sobota, 14 października 2017

Roza, nie zostawiaj mnie- cz.2

Z dedykacją dla Klaudii, która skończyła w końcu AW! Brawo! 💖💗💖💖💖💗
__________________________________________
ROSE

Obudziłam się, tak jak zasnęłam, w objęciach Dymitra. Widać, że spał twardo jak nigdy. A przynajmniej, odkąd został strażnikiem. Ściskał mnie w ciasnym potrzasku swoich ramion, jakby bał się, że mu ucieknę. Wyglądał tak niewinnie i spokojnie, choć jego twarz wykrzywił lekki grymas. Po rozbudzeniu się, zaczęłam, jak wczoraj, delikatnie drapać go po głowie. Uśmiechnął się, mocniej wtulając w moją pierś. Nie wiem, co mu się śniło, ale to na pewno nie był dobry sen. Nie wiem, co on o tym myśli, ale ta wspólna noc wiele dla mnie znaczy. Po raz pierwszy razem przespaliśmy całą noc w swoich ramionach. Cieszyłam się, że mi zaufał i dał się sobą zaopiekować. Teraz moja kolej, aby odwdzięczyć się za to, jak on troszczył się o mnie i zawsze był, kiedy go potrzebowałam.
Pocałowałam go w czoło i wtedy zaczął się wiercić. Otwierał oczy, na które co chwilę opadały mu powieki. W końcu przetarł zaspane oczy i spojrzałam nimi na mnie.
- Dzień dobry skarbie- przywitałam go z uśmiechem.
Jednak nie odwzajemnił go. Uniósł się i odsunął ode mnie. Szlag! Ale ze mnie idiotka. Czemu nie umiem trzymać języka za zębami? Westchnęłam. Znowu się przeze mnie zamknął w sobie. Podniosłam się, a on śledził każdy mój ruch.
- Ja muszę wyjść załatwić kilka spraw- powiedziałam ze smutkiem.
W jego oczach pojawiła się panika, co szczerze mnie zdziwiło. Jednak nie pokazałam tego i kontynuowała, żeby go przekonać.
- Pójdę po jakieś swoje rzeczy  i zaraz wrócę. To zajmie mi szybciej niż myślisz. Przyniosę ci jakieś westerny- dodałam z uśmiechem.
Jednak on nie odwzajemnił tego, za to złapał moją rękę, patrząc na mnie ze strachem i błaganiem.
- Roza, nie zostawiaj mnie tutaj- prosił.
- Wczoraj chciałeś co innego - zauważyłam.
- Ja... nie wiem, jestem zagubiony. Dobrze mi przy tobie i jeśli nie chcesz, żebym cię odrzucił, zostań ze mną. Za dużo myślę w samotności. Boję się- dodał szeptem.
- Słucham?- byłam zdziwiona. Wręcz zszokowana.
- Boję się!- dodał głośniej.- Boję się samotności, że coś komuś zrobię, że skrzywdzę cię jeszcze bardziej. Nie umiem sobie już z tym poradzić sam. Ty i księżniczka jako jedyne możecie mi pomóc.
Uległam i usiadłam z powrotem obok niego. Dymitr podsunął się do mnie i nieśmiało położył głowę na mojej piersi, niczym kot, proszący się o pieszczotę. Objął mnie ramieniem, a ja jego. Ręce, które mieliśmy wolne, spletliśmy przed nami. Siedzieliśmy tak w ciszy, otoczeni tylko naszymi oddechami. W końcu przerwałam błogą ciszę.
- Co ci się dzisiaj śniło?- spytałam łagodnym głosem.
Poczułam jak się spiął. Jednak, gdy już myślałam, że nie odpowie, zrobił to.
- Byłem sam, przed sądem. Osądzali mnie za wszystko co robiłem jako strzyga. Zaczęły pojawiać się duchy moich ofiar, zbliżały się, wciąż powtarzali, że jestem mordercą, że ich zabiłem, że nie zasługuję na życie- zaczął płakać.
- Cii...- głaskałam go po głowie, składając lekkie pocałunki na jej czubku.- To tylko sen, jestem tu. Przy mnie nic ci nie grozi. To nie była twoja wina. Nic nie mogłeś zrobić.
- I... nagle pojawiła się bardzo jasna postać. Przegoniła duchy i w ciemności  zostaliśmy tylko ja i ona. To byłaś ty. Wyglądałaś tam tak pięknie. Jak... jak anioł. Stałaś przede mną, klęczącym z delikatnym uśmiechem i podałaś mi dłoń. A gdy ją złapałem... obudziłem się. Ja już nic nie wiem. Nie wiem, co jest słuszne, a co właściwe. Byłoby o wiele lepiej, gdybyś mnie zabiła.
Nie mogłam uwierzyć w to co słyszę. Nie. On na pewno tak nie myśli. To nie możliwe. Złapałam obiema dłońmi jego twarz i skierowałam na swoją.
- Nigdy nie waż się tak myśleć, a co dopiero mówić. Nie wyobrażam sobie mojego świata bez ciebie. Gdyby nie ty, nie wiem co by ze mną było. Nie możesz myśleć, że bez Ciebie byłoby mi lepiej. Nie możesz- przytuliłam go mocno do siebie, płacząc.- Nie przeżyłabym tego. Powinieneś się cieszyć z szansy, jaką dał ci los, a nie się nad sobą użalać. Jesteś zbyt dla mnie ważny. Kocham Cię.
- Och, Roza... ty tego nie rozumiesz...
- Czego? Tego że zawsze tylko ukrywasz się za zasadami i regułami, że tak naprawdę wewnątrz się boisz? Ja też się boję. Boję się, że Cię stracę, że zostanę sama, albo że wyląduje na ulicy jako dziwka sprzedająca krew. Tak samo mogłabym powiedzieć, że lepiej by było, gdybyś się za mną nie wstawił  i pozwolił Kirowej mnie wywalić. Nie dość, że zmarnowałam twój czas, to jeszcze przeze mnie zostałeś strzygą.
- Słucham?- podniósł na mnie zaczerwienione oczy.- Nie zmarnowałaś mojego czasu. Każdy dzień który z Tobą spędziłem, był jak błogosławieństwo losu. To był najlepszy czas w moim życiu. I to nie twoja wina, że Natan mnie przemienił. Nikt nie mógł nic na to poradzić.
- Gdybym nie wymyśliła tej całej akcji odbicia zakładników z jaskini, nic by się nie stało.
- Rose, czy ty nie rozumiesz?- odsunął się, siadając przede mną po turecku tak, żeby patrzeć mi w oczy.- Dzięki tobie uratowaliśmy mnóstwo morojów i dampirów.
- Ale za jaką cenę?! Straciłam Ciebie. Straciłam tą część siebie, która na zawsze zostanie z Tobą. Zostałam sama.
- Jestem tu- położył dłoń na moim kolanie w geście uspokojenia.
- Tak, wiem- uśmiechnęłam się gorzko.- Ale nie wiadomo ile ja tu będę.
- Co? A gdzie masz iść? Przecież, z tego co wiem, księżniczka nigdzie się nie wybiera.
- Tylko, że moje życie, nie będzie już zależało od Lissy. Nie wiem, kogo dostanę w przydziale, ale na pewno nie dadzą mi jej.
- Czemu?- oburzył się.- Przecież miałaś najlepszy wynik z egzaminu. Kto cię chce na przydział?
- Póki co Tasza i Adrian, ale pewnie ich nie dostanę.
- Ale czemu? Jesteś jedną z najlepszych wojowniczej.
- Nikt nie chce uciekającej strażniczki. Najpierw z Lissą na dwa lata, później do Rosji, a jak już byliśmy na Dworze, to uciekłam, wtedy co spotkaliśmy się w hotelu.
- Czyli, w sumie to też moja wina- z jego twarzy nie mogłam wyczytać żadnych uczuć.
- Nie! Nic nigdy nie było twoją winą. To był mój wybór. I muszę ponieść tego konsekwencje.
- Od kiedy to ty bierzesz odpowiedzialność za swoje przewinienia?- uśmiechnął się.
- Od kiedy żaden boski Rosjanin się za mną nie wstawia. Ale nie żałuję tego.
- Czemu?- spojrzał na mnie z zaciekawieniem.
- Bo dzięki temu odzyskałam ciebie.
Przysunął się bliżej mnie i przytulił.
- Hej gołąbeczki.- usłyszeliśmy wesoły szczebiot mojej przyjaciółki.
Zza ściany wyłoniła się Lissa z szerokim uśmiechem. Dymitr odskoczył ode mnie jak poparzony, a ja się uśmiechnęłam kręcąc głową. Może i ufał Lissie po tym, jak go odmieniła, ale nie umiał przy innych okazywać uczuć. Wstałam w momencie, gdy otworzyli kraty i ruszyłam do Dragomirówny.
- Pilnuj go proszę- szepnęłam jej na ucho.- Niech za dużo nie myśli.
Pokiwała mi głowa i podeszła do Bielikowa. Odwróciłam się jeszcze, łapiąc jego tęskne spojrzenie i posłałam mu całusa. Następnie ruszyłam do wyjścia. Kierunek: kwatera straży. Jednak pewna osoba pokrzyżowała mi plany.
- Tu jesteś mała dampirzyco.- usłyszałam wesoły głos.
Serce mi przyspieszyło. Cholera! Jak mogłam zapomnieć o chłopaku. Jestem koszmarną dziewczyną. Przełknęłam ślinę i odwróciłam się przodem do Iwaszkowa.
- Hej Adrian.- wymusiłam uśmiech.
- Wszędzie cię szukałem- oznajmił wciąż w dobrym humorze, jednak szybko zastąpiło go zmartwienie.- Coś się stało?
Zaczęłam przestępować z nogi na nogę, aż w końcu westchnęłam ciężko.
- Musimy porozmawiać. Ale w bardziej ustronnym miejscu- dodałam, widząc przystających i obserwujących nas co niektórych mieszkańców Dworu, głównie morojów.
- No dobrze.
Bez słowa ruszyliśmy w stronę parku. Idąc ramię w ramię z Iwaszkowem, myślałam nad najlepszym doborem słów. Jednak, cokolwiek przyszło mi do głowy brzmiało słabo i tandetnie. W końcu stanęliśmy w zaciszu pod jednym z drzew. Zapanowała miedzy nami cisza, którą widziałam, że to ja muszę przerwać. 
- Wczoraj Lissa odmieniła Dymitra.- palnęłam, po czym uświadomiłam sobie, że on o tym wie.
Wszyscy na Dworze wiedzą. Postanowiłam kontynuować, nie zważając na to, że jego spojrzenie stwardniało.
- To z nim w celi spędziłam noc. Ale do niczego nie doszło między nami- dodałam szybko.- On jest rozbity i jestem z nim jako przyjaciółka. Dymitr nie chce że mną być. Jest strasznie zagubiony. Ale nie o tym chciałam rozmawiać. 
- Spodziewam się- warknął nieprzyjemnie Adrian.- Chcesz że mną zerwać?
Wypuściłam ciężko powietrze. To mu starczyło jako odpowiedź. 
- Przez niego?- kontynuował.
- Nie! To ani jego, ani twoja wina. Będąc z nim uświadomiłam sobie, że kocham Cię, ale to nie to samo uczucie, jakim darzę Dymitra. I mimo, że może nigdy nie będziemy razem, nie mogę cię oszukiwać. Jesteś bardzo wartościowym mężczyzną i jeszcze nie jedna kobieta cię zechce. Ja nie pokocham nigdy nikogo tak mocna jak Dymitra, dlatego jeśli nie będę mogła być z nim, nie będę z nikim.
Skończyłam swój monolog i czekałam na reakcję Iwaszkowa. Spodziewałam się wybuchu wściekłości i szczerze wolałabym już, żeby zmieszał mnie z błotem, wdeptał w ziemię i wyzywał od suk, bo tak się właśnie czułam, widząc ból w jego oczach. Nagle sięgnął do kieszeni i wyciągnął paczkę papierosów, po czym włożył jednego do ust. To jeszcze bardziej przyprawiło mnie o ścisk w sercu.
- Powinienem się tego spodziewać - mruknął, podpalając go.
- Adrian...- zaczęłam ze skruchą, ale przerwał mi gestem ręki. W sumie i dobrze, bo i tak nie wiedziałam co powiedzieć.
- Skończ Rose!- wypuścił dym z ust.- Przecież oboje wiemy, że zgodziłaś się ze mną być, tylko dlatego, że dałem ci pieniądze na poszukiwania tego twojego Ruska. Wrócił i już idę w odstawkę. Mówiłem, że tak będzie. Miałem być tylko zastępcą, chwilowa odskocznią na brak Dymitra. A ja naiwnie wierzyłem, że to przerywa, nawet jeśli Lissa go odmieni. Więc nie kłam, że mnie kochasz.
- Kocham. - zapewniłam.- Może nie tak mocno jak Dymitra, ale jesteś dla mnie ważny. Dlatego nie chcę Cię okazywać. Powinieneś znaleźć sobie dziewczynę, dla której będziesz najważniejszy, tak jak dla mnie Dymitr. Nie jest nam pisane być razem i to nie jest dla mnie łatwe, ale wiem, że to jedyna właściwa decyzja, dla nas obojga. Dla naszego honoru.
- Przestań pieprzyć. Mam tego dość. Jutro wyjeżdżam.
- Nie musisz. Mnie samą pewnie niedługo odeślą...
- Nie wszystko kręci się wokół ciebie Rose. Dużo ostatnio myślałem i idę na studia. Chciałem cię prosić, żebyś pojechała że mną, ale to już chyba nieaktualne.
Byłam zaskoczona, na prawdę. Nie spodziewałam się takiej decyzji z jego strony. Pod wpływem chwili przytuliłam go. Zastygł zdziwiony w bezruchu.
- Życzę Ci szczęścia w życiu.- cmoknęłam go w policzek i odbiegłam.
Serce ściskał mi żal, że tracę ważną osobę w moim życiu, jedna czułam, że robię dobrze. Nawet jak stracę ukochanego Rosjanina, nie będę tkwiła w nieszczęśliwym związku, oszukując nas oboje. Nie zwalniając, biegłam przez Dwór, prosto do kwatery straży. Wyparowałam do środka i bez żadnego słowa, weszłam do biura Hansa.
- Czemu strażnik Bielikow siedzi w areszcie?- zaczęłam bez owijania w bawełnę.
- Hathaway! Nikt cię nie nauczył pukać.- był bardziej zaskoczony niż zły.
- Przecież on nie jest niczemu winny.
- Jest tam dla bezpieczeństwa.- mruknął, wracając do dokumentów na biurku.
- Dymitr został odmieniony! Nie stanowi dla nikogo zagrożenia!- podniosłam głos. 
- Zajmowaliśmy go tam dla jego własnej bezpieczeństwa- wytłumaczył, również już ostrzej.
Spojrzałam na niego zdziwiona. Dla jego bezpieczeństwa? Pośpieszył z wyjaśnieniem.
- Był strzygą, a wielu artystów nie przyjmuje do wiadomości, że został odmieniony. Ktoś mogłyby go zaatakować, albo i zabić, robiąc mu samosąd. Również to sprawia, że moroje czują się bezpiecznie i moją na to spojrzeć bardziej obiektywnie. Strażnicy w areszcie nie tylko mają pilnować, aby nikt nie wyszedł, ale żeby też nie wszedł.
- No dobrze. Ale trzeba w takich warunkach.
- Powiedz mi Rose, czemu ci aż tak na nim zależy? Wiem, że zostałaś na noc w celi i zamierzasz tam być.
- Był moim mentorem. To dzięki niemu jestem tak dobra.
- Nie chodzi tylko o to, prawda?
- Nie będę się z niczego tłumaczyć!- uniosłam się.- To moja sprawa gdzie i z kim chcę spać!
Jednak po chwili zrozumiałam co powiedziałam i zakryłam usta dłonią. Jednak było już za późno.
- Co chcesz przez to powiedzieć?- spojrzał na mnie podejrzliwie.
- Nic.
- Rose, jako strażnicy, ty i Dymitr nie możecie być razem- upomniał mnie.
- Wiem i nie jesteśmy.- odpowiedziałam zniecierpliwiona, krzyżując ręce na piersi.
- Ale chciałabyś.
- A czy to ma znaczenie.- spuściłam głowę.- Ja chcę tylko jak najlepiej dla Dymitra. Daj mu jakiś pokój. Mogę nawet sama go pilnować.
- Nie mogę ryzykować, że do czegoś między wami dojdzie. Związki między dampirami są zabronione
- Po pierwsze, to niczego nie zmieni, po drugie nikt nie musi o tym wiedzieć, jeśli dostaniemy różne przydziały i pokoje obok, a po trzecie, i tak pewnie będę zmuszona gdzieś wyjechać, jak nie dostanę przydziału na Dworze.
A po czwarte, Dymitrowi nie za bardzo się śpieszy, żeby cokolwiek między nami zaszło. Ale ten tematy już przemilczałam.
- Zgoda - westchnął.- na razie przydzielę mu jakiś pokój na końcu budynku dampirów. Zrobimy to jutro w dzień, żeby nikt nieodpowiedni się nie dowiedział, a jeszcze dzisiaj będzie przesłuchiwany, czy wciąż jest strzygą. A co do wyboru... Dobrze poradziłaś sobie na akcji i dodać twoje wyniki z testu i oddanie księżniczce Wasylisie, masz duże szansy wrócić do osób proponowanych na jej strażników.
- Naprawdę?!- nie mogłam uwierzyć.
- Ale jeszcze musisz się przyłożyć, jeśli chcesz być jej strażniczką.
- Co mam zrobić?- spytałam pełna zapału.
- No nie wiem- udał zastanowienie.- Jakbyś udowodniła, że umiesz kogoś pilnować jak oka w głowie. Tylko, że nie można narażać żadnego moroja, w razie gdybyś postanowiła znowu uciec. Gdyby znalazł się ktoś, nie moroj, do pilnowania...
- Jest taka jedna osoba- zrozumiałam o co mu chodzi.
Pokiwał głową i wskazał drzwi.
- A teraz won mi. Mam dużo pracy.
- Tak jest strażniku Croft!- zasalutowałam z uśmiechem i wybiegłam.
___________________________________________

Tak jak podejrzewałam nie umiem nie pisać i mam mnóstwo pomysłów na bonusy. Od teraz będą one w 1 i 15 dniu miesiąca. Mam nadzieję, że się cieszycie. Już 1 listopada 3 część tego.

sobota, 7 października 2017

Myślę

Każdej nocy myślę o tobie. Gdzie jesteś, co robisz. Każdej nocy nie mogę zasnąć, bo kiedyś ty byłeś moim snem. Mam nadzieję, że ona da ci to szczęście, którego nie znalazłeś u mnie. Życzę Ci, abyś nie zadręczał się jak ja. Myślę o tobie jak o kimś ważnym. Zastanawiam się, czy uśmiechasz się tak często, jak przy mnie. Czy tak samo jesteś dla niej, jak byłeś dla mnie. Czy oboje się dopełniacie. Myśle bo mimo wszystko wciąż jesteś w mojej głowie.
__________________________________
Macie tutaj takie krótkie, bo mi wszyscy narzekają, że mam coś dodać (tak, ty Marta). Piszcie w komentarzach możliwe interpretacje(oczywiście z Romitri). Jestem ciekawa, co wymyślicie. 💖
Ps.
Wciąż czekam na jakieś zamowienia na One Shoty💖💖💖💖

piątek, 15 września 2017

Nigdy Cię nie zostawię - cz.1

"Nie zważając na piekący ból, jeszcze raz przedarła się przez płomienie i wepchnęła sztylet głęboko w serce Dymitra. Zrobiła to niezdarnie, zabrakło jej precyzji wyszkolonego strażnika. Ale dokonała tego. Przebiła serce. W tej samej chwili poczułam cudowny przepływ magi przez więź, znajome uczucie, które zawsze towarzyszyło uzdrawianiu. "
***
"Wokół Lissy rozbłysło białe światło, potężniejsze niż płomienie. Jakby ktoś wrzucił słońce do ciemnego pomieszczenia. Krzyknęłam, instynktownie zasłaniając oczy i się cofnęłam. Zorientowałam się po odgłosach wokół mnie, że wszyscy zareagowali podobnie."
***
"To nie był cud. To była bajka.
Lissa i Dymitr upadli na ziemię w popalonych, porwanych ubraniach. Piękną skórę Lissy znaczyły ślady poparzeń. Najgorzej wyglądały jej dłonie i nadgarstki."
***
"Głaskała Dymitra po głowie.
Na pół siedząc, nachylała się nad nim. Dymitr leżał na podłodze z głową opartą na kolanach Lissy, a ona raz po raz głaskała placami jego włosy- uspakajając go, jak uspakaja się dziecko lub zwierzę. Jej twarz, mimo ran zadanych przez ogień, promieniowała pięknem i współczuciem. Dymitr nazwał mnie aniołem zemsty, ona była aniołem łaski. Pochylała się nad nim, szepcząc niezrozumiałe słowa."
***
"Widziałam jego oczy tylko przez krótką chwilę, zanim ukrył twarz w kolanach Lissy, ale byłam pewna, że zobaczyłam brąz, głębię, w którą zapadałam tak wiele razy. Czerwone obwódki wokół źrenic znikły bez śladu.
Dymitr... nie był już strzygą.
Szlochał."
Wszystko wokół zamarło, jakby czas stanął w miejscu i istniała tylko ta dwójka. Bo dla mnie tak było. Coś jednak mnie pchnęło. Może to widok Dymitra w takim stanie? Albo moja tęsknota za nim. Jego ciepłem, spokojem, bezpiecznymi ramionami, tym wspaniałym uczuciem, gdy mnie dotykał. Powoli podniosłam nogę i wykonałam pierwszy krok. Stąpałam cicho i ostrożnie, jakbym na nowo uczyła się poruszać. Bałam się zaburzyć równowagę tej chwili i wystraszyć Dymitra. Prawie niesłyszalnie znalazłam się za księżniczką, tak, żeby jej nie wystraszyć. Ona nie znacznie odwróciła głowę w moją stronę i porozumiałyśmy się wzrokiem. Kucnęłam obok, co w końcu przykuło uwagę Bielikowa. Spojrzał na mnie przez łzy z bólem, żalem i poczuciem winy. Wtedy poczułam nagły przypływ uczuć. On był tu, cały i zdrowy. Jako dampir. Mój kochany strażnik. Poczułam pieczenie pod powiekami i po chwili po policzku ciekły mi łzy. Uśmiechałam się, wiedząc, że teraz może być tylko lepiej. Nawet nie zauważyłam, kiedy moja przyjaciółka wstała i odsunęła się od nas, wchodząc w ramiona Ozery. Dymitr też tego nie zauważył, patrząc na mnie uważnie. Zajęłam poprzednie miejsce Lissy i z wielką ulgą, przycisnęłam głowę ukochanego go piersi. Na początku się opierał, ale w końcu opadł bez silnie i tylko objął mnie, mocniej się we mnie wtulając. Teraz to płakał jak dziecko, a ja gładziłam go po głowie, szepcząc, że już dobrze i będę zawsze przy nim. Żadne więcej słowa nie były potrzebne. Wystarczyło, że był przy mnie. Czułam się taka lekka, jakbym zaraz miała odlecieć. Żal, smutek i pustka, towarzyszącą mi przez ostatnie miesiące zniknęła bez śladu. Byłam w tym momencie nieszczęśliwszą osobą na świecie. Odzyskałam moją miłość.
- Rose- delikatny głos Lissy zwrócił moją uwagę.- Musimy wracać.
Oboje z Dymitrem spojrzeliśmy na nią, wciąż pozostając w swoich objęciach. Kiwnęłam głową i zaczęłam się podnosić. Ukochany patrzył na mnie zagubiony i przerażony. Wołał pustką w sobie, żebym wróciła. Jeszcze nigdy nie wiedziałam go w takim stanie. Wyglądał tak bezbronnie i niewinnie. Złapałam go za dłonie i lekko pociągnęłam. Ostrożnie wstał, nie przestając patrzeć w moje oczy. Od razu doskoczyło do nas kilku strażników, patrząc czujnie na byłą strzygę. Bez słowa daliśmy się zaprowadzić na zewnątrz do aut. Usiadłam obok Dymitra. Przez cały czas, kurczowo trzymał moją dłoń, jakby bał się, że jeśli ją puści, zgubi się. Spojrzałam na niego z uśmiechem.
- Zdrzemnijmy się.- zaproponowałam.- Przed nami długa droga.
On tylko kiwnął głową i odwrócił się w stronę okna. Zrobiło mi się smutno. Przecież jak on się musi czuć. To okropne. Poczułam ogarniające mnie zmęczenie. Bez sił oparłam głowę o ramie mojego mentora i zamknęłam oczy. Zanim zapadłam w sen, poczułam lekkie muśnięcie ust na czole.
- Przepraszam Roza. Przepraszam za wszystko. - odezwał się pierwszy raz od czasu przemiany, a jego głos drżał z emocji.
Ścisnęłam mocniej jego dłoń i zasnęłam.
Kiedy się obudziłam, wciąż byliśmy w samochodzie. Dymitr musiał zasnąć z głową opartą na mojej i tak został. Spojrzałam na wyświetlacz z przodu, gdzie widniała godzina i szybko policzyłam, że spałam z 4 godziny oraz, że zbliżamy się do celu. Podniosłam się, czym obudziłam Dymitra i zaczęłam się wyciągać. Poczułam na sobie palące spojrzenie ukochanego i uśmiechnęłam się z satysfakcją.
- Widzisz coś, co ci się podoba, Towarzyszu?
Jakby się otrząsnął, odwrócił wzrok za okno z kamienną miną. To mnie całkowicie zaskoczyło. Rozumiem, że może być przybity i zagubiony, ale żeby odcinał się przede mną swoją maską strażnika? Nie rozumiem.
- Dymitr...co się stało?- spytałam zmartwiona.
Nachylił się do mojego ucha, a jego ciepły oddech połaskotał moją szyję.
- Jestem tylko mężczyzną, więc nie dziw się, że zwracam uwagę na twoje wdzięki.
Zamrugałam szybko. Chwilę zajęło mi zakodowanie tego co powiedział.
- No ja rozumiem i wcale nie mam nic przeciwko. A zwłaszcza, jeśli chodzi o ciebie.- również szepnęłam.
- A powinnaś.- powiedział z bólem.
Wtedy mnie zatkało.
- Co ty pieprzysz?!- krzyknęłam na całe auto.
Zganił mnie spojrzeniem i wskazał na strażników wokół nas
- Porozmawiamy o tym później.- zdecydował.
Dalej byłam w szoku, ale nie miałam jak ciągnąć rozmowy, ponieważ byliśmy już na miejscu. Wysiedliśmy i szybko znalazłam się przy ukochanym, łapiąc go za dłoń. Chciał ją wyrwać, ale ścisnęłam go tam mocno, że bałam się, żeby nie złamać mu ręki. Spiorunował mnie wzrokiem, jednak nie ugięłam się i to ja wygrałam pojedynek na spojrzenia. Choć muszę przyznać, że wiele mnie kosztowało, żeby nie oddać się pod władania czekoladowym tęczówek. Wiem, że coś go bardzo męczy i potrzebuje pomocy, a jeśli chcę mu pomóc, muszę nawet na siłę być blisko niego. Po tym, co się stało, nie mogę go zostawić samego sobie. Przewrócił oczami z rozdrażnieniem, ale nie wyrywał już dłoni. Razem ze strażnikami szliśmy przez Dwór. Na szczęście słońce świeciło już wysoko na niebie, więc oprócz strażników i większych imprezowiczów, nikogo nie było. Dopiero gdy rozpoznałam kilka budynków, domyśliłam się kierunku, w którym idziemy. Wyrwałam się z uścisku dampira, co o dziwo było dość trudne i stanęłam przed orszakiem.
- Chwila! Gdzie wy nas prowadzicie?- spytałam strażników z przodu.
- Dostaliśmy rozkaz z komendy głównej strażników, aby zaprowadzić pana...
- Strażnika- poprawiłam.
- ...strażnika Bielikowa- westchnął, kontynuując. Pewnie nie chciał się kłócić- do aresztu.
- Słucham!- krzyknęłam.
- Rose...- odezwał się ostrzegawczo Dymitr.
- Jakim prawem? Jest takim samym dampirem jak my i nie widzę powodu, żeby zamykać go w cholernych czterech ścianach. Tym bardziej w takich warunkach.
- My tylko wykonujemy obowiązki. Punkt zażaleń jest tam - wskazał na budynek za sobą.
- Oj już ja się zażalę.- mruknęłam, przepychając się na poprzednie miejsce.
Ruszyliśmy na nowo w obranym, już mi znanym, celu. Naburmuszona już nie próbowałam złapać Dymitra za dłoń. Jednak on sam to zrobił, przyciągając mnie bliżej siebie. Jego dotyk i bliskość trochę mnie uspokoiły, jednak były niezrozumiałe.
- Zachowujesz się jak baba w ciąży. - stwierdziłam z uśmiechem.
Niewiarygodne, jak szybko poprawił mi humor jednym, drobnym gestem. Pomyślałam, że może dlatego też złapał mnie za rękę. Może go też to uspakaja. Przecież widać, że jest zagubiony. Tylko czemu jednocześnie tak broni się przede mną? Widzę, że toczy ze sobą walkę i raz jest obojętnym strażnikiem, a raz zagubionym chłopcem, jak teraz. Tylko czemu. Usłyszałam głośne westchnienie z jego ust.
- Po prostu nie cierpię patrzeć jak jesteś smutna lub zła przeze mnie.- odezwał się w końcu.
- Ale to nie było przez ciebie.- zmarszczyłam brwi.
- Teraz nie...- szepnął ledwie słyszalnie.
Czekałam, aż coś jeszcze dopowie, ale on milczał. Ja też się już nie odezwałam, analizując jego słowa, aż do budynku więzienia. Zaczęło mi się wszystko układać w spójną całość no on chyba sobie żartuję. Czyżby obwiniał się o to, co robił jako strzyga? Przecież to nie jego wina. Oj, ja już sobie z nim porozmawiam. Wreszcie znaleźliśmy się na miejscu. Tylko czekałam, aż zajedziemy się z Dymitrem sam na sam. Jednak przed tym musiałam stoczyć kolejną walkę.
- Nie zostawię go samego. Albo zamknięcie nas oboje tutaj, albo puścicie wolno.
- Strażniczko Hathaway.- westchnął ktoś z naszej obstawy.- Na prawdę nie możesz.
- Czemu?- spojrzałam na niego hardo, a on się zawahał.- Jeden powód. Jakbym miała uciec, nie chciałabym, żebyście mnie tu zamknęli. Naprawdę muszę tu być. Mu jest to potrzebne. Pomyślcie o nim, jak o koledze z pracy. Potrzebuje pomocy i wiem, że mogę mu pomóc- spojrzałam z błaganiem na Michaiła.
On za to wpatrywał się w Dymitra. To dawało mi nadzieję, na uratowanie Soni. Po dłuższej wymianie zdań, poddali się i pozwolili mi zostać. Jednak mieliśmy jedną prycz dla siebie.
- Jesteś bardzo uparta, Roza- Dymitr uśmiechnął się lekko.
- Zawsze dostaję to czego chcę- spojrzałam na niego wymownie, po czym usiadłam na prowizorycznym łóżku, klepiąc miejsce obok.- Usiądź. Chcę z Tobą porozmawiać.
Westchnął i zajął miejsce obok mnie. Jednak nie spojrzał na mnie, za to ja nie przypuszczałam z niego wzroku.
- Powiedz mi.- poprosiłam, prawie błagając.- Powiedz, co się tam u ciebie dzieje w głowie?
Przez chwilę panowała cisza. Nie pospieszałam go. Rozumiałam, że sam musi być gotowy mi powiedzieć. Nie wiem ile tak siedzieliśmy, kiedy w końcu się odezwał.
- Nie wiem.
Znowu zapadła cisza. To będzie trudniejsze niż myślałam.
- Dlaczego nie chcesz mi zaufać?- spytałam z bólem.
- Tu nie chodzi o zaufanie, a twoje dobro- spojrzałam na mnie, łapiąc moje dłonie.- Ja... czuję się tak dziwnie, nie na miejscu. Zagubiony, jak dziecko dopiero poznające świat. I potrzebuję przewodnictwa - uśmiechnęłam się na jego słowa, ale on wciąż wpatrywał się we mnie z bólem.- Ale jest też inna część mnie. Mniej samolubna, mówiąca, że muszę cię trzymać z dala ode mnie. Po tym co ci zrobiłem... byłem potworem.
Odwrócił wzrok, spuszczając głowę. Po jego policzku spłynęła łza.
- Dymitr...
- I myślę, że powinienem się jej słuchać. Nie zasługuję na kogoś tak wspaniałego jak ty. Jesteś naprawdę bardzo wartościową kobietą, niezwykłą, która zasługuje na wspaniałego mężczyznę, który nigdy jej nie zrani.
Nie wiedziałam co powiedzieć. Po prostu mnie zatkało. Nie wiedziałam, że taką mnie widzi.
- Kocham Ciebie i tylko Ciebie- zauważyłam, że chce mi przerwać, ale nie pozwoliłam mu.- Ja ci dałam się wypowiedzieć, teraz moja kolej. Kocham Cię i nie chcę nikogo innego. Jedyne przez co cierpiałam z twojego powodu, to gdy mnie odrzucałeś i sama twoja przemiana. No i jeszcze, jak myślałam, że Cię zabiłam. Bp to tak, jakbym zabiła część siebie. Ale rozumiem, że jesteś zagubiony i nie chcę Cię do niczego zmuszać. Po prostu... pragnę jedynie twojego szczęścia i pomóc ci. Musisz po prostu zrozumieć, że to co robiłeś jako strzyga, nie powinno iść na twój rachunek sumienia. To nie byłeś ty. Nie miałeś nad tym kontroli. Dlatego nikt nie będzie cię o to obwiniał. Ale porozmawiajmy o tym jutro- dodałam, gdy zobaczyłam, jak ucieka mu wstrzymywane ziewnięcie.
- Jak ty zrobimy?- spytał, rozglądając się dookoła.
- Może to nie jest jakieś bardzo wygodne, ale lepsze niż podłoga. Ty powinieneś tu spać- poklepałam łóżko.
- Słucham?- spojrzał ba mnie z uniesioną brwią.- Nie zgadzam się. Ta podłoga jest zimna i twarda.
Spojrzałam na niego znacząco.
- Jestem strażniczką. Poradzę sobie. Do tego byłam szkolona.
- Ja też jestem strażnikiem.
- Dymitr, musisz się wyspać. Przypominam ci, że nie spałeś od kilku miesięcy. Dlatego to miejsce należy ci się bardziej.
- Należy? Za to co robiłem?- powiedział gorzko.
Wypuściła głośno powietrze. Z tym mężczyzną nie da się rozmawiać. Z wdziękiem wstałam ze swojego miejsca i bez słowa podeszłam do kąta pod ścianą równoległą do krat. Położyłam się na boku z rękoma pod głową i ziewnęłam ostentacyjnie. Ostatni raz spojrzałam na ukochanego, który patrzył zdziwiony na moje poczynania, po czym zamknęłam oczy.
- Dobranoc- powiedziałam z uśmiechem satysfakcji.
- Dobranoc Roza
Zdziwiła mnie nuta triumfu w jego głosie. Otworzyłam jedno oko i je zamknęłam. Chciał wstać i również położyć się na podłodze.
- Nawet o tym nie myśl Towarzyszu.
Usłyszałam ciche przeklnięcie, na co się uśmiechnęłam. 2:0 dla mnie. Przed snem postanowiłam jeszcze sprawdzić co u Lissy. Zamknęłam oczy i weszłam do jej głowy. Zaprosiła do siebie Christiana.
- Dziękuję, że mi pomogłeś - złapała go za rękę.
- Jak mógłbym nie- uśmiechnął się lekko. W jego oczach widziałam miłość.
Czułam zdenerwowanie przyjaciółki.
- Christian, ja... Naprawdę przepraszam za to, co zrobiłam...- zaczęła się jąkać, a po policzku pociekła jej łza Ja... ja nie wiem czemu... Nic nie czuję do Aarona... Kocham tylko Ciebie, naprawdę nie chciałam... Przepraszam.
Ukryła twarz w dłoniach, zanosząc się płaczem. Po chwili Ozera zabrał jej i przytulił Lissę.
- Wiem- zapewniał, głaszcząc ją po plecach.- To nie twoja wina. To przez Avery. Już spokojnie. Ja też Cię kocham.
- Czy... czy będzie między nami już dobrze?- czułam jej nadzieję, gdy patrzyła w jego niebieskie oczy.
- Tak kochanie.- uśmiechnął się i pocałował ją w czoło.- Teraz będzie już dobrze.
Zaczęli się do siebie zbliżyć, po czym ich usta spotkały się w delikatnym pocałunku, który obudził skrywane wewnątrz namiętność. Gdy zaczęli się rozbierać, uznałam, że dobrze będzie się wycofać. I nie zasypiać póki nie skończą się godzić. Czemu Dymitr nie może mnie tak przepraszać?

DYMITR

Nie zrozumiem nigdy kobiet. Chcę dla Rose jak najlepiej, a ona się przed tym broni. Nie powinna spać na ziemi, jeszcze się rozchoruje. Ale co mnie to obchodzi. Powinienem trzymać się z dala od niej i jej życia. Ale czy na pewno? Moje serce tego nie chce. Kiedy mnie przytuliła, czułem się bezpieczny, na miejscu, że nigdy nie powinienem opuszczać tych ramion. Że w nich znajdę swój ratunek. Prowadzę wojnę. Jedna część mnie chce być przy niej, czuć ten prąd, miłe uczucie ciepła, te szczęście co dawnej. To wciąż we mnie żyje. Jej bliskość jest jak kiedyś. Wspomnienie naszego pierwszego razu. Jej dłonie na moich mięśniach, małe, delikatne wargi, rozpalające mnie jak płynąca zapałka podpałkę. Najmniejsze muśnięcie rozgrzewające moją krew. Dziwne uczucia w żołądku, nazywane motylami. Ale... po tym co zrobiłem, nie zasługuję na to. Nawet nie wiem, czy wciąż jestem zdolny do miłości. A Rose i tak kazała mi zająć lepsze miejsce. Co dziwne, Rose ma rację, że potrzebuje snu, więc czemu od kilku minut kręcę się na "łóżku"? Spojrzałem na Rozę, leżącą bez ruchu. Tylko miarowo oddychała. Pewnie zasnęła. Chciałbym z nią porozmawiać jeszcze. A przecież przed chwilą byłem taki zmęczony. Powili wstałam i podszedłem do niej. Wyglądała tak pięknie, jak zawsze. Nie zasługuje na kogoś takiego jak ja. Usiadłem obok i ją obserwowałem. Nagle otworzyła oczy, a ja mogłem dotrzeć znikający ślad po  jej wizycie u Wasylisy. Gdy mnie zauważyła, uśmiech na jej promiennej twarzy zmienił się w gromiący wzrok.
- Czemu nie śpisz na łóżku?
W sumie nie ma powodu jej się spowiadać. Ale to urocze, że się o mnie martwi. Odpowiedziałem dopiero po chwili.
- Nie mogę zasnąć- przyznałem.
Poczułem się jak małe dziecko po koszmarze. W sumie to miałam koszmar od 4 miesięcy. Od razu rysy dampirzycy złagodniały. Uniosłam się i oparła o kamienną ścianę, po czym wystawiła ramię w zapraszającym geście. Przez chwilę się wahałem, aż zobaczyłem, jak nadzieja w jej spojrzeniu gaśnie, a ona opuściła rękę, po czym zamknęła oczy. Ten widok ścisnął mi serce. Uświadomił mi, jak to co robię ją bardzo rani. Czy bardziej od tego, co robiłem jako strzyga? Na pewno nie. Tylko wtedy nie pokazywała uczuć. Teraz pokazuje, żeby przekonać mnie do tego, co mówiła wcześniej. Co nie zmienia tego, że nie mogę ma nią taką patrzeć. Przecież jedna noc nic nie znaczy. Podsunąłem się i wtuliłem w pierś Rozy, okrywając nas moim prochowcem. Wysłuchałem się w miarowe bicie jej serca, podczas gdy ona bawiła się moimi włosami.
- Co tam u księżniczki?- spytałem.
- Nic nowego. Godzi się z Ozerą, więc przez najbliższy czas mogę zapomnieć o śnie - skrzywiła się.
- Mi też się nie śpieszy.
- Nie. Ty powinieneś odpocząć. Pewnie jutro będą chcieli cię przesłuchać.
- Dlaczego to robisz?- spytałam po dłuższej chwili. - Przecież mogłaś teraz spać w wygodnym łóżku.
- Wolę spędzić całe życie na kamiennej podłodze przy tobie, niż jedną noc samej w luksusowym pokoju. Nigdy cię nie zostawię, bo cię kocham.
Jej słowa płynęły prosto z serca, wiedziałem to i tym bardziej, nie wiedziałem co zrobić. Ta kobieta miesza mi w głowie. Czyżbym jednak dalej był w niej zakochany.
- Roza..
- Ciii... nic nie mów. śpij.
postanowiłem jej posłuchać. miło być pod czyjąś opieką. Zawsze to ja się o wszystkich troszczyłem. Czemu los zsyła mi tak wspaniałą kobietę, a ja nie czuję się jej godny. Od dawna nikt się o mnie nie troszczył. Zamknąłem oczy, wtulając się w nią bardziej, gdy Rose zsunęła się do pozycji leżącej. Byłem zaskoczony jak szybko zapadłem w sen.
___________________________________________________________________________
Witajcie, po długiej przerwie w pierwszym bonusie. Oczywiście nie zostawię was tak. No przynajmniej nie dłużej niż miesiąc. Następna część tego bonusa 15 października. A jak tam wam leci pierwszy miesiąc roku szkolnego? Patrzcie, już pół zleciało. Nawet nie obejrzycie się, jak będą święta, ferie, drugie święta i wakacje. Szybko minie. Kocham was 💖💖💖💖

czwartek, 31 sierpnia 2017

NOWY BLOG

Zapraszam na blog (Oczywiście o Romitri), Którego piszę z koleżanką. Całkowicie inna historia, niedole życia dwóch różnych osób, o dwóch różnych rodzinach, z dwoma różnymi stanami zamożności. Czy miłość pokona przepaść zbudowaną przez los? Czy oboje dowiedzą się o swoich uczuciach? Czy on przetrwają w brutalnym świecie, pragnącym porządku i równowagi? Walczącym z każdym odchyleniem?

JEŚLI CHCECIE ZNAĆ NA TO ODPOWIEDŹ, ZAPRASZAM TU:
https://rddwiebajki.blogspot.com/

niedziela, 27 sierpnia 2017

PODZIĘKOWANIA

Tak oto kończy się moja historia Romitri. Ale to nie oznacza końca mojej działalności na tym blogu. Mam pomysł na jeszcze jeden, ale on pojawi się za rok. Teraz czeka mnie matura i nauka, rozumiecie? Ale co jakiś czas będę wrzucała tu bonusy, więc wpadajcie. Umówmy się, że w 15 dzień każdego miesiąca. Jak macie jakieś fajne pomysły, albo chcecie coś przeczytać, śmiało piszcie w komentarzach.
A teraz czas na podziękowania. Na pierwszym miejscu dziękuję wszystkim moim przyjaciółką ze Stowarzyszenia Mafii Abe'a, a najbardziej Marcie, która czesto mi pomagała i doradzała, Oli, Weronice i Marzenie, które czytały na bieżąco. Również mojej przyjaciółce z klasy, Joli, która również czyta i jak wspominałam na koniec pierwszej części, dzięki której w ogóle zakochałam się w Romitri. Dziękuję wszystkim czytelnikom, którzy wytrzymali moje pomysły, cierpliwie czekali na powrót Rose i Dymitra, motywując mnie komentarzami. I tu kolejne podziękowania dla Anity, Ady, Rozy Bielikow, G&G i wszystkim komentującym. Sama nie mogę uwierzyć, że skończyłam ten blog i muszę się pożegnać z Lili, Anastazją i Felixem, z ktorymi bardzo się zżyłam, jednak zabrakło mi już pomysłów na ich dalsze losy w tym wydaniu. Trzymajcie się i korzystacie z końca tych wakacji.

sobota, 26 sierpnia 2017

EPILOG

Tak na koniec dedykuję tą ostatnią część historii mojego Romitri dedykuję Marcie, która ostatnio dużo mi pomogła i tak bardzo nie mogła doczekać się epilogu  (😂 sarkazm). Jeszce dziś będę podziękowania z ogłoszeniami parafialnymi.
__________________________________________
Pewnej jesiennej nocy dwie nastolatki, blondynka i brunetka, uciekały przed strażnikami. Ale pomimo wielu starań, zostały schwytane i przywiezione z powrotem do Akademii. Tak zaczęłam się historia o mnie, Dymitrze, Lissie i Christianie. Od tamtej nocy minęło osiemdziesiąt lat. I wiele się zmieniło. Jest o wiele więcej dampirów niż wtedy. Każdy moroj bez problemu może mieć tyle strażników, na ile ich stać, a i tak nie wszyscy mają przydział. Po za tym, ludzie dowiedzieli się o naszym istnieniu, mogą sami zostać strażnikami, jeśli chcą, a dampiry mieć zwykłe życie. Służba nie jest obowiązkowa. Strzygi już nie są tak śmiałe i prawie nie atakują. Chowają się przed nami ze strachu. My razem z przyjaciółmi jesteśmy już na emeryturze, ale to nie znaczy, że jesteśmy niedołężni. O nie. Z Dymitrem wciąż trzymamy się w świetnej formie. Często ćwiczymy z młodymi i nie raz daliśmy im popalić. Sami też pokazujemy sobie, co potrafimy, a zwłaszcza w łóżku. Mój mąż wciąż jest tak niewyżyty jak te kilkadziesiąt lat temu. Ale czuję się staro. W sumie jestem stara. Jak mówiłam, wszyscy jesteśmy na emeryturze, co liczy się również Lissy. Zrzekła się korony, a jej następcą został Jack Zeklos.
Tak, nasz zięć jest królem. I ma o wiele lepiej niż Lissa, ponieważ w skład rady królewskiej wchodzą: Adrian Iwaszkow, Christian Ozera, Lissa Dragomir, Jesse Zeklos. No i jeszcze księżniczki i książęta z innych rodów, ale zazwyczaj zgadzają się z resztą. Myślę, że stoi za tym moja przyjaciółka, ale najważniejsze, że są podejmowane dobre decyzje. Co do reszty naszych dzieci, to Diana wyszła za Alexa, syna Lissy i została dyrektorką Akademii. Szkół też jest o wiele więcej niż na początku, tak samo jak domów dziecka dla dampirów. We wszystkich dokumentach dodano rubrykę na rasę dziecka. Człowiek, moroj czy dampir, mają równe prawa w każdym względzie. Świat idzie w coraz to lepszą stronę. A i co najważniejsze dla dampirów, znaleziono sposób na naszą częściową bezpłodność. Po zbadaniu krwi naszych dzieci i wnuków udało się zrobić szczepionkę. I teraz każdy dampir może mieć dziecko z kim chce. Choć i tak najlepsze było zdziwienie wszystkich, gdy okazało się, że dzieci Nastki i Jack'a są morojami. Tayller przejął firmę mojego ojca i nawet nieźle mu idzie. Nie byłam na początku z tego zadowolona, ale ktoś musi. Za to Dan od niedawna jest szefem w GKS, po tym, jak właśnie Dymitr przeszedł na emeryturę. On sam dostał to stanowisko po Hansie, jak tylko wróciliśmy z akademii na służbę u boku królowej. Teraz żyje nam się o wiele lepiej.
- Cieszę się, że jesteśmy tu wszyscy razem.- powiedziała szczęśliwa Lissa.
- No. W końcu miałyśmy czas na odbudowanie naszej przyjaźni.- uśmiechnęła się.
- Trochę tęsknię za dziećmi.- przyznała morojka.
- Ja też.- uspokoiłam ją, kładąc swoją pomarszczoną dłoń na jej.- Ale na co im męczyć się z takimi starymi pierdasami, jak my.
Obie się zaśmiałyśmy.
- Nie przesadzaj Roza.- do pokoju wszedł mój ukochany i mnie przytulił.- Dla mnie jesteś niezwykle atrakcyjna.
Zaczął całować mnie po szyi, siadając za mną w rozkroku. Po chwili dołączył do nas Christian i usiadł za swoją żoną.
- O matko. Myślicie przy nas robić swoją grę wstępną?- spytał zdegustowany, a my się roześmialiśmy.
Nagle nasz spokój przerwał hałas. Z Dymitrem wstaliśmy, rozglądać się czujnie na boki. Do salonu wpadły strzygi. Stanęliśmy w pozycji obronnej i zaczęliśmy z nimi walczyć. Pokonywałam jedną po drugiej, ale ich było coraz więcej i więcej. Z pomocą przyszli nam inni strażnicy rezydencji królewskiej, ale i tak było ich za mało. Zobaczyłam jak strzyga zbliża się do Lissy, ale dopadłam ją wcześniej. Widać, że była doświadczona, ale i tak miałam przewagę. Wszystko działo się tak szybko, że ledwo to rejestrowałam. Nawet nie zauważyłam, jak ona leżała martwa, a na mnie rzuciły się dwie inne. Jedna złapała mnie za nadgarstek, tak, że wypadła mi broń. Zaczęłam walczyć wręcz, lecz to nie było tak efektywne. Nagle druga pociągnęła mnie za włosy i złapała na głowę. Wiedziałam, że przegrałam. Na sekundę mój wzrok spotkał się ze spojrzeniem Bielikowa. Był przerażony. Sekundę później była tylko ciemność.

DYMITR

Nie!
To nie możliwe.
W furii zabiłem swoich przeciwników i morderców Rozy. Nie zwracałem już uwagi na nikogo i na nic. Z nadzieją sprawdziłem jej puls, ale niczego nie wyczułem. Moja Roza. Miłość mojego życia nie żyje. Z łzami w oczach rzuciłem się do walki. Nie zawrzałem na to, jak poważnie mnie ranią, nie unikałem ciosów. Jedynym moim celem było zabić jak najwięcej strzyg. Jedna złapała mnie za pędzącą dłoń i nakierowała ma mój brzuch. Było za późno. Moje własne ostrze zadało mi śmiertelny cios. Upadłem na ziemię i wyciągnąłem sztylet krzycząc z bólu tej rany, pozostałych, ale najbardziej z rany w sercu, po śmierci żony. Podczołgałem się, ignorując ból, między nogami walczących i ciałami pokonanych w stronę jej ciała. Czułem uchodzące ze mnie życie z każdą kroplą krwi zostawiającą za mną ślad. Złapałem Rozę za lodowatą rękę i pocałowałam ją w czoło. Przytuliłem się do jej piersi, czekając na znieczulający mnie sen. Nagle wszystko ucichło. Nie słyszałem nic, nawet bicia własnego serca. Pod sobą czułem coś twardego i śliskiego. Uniosłem głowę i otworzyłem oczy. Wszędzie panowała nieskazitelna biel. Spojrzałem na swoje dłonie i odkryłem coś niesamowitego. Były gładkie jak kiedyś. Włosy, które wchodziły w moje pole widzenia, nie były srebrne, a na nowo brązowe i pełne życia. Ale najbardziej zszokowało mnie to, co zobaczyłem pod sobą. Był to salon w rezydencji królewskiej. Każdy skrawek podłogi zasłany był trupami. Dwa z nich to ja i Roza. W tej chwili ktoś rzucił mi się na szyję.
- Towarzyszu!
Poczułem delikatnie dłonie, ciepły oddech na karku i miękkie, lśniące młodością włosy. Od razu rozpoznałem, kto to jest. Odwzajemniłem uścisk, zaciągając się naturalnym zapachem kobiety.
- Roza.- westchnąłem z ulgą.
Odsunęliśmy się od siebie z łzami w oczach. Na nowo mieliśmy po 20 lat. Była taka piękna. I na zawsze moja.
- NIE!- dobiegł nas krzyk z dołu.
Oboje spojrzeliśmy tam. Do naszych ciał podbiegły nasze dzieci.
- Nie! Nie! Nie!- płakała Nastka.- To nie możliwe. Felix! Jeszcze można ich ożywić...
- Nie księżniczko.- złapał ją Jack.
- Jak nie?! Przecież...
- Nastka, mieli prawie sto lat. Życie zaczyna się i kończy. Nie zatrzymasz nikogo przy sobie na zawsze. A oni są gdzieś tam szczęśliwi.- zapewnił ją Felix.
- Ale...
- Ciii księżniczko. Wszystko będzie dobrze.
Wszyscy wtulili się w siebie płacząc. Ja również przytuliłem Rozę, której zaczęły lecieć łzy, głaszcząc ją uspakajającą po plecach. Sam poczułem pieczenie w oczach.
- Jak my mogliśmy ich tak zostawić.- spytała, siorbiąc nosem
- Poradzą sobie.- zapewniłem ukochaną.
Wstaliśmy razem ze szklanej powierzchni i spojrzeliśmy na dwie kobiety, przyglądające się nam. W jednej rozpoznałem biologiczną matkę Lili, a druga, nie wiem skąd, ale byłem pewny, że to Luna. Podeszły nas objąć i w czwórkę ruszyliśmy w stronę światła.

piątek, 25 sierpnia 2017

ROZDZIAŁ 117

Wściekła wpadłam do domu jak burza.
- BIELIKOW!- wydarłam się na cały dom.
Po chwili zszedł po schodach, wyraźnie zmartwiony.
- Coś się stało kochanie?- nagle jego twarz zbladła.- Coś jest nie tak z dzieckiem?
Wróciłam właśnie z wizyty u ginekologa. Dymitr nie mógł iść ze mną, bo musiał bardzo pilnie jechać z Christianem do sklepu po całą zgrzewkę Coli i paczkę żelków. Ehem. Liss też jest w ciąży.
- Można tak powiedzieć.- rzuciłam wściekła papierami na stół.
Dymitr wziął je niepewnie i zaczął szybko czytać. Widziałam jak przez jego twarz przebiega gama uczuć. Od strachu, przez zaciekawienie, szok i..... nie no, trzymajcie mnie. Szczęście?! On się z tego cieszy?
- Ostatni raz jestem w ciąży!- krzyknęłam, wytykając go palcem.- Z Tobą nie da się normalnie. Trojaczki! Rozumiesz?! Trojaczki.
Mój mąż pełen szczęścia objął mnie i zaczął nas kręcić w kółko, po czym pocałunkiem zamknął mi usta i mimo wielkich starań, nie umiałam być dalej wściekła. Dyszeliśmy ciężko, patrząc na siebie z miłością. Odsunął się ode mnie z dumnym uśmiechem.
- Ma się tą dwururkę.- spojrzał na mnie znacząco, a ja pacnęłam go w ramię, na co zaczął się śmiać i wziął mnie w ramiona.- Chodź Roza, musimy to uczcić. W naszej sypialni.
Westchnęłam, ale dałam się poprowadzić na górę. Nie umiem długo gniewać się na tego człowieka.
***
- PRZYJ!
Wykonałam polecenie, po czym upadłam zmęczona na łóżko, słysząc płacz dziecka. Trzeci. Już koniec.
- Jestem z ciebie dumny Roza.- szepnął mi do ucha mój mąż. Tym razem nie zemdlał i dzielnie wytrzymał moje, wbijające się mu w dłoń, paznokcie. Z uśmiechem, leżałam, ciężko dysząc.
- Dziewczynka.- powiedziała pielęgniarka.- Gratuluję państwu.
- Dziękujemy.- odpowiedział za nas oboje Dymitr i wziął małe zawiniątko na ręce.
W jego oczkach widziałam łzy. Po raz pierwszy trzyma nasze dziecko prosto po porodzie.
- Macie już Państwo imiona.- spytała położna.
Nie miałam na nic siły, no bo, przecież przed chwilą urodziłam trójkę dzieci i łożysko. Dałam więc znak Dymitrowi.
- Tak. Chłopcy Tayller i Dan, a dziewczynka Elizabeth.
***
- Tayller! Wracaj! Nie wolno.
Siedziałam na werandzie patrząc jak mój mąż ugania się na placu zabaw w ogrodzie za synami. I tak jest od ośmiu lat. Obaj to diabły w przebraniach słodkich dzieci. Większość mówi, że mają mój charakter, ale uroda ojca pozwala im uniknąć za to konsekwencji. Obecnie bracia kłócą się o wazon, który dostaliśmy od Soni na nasz ślub. I póki co wygrywa Tayller.
- Dzieciaki.- prychnęła Elizabeth, rozwiązując jakąś książkę z zagadkami dla dorosłych.
Ona w odróżnieniu od braci zachowuje się nad wyraz dorośle. Jakby była o jakieś siedem lat starsza niż jest. Przyznałam jej rację, kończąc dopijać popołudniową kawę.
- Roza, weź im coś powiedz.- Dymitr z żałością w oczach spojrzał na mnie.
- Przykro mi kochanie, ale sam ustaliłeś, że pilnujemy ich na zmianę.
- No ale Roza.- opuścił ręce z bezradnością.
Westchnęłam i wróciłam do domu. Co on by beze mnie zrobił? Wzięłam trzy miski i napełniłam je migdałami. Wróciłam z tym na dwór i dałam jedną miskę córce.
- Orzechy!- zawołałam.
To było niczym magicznie hasło. Tayllor i Dan zatrzymali się i spojrzeli w moją stronę. Na raz stracili zainteresowanie wazonem i wyrzucili go w górę, po czym podbiegli do stołu. Mój ukochanym w ostatniej chwili złapał naczynie i ze skwaszoną miną podszedł do nas. Urwisy już zajadały się migdałami.
- Chłopcy, co ja wam mówiłem o ubraniu naszych rzeczy bez pozwolenia?- spojrzał na nich groźnie.
- Przepraszamy.- powiedzieli jednocześnie, robiąc urocze minki.
- Zawsze przepraszacie i zawsze robicie to samo. Koniec tego dobrego. Za karę sprzątacie dzisiaj po kolacji. Ręcznie.
- Ale tato...
- Nie ma żadnego ale.- powiedział stanowczo.- Powinno wam być wstyd. Zawsze zostawiacie za sobą bałagan, który wasza matka musi sprzątać i nigdy nawet nie usłyszała od was dziękuję. Codziennie macie ciepłe śniadanie, czyste ubrania, nawet łóżka wam ścieli. Od dzisiaj sami sobie ścielicie, sprzątacie po zabawie, a po jedzeniu sprzątacie swoje miejsce, a talerze chociaż zalejcie wodą. Nie będziemy wszystkiego robić za was, zrozumiano?
- Tak tato.- spuścili głowy.
Gdy tylko skończyli jeść orzechy, grzecznie odnieśli naczynia do zmywarki i wrócili na plac zabaw. Byłam dumna z mojego mężczyzny.

czwartek, 24 sierpnia 2017

ROZDZIAŁ 116

ROSE

Dzisiaj zaprosiłam na obiad do nas nasze dzieci ze swoimi partnerami. Pół roku po Anastazji ślub wziął Felix, a Diana chodzi z Rayanem Walper. Właśnie dzisiaj poznamy go osobiście, bo jak do tej pory nie mieliśmy okazji. Po tym, jak bliźniaki skończyły szkołę, wróciliśmy na stanowisko strażników królewskich i rzadko widzieliśmy się z najmłodszą córką, ale bardzo często gadamy przez telefon, czy piszemy do siebie e-maile. Nie jestem jak moja matka, choć muszę powiedzieć, że przy moim młodszym rodzeństwie się poprawiła. Co do moich rodziców, też częściej się spotykamy, niż kiedyś. Nie ukrywajmy, są już starzy i z lekka potrzebują pomocy, i z dziećmi i z niektórymi rzeczami, więc przenieśli się na Dwór, a swój stary dom dali jako prezent ślubny Anastazji i Jack'owi. Za to Felix sam wybudował dom, pracował na to pół roku i mu się udało, oczywiście z pomocą Dymitra i naszą wspólną finansową. Ale i tak większość zrobił sam.
- Skarbie, otworzysz?- spytał mój mąż, niosąc wazę z zupą na stół, po tym, jak rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi.
- Oczywiście kochanie.- uśmiechnęłam się do niego uroczo, po czym poszłam na korytarz.
W progu stała nasza starsza córka i nasz zięć.
- Cześć mamuś.- dampirzyca przytuliła mnie, całując w policzek.
- Hej córeczko.
- Dzień dobry... Rose.- szybko poprawił się pod moim spojrzeniem Zeklos.- A to dla ciebie.
Podał mi piękny bukiet wielobarwnych kwiatów.
-Och, Jack. Nie musiałeś.- jednak uśmiechnęłam się, biorąc wiązankę.- Rozgośćcie się, Dymitr właśnie podaje do stołu.
Wskazałam na jadalnię, gdy weszliśmy do salonu, a sama podeszłam do kredensu, znaleźć jakiś wazon. O dziwo był jeszcze jeden pusty i modliłam się, żeby Rayan nie wpadł na ten sam pomysł z bukietem. Ostatnio ukochany zasypuje mnie kwiatami i ja doskonale wiem, czemu. Uśmiechnęłam się na tą myśl, idąc z wazonem i kwiatami do kuchni.
- O! A od kogo te kwiaty?- spytał Rosjanin, wchodzą, w chwili, gdy napełniłam naczynie wodą.- Mam być zazdrosny?
- O swojego zięcia to już od dawna jesteś.- zauważyłam z uśmiechem, wkładając kwiaty do wody.
Razem skierowaliśmy się do jadalni, ja z bukietem, a on z talerzykiem koperku. Na stole stała już miska z makaronem i waza rosołu. Oczywiście nie licząc nakrycia dla każdego i paru świeczek gdzie nie gdzie. Na środku postawiłam wazon i usiadłam. W tej chwili znowu odezwał się dzwonek do drzwi. Zaczęłam się podnosić, ale powstrzymał mnie mąż.
- Zostań Roza. Ja otworzę.- cmoknął mnie w czoło i wyszedł.
- No to mówcie, dzieciaki, co tam u was?- spytałam małżeństwo.
- A nic takiego.- odpowiedział zdawkowanie moroj.
- Już nie bądź taki skromny.- zaśmiałam się Anastazja, po czym nachyliła się do mnie konspiracyjne.- Jack dostał się do stanowych zawodów pływackich. Jeśli wygra finał, ma szansę ma miejsce w prestiżowym klubie. Już nie jeden się o niego ubiega, ale on zawsze mierzy wysoko. Tam będzie miał możliwość brania udziału w igrzyskach olimpijskich.- spojrzała na swojego męża z dumą
- No to gratulacje.- powiedziałam z uznaniem.
- Hej wszystkim.- przez drzwi weszła reszta zaproszonych.
- Hej.- wstałam i od razu rzuciłam się na Felixa i Alice, jako, że oni byli na przodzie.- Siadajcie do stołu, bo zaraz wszystko wystygnie.
- Hej mamo.- uśmiechnęła się Diana.
- Hej, kochanie.- przytuliłam ją, po czym odsunęłam się na długość ramion. - Ależ ty wyrosłaś.
- Dzień dobry strażniczko.- moją uwagę zwrócił jej towarzysz.
Był to dampir o ciemnych włosach i oczach. Mimo tak młodego wieku(15 lat), już było widać, że wyrośnie na przystojnego mężczyznę.
- Co tak oficjalnie? Mów mi Rose. A ty pewnie jesteś Ryan 
- Tak... Rose.- uśmiechnął się niepewnie, po czym go przytuliłam.
- Masz coś dzisiaj bardzo dobry humor.- zaśmiał się mój ukochany, przytulając mnie od tyłu.
- A jak mam nie mieć, skoro w końcu widzę nasze dzieci wszystkie razem. Proszę, siadajcie.- ostatnie słowa skierowałam do jeszcze stojącej pary.
Po rosole przyszedł czas na drugie danie, jakim była kaczka z warzywami w miodzie. Wszyscy szybko się najedli i tylko ja z Nastką wzięłyśmy dwie dokładki. Za każdym razem patrzyłyśmy na siebie przenikliwie. Przed deserem, postanowiliśmy trochę odpocząć. Uznałam, że to najlepsza chwila. Złapałam Dymitra za rękę i wstaliśmy.
- Korzystając z okazji, że jesteśmy tu wszyscy razem, chcieliśmy coś ogłosić.
- Tak się składa, że my też.- Anastazja również się podniosła, razem z Jack'em.
Zapadła miedzy nami cisza. Czekałam, aż dokończę, ale chyba uznali, że my mamy pierwsi. Musieli pomyśleć tak samo, bo koniec końców, powiedziałyśmy to jednocześnie.
- Jestem w ciąży.

środa, 23 sierpnia 2017

ROZDZIAŁ 115

Teraz rozdziały będą trochę inne, bo urywane z różnymi wydarzeniami z życia Romitri i Jastki.
_________________________________
ROSE

Stałam, patrząc z dumą na nasze dzieci, podobnie jak Dymitr. Oto dzisiaj, razem z przyjaciółmi, oficjalnie skończyły szkołę. Anastazja podeszła jako piąta, a zaraz za nią Felix. Oboje doskonale sobie poradzili na egzaminie i to bez użycia magii. W oczach zakręciła mi się łezka. Pamiętam jak sama stałam na ich miejscu, czekając na tatuaż obietnicy. A później jak uczyły się ledwo chodzić i nie chciałam, żeby zostały strażnikami. I mimo, że dalej się o nich boję, wiem, że poradzą sobie w tym życiu.
***
- Chciałbym wznieść toast- przemówił Dymitr.- za nasze dzieci oraz ich przyjaciół. Cieszę się, że możemy powitać tak wspaniałych wojowników w naszych szeregach.
Wszyscy poszli za jego przykładem i wznieśli kieliszki, po czym wypili ich zawartość. Po chwili dzieciaki siedziały w swoim gronie, a my w swoim, sącząc  alkohol.
- Tylko nie przesadźcie.- pouczył nas, starając się nie roześmiać Adrian.- Nie chcemy znowu oglądać porno za żywo.
Czułam, że robię się cała czerwona.
- Spokojnie. Umiemy się kontrolować.- warknęłam przez zaciśnięte zęby.
- No oczywiście.- zaśmiał się Christian.- Aż ostatnio musieliśmy odciągać nasze kobiety, bo aż śliniły się na widok Dymitra.
Jednak szybko oberwał za to od wściekłej Lissy. Po raz kolejny miałam ochotę zapaść się pod ziemię.
***
ANASTAZJA 

- Jestem z ciebie taka dumna córeczko.- powiedziała moja mama.
W jej oczach lśniły łzy, tak samo jak w moich.
- Dziękuję mamo. Dziękuję za wszystko.- przytuliłam ją, walcząc ze wzruszeniem.
- Nawet nie próbuj mi tu płakać!- zastrzegła Alice.- Bo zepsujesz makijaż.
Obie na nią spojrzałyśmy i się przytuliłyśmy.
Nagle usłyszałam pukanie do drzwi. Po chwili otworzyły się i zajrzał przez nie Felix w garniturze.
- Hej.- powiedział, po czym dokładnie mi się przejrzał.- Wow! Siostra. Na żywo wyglądasz jeszcze lepiej niż w lustrze.
Miałam na sobie białą suknię syrenkę do ziemi, ciągnąć się za mną jeszcze z jakieś pół metra. Z przodu i na rękawach od zakończenia materiału do szyi był tiul ozdobiony wzorami z perełek. Plecy miałam gołe, nie licząc sznuru korali na lini kręgosłupa, łączącego się z naszyjnikiem, który był częścią kreacji. Czułam się pięknie i było mi wygodniej, niż w tuzinie bez, które przymierzałam, szukając tej idealnej sukni z przyjaciółkami. Do tego Rozi zrobiła mi pięknego koka, również ozdobionego perełkami.
- Dziękuję. A po co przyszedłeś?- spytałam, bo czułam, że zablokował na mnie więź.
- Mam dla ciebie niespodziankę od Jack'a.- otworzył szeroko drzwi, a ja oniemiałam.
W progu stała drobna brunetka o kocich zmielonych oczach. Od razu ją poznałam.
- Bett...- w oczach pojawiły mi się łzy i już nie umiałam ich zatrzymać.
- Nastka...
Wpadłyśmy sobie w ramiona i przez długi czas nie mogłyśmy się od siebie oderwać.
- Ale co ty tu robisz? Skąd się tu wzięłaś?
- Nie wiem jakim cudem, ale dostałam zaproszenie na wasz ślub z prośbą o zostanie twoją świadkową.
Otworzyłam szeroko oczy. Jack wręcz błagał bym pozwoliła mu wybrać mojego światka. Teraz rozumiem. Nic nie umiało wyrazić mojej radości dzisiejszego dnia.
- A teraz chodź mi tu.- rozkazała Alice, wskazując toaletkę.
Szybko poprawiła mi makijaż i byłam gotowa, psychicznie i fizycznie, na zostanie panią Zeklos. Nie musiałam czekać długo, aż do pokoju wszedł tato. Bett i Felix już poszli zająć miejsca świadków.
- Wyglądasz pięknie księżniczko.- powiedział, przytulając mnie.- Tak bardzo wyrosłaś. Chciałbym powiedzieć coś takiego, jak zasugerowała wasza mama, gdy do was wróciliśmy, ale nie umiem znaleźć słów. 20 lat. Ale ten czas leci. Tylko mi się z wnukami nie spieszyć.- pogroził żartobliwie.
- Spokojnie, najpierw chcę trochę nacieszyć się służbą. Jeszcze z jakieś trzy lata...
- To teraz chodź, bo pomyślą, że uciekłaś.- wystawił mi ramię.- Chociaż ja tam bym się nie pogniewał.
- Tato!- szturchnęłam go łokciem w bok, po czym oboje się zaśmialiśmy.
- Kocham cię księżniczko.- powiedział przed wejściem do kościoła.
- Ja ciebie też, Tato.
Przytuliliśmy się, po czym wróciliśmy do poprzedniej pozycji i w dźwiękach marsza weselnego, wkroczyliśmy do sali pełnej gości.