- bardziej chciała przekonać siebie niż mnie.
- Nie chcę się z Tobą kłócić. Ja tylko mówię jakie są moje odczucia. I bardzo nie chcę, ale chyba muszę się zbierać. Od pół godziny powinienem być na służbie.- zacząłem się podnosić, ale zatrzymała mnie Roza, kładąc się na mnie.
- O nie towarzyszu. Jeszcze musisz trochę się ze mną pomęczyć. A poza tym dostałeś zakaz od królowej pełnienia obowiązków strażnika w dniu dzisiejszym.
- Z powodu Adriana?!- zdziwiłem się.
- Nie głuptasie.- dotknęła palcem wskazującym, mojego nosa.- Ma dla nas ważną informację. Po to wezwała nas z Lilianą.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
piątek, 8 kwietnia 2016
ROZDZIAŁ 104
DYMITR
Nie chciałem go tak mocno uderzyć, ale obraził moją Rozę. Nikomu nie wolno tego robić. Nawet morojowi ze szlacheckiego rodu. Podszedłem do tego śmiecia i podniosłem go za koszulkę, tak by spojrzeć mu w oczy.
- Posłuchaj gnoju.- wycedziłem przez zaciśnięte zęby, przypierając go do ściany budynku.- Nigdy nie wolno obrażać ci Rose, jasne. Kpij sobie ze mnie, mojego pochodzenia, czego chcesz, ale nigdy, przenigdy nie powiesz złego słowa o niej. Bo to tylko pokazuje ile masz szacunku do niej. A ja nie pozwolę nikomu na ubliżanie MOJEJ żonie.- specjalnie zaznaczyłem przedostatnie słowo.
- Przestałem ją szanować, gdy wpakowała ci się do łóżka, będąc ZE MNĄ. I gdybyś nie był taki szlachetny i pomocny, była by MOJĄ żoną.
- Ale nie jest. A jeśli jeszcze raz ją obrazisz, zadbam żeby już żadna dziwka nie dała ci swojej krwi. Będziesz się ukrywał, bo nikt nie będzie chciał patrzeć na twoją wstrętną buźkę. I żadna operacja ci już jej nie naprawi. Zdechniesz gdzieś w ciemnej alejce z pragnienia. Nikt nawet nie zatęskni.
- Grozisz siostrzeńcowi poprzedniej królowej?- spojrzał mi hardo w oczy. Czy on jest na tyle głupi, że myśli, że się wystraszę?
- Posłuchaj!- coraz bardziej traciłem cierpliwość.- Mam gdzieś twoje pochodzenie i waszą gównianą politykę. Tu chodzi o ciebie i o mnie. Umiałem dla bezpieczeństwa Rose zabić przyjaciółkę, więc myślisz, że jak łatwo będzie mi pozbyć się takiego śmiecia, jak ty? Nie obchodzi mnie co mi możesz zrobić, bo mam takie kontakty, że nikt nie dowiedziałby się kto cię zabił.
- Tak, najłatwiej chować się za kołnierzem ojca żony. I jak to jest sypać z dziwką?
Teraz przegiął. Nie puszczając go, poszedłem w las. Zatrzymałem się dopiero nad jeziorem. Wrzuciłem go do wody i nie oglądając się, ruszyłem z powrotem na Dwór. Za plecami słyszałem kaszlenie i groźby. Jednak jednej nie mogłem zignorować.
- Jak możesz patrzeć w lustro strzygo? Chcesz chronić Rose, to chroń ją przed sobą.
Błyskawicznie znalazłem się przy nim. Złapałem go za mokre ubranie.
- Nie obchodzi mnie, co o mnie myślisz. Masz tylko trzymać się z dala od nas. Nie chcę Cię więcej widzieć na oczy. Masz coś jeszcze do mnie?
- Ostatnie pytanie. Jak to jest wiedzieć, że twoja "ukochana" urodzi nie twoje dziecko, bo ty nie możesz jej go dać?- cwany uśmieszek nie schodził mu z tej ohydnej gęby.
Przeciągnął strunę. Wziąłem zamach pięścią, a na jej torze znalazł się jego nos. Puściłem go i kopnąłem. Po twarzy spływała mu krew. Podniosłem go za zakrwawioną koszulę i przyparłem do najbliższego drzewa. Patrzył mi hardo w oczy, choć w jego był strach.
- Posłuchaj sukinsynu. Mam swoje własne kontakty. I nie boję się ciebie. Nikt nie będzie ubliżać mojej żonie, nawet jeśli pochodzi z królewskiego rodu. Mogę jednym ruchem złamać ci kark, ale nie zrobię tego ponieważ Rozie by się to nie spodobało. I tylko to cię chroni. Teraz zrobimy tak. Wrócimy na Dwór, nikt nie dowie się o naszej rozmowie. Powiesz, że się upiłeś potknąłeś i wpadłeś do wody. I nic więcej nie pamiętasz jasne?- pokiwał szybko głową. Teraz nie miał zamiaru ukrywać strachu.- Pamiętaj, jeśli wypowiesz mi sprawę w sądzie, raz nikt nie uwierzy pijakowi, z taką opinią, za to każdy poświadczy za prawość i dobroć strażnika takiego jak ja. Dwa, po przegranej rozprawie, znajdę cię, choćbyś ukrył się na Biegunie Północnym i obiecuję ci, że już nigdy nie wbijesz tych swoich brudnych kieł w żadną żyłę. Nie napijesz się żadnego więcej kieliszka koniaku i nigdy nie zobaczysz żadnej dziwki.
Nie zwracając na niego uwagi, ruszyłem w stronę Dworu. Nie był na tyle głupi, żeby zostać. Byłby łatwym celem dla strzyg. Doszliśmy na skraj lasu.
- Zmieniłem zdanie. Jutro, na trzeźwo masz przyjść i przeprosić Rozę. A potem znikasz z naszego życia raz na zawsze. A i jeszcze coś. Ja będę ojcem tego dziecka.
Adrian patrzył na mnie jak na szaleńca. Zamachnąłem się ręką i już go nie było. Uciekał gdzie pieprz rośnie. Po kilku minutach również wróciłem na Dwór. Po drodze wygładziłem ubranie i poprawiłem kucyk. Wszedłem przez drzwi pałacu. Po kilku minutach dotarłem pod salę tronową. Jednak zanim otworzyłem drzwi zatrzymał mnie przechodzący strażnik.
- Królowej tutaj nie ma. Ze strażniczką Hathaway-Bielikow i tą dziewczynką siedzą w pokoju na górnym piętrze. Piąte wejście na lewo.
- Dziękuję strażniku Linars.- kiwnąłem głową. Dampir wyraźnie ucieszył fakt, że wiem kim jest.
Pokierowałem się wskazówkami. Strażniczka Hathaway-Bielikow. Jak to pięknie brzmi. Ale czy takie piękne jest. Trochę mnie poniosło. A jeśli nadal mam coś ze strzygi? Tego potwora, którym byłem. Jeśli naprawdę powinienem chronić ją przed sobą samym? Może teraz boi się mnie. Chce uciec. Zawahałem się przed wejściem. A może lepiej oszczędzić jej bólu i odejść? Tak będzie lepiej. Już odsuwałem się od drzwi, kiedy usłyszałem w głowie głos Rozy.
" Nie lepiej, tylko łatwiej." Przecież obiecałem sobie dość prostych rozwiązań. Dymitr, ogarnij się. Ona cię uratowała. Wybaczyła wszystko. Kochała. Nie wiesz czy dalej cię kocha, ale jak odejdziesz, nigdy się w e dowiesz, a możesz stracić swój najcenniejszy skarb przez jeden głupi wybór. Wahałem się. Uczyłem wszystkich, żeby nigdy się nie wahali przed zaatakowaniem potworów, a sam waham się przed wejściem do ukochanej. Kiepski ze mnie nauczyciel, skoro próbuję innych nauczyć czegoś, czego sam nie stosuję. A zwłaszcza jak uczę kogoś, kto widzi we mnie autorytet. Jak uczyłem Rozę. Bielikow co jest? Właź tam, bo nigdy nie dowiesz się czy jest warto żyć dalej. Nacisnąłem klamkę, a to co tam zobaczyłem złamało mi serce. Roza. Moja kochana Roza płakała przytulna do królo... Lissy.(Nigdy chyba się nie przestawię.) Płacze. Ona rzadko kiedy płacze. Na pewno z mojego powodu. Teraz wie za kogo wyszła za mąż. Boi się mnie. Wiedziałem. Poczułem pieczenie pod powiekami, ale nie mogłem płakać. Chciałem wyjść, ale musiałem jeszcze zobaczyć jej twarz i brązowe oczy. Powiedziałem jedno słowo.
-Roza.
Od razu się odwróciła. Nawet jak płakała była taka piękna. Ale płakała.
Nie chciałem go tak mocno uderzyć, ale obraził moją Rozę. Nikomu nie wolno tego robić. Nawet morojowi ze szlacheckiego rodu. Podszedłem do tego śmiecia i podniosłem go za koszulkę, tak by spojrzeć mu w oczy.
- Posłuchaj gnoju.- wycedziłem przez zaciśnięte zęby, przypierając go do ściany budynku.- Nigdy nie wolno obrażać ci Rose, jasne. Kpij sobie ze mnie, mojego pochodzenia, czego chcesz, ale nigdy, przenigdy nie powiesz złego słowa o niej. Bo to tylko pokazuje ile masz szacunku do niej. A ja nie pozwolę nikomu na ubliżanie MOJEJ żonie.- specjalnie zaznaczyłem przedostatnie słowo.
- Przestałem ją szanować, gdy wpakowała ci się do łóżka, będąc ZE MNĄ. I gdybyś nie był taki szlachetny i pomocny, była by MOJĄ żoną.
- Ale nie jest. A jeśli jeszcze raz ją obrazisz, zadbam żeby już żadna dziwka nie dała ci swojej krwi. Będziesz się ukrywał, bo nikt nie będzie chciał patrzeć na twoją wstrętną buźkę. I żadna operacja ci już jej nie naprawi. Zdechniesz gdzieś w ciemnej alejce z pragnienia. Nikt nawet nie zatęskni.
- Grozisz siostrzeńcowi poprzedniej królowej?- spojrzał mi hardo w oczy. Czy on jest na tyle głupi, że myśli, że się wystraszę?
- Posłuchaj!- coraz bardziej traciłem cierpliwość.- Mam gdzieś twoje pochodzenie i waszą gównianą politykę. Tu chodzi o ciebie i o mnie. Umiałem dla bezpieczeństwa Rose zabić przyjaciółkę, więc myślisz, że jak łatwo będzie mi pozbyć się takiego śmiecia, jak ty? Nie obchodzi mnie co mi możesz zrobić, bo mam takie kontakty, że nikt nie dowiedziałby się kto cię zabił.
- Tak, najłatwiej chować się za kołnierzem ojca żony. I jak to jest sypać z dziwką?
Teraz przegiął. Nie puszczając go, poszedłem w las. Zatrzymałem się dopiero nad jeziorem. Wrzuciłem go do wody i nie oglądając się, ruszyłem z powrotem na Dwór. Za plecami słyszałem kaszlenie i groźby. Jednak jednej nie mogłem zignorować.
- Jak możesz patrzeć w lustro strzygo? Chcesz chronić Rose, to chroń ją przed sobą.
Błyskawicznie znalazłem się przy nim. Złapałem go za mokre ubranie.
- Nie obchodzi mnie, co o mnie myślisz. Masz tylko trzymać się z dala od nas. Nie chcę Cię więcej widzieć na oczy. Masz coś jeszcze do mnie?
- Ostatnie pytanie. Jak to jest wiedzieć, że twoja "ukochana" urodzi nie twoje dziecko, bo ty nie możesz jej go dać?- cwany uśmieszek nie schodził mu z tej ohydnej gęby.
Przeciągnął strunę. Wziąłem zamach pięścią, a na jej torze znalazł się jego nos. Puściłem go i kopnąłem. Po twarzy spływała mu krew. Podniosłem go za zakrwawioną koszulę i przyparłem do najbliższego drzewa. Patrzył mi hardo w oczy, choć w jego był strach.
- Posłuchaj sukinsynu. Mam swoje własne kontakty. I nie boję się ciebie. Nikt nie będzie ubliżać mojej żonie, nawet jeśli pochodzi z królewskiego rodu. Mogę jednym ruchem złamać ci kark, ale nie zrobię tego ponieważ Rozie by się to nie spodobało. I tylko to cię chroni. Teraz zrobimy tak. Wrócimy na Dwór, nikt nie dowie się o naszej rozmowie. Powiesz, że się upiłeś potknąłeś i wpadłeś do wody. I nic więcej nie pamiętasz jasne?- pokiwał szybko głową. Teraz nie miał zamiaru ukrywać strachu.- Pamiętaj, jeśli wypowiesz mi sprawę w sądzie, raz nikt nie uwierzy pijakowi, z taką opinią, za to każdy poświadczy za prawość i dobroć strażnika takiego jak ja. Dwa, po przegranej rozprawie, znajdę cię, choćbyś ukrył się na Biegunie Północnym i obiecuję ci, że już nigdy nie wbijesz tych swoich brudnych kieł w żadną żyłę. Nie napijesz się żadnego więcej kieliszka koniaku i nigdy nie zobaczysz żadnej dziwki.
Nie zwracając na niego uwagi, ruszyłem w stronę Dworu. Nie był na tyle głupi, żeby zostać. Byłby łatwym celem dla strzyg. Doszliśmy na skraj lasu.
- Zmieniłem zdanie. Jutro, na trzeźwo masz przyjść i przeprosić Rozę. A potem znikasz z naszego życia raz na zawsze. A i jeszcze coś. Ja będę ojcem tego dziecka.
Adrian patrzył na mnie jak na szaleńca. Zamachnąłem się ręką i już go nie było. Uciekał gdzie pieprz rośnie. Po kilku minutach również wróciłem na Dwór. Po drodze wygładziłem ubranie i poprawiłem kucyk. Wszedłem przez drzwi pałacu. Po kilku minutach dotarłem pod salę tronową. Jednak zanim otworzyłem drzwi zatrzymał mnie przechodzący strażnik.
- Królowej tutaj nie ma. Ze strażniczką Hathaway-Bielikow i tą dziewczynką siedzą w pokoju na górnym piętrze. Piąte wejście na lewo.
- Dziękuję strażniku Linars.- kiwnąłem głową. Dampir wyraźnie ucieszył fakt, że wiem kim jest.
Pokierowałem się wskazówkami. Strażniczka Hathaway-Bielikow. Jak to pięknie brzmi. Ale czy takie piękne jest. Trochę mnie poniosło. A jeśli nadal mam coś ze strzygi? Tego potwora, którym byłem. Jeśli naprawdę powinienem chronić ją przed sobą samym? Może teraz boi się mnie. Chce uciec. Zawahałem się przed wejściem. A może lepiej oszczędzić jej bólu i odejść? Tak będzie lepiej. Już odsuwałem się od drzwi, kiedy usłyszałem w głowie głos Rozy.
" Nie lepiej, tylko łatwiej." Przecież obiecałem sobie dość prostych rozwiązań. Dymitr, ogarnij się. Ona cię uratowała. Wybaczyła wszystko. Kochała. Nie wiesz czy dalej cię kocha, ale jak odejdziesz, nigdy się w e dowiesz, a możesz stracić swój najcenniejszy skarb przez jeden głupi wybór. Wahałem się. Uczyłem wszystkich, żeby nigdy się nie wahali przed zaatakowaniem potworów, a sam waham się przed wejściem do ukochanej. Kiepski ze mnie nauczyciel, skoro próbuję innych nauczyć czegoś, czego sam nie stosuję. A zwłaszcza jak uczę kogoś, kto widzi we mnie autorytet. Jak uczyłem Rozę. Bielikow co jest? Właź tam, bo nigdy nie dowiesz się czy jest warto żyć dalej. Nacisnąłem klamkę, a to co tam zobaczyłem złamało mi serce. Roza. Moja kochana Roza płakała przytulna do królo... Lissy.(Nigdy chyba się nie przestawię.) Płacze. Ona rzadko kiedy płacze. Na pewno z mojego powodu. Teraz wie za kogo wyszła za mąż. Boi się mnie. Wiedziałem. Poczułem pieczenie pod powiekami, ale nie mogłem płakać. Chciałem wyjść, ale musiałem jeszcze zobaczyć jej twarz i brązowe oczy. Powiedziałem jedno słowo.
-Roza.
Od razu się odwróciła. Nawet jak płakała była taka piękna. Ale płakała.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
ROZDZIAŁ 103
Echem... Mam kilka ogłoszeń
Po pierwsze: Tak wiem, wczoraj nie było rozdziału. Ale spokojnie, dzisiaj będzie jeszcze jeden.
Po drugie: Bardzo dziękuję Anicie za jakże długi i motywujący komentarz. Dobrze wiedzieć, że są ludzie którzy dostrzegają i doceniają moją ciężką pracę. Więc jeśli czyta to ktoś oprócz Mańki, Oli i Anity, proszę napiszcie komentarz.
I ostatnia sprawa: Ale wy jesteście ślepi. Czemu nikt mi nie powiedział, że w poprzednim rozdziale nasza kochana Rose się nie ubrała? (Już poprawione). No to nie przedłużając życzę miłej lektury.
____________________________________________
- A jaka jest ta królowa?- spytała Lili, gdy byłyśmy już na korytarzu.
- Pokocha cię jak własną siostrę.- odpowiedziałam z uśmiechem. A raczej już pokochała.
-Czy wszyscy mo..moro..moroje- dukała.- są tak dobre?- spytała jeszcze nie wiedząc jak to odmienić.
- Niestety nie. Ale zadbam o to, żebyś tych wrednych nie poznała.
Już na schodach było czuć zapach zapiekanych owoców. Z salonu do jadalni prowadziły oszklone drzwi, na przeciwko stopni. Przez szkło widziałam Dymitra nakrywającego do stołu. Gdy nas usłyszał, odwrócił się gwałtownie. Patrzył na nas chwilę z zachwytem, a potem wrócił do poprzedniego zadania. Szybko przeszłyśmy przez pokój dzienny. Mój mąż przytrzymał nam drzwi. Weszliśmy do następnego pomieszczenia i odwróciłyśmy się do strażnika.
- Teraz mam dwie swoje królewny.- Cmoknął dziewczynkę w czoło, a mi słodko i czule musnął wargami usta. Pocałunek był krótki, ale pełny miłość.- Zapraszam do stołu.
Zajęłyśmy swoje miejsca i czekałyśmy. Mój ukochany poszedł do kuchni, a zaraz wrócił z naczyniem w dłoniach. Położył je na stole i zaczął nakładać nam na talerze jego zawartość. Po chwili wszyscy rozkoszowali się potrawą. Były to pieczone jajka z kiełbasą i szpinakiem. Na stole stały jeszcze miseczki z różnymi dodatkami, ziołami i jedna z sosem pomidorowym oraz dzbanek herbaty. Nalałam ją sobie i siostrze. Dymitra oczywiście miał swoją kawę, ale trochę się z nią męczył. Na urlopie próbowałam go od niej odzwyczaić i oczywiście z sukcesem. Rano przytrzymałam go w łóżku, a kiedy szliśmy na śniadanie, uznawał, że jest za późno na kofeinę, a poza tym, cytuję, sama jestem jak najlepsza kawa na świecie. Tak więc przez cztery miesiące te ohydztwo pił tylko, gdy nie budził się ze mną.
- Co towarzyszu? Nie podchodzi ci twoja ukochana dawka kofeiny?- spytałam z uśmiechem.
- Spokojnie, przyzwyczaiłem się raz, to przyzwyczaję się drugi.- odwzajemnił uśmiech.
- Nie dopuszczę do tego.- oświadczyłam.
- Zobaczymy.- uśmiechnął się cwanie, po czym wszyscy wybuchliśmy śmiechem.- A jak wam smakuje? Spełniłem twoje oczekiwania Roza?
- Bardzo dobre.- odpowiedziała moja siostra, pomiędzy kolejnymi porcjami. - Co to jest?
- Frittata z kiełbasą.- powiedział zwyczajnie, choć wiem, że w środku odczuwał dumę.
- Nie powiem towarzyszu. Postarałeś się. Pyszne.- uśmiechnęłam się do niego. Odpowiedział czułym uśmiechem.
Reszta śniadania upłynęła na rozmowach na temat Dworu.
Po posprzątaniu, ubraliśmy kurtki i wyszliśmy na dwór. Chciałam prowadzić, ale Dymitr dał mi wyraźnie do zrozumienia, że nie zmienił zdania na ten temat. No cóż, przynajmniej dostałam jeszcze kilka całusów. Gdy w końcu posadził mnie z tyłu, samochód ruszył. Nie siedziałam koło ukochanego, ponieważ tam była Lili. Trochę się denerwowała i chcieliśmy odciągnąć jej myśli od spotkania. Nieźle nam szło. Strażnik wymyślał zabawy, a ja ją zagadywałam. Nim się obejrzała byliśmy na miejscu. Przed bramą jak zwykle musieliśmy przejść kontrolę. W okno od strony Bielikowa zapukał Michaił.
- Hej Dymitr. Cześć Rose.- przywitał nas dampir. Wtedy zauważył małą.- A co to za śliczna panienka? Rose nie jesteś zazdrosna?
- Nie mam zbyt wiele do gadania.- stwierdziłam.- Mówiłam ci o moim nowym talencie? Okazało się, że jestem niezła w znajdywaniu przybranego rodzeństwa. Poznaj moją siostrę Lili.
- Miło mi cię poznać.- skłonił się delikatnie z uśmiechem.- Witamy na dworze.
- Dziękuję.- odpowiedziała.
Byliśmy strażnikami królewskiej pary, więc nie musieli nas aż tak sprawdzać. Michaił po prostu nas przepuścił. Dziewczynka była oczarowana przepychem siedziby królowej. Czarownice zakończyły już odbudowę. Wszystko wyglądało, jakby nic się tu nie wydarzyło. Ukochany zaparkował w garażu. Moja siostra rozglądała się dookoła. Nie mogła wydobyć głosu.
- Poczekaj aż zobaczysz salę tronową.- powiedziałam ze śmiechem.
Wyszliśmy na zewnątrz. Już mieliśmy wejść do pałacu gdy usłyszałam jego głos.
- Mała dampirzyco. Widzę, że postanowiłaś powiększyć rodzinę.- odwróciłam się na dźwięk kpiny u Adriana. Po sposobie jego chodzenia stwierdziłam, ze nie oszczędzał dzisiejszej nocy. Zatrzymał się nagle i popatrzył na mój brzuch.- No nie! Kto okazał się tym szczęśliwcem i zdradziłaś z nim tego Ruskiego kacapkę? I czemu nie przyszłaś do mnie?- rozłożył ręce, jakbym zaraz miała mu się rzucić w ramiona. W głowie szykowałam odpowiedzieć, ale poczułam jak Dymitr się spiął. Już ruszał do moroja, gdy zatrzymałam go i popatrzyłam znacząco na dziewczynkę. Zrozumiał i został, choć w środku pewnie cały się gotował.
- Nie mam ochoty z tobą rozmawiać Iwaszkow. Wróć jak wytrzeźwiejesz. Albo, jeśli bardzo ci zależy, to porozmawiaj z moim, jak to go nazwałeś "Ruskim kacapką". A my pójdziemy do królowej. Co ty na to, kochanie?- zwróciłam się do męża.
- Z wielką przyjemnością, Roza. Od razu wytrzeźwieje.- odpowiedział strażnik.
- Nic mi nie może zrobić. Jesteś bardzo materialna. Roza! Pff... Ja nie mówiłem słodko do ciebie i zostawiłaś mnie. A on tylko jedno słowo powie i już leżysz przy nim naga. Takie dziewczyny mam codziennie w innym klubie. Ale one na tym zyskują. O i Rose, zapomniałem ci powiedzieć, że masz dobrą krew.- uśmiechnął się złośliwie.
Szanowałam go i lubiłam. Wręcz kochałam. Nie jak Dymitra, ale też nie jak Masona. Coś pomiędzy.
Aż do tej chwili. Nazwał mnie dziwką sprzedająca krew. Zranił mnie głęboko.
Bielikow nie wytrzymał. Podszedł do niego i uderzył moroja z całej siły. Ten wylądował pięć metrów dalej. Lili schowała się za mną wystraszona. Zabrałam ją szybko do budynku. Spojrzałam na nią. W oczach miała strach. Rzuciła mi się w ramiona.
- Spokojnie, nie bój się.-głaskałam ją po włosach.- On nic mu nie zrobi. Jest zdenerwowany, ale ma swoje zasady. Spokojnie, wszystko będzie dobrze. Choć musisz ochłonąć.
Wzięłam ja na ręce i podeszłam do jednego ze strażników.
- Możesz wskazać mi jakiś wolny pokój i przekaż królowej, żeby przyszła do niego.
- Oczywiście, strażniczko Hathaway-Bielikow.-skłonił się i poprowadził nas korytarzem.
strażniczko Hathaway-Bielikow. Jak to pięknie brzmi.
Po pierwsze: Tak wiem, wczoraj nie było rozdziału. Ale spokojnie, dzisiaj będzie jeszcze jeden.
Po drugie: Bardzo dziękuję Anicie za jakże długi i motywujący komentarz. Dobrze wiedzieć, że są ludzie którzy dostrzegają i doceniają moją ciężką pracę. Więc jeśli czyta to ktoś oprócz Mańki, Oli i Anity, proszę napiszcie komentarz.
I ostatnia sprawa: Ale wy jesteście ślepi. Czemu nikt mi nie powiedział, że w poprzednim rozdziale nasza kochana Rose się nie ubrała? (Już poprawione). No to nie przedłużając życzę miłej lektury.
____________________________________________
- A jaka jest ta królowa?- spytała Lili, gdy byłyśmy już na korytarzu.
- Pokocha cię jak własną siostrę.- odpowiedziałam z uśmiechem. A raczej już pokochała.
-Czy wszyscy mo..moro..moroje- dukała.- są tak dobre?- spytała jeszcze nie wiedząc jak to odmienić.
- Niestety nie. Ale zadbam o to, żebyś tych wrednych nie poznała.
Już na schodach było czuć zapach zapiekanych owoców. Z salonu do jadalni prowadziły oszklone drzwi, na przeciwko stopni. Przez szkło widziałam Dymitra nakrywającego do stołu. Gdy nas usłyszał, odwrócił się gwałtownie. Patrzył na nas chwilę z zachwytem, a potem wrócił do poprzedniego zadania. Szybko przeszłyśmy przez pokój dzienny. Mój mąż przytrzymał nam drzwi. Weszliśmy do następnego pomieszczenia i odwróciłyśmy się do strażnika.
- Teraz mam dwie swoje królewny.- Cmoknął dziewczynkę w czoło, a mi słodko i czule musnął wargami usta. Pocałunek był krótki, ale pełny miłość.- Zapraszam do stołu.
Zajęłyśmy swoje miejsca i czekałyśmy. Mój ukochany poszedł do kuchni, a zaraz wrócił z naczyniem w dłoniach. Położył je na stole i zaczął nakładać nam na talerze jego zawartość. Po chwili wszyscy rozkoszowali się potrawą. Były to pieczone jajka z kiełbasą i szpinakiem. Na stole stały jeszcze miseczki z różnymi dodatkami, ziołami i jedna z sosem pomidorowym oraz dzbanek herbaty. Nalałam ją sobie i siostrze. Dymitra oczywiście miał swoją kawę, ale trochę się z nią męczył. Na urlopie próbowałam go od niej odzwyczaić i oczywiście z sukcesem. Rano przytrzymałam go w łóżku, a kiedy szliśmy na śniadanie, uznawał, że jest za późno na kofeinę, a poza tym, cytuję, sama jestem jak najlepsza kawa na świecie. Tak więc przez cztery miesiące te ohydztwo pił tylko, gdy nie budził się ze mną.
- Co towarzyszu? Nie podchodzi ci twoja ukochana dawka kofeiny?- spytałam z uśmiechem.
- Spokojnie, przyzwyczaiłem się raz, to przyzwyczaję się drugi.- odwzajemnił uśmiech.
- Nie dopuszczę do tego.- oświadczyłam.
- Zobaczymy.- uśmiechnął się cwanie, po czym wszyscy wybuchliśmy śmiechem.- A jak wam smakuje? Spełniłem twoje oczekiwania Roza?
- Bardzo dobre.- odpowiedziała moja siostra, pomiędzy kolejnymi porcjami. - Co to jest?
- Frittata z kiełbasą.- powiedział zwyczajnie, choć wiem, że w środku odczuwał dumę.
- Nie powiem towarzyszu. Postarałeś się. Pyszne.- uśmiechnęłam się do niego. Odpowiedział czułym uśmiechem.
Reszta śniadania upłynęła na rozmowach na temat Dworu.
Po posprzątaniu, ubraliśmy kurtki i wyszliśmy na dwór. Chciałam prowadzić, ale Dymitr dał mi wyraźnie do zrozumienia, że nie zmienił zdania na ten temat. No cóż, przynajmniej dostałam jeszcze kilka całusów. Gdy w końcu posadził mnie z tyłu, samochód ruszył. Nie siedziałam koło ukochanego, ponieważ tam była Lili. Trochę się denerwowała i chcieliśmy odciągnąć jej myśli od spotkania. Nieźle nam szło. Strażnik wymyślał zabawy, a ja ją zagadywałam. Nim się obejrzała byliśmy na miejscu. Przed bramą jak zwykle musieliśmy przejść kontrolę. W okno od strony Bielikowa zapukał Michaił.
- Hej Dymitr. Cześć Rose.- przywitał nas dampir. Wtedy zauważył małą.- A co to za śliczna panienka? Rose nie jesteś zazdrosna?
- Nie mam zbyt wiele do gadania.- stwierdziłam.- Mówiłam ci o moim nowym talencie? Okazało się, że jestem niezła w znajdywaniu przybranego rodzeństwa. Poznaj moją siostrę Lili.
- Miło mi cię poznać.- skłonił się delikatnie z uśmiechem.- Witamy na dworze.
- Dziękuję.- odpowiedziała.
Byliśmy strażnikami królewskiej pary, więc nie musieli nas aż tak sprawdzać. Michaił po prostu nas przepuścił. Dziewczynka była oczarowana przepychem siedziby królowej. Czarownice zakończyły już odbudowę. Wszystko wyglądało, jakby nic się tu nie wydarzyło. Ukochany zaparkował w garażu. Moja siostra rozglądała się dookoła. Nie mogła wydobyć głosu.
- Poczekaj aż zobaczysz salę tronową.- powiedziałam ze śmiechem.
Wyszliśmy na zewnątrz. Już mieliśmy wejść do pałacu gdy usłyszałam jego głos.
- Mała dampirzyco. Widzę, że postanowiłaś powiększyć rodzinę.- odwróciłam się na dźwięk kpiny u Adriana. Po sposobie jego chodzenia stwierdziłam, ze nie oszczędzał dzisiejszej nocy. Zatrzymał się nagle i popatrzył na mój brzuch.- No nie! Kto okazał się tym szczęśliwcem i zdradziłaś z nim tego Ruskiego kacapkę? I czemu nie przyszłaś do mnie?- rozłożył ręce, jakbym zaraz miała mu się rzucić w ramiona. W głowie szykowałam odpowiedzieć, ale poczułam jak Dymitr się spiął. Już ruszał do moroja, gdy zatrzymałam go i popatrzyłam znacząco na dziewczynkę. Zrozumiał i został, choć w środku pewnie cały się gotował.
- Nie mam ochoty z tobą rozmawiać Iwaszkow. Wróć jak wytrzeźwiejesz. Albo, jeśli bardzo ci zależy, to porozmawiaj z moim, jak to go nazwałeś "Ruskim kacapką". A my pójdziemy do królowej. Co ty na to, kochanie?- zwróciłam się do męża.
- Z wielką przyjemnością, Roza. Od razu wytrzeźwieje.- odpowiedział strażnik.
- Nic mi nie może zrobić. Jesteś bardzo materialna. Roza! Pff... Ja nie mówiłem słodko do ciebie i zostawiłaś mnie. A on tylko jedno słowo powie i już leżysz przy nim naga. Takie dziewczyny mam codziennie w innym klubie. Ale one na tym zyskują. O i Rose, zapomniałem ci powiedzieć, że masz dobrą krew.- uśmiechnął się złośliwie.
Szanowałam go i lubiłam. Wręcz kochałam. Nie jak Dymitra, ale też nie jak Masona. Coś pomiędzy.
Aż do tej chwili. Nazwał mnie dziwką sprzedająca krew. Zranił mnie głęboko.
Bielikow nie wytrzymał. Podszedł do niego i uderzył moroja z całej siły. Ten wylądował pięć metrów dalej. Lili schowała się za mną wystraszona. Zabrałam ją szybko do budynku. Spojrzałam na nią. W oczach miała strach. Rzuciła mi się w ramiona.
- Spokojnie, nie bój się.-głaskałam ją po włosach.- On nic mu nie zrobi. Jest zdenerwowany, ale ma swoje zasady. Spokojnie, wszystko będzie dobrze. Choć musisz ochłonąć.
Wzięłam ja na ręce i podeszłam do jednego ze strażników.
- Możesz wskazać mi jakiś wolny pokój i przekaż królowej, żeby przyszła do niego.
- Oczywiście, strażniczko Hathaway-Bielikow.-skłonił się i poprowadził nas korytarzem.
strażniczko Hathaway-Bielikow. Jak to pięknie brzmi.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
środa, 6 kwietnia 2016
ROZDZIAŁ 102
- No dobrze - podniosłam się.- Zdam się na twój gust. Tylko mnie nie zawiedź.
- Ciebie Roza nigdy. Tylko dla mnie, jeśli wychodzisz i nie idziesz ze mną na randkę, najlepiej w sukni zakonnej.
- Jesteś aż tak zazdrosny?-rozglądałam się po pokoju, szukając szczotki.
- Roza, jestem zazdrosny o każdego mężczyznę, który na ciebie patrzy - usłyszałam z pomieszczenia obok. W końcu znalazłam to, co było mi potrzebne i skierowałam się do toaletki. Po drodze chwyciłam serum do włosów.- Jesteś niesamowitą i pociągającą kobietą, od której nie można oderwać wzroku. Ale tylko ja mogę mieć cie dla siebie.
- Skoro to wiesz, nie musisz być zazdrosny.
Usiadłam przy lusterku i nalałam na dłonie oleistą ciesz. Zaczęłam wcielać ją w mokre włosy. Jednak moje ręce zmarły, gdy dokładnie przejrzałam się swojemu odbiciu.
- Dymitr?!
- Tak, kochanie?- mój ukochany wyszedł z garderoby już ubrany.
Stanął za mną i oparł dłonie na moich ramionach.
-CO TO JEST?!- każde słowo wolno zaakcentowałam, wskazując na szyję.
- Bardzo ładne ślad.- uśmiechnął się mój mąż.
- Ciekawe skąd się tam wziął?- spytałam sarkastycznie.- Czy ty, dwudziestopięcioletni, poważny strażniku Dymitrze Bielikow, zrobiłeś swojej o siedem lat młodszej żonie malinkę?
- Jeśli nie spędzałaś wczorajszej nocy z kimś innym, to tak. Przyznaję się.
- No pięknie.
- Pasuje ci- uznał i wrócił do garderoby.
- Dlatego, że zrobiłeś ją ty?- krzyknęłam.
Czesząc włosy, kombinowałam jak zasłonić ślad po wczorajszym wieczorze.
- Też- odkrzyknął.
- Jak już coś wybierzesz, to znajdź mi jeszcze jakąś chustę- spięłam włosy w ulubiony sposób Dymitra.
- Po co ci?- ukochany wyszedł z sukienką.
Wstałam i podeszłam do niego. On położył materiał na łóżku i spojrzał na mnie z pożądaniem. Sukienka była różowa do kolan i w długi rękaw. Nie było już tak ciepło.
- No chyba jakoś muszę to zasłonić.
- Jak dla mnie może zostać.- przytulił mnie i pocałował w czoło.- Niech wszyscy widzą jakie mam szczęście i że jesteś tylko moja.
Musnął wargami moje usta. Jednak ja pogłębiłam pocałunek. Nim się obejrzałam, plecami opierałam się o ścianę i napierało na mnie ciało strażnika. Mocno przyciskał moje ręce w nadgarstkach. Dawno nie dostałam takiego pocałunku. Ostatni raz tak się na mnie żarliwie rzucił podczas jednego z treningów. Oskarżyłam go o próbę kontrolowania sytuacji. Teraz miał pełną kontrolę, ale nade mną. Kiedy się odsunął oddychałam ciężko. Dymitr też.
- No Towarzyszu, przechodzisz dzisiaj samego siebie. Aż boję się zejść na śniadanie.
- Przyjmuję wyzwanie- uśmiechnął się cwanie.- Za godzinę chcę was widzieć na dole, gotowe do drogi.
- Tak jest!- zasalutowałam z uśmiechem.
Bielikow pocałował mnie w usta, a następnie w czoło i wyszedł. Przez chwilę patrzyłam w drzwi, za którymi zniknął. Następnie ubrałam się i poszłam do łazienki. Poczułam ciepło i dreszcz podniecenia, gdy wspomniałam o tym, co się tu stało. Ile miłości i ufności można dostać w ciągu godziny. To niesamowite. Podeszłam do lusterka i zaczęłam się malować. Myślałam, czy nie zatuszować malinki, ale Dymitr miał rację. Niech inni patrzą i zazdroszczą nam, że możemy sobie na to pozwolić. Mu będzie zazdrościć dużo mężczyzn, a mi każda kobieta na Dworze. Obydwoje mamy powodzenie w śród osób przeciwnej płci. Mogliśmy mieć każdego, ale nie. My musieliśmy wybrać siebie, wtedy bez szans na wspólną przyszłość. Wiele wycierpieliśmy, raniliśmy siebie i innych, ale udało nam się. Teraz nie tylko my możemy być szczęśliwi, a wszyscy strażnicy na świecie, który chcą stworzyć rodziny. No pod warunkiem, że nie zagraża to życiu ich podopiecznych.
Skończyłam makijaż i wróciłam do pokoju. Następnie poszłam obudzić Lili. Mała spala jak zabita. Skrzywiłam się na to porównanie. Nie zbyt trafione w świetle ostatnich wydarzeń. To było zaledwie dwie noce temu, a już bardzo pokochałam dziewczynkę. Ciekawe czy wpływ na to ma nasze pokrewieństwo? Czy jakby nie była moją siostrzyczką, też tak szybko bym ją przygarnęła?
Dość!
Mam ją obudzić, a nie zastanawiać się o nie wiadomo czym. Podeszłam do łóżka i lekko potrząsnęłam małą.
- Lili czas wstawać.- powiedziałam, gdy się poruszyła.
Wyciągnęła się i przetarła oczka piąstkami.
- Gdzie ja jestem?- spytała wciąż zaspana.
- W swoim pokoju. A teraz zbieraj się. Za dziesięć minut śniadanie, a potem jedziemy na Dwór. Do pałacu samej królowej morojów.
Oczy dampirzycy od razu się rozszerzyły.
Podeszła do szafy i zaczęła ją przeszukiwać.
- Rose, pomożesz mi?- spytała.- Chyba wypadało by jakoś wyglądać przed jej wysokością.- uśmiechnęła się lekko zakłopotana.
- Oczywiście.
Podeszłam do niej i zobaczyłam zawartość mebla. Nie był to za duży wybór. Dwie różowe, jedna zielona i trzy niebieskie. Większość bardziej proste, takie letnie. Jedna niebieska była ewidentnie balowa. Pewnie na karnawał. Popatrzyłam na sukienki, a potem na nią. Wyciągnęłam zieloną sukienkę. Była do kolan z falbankami, ale nie bufiasta. Na wieszaku obok była brązowa katanka. Ją też podałam dziewczynce. Szybko się przebrała.
- Jak wyglądam?- spytała obracając się dookoła.
- Przepięknie.- uznałam.- Ale jak będziemy wracać, pójdziemy na zakupy. Kurtkę zdejmij, bo tutaj jest ciepło. Ubierzesz ją jak będziemy wychodzić. I jakieś rajstopy załóż, bo na dworze robi się zimno.- rany, zaczynam zachowywać się jak nad opiekuńcza matka. To wcale nie jest normalne. Przynajmniej nie dla mnie.
- Dobrze.- mała posłusznie wyciągnęła z innej szafki grube rajtuzy.
Spojrzałam na zegarek. No super! Ona może wiedzieć, która godzina, a my już nie. Na zakupach wezmę to pod uwagę.
Rose! Skup się! Ile to jeszcze będzie trwać? Godzina.
Jest siódma dwadzieścia.
- Dobra kochana , ale nie wypada się spóźnić, nawet takim pięknością jak my. Idziemy na śniadanie. Podeszłam dzisiaj kucharza i będzie coś wyjątkowego.
Dziewczynka podała mi rączkę i razem zeszłyśmy na dół.
- Ciebie Roza nigdy. Tylko dla mnie, jeśli wychodzisz i nie idziesz ze mną na randkę, najlepiej w sukni zakonnej.
- Jesteś aż tak zazdrosny?-rozglądałam się po pokoju, szukając szczotki.
- Roza, jestem zazdrosny o każdego mężczyznę, który na ciebie patrzy - usłyszałam z pomieszczenia obok. W końcu znalazłam to, co było mi potrzebne i skierowałam się do toaletki. Po drodze chwyciłam serum do włosów.- Jesteś niesamowitą i pociągającą kobietą, od której nie można oderwać wzroku. Ale tylko ja mogę mieć cie dla siebie.
- Skoro to wiesz, nie musisz być zazdrosny.
Usiadłam przy lusterku i nalałam na dłonie oleistą ciesz. Zaczęłam wcielać ją w mokre włosy. Jednak moje ręce zmarły, gdy dokładnie przejrzałam się swojemu odbiciu.
- Dymitr?!
- Tak, kochanie?- mój ukochany wyszedł z garderoby już ubrany.
Stanął za mną i oparł dłonie na moich ramionach.
-CO TO JEST?!- każde słowo wolno zaakcentowałam, wskazując na szyję.
- Bardzo ładne ślad.- uśmiechnął się mój mąż.
- Ciekawe skąd się tam wziął?- spytałam sarkastycznie.- Czy ty, dwudziestopięcioletni, poważny strażniku Dymitrze Bielikow, zrobiłeś swojej o siedem lat młodszej żonie malinkę?
- Jeśli nie spędzałaś wczorajszej nocy z kimś innym, to tak. Przyznaję się.
- No pięknie.
- Pasuje ci- uznał i wrócił do garderoby.
- Dlatego, że zrobiłeś ją ty?- krzyknęłam.
Czesząc włosy, kombinowałam jak zasłonić ślad po wczorajszym wieczorze.
- Też- odkrzyknął.
- Jak już coś wybierzesz, to znajdź mi jeszcze jakąś chustę- spięłam włosy w ulubiony sposób Dymitra.
- Po co ci?- ukochany wyszedł z sukienką.
Wstałam i podeszłam do niego. On położył materiał na łóżku i spojrzał na mnie z pożądaniem. Sukienka była różowa do kolan i w długi rękaw. Nie było już tak ciepło.
- No chyba jakoś muszę to zasłonić.
- Jak dla mnie może zostać.- przytulił mnie i pocałował w czoło.- Niech wszyscy widzą jakie mam szczęście i że jesteś tylko moja.
Musnął wargami moje usta. Jednak ja pogłębiłam pocałunek. Nim się obejrzałam, plecami opierałam się o ścianę i napierało na mnie ciało strażnika. Mocno przyciskał moje ręce w nadgarstkach. Dawno nie dostałam takiego pocałunku. Ostatni raz tak się na mnie żarliwie rzucił podczas jednego z treningów. Oskarżyłam go o próbę kontrolowania sytuacji. Teraz miał pełną kontrolę, ale nade mną. Kiedy się odsunął oddychałam ciężko. Dymitr też.
- No Towarzyszu, przechodzisz dzisiaj samego siebie. Aż boję się zejść na śniadanie.
- Przyjmuję wyzwanie- uśmiechnął się cwanie.- Za godzinę chcę was widzieć na dole, gotowe do drogi.
- Tak jest!- zasalutowałam z uśmiechem.
Bielikow pocałował mnie w usta, a następnie w czoło i wyszedł. Przez chwilę patrzyłam w drzwi, za którymi zniknął. Następnie ubrałam się i poszłam do łazienki. Poczułam ciepło i dreszcz podniecenia, gdy wspomniałam o tym, co się tu stało. Ile miłości i ufności można dostać w ciągu godziny. To niesamowite. Podeszłam do lusterka i zaczęłam się malować. Myślałam, czy nie zatuszować malinki, ale Dymitr miał rację. Niech inni patrzą i zazdroszczą nam, że możemy sobie na to pozwolić. Mu będzie zazdrościć dużo mężczyzn, a mi każda kobieta na Dworze. Obydwoje mamy powodzenie w śród osób przeciwnej płci. Mogliśmy mieć każdego, ale nie. My musieliśmy wybrać siebie, wtedy bez szans na wspólną przyszłość. Wiele wycierpieliśmy, raniliśmy siebie i innych, ale udało nam się. Teraz nie tylko my możemy być szczęśliwi, a wszyscy strażnicy na świecie, który chcą stworzyć rodziny. No pod warunkiem, że nie zagraża to życiu ich podopiecznych.
Skończyłam makijaż i wróciłam do pokoju. Następnie poszłam obudzić Lili. Mała spala jak zabita. Skrzywiłam się na to porównanie. Nie zbyt trafione w świetle ostatnich wydarzeń. To było zaledwie dwie noce temu, a już bardzo pokochałam dziewczynkę. Ciekawe czy wpływ na to ma nasze pokrewieństwo? Czy jakby nie była moją siostrzyczką, też tak szybko bym ją przygarnęła?
Dość!
Mam ją obudzić, a nie zastanawiać się o nie wiadomo czym. Podeszłam do łóżka i lekko potrząsnęłam małą.
- Lili czas wstawać.- powiedziałam, gdy się poruszyła.
Wyciągnęła się i przetarła oczka piąstkami.
- Gdzie ja jestem?- spytała wciąż zaspana.
- W swoim pokoju. A teraz zbieraj się. Za dziesięć minut śniadanie, a potem jedziemy na Dwór. Do pałacu samej królowej morojów.
Oczy dampirzycy od razu się rozszerzyły.
Podeszła do szafy i zaczęła ją przeszukiwać.
- Rose, pomożesz mi?- spytała.- Chyba wypadało by jakoś wyglądać przed jej wysokością.- uśmiechnęła się lekko zakłopotana.
- Oczywiście.
Podeszłam do niej i zobaczyłam zawartość mebla. Nie był to za duży wybór. Dwie różowe, jedna zielona i trzy niebieskie. Większość bardziej proste, takie letnie. Jedna niebieska była ewidentnie balowa. Pewnie na karnawał. Popatrzyłam na sukienki, a potem na nią. Wyciągnęłam zieloną sukienkę. Była do kolan z falbankami, ale nie bufiasta. Na wieszaku obok była brązowa katanka. Ją też podałam dziewczynce. Szybko się przebrała.
- Jak wyglądam?- spytała obracając się dookoła.
- Przepięknie.- uznałam.- Ale jak będziemy wracać, pójdziemy na zakupy. Kurtkę zdejmij, bo tutaj jest ciepło. Ubierzesz ją jak będziemy wychodzić. I jakieś rajstopy załóż, bo na dworze robi się zimno.- rany, zaczynam zachowywać się jak nad opiekuńcza matka. To wcale nie jest normalne. Przynajmniej nie dla mnie.
- Dobrze.- mała posłusznie wyciągnęła z innej szafki grube rajtuzy.
Spojrzałam na zegarek. No super! Ona może wiedzieć, która godzina, a my już nie. Na zakupach wezmę to pod uwagę.
Rose! Skup się! Ile to jeszcze będzie trwać? Godzina.
Jest siódma dwadzieścia.
- Dobra kochana , ale nie wypada się spóźnić, nawet takim pięknością jak my. Idziemy na śniadanie. Podeszłam dzisiaj kucharza i będzie coś wyjątkowego.
Dziewczynka podała mi rączkę i razem zeszłyśmy na dół.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
LBA
JEJ!!!
Mańka dziękuję za nominację do Liebster Blog Award.
Cóż, co mogę powiedzieć? Może kilka słów wstępu dla tych, którzy się nie orientują.
„Nominacja do Liebster Blog Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę”. Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował.”
Nie przedłużając odpowiem na zadane mi pytania.
1. Co się skłoniło do napisania bloga?
Przeczytałam wszystkie blogi o AW i wciąż było mi jej mało. Nie wiem, czy tak jest, ale uznałam, że inni też tak czują. Więc uszczęśliwiam ich swoim opowiadaniem.
2. Powiedz (napisz) przynajmniej 7 zdań o sobie.
1.Mam dwa szynszyle.
2.Zwierzęta ogólnie mnie lubią.
3.Mam obsesję na punkcie AW i Dymitra Bielikowa.
4.Mieszkam we Wrocławiu. 5. Urodziłam się w Zgorzelcu. 6. Kocham smoki. 7. Uwielbiam polskie komedie romantyczne. 💖
3. Twój ulubiony kolor?
Niebieski i czerwony. Nigdy nie umiem się zdecydować.
4. Spodnie czy spódnica?
Zdecydowanie spódnica
5. Wolisz telefon czy komputer?
To zależy. Komórkę wykorzystuję do pisania i czytania blogów, a komputer do grania w gry. Jednak gdybym miała wybierać, to komórka.
6. Dymitr Bielikow, Adrian Iwaszkow czy Christian Ozera. Który i dlaczego?
Oczywiście, że Dymitr. Jest taki czuły i podchodzi do wszystkiego poważnie. Jednocześnie ma poczucie humoru. Opiekuńczy i honorowy. Stara się postępować w taki sposób, aby wszyscy wyszli na tym dobrze, nawet za pewną cenę.
7. Z czyjej perspektywy i który fragment AW chciałabyś przeczytać?
Z perspektywy Dymitra fragment naszyjnika lub postrzelenia Rose.
8. AW czy KK? A może Zmierzch?
Ze wszystkich trzech czytałam tylko AW, więc wybór prosty.
9. Twoja wymarzona obsada ekranizacji AW to...???
Nie mam za bardzo zastrzeżeń. Podobała mi się ta, która była.
10. Czy uszczęśliwia cię pisanie bloga? Dlaczego?
Bardzo, a powód jest prosty: uszczęśliwianie innych AWfanów. Uwielbiam czytać komentarze do rozdziałów i cieszę się, że komuś podobają się wytwory mojej chorej wyobraźni. 😂😂😂😂
11. Jak myślisz, co jest najważniejsze w życiu?
Przyjaźń, rodzina, miłość.
Moje pytania:
1. Czy masz jakieś zwierzątko?
2. Jak dużo czasu spędzasz na blogu swoim lub innych?
3. Co najczęściej robisz w czasie wolnym?
4. Co najbardziej motywuje cię do dalszego pisania?
5. Jaka, według ciebie książka, którą przeczytałaś/eś jest najlepsza?
6. Podaj kilka(min.5) faktów o sobie.
7. Czy przewidujesz jakieś radykalne zmiany, zwroty akcji w swoim opowiadaniu? Wystarczy Tak/Nie.
8. Ulubiony cytat z AW.
9. Romitri, Dragozera czy Sydrian? Dlaczego?
10. Ulubiona muzyka.
11. Lubisz rysować? Jeśli tak, pochwalisz się najlepszymi pracami na blogu?
Nominuję:
1. http://strazniczkarosehathaway.blogspot.com/?m=1
2. http://dymitr-rose.blog.onet.pl/
3. http://jedno-wielkie-pasmo-niespodzianek.blogspot.com/?m=0
4. https://buriafanfiction.wordpress.com/
5. http://livefast-dieyoung.blog.onet.pl/
6. http://tak-bardzo-cie-kocham-roza.blogspot.com/?m=1
To tyle, ponieważ mało jest wciąż prowadzonych blogów o Akademii Wampirów. Jeszcze raz gorąco dziękuję za nominację. A jutro kolejny rozdział, więc zapraszam, innym blogerom życzę nie kończącej się weny. :-*
Mańka dziękuję za nominację do Liebster Blog Award.
Cóż, co mogę powiedzieć? Może kilka słów wstępu dla tych, którzy się nie orientują.
„Nominacja do Liebster Blog Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę”. Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował.”
Nie przedłużając odpowiem na zadane mi pytania.
1. Co się skłoniło do napisania bloga?
Przeczytałam wszystkie blogi o AW i wciąż było mi jej mało. Nie wiem, czy tak jest, ale uznałam, że inni też tak czują. Więc uszczęśliwiam ich swoim opowiadaniem.
2. Powiedz (napisz) przynajmniej 7 zdań o sobie.
1.Mam dwa szynszyle.
2.Zwierzęta ogólnie mnie lubią.
3.Mam obsesję na punkcie AW i Dymitra Bielikowa.
4.Mieszkam we Wrocławiu. 5. Urodziłam się w Zgorzelcu. 6. Kocham smoki. 7. Uwielbiam polskie komedie romantyczne. 💖
3. Twój ulubiony kolor?
Niebieski i czerwony. Nigdy nie umiem się zdecydować.
4. Spodnie czy spódnica?
Zdecydowanie spódnica
5. Wolisz telefon czy komputer?
To zależy. Komórkę wykorzystuję do pisania i czytania blogów, a komputer do grania w gry. Jednak gdybym miała wybierać, to komórka.
6. Dymitr Bielikow, Adrian Iwaszkow czy Christian Ozera. Który i dlaczego?
Oczywiście, że Dymitr. Jest taki czuły i podchodzi do wszystkiego poważnie. Jednocześnie ma poczucie humoru. Opiekuńczy i honorowy. Stara się postępować w taki sposób, aby wszyscy wyszli na tym dobrze, nawet za pewną cenę.
7. Z czyjej perspektywy i który fragment AW chciałabyś przeczytać?
Z perspektywy Dymitra fragment naszyjnika lub postrzelenia Rose.
8. AW czy KK? A może Zmierzch?
Ze wszystkich trzech czytałam tylko AW, więc wybór prosty.
9. Twoja wymarzona obsada ekranizacji AW to...???
Nie mam za bardzo zastrzeżeń. Podobała mi się ta, która była.
10. Czy uszczęśliwia cię pisanie bloga? Dlaczego?
Bardzo, a powód jest prosty: uszczęśliwianie innych AWfanów. Uwielbiam czytać komentarze do rozdziałów i cieszę się, że komuś podobają się wytwory mojej chorej wyobraźni. 😂😂😂😂
11. Jak myślisz, co jest najważniejsze w życiu?
Przyjaźń, rodzina, miłość.
Moje pytania:
1. Czy masz jakieś zwierzątko?
2. Jak dużo czasu spędzasz na blogu swoim lub innych?
3. Co najczęściej robisz w czasie wolnym?
4. Co najbardziej motywuje cię do dalszego pisania?
5. Jaka, według ciebie książka, którą przeczytałaś/eś jest najlepsza?
6. Podaj kilka(min.5) faktów o sobie.
7. Czy przewidujesz jakieś radykalne zmiany, zwroty akcji w swoim opowiadaniu? Wystarczy Tak/Nie.
8. Ulubiony cytat z AW.
9. Romitri, Dragozera czy Sydrian? Dlaczego?
10. Ulubiona muzyka.
11. Lubisz rysować? Jeśli tak, pochwalisz się najlepszymi pracami na blogu?
Nominuję:
1. http://strazniczkarosehathaway.blogspot.com/?m=1
2. http://dymitr-rose.blog.onet.pl/
3. http://jedno-wielkie-pasmo-niespodzianek.blogspot.com/?m=0
4. https://buriafanfiction.wordpress.com/
5. http://livefast-dieyoung.blog.onet.pl/
6. http://tak-bardzo-cie-kocham-roza.blogspot.com/?m=1
To tyle, ponieważ mało jest wciąż prowadzonych blogów o Akademii Wampirów. Jeszcze raz gorąco dziękuję za nominację. A jutro kolejny rozdział, więc zapraszam, innym blogerom życzę nie kończącej się weny. :-*
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
wtorek, 5 kwietnia 2016
ROZDZIAŁ 101
Po półtora godzinnej kąpieli, postanowiliśmy w końcu wyjść na ląd. Ale Dymitr postanowił, że to nie koniec. Wyszedł z wanny i zaczął się wycierać, a mi kazał zostać w resztkach wody, która spływała do kanału. Gdy był już w miarę suchy( nie pozwoliłam mu zetrzeć krystalicznych kropel z nagiego toru), wziął mój ręcznik, a następnie mnie. Leżałam w jego objęciach owinięta szorstkim materiałem. Nie pozwolił mi zejść na podłogę, bo uznał, że pobrudzę sobie nogi. Posadził mnie na pralce i zaczął wycierać. Jednak jego samokontrola dalej szwankowała, więc jego usta nie mogły się ode mnie oderwać. Pocałunki były namiętne i bardzo nachalnie. Gdy byłam już sucha, odwrócił się i podszedł do szafki. Wyciągnął z niej trzy rzeczy: balsam do ciała, serum do włosów i olejek o zapachu cynamonu. Wcześniej go nie używałam. W ogóle nie wiedziałam, że taki jest. Dymitr kupił chyba pięćdziesiąt takich, o różnych zapachach, ale nie miałam okazji ich wypróbować.
Ukochany odkorkował fiolkę i powąchał zawartość. Potem podszedł do mnie, nachylił mi się nad szyją i bez skrępowania zaciągnął się moim zapachem.
- A ja myślałam, że znasz go już na pamięć.- uśmiechnęłam się.
- Roza, tego zapachu nie da się zapomnieć,- szepnął mi do ucha zmysłowym głosem.- ale uwielbiam go czuć nawet sto razy dziennie. Przypomina mi, że mam cię na zawsze i tylko dla siebie. Że mnie kochasz. Ze wszystkich mężczyzn wybrałaś właśnie mnie.
- A ty ze wszystkich kobiet mnie.- pocałowałam go w szyję, co lekko go zaskoczyło.
Jednak szybko to wykorzystał. Przytulił mnie mocno, a ja dalej całowałam go po szyi. Podniósł mnie za tyłek i zaczął iść, więc oplotłam nogi wokół jego pasa.
- O nie kochanie.- szepnęła, gdy skierował się do wyjścia.- Wracamy pod szafkę.
Zdziwił się, ale spełnił moje życzenie. Odwrócił się tyłem tak, że ja byłam przodem do mebla. Otworzyłam drzwiczki i wyciągnęłam flakonik jego wody kolońskiej. Szepnęłam mu do ucha, że już i wróciłam do całowania go w szyję.
Wróciliśmy do sypialni. Mój mąż położył mnie delikatnie na łóżku. Uśmiechnął się rozbawiony. Podczas kąpieli też ciągle się śmiał. Myślałam, że po prostu jest mu wesoło, ale teraz przypuszczałam, że to coś więcej.
- O co chodzi, Towarzyszu? Jestem gdzieś brudna?- uśmiechnęłam się.
- Nie Roza.- pokręcił głową jeszcze bardziej rozbawiony. Chciałam ciągnąć temat dalej, ale w ręce ukochanego pojawił się balsam i od razu przeszła mi na to ochota. Dymitr doskonale masuje. Po godzinie nie czułam już swoich mięśni. Rozpływałam się pod jego dłońmi. Przez cały czas mruczałam z przyjemności. Na koniec nalał sobie na dłoń olejek i zaczął mnie nim nacierać.
- Nie wierzę, że nie lubisz kotów.- stwierdził, jeżdżąc po mojej nodze.
- Dlaczego?- spytałam zdziwiona. To se znalazł moment na taki temat.
- Ponieważ jesteś do nich podobna. Zwinna, pełna gracji, mruczysz, długo śpisz, chodzisz własnymi drogami, zawzięta, nie słuchasz się innych, jesteś dumna i honorowa, a do tego- szepnął mi do ucha, smarując oliwką moje piersi.- przeciągasz się jak kot. Aż chcę się rzucić.
Przez jego zajęcie, trudno było mi się skupić na jego słowach.
- Spokojnie Towarzyszu. Będziesz miał jeszcze nie jedną okazję.- szepnęłam w odpowiedzi.- I nie śpię aż tak długo. A to nie zmienia faktu, że nie lubię kotów. I one mnie też nie.- zakończyłam temat.
Więcej się nie odezwał. Ale cisza nie była męcząca. Co jakiś czas przebywały ją moje jęki i jak nazwał to mój miłośnik zwierząt "mruczenia kota". Było mi bardzo przyjemnie, a tylko on potrafił doprowadzić mnie do takiego stanu rozkoszy i nieprzytomności umysłu. W tej chwili mógł zrobić ze mną wszystko. Po dziesięciu minutach pachniałam cynamonem.
- Trzeba ci przyznać Towarzyszu, że masz gust.
- Dziękuję.- skłonił się teatralnie.- Po prostu cynamon pasuje do twojego zapachu i nie maskuje go. Przepięknie pachniesz.- znowu zaciągnął się moim zapachem.
- Ty też, ale czegoś ci brakuje.
Sięgnęłam po flakon, który zabrałam z łazienki. Wylałam sobie trochę na dłoń i wyciągnęłam ją do ukochanego. On zamknął oczy i pochylił się nade mną. Roztarłam płyn na jego szyi i policzkach. Napawałam się miękką skórą strażnika. Teraz ja wdychałam jego piękny zapach.
- O wiele lepiej.- uśmiechnęłam się
- Aż tak lubisz moją wodę kolońską?- zdziwił się.
- To twój znak rozpoznawczy, gdy idziesz za mną. Często chronił cię przed moim atakiem.- zaśmiałam się.
- To dlatego nie mogłem cię zaskoczyć i zawsze wiedziałaś, że to ja.- zrozumiał.
- Tak. Poznałeś moją następną tajemnicę.- powiedziałam i pocałowałam go w policzek.
- Roza, tylko tyle za taką pobudkę?
- Nie chcę nic mówić, ale za dwie godziny musisz być na służbie.
- No to mamy dwie godziny dla siebie.- szepnął całując moją szyję.
Chwilę się opierałam, ale nie mogłam mu się oprzeć. Dobrze o tym wiedział. Więc mu podziękowałam. Pół godziny później leżeliśmy wtuleni mocno w siebie.
- Dziękuję Towarzyszu.- mruknęłam cicho.
- Nie ma za co, skarbie.- uścisnął mnie mocno.- Kocham Cię. Jesteś moim światem. Bez ciebie nic nie ma sensu, nie ma mnie. Wiem, że ciągle ci to powtarzam. Ale nie znam więcej słów, jakimi mógłbym wyrazić, co czuje do ciebie, jakim cierpieniem są chwile samotności. A takie są wszystkie, kiedy jesteśmy osobno. Cieszę się, że jedziecie dzisiaj ze mną.
Podsunęłam się na wysokość jego twarzy i dałam mu słodkiego długiego całusa. Dymitr szybko oddał się przyjemności. Ale tym razem naprawdę nie mieliśmy czasu, był tego świadomy. Zaczął wstawać. Zatrzymałam go.
- Gdzie idziesz?- zapytałam z pretensjami. Usłyszałam najcudowniejszy śmiech na całym świecie.
- Spokojnie kotku.- wyrwał mi się- Przecież ci nie ucieknę, ale miałaś rację. Ty też powinnaś wstawać. Idź się uczesz, a ja wyszukam ci jakąś sukienkę.- pocałował mnie i skierował się do garderoby.
Ukochany odkorkował fiolkę i powąchał zawartość. Potem podszedł do mnie, nachylił mi się nad szyją i bez skrępowania zaciągnął się moim zapachem.
- A ja myślałam, że znasz go już na pamięć.- uśmiechnęłam się.
- Roza, tego zapachu nie da się zapomnieć,- szepnął mi do ucha zmysłowym głosem.- ale uwielbiam go czuć nawet sto razy dziennie. Przypomina mi, że mam cię na zawsze i tylko dla siebie. Że mnie kochasz. Ze wszystkich mężczyzn wybrałaś właśnie mnie.
- A ty ze wszystkich kobiet mnie.- pocałowałam go w szyję, co lekko go zaskoczyło.
Jednak szybko to wykorzystał. Przytulił mnie mocno, a ja dalej całowałam go po szyi. Podniósł mnie za tyłek i zaczął iść, więc oplotłam nogi wokół jego pasa.
- O nie kochanie.- szepnęła, gdy skierował się do wyjścia.- Wracamy pod szafkę.
Zdziwił się, ale spełnił moje życzenie. Odwrócił się tyłem tak, że ja byłam przodem do mebla. Otworzyłam drzwiczki i wyciągnęłam flakonik jego wody kolońskiej. Szepnęłam mu do ucha, że już i wróciłam do całowania go w szyję.
Wróciliśmy do sypialni. Mój mąż położył mnie delikatnie na łóżku. Uśmiechnął się rozbawiony. Podczas kąpieli też ciągle się śmiał. Myślałam, że po prostu jest mu wesoło, ale teraz przypuszczałam, że to coś więcej.
- O co chodzi, Towarzyszu? Jestem gdzieś brudna?- uśmiechnęłam się.
- Nie Roza.- pokręcił głową jeszcze bardziej rozbawiony. Chciałam ciągnąć temat dalej, ale w ręce ukochanego pojawił się balsam i od razu przeszła mi na to ochota. Dymitr doskonale masuje. Po godzinie nie czułam już swoich mięśni. Rozpływałam się pod jego dłońmi. Przez cały czas mruczałam z przyjemności. Na koniec nalał sobie na dłoń olejek i zaczął mnie nim nacierać.
- Nie wierzę, że nie lubisz kotów.- stwierdził, jeżdżąc po mojej nodze.
- Dlaczego?- spytałam zdziwiona. To se znalazł moment na taki temat.
- Ponieważ jesteś do nich podobna. Zwinna, pełna gracji, mruczysz, długo śpisz, chodzisz własnymi drogami, zawzięta, nie słuchasz się innych, jesteś dumna i honorowa, a do tego- szepnął mi do ucha, smarując oliwką moje piersi.- przeciągasz się jak kot. Aż chcę się rzucić.
Przez jego zajęcie, trudno było mi się skupić na jego słowach.
- Spokojnie Towarzyszu. Będziesz miał jeszcze nie jedną okazję.- szepnęłam w odpowiedzi.- I nie śpię aż tak długo. A to nie zmienia faktu, że nie lubię kotów. I one mnie też nie.- zakończyłam temat.
Więcej się nie odezwał. Ale cisza nie była męcząca. Co jakiś czas przebywały ją moje jęki i jak nazwał to mój miłośnik zwierząt "mruczenia kota". Było mi bardzo przyjemnie, a tylko on potrafił doprowadzić mnie do takiego stanu rozkoszy i nieprzytomności umysłu. W tej chwili mógł zrobić ze mną wszystko. Po dziesięciu minutach pachniałam cynamonem.
- Trzeba ci przyznać Towarzyszu, że masz gust.
- Dziękuję.- skłonił się teatralnie.- Po prostu cynamon pasuje do twojego zapachu i nie maskuje go. Przepięknie pachniesz.- znowu zaciągnął się moim zapachem.
- Ty też, ale czegoś ci brakuje.
Sięgnęłam po flakon, który zabrałam z łazienki. Wylałam sobie trochę na dłoń i wyciągnęłam ją do ukochanego. On zamknął oczy i pochylił się nade mną. Roztarłam płyn na jego szyi i policzkach. Napawałam się miękką skórą strażnika. Teraz ja wdychałam jego piękny zapach.
- O wiele lepiej.- uśmiechnęłam się
- Aż tak lubisz moją wodę kolońską?- zdziwił się.
- To twój znak rozpoznawczy, gdy idziesz za mną. Często chronił cię przed moim atakiem.- zaśmiałam się.
- To dlatego nie mogłem cię zaskoczyć i zawsze wiedziałaś, że to ja.- zrozumiał.
- Tak. Poznałeś moją następną tajemnicę.- powiedziałam i pocałowałam go w policzek.
- Roza, tylko tyle za taką pobudkę?
- Nie chcę nic mówić, ale za dwie godziny musisz być na służbie.
- No to mamy dwie godziny dla siebie.- szepnął całując moją szyję.
Chwilę się opierałam, ale nie mogłam mu się oprzeć. Dobrze o tym wiedział. Więc mu podziękowałam. Pół godziny później leżeliśmy wtuleni mocno w siebie.
- Dziękuję Towarzyszu.- mruknęłam cicho.
- Nie ma za co, skarbie.- uścisnął mnie mocno.- Kocham Cię. Jesteś moim światem. Bez ciebie nic nie ma sensu, nie ma mnie. Wiem, że ciągle ci to powtarzam. Ale nie znam więcej słów, jakimi mógłbym wyrazić, co czuje do ciebie, jakim cierpieniem są chwile samotności. A takie są wszystkie, kiedy jesteśmy osobno. Cieszę się, że jedziecie dzisiaj ze mną.
Podsunęłam się na wysokość jego twarzy i dałam mu słodkiego długiego całusa. Dymitr szybko oddał się przyjemności. Ale tym razem naprawdę nie mieliśmy czasu, był tego świadomy. Zaczął wstawać. Zatrzymałam go.
- Gdzie idziesz?- zapytałam z pretensjami. Usłyszałam najcudowniejszy śmiech na całym świecie.
- Spokojnie kotku.- wyrwał mi się- Przecież ci nie ucieknę, ale miałaś rację. Ty też powinnaś wstawać. Idź się uczesz, a ja wyszukam ci jakąś sukienkę.- pocałował mnie i skierował się do garderoby.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
poniedziałek, 4 kwietnia 2016
ROZDZIAŁ 100
ROZDZIAŁ 100. Co za osiągniecie. A wy wciąż za mną jesteście? Cieszę się, że aż tle osób czyta moją kontynuację i że jeszcze się wam nie znudziła( i mam nadzieję, że nigdy nie znudzi). Z tej okazji daję wam rozdział dwa razy dłuższy niż zazwyczaj. Mam nadzieję,że wam się podoba i zostaniecie ze mną, jak najdłużej. Bo kim jest pisarz bez czytelników? :-*
________________________________________________
Rozmawialiśmy jeszcze jakiś czas. Ustaliliśmy, że gdy Lissa dalej będzie chciała, to za dziewięć miesięcy będę ją uczyła. I jeśli Dymitr się zgodzi, to pomoże, bo czuję, że zabraknie mi cierpliwości na nauczanie. A on ma w tym w prawie. Myślę, że po mnie z każdym sobie poradzi.
Kiedy przyjaciółka zakończyła sen, obudziłam się bardzo wyspana. Na szyi poczułam coś mokrego, ale ciepłego. To było bardzo przyjemne. Na moim brzuchu poruszała się ciepła dłoń. Przeszedł mnie przyjemny dreszcz.
-Towarzyszu, jeśli nie przestaniesz to zrzucę cię z łóżka.- mruknęłam cicho.
- Co jest Roza?- spytał wesołym głosem. Wiedziałam, że się uśmiechnął.- Myślałem, że podoba ci się taka pobudka.
- Aż za bardzo, kochanie. Ale chciałam zauważyć, że nie jesteśmy sami.- leżałam wciąż w tej samej pozycji. Lili jeszcze spała, więc nie miałam jak się ruszyć. I zbytnio nie miałam sił, ani ochoty.
Dymitr podszedł do nas i popatrzył, intensywnie o czymś myśląc. Jednak nie nacieszyłam się jego widokiem, bo moje powieki były bardzo ciężkie. Poczułam, że podnosi moją rękę i odkłada na bok. Zmusiłam swoje leniwe oczy do odrobiny wysiłku. Było warto. Nie często można zobaczyć najlepszego wojownika, boga we wszystkim co robi niosącego mała dziewczynkę. Cudowny widok. Patrzył na moją siostrę czule i troskliwie. Ale te spojrzenie było inne niż te, które ja otrzymuję.
Drzwi zamknęły się za nimi, kiedy mój mąż ją wyniósł. Nie pamiętam kiedy wrócił, bo znów zapadłam w sen. Obudziły mnie znowu ciepłe usta, jednak teraz błądziły po moim całym ciele. Poczułam dłonie podnoszące moją koszulę nocną. Pocałunki zatrzymały się na brzuchu. Zaczęłam mruczeć. Byłam już całkiem bez ubrań. Zgaduję, że Dymitr też.
- Nie powinniśmy się szykować na Dwór?- spytałam słabo ze senności, ale i przyjemnością.
- Właśnie się szykujemy.- oznajmił.
Nagle straciłam podłoże pod sobą. Ale nie spadałam. Otworzyłam gwałtownie oczy. Byłam na rękach ukochanego.
- Dzień dobry, śpiąca królewno. Już się obudziłaś?-uśmiechnął się cwanie.
- Dymitr umiem chodzić. Mogłam sama wstać.
- Wiem.- powiedział tylko.
- Czyli, że mnie nie postawisz?- kiwnął głową. Westchnęłam. Chciałam sprawdzić, która godzina, ale oczywiście nie było gdzie.- Musimy sobie kupić zegarek.
- Jest 15:30, a raczej 15:37.
- W takim razie jest środek nocy. Czemu mnie tak wcześnie obudziłeś?- nie byłam oburzona, ale ciekawa. Bez powodu by mnie nie budził.
Nic nie powiedział, tylko skierował się do łazienki. Otworzyłam drzwi, bo mojemu mężowi zabrakło rąk. Kiedy przekroczyliśmy próg oniemiałam. Pomieszczenie skąpane było w czerwieni, w powietrzu unosił się zapach jaśminu, a na podłodze leżały o dziwo żółte płatki. Ciekawe co to za kwiaty? Wanna napełniona była wodą, ale piana zasłaniała całą taflę.
- Dymitr! Kiedy ty to zrobiłeś?
- Moja tajemnica.-szepnął z cwanym uśmiechem.
Pocałowałam go namiętnie. Chciałam tylko podziękować, ale ukochany nie zamierzał przestać. Lekko przygryzł moją wargę, dając znać, że to nie koniec. Myślałam, że po prostu wsadzi mnie do wanny, ale on miał inny plan. Nie odrywając się od moich ust wszedł do wody. Nasze ciała zanurzyły się w gorącej wodzie. Położyłam się na Dymitrze, plecami do dołu. Woda była turkusowa, pewnie od soli do kąpieli. W szafce mieliśmy cały pojemnik zielonego granulatu. Ukochany wsypał pewnie trochę. Teraz objął mnie, głaszcząc mój okrągły brzuch.
- Jestem beczką.- stwierdziłam.
- Najsłodszą i najpiękniejszą beczułką na świecie.- pocałował mnie w kark.- Ale jestem szczęściarzem.
Parsknęłam śmiechem.
- Jednocześnie skomplementowałeś mnie i pokazałeś, że nie jesteś aż taki skromny.
Zapadła miła cisza. Napawałam się tą chwilą sam na sam. Po chwili Dymitr lekko się uniósł, tak że znalazłam się nad powierzchnią wody i zaczął mnie myć, lekko masując. Mruczałam przy każdym ruchu jego dłoni. Wprawiło go to w rozbawienie.
- Potraktuję to jako komplement.- szepnął mi do ucha, którym ciągle bawiły się jego usta.
- Możesz to potraktować jako: "zabierasz mnie w miejsce lepsze niż raj."
Już nic nie powiedział. Skupił się na rozpieszczaniu mnie. Gdy byłam już czysta, podniosłam się i usiadłam przodem do męża. Teraz ja myłam go. Nie spuszczał ze mnie wzroku. Kontrolował każdy mój ruch. Ale nie stresowało mnie to. W pewnej chwili rzucił się na mnie. To o to chodziło. Roześmiałam się, co średnio mi wyszło podczas pocałunku. Dymitr odsunął się ode mnie i popatrzył zdziwiony.
- O co chodzi Roza?
- Twoja samokontrola coraz bardziej nawala.
Przysunął się jeszcze bliżej i posadził mnie na sobie.
- Tylko przy tobie.- szepnął zmysłowo.- Nie umiem tylko na ciebie patrzeć. Musze cię dotykać,-przeszedł mnie dreszcz, gdy zaczął jeździć mi dłonią po wewnętrznej stronie uda.- całować,- musnął moją szyję ustami, nie zatrzymując rąk. Cholernie mnie to podniecało.- słuchać twojego głosu, przyspieszonego tętna.- drugą dłoń przyłożył między moje piersi, a moje serce zabiło tak, że sama je słyszałam.-głośnego jęku i oddechu.-w tym momencie wszedł we mnie i moje podnieceni osiągnęło zenitu.
Oddychałam ciężko. Dymitr unosił mnie , opuszczał. Oddałam się przyjemności. Ukochany zaczął swoje wyznania miłosne po rosyjsku. Trochę rozumiałam, powiedzmy co drugie słowo. Tak z grubsza wyglądały nasze lekcje. Po każdym miłosnym uniesieniu tłumaczył mi co mówił. Na początku były to proste zwroty, typu: "Kocham Cię.", czy " Nie potrafię bez ciebie żyć". Lubiłam je. Nawet bardzo.
Gdy skończyliśmy, przytuliłam się do męża. Jego serce biło szybko, ale powoli się uspakajał. Pocałował mnie w czoło. Popatrzyłam mu w oczy. Widziałam w nich miłość i zachwyt. Poczułam we włosach jego dłonie. Mył mi je szamponem.
- Towarzyszu, czyżbym miała aż tak brudne włosy?- spytałam z uśmiechem.
- Nie, ale masz tak cudowne włosy, że nie umiałem się powstrzymać. A potrzebowałem pretekstu.
- Wcale, że nie. Doskonale wiem jaką masz słabość do nich.- ja również chwyciła szampon. Nagle przypomniałam sobie jedną z chwil, jeszcze z akademii.
- Jestem ładna?- spytałam, patrząc na niego. Zrozumiał o co mi chodzi.
- Jesteś piękna.
- Piękna?-udawałam zdziwienie.
- Tak piękna, że czasem mnie to boli.- nachylił się i delikatnie musnął wargami moje usta.
Pocałunek wyrażał jedynie Miłość. Nie było w tym pożądania. Czułam słodycz rozpływającą się po moim ciele. To było jak jakaś magiczna siła, jaką na mnie działał. Zaklęcie, które każdym kiedyś zawładnie. Przed miłością nie da się uciec. Można się jej tylko poddać. Tak jak ja poddawałam się Dymitrowi. Ufałam mu bezgranicznie. On wiedział co mi potrzeba, czego od niego oczekuję i zawsze umiał mi to dać. Wiem, że zrobiłby dla mnie wszystko. Ja dla niego też. Gorzej gdy pojawia się wybór między nim, a Lissą. On by oddał za mnie życie bez względu kto jest ważniejszy dla innych. Dla niego najważniejsza jestem ja. Chciałabym móc powiedzieć to samo o sobie, ale to nie prawda. Strażnik ma rację, ja żyję naszą zasadą. Poświęciłam się dla Lissy i zrobiłabym to znowu. Bielikow o tym wie, więcej powiedział, że za to mnie kocha. On mnie rozumie jak mało kto. Nawet lepiej niż ja sama. Ale nie pozostaję mu dłużna. Był dla mnie otwartą książką.
- Roza,- z zamyślenia wyrwał mnie, obiekt moich myśli. Cały czas tulił mnie mocno do siebie. Czułam się bezpiecznie. Szlag! Nie powinnam. Muszę zawsze być czujna i wszędzie widzieć zagrożenie. Mam sprawiać, żeby inni czuli się bezpieczni. - wczoraj przy śniadaniu jak tłumaczyłaś Lili czemu tak na siebie mówimy...- zrobił przerwę, jakby zastanawiał się, co powiedzieć.- To było piękne. Zaskoczyłaś mnie tym. Myślałem, że źle to wspominasz. W końcu Daszkow zabawił się naszymi uczuciami. A potem cię okłamałem. A jednak jest to dla ciebie ważne.
- A dla ciebie nie? To prawda, okłamałeś mnie, ale po to, żebym nie cierpiała, bo wiedziałeś, że nie możemy być razem. Wtedy uświadomiłam sobie jak bardzo jesteś dla mnie ważny. Chciałam, byłam gotowa ci zaufać. Poczułam, że mnie kochasz i zawsze będziesz obok. Nie wiem na ile to było zaklęcie, a na ile moje uczucia, ale wiem, że gdyby nie porwanie Lissy, byłaby to dobra decyzja i gdybym miała szansę cofnąć się w czasie, ubrałabym ten naszyjnik jeszcze raz. Bo to był ważny moment dla nas dwojga.
Dymitr nagle się podniósł wyszedł ze mną z wanny na dywanik i zaczął kręcić się w kółko ze mną w objęciach, wyraźnie uradowany. Na początku się przestraszyłam. Później już tylko nie rozumiałam.
- Roza!- zatrzymał się i pocałował mnie. Całował mnie po każdym słowie.- Nawet- całus.- nie- następny.-wiesz- i jeszcze jeden.-jak- kolejny.-się- pocałunek-ciesze.- i... chyba złapaliście i nie muszę dalej mówić, że całował mnie po każdym kolejnym słowie.-Tak strasznie się bałem, ciążyło mi to potwornie.- przestał całować. Teraz tylko mówił.- Czułem, że wtedy cię skrzywdziłem, nie umiałem się kontrolować. Że zawiodłem jedyną osobę, która tak dobrze mnie znała i której na mnie zależało. I którą na zawsze chciałem kochać, choć wiedziałem, że nie mogę. Przerażała mnie perspektywa, że już nigdy nie będziesz chciała mnie znać. Dlatego podjąłem decyzję o odejściu. Ale to byłby największy błąd mojego życia. Nie dość, że Cię skrzywdziłem, to naraziłem na niebezpieczeństwo. Nawet nie wiesz co czułem, widząc cię ledwo żywą.- przerwałam mu namiętnym pocałunkiem. Przeczesałam dłonią jego włosy, które ciągle były w planie. Na początku nie zrozumiał i czule zrobił to samo mi. Wtedy zauważył, że nie spłukaliśmy głów. Wszedł z powrotem do wanny. Spuścił wodę i zaczął polegać moją głowę nową z prysznica.- Tak bardzo się bałem. Po raz pierwszy od podjęcia służby się bałem. O ciebie. Zrozumiałem, że jesteś dla mnie ważna. Ważniejsza niż myślałem. Wiedziałem, że to mi szybko nie minie, jeśli w ogóle. Ale dotarła do mnie jeszcze jedna prawda. Bardziej troszczymy się o tych, których kochamy, niż o siebie. Gdy patrzyłem na ciebie leżąca nie przytomnie, w klinice, przyrzekłem sobie, że nigdy nie pozwolę nikomu zrobić ci krzywdy, ani żebyś czuła się tak jak ja, w tamtym momencie. Ale nie udało mi się.- spuścił smutno głowę. Podniosłam mu ją za podbródek, odbierając od niego słuchawkę prysznica. Popatrzyłam mu głęboko w oczy. Były zaszklone, ale nie pozwolił łzą spłynąć po policzkach.- Powróciło to do mnie, cztery miesiące temu. Gdy patrzyłem jak się wykrwawiasz, czułem, że podniosłem porażkę.- uciekł wzrokiem w bok.
Jednak nie patrzył tam długo. Moje dłonie pokazały mu, gdzie jest miejsce jego spojrzenia. Popatrzyłam w głąb kochanych, czekoladowych oczy, jakbym mogła ujrzeć przez nie jego duszę. Otworzył się przede mną. Tak prawdziwie. Powiedział mi coś, co było dla niego ważne, z czym męczył się przez cały rok. Zbliżyłam do jego ust swoje wargi i musnęłam je delikatnie. W tym pocałunku chciałam przekazać mu moje wszystkie uczucia. Podziękować za zaufanie, powiedzenie tego wszystkiego, za wsparcie. Pokazać, że wcale mnie nie zawiódł, przecież tak musiało być. On wiedział, miał świadomość, że nie da rady uchronić mnie, przed niebezpieczeństwem. Na tym polega nasz zawód. A przede wszystkim, chciałam przekazać mu całą miłość, jaką go darzę. Dymitr pogłębił słodkie pocałunki, mocniej nabierają na moje usta. Tulił mnie mocno, prawie że histerycznie. To go złamało. Po jego policzkach zaczęły lecieć łzy. Nie mógł ich zatrzymać. Chciał się odsunąć, dalej grać silnego. Dla mnie.
- Dymitr, nie zawiodłam się na tobie. Na tym polega nasza praca. Niebezpieczeństwo. I nie musisz powstrzymać łez. Dla mnie zawsze będziesz najsilniejszym i najlepszym strażnikiem.
Przytuliłam się do niego. Ukochany uwięził mnie w żelaznym uścisku, jakby bał się, że zaraz zniknę, a on będzie sam. Ale jestem tu i na razie nigdzie się nie wybieram.
- Kocham Cię.- powiedziałam.
- Ja ciebie też Roza. Zawsze i nieustająco. Zostań ze mną i nigdy mnie nie opuszczaj. Jesteś moim życiem. Bez ciebie nie istnieję.
- Zawsze będę z tobą. Zawsze będę tu.- dotknęłam jego klatkę piersiową w miejsce, gdzie ma serce.
________________________________________________
Rozmawialiśmy jeszcze jakiś czas. Ustaliliśmy, że gdy Lissa dalej będzie chciała, to za dziewięć miesięcy będę ją uczyła. I jeśli Dymitr się zgodzi, to pomoże, bo czuję, że zabraknie mi cierpliwości na nauczanie. A on ma w tym w prawie. Myślę, że po mnie z każdym sobie poradzi.
Kiedy przyjaciółka zakończyła sen, obudziłam się bardzo wyspana. Na szyi poczułam coś mokrego, ale ciepłego. To było bardzo przyjemne. Na moim brzuchu poruszała się ciepła dłoń. Przeszedł mnie przyjemny dreszcz.
-Towarzyszu, jeśli nie przestaniesz to zrzucę cię z łóżka.- mruknęłam cicho.
- Co jest Roza?- spytał wesołym głosem. Wiedziałam, że się uśmiechnął.- Myślałem, że podoba ci się taka pobudka.
- Aż za bardzo, kochanie. Ale chciałam zauważyć, że nie jesteśmy sami.- leżałam wciąż w tej samej pozycji. Lili jeszcze spała, więc nie miałam jak się ruszyć. I zbytnio nie miałam sił, ani ochoty.
Dymitr podszedł do nas i popatrzył, intensywnie o czymś myśląc. Jednak nie nacieszyłam się jego widokiem, bo moje powieki były bardzo ciężkie. Poczułam, że podnosi moją rękę i odkłada na bok. Zmusiłam swoje leniwe oczy do odrobiny wysiłku. Było warto. Nie często można zobaczyć najlepszego wojownika, boga we wszystkim co robi niosącego mała dziewczynkę. Cudowny widok. Patrzył na moją siostrę czule i troskliwie. Ale te spojrzenie było inne niż te, które ja otrzymuję.
Drzwi zamknęły się za nimi, kiedy mój mąż ją wyniósł. Nie pamiętam kiedy wrócił, bo znów zapadłam w sen. Obudziły mnie znowu ciepłe usta, jednak teraz błądziły po moim całym ciele. Poczułam dłonie podnoszące moją koszulę nocną. Pocałunki zatrzymały się na brzuchu. Zaczęłam mruczeć. Byłam już całkiem bez ubrań. Zgaduję, że Dymitr też.
- Nie powinniśmy się szykować na Dwór?- spytałam słabo ze senności, ale i przyjemnością.
- Właśnie się szykujemy.- oznajmił.
Nagle straciłam podłoże pod sobą. Ale nie spadałam. Otworzyłam gwałtownie oczy. Byłam na rękach ukochanego.
- Dzień dobry, śpiąca królewno. Już się obudziłaś?-uśmiechnął się cwanie.
- Dymitr umiem chodzić. Mogłam sama wstać.
- Wiem.- powiedział tylko.
- Czyli, że mnie nie postawisz?- kiwnął głową. Westchnęłam. Chciałam sprawdzić, która godzina, ale oczywiście nie było gdzie.- Musimy sobie kupić zegarek.
- Jest 15:30, a raczej 15:37.
- W takim razie jest środek nocy. Czemu mnie tak wcześnie obudziłeś?- nie byłam oburzona, ale ciekawa. Bez powodu by mnie nie budził.
Nic nie powiedział, tylko skierował się do łazienki. Otworzyłam drzwi, bo mojemu mężowi zabrakło rąk. Kiedy przekroczyliśmy próg oniemiałam. Pomieszczenie skąpane było w czerwieni, w powietrzu unosił się zapach jaśminu, a na podłodze leżały o dziwo żółte płatki. Ciekawe co to za kwiaty? Wanna napełniona była wodą, ale piana zasłaniała całą taflę.
- Dymitr! Kiedy ty to zrobiłeś?
- Moja tajemnica.-szepnął z cwanym uśmiechem.
Pocałowałam go namiętnie. Chciałam tylko podziękować, ale ukochany nie zamierzał przestać. Lekko przygryzł moją wargę, dając znać, że to nie koniec. Myślałam, że po prostu wsadzi mnie do wanny, ale on miał inny plan. Nie odrywając się od moich ust wszedł do wody. Nasze ciała zanurzyły się w gorącej wodzie. Położyłam się na Dymitrze, plecami do dołu. Woda była turkusowa, pewnie od soli do kąpieli. W szafce mieliśmy cały pojemnik zielonego granulatu. Ukochany wsypał pewnie trochę. Teraz objął mnie, głaszcząc mój okrągły brzuch.
- Jestem beczką.- stwierdziłam.
- Najsłodszą i najpiękniejszą beczułką na świecie.- pocałował mnie w kark.- Ale jestem szczęściarzem.
Parsknęłam śmiechem.
- Jednocześnie skomplementowałeś mnie i pokazałeś, że nie jesteś aż taki skromny.
Zapadła miła cisza. Napawałam się tą chwilą sam na sam. Po chwili Dymitr lekko się uniósł, tak że znalazłam się nad powierzchnią wody i zaczął mnie myć, lekko masując. Mruczałam przy każdym ruchu jego dłoni. Wprawiło go to w rozbawienie.
- Potraktuję to jako komplement.- szepnął mi do ucha, którym ciągle bawiły się jego usta.
- Możesz to potraktować jako: "zabierasz mnie w miejsce lepsze niż raj."
Już nic nie powiedział. Skupił się na rozpieszczaniu mnie. Gdy byłam już czysta, podniosłam się i usiadłam przodem do męża. Teraz ja myłam go. Nie spuszczał ze mnie wzroku. Kontrolował każdy mój ruch. Ale nie stresowało mnie to. W pewnej chwili rzucił się na mnie. To o to chodziło. Roześmiałam się, co średnio mi wyszło podczas pocałunku. Dymitr odsunął się ode mnie i popatrzył zdziwiony.
- O co chodzi Roza?
- Twoja samokontrola coraz bardziej nawala.
Przysunął się jeszcze bliżej i posadził mnie na sobie.
- Tylko przy tobie.- szepnął zmysłowo.- Nie umiem tylko na ciebie patrzeć. Musze cię dotykać,-przeszedł mnie dreszcz, gdy zaczął jeździć mi dłonią po wewnętrznej stronie uda.- całować,- musnął moją szyję ustami, nie zatrzymując rąk. Cholernie mnie to podniecało.- słuchać twojego głosu, przyspieszonego tętna.- drugą dłoń przyłożył między moje piersi, a moje serce zabiło tak, że sama je słyszałam.-głośnego jęku i oddechu.-w tym momencie wszedł we mnie i moje podnieceni osiągnęło zenitu.
Oddychałam ciężko. Dymitr unosił mnie , opuszczał. Oddałam się przyjemności. Ukochany zaczął swoje wyznania miłosne po rosyjsku. Trochę rozumiałam, powiedzmy co drugie słowo. Tak z grubsza wyglądały nasze lekcje. Po każdym miłosnym uniesieniu tłumaczył mi co mówił. Na początku były to proste zwroty, typu: "Kocham Cię.", czy " Nie potrafię bez ciebie żyć". Lubiłam je. Nawet bardzo.
Gdy skończyliśmy, przytuliłam się do męża. Jego serce biło szybko, ale powoli się uspakajał. Pocałował mnie w czoło. Popatrzyłam mu w oczy. Widziałam w nich miłość i zachwyt. Poczułam we włosach jego dłonie. Mył mi je szamponem.
- Towarzyszu, czyżbym miała aż tak brudne włosy?- spytałam z uśmiechem.
- Nie, ale masz tak cudowne włosy, że nie umiałem się powstrzymać. A potrzebowałem pretekstu.
- Wcale, że nie. Doskonale wiem jaką masz słabość do nich.- ja również chwyciła szampon. Nagle przypomniałam sobie jedną z chwil, jeszcze z akademii.
- Jestem ładna?- spytałam, patrząc na niego. Zrozumiał o co mi chodzi.
- Jesteś piękna.
- Piękna?-udawałam zdziwienie.
- Tak piękna, że czasem mnie to boli.- nachylił się i delikatnie musnął wargami moje usta.
Pocałunek wyrażał jedynie Miłość. Nie było w tym pożądania. Czułam słodycz rozpływającą się po moim ciele. To było jak jakaś magiczna siła, jaką na mnie działał. Zaklęcie, które każdym kiedyś zawładnie. Przed miłością nie da się uciec. Można się jej tylko poddać. Tak jak ja poddawałam się Dymitrowi. Ufałam mu bezgranicznie. On wiedział co mi potrzeba, czego od niego oczekuję i zawsze umiał mi to dać. Wiem, że zrobiłby dla mnie wszystko. Ja dla niego też. Gorzej gdy pojawia się wybór między nim, a Lissą. On by oddał za mnie życie bez względu kto jest ważniejszy dla innych. Dla niego najważniejsza jestem ja. Chciałabym móc powiedzieć to samo o sobie, ale to nie prawda. Strażnik ma rację, ja żyję naszą zasadą. Poświęciłam się dla Lissy i zrobiłabym to znowu. Bielikow o tym wie, więcej powiedział, że za to mnie kocha. On mnie rozumie jak mało kto. Nawet lepiej niż ja sama. Ale nie pozostaję mu dłużna. Był dla mnie otwartą książką.
- Roza,- z zamyślenia wyrwał mnie, obiekt moich myśli. Cały czas tulił mnie mocno do siebie. Czułam się bezpiecznie. Szlag! Nie powinnam. Muszę zawsze być czujna i wszędzie widzieć zagrożenie. Mam sprawiać, żeby inni czuli się bezpieczni. - wczoraj przy śniadaniu jak tłumaczyłaś Lili czemu tak na siebie mówimy...- zrobił przerwę, jakby zastanawiał się, co powiedzieć.- To było piękne. Zaskoczyłaś mnie tym. Myślałem, że źle to wspominasz. W końcu Daszkow zabawił się naszymi uczuciami. A potem cię okłamałem. A jednak jest to dla ciebie ważne.
- A dla ciebie nie? To prawda, okłamałeś mnie, ale po to, żebym nie cierpiała, bo wiedziałeś, że nie możemy być razem. Wtedy uświadomiłam sobie jak bardzo jesteś dla mnie ważny. Chciałam, byłam gotowa ci zaufać. Poczułam, że mnie kochasz i zawsze będziesz obok. Nie wiem na ile to było zaklęcie, a na ile moje uczucia, ale wiem, że gdyby nie porwanie Lissy, byłaby to dobra decyzja i gdybym miała szansę cofnąć się w czasie, ubrałabym ten naszyjnik jeszcze raz. Bo to był ważny moment dla nas dwojga.
Dymitr nagle się podniósł wyszedł ze mną z wanny na dywanik i zaczął kręcić się w kółko ze mną w objęciach, wyraźnie uradowany. Na początku się przestraszyłam. Później już tylko nie rozumiałam.
- Roza!- zatrzymał się i pocałował mnie. Całował mnie po każdym słowie.- Nawet- całus.- nie- następny.-wiesz- i jeszcze jeden.-jak- kolejny.-się- pocałunek-ciesze.- i... chyba złapaliście i nie muszę dalej mówić, że całował mnie po każdym kolejnym słowie.-Tak strasznie się bałem, ciążyło mi to potwornie.- przestał całować. Teraz tylko mówił.- Czułem, że wtedy cię skrzywdziłem, nie umiałem się kontrolować. Że zawiodłem jedyną osobę, która tak dobrze mnie znała i której na mnie zależało. I którą na zawsze chciałem kochać, choć wiedziałem, że nie mogę. Przerażała mnie perspektywa, że już nigdy nie będziesz chciała mnie znać. Dlatego podjąłem decyzję o odejściu. Ale to byłby największy błąd mojego życia. Nie dość, że Cię skrzywdziłem, to naraziłem na niebezpieczeństwo. Nawet nie wiesz co czułem, widząc cię ledwo żywą.- przerwałam mu namiętnym pocałunkiem. Przeczesałam dłonią jego włosy, które ciągle były w planie. Na początku nie zrozumiał i czule zrobił to samo mi. Wtedy zauważył, że nie spłukaliśmy głów. Wszedł z powrotem do wanny. Spuścił wodę i zaczął polegać moją głowę nową z prysznica.- Tak bardzo się bałem. Po raz pierwszy od podjęcia służby się bałem. O ciebie. Zrozumiałem, że jesteś dla mnie ważna. Ważniejsza niż myślałem. Wiedziałem, że to mi szybko nie minie, jeśli w ogóle. Ale dotarła do mnie jeszcze jedna prawda. Bardziej troszczymy się o tych, których kochamy, niż o siebie. Gdy patrzyłem na ciebie leżąca nie przytomnie, w klinice, przyrzekłem sobie, że nigdy nie pozwolę nikomu zrobić ci krzywdy, ani żebyś czuła się tak jak ja, w tamtym momencie. Ale nie udało mi się.- spuścił smutno głowę. Podniosłam mu ją za podbródek, odbierając od niego słuchawkę prysznica. Popatrzyłam mu głęboko w oczy. Były zaszklone, ale nie pozwolił łzą spłynąć po policzkach.- Powróciło to do mnie, cztery miesiące temu. Gdy patrzyłem jak się wykrwawiasz, czułem, że podniosłem porażkę.- uciekł wzrokiem w bok.
Jednak nie patrzył tam długo. Moje dłonie pokazały mu, gdzie jest miejsce jego spojrzenia. Popatrzyłam w głąb kochanych, czekoladowych oczy, jakbym mogła ujrzeć przez nie jego duszę. Otworzył się przede mną. Tak prawdziwie. Powiedział mi coś, co było dla niego ważne, z czym męczył się przez cały rok. Zbliżyłam do jego ust swoje wargi i musnęłam je delikatnie. W tym pocałunku chciałam przekazać mu moje wszystkie uczucia. Podziękować za zaufanie, powiedzenie tego wszystkiego, za wsparcie. Pokazać, że wcale mnie nie zawiódł, przecież tak musiało być. On wiedział, miał świadomość, że nie da rady uchronić mnie, przed niebezpieczeństwem. Na tym polega nasz zawód. A przede wszystkim, chciałam przekazać mu całą miłość, jaką go darzę. Dymitr pogłębił słodkie pocałunki, mocniej nabierają na moje usta. Tulił mnie mocno, prawie że histerycznie. To go złamało. Po jego policzkach zaczęły lecieć łzy. Nie mógł ich zatrzymać. Chciał się odsunąć, dalej grać silnego. Dla mnie.
- Dymitr, nie zawiodłam się na tobie. Na tym polega nasza praca. Niebezpieczeństwo. I nie musisz powstrzymać łez. Dla mnie zawsze będziesz najsilniejszym i najlepszym strażnikiem.
Przytuliłam się do niego. Ukochany uwięził mnie w żelaznym uścisku, jakby bał się, że zaraz zniknę, a on będzie sam. Ale jestem tu i na razie nigdzie się nie wybieram.
- Kocham Cię.- powiedziałam.
- Ja ciebie też Roza. Zawsze i nieustająco. Zostań ze mną i nigdy mnie nie opuszczaj. Jesteś moim życiem. Bez ciebie nie istnieję.
- Zawsze będę z tobą. Zawsze będę tu.- dotknęłam jego klatkę piersiową w miejsce, gdzie ma serce.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
Subskrybuj:
Posty (Atom)