"Nasz los od zawsze zapisany był w gwiazdach. To one poprowadziły mnie do Ciebie mimo tylu przeciwności, spójrz. Jesteśmy tu. Razem. Ty i ja Roza. Na zawsze."
sobota, 13 lutego 2016
Siostry Krwi
No i przyznać się kto oglądał? Ja tak. Jeśli chodzi o podobieństwo: Gdzie " widzisz coś,co ci się podoba?"? A tak ogólnie może być. Mogła bym mieć jeszcze kilka zastrzeżeń, np:Czemu Lisa wzięła kota, Czemu Rose powiedziała Nati co czuje do Dymitra i jakim cudem Lissa domyśliła się tego, ale po co niszczyć sobie film. Jako Ekranizacja jest jednym z lepszych(Ci co czytali Eragona i oglądali film, rozumieją mnie). A wy macie jakieś uwagi, zmienili byście coś. Piszcie w komentarzach. Wszyscy z AW i ROMITRI. ♥♡♥♡♥♡ ★☆★☆★☆ :-*
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
ROZDZIAŁ 51
Taratadam!!! Niech biją dzwony. Czas na ślub. ♡♥♡♥♡♥ ♡♥♡♥♡♥ROMITRI!!!
________________________________________________
Uroczystość odbywała się na dworze, w ogrodzie królewskim. Wszędzie było tyle lamp i reflektorów, że noc zmieniła się w dzień. Lissa naprawdę wszystkim świetnie się zajęła. O dziwo tej nocy nawet kwiaty się otworzyły. Na ławkach siedzieli goście. Cała reszta rodziny Bielikow, czyli Olena, Karolina i Sonia z małym Łukom. Tak nazwała swojego syna. Byli też znajomi ze szkoły, pewnie przyjaciele Dymitra i moja dalsza rodzina, którą przedstawią mi rodzice na weselu. To nie jest przypuszczenie. Mam prawo znać swoich krewnych.
Mój ukochany już czekał na mnie przy ołtarzu, obok Masona. Oboje mają na sobie garnitury. Muszę przyznać, że Mason wygląda w nim przystojnie, ale nie może się równać z Dymitrem. Bielikow miał rozpuszczone włosy i wydać było, że ktoś namęczył się z ich ułożeniem. Stawiałabym na Karolinę, ale równie dobrze mogła to być Sonia. Nie spieszyliśmy się. Miłe było to wyczekiwanie. We czwórkę, stąpaliśmy powoli po białym materiale w rytm marsza weselnego. Ja odprowadzana przez Aba'a i Mia ze swoim ojcem. Przed nami szły dziewczynki i rzucały kwiatki, a z tyłu druhny niosły treny naszych welonów. W końcu stanęłam na przeciwko ukochanego i spojrzałam w te brązowe oczy, które tak bardzo kocham i na które będę patrzyła przez resztę życia. Widziałam w nich wielką miłość. I nic więcej, bo czego nam jeszcze potrzeba.
Ksiądz zaczął od standardowego rozpoczęcia: "Zebraliśmy się tu aby...", ale jego słowa nie docierały do mnie.
Czułam jakby czas stanął w miejscu. Serce biło mi jak szalone. Uśmiechaliśmy się do siebie jak zwariowani. Tak słodko i romantycznie. Nie spieszył nam się. Jasne chcę już być jego żoną, ale takie chwile ciszy są wspaniałe. Oby w naszym życiu było ich jak najwięcej. Bo po co słowa. Nic nie musimy mówić, doskonale rozumiemy się bez tego. A i nie ma takich zdań, które umiałyby opisać naszą miłość, uczucie jakim się darzymy. Tylko my wiemy co to jest za siła, która, mimo przeciwności losu, sprawia, że się nie poddajemy i dążymy do idealnego życia i do miłości.
W tej chwili podszedł do nas ksiądz. I tak jak wcześniej nie miało znaczenia nic po za Dymitrem, tak teraz mój wzrok się wyostrzył. Widziałam najdrobniejszy szczegół. Każdą niteczkę na ubraniu ukochanego, każdy jego, powiewający na wietrze włos. Każdą wypukłość na złoconymi krzyżyku, na szyi księdza. Zaczęła się nasza część ceremonii.
Najpierw zostało wytłumaczone z czym wiąże się tak dojrzała decyzja, na czym polegają obowiązki małżeńskie i zostaliśmy pobłogosławieni w imię Boga. Nie skupiałam się zbytnio nad tym. Dla mnie najważniejsza było przysięga. Następna część to pytania:
- Czy chcecie dobrowolnie i bez żadnego przymusu zawrzeć związek małżeński?
- Chcemy.- powiedzieliśmy jednocześnie.
- Czy chcecie wytrwać w tym związku w zdrowiu i chorobie, w dobrej i zlej doli, aż do końca życia?
- Chcemy.
- Czy chcecie z miłością przyjąć i po katolicku wychować potomstwo, którym was Bóg obdarzy?
- Chcemy
I przysięga.
Dymitra powtarzał każde słowo po księdzu, jakby wcześniej uczył się pięknie recytować tą przysięgę. Jestem przekonana, że wierzy w prawdę swojej wypowiedzi:
- Ja, Dymitr Bielikow biorę ciebie Rosemarie Hathaway za żonę i ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że cię nie opuszczę aż do śmierci Tak mi dopomóż Panie Boże wszechmogący w Trójcy Jedyny i wszyscy święci.- przez cały czas patrzył mi głęboko w oczy.
Teraz przyszła moja kolej. Bałam się, że przy jego inwokacji wpadnę słabo, ale miłość dodała mi sił.
- Ja, Rosemarie Hathaway biorę ciebie Dymitrze Bielikow za męża i ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że cię nie opuszczę aż do śmierci.
Nie mówiłam ostatnich słów, ponieważ jestem niewierząca.
Podszedł do nas Pawka z obrączkami na jedwabnej poduszce. Nie były jakieś efektywne. Po prostu złote, ale miały na górze wygrawerowane po Rosyjsku: "Zawsze będę cię kochać, choćbym nie wiem co się stało" Dymitr podniósł jedną i założył mi na palec, wypowiadając te słowa:
-Rosemarie Hathaway przyjmij tę obrączkę jako znak mojej miłości i wierności, w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego.
Powtórzyłam ten gest.
- Dymitrze Bielikow przyjmij tę obrączkę jako znak mojej miłości i wierności.
I ostatnia część. Najważniejsze słowa, na które czekam cały dzień.
- Ogłaszam was mężem i żoną. Pan młody może pocałować pannę młodą.
Nie musiał dw razy powtarzać. Strażnik podniósł mój welon i nachylił się w moja stronę, a ja myślałam, że zaraz wyskoczy mi serce. Nasze usta spotkały się. Poczułam błogość. To było wspaniałe. Jednak pocałunek się skoczył, ale nie martwiłam się tym. Uznałam, że to dopiero pierwszy pocałunek mojego męża, których będzie więcej niż wcześniej. Razem w czwórkę poszliśmy tą samą, białą drogą, która prowadziła do sali balowej. Dzisiaj jeszcze będzie wesele. Ale musiałam się przebrać. Chciałam iść do którejś z komnat, albo nawet do łazienki, ale Dymitr nie chciał mnie puścić. Przed wejściem do pałacu, zatrzymał mnie gwałtownie. Nie rozumiałam o co chodzi, tak samo jak reszta. Po patrzyłam w jego oczy, szukając wyjaśnienia.
- Roza. U nas w rodzinie jest stary zwyczaj, że młoda para musi zostać pobłogosławiona przez najstarszych członków rodzin. Obu.
Pierwsza myśl: miałam dostać błogosławieństwo Jewy? Druga: Kto jest najstarszy w mojej rodzinie?
Szybko w tłumie odnalazłam rodziców i przywołałam ich do siebie.
- O co chodzi, Różyczko? - spytał, wciąż dziwnie miło Abe.
- Kto z naszych krewnych jest najstarszy i obecny tutaj? Musi nas pobłogosławić.
Abe zniknął w tłumie i wrócił z jakąś starszą kobietą z laską. Nie wyglądała na bardzo starą. Laska służyła do ozdoby. Wyglądała z nią bardzo dostojnie. Stanęła na przeciwko nas wyprostowana. Rysy twarzy miała łagodne, jakby chciała pomoc całemu światu. Według mnie, kompletne przeciwieństwo babki Dymitra. Z wyglądu mogła mieć sześćdziesiąt lat, ale coś mi mówiło, że była starsza. A dokładnie powiedział to mój ojciec.
- Babuniu to twoja prawnuczka Rose. Rose, to jest twoja prababcia Carena.
Ja się przesłyszałam, czy groźny i szanowany mafiozo Abe Mazur powiedział "babuniu"?
Kobieta uśmiechnęła się do nas ciepło.
- Witaj moje dziecko.- głos miała tak miękki i słodki, że pomyślałam o ciasteczkach i mleku.
- Witaj...babciu.- odpowiedziałam niepewna jak mam się do niej zwracać.
Nie poprawiła mnie, więc pewnie tak było dobrze.
- To chcecie mojego błogosławieństwa?- pokiwaliśmy głowami na potwierdzenie. - W takim razie błogosławię wasze małżeństwo i życzę wam dużo szczęścia.
Już ją lubię. Ciekawe jaka by była, gdybym była normalną dziewczyną? Jak to mieć taką miłą i serdeczną osobę, która zawsze ci pomoże i doradzi swoim doświadczeniem?
Jewa tylko powiedziała coś po rosyjsku, co pewnie było błogosławieństwem. Wszyscy dookoła zaczęli klaskać i wołać "gorzko". Co zrobić? Pocałowaliśmy się, a brawa tylko przybrały na sile. Następnie, stanęłam z Mią przodem do drzwi i rzuciłyśmy za siebie bukiety ślubne. Kiedy się odwróciłam, moje kwiaty trzymała Lissa, a Mii...moja mama! No, to będzie ciekawe. Ale już zrobiło się ciekawie, kiedy do strażniczki podszedł Abe i pocałował ją. Aha, dobrze wiedzieć. Mam nadzieję, że jednak zostanę jedynaczką. Nie chodzi o to, że nie chcę mieć rodzeństwa. Nic mnie to nie obchodzi.Tylko trudno mi uwierzyć, że nagle moja mama rezygnuje ze służby i zostaje w domu z dzieckiem, a nie chcę, żeby ono też miało takie dzieciństwo jak ja. A wątpię czy Abe je przygarnie. Albo jeszcze gorzej. Mogła by chcieć, dać je pod opiekę parze najlepszych strażników, którzy i tak mają dziecko. Tak, chodzi o nas. Ale nie ważne. Teraz czas na zabawę.
________________________________________________
Uroczystość odbywała się na dworze, w ogrodzie królewskim. Wszędzie było tyle lamp i reflektorów, że noc zmieniła się w dzień. Lissa naprawdę wszystkim świetnie się zajęła. O dziwo tej nocy nawet kwiaty się otworzyły. Na ławkach siedzieli goście. Cała reszta rodziny Bielikow, czyli Olena, Karolina i Sonia z małym Łukom. Tak nazwała swojego syna. Byli też znajomi ze szkoły, pewnie przyjaciele Dymitra i moja dalsza rodzina, którą przedstawią mi rodzice na weselu. To nie jest przypuszczenie. Mam prawo znać swoich krewnych.
Mój ukochany już czekał na mnie przy ołtarzu, obok Masona. Oboje mają na sobie garnitury. Muszę przyznać, że Mason wygląda w nim przystojnie, ale nie może się równać z Dymitrem. Bielikow miał rozpuszczone włosy i wydać było, że ktoś namęczył się z ich ułożeniem. Stawiałabym na Karolinę, ale równie dobrze mogła to być Sonia. Nie spieszyliśmy się. Miłe było to wyczekiwanie. We czwórkę, stąpaliśmy powoli po białym materiale w rytm marsza weselnego. Ja odprowadzana przez Aba'a i Mia ze swoim ojcem. Przed nami szły dziewczynki i rzucały kwiatki, a z tyłu druhny niosły treny naszych welonów. W końcu stanęłam na przeciwko ukochanego i spojrzałam w te brązowe oczy, które tak bardzo kocham i na które będę patrzyła przez resztę życia. Widziałam w nich wielką miłość. I nic więcej, bo czego nam jeszcze potrzeba.
Ksiądz zaczął od standardowego rozpoczęcia: "Zebraliśmy się tu aby...", ale jego słowa nie docierały do mnie.
Czułam jakby czas stanął w miejscu. Serce biło mi jak szalone. Uśmiechaliśmy się do siebie jak zwariowani. Tak słodko i romantycznie. Nie spieszył nam się. Jasne chcę już być jego żoną, ale takie chwile ciszy są wspaniałe. Oby w naszym życiu było ich jak najwięcej. Bo po co słowa. Nic nie musimy mówić, doskonale rozumiemy się bez tego. A i nie ma takich zdań, które umiałyby opisać naszą miłość, uczucie jakim się darzymy. Tylko my wiemy co to jest za siła, która, mimo przeciwności losu, sprawia, że się nie poddajemy i dążymy do idealnego życia i do miłości.
W tej chwili podszedł do nas ksiądz. I tak jak wcześniej nie miało znaczenia nic po za Dymitrem, tak teraz mój wzrok się wyostrzył. Widziałam najdrobniejszy szczegół. Każdą niteczkę na ubraniu ukochanego, każdy jego, powiewający na wietrze włos. Każdą wypukłość na złoconymi krzyżyku, na szyi księdza. Zaczęła się nasza część ceremonii.
Najpierw zostało wytłumaczone z czym wiąże się tak dojrzała decyzja, na czym polegają obowiązki małżeńskie i zostaliśmy pobłogosławieni w imię Boga. Nie skupiałam się zbytnio nad tym. Dla mnie najważniejsza było przysięga. Następna część to pytania:
- Czy chcecie dobrowolnie i bez żadnego przymusu zawrzeć związek małżeński?
- Chcemy.- powiedzieliśmy jednocześnie.
- Czy chcecie wytrwać w tym związku w zdrowiu i chorobie, w dobrej i zlej doli, aż do końca życia?
- Chcemy.
- Czy chcecie z miłością przyjąć i po katolicku wychować potomstwo, którym was Bóg obdarzy?
- Chcemy
I przysięga.
Dymitra powtarzał każde słowo po księdzu, jakby wcześniej uczył się pięknie recytować tą przysięgę. Jestem przekonana, że wierzy w prawdę swojej wypowiedzi:
- Ja, Dymitr Bielikow biorę ciebie Rosemarie Hathaway za żonę i ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że cię nie opuszczę aż do śmierci Tak mi dopomóż Panie Boże wszechmogący w Trójcy Jedyny i wszyscy święci.- przez cały czas patrzył mi głęboko w oczy.
Teraz przyszła moja kolej. Bałam się, że przy jego inwokacji wpadnę słabo, ale miłość dodała mi sił.
- Ja, Rosemarie Hathaway biorę ciebie Dymitrze Bielikow za męża i ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że cię nie opuszczę aż do śmierci.
Nie mówiłam ostatnich słów, ponieważ jestem niewierząca.
Podszedł do nas Pawka z obrączkami na jedwabnej poduszce. Nie były jakieś efektywne. Po prostu złote, ale miały na górze wygrawerowane po Rosyjsku: "Zawsze będę cię kochać, choćbym nie wiem co się stało" Dymitr podniósł jedną i założył mi na palec, wypowiadając te słowa:
-Rosemarie Hathaway przyjmij tę obrączkę jako znak mojej miłości i wierności, w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego.
Powtórzyłam ten gest.
- Dymitrze Bielikow przyjmij tę obrączkę jako znak mojej miłości i wierności.
I ostatnia część. Najważniejsze słowa, na które czekam cały dzień.
- Ogłaszam was mężem i żoną. Pan młody może pocałować pannę młodą.
Nie musiał dw razy powtarzać. Strażnik podniósł mój welon i nachylił się w moja stronę, a ja myślałam, że zaraz wyskoczy mi serce. Nasze usta spotkały się. Poczułam błogość. To było wspaniałe. Jednak pocałunek się skoczył, ale nie martwiłam się tym. Uznałam, że to dopiero pierwszy pocałunek mojego męża, których będzie więcej niż wcześniej. Razem w czwórkę poszliśmy tą samą, białą drogą, która prowadziła do sali balowej. Dzisiaj jeszcze będzie wesele. Ale musiałam się przebrać. Chciałam iść do którejś z komnat, albo nawet do łazienki, ale Dymitr nie chciał mnie puścić. Przed wejściem do pałacu, zatrzymał mnie gwałtownie. Nie rozumiałam o co chodzi, tak samo jak reszta. Po patrzyłam w jego oczy, szukając wyjaśnienia.
- Roza. U nas w rodzinie jest stary zwyczaj, że młoda para musi zostać pobłogosławiona przez najstarszych członków rodzin. Obu.
Pierwsza myśl: miałam dostać błogosławieństwo Jewy? Druga: Kto jest najstarszy w mojej rodzinie?
Szybko w tłumie odnalazłam rodziców i przywołałam ich do siebie.
- O co chodzi, Różyczko? - spytał, wciąż dziwnie miło Abe.
- Kto z naszych krewnych jest najstarszy i obecny tutaj? Musi nas pobłogosławić.
Abe zniknął w tłumie i wrócił z jakąś starszą kobietą z laską. Nie wyglądała na bardzo starą. Laska służyła do ozdoby. Wyglądała z nią bardzo dostojnie. Stanęła na przeciwko nas wyprostowana. Rysy twarzy miała łagodne, jakby chciała pomoc całemu światu. Według mnie, kompletne przeciwieństwo babki Dymitra. Z wyglądu mogła mieć sześćdziesiąt lat, ale coś mi mówiło, że była starsza. A dokładnie powiedział to mój ojciec.
- Babuniu to twoja prawnuczka Rose. Rose, to jest twoja prababcia Carena.
Ja się przesłyszałam, czy groźny i szanowany mafiozo Abe Mazur powiedział "babuniu"?
Kobieta uśmiechnęła się do nas ciepło.
- Witaj moje dziecko.- głos miała tak miękki i słodki, że pomyślałam o ciasteczkach i mleku.
- Witaj...babciu.- odpowiedziałam niepewna jak mam się do niej zwracać.
Nie poprawiła mnie, więc pewnie tak było dobrze.
- To chcecie mojego błogosławieństwa?- pokiwaliśmy głowami na potwierdzenie. - W takim razie błogosławię wasze małżeństwo i życzę wam dużo szczęścia.
Już ją lubię. Ciekawe jaka by była, gdybym była normalną dziewczyną? Jak to mieć taką miłą i serdeczną osobę, która zawsze ci pomoże i doradzi swoim doświadczeniem?
Jewa tylko powiedziała coś po rosyjsku, co pewnie było błogosławieństwem. Wszyscy dookoła zaczęli klaskać i wołać "gorzko". Co zrobić? Pocałowaliśmy się, a brawa tylko przybrały na sile. Następnie, stanęłam z Mią przodem do drzwi i rzuciłyśmy za siebie bukiety ślubne. Kiedy się odwróciłam, moje kwiaty trzymała Lissa, a Mii...moja mama! No, to będzie ciekawe. Ale już zrobiło się ciekawie, kiedy do strażniczki podszedł Abe i pocałował ją. Aha, dobrze wiedzieć. Mam nadzieję, że jednak zostanę jedynaczką. Nie chodzi o to, że nie chcę mieć rodzeństwa. Nic mnie to nie obchodzi.Tylko trudno mi uwierzyć, że nagle moja mama rezygnuje ze służby i zostaje w domu z dzieckiem, a nie chcę, żeby ono też miało takie dzieciństwo jak ja. A wątpię czy Abe je przygarnie. Albo jeszcze gorzej. Mogła by chcieć, dać je pod opiekę parze najlepszych strażników, którzy i tak mają dziecko. Tak, chodzi o nas. Ale nie ważne. Teraz czas na zabawę.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
ROZDZIAŁ 50
Obudziłam się mocno spleciona z ukochanym. Byliśmy odwróceni do siebie przodem. Jego ręce łączyły się w uścisku za moimi plecami. Nasze nogi tworzyły jedną wielką, plątaninę, tak że nie było wiadomo, która kończyna jest czyja. Jeszcze nigdy moje ciało nie pragnęło, przez sen takiej bliskości Rosjanina. On też już nie spał, jednak nie spieszył się rezygnować z tej pozycji. Mruczał mi przyjemnie do ucha, jak bardzo mnie kocha i o innych rzeczach, od czego zrobiło mi się gorąco. Jego dłoń zaczęła głaskać mnie po karku. Uniosłam głowę i nasze usta spotkały się w słodkim pocałunku. Popatrzyłam w oczy narzeczonego.
- A tobie wciąż mało.- westchnęłam, a on zaczął całować mnie po szyi.- Nawet nie myśl, że mnie tu zatrzymasz. Muszę iść do Lissy i tym razem chcę być wcześniej.
- Tak?- nie przerywał pieszczot.
- Dymitr, proszę. Nie chcę się z tobą kłócić przed ślubem.
- Ale czy ja coś robię? - spytał z niewinną miną.
- Możemy jeszcze chwilę poleżeć. A potem pójdę się ubrać i do Lissy.
- Nawet mi to odpowiada. Ja też muszę się przygotować.
- Ty nie wiesz co to znaczy przygotować się dla kobiety.
- Dowiem się, jak cię zobaczę przy ołtarzu.
Spojrzałam na zegarek.
- Dobra, muszę już iść.- próbowałam się wyplątać, ale ukochanymi nie pozwolił.
- Roza, nie zostawiaj mnie jeszcze.- zrobił smutną minę.
- Dymitr, naprawdę nie mogę. Lissa będzie na mnie zła.- przekonywałam go.
W końcu udało mi się jakoś uciec. Szybko złapałam ubranie i tak żeby nie złapał mnie ukochany, poleciałam do łazienki. Przekręciłam kluczyk, bo tak jak przewidziałam, do drzwi zaczął dobijać się Bielikow.
- Roza. Chodź tu do mnie.- mówił tak miękkim i melodyjnym głosem, że ledwo mu się oparłam.- Proszę, tylko na chwilę.
Nie mogłam powstrzymać uśmiechu. Zaczęłam się myć, przy akompaniamencie jego zachęt i wyznań. Umyłam głowę i nasmarowałam się olejkiem o zapachu truskawek. Powoli otworzyłam drzwi i chciałam szybko przebiec przez pokój, ale silne dłonie złapały mnie za rękę. A raczej próbowały złapać, ale ześlizgnęły się z nich dzięki olejkowi. Stanęłam w przejściu, wiedząc, że jestem bezpieczna i posłałam mu całusa.
- Nawet mnie nie pocałujesz na dowodzenia- spytał z wyciągniętymi ramionami.
Akurat. Żebyś zaciągnął mnie z powrotem do łóżka? Kuszące, ale nie mogę.
- Jeszcze zdążysz mnie na całować.- powiedziałam i wyszłam. Kiedy się obróciłam, na jego twarzy widniał cwany uśmiech.
U Lissy czekały już Mia, druhny i królowa. Wiktoria i Sydney szybko wcisnęły mnie w suknię ślubną i poradziły na krześle, przed toaletą. Moją fryzurą zajęła się alchemiczka, a Lissa w tym czasie robiła mi makijaż. To samo zrobiły Jill i Sonia z Mią.
- Dymitr ostatnio zachowuje się dziwnie. Dzisiaj też nie mógł mnie puścić i musiałam prawie że uciec z domu.
- Chce się tobą nacieszyć. Tyle razem przeszliście, że boi się cię stracić.- przekonywała mnie Sonia.
- Zaczynam się obawiać czy nasza noc poślubna nie przedłuży się na cały miesiąc miodowy.
- Nawet mi się nie ważcie.- wtrąciła się Lissa.- Jutro o północy macie wylot, więc macie być gotowi do wyjazdu o dwudziestej pierwszej.
Tak jak przewidziałam przyjaciółka zafundowała nam też podróż ślubną.
- Liss tyle dla nas zrobiłaś. Jak ja mam ci się odwdzięczyć?
- Po prostu dobrze się baw i żyj jak zwykła dziewczyna, bo za rok będziesz mnie chroniła.
W tym momencie obie z Mią byłyśmy gotowe. Blondyna zażyczyła sobie koka, a ja jednak wolałam rozpuścić włosy. Efekt końcowy był zniewalający.
- Idealnie.- uznała królowa.
- Wyglądacie przecudnie!- zawołały jednocześnie Jill i Wiktoria.
Myślę, że dziewczyny mogłyby się zaprzyjaźnić gdyby chodziły razem do szkoły. Hej, a jak by tak... Zostawię to na kiedy indziej. Teraz mój wielki dzień. Poprawka. Nasz wielki dzień.
- Dobra.- zwróciła się teraz do druhen.- Chodźcie mi jeszcze pomóc przygotować dziewczynki z kwiatami.
Dziewczyny przytaknęły i skierowały się do drzwi.
Po chwili ja i Mia zostałyśmy same w komnacie.
- Jak się czujesz?- spytała morojka.- Ja strasznie się cieszę, ale i denerwuję.
- Ja też. A przecież to tylko parę kroków w sukience do mężczyzn, z którymi spędzimy resztę życia.- zachichotałyśmy.
Teraz mogłam się jej dokładnie przyjrzeć. Też miała suknię z falbankami ale na ramiączkach. Na wierzchu powiewała koronka. Jej druhny miały sukienki podobnego koloru do Wiktorii i Sydney, tyle że ciemniejszego i na jednym ramiączku. Od pasa w górę wydawało się jakby miały łuski( zdjęcia na dole).
Wtem rozległo się pukanie do drzwi. Weszli przez nie moi rodzice i ojciec Mii.
- Jak się macie dziewczyny?- spytała moja mama.
- Dobrze.- odpowiedziałyśmy jednocześnie.
Moja mama mnie przytuliła, co trochę mnie zaskoczyło.
- Moja mała córeczka wychodzi za mąż.- powiedział, dziwnie czule Abe. O co im chodzi?- Pamiętaj, jeśli będziesz miała problemy z mężem, zawsze możesz na mnie liczyć.
- Dzięki tato. Będę pamiętać. - jakbym miała mało powodów do martwienia się o Dymitra.
- Ledwo skoczyłaś szkołę, a już masz więcej znaków niż połowa dworu, jesteś w ciąży i masz ślub. Z dziecka nie jestem może zbyt zadowolona, ale i tak jestem z ciebie dumna. Oboje z twoim ojcem jesteśmy.- szturchnęła Abe'a
- Oczywiście.- poparł ją staruszek.- Już ci to mówiłem na koronacji i u siebie.
- Dziękuję za to, że jesteście przy mnie. - przytuliłam ich. Dzisiaj chyba nikt nie jest sobą. Dymitr, moi rodzice, ja. Nie zdziwię się jeśli Jewa nie będzie mówić zagadkami. Ale na to małe szanse.
W tym czasie Mia rozmawiała ze swoim tatą.
- To co?- ojciec podał mi ramię.- Czas do ołtarza.
- Na to wygląda.- chwyciłam jego rękę i dałam się poprowadzić.
_______________________________________________________
Mam nadzieję, że podobają się przygotowania do ślubu. I pamiętajcie o akcji. Dzisiaj o 20 oglądamy Akademie Wampirów. Jesteście z nami? Bo ja bardzo. I dziękuję za wszystkie dotychczas komentarze.
- A tobie wciąż mało.- westchnęłam, a on zaczął całować mnie po szyi.- Nawet nie myśl, że mnie tu zatrzymasz. Muszę iść do Lissy i tym razem chcę być wcześniej.
- Tak?- nie przerywał pieszczot.
- Dymitr, proszę. Nie chcę się z tobą kłócić przed ślubem.
- Ale czy ja coś robię? - spytał z niewinną miną.
- Możemy jeszcze chwilę poleżeć. A potem pójdę się ubrać i do Lissy.
- Nawet mi to odpowiada. Ja też muszę się przygotować.
- Ty nie wiesz co to znaczy przygotować się dla kobiety.
- Dowiem się, jak cię zobaczę przy ołtarzu.
Spojrzałam na zegarek.
- Dobra, muszę już iść.- próbowałam się wyplątać, ale ukochanymi nie pozwolił.
- Roza, nie zostawiaj mnie jeszcze.- zrobił smutną minę.
- Dymitr, naprawdę nie mogę. Lissa będzie na mnie zła.- przekonywałam go.
W końcu udało mi się jakoś uciec. Szybko złapałam ubranie i tak żeby nie złapał mnie ukochany, poleciałam do łazienki. Przekręciłam kluczyk, bo tak jak przewidziałam, do drzwi zaczął dobijać się Bielikow.
- Roza. Chodź tu do mnie.- mówił tak miękkim i melodyjnym głosem, że ledwo mu się oparłam.- Proszę, tylko na chwilę.
Nie mogłam powstrzymać uśmiechu. Zaczęłam się myć, przy akompaniamencie jego zachęt i wyznań. Umyłam głowę i nasmarowałam się olejkiem o zapachu truskawek. Powoli otworzyłam drzwi i chciałam szybko przebiec przez pokój, ale silne dłonie złapały mnie za rękę. A raczej próbowały złapać, ale ześlizgnęły się z nich dzięki olejkowi. Stanęłam w przejściu, wiedząc, że jestem bezpieczna i posłałam mu całusa.
- Nawet mnie nie pocałujesz na dowodzenia- spytał z wyciągniętymi ramionami.
Akurat. Żebyś zaciągnął mnie z powrotem do łóżka? Kuszące, ale nie mogę.
- Jeszcze zdążysz mnie na całować.- powiedziałam i wyszłam. Kiedy się obróciłam, na jego twarzy widniał cwany uśmiech.
U Lissy czekały już Mia, druhny i królowa. Wiktoria i Sydney szybko wcisnęły mnie w suknię ślubną i poradziły na krześle, przed toaletą. Moją fryzurą zajęła się alchemiczka, a Lissa w tym czasie robiła mi makijaż. To samo zrobiły Jill i Sonia z Mią.
- Dymitr ostatnio zachowuje się dziwnie. Dzisiaj też nie mógł mnie puścić i musiałam prawie że uciec z domu.
- Chce się tobą nacieszyć. Tyle razem przeszliście, że boi się cię stracić.- przekonywała mnie Sonia.
- Zaczynam się obawiać czy nasza noc poślubna nie przedłuży się na cały miesiąc miodowy.
- Nawet mi się nie ważcie.- wtrąciła się Lissa.- Jutro o północy macie wylot, więc macie być gotowi do wyjazdu o dwudziestej pierwszej.
Tak jak przewidziałam przyjaciółka zafundowała nam też podróż ślubną.
- Liss tyle dla nas zrobiłaś. Jak ja mam ci się odwdzięczyć?
- Po prostu dobrze się baw i żyj jak zwykła dziewczyna, bo za rok będziesz mnie chroniła.
W tym momencie obie z Mią byłyśmy gotowe. Blondyna zażyczyła sobie koka, a ja jednak wolałam rozpuścić włosy. Efekt końcowy był zniewalający.
- Idealnie.- uznała królowa.
- Wyglądacie przecudnie!- zawołały jednocześnie Jill i Wiktoria.
Myślę, że dziewczyny mogłyby się zaprzyjaźnić gdyby chodziły razem do szkoły. Hej, a jak by tak... Zostawię to na kiedy indziej. Teraz mój wielki dzień. Poprawka. Nasz wielki dzień.
- Dobra.- zwróciła się teraz do druhen.- Chodźcie mi jeszcze pomóc przygotować dziewczynki z kwiatami.
Dziewczyny przytaknęły i skierowały się do drzwi.
Po chwili ja i Mia zostałyśmy same w komnacie.
- Jak się czujesz?- spytała morojka.- Ja strasznie się cieszę, ale i denerwuję.
- Ja też. A przecież to tylko parę kroków w sukience do mężczyzn, z którymi spędzimy resztę życia.- zachichotałyśmy.
Teraz mogłam się jej dokładnie przyjrzeć. Też miała suknię z falbankami ale na ramiączkach. Na wierzchu powiewała koronka. Jej druhny miały sukienki podobnego koloru do Wiktorii i Sydney, tyle że ciemniejszego i na jednym ramiączku. Od pasa w górę wydawało się jakby miały łuski( zdjęcia na dole).
Wtem rozległo się pukanie do drzwi. Weszli przez nie moi rodzice i ojciec Mii.
- Jak się macie dziewczyny?- spytała moja mama.
- Dobrze.- odpowiedziałyśmy jednocześnie.
Moja mama mnie przytuliła, co trochę mnie zaskoczyło.
- Moja mała córeczka wychodzi za mąż.- powiedział, dziwnie czule Abe. O co im chodzi?- Pamiętaj, jeśli będziesz miała problemy z mężem, zawsze możesz na mnie liczyć.
- Dzięki tato. Będę pamiętać. - jakbym miała mało powodów do martwienia się o Dymitra.
- Ledwo skoczyłaś szkołę, a już masz więcej znaków niż połowa dworu, jesteś w ciąży i masz ślub. Z dziecka nie jestem może zbyt zadowolona, ale i tak jestem z ciebie dumna. Oboje z twoim ojcem jesteśmy.- szturchnęła Abe'a
- Oczywiście.- poparł ją staruszek.- Już ci to mówiłem na koronacji i u siebie.
- Dziękuję za to, że jesteście przy mnie. - przytuliłam ich. Dzisiaj chyba nikt nie jest sobą. Dymitr, moi rodzice, ja. Nie zdziwię się jeśli Jewa nie będzie mówić zagadkami. Ale na to małe szanse.
W tym czasie Mia rozmawiała ze swoim tatą.
- To co?- ojciec podał mi ramię.- Czas do ołtarza.
- Na to wygląda.- chwyciłam jego rękę i dałam się poprowadzić.
_______________________________________________________
Mam nadzieję, że podobają się przygotowania do ślubu. I pamiętajcie o akcji. Dzisiaj o 20 oglądamy Akademie Wampirów. Jesteście z nami? Bo ja bardzo. I dziękuję za wszystkie dotychczas komentarze.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
piątek, 12 lutego 2016
ROMITRI
Hej tym razem coś innego niż rozdział .Jak wiecie w niedziele są walentynki święto zakochanych ale również w
tą niedziele mijają 2 lata od premiery "Akademia Wampirów Siostry Krwi". Ola i Mańka wpadł na pomysł by w sobotę o 20 włączyć Akademię i ją
obejrzeć i troszkę powspominać , a ja się pod tym podpisuję. Jeśli chcecie wraz z nami obejrzeć
Akademię i jeszcze raz się w niej zakochać to piszcie w komentarzach
"Jestem z wami". Przypominam JUTRO(SOBOTA)O GODZINIE 20 SIADACIE PRZED
TYM NA CZYM CHCECIE OGLĄDAĆ I RAZEM ZACHWYCAMY SIĘ.
Ps. jeśli chodzi o ślub, to będzie jutro w drugim rozdziale. pozdrawiam i BĄDŹCIE Z NAMI.
Ps. jeśli chodzi o ślub, to będzie jutro w drugim rozdziale. pozdrawiam i BĄDŹCIE Z NAMI.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
ROZDZIAŁ 49
W końcu mogłam nacieszyć się tym, że jednak mam kogoś, kto mnie rozumie i przeszedł tyle, co ja.
- Nawet nie wiesz, jak bardzo się bałam. Myślałam, że wszystko straciłam, że nie odzyskam swojego Dymitra.
- Spokojnie jestem tu. Wszystko będzie dobrze. Nigdy cię nie opuszczę. Kocham Cię Roza.- przeniósł jedną dłoń na mój brzuch, kładąc głowę pod mostkiem, tak żeby na niego patrzeć.- I ciebie też, kruszynko.
Uśmiechnęłam się. Dymitr jest taki opiekuńczy, troskliwy, odpowiedzialny. Wie jak dbać o innych. Kocham go za to. Dużo przeszedł, a mimo to jest pełen radości. To tak jak ja, ale bez niego, trudno byłoby mi ją odnaleźć. Myślę, że on też mógłby tak powiedzieć. Obydwoje uszczęśliwiamy się i dopełniamy. Ja daję mu miłość, humor i wkrótce dziecko, a on opłaca się wsparciem, dobrą radą, opieką i też miłością. Jak mogłam sądzić, że ktoś może go zastąpić? Nie da się. On jest jeden jedyny. Będzie dobrym ojcem. Naraz dopadły mnie wątpliwości. A czy ja będę dobrą matką? Czy podołam zadaniu? Przecież to będzie małe, bezbronne dziecko, liczące na naszą opiekę. Trzeba będzie je wychować, chronić, pomagać. Niby to co robimy na co dzień, a jednak nie. Nigdy nie widziałam się w roli matki. Spojrzałam znów na ukochanego. Był taki szczęśliwy. Zawsze chciał mieć dziecko. On mi pomoże. Wiem to.
- Kocham Cię. - mój narzeczony był tak pochłonięty naszym dzieckiem w moim brzuchu, że ledwo dotarły do niego moje słowa. Odsunął się, chwycił moje dłonie i pocałował je.
- Dziękuję Roza. Za to, że dzięki tobie moje życie ma sens.
- Wiesz, odkąd Lissa została królową, nie umiem w tobie rozpoznać swojego mentora, ale dopiero teraz to sobie uświadomiłam. Twoja przemiana zachodzi powoli i stopniowo. Normalne nie widać różnicy z dnia na dzień, ale jak przypomnę sobie nasze treningi, to jakby uczył mnie ktoś inny.
Ale on normalnie ma wiele twarzy. Inny jest, kiedy się o mnie martwi, inny podczas walki, kiedy przemawia przez niego miłość, a jeszcze inny, gdy górę bierze pożądanie. Ale jedno się nigdy nie zmieni. Cokolwiek nie robi jest stanowczy i wierzy w to. Następna rzecz, którą w nim Kocham. Ale jeśli miałabym zrobić listę wszystkiego za co go kocham, nie wiem, gdzie i czy w ogóle by się kończyła. Jednym słowem moja miłość opiera się na wszystkich jego wadach i zaletach. Oczywiście tych drugich jest dużo więcej. Nie chce go idealizować, więc powiem, że ma jakieś wady. Jakie? Hymn... Na przykład: Muzyka jaką słucha. Nic lepszego nie mogłam wymyślić. On jednak jest idealny, ale nie lubi jak tak mówię. Tylko co go obchodzi co myślę. Kocham go i jest moim bogiem. Może temu zaprzeczać do woli, a ja i tak nie zmienię zdania. Nawet ta muzyka mi nie przeszkadza. Ciekawe co on o mnie myśli?
- Dymitr, jaka według ciebie jestem.
- Cudowna, wspaniała, piękna.
- Nie o to mi chodzi. Czy ja też się zmieniłam? Za co mnie kochasz? I co o mnie myślisz?
- Hymn...- jeździł palcami po moim brzuchu, patrząc mi prosto w oczy. - Każdy się zmienia. Dorasta, mądrzeje. Ty jesteś energiczna, nie umiesz usiedzieć w jednym miejscu. Ciągle musisz coś robić. Czy to jest dobre? Tak, pod warunkiem, że dobrze się to wykorzystuje. A ty doskonale wiesz jak użyć swojej siły. Jesteś trochę impulsywna, ale nie tak jak na początku naszej znajomości. Ale musisz pamiętać, żeby nie przesadzić w drugą stronę. Gwałtowność i szybkość podejmowania decyzji, nawet tych szalonych, jest istotna w walce i życiu. Jesteś gotowa oddać życie za tych, których kochasz. Trudno cię pokonać. I robisz co możesz, aby inni byli szczęśliwi, nawet jeśli sama będziesz cierpieć. A ból też jakoś znosisz. Nie załamujesz się pod jego ciężarem. Nie chodzi o ból fizyczny, ale psychiczny. Jesteś silniejsza niż inni myślą. I nigdy się nie poddajesz. Myślę, że jesteś doskonałością piękna i charakteru. Wielu mężczyzn mi zazdrości twojej miłości. Widać to po tym, jak na ciebie patrzą. Jeśli ja jestem twoim bogiem, to ty bądź moją boginią. A czemu o to pytasz?
Wzruszył mnie swoją przemową. Pocałowałam go namiętnie. Nie wiedziałem, że też mnie idealizuje. Nie jestem tak niezwykła jak myśli. Ale nie chciałam wyprowadzać go z błędu. Może to ja mam za niską samoocenę? Albo jedno i drugie. I tak wiedziałam, że moje zdanie nie liczy się w jego ocenie. Tak samo u mnie. Nie ważne co mówi, ja swojego stanowiska nie zmienię. Więc po co się kłócić.Jeśli uznał, że dla mnie jest bogiem, to ja mogę być boginią dla niego.
- A tak z ciekawości, chciałam wiedzieć.
- W takim razie, co ty myślisz o mnie?- spytał, wyraźnie zainteresowany.
Podzieliłam się swoimi przemyśleniami na jego temat.
- Nie wiedziałem, że aż tak mnie idealizujesz kochanie.
- Wczoraj pokazałeś mi, że mam rację. Kocham Cię za wszystko. Nie ważne, co to jest. Nie zmieni tego nic. Pocałował mnie na nowo. Podczas gdy nasze usta były zajęte, podniósł mnie na ręce i pobiegł ze mną w objęciach do morza. Pływaliśmy w morskiej wodzie, bawiąc się i chlapiąc na siebie, jak małe dzieci. Miło było poczuć się tak zwyczajnie. Jak chłopak i dziewczyna na biwaku. Tylko namiotu brakuje. Ale po co nam? Spanie pod gołym niebem i patrzenie w gwiazdy, jest o wiele lepsze. Możemy robić co chcemy, bo wiemy, że nikt nam nie przeszkodzi, nie jest nam zimno, nie będzie padać i nie ma komarów, ponieważ to jest sen. Tylko ja i on jesteśmy prawdziwi. I nasze uczucie. Oczywiście, nie umiemy przy sobie długo wytrzymać na odległość, gdy jesteśmy nadzy. Nasza kąpiel skoczyła się złączeniem ciał na mokrym piasku. Jedyne co miało dostęp pomiędzy nasze ciała, to fale uderzające co jakiś czas w brzeg, ale i to nie umiało zgasić płomienia miłości między nami. Znów poczułam to dziwne wrażenie, że coś jest inaczej. Zrozumiałam, że to jedność naszych dusz potęguje doznania. W śnie uczestniczą tylko nasze umysły. Nie kochamy się cieleśnie, a duchowo. To jest nasza jedność dusz.
- Nawet nie wiesz, jak bardzo się bałam. Myślałam, że wszystko straciłam, że nie odzyskam swojego Dymitra.
- Spokojnie jestem tu. Wszystko będzie dobrze. Nigdy cię nie opuszczę. Kocham Cię Roza.- przeniósł jedną dłoń na mój brzuch, kładąc głowę pod mostkiem, tak żeby na niego patrzeć.- I ciebie też, kruszynko.
Uśmiechnęłam się. Dymitr jest taki opiekuńczy, troskliwy, odpowiedzialny. Wie jak dbać o innych. Kocham go za to. Dużo przeszedł, a mimo to jest pełen radości. To tak jak ja, ale bez niego, trudno byłoby mi ją odnaleźć. Myślę, że on też mógłby tak powiedzieć. Obydwoje uszczęśliwiamy się i dopełniamy. Ja daję mu miłość, humor i wkrótce dziecko, a on opłaca się wsparciem, dobrą radą, opieką i też miłością. Jak mogłam sądzić, że ktoś może go zastąpić? Nie da się. On jest jeden jedyny. Będzie dobrym ojcem. Naraz dopadły mnie wątpliwości. A czy ja będę dobrą matką? Czy podołam zadaniu? Przecież to będzie małe, bezbronne dziecko, liczące na naszą opiekę. Trzeba będzie je wychować, chronić, pomagać. Niby to co robimy na co dzień, a jednak nie. Nigdy nie widziałam się w roli matki. Spojrzałam znów na ukochanego. Był taki szczęśliwy. Zawsze chciał mieć dziecko. On mi pomoże. Wiem to.
- Kocham Cię. - mój narzeczony był tak pochłonięty naszym dzieckiem w moim brzuchu, że ledwo dotarły do niego moje słowa. Odsunął się, chwycił moje dłonie i pocałował je.
- Dziękuję Roza. Za to, że dzięki tobie moje życie ma sens.
- Wiesz, odkąd Lissa została królową, nie umiem w tobie rozpoznać swojego mentora, ale dopiero teraz to sobie uświadomiłam. Twoja przemiana zachodzi powoli i stopniowo. Normalne nie widać różnicy z dnia na dzień, ale jak przypomnę sobie nasze treningi, to jakby uczył mnie ktoś inny.
Ale on normalnie ma wiele twarzy. Inny jest, kiedy się o mnie martwi, inny podczas walki, kiedy przemawia przez niego miłość, a jeszcze inny, gdy górę bierze pożądanie. Ale jedno się nigdy nie zmieni. Cokolwiek nie robi jest stanowczy i wierzy w to. Następna rzecz, którą w nim Kocham. Ale jeśli miałabym zrobić listę wszystkiego za co go kocham, nie wiem, gdzie i czy w ogóle by się kończyła. Jednym słowem moja miłość opiera się na wszystkich jego wadach i zaletach. Oczywiście tych drugich jest dużo więcej. Nie chce go idealizować, więc powiem, że ma jakieś wady. Jakie? Hymn... Na przykład: Muzyka jaką słucha. Nic lepszego nie mogłam wymyślić. On jednak jest idealny, ale nie lubi jak tak mówię. Tylko co go obchodzi co myślę. Kocham go i jest moim bogiem. Może temu zaprzeczać do woli, a ja i tak nie zmienię zdania. Nawet ta muzyka mi nie przeszkadza. Ciekawe co on o mnie myśli?
- Dymitr, jaka według ciebie jestem.
- Cudowna, wspaniała, piękna.
- Nie o to mi chodzi. Czy ja też się zmieniłam? Za co mnie kochasz? I co o mnie myślisz?
- Hymn...- jeździł palcami po moim brzuchu, patrząc mi prosto w oczy. - Każdy się zmienia. Dorasta, mądrzeje. Ty jesteś energiczna, nie umiesz usiedzieć w jednym miejscu. Ciągle musisz coś robić. Czy to jest dobre? Tak, pod warunkiem, że dobrze się to wykorzystuje. A ty doskonale wiesz jak użyć swojej siły. Jesteś trochę impulsywna, ale nie tak jak na początku naszej znajomości. Ale musisz pamiętać, żeby nie przesadzić w drugą stronę. Gwałtowność i szybkość podejmowania decyzji, nawet tych szalonych, jest istotna w walce i życiu. Jesteś gotowa oddać życie za tych, których kochasz. Trudno cię pokonać. I robisz co możesz, aby inni byli szczęśliwi, nawet jeśli sama będziesz cierpieć. A ból też jakoś znosisz. Nie załamujesz się pod jego ciężarem. Nie chodzi o ból fizyczny, ale psychiczny. Jesteś silniejsza niż inni myślą. I nigdy się nie poddajesz. Myślę, że jesteś doskonałością piękna i charakteru. Wielu mężczyzn mi zazdrości twojej miłości. Widać to po tym, jak na ciebie patrzą. Jeśli ja jestem twoim bogiem, to ty bądź moją boginią. A czemu o to pytasz?
Wzruszył mnie swoją przemową. Pocałowałam go namiętnie. Nie wiedziałem, że też mnie idealizuje. Nie jestem tak niezwykła jak myśli. Ale nie chciałam wyprowadzać go z błędu. Może to ja mam za niską samoocenę? Albo jedno i drugie. I tak wiedziałam, że moje zdanie nie liczy się w jego ocenie. Tak samo u mnie. Nie ważne co mówi, ja swojego stanowiska nie zmienię. Więc po co się kłócić.Jeśli uznał, że dla mnie jest bogiem, to ja mogę być boginią dla niego.
- A tak z ciekawości, chciałam wiedzieć.
- W takim razie, co ty myślisz o mnie?- spytał, wyraźnie zainteresowany.
Podzieliłam się swoimi przemyśleniami na jego temat.
- Nie wiedziałem, że aż tak mnie idealizujesz kochanie.
- Wczoraj pokazałeś mi, że mam rację. Kocham Cię za wszystko. Nie ważne, co to jest. Nie zmieni tego nic. Pocałował mnie na nowo. Podczas gdy nasze usta były zajęte, podniósł mnie na ręce i pobiegł ze mną w objęciach do morza. Pływaliśmy w morskiej wodzie, bawiąc się i chlapiąc na siebie, jak małe dzieci. Miło było poczuć się tak zwyczajnie. Jak chłopak i dziewczyna na biwaku. Tylko namiotu brakuje. Ale po co nam? Spanie pod gołym niebem i patrzenie w gwiazdy, jest o wiele lepsze. Możemy robić co chcemy, bo wiemy, że nikt nam nie przeszkodzi, nie jest nam zimno, nie będzie padać i nie ma komarów, ponieważ to jest sen. Tylko ja i on jesteśmy prawdziwi. I nasze uczucie. Oczywiście, nie umiemy przy sobie długo wytrzymać na odległość, gdy jesteśmy nadzy. Nasza kąpiel skoczyła się złączeniem ciał na mokrym piasku. Jedyne co miało dostęp pomiędzy nasze ciała, to fale uderzające co jakiś czas w brzeg, ale i to nie umiało zgasić płomienia miłości między nami. Znów poczułam to dziwne wrażenie, że coś jest inaczej. Zrozumiałam, że to jedność naszych dusz potęguje doznania. W śnie uczestniczą tylko nasze umysły. Nie kochamy się cieleśnie, a duchowo. To jest nasza jedność dusz.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
ROZDZIAŁ 48
Usiedliśmy na kocu i zaczęliśmy jeść.
- Kochanie, muszę ci to powiedzieć.- zaczęłam- Jesteś wspaniałym kucharzem, ale musisz popracować nad wyobraźnią. To smakuje jak jedzenie wszędzie, tylko nie w domu. Jest dobre, ale ty robisz lepsze.
- Och Roza. Żebyś ty wiedziała, jak moja wyobraźnia działa, kiedy jesteś blisko przy mnie.
- Myślę, że bardzo intensywnie. - zaśmiała się cicho.
Wtuliłam się w niego i postanowiłam zmienić krajobraz. Dalej byliśmy na plaży,ale teraz była noc. Gwiazdy świeciły na niebie, a nad morzem lśniły księżyc w pełni. Piknik zmienił się na ognisko, a w moich dłoniach pojawiły się patyki i paczka pianek. Podałam jeden kijek ukochanemu i otworzyłam pianki. I tak siedzieliśmy w ciszy, patrząc jak nasze pianki pieczą się w ogniu. Nagle wróciło do mnie wspomnienie z dzieciństwa i westchnęłam melancholicznie. Nic nam w tedy nie groziło. Byli inni, którzy nas bronili. Mogła do woli się bawić i cieszyć. Dymitr zauważył moją tęsknotę.
- Roza, co się dzieje?- spytał obejmując mnie ciasnej ramionami.
- A nic, tylko przypomniało mi się jak jeszcze chodziłam do przedszkola. Rodzice Liss zaprosili mnie na rodzinny wyjazd pod namioty. Każdej nocy rozpalali ognisko i piekliśmy nad nim kiełbaski, pianki, podpłomyki. Tęsknię za takimi chwilami, kiedy byłyśmy małe i miałyśmy czas na zabawę. Zawsze chciałam spędzać tak czas z rodzicami, ale matkę rzadko widziałam, a ojca nie znałam. Moją rodziną stała się rodzina Lissy.
Dymitr zabrał mój patyk od ognia i wtedy zauważyłam, że pianki są gotowe. Były pyszne.
- Ja nigdy nie wyjeżdżałem nigdzie z rodziną. A nie! Raz pojechaliśmy do wujka Łuki. Miał domek w lesie nad jeziorem. Raz z siostrami poszliśmy pływać na kajakach. Miałem wtedy z osiem lat. Do dziś nie mam pojęcia, jak ja go wywróciłem. Po prostu w pewnej chwili byłem w wodzie.- zaśmiał się, a ja razem z nim.
- Miło tak powspominać dawne czasy z osobami, które są dla nas ważne.
- Kocham Cię Roza.- narzeczony pocałował mnie w szyję, a mi spadła pianka do ognia.
- No i widzisz, co na robiłeś- powiedziałam ze śmiechem.- przez ciebie spadła mi pianka.
On też zaczął się śmiać, ale nie przestawał całować mnie po szyi.
-Tak mi przykro. - nie wierzyłam w to.
- Chyba mieliśmy wspominać dawne czasy. - przypomniałam mu kiedy zsunął z mojego ramienia ramiączko od sukienki.
Ale jakiej sukienki. Była czerwona i nawet długa, tak za kolana. Na dekolcie miała diamentowe różyczki, a od pasa w dół ciągnęły się czarne wzorki w kształcie pnącza. W realnym świecie, pewnie kosztowała by fortunę.
- Towarzyszu, czy ty myślisz, że my będziemy to teraz robić?
- Czemu nie? Mamy czas dla siebie, jesteśmy sami, a ty jesteś taka pociągająca. Grzechem by było nie skorzystać.
Złapał mnie w tali i powoli zaczął ściągać ze mnie sukienkę. Rozpływałam się w jego ramionach. Odwróciłam się do niego przodem i nasze usta odnalazły się. Szybko pozbyłam się jego koszulki i spodni. Moja sukienka już leżała na piasku.Czułam, że pali mnie bielizna i tylko czekałam, aż Dymitr ją ściąganie. On jednak się z tym nie spieszył. Całował mnie namiętnie, przytulny tak blisko jakby chciał się do mnie przykleić na Superglu. Jego usta wróciły na szyję, ale nie zatrzymały się na niej. Schodził coraz niżej na dekolt, po mostku i kończąc na brzuchu. Chwilę na nim został, jednak tam też nie przestał. Schodził coraz niżej, teraz po nogach. Jego ręce znalazły się na moich pośladkach, kiedy tą samą drogą, zaczął wracać na górę. Nasze usta znowu się złączyły i nareszcie zaczął dobierać się bo mojego stanika. Ja w tym czasie zajęłam się jego majtkami. Po chwili, ubrania już nam nie przeszkadzały, a my napawaliśmy się naszą nagością. Oddychałam ciężko, a serce biło mi jak szalone. Nagle zrobiłam coś, co bardzo zdziwiło mojego partnera. Znalazłam się nad nim i nadałam szybsze tempo. Nie narzekał i poddał mi się. Rozumieliśmy się bez słów. Ruchy naszych ciał były jak taniec. Doskonale ze sobą współgrające. Jedno wiedziało czego oczekuje to drugie. Dłonie strażnika błądziły po moim ciele, zaczynając od pleców, tonęły w moich długich włosach, przez ręce i talię, kończyły swoją wędrówkę na mojej pupie. Niby jest tak samo jak w realnym świecie, ale jednak nie. Coś było inaczej, nie wiem co. Mój ukochany przytulił mnie mocno do siebie i nie chciał puścić. Pozwalał mi tylko na delikatne ruchy w górę i w dół. Nie przeszkadzało mi to. Chciałam zawsze być blisko niego.
-Roza moy( moja) Roza.- zaczął mówić po Rosyjsku. Mogłam się tylko domyślać, co to znaczy. Ale nie interesowało mnie to teraz, tak jak znaczenie wielu innych słów, które szeptał. Ważne, że jest przy mnie. Tak bardzo się bałam, że go straciłam. Ale on tu był. Przytuliłam się do ukochanego. Dopiero teraz zauważyłam, że leżymy na łóżku.
- Roza jesteś niesamowita.- wysapał. Wciąż ciężko oddychał, a jego serce waliło jak szalone. Pocałował mnie namiętnie.- Nigdy nie sądziłem, że istnieje taka kobieta jak ty. A nie dość tego, że ją poznałem, to za kilka godzin będzie moją żoną.
Jego ręce wciąż wędrowały po moim ciele. Było mi błogo. Chyba już wiem jak spędzimy miesiąc miodowy. Uśmiechnęłam się na tę myśl.
- Kochanie, muszę ci to powiedzieć.- zaczęłam- Jesteś wspaniałym kucharzem, ale musisz popracować nad wyobraźnią. To smakuje jak jedzenie wszędzie, tylko nie w domu. Jest dobre, ale ty robisz lepsze.
- Och Roza. Żebyś ty wiedziała, jak moja wyobraźnia działa, kiedy jesteś blisko przy mnie.
- Myślę, że bardzo intensywnie. - zaśmiała się cicho.
Wtuliłam się w niego i postanowiłam zmienić krajobraz. Dalej byliśmy na plaży,ale teraz była noc. Gwiazdy świeciły na niebie, a nad morzem lśniły księżyc w pełni. Piknik zmienił się na ognisko, a w moich dłoniach pojawiły się patyki i paczka pianek. Podałam jeden kijek ukochanemu i otworzyłam pianki. I tak siedzieliśmy w ciszy, patrząc jak nasze pianki pieczą się w ogniu. Nagle wróciło do mnie wspomnienie z dzieciństwa i westchnęłam melancholicznie. Nic nam w tedy nie groziło. Byli inni, którzy nas bronili. Mogła do woli się bawić i cieszyć. Dymitr zauważył moją tęsknotę.
- Roza, co się dzieje?- spytał obejmując mnie ciasnej ramionami.
- A nic, tylko przypomniało mi się jak jeszcze chodziłam do przedszkola. Rodzice Liss zaprosili mnie na rodzinny wyjazd pod namioty. Każdej nocy rozpalali ognisko i piekliśmy nad nim kiełbaski, pianki, podpłomyki. Tęsknię za takimi chwilami, kiedy byłyśmy małe i miałyśmy czas na zabawę. Zawsze chciałam spędzać tak czas z rodzicami, ale matkę rzadko widziałam, a ojca nie znałam. Moją rodziną stała się rodzina Lissy.
Dymitr zabrał mój patyk od ognia i wtedy zauważyłam, że pianki są gotowe. Były pyszne.
- Ja nigdy nie wyjeżdżałem nigdzie z rodziną. A nie! Raz pojechaliśmy do wujka Łuki. Miał domek w lesie nad jeziorem. Raz z siostrami poszliśmy pływać na kajakach. Miałem wtedy z osiem lat. Do dziś nie mam pojęcia, jak ja go wywróciłem. Po prostu w pewnej chwili byłem w wodzie.- zaśmiał się, a ja razem z nim.
- Miło tak powspominać dawne czasy z osobami, które są dla nas ważne.
- Kocham Cię Roza.- narzeczony pocałował mnie w szyję, a mi spadła pianka do ognia.
- No i widzisz, co na robiłeś- powiedziałam ze śmiechem.- przez ciebie spadła mi pianka.
On też zaczął się śmiać, ale nie przestawał całować mnie po szyi.
-Tak mi przykro. - nie wierzyłam w to.
- Chyba mieliśmy wspominać dawne czasy. - przypomniałam mu kiedy zsunął z mojego ramienia ramiączko od sukienki.
Ale jakiej sukienki. Była czerwona i nawet długa, tak za kolana. Na dekolcie miała diamentowe różyczki, a od pasa w dół ciągnęły się czarne wzorki w kształcie pnącza. W realnym świecie, pewnie kosztowała by fortunę.
- Towarzyszu, czy ty myślisz, że my będziemy to teraz robić?
- Czemu nie? Mamy czas dla siebie, jesteśmy sami, a ty jesteś taka pociągająca. Grzechem by było nie skorzystać.
Złapał mnie w tali i powoli zaczął ściągać ze mnie sukienkę. Rozpływałam się w jego ramionach. Odwróciłam się do niego przodem i nasze usta odnalazły się. Szybko pozbyłam się jego koszulki i spodni. Moja sukienka już leżała na piasku.Czułam, że pali mnie bielizna i tylko czekałam, aż Dymitr ją ściąganie. On jednak się z tym nie spieszył. Całował mnie namiętnie, przytulny tak blisko jakby chciał się do mnie przykleić na Superglu. Jego usta wróciły na szyję, ale nie zatrzymały się na niej. Schodził coraz niżej na dekolt, po mostku i kończąc na brzuchu. Chwilę na nim został, jednak tam też nie przestał. Schodził coraz niżej, teraz po nogach. Jego ręce znalazły się na moich pośladkach, kiedy tą samą drogą, zaczął wracać na górę. Nasze usta znowu się złączyły i nareszcie zaczął dobierać się bo mojego stanika. Ja w tym czasie zajęłam się jego majtkami. Po chwili, ubrania już nam nie przeszkadzały, a my napawaliśmy się naszą nagością. Oddychałam ciężko, a serce biło mi jak szalone. Nagle zrobiłam coś, co bardzo zdziwiło mojego partnera. Znalazłam się nad nim i nadałam szybsze tempo. Nie narzekał i poddał mi się. Rozumieliśmy się bez słów. Ruchy naszych ciał były jak taniec. Doskonale ze sobą współgrające. Jedno wiedziało czego oczekuje to drugie. Dłonie strażnika błądziły po moim ciele, zaczynając od pleców, tonęły w moich długich włosach, przez ręce i talię, kończyły swoją wędrówkę na mojej pupie. Niby jest tak samo jak w realnym świecie, ale jednak nie. Coś było inaczej, nie wiem co. Mój ukochany przytulił mnie mocno do siebie i nie chciał puścić. Pozwalał mi tylko na delikatne ruchy w górę i w dół. Nie przeszkadzało mi to. Chciałam zawsze być blisko niego.
-Roza moy( moja) Roza.- zaczął mówić po Rosyjsku. Mogłam się tylko domyślać, co to znaczy. Ale nie interesowało mnie to teraz, tak jak znaczenie wielu innych słów, które szeptał. Ważne, że jest przy mnie. Tak bardzo się bałam, że go straciłam. Ale on tu był. Przytuliłam się do ukochanego. Dopiero teraz zauważyłam, że leżymy na łóżku.
- Roza jesteś niesamowita.- wysapał. Wciąż ciężko oddychał, a jego serce waliło jak szalone. Pocałował mnie namiętnie.- Nigdy nie sądziłem, że istnieje taka kobieta jak ty. A nie dość tego, że ją poznałem, to za kilka godzin będzie moją żoną.
Jego ręce wciąż wędrowały po moim ciele. Było mi błogo. Chyba już wiem jak spędzimy miesiąc miodowy. Uśmiechnęłam się na tę myśl.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
czwartek, 11 lutego 2016
ROZDZIAŁ 47
I zaczęłam opowiadać. Od zajęć polowych, przez przyjazd na Dwór, rozprawę Daszkowa, spotkania z duchami, uwagę Adriana o odbieraniu mroku, rozmowy z Dymitrem, te dobre i złe. Opowiadała z najdrobniejszymi szczegółami w nadziei, że to przywrócić mnie do naszej sypialni. Mentor słuchał cierpliwie. Następnie pojawił się temat "Ręki". Aż doszłam do wybuchu przyjaciółki.
- Zabrałam od Lissy mrok, a ona natychmiast się uspokoiła. Jednak ja zaczęłam zachowywać się agresywnie. Miałam ochotę zabić Jessego za to co zrobił. Wtedy pojawili się strażnicy razem z tobą. Obezwładniłeś mnie i zabrałeś do warowni w lesie. Ale ja wciąż próbowałam ci się wyrwać. W chacie przemówiłeś mi do rozumu. To nie byłam ja. Bardzo mi pomogłeś rozmową i...- zawahałam się. Czy powinnam mu to mówić?
- Roza. Co tam się stało?- jego głos brzmiał łagodnie i troskliwie.
- Wyznałeś mi miłość w dosyć cielesny sposób.- starałam się dobrze dobrać słowa, ale chyba mi to nie wyszło. Mimo wszystko, zrozumiał mnie.
- Chcesz powiedzieć, że my...- pokiwałam twierdząco głową. Strażnik zastanowił się chwilę.- Byłaś szczęśliwa?
- Co to za pytanie? Tak, bardzo. Jednak moje szczęście nie trwało długo.
Powiedziałam o duchu, ataku strzyg. O związku tego z tajną organizacją "Mana", o planowaniu misji ratunkowej, o rozmowie i pomyślę na wspólne życie. Kiedy go tłumaczyłam, w jego oczach zapaliły się iskierki nadziei. Jednak przyszła kolej na najtrudniejsze. Misja ratunkowa.
W trakcie opowiadania z moich oczu popłynęły łzy. Ukochany objął mnie nie świadomie przed najstraszniejszym fragmentem.
- Już uciekaliśmy, już byłam poza jaskiniami, kiedy znienacka wyskoczyły strzygi. I jedna... Ona...- nie umiałam tego wydusić z siebie. Ale musiałam.- Pokonała cię. Zostałeś przemieniony.
Następne krople leciały przez pięć minut, zanim się nie uspokoiłam na tyle, żeby kontynuować. Dymitr przytulił mnie mocno. Chyba nie wiedział co zrobić lub powiedzieć. Za to pocałował mnie namiętnie. To mnie uspokoiło. Zaczęłam mówić dalej, o mojej misji poszukiwania go, wizycie w Bai, wszystkim ci się tam stało, o polowaniu na strzygi i jak mnie porwał, o wszystkim co robiliśmy, o powrocie do akademii, dalszej nauce, listach od niego, egzaminie, uwolnieniu Daszkowa, Robercie, odmienieniu Dymitra, o tym jak mnie odrzucał, oskarżeniu mnie o zabicie królowej, ucieczce, odnalezieniu i odmienieniu Soni Karp, prawdzie o Jill, zabiciu Daszkowa, nocy w hotelu, rozpoznaniu mordercy, postrzeleniu mnie przez Taszę, koronacji Lissy kończąc na ostatnim miesiącu. Okazało się, że Luna istnieje. Na wieść o rodzinie, mój mentor zrobił się smutny, ale dalej mnie pocieszał. A perspektywa życia ze mną pochłonęła go bez reszty.
- Roza, czyli że możemy być razem. Wszystko się ułoży, ale je nie zamienię się w strzygę. Będę przy tobie.
- Dymitr, rozumiem twoją radość, ale nie wiem czy będę umiała cię tak kochać. Trudno będzie mi się przestawić. Jeśli dalej mam znaki, to może nadal jestem w ciąży. Ale mój Dymitr więcej przeżył. Przykro mi, ale nie wiem czy dam radę.
-Pomogę Ci. Będzie tak jak zechcesz. Może to nie wróci tak nagle, ale to chyba lepsze niż mijanie się, kiedy możemy być blisko.- nalegał.
Jak dla mnie nawet za bardzo. Chwila, a jeśli... Tak, to możliwe. A jeżeli mam rację, to odzyskam swojego Dymitra.
- Poczekaj chwilę. Złap mnie za rękę.- wykonał polecenie. Skupiłam się mocno na obrazie naszej sypialni. Udało się. Moglami się domyślić. Robert. Dymitr patrzył jak zaczarowany na scenę przed nami.
- Co się stało? Gdzie my jesteśmy?
- Robert. Sen wywołany mocą ducha. To jest nasza sypialnia.
- To my?- spytał z niedowierzaniem.- Nie wierzę. To jest takie realne. Jakby mogło być prawdziwe.
- To jest prawdziwe. Ale jesteśmy tu z innego powodu. Weszliśmy do głowy Dymitra, tego mojego. Był na jakiejś plaży. Kiedy tylko nas zauważył, pochwycił mnie w ramiona i zaczął kręcić dookoła.
- Roza, moja kochana Roza. Wiedziałem, że dasz radę.
Cieszyłam się razem z nim. Jednak za chwilę spoważniałam.
- Dymitr, co to znaczy "wiedziałem"?
- Pół roku temu byłem na jego miejscu.- wskazał na drugiego Dymitra.
- To znaczy, że o wszystkim wiedziałeś? I nic mi nie powiedziałeś?
- Porozmawiamy o tym później. Lepiej uważać na to czego się dowiadujemy. - teraz zwrócił się do siebie z przeszłości.- Nie zmieniaj nic z tego co usłyszałeś od niej, jeśli chcesz mieć wspaniałą kobietę.- po chwili drugi Dymitr zniknął i zostaliśmy sami.
- Chyba należą mi się wyjaśnienia, Towarzyszu. Czemu mi nie powiedziałeś? Czemu nic nie zmieniłeś?
- Bo wiedziałem jak to ma się skoczyć. Wiem, nie powinienem był tego robić, ale gdy widziałem nas tak radosnych i zakochanych, bałem się. Bałem, że jeśli najmniejszą rzecz zmienię, nie osiągniemy tego. Zawsze kiedy widziałem cię cierpiącą, pragnąłem zmienić to. Jak byłaś szczęśliwa cierpiałem, bo wiedziałem co będzie potem. Wtedy przypomniałem sobie ten obraz. Szczęście którego zawsze pragnąłem. Przepraszam kochanie.
- Chwila, czyli że Robert nam pomógł? Ale nie może teraz nam przeszkodzić?
- To sen Adriana. Pogodziłem się z nim. Przeprosił za swoje głupie zachowanie. Chodź dalej uważa, że ma rację. Widać to było po nim. Zrobił to od niechcenia, jakby ktoś go zmusił.- nie miałam wątpliwości, kim jest ta tajemnicza osoba.
- Więc jutro podziękujesz królowej. To co Towarzyszu? Mamy teraz czas dla siebie.
- Co by pani powiedziałam na piknik? - Na piasku pojawił się koc z jedzeniem.
________________________________________
Mam nadzieję, że co nieco się wyjaśniło. Więc ślub będzie. TA DAM. Dziękuję za cierpliwość. :-*
- Zabrałam od Lissy mrok, a ona natychmiast się uspokoiła. Jednak ja zaczęłam zachowywać się agresywnie. Miałam ochotę zabić Jessego za to co zrobił. Wtedy pojawili się strażnicy razem z tobą. Obezwładniłeś mnie i zabrałeś do warowni w lesie. Ale ja wciąż próbowałam ci się wyrwać. W chacie przemówiłeś mi do rozumu. To nie byłam ja. Bardzo mi pomogłeś rozmową i...- zawahałam się. Czy powinnam mu to mówić?
- Roza. Co tam się stało?- jego głos brzmiał łagodnie i troskliwie.
- Wyznałeś mi miłość w dosyć cielesny sposób.- starałam się dobrze dobrać słowa, ale chyba mi to nie wyszło. Mimo wszystko, zrozumiał mnie.
- Chcesz powiedzieć, że my...- pokiwałam twierdząco głową. Strażnik zastanowił się chwilę.- Byłaś szczęśliwa?
- Co to za pytanie? Tak, bardzo. Jednak moje szczęście nie trwało długo.
Powiedziałam o duchu, ataku strzyg. O związku tego z tajną organizacją "Mana", o planowaniu misji ratunkowej, o rozmowie i pomyślę na wspólne życie. Kiedy go tłumaczyłam, w jego oczach zapaliły się iskierki nadziei. Jednak przyszła kolej na najtrudniejsze. Misja ratunkowa.
W trakcie opowiadania z moich oczu popłynęły łzy. Ukochany objął mnie nie świadomie przed najstraszniejszym fragmentem.
- Już uciekaliśmy, już byłam poza jaskiniami, kiedy znienacka wyskoczyły strzygi. I jedna... Ona...- nie umiałam tego wydusić z siebie. Ale musiałam.- Pokonała cię. Zostałeś przemieniony.
Następne krople leciały przez pięć minut, zanim się nie uspokoiłam na tyle, żeby kontynuować. Dymitr przytulił mnie mocno. Chyba nie wiedział co zrobić lub powiedzieć. Za to pocałował mnie namiętnie. To mnie uspokoiło. Zaczęłam mówić dalej, o mojej misji poszukiwania go, wizycie w Bai, wszystkim ci się tam stało, o polowaniu na strzygi i jak mnie porwał, o wszystkim co robiliśmy, o powrocie do akademii, dalszej nauce, listach od niego, egzaminie, uwolnieniu Daszkowa, Robercie, odmienieniu Dymitra, o tym jak mnie odrzucał, oskarżeniu mnie o zabicie królowej, ucieczce, odnalezieniu i odmienieniu Soni Karp, prawdzie o Jill, zabiciu Daszkowa, nocy w hotelu, rozpoznaniu mordercy, postrzeleniu mnie przez Taszę, koronacji Lissy kończąc na ostatnim miesiącu. Okazało się, że Luna istnieje. Na wieść o rodzinie, mój mentor zrobił się smutny, ale dalej mnie pocieszał. A perspektywa życia ze mną pochłonęła go bez reszty.
- Roza, czyli że możemy być razem. Wszystko się ułoży, ale je nie zamienię się w strzygę. Będę przy tobie.
- Dymitr, rozumiem twoją radość, ale nie wiem czy będę umiała cię tak kochać. Trudno będzie mi się przestawić. Jeśli dalej mam znaki, to może nadal jestem w ciąży. Ale mój Dymitr więcej przeżył. Przykro mi, ale nie wiem czy dam radę.
-Pomogę Ci. Będzie tak jak zechcesz. Może to nie wróci tak nagle, ale to chyba lepsze niż mijanie się, kiedy możemy być blisko.- nalegał.
Jak dla mnie nawet za bardzo. Chwila, a jeśli... Tak, to możliwe. A jeżeli mam rację, to odzyskam swojego Dymitra.
- Poczekaj chwilę. Złap mnie za rękę.- wykonał polecenie. Skupiłam się mocno na obrazie naszej sypialni. Udało się. Moglami się domyślić. Robert. Dymitr patrzył jak zaczarowany na scenę przed nami.
- Co się stało? Gdzie my jesteśmy?
- Robert. Sen wywołany mocą ducha. To jest nasza sypialnia.
- To my?- spytał z niedowierzaniem.- Nie wierzę. To jest takie realne. Jakby mogło być prawdziwe.
- To jest prawdziwe. Ale jesteśmy tu z innego powodu. Weszliśmy do głowy Dymitra, tego mojego. Był na jakiejś plaży. Kiedy tylko nas zauważył, pochwycił mnie w ramiona i zaczął kręcić dookoła.
- Roza, moja kochana Roza. Wiedziałem, że dasz radę.
Cieszyłam się razem z nim. Jednak za chwilę spoważniałam.
- Dymitr, co to znaczy "wiedziałem"?
- Pół roku temu byłem na jego miejscu.- wskazał na drugiego Dymitra.
- To znaczy, że o wszystkim wiedziałeś? I nic mi nie powiedziałeś?
- Porozmawiamy o tym później. Lepiej uważać na to czego się dowiadujemy. - teraz zwrócił się do siebie z przeszłości.- Nie zmieniaj nic z tego co usłyszałeś od niej, jeśli chcesz mieć wspaniałą kobietę.- po chwili drugi Dymitr zniknął i zostaliśmy sami.
- Chyba należą mi się wyjaśnienia, Towarzyszu. Czemu mi nie powiedziałeś? Czemu nic nie zmieniłeś?
- Bo wiedziałem jak to ma się skoczyć. Wiem, nie powinienem był tego robić, ale gdy widziałem nas tak radosnych i zakochanych, bałem się. Bałem, że jeśli najmniejszą rzecz zmienię, nie osiągniemy tego. Zawsze kiedy widziałem cię cierpiącą, pragnąłem zmienić to. Jak byłaś szczęśliwa cierpiałem, bo wiedziałem co będzie potem. Wtedy przypomniałem sobie ten obraz. Szczęście którego zawsze pragnąłem. Przepraszam kochanie.
- Chwila, czyli że Robert nam pomógł? Ale nie może teraz nam przeszkodzić?
- To sen Adriana. Pogodziłem się z nim. Przeprosił za swoje głupie zachowanie. Chodź dalej uważa, że ma rację. Widać to było po nim. Zrobił to od niechcenia, jakby ktoś go zmusił.- nie miałam wątpliwości, kim jest ta tajemnicza osoba.
- Więc jutro podziękujesz królowej. To co Towarzyszu? Mamy teraz czas dla siebie.
- Co by pani powiedziałam na piknik? - Na piasku pojawił się koc z jedzeniem.
________________________________________
Mam nadzieję, że co nieco się wyjaśniło. Więc ślub będzie. TA DAM. Dziękuję za cierpliwość. :-*
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
ROZDZIAŁ 46
Pierwsze co mnie uderzyło po obudzeniu to brak obecności narzeczonego. Pomyślałabym, że już wstał, gdyby nie drugie olśnienie. To nie nasza sypialna. Jestem w swoim pokoju w akademii świętego Władimira. Co ja tu robię? Przecież za kilka godzin biorę ślub. Chyba to jakiś żart?! Byłam tak blisko szczęścia, a teraz mam wszystko stracić. Może to był sen? A może teraz śnię? Jeśli to akademia to za raz mam trening. Teraz pytanie z kim? Mam nadzieję, że przemiana Dymitra też była tylko wytworem mojej wyobraźni. Z ociąganiem wstałam i zaczęłam się szykować. Dziesięć minut później stałam już przed salą. Na dworze była zima, ale widać było, że już po feriach. No dobra, raz kozi śmierć. Jeśli na sali jest Alberta, to będę wiedziała, jak uratować ukochanego, Wiktor będzie sobie grzecznie siedział w więzieniu a Tasza może nie zabije królowej. A jeśli Dymitra, to wszystko może potoczy się właściwie i będziemy razem. Chyba, że to był tylko mój wytwór wyobraźni i nic z tego się nie wydarzy. Nie ma co dłużej czekać. Otworzyłam drzwi.
- Tym razem się nie spóźniłaś.- usłyszałam ten cudowny głos. Wpadłam w objęcia Bielikowa.- Rose, coś się stało?
Odsunęłam się od niego. No tak, on nie wie.
- Nie nic.- nagle wpadłam na szalony pomysł.- Dymitr, pocałuj mnie
-Roza...- patrzył na mnie ze zdziwieniem.
Wiem głupie, ale miałam małą nadzieję, że jeśli to zrobi obudzę się. Jednak coś w jego spojrzeniu powiedziało mi, że on też tego chce.
- Wiem nie powinniśmy, ale to tylko jeden jedyny całus. Potem dam ci spokój. Nawet na zawsze.- spuściłam smutno głowę i poczułam łzy w oczach, ale nie pozwoliłam im popłynąć. Jeśli to nie wyjdzie, będę musiała tak zrobić.- Tylko jeden. Proszę.- spojrzałam na niego błagalnie.- To dla mnie bardzo ważne. Jeden na całe życie.
Nie liczyłam na to, że mnie posłucha. Jednak on podszedł i pochylił się lekko. Nasze usta spotkały się. To było cudowne. Ale ja dalej stałam na sali. Nic się nie zmieniło. Krople poleciały mi na policzki. Straciłam to. Już nigdy go nie odzyskam.
- Roza, ty płaczesz?
- Nie, to nic. Nie ważne wracajmy do treningu.
Strażnik nie wydawał się przekonany, ale zaczął zajęcia. Tyle, że ja znałam wszystkie ruchy. Przecież wszystko mi się przyśniło. A kiedy przyszła pora na walkę, pokonałam go.
- Skąd znasz te wszystkie ciosy? Przecież jeszcze cię ich nie nauczyłem.
- Pewnie, że nie. Nie mogłeś.- mruknęłam.- Dymitr ile mam tatuaży?- odwróciłam się do niego tyłem i podniosłam włosy.
- Jak to ile? Dwa...- przerwał zaskoczony.- Skąd masz ich tak dużo? I masz znak obietnicy?! Rose wyjaśnisz mi to?
Teraz rozpłakałam się na całego. Wszystko wróciło do mnie. Nie, to na pewno nie był sen. Mieliśmy wsiąść ślub. Nagle poczułam przytulające mnie silne ramiona. Wtuliłam się w koszulkę ukochanego.
- Spokojnie jestem tu. Jak nie chcesz, to możesz kiedy indziej odpowiedzieć.
- Nie. Powiem ci teraz. To było jak sen. Teraz już nie wiem, co jest snem, a co jawą. Ale może usiądźmy. To długa historia.Było piękne, ale i okropne.- już nie płakałam.
- Śnił ci się Mason?- zgadywał.
- Tak, ale wszyscy tam byli. Czemu największą uwagę poświęcasz jemu?
- Po tej tragedii w Spoken. Wiem, że to dla ciebie trudne.
- Chwila, stop. Przecież byli tam jeszcze Eddie, Christian i Mia. I dlaczego tragedii? Wszyscy wyszli z tego cało.
- Wszyscy poza Masonem.
- Nie. Uratowałam nas. On żyje.
- Roza, przykro mi.
- Nie, nie, nie. To nie może być prawda.- znowu się popłakałam.
Mentor objął mnie i poprowadził do materacy gdzie usiedliśmy. Jednak przypomniałam sobie, że przed przemianą Dymitra, Wszyscy uznawali Masona za Martwego. Dopiero tydzień po tym wrócił.
- Rose, co się dzieje?- z zamyślenia wyrwał mnie głos strażnika.
- Nie wiem. Czuję jakbym obudziła się w innym świecie. Może nie będę wnikać. Powiem ci, o moim śnie.
Nie rozumiem co się stało. Jak to, że Mason zginął? On jest moim przyjacielem. A może widziałam przyszłość? Mason wróci? Jestem tego pewna. Przecież nie mogłam stracić brata, którego mi zastępował i którego nigdy nie miałam. Ale musiałam się z tego otrząsnąć. Najpierw moja opowieść. Wzięłam głęboki oddech.
________________________________________________
Pewnie chcecie mnie zabić za ten rozdział, ale nie martwcie się. Wszystko będzie dobrze. Jeszcze dziś wyjaśnię wszystko ok. godz 17. :-*
- Tym razem się nie spóźniłaś.- usłyszałam ten cudowny głos. Wpadłam w objęcia Bielikowa.- Rose, coś się stało?
Odsunęłam się od niego. No tak, on nie wie.
- Nie nic.- nagle wpadłam na szalony pomysł.- Dymitr, pocałuj mnie
-Roza...- patrzył na mnie ze zdziwieniem.
Wiem głupie, ale miałam małą nadzieję, że jeśli to zrobi obudzę się. Jednak coś w jego spojrzeniu powiedziało mi, że on też tego chce.
- Wiem nie powinniśmy, ale to tylko jeden jedyny całus. Potem dam ci spokój. Nawet na zawsze.- spuściłam smutno głowę i poczułam łzy w oczach, ale nie pozwoliłam im popłynąć. Jeśli to nie wyjdzie, będę musiała tak zrobić.- Tylko jeden. Proszę.- spojrzałam na niego błagalnie.- To dla mnie bardzo ważne. Jeden na całe życie.
Nie liczyłam na to, że mnie posłucha. Jednak on podszedł i pochylił się lekko. Nasze usta spotkały się. To było cudowne. Ale ja dalej stałam na sali. Nic się nie zmieniło. Krople poleciały mi na policzki. Straciłam to. Już nigdy go nie odzyskam.
- Roza, ty płaczesz?
- Nie, to nic. Nie ważne wracajmy do treningu.
Strażnik nie wydawał się przekonany, ale zaczął zajęcia. Tyle, że ja znałam wszystkie ruchy. Przecież wszystko mi się przyśniło. A kiedy przyszła pora na walkę, pokonałam go.
- Skąd znasz te wszystkie ciosy? Przecież jeszcze cię ich nie nauczyłem.
- Pewnie, że nie. Nie mogłeś.- mruknęłam.- Dymitr ile mam tatuaży?- odwróciłam się do niego tyłem i podniosłam włosy.
- Jak to ile? Dwa...- przerwał zaskoczony.- Skąd masz ich tak dużo? I masz znak obietnicy?! Rose wyjaśnisz mi to?
Teraz rozpłakałam się na całego. Wszystko wróciło do mnie. Nie, to na pewno nie był sen. Mieliśmy wsiąść ślub. Nagle poczułam przytulające mnie silne ramiona. Wtuliłam się w koszulkę ukochanego.
- Spokojnie jestem tu. Jak nie chcesz, to możesz kiedy indziej odpowiedzieć.
- Nie. Powiem ci teraz. To było jak sen. Teraz już nie wiem, co jest snem, a co jawą. Ale może usiądźmy. To długa historia.Było piękne, ale i okropne.- już nie płakałam.
- Śnił ci się Mason?- zgadywał.
- Tak, ale wszyscy tam byli. Czemu największą uwagę poświęcasz jemu?
- Po tej tragedii w Spoken. Wiem, że to dla ciebie trudne.
- Chwila, stop. Przecież byli tam jeszcze Eddie, Christian i Mia. I dlaczego tragedii? Wszyscy wyszli z tego cało.
- Wszyscy poza Masonem.
- Nie. Uratowałam nas. On żyje.
- Roza, przykro mi.
- Nie, nie, nie. To nie może być prawda.- znowu się popłakałam.
Mentor objął mnie i poprowadził do materacy gdzie usiedliśmy. Jednak przypomniałam sobie, że przed przemianą Dymitra, Wszyscy uznawali Masona za Martwego. Dopiero tydzień po tym wrócił.
- Rose, co się dzieje?- z zamyślenia wyrwał mnie głos strażnika.
- Nie wiem. Czuję jakbym obudziła się w innym świecie. Może nie będę wnikać. Powiem ci, o moim śnie.
Nie rozumiem co się stało. Jak to, że Mason zginął? On jest moim przyjacielem. A może widziałam przyszłość? Mason wróci? Jestem tego pewna. Przecież nie mogłam stracić brata, którego mi zastępował i którego nigdy nie miałam. Ale musiałam się z tego otrząsnąć. Najpierw moja opowieść. Wzięłam głęboki oddech.
________________________________________________
Pewnie chcecie mnie zabić za ten rozdział, ale nie martwcie się. Wszystko będzie dobrze. Jeszcze dziś wyjaśnię wszystko ok. godz 17. :-*
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
środa, 10 lutego 2016
ROZDZIAŁ 45
Do domu wróciłam dwie godziny po wschodzie słońca. Zabawa była przednia. Zaproszone były wszystkie nasze znajome, a byłam trochę popularna w szkole. Zdążyły też przyjechać Bielikówny. Była muzyka, alkohol. Nikt się nie hamował, a zwłaszcza ja. Zawsze byłam znana jako szalona imprezowiczka, a mówi się, że to ostatni wieczór wolności. No to trzeba się zabawić. Nic po za tym się nie liczyło. Nie było królowej, arystokracji czy niższych stref. Nie było dampir czy moroj. Wszyscy byli równi. Mimo, że Jill była najmłodsza, też mogła pić. Ale nie korzystała z tego pozwolenia za często. Ja wypiłam chyba najwięcej razem z Sydney i rodziną Dymitra. Po rosyjskiej wódce byłyśmy uodpornione na nadmiar alkoholu. A mimo wszystko trochę kręciło mi się w głowie kiedy wracałam. Może to dlatego, że Rosjanki przywiozły ze sobą kilka butelek narodowego trunku. Miny gości, którzy mieli odwagę spróbować tego, były genialne. A moje towarzystwo należało do odważnych. Tylko Jill odmówiła sobie kieliszka tego napoju. Może to i dobrze. Jeszcze nie była odporna na alkohol, a zwłaszcza ten. Niektórzy nawet nie wytrzymali do końca i inni musieli odnosić ich do mieszkań. Ja w domu, gdyby nie mój ukochany, zabiłabym się po pierwszych pięciu minutach. Niby nie powinno się pić w ciąży, ale babka Dymitra powiedziała, że mogę zaszaleć, a dzieciom nic nie będzie. No to się zabawiłam. Chwila. Dzieciom?! Czyli będzie więcej, niż jedno?! Mam nadzieję, że się pomyliła, albo chodzi o dalszą przeszłość, w której znowu będę w ciąży. Jeśli to drugie, to raczej będzie to odległa przyszłość. Pięć, może sześć lat. Chwila. O czym ja myślę?
- Widzę, że impreza się udała.- z rozmyśleń wyrwał mnie śmiech mojego narzeczony na widok mnie, łapiącej się wszystkiego, byle nie upaść.
- Oj kochanie, gdybyś wiedział jak. - uśmiechnęłam się na wspomnienie ostatnich godzin.- A jak tam u ciebie? Czekałeś na mnie?
- Tak, bo podejrzewałem w jakim wrócisz stanie.
Ja też nieźle się bawiłem. Michael umie rozkręcać imprezy.- parsknęłam śmiechem.- Hej, o co chodzi?
- Jakoś trudno mi wyobrazić sobie ciebie szalejącego na parkiecie.- próbowałam się uspokoić.- A jeśli chodzi o mój stan, to wina tej waszej cholernej wódki. Nie wiem co oni tam dodają, ale jest mocna.
Wzięłam piżamę i weszłam do łazienki. Już miałam wchodzić pod prysznic, kiedy poczułam, że ziemia ucieka mi z pod nóg. Szlag! Jeszcze tego brakowało. Upadłam na podłogę, ale uderzenie mnie nie bolało. Może dlatego, że w nic nie uderzyłam. Za to poczułam silne ramiona, które mnie złapały.
- Roza. Myślałaś, że Cię puszczę samą do łazienki w takim stanie? Wiedziałem, że zaraz się przewrócisz.
- Dziękuję, że tak o mnie dbasz. Jesteś niesamowity.- uśmiechnęłam się, czując, że w końcu znalazłam swoje szczęście.
Dymitr pomógł mi się umyć i zaprowadził do łóżka. Kilka minut później, dołączył do mnie, już wykąpany. Przytuliłam się do jego nagiego torsu.
- No, to jutro będę twoją żoną.- westchnęłam.
- Nie cieszysz się?- spytał zdziwiony i może trochę wystraszony.
- Cieszę. Cholernie się cieszę. Tyle, że jeszcze pół roku temu byłam twoją uczennicą. Nie mogę w to wszystko uwierzyć. Boję się, że to tylko sen. Marzenie, które nigdy miało się nie spełnić, stoi przede mną otworem. I chyba trochę się denerwuję. Nigdy nie myślałam o sobie, jako czyjejś żonie.- wyznałam.
- Wiem jak się czujesz. Zawsze myślałem, że będę bezgranicznie oddany służbie. A tu zjawia się taka młoda, utalentowana i cholernie przepiękna Rose Hathaway, która wywraca mój świat do góry nogami.- zaśmiałam się na wybór słów, jakimi mnie opisał.- I staje się moją Rozą.
Ja tiebia liubliu kochanie.
- Ja ciebie też.- wtuliłam się mocniej w mojego Rosjanina.
- No, ale z rosyjskiego to marna z ciebie uczennica.
- A czy efekty nie zależą w równym stopniu od nauczyciela?- spytałam chytrze.
- Chyba nie chcesz powiedzieć, że jestem złym mentorem?- uniósł jedną brew.
- To zależy. - droczyłam się z nim.
- Od...?
- Od tego, czego i kogo chcesz nauczyć. Na przykład nie umiałeś mnie nauczyć samokontroli. Mało tego, jeszcze sam ją traciłeś.
- I nie żałuję żadnego z naszych pocałunków wtedy. Żałuję, że nie było ich więcej.
- Nie żałuj tego czego nie miałeś, tylko ciesz się tym co masz. To twoje własne słowa. A po za tym, możesz je jeszcze odrobić. Nie powinnam ci nigdzie uciec, ale dla pewności możesz zacząć od teraz.- odsunęłam się od niego, żeby spojrzeć w te cudowne oczy.
Zobaczyłam w nich miłość i tylko miłość.
- Wiedziałem, że mnie słuchasz. Tylko czasami się mnie nie słuchałaś.
- Dalej się ciebie nie słucham.- pomyślałam o wczorajszym dniu.
- Oby dzieci miały trochę mniej twojego charakteru.
- Coś ci się we mnie nie podoba, Towarzyszu.- Znów liczba mnoga. Czy ja o czymś nie wiem?
- Jesteś cudowna, Roza.- pocałował mnie namiętnie.
I jak mu nie wierzyć? Nie umiem się na jego gniewać, we wszystko mu uwierzę, zawsze mu zaufam. Liczę na jego wsparcie, tak samo jak on na moje.
- Co się dzieje Roza?- spojrzałam na niego zdziwiona i w tym momencie uświadomiłam sobie, że marszczę czoło.
- A nic zastanawiam się tylko. Bo powiedziałeś, żeby dzieci nie miały mojego charakteru. Chodzi o to, że użyłeś liczby mnogiej.
- Chodziło tak ogólnie. Jeśli nie chcesz to możemy mieć tylko jedno.
- Tak, wiem. To znaczy możemy mieć więcej, ale to za kilka lat. Pod warunkiem, że czar nie jest jednorazowy. Tylko, że to mi o czymś przypomniało. Przed zabawą, Jewa powiedziała, że mogę pić, a to nie zaszkodzi dzieciom. Też użyła liczby mnogiej.
- Babcia ma różne sny i można je różnie interpretować. To tak jak z przepowiedniami. Nie wiesz na sto procent co znaczą, puki się nie spełnią.
- Może. Nie wiem.
- Wszystko będzie dobrze Roza. Jestem przy tobie. Po za tym i tak nie mamy co z tym zrobić. Ile się urodzi, tyle będzie. Teraz się tym nie martw. Jutro nasz wielki dzień. Musimy się wyspać.
- Masz rację. Kocham Cię. - Pocałowałam go.
- Dobranoc Roza.
- Dobranoc Dymitr.
- Widzę, że impreza się udała.- z rozmyśleń wyrwał mnie śmiech mojego narzeczony na widok mnie, łapiącej się wszystkiego, byle nie upaść.
- Oj kochanie, gdybyś wiedział jak. - uśmiechnęłam się na wspomnienie ostatnich godzin.- A jak tam u ciebie? Czekałeś na mnie?
- Tak, bo podejrzewałem w jakim wrócisz stanie.
Ja też nieźle się bawiłem. Michael umie rozkręcać imprezy.- parsknęłam śmiechem.- Hej, o co chodzi?
- Jakoś trudno mi wyobrazić sobie ciebie szalejącego na parkiecie.- próbowałam się uspokoić.- A jeśli chodzi o mój stan, to wina tej waszej cholernej wódki. Nie wiem co oni tam dodają, ale jest mocna.
Wzięłam piżamę i weszłam do łazienki. Już miałam wchodzić pod prysznic, kiedy poczułam, że ziemia ucieka mi z pod nóg. Szlag! Jeszcze tego brakowało. Upadłam na podłogę, ale uderzenie mnie nie bolało. Może dlatego, że w nic nie uderzyłam. Za to poczułam silne ramiona, które mnie złapały.
- Roza. Myślałaś, że Cię puszczę samą do łazienki w takim stanie? Wiedziałem, że zaraz się przewrócisz.
- Dziękuję, że tak o mnie dbasz. Jesteś niesamowity.- uśmiechnęłam się, czując, że w końcu znalazłam swoje szczęście.
Dymitr pomógł mi się umyć i zaprowadził do łóżka. Kilka minut później, dołączył do mnie, już wykąpany. Przytuliłam się do jego nagiego torsu.
- No, to jutro będę twoją żoną.- westchnęłam.
- Nie cieszysz się?- spytał zdziwiony i może trochę wystraszony.
- Cieszę. Cholernie się cieszę. Tyle, że jeszcze pół roku temu byłam twoją uczennicą. Nie mogę w to wszystko uwierzyć. Boję się, że to tylko sen. Marzenie, które nigdy miało się nie spełnić, stoi przede mną otworem. I chyba trochę się denerwuję. Nigdy nie myślałam o sobie, jako czyjejś żonie.- wyznałam.
- Wiem jak się czujesz. Zawsze myślałem, że będę bezgranicznie oddany służbie. A tu zjawia się taka młoda, utalentowana i cholernie przepiękna Rose Hathaway, która wywraca mój świat do góry nogami.- zaśmiałam się na wybór słów, jakimi mnie opisał.- I staje się moją Rozą.
Ja tiebia liubliu kochanie.
- Ja ciebie też.- wtuliłam się mocniej w mojego Rosjanina.
- No, ale z rosyjskiego to marna z ciebie uczennica.
- A czy efekty nie zależą w równym stopniu od nauczyciela?- spytałam chytrze.
- Chyba nie chcesz powiedzieć, że jestem złym mentorem?- uniósł jedną brew.
- To zależy. - droczyłam się z nim.
- Od...?
- Od tego, czego i kogo chcesz nauczyć. Na przykład nie umiałeś mnie nauczyć samokontroli. Mało tego, jeszcze sam ją traciłeś.
- I nie żałuję żadnego z naszych pocałunków wtedy. Żałuję, że nie było ich więcej.
- Nie żałuj tego czego nie miałeś, tylko ciesz się tym co masz. To twoje własne słowa. A po za tym, możesz je jeszcze odrobić. Nie powinnam ci nigdzie uciec, ale dla pewności możesz zacząć od teraz.- odsunęłam się od niego, żeby spojrzeć w te cudowne oczy.
Zobaczyłam w nich miłość i tylko miłość.
- Wiedziałem, że mnie słuchasz. Tylko czasami się mnie nie słuchałaś.
- Dalej się ciebie nie słucham.- pomyślałam o wczorajszym dniu.
- Oby dzieci miały trochę mniej twojego charakteru.
- Coś ci się we mnie nie podoba, Towarzyszu.- Znów liczba mnoga. Czy ja o czymś nie wiem?
- Jesteś cudowna, Roza.- pocałował mnie namiętnie.
I jak mu nie wierzyć? Nie umiem się na jego gniewać, we wszystko mu uwierzę, zawsze mu zaufam. Liczę na jego wsparcie, tak samo jak on na moje.
- Co się dzieje Roza?- spojrzałam na niego zdziwiona i w tym momencie uświadomiłam sobie, że marszczę czoło.
- A nic zastanawiam się tylko. Bo powiedziałeś, żeby dzieci nie miały mojego charakteru. Chodzi o to, że użyłeś liczby mnogiej.
- Chodziło tak ogólnie. Jeśli nie chcesz to możemy mieć tylko jedno.
- Tak, wiem. To znaczy możemy mieć więcej, ale to za kilka lat. Pod warunkiem, że czar nie jest jednorazowy. Tylko, że to mi o czymś przypomniało. Przed zabawą, Jewa powiedziała, że mogę pić, a to nie zaszkodzi dzieciom. Też użyła liczby mnogiej.
- Babcia ma różne sny i można je różnie interpretować. To tak jak z przepowiedniami. Nie wiesz na sto procent co znaczą, puki się nie spełnią.
- Może. Nie wiem.
- Wszystko będzie dobrze Roza. Jestem przy tobie. Po za tym i tak nie mamy co z tym zrobić. Ile się urodzi, tyle będzie. Teraz się tym nie martw. Jutro nasz wielki dzień. Musimy się wyspać.
- Masz rację. Kocham Cię. - Pocałowałam go.
- Dobranoc Roza.
- Dobranoc Dymitr.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
ROZDZIAŁ 44
Ciężko było nam się od siebie odkleić. W końcu Dymitr mnie puścił, a ja wzięłam ubranie i poszłam przebrać się do łazienki. W ten sposób, nie ryzykowałam, że podczas ubierania, ktoś zaciągnie mnie z powrotem do łóżka. A wiem, że Rosjanin miał na to wielką ochotę. Nie powiem, kusząca wizja, ale i tak długo już zwlekam. A chodzi tu o przygotowania do ślubu. Dnia, na który tak czekałam. Już jutro będę żoną Dymitr. Tak ciężko mi w to uwierzyć, gdy przypominam sobie czasy akademii. Ja żoną mojego siedem lat starszego mentora. Kto by pomyślał?
Właśnie weszłam do komnaty królowej.
- No na reszcie. Ile można czekać. - Lissa przytuliła mnie.
- Witamy panią Bielikow.- nabiał się ze mnie Christian.
- Jakby to ładnie brzmiało z innych ust.- westchnęłam udając zawiedzenie.- Twój głos w ogóle nie nadaje się do przemówień. I mam kilka uwag. Po pierwsze, strażniczkę. Po drugie Hathaway- Bielikow. A po trzecie, to dopiero od jutra. Teraz może łaskawie wyjdziesz i pozwolisz nacieszyć się nam brakiem twojego towarzystwa.
Ozera chciał zaprotestować, ale powstrzymało go spojrzenie Lissy. Bez dalszych pretensji moroj opuścił pokój.
- Jeśli chodzi o moje późne przybycie to wczoraj był atak, a w nocy nie odespaliśmy wszystkich wydarzeń. Dymitr nie chciał mnie wypuścić z łóżka.- powiedziałam, gdy byłam pewna, że jesteśmy same.- No, to co? Jutro będę mężatką. Ale się denerwuje.
- Na nerwy czas będzie później. Teraz musisz założyć sukienkę, bo uszyli ją na podstawie twojej miary, ale trzeba dodać kilka poprawek. Tak będzie pasować na ciebie idealnie.
- No dobra. Pokaż mi to cudo.
Na tych poprawkach spędziłam pięć godzin. Nie wiem jak ja wytrzymałam tyle bez ruchu, kiedy szyli moją suknię. A, no tak, nie wytrzymałam. Ciągłe się wierciłam. Ale dla takiego efektu, było warto.
- Lissa, lepsza nawet nie mogła by mi się przyśnić.
- Wiadomo, w końcu szyją ubrania dla królowej.
Suknia ślubna była długa do ziemi, a z tyłu nawet trochę się po niej ciągnęła. Od pasa rozszerzyła się wśród falbanek. Nie miała ramiączek, a w tali została przywiązana szaro-beżową wstążką, za plecami związana w kokardę( zdjęcie na dole).
Ale to nie koniec przygotowań. Zostały jeszcze do wybrania trzy sukienki. Na szczęście, te były kupne. Jedna dla mnie na wesele. Nie wiem jak to robią w Rosji, czy gdzieś indziej, ale ja nie zamierzam balować i plątać się w sukni ślubnej. Wybrałam białą sukienkę do kolan, też całą w falbankach i bez ramiączek( zdjęcie na dole).
Następna dla druhen. Postanowiłam, że będą krótkie i wygodne do noszenia. I pod żadnym pozorem nie będą czerwone. Dość skojarzeń z różami. Dymitr będzie ich miał jeszcze przez całe życie. Na ślubie i tak będzie sporo tych kwiatów. Sukienki moich druhen będą zielone o kroju bombki bez ramiączek. Takie są bardziej seksi. I oczywiście falbanki(również zdjęcie pod spodem). No i ostatnie dla dziewczynek rzucających płatki róż przed nami. Kilka będzie z Dworu, do tego trzy z dalszej rodziny Mii i Zoja, siostrzenica Dymitra od Karoliny. Kiedy z ukochanym byliśmy w Bai, ona pojechała na jakąś kolonię. Ale dowiedziała się o odmianie wujka. Nie znała go, ale i tak się ucieszyła. Wracając do sukienek. Pomyślałam, że ładnie by wyglądał pochód panien młodych z takimi małymi, różowymi bezami na przodzie. Każda dziewczynka marzy o byciu księżniczką. Piękne, różowe, falbaniaste sukienki do ziemi. Najbardziej zachwyciła mnie taka, z małymi kwiatkami powyżej pasa(wiecie gdzie szukać obrazka;-).). Idealna. Zajęło nam to kolejną godzinę.
Wróciłam do domu, ale Dymitra jeszcze nie było. Może to i dobrze, bo nie wiem czy by mnie puścił, a zaraz zaczyna się mój wieczór panieński. Organizowała go Sydney. Podobno ledwo przekonała Lissę, że jako druhny, to ona Jill i Sonia powinna wszystkim się zająć. Rodziny Dymitra w tedy jeszcze nie było, ale mieli dojechać przed rozpoczęciem zabawy. Szybko przebrałam się i poszłam do parku, gdzie była impreza.
_______________________________
A oto zdjęcia:
Właśnie weszłam do komnaty królowej.
- No na reszcie. Ile można czekać. - Lissa przytuliła mnie.
- Witamy panią Bielikow.- nabiał się ze mnie Christian.
- Jakby to ładnie brzmiało z innych ust.- westchnęłam udając zawiedzenie.- Twój głos w ogóle nie nadaje się do przemówień. I mam kilka uwag. Po pierwsze, strażniczkę. Po drugie Hathaway- Bielikow. A po trzecie, to dopiero od jutra. Teraz może łaskawie wyjdziesz i pozwolisz nacieszyć się nam brakiem twojego towarzystwa.
Ozera chciał zaprotestować, ale powstrzymało go spojrzenie Lissy. Bez dalszych pretensji moroj opuścił pokój.
- Jeśli chodzi o moje późne przybycie to wczoraj był atak, a w nocy nie odespaliśmy wszystkich wydarzeń. Dymitr nie chciał mnie wypuścić z łóżka.- powiedziałam, gdy byłam pewna, że jesteśmy same.- No, to co? Jutro będę mężatką. Ale się denerwuje.
- Na nerwy czas będzie później. Teraz musisz założyć sukienkę, bo uszyli ją na podstawie twojej miary, ale trzeba dodać kilka poprawek. Tak będzie pasować na ciebie idealnie.
- No dobra. Pokaż mi to cudo.
Na tych poprawkach spędziłam pięć godzin. Nie wiem jak ja wytrzymałam tyle bez ruchu, kiedy szyli moją suknię. A, no tak, nie wytrzymałam. Ciągłe się wierciłam. Ale dla takiego efektu, było warto.
- Lissa, lepsza nawet nie mogła by mi się przyśnić.
- Wiadomo, w końcu szyją ubrania dla królowej.
Suknia ślubna była długa do ziemi, a z tyłu nawet trochę się po niej ciągnęła. Od pasa rozszerzyła się wśród falbanek. Nie miała ramiączek, a w tali została przywiązana szaro-beżową wstążką, za plecami związana w kokardę( zdjęcie na dole).
Ale to nie koniec przygotowań. Zostały jeszcze do wybrania trzy sukienki. Na szczęście, te były kupne. Jedna dla mnie na wesele. Nie wiem jak to robią w Rosji, czy gdzieś indziej, ale ja nie zamierzam balować i plątać się w sukni ślubnej. Wybrałam białą sukienkę do kolan, też całą w falbankach i bez ramiączek( zdjęcie na dole).
Następna dla druhen. Postanowiłam, że będą krótkie i wygodne do noszenia. I pod żadnym pozorem nie będą czerwone. Dość skojarzeń z różami. Dymitr będzie ich miał jeszcze przez całe życie. Na ślubie i tak będzie sporo tych kwiatów. Sukienki moich druhen będą zielone o kroju bombki bez ramiączek. Takie są bardziej seksi. I oczywiście falbanki(również zdjęcie pod spodem). No i ostatnie dla dziewczynek rzucających płatki róż przed nami. Kilka będzie z Dworu, do tego trzy z dalszej rodziny Mii i Zoja, siostrzenica Dymitra od Karoliny. Kiedy z ukochanym byliśmy w Bai, ona pojechała na jakąś kolonię. Ale dowiedziała się o odmianie wujka. Nie znała go, ale i tak się ucieszyła. Wracając do sukienek. Pomyślałam, że ładnie by wyglądał pochód panien młodych z takimi małymi, różowymi bezami na przodzie. Każda dziewczynka marzy o byciu księżniczką. Piękne, różowe, falbaniaste sukienki do ziemi. Najbardziej zachwyciła mnie taka, z małymi kwiatkami powyżej pasa(wiecie gdzie szukać obrazka;-).). Idealna. Zajęło nam to kolejną godzinę.
Wróciłam do domu, ale Dymitra jeszcze nie było. Może to i dobrze, bo nie wiem czy by mnie puścił, a zaraz zaczyna się mój wieczór panieński. Organizowała go Sydney. Podobno ledwo przekonała Lissę, że jako druhny, to ona Jill i Sonia powinna wszystkim się zająć. Rodziny Dymitra w tedy jeszcze nie było, ale mieli dojechać przed rozpoczęciem zabawy. Szybko przebrałam się i poszłam do parku, gdzie była impreza.
_______________________________
A oto zdjęcia:
Suknia ślubna.
Sukienka na wesele.
sukienka dla druhen.
Sukienka dla dziewczynek.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





