Uznałabym je za normalne, gdyby nie drabina stojący przy nim. Spojrzałam w górę i zobaczyłam kawałek kwadratowej platformy. Cofnęłam się kilka kroków i znowu podniosłam wzrok. To był domek na drzewie. W prawdzie z połową dachu,ale zawsze coś.
- Dymitr to jest wspaniałe. To po to się wymykałeś?
Pokiwał głową
- Jeszcze nie skończyłem i chciałem pokazać go wam jutro, jako prezent dla Lili.- podrapał się po karku.
- To jest wspaniałe, ale szkoda, że tak daleko.
- Wynająłem ludzi i mieli mi to drzewo wykopać bez uszkadzania korzeni i wsadzić bliżej domu. Ale nie wiem, czy zdążę do jutra. Zajmie mi to całą noc.
- O nie towarzyszu. Ty też musisz spać, a razem o wiele szybciej nam to pójdzie.- zablokowałam wózek, aby nie odjechał i zaczęłam się wspinać na górę.
- Razem?- zdziwił się Rosjanin.
- Chyba nie myślałeś, biorąc mnie tu, że się położę, będę opalać i patrzeć jak się męczysz. Choć tu lepiej, bo sama też nie będę robić.- zawołałam wiążąc sobie włosy w kucyk.
Po chwili koło mnie stał mąż.
- To co robimy towarzyszu?
- Ja dokończę dach, a ty możesz przymocować drzwi i okna.- weszliśmy do środka, uważając na głowy.- Następnie możesz wziąć te większe belki i powbijać tam, gdzie na zewnątrz wystają gwoździe.
- To bierzemy się do roboty.- zatarłam dłonie i podeszłam do sterty desek i innych drewnianych rzeczy w kącie.
Znalazłam dwie małe, ozdobnie deski, z jednej strony kończące się trzema łukami. Uznałam, że to od okien. Pomyślałam, że można to jakoś ozdobić. W końcu ma być to domek dla dzieci. Znalazłam w skrzynce na narzędzia dłuto i zaczęłam rzeźbić. Przecież to nic trudnego, gdy umie się rysować. Najpierw ołówkiem narysowałam wzór, w tym wypadku kontur galopującego konia i zaczęłam to wycinać. Jednak nie było to takie proste, bo wszystko było wycięte w liniach prostych. Ale znalazłam jaką maszynę na baterię, coś jak wiertarka, tylko zamiast wiertła była okrągła główka z chropowatego materiału. Potraktowałam to jak papier ścierny i wyszlifowałam kąty oraz nierówności, do zadowalającego mnie efektu. Popatrzyłam dumna na swoje dzieło, wyszłam z domku i podeszłam do okna od zewnętrznej strony. Przymocowałam drewno, obrazkiem od zewnątrz. Jednak zawiasy skrzypiały, więc sięgnęłam przez okno po smar i naoliwiłam metal. Wróciłam do środka i i znalazłam drzwiczki do drugiego okna. Na nich zrobiłam słońce z chmurami.
- Roza, co ty tam robisz?- spytał zmartwiony Bielikow.
- Nic takiego, nie przeszkadzaj sobie.
Tak samo je przytwierdziłam i naoliwiłam. Zostały mi jeszcze drzwi. Chwilę myślałam i narysowałam na nich koronę nad skrzyżowanymi sztyletami. Nie no, ja mam jakiś talent do tego. Tym razem zajęło mi to więcej czasu i nie wszędzie mogłam dostać się tą maszyną, wiec męczyłam się z papierem ściernym. Gdy wszystko było gotowe, pomyślałam, że ładnie by to wyglądało z jakąś tabliczka nad. Ale to później, bo może okazać się, że wykorzystam coś potrzebnego. W tym momencie z dachu zaskoczył strażnik.
- Ja zdążyłem zrobić cały dach i położyć na niego trzy warstwy lakieru, a ty dopiero mocowanie drzwi i okien skończyłaś?- zaśmiał się. Jednak przestał, gdy zobaczył co dokładnie zajęło mi tyle czasu. Obszedł do około domek, podziwiając moją robotę.
- No dobra, zwracam honor. Roza to jest piękne i niesamowite. Jak ty to zrobiłaś?
- Po prostu. Narysowałam, wycięłam, wyszlifowałam.- skróciłam opis swojej pracy z uśmiechem.
- Niezwykłe. Nie tylko ja mam wiele talentów.- jeszcze chwilę zachwycał się moją sztukę.- No to teraz czas na barierkę.
Ja zanosiłam belki, a on je wbijał wielkim młotem. Sama chciałam to robić, ale ukochany uznał, że to niebezpieczne i pozwoli mi przebijać poprzeczki. Po długiej, agresywnej wymianie zdań, oczywiście bardziej z mojej strony, zgodziłam się. Gdy mój Rosjanin wszystko wbił, ja przytwierdziłam deski, pomiędzy nimi, od zewnętrznej strony. Tak lepiej wyglądało.
- To co teraz?- spytałam.
- Nie jesteś jeszcze zmęczona?- zdziwił się Dymitr. Zaprzeczyłam głową.- Już wiadomo po kim dzieciaki mają tyle energii.
- Jest taka piękna pogoda, słońce świeci, aż szkoda spać.
- A później w dzień będziesz nie wyspana.
- Ty też. I nawet mi nie mów, że to nie ważne, bo przypomnę ci kłótnię z Bai.- wygarnęłam mu i wróciłam do domku.
Znalazłam tam puszki z lakierem, ale żadnej farby. Wróciłam do ukochanego.
- Towarzyszu, jedziemy do sklepu.- oznajmiłam, schodząc po drabinie.
- Po co Roza?- stał mój mąż.
- Musimy kupić farby i inne rzeczy do ozdoby domku.- zaskoczyłam na ziemię i podeszłam do dzieci.
Odblokowałam wózek, w czasie gdy strażnik schodził.
Razem wróciliśmy do domu, przygotowaliśmy się do drogi i wyjechaliśmy. Wzięliśmy ze sobą suczkę, żeby nie siedziała sama w domu. W pewnym momencie, rozdzwonił się telefon Rosjanina. Przełączył na zestaw głośnomówiący.
- Bielikow, słucham.
- Dzień dobry. Zamawiał pan na dzisiaj wykonanie drzewa.
- Tak. Niestety nie ma mnie teraz w domu, ale może pan się zabierać do roboty, a rozliczymy się gdy wrócę.
- Dobrze. Miłego dnia.- i się rozłączył.
- A kiedy będzie wycinka drzew?- spytałam.
- Myślałem o jakimś dniu, gdy nie będzie nas w domu.
- To może teraz? Da się kogoś wynająć?
- Myślę, że tak.- uśmiechnął się, wykręcając na desce rozdzielczej numer.
"Nasz los od zawsze zapisany był w gwiazdach. To one poprowadziły mnie do Ciebie mimo tylu przeciwności, spójrz. Jesteśmy tu. Razem. Ty i ja Roza. Na zawsze."
poniedziałek, 19 września 2016
ROZDZIAŁ 258
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
ROZDZIAŁ 257
Urodziny trwały do ósmej, a później po dzieciaki przyjechali rodzice. Ojciec zaproponował, żebyśmy zostali na noc,a Lili się do niego dołączyła. Jednak obroniliśmy się argumentami, że nie mamy tu żadnych swoich rzeczy, a torba maluchów jest już pusta. Tylko bolało mnie, patrzeć na smutną Lili, zwłaszcza, że to jej urodziny. Tak rzadko widziała się z Pawką, a oni jutro wyjeżdżają. Więc zrobiłam tak.
- Możesz zostać tu na noc, a my zabierzemy prezenty. Jutro tu po ciebie przyjedziemy i przy okazji odwieziemy rodzinę na lotnisko. Dobrze?
- Tak! Kocham was.
- My ciebie też. I masz całą noc na wymyślenie imienia dla nowego członka rodziny.
Pokiwała energicznie głową i ucisnęła nas. Następnie pożegnaliśmy się z resztą rodziny, po czym z dziećmi i psem odjechaliśmy z pod willi Abe'a.
- Co myślisz o tym Roza?- spytał mój król.
- Nie wiem.- przyznałam szczerze.- Nie uważasz, że za dużo zwierząt nas lubi? No wiesz, jako dampiry?
- Może to przez to błogosławieństwo?- zamyślił się.
- Sądzę, że to za dużo. Dwoje dzieci, moja młodsza siostra, odwiedzająca nas czasami Luna i teraz pies.
- Przynajmniej nasz dom będzie żywy i radosny. Smutno by było mieszkać tylko w dwójkę w tak dużym domu.
- Brakuje tylko stajni dla Gwiazdki.- nie podzielałam jego entuzjazmu.
- Można zbudować. Znam dobrą firmę. Przygotujemy nasz dom pokoleniowo. Jak twoich rodziców. Zrobimy w końcu garaż, możemy ogrodzić ogród, powycinać drzewa, zrobić lepsze miejsce do ćwiczeń, jakiś schowek, plac zabaw...- rozkręcił się.
- Przystopuj towarzyszu. Po pierwsze, pieniądze.
- To chyba ostatnie, o co powinnaś się martwić.- zauważył.
- No dobra. Trzeba na to czasu. Wiesz ile to zajmie? A ile będzie hałasu?
- Damy radę, jeśli tylko się zgodzisz.
Pomyślałam o tym, że opalam się nad basenem, albo na bieżnię mogę po prostu wyjść za dom, a nie dziesięć minut w las, kwiatki rosnące w ogródku i pies wesoło ganiający za piłką, roześmiane dzieci na placu zabaw...
- Zgoda.- postanowiłam.
- Naprawdę?!- spytał z niedowierzaniem.
- Tak. Chcę tego, jeśli tylko będziesz przy mnie.
- Zawsze Roza.- położył dłoń, na moim kolanie.
Na szczęście mogliśmy się przebrać, bo może ta sukienka była zjawiskowa, ale i niewygodna. Dalej jechaliśmy w milczeniu, aż pod dom. No po drodze zajrzeliśmy do najbliższego centrum handlowego, gdzie mogą być rzeczy dla psów i kupiliśmy całą wyprawkę, czyli posłanie, piłkę, gryzaki, dwie miski, szelki, smycz, karmę i smakołyki. W samochodzie przeglądałam strony rasie naszego czworonoga. Jest ona przyjazna dla dzieci, co jest dobre. Znalazłam kilka przepisów na własnej roboty jedzenie dla psów, bo nie samą suchą karmą żyją. Wreszcie dojechaliśmy do domu. Zaniosłam dzieci na górę i wyszykowałam je do spania, a w tym czasie Dymitr wnosił prezenty i wyprawkę do domu. Gdy skończyłam poszłam mu pomóc, a on postanowił odgrzać obiad. Postanowiłam, że nasz nowy przyjaciel, a raczej przyjaciółka będzie miała kącik pod schodami. Przygotowałam tam wszystko, a miski postawiłam w kuchni. Jedną z wodą, a druga z karmą. Po wszystkim usiadłam przy stole w kuchni i przejrzałam dokumenty tej kulki. Na rodowodzie widziało imię Kobra, ale to tylko do rejestru i można ją nazywać inaczej. Miała trzy miesiące i tak, jest samiczką. Na wiosnę trzeba ją pilnować. Choć tu wszędzie, do około las. W tym czasie suczka kręciła się po domu, badając każdy kąt. Spojrzałam na książeczkę szczepień i zauważyłam, że niedługo jest termin. Odłożyłam dokumenty, gdy ukochany postawił przede mną talerz z pysznym kurczakiem. Byłam bardzo głodna, wiec zjadłam wszystko i jeszcze wzięłam dokładkę. Strażnik zaśmiał się ze mnie, ale nie był gorszy. Zjedliśmy tyle samo. Po posiłku, położyliśmy suczkę pod schodami i założyliśmy deskę, żeby nic nam nie zniszczyła. Następnie weszliśmy na górę. Po kąpieli i kolejnym sexie, leżeliśmy w łóżku. Z każdym dniem stajemy się coraz delikatniejsi, ale wciąż czujemy głód siebie po miesiącu przerwy. Udawałam, że śpię. Po kilkunastu minutach, Dymitr wyplątał się z moich objęcia i poszedł do garderoby. Zmartwiłam się, zwłaszcza, że to nie pierwszy raz. Jednak na razie się nie ujawniałam. Zamknęłam szybko oczy, gdy wrócił, pewnie już ubrany. Czułam jak się nade mną pochyla, sprawdzając czy na pewno śpię. Chyba dał się nabrać, bo wyszedł, zamykając cicho drzwi. Odczekałam chwilę i sama wyszłam, wcześniej narzucają na siebie szlafrok. Zeszłam na dół i zobaczyłam światło na korytarzu. Dymitr kucał tyłem do mnie i wiązał buta, więc mnie nawet nie zauważył.
- Gdzieś się wybierasz, towarzyszu?- spytałam, opierając się o framugę drzwi.
Strażnik aż podskoczył na dźwięk mojego głosu. Spojrzał na mnie lekko wystraszony.
- Myślałem, że spisz.- przyznał.
- Najwidoczniej nie.- odpowiedziałam, trochę za ostro. Po chwili się uspokoiłam i spojrzałam na niego spod przymrużonych powiek.- Co ty ukrywasz?
- Nic.- wyczułam niepewność e jego głosie.
- Przecież widzę, że coś jest nie tak. Wychodzisz tak od pięciu nocy. Myślisz, że nie wiem? Gdybym cię nie znała, oskarżyłabym cię o zdradę. Ale wiem, że byś mi tego nie zrobił. Dlatego chcę wiedzieć, co się dzieje. Po prostu się o ciebie martwię.- dodałam delikatniej, podchodząc do ukochanego i patrząc mu w oczy.- Dymitr, proszę.
W końcu uległ. Całe napięcie zniknęło z jego twarzy, którą potarł jedną dłonią.
- Ubierz się i zabierz dzieci. Pokaże ci coś.
Czym prędzej pobiegłam na górę i do garderoby. Włożyłam świeżą bieliznę, czarne szorty i pomarańczową koszulkę w krótki rękaw. Bielikow przyszykował już dzieci i czekał z Nastką, aż wezmę Felixa. W czwórkę zeszliśmy na dół i włożyliśmy dzieciaki do wózka. Dymitr zamknął za nami drzwi i poprowadził w las. Słońce już dawno świeciło na niebie, a wokół latały ptaki, ćwierkając radośnie. Maluchy zaciekawione, patrzyły dookoła, chłonąc witaminę D3 ze słońca. Nie szliśmy długo, może z pięć minut, aż zatrzymaliśmy się pod drzewem.
- Możesz zostać tu na noc, a my zabierzemy prezenty. Jutro tu po ciebie przyjedziemy i przy okazji odwieziemy rodzinę na lotnisko. Dobrze?
- Tak! Kocham was.
- My ciebie też. I masz całą noc na wymyślenie imienia dla nowego członka rodziny.
Pokiwała energicznie głową i ucisnęła nas. Następnie pożegnaliśmy się z resztą rodziny, po czym z dziećmi i psem odjechaliśmy z pod willi Abe'a.
- Co myślisz o tym Roza?- spytał mój król.
- Nie wiem.- przyznałam szczerze.- Nie uważasz, że za dużo zwierząt nas lubi? No wiesz, jako dampiry?
- Może to przez to błogosławieństwo?- zamyślił się.
- Sądzę, że to za dużo. Dwoje dzieci, moja młodsza siostra, odwiedzająca nas czasami Luna i teraz pies.
- Przynajmniej nasz dom będzie żywy i radosny. Smutno by było mieszkać tylko w dwójkę w tak dużym domu.
- Brakuje tylko stajni dla Gwiazdki.- nie podzielałam jego entuzjazmu.
- Można zbudować. Znam dobrą firmę. Przygotujemy nasz dom pokoleniowo. Jak twoich rodziców. Zrobimy w końcu garaż, możemy ogrodzić ogród, powycinać drzewa, zrobić lepsze miejsce do ćwiczeń, jakiś schowek, plac zabaw...- rozkręcił się.
- Przystopuj towarzyszu. Po pierwsze, pieniądze.
- To chyba ostatnie, o co powinnaś się martwić.- zauważył.
- No dobra. Trzeba na to czasu. Wiesz ile to zajmie? A ile będzie hałasu?
- Damy radę, jeśli tylko się zgodzisz.
Pomyślałam o tym, że opalam się nad basenem, albo na bieżnię mogę po prostu wyjść za dom, a nie dziesięć minut w las, kwiatki rosnące w ogródku i pies wesoło ganiający za piłką, roześmiane dzieci na placu zabaw...
- Zgoda.- postanowiłam.
- Naprawdę?!- spytał z niedowierzaniem.
- Tak. Chcę tego, jeśli tylko będziesz przy mnie.
- Zawsze Roza.- położył dłoń, na moim kolanie.
Na szczęście mogliśmy się przebrać, bo może ta sukienka była zjawiskowa, ale i niewygodna. Dalej jechaliśmy w milczeniu, aż pod dom. No po drodze zajrzeliśmy do najbliższego centrum handlowego, gdzie mogą być rzeczy dla psów i kupiliśmy całą wyprawkę, czyli posłanie, piłkę, gryzaki, dwie miski, szelki, smycz, karmę i smakołyki. W samochodzie przeglądałam strony rasie naszego czworonoga. Jest ona przyjazna dla dzieci, co jest dobre. Znalazłam kilka przepisów na własnej roboty jedzenie dla psów, bo nie samą suchą karmą żyją. Wreszcie dojechaliśmy do domu. Zaniosłam dzieci na górę i wyszykowałam je do spania, a w tym czasie Dymitr wnosił prezenty i wyprawkę do domu. Gdy skończyłam poszłam mu pomóc, a on postanowił odgrzać obiad. Postanowiłam, że nasz nowy przyjaciel, a raczej przyjaciółka będzie miała kącik pod schodami. Przygotowałam tam wszystko, a miski postawiłam w kuchni. Jedną z wodą, a druga z karmą. Po wszystkim usiadłam przy stole w kuchni i przejrzałam dokumenty tej kulki. Na rodowodzie widziało imię Kobra, ale to tylko do rejestru i można ją nazywać inaczej. Miała trzy miesiące i tak, jest samiczką. Na wiosnę trzeba ją pilnować. Choć tu wszędzie, do około las. W tym czasie suczka kręciła się po domu, badając każdy kąt. Spojrzałam na książeczkę szczepień i zauważyłam, że niedługo jest termin. Odłożyłam dokumenty, gdy ukochany postawił przede mną talerz z pysznym kurczakiem. Byłam bardzo głodna, wiec zjadłam wszystko i jeszcze wzięłam dokładkę. Strażnik zaśmiał się ze mnie, ale nie był gorszy. Zjedliśmy tyle samo. Po posiłku, położyliśmy suczkę pod schodami i założyliśmy deskę, żeby nic nam nie zniszczyła. Następnie weszliśmy na górę. Po kąpieli i kolejnym sexie, leżeliśmy w łóżku. Z każdym dniem stajemy się coraz delikatniejsi, ale wciąż czujemy głód siebie po miesiącu przerwy. Udawałam, że śpię. Po kilkunastu minutach, Dymitr wyplątał się z moich objęcia i poszedł do garderoby. Zmartwiłam się, zwłaszcza, że to nie pierwszy raz. Jednak na razie się nie ujawniałam. Zamknęłam szybko oczy, gdy wrócił, pewnie już ubrany. Czułam jak się nade mną pochyla, sprawdzając czy na pewno śpię. Chyba dał się nabrać, bo wyszedł, zamykając cicho drzwi. Odczekałam chwilę i sama wyszłam, wcześniej narzucają na siebie szlafrok. Zeszłam na dół i zobaczyłam światło na korytarzu. Dymitr kucał tyłem do mnie i wiązał buta, więc mnie nawet nie zauważył.
- Gdzieś się wybierasz, towarzyszu?- spytałam, opierając się o framugę drzwi.
Strażnik aż podskoczył na dźwięk mojego głosu. Spojrzał na mnie lekko wystraszony.
- Myślałem, że spisz.- przyznał.
- Najwidoczniej nie.- odpowiedziałam, trochę za ostro. Po chwili się uspokoiłam i spojrzałam na niego spod przymrużonych powiek.- Co ty ukrywasz?
- Nic.- wyczułam niepewność e jego głosie.
- Przecież widzę, że coś jest nie tak. Wychodzisz tak od pięciu nocy. Myślisz, że nie wiem? Gdybym cię nie znała, oskarżyłabym cię o zdradę. Ale wiem, że byś mi tego nie zrobił. Dlatego chcę wiedzieć, co się dzieje. Po prostu się o ciebie martwię.- dodałam delikatniej, podchodząc do ukochanego i patrząc mu w oczy.- Dymitr, proszę.
W końcu uległ. Całe napięcie zniknęło z jego twarzy, którą potarł jedną dłonią.
- Ubierz się i zabierz dzieci. Pokaże ci coś.
Czym prędzej pobiegłam na górę i do garderoby. Włożyłam świeżą bieliznę, czarne szorty i pomarańczową koszulkę w krótki rękaw. Bielikow przyszykował już dzieci i czekał z Nastką, aż wezmę Felixa. W czwórkę zeszliśmy na dół i włożyliśmy dzieciaki do wózka. Dymitr zamknął za nami drzwi i poprowadził w las. Słońce już dawno świeciło na niebie, a wokół latały ptaki, ćwierkając radośnie. Maluchy zaciekawione, patrzyły dookoła, chłonąc witaminę D3 ze słońca. Nie szliśmy długo, może z pięć minut, aż zatrzymaliśmy się pod drzewem.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
ROZDZIAŁ 256
Ogród wyglądał magicznie. Abe się postarał. Wszędzie na drzewach wisiały lampiony, a na jednej z gałęzi wielka piniata w kształcie jednorożca. Był również ogromny dmuchany zamek, zjeżdżalnia basenu z piłkami i stół ze słodyczami, ciastkami i piciem. Nad ziemią unosiły się różnego kształtu i koloru balony z helem. Lili była zachwycona i wcale jej się nie dziwię. Poszła się bawić ze znajomymi na zjeżdżalni. Dzieciaki były różnie pobierane. Widziałam postacie z bajek, zwierzęta, czarownice, zombie oraz wiele innych. Nagle ktoś chciał zasłonić mi oczy, ale szybko się odwróciłam i przytuliłam przyjaciółkę.
- Im bardziej myślisz, żebym nie sprawdziła gdzie jesteś, tym bardziej to zrobię.- szepnęłam jej na ucho i się odsunęłam.
- Zapamiętam.- zmierzyła mnie dokładnie wzrokiem.- A podobno to ja jestem królową wampirów.- dygnęła przede mną, a ja się wyprostowałam dumnie. Następnie obie się
- Niekiedy rolę lubią się zmieniać, bagienna księżniczko.
Lissa miała na sobie zieloną suknię, lekko poszarpaną i pobrudzoną. Oczywiście wszystko zaprojektowane. A w jej blond włosy, wpleciono sztuczne wodorosty. Skórę miała przypudrowaną na odcień zieleni.
- A gdzie nasza solenizantka?- spytała.
- Bawi się z gośćmi w zamku.
- Rose, Dymitr. Dzieci, ale ty pięknie wyglądacie.- razem z mężem odwróciliśmy się do właścicielki głosu.
- Dziękujemy mamo.- Rosjanin uściskał kobietę, a ja po nim.
Cała rodzina Bielikowów przebrała się za czarownice. Jedynie Pawka i Łuka zmienili się w dżinów.
- Gdzie jest Lili.- na wstępie spytał starszy chłopiec.
- Krwiożerczej księżniczki najlepiej szukać w zamku.- puściłam mu oko, a jego już nie było.
- A ty tez jeśteś krwioerca, ciociu?- spytał jedyny w tej rodzinie blondynek.
- A to zależy. A jesteś słodki?
- I to jeszcze jak.- jego pewność siebie jest taka pocieszna.
- To ciocia cię złapie i zje.- zaczęłam go gonić, a on uciekać.
Jednak nie pobiegł za daleko i go złapałem. Podniosłam do góry i cmoknęłam w policzek.
-Jesteś słodki, ale cię oszczędzę, jeśli posiedzisz u cioci na kolanach.
- Taaaaak.- ucieszył się maluch i wtulił we mnie.- Ja tiebia liubliu tetushka(cioci).
- Też cię kocham.
Wróciłam z nim do stołu i usiadłam między przyjaciółką, a ukochanym. W między czasie niestety dołączył do nas Ozera.
- No proszę, Rose wygląda tak, że strzygi może w końcu zaczną się jej bać.- posłał mi złośliwy uśmiech.
- A ja widzę, że kopciuszek zgubił pantofelek i jeszcze karoca wpadła mu do jeziora. Na pewno to Lissa była twoją bohaterką.- udałam wzruszenie.
- Dla twojej wiadomości, jestem Frankensteinem.
- O! A jednak miałam rację, że brakuje ci mózgu.- zaczęłam się śmiać.
Christian już chciał coś powiedzieć, ale wyprzedziła go królowa.
- Rose, a mi coraz lepiej idzie panowanie nad więzią.- pochwaliła się.
- Brawo.
No tak. Przez ostatnie dni daliśmy jej wiele okazji do tego.
- A nie zdążyłam ci podziękować za zorganizowanie chrzcin. To było wspaniałe. Jesteś najlepszą siostrą jaką mogłam mieć. Na równi z Lili oczywiście.
- A nie ma sprawy. Cieszę się, że zostałam chrzestną Anastazji, razem z Masonem.
- A właśnie, gdzie oni? I Jill z Eddym?- spytałam.
- Pewnie zaraz przyjdą.
Jak na zawołanie, pojawiła się cała czwórka. A zaraz po nich, moi rodzice. Jednak mama dała się przekonać do założenia stroju wilkołaka. I nawet nieźle w nim wyglądała.
- To teraz proponuję zwołać wszystkie dzieciaki i pokroić torty.- mój ojciec zawarł ręce, gdy już się przywitaliśmy z gośćmi.
Wszedł na scenę i wziął mikrofon. Poprosił, aby wszyscy przyszli pod scenę, a samą jubilatkę zaprosił do siebie. Po chwili na drewniany parkiet wjechały dwa wózki. Jeden z naszym ciastem, a drugi z torem w kształcie leżącego źrebaka skrzydlatego jednorożca(↓). Ale tylko na naszym było dziewięć świeczek. Po ich zdmuchnięciu przez moją siostrę, rozległy się gromkie brawa, a mój król nawet zagwizdał na palcach. Spojrzałam na niego i zobaczyłam radość i szczęście w jego oczach. Chyba wyczuł, że mu się przyglądam, bo zwrócił na mnie wzrok i się uśmiechnął, po czym przytulił mnie do siebie. Następnie każdy podchodził i składał dampirzycy życzenia. Nadeszła nasza kolej.
- Dużo szczęścia, radości i żebyś kiedyś została najlepszą strażniczką na świecie.- przytuliliśmy ją.
- Taką jak wy?- spytała z błyskiem uwielbienia w oczach.
Bielikow ukląkł i złapał ją za ręce.
- Lepszą.- powiedział, a mała, rzuciła mu się na szyję, strącając jego koronę.
Wszyscy się zaśmialiśmy.
- Kocham was.
- A my ciebie.- odpowiedzieliśmy jednocześnie.
W między czasie poukładano stoły, przy których teraz każdy jadł po kawałku z obu ciast. Jednak uważałam, że nasze jest lepsze.
- Nie za bardzo wieżę w umiejętności kulinarne naszej córki,- Abe posłał mi przepraszające spojrzenie, na co odpowiedziałam morderczym wzrokiem.- więc zgaduję, że to Bielikow kontrolował pracę w kuchni.- otarł serwetką usta, choć wcale się nie pobrudził i spojrzał na mojego męża.- Nie chciałbyś zostać moim szefem kuchni?
Łyżeczka wypadła mi i z brzdękiem uderzyła o talerz. Najbliżej znajdujące się osoby, czyli nasi przyjaciele i rodzina, zwrócili na mnie swój wzrok, z niepokojem, bo wszyscy mnie dobrze znali. Już chciałam się sprzeciwić i krzyczeć na ojca, gdy ukochany położył mi rękę na udzie. Popatrzyłam na niego i otrzymałam uspokajające spojrzenie.
- Dziękuję Panie Mazur, ale mam już pracę i nie zamienił bym jej na żadną inną. W końcu w życiu powinno się robić coś dla idei, a nie samych pieniędzy.
- Skoro tak uważasz.- staruszek wzruszył ramionami i wróciliśmy do jedzenia.
Jednak zanim się pochylił nad talerzem, w jego oczach widziałam dumę i aprobatę dla zięcia.
Po posiłku Abe zorganizował inne rozrywki dla dzieciaków. Rozbijanie piniaty, przycinanie osłowi ogonka, a na koniec oddał pałeczkę wynajętym animatorów. Wszyscy miło się bawili. Nawet Zoja odnalazła się w tym tłumie. Jest bardzo cwana i wygadana, czym zyskała sobie w oczach przyjaciół Lili, a zwłaszcza dziewczyn. A nasze dzieci i Łuka bawili się na kocyku z zabawkami, pod opieką Jill. Nagle, w środku imprezy mój ojciec na nowo wyszedł na scenę.
- Proszę wszystkich o uwagę.- tak też się stało.- Więc jest to bardzo ważny dzień dla mojej małej córeczki. Pierwsze urodziny w nowej rodzinie. Nie zawsze jest łatwo odnaleźć się w takiej sytuacji, a jej się udało, z czego jestem bardzo dumny. Chodź tu słońce.- po chwili obok niego stała Lili.- Może Rose i Dymitr mnie za to nie zabiją, ale chciałbym teraz ofiarować ci prezent ode mnie i mojej narzeczonej.
W tej chwili na scenę został wprowadzony przez Dave, niezdarnie poruszający się puchaty szczeniak Golden Retriever z czerwoną kokardą na szyi. Patrzyłam na to w szoku, tak samo jak moja siostra.
- Od teraz jest nowym członkiem waszej rodziny.- dodałem mój ojciec, unikając mojego wzroku.
I dobrze. Ale i tak z nim sobie pogadam. Jednak gdy widziałam radość siostry, gdy przytulała tą puchatą kulkę, jakoś przeszła mi złość na staruszka.
- Im bardziej myślisz, żebym nie sprawdziła gdzie jesteś, tym bardziej to zrobię.- szepnęłam jej na ucho i się odsunęłam.
- Zapamiętam.- zmierzyła mnie dokładnie wzrokiem.- A podobno to ja jestem królową wampirów.- dygnęła przede mną, a ja się wyprostowałam dumnie. Następnie obie się
- Niekiedy rolę lubią się zmieniać, bagienna księżniczko.
Lissa miała na sobie zieloną suknię, lekko poszarpaną i pobrudzoną. Oczywiście wszystko zaprojektowane. A w jej blond włosy, wpleciono sztuczne wodorosty. Skórę miała przypudrowaną na odcień zieleni.
- A gdzie nasza solenizantka?- spytała.
- Bawi się z gośćmi w zamku.
- Rose, Dymitr. Dzieci, ale ty pięknie wyglądacie.- razem z mężem odwróciliśmy się do właścicielki głosu.
- Dziękujemy mamo.- Rosjanin uściskał kobietę, a ja po nim.
Cała rodzina Bielikowów przebrała się za czarownice. Jedynie Pawka i Łuka zmienili się w dżinów.
- Gdzie jest Lili.- na wstępie spytał starszy chłopiec.
- Krwiożerczej księżniczki najlepiej szukać w zamku.- puściłam mu oko, a jego już nie było.
- A ty tez jeśteś krwioerca, ciociu?- spytał jedyny w tej rodzinie blondynek.
- A to zależy. A jesteś słodki?
- I to jeszcze jak.- jego pewność siebie jest taka pocieszna.
- To ciocia cię złapie i zje.- zaczęłam go gonić, a on uciekać.
Jednak nie pobiegł za daleko i go złapałem. Podniosłam do góry i cmoknęłam w policzek.
-Jesteś słodki, ale cię oszczędzę, jeśli posiedzisz u cioci na kolanach.
- Taaaaak.- ucieszył się maluch i wtulił we mnie.- Ja tiebia liubliu tetushka(cioci).
- Też cię kocham.
Wróciłam z nim do stołu i usiadłam między przyjaciółką, a ukochanym. W między czasie niestety dołączył do nas Ozera.
- No proszę, Rose wygląda tak, że strzygi może w końcu zaczną się jej bać.- posłał mi złośliwy uśmiech.
- A ja widzę, że kopciuszek zgubił pantofelek i jeszcze karoca wpadła mu do jeziora. Na pewno to Lissa była twoją bohaterką.- udałam wzruszenie.
- Dla twojej wiadomości, jestem Frankensteinem.
- O! A jednak miałam rację, że brakuje ci mózgu.- zaczęłam się śmiać.
Christian już chciał coś powiedzieć, ale wyprzedziła go królowa.
- Rose, a mi coraz lepiej idzie panowanie nad więzią.- pochwaliła się.
- Brawo.
No tak. Przez ostatnie dni daliśmy jej wiele okazji do tego.
- A nie zdążyłam ci podziękować za zorganizowanie chrzcin. To było wspaniałe. Jesteś najlepszą siostrą jaką mogłam mieć. Na równi z Lili oczywiście.
- A nie ma sprawy. Cieszę się, że zostałam chrzestną Anastazji, razem z Masonem.
- A właśnie, gdzie oni? I Jill z Eddym?- spytałam.
- Pewnie zaraz przyjdą.
Jak na zawołanie, pojawiła się cała czwórka. A zaraz po nich, moi rodzice. Jednak mama dała się przekonać do założenia stroju wilkołaka. I nawet nieźle w nim wyglądała.
- To teraz proponuję zwołać wszystkie dzieciaki i pokroić torty.- mój ojciec zawarł ręce, gdy już się przywitaliśmy z gośćmi.
Wszedł na scenę i wziął mikrofon. Poprosił, aby wszyscy przyszli pod scenę, a samą jubilatkę zaprosił do siebie. Po chwili na drewniany parkiet wjechały dwa wózki. Jeden z naszym ciastem, a drugi z torem w kształcie leżącego źrebaka skrzydlatego jednorożca(↓). Ale tylko na naszym było dziewięć świeczek. Po ich zdmuchnięciu przez moją siostrę, rozległy się gromkie brawa, a mój król nawet zagwizdał na palcach. Spojrzałam na niego i zobaczyłam radość i szczęście w jego oczach. Chyba wyczuł, że mu się przyglądam, bo zwrócił na mnie wzrok i się uśmiechnął, po czym przytulił mnie do siebie. Następnie każdy podchodził i składał dampirzycy życzenia. Nadeszła nasza kolej.
- Dużo szczęścia, radości i żebyś kiedyś została najlepszą strażniczką na świecie.- przytuliliśmy ją.
- Taką jak wy?- spytała z błyskiem uwielbienia w oczach.
Bielikow ukląkł i złapał ją za ręce.
- Lepszą.- powiedział, a mała, rzuciła mu się na szyję, strącając jego koronę.
Wszyscy się zaśmialiśmy.
- Kocham was.
- A my ciebie.- odpowiedzieliśmy jednocześnie.
W między czasie poukładano stoły, przy których teraz każdy jadł po kawałku z obu ciast. Jednak uważałam, że nasze jest lepsze.
- Nie za bardzo wieżę w umiejętności kulinarne naszej córki,- Abe posłał mi przepraszające spojrzenie, na co odpowiedziałam morderczym wzrokiem.- więc zgaduję, że to Bielikow kontrolował pracę w kuchni.- otarł serwetką usta, choć wcale się nie pobrudził i spojrzał na mojego męża.- Nie chciałbyś zostać moim szefem kuchni?
Łyżeczka wypadła mi i z brzdękiem uderzyła o talerz. Najbliżej znajdujące się osoby, czyli nasi przyjaciele i rodzina, zwrócili na mnie swój wzrok, z niepokojem, bo wszyscy mnie dobrze znali. Już chciałam się sprzeciwić i krzyczeć na ojca, gdy ukochany położył mi rękę na udzie. Popatrzyłam na niego i otrzymałam uspokajające spojrzenie.
- Dziękuję Panie Mazur, ale mam już pracę i nie zamienił bym jej na żadną inną. W końcu w życiu powinno się robić coś dla idei, a nie samych pieniędzy.
- Skoro tak uważasz.- staruszek wzruszył ramionami i wróciliśmy do jedzenia.
Jednak zanim się pochylił nad talerzem, w jego oczach widziałam dumę i aprobatę dla zięcia.
Po posiłku Abe zorganizował inne rozrywki dla dzieciaków. Rozbijanie piniaty, przycinanie osłowi ogonka, a na koniec oddał pałeczkę wynajętym animatorów. Wszyscy miło się bawili. Nawet Zoja odnalazła się w tym tłumie. Jest bardzo cwana i wygadana, czym zyskała sobie w oczach przyjaciół Lili, a zwłaszcza dziewczyn. A nasze dzieci i Łuka bawili się na kocyku z zabawkami, pod opieką Jill. Nagle, w środku imprezy mój ojciec na nowo wyszedł na scenę.
- Proszę wszystkich o uwagę.- tak też się stało.- Więc jest to bardzo ważny dzień dla mojej małej córeczki. Pierwsze urodziny w nowej rodzinie. Nie zawsze jest łatwo odnaleźć się w takiej sytuacji, a jej się udało, z czego jestem bardzo dumny. Chodź tu słońce.- po chwili obok niego stała Lili.- Może Rose i Dymitr mnie za to nie zabiją, ale chciałbym teraz ofiarować ci prezent ode mnie i mojej narzeczonej.
W tej chwili na scenę został wprowadzony przez Dave, niezdarnie poruszający się puchaty szczeniak Golden Retriever z czerwoną kokardą na szyi. Patrzyłam na to w szoku, tak samo jak moja siostra.
- Od teraz jest nowym członkiem waszej rodziny.- dodałem mój ojciec, unikając mojego wzroku.
I dobrze. Ale i tak z nim sobie pogadam. Jednak gdy widziałam radość siostry, gdy przytulała tą puchatą kulkę, jakoś przeszła mi złość na staruszka.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
niedziela, 18 września 2016
ROZDZIAŁ 255
- Hej taruszku.- przywitałam się z ojcem, który już na nas czekał przed drzwiami.- Gdzie mama?
- Jeszcze odsypia nocną wartę, ale zaraz wstanie.
No tak. Czego innego mogłam się spodziewać. Wielka Janine Hathaway zawsze na służbie. Razem z resztą rodziny poszliśmy do salonu.
- Lili na górze, w twoim pokoju czekają dwie niespodzianki.- oznajmił Abe, gdy tylko usiedliśmy na sofie.
- Naprawdę?!- nie mogła uwierzyć.- Czyli, że wszyscy pamiętali?
- W naszej rodzinie nie zapomina się o urodzinach. A teraz zmykaj na górę.
Mała ucisnęła ojca i pobiegła schodami na górę.
- Mam nadzieję, że się nie pogniewacie?- lekko się zmieszał, a ja zaczęłam się niepokoić.
- Co jej kupiłeś?- spytałam podejrzliwie.
- A nic takiego. Przygotowania prawie skończone.- zmienił temat.- za kilka minut pojawią się goście i chciałbym, żebyście zatrzymali Lili na górze, póki nie zawołam was.
- Dobrze. I z Dymitrem przygotowaliśmy tort.- podałam mu plastikowy pojemnik.- Ciasto z czekoladowych biszkoptów, przekładanych kremem do karpatki, posypane z wierzchu wiórkami kokosa, polane karmelem. Między warstwami poukładaliśmy kawałki owoców. To wszystko schłodzone w lodówce. 100% własnej roboty.
- To dobrze. Zamówiłem już tort w najlepszej cukierni świata, ale może nie starczyć na tyle osób. A właśnie. Idźcie z dziećmi do swojej sypialni, tam czekają na was stroje.- znowu się uśmiechnął z namysłem. Wcale mi się to nie podoba.
Mimo wszystko poszliśmy do pokoju. No i miałam rację.
- On chyba sobie żartuje, myśląc, że to założę.
Na łóżku leżały cztery przygotowane stroje. Czarny smoking rodem z osiemnastego wieku, do tego czerwony żakiet, białe rękawiczki czarne spodnie, peleryna, buty i berło. Zestaw dla Dymitra. Na mnie za to czekała czarna suknia do ziemi z bordowym środkiem, bufoniastymi rękawami, które od połowy zmieniały się w tiul, gorsetem i kołnierzem.
- O matko, tylko korony brakuje.- jęknęłam zrezygnowana.
- Wcale, że nie.- ukochany przytulił mnie od tyłu.- Leży na biurku.
Zdziwiona spojrzałam w kierunku wskazywanym przez strażnika. Byłam bardzo zszokowana, że Abe zrobił mi coś takiego. Na sztucznej główce leżała srebrna tiara z ruinami. Z szyi manekina zwisał też srebrny naszyjnik z wielkim rubinem. Kolczyki, pierścionki i bransoletki. To wszystko miało rubiny. Ale i tak uznałam, że zostawię sobie czotki i bransoletkę od Dymitra. Niestety kolczyki i medalion muszę zostawić. To znaczy chciałam zostać w tym, ale Rosjanin sam nalegał na zmianę.
- Nawet dzieci nie oszczędził.- zaśmiałam się.- I wzbogaciliśmy się o dwa nowe ubranka.
Obok naszych strojów leżały dwa czarne stroje. Jeden z białymi kośćmi, jak u szkieletu, a drugie to sukienka z tiulowym dołem, rajstopkami i ogonem. Do tego była opaska z uszami kota.(↓) Zaczęliśmy od przebrania się. Mój mąż doskonale sobie poradził, a ja od pięciu minut stoję w samej bieliźnie i próbuję ogarnąć gorset.
- Roza, bardzo seksownie wyglądasz, ale jeśli mamy zejść na dół, to musisz się ubrać. Bo tylko ja mogę cię tak oglądać.
- Zapamiętam.- obiecałam. - A teraz byłbyś na tyle dobry i pomógł mi z tym czymś?- zrezygnowana odsunęłam od siebie problematyczną cześć garderoby.
- Oczywiście skarbie.
Przyglądał się chwilę gorsetowi, po czym przyłożył mi go d piersi i kazał podtrzymać. Zrobiłam tak, a on podszedł od tyłu i naciągnął sznurki. Poczułam przez chwilę, że nie mogę oddychać, ale gdy ukochany skończył, było mi tylko ciasno.
- Jak kiedyś mogli chodzić w takim czymś.- narzekałam zakładając sukienkę.- Przecież ledwo co się oddycha. Nawet na przykładzie królewny Śnieżki ostrzegali przed gorsetami.
Strażnik zaśmiał się na moją uwagę. Jednak przestał, gdy suknia leżała na mnie. Uśmiechnął się i podszedł do biurka, z którego wziął tiarę i wsadził mi na głowę.
- Wyglądasz bajecznie królowo.- skłonił się przede mną w pas.
- Ty również, mój królu.- dygnęłam, łapiąc za sukienkę i unosząc lekko do góry.
Oboje wybuchliśmy śmiechem. Ale miałam rację. Strażnik wyglądał nieziemsko i seksownie. Ale on chyba we wszystkim tak wygląda. Mój ideał.
- I jak? Pasują.- nagle do pokoju wszedł Abe.- Wyglądacie przepięknie. Rose, idź do Lili. Tam czekają panie, aby skończyć twoje przygotowania. A my z Dymitrem przebierzemy dzieci.
Nie wiem, czemu, ale nie podobał mi się pomysł zestawienia ich samych. Jednak posłuchałam się i poszłam do Lili. Ona siedziała w pięknej sukience księżniczki, podobnej do mojej, ale do kolan(↓), a kobiety układały jej włosy i robiły makijaż. Usiadłam na krześle obok niej i mną również się zajęły. Po godzinie miałam delikatny makijaż, podkreślający moje oczy i powiększający wargi. Skórę zrobiły mi trupiobladą, białym pudrem, a na wargi nałożono mi krwisto czerwoną szminkę. Lili wyglądała podobnie, tylko że z delikatniejszą, różową pomadką. Do ust kazano nam włożyć sztuczne kły. Oto pomysł na przyjęcie urodzinowe według mojego ojca. Kazał wszystkim przebrać się za postacie fantastyczne i nadprzyrodzone. A my, jako najbliższa rodzina Lili, robimy za króla i królową wampirów. Więc teraz wpatrywałam się w swoje odbicie, blada, jakbym od wieków nie widziała słońca. Sądząc po stroju, to z trzysta lat. Na głowie miałam koka z dwoma luźnymi kosmykami, mocno podkręconymi no i oczywiście swoją tiarę. Wyglądałam bardzo mroczne. Podobało mi się to. Lili również miała diadem, ale z różnymi diamentami. Razem wyszłyśmy na schody, gdzie już czekali na nas Dymitr z Abem. Mój mąż miał na sobie złotą koronę z różnymi kamieniami szlachetnymi.(↓) wszyscy wyglądali przepięknie. Po chwili doszła do nas moja matka w stroju strażniczki. Ojciec nie był zadowolony.
- Nie miałaś przypadkiem służby w nocy?- zdziwiłam się.
- Miałam. A to jest moje przebranie.- powiedziała zirytowana.
-Janine, ale wiesz, że przebranie to coś, w czym nie chodzisz na co dzień.- staruszek się załamał.
- Ibrahimie, nie ubiorę na siebie tego futra.- powiedziała z obrzydzeniem.
Tak, moi rodzice mieli się przebrać w wilkołaki.
- A ja nie pozwolę ci iść tak.- podniósł głos Abe.
- A to czemu?- moja matka skrzyżowała ręce na piersi.
- To my zaczekamy w ogrodzie.- powiedziałam, chodź i tak nas nie usłyszeli, zajęci sobą i w piątkę zeszliśmy na dół, zostawiając ich samych.
___________________________________________________________
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
sobota, 17 września 2016
ROZDZIAŁ 254
Szybko wzięłam prysznic z myciem głowy, po czym ubrałam szlafrok. Wysuszyłam włosy oraz lekko je podkręciłam. Jeszcze tylko spryskałam się perfumami i wyszłam z łazienki. Mój mąż leżał na łóżku, czytając jakąś książkę.
- No nareszcie.- odłożył western i zbliżył się do mnie.- A co pani ma pod tym szlafroczkiem?- spytał wkładając dłoń pod materiał.
Odsunęłam się od niego, zanim przekonał się, że nic.
- Aby się tego dowiedzieć musi pan być czysty.- musnęłam jego wargi.- I gładziutki.
Minęłam go, klepiąc w tyłek. Rosjanin mruknął i zniknął w łazience. W czasie, gdy tam był, ja zakluczyłam drzwi, przyciemniłam światło, zmieniłam jego kolor na czerwony, naciągnęłam zasłony na okna i poszłam do garderoby. Wybrałam najbardziej seksowny komplet bielizny jaki miałam, czyli czerwona koronka, zasłaniająca tylko sutki i takie same figi. Do tego założyłam czarne podkolanówki, szpilki i czerwoną, prześwitującą koszulę. Usłyszałam, że mój ukochany kończy się golić, więc włożyłam szlafrok i położyłam się na łóżku w seksownej pozie. Po kilku minutach otworzyły się drzwi i wyszedł w nich Dymitr w samych bokserkach, z ociekającymi wodą włosami. Zatrzymał się pół kroku, rozglądając się po pokoju. Przestał, gdy tylko mnie zauważył. Zgasł światło i zamknął drzwi za sobą, a ja podniosłam się i podeszłam do niego zmysłowym krokiem. Poczułam jego dłonie na biodrach.
- Teraz jesteś już tylko moja Rozzzzza.- szepnął gardłowym głosem, podgryzając płatek mojego ucha.
Mruknęłam z zadowolenia, gdy przeszedł mnie przyjemny dreszcz. Ukochany najpierw delikatnie musnął wargami moje usta, jakby mnie smakował. Delikatnie zsunęłam z siebie szlafrok.
- Ile ty masz tego na sobie?- strażnik udał niezadowolone, jednak oczy go zdradziły.
Gdy tylko zobaczył co mam na sobie, wzrok mu pociemniał pożądaniem.
- Czym dłużej się czeka, tym lepiej smakuje.- zaczęłam się o niego opierać, aż jęknął.
- Ale ja już się dość naczekałem.- szybko pozbył się ze mnie koszuli i popchnął mnie na łóżko.
Jednak poddał się chwili i przez długą chwilę przyglądał mi się z uwielbieniem i głodem w oczach. Coś mi mówiło, że to będzie bardzo długa noc. Grę wstępną zaczął od ściągania mi szpilek i pończoch. Na każdym centymetrze nóg składał mokre pocałunki, co było bardzo przyjemne. Następnie pochylił się centralnie nade mną. Wbił się mocno w moje usta, jeżdżąc dłońmi po moim wpół gołym ciele. Wciąż pogrążony w żarliwości pocałunków, odnalazł zapięcie biustonosza, jeśli można to tak nazwać. I je odpiął.
- Niby nic nie zasłania, ale i tak mi przeszkadza.- wyspał w przerwach między pocałunkami, odrzucając go na bok. Ułatwiło mu to, że był bez ramiączek.
Zszedł ustami na moją szyję. Jęczałam, gdy lekko ją podgryzał. Doskonale wie, jak to na mnie działa. Następnie zszedł na moje piersi. Zdziwił się lekko, gdy wyleciało z nich mleko. Zaśmiałam się, ale on szybko je zlizał, a ja na zaczęłam mruczeć. Bielikow schodził pocałunkami dalej w dół. Podskoczyłam i jęknęłam, gdy włożył we mnie palec. Po chwili dodał drugi, a jeszcze później trzeci. Gdy byłam blisko, wyciągnął je ze mnie i na moich oczach je oblizał. Kiedy trochę ochłonęłam, włożył we mnie język i znowu prawie doprowadził do spełnienia. Było mi tak bardzo dobrze, że nieświadomie ciągnęłam go za włosy. Ale chyba mu to nie przeszkadzało, a nawet wręcz przeciwnie. Gdy skończył, zdjął bokserki i wyraźnie było widać, że jego przyjaciel jest gotowy. Jednak ja też chciałam najpierw się z nim pobawić.
Przyciągnęłam męża do siebie i odwróciłam na plecy.
- Teraz a pokażę ci niebo.- szepnęłam mu zmysłowo.
Zauważyłam, jak rozszerzyły mu się źrenice. Chyba bardziej podniecić się go nie da. A jeśli tak, to ja tego dokonam. Schodził pocałunkami od jego ust po dumę, bardzo wolno, tak żeby mógł się tym nacieszyć. Gdy wreszcie dotarłam do celu, bez wahania wzięłam go do ust. Ssałam, podgryzałam i leżałam, póki nie poczułam w ustach cieczy. Połknęłam wszystko i zwróciłam wzrok na ukochanego. Patrzył na mnie przymrużonymi oczami. Po chwili się na mnie rzucił i ledwo znalazłam się pod nim, a wszedł we mnie mocno i gwałtownie. Poruszał się szybko. Jeszcze nigdy nie widziałam go w takim stanie. Podobała mi się ta dzika wersja Dymitra. Nawet sobie nie wyobrażałam, że sex może być przyjemniejszy, niż do tej pory. Ale dzisiaj pobił wszelkie granice. Po długiej chwili doszliśmy jednocześnie, krzycząc swoje imiona. Kilka minut odpoczynku i znowu poczułam na sobie ciężar ciała ukochanego.
- Jeszcze ci mało?- zapytałam zalotnie.- No widzę, że celibat ci służy tygrysie. To co następny na dwa miesiące?
- Nawet mi się nie waż. Ledwo ten miesiąc wytrzymałem.
Chciał coś jeszcze odpowiedzieć, ale wtedy we mnie wszedł. I tak kilka rund, póki się nie zmęczyliśmy.
- Ja tiebia liubliu Roza.- szepnął, przytulny do mnie po ostatnim spełnieniu.
- Ja tiebia toże liubliu tovarishch.- odpowiedziałam.- Masz szczęście, że dostałeś jeszcze tydzień urlopu.
Dalej się trzęsłam od tego, co przed chwilą robiliśmy.
- Po prostu jesteś wspaniała Roza.- mruknął, podgryzając płatek mojego ucha.
- Nic z tego Towarzyszu. Jesteśmy zmęczeni, a myślę, że dzieciaki długo nie dadzą nam pospać. A już jest piąta.
- Aż tak zabalowaliśmy? No to masz rację, skarbie. Słodkich snów.
- Myślę, że po takiej nocy będą cudowne. Dobranoc towarzyszu.
- I spodobało mi się jak mnie wcześniej nazwałaś.
- Domyślam się tigr(tygrysie).- mruknęłam, wtulając się mocniej w ciepły i pachnący jego naturalnym zapachem tors, co ułatwiło mi zaśnięcie.
- No nareszcie.- odłożył western i zbliżył się do mnie.- A co pani ma pod tym szlafroczkiem?- spytał wkładając dłoń pod materiał.
Odsunęłam się od niego, zanim przekonał się, że nic.
- Aby się tego dowiedzieć musi pan być czysty.- musnęłam jego wargi.- I gładziutki.
Minęłam go, klepiąc w tyłek. Rosjanin mruknął i zniknął w łazience. W czasie, gdy tam był, ja zakluczyłam drzwi, przyciemniłam światło, zmieniłam jego kolor na czerwony, naciągnęłam zasłony na okna i poszłam do garderoby. Wybrałam najbardziej seksowny komplet bielizny jaki miałam, czyli czerwona koronka, zasłaniająca tylko sutki i takie same figi. Do tego założyłam czarne podkolanówki, szpilki i czerwoną, prześwitującą koszulę. Usłyszałam, że mój ukochany kończy się golić, więc włożyłam szlafrok i położyłam się na łóżku w seksownej pozie. Po kilku minutach otworzyły się drzwi i wyszedł w nich Dymitr w samych bokserkach, z ociekającymi wodą włosami. Zatrzymał się pół kroku, rozglądając się po pokoju. Przestał, gdy tylko mnie zauważył. Zgasł światło i zamknął drzwi za sobą, a ja podniosłam się i podeszłam do niego zmysłowym krokiem. Poczułam jego dłonie na biodrach.
- Teraz jesteś już tylko moja Rozzzzza.- szepnął gardłowym głosem, podgryzając płatek mojego ucha.
Mruknęłam z zadowolenia, gdy przeszedł mnie przyjemny dreszcz. Ukochany najpierw delikatnie musnął wargami moje usta, jakby mnie smakował. Delikatnie zsunęłam z siebie szlafrok.
- Ile ty masz tego na sobie?- strażnik udał niezadowolone, jednak oczy go zdradziły.
Gdy tylko zobaczył co mam na sobie, wzrok mu pociemniał pożądaniem.
- Czym dłużej się czeka, tym lepiej smakuje.- zaczęłam się o niego opierać, aż jęknął.
- Ale ja już się dość naczekałem.- szybko pozbył się ze mnie koszuli i popchnął mnie na łóżko.
Jednak poddał się chwili i przez długą chwilę przyglądał mi się z uwielbieniem i głodem w oczach. Coś mi mówiło, że to będzie bardzo długa noc. Grę wstępną zaczął od ściągania mi szpilek i pończoch. Na każdym centymetrze nóg składał mokre pocałunki, co było bardzo przyjemne. Następnie pochylił się centralnie nade mną. Wbił się mocno w moje usta, jeżdżąc dłońmi po moim wpół gołym ciele. Wciąż pogrążony w żarliwości pocałunków, odnalazł zapięcie biustonosza, jeśli można to tak nazwać. I je odpiął.
- Niby nic nie zasłania, ale i tak mi przeszkadza.- wyspał w przerwach między pocałunkami, odrzucając go na bok. Ułatwiło mu to, że był bez ramiączek.
Zszedł ustami na moją szyję. Jęczałam, gdy lekko ją podgryzał. Doskonale wie, jak to na mnie działa. Następnie zszedł na moje piersi. Zdziwił się lekko, gdy wyleciało z nich mleko. Zaśmiałam się, ale on szybko je zlizał, a ja na zaczęłam mruczeć. Bielikow schodził pocałunkami dalej w dół. Podskoczyłam i jęknęłam, gdy włożył we mnie palec. Po chwili dodał drugi, a jeszcze później trzeci. Gdy byłam blisko, wyciągnął je ze mnie i na moich oczach je oblizał. Kiedy trochę ochłonęłam, włożył we mnie język i znowu prawie doprowadził do spełnienia. Było mi tak bardzo dobrze, że nieświadomie ciągnęłam go za włosy. Ale chyba mu to nie przeszkadzało, a nawet wręcz przeciwnie. Gdy skończył, zdjął bokserki i wyraźnie było widać, że jego przyjaciel jest gotowy. Jednak ja też chciałam najpierw się z nim pobawić.
Przyciągnęłam męża do siebie i odwróciłam na plecy.
- Teraz a pokażę ci niebo.- szepnęłam mu zmysłowo.
Zauważyłam, jak rozszerzyły mu się źrenice. Chyba bardziej podniecić się go nie da. A jeśli tak, to ja tego dokonam. Schodził pocałunkami od jego ust po dumę, bardzo wolno, tak żeby mógł się tym nacieszyć. Gdy wreszcie dotarłam do celu, bez wahania wzięłam go do ust. Ssałam, podgryzałam i leżałam, póki nie poczułam w ustach cieczy. Połknęłam wszystko i zwróciłam wzrok na ukochanego. Patrzył na mnie przymrużonymi oczami. Po chwili się na mnie rzucił i ledwo znalazłam się pod nim, a wszedł we mnie mocno i gwałtownie. Poruszał się szybko. Jeszcze nigdy nie widziałam go w takim stanie. Podobała mi się ta dzika wersja Dymitra. Nawet sobie nie wyobrażałam, że sex może być przyjemniejszy, niż do tej pory. Ale dzisiaj pobił wszelkie granice. Po długiej chwili doszliśmy jednocześnie, krzycząc swoje imiona. Kilka minut odpoczynku i znowu poczułam na sobie ciężar ciała ukochanego.
- Jeszcze ci mało?- zapytałam zalotnie.- No widzę, że celibat ci służy tygrysie. To co następny na dwa miesiące?
- Nawet mi się nie waż. Ledwo ten miesiąc wytrzymałem.
Chciał coś jeszcze odpowiedzieć, ale wtedy we mnie wszedł. I tak kilka rund, póki się nie zmęczyliśmy.
- Ja tiebia liubliu Roza.- szepnął, przytulny do mnie po ostatnim spełnieniu.
- Ja tiebia toże liubliu tovarishch.- odpowiedziałam.- Masz szczęście, że dostałeś jeszcze tydzień urlopu.
Dalej się trzęsłam od tego, co przed chwilą robiliśmy.
- Po prostu jesteś wspaniała Roza.- mruknął, podgryzając płatek mojego ucha.
- Nic z tego Towarzyszu. Jesteśmy zmęczeni, a myślę, że dzieciaki długo nie dadzą nam pospać. A już jest piąta.
- Aż tak zabalowaliśmy? No to masz rację, skarbie. Słodkich snów.
- Myślę, że po takiej nocy będą cudowne. Dobranoc towarzyszu.
- I spodobało mi się jak mnie wcześniej nazwałaś.
- Domyślam się tigr(tygrysie).- mruknęłam, wtulając się mocniej w ciepły i pachnący jego naturalnym zapachem tors, co ułatwiło mi zaśnięcie.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
ROZDZIAŁ 253
Po powrocie nakarmiłam dzieci i z ukochanym je przebraliśmy. Wykorzystaliśmy nasze ostatnie zakupy. Oboje pięknie wyglądali. To był dobry wybór. Następnie poszliśmy na trening. Z każdym następnym, szło mi coraz lepiej. Już nie tak łatwo było mnie powalić, jednak Bielikow nadal zostawał po za zasięgiem ziemi.
- W końcu przytulisz się do tej trawy, towarzyszu.- obiecałam, gdy wracaliśmy.
- Wolę przytulać ciebie.- powiedział, obejmując mnie w pasie ramieniem.
Po prostu nie da się na niego gniewać. Jednak ja postanowiłam udawać.
- Będziesz mnie błagał o litość.- kontynuowałam.
- Tak jak ty na naszym pierwszym treningu.
- O nic cię nie błagałam!-żachnęłam się.
- W ogóle.- zaśmiał się.
- No właśnie nie.- stałam przy swoim.
- Ani trochę.
- Ani.
- Wcale.
- Nie.
- A ja jednak pamiętam, że tak.- uśmiech nie schodził mu z ust.
- Nie.
- Tak.
- Nie.
- Tak.
- Nie.
Dzieci chyna bardzo bawiła ta wymiana zdań, ponieważ śmiały się i gaworzyły. Słodziaki.
- Czemu nie odpuścisz. Przecież oboje wiemy jak było.
- Bo ja nie odpuszczam. I wiem, że nie narzekałam.
- Na każdym treningu, zaraz po tym jak się spóźniłaś, prosiłaś bym ci darował, zrobił lżejszą naukę.
- Oj bez przesady. To była tylko taka luźna propozycja.
- Skoro tak mówisz.- poddał się.
- Ha! Mówiłam, że moje musi być na wierzchu.- ucieszyłam się.
- Oj Roza przegięłaś. W domu ci pokażę, czyje jest na wierzchu.- uśmiechnął się cwanie, a ja poczułam ciepło w dole brzucha.
Jak on na mnie wpływa. Jedno zdanie i pożerające spojrzenie, a ja cała płonę. On jest taki inny. Tajemniczy, a jednak dla mnie nie ma żadnych tajemnic. Chyba przełożymy rozmowę o jego ojcu na kiedy indziej. Dzisiaj i tak nie będziemy mieli czasu. Mamy wiele do nadrobienia.
Gdy posprzątaliśmy po obiedzie, Lili poszła się szykować do spania, a my zajęliśmy się maluchami. Oczywiście nie miały zamiaru nam ułatwiać zadania. Przy przebieraniu strasznie się wierciły, a później nie miały zamiaru zasnąć, choć robiliśmy co w naszej mocy. Przeczytaliśmy im dwie książki, na zmianę, kołysaliśmy na rękach, nucąc kołysanki i powiesiliśmy pozytywkę z zabawkami. Nic. Bliźniaki tylko patrzyły na nas swoimi wielkimi oczkami i uśmiechały się rozkosznie. Szkoda, że nam nie było do śmiechu. Daliśmy im przerwę, żegnając się z Lili. Ona w odróżnieniu od urwisów szybko odpłynęła. A ja wpadłam na pomysł.
- Dymitr, idź jeszcze spróbuj uśpić dzieci.- poleciłam strażnikowi, gdy cicho zamknęliśmy drzwi od pokoju dampirzycy.
- A ty Roza?- spytał.
- Ja mam pomysł. Ale jeśli ci się uda, powiedz mi przez nianię elektroniczną. Wtedy przybiegnę najszybciej jak można towarzyszu.- , złapałam go za koszulę i ostatni me zdanie wymruczałam po rosyjsku, mu prosto do ucha.
W jego oczach zauważyłam pożądanie. Ale zanim zdążył choć coś powiedzieć, wbiłam się w jego usta. Całowałam go namiętnie i z pasją, ale krótko, aby dać ukochanemu posmak dzisiejszej nocy. Gdy się odezwałam od Rosjanina, poszłam w kierunku schodów.
- Roza.- usłyszałam i odwróciłam się do męża. Jego oczy błyszczały pożądaniem i byłam z tego bardzo dumna.- Mam nadzieję, że dzieci szybko zasną.- mruknął i z uśmiechem poszedł do sypialni.
Sama się uśmiechnęłam i zeszłam na dół. W kuchni nalałam do dwóch butelek mleka i je podgrzałam. Gdy było gotowe, sprawdziłam, czy nie jest za ciepłe i dołączyłam do ukochanego. Przez elektroniczną niańkę słyszałam, że wciąż wysila się nad dziećmi i tak było, kiedy weszłam do pokoiku. Pochylał się nad kołyską córki i prawie mnie nie zauważył.
- Księżniczko, proszę. Idź już spać. Roza to niemożliwe, żeby tak małe istoty miały tyle energii. Ile już je tak usypiamy?- spytał z desperacją, której jeszcze nigdy u niego nie słyszałam.
- Od 64 minut i 24 sekund.- powiedziałam, patrząc na zegarek.- Nie możliwe, małe dzieci sprawiły, że wytrwały i anielsko cierpliwy strażnik Bielikow czuje rezygnację. Weź to i daj Nastce.-podałam mu jedną butelkę.
- Przecież już jadły.- zdziwił się, ale ją wziął i podniósł córkę.
Ja zrobiłam to z Felixem. Nakarmiliśmy dzieci, które o dziwo wszystko wypiły. Jeszcze trochę pogaworzyły i zaczęły im się kleić. Przeczytaliśmy im jeszcze jedną bajkę i już spały.
- Roza, jak ty tego dokonałaś?- spytał strażnik, zamykając drzwi pokoiku.- Myślałem, że nigdy nie zasną.
- Kobieta, u której się wychowywałam, dawała mi ciepłe mleko z miodem na sen. Im wolałam dać tylko to pierwsze, ale i tak zadziałało.
Ukochany podszedł i złapał mnie za biodra.
- To teraz mamy czas tylko dla siebie.- pocałował mnie czule i z lekką natarczywością.
- O nie, nie, nie, skarbie.- odsunęłam go od siebie.- Tak łatwo nie ma. Najpierw idziemy się kąpać. Osobno.- dodałam, gdy zaświeciły mu się oczy.
Zanim zdążył mnie na nowo przyciągnąć do siebie, uciekam do łazienki. Mogłam sobie wyobrazić, jak wzdycha zrezygnowany.
- W końcu przytulisz się do tej trawy, towarzyszu.- obiecałam, gdy wracaliśmy.
- Wolę przytulać ciebie.- powiedział, obejmując mnie w pasie ramieniem.
Po prostu nie da się na niego gniewać. Jednak ja postanowiłam udawać.
- Będziesz mnie błagał o litość.- kontynuowałam.
- Tak jak ty na naszym pierwszym treningu.
- O nic cię nie błagałam!-żachnęłam się.
- W ogóle.- zaśmiał się.
- No właśnie nie.- stałam przy swoim.
- Ani trochę.
- Ani.
- Wcale.
- Nie.
- A ja jednak pamiętam, że tak.- uśmiech nie schodził mu z ust.
- Nie.
- Tak.
- Nie.
- Tak.
- Nie.
Dzieci chyna bardzo bawiła ta wymiana zdań, ponieważ śmiały się i gaworzyły. Słodziaki.
- Czemu nie odpuścisz. Przecież oboje wiemy jak było.
- Bo ja nie odpuszczam. I wiem, że nie narzekałam.
- Na każdym treningu, zaraz po tym jak się spóźniłaś, prosiłaś bym ci darował, zrobił lżejszą naukę.
- Oj bez przesady. To była tylko taka luźna propozycja.
- Skoro tak mówisz.- poddał się.
- Ha! Mówiłam, że moje musi być na wierzchu.- ucieszyłam się.
- Oj Roza przegięłaś. W domu ci pokażę, czyje jest na wierzchu.- uśmiechnął się cwanie, a ja poczułam ciepło w dole brzucha.
Jak on na mnie wpływa. Jedno zdanie i pożerające spojrzenie, a ja cała płonę. On jest taki inny. Tajemniczy, a jednak dla mnie nie ma żadnych tajemnic. Chyba przełożymy rozmowę o jego ojcu na kiedy indziej. Dzisiaj i tak nie będziemy mieli czasu. Mamy wiele do nadrobienia.
Gdy posprzątaliśmy po obiedzie, Lili poszła się szykować do spania, a my zajęliśmy się maluchami. Oczywiście nie miały zamiaru nam ułatwiać zadania. Przy przebieraniu strasznie się wierciły, a później nie miały zamiaru zasnąć, choć robiliśmy co w naszej mocy. Przeczytaliśmy im dwie książki, na zmianę, kołysaliśmy na rękach, nucąc kołysanki i powiesiliśmy pozytywkę z zabawkami. Nic. Bliźniaki tylko patrzyły na nas swoimi wielkimi oczkami i uśmiechały się rozkosznie. Szkoda, że nam nie było do śmiechu. Daliśmy im przerwę, żegnając się z Lili. Ona w odróżnieniu od urwisów szybko odpłynęła. A ja wpadłam na pomysł.
- Dymitr, idź jeszcze spróbuj uśpić dzieci.- poleciłam strażnikowi, gdy cicho zamknęliśmy drzwi od pokoju dampirzycy.
- A ty Roza?- spytał.
- Ja mam pomysł. Ale jeśli ci się uda, powiedz mi przez nianię elektroniczną. Wtedy przybiegnę najszybciej jak można towarzyszu.- , złapałam go za koszulę i ostatni me zdanie wymruczałam po rosyjsku, mu prosto do ucha.
W jego oczach zauważyłam pożądanie. Ale zanim zdążył choć coś powiedzieć, wbiłam się w jego usta. Całowałam go namiętnie i z pasją, ale krótko, aby dać ukochanemu posmak dzisiejszej nocy. Gdy się odezwałam od Rosjanina, poszłam w kierunku schodów.
- Roza.- usłyszałam i odwróciłam się do męża. Jego oczy błyszczały pożądaniem i byłam z tego bardzo dumna.- Mam nadzieję, że dzieci szybko zasną.- mruknął i z uśmiechem poszedł do sypialni.
Sama się uśmiechnęłam i zeszłam na dół. W kuchni nalałam do dwóch butelek mleka i je podgrzałam. Gdy było gotowe, sprawdziłam, czy nie jest za ciepłe i dołączyłam do ukochanego. Przez elektroniczną niańkę słyszałam, że wciąż wysila się nad dziećmi i tak było, kiedy weszłam do pokoiku. Pochylał się nad kołyską córki i prawie mnie nie zauważył.
- Księżniczko, proszę. Idź już spać. Roza to niemożliwe, żeby tak małe istoty miały tyle energii. Ile już je tak usypiamy?- spytał z desperacją, której jeszcze nigdy u niego nie słyszałam.
- Od 64 minut i 24 sekund.- powiedziałam, patrząc na zegarek.- Nie możliwe, małe dzieci sprawiły, że wytrwały i anielsko cierpliwy strażnik Bielikow czuje rezygnację. Weź to i daj Nastce.-podałam mu jedną butelkę.
- Przecież już jadły.- zdziwił się, ale ją wziął i podniósł córkę.
Ja zrobiłam to z Felixem. Nakarmiliśmy dzieci, które o dziwo wszystko wypiły. Jeszcze trochę pogaworzyły i zaczęły im się kleić. Przeczytaliśmy im jeszcze jedną bajkę i już spały.
- Roza, jak ty tego dokonałaś?- spytał strażnik, zamykając drzwi pokoiku.- Myślałem, że nigdy nie zasną.
- Kobieta, u której się wychowywałam, dawała mi ciepłe mleko z miodem na sen. Im wolałam dać tylko to pierwsze, ale i tak zadziałało.
Ukochany podszedł i złapał mnie za biodra.
- To teraz mamy czas tylko dla siebie.- pocałował mnie czule i z lekką natarczywością.
- O nie, nie, nie, skarbie.- odsunęłam go od siebie.- Tak łatwo nie ma. Najpierw idziemy się kąpać. Osobno.- dodałam, gdy zaświeciły mu się oczy.
Zanim zdążył mnie na nowo przyciągnąć do siebie, uciekam do łazienki. Mogłam sobie wyobrazić, jak wzdycha zrezygnowany.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
piątek, 16 września 2016
ROZDZIAŁ 252
ROSE
Właśnie wracamy od ginekologa. Wszystko jest w porządku, z czego Dymitr bardzo się cieszy. Jednak pojechał ze mną, z całą resztą, bo i tak musiał mnie zawieźć. Wcześniej o tym nie pomyśleliśmy. Maluchy zaoferowały się popilnować Dragomirówny. Nie podobało mi się to, ponieważ nie chciałam, żeby Lissa się przemęczała. Ale ona się umarła i nic nie dało się zrobić. Zwłaszcza, że wiedziała jak było ze mną i Łuką. Weszliśmy do pałacu i poszliśmy do komnaty królowej, ale jej tam nie było. Spytaliśmy się jakiegoś strażnika i wskazał nam pokój dla dzieci. Przed drzwiami jako strażnicy stali Jeny Baker i Tom Werty. Przywitaliśmy ich kiwnięciem głowy. Weszliśmy do środka. Nastka bawiła się z ciocią Lissą, a Felix z Jill.
- O już wróciliście!- zauważyła królowa.- I jak?
- Wszystko dobrze.
- Czyli czeka nas nauka.- westchnęła w mojej głowie.
- To może zaczniemy od razu?- zaproponowałam.
- A nie wolisz poczekać, aż urodzę?- udała szok.
- Wolała bym, ale u Dymitr nie mam co liczyć na czekanie.- obie zachichotałyśmy w myślach.
Po chwili zorientowałam się, że to może dziwnie wyglądać jak stoimy i nic nie mówimy. Okazało się, że nikt nawet nie zwraca na to uwagi. Pewnie oboje domyślili się o co chodzi. Dymitr brał na ręce córeczkę, która za gaworzyła słodko i wyciągnęła do niego rączki. Następnie pomógł wstać Lissie, a ta posłała mu wdzięczny uśmiech i podeszła do mnie. Złapałam ją pod ramię.
- My idziemy poćwiczyć z więzią.- oznajmiłam i już chciałam iść, ale zatrzymał mnie głos męża.
- Nie będzie bezpieczniej po porodzie?- spytał.
- To nie będzie zagrażać dziecku, ale jeśli wytrzymasz w celibacie jeszcze miesiąc, to nie mam nic przeciwko.
- A wiesz co, czym szybciej tym lepiej.- posłał mi słodki uśmiech, a ja zaśmiałam się cicho i pociągnęłam królową.
Od dwóch godzin siedzimy z przyjaciółką w jej komnacie i ćwiczymy.
- Jestem już tym zmęczona.- narzekała królowa.
- I dobrze. To ułatwi mi sprawę. No dalej. Jeszcze raz.
Po raz kolejny wciągnęłam ją do swojej głowy, a morojka próbowała się uwolnić. Ostrożnie otworzyła jedno oko, później drugie, a na jej ustach pojawił się szeroki uśmiech.
- Udało się!- krzyczała szczęśliwa.
- A nie mówiłam, że dasz radę?!- uścisnęłam ją.- Jednak to nie koniec. Tu ja mam pod kontrolą wszystko, ale gdy zawładną mną uczucia, może być gorzej. Ale to poćwiczymy znając Dymitra wieczorem.- zaśmiałam się.
Jednak Lissa nie zawtórowała mi. Patrzyła na mnie ze szczęściem i łagodnością, godną matki.
- Wy tak bardzo się kochacie. Nigdy bym nie pomyślała, że Bielikow jest taki, jakim ty go znasz. Jakby dwie różne osoby.
Uświadomiłam sobie, że ilekroć wchodzi do mojej głowy, widzi wszystko tak, jak ja to znam. Mój mąż nie jest już tylko dla mnie otwartą książką. Lissa też go umie zrozumieć i wie o jego drugiej osobowości, tej głęboko ukrytej. Rozumiem, czemu tak bardzo denerwowała ją nasza więź. Poznała strażnika z całkiem innej strony, która była tylko dla mnie. Musiałam się wysilić, aby zyskać jego zaufanie, a ona po prostu korzysta z tego co ja wiem. Poczułam się zazdrosna. Straciłam coś prywatnego. Ale dzięki Pocałunkowi Cienia żyję. I mogę lepiej chronić moją podopieczną. To chyba najważniejsze. Więc czemu nie cieszę się z tego. To dziwne uczucie. Na szczęście zablokowałam przed nią myśli, bo mogłoby zrobić jej się przykro.
- Staram się, żeby zlały się w jedną. No w pewnym sensie, bo cześć tajemnicy musi zostawić dla mnie.- uśmiechnęłam się, aby nie podejrzewała, o czym myślałam.
- To coraz lepiej ci idzie. Zwłaszcza z całowaniem się na środku dworu. Zadziwia mnie, jak przy tobie mówi o uczuciach i jak się droczycie. Tego się po nim nie spodziewałam. Ty to ty, ale on?
- On jest całkowicie inny, niż wszyscy myślą. Tylko trzeba zdobyć jego pełne zaufanie. Albo miłość. Najlepiej czuje się przy mnie i rodzinie, bo nas kocha.
- A co z jego ojcem?- spytała, zaciekawiona.
- Nie dużo o nim wiem. Prawie nic. Był morojem królewskiej krwi, ale nie wiem, którego rodu. Pokrewieństwo łączy go nie tylko z Dymitrem, ale i jego siostrami. Często ich bił, więc gdy Bielikow miał trzynaście lat sam go pobił i od tamtego czasu nie widzieli jego plugawej twarzy.- zacisnęłam pięści.
Najmniejsze wspomnienie o tym człowieku, sprawiło, że zrobiło mi się niedobrze. Jak można tak traktować drugiego człowieka. Gdybym tylko go spotkała, to tak bym mu obiła mordę, że nigdy więcej nie spojrzy w lusterko. Jednocześnie uświadomiłam sobie, jak mało o nim wiem. Może nie są to najlepsze wspomnienia mojego Rosjanina, ale jestem jego żoną i chcę wiedzieć o nim jak najwięcej. Wspierać. Przysięgliśmy sobie być razem w radości i smutku. Muszę go o to zapytać, nawet jeśli nie będzie mu się to podobać.
- Dobra, ja wracam do męża bo obie jesteśmy zmęczone, a do ciebie pewnie zaraz przyjdzie Ozera.- zmieniłam temat.
- No dobra. To odezwę się jutro, przez więź. A właśnie, co z chrzcinami?- spytała.
- Jeszcze nie wiem. Myślę żeby zrobić je przed urodzinami Lili. Przy okazji rodzina Dymitra zostaną na jej przyjęciu. Bardzo by się ucieszyła.
- To chcecie chrzest w niedzielę? To cztery dni.
- Nie dasz rady?- rzuciłam jej wyzywające spojrzenie.
- Dam!- żachnęła się.- Myślę, że mogłabyś zrobić jej urodziny na dworze.
- Lekko się spóźniłaś. Już się zgodziłam na udostępniony ogród staruszka.
- A, okey. No dobra, to was nie zatrzymuję. Pa- przytuliła mnie.
- Pa.- wyszłam z pokoju.
Weszłam do pokoju dzieci i zobaczyłam ukochanego bawiącego się z Felixem.
- Widzę, że Jill uciekła od naszych dzieci.- udałam smutną i podeszłam do Nastki.- Chodź do mamusi. A teraz wracamy do domku bo jest późno i trzeba szykować się do spania. Prawda kochanie?- dziewczynka zaśmiał się rozkosznie.
- Jill poszła po Lili, która bawi się z Jessicą na dworze. Będzie czekać przy SUV-ie.- oznajmił mój mąż, już z synem na rękach.
- To teraz chodźmy poszukać cioci Lili.- połaskotałam dampirka po brzuszku, na co się zaśmiał.
Właśnie wracamy od ginekologa. Wszystko jest w porządku, z czego Dymitr bardzo się cieszy. Jednak pojechał ze mną, z całą resztą, bo i tak musiał mnie zawieźć. Wcześniej o tym nie pomyśleliśmy. Maluchy zaoferowały się popilnować Dragomirówny. Nie podobało mi się to, ponieważ nie chciałam, żeby Lissa się przemęczała. Ale ona się umarła i nic nie dało się zrobić. Zwłaszcza, że wiedziała jak było ze mną i Łuką. Weszliśmy do pałacu i poszliśmy do komnaty królowej, ale jej tam nie było. Spytaliśmy się jakiegoś strażnika i wskazał nam pokój dla dzieci. Przed drzwiami jako strażnicy stali Jeny Baker i Tom Werty. Przywitaliśmy ich kiwnięciem głowy. Weszliśmy do środka. Nastka bawiła się z ciocią Lissą, a Felix z Jill.
- O już wróciliście!- zauważyła królowa.- I jak?
- Wszystko dobrze.
- Czyli czeka nas nauka.- westchnęła w mojej głowie.
- To może zaczniemy od razu?- zaproponowałam.
- A nie wolisz poczekać, aż urodzę?- udała szok.
- Wolała bym, ale u Dymitr nie mam co liczyć na czekanie.- obie zachichotałyśmy w myślach.
Po chwili zorientowałam się, że to może dziwnie wyglądać jak stoimy i nic nie mówimy. Okazało się, że nikt nawet nie zwraca na to uwagi. Pewnie oboje domyślili się o co chodzi. Dymitr brał na ręce córeczkę, która za gaworzyła słodko i wyciągnęła do niego rączki. Następnie pomógł wstać Lissie, a ta posłała mu wdzięczny uśmiech i podeszła do mnie. Złapałam ją pod ramię.
- My idziemy poćwiczyć z więzią.- oznajmiłam i już chciałam iść, ale zatrzymał mnie głos męża.
- Nie będzie bezpieczniej po porodzie?- spytał.
- To nie będzie zagrażać dziecku, ale jeśli wytrzymasz w celibacie jeszcze miesiąc, to nie mam nic przeciwko.
- A wiesz co, czym szybciej tym lepiej.- posłał mi słodki uśmiech, a ja zaśmiałam się cicho i pociągnęłam królową.
***
- Nie, nie! Musisz się bardziej skupić.- powiedziałam.Od dwóch godzin siedzimy z przyjaciółką w jej komnacie i ćwiczymy.
- Jestem już tym zmęczona.- narzekała królowa.
- I dobrze. To ułatwi mi sprawę. No dalej. Jeszcze raz.
Po raz kolejny wciągnęłam ją do swojej głowy, a morojka próbowała się uwolnić. Ostrożnie otworzyła jedno oko, później drugie, a na jej ustach pojawił się szeroki uśmiech.
- Udało się!- krzyczała szczęśliwa.
- A nie mówiłam, że dasz radę?!- uścisnęłam ją.- Jednak to nie koniec. Tu ja mam pod kontrolą wszystko, ale gdy zawładną mną uczucia, może być gorzej. Ale to poćwiczymy znając Dymitra wieczorem.- zaśmiałam się.
Jednak Lissa nie zawtórowała mi. Patrzyła na mnie ze szczęściem i łagodnością, godną matki.
- Wy tak bardzo się kochacie. Nigdy bym nie pomyślała, że Bielikow jest taki, jakim ty go znasz. Jakby dwie różne osoby.
Uświadomiłam sobie, że ilekroć wchodzi do mojej głowy, widzi wszystko tak, jak ja to znam. Mój mąż nie jest już tylko dla mnie otwartą książką. Lissa też go umie zrozumieć i wie o jego drugiej osobowości, tej głęboko ukrytej. Rozumiem, czemu tak bardzo denerwowała ją nasza więź. Poznała strażnika z całkiem innej strony, która była tylko dla mnie. Musiałam się wysilić, aby zyskać jego zaufanie, a ona po prostu korzysta z tego co ja wiem. Poczułam się zazdrosna. Straciłam coś prywatnego. Ale dzięki Pocałunkowi Cienia żyję. I mogę lepiej chronić moją podopieczną. To chyba najważniejsze. Więc czemu nie cieszę się z tego. To dziwne uczucie. Na szczęście zablokowałam przed nią myśli, bo mogłoby zrobić jej się przykro.
- Staram się, żeby zlały się w jedną. No w pewnym sensie, bo cześć tajemnicy musi zostawić dla mnie.- uśmiechnęłam się, aby nie podejrzewała, o czym myślałam.
- To coraz lepiej ci idzie. Zwłaszcza z całowaniem się na środku dworu. Zadziwia mnie, jak przy tobie mówi o uczuciach i jak się droczycie. Tego się po nim nie spodziewałam. Ty to ty, ale on?
- On jest całkowicie inny, niż wszyscy myślą. Tylko trzeba zdobyć jego pełne zaufanie. Albo miłość. Najlepiej czuje się przy mnie i rodzinie, bo nas kocha.
- A co z jego ojcem?- spytała, zaciekawiona.
- Nie dużo o nim wiem. Prawie nic. Był morojem królewskiej krwi, ale nie wiem, którego rodu. Pokrewieństwo łączy go nie tylko z Dymitrem, ale i jego siostrami. Często ich bił, więc gdy Bielikow miał trzynaście lat sam go pobił i od tamtego czasu nie widzieli jego plugawej twarzy.- zacisnęłam pięści.
Najmniejsze wspomnienie o tym człowieku, sprawiło, że zrobiło mi się niedobrze. Jak można tak traktować drugiego człowieka. Gdybym tylko go spotkała, to tak bym mu obiła mordę, że nigdy więcej nie spojrzy w lusterko. Jednocześnie uświadomiłam sobie, jak mało o nim wiem. Może nie są to najlepsze wspomnienia mojego Rosjanina, ale jestem jego żoną i chcę wiedzieć o nim jak najwięcej. Wspierać. Przysięgliśmy sobie być razem w radości i smutku. Muszę go o to zapytać, nawet jeśli nie będzie mu się to podobać.
- Dobra, ja wracam do męża bo obie jesteśmy zmęczone, a do ciebie pewnie zaraz przyjdzie Ozera.- zmieniłam temat.
- No dobra. To odezwę się jutro, przez więź. A właśnie, co z chrzcinami?- spytała.
- Jeszcze nie wiem. Myślę żeby zrobić je przed urodzinami Lili. Przy okazji rodzina Dymitra zostaną na jej przyjęciu. Bardzo by się ucieszyła.
- To chcecie chrzest w niedzielę? To cztery dni.
- Nie dasz rady?- rzuciłam jej wyzywające spojrzenie.
- Dam!- żachnęła się.- Myślę, że mogłabyś zrobić jej urodziny na dworze.
- Lekko się spóźniłaś. Już się zgodziłam na udostępniony ogród staruszka.
- A, okey. No dobra, to was nie zatrzymuję. Pa- przytuliła mnie.
- Pa.- wyszłam z pokoju.
Weszłam do pokoju dzieci i zobaczyłam ukochanego bawiącego się z Felixem.
- Widzę, że Jill uciekła od naszych dzieci.- udałam smutną i podeszłam do Nastki.- Chodź do mamusi. A teraz wracamy do domku bo jest późno i trzeba szykować się do spania. Prawda kochanie?- dziewczynka zaśmiał się rozkosznie.
- Jill poszła po Lili, która bawi się z Jessicą na dworze. Będzie czekać przy SUV-ie.- oznajmił mój mąż, już z synem na rękach.
- To teraz chodźmy poszukać cioci Lili.- połaskotałam dampirka po brzuszku, na co się zaśmiał.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
środa, 14 września 2016
ROZDZIAŁ 251
- Dymitr, pamiętasz, że za tydzień Lili ma urodziny?- spytałam męża, wieczorem.
Dzieci leżały już gotowe do spania, a my kończyliśmy się szykować w łazience.
- Wiem. Myślałem o jakimś przyjęciu w ogrodzie. Zaprosimy jej znajomych.
- To dobry pomysł. A co jej kupimy?
- Myślałem, że ty coś wymyślisz.- zdziwił się.
- To jakoś ją wypytam, a później coś znajdziemy w centrum handlowym.
- Dobrze.
Podnieśliśmy maluchy z poduszek na podłodze, gdzie się bawiły. Miały tak grzechotki i inne zabawki. Córcia uporczywie trzymała maskotkę w kształcie liska. Nakarmiłam je jeszcze na noc, żeby się nie budziły i w czwórkę położyliśmy się do łóżka. Przytuliłam Felixa, a Dymitr Nastkę.
- To co dzieciaki, idziemy spać?-zapytałam.
- A może poczytać wam książeczkę?- zagadnął ukochany.
Wstałam, a dzieci obserwowały mój każdy ruch. Felix wyciągnął do mnie rączki, a ja go tylko w nie połaskotałam i poszłam do ich pokoju. Na półce znalazłam jakąś bajkę i wróciłam. Położyłam się koło dzieci i męża, całując ich w czółka i podałam książkę strażnikowi. Dzisiaj jego kolej. Maluchy lubią, gdy im się czyta, dlatego robimy to codziennie. Byłam wymęczona dzisiejszym treningiem i szybko zasnęłam, uśpiona monotonnym i łagodnym głosem Rosjanina. Czułam spokój, tuląc do siebie delikatne ciało syna.
DYMITR
Skończyłem czytać, gdy zobaczyłem, że moje skarby śpią. I to wszystkie. Roza bardzo się zmęczyła treningiem, ale dobrze jej szło. Nie oszczędzała mnie, mimo że się kochamy. Na czas walki staliśmy się wrogami i tak mnie traktowała. Nigdy nie zapomnę, jak mnie po raz pierwszy pokonała na dziedzińcu. Byłem z niej bardzo dumny. Pokazała wszystkim, co potrafi i że poprzednie niepowodzenia nic nie znaczą. Do tego, bliskość jej ciała sprawiła, że nie chciałem się już powstrzymywać. Gdy odchodziłem ze strażnikami, widziałem w jej oczach to samo pragnienie i pożądanie, które ja czułem. I udało nam się zaspokoić potrzeby oraz dopełnić naszą miłość. To co czułem, upewniło mnie, że to z nią chcę spędzić resztę życia i zrobię wszystko, aby to osiągnąć. W takim razie, czemu o tym zapomniałem po odmienieniu? Czemu odrzucałem miłość Rozy, raniąc siebie i ją. A mimo wszystko, podczas ucieczki pomogła mi i mnie wspierała, a później jakoś samo wyszło i wyznałem jej miłość. Jedyne czego najbardziej żałuję, to tego, że przebaczyłem sobie dopiero, gdy Natasza ją postrzeliła. Jak ja mogłem przyjaźnić się z tą kobietą? Jak mogłem rozważać zostawienie kobiety swojego życia, dla tej szmaty? Niby po zabiciu Doru już odpuściła, ale i tak boję się o Rozę. Myślałem, że ją znam, ale to...
Odsunąłem od siebie źle myśli. Popatrzyłem na moją rodzinę. Brakuje tylko Lili. Nasza mała księżniczka wtuliła się w moje ramię. Moja córeczka. Coś tak silnego jak nasza miłość stworzyło dwie tak kruche istotki. Tak bezbronne i zdane na nas. Jak można zostawić takie maleństwo same sobie, w wielkim i okrutnym świecie? Nie rozumiem strażników, którzy nie na to decydują. Przecież nie można nie zakochać się w swoim dziecku, a jeśli się kogoś kocha, nie pozbywa się go. Nie chodzi mi tylko o Janine. Podejrzewam, że ona po prostu bała się tej odpowiedzialności. Nie miała nikogo, kim ja jestem dla Rozy. Pomyśleć, że moja Różyczka była kiedyś tak mała jak nasza córeczka. Musiała słodko wyglądać. Ciekawe czy ma jakieś zdjęcia z dzieciństwa. Zapytał ją jutro. Rozważałem też możliwość dłuższego urlopu, ale wiem, jaki stosunek ma do tego Roza. Nie mówiąc o tym, że ma rację. Reprezentujemy sobą pary dampirów i nie wolno nam popełnić najmniejszego błędu. To duża odpowiedzialność i z każdym miesiącem coraz ciężej ją udźwignąć. Pragnę być z Rozą cały czas, ale póki dzieci będą małe, nawet służbę będziemy musieli mieć na przemian.
Moje rozmyślania przerwał cichutki głosik.
- Rose?- spytała szeptem Lili.
- Śpi. Ale czemu ty nie?- zapytałem z troską.
Dziewczynka zgasiła na przedpokoju światło i zamknęła drzwi. Podeszła ze swoim tygryskiem do łóżka.
- Miałam zły sen.- powiedziała, a jej oczy zaszkliły się.
Było w nich widać strach. Myślałem, że lada chwila się rozpłacze. Popchnąłem żonę leciutko, a ona sama posunęła się do tyłu, ciągnąć za sobą Felixa. Zawsze tak reaguje przez sen. Delikatnie złapałem małą księżniczkę i obróciłem się z nią na bok, przybliżając się do synka i ukochanej. Odsłoniłem kołdrę, pod którą wślizgnęła się młoda dampirzyca, przytulając siostrzenicę. Cmoknąłem ją w czoło i przytuliłem. Zależało mi na tym, aby czuła się bezpieczna. Aby wszystkim zapewnić bezpieczeństwo. To jest dla mnie najważniejsze.
- A ty czemu nie spisz?- spytała szeptem moja szwagierka.
- Zamyśliłem się i nie zauważyłem, która godzina. Ale teraz idźmy spać.
- Dobranoc Dymitr.
- Dobranoc Lili.
Przytuliłem do siebie obie dziewczynki i zasnąłem.
Usłyszałem krzyk, a następnie płacz. Szybko wstałem i zobaczyłem ciężko dyszącą Rozę. Przysunąłem się, ale ona odskoczyła
- Nie dotykaj mnie!- krzyknęła, co mnie zdziwiło, ale i zabolało.
Jej wzrok był lekko nie obecny. I rozmazany przez łzy.
- Roza...
- Dymitr?!- zdziwiła się. Po chwili znalazła się w moich ramionach.- Tak bardzo Cię przepraszam. Po prostu to był sen i...
- Ciii... Już wszystko dobrze, jestem przy tobie.
Podniosłem się z nią w objęciach.
Pokazałem, żeby zajęła się dziećmi. Pokiwała głową, a my wyszliśmy. Zaniosłem Rozę do pokoju z kominkiem i usiadłem z nią na poduszkach. Objąłem ją mocno i czekałem aż się uspokoi.
- Co się stało kochanie?
- To było... sen Lissy. I mój. Nasz. Nie wiem. Boję się.
- Spokojnie skarbie. Ochronę cię przed nawet całym światem, jeśli trzeba będzie.
- Wciąż mam słowa z listu Jewy w głowie.
Wiedziałem, że to przez to. Od jej śmierci Rose ma koszmary, związane z naszą śmiercią. To mnie bardzo martwi.
- Dziękuję.- powiedziała cicho.- Za to, że masz rację, że mnie wspierasz i słuchasz. Ale już jest dobrze. Wracajmy do dzieci.
- Jesteś pewna?- chciałem się upewnić.
Pokiwała głową, więc zdałem ją na ręce i Zaniosłem do pokoju. Udawaliśmy wesołych, bo jest to zalecane przy dzieciach.
Jednaj nie byłem w środku taki nie byłem. Tak samo jak Roza bałem się o najbliższych. Szybko wszyscy zasnęliśmy na nowo. Oczywiście maluchy wykorzystały, że mama jest na nogach i domagały się karmienia, ale i tak szybko odpłynęły w naszych ramionach.
Dzieci leżały już gotowe do spania, a my kończyliśmy się szykować w łazience.
- Wiem. Myślałem o jakimś przyjęciu w ogrodzie. Zaprosimy jej znajomych.
- To dobry pomysł. A co jej kupimy?
- Myślałem, że ty coś wymyślisz.- zdziwił się.
- To jakoś ją wypytam, a później coś znajdziemy w centrum handlowym.
- Dobrze.
Podnieśliśmy maluchy z poduszek na podłodze, gdzie się bawiły. Miały tak grzechotki i inne zabawki. Córcia uporczywie trzymała maskotkę w kształcie liska. Nakarmiłam je jeszcze na noc, żeby się nie budziły i w czwórkę położyliśmy się do łóżka. Przytuliłam Felixa, a Dymitr Nastkę.
- To co dzieciaki, idziemy spać?-zapytałam.
- A może poczytać wam książeczkę?- zagadnął ukochany.
Wstałam, a dzieci obserwowały mój każdy ruch. Felix wyciągnął do mnie rączki, a ja go tylko w nie połaskotałam i poszłam do ich pokoju. Na półce znalazłam jakąś bajkę i wróciłam. Położyłam się koło dzieci i męża, całując ich w czółka i podałam książkę strażnikowi. Dzisiaj jego kolej. Maluchy lubią, gdy im się czyta, dlatego robimy to codziennie. Byłam wymęczona dzisiejszym treningiem i szybko zasnęłam, uśpiona monotonnym i łagodnym głosem Rosjanina. Czułam spokój, tuląc do siebie delikatne ciało syna.
DYMITR
Skończyłem czytać, gdy zobaczyłem, że moje skarby śpią. I to wszystkie. Roza bardzo się zmęczyła treningiem, ale dobrze jej szło. Nie oszczędzała mnie, mimo że się kochamy. Na czas walki staliśmy się wrogami i tak mnie traktowała. Nigdy nie zapomnę, jak mnie po raz pierwszy pokonała na dziedzińcu. Byłem z niej bardzo dumny. Pokazała wszystkim, co potrafi i że poprzednie niepowodzenia nic nie znaczą. Do tego, bliskość jej ciała sprawiła, że nie chciałem się już powstrzymywać. Gdy odchodziłem ze strażnikami, widziałem w jej oczach to samo pragnienie i pożądanie, które ja czułem. I udało nam się zaspokoić potrzeby oraz dopełnić naszą miłość. To co czułem, upewniło mnie, że to z nią chcę spędzić resztę życia i zrobię wszystko, aby to osiągnąć. W takim razie, czemu o tym zapomniałem po odmienieniu? Czemu odrzucałem miłość Rozy, raniąc siebie i ją. A mimo wszystko, podczas ucieczki pomogła mi i mnie wspierała, a później jakoś samo wyszło i wyznałem jej miłość. Jedyne czego najbardziej żałuję, to tego, że przebaczyłem sobie dopiero, gdy Natasza ją postrzeliła. Jak ja mogłem przyjaźnić się z tą kobietą? Jak mogłem rozważać zostawienie kobiety swojego życia, dla tej szmaty? Niby po zabiciu Doru już odpuściła, ale i tak boję się o Rozę. Myślałem, że ją znam, ale to...
Odsunąłem od siebie źle myśli. Popatrzyłem na moją rodzinę. Brakuje tylko Lili. Nasza mała księżniczka wtuliła się w moje ramię. Moja córeczka. Coś tak silnego jak nasza miłość stworzyło dwie tak kruche istotki. Tak bezbronne i zdane na nas. Jak można zostawić takie maleństwo same sobie, w wielkim i okrutnym świecie? Nie rozumiem strażników, którzy nie na to decydują. Przecież nie można nie zakochać się w swoim dziecku, a jeśli się kogoś kocha, nie pozbywa się go. Nie chodzi mi tylko o Janine. Podejrzewam, że ona po prostu bała się tej odpowiedzialności. Nie miała nikogo, kim ja jestem dla Rozy. Pomyśleć, że moja Różyczka była kiedyś tak mała jak nasza córeczka. Musiała słodko wyglądać. Ciekawe czy ma jakieś zdjęcia z dzieciństwa. Zapytał ją jutro. Rozważałem też możliwość dłuższego urlopu, ale wiem, jaki stosunek ma do tego Roza. Nie mówiąc o tym, że ma rację. Reprezentujemy sobą pary dampirów i nie wolno nam popełnić najmniejszego błędu. To duża odpowiedzialność i z każdym miesiącem coraz ciężej ją udźwignąć. Pragnę być z Rozą cały czas, ale póki dzieci będą małe, nawet służbę będziemy musieli mieć na przemian.
Moje rozmyślania przerwał cichutki głosik.
- Rose?- spytała szeptem Lili.
- Śpi. Ale czemu ty nie?- zapytałem z troską.
Dziewczynka zgasiła na przedpokoju światło i zamknęła drzwi. Podeszła ze swoim tygryskiem do łóżka.
- Miałam zły sen.- powiedziała, a jej oczy zaszkliły się.
Było w nich widać strach. Myślałem, że lada chwila się rozpłacze. Popchnąłem żonę leciutko, a ona sama posunęła się do tyłu, ciągnąć za sobą Felixa. Zawsze tak reaguje przez sen. Delikatnie złapałem małą księżniczkę i obróciłem się z nią na bok, przybliżając się do synka i ukochanej. Odsłoniłem kołdrę, pod którą wślizgnęła się młoda dampirzyca, przytulając siostrzenicę. Cmoknąłem ją w czoło i przytuliłem. Zależało mi na tym, aby czuła się bezpieczna. Aby wszystkim zapewnić bezpieczeństwo. To jest dla mnie najważniejsze.
- A ty czemu nie spisz?- spytała szeptem moja szwagierka.
- Zamyśliłem się i nie zauważyłem, która godzina. Ale teraz idźmy spać.
- Dobranoc Dymitr.
- Dobranoc Lili.
Przytuliłem do siebie obie dziewczynki i zasnąłem.
Usłyszałem krzyk, a następnie płacz. Szybko wstałem i zobaczyłem ciężko dyszącą Rozę. Przysunąłem się, ale ona odskoczyła
- Nie dotykaj mnie!- krzyknęła, co mnie zdziwiło, ale i zabolało.
Jej wzrok był lekko nie obecny. I rozmazany przez łzy.
- Roza...
- Dymitr?!- zdziwiła się. Po chwili znalazła się w moich ramionach.- Tak bardzo Cię przepraszam. Po prostu to był sen i...
- Ciii... Już wszystko dobrze, jestem przy tobie.
Podniosłem się z nią w objęciach.
Pokazałem, żeby zajęła się dziećmi. Pokiwała głową, a my wyszliśmy. Zaniosłem Rozę do pokoju z kominkiem i usiadłem z nią na poduszkach. Objąłem ją mocno i czekałem aż się uspokoi.
- Co się stało kochanie?
- To było... sen Lissy. I mój. Nasz. Nie wiem. Boję się.
- Spokojnie skarbie. Ochronę cię przed nawet całym światem, jeśli trzeba będzie.
- Wciąż mam słowa z listu Jewy w głowie.
Wiedziałem, że to przez to. Od jej śmierci Rose ma koszmary, związane z naszą śmiercią. To mnie bardzo martwi.
- Dziękuję.- powiedziała cicho.- Za to, że masz rację, że mnie wspierasz i słuchasz. Ale już jest dobrze. Wracajmy do dzieci.
- Jesteś pewna?- chciałem się upewnić.
Pokiwała głową, więc zdałem ją na ręce i Zaniosłem do pokoju. Udawaliśmy wesołych, bo jest to zalecane przy dzieciach.
Jednaj nie byłem w środku taki nie byłem. Tak samo jak Roza bałem się o najbliższych. Szybko wszyscy zasnęliśmy na nowo. Oczywiście maluchy wykorzystały, że mama jest na nogach i domagały się karmienia, ale i tak szybko odpłynęły w naszych ramionach.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
Subskrybuj:
Posty (Atom)











