środa, 10 lutego 2016

ROZDZIAŁ 45

Do domu wróciłam dwie godziny po wschodzie słońca. Zabawa była przednia. Zaproszone były wszystkie nasze znajome, a byłam trochę popularna w szkole. Zdążyły też przyjechać Bielikówny. Była muzyka, alkohol. Nikt się nie hamował, a zwłaszcza ja. Zawsze byłam znana jako szalona imprezowiczka, a mówi się, że to ostatni wieczór wolności. No to trzeba się zabawić. Nic po za tym się nie liczyło. Nie było królowej, arystokracji czy niższych stref. Nie było dampir czy moroj. Wszyscy byli równi. Mimo, że Jill była najmłodsza, też mogła pić. Ale nie korzystała z tego pozwolenia za często. Ja wypiłam chyba najwięcej razem z Sydney i rodziną Dymitra. Po rosyjskiej wódce byłyśmy uodpornione na nadmiar alkoholu. A mimo wszystko trochę kręciło mi się w głowie kiedy wracałam. Może to dlatego, że Rosjanki przywiozły ze sobą kilka butelek narodowego trunku. Miny gości, którzy mieli odwagę spróbować tego, były genialne. A moje towarzystwo należało do odważnych. Tylko Jill odmówiła sobie kieliszka tego napoju. Może to i dobrze. Jeszcze nie była odporna na alkohol, a zwłaszcza ten. Niektórzy nawet nie wytrzymali do końca i inni musieli odnosić ich do mieszkań. Ja w domu, gdyby nie mój ukochany, zabiłabym się po pierwszych pięciu minutach. Niby nie powinno się pić w ciąży, ale babka Dymitra powiedziała, że mogę zaszaleć, a dzieciom nic nie będzie. No to się zabawiłam. Chwila. Dzieciom?! Czyli będzie więcej, niż jedno?! Mam nadzieję, że się pomyliła, albo chodzi o dalszą przeszłość, w której znowu będę w ciąży.  Jeśli to drugie, to raczej będzie to odległa przyszłość. Pięć, może sześć lat. Chwila. O czym ja myślę?
 - Widzę, że impreza się udała.- z rozmyśleń wyrwał mnie śmiech mojego narzeczony na widok mnie, łapiącej się wszystkiego, byle nie upaść.
- Oj kochanie, gdybyś wiedział jak. - uśmiechnęłam się na wspomnienie ostatnich godzin.- A jak tam u ciebie? Czekałeś na mnie?
- Tak, bo podejrzewałem w jakim wrócisz stanie.
Ja też nieźle się bawiłem. Michael umie rozkręcać imprezy.- parsknęłam śmiechem.- Hej, o co chodzi?
- Jakoś trudno mi wyobrazić sobie ciebie szalejącego na parkiecie.- próbowałam się uspokoić.- A jeśli chodzi o mój stan, to wina tej waszej cholernej wódki. Nie wiem co oni tam dodają, ale jest mocna.
Wzięłam piżamę i weszłam do łazienki. Już miałam wchodzić pod prysznic, kiedy poczułam, że ziemia ucieka mi z pod nóg. Szlag! Jeszcze tego brakowało. Upadłam na podłogę, ale uderzenie mnie nie bolało. Może dlatego, że w nic nie uderzyłam. Za to poczułam silne ramiona, które mnie złapały.
- Roza. Myślałaś, że Cię puszczę samą do łazienki w takim stanie? Wiedziałem, że zaraz się przewrócisz.
- Dziękuję, że tak o mnie dbasz. Jesteś niesamowity.- uśmiechnęłam się, czując, że w końcu znalazłam swoje szczęście.
Dymitr pomógł mi się umyć i zaprowadził do łóżka. Kilka minut później, dołączył do mnie, już wykąpany. Przytuliłam się do jego nagiego torsu.
- No, to jutro będę twoją żoną.- westchnęłam.
- Nie cieszysz się?- spytał zdziwiony i może trochę wystraszony.
- Cieszę. Cholernie się cieszę. Tyle, że jeszcze pół roku temu byłam twoją uczennicą. Nie mogę w to wszystko uwierzyć. Boję się, że to tylko sen. Marzenie, które nigdy miało się nie spełnić, stoi przede mną otworem. I chyba trochę się denerwuję. Nigdy nie myślałam o sobie, jako czyjejś żonie.- wyznałam.
- Wiem jak się czujesz. Zawsze myślałem, że będę bezgranicznie oddany służbie. A tu zjawia się taka młoda, utalentowana i cholernie przepiękna Rose Hathaway, która wywraca mój świat do góry nogami.- zaśmiałam się na wybór słów, jakimi mnie opisał.- I staje się moją Rozą.
Ja tiebia liubliu kochanie.
- Ja ciebie też.- wtuliłam się mocniej w mojego Rosjanina.
- No, ale z rosyjskiego to marna z ciebie uczennica.
- A czy efekty nie zależą w równym stopniu od nauczyciela?- spytałam chytrze.
- Chyba nie chcesz powiedzieć, że jestem złym mentorem?- uniósł jedną brew.
- To zależy. - droczyłam się z nim.
- Od...?
- Od tego, czego i kogo chcesz nauczyć. Na przykład nie umiałeś mnie nauczyć samokontroli. Mało tego, jeszcze sam ją traciłeś.
- I nie żałuję żadnego z naszych pocałunków wtedy. Żałuję, że nie było ich więcej.
- Nie żałuj tego czego nie miałeś, tylko ciesz się tym co masz. To twoje własne słowa. A po za tym, możesz je jeszcze odrobić. Nie powinnam ci nigdzie uciec, ale dla pewności możesz zacząć od teraz.- odsunęłam się od niego, żeby spojrzeć w te cudowne oczy.
Zobaczyłam w nich miłość i tylko miłość.
- Wiedziałem, że mnie słuchasz. Tylko czasami się mnie nie słuchałaś.
- Dalej się ciebie nie słucham.- pomyślałam o wczorajszym dniu.
- Oby dzieci miały trochę mniej twojego charakteru.
- Coś ci się we mnie nie podoba, Towarzyszu.- Znów liczba mnoga. Czy ja o czymś nie wiem?
- Jesteś cudowna, Roza.- pocałował mnie namiętnie.
I jak mu nie wierzyć? Nie umiem się na jego gniewać, we wszystko mu uwierzę, zawsze mu zaufam. Liczę na jego wsparcie, tak samo jak on na moje.
- Co się dzieje Roza?- spojrzałam na niego zdziwiona i w tym momencie uświadomiłam sobie, że marszczę czoło.
- A nic zastanawiam się tylko. Bo powiedziałeś, żeby dzieci nie miały mojego charakteru. Chodzi o to, że użyłeś liczby mnogiej.
- Chodziło tak ogólnie. Jeśli nie chcesz to możemy mieć tylko jedno.
- Tak, wiem. To znaczy możemy mieć więcej, ale to za kilka lat. Pod warunkiem, że czar nie jest jednorazowy. Tylko, że to mi o czymś przypomniało. Przed zabawą, Jewa powiedziała, że mogę pić, a to nie zaszkodzi dzieciom. Też użyła liczby mnogiej.
- Babcia ma różne sny i można je różnie interpretować. To tak jak z przepowiedniami. Nie wiesz na sto procent co znaczą, puki się nie spełnią.
- Może. Nie wiem.
- Wszystko będzie dobrze Roza. Jestem przy tobie. Po za tym i tak nie mamy co z tym zrobić. Ile się urodzi, tyle będzie. Teraz się tym nie martw. Jutro nasz wielki dzień. Musimy się wyspać.
- Masz rację. Kocham Cię. - Pocałowałam go.
- Dobranoc Roza.
- Dobranoc Dymitr.

ROZDZIAŁ 44

Ciężko było nam się od siebie odkleić. W końcu Dymitr mnie puścił, a ja wzięłam ubranie i poszłam przebrać się do łazienki. W ten sposób, nie ryzykowałam, że podczas ubierania, ktoś zaciągnie mnie z powrotem do łóżka. A wiem, że Rosjanin miał na to wielką ochotę. Nie powiem, kusząca wizja, ale i tak długo już zwlekam. A chodzi tu o przygotowania do ślubu. Dnia, na który tak czekałam. Już jutro będę żoną Dymitr. Tak ciężko mi w to uwierzyć, gdy przypominam sobie czasy akademii. Ja żoną mojego siedem lat starszego mentora. Kto by pomyślał?
Właśnie weszłam do komnaty królowej.
- No na reszcie. Ile można czekać. - Lissa przytuliła mnie.
- Witamy panią Bielikow.- nabiał się ze mnie Christian.
- Jakby to ładnie brzmiało z innych ust.- westchnęłam udając zawiedzenie.- Twój głos w ogóle nie nadaje się do przemówień. I mam kilka uwag. Po pierwsze, strażniczkę. Po drugie Hathaway- Bielikow. A po trzecie, to dopiero od jutra. Teraz może łaskawie wyjdziesz i pozwolisz nacieszyć się nam brakiem twojego towarzystwa.
Ozera chciał zaprotestować, ale powstrzymało go spojrzenie Lissy. Bez dalszych pretensji moroj opuścił pokój.
- Jeśli chodzi o moje późne przybycie to wczoraj był atak, a w nocy nie odespaliśmy wszystkich wydarzeń. Dymitr nie chciał mnie wypuścić z łóżka.- powiedziałam, gdy byłam pewna, że jesteśmy same.- No, to co? Jutro będę mężatką. Ale się denerwuje.
- Na nerwy czas będzie później. Teraz musisz założyć sukienkę, bo uszyli ją na podstawie twojej miary, ale trzeba dodać kilka poprawek. Tak będzie pasować na ciebie idealnie.
- No dobra. Pokaż mi to cudo.
Na tych poprawkach spędziłam pięć godzin. Nie wiem jak ja wytrzymałam tyle bez ruchu, kiedy szyli moją suknię. A, no tak, nie wytrzymałam. Ciągłe się wierciłam. Ale dla takiego efektu, było warto.
- Lissa, lepsza nawet nie mogła by mi się przyśnić.
- Wiadomo, w końcu szyją ubrania dla królowej.
Suknia ślubna była długa do ziemi, a z tyłu nawet trochę się po niej ciągnęła. Od pasa rozszerzyła się wśród falbanek. Nie miała ramiączek, a w tali została przywiązana szaro-beżową wstążką, za plecami związana w kokardę( zdjęcie na dole).
Ale to nie koniec przygotowań. Zostały jeszcze do wybrania trzy sukienki. Na szczęście, te były kupne. Jedna dla mnie na wesele. Nie wiem jak to robią w Rosji, czy gdzieś indziej, ale ja nie zamierzam balować i plątać się w sukni ślubnej. Wybrałam białą sukienkę do kolan, też całą w falbankach i bez ramiączek( zdjęcie na dole).
Następna dla druhen. Postanowiłam, że będą krótkie i wygodne do noszenia. I pod żadnym pozorem nie będą czerwone. Dość skojarzeń z różami. Dymitr będzie ich miał jeszcze przez całe życie. Na ślubie i tak będzie sporo tych kwiatów. Sukienki moich druhen będą zielone o kroju bombki bez ramiączek. Takie są bardziej seksi. I oczywiście falbanki(również zdjęcie pod spodem). No i ostatnie dla dziewczynek rzucających płatki róż przed nami. Kilka będzie z Dworu, do tego trzy z dalszej rodziny Mii i Zoja, siostrzenica Dymitra od Karoliny. Kiedy z ukochanym byliśmy w Bai, ona pojechała na jakąś kolonię. Ale dowiedziała się o odmianie wujka. Nie znała go, ale i tak się ucieszyła. Wracając do sukienek. Pomyślałam, że ładnie by wyglądał pochód panien młodych z takimi małymi, różowymi bezami na przodzie. Każda dziewczynka marzy o byciu księżniczką. Piękne, różowe, falbaniaste sukienki do ziemi. Najbardziej zachwyciła mnie taka, z małymi kwiatkami powyżej pasa(wiecie gdzie szukać obrazka;-).). Idealna. Zajęło nam to kolejną godzinę.
Wróciłam do domu, ale Dymitra jeszcze nie było. Może to i dobrze, bo nie wiem czy by mnie puścił, a zaraz zaczyna się mój wieczór panieński. Organizowała go Sydney. Podobno ledwo przekonała Lissę, że jako druhny, to ona Jill i Sonia powinna wszystkim się zająć. Rodziny Dymitra w tedy jeszcze nie było, ale mieli dojechać przed rozpoczęciem zabawy. Szybko przebrałam się i poszłam do parku, gdzie była impreza.
_______________________________
A oto zdjęcia:

Suknia ślubna.
 
Sukienka na wesele.
sukienka dla druhen.


Sukienka dla dziewczynek.

wtorek, 9 lutego 2016

ROZDZIAŁ 43

Obudziłam się kiedy było już ciemno. Dymitr jeszcze spał. Leżałam tak kilka minut, wsłuchana w jego równy oddech, ale znudziło mi się. Nie lubię takiej bezczynność. Muszę coś robić. Wstałam, modląc się do nie-wiadomo-kogo, żeby mój ukochany się nie obudził. Podziałało. Wydarzenia z nocy i poranka, sprawiły, że śpi jak zabity. Wyciągnęłam z torby prezent dla niego, czyli dwadzieścia cztery westerny z lat sześćdziesiątych, które wzięłam z domu Abe'a. Uznał, że skoro są w naszej rodzinie, to niech dalej w niej będą. Przed Dymitrem książki ukryłam, pakujące je do torby, zanim przyjedzie. Tak na wszelki wypadek. I się udało. Nawet nie pytał co w niej jest. Postawiłam je po cichu, na szafce nocnej po jego stronie łóżka. Następnie poszłam się umyć i ubrana w szlafrok, skierowałam swoje kroki do kuchni. Przecież gotowanie nie może być trudne. Postanowiłam zrobić jajecznicę. Jest szybka i w miarę łatwa. Przygotowałam patelnię i dziesięć jajek. Po pięć powinno nam starczyć. Nawet jakoś mi wyszła. Jeśli smakuje tak dobrze, jak pachnie, to Dymitr powinien być ze mnie dumny.
O dziwo strażnik jeszcze spał. Nie chciałam go budzić, ale wystygnie mu śniadanie, a raczej drugie śniadanie. Położyłam talerze na stole i poszam do sypialni.
- Dymitr.- mówiłam, delikatnie potrząsając nim.- Kochanie, wstawaj.
Leniwie otworzył oczy. Na mój widok uśmiechnął się błogo.
- Taki poranek proszę częściej. Pięknie wyglądasz, mój Aniele.- mruknął.
Trochę mnie to zaskoczyło, ale tak miło.Zrobiło mi się ciepło na duszy. 
- Dziękuję.- uśmiechnęłam się.- A teraz wstawaj, bo czekają na ciebie dwie niespodzianki. Pierwsza jest po twojej lewej, a druga czeka w salonie.
Dymitr popatrzył na książki i od razu zaczął je oglądać. Uznałam, że trochę mu to zajmie, więc poszłam do salonu. Dopiero teraz zauważyłam, że tam gdzie wcześniej były uschnięte kwiaty, które wrzuciłam, teraz stoją doniczki z nowymi. Chyba było mu szkoda tamtych poprzednich. Nagle poczułam jak w talii obejmują mnie silne ramiona, a ich właściciel całuje mnie po szyi.
- Dziękuję Roza.
- Tylko pamiętaj te książki są w mojej, niedługo też twojej, rodzinie od zawsze.
- Tylko o ciebie mogę dbać lepiej, niż o nie.- uśmiechnęłam się.
Następnie poprowadziłam go do stołu. Dymitr odsunął moje krzesło i pozwolił mi usiąść. Następnie przesunął je i zajął miejsce naprzeciwko mnie. Zauważyłam, że założył już spodnie dresowe. Zaczęliśmy jeść. Muszę przyznać, że jak na moje umiejętności kulinarne, smakuje bardzo dobrze. Mój narzeczony chyba też tak uważa. Jego talerz już jest w połowie pusty. Uśmiechnęłam się rozczulona tym widokiem. 
- Sama to zrobiłaś?- wyrwał mnie z rozmyślań.
 Tak się zamyśliłam, że zamiast jeść, wpatrywałam się w niego. Po raz kolejny uznałam, że wygląda bosko zaraz po obudzeniu. Te jego włosy, niby za krótkie, żeby się potargać, a jednak niektóre kosmyki splątały się ze sobą. Po chwili, dotarło do mnie jego pytanie.
- Co? A... Tak sama.- uśmiechnął się do mnie, widząc jak się na niego patrze.
Jednak nie spłoszyło mnie to, że zostałam przyłapana na przyglądaniu mu się. Zamiast odwrócić wzrok, spojrzałam mu głęboko w oczy.
- Ty też cudnie wyglądasz. Tak seksownie.- uśmiechnęłam się kusząco.
- Roza uważaj, bo zaraz znowu zaniosę cię do sypialni i tym razem już nie opuścisz jej do jutra.
- Jeśli to miała być groźba, to myślę, że odniosła odwrotny efekt od zamierzonego.
- A skąd wiesz, co chciałem osiągnąć.- patrzył na nie z pod przymrużonych powiek.
Już nie wytrzymałam jego wzroku i wróciłam do mojego talerza, który nie wiem nawet kiedy, zrobił się pusty. Usłyszałam śmiech Dymitra. Uwielbiam ten dźwięk.
- Co Roza, jeszcze się nie najadłaś?
- Jesteś dobrym nauczycielem, ale chyba sam jesteś odporny na zdobywanie wiedzy. Mówiłam już dwa razy, że przy tobie zawsze chcę więcej.- jego mina była bezcenna i tym razem to ja wybuchłam śmiechem.- To co dasz mi wybór?
- Jaki wybór? - zdziwił się jeszcze bardziej.
Czemu nie mam przy sobie aparatu? Powinnam go mieć zawsze w ręce, tylko gotowy na uchwycenie mimiki mojego ukochanego. Ledwo powstrzymałam się przed kolejnym napadem śmiechu.
- No wiesz, dostałam w nocy zaproszenie od Lissy. I teraz od ciebie zależy, czy pójdę prosto do niej, czy będę musiała wybrać między Lissa-sypialna.- uniosłam ręce po obu swoich bokach i poruszałam nimi, na zmianę góra, dół na znak wagi.
 - Bardzo chciałbym, ale mam coś ważnego do załatwienia, a po za tym, nie wypada odrzucać zaproszenia królowej, które jest rozkazem.
Miał rację. Na dodatek to moja przyjaciółka, z którą nie mam zbyt wiele czasu na pogadanie.
- Ale spokojnie.- dodał.- Nie nadrobiliśmy jeszcze wszystkich tych nocy, które spędziliśmy samotnie w łóżkach, a w szczególności ty, podczas gdy ja nie musiałem spać. - wyrżnie posmutniał na wspomnienie tego okresu, kiedy był potworem.
Podeszłam i usiadłam mu na kolanach.
- Hej, nie myśl o tym. Ciesz się tym, co masz. To jest przeszłość, która więcej nie powróci. Przysięgam ci, że tego dopilnuję. Nie pozwolę cię sobie znowu odebrać.
- Dziękuję Roza, ale to ja powinienem to obiecać tobie.
- A czym różni się moja miłość od twojej. Każde z nas może potrzebować pomocy. Nawet ty. I pamiętaj, że wtedy możesz na mnie liczyć. Choćby nie wiem co się stało, nigdy nie przestanę cię kochać. I tym razem pamiętaj moje słowa. Nigdy. Zawsze będziesz tutaj.- przyłożyłam jego dłoń do mojego serca.
On tylko przyciągnął mnie do siebie i pocałował. Tylko?! Aż! To był najlepszy pocałunek świata. Zakręciło mi się w głowie, a w brzuchu poczułam motylki.
- Dziękuję Roza. Za wszystko.
- To ja dziękuję. Za tę noc. Kocham Cię. A kiedy wrócisz?
- Może mi to zająć kilka godzin. Nie wiem dokładnie, ale wrócę na obiad. A potem mam wieczór kawalerski. Pewnie będę po wschodzie słońca.
Pocałował mnie, wkładając swoją rękę pod szlafrok i głaszcząc mój brzuch. Zadrżałam pod jego dotykiem. Uśmiechnął się lekko pod nosem, rozbawiony tym, jak na mnie działa. Wiedział doskonale, że wystarczy jedno słowo, drobny gest, a byłam gotowa kochać się z nim tu i teraz. Ale tak samo wiedzieliśmy, że nie możemy.

ROZDZIAŁ 42

Kiedy skończyliśmy naszą grę, nie opłacało nam się spać. To znaczy Dymitrowi nie opłacało się spać. Mnie namawiał, żebym odpoczęła. Wręcz błagał, ale ja nie dałam się przekonać, więc przez dwie godziny, przed rozpoczęciem morojskiego dnia, wspominaliśmy dawne czasy i rozmawialiśmy o dzisiejszej nocy. Tej bardziej przyjemnej jej części. Nagle coś mi się przypomniało.
- Poczekaj tu chwilę. Mam coś dla ciebie.- wstałam i poczułam się jak nowo nagrodzona.- Dymitr, ty po prostu czynisz cuda. Nigdy się tak dobrze nie czułam. Czy jest coś czego nie umiesz robić?
- Pewnie jest pełno takich rzeczy.- odwróciłam się w jego stronę, bo wyczułam dziwną, nieznaną mi nutę w jego głosie i wręcz poczułam pożądanie wołające z jego oczu.
- No i kto tutaj nie ma dosyć, Towarzyszu?
- Roza, po takiej nocy, z taką kobietą jak ty, czuję, że mógłbym nie wypuszczać cię z łóżka.- jego spojrzenie trochę mnie podniecało , a trochę onieśmielało. Ale bardziej to pierwsze. - Nic więcej mi do szczęścia nie trzeba. Teraz mógłbym umrzeć, gdyby nie to, że po śmierci nie miałbym już możliwości na powtórkę.
- Kto powiedział, że za życia będziesz miał.- droczyłam się z nim.
Mina na chwilę mu zrzedła, ale potem na jego twarzy pojawił się cwany uśmiech. 
- A więc tak chcesz się bawić. - wstał z łóżka i podszedł do mnie.
Zaczęłam się cofać, ale uśmiech nie schodził mi z ust. Uciekałam przed nim po całym mieszkaniu śmiejąc się w głos, ale w końcu mnie złapał i pocałował. Przelał w ten ten gest całe swoje pożądanie. Nagle wziął mnie w objęcia i zaniósł do łóżka.
- Dymitr puść mnie.- chciałam, żeby zabrzmiało to groźnie, ale nie mogłam powstrzymać się od śmiechu. 
- Bo co mi zrobisz?- on też świetnie się bawił.
Położył mnie delikatnie na pościeli, trzymając swoimi dłońmi w talii.
- Nie dam ci prezentu. Takiej pamiątki z pobytu u mojego ojca. A mówię ci, nie pogardzisz.
 - To może poczekać, a noc powoli się kończy.- mruknął mi do ucha.
Jego dłonie wędrował od boków do środka brzucha, gdzie się spotykały i wracały na talię. Nie wiem dlaczego, ale strasznie mnie to podniecało. 
- A nie masz czasem dzisiaj wolne.- próbowałam mu się wyrwać, ale wiedziałam, że to beznadziejne.
Moje myśli pędziły jak szalone. Nie mogłam się skupić na niczym innym, niż jego dłonie błądzące po moim nagim ciele. 
- To prawda, ale wiesz jak inni lubią nam przeszkadzać.
Więcej się nie kłóciłam. Po pierwsze, to nie miało sensu. Obydwoje wiedzieliśmy, że to dostanie, bo ja też tego chciałam. Po drugie, nie miałam jak się sprzeciwić, ponieważ moje usta były zajęte pieszczeniem jego warg. I tak zaczęła się nasze gra wstępna. Najlepsze w nim jest to, że nigdy nie ma tego samego. Każde takie zbliżenie to poznawanie na nowo i siebie i jego. Zawsze jest coś nowego. Coś niespodziewanego. Nigdy nie wiesz co się stanie tym razem. On jest moim bogiem. Tym jedynym i tylko moim. Nikt nie zna go od tej strony. Nikt nie zna go tak dobrze jak ja. To przede mną otwiera swoje serce. Mówi mi wszystko, nawet, kiedy wie, że będę nie zadowolona. Jest ze mną szczery. Ma na to odwagę, za którą tak go cenię.
- Roza, jesteś niesamowita.- mruknął mi do ucha, kiedy się do niego przytuliłam, po skończonej zabawie.
- A ty jesteś moim bogiem. Kocham Cię.
- Ja ciebie też.- mówił coraz ciszej.
Ale nie tak podniecająco. Raczej tak jakby zasypiał. Cholera! Jak ma nie zasypiać, skoro nie spał od ataku strzyg. A nasze zabawy, chodź przyjemne, też wymagają dużo energii. Obydwoje musieliśmy w końcu odespać tę noc. 
Wtuliłam się mocniej w jego tors, słuchając równego rytmu bicia jego serca. To mnie usypiało. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam.

poniedziałek, 8 lutego 2016

ROZDZIAŁ 41

Szukałam wzrokiem Dymitra, gdy nagle, ktoś zamknął mnie w stalowym uścisku.
- Roza, nic ci nie jest? Tak się martwiłem. Dlaczego nie zaczekałaś w pokoju?
- Spokojnie Towarzyszu, nic mi nie jest. Musiałam wyjść. Wiesz o tym doskonale. Też byś tak zrobił. Jesteś taki sam jak ja.- uśmiechnęłam się. W tym momencie nasze usta się spotkały.
- Kocham Cię Roza.
Strażnik odsunął się i dokładnie przyjrzał mi.
- Nic mi się nie stało. Mam kilka zadrapań, ale to nie jest groźne.- westchnęłam.
On też był cały i zdrowy. Gdy uznał, że mam rację, znowu mnie przytulił i ruszyliśmy do domu. Po drodze oglądałam pole bitwy. Wszędzie leżały martwe strzygi, ale na szczęście, nigdzie nie widziałam ciał dampirów. Najwidoczniej przeciwnicy nie przygotowali się do tej akcji zbyt dobrze.
- Bielikow, Hathaway.- usłyszeliśmy wołanie. To był Hans.- Moje gratulacje. Po raz kolejny pokazaliście, kto jest najlepszy. Wasza dwójka zabiła tyle strzyg, że piątka innych strażników mogła pomóc gdzie indziej.
- Dziękujemy strażniku Croft.- skłonił lekko głową mój ukochany
-A ilu naszych ucierpiało? Są jakieś ofiary śmiertelne?- dopytywałam.
- Wszyscy przeżyli, większość jest cała, ale pięciu strażników trafiło do szpitala. Jednak nie są w stanie zagrożenia życia.
- To dobrze.- odetchnęłam z ulgą.
I tak mamy mało strażników. Nie możemy pozwolić sobie na straty. Gdy Hans odszedł, Dymitr przyciągnął mnie do siebie i pocałował.
- Moja Roza. Zawsze najpierw martwisz się o innych, a potem o siebie.
Weszliśmy do mieszkania. Postanowiłam odświeżyć się po walce. Wzięłam piżamę i poszłam do łazienki. Odkręciłam wodę, po czym wlałam do wanny olejek zapachowy z migdałów. Chciałam się zrelaksować po wydarzeniach z ostatnich tygodni. Może teraz będziemy mieli trochę spokoju. Z rzuciłam z siebie całe brudne ubranie i dałam je do kosza. Już miałam wchodzić do wody, kiedy poczułam na biodrach silne ręce, a na szyi ciepłe, miękkie usta.
- Roza, nie za długa kąpiel jak na środek nocy?
- Jak dla mnie, jest całkiem jasno. Po za tym chcę się trochę zrelaksować i uspokoić po ostatnim czasie.
- To ja cię już nie uspokajam?
Obróciłam cię i pocałował go namiętnie. On też już nie miał na sobie ubrać. Wziął mnie na ręce i wszedł ze mną do wanny. Zaczął mydlić moje ciało swoimi dłońmi. Nie chcąc być gorsza, chwyciłam szampon i zanurzyłam palce w jego aksamitne włosy. Przez cały czas nie przestawaliśmy się całować. Nasze gesty były coraz bardziej przepełnione namiętnością i pożądaniem. Dymitr posadził mnie delikatnie na sobie. Już żadne z nas nie zastanawiało się, gdzie błądzą nasze ręce. Było mi cholernie przyjemnie, jak jeszcze nigdy. Miałam wrażenie, że nie jesteśmy już w wannie. W sumie, nie wiem gdzie byliśmy. Liczyło się tylko to, że jesteśmy razem. Tak, sex jest lepszy od ugryzienia wampira, a nawet strzygi. Sex jest lepszy od wszystkiego. Kiedy w końcu się umyliśmy, nadal nie chcieliśmy się do siebie odsunąć.
Ja wyszłam z wanny pierwsza, a Dymitr drugi. Gdy tylko stanął na przeciwko mnie, wróciliśmy do pocałunków. Ukochany, zatopiony w moje usta sięgnął po ręcznik i zaczął mnie wycierać. Potem sięgnął po mój ulubiony balsam i zaniósł mnie do łóżka. Tam nalał sobie płyn na ręce i zaczął mnie masować. Jak dawno nie miałam masażu. Zamknęłam oczy i oddałam się przyjemności. Strażnik wcierał delikatnie balsam w moje ręce i nogi szepcząc mi do ucha jak bardzo mnie kocha i opisując mi swoje sny, za czasów akademii, ze mną w roli głównej. Robiło mi się gorąco. Czułam, że zaraz się rozpłynę z przyjemności. Jego ręce przeszły delikatnie na brzuch. Tak bardzo się cieszył naszym małym szczęściem, które sobie tam dorasta. To już będzie piąty tydzień. Jęknęłam w spazmie przyjemności, kiedy mój narzeczony przeszedł na drugą rękę.
- Dymitr,- oddychałam ciężko.- ty to umiesz zadbać o kobietę.- uśmiechnął się widząc moją reakcję.
Podniecał mnie jego najdrobniejszy, najdelikatniejszy dotyk.
- Tylko o tą, którą kocham.- szepnął i masował mnie dalej. Co ten człowiek ze mną robi.- Ja tiebia liubliu Roza.
Teraz jego dłonie przeszły na moje ramiona i szyję. Z każdym uściśnięciem jego silnych rąk, przechodził mnie przyjemny dreszcz. W pewnym momencie jednak przestał. Po patrzyłam na niego zdziwiona.
- Już koniec?
- Rose, masowałem cię dwadzieścia minut. Jeszcze ci mało? - Z tobą niczego nie będzie mi dość.- uśmiechnęłam się, a on tylko zrezygnowany pokręcił głową.
Jednak nie udało mu się powstrzymać uśmiechu. Chciałam podejść do ukochanego i mu podziękować, ale mięśnie odmówiły mi posłuszeństwa.
- Ale chodź tu do mnie, bo przez ciebie nie mogę się ruszyć.- popatrzyłam na niego błagalnie.
Dymitr położył się koło mnie, a ja zmusiłam ciało do wysiłku, odwracając je w stronę strażnika i zatopiłam się w jego wargach.
- Dobranoc, Roza.
- Hej, a kto powiedział, że idziemy spać. Są ciekawsze rzeczy do robienia.- teraz to on patrzył na mnie zdziwiony.- A co? 
Nie chcesz? Myślałam, że się za mną stęskniłeś.
- Chcę, tylko dziwię się, że ty chcesz jeszcze.
- Mówiłam, że z tobą wszystkiego mi mało.- uśmiechnęłam się zalotnie.
Zaczęliśmy całować się namiętnie. Zachowywaliśmy się tak, jakbyśmy chcieli w jedną noc nadrobić całe tygodnie, a nawet poprzednie miesiące bycia osobno. Spędziliśmy razem upojną noc bez godziny snu. Dobrze, że jutro Dymitr ma wolne. Mogłam się nim nacieszyć do woli.
_____________________________________
Mam takie jedno małe ogłoszenie parafialne. Mianowicie dzisiaj mija miesiąc od założenia tego bloga.  Dziękuję bardzo, że jesteście ze mną.  Wesołej rocznicy Romitri.
:-*

ROZDZIAŁ 40

Na Dwór wróciliśmy po zmroku, czyli że trwał dzień dla mojrów. Jednak my mieliśmy wolne. Dymitr odstawił moje walizki i podszedł do mnie. Przyciągnął mnie do siebie i zaczął namiętnie całować.
- Nie dasz mi się nawet rozpakować?- Spytałam w przerwie między pocałunkami.
- I tak już za długo czekałem.- moja bluzka wylądowała na podłodze.
Ja w tym czasie zajęłam jego prochowiec. Ukochany wziął mnie na ręce i zaniósł do sypialni, gdzie położył delikatnie na łóżku. W jego oczach widziałam miłość i pożądanie. Po chwili, nie mieliśmy już na sobie żadnych ubrań. Jego dłonie przyjemnie błądziły po całym moim ciele. Tego było nam trzeba. Może nareszcie, będziemy mogli być razem dłużej niż dwa dni. Chcę być z nim na zawsze. Tylko ja i on. Przytulaliśmy się spleceni jak najbliżej siebie. Tęskniłam za nim. On za mną też.
- Kocham Cię Roza.
- Ja ciebie też, Dymitr. Nawet nie wiesz, jak tęskniłam.
- Myślę, że wiem.- pocałował mnie. Pomyślałam o tym, co dzisiaj zrobił.
- A jak się czujesz?- spytałam z troską.
Nie chciałam poruszać tego tematu, ale wiedziałam, że dzięki szczerej rozmowie, będzie mu lżej. Oczywiście zrozumiał, o co mi chodzi.
- Dalej nie wierzę, że to zrobiłem. Nie dociera do mnie, że ja ją zabiłem. Też tak się czułaś po...?
- Tak.- przerwałam. Nie miałam ochoty do tego wracać tak otwarcie.- Wiesz doskonale, co czułam. Mówiłam ci wszystko. Ale pomogłeś mi. A teraz ja ci się odwdzięczę. Spokojnie jestem przy tobie towarzyszu.
- Wiesz co jest najgorsze? Ty zrobiłaś to nieświadomie największemu wrogowi. A ja wszystko obmyśliłem, przeciwko przyjaciółce.
- Sugerujesz, że łatwiej mi było pogodzić się z zadaniem śmierci morojowi.- nie denerwowałam się. Teraz najbardziej potrzebował mojego wsparcia. Jednak w tej chwili sama go zapragnęłam.- Pamiętasz jaka po tym byłam.- wspomnienia wróciły do mnie, a mój głos stał się bezbarwny. - Ten mrok. Czułam... wiedziałam, że on jest odpowiedzialny za całe zło świata.- Dymitr objął mnie mocniej, jeśli w ogóle się dało.
A to ja miałam pocieszać go. Szlag! Powinnam być silniejsza. Ale co ja poradzę, że przy nim się rozklejam. Tylko w tedy mogę być sobą. Wiem, że on zawsze mnie obroni. Co się ze mną dzieje. Kiedyś troszczyłam się o Lissie. Musiałam być silna. Zawsze ją pocieszałam, a teraz nie umiem wesprzeć ukochanego mężczyzny, który mnie potrzebuje. Nigdy nie prosiłam nikogo o ochronę, a jednak jej potrzebuję.
- Dziękuję Roza.- pocałował mnie.
- Za co?- nic nie rozumiałam. Posmutniałam na myśl, że go zawiodłam.- Przecież zamiast cie pocieszyć, sama się załamuję. Ja miałam wspierać ciebie, a nie ty mnie.
- I za to ci dziękuję. Kiedy widzę, że potrzebujesz mojej pomocy, zapominam o swoich problemach. W ten sposób mi pomagasz. Kocham Cię.
- A ja dziękuję za to, że zawsze jesteś przy mnie i co by się nie działo, masz siłę i chęci pomóc mi.- teraz to ja go pocałowałam.
Żadne z nas nie chciało dalej ciągnąć tematu. I tak spleceni, usnęliśmy po ciężkim dniu.

***

Obudził nas alarm. Strzygi! Byliśmy mocno w siebie wtuleni, ale gdy usłyszeliśmy sygnał, zerwaliśmy się jak oparzeni. Ubrałam się w dwie minuty, sięgnęłam po sztylet i już miałam wychodzić, gdy drogę zagroził mi Dymitr. 
- Co ty robisz? Trzeba im pomóc.- wykrzyknęłam. Zaczynała działać na mnie adrenalina.
- I ja im pomogę, ale ty zostajesz tutaj.- strażnik jak zwykle zachowywał spokój, a ja myślałam, że się przesłyszałam.
- Żartujesz sobie?! Nie będę tu siedziała, gdy reszta walczy o przetrwanie.- złość we mnie narastała. Jak on może zabraniać mi walki.
- Roza, martwię się o ciebie. Pamiętaj, że nie jesteś sama. - wskazał na mój brzuch. 
- Dymitr. Doskonale wiesz, jak dobra jestem. Sam mnie uczyłeś. Przecież nie mogę się temu tak przyglądać.- chciałam go wyminąć, ale on mnie złapał. -Puść mnie. DYMITR. Nie chcę się z tobą kłócić.
- Ja z tobą też nie. Kocham Cię Roza. 
Chwycił klucze, puścił mnie i zniknął za drzwiami. Zanim zorientowałam się, co zamierza zrobić, usłyszałam dźwięk przekręcanego zamka. Dobiegłam do wejścia, ale było już za późno.
- Dymitr!! OTWIERAJ!!- wrzeszczałam i waliłam w drzwi.
Nie mogłam uwierzyć. On zamknął mnie w mieszkaniu, podczas ataku strzyg, kiedy to moja najlepsza przyjaciółka jest zagrożona. Muszę coś zrobić. Rozejrzałam się po pokoju. Okno! Otworzyłam je na oścież i wyskoczyłam. Pobiegłam w najbliższe skupisko walczących. Dostrzegam w tłumie Dymitra. Przed walką związał swoje włosy. Ja to robię, właśnie w tym momencie. Włączyłam się w wir walki. Powaliłam jedną strzygę, za drugą. Nagle zobaczyłam, że jeden z potworów rzuca się na mojego narzeczonego. Marzenie! Drugi raz nie dam go sobie odebrać. Pobiegłam i przesyłam serce strzygi sztyletem w locie. Dymitr w końcu mnie zauważył. 
- Roza, co ty tu robisz?
- Ratuję ci życie, Towarzyszu.- odpowiedziałam w ferworze walki. 
- xoлepa(cholera)! Dlaczego nigdy się mnie nie słuchasz?
- A ty byś się posłuchał?
- Ale... to nie...ja nie... Ech...- nic więcej nie powiedział.
Nie wiem, czy to przez brak argumentów, czy po prostu skupił się na walce. Nie zastanawiałam się nad tym. Nie mogłam dać się rozkojarzyć. Strzygi wokół nas, padały jak muchy. Ciężko było z nami wygrać, gdy walczyliśmy osobno. Razem byliśmy nie do pokonania. Usłyszałam, jak jeden dampir woła innego, żeby pomógł gdzie indziej, bo my damy sobie radę sami. I po pewnym czasie, tylko nasza dwójka próbowała uporać się z wrogami. Było ich dużo. Za dużo. Atakowali po czterech na raz. Jednak jakoś udało nam się wygrać. Pobiegłam do pałacu. Wiedziałam, że Bielikow biegł za mną. W sali tronowej była Lissa, Christian, Jill, Adrian i ...Sydney?!
- Co ty tutaj robisz?- spytałam, rozglądając się do około.
Nie było żadnych strzyg, wiec pozwoliłam sobie na uścisk z alchemiczką.
- Podobno chciałaś mnie na druhnę.
- No tak, ślub. A właśnie.- zwróciłam się do królowej.- Kiedy jest?
-Za dwa dni, więc jutro masz być u mnie.
- Rose.- odezwał się Dymitr, przypominając mi, jaka jest teraz nasza rola.- Tu jest bezpiecznie. Musimy sprawdzić, czy nie jesteśmy gdzieś potrzebni.
Już miałam wychodzić, gdy usłyszałam dźwięk tłuczonego szkła. Przez okno wpadły strzygi. Jedna, dwie, dziesięć, dwadzieścia. Było ich coraz więcej. Dołączyłam do reszty strażników królewskich, którzy utworzyli w okół Lissy szczelny wianuszek. Mój narzeczony, razem z innymi strażnikami, otoczyli opieką resztę osób w komnacie. Wpadłam na pomysł, by złączyć oba kręgi w jeden. Posłałam go, jak w zabawie w głuchy telefon. Reszta poparła moją propozycję i po chwili wszyscy walczyliśmy w dwuwarstwowym okręgu, co zwiększyło obronę wewnętrznej grupy. Wreszcie walka zakończyła się naszym sukcesem. Strzygi wycofały się. Zaczynało wychodzić słońce.

niedziela, 7 lutego 2016

ROZDZIAŁ 39

ROSE

Następny nudny dzień. Dłużej nie wytrzymam. Przeczytałam już prawie wszystkie książki. Przez ostatnie dwa dni czytam westerny, bo nic lepszego nie mam do roboty. Nie wiem, czym Dymitr się tak ekscytuje. Książki jak każde inne. Na dole usłyszałam, że ktoś wchodzi. Ale nie przejęłam się tym. Do Abe'a ciągle ktoś przychodzi w jakiś sprawach, pewnie jego interesów.
- No co ja widzę?- aż podskoczyłam. Rozpoznała bym ten głos na końcu świata.- Moja Roza, czyta western.- zaśmiał się.
Odłożyłam szybko książkę i podeszłam do ukochanego. On pocałował mnie długo i namiętnie.
- Witaj, towarzyszu. Wszystko załatwione?
- Tasza już nam nigdy nie przeszkodzi.
- A co jak znowu ucieknie z aresztu?
- Nie ma jej w areszcie. Mówiłem ci, ze nie przeżyje naszego spotkania.
- Czy ty...?- pokiwał twierdząco głową. Nie mogłam uwierzyć. On ją zabił. Przypomniałam sobie, jak ja się czułam, kiedy zabiła Wiktora. Przytuliłam go mocno, z całym wsparciem, jakie mogłam mu dać. Odwzajemnił gest, wtulając się we mnie. Podniósł mnie, podszedł w stronę łóżka i usiadł na nim. Posadził mnie sobie na kolanach, przytulając mocniej. Siedzieliśmy tak chwilę. Postanowiłam spojrzeć w te cudowne, oczy i zobaczyłam łzy. Zdziwiłam się trochę, ale ja płakałam po zamordowaniu największego wroga. To, co on musi czuć po zadaniu śmierci przyjaciółce.
-Dymitr.- starłam krople z jego policzków.- Jestem tu i zawsze będę. Wiem, że to ciężkie, ale pomogę ci. Wszystko będzie dobrze. Jestem tu.- Uśmiechnął się słabo i pocałował mnie.
-Och Roza, jak ja cię kocham. Nigdy nie chcę cię stracić. Jesteś moim światełkiem życia. Wiesz co mi powiedzieć, jak doradzić. Zachowujesz się o wiele dorosłej, niż inni twoi rówieśnicy. O wiele dorosłej niż ja.
- Żartujesz sobie. Jesteś o wiele poważniejszy niż ja. To ty mi zawsze pomagałeś swoim doświadczeniem.
- Ale to ty więcej przeżyłaś. Dziękuję za wszystko.- Nasze usta znowu się spotkały. Całował mnie coraz namiętniej. Stęsknił się za mną, ja zanim też. Zaczął podnosić moją bluzkę, ale złapałem go za ręce.
- Towarzyszu, może poczekasz, aż wrócimy do domu.- Lekko się za wstydził. Zaśmiałam się cicho. A podobno to ja nad sobą nie panuję.- Na dole jest Abe, czekający na wyjaśnienia.
- Ale wieczorem mi nie uciekniesz.- Szepnął mi do ucha.
- Zgoda. Z własnego doświadczenia wiem, że na mrok najlepsza jest miłość.- Pocałowałam go.
***
Dwadzieścia minut później, kiedy w końcu mnie puścił, zeszliśmy na dół do salonu.
- No,- zaczął Abe, gdy usiedliśmy za kanapie- to teraz wszystko mi pięknie opowiecie.
Usłyszał to samo, co Lissa i Adrian tydzień temu w śnie.
- Czemu nic mi nie powiedziałaś. Przecież mogłem wam pomóc, namierzyć ich. Byłoby prościej i szybciej.
- Właśnie dla tego.- powiedziałam.- To była nasza sprawa, a poza tym, gdyby Robert był taki łatwy do znalezienia, to już dawno siedział by w celi. Poszukują go, od czasu wyjaśnienia sprawy zabójstwa Tatiany.
- A ponad tydzień temu- Poparł mnie ukochany.- królowa zaangażowała wszystkie służby do tego zadania i nic.
- Jak ja się tym zajmę, to nie ma miejsca, gdzie bym go nie znalazł. A Dymitr, pamiętasz jak miałeś jechać ze mną, załatwiać sprawy w interesach?- O nie.
- Tak, panie Mazur.- w jego głosie nie było leku, a zdecydowanie i hard. Chciał przejść wszystkie próby, na jakie los wystawi nas związek.
- Odwołuję to.
- Naprawdę?!- spytaliśmy, jednocześnie. Nie wierzę. Abe Mazur chce oszczędzić mojego narzeczonego.
- Naprawdę. Pokazałeś, że zasłużyłeś na nią. W odwecie za jej krzywdę, zabiłeś swoją przyjaciółkę. To musiało cię wiele kosztować, ale zrobiłeś to dla mojej Różyczki.- uśmiechnął się do mnie. - Oczywiście, w tych sprawach jej nie dorównujesz. No, ale nie każdy ma możliwość: znaleźć zaginioną siostrę królowej, zabić wroga publicznego, wskazać mordercę poprzedniej królowej, a tym bardziej posadzić na tronie przyjaciela.- Spojrzał na mnie.- Mówiłem już, że jestem z ciebie dumny?
- Przed koronacją, kiedy kłóciłeś się z mamą.
- No właśnie.- Wrócił wzrokiem do mojego narzeczonego.- Ale nie myśl, że ci się upiekło Bielikow. Znajdę czas, żeby z tobą porozmawiać.
- Po co sobie zawracać głowę. Twój grafik na pewno jest zapełniony, a i bez rozmowy możesz być pewny, że lepszego męża i obrońcy nie mogę mieć. Nikt tak nie będzie o mnie dbał. Nawet żaden z twoich najemników.
- Pozwolisz, że sam się o tym przekonam.- uparł się.
Westchnęłam zrezygnowana. A czego ja się spodziewałam?
"Masz rację córcia. Jak mogłem pomyśleć inaczej, sam chciałbym mieć takiego męża"? Przecież to mój ojciec. Sama bym tak łatwo nie opuściła, a co dopiero on. No trudno. I tak lepiej kilka godzin, niż cały dzień. Napotkałam wzrok Dymitr. spoglądał na mnie wdzięcznie i uspokajająco. Jak ja kocham, to uczucie, że zaraz utonę w brązie tych oczu. I tak, nic nie zepsuje mi tego pięknego dnia.

ROZDZIAŁ 38

Wybaczcie, że tak późno, ale w wcześniej nie było mnie w domu. Ten rozdział dedykuję Mańce, dzięki której powstał. Mam nadzieję, że cię nie zawiodłam dziewczyno. :-*
______________________________________________
Dymitr

Nie ma jej już tydzień i trzy dni, a każdy dzień, to udręką. Cholernie za nią tęsknię. Czemu Tasza jeszcze nie przyszła? A może nas przejrzeli? Nagle czuję wibracje w kieszeni. Dostałem SMS-a od nieznanego numeru.

Słyszałam, że twoja ukochana cię zostawiła. Ja bym tak nigdy nie zrobiła. Pomyśl nad tym, a jak zrozumiesz swój błąd, to spotkajmy się o północy przed restauracją w najbliższym miasteczku. Chętnie z tobą porozmawiam.
Tasza.

Zerwałem się na równe nogi. W końcu po tylu dniach ją zobaczę. Do północy zostało pięć godzin. Muszę wymyślić, jak to rozegrać.
**5 godzin później**

Właśnie podszedłem pod restaurację. Nagle zza rogu wyłoniła się postać.
- Dimka!- Zawołała Tasza - tak mi przykro, że Rose cię zostawiła. Ale było trzeba się tego spodziewać. Jest jeszcze młoda. Nie wie, co to jest stałość uczucia.
- To przez ciebie odeszła.- Powiedziałem oskarżycielsko. Jednak zaraz się opanowałem.- Chodź nie spodziewałem się, że byle pogróżki i już jej nie ma.
- Ja bym nigdy cię nie opuściła.
- Wiem, popełniłem błąd. Myślałem, że to ona jest tą jedyną. Ale nie rozmawiamy o tym. Przejdziemy się do parku?- wiele mnie kosztuje, żeby nie wyciągnąć sztyletu i nie wbić jej w serce.
- Oczywiście.- wyraźnie się ucieszyła. Czyli połknęła haczyk.
Szliśmy, wspominając stare dzieje.
- Dimka, wiesz, że po tym co zrobiłam, nie mogę wrócić na Dwór.
- Spokojnie, zadbam o to, żeby nikt cię nie szukał.
- Dziękuję- Przytuliła mnie. To był ten moment. Wyciągnąłem sztylet i zanurzyłem ostrze w jej plecach. Usłyszałem jak wciąga powietrze. Odsunąłem się i napotkałem jej spojrzenie pełne bólu.
- Nie. Dimka, każdy tylko nie ty.
- To za moją Rozę. Jak mogłaś myśleć, że będę z tobą, po tym wszystkim, co zrobiłaś.- Następne pchnięcie wycelowane było w serce. Padła na ziemię w drgawkach, a po chwili, jej ciało leżało nieruchome. Nie mogłem uwierzyć w to, co się stało. Zabiłem ją. Już więcej nam nie przeszkodzi. Ale zabiłem morojkę, która była moją przyjaciółką. Tyle, że chciała zabić moją narzeczoną. Moją Rozę. I nie miałaby wyrzutów sumienia. Nie po tym jak zabiła poprzednią królową. I tak by zginęła. Ale czy na pewno zrobiłem dobrze. Przypomniało mi się zachowanie Rose, po zabiciu Daszkowa. Roza. Teraz jej potrzebuję. Tylko co z ciałem. Nie mogę go tu tak zostawić. Ale nie chcę też go brać. Alchemicy? Tylko, który mi tu pomoże? Sydney! Wykonałem szybki telefon i wsiadłem do samochodu.

sobota, 6 lutego 2016

ROZDZIAŁ 37

Wstałam w bardzo dobrym humorze. W nocy długo jeszcze rozmawialiśmy, przytulaliśmy się i całowaliśmy. Po prostu napawaliśmy się swoim towarzystwem, puki je mamy. Nie wiemy, kiedy Tasza, łaskawie postanowi odbić mi narzeczonego. Ze szłam na śniadanie, gdzie już czekał na mnie Abe ze swoją obstawą. No pięknie. Jak mam mu powiedzieć, czemu odeszła od Dymitra, zakładając, że wciąż mam podsłuch?
Ledwo usiadłam, a już przede mną stał talerz, z parującą jajecznicą. Dalej uważam, że mój narzeczony lepiej gotuje. Ale nie powinnam tego wspominać ojcu. Jeszcze zechce go zatrudnić. A tego wolała bym uniknąć. 
Pochłonęłam szybko całą zawartość talerza, ale oczywiście, to mi nie wystarczyło. Jem więcej niż normalna kobieta. Dymitr doskonale wie, że mi trzeba trzy razy tyle. Dorównałam mu apetytem, tak jak większości mężczyzn. A teraz byłam jeszcze w ciąży. To wiadomo, że nie najem się dwoma małymi jajkami i kromką chleba. Kucharz szybko się poprawił i pięć minut później zajadałam się stertą naleśników z syropem klonowym.
- No córuś. To teraz mi wszystko pięknie wyjaśnisz.
- Wiesz staruszku, że masz bardzo ładny dom. - Uśmiechnęłam się do niego. 
- Rose!- Naciskał.
- Posłuchaj. Masz swoje interesy, do których nikt ci się nie wtrąca. Opowiem ci wszystko, ale w swoim czasie. Teraz może to trochę przeszkodzić, wręcz zepsuć moje życie, bardziej niż jest zniszczone. Będziesz chciał mi pomóc, ale muszę załatwić to sama. 
- Mówisz bardzo ogólne, jakbyś bała się, że jesteś na podsłuchu.
- Mówię, że to moja sprawa. Potem wszystko ci wyjaśnię.- Jednak mam coś po nim. Zrozumiał. Niby zachowałam się naturalnie, a jednak wiedział, że zgadł. Grunt, żeby Robert nie wiedział. Inaczej mogłabym wracać do domu i udawać, że nic się nie wydarzyło, a On i Tasza dalej rujnowaliby mi życie. A na to nie mogę pozwolić. Ojciec nie drążył tematu.
Kolejne dni strasznie mi się dłużyły. Ciekawe co tam u Dymitra. Pewnie bardzo cierpi. Nie miałam co robić, więc Abe przyniósł mi jakieś książki. Podobno są w naszej rodzinie od pokoleń. Znalazłam kilka starych westernów i zaczęłam je czytać. Chciałam zobaczyć, co w nich fajnego. Nawet zaczęły mi się podobać. Było też kilka książek o zwierzętach i atlas świata. Od razu przypomniał mi się gorący dzień po ucieczce z Dymitrem. Weszliśmy w tedy do biblioteki i przeglądaliśmy razem podobną książkę 100 najpiękniejszych miejsc na świecie. Taka chwila, w której czułam się jak zwykła dziewczyna, na spacerze z ukochanym. Tak się zanurzyłam we wspomnieniach, że zasnęłam. Śniło mi się, że jesteśmy w każdym z tych miejsc, które wylosowaliśmy miesiąc temu. Tylko on i ja. Tak słodko. Razem od rana do wieczora. To chyba był nasz miesiąc miodowy. Ciekawe czy to też Lissa nam zafunduje.Wiem jak to brzmi, ale od zawsze marzyłam o takich chwilach, a mimo wszystko, te trzy tygodnie nie wystarczyły mi po tym, jak w akademii nie mieliśmy dla siebie czasu. Do tego Dymitr w ciąż się ode mnie odsuwał, a potem straciłam go na dwa miesiące. Dlatego, cieszę się każdą chwilą, którą możemy spędzić razem. On chyba też. Jest w tedy wesoły, częściej się uśmiecha, a jego oczy pływają w miłości, która sprawia, że są jeszcze bardziej intensywne i łatwiej w nich utonąć. Kocham to uczucie braku rzeczywistości, kiedy czuję na sobie jego spojrzenie pełne pożądania. Slag! Muszę przestać o nim myśleć, bo zaraz pobiegnę do niego, gdziekolwiek jestem i rzucę się mu w ramiona. A na to nie mogę sobie pozwolić.