czwartek, 22 września 2016

ROZDZIAŁ 261

Obudziło mnie przyjemne łaskotanie...
Ta. Chciało by się. Marzę o tym od ponad miesiąca, jednak od tego samego czasu nasz dzień zaczyna się tak samo.
- Śpij jeszcze kochanie, ja zajrzę do dzieci.- poczułam pocałunek na ustach.
- I tak nie zasnę.- ledwo mówiłam z wciąż zamkniętymi oczami.
Zakryłam głowę poduszką, aby zmniejszyć hałas, docierający do moich uszu, ale to i tak nic nie dało. Ociężale wstałam, założyłam kapcie oraz szlafrok i poszłam do pokoju dzieci. Dymitr właśnie pochylał się nad płaczącą dampirzycą.
- Choć Księżniczko do tatusia. Zaraz się tobą zajmiemy.- podniósł córkę i odsunął jak najdalej od siebie, odwracając głowę w drugą stronę.- Uch... Wasze pieluchy można używać zamiast bomb gazowych.
Zaniósł Nastkę na przewijak. Ja za to zajrzałam do nad wyraz spokojnego Felixa.
- Choć do mamusi. Co się dzieje?- zmartwiłam się.
- Pytasz o to dziecko, które nie płacze i jest spokojne?- zdziwił się mój mąż.
- A nie wydaje ci się, że aż za spokojne? Przecież gdy płacze jedno, to płacze drugie.- zauważyłam.
- Może powoli z tego wyrastają. Odróżniają kiedy to jedno coś chce, a kiedy to drugie.- podszedł z małą dampirzycą na rękach.
- Może masz rację.- wzruszyłam ramionami, jednak wciąż nie byłam przekonana.
Chłopiec wyciągnął rączkę do taty, więc zbliżyłam się do niego.
- Co maluszku?- strażnik złapał za malutką dłoń dampira, a ten się uśmiechnął.- Jesteś piękna Roza.- powiedział nagle.
Zdziwił mnie tą nagłą zmianą tematu. Dopiero teraz zauważyłam, że mi przygląda. Spojrzałam na siebie. Pospiesznie założony szlafrok, na głowie pewnie mam siano i podpuchnięte od nie wysłania oczy.
- Na pewno wyglądam okropnie.
Ukochany dostrzegł zmianę mojego humoru.
- Wcale, że nie. Gdyby tak było, nie powiedziałbym, że jesteś piękna. A skoro tak mówię to taka jest prawda.- w tym momencie córeczka się zaśmiała.- Widzisz. Nawet nasza księżniczka to potwierdza.
- Och! To nie mogę się kłócić z damą i królem, prawda mój Draculo?- cmoknęłam go przelotne w usta.
- No pewnie słońce. A teraz ja zrobię jakieś śniadanie, a ty przebierz dzieci, nakarm je i razem zejdzie. Po śniadaniu jedziemy do twojego ojca.
- Nie tak szybko, towarzyszu. Do staruszka pojedziemy po obiedzie, bo i tak twoja rodzina ma samolot wieczorem. A trzeba jeszcze dokończyć domek.
- No dobra.- wyszedł.
- To teraz ubierzemy nasze skarby, tak?- połaskotałam synka, a ten się zaśmiał.
Założyłam mu białe body z zielonymi rękawami. Na środku był pasek ładowania z komputera i napis "Ładowanie pieluchy...". A córeczce wybrałam idealne na dzisiejszą sytuację. Zielone, z rękawkami w paski i napisem "Dziś pieluchy zmienia tata, najlepszy saper świata." Następnie nakarmiłam oboje i położyłam je na brzuchu w kojcu. Dałam kilka zabawek i poszłam do łazienki. Nie wyglądała jednak najgorzej. Ułożyłam włosy i zrobiłam sobie lekki makijaż. Następnie skierowałam się do garderoby. Ubrałam czerwoną bluzkę i jasne dresy. Wróciłam po dzieci, ale obojga na ręce nie wezmę. Muszę pojedynczo. Włożyłam Felixa do łóżeczka, poskładałam ogrodzenie i podniosłam dziewczynkę, bo bardziej się niecierpliwie niż brat. W salonie posadziłam małą na podłodze i rozłożyłam ogrodzenie. Wróciłam po synka i zabawki. Pogłaskałam po drodze suczkę, biegającą po domu. Wpuściłam ją do kojca, żeby oswoiła się z dziećmi i one z nią. Ani jedno, ani drugie nie miało z tym problemów. Gdy oni już się bawili, poszłam sprawdzić, czy pomóc w czymś mężowi. Jednak on właśnie podnosił talerz ze stertą pachnących naleśników. Sama wzięłam dwa talerze i zniosłam do jadalni. Znosiliśmy różne dodatki do jedzenia, a na koniec napoje. W miskach była już świeża woda i ciepłe jedzenie, zrobione przez Bielikowa. Usiedliśmy tak, aby mieć na oku maluchy, co było możliwe dzięki szklanym drzwiom. Do śniadania, mój mąż standardowo miał kawę, a ja tą magiczną, napełniająca energią miksturę od Oleny. Po śniadaniu, zabraliśmy dzieci do ogrodu. Znaleźliśmy miejsce najbezpieczniejsze dla nich, rozłożyliśmy koc i kojec z zabawkami. Ogród już wyglądał tak jak powinien. No prawie. Teren został wyrównany i cały przekopany.
- Dobra podstawa do sadzenia kwiatów.- próbowałam się przekonać.
- Zobaczysz Roza. To jeszcze będzie nasz ogród marzeń.- ukochany objął mnie w pasie.- A teraz idziemy po rzeczy i kończymy domek.
Tak też zrobiliśmy. Dymitr pierwszy wszedł na górę z drabinką sznurową. Wyciął w podłodze dziurę i spuścił drabinkę. Przymocował ją, a ja po niej weszłam. Gdy Rosjanin robił klapę do wejścia,  wzięłam się do malowania. Na całość położyłam orzechową farbę. Bielikow pomagał mi, gdy skończył. Koń na jednym oknie był brązowy z hebanową grzywą, korona i słońce żółte, chmury i sztylety białe, tło słońca niebieskie. Przypomniał mi się pomysł z tabliczką i powiedziałam o tym ukochanemu.
- A zrobisz na moje specjalne zamówienie różę?- spytał z pięknym uśmiechem, kładąc przede mną kawałek drewna.
- Czego ty ode mnie wymagasz?- spojrzałam na niego krzywo.
Ale i tak zaczęłam rysować kwiat. Gdy skończyłam wycinać, Dymitr patrzył na to niepewnie.
- Nic nie mów.- uprzedziłam i sięgnęłam po szlifierkę, jak nazwałam moją maszynkę.
Dopiero po byłam zadowolona ze swojej pracy.
- Roza to jest.... nie mam słów.
- To teraz trzeba to pomalować i powiesić.
- To niesamowite.
Róża oczywiście była różowa, a tabliczka orzechowa. Gdy wszystkie warstwy wyschły, ułożyliśmy dywany, stolik, krzesła i pudełka. Zapytałam męża o jakieś krótkie, metalowe rurki, a sama znalazłam stare firanki z zielonymi końcami. Ucięłam kawałki i założyłam na przyniesione przez ukochanego rurki. On przymocował to nad oknami. Na stoliku i oknie postawiliśmy sztuczne kwiatki. Znaleźliśmy jakieś nie użyte meble dla dzieci i w domku poskładaliśmy regał. Postawiliśmy na nich pluszaki i kredki.
- Pięknie wygląda, Roza.
- Muszę przyznać, jak mało co. Myślisz, że im się spodoba? Dodałbym jakieś plakaty.
- Na pewno Lili ma jakieś w swoich gazetkach.
- Ile nam zostało czasu?- spytałam.
- Jeszcze trochę, a co?
- Myślę, żeby ogrodzić to wszystko i zaplanować, co gdzie będzie.
- To ja zajmę się tym pierwszym, a ty drugim.
Zgodziłam się.


środa, 21 września 2016

ROZDZIAŁ 260

Gdy byliśmy w domu, suczka nie czekając na nas, wybiegła z samochodu. Widać, że to była dla niej męczarnia. Jednak gdy usłyszała huk, przestraszyła się i wskoczyła na kolana Dymitra, który prawie wyszedł. Zaczęliśmy się śmiać.
- Nie bój się mała.- szepnął, niosąc ją na rękach.
Dzieci również się wystraszyły i zaczęły płakać. Strażnik odstawił psa na ziemię i wziął na ręce Nastkę, a ja Felixa. Szczeniak nie odstępował go na krok.
- Spokojnie księżniczko. Nie bój się. No już, nie płacz.- mój ukochany kołysał córkę, która go posłuchała i przytuliła mocno.
To samo zrobiłam z synem. Zajął się moimi włosami choć nie śmiał się. Szybko weszliśmy do domu, a tam już nie było słychać. Suczka pobiegła pod schody i siedziała tam skulona. Poszliśmy z dziećmi na górę i wyszykowaliśmy je do spania. Gdy zasnęły, zeszliśmy na dół. Podeszłam do psiny i ją wyciągnęłam. Cała się trzęsła.
- Pójdę sprawdzić, jak idą prace.- oznajmił mój mąż, gdy usiadłam z suczką na sofie.
Wiem, że pierwsza noc jest dla niej najtrudniejsza i dobrze, aby mogła się do kogoś przytulić. Szybko zasnęła na moich kolanach, gdy drapałam ją za uchem. Złapałam za pilot i przeglądałam telewizję. Po chwili wrócił Rosjanin.
- I jak?- spytałam.
- Skończą dopiero naszego dnia, razem z wykonaniem pni i nasypaniem nowej ziemi. Drzewo z domkiem zabezpieczono, ale chciałbym wiedzieć, czy podoba ci się jego miejsce.
- Zamień się ze mną, a zobaczę.
Po chwili wyszłam do ogrodu. Wszędzie jeździły koparka i dźwig. Jacyś mężczyźni i odpowiednich strojach z piłami ścigali drzewa. Zaznaczony teren był bardzo duży. Połowa była już oczyszczona i zaczynało tu wyglądać jak normalny ogród. Zobaczyłam jedno drzewo, wyróżniające się. To było to z domkiem. Pomyślałam, gdzie bym to widziała.
- Uszanowanie.- zaczepił mnie jeden z robotników.- I jak się Pani podoba?
- Bardzo dobrze Panom idzie.
- Dziękuję. To zaszczyt usłyszeć coś takiego, z ust tak pięknej kobiety .- podlizywał się.
Uśmiechnęła się i wróciłam do środka.
- I jak?- spytał mój mąż.
- Wszystko jest idealnie. Mówiłam już, że Cię Kocham?- usiadłam obok niego i zarzuciłam mu ramiona na szyję.
- Ja ciebie też Roza.- złączył nasze usta w pocałunku.- A teraz chodźmy spać. Dzisiaj był bardzo męczący dzień.
- Było by dobrze, ale mi się nie chce. Tyle się na robiliśmy, a ja i tak mam za dużo energii.- poskarżyłam się ze smutną miną.
Strażnik odłożył psa na bok i posadził mnie sobie na kolanach.
- A ja wiem, jak możesz ją zużytkować.- szepnął mi na ucho głębokim głosem.
- Tak?- dotknęłam przez koszulkę torsu mojego mężczyzny.- Chętnie skorzystam z takiej lekcji.
Rosjanin bez uprzedzenia, wstał, na co pisnęłam zaskoczona. Następnie zaniósł mnie do sypialni.
- Po raz pierwszy od bardzo dawna, nie muszę tracić czasu na zamykanie drzwi.- mruknął, kładąc mnie na łóżku.
Położył się na mnie i wpił mocno w moje wargi. Dłonie wślizgnęły mu się pod moją bluzkę. Wszystko działo się bardzo szybko. Oddychałam ciężko, gdy przerywaliśmy pocałunki. Dymitr ściągnął ze mnie bluzkę, a następnie stanik. Musiałam sama się pofatygować i zajęłam z niego koszulę, chyba lekko go podrapałam, ale to nie było ważne. Mój ukochany pozbył się swoich i moich spodni, razem z bielizną. Całowaliśmy się namiętnie i gwałtownie. Jęknęłam gdy nagle wszedł we mnie. Kochaliśmy się kilka razy i zawsze dochodziliśmy, według tradycji, w tym samym czasie, krzycząc swoje imiona.
- Ja tiebia liubliu tovarishch.- szepnęłam po wszystkim
- Ja tiebia toże liubliu Roza.
Przytuliłam się do męża, a on 
Objął mnie mocno. Spletliśmy ze sobą nasze dłonie i nogi.
- I jak? Dalej masz tyle energii.
- Jestem wykończona.- powiedziałam szczerze.
Nie dość, że dotarło do mnie zmęczenie po całej imprezie, pierwszym sexie, budowie domku, zakupach, pozytywne z naszego zbliżenia przed chwilą, to jeszcze nie spałam od jakichś 15 godzin. I ja miałam jeszcze na to energię? Niezła jestem.
- Cieszę się.- powiedział z uśmiechem Bielikow.
- Z czego?- zdziwiłam się.
- Że potrafię doprowadzić cię do takiego stanu.
Był z siebie dumny, więc nie wyprowadzałam go z tego małego błędu. W sumie po części się do tego przyczynił.
- Tylko ty tak na mnie działasz.- szepnęłam uwodzicielsko, trochę zmęczonym głosem.
Nagle znalazł się nade mną, a mi przyspieszył oddech. Już nie byłam aż tak zmęczona.
- Nie kuś skarbie, bo to się może źle skończyć.
- A może ja tego chcę?- spojrzałam mu głęboko w oczy, z leniwym uśmieszkiem.
Od razu przeszła mi ochota na sen. Przymrużyłam zalotnie oczy, czekając na jego ruch. Wzrok Rosjanina pociemniał, a on wbił się mocno w moje usta. Tak zaczęliśmy kolejną rundę, po której naprawdę byłam wykończona. Ledwo wtuliłam się w ukochanego i już spałam.

wtorek, 20 września 2016

ROZDZIAŁ 259

Po pół godziny byliśmy pod sklepem budowlano-ogrodniczym. Było wczesne popołudnie w środku tygodnia, więc z miejscem parkingowym nie mieliśmy problemu. Włożyłam dzieci do wózka i weszliśmy do sklepu. Psa zostawiliśmy, bo i tak nie mógł z nami wejść, a na dworze mogłaby stać mu się krzywda. Czytałam, że w jego wieku mogą biegać po domu, ale jeszcze nie po dworze. Ale zostawiliśmy jej uchylone okno, aby się nie udusiła oraz daliśmy miski z wodą i karmą. W środku weszliśmy między półki z farbami. Ukochany pokazał mi, które są najlepsze na dwór i pozwolił wybrać mi kolory. Uznałam, że cały domek może być w kolorze orzechu. Do tego wzięliśmy puszki farb niebieskiej, żółtej, brązowej, hebanowej, srebrnej, białej i różnej. Do tego kupiliśmy drabinkę sznurową, dywaniki i plastikowe skrzynki na zabawki i plastikowy stolik z krzesełkami. Popatrzyliśmy jeszcze na dział ogrodniczy. Oglądaliśmy place zabaw w gazetce.
-Myślę, że plastikowy będzie dobry.- podsunął strażnik.
- No nie wiem. Drewniany jest tańszy, większy i trwalszy.
- Ale dzieci mogą wbić sobie drzazgi.- zmartwił się.
- To się im wyciągnie. Nie wiem, czy to do ciebie dociera, ale kiedyś one będą zabijać. A ty się boisz, że wejdzie im kawałek drewna? Dymitr, weź się uspokój.- traciłam cierpliwość.
- No ale to będzie za dwadzieścia lat.
- Dymitr, błagam, nie denerwuj mnie. Drewniany, albo w ogóle. Nie można ich trzymać pod kloszem.
- No dobra. To który?
- Ten.- wskazałam na największy.
Miał dwa domki, w formie wież zamku, połączonymi mostkiem wiszącym. Z jednego wychodziła prosta zjeżdżalnia, a z drugiej spiralna. Pod łączenie wisiały dwie huśtawki. Na przedłużeniu znajdowały się pierścienie do przechodzenia rękoma. Pod domkami były piaskownice.(↓)
- Okej, to trzeba to zamówić, żeby nam przywieźli.- powiedział Rosjanin.
Wybraliśmy jeszcze ogrodzenie i mały basenik. Zatrzymałam się przy kwiatach i ozdobach ogrodowych.
- To ja idę na narzędzia.- oznajmił ukochany i skręcił w następną alejkę.
Do koszyka włożyłam cebulki tulipanów, róż, Hiacynty i jeszcze kilka innych kwiatów. Wzięłam również kamienie ogrodowe, ozdobny wodospadzik, żabki ceramiczne, bociana, krasnale ogrodowe i światła gruntowe. Nigdy bym nie pomyślała, że tak szybko zdecydujemy się na zakupy, związane z robieniem ogrodu. No ale na co czekać. Do kupiłam więcej ramek i ruszyłam na poszukiwania męża. Znalazłam go z pracownikiem sklepu przy kosiarkach, a pod pachą miał szlauch. Podeszłam i złapałem go za rękę. Dzieci patrzyły wszędzie z zaciekawieniem. Najwidoczniej już się wyspały. Facet niby coś tłumaczył, ale się na tym nie skupiałam, myśląc co by jeszcze kupić. Można by jakiś namiot, albo taki mały dla dzieci. O i latawce. Tak. Ale to można zrobić. Bardziej cieszy i zazwyczaj jest trwalsze. Pamiętam jak takie robiłyśmy z Lissą w przedszkolu. A jakby jeszcze kupić taki wielki basen, rozkładany? Czy lepiej zbudować w ziemi? Zapytam Dymitra, gdy w końcu na coś się zdecyduje. Przydał by się jakiś stolik do ogrodu. Albo na stałe przytwierdzić ławkę. I wtedy zauważyłam dużą huśtawkę na metalowych nogach. Już widziałam Dymitra leżącego na niej i huśtającego się, czytając western. Musimy to kupić. W końcu mężczyźni skończyli rozmawiać.
- Weźmiemy tą.- wskazał czerwoną kosiarkę.- Rose! Ile ty tego nabrałaś?- załamał się.
- Wszystko jest potrzebne.- żachnęłam się.
- Jednak mogłem ci powiedzieć, że powinnaś się martwić o pieniądze.
- Uspokój się. Starczy nam. Tylko jak się z tym zabierzemy? I mam jeszcze kilka pomysłów.- dodałam niepewnie.
- Aż się boję. No ale mów.
Powiedziałam mu o swoich pomysłach w drodze do biura obsługi klienta.
- Można by ten basen kupić, co był tak w gazetce. Mniej będzie kosztował i będzie wygodny do czyszczenia. Namiot... Namiot... Jeszcze pomyślimy. Ale huśtawka mi się podoba.
- W czym mogę pomóc?- spytał pan w starszym wieku.
Dopiero teraz zauważyłam, że jesteśmy przy obsłudze klienta. Dymitr wytłumaczył mężczyźnie, co byśmy chcieli, aby nam przywieźli i gdzie. Wypełnił dokumenty oraz zapłacił kartą. Przy okazji zamówiliśmy też trampolinę. Może wymyślam, ale radość naszych dzieci, gdy będą na niej skakać, jest tego warta. Po dokończeniu formalności, udaliśmy się do kasy, z resztą zakupów. Rachunek był kosmiczny, ale luksus kosztuje.
- Jak my się z tym zabierzemy?- spytałam, gdy wyszliśmy ze sklepu.
- Pomyślałem o tym.- uśmiechnął się tajemniczo.
W tej chwili usłyszałam znajomy głos.
- Rose, Dymitr.- przed nami stanął Liam Dork.
- Hej, co ty tu robisz?- zdziwiłam się.
- Dymitr poprosił, żebym przyjechał z przyczepą. I teraz wiem po co.- zaśmiał się, patrząc na nasze zakupy.
- No tak trochę nam się nazbierało trochę tego.- Rosjanin podrapał się po karku i wymienił z dampirem męski uścisk.
Liam jest jednym ze strażników królowej, dlatego tak dobrze się znamy. Panowie zaczęli pakować rzeczy na przyczepę, a ja zajęłam się wsadzaniem maluchów do samochodu. Jednak coś w nim śmierdziało. Otworzyłam bagażnik i wyskoczyła na mnie puchata kulka. Zachwiałam się, ale nie straciłam równowagi. Głaskałam ją i drapałam za uchem.
- Towarzyszu, mamy problem.- spojrzałam na pamiątkę, zostawioną przez suczkę.
- Cholera!- przeklął.
- Nie przy dzieciach.- upomniałam go ostro.
- Pobrudziła mi samochód.
- Spokojnie, to da się wyczyścić.- koło nas pojawił się Liam.
- To nie problem, bo pod spodem jest szmatka.- wytłumaczyłam, podczas gdy mój mąż założył rękawiczki, które nawet nie wiedziałem, że kupił, ściągnął podkładkę i wyrzucił.- Tylko, że to jest problem, który zostawił nam Abe, chcąc zrobić przyjemność Lili. Ale o takich rzeczach nie myśli.
- Rose, spokojnie. Podłożymy gazetę, a z wiekiem nauczy się, że załatwia się poza domem.- Bielikow chciał mnie przytulić, ale się odsunęłam.
- Rękawiczki.- wskazałam, kiedy spojrzał na mnie zdziwiony.
Wyrzucił je i wrócili do załadunku przyczepy. Po chwili dzieci spały w fotelikach, suczka leżała na gazetach, a do auta przyczepiona była przyczepa z naszymi zakupami.





poniedziałek, 19 września 2016

ROZDZIAŁ 258

Uznałabym je za normalne, gdyby nie drabina stojący przy nim. Spojrzałam w górę i zobaczyłam kawałek kwadratowej platformy. Cofnęłam się kilka kroków i znowu podniosłam wzrok. To był domek na drzewie. W prawdzie z połową dachu,ale zawsze coś.
- Dymitr to jest wspaniałe. To po to się wymykałeś?
Pokiwał głową
- Jeszcze nie skończyłem i chciałem pokazać go wam jutro, jako prezent dla Lili.- podrapał się po karku.
- To jest wspaniałe, ale szkoda, że tak daleko.
- Wynająłem ludzi i mieli mi to drzewo wykopać bez uszkadzania korzeni i wsadzić bliżej domu. Ale nie wiem, czy zdążę do jutra. Zajmie mi to całą noc.
- O nie towarzyszu. Ty też musisz spać, a razem o wiele szybciej nam to pójdzie.- zablokowałam wózek, aby nie odjechał i zaczęłam się wspinać na górę.
- Razem?- zdziwił się Rosjanin.
- Chyba nie myślałeś, biorąc mnie tu, że się położę, będę opalać i patrzeć jak się męczysz. Choć tu lepiej, bo sama też nie będę robić.- zawołałam wiążąc sobie włosy w kucyk.
Po chwili koło mnie stał mąż.
- To co robimy towarzyszu?
- Ja dokończę dach, a ty możesz przymocować drzwi i okna.- weszliśmy do środka, uważając na głowy.- Następnie możesz wziąć te większe belki i powbijać tam, gdzie na zewnątrz wystają gwoździe.
- To bierzemy się do roboty.- zatarłam dłonie i podeszłam do sterty desek i innych drewnianych rzeczy w kącie.
Znalazłam dwie małe, ozdobnie deski, z jednej strony kończące się trzema łukami. Uznałam, że to od okien. Pomyślałam, że można to jakoś ozdobić. W końcu ma być to domek dla dzieci. Znalazłam w skrzynce na narzędzia dłuto i zaczęłam rzeźbić. Przecież to nic trudnego, gdy umie się rysować. Najpierw ołówkiem narysowałam wzór, w tym wypadku kontur galopującego konia i zaczęłam to wycinać. Jednak nie było to takie proste, bo wszystko było wycięte w liniach prostych. Ale znalazłam jaką maszynę na baterię, coś jak wiertarka, tylko zamiast wiertła była okrągła główka z chropowatego materiału. Potraktowałam to jak papier ścierny i wyszlifowałam kąty oraz nierówności, do zadowalającego mnie efektu. Popatrzyłam dumna na swoje dzieło, wyszłam z domku i podeszłam do okna od zewnętrznej strony. Przymocowałam drewno, obrazkiem od zewnątrz. Jednak zawiasy skrzypiały, więc sięgnęłam przez okno po smar i naoliwiłam metal. Wróciłam do środka i i znalazłam drzwiczki do drugiego okna. Na nich zrobiłam słońce z chmurami.
- Roza, co ty tam robisz?- spytał zmartwiony Bielikow.
- Nic takiego, nie przeszkadzaj sobie.
Tak samo je przytwierdziłam i naoliwiłam. Zostały mi jeszcze drzwi. Chwilę myślałam i narysowałam na nich koronę nad skrzyżowanymi sztyletami. Nie no, ja mam jakiś talent do tego. Tym razem zajęło mi to więcej czasu i nie wszędzie mogłam dostać się tą maszyną, wiec męczyłam się z papierem ściernym. Gdy wszystko było gotowe, pomyślałam, że ładnie by to wyglądało z jakąś tabliczka nad. Ale to później, bo może okazać się, że wykorzystam coś potrzebnego. W tym momencie z dachu zaskoczył strażnik.
- Ja zdążyłem zrobić cały dach i położyć na niego trzy warstwy lakieru, a ty dopiero mocowanie drzwi i okien skończyłaś?- zaśmiał się. Jednak przestał, gdy zobaczył co dokładnie zajęło mi tyle czasu. Obszedł do około domek, podziwiając moją robotę.
- No dobra, zwracam honor. Roza to jest piękne i niesamowite. Jak ty to zrobiłaś?
- Po prostu. Narysowałam, wycięłam, wyszlifowałam.- skróciłam opis swojej pracy z uśmiechem.
- Niezwykłe. Nie tylko ja mam wiele talentów.- jeszcze chwilę zachwycał się moją sztukę.- No to teraz czas na barierkę.
Ja zanosiłam belki, a on je wbijał wielkim młotem. Sama chciałam to robić, ale ukochany uznał, że to niebezpieczne i pozwoli mi przebijać poprzeczki. Po długiej, agresywnej wymianie zdań, oczywiście bardziej z mojej strony, zgodziłam się. Gdy mój Rosjanin wszystko wbił, ja przytwierdziłam deski, pomiędzy nimi, od zewnętrznej strony. Tak lepiej wyglądało.
- To co teraz?- spytałam.
- Nie jesteś jeszcze zmęczona?- zdziwił się Dymitr. Zaprzeczyłam głową.- Już wiadomo po kim dzieciaki mają tyle energii.
- Jest taka piękna pogoda, słońce świeci, aż szkoda spać.
- A później w dzień będziesz nie wyspana.
- Ty też. I nawet mi nie mów, że to nie ważne, bo przypomnę ci kłótnię z Bai.- wygarnęłam mu i wróciłam do domku.
Znalazłam tam puszki z lakierem, ale żadnej farby. Wróciłam do ukochanego.
- Towarzyszu, jedziemy do sklepu.- oznajmiłam, schodząc po drabinie.
- Po co Roza?- stał mój mąż.
- Musimy kupić farby i inne rzeczy do ozdoby domku.- zaskoczyłam na ziemię i podeszłam do dzieci.
Odblokowałam wózek, w czasie gdy strażnik schodził.
Razem wróciliśmy do domu, przygotowaliśmy się do drogi i wyjechaliśmy. Wzięliśmy ze sobą suczkę, żeby nie siedziała sama w domu. W pewnym momencie, rozdzwonił się telefon Rosjanina. Przełączył na zestaw głośnomówiący.
- Bielikow, słucham.
- Dzień dobry. Zamawiał pan na dzisiaj wykonanie drzewa.
- Tak. Niestety nie ma mnie teraz w domu, ale może pan się zabierać do roboty, a rozliczymy się gdy wrócę.
- Dobrze. Miłego dnia.- i się rozłączył.
- A kiedy będzie wycinka drzew?- spytałam.
- Myślałem o jakimś dniu, gdy nie będzie nas w domu.
- To może teraz? Da się kogoś wynająć?
- Myślę, że tak.- uśmiechnął się, wykręcając na desce rozdzielczej numer.

ROZDZIAŁ 257

Urodziny trwały do ósmej, a później po dzieciaki przyjechali rodzice. Ojciec zaproponował, żebyśmy zostali na noc,a Lili się do niego dołączyła. Jednak obroniliśmy się argumentami, że nie mamy tu żadnych swoich rzeczy, a torba maluchów jest już pusta. Tylko bolało mnie, patrzeć na smutną Lili, zwłaszcza, że to jej urodziny. Tak rzadko widziała się z Pawką, a oni jutro wyjeżdżają. Więc zrobiłam tak.
- Możesz zostać tu na noc, a my zabierzemy prezenty. Jutro tu po ciebie przyjedziemy i przy okazji odwieziemy rodzinę na lotnisko. Dobrze?
- Tak! Kocham was.
- My ciebie też. I masz całą noc na wymyślenie imienia dla nowego członka rodziny.
Pokiwała energicznie głową i ucisnęła nas. Następnie pożegnaliśmy się z resztą rodziny, po czym z dziećmi i psem odjechaliśmy z pod willi Abe'a.
- Co myślisz o tym Roza?- spytał mój król.
- Nie wiem.- przyznałam szczerze.- Nie uważasz, że za dużo zwierząt nas lubi? No wiesz, jako dampiry?
- Może to przez to błogosławieństwo?- zamyślił się.
- Sądzę, że to za dużo. Dwoje dzieci, moja młodsza siostra, odwiedzająca nas czasami Luna i teraz pies.
- Przynajmniej nasz dom będzie żywy i radosny. Smutno by było mieszkać tylko w dwójkę w tak dużym domu.
- Brakuje tylko stajni dla Gwiazdki.- nie podzielałam jego entuzjazmu.
- Można zbudować. Znam dobrą firmę. Przygotujemy nasz dom pokoleniowo. Jak twoich rodziców. Zrobimy w końcu garaż, możemy ogrodzić ogród, powycinać drzewa, zrobić lepsze miejsce do ćwiczeń, jakiś schowek, plac zabaw...- rozkręcił się.
- Przystopuj towarzyszu. Po pierwsze, pieniądze.
- To chyba ostatnie, o co powinnaś się martwić.- zauważył.
- No dobra. Trzeba na to czasu. Wiesz ile to zajmie? A ile będzie hałasu?
- Damy radę, jeśli tylko się zgodzisz.
Pomyślałam o tym, że opalam się nad basenem, albo na bieżnię mogę po prostu wyjść za dom, a nie dziesięć minut w las, kwiatki rosnące w ogródku i pies wesoło ganiający za piłką, roześmiane dzieci na placu zabaw...
- Zgoda.- postanowiłam.
- Naprawdę?!- spytał z niedowierzaniem.
- Tak. Chcę tego, jeśli tylko będziesz przy mnie.
- Zawsze Roza.- położył dłoń, na moim kolanie.
Na szczęście mogliśmy się przebrać, bo może ta sukienka była zjawiskowa, ale i niewygodna. Dalej jechaliśmy w milczeniu, aż pod dom. No po drodze zajrzeliśmy do najbliższego centrum handlowego, gdzie mogą być rzeczy dla psów i kupiliśmy całą wyprawkę, czyli posłanie, piłkę, gryzaki, dwie miski, szelki, smycz, karmę i smakołyki. W samochodzie przeglądałam strony rasie naszego czworonoga. Jest ona przyjazna dla dzieci, co jest dobre. Znalazłam kilka przepisów na własnej roboty jedzenie dla psów, bo nie samą suchą karmą żyją. Wreszcie dojechaliśmy do domu. Zaniosłam dzieci na górę i wyszykowałam je do spania, a w tym czasie Dymitr wnosił prezenty i wyprawkę do domu. Gdy skończyłam poszłam mu pomóc, a on postanowił odgrzać obiad. Postanowiłam, że nasz nowy przyjaciel, a raczej przyjaciółka będzie miała kącik pod schodami. Przygotowałam tam wszystko, a miski postawiłam w kuchni. Jedną z wodą, a druga z karmą. Po wszystkim usiadłam przy stole w kuchni i przejrzałam dokumenty tej kulki. Na rodowodzie widziało imię Kobra, ale to tylko do rejestru i można ją nazywać inaczej. Miała trzy miesiące i tak, jest samiczką. Na wiosnę trzeba ją pilnować. Choć tu wszędzie, do około las. W tym czasie suczka kręciła się po domu, badając każdy kąt. Spojrzałam na książeczkę szczepień i zauważyłam, że niedługo jest termin. Odłożyłam dokumenty, gdy ukochany postawił przede mną talerz z pysznym kurczakiem. Byłam bardzo głodna, wiec zjadłam wszystko i jeszcze wzięłam dokładkę. Strażnik zaśmiał się ze mnie, ale nie był gorszy. Zjedliśmy tyle samo. Po posiłku, położyliśmy suczkę pod schodami i założyliśmy deskę, żeby nic nam nie zniszczyła. Następnie weszliśmy na górę. Po kąpieli i kolejnym sexie, leżeliśmy w łóżku. Z każdym dniem stajemy się coraz delikatniejsi, ale wciąż czujemy głód siebie po miesiącu przerwy. Udawałam, że śpię. Po kilkunastu minutach, Dymitr wyplątał się z moich objęcia i poszedł do garderoby. Zmartwiłam się, zwłaszcza, że to nie pierwszy raz. Jednak na razie się nie ujawniałam. Zamknęłam szybko oczy, gdy wrócił, pewnie już ubrany. Czułam jak się nade mną pochyla, sprawdzając czy na pewno śpię. Chyba dał się nabrać, bo wyszedł, zamykając cicho drzwi. Odczekałam chwilę i sama wyszłam, wcześniej narzucają na siebie szlafrok. Zeszłam na dół i zobaczyłam światło na korytarzu. Dymitr kucał tyłem do mnie i wiązał buta, więc mnie nawet nie zauważył.
- Gdzieś się wybierasz, towarzyszu?- spytałam, opierając się o framugę drzwi.
Strażnik aż podskoczył na dźwięk mojego głosu. Spojrzał na mnie lekko wystraszony.
- Myślałem, że spisz.- przyznał.
- Najwidoczniej nie.- odpowiedziałam, trochę za ostro. Po chwili się uspokoiłam i spojrzałam na niego spod przymrużonych powiek.- Co ty ukrywasz?
- Nic.- wyczułam niepewność e jego głosie.
- Przecież widzę, że coś jest nie tak. Wychodzisz tak od pięciu nocy. Myślisz, że nie wiem? Gdybym cię nie znała, oskarżyłabym cię o zdradę. Ale wiem, że byś mi tego nie zrobił. Dlatego chcę wiedzieć, co się dzieje. Po prostu się o ciebie martwię.- dodałam delikatniej, podchodząc do ukochanego i patrząc mu w oczy.- Dymitr, proszę.
W końcu uległ. Całe napięcie zniknęło z jego twarzy, którą potarł jedną dłonią.
- Ubierz się i zabierz dzieci. Pokaże ci coś.
Czym prędzej pobiegłam na górę i do garderoby. Włożyłam świeżą bieliznę, czarne szorty i pomarańczową koszulkę w krótki rękaw. Bielikow przyszykował już dzieci i czekał z Nastką, aż wezmę Felixa. W czwórkę zeszliśmy na dół i włożyliśmy dzieciaki do wózka. Dymitr zamknął za nami drzwi i poprowadził w las. Słońce już dawno świeciło na niebie, a wokół latały ptaki, ćwierkając radośnie. Maluchy zaciekawione, patrzyły dookoła, chłonąc witaminę D3 ze słońca. Nie szliśmy długo, może z pięć minut, aż zatrzymaliśmy się pod drzewem.

ROZDZIAŁ 256

Ogród wyglądał magicznie. Abe się postarał. Wszędzie na drzewach wisiały lampiony, a na jednej z gałęzi wielka piniata w kształcie jednorożca. Był również ogromny dmuchany zamek, zjeżdżalnia basenu z piłkami i stół ze słodyczami, ciastkami i piciem. Nad ziemią unosiły się różnego kształtu i koloru balony z helem. Lili była zachwycona i wcale jej się nie dziwię. Poszła się bawić ze znajomymi na zjeżdżalni. Dzieciaki były różnie pobierane. Widziałam postacie z bajek, zwierzęta, czarownice, zombie oraz wiele innych. Nagle ktoś chciał zasłonić mi oczy, ale szybko się odwróciłam i przytuliłam przyjaciółkę.
- Im bardziej myślisz, żebym nie sprawdziła gdzie jesteś, tym bardziej to zrobię.- szepnęłam jej na ucho i się odsunęłam.
- Zapamiętam.- zmierzyła mnie dokładnie wzrokiem.- A podobno to ja jestem królową wampirów.- dygnęła przede mną, a ja się wyprostowałam dumnie. Następnie obie się
- Niekiedy rolę lubią się zmieniać, bagienna księżniczko.
Lissa miała na sobie zieloną suknię, lekko poszarpaną i pobrudzoną. Oczywiście wszystko zaprojektowane. A w jej blond włosy, wpleciono sztuczne wodorosty. Skórę miała przypudrowaną na odcień zieleni.
- A gdzie nasza solenizantka?- spytała.
- Bawi się z gośćmi w zamku.
- Rose, Dymitr. Dzieci, ale ty pięknie wyglądacie.- razem z mężem odwróciliśmy się do właścicielki głosu.
- Dziękujemy mamo.- Rosjanin uściskał kobietę, a ja po nim.
Cała rodzina Bielikowów przebrała się za czarownice. Jedynie Pawka i Łuka zmienili się w dżinów.
- Gdzie jest Lili.- na wstępie spytał starszy chłopiec.
- Krwiożerczej księżniczki najlepiej szukać w zamku.- puściłam mu oko, a jego już nie było.
- A ty tez jeśteś krwioerca, ciociu?- spytał jedyny w tej rodzinie blondynek.
- A to zależy. A jesteś słodki?
- I to jeszcze jak.- jego pewność siebie jest taka pocieszna.
- To ciocia cię złapie i zje.- zaczęłam go gonić, a on uciekać.
Jednak nie pobiegł za daleko i go złapałem. Podniosłam do góry i cmoknęłam w policzek.
-Jesteś słodki, ale cię oszczędzę, jeśli posiedzisz u cioci na kolanach.
- Taaaaak.- ucieszył się maluch i wtulił we mnie.- Ja tiebia liubliu tetushka(cioci).
- Też cię kocham.
Wróciłam z nim do stołu i usiadłam między przyjaciółką, a ukochanym. W między czasie niestety dołączył do nas Ozera.
- No proszę, Rose wygląda tak, że strzygi może w końcu zaczną się jej bać.- posłał mi złośliwy uśmiech.
- A ja widzę, że kopciuszek zgubił pantofelek i jeszcze karoca wpadła mu do jeziora. Na pewno to Lissa była twoją bohaterką.- udałam wzruszenie.
- Dla twojej wiadomości, jestem Frankensteinem.
- O! A jednak miałam rację, że brakuje ci mózgu.- zaczęłam się śmiać.
Christian już chciał coś powiedzieć, ale wyprzedziła go królowa.
- Rose, a mi coraz lepiej idzie panowanie nad więzią.- pochwaliła się.
- Brawo.
No tak. Przez ostatnie dni daliśmy jej wiele okazji do tego.
- A nie zdążyłam ci podziękować za zorganizowanie chrzcin. To było wspaniałe. Jesteś najlepszą siostrą jaką mogłam mieć. Na równi z Lili oczywiście.
- A nie ma sprawy. Cieszę się, że zostałam chrzestną Anastazji, razem z Masonem.
- A właśnie, gdzie oni? I Jill z Eddym?- spytałam.
- Pewnie zaraz przyjdą.
Jak na zawołanie, pojawiła się cała czwórka. A zaraz po nich, moi rodzice. Jednak mama dała się przekonać do założenia stroju wilkołaka. I nawet nieźle w nim wyglądała.
- To teraz proponuję zwołać wszystkie dzieciaki i pokroić torty.- mój ojciec zawarł ręce, gdy już się przywitaliśmy z gośćmi.
Wszedł na scenę i wziął mikrofon. Poprosił, aby wszyscy przyszli pod scenę, a samą jubilatkę zaprosił do siebie. Po chwili na drewniany parkiet wjechały dwa wózki. Jeden z naszym ciastem, a drugi z torem w kształcie leżącego źrebaka skrzydlatego jednorożca(↓). Ale tylko na naszym było dziewięć świeczek. Po ich zdmuchnięciu przez moją siostrę, rozległy się gromkie brawa, a mój król nawet zagwizdał na palcach. Spojrzałam na niego i zobaczyłam radość i szczęście w jego oczach. Chyba wyczuł, że mu się przyglądam, bo zwrócił na mnie wzrok i się uśmiechnął, po czym przytulił mnie do siebie. Następnie każdy podchodził i składał dampirzycy życzenia. Nadeszła nasza kolej.
- Dużo szczęścia, radości i żebyś kiedyś została najlepszą strażniczką na świecie.- przytuliliśmy ją.
- Taką jak wy?- spytała z błyskiem uwielbienia w oczach.
Bielikow ukląkł i złapał ją za ręce.
- Lepszą.- powiedział, a mała, rzuciła mu się na szyję, strącając jego koronę.
Wszyscy się zaśmialiśmy.
- Kocham was.
- A my ciebie.- odpowiedzieliśmy jednocześnie.
W między czasie poukładano stoły, przy których teraz każdy jadł po kawałku z obu ciast. Jednak uważałam, że nasze jest lepsze.
- Nie za bardzo wieżę w umiejętności kulinarne naszej córki,- Abe posłał mi przepraszające spojrzenie, na co odpowiedziałam morderczym wzrokiem.- więc zgaduję, że to Bielikow kontrolował pracę w kuchni.- otarł serwetką usta, choć wcale się nie pobrudził i spojrzał na mojego męża.- Nie chciałbyś zostać moim szefem kuchni?
Łyżeczka wypadła mi i z brzdękiem uderzyła o talerz. Najbliżej znajdujące się osoby, czyli nasi przyjaciele i rodzina, zwrócili na mnie swój wzrok, z niepokojem, bo wszyscy mnie dobrze znali. Już chciałam się sprzeciwić i krzyczeć na ojca, gdy ukochany położył mi rękę na udzie. Popatrzyłam na niego i otrzymałam uspokajające spojrzenie.
- Dziękuję Panie Mazur, ale mam już pracę i nie zamienił bym jej na żadną inną. W końcu w życiu powinno się robić coś dla idei, a nie samych pieniędzy.
- Skoro tak uważasz.- staruszek wzruszył ramionami i wróciliśmy do jedzenia.
Jednak zanim się pochylił nad talerzem, w jego oczach widziałam dumę i aprobatę dla zięcia.
Po posiłku Abe zorganizował inne rozrywki dla dzieciaków. Rozbijanie piniaty, przycinanie osłowi ogonka, a na koniec oddał pałeczkę wynajętym animatorów. Wszyscy miło się bawili. Nawet Zoja odnalazła się w tym tłumie. Jest bardzo cwana i wygadana, czym zyskała sobie w oczach przyjaciół Lili, a zwłaszcza dziewczyn. A nasze dzieci i Łuka bawili się na kocyku z zabawkami, pod opieką Jill. Nagle, w środku imprezy mój ojciec na nowo wyszedł na scenę.
- Proszę wszystkich o uwagę.- tak też się stało.- Więc jest to bardzo ważny dzień dla mojej małej córeczki. Pierwsze urodziny w nowej rodzinie. Nie zawsze jest łatwo odnaleźć się w takiej sytuacji, a jej się udało, z czego jestem bardzo dumny. Chodź tu słońce.- po chwili obok niego stała Lili.- Może Rose i Dymitr mnie za to nie zabiją, ale chciałbym teraz ofiarować ci prezent ode mnie i mojej narzeczonej.
W tej chwili na scenę został wprowadzony przez Dave, niezdarnie poruszający się puchaty szczeniak Golden Retriever z czerwoną kokardą na szyi. Patrzyłam na to w szoku, tak samo jak moja siostra.
- Od teraz jest nowym członkiem waszej rodziny.- dodałem mój ojciec, unikając mojego wzroku.
I dobrze. Ale i tak z nim sobie pogadam. Jednak gdy widziałam radość siostry, gdy przytulała tą puchatą kulkę, jakoś przeszła mi złość na staruszka.

niedziela, 18 września 2016

ROZDZIAŁ 255

- Hej taruszku.- przywitałam się z ojcem, który już na nas czekał przed drzwiami.- Gdzie mama?
- Jeszcze odsypia nocną wartę, ale zaraz wstanie.
No tak. Czego innego mogłam się spodziewać. Wielka Janine Hathaway zawsze na służbie. Razem z resztą rodziny poszliśmy do salonu.
- Lili na górze, w twoim pokoju czekają dwie niespodzianki.- oznajmił Abe, gdy tylko usiedliśmy na sofie.
- Naprawdę?!- nie mogła uwierzyć.- Czyli, że wszyscy pamiętali?
- W naszej rodzinie nie zapomina się o urodzinach. A teraz zmykaj na górę.
Mała ucisnęła ojca i pobiegła schodami na górę.
- Mam nadzieję, że się nie pogniewacie?- lekko się zmieszał, a ja zaczęłam się niepokoić.
- Co jej kupiłeś?- spytałam podejrzliwie.
- A nic takiego. Przygotowania prawie skończone.- zmienił temat.- za kilka minut pojawią się goście i chciałbym, żebyście zatrzymali Lili na górze, póki nie zawołam was.
- Dobrze. I z Dymitrem przygotowaliśmy tort.- podałam mu plastikowy pojemnik.- Ciasto z czekoladowych biszkoptów, przekładanych kremem do karpatki, posypane z wierzchu wiórkami kokosa, polane karmelem. Między warstwami poukładaliśmy kawałki owoców. To wszystko schłodzone w lodówce. 100% własnej roboty.
- To dobrze. Zamówiłem już tort w najlepszej cukierni świata, ale może nie starczyć na tyle osób. A właśnie. Idźcie z dziećmi do swojej sypialni, tam czekają na was stroje.- znowu się uśmiechnął z namysłem. Wcale mi się to nie podoba.
Mimo wszystko poszliśmy do pokoju. No i miałam rację.
- On chyba sobie żartuje, myśląc, że to założę.
Na łóżku leżały cztery przygotowane stroje. Czarny smoking rodem z osiemnastego wieku, do tego czerwony żakiet, białe rękawiczki czarne spodnie, peleryna, buty i berło. Zestaw dla Dymitra. Na mnie za to czekała czarna suknia do ziemi z bordowym środkiem, bufoniastymi rękawami, które od połowy zmieniały się w tiul, gorsetem i kołnierzem.
- O matko, tylko korony brakuje.- jęknęłam zrezygnowana.
- Wcale, że nie.- ukochany przytulił mnie od tyłu.- Leży na biurku.
Zdziwiona spojrzałam w kierunku wskazywanym przez strażnika. Byłam bardzo zszokowana, że Abe zrobił mi coś takiego. Na sztucznej główce leżała srebrna tiara z ruinami. Z szyi manekina zwisał też srebrny naszyjnik z wielkim rubinem. Kolczyki, pierścionki i bransoletki. To wszystko miało rubiny. Ale i tak uznałam, że zostawię sobie czotki i bransoletkę od Dymitra. Niestety kolczyki i medalion muszę zostawić. To znaczy chciałam zostać w tym, ale Rosjanin sam nalegał na zmianę.
- Nawet dzieci nie oszczędził.- zaśmiałam się.- I wzbogaciliśmy się o dwa nowe ubranka.
Obok naszych strojów leżały dwa czarne stroje. Jeden z białymi kośćmi, jak u szkieletu, a drugie to sukienka z tiulowym dołem, rajstopkami i ogonem. Do tego była opaska z uszami kota.(↓) Zaczęliśmy od przebrania się. Mój mąż doskonale sobie poradził, a ja od pięciu minut stoję w samej bieliźnie i próbuję ogarnąć gorset.
- Roza, bardzo seksownie wyglądasz, ale jeśli mamy zejść na dół, to musisz się ubrać. Bo tylko ja mogę cię tak oglądać.
- Zapamiętam.- obiecałam. - A teraz byłbyś na tyle dobry i pomógł mi z tym czymś?- zrezygnowana odsunęłam od siebie problematyczną cześć garderoby.
- Oczywiście skarbie.
Przyglądał się chwilę gorsetowi, po czym przyłożył mi go d piersi i kazał podtrzymać. Zrobiłam tak, a on podszedł od tyłu i naciągnął sznurki. Poczułam przez chwilę, że nie mogę oddychać, ale gdy ukochany skończył, było mi tylko ciasno.
- Jak kiedyś mogli chodzić w takim czymś.- narzekałam zakładając sukienkę.- Przecież ledwo co się oddycha. Nawet na przykładzie królewny Śnieżki ostrzegali przed gorsetami.
Strażnik zaśmiał się na moją uwagę. Jednak przestał, gdy suknia leżała na mnie. Uśmiechnął się i podszedł do biurka, z którego wziął tiarę i wsadził mi na głowę.
- Wyglądasz bajecznie królowo.- skłonił się przede mną w pas.
- Ty również, mój królu.- dygnęłam, łapiąc za sukienkę i unosząc lekko do góry.
Oboje wybuchliśmy śmiechem. Ale miałam rację. Strażnik wyglądał nieziemsko i seksownie. Ale on chyba we wszystkim tak wygląda. Mój ideał.
- I jak? Pasują.- nagle do pokoju wszedł Abe.- Wyglądacie przepięknie. Rose, idź do Lili. Tam czekają panie, aby skończyć twoje przygotowania. A my z Dymitrem przebierzemy dzieci.
Nie wiem, czemu, ale nie podobał mi się pomysł zestawienia ich samych. Jednak posłuchałam się i poszłam do Lili. Ona siedziała w pięknej sukience księżniczki, podobnej do mojej, ale do kolan(↓), a kobiety układały jej włosy i robiły makijaż. Usiadłam na krześle obok niej i mną również się zajęły. Po godzinie miałam delikatny makijaż, podkreślający moje oczy i powiększający wargi. Skórę zrobiły mi trupiobladą, białym pudrem, a na wargi nałożono mi krwisto czerwoną szminkę. Lili wyglądała podobnie, tylko że z delikatniejszą, różową pomadką. Do ust kazano nam włożyć sztuczne kły. Oto pomysł na przyjęcie urodzinowe według mojego ojca. Kazał wszystkim przebrać się za postacie fantastyczne i nadprzyrodzone. A my, jako najbliższa rodzina Lili, robimy za króla i królową wampirów. Więc teraz wpatrywałam się w swoje odbicie, blada, jakbym od wieków nie widziała słońca. Sądząc po stroju, to z trzysta lat. Na głowie miałam koka z dwoma luźnymi kosmykami, mocno podkręconymi no i oczywiście swoją tiarę. Wyglądałam bardzo mroczne. Podobało mi się to. Lili również miała diadem, ale z różnymi diamentami. Razem wyszłyśmy na schody, gdzie już czekali na nas Dymitr z Abem. Mój mąż miał na sobie złotą koronę z różnymi kamieniami szlachetnymi.(↓) wszyscy wyglądali przepięknie. Po chwili doszła do nas moja matka w stroju strażniczki. Ojciec nie był zadowolony.
- Nie miałaś przypadkiem służby w nocy?- zdziwiłam się.
- Miałam. A to jest moje przebranie.- powiedziała zirytowana.
-Janine, ale wiesz, że przebranie to coś, w czym nie chodzisz na co dzień.- staruszek się załamał.
- Ibrahimie, nie ubiorę na siebie tego futra.- powiedziała z obrzydzeniem.
Tak, moi rodzice mieli się przebrać w wilkołaki.
- A ja nie pozwolę ci iść tak.- podniósł głos Abe.
- A to czemu?- moja matka skrzyżowała ręce na piersi.
- To my zaczekamy w ogrodzie.- powiedziałam, chodź i tak nas nie usłyszeli, zajęci sobą i w piątkę zeszliśmy na dół, zostawiając ich samych.
___________________________________________________________













sobota, 17 września 2016

ROZDZIAŁ 254

Szybko wzięłam prysznic z myciem głowy, po czym ubrałam szlafrok. Wysuszyłam włosy oraz lekko je podkręciłam. Jeszcze tylko spryskałam się perfumami i wyszłam z łazienki. Mój mąż leżał na łóżku, czytając jakąś książkę.
- No nareszcie.- odłożył western i zbliżył się do mnie.- A co pani ma pod tym szlafroczkiem?- spytał wkładając dłoń pod materiał.
Odsunęłam się od niego, zanim przekonał się, że nic.
- Aby się tego dowiedzieć musi pan być czysty.- musnęłam jego wargi.- I gładziutki.
Minęłam go, klepiąc w tyłek. Rosjanin mruknął i zniknął w łazience. W czasie, gdy tam był, ja zakluczyłam drzwi, przyciemniłam światło, zmieniłam jego kolor na czerwony, naciągnęłam zasłony na okna i poszłam do garderoby. Wybrałam najbardziej seksowny komplet bielizny jaki miałam, czyli czerwona koronka, zasłaniająca tylko sutki i takie same figi. Do tego założyłam czarne podkolanówki, szpilki i czerwoną, prześwitującą koszulę. Usłyszałam, że mój ukochany kończy się golić, więc włożyłam szlafrok i położyłam się na łóżku w seksownej pozie. Po kilku minutach otworzyły się drzwi i wyszedł w nich Dymitr w samych bokserkach, z ociekającymi wodą włosami. Zatrzymał się pół kroku, rozglądając się po pokoju. Przestał, gdy tylko mnie zauważył. Zgasł światło i zamknął drzwi za sobą, a ja podniosłam się i podeszłam do niego zmysłowym krokiem. Poczułam jego dłonie na biodrach.
- Teraz jesteś już tylko moja Rozzzzza.- szepnął gardłowym głosem, podgryzając płatek mojego ucha.
Mruknęłam z zadowolenia, gdy przeszedł mnie przyjemny dreszcz. Ukochany najpierw delikatnie musnął wargami moje usta, jakby mnie smakował. Delikatnie zsunęłam z siebie szlafrok. 
- Ile ty masz tego na sobie?- strażnik udał niezadowolone, jednak oczy go zdradziły.
Gdy tylko zobaczył co mam na sobie, wzrok mu pociemniał pożądaniem.
- Czym dłużej się czeka, tym lepiej smakuje.- zaczęłam się o niego opierać, aż jęknął.
- Ale ja już się dość naczekałem.- szybko pozbył się ze mnie koszuli i popchnął mnie na łóżko.
Jednak poddał się chwili i przez długą chwilę przyglądał mi się z uwielbieniem i głodem w oczach. Coś mi mówiło, że to będzie bardzo długa noc. Grę wstępną zaczął od ściągania mi szpilek i pończoch. Na każdym centymetrze nóg składał mokre pocałunki, co było bardzo przyjemne. Następnie pochylił się centralnie nade mną. Wbił się mocno w moje usta, jeżdżąc dłońmi po moim wpół gołym ciele. Wciąż pogrążony w żarliwości pocałunków, odnalazł zapięcie biustonosza, jeśli można to tak nazwać. I je odpiął.
- Niby nic nie zasłania, ale i tak mi przeszkadza.- wyspał w przerwach między pocałunkami, odrzucając go na bok. Ułatwiło mu to, że był bez ramiączek.
Zszedł ustami na moją szyję. Jęczałam, gdy lekko ją podgryzał. Doskonale wie, jak to na mnie działa. Następnie zszedł na moje piersi. Zdziwił się lekko, gdy wyleciało z nich mleko. Zaśmiałam się, ale on szybko je zlizał, a ja na zaczęłam mruczeć. Bielikow schodził pocałunkami dalej w dół. Podskoczyłam i jęknęłam, gdy włożył we mnie palec. Po chwili dodał drugi, a jeszcze później trzeci. Gdy byłam blisko, wyciągnął je ze mnie i na moich oczach je oblizał. Kiedy trochę ochłonęłam, włożył we mnie język i znowu prawie doprowadził do spełnienia. Było mi tak bardzo dobrze, że nieświadomie ciągnęłam go za włosy. Ale chyba mu to nie przeszkadzało, a nawet wręcz przeciwnie. Gdy skończył, zdjął bokserki i wyraźnie było widać, że jego przyjaciel jest gotowy. Jednak ja też chciałam najpierw się z nim pobawić.
Przyciągnęłam męża do siebie i odwróciłam na plecy.
- Teraz a pokażę ci niebo.- szepnęłam mu zmysłowo.
Zauważyłam, jak rozszerzyły mu się źrenice. Chyba bardziej podniecić się go nie da. A jeśli tak, to ja tego dokonam. Schodził pocałunkami od jego ust po dumę, bardzo wolno, tak żeby mógł się tym nacieszyć. Gdy wreszcie dotarłam do celu, bez wahania wzięłam go do ust. Ssałam, podgryzałam i leżałam, póki nie poczułam w ustach cieczy. Połknęłam wszystko i zwróciłam wzrok na ukochanego. Patrzył na mnie przymrużonymi oczami. Po chwili się na mnie rzucił i ledwo znalazłam się pod nim, a wszedł we mnie mocno i gwałtownie. Poruszał się szybko. Jeszcze nigdy nie widziałam go w takim stanie. Podobała mi się ta dzika wersja Dymitra. Nawet sobie nie wyobrażałam, że sex może być przyjemniejszy, niż do tej pory. Ale dzisiaj pobił wszelkie granice. Po długiej chwili doszliśmy jednocześnie, krzycząc swoje imiona. Kilka minut odpoczynku i znowu poczułam na sobie ciężar ciała ukochanego.
- Jeszcze ci mało?- zapytałam zalotnie.- No widzę, że celibat ci służy tygrysie. To co następny na dwa miesiące?
- Nawet mi się nie waż. Ledwo ten miesiąc wytrzymałem.
Chciał coś jeszcze odpowiedzieć, ale wtedy we mnie wszedł. I tak kilka rund, póki się nie zmęczyliśmy.
- Ja tiebia liubliu Roza.- szepnął, przytulny do mnie po ostatnim spełnieniu.
- Ja tiebia toże liubliu tovarishch.- odpowiedziałam.- Masz szczęście, że dostałeś jeszcze tydzień urlopu.
Dalej się trzęsłam od tego, co przed chwilą robiliśmy.
- Po prostu jesteś wspaniała Roza.- mruknął, podgryzając płatek mojego ucha.
- Nic z tego Towarzyszu. Jesteśmy zmęczeni, a myślę, że dzieciaki długo nie dadzą nam pospać. A już jest piąta.
- Aż tak zabalowaliśmy? No to masz rację, skarbie. Słodkich snów.
- Myślę, że po takiej nocy będą cudowne. Dobranoc towarzyszu.
- I spodobało mi się jak mnie wcześniej nazwałaś.
- Domyślam się tigr(tygrysie).- mruknęłam, wtulając się mocniej w ciepły i pachnący jego naturalnym zapachem tors, co ułatwiło mi zaśnięcie.