W jednej chwili miałam ochotę tylko go zabić i przyłączyć na wieczność do siebie, a w następnej poczułam ukłucie. Odbierający tchu w płucach ból, trwał tylko sekundę a później zapadłam w ciemność. Po chwili zaczęłam widzieć jakieś obrazy. Strzygę zabijającą niewinnych ludzi, wspinającą się na szczyt hierarchii wśród innych i planującą spotkanie z Dymitrem. To... byłam ja. Byłam potworem. Jestem potworem. Chciałam przemienić go, dzieci, Lili. A Nigel... to co z nim robiłam, napełniało mnie obrzydzeniem do samej siebie. Nie powinnam tego robić. Boże, Dymitr mi tego nigdy nie wybaczy. Nie zasługuję na przebaczenie ani na tak piękną rodzinę, którą tylko krzywdzę. Ja nie mogę... nie potrafię... Jeszcze piłam jego krew, aż stracił przytomność, groziłam mu, zmusiłam prawie że do sexu. Nie zasługuję na niego. Gdy to wszystko widziałam, z oczu zaczęły mi lecieć łzy. Nie płakałam. Ja ryczałam. Po chwili poczułam obejmujące mnie ramiona i znajomy zapach.
O...odejdź.- wyszlochałam.
Chciałam się uwolnić, ale nie miałam tyle siły, aby za się za bardzo ruszać, więc mimo wszystko, moczyłam mu koszulkę.
- Nie Roza. Jestem tu z tobą, dla ciebie.- uniósł mój podbródek, tak, że widziałam jego piękne, czekoladowe oczy.- I zawsze będę. Nie zostawię cię.
Rozpłakałam się jeszcze bardziej i go przytuliłam mocno. Po tym wszystkim, co mu zrobiłam, on wciąż chce przy mnie być. Spełnić przysięgę małżeńską. Ale ja nie chcę, żeby się ze mną męczył bez miłości. Jeszcze to, jak mnie nazwał... Nie mogę być już jego Rozą. Ona jest czysta, dobra i niewinna, a ja... Nie mogę...
- Nie zasługuję na ciebie.- szepnęłam.
- Nie mów tak.- głos mu się łamał, więc płakał, pewnie przeze mnie. - Nigdy tak nie mów Różyczko.
Zaczął głaskać mnie po plecach, mówiąc coś po Rosyjsku. Nic nie rozumiałam, bo nie miałam siły, ale mimo wszystko trochę mnie to uspokoiło. Poczułam się bardzo senna. Nagle usłyszałam przyjaciółkę
- Rose, ty żyjesz.- radość mieszkała się z ulgą w głosie Lissy.
- Na to wygląda.- odpowiedziałam smutno.
- Nigdzie się nie ruszajcie. Wysyłam po was helikopter.
Ciekawe jak mielibyśmy uciec z hotelu pełnego strzyg. Przeze mnie. Czego mój mąż ode mnie chcę?
- Dymitr.- szepnęłam, na co przerwał mówić po Rosyjsku.- Dymitr, chce mi się spać.
- Ale najpierw musimy stąd się wydostać.- wciąż nie miał zamiaru mnie puścić.
- Na... na balkonie jest guzik.- zaczęłam tłumaczyć, walcząc z sennością.- On... otwiera on drabinę na dach. To miał być pokój dla prezydentów i zadbano o ich bezpieczeństwo. Na górze jest lądowisko. Lissa wyślę helikopter.
Niech chociaż on się uratuje i będzie szczęśliwy, a mnie zostawi. Nie zasługuję na nic więcej, niż być posiłkiem dla strzyg. Ale wiem, że tego nie zrobi, bo jest zbyt honorowy, aby pozwolić zabić kogoś niewinnego. Nie to co ja. Chciałam płakać dalej już nie miałam siły.
- Dobrze.- z zamyślenia wyrwał mnie jego aksamitny, delikatny głos z pięknym akcentem wschodnio-europejskim. Boże, jak ja go koch... Nie! Nie zasługuję aby go słyszeć, ani żeby nosić go w sercu.- A teraz odpocznij. Za niedługo wszystko wróci do normalności.
- Już nic nie będzie takie, jak dawniej.- szepnęłam i zapadłam w sen.
Obudziłam się na czymś miękkim i wygodnym. Przeciągnęłam się i otworzyłam oczy. Byłam w helikopterze, mocno uwięziona przez ramiona męża. Na pewno też był zmęczony. Spojrzałam na jego piękną twarz. Rysy idealne w każdym calu, jakby dopiero co zdjęte z posągu jakiegoś boga greckiego. Delikatne, różowiutkie, lekko rozchylone usta, jakby prosiły się o pocałunek. Ale ja nie mogłam. Nie zasługiwałam na takie boskie błogosławieństwo. Poczułam lekkie szczypanie pod powiekami, ale zignorowałam pierwsze łzy lecące po moich policzkach. Nos delikatny, a za razem surowy. Nie za duży i nie za mały. Idealny. Pod powiekami i krótkimi firankami rzęs ukrywały swój blask oczy, o kolorze cieplej, intensywnej czekolady, które tak bardzo kochałam. Ale czy dalej kocham? Czy jestem do tego zdolna. Moje ciało opanował szloch, gdy zrozumiałam, że nie mogę mu dać tego, co chce, czego oczekuje. I jego piękne włosy. Tak delikatne, jedyne w swoim rodzaju. Nikt takich nie ma. Nie za długie, nie za krótkie. Na brodzie były już pierwsze, króciutkie włoski zarostu. Był taki wspaniały, a ja... zakryłam usta, aby nie słyszał mojego szloch i chciałam uciec. Ale po każdym moim poruszeniu, wzmacniał uścisk coraz bardziej. Płacz wstrząsał moim ciałem, a łzy leciały jak szalone. Nie mogłam powstrzymać się, co obudziło strażnika.
- Cii.- wtulił moją głowę w swoją pierś.- Już dobrze. Jestem tu. I nigdy nie odejdę.
- Czemu?- wyszeptałam.- Po tym wszystkim, co ci zrobiłam...
- To nie byłaś ty. To nie twoja wina. Ty byś nigdy tego nie zrobiła.
- Skąd wiesz?- spojrzałam na niego przez łzy.- Przecież właśnie ja ich zabijałam, ja cię krzywdziłam. Ja...- głos mi się załamał.- Ja cię zdradzałam.
- Bo cię znam. I nie zamierzał odpuścić. Nawet jeśli miałbym umrzeć, wyjdziesz z tego. Ja ci pomogę, jak ty mi. Bo Cię Kocham, Roza.
Na jego wyznanie popłakałam się jeszcze bardziej. Ryczałam jak bóbr.
- A ja nawet nie umiem cię pokochać. Nie jestem zdolna do tego uczucia. Strzyga je we mnie zabiła. Dlatego ty też nie możesz.- krzyczałam, płacząc.
- Cii... skarbie, mogę, chcę i będę. Wiem co teraz czujesz ale to efekt przejściowy. Pomogę ci z tego wyjść i będziemy żyć tak jak wcześniej, w miłości. Nawet jeśli miałbym cię w sobie rozkochać na nowo, zrobię to. Bo Kocham Cię, Kocham Cię, Kocham Cię. I nigdy nie przestanę. Jesteś dla mnie najważniejsza i jakbym cię stracił, załamałbym się. Nigdy nie pozwolę ci odejść i wszędzie cię znajdę.
- Jestem potworem.- odwróciłam głowę.
- Wcale nie.- odwrócił mnie za podbródek w swoją stronę. Uśmiechał się z miłością i tymi swoimi iskierkami w oczach, a i poczułam ściągnięcie w podbrzuszu.- Jesteś delikatną, piękna dampirzycą, która zawsze znajdzie swoją drogę. A ja ci pomogę. Do kończymy tą rozmowę w hotelu.- przerwał mi, gdy chciałam się odezwać.
Pomimo moich protestów, nie puścił mnie do końca lotu.
"Nasz los od zawsze zapisany był w gwiazdach. To one poprowadziły mnie do Ciebie mimo tylu przeciwności, spójrz. Jesteśmy tu. Razem. Ty i ja Roza. Na zawsze."
poniedziałek, 13 lutego 2017
ROZDZIAŁ 388
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
niedziela, 12 lutego 2017
ROZDZIAŁ 387
Nagle się zatrzymałem, a ona ze mną.
- Nie możemy poczekać do wschodu słońca?- spojrzałem na nią błagania.
- Ty to byś przedłużał w nieskończoność.- mruknęła i chciała mnie pociągnąć dalej, ale ja ani drgnąłem.
- Proszę.- zacisnąłem palce wokół jej nadgarstka i pociągnąłem tak, że teraz stała centymetr ode mnie.- Chcę ten ostatni raz rozkoszować się jego promieniami, z których nie korzystałem za wiele w życiu. Tak samo jak smakiem twoich ust.- dotknąłem jej pełnych warg.
Przymknęła oczy, a na mój gest, zamruczała.
- No dobrze.- westchnęła.- Zrobimy to o wschodzie słońca.
- Która godzina?- zacząłem się rozglądać, ale nigdzie nie było zegara.- A tak narzekałaś, że u nas nie ma jak sprawdzić godziny.
- Jakbyś nie pamiętał, to strzygi mają intuicyjną zdolność wyczuwalna godzin.- przewróciła oczami.- 3. Za trzy godziny wstanie słońce. A przez ten czas możemy zająć się sobą.
Podeszła do mnie i pocałowała namiętnie.
- Nie wiem, czy to dobry pomysł...- zacząłem, ale od razu zmieniłem zdanie, gdy zdjęła bluzkę.- A może nic nie zaszkodzi.
Objąłem ją i przyciągnąłem do siebie, zanurzając się w słodyczy jej ust.
Trzy godziny później wciąż leżeliśmy na łóżku, przytuleni. Chciałem się nią nacieszyć, bo nie wiedziałem, co będzie dalej. Nagle Roza wstała i podeszła do okna.
- No Towarzyszu. Już czas.
Podążyłem za nią i przytuliłem ją od tyłu, zahaczając o sztylet. To dało mi nadzieję.
- Musimy?- spytałem bez sensu.
- Tak. Chcesz na stojąco, czy na łóżku.
- Chyba wolę patrząc w twoje oczy. Ale najpierw mnie pocałuj.- poprosiłem.
- Z największą przyjemnością.
Zbliżyła się do mnie, a ja złapałem ją w biodrach, blisko broni. Ręce zaczęły mi się pocić, ale zachowałem spokój. Kiedy nasze usta dzieliły milimetry, chwyciłem ostrze i szybko od niej odskoczyłem. Wyglądała na zdezorientowaną, ale zaraz jej oczy zabłysły złością. Rzuciła się na mnie, ale ja odparowałem atak. Walczyliśmy z jakieś dziesięć minut. Atak i obrona. Szala przewagi nie przechylała się na stronę żadnego z nas. Mieliśmy równe szanse.
Aż w końcu strzyga popełniła błąd, a ja go wykorzystałem.
- Kocham Cię Roza.- szepnąłem zanurzając sztylet w jej piersi.
Ciało mojej ukochanej opadło nieprzytomne na ziemię, a ja wypuściłem sztylet, który z brzdękiem upadł na podłogę. Pochyliłem się nad nią z płaczem. Nie uratowałem jej. Nie dałem rady. Teraz muszę uciąć jej głowę lub spalić. Ale nie mogę
- Przepraszam Kochanie.- szepnąłem bezgłośnie.
Przytuliłem ją, mocząc jej twarz, włosy i ubranie, łzami. Opłakiwałem ją tu i teraz, bo później nie będzie jak. Po raz kolejny ją skrzywdziłem, zawiodłem, nie byłem w stanie uchronić. To wszystko moja wina. Nagle moją uwagę przykuło białe światło. Wydobywało się z jej rany. Z serca. Uniosłem Rozę do siadu, nie wiedząc o co chodzi. Blask pulsował coraz mocniej i jaśniej, obejmując jej całe ciało. Nagle całe zniknęło, jakby zostało wchłonięte przez ranę, po czym eksplodowało na cały pokój. Lekko mnie zamroczyło, a gdy odzyskałem wzrok, zobaczyłem najpiękniejszy, a zarazem najsmutniejszy widok na świecie. Moja ukochana płakała, pochylona nad podłogą. MOJA ROZA! Nie strzyga, a dampirzyca. Nie zastanawiałem się, jak to możliwe po prostu ją przytuliłem, również płacząc, ze szczęścia.
- O...odejdź.- wyszlochała.
- Nie Roza. Jestem tu z tobą, dla ciebie.- uniosłem jej podbródek, aby spojrzeć w jej cudne, brązowe oczy. Wydawały się jaśniejsze, niż wcześniej.- I zawsze będę. Nie zostawię cię.
Patrzyłem na nią z miłością, ale ona tego nie odwzajemniła. Jej smutek i poczucie winy wręcz krzyczały z jej wzroku.
- Nie zasługuję na ciebie.- szepnęła.
- Nie mów tak.- głos mi się łamał, kiedy przycisnąłem ją mocno do siebie.- Nigdy tak nie mów Różyczko.- zacząłem głaskać ją po plecach, przerzucając się na Rosyjski.- Kocham cię i nigdy nie przestanę. To nie byłaś ty, to nie twoja wina. Jeśli ty zaczniesz się obwiniać, nie poradzę sobie.
- Dymitr.- szepnęła.- Dymitr, chce mi się spać.
- Ale najpierw musimy stąd się wydostać.- zauważyłem, wciąż nie zwalniając uścisku.
- Na... na balkonie jest guzik. On... otwiera on drabinę na dach. To miał być pokój dla prezydentów i zadbano o ich bezpieczeństwo. Na górze jest lądowisko. Lissa wyślę helikopter.
- Dobrze. A teraz odpocznij. Za niedługo wszystko wróci do normalności.
- Już nic nie będzie takie, jak dawniej.
Ma rację. Będzie lepiej. Już ja o to zadbam. Nie pozwolę jej się zadręczać. Teraz w końcu rozumiem, swoje zachowanie i zirytowanie Rozy. A mimo wszystko była ze mną, nawet jeśli nie chciałem. Gdy ja ją odrzucałem, ona robiła wszystko, aby nikt nie widział we mnie strzygi. I w niej nikt nie zobaczy. Będzie aniołem, moim małym aniołkiem. Zasnęła twardo, tak że nawet nie obudził jej huk wywarzanych drzwi. Strzygi są w salonie i zaraz będą tu. Bez wahania podbiegłem do do balkonu i otworzyłem go na oścież. Jednak wystające słońce nie było tak mocne, aby wypełnić całe pomieszczenie swoim blaskiem. Podniosłem śpiąca ukochaną, w chwili gdy członkowie elity wpadli do sypialni. Ruszyli w naszą stronę, a ja do balkonu. Brodaty mężczyzna już mnie miał, ale w ostatniej chwili wybiegłem na słońce, które poparzyło mu dłoń. Oparłem się o ścianę, zamykając oczy i oddychające głęboko. Jesteśmy bezpieczni. Znalazłem przycisk, a chwilę później już wspinałem się na dach, podtrzymując przerzuconą przez moje ramię żonę. Położyłem ją sobie na kolanach, czekając na transport. Wygląda tak pięknie. Jej policzki jak i reszta skóry odzyskała dawną barwę brązu od treningów na słońcu. Spała spokojnie, oddychające równomiernie. Ja też pierwszej nocy jeszcze nie miałem koszmarów. A później się zaczęło.
- Wyciągnę cię z tego Słoneczko. Jeszcze będziemy się cieszyć naszymi bliźniakami i kolejnymi dziećmi. Obiecuję.
Siedziałem tak kilka godzin i zaczęło się robić zimno. W końcu to początek listopada. Zostawiłem ją i zakradłem się do sypialni. Nikogo w niej nie było. Wziąłem z szafy cieplejsze ubrania i koc, po czym wróciłem do ukochanej. Chwilę później na dachu wylądował helikopter z Dworu
- Nie możemy poczekać do wschodu słońca?- spojrzałem na nią błagania.
- Ty to byś przedłużał w nieskończoność.- mruknęła i chciała mnie pociągnąć dalej, ale ja ani drgnąłem.
- Proszę.- zacisnąłem palce wokół jej nadgarstka i pociągnąłem tak, że teraz stała centymetr ode mnie.- Chcę ten ostatni raz rozkoszować się jego promieniami, z których nie korzystałem za wiele w życiu. Tak samo jak smakiem twoich ust.- dotknąłem jej pełnych warg.
Przymknęła oczy, a na mój gest, zamruczała.
- No dobrze.- westchnęła.- Zrobimy to o wschodzie słońca.
- Która godzina?- zacząłem się rozglądać, ale nigdzie nie było zegara.- A tak narzekałaś, że u nas nie ma jak sprawdzić godziny.
- Jakbyś nie pamiętał, to strzygi mają intuicyjną zdolność wyczuwalna godzin.- przewróciła oczami.- 3. Za trzy godziny wstanie słońce. A przez ten czas możemy zająć się sobą.
Podeszła do mnie i pocałowała namiętnie.
- Nie wiem, czy to dobry pomysł...- zacząłem, ale od razu zmieniłem zdanie, gdy zdjęła bluzkę.- A może nic nie zaszkodzi.
Objąłem ją i przyciągnąłem do siebie, zanurzając się w słodyczy jej ust.
Trzy godziny później wciąż leżeliśmy na łóżku, przytuleni. Chciałem się nią nacieszyć, bo nie wiedziałem, co będzie dalej. Nagle Roza wstała i podeszła do okna.
- No Towarzyszu. Już czas.
Podążyłem za nią i przytuliłem ją od tyłu, zahaczając o sztylet. To dało mi nadzieję.
- Musimy?- spytałem bez sensu.
- Tak. Chcesz na stojąco, czy na łóżku.
- Chyba wolę patrząc w twoje oczy. Ale najpierw mnie pocałuj.- poprosiłem.
- Z największą przyjemnością.
Zbliżyła się do mnie, a ja złapałem ją w biodrach, blisko broni. Ręce zaczęły mi się pocić, ale zachowałem spokój. Kiedy nasze usta dzieliły milimetry, chwyciłem ostrze i szybko od niej odskoczyłem. Wyglądała na zdezorientowaną, ale zaraz jej oczy zabłysły złością. Rzuciła się na mnie, ale ja odparowałem atak. Walczyliśmy z jakieś dziesięć minut. Atak i obrona. Szala przewagi nie przechylała się na stronę żadnego z nas. Mieliśmy równe szanse.
Aż w końcu strzyga popełniła błąd, a ja go wykorzystałem.
- Kocham Cię Roza.- szepnąłem zanurzając sztylet w jej piersi.
Ciało mojej ukochanej opadło nieprzytomne na ziemię, a ja wypuściłem sztylet, który z brzdękiem upadł na podłogę. Pochyliłem się nad nią z płaczem. Nie uratowałem jej. Nie dałem rady. Teraz muszę uciąć jej głowę lub spalić. Ale nie mogę
- Przepraszam Kochanie.- szepnąłem bezgłośnie.
Przytuliłem ją, mocząc jej twarz, włosy i ubranie, łzami. Opłakiwałem ją tu i teraz, bo później nie będzie jak. Po raz kolejny ją skrzywdziłem, zawiodłem, nie byłem w stanie uchronić. To wszystko moja wina. Nagle moją uwagę przykuło białe światło. Wydobywało się z jej rany. Z serca. Uniosłem Rozę do siadu, nie wiedząc o co chodzi. Blask pulsował coraz mocniej i jaśniej, obejmując jej całe ciało. Nagle całe zniknęło, jakby zostało wchłonięte przez ranę, po czym eksplodowało na cały pokój. Lekko mnie zamroczyło, a gdy odzyskałem wzrok, zobaczyłem najpiękniejszy, a zarazem najsmutniejszy widok na świecie. Moja ukochana płakała, pochylona nad podłogą. MOJA ROZA! Nie strzyga, a dampirzyca. Nie zastanawiałem się, jak to możliwe po prostu ją przytuliłem, również płacząc, ze szczęścia.
- O...odejdź.- wyszlochała.
- Nie Roza. Jestem tu z tobą, dla ciebie.- uniosłem jej podbródek, aby spojrzeć w jej cudne, brązowe oczy. Wydawały się jaśniejsze, niż wcześniej.- I zawsze będę. Nie zostawię cię.
Patrzyłem na nią z miłością, ale ona tego nie odwzajemniła. Jej smutek i poczucie winy wręcz krzyczały z jej wzroku.
- Nie zasługuję na ciebie.- szepnęła.
- Nie mów tak.- głos mi się łamał, kiedy przycisnąłem ją mocno do siebie.- Nigdy tak nie mów Różyczko.- zacząłem głaskać ją po plecach, przerzucając się na Rosyjski.- Kocham cię i nigdy nie przestanę. To nie byłaś ty, to nie twoja wina. Jeśli ty zaczniesz się obwiniać, nie poradzę sobie.
- Dymitr.- szepnęła.- Dymitr, chce mi się spać.
- Ale najpierw musimy stąd się wydostać.- zauważyłem, wciąż nie zwalniając uścisku.
- Na... na balkonie jest guzik. On... otwiera on drabinę na dach. To miał być pokój dla prezydentów i zadbano o ich bezpieczeństwo. Na górze jest lądowisko. Lissa wyślę helikopter.
- Dobrze. A teraz odpocznij. Za niedługo wszystko wróci do normalności.
- Już nic nie będzie takie, jak dawniej.
Ma rację. Będzie lepiej. Już ja o to zadbam. Nie pozwolę jej się zadręczać. Teraz w końcu rozumiem, swoje zachowanie i zirytowanie Rozy. A mimo wszystko była ze mną, nawet jeśli nie chciałem. Gdy ja ją odrzucałem, ona robiła wszystko, aby nikt nie widział we mnie strzygi. I w niej nikt nie zobaczy. Będzie aniołem, moim małym aniołkiem. Zasnęła twardo, tak że nawet nie obudził jej huk wywarzanych drzwi. Strzygi są w salonie i zaraz będą tu. Bez wahania podbiegłem do do balkonu i otworzyłem go na oścież. Jednak wystające słońce nie było tak mocne, aby wypełnić całe pomieszczenie swoim blaskiem. Podniosłem śpiąca ukochaną, w chwili gdy członkowie elity wpadli do sypialni. Ruszyli w naszą stronę, a ja do balkonu. Brodaty mężczyzna już mnie miał, ale w ostatniej chwili wybiegłem na słońce, które poparzyło mu dłoń. Oparłem się o ścianę, zamykając oczy i oddychające głęboko. Jesteśmy bezpieczni. Znalazłem przycisk, a chwilę później już wspinałem się na dach, podtrzymując przerzuconą przez moje ramię żonę. Położyłem ją sobie na kolanach, czekając na transport. Wygląda tak pięknie. Jej policzki jak i reszta skóry odzyskała dawną barwę brązu od treningów na słońcu. Spała spokojnie, oddychające równomiernie. Ja też pierwszej nocy jeszcze nie miałem koszmarów. A później się zaczęło.
- Wyciągnę cię z tego Słoneczko. Jeszcze będziemy się cieszyć naszymi bliźniakami i kolejnymi dziećmi. Obiecuję.
Siedziałem tak kilka godzin i zaczęło się robić zimno. W końcu to początek listopada. Zostawiłem ją i zakradłem się do sypialni. Nikogo w niej nie było. Wziąłem z szafy cieplejsze ubrania i koc, po czym wróciłem do ukochanej. Chwilę później na dachu wylądował helikopter z Dworu
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
sobota, 11 lutego 2017
ROZDZIAŁ 386
DYMITR
Miałem nadzieję, że uda mi się ją odmienić. Nie wiem jak, ale to zrobię. Jej ostatnie zachowanie... Jak wcześniej była agresywną i najgroźniejszą strzygą, jaką kiedykolwiek widziałem, teraz nie była nią wcale. To zastanawiające i daje do myślenia. Może uda mi się coś wymyślić. Ale mam mało czasu. Jeśli nie zdążę będę musiał ją zabić.
Obudził mnie trzask drzwi. Podniosłem zdezorientowany głowę, aby po chwili zobaczyć wpadającą do sypialni jak burza Rozę. Zmarszczyłem brwi. Była wściekła i to bardzo. Już nie przypominała siebie z przed kilku godzin.
- Śpij dalej.- warknęła, przeszukując wszystkie szafki.- Cholera!
- Coś się stało?- spytałem, gdy zaczęłam wszystko wyrzucać z komody.
- Nie, kurwa! Wszystko jest w jak najlepszym porządku, kurwa.- wrzasnęła na mnie sarkastycznie.
- Spokojnie, po co tyle agresji.- wstałem i podszedłem do niej.
- Odejdź, jeśli nie chcesz skończyć bez głowy.
- A jeśli nie chcę odejść.- złapałem ją za biodra.
Sekundę później znalazłem się na ścianie, przyduszany przez strzygę.
- Mówiłam, żebyś się nie zbliżał.- wysyczała.- Jestem wkurwiona i nie mam ochoty na amory. Chcesz wiedzieć, co się stało? A kim ty jesteś, żebym ci się zwierzała?
Puściła mnie, a ja złapałem się za bolącą szyję. Każdy normalny skulił by się na łóżku i czekał, aż nie ochronie. Ale już dawno temu zaraziłem się od żony szaleństwem.
- Jeszcze pięć godzin temu się ze mną kochałaś.- zauważyłem.
- Nie kochaliśmy się, a uprawialiśmy sex, a to różnica, bo strzygi nie kochają.
- A ty?- spytałem.
Wiem, wiem, stąpam po cienkim lodzie, a wręcz nad lodowatą wodą, która zaraz mnie pokara, ale co poradzić?
- Jestem kurwa jego mać strzygą! Nie Kocham Cię!- wciąż krzyczała, a ja zachowywałem stoicki spokój.
- Skoro już to sobie wyjaśniliśmy, powiesz mi, co się stało.- nalegałem.
- Cholera, no co się mogło stać?! Najpierw dwie godziny męczyłam się z tymi chujami na auli, później okazało się, że zabrakło nam jedzenia, bo te debile nie umieją nawet liczyć. Poszłam sobie potrenować się wyżyć, a teraz jestem głodna. A w całym pieprzonym hotelu nie ma ani jednej butelki krwi, bo ostatnią chciało mi się rozbić na głowie Nigela.
No i pękła. Nie powiem, lekko się wystraszyłem. Wyglądała, jakby w każdej chwili była gotowa się na mnie rzucić. Nagle wybiegła i zatrzasnęła za sobą drzwi. Oparłem się o nie plecami, nie wiedząc co robić. Zobaczyłem drzwi na balkon i nie wiele myśląc otworzyłem je. Zasłoniłem oczy, gdy do środka wlało się światło dziennie, po czym ostrożnie wyszedłem na kafelki. Oparłem dłonie na poręczy, oddychające głęboko świeżym powietrzem. Z lasu dochodziły odgłosy ptaków i dzikich zwierząt. Rozkoszowałem się lekkim powiewem wiatru na ciele. Nie wiem, kiedy na znowu to wszystko zobaczę, jeśli w ogóle. Moją uwagę nagle zwróciło uderzenie w drzwi między sypialnią i salonem. Podszedłem do nich, przymykając wejście na balkon. W sąsiednim pomieszczeniu słyszałem hałas tłuczonych i zrzucanych przedmiotów. Bez wahania otworzyłem drzwi i ledwo uchyliłem się przed filiżanką.
- Roza.
Odwróciła się do mnie, a w jej oczach zobaczyłem furię. Jednak złagodniała siadając na sofie. Wokół walało się szkło, porcelana, podarte poduszki, powywracane lampy, pilot w kawałkach, szafki dołem do góry i wysypujące się z nich klamoty. Jakby ktoś tu wszedł, pomyślał by, że mieliśmy kłótnię stulecia. Ostrożnie, żeby o nic się nie pokaleczyć podszedłem do ukochanej i usiadłem obok niej.
- Nie przemienisz mnie teraz?- spytałem.
Wpadłem na bardzo, bardzo, bardzo, nic nie wyrazi jak bardo głupi pomysł. Ale nie mogłem tak na nią patrzeć, gdy się męczy. Kocham ją.
- Przez najbliższe sześć, siedem godzin nie będziemy mieli pożywienia, więc nie będzie jak cię nakarmić. Odpowiedź brzmi nie.- powiedziała już spokojniej.
I wtedy postanowiłem wdrożyć mój plan w życie. Zbliżyłem rękę do mojej żony.
- Zabierz, jeśli nie chcesz, żebym cię ugryzła.- ostrzegła, patrząc na mnie spod osłony włosów.
Wyglądała jak drapieżnik, patrzący na rywala. Serce zabiło mi szybciej i przełknąłem ślinę
- A jeśli chcę?
Spojrzała na mnie zaskoczona.
- Jesteś pewny?- spytała.
Teraz nie będzie odwrotu. Wahałem się, póki nie odpowiedziałem.
- Tak.
- To chodź.- podniosła się ciągnąć mnie za sobą.
Zatrzymała się tuż przed sypialnią.
- Otworzyłeś balkon?- spytałam podejrzliwie.
- Zaraz zamknę.
Nie czekając na odpowiedz, prześlizgnąłem się do środka i biorąc ostatni oddech świeżego powietrza, zamknąłem balkon.
- Już.- zawołałem, siadając na łóżku.
Roza od razu weszła i usiadła za mną.
- Jesteś pewny?- spytała, odgarniając moje włosy.- Jeszcze możesz się wycofać.
Zadrżałem pod wpływem jej chłodnych palców na karku. Serce biło mi jak szalone, ale nie wiem czy ze strachu, czy podniecenia. Pamiętam ostatnie razy, gdy byłem gryziony. Rozkosz przelewająca się przez moje żyły, wraz ze śliną morojki. Niebiańskie uczucie. Oblizałem wargi i zaschło mi w ustach.
- Tak.- odpowiedziałem.- Jestem pewny.
Zabrała mi włosy całkiem z prawej strony szyi i zbliżyła tam usta. Poczułem jej chłodny oddech i delikatne pocałunki. Jednocześnie zaczęła masować i głaskać ramiona. Rozluźniłem się, automatycznie odchylając głowę i w tym momencie poczułem ukłucie. Roza wypijała moją krew ostrożnie, a mnie opanowała radość. Strzygi mają o wiele silniejsze substancje endorfin w ślinie, niż moroje. Zaczęło dopadać mnie silne zmęczenie, z którym walczyłem, ale koniec końców, oczy mi się zamknęły, a ja odpłynąłem.
Otworzyłem oczy i ostrożnie się podniosłem. Leżałem na łóżku pod kołdrą. Lekko kręciło mi się w głowie, ale żyłem. Mój wzrok przykuła taca ze srebrną pokrywką i szklanka jakiegoś soku, leżące na stoliku przy łóżku. Nie widziałem dokładnie, jakiego, bo było za ciemno. Usiadłem, sięgając po srebro, po czym podniosłem pokrywkę. Na talerzu było z dziesięć tostów, z różnymi dodatkami, a których widok zaburczało mi w brzuchu i zacząłem jeść. Popiłem wszystko kompotem z wiśni. Ostrożnie wstałem i stwierdziłem, że czuję się już lepiej. Skierowałem się na balkon, jednak stanąłem sparaliżowany, widząc co jest za nim.
Ciemność i cisza. Las ukryty w mroku, ani najlżejszego podmuchu wiatru, a nawet księżyc i gwiazdy skryły się za chmurami. Dotarła do mnie straszna prawda: skończył mi się czas. A ja nic nie wymyśliłem. Choć mam nadzieję, że Roza jest jeszcze na polowaniu. Jednak znikła ona szybciej niż się pojawiła.
- Już czas Towarzyszu.- szepnęła mi strzyga, pojawiają się za mną i pociągnęła mnie do sypialni.
Miałem nadzieję, że uda mi się ją odmienić. Nie wiem jak, ale to zrobię. Jej ostatnie zachowanie... Jak wcześniej była agresywną i najgroźniejszą strzygą, jaką kiedykolwiek widziałem, teraz nie była nią wcale. To zastanawiające i daje do myślenia. Może uda mi się coś wymyślić. Ale mam mało czasu. Jeśli nie zdążę będę musiał ją zabić.
Obudził mnie trzask drzwi. Podniosłem zdezorientowany głowę, aby po chwili zobaczyć wpadającą do sypialni jak burza Rozę. Zmarszczyłem brwi. Była wściekła i to bardzo. Już nie przypominała siebie z przed kilku godzin.
- Śpij dalej.- warknęła, przeszukując wszystkie szafki.- Cholera!
- Coś się stało?- spytałem, gdy zaczęłam wszystko wyrzucać z komody.
- Nie, kurwa! Wszystko jest w jak najlepszym porządku, kurwa.- wrzasnęła na mnie sarkastycznie.
- Spokojnie, po co tyle agresji.- wstałem i podszedłem do niej.
- Odejdź, jeśli nie chcesz skończyć bez głowy.
- A jeśli nie chcę odejść.- złapałem ją za biodra.
Sekundę później znalazłem się na ścianie, przyduszany przez strzygę.
- Mówiłam, żebyś się nie zbliżał.- wysyczała.- Jestem wkurwiona i nie mam ochoty na amory. Chcesz wiedzieć, co się stało? A kim ty jesteś, żebym ci się zwierzała?
Puściła mnie, a ja złapałem się za bolącą szyję. Każdy normalny skulił by się na łóżku i czekał, aż nie ochronie. Ale już dawno temu zaraziłem się od żony szaleństwem.
- Jeszcze pięć godzin temu się ze mną kochałaś.- zauważyłem.
- Nie kochaliśmy się, a uprawialiśmy sex, a to różnica, bo strzygi nie kochają.
- A ty?- spytałem.
Wiem, wiem, stąpam po cienkim lodzie, a wręcz nad lodowatą wodą, która zaraz mnie pokara, ale co poradzić?
- Jestem kurwa jego mać strzygą! Nie Kocham Cię!- wciąż krzyczała, a ja zachowywałem stoicki spokój.
- Skoro już to sobie wyjaśniliśmy, powiesz mi, co się stało.- nalegałem.
- Cholera, no co się mogło stać?! Najpierw dwie godziny męczyłam się z tymi chujami na auli, później okazało się, że zabrakło nam jedzenia, bo te debile nie umieją nawet liczyć. Poszłam sobie potrenować się wyżyć, a teraz jestem głodna. A w całym pieprzonym hotelu nie ma ani jednej butelki krwi, bo ostatnią chciało mi się rozbić na głowie Nigela.
No i pękła. Nie powiem, lekko się wystraszyłem. Wyglądała, jakby w każdej chwili była gotowa się na mnie rzucić. Nagle wybiegła i zatrzasnęła za sobą drzwi. Oparłem się o nie plecami, nie wiedząc co robić. Zobaczyłem drzwi na balkon i nie wiele myśląc otworzyłem je. Zasłoniłem oczy, gdy do środka wlało się światło dziennie, po czym ostrożnie wyszedłem na kafelki. Oparłem dłonie na poręczy, oddychające głęboko świeżym powietrzem. Z lasu dochodziły odgłosy ptaków i dzikich zwierząt. Rozkoszowałem się lekkim powiewem wiatru na ciele. Nie wiem, kiedy na znowu to wszystko zobaczę, jeśli w ogóle. Moją uwagę nagle zwróciło uderzenie w drzwi między sypialnią i salonem. Podszedłem do nich, przymykając wejście na balkon. W sąsiednim pomieszczeniu słyszałem hałas tłuczonych i zrzucanych przedmiotów. Bez wahania otworzyłem drzwi i ledwo uchyliłem się przed filiżanką.
- Roza.
Odwróciła się do mnie, a w jej oczach zobaczyłem furię. Jednak złagodniała siadając na sofie. Wokół walało się szkło, porcelana, podarte poduszki, powywracane lampy, pilot w kawałkach, szafki dołem do góry i wysypujące się z nich klamoty. Jakby ktoś tu wszedł, pomyślał by, że mieliśmy kłótnię stulecia. Ostrożnie, żeby o nic się nie pokaleczyć podszedłem do ukochanej i usiadłem obok niej.
- Nie przemienisz mnie teraz?- spytałem.
Wpadłem na bardzo, bardzo, bardzo, nic nie wyrazi jak bardo głupi pomysł. Ale nie mogłem tak na nią patrzeć, gdy się męczy. Kocham ją.
- Przez najbliższe sześć, siedem godzin nie będziemy mieli pożywienia, więc nie będzie jak cię nakarmić. Odpowiedź brzmi nie.- powiedziała już spokojniej.
I wtedy postanowiłem wdrożyć mój plan w życie. Zbliżyłem rękę do mojej żony.
- Zabierz, jeśli nie chcesz, żebym cię ugryzła.- ostrzegła, patrząc na mnie spod osłony włosów.
Wyglądała jak drapieżnik, patrzący na rywala. Serce zabiło mi szybciej i przełknąłem ślinę
- A jeśli chcę?
Spojrzała na mnie zaskoczona.
- Jesteś pewny?- spytała.
Teraz nie będzie odwrotu. Wahałem się, póki nie odpowiedziałem.
- Tak.
- To chodź.- podniosła się ciągnąć mnie za sobą.
Zatrzymała się tuż przed sypialnią.
- Otworzyłeś balkon?- spytałam podejrzliwie.
- Zaraz zamknę.
Nie czekając na odpowiedz, prześlizgnąłem się do środka i biorąc ostatni oddech świeżego powietrza, zamknąłem balkon.
- Już.- zawołałem, siadając na łóżku.
Roza od razu weszła i usiadła za mną.
- Jesteś pewny?- spytała, odgarniając moje włosy.- Jeszcze możesz się wycofać.
Zadrżałem pod wpływem jej chłodnych palców na karku. Serce biło mi jak szalone, ale nie wiem czy ze strachu, czy podniecenia. Pamiętam ostatnie razy, gdy byłem gryziony. Rozkosz przelewająca się przez moje żyły, wraz ze śliną morojki. Niebiańskie uczucie. Oblizałem wargi i zaschło mi w ustach.
- Tak.- odpowiedziałem.- Jestem pewny.
Zabrała mi włosy całkiem z prawej strony szyi i zbliżyła tam usta. Poczułem jej chłodny oddech i delikatne pocałunki. Jednocześnie zaczęła masować i głaskać ramiona. Rozluźniłem się, automatycznie odchylając głowę i w tym momencie poczułem ukłucie. Roza wypijała moją krew ostrożnie, a mnie opanowała radość. Strzygi mają o wiele silniejsze substancje endorfin w ślinie, niż moroje. Zaczęło dopadać mnie silne zmęczenie, z którym walczyłem, ale koniec końców, oczy mi się zamknęły, a ja odpłynąłem.
Otworzyłem oczy i ostrożnie się podniosłem. Leżałem na łóżku pod kołdrą. Lekko kręciło mi się w głowie, ale żyłem. Mój wzrok przykuła taca ze srebrną pokrywką i szklanka jakiegoś soku, leżące na stoliku przy łóżku. Nie widziałem dokładnie, jakiego, bo było za ciemno. Usiadłem, sięgając po srebro, po czym podniosłem pokrywkę. Na talerzu było z dziesięć tostów, z różnymi dodatkami, a których widok zaburczało mi w brzuchu i zacząłem jeść. Popiłem wszystko kompotem z wiśni. Ostrożnie wstałem i stwierdziłem, że czuję się już lepiej. Skierowałem się na balkon, jednak stanąłem sparaliżowany, widząc co jest za nim.
Ciemność i cisza. Las ukryty w mroku, ani najlżejszego podmuchu wiatru, a nawet księżyc i gwiazdy skryły się za chmurami. Dotarła do mnie straszna prawda: skończył mi się czas. A ja nic nie wymyśliłem. Choć mam nadzieję, że Roza jest jeszcze na polowaniu. Jednak znikła ona szybciej niż się pojawiła.
- Już czas Towarzyszu.- szepnęła mi strzyga, pojawiają się za mną i pociągnęła mnie do sypialni.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
piątek, 10 lutego 2017
ROZDZIAŁ 385
Rozdział dedykuję mojej przyjaciółce Joli za to że wiernie czyta moje wypociny i uprosiła mnie o nowy oraz dla Marty, dzięki której rozdział jest jaki jest.😘
___________________________________________________________
Wyszedłem ubrany w bokserki i beżową bluzką, co uznałem za błąd, gdy tylko Roza zaczęłam pożerać mnie wzrokiem. Wstała i podeszła bliżej, co mi się nie spodobało. Spodziewałem się jakiegoś przemówienia, ale za to ona zarzuciła mi ręce na szyję i uśmiechnęła się złośliwie.
- Proś, a jak nie dają, to bierz sama.- mruknęła i zanim zdążyłem zareagować, wpiła się mi w usta.
Chciałem, bardzo chciałem ją odsunąć, ale jest silniejsza i...
Kogo ja oszukuję? W tym momencie całkiem przestałem myśleć i oddałem pocałunek z podwójną siłą. Poczułem ciepło i pożądanie przelewane w ten jeden gest. Mało tego podniosłem ją za uda i przycisnąłem do ściany. Tęskniłem za nią. I smakiem jej ust. I boskim ciałem, idealnie ukształtowanym niezliczonymi godzinami treningu. Co poradzić? Nie mogłem jej się oprzeć. Pragnąłem tego od dawna. Nawet nie będę się usprawiedliwiać. Zrobiłem błąd, ale opamiętałem się, gdy zdjęła moją bluzkę i chłodnymi dłońmi dotknęła mój tors. Odskoczyłem od niej jak opatrzony.
- Nie możemy, nie możemy.- chodziłem po pokoju, ciągnąc się za włosy.
- Dla...Dlaczego?- moja żona ciężko oddychała.
Spojrzałem na nią. Siedziała na podłodze zdezorientowana, ale po chwili zagubienie zmieniło się w złość. Nawet nie zauważyłem, kiedy sam zdjąłem z niej górną część garderoby.
- Powiedz, czego mi brakuje? Nie jestem atrakcyjna? Już mnie nie chcesz? Znudziłam ci się?
ROSE
To prawda, byłam zła. Co mu nie pasuje? Tak trudno uprawiać z żoną sex? Było tak blisko. Ale poczekaj do jutra. Jako strzyga już mi się nie oprzesz. Mimo wszystko chcę go teraz i tu. Nie ważne, czy za jego zgodą, czy nie.
- Nie kochasz mnie.- popatrzył na mnie z takim żalem, że aż serce mi pękło.
Chwila! Ale ja nie mam uczuć. Co się ze mną dzieje? Nie umiem być nawet strzygą? Wkurzona podeszłam do niego, złapałam go za nadgarstki i rzuciłam na łóżko. Rzuciłam jedną z poduszek, gasząc światło, po czym wdrapałam się na niego.
- Zrobimy to dzisiaj, czy ci się podoba, czy nie.- warknęłam, rozpinając mu spodnie.
- Chcesz mnie zgwałcić?- spytał z niedowierzaniem.
Spojrzałam na niego, zaprzestając czynności. W ciemności był jeszcze bardziej seksowny i pociągający. Ale czy naprawdę tego chciałam? Popatrzyłam mu prosto w oczy.
- Powiedz mi, że naprawdę tego nie chcesz, że mnie nie pragniesz, że jestem ci obojętna, a dam ci spokój do przemiany.- powiedziałam.
Zaczął otwierać usta, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk, tyko odwrócił wzrok.
Westchnęłam i usiadłam obok niego. Chciał tego z moim ciałem, ale nie ze mną.
- Czemu nie możesz zrozumieć, że to dalej ja? Tak samo wyglądam, tak samo cię potrzebuję, tak samo Cię pragnę, tak samo mi na tobie zależy.
Dymitr już chciał coś powiedzieć, ale w ostatniej chwili się powstrzymał marszcząc czoło. Zanim się zorientowałam, on był nade mną.
- Co powiedziałaś?- w jego oczach było niedowierzanie i nadzieja.
Po chwili zrozumiałam, co wpłynęło z moich ust. Strzygą nie zależy na nikim. A najgorsze, że ja mówiłam to szczerze. Co się ze mną dzieje? Czy to on coś ze mną robi? Ale Uśmiechnęłam się, próbując ukryć strachu przed samą sobą.
- Kłamałam- wyszeptałam.
- Nie sądzę, ale sama się do tego przyznasz.- pocałował mnie zachłannie, rozbierając pospiesznie.- Wiem, że jesteś moją Rozą.
Pożerał mnie wzrokiem, kiedy leżałam pod nim w samej bieliźnie. Wszystkie bariery postawione przez niego między nami runęły. Nawet moje zachowanie mnie nie obchodziło. Liczyło się to co robi i jaką trasę obierają jego dłonie, dające mi tyle przyjemności. Chwilę się ze mną droczył, aż zdjął mi stanik i zaczął pięści moje piersi. Jęczałam, gdy podgryzał delikatnie moje skutki. Gdy oboje byliśmy nadzy , stał się delikatniejszy, co mi nie pasowało. Nie jestem żadnym pieprzonym kwiatkiem, z którym trzeba się cackać.
- Co się tak czaisz, tygrysie. Do dzieła.- mruknęłam.
- Najpierw usłyszę, to co chcę.- postanowił.
- A jeśli tego nie powiem?- podniosłam się na łokciach, ale od razu opadłam, bo poczułam w sobie jego palec.
- Powiedz.- zaczął nim poruszać.
- Nie.- jęknęłam.
- Powiedz. Co odczuwasz, tak samo jak Roza?
- Potrzebuję cię.
- Zła odpowiedź.
Wciągnęłam nagle powietrze, po czym zaczęłam szybciej oddychać, a serce zabiło mi szybciej, gdy dołożył drugi palec.
- Pragnę cię.- wciąż nie dawałam za wygraną.
- Też nie to.- dodał trzeci palec i zaczął się bawić moją łechtaczką.
Zareagowałam podobnie jak poprzednio, po czym wygięłam plecy w łuk.
- Zależy mi ja tobie!- krzyknęłam dochodząc.- O matko.
Wyrównałam oddech, opadają na łóżku. Dymitr położył się obok mnie.
- O nawet o tym nie myśl. Zacząłeś to dokończ, albo to zrobię za ciebie.
- Pokaż na co Cię stać, moja tygrysico.- zachęcał mnie.
Dwa razy nie musiał powtarzać. Usiadłam na nim, jednocześnie się nabijając na jego członka, na co strażnik wciągnął ze świstem powietrze. Poruszałam biodrami, jednocześnie opierając się o jego ciało, swoim i liżąc go. Czułam jak szybko oddycha, jak drży, bicie jego serca. To wszystko dodatkowo mnie podniecało, przez co zwiększałam tępo, czekając tylko na moment spełnienia. Aby dodać trochę pikanterii, od czasu do czasu lekko go podgryzałam, na co mruczał zadowolony. I szczytowaliśmy oboje, w tym samym momencie.
- Roza!
- Dymitr!
Leżałam na nim, patrząc jak ciężko oddycha. Wyglądał tak seksownie, z drobnymi kropelkami na czole.
- Jesz... jeszcze... pa...pami...- zakończyłam jego męczarnie pocałunkiem.
- Nie męcz się, wiem o co chcesz spytać. Znając ciebie, czy jesteś lepszy w sexie od Nigela i odpowiedz brzmi: o niebo. Nikt nie będzie lepszy od ciebie. Dlatego tak łatwo wyrzuciłam go na słońce. I jeśli to ci da jakąś satysfakcję, to zawsze krzyczałam twoje imię.- uśmiechnęłam się do niego.
On tylko pokiwał głową i opadł na łóżko. Wstałam z niego i zeszłam z łóżka.
- A ty gdzie się wybierasz?- spytał strażnik, obracając się na bok i obserwował mnie uważnie.
- Może i ty się najadłeś, ale ja byłam na polowaniu o 21, a mamy ósmą rano.
A do tego muszę ochłonąć. Staję się delikatna, jak dampirzyca, a jestem krwiożerczą bestią, której nawet inne strzygi się boją. Ale tego już nie powiedziałam.
- Już?- zdziwił się patrząc na zegarek.
Uśmiechnęła się do niego, zakładając porozrzucaną po całej sypialni moja dzisiejszą garderobę.
- Rose, posiedzisz ze mną, aż nie zasnę.- zmieszał się, co wyglądało uroczo.- Będę się czuł...
- Bezpieczniej?- zakończyłam.- Jasne.
Położyłam się obok niego, a on wtulił się we mnie.
- Już nie przeszkadza ci, że jestem strzygą?- zaśmiałam się.
- Mam wrażenie, że coraz mniej.- ziewnął, a ja się spięłam.
Cholera! Zauważył. No musiałby być ślepy lub głupi aby to przeoczyć.
- Wydaje ci się.- próbowałam brzmieć wiarygodnie.
- Mnie, nie oszukasz.- popatrzył na mnie poważnie.- Widzę twoją zmianę. Nie wiem z czego wynika, ale wrócisz do mnie Roza.
Powiedział to z taką siłą, że aż mu uwierzyłam. Na nowo złożył głowę na moich piersiach i po chwili usnął. Po kilku minutach ostrożnie wyplątałam się z jego objęć, po czym wyszłam z pokoju. Najpierw nawrzeszczę na tych debili, że podczas akcji zginęło tylko dziesięciu strażników, ze stu, chodź mieliśmy ogromną przewagę, a później coś zjem. Muszę znowu poczuć zew krwi, inaczej to się źle skończy.
___________________________________________________________
Wyszedłem ubrany w bokserki i beżową bluzką, co uznałem za błąd, gdy tylko Roza zaczęłam pożerać mnie wzrokiem. Wstała i podeszła bliżej, co mi się nie spodobało. Spodziewałem się jakiegoś przemówienia, ale za to ona zarzuciła mi ręce na szyję i uśmiechnęła się złośliwie.
- Proś, a jak nie dają, to bierz sama.- mruknęła i zanim zdążyłem zareagować, wpiła się mi w usta.
Chciałem, bardzo chciałem ją odsunąć, ale jest silniejsza i...
Kogo ja oszukuję? W tym momencie całkiem przestałem myśleć i oddałem pocałunek z podwójną siłą. Poczułem ciepło i pożądanie przelewane w ten jeden gest. Mało tego podniosłem ją za uda i przycisnąłem do ściany. Tęskniłem za nią. I smakiem jej ust. I boskim ciałem, idealnie ukształtowanym niezliczonymi godzinami treningu. Co poradzić? Nie mogłem jej się oprzeć. Pragnąłem tego od dawna. Nawet nie będę się usprawiedliwiać. Zrobiłem błąd, ale opamiętałem się, gdy zdjęła moją bluzkę i chłodnymi dłońmi dotknęła mój tors. Odskoczyłem od niej jak opatrzony.
- Nie możemy, nie możemy.- chodziłem po pokoju, ciągnąc się za włosy.
- Dla...Dlaczego?- moja żona ciężko oddychała.
Spojrzałem na nią. Siedziała na podłodze zdezorientowana, ale po chwili zagubienie zmieniło się w złość. Nawet nie zauważyłem, kiedy sam zdjąłem z niej górną część garderoby.
- Powiedz, czego mi brakuje? Nie jestem atrakcyjna? Już mnie nie chcesz? Znudziłam ci się?
ROSE
To prawda, byłam zła. Co mu nie pasuje? Tak trudno uprawiać z żoną sex? Było tak blisko. Ale poczekaj do jutra. Jako strzyga już mi się nie oprzesz. Mimo wszystko chcę go teraz i tu. Nie ważne, czy za jego zgodą, czy nie.
- Nie kochasz mnie.- popatrzył na mnie z takim żalem, że aż serce mi pękło.
Chwila! Ale ja nie mam uczuć. Co się ze mną dzieje? Nie umiem być nawet strzygą? Wkurzona podeszłam do niego, złapałam go za nadgarstki i rzuciłam na łóżko. Rzuciłam jedną z poduszek, gasząc światło, po czym wdrapałam się na niego.
- Zrobimy to dzisiaj, czy ci się podoba, czy nie.- warknęłam, rozpinając mu spodnie.
- Chcesz mnie zgwałcić?- spytał z niedowierzaniem.
Spojrzałam na niego, zaprzestając czynności. W ciemności był jeszcze bardziej seksowny i pociągający. Ale czy naprawdę tego chciałam? Popatrzyłam mu prosto w oczy.
- Powiedz mi, że naprawdę tego nie chcesz, że mnie nie pragniesz, że jestem ci obojętna, a dam ci spokój do przemiany.- powiedziałam.
Zaczął otwierać usta, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk, tyko odwrócił wzrok.
Westchnęłam i usiadłam obok niego. Chciał tego z moim ciałem, ale nie ze mną.
- Czemu nie możesz zrozumieć, że to dalej ja? Tak samo wyglądam, tak samo cię potrzebuję, tak samo Cię pragnę, tak samo mi na tobie zależy.
Dymitr już chciał coś powiedzieć, ale w ostatniej chwili się powstrzymał marszcząc czoło. Zanim się zorientowałam, on był nade mną.
- Co powiedziałaś?- w jego oczach było niedowierzanie i nadzieja.
Po chwili zrozumiałam, co wpłynęło z moich ust. Strzygą nie zależy na nikim. A najgorsze, że ja mówiłam to szczerze. Co się ze mną dzieje? Czy to on coś ze mną robi? Ale Uśmiechnęłam się, próbując ukryć strachu przed samą sobą.
- Kłamałam- wyszeptałam.
- Nie sądzę, ale sama się do tego przyznasz.- pocałował mnie zachłannie, rozbierając pospiesznie.- Wiem, że jesteś moją Rozą.
Pożerał mnie wzrokiem, kiedy leżałam pod nim w samej bieliźnie. Wszystkie bariery postawione przez niego między nami runęły. Nawet moje zachowanie mnie nie obchodziło. Liczyło się to co robi i jaką trasę obierają jego dłonie, dające mi tyle przyjemności. Chwilę się ze mną droczył, aż zdjął mi stanik i zaczął pięści moje piersi. Jęczałam, gdy podgryzał delikatnie moje skutki. Gdy oboje byliśmy nadzy , stał się delikatniejszy, co mi nie pasowało. Nie jestem żadnym pieprzonym kwiatkiem, z którym trzeba się cackać.
- Co się tak czaisz, tygrysie. Do dzieła.- mruknęłam.
- Najpierw usłyszę, to co chcę.- postanowił.
- A jeśli tego nie powiem?- podniosłam się na łokciach, ale od razu opadłam, bo poczułam w sobie jego palec.
- Powiedz.- zaczął nim poruszać.
- Nie.- jęknęłam.
- Powiedz. Co odczuwasz, tak samo jak Roza?
- Potrzebuję cię.
- Zła odpowiedź.
Wciągnęłam nagle powietrze, po czym zaczęłam szybciej oddychać, a serce zabiło mi szybciej, gdy dołożył drugi palec.
- Pragnę cię.- wciąż nie dawałam za wygraną.
- Też nie to.- dodał trzeci palec i zaczął się bawić moją łechtaczką.
Zareagowałam podobnie jak poprzednio, po czym wygięłam plecy w łuk.
- Zależy mi ja tobie!- krzyknęłam dochodząc.- O matko.
Wyrównałam oddech, opadają na łóżku. Dymitr położył się obok mnie.
- O nawet o tym nie myśl. Zacząłeś to dokończ, albo to zrobię za ciebie.
- Pokaż na co Cię stać, moja tygrysico.- zachęcał mnie.
Dwa razy nie musiał powtarzać. Usiadłam na nim, jednocześnie się nabijając na jego członka, na co strażnik wciągnął ze świstem powietrze. Poruszałam biodrami, jednocześnie opierając się o jego ciało, swoim i liżąc go. Czułam jak szybko oddycha, jak drży, bicie jego serca. To wszystko dodatkowo mnie podniecało, przez co zwiększałam tępo, czekając tylko na moment spełnienia. Aby dodać trochę pikanterii, od czasu do czasu lekko go podgryzałam, na co mruczał zadowolony. I szczytowaliśmy oboje, w tym samym momencie.
- Roza!
- Dymitr!
Leżałam na nim, patrząc jak ciężko oddycha. Wyglądał tak seksownie, z drobnymi kropelkami na czole.
- Jesz... jeszcze... pa...pami...- zakończyłam jego męczarnie pocałunkiem.
- Nie męcz się, wiem o co chcesz spytać. Znając ciebie, czy jesteś lepszy w sexie od Nigela i odpowiedz brzmi: o niebo. Nikt nie będzie lepszy od ciebie. Dlatego tak łatwo wyrzuciłam go na słońce. I jeśli to ci da jakąś satysfakcję, to zawsze krzyczałam twoje imię.- uśmiechnęłam się do niego.
On tylko pokiwał głową i opadł na łóżko. Wstałam z niego i zeszłam z łóżka.
- A ty gdzie się wybierasz?- spytał strażnik, obracając się na bok i obserwował mnie uważnie.
- Może i ty się najadłeś, ale ja byłam na polowaniu o 21, a mamy ósmą rano.
A do tego muszę ochłonąć. Staję się delikatna, jak dampirzyca, a jestem krwiożerczą bestią, której nawet inne strzygi się boją. Ale tego już nie powiedziałam.
- Już?- zdziwił się patrząc na zegarek.
Uśmiechnęła się do niego, zakładając porozrzucaną po całej sypialni moja dzisiejszą garderobę.
- Rose, posiedzisz ze mną, aż nie zasnę.- zmieszał się, co wyglądało uroczo.- Będę się czuł...
- Bezpieczniej?- zakończyłam.- Jasne.
Położyłam się obok niego, a on wtulił się we mnie.
- Już nie przeszkadza ci, że jestem strzygą?- zaśmiałam się.
- Mam wrażenie, że coraz mniej.- ziewnął, a ja się spięłam.
Cholera! Zauważył. No musiałby być ślepy lub głupi aby to przeoczyć.
- Wydaje ci się.- próbowałam brzmieć wiarygodnie.
- Mnie, nie oszukasz.- popatrzył na mnie poważnie.- Widzę twoją zmianę. Nie wiem z czego wynika, ale wrócisz do mnie Roza.
Powiedział to z taką siłą, że aż mu uwierzyłam. Na nowo złożył głowę na moich piersiach i po chwili usnął. Po kilku minutach ostrożnie wyplątałam się z jego objęć, po czym wyszłam z pokoju. Najpierw nawrzeszczę na tych debili, że podczas akcji zginęło tylko dziesięciu strażników, ze stu, chodź mieliśmy ogromną przewagę, a później coś zjem. Muszę znowu poczuć zew krwi, inaczej to się źle skończy.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
czwartek, 9 lutego 2017
ROZDZIAŁ 384
Pomieszczenia było dość staromodnie urządzone, ale ładnie. Kawowe ściany pasowały do brązowych regałów z książkami. Na środku pomieszczenia stało wielkie biurko, o odcień ciemniejsze od regałów. Milka metrów za nim były małe schodki, prowadzące na wzniesienie. Tam znajdowały się cztery biurka, tym razem jaśniejsze. Za nimi pod ścianą stały dwa małe stoliki na kawę z obrusami tylko na górze i to nie zasłaniając całą powierzchni w kształcie owalnym z ozdobnymi brzegami. Samo drewno było pięknie zdobione. Ta ścian jako jedyna była w stosowanej ciemnej zieleni z drewnianymi panelami do polowy, koloru stolików, jak i również regałów pod resztą ścian. Takie samo drewno pewnie służyło do zrobienia pięknie zdobionych krzeseł z zielonymi obiciami, po dwa do każdego stolika i po jednym do rogów. Po prawej stronie stało coś a'la barek i obok następne biurko, ale jako jedyne bez krzesła czyli, że robi za stolik. Przy innych biurach stały obrotowe krzesła. Na ścianie z drzwiami, przez które weszliśmy, wisiała tablica korkowa z przyczepionymi mapami.
- Wielmożna Pani.- przed nami ukłonili się wszyscy, co jechali z nami autem, plus ta czerwono włosa dziewczyna... Lucy?- Wielmożny Panie.
Jeszcze nie jestem strzygą, a już mnie tak traktują. Rose musi naprawdę nieźle ich straszyć. Przeraża mnie to, że ja nawet nie miałem takiego postrachu.
- A gdzie drugie biurko.
- Ehh... w drodze Pani.- zmieszał się brodaty mężczyzna.
- Debile ci ludzie.- pokręciła głową i usiadła przy centralnym meblu, zarzucając nogi na blat.- Nawet wysyłki w terminie nie umieją wysłać. No cóż, to sobie postoisz, skarbie. Lucy, idź po Vanessę i Aarona.
- A może nie.- zacząłem sobie pozwalać na więcej.
W między czasie dziewczyna poszła. Wziąłem krzesło z jednego stanowiska i postawiłem przy biurku Rozy, i usiadłem naprzeciwko niej zakładając ręce na piersi. Reszta patrzyła niepewnie i w napięciu na nas, a moja ukochana uśmiechnęła się triumfalnie. Jednak nie patrzyła na mnie.
- Wybrałeś krzesło Nigela.- powiedziała w końcu, wyciągając swój żelazny sztylet i bawiąc się nim.- Czyżbyś chciał mi go zastąpić?
Zrozumiałem, że triumfuje nad tamtym, pożal się Boże blondynkiem, pewnie farbowanym. Uśmiechnąłem się delikatnie.
- Gdyby tak było, usiadł bym przy jego biurku.- położyłem łokcie na drewnie, pochylając się w jej stronę.- Ale ja chcę być kimś więcej.
Westchnęła, ściągając nogi na podłogę i siadając w identycznej pozycji co ja.
- Oczekujesz ode mnie czegoś, co nie mogę ci dać.
- Więc nie możesz być dla mnie tym, kim byłaś dla Nigela.- na nowo oparłem się o krzesło i teraz to ja triumfowałem.
Nasi obserwatorzy patrzyli na mnie szeroko otworzonymi oczami, a u Rozy zobaczyłem cień gniewu. Złapała swoją broń i ledwo uchyliłem się przed lecącym ostrzem.
- Nie macie nic do roboty?!- warknęła, a reszta zaczęła brać jakieś kartki i siadać z nimi do biurek.
Strzyga powoli wstała i podeszła do ściany za mną. Odwróciłem się i zobaczyłem mnóstwo ponakuwanych śladów.
- Wiele osób ci się naraża.- zauważyłem.
- I uwierz mi, nie każdy przeżywa drugi raz.- uśmiechnęła się chytrze.- Czuj się wyróżniony.
- To żeś mnie zaszczyt kopnął.- prychnąłem.
W mgnieniu oka pojawiła się przede mną i odchyliła mój fotel do tyłu.
- Oj grabisz sobie złotko.- zaczęła.
Jednak zanim cokolwiek dopowiedziała, rozległo się pukanie.
- Policzymy się w pokoju.- szepnęła mi ostro do ucha i puściła moje siedzenie.
Jednak wcześniej tak bardzo je wychyliła, że cały fotel poleciał do tyłu.
- Wejść.- rozkazał patrząc na mnie.
Chciałem wstać, a ona podała mi rękę. Przyjąłem pomoc i chwilę potem stałem na nogach, niebezpiecznie blisko niej. Nagle otworzyły się drzwi, co znaczy, że całe te minuty, trwały sekundę.
- No wreszcie.- Roza odeszła ode mnie i usiadła na swoim miejscu.
Czyżby nie poczuła tego napięcia między nami? A może to moja wyobraźnia? Cholera! Za bardzo ją kocham i za nią tęsknię. Chciałbym mieć ją już tylko dla siebie. Jako dampirzycę. Do środka weszły trzy strzygi. Lucy, jakaś brunetka z rzucającym się w oczy tatuaże smoka na ręce i chłopak o żadnych włosach.
- Wybacz Pani, ale trudno ich było od siebie oderwać.- czerwono włosa poruszyła sugestywnie brwiami.
- Co, poradzić, skoro on taki przystojny i boski.- brunetka rzuciła się na chłopaka.
- Dobra, wystarczy. Nie mam ochoty oglądać waszego porno.- na słowa mojej żony, oboje zostali rozdzieleni przez członków "elity".- Mam dla was zadanie, polecenie, misję. Jak kto woli. W nocy polecicie do dawnej siedziby strzyg i wznowienie tam działalność, na zasadach obowiązujących tutaj.
Nie podobał mi się ten pomysł, w odróżnieniu od pary. Spojrzeli na siebie z błyskiem w oku.
- A gdzie?- spytał chłopak.
- Rosja. Nowosybirsk.
Gdy tylko to usłyszałem, zrobiło mi się słabo. Co znaczy na na zasadach obowiązujących tutaj? Spojrzałem na Rose, a nasze spojrzenia się skrzyżowały. Uśmiechnęła się, widząc moją reakcję. Brała z tego chorą satysfakcję. Tyle zdrowia kosztowało mnie zniszczenie tamtych potworów, a oni chcą ich tam znowu sprowadzić? Bezczelność!
- Przed wschodem słońca, dostaniecie samolot, tak aby promienie was nie złapały. Godzinę przed lądowaniem dostaniecie dokładne współrzędne.
Po ich wyjściu wróciliśmy do apartamentu. Po drodze Roza zatrzymała jakaś strzygę i coś jej powiedziała na ucho. W pokoju spojrzała na mnie z politowaniem i westchnęła. Nie miałem pojęcia o co jej chodzi.
- Idź się wykąpać i spać. To musiał być dla ciebie długi dzień. W szafie masz kilka ubrań.
Zmierzyłem ją przenikliwym wzrokiem, gdy usiadła na sofie i zaczęła przeglądać jakąś babską gazetę. Ale gdy przekonałem się, że to nie jest żaden podstęp, poszłam do sypialni. Dopiero teraz zwróciłem uwagę na jej wygląd. Dość agresywny, ale i klimatyczny na długie wieczory. Gdybym był tu na wypoczynku z moją Rozą...
Otrząsnąłem się z tych myśli i otworzyłem szafę.
- Skąd są tu moje ubrania?- krzyknął.
- Ciszej.- warknęła, zjawiając się obok mnie.- Mam dobry słuch. Co do ubrań, zabrałam z naszego domu, gdy byłam pewna, że jesteście na Dworze.
Jesteście. Ciekawe co u dzieci? Jak Lili sobie radzi? Czy ktoś im pomaga? Nie ma mnie może dzień, a czuję się, jakbym nie widział ich od miesięcy. Tak bardzo za nimi tęsknię. Z tymi myślami poszedłem się umyć. Gdy tylko zobaczyłem łazienkę, pozwoliłem sobie na dłuższą kąpiel.
- Wielmożna Pani.- przed nami ukłonili się wszyscy, co jechali z nami autem, plus ta czerwono włosa dziewczyna... Lucy?- Wielmożny Panie.
Jeszcze nie jestem strzygą, a już mnie tak traktują. Rose musi naprawdę nieźle ich straszyć. Przeraża mnie to, że ja nawet nie miałem takiego postrachu.
- A gdzie drugie biurko.
- Ehh... w drodze Pani.- zmieszał się brodaty mężczyzna.
- Debile ci ludzie.- pokręciła głową i usiadła przy centralnym meblu, zarzucając nogi na blat.- Nawet wysyłki w terminie nie umieją wysłać. No cóż, to sobie postoisz, skarbie. Lucy, idź po Vanessę i Aarona.
- A może nie.- zacząłem sobie pozwalać na więcej.
W między czasie dziewczyna poszła. Wziąłem krzesło z jednego stanowiska i postawiłem przy biurku Rozy, i usiadłem naprzeciwko niej zakładając ręce na piersi. Reszta patrzyła niepewnie i w napięciu na nas, a moja ukochana uśmiechnęła się triumfalnie. Jednak nie patrzyła na mnie.
- Wybrałeś krzesło Nigela.- powiedziała w końcu, wyciągając swój żelazny sztylet i bawiąc się nim.- Czyżbyś chciał mi go zastąpić?
Zrozumiałem, że triumfuje nad tamtym, pożal się Boże blondynkiem, pewnie farbowanym. Uśmiechnąłem się delikatnie.
- Gdyby tak było, usiadł bym przy jego biurku.- położyłem łokcie na drewnie, pochylając się w jej stronę.- Ale ja chcę być kimś więcej.
Westchnęła, ściągając nogi na podłogę i siadając w identycznej pozycji co ja.
- Oczekujesz ode mnie czegoś, co nie mogę ci dać.
- Więc nie możesz być dla mnie tym, kim byłaś dla Nigela.- na nowo oparłem się o krzesło i teraz to ja triumfowałem.
Nasi obserwatorzy patrzyli na mnie szeroko otworzonymi oczami, a u Rozy zobaczyłem cień gniewu. Złapała swoją broń i ledwo uchyliłem się przed lecącym ostrzem.
- Nie macie nic do roboty?!- warknęła, a reszta zaczęła brać jakieś kartki i siadać z nimi do biurek.
Strzyga powoli wstała i podeszła do ściany za mną. Odwróciłem się i zobaczyłem mnóstwo ponakuwanych śladów.
- Wiele osób ci się naraża.- zauważyłem.
- I uwierz mi, nie każdy przeżywa drugi raz.- uśmiechnęła się chytrze.- Czuj się wyróżniony.
- To żeś mnie zaszczyt kopnął.- prychnąłem.
W mgnieniu oka pojawiła się przede mną i odchyliła mój fotel do tyłu.
- Oj grabisz sobie złotko.- zaczęła.
Jednak zanim cokolwiek dopowiedziała, rozległo się pukanie.
- Policzymy się w pokoju.- szepnęła mi ostro do ucha i puściła moje siedzenie.
Jednak wcześniej tak bardzo je wychyliła, że cały fotel poleciał do tyłu.
- Wejść.- rozkazał patrząc na mnie.
Chciałem wstać, a ona podała mi rękę. Przyjąłem pomoc i chwilę potem stałem na nogach, niebezpiecznie blisko niej. Nagle otworzyły się drzwi, co znaczy, że całe te minuty, trwały sekundę.
- No wreszcie.- Roza odeszła ode mnie i usiadła na swoim miejscu.
Czyżby nie poczuła tego napięcia między nami? A może to moja wyobraźnia? Cholera! Za bardzo ją kocham i za nią tęsknię. Chciałbym mieć ją już tylko dla siebie. Jako dampirzycę. Do środka weszły trzy strzygi. Lucy, jakaś brunetka z rzucającym się w oczy tatuaże smoka na ręce i chłopak o żadnych włosach.
- Wybacz Pani, ale trudno ich było od siebie oderwać.- czerwono włosa poruszyła sugestywnie brwiami.
- Co, poradzić, skoro on taki przystojny i boski.- brunetka rzuciła się na chłopaka.
- Dobra, wystarczy. Nie mam ochoty oglądać waszego porno.- na słowa mojej żony, oboje zostali rozdzieleni przez członków "elity".- Mam dla was zadanie, polecenie, misję. Jak kto woli. W nocy polecicie do dawnej siedziby strzyg i wznowienie tam działalność, na zasadach obowiązujących tutaj.
Nie podobał mi się ten pomysł, w odróżnieniu od pary. Spojrzeli na siebie z błyskiem w oku.
- A gdzie?- spytał chłopak.
- Rosja. Nowosybirsk.
Gdy tylko to usłyszałem, zrobiło mi się słabo. Co znaczy na na zasadach obowiązujących tutaj? Spojrzałem na Rose, a nasze spojrzenia się skrzyżowały. Uśmiechnęła się, widząc moją reakcję. Brała z tego chorą satysfakcję. Tyle zdrowia kosztowało mnie zniszczenie tamtych potworów, a oni chcą ich tam znowu sprowadzić? Bezczelność!
- Przed wschodem słońca, dostaniecie samolot, tak aby promienie was nie złapały. Godzinę przed lądowaniem dostaniecie dokładne współrzędne.
Po ich wyjściu wróciliśmy do apartamentu. Po drodze Roza zatrzymała jakaś strzygę i coś jej powiedziała na ucho. W pokoju spojrzała na mnie z politowaniem i westchnęła. Nie miałem pojęcia o co jej chodzi.
- Idź się wykąpać i spać. To musiał być dla ciebie długi dzień. W szafie masz kilka ubrań.
Zmierzyłem ją przenikliwym wzrokiem, gdy usiadła na sofie i zaczęła przeglądać jakąś babską gazetę. Ale gdy przekonałem się, że to nie jest żaden podstęp, poszłam do sypialni. Dopiero teraz zwróciłem uwagę na jej wygląd. Dość agresywny, ale i klimatyczny na długie wieczory. Gdybym był tu na wypoczynku z moją Rozą...
Otrząsnąłem się z tych myśli i otworzyłem szafę.
- Skąd są tu moje ubrania?- krzyknął.
- Ciszej.- warknęła, zjawiając się obok mnie.- Mam dobry słuch. Co do ubrań, zabrałam z naszego domu, gdy byłam pewna, że jesteście na Dworze.
Jesteście. Ciekawe co u dzieci? Jak Lili sobie radzi? Czy ktoś im pomaga? Nie ma mnie może dzień, a czuję się, jakbym nie widział ich od miesięcy. Tak bardzo za nimi tęsknię. Z tymi myślami poszedłem się umyć. Gdy tylko zobaczyłem łazienkę, pozwoliłem sobie na dłuższą kąpiel.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
środa, 8 lutego 2017
ROZDZIAŁ 383
Roza- Czemu siedzisz tak cicho?- spytała w końcu moja ukochana po kilku minutach siedzenia w ciszy.
- A co mam mówić?- warknąłem.
- Oczywiście. Odpowiadaj pytaniem na pytanie.- prychnęła kpiąco.- Ale co ja się dziwię. Przecież to twój ulubiony sposób. Nigdy go nie lubiłam.
Trochę się zdziwiłem. Wiedziałem, że ma na to mało cierpliwości, ale aż tak?
- Nigdy nie mówiłaś.- zmieszałem.
- Bo tak trudno się domyśleć, że to może być wkurwiające.- zła wstała i zaczęła chodzić po pokoju.- Faceci.- zniknęła w sypialni.
Zacząłem się nad tym zastanawiać. Skoro tak reaguje jako strzyga, to naprawdę musi jej to przeszkadzać. Ale jakoś się na to nie skarżyła. Może są jeszcze jakieś rzeczy, które ją denerwują.
"Idioto!- pomyślałem.- Myśl jak stąd uciec."
No ale jak uciec z hotelu pełnego strzyg? I jak ona uzbierała w tak krótkim czasie, tak dużą armię? Może jednak są rzeczy, o które mogę ją wypytać. Zacząłem przechadzać się po pokoju. Zaczęły ciekawie mnie odgłosy z sypialni. Wszedłem tam, akurat gdy Roza wychodziła z łazienki. W samej bieliźnie. Była taka piękna i seksowna. Odkryłem nawet, że jej charakter, dodawał jej atrakcyjności. Nie umiałbym bez niej żyć. Tak bardzo za nią tęsknię.
- Widzisz coś, co ci się podoba?- spytała, a ja od razu się ogarnąłem.
- Może, gdybyś nie była strzygą...
- Proszę cię.- prychnęła, podchodząc do mnie, aż znaleźliśmy się niebezpiecznie blisko.- Nie jestem ani ślepa, ani głupia. Widziałam jak na mnie patrzyłeś, jak reagujesz, gdy coś do ciebie mówię, gdy jesteśmy naprawdę blisko. Słyszę twoje serce.- dotknęła mojej klatki piersiowej.
Cały czas patrzyła mi w oczy. Starałem się uspokoić i przybrawszy obojętny wyraz twarzy, złapałem ją za nadgarstki i odsunąłem od siebie.
- Nie kocham Cię. Kocham moją Rozę, a ty nią nie jesteś.
- Pamiętasz. Tak samo było tamtej nocy. Tak samo opierałeś się uczuciom i w takiej samej pozycji byliśmy. Tylko, że ja byłam bardziej ubrana. Nie będę cię okłamywała, że Cię Kocham i nie żądaj ode mnie tego, czego nie umiem. Ale z ręką na sercu mogę ci powiedzieć, że Cię pragnę z taką samą siłą, co ty mnie
- To za mało.- warknąłem.
- O czyżby? Wtedy nie było za mało.
- Wtedy straciłem panowanie przez zaklęcie.- zauważyłem.
- Twoja miłość to zaklęcia. Kochasz mnie, przecież to wiadomo. A jedno działa na nas oboje. Wtedy też tylko ja miałam naszyjnik.
- Czemu porównujesz tą sytuację, do tamtej?- spytałem, patrząc na nią przenikliwie.
- Bo jest bardzo podobna. Nie widzisz tego?- spytała, patrząc mi w oczy.
Trudni mi było się skupić, gdy Roza stała tak przede mną w samej bieliźnie. Każda moja komórka krzyczała do niej. Chciałem tylko ją przytulić, pocałować, zapewnić, że wszystko będzie dobrze. Ale nie będzie.
- Nie.- odpowiedziałem i chciałem się odsunąć, ale teraz ona złapała mnie za nadgarstki.
- O nie Towarzyszu. Chyba nie chcesz mi wmówić, ze nie tęsknisz za mną, - położyła moje dłonie sobie w tali, wciętej tak, jakby tylko na nie czekała, a ja automatycznie je zacisnąłem, co było moim błędem. Ukochana zarzuciła swoje ręce mi na ramiona i jeszcze bardziej zmniejszyła dystans między nami.- za , moim dotykiem, ustami. Za moim ciałem...- wyszeptała mi do ucha.
Serce biło mi jak oszalałe, w gardle rosła gula, myśli huczały mi w głowie, gdy moje uczucia biły się z wiedzą. Z każdym jej krokiem było mnie stać tylko na kto w tył. Ale ja ją kocham! Muszę coś szybko wymyślić.
- Mogłabym dać ci tak wiele. Bogactwo, władzę, szacunek. Sam mówiłeś, że nic nie mamy od Moroji. Że chcesz ze mną uciec. To teraz ucieknijmy w nasz własny świat. Czego chcesz więcej.
- Miłości.- powiedziałem gorzko.
- Ty mnie kochasz.- powiedziała, zatrzymując się.
- A ty?
Nie odezwała się. Ale i ja się nie poruszałem. Nie był w stanie. Mimo wszystko, muszę przyznać, że mnie rozpaliła. I mamy wewnętrzny konflikt interesu. Nieświadomie przygryzłem wargę, a ona to zauważyła. Patrzyła mi to w oczy, to na usta, co mnie jeszcze bardziej podniecało. Ledwo zbierając myśli w całość, zadałem najgłupsze pytanie.
- Kim był dla ciebie Nigel?
Od razu przekląłem w duszy, za pokazanie swojej zazdrości i słabości. Ona była moją słabością.
- Nikim ważnym, zabawką na nudne dni. Ale po prostu przystojny. Nie miał w sobie tego magnetyzmu, który ciągnie mnie do ciebie. Bardziej jak twoje westerny i chwasty Soni.
Ta odpowiedź mnie zaskoczyła. Wciąż na nią działam. Może jakoś to...
Nie. Nie ma już dla nas ratunku. Tylko śmierć.
- My to robiliśmy z przyzwyczajenia.- zauważyłem, wspominając jej własne słowa.
- Wiem, wiem.- zdenerwowana puściła mnie i zaczęła chodzić po pokoju.- Ale co ja miałam robić? Moim jedynym przyzwyczajeniem były treningi. Dopiero ty dałeś mi poznać normalne życie. A teraz. Kim jestem?- powiedziała gorzko, co mnie zdziwiło.
Ją chyba też. Zatkała usta ręką i podeszła do szafy. Szybko się ubrała i rzucając mi groźne spojrzenie podeszła do drzwi.
- Choć. Mam ważną sprawę do załatwienia, a nie mogę cię tu zostawić samego.
- Boisz się, że ktoś mi zrobi krzywdę?- nabrałem pewności siebie.
- Nie. Wątpię w twoją głupotę i prędzej sam coś sobie zrobisz. A teraz chodź.- wskazała na korytarz.
Posłusznie wyszedłem, ale coś się zmieniło. Szedłem z podniesioną do góry głową. Niech wiedzą, że mnie nie złamią. Po drodze, sam nie wiem gdzie, przyglądałem się wszystkiemu. Nie wnętrzu, bo hotel jak hotel. Bardziej życiu. Mówią, że co kraj to obyczaj, ale nie wiedziałem, że wśród strzyg też to obowiązuje. Niby w Rosji byłem strzygą, ale tutaj czuję się jak dziecko. Wiedziałem, że muszą być jakieś różnice, ale tu są ogromne. Nie widziałem ani jednego człowieka, nie ma zamków metalowych, no bo po co, skoro są tu tysiące strzyg. I aż boję się spytać czym Roza zyskała taki szacunek, a raczej strach. Oni po prostu się jej boją. Choć po dzisiejszej akcji z rudzielcem, się im nie dziwię. Dalej ciekawi mnie, co się z nim stało? W sypialni go nie było, chociaż nie rozejrzałem się, od razu zaatakowany przez Rozę. I to co się z nią działo... Żadna strzyga by tak nie powiedziała, jakby odzywała się w niej moja Różyczka.
Czyżby...
Nie! To nie ma sensu.
Nim się obejrzałem, zatrzymaliśmy się przy jednych z drzwi na tym samym piętrze, ale w przeciwnym skrzydle.
- To mój gabinet.- powiedziała dumnie Roza, po czym dodała ciszej.- A wkrótce nasz.
- A co mam mówić?- warknąłem.
- Oczywiście. Odpowiadaj pytaniem na pytanie.- prychnęła kpiąco.- Ale co ja się dziwię. Przecież to twój ulubiony sposób. Nigdy go nie lubiłam.
Trochę się zdziwiłem. Wiedziałem, że ma na to mało cierpliwości, ale aż tak?
- Nigdy nie mówiłaś.- zmieszałem.
- Bo tak trudno się domyśleć, że to może być wkurwiające.- zła wstała i zaczęła chodzić po pokoju.- Faceci.- zniknęła w sypialni.
Zacząłem się nad tym zastanawiać. Skoro tak reaguje jako strzyga, to naprawdę musi jej to przeszkadzać. Ale jakoś się na to nie skarżyła. Może są jeszcze jakieś rzeczy, które ją denerwują.
"Idioto!- pomyślałem.- Myśl jak stąd uciec."
No ale jak uciec z hotelu pełnego strzyg? I jak ona uzbierała w tak krótkim czasie, tak dużą armię? Może jednak są rzeczy, o które mogę ją wypytać. Zacząłem przechadzać się po pokoju. Zaczęły ciekawie mnie odgłosy z sypialni. Wszedłem tam, akurat gdy Roza wychodziła z łazienki. W samej bieliźnie. Była taka piękna i seksowna. Odkryłem nawet, że jej charakter, dodawał jej atrakcyjności. Nie umiałbym bez niej żyć. Tak bardzo za nią tęsknię.
- Widzisz coś, co ci się podoba?- spytała, a ja od razu się ogarnąłem.
- Może, gdybyś nie była strzygą...
- Proszę cię.- prychnęła, podchodząc do mnie, aż znaleźliśmy się niebezpiecznie blisko.- Nie jestem ani ślepa, ani głupia. Widziałam jak na mnie patrzyłeś, jak reagujesz, gdy coś do ciebie mówię, gdy jesteśmy naprawdę blisko. Słyszę twoje serce.- dotknęła mojej klatki piersiowej.
Cały czas patrzyła mi w oczy. Starałem się uspokoić i przybrawszy obojętny wyraz twarzy, złapałem ją za nadgarstki i odsunąłem od siebie.
- Nie kocham Cię. Kocham moją Rozę, a ty nią nie jesteś.
- Pamiętasz. Tak samo było tamtej nocy. Tak samo opierałeś się uczuciom i w takiej samej pozycji byliśmy. Tylko, że ja byłam bardziej ubrana. Nie będę cię okłamywała, że Cię Kocham i nie żądaj ode mnie tego, czego nie umiem. Ale z ręką na sercu mogę ci powiedzieć, że Cię pragnę z taką samą siłą, co ty mnie
- To za mało.- warknąłem.
- O czyżby? Wtedy nie było za mało.
- Wtedy straciłem panowanie przez zaklęcie.- zauważyłem.
- Twoja miłość to zaklęcia. Kochasz mnie, przecież to wiadomo. A jedno działa na nas oboje. Wtedy też tylko ja miałam naszyjnik.
- Czemu porównujesz tą sytuację, do tamtej?- spytałem, patrząc na nią przenikliwie.
- Bo jest bardzo podobna. Nie widzisz tego?- spytała, patrząc mi w oczy.
Trudni mi było się skupić, gdy Roza stała tak przede mną w samej bieliźnie. Każda moja komórka krzyczała do niej. Chciałem tylko ją przytulić, pocałować, zapewnić, że wszystko będzie dobrze. Ale nie będzie.
- Nie.- odpowiedziałem i chciałem się odsunąć, ale teraz ona złapała mnie za nadgarstki.
- O nie Towarzyszu. Chyba nie chcesz mi wmówić, ze nie tęsknisz za mną, - położyła moje dłonie sobie w tali, wciętej tak, jakby tylko na nie czekała, a ja automatycznie je zacisnąłem, co było moim błędem. Ukochana zarzuciła swoje ręce mi na ramiona i jeszcze bardziej zmniejszyła dystans między nami.- za , moim dotykiem, ustami. Za moim ciałem...- wyszeptała mi do ucha.
Serce biło mi jak oszalałe, w gardle rosła gula, myśli huczały mi w głowie, gdy moje uczucia biły się z wiedzą. Z każdym jej krokiem było mnie stać tylko na kto w tył. Ale ja ją kocham! Muszę coś szybko wymyślić.
- Mogłabym dać ci tak wiele. Bogactwo, władzę, szacunek. Sam mówiłeś, że nic nie mamy od Moroji. Że chcesz ze mną uciec. To teraz ucieknijmy w nasz własny świat. Czego chcesz więcej.
- Miłości.- powiedziałem gorzko.
- Ty mnie kochasz.- powiedziała, zatrzymując się.
- A ty?
Nie odezwała się. Ale i ja się nie poruszałem. Nie był w stanie. Mimo wszystko, muszę przyznać, że mnie rozpaliła. I mamy wewnętrzny konflikt interesu. Nieświadomie przygryzłem wargę, a ona to zauważyła. Patrzyła mi to w oczy, to na usta, co mnie jeszcze bardziej podniecało. Ledwo zbierając myśli w całość, zadałem najgłupsze pytanie.
- Kim był dla ciebie Nigel?
Od razu przekląłem w duszy, za pokazanie swojej zazdrości i słabości. Ona była moją słabością.
- Nikim ważnym, zabawką na nudne dni. Ale po prostu przystojny. Nie miał w sobie tego magnetyzmu, który ciągnie mnie do ciebie. Bardziej jak twoje westerny i chwasty Soni.
Ta odpowiedź mnie zaskoczyła. Wciąż na nią działam. Może jakoś to...
Nie. Nie ma już dla nas ratunku. Tylko śmierć.
- My to robiliśmy z przyzwyczajenia.- zauważyłem, wspominając jej własne słowa.
- Wiem, wiem.- zdenerwowana puściła mnie i zaczęła chodzić po pokoju.- Ale co ja miałam robić? Moim jedynym przyzwyczajeniem były treningi. Dopiero ty dałeś mi poznać normalne życie. A teraz. Kim jestem?- powiedziała gorzko, co mnie zdziwiło.
Ją chyba też. Zatkała usta ręką i podeszła do szafy. Szybko się ubrała i rzucając mi groźne spojrzenie podeszła do drzwi.
- Choć. Mam ważną sprawę do załatwienia, a nie mogę cię tu zostawić samego.
- Boisz się, że ktoś mi zrobi krzywdę?- nabrałem pewności siebie.
- Nie. Wątpię w twoją głupotę i prędzej sam coś sobie zrobisz. A teraz chodź.- wskazała na korytarz.
Posłusznie wyszedłem, ale coś się zmieniło. Szedłem z podniesioną do góry głową. Niech wiedzą, że mnie nie złamią. Po drodze, sam nie wiem gdzie, przyglądałem się wszystkiemu. Nie wnętrzu, bo hotel jak hotel. Bardziej życiu. Mówią, że co kraj to obyczaj, ale nie wiedziałem, że wśród strzyg też to obowiązuje. Niby w Rosji byłem strzygą, ale tutaj czuję się jak dziecko. Wiedziałem, że muszą być jakieś różnice, ale tu są ogromne. Nie widziałem ani jednego człowieka, nie ma zamków metalowych, no bo po co, skoro są tu tysiące strzyg. I aż boję się spytać czym Roza zyskała taki szacunek, a raczej strach. Oni po prostu się jej boją. Choć po dzisiejszej akcji z rudzielcem, się im nie dziwię. Dalej ciekawi mnie, co się z nim stało? W sypialni go nie było, chociaż nie rozejrzałem się, od razu zaatakowany przez Rozę. I to co się z nią działo... Żadna strzyga by tak nie powiedziała, jakby odzywała się w niej moja Różyczka.
Czyżby...
Nie! To nie ma sensu.
Nim się obejrzałem, zatrzymaliśmy się przy jednych z drzwi na tym samym piętrze, ale w przeciwnym skrzydle.
- To mój gabinet.- powiedziała dumnie Roza, po czym dodała ciszej.- A wkrótce nasz.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
wtorek, 7 lutego 2017
ROZDZIAŁ 382
DYMITR
Byłem w szoku, po tym co zobaczyłem. Roza po miesiącu jest kimś takim, jak ja po czterech z jej pomocą. I wszyscy drżą ze strachu, gdy tylko przy nich jest. Uważnie patrzyłem na każdą mijaną przez nas strzygę. Kłaniali się jej, nieśmiąć podnieść na nią wzroku, przepełnionego lękiem. Jeszcze nigdy nie widziałem tych potworów w takim stanie. W pewnym stopniu sam się bałem. Ta nowa Rose nie jest moją Rozą. Wytycza wokół siebie aurę śmierci, grozy i przerażenia. Ciekawe jak jej się to udało w tak krótkim czasie.
- Teraz mnie posłuchaj uważnie.- zaczęła, zamykając drzwi.- Wszędzie będziesz chodził ze mną i alb...
- A jeśli nie?- skrzyżowałem ramiona na piersi.
Całkowicie zaskoczyła mnie jej reakcja. Spodziewał bym się ataku, jak inni jej poddani, ale ona wybuchła śmiechem. Gdy się uspokoiła, ruszyła do sofy.
- Oj Towarzyszu, Towarzyszu.- pokręciła głową, rozciągające się.
Położyła nogi na stoliku i poklepała miejsce, gdzie miałem usiąść. Jednak dla bezpieczeństwa usiadłem na fotelu, na co zaśmiała się.
- Boisz się mnie.- stwierdziła.- Nie umiesz tego ukryć. Jak żadnych uczuć względem swojej Rozy. Ale póki jesteś grzeczny, nie musisz się niczego obawiać. A co do twojego pytania, jesteś zamknięty w hotelu pełnym strzyg. Gdzieś koło dwóch tysięcy. Chyba nie muszę odpowiadać.- uśmiechnęła się złośliwie.
Zdecydowanie nie podoba mi się ta Rose. Chcę moją kochaną Różyczkę. Ale już jej chyba nie odzyskam. Zostało mi zabić ją, a później siebie tak, żeby nie mieli z żadnego z nas pożytku. Nagle ktoś zapukał do drzwi.
- Czego znowu?- warknęła Rose.
Przez drzwi weszła dziewczyna z czerwonymi włosami i mnóstwem kolczyków w różnych miejscach. Wydawała się być znajoma W rękach miała tacę z jedzeniem, którą postawiła na stoliku.
- Lucy, dobrze, że jesteś. Usiądź.
Strzyga ukłoniła się. Dopiero teraz przypomniałem sobie, że to jej Rise kazała zabrać ciało Olivera.
- Ależ pani. Nie jestem przygotowana.- przestraszyła się.
Ciekawe co u nich znaczy przygotować się na rozmowę z moją żoną.
- Nie ważne.- mruknęła moja ukochana.
Dziewczyna ukłoniła się nisko i zajęła miejsce naprzeciwko mnie. Jednak nie spuszczała wzroku z drugiej strzygi.
- Zwolniło mi się miejsce w mojej elity. Spisałaś się na polowaniu i w walce, dlatego do niej dołączysz.- oznajmiła, kiedyś moja Roza.
- A Wielmożny Pan?- spojrzała na mnie.
No tak. Moja ukochana sama mówiła, że ma względem mnie poważne plany. Ale nie dopuszczę do tego. Prędzej zginę, nim znów stanę się potworem.
- On nie będzie należał do elity, bo po przebudzeniu będzie to również jego elita. Więc ty zajmiesz brakujące miejsce. Co za tym idzie,- moja żona wstała i zaczęła chodzić po pokoju.- masz prawo mówić mi po imieniu, ale też bez przesady. Jedynymi twoimi obowiązkami będą treningi i wypełnianie umów w moim gabinecie. Tam też będzie twoje stanowisko. Na wezwania już nie musisz się specjalnie przebierać. Wolno ci więcej, ale pamiętaj, że to ja wciąż tu rządzę.
- Dobrze Pani.- dziewczyna wstała i ukłoniła się.
Roza poszła na chwilę do sypialni, a ja nie wiedziałem co zrobić. Postanowiłem siedzieć z kamienną twarzą i czekać. Po chwili z pokoju obok usłyszałem kroki.
- Teraz idź do reszty elity i im to daj.- podała jej jakiś skrawek papieru. - Oni ci wszystko wytłumaczą.
Strzyga pokiwała głową, włożyła papier do stanika i wyszła.
- Jedz.- moja ukochana wskazała tackę.
Nic nie odpowiedziałem, a nawet się nie ruszyłem, na co ona się zaśmiał. Nagle znalazła się niebezpiecznie blisko mnie, a moje głupie serce zabiło szybciej. Po co sobie tłumaczyć, że to nie moja Roza, skoro to ją kocham. Cholera, przecież wygląda tak samo. Te same oczy, tylko z czerwonymi otoczka, te same włosy, pewnie delikatne jak dawniej, ta sama figura, no może skóra jaśniejsza i zmniejsza. I te same usta, za których smakiem się stęskniłem. Wszystko takie same. A jednak jest inne.
- A więc tak? Chcesz się zagłodzić? Myślisz, że ci się to uda do jutra? Po jednym dniu nie umrzesz.- zaśmiała się.
Cholera! Tego nie przewidziałem. Jednak nie okazałem nic. Moja żona odsunęła się.
- Towarzyszu, jaki sens ma zabawa w kotka i myszkę?- znowu chodziła po całym salonie.- Doskonale widziałam ten wyraz twoich oczu. Przejrzałam cię. Wiem o tobie więcej niż kiedykolwiek inny. Niczego przede mną nie ukryjesz, więc twój wybór, czy teraz zjesz, czy zostaniesz przemieniony na czczo. W sumie, jeśli nie pamiętasz, sama tak próbowałam w Nowosybirsku. Ale oboje wiemy jak to się skończyło. Tylko bawiłeś się mną i nie pozwalałeś poznać uroków nieśmiertelnego życia. Ale ja będę Inna. A teraz jedz.
Wciąż chciałem grać twardego. Nie ugnę się przed nią. To moje życie i sam będę decydować co i kiedy chcę jeść. Jednak zanim cokolwiek zdążyłem powiedzieć, zaburczało mi w brzuchu, na co brunetka się uśmiechnęła triumfalnie. Cholera! Zapomniałem, że przez całą tą akcję nie mogłem nic przełknąć ma śniadanie i moje ostatnie jedzenie to wczorajszy obiad, bo kolacji jakoś też nie jadłem. Nadąsany wziąłem tackę i podniosłem pokrywkę. Na talerzu leżało leczo. W ustach poczułem nadmiar śliny, a do tego mój brzuch na nowo się odezwał. Już bez żadnych pretensji zabrałem się za jedzenie.
- No i poco to wszystko było?- spytała Roza kręcąc głową.- Jak z dzieckiem, jak z dzieckiem.
Puściłem to mimo uszu, rozkoszując się pysznym smakiem potrawy.
Podczas gdy ja jadłem, ona włączyła telewizor i rozsiadła się na sofie. Po kilku minutach, ktoś zapukał w drzwi.
- Wejść!- krzyknęła.
Przez drzwi wszedł jakiś mężczyzna(chyba nie muszę mówić, że strzyga.) W rudych włosach i z zielonymi oczami. Kiedyś musiał być morojem, na co wskazywała chuda, ale wysoka sylwetka. Według mnie wyglądał jak ofiara losu strzyg.
- Kiedy miałeś być?!- spytała moja żona, wyraźnie zła.
Nie. Ona była wściekła.
- No bo mój strój...- zaczął chłopak, ale nie dane było mu skończyć.
Nagle znalazł się pod ścianą, rzucony przez swoją przywódczynię, po czym ona sama znalazła się obok niego i podniosła go za szyję, przyszpilając mu krtań do pomalowanej beżową farbą powierzchnią. Wszystko wydarzyło się w ciągu sekundy. Roza ma charakter, który wychodzi tej strzydze. Przekonałem się, że nie warto z nią zadzierać
- Nic mnie to kurwa nie obchodzi!- ryknęła.- Mam cię dość. Najpierw w moim gabinecie, później w Auli, następnie nie dopilnowanie Świeżaka, a teraz się spóźniasz.
Strzyga się nie bała. Była przerażona. W szybie regału obok widziałem oczy ukochanej. Od razu odwróciłem wzrok. Jeszcze u nikogo nie widziałem takiej wściekłości jak u niej. Miałem wrażenie, że zaraz zabije go samym wzrokiem. Sam byłem przerażony, a jednocześnie czułem się bezpieczny. I gdzie tu logika? Rose rozejrzała się i spojrzała na sypialnie. Złapała gościa za koszulkę i powlokła tam. Po minucie wróciła, lecz po rudzielcu nie było ani śladu. Tylko słyszałem odgłos uderzenia do okno. Wcale mi się to nie podobało. Ale bez słowa skończyłem jeść.
Byłem w szoku, po tym co zobaczyłem. Roza po miesiącu jest kimś takim, jak ja po czterech z jej pomocą. I wszyscy drżą ze strachu, gdy tylko przy nich jest. Uważnie patrzyłem na każdą mijaną przez nas strzygę. Kłaniali się jej, nieśmiąć podnieść na nią wzroku, przepełnionego lękiem. Jeszcze nigdy nie widziałem tych potworów w takim stanie. W pewnym stopniu sam się bałem. Ta nowa Rose nie jest moją Rozą. Wytycza wokół siebie aurę śmierci, grozy i przerażenia. Ciekawe jak jej się to udało w tak krótkim czasie.
- Teraz mnie posłuchaj uważnie.- zaczęła, zamykając drzwi.- Wszędzie będziesz chodził ze mną i alb...
- A jeśli nie?- skrzyżowałem ramiona na piersi.
Całkowicie zaskoczyła mnie jej reakcja. Spodziewał bym się ataku, jak inni jej poddani, ale ona wybuchła śmiechem. Gdy się uspokoiła, ruszyła do sofy.
- Oj Towarzyszu, Towarzyszu.- pokręciła głową, rozciągające się.
Położyła nogi na stoliku i poklepała miejsce, gdzie miałem usiąść. Jednak dla bezpieczeństwa usiadłem na fotelu, na co zaśmiała się.
- Boisz się mnie.- stwierdziła.- Nie umiesz tego ukryć. Jak żadnych uczuć względem swojej Rozy. Ale póki jesteś grzeczny, nie musisz się niczego obawiać. A co do twojego pytania, jesteś zamknięty w hotelu pełnym strzyg. Gdzieś koło dwóch tysięcy. Chyba nie muszę odpowiadać.- uśmiechnęła się złośliwie.
Zdecydowanie nie podoba mi się ta Rose. Chcę moją kochaną Różyczkę. Ale już jej chyba nie odzyskam. Zostało mi zabić ją, a później siebie tak, żeby nie mieli z żadnego z nas pożytku. Nagle ktoś zapukał do drzwi.
- Czego znowu?- warknęła Rose.
Przez drzwi weszła dziewczyna z czerwonymi włosami i mnóstwem kolczyków w różnych miejscach. Wydawała się być znajoma W rękach miała tacę z jedzeniem, którą postawiła na stoliku.
- Lucy, dobrze, że jesteś. Usiądź.
Strzyga ukłoniła się. Dopiero teraz przypomniałem sobie, że to jej Rise kazała zabrać ciało Olivera.
- Ależ pani. Nie jestem przygotowana.- przestraszyła się.
Ciekawe co u nich znaczy przygotować się na rozmowę z moją żoną.
- Nie ważne.- mruknęła moja ukochana.
Dziewczyna ukłoniła się nisko i zajęła miejsce naprzeciwko mnie. Jednak nie spuszczała wzroku z drugiej strzygi.
- Zwolniło mi się miejsce w mojej elity. Spisałaś się na polowaniu i w walce, dlatego do niej dołączysz.- oznajmiła, kiedyś moja Roza.
- A Wielmożny Pan?- spojrzała na mnie.
No tak. Moja ukochana sama mówiła, że ma względem mnie poważne plany. Ale nie dopuszczę do tego. Prędzej zginę, nim znów stanę się potworem.
- On nie będzie należał do elity, bo po przebudzeniu będzie to również jego elita. Więc ty zajmiesz brakujące miejsce. Co za tym idzie,- moja żona wstała i zaczęła chodzić po pokoju.- masz prawo mówić mi po imieniu, ale też bez przesady. Jedynymi twoimi obowiązkami będą treningi i wypełnianie umów w moim gabinecie. Tam też będzie twoje stanowisko. Na wezwania już nie musisz się specjalnie przebierać. Wolno ci więcej, ale pamiętaj, że to ja wciąż tu rządzę.
- Dobrze Pani.- dziewczyna wstała i ukłoniła się.
Roza poszła na chwilę do sypialni, a ja nie wiedziałem co zrobić. Postanowiłem siedzieć z kamienną twarzą i czekać. Po chwili z pokoju obok usłyszałem kroki.
- Teraz idź do reszty elity i im to daj.- podała jej jakiś skrawek papieru. - Oni ci wszystko wytłumaczą.
Strzyga pokiwała głową, włożyła papier do stanika i wyszła.
- Jedz.- moja ukochana wskazała tackę.
Nic nie odpowiedziałem, a nawet się nie ruszyłem, na co ona się zaśmiał. Nagle znalazła się niebezpiecznie blisko mnie, a moje głupie serce zabiło szybciej. Po co sobie tłumaczyć, że to nie moja Roza, skoro to ją kocham. Cholera, przecież wygląda tak samo. Te same oczy, tylko z czerwonymi otoczka, te same włosy, pewnie delikatne jak dawniej, ta sama figura, no może skóra jaśniejsza i zmniejsza. I te same usta, za których smakiem się stęskniłem. Wszystko takie same. A jednak jest inne.
- A więc tak? Chcesz się zagłodzić? Myślisz, że ci się to uda do jutra? Po jednym dniu nie umrzesz.- zaśmiała się.
Cholera! Tego nie przewidziałem. Jednak nie okazałem nic. Moja żona odsunęła się.
- Towarzyszu, jaki sens ma zabawa w kotka i myszkę?- znowu chodziła po całym salonie.- Doskonale widziałam ten wyraz twoich oczu. Przejrzałam cię. Wiem o tobie więcej niż kiedykolwiek inny. Niczego przede mną nie ukryjesz, więc twój wybór, czy teraz zjesz, czy zostaniesz przemieniony na czczo. W sumie, jeśli nie pamiętasz, sama tak próbowałam w Nowosybirsku. Ale oboje wiemy jak to się skończyło. Tylko bawiłeś się mną i nie pozwalałeś poznać uroków nieśmiertelnego życia. Ale ja będę Inna. A teraz jedz.
Wciąż chciałem grać twardego. Nie ugnę się przed nią. To moje życie i sam będę decydować co i kiedy chcę jeść. Jednak zanim cokolwiek zdążyłem powiedzieć, zaburczało mi w brzuchu, na co brunetka się uśmiechnęła triumfalnie. Cholera! Zapomniałem, że przez całą tą akcję nie mogłem nic przełknąć ma śniadanie i moje ostatnie jedzenie to wczorajszy obiad, bo kolacji jakoś też nie jadłem. Nadąsany wziąłem tackę i podniosłem pokrywkę. Na talerzu leżało leczo. W ustach poczułem nadmiar śliny, a do tego mój brzuch na nowo się odezwał. Już bez żadnych pretensji zabrałem się za jedzenie.
- No i poco to wszystko było?- spytała Roza kręcąc głową.- Jak z dzieckiem, jak z dzieckiem.
Puściłem to mimo uszu, rozkoszując się pysznym smakiem potrawy.
Podczas gdy ja jadłem, ona włączyła telewizor i rozsiadła się na sofie. Po kilku minutach, ktoś zapukał w drzwi.
- Wejść!- krzyknęła.
Przez drzwi wszedł jakiś mężczyzna(chyba nie muszę mówić, że strzyga.) W rudych włosach i z zielonymi oczami. Kiedyś musiał być morojem, na co wskazywała chuda, ale wysoka sylwetka. Według mnie wyglądał jak ofiara losu strzyg.
- Kiedy miałeś być?!- spytała moja żona, wyraźnie zła.
Nie. Ona była wściekła.
- No bo mój strój...- zaczął chłopak, ale nie dane było mu skończyć.
Nagle znalazł się pod ścianą, rzucony przez swoją przywódczynię, po czym ona sama znalazła się obok niego i podniosła go za szyję, przyszpilając mu krtań do pomalowanej beżową farbą powierzchnią. Wszystko wydarzyło się w ciągu sekundy. Roza ma charakter, który wychodzi tej strzydze. Przekonałem się, że nie warto z nią zadzierać
- Nic mnie to kurwa nie obchodzi!- ryknęła.- Mam cię dość. Najpierw w moim gabinecie, później w Auli, następnie nie dopilnowanie Świeżaka, a teraz się spóźniasz.
Strzyga się nie bała. Była przerażona. W szybie regału obok widziałem oczy ukochanej. Od razu odwróciłem wzrok. Jeszcze u nikogo nie widziałem takiej wściekłości jak u niej. Miałem wrażenie, że zaraz zabije go samym wzrokiem. Sam byłem przerażony, a jednocześnie czułem się bezpieczny. I gdzie tu logika? Rose rozejrzała się i spojrzała na sypialnie. Złapała gościa za koszulkę i powlokła tam. Po minucie wróciła, lecz po rudzielcu nie było ani śladu. Tylko słyszałem odgłos uderzenia do okno. Wcale mi się to nie podobało. Ale bez słowa skończyłem jeść.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
poniedziałek, 6 lutego 2017
ROZDZIAŁ 381
- Nigdy!- warknąłem i teraz ja zaatakowałem.
Kopnęła mnie w brzuch, a ja poleciałem na drzewo. Mroczki zaczęły mi latać przed oczami, ale szybko się ogarnąłem. Nie miałem wyjścia i wyciągnąłem sztylet. Nie chcę jej zabić, ale muszę zdobyć przewagę. Wtedy ona mnie zaskoczyła. Ze swojego paska wyciągnęła sztylet. Może nie taki jak mój, ale miała normalną broń.
- Nie bój się. Ja ciebie też nie zabiję. Jesteś mi potrzebny.- zaśmiała się i zaczęliśmy walczyć
- Ty mi też, dlatego jeszcze dziś wrócisz do domu.
- Tu jest mój dom.
- A nasze dzieci, Lili, Lissa ? Wiesz że teraz królowa....
- Nic mnie to nie obchodzi. Przejmowałam się tą suką przez dwadzieścia lat. Pozwalałam jej wypijać własną krew. I co dostałam w zamian? Nawet nie chciała mi pomóc, gdy uciekłeś do Rosji, a jeszcze użyła na mnie wpływu. Taka przyjaciółeczka. Ta wasza pieprzona księżniczka nic mnie nie obchodzi. Ale wkrótce odbiorę sobie dług za te całe dwa lata pasożytnictwa. A Lili i bliźniaki muszą dorosnąć wtedy będą naszymi księżniczkami i książętami.
Nagle popełniła błąd. Zachwiała się, a ja ją szybko złapałem, odwróciłem tyłem do siebie mocno ścisnąłem i przyłożyłem ostrze do szyi. Nie miała jak się ruszyć. I wtedy zza drzew wybiegł Adrian.
ROSE
Cholera jasna, do kurwy nędzy pieprzonej. Dałam się pokonać. Nagle zza drzewa wybiegł Iwaszkow. Naprawdę on. No cóż. Zostało nam tylko uciekać.
- Geri çekilme.- krzyknęłam.
Dymitr spojrzał na mnie zdziwiony, a ja się uśmiechnęłam. Z lasu wybiegła trzecia grupa strzyg. Pierwsza uciekła niezauważona w moją stronę, a druga między strażników i las. Ktoś odsunął ode mnie Dymitra. Wyprostowałam głowę i obtarłam nadgarstki, aby dopłynęła do nich krew. Odwróciłem się i zobaczyłam strażnika w objęciach Nigela.
- Puść go.- rozkazałam.
- Ale Rose.
- Kurwa! Nie po angielsku mówię. Puść go!- warknęłam.
Każdy się wzdrygnął, a blondyn wykonał mój rozkaz. Złapałem Rosjanina za ramię i pociągnęłam za sobą.
- Nie jest głupi i nie zaatakuje otoczony przez strzygi.- oznajmiła.
Zatrzymaliśmy się przy samochodach i wrzuciłam naszego porwanego na tylne siedzenia. Zamknęłam drzwi i zawołałam Lucynę.
- Przemieniłaś go?
- Tak Wielmożna Pani.
- Dobrze.- odwróciłam się do mojej elity.- A wy na co czekacie? Do wozu!
Sama zajęłam miejsce kierowcy. Nigel usiadł obok mnie i od razu położył mi dłoń na kolanie. W lusterku spojrzałam na Bielikowa. Zacisnął mocno szczękę, a w jego oczach widziałam złość, co wywołało mój uśmiech. Był ewidentnie zazdrosny. Ale o dziwo nie okazywał strachu.
DYMITR
Nie wiem ile, ani gdzie jedziemy, ale nie podoba mi się ten blondyn. Co go łączy z moją żoną? A ona nic sobie nie robi z tego, że on ją maca.
- Czemu go tam nie przemieniłaś?- spytał nagle.
- A cz ja Kurwa, muszę ci się ze wszystkiego tłumaczyć?- warknęła.
Jeszcze nigdy nie widziałem takiej Rose. Ciekawe, miała tylu wrogów wśród strzyg, a teraz zachowuje się jak pani i władczyni.
- Po za tym, - kontynuowała.- przypominam ci, o degradacji. I to ze skutkiem natychmiastowym.
Strzepnęła w końcu jego dłoń.
- To czemu jeszcze mnie nie wrzuciłaś?- spytał z pewnym uśmieszkiem, kładąc znów tą obleśną łapę na poprzednim miejscu.
- Masz rację.- Roza uśmiechnęła się diabelnie.
Zatrzymała się na poboczu i nachyliła w jego stronę. Otworzyła drzwi i go wypłynęła. Zatrzasnęła je i ruszyła z piskiem opon.
- Pieprzona męska dziwka.- usłyszałem jak mruczy.
Reszta siedziała z szeroko otworzonymi oczami. Otwierali i zamykali usta, jakby chcieli coś powiedzieć, ale po chwili rezygnowali.
- No wyduście to z siebie.- warknęła po raz kolejny strzyga.
- On może zginąć pani.- odpowiedział z szacunkiem brodaty mężczyzna z brązowi włosami.- Nie schowa się nigdzie do wschodu słońca.
- Chuj mnie to obchodzi.- mruknęła.- I tak i tak by zginął, po przemianie Bielikowa. Tak tylko skróciłam mu czas oczekiwania na śmierć.
Co ja miałem do tego? Coraz mniej mi się to podobało. Co dziwne, nie czułem strachu. Miałem przeczucie, że Roza nie pozwoli mnie skrzywdzić. Nagle zaczął dzwonić telefon. Rose włączyła na głośno mówiący.
- Czego?!- warknęła.
- Pa...pani... Wielmo...wielmożna Hatha...hatha...
- Dość!- krzyknęła.- Daj mi Sama.
Przez chwilę była cisza.
- Wielmożna Hathaway-Bielikow. Mamy problem.
- Jaki kurwa problem?!- była wściekła.
- Aaron dorwał się do naszych zapasów.
- Że co?! Mieliście go pilnować. Ile zostało?
- Na dzisiaj i jedną przemianę.
Rozłączyła się, nie chcąc słuchać dalej. Czyli, że i tak będzie po mnie.
- Cholera!- krzyknęła.- Widać Dymitr, że jeszcze się pomęczysz jako dampir. Musimy najpierw przemienić tamtego strażnika.
Ona chciała jeszcze przemienić Olivera? Ciekawe...
ROSE
Co za za pieprzone kurwy. Wiedzą, że chcę przemienić Bielikowa, to nie. No i teraz trzeba czekać do kolejnego polowania.
- Jutro idziemy na polowanie.- oświadczyłam.- Od początku nie lubiłam tego kolesia.
- Zjadł przecież od przebudzenia tylko dwóch moroji.- zauważyła Katherine.
- Powinno mu starczyć do następnej nocy.- byłam wkurzony.
- Może zgłodniał.- dodał Dorian.
- Ale cholera, mnie to nie obchodzi! Mieli pilnować hotelu. Oj ja już się z Merdim policzę. Ten rudzielec od rana mi się naraża. To on miał pilnować młodego.
- Co zamierzasz z nim zrobić?- spytała Wiktoria.
- Wyrzucić go na słońce.- wzruszyłam ramionami.
- Za to, że był głodny?- przerazili się.
Zmarszczyłam czoło. O co im chodzi? Po chwili mnie olśniło.
- Nie Aarona, Mereditha . Z młodym zrobię tak, jak chciałam od samego początku.
Odetchnęli z ulgą. Reszta drogi minęła nam w ciszy. Pod hotelem wszyscy nas otoczyli.
- Za pół godziny, wszyscy widzimy się w Auli. I przekażcie temu rudemu kundlu, że chcę go widzieć za dziesięć minut w pokoju. A ty,- zwróciłam się do męża.- oddaj sztylet.
Nie mając większego wyjścia, rzucił go na ziemię, a ja go poprowadziłam do wejścia. Moja elita szła za nami, aż do windy.
- Idźcie do biura i kończcie robienie umów.- oznajmiłam na ostatnim piętrze.
- Tak jest pani.- ukłonili się i poszli.
W drodze do pokoju zatrzymała mnie jakaś strzyga.
- Pani, a gdzie Nigel?- spytała.
Otaklowałam ją zimnym spojrzeniem.
- Nie wiem. Ale nie zamierzaj się z nim więcej zobaczyć. Już tu nie wróci.
- Ale jak to?- spytała wściekła.
Aha... Tak się będziemy bawić? Pół sekundy później wisiała kilka centymetrów nad ziemią. Była kiedyś motojką, więc była ode mnie wyższa, ale to jej nie uchroniło.
- Zapomniałaś chyba do kogo mówisz.- szepnęłam ze złośliwym uśmieszkiem.- Lepiej sobie uważaj, bo dzisiejsze słońce będzie miało trzy ofiary, zamiast dwóch.
- Tak pani.- wyskrzeczała, ściśnięta za krtań, ze strachem w oczach.
Puściłam ją. Czarnowłosa opadła na ziemię, łapiąc się za gardło, a ja pociągnęłam strażnika dalej.
- I jak najszybciej ma się pojawić u mnie zwykłe jedzenie.
- Ale skąd...?- zaczęła, zanim kej przerwałam.
- Gówno mnie to obchodzi. Ma być i już, jasne?!
- Tak Wielka Pani Hathaway-Bielikow.- ukłoniła się nisko i odeszła, a ja wepchnęłam strażnika do mojego apartamentowca.
Kopnęła mnie w brzuch, a ja poleciałem na drzewo. Mroczki zaczęły mi latać przed oczami, ale szybko się ogarnąłem. Nie miałem wyjścia i wyciągnąłem sztylet. Nie chcę jej zabić, ale muszę zdobyć przewagę. Wtedy ona mnie zaskoczyła. Ze swojego paska wyciągnęła sztylet. Może nie taki jak mój, ale miała normalną broń.
- Nie bój się. Ja ciebie też nie zabiję. Jesteś mi potrzebny.- zaśmiała się i zaczęliśmy walczyć
- Ty mi też, dlatego jeszcze dziś wrócisz do domu.
- Tu jest mój dom.
- A nasze dzieci, Lili, Lissa ? Wiesz że teraz królowa....
- Nic mnie to nie obchodzi. Przejmowałam się tą suką przez dwadzieścia lat. Pozwalałam jej wypijać własną krew. I co dostałam w zamian? Nawet nie chciała mi pomóc, gdy uciekłeś do Rosji, a jeszcze użyła na mnie wpływu. Taka przyjaciółeczka. Ta wasza pieprzona księżniczka nic mnie nie obchodzi. Ale wkrótce odbiorę sobie dług za te całe dwa lata pasożytnictwa. A Lili i bliźniaki muszą dorosnąć wtedy będą naszymi księżniczkami i książętami.
Nagle popełniła błąd. Zachwiała się, a ja ją szybko złapałem, odwróciłem tyłem do siebie mocno ścisnąłem i przyłożyłem ostrze do szyi. Nie miała jak się ruszyć. I wtedy zza drzew wybiegł Adrian.
ROSE
Cholera jasna, do kurwy nędzy pieprzonej. Dałam się pokonać. Nagle zza drzewa wybiegł Iwaszkow. Naprawdę on. No cóż. Zostało nam tylko uciekać.
- Geri çekilme.- krzyknęłam.
Dymitr spojrzał na mnie zdziwiony, a ja się uśmiechnęłam. Z lasu wybiegła trzecia grupa strzyg. Pierwsza uciekła niezauważona w moją stronę, a druga między strażników i las. Ktoś odsunął ode mnie Dymitra. Wyprostowałam głowę i obtarłam nadgarstki, aby dopłynęła do nich krew. Odwróciłem się i zobaczyłam strażnika w objęciach Nigela.
- Puść go.- rozkazałam.
- Ale Rose.
- Kurwa! Nie po angielsku mówię. Puść go!- warknęłam.
Każdy się wzdrygnął, a blondyn wykonał mój rozkaz. Złapałem Rosjanina za ramię i pociągnęłam za sobą.
- Nie jest głupi i nie zaatakuje otoczony przez strzygi.- oznajmiła.
Zatrzymaliśmy się przy samochodach i wrzuciłam naszego porwanego na tylne siedzenia. Zamknęłam drzwi i zawołałam Lucynę.
- Przemieniłaś go?
- Tak Wielmożna Pani.
- Dobrze.- odwróciłam się do mojej elity.- A wy na co czekacie? Do wozu!
Sama zajęłam miejsce kierowcy. Nigel usiadł obok mnie i od razu położył mi dłoń na kolanie. W lusterku spojrzałam na Bielikowa. Zacisnął mocno szczękę, a w jego oczach widziałam złość, co wywołało mój uśmiech. Był ewidentnie zazdrosny. Ale o dziwo nie okazywał strachu.
DYMITR
Nie wiem ile, ani gdzie jedziemy, ale nie podoba mi się ten blondyn. Co go łączy z moją żoną? A ona nic sobie nie robi z tego, że on ją maca.
- Czemu go tam nie przemieniłaś?- spytał nagle.
- A cz ja Kurwa, muszę ci się ze wszystkiego tłumaczyć?- warknęła.
Jeszcze nigdy nie widziałem takiej Rose. Ciekawe, miała tylu wrogów wśród strzyg, a teraz zachowuje się jak pani i władczyni.
- Po za tym, - kontynuowała.- przypominam ci, o degradacji. I to ze skutkiem natychmiastowym.
Strzepnęła w końcu jego dłoń.
- To czemu jeszcze mnie nie wrzuciłaś?- spytał z pewnym uśmieszkiem, kładąc znów tą obleśną łapę na poprzednim miejscu.
- Masz rację.- Roza uśmiechnęła się diabelnie.
Zatrzymała się na poboczu i nachyliła w jego stronę. Otworzyła drzwi i go wypłynęła. Zatrzasnęła je i ruszyła z piskiem opon.
- Pieprzona męska dziwka.- usłyszałem jak mruczy.
Reszta siedziała z szeroko otworzonymi oczami. Otwierali i zamykali usta, jakby chcieli coś powiedzieć, ale po chwili rezygnowali.
- No wyduście to z siebie.- warknęła po raz kolejny strzyga.
- On może zginąć pani.- odpowiedział z szacunkiem brodaty mężczyzna z brązowi włosami.- Nie schowa się nigdzie do wschodu słońca.
- Chuj mnie to obchodzi.- mruknęła.- I tak i tak by zginął, po przemianie Bielikowa. Tak tylko skróciłam mu czas oczekiwania na śmierć.
Co ja miałem do tego? Coraz mniej mi się to podobało. Co dziwne, nie czułem strachu. Miałem przeczucie, że Roza nie pozwoli mnie skrzywdzić. Nagle zaczął dzwonić telefon. Rose włączyła na głośno mówiący.
- Czego?!- warknęła.
- Pa...pani... Wielmo...wielmożna Hatha...hatha...
- Dość!- krzyknęła.- Daj mi Sama.
Przez chwilę była cisza.
- Wielmożna Hathaway-Bielikow. Mamy problem.
- Jaki kurwa problem?!- była wściekła.
- Aaron dorwał się do naszych zapasów.
- Że co?! Mieliście go pilnować. Ile zostało?
- Na dzisiaj i jedną przemianę.
Rozłączyła się, nie chcąc słuchać dalej. Czyli, że i tak będzie po mnie.
- Cholera!- krzyknęła.- Widać Dymitr, że jeszcze się pomęczysz jako dampir. Musimy najpierw przemienić tamtego strażnika.
Ona chciała jeszcze przemienić Olivera? Ciekawe...
ROSE
Co za za pieprzone kurwy. Wiedzą, że chcę przemienić Bielikowa, to nie. No i teraz trzeba czekać do kolejnego polowania.
- Jutro idziemy na polowanie.- oświadczyłam.- Od początku nie lubiłam tego kolesia.
- Zjadł przecież od przebudzenia tylko dwóch moroji.- zauważyła Katherine.
- Powinno mu starczyć do następnej nocy.- byłam wkurzony.
- Może zgłodniał.- dodał Dorian.
- Ale cholera, mnie to nie obchodzi! Mieli pilnować hotelu. Oj ja już się z Merdim policzę. Ten rudzielec od rana mi się naraża. To on miał pilnować młodego.
- Co zamierzasz z nim zrobić?- spytała Wiktoria.
- Wyrzucić go na słońce.- wzruszyłam ramionami.
- Za to, że był głodny?- przerazili się.
Zmarszczyłam czoło. O co im chodzi? Po chwili mnie olśniło.
- Nie Aarona, Mereditha . Z młodym zrobię tak, jak chciałam od samego początku.
Odetchnęli z ulgą. Reszta drogi minęła nam w ciszy. Pod hotelem wszyscy nas otoczyli.
- Za pół godziny, wszyscy widzimy się w Auli. I przekażcie temu rudemu kundlu, że chcę go widzieć za dziesięć minut w pokoju. A ty,- zwróciłam się do męża.- oddaj sztylet.
Nie mając większego wyjścia, rzucił go na ziemię, a ja go poprowadziłam do wejścia. Moja elita szła za nami, aż do windy.
- Idźcie do biura i kończcie robienie umów.- oznajmiłam na ostatnim piętrze.
- Tak jest pani.- ukłonili się i poszli.
W drodze do pokoju zatrzymała mnie jakaś strzyga.
- Pani, a gdzie Nigel?- spytała.
Otaklowałam ją zimnym spojrzeniem.
- Nie wiem. Ale nie zamierzaj się z nim więcej zobaczyć. Już tu nie wróci.
- Ale jak to?- spytała wściekła.
Aha... Tak się będziemy bawić? Pół sekundy później wisiała kilka centymetrów nad ziemią. Była kiedyś motojką, więc była ode mnie wyższa, ale to jej nie uchroniło.
- Zapomniałaś chyba do kogo mówisz.- szepnęłam ze złośliwym uśmieszkiem.- Lepiej sobie uważaj, bo dzisiejsze słońce będzie miało trzy ofiary, zamiast dwóch.
- Tak pani.- wyskrzeczała, ściśnięta za krtań, ze strachem w oczach.
Puściłam ją. Czarnowłosa opadła na ziemię, łapiąc się za gardło, a ja pociągnęłam strażnika dalej.
- I jak najszybciej ma się pojawić u mnie zwykłe jedzenie.
- Ale skąd...?- zaczęła, zanim kej przerwałam.
- Gówno mnie to obchodzi. Ma być i już, jasne?!
- Tak Wielka Pani Hathaway-Bielikow.- ukłoniła się nisko i odeszła, a ja wepchnęłam strażnika do mojego apartamentowca.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
Subskrybuj:
Posty (Atom)