Obudziło mnie odbijanie się do drzwi. Serio?! Nawet tutaj nie można się wyspać. Przetarłam twarz dłońmi, patrząc w bok, ale blondyna nigdzie nie było. Nagle do pokoju wparował Felix.
- Co to miało znaczyć?!- od razu się na mnie wydarł.
- O co ci chodzi?- zmarszczyłam brwi, podnosząc się.
- Ja wczoraj dwie godziny leżałem nieprzytomny, a ty się nawet nie zainteresowałaś, tylko zabawiałaś się z Zeklosem!- krzyczał.- Taką to jesteś siostrą?
- Przestań wrzeszczeć.- odparłam spokojnie.- Przecież nic ci nie jest.
- A gdyby było?
- Poczułabym.
- A gdybyśmy stracili więź?- nie odpuszczał.
- Też bym poczuła. O co ci chodzi?- miałam tego po woli dość. Nagle mnie olśniło.- Ty jesteś zazdrosny o Jack'a
- Nie!- naburmuszył się.
- Tak. Właśnie tak.- zrozumiałam.- Boisz się, że przestanę cię kochać. Że o tobie zapomnę.
On zwiesił tylko głowę, co było dla mnie jasną odpowiedzią. Poklepałam miejsce obok siebie, gdzie usiadł z westchnieniem, nie patrząc mi w twarz.
- Felix, spójrz na mnie.- dampir podniósł wzrok.- Kocham Cię i to nigdy się nie zmieni. Jesteś moim bratem i zawsze będziesz dla mnie najważniejszy, na równi z chłopakiem, rodzicami, wujostwem, Dianą i wszystkimi, którzy są blisko. To, że dam swoją miłość komuś innemu, nie znaczy, że zabiorę ją tobie. Zawsze będę obok ciebie. To tak jak ty i Alice. Jesteś z nią, ale wciąż kochasz nie. Nie masz się o co martwić. A teraz chodź mnie przytul.
Wyciągnąłem do niego ręce, a on mnie uścisnął.
- Dzięki siostra. I przepraszam za swój wybuch. Po prostu się martwię o ciebie oraz nasze relacje.
- Nie masz o co.- uspokoiłam go.- A tak właściwie, widziałeś mojego chłopaka?
- Czekaj na niego. Przyjdzie tu.- powiedział tylko i wyszedł.
A to niewdzięcznik. Zablokował się na mnie. Opadłam na poduszkę i wtuliłam się w nią. Postanowiłam jeszcze trochę się przespać. Już odpływałam, gdy do pokoju ktoś wszedł. Nawet się nie poruszyłam. Może jak będę udawać, że śpię, dadzą mi spokój. Usłyszałam skrzypienie sprężyn i poczułam znajomy zapach. Od razu wiedziałam, kto mnie zaszczycił swoją obecnością, ale dalej udawałam. Zadrżałam, gdy dłoń mojego gościa zaczęłam delikatnie głaskać mnie po gołym ramieniu.
- Czas wstawać księżniczko.- usłyszałam ciepły szept przy uchu.
Po chwili palce zostały zastąpione przez miękkie usta, składające mokre pocałunki na całej długości mojej ręki, aż po szyję. Nie mogłam powstrzymać mruknięcia rozkoszy. Poczułam jak się uśmiecha, jednak nie przerywał czynności. Skoro już mnie nakrył, nie ma sensu się ukrywać. Z tą myślą odchyliłam szyję dając mu większe pole do popisu. Wtedy on przeszedł do mojej twarz, aż skończył na ustach. Odwzajemniłam pocałunek prawie od razu. Niestety, wtedy mój ukochany się odsunął. Przeciągnęłam się leniwie, przecierając oczy, po czym uniosłam powieki. Ujrzałam uśmiechającego się szeroko moroja.
- Dzień dobry, księżniczko.- przywitał się, sięgając na półkę nocną.- Zrobiłem śniadanie.
- Mam się bać.- udałam wystraszoną, po czym parsknęłam śmiechem.
- Nie śmieszne.- skrzywił się.
- Oj przesadzasz. To co tam masz dobrego?- spytałam, zerkając na tacę.
Tosty! Mniam. Nawet nie przypalone. Wyciągnęłam już dłonie po talerz, ale w ostatniej chwili Jack ją odsunął po za mój zasięg. Szlag!
- Przeproś.- zarządził ze złośliwym uśmieszkiem.
- A dasz mi wtedy?- spytałam.
- Tak.- przytaknął na potwierdzenie swoich słów.
- To przepraszam...- wzięłam w końcu to śniadanie.- za to, że nie umiesz gotować.
Wystawiłam mu język i ugryzłam kawałek tosta. Był dobry. Blondyn popatrzył na mnie, udając obrażonego, ale po chwili pokręcił ze zrezygnowaniem głową, po czym wziął się za swoje śniadanie. Aby jeszcze trochę się z nim podroczyć, uniosłam siłą woli chleb tak, aby wylądował mu na twarzy. Zeklos patrzył zdziwiony na jedzenie, a ja zaczęłam się śmiać.
- Zapłacisz mi za to, słońce.- pogroził mi palcem.
- Ooo... już się boję.- udawałam przerażenie.
- Oj przekonasz się.
Po śniadaniu poszłam się wykąpać i ubrać. Założyłam dżinsowe spodnie i różową koszulkę, a na to czerwono-białą bluzę amerykańskiej drużyny footballowej. Włosy zaplotłam w niechlujny warkocz, po czym zeszłam do ogrodu. Felix i Diana już bawili się w berka na placu zabaw, a ciocia z wujkiem siedzieli na ławce, przytuleni. Na stole przed nimi stał kubek z kawą. Skrzywiłam się. Jak można pić to ohydztwo.
- Nie martw się. Twoja mama też nie cierpiała kawy.- Lili uśmiechnęła się, widząc moją minę.
- Serio?! Przecież ona od zawsze piła przynajmniej z dwa kubki dziennie.- przypomniałam sobie.
- Poprawka. Odkąd pamiętasz.- wtrącił się Pawka.- Zawsze kłóciła się z wują Dimką, że jak może to pić, że ona tego nigdy nie tknie... Pamiętam, jak po jednej nieprzespanej przez was nocy, wzięła od jego łyk, ale się skrzywiła. Wtedy dostała Rosyjską Czekoladę.( Tak nazywają mieszankę energetyczną.- dopis autorki.)
- To czemu później jej nie piła.
- Po urodzeniu Diany, wzięła na siebie więcej obowiązków, aby nie myśleć o waszym ojcu.- westchnęła ciocia.- Długo siedziała w pracy, a jak wracała, zajmowała się wami. Jest jej wdzięczna ponad połowa akademii. Za każdego była gotowa wziąć zmianę, a jednocześnie dla każdego miała czas. Musiała mieć dużo energii, ale pewnie to był jej sposób na odzyskanie chodź części męża.
- Aha...- pokiwałam ze zrozumieniem głową.- Nie wiedziałam, że aż tak się oddała pracy. Pewnie teraz szkole jej brakuje.
- Każdemu z nas. Każdemu...- Lili popatrzyła w dal.
- Tu mi uciekłaś, księżniczko.- na biodrach poczułam ciepłe ręce.- Ładnie ci w męskich ubraniach, ale wolałbym, gdyby były one moje.
- Jakbyś mi dał coś więcej od koszulek do spania, to może bym chodziła. A tak?- wzruszyłam bezradnie ramionami.
- To zrób miejsce w szafie, złotko.
- Dobra dzieciaki.- wujek się podniósł.- Za pół godziny jedziemy na Dwór. FELIX! DIANA!
Westchnęłam i wróciłam na górę. Przebrałam się w coś bardziej wyjściowego, po czym z zeszłam na dół. Wszyscy już czekali. Wisel została w domu, a my wsiedliśmy do auta i odjechaliśmy.
"Nasz los od zawsze zapisany był w gwiazdach. To one poprowadziły mnie do Ciebie mimo tylu przeciwności, spójrz. Jesteśmy tu. Razem. Ty i ja Roza. Na zawsze."
wtorek, 11 kwietnia 2017
ROZDZIAŁ 46
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
niedziela, 9 kwietnia 2017
ROZDZIAŁ 45
- Cze-czemu?- szepnęłam, dotykając zdezorientowana warg, które przed chwilą tak zachłannie całował.
Chciałam go teraz i tu! Nic na to nie poradzę, że tak go kocham. Ufam mu i wiem, że nie zrobi nic przeciw mnie. Bez niego już nie wyobrażam sobie życia. Przyzwyczaiłam się, że spędzamy ze sobą każdą chwilę. Uwielbiam jego pocałunki, zapach, dotyk, to, że jest zawsze, kiedy go potrzebuję i nawet jak mówię, że chcę zostać sama, on trwa przy mnie. Dzięki niemu nie muszę szukać ukojenia w lesie. On jest moim ukojenie i chcę żeby był tym pierwszym teraz i tu.
- Bo chcę, żeby to było dla ciebie wyjątkowe.- odpowiedział, nie spuszczając ze mnie wzroku.
- Będzie, jeśli z tobą. Nie ważne gdzie.- sprzeciwiłam się.
- Cii...- uciszył mnie krótkim pocałunkiem.- Nie rozdziewiczę cię w salonie, gdzie każdy może wejść. Zrobimy to przy odpowiedniej atmosferze.
- No dobra.- westchnęłam.- Ale coś ci obiecałam, gdy znów zostawisz mnie podnieconą.
- A ja? Myślisz, że na mnie nie działasz?- naparł na mnie, tak żebym poczuła jego męskość.
Jęknęłam, przymrużając oczy. Nie wytrzymałam i przyciągnęłam go do siebie, całując po szyi. Z jego ust wydobyło się seksowne westchnienie, gdy przygryzłam mu płatek ucha.
- Więc lepiej, żebyśmy oboje coś z tym zrobili.- szepnęłam kusząco mu do ucha, delikatnie je muskając ustami.
Mogłam poczuć, jak zadrżał, a na jego skórze zrobiła się gęsia skórka.
- Cholera.- szepnął.
Chwycił swoją koszulkę i szybko założył ją na mnie. Mocno ścisnął moje pośladki, na co pisnęłam zaskoczona. Podniósł się razem ze mną i zaczął iść w kierunku schodów. Po drodze postanowiłam trochę się z nim podroczyć. Całowałam go namiętnie, obracając jego głowę we wszystkich kierunkach, co nie pomagało mu iść, ale trzymał się dzielnie. Gdy znaleźliśmy się na górze, próbował się odsunąć, ale ja mu nie pozwalałam.
- Anastazja! - wkurzył się.- Powiedz mi, gdzie mam iść, bo wrzucę się do pierwszego lepszego pokoju.
Wyczuliłam zmysły, aby wyczuć, gdzie jest reszta.
- Na moje lewo, ostatnie drzwi po prawej.- zarządziłam i wróciłam do jego ust.
Jak przez mgłę rejestrowałam, że się poruszamy we wskazanym kierunku. Gdy poczułam na plecach drewno, dłonią zaczęłam je oklepywać, póki nie natrafiłam na zimny metal. Naparłam na klamkę i po chwili znaleźliśmy się w środku. Jęczałam, gdy chłopak ściskał na przemian moje pośladki. Oddawałam każdy pocałunek z zaufaniem i oddaniem. Usłyszałam trzask zamykania drzwi, a sekundę później mój ukochany napierał na mnie, kiedy przyparł mnie do ściany. Zaczęłam się wić i wiercić. Nie wytrzymał długo i rzucił mnie na łóżko, zrywając ze mnie spodnie. Jednak zatrzymały się na butach. Ściągnął je szybko, a ja patrzyłam na niego, z rozwartymi ustami, łapiąc łapczywie powietrze. Dopiero teraz mogłam się nacieszyć jego torsem. To było coś pięknego. Wszedł na łóżko i przybliżył się szybko do mnie, jak drapieżnik do swojej ofiary. W oczach płonęły mu iskierki pożądania, gdy głodnym wzrokiem podziwiał moje ciało w samej bieliźnie. Wypięłam bardziej piersi, uśmiechając się kusząco. Oczy blondyna jeszcze bardziej pociemniały. Przyssał się do mojej szyi, niczym pijawka, a ja zaczęłam jęczeć, wiercąc się pod nim. Odchyliłam głowę do tyłu, dając mu lepszy dostęp i nieświadomie wędrowałam rękoma po ciele Jack'a. Tym razem pozwolił ściągnąć z siebie spodnie, za to mnie pozbawił stanika. Czułam się dziwnie, bo po raz pierwszy pozwoliłam rozbierać się facetowi. Ale nie przeszkadzało mi to. Z nim czułam się bezpiecznie i całkowicie mu ufałam. Wierzyłam, że nigdy mnie nie znani, ani nie skrzywdzi. Poczułam jego usta na lewej piersi i aż wygięłam się w łuk. Boże święty. Takiego czegoś jeszcze w życiu nie czułam. Jestem na maxa podniecona i jeśli teraz mnie nie przeleci, to osobiście mu jaja urwę. Co ja gadam? Sama już nie wiem. To mi zakłóca jasne myślenie. Topniałam pod dotykiem jego delikatnych dłoni i rozpływałam się z przyjemności. Ciągnęłam go uporczywie za włosy, przy akompaniamencie naszych wspólnych jęków przyjemności. Nim się obejrzałam, moroj już znaczył mokrymi pocałunkami drogę przez mój brzuch. Jednym ruchem pozbył się ostatniego kawałka materiału, jaki na sobie miałam. Czekał tylko, aż do mnie wróci i poczuję w sobie jego przyrodzenie. Jednak się nie doczekałam, za to pisnęłam zaskoczona, czując w sobie jego palec. Przez parę sekund nie mogłam złapać oddechu, ale serce i płuca przyspieszyły prace, gdy dołożył drugiego palca. Przy trzecim myślałam, że oszaleję, ale prawdziwe niebo zaczęło się, gdy do gry dołączyły usta. O Matko! Jego język czyni cuda. Wiłam się i jęczałam, zaciskając coraz mocniej dłonie na pościeli. Cofam wszystko co mówiłam. To najlepsze uczucie na świecie. Napięcie rosło we mnie, jakbym wspinała się na wielką górę. A ja już chciałam być na szczycie. Nosiło mnie i uciskało w podbrzusze. Czułam... czułam... Tego nie da się opisać. Chciałam zakończyć już tą słodką męczarnię. Aż nagle poczułam stan uniesienia. Całą mną wstrząsnął dreszcz, a ciepło rozlało się po organizmie. Bez odrobiny sił opadłam na materac, uspakajając oddech. To było niebiańskie uczucie. Dopiero teraz dotarło do mnie, co się stało. Właśnie przeżyłam swój własny orgazm. To było niesamowite. Ukochany położył się obok, przyciągając mnie do siebie.
- Jeszcze nie będę się z tobą kochał, skarbie.- ucałował moje czoło.- Ale mam nadzieję, że taka forma przyjemności ci wystarczy.
- O tak.- zmusiłam mięśnie do ruchu i wtuliłam się w tors chłopaka.- Dziękuję.
- Za co, księżniczko?- popatrzył na mnie ze zdziwieniem, ale i radością.
- Że jesteś, kiedy cię potrzebuję. Pocałujesz, przytulisz w chwilach smutku i zwątpienia i ogólnie, że jeszcze ode mnie nie uciekłeś.
- Jak bym mógł opuścić taki skarb?- uśmiechnął się.- To byłby największy błąd mojego życia.
- Cieszę się, że w pewnym sensie to ty byłeś tym pierwszym. Za ufałam ci i spełniłeś moje oczekiwania.- odpowiedzialna tak samo.
- To dobrze. A teraz idź spać. Był dzisiaj ciężki dzień.
- To prawda. Dobranoc.- wtuliłam się bardziej w ukochanego
- Dobranoc.- ucałował mnie w czoło, a ja od razu odpłynęłam.
Chciałam go teraz i tu! Nic na to nie poradzę, że tak go kocham. Ufam mu i wiem, że nie zrobi nic przeciw mnie. Bez niego już nie wyobrażam sobie życia. Przyzwyczaiłam się, że spędzamy ze sobą każdą chwilę. Uwielbiam jego pocałunki, zapach, dotyk, to, że jest zawsze, kiedy go potrzebuję i nawet jak mówię, że chcę zostać sama, on trwa przy mnie. Dzięki niemu nie muszę szukać ukojenia w lesie. On jest moim ukojenie i chcę żeby był tym pierwszym teraz i tu.
- Bo chcę, żeby to było dla ciebie wyjątkowe.- odpowiedział, nie spuszczając ze mnie wzroku.
- Będzie, jeśli z tobą. Nie ważne gdzie.- sprzeciwiłam się.
- Cii...- uciszył mnie krótkim pocałunkiem.- Nie rozdziewiczę cię w salonie, gdzie każdy może wejść. Zrobimy to przy odpowiedniej atmosferze.
- No dobra.- westchnęłam.- Ale coś ci obiecałam, gdy znów zostawisz mnie podnieconą.
- A ja? Myślisz, że na mnie nie działasz?- naparł na mnie, tak żebym poczuła jego męskość.
Jęknęłam, przymrużając oczy. Nie wytrzymałam i przyciągnęłam go do siebie, całując po szyi. Z jego ust wydobyło się seksowne westchnienie, gdy przygryzłam mu płatek ucha.
- Więc lepiej, żebyśmy oboje coś z tym zrobili.- szepnęłam kusząco mu do ucha, delikatnie je muskając ustami.
Mogłam poczuć, jak zadrżał, a na jego skórze zrobiła się gęsia skórka.
- Cholera.- szepnął.
Chwycił swoją koszulkę i szybko założył ją na mnie. Mocno ścisnął moje pośladki, na co pisnęłam zaskoczona. Podniósł się razem ze mną i zaczął iść w kierunku schodów. Po drodze postanowiłam trochę się z nim podroczyć. Całowałam go namiętnie, obracając jego głowę we wszystkich kierunkach, co nie pomagało mu iść, ale trzymał się dzielnie. Gdy znaleźliśmy się na górze, próbował się odsunąć, ale ja mu nie pozwalałam.
- Anastazja! - wkurzył się.- Powiedz mi, gdzie mam iść, bo wrzucę się do pierwszego lepszego pokoju.
Wyczuliłam zmysły, aby wyczuć, gdzie jest reszta.
- Na moje lewo, ostatnie drzwi po prawej.- zarządziłam i wróciłam do jego ust.
Jak przez mgłę rejestrowałam, że się poruszamy we wskazanym kierunku. Gdy poczułam na plecach drewno, dłonią zaczęłam je oklepywać, póki nie natrafiłam na zimny metal. Naparłam na klamkę i po chwili znaleźliśmy się w środku. Jęczałam, gdy chłopak ściskał na przemian moje pośladki. Oddawałam każdy pocałunek z zaufaniem i oddaniem. Usłyszałam trzask zamykania drzwi, a sekundę później mój ukochany napierał na mnie, kiedy przyparł mnie do ściany. Zaczęłam się wić i wiercić. Nie wytrzymał długo i rzucił mnie na łóżko, zrywając ze mnie spodnie. Jednak zatrzymały się na butach. Ściągnął je szybko, a ja patrzyłam na niego, z rozwartymi ustami, łapiąc łapczywie powietrze. Dopiero teraz mogłam się nacieszyć jego torsem. To było coś pięknego. Wszedł na łóżko i przybliżył się szybko do mnie, jak drapieżnik do swojej ofiary. W oczach płonęły mu iskierki pożądania, gdy głodnym wzrokiem podziwiał moje ciało w samej bieliźnie. Wypięłam bardziej piersi, uśmiechając się kusząco. Oczy blondyna jeszcze bardziej pociemniały. Przyssał się do mojej szyi, niczym pijawka, a ja zaczęłam jęczeć, wiercąc się pod nim. Odchyliłam głowę do tyłu, dając mu lepszy dostęp i nieświadomie wędrowałam rękoma po ciele Jack'a. Tym razem pozwolił ściągnąć z siebie spodnie, za to mnie pozbawił stanika. Czułam się dziwnie, bo po raz pierwszy pozwoliłam rozbierać się facetowi. Ale nie przeszkadzało mi to. Z nim czułam się bezpiecznie i całkowicie mu ufałam. Wierzyłam, że nigdy mnie nie znani, ani nie skrzywdzi. Poczułam jego usta na lewej piersi i aż wygięłam się w łuk. Boże święty. Takiego czegoś jeszcze w życiu nie czułam. Jestem na maxa podniecona i jeśli teraz mnie nie przeleci, to osobiście mu jaja urwę. Co ja gadam? Sama już nie wiem. To mi zakłóca jasne myślenie. Topniałam pod dotykiem jego delikatnych dłoni i rozpływałam się z przyjemności. Ciągnęłam go uporczywie za włosy, przy akompaniamencie naszych wspólnych jęków przyjemności. Nim się obejrzałam, moroj już znaczył mokrymi pocałunkami drogę przez mój brzuch. Jednym ruchem pozbył się ostatniego kawałka materiału, jaki na sobie miałam. Czekał tylko, aż do mnie wróci i poczuję w sobie jego przyrodzenie. Jednak się nie doczekałam, za to pisnęłam zaskoczona, czując w sobie jego palec. Przez parę sekund nie mogłam złapać oddechu, ale serce i płuca przyspieszyły prace, gdy dołożył drugiego palca. Przy trzecim myślałam, że oszaleję, ale prawdziwe niebo zaczęło się, gdy do gry dołączyły usta. O Matko! Jego język czyni cuda. Wiłam się i jęczałam, zaciskając coraz mocniej dłonie na pościeli. Cofam wszystko co mówiłam. To najlepsze uczucie na świecie. Napięcie rosło we mnie, jakbym wspinała się na wielką górę. A ja już chciałam być na szczycie. Nosiło mnie i uciskało w podbrzusze. Czułam... czułam... Tego nie da się opisać. Chciałam zakończyć już tą słodką męczarnię. Aż nagle poczułam stan uniesienia. Całą mną wstrząsnął dreszcz, a ciepło rozlało się po organizmie. Bez odrobiny sił opadłam na materac, uspakajając oddech. To było niebiańskie uczucie. Dopiero teraz dotarło do mnie, co się stało. Właśnie przeżyłam swój własny orgazm. To było niesamowite. Ukochany położył się obok, przyciągając mnie do siebie.
- Jeszcze nie będę się z tobą kochał, skarbie.- ucałował moje czoło.- Ale mam nadzieję, że taka forma przyjemności ci wystarczy.
- O tak.- zmusiłam mięśnie do ruchu i wtuliłam się w tors chłopaka.- Dziękuję.
- Za co, księżniczko?- popatrzył na mnie ze zdziwieniem, ale i radością.
- Że jesteś, kiedy cię potrzebuję. Pocałujesz, przytulisz w chwilach smutku i zwątpienia i ogólnie, że jeszcze ode mnie nie uciekłeś.
- Jak bym mógł opuścić taki skarb?- uśmiechnął się.- To byłby największy błąd mojego życia.
- Cieszę się, że w pewnym sensie to ty byłeś tym pierwszym. Za ufałam ci i spełniłeś moje oczekiwania.- odpowiedzialna tak samo.
- To dobrze. A teraz idź spać. Był dzisiaj ciężki dzień.
- To prawda. Dobranoc.- wtuliłam się bardziej w ukochanego
- Dobranoc.- ucałował mnie w czoło, a ja od razu odpłynęłam.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
sobota, 8 kwietnia 2017
ROZDZIAŁ 44
- Coś mi w nim nie pasuje.- mruknął Jack, gdy już wracaliśmy do domu.
- Wiesz, że Felix tak samo podchodził do ciebie?- zauważyłam obruszona.
- Ale to co innego.
- Masz rację. On miał powody, aby tak sądzić. A ty o nim nic nie wiesz.
- Właśnie. Najgorszy wróg, to ten, którego nie znasz.
Pokręciłam tylko zrezygnowana głową. Do tego zazdrośnika nie da się dotrzeć. Ale i tak go kocham. Wreszcie doszliśmy do bramy, gdzie umówiliśmy się z wujostwem. Oni już czekali na nas w czarnym SUV-e.
- No w końcu. Ile można czekać?- powiedział zniecierpliwiony wujek.- Gdyby nie to, że jesteście najlepszymi dampirami w szkole i dziećmi dwójki najlepszych strażników na świecie, martwił bym się o was.
- A ja?- zwrócił na siebie uwagę blondyn.
- Nastka nie dałaby zrobić ci krzywdy.- Diana uśmiechnęła się szeroko.
- Było zadzwonić, bylibyśmy wcześniej.- zaproponowałam, wchodząc do auta.
- Dzwoniłam do ciebie cztery razy.- oznajmiła ciocia Lili, odwracając się w naszą stronę.
- Serio?!- spojrzałam na telefon.- A no, faktycznie. Zapomniałam dźwięk włączyć.
- Jakby to było pierwszy raz...- westchnęła, kręcąc głową.
Po chwili wyjechaliśmy z Dworu.
- Długo się tam jedzie?- spytał Zeklos.
- Pół godziny.- odpowiedziałam równo z bratem.
- Wiesz, że przegrałeś?- uśmiechnęłam się do chłopaka, gdy przypomniałam sobie zdarzenie w parki.
- Trudno. Ważne, że jesteś moja i reszta też o tym wie.- ukochany objął mnie ramieniem.
- Ehh... Co ja z tobą mam?- westchnęłam ciężko.
- Pełno miłości.- zamrugał uroczo oczami.
Pokręciłam tylko głową i zaczęłam oglądać widoki za oknem. Po kilkunastu minutach byliśmy już na miejscu. Wysiedliśmy przez drewnianym domkiem, wcale nie tak małym. Po obu stronach drzwi rosły rabatki, ale po tylu latach były tam tylko chwasty. Zrobiło mi się przykro, że tyle pracy rodziców poszło na marne. Aż bałam się wejść do ogrodu.
- WOW!- Diana i mój chłopak otworzyli szeroko oczy.
- Tu się wychowywaliście?- spytał Jach, gdy weszliśmy do środka.
Wszystko było zakurzone lub przykryte prześcieradłami. Meble stały puste, tak jak zapamiętałam, gdy się stąd wyprowadzaliśmy. Mimo tego, nic nie potrafiło zagłuszyć atmosfery ciepła i miłości rodzinnej.
- O matko.- młoda rozglądała się z zainteresowaniem wokoło.- Czemu się stąd wyprowadzaliśmy?
- Za dużo wspomnień.- mruknęłam, patrząc z utęsknieniem w stronę centrum salonu.
Pamiętam, jak tato bawił się ze nami i Bianką.
- Wyzej! Wyzej Felix.- wolałam skacząc po sofie.
Suczka biegała wokół nas, szczekają wesoło.
- Dzieci!- usłyszałam wołanie z góry.
Na schodach pojawili się rodzice.
- Felix! Nastka!- przeraziła się mama, podbiegając do nas.- Co wy robicie?
- Roza, spokojnie.- tato objął żonę i cmoknął ją w policzek.
Przestaliśmy skakać, patrząc na nich z uśmiechem.
- Spokojnie?!- załamała się kobieta.- Jak mam być spokojna, przecież coś mogło im się stać.
- Tata.- wyciągnęłam rączki ze słodkim uśmiechem.
- Chodź tu do mnie, księżniczko.- mężczyzna podniósł mnie po czym usiadł, sadzając mnie sobie na kolanach.- Powiedzieć ci coś w sekrecie?
- Tiaaaaaak!- wyrzuciłam rączki do góry.
Kobieta usiadła obok nas, a Felix szybko wykorzystał okazję i usiadł na nią, wtulając się w jej ciało, jak małpka.
- Bardzo kocham ciebie, twojego braciszka i waszą mamusię. I nie chcę, żeby coś kiedykolwiek się wam stało. Jesteście moimi skarbami. Dlatego proszę, nie skaczcie tak więcej.
- Ale pzieciez nić niam ne jeśt.- stwierdził chłopiec, wyciągając rączkę z buzi.
- Tak.- wtrącił mama.- Ale następnym razem możecie nie mieć tyle szczęścia. Chyba nie chcemy żeby ktoś z was wylądowało w szpitalu.
- Nie.- oboje od razu zbledliśmy.
Gdy mieliśmy trzy lata, podczas ataku strzyg, tato został bardzo ranny i pamiętam jak zatrzymała mu się akcja serca. Na szczęście uratowali go, ale od tamtej pory mamy lęk przed tym budynkiem. Widząc mój strach, strażnik zaczął mnie łaskotać, a mama przytuliła małego bruneta. Po chwili tato wstał i zaczął się z nami bawić, a mama wróciła na górę. Po pewnym czasie wróciła z ciocią Lili i pudełkiem zabawek.
- Już dobrze, księżniczko.- z wspomnień wyrwał mnie głos ukochanego.- Jestem tu.
Zauważyłam, że siedzę na jego kolanach na sofie. Reszta gdzieś się rozeszła, więc zostaliśmy sami.
- Tak bardzo tęsknię.- łkałam.
- Wiem... Widziałem to i czułem twój ból.- przyznał.
- Jak to wyglądało?- spojrzałam na niego zaciekawiona, opierając łzy.
- Popatrzyłaś się tutaj i nagle mocno złapałaś mnie za nadgarstek, biorąc nagły wdech, a później twój wzrok zrobił się taki... nieobecny? Nie wiem, jak to nazwać. Oczy zmieniły ci się na jarzące, świecące o kolorze bursztynu. Sekundę później Felix krzyknął z bólu, łapiąc się za głowę i upadł na kolana, kuląc się. Potem stracił przytomność. Wasze wujostwo wzięło go na górę, a Diana pobiegła za nimi. Tylko Wisel została.
Dopiero teraz zauważyłam suczkę, śpiącą koło nas. Na nowo skupiłam się na słowach Jack'a.
- Nagle zobaczyłem, że nie ma cię koło mnie. Za to jakieś rodzeństwo skakało na waszej sofie. To byliście wy, prawda?
Pokiwałam głową.
- To było nasze wspomnienie.- westchnęłam, przeczesując włosy.- Ja... to... chyba nigdy mi się coś takiego nie zdarzyło.
- Może to jakaś kolejna twoja moc.- uśmiechnął się z iskierkami.
- Może.- odwzajemniłam gest.- I zdolność. Bo moc to tak, jakbym była jakąś super bohaterką.
- Dla mnie zawsze będziesz moją bohaterką.- powiedział, patrząc mi z miłością i czułością prosto w oczy.
Nie mogłam się powstrzymać i wpiłam się w jego wargi. Był lekko zdziwiony, ale natychmiast oddał pocałunek. Wiedziona pożądaniem zaczęłam ciągnąć go za włosy, na co mruczał z uznaniem. Poczułam jego dłonie na pośladkach, które po chwili ścisnął. Jęknęłam mu prosto w usta, a nasze języki złączyły się w walce o dominację. Oddałam się bez opamiętania jego dłonią błądzącym po moim ciele. Zaczął ostrożnie wchodzić pod moją bluzkę, ale nie widząc sprzeciwu, ściągnął ją. Ja również pomogłam mu pozbyć się jego koszulki. Zeklos zadrżał, gdy dłońmi badałam mu idealny tors, zwalniając pracę ust. Przez spodnie czułam nabierającą na mnie jego męskość. Tym razem to ja schodziłam pocałunki mu po żuchwie do szyi. Usłyszałam cichy jęk, gdy lekko przygryzłam mu kawałek skóry. Po chwili podziwiałam zaczerwienienie w tamtym miejscu, po czym wróciłam do jego ust. Wiłam się na kolanach chłopaka, podczas gdy on badał dłońmi moje mięśnie brzucha.
- Kocham Cię.- szepnął między pocałunkami.
- Zamknij się i mnie całuj.- nie czekając na odpowiedz, pocałowałam go zachłannie.
Zaczęłam dobierać się za ciasnych spodni partnera, ale on złapał moje dłonie i ucałował ich wierzch. Patrzyłam na niego jak na kosmitę, gdy głaskał mnie po knykciach kciukami i patrzył mi głęboko w oczy. Wyglądało to dość komicznie, gdyż oboje szybko oddychaliśmy.
- Nie teraz, ani tu, księżniczko.- po raz kolejny pocałował moje dłonie.
- Wiesz, że Felix tak samo podchodził do ciebie?- zauważyłam obruszona.
- Ale to co innego.
- Masz rację. On miał powody, aby tak sądzić. A ty o nim nic nie wiesz.
- Właśnie. Najgorszy wróg, to ten, którego nie znasz.
Pokręciłam tylko zrezygnowana głową. Do tego zazdrośnika nie da się dotrzeć. Ale i tak go kocham. Wreszcie doszliśmy do bramy, gdzie umówiliśmy się z wujostwem. Oni już czekali na nas w czarnym SUV-e.
- No w końcu. Ile można czekać?- powiedział zniecierpliwiony wujek.- Gdyby nie to, że jesteście najlepszymi dampirami w szkole i dziećmi dwójki najlepszych strażników na świecie, martwił bym się o was.
- A ja?- zwrócił na siebie uwagę blondyn.
- Nastka nie dałaby zrobić ci krzywdy.- Diana uśmiechnęła się szeroko.
- Było zadzwonić, bylibyśmy wcześniej.- zaproponowałam, wchodząc do auta.
- Dzwoniłam do ciebie cztery razy.- oznajmiła ciocia Lili, odwracając się w naszą stronę.
- Serio?!- spojrzałam na telefon.- A no, faktycznie. Zapomniałam dźwięk włączyć.
- Jakby to było pierwszy raz...- westchnęła, kręcąc głową.
Po chwili wyjechaliśmy z Dworu.
- Długo się tam jedzie?- spytał Zeklos.
- Pół godziny.- odpowiedziałam równo z bratem.
- Wiesz, że przegrałeś?- uśmiechnęłam się do chłopaka, gdy przypomniałam sobie zdarzenie w parki.
- Trudno. Ważne, że jesteś moja i reszta też o tym wie.- ukochany objął mnie ramieniem.
- Ehh... Co ja z tobą mam?- westchnęłam ciężko.
- Pełno miłości.- zamrugał uroczo oczami.
Pokręciłam tylko głową i zaczęłam oglądać widoki za oknem. Po kilkunastu minutach byliśmy już na miejscu. Wysiedliśmy przez drewnianym domkiem, wcale nie tak małym. Po obu stronach drzwi rosły rabatki, ale po tylu latach były tam tylko chwasty. Zrobiło mi się przykro, że tyle pracy rodziców poszło na marne. Aż bałam się wejść do ogrodu.
- WOW!- Diana i mój chłopak otworzyli szeroko oczy.
- Tu się wychowywaliście?- spytał Jach, gdy weszliśmy do środka.
Wszystko było zakurzone lub przykryte prześcieradłami. Meble stały puste, tak jak zapamiętałam, gdy się stąd wyprowadzaliśmy. Mimo tego, nic nie potrafiło zagłuszyć atmosfery ciepła i miłości rodzinnej.
- O matko.- młoda rozglądała się z zainteresowaniem wokoło.- Czemu się stąd wyprowadzaliśmy?
- Za dużo wspomnień.- mruknęłam, patrząc z utęsknieniem w stronę centrum salonu.
Pamiętam, jak tato bawił się ze nami i Bianką.
- Wyzej! Wyzej Felix.- wolałam skacząc po sofie.
Suczka biegała wokół nas, szczekają wesoło.
- Dzieci!- usłyszałam wołanie z góry.
Na schodach pojawili się rodzice.
- Felix! Nastka!- przeraziła się mama, podbiegając do nas.- Co wy robicie?
- Roza, spokojnie.- tato objął żonę i cmoknął ją w policzek.
Przestaliśmy skakać, patrząc na nich z uśmiechem.
- Spokojnie?!- załamała się kobieta.- Jak mam być spokojna, przecież coś mogło im się stać.
- Tata.- wyciągnęłam rączki ze słodkim uśmiechem.
- Chodź tu do mnie, księżniczko.- mężczyzna podniósł mnie po czym usiadł, sadzając mnie sobie na kolanach.- Powiedzieć ci coś w sekrecie?
- Tiaaaaaak!- wyrzuciłam rączki do góry.
Kobieta usiadła obok nas, a Felix szybko wykorzystał okazję i usiadł na nią, wtulając się w jej ciało, jak małpka.
- Bardzo kocham ciebie, twojego braciszka i waszą mamusię. I nie chcę, żeby coś kiedykolwiek się wam stało. Jesteście moimi skarbami. Dlatego proszę, nie skaczcie tak więcej.
- Ale pzieciez nić niam ne jeśt.- stwierdził chłopiec, wyciągając rączkę z buzi.
- Tak.- wtrącił mama.- Ale następnym razem możecie nie mieć tyle szczęścia. Chyba nie chcemy żeby ktoś z was wylądowało w szpitalu.
- Nie.- oboje od razu zbledliśmy.
Gdy mieliśmy trzy lata, podczas ataku strzyg, tato został bardzo ranny i pamiętam jak zatrzymała mu się akcja serca. Na szczęście uratowali go, ale od tamtej pory mamy lęk przed tym budynkiem. Widząc mój strach, strażnik zaczął mnie łaskotać, a mama przytuliła małego bruneta. Po chwili tato wstał i zaczął się z nami bawić, a mama wróciła na górę. Po pewnym czasie wróciła z ciocią Lili i pudełkiem zabawek.
- Już dobrze, księżniczko.- z wspomnień wyrwał mnie głos ukochanego.- Jestem tu.
Zauważyłam, że siedzę na jego kolanach na sofie. Reszta gdzieś się rozeszła, więc zostaliśmy sami.
- Tak bardzo tęsknię.- łkałam.
- Wiem... Widziałem to i czułem twój ból.- przyznał.
- Jak to wyglądało?- spojrzałam na niego zaciekawiona, opierając łzy.
- Popatrzyłaś się tutaj i nagle mocno złapałaś mnie za nadgarstek, biorąc nagły wdech, a później twój wzrok zrobił się taki... nieobecny? Nie wiem, jak to nazwać. Oczy zmieniły ci się na jarzące, świecące o kolorze bursztynu. Sekundę później Felix krzyknął z bólu, łapiąc się za głowę i upadł na kolana, kuląc się. Potem stracił przytomność. Wasze wujostwo wzięło go na górę, a Diana pobiegła za nimi. Tylko Wisel została.
Dopiero teraz zauważyłam suczkę, śpiącą koło nas. Na nowo skupiłam się na słowach Jack'a.
- Nagle zobaczyłem, że nie ma cię koło mnie. Za to jakieś rodzeństwo skakało na waszej sofie. To byliście wy, prawda?
Pokiwałam głową.
- To było nasze wspomnienie.- westchnęłam, przeczesując włosy.- Ja... to... chyba nigdy mi się coś takiego nie zdarzyło.
- Może to jakaś kolejna twoja moc.- uśmiechnął się z iskierkami.
- Może.- odwzajemniłam gest.- I zdolność. Bo moc to tak, jakbym była jakąś super bohaterką.
- Dla mnie zawsze będziesz moją bohaterką.- powiedział, patrząc mi z miłością i czułością prosto w oczy.
Nie mogłam się powstrzymać i wpiłam się w jego wargi. Był lekko zdziwiony, ale natychmiast oddał pocałunek. Wiedziona pożądaniem zaczęłam ciągnąć go za włosy, na co mruczał z uznaniem. Poczułam jego dłonie na pośladkach, które po chwili ścisnął. Jęknęłam mu prosto w usta, a nasze języki złączyły się w walce o dominację. Oddałam się bez opamiętania jego dłonią błądzącym po moim ciele. Zaczął ostrożnie wchodzić pod moją bluzkę, ale nie widząc sprzeciwu, ściągnął ją. Ja również pomogłam mu pozbyć się jego koszulki. Zeklos zadrżał, gdy dłońmi badałam mu idealny tors, zwalniając pracę ust. Przez spodnie czułam nabierającą na mnie jego męskość. Tym razem to ja schodziłam pocałunki mu po żuchwie do szyi. Usłyszałam cichy jęk, gdy lekko przygryzłam mu kawałek skóry. Po chwili podziwiałam zaczerwienienie w tamtym miejscu, po czym wróciłam do jego ust. Wiłam się na kolanach chłopaka, podczas gdy on badał dłońmi moje mięśnie brzucha.
- Kocham Cię.- szepnął między pocałunkami.
- Zamknij się i mnie całuj.- nie czekając na odpowiedz, pocałowałam go zachłannie.
Zaczęłam dobierać się za ciasnych spodni partnera, ale on złapał moje dłonie i ucałował ich wierzch. Patrzyłam na niego jak na kosmitę, gdy głaskał mnie po knykciach kciukami i patrzył mi głęboko w oczy. Wyglądało to dość komicznie, gdyż oboje szybko oddychaliśmy.
- Nie teraz, ani tu, księżniczko.- po raz kolejny pocałował moje dłonie.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
piątek, 7 kwietnia 2017
ROZDZIAŁ 43
Przez kolejne kilka dni byliśmy dla siebie jak przyjaciele. Co chwilę oczywiście jedno, drugie kusiło, ale oboje byliśmy silni ostatnio wyszedł z łazienki przepasany samym ręcznikiem. Myślałam, że najpierw się na niego rzucę, a później go zabiję. Oliwia, po tym jak Maddy zniknęła w niewyjaśnionych okolicznościach(😂), dostała nowy przydział w postaci Angeli Canta. Nawet fajna dziewczyna. Pochodzi z królewskiego rodu, a jej dziadek jest księciem. Drobna blondynka z bursztynowymi oczami. Szybko się u nas zaaklimatyzowała, wciągając swojego brata, Miltona. Niby zwykły flirciarz, ale tak naprawdę szuka prawdziwej miłości. Zaczął kręcić z Oliwią, lecz ona upiera się, że chce być niezależną singielką. I tak przed miłością nie ucieknie. Co do naszej małej zabawy w wilki... skończyła się tak szybko, jak zaczęła. Z dnia na dzień uznali, że to dziecinne i dziwne. Ciocia Sonia nawet łatwo to wyjaśniła. Otóż. Wiadomo, że mam moc wpływu. I że magią można napełnić srebro. To ja tak jakby, napełniłam tą magią rysunki. Nieprawdopodobne, ale jak widać możliwe. Jak teraz się nad tym zastanawiam, to dość wytłumaczalne. Rysując, wkładałam w to całe serce i całkowicie skupiałam się na mojej miłości jaką są wilkołaki. Ale bal się odbędzie. Jedna z zalet przyjaźni z córką dyrektorki to to, że mamy imprezy z okazji urodzin. No i za cztery tygodnie, w sobotę wypadają moje. Akurat ostatni dzień zajęć polowych. Obecnie lądujemy na Dworze i spędzamy tu czas do końca tygodnia. Uznaliśmy, że ja, Felix, Diana, ciocia Lili, wujek Pawka i Jack będziemy spać w domu naszych rodziców. Ale póki co wyszliśmy na stały ląd, gdzie czekali już na nas królewskie małżeństwo z najmłodszymi dziećmi, które póki co nie chodzą jeszcze do Akademii oraz rodzice naszych przyjaciół, to jest Asha, Alice i Dominica. Zielonookiemu od razu w ramiona rzuciła się mała blondynka, moim zdaniem, kserokopia mamy, Eva. Chłopak od raxu ją uścisnął.
- Aśh.- zawołała.
- Hej skarbie.- cmoknął ja w policzek.- Też tęskniłem.
- Córuś.- Lord Ozera rozłożył ramiona.
- Mama! Tata!- Rozi rzuciła im się w objęcia.
Po chwili odsunęli się od siebie, a Królowa spojrzała na nas.
- Chodźcie tu dzieci.- wyciągnęła do nas ręce.
- Hej ciociu.- przytuliłam ją.
- Hej.- odpowiedziała głaszcząc mnie po plecach.- I ty Felix.
Przeniosła się na zaskoczonego bruneta.
- Jak się czujesz, mamo?- spytała z troską morojka.
- Wspaniale.- kobieta uśmiechnęła się szeroko, głaszcząc zaokrąglony brzuszek.
- Chciałam wam kogoś przedstawić.- Dragomirówna wyciągnęła dłoń do Dominica.
Chłopak nie pewnie podszedł i ukłonił się. Małżeństwo patrzyli na niego uważnie.
- Jak się nazywasz chłopcze.- Odezwała się w końcu królowa.
- Dominic Szelski.- ponownie się ukłonił.- Powinienem to zrobić wcześniej, ale nie było zbyt okazji. Chciałbym prosić o pozwolenie na związek z waszą córką.- popatrzył z miłością na blondynkę, która cała się rozpromieniła.
- Będę musiał się zastanowić...- zaczął wujek, ale przerwał, gdy ciocia uderzyła go w brzuch.
- Bardzo miło nam cię poznać. A skoro Rosalie tak cię kocha, to nie widzę przeciwwskazań.- wciąż promieniała dobrym humorem.- A tam, kto się chowa?
Odsunęłam się i dałam znak ukochanemu, żeby podszedł.
- To chłopak Nastki.- zachichotała Oliwia.
- Przyjaciel.- poprawiliśmy oboje.
- Tak? A kto o nim myśli 24 na dobę?- dodał Felix, a ja się zarumieniłam.
Obrażona odwróciłam się do nich plecami, za skrzyżowanymi ramionami.
- Witaj chłopcze.- zaciekawiona spojrzałam za siebie.- Jak się nazywasz?
Blondyn klęczał z nisko pochyloną głową, jakby chciał tym wynagrodzić swoje pochodzenie. Całą drogę się denerwował, bo wiedział jakie stosunki były między jego ojcem, a Królową.
- Jestem Jack Zeklos, Wasza Wysokość.- wciąż się nie podnosił.
Widziałam jak uśmiech znika z twarzy pary królewskiej. Wymienili niepewne spojrzenia, następnie patrząc na mnie. Miałam nadzieję, że nie pogonią go gdzie pieprz rośnie.
- Wstań.- powiedziała ciocia Lissa.- Co było to było. Przecież nie można obwiniać cię za błędy ojca. Skoro jesteś w tym gronie, znaczy to, że jesteś tego warty.
Po krótkim przywitanie, wszyscy rozeszli się do swoich rodzin. Ja z rodzeństwem i chłopa... przyjacielem, postanowiliśmy przejść się po Dworze, aż dotarliśmy do parku mojej imienniczki. Felix zaczął się bawić z Dianą między drzewami, a my stanęliśmy na mostku.
- To tu chodzili wasi rodzice?- zaczął temat moroj.
- Tak.- uśmiechnęłam się na liczne wspomnienia z tego miejsca.- Właśnie tutaj.
- Nie dziwię. Bardzo tu ładnie.- odetchnął głęboko nocnym powietrzem.- Nie było aż tak źle.
- Przecież mówiłam.- prychnęłam.
- Tak, wiem, wiem. Ty masz zawsze rację.- nabijał się ze mnie.
- Przecież to wiadomo.- wypięłam pierś do przodu.
On za to dźgnął mnie palcem w bok, na co od razu się skuliłam. Zaczął mnie łaskotać, a ja uciekać. Biegałam miedzy drzewami śmiejąc się w niebo głosy, aż wpadłam na coś twardego. Upadłabym, gdyby nie silne ramiona w sumie dwóch osób. Przed twarzą zobaczyłam chłopaka w blond czuprynie z szarymi oczami. Spojrzał na moroja, który złapał mnie od tyłu i odsunął się dwa kroki. Podczas tego puścił mnie, co pozwoliło mi na swobodne opadnięcie w ramiona Zeklosa.
- Przepraszam.- odchrząknęłam, gdy się podniosłam.
- Nic nie szkodzi. Powinienem bardziej uważać.- chłopak podrapał się po karku.- Ale gdzie moje maniery. Jestem Oliver Sarcozy.
Popatrzyliśmy na niego niepewnie.
- Jesteś w jakiś sposób spokrewniony z Maddy Sarcozy?- spytał chłopak z mojej lewej.
- Tak, jakby...- lekko się zmieszał.- To moja kuzynka. Czarna owca rodziny.
- Nie ona jedna, z tego co słyszałam.- mruknęłam, wspominając słowa mamy.
- Proszę, nie osadzajcie mnie ze względu na pokrewieństwo z osobą, na której zachowanie nie mam najmniejszego wpływu.
W sumie to nie wygląda na jakiegoś wrednego. Jack'owi dałam szansę, to z nim może da się zaprzyjaźnić.
- Anastazja Hathaway.- podałam mu dłoń.
- Nastka...- zdziwił się mój ukochany.
Dźgnęłam go łokciem w bok, żeby się przymknął.
- A to Jack Zeklos. Mój...
- Chłopak.- dokończył za mnie moroj, obejmując mnie ramieniem w talii i podając dłoń świeżo poznanemu.
- Miło mi was poznać.- uśmiechnął się przyjaźnie Oliver, ściskając dłoń, po czym spojrzał na telefon.- O rany! Wybaczcie, ale muszę już iść.
Zanim zdążyliśmy coś powiedzieć, on już poszedł.
- Aśh.- zawołała.
- Hej skarbie.- cmoknął ja w policzek.- Też tęskniłem.
- Córuś.- Lord Ozera rozłożył ramiona.
- Mama! Tata!- Rozi rzuciła im się w objęcia.
Po chwili odsunęli się od siebie, a Królowa spojrzała na nas.
- Chodźcie tu dzieci.- wyciągnęła do nas ręce.
- Hej ciociu.- przytuliłam ją.
- Hej.- odpowiedziała głaszcząc mnie po plecach.- I ty Felix.
Przeniosła się na zaskoczonego bruneta.
- Jak się czujesz, mamo?- spytała z troską morojka.
- Wspaniale.- kobieta uśmiechnęła się szeroko, głaszcząc zaokrąglony brzuszek.
- Chciałam wam kogoś przedstawić.- Dragomirówna wyciągnęła dłoń do Dominica.
Chłopak nie pewnie podszedł i ukłonił się. Małżeństwo patrzyli na niego uważnie.
- Jak się nazywasz chłopcze.- Odezwała się w końcu królowa.
- Dominic Szelski.- ponownie się ukłonił.- Powinienem to zrobić wcześniej, ale nie było zbyt okazji. Chciałbym prosić o pozwolenie na związek z waszą córką.- popatrzył z miłością na blondynkę, która cała się rozpromieniła.
- Będę musiał się zastanowić...- zaczął wujek, ale przerwał, gdy ciocia uderzyła go w brzuch.
- Bardzo miło nam cię poznać. A skoro Rosalie tak cię kocha, to nie widzę przeciwwskazań.- wciąż promieniała dobrym humorem.- A tam, kto się chowa?
Odsunęłam się i dałam znak ukochanemu, żeby podszedł.
- To chłopak Nastki.- zachichotała Oliwia.
- Przyjaciel.- poprawiliśmy oboje.
- Tak? A kto o nim myśli 24 na dobę?- dodał Felix, a ja się zarumieniłam.
Obrażona odwróciłam się do nich plecami, za skrzyżowanymi ramionami.
- Witaj chłopcze.- zaciekawiona spojrzałam za siebie.- Jak się nazywasz?
Blondyn klęczał z nisko pochyloną głową, jakby chciał tym wynagrodzić swoje pochodzenie. Całą drogę się denerwował, bo wiedział jakie stosunki były między jego ojcem, a Królową.
- Jestem Jack Zeklos, Wasza Wysokość.- wciąż się nie podnosił.
Widziałam jak uśmiech znika z twarzy pary królewskiej. Wymienili niepewne spojrzenia, następnie patrząc na mnie. Miałam nadzieję, że nie pogonią go gdzie pieprz rośnie.
- Wstań.- powiedziała ciocia Lissa.- Co było to było. Przecież nie można obwiniać cię za błędy ojca. Skoro jesteś w tym gronie, znaczy to, że jesteś tego warty.
Po krótkim przywitanie, wszyscy rozeszli się do swoich rodzin. Ja z rodzeństwem i chłopa... przyjacielem, postanowiliśmy przejść się po Dworze, aż dotarliśmy do parku mojej imienniczki. Felix zaczął się bawić z Dianą między drzewami, a my stanęliśmy na mostku.
- To tu chodzili wasi rodzice?- zaczął temat moroj.
- Tak.- uśmiechnęłam się na liczne wspomnienia z tego miejsca.- Właśnie tutaj.
- Nie dziwię. Bardzo tu ładnie.- odetchnął głęboko nocnym powietrzem.- Nie było aż tak źle.
- Przecież mówiłam.- prychnęłam.
- Tak, wiem, wiem. Ty masz zawsze rację.- nabijał się ze mnie.
- Przecież to wiadomo.- wypięłam pierś do przodu.
On za to dźgnął mnie palcem w bok, na co od razu się skuliłam. Zaczął mnie łaskotać, a ja uciekać. Biegałam miedzy drzewami śmiejąc się w niebo głosy, aż wpadłam na coś twardego. Upadłabym, gdyby nie silne ramiona w sumie dwóch osób. Przed twarzą zobaczyłam chłopaka w blond czuprynie z szarymi oczami. Spojrzał na moroja, który złapał mnie od tyłu i odsunął się dwa kroki. Podczas tego puścił mnie, co pozwoliło mi na swobodne opadnięcie w ramiona Zeklosa.
- Przepraszam.- odchrząknęłam, gdy się podniosłam.
- Nic nie szkodzi. Powinienem bardziej uważać.- chłopak podrapał się po karku.- Ale gdzie moje maniery. Jestem Oliver Sarcozy.
Popatrzyliśmy na niego niepewnie.
- Jesteś w jakiś sposób spokrewniony z Maddy Sarcozy?- spytał chłopak z mojej lewej.
- Tak, jakby...- lekko się zmieszał.- To moja kuzynka. Czarna owca rodziny.
- Nie ona jedna, z tego co słyszałam.- mruknęłam, wspominając słowa mamy.
- Proszę, nie osadzajcie mnie ze względu na pokrewieństwo z osobą, na której zachowanie nie mam najmniejszego wpływu.
W sumie to nie wygląda na jakiegoś wrednego. Jack'owi dałam szansę, to z nim może da się zaprzyjaźnić.
- Anastazja Hathaway.- podałam mu dłoń.
- Nastka...- zdziwił się mój ukochany.
Dźgnęłam go łokciem w bok, żeby się przymknął.
- A to Jack Zeklos. Mój...
- Chłopak.- dokończył za mnie moroj, obejmując mnie ramieniem w talii i podając dłoń świeżo poznanemu.
- Miło mi was poznać.- uśmiechnął się przyjaźnie Oliver, ściskając dłoń, po czym spojrzał na telefon.- O rany! Wybaczcie, ale muszę już iść.
Zanim zdążyliśmy coś powiedzieć, on już poszedł.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
czwartek, 6 kwietnia 2017
ROZDZIAŁ 42
Pierwsze, co poczułam, to olbrzymi ból głowy. A obiecywałam sobie, nigdy więcej. I co? I się schlałam. Ostrożnie obróciłam się na plecy i otworzyłam oczy. Od razu zauważyłam, że to nie mój pokój i zaczęłam się rozglądać. Wygląda znajomo, ale to wciąż nie nasz dom. Spanikowana spojrzałam pod kołdrę. Co do cholery?! Czemu mam na sobie tylko majtki i za dużą bluzkę. Jednak zapach wydał mi się również znajomy. W końcu nabrałam odwagi spojrzeć na drugą połowę łóżka. Uspokoiłam się, widząc tak dobrze znaną mi twarz. Od razu zrozumiałam, że jestem w jego domu. Mimo, że wciąż się na niego gniewam, nie umiem zaprzeczyć, że słodko wygląda, kiedy śpi. Włosy latały mu po całej twarzy, a usta miał lekko rozchylone. Wyglądał tak uroczo, że miałam ochotę go pocałować. Ale nie mogę. Wciąż została kwestia, co ja tu robię. Zaczęłam go szturchać.
- Jack.- odchrząknęłam, aby wróciła mi dawna barwa głosu.- Jack.
On tylko coś mruknął i odwrócił się w moją stronę, poprawiając kołdrę. Nim zareagowałam, objął mnie w pasie, przyciskając do swojej klatki piersiowej.
- Jack.- nie odpuszczałam.- Weź się obudź.
- Wszystko jest dobrze księżniczko. Śpij.- mruknął,z wciąż zamkniętymi oczami.
- Do każdej tak mówisz?- spytałam chłodno.
- Wiesz, że tylko do ciebie, Anastazja.- w końcu podniósł powieki.- A teraz dasz mi pospać? Mamy za sobą ciężką noc.
- I ja właśnie co do niej mam pytania.- nie odpuszczałam.- Możesz minie puścić?
- Nie.
- Bo...- uniosłam jedną brew.
- Bo takich skarbów nie puszcza się nigdy.- cmoknął i uwalił się na mnie.
- Złaź.- próbowałam go zrzucić, ale trzymał się mocno.
- Kochanie, nie wierć się. Przecież nic ci nie zrobię.- mruknął zasypiając.
- Powiedz mi lepiej, co ja tu robię.- fuknęłam, wciąż się szarpiąc.
- Teraz? Przeszkadzasz mi spać.
- Oj, ale ty biedny.
- Co nie?- podniósł się i spojrzał na mnie, jakby był najbardziej pokrzywdzoną osobą na świecie.
Przewróciłam oczami.
- A tak ogólnie?- ciągnęłam.
- No dobra. Widzę, że i tak nie zasnę.- w końcu wrócił na swoją połowę.- Ale jesteś bardzo wygodną poduszką.
- Gadaj!- nie spuszczałam.z niego ostrego spojrzenia.
- Byłaś tak schlana, że zabrałem cię do mojego rodzinnego domu, bo był bliżej.
- A ty oczywiście byłeś trzeźwy?- prychnęłam.
- Otrzeźwiałem, gdy zaciągnęłaś mnie do łazienki na szybki numerek.- zaśmiał się.
Otworzyłam z niedowierzaniem oczy.
- Łżesz.- oskarżyłam go.
- Ani odrobinkę, kochanie.- podniósł ręce do góry, próbując się nie śmiać, ale nie wychodziło mu.
- Boże święty. Już nigdy więcej nie tknę alkoholu.
O cholera. Zażenowana ukryłam twarz w dłoniach. To nie może być prawda. Nie może. Przecież nie jestem taka głupia. A może? Poczułam, że ktoś zabrał moje dłonie z twarzy i swobodnie mogłam patrzeć w piwne tęczówki.
- Spokojnie. Do niczego nie doszło.- uśmiechnął się pocieszająco.
- Masz szczęście, bo inaczej byś nie miał czym panienki przelatywać.
- Nie chcę nikogo "przelatywać"- zaśmiał się, nie puszczając moich dłoni.- Chcę się tylko kochać z kobietą mojego życia.
- Przestań pieprzyć.- odwróciłam wzrok, aby nie utonąć w jego cudnych oczach.- Dwa dni temu pokazałeś, jak bardzo mnie kochasz.
- Cholera! Nastka! Wysłuchaj mnie chociaż. Wiem, że jestem kretynem i największym idiotom świata, ale chciałem to zrobić dla ciebie. Wiem ile ten medalion dla ciebie znaczy. Chciałem dobrze... Przepraszam. Za wszystko co ci zrobiłem. Jestem nic nie wartym śmiechem, ale błagam. Wybacz mi.- błagał mnie wręcz na kolanach.
Odwróciłam wzrok.
- Nie wiem. Zastanowię się. To dla mnie trudne. Pierwszy raz się tak czuję i boję się.
- Uwierz, że nigdy bym cię nie zdradził. Za bardzo mi na tobie zależy, gdybym tylko cofnął czas...- zwiesił głowę.
Patrzyłam na niego smutno. Kompletnie nie wiedziałam co zrobić. Widzę, jak mu zależy, ale boję się. Najzwyczajniej w świecie się boję. Że znowu coś się stanie, że znowu będziemy cierpieć, że następnym razem już się nie pozbieram. Nie chcę tracić już żadnej ważnej dla mnie osoby...
- Nie wiem.- szepnęłam.- Czy chcę być dalej twoją dziewczyną. Na razie to za trudne.- westchnął cicho.- Ale możemy zacząć od nowa, jako przyjaciele. Reszta może jakoś sama wyjdzie.
Spojrzał na mnie z niedowierzaniem, jakby szukał potwierdzenia, że nie żartuję. Po chwili rzucił mi się w objęcia.
- Dziękuję, dziękuję. Zrobię wszystko, wszystko, żebyś zobaczyła jak bardzo Cię Kocham i jak bardzo mi na tobie zależy. Jeszcze będziesz moja.- powiedział, patrząc mi prosto w oczy.
Nagle pochylił się i mnie... pocałował. Z początku zszokowana, po chwili oddałam pocałunek. Nie wiem co mną kierowało. Po prostu to było da mnie naturalne. Popchnął mnie delikatnie na pościel i zaczął pogłębiać pocałunek. Nie opierałam się, błądząc dłońmi po jego nagim torsie. Ukochany zszedł ustami na moją szyję. Cholera! Ja nie wytrzymam bez niego. Jęczałam cicho, ale trzeba to skończyć.
- Jack.- odsunęłam go od siebie.
Szybko ode mnie odskoczył. Oboje oddychaliśmy szybko.
- Przepraszam.
- Jack...- popatrzył na mnie.- Kocham Cię, ale jeszcze nie.
- Wiem księżniczko.- podszedł i mnie przytulił.- Już mówiłem, że poczekam na ciebie. Nawet całą wieczność. Bo też Cię Kocham.
- To teraz skoro wszystko sobie wyjaśniliśmy, ubieraj się i na trening.- zerwałam się z łóżka z szerokim uśmiechem.
- Nie tak prędko, słońce.- złapał mnie z rękę i pociągnął na swoje kolana.- Jeszcze nie wszystko wyjaśnione.
Zrzedła mi mina, bo podejrzewam, o co może mu chodzić.
- Co to było w sobotę?- uniósł brew.
Westchnęłam ciężko i usiadłam obok niego.
- Nie chciałam ci wcześniej mówić, bo bałam się, że mnie zostawisz, a później nas wydasz. Tak naprawdę nie urodziliśmy się dlatego, że tata był strzygą. To jest w ogóle inna historia.
I zaczęłam opowiadać. O tym jak tato poznał Lunę, co się stało podczas zaręczyn rodziców, a później co odkrywali, gdy z Felixem byliśmy mali, oraz o wymyśleniu tej całej bajeczki o strzygach.
- Mnie i jego łączy więź...
- Czyli, że on wie wszystko co ty i na odwrót?- spytał, zszokowany.
- Widzi, słyszy i czuje. Ale umiemy się wyłączyć na siebie. Do tego, mamy coś a'la moc ducha, ale bez negatywnych skutków. Doskonale panuję nad każdym żywiołem, magią wpływu i uleczaniem.
Odwróciłam wzrok.
- I za to miałbym cię zostawić?- przytulił mnie i cmoknął w policzek.- Niesamowite jakim jestem szczęściarzem. Mam bardzo niezwykłą dziewczynę.
- Przyjaciółkę.- poprawiłam.
- Oboje wiemy, że długo nie wytrzymasz.- był bardzo pewny siebie.
- Ja nie wytrzymam?! Okey. Zrobimy zakład? Do moich urodzin jesteśmy tylko przyjaciółmi. Kto pierwszy odpadnie, przegrywa.
- O co?- zmrużył oczy.
- Jeśli wygram, zabierzesz mnie na randkę na sam szczyt wieży Eiffla.- wystawiłam rękę.
- A jeśli ja wygram, na weekend zabierzesz mnie do waszego domu i będziesz mi usługiwać.
- Zgoda.
- Zgoda.
Uścisnęliśmy sobie dłonie, podczas czego szybko cmoknął mnie w usta.
- Jack.- odchrząknęłam, aby wróciła mi dawna barwa głosu.- Jack.
On tylko coś mruknął i odwrócił się w moją stronę, poprawiając kołdrę. Nim zareagowałam, objął mnie w pasie, przyciskając do swojej klatki piersiowej.
- Jack.- nie odpuszczałam.- Weź się obudź.
- Wszystko jest dobrze księżniczko. Śpij.- mruknął,z wciąż zamkniętymi oczami.
- Do każdej tak mówisz?- spytałam chłodno.
- Wiesz, że tylko do ciebie, Anastazja.- w końcu podniósł powieki.- A teraz dasz mi pospać? Mamy za sobą ciężką noc.
- I ja właśnie co do niej mam pytania.- nie odpuszczałam.- Możesz minie puścić?
- Nie.
- Bo...- uniosłam jedną brew.
- Bo takich skarbów nie puszcza się nigdy.- cmoknął i uwalił się na mnie.
- Złaź.- próbowałam go zrzucić, ale trzymał się mocno.
- Kochanie, nie wierć się. Przecież nic ci nie zrobię.- mruknął zasypiając.
- Powiedz mi lepiej, co ja tu robię.- fuknęłam, wciąż się szarpiąc.
- Teraz? Przeszkadzasz mi spać.
- Oj, ale ty biedny.
- Co nie?- podniósł się i spojrzał na mnie, jakby był najbardziej pokrzywdzoną osobą na świecie.
Przewróciłam oczami.
- A tak ogólnie?- ciągnęłam.
- No dobra. Widzę, że i tak nie zasnę.- w końcu wrócił na swoją połowę.- Ale jesteś bardzo wygodną poduszką.
- Gadaj!- nie spuszczałam.z niego ostrego spojrzenia.
- Byłaś tak schlana, że zabrałem cię do mojego rodzinnego domu, bo był bliżej.
- A ty oczywiście byłeś trzeźwy?- prychnęłam.
- Otrzeźwiałem, gdy zaciągnęłaś mnie do łazienki na szybki numerek.- zaśmiał się.
Otworzyłam z niedowierzaniem oczy.
- Łżesz.- oskarżyłam go.
- Ani odrobinkę, kochanie.- podniósł ręce do góry, próbując się nie śmiać, ale nie wychodziło mu.
- Boże święty. Już nigdy więcej nie tknę alkoholu.
O cholera. Zażenowana ukryłam twarz w dłoniach. To nie może być prawda. Nie może. Przecież nie jestem taka głupia. A może? Poczułam, że ktoś zabrał moje dłonie z twarzy i swobodnie mogłam patrzeć w piwne tęczówki.
- Spokojnie. Do niczego nie doszło.- uśmiechnął się pocieszająco.
- Masz szczęście, bo inaczej byś nie miał czym panienki przelatywać.
- Nie chcę nikogo "przelatywać"- zaśmiał się, nie puszczając moich dłoni.- Chcę się tylko kochać z kobietą mojego życia.
- Przestań pieprzyć.- odwróciłam wzrok, aby nie utonąć w jego cudnych oczach.- Dwa dni temu pokazałeś, jak bardzo mnie kochasz.
- Cholera! Nastka! Wysłuchaj mnie chociaż. Wiem, że jestem kretynem i największym idiotom świata, ale chciałem to zrobić dla ciebie. Wiem ile ten medalion dla ciebie znaczy. Chciałem dobrze... Przepraszam. Za wszystko co ci zrobiłem. Jestem nic nie wartym śmiechem, ale błagam. Wybacz mi.- błagał mnie wręcz na kolanach.
Odwróciłam wzrok.
- Nie wiem. Zastanowię się. To dla mnie trudne. Pierwszy raz się tak czuję i boję się.
- Uwierz, że nigdy bym cię nie zdradził. Za bardzo mi na tobie zależy, gdybym tylko cofnął czas...- zwiesił głowę.
Patrzyłam na niego smutno. Kompletnie nie wiedziałam co zrobić. Widzę, jak mu zależy, ale boję się. Najzwyczajniej w świecie się boję. Że znowu coś się stanie, że znowu będziemy cierpieć, że następnym razem już się nie pozbieram. Nie chcę tracić już żadnej ważnej dla mnie osoby...
- Nie wiem.- szepnęłam.- Czy chcę być dalej twoją dziewczyną. Na razie to za trudne.- westchnął cicho.- Ale możemy zacząć od nowa, jako przyjaciele. Reszta może jakoś sama wyjdzie.
Spojrzał na mnie z niedowierzaniem, jakby szukał potwierdzenia, że nie żartuję. Po chwili rzucił mi się w objęcia.
- Dziękuję, dziękuję. Zrobię wszystko, wszystko, żebyś zobaczyła jak bardzo Cię Kocham i jak bardzo mi na tobie zależy. Jeszcze będziesz moja.- powiedział, patrząc mi prosto w oczy.
Nagle pochylił się i mnie... pocałował. Z początku zszokowana, po chwili oddałam pocałunek. Nie wiem co mną kierowało. Po prostu to było da mnie naturalne. Popchnął mnie delikatnie na pościel i zaczął pogłębiać pocałunek. Nie opierałam się, błądząc dłońmi po jego nagim torsie. Ukochany zszedł ustami na moją szyję. Cholera! Ja nie wytrzymam bez niego. Jęczałam cicho, ale trzeba to skończyć.
- Jack.- odsunęłam go od siebie.
Szybko ode mnie odskoczył. Oboje oddychaliśmy szybko.
- Przepraszam.
- Jack...- popatrzył na mnie.- Kocham Cię, ale jeszcze nie.
- Wiem księżniczko.- podszedł i mnie przytulił.- Już mówiłem, że poczekam na ciebie. Nawet całą wieczność. Bo też Cię Kocham.
- To teraz skoro wszystko sobie wyjaśniliśmy, ubieraj się i na trening.- zerwałam się z łóżka z szerokim uśmiechem.
- Nie tak prędko, słońce.- złapał mnie z rękę i pociągnął na swoje kolana.- Jeszcze nie wszystko wyjaśnione.
Zrzedła mi mina, bo podejrzewam, o co może mu chodzić.
- Co to było w sobotę?- uniósł brew.
Westchnęłam ciężko i usiadłam obok niego.
- Nie chciałam ci wcześniej mówić, bo bałam się, że mnie zostawisz, a później nas wydasz. Tak naprawdę nie urodziliśmy się dlatego, że tata był strzygą. To jest w ogóle inna historia.
I zaczęłam opowiadać. O tym jak tato poznał Lunę, co się stało podczas zaręczyn rodziców, a później co odkrywali, gdy z Felixem byliśmy mali, oraz o wymyśleniu tej całej bajeczki o strzygach.
- Mnie i jego łączy więź...
- Czyli, że on wie wszystko co ty i na odwrót?- spytał, zszokowany.
- Widzi, słyszy i czuje. Ale umiemy się wyłączyć na siebie. Do tego, mamy coś a'la moc ducha, ale bez negatywnych skutków. Doskonale panuję nad każdym żywiołem, magią wpływu i uleczaniem.
Odwróciłam wzrok.
- I za to miałbym cię zostawić?- przytulił mnie i cmoknął w policzek.- Niesamowite jakim jestem szczęściarzem. Mam bardzo niezwykłą dziewczynę.
- Przyjaciółkę.- poprawiłam.
- Oboje wiemy, że długo nie wytrzymasz.- był bardzo pewny siebie.
- Ja nie wytrzymam?! Okey. Zrobimy zakład? Do moich urodzin jesteśmy tylko przyjaciółmi. Kto pierwszy odpadnie, przegrywa.
- O co?- zmrużył oczy.
- Jeśli wygram, zabierzesz mnie na randkę na sam szczyt wieży Eiffla.- wystawiłam rękę.
- A jeśli ja wygram, na weekend zabierzesz mnie do waszego domu i będziesz mi usługiwać.
- Zgoda.
- Zgoda.
Uścisnęliśmy sobie dłonie, podczas czego szybko cmoknął mnie w usta.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
środa, 5 kwietnia 2017
ROZDZIAŁ 41
Gdy tylko drzwi się zamknęły, opadłam na poduszki. Wisel, wciąż leżąca obok mnie dała o sobie znać, podnosząc głowę i merdając ogonem. Pogłaskałam ją ze smutnym uśmiechem. W odpowiedzi zaczęła szturchać mnie nosem w rękę. Po chwili położyła pysk na łóżku, wciąż zamiatając pościel.
- A ty co o tym sądzisz? Powinnam z nim pogadać?
Odpowiedziała mi cisza. Westchnęłam, zaplatając dłonie na brzuchu i wlepiając wzrok w sufit. Poczułam coś mokrego na ramieniu i zdziwiona spojrzałam w bok. Suczka popatrzyła na mnie błagania, przewracając się na drugą stronę, ale skończyło jej się łóżko i spadła. Szybko jednak się podniosła i otrzepała, a ja zachichotałam cicho. Jednak przestałam, widząc zdjęcie wiszące na ścianie. Przedstawiało mnie w wysokiej trawie, jakby zamyślonej z rozłożonymi ramionami w dół. To jedno ze tych zrobionych na naszej pierwszej randce przez mojego chłopaka. Poczułam pieczenie pod powiekami i powrócił ból nie zmytych oczu poszłam do łazienki się umyć i trochę ochłonąć. Gdy tylko spojrzałam w lustro, przeraziłam się. Dziwne, że ciocia nie wybiegła z krzykiem, widząc mnie w takim stanie. Czarne ślady po łzach z tuszu i koła wokół oczu od cieni do powiek, sprawiały, że wyglądałam jak opętana panda. Szybko to z siebie zmyłam i wskoczyłam pod prysznic. O tak! To jest to, czego mi trzeba. Nie mogę się tak zamartwiać. Jestem jeszcze wolną, niezależną kobietą i żaden niewyżyty facet nie przeszkodzi mi w korzystaniu z życia. Wyszłam z łazienki i podeszłam do szafy. Wyciągałam sukienki jedna po drugiej, ale nie miałam żadnej aż tak wyzywającej. Nie lubiłam za bardzo kusić, ale dzisiaj jest nowy dzień. Mam ochotę wyszaleć się za wszystkie czasy i pokazać, że nie potrzeba facetów do szczęścia. Z hukiem zamknęłam drzwi i usiadłam na łóżku, myśląc co dalej. Nagle doznałam olśnienia. Wyleciałam z pokoju i poszłam do sypialni mamy. Odkąd mamy klucze już nie jest zamknięta. Oczywiście wszystko zostaje na swoim miejscu. Otworzyłam szafę i aż musiałam się odsunąć, żeby się nie pobrudzić. Z wnętrza wyleciał kurz. Po odkaszleniu swego, zajrzałam do środka. Od razu w oczy rzuciła mi się idealna sukienka.
Wyciągnęłam ją i ubrałam na siebie. Czerwony materiał ściśle przylegał do mojego ciała. Dekolt zwężał się w stronę piersi tak nisko, że nie mogłam ubrać pod spód biustonosza. Do tego na plecach zaczynała się dopiero na wysokości części lędźwiowej kręgosłupa. Góra trzymała się tylko na pasku związanym z tyłu szyi. Do tego założyłam czerwone szpilki. Wzięłam jeszcze kopertówkę z dokumentami, kluczami i portfelem. No i oczywiście sztylet. Zrobiłam sobie mocny makijaż w łazience, pożyczając kosmetyki perfumy mamy. Już gotowa zeszłam na dół, gdzie czekały wyszykowane dziewczyny. Spojrzałam na nie zdziwiona.
- WOW! Ale wyglądasz.- szczęki opadły im do podłogi.
- Dzięki. Idziecie gdzieś?- spojrzałam na nie przenikliwie.
- Felix.- powiedziały chórem i od razu zrozumiałam.
- Co ja... WOW!- brunet stanął w progu kuchni.
- Nie wiedziałem, że masz taką seksowną siostrę.- Ash patrzył na mnie z uśmiechem.
- Nie puszczę cię tam tak ubranej.- mój brat zmierzył mnie krytycznym wzrokiem
- Przesadzasz. Umiem o siebie zadbać. Po za tym będę z dziewczynami.- zauważyłam.- Macie piwo?
- Wielkie mi pocieszenie.- mruknął dampir, gdy go mijałam.
Zadowolona weszłam do pomieszczenia obok, gdzie siedzieli chłopcy z wujostwem, rozmawiając o ostatnim meczu. Na stole, przy którym siedzieli stała cała zgrzewka piwa. Wzięłam jedną, pochylając się jak najgłębiej w stronę męskiej części towarzystwa.
- Ślinisz się.- powiedziały jednocześnie wszystkie kobiety.
- Mówiłam?- otworzyłam puszkę.- Faceci to świnie, myślący tylko o jednym.
Przechyliłam aluminium i zaczęłam pić, aż wypiłam całego browara. Przetarłam usta z pianki, zgniatając puszkę na blacie.
- Wyrzuć to.- nakazała ciocia.
Przewróciłam oczami i wykonałam polecenie. Zauważyłam, że nie jest zadowolona z mojego postępowania.
- Zachowujesz się jak matka, ale ze złej strony.
- Dziękuję.- ukłoniłam się i chciałam wyjść, ale przeszkodziła mi dłoń, oplatająca się wokół mojego nadgarstka.
Spojrzałam w zmartwione oczy cioci i od razu poczułam wyrzuty sumienia za swoje postępowanie.
- Nastka, jesteś dobrą kobietą i nie pozwól, żeby zniszczył to jeden kretyn.
Bez słowa przytuliłam ją, co ona odwzajemniła.
- Wiem ciociu. To wciąż ja. Po prostu dzisiaj chcę się wyszaleć i o wszystkim zapomnieć.
- A my tego dopilnujemy.- Oliwia objęła mnie w pasie.
- Dobrze dziewczynki.- uśmiechnęła się Lili.
- A ja popilnuję was.- Felix przytulił od tyłu Alice.
- To babskie wyjście.- oburzyłam się.
- Nie obchodzi mnie to. Jadę z wami.
- Ja też.- zawołali chórem pozostali chłopcy.
Takim oto sposobem jechaliśmy dwoma samochodami. Ja, Oliwia, Felicja, Michele, Alice i Rozi w jednym, a Felix, Ash, Dominik i Thomas w drogim. Chciałam jechać gdzieś daleko, daleko i rudzielec sprawiła, że wylądowaliśmy trzy godziny drogi od szkoły. Że przestałam pół nocy, a drugie pół się zbieraliśmy, była siedemnasta czasu ludzkiego. Dzięki Dragomirównie weszliśmy bez kolejki i zajęliśmy stolik. Mój brat i Iwaszkow postanowili nie pić, bo ktoś będzie musiał nas zawieść z powrotem. Szybko poszła pierwsza kolejka, druga, trzecie... Rachubę skończyłam po ósmej, ale byłam już nieźle wystawiona. Złapałam Oliwię i zaciągnęłam na parkiet, wykonać taniec singielek. Weszłyśmy w sam środek tłumu i zaczęłyśmy wymachiwać biodrami, zdaje mi się w rytm muzyki, choć nie powiem, że na pewno. Nie przejmowałyśmy się ciałami, obcierającymi się o siebie, ani tym, że nagle straciłyśmy się z oczu. Tańczyłam, bez reszty oddając kontrolę alkoholowi w krwi. Nagle poczułam ręce na biodrach, które nadały mi odpowiednie tępo. Podałam się temu bez końca, ocierając się o tego kogoś coraz bardziej. Zadrżałam czując jego oddech na szyi.
- Wyglądasz tak, że mam ochotę przelecieć cię tu i teraz, księżniczko.- usłyszałam zachrypnięty szept koło ucha.
Odwróciłam się i zarzuciłam blondynowi ręce na ramiona.
- Co tu robisz?- spytałam uwodzicielsko.
Chłopak podniósł wzrok z moich piersi na usta. Chyba oboje przesadziliśmy z kieliszkami.
- Zdaje się, że to co ty, skarbie. Próbuję zapomnieć...
- O mnie.- udałam smutek.
- To byłoby nie możliwe.- nachylił się bliżej mojego ucha, schodząc niżej dłonią.- Jesteś za wspaniałą. O tym, jakim idiotą jestem.
Jęknęłam, gdy ścisnął mój pośladek. Złożył kilka pocałunków na mojej szyi po czym się lekko odsunął.
- I jak ci idzie?- spytałam, zmniejszając odległość między nami, dzięki czemu wyraźnie poczułam jego podniecenie.
- Twoja sukienka lekko mnie dekoncentruje.- uśmiechnął się, nie spuszczając wzroku z moich warg.- Tyle stracić...
- Jeszcze nie wszystko stracone.- uśmiechnęłam się kusząco.
Otworzył szeroko oczy, ze zdziwieniem i nadzieją, ale nie zdążył nic powiedzieć, bo wręcz się na niego rzuciłam. Od razu oddał pocałunek. Zaczęliśmy walkę, wymieniając się śliną, z której dało się wyraźnie wyczuć smak spożytego alkoholu. A później... urwał mi się film.
- A ty co o tym sądzisz? Powinnam z nim pogadać?
Odpowiedziała mi cisza. Westchnęłam, zaplatając dłonie na brzuchu i wlepiając wzrok w sufit. Poczułam coś mokrego na ramieniu i zdziwiona spojrzałam w bok. Suczka popatrzyła na mnie błagania, przewracając się na drugą stronę, ale skończyło jej się łóżko i spadła. Szybko jednak się podniosła i otrzepała, a ja zachichotałam cicho. Jednak przestałam, widząc zdjęcie wiszące na ścianie. Przedstawiało mnie w wysokiej trawie, jakby zamyślonej z rozłożonymi ramionami w dół. To jedno ze tych zrobionych na naszej pierwszej randce przez mojego chłopaka. Poczułam pieczenie pod powiekami i powrócił ból nie zmytych oczu poszłam do łazienki się umyć i trochę ochłonąć. Gdy tylko spojrzałam w lustro, przeraziłam się. Dziwne, że ciocia nie wybiegła z krzykiem, widząc mnie w takim stanie. Czarne ślady po łzach z tuszu i koła wokół oczu od cieni do powiek, sprawiały, że wyglądałam jak opętana panda. Szybko to z siebie zmyłam i wskoczyłam pod prysznic. O tak! To jest to, czego mi trzeba. Nie mogę się tak zamartwiać. Jestem jeszcze wolną, niezależną kobietą i żaden niewyżyty facet nie przeszkodzi mi w korzystaniu z życia. Wyszłam z łazienki i podeszłam do szafy. Wyciągałam sukienki jedna po drugiej, ale nie miałam żadnej aż tak wyzywającej. Nie lubiłam za bardzo kusić, ale dzisiaj jest nowy dzień. Mam ochotę wyszaleć się za wszystkie czasy i pokazać, że nie potrzeba facetów do szczęścia. Z hukiem zamknęłam drzwi i usiadłam na łóżku, myśląc co dalej. Nagle doznałam olśnienia. Wyleciałam z pokoju i poszłam do sypialni mamy. Odkąd mamy klucze już nie jest zamknięta. Oczywiście wszystko zostaje na swoim miejscu. Otworzyłam szafę i aż musiałam się odsunąć, żeby się nie pobrudzić. Z wnętrza wyleciał kurz. Po odkaszleniu swego, zajrzałam do środka. Od razu w oczy rzuciła mi się idealna sukienka.
Wyciągnęłam ją i ubrałam na siebie. Czerwony materiał ściśle przylegał do mojego ciała. Dekolt zwężał się w stronę piersi tak nisko, że nie mogłam ubrać pod spód biustonosza. Do tego na plecach zaczynała się dopiero na wysokości części lędźwiowej kręgosłupa. Góra trzymała się tylko na pasku związanym z tyłu szyi. Do tego założyłam czerwone szpilki. Wzięłam jeszcze kopertówkę z dokumentami, kluczami i portfelem. No i oczywiście sztylet. Zrobiłam sobie mocny makijaż w łazience, pożyczając kosmetyki perfumy mamy. Już gotowa zeszłam na dół, gdzie czekały wyszykowane dziewczyny. Spojrzałam na nie zdziwiona.
- WOW! Ale wyglądasz.- szczęki opadły im do podłogi.
- Dzięki. Idziecie gdzieś?- spojrzałam na nie przenikliwie.
- Felix.- powiedziały chórem i od razu zrozumiałam.
- Co ja... WOW!- brunet stanął w progu kuchni.
- Nie wiedziałem, że masz taką seksowną siostrę.- Ash patrzył na mnie z uśmiechem.
- Nie puszczę cię tam tak ubranej.- mój brat zmierzył mnie krytycznym wzrokiem
- Przesadzasz. Umiem o siebie zadbać. Po za tym będę z dziewczynami.- zauważyłam.- Macie piwo?
- Wielkie mi pocieszenie.- mruknął dampir, gdy go mijałam.
Zadowolona weszłam do pomieszczenia obok, gdzie siedzieli chłopcy z wujostwem, rozmawiając o ostatnim meczu. Na stole, przy którym siedzieli stała cała zgrzewka piwa. Wzięłam jedną, pochylając się jak najgłębiej w stronę męskiej części towarzystwa.
- Ślinisz się.- powiedziały jednocześnie wszystkie kobiety.
- Mówiłam?- otworzyłam puszkę.- Faceci to świnie, myślący tylko o jednym.
Przechyliłam aluminium i zaczęłam pić, aż wypiłam całego browara. Przetarłam usta z pianki, zgniatając puszkę na blacie.
- Wyrzuć to.- nakazała ciocia.
Przewróciłam oczami i wykonałam polecenie. Zauważyłam, że nie jest zadowolona z mojego postępowania.
- Zachowujesz się jak matka, ale ze złej strony.
- Dziękuję.- ukłoniłam się i chciałam wyjść, ale przeszkodziła mi dłoń, oplatająca się wokół mojego nadgarstka.
Spojrzałam w zmartwione oczy cioci i od razu poczułam wyrzuty sumienia za swoje postępowanie.
- Nastka, jesteś dobrą kobietą i nie pozwól, żeby zniszczył to jeden kretyn.
Bez słowa przytuliłam ją, co ona odwzajemniła.
- Wiem ciociu. To wciąż ja. Po prostu dzisiaj chcę się wyszaleć i o wszystkim zapomnieć.
- A my tego dopilnujemy.- Oliwia objęła mnie w pasie.
- Dobrze dziewczynki.- uśmiechnęła się Lili.
- A ja popilnuję was.- Felix przytulił od tyłu Alice.
- To babskie wyjście.- oburzyłam się.
- Nie obchodzi mnie to. Jadę z wami.
- Ja też.- zawołali chórem pozostali chłopcy.
Takim oto sposobem jechaliśmy dwoma samochodami. Ja, Oliwia, Felicja, Michele, Alice i Rozi w jednym, a Felix, Ash, Dominik i Thomas w drogim. Chciałam jechać gdzieś daleko, daleko i rudzielec sprawiła, że wylądowaliśmy trzy godziny drogi od szkoły. Że przestałam pół nocy, a drugie pół się zbieraliśmy, była siedemnasta czasu ludzkiego. Dzięki Dragomirównie weszliśmy bez kolejki i zajęliśmy stolik. Mój brat i Iwaszkow postanowili nie pić, bo ktoś będzie musiał nas zawieść z powrotem. Szybko poszła pierwsza kolejka, druga, trzecie... Rachubę skończyłam po ósmej, ale byłam już nieźle wystawiona. Złapałam Oliwię i zaciągnęłam na parkiet, wykonać taniec singielek. Weszłyśmy w sam środek tłumu i zaczęłyśmy wymachiwać biodrami, zdaje mi się w rytm muzyki, choć nie powiem, że na pewno. Nie przejmowałyśmy się ciałami, obcierającymi się o siebie, ani tym, że nagle straciłyśmy się z oczu. Tańczyłam, bez reszty oddając kontrolę alkoholowi w krwi. Nagle poczułam ręce na biodrach, które nadały mi odpowiednie tępo. Podałam się temu bez końca, ocierając się o tego kogoś coraz bardziej. Zadrżałam czując jego oddech na szyi.
- Wyglądasz tak, że mam ochotę przelecieć cię tu i teraz, księżniczko.- usłyszałam zachrypnięty szept koło ucha.
Odwróciłam się i zarzuciłam blondynowi ręce na ramiona.
- Co tu robisz?- spytałam uwodzicielsko.
Chłopak podniósł wzrok z moich piersi na usta. Chyba oboje przesadziliśmy z kieliszkami.
- Zdaje się, że to co ty, skarbie. Próbuję zapomnieć...
- O mnie.- udałam smutek.
- To byłoby nie możliwe.- nachylił się bliżej mojego ucha, schodząc niżej dłonią.- Jesteś za wspaniałą. O tym, jakim idiotą jestem.
Jęknęłam, gdy ścisnął mój pośladek. Złożył kilka pocałunków na mojej szyi po czym się lekko odsunął.
- I jak ci idzie?- spytałam, zmniejszając odległość między nami, dzięki czemu wyraźnie poczułam jego podniecenie.
- Twoja sukienka lekko mnie dekoncentruje.- uśmiechnął się, nie spuszczając wzroku z moich warg.- Tyle stracić...
- Jeszcze nie wszystko stracone.- uśmiechnęłam się kusząco.
Otworzył szeroko oczy, ze zdziwieniem i nadzieją, ale nie zdążył nic powiedzieć, bo wręcz się na niego rzuciłam. Od razu oddał pocałunek. Zaczęliśmy walkę, wymieniając się śliną, z której dało się wyraźnie wyczuć smak spożytego alkoholu. A później... urwał mi się film.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
wtorek, 4 kwietnia 2017
ROZDZIAŁ 40
Weszłam przez wielkie, podwójne drzwi do pomieszczenia wyłożonego drewnem i z materacami w rogu. Zrzuciłam z siebie torbę, oddając się uczuciom. Zawsze gdy tu jestem, przypominam sobie, że w tym oto miejscu moi rodzice zakochiwali się w sobie, godzinę po godzinie. Mam wtedy wrażenie, że wciąż można tu usłyszeć echo po ich rozmowach, o których czytałam we wspomnieniach mamy. To jak się droczyli, walczyli, całowali... Każdy ich krok z pierwszej lekcji umiem odtworzyć na pamięć. I z tej, kiedy tato pocałował mamę pierwszy raz, bez żadnej magi. Zawsze pragnęłam takiej miłości i do niedawna myślałam, że już ją mam. Ale najwidoczniej to jeszcze nie czas. Odetchnęłam głęboko ich uczuciem, które dodaje mi siły. Nie tylko ich miłość do siebie, ale i do nas. Tak bardzo teraz ich potrzebuję. Chcę być sama, a jednocześnie, żeby mnie ktoś przytulił. Starłam pospiesznie samotną łzę i podniosłam upuszczoną torbę, przenosząc ją na ławkę. Wyciągnęłam mały głośniczek Bluetooth i połączyłam go z komórką, po czym włączyłam ulubioną playlistę. Oddałam się rozgrzewce a później ćwiczeniom do reszty, zapominając o wszystkim. Całym bólu, złości, smutku, zawieszeniu. Po prostu o całym świecie. Zaczęłam kopać i uderzać wyimaginowanego wroga. Nie wiem, ile już minęło. Godzina? Dwie? Cały dzień?
- Tak źle nie jest.- usłyszałam za sobą.
Automatycznie wykonałam wymach do tyłu, ale moją pięść zatrzymała dłoń Felixa. Patrzyłam na niego, oddychające szybko, a on bez słowa mnie przytulił. Tego było mi teraz trzeba. Poczułam wielki ból w sercu, spowodowany niedawnymi wydarzeniami.
- Czemu to tak boli?- spytałam.
- Nie wiem, kochanie, ale nie pozwolę ci więcej cierpieć. Chodź do domu.
Pokiwałam głową i dała się pociągnąć do ławki. Brunet spakował mnie i mogliśmy ruszać. Przetarłam oczy, żeby nie płakać. Nie mogę.
- On nie jest wart twoich łez.- szepnął mi po drodze.
- Przepraszam.- odpowiedziałam tak samo.
- Za co?- zdziwił się.
- Za to, że nakrzyczałam na ciebie zanim zaczęłam się z nim spotykać. Miałeś rację, a ja jak zwykle się uparłam i mam co chciałam. Powinnam była cię posłuchać.
- Wcale, że nie. Myślę, że to ty miałaś rację. Zmieniłaś go. Już nie był kompletnym dupkiem i zrobił to z ważnego powodu. Trochę źle się za to zabrał...
- Źle?! On ją całował na moich oczach. A ty go jeszcze usprawiedliwiasz?
- Nie go, a ciebie. Nie udawaj.- spojrzał na mnie znacząco.- Czujesz, że zawiodłaś rodziców, że jesteś naiwna i głupia, ale to nie prawda. Wszyscy uczymy się na błędach. Rodzice też wiele razy zaplątali się w sieci uczuć, ale najważniejsze, że zrozumieli swoje złe decyzje i je naprawiali.
- Nastka! A gdzie twój piesek?- zawołał jakiś chłopak.
- Wyrzuciłam kundla.- warknęłam i przyspieszyłam.
Weszliśmy do domu, gdzie byli nasi przyjaciele.
- Nastka.- Oliwia rzuciła się na mnie.
Już nie mogłam wytrzymać i rozpłakałam się w jej ramię.
- Spokojnie, kochana.- poklepała mnie po plecach.- Chodź. Trochę ci ulży.
Pociągnęła mnie na kanapę, gdzie usiadłyśmy, a ja wtuliłam się w nią. Chłopcy gdzieś wyszli, ale nie chciało mi się sprawdzać, dokąd. Po chwili koło nas pojawiły się Alice, Felicja, Michele i Rozi z dwoma pojemnikami lodów, każda. Oprócz tego stół wyłożony był chusteczkami i już wiedziałam, na co się zanosi. Kilka razy zdarzyło nam się pocieszać po chłopakach(zwłaszcza Rozi, wieczną romantyczkę), ale ja nie chciałam. Chciałam go pamiętać na zawsze i zawsze kochać. Nawet po tym co mi zrobił. Ale nie umiem mu wybaczyć. To była moja pierwsza miłość. Nawet się film nie zaczął, a ja już zużyłam pół paczki chusteczek.
- Kochana nie płacz. No wszystko będzie dobrze.
- N-nie będzie. On mnie zdradził. A-a ja go ko-ko-kooooochaaaaam.- rozbeczałam się na dobre.
- Ciii... Spokojnie. On ciebie też.
- Całował inną.- zauważyłam z wyrzutem, patrząc w oczy rudej przyjaciółce.- Faceci to świnie.
Po chwili z płaczem położyłam się na jej kolanie.
- Wiem kochanie. Wiem.- głaskał mnie po głowie.
Usłyszałam niedaleko skomlenie i poczułam, że Wisel kładzie się za mną i opiera swój pyszczek na kom boku. Popatrzyłam w jej małe, brązowe oczka i pogłaskałam psinę po biszkoptowej główce. Zaczęła machać ogonem, ale w oczach miała smutek, jakby czuła mój ból. Wstałam, na co i ona się podniosła.
- Dziewczyny nie obraźcie się, ale ja wolę pobyć trochę sama.
Wzięłam jedno pudełko lodów i poszłam na górę. Suczka pobiegła za mną i razem zamknęłyśmy się u mnie w pokoju. Puściłam głośną muzykę, opadając na łóżko, gdzie już leżała leżała moja towarzyszka i wtuliłam się w nią. Płakałam oraz obrzeżerałam się lodami, dopóki nie zmęczyłam się, po czym zasnęłam, nawet nie wiem, kiedy. Obudziło mnie szturchanie. Otworzyłam oczy, które lekko mnie piekły. Zapomniałam zmyć makijażu. Głupia ja. Przez zamglone oczy zobaczyłam ciocię Lili.
- Przyniosłam ci kanapki i herbatę.- powiedziała uśmiechając się smutno.
- Dziękuję.- mruknęłam, podnosząc się i biorąc od niej talerz.
- Jak się czujesz, myszko?- spytała siadając obok mnie.
- Koszmarnie, potwornie, źle.- ugryzłam chleb.
- Opowiem ci coś.- postanowiła.- Z Pawką zaczęłam się spotykać w liceum, gdy przeprowadził się do nas, aby się uczyć. Myślę, że wasi rodzice i ciocia Karolina trochę przy tym majstrowali. Do rzeczy. Kiedyś znalazłam się w podobnej sytuacji. Zobaczyłam Pawkę przytulającego się z Jessicą, moją przyjaciółką. Byłam zła i bardzo się z obojgiem pokłóciłam. Tego samego dnia przyszłam do mnie Jess i powiedziała, że to on zaczął się na mnie skarżyć i sam ją przytulił, a ona w szoku nie zdążyła nic zrobić. Uwierzyłam jej i przez trzy dni nie wychodziłam z pokoju, a przez kolejne trzy go unikałam. Z nikim nie chciałam o tym rozmawiać. Aż w końcu to on zmusił mnie do rozmowy. Wytłumaczył, że to Jessica chciała go pocałować. Zarzuciła mu na siebie jego ręce i czekała, aż dostanie sygnał od znajomych, że idę. Dlatego tak to wyglądało. Musicie to wyjaśnić.
- Już wszystko sobie wyjaśniliśmy. On ją pocałował z własnej woli.- spuściłam głowę.
- Za medalik, który ma dla ciebie wielką wartość.- złapała i uniosła złote serduszko.- Zrobił to dla ciebie, a to znaczy, że jesteś dla niego ważna.
- To skoro jestem tak ważna, czemu nie wymyślił czegoś innego?
- Mężczyźni mają problemy z myśleniem, a zwłaszcza przy kobietach. Naprawdę przemyśl to. Niekiedy to szczera rozmowa jest najlepszym lekarstwem na wszystko. Doskonale wiesz, że tak samo powiedzieliby twoi rodzice. Tylko dzięki temu byli ze sobą.
- Ciociu?- spojrzałam na nią.- Po czym mogę się dowiedzieć, że mu na mnie zależy?
- Wtedy, po całej aferze, straciłam przyjaciółkę, bardziej pokochałam waszego wujka, bo walczył o mnie. Jeśli mężczyzna się nie poddaje i pokazuje, że zależy mu na dziewczynie, to jest naszym skarbem. Oczywiście najpierw wróciliśmy do statusu przyjaciół.
- Dziękuję.- uśmiechnęłam się z wdzięcznością.
- Nie ma za co myszko.- poklepała mnie po ramieniu, po czym skierowała się do drzwi.- I przemyśl to, co ci powiedziałam.
- Tak źle nie jest.- usłyszałam za sobą.
Automatycznie wykonałam wymach do tyłu, ale moją pięść zatrzymała dłoń Felixa. Patrzyłam na niego, oddychające szybko, a on bez słowa mnie przytulił. Tego było mi teraz trzeba. Poczułam wielki ból w sercu, spowodowany niedawnymi wydarzeniami.
- Czemu to tak boli?- spytałam.
- Nie wiem, kochanie, ale nie pozwolę ci więcej cierpieć. Chodź do domu.
Pokiwałam głową i dała się pociągnąć do ławki. Brunet spakował mnie i mogliśmy ruszać. Przetarłam oczy, żeby nie płakać. Nie mogę.
- On nie jest wart twoich łez.- szepnął mi po drodze.
- Przepraszam.- odpowiedziałam tak samo.
- Za co?- zdziwił się.
- Za to, że nakrzyczałam na ciebie zanim zaczęłam się z nim spotykać. Miałeś rację, a ja jak zwykle się uparłam i mam co chciałam. Powinnam była cię posłuchać.
- Wcale, że nie. Myślę, że to ty miałaś rację. Zmieniłaś go. Już nie był kompletnym dupkiem i zrobił to z ważnego powodu. Trochę źle się za to zabrał...
- Źle?! On ją całował na moich oczach. A ty go jeszcze usprawiedliwiasz?
- Nie go, a ciebie. Nie udawaj.- spojrzał na mnie znacząco.- Czujesz, że zawiodłaś rodziców, że jesteś naiwna i głupia, ale to nie prawda. Wszyscy uczymy się na błędach. Rodzice też wiele razy zaplątali się w sieci uczuć, ale najważniejsze, że zrozumieli swoje złe decyzje i je naprawiali.
- Nastka! A gdzie twój piesek?- zawołał jakiś chłopak.
- Wyrzuciłam kundla.- warknęłam i przyspieszyłam.
Weszliśmy do domu, gdzie byli nasi przyjaciele.
- Nastka.- Oliwia rzuciła się na mnie.
Już nie mogłam wytrzymać i rozpłakałam się w jej ramię.
- Spokojnie, kochana.- poklepała mnie po plecach.- Chodź. Trochę ci ulży.
Pociągnęła mnie na kanapę, gdzie usiadłyśmy, a ja wtuliłam się w nią. Chłopcy gdzieś wyszli, ale nie chciało mi się sprawdzać, dokąd. Po chwili koło nas pojawiły się Alice, Felicja, Michele i Rozi z dwoma pojemnikami lodów, każda. Oprócz tego stół wyłożony był chusteczkami i już wiedziałam, na co się zanosi. Kilka razy zdarzyło nam się pocieszać po chłopakach(zwłaszcza Rozi, wieczną romantyczkę), ale ja nie chciałam. Chciałam go pamiętać na zawsze i zawsze kochać. Nawet po tym co mi zrobił. Ale nie umiem mu wybaczyć. To była moja pierwsza miłość. Nawet się film nie zaczął, a ja już zużyłam pół paczki chusteczek.
- Kochana nie płacz. No wszystko będzie dobrze.
- N-nie będzie. On mnie zdradził. A-a ja go ko-ko-kooooochaaaaam.- rozbeczałam się na dobre.
- Ciii... Spokojnie. On ciebie też.
- Całował inną.- zauważyłam z wyrzutem, patrząc w oczy rudej przyjaciółce.- Faceci to świnie.
Po chwili z płaczem położyłam się na jej kolanie.
- Wiem kochanie. Wiem.- głaskał mnie po głowie.
Usłyszałam niedaleko skomlenie i poczułam, że Wisel kładzie się za mną i opiera swój pyszczek na kom boku. Popatrzyłam w jej małe, brązowe oczka i pogłaskałam psinę po biszkoptowej główce. Zaczęła machać ogonem, ale w oczach miała smutek, jakby czuła mój ból. Wstałam, na co i ona się podniosła.
- Dziewczyny nie obraźcie się, ale ja wolę pobyć trochę sama.
Wzięłam jedno pudełko lodów i poszłam na górę. Suczka pobiegła za mną i razem zamknęłyśmy się u mnie w pokoju. Puściłam głośną muzykę, opadając na łóżko, gdzie już leżała leżała moja towarzyszka i wtuliłam się w nią. Płakałam oraz obrzeżerałam się lodami, dopóki nie zmęczyłam się, po czym zasnęłam, nawet nie wiem, kiedy. Obudziło mnie szturchanie. Otworzyłam oczy, które lekko mnie piekły. Zapomniałam zmyć makijażu. Głupia ja. Przez zamglone oczy zobaczyłam ciocię Lili.
- Przyniosłam ci kanapki i herbatę.- powiedziała uśmiechając się smutno.
- Dziękuję.- mruknęłam, podnosząc się i biorąc od niej talerz.
- Jak się czujesz, myszko?- spytała siadając obok mnie.
- Koszmarnie, potwornie, źle.- ugryzłam chleb.
- Opowiem ci coś.- postanowiła.- Z Pawką zaczęłam się spotykać w liceum, gdy przeprowadził się do nas, aby się uczyć. Myślę, że wasi rodzice i ciocia Karolina trochę przy tym majstrowali. Do rzeczy. Kiedyś znalazłam się w podobnej sytuacji. Zobaczyłam Pawkę przytulającego się z Jessicą, moją przyjaciółką. Byłam zła i bardzo się z obojgiem pokłóciłam. Tego samego dnia przyszłam do mnie Jess i powiedziała, że to on zaczął się na mnie skarżyć i sam ją przytulił, a ona w szoku nie zdążyła nic zrobić. Uwierzyłam jej i przez trzy dni nie wychodziłam z pokoju, a przez kolejne trzy go unikałam. Z nikim nie chciałam o tym rozmawiać. Aż w końcu to on zmusił mnie do rozmowy. Wytłumaczył, że to Jessica chciała go pocałować. Zarzuciła mu na siebie jego ręce i czekała, aż dostanie sygnał od znajomych, że idę. Dlatego tak to wyglądało. Musicie to wyjaśnić.
- Już wszystko sobie wyjaśniliśmy. On ją pocałował z własnej woli.- spuściłam głowę.
- Za medalik, który ma dla ciebie wielką wartość.- złapała i uniosła złote serduszko.- Zrobił to dla ciebie, a to znaczy, że jesteś dla niego ważna.
- To skoro jestem tak ważna, czemu nie wymyślił czegoś innego?
- Mężczyźni mają problemy z myśleniem, a zwłaszcza przy kobietach. Naprawdę przemyśl to. Niekiedy to szczera rozmowa jest najlepszym lekarstwem na wszystko. Doskonale wiesz, że tak samo powiedzieliby twoi rodzice. Tylko dzięki temu byli ze sobą.
- Ciociu?- spojrzałam na nią.- Po czym mogę się dowiedzieć, że mu na mnie zależy?
- Wtedy, po całej aferze, straciłam przyjaciółkę, bardziej pokochałam waszego wujka, bo walczył o mnie. Jeśli mężczyzna się nie poddaje i pokazuje, że zależy mu na dziewczynie, to jest naszym skarbem. Oczywiście najpierw wróciliśmy do statusu przyjaciół.
- Dziękuję.- uśmiechnęłam się z wdzięcznością.
- Nie ma za co myszko.- poklepała mnie po ramieniu, po czym skierowała się do drzwi.- I przemyśl to, co ci powiedziałam.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
poniedziałek, 3 kwietnia 2017
ROZDZIAŁ 39
Zajęcia minęły w spokoju. Nie uczymy się niczego nowego, bo odkryliśmy chyba już wszystkie nasze moce w pierwszym roku życia. No i jeszcze w 16 urodziny dostaliśmy po jednej mocy, indywidualnej dla każdego z nas. Ja mam pamięć fotograficzną, działającą również wstecz czyli mogę zajrzeć do wspomnień z przeszłości i coś narysować. Za to Felix może podporządkować swojej mocy naturę. No i z ciocią ćwiczymy używać tego w wale i udzielać pomocy światu. Zazwyczaj polega to na leczenie nieprzytomny ze skrzydła szpitalnego, albo walce ze sobą i naszymi morojskimi przyjaciółmi, z obranymi specjalizacjami oraz nauczycielami. Jednak na czas zajęć polowych ćwiczymy tylko na sobie. Wychodząc zastanawiałam się, co teraz robi mój chłopak.
- Myślisz o nim.- zauważył mój brat, idąc obok.
- No co ty nie powiedz?- prychnęłam.- Ja ci jakoś nie zwracam uwagi, że już wyobrażasz sobie dzisiejszą noc z Alice.
On westchnął tylko i poszedł w kierunku naszego domu. Ja jednak wolałam poszwędać się jeszcze po szkole. A nóż trafię na blondyna. Wychodziłam zza zakrętu na korytarz, prowadzący do holu i go zobaczyłam. Ale nie samego. Ten widok złamał mi serce.
- JACK'U ZENKLOSIE!!!- wydarłam się chyba na cały budynek.
Na dźwięk mojego głosu oderwał się od tej suki. Od razu wszyscy na nas spojrzeli, ale widząc moje mordercze spojrzenie, wybiegli we wszystkich kierunkach. Zostaliśmy we trójkę. Ja, ten huj, ze strachem w oczach i dorównująca mu Maddy, która uśmiechała się triumfalnie.
- Widzisz Nastiś, tak to jest, gdy nie dajesz mężczyźnie tego czego chce.- wydęła usta w dzióbek.- Szukają pocieszenia u innych, bardziej otwartych na związki.
Przeniosłam wzrok na nią, a ona skuliła się pod nim. Nieświadomie używałam wpływu, ale nie obchodziło mnie to. Jej słowa mnie raniły, zwłaszcza, że uświadomiła mi gorzką prawdę. Przełknęłam łzy, nie pokaże im mojej słabości.
- Zabieraj się kurwo, z tą swoją otwartą na związki cipą, do burdelu, gdzie będziesz pieprzona sto razy dziennie.- warknęłam na nią, a ona uciekła.
Wiedziałam, że zrobi co jej kazałam. Niech tam zgnije. Nie chcę jej widzieć nigdy więcej. Zwróciłam całą swoją uwagę na chłopaka. Zaczęłam się zbliżać, a on oddalać.
- Na-nastka. T-t-to nie t-t-tak jak my-myślisz...- zaczął dążącym głosem.
- Milcz! - przerwałam mu.- Kocham Cię, tak? Jesteś dla mnie najważniejsza, tak? A tylko czekałeś na okazję przelizania się z tą suką. Wszystko to kłamstwo! Okłamywałeś mnie, a ja ci ufałam! Tylko po co? A no tak. Chciałeś mnie tylko przelecieć! Normalnie się nie dało, więc sobie wymyśliłeś to wszystko. Nie spodziewałeś się, że tak długo będę zwlekać i zatęskniłeś za wolnością. Bad boy musi coś zaliczyć, bo celibat, kurwa, mu nie służy! Ta bajeczka o kochanej dziewczynie też wymyślona? Tyle kłamstwa, złudzeń. Ale ja jestem głupia. Ale koniec. Ty Jack'u Zeklosie wiedz, że zniszczyłeś mnie, jak ta twoja "Ajeksia". Wymyśliłeś piękną historię o nas. Zabawiłeś się mną, a ja była gotowa ci się oddać. Ta udawana troska, dbanie, "nasze dzieci", "jesteś na mnie skazana na zawsze"! I co widzę? Mówiłam, że zostawisz mnie dla morojki, ale sądziłam, że wybierzesz kogoś lepszego. Było od razu przyznać mi rację. Obiecywałeś, że poczuję się jak moja mama przy tacie. A jak się czuję jak najgorsze ścierwo. To wszystko twoja wina.- słowa przesiąknięte jadem, wypluwałam jak najgorszy szlam.
Nagle poczułam ramiona wokół szyi. Otrząsnęłam się z tego amoku i rozejrzałam dookoła. Byli wszyscy nasi najbliżsi przyjaciele, a ja stałam pięć kroków od chłopaka, a raczej ściany pod którą stał, bo on sam unosił się pod samym sufitem, przyduszony. Wszystko puściło. Przestałam używać magi, a tylko wtuliłam się w jasne loki Rozi. Czułam, że Felix ściąga blondyna ma ziemię i skarciłam się w środku, troską o niego. Przed chwilą mnie zdradził do cholery.
- C-co t-to było?- doszedł mnie zdziwiony głos moroja.
Mój brat spojrzał mu w oczy.
- Nie będziesz mógł powiedzieć o tym, co widziałeś przy osobach, które o tym nie wiedzą. Podczas każdej próby, powiesz coś ośmieszającego cię.- następnie zrobił coś, czego nikt by się po nim nie spodziewał. Uderzył go w twarz.- A to za moją siostrę.
On nigdy, ale to nigdy nie uderzył nikogo po za zajęciami z walki. Zeklos podniósł głowę i znowu poczułam potrzebę pomocy mu, na co tylko mocniej wszczepiłam się w przyjaciółkę, do której dołączyła Alice i Oliwia. Chłopak miał rozciętą wagę, a z nosa ciekła mu krew. Rozkojarzony spojrzał na mnie i w jego oczach zobaczyłam troskę i uczucie zagubienia.
-Nastka.-na dźwięk swojego imienia wychyliłam się zza głowy Dragomirówny.- To naprawdę nie tak. Mam twój medalik.- z żalem, poczuciem winy i smutkiem w oczach, pokazał małe serduszko na łańcuszku.
- I co?- warknął Ash.- Myślisz, że to coś pomoże?
- Zrobiłem to dla ciebie. Ona go zabrała i powiedziała, że da mi po pocałunku. Nie spodziewałem się, że to zobaczysz.
Wyrwałam się z uścisku przyjaciółek, które wręcz popatrzyły się moją skóra, podeszłam do "ukochanego", nie zważając na rozmyte makijaż i dałam mu w twarz. Głowa aż odskoczyła mu w bok. Złapał się za bolące miejsce i spojrzał na mnie z szokiem.
- Za co to?- spytał zbity z tropu. Co za idiota.
- Za co?! Za co?! A jakby kazała ci się przelecieć z nią, też byś to zrobił?
- No nie, ale...
- Nie ma żadnego "ale". Przelizałeś się z inną laską, nie ważne dlaczego. Nic już nie wiem, co jest prawdą, a co fałszem. Straciłeś moje zaufanie i zanim je odzyskasz, będziesz musiał się trochę namęczyć. A do poniedziałku nie chcę cię widzieć na oczy.
Odwróciłam się na pięcie i odeszłam.
- Ale Anastazja...
- Siedź już cicho.- Iwaszkow ledwo wytrzymywał.- Już i tak za dużo powiedziałeś.
- A ty!- zatrzymałam się na ton jego głosu.- Znikasz gdzieś w co drugą sobotę, na kilka godzin. Może to ty masz kogoś za moimi plecami i dlatego teraz starasz się odsunąć od siebie podejrzenia? Mówiłaś, że mam szansę być pierwszy, ale może ten twój gach mnie wyprzedził?
Zacisnęłam pięści mocno i odwróciłam się i szybko podeszłam do niego. Przy każdym kroku moje buty wydawały złowrogi stukot. Zatrzymałam się centralnie przed nim z twarzą nie wyrażającą żadnych uczuć.
- Czy ty mnie właśnie oskarżyłeś o zdradę?!- warknęłam z niedowierzaniem.- Ja nigdy bym cię nie zdradziła. Nie jestem taka jak ty.
Plunęłam mu pod nogi i odwróciłam się na pięcie, po czym skierowałam się do wyjścia, kręcąc biodrami.
- Mamy chyba coś do wyjaśnienia!- krzyknął za mną.
- Z tobą już nic nie będę wyjaśniać.- powiedziałam, obojętnie patrząc na niego w drzwiach.
Wyszłam i poszłam do domu. Akurat zaczął padać deszcz. Super! Lepiej być nie może. W połowie drogi zmieniłam swój cel docelowy, postanawiając iść na salę treningową. Ale najpierw i tak muszę się przebrać i spakować.
___________________________________________________________
U la la. To się porobiło. Kto spodziewał się takiego obrotu sprawy? Dziękuję wszystkim za komentarze, to bardzo motywuje, gdyby nie wy... cóż? Pewnie nigdy by nie powstał ten blog, a tak piszę drugą część. Nie wiem, co mnie tak naszło, ale dziękuję. To pewnie przez pogodę. 😂 U was też tak pochmurno? A może dla tego, że mam ponad 2 tys. komentarzy i prawie 122 tyś. wyświetleń. Kocham was.💖💖💖💖
- Myślisz o nim.- zauważył mój brat, idąc obok.
- No co ty nie powiedz?- prychnęłam.- Ja ci jakoś nie zwracam uwagi, że już wyobrażasz sobie dzisiejszą noc z Alice.
On westchnął tylko i poszedł w kierunku naszego domu. Ja jednak wolałam poszwędać się jeszcze po szkole. A nóż trafię na blondyna. Wychodziłam zza zakrętu na korytarz, prowadzący do holu i go zobaczyłam. Ale nie samego. Ten widok złamał mi serce.
- JACK'U ZENKLOSIE!!!- wydarłam się chyba na cały budynek.
Na dźwięk mojego głosu oderwał się od tej suki. Od razu wszyscy na nas spojrzeli, ale widząc moje mordercze spojrzenie, wybiegli we wszystkich kierunkach. Zostaliśmy we trójkę. Ja, ten huj, ze strachem w oczach i dorównująca mu Maddy, która uśmiechała się triumfalnie.
- Widzisz Nastiś, tak to jest, gdy nie dajesz mężczyźnie tego czego chce.- wydęła usta w dzióbek.- Szukają pocieszenia u innych, bardziej otwartych na związki.
Przeniosłam wzrok na nią, a ona skuliła się pod nim. Nieświadomie używałam wpływu, ale nie obchodziło mnie to. Jej słowa mnie raniły, zwłaszcza, że uświadomiła mi gorzką prawdę. Przełknęłam łzy, nie pokaże im mojej słabości.
- Zabieraj się kurwo, z tą swoją otwartą na związki cipą, do burdelu, gdzie będziesz pieprzona sto razy dziennie.- warknęłam na nią, a ona uciekła.
Wiedziałam, że zrobi co jej kazałam. Niech tam zgnije. Nie chcę jej widzieć nigdy więcej. Zwróciłam całą swoją uwagę na chłopaka. Zaczęłam się zbliżać, a on oddalać.
- Na-nastka. T-t-to nie t-t-tak jak my-myślisz...- zaczął dążącym głosem.
- Milcz! - przerwałam mu.- Kocham Cię, tak? Jesteś dla mnie najważniejsza, tak? A tylko czekałeś na okazję przelizania się z tą suką. Wszystko to kłamstwo! Okłamywałeś mnie, a ja ci ufałam! Tylko po co? A no tak. Chciałeś mnie tylko przelecieć! Normalnie się nie dało, więc sobie wymyśliłeś to wszystko. Nie spodziewałeś się, że tak długo będę zwlekać i zatęskniłeś za wolnością. Bad boy musi coś zaliczyć, bo celibat, kurwa, mu nie służy! Ta bajeczka o kochanej dziewczynie też wymyślona? Tyle kłamstwa, złudzeń. Ale ja jestem głupia. Ale koniec. Ty Jack'u Zeklosie wiedz, że zniszczyłeś mnie, jak ta twoja "Ajeksia". Wymyśliłeś piękną historię o nas. Zabawiłeś się mną, a ja była gotowa ci się oddać. Ta udawana troska, dbanie, "nasze dzieci", "jesteś na mnie skazana na zawsze"! I co widzę? Mówiłam, że zostawisz mnie dla morojki, ale sądziłam, że wybierzesz kogoś lepszego. Było od razu przyznać mi rację. Obiecywałeś, że poczuję się jak moja mama przy tacie. A jak się czuję jak najgorsze ścierwo. To wszystko twoja wina.- słowa przesiąknięte jadem, wypluwałam jak najgorszy szlam.
Nagle poczułam ramiona wokół szyi. Otrząsnęłam się z tego amoku i rozejrzałam dookoła. Byli wszyscy nasi najbliżsi przyjaciele, a ja stałam pięć kroków od chłopaka, a raczej ściany pod którą stał, bo on sam unosił się pod samym sufitem, przyduszony. Wszystko puściło. Przestałam używać magi, a tylko wtuliłam się w jasne loki Rozi. Czułam, że Felix ściąga blondyna ma ziemię i skarciłam się w środku, troską o niego. Przed chwilą mnie zdradził do cholery.
- C-co t-to było?- doszedł mnie zdziwiony głos moroja.
Mój brat spojrzał mu w oczy.
- Nie będziesz mógł powiedzieć o tym, co widziałeś przy osobach, które o tym nie wiedzą. Podczas każdej próby, powiesz coś ośmieszającego cię.- następnie zrobił coś, czego nikt by się po nim nie spodziewał. Uderzył go w twarz.- A to za moją siostrę.
On nigdy, ale to nigdy nie uderzył nikogo po za zajęciami z walki. Zeklos podniósł głowę i znowu poczułam potrzebę pomocy mu, na co tylko mocniej wszczepiłam się w przyjaciółkę, do której dołączyła Alice i Oliwia. Chłopak miał rozciętą wagę, a z nosa ciekła mu krew. Rozkojarzony spojrzał na mnie i w jego oczach zobaczyłam troskę i uczucie zagubienia.
-Nastka.-na dźwięk swojego imienia wychyliłam się zza głowy Dragomirówny.- To naprawdę nie tak. Mam twój medalik.- z żalem, poczuciem winy i smutkiem w oczach, pokazał małe serduszko na łańcuszku.
- I co?- warknął Ash.- Myślisz, że to coś pomoże?
- Zrobiłem to dla ciebie. Ona go zabrała i powiedziała, że da mi po pocałunku. Nie spodziewałem się, że to zobaczysz.
Wyrwałam się z uścisku przyjaciółek, które wręcz popatrzyły się moją skóra, podeszłam do "ukochanego", nie zważając na rozmyte makijaż i dałam mu w twarz. Głowa aż odskoczyła mu w bok. Złapał się za bolące miejsce i spojrzał na mnie z szokiem.
- Za co to?- spytał zbity z tropu. Co za idiota.
- Za co?! Za co?! A jakby kazała ci się przelecieć z nią, też byś to zrobił?
- No nie, ale...
- Nie ma żadnego "ale". Przelizałeś się z inną laską, nie ważne dlaczego. Nic już nie wiem, co jest prawdą, a co fałszem. Straciłeś moje zaufanie i zanim je odzyskasz, będziesz musiał się trochę namęczyć. A do poniedziałku nie chcę cię widzieć na oczy.
Odwróciłam się na pięcie i odeszłam.
- Ale Anastazja...
- Siedź już cicho.- Iwaszkow ledwo wytrzymywał.- Już i tak za dużo powiedziałeś.
- A ty!- zatrzymałam się na ton jego głosu.- Znikasz gdzieś w co drugą sobotę, na kilka godzin. Może to ty masz kogoś za moimi plecami i dlatego teraz starasz się odsunąć od siebie podejrzenia? Mówiłaś, że mam szansę być pierwszy, ale może ten twój gach mnie wyprzedził?
Zacisnęłam pięści mocno i odwróciłam się i szybko podeszłam do niego. Przy każdym kroku moje buty wydawały złowrogi stukot. Zatrzymałam się centralnie przed nim z twarzą nie wyrażającą żadnych uczuć.
- Czy ty mnie właśnie oskarżyłeś o zdradę?!- warknęłam z niedowierzaniem.- Ja nigdy bym cię nie zdradziła. Nie jestem taka jak ty.
Plunęłam mu pod nogi i odwróciłam się na pięcie, po czym skierowałam się do wyjścia, kręcąc biodrami.
- Mamy chyba coś do wyjaśnienia!- krzyknął za mną.
- Z tobą już nic nie będę wyjaśniać.- powiedziałam, obojętnie patrząc na niego w drzwiach.
Wyszłam i poszłam do domu. Akurat zaczął padać deszcz. Super! Lepiej być nie może. W połowie drogi zmieniłam swój cel docelowy, postanawiając iść na salę treningową. Ale najpierw i tak muszę się przebrać i spakować.
___________________________________________________________
U la la. To się porobiło. Kto spodziewał się takiego obrotu sprawy? Dziękuję wszystkim za komentarze, to bardzo motywuje, gdyby nie wy... cóż? Pewnie nigdy by nie powstał ten blog, a tak piszę drugą część. Nie wiem, co mnie tak naszło, ale dziękuję. To pewnie przez pogodę. 😂 U was też tak pochmurno? A może dla tego, że mam ponad 2 tys. komentarzy i prawie 122 tyś. wyświetleń. Kocham was.💖💖💖💖
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
Subskrybuj:
Posty (Atom)