czwartek, 5 stycznia 2017

ROZDZIAŁ 360

- A co z ich ojcem?- ponowił pytanie, a ja poczułam jak Bielikow się spiął.
- To zamknięty rozdział.- Olena zwiesiła głowę i wtuliła się w ukochanego.
Ten zaczął głaskać ją po włosach, mrucząc coś po rosyjsku. Po prostu Dymitr jak malowany.
- On nawet nie zasługuje na miano ojca.- warknął mój mąż.- Pojawiał się tu co roku i tylko bił mamę lub ją wykorzystać.
- Teraz uwziął się na Dimke i Rose.- dodała Wiki.- I groził im, że zrobi nam krzywdę.
- Rozumiem, że to dla tego tu jestem.- rzucił ze śmiechem Iwan, ale nie patrzył na nas.
Był zapatrzony w oczy ukochanej.
- To tak przy okazji, ale już to planowaliśmy od listopada. To wtedy się o wszystkim dowiedzieliśmy.- sprostowałam.
On jednak już nie słuchał, zajęty ustami mojej teściowej. Wszyscy uśmiechnęliśmy się szeroko, oprócz dzieci zajętych zabawkami. Po chwili para się od siebie odsunęła. Iwan przytulił ukochaną i głaskał ją po włosach.
- Ale z tym już dosyć. Teraz będę z wami. Już zawsze.- obiecał.
- Eghem...- naszą uwagę zwrócił Konrad.- Jeśli mówimy o rodzinie, to chciałbym coś powiedzieć. Kochanie.- spojrzał na Karolinę.- Jesteśmy ze sobą już wystarczająco dużo czasu. Kocham cię jak nikogo innego. Jesteś dla mnie najważniejsza, a Zoję i Pawkę traktuję jak własne dzieci. I chcę móc je tak nazywać, a ciebie swoją żonę. Ale to zależy od ciebie najdroższa.- ukląkł przed nią na jedno kolano, wyjmując małe, czerwone pudełeczko.- Karolino Emauelo Bielikow, czy uczynić mnie najszczęśliwszym mężczyzną mężczyzną na świecie i wyjdziesz za mnie?
Podczas jego przemowy, szturchnęłam męża, który podał mi aparat. Rozumieliśmy się bez słów. W tej chwili zaczęłam zrobić im zdjęcia. Cała serię.
- TAK!!- Karolina rzuciła mu się w ramiona.
On założył jej pierścionek i spojrzał w górę. My też to zrobiliśmy. Jemioła. Gdy wróciłam wzrokiem do narzeczeństwa, ci już byli zajęci sobą.
Po kolacji usiedliśmy w salonie. Nasze skarby już odpadły i słodko drzemały u Wiki i Oleny. Wszystkie wtuliłyśmy się w swoich partnerów.
- Sonia, tobie też załatwić chłopaka.- spytałam, a wszyscy się zaśmiali.
Nie mam pojęcia z czego, bo mówiłam to całkiem na serio. Po chwili się uspokoili, a ja ciągle patrzyłam wyczerpująco na kobietę.
- A! Ty tak na serio?- zdziwiła się.- Nie. Nie trzeba.
- Bo jak chcesz to mogę ci załatwić jakiegoś dampira lub moroja.
- Już spotkałam dwóch morojów, którzy powinni mnie kochać.- posmutniała.
- Nic na siłę, ale nie mierzy wszystkich tą samą miarą.
Przez kolejne godziny gadaliśmy o różnych bzdetach. Każdy z nas wspominał wydarzenia za czasów szkoły.
- Pamiętam, jak raz trafiłam do kliniki w akademii i Dymitr mnie odwiedził. Zaczął bawić się moimi włosami, po prostu wpadł w jakiś trans. A gdy się ocknął, zawstydził się jak mały chłopczyk, przyłapany na zabieraniu cukierków.- wszyscy zaczęli się śmiać, oprócz samego zainteresowanego.
- Lubię twoje włosy.- mruknął w moją szyję tak, żeby wszyscy usłyszeli.
- Lubisz?! Ty masz na ich punkcie obsesję.- powiedziałam, próbując nie wybuchnąć śmiechem.
- A to źle?- spytał.
- Nie. Lubię jak głaszczesz mnie po nich.
- Dobra dzieciaki. Czas spać. Jutro czeka nas dzień zabawy.- skończyła imprezę Olena.- A! Rose mogę cię prosić na słówko?
- Jasne.- odpowiedziałam niepewnie.
- To ja zabiorę naszą śpiącą królewnę. Chodź do tatusia.- mój mąż podniósł Nastkę, która się przebudziła i ze skwaszoną minką przecierała zasypane oczka.- No już. Zaraz się wykąpiemy, przebierzemy pieluszkę i tatuś poczyta na dobranoc.- pocałował ją w policzek i poszedł z nią na górę, a ja odprowadziłam ich wzrokiem.
- Jest dobrym ojcem.- zauważyła Wiki, stając obok mnie i też patrząc na odchodzących.
- Jest wspaniałym ojcem.- westchnęłam.
- To ja pójdę za nim, bo chyba zapomniał, że ma syna.- zaśmiała się.
Odwróciłam się do Felixa, siedzącego z ponurą miną u niej na rękach.
- Spokojnie. Tatuś o tobie nie zapomniał.- złapałam go za rączkę i zaczęłam nią machać.- Nigdy o tobie nie zapomni, bo bardzo Cię kocha. Tak jak mamusia.
Pocałowałam go w brzuszek i poszłam do kuchni. Tam już krzątała się Olena, sprzątające jedzenie. Pomogłam jej zbierać wszystko do lodówki.
- Zostanie tego na co najmniej miesiąc.- przerwałam ciszę.
- Patrząc na wasz apetyt i ilość osób, zniknie szybciej niż myślisz. Rose.- spojrzała na mnie.- Dziękuję. Za to co zrobiliście. Ja... nie wiem, co powiedzieć. Nie sądziłam, że jeszcze kiedyś go spotkam, a tym bardziej, że mamy szansę być ze sobą.
Zanim zdążyłam cokolwiek zrobić, zamknęła mnie w silnym uścisku.
- Nie ma za co mamo. Zasługujesz na to. Oboje na siebie zasługujecie.
- Jeszcze raz dziękuję. Ale jak wam się to udało?
- Wiesz, że jestem córeczką Abe'a Mazura.- uśmiechnęłyśmy się do siebie.- Dziewczyny wyciągnęły jego imię od Marka, a resztę załatwił mój ojciec.
- No tak. To teraz wracaj do mojego syna, bo się za tobą za bardzo stęskni. Widziałam jak na ciebie patrzył.
- Jak?- nie rozumiałam o co jej chodzi.
- Ładna sukienka.- zmieniła temat.
A może jednak nie. Szybko pojęłam o co jej chodzi.
- Dzięki.- powiedziałam z uśmiechem.- Myślisz, że Dymitr też tak uważa?
- Zdecydowanie.- zaśmiałyśmy się.
- Dobra, to do niego lecę. Dzisiaj się dużo wydarzyło i jestem trochę zmęczona. Dobranoc.- wyszłam.
- Dobranoc. I nie pogardzę wnukami.- usłyszałam jeszcze.
Gdy weszłam do pokoju, mój ukochany leżał już umyty w samych bokserkach na kołdrze i czytał western.
- Nie poczekałeś na mnie.- zrobiłam smutną minkę.- A tak bardzo chciałam zetrzeć z ciebie ten garniak.
Roześmiał się na moje słowa i podszedł do mnie, odkładając książkę i położył dłonie na mojej tali.
- Za to ja z przyjemnością zedrę z ciebie tą kieckę.- mruknął mi do ucha.
- No to na co czekasz tygrysie.- położyłam mu ręce na piersi.
Połączył nasze usta w gorącym pocałunku, a pół minuty później leżał w samej bieliźnie pod nim. Jednak zamiast pozbyć się również jej, rozgrzewał mnie jeszcze bardziej, chodź nie było mi to potrzebne.
- Nie baw się mną, tylko...- ledwo wydyszałam, gdy ustami musnął mój czuły punkt za uchem.
- Lubię cię taką niecierpliwą.- wyznał z urywanym oddechem.
- Miło.- jednym ruchem go przerzuciłam i znalazłam się nad nim.
Zdziwił się, ale mnie nie powstrzymał. Szybko zajęłam z siebie biżuterię i stanik. Oczy mu się powiększyły w pożądaniu, gdy wyciągnął dłoń do mojej talii. Objął mnie i przyciągnął do siebie, całując gorąco. Przez pocałunek zajęłam mu bokserki, a on moje majtki. O nie, nie, nie kolego. Teraz moja kolej. Zaczęłam się o niego ocierać. Za każdym razem jęczał, przymykając oczy.
- Roza...- poganiał mnie.
Nie ma tak łatwo. Zsunęłam się i wzięłam jego przyjaciela do buzi. Bawiłam się nim, póki nie poczułam, że jest blisko. Wtedy odsunęłam się i podniosłam na wysokość twarzy Rosjanina.
- Dobrze się bawiłaś?- spytał, przewracając nas.
Niestety łóżko się skończyło i wylądowaliśmy na miękkim dywanie.
- Bardzo.- uśmiechnęłam się triumfalnie, ale po chwili spoważniałam.- Ze mną się nie zadziera.
- Ze mną też.- nie podobał mi się jego uśmiech.
- O fuck.- sapnęłam z zaskoczenia, gdy Bielikow wszedł we mnie bez ostrzeżenia.

środa, 4 stycznia 2017

ROZDZIAŁ 359

- Iwniś.- w jej oczach pojawił się błysk i łzy.
- Tak. To ja najdroższa.- podszedł do Oleny, lecz ta się odsunęła.
- Po co tu przyjechałeś?- spytała łamiącym się głosem.- Już raz moje serce złapałeś.
- Prosić cię o wybaczenie.- padł przed nią na kolana.- To wszystko było inaczej niż myślisz, nigdy bym cię nie zostawił. Kochałem cię całym sercem. Kocham Cię nadal.
- Wtedy mówiłeś co innego.- nie ustępowała.
- Ona mnie szantażowała. Chciałem być z tobą do końca życia, ale Olga miała kompromitujące zdjęcia.
- Bałeś się o swoją karierę?- prychnęła.
- Nie. Ratowałem twój honor i dobre imię.- w jego tomie nie było grama złości.
Im dłużej się im przyglądałam, tym bardziej widziałam podobieństwo Iwana do Dymitra. Olena wychowała sobie kopię swojej miłości. Zawsze miała go przy sobie i pewnie ból był mniejszy. Niesamowite. Zastanawia mnie, czy jakby mój ukochany mnie zostawił wtedy w ferie i miałabym dziecko z kimś innym, czy byłoby drugim Bielikowem. No jeśli miałabym dziecko, w co wątpię. Zanim urodziły się bliźniaki, nie wierzyłam, że mogłabym być dobrą matką. Dopiero Rosjanin mnie przekonał. Z zamyślenia wyrwało mnie ramię samego zainteresowanego, obejmujące mnie i przyciskające do siebie. Automatycznie oddałam uścisk, rozglądając się dookoła. Dziewczyny tuliły swoich chłopaków, a Sonia syna. Nasze dzieci siedziały koło nas. Teraz jak zaczęły chodzić to będzie z nimi zamieszania. Zaciekawiło mnie, co wszystkich wprawiło w taki nastrój. Ale zrozumiałam to, gdy spojrzałam w stronę drzwi. Olena i Iwan mocno się przytulali, a ona płakała w jego ramię.
- Co jest Roza?- spytał z uśmiechem mój mąż.
- Nic. Zamyśliłam się i chyba coś mnie ominęło.- zachichotałam.
- Co ty od wczoraj taka zamyślona?
- Klimat świąt.- uśmiechnęłam się.
- A powiesz mi, o czym tak myślisz, pingwinku?- spytał z niewinnym uśmiechem.
- Możesz przestać mnie tak nazywać?
- Ciekawe, wiesz, że niecałe dwa lata temu spytałem cię o to samo. I do dzisiaj nazywasz mnie Towarzyszem, co widać na załączonym obrazku.- wskazał za swój nowy sweterek.
- Ładnie ci w nim i teraz możesz teraz wychodzić po bagaże bez prochowca.
- Och Roza. Co ja z tobą mam, Skarbie?
- Pełno miłości.- uśmiechnęłam się do niego najszerzej jak umiałam.
Zaśmiał się i przyciągnął mnie do siebie, aby połączyć nasze usta w słodkim i namiętnym pocałunku. Oderwaliśmy się od siebie, głośno dysząc.
- Ale nie myśl, że to wszystko załatwi.- doszedł do nas głos Oleny.
- Zrobię wszystko, abyś była znów moja. Już na zawsze.- powiedział patrząc im w oczy.
- Ktio tio jeśt?- spytał Łuka, pokazując na gościa.
Mężczyzna spojrzał na chłopca i podszedł do niego.
- Hej, młody. Jak się nazywasz?
- Jeśtem Luka Belikow. Cio chciesz od mojej babci?- spytał.
- Staram się, żeby zostać twoim dziadkiem.- powiedział z uśmiechem, a Olena się zarumieniła.
- Ale co my tu tak stoimy. Chodźmy do stołu.- zawołała, próbując ukryć... sama nie wiem co czuła. Wstyd? Zażenowanie?
Ale widziałam w niej szczęście i miłość. Szybko się pogodzą. Wszyscy wróciliśmy do stołu.
- Ale tu pięknie. I jak pachnie.- Iwan był zachwycony.
- Dziękuję.- powiedziała Olena.
Wydawało mi się, jakbym widziała całkiem inną osobę. Oboje zachowywali się jak dwoje nastolatków. To było urocze. Ja z Rosjaninem często tak mieliśmy.
- To powiedz, czym się interesujesz?- zaczęła Karolina w stronę gościa.
- Po za służbą?- zamyślił się.- Lubię czytać Horrory i oglądać filmy science-fiction. I czasami gram na gitarze.
- Umiesz grać?- oczy Bielikówn rozszerzyły się w zachwycie.
Sonia szturchnęła Wiki, a ta się zerwała i poleciała na górę. Zdziwiona powiodłam za nią wzrokiem, ale moją uwagę zwróciła Olena.
- O tak. Pamiętam jak zagrałeś mi serenadę na randce, po czym poprosiłeś mnie o chodzenie.- rozmarzyła się.
- Pamiętasz?!- jego oczy zabłysły.- Wtedy dopiero zaczynałem.
- Jak mogłabym nie pamiętać. Byłeś moją pierwszą i jedyną miłością.- spuściła wzrok, zarumieniona.
- A wasz ojciec?- powiódł zdziwione spojrzenie po jej dzieciach.
Dymitr już chciał odpowiedzieć, ale zanim nawet otworzył usta, na dole pojawiła się jego najmłodsza siostra z gitarą.
- Zagrasz nam coś?- spytała, dając mu instrument.
Mężczyzna odsunął się trochę od stołu i wziął go od dziewczyny, jak najcenniejszy kryształ, który w każdej chwili może się rozpaść. Patrzył na sprzęt z uwielbieniem. Delikatnie przejechał palcami po strunach, wydobywając z nich cichy dźwięk. Nastroił gitarę i zaczął grać. Robił to pięknie. Przymknął oczy, dając się pochłonąć zajęciu, z wielką pasją i zaangażowaniem. Widać było, ale kocha to co robi. Wszystkie patrzyłyśmy na niego oczarowane, a mężczyźni ze zdziwienia otworzyli buzie. Nawet dzieci się przy nim zebrały, słuchając pięknej melodii. Nagle Wiktorię olśniło i zaczęła śpiewać coś po rosyjsku. Reszta jej sióstr nieśmiało dołączyła do niej. Najbardziej gwiazdorzyła Zoja. Musi to być jakaś piosenka wszystkich Rosjan od kołyski. Widać, że Łuka nie do końca znał tekst, ale się starał. Po chwili dołączyli do nich chłopcy, ale mój ukochany tylko słuchał. Po chwili wstał i mnie pociągnął na środek salonu i zaczęliśmy tańczyć. Konrad i Kola poszli za jego przykładem z dziewczynami. Nawet Pawka wyciągnął Lili. Jego siostra złapała za rączki Felixa zaczęła z nim kręcić się w kółko, a Łuka zrobił to samo z Nastką, co bardzo cieszyło nasze dzieci. Nasze maluchy lekko chwiały się na nóżkach i cała czwórka się wywróciła ze śmiechem. Następnie Pawka zmienił starszego kuzyna, a Lili siostrę dotychczasowego partnera. Im łatwiej było utrzymać szkraby, bo byli więksi od nich więcej niż o głowę. W końcu Iwan przestał grać, a nasi partnerzy ukłonili nam się elegancko. Dzieci jęknęły zasmucone.
- Dajcie odpocząć naszemu gościowi.- powiedziałam ze śmiechem.
Zaczęliśmy klaskać. Dampir wstał i się ukłonił.
- Pięknie. Jestem pod wielkim wrażeniem.- uśmiechnęła się Olena, ocierając łzy.
- Dziękuję Oleńka.- odłożył gitarę i podszedł do niej.- Przepraszam, za wszystko, co się stało. Jestem beznadziejnym idiotą. Powinienem inaczej to załatwić, a nie zostawiać taki skarb.- smutny, spuścił wzrok.
- Byłeś młody. Wszyscy byliśmy. Ale wszystko ma jakiś cel. Gdyby nie nasze rozstanie, nie miałabym takiej wspaniałej rodziny. A teraz możemy wszyscy być jedną wielką rodziną. Poznasz jeszcze rodziców Rose, to będzie tak, jak zawsze powinno być.- uśmiechała się promiennie.
- A co z ich ojcem?- ponowił pytanie, a ja poczułam jak Bielikow się spiął.

poniedziałek, 2 stycznia 2017

ROZDZIAŁ 358

Od rana mieliśmy ręce pełne roboty Olena, Karolina i Sonia pracowały w kuchni, Dymitr, Konrad i Mikołaj ustawili choinkę i teraz pilnowali najmłodszych dzieci, a ja, Wiki, dzieci i nasi mężczyźni, ozdabialiśmy dom i drzewko. Felix i Nastka nam "pomagały". Chyba bombki, łańcuchy i wieńce były ciekawsze od innych zabawek. Bianka też zaciekawiona wsadzała wszędzie swój nos. Nawet kucała już przy choince, żeby nasikać, ale mój mąż na nią nakrzyczał i wyrzucił na dwór. Pół godziny drapała w drzwi skomląc, dopóki nie wypuściłam ją, gdy strażnik nie patrzył. Z Lili chciałyśmy to zrobić od razu, ale on był nie ugięty. Kiedy tylko drzwi się otworzyły, suczka pobiegła do pana i położyła mu się pod nogami z miną zabitego psa. Rosjanin westchnął tylko i podrapał ją za uchem, na co ona zaczęła merdać ogonem i go wylizała na wszystkie strony. Wyglądali uroczo. O 19 wszystko było gotowe, a my przebrani siedzieliśmy przy stole. Ja ubrałam tą sukienkę z randki, mój ukochany pięknie się prezentował w czarnym garniturze. Kola miał taki sam, a Konrad założył czerwoną koszulę, pod to niebieską koszulkę i bordowy krawat w ciemno fioletowe groszki. Olena przebrała się w czarną, długą spódnicę i błękitną bluzkę, Wiki w pudrową sukienkę, Sonia w białą, z zielonym obramowaniem na dekolcie i rękawach, a Karolina w czerwoną ze złotymi wzorami i ozdobami. Nasze szkraby też nie odstawały wyglądem. Nastka miała różową sukieneczkę z białymi rajstopkami, Zoja ciemno zieloną i kokardkę we włosach. Lili błyszczała z liliowej sukience z rękawkami 3/4 i wstążkami z nich zwisającymi. Pawka upodobnił się do ojczyma, a Łuka z Felixen do mojego ukochanego. Najstarsza obecna przy stole, wstała z opłatkiem.
- Bardzo się cieszę, że te święta spędzamy w tak licznym gronie i że to u nas najmłodsi członkowie rodziny poznają tak piękne święto, jak boże narodzenie. Przez ostatni rok wiele się wydarzyło. Były dni radości i smutku. Chciała bym wam dzieci życzyć szczęścia, zdrowia w nadchodzącym roku, radości i wiele miłości.
Zaczęliśmy między sobą chodzić i dzielić się opłatkiem. Felixa i Nastkę mało to interesowało, oprócz tego, że ten wafelek jest dobry i każdemu odłamywały ponad połowę, jeśli nie zabierały całego. Mieliśmy z nich niezły ubaw, gdy chłopiec złapał tatę za muszkę i go przyciągnął. Ten pozwolił sobie ją ściągnąć i po chwili wylądowała w buzi małego. Na domiar złego, siostra była zazdrosna i zaczęłam mu go zabierać. Kłóciły się, póki Pawka nie oddał kuzynce swojej muszki. Tym samym zapracował sobie na uścisk od Lili i zrobił się cały czerwony. Po składaniu życzeń usiedliśmy do kolacji. Były najróżniejsze potrawy, tak różniące się od Amerykańskich. Pierogi, barszcz czerwony z uszkami, sałatki, bigos, śledzie w śmietanie i oczywiście ciasta.
- Mamo, możemy już otworzyć prezenty?- spytał Pawka, błagalnie.
- No dobrze.- zgodziła się Karolina.
Wszystkie dzieci szczęśliwe odbiegły od stołu, a my postawiliśmy na podłodze nasze skarby. Jak rok temu jej syn i moja siostra czytali adresatów, a Łuka i Zoja je zanosiły. Pierwszy prezenty dostała karolina i były to od dziewczyn zestaw drogich kosmetyków, od nas karnet do spa, a od chłopaka torebkę z jedną różą. Trochę się rozczarowałam, ale jeśli ona też, to tego nie okazała. Następny prezent był dla Bianki. Tylko słysząc swoje imię pobiegła i zaczęłam obwąchiwać chłopca. Chwilę go polizała i zajęła się prezentami. Dostała od nas kość, a od reszty przysmaki dla psów.
- Będzie czym ją trenować.- zaśmiał się mój ukochany.
- A czego byś jej jeszcze nauczył.- zdziwiłam się.- Ona zrobi wszystko co powiesz.
Wtedy Lili zawołała Nastkę, a Pawka Felixa. Oboje poczworakowały po prezenty, ale gdy zobaczył, że biorą je Zoja i Łuka... wstały! Na własnych nogach! Wszyscy patrzyli na nie zaskoczeni, jak biegły do młodych Bielików. Oprócz nich samych. Ja i Dymitr poderwaliśmy się i podnieśliśmy nasze utalentowane skarby z podłogi, kręcąc się z nimi dookoła, a wszyscy zaczęliśmy im gratulować i chwalić. Byłam strasznie dumna. I patrząc na męża, wiedziałam, że on też.
- Brawo! To niesamowite! Kochane wy nasze skarby!- przekrzykiwali się, a suczka biegała dookoła, szczekając.
- Ale o co chodzi?- spytali zdezorientowani Zoja i Łuka.
- Bo nasze dzieci zrobiły pierwsze kroki. To niezwykłe osiągnięcie, tak jak pierwsze słowo.- wytłumaczyłam odstawiając córeczkę.
- I musi być udokumentowane.- zarządziła Olena z aparatem.- Uśmiech.
Stanęliśmy w grupie, tak, że każdy był widoczny, a nasze maleństwa stały rozglądając się lekko zdezorientowane. Aparat cyknął i wróciliśmy do prezentów. Maluchy za przykładem babci rozdarły papier ozdobny. Ona dostała nowy zestaw garnków od nas i zestaw filiżanek od córek. Za to każde z dzieci miało mnóstwo zabawek. Soni daliśmy książkę z różnymi ćwiczeniami sportowymi i mały zestaw do ich wykonywania, typu małe ciężarki. Wiki dostała od nas kosmetyki, a od kobiet jakąś wymarzoną książkę. My z mężem tym razem zdecydowaliśmy, że kupimy sobie skromne prezenty, ale żadne z nas się nie spodziewał, co z tego wyniknie. Dymitr dostał ode mnie czerwony sweter w renifery z napisem: "Ten Towarzysz jest już szeryfem w moim sercu.", a ja od niego dostałam... taki sam głoszący: "Moja Róża, mimo, że zerwana, wciąż jest piękna" zaczęliśmy się śmiać. Od dziewczyn dostałam kartę podarunkową w, jak powiedział mi strażnik, najlepszym sklepie w Rosji. On za to dostał też książkę. Nagle po domu rozniósł się dźwięk dzwonka do drzwi. Olena zdziwiona poszła otworzyć, a my za nią z uśmiechami na ustach. Wszyscy byli wtajemniczeni. Otworzyła drzwi, a za nimi stał mężczyzna w długim płaszczu i zaśnieżonym kapeluszu.
- W czymś mogę pomóc?- spytała niepewnie.
- A znajdzie się miejsce dla wędrownego?- spytał gość, ściągając nakrycie głowy.
- Oczywiście. Proszę.- wypuściła go.
Poszło łatwiej niż podejrzewałam.
- Jaka ładna rodzina. Zawsze wiedziałem, że byłabyś dobrą matką.- westchnął mężczyzna.
- Czy my się znamy?- kobieta była w lekki szoku.
- Nawet nie wiesz jak dobrze Oleńka.- odwrócił się w jej stronę i tylko ona mogła zobaczyć jak na nią spojrzał.
- Iwuś.- w jej oczach pojawił się błysk i łzy.

niedziela, 1 stycznia 2017

ROZDZIAŁ 357

Daję wam go razem z życzeniami dopiero teraz, bo wczoraj miałam zamieszanie i brak internetu. Życzę wam szczęśliwego Nowego Roku i spełnienia postanowień. Pochwalicie się nimi?
___________________________________________________________
W końcu nadszedł dzień naszego wyjazdu do Bai. Wcześniej dałam Lissie prezenty tak jak zaplanowałam. Dla Lissy i Christiana kupioną w Rosji figurkę jednej z tych majestatycznych budowli, którymi zachwycałam się w Moskwie. Dla Rosalie jakieś zabawki. Mii kupimy jakieś ubranka dla dzieci. No i dla Masona.... coś ciekawego. Chciałabym zobaczyć jego minę, gdy to otworzy.
- Roooozzzaaa.- przed sobą zobaczyłam rękę męża.
- Przepraszam. Zamyśliłam się.- z jego pomocą wyszłam z auta i poszliśmy do drzwi
Zaczęłam się rozglądać do około. Byliśmy pod domem Bielikowów. Lili i Bianka biegły przed nami przez śnieg. Sporo go napadało. Uświadomiłam sobie, że po raz pierwszy jestem w Rosji podczas zimy. Strażnik trzymał wózek z naszymi skarbami, opatulonymi w ciepłe identyczne, niebieskie kurteczki z białymi, puchatymi futerkami przy kapturze. Do tego kupiliśmy im białe kompleciki, składające się z szalika, czapeczki i rękawiczek z jednym palcem, połączonych sznureczkiem. Ja miałam na sobie ciepłą, ciemno brązową, prawie czarną kurtkę z beżowym futerkiem i paskiem ze złotą klamrą. Na ręce założyłam rękawiczki z tworzywa skóropodobnego, a na nogach miałam ciemne kozaki do połowy łydki. Do tego czarna czapka. Dymitr oczywiście miał swój kochany prochowiec. Aż musiałam go zmusić, żeby założył chociaż sweter i czapkę. Uparty jest cholernie, ale się zgodził. Lili za to miała piękna różową kurteczkę z pudrowym futerkiem, takie same rękawiczki i szalik oraz różowe buty. Bianka wesoło turlała się w białym puchu. Jak pierwszy raz zobaczyła śnieg była całkiem zdezorientowana. Skakała po zapach i wystawiała z nich głowę zdezorientowana. Próbowała go łapać zębami, ale ten od razu rozpuszczał się jej w pysku. To było bardzo urocze i zabawne. A nasze dzieci? Ciekawska Nastka chciała szczegółowo zbadać zjawisko na dworze i gdyby tata ją nie trzymał. Pewnie odśnieżyłaby nam cały ogród swoim zwyczajem "co do rączki, to do buzi." Ale daliśmy jej tylko trochę po nim pochodzić. Felix był mniej ufny, ale gdy zobaczył nastawienie siostry, poszedł w jej ślady i mieliśmy podwójny pokój. Lili za to od razu wzięła się za lepienie bałwana, a ja, kiedy nasze skarby były bezpieczne zachęciłam ukochanego do zrobienia aniołka w śniegu.
- Coś jest dzisiaj strasznie zamyślona.- do rzeczywistości przywołał mnie jego śmiech.
W otworzonych drzwiach stała już Olena, trzymając w silnym uścisku syna.
- Przepraszam.- powtórzyła, gdy wpuściła nas do środka.- Klimat świat na Syberii.
- I co myślisz, skarbie?- spytał mój Rosjanin.
- Syberia pełną parą.- poklepałam go w ramię i wyminęłam, wchodząc do salonu.- Kto się stęsknił za ciocią?
- Ciocia Rose!!
W moje rozpostarte ramiona wpadła dwójką roześmianych dzieci. No bo Pawka już witał się z wujem i Lili. Młodzi pociągnęli mnie do kanapy i kazali usiąść.
- A gdze wiasie dzeci?- spytał Łuka, siadając mi na kolanach, po tym jak przywitały mnie dziewczyny.
- Są z wujem.- oznajmiłam.
W tym momencie do pokoju wszedł sam zainteresowany i dwójka bobasków. Jeden, oczywiście księżniczka, u taty i drugi u babci.
- Mi!- blondynek wyciągnął rączki i po chwili na moich kolanach siedziała dwójką dzieci.
Chłopiec uważnie przyglądał się siostrzenicy, więc nie zauważył, kiedy obok usiadł mój mąż i objął mnie ramieniem. Nasza córeczka uśmiechała się szeroko i śmiała, gdy on dotykał jej małych rączek i nóżek. To było urocze. Mały swoim zwyczajem, zaczął ciągnąć mnie za włosy i Nastka to pochwyciła.
- Była jakaś mnejsa.- zauważył, zaciekawiony dampir.
- Bo rośnie. Tak jak każdy.- wytłumaczył strażnik.
Połaskotał brunetkę pod brodą, a ona wtuliła małą główkę w jego wielką, ciepłą dłoń. Sama chciałabym tak zrobić, ale tylko wtuliłam się w jego ramię. Automatycznie objął mnie i ucałował w skroń.
- Oooo... uroczo razem wyglądacie.- zachwycała się Sonia.
- Myślę, że słodko byście wyglądali z jeszcze jednym dzieckiem.
Zoja podłapała tej temat i wskoczyła Rosjaninowi na kolana. Wiki sięgnęła po aparat i już chciała zrobić nam zdjęcie, ale ją powstrzymałam.
- Jak zrobić rodzinne zdjęcia, to całą rodziną.- powiedziałam.
- To najpierw wam, najlepiej jeszcze z Felixem, Pawką i Lili.- rzuciła Karolina.
Dzieci szybko do nas dołączyły i zrobiliśmy pierwsze zdjęcie. Następnie mój ukochany wstał i wziął od siostry aparat. Postawił go na półce, a nam kazał się ustawić. Włączył samowyzwalacz i dołączył szybko do nas. Aparat cyknął w chwili, gdy strażnik pocałował mnie w policzek, a ja uśmiechnęłam się błogo.
- Idealna rodzina.- szepnęłam.
- Nasza rodzina.- Dymitr ucisnął moje ramię, przyciskając mnie bliżej siebie.
Popatrzyłam na niego z miłością. Ale miałam wrażenie, że miłość i szczęście w jego oczach mnie pochłania. Tonęłam w jego ciemnych oczach, które błyszczały jak najcenniejsze kamienie. Powoli nasze usta zbliżały się do siebie, aby w końcu złączyć się w słodkim pocałunku.
- Blee...- odezwały się na raz Łuka i Zoja.
- Przestańcie obrzydzać nam dzieci.- oburzyła się Karolina.
- Nie chcę wam dzieci przeszkadzać, ale na pewno oni chcą odpocząć po podróży.- zawołała Olena z kuchni. Kiedy ona w ogóle się tam wzięła?- Weźcie swoje walizki i idźcie na górę. W sam raz za pół godziny będzie obiad, a raczej obiadokolacja.
Posłusznie ja wzięłam dzieci i skierowałam się na schody, a Dymitr poszedł do samochodu po walizki. Lili i Bianka już zostały przygarnięte przez Pawkę do jego pokoju.
- Dimka!- usłyszałam krzyk pani domu.- Ubierz się!
- To tylko dwa kroki. To jest więcej opatulania się, niż ma to sensu.- odpowiedział i trzasnęły drzwi.
Pokręciłam głową z rezygnacją. Weszłam do naszego pokoju i nosidełko położyłam na łóżku. Okno było lekko uchylone, pewnie po to, aby pokój się przewietrzył. Zamknęłam je szybko, żeby dzieci nie zmarzły i odkręciłam ogrzewanie. Z niedowierzaniem patrzyłam na mojego męża, wyciągającego nasze walizki w samej koszulce z krótkim rękawem.
- Ten wasz tatuś jest całkiem nieodpowiedzialny.- usiadłam koło dzieci i wyciągnęłam je z nosidełka.- Mógł chociaż prochowiec założyć. A tak się rozchoruje i kto będzie pracować? Mamusia!
Trochę przesadziłam. Jako dampiry mamy silną odporność i nie tak łatwo nam się rozchorował. Ale i tak mógłby dawać lepszy przykład dzieciom. Złapałam Nastkę, która niebezpiecznie czworakowała do krawędzi łóżka. Oboje położyłam na poduszkach, a sama zajęłam swoją połowę. Oboje uważnie patrzyli na moje ręce, gdy dotykałam nimi ich kończyn.
- Ale wtedy to on będzie z wami siedział, jak mamusia lub gdy się upił. Picie alkoholu też nie jest dobre. Nikt nie powinien pić tego świństwa.
- I kto to mówi?- po drugiej stronie łóżka pojawił się sam zainteresowany.- A przypomnieć ci naszą randkę miesiąc temu.
- Oj to było pierwszy raz po tym, jak przez rok nie tknęłam ani kieliszka. Wiesz, że mogłam tylko przez pierwsze dwa miesiące.
- No dobrze, to ci wybaczam. Kocham Cię Roza.- pocałował mnie w nos, na co dzieci wydały dźwięk oburzenia.- Was też zazdrośni. Tata kocha całą swoją rodzinę.
- Abe'a też?- spytałam unosząc brew.
- Nie, jego nie.- wzdrygnął się, a ja wybuchłam śmiechem.

piątek, 30 grudnia 2016

ROZDZIAŁ 356

Dni mijały szybko, ale Dymitr robił wszystko, aby nie były monotonne. Często wymyślał albo jak pozbyć się dzieci na całą noc, albo coś dla całej rodziny. Gdy ojciec oddawał nam nasze dzieci, dowiedzieliśmy się czegoś o pierwszym chłopaku Oleny.

- Jest strażnikiem w Akademii św. Baltazara.- zaczął staruszek.- Miał w życiu dwie kobiety. Pierwszej nie udało nam się zidentyfikować, a druga to jego przyjaciółka Olga. Znali się z dzieciństwa. Dwadzieścia lat temu chodził na dziwki, ale nigdy nie wchodził do pokoju z tą samą. Jakby chciał wypróbować wszystkie. Po przejściu wszystkich agencji i ulicznych pań do towarzystwa w większych miastach Syberii, przestał i oddał się służbie w szkole. Później nie miał żadnych kobiet, ani nie uprawiał sexu. Planowana przyszłość: służba. Wszystko o co prosiłaś. Numer buta też ci podać?- spytał drwiąco.
Obok leżała rozpiska uczniów, harmonogram dnia, dieta i cale drzewo genealogiczne ze szczegółową rozpiską każdego członka jego rodziny.
- Nie podoba mi się, zwłaszcza te chodzenie na dziwki.- mój ukochany zacisnął dłonie.
- A mnie interesuje, czemu to robił.- zastanowiłam się.- Wątpię, że dla przyjemności, bo by chyba nie przestał, tylko dlatego, że skończyły mu się miejsca. Ale nie mogę tego rozgryźć.

Tak to mniej więcej wyglądało. I teraz szliśmy na spotkanie z nim w barze dzień drogi od nas. Nie narzekam, bo on musiał przelecieć pół świata. Ja kierowałam, bo mój ukochany był z lekka podenerwowany. Miałam na sobie elegancką, czerwoną sukienkę. Nie planowałam ją ubierać, ale Dymitr uznał, że ładnie mi w niej, więc się zgodziłam. Pozwoliłam mu się zdrzemnąć, ale czas wstawać.
- Towarzyszu.- dotknęłam jego nogi i lekko w nią poklepałam.
Oczywiście spał czujnie i szybko się obudził.
- Co... co się dzieje?- rozglądał się dookoła.
- Zaraz będziemy na miejscu, więc się jakoś ogarnij.- powiadomiłam.
Ukochany wyciągnął ze schowka grzebień, rozpuścić włosy i je rozczesał.
- Musisz je wiązać?- spytałam z żalem.
- Tak mi wygodniej.
- I widać twoje tatuaże.- zauważyłam.
- Jakby było się czym chwalić.- westchnął.
- Każda zabita strzyga, to uratowana dusza.- pocieszyłam go, parkując przed restauracją.- Gotowy?
- Nie, ale albo teraz, albo nigdy.- westchnął.
Wyłączyłam silnik i już chciałam wyjść, gdy strażnik pojawił się obok i podał mi dłoń. Skorzystałam z jego pomocy i poszliśmy do środka. Podprowadził mnie prosto do recepcji. Ucieszyłam się, gdy zamiast plastikowej lali zobaczyłam mężczyznę po czterdziestce w garniturze.
- Dzień dobry.- powiedzieliśmy równo.
- Witam, w czym mogą pomóc?- mężczyzna uśmiechnął się przyjaźnie.
- Mamy...- odezwaliśmy się jednocześnie, a później na siebie spojrzeliśmy, śmiejąc się.
Mąż oddał głos mi.
- Mamy tu rezerwację na dzisiaj. Na nazwisko Bielikow.- uwielbiam to mówić.
- Dobrze, już sprawdzam.- założył okulary i wzrokiem podążał za palcem po wielkiej księdze.- A tak. Na godzinę 18. Proszę za mną.
Zaprowadził nas do stolika w kącie. Stały przy nim trzy krzesła. Jedno było już zajęte. Mężczyzna odszedł, a my przywitaliśmy się z naszym gościem.
- Iwan Gusewa.- podał nam dłoń.
- Dymitr Bielikow.- mój ukochany patrzył na niego z pod przymrużonych powiek.- A to moja żona.- wskazał na mnie.
- Rose Hathaway-Bielikow.- podałam mu dłoń, którą ucałował.
Wszyscy usiedliśmy przy stole i po chwili złożyliśmy zamówienie. Powinniśmy zacząć rozmowę, ale chyba nikt z nas nie wiedział od czego.
- A więc jesteś synem Oleńki?- ciszę przerwał dampir.
- Tak.- odpowiedział krótko Rosjanin.
Westchnęłam.
- Wspaniała kobieta.- mężczyzna się rozmarzył, ale w jego oczach był smutek.
- To czemu ją zostawiłeś.- przeszłam do konkretów.
- Ech... to trudna sprawa. Nie chciałem jej skrzywdzić. To wszystko przez Olgę. Była we mnie zakochana, ale ja kochałem Olenę. Ona była zazdrosna. Szantażowała mnie kompromitującymi zdjęciami. Miałem raz... załamanie. Zrobiła mi zdjęcia, jak byłem kompletnie pijany. Nie chodziło o reputację. Bałem się, co pomyśli o mnie Olena. Chciałem, bałem się, że nie wytrzymam, jeśli ona mnie zostawi.
- Więc zrobiłeś to sam?- bardziej stwierdził mój mąż.
- Tak.- spuścił głowę.- Ale to zmieniło się dwadzieścia lat później. Byłe wolny i zacząłem jej szukać.
- Dlatego chodziłeś po dziwkach?!- spytałam, zanim ugryzłam się w język.
- Skąd o tym wiecie?- przyglądał mi się uważnie.
- Mamy swoje źródła.- warknął strażnik.- I to raczej nam należą się wyjaśnienia.
- Dobrze.- poddał się Iwan.- Z żadną nie spałem. Chciałem tylko sprawdzić, czy to nie Olena, choć niektóre próbowały zatrzymać mnie siłą. Obiecałem wierność mojej ukochanej i ją dotrzymałem.
Przyznam, tym mi zapunktował. Dymitrowi chyba też, po lekko się uśmiechnął.
- Najważniejsze pytanie.- pochylił się do przodu.- Kochasz ją?
- Oczywiście.- żachnął się.- Inaczej bym jej nie szukał. Zanim do mnie zadzwoniliście, nie miałem już nadziei. Wprawdzie słyszałem o was, bo kto nie słyszał, ale sądziłem, że to tylko zbieg okoliczności. Nie wiedziałem, co się stało z Oleną. Szukałem jej wszędzie.
- Oprócz w małej, syberyjskiej wiosce Bai.- zauważyłam.
- Bai?!- otworzył szeroko oczy.- Przecież tam mieszka Mark. Czemu mi nie powiedział? Wiedział jak bardzo się kochaliśmy. Jak bardzo nas to bolało.
- Może dlatego.- podsunęłam.- Olena wciąż się nie pozbierała.- widziałam, że moje słowa go zabolały.- Mam dla ciebie propozycję...

czwartek, 29 grudnia 2016

ROZDZIAŁ 355

Przy kolejnej pobudce głowa już mnie nie bolała. Ale i tak nie chciało mi się wstawać. 
- Rose, wstawaj wreszcie. - niecierpliwił się strażnik.- Za dwie godziny zaczynamy wartę, co daje ci półtora godziny na wyszykowanie.
- I dodatkowe pięć minut snu.- dodałam, chodź nie wiem, czy usłyszał, bo moje słowa stłumiła poduszka.
Usłyszałam ciche westchnienie i oddalające się kroki. Uśmiechnęłam się do siebie i starałam na nowo zasnąć. Ale zanim to zrobiłam, dobiegł mnie tupot małych nóżek i poczułam na sobie ciężar.
- Dzień dobry, Rose.- zawołała wesoła Lili.
- Za jakie grzechy?- mruknęłam, chowając się głębiej pod kołdrę
- A czemu nie było Cię dzisiaj na treningu?- spytała.
- Bo spałam.
- A czemu jesteś jeszcze w łóżku?
- Mieliśmy wczoraj męczącą noc.
-Naprawdę?! Ja i Jess też. Malowałyśmy się, ubierałyśmy, trochę tańczyłyśmy i zajadałyśmy się słodyczami. Jej mama dała nam obiad i po raz pierwszy widziałam karmicieli. Wiesz, że to są prawdziwi ludzie? Moroje piją z nich krew, ale ich nie zabijają. A później się bawiłyśmy w różne gry. A wy?
Chciało mi się śmiać. Ona jest taka urocza i pełna pozytywnej energii.
- Cóż, nasza noc wyglądała podobnie. Też trochę piliśmy, tańczyłyśmy i się bawiliśmy po całym domu. A teraz to odsypiałam i zbierałam siły na nocną wartę.
- To w nocy strażnicy też pracują?- zdziwiła się.
Wynurzyłam się z mojego ukrycia i spojrzałam na nią.
- Musimy być gotowi i czujni o każdej porze dnia i nocy.- powiedziałam z powagą, po czym odwróciłam się na plecy, patrząc w biały sufit.- To, że strzygi nie mogą wychodzić na słońce, nie sprawia, że jesteśmy bezpieczni. Mogą przysłać ludzi lub ktoś przywieźć je w samochodach z przyciemnianymi szybami.
- Nasze auto ma przyciemniane szyby.- zauważyła, z niepokojem.
Spojrzałam na nią z uśmiechem.
- To prawda, ale nie przewozimy w nim strzyg.- zachichotałam.- To są auta dla morojów, bo im słońce mniej szkodzi, więc takie szyby wystarczą do ochrony. Za to strzygi mają o wiele ciemniejsze tak, że nie wiesz, czy jest noc, czy dzień.
- Skąd wiesz?- spytała ciekawa.
- Gdy Dymitr był strzygą, przetrzymywał mnie w pokoju z takimi szybami. One palą się pod wpływem najmniejszego promienia słonecznego i potrzebują solidnej ochrony.
- A teraz wstaniesz?- spytała Lili
- A więc to tak.- w sekundę się przewróciłam tak, że znalazła się pode mną.- Jesteś w zmowie z moim mężem. Spiskujecie przeciwko mnie.
Chwilę patrzyła na mnie przerażona, ale ja zaczęłam ją łaskotać. Mała śmiała się w głos, a ja dziękowałam w duchu, że ukochany ubrał mnie w swoje bokserki i koszulkę. Lubię chodzić w jego ubraniach. Pachniały tak... no nim.
- Ju... już wystarczy!.... Proszę.... poddaję się...- krzyczała przez śmiech.
Przestałam, a ona to wykorzystała i wybiegł na korytarz, wołając "Złap mnie, jeśli potrafisz!", więc ja wyrwałam za nią. Nasz bieg skończył się w salonie, ze stołem między nami. Gdy biegam w jedną stronę, ona w drugą. Przeskoczyłam przez stół w momencie, gdy Rosjanin wszedł do salonu. Lili pobiegła i się za nim schowała.
- Ratuj! Ona chce mnie załaskotać na śmierć.- udawała przerażenie.
- Ona zaczęła.- broniłam się.
- To jego wina.- wskazała na swojego obrońcę, co było jej błędem.
Strażnik zmarszczył brwi i uśmiechnął się cwanie. Oboje ruszyliśmy do małej, a ona cofała się, ale wciąż ze śmiechem. Zatrzymała się na ścianie. Upadła i skuliła się na "żółwika". Bielikow na migi mi pokazał co chce zrobić, ale nie musiał zbytnio się wysilać, bo rozumieliśmy się bez słów, a sama też wpadłam na ten pomysł. Szybko poleciałam na górę i w łazience nalałam do wanny cieplej wody. Po chwili przyszedł Dymitr, niosąc naszego żółwika. Mała widząc co kombinujemy, chciała uciec, ale było za późno. Po chwili wpadła z pluskiem do środka. W ubraniu. Zaczęliśmy się śmiać, za co dziewczynka ochlapała nas wodą. Po chwili dołączyła do nas suczka i na środku łazienki otrzepała się z błota.
- Bianka!- ja i mój mąż patrzyliśmy na nią z niedowierzaniem.
Te jednak nic sobie z tego nie robiła i oparłszy przednie łapy na brzegu wanny zaczęła lizać Lili.
- Okey. Każdy z nas ma teraz pięć minut na kąpiel.- zarządził strażnik.- Lili się rozbiera, Rose przyniesie ci piżamę i później sama się wykąpiesz Skarbie.- popatrzył na mnie czule.- A ja w tym czasie umyję tą błotniarkę.
- I dom, tam gdzie nabrudziła.- dodałam.
- Czemu ja?- oburzył się Rosjanin.- To jej pies.
- Ale ty się podjąłeś posprzątać ją, to posprzątaj do końca.
Zrezygnowany wyszedł, wołając za sobą suczkę. Ja poszłam do pokoju siostry i znalazłam w łóżku jej ubranie na noc. Pod poduszką miała też pamiętnik. Byłam ciekawa co tam pisze, ale zmogłam w sobie chęć przejrzenia go. Teraz będzie mnie to prześladować. Zapukałam do łazienki.
- Proszę.- odpowiedziała, a ja weszłam.
Na powierzchni wody unosiło się z pół metra piany, a wszędzie latały banki mydlane.
- Masz tu piżamę.- oznajmiłam, kładąc ubrania na pralce.
- Rose, umyjesz mi głowę?- poprosiła.
- Jasne myszko.
Zajęło mi to piętnaście minut. Po drugim myciu nałożyłam jej odżywkę.
- To teraz sama pójdę się umyć, bo zaraz Dymitr będzie mnie poganiał, że musimy wychodzić.- pocałowałam ją w czółko i wyszłam.
W pokoju już czekał Bielikow w samych bokserkach.
- Ale bym się na ciebie rzuciła Towarzyszu, gdyby nie fakt, że nie możemy.
- Wiesz, nikt nam nie zabroni. A kolejne takie małe bobo brzmi kusząco.
- Nic z tego. Naprawdę nie wystarczy ci dwójka.- zdziwiłam się.
- Wiesz, Roza, uświadomiłem sobie, że nie chodzi mi o ilość dzieci.
- A o co?- przekrzywiłam głowę i zmrużyłam oczy.
- Lubię się tobą opiekować.- dotknął czule mojego policzka.- Chora być nie możesz, a jakakolwiek twoja rana bolałaby mnie bardziej niż ciebie. No to zostaje ciąża.- wzruszył ramionami, zbliżając się do mnie niebezpiecznie.
Przymknął oczy i był ustami tuż tuż, przed moimi.
- A ty znajdziesz w ciążę?- spytałam.
Zatrzymał się nagle i odsunął marszcząc brwi.
- Nie?- odpowiedział niepewnie, zbity z tropu.
- To jesteśmy kwita.- wzięłam bieliznę i skierowałam się do łazienki.- Jak chcesz to możesz dołączyć, ale pod warunkiem, że nie będziesz dążyć do żadnych bonusów.
W środku rozebrałam się, spiełam włosy i weszłam pod prysznic. Nie musiałam długo czekać, aż poczułam na biodrach zwykle ciepłe ręce, teraz chłodne w porównaniu z moją rozgrzaną od wody skórą.

wtorek, 27 grudnia 2016

ROZDZIAŁ 354

Zabawa była przednia. Nie żebym wiele z niej pamiętałem, bo teraz leżę naga w łóżku z pękającą głową i ani jedno, ani drugie mnie nie dziwi. Ale odpadłam gdzieś tak po pięciu drinkach, a każdy coraz mocniejszy, co jest dobrym wynikiem, jako że nie piłam przez ponad rok. Jeśli cała impreza była taka jak jej początek, to nie schodziliśmy z parkietu na dłużej niż złożenie zamówienia i skonsumowanie go. Nie mam pojęcia. Nic nie pamiętam, oprócz tego, że rano miałam ochotę popełnić samobójstwo, byle tylko nie czuć bólu. No dobra. Aż tak zdesperowana nie byłam.
- Ooooo..... moja głowa.- jęczałam od jakiś dziesięciu minut.
Po chwili w pokoju pojawił się Dymitr z tacą kanapek.i dwoma kubkami. Wystawiłam do niego ręce, a on mi podał jedno naczynie. Dziękuję Moroją, że dzień jest w nocy. Duszkiem wypiłam cały leczniczy wywar, wynająć w myślach miłość Olenie na sto różnych sposobów i oczywiście mojemu mężowi na tysiąc, że pomyślał o mnie, biednej i skacowanej. Gdy ja piłam, on usiadł na łóżku i przytulił mnie, całując czule czubek mojej głowy. W jego gestach było tyle delikatności, troski i uczucia, że się rozpływałam. Piłam bardzo zachłannie, dopóki się nie zachłysnęłam. Ale po kilku uderzeniach w plecy doszłam do siebie i się uspokoiłam.
- Ostrożnie Roza, nie chciałbym cię stracić po takiej nocy.- szepnął mi do ucha.
- Weź mnie nie dołuj. Nic nie pamiętam. Mam nadzieję, że chociaż się zabezpieczyłeś.
- Jasne. Nie jestem aż tak nieodpowiedzialny. Specjalnie jechaliśmy do drugiego miasta, gdzie był otwarty choć jeden sklep. A nie było to łatwe, jako że przez całą drogę dobierałaś się do mnie.- zaśmiał się, ale przestał, gdy skrzywiłam się z bólu.- Przepraszam.- przycisnął mnie jeszcze bliżej siebie i znowu pocałował w głowę.
- Nie chodzi o to, że jesteś nieodpowiedzialny, bo cię znam, a o twoją upartość. Wiem jak bardzo chcesz mieć kolejne dzieci.
- Nic na siłę Roza. Poczekam.- odpowiedział miękko.
Po opróżnieniu całego kubka, poczułam się o wiele lepiej. Może nie jak nowo narodzona, ale jakbym nie przespała pół nocy, co zapewne jest winą tego pana za mną. Blog oparłam się o jego tors i przymknęłam oczy.
- Lepiej?- spytał.
Pokiwałam głową i zmusiłam się do podniesienia powiek.
- Co się wczoraj działo?
- Powiem Ci jedno. Masz szczęście, że Lili nocowała u Jessicy. Zaczęłam mnie już rozbierać, gdy zatrzymałem samochodów. Ale jakoś udało mi się przekonać cię, żebyś zaczekała, aż wejdziemy do środka. Zrozumiałaś to aż zbyt dosłownie. Nasze rzeczy poleciały już na przedpokoju. Pierwszą rundę zrobiliśmy sobie na sofie w salonie i ty uznałaś, że chcesz spróbować wszędzie. Więc następny był stół w jadalni, później blat w kuchni, łazienka na dole, przy kominku w pokoju z herbami, na schodach, na biurku w mojej pracowni, pod prysznicem i w końcu doszliśmy do łóżka. A i tu na jednym razie się nie skończyło. Całkowicie cię nie poznawałem. Myślałem, że będę mieć na zapas całe pudełko, ale nic z niego nie zostało. A mówisz, że to ja jestem niewyżyty.- zastał się
Poczułam pieczenie na policzkach i zrozumiałam, że musiałam się zarumienić. Wręcz spaliłam się ze wstydu i ukryłam twarz w dłoniach. Boże, co się ze mną działo?! Nigdy więcej alkoholu. A przynajmniej nie w takich ilościach. O matko! Gdyby nie fakt, że to Dymitr, najchętniej zapadłabym się pod ziemię. A może dlatego, że on, chcę to zrobić jeszcze bardziej.
- Ej,- zabrał moje ręce i spojrzał mi w oczy. Dopiero teraz zauważyłam, że mnie odwrócił przodem do siebie.- nie masz się czego wstydzić, a tym bardziej kogo. To naturalne u ludzi.
- Sex dziesięć razy pod rząd?- spytałam z po wątpieniem.
- Tak, jeśli sprawia ci to przyjemność. A mi wczoraj było bardzo przyjemnie.- przytulił mnie i pocałował w szyję.- Więc nie masz się czego wstydzić. Wszyscy pragniemy szczęścia i lgniemy do tego, co nam daje przyjemność. Dla jedynych to słodycze, dla innych alkohol, a dla nas nasza miłość. W każdej postaci.
- Masz rację. Nie powinnam się tego wstydzić.- powiedziałam pewnie.- Co nie zmienia faktu, że mnie wymęczyłeś. Ile spałam?
- 5 godzin? Gdzieś koło tego.
- O nie.- ległam się znów na poduszkę.- Dobranoc.
- Nie ma mowy.- wstał i zapalił światło, a ja ukryłam się pod kołdrą.- Patrz jaki piękny dzień.
- Jestem niewyspana. Nic dla mnie nie ma prawa być piękne.- mruknęłam.
- A ja?- poczułam, że łóżko po drugiej stronie się ugina.
- Na razie jesteś irytujący.
- O nie!- udał przejęcie.- I jak ja teraz będę z tym żył.
- Ale to może się zmienić, jeśli dasz mi jeszcze z pięć godzin spania.
- Okey.- uśmiechnęłam się, przytulając poduszkę.- Pod warunkiem, że zjesz śniadanie i chociaż zmyjesz makijaż, bo będą cię potem oczy piekły.
- Cholera!- zerwałam się jak opatrzona, co nie było zbyt mądre, bo zakręciło mi się w głowie.- Spadam.
- Mam cię.- ukochany szybko pojawił się obok mnie i uchronił mój tyłek od spotkania z podłogą.
Podniósł mnie jak pannę młodą i zaniósł do łazienki. Gdy a się zmywałam, on napełnił wannę gorącą wodą. O tak. To jest to co chcę. Po skończeniu, chciałam podejść do strażnika, ale każdy krok wywoływał ból w dolnej części mojego ciała.
- Bielikow, coś ty ze mną zrobił?- spytałam z pretensjami.
- O co chodzi?- ledwo powstrzymywał śmiech.
- O to, że nie mogę chodzić.
- Chodź tu pingwinku.- podniósł mnie i razem weszliśmy do wanny.
- Za tego pingwinka czeka cię kara.- uświadomiłam go.
- Ale to tak słodko brzmi. Nie chcesz być moim pingwinkiem?
- Mogę być kim chcesz, tylko mnie kochaj.- oparłam się o jego tors i zamknęłam oczu.- I daj mi spać.
Poczułam wibracje, gdy się zaśmiał. Po chwili zaczął mnie myć. Chciałam mu się odwdzięczyć, ale nie miałam sił. Ciepło wpływało na mnie kojąco, łagodząc ból i moje powieki nawet nie myślały się podnieść. Kilka razy zamruczałam z przyjemności, ale nawet odezwać się nie miałam ochoty. Wolałabym tak leżeć w nieskończoność. I nawet nie zauważyłam, kiedy zasnęłam.

ROZDZIAŁ 353

Po pysznym obiedzie, przyszedł czas na deser. Przede mną stał pięknie przystrojony talerz z trzema lukrowymi liliami w papierku do babeczek, dzięki którym sprawiały wrażenie kwiatów w doniczkach.
- O mój Boże! Wy to zrobiliście.- nie przestają mnie zadziwiać.- Aż szkoda mi to zjeść, takie piękne.
- Zrób zdjęcie, zostanie na dłużej.- zażartował mój mąż.
Ale ja to uznałam za wspaniały pomysł i wyciągnęłam komórkę. Mina strażnika: bezcenna.
- Dalej nie wiem, czy to zjem. Zdjęcie nie oddaje tego piękna.
- No wiesz co?! Mojego nie zjesz?! Obrażę się.- popatrzył na mnie maślanymi oczkami.
- No skoro prosisz...- ułamałam kawałek listka i wzięłam do ust.
To było boskie. Jak jakaś Ambrozja nigdy czegoś takiego nie jadłam. Samo rozpuszcza się w ustach, zostawiając słodki smak. Ogarnął moja ciało, dochodząc do najgłębszych zakamarków mojej świadomości. Boże, jak ja kocham kuchnię tego człowieka. Gdy wróciłam do siebie, zauważyłam pusty talerz.
- Smakowało?- spytał Rosjanin.
- Nie do końca wiem, co powiedzieć.- zawiesiłam się na chwilę.- To jest B O S K I E! Nie wiem, jak to zrobiłeś, ale po raz kolejny zabrałeś mnie do naszego nieba.
Uśmiechnął się, patrząc na mnie z miłością. Po chwili wstał i odsunął moje krzesło. Trzymając się za ręce, poszliśmy na przedpokój, gdzie pomógł mi założyć mój prochowiec. Kiedy chciałam zdjąć szpilki, aby przebrać je na kozaki, on podniósł mnie, posadził na szafce i sam mi zmienił buty. Następnie uwięził mnie między swoimi rękoma i patrzył uważnie na moją twarz. Na sekundę wzrokiem zjechał mi na usta, ale to wystarczyło, abym poczuła pragnienie pocałunku. Przygryzłam dolną wargę i nie musiałam długo czekać ma jego ruch. Po chwili nasze usta złączyły się w namiętnym pocałunku. Oderwaliśmy się dopiero, gdy zabrakło mi powietrza.
- Kocham Cię Roza.- ukochany mruknął mi do ucha.- Ale teraz musimy iść.
Podał mi dłoń, którą od razu złapałam i zwinnie zeskoczyłam z półki na buty. Przepuścił mnie w wejściu, po czym zaprowadził do auta, gdzie otworzył przede mną drzwi.
- Powiesz mi, gdzie jedziemy?- spytałam, kiedy mój mąż odpalał silnik.
- A masz jakieś specjalne życzenie?- spojrzał na mnie ciekawy.
- Zdam się na ciebie.
- To pójdziemy zrzucić trochę tego co zjedliśmy.- oznajmił przedstawiając drążek w skrzyni biegów i ruszył.
- Czyżbyś sugerował, Towarzyszu, że jest mnie za dużo?- udałam oburzenie.
- Dla mnie zawsze będziesz idealna.- odpowiedział wymijająco, kładąc dłoń na moim udzie.- Ale ja stosuję się do zasady, lepiej zapobiegać niż leczyć.
- No. Przede wszystkim na początku naszej znajomości.- palnęłam bez zastanowienia.
- Może trochę. Wiesz, że chciałem dobrze.- westchnął.
- Tak, wiem. Przepraszam, nie powinnam tego mówić. Nie chciałam psuć takiego miłego dnia.
- Ja bym powiedział że to noc.- zmienił temat, uśmiechając się, jakby nic się nie stało.
- Zależy jak kto patrzy. Fajnie byłoby mieć teraz kabriolet.
- Zachciało się oglądać gwiazdy?- zakpił sobie.- Nie wiedziałem, że z ciebie taka romantyczka.
- Śmiej się, śmiej, ale każda kobieta w pewnym stopniu jest romantyczką. Cecha gatunkowa. Tak jak każdy facet jest zboczony.- wzruszyłam ramionami.
- Nie każdy.- obruszył się.
- I mówi to wiecznie niewyżyty tygrys.- zaśmiałam się.
- Tylko twój, kotku.- popatrzył na mnie i poruszył brwiami.
Na jego gest wybuchłam głośnym śmiechem. Reszta drogi minęła nam w miłej atmosferze. Pół godziny później zatrzymaliśmy się przed klubem.
- No, no. Dyskoteka to ostatnie miejsce, w które spodziewałabym się, że mnie zabierzesz.
- Powiem tak. Przez ciebie popadam w alkoholizm.- odpiął pasy i wyszedł.
- Wypraszam sobie, ale ja cię do picia nie zmuszam.- otworzyłam drzwi, ale zanim stanęłam choć jedną nogą na ziemi, po mojej prawej pojawiła się dłoń strażnika.
Skorzystałam z jego pomocy, a następnie wziął mnie pod ramię.
- Ale zanim się poznaliśmy, nie miałem okazji do picia.- uparł się.
- Bla, bla, bla. Szukasz winnego swojej słabej woli.- uznałam, gdy weszliśmy do lokalu
- Co nie zmienia faktu, że wcale mi nie pomagasz.
- Chcesz pomocy?nie ma sprawy. Sprawię, że już nigdy więcej się nie upijesz.- zajęliśmy miejsce na jednej z kanap.
- Od następnego razu.
- O nie, nie, nie. Albo od teraz, albo w ogóle.
- Mam przerąbane, co nie?- spojrzał na mnie zbolałą miną.
- Nie będzie tak źle. Pić ci nie zabronię, tylko ochronię cię przed AA.
- Teraz mogę być pewny, że przy tobie nic mi nie straszne.- żartował, a ja się roześmiałam.- Obronisz mnie przed wszystkim. To może skoczę po coś do picia?
- Jasne. Mi coś mocniejszego.- poprosiłam, gdy wstał.
- A nie mieliśmy czasem ćwiczyć silnej woli?
- Twojej. A ja chcę się zabawić. Wiesz jak dawno nie obudziłam się nic nie pamiętając z pulsującą głową? Przez ciebie popadłam w abstynencję.
- Ja ci nie zakazywałem pić.-bronił się.
- No sama się na pewno nie zapłodniłam. Tego mi nie wmówisz. A teraz idź po te drinki, bo nocy nam zabraknie.
Czekając na niego, poczułam, że robi mi się ciepło. Przypomniałam sobie, że wciąż jestem ubrana w prochowiec, gdy ten należący do Rosjanina leży ładnie złożony obok. Swój także położyłam na oparciu i usiadłam wygodnie z nogą na nogę. Po chwili ktoś zajął miejsce obok, ale nie poczułam zapachu wody kolońskiej, za to sporej ilości alkoholu. Niby od niechcenia odwróciłam się do nieznajomego.
- Chyba pomyliły się panu stoliki.- powiedziałam stanowczo.
- Takiego anioła nie da się pomylić z nikim innym. Co taka piękna kobieta robi tu sama?- przybliżył się, kładąc dłoń na moim odsłoniętym kolanie, którą natychmiast strzepnęłam.
- Trzymaj łapska przy sobie, jeśli chcesz rozmawiać. Choć ja już nie chce, więc żegnam. I uprzedzam, bo zaraz mój mąż tu wróci.
- Musi być szczęściarzem. Ale musi też być wielkim głupcem, skoro zostawił cię samą i nie obrazi się, jeśli podzielę się zdobyczą.- dłoń tego oblecha na nowo dotknęła mojego kolana, a on sam zaczął się niebezpieczne zbliżać.
- Ale ja się obrażę.- warknęłam oddychając go od siebie.- Zostaw mnie!
Dałam mu z liścia.
- O ty suko!- rzucił się ba mnie, ale ja go walnęłam w ten krzywy nochal.
Pewnie nie jestem pierwszą osobą, która tak zrobiła, sądząc po kształcie jego nosa. Patrzył na mnie oniemiały, a na sekundę w jego oczach zabłysł gniew. Ma sekundę, bo później zastąpił go strach, gdy wpatrywał się w coś, za moimi plecami. Nie musiałam się odwracać, aby wiedzieć kto to. Otulił mnie słodki zapach. Nagle koło mnie pojawiły się dwie szklanki, a strażnik stał już za intruzem.
- Nie rozumiesz, gdy kobieta mówi NIE?!- warknął.- To zrozumiesz, jak mężczyzna mówi, wara od mojej kobiety.
Zaskoczył mnie, gdy uderzył opryszka w twarz i powlókł do wyjścia. Po chwili wrócił, choć nadal był spięty. Postanowiłam trochę go rozluźnić. Przez ten czas zdążyłam już wziąć kilka łyków napoju, ale jeszcze na mnie nie działały niestety. Przysunęłam się do ukochanego i wtuliłam w niego. Objął mnie i poczułam jak jego mięśnie się rozluźniają.
- No to czas zacząć zabawę.- powiedziałam sekundę przed tym jak wpiłam mu się w  usta.

niedziela, 25 grudnia 2016

ROZDZIAŁ 352

Po pokoju rozniósł się dźwięk telefonu.
- Skarbie, odbierzesz?- poprosiłam, zajęta dokumentami, jednak nie doczekała się żadnego odzewu.- Towarzyyyszuuu...Dymitr?
Rozejrzałam się po sypialni, ale go tu nie było. Dziwne. Jeszcze chwilę temu prosił mnie o spis naszych wart w tamtym tygodniu. Wstałam i odebrałam telefon, wychodząc na korytarz.
- Rose Hathaway-Bielikow.- powiedziałam, nie patrzą, kto dzwoni.
- Mam to o co prosiliście.- zawiadomił Abe.
- Dobrze. To dasz nam przy okazji oddania nam naszych dzieci.- są u moich rodziców od tygodnia.
- A jak tam sprawa z testami?- w jego głosie słyszałam troskę.
- Już trochę się uspokoiło, ale czuję, że to nie koniec.- westchnęła smutna.- Dobra, muszę kończyć, bo gdzieś mi mąż zginął. Pozdrów od nas mamę i nasze maleństwa.
Po drugiej stronie usłyszałam chichot. Zaczęłam schodzić po schodach do salonu.
- To powodzenia w poszukiwaniach córeczko. Wasze brzdące też za wami tęsknią.
- Uuu... nie dały się wam przekupić?!- udałam niedowierzanie.
- Wychodzi na to, że zabawki i słodycze przegrywają ze zwykłym uściskiem.
- Widzisz, Staruszku? Pieniądze to nie wszystko.- zaniepokoił mnie hałas w kuchni.
- Masz rację. Dobrze to już nie przeszkadzam.- w słuchawce usłyszałam dźwięk tłoczonego szkła.- Nastka! Czemu zbiłaś kotka dziadka.
Zachichotałam i się rozłączyłam. Poszłam w stronę kuchni i już miałam wejść do środka, gdy poczułam znajomy zapach i dłonie na biodrach.
- Tu jesteś, Towarzyszu.- odetchnęłam z ulgą.
- Skąd wiedziałaś?- wydał się zaskoczony.
- Twoja kochana woda kolońska cie zdradziła.- odwróciłam się do niego przodem i potarłam nosem, jego nos.- A po za tym, kto inny miałby to być?
W tej chwili usłyszałam w kuchni upadający garnek i soczyste przekleństwo. Spojrzałam pytająco na męża. Jednak on to zignorował.
- Miałaś siedzieć w pokoju i nigdzie nie wychodzić.- zasmucił się.- To miała być niespodzianka.
- Nic takiego nie mówiłeś. Nie lubię niespodzianek, ale poświęcę się ten jeden raz.- uśmiechnęłam się do niego, bo nie lubiłam, gdy się smuci.- To ja wrócę na górę i będę udawać, że o niczym nie wiem.- cmoknęłam go w kącik ust, wyminęłam i wróciłam do sypialni.
- Możesz zejść za dwie godziny.- usłyszałam jeszcze Rosjanina.
Z resztą dokumentów poradziłam sobie w pół godziny. Jeszcze chwilę popracowałam nad nowym rysunkiem, kiedy ocknęłam się, że mam pół godziny. Szlag! Zerwałam się na równe nogi i pobiegłam do łazienki. Prysznic zajął mi dziesięć minut. Dobrze, że umyłam głowę rano, chcąc mieć spokój wieczorem. Nałożyła balsam o zapachu róży. W garderobie spędziłam kolejne pięć minut. Zdecydowałam się na czarną do połowy sukienkę, bez ramiączek, z długimi rękawami. Od połowy była biała z czarnymi wzorami na dole(↓). Kupiłam ją specjalnie na święta, więc mam okazję zobaczyć jak w niej wyglądam i czy spodobam się ukochanemu. Pod spód ubrałam ciepłe, czarne rajstopy, bo pewnie będziemy gdzieś iść. Zostało mi piętnaście minut na makijaż i fryzurę. Mam coraz większą wprawę w szybkim szykowaniu się. Równo o trzeciej rozległo się pukanie do drzwi sypialni. Po chwili wszedł przez nie strażnik.
- A co jakbym była naga?- spytałam, udając oburzenie.
- Nie wiem, który widok byłby piękniejszy.- odpowiedział, mierząc mnie wzrokiem pełnym pożądania.- Ale to później. Teraz czas na niespodziankę.
Sam nie wyglądał gorzej. Żółta koszula, odpięta pod szyją, ciemne jeansy, rozpuszczone włosy i dokładnie ogolona broda. Szybko założyłam białe szpilki i popsikałam się perfumami.
- Jeśli liczysz na coś wieczorem, to cię rozczaruje. Dopiero pojutrze idę do Kathie.- wyszłam, po drodze łapiąc małą kopertówkę, a on za mną.
 Na korytarzu położył mi dłoń na dole pleców, a w drugą złapał moją.
- O nie!- był załamany.- Zacznę sobie kupować prezerwatywy na zapas.
Zeszliśmy na dół, a ja oniemiałam. Przez przeszkloną ścianę widziałam pięknie zastawiony stół ze świecami i bukietami róż. Wokół było ciemno, tylko nad nim migotały świąteczne lampy, a po na podłodze i meblach paliły się świeczki zapachowe. Te ustawione w dwa wężyki od schodów do drzwi jadalni były czerwone, a reszta zielone. Wokół unosił się zapach owoców leśnych i samego lasu. Bielikow, jak na dżentelmena przystało, otworzył przede mną drzwi, a następnie pomógł usiąść na jednym z dwóch krzeseł, które zostały. Resztę musiał wynieść.
- Sam to przygotowałeś.- rozglądam się dookoła ze wzruszeniem, nie dowierzając jak wszystko się zmieniło w zaledwie dwie godziny.- To jest przepiękne.
- Nie tak, jak ty najdroższa.- złapał moją dłoń i ucałował, patrząc mi z miłością w oczy.- Miałem małego pomocnika.
W tej chwili z kuchni wyszedł Nicko w garniturze z butelką wina. Pierwszy raz w życiu widziałam, żeby miał elegancko ułożone włosy, a nie każdy w inną stronę. Uśmiechnął się do mnie radośnie i dumnie, gdy napełniał nam kieliszki, a ja mu się odwzajemniłam tym samym. Odprowadziłam go wzrokiem aż do drzwi. Następnie spojrzałam na uśmiechniętego Dymitra.
- Przyznaj się, Towarzyszu, jak go do tego zmusiłeś?
- Powiedzmy, że miałem u niego dług wdzięczności.
- Przerażasz mnie. Jesteś coraz bardziej podobny do Abe'a.
- Nie bez powodu mówi się, że kobieta wybiera męża podobnego do ojca.- uśmiechnął się ze zmrużonymi oczami.
Zanim znowu się odezwałam, wrócił nasz kelner z jedzeniem. Przede mną pojawił się parujący filet z dorsza w panierce, ryż i sałatka warzywna. Napawałam się zapachem dania i poczułam jak bardzo zgłodniałam od czasu obiadu. Z ukochanym wzięliśmy się za jedzenie.
- Z jakiej to okazji?- spytałam, rozkoszując się delikatnym mięsem ryby, rozpływającym się w moich ustach.
- A czy musi być okazja, żebyśmy miło spędzili wieczór? Tylko we dwoje?- patrzyłam na niego przenikliwe, ale po chwili mój wzrok złagodniał.
- Nie. Nie musi.
- Każdy mój dzień jest warty świętowania, kiedy jesteś ze mną.
- Ale mi słodzisz.- zachichotałam, starając się ukryć zawstydzenie.
Nikt mnie nigdy tak nie zauroczył. Po prostu nie wiedziałam co powiedzieć. Myślę, że odkrył w jaki stan wprowadziły mnie jego słowa, bo uśmiechnął się dumny z siebie. Sama nie umiałam się nie uśmiechnąć. Wróciliśmy do jedzenia.
- Wracając do tematu Abe'a.- odezwałam się po chwili.- Za trzy dni dowiemy się czegoś o może twoim przyszłym ojczymie.
- Chciałbym, żeby moja mama była szczęśliwa.- w jego oczach zobaczyłam miłość, ale inną niż do mnie. Miłość dziecka do matki.
- Ja też. Dlatego to robimy.- uśmiechnęłam się do niego, szczęśliwa ze swojego życia.