środa, 22 marca 2017

ROZDZIAŁ 28

Przypuszczeń i odpowiedzi było wiele (najbardziej spodobało mi się to z bratem bliźniakiem i Felixem 😂), ale zwycięzca niestety tylko jeden. Tak więc, dedykuję ten rozdział ~G&G~. Brawo!
___________________________________________________________
- Jack, wiem, że tam jesteś.- usłyszałam piskliwy głosik.- Otwórz, bo się na ciebie obrazę.
Spojrzałam pytająco na chłopaka, ale ten zachichotał tylko i otworzył drzwi. Jeszcze dobrze ich nie rozszerzył, a już w ramiona wpadła mu burza blond loków. Spod niej wyglądała mała, ciekawska świata dziewczynka. Miała piwne oczka z dużymi źrenicami, słodkie, pyzate policzki, delikatnie różowe usteczka, drobny nosek i jasną cerę, przez co sprawiała wrażenie porcelanowej laleczki. Po długim przytulasie, mój ukochany odstawił małą na ziemię.
- Tęskniłam za tobą, wiesz?- skrzyżowała rączki na piersi i wydęła słodko usteczka.- Czemu tak dawno cię tu nie było?
- Wiesz, nie miałem zbytnio czasu, ale kogoś ze sobą przywiozłem.- wskazał na mnie.
Dziewczynka dopiero teraz mnie zauważyła. Podbiegła i wskoczyła ma mnie.
- Hej.- uśmiechnęłam się do niej szeroko.
- Hej.- odpowiedziała tym samym i mogłam zobaczyć wyraźnie, że w przeciwieństwie do brata, ma oba dołeczki w policzkach.-Jestem Molly Zeklos. A ty?
- Ja jestem Anastazja Hathaway.- odpowiedziałam.
Mała zmrużyła oczy.
- Skądś kojarzę to nazwisko. Ale nie pamiętam.- zrobiła smutną minę i zgramoliła się ze mnie.- Trudno. Pobawisz się ze mną?
- Molly, my...- zaczął blondyn, ale nie dałam mu dokończyć.
- Z przyjemnością.- schyliłam się do niej, wciąż szeroko uśmiechnięta.
- Jupi!- aniołeczek podskoczył wesoło, klaszcząc w ręce, po czym złapała mnie za rękę i pociągnęła mnie za sobą.
- Królewno.- zwrócił naszą uwagę blondyn.- Tylko nie mów nic tacie. Niech to będzie tajemnica.
Oczy dziewczynki się zaświeciły.
- Dobrze. Ciii...- szepnęła.
Rozbawiona tą sytuacją poszłam za morojką do pokoju na przeciwko. Na środku stał mały stolik z całą zastawą, a przy nim stały plastikowe krzesełka, niektóre zajęte przez misie. W domku dla lalek obok podobną ucztę miała Barbie z przyjaciółkami.
- Proszę. Usiądź tutaj, na honorowym miejscu.- wskazała krzesło popisane brokatowym żelopisem.
- Dziękuję.- usiadłam na wskazanym miejscu.
Po chwili blondynka założyła mi tiarę, a sama za parawanem przebrała się w jakąś sukienkę, którą znalazła w szafie. Ogólnie pokój był biało fioletowy z miętowy miękkim dywanem na środku. Pod ścianami stały przeróżne pudelka z zabawkami i klockami. Po chwili zza zasłony wyszła mała wróżka w białej, bufiastej sukience z czerwonymi brzegami. Do tego miała założone niebieskie skrzydełka, a w ręce trzymała różdżkę w kształcie gwiazdki. Usiadła pomiędzy mną, a brązowym misiem.
- Witam wszystkich na co tygodniowym drugim śniadaniu.- powiedziała wesoło.- Dzisiaj gościmy szczególnego gościa. Jest to Anastazja i przyszła z moim bratem, który mam nadzieję, że się pojawi.- ostatnią część zdania krzyknęła tak, że nie miałam wątpliwości, że chłopak ją usłyszał.
- Jak mógłbym przegapić drugie śniadanie z moją kochaną śpiącą królewną.- moroj wszedł i poczochrał siostrze włosy.
- Zostaw!- fuknęła na niego.
Zauważyłam, że włosy nie za bardzo jej pomagają.
- A może tak po śniadaniu, uczeszę cię, jak na królewnę przystało.- zaproponowałam.
- Taaaaaak!- ucieszyła się.
Po chwili każdemu polała "herbatki" do filiżanek oraz poczęstowała nas ciasteczkami. Zaczęła opowiadać o różnych wymyślonych historiach, albo życiu swoich zabawek. Słuchałam jej uważnie i sama coś czasami na szybko wymyślałam. Za to Jack tylko się uśmiechał szeroko, patrząc na mnie jak na obrazek. Tak jak ustaliliśmy, po jedzeniu Molly usiadła mi między nogami, a ja wzięłam olejek i grzebień, po czym zaczęłam ją czesać.
- Nastka?- odezwała się.
- Słucham myszko?- pamiętam, że mama tak zawsze mówiła do cioci Lili.
- Chciałabym abyś była moją siostrą.- westchnęła.- Z Jack'iem nie ma takiej zabawy. Zawsze zrzędzi, że nie ma czasu, albo wcale mnie nie słucha.
- Hej, ja tu jestem.- obiekt naszej rozmowy zwrócił na siebie uwagę.
- I dobrze. Może czegoś się nauczysz.- blondynka wystawiła mu język.
- O ty małpo!- rzucił się na nie, ale ja go zatrzymałam.
- Nawet się nie waż, bo jestem w środku robienia fryzury.
Naburmuszony usiadł na łóżku i się nam przyglądał.
- A wracając do tematu, to jeśli poprosisz braciszka, to może będę twoją siostrą.
Dziewczynka spojrzała na mojego chłopaka błyszczącymi oczami.
- Jack'uuuuuś...
- Zastanowię się.- odpowiedział obojętnie.
- Proszę, proszę, proszę, proszę, proszę, proszę, proszę...
- No dobra, zgoda. Bądźcie sobie siostrami.
- Huraaa!- obie wydałyśmy odgłos szczęścia i przybiłyśmy piątki.
- Nastka. A ty chodzisz z moim bratem na randki?- spytała dziewczynka.
- Na razie byłam na jednej.- powiedziałam, sięgając po małą frotkę.
- Oj, to nie dobrze. Chyba musi się poprawić.- zauważyła.
- Też tak myślę.- uśmiechnęłam się do Zeklosa znacząco.
- O ty zła kobieto. Dobra.
Będziemy tyle chodzić na randki, że aż będziesz mnie prosiła, żebyśmy nie szli.
- Nie strasz, nie strasz, bo się...- w ostatniej chwili się powstrzymałam, ze względu na młodą.
- Zesrasz.- jednak morojka dokończyła za mnie i zaśmiała się perliście.
Spojrzałam zszokowana na nią, a później na ukochanego. Skąd oba zna takie słowa.
- Kochana, nie ładnie tak mówić, bo to bardzo brzydkie.- upomniałam małą.
- A Jack tak mówi.- poskarżyła.
Spojrzałam na chłopaka karcąco, a ten się skulił.
- Bo twój brat jest głupi i nie wychowany.- wróciłam wzrokiem do blond kosmyków.- Nie bierz z niego przykładu.
- Ej, wypraszam sobie.- obruszył się Zeklos, ale szybko sobie odpuścił, widząc mój morderczy wzrok.
- Mówi też inne brzydkie słowa.- dodała dziewczynka.
 - No co ty nie powiesz? Ale ja już nauczę go kultury.
- Mam szansę na prywatne lekcje?- piwnooki wyszczerzył się, poruszając zabawnie brwiami.
- Jasne.- odpowiedziałam ku jego uczesze.- Za duże byłoby ryzyko, że ktoś cię obroni.
Mina od razu mu zrzedła, a ja uśmiechnęłam się triumfalnie.
- Za trzy punkty.- zaśmiała się jego siostra.
- Za sześć od razu.- warknął.
- Gotowe, królewno.
Obie wstałyśmy, po czym młoda podeszła do lusterka przy toaletce i chciała się zobaczyć. Wzięłam z mebli małe lusterko i stanęłam za nią. Większość włosów miała rozpuszczone, tylko te z brzegów zaplotłam w małe warkoczyki, a później je splotłam między sobą, robiąc coś a'la siatkę.
- WOW! To jest prześliczniastyczne.- zawołała, robiąc obrót.- Dziękuję Nastka. Jesteś wspaniała.
Przytuliła mnie mocno, co odwzajemniłam. Kątem oka spojrzałam na zegarek. Już późno. Powinniśmy wracać, jeśli chcemy dojechać do szkoły przed ciszą nocną. Jack chyba pomyślał o tym samym.
- Dziewczyny, musimy się zbierać.
- Już?- jęknęła morojka, słodko wydymając usteczka.- Ale ja nie chcę.
- Ja też, ale niestety musimy być jeszcze dzisiaj w Akademii.
- No dobrze.

wtorek, 21 marca 2017

ROZDZIAŁ 27

Teraz przegiął. Nikt nie będzie obrażał mojej matki.
- Jak pan śmie!- straciłam nad sobą kontrolę.- Sam rozsiewałeś niestworzone historie o mojej mamie. Nie znasz jej, ani mnie, więc nie masz prawa oceniać żadnej z nas. Bo jesteś tylko nadętym idiotą, patrzącym tylko na koniec własnego nosa. A ja nie mam zamiaru tego tolerować. W czym jestem gorsza od morojki? A wiem. Tym że nie muszę pasożytować na innych ludziach i sama umiem się obronić, a tego co dowiem się w szkole, używam w codziennym życiu. Więc siedź cicho, jeśli nie wiesz o czym mówisz!
Wszyscy patrzyli na mnie w szoku. Ja jedynie wyprostowałam się i wygładziłam sukienkę, po czym spojrzałam hardo w oczy starszemu Zeklesowi. Koniec z kuleniem się. Jestem strażniczką, córką Rose Hathaway-Bielikow i Dymitra Bielikow. Muszę pokazać, że jestem tego godna. Pierwszy ocknął się ojciec mojego chłopaka.
- Do tego kompletny brak szacunku!- warknął.- Słyszałeś, jak się do mnie odezwała? Dziwka pieprzona.
- To nie ja pieprzyłam co popadnie.- warknęłam.
- Co powiedziałaś kurwo?!- zamachnął się.
Jednak zanim cokolwiek zrobił, między nami stanął jego syn.
- Tknij ją, kurwa, a połamię ci te grabie.- warknął.
Jego ojciec tylko zacisnął dłonie w pięści.
- Uważaj na słowa gówniarzu. Jeśli będziesz się z nią spotykał, możesz nie wracać do domu.
- Świetnie!- odpowiedział, wściekły.
- Świetnie!- mężczyzna odwrócił się od nas.
Moroj złapał mnie za dłoń, po czym wyszliśmy z pomieszczenia i skierowaliśmy się na górę. W połowie schodów, zatrzymał nas gruby głos.
- A ty gdzie ją ciągniesz.
Odwróciliśmy się i spojrzeliśmy na blondyna.
- Do MOJEGO pokoju. Należy jeszcze do mnie i sam decyduję kto tam wejdzie, a ty nie masz nic do gadania.
Mój chłopak, nie czekając na odpowiedź, pociągnął mnie do wcześniej wymienionego pomieszczenia. Wyglądało jak normalny pokój chłopięcy. Szaro niebieskie ściany i bukowe meble. Po lewej stronie stało łóżko z biało-grafitową pościelą, a nad nim wisiał kosz do koszykówki. Na ścianach wisiały plakaty koszykarzy, formuły jeden i innych sportowców. A na meblach stały zdjęcia i figurki. W jednym z rogu leżały piłki. Ledwo tam weszliśmy, a moroj zakluczył drzwi i wyciągnął spod łóżka walizkę. Pakował nieliczne rzeczy, które zostały po wyjeździe do akademii, soczyście przeklinając ojca.
- Co ty robisz?- zmarszczyłam czoło.
- Wyprowadzam się. Sam powiedział, że mam nie wracać.- warknął.
- Przesadziłam?- bardziej stwierdziłam, lekko zawstydzona moim zachowaniem.
Powinnam bardziej nad sobą panować. Mimo wszystko, to jego ojciec. A co teraz? Jack ledwo usłyszał moje pytanie, a znalazł się koło mnie. Złapał moją twarz w swoje dłonie i spojrzał mi w oczy. Jego wzrok pełen był czułości, troski i miłości.
- Nie. To on powiedział więcej niż powinien. Ty tylko się broniłaś. Dobrze zrobiłaś. Ktoś powinien już dawno utrzeć mu nosa. Na za dużo sobie pozwala. Nikt nie ma prawa cię obrażać księżniczko. Wzruszyły mnie jego słowa. Gdy nasze usta złączyły się, poczułem ciepło, rozchodzące się po moim ciele. Blondyn bez wahania oddał pocałunek. Złapał mnie w tali, prosząc językiem o wejście. Jednak chciałam trochę się z nim podroczyć i nie dałam mu. Nagle poczułam jego dłoń na pośladku, który ścisnął. Z moich ust wydobył się niekontrolowany jęk. Chłopak wykorzystał to i wślizgnął się językiem do mojej buzi. Dzielnie walczyłam o dominację, ale i tak przegrałam. Automatycznie zaczęłam ciągnąć go za włosy. Nim się obejrzałam, moroj złapał mnie za uda i podniósł. Oplotłam chłopaka w pasie, całując go coraz bardziej zachłannie. Po chwili poczułam pod sobą miękki materac, ale nie przejęłam się tym, tak samo, jak głosem brata w głowie. Jęknęłam przeciągle, gdy ukochany zjechał na moją szyję ustami, robiąc mi malinki. Wierciłam się i wiłam pod jego dotykiem. Jednak, gdy włożył ręce pod moją bluzkę, podziałało to na mnie, jak kubeł zimnej wody.
- Jack, nie.- jęknęłam, łapiąc go za ręce.
Oderwał się od mojej szyi, patrząc zdziwiony w moje oczy.
- Dlaczego? Coś źle zrobiłem? A może ze mną nie chcesz?- zapytał zdziwiony i zmartwiony.
- Nie!- zaprzeczyłam szybko.- To... ja po prostu... nie jestem jeszcze gotowa.- wyjąkałam, odwracając głowę.
Nie chciałam widzieć jego zawiedzionego wzroku. Chciałam tego, ale czułam, że to wszystko dzieje się za szybko. Zeklos zmusił mnie, żebym na niego spojrzała. Uśmiechnął się uroczo, pokazując jeden dołek i cmoknął mnie w czubek nosa.
- Poczekam. Ile będzie trzeba, poczekam na ciebie.- wyszeptał.
- Dziękuję.- odwzajemniłam uśmiech.
Pomógł mi wstać i dalej się pakował, a ja postanowiłam do niego dołączyć. Weszłam do garderoby i zaczęłam przeglądać ciuchy, gdy pod wieszakami kwadratowe pudło. Zaciekawiona zajrzałam do środka i oniemiałam.
- Jack.- zawołałam go.
- Tak skarbie?- wszedł do pokoju.
Miło mi się zrobiło na jego słowa.
- Nigdy nie mówiłeś, ze brałeś udział w zawodach.- wyciągnęłam pierwszy puchar z wierzchu.- Mało tego, wygrywałeś je. "Za zajęcie I miejsca w ogólnomiejskich zawodach pływackich w klasie Juniorów."
Chłopak spojrzał na trzymany przeze mnie przedmioty, gdy przeglądam inne trofea. Większość jest z tej jednej dyscypliny, choć były wyjątki.
- A to nic takiego.- podrapał się po karku.
- Jasne. Przecież każda dziewczyna dowiaduje się, że jej chłopak był mistrzem świata w stylu dowolnym.- podniosłam najwcześniejszy puchar.- Hymn... Rok 2026. Trzy lata temu. Co było potem?
- To było na większą skalę i pisali o mnie w gazecie, przez co rodzice się dowiedzieli o tym. Ojciec wpadł w szał, uznał, że to strata czasu i zabronił mi, narzucając kontrolę strażników.- wzruszył ramionami.
Co za zadufany w sobie pajac! Zabronić synowi realizować swoje marzenia? To okropne.
- Nie myślałeś o tym zawodowo?- spytałam, zagłębiając się w pudło, bo zauważyłam coś ciekawego.
- A czy to ma znaczenie?- spytał niby obojętnie, ale wyraźnie w jego głosie dało słyszeć się smutek.
Natychmiast zaprzestałam czynności, wstając jak poparzona. Podeszłam do niego z niedowierzaniem wypisanym na twarzy i tknęłam go palcem w pierś.
- Jack'u Zeklos. Nie chcę więcej słyszeć, że coś związane z twoją przyszłością, plany na wielką karierę są nieważne.- powiedziałam tonem nieznoszącym sprzeciwu.- To twoje życie i nikt nie ma prawa mówić ci, czym będziesz się zajmować. Masz wielki talent, który już nie raz został doceniony. Więc rusz ten swój seksowny tyłek i wracaj do gry. I ja ci obiecuję, że sama dopilnuję, abyś wrócił na podium.
- Myślisz, że mam seksi pupcię.- zmniejszył odległość między nami, zabawnie poruszając brwiami.- I będziesz naszą agentką?
- Waszą?- zaśmiałam się.
- Moją i mojej pupy.- uśmiechnął się jak zboczeniec, którym i tak pewnie jest.
- Cóż. Może znajdę w moim napiętym grafiku trochę czasu.- westchnęłam teatralnie i oboje się zaśmialiśmy.
Nagle po pokoju rozniósł się dźwięk pukania w drzwi.
- Jack!
___________________________________________________________

Hej!
Domyślacie się, kto to może być? Osoba która zgadnie dostanie dedykację. Kto ma dobrą pamięć może strzelać. Życzę powodzenia. I coraz większymi krokami zbliżamy się do urodzin bbliźniaków. Kto wie, co może się zdarzyć? I tych co się polubili odsyłam do drzewa genealogicznego w stronach ( tam gdzie spisy treści i inne takie). Pozdrawiam i życzę miłych snów Romitrisiaki. 💖💖💖💖

poniedziałek, 20 marca 2017

ROZDZIAŁ 26

- Nie denerwuj się tak.- powiedział Jack, kładąc rękę na moim kolanie.
Nerwowo zaczesałam kosmyk za ucho. Właśnie jedziemy na obiad do rodziny mojego chłopaka i szczerze mówiąc z każdą minutą denerwowałam się coraz bardziej. Nasz samochód zatrzymał się na światłach, więc mój ukochany złapał moją dłoń i pocałował jej wierzch, patrząc mi prosto w oczy. Pod jego spojrzeniem topniałam. Biła od niego pewność i wiara we mnie. Umiał odciągnąć moje myśli od nieprzyjemnych tematów. Gdy zaświeciło się zielone, nie puszczając mojej dłoni, zmienił bieg i ruszył.
- Mała, spokojnie.- mruknął.
Dopiero teraz zauważyłam, że zaciskam dłoń, razem z jego palcami. Szybko ją rozluźniłam.
- Przepraszam. Trochę się stresuje.
- Zauważyłem.- zaśmiał się.- Tylko nie rozumiem czym. Moja mama cię pokocha.
- A twój ojciec? Nie. To był zły pomysł. Zabroni nam się spotykać.
Zeklos zatrzymał się na poboczu.
- Ej! Ej. Księżniczko.- złapał mnie za obie dłonie i odwrócił w swoją stronę.- Wszystko będzie dobrze. Nawet jeśli, nie obchodzi mnie, co sobie o tobie pomyślą. Kocham Cię i dla mnie zawsze będziesz najpiękniejsza i najlepsza. A ojciec nie może mi nic zabronić, bo jestem pełnoletni. Na zawsze będziesz moja.
Zrobiło mi się ciepło na sercu, ale i tak się denerwowałam. Ruszyliśmy dalej.
- Może dla uspokojenia opowiesz mi coś ze swojego dzieciństwa?- zaproponował.
- No dobrze.- od razu w mojej głowie pojawiło się wspomnienie.- Było to w wakacje, gdy pojechaliśmy do dziadka Abe'a i babci Janine. Mieliśmy z Felixem trzy lata i bawiliśmy się z Lizzy, naszą kuzynką. To w sumie jest córką kuzynki naszej mamy. Mniejsza z tym. I w pewnym momencie zaczęłam się wspinać na jabłoń. Ale jedno wejść, a drugie zejść, chodź na tym mi nie zależało. Chciałam tylko zerwać sobie jabłuszko. Weszłam na gałąź, ale ta zaczęła trzeszczeć i łamać się. Felix wystraszył się i pobiegł po rodziców, a ja siedziałam wystraszona i przytulona do gałęzi. Po chwili pod drzewem znalazł się tato i spytał: "A co to? Moja księżniczka stała się małpką?". Zaczęłam się śmiać, a drewno nagle pękło. Na szczęście tato mnie złapał i przytulił. Jednak zastrzegł, że więcej mam tak nie robić.- uśmiechnęłam się na to wspomnienie.
- Musieliście być bardzo szczęśliwi.- zauważył z uśmiechem kierowca.
- Oj tak. Mama od zawsze powtarzała, że chciała nam dać lepsze dzieciństwo niż ona miała.
- Aha.- pokiwał ze zrozumieniem, po czym zatrzymał samochód.- Jesteśmy na miejscu.
Od razu mój dobry humor znikł jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Cala się spięłam i nie mogłam ruszyć. Chłopak to zauważył i gdy tylko otworzył drzwi po mojej stronie, kucnął przy mnie, łapiąc moje dłonie. Wystraszona spojrzałam mu w oczy.
- Spokojnie, księżniczko. Nie masz czego się obawiać. Ej, a gdzie ta odważna i pyskata Anastazja Hathaway, która tylko myśli jak mi utrzeć nosa?- uśmiechnął się, co odwzajemniłam.- Nie martw się. Wszystko będzie dobrze.
Przełknęłam ślinę i wyszłam z jego pomocą. Poprawiłam białą sukienkę, falowaną przy kolanach. Nie miałam ochoty się jakoś odważnie ubierać. Już wystarczy, że jego ojciec rozsiewał plotki o mojej mamie. Powoli podchodziliśmy do drzwi, a ja coraz bardziej się denerwowałam. W końcu moroj wcisnął dzwonek.
- Mówię ci, to był zły pomysł.- szepnęłam.
- Spokojnie. po pierwszej rozmowie będzie już z górki.- pocałował wierzch mojej dłoni.
Po chwili drzwi się otworzyły, a na mojego chłopaka rzuciła się jakaś blond włosa kobieta.
- Jack, ale ja się za tobą stęskniłam.- powiedziała, odsuwając się od niego, po czym spojrzała na mnie.
- Też tęskniłem.- przyznał chłopak.- A to właśnie Anastazja.
- Dzień dobry, pani Zeklos.- podałam jej rękę, ale po chwili zostałam zamknięta w uścisku
- Witaj dziecko. Tak bardzo miło mi cię poznać. Jack dawno nikogo nam nie przedstawiał tylko ciągnął pieniądze na piwo i...
- Mamooo...- przerwał jej syn, przywracając zniecierpliwiony oczami.- Może wpuścisz nas do środka?
- No tak. Ale ze mnie gapa.- zaśmiał się dźwięcznie.- Proszę, zapraszam.
Weszłam w głąb mieszkania, pewniejszym krokiem. Nie było tak źle. Może naprawdę za bardzo panikowałam. Mieli ładny... dworek, bo inaczej tego nie da się nazwać. W salonie dominowały stonowane odcienie zieleni i jasnego brązu. Kobieta wypuściła nas do drewnianego pomieszczenia z wielkim stołem, przygotowanym na cztery osoby. Ledwo weszliśmy, a za drzwiami rozległy się kroki. Po chwili do środka wszedł postawny mężczyzna z blond włosami. Gdy zobaczyłam kobietę, myślałam, że to po niej mój ukochany odziedziczył czuprynę, a tak naprawdę to był kopią ojca, nie licząc piwnych oczu.
- No to gdzie ta moja przyszła synowa?- spytał z uśmiechem.
Wyszłam zza mojego chłopaka, bo stał tak, że nie było mi widzieć. Gdy tylko mnie zobaczył, pobladł, patrząc z niedowierzaniem to na mnie, to na syna.
- Dzień dobry.- powiedziałam niepewnie.
- To dampirzyca.- powiedział do Jack'a.
- Ale jesteś spostrzegawczy.- blondyn wywrócił oczami.
- Anastazja Hathaway.- wyciągnęłam dłoń do mężczyzny.
Ale nie uścisnął mi jej. Zamiast tego zmrużył oczy i zmierzył mnie spojrzeniem. Gdy dotarło do niego, jak się nazywam, otworzył szeroko oczy.
- Ta Hathaway?- spytał z nutą pogardy.
- Tak!- odpowiedział za mnie młodszy Zeklos, obejmując mnie w pasie.- I jest moją dziewczyną
Skuliłam się pod gromiącym wzrokiem jego ojca.
- Czy ja się przesłyszałem?! Dampirzyce są dobre na jedną noc.
- Może w twoich oczach.- warknął blondyn, nie ulegając pod spojrzeniem moroja.- Ale dla mnie jest kimś ważnym, dlatego zaprosiłem ją na obiad.
- Nie ma mowy! Dampiry nie jedzą przy naszym stole. Ich miejsce jest pod ścianą, albo niech się na oczy nie pokazują.
- Jess...- kobieta próbowała uspokoić ojca.
- Nie wtrącaj się.- przerwał jej.- Nie widzisz, co robi nasz syn.
- Mówiłam, że to zły pomysł.- szepnęłam tak, żeby tyko chłopak usłyszał.
- Spokojnie. Wszystko będzie dobrze.- uspakajał mnie, ale nie za bardzo mu wyszło.
- Potrzebna ci morojka, a nie jakiś ludzki pomiot. Pewnie jest dziwką sprzedającą krew i zdradzi cię jak jej matka swojego męża. Żaden dampirzy bękart nie będzie nosił mojego nazwiska. A zwłaszcza z jej brzucha.

niedziela, 19 marca 2017

ROZDZIAŁ 25

Przez kolejne dni nic się specjalnie nie działo. Kilka ataków w różnych miejscach, na różnych dampirów, jak i na nas. Z Jack'iem jest wspaniałe. Chodzimy na długie spacery, gadamy, albo wieczorem wspominamy i dowiadujemy się dużo więcej o sobie. Na przykład, teraz wiem, że on nie był wpadką. Jego ojciec zakochał się w Ashley, ale jego rodzice nie dawali zgody na ślub z morojką, która nie jest arystokratką. Ale jak zaciążyła, nie mieli wyjścia, bo Jesse oznajmił, że nigdy nie wyprze się tego dziecka. Żeby nie było większego "wstydu", zgodzili się. Nie no, kochani rodzice. Byliśmy już wstępnie umówieni na kolację z tą uroczą parą i mam nadzieję, że ojciec Jack'a nie popełni tego błędu, co jego tatuś. Nie powiem, stresuję się, bo to już w tą sobotę, czyli za dwa dni. A dzisiaj przyjechali rodzice Tomasa i pewnie odbywają rozmowę z parą, bo obojga nie ma w szkole. Coś jeszcze? A tak! Zapomniałam dodać, że dzisiaj nocujemy u nas w domu. Wszyscy. No oprócz Oliwi, ale nadrobimy to w weekend. Właśnie paczką wracamy do domu, śmiejąc się w niebo głosy z kawału Dominica. Mój chłopak(wciąż nie wierzę, że to tak pięknie brzmi) nie puszcza mnie nawet na chwilę, uważając, że wszyscy faceci tylko czekają, aż się odsunę, aby się na mnie rzucić. Jednak gdy otwieram drzwi od pokoju, milkniemy. W środku siedzi Tomas i patrzy na nas zbolałym wzrokiem.
- Anastazja, Felix, możemy pogadać na osobności?
- Jasne.- odpowiedziałam za naszą dwójkę i uwalniając się od uścisku blondyna, podchodzę do łóżka.
Zeklos nie jest zachwycony, ale nic nie mówi. Zaraz obok mnie pojawia się mój bliźniak. Reszta wychodzi zamykając drzwi. Przez chwilę jest przed nimi zamieszanie, po czym idą na dół. A między nami panuje cisza, którą postanawiam przerwać.
- Rozmawiałeś z rodzicami?- przytaknął tylko.- I co?
Odpowiedziała mi cisza. Nasz przyjaciel chwilę zbierał myśli.
- Nie jesteśmy kuzynostwem. Miałaś rację.- popatrzył na mnie z bólem.- Całe życie mnie okłamywali.
Zrobiło mi się przykro, więc sama spuściłam głowę.
- Jak to?- mój brat zmarszczył brew.
- Tak to.- czarnowłosy westchnął i oparł się rękoma na łóżku.- Moja mama została te osiemnaście lat temu zgwałcona. Wtedy też pojechała ze swoim przyjacielem do waszych rodziców. Tam ona i tat... Pablo stali się parą i dowiedzieli się kim jest mój ojciec. To Randall Iwaszkow.
Byłam w szoku. Oboje byliśmy. On jest naszym wujkiem. Mam wujka młodszego od siebie o rok.
- Tak mi przykro.- przytuliłam chłopaka, a on się wtulił we mnie.
Po chwili do uścisku dołączył Felix.
- A wiecie, co jest najgorsze, kurwa?- zaszlochał.- Że ja im to wybaczyłem. Gdyby mama wtedy nie wracała, nie byłoby mnie na świecie. Ale jestem. Może na początku mnie nienawidziła, może nie chciała mnie, ale bachor się pojawił. A ja ich nadal kocham.
- Ciii... spokojnie. Nic się nie stało.- głaskałam go po plecach.- Oni też Cię kochają i nie zamieniliby cię za nic w świecie. Mama zawsze mi mówiła, że Tasza chciała mieć dzieci i od samego początku cię kochała.
Pamiętam, że jak mi kiedyś o tym mówiła, dawała na to największy nacisk. Że oboje go kochali. Pewnie przeczuwała że prawda kiedyś wyjdzie na jaw. Po kilku minutach chłopak się uspokoił.
- Co teraz zrobisz?- spytał brunet.
- Na pewno nie będę przechodził obok tego obojętnie, jakby nic się nie stało. Ale nie chcę znać mojego prawdziwego ojca. Mogę być z Felicją i to się dla mnie liczy. Z rodzicami pewnie będę miał napięte stosunki, ale nie zamierzam odsuwać ich od siebie, a zwłaszcza taty. Chyba muszę jeszcze raz, na spokojnie porozmawiać z nimi i Felicją. Dziękuję za to, że mnie wysłuchaliście.
- Nie ma za co. I pamiętaj, że cokolwiek się zdarzy, możesz na nas liczyć.- uśmiechnęłam się do niego pokrzepiająco.
- Jeszcze raz dzięki.
Ostatni raz nas przytulił i wyszedł. Westchnęłam, a brat mnie przytulił.
- Nasza rodzina się poszerzyła.- zauważyłam.
- Wychodzi na to, że przez dziadka, połączyliśmy się z ciocią męża królowej. Nasz przyjaciel jest jego kuzynem.
- No nieźle.
Nagle drzwi się otworzyły, a przez nie wpadła całą gromada. Jack, widząc mnie, podbiegł do nas i sam się przytulił. Czy naprawdę wyglądam tak źle
- Co się stało?- spytał zmartwiony Ash.
Opowiedzieliśmy im, czego się przed chwilą dowiedzieliśmy, a oni słuchali uważnie.
- No, no. To się porobiło.- zagwizdała Alice.
- Czekajcie.- Rozi zwróciła na siebie naszą uwagę.- Czyli, że mój wujek, jest waszym wujkiem? Czyli jesteśmy kuzynostwem.
- Przyszywanym, ale tak.- potwierdziłam.
- Biedny Tomas.- zmartwił się Dominic.
- Jakby ciebie ktoś skrzywdził, zabiłbym go na miejscu.- burknął mój chłopak.
- Nasz tato nie raz miał na to ochotę względem Randalla.- zaczęłam opowiadać.- Pierwszy raz pobił go w wieku 13 lat, gdy bił naszą babcię. Później jak przystawiał się do naszej mamy i chciał ją porwać. W ostatniej chwili się powstrzymał przed zabiciem go. A później groził, że coś stanie się ich najbliższym. Gwałt na jego przyjaciółce był dodaniem oliwy do ognia.
- Ostatecznie jednak rozpłynął się w powietrzu i nie wiadomo gdzie jest.- dodał mój brat.
- Ale jakby nasz tato go dorwał, jestem pewny, że zabiłby go na miejscu.
- Niech się nie krępuje.- burknął Ash.
Dopiero teraz uświadomiliśmy sobie, że to też jego rodzina i zrobiło nam się głupio. Mu nic nie zrobił.
- Ash...- zaczęłam, ale chłopak mi przerwał.
- Nie, ale na prawdę. Szuja zasłużył na to. Zrobił tyle zła... Tylko myślę sobie, skoro on jest z mojej rodziny, czy to nie wpłynie na mnie.
- Och Ash.- przytuliłam go.- Na pewno nie. Wiele zależy od wychowania. Nasz ojciec jest bezpośrednio z nim spokrewniony, a wszyscy mówią, że lepszego człowieka świat nie widział. Ty też możesz taki być, jeśli tylko chcesz.- zakończyłam patrząc mu prosto w oczy.
- Dziękuję.- odpowiedział i mnie przytulił.
- Zawsze do usług.
Nagle usłyszałam chrząknięcie Jack'a. Odsunęliśmy się od siebie i oboje spojrzeliśmy na blondyna.
- Lepiej idź do niego, bo mnie za jaja powiesi.- skomentował Iwaszkow.
Podeszłam do chłopaka a on przytulił mnie zaborczo. Pocałowałam go w policzek.
- Ty mój zazdrośniku.- zachichotałam.
- O ciebie zawsze, księżniczko.- uśmiechnął się do mnie słodko, na co cmoknęłam go w dołek na policzku.
Jednak mu to nie wystarczyło i przyciągnął mnie bliżej do siebie, całując prosto w usta.

sobota, 18 marca 2017

ROZDZIAŁ 24

 Powiedział to z siłą i pewnością siebie, że aż w to uwierzyłam. Nie powiem, zaskoczył mnie. Nie sądziłam, że widzi swoją przyszłość ze mną. Liczę się z tym, że kiedyś znajdzie sobie jaką morojkę, która byłaby lepsza ode mnie i mnie zostawi. Rzadko kiedy żywe wampiry wiążą się na stałe z dampirami. A zwłaszcza pokroju Zeklosa. Ale mimo wszystko poczułam ukłucie w klatce piersiowej na myśl, że zostawi mnie dla innej.
- Anastazja, nie płacz.- wystraszył się.- Powiedziałem coś nie tak?
Natychmiast wziął mnie w ramiona i przytulił mocno do swojego torsu. Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że po policzkach ciekną mi łzy. Czując jego zapach, jeszcze bardziej się popłakałam. Nie wierzę, jak można kogoś tak pokochać w ciągu paru dni. W sumie to podkochuję się w nim od dawna, a te dni spędzamy 24 na dobę razem.
- Nie chcę stracić kolejnej osoby, którą kocham.- wyłkałam.
- Ale skarbie.- podniósł mi twarz i otarł słone krople.- Dlaczego masz kogoś stracić?
- Bo mnie zostawisz.- odwróciłam głowę.
- Co? Czemu?- znowu zmusił mnie, abym na niego spojrzała.
- Dla morojki, która da-da ci morojakie dziecko... aby dalej konty-kontynuować ród królewskiej krwi...- spuściłam wzrok.- A ja cię za bardzo kocham...
- Księżniczko, popatrz na mnie.- poprosił, ale nic nie zrobiłam.- Popatrz na mnie. Proszę.
Uniosła m głowę i spojrzałam mu w oczy. Były tak pełne miłości, że nie mogłam oderwać od nich wzroku. Po raz pierwszy zrozumiałam, co to znaczy, utonąć w nich. Już wiem, czym tak zachwycała się mama.
- Kocham Cię, jak jeszcze nikogo wcześniej. Nigdy nikomu nie pozwolę cię skrzywdzić i sam tego nie zrobię, bo na widok jakiejkolwiek oznaki bólu u ciebie, pękłoby mi serce. I nigdy, ale to nigdy nie zostawię cię, dla innej. Żadna morojka, ani inna kobieta mi ciebie nie zastąpi. Nikt nie może się z tobą równać.
- Naprawdę?- spytałam z niedowierzaniem.
- Tak.- przytulił mnie do siebie, całując w głowę.- Jesteś na mnie skazana na zawsze.
Zachichotałam cicho, wdychając jego zapach. Przy nim czułam się tak spokojnie i bezpiecznie. To takie niesamowite.
- Ci... już dobrze?- spytał, patrząc na mnie z troską i czułością.
- Tak.- wytarłam ostatnie łzy i na nowo się położyliśmy.- Jack?
- Tak, kochanie?
- Podczas naszej randki powiedziałeś, że dawno do żadnej dziewczyny nie czułeś tego, co do mnie.- spiął się.- Nie jestem pierwszą twoją miłością. Kim ona była?
Chłopak westchnął ciężko i pomyślałam, że mi nie powie. Jednak to zrobił.
- To było trzy lata temu na wakacjach.- zaczął powoli.- Nazywała się Ajeksia. Była piękna, mądra i bardzo urocza. Od razu się w niej zakochałem. Chodziliśmy ze sobą całe dwa miesiące, na plażę, do kina, albo spotykaliśmy się u któregoś z nas. Było wspaniale. Sądziłem, że to ma sens, że będziemy na zawsze razem. Potem zaczęła się szkoła i rozmowy przez telefon, Skype, Facebooka. Byliśmy szczęśliwi. Pewnego dnia postanowiłem zrobić jej niespodziankę i odwiedzić ją. Pamiętam ten dzień do dziś. Pociągnąłem za klamkę, ale drzwi były zamknięte. Dzwoniłem, ale nikt nie otworzył, a wiem, że była sama w domu, bo jej rodzice pojechali w delegację. Tak samo o tym, że trzymają zapasowe klucze w plastikowej żabie. Otworzyłem dom i po cichu wszedłem, do środka. Był nasz dzień, czyli wszędzie było ciemno. Zaglądałem do wszystkich pokoi po kolei, aż za jednymi usłyszałem jej głos. Już miałem wejść, ale nie była sama. Z nią był jakiś mężczyzna, do tego dochodziły odgłosy pocałunków i skrzypienie łóżka. Wpadłem do środka, a tam...- głos mu się załamał.- A ona... leżała naga w łóżku pod półnagim facetem. Suka mnie zdradziła, rozumiesz.- w jego oczach widziałam ból.
Podsunęłam się bliżej i spojrzałam na niego z góry. Zaczęłam scałowywać mu łzy, a na koniec pocałowałam go w usta. Oddał pocałunek z bólem, złością i smutkiem. Po chwili się uspokoił, a ja wróciłam na swoje miejsce. Układałam się do snu, ale on mówił dalej.
- Wtedy coś we mnie pękło. Zrzuciłem fagasa na podłogę i biłem, aż nie stracił przytomności. Wtedy zły... Nie! Ja byłem wkurwiony.- poczułam jak mocno zaciska dłonie w pięści, wiec je złapałam i wsunęłam w nie swoje.- Podszedłem do tej dziwki, która próbowała zasłonić się kołdrą i zaczęłam mi się tłumaczyć, ale ja nie chciałem tego słuchać. Powiedziałem do niej tylko jedno zdanie. "Moje serce biło przez ciebie, a teraz, dzięki tobie, nie zabije dla nikogo. Chciałem pokazać jej co zrobiła. Jak zniszczyła mnie wewnętrznie. Chciałem, aby czuła się winna. To po tym wszystkim stałem się takim sukinsynem. Krzywdziłem dziewczyny jedna po drugiej, aby poczuły mój ból. Aby zapłaciły za to, że są. Sądziłem, że skoro jedna taka jest, to inne też. Ona złamała mi serce i przestałem wierzyć w miłość. Aż pojawiłaś się ty.- spojrzał na mnie.- To znaczy, źle to ująłem. Znałem cię od dawna, ale dopiero pół roku temu zauważyłem twoje piękno. Imponowałaś mi, że umiałaś się każdemu postawić. Nie byłaś taka niewinna i przesłodzona, jak te wszystkie plastiki. Zadurzyłem się w tobie. Te wszystkie panienki miały być odskocznią, zapomnieniem, ale z każdym dniem coraz bardziej myślałem, jakby to było z tobą? Czy jesteś dobra w łóżku. Tak. Na początku chciałem cię tylko przelecieć. Ale gdy zauważyłem jak zachowujesz się w warowni, coś mnie zabolało. Powróciło cholerne uczucie pustki z tamtego dnia. Zrozumiałem, że jestem o ciebie zazdrosny i pragnąłem Cię mieć tylko dla siebie. Poznać wszystkie twoje sekrety zdobyć twoje zaufanie. Być z tobą. Na początku chciałem pozbyć się tej myśli, jednak gdy ciebie pocałowałam, wszystko było przesądzone. Poczułem wtedy, jak pustka we mnie się zapełnia, że jestem na swoim miejscu. Tak, oczywiście, że się bałem ponownie sparzyć, ale kto nie zaryzykuje ten nic nie zyska. Ja zaryzykowałem i jestem najszczęśliwszym facetem na świecie ze wspaniałą kobietą u boku.
- Jack... ja nigdy nie słyszałam niczego równie romantycznego. Jedynie mój tata mówił tak do mamy.
- Zmieniłaś mnie, księżniczko. Obudziłaś, w końcu, moje od dawna uśpione uczucia, które od teraz będą jedynie dla ciebie. Kocham Cię, księżniczko.
- Ja ciebie też.- mimo wszelkich starań, nie udało powstrzymać mi się ziewnięcia.
- Śpij księżniczko.- pocałował mnie w czoło, przyciskając bliżej siebie.- To był ciężki dzień.
- Dobranoc... Tobie też muszę jakieś fajne przezwisko wymyślić.
- Może... super seksiak?- napiął mięśnie, a ja się zaśmiałam.
- Nie wiem. Jutro pomyślimy.
- Dobrze. Dobranoc Księżniczko.
- Dobranoc.

piątek, 17 marca 2017

ROZDZIAŁ 23

Wróciliśmy jak zawsze przed dziesiątą w nocy. Zeklos pierwszy poszedł się kąpać, a ja zaraz po nim. Myłam głowę, więc zajęło mi to godzinę. Gdy wyszłam, zauważyłam, że chłopak czyta coś na łóżku. Dopiero po chwili rozpoznałam, co to. Zszokowana rzuciłam się na niego i wyrwałam zeszyt.
- Grzebałeś mi w rzeczach!- krzyknęłam oburzona.
- Leżał na wierzchu, a torba była otwarta i samo mi się rzuciło w oczy.- bronił się moroj.
- Misie, to są w lesie. Nigdy nie położyłabym go na wierzchu. Oddaj!
Pochyliłam się do przodu, próbując dosięgnąć najważniejszy przedmiot dla naszej rodziny. Ale blondyn odsunął ją jak najdalej ode mnie, jednocześnie mnie łaskocząc.
- Nie!- zaczął się śmiać.
- Przestań!- próbowałam się bronić.
Przygwoździłam mu rękę do materaca, a drugą złapałam zeszyt z różą. Zeszłym z chłopaka i usiadłam, patrząc z czułością na czarną okładkę.
- Co to jest?- spytał Zeklos, siadając obok mnie.
- Wspomnienia mojej mamy.- uśmiechnęłam się smutno.
- Pamiętnik?- zmarszczył brwi.
- Nie gamoniu.- walnęłam go w tył głowy dłonią.- To W-S-P-O-M-N-I-E-N-I-A.
- A to nie to samo?
- Jakby było to samo, nie oberwałbyś. Pamiętnik pisze się z dnia na dzień. A wspomnienia to po jakim czasie od danego wydarzenia. Mama pisała to po narodzinach Diany i opisała w szczegółach całą znajomość z tatą.
- Aż tak to pamiętała?- zdziwił się.
- Pomogła jej Luna.- powiedziałam, zanim ugryzłam się w język.
- Obiecuję, kiedyś ci go odetnę.- usłyszałam w głowie głos brata.
- Nie krępuj się.- odpowiedziałam.
Szlag!
Niby ogłoszono, jakim to sposobem nasza Mama zaszła w ciążę, ale pojawiły się komplikacje, buty, więc ostatecznie Moonersi usunęli wszystkim pamięć i z rodzicami oraz ciocią Lissą wymyślili bajeczkę, że to dzięki temu, że tata był strzygą.O jeleniach wie Rada królewska, z królową na czele, nasi przyjaciele i rodzina.
- Kto to Luna?- spytał mój chłopak.
- To... Ee... Przyjaciółka rodziców.- odpowiedziałam wymijająco.
- No dobra...- popatrzył na mnie nieufnie.
- Słuchaj. To prawda, mam trochę tajemnic, ale bezpieczniej będzie dla ciebie, jak nie będziesz o nich na razie wiedział.
- Ale kiedyś mi powiesz?
- Kiedyś tak.- zapewniłam.- Nie chcę, żeby było ci przykro, albo był na mnie zły. W mojej rodzinie jest dość dużo niedomówień, jeśli chodzi o postrzeganie przez świat zewnętrzny. To jest Dwór i morojów. Dowiesz się, gdy uznam, że jesteś na tą wiedzę gotowy.
- No dobra. Poświęcę się i zaczekam. To co z tymi wspomnieniami?- podkreślił ostatnie słowo, wskazując na książkę.
- Tego nie ruszaj.- odwróciłam zeszyt jak najdalej od niego.- Odpowiem ci na każde pytanie.
- No dobra. To o co chodziło z tym łóżkiem?
- Jesteś tak głupi, czy udajesz?
- To zależy od ciebie słońce.- poruszył zabawnie brwiami.
- A co zakochani mogą robić na łóżku, sam na sam w czterech ścianach?- spojrzałam na niego wyczekująco.
- Gadać?- uśmiechnął się szeroko.
- Już nie zgrywaj takiego niewiniątka. Ty już doskonale wiesz, co oni tam robili.
- No to dalej. Skoro jesteście dziećmi dampirów, - zbiegł na niebezpieczny temat.- to macie jakieś specjalne zdolności?
- Na przykład?- uniosłam brew.
- No nie wiem. Latanie, lasery z oczu?
Nie umiałam powstrzymać śmiechu.
- Nie.- wydusiłam, opadając na materac.- Nie jesteśmy kosmitami, ani super bohaterami. Po prostu dzieci dwójki dampirów.
Tym razem oboje wybuchliśmy śmiechem. Gdy się uspokoiliśmy, położyliśmy się na swoich miejscach, a ja wtuliłam się w blondyna.
- Miło być w końcu czyjś.- westchnął Zeklos, całując mnie w czoło.- Cieszę się, że mam tak niezwykłą i wspaniałą dziewczynę.
Uśmiechnęłam się zaczęłam kreślić palcem wzorki na jego umięśnionej klacie.
- Wiem. Też czuję się w końcu pełna. Kocham cię. A takie pytanko. Od jak dawna chodzisz na siłownię?
Poczułam pod sobą wibracje i usłyszałam chichot Jack'a.
- Od kilku lat. Uznałem, ze nie tylko dampiry mogą wyglądać.
- I dobrze.
Między nami zapadła cisza, ale przyjemna. Ukochany głaskał mnie po plecach i bawił się moimi włosami, a ja rozkoszowała się zapachu jego żelu do golenia. Pachniał tak cudownie. 
- "Usiadłam na kolanach Bielikowa i wtuliłam się w jego tors, a on zamknął mnie w szczelnym uścisku."-usłyszałam, miękki głos i już wiedziałam, że zabrał zeszyt. Ale słuchałam dalej.- "Napawałam się zapachem jego wody kolońskiej, myśląc o ostatnich prawie dwóch latach. Czułam, że ręką głaszcze moje włosy, napawając się ich dotykiem.
- A zdradzisz mi wielką tajemnicę naszej podróży Towarzyszu?- spytałam, podnosząc wzrok na jego twarz.
- Nie.
- Aha. Rozumiem. Tajne/poufne?
Oboje się zaśmialiśmy.
- Och Roza! Takich jak ty to ze świecą szukać.- westchnął, rozmarzony.
- Ty jej nie potrzebowałeś, aby nas znaleźć.- zauważyłam.
- Tylko szkoda, że mi ciągle uciekałaś.- zaśmiał się.
- Sam mi kazałeś biegać.
Na raz zaczęliśmy śmiać się oboje.
- Trochę czuję się jak księżniczka w tej dorożce.- odezwałam się po kilku minutach ciszy.
- To chyba dobrze, nie?- spytał z uśmiechem mój mąż.
- Nie wiem.- wzruszyłam ramionami.- Zawsze byłam przygotowywana na chronione Lissy i szukanie we wszystkim zagrożenia, a nie jeżdżenie piękną karocą, w cudną noc z boskim księciem.- dłonie przyłożyłam mu do torsu i w patrzyłam się w jego oczy.
- Ja mam być tym "boskim księciem"?- spytał przez śmiech.
Pokiwałam głową, na co znowu wybuchł śmiechem.
- Tylko ty Roza umiesz tak łatwo mnie rozśmieszyć. Dlatego chcę być na zawsze z tobą. Bo jesteś inna, jedyna, wyjątkowa." O rany! Ile w tym miłości. Twoi rodzice mieli wielkie szczęście.
- Tak, wiem. Zawsze marzyłam o takiej miłości. 
- I ja ci ją dam księżniczko. Obiecuję.- cmoknął mnie w czoło.- Twój ojciec był zupełnie inny niż mówią. Co mnie zawsze interesowało, gdy mój mówił źle o twoich rodzicach, wszyscy strażnicy dziwnie się na niego patrzyli, ale nic nie robili.
- Uczeni jesteśmy szacunku i wierności podopiecznego, bez względu na poglądy. Ale i tak mama i tata cieszyli się respektem wśród swoich. I wiesz co mi uświadomiłeś?- uklękłam, patrząc na niego z góry.
- Co?- również się podniósł.
- Dziwnie byś brzmiał, jako gej lub moja mama.- zaśmiałam się.
- Zaśpiewać ci kołysankę?- uśmiechnął się do mnie jak psychicznie chory.- Wlazł kotek na płotek...
Chciał śpiewać dalej, (o ile to można nazwać śpiewaniem.) ale przeszkodziła tu poduszka, którą go walnęłam.
- Błagam, zrób coś dla muzyki i nie wyj. Bardzo współczuję twoim przyszłym dzieciom.
Złapał mnie za rękę i popatrzył głęboko w oczy.
- Naszym dzieciom.

czwartek, 16 marca 2017

ROZDZIAŁ 22

Dzień upłynął dość spokojnie. Po zajęciach spotkaliśmy się wszyscy w naszym domu.
- Smutno tak bez Oliwi.- zauważyłam.
- Wybacz, ale tu już nie pozwolę wpuścić tej suki Maddy.- Felix aż się wzdrygnął.
- To co robimy?- spytał mój chłopak.
- Zazwyczaj, jak tu jesteśmy to my- Ash wskazał na wszystkich osobników płci męskiej.- gramy na PlayStation, a dziewczyny.
- Pewnie wymieniają się ciuchami.- zachichotał Dominic.
- Nie.- Rozi walnęła go otwartą dłonią w tył głowy.- My im kibicujemy.
- Mów za siebie.- prychnęłam.- Ja ich odgrywam.
- No tak. Moja siostra jest nie pokonana, zwłaszcza w Karate Street.
- Mówicie?- Zeklos zmrużył oczy.- Wyzywam cię kochanie na pojedynek.
- O co?- uśmiechnęłam się na perspektywę wygranej.
Moroj zaczął się zastanawiać. Po chwili dostał olśnienia.
- Jak wygram, pokażesz swoje rysunki Pannie Colins.
Wszyscy dookoła wydali przeciągłe "uuuuu..."
- Nie ma mowy!- zaprotestowałam od razu.
- No chłopie, trzymam za ciebie kciuki.- brunet poklepał go po plecach.
- No nie sądziłam, że doczekam dnia, gdy mój rodziny brat odwróci się przeciwko mnie.
- A co skarbie? Boisz się że przegrasz?- podpuszczał mnie blondyn.
- Wcale nie. No okey. Ale jeśli ja wygram, ty spisz na kocach, a ja na łóżku przez... tydzień.
- Oj, złotko. Już się przekonałaś, że oboje się na nim doskonale mieścimy.
- I co z tego?- wzruszyłam ramionami.
Nagle Felix przesłał mi w myślach genialny pomysł, a ja uśmiechnęłam się szatańsko.
- No dobra, to co innego. Jak wygram, będę na tobie ćwiczyć ciosy.
- Mam rozumieć, że stanę się twoim workiem treningowym?- potwierdziłam, kiwnięciem głową.- Kobieto, ja chcę jeszcze pożyć.
- A co? Boisz się, że przegrasz?- powtórzyłam jego słowa.
- Okey. Przyjmuję wyzwanie. A wy wszyscy jesteście tego świadkami.- wskazał na moich przyjaciół i ich partnerów na zajęcia polowe.- Dam ci trochę fory.
- Nie fatyguj się.- byłam całkowicie pewna siebie.
Zajęliśmy miejsca przed telewizorem i z padami czekaliśmy na uruchomienie gry. Polegała ona na chodzeniu po mieście i rozwalanie wszystkiego ciosami karate. A na końcu mieliśmy stoczyć pojedynek ze sobą, a punkty zdobyte wcześniej dawały nam dodatkowe zdolności. Na początku szliśmy równo. Zaczęłam go pokonywać już za drugim zakrętem, ale nie za wiele. Gdy zaczęliśmy walkę, szliśmy łeb w łeb. Nagle zdobyłam przewagę i dalej szłam za dobrą passą. Jednak, gdy już chciałam wykonać mega combo, skoczył na mnie biały Golden i zaczął lizać. Po chwili dało słyszeć się wesołe okrzyki.
- Wygrałem! Brawa dla mnie!
Szybko zrzuciłam z siebie suczkę i z szokiem patrzyłam na powaloną różowowłosą. Jeszcze nigdy nie przekgrałam.
- To nie sprawiedliwe!- skrzyżowałam ręce na piersi.- Wisel mnie zajęła i nie miałam się jak bronić.
- Po prostu nie umiesz przegrywać.- pokazał mi język.
- Żądam rewanżu.- wykrzyknęłam, udając obrażoną.
- Możemy, ale i tak pokażesz te rysunki.
Gdybym mogła zabić go wzrokiem, już leżałby martwy.
- Nie ma rady.- uśmiechnął się mój brat.- Umowa to umowa.
- To twoja wina.- burknęłam na suczkę, która się skuliła.- No już się nie smutaj. Nie umiem się ma ciebie gniewać.
Zaczęła lizać mnie i merdać ogonem, kiedy ją przytuliłam. Kocham tą psinkę. Odkąd pamiętam wszystkie zwierzęta nas uwielbiają, czego zazwyczaj nie można powiedzieć o dampirach. Tylko nasza trójka jest tak oryginalna, dzięki temu, że jesteśmy dziełem Błogosławieństwa Chorsu.
Przez resztę dnia graliśmy w różnych parach i w większości wygrywałam. Dominic i Jack okazali się godnymi przeciwnikami, ale na mój dozgonny podziw zasłużyła Michele. Ogrywała każdego, z większą lub mniejszą przewagą. Ze mną walczyła chyba z pół godziny, aż wygrała. Nie wiele miała więcej, ale zawsze coś. No dobra, pokonała mnie z 500 punktami przewagi. Jak to możliwe? Po kolacji, jak zawsze, poszliśmy do chatki.
- Wygodne to łóżko.- zauważył Jack, skacząc po nim.
- Nasi rodzice też tak uznali.- z bratem uśmiechnęliśmy się do siebie znacząco.
Widać było, że chłopak nie rozumie.
- Później ci wytłumaczę.- machnęłam na niego ręką.
- Ej!- naszą uwagę zwrócił Felix.- Mamy nowych członków naszej grupy. Trzeba im zrobić uroczyste przyjęcie.
- No właśnie.- uśmiechnęłam się diabelnie, zacierając ręce.- Ale chyba niestety musimy poczekać na Oliwię, bo nas zabije.
Westchnęliśmy smutno.
- O co chodzi?- Michele zmarszczyła brwi.
- No wiesz, żabciu.- wtrącił Ash.- Żeby dołączyć do naszej  grupy, musi przejść próby.
- Nazwijmy to takim chrztem. W końcu nasza elita to zaszczyt.- zaśmiała się Alice, tuląc swojego chłopaka.
- No to będzie zabawa.- ucieszyła się blondynka.
Nasza piątka i Oliwia znamy się od kołyski, dlatego świetnie się dogadujemy. Mimo tego, że wymyśliliśmy to pięć minut temu, oni udają, że to taki zwyczaj. Felicja i Tomas dołączyli do nas dopiero, gdy wszyscy poszliśmy do Akademii.
- A na czym to będzie polegać?- zaniepokoił się Dominic.
- Gdybyś wiedział, nie byłoby to tak ciekawie.- Rozi poklepała go po ramieniu, ale zaraz się odsunęła zarumieniona.
On za to puścił jej oczko, na co dziewczyna zrobiła się całkiem czerwona. Oni muszą być razem.
- To może teraz porobimy coś innego.- zaproponowała Michele.
- A ma ktoś pomysł?- popatrzyłam na zgromadzonych.
- Może programy w butelkę, na pytania.- zaproponował Jack.
Zgodziliśmy się i usiedliśmy w kółku z butelką po Coli.
Po kolei zadawaliśmy sobie pytania, na początku o ulubione rzeczy. Najgorzej było u naszej siódemki, bo wszystko o sobie wiedzieliśmy. Nagle Dominic wylosował blondynkę.
- Podoba ci się ktoś?- patrzył na nią z chytrym uśmiechem.
- Tak.- przyznała zarumieniona, patrząc na każdego poza nim.
- Ładnie się rumienisz.- jeszcze bardziej ją zawstydził.- Jesteś tak niewinna, na jaką wyglądasz?
- Ej, jest po jednym pytaniu.- cała czerwona chwyciła za butelkę i zakręciła na Jack'a.- Masz świadomość, że jeśli skrzywdzisz Anastazję, to będziesz cierpiał?
- Tak.- powiedział pewnie.- Ale nie boję się, bo jej nie skrzywdzę. Za bardzo ją kocham.- popatrzył na mnie z miłością.
Zrobiło mi się ciepło na sercu. Nigdy nie sądziłam, że to takie wspaniałe uczucie, znaleźć tego jedynego. Zakręcił szkłem, a gdy wypadło na mnie, jego uśmiech zmienił się w chytry. To nie zwiastuje niczego dobrego.
- Kto był twoim pierwszym?
Mogłam się tego spodziewać. Pewnie meczy go od naszego pierwszego spotkania w tej chatce. Chłopak sięgnął po pełną butelkę coli, myśląc, że jest gotowy na wszystko. Ale tego się nie spodziewa.
- Nikt.- wzruszyłam ramionami, a Zeklos się opluł.
- Nikt?!- Dominic spojrzał na mnie z niedowierzaniem, a reszta pękała ze śmiechu.
- Ale tydzień temu...- zaczął blondyn.
- Uwielbiają mnie wkurzać.- powiedział przez śmiech Felix.
- Po za tym twoja mina była bezcenna.- dodałam, kręcąc butelką.