niedziela, 14 lutego 2016

ROZDZIAŁ 53

Jechaliśmy jakieś pół godziny. W końcu się zatrzymaliśmy. Dymitr wyszedł pierwszy i pomógł mi wyjść. Nawet upity, umie być dżentelmenem. Kiedy w końcu rozejrzałam się, gdzie jesteśmy oniemiałam. 
Staliśmy przed drewnianym domkiem na tle gór. Prowadziła do niego kamienna dróżka. Na trawniku, po obu stronach drzwi, posadzone były różne kwiaty i krzaki. To było zachwycające.
Rzuciłam się ukochanemu na szyję, a że nie był do końca trzeźwy, zachwiał się i polecieliśmy na ziemię.
- Dziękuję. Jest wspaniały. Taki jak sobie wyobrażałam. Kocham Cię.- pocałowałam go namiętnie.
- Poczekaj, aż wejdziemy do środka.- powiedział z cwanym uśmiechem. 
Zaciekawiona, wstałam i pomogłam podnieść się strażnikowi. Gdy tylko stanął stabilnie na ziemi, wziął mnie w ramiona i przeniósł przez próg. Jednak nie był tak pijany, jak mi się wydawało, albo szybko mu przechodzi. Nie zastanawiałam się nad tym, podziwiając wnętrze domu. Było identyczne, jak w naszych spotkaniach w snach. Prosto umeblowane, w dość staromodnym stylu. Ukochany wniósł mnie po schodach i postawił przed rozsuwanymi drzwiami. Następnie otworzył je. Pierwsze co mnie uderzyło, to zapach czekolady. Wszędzie były płatki róż. Na środku stało łóżko z zieloną narzutką. Nie widziałam koloru ścian ponieważ okna były zasłonięte, a jedyne światło dawały płonące świece.
Klimat był taki romantyczny, idealnie na noc poślubną. Odwróciłam się do mojego ukochanego. W jego oczach widziałam miłość.
- Masz jakieś propozycje, jak można spędzić tą piękną noc, Towarzyszu?- spytałam, kładąc ręce na jego klatce piersiowej.
- Mogę mieć taką jedną.- mruknął z pożądaniem w oczach.
Przysunął się bliżej mnie i nachylił. Mimo ciemności nasze usta odnalazły się. On złapał mnie w tali, a ja zaczęłam ściągać z niego garnitur. Po chwili Dymitr też zajął się moim ubraniem, jednak zdjęcie sukienki jest łatwiejsze. Kiedy obydwoje byliśmy w samej bieliźnie, strażnik chwycił mnie w ramiona i nie przestając całować, zaniósł do łóżka. Nie wiem czemu przypomniała mi się noc, kiedy przebiegłam do strażnika, pod wpływem zaklęcia Daszkowa. Teraz też w jego oczach jest pożądanie, ale takie naturalne, na fundamencie wspólnych doświadczeń. Napawałam się dotykiem jego toru, kiedy usłyszałam śmiech, wibrujący pod moimi palcami.
- Co cię tak śmieszy, Towarzyszu?
- To jak na mnie patrzysz. Mimo, że tyle razy widziałaś moją pierś, zawsze w oczach masz podziw i zachwyt.
- Najwidoczniej mam się czym zachwycać.- uśmiechnęłam się kusząco.
Rosjanin wrócił do pieszczot i w końcu nasze wszystkie ubrania znalazły się po za łóżkiem. Wbiłam się mocno w jego usta. Płonęliśmy od żaru, między nami. Pocałunki były długie i namiętne. Nasze ciała, jak zawsze, współgrały ze sobą idealnie. Przepełniała nas miłość, napędzana wspomnieniami dzisiejszego dnia. Ja i mój mąż. To takie zwyczajne, a jakie niezwykłe. Zostałam żoną mężczyzny, z którym zawsze chciałam spędzić swoje życie. Kocham go. Dlatego wybraliśmy taki napis na obrączki:"Zawsze będę cię kochać, choćbym nie wiem co się stało". Niby oczywiste, a jednak obydwoje mieliśmy momenty, w których o tym zapomnieliśmy. Dymitr po odmienieniu ze strzygi, był pewny, że go nie Kocham, przez to, co było na Syberii. Ja myślałam, że to on przestał mnie kochać. A jednak oboje byliśmy w błędzie. Nasza miłość jest wieczna.
Leżeliśmy, wtuleni w siebie.
- Kocham Cię Roza.
- Ja ciebie też.
- I jak się czujesz, jako moja żona?
- Dziwnie. Daj mi czas. To wszystko musi do mnie dotrzeć. Jestem bardzo szczęśliwa. Musisz przyznać, że Lissa się postarała.
- To prawda.
- Ładnie ci w garniturze.
- A ty, wyglądałaś dzisiaj zniewalająco. Jesteś bardzo piękna, kiedy się uśmiechasz.
- Efekt sukienki.- zażartowałam, przywołują wspomnienia z domu rodziców Jill, chwili z przed wejściem strażników.- Dymitr. Myślisz, że jakby nikt nam ciągle nie przeszkadzał, nasza miłość była by łatwiejsza? Np: gdy kłóciliśmy się na parkingu przed hotelem, zanim odbiliśmy Jill Wiktorowi i Robertowi, albo wtedy u Mastranów?
- Nie wiem Roza. Nie ważne co by było. Liczy się to co jest. A ze mną jest moja żona.- pocałował mnie w czoło.- A teraz idź spać. Rano wyjeżdżamy, a musimy się jeszcze spakować.
- Są tu nasze wszystkie rzeczy?
- Tak i jeszcze więcej.
- Od jak dawna to planowałeś?
- Odkąd byłem pewny, że nic nam nie stanie na przeszkodzie. Czyli od kiedy sobie wybaczyłem.
- Ale nie widziałam, żeby z mieszkania znikały nasze rzeczy.
- Te przywiozłem dzisiaj z pomocą innych strażników. Myślisz, że dlaczego tak szybko wygoniłem cię z domu?
- Chyba coś ci się pomyliło. Sama uciekam, bo nie chciałeś wypuścić mnie z łóż...- przerwałam.
Wszystko do mnie dotarło. Szlag! Dałam się nabrać. Wiedział, że inaczej nie wyjdę szybko z domu. A tak pozbył się mnie i mógł w spokoju przygotować niespodziankę.
- To było podstępne, Towarzyszu.
- Uczę się od najlepszych.- uśmiechnął się.
- Coś sugerujesz?
- Tak, w spiskach jesteś najlepsza i masz to po ojcu. Nic dziwnego, że chce tobie przepisać interes.
- Po pierwsze, jakich spiskach? Ja nie używam postępów, tak jak ty, skarbie. Po drugie, a komu innemu mógłby przekazać interes Abe?
- Po pierwsze, przez dwa lata uciekałaś przed strażnikami, z ostatnią dziedziczką najbardziej szanownego i jednego z królewskich rodów. A nie ukończyłaś w tedy szkolenia. Zimą udało ci się uciec z ośrodka, a następnie strzygą. Wtedy użyłaś podstępu. A po drugie, chyba nie myślisz, że twój ojciec przez osiemnaście lat dotrzymywał wierności twojej matce. Tacy moroje to rzadkość, jeśli chodzi o dampirzyce. Możliwe, że masz tam gdzieś rodzeństwo, które wie o ojcu tylko tyle, że pochodzi z Turcji i ma niesamowite włosy.
- Kto wie, może mają też pod opieką swoich przyjaciół i zakochali się w swoich mentorach?
- Nie sądzę. Tylko ty jesteś taka wyjątkowa.- pocałował mnie, muskając dłonią mój brzuch.
Jeszcze trochę, a jego ręką przyklei się do niego. Ale nie przeszkadza mi to. Nawet przyjemne uczucie. I świadomość, że dam mu to o czym zawsze marzył.
- Teraz idź spać, Roza. Jutro czeka nas długa podróż.
- Dobranoc Dymitr
- Dobranoc Kochanie. 

NIESPODZIANKA!!!

A teraz niespodzianka z okazji Walentynek. :-* Wszystkiego najlepszego Romitri, Dragozera i wszystkim zakochanym w AW


 
 
 
 


 

 

ROZDZIAŁ 52

Wszystko kiedyś się kończy. No może nie wszystko. Romitri trwa wiecznie, ale ferie nie :'(. Wracamy do normalnego trybu życia. Nie wiem czy pamiętacie, ale na początku było po jednym rozdziale. Dzisiaj będą jeszcze dwa i mała niespodzianka, ale od jutra po jednym. No nie przedłużając, kto chciałby wesele? Myślę, że wszyscy. Oto ono. A i Wesołego Walentego. :-* ♥♡♥♡♥♡♥♡♥♡♥.
_________________________________________________
Wesele trwało cały dzień i pół nocy. Na początku wszyscy zajadali się potrawami zrobionymi przez najlepszych kucharzy. Gdy puszczono muzykę, niektórzy goście poszli na parkiet. W tym czasie poznałam swoją rodzinę. Od strony mamy, było kilka ciotek i wujków z moim kuzynostwem. Kilkoro było w moim wieku, inni byli młodsi, a jeszcze inni starsi nawet od mojego świeżo upieczonego męża.
Gorzej było z rodziną Abe'a. Babcia, prababcia, druga prababcia, wujek, wujek, wujek, wujek, i wujek, tyle samo ciotek, przy kuzynach straciłam rachubę po szóstym. Dobra wiadomość: kobiety w naszym rodzie odzywają nawet stu dziesięciu lat, jeśli wcześniej, ktoś ich nie zabije.
Pogadałam też trochę z babcią Careną. Bardzo sympatyczna kobieta. I dowiedziałam się kilku ciekawych rzeczy o moim ojcu. Zaprosiła nas na kiedyś do siebie. Pomyślałam, że zanim urodzi się dziecko, będziemy mieli trochę czasu. Wtedy sobie o czymś przypomniałam. 
- Dymitr. 
- Tak moja Różyczko?- uśmiechnął się tak czule, że prawie zapomniałam, co chciałam powiedzieć. 
- Trzeba twojej rodzinie przekazać dobre wieści. - przyłożyłam jego dłoń do swojego brzucha.
- To po weselu, Roza. Chyba że chcesz to ogłosić całemu światu.
- No dobra, poczekamy. A ty może przestaniesz czekać i weźmiesz mnie do tańca.- zaproponowałam. 
Ukochany ostawił kieliszek, który miał w ręce i zaprowadził mnie na parkiet. Kołysaliśmy się wtuleni w rytm piosenki. Nagle mąż złapał mnie za jedną rękę, a drugą położył sobie na ramieniu. MĄŻ! Boże, jak to pięknie brzmi. Mój i tylko mój. Jego druga dłoń znalazła się na mojej tali. Zaczął mnie prowadzić do walca. Nie wiedziałam, że on umie tańczyć, ale mogłam się tego spodziewać.
- Towarzyszu, chyba nie ma takiej rzeczy, której byś nie umiał.- powiedziałam w tańcu.
- Na pewno jakaś jest. 
- Czym bardzie cię znam, tym bardziej w to wątpię.- on w odpowiedzi nachylił się i mnie pocałował. 
Tańczyliśmy tak całą piosenkę. I kolejną. I jeszcze następną. I w ogóle całe wesele, robiąc sobie przerwy na odpoczynek. Goście świetnie się bawili. Alkohol się lał. Nawet Dymitr trochę się upił. No tego jeszcze nie było. Ja dzisiaj darowałam sobie szaleństwa. Za to Mia przechodziła samą siebie. Po weselu, kiedy chcieliśmy już wracać, zatrzymała nas Lissa. Była upita, ale zachowała na tyle trzeźwość umysłu, żeby dać nam prezenty. Inni dali je na początku imprezy. W większości była to zastawa do stołu czy inne takie drobiazgi do domu.Mówiłam jej, że już i tak za dużo dla nas zrobiła, ale ona się uparła. Otworzyłam swoje pudełko i znalazłam w nim bransoletkę z połową serduszka. Zauważyłam, że morojka miała na sobie taką samą. Założyłam swoją i złączyłyśmy połówki serca. Razem utworzyły napis "BFF". Niby nic, mała bransoletka, ale tak mnie ucieszyła. Tyle dla mnie znaczy, ponieważ pokazuje, że są ludzie, którym na nas zależy i którzy liczą na nasze wsparcie.
Strażnik dostał zegarek z licznikiem kilometrów, o jakim kiedyś tam wspominał. Lissa musiała to wychwycić. Uścisnęłam przyjaciółkę, a Dymitr tyłka podziękował i udaliśmy się do wyjścia. Przed pałacem złapali nas jeszcze moi rodzice. Oni też mieli prezent. Dostałam własny samochód! Oczywiście Sydney wychwalała jaki to nie jest świetny. Ona i te jej zamiłowanie do motoryzacji. W sumie nie wiem, skąd się tam wzięła. Myślałam, że gdzieś już poszła, odstraszona zachowaniem Adriana. Nie dość, że i tak była w towarzystwie "strasznych stworzeń nocy", to jeszcze jakiś Iwaszkow się do niej zaleca. Mój mąż nie był zbyt zadowolony z prezentu, znając mój styl jazdy. Była to zielona skoda. Tylko tyle wiem. Mój mąż próbował mi co nieco o niej powiedzieć, ale lekko płakał mu się język. Wtedy podbiegł do nas Michael i powiedział coś na ucho Bielikowi. Ciekawe, o co chodzi? Świeżo upieczony pan młody coś odpowiedział i otworzył tylne drzwi. 
- Zapraszam panią.- zwrócił się do mnie.
Gdzie on chce teraz jechać?
- Dymitr, jesteś pijany.
- Spokojnie kochanie moje. Zaufaj mi.
No dobra. Nie zdawałam więcej pytań i wsiadłam do auta. On zajął miejsce obok mnie, a kierowała Sydney. Ona jako jedyna nie piła.

sobota, 13 lutego 2016

Siostry Krwi

No i przyznać się kto oglądał? Ja tak. Jeśli chodzi o podobieństwo: Gdzie " widzisz coś,co ci się podoba?"? A tak ogólnie może być. Mogła bym mieć jeszcze kilka zastrzeżeń, np:Czemu Lisa wzięła kota, Czemu Rose powiedziała Nati co czuje do Dymitra i jakim cudem Lissa domyśliła się tego, ale po co niszczyć sobie film. Jako Ekranizacja jest jednym z lepszych(Ci co czytali Eragona i oglądali film, rozumieją mnie). A wy macie jakieś uwagi, zmienili byście coś. Piszcie w komentarzach. Wszyscy z AW i ROMITRI. ♥♡♥♡♥♡ ★☆★☆★☆ :-*

ROZDZIAŁ 51

Taratadam!!! Niech biją dzwony. Czas na ślub. ♡♥♡♥♡♥ ♡♥♡♥♡♥ROMITRI!!!
________________________________________________
Uroczystość odbywała się na dworze, w ogrodzie królewskim. Wszędzie było tyle lamp i reflektorów, że noc zmieniła się w dzień. Lissa naprawdę wszystkim świetnie się zajęła. O dziwo tej nocy nawet kwiaty się otworzyły. Na ławkach siedzieli goście. Cała reszta rodziny Bielikow, czyli Olena, Karolina i Sonia z małym Łukom. Tak nazwała swojego syna. Byli też znajomi ze szkoły, pewnie przyjaciele Dymitra i moja dalsza rodzina, którą przedstawią mi rodzice na weselu. To nie jest przypuszczenie. Mam prawo znać swoich krewnych. 
Mój ukochany już czekał na mnie przy ołtarzu, obok Masona. Oboje mają na sobie garnitury. Muszę przyznać, że Mason wygląda w nim przystojnie, ale nie może się równać z Dymitrem. Bielikow miał rozpuszczone włosy i wydać było, że ktoś namęczył się z ich ułożeniem. Stawiałabym na Karolinę, ale równie dobrze mogła to być Sonia. Nie spieszyliśmy się. Miłe było to wyczekiwanie. We czwórkę, stąpaliśmy powoli po białym materiale w rytm marsza weselnego. Ja odprowadzana przez Aba'a i Mia ze swoim ojcem. Przed nami szły dziewczynki i rzucały kwiatki, a z tyłu druhny niosły treny naszych welonów. W końcu stanęłam na przeciwko ukochanego i spojrzałam w te brązowe oczy, które tak bardzo kocham i na które będę patrzyła przez resztę życia. Widziałam w nich wielką miłość. I nic więcej, bo czego nam jeszcze potrzeba.
Ksiądz zaczął od standardowego rozpoczęcia: "Zebraliśmy się tu aby...", ale jego słowa nie docierały do mnie. 
Czułam jakby czas stanął w miejscu. Serce biło mi jak szalone. Uśmiechaliśmy się do siebie jak zwariowani. Tak słodko i romantycznie. Nie spieszył nam się. Jasne chcę już być jego żoną, ale takie chwile ciszy są wspaniałe. Oby w naszym życiu było ich jak najwięcej. Bo po co słowa. Nic nie musimy mówić, doskonale rozumiemy się bez tego. A i nie ma takich zdań, które umiałyby opisać naszą miłość, uczucie jakim się darzymy. Tylko my wiemy co to jest za siła, która, mimo przeciwności losu, sprawia, że się nie poddajemy i dążymy do idealnego życia i do miłości.
W tej chwili podszedł do nas ksiądz. I tak jak wcześniej nie miało znaczenia nic po za Dymitrem, tak teraz mój wzrok się wyostrzył. Widziałam najdrobniejszy szczegół. Każdą niteczkę na ubraniu ukochanego, każdy jego, powiewający na wietrze włos. Każdą wypukłość na złoconymi krzyżyku, na szyi księdza. Zaczęła się nasza część ceremonii.
Najpierw zostało wytłumaczone z czym wiąże się tak dojrzała decyzja, na czym polegają obowiązki małżeńskie i zostaliśmy pobłogosławieni w imię Boga. Nie skupiałam się zbytnio nad tym. Dla mnie najważniejsza było przysięga. Następna część to pytania:
- Czy chcecie dobrowolnie i bez żadnego przymusu zawrzeć związek małżeński?
- Chcemy.- powiedzieliśmy jednocześnie. 
- Czy chcecie wytrwać w tym związku w zdrowiu i chorobie, w dobrej i zlej doli, aż do końca życia?
- Chcemy. 
- Czy chcecie z miłością przyjąć i po katolicku wychować potomstwo, którym was Bóg obdarzy?
- Chcemy
I przysięga.
Dymitra powtarzał każde słowo po księdzu, jakby wcześniej uczył się pięknie recytować tą przysięgę. Jestem przekonana, że wierzy w prawdę swojej wypowiedzi:
- Ja, Dymitr Bielikow biorę ciebie Rosemarie Hathaway za żonę i ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że cię nie opuszczę aż do śmierci Tak mi dopomóż Panie Boże wszechmogący w Trójcy Jedyny i wszyscy święci.- przez cały czas patrzył mi głęboko w oczy.
Teraz przyszła moja kolej. Bałam się, że przy jego inwokacji wpadnę słabo, ale miłość dodała mi sił. 
- Ja, Rosemarie Hathaway biorę ciebie Dymitrze Bielikow za męża i ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że cię nie opuszczę aż do śmierci.
Nie mówiłam ostatnich słów, ponieważ jestem niewierząca.
Podszedł do nas Pawka z obrączkami na jedwabnej poduszce. Nie były jakieś efektywne. Po prostu złote, ale miały na górze wygrawerowane po Rosyjsku: "Zawsze będę cię kochać, choćbym nie wiem co się stało" Dymitr podniósł jedną i założył mi na palec, wypowiadając te słowa:
-Rosemarie Hathaway przyjmij tę obrączkę jako znak mojej miłości i wierności, w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego.
Powtórzyłam ten gest. 
- Dymitrze Bielikow przyjmij tę obrączkę jako znak mojej miłości i wierności.
I ostatnia część. Najważniejsze słowa, na które czekam cały dzień.
- Ogłaszam was mężem i żoną. Pan młody może pocałować pannę młodą.
Nie musiał dw razy powtarzać. Strażnik podniósł mój welon i nachylił się w moja stronę, a ja myślałam, że zaraz wyskoczy mi serce. Nasze usta spotkały się. Poczułam błogość. To było wspaniałe. Jednak pocałunek się skoczył, ale nie martwiłam się tym. Uznałam, że to dopiero pierwszy pocałunek mojego męża, których będzie więcej niż wcześniej. Razem w czwórkę poszliśmy tą samą, białą drogą, która prowadziła do sali balowej. Dzisiaj jeszcze będzie wesele. Ale musiałam się przebrać. Chciałam iść do którejś z komnat, albo nawet do łazienki, ale Dymitr nie chciał mnie puścić. Przed wejściem do pałacu, zatrzymał mnie gwałtownie. Nie rozumiałam o co chodzi, tak samo jak reszta. Po patrzyłam w jego oczy, szukając wyjaśnienia.
- Roza. U nas w rodzinie jest stary zwyczaj, że młoda para musi zostać pobłogosławiona przez najstarszych członków rodzin. Obu.
Pierwsza myśl: miałam dostać błogosławieństwo Jewy? Druga: Kto jest najstarszy w mojej rodzinie?
Szybko w tłumie odnalazłam rodziców i przywołałam ich do siebie.
- O co chodzi, Różyczko? - spytał, wciąż dziwnie miło Abe.
- Kto z naszych krewnych jest najstarszy i obecny tutaj? Musi nas pobłogosławić.
Abe zniknął w tłumie i wrócił z jakąś starszą kobietą z laską. Nie wyglądała na bardzo starą. Laska służyła do ozdoby. Wyglądała z nią bardzo dostojnie. Stanęła na przeciwko nas wyprostowana. Rysy twarzy miała łagodne, jakby chciała pomoc całemu światu. Według mnie, kompletne przeciwieństwo babki Dymitra. Z wyglądu mogła mieć sześćdziesiąt lat, ale coś mi mówiło, że była starsza. A dokładnie powiedział to mój ojciec. 
- Babuniu to twoja prawnuczka Rose. Rose, to jest twoja prababcia Carena.
Ja się przesłyszałam, czy groźny i szanowany mafiozo Abe Mazur powiedział "babuniu"?
Kobieta uśmiechnęła się do nas ciepło.
- Witaj moje dziecko.- głos miała tak miękki i słodki, że pomyślałam o ciasteczkach i mleku.
- Witaj...babciu.- odpowiedziałam niepewna jak mam się do niej zwracać.
Nie poprawiła mnie, więc pewnie tak było dobrze.
- To chcecie mojego błogosławieństwa?- pokiwaliśmy głowami na potwierdzenie. - W takim razie błogosławię wasze małżeństwo i życzę wam dużo szczęścia.
Już ją lubię. Ciekawe jaka by była, gdybym była normalną dziewczyną? Jak to mieć taką miłą i serdeczną osobę, która zawsze ci pomoże i doradzi swoim doświadczeniem?
Jewa tylko powiedziała coś po rosyjsku, co pewnie było błogosławieństwem. Wszyscy dookoła zaczęli klaskać i wołać "gorzko". Co zrobić? Pocałowaliśmy się, a brawa tylko przybrały na sile. Następnie, stanęłam z Mią przodem do drzwi i rzuciłyśmy za siebie bukiety ślubne. Kiedy się odwróciłam, moje kwiaty trzymała Lissa, a Mii...moja mama! No, to będzie ciekawe. Ale już zrobiło się ciekawie, kiedy do strażniczki podszedł Abe i pocałował ją. Aha, dobrze wiedzieć. Mam nadzieję, że jednak zostanę jedynaczką. Nie chodzi o to, że nie chcę mieć rodzeństwa. Nic mnie to nie obchodzi.Tylko trudno mi uwierzyć, że nagle moja mama rezygnuje ze służby i zostaje w domu z dzieckiem, a nie chcę, żeby ono też miało takie dzieciństwo jak ja. A wątpię czy Abe je przygarnie. Albo jeszcze gorzej. Mogła by chcieć, dać je pod opiekę parze najlepszych strażników, którzy i tak mają dziecko. Tak, chodzi o nas. Ale nie ważne. Teraz czas na zabawę.

ROZDZIAŁ 50

Obudziłam się mocno spleciona z ukochanym. Byliśmy odwróceni do siebie przodem. Jego ręce łączyły się w uścisku za moimi plecami. Nasze nogi tworzyły jedną wielką, plątaninę, tak że nie było wiadomo, która kończyna jest czyja. Jeszcze nigdy moje ciało nie pragnęło, przez sen takiej bliskości Rosjanina. On też już nie spał, jednak nie spieszył się rezygnować z tej pozycji. Mruczał mi przyjemnie do ucha, jak bardzo mnie kocha i o innych rzeczach, od czego zrobiło mi się gorąco. Jego dłoń zaczęła głaskać mnie po karku. Uniosłam głowę i nasze usta spotkały się w słodkim pocałunku. Popatrzyłam w oczy narzeczonego.
- A tobie wciąż mało.- westchnęłam, a on zaczął całować mnie po szyi.- Nawet nie myśl, że mnie tu zatrzymasz. Muszę iść do Lissy i tym razem chcę być wcześniej.
- Tak?- nie przerywał pieszczot.
- Dymitr, proszę. Nie chcę się z tobą kłócić przed ślubem.
- Ale czy ja coś robię? - spytał z niewinną miną.
- Możemy jeszcze chwilę poleżeć. A potem pójdę się ubrać i do Lissy.
- Nawet mi to odpowiada. Ja też muszę się przygotować.
- Ty nie wiesz co to znaczy przygotować się dla kobiety.
- Dowiem się, jak cię zobaczę przy ołtarzu.
Spojrzałam na zegarek.
- Dobra, muszę już iść.- próbowałam się wyplątać, ale ukochanymi nie pozwolił.
- Roza, nie zostawiaj mnie jeszcze.- zrobił smutną minę.
- Dymitr, naprawdę nie mogę. Lissa będzie na mnie zła.- przekonywałam go.
W końcu udało mi się jakoś uciec. Szybko złapałam ubranie i tak żeby nie złapał mnie ukochany, poleciałam do łazienki. Przekręciłam kluczyk, bo tak jak przewidziałam, do drzwi zaczął dobijać się Bielikow.
- Roza. Chodź tu do mnie.- mówił tak miękkim i melodyjnym głosem, że ledwo mu się oparłam.- Proszę, tylko na chwilę.
Nie mogłam powstrzymać uśmiechu. Zaczęłam się myć, przy akompaniamencie jego zachęt i wyznań. Umyłam głowę i nasmarowałam się olejkiem o zapachu truskawek. Powoli otworzyłam drzwi i chciałam szybko przebiec przez pokój, ale silne dłonie złapały mnie za rękę. A raczej próbowały złapać, ale ześlizgnęły się z nich dzięki olejkowi. Stanęłam w przejściu, wiedząc, że jestem bezpieczna i posłałam mu całusa.
- Nawet mnie nie pocałujesz na dowodzenia- spytał z wyciągniętymi ramionami.
Akurat. Żebyś zaciągnął mnie z powrotem do łóżka? Kuszące, ale nie mogę. 
- Jeszcze zdążysz mnie na całować.- powiedziałam i wyszłam. Kiedy się obróciłam, na jego twarzy widniał cwany uśmiech.
U Lissy czekały już Mia, druhny i królowa. Wiktoria i Sydney szybko wcisnęły mnie w suknię ślubną i poradziły na krześle, przed toaletą. Moją fryzurą zajęła się alchemiczka, a Lissa w tym czasie robiła mi makijaż. To samo zrobiły Jill i Sonia z Mią.
- Dymitr ostatnio zachowuje się dziwnie. Dzisiaj też nie mógł mnie puścić i musiałam prawie że uciec z domu.
- Chce się tobą nacieszyć. Tyle razem przeszliście, że boi się cię stracić.- przekonywała mnie Sonia.
- Zaczynam się obawiać czy nasza noc poślubna nie przedłuży się na cały miesiąc miodowy.
- Nawet mi się nie ważcie.- wtrąciła się Lissa.- Jutro o północy macie wylot, więc macie być gotowi do wyjazdu o dwudziestej pierwszej.
Tak jak przewidziałam przyjaciółka zafundowała nam też podróż ślubną.
- Liss tyle dla nas zrobiłaś. Jak ja mam ci się odwdzięczyć?
- Po prostu dobrze się baw i żyj jak zwykła dziewczyna, bo za rok będziesz mnie chroniła.
W tym momencie obie z Mią byłyśmy gotowe. Blondyna zażyczyła sobie koka, a ja jednak wolałam rozpuścić włosy. Efekt końcowy był zniewalający.
- Idealnie.- uznała królowa.
- Wyglądacie przecudnie!- zawołały jednocześnie Jill i Wiktoria.
Myślę, że dziewczyny mogłyby się zaprzyjaźnić gdyby chodziły razem do szkoły. Hej, a jak by tak... Zostawię to na kiedy indziej. Teraz mój wielki dzień. Poprawka. Nasz wielki dzień.
 - Dobra.- zwróciła się teraz do druhen.- Chodźcie mi jeszcze pomóc przygotować dziewczynki z kwiatami.
Dziewczyny przytaknęły i skierowały się do drzwi.
Po chwili ja i Mia zostałyśmy same w komnacie.
- Jak się czujesz?- spytała morojka.- Ja strasznie się cieszę, ale i denerwuję.
- Ja też. A przecież to tylko parę kroków w sukience do mężczyzn, z którymi spędzimy resztę życia.- zachichotałyśmy.
Teraz mogłam się jej dokładnie przyjrzeć. Też miała suknię z falbankami ale na ramiączkach. Na wierzchu powiewała koronka. Jej druhny miały sukienki podobnego koloru do Wiktorii i Sydney, tyle że ciemniejszego i na jednym ramiączku. Od pasa w górę wydawało się jakby miały łuski( zdjęcia na dole).
Wtem rozległo się pukanie do drzwi. Weszli przez nie moi rodzice i ojciec Mii.
- Jak się macie dziewczyny?- spytała moja mama. 
- Dobrze.- odpowiedziałyśmy jednocześnie.
Moja mama mnie przytuliła, co trochę mnie zaskoczyło.
- Moja mała córeczka wychodzi za mąż.- powiedział, dziwnie czule Abe. O co im chodzi?- Pamiętaj, jeśli będziesz miała problemy z mężem, zawsze możesz na mnie liczyć.
- Dzięki tato. Będę pamiętać. - jakbym miała mało powodów do martwienia się o Dymitra.
- Ledwo skoczyłaś szkołę, a już masz więcej znaków niż połowa dworu, jesteś w ciąży i masz ślub. Z dziecka nie jestem może zbyt zadowolona, ale i tak jestem z ciebie dumna. Oboje z twoim ojcem jesteśmy.- szturchnęła Abe'a
- Oczywiście.- poparł ją staruszek.- Już ci to mówiłem na koronacji i u siebie.
- Dziękuję za to, że jesteście przy mnie. - przytuliłam ich. Dzisiaj chyba nikt nie jest sobą. Dymitr, moi rodzice, ja. Nie zdziwię się jeśli Jewa nie będzie mówić zagadkami. Ale na to małe szanse.
W tym czasie Mia rozmawiała ze swoim tatą.
- To co?- ojciec podał mi ramię.- Czas do ołtarza.
- Na to wygląda.- chwyciłam jego rękę i dałam się poprowadzić.
_______________________________________________________
Mam nadzieję, że podobają się przygotowania do ślubu. I pamiętajcie o akcji. Dzisiaj o 20 oglądamy Akademie Wampirów. Jesteście z nami? Bo ja bardzo. I dziękuję za wszystkie dotychczas komentarze.



piątek, 12 lutego 2016

ROMITRI

Hej tym razem coś innego niż rozdział .Jak wiecie w niedziele są walentynki święto zakochanych ale również w tą niedziele mijają 2 lata od premiery "Akademia Wampirów Siostry Krwi". Ola i Mańka wpadł na pomysł by w sobotę o 20  włączyć Akademię i ją obejrzeć i troszkę powspominać , a ja się pod tym podpisuję. Jeśli chcecie wraz z nami obejrzeć Akademię i jeszcze raz się w niej zakochać to piszcie w komentarzach "Jestem z wami". Przypominam JUTRO(SOBOTA)O GODZINIE 20 SIADACIE PRZED TYM NA CZYM CHCECIE OGLĄDAĆ I RAZEM ZACHWYCAMY SIĘ.
Ps. jeśli chodzi o ślub, to będzie jutro w drugim rozdziale. pozdrawiam i BĄDŹCIE Z NAMI.

ROZDZIAŁ 49

W końcu mogłam nacieszyć się tym, że jednak mam kogoś, kto mnie rozumie i przeszedł tyle, co ja.
- Nawet nie wiesz, jak bardzo się bałam. Myślałam, że wszystko straciłam, że nie odzyskam swojego Dymitra.
- Spokojnie jestem tu. Wszystko będzie dobrze. Nigdy cię nie opuszczę. Kocham Cię Roza.- przeniósł jedną dłoń na mój brzuch, kładąc głowę pod mostkiem, tak żeby na niego patrzeć.- I ciebie też, kruszynko.
Uśmiechnęłam się. Dymitr jest taki opiekuńczy, troskliwy, odpowiedzialny. Wie jak dbać o innych. Kocham go za to. Dużo przeszedł, a mimo to jest pełen radości. To tak jak ja, ale bez niego, trudno byłoby mi ją odnaleźć. Myślę, że on też mógłby tak powiedzieć. Obydwoje uszczęśliwiamy się i dopełniamy. Ja daję mu miłość, humor i  wkrótce dziecko, a on opłaca się wsparciem, dobrą radą, opieką i też miłością. Jak mogłam sądzić, że ktoś może go zastąpić? Nie da się. On jest jeden jedyny. Będzie dobrym ojcem. Naraz dopadły mnie wątpliwości. A czy ja będę dobrą matką? Czy podołam zadaniu? Przecież to będzie małe, bezbronne dziecko, liczące na naszą opiekę. Trzeba będzie je wychować, chronić, pomagać. Niby to co robimy na co dzień, a jednak nie. Nigdy nie widziałam się w roli matki. Spojrzałam znów na ukochanego. Był taki szczęśliwy. Zawsze chciał mieć dziecko. On mi pomoże. Wiem to.
- Kocham Cię. - mój narzeczony był tak pochłonięty naszym dzieckiem w moim brzuchu, że ledwo dotarły do niego moje słowa. Odsunął się, chwycił moje dłonie i pocałował je.
- Dziękuję Roza. Za to, że dzięki tobie moje życie ma sens.
- Wiesz, odkąd Lissa została królową, nie umiem w tobie rozpoznać swojego mentora, ale dopiero teraz to sobie uświadomiłam. Twoja przemiana zachodzi powoli i stopniowo. Normalne nie widać różnicy z dnia na dzień, ale jak przypomnę sobie nasze treningi, to jakby uczył mnie ktoś inny.
Ale on normalnie ma wiele twarzy. Inny jest, kiedy się o mnie martwi, inny podczas walki, kiedy przemawia przez niego miłość, a jeszcze inny, gdy górę bierze pożądanie. Ale jedno się nigdy nie zmieni. Cokolwiek nie robi jest stanowczy i wierzy w to. Następna rzecz, którą w nim Kocham. Ale jeśli miałabym zrobić listę wszystkiego za co go kocham, nie wiem, gdzie i czy w ogóle by się kończyła. Jednym słowem moja miłość opiera się na wszystkich jego wadach i zaletach. Oczywiście tych drugich jest dużo więcej. Nie chce go idealizować, więc powiem, że ma jakieś wady. Jakie? Hymn... Na przykład: Muzyka jaką słucha. Nic lepszego nie mogłam wymyślić. On jednak jest idealny, ale nie lubi jak tak mówię. Tylko co go obchodzi co myślę. Kocham go i jest moim bogiem. Może temu zaprzeczać do woli, a ja i tak nie zmienię zdania. Nawet ta muzyka mi nie przeszkadza. Ciekawe co on o mnie myśli?
- Dymitr, jaka według ciebie jestem.
- Cudowna, wspaniała, piękna.
- Nie o to mi chodzi. Czy ja też się zmieniłam? Za co mnie kochasz? I co o mnie myślisz?
- Hymn...- jeździł palcami po moim brzuchu, patrząc mi prosto w oczy. - Każdy się zmienia. Dorasta, mądrzeje. Ty jesteś energiczna, nie umiesz usiedzieć w jednym miejscu. Ciągle musisz coś robić. Czy to jest dobre? Tak, pod warunkiem, że dobrze się to wykorzystuje. A ty doskonale wiesz jak użyć swojej siły. Jesteś trochę impulsywna, ale nie tak jak na początku naszej znajomości. Ale musisz pamiętać, żeby nie przesadzić w drugą stronę. Gwałtowność i szybkość podejmowania decyzji, nawet tych szalonych, jest istotna w walce i życiu. Jesteś gotowa oddać życie za tych, których kochasz. Trudno cię pokonać. I robisz co możesz, aby inni byli szczęśliwi, nawet jeśli sama będziesz cierpieć. A ból też jakoś znosisz. Nie załamujesz się pod jego ciężarem. Nie chodzi o ból fizyczny, ale psychiczny. Jesteś silniejsza niż inni myślą. I nigdy się nie poddajesz. Myślę, że jesteś doskonałością piękna i charakteru. Wielu mężczyzn mi zazdrości twojej miłości. Widać to po tym, jak na ciebie patrzą. Jeśli ja jestem twoim bogiem, to ty bądź moją boginią. A czemu o to pytasz?
Wzruszył mnie swoją przemową. Pocałowałam go namiętnie. Nie wiedziałem, że też mnie idealizuje. Nie jestem tak niezwykła jak myśli. Ale nie chciałam wyprowadzać go z błędu. Może to ja mam za niską samoocenę? Albo jedno i drugie. I tak wiedziałam, że moje zdanie nie liczy się w jego ocenie. Tak samo u mnie. Nie ważne co mówi, ja swojego stanowiska nie zmienię. Więc po co się kłócić.Jeśli uznał, że dla mnie jest bogiem, to ja mogę być boginią dla niego.
- A tak z ciekawości, chciałam wiedzieć.
- W takim razie, co ty myślisz o mnie?- spytał, wyraźnie zainteresowany.
Podzieliłam się swoimi przemyśleniami na jego temat.
- Nie wiedziałem, że aż tak mnie idealizujesz kochanie.
- Wczoraj pokazałeś mi, że mam rację. Kocham Cię za wszystko. Nie ważne, co to jest. Nie zmieni tego nic. Pocałował mnie na nowo. Podczas gdy nasze usta były zajęte, podniósł mnie na ręce i pobiegł ze mną w objęciach do morza. Pływaliśmy w morskiej wodzie, bawiąc się i chlapiąc na siebie, jak małe dzieci. Miło było poczuć się tak zwyczajnie. Jak chłopak i dziewczyna na biwaku. Tylko namiotu brakuje. Ale po co nam? Spanie pod gołym niebem i patrzenie w gwiazdy, jest o wiele lepsze. Możemy robić co chcemy, bo wiemy, że nikt nam nie przeszkodzi, nie jest nam zimno, nie będzie padać i nie ma komarów, ponieważ to jest sen. Tylko ja i on jesteśmy prawdziwi. I nasze uczucie. Oczywiście, nie umiemy przy sobie długo wytrzymać na odległość, gdy jesteśmy nadzy. Nasza kąpiel skoczyła się złączeniem ciał na mokrym piasku. Jedyne co miało dostęp pomiędzy nasze ciała, to fale uderzające co jakiś czas w brzeg, ale i to nie umiało zgasić płomienia miłości między nami. Znów poczułam to dziwne wrażenie, że coś jest inaczej. Zrozumiałam, że to jedność naszych dusz potęguje doznania. W śnie uczestniczą tylko nasze umysły. Nie kochamy się cieleśnie, a duchowo. To jest nasza jedność dusz.

ROZDZIAŁ 48

Usiedliśmy na kocu i zaczęliśmy jeść.
- Kochanie, muszę ci to powiedzieć.- zaczęłam- Jesteś wspaniałym kucharzem, ale musisz popracować nad wyobraźnią. To smakuje jak jedzenie wszędzie, tylko nie w domu. Jest dobre, ale ty robisz lepsze.
- Och Roza. Żebyś ty wiedziała, jak moja wyobraźnia działa, kiedy jesteś blisko przy mnie.
- Myślę, że bardzo intensywnie. - zaśmiała się cicho.
Wtuliłam się w niego i postanowiłam zmienić krajobraz. Dalej byliśmy na plaży,ale teraz była noc. Gwiazdy świeciły na niebie, a nad morzem lśniły księżyc w pełni. Piknik zmienił się na ognisko, a w moich dłoniach pojawiły się patyki i paczka pianek. Podałam jeden kijek ukochanemu i otworzyłam pianki. I tak siedzieliśmy w ciszy, patrząc jak nasze pianki pieczą się w ogniu. Nagle wróciło do mnie wspomnienie z dzieciństwa i westchnęłam melancholicznie. Nic nam w tedy nie groziło. Byli inni, którzy nas bronili. Mogła do woli się bawić i cieszyć. Dymitr zauważył moją tęsknotę.
- Roza, co się dzieje?- spytał obejmując mnie ciasnej ramionami. 
- A nic, tylko przypomniało mi się jak jeszcze chodziłam do przedszkola. Rodzice Liss zaprosili mnie na rodzinny wyjazd pod namioty. Każdej nocy rozpalali ognisko i piekliśmy nad nim kiełbaski, pianki, podpłomyki. Tęsknię za takimi chwilami, kiedy byłyśmy małe i miałyśmy czas na zabawę. Zawsze chciałam spędzać tak czas z rodzicami, ale matkę rzadko widziałam, a ojca nie znałam. Moją rodziną stała się rodzina Lissy.
Dymitr zabrał mój patyk od ognia i wtedy zauważyłam, że pianki są gotowe. Były pyszne.
- Ja nigdy nie wyjeżdżałem nigdzie z rodziną. A nie! Raz pojechaliśmy do wujka Łuki. Miał domek w lesie nad jeziorem. Raz z siostrami poszliśmy pływać na kajakach. Miałem wtedy z osiem lat. Do dziś nie mam pojęcia, jak ja go wywróciłem. Po prostu w pewnej chwili byłem w wodzie.- zaśmiał się, a ja razem z nim.
- Miło tak powspominać dawne czasy z osobami, które są dla nas ważne.
- Kocham Cię Roza.- narzeczony pocałował mnie w szyję, a mi spadła pianka do ognia.
- No i widzisz, co na robiłeś- powiedziałam ze śmiechem.- przez ciebie spadła mi pianka.
On też zaczął się śmiać, ale nie przestawał całować mnie po szyi.
-Tak mi przykro. - nie wierzyłam w to.
- Chyba mieliśmy wspominać dawne czasy. - przypomniałam mu kiedy zsunął z mojego ramienia ramiączko od sukienki.
Ale jakiej sukienki. Była czerwona i nawet długa, tak za kolana. Na dekolcie miała diamentowe różyczki, a od pasa w dół ciągnęły się czarne wzorki w kształcie pnącza. W realnym świecie, pewnie kosztowała by fortunę.
- Towarzyszu, czy ty myślisz, że my będziemy to teraz robić?
- Czemu nie? Mamy czas dla siebie, jesteśmy sami, a ty jesteś taka pociągająca. Grzechem by było nie skorzystać.
Złapał mnie w tali i powoli zaczął ściągać ze mnie sukienkę. Rozpływałam się w jego ramionach. Odwróciłam się do niego przodem i nasze usta odnalazły się. Szybko pozbyłam się jego koszulki i spodni. Moja sukienka już leżała na piasku.Czułam, że pali mnie bielizna i tylko czekałam, aż Dymitr ją ściąganie. On jednak się z tym nie spieszył. Całował mnie namiętnie, przytulny tak blisko jakby chciał się do mnie przykleić na Superglu. Jego usta wróciły na szyję, ale nie zatrzymały się na niej. Schodził coraz niżej na dekolt, po mostku i kończąc na brzuchu. Chwilę na nim został, jednak tam też nie przestał. Schodził coraz niżej, teraz po nogach. Jego ręce znalazły się na moich pośladkach, kiedy tą samą drogą, zaczął wracać na górę. Nasze usta znowu się złączyły i nareszcie zaczął dobierać się bo mojego stanika. Ja w tym czasie zajęłam się jego majtkami. Po chwili, ubrania już nam nie przeszkadzały, a my napawaliśmy się naszą nagością. Oddychałam ciężko, a serce biło mi jak szalone. Nagle zrobiłam coś, co bardzo zdziwiło mojego partnera. Znalazłam się nad nim i nadałam szybsze tempo. Nie narzekał i poddał mi się. Rozumieliśmy się bez słów. Ruchy naszych ciał były jak taniec. Doskonale ze sobą współgrające. Jedno wiedziało czego oczekuje to drugie. Dłonie strażnika błądziły po moim ciele, zaczynając od pleców, tonęły w moich długich włosach, przez ręce i talię, kończyły swoją wędrówkę na mojej pupie. Niby jest tak samo jak w realnym świecie, ale jednak nie. Coś było inaczej, nie wiem co. Mój ukochany przytulił mnie mocno do siebie i nie chciał puścić. Pozwalał mi tylko na delikatne ruchy w górę i w dół. Nie przeszkadzało mi to. Chciałam zawsze być blisko niego.
-Roza moy( moja) Roza.- zaczął mówić po Rosyjsku. Mogłam się tylko domyślać, co to znaczy. Ale nie interesowało mnie to teraz, tak jak znaczenie wielu innych słów, które szeptał. Ważne, że jest przy mnie. Tak bardzo się bałam, że go straciłam. Ale on tu był. Przytuliłam się do ukochanego. Dopiero teraz zauważyłam, że leżymy na łóżku.
- Roza jesteś niesamowita.- wysapał. Wciąż ciężko oddychał, a jego serce waliło jak szalone. Pocałował mnie namiętnie.- Nigdy nie sądziłem, że istnieje taka kobieta jak ty. A nie dość tego, że ją poznałem, to za kilka godzin będzie moją żoną.
Jego ręce wciąż wędrowały po moim ciele. Było mi błogo. Chyba już wiem jak spędzimy miesiąc miodowy. Uśmiechnęłam się na tę myśl. 

czwartek, 11 lutego 2016

ROZDZIAŁ 47

I zaczęłam opowiadać. Od zajęć polowych, przez przyjazd na Dwór, rozprawę Daszkowa, spotkania z duchami, uwagę Adriana o odbieraniu mroku, rozmowy z Dymitrem, te dobre i złe. Opowiadała z najdrobniejszymi szczegółami w nadziei, że to przywrócić mnie do naszej sypialni. Mentor słuchał cierpliwie. Następnie pojawił się temat "Ręki". Aż doszłam do wybuchu przyjaciółki.
- Zabrałam od Lissy mrok, a ona natychmiast się uspokoiła. Jednak ja zaczęłam zachowywać się agresywnie. Miałam ochotę zabić Jessego za to co zrobił. Wtedy pojawili się strażnicy razem z tobą. Obezwładniłeś mnie i zabrałeś do warowni w lesie. Ale ja wciąż próbowałam ci się wyrwać. W chacie przemówiłeś mi do rozumu. To nie byłam ja. Bardzo mi pomogłeś rozmową i...- zawahałam się. Czy powinnam mu to mówić?
- Roza. Co tam się stało?- jego głos brzmiał łagodnie i troskliwie.
- Wyznałeś mi miłość w dosyć cielesny sposób.- starałam się dobrze dobrać słowa, ale chyba mi to nie wyszło. Mimo wszystko, zrozumiał mnie.
- Chcesz powiedzieć, że my...- pokiwałam twierdząco głową. Strażnik zastanowił się chwilę.- Byłaś szczęśliwa?
- Co to za pytanie? Tak, bardzo. Jednak moje szczęście nie trwało długo.
Powiedziałam o duchu, ataku strzyg. O związku tego z tajną organizacją "Mana", o planowaniu misji ratunkowej, o rozmowie i pomyślę na wspólne życie. Kiedy go tłumaczyłam, w jego oczach zapaliły się iskierki nadziei. Jednak przyszła kolej na najtrudniejsze. Misja ratunkowa.
W trakcie opowiadania z moich oczu popłynęły łzy. Ukochany objął mnie nie świadomie przed najstraszniejszym fragmentem.
- Już uciekaliśmy, już byłam poza jaskiniami, kiedy znienacka wyskoczyły strzygi. I jedna... Ona...- nie umiałam tego wydusić z siebie. Ale musiałam.- Pokonała cię. Zostałeś przemieniony.
Następne krople leciały przez pięć minut, zanim się nie uspokoiłam na tyle, żeby kontynuować. Dymitr przytulił mnie mocno. Chyba nie wiedział co zrobić lub powiedzieć. Za to pocałował mnie namiętnie. To mnie uspokoiło. Zaczęłam mówić dalej, o mojej misji poszukiwania go, wizycie w Bai, wszystkim ci się tam stało, o polowaniu na strzygi i jak mnie porwał, o wszystkim co robiliśmy, o powrocie do akademii, dalszej nauce, listach od niego, egzaminie, uwolnieniu Daszkowa, Robercie, odmienieniu Dymitra, o tym jak mnie odrzucał, oskarżeniu mnie o zabicie królowej, ucieczce, odnalezieniu i odmienieniu Soni Karp, prawdzie o Jill, zabiciu Daszkowa, nocy w hotelu, rozpoznaniu mordercy, postrzeleniu mnie przez Taszę, koronacji Lissy kończąc na ostatnim miesiącu. Okazało się, że Luna istnieje. Na wieść o rodzinie, mój mentor zrobił się smutny, ale dalej mnie pocieszał. A perspektywa życia ze mną pochłonęła go bez reszty.
- Roza, czyli że możemy być razem. Wszystko się ułoży, ale je nie zamienię się w strzygę. Będę przy tobie.
- Dymitr, rozumiem twoją radość, ale nie wiem czy będę umiała cię tak kochać. Trudno będzie mi się przestawić. Jeśli dalej mam znaki, to może nadal jestem w ciąży. Ale mój Dymitr więcej przeżył. Przykro mi, ale nie wiem czy dam radę.
-Pomogę Ci. Będzie tak jak zechcesz. Może to nie wróci tak nagle, ale to chyba lepsze niż mijanie się, kiedy możemy być blisko.- nalegał.
Jak dla mnie nawet za bardzo. Chwila, a jeśli... Tak, to możliwe. A jeżeli mam rację, to odzyskam swojego Dymitra.
- Poczekaj chwilę. Złap mnie za rękę.- wykonał polecenie. Skupiłam się mocno na obrazie naszej sypialni. Udało się. Moglami się domyślić. Robert. Dymitr patrzył jak zaczarowany na scenę przed nami.
- Co się stało? Gdzie my jesteśmy?
- Robert. Sen wywołany mocą ducha. To jest nasza sypialnia.
- To my?- spytał z niedowierzaniem.- Nie wierzę. To jest takie realne. Jakby mogło być prawdziwe.
- To jest prawdziwe. Ale jesteśmy tu z innego powodu. Weszliśmy do głowy Dymitra, tego mojego. Był na jakiejś plaży. Kiedy tylko nas zauważył, pochwycił mnie w ramiona i zaczął kręcić dookoła.
- Roza, moja kochana Roza. Wiedziałem, że dasz radę.
Cieszyłam się razem z nim. Jednak za chwilę spoważniałam.
- Dymitr, co to znaczy "wiedziałem"?
- Pół roku temu byłem na jego miejscu.- wskazał na drugiego Dymitra.
- To znaczy, że o wszystkim wiedziałeś? I nic mi nie powiedziałeś? 
- Porozmawiamy o tym później. Lepiej uważać na to czego się dowiadujemy. - teraz zwrócił się do siebie z przeszłości.- Nie zmieniaj nic z tego co usłyszałeś od niej, jeśli chcesz mieć wspaniałą kobietę.- po chwili drugi Dymitr zniknął i zostaliśmy sami.
- Chyba należą mi się wyjaśnienia, Towarzyszu. Czemu mi nie powiedziałeś? Czemu nic nie zmieniłeś?
- Bo wiedziałem jak to ma się skoczyć. Wiem, nie powinienem był tego robić, ale gdy widziałem nas tak radosnych i zakochanych, bałem się. Bałem, że jeśli najmniejszą rzecz zmienię, nie osiągniemy tego. Zawsze kiedy widziałem cię cierpiącą, pragnąłem zmienić to. Jak byłaś szczęśliwa cierpiałem, bo wiedziałem co będzie potem. Wtedy przypomniałem sobie ten obraz. Szczęście którego zawsze pragnąłem. Przepraszam kochanie.
- Chwila, czyli że Robert nam pomógł? Ale nie może teraz nam przeszkodzić?
- To sen Adriana. Pogodziłem się z nim. Przeprosił za swoje głupie zachowanie. Chodź dalej uważa, że ma rację. Widać to było po nim. Zrobił to od niechcenia, jakby ktoś go zmusił.- nie miałam wątpliwości, kim jest ta tajemnicza osoba. 
- Więc jutro podziękujesz królowej. To co Towarzyszu? Mamy teraz czas dla siebie.
- Co by pani powiedziałam na piknik? - Na piasku pojawił się koc z jedzeniem.
________________________________________
 Mam nadzieję, że co nieco się wyjaśniło. Więc ślub będzie. TA DAM. Dziękuję za cierpliwość. :-*