Niewiele myśląc, rzuciłam się tyłem na łóżko, wzbijając wokół tumany kurzu. Rosjanin patrzył na moje poczynania z niezadowolenie, gdy poklepałam miejsce koło siebie. Kiedy popatrzyłam na niego maślanymi oczkami, wiedział, że nie odpuszczę. Położył się koło mnie, a ja się w niego wtuliłam.
- Będzie tu dużo roboty.- powiedział.
- Zostańmy tu na noc.- poprosiłam.
- Od kiedy to moja Roza jest taka sentymentalna.- zaśmiał się, a mi zabiło szybciej serce.
- Twoja Roza- zaakcentowałam te słowa.- zanurzyła się we wspomnieniach. Wiele się tutaj wydarzyło. Dużo będzie do sprzątania.
- Chyba nie masz zamiaru sama tu sprzątać?- zdziwił się.
- Nie, no coś ty!- odetchnął z ulgą.- Pomożecie mi.
- Zwariowałaś?!
- A co? Myślisz, że jak jesteś najlepszym strażnikiem, to nie będziesz sprzątać domu?- udałam oburzenie.
- Nie! Ja nie to...- zaczął się tłumaczyć.
- Dymitr ja bardzo chcę tu zostać. Byłam już z trzy razy, a niedługo będę czwarty w twoim rodzinnym domu. Ja wychowywałam się w Akademii, a tutaj są jedyne moje dość rodzinne wspomnienia. Dzięki rodzinie Lissy i temu miejscu po raz pierwszy poczułam się kochana i częścią rodziny. Pragnę podzielić się tym z tobą.
Zobaczyłam, że jego oczy lekko się zaszkliły.
- Roza... ja nie wiem co powiedzieć...- wydusił.
- Chyba po raz pierwszy od dawna.- zażartowałam.
- Możliwe. To cudowne. Z chęcią skorzystam z twojej propozycji.
- To co? Zostaniemy tu.
- Rose, pomyśl logicznie. Nie mamy tu żadnych rzeczy, lodówka jest pusta jeśli jeszcze w ogóle działa, nie mamy wody, a wszędzie jest brudno. I co z Lili?
- Napiszemy do Jill, że mają nasz dom do dyspozycji do rana, a razem tu trochę ogarniemy, włączymy prąd, wodę i gaz. Jest środek ludzkiego dnia, sklepy są otwarte. I tak trochę nam tu zejdzie, to zostaniemy do nocy. Proooooooooo- ciągnęłam w nieskończoność.
- Nie przestaniesz póki się nie zgodzę?- bardziej stwierdził, niż spytał.
-oooooooooooooooooooo- pokiwałam głową.
- No dobra, zgadzam się.
- oszę. Jest. Kocham cię.- zerwałam się z łóżka od czego zakręciło mi się w głowie.
- Ostrożnie Roza. To od czego zaczynamy?- spytał.
- Na zewnątrz w skrzynce są bezpieczniki. Trzeba włączyć prąd. W piwnicy jest zawór od wody i gazu. W szafkach w sypialni państwa Dragomirów będzie świeża pościel. W schowku na półpiętrze są środki czystości, mop i odkurzacz. Trzeba też przejrzeć strych. Ma tu powstać dom dziecka dla dampirów, wiec trzeba wszystko sprawdzić pod tym kątem.
- No dobrze. To ja pójdę sprawdzić korki, gaz i wodę, a później przejrzeć strych.
- Okey. Ja w tym czasie...- zaczęłam, ale mąż mi przerwał.
- Ty w tym czasie odpoczniesz. Nie wiem, czy wiesz, ale to ósmy miesiąc ciąży. Nie pozwolę ci cokolwiek robić.
- Ale co ja mam... nie będę tutaj tak bezczynnie siedzieć.- zaprotestowałam.
- Roza wiesz, że się o ciebie martwię. Zgodziłem się na zostanie tutaj, ale ty masz się oszczędzać. Wiem co możesz zrobić. Ułóż się wygodnie, a ja zaraz wrócę.- powiedział i wyszedł.
Westchnęłam ciężko, ale co poradzę. Położyłam się na łóżku i zaczęłam oglądać wzory na materiale u góry. To aż niesamowite, że zachowało się w nienaruszonym stanie. Wodziłam wzrokiem po ciemnych liściach i splecionych pędach na jasnej zieleni, gdy wrócił mój mąż z czarną torbą i drewnianym czymś pod pachą. Okazało się, że to drugie to mały, rozstawiany stolik na jedzenie do łóżka. Z torby wyciągnął laptopa i położył na podstawce, przede mną.
- Zrób zakupy przez internet i zobacz, co jeszcze nam się przyda, bo myślę, że mydła i różne Domestosy są przeterminowane. Kiedy ostatnio ktoś tu był?- spytał.
- Wczoraj.- uśmiechnęłam się.
- To wiem. A wcześniej?
- Od wypadku ja i Lissa nie przekroczyłyśmy nawet tego progu. Nie miałyśmy tu żadnych rzeczy, bo jechaliśmy do Akademii. I tam zostałyśmy do ucieczki, a potem to sam wiesz.
- Racja. To mówisz, że gdzie ta pościel?- zmienił temat, bo atmosfera zaczęła nam ciążyć.
- W sypialni, w górnej szafce, ten sam regał, co były cygara.- pokierowałam go, odpalając laptopa.
Myślałam co by tu zjeść i pomyślałam o pizzy. Znalazłam stronę naszej ulubionej z młodości. Była niedaleko, ale zapomniałam numeru. Napisałam szybką wiadomość do Jill, że zostajemy i jak tam dziewczynki. Księżniczka odpisała, że już śpią i życzyła miłej nocy. Podziękowałam, po czym zadzwoniłam do pizzerii.
- Pizzeria Picasso. Jakie zamówienie?- rozbrzmiało w słuchawce, a ja nie mogłam uwierzyć własnym uszom.
- Nico?!- zdziwiłam się, że wciąż tam pracuje.
W sumie od naszego ostatniego spotkania minęło prawie pięć lat.
- No kogo ja słyszę? Rose czyżbyś wracała na stare śmieci?- zaśmiał się.
- Jestem na chwilę w domu rodziców Lissy. Chce go przerobić na dom dziecka.
- To super. Może uda nam się jakoś pogadać?- zagadnął.
- Jasne. To co zawsze, ale razy trzy, tak jak zawsze.
- Widzę, że apetyt dopisuje. Masz szczęście, bo właśnie kończę zmianę. Będę za godzinę.
- To czekaj. Ale nie wystrasz się, jeśli otworzy ci...
- Twój mąż?- przerwał mi.
- Skąd wiesz?- zdziwiłam się.
- Jesteście najbardziej rozpoznawalni w całej społeczności. Nawet bardziej od Lissy i jej narzeczonego, którzy i tak są dość kontrowersyjni. Zawsze gdzie jedno, tam można się spodziewać drugiego.
- Jej. Nie myślałam, że aż taka sława nas dotknie. No dobra. Ja tam cię nie zatrzymuję, tylko tym razem się nie spóźnij.- zastrzegłam.
- I mówi to dziewczyna, która notorycznie przychodziła na imprezę pół godziny po rozpoczęciu.- przypomniał.
- Wiesz, czasem trzeba się poświęcić, dla dobrego wejścia.
- No wejścia to ty umiałaś robić.- przyznał i zaczął się śmiać.
W tej chwili wrócił mój mąż z pościelą.
- Nie narzekaj. Dobra nie zajmuję ci więcej czasu.
- No do zobaczenia.
- Pa.
- Z kim rozmawiałaś?- spytał ukochany.
- Zamawiałam pizzę. Najlepsza w mieście. I nie chcę słyszeć odmowy.- zastrzegłam, gdy chciał już coś powiedzieć.
- Ale chyba nie żegnasz się tak z każdym dostawcą?- uniósł jedną brew. Ja tylko uśmiechnęłam się cwanie.- No niech ci będzie. A teraz wstawaj, trzeba zmienić pościel.
chciałam pomóc mu trochę, ale oczywiście mi nie pozwolił. Trochę pościerał kurze na mokro, a ja zamówiłam różne środki czystości. Później opowiadałam mu o wszystkim, co mi się przypomniało, gdy tu przyszłam, aż nie usłyszeliśmy dzwonek. Razem zeszliśmy na dół, po dość długiej kłótni, że powinnam zostać na górze. Gdy mój mąż otworzył drzwi, zobaczyłam znajomego blondyna.
"Nasz los od zawsze zapisany był w gwiazdach. To one poprowadziły mnie do Ciebie mimo tylu przeciwności, spójrz. Jesteśmy tu. Razem. Ty i ja Roza. Na zawsze."
poniedziałek, 8 sierpnia 2016
ROZDZIAŁ 216
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
ROZDZIAŁ 215
Wczoraj nie miałam neta, więc łapie pierwszy rozdział.
___________________________________________________________
Po śniadaniu Lili i Dymitr zrobili sobie trening. Lubiłam na to patrzeć. Przypominało mi się, jak mnie uczył. Tęskniłam za tym, ale cieszę się z tego co mamy. Nagle zadzwonił mój telefon.
- Halo?- odezwałam się, nie patrząc kto dzwoni.
- Hej Rose.- przywitała mnie Lissa.- Dzisiaj wysłałam strażników do posiadłości rodziców. Sprawdzą czy nie ma tam żadnych strzyg i innych problemów. Kiedy możecie tam wpaść i zobaczyć?
- Muszę spytać męża, ale pewnie jeszcze dzisiaj.
- To dobrze. Chciałabym jeszcze z tobą pogadać, ale obowiązki wzywają.
- A mam jeszcze pytanie. Powiedziałaś Christianowi?
Po drugiej stronie usłyszałam ciężkie westchnięcie przyjaciółki.
- Jeszcze nie.- odpowiedziała.
- To na co ty jeszcze czekasz.
- Trochę się boję, jak na to zareaguje. On myśli, że została stracona. I co? Nagle mam mu powiedzieć, że jego ciocia mieszka na drugim końcu świata, żyję i ogólnie ma się dobrze?- zaczęła histeryzować.
- Spróbuj jakoś delikatnie.
- A co ty byś zrobiła.
- Pewnie najgłupszą rzecz na świecie, ale zaprosiła ją na ślub.
- To genialne!
- Lissa stop! To nie jest najlepszy pomysł. Lepiej przygotuj go na to spotkanie szczerą rozmową. A teraz wracaj, bo będą narzekać, że im cię zabieram.
- No dobra, tylko mi się tam nie przemęczaj.- powiedziała łagodnie.
- Ty też.
- Wiem. Pa.
- Pa.
- Kto dzwonił?- koło mnie usiadł mąż.
Ze strachu, aż podskoczyłam. Złapałem się za serce.
- Przez ciebie dostanę zawału.- pacnęłam go w ramię, a on zaczął się śmiać.- Lissa. Dzisiaj posłała strażników do domu swoich rodziców. Kiedy moglibyśmy tam pojechać?
Wstaliśmy i skierowaliśmy się w stronę domu.
- Może dzisiaj w nocy. W słońcu nie zaatakują strzygi.
- Dobrze, ale to jak zaśnie Lili. Jutro poniedziałek i musi być wypoczęta.- przypomniałam.
- Zgoda.
Wieczorem ubrałam się cieplej. O porankach robi się chłodno. Lili upierała się, że chce jechać z nami, ale gdy powiedziałam, że przyjedzie do niej Jill z Edyym i może sobie kogoś zaprosić na noc, uległa. Na miejscu byliśmy po dwóch godzinach. Przez całą drogę rozmawialiśmy o Akademii, tym co Dymitr sobie przypomniał i tym czego nie pamięta.
- Zostań tutaj.- nakazał mój ukochany takim tonem, że poczułam się, jakbym znowu była jego uczennicą.
- Ale...- zaczęłam, lecz mi przerwał.
- Roza pamiętasz co było ostatnio, gdy kazałem ci czekać w samochodzie, a ty mnie nie posłuchałaś.
Chciałam się dalej kłócić, jednak musiałam przyznać mu rację. Przypomniały mi się też jego inne słowa. Teraz muszę dbać o nasze dzieci. Nie mogę go zawieść. Pokiwałam tylko głową, a Bielikow wysiadł. Wszedł do domu zostawiając uchylone drzwi. Siedziałam w aucie jak na szpilkach. Niby wiedziałam, że nic mu nie grozi. Jest najlepszym strażnikiem, a wcześniej dom sprawdzali inni strażnicy. Jednak w środku strasznie się o niego bałam. Czemu jeszcze nie wyszedł? Co tam się dzieje? Nie wytrzymałam i postanowiłam pójść sprawdzić czy wszystko gra. Ze schowka wzięłam torebkę i wygrzebałam sztylet.
- Po raz pierwszy ty zapewnisz mi bezpieczeństwo.- powiedziałam i wysiadłam.
Może to trochę dziwnie, że gadam do narzędzia śmierci, ale czułam, że na to zasługuje. Tak piękne rzeczy od Bielikowa, to świętość. Na drżących nogach, ściskając kurczowo sztylet ruszyłam w stronę domu. Już miałam otworzyć szerzej drzwi, gdy ktoś na mnie wpadł. Gdy poczułam znajomy zapach wody kolońskiej, wtuliłam się w ciepłe ciało.
- Nigdy więcej mnie tak nie strasz. Ja tu czekałam.
- I jak zwykle nie posłuchałaś mnie.- mimo wszystko przytulił mnie.
- Martwiłam się o ciebie.- zaczęłam się bronić.
- Kocham Cię Roza.
- Ja ciebie też towarzyszu. Ale co tam tak długo robiłeś?
- Na wszelki wypadek sprawdzałem wszystkie pomieszczenia. Widać, że rodzina królowej miała gust.
Dopiero teraz dotarło do mnie, że swoimi przed domem Lissy. Miejscu, gdzie razem spędzałyśmy wakacje i wszystkie święta, które dobrze wspominam. Powoli pchnęłam drzwi i weszłam. Wnętrze wyglądał tak jak je zapamiętałam. Tylko bardziej zakurzone. Te same meble z rzeźbionymi zdobieniami,obrazy z Dragomirami. Nic się nie zmieniło. Szłam w głąb mieszkania, dotykając wszystkiego z uwielbieniem. W salonie te same, biała sofa i fotele. Za szybą w regale ten sam zestaw do herbaty, którym bawiłam się z Lissą. Pamiętam jak jej mama była zła, że wzięliśmy to bez pytania. Uwielbiała tą zastawę. Ale nigdy na nikogo nie podniosła głosy. A jej mąż. Bardzo miły i szanowany moroj. Mało który arystokrata jest taki uprzejmy. Ciekawe czy to tam dalej jest? Poszłam do pokoju rodziców Lissy. Dymitr szedł tuż za mną. Otworzyłam jedną z szafek. W środku były poukładane w równą kostkę koszulki pana Dragomir. Wyciągnęłam wszystkie ostrożnie, jakby miały zaraz się posypać. Spojrzałam z powrotem do środka. Na dnie leżało pudełko, w krótkim znajdowały się nietknięte cygara. Erick nie palił, ale lubił je kolekcjonować. A Andre lubił je podkradać. Często gdy z przyjaciółką kładłyśmy się spać, jej brat brał jakieś wkładał do ust, udając, że je pali i mówił teksty typu "za moich czasów...". Dobrze wspominam te chwile. Po schodach weszłam na górę. Ukochany trochę mi pomógł. Na przedpokoju wisiało więcej portretów. Otworzyłam pierwsze drzwi na prawo. Był to "Mój" pokój. Taki sam. Wielka bordowa szafa po lewej stronie od wejścia. Na środku wielkie, ciemnozielone łóżko z baldachimem i falbankowymi firankami do połowy. Na ścianach wyblakła, zielona farba. Taśmą na klejone były obrazki, które rysowałam w przedszkolu. Na przeciwko łóżka stały biurko i regał w tym samym kolorze, co szafa. Na podłodze leżał zielony, okrągły dywan. Zaczęły powracać do mnie wspomnienia z dzieciństwa. Zabawy z małą blondyneczką, jej starszym bratem, gdy brał nas na barana, lub robił samolocik. Jak Pani Dragomir dla przyjemności wyszywała w pokoju, a my biegałyśmy po całym domu. Gdy siedziałyśmy przed kominkiem i słuchałyśmy opowiadań strażników. Zawsze wtedy jadłyśmy pudding zrobiony przez mamę Lissy. Po każdej opowieści wstawałam i wymachiwałam łyżeczką, mówiąc, że gdy będę duża, zabiję tyle strzyg co oni razem wzięci i każda będzie się bała i drżała na imię wielkiej Rose Hathaway. A kiedy była duża wichura, Lissa przychodziła do mnie spać, bo się bała. To były czasy. Pełne beztroskiej zabawy. Może jednak moje dzieciństwo nie było tak złe, jak wszystkim wmawiam?
___________________________________________________________
Po śniadaniu Lili i Dymitr zrobili sobie trening. Lubiłam na to patrzeć. Przypominało mi się, jak mnie uczył. Tęskniłam za tym, ale cieszę się z tego co mamy. Nagle zadzwonił mój telefon.
- Halo?- odezwałam się, nie patrząc kto dzwoni.
- Hej Rose.- przywitała mnie Lissa.- Dzisiaj wysłałam strażników do posiadłości rodziców. Sprawdzą czy nie ma tam żadnych strzyg i innych problemów. Kiedy możecie tam wpaść i zobaczyć?
- Muszę spytać męża, ale pewnie jeszcze dzisiaj.
- To dobrze. Chciałabym jeszcze z tobą pogadać, ale obowiązki wzywają.
- A mam jeszcze pytanie. Powiedziałaś Christianowi?
Po drugiej stronie usłyszałam ciężkie westchnięcie przyjaciółki.
- Jeszcze nie.- odpowiedziała.
- To na co ty jeszcze czekasz.
- Trochę się boję, jak na to zareaguje. On myśli, że została stracona. I co? Nagle mam mu powiedzieć, że jego ciocia mieszka na drugim końcu świata, żyję i ogólnie ma się dobrze?- zaczęła histeryzować.
- Spróbuj jakoś delikatnie.
- A co ty byś zrobiła.
- Pewnie najgłupszą rzecz na świecie, ale zaprosiła ją na ślub.
- To genialne!
- Lissa stop! To nie jest najlepszy pomysł. Lepiej przygotuj go na to spotkanie szczerą rozmową. A teraz wracaj, bo będą narzekać, że im cię zabieram.
- No dobra, tylko mi się tam nie przemęczaj.- powiedziała łagodnie.
- Ty też.
- Wiem. Pa.
- Pa.
- Kto dzwonił?- koło mnie usiadł mąż.
Ze strachu, aż podskoczyłam. Złapałem się za serce.
- Przez ciebie dostanę zawału.- pacnęłam go w ramię, a on zaczął się śmiać.- Lissa. Dzisiaj posłała strażników do domu swoich rodziców. Kiedy moglibyśmy tam pojechać?
Wstaliśmy i skierowaliśmy się w stronę domu.
- Może dzisiaj w nocy. W słońcu nie zaatakują strzygi.
- Dobrze, ale to jak zaśnie Lili. Jutro poniedziałek i musi być wypoczęta.- przypomniałam.
- Zgoda.
Wieczorem ubrałam się cieplej. O porankach robi się chłodno. Lili upierała się, że chce jechać z nami, ale gdy powiedziałam, że przyjedzie do niej Jill z Edyym i może sobie kogoś zaprosić na noc, uległa. Na miejscu byliśmy po dwóch godzinach. Przez całą drogę rozmawialiśmy o Akademii, tym co Dymitr sobie przypomniał i tym czego nie pamięta.
- Zostań tutaj.- nakazał mój ukochany takim tonem, że poczułam się, jakbym znowu była jego uczennicą.
- Ale...- zaczęłam, lecz mi przerwał.
- Roza pamiętasz co było ostatnio, gdy kazałem ci czekać w samochodzie, a ty mnie nie posłuchałaś.
Chciałam się dalej kłócić, jednak musiałam przyznać mu rację. Przypomniały mi się też jego inne słowa. Teraz muszę dbać o nasze dzieci. Nie mogę go zawieść. Pokiwałam tylko głową, a Bielikow wysiadł. Wszedł do domu zostawiając uchylone drzwi. Siedziałam w aucie jak na szpilkach. Niby wiedziałam, że nic mu nie grozi. Jest najlepszym strażnikiem, a wcześniej dom sprawdzali inni strażnicy. Jednak w środku strasznie się o niego bałam. Czemu jeszcze nie wyszedł? Co tam się dzieje? Nie wytrzymałam i postanowiłam pójść sprawdzić czy wszystko gra. Ze schowka wzięłam torebkę i wygrzebałam sztylet.
- Po raz pierwszy ty zapewnisz mi bezpieczeństwo.- powiedziałam i wysiadłam.
Może to trochę dziwnie, że gadam do narzędzia śmierci, ale czułam, że na to zasługuje. Tak piękne rzeczy od Bielikowa, to świętość. Na drżących nogach, ściskając kurczowo sztylet ruszyłam w stronę domu. Już miałam otworzyć szerzej drzwi, gdy ktoś na mnie wpadł. Gdy poczułam znajomy zapach wody kolońskiej, wtuliłam się w ciepłe ciało.
- Nigdy więcej mnie tak nie strasz. Ja tu czekałam.
- I jak zwykle nie posłuchałaś mnie.- mimo wszystko przytulił mnie.
- Martwiłam się o ciebie.- zaczęłam się bronić.
- Kocham Cię Roza.
- Ja ciebie też towarzyszu. Ale co tam tak długo robiłeś?
- Na wszelki wypadek sprawdzałem wszystkie pomieszczenia. Widać, że rodzina królowej miała gust.
Dopiero teraz dotarło do mnie, że swoimi przed domem Lissy. Miejscu, gdzie razem spędzałyśmy wakacje i wszystkie święta, które dobrze wspominam. Powoli pchnęłam drzwi i weszłam. Wnętrze wyglądał tak jak je zapamiętałam. Tylko bardziej zakurzone. Te same meble z rzeźbionymi zdobieniami,obrazy z Dragomirami. Nic się nie zmieniło. Szłam w głąb mieszkania, dotykając wszystkiego z uwielbieniem. W salonie te same, biała sofa i fotele. Za szybą w regale ten sam zestaw do herbaty, którym bawiłam się z Lissą. Pamiętam jak jej mama była zła, że wzięliśmy to bez pytania. Uwielbiała tą zastawę. Ale nigdy na nikogo nie podniosła głosy. A jej mąż. Bardzo miły i szanowany moroj. Mało który arystokrata jest taki uprzejmy. Ciekawe czy to tam dalej jest? Poszłam do pokoju rodziców Lissy. Dymitr szedł tuż za mną. Otworzyłam jedną z szafek. W środku były poukładane w równą kostkę koszulki pana Dragomir. Wyciągnęłam wszystkie ostrożnie, jakby miały zaraz się posypać. Spojrzałam z powrotem do środka. Na dnie leżało pudełko, w krótkim znajdowały się nietknięte cygara. Erick nie palił, ale lubił je kolekcjonować. A Andre lubił je podkradać. Często gdy z przyjaciółką kładłyśmy się spać, jej brat brał jakieś wkładał do ust, udając, że je pali i mówił teksty typu "za moich czasów...". Dobrze wspominam te chwile. Po schodach weszłam na górę. Ukochany trochę mi pomógł. Na przedpokoju wisiało więcej portretów. Otworzyłam pierwsze drzwi na prawo. Był to "Mój" pokój. Taki sam. Wielka bordowa szafa po lewej stronie od wejścia. Na środku wielkie, ciemnozielone łóżko z baldachimem i falbankowymi firankami do połowy. Na ścianach wyblakła, zielona farba. Taśmą na klejone były obrazki, które rysowałam w przedszkolu. Na przeciwko łóżka stały biurko i regał w tym samym kolorze, co szafa. Na podłodze leżał zielony, okrągły dywan. Zaczęły powracać do mnie wspomnienia z dzieciństwa. Zabawy z małą blondyneczką, jej starszym bratem, gdy brał nas na barana, lub robił samolocik. Jak Pani Dragomir dla przyjemności wyszywała w pokoju, a my biegałyśmy po całym domu. Gdy siedziałyśmy przed kominkiem i słuchałyśmy opowiadań strażników. Zawsze wtedy jadłyśmy pudding zrobiony przez mamę Lissy. Po każdej opowieści wstawałam i wymachiwałam łyżeczką, mówiąc, że gdy będę duża, zabiję tyle strzyg co oni razem wzięci i każda będzie się bała i drżała na imię wielkiej Rose Hathaway. A kiedy była duża wichura, Lissa przychodziła do mnie spać, bo się bała. To były czasy. Pełne beztroskiej zabawy. Może jednak moje dzieciństwo nie było tak złe, jak wszystkim wmawiam?
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
sobota, 6 sierpnia 2016
ROZDZIAŁ 214
Obudziłam się bardzo wyspana i odprężenia. Chciałam się przeciągnąć, ale zauważyłam, że jest to niemożliwe, bowiem zostałam uwięziona w silnych ramionach. Chwila! Leżę mocno wtulona w Dymitr, naga, bez kołdry. Gdyby weszła tu Lili, miałaby niezłe widoki. I szok do końca życia. Ale ona też kiedyś się zakocha. Pamięcią wróciłam do wczorajszego wieczoru. To było niezwykłe i ekscytujące. Ale mam wrażenie, że coś się zmieniło. Bielikow zachowywał się tak, jak przed akcją. Może naprawdę sobie przypomniał? Może już będzie jak dawniej?
Nagle poczułam, że mój mąż się budzi. Ziewnął przeciągle, jednak nie wypuścił mnie z uścisku. Nawet go wzmocnił, całując mnie w czoło.
- Dzień dobry Roza.- mruknął chowając twarz w moje włosy.
- Dzień dobry towarzyszu. Jak się spało?- spytałam troskliwie.
Po przemianie mówił mi, że dręczyły go koszmary senne, z przeszłości strzygi. Nie chciałam, żeby nadal go to męczyło.
- Cudownie. Mógł bym budzić się tak codziennie.- popatrzył mi w oczy.
Wzrok miał lekko zamglony i nieobecny.
- Czyli, że do pobudek nie będziesz miał trudności się przyzwyczaić. Gorzej z zasypianiem.- zachichotałam.
- Przy takiej kobiecie i po takim wieczorze, aż nie chce się spać. Pociesza mnie fakt, że jeśli zasnę odurzony twoją bliskością, wciąż będę cię widział.- wtulił się mocniej we mnie.- Spokojnie spałem tak dawno, że już nie pamiętam.- zaśmiał się z tego bezsensowne zdania, w obecnej sytuacji.- W Akademii była służba, a do tego często śniłaś mi się ty. Później miałem zły dzień, że to tylko sen. Zawsze budziłem się w środku nocy, a później myślałem o tobie, o mnie, o nas. Co by było, gdybyśmy mogli być razem, jakby wyglądała nasza przyszłość. Jaka jesteś w łóżku.
- I jak?- spytałam zalotnie.- Spełniam twoje oczekiwania?
- To jest lepsze niż myślałem. Ty jesteś lepsza, niż myślałem. Twój dotyk sprawia, że o wszystkim zapominam. Liczysz się tylko ty. Zawsze.
Wzruszył mnie jego słowa. Nic nie odpowiedziałam. Zamiast tego, podsunęłam się wyżej i cmoknęłam go w usta. On mi oddał, a później pocałowaliśmy się długo i namiętnie. Podczas czułości znalazłam się na nim. Leżałam, patrząc w jego piękne tęczówki.
Nastąpiła chwila ciszy, którą przerwałam.
- Dymitr?
- Hymm...
- Pamiętasz coś? To znaczy coś więcej. Bo zachowywałeś się tak...
- Po obiedzie sobie przypomniałem trochę.- przyznał.- Gdy Lili poszła pobawić się w pokoju, coś mnie pokusiło, żeby Cię przytulić. Nie wiedziałem, jak zareagujesz, ale po wczoraj czułem pustkę, tęsknotę za twoim dotykiem. Gdy Cię objąłem, przypomniałem sobie nasze miesiąc miodowy, niektóre rozmowy i zajęcia w wolnym czasie.- uśmiechnął się znacząco.- Może to mała część tego co powinienem pamiętać, ale pozwoliło mi się to otworzyć.
- To cudownie.- ucieszyłam się.- Może niedługo sobie wszystko przypomnisz i będzie tak jak dawniej.
Jednak mój ukochany nie wydawał się z byt radosny. Cieszył się, ale coś go jeszcze gryzło. Uniosłam się na łokciach, wciąż leżąc na nim.
- Co się dzieje, towarzyszu?- spytałam zaniepokojona.
- Nic.- skłamał.
- Przecież widzę. Coś cię meczy? Wiesz, że mi możesz powiedzieć.
Dymitr nie odpowiedział, tylko zsunął mnie na bok i usiadł na brzegu łóżka, chowając twarz w dłoni.
- Wiem, ale... Roza jak ty ze mną wytrzymujesz? Jak możesz żyć z kimś takim, jak ja? Kimś, kto tak bardzo Cię skrzywdził?
Wychyliłam się po kołdrę, która leżała koło łóżka po mojej stronie. Okryłam się nią i usiadłam przy mężu.
- Słońce dawno zaszło?- spytałam po dłuższej chwili ciszy.
- Jakiś czas temu. A co?- spojrzał na mnie zdziwiony.
- Gwiazdy pewnie dawno się pojawiły. Zawsze chciałam je z tobą pooglądać.
- Przecież oglądaliśmy.- zmarszczył brwi.
- Ale ty tego nie pamiętasz.- powiedziałam smutne.
- To akurat pamiętam bardzo dobrze.- od razu posmutniał.
- Nie oglądaliśmy nocnego nieba przed moją rozprawą.
- Jak nie?! A w domu Galiny?!- patrzył na mnie, jak na wariatkę.
Pokręciłam głową, z uśmiechem.
- To nie byłeś ty.
- Znowu zaczynasz.- westchnął.
- Bo to prawda!- krzyknęłam.- Czy choć raz dałam ci odczuć, że to była twoja wina? Czy choć raz powiedziałam, że jestem na ciebie zła i co najważniejsze, że Cię nie kocham?- pokręcił przecząco głową.- To zrozum w końcu, że zawsze mówię, co myślę, a skoro czegoś nie mówię, to tak nie myślę.
- Roza, to nie takie proste. Chcę sobie wybaczyć...-zaczął, ale mu przerwałam.
- Gdybyś chciał, to byś sobie wybaczył. Ale to nie wszystko. Dymitr, czy ty wierzysz, że mógłbyś sobie wybaczyć?- nie odpowiedział.- Ale ty jesteś ciężkim przypadkiem.- westchnęłam zrezygnowana.
Popatrzył na mnie zdziwiony.
- W jakim sensie?- spytał.
- Jesteś najbardziej honorowym mężczyzną, jakiego znam. Chciałbyś być takim szeryfem, jak z twoich książek. I udaje ci się. Ale na przeszkodzie staje ci jedna rzecz. Sumienie. Nie skrzywdził byś nikogo, kto na to nie zasługuje. Tylko moje pytanie brzmi: Czemu to robisz?
- Roza, przepraszam.
- Nie mnie. Siebie. Chcesz odpokutować coś czego nie zrobiłeś.
- Wciąż zaskakujące jest to, jak mocno wierzysz w moją niewinność. Ja zabijałem ludzi.
- Nie planowałeś nad tym, to nie byłeś ty!- moje hormony nie wytrzymały i zalałam się łzami.
- Roza...- szepnął po długim czasie.
- Nic więcej nie mów, tylko mnie przytul.- poprosiłam, szlochając.
Szybko znalazłam się na jego kolanach, uwięziona w silnych ramionach. Powoli zaczęłam się uspokajać.
- Dymitr, obiecał mi, że nigdy mnie nie zostawisz, że wybaczysz to wszystko sobie i będziemy szczęśliwie żyć.
- Obiecuję Roza. Obiecam ci wszystko, co zechcesz, tylko nie płacz. Wiem, że wiele rzeczy źle zrobiłem, ale nie płacz.- jego głos lekko się załamywał.
- To wszystko przez hormony.- powiedziałam, wycierając oczy i pociągając nosem.
Dłonie męża zeszły na mój brzuch. Wtedy nastąpiło kopnięcie. Ukochany aż podskoczył. Sama przeniosłam tak ręce, patrząc czule na moją ciążę.
- Roza...- nie był w stanie wydobyć z siebie słowa.
- To nasze dzieci.
- Będę ojcem.- wyszeptał. Oczy mu się błyszczały, gdy w szoku i radości, spojrzał na mnie.- Będziemy rodzicami. Rzem.
Nagle się poderwał i zaczął kręcić w miejscu, ze mną w ramionach.
- Roza będziemy rodzicami. Opiekować się małymi istotami, które będę nas kochać. Zobaczymy każdy ich pierwszy krok, słowo, jak dorastają. Dla nich muszę sobie wybaczyć, dla was.
- Dla naszej piątki.- zauważyłam.
- Piątki?!- postawił mnie na ziemi.
- Tak.- potwierdziłam i znowu spojrzałam w dół.- My, ty i Lili. Dymitr, czy... czy pamiętasz jakaś rozmowę z Jewą?- spytałam niepewnie.
- Nie, a co?- spytał niepewnie.
- Kiedyś coś ci mówiła, ale obiecałeś mi powiedzieć po porodzie, żebym się nie denerwował.- na czole strażnika pojawiła się zmarszczka.- Nie ważne, skoro nie pamiętasz. Będziesz mógł się zapytać przy okazji naszego pobytu tam. A teraz chodźmy się ubrać i coś zjeść, bo dzieci zaczną zjadać mnie od środka- zażartowałam.
- A na co by moja księżniczka miała ochotę?- spytał, gdy szliśmy do garderoby.
- Księżniczka? Na księcia.- ja moje słowa, oczy Bielikowa się zaświeciły.- A głodna strażniczka może na te dobre placki z Polski.
Zanim cokolwiek zdążyłam zrobić, Dymitr wziął mnie w ramiona i położył na łóżku.
- W takim razie,- mówił między pocałunkami.- strażniczka musi poczekać, bo księżniczka ma pierwszeństwo.
Nagle poczułam, że mój mąż się budzi. Ziewnął przeciągle, jednak nie wypuścił mnie z uścisku. Nawet go wzmocnił, całując mnie w czoło.
- Dzień dobry Roza.- mruknął chowając twarz w moje włosy.
- Dzień dobry towarzyszu. Jak się spało?- spytałam troskliwie.
Po przemianie mówił mi, że dręczyły go koszmary senne, z przeszłości strzygi. Nie chciałam, żeby nadal go to męczyło.
- Cudownie. Mógł bym budzić się tak codziennie.- popatrzył mi w oczy.
Wzrok miał lekko zamglony i nieobecny.
- Czyli, że do pobudek nie będziesz miał trudności się przyzwyczaić. Gorzej z zasypianiem.- zachichotałam.
- Przy takiej kobiecie i po takim wieczorze, aż nie chce się spać. Pociesza mnie fakt, że jeśli zasnę odurzony twoją bliskością, wciąż będę cię widział.- wtulił się mocniej we mnie.- Spokojnie spałem tak dawno, że już nie pamiętam.- zaśmiał się z tego bezsensowne zdania, w obecnej sytuacji.- W Akademii była służba, a do tego często śniłaś mi się ty. Później miałem zły dzień, że to tylko sen. Zawsze budziłem się w środku nocy, a później myślałem o tobie, o mnie, o nas. Co by było, gdybyśmy mogli być razem, jakby wyglądała nasza przyszłość. Jaka jesteś w łóżku.
- I jak?- spytałam zalotnie.- Spełniam twoje oczekiwania?
- To jest lepsze niż myślałem. Ty jesteś lepsza, niż myślałem. Twój dotyk sprawia, że o wszystkim zapominam. Liczysz się tylko ty. Zawsze.
Wzruszył mnie jego słowa. Nic nie odpowiedziałam. Zamiast tego, podsunęłam się wyżej i cmoknęłam go w usta. On mi oddał, a później pocałowaliśmy się długo i namiętnie. Podczas czułości znalazłam się na nim. Leżałam, patrząc w jego piękne tęczówki.
Nastąpiła chwila ciszy, którą przerwałam.
- Dymitr?
- Hymm...
- Pamiętasz coś? To znaczy coś więcej. Bo zachowywałeś się tak...
- Po obiedzie sobie przypomniałem trochę.- przyznał.- Gdy Lili poszła pobawić się w pokoju, coś mnie pokusiło, żeby Cię przytulić. Nie wiedziałem, jak zareagujesz, ale po wczoraj czułem pustkę, tęsknotę za twoim dotykiem. Gdy Cię objąłem, przypomniałem sobie nasze miesiąc miodowy, niektóre rozmowy i zajęcia w wolnym czasie.- uśmiechnął się znacząco.- Może to mała część tego co powinienem pamiętać, ale pozwoliło mi się to otworzyć.
- To cudownie.- ucieszyłam się.- Może niedługo sobie wszystko przypomnisz i będzie tak jak dawniej.
Jednak mój ukochany nie wydawał się z byt radosny. Cieszył się, ale coś go jeszcze gryzło. Uniosłam się na łokciach, wciąż leżąc na nim.
- Co się dzieje, towarzyszu?- spytałam zaniepokojona.
- Nic.- skłamał.
- Przecież widzę. Coś cię meczy? Wiesz, że mi możesz powiedzieć.
Dymitr nie odpowiedział, tylko zsunął mnie na bok i usiadł na brzegu łóżka, chowając twarz w dłoni.
- Wiem, ale... Roza jak ty ze mną wytrzymujesz? Jak możesz żyć z kimś takim, jak ja? Kimś, kto tak bardzo Cię skrzywdził?
Wychyliłam się po kołdrę, która leżała koło łóżka po mojej stronie. Okryłam się nią i usiadłam przy mężu.
- Słońce dawno zaszło?- spytałam po dłuższej chwili ciszy.
- Jakiś czas temu. A co?- spojrzał na mnie zdziwiony.
- Gwiazdy pewnie dawno się pojawiły. Zawsze chciałam je z tobą pooglądać.
- Przecież oglądaliśmy.- zmarszczył brwi.
- Ale ty tego nie pamiętasz.- powiedziałam smutne.
- To akurat pamiętam bardzo dobrze.- od razu posmutniał.
- Nie oglądaliśmy nocnego nieba przed moją rozprawą.
- Jak nie?! A w domu Galiny?!- patrzył na mnie, jak na wariatkę.
Pokręciłam głową, z uśmiechem.
- To nie byłeś ty.
- Znowu zaczynasz.- westchnął.
- Bo to prawda!- krzyknęłam.- Czy choć raz dałam ci odczuć, że to była twoja wina? Czy choć raz powiedziałam, że jestem na ciebie zła i co najważniejsze, że Cię nie kocham?- pokręcił przecząco głową.- To zrozum w końcu, że zawsze mówię, co myślę, a skoro czegoś nie mówię, to tak nie myślę.
- Roza, to nie takie proste. Chcę sobie wybaczyć...-zaczął, ale mu przerwałam.
- Gdybyś chciał, to byś sobie wybaczył. Ale to nie wszystko. Dymitr, czy ty wierzysz, że mógłbyś sobie wybaczyć?- nie odpowiedział.- Ale ty jesteś ciężkim przypadkiem.- westchnęłam zrezygnowana.
Popatrzył na mnie zdziwiony.
- W jakim sensie?- spytał.
- Jesteś najbardziej honorowym mężczyzną, jakiego znam. Chciałbyś być takim szeryfem, jak z twoich książek. I udaje ci się. Ale na przeszkodzie staje ci jedna rzecz. Sumienie. Nie skrzywdził byś nikogo, kto na to nie zasługuje. Tylko moje pytanie brzmi: Czemu to robisz?
- Roza, przepraszam.
- Nie mnie. Siebie. Chcesz odpokutować coś czego nie zrobiłeś.
- Wciąż zaskakujące jest to, jak mocno wierzysz w moją niewinność. Ja zabijałem ludzi.
- Nie planowałeś nad tym, to nie byłeś ty!- moje hormony nie wytrzymały i zalałam się łzami.
- Roza...- szepnął po długim czasie.
- Nic więcej nie mów, tylko mnie przytul.- poprosiłam, szlochając.
Szybko znalazłam się na jego kolanach, uwięziona w silnych ramionach. Powoli zaczęłam się uspokajać.
- Dymitr, obiecał mi, że nigdy mnie nie zostawisz, że wybaczysz to wszystko sobie i będziemy szczęśliwie żyć.
- Obiecuję Roza. Obiecam ci wszystko, co zechcesz, tylko nie płacz. Wiem, że wiele rzeczy źle zrobiłem, ale nie płacz.- jego głos lekko się załamywał.
- To wszystko przez hormony.- powiedziałam, wycierając oczy i pociągając nosem.
Dłonie męża zeszły na mój brzuch. Wtedy nastąpiło kopnięcie. Ukochany aż podskoczył. Sama przeniosłam tak ręce, patrząc czule na moją ciążę.
- Roza...- nie był w stanie wydobyć z siebie słowa.
- To nasze dzieci.
- Będę ojcem.- wyszeptał. Oczy mu się błyszczały, gdy w szoku i radości, spojrzał na mnie.- Będziemy rodzicami. Rzem.
Nagle się poderwał i zaczął kręcić w miejscu, ze mną w ramionach.
- Roza będziemy rodzicami. Opiekować się małymi istotami, które będę nas kochać. Zobaczymy każdy ich pierwszy krok, słowo, jak dorastają. Dla nich muszę sobie wybaczyć, dla was.
- Dla naszej piątki.- zauważyłam.
- Piątki?!- postawił mnie na ziemi.
- Tak.- potwierdziłam i znowu spojrzałam w dół.- My, ty i Lili. Dymitr, czy... czy pamiętasz jakaś rozmowę z Jewą?- spytałam niepewnie.
- Nie, a co?- spytał niepewnie.
- Kiedyś coś ci mówiła, ale obiecałeś mi powiedzieć po porodzie, żebym się nie denerwował.- na czole strażnika pojawiła się zmarszczka.- Nie ważne, skoro nie pamiętasz. Będziesz mógł się zapytać przy okazji naszego pobytu tam. A teraz chodźmy się ubrać i coś zjeść, bo dzieci zaczną zjadać mnie od środka- zażartowałam.
- A na co by moja księżniczka miała ochotę?- spytał, gdy szliśmy do garderoby.
- Księżniczka? Na księcia.- ja moje słowa, oczy Bielikowa się zaświeciły.- A głodna strażniczka może na te dobre placki z Polski.
Zanim cokolwiek zdążyłam zrobić, Dymitr wziął mnie w ramiona i położył na łóżku.
- W takim razie,- mówił między pocałunkami.- strażniczka musi poczekać, bo księżniczka ma pierwszeństwo.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
piątek, 5 sierpnia 2016
ROZDZIAŁ 213
O tak! Ciepła kąpiel, to coś, czego teraz potrzebuję. Jeszcze nie ochłonęłam po dotyku jego dłoni. Teraz leżę w pianie i odprężam się. Nie wiem, co o tym myśleć. Co on myśli? Czy będzie chciał pogadać, czy będzie udawał, że to nie miało miejsca? Podobało mu się? Myślę, że tak. Inaczej przestałby. To chyba nie powinno się stać. Przypomniałam sobie całą scenę i zaczęłam ją analizować. Jego dotyk, miękkie usta, palce błądzące po moim ciele, zachrypnięty głos. Szlag! Jak to możliwe, że od samych myśli o Bielikowie, czuję to ciepło i pulsowanie w podbrzuszu. Jednak lepszy byłby zimny prysznic. Zauważyłam, że siedzę tak pół godziny. Szybko dołączyłam mycie i nasmarowałam się balsamem. Odkąd jestem z Dymitrem, bardziej dbam o siebie. Głównie pod jego naciskiem, ale teraz weszło mi to w nawyk. Ubrałam luźną koszulkę na ramiączkach i dresowe spodenki trzy czwarte. Rozczesałam mokre włosy i wróciłam do sypialni. Mąż leżał na łóżku, czytając western.
- Towarzyszu.- podniósł głowę na mój głos.- Twoja kolej.
Szybko wstał i minął mnie. Chciałam już iść się położyć, gdy poczułam na biodrach ciepłe dłonie. Zadrżałam pod jego dotykiem. Przy uchu usłyszałam zachrypnięty głos z rosyjskim akcentem, o którym niedawno myślałam.
- Ty prekrasno vyglyadish' (Wyglądasz pięknie) Roza.- powiedział i wszedł do łazienki.
Co on ze mną robi? Cała drżąc podeszłam do okna, po czym otworzyłam je. Zimne poranne powietrze orzeźwiło mnie. Mój ukochany jest najlepszym narkotykiem, który odbiera mi zdolność normalnego myślenia. Po kilku głębokich wdechach, względnie ochłonęłam. Jeśli dalej będzie się tak ze mną bawił, to się na niego rzucę, nie ważne, czy tego chce, czy nie.
Po uspokojenie się zostawiłam uchylone okno i weszłam do łóżka. Po chwili z łazienki wrócił mój ukochany. Wpatrywałam się w niego w niemym zachwycie. Miał na sobie jedynie bokserki, z napisem "Ujeżdżę każdego konia". Zobaczyłam je pewnego dnia, gdy byliśmy galerii handlowej. Musiałam mu kupić.
- Kusisz Towarzyszu.- powiedziałam ostrzegawczo, ale z uśmiechem.
On zaskoczył mnie, podchodząc bliżej do łóżka kocim krokiem i wchodząc nade mnie, kładąc dłonie na poduszce tak, że pomiędzy nimi była moja głowa. Zaczęłam szybciej oddychać.
- A co jeśli to mój zamiar?- spytał kokietywnie.
- To szkoda tego nie wykorzystać.
Pocałowałam go namiętnie. Lekko zaskoczony, oddał pocałunek, przenosząc ręce na moje ciało. Dłońmi przeczesywałam jego mokre włosy. Całowaliśmy się szyby, gwałtownie i gorąco. Każdy nasz ruch świadczył o wielkiej tęsknocie naszych ciał. Dymitr szybko, ale jednocześnie delikatnie zdjął moją koszulkę. Pocałunkami zszedł na szyję, a ja ją odchyliłam dając mu więcej miejsca. W dłoniach ściskał moje piersi, czym wywoływał pojedyncze jęki. Zahaczał palcami drugiej ręki o gumkę moich dresów, jakby nie był pewien, czy może. Traciłam zmysły pod dotykiem jego ciepłych dłoni, ale ostatkiem świadomości zajęłam mu bokserki. Nie czekając na nic więcej, Bielikow wyrzucił ostatni dzielący nas materiał po za łóżko.
- Tak wyglądasz dużo lepiej.- mruknął między pocałunkami.
- To te....raz pokaż, jak... jak ujeżdżasz te.... te konie.- wydyszałam.
- Jeśli powiesz mi, co zazwyczaj robimy w łóżku, gdy dzieci grzecznie śpią.- popatrzył na mnie z cwanym uśmieszkiem.
On robi to celowo! Znęca się nade mną.
- Cuda!- wykrzyknęłam, gdy włożył we mnie palec.
- Na przykład takie?- zaczął nim poruszać.
Miałam wrażenie, że zachowuje się jak wcześniej. Może wszystko sobie przypomniał. Jednak nie miałam teraz głowy, do myślenia, gdy prawie dochodziłam. Nie pomagał fakt, że jednocześnie schodził ustami coraz niżej, na dłużej zatrzymując się na piersiach i brzuchu. Na końcu palec zmienił się na usta. Jęczałam co chwilę jego imię, ciągnąć go za włosy. Ciepło w moim podbrzuszu rosło niemiłosiernie. Czułam rosnącą rozkosz, ale wciąż nie mogłam osiągnąć szczytu. Byłam coraz bliżej, jednak brakowało ostatecznej części "rozrywki", której nie chciałam odpuścić.
- Je...jestem.... bli...blis....- nie mogłam się wysłowić, ale najważniejsze, że zrozumiał.
Wracał pocałunkami po całej długości mojego ciała. Gdy znalazł się nade mną, popatrzył mi w oczy, czekając na ostateczne pozwolenie. Dyszał ciężko, a między nogami czułam jak naprężony czeka jego kolega. Wzrok miał nieobecny, ociekający pożądaniem i ogniem. Utonęłam w jego gorącym spojrzeniu. Czułam jak cała płonę, a polowanie w dole domaga się działania. Nie mając sił podnieść się, złapałam go za kark i przyciągnęłam do swoich warg. Nie czekając dłużej wszedł we mnie gwałtownie. Zaskoczona szybkością jego ruchów, pisnęłam, wyginając plecy w łuk. Zaczęliśmy dyszeć sobie w usta. Wbiłam mu w plecy paznokcie, a jego dłonie bez opamiętania studiowały moje ciało. Jęczałam, czekając na spełnienie, które nastąpiło niedługo. Mąż doszedł kilka ruchów po mnie.
Zaczęłam się trząść od emocji, które jeszcze chwilę temu rozrywały moją psychikę.
Dymitr zamknął mnie szczelnie w swoich ramionach, jakbym była najcenniejszym skarbem, którego nigdy nie wypuści z rąk. Wtuliłam się w niego najmocniej jak to możliwe. W jego ramionach czułam się taka mała i delikatna. Strażnik pewnie najchętniej by nas czymś przykrył, ale wokół były tylko poduszki, bo resztę zrzuciliśmy podczas gorącej zabawy.
- Jesteś niesamowita Roza.- usłyszałam, gdy trochę ochłonęliśmy. Jednak nasza pozycja się nie zmieniła.- Kocham cię tak mocno. Dziękuję, ze dałaś mi szansę, nie pozwoliłaś nigdy odejść, dałaś spróbować tej rozkoszy, bycia częścią ciebie. Mówią, że tego kwiatu pół świata, ale dla mnie jesteś tylko ty. Jedna jedyna, najlepsza i tylko moja.
- Wiesz, że niedługo będziesz musiał się mną dzielić?
- Wiem, ale za to również ci dziękuję. Sprawiłaś, że jestem najszczęśliwszym mężczyzną na ziemi, który ma najpiękniejszą żonę na świecie i będzie miał cudowne dzieci. Pokazałaś mi raj na ziemi.
- Oboje go stworzyliśmy.- zauważyłam.- Gdyby nie ty, nie wiem co by ze mną było.
- Co ty gadasz, Roza. Jesteś wspaniałą kobietą i to dzięki twojemu uporowi jesteśmy razem. To ty obudziłaś we mnie uczucie silniejsze, niż cokolwiek na świecie. Rozumiem co to szczęście, miłość, zaufanie. Tylko ty mnie znasz i nikt inny nie dowie się ode mnie tego, do czego ty sama doszłaś. Gdyby nie ty, dalej żył bym złudzeniem, że samotność mnie uszczęśliwia. Zmieniłaś mnie, na dobre. Tylko ty wierzyłaś, że można mnie uratować. Tylko dzięki tobie jestem tu, trzymając cię w swoich ramionach.
Byłam wzruszona jego przemową.
- Dymitr, to ty zdecydowałeś, że zostaniesz ze mną, że nie pojedziesz z Taszą. Tamta noc, dzień, wszystko jedno, nic się wtedy nie liczyło. Tylko ty i ja. Nasza chwila w warowni. Gdybyś nie dał mi pozwolenia, zaprzeczył, że nie powinniśmy, wycofałabym się. To ty dałeś mi nadzieję i wiarę, że możemy być razem.
- Widzisz, jak mało ci potrzeba, do zdziałania cudów.- zaśmialiśmy się.- Ale teraz idź spać.
- Ja tiebia liubliu tovarishch.- powiedziałam zasypiając z błogim uśmieszkiem na ustach.
- Ja tiebia toże liubliu Roza.
Ostatnie co pamiętam to jak pocałował mnie we włosy i zasnęłam w objęciach mojego morfeusza.
- Towarzyszu.- podniósł głowę na mój głos.- Twoja kolej.
Szybko wstał i minął mnie. Chciałam już iść się położyć, gdy poczułam na biodrach ciepłe dłonie. Zadrżałam pod jego dotykiem. Przy uchu usłyszałam zachrypnięty głos z rosyjskim akcentem, o którym niedawno myślałam.
- Ty prekrasno vyglyadish' (Wyglądasz pięknie) Roza.- powiedział i wszedł do łazienki.
Co on ze mną robi? Cała drżąc podeszłam do okna, po czym otworzyłam je. Zimne poranne powietrze orzeźwiło mnie. Mój ukochany jest najlepszym narkotykiem, który odbiera mi zdolność normalnego myślenia. Po kilku głębokich wdechach, względnie ochłonęłam. Jeśli dalej będzie się tak ze mną bawił, to się na niego rzucę, nie ważne, czy tego chce, czy nie.
Po uspokojenie się zostawiłam uchylone okno i weszłam do łóżka. Po chwili z łazienki wrócił mój ukochany. Wpatrywałam się w niego w niemym zachwycie. Miał na sobie jedynie bokserki, z napisem "Ujeżdżę każdego konia". Zobaczyłam je pewnego dnia, gdy byliśmy galerii handlowej. Musiałam mu kupić.
- Kusisz Towarzyszu.- powiedziałam ostrzegawczo, ale z uśmiechem.
On zaskoczył mnie, podchodząc bliżej do łóżka kocim krokiem i wchodząc nade mnie, kładąc dłonie na poduszce tak, że pomiędzy nimi była moja głowa. Zaczęłam szybciej oddychać.
- A co jeśli to mój zamiar?- spytał kokietywnie.
- To szkoda tego nie wykorzystać.
Pocałowałam go namiętnie. Lekko zaskoczony, oddał pocałunek, przenosząc ręce na moje ciało. Dłońmi przeczesywałam jego mokre włosy. Całowaliśmy się szyby, gwałtownie i gorąco. Każdy nasz ruch świadczył o wielkiej tęsknocie naszych ciał. Dymitr szybko, ale jednocześnie delikatnie zdjął moją koszulkę. Pocałunkami zszedł na szyję, a ja ją odchyliłam dając mu więcej miejsca. W dłoniach ściskał moje piersi, czym wywoływał pojedyncze jęki. Zahaczał palcami drugiej ręki o gumkę moich dresów, jakby nie był pewien, czy może. Traciłam zmysły pod dotykiem jego ciepłych dłoni, ale ostatkiem świadomości zajęłam mu bokserki. Nie czekając na nic więcej, Bielikow wyrzucił ostatni dzielący nas materiał po za łóżko.
- Tak wyglądasz dużo lepiej.- mruknął między pocałunkami.
- To te....raz pokaż, jak... jak ujeżdżasz te.... te konie.- wydyszałam.
- Jeśli powiesz mi, co zazwyczaj robimy w łóżku, gdy dzieci grzecznie śpią.- popatrzył na mnie z cwanym uśmieszkiem.
On robi to celowo! Znęca się nade mną.
- Cuda!- wykrzyknęłam, gdy włożył we mnie palec.
- Na przykład takie?- zaczął nim poruszać.
Miałam wrażenie, że zachowuje się jak wcześniej. Może wszystko sobie przypomniał. Jednak nie miałam teraz głowy, do myślenia, gdy prawie dochodziłam. Nie pomagał fakt, że jednocześnie schodził ustami coraz niżej, na dłużej zatrzymując się na piersiach i brzuchu. Na końcu palec zmienił się na usta. Jęczałam co chwilę jego imię, ciągnąć go za włosy. Ciepło w moim podbrzuszu rosło niemiłosiernie. Czułam rosnącą rozkosz, ale wciąż nie mogłam osiągnąć szczytu. Byłam coraz bliżej, jednak brakowało ostatecznej części "rozrywki", której nie chciałam odpuścić.
- Je...jestem.... bli...blis....- nie mogłam się wysłowić, ale najważniejsze, że zrozumiał.
Wracał pocałunkami po całej długości mojego ciała. Gdy znalazł się nade mną, popatrzył mi w oczy, czekając na ostateczne pozwolenie. Dyszał ciężko, a między nogami czułam jak naprężony czeka jego kolega. Wzrok miał nieobecny, ociekający pożądaniem i ogniem. Utonęłam w jego gorącym spojrzeniu. Czułam jak cała płonę, a polowanie w dole domaga się działania. Nie mając sił podnieść się, złapałam go za kark i przyciągnęłam do swoich warg. Nie czekając dłużej wszedł we mnie gwałtownie. Zaskoczona szybkością jego ruchów, pisnęłam, wyginając plecy w łuk. Zaczęliśmy dyszeć sobie w usta. Wbiłam mu w plecy paznokcie, a jego dłonie bez opamiętania studiowały moje ciało. Jęczałam, czekając na spełnienie, które nastąpiło niedługo. Mąż doszedł kilka ruchów po mnie.
Zaczęłam się trząść od emocji, które jeszcze chwilę temu rozrywały moją psychikę.
Dymitr zamknął mnie szczelnie w swoich ramionach, jakbym była najcenniejszym skarbem, którego nigdy nie wypuści z rąk. Wtuliłam się w niego najmocniej jak to możliwe. W jego ramionach czułam się taka mała i delikatna. Strażnik pewnie najchętniej by nas czymś przykrył, ale wokół były tylko poduszki, bo resztę zrzuciliśmy podczas gorącej zabawy.
- Jesteś niesamowita Roza.- usłyszałam, gdy trochę ochłonęliśmy. Jednak nasza pozycja się nie zmieniła.- Kocham cię tak mocno. Dziękuję, ze dałaś mi szansę, nie pozwoliłaś nigdy odejść, dałaś spróbować tej rozkoszy, bycia częścią ciebie. Mówią, że tego kwiatu pół świata, ale dla mnie jesteś tylko ty. Jedna jedyna, najlepsza i tylko moja.
- Wiesz, że niedługo będziesz musiał się mną dzielić?
- Wiem, ale za to również ci dziękuję. Sprawiłaś, że jestem najszczęśliwszym mężczyzną na ziemi, który ma najpiękniejszą żonę na świecie i będzie miał cudowne dzieci. Pokazałaś mi raj na ziemi.
- Oboje go stworzyliśmy.- zauważyłam.- Gdyby nie ty, nie wiem co by ze mną było.
- Co ty gadasz, Roza. Jesteś wspaniałą kobietą i to dzięki twojemu uporowi jesteśmy razem. To ty obudziłaś we mnie uczucie silniejsze, niż cokolwiek na świecie. Rozumiem co to szczęście, miłość, zaufanie. Tylko ty mnie znasz i nikt inny nie dowie się ode mnie tego, do czego ty sama doszłaś. Gdyby nie ty, dalej żył bym złudzeniem, że samotność mnie uszczęśliwia. Zmieniłaś mnie, na dobre. Tylko ty wierzyłaś, że można mnie uratować. Tylko dzięki tobie jestem tu, trzymając cię w swoich ramionach.
Byłam wzruszona jego przemową.
- Dymitr, to ty zdecydowałeś, że zostaniesz ze mną, że nie pojedziesz z Taszą. Tamta noc, dzień, wszystko jedno, nic się wtedy nie liczyło. Tylko ty i ja. Nasza chwila w warowni. Gdybyś nie dał mi pozwolenia, zaprzeczył, że nie powinniśmy, wycofałabym się. To ty dałeś mi nadzieję i wiarę, że możemy być razem.
- Widzisz, jak mało ci potrzeba, do zdziałania cudów.- zaśmialiśmy się.- Ale teraz idź spać.
- Ja tiebia liubliu tovarishch.- powiedziałam zasypiając z błogim uśmieszkiem na ustach.
- Ja tiebia toże liubliu Roza.
Ostatnie co pamiętam to jak pocałował mnie we włosy i zasnęłam w objęciach mojego morfeusza.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
czwartek, 4 sierpnia 2016
ROZDZIAŁ 212
Resztę przed południa spędziliśmy na dalszym wspominaniu. Później Dymitr poszedł zrobić obiad, a ja zajrzałam do Lili. Ta ciągle spała. Dobrze, że jest sobota i nie musi iść do szkoły. Postanowiłam ją obudzić. Szybko się przebrała, a ja zrobiłam jej słodkie warkoczyki. Wyglądała uroczo. Po rozpakowaniu jej, zeszłyśmy na obiad.
- A co to za pyszne zapachy?- zagadnęłam, gdy weszłyśmy przez szklane drzwi.
- Dziś mamy włoską kuchnię, a dokładniej spaghetti .- oświadczył strażnik z kuchni.
Razem z siostrą poszłyśmy mu pomóc, rozkładając naczynia i sztućce. Przy okazji podkradłam trochę sosu na palec i oblizałam. Pycha. Już chciałabym to zjeść.
- I jak Roza. Smakuje?!- spytał z uśmiechem Rosjanin.
- Cóż. Jako sławnej sławy krytyk, ogłaszam, że potrawa nie wywołuje u mnie negatywnych odczuć, wręcz przeciwnie. Czuć dokładność i idealność w każdym kęsie, czuję, że jem pokarm bogów, zrobiony przez najważniejsze bóstwo. Jednak myślę, że powinien pan dodać trochę brazylijskiego oregana.- zaśmiałam się.
- "Sławnej sławy"?!- uniósł brew z uśmiechem, krzyżując ręce na piersi.- I co to jest brazylijskie oregano?
- A bo ja wiem. To ty jesteś kucharzem.
Dymitr pokręcił głową z bezsilności. Jednak uśmiech nie schodził mu z twarzy. Sama uśmiechałam się od ucha do ucha. Wzięłam na palca jeszcze trochę sosu, ale zamiast go zjeść, pobrudziłam nim nos Bielikowa. Spojrzał na mnie zdziwiony, a ja zaczęłam się z niego śmiać. Po chwili miałam porcję sosu na ustach, a sekundę później czyściły je inne usta. Rozpływałam się w słodyczy tej chwili. Jednak musieliśmy ją przerwać, żeby sos się nie przypalił. Następnie wszyscy usiedliśmy przy stole. Obiad, jak każde danie męża, był przepyszny. Podczas posiłku mała opowiadała o szkole i koleżankach. Bardzo polubiła się z Jessicą. Była to morojka, której rodzice pracowali w pałacu. Moja siostra szybko odnalazła się w nowym towarzystwie. Prestiżu dodawaliśmy jej ja z mężem. Ale i bez tego by ją polubili. Jest jest miłą, radosną i dobrą dziewczynką.
Po jedzeniu odpoczęliśmy, spędzając czas po swojemu w pokoju z kominkiem. Nie ugasiliśmy ognia, wiedząc że i tak się tam przeniesiemy. Dymitr czytał na kanapie westerny, których nie pamiętał, Lili bawiła się na dywanie, a ja leżałam na poduszkach przed źródłem ciepła z zamkniętymi oczami, słuchając muzyki w słuchawkach. Poczułam ruch obok, a po chwili znajoma dłoń ględziła moją talię. Zachęcony moim błogim uśmiechem, ukochany wtulił się w moje plecy. Na szyi poczułam jego ciepły oddech, co natychmiast wywołało u mnie gęsią skórkę. Z jego zachowania wywnioskowałam, że nie ma z nami małej. Przy nikim by się tak nie zachowywał, zwłaszcza po utracie pamięci. Jedna ze słuchawek została wyciągnięta z mojego ucha.
- Co słuchasz Roza?- spytał strażnik.
Akurat zaczęła lecieć Margaret "Cool Me Down". Po prostu idealna piosenka na naszą pozę. Może nawet ona trochę zaostrzyła atmosferę. Czy tylko mi jest tak gorąco?
- Nie wiem, czy by ci się spodobała towarzyszu, bo ty gustujesz w starych kawałkach.- zaśmiałam się, by trochę się uspokoić.
Włożył sobie słuchawkę i zaczął słuchać. Ciągle głaskał moje biodro i talię, zachęcając czasami o nogi. Poczułam pulsowanie w dole brzucha. On nawet nie wie, jak na mnie działa. Przekręciłam się na drugi bok, przodem do Bielikowa. Popatrzyłam mu głęboko w oczy. Podniósł dłoń i wsadził mi za ucho kosmyk, który opadł mi na twarz.
- Często w akademii marzyłem, że tak spędzać wolny czas.- zaczął.- Przy kobiecie, którą kocham. Bezkarnie móc cię dotykać, przytulać. Rozmawiać z tobą normalnie, a nie tylko wymieniać szybkie zdania podczas treningu.
- Na treningu też zdarzało nam się normalnie rozmawiać.- zauważyłam.
- Ale to nie to samo. Ja to wiem i ty to wiesz.- wymruczał, wtulając się w zagłębienie mojego ramienia i smyrając nosem szyję.
Wciągnęłam gwałtownie powietrze, a następnie wypuściłam je z jękiem, odchylając głowę, żeby miał lepszy dostęp. Zaczął mnie po niej całować, pchają na plecy i pochylają się nade mną. Czułam, że mój jęk obudził w nim dawne pożądanie. W udo wbijała mi się jego męskość, co tylko wzmożyło moje podniesienie i pragnienie bliskości jego ciała.
- Ta piosenka tworzy idealny klimat, Roza.- cały czas całował mnie po szyi.
- Tak!- jęknęłam z podniecenia.
Zaczął mruczeć mi do ucha przekształcony refren piosenki.
And before the night is over,
You're light a spark and let the crazy out
You're my goddess, on my knees
down down down down down down
You're hotter than fire,
Water can’t cool your down
Water can’t cool your do-o-own,
whoa whoa whoa whoa
You're dancing like flames
And nothing can cool your down
Watch your you run this to-o-own
No water can’t cool your down,
down down down down down down down da down down
No water can’t cool your.*
Ma cudowny głos, a ten jego akcent i chrypka wywołana podnieceniem jeszcze bardziej mnie rozpaliła.
- Pasuje, prawda?- spytał, gdy ja traciłam zmysły przez jego ciepłe dłonie na moim brzuchu.- Tak cudownie cię opisuje i to co do ciebie czuję. Otworzyłam ze zdziwienia przymknięte wcześniej oczy. Jego były zamknięte. Klatka piersiowa unosiła się szybko w górę i dół.- Jesteś moją boginią Roza, której nigdy więcej nie chcę tracić. Obiecaj, że już nigdy nie pozwolisz mi odejść.
- Nie pozwolę.- wychrypiałam.- Kocham cię.
Otworzył oczy i popatrzył na mnie.
- Ja ciebie też.
Zaczął się nade mną pochylać. Wiedziałam, że jak mnie pocałuje, nikt nie będzie w stanie nas powstrzymać. Ale nie przeszkadzało mi to. Nawet wręcz przeciwnie. Może to przywróci mu pamięć. Objęłam go za szyję i zamknęłam oczy, czekając na jego wargi.
- Rose, Dymitr!- usłyszałam wołanie siostry.
Odskoczyliśmy od siebie jak oparzeni. Co to było? Oddychałam ciężko i byłam strasznie rozgrzana. Dymitr musiał czuć się podobnie. Był czerwony, a brązowe kosmyki kleiły mu się do twarzy. Poprawił włosy i próbował się uspokoić. Po chwili do pokoju wpadła Lili.
- To co? Idziemy na ten trening?- spytała wesoło.
___________________________________________________________
*
I zanim noc się skończy,
Zapalisz iskrę i uwolnisz szaleństwo
Jesteś moją boginią, na kolana!
Na dół, dół, dół, dół, dół, dół
Gorętsza niż ogień,
Woda cię nie ostudzi
Woda cię nie ostudzi,
whoa whoa whoa whoa
Tańczysz jak płomień
I nic cię nie ostudzi
Patrzę jak rządzisz tym miastem
Nie, woda cię nie ostudzi
Na dół, dół, dół, dół, dół, dół
Nie woda cię nie ostudzi.
Mam nadzieję, że się podobało. Zaskoczeni?! Ja też. Liczę na komentarz, bo bardzo mnie wspierają. Jeśli chodzi o wczorajszy rozdział, to w najbliższym czasie będą dwa. Jeśli chodzi o pozostałe, które miała nadrobić, to zrobię to w roku szkolnym. Jak to możliwe, że wtedy będę miała czas, a teraz go nie mam? No cóż. Od września rozdziały będą pojawiać się rzadziej. Na początku codziennie, żeby nadrobić te 11, a później co dwa, trzy dni. No chyba, że dostanę objawienia weny. No to chyba wszystko. Kocham was. 💖
Zapomniałabym. Przypominam, że nadal aktualny jest konkurs na imiona dla dzieci (zakładka "KONKURSY") i informuję, że możecie wysyłać linki do swoich blogów lub według was wartych uwagi.( zakładka " WASZE BLOGI"). Dziękuję za uwagę.😘
- A co to za pyszne zapachy?- zagadnęłam, gdy weszłyśmy przez szklane drzwi.
- Dziś mamy włoską kuchnię, a dokładniej spaghetti .- oświadczył strażnik z kuchni.
Razem z siostrą poszłyśmy mu pomóc, rozkładając naczynia i sztućce. Przy okazji podkradłam trochę sosu na palec i oblizałam. Pycha. Już chciałabym to zjeść.
- I jak Roza. Smakuje?!- spytał z uśmiechem Rosjanin.
- Cóż. Jako sławnej sławy krytyk, ogłaszam, że potrawa nie wywołuje u mnie negatywnych odczuć, wręcz przeciwnie. Czuć dokładność i idealność w każdym kęsie, czuję, że jem pokarm bogów, zrobiony przez najważniejsze bóstwo. Jednak myślę, że powinien pan dodać trochę brazylijskiego oregana.- zaśmiałam się.
- "Sławnej sławy"?!- uniósł brew z uśmiechem, krzyżując ręce na piersi.- I co to jest brazylijskie oregano?
- A bo ja wiem. To ty jesteś kucharzem.
Dymitr pokręcił głową z bezsilności. Jednak uśmiech nie schodził mu z twarzy. Sama uśmiechałam się od ucha do ucha. Wzięłam na palca jeszcze trochę sosu, ale zamiast go zjeść, pobrudziłam nim nos Bielikowa. Spojrzał na mnie zdziwiony, a ja zaczęłam się z niego śmiać. Po chwili miałam porcję sosu na ustach, a sekundę później czyściły je inne usta. Rozpływałam się w słodyczy tej chwili. Jednak musieliśmy ją przerwać, żeby sos się nie przypalił. Następnie wszyscy usiedliśmy przy stole. Obiad, jak każde danie męża, był przepyszny. Podczas posiłku mała opowiadała o szkole i koleżankach. Bardzo polubiła się z Jessicą. Była to morojka, której rodzice pracowali w pałacu. Moja siostra szybko odnalazła się w nowym towarzystwie. Prestiżu dodawaliśmy jej ja z mężem. Ale i bez tego by ją polubili. Jest jest miłą, radosną i dobrą dziewczynką.
Po jedzeniu odpoczęliśmy, spędzając czas po swojemu w pokoju z kominkiem. Nie ugasiliśmy ognia, wiedząc że i tak się tam przeniesiemy. Dymitr czytał na kanapie westerny, których nie pamiętał, Lili bawiła się na dywanie, a ja leżałam na poduszkach przed źródłem ciepła z zamkniętymi oczami, słuchając muzyki w słuchawkach. Poczułam ruch obok, a po chwili znajoma dłoń ględziła moją talię. Zachęcony moim błogim uśmiechem, ukochany wtulił się w moje plecy. Na szyi poczułam jego ciepły oddech, co natychmiast wywołało u mnie gęsią skórkę. Z jego zachowania wywnioskowałam, że nie ma z nami małej. Przy nikim by się tak nie zachowywał, zwłaszcza po utracie pamięci. Jedna ze słuchawek została wyciągnięta z mojego ucha.
- Co słuchasz Roza?- spytał strażnik.
Akurat zaczęła lecieć Margaret "Cool Me Down". Po prostu idealna piosenka na naszą pozę. Może nawet ona trochę zaostrzyła atmosferę. Czy tylko mi jest tak gorąco?
- Nie wiem, czy by ci się spodobała towarzyszu, bo ty gustujesz w starych kawałkach.- zaśmiałam się, by trochę się uspokoić.
Włożył sobie słuchawkę i zaczął słuchać. Ciągle głaskał moje biodro i talię, zachęcając czasami o nogi. Poczułam pulsowanie w dole brzucha. On nawet nie wie, jak na mnie działa. Przekręciłam się na drugi bok, przodem do Bielikowa. Popatrzyłam mu głęboko w oczy. Podniósł dłoń i wsadził mi za ucho kosmyk, który opadł mi na twarz.
- Często w akademii marzyłem, że tak spędzać wolny czas.- zaczął.- Przy kobiecie, którą kocham. Bezkarnie móc cię dotykać, przytulać. Rozmawiać z tobą normalnie, a nie tylko wymieniać szybkie zdania podczas treningu.
- Na treningu też zdarzało nam się normalnie rozmawiać.- zauważyłam.
- Ale to nie to samo. Ja to wiem i ty to wiesz.- wymruczał, wtulając się w zagłębienie mojego ramienia i smyrając nosem szyję.
Wciągnęłam gwałtownie powietrze, a następnie wypuściłam je z jękiem, odchylając głowę, żeby miał lepszy dostęp. Zaczął mnie po niej całować, pchają na plecy i pochylają się nade mną. Czułam, że mój jęk obudził w nim dawne pożądanie. W udo wbijała mi się jego męskość, co tylko wzmożyło moje podniesienie i pragnienie bliskości jego ciała.
- Ta piosenka tworzy idealny klimat, Roza.- cały czas całował mnie po szyi.
- Tak!- jęknęłam z podniecenia.
Zaczął mruczeć mi do ucha przekształcony refren piosenki.
And before the night is over,
You're light a spark and let the crazy out
You're my goddess, on my knees
down down down down down down
You're hotter than fire,
Water can’t cool your down
Water can’t cool your do-o-own,
whoa whoa whoa whoa
You're dancing like flames
And nothing can cool your down
Watch your you run this to-o-own
No water can’t cool your down,
down down down down down down down da down down
No water can’t cool your.*
Ma cudowny głos, a ten jego akcent i chrypka wywołana podnieceniem jeszcze bardziej mnie rozpaliła.
- Pasuje, prawda?- spytał, gdy ja traciłam zmysły przez jego ciepłe dłonie na moim brzuchu.- Tak cudownie cię opisuje i to co do ciebie czuję. Otworzyłam ze zdziwienia przymknięte wcześniej oczy. Jego były zamknięte. Klatka piersiowa unosiła się szybko w górę i dół.- Jesteś moją boginią Roza, której nigdy więcej nie chcę tracić. Obiecaj, że już nigdy nie pozwolisz mi odejść.
- Nie pozwolę.- wychrypiałam.- Kocham cię.
Otworzył oczy i popatrzył na mnie.
- Ja ciebie też.
Zaczął się nade mną pochylać. Wiedziałam, że jak mnie pocałuje, nikt nie będzie w stanie nas powstrzymać. Ale nie przeszkadzało mi to. Nawet wręcz przeciwnie. Może to przywróci mu pamięć. Objęłam go za szyję i zamknęłam oczy, czekając na jego wargi.
- Rose, Dymitr!- usłyszałam wołanie siostry.
Odskoczyliśmy od siebie jak oparzeni. Co to było? Oddychałam ciężko i byłam strasznie rozgrzana. Dymitr musiał czuć się podobnie. Był czerwony, a brązowe kosmyki kleiły mu się do twarzy. Poprawił włosy i próbował się uspokoić. Po chwili do pokoju wpadła Lili.
- To co? Idziemy na ten trening?- spytała wesoło.
___________________________________________________________
*
I zanim noc się skończy,
Zapalisz iskrę i uwolnisz szaleństwo
Jesteś moją boginią, na kolana!
Na dół, dół, dół, dół, dół, dół
Gorętsza niż ogień,
Woda cię nie ostudzi
Woda cię nie ostudzi,
whoa whoa whoa whoa
Tańczysz jak płomień
I nic cię nie ostudzi
Patrzę jak rządzisz tym miastem
Nie, woda cię nie ostudzi
Na dół, dół, dół, dół, dół, dół
Nie woda cię nie ostudzi.
Mam nadzieję, że się podobało. Zaskoczeni?! Ja też. Liczę na komentarz, bo bardzo mnie wspierają. Jeśli chodzi o wczorajszy rozdział, to w najbliższym czasie będą dwa. Jeśli chodzi o pozostałe, które miała nadrobić, to zrobię to w roku szkolnym. Jak to możliwe, że wtedy będę miała czas, a teraz go nie mam? No cóż. Od września rozdziały będą pojawiać się rzadziej. Na początku codziennie, żeby nadrobić te 11, a później co dwa, trzy dni. No chyba, że dostanę objawienia weny. No to chyba wszystko. Kocham was. 💖
Zapomniałabym. Przypominam, że nadal aktualny jest konkurs na imiona dla dzieci (zakładka "KONKURSY") i informuję, że możecie wysyłać linki do swoich blogów lub według was wartych uwagi.( zakładka " WASZE BLOGI"). Dziękuję za uwagę.😘
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
wtorek, 2 sierpnia 2016
ROZDZIAŁ 211
Poszliśmy do pokoju z kominkiem. Na jego widok Dymitr stanął z otwartą buzią.
- Często siedzieliśmy tu wieczorami, gdy było zimno z kubkami gorącej czekolady.- rozmarzyłam się wchodząc w głąb pomieszczenia.
Moje słowa ocknęły Rosjanina i poszedł rozpalić ogień, a ja sięgnęłam po atlas z szafki. Położyłam go przed kominkiem, w bezpiecznej odległości. Podeszłam do stolika pod oknem i wyspałam do kubków czekoladę. Woda już wcześniej się zagrała, więc od razu zalałam proszek. Wzięłam napoje i podałam mężowi.
Razem usiedliśmy przed ogniem i rozłożyliśmy wszystkie pamiątki. Dymit znalazł gdzieś ten swój dziennik. Z kieszeni wyciągnęłam prezent od niego na święta. Gdy go położyłam, strażnik popatrzył zaintrygowany na przedmiot. Chciał wziąć sztylet, ale w ostatniej chwili się zawahał.
- Mogę?- spytał z dłonią uniesioną nad bronią.
Pokiwałam głową, a on chwycił za pięknie zdobioną rękojeść. Zaczął uważnie studiować piękne narzędzie, w blasku ognia. Sama spędziłam cały wieczór na jego podziwianie, gdy mój mąż miał pierwszy dzień służby, po świętach. Przejechał palcami po napisie, wytłoczonym na ostrzu i róży na podstawie.
- Pamiętam.- szepnął.- Roza, pamiętam.
W tym momencie zwrócił swój wzrok na mnie, uśmiechając się z iskierkami w oczach. Nie odezwałam się, mając nadzieję, że powie więcej. Na jego czole pojawiły się zmarszczki.
- Nie wiem, dokładnie co. To jest jak próba przypomnienie sobie snu. Widzę obraz, ale nie rozpoznaję go dokładnie, a czym bardziej się skupiam, tym łatwiej mi ucieka.- dotknęłam jego kolana, w geście wsparcia.- Ale fragment widzę dokładnie. Trzymałaś ten sztylet z łzami w oczach. Patrzyłaś na mnie z miłością. Uśmiechałaś się. Masz piękny uśmiech.
Teraz też mógł go podziwiać. Cieszyłam się, że sobie coś przypomniał.
- Dałeś mi go na święta. Mój ojciec rzucił komentarz, że tylko ja mogłam ucieszyć się z broni.
- Właśnie, męczy mnie jedna myśl. O co chodziło z tym polowaniem?
- Cóż. Gdy zostaliśmy oficjalnie parą, na koronacji Lissy zagadnął nas mój ojciec, mówiąc, że zabierze Cię na polowanie. Oczywiście moja matka też miała pójść. Nikt nie miał złudzeń, że za tą "rozrywką"- zakreśliłam cudzysłów w powietrzu.- czai się przesłuchanie rodzicielskie. No i się odbyło na dzień przed naszym wyjazdem do Rosji. Jak wróciłeś, uznałeś ze troska moich rodziców, mogłabym zabić sto strzyg. Więc nawet niech nie myślą, że pozwolę ci na nowo to przeżywać, skoro kiedyś sobie przypomnisz.
- A jeśli sobie nie przypomnę?- zasmucił się.
Nie chciałam tego słuchać. Podniosłam mu głowę za podbródek, zmuszając do popatrzenia mi w oczy.
- Na pewno sobie przypomnisz. Jesteś silniejszy niż myślisz. Po za tym, jestem Rose Hathaway-Bielikow. Ja się nigdy nie poddaję.- wypięłam dumnie pierś, na co mój mąż się zaśmiał.
- To może teraz reszta męczących mnie rzeczy z wczoraj.- zaproponował. Zgodziłam się, z lekkimi obawami.- Czemu w kawiarni, gdy walczyłem, reszta strażników uciekła?
- Jesteśmy uznawani za najlepszych strażników na Dworze, jeśli nie na świecie. Wiedzieli, że jeśli walczysz i to jeszcze w mojej obronie, to są tu niepotrzebni i poszli szukać miejsca, gdzie przyda się wsparcie. Zawsze tak jest.
- W tamtym momencie też mi się coś przypomniało. Walczyliśmy ze strzygami, a wszyscy pobiegli. Następnie byliśmy w sali tronowej, chroniąc zgromadzonych tam morojów.
Nagle zaczęłam się śmiać. Dobrze pamiętałem tamto wydarzenie. Ukochany patrzył na mnie, jak na wariatkę. Postanowiłam wytłumaczyć swój nagły wybuch.
- To było kilka dni przed naszym ślubem. Wróciliśmy od moich rodziców. Mówiłam ci o tym, jak zamieszkałam u nich, żeby Robert i Tasza dali nam spokój.- pokiwał głową.- No i tej samej nocy zaatakowały strzygi. Oboje szybko się ubraliśmy i już chciałam wyjść, gdy ty mnie zatrzymałeś. Kazałeś mi zostać, ze względu na dziecko. Byłam ba ciebie zła i chciałam cię wyminąć, ale ty mnie złapałeś, po czym wziąłeś klucze i wybiegłeś zamykając mnie w mieszkaniu. Ale ja, jak to ja, nie mogłam siedzieć na tyłku, gdy wy walczyliście, więc wyszłam przez okno i szybko cię znalazłam.- mój mąż się zaśmiał. Doskonale mnie zna. Po za tym, jest taki sam.- Nie śmiej się. Oboje wiemy, że na moim miejscu zrobiłbyś to samo. Wracając. Włączyłam się do walki, a później pobiegliśmy do królowej. Jej strażnicy, w tym ja, okrążyli ją, a reszta pozostałe osoby. Oprócz morojów, była też Sydney. No i walczyliśmy. W pewnym momencie podsunęłam pomysł i wszyscy robiliśmy jeden, wielki okrąg wokół wszystkich.
- Ciekawe.- uznał mój mąż. Odłożył sztylet jakby to była największa świętość na świecie.- A o co chodziło z tą sprawą do Kirowej?
- Załatwiłam twojej najmłodszej siostrze rok nauki w Akademii św. Władimira i egzamin.
- Acha.- zamyślił się.- A Wiki o tym wie?
- Niedługi są jej urodziny.- powiedziałam.
- I chcesz żebyśmy jej wtedy powiedzieli?- skończył z uśmiechem.
- Nikt mnie nie zna tak jak ty.- mrugnęłam do niego, na co Rosjanin się zaśmiał.
Następnie zaczęliśmy oglądać zdjęcia. Tłumaczyłam gdzie to jest i w jakiej sytuacji. Zatrzymał się na jednym z ostatniego naszego pobytu w Bai. To było na ognisku.
- Czy to jest...?- wpatrywał się w cztery osoby na pierwszym planie.
- Tak, to jest Ola. Odwiedziła nas w szpitalu z narzeczonym. W ogóle okazało się, że jej narzeczony to mój przyjaciel z czasów Akademii.
- Nie kojarzę go.- zmarszczył czoło.
- Wyjechał do Rosji po naszej ucieczce. Łączyło nas coś podobnego, do tego co z Masonem. Też mu się podobałam.
Musiał coś wyczuć z mojego tonu, bo spojrzał na mnie zmartwiony.
- Roza,- zaczął niepewnie.- co się między wami stało?
Nie wiedziałam co powiedzieć. Powinien wiedzieć, ale bałam się jego reakcji. Popatrzyłam na jego twarz. Wyglądał tak pięknie i nieziemsko w blasku ognia. Z jego oczy biła troska i miłość. Nie chciałam tego przed nim kryć.
- Na tym ognisku upił się i dobierał do mnie.- wydusiłam w końcu.- Nie wiem, co by się stało, gdyby nie ty.
Patrzył na mnie z szokiem. Po chwili zaskoczenie zastąpiła wściekłość. Usta zacisnął w cienką linię, a dłonie mocno w pięści.
- Jak ja tylko go dopadnę, to...
- Nie!- przerwałam.- To znaczy, już i tak go poważnie pobiłeś, koniec końców się pogodziliśmy. Wincenty sam tego żałuje. Po prostu był pijany, ale kocha tylko Olę, a ona go. Pomogliśmy im się pogodzić. Ślub oczywiście odwołali, a ona zerwała z nim zaręczyny, ale mimo wszystko próbują odbudować swój związek. Wszystko się ułożyło.
Dymitr trochę się uspokoił, ale i tak był zdenerwowany. Z jednej strony podobało mi się to. Pokazał, że zależy mu na mnie. Kocha mnie, a ja jego.
- Nie wiem, czy to dobry kandydat dla Oli.- powiedział z jadem.
- To zrozumiałe, że się o nią martwisz, ale Witek to dobry chłopak. Wtedy miał po prostu chwilę słabości. On będzie umiał o nią zadbać. Rodzina jest dla niego najważniejsza. Nie da nikomu jej skrzywdzić. Możesz być spokojny.- zapewniłam.
- Często siedzieliśmy tu wieczorami, gdy było zimno z kubkami gorącej czekolady.- rozmarzyłam się wchodząc w głąb pomieszczenia.
Moje słowa ocknęły Rosjanina i poszedł rozpalić ogień, a ja sięgnęłam po atlas z szafki. Położyłam go przed kominkiem, w bezpiecznej odległości. Podeszłam do stolika pod oknem i wyspałam do kubków czekoladę. Woda już wcześniej się zagrała, więc od razu zalałam proszek. Wzięłam napoje i podałam mężowi.
Razem usiedliśmy przed ogniem i rozłożyliśmy wszystkie pamiątki. Dymit znalazł gdzieś ten swój dziennik. Z kieszeni wyciągnęłam prezent od niego na święta. Gdy go położyłam, strażnik popatrzył zaintrygowany na przedmiot. Chciał wziąć sztylet, ale w ostatniej chwili się zawahał.
- Mogę?- spytał z dłonią uniesioną nad bronią.
Pokiwałam głową, a on chwycił za pięknie zdobioną rękojeść. Zaczął uważnie studiować piękne narzędzie, w blasku ognia. Sama spędziłam cały wieczór na jego podziwianie, gdy mój mąż miał pierwszy dzień służby, po świętach. Przejechał palcami po napisie, wytłoczonym na ostrzu i róży na podstawie.
- Pamiętam.- szepnął.- Roza, pamiętam.
W tym momencie zwrócił swój wzrok na mnie, uśmiechając się z iskierkami w oczach. Nie odezwałam się, mając nadzieję, że powie więcej. Na jego czole pojawiły się zmarszczki.
- Nie wiem, dokładnie co. To jest jak próba przypomnienie sobie snu. Widzę obraz, ale nie rozpoznaję go dokładnie, a czym bardziej się skupiam, tym łatwiej mi ucieka.- dotknęłam jego kolana, w geście wsparcia.- Ale fragment widzę dokładnie. Trzymałaś ten sztylet z łzami w oczach. Patrzyłaś na mnie z miłością. Uśmiechałaś się. Masz piękny uśmiech.
Teraz też mógł go podziwiać. Cieszyłam się, że sobie coś przypomniał.
- Dałeś mi go na święta. Mój ojciec rzucił komentarz, że tylko ja mogłam ucieszyć się z broni.
- Właśnie, męczy mnie jedna myśl. O co chodziło z tym polowaniem?
- Cóż. Gdy zostaliśmy oficjalnie parą, na koronacji Lissy zagadnął nas mój ojciec, mówiąc, że zabierze Cię na polowanie. Oczywiście moja matka też miała pójść. Nikt nie miał złudzeń, że za tą "rozrywką"- zakreśliłam cudzysłów w powietrzu.- czai się przesłuchanie rodzicielskie. No i się odbyło na dzień przed naszym wyjazdem do Rosji. Jak wróciłeś, uznałeś ze troska moich rodziców, mogłabym zabić sto strzyg. Więc nawet niech nie myślą, że pozwolę ci na nowo to przeżywać, skoro kiedyś sobie przypomnisz.
- A jeśli sobie nie przypomnę?- zasmucił się.
Nie chciałam tego słuchać. Podniosłam mu głowę za podbródek, zmuszając do popatrzenia mi w oczy.
- Na pewno sobie przypomnisz. Jesteś silniejszy niż myślisz. Po za tym, jestem Rose Hathaway-Bielikow. Ja się nigdy nie poddaję.- wypięłam dumnie pierś, na co mój mąż się zaśmiał.
- To może teraz reszta męczących mnie rzeczy z wczoraj.- zaproponował. Zgodziłam się, z lekkimi obawami.- Czemu w kawiarni, gdy walczyłem, reszta strażników uciekła?
- Jesteśmy uznawani za najlepszych strażników na Dworze, jeśli nie na świecie. Wiedzieli, że jeśli walczysz i to jeszcze w mojej obronie, to są tu niepotrzebni i poszli szukać miejsca, gdzie przyda się wsparcie. Zawsze tak jest.
- W tamtym momencie też mi się coś przypomniało. Walczyliśmy ze strzygami, a wszyscy pobiegli. Następnie byliśmy w sali tronowej, chroniąc zgromadzonych tam morojów.
Nagle zaczęłam się śmiać. Dobrze pamiętałem tamto wydarzenie. Ukochany patrzył na mnie, jak na wariatkę. Postanowiłam wytłumaczyć swój nagły wybuch.
- To było kilka dni przed naszym ślubem. Wróciliśmy od moich rodziców. Mówiłam ci o tym, jak zamieszkałam u nich, żeby Robert i Tasza dali nam spokój.- pokiwał głową.- No i tej samej nocy zaatakowały strzygi. Oboje szybko się ubraliśmy i już chciałam wyjść, gdy ty mnie zatrzymałeś. Kazałeś mi zostać, ze względu na dziecko. Byłam ba ciebie zła i chciałam cię wyminąć, ale ty mnie złapałeś, po czym wziąłeś klucze i wybiegłeś zamykając mnie w mieszkaniu. Ale ja, jak to ja, nie mogłam siedzieć na tyłku, gdy wy walczyliście, więc wyszłam przez okno i szybko cię znalazłam.- mój mąż się zaśmiał. Doskonale mnie zna. Po za tym, jest taki sam.- Nie śmiej się. Oboje wiemy, że na moim miejscu zrobiłbyś to samo. Wracając. Włączyłam się do walki, a później pobiegliśmy do królowej. Jej strażnicy, w tym ja, okrążyli ją, a reszta pozostałe osoby. Oprócz morojów, była też Sydney. No i walczyliśmy. W pewnym momencie podsunęłam pomysł i wszyscy robiliśmy jeden, wielki okrąg wokół wszystkich.
- Ciekawe.- uznał mój mąż. Odłożył sztylet jakby to była największa świętość na świecie.- A o co chodziło z tą sprawą do Kirowej?
- Załatwiłam twojej najmłodszej siostrze rok nauki w Akademii św. Władimira i egzamin.
- Acha.- zamyślił się.- A Wiki o tym wie?
- Niedługi są jej urodziny.- powiedziałam.
- I chcesz żebyśmy jej wtedy powiedzieli?- skończył z uśmiechem.
- Nikt mnie nie zna tak jak ty.- mrugnęłam do niego, na co Rosjanin się zaśmiał.
Następnie zaczęliśmy oglądać zdjęcia. Tłumaczyłam gdzie to jest i w jakiej sytuacji. Zatrzymał się na jednym z ostatniego naszego pobytu w Bai. To było na ognisku.
- Czy to jest...?- wpatrywał się w cztery osoby na pierwszym planie.
- Tak, to jest Ola. Odwiedziła nas w szpitalu z narzeczonym. W ogóle okazało się, że jej narzeczony to mój przyjaciel z czasów Akademii.
- Nie kojarzę go.- zmarszczył czoło.
- Wyjechał do Rosji po naszej ucieczce. Łączyło nas coś podobnego, do tego co z Masonem. Też mu się podobałam.
Musiał coś wyczuć z mojego tonu, bo spojrzał na mnie zmartwiony.
- Roza,- zaczął niepewnie.- co się między wami stało?
Nie wiedziałam co powiedzieć. Powinien wiedzieć, ale bałam się jego reakcji. Popatrzyłam na jego twarz. Wyglądał tak pięknie i nieziemsko w blasku ognia. Z jego oczy biła troska i miłość. Nie chciałam tego przed nim kryć.
- Na tym ognisku upił się i dobierał do mnie.- wydusiłam w końcu.- Nie wiem, co by się stało, gdyby nie ty.
Patrzył na mnie z szokiem. Po chwili zaskoczenie zastąpiła wściekłość. Usta zacisnął w cienką linię, a dłonie mocno w pięści.
- Jak ja tylko go dopadnę, to...
- Nie!- przerwałam.- To znaczy, już i tak go poważnie pobiłeś, koniec końców się pogodziliśmy. Wincenty sam tego żałuje. Po prostu był pijany, ale kocha tylko Olę, a ona go. Pomogliśmy im się pogodzić. Ślub oczywiście odwołali, a ona zerwała z nim zaręczyny, ale mimo wszystko próbują odbudować swój związek. Wszystko się ułożyło.
Dymitr trochę się uspokoił, ale i tak był zdenerwowany. Z jednej strony podobało mi się to. Pokazał, że zależy mu na mnie. Kocha mnie, a ja jego.
- Nie wiem, czy to dobry kandydat dla Oli.- powiedział z jadem.
- To zrozumiałe, że się o nią martwisz, ale Witek to dobry chłopak. Wtedy miał po prostu chwilę słabości. On będzie umiał o nią zadbać. Rodzina jest dla niego najważniejsza. Nie da nikomu jej skrzywdzić. Możesz być spokojny.- zapewniłam.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
poniedziałek, 1 sierpnia 2016
ROZDZIAŁ 210
- To jest nasz dom?!- Dymitr zszokowany przyglądał się budynku, przed którym zaparkował.
- Sam zleciłeś jego budowę. O podobnym rozmawialiśmy, gdy zabrałeś mnie na zlot.
- I nie nudzisz się w nim?- zaśmiał się.
O tym też wtedy rozmawialiśmy. Bielikow sądził, że to nie życie dla mnie. Powiedział, że mam w sobie ogień, który nie pozwoli mi siedzieć bezczynnie w chatce w górach. Ja jednak miałam inne zdanie.
- Nie. Mam ciebie.- złapałam go za rękę, posyłając mu uśmiech.- Poczekaj, aż wejdziesz do środka.
Już chciałam zabrać dłoń i wysiąść z pojazdu, ale ukochany mi nie pozwolił. Zbliżył ją do ust i pocałował, czule patrząc na mnie.
- To prawda Roza. Nam razem nigdy nie będzie nudno. Przynajmniej mi bardzo odpowiada twoje towarzystwo, bo nie zamierzam roszczyć sobie praw, do twoich myśli.
- A powinieneś. Znasz mnie lepiej niż ktokolwiek inny. Chyba nawet lepiej ode mnie.
- Ja również jestem dla ciebie otwartą księgą.
Nie wiedząc, co odpowiedzieć, uśmiechnęłam się i wyszłam z samochodu. Lili ciągle spała. Chciałam ją obudzić, ale Rosjanin mnie powstrzymał i wziął ją na ręce.
- Ty bardzo lubisz nosić nas na rękach.- pokiwałam głową z rezygnacją.
- Coś w tym jest.- przyznał poprawiając sobie moją siostrę.
Zauważyłam, że od ataku w kawiarni i otworzenia się przede mną, częściej się uśmiecha i coraz bardziej przypomina, siebie z przed akcji.
Podeszłam do drzwi i z torebki wyciągnęłam klucze. Mąż szedł tuż za mną. Otworzyłam drzwi i położyłam torebkę na szafce z butami, po czym weszłam do salonu. Pokierowałam strażnika, który to pokój siostry, a sama poszłam do kuchni, odkręcić gaz i wodę. Zakręciliśmy je na wszelki wypadek, na czas naszej nieobecności. Następnie wróciłam do salonu, zastanawiając się co dalej. Po chwili w salonie rozniósł się odgłos skrzypienia schodów, pod ciężkimi butami. Odwróciłam się w stronę źródła dźwięku.
- Najpierw wezmę walizki Lili, a później pokażesz mi nasze królestwo.- powiedział Dymitr, mijając mnie i całując przelotnie w usta. Oczywiście nie pozwoli mi sobie pomóc, więc udałam się na górę. Weszłam do naszej sypialni, zapaliłam światło i uklękłam przy jednej z szafek. Z dolnej szuflady wyciągnęłam album, liściki z naszej rocznicy poznania i wydrukowane e- maile z wyzwaniami miłosnymi z czasu akcji w Rosji. Myślałam co by tu jeszcze pokazać ukochanemu, kiedy on stanął w drzwiach pokoju. Zaczął rozglądać się wokół z błyskiem w oczach.
- Nie byłem daleki prawdy, mówiąc o NASZYM królestwie.
Podążyłam za jego wzrokiem. Miał rację. Na szafce nocnej leżał jeden z westernów, wszędzie ustawione byle doniczki lub wazony z różami, na biurku lekki bałagan, ale ze względu na moje szkice. Otóż w wolnym czasie odkryłam w sobie talent rysowniczy. Na ścianach i półkach wisiały nasze zdjęcia, plus laurka od młodych Bielikowów i ostatnie USG, najmłodszej, jeszcze nie narodzonej dwójki z ich rodu.
Patrząc na nie, byłam dumna z tego, że ja i moje dzieci mamy nosić to nazwisko, do końca naszych dni.
- To jedna z naszych oaz spokoju.- oznajmiłam.
- To jest ich więcej?- zdziwił się.
Bez słowa poszłam ma prawo od schodów i zatrzymałam się przy drugich drzwiach na lewo. Pierwsze to był pokój naszych dzieci, który teraz zajmowała Lili.
- To jest twoja prywatna oaza.- powiedziałam, popychając drzwi.
Przed nami ukazał się dość mały pokoik. Wszędzie dookoła ustawiono ciemno brązowe regały z książkami, po za przeciwległą stroną, która była cała w oknach. Ściany miały kolor beżowy, a po środku stało staromodne biurko z pięknymi zdobieniami, w tym samym kolorze, co półki. Na nim stało zdjęcie i matrioszki, ale w większości zajmowały je dokumenty. Mój mąż podszedł o zaczął kilku się przyglądać. Zaglądał do wszystkich szuflad i szafeczek. W jednej stały poukładane segregatory o różnych kolorach. Dwa zainteresowały go najbardziej. Zielony i Czerwony. Na pierwszym napis głosił "strzygi", a na drugim "prywatne". Sama byłam ciekawa co tam jest. Następnie skupił się na książkach. Kilku dotknął z wielką czcią. Domyśliłam się, że to są te pamiętne z Rosji, które obudziły w nim miłość do Dzikiego Zachodu. Nagle zatrzymał się przy jednej. Zauważyłam, że ona jest oddzielona od reszty pomalowaną na złoto deską. Przedziałka wyglądała, jakby była tam od zawsze, jednak wiedziałam, że to nie prawda. Gdy tylko książka znalazła się w dłoniach ukochanego, rozpoznałam ją. Jednak nie wiedziałam, że aż tak ją uświęcił. Zaciekawiony otworzył ją na pierwszej stronie. Przejechał delikatnie palcami po ręcznym piśmie.
- Czy to jest...- spojrzał na mnie zaskoczony.
- Tak,- przerwałam mu.- to jest autograf samego Luisa A . Trzymasz w przedpremierowe wydanie najnowszej jego książki, napisane cerlicą.
- Skąd...?!- znowu nie potrafił skończyć.
- Zdobyłam to na święta. Ale to jeszcze nic. Otwórz na... 184 stronie.
Tu zaczynał się jego ulubiony fragment. Znałam go na pamięć. To dość ciekawa historia. Często wracał do niego, a przy tym patrzył na mnie z miłością. Pewnego dnia z ciekawości przeczytałam go z nim. Przypominał naszą ucieczkę z Dworu, gdy oskarżono mnie o zabójstwo królowej. Główny bohater pomaga uciec wybrance serca z więzienia, gdzie została uwięziona niesłusznie i we swoje zaczynają podróż po wielkich stepach i dzikich kanionach, by złapać prawdziwego przestępcę. Z tą różnicą, że nie mieli do pomocy Alchemiczki i nie próbowali ukrywać swojej miłości. Włożył w nią zdjęcie, któremu teraz się przyglądał z jeszcze większym szokiem. Podeszłam do niego, choć i bez tego wiedziałam, co się ma nim znajduje.
- Czy to jest...?!- po raz kolejny mu przerwałam.
- Jak wróciliśmy z miesiąca miodowego dałam ci inną, trudniejszą sukienkę do ubrania. Udało ci się i obiecałam ci za to nagrodę. To było to spotkanie.
Odwrócił fotografię. Z tyłu napisane było moim pismem: "Wszystkiego najlepszego towarzyszu. Dzisiaj i zawsze kochająca Roza" i data.
- Moje urodziny. Roza ja nie wiem, co powiedzieć. Tyle cudownych rzeczy dla mnie zrobiłaś.- mąż patrzył na mnie z wielką miłością. Po chwili całowaliśmy się z czułością i całym naszym uczuciem.
- Ty nie byłeś gorszy. Weź te teczki i książkę. Zbierzemy wszystko, z czym jesteśmy silnie związani emocjonalnie.
- Sam zleciłeś jego budowę. O podobnym rozmawialiśmy, gdy zabrałeś mnie na zlot.
- I nie nudzisz się w nim?- zaśmiał się.
O tym też wtedy rozmawialiśmy. Bielikow sądził, że to nie życie dla mnie. Powiedział, że mam w sobie ogień, który nie pozwoli mi siedzieć bezczynnie w chatce w górach. Ja jednak miałam inne zdanie.
- Nie. Mam ciebie.- złapałam go za rękę, posyłając mu uśmiech.- Poczekaj, aż wejdziesz do środka.
Już chciałam zabrać dłoń i wysiąść z pojazdu, ale ukochany mi nie pozwolił. Zbliżył ją do ust i pocałował, czule patrząc na mnie.
- To prawda Roza. Nam razem nigdy nie będzie nudno. Przynajmniej mi bardzo odpowiada twoje towarzystwo, bo nie zamierzam roszczyć sobie praw, do twoich myśli.
- A powinieneś. Znasz mnie lepiej niż ktokolwiek inny. Chyba nawet lepiej ode mnie.
- Ja również jestem dla ciebie otwartą księgą.
Nie wiedząc, co odpowiedzieć, uśmiechnęłam się i wyszłam z samochodu. Lili ciągle spała. Chciałam ją obudzić, ale Rosjanin mnie powstrzymał i wziął ją na ręce.
- Ty bardzo lubisz nosić nas na rękach.- pokiwałam głową z rezygnacją.
- Coś w tym jest.- przyznał poprawiając sobie moją siostrę.
Zauważyłam, że od ataku w kawiarni i otworzenia się przede mną, częściej się uśmiecha i coraz bardziej przypomina, siebie z przed akcji.
Podeszłam do drzwi i z torebki wyciągnęłam klucze. Mąż szedł tuż za mną. Otworzyłam drzwi i położyłam torebkę na szafce z butami, po czym weszłam do salonu. Pokierowałam strażnika, który to pokój siostry, a sama poszłam do kuchni, odkręcić gaz i wodę. Zakręciliśmy je na wszelki wypadek, na czas naszej nieobecności. Następnie wróciłam do salonu, zastanawiając się co dalej. Po chwili w salonie rozniósł się odgłos skrzypienia schodów, pod ciężkimi butami. Odwróciłam się w stronę źródła dźwięku.
- Najpierw wezmę walizki Lili, a później pokażesz mi nasze królestwo.- powiedział Dymitr, mijając mnie i całując przelotnie w usta. Oczywiście nie pozwoli mi sobie pomóc, więc udałam się na górę. Weszłam do naszej sypialni, zapaliłam światło i uklękłam przy jednej z szafek. Z dolnej szuflady wyciągnęłam album, liściki z naszej rocznicy poznania i wydrukowane e- maile z wyzwaniami miłosnymi z czasu akcji w Rosji. Myślałam co by tu jeszcze pokazać ukochanemu, kiedy on stanął w drzwiach pokoju. Zaczął rozglądać się wokół z błyskiem w oczach.
- Nie byłem daleki prawdy, mówiąc o NASZYM królestwie.
Podążyłam za jego wzrokiem. Miał rację. Na szafce nocnej leżał jeden z westernów, wszędzie ustawione byle doniczki lub wazony z różami, na biurku lekki bałagan, ale ze względu na moje szkice. Otóż w wolnym czasie odkryłam w sobie talent rysowniczy. Na ścianach i półkach wisiały nasze zdjęcia, plus laurka od młodych Bielikowów i ostatnie USG, najmłodszej, jeszcze nie narodzonej dwójki z ich rodu.
Patrząc na nie, byłam dumna z tego, że ja i moje dzieci mamy nosić to nazwisko, do końca naszych dni.
- To jedna z naszych oaz spokoju.- oznajmiłam.
- To jest ich więcej?- zdziwił się.
Bez słowa poszłam ma prawo od schodów i zatrzymałam się przy drugich drzwiach na lewo. Pierwsze to był pokój naszych dzieci, który teraz zajmowała Lili.
- To jest twoja prywatna oaza.- powiedziałam, popychając drzwi.
Przed nami ukazał się dość mały pokoik. Wszędzie dookoła ustawiono ciemno brązowe regały z książkami, po za przeciwległą stroną, która była cała w oknach. Ściany miały kolor beżowy, a po środku stało staromodne biurko z pięknymi zdobieniami, w tym samym kolorze, co półki. Na nim stało zdjęcie i matrioszki, ale w większości zajmowały je dokumenty. Mój mąż podszedł o zaczął kilku się przyglądać. Zaglądał do wszystkich szuflad i szafeczek. W jednej stały poukładane segregatory o różnych kolorach. Dwa zainteresowały go najbardziej. Zielony i Czerwony. Na pierwszym napis głosił "strzygi", a na drugim "prywatne". Sama byłam ciekawa co tam jest. Następnie skupił się na książkach. Kilku dotknął z wielką czcią. Domyśliłam się, że to są te pamiętne z Rosji, które obudziły w nim miłość do Dzikiego Zachodu. Nagle zatrzymał się przy jednej. Zauważyłam, że ona jest oddzielona od reszty pomalowaną na złoto deską. Przedziałka wyglądała, jakby była tam od zawsze, jednak wiedziałam, że to nie prawda. Gdy tylko książka znalazła się w dłoniach ukochanego, rozpoznałam ją. Jednak nie wiedziałam, że aż tak ją uświęcił. Zaciekawiony otworzył ją na pierwszej stronie. Przejechał delikatnie palcami po ręcznym piśmie.
- Czy to jest...- spojrzał na mnie zaskoczony.
- Tak,- przerwałam mu.- to jest autograf samego Luisa A . Trzymasz w przedpremierowe wydanie najnowszej jego książki, napisane cerlicą.
- Skąd...?!- znowu nie potrafił skończyć.
- Zdobyłam to na święta. Ale to jeszcze nic. Otwórz na... 184 stronie.
Tu zaczynał się jego ulubiony fragment. Znałam go na pamięć. To dość ciekawa historia. Często wracał do niego, a przy tym patrzył na mnie z miłością. Pewnego dnia z ciekawości przeczytałam go z nim. Przypominał naszą ucieczkę z Dworu, gdy oskarżono mnie o zabójstwo królowej. Główny bohater pomaga uciec wybrance serca z więzienia, gdzie została uwięziona niesłusznie i we swoje zaczynają podróż po wielkich stepach i dzikich kanionach, by złapać prawdziwego przestępcę. Z tą różnicą, że nie mieli do pomocy Alchemiczki i nie próbowali ukrywać swojej miłości. Włożył w nią zdjęcie, któremu teraz się przyglądał z jeszcze większym szokiem. Podeszłam do niego, choć i bez tego wiedziałam, co się ma nim znajduje.
- Czy to jest...?!- po raz kolejny mu przerwałam.
- Jak wróciliśmy z miesiąca miodowego dałam ci inną, trudniejszą sukienkę do ubrania. Udało ci się i obiecałam ci za to nagrodę. To było to spotkanie.
Odwrócił fotografię. Z tyłu napisane było moim pismem: "Wszystkiego najlepszego towarzyszu. Dzisiaj i zawsze kochająca Roza" i data.
- Moje urodziny. Roza ja nie wiem, co powiedzieć. Tyle cudownych rzeczy dla mnie zrobiłaś.- mąż patrzył na mnie z wielką miłością. Po chwili całowaliśmy się z czułością i całym naszym uczuciem.
- Ty nie byłeś gorszy. Weź te teczki i książkę. Zbierzemy wszystko, z czym jesteśmy silnie związani emocjonalnie.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
Subskrybuj:
Posty (Atom)