niedziela, 29 stycznia 2017

ROZDZIAŁ 371

Obudziły mnie czułe pocałunki na nogach, rękach, brzuchu, szyi i w końcu na twarzy. Przez cały czas nie otwierałam oczu, dopóki nie poczułam ciepłych warg męża na ustach. Momentalnie oddałam pocałunek, kładąc mu dłonie na karku.
- Dzień dobry Towarzyszu.- zamruczałam seksownie, mając wciąż w pamięci wczorajszą noc.
- Jeszcze ci mało Roza?- zaśmiał się.
- Z tobą? Zawsze.- znowu przyciągnęłam go do siebie.
- Nie mamy czasu.- mruknął z uśmiechem, gdy się od siebie oderwaliśmy.
- A co masz ciekawszego do roboty w dzień wolny, niż rozpieszczanie żony i dzieci?- spytałam ciekawa, wciąż nie pozwalając mu wstać.
- Obiad u Abe'a.- przypomniał.
Szlag. Kompletnie zapomniałam.
- Ale to dopiero za- spojrzałam na zegarek, po czym wróciłam do skanowania twarzy ukochanego.- sześć godzin. Mamy czas.
Widziałam jak toczy wewnętrzną walkę, aż w końcu mnie pocałował. Oddałam to z podwójną siłą, ale wtedy on wstał, ze mną na rękach i poszedł do łazienki.
- Połączymy konieczne z przyjemnym.- mruknął mi do ucha, przygryzając jego płatek.
Zamknął za nami drzwi i odkręcił wodę w wannie. Jak zawsze dodaj olejek zapachowy i płatki róż. Tym razem padło na zapach kokosowy. Gdy wanna była pełna, podniósł mnie i wszedł do gorącej wody. Odprężyłam się całkowicie, czekając na jego ruch. Ukochany delikatnie jeździł palcami po całym moim ciele, co z jednej strony było relaksujące, a z drugiej wywoływało u mnie co chwilę dreszcze i gęsią skórkę. Jego dłonie zatrzymały się na udach i kręciły kółka. Bardzo mnie to podniecało, przez co wierciłam się ciągle. Gdy z przyjemności nie miałam sił się ruszać, strażnik podniósł mnie i zamienił nas miejscami. Tylko, że tak jak ja byłam tyłem do niego, od teraz jest przodem do mnie. Oparłam głowę na krawędzi wanny i przymknęłam oczu. Czułam, że Dymitr popłynął do mnie i położył dłonie na moich kolanach. Gdy zjeżdżał nimi bliżej mojej kobiecości, otworzyłam oczy i podniosłam lekko głowę. Jego twarz była kilka centymetrów ode mnie i ten dystans wciąż się zmniejszał czułam dreszcze już nie z samej przyjemności, jaką sprawiały mi jego palce, bawiące się teraz moim czułym miejscem, przez co pojękiwałam od czasu do czasu, ale i niecierpliwość z jaką czekałam na smak jego ust. W końcu był milimetr od mojej twarzy. Dłonie położył na moje biodra.
- Kocham Cię, Różyczko.- szepnął mi w usta i nie dając mi szans na odpowiedź, pocałował mnie, jednocześnie we mnie wchodząc.
Mruknęłam mu w usta z uznaniem, a później zaczęłam jęczeć. Czułam, że z każdym jego pchnięciem, jestem bliżej szczytu. Wyzywałam podniesienie i oczekiwanie na jego ustach, w kładąc w pocałunki najwięcej siły i miłości ile miałam. Bielikow też się nie oszczędzał. Jego ruchy stały się szybsze i mocniejsze. W końcu oboje doszliśmy, ciężko dysząc. Siedzieliśmy, opierając swoje czoła o siebie. Patrzyłam w piękne oczy męża, z których znikło całe pożądanie, a została miłość i radość spełnienia.
- Też cię kocham Towarzyszku.- uśmiechnęła się, a on to odwzajemnił.
- Dymitr, chciałabym mieć kolejne dzieci.- oznajmiłam nieśmiało, gdy mnie mył.
Spojrzałam na niego, a on uśmiechnął się szeroko.
- Ale nie teraz.- dodałam szybko, wiedząc o czym myśli.- Jeszcze nie. Moje za pięć lat.
Teraz jego uśmiech stał się czuły.
- Wiesz, że ja zawsze poczekam. Tylko zaskoczyło mnie, że sama zaczęłaś ten temat. Co się stało?
- Chyba dorosłam do tej decyzji.- mruknęłam cicho.
- To teraz z ręką na sercu przysięgam ci, że za równo cztery lata będziesz w ciąży.- zaśmiałam się z jego miny.
Gdy w końcu się umyliśmy, wyszliśmy z letniej wody i Rosjanin zaniósł mnie do pokoju. Na jego środku leżała Bianka, z listami pod pyskiem. Gdy nas usłyszała, zerwała się i zaczęła wokół nas skakać. Po ubraniu się, Dymitr poszedł robić śniadanie, a ja obudziłam Lili i zajęłam się naszymi roczniakami.
- Mama.- przywitały mnie z uśmiechami.
Sama się uśmiechnęłam, przypominając sobie wczorajszy dzień.
- Hej słoneczka. Teraz was przebierzemy i pójdziemy na śniadanko, tak?- spytałam po raz pierwszy oczekując odpowiedzi.
- Tak!- ucieszyły się.
Zaczęłam od Felixa i położyłam go na podłodze. Następnie zajęłam się Nastką.
- Uhuhu. Od teraz uczymy się używać nocnika.- skomentowałam, na co oboje się zaśmiali.
Gdy byli gotowi pobiegli do drzwi, te jednak były zamknięte, więc czekały na mnie. Wzięłam listy i otworzyłam wejście. Dalej pobiegli do schodów, ale tutaj też się zatrzymały. Wiedziały, że mogą schodzić tylko i wyłącznie, kiedy któreś z nas jest przed nimi. Dołączyła do nas Liliana i razem zeszliśmy. Dzieci już świetnie chodziły, lecz zawsze mogły się wywrócić. Usiedliśmy do stołu i po chwili zajadaliśmy się naleśnikami. Maluchy dostały specjalnie już pokrojone.
- Nie za bardzo je rozpieszczasz?- spytałam, widząc jak dokładnie strażnik czyści im buźki z najmniejszego zabrudzenia, mimo że jeszcze nie skończyły jeść.- Od tego jest mój ojciec.
- Ja tylko się o nie troszczę.- bronił się.
Pokręciłam zrezygnowana głową i zaczęłam przeglądać pocztę. Oddzieliłam, rachunki i reklamy, po czym w dłoni zostały mi dwie koperty, ozdobione w złote listki i piękne pismo kaligraficzne. Zaciekawiona otworzyłam je. W jednej było zaproszenie na ślub, a w drugiej na chrzciny. Opuściłam widelec, gdy zobaczyłam, kto jest ich nadawcą.
- Coś się stało, Roza?- ukochany spojrzał na mnie troskliwie.
- Nie. Nic tylko dostaliśmy zaproszenie na chrzest twojego brata w sierpniu.- uśmiechnęłam się pod nosem.
Rosjanin zmarszczył brwi.
- Jakiego brata?
- Tomasa Bompensiero.- hymn... Pablo musiał podać się za ojca.
- Przykro mi, Rose, ale to nic mi nie mówi.
- Tasza.- westchnęłam z rezygnacją.
- Aaaa...- zrozumiał.
- No, aaa... Boże co ja z tobą mam.
- Pełno miłości.- uśmiechnął się do mnie maślanymi oczami.
Przewróciłam z uśmiechem oczami i spojrzałam na datę.
- To w sierpniu.- zagryzłam wargę.- Dwa dni przed ślubem moich rodziców.
- Pokaż.- podałam mężowi kartkę, której przyglądał się ze zmarszczonym czołem.
- A w lutym organizują ślub.- dodałam, otwierając drugą kartkę,
Dymitr spojrzał na mnie i znów spuścił wzrok na korespondencje. Zaczął nad czymś intensywnie myśleć, unosząc oczy do góry. Mimika jego twarzy wciąż się zmieniała, co wskazywało na różne myśli, zaprzątające jego głowę. Wpatrywałam się w niego, jakbym próbowała je odczytać.
- Myślę, że zdążymy. Wystarczy poprosić twojego ojca lub królową.- wzruszył ramionami i upił łyk kawy.
Nagle coś sobie uświadomiłam. Weszłam do głowy przyjaciółki.
- Liss, czy powiedziałaś Ozerze, ze jego ciocia żyję i ma się dobrze?- spytałam.
- Nie.- morojka wyraźnie się zmieszała.- Nie było jakoś okazji...
Na stole przed nią, wśród papierów dostrzegłam dwie koperty, te same, które dostaliśmy my. Nie dając jej dokończyć, zerwałam się na równe nogi.
- Jedziemy na Dwór.- oznajmiłam, idąc do przedpokoju.
- Coś się stało?- ukochany dorównał mi kroku z Nastką na rękach.
- Nie. Ale może się stać.
Gdy wszyscy byli gotowi usiadłam za kierownicą i ruszyłam najszybciej jak mogłam. Oczywiście biorąc pod uwagę dzieci.

piątek, 27 stycznia 2017

ROZDZIAŁ 370

Wyszłam z samochodu i pomogłam mężowi wyciągnął nasze dzieci z samochodu. Złapaliśmy je za ich małe rączki i ruszyliśmy do pałacu. Za nami wyszła Lili, prowadząc suczkę.
- Nie! Bianka, później sobie pozwiedzasz. Teraz idziemy tam.- szarpała się ze smyczą.
Gdy tylko drzwi zamknęły się za nami, szkraby wyrwały się i pobiegły przed siebie. Znały drogę do pokoju dziecięcego na pamięć, więc nie martwiliśmy się, że pomylą drogę. I tak nie oddalały się od nas za daleko tak, żebyśmy je widzieli. Moja siostra również straciła panowanie nad psem, który pobiegł za maluchami. Szczekał na nie radośnie, a one tylko się śmiały i szły dalej. Za to Lili się poddała i szła koło nas. Wykorzystaliśmy tą chwilę dla siebie. Ukochany podał mi ramię, które z przyjemnością chwyciłam, wtulając się w niego.
- To niesamowite, że są już z nami rok.- westchnęłam.
- Widzisz, a ty się martwiłaś, że nie damy sobie rady.- powiedział Rosjanin, z nie ukrywaną dumą.
- Do końca życia będziesz mi to wypominać?- przewróciłam oczami.- Po za tym co do ciebie nigdy nie miałam wątpliwości. To dzięki tobie mi się udało. Cieszę się, że to ja mogłam ci dać dzieci.- wtuliłam się w niego jeszcze mocniej.
- Ja też. Nie chciałbym ich z nikim innym. Gdzie bym znalazł kobietę taką jak ty?- cmoknął mnie w czubek głowy.
- Kocham Cię, Towarzyszu.
- Ja ciebie też Roza. A teraz zawołajmy te nasze skarby, bo nie wiedzą, że dzisiaj poszerzamy ich horyzonty.
- Felix, Nastka. Chodźcie tutaj.- kucnęłam i wystawiłam do nich rączki.
Dymitr zrobił to samo. Dzieci zatrzymały się i popatrzyły na nas. Uśmiechnęły się i pobiegły w naszym kierunku.
- No choć księżniczko do tatusia.
Oboje wpadli nam w ramiona. Przytuliliśmy ich, całując w policzki, po czym znowu złapaliśmy za rączki. Lili złapała Biankę i szliśmy teraz do sali balowej numer 3. Otworzyliśmy drzwi, gdzie byli już wszyscy nasi przyjaciele i rodzina. Abe podbiegł i uściskał nasze małe szkraby.
- Chodźcie do dziadka.- wziął na ręce Nastkę i przytulił.
Ucieszyła się i dała mu cmokasa w policzek. Uśmiech na jego twarzy się poszerzył, na co zachichotałam. Felix nie miał okazji czuć się zignorowany, bo oboje zostali otoczeni przez gości i on także znalazł czyjeś ramiona. Gdy w końcu wszyscy je przywitali, wjechały dwa identyczne, nie licząc koloru, torty. Jeden niebieski z czekoladowym napisem "Sto lat Felix." i fioletowy z "Sto lat Anastazja.". Na każdym była jedna paląca się świeczka. Wzięłam synka na ręce, a Dymitr Nastkę i podeszliśmy do ciast. Maluchy jak zaczarowane wpatrywały się a ogień na końcu knotów.
- Teraz macie okazję zdmuchnąć swoje świeczki.- powiedziałam do nich.
Popatrzyły na mnie zaciekawione, a później z powrotem na ogień. Wymieniły ze sobą radosne spojrzenia, po czym wpatrywały się w ogień. Zawitał leciutki wiaterek, który zgasił płomienie. Wszyscy którzy byli na sali, wiedzieli o ich zdolnościach. Dookoła rozległy się gromkie brawa. Byłam bardzo dumna z naszych dzieci, aż poczułam pieczenie pod powiekami. Rok. Od 12 miesięcy na świecie są te małe owoce naszej miłości. Coś, co nie miało prawa istnieć, tulę z całych sił do piersi. Poczułam ramię, oplatające mnie w pasie i przyciągające do siebie. Ukochany pocałował mnie w czubek czoła, co uwolniło jedną, jedyną łzę z moich oczu. Nie spodziewałam się, że to będzie dla mnie takim przeżyciem.
- Kocham was Roza.- powiedział Rosjanin.
- Ja też was kocham.- mruknęłam opierając policzek.- A one na pewno kochają nas. Prawda?- spojrzałam na synka i córeczkę.
- Na pewno.- po raz drugi mnie pocałował w głowę.
Postawiliśmy dzieci na ziemi, które od razu pobiegły do sterty pudełek w kącie sali. Sięgnęłam po nóż i zaczęłam kroić torty. Mąż przyszedł mi z pomocą i każdy dostał po kawałku. Zawołaliśmy maluchy na ciasto, a to jedno magiczne słowo sprawiło, że pojawiły się obok nas momentalnie.
- Tiatia.- Nastka wyciągnęła rączki do Dymitra.
Na sali zapanowała cisza. A my w szoku patrzyliśmy na córeczkę. Po chwili mój ukochany zerwał się i porwał dziewczynkę w ramiona.
- Moja mała księżniczka!- zawołał na cały głos.- Powtórz to słoneczko.
 Mała włożyła rączkę do buzi, a gdy ją wyciągnęła, odezwała się.
- Tiatia.- zaklaskała w rączki.
Wszyscy podbiegli i zgromadzili się wokół, ciesząc się i gratulując. A Bielikow wręcz pękał z dumy. Od pewnego czasu zastanawiałam się, co jeśli pierwszym słowem żadnego z moich dzieci nie będzie "mama". Może wydawać wam się to samolubne, ale jaka kobieta nie chciałaby usłyszeć, jak jej maluch woła ją po raz pierwszy. Założyłam, że pewni będę lekko rozczarowana i starałam się odsunąć od siebie tą myśl. Jednak teraz, gdy nadeszła ta chwila, czuję jedynie dumę i radość. Nie ważne co powiedziała, ważne, że się odezwała. Do przodu przesunął się Mason z kamerą.
- Uśmiech słonko.- powiedział, przysuwając urządzenie do dziewczynki.
Ta zakryła się rączkami z zawstydzeniem, na co kobiety zareagowały wspólnym "Oooooo...". Po chwili brzdąc zabrał dłonie i się uśmiechnął. Prawdziwa gwiazda. Po uściskach i pochwała, wróciliśmy do stołu. Felix zajadał się ciastem rączkami, a po chwili wylądował ono na mojej sukience. Spojrzałam na plamę i zaczęłam się śmiać. Wzięłam go i posadziłam na krześle, z którego sama wstałam. Zaczęłam iść do łazienki, wyczyścić się kiedy zatrzymał mnie piskliwy głosik.
- Mama.- zawołał chłopiec.
Momentalnie się odwróciłam, a plama nie miała znaczenia. Wzięłam go na ręce, gdy tym razem nas otoczyli z brawami i uściskami. Byłam cholernie dumna i tym razem po prostu się popłakałam ze szczęścia. Dymitr widząc to, zaśmiał się i otarł moje łzy, przytulając nas delikatnie do siebie. Po chwili podniósł Nastkę i się uśmiechnął.
- Patrz jaką nam niespodziankę zrobiły maluchy na swoje urodziny.- był równie szczęśliwy jak ja.
Nie wyobrażałam sobie nigdy, jakie to szczęście mieć dzieci. Kochać je, wychowywać i ocierać łzy. Nawet nie myślałam o bolesnym porodzie. Tylko myślałam, kiedy najszybciej moglibyśmy mieć kolejne. 

środa, 25 stycznia 2017

ROZDZIAŁ 369

- No w końcu jesteś.- od progu przywitał mnie zniecierpliwiony Dymitr.
- Tak, tak, wiem. Pięć okrążeń.- mruknęłam, mijając go i wbiegając głębiej.
Zdążyłam zauważyłam jak ze zrezygnowaniem kręci głową. Weszłam po schodach, przeskakując co drugi schodek. Hans mnie dłużej zatrzymał, mimo że wiedział o naszych planach. Na piętrze prawie zderzyłam się z Lili w pięknej, niebieskiej, a od połowy białej sukience z niebieskimi falbankami i kwiatuszkami. Na przejściu kolorów była tej samej barwy szarfa z białą różyczką. Do tego miała pasujące półbuty i opaskę w kolorze ubrania z kokardką, na opadających jej falami włosach(↓).
- Ślicznie wyglądasz.- powiedziałam, gdy poprawiała włosy w lustrze.
- Dziękuję Rose.- uśmiechnęła się do mnie.
Ruszyłam dalej aż wpadłam do naszego pokoju. Na puchatym dywanie bawiły się bliźniaki, już przebrane, co nie powiem, zaskoczyło mnie. Felix miał na sobie niebieską koszulę i beżowe spodnie, a Anastazja granatową sukienkę z motywem Krainy Lodu i małą opaskę, wśród średniej długości włosów. Sięgały jej już prawie do ramion, ale pewnie wyprostowane byłyby dłuższe. Jednak natura chciała inaczej i zwijały jej się w małe loczki. Gdy tylko mnie zobaczyły, uśmiechnęły się szeroko. Po chwili poczuła przyjemny zapach i silne dłonie na biodrach.
- Przebrałem je, bo tak coś czułem, że się spóźnisz.- mój mąż zachichotał mi przy uchu.
- Towarzyszu, dobrze wiesz, że w naszym zawodzie czas nie jest sprzymierzeńcem.- westchnęłam idąc do garderoby.
- Coś się stało?- spytał zmartwiony.
- Nie. Tylko Hans mnie zatrzymał. Akurat dzisiaj.- zaczęłam się rozbierać do samej bielizny.
- Co znowu przeskrobałaś?- oparł się o futrynę ze skrzyżowanymi rękoma.
- Czemu od razu zakładać, że coś zrobiłam?- zatrzepałam rzęsami, udając niewiniątko.
- Z tego co wiem, na herbatkę Croft nie zaprasza.- uśmiechnął się cwanie.
- Oj tak. Herbatka to nie była.- przymierzyłam do ciała jedną z sukienek.- Co o tym myślisz?
- We wszystkim wyglądasz pięknie.
- Faceci.- przewróciłam oczami.- Zapytać was o opinię.- przejrzałam się w lustrze.- Ale ta będzie idealna.
Wróciłam do pokoju, a Rosjanin za mną.
- To dowiem się?
- Oj no nic się nie stało. Po prostu wygarnęłam kilku morojkom, co o nich myślę. No i jakimś cudem dotarło to do Hansa.- zamknęłam się w łazience.
- Och Roza, Roza. Módl się, żeby dzieciaki miały choć w połowie moich cech.- usłyszałam zza drzwi.
- A to czemu?- spytałam, wchodząc pod prysznic.
- Bo będą mam sprawiać wiele kłopotów. Jak ty.
- Ja sprawiam ci kłopoty?- spytałam sarkastycznie.
- Od samego początku.- wiedziałam, że mimo wszystko, nie może powstrzymać uśmiechu.
Szybko skończyłam się myć i otworzyłam kabinę. Ledwo powstrzymałam krzyk, gdy przede mną pojawił się szeroko uśmiechnięty Bielikow z ręcznikiem.
- Przysięgam, kiedyś przez ciebie na zawał zejdę.- żaliłam się, kiedy on mnie wycierał.
- Oj, przesadzasz.- wziął mnie owiniętą w ręcznik, jak pannę młodą i zaniósł do sypialni.
- Ale ja jeszcze nie skończyłam.- pisnęłam.
- A co jeszcze?- spytał, przewracając oczami.
- Balsam, olejek, serum do włosów.- zaczęłam wyliczać.
Strażnik tylko westchnął i wrócił do łazienki. Po minucie wrócił ze wszystkim, po czym usiadł obok mnie. Wziął mnie na kolana i zaczął smarować najpierw balsamem, a później olejkiem.
- Tylko nie podnieć się za bardzo,- zaśmiałam się, kiedy doszedł do moich piersi i patrzył na nie z pożądaniem.- bo trochę nam brakuje czasu.
- Spokojnie Roza.- szepnął mi niskim głosem do ucha.- Jestem bardzo cierpliwy.
Zadrżałam, na ton jego głosu, gdy podgryzł płatek mojego ucha.
- Ale ja nie mam, więc mnie nie kuś.
Przez cały czas zerkaliśmy na dzieci, ale te grzecznie się bawiły i tylko czasami spoglądały na nas, a wtedy na ich pulchnych buźkach rozkwitał szeroki uśmiech. Na koniec usiadłam mężowi między nogami, odwrócona do niego tyłem, a on wcierał mi serum we włosy.
- Dymitr, wiem, że je lubisz...
- Uwielbiam.- szepnął mi do ucha.
- Uwielbiasz, ale mamy mało czasu. Obiecuję ci, że będziesz mi je smarować, po każdym myciu, ale nie teraz.
- Ech... no dobra.-westchnął i puścił mnie, składając delikatny pocałunek na moim karku.
Wzięłam sukienkę i założyłam ją na siebie. Była błyszcząca na niebiesko tak, że kojarzyła mu się z falami, od których odbija się światło. Nie miała ramiączek, a od pasa rozszerzała się w halkowaną falbankę. Nagle poczułam dłonie na talii.
- Czemu musisz wyglądać tak seksownie?- mruknął mi do ucha.
- Nie podobam ci się?- udałam smutek.
- Ja ciebie uwielbiam i bardzo mnie pociągasz, ale nienawidzę, gdy inni mężczyźni pozerają cię wzrokiem. Tylko ja tak mogę.- odwrócił mnie przodem do siebie, a w jego oczach widziałam pożądanie, miłość i... zazdrość. Na to ostatnie się uśmiechnęłam w duchu.- Jesteś tylko moja, Roza.
- A ty tylko mój, Towarzyszu.
Uniosłam się lekko na palcach, ale i tak nie dosięgałam do jego ust. Przewidując moje intencje, pochylił się w moją stronę. Poczułam końcówki jego miękkich, rozpuszczonych włosów, łaskoczące moje policzki. Przymknęłam oczy i czekałam. Po kilku sekundach, które ciągnęły mi się godzinami, lekko musnął ustami moje wargi. Bez pośpiechu oddałam pocałunek, a Dymitr przyciągnął mnie bliżej siebie, pogłębiając pieszczotę. Pewnie trwało by to dłużej, gdyby nie płacz Felixa.
- Tym razem ty go przebierasz.- mąż spojrzał na mnie ze strachem.
- A co? Już się znudziło?
Mimo wszystko podeszłam i wzięłam synka na rączki.
- Mam dosyć gonienia za tym golaskiem po całym pokoju.- powiedział stanowczo.- Dzisiaj już osiem razy mi uciekł.
- Oj, przesadzasz. Zmienimy brudną pieluszkę.- uśmiechnęłam się do bobaska i zabrałam do ich pokoju.
Pamiętam jak pierwszy raz przebierał Felixa w naszym domu. Siedziałam przy toaletce z Nastką na kolanach, a mój mąż robił z synem, to co ja teraz. I nagle z pokoju wybiegł nasz mały potomek, jak go Pan Bóg stworzył, a za nim mój zrozpaczony Rosjanin.
Tak się zamyśliłam, ze nie zauważyłam, kiedy malec był czyściutki. Wróciłam z nim do sypialni.
Sukienka Lili

Sukienka AnAnastazji
Sukienka Rose

poniedziałek, 23 stycznia 2017

ROZDZIAŁ 368

Dzieci trochę nas zaczepiały, więc najedzeni pobawiliśmy się z nimi. Nastka uwielbia, gdy Rosjanin robi jej samolocik, albo rzuca lekko brzuszkiem na łóżko. Bardzo głośno się wtedy śmieje, a i my jesteśmy szczęśliwi. Felix jednak preferuje spokojniejsze rozrywki, jak doskonalenie umiejętności chodzenia, czy bawienie się klockami. Nagle podczas zabawy wstał i podreptał do drzwi. Z Dymitrem patrzeliśmy na to zdziwieni i zainteresowani. Strażnik właśnie miał na rękach dziewczynkę, która ucieszna klaskała w ręce. Chłopiec spojrzał na nas, ale widząc, że nie ma co liczyć na naszą pomoc, więc wpatrywał się w klamkę, póki nie otworzył przejścia telekinezą. Chciałam podejść i go zabrać, ale ukochany zatrzymał mnie ręką.
- Poczekaj. Zobaczymy, co zrobi.
Oboje, a w sumie to w trójkę wyszliśmy za nim i tylko zdążyliśmy zobaczyć jak drzwi na przeciwko się otwierają. Mały wszedł do ich pokoju i usiadł ba środku, jakby nie wiedziała, co zrobić. Jednak zaraz się podniósł i podreptał do łóżeczka.
- Czyżby nasze słoneczko jeszcze chciało spać?- usiadłam obok niego po turecku.
- Ale przecież dopiero co wstał.- Bielikow wciąż stał w progu, oparty o futrynę.
Nastka zaczęła się śmiać z brata, a ten zrobił urażoną minę. Po chwili mała ucichła, a Felix jakby dostał olśnienia. Posłał siostrze wdzięczne spojrzenie, a ta pomachała mu, jakby mówiła pa pa. Nic z tego nie rozumiałam. Mój mąż też był zdezorientowany. Nasz synek wstał i podszedł do regału z torbą. Patrzył na nią przenikliwie, ale gdy nic się nie stało, przeniósł błagalny wzrok na mnie. Uśmiechnęłam się i zajęłam ich rzeczy, ciekawa, co wymyślił. Od razu rozpięłam zamek błyskawiczny. Chłopiec sięgnął do środka i wyciągnął książeczkę. Dziewczynka na ramionach mojego ukochanego zaklaskała w ręce.
- Aha!- wzięłam na ręce malca.- Zachciało się czytanki? Poczuliście się niedoedukowani, tak?
Razem poszliśmy do naszej sypialni i w czwórkę usiedliśmy na łóżku. Ja wzięłam na kolana synka, a strażnik swoją księżniczkę. Zaczęliśmy maluchom czytać oraz opowiadać o różnych kształtach i kolorach. Pół godziny później skończyliśmy, bo chłopiec miał brudną pieluchę.
- To mama przebierze teraz Felixa, a tatuś zajmie czymś swoją księżniczkę.- uznał Bielikow.
Miał rację, była moja kolej. Wzięłam go na ręce i zniosłam do drugiego pokoju. Na łóżku rozłożyłam ręcznik papierowy i przygotowałam się do operacji: "Pozbyć się kup kup.". Położyłam szkraba na łóżku, po czym zajęłam mu pieluchę. Kiedy ją wyrzucała i sięgnęła po mokre chusteczki, zauważyłam, że maluch gdzieś ucieka. Złapałem go i zaczęłam łaskotać.
- A co to za bieganie z gołą pupciom?- spytałam, zaprzestając tortur.- Ma się to więcej nie powtórzyć.
On się tylko zaśmiał, na co westchnęłam zrezygnowana. Strasznie się wiercił i wierzgał, ale w końcu udało mi się go przewinąć.
- Jak tam urwisek?- do pokoju wszedł mój ukochany, a zaraz po nim wbiegła Nastka ze smoczkiem w ustach.
- Następnym razem ty go przebierasz.- oznajmiłam.- A teraz chodźmy na dół, bo pewnie wszystko już jest gotowe.
Wzięłam synka na ręce, a Dymitr zrobił to samo z córeczką i trzymając się za ręce, poszliśmy na schody.
- Niespodzianka!- zawołali wszyscy, gdy tylko zeszliśmy.
W sumie nie był to jakiś wielki tłum, bo prawdziwe party będzie wieczorem. Były moje szwagierki z dziećmi, Mikołaj, Konrad i Iwan. Olena trzymała w dłoniach tort migdałowo, orzechowo, karmelowy z bitą śmietaną. Na nim było pewnie 27 świeczek. Pokój był ozdobiony. Zaczęliśmy śpiewać mu sto lat, przy akompaniamencie szczekania Bianki. Dymitr zamknął na chwilę oczy i zdmuchnął wszystkie świeczki. Podsumowaliśmy to brawami, tylko bliźniaki, wcześniej zaopatrzone w ogień, miały skwaszone miny. Możecie tylko się domyślać jakim zdziwieniem był dla nas fakt, że świeczki na nowo się zaświeciły. Nasze szkraby klaskały ucieszone w rączki, gdy my patrzyliśmy się z niedowierzaniem na tort.
- No Towarzyszu, chyba masz okazję na drugie życzenie.- uśmiechnęłam się, klepiąc ukochanego po ramieniu.
- Jakby mi coś więcej było do szczęścia potrzebne.
Objął mnie w pasie, po raz kolejny zgasł ogień i złączył nasze usta.
- A ktoś mógłby mi łaskawie wytłumaczyć, czego przed chwilą byłem świadkiem?- przerwał nam Iwan.
- Cóż. Jak pewnie zauważyłeś, to nie są normalne dzieci i mają dodatkowe zdolności.- wytłumaczyłam.
- Na razie dopiero je odkrywamy, żeby wiedzieć, czego spodziewać się w przyszłości.- dodał mój ukochany.
- Niesamowite.- mruknął dampir, drapiąc się po gładkiej brodzie.
- To może teraz dzieciaki, zjemy ten tort.- przerwała ciszę Olena.
Odpowiedział jej wspólny krzyk radości dzieciaków, a ich radość przeszła również na nasze skarby. Usiedliśmy do stołu. Czekając na poczęstunek, zaczęłam rozglądać się po wszystkich. Dymitr rozmawiał zawzięcie c mężczyznami, dziewczyny dyskutowały między sobą, a dzieci wspólnie bawiły się zabawkami. Po chwili wróciła pani domu i każdemu nałożyła ciasta, po czym przyłączyła się do rozmowy córek. Wszyscy są szczęśliwi. Właśnie dla takich chwil się żyje. Kiedyś nie pomyślałabym, że jestem w stanie stać się częścią takiej rodziny, że jedyną mi bliską osobą będzie Lissa, a później pojawił się mój Towarzysz. Ale i wtedy mieliśmy słabe widoki na przyszłość, a teraz...
- O czym myślisz Roza?- Rosjanin objął mnie i przyciągnął do siebie.
Westchnęłam błogo, opierając głowę na jego ramieniu.
- O tym jak wielkie mam szczęście, że pojawiłeś się na mojej drodze i dałeś mi taką rodzinę.- uśmiech nie schodził mi z ust.
- Ona bez ciebie nie byłaby taka sama.- mąż cmoknął mnie w czoło.
- To zaskakujące, że rok i kilka miesięcy temu bałam się odpowiedzialności związanej z posiadaniem dzieci, a teraz nie widzę swojego życia bez Nastki, Felixa i Lili. A zwłaszcza bez ciebie. Co by się ze mną stało? Gdzie bym zaszła? Jakby wyglądało moje życie? Ale jednego jestem pewna.- popatrzyłam mu w oczy.- Strasznie bym się nudził i pewnie czuła nie dopieszczona. Bo nikt nie umie zadbać o kobietę, jak ty.
Po cieście, dzieci wystawiły małe przedstawienie swojego autorstwa, z ulubionej bajki strażnika z młodości. Był to Bambie. Śmialiśmy się do łez, a na końcu nagrodziliśmy aktorów brawami. Po wręczeniu prezentów, pojechaliśmy na miejsce kolejnej niespodzianki dla Bielikowa. Urządziliśmy mu imprezę ze starymi znajomymi, ze szkoły, podwórka i stadniny. I to w tym samym ośrodku jeździeckim, gdzie pomagał, uczył się i kupił Gwiazdkę. Z wielką przyjemnością udostępnili nam stodołę na tyłach, a nawet wszystko przygotowali. Ozdoby, muzykę oraz stoły z jedzeniem i piciem. Zabawa była wspaniała i jest sukces, bo oboje wszystko z niej pamiętamy. Łącznie tym co działo się po niej, w naszej sypialni.

sobota, 21 stycznia 2017

ROZDZIAŁ 367

Wstałam wcześniej, w końcu dzisiaj urodziny Dymitra. Ostrożnie się podniosłam tak, aby go nie obudzić. Ubrałam się w bieliznę i jego koszulkę, po czym zajrzałam do dzieci. Oboje uśmiechali się do mnie promienie. Wzięłam je, postawiłam na podłodze i łapiąc za rączki poszliśmy na korytarz. Mimo, że chodzenie sprawia im trudność, uczą się szybko. Przy schodach spotkałam Wiki, co bardzo mi sprzyjało, bo pomogła mi z maluchami. Na dole siedziały już wszystkie Bielikówny z pociechami.
- Ciocia Rose!- zostałam zaatakowana przez Zoję i Łukę.
Pozostałej dwójce pomachałam.
- Hej skarby. Jak się podobał wczorajszy dzień?
- Bilo siuper!- ucieszył się blondynek.
- Ładnie wyglądasz Rose.- zaśmiała się Sonia.
- Wiem.- za pozowałam jak na jakimś pokazie mody.- Najnowszy szyk mody. Ale my tylko na chwilę. Nakarmię maluchy, wezmę nam śniadanie i pójdziemy obudzić naszego śpiocha. Tak słoneczka? Zrobimy niespodziankę tatusiowi?- uśmiechnęłam się do bliźniaków, na co odpowiedziały tym samym.
Zostawiłam je w otoczeniu ciotek i babci, a sama poszłam do kuchni. Wstawiłam wodę w czajniku i mleko, po czym zabrałam się do robienia śniadania. Co by tu zjeść? A co tam. Przelałam mleko do większego garnka i dolałam cały karton. Z tego co zdążyłam zauważyć, reszta była po śniadaniu. Gdy mleko się zagrało, dorzuciłam kaszę manną. Po kilku minutach była już zrobiona i tylko przelałam ją do dwóch talerzy i miseczek. Dzieciakom postawiłam przy uchylonym oknie, aby szybciej wystygło. W między czasie zrobiłam nam kanapki. Wróciłam do salonu z kaszką dla dzieci. Wcześniej dodałam im dżem jabłkowy do każdej porcji.
- No am am.- przesunęłam łyżeczkę do ustek córeczki.
Jednak dziewczynka odwróciła główkę, a ja nie wiedziałam, jak do niej dotrzeć
- Zostały ci tylko dwie łyżeczki. No dobrze. Jak wolisz.
Zdjęłam jej śliniaczek, wytarłam brudną buzię i zamieniła z Felixem, który cały czas pchał mi się na kolana. Od razu się we mnie wtulił.
- Chodź kochanie. No już jesteś u mamusi. Ale później ją poprzytulasz teraz czas na śniadanko.
Chłopiec popatrzył na mnie wielkimi oczkami i się uśmiechnął. Przygotowałam go i już pierwsza łyżeczka trafiła mu do ust. Nastka wydała odgłos niezadowolenia, stojąc obok mnie i trzymając oburącz moją rękę.
- Miałaś swoją szansę. Daj się teraz najeść braciszkowi.
Jednak ona nie ustępowała, a że miała TE oczy, mojego kochanego, idealnego, boskiego męża, byłabym jej uległa. Nagle z boków złapały ją czyjeś ręce.
- A co to za przeszkadzanie mamusi?- Wiki pociągnęła ją sobie na kolana i zaczęła łaskotać.- Nie wolno tak.
Mała śmiała się i wierciła. Ciocia przestała i przytuliła ją mocno do siebie. Posłałam jej wdzięczne spojrzenie, na co się uśmiechnęła lekko i wróciła do zabawiania bratanka.
- A gdzie dzieciaki?- spytałam, widząc ich nagłą nieobecność.
- Robią niespodziankę dla Dimki.- odpowiedziała Olena, wtulona w Iwana.- Nie mam pojęcia co kombinują.
Uśmiechnęłam się pod nosem. Znając ich pomysły, będzie to coś... ciekawego. Po chwili oboje moich dzieci było najedzonych. Sonia i Karolina pomogły mi biorąc na ręce bliźniaki, a ja wzięłam jedzenie. Pod drzwiami zostawiły nas. Skarby stały ze zdezorientowanymi minami, bawiąc się rączkami, jednak gdy otworzyłam po cichu drzwi, one z szerokimi uśmiechami pobiegły do łóżka. Postawiłam tacę na szafce obok i się rozebrałam. Pomogłam szkrabom wejść na miękki materac, żeby szybko podreptały do tatusia. Usiadły na nim i zaczęły domagać się o jego uwagę. To było bardzo zabawne, gdy dotykały jego klatki piersiowej i twarzy. Położyłam się obok z podpartą na ręce głowę, jakby nigdy nic i uważnie przeglądałam się mężowi. Po chwili zmarszczył czoło, ale zaraz uśmiechnął się błogo. Otworzył swoje wspaniałe oczy i przeciągnął się, czym wywołał śmiech bliźniaków. Mu samemu uśmiech nie schodził z ust. Powoli na nowo podniósł powieki i odwrócił głowę w moją stronę, dłońmi głaszcząc maluchy.
- Dzień dobry Roza.- popatrzył na mnie z miłością.
- Dzień dobry Towarzyszu. I wszystkiego najlepszego.- zaśmiałam się z jego zdziwionej miny.- Jak na kogoś, kto ma urodziny dzień po świętach, łatwo o nich zapominasz.
- Miałem po prostu piękny sen- odwrócił się w moją stronę, zrzucając z siebie dzieci.- i myli mi się z rzeczywistością.
- A co lepsze?- spytałam podsuwając się bliżej.
- Rzeczywistość. Bo w śnie nie mogłem zrobić tak.- objął mnie w pasie ramieniem i przysunął do siebie, wpijając się w moje usta.- Dziękuję kochanie.
- Ja bym miała nie pamiętać o twoich urodzinach?- prychnęłam, a następnie oboje się zaśmialiśmy.
Oczywiście dzieci też, choć nawet nie wiedziały z czego. I tak leżeliśmy, wpatrzeni w siebie z miłością. Po chwili wstałam i sięgnęłam po jedzenie. Podałam jeden talerz strażnikowi, a drugi sama wzięłam.
- Zrobiłaś mi śniadanie?- zdziwił się, uśmiechając się tak, że aż mi kolana zmiękły.- Mógłbym mieć urodziny częściej.
- O nie kochany. Umowa była prosta. Ty gotujesz, bo piekarnik mnie nie lubi i tylko czyha, aby mnie zjeść.- wróciłam na swoje miejsce.
- No popatrz, a dzisiaj nawet śladu nie ma od zębów.- Rosjanin uniósł brwi.
- Oj, no bo wie, że to twoje urodziny i chciał to zrobić dla ciebie.
- Jasne, jasne. To powiedz mi, skoro ja gotuję, to co robisz ty?
- Ja? Ładnie wyglądam.- odpowiedziałam, jakby była to najbardziej oczywista rzecz na świecie.
- To prawda. Jesteś bardzo piękną i atrakcyjną kobietą.- mruknął z rozmarzonym uśmiechem.
- No przecież mówię.- zaśmiałam się z jego miny.
- Jesteś nie możliwa.- pokręcił głową ze zrezygnowaniem.
-I za to mnie kochasz.- cmoknęłam go w czubek nosa.
-Kocham cię za wszystko.- przyciągnął mnie do sobie i pocałował.- A teraz jedzmy, bo umieram z głodu.
Zaśmiałam się i po chwili zajęliśmy się posiłkiem.

czwartek, 19 stycznia 2017

ROZDZIAŁ 366

Gdy mój ukochany się kąpał, myślałam, czy do niego nie dołączyć, ale zrezygnowałam. Muszę coś wymyślić na jutro. Po kilku minutach usłyszałam, jak ktoś wchodzi do naszego pokoju. Spojrzałam na męża i aż mi zabrakło tchu. Wyglądał... BOSKO! Po prostu bosko. Inaczej nie da się tego opisać. Lekko roztrzepane włosy, każdy układający się w inną stronę, piękny sześciopak, w grze światła i cieni, tworzonych przez lampkę. Uśmiechnął się cwanie, gdy zauważył, że na niego patrzę. Przeciągnęłam się i wygięłam w seksownie. Oczy to mu prawie wyszły z orbit. Nie odrywając ode mnie wzroku, podszedł do łóżka kocim krokiem. Sama zeszłam z niego i spotkaliśmy się w połowie drogi. Bez ostrzeżenia się na mnie rzucił, całując natarczywie. Pocałunki były namiętne i gwałtowne. Nic nie mogło nas od siebie oderwać. Dłońmi błądziliśmy po naszych półnagich ciałach. Nagle poczułam na plecach twardą ścianę. Nie przejęłam się tym za bardzo, ciągnąć go za końcówki włosów. Jednak on miał inny plan. Złapał moje ręce w nadgarstkach jedną dłonią, a drugą głaskał delikatnie moją gołą skórę. Przymknęłam oczy, napawając się muśnięciami ciepłych palców Rosjanina. Każdy taki dotyk przyprawiał mnie o dreszcze i jęki. W wym samym czasie dobrał się do mojej szyi. Chciałam tylko uwolnić ręce i go dotknąć, tak jak on to robi. Nagle mnie puścił i rozdarł górę mojej bielizny. Nie zwlekając wykorzystałam okazję i zaczęłam go dotykać po całości. Strażnik wziął mnie w ramiona i rzucił się ze mną na łóżko.
- Odkupujesz mi bieliznę.- wydyszałam, co chwilę wyginając się w łuk.
- Ciebie Roza... to ja... będę obsypywać bielizną.- jednym ruchem zdarł ze mnie majtki.- Tylko bądź.
Patrzył na mnie z rosnącym pożądaniem i pragnieniem. Rozumiałam go. Czułam to samo.
- Będę.- wydyszałam i zawyłam, gdy wszedł we mnie palcem.
Dręczył mnie całą wieczność, najpierw nim, później językiem, a ja wierciłam się i wyginałam w łuk, dochodząc. Ale gdy w końcu wszedł we mnie, poczułam ogromną rozkosz, a kilka minut później uczucie spełnienia. To było cudowne. Leżeliśmy spleceni w ciasnym uścisku, wspominając dzisiejszy dzień.
- Dawno nie siedziałam tak miło świąt. Tak rodzinnie.- westchnęłam.
- Cieszę się Roza.- ziewnął.- Też się cieszę. Kocham cię.
- Ja tiebia toże liubliu tovarishch.- uśmiechnęłam się.- Ale teraz idziemy spać, bo oboje jesteśmy zmęczeni.
- Nie chcesz jeszcze pogadać?- spytał.
- Dymitr. Jestem zmęczona. A jutro też będzie emocjonujący dzień i musimy być wypoczęci.
- Co kombinujesz?- spytał zainteresowany.
- Niespodzianka.- uśmiechnęłam się niewinnie, a on zrobił słodkie oczka.- Nie ma mowy kochany. Ten jeden raz moja kolej.
- Ehh... no dobra.- westchnął zrezygnowany.
- Oj już nie przesadzaj, spodoba ci się. Może nie będzie tak dobrze jak rok temu...
- Kochanie, każdy dzień z tobą jest cudowny i nic więcej mi do szczęścia nie trzeba.- znowu ziewnął.- I odrobiny snu. Dobranoc Roza.
- Dobranoc Towarzyszu.

Biegam przez las. No dobra, moja chora psychika jest bardziej kreatywny. Byłam na łące. Pięknej łące z moim boskim mężem, dziećmi i Bianką. W pewnej chwili niebo zaszło ciemnymi chmurami, a z lasu zaczęły wybierać strzygi. To ciekawe, że w snach walczę z nimi częściej niż w rzeczywistości. Ale wracając, oboje stanęliśmy do boju. Nagle w tłumie zobaczyłam, Roberta, Wiktora i Randalla, w postaci martwych wampirów.
- Synu.- wyciągnął dłoń, do Dymitra.- Ta kobieta cię ogranicza. Co ci to daje? Dołącz do nas. Żyj wiecznie, niezależnie i bądź wolny.
Oczy strażnika zabłysły.
- Masz rację ojcze. Ta suka nic mi nie daje.- spojrzał ma mnie z pogardą, a ja poczułam ból w sercu.
Gdy tylko dotknął strzygę, sam się w nią zmienił i uśmiechnął do mnie złośliwie. Reszta śmietanki towarzyskiej patrzyło na mnie z wyższością. Miałam ochotę się rozpłakać, ale zamiast tego rzuciłam się na Randalla. Zabiłam go. Nagle otoczyły mnie strzygi. Las i łąka znikły. Wszędzie było ciemno, a jedyne oświetlone osoby, to moi wrogowie. Wśród nich widziałam swoich przyjaciół.
- Nie uratowałaś mnie. To twoja wina- krzyczała Lissa w objęciach Christiana.
- Obiecałaś mnie. Miałaś mnie chronić.- zobaczyłam Lili, przytulającą się do mojego Rosjanina.- Ale on mnie obroni. Sama się obronię.
- Nie myszko. Nie ty.- po policzkach pociekły mi gorzkie łzy.
- Przykro mi Roza.- uśmiech strażnika, wcale nie ukazywał skruchy.- Jesteś sama. Już nikt ci nie pomoże. Przyłącz się do nas.
- Wcześniej suka, a teraz się przyłącz?!- zadrwiłam.- Nie chcę litości. Najlepiej od razu mnie zabijcie.
Nagle wszyscy znikli, po za mną i nim. Nie miałam nic do obrony, więc zaraz pewnie się obudzę. Ale, cholera, ja chcę wstać już teraz. Mało się na cierpiałam? Najwidoczniej tak.
- To by było za łatwe.- podszedł do mnie, ale nie dotknął.- Będziesz ze mną na zawsze. Będziesz cierpieć, jak ja i każdy z nas.- podszedł jeszcze bliżej i nachylił się do mojego ucha.- Będziesz moja i tylko moja na wieczność.- szepnął, ścierają mi z policzka łzę.
Jego dłonie nie były zimne. Wręcz przeciwnie. Parzyły moją skórę. To było jakby płynny ogień dostał się do moich żył. Od policzek rozprzestrzenił się po całym ciele. A ja nie mogłam się ruszyć. Gdy przestało, zauważyłam, że dalej nie mogę nic zrobić. Ruszyłam się, ale nie tak jak chciałam. Straciłam kontrolę nad ciałem. Moje ciało zaczęło się sobie przyglądać. Byłam blada. O nie! Byłam strzygą. Dymitr uśmiechał się zwycięsko.
- Witaj MOJA Rozo.
- Witaj MÓJ Towarzyszu.- odpowiedziała strzyga i przysunęła się do niego.
- Nie! Nie! Wypuścić mnie!- krzyczałam, ale nikt mnie nie słyszał.
Po chwili oboje się pocałowali. Bez miłości, tylko z pożądaniem. Nie kochali się. W ich sercach nie ma już miłości
- Roza?! Roza! Skarbie, obudź się.- poczułam szarpanie.
Gwałtownie się podniosła, dysząc ciężko. Zaczęłam regulować oddech, dopiero gdy znalazłam się w bezpiecznych ramionach ukochanego.
- Już, ciii.... spokojnie, to był tylko sen.
- On... on był taki pra...prawdziwy. Ty... Lili... ja... to było okropne.- szeptałam przez szloch.
- Wiem, skarbie, ale to nic. Śpij.- głos mu się załamywał.
- Czy... czy tobie też... śniło ci się to samo?- spytałam.
- Nie wiem co ci się śniło.- uśmiechnął się delikatnie, co sprawiło, że i moje kąciki ust poszły do góry.
- Strzygi. Mnóstwo strzyg. Lissa... Lili... A później tylko ty i ja... Dotyk... ja... ty mnie...- szlochałam.
- Tak. Też mi się to śniło.- przytulił mnie mocniej do siebie, pewnie sam szukając ukojenia.- Przepraszam.
Zdziwiona uniosłam głowę.
- Za co?- spytałam.
- Za to w śnie. I gdy byłem strzygą.
Podsunęłam się i pocałowałam go. Na tych miast oddał pocałunek.
- To nie twoja wina.- odpowiedziałam pewnie.- Nic na to nie mogłeś poradzić. Tak musiało być. Ja... chciałabym kiedyś o tym z tobą porozmawiać. O byciu...
- Strzygą?- skończył, bo ja nie mogłam. Przytaknęłam.- Dobrze. Ale to w Ameryce.
Znowu przytaknęłam. Oboje się położyliśmy.
- Roza?- odezwał się, gdy już przysypiałam, wiec odwróciłam się w jego stronę.- Nie róbmy z tego tematu tabu. To było dawne i już jest okey.
- To dobrze.- uśmiechnęłam się i wtuliłam w jego ciepły tors.
Odurzona boskim zapachem, zasnęłam. Dymitr tuż przede mną. Wiem to.

wtorek, 17 stycznia 2017

ROZDZIAŁ 365

- I jak to zrobimy?- spytał Dymitr, drapiąc się po karku.
Podążyłam za nim wzrokiem na pozostałą trójkę w salonie.
- Nie mam serca jej budzić.- westchnęłam, gdy dziewczynka przewróciła się na drugi bok.- Weź Lili na górę, a ja ją tam przebiorę. Ty w tym czasie możesz zacząć robić coś do jedzenia.
- Dobrze.
Jak powiedziałam, tak zrobiliśmy. Gdy mała spała już przebrana, zeszłym na dół po pozostałą dwójkę. W kuchni strażnik już coś robił, ale nie mogłam zobaczyć co.
- Co mój ulubiony kucharz tam pichci?- spytałam zalotnym głosem.
- O Roza!- odwrócił się nerwowo i prawie wepchnął mi do rąk dziecko, chyba nawet nie zauważając, że to jego księżniczka.- Już ci pomagam. W między czasie je nakarmiłem, więc będzie łatwiej je usypiać.
Obrócił mnie i popchnął do wyjścia. Po chwili wyszedł stamtąd z Felixem.
- A co to było Towarzyszu? Co tam chowasz?- spytałam podejrzliwie.
- Niespodzianka.- uśmiechnął się.
Ja tylko pokręciłam z rozbawieniem głową. Rosjanin zostawił synka u nas na łóżku i wrócił do kuchni. Umyłam maluchy, przebrałam w piżamki i próbowałam utulić do snu. Kołysałam ich łóżeczkami i śpiewałam kołysanki w rytm do grającej pozytywki nad nimi. One tylko się śmiały, coraz bardziej rozbawione, ale z satysfakcją zauważyłam, że ziewają i pocierają piąstkami oczka. Po kilku minutach już słodko spały. Przykryłam je szczelnie kocykami i ucałowałam każde w czółko. To takie wspaniałe uczucie mieć dzieci, które się samemu stworzyło, urodziło i teraz można je rozpieszczać. Oczarowana, wpatrywałam się w nie jakiś czas. Zauważyłam, że Nastka marszczy nosek, co wyglądało słodko i jeszcze bardziej otula się kocykiem. Musi być jej zimno. Szybko podeszłam do uchylonego okna i je zamknęłam. Rzucając ostatnie spojrzenie na dzieci, wzięłam seksowną bieliznę, szlafrok i poszłam do łazienki. Szybko się wykąpałam, nasmarowałam balsamem i założyłam na siebie wcześniej wzięte ubrania, jeśli tak to można powiedzieć. Czerwone figi z czarną koronką, od których były poprowadzone sznureczki do takich samych opasek na moich udach. W komplecie był również czarno czerwony stanik z przyczepioną ciemną, prześwitującą zasłoną, opadającą na mój brzuch. Włosy rozczesałam i wysuszyłam dokładnie. Nie lubię zasypiać z mokrą głową. Spryskałam się jeszcze perfumami i wróciłam do pokoju. Poskładane rzeczy z dzisiaj ułożyłam na krześle, popatrzyłam na dzieci i zeszłam na dół. Chciałam zaskoczyć ukochanego, ale jak weszłam stał oparty o blat. Gdy tylko mnie zobaczył, zaczął skanować moje ciało z pożądaniem. Już pewnie się spodziewa, co mam pod tym szlafroczkiem.
- Roza!- nie mógł oderwać ode mnie wzroku.- A jakby ktoś cię zobaczył?
 - Twoje siostry, czy mama?- usiadłam na blacie po drugiej stronie kuchenki.- Bo wątpię, aby miały coś przeciwko temu.
- Nie.- mąż podszedł do mnie i wsunął dłonie pod materiał na mój brzuch.- Bardziej myślałem o Iwanie, Koli i
Konradzie. A te widoki są zarezerwowane dla mnie.
Zadrżałam na jego dotyk.
- Przesadzasz. Myślę, że oni są zajęci czymś innym, co nas też czeka. A co tak cudnie pachnie?- zaciągnęłam się zapachem jakiegoś pieczonego ciasta.
- Chodzi ci o jedzenie,- zmniejszył odległości między nami.- czy te piękne perfumy?
Całkowicie traciłam jasność umysłu. Wstrzymałam oddech, czekając na jego ruch. Bielikow schował twarz w moje włosy, trącając mnie nosem w szyję. Jęknęłam cicho i odchyliłam głowę, gdy zaczął mnie tam całować, lizać i z lekka podgryzać. Pragnęłam go całego, chłonęłam każde, najmniejsze muśnięcie ciepłych palców. Napawałam się, że jest mój i tylko mój. Że to on jest moim szczęściem, każdym porankiem i nocą, że zawsze mogę na niego liczyć, lub sama mu pomóc. Że to on jest ojcem moich dzieci. Opuściłam dłonie, które nie wiem jak i kiedy znalazły się na karku strażnika, aby łatwiej było mu zrzucić mój szlafrok. Jednak przerwało nam burczenie w moim brzuchu. Rosjanin odsunął się z uśmiechem, a ja poczułam, że się rumienię. Na ten widok uśmiechnął się jeszcze szerzej.
- A jednak jedzenie.- skomentował, za co trzepnęłam go w tył głowy.
- Jestem głodna, okey?- założyłam ręce na pierś.
Głodna kobieta, to zła kobieta.
- Spokojnie skarbie,- cmoknął mnie w czoło.- Zaraz będzie jedzenie, a później zaspokoimy nasz głód.
Czemu miałam wrażenie, że chodzi mu o coś innego, niż jedzenie. Zeszłam z blatu i opatuliłam się dość cienkim materiałem. Usiadłam do stołu z dwoma talerzami i szklankami z piciem. Po chwili na środku pojawił się spodek z panującymi parówkami w cieście francuskim i z warzywami. Mmm... Aż mi ślinka pociekła. Nałożyła sobie od razu trzy, podałam je ketchupem i zabrałam się za jedzenie. Dymitr zrobił to samo. Co jakiś czas czułam na sobie jego spojrzenie, ale ignorowałam to uczucie. No co? Mój pusty żołądek otrzymał upragniony posiłek i nic się nie liczy. Ale miło, że jem z samym Bogiem. I to moim. Gdy byłam już pełna, odsunęłam talerz z westchnieniem i oparłam się o oparcie krzesła.
- To było przepyszne.- spojrzałam na ukochanego mam nadzieję, że z miłością i wdzięcznością.- Uwielbiam twoją kuchnię.
- Cieszę się, że ci smakowało.- uśmiechnął się z miłością.
Głowę oparł na rękach z łokciami na stole i patrzył na mnie uważnie, nie przestając się uśmiechać.
- Jestem gdzieś brudna?- spytałam zmartwień, ocierając kąciki ust.
- Nie.- odpowiedział, nie przestając się uśmiechać.
- To czemu się tak mi się przeglądasz?- byłam ciekawa.
- Jesteś na prawdę piękną kobietą.- odparł.
- Dziękuję.- wytrzymałam jego palący wzrok.- To teraz ty idź się wykąp i spotkamy się w sypialni.
- Podoba mi się ten pomysł.- mruknął.
Oboje wstaliśmy w tym samym czasie. Wzięłam resztki i włożyłem do lodówki, a brudne naczynia do zmywarki. Kiedy pochylałam się do urządzenia, ukochany klepnął mnie w tyłek. Wyprostowałam się natychmiast, a on próbował powstrzymać śmiech.
- Towarzyszu, ty sobie uważaj, bo mogę cię nie puścić pod prysznic.- starałam się zabrzmieć groźnie, ale chyba mi się nie udało.
- Roza, to groźba, czy zachęta?- przeszedł mnie przyjemny dreszcz, gdy złapał mnie za biodra.
- Masz szczęście, że ja nie myślę tylko cipką. A teraz marsz do łazienki, bo jak teraz nie pójdziesz, to w ogóle tam nie dotrzesz. A ja ze śmierdziuszkiem spać nie będę.
- Czyżbyś, coś mi insynuowała?- uniósł jedną brew do góry.
- Czemu ja tak.nie umiem?- pomyślałam.
W chwili gdy jego czoło się zmarszczyło, dotarło do mnie, że powiedziałam to na głos. Po chwili przez jego twarz przeszedł cień zrozumienia.
- Przykro mi, ale tego cię nie nauczę.- zaśmiał się.- ale nie zmieniaj tematu.
- Ty też nie. Już mi pod prysznic.- klepnęłam go w pupę i uciekam na górę.

sobota, 14 stycznia 2017

ROZDZIAŁ 364

Na łyżwach byliśmy jeszcze z jakieś dwie godziny i trzeba było wracać. Wszystkie dzieci już spały, więc przynajmniej usypianie mamy z głowy. Dymitr niósł Lili, Kola Zoję Konrad Pawkę, a Sonia Łukę. Ja za to pchałam wózek z naszymi bliźniakami. Po drodze cicho rozmawialiśmy, chodź myślę, że maluchów to nawet pięćdziesiąt trąbiących pociągów by nie obudziło. Przynajmniej naszych. A jak już się przebudzą, to swoim płaczem i krzykiem umiałyby i zmarłego postawić na nogi. One są nie możliwe.
- A myślisz, że z Łuką jest inaczej?- uśmiechnęła się Sonia.- Umie całemu światu ogłosić, że jest głodny.
- Serio?!- zdziwiłam się.-Jak był mniejszy, to muszę przyznać, miał tą parę w płucach, ale teraz go nie słyszę.- zmarszczyłam czoło, myśląc nad tym.
- Bo raz mamusia powiedziała, żeby nie płakał, bo obudzi ciocię i wuję.- wtrąciła najstarsza z sióstr.- Od tamtego czasu, gdy jesteście w Bai, cisza.- ostatnie słowo wyszeptała i podkreśliła poziomym ruchem ręki.
- Masz na niego niezwykły wpływ i jesteś jego wzorem. Ciągle tylko "A ciocia Rose powiedziała to... zrobiła tamto... zgodziła by się ze mną." 
- Kochany aniołek.- pogłaskałam śpiącego zainteresowanego po policzku, a on wtulił się w moją dłoń z leniwym uśmieszkiem.
- Mam być zazdrosny?- aż podskoczyłam, gdy po mojej lewej pojawił się Bielikow.
- Boże, nie strasz mnie tak.- złapałam się za serce, próbując uspokoić jego szybkie bicie.
- Mów mi...- zaczął z uśmiechem, ale weszłam mu w słowo.
- Wiem, jak mam do ciebie mówić i będę tak mówiła, czy ci się to podoba, czy nie.
- Weźcie coś jej powiedzieć.-jęczał do sióstr.- Ciągle mnie idealizuje i nazywa Bogiem.
- Nie dziwię się.- Wiki wzruszyła ramionami.- U nas w szkole każdy tak o tobie mówi.
Mój mąż spojrzał na siostrę z otworzoną buzią.
- Widzisz, Towarzyszu?- uśmiechnęłam się triumfalnie.- Nie da się idealizować ideału. Nawet umiesz mnie zaskoczyć.
- A co? Już moja woda kolońska mnie nie zdradza?- spojrzał na mnie z cwanym uśmieszkiem.
- Po całym dniu trochę jej się ulotniło, a trochę się przyzwyczaiłam.
- Za to twoje perfumy wciąż czuć doskonale.- zaciągał się moim zapachem i cmoknął mnie w jakiś nie zakręty kawałek szyi, na co zadrżałam.- Idealne.
- No właśnie. Nie da się idealizować ideału.- otarłam się o niego, na co zamruczał zadowolony.
- Błagam, poczekajcie aż się znajdziecie w pokoju, zamknięci na cztery spusty.- moja szwagierka wystawiła język z geście obrzydzenia.
- No proszę. I mówi to ktoś, kto chciał nam wpakować do niego w samym środku stosunku.- zaśmiałam się.
- No to ona chciała.- wtrąciła Sonia.- Nam oszczędźcie tych tortur.
- Właśnie.- dodała jej starsza siostra.- Już dość się na oglądałam Dimkę, gdy latał nago po domu z matkami na głowie, krzycząc: "Jestem gaciomen!".- wysunęła rękę zaciśniętą w pięść, a drugą skuliła, udając super bohatera i parodiowała głos mojego ukochanego.
Zaczęliśmy chichotać, a on się zarumienił, szturchając siostrę łokciem.
- Spokojnie Towarzyszu. Dla mnie zawsze będziesz bohaterem. Nawet bez majtek.- uśmiechnęłam się dwu znacznie.
- O matko.- westchnęły dziewczyny.- Jesteś okropna.
- Tak?- strażnik udawał, że ich nie słyszy.- A bez czego jeszcze będę twoim bohaterem?
- Mamo.- zawołała Wiki.- Możemy przyspieszyć? Bo oni zaraz zaczną grę wstępną na środku wioski.
Olena zaczęła chichotać w objęciach Iwana.
- Co w tym złego?- spytał dampir.- Miłość to piękna rzecz, którą trzeba doceniać, bo nie wiadomo, gdy się ją straci.
- Ale myślę, że te kilka minut wytrzymają.- prychnęła Karolina.
- Spokój dzieci.- w końcu głos zabrała Olena.- Już jesteśmy w domu.
Jak na zawołanie, przed nami zaczął wyłaniać się żółty budynek z czatującym bałwanem. Po chwili już staliśmy w korytarzu, rozbierając siebie i dzieci.
- Ale się świetne bawiłam.- westchnęłam.- Szkoda, że ten dzień, już się kończy.
- Spokojnie Roza.- poczułam jak od tyłu oplatają mnie silne ramiona.- Dla nas jeszcze się nie skończył.
Zadrżałam, gdy Rosjanin zaczął całować mnie po szyi. Odchyliłam głowę, aby dać mu więcej miejsca.
- Wy tak na serio?!- obok nas pojawiła się jego najmłodsza siostra.- Pokój macie na górze, a tutaj jeszcze wasze dzieci czekają.
Za sobą ciągnęła Mikołaja. Tuż przed schodami pocałowali się namiętnie i weszli na górę. Poczułam, jak mój mąż się spina i westchnęłam rozbawiona. Po chwili ruszył za nimi z zaciśniętymi pięściami, ale złapałam go za ramię i pociągnęłam. Gdy odwrócił się w moją stronę, posłałam mu znaczące spojrzenie. Westchnął i został, co chwilę lukał na schody. Podeszłam do kanapy, gdzie zostali dołożeni Pawka i Lili. Zoja z Łuką i naszymi dziećmi spali na drugiej. To znaczy oni spali. Bliźniaki siedziały i bawiły się swoimi rączkami.
- Naprawdę?!- westchnęłam.- Nie mogliście spać dłużej?
Oni tylko spojrzeli się na mnie i roześmiali.
- Tak wiem, to bardzo zabawne.- połaskotałam oboje po brzuszku, a oni wyciągnęli rączki.
- Dobrze dzieci.- odezwała się Olena.- Weźcie dzieci na górę, bo wątpię, żebyście byli głodni.
- Ja jestem.- powiedziałam równocześnie z Bielikowem.
Wszyscy popatrzyli na nas zdziwieni, a my sami wymieniliśmy się uśmiechami i złączyliśmy swoje dłonie. Dzieci na ten widok zapiszczały radośnie, klaszcząc w rączki i podskakując w miejscu.
- Ale żeby nie robić problemu,- dodałam, wtulona w pierś ukochanego.- sami zrobimy sobie coś do jedzenia. Bo wy na pewno jesteście zmęczeni.
Po chwili wszyscy się rozeszli i zostaliśmy sami z naszymi dziećmi.