niedziela, 12 czerwca 2016

ROZDZIAŁ 163

W kuchni wróciłam do robienia sałatki. Jednak gotowanie nie jest takie trudne, jak myślałam. 
Podskoczyłam, gdy w pomieszczeniu rozległ się przeciągły gwiazd.
- A jednak umiesz sprzątać.- zaśmiał się mój mąż, rozglądając się po kuchni.
- Bardzo śmieszne. Lepiej pomóż mi, póki to jest jadalne.
Zaraz chwycił nóż i podszedł do mnie. Po pokrojeniu wszystkich jarzyn, do miski, a raczej misy , dodaliśmy trzy słoiki majonezu, pięć kubeczków śmietany i cztery łyżki musztardy. Następnie przyprawiłam sałatkę ze wskazówkami Dymitra i zaczęłam mieszać. W tym czasie mój mąż zaczął robić ciasto. Po drodze sprawdził jak mi poszła kaczka. Trochę ją poprawił, ale uznał, że jak na pierwszy raz z tak trudną potrawą poszło mi dość dobrze. Byłam z siebie bardzo dumna.
- Tylko nie przyzwyczajaj się towarzyszu. Przypada jeden kucharz na dom. A nauki zachowaj dla dzieci.
- Jak wolisz skarbie. Ale uważam, że świetnie byś sobie poradziła w tej roli.
- Już wystarczy, że posprzątałam twój bałagan.
- Mój?! Ty też rzucałaś mąką.- oburzył się.
- Ale ty zacząłeś.
- Ja tylko chciałem...To nie... potem ty....
Podeszłam do niego i wcisnęłam guzik w urządzeniu.
- Jak coś do mnie mówisz, to wyłącz mikser.
- Mówiłem, że jesteśmy kwita, oboje tak samo winni i nie ma sensu kłócić się o taką drobnostkę. Kocham cię Roza.- pocałował mnie delikatnie w usta. Oddałam pocałunek. Nawet nie zauważyłam kiedy posadził mnie na blacie.- Dziękuję, że posprzątałaś i zrobiłaś kaczkę. Jesteś wspaniała.- trącił nosem mój nos
- Za to?- spytałam śmiejąc się.
- Za wszystko Roza.- pogłaskał mój okrągły brzuch.- Za wszystko.
- To skoro wszystko sobie wyjaśniliśmy, spróbuj czy sałatka jest dobra.
Po przyrządzeniu połowy potraw, usiedliśmy do obiadu.
- To jak to będzie, jeszcze raz mi powiedz.- poprosiłam męża.
Chodziło mi o plany na święta na Dworze. Wszystko było przygotowanie z myślą o morojch, jak i dampirach.
- Jutro jest 24 grudnia. Wyjątkowo królowa ee... Lissa,- poprawił się pod moim wzrokiem.- Lissa zrobi kolację. To będzie taka wigilia. Na wschodzie Europy tak się obchodzi święta. Chodzi o to, żeby poranek Bożego Narodzenia wszyscy spędzili w gronie rodziny. Dampiry, których rodziny będą nieobecne na Dworze wezmą wartę. Za to będą świętować we wspólnym gronie wigilię. Po śniadaniu bożonarodzeniowym jesteśmy zaproszeni przez... Lissę- wciąż go to trochę krępuje, ale doceniam starania.- na drugie śniadanie w przyjacielskim gronie. A co z Lili i twoimi rodzicami?
- Chciałabym, żeby mała była przy nas. Obudziła nas, poszlibyśmy z nią otworzyć prezenty, jak w tych filmach. Ale Abe chce tego samego. Przykro mi skarbie, ale chyba musimy ich przenocować u nas. Przyjadą jutro wieczorem.- oznajmiłam.
- Nie brzmiało to jak propozycja.- zauważył z uśmiechem.
- No masz rację.
- Mogłaś chociaż zapytać mnie o zdanie.
- Po co? Oboje wiemy jak tęsknisz za moją siostrą.
- To prawda. Nie ma jej kilka dni, a jest tak cicho. Nie wieże, że mogłem żyć bez waszej dwójki.
- Ja też nie. A niedługo twoja rodzina powiększy się o kolejną dwójkę.- uśmiechnęłam się do swoich myśli.
- Nasza Roza. To jest nasza rodzina.- nałożył nacisk na słowo "nasza".
- A jak to będzie po Rosyjsku?- spytałam zaciekawiona.
- Nasha sem'ya.- powiedział z silnym akcentem, a ja cieszyłam się, że siedzę, bo inaczej leżałabym na podłodze.
Powtarzał, aż nie powiedziałam tego prawidłowo.
- Jesteś bardzo pojętną uczennicą Rose.- zaśmiał się.
- Dymitr.- spoważniałam, ale tak normalnie. Bardziej zamyślona niż poważna. Tak, to lepsze słowo.
- O co chodzi kwiatuszku?- popatrzył na mnie, opierając głowę na splecionych dłoniach.
Przeniosłam wzrok z talerza na męża.
- Jak to robiłeś, że mimo zakochania, sprawiałeś wrażenie wymagającego, obojętnego trenera.- jego brew poszybowała w górę. Też bym tak chciała.- Wiesz o co mi chodzi.
Po raz kolejny się uśmiechnął.
- Jesteś dla mnie ważna i twoje bezpieczeństwo zawsze było dla mnie najważniejsze. Ale miałem świadomość, przynajmniej wtedy, że nie będę mógł być cały czas przy tobie. Dlatego twoje bezpieczeństwo miało zależeć od twoich umiejętności. To i lata nauki samokontroli pozwalało mi skupić się na lekcjach i byciu dobrym nauczycielem, co szczerze nie było proste przy tobie. Nawet nie wiesz jak bardzo pociągająca kobietą jesteś.- w jego głosie i oczach wyłapałam zachwyt oraz pożądanie. Na ustach błąkał mu się cwany uśmiech.
W odpowiedzi zatrzepotałam kokieteryjnie rzęsami i skupiłam się na jedzeniu.
Po włożeniu naczyń do zmywarki, wróciliśmy do gotowania.
- Czemu tego jest tak dużo?- spytałam, gdy robiliśmy trzecie ciasto.
- Zaoferowałem się do pomocy Christianowi. Połowa pójdzie na jutrzejszą kolację na Dworze. No może jedna piąta.
- Czyli, że odwalam brudną robotę Ozery?!- jęknęłam rozczarowana.
Ukochany posłał mi karcące spojrzenie, na co wystawiłam mu język. Dymitr uśmiechnął się i po chwili siedziałam na blacie.
- Roza,- popatrzył na mnie poważnie.- dlaczego z Christianem jesteście dla siebie tacy wredni?
- Nie jesteśmy wredni. No może nie tak, jakbyśmy mogli. Po prostu droczymy się ze sobą. A zaczęło się od tego, że oboje byliśmy i w sumie dalej jesteśmy zazdrośni o Lissę.- wyznałam szczerze.
Mąż patrzył na mnie w szoku.
- I dlatego ciągle sobie dokuczacie.- zrozumiał.
- Ale wiem, że mogę na niego liczyć, a on na mnie. Można powiedzieć, że dzięki mnie żyje. I nasza współpraca podczas porwania w Spoken i ataku na Akademię.
Nagle rozdzwonił się telefon strażnika.
- No to masz okazję to udowodnić.- powiedział spoglądając na wyświetlacz.
Włączył na głośno mówiący.
- Halo.-odezwał się z uśmiechem.
- Dymitr, jest koło ciebie Rose? Do niej nie można się dodzwonić.
No tak. Moja komórka została na komodzie u góry, po tym jak rozmawiałam z Abem.
- A czegóż to Lord Ozera może chcieć od sławnej strażniczki swojej dziewczyny?- drwiłam z moroja.
- Wyobraź sobie, że to ma związek z naszą niedawną rozmową.- mogłabym przysiąść, że uśmiechnął się cwanie.
Szybko zaskoczyłam z blatu, wygrywając Bielikowi telefon i zamknęłam się w łazience, przełączając na słuchawkę.
- Czasami mógłbyś pomyśleć co mówisz!- syknęłam cicho, nasłuchując kroków strażnika. Na szczęście za drzwiami panowała cisza.- To co postanowiłeś?
- Kolacja.- tyle mi wystarczyło.

sobota, 11 czerwca 2016

ROZDZIAŁ 162

W tym momencie moja samokontrola poszła na spacer.
Zachłannie wbiłam się w jego wargi. Usiadłam na nim tak, że znalazł się we mnie i zaczęłam poruszać rytmicznie biodrami. Zdziwiłam tym Bielikowa. Zazwyczaj to on przejmował inicjatywę. Ale dal mi prowadzić. Poruszałam się coraz szybciej. Widziałam w oczach Dymitra pożądanie i rozkosz. Chyba sam nie wiedział, co zrobić z rękoma i jak mi się odwdzięczyć. Więc błądził nimi po całym moim ciele. To było wspaniałe. Kiedy oboje doszliśmy, opadłam na męża. Nie wiem kiedy znalazł się w pozycji leżącej, ale duża wanna mu na to pozwalała. Objął mnie, przyciskając mocniej do siebie. Leżałam tak na nim w ciszy, którą sama przerwałam.
- Kocham cię towarzyszu.- szepnęłam mu do ucha.
- Roza... To było... jesteś wspaniała.- wydusił z siebie.
Na moich ustach pojawił się uśmiech.
- Jesteś najlepszym co mnie w życiu spotkało. Dzięki tobie jestem tu gdzie jestem. Zawsze dajesz mi siłę, kiedy jej potrzebuję. Zawsze jesteś dla mnie. Nie wiem czy na to zasługuję, ale- gestem zakazana mu przerywać mi, gdy zauważyłam, że chce zaprzeczyć.- nie obchodzi mnie to. Cieszę się, że ktoś taki jak ty, jest ze mną. Nikogo nie kochałam i nie będę tak kochać jak ciebie. Jesteś jedynym na całym świecie. I za tobą pójdę na koniec świata, co w sumie już raz zrobiłam. Bo cię kocham oraz dlatego, że zarówno ty, jak i twoje szczęście jest dla mnie najważniejsze.- skończyłam.
- No widzisz, umiesz wyrażać swoje uczucia słowami.
- Tylko dzięki tobie.
- Roza, za bardzo mnie idealizujesz.
- Nie da się idealizować ideału.- powiedziałam patrząc mu głęboko w oczy.
Dymitr uniósł się lekko i pocałował mnie. Jako, że wciąż był we mnie, nawet ten drobny ruch sprawił mi przyjemność i wywołał mój cichy jęk, stłumiony przez ciepłe usta. Mój mąż uśmiechnął się na to.
- Dobra Roza kończymy się myć i zabieramy do roboty.- przy ostatnim słowie lekko klepnął mnie w tyłek, na co pisnęłam zaskoczona.
- A gdzie jest poważny i rozsądny Strażnik Bielikow? Ostatni zachowujesz się jak zakochany nastolatek.
- Bo jestem zakochany. To ty mi dajesz odwagi. Robię tobą rzeczy o jakich nawet mi się nie nie nie śniło. Te wszystkie fantazje zajmowały mi czas odkąd cię spotkałem, poznawałem. Przecież marzyć to żaden grzech. Kochać kobietę życia też nie.
- Masz rację, musimy stąd wyjść bo jak tak dalej pójdzie to zostaniemy tu do przyjazdu gości.
- Jakich gości?- zdziwił się mój ukochany.
- No moich rodziców głuptasie.- cmoknęłam go w czubek nosa.
- A no tak. Myślałem, że chodzi ci o kogoś jeszcze.
- A o kogo by miało chodzić? Z resztą nie ważne. Wstajemy.
Usiadłam na nim w rozkroku i delikatnie podniosłam. Dokończyliśmy mycie i wyszliśmy z wody. Wytarliśmy się nawzajem. Chciał mnie pocałować, ale mu uciekłam. Wyszłam z łazienki i zamknęłam drzwi na klucz od zewnątrz. Po chwili klamka zaczęła się ruszać.
- Rose? Ty zamknęłaś drzwi na klucz?- usłyszałam zza drewna.
- Może. Jak dawno nie słyszałam z twoich ust angielskiej wersji swojego imienia. Pięknie brzmi. Może nie tak jak Roza, ale nikt nigdy tak ładnie go nie wymawiał.- droczyłam się z nim oparta tyłem o drzwi, bawiąc się kluczem.
- A otworzysz je?- spytał słodko.
- Nie. To co mamy zrobić do jedzenia?- krzyknęła, idąc do garderoby wziąć czyste ubrania. Gdy to zrobiłam, wróciłam pod drzwi.
- Kochanie nawet nie zbliżaj się do kuchenki. I proszę Roza. Wystarczy przekręcić kluczyk. 
- Wiem, jak to się robi.- prychnęłam, ubierając czerwoną tunikę i szare dresy.- Twoje serce jakoś otworzyłam. Ile zajmuje ci golenie się?
- Dziesięć do piętnastu minut, a co?- spytał trochę nieufnie.
- Za dwadzieścia minut otworzę te drzwi, a do tego czasu twoje policzki mają być gładkie jak pupcia niemowlaka.
Klucz położyłam koło telefonu, który w tym samym momencie zaczął dzwonić. Spojrzałam na wyświetlacz. On to ma wyczucie czasu. Zaczynam się zastanawiać, czy nie ma czasem tu jakiejś zamontowanej kamerki. Wzięłam komórkę i nie zważając na prośby i krzyki Dymitra, wyszłam z pokoju. Na korytarzu odebrałam.
- Co jest staruszku?- spytałam.
- Dzwonię w sprawie świąt.- no jakże by inaczej. Abe dzwoni tylko w jakichś sprawach.
- A dokładniej?
- Za dużo spraw dla ciebie załatwiam. A dokładnie będą jutro w południe. Zadowolona?
- Oj bardzo. Kocham cię tato, pa.
Zaśmiałam się po rozłączeniu. Chciałabym teraz zobaczyć jego minę. Z uśmiechem zeszłam na dół. W kuchni był straszny bałagan. Ogarnęłam go w pięć minut. Na kredensie leżała książka kucharska z zaznaczonymi przepisami."Och, Bielikow. Sam się wpakowałeś w kłopoty."
Uśmiechnęłam się szatańsko do swoich myśli.
Wybrałam pierwszy lepszy przepis. No skup się, przecież to nie może być trudne. Pieczona kaczka.
Pycha!
No mam nadzieję. Przygotowałam mięso, sos i warzywa. Wsadziłam naczynie z kaczką w przyprawach do piekarnika. Godzina. Okey, to sobie poczekam.
W tym czasie znalazłam przepis na sałatkę. Dymitr już przygotował warzywa, trzeba tylko obrać jabłka i ugotowane jajka, pokroić je i jarzyny oraz wymieszać w misce z majonezem, śmietaną, musztardę i dodać przyprawy. Byłam w połowie krojenia, gdy minął czas golenia się Dymitra. Weszłam na górę i zabrałam klucz. Jednak nie otworzyłam drzwi. Zapukałam.
- Roza?- spytał z nadzieją.
- Nie, Św. Mikołaj. A nie, czekaj! To ty nim jesteś.
- Roza co się z tobą dzieje?- martwił się o mnie. To słodkie, ale umiem o siebie zadbać.
- Ze mną nic. A ty już ogolony?
- Wejdź i sprawdź.
Przekręciłam kluczyk i uchyliłam drzwi. Zanim jednak zdążyłam choćby do końca je otworzyć, wypadł zza nich mój mąż, mocno wbijając się w moje usta. Poczułam piękny zapach wody kolońskiej. Po pierwszym szoku oddałam pocałunek, łapiąc w dłonie jego twarz. Gładziutka.
- Dobra robota towarzyszu.- oparłam ręce na jego klatce piersiowej. Dopiero teraz zauważyłam, że jest całkowicie nagi. No tak, nie miał w co się ubrać.
- Marsz do garderoby.- wskazałam palcem pomieszczenie przyległe do naszej sypialni.- Później do kuchni.
- Tak jest!- ukochany zasalutował i poszliśmy w swoją stronę.

piątek, 10 czerwca 2016

ROZDZIAŁ 161

- Dymitr!!- zawołałam męża.
- Co się dzieje, Roza?- spytał wchodząc do salonu.
Nie mogłam powstrzymać śmiechu. Ukochany miał na sobie fartuszek w kwiatki, był cały w mące i ze związanymi włosami.
- Ładnie.- zignorował moją reakcję, patrząc na drzewko po środku pokoju.
- Brakuje tylko jednego.- podałam mu gwiazdę betlejemską.
Wziął ją, całując mnie przelotnie w usta i założył na czubek choinki. Za dwa dni święta i już wszystko przygotowujemy.
- Dobra skarbie, teraz ty mi pomożesz.- strażnik złapał mnie za rękę i pociągnął do kuchni.
- Nie wiem czy to jest dobr... co to za cudowny zapach?- przerwałam, wciągając nosem zapach unoszący się w pomieszczeniu.
- Załóż to.- mąż podał mi fartuszek identyczny do tego, który sam miał na sobie.
- Serio?- spytałam z niedowierzaniem.
- Serio.
Westchnęłam zrezygnowana i ubrałam go. Ledwo związałam sznurki na plecach, a dostałam z mąki.
- Dymitr!!- krzyknęłam zdenerwowana.
- Musi być wydać, że coś robiłaś.- mój ukochany próbował powstrzymać śmiech.
Pomogłam mu, obrzucając go białym proszkiem. Teraz ja śmiałam się do rozpuku.
- Osz ty!- Bielikow wziął kolejną porcję mąki. Nie zostałam mu dłużna.
Po pół godzinie cała kuchnia była biała, razem z nami. Ale przynajmniej się pośmialiśmy.
- Dobra Roza, trzeba posprzątać i zabrać się do roboty.
- A umyjesz mi głowę?- podeszłam do niego zmysłowo. Położyłam mu ręce na karku, a jego znalazły się na moich biodrach.
- Roza, nie teraz.- szepnął w moje usta.
- po pierwsze- lekko musnęłam jego wargi, ale gdy chciał pogłębić pocałunek, odsunęłam się od niego.- wcale tak nie myślisz. Po drugie,- następne muśnięcie.- Moje włosy same się z tej mąki nie umyją, a łatwe to nie jest. Myślę, że sam swoich też nie chciałbyś myć. A po trzecie...- tym razem mocno wbiłam się w jego usta.
Wiedziałam, że wygrałam. Nie umiał mi się oprzeć. Nim się obejrzałam, już biegł do łazienki, ze mną na rękach.
- Ty moja mała żmijo.-zaśmiał się, zamykając za nami drzwi i posadził mnie na pralce.
- Ja jestem ładniejsza niż Abe.
- Ale charakter masz po nim. 
- Pff... Żmij mi nawet nie dorównuje.- prychnęłam.
- Oczywiście skarbie.- pocałował mnie przelotnie.- A teraz wyskakuje z tych brudnych ubrań.
- Wolę, gdy ty mnie rozbierasz.- powiedziałam z niewinnym uśmieszkiem. W uszach zadźwięczał mi jego piękny śmiech.
- Ja też Roza, ja też.- pocałował mnie mocniej i dłużej.
Po chwili odsunął się i odkręcił wodę. Do wanny wlał jakiś płyn, a po łazience rozniósł się aromat kokosowy. Ja dalej czekałam, patrząc co robi. Obserwowałam każdy jego najmniejszy ruch, napawając się widokiem jego mięśni. Sięgnął w głąb jednej z szafek i wyciągnął...
- Co to jest?- spytałam pokazując ba pudełeczko, które trzymał mój mąż.
On tylko uśmiechnął się cwanie i rzucił garść jego zawartości do wody. Na powierzchni unosił się płatki róż.
- Są tam jeszcze jakieś kwiaty?- spytałam zaciekawiona, schodząc z pralki i zaglądając mu przez ramię.
- A co? Róże już ci się nie podobają?
- Tak z ciekawości się pytam. To co będzie z tym rozbieraniem?- stanęłam w niedużej odległości od ukochanego.
Nie czekałam długo. Już po chwili moje ubrania leżały na podłodze, a ja siedziałam w wannie, oparta o tors ukochanego.
- Kocham Cię Roza.- szepnął mi, masując moją głowę z szamponem.
- Mmrr...- tylko na mrugnięcie było mnie stać. Ten człowiek mnie rozwala. Jeszcze przy nikim się tak nie czułam. Byłam bezpieczna, gdziekolwiek jestem, jeśli on jest przy mnie.
Po drugim myciu nałożył mi odżywkę i odwrócił do mnie tyłem. Teraz moja kolej. Nabrałam na dłonie szampon Dymitra i zanurzyłam je w brązowych włosach. Mąka trochę się kleiła, ale wyciągnęłam ją szczotką. Zaczęłam rozpieszczać jego skórę. Strażnik co jakiś czas lekko pomrukiwał.
- A kotek nie boi się żmii?- spytałam zaczepnie.
- Kotek bardzo kocha swoją żmiję.- złapał mnie za dłoń i pocałował.
- Smacznego.- zaśmiałam się, gdy skrzywił się pod wpływem smaku szamponu. Od razu posadził mnie sobie na kolanach.
- Każdy smak jest cudowny, jeśli jest związany z tobą.- powiedział śmiertelnie poważnie.
- Dymitr...- nie wiedziałam co powiedzieć.
- Cii... nic nie mów.- ukochany przyłożył mi palec do ust. Przysunął mnie bliżej siebie. Miejsce jego palca zastąpiły miękkie wargi. Całowaliśmy się długo i zachłannie, jakbyśmy się całe wieki nie widzieli. Kiedy skończyliśmy, stykaliśmy się czołami, ciężko dysząc.
- Tak bardzo Cię Kochamy Roza. Boję się każdego dnia, że mogę cię stracić kwiatuszku. A gdyby coś ci się stało, nie wybaczyłbym sobie tego.
- Powiedziałabym ci coś podobnego, gdybym umiała tak pięknie opisywać uczucia.
- Nie musisz nic mówić. Przecież wiem, że mnie kochasz.
- Ale chcę. W takim razie czemu ty to robisz?- spytałam patrząc mu prosto w oczy.
- Bo wiem, że sprawi ci to przyjemność. Mi to do szczęścia nie potrzeba. Wystarczy, ze jesteś przy mnie.
- I ja tak samo, a jednak ciągle mi to mówisz.
- To źle.
- Nie, bo sprawia mi przyjemność. Tak, bo nie umiem się odwdzięczyć. A bardzo Cię kocham. Nie umiem tego wyrazić słowami choć bardzo tego chcę.
- To odwdzięczysz mi się, pomagając przy jedzeniu. W końcu to nie ja zaprosiłem na święta twoich rodziców.- zmienił temat.
Wróciłam do poprzedniego zajęcia, ale tym razem od przodu. W tym czasie mąż mył moje ciało. Jego delikatne dłonie ślizgały się po namydlonym ciele, każdym zakamarku, a aksamitne kosmyki pieściły moje ręce. Ustami muskał moją szyję, ułatwiając dostęp do swoich włosów, ale jednocześnie bardzo mnie rozpraszając. Było to bardzo przyjemne. Nie mogłam się skupić na własnych myślach.
- I tak są zaproszeni na dwór, a wole święta spędzić w naszym nowym domu.- przyznałam.
- Mam nadzieje, że będą lepsze niż rok temu.- wiedział, że to drażliwy temat, zwłaszcza teraz, ale kiedyś trzeba się z tym zmierzyć. Nie chciałam więcej okazywać słabości.
- Na pewno będą najlepsze w moim życiu. Tylko bądź przy mnie.
- Zawsze Roza. W końcu obiecałem.- zaczął pocierać wewnętrzną stronę moich ud.
- Jeśli zaraz nie przestaniesz, to rzucę się na ciebie nie pytając o nic.- powiedziałam zachowując ostatki zdrowego rozsądku.
W jednej chwili się ode mnie odsunął, patrząc nic nie rozumiejącym wzrokiem. Spojrzałam na jego dłonie. On zrobił to samo i chyba dopiero teraz zauważył co robi. Uśmiechnął się cwanie. Jeśli robił to nieświadomie i doprowadził mnie do takiego stanu, to aż się boję, co by było gdyby było to zamierzone. No i się dowiedziałam. Jego dłonie podsunęły się wyżej i ruszały się szybciej i mocniej.
- Pokaż skarbie, na co Cię stać.- prowokował mnie zachrypniętym głosem.
W tym momencie moja samokontrola poszła na spacer. 

czwartek, 9 czerwca 2016

ROZDZIAŁ 160

Już drugą godzinę chodziliśmy po markecie. Kupiliśmy jedzenie i kilka prezentów. Dla Lissy kupiłam taką śliczną sukienkę, Christian dostanie od nas książkę kucharską. Dla Masona kupiłam mały samochód. Wiem, że kiedyś je zbierał, ale skończyli je produkować, a tego akurat nie miał. Kupiłam je od jakiegoś pana na placu przed opuszczoną fabryką. Zrobili tam coś na wzór targowiska, gdzie można znaleźć wszystko. Mii kupiłam wisiorek, a dla rodziców mam szkatułki. Lili kupimy jakąś zabawkę, ale to jak nie będzie patrzeć. A może przez internet.
- Rose,- zawołała mnie mała.- a co kupimy Dimitrowi?
On akurat był w księgarni, szukając najnowszego westernu.
- Dla niego już mam prezent.- powiedziałam.
W tej chwili wrócił strażnik.
- I co? Masz?- spytałam.
- Tak!- cieszył się jak małe dziecko z nowej zabawki.
- Czyli wracamy?
- Tak.
- A możemy pójść na plac zabaw?- Moja siostra spojrzała na nas błagalnie.
- Ja tam nic przeciwko nie mam.- oznajmiłam.
Mój mąż popatrzył na zegarek.
- No dobra.- zgodził się.- A później, jak się ściemni gdzieś jeszcze was zabiorę.
Lili bardzo się ucieszyła. Pół godziny po tym siedzieliśmy na ławce, a mała biegała po placu zabaw.
- Myslałeś o prezencie dla Liliany?- spytałam.
- Możemy kupić jej rower.
- Rower? A z kim będzie jeździć?
- My sobie kupimy i będziemy razem jeździć. Oczywiście po twoim porodzie.
- Razem...- spuściłam wzrok, bawiąc się palcami.
- Tak jak prawdziwa rodzina. Można też dokupić wózki przyczepiane i będziemy wszyscy, nawet z niemowlami. Roza, co się dzieje? Coś nie tak powiedziałem?- zmartwił się, gdzy zobaczył moją mine.
- No bo ja.... nie...- zaczęłamm się jakać.- Nie umiem jeździć na rowerze.- wydusiłam w końcu z siebie.
Dymitr zaczął chcichotać. Potrzyłmam na niego zszokowana.
- Ty się ze mnie śmiejesz?!-rzuciłam oburzona.
- Nie z ciebie,- próbował się opanować.- tylko z sytuacji. Zgadzając się cię uczyć, miałem na myśli tylko walkę. A tu proszę: Rosyjski, jazda konna i dochodzi jeszcze rower.
- Zapominasz o lekcjach typu Zen. No i nasz pierwszy raz można uznać za taką lekcję czegoś nowego.- usiadłam mu na kolanach. Nie czekałam długo, aż objął mnie ramieniem, żebym nie spadła.
- Zapominasz, że dla mnie to też było coś nowego.
- Skarbie, tego nie da się zapomnieć.- mówiłam patrząc mu prosto w oczy. 
Jego źrenice się rozszerzyła. Moj wzrok powędrował na jego usta, które w tym momencie oblizał. Pochyliłam się nad nim, ale nie pocałowałam. Zawisłam milimetr przed i czekałam na jego ruch. To on ma się uczyć. Nie mogę wszystko robić za niego. Znowu spojrzałam mu w oczy. Wahał się, ale bardzo tego chciał. Był cały spięty. Jego ciało wysyłało sprzeczne sygnały. Wydawało mi się, że to trwało wieki. Wreszcie podjął decyzję. Mniej niz sekundę później rozkoszowałam się slodyczą jego miękkich warg. Rozpływałam się w silnych ramionach. Ukochany poprawił mnie sobie na kolanach, żeby nie spadła. Odprężył się. Pogłębiłam pocałunek, lekko muskając końcówką języka jego dolną wargę. Zrozumiał i po chwili nasze języki złończyły się w ognistym tańcu.
- Pff... dzisiejsza młodzież.- prychneła jakaś stara baba, przechodząca obok naszej ławki.
Dymitr lekko się speszył, ale na nowo oddał się przyjemności. Po dłuższej chwili oderwaliśmy się od siebie i patrzyliśmy sobie w oczy z wielkimi uśmiechami.
Postanowiłam więcej nie męczyć tych zrzedliwych mocherów i wrócić na poprzednie miejsce. Mąż z trudem mnie puścił.
- Rose widziałaś gdzieś Lili?-spytał zdenerwowanym głosem.
Zaczęłam się rozglądać, ale nigdzie jej nie było. Sama zaczęłam się denerwować. Wstaliśmy i szukaliśmy jej po całym placu. Wolałam ją po imieniu, to nic nir dało. Nagle na kogoś wpadłam. Upadłabym, gdyby ten ktoś mnie nie złapał.
- Uważaj piękna, bo zrobisz krzywdę sobie lub dziecku.-zaśmiał się, stawiając mnie do pionu.
- Aż tak po mnie to widać?- spytałam, zakrywając brzuch bluzką.
- Nie zakrywaj. Oboje z Bielikowem macie się czym chwalić.
- A co z tobą Mason? Nie uszczęśliwisz swojej żony?- spytałam rozglądając się za blondynką.
Zauważyłam ja, a na rękach miała...Rudzielec zaśmiał się na moją moją minę.
- Lili!- nie wiadomo skąd, przy morojce znalazłe się Dymitr.
- Ładnie to brać czyjeś siostry?- droczyłam się z przyjacielem.
- To twoja siostra? Widziałem, że z nią idziecie i postanowiliśmy zrobić wam psikusa.
- Wiesz jak się wystraszyłam!- dźgnełam go palcem w pierś.
- Wujek Mason kupił mi lizaka.- powiedziała uradowana dziewczynka, wyciągając z buzi patyk od cukierka.
- A wy co tutaj robicie?- zmieniłam temat.
Mia chwyciła męża pod ramię, przytulając się do niego. Słodko razem wyglądają. Nagle na brzuchu poczułam silne dłonie. Oparłam się o tors ukochanego.
- Wybraliśmy się na spacer. Tak po prostu. Może dalej pójdziemy razem. Mamy sporo do nadrobienia.
Dymitr chwycił mnie pod jedno ramię, a Mason pod drugie. Z jego drugiej strony wciąż była uczepiona morojka. I szliśmy tak w czwórkę przez park, rozmawiając o tym co się działo. Okazało się, że tydzień temu zaatakowały ich strzygi. Ale bardzo łatwo sobie z nimi poradzili. Mieszkali w jakimś domku na obrzeżach miasta. Bielikow w pewnym momencie złączył nasze dłonie ze sobą.
- Hathaway, co ty zrobiłaś z tym wiecznie opanowanym i poważnym strażnikiem Bielikow, że teraz zachowuje się normalnie?- zaśmiał się rudzielec.
- Dała mi drugi dom.- strażnik przyciągnął mnie do siebie, całując w czoło.
Nawet nie zauważyliśmy gdy zaczęło się ściemniać. Lili biegała gdzieś wokół nas. Nagle na skoczyła na Dymitra, ale on ją łatwo obezwładnił.
- Dymitr, a jutro wrócimy do ćwiczeń?- poprosiła.
- Ale jutro jedziesz do taty.- przypomniałam.
- Ooo...- posmutniała.
- Hej, co zo za mina? Gdyby zobaczył cię Abe, byłoby mu smutno.- zaśmiałam się.
- Jeszcze będzie czas na naukę.- stwierdził mój mąż.- A yeraz czas na niespodziankę.
- Jaką?- oczy dziewczynki się zabłysnęły.
Okazało się, że niespodzianką było wesołe miasteczko niedaleko. Bardzo się ucieszyłyśmy. Tak, ja też. Nigdy nie byłam w takim miejscu. Wszędzie świeciły się kolorowe światełka i grała muzyka. Byliśmy chyba na wszystkich karuzelach. Z nami poszli Mason i Mia. Wymienialiśmy się opieką nad moją siostrą, gdy chcieliśmy iść na atrakcję, na którą była za mała. Po wielu godzinach zabawy wróciliśmy do domu.
________________________________________________________
Dla ciekawskich zdałam z historii. Piękne 2 na koniec pierwszej liceum. 💖💖
Nie sprawdzony.

LBA#3

No i trzecia nominacja do LBA. Nie wierzę. To chyba za to, że ostatnio nikogo nie nominowałam. Tym razem jednak będzie kilka osób przeze mnie wyróżnionych. Dziękuję za nominacje po raz kolejny Rosalie. A teraz pytania dla mnie:


1. Jeśli tatuaż to jaki i gdzie?


Jakoś nie planuję, ale nie pogardzę smokiem na plecach, ale najpierw muszę być jakaś nie czuła na ból


2. Najgorsza rzecz jaką usłyszałeś na swój temat?


Że nie umiem śpiewać. I to od rodziców. 


3. Wymień 5 rzeczy/osób, które kochasz.


Miluś, Dinuś, czekolada, czytelników z wyróżnieniem Mańki i Oli, Dymitra Bielikowa.


4. Zadajesz się z płcią przeciwną czy raczej trzymasz na dystans?


Raczej dystans. Nie umiem gadać z chłopakami.


5. Jaki masz kolor włosów, oczu i cery?


ciemny blond włosy, niebieskie oczy, jasna cera, ktora za żadne skarby nie chce się ocalić.


6. Opisz plany na najbliższy miesiąc co do swojego bloga.


Święta, śmierć z waszych rąk i może uwinę się i będzie poród, ale sama nie wiem.


7. Myślałaś kiedyś nad pisaniem własnego opowiadania nie związane z żadną książką/serialem/filmem?


Piszę już takie opowiadanie z koleżanką, ale jest ono w zeszycie i tajne/poufne.


8. Podaj imiona takie jak nazwałabyś własne dzieci.


Daria, Klara i Kornel.


9. Szczęście Twoje czy szczęście najbliższej Ci osoby? Co jest ważniejsze?


Najbliższej osoby.


10. Możesz tu napisać o mnie co Ci się tylko podoba ;)


Nie znam cię na tyle.


Okey, teraz moja kolej. 

Pytania:

1. Ulubione jedzenie.

2. Ulubione zajęcie w czasie wolnym, nie licząc pisania. 

3. Jeśli miałabyś/miałbyś wybrać swoją zaletę i wadę, jakim zwierzętom byś ją przypisał/ła?

4. Na ile jesteś zadowolona/zadowolony ze swojego bloga?

5. Masz możliwość przez jeden dzień mieszkać w pałacu. Opisz swój dzień.

6. Wierzysz w to, że każdy ma przeznaczoną sobie jedną osobę.

7. Napisz pierwsze zdanie, jakie przyjdzie ci do głowy, po posłuchaniu ulubionej piosenki.

8. Ulubiona piosenka.

9. Ulubiony cytat z twojego bloga.

10. Czy jest książka z której ciągle się nie uleczyłaś?

Nominuję:

http://agryfinka.blogspot.com/?m=1
http://panstwobielikow.blogspot.com/?m=1
http://roza-dymitr.blogspot.com/?m=1

środa, 8 czerwca 2016

ROZDZIAŁ 159

- Roza. Skarbie.- poczułam, że ktoś szarpie mnie za ramiona.- Wstajemy.
Usłyszałam ciche westchnienie. Następnie zaczęłam się unosić. Nie musiałam otwierać oczu, żeby wiedzieć czyje silne ramiona mnie unosiły.
- Dokąd idziemy mój książę.- mruknęłam.
- Do domu, księżniczko.- zaśmiał się.
Otworzyłam oczy, oplatają rękoma jego szyję. Dopiero teraz przypomniałam sobie gdzie jesteśmy.
- Postaw mnie.- poprosiłam.
- A jeśli nie.
- Dymitr!- popatrzyłam na niego groźnie.
- No dobra, już Cię puszczam.
Ostrożnie pomógł mi stanąć na nogach. Następnie wziął na ręce Lili.
- I jak niby zamierzałeś wziąć nas dwie?- zapytałam, krzyżując ramiona na piersi.
- Coś bym wymyślił. Ale wiedziałem, że już nie spisz i nie dasz mi się nieść.
Westchnęłam ciężko i poszłam za nimi.
Na zewnątrz uderzyło mnie w twarz zimne powietrze. Nie było mi zimno zauważyłam, że mam na sobie prochowiec Dymitra. Opatuliłam się nim mocniej, zaciągając się wspaniałym zapachem jego wody kolońskiej. Razem odebraliśmy walizki i poszliśmy na parking. O dziwo stał tam samochodów królowej. Po chwili w ramiona rzuciła mi się przyjaciółka.
- Lissa?! Ci ty tu robisz?- spytałam tuląc ją do siebie.
- A wiesz, postanowiłam dowieźć do domu moją prawie siostrę. Wraca z urlopu u rodziny męża. Może widziałaś ją gdzieś tutaj.- zaczęła się rozglądać, po czym wróciła wzrokiem do mnie.
- Choć lepiej królowo do samochodu, bo się opalisz.- mówię, ciągnąć moją przyjaciółkę do czarnego SUV-a.
W środku czeka na nas Christian. Pierwsza wsiadła Lissa, po niej ja, a na końcu mój mąż. Lili została położona na naszych kolanach, główka da mnie. Głaskałam ją po niej przez całą drogę.
- Myślę, że będziecie wspaniałymi rodzicami.- uśmiecha się morojka.
- Ja to wiem.- Dymitr złapał mnie za dłoń i ją pocałował. Przez chwilę patrzyliśmy na siebie z czułością.
- Nie no.- moją uwagę zwróciła królowa. Popatrzyłam na nią. Ona jednak przyglądała się uważnie strażnikowi.- Patrzę na Dymitra, przypominam sobie go z czasów Akademii i niech ktoś mi powie, że faceci się nie zmieniają.
- Ja mogę powiedzieć.- przyznałam.- popatrz ba swoje lewo.- dziewczyna wykonała moje polecenie i spotkała błękitne oczy swojego chłopaka. Czemu on się jej jeszcze nie oświadczył? Na co czeka? Będę musiała z nim poważnie porozmawiać.
- A ja patrzę na Rose,- chłopak odbija piłeczkę. To może być ciekawe.- i... nie. Ona nigdy się nie zmieni.- zaśmiał się. Jednak umilkł pod karcącym wzrokiem ukochanej.
- Ja przynajmniej nie próbowałam spalić kota.- z ripostowałam.
- To było tylko raz, przez przypadek.- zaczął się tłumaczyć.
- Tak? A podpalenie włosów Laurze też było przypadkiem?- włączyła się morojka. Ciekawych rzeczy się dowiaduję.
- Należało jej się. Ślub z arystokratą, nie pozwala jej wywyższać się nad partnerem królowej.
- Słyszę, że przez ciążę dużo rzeczy mnie omija. A właśnie, jak się czuje przyszła mama?- spytałam dziewczynę, ściskając jej rękę.
- Dobrze. Jestem bardzo szczęśliwa, a dziecko rozwija się prawidłowo.
- Tak, ale przez jej humory zostanę świętym. Jednego dnia rzuciła we mnie butem, bo jej ulubiony bohater w filmie zginął.- nadąsał się Ozera.
- Czy ty to rozumiesz?! Zabili Oskara.- moja przyjaciółka wykrzywiła się w bólu.
- Wiem kochanie. Też to oglądałam.
- To wtedy, gdy rozbiłaś wazon?- dopytywał się mój mąż ze śmiechem. Chyba jeszcze nie opuściła go atmosfera z Rosji.
- Nie. Wazon zbiłam, bo zacząłeś się mnie czepiać.
- Od tamtego filmu byłaś rozdrażniona.
- On nie miał z tym nic wspólnego.- odwróciłam się do niego tyłem.
- Nie no. Jestem naocznym świadkiem kłótni pary uważane za idealną. Muszę to gdzieś zapisać.- zadrwił Christian, za co dziewczyna uderzyła go w ramię.
- Roza. Nie obrażaj się. Proszę.
Wcale nie byłam obrażona. Ale chciałam się z nim podroczyć. Nie umiałam powstrzymać uśmiechu. Lissa tak samo. Jednak Christian zespół zabawę.
- Stary nie przejmuj się. Ona się z ciebie śmieje.- odezwał się. Posłałam mu mordercze spojrzenie, a on przesłał mi w powietrzu całusa.
- Christian, nie podrywaj mnie. Jestem zajęta, ty masz dziewczynę, przed Dymitrem nie uchroni cię nawet twój tytuł. A Lissa. Nie zgadniesz kogo spotkałam.
- Kogo?- morojka widocznie się ożywiła.
- Mike'a.- na to nazwisko strażnik się spiął.
- Wincentego?! Nie gadaj. Chyba musimy się spotkać i pogadać w pałacu.
- Oj musimy.- przyznałam.
Nim się obejrzałam, byliśmy pod naszym domem. Lili już się całkiem rozbudziła. Pożegnaliśmy się z przyjaciółmi i weszliśmy do środka. Moja siostra od razu wpadła do swojego pokoju. Po dołożeniu bagaży, Bielikow skierował swoje kroki do kuchni. Ja zaczęłam nas rozpakowywać. Kiedy wszystkie rzeczy były na swoim miejscu, zajrzałam do małej.
- I jak się podobał wyjazd?- spytałam.
- Było wspaniale. Pawka ma fajną kolekcję samolotów. I tyle wie o gwiazdach. A Baja jest po prostu piękna.- zaczęła trajkotać.- Pawka odprowadził mnie po całej wiosce. A Zoja jest taka słodka. Taka żywa lalka. I...
- Zwolnij.- zaśmiałam się. Dziewczynka także.- Może opowiesz wszystko przy kolacji, bo ta pewnie zaraz będzie.
Po chwili byłyśmy na dole. Usiedliśmy do stołu i jedliśmy przepyszne naleśniki.Tak jak zaproponowałam, tak się stało. Mała rozgadała się na całego.
- Kochanie. Jutro musimy iść na zakupy.- zauważył kucharz.
- Po co?- zdziwiłam się.
- Skarbie, lodówka jest pusta, a po za tym za trzy tygodnie są święta. Nie jesteśmy jeszcze przestawieni na nocne życie, więc będzie lepiej.- przypomniał mi.
- A do wampirów też przychodź Św. Mikołaja, czy są aż tak niegrzeczne, że nie.- spytała zmartwiona.
Z mężem zaczęliśmy chichotać.
- No wiesz.- Dymitr zachował powagę.- To zależy czy ty byłaś grzeczna. Kiedy ostatnio byłaś w kościele.- powiedział to tak, że sama prawie w to uwierzyłam.
- N...nie pamiętam.-Lili zrobiła wystraszoną minę. Ostatecznie powstrzymałam się przed wybuchem śmiechem. Ostatecznie ograniczyłam się do uśmiechu. Położyłam dziewczynce rękę na ramieniu.
- Wiesz, jeśli napiszesz dzisiaj piękny list dla Św. Mikołaja to możliwe, że ci wybaczy.
- Myślisz?- spytała z nadzieją. Pokiwaliśmy głowami.- To ja lecę.
- Hola Hola. Wracaj tu młoda panno.- wróciła się na głos strażnika.- A kto posprząta.
Lili szybko posprzątała po jedzeniu. Następnie ucałowała nas w policzki, życząc dobrej nocy.
- Zostaw uchylone okno.- Zawołałam za nią. Mąż popatrzył na mnie dziwnie.- Żeby Mikołaj miał jak zabrać list.- wytłumaczyłam mu. Ten z bezradności tylko pokiwał głową.
Wstałam i usiadłam mu okrakiem na kolanach.
- Czegoś byś chciała?- uśmiechnął się.
- A dla mnie Św. Mikołaj ma jakiś prezent?- spytałam dziewczęcym głosikiem.
- A byłaś grzeczna?
- Oj nie.- wychrypiałam seksownym głosem, całując go po szyi.
- Roza. A naczynia?
- Przez noc nie uciekną.
- Skoro tak, to może Św. Mikołaj przyjmie ją w sypialni.
Bielikow podniósł mnie i poszliśmy na górę.

wtorek, 7 czerwca 2016

ROZDZIAŁ 158

Nadszedł dzień naszego wyjazdu. Każdy przyszedł nas pożegnać. Lili chlipała w objęciach Pawki. Bardzo się zaprzyjaźnili i teraz trudno im się pożegnać. Chłopiec szeptał jej uspokajająco do ucha, głaszcząc włosy.
 - Ciocia, alie naplawde nie mozes zostiać?- spytał z nadzieją mały Łuka. Tuliłam go mocno. Bardzo nie chciałam się z nim rozstawać.- Wuja dia siobie lade siam.- dalej próbował mnie przekonać.
Wszyscy uśmiechnęli się na jego słowa przez łzy. No oprócz Dymitra, który nie płakał. Ukochany objął mnie ramieniem.
- Nawet nie wiesz jak się mylisz. Ona jest moim światem. Więc nigdzie bez niej nie jadę.
- Cili zośtiajecie?- spytał blondynek.
- Przykro mi, ale nie możemy. Ale jeszcze się zobaczymy.
- Bedzies tenśknić?- szepnął mi do ucha, tak aby nikt nie słyszał.
- Tak.- odpowiedziałam w raki sam sposób z zaszklonymi oczami.
- Jia teź.- maluch wtulił się we mnie mocno.
Ostatecznie dał się zabrać Karolinie, aby pożegnała się ze mną jego mama. Następna była najstarsza siostra, która oddała Soni syna i sama mnie uścisnęła. Z oczu Wiktorii płynął istny wodospad.
- Będę tęsknić.
- Ja też.- odwzajemniłam uścisk.- I dbaj o swój związek.
- Chciałam ci coś powiedzieć.- szepnęła mi cicho do ucha.- Zrobiliśmy to.- ledwo usłyszałam te słowa, a przytuliłam ją. Cieszyłam się jej szczęściem, ale to że mi powiedziała, też wiele dla mnie znaczy.
- Brawo młoda.- szepnęłam jej.
- Już nie taka mała.- oburzyła się głośniej.
Uścisnęłam ją jeszcze raz, a następnie przyjęłam uścisk od mamy.
- Bądźcie ostrożni, a ty zwłaszcza młoda panno. I nie przemęczaj mi się nadto.
- Dobrze mamo.- odpowiedziałam.
Gdy kobieta się odsunęła, poczułam szarpanie za spodnie. Uklękłam przed zapłakanym Pawką.
- Nie płacz. Chłopaki nie płaczą.- powiedziałam z uśmiechem, wycierając mu policzki, choć sama musiałam poprawić makijaż.- Jeszcze przecież tu przyjedziemy.
- Ale ja w ogóle nie chcę, żebyście wyjeżdżali. Bez was tu jest tak cicho i spokojnie.
- Przykro mi. Ale możemy do siebie dzwonić i pisać listy.- podsunął mój mąż.
Miał mokre policzki. Czyli, że żegnał się z Oleną. Tylko ona umiała wywołać u niego takie emocje.
- To nie to samo.- sprzeciwił się chłopiec.
- Ja wiem, ale lepsze to niż nic.- powiedziałam, tuląc go mocno do siebie. Po mnie zrobił to Dymitr.
Następnie podeszła do nas Zoja i wtuliła się mocno we mnie. Cmoknęłam ją w czółko.
- Kiochiam cie ciocia.- wyznała mała.- Bede tensknić.
- Ja też słonko, ja też. Ale przyjedziemy nim się obejrzysz.
- A piotiem źnowiu wyjedziecie i źniowiu. Nigdy nie ziostaniecie na ziawsie.- powiedziałam przez łzy.
Mądra dziewczynka, jak na swój wiek.
- Zawsze tak jest.- odpowiedział jej mój mąż.- To normalna kolej rzeczy. Ty też kiedyś opuścisz to gniazdko, gdy znajdziesz swoją drogę.
- Ale mama i ciocia Sonia są w domu?
- Bo one wciąż szukają. Ale jak znajdą nie wiadomo co zdecydują. Każdy ma taki czas, że decyduje gdzie pokieruje swoje drogi.
Następna lekcja typu zen. On nigdy się nie zmieni. No i dobrze. Takiego go kocham.
Po Zoji przyszedł czas na przyjaciół.
Przytuliłam Oksenę, a Dymitr i Mark w tym czasie wymienili przyjacielskie uściski z klepaniem po plecach.
- Miło było was znowu widzieć. Mam nadzieję, że nie będziemy musieli długo czekać na waszą kolejną wizytę.- powiedziała kobieta.
- Postaramy się.
Następnie podszedł do mnie Mark. Złapał mnie w ramiona i okręcił się ze mną. Bardziej jak ojciec. Był nim dla Bielikowa to dla mnie chyba też może być.
- Trzymaj się mała i pilnuj swojego Rosjanina.
- Spokojnie. To on mi nie pozwoli się zgubić.- zaśmialiśmy się.
Ledwo wypuścił mnie, znów zostałam uwięziona. Na twarzy miałam czarne gęste loki.
- Dziękuję, dziękuję i jeszcze raz dziękuję.- do uszu dotarł mi głos Oli.- Za to że byłaś, wspierałaś mnie i pomogłaś. Dimka ma szczęście, że Cię ma.
- Nie ma za co. Mam nadzieję, że wam się ułoży. On cię bardzo kocha. Pamiętaj o tym.
- Wiem.- popatrzyła mi w oczy.- Jeszcze raz dziękuję.
- Cała przyjemność po mojej stronie.- uśmiechnęłam się.
- Ej, zaraz odjeżdżacie, a ja nawet cię nie zobaczę?- obie się wzdrygnęłyśmy na dźwięk tego głosu.
- Twój Romeo się denerwuje.- szepnęłam jej i obie się zaśmiałyśmy.
Wincenty wyciągnął do mnie dłoń po uścisk, ale ja go przytuliłam. Wszystkich to zdziwiło, na przodzie z Dymitrem. Strażnik podszedł do nas. Nie widziałam tego, bo byłam odwrócona do nich tyłem, ale usłyszałam jego kroki. Gdy puściłam moroja, mąż objął mnie od tyłu. Chwilę mierzyli się wzrokiem. Jednak Mike pokazał swoją niższość i uległość. To Bielikow wygrał, a on to szanuje. Jesteśmy tylko przyjaciółmi. Mój ukochany od razu się odprężył. Mężczyźni uścisnęli sobie ręce.
- Przepraszam was za wszystko. Mam nadzieje, że nadal będziemy dobrymi znajomymi.
- Wincenty. Jesteś dla mnie jak brat. Wybaczyłam ci to i dalej jesteś moim przyjacielem.- powiedziałam.
- Naprawdę?!- oczy chłopaka się zaświeciły. Odpowiedziałam mu uśmiechem.
- Roza musimy już iść.- pospieszył mnie mąż.
Jeszcze raz się ze wszystkimi pożegnaliśmy i weszliśmy na pokład samolotu.
Lili zaraz po wystartowania, zasnęła na naszych kolanach. Ja sana oparłam głowę o ramię ukochanego, patrzeć się za okno. Nagle poczułam na sobie ciężar. Uśmiechnęłam się, bo to głowa Bielikowa o padła na mnie bezwładnie. Musiał być bardzo zmęczony, skoro zasnął. Postanowiłam poprawić sobie makijaż. Otworzyłam torebkę, a w środku znalazłam laurkę. Na niej namalowana była różyczka, a w środku portret całej rodziny Bielikowów, pewnie autorstwa dzieci. Byłyśmy tam też ja i Lili. Bardzo mnie to wzruszyło. Po lewej stronie były podpisy wszystkich domowników. Jedno to były slaczki, pewnie Łukiego, który jeszcze nie umie pisać. Już tęsknię za tą rodziną. Schowałam kartkę do torebki wracając do poprzedniego zajęcia. Po pomalowaniu się, sama zasnęłam.