sobota, 17 czerwca 2017

ROZDZIAŁ 87

- Dymitr.- zwróciłam na siebie jego uwagę.- tu może być coś ciekawego.
Siedzimy tu już od kilku godzin i jak na razie nic nie znaleźliśmy, więc może ta książka nam pomoże. Usiadłam obok męża i przewróciłam skórzaną okładkę z złoconym tytułem. Historia na wieki zagubiona

Początek historii.

Nie wiem, skąd się tu wzięliśmy . Ale też nie powiem, że po prostu jesteśmy. Pamiętam nasz pierwszy dzień na ziemi, ale nie wiem, skąd pochodzimy. Nikogo nie pamiętam, jedyne co znałem to język, swoje imię i że jesteśmy morojami, a ci drudzy to strzygi. Najpierw było światło, biały, oślepiający blask. Były nas setki. Szliśmy jasnym tunelem, aż do końca. Na końcu było pustkowie i błękitne niego. Wyszliśmy z białego portalu. Na przeciwko nas pojawił się drugi, czarny portal. Z niego wyszły dziesiątki naszych dzisiejszych koszmarów. Blade jak trupy, z czerwonymi obwódkami wokół źrenic. Słońce choć piękne, nas raziło, a im odbierało siły, więc schowaliśmy się pod drzewami. Nagle strzygi zwęszyły ofiarę w zaroślach i się na nią rzuciły. Postanowiliśmy współpracować. My zajmowaliśmy się rozwojem wewnętrznym naszego gatunku i poznawaniem nas, a strzygi walką o przetrwanie. Polowały i budowały schronienia dla nas i siebie. Wszyscy odkryliśmy w sobie nieśmiertelność. Po latach spotkaliśmy pierwszych ludzi. Nie byli jacyś wysoko rozwinięci. Cześć z nas zbratała się z nimi, część wolała nie mieszać się z nimi. Strzygi wręcz traktowali ich jako kolejną zwierzynę. Wtedy pojawiły się pierwsze zgrzyty między naszymi rasami. Z tej małej grupki morojów, nazwanych zdrajcami wytworzyli się dzisiejsi stróże, ukrywający się po lasach. Jednak coraz korzystniejsze dla nas było trzymanie się bliżej ludzi, czego strzygi nie umiały pojąć, jednak to tolerowali. W starożytności osobiście byłem świadkiem narodzin jednego z pierwszych dampirow. Są one podobne do ludzi, ale zwinniejsi, bardziej szybcy i odmieni na choroby. Niestety wtedy też strzygi stały się najlepszymi kreaturami świata. Zachłanność jednego odbiła się na całym gatunku. Wystarczyło, że moroj zabił człowieka wypijając z niego całą krew. Strzygi straciły resztę sumienia i odporność na słońce, my staliśmy się słabi śmiertelni, a dzień odbierał nam siły, natomiast dampiry nie mogły mieć ze sobą dzieci. Nie bez powodu to strzygi były myśliwym. Dalej tak jest, jednak zmieniła się ofiara. Teraz w dampirzym obowiązku jest nas chronić, w zamian za rodzicielstwo.

KRONIKI
DZIEŃ PIERWSZY...
- Tam już chyba nic nie znajdziemy.- zauważyłam.
- Nie wiem Roza. Ja mogę przekartkować koniec, a ty szukaj dalej.- Rosjanin odwrócił księgę.
Podniosłam się i znowu zaczęłam szukać między gabinetami, coś, co może nam pomóc. Wciąż nie dawało mi spokoju, skąd się jednak wzięli moroje i strzygi, jacy byli ba początku. Wstęp nie mówił za dużo, ale my mamy za mało czasu, aby się wczytywać w to głębiej. Wzięłam więc pięć losowych ksiąg i wróciłam na podłogę, po czym zaczęłam je przeglądać. Uwagę zwróciła mi jedna, poświęcona w całości dampirom. Otworzyłam ją na spisie treści i jeździłam palcem po tytułach rozdziałów. Zatrzymałam się na jednym. Pośpiesznie otworzyłam na odpowiednim rozdziale i zaczęłam czytać.

ROZDZIAŁ X
TO, CO NIE WYJDZIE PO ZA TAJNE LABORATORIUM KRÓLEWSKIE. 

Od wieków żyjecie między ludźmi, a Morojami i stoicie jak ścianą, oddzielając wampiry żywe od martwych. Jednak czy tylko tym jest wasze dziedzictwo? Uczycie się zabijać, wiedząc, że bez morojów nie jesteście w stanie dać życia. Ale los jest sprawiedliwy. Co wy z tego macie? Wiadomo, że nie możecie mieć dzieci ze sobą, ani z ludźmi. A co ze strzygami. Eksperyment trudny, ale nie niemożliwy. Po zbadaniu krwi moroja, strzygi i dampira doszliśmy do rozwiązania zagadki. Jeśli dampir napije się krwi strzygi i dojedzie do kopulacji, jest szansa, że urodzi się mała strzyga, ale pierwotna, opisana przez Hektora Milsa...

- Towarzyszu.- oderwałam się od lektury.- Kto napisał te kroniki.
Ukochany spojrzał na mnie zdziwiony, a później sprawdził pierwszą stronę 
- Hektor Mils.- zmarszczył brwi.- A co?
- Nic, tylko ciekawych rzeczy się dowiaduję.
Wróciłam do książki.

... w "Historii na wieki zagubionej.". Podczas naszych badań urodziła się dziewczynka wyglądająca jak strzygą. Niestety dampirzyca zmarła podczas porodu. Okazało się, że płód żywił się jej krwią, a po sześciu miesiącach po prostu wyszła z brzucha matki, rozrywając ją na strzępy. Nazwaliśmy ją Sue Tym czasem, gdy to kobieta była strzygą, samodzielnie urodziła dziecko. Tym razem był to chłopiec, Taylor. Oboje wychowywali się w laboratorium, ale mieli zapewnione beztroskie dzieciństwo. Niekiedy robiliśmy na nich badania kontrolne. Wygląd i niektóre zdolności mieli strzyg, to jest siłę, szybkość, zręczność i nieśmiertelność, musieli pić krew, ale mieli uczucia jak dampiry. Żywili się wyłącznie krwią, ale musieli spać. Słońce nie robiło im żadnej krzywdy, za to jakimkolwiek kontakt z mocą ducha parzył ich. Po dziesięciu wiosnach, ich rozwój odpowiadał dwudziestoletnim ludziom . Zakochali się w sobie i wkrótce Sue zaszła w ciążę. Niestety ona i dzieci nie przeżyli, nie było takiej możliwości. One zjadały ją od środka, za to ona zabijała je trucizną, jaka płynęła w jej krwi strzygi. Nie mamy pojęcia, czemu nie zaszkodziła ona wcześniej Taylor'owi, ani jakie byłyby ich dzieci. Chłopak za to zabił się z rozpaczy za ukochaną i dziećmi. Tak zakończył się pierwszy eksperyment. Drugi polegał na...

- Roza.- mąż objął mniej od tyłu i zaczął całować po szyi.- Odłóż już to, bo zaraz mi tu padniesz. Oczy to ty już na zapałkach trzymasz.
- Wcale nie.- fuknęłam.
Chciałam się kłócić dalej, ale moje plany pokrzyżowało mi ziewnięcie, wydobywające się z moich ust. 
- No jasne.- zaśmiał się.- Już bez gadania.
- Czekaj, jeszcze pójdę do toalety.
Wzięłam torebkę z podpaskami i poszłam do łazienki. Gdy wróciłam, zauważyłam, że Dymitr siedzi pośród ksiąg, a obok leży jego prochowiec.
- Pobrudzi ci się.- zauważyłam.
- Nie martw się, a teraz chodź tu.- poklepał się po udach.
Podeszłam i kucnęłam, a on wtedy pociągnął mnie tak, że położyłam głowę tam, gdzie przed chwilą się uderzał. Okrył mnie swoim płaszczem, a ja mogłam do woli rozkoszować się zapachem jego wody kolońskiej. Poczułam delikatny pocałunek na skroni i usłyszałam ciche dobranoc po rosyjsku. Nim się obejrzałam spałam otulona jego ciepłem.

piątek, 16 czerwca 2017

ROZDZIAŁ 86

Weszliśmy do wielkiego budynku biblioteki Jagiellońskiej. Wnętrze było niesamowite, pełne płaskorzeźb i pozłacanych zdobień, oraz pięknych obrazów. Dzięki przepustką przeszliśmy przez ochronę ludzi. Jednak z alchemikami może być już gorzej. Szliśmy krętymi schodami do tajnego archiwum, aż nie zatrzymaliśmy się przed drewnianymi drzwiami za nimi znajdował się szeroki korytarz , a na jego końcu znowu drzwi. Ale tym razem o wiele wietrze ze złotymi zdobieniami. Mimo że dużo czasu spędzałam w pałacu z Lissą, ich przepych mnie przytłoczył. Oba skrzydła podzielone były na cztery części w poziomie i na sześciu z nich piękne, złote płaskorzeźby przedstawiające dziwne rzeczy. Po lewej ludzie między dwoma kołami w powietrzu, na drugiej jaskiniowcy przy ognisku, a z tyłu w jaskini inne osoby. Na następnym społeczność, chyba w starożytności, a przy budynkach strzygi schowane w cieniu. Na czwartym nauczania jakiegoś świętego, pewnie święty Władimir. Piąty przedstawiał symbole pięciu żywiołów morojów, a ostatni...
- Dymitr.- zwróciłam jego uwagę na drugie od dołu okienko po prawej stronie powłoki.- Przecież to ty i Lissa.
Ostatnia płaskorzeźba poświęcona została momentowi odmienienia mojego ukochanego ze strzygi. On za to wciąż patrzył na wrota z nieskrywanym zdziwieniem i podziwem.
- To one jednak istnieją.- szepnął bardzo cicho, ale ja to usłyszałam.
Spojrzałam na niego, marszcząc brwi. On spojrzał na mnie, zapewne czując na sobie mój palący wzrok i zrozumiał, że nie rozumiem.
- Kiedyś babcia Jewa opowiadała mi legendę o drzwiach historii, zdobionych z magicznego drzewa. Pokazują najważniejsze wydarzenia dla gatunku morojów, bo to oni je stworzyli.- wyjaśnił mi.- Podczas każdego wydarzenia, tworzy się na nich płaskorzeźba, przedstawiająca je. Nikt z rodziny nie wiedział, gdzie są. Aż do teraz.
-Ty pewnie, jako realista, nie wierzyłeś w ogóle w ich istnienie.- szturchnęłam go.
- Zdziwiłbyś się, ale jak byłem mały miałem głowę pełną marzeń i władawładałem dużą wyobraźnią.- spojrzał na mnie z melancholijnym uśmiechem.- Zrobiłem kiedyś sobie mapę potencjalnych miejsc, gdzie mogą być ukryte drzwi. Jednak byłem za mały, żeby zrozumieć, że piwnice sąsiadów nie są najlepszym miejscem na ukrycie tak ważnych artefaktów.
- To musiało być urocze.- zrobiłam maślane oczy, powstrzymując się od śmiechu.- Mały Dimka biegający po wiosce z kartką papieru i kapeluszem z gazety, szukając drogocennych magicznych drzwi.
I naprawdę to zobaczyłam. Nie mogłam już dłużej wytrzymać i wybuchłam śmiechem.
- No co?- wzruszył ramionami, również się uśmiechając.- Byłem mały. Ty mi powiesz, że nigdy nic taniego nie robiłaś.
Uspokoiłam się i uśmiechnęłam niewinnie, wspominając jak podczas jednego z tygodni u dziadków Dragomirówny, z Lissą chodziłyśmy po lesie, szukając skarbu z mapy jej dziadka. Jako przyszła strażniczka, brałam na poważnie takie akcje. Nigdy mie zapomnę jak parłam na przód przez gęste zarośla, ignorując jęczenie przyjaciółki, że to nie ma sensu. I co znalazłyśmy? Kuferek z zabawkami, a na wierzchu mnóstwo czekoladowych monet i bransoletek z cukierków.
- To co Roza?- z wspomnień wyrwał mnie mój mąż .- Wchodzimy?
- Chyba nie mamy innego wyjścia. Zwłaszcza jak przypomnę sobie ile schodów pokonaliśmy. Nie uśmiecha mi się wchodzić za szybko na górę. 
Rosjanin zaśmiał się i naparł na drzwi te otworzyły się z lekkim skrzypnięciem. Weszliśmy do dużej sami, ozdobionej, zapewne sztucznymi kwiatami i ławkami rzeźbionymi w drewnie. Przed nami stała wklęsła, półokrągła ściana, a zza szyb pod sufitem widać było regały piętrzące się wiele metrów w górę. Całą była z drewna, po bokach ozdobiona płaskorzeźbami. Na środku znajdowało się przejście, które mieściły zalewie jedną osobę, oczywiście, jeżeli ta nie przekroczyła szerokością metra. A jeszcze w jego połowie był położony drążek. Z poważnymi minami podeszliśmy do wejścia. Przy samym drążku po prawej było okienko, a w nim mloda kobieta.
- Słucham?- powiedziała po polsku, , patrząc na nas nieufnie.
- Królowa Wassylisa przysyła nas, abyśmy dowiedzieli się czegoś o morojach, dampirach i strzygach, co pomoże jej zrozumieć naszą historię.- powiedziałam bez zająknęcia w ojczystym języku.
- Dokumenty.- zarządzał, przerzucając się na angielski.
Podaliśmy jej fałszywe paszporty, dowody osobiste i przepustki. Przyglądała się im, szukając najmniejszej oznaki kłamstwa. Choć z zewnątrz zachowałam kamienną maskę, we wnętrz cała się trzesłam. Zaczęła coś wpisywać w komputer, aż oddała nam wszystko.
- Drzwi was przepuściły, co znaczy, że nie macie złych zamiarów. Alejka piąta po prawej stronie. Ksiąg nie można zabierać po za teren biblioteki.
W duszy odetchnęłam z ulgą i weszliśmy do środka, przez przesuwający się drążek. Poczułam się jak na stacji metra. Gdy już znaleźliśmy się w środku, oniemiałam. Sala była ogromna, a do sufitu było z dziesięć metrów.
- Ciekawe, jak zdejmują te ksiegi?- zastanawiałam się na głos.
Dymitr parsknął śmiechem.
- Nie wiem. Może na upszęrzach. Jak alpiniści.- pokręcił rozbawiony głową i pociągnął mnie do wyznaczonego zbioru ksiąg.
- I jak my mamy coś tu znaleźć?
Straciłam nadzieję, że cokolwiek uda nam się osiągnąć przecież to może być wszędzie.
- Spokojnie Roza, uda nam się.- zapewnił mój ukochany, przytulając mnie do siebie.
Tak. To jest to, czego teraz potrzebowałam. Staliśmy tak, póki nie odsunęłam się od niego.
- Dobra, czas się brać do roboty. Ja w odróżnieniu od ciebie, nie mam całej wieczności.
Oboje wzięliśmy po kilka ksiąg i rozłożyliśmy się na podłodze, zatapiając w swoich lekturach.

poniedziałek, 12 czerwca 2017

ROZDZIAŁ 85

Ostrożnie weszłam do pokoju. Na zakupach trochę mi zeszło, a nie dałam Dymitrowi znać i spodziewałam się, jakie będą tego konsekwencje.
- No nareszcie jesteś.- ukochany spojrzał na mnie z wyrzutem, ale i ulgą.
- Nie mogłam znaleźć kantora, a o poranku trudno złapać kogoś, kto zna angielski.- uśmiechnęłam się niewinnie.
Mąż podszedł wyjrzał mi przez ramię.
- Ale sklepy dałaś radę znaleźć.- mruknął.
Jednak wyminął mnie i wniósł torby do środka.
- Jestem tylko kobietą. - starałam się usprawiedliwić.
- Nie mam do ciebie żalu o zakupy, a że nie dałaś mi znać.- popatrzył na mnie jak zabity pies.- Martwiłem się.
Zrobiło mi się głupio. Podeszłam i przytuliłam się do jego dużego ciała. Od razu zamknął mnie w swoich ramionach, wdychając mój zapach. Czułam, jak się odpręża.
- Spokojnie skarbie. Jestem dorosła i umiem się obronić. Nie musisz się o mnie martwić.- wyszeptałam mu do ucha.
- Ale będę, bo cię kocham. Ty też się o mnie martwisz, mimo że, jak to mówisz, jestem Bogiem.
- Bo jesteś.- uśmiechnęłam się.- Ale to nie mnie dwa razy przemieniono w strzygę.
- Twój jeden raz to też za dużo.
Trwaliśmy w takim uścisku dopóki Dymitr nie zauważył jak podtrzymuję ziewnięcie. Bez słowa podniósł mnie i poszliśmy do łazienki.
- Jeszcze umiem chodzić.- zaśmiałam się.
- Możliwe. - cmoknął mnie w czoło.
Wtuliłam się w niego bardziej, czując coraz większe zmęczenie. W sumie nie spałam całą noc i pół dnia, a te zakupy dodatkowo mnie wymęczyły. Oddałam się całkowicie dłonią męża, gdy mnie rozebrał i posadził w wannie. Podczas gdy wokół mnie pojawiało się coraz więcej wody, on pozbył się swoich ubrań i usiadł za mną. Otaczająca mnie ciepła ciecz, dźwięk lejącej się wody i kojący dotyk ukochanego działały na mnie bardzo usypiająco. Zamknęłam na chwilę oczy, odprężając się. Jednak gdy je otworzyłam, nie byłam już w w wannie. Uniosłam się na łokciach, przeczesując wzrokiem pomieszczenie. Spojrzenie zatrzymałam na Rosjaninie, wpatrzonym w okno. Na zewnątrz było już ciemno.
- Co ja tu robię?- spytałam, wciąż lekko zdezorientowana.
Bielikow odwrócił się na dźwięk mojego głosu z uśmiechem.
- Hej.- usiadł na brzegu łóżka obok mnie.- Zasnęłaś mi podczas kąpieli, praktycznie na rękach. Wyglądałaś bardzo uroczo. Nie miałem...
- Nie miałeś serca mnie budzić, więc mnie tu przyniosłeś i ubrałeś.- skończyłam za niego.
Uśmiechnął się tak pięknie, że aż się uniosłam i złączyłam nasze usta, przyciągając go za bluzkę.
- Nie... mamy... czasu...- mruknął między pocałunkami, ale ostatecznie objął mnie i posadził na kolanach, pogłębiając pocałunek.
- Dziękuję...- mruknęłam w wolnej sekundzie.- za to..., że jesteś.
- Zawsze będę Roza. Zawsze.- przycisnął mnie do swojego torsu, zamykając w ciasnym uścisku.
- Chodź.- lekko się poruszyłam, na co on mnie puścił.- Czas cię zrobić na dampira.
Westchnął ciężko, ale dał się zaciągnąć do toaletki, a ja zabrałam się do roboty. Użyłam dwie tubki podkładu na jego twarz, dłonie i nogi. Narzekał o chwilę, jak my możemy to nosić i czuje się jakby miał beton na twarzy. Zignorowałam go, pracując dalej. Ucharakteryzowałam go trochę inaczej zmieniając rysy różne i brązem do konturowania, na wypadek, gdyby ktoś miał go poznać. Dodatkowo spiełam mu włosy i założyłam perukę z długimi, czarnymi włosami.
- To naprawdę konieczne.- westchnął, zdmuchując z czoła sztuczny kosmyk.
Jednak za wiele mu to nie dało. Gdy zamocowałam ją, zajęła układać "włosy ".
- Tak.- oznajmiłam tonem nie znoszącym sprzeciwu.- Bła la.
Odwróciłam męża przodem do lustra, a mu prawie oczy wyszły z orbit. Już chciał pociągnąć dłonią po twarzy, ale pacnęłam go w nią. Szybko złapał za nią drugą i spojrzał na mnie zdziwiony.
- Nie po to męczyłem się dwie godziny, żebyś ty teraz zniszczył to w sekundę. Jak będzie siedzieć to... musisz wytrzymać.
Jeszcze raz spojrzał w lustro.
- To naprawdę ja?- wciąż nie dowierzał.
- Tak. A teraz chodź. Czas znaleźć sposób na odmienienie cię 

czwartek, 8 czerwca 2017

ROZDZIAŁ 85

- Ale go nastraszyłeś.- zaśmiałam się, jedząc już dostarczone pierogi.
Gdy poszłam otworzyć drzwi, tym razem przed boyem z jedzeniem, również w szlafroku, on oczywiście patrzył się nie tam, gdzie trzeba. Dymitr to zauważył i oczywiście nie obyło się bez porządnego warknięcia w stronę szatyna. Biedny chłopaczek odszedł tak szybko, że o mało co nie stukł wazonu.
- Bo nikt nie ma prawa na ciebie tak patrzeć. A tym bardziej dotykać.
- Jak widziałeś, umiem się obronić.- zauważyłam, kończąc posiłek.
- Widziałem i jestem dumny, że moja kochana żona, jest tak utalentowaną uczennicą.- podszedł i przytulił mnie od tylu, gdy wstałam od stołu.
Kiedy wreszcie mnie puścił, postawiłam naczynia na wózek i wystawiłam go po za pokój.
- To teraz mam dla ciebie bojowe zadanie.- zapowiedział mój mąż, kiedy usiedliśmy na kanapie.
- No słucham.- spojrzałam na niego zaciekawiona.
- Przemyślałem dokładnie naszą ostatnią rozmowę, no i ostatecznie wyszło, że chyba masz rację. Jedynym wyjściem, aby alchemicy nie wiedzieli, kim jestem, jest kamuflaż. Poświęce się i pozwolę ci wysmarować mnie tym czymś. Niestety sama musisz sama iść do jakiegoś kosmetycznego, żeby było szybciej.
- O nie!- jęknęłam.- Mam całkiem sama tułać się po obcym mieście, nie znając języka? Jak ty to sobie wyobrazasz?
- W Rosji jakoś dałaś sobie radę.- zauważył.
Chciałam coś odpowiedzieć, ale się poddała. W sumie ma rację. Ja sobie nie poradzę?! Pff... Poszłam do sypialni, przebrać się, po czym, ciepło ubrana, skierowałam się do drzwi.
- Rose.- zatrzymał mnie ukochany.- Weź jeszcze trochę dolarów i kup złotówki.
- Okey.- westchnęłam.
Wzięłam od męża pieniądze i wyszłam z pokoju. Na zewnątrz okryłam się dokładniej, zmagając się z napierającym na mnie wiatrem. Zauważyłam dwójkę ludzi, siedzących się gdzieś. Postanowiłam ich zaczepić.
- Przepraszam...- odezwałam się.
- Nie mówimy po angielsku, przepraszam.- powiedział mężczyzna i się oddalili.
Westchnęłam i poszłam szukać szczęścia gdzie indziej. Ale dzisiaj mi nie odpisywało, bo każdy, kogo zaczęłam, umiał tylko jeden zwrot. Wreszcie nie wytrzymałam i weszłam do księgarni. Mam jakieś tam jeszcze zlote (wciąż nie umiem tego poprawnie wymawiać) i mogę za nie kupić słownik. Podeszłam do kasy, gdzie siedziała miło wyglądająca pani.
- Dzień dobry.- powiedziałam niepewnie.
- Witam. W czym mogę pomóc?
W tej chwili miałam ochotę skakać ze szczęścia. Ona umie angielski.
- Wie może pani, gdzie mogę znaleźć kantor?
- Kantor... hemm... Jak pani wyjedzie, trzeba iść w lewo, a na drugim skrzyżowaniu skręcić w prawo. Bedzie tam budynek z czerwonym szyldem "Poczta Polska". Na jej rogu, po drugiej stronie będzie kantor. Tam można się kogoś spytać i pokieruje panią.
- Tak, tylko problem, że nie mogę trafić na kogoś, kto zna angielski.- westchnęłam.- Ale dziękuję.
- To może chciałaby pani kupić słownik?- zaproponowała z uśmiechem, żywcem wziętym z reklamy.
- Poproszę.- uśmiechnęłam się przyjaźnie.
Po chwili miałam już słownik kieszonkowy w 
- Może też spróbować zaczepiać ludzi zajmujących wysokie stanowiska. Bez angielskiego tu się dalego nie zajdzie.
Pokiwałam ze zrozumieniem głową, jeszcze raz podziękowałam i opuściłam sklep. Udałam się zgodnie ze wskazówkami kobiety i po dziesięciu minutach zobaczyłam pocztą. Kantor był trochę schowany, ale go znalazłam.
- Dzień dobry.- podeszłam do okienka.- chciałabym kupić zloty.
Podałam cały pęk banknotów. Mężczyzna przeliczył go i po chwili dał odliczoną kwotę w nominałach polskich.
- Proszę bardzo.
- Dziękuję.
Schowałam pieniądze do portfela i poszłam na poszukiwania jakiejś drogerii. Musiałam kupić przynajmniej z dwie tubki podkładu. Soczewki już mamy, więc o tyle dobrze. Chwilę się poszwedałam, aż znalazłam galerię handlową, a w niej musi być odpowiedni sklep. I nie myliłam się. Trochę zajęło mi znalezienie dobrej barwy podkładu pasująca do urody Rosnsjina, do tego róż i cienie do oczu. W końcu musi wyglądać jak normalny człowiek. Po za tym kończą mi się kosmetyki zabrane z hotelu w ameryce, bo i tam nie były całe. W sumie mam tyle pieniędzy, że mogę trochę zaszaleć na zakupach. Myślę, że Bielikow się nie obrazi. I tak w ciągu dnia nic więcej nie załatwimy. Po zapłaceniu za wszystkie rzeczy, wyszłam i zaczęłam chodzić po galerii, szukając sklepów z fajnymi ciuchami. Oj, to będą długie zakupy.
_______________________________________________
Wiem, nie bijcie. Rozdziały są dodawane tak jak są , ale powoli opuszcza mnie wena. Rozdziały nie są za ciekawe, a przed nami jeszcze dość długa droga. Po za tym szkoła mnie już męczy p, pewnie tak jak i was. Mam nadzieję, że mnie zrozumiecie i będziecie cierpliwie czekać na rozwinięcie akcji. Kocham was, za to, że mimo wszystko wciąż jesteście 💖💖💖💖

poniedziałek, 5 czerwca 2017

ROZDZIAŁ 83

Przez całe dwa tygodnie próbowaliśmy sobie zająć czymś czas. W dzień spałam, a w nocy zwiedzaliśmy. Okazało się, że Dymitr dobrze się dogaduje. Może nie umie całkiem po polsku, a jedynie jakieś podstawowe zwroty, ale pomaga sobie rosyjskim, a są to języki z jednej grupy, więc jakoś idzie. Po angielsku też da się dogadać, choć my jednak nie spotykamy zbyt wielu ludzi i wolimy zwiedzenie na własną rękę. Akurat Dymitr poszedł na polowanie, a ja usiadłam sobie z lodami przed telewizorem. Głupi okres. Czemu leki antykoncepcyjne nie mogą mu też zapobiec? Dymitr jest niepocieszony z celibatu, ale za to rozpieszcza mnie, żebym tylko się na nim nie wyżywała. Oglądałam jakąś telenowelę, straszenie nudna, ale to jedyne co znalazłam po angielsku, choć polski lektor trochę przeszkadzał. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi. Z ociąganiem wstałam i poszłam zobaczyć, kogo o tej porze nogi niosą. Na progu stał młody blondyn, około 20 lat, z pakunkiem w jednej ręce 
- Pani Alice Gard?- spytał z pogardą.
- Tak. O co chodzi?- spojrzałam na niego podejrzliwie.
- Jestem alchemikiem, przesłanym przez Panią Sage-Iwaszkow.
Rozglądnęłam się, czy nikt nie idzie i wciągnęłam go do pokoju.
- Chcesz coś do picia?- spytałam uprzejmie.
- Nie. Dziękuję.- położył pakunek na stoliku od kawy i zaczął go rozkładać.- Tu jest wszystko. Dowody tożsamości, przepustki do kwatery alchemików i karty z czipami do elektronicznych zamków.
Z zamyśleniem przeglądałam się poszczególnym kartą.
- No to chyba tyle.- westchnął.- Z tego co widzę, na trochę tu zostajecie.
- Coś czuję, że za szybko nam to nie pójdzie. Gorzej, że nie za bardzo znamy język.
- Jakbyście potrzebowali przewodnika, to dajcie znać.- wziął kawałek kartki i długopis, po czym napisał dwa ciągi cyfr.- Tu macie numery do mnie i mojej narzeczonej.
Zaskoczyła mnie jego uprzejmość. Normalnie dampiry są przez nich uznawani za kreatury. Musi być kimś bliskim dla Sydney.
- Dzięki, może się przydać.
- To ja już nie przeszkadzam. Dobranoc.- pożegnał się przy drzwiach.
- Dobranoc.- odpowiedziałam z uśmiechem.
Gdy tylko drzwi się zamknięty, wzięłam telefon i zadzwoniłam do Dymitra.
- Coś się stało, Roza?- spytał zmartwiony.
- Nie.- uspokoiłam go.- Tylko przesyłka przyszła.
- Ok. Zaraz będę.
- Nie spiesz się, a najlepiej dużo zjedz, bo nie wiem ile będziemy tam siedzieć.
- No dobrze, ale wrócę najszybszej jak się da. Kocham Cię Roza i uważaj tam na siebie.
- Dobrze mój mężu.- zaśmiałam się, wywracając oczami. - Też Cię kocham.
Rozłączyłam się i skorzystałam z okazji, aby się zdrzemnąć. Jednak plany pokrzyżowało mi buczenie w brzuchu. Podniosłam słuchawkę hotelową i wybrałam numer do kuchni. Czekając na połączenie, przejrzałam Menu. Jest dużo ciekawych potraw, których nazwy za wiele mi nie mówią.
- W czym możemy pomóc?- w końcu usłyszałam głos obsługi.
Już nauczyłam się kilku zwrotów po polsku, więc wiem, co mówią.
- Dobry wieczór.- powiedziałam po angielsku.- Chciałabym zamówić podwójną porcję pierogów ruskich , kompot i jabłecznik z lodami do pokoju 248.
- Dobrze.- odpowiedziała uprzejmie kobieta w tym samy języku i się rozłączyła.
Chyba już się przyzwyczaili do moich wymysłów. Czekając na "kolację" poszłam wziąć szybki prysznic. Gdy byłam już czysta, usłyszałam pukanie do drzwi. Ubrałam pośpiesznie na bieliznę szlafrok i dokładnie się zakrywając otworzyłam drewnianą powłokę. Jednak zamiast mojego jedzenia zobaczyłam przystojnego bruneta w garniturze, opierającego się o futrynę. Na twarzy miał lekki zarost, który dodawał mu seksapilu. Do tego niezły zapach wody kolońskiej. Będę musiała taką załatwić . Wracając do gościa, który tym czasem mierzył mnie palącym spojrzeniem.
- Czy mogę panu jakoś pomóc?- spytałam, zakrywając się dokładniej.
- Mmmm... na pewno. - uśmiechnął się kusząco.- Widziałem panią kilka razy, bo mam pokój na tym samym piętrze i musisz być bardzo interesującą osobą.- pochylił się pewny siebie, obejmując mnie w pasie, a swój wzrok skierował na moje piersi.- Chętnie bym Cię poznał bliżej.- wyszeptał mi uwodzicielsko do ucha.
- Widzi pan,- położyłam dłonie na jego klatce piersiowej i lekko napierając na niego, aby się odsunął.- radzę poszukać szczęścia gdzie indziej, bo ja jestem już zajęta. Z mężem bardzo się kochamy, jakby pan nie słyszał w nocy.
Jednak mężczyzna ani drgnął.
- Och to dla mnie żaden problem, kochanieńka.
Wepchnął mnie do środka, zamykając butem drzwi.
- Jednak dla mnie to jest problem.- odsunęłam się na bezpieczniejszą odległość.- Radzę się panu do mnie nie zbliżać.- dostrzegłam.
- Po co te formalności złoto.- tym razem oplótł mnie ramionami.- Wiem, że tego chcesz. Każda najpierw się opiera, a później jęczy na cały budynek.
Włożył jedną dłoń pod szlafrok i położył ją na mojej nagiej talii. Tego było już za wiele. Zrobiłam groźną minę, co skutkowało niepewnością przystojniaka. Nie czekając dłużej, złapałam go za rękę, która posunęła się za daleko i przerzuciłam go przez ramię. Brunet jęknął boleśnie, zaciskając zęby i powieki.
- To cię nauczy trzymać łapy z dala od mężatek.- wysyczałam mu do ucha.
W momencie gdy się wyprostowałam, do pokoju wszedł Dymitr. Zdziwiony patrzył to na mnie, to na gościa. Chyba zrozumiał, co się przed chwilą stało i uśmiechnął się cwanie.
- Roza, ile razy ci mówiłem , żebyś nie ćwiczył swoich technik na zwykłych ludziach?- zaśmiał się.
- Eee... zero?- zawtórowałam mu.- Po za tym zasłużył sobie.
- Nie wątpię.- pokręcił ze zrezygnowaniem głową.- No wstawaj lalusiu.
Brunet podniósł się, trzymając rękę, na którą upadł.
- Eghemm... wspaniała żona.- próbował się podlizać Rosjaninowi i zachować resztki dumy 
- Wiem.- ukochany objął mnie ramieniem.- A czy po tak ciepłym pożegnaniu, będzie pan skłonny opuścić nasz pokój.
Mężczyzna lekko wystraszony ostrym tonem Bielikowa wyszedł. Gdy tylko zamknął drzwi, oboje wybuchliśmy śmiechem.

piątek, 2 czerwca 2017

ROZDZIAŁ 82

ROSE

Dymitr, tak jak obiecał, wynajął nam najlepszy pokój w całym Krakowie.
- Dziwnie się czuję.- stwierdziłam, przeglądając się po pomieszczeniu.
Salon zachowany był w barwach fioletu. Na środku białej podłogi leżał fioletowy dywan z ciemniejszymi wzorkami, a na nim biała kanapa i szklany stolik. Za to meble były z ciemnego drewna. Ścianę na przeciwko drzwi zdobiła ogromna plazma z białą komodą pod spodem. Po prawej stronie stał stół z czterema krzesłami. Pomieszczenia było przestronne i jasne.
- Coś nie tak?- zmartwił się mój mąż.- Nie podoba ci się.
- Nie!- zaprzeczyłam od razu, odwracając się do niego.- Tu jest pięknie. Ale... aż za bardzo. Nie jestem przyzwyczajona do takich luksusów.
Potarłam dłońmi ramiona, patrząc na to wszystko.
- Kiedyś ci to nie przeszkadzało. - zauważył ze śmiechem.
- To było 12 lat temu.- zauważyłam.- Odzwyczaiłam się.
Nagle Dymitr znalazł się przede mną i zanim zdążyłam jakkolwiek zareagować, podniósł mnie w pasie i zaczął się kręcić wokół własnej osi, przy czym oboje się śmialiśmy.
- Moja królowa musi mieć wszystko co najlepsze.- zawołał, a następnie zatrzymał się, stawiając mnie na podłodze i spojrzał mi prosto w oczy.- A ty jesteś królową mojego serca i życia.
Na jego wyznanie zrobiło mi się ciepło w sercu. Uśmiechnęłam się do niego z miłością, zarzucając mu ręce na kark.
- Ja tiebia liubliu Roza.- dodał, również się uśmiechając.
- Ja tiebia toże liubliu tovarishch.
Nasze usta złączyły się w delikatnym pocałunku. Włożyliśmy w niego całą naszą miłość. Po chwili ukochany naparł na mnie mocniej. Poddałam się jego ustą, pogłębiając pocałunek. Popchnął mnie delikatnie, aż zaczęliśmy się posuwać w kierunku, najprawdopodobniej sypialni. W pewnym momencie wpadłam na ścianę, a Bielikow zmniejszył odległość między nami do minimum. Nasze pocałunki były żarliwie, przepełnione głodem. Dymitr złapał za moją bluzkę i chodź uniosłam ręce, nie chciał się ode mnie odrywać, więc ją ze mnie zerwał.
- Lubiłam ją. - wysapałam między pocałunkami.
- A ja lubię Cię taką.
Dotyk jego chłodnych dłoni na moim nagim brzuchu rozpalał mnie od środka. Żołądek robił fiołki, a w podbrzuszu czułam przyjemne pulsowanie. Z każdym pocałunkiem oraz pod wpływem nacisku ciała Rosjanina, byłam spragniona dotyku jego skóry. Nie wytrzymałam i sama podarłam jego bluzkę.
- Mi mogłaś tego oszczędzić.- mruknął.
- Coś za coś Towarzyszu.- uśmiechnęłam się w jego usta.
Nagle podniósł mnie za uda, a ja oplotłam go nogami w biodrach. Już bez zwlekania zabrał mnie do łóżka i robił z moim ciałem cuda.
***
Wzięłam głęboki wdech i wcisnęłam zieloną słuchawkę. Po czterech sygnałach usłyszałam głos przyjaciółki.
- Halo?- spytała dziwnym głosem.
W sumie jej się nie dziwię, skoro dzwoni do niej ktoś, kto nie żyje od pół roku.
- Hej.- odezwałam się niepewnie.
Po drugiej stronie na chwilę zapadła cisza.
- Rose?- odezwała się po chwili.- Rose, ty żyjesz! O matko! Ale nas nastraszyłaś! Trzeba zaraz wszystkim powiedzieć. Nawet nie wiesz co przechodziła Lissa...
- Sid! Nie! - przerwałam jej w połowie.- Nikt nie może wiedzieć. Nawet Adrian, a tym bardziej moje dzieci. Lissa wie. Dzwonię do Ciebie, jako zaufanej osoby, która umie dochować tajemnicy i alchemiczki. Potrzebuję twojej pomocy.
- No dobra...- odpowiedziała ostrożnie.- O co tym razem chodzi?
- Znalazłam Dymitra.- na moje wyznanie wciągnęła gwałtownie powietrze.- Ale on jest dobrą strzygą z uczuciami. I problem zaczyna się w jego odmienieniu. Musimy mieć dostęp do najbardziej tajnych archiwum w Krakowie. Jesteśmy już na miejscu i tu zaczyna się twoja rola.
- Rozumiem, że mam załatwić wam lewe przepustki alchemiczne.- westchnęła ciężko.- Na kiedy to chcecie?
- Najszybciej jak się da.
- To najwcześniej za dwa tygodnie. Nie, szybciej nie da rady.- dodała, zanim w ogóle zdążyłam otworzyć usta.
Tym razem ja wypuściłam głośno powietrze, przecierając dłonią twarz. Spojrzałam pytająco na męża, który pokiwała twierdząco głową. Byłam pewna, że wszystko słyszał.
- No dobra. Ale pamiętaj, że liczę na twoją dyskrecję.
- Rose, czy ja którykolwiek cię zdradziłam? A miałam do tego dużo okazji.
- Tak, wiem.- uśmiechnęłam się.- To do usłyszenia. I dzięki za wszystko. 
- Czego nie robi się dla przyjaciół.- uśmiechnęłyśmy się.- Pa.
Rozłączyłam się, po czym zrzuciłam telefon na poduszkę, a sama opadłam plecami na pościel. 
Poczułam na udach dłonie ukochanego, głaszczące mnie w górę i w dół, co bardzo mnie uspakajało. Uniosłam głowę, aby na niego spojrzeć.
- Spokojnie Roza.- uśmiechnął się, składając delikatny pocałunek na moim kolanie. - Wszystko się ułoży, zobaczysz.
- Wiem. Co nie zmienia faktu, że tęsknię za dziećmi.
- To czemu do nich nie wrócisz?
- Musiałabym się ze wszystkiego tłumaczyć akademii. Wiem, że najbliższe nam osoby uwierzą, ale reszta nie. A ja Cię tak nie zostawię.- obiecałam z uśmiechem.

wtorek, 30 maja 2017

ROZDZIAŁ 81

DYMITR 

Chwilę jeszcze leżałem, wsłuchując się w spokojny oddech Rozy. Jednak kiedy zacząłem myśleć, czy jej krew jest wciąż tak dobra jak kiedyś, uznałem, że pora coś zjeść. Ostrożnie ją puściłem i wyszedłem. Znalazłem kuchnię i kilka martwych ludzi. Skrzywiłem się, ale moja głodówka nie przywróci im życia, a słońce nie pozwala mi na polowanie. Cóż poradzić? Po sytym posiłku czułem się o wiele lepiej. Wzrósł poziom mojej energii i czujności. Miałem wrażenie, że mogę góry przenosić. Wykonałem jeszcze telefon do jednej strzygi o transport. Postanowiłem, że czym prędzej wylecimy, tym prędzej zajdziemy sposób na odmienienie mnie i tym prędzejzobaczę nasze dzieci. Wróciłem do mojej ukochanej, która wciąż spokojnie spała. Była taka piękna. Jednak po pewnym czasie znudziło mi się tylko siedzenie i patrzenie na tą niezwykłą kobietę. To prawda, jest cudowna, ale wolę widzieć ją uśmiechniętą, zatopić się w jej brązowych oczkach. Wstałem, wziąłem z półki pierwszy lepszy western i położyłem się przy żonie. Objąłem ją jednym ramieniem, przyciągając do siebie, a w drugiej ręce trzymałem książkę. Roza odwróciłam się i wtuliła we mnie z uśmiechem, a ja cmoknąłem ją w czoło, wzmacniając uścisk. Teraz już nic nam nie grozi. Spokojny o moją ukochaną, zagłebiłem się w lekturze. Z wielkiego świata stepów i historii kowbojów, wyrwał mnie nagły ruch po prawej. Na twarzy strażniczki malował się gniew i pogarda, gdy zaczęła się rzucać po łóżku.
- Nie! Zostaw mnie! Odejdź. Zapłacisz... Dymitr...- wciągnąłem gwałtownie powietrze, ale po chwili wypuściłem je z ulgą.- Dymitr ci tego nie daruje. Zginiesz.
Nagle jej złość, zmieniła się w strach.
- Nie... nie zarobisz tego... nie. Nastka...
Postanowiłem zakończyć jej cierpienie, bo patrząc na nią, czułem wielki ból. Zacząłem ją delikatnie szturchać i wołać, aż się nie obudziła. Nie lubiłam patrzeć jak Roza cierpi, a jej już leciały łzy z kącików. To królowa mojego serca, ktora zasługuje na wszystko co najlepsze. Nigdy nie powinna się bać. Nie pozwolę, aby kiedykolwiek więcej stała jej się krzywda. Poderwała się gwałtownie, łapiąc gwałtownie powietrze. Oddychała szybko i łapczywie. Przytuliłem ją ciasno i zacząłem szarpać jej do ucha, uspakajającym głosem:
- Ciii... Już wszystko dobrze Roza. Jestem tu, przy mnie nic ci nie grozi.- zapewniłem.
- Dy-dymitr. To było okropne. Nie chcę przeżywać tego piekła. - rozpłakała się w moje ramiona.
Przygarnąłem ją do siebie jeszcze mocnej, kołysząc nss i głaszcząc jej plecy.
- Nie bój się, kochanie. On już nigdy nam nie zagrozi.- obiecałem z pewnością w głosie 
Pociągnęła ostatni raz nosem i spojrzała na mnie zaskoczona, z oczami pełnymi łez.
- A ty nie poszedłeś jeść?- spytała.
- Poszedłem.- zaśmiałem się, przytulając ją bliżej do siebie.- Ale już wróciłem. Spokojnie Roza. Jesteś bezpieczna. Śpij jeszcze.
Moja ukochana pokiwała głową i wtuliła się mocnej w mój tors. Oplotłem ją ciasno ramionami i zacząłem wdychać jej piękny zapach. Po chwili znowu zasnęła, a ja pogrążyłem się w lekturze. Obudziła się dopiero przed zachodem słońca. Kiedy się przyciągała, pocałowałem ją w nos, a ona uśmiechnęła się szeroko, otwierając oczy.
- Hej.- mruknęła.
- Witam Panią. Jak spędziła Pani ten piękny dzień?
- A dziękuję, bardzo miło i przyjemnie.- puściła mi oczko.
- To teraz się zbieramy i w drogę.- oznajmiłem entuzjastyczne.
- Boże. Daj mi jeszcze się nacieszyć resztkami tego błogiego stanu snu, póki ciepło i miękkość łóżka nie są tylko wspomnieniem.- wtuliła się kurczowo w poduszkę, opatulając swoje ciało szczelnie kołdrą.
Zaśmiałem się.
- Nie ma skarbie. Jeszcze załatwię ci najlepszy pokój w najlepszym hotelu w całym Krakowie, ale teraz musimy ruszać, żeby zdążyć przed wschodem słońca.
- Ehh... Niech ci będzie.- Roza podniosła się, nie puszczając kołdry.
- Oj to chyba pani nie będzie potrzebne.- zaśmiałem się, zabierając jej okrycie. 
Ta ofuknęła mnie, ale od razu się rozpromieniła, gdy poradziłem ją sobie na kolanach i przytuliłem, kładąc dłoń na jej brzuchu.
- Pomyśleć, że na niedługo tam będzie rozwijać się kolejne nasze dziecko. - rozmarzyłem się.
- Jak bliźniaki skończą szkołę.- zgasiła mój zapał.
- Czemu?- spytałem zdezorientowany.
- Bo chcę trochę nacieszyć się służbą z Tobą, być pewna, że nasze młodziki są gotowe.
- Okey, do czerwca. Ale ani jednego miesiąca dłużej.- zastrzegłem.
- Zgda.
Roza zeszła ze mnie i poszła się ubrać, a ja miałem piękny widok na jej pośladki. Awww...

niedziela, 28 maja 2017

ROZDZIAŁ 80

Powoli szłam oświetlonym korytarzem. Cholera! Czemu tutaj też nie mogli dać lamp słonecznych? Choć dobrze, że nie muszę iść po ciemku. Znalazłam się przy schodach. Zaczęłam schodzić w dół, uważnie się rozglądać. Nagle poczułam rękę na ramieniu. Zareagowałam natychmiastowo, odwracając się i atakując. Dopiero gdy zimna dłoń złapała mnie za nadgarstek, hamując moją rękę, zauważyłam, kto przede mną stoi.
- Oszalałeś!- syknęłam ciacho.- Mogłam cię zabić.
- Gdybyś mogła, zrobiłabyś to.- Dymitr się uśmiechnął.
- Co tu robisz? I skąd znasz hasło?- spytałam.
Dalej poszliśmy razem, uważnie się rozglądać.
- Długo nie wracałaś i zacząłem się martwić. Pociągnęłam za tą dźwignię, co ty chciałaś i wszystko wróciło do normy. Przeczytałem cały hotel, ale nigdzie cię nie było, więc został mi skarbiec. A hasło podała mi kiedyś Katrina. Nawet po twoim odmienieniu brali pod uwagę, że to ty rządzisz, a skoro miałem rządzić z Tobą, uznali mnie za przywódcę. Zrobiłem z tego coś na wzór hrabstwa podlegającego mi.
- Tym gorzej dla nich, że nie wiedziałeś o tym ataku.- stwierdziłam, gdy znaleźliśmy się na dole.
- No, jakby to powiedzieć, już zostali ukarani.- zaśmiał się.
- Racja.- uśmiechnęłam się do niego.
W tym momencie zobaczyłam ruch za schodami. Natychmiast wyminęłam męża i przyjęłam na siebie coś strzygi. Ukochany odwrócił się i również zaatakował tak, że musiała walczyć na dwa fronty. Umknęła mi spod ostrza, wpadając w objęcia Rosjanina.
- Ostatnie słowo?- podeszłam do niej.
- Zdrajca.- warknęła, patrząc kątem oka na byłego strażnika.
Wzięłam zamach i wpiłam sztylet prosto w jej serce. Katrina wzięła ostatni oddech i opadła bezwładnie na pierś Bielikowa. Ten się podsunął, pozwalając ciału upaść na podłogę. Wpatrywaliśmy się w zwłoki, dysząc.
- Wygląda na to, ze już jesteśmy bezpieczni.- przerwałam ciszę.
- No. I wybiliśmy chyba z jedną ósmą populacji strzyg.- uśmiechnął się Dymitr.
- To co teraz?- spytałam, patrząc na niego wyczekująco.
- Teraz idź do pokoju odpocząć, bo od wczoraj nie śpisz, a ja pójdę coś zjeść.
- A mi też później coś zarobisz?- popatrzyłam na niego oczkami szczeniaczka.
W uszach zawdzięczał mi najpiękniejszy dźwięk na świecie. Jego śmiech.
- Oczywiście Roza.- przytulił mnie i cmoknął w skroń.- Ale uprzedzam, nie robiłem tego od 11 lat.
- W twoim wypadku i po całym wieku odpoczynku mógłbyś gotować dla królów.- zapewniłam, kiedy wchodziliśmy na górę.- Po za tym jestem na tyle głodna, że zjem wszystko.
Na potwierdzenie zaburczało mi w brzuchu i oboje się zaśmialiśmy.
- A co zrobimy z tym wszystkim w skarbcu?- zagadnął mój mąż.
- Możemy wysłać do Lissy. Wierzę, że dobrze będzie zarządzać całym skarbem.- zaproponowałam, łapiąc połączenie z przyjaciółką.
- Nie zabiorę cię.- zapewniła.
- To dobry pomysł.- przyznał Rosjanin.
Resztę drogi przebyliśmy w przyjemnej ciszy. O dziwo razem weszliśmy do pokoju.
- Nie idziesz zjeść?- zdziwiłam się.
- Nie mógłbym ominąć okazji, do wzięcia prysznica z tobą.- uśmiechnął się znacząco.
Od razu obudziła się we mnie kusicielka. Założyłam się do niego, kręcąc biodrami, po czym zarzuciłam mu jedną rękę na kark, a drugą przejechałam po umięśnionej klatce ukochanego, nie przestając patrzeć mu w oczy i przygryzać wargę. Widziałam w nich rosnące pożądanie, a on sam głośno przełknął ślinę. Nachyliłam się do jego ucha, zbliżając się rękę do krocza Bielikowa.
- A kto powiedział, że wezmę jakikolwiek prysznic?- przygryzłam płatek jego ucha, ściskając mu przyjaciela.
Dymitr wciągnął gwałtownie powietrze, a ja uśmiechnęłam się triumfalnie. Nagłe wziął mnie na ręce i ruszył w stronę sypialni.
- Nie pytałem czy chcesz, a mówiłem, że weźmiemy.
Po chwili moje zaskoczenie zmieniło się w śmiech. Już bez żadnych pretensji dałam zanieść się do łazienki. Po dość długim i namiętnym myciu, ja wskoczyłam pod kołdrę, a mój mąż usiadł w samych bokserkach obok mnie.
- Lubię patrzeć, jak zasypiasz i śpisz. - przyznał, patrząc na mnie z miłością i oddaniem.- Daje mi to pewność, że jesteś bezpieczna i szczęśliwa.
Czułam się, jakbym była dla niego najważniejszym skarbem. Całym światem i wszystkim co na nim dobre. Postanowiłam coś mu odpowiedzieć.
- Ja uwielbiam być w takich ramionach. Czuję się bezpieczna i kochana. Jakby to było moje miejsce na świecie.
Od razu odchylił kołdrę i położył się przy mnie, mocno przytulając moją drobną osobę do swojej wielkiej klatki piersiowej. Zaciągnęłam się jego zapachem, mrucząc z przyjemności.
- Bo tak jest. Moje objęcia tylko czekały na ciebie. Pasujesz do nich idealnie. I do mojego serca też.
Jeszcze chwilę tak leżeliśmy, aż w końcu zasnąłem, choć nawet nie pamiętam kiedy.
_________________________________________
Wiem, dawno nie było, ale mam jutro wyjazd z klasą i było małe zamieszanie. Kiedy następny? Szczerze to nie mam pojęcia. Jak będzie, to będzie. Postaram się tak co dwa dni. Pozdrawiam 💖💖💖💖

czwartek, 25 maja 2017

ROZDZIAŁ 79

Nieźle się sprawili. Nie wiem, jak to zrobili, ale przed 4 do hotelu przyjechały ostatnie samochody. Byli nawet ci z Nowosybirska, Moskwy, Monachium, Tokio, Berlina i Sydney. Wspaniale. Każdy znalazł dla siebie miejsce, a ja z mężem odbyliśmy rozmowę z przywódcami w gabinecie. Po ustaleniu szczegółów ataku (który się nie odbędzie) wróciliśmy do naszego pokoju.
- To kiedy zaczynamy i chociaż powiedz mi, co mam robić?
- Zrobimy to przed 12, kiedy będą w drodze na aulę. Masz uważać tam na wszelkie szczeliny, bo nie chcę cię stracić.- oznajmiłam, podchodząc do ukochanego i kładąc mu dłonie na piersi.
Złapał mnie za biodra, a ja przesunęłam rece wyżej.
- Coraz bardziej się tego boję, ale i nie mogę doczekać.- przyznał z uśmiechem.
Przybliżyłam się do jego ust, które tak bardzie mnie kusiły. Chciałam się z nim podroczyć, ale Rosjanin nie wytrzymał napięcia i rzucił się na mnie, przypierając mnie do ściany, która tak przy okazji stała z pięć metrów za mną. Jęknęłam z przyjemności. Uwielbiałam go takiego dzikiego i spragnionego. Pogłębiłam pocałunek, ciągnąc go do siebie. Od razu zrozumiał i naparł na mnie jeszcze mocnej. Jęczałam gardłowo, gdy ściskał moje pośladki. W koncu mnie za nie podniósł, a ja oplotłam Bielikowa w biodrach. Jednak o dziwo nie zabrał mnie do sypialni s w kierunku szafki pod telewizorem. Posadził mnie na nim i zdjął moją bluzkę. Sama pomogłam mu się pozbyć jego prochowca. Nie mogliśmy oderwać się od naszych ust nawet na chwilę. Nasze języki badały nawzajem siebie i podniebienia, mimo wszystko żadne z nas nie odpuszczało, a nasza zacięta walka trwała w najlepsze. Nawet ściąganie spodni go nie zdekoncentrowało. W koncu byliśmy w samej bieliźnie. Nie musiałam czekać długo, aż pozbył się mojego stanika. Ciało płonęło mi pod jego dotykiem. Każda moja komórka wolala do niego, a serce prawie wyskoczyło ze swojego miejsca. Pragnęłam go tak mocno. Ścisnął moją pierś, na co wydałam jęk przyjemności. Uśmiechnął się triumfalnie, ponieważ to pozwoliło mu wygrać nasze starcie. Chciałam zejść na podłogę, aby w koncu się na niego rzucić, ale tak mocno mnie przyciskał do szafki, że nie miałam szans się uwolnić. Na szczęście Dymitr nie kazał mi dlugo czekać. Zdjął resztę naszej bielizny i wszedł we mnie szybko i gwałtownie. Mój na wpół krzyk, na wpół jęk zagłuszyły miękkie usta. Rosjanin poruszał się coraz szybciej, a ja nie wiedziałam co zrobić z dłońmi. Każde nasze zbliżenie było dla mnie równie ekscytujące.
Po czterech godzinach ogarnęliśmy się i poszłam z mężem do auli.
- Ale co my tu będziemy robić?- zdziwił się.
- Jest tu świetny system, zainstalowany jeszcze przez moich poprzedników.- wyjaśniłam.- Używałam go do zabijania spóźnialskich.
- Powiedziała ta, co zawsze była punktualna.- zaśmiał się. 
- Oj siedź cicho!- również nie mogłam powstrzymać uśmiechu.- Władza jednak do czegoś zobowiązuje.
Pociągnęłam za złoty sznurek, a wokół nas opadły czarne kotary. Niby słońce nie miało prawa przedrzeć się do środka, ale przezorny ubezpieczony. Włożyłam rękę między materiał i chwyciłam za małe drzwiczki w ścianie. Otworzyłam klapkę, a przez ramię zaglądał mi Dymitr. Przed nami ukazały się różne dźwignie, wskaźniki, ekrany, przyciski i klawiatura
- Tu mamy taki specjalny mechanizm.- objaśniłam.- I jeśli teraz wcisnę to, drzwi tutaj i do ciemnych pomieszczeń zostaną zablokowane.- tak też się stało.
Następnie zaczęłam na klawiaturze wpisywać hasło i zwalniać zabezpieczenia. Dałam enter, a na ekranie pojawiło się "Ustawienia wprowadzone.
- Teraz wystarczy zrobić tak...- pociągnęłam za dwie dźwignie.
- I co?- spytał mój mąż, zdezorientowany.
- I już. Otworzyłam wszystkie okna, odkryłam dach i zawaliłam lampy słoneczne. Spalili się. Mam nadzieję, że wszyscy.
- Jak to masz nadzieję?!- wystraszył się.
- No wiesz, mogli się gdzieś pochować, albo zostać zamknięci w kantorku... W sumie ja się tak uratowałam.
- Co?!- krzyknął spanikowany.
Zaczął oglądać mnie od góry do dołu. O matko. Przewróciłam oczami. Po chwili wyrwałam się i przytuliłam go do siebie.
- Tyle razy mogłem Cię stracić, Roza.- mruknął, napierając się moim zapachem.
- Spokojnie Towarzyszu. Jestem tu cała i zdrowa.- zapewniłam.- Jak zawsze dzięki tobie.
- Żałuję chwil, gdy potrzebowałaś mojej pomocy, a mnie nie było.
- Ja też żałuję, że nie zawsze byłam dla ciebie. Ale najważniejsze, że teraz jesteśmy razem.
- Obiecuję Ci, już nigdy nie pozwolę żadnej mocy mi cię odebrać.
Uniósł moją twarz i delikatnie mnie pocałował. Przelał w ten gest całą swoją miłość, żal, strach oraz nadzieję. Nadzieję na lepszą przyszłość. Po chwili podsunął się od moich ust, patrząc mi w oczy.
- No.- przerwałam niechętnie ciszę.- To skoro wszystko sobie wytłumaczyliśmy... to ja pójdę sprawdzić, czy wszystkie się spaliły.
- Żartujesz sobie?!- otworzył szeroko oczy.-Po tym, co ci powiedziałem, chcesz iść tak o do strzyg? Przecież łatwo się domyślą, że nasza sprawka.
- Misiu.- położyłam mu dłoń na policzku, a on się w nią wtulił.- Nic mi nie będzie. Nie zrobią mi krzywdy w słońcu, więc będę bezpieczniejsza niż po ciemku.
W końcu uległ i pozwolił mi iść. Odblokowałam drzwi i ostrożnie wyszłam, uważając, aby nie oświetlić męża. Szłam korytarzami i zaglądałam do najróżniejszych skrytek. Wszędzie było czysto. Została ostatnie miejsce, gdzie mógł ktoś być. Mam w gabinecie przejście do skarbca. Nikt po za elitą o tym nie wie, ale tylko ja znam hasło i Katrina. Od zawrze powtarzałem, że w razie co, będzie moją zastępcą. Mimo że reszta szlachetnego grona nie miała tam wstępu, między drzwiami skarbca, a gabinetem była przestrzeń. Kodem otworzyłam pierwsze przejście i odskoczyłym na słońce. Odetchnęłam z ulgą, bo korytarzyk był pusty. Juz miałam zablokować wejście, gdy moją uwagę przykuł mały kawałeczek fioletowego materiału między metalowymi drzwiami. Dokładnie taki, z jakiego sukienki nosiła Katrina. Nie dobrze. Wzięłam z kieszeni moj sztylet, wpisałam kod i poprawiając broń, weszłam w ciemność.

wtorek, 23 maja 2017

ROZDZIAŁ 78

Musieliśmy to zrobić jeszcze dzisiejszego dnia, bo już nie mogę siedzieć przez kilka godzin w pokoju, żeby spać, zamawiać ludzkie jedzenia i nie przychodzić na karmienie strzyg. A Oscar nam nie pomoże, ponieważ wypuściliśmy go po kryjomu podczas przeprowadzki. Tutaj strzygi nie tolerują ludzi pod własnym dachem. No chyba, że martwych. Przez całą noc przeglądaliśmy dokumenty. Żeby było śmiesznie, gdy przejęłam władzę, wprowadziłam oryginalny styl pisania raportów i przed dwie godziny musiałam uczyć męża rozczytywać się z tego.
- Czemu nie możemy najpierw zniszczyć strzyg?- nie mógł zrozumieć mojej decyzji.
- Jak sam powiedziałeś, nie mamy szans w walce, więc załatwimy to bez przelewu krwi.- powiedziałam, pochylając się nad jedną z kartek, która mnie niesamowicie zainteresowała.- Co jest... Kurwa!
- Co się dzieje Roza?- spytał zmartwiony Rosjanin.
Popatrzyłam z niedowierzaniem na teczkę przede mną. Na jej wierzchu było napisane wielkimi literami "DWÓR". Zaczęłam ją przeglądać, a z każdą przerzuconą kartką czułam, że robię się bardziej blada. Już nawet nie musiałam mieć makijażu, aby strzygi wzięły mnie za swoją.
- Cholera!- usłyszałam ukochanego zaglądającegomi przez ramię.
W środku były dokładne plany Dworu, tunelu ewaluacyjnego z komnaty królowej, zaznaczone zamaskowane wejście do bunkra królewskiego. Mieli wszystko. Po datach można zobaczyć, że planują to od kilku lat. Są tu wszystkie rozpiski ataków, jak odwrócić uwagę strażników i z jakich rejonów zbiorą strzygi. Przy każdej był numer telefonu do przywódców. Doborze się składa.
- Choć! Myślimy to załatwić.- natychmiast wstałam.
- Co?! Gdzie?!- były strażnik był zdezorientowany.
- Jak to gdzie? Do gabinetu. Najpierw ich ochrzanię, że od początku mi o tym nie powiedzieli, a później każę sprowadzić jak największą liczbę strzyg tutaj.
Już miałam iść do wyjścia, kiedy poczułam uścisk na nadgarstku i zostałam zmuszona, aby odwrócić się przodem do Dymitra.
- Ja wciąż nie wiem, do czego ty dążysz. Czemu ma być ich jak najwięcej? Jak bez rozlewu krwi zmierzasz ich pokonać? Czemu nie chcesz mi powiedzieć? Nie ufasz mi?- w jego oczach zobaczyłam ból.
- To nie tak.- zagryzłam wargę.- Po prostu wolę żebyś mi zaufał. Ten jeden raz chcę cię zaskoczyć, żebyś był ze mnie dumny.
- Ależ Roza.- złapał mnie za policzki tak, że patrzeliśmy sobie w oczy.-Ja jestem z ciebie dumny. Dumny, że mam tak mądrą, sprytną, utalentowaną, pojętną i piękną żonę. I że jesteś tylko moja, że wybrałaś mnie.
Wzruszyło mnie jego wyznanie. Jednak nie dal mi dojść do słowa, przybliżając się do moich ust. Oddałam pocałunek, zarzucając mu ręce na kark, za to jego dłonie przeniosły się na moją talię. Po chwili odsunęliśmy się od siebie.
- Ja tiebia liubliu Roza.- szepnął patrząc mi głęboko w oczy.
- Ja tiebia toże liubliu tovarishch.- westchnęłam z wielkim uśmiechem.- Miło mi słyszeć, że jestem twoim powodem do dumy. Ale i tak daj mi się wykazać. Teraz ty będziesz tym, którego wciągnięto w wir wydarzeń i który nie ma pojęcia, co go czeka.
- Jeszce mi powiedz, że nie podobają ci się moje niespodzianki.- oburzył się mój mąż.
- Z Tobą wszystko jest wspaniałe.- uśmiechnęłam się szeroko, co odwzajemnił.- A teraz chodź. Nie mamy czasu do stracenia.
Już bez ociągania poszedł za mną. Jak burza wparowałam do gabinetu, zarzucając na biurko, z hukiem teczkę. Strzygi podskoczyły. Poderwały się z miejsc, patrząc wystraszone, to na mnie, to na papiery.
- Wielmożna Pani...- zaczęła Wiktoria.
- Stul pysk!- warknęłam.- Czemu nikt mi o tym nie powiedział?
Milczeli pod moim wrogim spojrzeniem.
- No bo Pani i tak to wzięła i nie było chyba potrzeby...- odezwał się w końcu Dorian.
- NIE BYŁO POTRZEBY?!- wydarłam się, podchodząc w sekundę do strzygi i łapiąc go za gardło.- Organizujecie największą akcję stulecia i NIE BYŁO POTRZEBY?! Kurwa, jak się pytam, co się dzieje, to chcę wiedzieć co się dzieje.- puściłam go i wróciłam do swojego biurka.- Możecie łaskawie powiedzieć mi chociaż, skąd to wszystko wiecie?
Opadłam na fotel i odwróciłam się przodem do nich.
- Od Olivera.- oznajmiła Lucy.- Tego strażnika, którego kazałaś przebudzić po akcji złapania Wielmożnego Pana.- wytłumaczyła, widząc moje pytające spojrzenie.
Odetchnęłam głęboko i podniosłam się. Wyciągnęłam z teczki kartkę z namiarami reszty zamieszanych w to.
- Dymitr, czy ty o tym wiedziałeś?- zapytałam słodko.
- Nie.- zmierzył resztę chłodnym spojrzeniem, a oni przełknęli głośno ślinę.
- Przed wschodem słońca, mają się tu wszyscy znaleźć.- podałam kartkę Katrinie.- Wszyscy, nie tylko przywódcy. Ma tu być jak najwięcej strzyg. A o 12 w południe spotkamy się w auli.
- Zmieszczą się?- spytała niepewnie Wiki.
- Najwyżej kobiety przyjmą do pokojów kilku panów, a mężczyźni panie. 
Elita uśmiechnęła się. Zboczeńcy jedni. Katrina wzięła ode mnie rozpiskę, a my wyszliśmy.

poniedziałek, 22 maja 2017

ROZDZIAŁ 77

Wyjechaliśmy po zachodzie słońca. Droga zajęła nam całą noc. Na szczęście jechaliśmy z Dymitrem jednym samochodem, sami. On kierował, a ja się zdrzemnęłam, bo później moglibyśmy być pod obserwacją. Dzień spędziliśmy zameldowani w hotelu i nie mogliśmy nic zrobić z faktem, że w niektórych pokojach znaleziono martwych ludzi. Strzygi też muszą coś jeść i to dla nich naturalne. Kolejnej nocy nie mieliśmy za dużo drogi do przebycia, więc na miejscu byliśmy o czasie.
- Gotowa?- spytał mój mąż, łapiąc mnie na rękę.
- Bardziej nie będę.- odetchnęłam głęboko, uwalniając dłoń z uścisku ukochanego, po czym wysiadłam dumnie.
On zrobił to samo po drugiej stronie. Szliśmy z groźnymi minami pomiędzy wampirami. Oczywiście byłam specjalne ucharakteryzowana, na jedną z nich. To, że teraz szliśmy koło mojej grypy, dało się poznać po strachy i spuszczaniu głowy przede mną. Stanęliśmy oko w oko z elitą. Wszyscy się mi pokłonili, niejednoznaczne mówiło, że wracam na stare stanowisko.
- Witamy Wielmożna Pani Hathaway-Bielikow.- powiedzieli chórem.
Uśmiechnęłam się triumfalnie, podziwiając widok wokół siebie. Odwróciłam się przodem do reszty.
- Od dzisiaj nasz związek małżeński jest umowa wiążącą nasze dwie grupy w jedną.- oznajmiłam łapiąc dłoń męża i podnosząc do góry.
Strzygi zaczęły wiwatować. Zdziwiłam się, że obydwa zespoły się mnie po słuchały. Czyżby strach jaki do mnie czuli jedni, przenosi się na drugich? Nie ważne. Grunt, że wszystko przebiegło bezproblemowo. Strzygi zaczęły się rozchodzić, aby poznać prawa i obyczaje tutejszych oraz budynek. My za to z elitą poszliśmy do biura. Stały tam już dwa biurka, ale po za tym, nic się nie zmieniło.
- Po pierwsze, co wiecie o Nigelu?- spytałam, odwracając się do poddanych.
- A co mamy wiedzieć, Pani?- wzruszył ramionami Sebastian - Sama go Pani zabiłaś 17 lat temu.
Spojrzałam na nich podejrzliwie, ale nie wydawali się kłamać. Czyżby naprawdę o niczym nie wiedzieli?
- No dobra mniejsza z tym chce raporty z poprzednich lat. Chcę wiedzieć kto, z kim, za ile i dlaczego tak drogo.
- Dużo tego Pani.- Dorian podrapał się z kark.
- Po pierwsze,- zaczęła Lucy.- nasza liczba zwiększyła się do 5 tysięcy. Mamy o wiele więcej umów, nasz biznes się rozwija, a cale miasto zaczynają opanowywać strzygi. Twój sposób zarządzania o wiele ułatwił nam życie.- uśmiechnęłam się dumnie.
Zachowałam kamienną twarz, choć nie powiem, że było to łatwe. Jej słowa obudziły we mnie demony przeszłości. To wszystko moja wina. Gdyby nie ja, nie byłoby tego wszystkiego.
- Rose!- z zamyślenia wyrwał mnie niecierpliwy głos Dymitra.
Nie był najdelikatniejszy, ale musieliśmy udawać strzygi, żebyśmy przeżyli. Szybko się otrząsnęłam.
- Nie pośpieszaj mnie.- warknęłam, patrząc ma niego.
Bałam się, że to go zaboli, ale jego oczy wyrażały dumę. Wróciłam wyrokiem do reszty.
- Przygotujcie mi raporty z ostatniego roku.- rozkazałam.
- Ale przecież Bielikow...- zaczęła zmieszana Katrina, jednak nie dałam jej dokończyć.
- Po pierwsze, chyba zapomnieliście jak macie się do nas zwracać.- zacisnęłam mocno zęby i pięści, co wystarczyło by ich wystraszyć.- Po drugie, nic mnie nie obchodzi, co on, bo każę wam pokazać raporty. Po trzecie, gdzie mój sztylet?
Od razu dostałam dwanaście segregatorów z nazwami miesięcy, a na tym Wiktoria położyła broń, którą od razu zaczęłam się bawić. Pod moim czujnym okiem wszyscy wzięli się do pracy.
- Weź je.- poleciłam ukochanemu chłodno.
- Sama je nieś.- prychnął.- To twój wymysł.
- Nie podpadaj mi.- skierowałam na niego ostrze. 
- I co masz zamiar mi zrobić tą zabawką?- uśmiechnął się perfidnie.
- Ugh...- "zdenerwowałam" się, ale po chwili uśmiechnęłam się i powiedziałam przesłodzonym głosem.- Sebastian, kotku, weźmiesz to?
Strzyga chwilę się wahał pod morderczym spojrzeniem nowego zwierzchnika, ale chyba bardziej bał się mnie, ponieważ wziął segregatory i wyszedł za nami. Ja uśmiechałam się triumfalnie, Rosjanin był wściekły, a Seba zmieszany i nie podnosił na nas wzroku. Gdy tylko odłożył rzeczy na stole w moim starym apartamencie, pokłonił nam się nisko, szybko wyklepał nasze tytuły i uciekł. Odetchnęłam głęboko. Żeby nie było, tą całą akcję zaplanowaliśmy, więc nikt nie czuł się skrzywdzony. Usiadłam w sypialni na łóżku zwieszając głowę. Po chwili Dymitr usiadł obok mnie, kładąc mi dłoń na kolanie.
- Jestem z ciebie dumny, choć nie lubię tej złej wersji ciebie.- uśmiechnął się.
- Mi też twoje zimne oblicze się nie podoba.- wymusiłam uśmiech.
Były strażnik od razu wiedział, co jest.
- Roza.- przytulił mnie, sadzając sobie na kolana. - Wiem, że nie było ci łatwo. Czasu się nie cofnie, a to już przeszłość.
- Przeszłość która się za mną ciągnie. Sam słyszałeś. Zrewolucjonizowałam strzygi. Przeze mnie będą lepiej walczyć. Przyczyniłam się do ewolucji ich zachowań.- ukryłam twarz w dłoniach.
Ukochany po chwili mi je zabrał i przytulił do własnego torsu. Zaczęłam oddychać jego zapachem, gdy on głaskał moje włosy. To działało na mnie bardzo uspakajająco.
- Spokojnie, Roza. To nie twoja wina. Nie byłaś sobą i nie miałaś co zrobić. A teraz wytłumacz mi, co zrobiły, aby to wszystko zniszczyć w zalążku.- popatrzył mi w oczy, a ja się uśmiechnęłam.