Jeszcze chwilę rozmawialiśmy z moim przyjacielem, ale później musiał już iść. Nie chciał pieniędzy. Powiedział, że to na koszt firmy od samego kierownika.
- Nie wiedziałem Roza, że masz takie kontakty.
- Ja też nie, towarzyszu.
Zaczęliśmy się śmiać.
- Może coś pooglądamy?-zaproponowałam.
- A co byś chciała?
- Nie wiem.
- Choć, pójdziemy coś wybrać, a później grzecznie spać.
- Ok.- zgodziłam się.
Dymitr pomógł mi wejść po schodach, a raczej mnie po nich wniósł.
- Roza tak bez żadnego oporu.- zdziwił się, gdy postawił mnie na ziemię.
- Przyzwyczaiłam się do tego, że lubisz mnie nosić. Po za tym, to by nie miało sensu. Chodźmy zobaczyć stan reszty pomieszczeń.- dodałam, ciągnąć go dalej.
- No dobra.- splótł nasze dłonie i poszliśmy "pozwiedzać".
Gdy wszystko sprawdziliśmy i pootwieraliśmy okna, żeby się przewietrzyło wracaliśmy do pokoju. Kiedy mijaliśmy łazienkę, wepchnęłam do niej męża i zamknęłam za nami drzwi.
- Co ty robisz?- spytał trochę niepewnie.
- Spokojnie nie zgwałcę cię.- Z szafki wyciągnęłam ręczniki i położyłam na pralce.- Pomyślałam, że skoro później mamy iść spać, to najpierw się wykąpiemy. Jak nie chcesz ze mną to ogol się, nie wiem ale nie mam zamiaru siedzieć tu sama.- zaczęłam się rozbierać.- Już zbyt wiele razy byliśmy sami.
- Masz rację.- poczułam na talii dłonie, a przy uchu ciepły oddech.
Ukochany lekko ugryzł jego płatek, następnie zszedł pocałunkami na moją szyję. Odchyliłam z jęknięciem głowę, dając mu lepszy dostęp. Zadrżałam, gdy jego palce zaczęły głaskać skórę pod moją bluzką. Z łatwością ją zdjął i odwrócił mnie przodem do siebie. Złączył nasze usta w pełnym namiętności pocałunku. Nie chcąc być gorszą, szybko odkryłam jego ciało do pasa w górę. Jęknął mi w usta, gdy dotknęłam twardego torsu. Zaczęłam rozpinać mu spodnie. Wtedy złapał za moje nadgarstki.
- Czekaj Roza.
Popatrzyła zdziwiona jak odkręca wodę do dużej wanny i wychodzi. Nie wiedziałam, co o tym myśleć. Tak sobie poszedł. Czy wróci? Powinien. Powiedział, że mam czekać. Nie oszukałby mnie. Przecież to nadal mój towarzysz. Nagle drzwi się otworzyły, a przez nie wszedł Bielikow. Podszedł do wanny i wlał do wody płyn z butelki. Po łazience rozniósł się aromat wanilii. Następnie otworzył pudełko i rozrzucił płatki róż po całym pomieszczeniu.
- Ty to będziesz sprzątać.- powiedziałam kokietywnie, gdy wrócił do mnie.
- Dla chwili wspólnej przyjemności warto. To na czym skończyliśmy?- na nowo złączył nasze usta.
Gdy tylko pozbyliśmy się jego spodni i bokserek, posadził mnie na pralce. Nasze pocałunki stały się wolniejsze i delikatniejsze. Dymitr zmysłowo zsunął mi spodnie wolnym ruchem. Rozpalił mnie tym niemożliwie.
- Całuję lepiej od Nickolasa?- spytał między pocałunkami.
- Nikt jeszcze nie podniecił mnie samymi pocałunkami.- wydyszałam.
Na moje stwierdzenie, oczy mu zapłonęły pożądaniem. Palcami krążył wokół gumki od moich majtek. Ściąganie ich zajęło mu wieczność, a przynajmniej tak mi się wydawało. Gdy już oboje byliśmy nagusieńcy, oplotłam męża nogami w pasie i zarzuciłam mu ręce na kark. On za to chwycił mnie za uda i podniósł.
- Pewnie jestem ciężka.- zauważyłam.
- Najcenniejszy skarb mogę tonami nosić. Na szczęście ty jesteś o wiele lżejsza. Po za tym na schodach nie narzekałaś.- powiedział, patrząc mi głęboko w oczy.
- Jak ty to robisz, że nie dość, że mnie nie obraziłeś, to jeszcze skomplementowałeś? A na schodach nie byłam uczepiona ciebie, jak małpka drzewa.
Strażnik roześmiał się na moje porównanie.
- Moja najukochańsza małpka.- mruknął i wszedł ze mną do ciepłej wody.
Usiadł na dnie wanny, sadowiąc mnie na sobie. Sięgnął po żel do mycia i zaczął mnie myć. Nie wiem, skąd on to wszystko wziął, ale nie ważne. Zawahał się, gdy doszedł do moich piersi. Mył je wolno i delikatnie. Bardzo mnie to podniecało. Również złapałam mydło i wcierałam w ciało męża. On przysunął mnie do siebie,żeby mieć łatwiejszy dostęp do moich pleców. Przez cały czas patrzył mi w oczy. Na chwilę jego spojrzenie zjechało na usta. Oblizałam je i przygryzłam dolną wargę.
Jednak Bielikow nawet się nie poruszył. Pewnie sprawdza naszą wytrzymałość. Niestety ja nie mam zamiaru nic ćwiczyć, więc od razu się na niego rzuciłam. Nie odwzajemnił pocałunku, póki się na niego nie nabiłam. Gdy już znalazł się we mnie, otworzył szeroko oczy w szoku, jednak kiedy zaczęłam się poruszać, odpadł i całował mnie zachłannie. Nasze ruchy stały się odważniejsze, ale też delikatniejsze. Pp tym jak oboje doszliśmy, opadłam na męża.
- Roza...- mruczał mi do ucha, głaszcząc moje plecy i co jakiś czas składając pocałunek na czole.
Gdy nasze oddechy się unormowały, skończyliśmy się myć i spłukaliśmy pianę. Dymitr pierwszy wyszedł i się wywarł, a następnie osuszył ręcznikiem moje ciało. Delikatny materiał pieścił moją skórę, ale wolę, żeby zamiast niego był mój towarzysz. Ukochany złapał mnie pod kolanami i podniósł jak pannę młodą.
- Jeszcze umiem chodzić towarzyszu.- powiedziałam obojętnie.
- Ja tiebia liubliu Roza- rozczulił mnie tym wyznaniem
- Ja tiebia toże liubliu tovarishch.
Bez dalszych pretensji, dałam mu się zanieść do sypialni.
- Przypomina mi się jak pierwszy raz cię niosłem na rękach.- rozmarzył się Rosjanin.
- Wtedy co Wiktor złamał mi kostkę.- zaśmiałam się wymachując wspomnianą nogą.- I ten sam dzień, w którym uświadomiłam sobie, że Cię Kocham.
- Na prawdę?- pokiwałam głową, gdy delikatnie położył mnie na łóżku.- Ja to już wiedziałem po drugim treningu. Później coraz trudniej było mi udawać względną obojętność, czy zwykłe koleżeństwo do ciebie.
- Wiem. Zauważyłam.
- Wiedziałaś?- zdziwił się.
Położył się obok mnie i przed nami postawił laptopa.
- Gdy byłam w szpitalu po walce z Natalii miałam czas na poukładane sobie wszystkiego. To jak się o mnie martwiłeś, o wszystkim mówiłeś, patrzyłeś na mnie. I zdradziła cię słabość do moich włosów. I zabawne było twoje tłumaczenie po zdaniach, które ktoś obojętny zrozumiał jednoznacznie. A my wyczuwaliśmy w tym drugie dno.
- Na przykład?
- Przed wejściem do sklepu, gdy powiedzieli, że będziemy partnerami. Albo kiedy na jednym z treningów powiedziałeś, że mam niesamowite ciało.
- Obie rzeczy były prawdą. Ale docenić mogę to dopiero teraz.
- Wiesz, na samym początku myślałam, że zacząłeś mnie szkolić z litości, albo tego co mówiłeś o moim talencie i kobietach w służbie.
- Nigdy nie zrobiłbym niczego tylko z litości. Od samego początku mnie zaintrygowałaś. Byłaś inna. Nie wiem dlaczego, ale tak było. Od razu zawróciłaś mi w głowie.
- Czy to nie dziwne, w jakich okolicznościach można spotkać miłość?- wtuliłam się w ukochanego.
- To prawda Roza.- objął mnie mocniej ramieniem i pocałował w głowę.
W internecie znaleźliśmy jakiś niezły horror, ale niestety nie wytrzymałam do końca filmu i zasnęłam.
"Nasz los od zawsze zapisany był w gwiazdach. To one poprowadziły mnie do Ciebie mimo tylu przeciwności, spójrz. Jesteśmy tu. Razem. Ty i ja Roza. Na zawsze."
czwartek, 11 sierpnia 2016
ROZDZIAŁ 218
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
ROZDZIAŁ 217
Tak wiem, nie było mnie długo. Po prostu nie miałam internetu. Kocham was za te komentarze i za to, że pamiętacie o moim blogu. No dobra, macie mnie, chcę was przekupić. Dzisiaj będą dwa rozdziały, jutro nie wiem. Może dwa, może trzy. A później wyjeżdżam na prawie dwa tygodnie. Ale tak jak pisałam wcześniej, wszystko nadrobię jak będę miała czas, dając po dwa dziennie. Jeśli nie to w roku szkolnym codziennie. A jak nadrobię, będzie co dwa, trzy dni. Kocham was.💖💖💖💖
___________________________________________________________
Nasz gość uśmiecha się do nas promiennie. Na Dymitra patrzy z podziwem.
- Strażniku Bielikow. Skinął głową z szacunkiem.- Piękna pani.- ucałował moją dłoń.
Mój mąż był trochę zdziwiony tym powitaniem.
- Ty Nicko się nigdy nie zmienisz.- stwierdziłam, pozwalając mu wejść.
Dopiero teraz mu się przejrzałam. Specjalnie poczochrane blond włosy, opadły na niebieskie oczy. Był morojem, więc miał bladą cerę. Twarz pociągła z lekkim, ledwie widocznym dwudniowym zarostem. Na sobie miał czasie jeansowe rurki, do tego bordowa koszulka i czarna, rozpięta koszula. W dłoni trzymał trzy pudełka z logiem pizzerii.
- Mam rację. Nie zmienisz się.- dodałam taksując go wzrokiem.
- Kiedyś ci się podobało.- udał smutnego.
- Radzę ci uważać. Mike już się do mnie dobierał ostatnio i nie skończyło się to dla niego dobrze.- powiedziałam, kładąc trzy poduszki na podłodze i siadając na jednej.
Mojemu mężowi to się nie spodobało. Pisnęłam cicho, gdy mnie podniósł, następnie usiadł na moim miejscu, a mnie posadził na sobie.
- No co ty gadasz?!- mój przyjaciel usiadł na przeciwko nas.- Wincenty?! Nie spodziewałbym się tego po nim.
- Ja też.- nagle mnie oświeciło.- Gdzie moje maniery. Skarbie,- odwróciłam głowę do ukochanego, po czym wskazałam dłonią naszego gościa.- To mój dobry przyjaciel, Nickolas. Nicko, chyba kojarzysz, Dymitra Bielikow.
- Oczywiście. To dla mnie wielki zaszczyt.- blondyn wyciągnął do nas rękę.
- Miło mi.- strażnik uścisnął mu dłoń.
- Ty też zbytnio się nie zmieniłaś. Kiedy idziesz do fryzjera?- spytał, otwierając pierwsze pudełko z pizzą.
- Oby nigdy.- usłyszałam cichy szept koło ucha.
- Na razie nie mam kiedy.- odpowiedziałam wymijająco i w ślad za chłopakami wzięłam kawałek jedzenia.
- No widzę, że plotki są prawdziwe.- Nico przeniósł wzrok na mój brzuch. Nic trudnego, skoro wyglądam jak beczka.
- Jakie plotki?- zmarszczyłam brwi.
- Z Dworu dochodziły pogłoski o tym, że jesteś w ciąży. Jeśli mogę spytać, z kim?
- Ze mną.- usłyszałam dumę w głosie Rosjanina.
- J...jak to?!- oczy blondyna otworzyły się szeroko.- Przecież to nie możliwe.
- Błagam, nie wnikaj.- nie chciałam wszystkim mówić o Lunie.
- No dobra.- skończył temat.
- A co u ciebie?- spytałam.
- Skończyłem szkołę i teraz pracuję na pełnym ekranie w pizzerii, tej co na wakacje, ale już zauważyłaś. Zbieram pieniądze na studia.
- A twoi rodzice? Nie mogą ci dać.
- Mogą, ale wolę sam na to zarobić. Gdy znajdę później dobrą pracę, kupię dom i zamieszkam tam z dziewczyną.
- Masz dziewczynę?- uśmiechnęłam się.
- Tak. Nie uwierzysz, ale chodzę z Charlotte.- był cały rozanielony.
- No nie mów. Pamiętam, że próbowałeś ją poderwać przez ostatni rok podstawówki i dwa liceum.- wspominałam.
- No trochę się zbliżyliśmy przez te trzy lata. Nawet nie wiesz jak nudno było w przerwach od szkoły bez twoich szalonych pomysłów. Pamiętasz, jak graliśmy w butelkę i kazałem ci zjeść robaka?
- To było w prawdę i wyzwanie, co siedzieliśmy na wierzbie nad jeziorem. Zrzuciłam cię do wody, za to wyzwanie.- roześmiałam się.
- Ale w końcu go zjadłaś.- powiedział z uznaniem.
- Bo nazwaliście mnie tchórzem. Później na gałęzi zostałam tylko ja i Lissa.
- Lissa zaczęła krzyczeć, że to nie ludzkie, a ty jej, że przecież nie jesteśmy ludźmi.- przypomniał.
- Było was więcej?- spytał mój mąż.
- Mieliśmy stałą ekipę. Ja, Lissa, Nicko, Ashley, Kevin i Monia. Właśnie, co u nich?
- Trochę się porobiło.- blondyn podrapał się po karku.- Ashley poszła na dziennikarstwo, Monia została kelnerką, a Kevin jej strażnikiem. Do tego, to dość delikatny temat, ale dampir został gejem.- nie patrzył na nas.
Otworzyłam szeroko oczy.
- Co?! Chcesz mi wmówić, że największy podrywacz w mieście interesuje się chłopakami?
Moroj pokiwał głową, jakby to była jego wina. Dymitr nie był zdolny do żadnego ruchu. Nawet jego ręce głaszczące mnie po brzuchu, zastygły.
- Nie no spoko.- powiedziałam po chwili.- Co kto lubi. Trzeba być tolerancyjnym.
- No to niezła musiała być ta "ekipa".- strażnik stoczył rozmowę na trochę bezpieczniejszy tor.
- Niezła?!- wykrzyknął oburzony Nicko.- Ciekawe czy tak byś mówił, gdyby w twojej paczce byli tylko dwaj chłopacy, w tym ty i cztery dziewczyny z Hathaway na czele. To było istne szaleństwo, a każdego dnia zastanawialiśmy się, czy dożyjemy jutra.
- Przynajmniej nie było nudno.- zauważyłam.
- Lepiej powiedz co u was, tak po za plotkami.
- No cóż. Znalazłam swojego ojca, a raczej on mnie znalazł i pomógł uciec z aresztu. Bo o oskarżeniach chyba słyszeliście?
- Tak.- przyjaciel sięgnął po kolejne pudełko z pizzą.- Ani przez chwilę nie wierzyłem, że to ty. Po pierwsze, nie zrobiłabyś tego. Po drugie, nawet jeśli, to nie zostawiłabyś tak dowodów. Było widać, że to jest ukartowane. Ale spróbuj coś przetłumaczyć tym arystokratom, a tylko bardziej cię udupiom.- warknął zły.
- Nie każdy z arystokracji. Lissa, Christian Ozera, Adrian Iwaszkow. Oni są dobrzy i uczciwi.- zauważyłam.
- No to trzy rody z dwunastu. Niekiedy sam wstydzę się swojego pochodzenia. Ten Dekret o związkach ledwo co przepuścili, a i tak nie wszyscy go popierają. A teraz mów, co jeszcze.
- Moim ojcem okazał się być niejaki Abe Mazur. Wpływowy Mafioza.
- Cholera!- przeklął pod nosem.- Głupi Kevin.
- O co chodzi?- zdziwiła mnie jego reakcja.
- Jak byliśmy mali, założyliśmy się, kim jest twój ojciec. Przez charakter padały różne odpowiedzi. Ja stawiałem na uczciwego właściciela firm, Monia na Gangstera, Ashley na szefa policji lub jakiegoś CIS, a Kevin na szefa mafii, prowadzącego jakieś ciemne interesy. Teraz każdy z nas wisi mu dziesięć dolarów.- nie był z tego zadowolony.
- I to wszystko wywnioskowaliście z mojego charakteru.- zaczęłam się śmiać.
- To nie fair. Kevin zawsze miał z tobą lepsze kontakty. Nawet gdy byliśmy razem.
Na ostatnie zdanie Rosjanin się spiął. Powierciłam się trochę na jego nogach, niby szukając wygodnej pozycji, a tak naprawdę dałam mu do zrozumienia, że teraz jestem z nim i nic tego nie zmieni. Zrozumiał.
- Byliśmy ze sobą tylko dwa miesiące wakacji i ograniczało się to do całowania na imprezach.- przypomniałam, żeby za dużo nie wspominał.
- I tak ty najlepiej całowałaś.
Teraz to mnie zaskoczył. Mojemu mężowi to stwierdzenie się nie spodobało. Ale nic nie zrobił. Oboje czekali na mój ruch.
- Wybacz ale ja znalazłam kogoś lepszego.- udałam smutek, a Nicko złapał się za serce.
- Ranisz mnie. Ktoś lepszy ode mnie?!
Zaśmiałam się.
- Kogo?- spytał mój ukochany.
- Ciebie głuptasie.- odwróciłam się i pocałowałam go w policzek.
Jego mina była bezcenna. Objął mnie ciasnej.
- Kocham Cię Roza.
- Wyglądacie na bardzo szczęśliwych. Ja nie jestem pewny co do Charlotte. Czuję, jakbym jej nie wystarczał.- zasmucił się.
- To zrób coś dla niej. Nie wiem. Kolację, zaproś na randkę. A przede wszystkim, szczerze porozmawiaj.
- Kochasz ją?- wspomógł mnie Bielikow.
- No jasne!- powiedział jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie.
- To walcz o nią i nie pozwól jej uciec. Troszcz się i pokaż, że ci na niej zależy.
Ja to powinnam zostać jakimś psychologiem. Ostatnio niczym innym się nie zajmuję, tylko pomagam komuś w sprawach sercowych.
- Dzięki.
Kończąc trzecią pizzę, opowiedziałam o Lili i zaręczynach moich rodziców. Bo o parze królewskiej to każdy słyszał.
___________________________________________________________
Nasz gość uśmiecha się do nas promiennie. Na Dymitra patrzy z podziwem.
- Strażniku Bielikow. Skinął głową z szacunkiem.- Piękna pani.- ucałował moją dłoń.
Mój mąż był trochę zdziwiony tym powitaniem.
- Ty Nicko się nigdy nie zmienisz.- stwierdziłam, pozwalając mu wejść.
Dopiero teraz mu się przejrzałam. Specjalnie poczochrane blond włosy, opadły na niebieskie oczy. Był morojem, więc miał bladą cerę. Twarz pociągła z lekkim, ledwie widocznym dwudniowym zarostem. Na sobie miał czasie jeansowe rurki, do tego bordowa koszulka i czarna, rozpięta koszula. W dłoni trzymał trzy pudełka z logiem pizzerii.
- Mam rację. Nie zmienisz się.- dodałam taksując go wzrokiem.
- Kiedyś ci się podobało.- udał smutnego.
- Radzę ci uważać. Mike już się do mnie dobierał ostatnio i nie skończyło się to dla niego dobrze.- powiedziałam, kładąc trzy poduszki na podłodze i siadając na jednej.
Mojemu mężowi to się nie spodobało. Pisnęłam cicho, gdy mnie podniósł, następnie usiadł na moim miejscu, a mnie posadził na sobie.
- No co ty gadasz?!- mój przyjaciel usiadł na przeciwko nas.- Wincenty?! Nie spodziewałbym się tego po nim.
- Ja też.- nagle mnie oświeciło.- Gdzie moje maniery. Skarbie,- odwróciłam głowę do ukochanego, po czym wskazałam dłonią naszego gościa.- To mój dobry przyjaciel, Nickolas. Nicko, chyba kojarzysz, Dymitra Bielikow.
- Oczywiście. To dla mnie wielki zaszczyt.- blondyn wyciągnął do nas rękę.
- Miło mi.- strażnik uścisnął mu dłoń.
- Ty też zbytnio się nie zmieniłaś. Kiedy idziesz do fryzjera?- spytał, otwierając pierwsze pudełko z pizzą.
- Oby nigdy.- usłyszałam cichy szept koło ucha.
- Na razie nie mam kiedy.- odpowiedziałam wymijająco i w ślad za chłopakami wzięłam kawałek jedzenia.
- No widzę, że plotki są prawdziwe.- Nico przeniósł wzrok na mój brzuch. Nic trudnego, skoro wyglądam jak beczka.
- Jakie plotki?- zmarszczyłam brwi.
- Z Dworu dochodziły pogłoski o tym, że jesteś w ciąży. Jeśli mogę spytać, z kim?
- Ze mną.- usłyszałam dumę w głosie Rosjanina.
- J...jak to?!- oczy blondyna otworzyły się szeroko.- Przecież to nie możliwe.
- Błagam, nie wnikaj.- nie chciałam wszystkim mówić o Lunie.
- No dobra.- skończył temat.
- A co u ciebie?- spytałam.
- Skończyłem szkołę i teraz pracuję na pełnym ekranie w pizzerii, tej co na wakacje, ale już zauważyłaś. Zbieram pieniądze na studia.
- A twoi rodzice? Nie mogą ci dać.
- Mogą, ale wolę sam na to zarobić. Gdy znajdę później dobrą pracę, kupię dom i zamieszkam tam z dziewczyną.
- Masz dziewczynę?- uśmiechnęłam się.
- Tak. Nie uwierzysz, ale chodzę z Charlotte.- był cały rozanielony.
- No nie mów. Pamiętam, że próbowałeś ją poderwać przez ostatni rok podstawówki i dwa liceum.- wspominałam.
- No trochę się zbliżyliśmy przez te trzy lata. Nawet nie wiesz jak nudno było w przerwach od szkoły bez twoich szalonych pomysłów. Pamiętasz, jak graliśmy w butelkę i kazałem ci zjeść robaka?
- To było w prawdę i wyzwanie, co siedzieliśmy na wierzbie nad jeziorem. Zrzuciłam cię do wody, za to wyzwanie.- roześmiałam się.
- Ale w końcu go zjadłaś.- powiedział z uznaniem.
- Bo nazwaliście mnie tchórzem. Później na gałęzi zostałam tylko ja i Lissa.
- Lissa zaczęła krzyczeć, że to nie ludzkie, a ty jej, że przecież nie jesteśmy ludźmi.- przypomniał.
- Było was więcej?- spytał mój mąż.
- Mieliśmy stałą ekipę. Ja, Lissa, Nicko, Ashley, Kevin i Monia. Właśnie, co u nich?
- Trochę się porobiło.- blondyn podrapał się po karku.- Ashley poszła na dziennikarstwo, Monia została kelnerką, a Kevin jej strażnikiem. Do tego, to dość delikatny temat, ale dampir został gejem.- nie patrzył na nas.
Otworzyłam szeroko oczy.
- Co?! Chcesz mi wmówić, że największy podrywacz w mieście interesuje się chłopakami?
Moroj pokiwał głową, jakby to była jego wina. Dymitr nie był zdolny do żadnego ruchu. Nawet jego ręce głaszczące mnie po brzuchu, zastygły.
- Nie no spoko.- powiedziałam po chwili.- Co kto lubi. Trzeba być tolerancyjnym.
- No to niezła musiała być ta "ekipa".- strażnik stoczył rozmowę na trochę bezpieczniejszy tor.
- Niezła?!- wykrzyknął oburzony Nicko.- Ciekawe czy tak byś mówił, gdyby w twojej paczce byli tylko dwaj chłopacy, w tym ty i cztery dziewczyny z Hathaway na czele. To było istne szaleństwo, a każdego dnia zastanawialiśmy się, czy dożyjemy jutra.
- Przynajmniej nie było nudno.- zauważyłam.
- Lepiej powiedz co u was, tak po za plotkami.
- No cóż. Znalazłam swojego ojca, a raczej on mnie znalazł i pomógł uciec z aresztu. Bo o oskarżeniach chyba słyszeliście?
- Tak.- przyjaciel sięgnął po kolejne pudełko z pizzą.- Ani przez chwilę nie wierzyłem, że to ty. Po pierwsze, nie zrobiłabyś tego. Po drugie, nawet jeśli, to nie zostawiłabyś tak dowodów. Było widać, że to jest ukartowane. Ale spróbuj coś przetłumaczyć tym arystokratom, a tylko bardziej cię udupiom.- warknął zły.
- Nie każdy z arystokracji. Lissa, Christian Ozera, Adrian Iwaszkow. Oni są dobrzy i uczciwi.- zauważyłam.
- No to trzy rody z dwunastu. Niekiedy sam wstydzę się swojego pochodzenia. Ten Dekret o związkach ledwo co przepuścili, a i tak nie wszyscy go popierają. A teraz mów, co jeszcze.
- Moim ojcem okazał się być niejaki Abe Mazur. Wpływowy Mafioza.
- Cholera!- przeklął pod nosem.- Głupi Kevin.
- O co chodzi?- zdziwiła mnie jego reakcja.
- Jak byliśmy mali, założyliśmy się, kim jest twój ojciec. Przez charakter padały różne odpowiedzi. Ja stawiałem na uczciwego właściciela firm, Monia na Gangstera, Ashley na szefa policji lub jakiegoś CIS, a Kevin na szefa mafii, prowadzącego jakieś ciemne interesy. Teraz każdy z nas wisi mu dziesięć dolarów.- nie był z tego zadowolony.
- I to wszystko wywnioskowaliście z mojego charakteru.- zaczęłam się śmiać.
- To nie fair. Kevin zawsze miał z tobą lepsze kontakty. Nawet gdy byliśmy razem.
Na ostatnie zdanie Rosjanin się spiął. Powierciłam się trochę na jego nogach, niby szukając wygodnej pozycji, a tak naprawdę dałam mu do zrozumienia, że teraz jestem z nim i nic tego nie zmieni. Zrozumiał.
- Byliśmy ze sobą tylko dwa miesiące wakacji i ograniczało się to do całowania na imprezach.- przypomniałam, żeby za dużo nie wspominał.
- I tak ty najlepiej całowałaś.
Teraz to mnie zaskoczył. Mojemu mężowi to stwierdzenie się nie spodobało. Ale nic nie zrobił. Oboje czekali na mój ruch.
- Wybacz ale ja znalazłam kogoś lepszego.- udałam smutek, a Nicko złapał się za serce.
- Ranisz mnie. Ktoś lepszy ode mnie?!
Zaśmiałam się.
- Kogo?- spytał mój ukochany.
- Ciebie głuptasie.- odwróciłam się i pocałowałam go w policzek.
Jego mina była bezcenna. Objął mnie ciasnej.
- Kocham Cię Roza.
- Wyglądacie na bardzo szczęśliwych. Ja nie jestem pewny co do Charlotte. Czuję, jakbym jej nie wystarczał.- zasmucił się.
- To zrób coś dla niej. Nie wiem. Kolację, zaproś na randkę. A przede wszystkim, szczerze porozmawiaj.
- Kochasz ją?- wspomógł mnie Bielikow.
- No jasne!- powiedział jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie.
- To walcz o nią i nie pozwól jej uciec. Troszcz się i pokaż, że ci na niej zależy.
Ja to powinnam zostać jakimś psychologiem. Ostatnio niczym innym się nie zajmuję, tylko pomagam komuś w sprawach sercowych.
- Dzięki.
Kończąc trzecią pizzę, opowiedziałam o Lili i zaręczynach moich rodziców. Bo o parze królewskiej to każdy słyszał.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
poniedziałek, 8 sierpnia 2016
ROZDZIAŁ 216
Niewiele myśląc, rzuciłam się tyłem na łóżko, wzbijając wokół tumany kurzu. Rosjanin patrzył na moje poczynania z niezadowolenie, gdy poklepałam miejsce koło siebie. Kiedy popatrzyłam na niego maślanymi oczkami, wiedział, że nie odpuszczę. Położył się koło mnie, a ja się w niego wtuliłam.
- Będzie tu dużo roboty.- powiedział.
- Zostańmy tu na noc.- poprosiłam.
- Od kiedy to moja Roza jest taka sentymentalna.- zaśmiał się, a mi zabiło szybciej serce.
- Twoja Roza- zaakcentowałam te słowa.- zanurzyła się we wspomnieniach. Wiele się tutaj wydarzyło. Dużo będzie do sprzątania.
- Chyba nie masz zamiaru sama tu sprzątać?- zdziwił się.
- Nie, no coś ty!- odetchnął z ulgą.- Pomożecie mi.
- Zwariowałaś?!
- A co? Myślisz, że jak jesteś najlepszym strażnikiem, to nie będziesz sprzątać domu?- udałam oburzenie.
- Nie! Ja nie to...- zaczął się tłumaczyć.
- Dymitr ja bardzo chcę tu zostać. Byłam już z trzy razy, a niedługo będę czwarty w twoim rodzinnym domu. Ja wychowywałam się w Akademii, a tutaj są jedyne moje dość rodzinne wspomnienia. Dzięki rodzinie Lissy i temu miejscu po raz pierwszy poczułam się kochana i częścią rodziny. Pragnę podzielić się tym z tobą.
Zobaczyłam, że jego oczy lekko się zaszkliły.
- Roza... ja nie wiem co powiedzieć...- wydusił.
- Chyba po raz pierwszy od dawna.- zażartowałam.
- Możliwe. To cudowne. Z chęcią skorzystam z twojej propozycji.
- To co? Zostaniemy tu.
- Rose, pomyśl logicznie. Nie mamy tu żadnych rzeczy, lodówka jest pusta jeśli jeszcze w ogóle działa, nie mamy wody, a wszędzie jest brudno. I co z Lili?
- Napiszemy do Jill, że mają nasz dom do dyspozycji do rana, a razem tu trochę ogarniemy, włączymy prąd, wodę i gaz. Jest środek ludzkiego dnia, sklepy są otwarte. I tak trochę nam tu zejdzie, to zostaniemy do nocy. Proooooooooo- ciągnęłam w nieskończoność.
- Nie przestaniesz póki się nie zgodzę?- bardziej stwierdził, niż spytał.
-oooooooooooooooooooo- pokiwałam głową.
- No dobra, zgadzam się.
- oszę. Jest. Kocham cię.- zerwałam się z łóżka od czego zakręciło mi się w głowie.
- Ostrożnie Roza. To od czego zaczynamy?- spytał.
- Na zewnątrz w skrzynce są bezpieczniki. Trzeba włączyć prąd. W piwnicy jest zawór od wody i gazu. W szafkach w sypialni państwa Dragomirów będzie świeża pościel. W schowku na półpiętrze są środki czystości, mop i odkurzacz. Trzeba też przejrzeć strych. Ma tu powstać dom dziecka dla dampirów, wiec trzeba wszystko sprawdzić pod tym kątem.
- No dobrze. To ja pójdę sprawdzić korki, gaz i wodę, a później przejrzeć strych.
- Okey. Ja w tym czasie...- zaczęłam, ale mąż mi przerwał.
- Ty w tym czasie odpoczniesz. Nie wiem, czy wiesz, ale to ósmy miesiąc ciąży. Nie pozwolę ci cokolwiek robić.
- Ale co ja mam... nie będę tutaj tak bezczynnie siedzieć.- zaprotestowałam.
- Roza wiesz, że się o ciebie martwię. Zgodziłem się na zostanie tutaj, ale ty masz się oszczędzać. Wiem co możesz zrobić. Ułóż się wygodnie, a ja zaraz wrócę.- powiedział i wyszedł.
Westchnęłam ciężko, ale co poradzę. Położyłam się na łóżku i zaczęłam oglądać wzory na materiale u góry. To aż niesamowite, że zachowało się w nienaruszonym stanie. Wodziłam wzrokiem po ciemnych liściach i splecionych pędach na jasnej zieleni, gdy wrócił mój mąż z czarną torbą i drewnianym czymś pod pachą. Okazało się, że to drugie to mały, rozstawiany stolik na jedzenie do łóżka. Z torby wyciągnął laptopa i położył na podstawce, przede mną.
- Zrób zakupy przez internet i zobacz, co jeszcze nam się przyda, bo myślę, że mydła i różne Domestosy są przeterminowane. Kiedy ostatnio ktoś tu był?- spytał.
- Wczoraj.- uśmiechnęłam się.
- To wiem. A wcześniej?
- Od wypadku ja i Lissa nie przekroczyłyśmy nawet tego progu. Nie miałyśmy tu żadnych rzeczy, bo jechaliśmy do Akademii. I tam zostałyśmy do ucieczki, a potem to sam wiesz.
- Racja. To mówisz, że gdzie ta pościel?- zmienił temat, bo atmosfera zaczęła nam ciążyć.
- W sypialni, w górnej szafce, ten sam regał, co były cygara.- pokierowałam go, odpalając laptopa.
Myślałam co by tu zjeść i pomyślałam o pizzy. Znalazłam stronę naszej ulubionej z młodości. Była niedaleko, ale zapomniałam numeru. Napisałam szybką wiadomość do Jill, że zostajemy i jak tam dziewczynki. Księżniczka odpisała, że już śpią i życzyła miłej nocy. Podziękowałam, po czym zadzwoniłam do pizzerii.
- Pizzeria Picasso. Jakie zamówienie?- rozbrzmiało w słuchawce, a ja nie mogłam uwierzyć własnym uszom.
- Nico?!- zdziwiłam się, że wciąż tam pracuje.
W sumie od naszego ostatniego spotkania minęło prawie pięć lat.
- No kogo ja słyszę? Rose czyżbyś wracała na stare śmieci?- zaśmiał się.
- Jestem na chwilę w domu rodziców Lissy. Chce go przerobić na dom dziecka.
- To super. Może uda nam się jakoś pogadać?- zagadnął.
- Jasne. To co zawsze, ale razy trzy, tak jak zawsze.
- Widzę, że apetyt dopisuje. Masz szczęście, bo właśnie kończę zmianę. Będę za godzinę.
- To czekaj. Ale nie wystrasz się, jeśli otworzy ci...
- Twój mąż?- przerwał mi.
- Skąd wiesz?- zdziwiłam się.
- Jesteście najbardziej rozpoznawalni w całej społeczności. Nawet bardziej od Lissy i jej narzeczonego, którzy i tak są dość kontrowersyjni. Zawsze gdzie jedno, tam można się spodziewać drugiego.
- Jej. Nie myślałam, że aż taka sława nas dotknie. No dobra. Ja tam cię nie zatrzymuję, tylko tym razem się nie spóźnij.- zastrzegłam.
- I mówi to dziewczyna, która notorycznie przychodziła na imprezę pół godziny po rozpoczęciu.- przypomniał.
- Wiesz, czasem trzeba się poświęcić, dla dobrego wejścia.
- No wejścia to ty umiałaś robić.- przyznał i zaczął się śmiać.
W tej chwili wrócił mój mąż z pościelą.
- Nie narzekaj. Dobra nie zajmuję ci więcej czasu.
- No do zobaczenia.
- Pa.
- Z kim rozmawiałaś?- spytał ukochany.
- Zamawiałam pizzę. Najlepsza w mieście. I nie chcę słyszeć odmowy.- zastrzegłam, gdy chciał już coś powiedzieć.
- Ale chyba nie żegnasz się tak z każdym dostawcą?- uniósł jedną brew. Ja tylko uśmiechnęłam się cwanie.- No niech ci będzie. A teraz wstawaj, trzeba zmienić pościel.
chciałam pomóc mu trochę, ale oczywiście mi nie pozwolił. Trochę pościerał kurze na mokro, a ja zamówiłam różne środki czystości. Później opowiadałam mu o wszystkim, co mi się przypomniało, gdy tu przyszłam, aż nie usłyszeliśmy dzwonek. Razem zeszliśmy na dół, po dość długiej kłótni, że powinnam zostać na górze. Gdy mój mąż otworzył drzwi, zobaczyłam znajomego blondyna.
- Będzie tu dużo roboty.- powiedział.
- Zostańmy tu na noc.- poprosiłam.
- Od kiedy to moja Roza jest taka sentymentalna.- zaśmiał się, a mi zabiło szybciej serce.
- Twoja Roza- zaakcentowałam te słowa.- zanurzyła się we wspomnieniach. Wiele się tutaj wydarzyło. Dużo będzie do sprzątania.
- Chyba nie masz zamiaru sama tu sprzątać?- zdziwił się.
- Nie, no coś ty!- odetchnął z ulgą.- Pomożecie mi.
- Zwariowałaś?!
- A co? Myślisz, że jak jesteś najlepszym strażnikiem, to nie będziesz sprzątać domu?- udałam oburzenie.
- Nie! Ja nie to...- zaczął się tłumaczyć.
- Dymitr ja bardzo chcę tu zostać. Byłam już z trzy razy, a niedługo będę czwarty w twoim rodzinnym domu. Ja wychowywałam się w Akademii, a tutaj są jedyne moje dość rodzinne wspomnienia. Dzięki rodzinie Lissy i temu miejscu po raz pierwszy poczułam się kochana i częścią rodziny. Pragnę podzielić się tym z tobą.
Zobaczyłam, że jego oczy lekko się zaszkliły.
- Roza... ja nie wiem co powiedzieć...- wydusił.
- Chyba po raz pierwszy od dawna.- zażartowałam.
- Możliwe. To cudowne. Z chęcią skorzystam z twojej propozycji.
- To co? Zostaniemy tu.
- Rose, pomyśl logicznie. Nie mamy tu żadnych rzeczy, lodówka jest pusta jeśli jeszcze w ogóle działa, nie mamy wody, a wszędzie jest brudno. I co z Lili?
- Napiszemy do Jill, że mają nasz dom do dyspozycji do rana, a razem tu trochę ogarniemy, włączymy prąd, wodę i gaz. Jest środek ludzkiego dnia, sklepy są otwarte. I tak trochę nam tu zejdzie, to zostaniemy do nocy. Proooooooooo- ciągnęłam w nieskończoność.
- Nie przestaniesz póki się nie zgodzę?- bardziej stwierdził, niż spytał.
-oooooooooooooooooooo- pokiwałam głową.
- No dobra, zgadzam się.
- oszę. Jest. Kocham cię.- zerwałam się z łóżka od czego zakręciło mi się w głowie.
- Ostrożnie Roza. To od czego zaczynamy?- spytał.
- Na zewnątrz w skrzynce są bezpieczniki. Trzeba włączyć prąd. W piwnicy jest zawór od wody i gazu. W szafkach w sypialni państwa Dragomirów będzie świeża pościel. W schowku na półpiętrze są środki czystości, mop i odkurzacz. Trzeba też przejrzeć strych. Ma tu powstać dom dziecka dla dampirów, wiec trzeba wszystko sprawdzić pod tym kątem.
- No dobrze. To ja pójdę sprawdzić korki, gaz i wodę, a później przejrzeć strych.
- Okey. Ja w tym czasie...- zaczęłam, ale mąż mi przerwał.
- Ty w tym czasie odpoczniesz. Nie wiem, czy wiesz, ale to ósmy miesiąc ciąży. Nie pozwolę ci cokolwiek robić.
- Ale co ja mam... nie będę tutaj tak bezczynnie siedzieć.- zaprotestowałam.
- Roza wiesz, że się o ciebie martwię. Zgodziłem się na zostanie tutaj, ale ty masz się oszczędzać. Wiem co możesz zrobić. Ułóż się wygodnie, a ja zaraz wrócę.- powiedział i wyszedł.
Westchnęłam ciężko, ale co poradzę. Położyłam się na łóżku i zaczęłam oglądać wzory na materiale u góry. To aż niesamowite, że zachowało się w nienaruszonym stanie. Wodziłam wzrokiem po ciemnych liściach i splecionych pędach na jasnej zieleni, gdy wrócił mój mąż z czarną torbą i drewnianym czymś pod pachą. Okazało się, że to drugie to mały, rozstawiany stolik na jedzenie do łóżka. Z torby wyciągnął laptopa i położył na podstawce, przede mną.
- Zrób zakupy przez internet i zobacz, co jeszcze nam się przyda, bo myślę, że mydła i różne Domestosy są przeterminowane. Kiedy ostatnio ktoś tu był?- spytał.
- Wczoraj.- uśmiechnęłam się.
- To wiem. A wcześniej?
- Od wypadku ja i Lissa nie przekroczyłyśmy nawet tego progu. Nie miałyśmy tu żadnych rzeczy, bo jechaliśmy do Akademii. I tam zostałyśmy do ucieczki, a potem to sam wiesz.
- Racja. To mówisz, że gdzie ta pościel?- zmienił temat, bo atmosfera zaczęła nam ciążyć.
- W sypialni, w górnej szafce, ten sam regał, co były cygara.- pokierowałam go, odpalając laptopa.
Myślałam co by tu zjeść i pomyślałam o pizzy. Znalazłam stronę naszej ulubionej z młodości. Była niedaleko, ale zapomniałam numeru. Napisałam szybką wiadomość do Jill, że zostajemy i jak tam dziewczynki. Księżniczka odpisała, że już śpią i życzyła miłej nocy. Podziękowałam, po czym zadzwoniłam do pizzerii.
- Pizzeria Picasso. Jakie zamówienie?- rozbrzmiało w słuchawce, a ja nie mogłam uwierzyć własnym uszom.
- Nico?!- zdziwiłam się, że wciąż tam pracuje.
W sumie od naszego ostatniego spotkania minęło prawie pięć lat.
- No kogo ja słyszę? Rose czyżbyś wracała na stare śmieci?- zaśmiał się.
- Jestem na chwilę w domu rodziców Lissy. Chce go przerobić na dom dziecka.
- To super. Może uda nam się jakoś pogadać?- zagadnął.
- Jasne. To co zawsze, ale razy trzy, tak jak zawsze.
- Widzę, że apetyt dopisuje. Masz szczęście, bo właśnie kończę zmianę. Będę za godzinę.
- To czekaj. Ale nie wystrasz się, jeśli otworzy ci...
- Twój mąż?- przerwał mi.
- Skąd wiesz?- zdziwiłam się.
- Jesteście najbardziej rozpoznawalni w całej społeczności. Nawet bardziej od Lissy i jej narzeczonego, którzy i tak są dość kontrowersyjni. Zawsze gdzie jedno, tam można się spodziewać drugiego.
- Jej. Nie myślałam, że aż taka sława nas dotknie. No dobra. Ja tam cię nie zatrzymuję, tylko tym razem się nie spóźnij.- zastrzegłam.
- I mówi to dziewczyna, która notorycznie przychodziła na imprezę pół godziny po rozpoczęciu.- przypomniał.
- Wiesz, czasem trzeba się poświęcić, dla dobrego wejścia.
- No wejścia to ty umiałaś robić.- przyznał i zaczął się śmiać.
W tej chwili wrócił mój mąż z pościelą.
- Nie narzekaj. Dobra nie zajmuję ci więcej czasu.
- No do zobaczenia.
- Pa.
- Z kim rozmawiałaś?- spytał ukochany.
- Zamawiałam pizzę. Najlepsza w mieście. I nie chcę słyszeć odmowy.- zastrzegłam, gdy chciał już coś powiedzieć.
- Ale chyba nie żegnasz się tak z każdym dostawcą?- uniósł jedną brew. Ja tylko uśmiechnęłam się cwanie.- No niech ci będzie. A teraz wstawaj, trzeba zmienić pościel.
chciałam pomóc mu trochę, ale oczywiście mi nie pozwolił. Trochę pościerał kurze na mokro, a ja zamówiłam różne środki czystości. Później opowiadałam mu o wszystkim, co mi się przypomniało, gdy tu przyszłam, aż nie usłyszeliśmy dzwonek. Razem zeszliśmy na dół, po dość długiej kłótni, że powinnam zostać na górze. Gdy mój mąż otworzył drzwi, zobaczyłam znajomego blondyna.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
ROZDZIAŁ 215
Wczoraj nie miałam neta, więc łapie pierwszy rozdział.
___________________________________________________________
Po śniadaniu Lili i Dymitr zrobili sobie trening. Lubiłam na to patrzeć. Przypominało mi się, jak mnie uczył. Tęskniłam za tym, ale cieszę się z tego co mamy. Nagle zadzwonił mój telefon.
- Halo?- odezwałam się, nie patrząc kto dzwoni.
- Hej Rose.- przywitała mnie Lissa.- Dzisiaj wysłałam strażników do posiadłości rodziców. Sprawdzą czy nie ma tam żadnych strzyg i innych problemów. Kiedy możecie tam wpaść i zobaczyć?
- Muszę spytać męża, ale pewnie jeszcze dzisiaj.
- To dobrze. Chciałabym jeszcze z tobą pogadać, ale obowiązki wzywają.
- A mam jeszcze pytanie. Powiedziałaś Christianowi?
Po drugiej stronie usłyszałam ciężkie westchnięcie przyjaciółki.
- Jeszcze nie.- odpowiedziała.
- To na co ty jeszcze czekasz.
- Trochę się boję, jak na to zareaguje. On myśli, że została stracona. I co? Nagle mam mu powiedzieć, że jego ciocia mieszka na drugim końcu świata, żyję i ogólnie ma się dobrze?- zaczęła histeryzować.
- Spróbuj jakoś delikatnie.
- A co ty byś zrobiła.
- Pewnie najgłupszą rzecz na świecie, ale zaprosiła ją na ślub.
- To genialne!
- Lissa stop! To nie jest najlepszy pomysł. Lepiej przygotuj go na to spotkanie szczerą rozmową. A teraz wracaj, bo będą narzekać, że im cię zabieram.
- No dobra, tylko mi się tam nie przemęczaj.- powiedziała łagodnie.
- Ty też.
- Wiem. Pa.
- Pa.
- Kto dzwonił?- koło mnie usiadł mąż.
Ze strachu, aż podskoczyłam. Złapałem się za serce.
- Przez ciebie dostanę zawału.- pacnęłam go w ramię, a on zaczął się śmiać.- Lissa. Dzisiaj posłała strażników do domu swoich rodziców. Kiedy moglibyśmy tam pojechać?
Wstaliśmy i skierowaliśmy się w stronę domu.
- Może dzisiaj w nocy. W słońcu nie zaatakują strzygi.
- Dobrze, ale to jak zaśnie Lili. Jutro poniedziałek i musi być wypoczęta.- przypomniałam.
- Zgoda.
Wieczorem ubrałam się cieplej. O porankach robi się chłodno. Lili upierała się, że chce jechać z nami, ale gdy powiedziałam, że przyjedzie do niej Jill z Edyym i może sobie kogoś zaprosić na noc, uległa. Na miejscu byliśmy po dwóch godzinach. Przez całą drogę rozmawialiśmy o Akademii, tym co Dymitr sobie przypomniał i tym czego nie pamięta.
- Zostań tutaj.- nakazał mój ukochany takim tonem, że poczułam się, jakbym znowu była jego uczennicą.
- Ale...- zaczęłam, lecz mi przerwał.
- Roza pamiętasz co było ostatnio, gdy kazałem ci czekać w samochodzie, a ty mnie nie posłuchałaś.
Chciałam się dalej kłócić, jednak musiałam przyznać mu rację. Przypomniały mi się też jego inne słowa. Teraz muszę dbać o nasze dzieci. Nie mogę go zawieść. Pokiwałam tylko głową, a Bielikow wysiadł. Wszedł do domu zostawiając uchylone drzwi. Siedziałam w aucie jak na szpilkach. Niby wiedziałam, że nic mu nie grozi. Jest najlepszym strażnikiem, a wcześniej dom sprawdzali inni strażnicy. Jednak w środku strasznie się o niego bałam. Czemu jeszcze nie wyszedł? Co tam się dzieje? Nie wytrzymałam i postanowiłam pójść sprawdzić czy wszystko gra. Ze schowka wzięłam torebkę i wygrzebałam sztylet.
- Po raz pierwszy ty zapewnisz mi bezpieczeństwo.- powiedziałam i wysiadłam.
Może to trochę dziwnie, że gadam do narzędzia śmierci, ale czułam, że na to zasługuje. Tak piękne rzeczy od Bielikowa, to świętość. Na drżących nogach, ściskając kurczowo sztylet ruszyłam w stronę domu. Już miałam otworzyć szerzej drzwi, gdy ktoś na mnie wpadł. Gdy poczułam znajomy zapach wody kolońskiej, wtuliłam się w ciepłe ciało.
- Nigdy więcej mnie tak nie strasz. Ja tu czekałam.
- I jak zwykle nie posłuchałaś mnie.- mimo wszystko przytulił mnie.
- Martwiłam się o ciebie.- zaczęłam się bronić.
- Kocham Cię Roza.
- Ja ciebie też towarzyszu. Ale co tam tak długo robiłeś?
- Na wszelki wypadek sprawdzałem wszystkie pomieszczenia. Widać, że rodzina królowej miała gust.
Dopiero teraz dotarło do mnie, że swoimi przed domem Lissy. Miejscu, gdzie razem spędzałyśmy wakacje i wszystkie święta, które dobrze wspominam. Powoli pchnęłam drzwi i weszłam. Wnętrze wyglądał tak jak je zapamiętałam. Tylko bardziej zakurzone. Te same meble z rzeźbionymi zdobieniami,obrazy z Dragomirami. Nic się nie zmieniło. Szłam w głąb mieszkania, dotykając wszystkiego z uwielbieniem. W salonie te same, biała sofa i fotele. Za szybą w regale ten sam zestaw do herbaty, którym bawiłam się z Lissą. Pamiętam jak jej mama była zła, że wzięliśmy to bez pytania. Uwielbiała tą zastawę. Ale nigdy na nikogo nie podniosła głosy. A jej mąż. Bardzo miły i szanowany moroj. Mało który arystokrata jest taki uprzejmy. Ciekawe czy to tam dalej jest? Poszłam do pokoju rodziców Lissy. Dymitr szedł tuż za mną. Otworzyłam jedną z szafek. W środku były poukładane w równą kostkę koszulki pana Dragomir. Wyciągnęłam wszystkie ostrożnie, jakby miały zaraz się posypać. Spojrzałam z powrotem do środka. Na dnie leżało pudełko, w krótkim znajdowały się nietknięte cygara. Erick nie palił, ale lubił je kolekcjonować. A Andre lubił je podkradać. Często gdy z przyjaciółką kładłyśmy się spać, jej brat brał jakieś wkładał do ust, udając, że je pali i mówił teksty typu "za moich czasów...". Dobrze wspominam te chwile. Po schodach weszłam na górę. Ukochany trochę mi pomógł. Na przedpokoju wisiało więcej portretów. Otworzyłam pierwsze drzwi na prawo. Był to "Mój" pokój. Taki sam. Wielka bordowa szafa po lewej stronie od wejścia. Na środku wielkie, ciemnozielone łóżko z baldachimem i falbankowymi firankami do połowy. Na ścianach wyblakła, zielona farba. Taśmą na klejone były obrazki, które rysowałam w przedszkolu. Na przeciwko łóżka stały biurko i regał w tym samym kolorze, co szafa. Na podłodze leżał zielony, okrągły dywan. Zaczęły powracać do mnie wspomnienia z dzieciństwa. Zabawy z małą blondyneczką, jej starszym bratem, gdy brał nas na barana, lub robił samolocik. Jak Pani Dragomir dla przyjemności wyszywała w pokoju, a my biegałyśmy po całym domu. Gdy siedziałyśmy przed kominkiem i słuchałyśmy opowiadań strażników. Zawsze wtedy jadłyśmy pudding zrobiony przez mamę Lissy. Po każdej opowieści wstawałam i wymachiwałam łyżeczką, mówiąc, że gdy będę duża, zabiję tyle strzyg co oni razem wzięci i każda będzie się bała i drżała na imię wielkiej Rose Hathaway. A kiedy była duża wichura, Lissa przychodziła do mnie spać, bo się bała. To były czasy. Pełne beztroskiej zabawy. Może jednak moje dzieciństwo nie było tak złe, jak wszystkim wmawiam?
___________________________________________________________
Po śniadaniu Lili i Dymitr zrobili sobie trening. Lubiłam na to patrzeć. Przypominało mi się, jak mnie uczył. Tęskniłam za tym, ale cieszę się z tego co mamy. Nagle zadzwonił mój telefon.
- Halo?- odezwałam się, nie patrząc kto dzwoni.
- Hej Rose.- przywitała mnie Lissa.- Dzisiaj wysłałam strażników do posiadłości rodziców. Sprawdzą czy nie ma tam żadnych strzyg i innych problemów. Kiedy możecie tam wpaść i zobaczyć?
- Muszę spytać męża, ale pewnie jeszcze dzisiaj.
- To dobrze. Chciałabym jeszcze z tobą pogadać, ale obowiązki wzywają.
- A mam jeszcze pytanie. Powiedziałaś Christianowi?
Po drugiej stronie usłyszałam ciężkie westchnięcie przyjaciółki.
- Jeszcze nie.- odpowiedziała.
- To na co ty jeszcze czekasz.
- Trochę się boję, jak na to zareaguje. On myśli, że została stracona. I co? Nagle mam mu powiedzieć, że jego ciocia mieszka na drugim końcu świata, żyję i ogólnie ma się dobrze?- zaczęła histeryzować.
- Spróbuj jakoś delikatnie.
- A co ty byś zrobiła.
- Pewnie najgłupszą rzecz na świecie, ale zaprosiła ją na ślub.
- To genialne!
- Lissa stop! To nie jest najlepszy pomysł. Lepiej przygotuj go na to spotkanie szczerą rozmową. A teraz wracaj, bo będą narzekać, że im cię zabieram.
- No dobra, tylko mi się tam nie przemęczaj.- powiedziała łagodnie.
- Ty też.
- Wiem. Pa.
- Pa.
- Kto dzwonił?- koło mnie usiadł mąż.
Ze strachu, aż podskoczyłam. Złapałem się za serce.
- Przez ciebie dostanę zawału.- pacnęłam go w ramię, a on zaczął się śmiać.- Lissa. Dzisiaj posłała strażników do domu swoich rodziców. Kiedy moglibyśmy tam pojechać?
Wstaliśmy i skierowaliśmy się w stronę domu.
- Może dzisiaj w nocy. W słońcu nie zaatakują strzygi.
- Dobrze, ale to jak zaśnie Lili. Jutro poniedziałek i musi być wypoczęta.- przypomniałam.
- Zgoda.
Wieczorem ubrałam się cieplej. O porankach robi się chłodno. Lili upierała się, że chce jechać z nami, ale gdy powiedziałam, że przyjedzie do niej Jill z Edyym i może sobie kogoś zaprosić na noc, uległa. Na miejscu byliśmy po dwóch godzinach. Przez całą drogę rozmawialiśmy o Akademii, tym co Dymitr sobie przypomniał i tym czego nie pamięta.
- Zostań tutaj.- nakazał mój ukochany takim tonem, że poczułam się, jakbym znowu była jego uczennicą.
- Ale...- zaczęłam, lecz mi przerwał.
- Roza pamiętasz co było ostatnio, gdy kazałem ci czekać w samochodzie, a ty mnie nie posłuchałaś.
Chciałam się dalej kłócić, jednak musiałam przyznać mu rację. Przypomniały mi się też jego inne słowa. Teraz muszę dbać o nasze dzieci. Nie mogę go zawieść. Pokiwałam tylko głową, a Bielikow wysiadł. Wszedł do domu zostawiając uchylone drzwi. Siedziałam w aucie jak na szpilkach. Niby wiedziałam, że nic mu nie grozi. Jest najlepszym strażnikiem, a wcześniej dom sprawdzali inni strażnicy. Jednak w środku strasznie się o niego bałam. Czemu jeszcze nie wyszedł? Co tam się dzieje? Nie wytrzymałam i postanowiłam pójść sprawdzić czy wszystko gra. Ze schowka wzięłam torebkę i wygrzebałam sztylet.
- Po raz pierwszy ty zapewnisz mi bezpieczeństwo.- powiedziałam i wysiadłam.
Może to trochę dziwnie, że gadam do narzędzia śmierci, ale czułam, że na to zasługuje. Tak piękne rzeczy od Bielikowa, to świętość. Na drżących nogach, ściskając kurczowo sztylet ruszyłam w stronę domu. Już miałam otworzyć szerzej drzwi, gdy ktoś na mnie wpadł. Gdy poczułam znajomy zapach wody kolońskiej, wtuliłam się w ciepłe ciało.
- Nigdy więcej mnie tak nie strasz. Ja tu czekałam.
- I jak zwykle nie posłuchałaś mnie.- mimo wszystko przytulił mnie.
- Martwiłam się o ciebie.- zaczęłam się bronić.
- Kocham Cię Roza.
- Ja ciebie też towarzyszu. Ale co tam tak długo robiłeś?
- Na wszelki wypadek sprawdzałem wszystkie pomieszczenia. Widać, że rodzina królowej miała gust.
Dopiero teraz dotarło do mnie, że swoimi przed domem Lissy. Miejscu, gdzie razem spędzałyśmy wakacje i wszystkie święta, które dobrze wspominam. Powoli pchnęłam drzwi i weszłam. Wnętrze wyglądał tak jak je zapamiętałam. Tylko bardziej zakurzone. Te same meble z rzeźbionymi zdobieniami,obrazy z Dragomirami. Nic się nie zmieniło. Szłam w głąb mieszkania, dotykając wszystkiego z uwielbieniem. W salonie te same, biała sofa i fotele. Za szybą w regale ten sam zestaw do herbaty, którym bawiłam się z Lissą. Pamiętam jak jej mama była zła, że wzięliśmy to bez pytania. Uwielbiała tą zastawę. Ale nigdy na nikogo nie podniosła głosy. A jej mąż. Bardzo miły i szanowany moroj. Mało który arystokrata jest taki uprzejmy. Ciekawe czy to tam dalej jest? Poszłam do pokoju rodziców Lissy. Dymitr szedł tuż za mną. Otworzyłam jedną z szafek. W środku były poukładane w równą kostkę koszulki pana Dragomir. Wyciągnęłam wszystkie ostrożnie, jakby miały zaraz się posypać. Spojrzałam z powrotem do środka. Na dnie leżało pudełko, w krótkim znajdowały się nietknięte cygara. Erick nie palił, ale lubił je kolekcjonować. A Andre lubił je podkradać. Często gdy z przyjaciółką kładłyśmy się spać, jej brat brał jakieś wkładał do ust, udając, że je pali i mówił teksty typu "za moich czasów...". Dobrze wspominam te chwile. Po schodach weszłam na górę. Ukochany trochę mi pomógł. Na przedpokoju wisiało więcej portretów. Otworzyłam pierwsze drzwi na prawo. Był to "Mój" pokój. Taki sam. Wielka bordowa szafa po lewej stronie od wejścia. Na środku wielkie, ciemnozielone łóżko z baldachimem i falbankowymi firankami do połowy. Na ścianach wyblakła, zielona farba. Taśmą na klejone były obrazki, które rysowałam w przedszkolu. Na przeciwko łóżka stały biurko i regał w tym samym kolorze, co szafa. Na podłodze leżał zielony, okrągły dywan. Zaczęły powracać do mnie wspomnienia z dzieciństwa. Zabawy z małą blondyneczką, jej starszym bratem, gdy brał nas na barana, lub robił samolocik. Jak Pani Dragomir dla przyjemności wyszywała w pokoju, a my biegałyśmy po całym domu. Gdy siedziałyśmy przed kominkiem i słuchałyśmy opowiadań strażników. Zawsze wtedy jadłyśmy pudding zrobiony przez mamę Lissy. Po każdej opowieści wstawałam i wymachiwałam łyżeczką, mówiąc, że gdy będę duża, zabiję tyle strzyg co oni razem wzięci i każda będzie się bała i drżała na imię wielkiej Rose Hathaway. A kiedy była duża wichura, Lissa przychodziła do mnie spać, bo się bała. To były czasy. Pełne beztroskiej zabawy. Może jednak moje dzieciństwo nie było tak złe, jak wszystkim wmawiam?
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
sobota, 6 sierpnia 2016
ROZDZIAŁ 214
Obudziłam się bardzo wyspana i odprężenia. Chciałam się przeciągnąć, ale zauważyłam, że jest to niemożliwe, bowiem zostałam uwięziona w silnych ramionach. Chwila! Leżę mocno wtulona w Dymitr, naga, bez kołdry. Gdyby weszła tu Lili, miałaby niezłe widoki. I szok do końca życia. Ale ona też kiedyś się zakocha. Pamięcią wróciłam do wczorajszego wieczoru. To było niezwykłe i ekscytujące. Ale mam wrażenie, że coś się zmieniło. Bielikow zachowywał się tak, jak przed akcją. Może naprawdę sobie przypomniał? Może już będzie jak dawniej?
Nagle poczułam, że mój mąż się budzi. Ziewnął przeciągle, jednak nie wypuścił mnie z uścisku. Nawet go wzmocnił, całując mnie w czoło.
- Dzień dobry Roza.- mruknął chowając twarz w moje włosy.
- Dzień dobry towarzyszu. Jak się spało?- spytałam troskliwie.
Po przemianie mówił mi, że dręczyły go koszmary senne, z przeszłości strzygi. Nie chciałam, żeby nadal go to męczyło.
- Cudownie. Mógł bym budzić się tak codziennie.- popatrzył mi w oczy.
Wzrok miał lekko zamglony i nieobecny.
- Czyli, że do pobudek nie będziesz miał trudności się przyzwyczaić. Gorzej z zasypianiem.- zachichotałam.
- Przy takiej kobiecie i po takim wieczorze, aż nie chce się spać. Pociesza mnie fakt, że jeśli zasnę odurzony twoją bliskością, wciąż będę cię widział.- wtulił się mocniej we mnie.- Spokojnie spałem tak dawno, że już nie pamiętam.- zaśmiał się z tego bezsensowne zdania, w obecnej sytuacji.- W Akademii była służba, a do tego często śniłaś mi się ty. Później miałem zły dzień, że to tylko sen. Zawsze budziłem się w środku nocy, a później myślałem o tobie, o mnie, o nas. Co by było, gdybyśmy mogli być razem, jakby wyglądała nasza przyszłość. Jaka jesteś w łóżku.
- I jak?- spytałam zalotnie.- Spełniam twoje oczekiwania?
- To jest lepsze niż myślałem. Ty jesteś lepsza, niż myślałem. Twój dotyk sprawia, że o wszystkim zapominam. Liczysz się tylko ty. Zawsze.
Wzruszył mnie jego słowa. Nic nie odpowiedziałam. Zamiast tego, podsunęłam się wyżej i cmoknęłam go w usta. On mi oddał, a później pocałowaliśmy się długo i namiętnie. Podczas czułości znalazłam się na nim. Leżałam, patrząc w jego piękne tęczówki.
Nastąpiła chwila ciszy, którą przerwałam.
- Dymitr?
- Hymm...
- Pamiętasz coś? To znaczy coś więcej. Bo zachowywałeś się tak...
- Po obiedzie sobie przypomniałem trochę.- przyznał.- Gdy Lili poszła pobawić się w pokoju, coś mnie pokusiło, żeby Cię przytulić. Nie wiedziałem, jak zareagujesz, ale po wczoraj czułem pustkę, tęsknotę za twoim dotykiem. Gdy Cię objąłem, przypomniałem sobie nasze miesiąc miodowy, niektóre rozmowy i zajęcia w wolnym czasie.- uśmiechnął się znacząco.- Może to mała część tego co powinienem pamiętać, ale pozwoliło mi się to otworzyć.
- To cudownie.- ucieszyłam się.- Może niedługo sobie wszystko przypomnisz i będzie tak jak dawniej.
Jednak mój ukochany nie wydawał się z byt radosny. Cieszył się, ale coś go jeszcze gryzło. Uniosłam się na łokciach, wciąż leżąc na nim.
- Co się dzieje, towarzyszu?- spytałam zaniepokojona.
- Nic.- skłamał.
- Przecież widzę. Coś cię meczy? Wiesz, że mi możesz powiedzieć.
Dymitr nie odpowiedział, tylko zsunął mnie na bok i usiadł na brzegu łóżka, chowając twarz w dłoni.
- Wiem, ale... Roza jak ty ze mną wytrzymujesz? Jak możesz żyć z kimś takim, jak ja? Kimś, kto tak bardzo Cię skrzywdził?
Wychyliłam się po kołdrę, która leżała koło łóżka po mojej stronie. Okryłam się nią i usiadłam przy mężu.
- Słońce dawno zaszło?- spytałam po dłuższej chwili ciszy.
- Jakiś czas temu. A co?- spojrzał na mnie zdziwiony.
- Gwiazdy pewnie dawno się pojawiły. Zawsze chciałam je z tobą pooglądać.
- Przecież oglądaliśmy.- zmarszczył brwi.
- Ale ty tego nie pamiętasz.- powiedziałam smutne.
- To akurat pamiętam bardzo dobrze.- od razu posmutniał.
- Nie oglądaliśmy nocnego nieba przed moją rozprawą.
- Jak nie?! A w domu Galiny?!- patrzył na mnie, jak na wariatkę.
Pokręciłam głową, z uśmiechem.
- To nie byłeś ty.
- Znowu zaczynasz.- westchnął.
- Bo to prawda!- krzyknęłam.- Czy choć raz dałam ci odczuć, że to była twoja wina? Czy choć raz powiedziałam, że jestem na ciebie zła i co najważniejsze, że Cię nie kocham?- pokręcił przecząco głową.- To zrozum w końcu, że zawsze mówię, co myślę, a skoro czegoś nie mówię, to tak nie myślę.
- Roza, to nie takie proste. Chcę sobie wybaczyć...-zaczął, ale mu przerwałam.
- Gdybyś chciał, to byś sobie wybaczył. Ale to nie wszystko. Dymitr, czy ty wierzysz, że mógłbyś sobie wybaczyć?- nie odpowiedział.- Ale ty jesteś ciężkim przypadkiem.- westchnęłam zrezygnowana.
Popatrzył na mnie zdziwiony.
- W jakim sensie?- spytał.
- Jesteś najbardziej honorowym mężczyzną, jakiego znam. Chciałbyś być takim szeryfem, jak z twoich książek. I udaje ci się. Ale na przeszkodzie staje ci jedna rzecz. Sumienie. Nie skrzywdził byś nikogo, kto na to nie zasługuje. Tylko moje pytanie brzmi: Czemu to robisz?
- Roza, przepraszam.
- Nie mnie. Siebie. Chcesz odpokutować coś czego nie zrobiłeś.
- Wciąż zaskakujące jest to, jak mocno wierzysz w moją niewinność. Ja zabijałem ludzi.
- Nie planowałeś nad tym, to nie byłeś ty!- moje hormony nie wytrzymały i zalałam się łzami.
- Roza...- szepnął po długim czasie.
- Nic więcej nie mów, tylko mnie przytul.- poprosiłam, szlochając.
Szybko znalazłam się na jego kolanach, uwięziona w silnych ramionach. Powoli zaczęłam się uspokajać.
- Dymitr, obiecał mi, że nigdy mnie nie zostawisz, że wybaczysz to wszystko sobie i będziemy szczęśliwie żyć.
- Obiecuję Roza. Obiecam ci wszystko, co zechcesz, tylko nie płacz. Wiem, że wiele rzeczy źle zrobiłem, ale nie płacz.- jego głos lekko się załamywał.
- To wszystko przez hormony.- powiedziałam, wycierając oczy i pociągając nosem.
Dłonie męża zeszły na mój brzuch. Wtedy nastąpiło kopnięcie. Ukochany aż podskoczył. Sama przeniosłam tak ręce, patrząc czule na moją ciążę.
- Roza...- nie był w stanie wydobyć z siebie słowa.
- To nasze dzieci.
- Będę ojcem.- wyszeptał. Oczy mu się błyszczały, gdy w szoku i radości, spojrzał na mnie.- Będziemy rodzicami. Rzem.
Nagle się poderwał i zaczął kręcić w miejscu, ze mną w ramionach.
- Roza będziemy rodzicami. Opiekować się małymi istotami, które będę nas kochać. Zobaczymy każdy ich pierwszy krok, słowo, jak dorastają. Dla nich muszę sobie wybaczyć, dla was.
- Dla naszej piątki.- zauważyłam.
- Piątki?!- postawił mnie na ziemi.
- Tak.- potwierdziłam i znowu spojrzałam w dół.- My, ty i Lili. Dymitr, czy... czy pamiętasz jakaś rozmowę z Jewą?- spytałam niepewnie.
- Nie, a co?- spytał niepewnie.
- Kiedyś coś ci mówiła, ale obiecałeś mi powiedzieć po porodzie, żebym się nie denerwował.- na czole strażnika pojawiła się zmarszczka.- Nie ważne, skoro nie pamiętasz. Będziesz mógł się zapytać przy okazji naszego pobytu tam. A teraz chodźmy się ubrać i coś zjeść, bo dzieci zaczną zjadać mnie od środka- zażartowałam.
- A na co by moja księżniczka miała ochotę?- spytał, gdy szliśmy do garderoby.
- Księżniczka? Na księcia.- ja moje słowa, oczy Bielikowa się zaświeciły.- A głodna strażniczka może na te dobre placki z Polski.
Zanim cokolwiek zdążyłam zrobić, Dymitr wziął mnie w ramiona i położył na łóżku.
- W takim razie,- mówił między pocałunkami.- strażniczka musi poczekać, bo księżniczka ma pierwszeństwo.
Nagle poczułam, że mój mąż się budzi. Ziewnął przeciągle, jednak nie wypuścił mnie z uścisku. Nawet go wzmocnił, całując mnie w czoło.
- Dzień dobry Roza.- mruknął chowając twarz w moje włosy.
- Dzień dobry towarzyszu. Jak się spało?- spytałam troskliwie.
Po przemianie mówił mi, że dręczyły go koszmary senne, z przeszłości strzygi. Nie chciałam, żeby nadal go to męczyło.
- Cudownie. Mógł bym budzić się tak codziennie.- popatrzył mi w oczy.
Wzrok miał lekko zamglony i nieobecny.
- Czyli, że do pobudek nie będziesz miał trudności się przyzwyczaić. Gorzej z zasypianiem.- zachichotałam.
- Przy takiej kobiecie i po takim wieczorze, aż nie chce się spać. Pociesza mnie fakt, że jeśli zasnę odurzony twoją bliskością, wciąż będę cię widział.- wtulił się mocniej we mnie.- Spokojnie spałem tak dawno, że już nie pamiętam.- zaśmiał się z tego bezsensowne zdania, w obecnej sytuacji.- W Akademii była służba, a do tego często śniłaś mi się ty. Później miałem zły dzień, że to tylko sen. Zawsze budziłem się w środku nocy, a później myślałem o tobie, o mnie, o nas. Co by było, gdybyśmy mogli być razem, jakby wyglądała nasza przyszłość. Jaka jesteś w łóżku.
- I jak?- spytałam zalotnie.- Spełniam twoje oczekiwania?
- To jest lepsze niż myślałem. Ty jesteś lepsza, niż myślałem. Twój dotyk sprawia, że o wszystkim zapominam. Liczysz się tylko ty. Zawsze.
Wzruszył mnie jego słowa. Nic nie odpowiedziałam. Zamiast tego, podsunęłam się wyżej i cmoknęłam go w usta. On mi oddał, a później pocałowaliśmy się długo i namiętnie. Podczas czułości znalazłam się na nim. Leżałam, patrząc w jego piękne tęczówki.
Nastąpiła chwila ciszy, którą przerwałam.
- Dymitr?
- Hymm...
- Pamiętasz coś? To znaczy coś więcej. Bo zachowywałeś się tak...
- Po obiedzie sobie przypomniałem trochę.- przyznał.- Gdy Lili poszła pobawić się w pokoju, coś mnie pokusiło, żeby Cię przytulić. Nie wiedziałem, jak zareagujesz, ale po wczoraj czułem pustkę, tęsknotę za twoim dotykiem. Gdy Cię objąłem, przypomniałem sobie nasze miesiąc miodowy, niektóre rozmowy i zajęcia w wolnym czasie.- uśmiechnął się znacząco.- Może to mała część tego co powinienem pamiętać, ale pozwoliło mi się to otworzyć.
- To cudownie.- ucieszyłam się.- Może niedługo sobie wszystko przypomnisz i będzie tak jak dawniej.
Jednak mój ukochany nie wydawał się z byt radosny. Cieszył się, ale coś go jeszcze gryzło. Uniosłam się na łokciach, wciąż leżąc na nim.
- Co się dzieje, towarzyszu?- spytałam zaniepokojona.
- Nic.- skłamał.
- Przecież widzę. Coś cię meczy? Wiesz, że mi możesz powiedzieć.
Dymitr nie odpowiedział, tylko zsunął mnie na bok i usiadł na brzegu łóżka, chowając twarz w dłoni.
- Wiem, ale... Roza jak ty ze mną wytrzymujesz? Jak możesz żyć z kimś takim, jak ja? Kimś, kto tak bardzo Cię skrzywdził?
Wychyliłam się po kołdrę, która leżała koło łóżka po mojej stronie. Okryłam się nią i usiadłam przy mężu.
- Słońce dawno zaszło?- spytałam po dłuższej chwili ciszy.
- Jakiś czas temu. A co?- spojrzał na mnie zdziwiony.
- Gwiazdy pewnie dawno się pojawiły. Zawsze chciałam je z tobą pooglądać.
- Przecież oglądaliśmy.- zmarszczył brwi.
- Ale ty tego nie pamiętasz.- powiedziałam smutne.
- To akurat pamiętam bardzo dobrze.- od razu posmutniał.
- Nie oglądaliśmy nocnego nieba przed moją rozprawą.
- Jak nie?! A w domu Galiny?!- patrzył na mnie, jak na wariatkę.
Pokręciłam głową, z uśmiechem.
- To nie byłeś ty.
- Znowu zaczynasz.- westchnął.
- Bo to prawda!- krzyknęłam.- Czy choć raz dałam ci odczuć, że to była twoja wina? Czy choć raz powiedziałam, że jestem na ciebie zła i co najważniejsze, że Cię nie kocham?- pokręcił przecząco głową.- To zrozum w końcu, że zawsze mówię, co myślę, a skoro czegoś nie mówię, to tak nie myślę.
- Roza, to nie takie proste. Chcę sobie wybaczyć...-zaczął, ale mu przerwałam.
- Gdybyś chciał, to byś sobie wybaczył. Ale to nie wszystko. Dymitr, czy ty wierzysz, że mógłbyś sobie wybaczyć?- nie odpowiedział.- Ale ty jesteś ciężkim przypadkiem.- westchnęłam zrezygnowana.
Popatrzył na mnie zdziwiony.
- W jakim sensie?- spytał.
- Jesteś najbardziej honorowym mężczyzną, jakiego znam. Chciałbyś być takim szeryfem, jak z twoich książek. I udaje ci się. Ale na przeszkodzie staje ci jedna rzecz. Sumienie. Nie skrzywdził byś nikogo, kto na to nie zasługuje. Tylko moje pytanie brzmi: Czemu to robisz?
- Roza, przepraszam.
- Nie mnie. Siebie. Chcesz odpokutować coś czego nie zrobiłeś.
- Wciąż zaskakujące jest to, jak mocno wierzysz w moją niewinność. Ja zabijałem ludzi.
- Nie planowałeś nad tym, to nie byłeś ty!- moje hormony nie wytrzymały i zalałam się łzami.
- Roza...- szepnął po długim czasie.
- Nic więcej nie mów, tylko mnie przytul.- poprosiłam, szlochając.
Szybko znalazłam się na jego kolanach, uwięziona w silnych ramionach. Powoli zaczęłam się uspokajać.
- Dymitr, obiecał mi, że nigdy mnie nie zostawisz, że wybaczysz to wszystko sobie i będziemy szczęśliwie żyć.
- Obiecuję Roza. Obiecam ci wszystko, co zechcesz, tylko nie płacz. Wiem, że wiele rzeczy źle zrobiłem, ale nie płacz.- jego głos lekko się załamywał.
- To wszystko przez hormony.- powiedziałam, wycierając oczy i pociągając nosem.
Dłonie męża zeszły na mój brzuch. Wtedy nastąpiło kopnięcie. Ukochany aż podskoczył. Sama przeniosłam tak ręce, patrząc czule na moją ciążę.
- Roza...- nie był w stanie wydobyć z siebie słowa.
- To nasze dzieci.
- Będę ojcem.- wyszeptał. Oczy mu się błyszczały, gdy w szoku i radości, spojrzał na mnie.- Będziemy rodzicami. Rzem.
Nagle się poderwał i zaczął kręcić w miejscu, ze mną w ramionach.
- Roza będziemy rodzicami. Opiekować się małymi istotami, które będę nas kochać. Zobaczymy każdy ich pierwszy krok, słowo, jak dorastają. Dla nich muszę sobie wybaczyć, dla was.
- Dla naszej piątki.- zauważyłam.
- Piątki?!- postawił mnie na ziemi.
- Tak.- potwierdziłam i znowu spojrzałam w dół.- My, ty i Lili. Dymitr, czy... czy pamiętasz jakaś rozmowę z Jewą?- spytałam niepewnie.
- Nie, a co?- spytał niepewnie.
- Kiedyś coś ci mówiła, ale obiecałeś mi powiedzieć po porodzie, żebym się nie denerwował.- na czole strażnika pojawiła się zmarszczka.- Nie ważne, skoro nie pamiętasz. Będziesz mógł się zapytać przy okazji naszego pobytu tam. A teraz chodźmy się ubrać i coś zjeść, bo dzieci zaczną zjadać mnie od środka- zażartowałam.
- A na co by moja księżniczka miała ochotę?- spytał, gdy szliśmy do garderoby.
- Księżniczka? Na księcia.- ja moje słowa, oczy Bielikowa się zaświeciły.- A głodna strażniczka może na te dobre placki z Polski.
Zanim cokolwiek zdążyłam zrobić, Dymitr wziął mnie w ramiona i położył na łóżku.
- W takim razie,- mówił między pocałunkami.- strażniczka musi poczekać, bo księżniczka ma pierwszeństwo.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
piątek, 5 sierpnia 2016
ROZDZIAŁ 213
O tak! Ciepła kąpiel, to coś, czego teraz potrzebuję. Jeszcze nie ochłonęłam po dotyku jego dłoni. Teraz leżę w pianie i odprężam się. Nie wiem, co o tym myśleć. Co on myśli? Czy będzie chciał pogadać, czy będzie udawał, że to nie miało miejsca? Podobało mu się? Myślę, że tak. Inaczej przestałby. To chyba nie powinno się stać. Przypomniałam sobie całą scenę i zaczęłam ją analizować. Jego dotyk, miękkie usta, palce błądzące po moim ciele, zachrypnięty głos. Szlag! Jak to możliwe, że od samych myśli o Bielikowie, czuję to ciepło i pulsowanie w podbrzuszu. Jednak lepszy byłby zimny prysznic. Zauważyłam, że siedzę tak pół godziny. Szybko dołączyłam mycie i nasmarowałam się balsamem. Odkąd jestem z Dymitrem, bardziej dbam o siebie. Głównie pod jego naciskiem, ale teraz weszło mi to w nawyk. Ubrałam luźną koszulkę na ramiączkach i dresowe spodenki trzy czwarte. Rozczesałam mokre włosy i wróciłam do sypialni. Mąż leżał na łóżku, czytając western.
- Towarzyszu.- podniósł głowę na mój głos.- Twoja kolej.
Szybko wstał i minął mnie. Chciałam już iść się położyć, gdy poczułam na biodrach ciepłe dłonie. Zadrżałam pod jego dotykiem. Przy uchu usłyszałam zachrypnięty głos z rosyjskim akcentem, o którym niedawno myślałam.
- Ty prekrasno vyglyadish' (Wyglądasz pięknie) Roza.- powiedział i wszedł do łazienki.
Co on ze mną robi? Cała drżąc podeszłam do okna, po czym otworzyłam je. Zimne poranne powietrze orzeźwiło mnie. Mój ukochany jest najlepszym narkotykiem, który odbiera mi zdolność normalnego myślenia. Po kilku głębokich wdechach, względnie ochłonęłam. Jeśli dalej będzie się tak ze mną bawił, to się na niego rzucę, nie ważne, czy tego chce, czy nie.
Po uspokojenie się zostawiłam uchylone okno i weszłam do łóżka. Po chwili z łazienki wrócił mój ukochany. Wpatrywałam się w niego w niemym zachwycie. Miał na sobie jedynie bokserki, z napisem "Ujeżdżę każdego konia". Zobaczyłam je pewnego dnia, gdy byliśmy galerii handlowej. Musiałam mu kupić.
- Kusisz Towarzyszu.- powiedziałam ostrzegawczo, ale z uśmiechem.
On zaskoczył mnie, podchodząc bliżej do łóżka kocim krokiem i wchodząc nade mnie, kładąc dłonie na poduszce tak, że pomiędzy nimi była moja głowa. Zaczęłam szybciej oddychać.
- A co jeśli to mój zamiar?- spytał kokietywnie.
- To szkoda tego nie wykorzystać.
Pocałowałam go namiętnie. Lekko zaskoczony, oddał pocałunek, przenosząc ręce na moje ciało. Dłońmi przeczesywałam jego mokre włosy. Całowaliśmy się szyby, gwałtownie i gorąco. Każdy nasz ruch świadczył o wielkiej tęsknocie naszych ciał. Dymitr szybko, ale jednocześnie delikatnie zdjął moją koszulkę. Pocałunkami zszedł na szyję, a ja ją odchyliłam dając mu więcej miejsca. W dłoniach ściskał moje piersi, czym wywoływał pojedyncze jęki. Zahaczał palcami drugiej ręki o gumkę moich dresów, jakby nie był pewien, czy może. Traciłam zmysły pod dotykiem jego ciepłych dłoni, ale ostatkiem świadomości zajęłam mu bokserki. Nie czekając na nic więcej, Bielikow wyrzucił ostatni dzielący nas materiał po za łóżko.
- Tak wyglądasz dużo lepiej.- mruknął między pocałunkami.
- To te....raz pokaż, jak... jak ujeżdżasz te.... te konie.- wydyszałam.
- Jeśli powiesz mi, co zazwyczaj robimy w łóżku, gdy dzieci grzecznie śpią.- popatrzył na mnie z cwanym uśmieszkiem.
On robi to celowo! Znęca się nade mną.
- Cuda!- wykrzyknęłam, gdy włożył we mnie palec.
- Na przykład takie?- zaczął nim poruszać.
Miałam wrażenie, że zachowuje się jak wcześniej. Może wszystko sobie przypomniał. Jednak nie miałam teraz głowy, do myślenia, gdy prawie dochodziłam. Nie pomagał fakt, że jednocześnie schodził ustami coraz niżej, na dłużej zatrzymując się na piersiach i brzuchu. Na końcu palec zmienił się na usta. Jęczałam co chwilę jego imię, ciągnąć go za włosy. Ciepło w moim podbrzuszu rosło niemiłosiernie. Czułam rosnącą rozkosz, ale wciąż nie mogłam osiągnąć szczytu. Byłam coraz bliżej, jednak brakowało ostatecznej części "rozrywki", której nie chciałam odpuścić.
- Je...jestem.... bli...blis....- nie mogłam się wysłowić, ale najważniejsze, że zrozumiał.
Wracał pocałunkami po całej długości mojego ciała. Gdy znalazł się nade mną, popatrzył mi w oczy, czekając na ostateczne pozwolenie. Dyszał ciężko, a między nogami czułam jak naprężony czeka jego kolega. Wzrok miał nieobecny, ociekający pożądaniem i ogniem. Utonęłam w jego gorącym spojrzeniu. Czułam jak cała płonę, a polowanie w dole domaga się działania. Nie mając sił podnieść się, złapałam go za kark i przyciągnęłam do swoich warg. Nie czekając dłużej wszedł we mnie gwałtownie. Zaskoczona szybkością jego ruchów, pisnęłam, wyginając plecy w łuk. Zaczęliśmy dyszeć sobie w usta. Wbiłam mu w plecy paznokcie, a jego dłonie bez opamiętania studiowały moje ciało. Jęczałam, czekając na spełnienie, które nastąpiło niedługo. Mąż doszedł kilka ruchów po mnie.
Zaczęłam się trząść od emocji, które jeszcze chwilę temu rozrywały moją psychikę.
Dymitr zamknął mnie szczelnie w swoich ramionach, jakbym była najcenniejszym skarbem, którego nigdy nie wypuści z rąk. Wtuliłam się w niego najmocniej jak to możliwe. W jego ramionach czułam się taka mała i delikatna. Strażnik pewnie najchętniej by nas czymś przykrył, ale wokół były tylko poduszki, bo resztę zrzuciliśmy podczas gorącej zabawy.
- Jesteś niesamowita Roza.- usłyszałam, gdy trochę ochłonęliśmy. Jednak nasza pozycja się nie zmieniła.- Kocham cię tak mocno. Dziękuję, ze dałaś mi szansę, nie pozwoliłaś nigdy odejść, dałaś spróbować tej rozkoszy, bycia częścią ciebie. Mówią, że tego kwiatu pół świata, ale dla mnie jesteś tylko ty. Jedna jedyna, najlepsza i tylko moja.
- Wiesz, że niedługo będziesz musiał się mną dzielić?
- Wiem, ale za to również ci dziękuję. Sprawiłaś, że jestem najszczęśliwszym mężczyzną na ziemi, który ma najpiękniejszą żonę na świecie i będzie miał cudowne dzieci. Pokazałaś mi raj na ziemi.
- Oboje go stworzyliśmy.- zauważyłam.- Gdyby nie ty, nie wiem co by ze mną było.
- Co ty gadasz, Roza. Jesteś wspaniałą kobietą i to dzięki twojemu uporowi jesteśmy razem. To ty obudziłaś we mnie uczucie silniejsze, niż cokolwiek na świecie. Rozumiem co to szczęście, miłość, zaufanie. Tylko ty mnie znasz i nikt inny nie dowie się ode mnie tego, do czego ty sama doszłaś. Gdyby nie ty, dalej żył bym złudzeniem, że samotność mnie uszczęśliwia. Zmieniłaś mnie, na dobre. Tylko ty wierzyłaś, że można mnie uratować. Tylko dzięki tobie jestem tu, trzymając cię w swoich ramionach.
Byłam wzruszona jego przemową.
- Dymitr, to ty zdecydowałeś, że zostaniesz ze mną, że nie pojedziesz z Taszą. Tamta noc, dzień, wszystko jedno, nic się wtedy nie liczyło. Tylko ty i ja. Nasza chwila w warowni. Gdybyś nie dał mi pozwolenia, zaprzeczył, że nie powinniśmy, wycofałabym się. To ty dałeś mi nadzieję i wiarę, że możemy być razem.
- Widzisz, jak mało ci potrzeba, do zdziałania cudów.- zaśmialiśmy się.- Ale teraz idź spać.
- Ja tiebia liubliu tovarishch.- powiedziałam zasypiając z błogim uśmieszkiem na ustach.
- Ja tiebia toże liubliu Roza.
Ostatnie co pamiętam to jak pocałował mnie we włosy i zasnęłam w objęciach mojego morfeusza.
- Towarzyszu.- podniósł głowę na mój głos.- Twoja kolej.
Szybko wstał i minął mnie. Chciałam już iść się położyć, gdy poczułam na biodrach ciepłe dłonie. Zadrżałam pod jego dotykiem. Przy uchu usłyszałam zachrypnięty głos z rosyjskim akcentem, o którym niedawno myślałam.
- Ty prekrasno vyglyadish' (Wyglądasz pięknie) Roza.- powiedział i wszedł do łazienki.
Co on ze mną robi? Cała drżąc podeszłam do okna, po czym otworzyłam je. Zimne poranne powietrze orzeźwiło mnie. Mój ukochany jest najlepszym narkotykiem, który odbiera mi zdolność normalnego myślenia. Po kilku głębokich wdechach, względnie ochłonęłam. Jeśli dalej będzie się tak ze mną bawił, to się na niego rzucę, nie ważne, czy tego chce, czy nie.
Po uspokojenie się zostawiłam uchylone okno i weszłam do łóżka. Po chwili z łazienki wrócił mój ukochany. Wpatrywałam się w niego w niemym zachwycie. Miał na sobie jedynie bokserki, z napisem "Ujeżdżę każdego konia". Zobaczyłam je pewnego dnia, gdy byliśmy galerii handlowej. Musiałam mu kupić.
- Kusisz Towarzyszu.- powiedziałam ostrzegawczo, ale z uśmiechem.
On zaskoczył mnie, podchodząc bliżej do łóżka kocim krokiem i wchodząc nade mnie, kładąc dłonie na poduszce tak, że pomiędzy nimi była moja głowa. Zaczęłam szybciej oddychać.
- A co jeśli to mój zamiar?- spytał kokietywnie.
- To szkoda tego nie wykorzystać.
Pocałowałam go namiętnie. Lekko zaskoczony, oddał pocałunek, przenosząc ręce na moje ciało. Dłońmi przeczesywałam jego mokre włosy. Całowaliśmy się szyby, gwałtownie i gorąco. Każdy nasz ruch świadczył o wielkiej tęsknocie naszych ciał. Dymitr szybko, ale jednocześnie delikatnie zdjął moją koszulkę. Pocałunkami zszedł na szyję, a ja ją odchyliłam dając mu więcej miejsca. W dłoniach ściskał moje piersi, czym wywoływał pojedyncze jęki. Zahaczał palcami drugiej ręki o gumkę moich dresów, jakby nie był pewien, czy może. Traciłam zmysły pod dotykiem jego ciepłych dłoni, ale ostatkiem świadomości zajęłam mu bokserki. Nie czekając na nic więcej, Bielikow wyrzucił ostatni dzielący nas materiał po za łóżko.
- Tak wyglądasz dużo lepiej.- mruknął między pocałunkami.
- To te....raz pokaż, jak... jak ujeżdżasz te.... te konie.- wydyszałam.
- Jeśli powiesz mi, co zazwyczaj robimy w łóżku, gdy dzieci grzecznie śpią.- popatrzył na mnie z cwanym uśmieszkiem.
On robi to celowo! Znęca się nade mną.
- Cuda!- wykrzyknęłam, gdy włożył we mnie palec.
- Na przykład takie?- zaczął nim poruszać.
Miałam wrażenie, że zachowuje się jak wcześniej. Może wszystko sobie przypomniał. Jednak nie miałam teraz głowy, do myślenia, gdy prawie dochodziłam. Nie pomagał fakt, że jednocześnie schodził ustami coraz niżej, na dłużej zatrzymując się na piersiach i brzuchu. Na końcu palec zmienił się na usta. Jęczałam co chwilę jego imię, ciągnąć go za włosy. Ciepło w moim podbrzuszu rosło niemiłosiernie. Czułam rosnącą rozkosz, ale wciąż nie mogłam osiągnąć szczytu. Byłam coraz bliżej, jednak brakowało ostatecznej części "rozrywki", której nie chciałam odpuścić.
- Je...jestem.... bli...blis....- nie mogłam się wysłowić, ale najważniejsze, że zrozumiał.
Wracał pocałunkami po całej długości mojego ciała. Gdy znalazł się nade mną, popatrzył mi w oczy, czekając na ostateczne pozwolenie. Dyszał ciężko, a między nogami czułam jak naprężony czeka jego kolega. Wzrok miał nieobecny, ociekający pożądaniem i ogniem. Utonęłam w jego gorącym spojrzeniu. Czułam jak cała płonę, a polowanie w dole domaga się działania. Nie mając sił podnieść się, złapałam go za kark i przyciągnęłam do swoich warg. Nie czekając dłużej wszedł we mnie gwałtownie. Zaskoczona szybkością jego ruchów, pisnęłam, wyginając plecy w łuk. Zaczęliśmy dyszeć sobie w usta. Wbiłam mu w plecy paznokcie, a jego dłonie bez opamiętania studiowały moje ciało. Jęczałam, czekając na spełnienie, które nastąpiło niedługo. Mąż doszedł kilka ruchów po mnie.
Zaczęłam się trząść od emocji, które jeszcze chwilę temu rozrywały moją psychikę.
Dymitr zamknął mnie szczelnie w swoich ramionach, jakbym była najcenniejszym skarbem, którego nigdy nie wypuści z rąk. Wtuliłam się w niego najmocniej jak to możliwe. W jego ramionach czułam się taka mała i delikatna. Strażnik pewnie najchętniej by nas czymś przykrył, ale wokół były tylko poduszki, bo resztę zrzuciliśmy podczas gorącej zabawy.
- Jesteś niesamowita Roza.- usłyszałam, gdy trochę ochłonęliśmy. Jednak nasza pozycja się nie zmieniła.- Kocham cię tak mocno. Dziękuję, ze dałaś mi szansę, nie pozwoliłaś nigdy odejść, dałaś spróbować tej rozkoszy, bycia częścią ciebie. Mówią, że tego kwiatu pół świata, ale dla mnie jesteś tylko ty. Jedna jedyna, najlepsza i tylko moja.
- Wiesz, że niedługo będziesz musiał się mną dzielić?
- Wiem, ale za to również ci dziękuję. Sprawiłaś, że jestem najszczęśliwszym mężczyzną na ziemi, który ma najpiękniejszą żonę na świecie i będzie miał cudowne dzieci. Pokazałaś mi raj na ziemi.
- Oboje go stworzyliśmy.- zauważyłam.- Gdyby nie ty, nie wiem co by ze mną było.
- Co ty gadasz, Roza. Jesteś wspaniałą kobietą i to dzięki twojemu uporowi jesteśmy razem. To ty obudziłaś we mnie uczucie silniejsze, niż cokolwiek na świecie. Rozumiem co to szczęście, miłość, zaufanie. Tylko ty mnie znasz i nikt inny nie dowie się ode mnie tego, do czego ty sama doszłaś. Gdyby nie ty, dalej żył bym złudzeniem, że samotność mnie uszczęśliwia. Zmieniłaś mnie, na dobre. Tylko ty wierzyłaś, że można mnie uratować. Tylko dzięki tobie jestem tu, trzymając cię w swoich ramionach.
Byłam wzruszona jego przemową.
- Dymitr, to ty zdecydowałeś, że zostaniesz ze mną, że nie pojedziesz z Taszą. Tamta noc, dzień, wszystko jedno, nic się wtedy nie liczyło. Tylko ty i ja. Nasza chwila w warowni. Gdybyś nie dał mi pozwolenia, zaprzeczył, że nie powinniśmy, wycofałabym się. To ty dałeś mi nadzieję i wiarę, że możemy być razem.
- Widzisz, jak mało ci potrzeba, do zdziałania cudów.- zaśmialiśmy się.- Ale teraz idź spać.
- Ja tiebia liubliu tovarishch.- powiedziałam zasypiając z błogim uśmieszkiem na ustach.
- Ja tiebia toże liubliu Roza.
Ostatnie co pamiętam to jak pocałował mnie we włosy i zasnęłam w objęciach mojego morfeusza.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
czwartek, 4 sierpnia 2016
ROZDZIAŁ 212
Resztę przed południa spędziliśmy na dalszym wspominaniu. Później Dymitr poszedł zrobić obiad, a ja zajrzałam do Lili. Ta ciągle spała. Dobrze, że jest sobota i nie musi iść do szkoły. Postanowiłam ją obudzić. Szybko się przebrała, a ja zrobiłam jej słodkie warkoczyki. Wyglądała uroczo. Po rozpakowaniu jej, zeszłyśmy na obiad.
- A co to za pyszne zapachy?- zagadnęłam, gdy weszłyśmy przez szklane drzwi.
- Dziś mamy włoską kuchnię, a dokładniej spaghetti .- oświadczył strażnik z kuchni.
Razem z siostrą poszłyśmy mu pomóc, rozkładając naczynia i sztućce. Przy okazji podkradłam trochę sosu na palec i oblizałam. Pycha. Już chciałabym to zjeść.
- I jak Roza. Smakuje?!- spytał z uśmiechem Rosjanin.
- Cóż. Jako sławnej sławy krytyk, ogłaszam, że potrawa nie wywołuje u mnie negatywnych odczuć, wręcz przeciwnie. Czuć dokładność i idealność w każdym kęsie, czuję, że jem pokarm bogów, zrobiony przez najważniejsze bóstwo. Jednak myślę, że powinien pan dodać trochę brazylijskiego oregana.- zaśmiałam się.
- "Sławnej sławy"?!- uniósł brew z uśmiechem, krzyżując ręce na piersi.- I co to jest brazylijskie oregano?
- A bo ja wiem. To ty jesteś kucharzem.
Dymitr pokręcił głową z bezsilności. Jednak uśmiech nie schodził mu z twarzy. Sama uśmiechałam się od ucha do ucha. Wzięłam na palca jeszcze trochę sosu, ale zamiast go zjeść, pobrudziłam nim nos Bielikowa. Spojrzał na mnie zdziwiony, a ja zaczęłam się z niego śmiać. Po chwili miałam porcję sosu na ustach, a sekundę później czyściły je inne usta. Rozpływałam się w słodyczy tej chwili. Jednak musieliśmy ją przerwać, żeby sos się nie przypalił. Następnie wszyscy usiedliśmy przy stole. Obiad, jak każde danie męża, był przepyszny. Podczas posiłku mała opowiadała o szkole i koleżankach. Bardzo polubiła się z Jessicą. Była to morojka, której rodzice pracowali w pałacu. Moja siostra szybko odnalazła się w nowym towarzystwie. Prestiżu dodawaliśmy jej ja z mężem. Ale i bez tego by ją polubili. Jest jest miłą, radosną i dobrą dziewczynką.
Po jedzeniu odpoczęliśmy, spędzając czas po swojemu w pokoju z kominkiem. Nie ugasiliśmy ognia, wiedząc że i tak się tam przeniesiemy. Dymitr czytał na kanapie westerny, których nie pamiętał, Lili bawiła się na dywanie, a ja leżałam na poduszkach przed źródłem ciepła z zamkniętymi oczami, słuchając muzyki w słuchawkach. Poczułam ruch obok, a po chwili znajoma dłoń ględziła moją talię. Zachęcony moim błogim uśmiechem, ukochany wtulił się w moje plecy. Na szyi poczułam jego ciepły oddech, co natychmiast wywołało u mnie gęsią skórkę. Z jego zachowania wywnioskowałam, że nie ma z nami małej. Przy nikim by się tak nie zachowywał, zwłaszcza po utracie pamięci. Jedna ze słuchawek została wyciągnięta z mojego ucha.
- Co słuchasz Roza?- spytał strażnik.
Akurat zaczęła lecieć Margaret "Cool Me Down". Po prostu idealna piosenka na naszą pozę. Może nawet ona trochę zaostrzyła atmosferę. Czy tylko mi jest tak gorąco?
- Nie wiem, czy by ci się spodobała towarzyszu, bo ty gustujesz w starych kawałkach.- zaśmiałam się, by trochę się uspokoić.
Włożył sobie słuchawkę i zaczął słuchać. Ciągle głaskał moje biodro i talię, zachęcając czasami o nogi. Poczułam pulsowanie w dole brzucha. On nawet nie wie, jak na mnie działa. Przekręciłam się na drugi bok, przodem do Bielikowa. Popatrzyłam mu głęboko w oczy. Podniósł dłoń i wsadził mi za ucho kosmyk, który opadł mi na twarz.
- Często w akademii marzyłem, że tak spędzać wolny czas.- zaczął.- Przy kobiecie, którą kocham. Bezkarnie móc cię dotykać, przytulać. Rozmawiać z tobą normalnie, a nie tylko wymieniać szybkie zdania podczas treningu.
- Na treningu też zdarzało nam się normalnie rozmawiać.- zauważyłam.
- Ale to nie to samo. Ja to wiem i ty to wiesz.- wymruczał, wtulając się w zagłębienie mojego ramienia i smyrając nosem szyję.
Wciągnęłam gwałtownie powietrze, a następnie wypuściłam je z jękiem, odchylając głowę, żeby miał lepszy dostęp. Zaczął mnie po niej całować, pchają na plecy i pochylają się nade mną. Czułam, że mój jęk obudził w nim dawne pożądanie. W udo wbijała mi się jego męskość, co tylko wzmożyło moje podniesienie i pragnienie bliskości jego ciała.
- Ta piosenka tworzy idealny klimat, Roza.- cały czas całował mnie po szyi.
- Tak!- jęknęłam z podniecenia.
Zaczął mruczeć mi do ucha przekształcony refren piosenki.
And before the night is over,
You're light a spark and let the crazy out
You're my goddess, on my knees
down down down down down down
You're hotter than fire,
Water can’t cool your down
Water can’t cool your do-o-own,
whoa whoa whoa whoa
You're dancing like flames
And nothing can cool your down
Watch your you run this to-o-own
No water can’t cool your down,
down down down down down down down da down down
No water can’t cool your.*
Ma cudowny głos, a ten jego akcent i chrypka wywołana podnieceniem jeszcze bardziej mnie rozpaliła.
- Pasuje, prawda?- spytał, gdy ja traciłam zmysły przez jego ciepłe dłonie na moim brzuchu.- Tak cudownie cię opisuje i to co do ciebie czuję. Otworzyłam ze zdziwienia przymknięte wcześniej oczy. Jego były zamknięte. Klatka piersiowa unosiła się szybko w górę i dół.- Jesteś moją boginią Roza, której nigdy więcej nie chcę tracić. Obiecaj, że już nigdy nie pozwolisz mi odejść.
- Nie pozwolę.- wychrypiałam.- Kocham cię.
Otworzył oczy i popatrzył na mnie.
- Ja ciebie też.
Zaczął się nade mną pochylać. Wiedziałam, że jak mnie pocałuje, nikt nie będzie w stanie nas powstrzymać. Ale nie przeszkadzało mi to. Nawet wręcz przeciwnie. Może to przywróci mu pamięć. Objęłam go za szyję i zamknęłam oczy, czekając na jego wargi.
- Rose, Dymitr!- usłyszałam wołanie siostry.
Odskoczyliśmy od siebie jak oparzeni. Co to było? Oddychałam ciężko i byłam strasznie rozgrzana. Dymitr musiał czuć się podobnie. Był czerwony, a brązowe kosmyki kleiły mu się do twarzy. Poprawił włosy i próbował się uspokoić. Po chwili do pokoju wpadła Lili.
- To co? Idziemy na ten trening?- spytała wesoło.
___________________________________________________________
*
I zanim noc się skończy,
Zapalisz iskrę i uwolnisz szaleństwo
Jesteś moją boginią, na kolana!
Na dół, dół, dół, dół, dół, dół
Gorętsza niż ogień,
Woda cię nie ostudzi
Woda cię nie ostudzi,
whoa whoa whoa whoa
Tańczysz jak płomień
I nic cię nie ostudzi
Patrzę jak rządzisz tym miastem
Nie, woda cię nie ostudzi
Na dół, dół, dół, dół, dół, dół
Nie woda cię nie ostudzi.
Mam nadzieję, że się podobało. Zaskoczeni?! Ja też. Liczę na komentarz, bo bardzo mnie wspierają. Jeśli chodzi o wczorajszy rozdział, to w najbliższym czasie będą dwa. Jeśli chodzi o pozostałe, które miała nadrobić, to zrobię to w roku szkolnym. Jak to możliwe, że wtedy będę miała czas, a teraz go nie mam? No cóż. Od września rozdziały będą pojawiać się rzadziej. Na początku codziennie, żeby nadrobić te 11, a później co dwa, trzy dni. No chyba, że dostanę objawienia weny. No to chyba wszystko. Kocham was. 💖
Zapomniałabym. Przypominam, że nadal aktualny jest konkurs na imiona dla dzieci (zakładka "KONKURSY") i informuję, że możecie wysyłać linki do swoich blogów lub według was wartych uwagi.( zakładka " WASZE BLOGI"). Dziękuję za uwagę.😘
- A co to za pyszne zapachy?- zagadnęłam, gdy weszłyśmy przez szklane drzwi.
- Dziś mamy włoską kuchnię, a dokładniej spaghetti .- oświadczył strażnik z kuchni.
Razem z siostrą poszłyśmy mu pomóc, rozkładając naczynia i sztućce. Przy okazji podkradłam trochę sosu na palec i oblizałam. Pycha. Już chciałabym to zjeść.
- I jak Roza. Smakuje?!- spytał z uśmiechem Rosjanin.
- Cóż. Jako sławnej sławy krytyk, ogłaszam, że potrawa nie wywołuje u mnie negatywnych odczuć, wręcz przeciwnie. Czuć dokładność i idealność w każdym kęsie, czuję, że jem pokarm bogów, zrobiony przez najważniejsze bóstwo. Jednak myślę, że powinien pan dodać trochę brazylijskiego oregana.- zaśmiałam się.
- "Sławnej sławy"?!- uniósł brew z uśmiechem, krzyżując ręce na piersi.- I co to jest brazylijskie oregano?
- A bo ja wiem. To ty jesteś kucharzem.
Dymitr pokręcił głową z bezsilności. Jednak uśmiech nie schodził mu z twarzy. Sama uśmiechałam się od ucha do ucha. Wzięłam na palca jeszcze trochę sosu, ale zamiast go zjeść, pobrudziłam nim nos Bielikowa. Spojrzał na mnie zdziwiony, a ja zaczęłam się z niego śmiać. Po chwili miałam porcję sosu na ustach, a sekundę później czyściły je inne usta. Rozpływałam się w słodyczy tej chwili. Jednak musieliśmy ją przerwać, żeby sos się nie przypalił. Następnie wszyscy usiedliśmy przy stole. Obiad, jak każde danie męża, był przepyszny. Podczas posiłku mała opowiadała o szkole i koleżankach. Bardzo polubiła się z Jessicą. Była to morojka, której rodzice pracowali w pałacu. Moja siostra szybko odnalazła się w nowym towarzystwie. Prestiżu dodawaliśmy jej ja z mężem. Ale i bez tego by ją polubili. Jest jest miłą, radosną i dobrą dziewczynką.
Po jedzeniu odpoczęliśmy, spędzając czas po swojemu w pokoju z kominkiem. Nie ugasiliśmy ognia, wiedząc że i tak się tam przeniesiemy. Dymitr czytał na kanapie westerny, których nie pamiętał, Lili bawiła się na dywanie, a ja leżałam na poduszkach przed źródłem ciepła z zamkniętymi oczami, słuchając muzyki w słuchawkach. Poczułam ruch obok, a po chwili znajoma dłoń ględziła moją talię. Zachęcony moim błogim uśmiechem, ukochany wtulił się w moje plecy. Na szyi poczułam jego ciepły oddech, co natychmiast wywołało u mnie gęsią skórkę. Z jego zachowania wywnioskowałam, że nie ma z nami małej. Przy nikim by się tak nie zachowywał, zwłaszcza po utracie pamięci. Jedna ze słuchawek została wyciągnięta z mojego ucha.
- Co słuchasz Roza?- spytał strażnik.
Akurat zaczęła lecieć Margaret "Cool Me Down". Po prostu idealna piosenka na naszą pozę. Może nawet ona trochę zaostrzyła atmosferę. Czy tylko mi jest tak gorąco?
- Nie wiem, czy by ci się spodobała towarzyszu, bo ty gustujesz w starych kawałkach.- zaśmiałam się, by trochę się uspokoić.
Włożył sobie słuchawkę i zaczął słuchać. Ciągle głaskał moje biodro i talię, zachęcając czasami o nogi. Poczułam pulsowanie w dole brzucha. On nawet nie wie, jak na mnie działa. Przekręciłam się na drugi bok, przodem do Bielikowa. Popatrzyłam mu głęboko w oczy. Podniósł dłoń i wsadził mi za ucho kosmyk, który opadł mi na twarz.
- Często w akademii marzyłem, że tak spędzać wolny czas.- zaczął.- Przy kobiecie, którą kocham. Bezkarnie móc cię dotykać, przytulać. Rozmawiać z tobą normalnie, a nie tylko wymieniać szybkie zdania podczas treningu.
- Na treningu też zdarzało nam się normalnie rozmawiać.- zauważyłam.
- Ale to nie to samo. Ja to wiem i ty to wiesz.- wymruczał, wtulając się w zagłębienie mojego ramienia i smyrając nosem szyję.
Wciągnęłam gwałtownie powietrze, a następnie wypuściłam je z jękiem, odchylając głowę, żeby miał lepszy dostęp. Zaczął mnie po niej całować, pchają na plecy i pochylają się nade mną. Czułam, że mój jęk obudził w nim dawne pożądanie. W udo wbijała mi się jego męskość, co tylko wzmożyło moje podniesienie i pragnienie bliskości jego ciała.
- Ta piosenka tworzy idealny klimat, Roza.- cały czas całował mnie po szyi.
- Tak!- jęknęłam z podniecenia.
Zaczął mruczeć mi do ucha przekształcony refren piosenki.
And before the night is over,
You're light a spark and let the crazy out
You're my goddess, on my knees
down down down down down down
You're hotter than fire,
Water can’t cool your down
Water can’t cool your do-o-own,
whoa whoa whoa whoa
You're dancing like flames
And nothing can cool your down
Watch your you run this to-o-own
No water can’t cool your down,
down down down down down down down da down down
No water can’t cool your.*
Ma cudowny głos, a ten jego akcent i chrypka wywołana podnieceniem jeszcze bardziej mnie rozpaliła.
- Pasuje, prawda?- spytał, gdy ja traciłam zmysły przez jego ciepłe dłonie na moim brzuchu.- Tak cudownie cię opisuje i to co do ciebie czuję. Otworzyłam ze zdziwienia przymknięte wcześniej oczy. Jego były zamknięte. Klatka piersiowa unosiła się szybko w górę i dół.- Jesteś moją boginią Roza, której nigdy więcej nie chcę tracić. Obiecaj, że już nigdy nie pozwolisz mi odejść.
- Nie pozwolę.- wychrypiałam.- Kocham cię.
Otworzył oczy i popatrzył na mnie.
- Ja ciebie też.
Zaczął się nade mną pochylać. Wiedziałam, że jak mnie pocałuje, nikt nie będzie w stanie nas powstrzymać. Ale nie przeszkadzało mi to. Nawet wręcz przeciwnie. Może to przywróci mu pamięć. Objęłam go za szyję i zamknęłam oczy, czekając na jego wargi.
- Rose, Dymitr!- usłyszałam wołanie siostry.
Odskoczyliśmy od siebie jak oparzeni. Co to było? Oddychałam ciężko i byłam strasznie rozgrzana. Dymitr musiał czuć się podobnie. Był czerwony, a brązowe kosmyki kleiły mu się do twarzy. Poprawił włosy i próbował się uspokoić. Po chwili do pokoju wpadła Lili.
- To co? Idziemy na ten trening?- spytała wesoło.
___________________________________________________________
*
I zanim noc się skończy,
Zapalisz iskrę i uwolnisz szaleństwo
Jesteś moją boginią, na kolana!
Na dół, dół, dół, dół, dół, dół
Gorętsza niż ogień,
Woda cię nie ostudzi
Woda cię nie ostudzi,
whoa whoa whoa whoa
Tańczysz jak płomień
I nic cię nie ostudzi
Patrzę jak rządzisz tym miastem
Nie, woda cię nie ostudzi
Na dół, dół, dół, dół, dół, dół
Nie woda cię nie ostudzi.
Mam nadzieję, że się podobało. Zaskoczeni?! Ja też. Liczę na komentarz, bo bardzo mnie wspierają. Jeśli chodzi o wczorajszy rozdział, to w najbliższym czasie będą dwa. Jeśli chodzi o pozostałe, które miała nadrobić, to zrobię to w roku szkolnym. Jak to możliwe, że wtedy będę miała czas, a teraz go nie mam? No cóż. Od września rozdziały będą pojawiać się rzadziej. Na początku codziennie, żeby nadrobić te 11, a później co dwa, trzy dni. No chyba, że dostanę objawienia weny. No to chyba wszystko. Kocham was. 💖
Zapomniałabym. Przypominam, że nadal aktualny jest konkurs na imiona dla dzieci (zakładka "KONKURSY") i informuję, że możecie wysyłać linki do swoich blogów lub według was wartych uwagi.( zakładka " WASZE BLOGI"). Dziękuję za uwagę.😘
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
Subskrybuj:
Posty (Atom)