Wybaczcie, że tak późno, ale miałam problemy z internetem. Mam nadzieję, że się podoba. :-*
_____________________________
Przed moimi oczami przewijały się koszmarne obrazy. Widziałam przeszłość. Lissę torturowaną przez Daszkowa, potem dręczącą Jessego, wypadek w którym zginęła rodzina mojej przyjaciółki, Dymitra zaatakowanego przez strzegą, podczas akcji ratunkowej, kruka w pokoju, śmierć Wiktora, martwe ciało Masowa, jak on zginął w Spoken. Bardzo cierpiałam. Czemu on! Był dla mnie jak brat. Całkiem zapominałam, że on już żyje. Jenak tamten ból został. Nigdy nie zapomnę tego uczucia, gdy trzymałam jego bezwładne ciało. Następne obrazy przedstawiały mojego ukochanego jako strzygę, potem bawiącego się z dziećmi, ale nie moimi, tylko Taszy.
Poczułam, że ktoś szarpie mnie za ramiona.
- Roza, obudź się! Roza.- do mojej świadomości dotarł spanikowany głos.
Zerwałam się, otwierając oczy. Dymitr objął mnie i w tedy zorientowałam się, że po moich policzkach cienką łzy.
- Już wszystko dobrze, jestem tu. Spokojne Roza. Nie pozwolę, żeby coś ci się stało. To Tasza?
- Tak.- powiedziałam przez łzy. Ale jak zobaczyłam minę Dymitra, poprawiłam się.- To znaczy nie. Znaczy tak, ale nie tak jak myślisz.- jąkałam się.
Opowiedziałam mu sny. Kiedy skończyłam przytulił mnie mocniej. Teraz tylko on mógł mi pomóc. Jego bliskość, miłość, czułość. Pocałowałam go namiętnie. Odwzajemnił gest. Jego pocałunki były pełne wsparcia, ale i tęsknoty. Wiedziałam, że chce czegoś więcej, ale nie okazywał tego. Nie chciał naciskać. Jednak, ja też za nim tęskniłam. Za dotykiem, smakiem. W końcu pragnienie zawładnęło nami. Całowaliśmy się coraz namiętniej. Odczytał moją potrzebę bliskości i zaczął zdejmować moją bluzkę. Płonęłam pod jego dotykiem. Zszedł ustami na moją szyję.
- Roza- szeptał co pocałunek.
Jak ja uwielbiam ten akcent. Nasze wszystkie ubrania wylądowały na podłodze, a my znowu byliśmy jednością, po tak długim czasie. Te tygodnie były prawdziwą udręką. Bez jego dotyku, pocałunków, tylko głos. Nawet nie mogłam go zobaczyć. To było większe cierpienie niż tortury w śnie. Ból psychiczny jest gorszy od bólu fizycznego.
Kochaliśmy się długo i namiętnie. Liczyliśmy się tylko on i ja. Gdy byliśmy już zmęczeni, usnęliśmy, spleceni w miłosnym uścisku. Byliśmy blisko siebie. Dwa ciała tworzą jedno. I tylko jedna dusza znów złączona z dwóch części. Tak jak zawsze powinno być. Nic więcej mi do szczęścia nie trzeba. No może w tym momencie. Kocham go.
"Nasz los od zawsze zapisany był w gwiazdach. To one poprowadziły mnie do Ciebie mimo tylu przeciwności, spójrz. Jesteśmy tu. Razem. Ty i ja Roza. Na zawsze."
czwartek, 4 lutego 2016
ROZDZIAŁ 33
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
ROZDZIAŁ 32
Kiedy tylko otworzyłam drzwi do sypialni, usłyszałam krzyk. Tyle, że to był mój wrzask. Pół sekundy później stał przy mnie Dymitr.
- Roza co się dzieje?- w jego głosie było słychać strach.
Ja sama ledwo stałam na nogach. Drżącą ręką wskazała na okno, a raczej na to co pod nim było. Dymitr zakrył usta dłonią w szoku. Na podłodze leżał kruk z poderżniętym gardłem. Podeszłym na chwiejnych nogach i opadłam przy nim na kolana. Wyciągnęłam dłoń.
- Roza.- ukochany próbował mnie odciągnąć, ale zignorowałam go.- On może być chory. Zostaw go.
- To niemożliwe.- szeptałam w szoku.- To nie może być on. Przecież to było w akademii. Kto to zrobił? Jak go znalazł?
- Kochanie, o czym ty mówisz? Przecież to zwykły kruk. Chodź tu do mnie.- Tym razem dałam się przyciągnąć i wtuliłam się w jego pierś.- Wszystko już dobrze. Ktoś chce cię tylko nastraszyć. To zwykły kruk.
- Wcale nie.- do moich oczu napłynęły łzy.- On jest inny. On był naznaczony pocałunkiem cienia.
- Spokojnie Roza, jesteś w szoku. To zwykły kruk.
- Nie! Nie wierzysz mi?- odsunęłam się od niego i w tym momencie krople zaczęły spływać mi po policzkach.- On został ożywiony przez Lissę. Dawno temu, jeszcze przed ucieczką. A potem się zaczęło.- powróciły do mnie wspomnienia.
- Skąd to wiesz?- znowu mnie objął i przytulił.
- Nie jestem pewna. Po prostu wiem. Jego spojrzenie jest takie inne. Spotkałam go rok temu, po tej akcji z Natalie. Wtedy też zwróciłam na to uwagę. Patrzył na mnie inteligentnym wzrokiem.
Popatrzyłam na ptaka i wyciągnęłam rękę. Dymitr chciał mnie powstrzymać, ale nie pozwoliłam mu. Moja dłoń opadła na jego głowę i zsunęła się w stronę dzioba, zamykając jego oczy. Rozpłakałam się na dobre. Mój narzeczony kołysał mnie, głaszcząc po włosach i szepcząc coś po Rosyjsku. Wie, że to uwielbiam. Uspokoiłam się trochę, lecz łzy nie chciały przestać mi lecieć. Dymitr podniósł się ze mną w objęciach i położył mnie na łóżku. Byłam jak lalka. Tylko leżałam i poddawana się wszystkiemu co robił. On przebrał mnie w piżamę posprzątał pod oknem i położył się koło mnie, też już przebrany. Przyciągnął mnie do siebie, a ja zacisnęłam dłonie na jego koszulce. Nie płakałam, ale czułam się okropnie. Potrzebowałam teraz jego bliskości, jak jeszcze nigdy. Przed nim nie musiałam udawać silnej. Mogłam być sobą, a on i tak mnie kocha. Poczułam jak przykrywa nas kołdrą. Objął mnie mocniej i pocałował w czoło. Wciąż szeptał mi do ucha po Rosyjsku. Nawet nie wiem, kiedy zasnęłam. Ale wiem, że to nie była moja najlepsza noc życia.
- Roza co się dzieje?- w jego głosie było słychać strach.
Ja sama ledwo stałam na nogach. Drżącą ręką wskazała na okno, a raczej na to co pod nim było. Dymitr zakrył usta dłonią w szoku. Na podłodze leżał kruk z poderżniętym gardłem. Podeszłym na chwiejnych nogach i opadłam przy nim na kolana. Wyciągnęłam dłoń.
- Roza.- ukochany próbował mnie odciągnąć, ale zignorowałam go.- On może być chory. Zostaw go.
- To niemożliwe.- szeptałam w szoku.- To nie może być on. Przecież to było w akademii. Kto to zrobił? Jak go znalazł?
- Kochanie, o czym ty mówisz? Przecież to zwykły kruk. Chodź tu do mnie.- Tym razem dałam się przyciągnąć i wtuliłam się w jego pierś.- Wszystko już dobrze. Ktoś chce cię tylko nastraszyć. To zwykły kruk.
- Wcale nie.- do moich oczu napłynęły łzy.- On jest inny. On był naznaczony pocałunkiem cienia.
- Spokojnie Roza, jesteś w szoku. To zwykły kruk.
- Nie! Nie wierzysz mi?- odsunęłam się od niego i w tym momencie krople zaczęły spływać mi po policzkach.- On został ożywiony przez Lissę. Dawno temu, jeszcze przed ucieczką. A potem się zaczęło.- powróciły do mnie wspomnienia.
- Skąd to wiesz?- znowu mnie objął i przytulił.
- Nie jestem pewna. Po prostu wiem. Jego spojrzenie jest takie inne. Spotkałam go rok temu, po tej akcji z Natalie. Wtedy też zwróciłam na to uwagę. Patrzył na mnie inteligentnym wzrokiem.
Popatrzyłam na ptaka i wyciągnęłam rękę. Dymitr chciał mnie powstrzymać, ale nie pozwoliłam mu. Moja dłoń opadła na jego głowę i zsunęła się w stronę dzioba, zamykając jego oczy. Rozpłakałam się na dobre. Mój narzeczony kołysał mnie, głaszcząc po włosach i szepcząc coś po Rosyjsku. Wie, że to uwielbiam. Uspokoiłam się trochę, lecz łzy nie chciały przestać mi lecieć. Dymitr podniósł się ze mną w objęciach i położył mnie na łóżku. Byłam jak lalka. Tylko leżałam i poddawana się wszystkiemu co robił. On przebrał mnie w piżamę posprzątał pod oknem i położył się koło mnie, też już przebrany. Przyciągnął mnie do siebie, a ja zacisnęłam dłonie na jego koszulce. Nie płakałam, ale czułam się okropnie. Potrzebowałam teraz jego bliskości, jak jeszcze nigdy. Przed nim nie musiałam udawać silnej. Mogłam być sobą, a on i tak mnie kocha. Poczułam jak przykrywa nas kołdrą. Objął mnie mocniej i pocałował w czoło. Wciąż szeptał mi do ucha po Rosyjsku. Nawet nie wiem, kiedy zasnęłam. Ale wiem, że to nie była moja najlepsza noc życia.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
środa, 3 lutego 2016
ROZDZIAŁ 31
Cieszę się, że tak dużo osób mnie czyta, ale szkoda, że nikt więcej nie bierze udziału w konkursach. Nikt nie ma pomysłu na napis, na obrączki ślubne? Proszę myślcie coś. I osoby, które pisały imiona a nie podały e-mail, niech się poprawią, bo nie będę miała jak wysłać nagrody. :-*
___________________________________________
Wracaliśmy w milczeniu do mieszkania. Zaczęłam rozmyślać nad naszym ślubem. Do drużby poproszę na pewno Jill i Sonię. Może Sydney też się zgodzi. Ostatnio widziałam ją w Rosji. Dobrze się trzyma. Zmieniła zdanie na temat pewnych "złych stworów nocy" jakimi są wampiry. Nawet się zaprzyjaźniłyśmy. Nie wyobrażam sobie nie zaprosić jej na ślub. Muszę też wybrać się na zakupy. Ale tym pewnie zajmie się Lissa.
- A właśnie, - wyrwał mnie z zamyślenia Dymitr.- zgadzasz się na wyjazd do Bai w 9 miesiącu?
- Tak, to dobre rozwiązanie. Tylko ciągle obawiam się, jak pogodzić macierzyństwo ze służbą.
- Roza. Jesteś bardzo silna i zawsze chcesz jak najlepiej dla wszystkich. Do tego twoje poczucie obowiązku robi z ciebie najlepszą strażniczkę. Jeszcze nigdy nie znałem kogoś takiego jak ty. Dlatego cię kocham. Poradzimy sobie. Po za tym, mamy dużo czasu, żeby o tym myśleć. Na razie cieszmy się chwilą, nie ważne co będzie dalej.
- Kiedyś tak nie myślałeś.
- I byłem bardzo głupi. Ale dzięki tobie, zmieniłem się. Przewróciłaś mój świat do góry nogami pięć razy przez jeden rok. Przez ten czas zwątpiłem we wszystko w co wierzyłem.
- A to źle?
- Nie. W tym wypadku to cudownie.
Przysunął się bliżej i nachylił w moją stronę. Serce zabiło mi mocniej, a nasze usta spotkały się w namiętnym pocałunku.
- Masz rację. Pięć razy mówisz? To chyba rekord. Ale przez ostatni rok, życie wszystkich uległo zmianie. Jak to było u ciebie? Kiedy, że aż pięć?
-Pierwszy raz, gdy cię spotkałem. Nigdy nie sądziłem, że można kogoś, tak mocno pokochać. Drugi w stróżówce. Postanowiłem, że nie będę wyrażać uczuć. Ale wtedy zrozumiałem, że tylko oszukuję ciebie i siebie. Następnie, kiedy Lissa mnie odmieniła. Mój punkt widzenia obrócił się o 180°. Czwarty, to po ucieczce z tobą. Pomogłaś mi. Zacząłem żyć i kochać. Dalej nie wierzę, że mi wybaczyłaś to wszystko, co się stało na Syberii.
- A ja dalej myślę, że nie miałam czego ci wybaczyć. To nie byłeś ty.
- Teraz to wiem. Ale mówiłem ci, że wtedy byłem głupi.
- A ten piąty raz?
- Kiedy powiedziałaś mi, że jesteś w ciąży. Nawet nie wiesz jakie to dla mnie ważne. Zmieniasz moje życie od pierwszego spotkania.
Znowu mnie pocałował. Właśnie wchodziliśmy do pokoju. Poczułam, że jestem głodna. No tak, przez dwa tygodnie byłam podłączona do kroplówki. Postawiłam torbę na podłodze i udałam się do kuchni. Tyle, że Dymitr mnie wyprzedził.
- Idź się rozpakować, a ja zrobię coś do jedzenia.
- Dobrze, bo nie powinnam zbliżać się do kuchenki normalnie, a co dopiero po tak długim czasie na łóżku. - Dałam mu całusa w policzek i skierowałam się do sypialni. Po drodze wzięłam torbę, ale zatrzymałam się, gdy mój wzrok padł na parapet.
- Dymitr! Nie podlewałeś kwiatków? Wszystkie róże po usychały.
-Co? A bo widzisz, byłem zbyt zajęty martwieniem się o ciebie.
- I nie mogłeś myśląc o mnie, ich podlać.- zaczęłam wyrzucać je do śmieci .- Ale za to widzę, że miałeś czas podlewać siebie.
Spojrzałam na niego znacząco, kiedy otworzyłam śmietnik. Zajrzał do środka, a potem na mnie, z przepraszającym uśmiechem. W środku było chyba z 40 butelek po wódce. O tym nie raczył wspomnieć przy odwiedzinach.
- Dymitr, to mi się nie podoba.- nie byłam zła, ale zmartwiona.- Nie możesz załamywać się z tęsknoty. Co jeśli Lissa będzie musiała gdzieś wyjechać, a Christian zostanie? Nie chcę, żebyś się tak zaniedbywał z mojego powodu.
- Ale kiedy ja nie mogę żyć bez ciebie. Wszędzie, gdzie nie byłem, zawsze coś mi ciebie przypominało. To był mój ratunek. Ale po tygodniu zmieniłem nastawienie. Mówiłem Ci. Wiedziałem, że to ci się nie spodoba, ale zapomniałem pozbyć się dowodów zbrodni. - uśmiechnął się niewinnie.
Westchnęłam, przewracając oczami. Jednak nie umiem się na niego długo gniewać. Gdy róże i butelki były po za naszym pokojem, a tym samym życiem, w końcu mogłam się rozpakować. Ciekawe róże mogą symbolizować dawną mnie, z czasów akademii. Zmieniłam się. Przeżyłam wiele złych wydarzeń, które zostawiłam za sobą, tak jak uschnięte kwiaty. Dziwnie, że o tym pomyślałam. Niekiedy mam takie przebłyski... Czego? Mądrości, filozofii? A może szaleństwa? Nie wiem, ale tak mi się zdarza.
___________________________________________
Wracaliśmy w milczeniu do mieszkania. Zaczęłam rozmyślać nad naszym ślubem. Do drużby poproszę na pewno Jill i Sonię. Może Sydney też się zgodzi. Ostatnio widziałam ją w Rosji. Dobrze się trzyma. Zmieniła zdanie na temat pewnych "złych stworów nocy" jakimi są wampiry. Nawet się zaprzyjaźniłyśmy. Nie wyobrażam sobie nie zaprosić jej na ślub. Muszę też wybrać się na zakupy. Ale tym pewnie zajmie się Lissa.
- A właśnie, - wyrwał mnie z zamyślenia Dymitr.- zgadzasz się na wyjazd do Bai w 9 miesiącu?
- Tak, to dobre rozwiązanie. Tylko ciągle obawiam się, jak pogodzić macierzyństwo ze służbą.
- Roza. Jesteś bardzo silna i zawsze chcesz jak najlepiej dla wszystkich. Do tego twoje poczucie obowiązku robi z ciebie najlepszą strażniczkę. Jeszcze nigdy nie znałem kogoś takiego jak ty. Dlatego cię kocham. Poradzimy sobie. Po za tym, mamy dużo czasu, żeby o tym myśleć. Na razie cieszmy się chwilą, nie ważne co będzie dalej.
- Kiedyś tak nie myślałeś.
- I byłem bardzo głupi. Ale dzięki tobie, zmieniłem się. Przewróciłaś mój świat do góry nogami pięć razy przez jeden rok. Przez ten czas zwątpiłem we wszystko w co wierzyłem.
- A to źle?
- Nie. W tym wypadku to cudownie.
Przysunął się bliżej i nachylił w moją stronę. Serce zabiło mi mocniej, a nasze usta spotkały się w namiętnym pocałunku.
- Masz rację. Pięć razy mówisz? To chyba rekord. Ale przez ostatni rok, życie wszystkich uległo zmianie. Jak to było u ciebie? Kiedy, że aż pięć?
-Pierwszy raz, gdy cię spotkałem. Nigdy nie sądziłem, że można kogoś, tak mocno pokochać. Drugi w stróżówce. Postanowiłem, że nie będę wyrażać uczuć. Ale wtedy zrozumiałem, że tylko oszukuję ciebie i siebie. Następnie, kiedy Lissa mnie odmieniła. Mój punkt widzenia obrócił się o 180°. Czwarty, to po ucieczce z tobą. Pomogłaś mi. Zacząłem żyć i kochać. Dalej nie wierzę, że mi wybaczyłaś to wszystko, co się stało na Syberii.
- A ja dalej myślę, że nie miałam czego ci wybaczyć. To nie byłeś ty.
- Teraz to wiem. Ale mówiłem ci, że wtedy byłem głupi.
- A ten piąty raz?
- Kiedy powiedziałaś mi, że jesteś w ciąży. Nawet nie wiesz jakie to dla mnie ważne. Zmieniasz moje życie od pierwszego spotkania.
Znowu mnie pocałował. Właśnie wchodziliśmy do pokoju. Poczułam, że jestem głodna. No tak, przez dwa tygodnie byłam podłączona do kroplówki. Postawiłam torbę na podłodze i udałam się do kuchni. Tyle, że Dymitr mnie wyprzedził.
- Idź się rozpakować, a ja zrobię coś do jedzenia.
- Dobrze, bo nie powinnam zbliżać się do kuchenki normalnie, a co dopiero po tak długim czasie na łóżku. - Dałam mu całusa w policzek i skierowałam się do sypialni. Po drodze wzięłam torbę, ale zatrzymałam się, gdy mój wzrok padł na parapet.
- Dymitr! Nie podlewałeś kwiatków? Wszystkie róże po usychały.
-Co? A bo widzisz, byłem zbyt zajęty martwieniem się o ciebie.
- I nie mogłeś myśląc o mnie, ich podlać.- zaczęłam wyrzucać je do śmieci .- Ale za to widzę, że miałeś czas podlewać siebie.
Spojrzałam na niego znacząco, kiedy otworzyłam śmietnik. Zajrzał do środka, a potem na mnie, z przepraszającym uśmiechem. W środku było chyba z 40 butelek po wódce. O tym nie raczył wspomnieć przy odwiedzinach.
- Dymitr, to mi się nie podoba.- nie byłam zła, ale zmartwiona.- Nie możesz załamywać się z tęsknoty. Co jeśli Lissa będzie musiała gdzieś wyjechać, a Christian zostanie? Nie chcę, żebyś się tak zaniedbywał z mojego powodu.
- Ale kiedy ja nie mogę żyć bez ciebie. Wszędzie, gdzie nie byłem, zawsze coś mi ciebie przypominało. To był mój ratunek. Ale po tygodniu zmieniłem nastawienie. Mówiłem Ci. Wiedziałem, że to ci się nie spodoba, ale zapomniałem pozbyć się dowodów zbrodni. - uśmiechnął się niewinnie.
Westchnęłam, przewracając oczami. Jednak nie umiem się na niego długo gniewać. Gdy róże i butelki były po za naszym pokojem, a tym samym życiem, w końcu mogłam się rozpakować. Ciekawe róże mogą symbolizować dawną mnie, z czasów akademii. Zmieniłam się. Przeżyłam wiele złych wydarzeń, które zostawiłam za sobą, tak jak uschnięte kwiaty. Dziwnie, że o tym pomyślałam. Niekiedy mam takie przebłyski... Czego? Mądrości, filozofii? A może szaleństwa? Nie wiem, ale tak mi się zdarza.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
ROZDZIAŁ 30
- E tam. Po prostu wiem jak się czujesz. Ja przechodziłam to samo z naszą miłością w akademii. Nie miałam komu powiedzieć, że Cię Kocham, ale nie możemy być razem, a ciążyło mi to niemiłosiernie. Więc gadałam do ścian. Zawsze tak robiłam. Gdybyś widział minę Lissy, gdy przyłapała mnie, na żaleniu się na przyjazd matki, jeszcze przed ucieczką z akademii.- roześmiałam się.
Dymitr też się uśmiechnął, ale nie z tego co powiedziałam, tylko tak słodko ze wzrokiem pełnym miłości. Pewnie myślał, że znowu znalazłam powód do radości. Pocałował mnie. Moje usta też zastygły w słodkiej minie. Długo wpatrywaliśmy się w siebie, w błogiej ciszy, napawając się naszą miłością. Uwielbiam takie chwile.
- Wiesz co? Myślę, że Tasza czym bardziej chce nas od siebie oddalić, tym bardziej nas zbliża.- stwierdziłam.
- Roza jesteś niezwykła. Wszędzie widzisz dobre strony. Co ja bym bez ciebie zrobił?
Nagle rozległo się pukanie. Do pokoju wszedł lekarz, a za nim moi przyjaciele.
- Strażniku Bielikow, mogę prosić?- spytał doktor.
- Oczywiście.- pocałował mnie w czoło i poszedł.
- Jak się czujesz?- Spytała Lissa.
- Dobrze. Dzięki, że mnie uzdrowiłaś.- uścisnęłam przyjaciółkę.
- Rose, Mason mi się oświadczył!- Mia, cała w Skowronkach, pokazała mi pierścionek zaręczynowy.
- To super. Gratuluję.- udałam zaskoczoną. Nie wypadało powiedzieć, że przyjaciel przyszedł do mnie w sprawie zaręczyn.- Hej! A może zrobimy podwójny ślub?
- To świetny pomysł!- ucieszyły się moje przyjaciółki.
- Ja wszystko przygotuję. Na kiedy chcecie uroczystość?
- Najlepiej jak najszybciej. Chcę się zmieścić w suknię ślubną.- pogłaskałam się po brzuchu i wszystkie się zaśmiałyśmy.- Lissa zostaniesz moim świadkiem?
- Z przyjemnością.
- Hej, a może porozmawiacie o tym później?- wtrącił się Ozera.
- Zamiast nam zazdrościć, może sam byś się oświadczył Lissie. - odparowałam.
- Ja nie zazdroszczę. A oświadczę się kiedy przyjdzie czas.- próbował się wytłumaczyć.
Coś czuję, że czeka go długa rozmowa z młodą królową. W tej chwili na salę wrócił mój narzeczony.
- Mam dobre wieści.- powiedział na wejściu.- Lekarze uznali, że nic ci nie jest i za dwie godziny, po badaniach kontrolnych, będziesz mogła wyjść.
Ucieszyłam się. Z Lissą i Mią umówiliśmy się na następny dzień. Miałyśmy dużo do omówienia. Zabrali mnie na badania, a gdy wróciłam, przyjaciół już nie było. Znowu zostałam sam na sam z ukochanym. Rozmawialiśmy o Taszy i Robercie. Dymitr strasznie się o mnie bał.
- A co jeśli to się powtórzy? Nie wytrzymał bym kolejnych dni bez ciebie.
- Wiem, że się martwisz, ale co możemy zrobić. Przecież muszę spać.
- Wiem Roza, wiem. Musimy coś wymyślić. Nie pozwolę nikomu cię krzywdzić.
- Ani ja ciebie- uśmiechnęłam się słodko. Jednak zaraz skojarzyłam fakty. A raczej nie, bo nic mi nie pasowało.- Czegoś nie rozumiem. Skoro Tasza chce cię odzyskać, to czemu wcześniej prawie cię zabiła?
- Nie wiem. Może blefowała? Albo zmieniła zdanie?
- Tak, na pewno.- nie ukrywałam sarkazmu w moim glosie.- Kocha cię, potem chce cię zabić, a na koniec znów cię kocha. Nie, to coś więcej. Pamiętajmy, że pomysłodawcą jest brat Wiktora Daszkowa. Jego intrygi nie były jedno warstwowe. Każde posunięcie, może maskować coś istotnego.
- Nie wiem. Zastanowimy się nad tym później. Nawet nie wiesz, jak się cieszę. Tak strasznie się o ciebie bałem. - przytulił mnie mocno.
- Spokojnie Towarzyszu. Myślisz, że mogłabym was tutaj zostawić samych? Zanudzili byście się beze mnie.- uśmiechnęłam się.- No, ale teraz muszę się zbierać.
Wstałam z łóżka, ale zapomniałam, że dwa tygodnie leżałam bez ruchu. Zachwiałam się i gdyby nie szybka reakcja Dymitra, upadła bym na podłogę.
-Trzymam cię. Roza powinnaś bardziej na siebie uważać.
Z jego pomocą, podeszłam do torby, którą przyniósł mi podczas pierwszej wizyty. Znalazłam tam ulubioną bluzkę i spodnie. Wzięłam ubrania i udałam się do łazienki. Na półkach stały moje kosmetyki. Pewnie postawił je tam mój ukochany, kiedy mnie tu przywieźli. Szybko się wyszykowałam i wróciłam do pokoju. Potem poszliśmy odebrać wypis i do domu.
Dymitr też się uśmiechnął, ale nie z tego co powiedziałam, tylko tak słodko ze wzrokiem pełnym miłości. Pewnie myślał, że znowu znalazłam powód do radości. Pocałował mnie. Moje usta też zastygły w słodkiej minie. Długo wpatrywaliśmy się w siebie, w błogiej ciszy, napawając się naszą miłością. Uwielbiam takie chwile.
- Wiesz co? Myślę, że Tasza czym bardziej chce nas od siebie oddalić, tym bardziej nas zbliża.- stwierdziłam.
- Roza jesteś niezwykła. Wszędzie widzisz dobre strony. Co ja bym bez ciebie zrobił?
Nagle rozległo się pukanie. Do pokoju wszedł lekarz, a za nim moi przyjaciele.
- Strażniku Bielikow, mogę prosić?- spytał doktor.
- Oczywiście.- pocałował mnie w czoło i poszedł.
- Jak się czujesz?- Spytała Lissa.
- Dobrze. Dzięki, że mnie uzdrowiłaś.- uścisnęłam przyjaciółkę.
- Rose, Mason mi się oświadczył!- Mia, cała w Skowronkach, pokazała mi pierścionek zaręczynowy.
- To super. Gratuluję.- udałam zaskoczoną. Nie wypadało powiedzieć, że przyjaciel przyszedł do mnie w sprawie zaręczyn.- Hej! A może zrobimy podwójny ślub?
- To świetny pomysł!- ucieszyły się moje przyjaciółki.
- Ja wszystko przygotuję. Na kiedy chcecie uroczystość?
- Najlepiej jak najszybciej. Chcę się zmieścić w suknię ślubną.- pogłaskałam się po brzuchu i wszystkie się zaśmiałyśmy.- Lissa zostaniesz moim świadkiem?
- Z przyjemnością.
- Hej, a może porozmawiacie o tym później?- wtrącił się Ozera.
- Zamiast nam zazdrościć, może sam byś się oświadczył Lissie. - odparowałam.
- Ja nie zazdroszczę. A oświadczę się kiedy przyjdzie czas.- próbował się wytłumaczyć.
Coś czuję, że czeka go długa rozmowa z młodą królową. W tej chwili na salę wrócił mój narzeczony.
- Mam dobre wieści.- powiedział na wejściu.- Lekarze uznali, że nic ci nie jest i za dwie godziny, po badaniach kontrolnych, będziesz mogła wyjść.
Ucieszyłam się. Z Lissą i Mią umówiliśmy się na następny dzień. Miałyśmy dużo do omówienia. Zabrali mnie na badania, a gdy wróciłam, przyjaciół już nie było. Znowu zostałam sam na sam z ukochanym. Rozmawialiśmy o Taszy i Robercie. Dymitr strasznie się o mnie bał.
- A co jeśli to się powtórzy? Nie wytrzymał bym kolejnych dni bez ciebie.
- Wiem, że się martwisz, ale co możemy zrobić. Przecież muszę spać.
- Wiem Roza, wiem. Musimy coś wymyślić. Nie pozwolę nikomu cię krzywdzić.
- Ani ja ciebie- uśmiechnęłam się słodko. Jednak zaraz skojarzyłam fakty. A raczej nie, bo nic mi nie pasowało.- Czegoś nie rozumiem. Skoro Tasza chce cię odzyskać, to czemu wcześniej prawie cię zabiła?
- Nie wiem. Może blefowała? Albo zmieniła zdanie?
- Tak, na pewno.- nie ukrywałam sarkazmu w moim glosie.- Kocha cię, potem chce cię zabić, a na koniec znów cię kocha. Nie, to coś więcej. Pamiętajmy, że pomysłodawcą jest brat Wiktora Daszkowa. Jego intrygi nie były jedno warstwowe. Każde posunięcie, może maskować coś istotnego.
- Nie wiem. Zastanowimy się nad tym później. Nawet nie wiesz, jak się cieszę. Tak strasznie się o ciebie bałem. - przytulił mnie mocno.
- Spokojnie Towarzyszu. Myślisz, że mogłabym was tutaj zostawić samych? Zanudzili byście się beze mnie.- uśmiechnęłam się.- No, ale teraz muszę się zbierać.
Wstałam z łóżka, ale zapomniałam, że dwa tygodnie leżałam bez ruchu. Zachwiałam się i gdyby nie szybka reakcja Dymitra, upadła bym na podłogę.
-Trzymam cię. Roza powinnaś bardziej na siebie uważać.
Z jego pomocą, podeszłam do torby, którą przyniósł mi podczas pierwszej wizyty. Znalazłam tam ulubioną bluzkę i spodnie. Wzięłam ubrania i udałam się do łazienki. Na półkach stały moje kosmetyki. Pewnie postawił je tam mój ukochany, kiedy mnie tu przywieźli. Szybko się wyszykowałam i wróciłam do pokoju. Potem poszliśmy odebrać wypis i do domu.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
wtorek, 2 lutego 2016
ROZDZIAŁ 29
A oto trzeci, obiecany dzisiaj rozdział
_______________________________
Słyszałam każde jego słowo, każde wyznanie, przemyślenia, historie. Wszystko co mówił. Wiele z nich mnie wzruszyło. Chciałam zakończyć jego cierpienie wcześniej, ale nie umiałam. Nie miałam siły. Dymitr usiadł na brzegu łóżka, jak najbliżej mnie i pogłaskał mój policzek.
- Jak się czujesz?- Spytał z troską.
- Jestem trochę głodna, ale ogólnie to jest w porządku. Ile tu leżę?
- Dwa tygodnie. Twoje badania są prawidłowe tylko czekaliśmy, aż się obudzisz. Najpóźniej za dwa dni cię wypuszczą.- ucieszyłam się, że tak szybko, ale wtedy coś mi się przypomniało. Usiadłam i popatrzyłam mu w oczy.
- Co z dzieckiem?
- Spokojnie, wszystko jest w porządku. Lekarz uważa, że nie powinienem się o to pytać, ale muszę. Pamiętasz co się wtedy działo? To była Tasza, prawda?
- Prawie ją pokonałam ale wtrącił się Robert. Przywiązał mnie do krzesła, a ja nie mogłam się uwolnić, bo palił mi nogi, a Tasza wbiła mi sztylet w rękę.- na wspomnienie tego snu poczułam pieczenie pod powiekami.- Ból był za silny. Nie wiem co się stało. Po pewnym czasie nie czułam bólu. Ostatnie co pamiętam to twój głos.- po policzkach popłynęły mi łzy. Mimowolnie uśmiechnęłam się.- Ha, ja też mam uczucia. Kocham Cię.
- Nie płacz Roza. - przytulił mnie mocno.- Nie powinienem był się o to pytać.
- Ona groziła, że jeśli cię nie zostawię, zrobi krzywdę dziecku.
- Nie przejmuj się. Wszystko będzie dobrze. Jestem tu i nigdy cię nie opuszczę. Nie pozwolę jej więcej zbliżyć się do ciebie.
- Ciekawi mnie jedna rzecz.- zmieniłam temat, gdy trochę ochłonęłam.- Jak oznajmiłeś reszcie, że spodziewam się dziecka, opisałeś reakcję mojej matki. A co na to Abe?
- Ostatnio dowiedziałem się, że chciałby, żebym mu towarzyszył w spotkaniu w interesach, jako najlepszy strażnik. Christian oczywiście niczego się nie domyślił i pozwolił mi jechać. W końcu to tylko jeden dzień. Kolejny sam na sam z twoim ojcem.
- Już zastanawiasz się nad wyjazdem na Syberię?- zaśmiałam się.
- Tylko jeśli pojedziesz tam ze mną.- pocałował mnie namiętnie.- Ale on mnie tam też znajdzie.- zaśmiał się.
Uwielbiam ten dźwięk, który pieści moje uszy.
- Pamiętasz jak mówiłem, że zawsze znajdziesz iskierkę radości?- potwierdziłam skinieniem głowy. Pamiętam każde jego słowo.- Teraz potwierdziłaś moje zdanie.
Uśmiechnęłam się promiennie. Lecz w jednej chwili spoważniałam. Dymitr to zauważył.
- Roza, co się dzieje?
- Dymitr, czy jak bym nie... Gdyby nie dało się mnie uratować i...- te słowa nie chciały mi przejść przez gardło, ale wiedziałam, że zrozumiał.- Czy ty naprawdę byś... umiał byś pozbawić się życia?
- Roza, kiedy ci to mówiłem tak, ale miałem czas do przemyśleń. Ty byś tak nie zrobiła. Nie chciałabyś też, żebym ja to uczynił. Jesteś silna, a ja słaby. Bez ciebie nic nie znaczę. Jesteś mi potrzebna jak powietrze. Ale śmierć nie jest uwolnieniem, tylko prostszym wyjściem. Jesteśmy najlepszymi strażnikami. Moroje nas potrzebują.Strata jednego strażnika to katastrofa w czasie, kiedy i tak jest nas mało. A co dopiero dwóch. Poza tym wiem, że powinienem wtedy zadbać o bezpieczeństwo królowej. Chronić ich. To jest nasze zadanie, które byłoby moim ratunkiem. Ale nie rozmawiamy teraz o tym. Żyjesz i tylko to się dla mnie liczy. Kocham Cię Roza.
- Nie jesteś słaby. Odwiedzałeś mnie tutaj dzień w dzień. Wierzyłeś, że wszystko będzie dobrze. Nie złamałeś się przez dwa tygodnie. Twoja siła dała mi motywację. Mówiłeś mi wszystko co myślisz. Wiedziałeś, że wygram, że wrócę do ciebie. Dziękuję. Nie wiesz ile to dla mnie znaczy.
- Są rzeczy, których nie powinienem był mówić. Nie powiedział bym ich ci prosto w twarz. Zawsze mnie idealizowałaś, a teraz pokazałem swoją słabość. Chciałem być dla ciebie idealny, ale nie jestem. - zasmucił się.
Myślał, że mnie zawiódł. Pocałowałam go w policzek.
- Jesteś uroczy- popatrzył na mnie zdziwiony, ale z nadzieją, że jednak się myli.- Nie zawiodłeś mnie. Potrzebowałeś z kimś pogadać, ale nie miałeś z kim. Nikt nie jest dla ciebie na tyle ważny, że możesz mu zaufać. Tylko ja. Dla tego to ja cię słuchałam. Każdy ma wady, ale nie każdy ma odwagę się do tego przyznać. To ci pomagało. Mogłeś usłyszeć swoje myśli i nie czułeś już tak ich ciężaru. Na tym polega miłość. Na dzieleniu się nie tylko radością, ale i chwilami smutku. Też cię kocham.
- Jesteś bardzo mądra i jak zawsze przejrzałaś mnie. Teraz to ty mi pomagasz radami i pocieszasz mnie w chwilach smutku. Jesteś niesamowita.
_______________________________
Słyszałam każde jego słowo, każde wyznanie, przemyślenia, historie. Wszystko co mówił. Wiele z nich mnie wzruszyło. Chciałam zakończyć jego cierpienie wcześniej, ale nie umiałam. Nie miałam siły. Dymitr usiadł na brzegu łóżka, jak najbliżej mnie i pogłaskał mój policzek.
- Jak się czujesz?- Spytał z troską.
- Jestem trochę głodna, ale ogólnie to jest w porządku. Ile tu leżę?
- Dwa tygodnie. Twoje badania są prawidłowe tylko czekaliśmy, aż się obudzisz. Najpóźniej za dwa dni cię wypuszczą.- ucieszyłam się, że tak szybko, ale wtedy coś mi się przypomniało. Usiadłam i popatrzyłam mu w oczy.
- Co z dzieckiem?
- Spokojnie, wszystko jest w porządku. Lekarz uważa, że nie powinienem się o to pytać, ale muszę. Pamiętasz co się wtedy działo? To była Tasza, prawda?
- Prawie ją pokonałam ale wtrącił się Robert. Przywiązał mnie do krzesła, a ja nie mogłam się uwolnić, bo palił mi nogi, a Tasza wbiła mi sztylet w rękę.- na wspomnienie tego snu poczułam pieczenie pod powiekami.- Ból był za silny. Nie wiem co się stało. Po pewnym czasie nie czułam bólu. Ostatnie co pamiętam to twój głos.- po policzkach popłynęły mi łzy. Mimowolnie uśmiechnęłam się.- Ha, ja też mam uczucia. Kocham Cię.
- Nie płacz Roza. - przytulił mnie mocno.- Nie powinienem był się o to pytać.
- Ona groziła, że jeśli cię nie zostawię, zrobi krzywdę dziecku.
- Nie przejmuj się. Wszystko będzie dobrze. Jestem tu i nigdy cię nie opuszczę. Nie pozwolę jej więcej zbliżyć się do ciebie.
- Ciekawi mnie jedna rzecz.- zmieniłam temat, gdy trochę ochłonęłam.- Jak oznajmiłeś reszcie, że spodziewam się dziecka, opisałeś reakcję mojej matki. A co na to Abe?
- Ostatnio dowiedziałem się, że chciałby, żebym mu towarzyszył w spotkaniu w interesach, jako najlepszy strażnik. Christian oczywiście niczego się nie domyślił i pozwolił mi jechać. W końcu to tylko jeden dzień. Kolejny sam na sam z twoim ojcem.
- Już zastanawiasz się nad wyjazdem na Syberię?- zaśmiałam się.
- Tylko jeśli pojedziesz tam ze mną.- pocałował mnie namiętnie.- Ale on mnie tam też znajdzie.- zaśmiał się.
Uwielbiam ten dźwięk, który pieści moje uszy.
- Pamiętasz jak mówiłem, że zawsze znajdziesz iskierkę radości?- potwierdziłam skinieniem głowy. Pamiętam każde jego słowo.- Teraz potwierdziłaś moje zdanie.
Uśmiechnęłam się promiennie. Lecz w jednej chwili spoważniałam. Dymitr to zauważył.
- Roza, co się dzieje?
- Dymitr, czy jak bym nie... Gdyby nie dało się mnie uratować i...- te słowa nie chciały mi przejść przez gardło, ale wiedziałam, że zrozumiał.- Czy ty naprawdę byś... umiał byś pozbawić się życia?
- Roza, kiedy ci to mówiłem tak, ale miałem czas do przemyśleń. Ty byś tak nie zrobiła. Nie chciałabyś też, żebym ja to uczynił. Jesteś silna, a ja słaby. Bez ciebie nic nie znaczę. Jesteś mi potrzebna jak powietrze. Ale śmierć nie jest uwolnieniem, tylko prostszym wyjściem. Jesteśmy najlepszymi strażnikami. Moroje nas potrzebują.Strata jednego strażnika to katastrofa w czasie, kiedy i tak jest nas mało. A co dopiero dwóch. Poza tym wiem, że powinienem wtedy zadbać o bezpieczeństwo królowej. Chronić ich. To jest nasze zadanie, które byłoby moim ratunkiem. Ale nie rozmawiamy teraz o tym. Żyjesz i tylko to się dla mnie liczy. Kocham Cię Roza.
- Nie jesteś słaby. Odwiedzałeś mnie tutaj dzień w dzień. Wierzyłeś, że wszystko będzie dobrze. Nie złamałeś się przez dwa tygodnie. Twoja siła dała mi motywację. Mówiłeś mi wszystko co myślisz. Wiedziałeś, że wygram, że wrócę do ciebie. Dziękuję. Nie wiesz ile to dla mnie znaczy.
- Są rzeczy, których nie powinienem był mówić. Nie powiedział bym ich ci prosto w twarz. Zawsze mnie idealizowałaś, a teraz pokazałem swoją słabość. Chciałem być dla ciebie idealny, ale nie jestem. - zasmucił się.
Myślał, że mnie zawiódł. Pocałowałam go w policzek.
- Jesteś uroczy- popatrzył na mnie zdziwiony, ale z nadzieją, że jednak się myli.- Nie zawiodłeś mnie. Potrzebowałeś z kimś pogadać, ale nie miałeś z kim. Nikt nie jest dla ciebie na tyle ważny, że możesz mu zaufać. Tylko ja. Dla tego to ja cię słuchałam. Każdy ma wady, ale nie każdy ma odwagę się do tego przyznać. To ci pomagało. Mogłeś usłyszeć swoje myśli i nie czułeś już tak ich ciężaru. Na tym polega miłość. Na dzieleniu się nie tylko radością, ale i chwilami smutku. Też cię kocham.
- Jesteś bardzo mądra i jak zawsze przejrzałaś mnie. Teraz to ty mi pomagasz radami i pocieszasz mnie w chwilach smutku. Jesteś niesamowita.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
ROZDZIAŁ 28
Hurra!! Dzisiaj miałam 1000-czne wejście na bloga. Dziękuję wam za to. Aby to uczcić, dzisiaj będzie nie jeden, nie dwa, ale trzy rozdziały. A oto drugi.
__________________________________________
Dzisiaj miałem trzeci dzień pracy. Każdy jest taki sam. Wstaję. Tym razem coś jem. Idę zobaczyć do Rozy. Warta. Potem znowu wizyta w szpitalu, a na koniec powrót do domu, kolacja i spać. Ponowna służba pomaga mi się uspokoić. Codziennie opowiadam Rozie co dziś robiłem, licząc, że się obudzi. Lekarze mówią, że może to potrwać jeszcze dwa tygodnie. Na szczęście nie zagraża to ciąży. Wierzę w to, że się obudzi, ale i tak się o nią boję. Moje życie jest takie puste bez niej. Bez jej żartów, uwag, wybuchów, pocałunków. Z nią każdy dzień był inny. Nigdy nie mogłem się spodziewać co się dziś stanie. Tylko czemu los się tak na nas uwziął. Ciągle ktoś chce nas zabić, powstrzymać, torturować. Czemu my. Jest tyle osób, które nie mają żadnych problemów, a my, z naszym poplątanym życiem uczuciowym, mamy ich w brut. To jest nie sprawiedliwe. A najwięcej cierpi moja mała Roza. Nikt nie przeżył tyle co ona. Gdy tylko coś zaczęło się układać, ktoś musiał to zniszczyć. To wszystko budowało jej charakter, ale za jaką cenę. A ona zawsze miała siłę na żarty. Znalazła cień uśmiechu, którym podnosiła wszystkich na duchu i którego tak mi brakuje. Nie chcę więcej patrzeć na jej cierpienie. Nie chcę jej stracić. Chcę móc jej pomóc i ją bronić. Teraz wygląda tak spokojnie, jakby spała.
- Roza. Tak bardzo za tobą tęsknię. Wszyscy tęsknią. Każda noc bez ciebie jest cierpieniem. Wszyscy myślą, że jestem opanowany, że dobrze radzę sobie z uczuciami, ale to nie prawda. Ty mnie znasz, wiesz jaki jestem naprawdę. W ciągu dnia staram się być silny. Dla ciebie, kochana. Wiesz jaki jestem na służbie. Ale w domu nie umiem panować nad tym. Za dużo jest ciebie, a jednocześnie za mało. Godzinami wylewam łzy w poduszkę, prosząc, aby to był tylko sen. Liczę, że obudzę się koło ciebie, że będziesz bezpieczna w moich ramionach. Tobie mogę to powiedzieć. Ty mnie zrozumiesz, nie będziesz oceniać jak inni. Sama wiesz, że strażnicy też mają uczucia. A moje do ciebie są najsilniejsze. Wcześniej tylko raz płakałam. Po tym jak Lissa mnie odmieniła. Pomogłaś mi wtedy. Teraz ja chcę pomóc tobie.
Przez cały czas trzymałem jej dłoń. Drugą ręką postanowiłem dotknąć tych cudownych włosów. Uwielbiam je od zawsze. To ja powiedziałem, żeby ich nie ścinała. Jedwabiste w dotyku kosmyki rozpieszczały moją dłoń, kiedy przypadkiem dotknąłem jej czoła. Dostrzegłem, że kąciki jej ust poruszyły się lekko w górę. Nie dostrzegalny ruch, który zauważyły moje czujne oczy dampira. Pobiegłem do lekarza, który powiedział, że to dobry znak. Za kilka dni może się obudzić.
- Wasza Wysokość.- ukłonił się.- Strażnik Bielikow jest proszony do szpitala.
Od razu się zerwałem. Spojrzałem pytająco na podopiecznego. Ozera kiwną głową na znak zgody i już mnie nie było. Popędziłem do szpitala najszybciej jak umiałem.
Przed salą Rozy zatrzymał mnie lekarz.
- Obudziła się?- spytałem.
Godziny biegania sprawiły, że mogę pędzić kilometrami i nie mieć zadyszki.
- Tak, proszę wejść.
Otworzyłem drzwi. Roza leżała patrząc w sufit. Spojrzała na mnie, a ja podszedłem do jej łóżka i się pochyliłem. Zanim zdążyła coś powiedzieć, pocałowałem ją namiętnie.
- Roza. Tak bardzo się o ciebie bałem.
- Wiem.- jej cudowny, melodyjny głos pieścił moje uszy.- Słyszałam każde twoje słowo.
__________________________________________
Dzisiaj miałem trzeci dzień pracy. Każdy jest taki sam. Wstaję. Tym razem coś jem. Idę zobaczyć do Rozy. Warta. Potem znowu wizyta w szpitalu, a na koniec powrót do domu, kolacja i spać. Ponowna służba pomaga mi się uspokoić. Codziennie opowiadam Rozie co dziś robiłem, licząc, że się obudzi. Lekarze mówią, że może to potrwać jeszcze dwa tygodnie. Na szczęście nie zagraża to ciąży. Wierzę w to, że się obudzi, ale i tak się o nią boję. Moje życie jest takie puste bez niej. Bez jej żartów, uwag, wybuchów, pocałunków. Z nią każdy dzień był inny. Nigdy nie mogłem się spodziewać co się dziś stanie. Tylko czemu los się tak na nas uwziął. Ciągle ktoś chce nas zabić, powstrzymać, torturować. Czemu my. Jest tyle osób, które nie mają żadnych problemów, a my, z naszym poplątanym życiem uczuciowym, mamy ich w brut. To jest nie sprawiedliwe. A najwięcej cierpi moja mała Roza. Nikt nie przeżył tyle co ona. Gdy tylko coś zaczęło się układać, ktoś musiał to zniszczyć. To wszystko budowało jej charakter, ale za jaką cenę. A ona zawsze miała siłę na żarty. Znalazła cień uśmiechu, którym podnosiła wszystkich na duchu i którego tak mi brakuje. Nie chcę więcej patrzeć na jej cierpienie. Nie chcę jej stracić. Chcę móc jej pomóc i ją bronić. Teraz wygląda tak spokojnie, jakby spała.
- Roza. Tak bardzo za tobą tęsknię. Wszyscy tęsknią. Każda noc bez ciebie jest cierpieniem. Wszyscy myślą, że jestem opanowany, że dobrze radzę sobie z uczuciami, ale to nie prawda. Ty mnie znasz, wiesz jaki jestem naprawdę. W ciągu dnia staram się być silny. Dla ciebie, kochana. Wiesz jaki jestem na służbie. Ale w domu nie umiem panować nad tym. Za dużo jest ciebie, a jednocześnie za mało. Godzinami wylewam łzy w poduszkę, prosząc, aby to był tylko sen. Liczę, że obudzę się koło ciebie, że będziesz bezpieczna w moich ramionach. Tobie mogę to powiedzieć. Ty mnie zrozumiesz, nie będziesz oceniać jak inni. Sama wiesz, że strażnicy też mają uczucia. A moje do ciebie są najsilniejsze. Wcześniej tylko raz płakałam. Po tym jak Lissa mnie odmieniła. Pomogłaś mi wtedy. Teraz ja chcę pomóc tobie.
Przez cały czas trzymałem jej dłoń. Drugą ręką postanowiłem dotknąć tych cudownych włosów. Uwielbiam je od zawsze. To ja powiedziałem, żeby ich nie ścinała. Jedwabiste w dotyku kosmyki rozpieszczały moją dłoń, kiedy przypadkiem dotknąłem jej czoła. Dostrzegłem, że kąciki jej ust poruszyły się lekko w górę. Nie dostrzegalny ruch, który zauważyły moje czujne oczy dampira. Pobiegłem do lekarza, który powiedział, że to dobry znak. Za kilka dni może się obudzić.
***
Właśnie miałem wartę, więc byłem w sali tronowej z Christianem i Królową, kiedy przez drzwi wpadł jakiś dampir. Nie znałem go.- Wasza Wysokość.- ukłonił się.- Strażnik Bielikow jest proszony do szpitala.
Od razu się zerwałem. Spojrzałem pytająco na podopiecznego. Ozera kiwną głową na znak zgody i już mnie nie było. Popędziłem do szpitala najszybciej jak umiałem.
Przed salą Rozy zatrzymał mnie lekarz.
- Obudziła się?- spytałem.
Godziny biegania sprawiły, że mogę pędzić kilometrami i nie mieć zadyszki.
- Tak, proszę wejść.
Otworzyłem drzwi. Roza leżała patrząc w sufit. Spojrzała na mnie, a ja podszedłem do jej łóżka i się pochyliłem. Zanim zdążyła coś powiedzieć, pocałowałem ją namiętnie.
- Roza. Tak bardzo się o ciebie bałem.
- Wiem.- jej cudowny, melodyjny głos pieścił moje uszy.- Słyszałam każde twoje słowo.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
ROZDZIAŁ 27
Postanowiłem zmienić moje dotychczasowe zachowanie. Po pierwsze odstawić alkohol, zanim się od niego uzależnię, a to by się Rozie nie spodobało. Zawsze uwielbiała, jak ją tak nazwałem. To przypomniało mi naszą pierwszą noc. Nie mogłem wtedy uwierzyć, w to co się dzieje. I nie chodzi o to, że działaliśmy pod wpływem zaklęcia, ale o to, że zaklęcie zadziałało. Od początku wiedziałem, że coś do niej czuję, ale myślałem, że to jednostronne uczucie. "Czyżby poczuła coś do swojego mentora" myślałem. No bo co ona mogłaby we mnie widzieć? Teraz ja nie widzę nic po za nią. Moja Roza. "Weź się w garść Dymitr.- upomniałem się w duchu.- Zrób to dla niej" przed oczami stanął mi obraz, który tak często mi się śnił "To jest jeszcze możliwe. Wystarczy uwierzyć". To dodało mi sił. Drugie postanowienie, to zmierzyć się z jej rodzicami i przyjaciółmi. Byłoby łatwiej porozmawiać tylko z tymi drugimi, ale dosyć prostych rozwiązań. Te tylko w ostateczności. Dla Rozy. Po raz kolejny miała rację. Ja nie wybieram łatwych dróg. Mogłem od razu poddać się uczuciu do niej, to było proste. Ale ja z tym walczyłem. Jeśli coś ma się stać, to się tego nie powstrzyma. Jednak nie warto się poddawać od razu, bo to już jest porażka. Oni też mają prawo wiedzieć. Zaprosiłem wszystkich do naszego mieszkania. Mason i Mia wrócili, gdy tylko dowiedzieli się, co się stało. Przykro mi było przerywać ich urlop, ale mieli prawo wiedzieć. Mówiłem, że nie muszą przyjeżdżać, jednak oni się uparli. Jednak przyjechali już jako narzeczeństwo.
Roze ucieszyłoby, gdybyśmy wzięli podwójny ślub. Ale takie plany to później. Wszystko sobie przygotowałem na przyjęcie gości.
- Ciesze się, że zdołaliście wszyscy przybyć.- powiedziałem, gdy już wszyscy się pojawili.
- Nie moglibyśmy ci odmówić. Tu chodzi o Rose.- Odezwała się Jill.
Była wdzięczna mojej ukochane za odkrycie jej pochodzenia. Na początku pochodziła do tego sceptycznie, ale w końcu zbliżyła się do siostry i bardzo się pokochały.
- Dokładnie. Więc już niektórzy wiedzą, a reszta dowie się teraz. Otóż Rose i ja zaręczyliśmy się.- Spojrzałem nie pewnie na jej rodziców. Na razie patrzyli na mnie z powagą, czekając co wydarzy się dalej.- I podczas naszych zaręczyn wydarzyło się coś niezwykłego...
O powiedziałem im o Lunie, pokazałem znamię i powtórzyłem, co powiedziała nam moja babka.
- I wiecie już co daje wam to błogosławieństwo?- spytała zaciekawiona Lissa.
Zawsze interesują ją rzeczy, związane z magią, której nikt nie zna i nie rozumie.
- Tak. Dowiedzieliśmy się przed tym hymn... wypadkiem. Wieczorem Rose powiedziała mi, że jest w ciąży.- zebrani wyciągnęli powietrze- A ja wierzę, że mnie nie zdradziła. To będzie nasze dziecko.
Wszyscy osłupieli. Abe patrzył na mnie morderczym wzrokiem, a Janine z niedowierzaniem. Pewnie myśli, jak pogodzić to ze służbą.
- Przecież ona jeszcze nie zaczęła czynnej służby. Jak wy to sobie wyobrażacie?- zgodnie z moimi przypuszczeniami, jej matka pomyślała o służbie.
- Poradzimy sobie. Nie pozwolę, żeby macierzyństwo przeszkodziło nam w obowiązkach. Rose sama tego dopilnuje. Dla niej służba jest najważniejsza.
- Ma to po mamusi- Wtrącił dziwnie beztrosko Abe. Chyba czeka mnie kolejna rozmowa z przyszłym teściem.
- No dobra, czyli że sami będziecie wychowywać dziecko?- dopytywała strażniczka.
- Oczywiście. Innej opcji nie bierzemy pod uwagę.
- Chwilę. - Tym razem odezwała się królowa. - Jesteście pierwszą parą dampirów, którzy mogą mieć dzieci. To wiele zmienia. Inni mają prawo wiedzieć. Też mogą chcieć założyć rodzinę.
- To byłoby sprawiedliwe, ale i ryzykowne. Niektórzy mogli by odejść ze służb i założyć rodziny. Już nie chcieliby was chronić, jeśli nie byłybyście potrzebni do podtrzymania gatunku.- zaoponowałem.
- Poza tym, nie wiadomo czy to się uda. Wy dostaliście ten dar, ponieważ znałeś Lunę. Przecież nie będą błogosławić każdą parę jaka ich odwiedzi. - poparł mnie Mason.
- Więc co zamierzacie zrobić? Jak Rose tylko urodzi, zaczną się pytania. Mogą chcieć dowód. Zaczną robić badania.
- Planowałem, że zostaniemy tu do 9 miesiąca. Potem wyjedziemy do Bai i będziemy przez kilka miesięcy. To zależy od mojej rodziny i Rose, bo ona pewne będzie chciała jak najszybciej wracać do służby. A jeśli chodzi o dziecko, to bylibyśmy wdzięczny za przygotowanie Dworu psychicznie do przyjazdu dziecka dwójki dampirów.
- Zrobimy co w naszej mocy, aby wam pomóc. - powiedziała królowa.- Dziękujemy, że się z nami podzieliłeś tymi wieściami.
- Rose chciała już na drugi dzień zrobić kolację dla was, ale z wiadomych przyczyn nie odbyła się. Ona ma dobre serce.- Dla tego tak bardzo ją kocham, pomyślałem.
Jeszcze chwilę rozmawialiśmy. Wszyscy wspierali mnie i oferowali pomoc. Roza ma dobrych przyjaciół, którzy traktują mnie na równi, mimo że wcześniej byłem ich opiekunem w szkole. Są dla mnie, jak moja rodzina dla Rozy w czasie jej pobytu na Syberii. Wszyscy tworzą piękną rodzinę, której stałem się członkiem. Każdy kogoś stracił lub nie miał przez jakiś czas. Moja ukochana np. nie znała ojca, a matka była daleko nie tylko fizycznie, ale i uczuciowo. Mia pół roku temu straciła matkę i została wiele razy wykorzystana i oszukana przez innych. Lissa straciła rodzinę, rodzice Christian byli strzygami, a jego ciocia zabiła poprzednią królową. Każdy z nich poniósł stratę (No może poza Eddim, ale to mało istotne), więc wspierali się nawzajem. Zastępowali bliskich.
Na koniec, kiedy wszyscy zaczęli się zbierać, podszedłem do Pary Królewskiej.
- Christian, chciałem wrócić do służby.
- Jesteś pewny. Rose...
- Rose by tak zrobiła. Muszę być silny dla niej. Poza tym nie mam co robić i zaczynam za dużo myśleć. Potrzebuję jakiegoś zajęcia. Chcę czuć się potrzebny.
- No dobra. To zaczynasz od poniedziałku.
- Okey, dzięki.
- Trzymaj się.- królowa przytuliła mnie przyjaźnie, co trochę mnie onieśmieliło.
Następna rzecz, która jest prawdą, zauważoną przez Rozę. Moja dyscyplina nie pozwala mi pouchwalać się z królową.
Roze ucieszyłoby, gdybyśmy wzięli podwójny ślub. Ale takie plany to później. Wszystko sobie przygotowałem na przyjęcie gości.
- Ciesze się, że zdołaliście wszyscy przybyć.- powiedziałem, gdy już wszyscy się pojawili.
- Nie moglibyśmy ci odmówić. Tu chodzi o Rose.- Odezwała się Jill.
Była wdzięczna mojej ukochane za odkrycie jej pochodzenia. Na początku pochodziła do tego sceptycznie, ale w końcu zbliżyła się do siostry i bardzo się pokochały.
- Dokładnie. Więc już niektórzy wiedzą, a reszta dowie się teraz. Otóż Rose i ja zaręczyliśmy się.- Spojrzałem nie pewnie na jej rodziców. Na razie patrzyli na mnie z powagą, czekając co wydarzy się dalej.- I podczas naszych zaręczyn wydarzyło się coś niezwykłego...
O powiedziałem im o Lunie, pokazałem znamię i powtórzyłem, co powiedziała nam moja babka.
- I wiecie już co daje wam to błogosławieństwo?- spytała zaciekawiona Lissa.
Zawsze interesują ją rzeczy, związane z magią, której nikt nie zna i nie rozumie.
- Tak. Dowiedzieliśmy się przed tym hymn... wypadkiem. Wieczorem Rose powiedziała mi, że jest w ciąży.- zebrani wyciągnęli powietrze- A ja wierzę, że mnie nie zdradziła. To będzie nasze dziecko.
Wszyscy osłupieli. Abe patrzył na mnie morderczym wzrokiem, a Janine z niedowierzaniem. Pewnie myśli, jak pogodzić to ze służbą.
- Przecież ona jeszcze nie zaczęła czynnej służby. Jak wy to sobie wyobrażacie?- zgodnie z moimi przypuszczeniami, jej matka pomyślała o służbie.
- Poradzimy sobie. Nie pozwolę, żeby macierzyństwo przeszkodziło nam w obowiązkach. Rose sama tego dopilnuje. Dla niej służba jest najważniejsza.
- Ma to po mamusi- Wtrącił dziwnie beztrosko Abe. Chyba czeka mnie kolejna rozmowa z przyszłym teściem.
- No dobra, czyli że sami będziecie wychowywać dziecko?- dopytywała strażniczka.
- Oczywiście. Innej opcji nie bierzemy pod uwagę.
- Chwilę. - Tym razem odezwała się królowa. - Jesteście pierwszą parą dampirów, którzy mogą mieć dzieci. To wiele zmienia. Inni mają prawo wiedzieć. Też mogą chcieć założyć rodzinę.
- To byłoby sprawiedliwe, ale i ryzykowne. Niektórzy mogli by odejść ze służb i założyć rodziny. Już nie chcieliby was chronić, jeśli nie byłybyście potrzebni do podtrzymania gatunku.- zaoponowałem.
- Poza tym, nie wiadomo czy to się uda. Wy dostaliście ten dar, ponieważ znałeś Lunę. Przecież nie będą błogosławić każdą parę jaka ich odwiedzi. - poparł mnie Mason.
- Więc co zamierzacie zrobić? Jak Rose tylko urodzi, zaczną się pytania. Mogą chcieć dowód. Zaczną robić badania.
- Planowałem, że zostaniemy tu do 9 miesiąca. Potem wyjedziemy do Bai i będziemy przez kilka miesięcy. To zależy od mojej rodziny i Rose, bo ona pewne będzie chciała jak najszybciej wracać do służby. A jeśli chodzi o dziecko, to bylibyśmy wdzięczny za przygotowanie Dworu psychicznie do przyjazdu dziecka dwójki dampirów.
- Zrobimy co w naszej mocy, aby wam pomóc. - powiedziała królowa.- Dziękujemy, że się z nami podzieliłeś tymi wieściami.
- Rose chciała już na drugi dzień zrobić kolację dla was, ale z wiadomych przyczyn nie odbyła się. Ona ma dobre serce.- Dla tego tak bardzo ją kocham, pomyślałem.
Jeszcze chwilę rozmawialiśmy. Wszyscy wspierali mnie i oferowali pomoc. Roza ma dobrych przyjaciół, którzy traktują mnie na równi, mimo że wcześniej byłem ich opiekunem w szkole. Są dla mnie, jak moja rodzina dla Rozy w czasie jej pobytu na Syberii. Wszyscy tworzą piękną rodzinę, której stałem się członkiem. Każdy kogoś stracił lub nie miał przez jakiś czas. Moja ukochana np. nie znała ojca, a matka była daleko nie tylko fizycznie, ale i uczuciowo. Mia pół roku temu straciła matkę i została wiele razy wykorzystana i oszukana przez innych. Lissa straciła rodzinę, rodzice Christian byli strzygami, a jego ciocia zabiła poprzednią królową. Każdy z nich poniósł stratę (No może poza Eddim, ale to mało istotne), więc wspierali się nawzajem. Zastępowali bliskich.
Na koniec, kiedy wszyscy zaczęli się zbierać, podszedłem do Pary Królewskiej.
- Christian, chciałem wrócić do służby.
- Jesteś pewny. Rose...
- Rose by tak zrobiła. Muszę być silny dla niej. Poza tym nie mam co robić i zaczynam za dużo myśleć. Potrzebuję jakiegoś zajęcia. Chcę czuć się potrzebny.
- No dobra. To zaczynasz od poniedziałku.
- Okey, dzięki.
- Trzymaj się.- królowa przytuliła mnie przyjaźnie, co trochę mnie onieśmieliło.
Następna rzecz, która jest prawdą, zauważoną przez Rozę. Moja dyscyplina nie pozwala mi pouchwalać się z królową.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
poniedziałek, 1 lutego 2016
ROZDZIAŁ 26
Wiem miał być wieczorem, ale nie mogłam zostawić was w niepewności. Myślę, że się nie obrazicie. :-*
________________________________________________
Christian dał mi wolne dopóki Roza nie wyjdzie ze szpitala. I tak nie skupiłbym się na służbie. Codziennie ją odwiedzam, mówię jak bardzo tęsknię za nią, że jest moim światem. Kocham ją i nie mogę bez niej żyć, normalnie funkcjonować. Kiedyś taki nie byłem. Liczyła się dla mnie tylko służba, ale teraz to ona jest najważniejsza. Jestem z nią za bardzo związany. Jeśli ona zginie, nie wiem co zrobię. Oszaleję. Nie mógł bym się już nikomu przydać. Najpewniej sam pozbawiłbym się życia. Byle tylko być razem na zawsze.
Załamany patrzyłem na nią. Była taka piękna, pozornie bezbronna. Po ranach nie było śladu. Ale i z nimi była by olśniewająca. To nigdy się nie zmieni. Ciemne włosy okalały jej nienaturalnie bladą twarz. Tak bardzo pragnąłem usłyszeć jej cudny głos, spojrzeć w te ciemne oczy i zatopić usta w słodyczy jej warg. Przychodzę tu od tygodnia. Każdy dzień to powtarzająca się tortura. Rano zwlekam się z łóżka, z bólem głowy. Nic nie jem, tylko od razu idę do niej. Jem coś, jeśli naprawdę już muszę i wracam. Nic nie sprawia mi już radości. Wszystko mi ją przypomina. Nawet nie mogę czytać westernów. Przypominają mi, jak się z nich nabijała. Gdy nie mogę wytrzymać cierpienia, które sprawia mi patrzenie na nią, idę na salę i wyżywam się za manekinach. Uderzam z całą goryczą jaka mnie wypełnia. Całą wściekłość. A jeśli nie mam już siły, wracam do pokoju.
Ale tam jest najgorzej. Wszystko co mnie otacza jest związane z nią. Jej rzeczy przypominają mi każdą naszą chwilę. W łóżku ciągle jest jej zapach. W łazience stoją perfumy, którymi napawałem się, kiedy tylko mogłem. Przyprawiały mnie o zawrót głowy. Teraz wiem, że to nie tyle ich zapach, chodź on też miał w tym udział, ale to, że mogłem je wąchać. Ta bliskość jej osoby, a jednocześnie jej brak mnie dołuje. To miał na myśli Doru. Największą torturą jest patrzenie jak cierpi osoba, którą kochamy, a my nie możemy nic zrobić. W końcu cierpienie popycha mnie w stronę butelki. Upijam się do nieprzytomności. Topie smutki w całych litrach wódki. W tym Roza miała rację. Żyjąc w Rosji, uodporniłem się na nadmiar alkoholu. Cholera. Cokolwiek nie zrobię, wszędzie jest ona. Wypełnia całe moje życie. Znamy się nie cały rok, a już jest w każdej rzeczy i czynności. Każde jej słowo, śmiech, to jak się ze mnie nabijała, ale nie złośliwie. Tak słodko. Tyle, że wszystko co robi jest słodkie. Jej pocałunki. Dotyk. Uśmiech. Nie mam pojęcia, jak mogłem żyć bez niej. Nie pamiętam. Jest moją brakującą połówką duszy, która raz złączona nigdy nie może się rozdzielić. Pragnąłem ją przytulić, poczuć tą jedność. Ona jedyna mnie rozumie. Wiem to. Tęsknię za nią.
Miałem dosyć tej tortury, więc poszedłem na salę. Tu było jej najmniej. Tylko wspomnienia ze św. Władimira. Nasze treningi. Jednak to nie była ta sala. Tutaj na chwilkę odzyskiwałem spokój. Myślałem nad swoim życiem, wybijając ostrze w serce manekina, jakby to on był wszystkiemu winny.
Jestem zły na los, że tak często naraża ją na niebezpieczeństwo, a mnie na samotność, tylko po to, abym coś przemyślał. Ostatnio też musiała prawie umrzeć, żebym mógł sobie wybaczyć. Ale ja wtedy byłem głupi. Miałem przy sobie taki skarb, a chciałem ją odrzucić, przestać kochać. To oskarżenie jej o zabójstwo królowej nas uratowało. Gdyby nie to, byłbym teraz z Taszą. To byłby bardzo nieszczęśliwy związek. Nie mogłem jej pokochać, bo kocham Rozę. Nikt by mi jej nie zastąpił. Teraz to wiem. Nauka metodą prób i błędów. Ale co mam teraz zrobić? Nie mogę się poddać. Ona by tego nie chciała. Sama się nie załamała. Nie zamknęła w sobie. Wyruszyła, aby mnie znaleźć. Mimo wielu przeszkód i przeciwności, dążyła do obranego celu. Jej miłość uratowała mnie. Dziwne. Podobno w wizji Avery powiedziałem to samo. Rose opowiedziała mi całą tę historię podczas jednego z naszych spacerów po Baii.
Moja rodzina cudownie się nią zajęła. Ja chyba nie mam co liczyć na opiekę jej rodziców. Ale ona nigdy nie była tak blisko ich, jak ja sióstr. To prawda mam cudowną rodzinę. Jak mogłem myśleć, że mnie odrzucą? Gdyby Rose mnie nie przekonała, nigdy bym się nie zgodził. Roza jest taka mądra, czuła, dobra, ale i niebezpieczna. Tak dobrze mnie rozumie, jak nikt inny. To z nią chcę spędzić swoje życie. Nie mogę jej teraz stracić. Nie po tym co razem przeszliśmy, ile zdobyliśmy. Nie teraz, kiedy możemy w końcu być razem.
Tyle, że nic nie mogę zrobić, oprócz tego, że ją wspieram i jestem przy jej boku. Tak jak zawsze. Roza. Moja kochana Różyczka. Tak rzadko doceniamy to, co dał nam los, puki tego nie stracimy. I po następnym manekinie. Co teraz czuję do Taszy? Odrazę? Złość? Zawiodłem się na niej. Najchętniej znalazł bym ją i tego Roberta. To on za wszystko odpowiada. Kiedyś go dopadnie i dokończę to, co zaczęła Rose, zabijając Wiktora. Ciekawe czy ona myślała tak samo, gdy się na niego rzuciła? Była wtedy pod wpływem mroku. Czuła straszne wyrzuty sumienia, tak jak ja, przez to, co robiłem na Syberii. To nasza miłość nas uratowała. No jasne! Miłość! Najlepsze lekarstwo, wsparcie. Przecież ona zmienia ludzi. Dodaje sił w walce. Zabił bym więcej strzyg niż przez całe życie, jeśli to miało by uratować Rozę. Tylko dla niej. Nikt inny nie motywował mnie mocniej do walki. I tym się różnimy. Ta akcja ratunkowa, po ataku strzyg, odbyła się dzięki niej. Nikt tak nie walczy o morojów jak ona. Jest przykładem oddania się służbie, większym niż ja kiedyś byłem, choć sama jeszcze nie miała przydziału. Miała wątpliwości, ale ja wiem, że lepszej strażniczki królowa mieć nie może. Już nie dopuszczam do siebie złych myśli. Jest silna poradzi sobie,tylko trzeba jej pokazać, że ma dla kogo walczyć.
________________________________________________
Christian dał mi wolne dopóki Roza nie wyjdzie ze szpitala. I tak nie skupiłbym się na służbie. Codziennie ją odwiedzam, mówię jak bardzo tęsknię za nią, że jest moim światem. Kocham ją i nie mogę bez niej żyć, normalnie funkcjonować. Kiedyś taki nie byłem. Liczyła się dla mnie tylko służba, ale teraz to ona jest najważniejsza. Jestem z nią za bardzo związany. Jeśli ona zginie, nie wiem co zrobię. Oszaleję. Nie mógł bym się już nikomu przydać. Najpewniej sam pozbawiłbym się życia. Byle tylko być razem na zawsze.
Załamany patrzyłem na nią. Była taka piękna, pozornie bezbronna. Po ranach nie było śladu. Ale i z nimi była by olśniewająca. To nigdy się nie zmieni. Ciemne włosy okalały jej nienaturalnie bladą twarz. Tak bardzo pragnąłem usłyszeć jej cudny głos, spojrzeć w te ciemne oczy i zatopić usta w słodyczy jej warg. Przychodzę tu od tygodnia. Każdy dzień to powtarzająca się tortura. Rano zwlekam się z łóżka, z bólem głowy. Nic nie jem, tylko od razu idę do niej. Jem coś, jeśli naprawdę już muszę i wracam. Nic nie sprawia mi już radości. Wszystko mi ją przypomina. Nawet nie mogę czytać westernów. Przypominają mi, jak się z nich nabijała. Gdy nie mogę wytrzymać cierpienia, które sprawia mi patrzenie na nią, idę na salę i wyżywam się za manekinach. Uderzam z całą goryczą jaka mnie wypełnia. Całą wściekłość. A jeśli nie mam już siły, wracam do pokoju.
Ale tam jest najgorzej. Wszystko co mnie otacza jest związane z nią. Jej rzeczy przypominają mi każdą naszą chwilę. W łóżku ciągle jest jej zapach. W łazience stoją perfumy, którymi napawałem się, kiedy tylko mogłem. Przyprawiały mnie o zawrót głowy. Teraz wiem, że to nie tyle ich zapach, chodź on też miał w tym udział, ale to, że mogłem je wąchać. Ta bliskość jej osoby, a jednocześnie jej brak mnie dołuje. To miał na myśli Doru. Największą torturą jest patrzenie jak cierpi osoba, którą kochamy, a my nie możemy nic zrobić. W końcu cierpienie popycha mnie w stronę butelki. Upijam się do nieprzytomności. Topie smutki w całych litrach wódki. W tym Roza miała rację. Żyjąc w Rosji, uodporniłem się na nadmiar alkoholu. Cholera. Cokolwiek nie zrobię, wszędzie jest ona. Wypełnia całe moje życie. Znamy się nie cały rok, a już jest w każdej rzeczy i czynności. Każde jej słowo, śmiech, to jak się ze mnie nabijała, ale nie złośliwie. Tak słodko. Tyle, że wszystko co robi jest słodkie. Jej pocałunki. Dotyk. Uśmiech. Nie mam pojęcia, jak mogłem żyć bez niej. Nie pamiętam. Jest moją brakującą połówką duszy, która raz złączona nigdy nie może się rozdzielić. Pragnąłem ją przytulić, poczuć tą jedność. Ona jedyna mnie rozumie. Wiem to. Tęsknię za nią.
Miałem dosyć tej tortury, więc poszedłem na salę. Tu było jej najmniej. Tylko wspomnienia ze św. Władimira. Nasze treningi. Jednak to nie była ta sala. Tutaj na chwilkę odzyskiwałem spokój. Myślałem nad swoim życiem, wybijając ostrze w serce manekina, jakby to on był wszystkiemu winny.
Jestem zły na los, że tak często naraża ją na niebezpieczeństwo, a mnie na samotność, tylko po to, abym coś przemyślał. Ostatnio też musiała prawie umrzeć, żebym mógł sobie wybaczyć. Ale ja wtedy byłem głupi. Miałem przy sobie taki skarb, a chciałem ją odrzucić, przestać kochać. To oskarżenie jej o zabójstwo królowej nas uratowało. Gdyby nie to, byłbym teraz z Taszą. To byłby bardzo nieszczęśliwy związek. Nie mogłem jej pokochać, bo kocham Rozę. Nikt by mi jej nie zastąpił. Teraz to wiem. Nauka metodą prób i błędów. Ale co mam teraz zrobić? Nie mogę się poddać. Ona by tego nie chciała. Sama się nie załamała. Nie zamknęła w sobie. Wyruszyła, aby mnie znaleźć. Mimo wielu przeszkód i przeciwności, dążyła do obranego celu. Jej miłość uratowała mnie. Dziwne. Podobno w wizji Avery powiedziałem to samo. Rose opowiedziała mi całą tę historię podczas jednego z naszych spacerów po Baii.
Moja rodzina cudownie się nią zajęła. Ja chyba nie mam co liczyć na opiekę jej rodziców. Ale ona nigdy nie była tak blisko ich, jak ja sióstr. To prawda mam cudowną rodzinę. Jak mogłem myśleć, że mnie odrzucą? Gdyby Rose mnie nie przekonała, nigdy bym się nie zgodził. Roza jest taka mądra, czuła, dobra, ale i niebezpieczna. Tak dobrze mnie rozumie, jak nikt inny. To z nią chcę spędzić swoje życie. Nie mogę jej teraz stracić. Nie po tym co razem przeszliśmy, ile zdobyliśmy. Nie teraz, kiedy możemy w końcu być razem.
Tyle, że nic nie mogę zrobić, oprócz tego, że ją wspieram i jestem przy jej boku. Tak jak zawsze. Roza. Moja kochana Różyczka. Tak rzadko doceniamy to, co dał nam los, puki tego nie stracimy. I po następnym manekinie. Co teraz czuję do Taszy? Odrazę? Złość? Zawiodłem się na niej. Najchętniej znalazł bym ją i tego Roberta. To on za wszystko odpowiada. Kiedyś go dopadnie i dokończę to, co zaczęła Rose, zabijając Wiktora. Ciekawe czy ona myślała tak samo, gdy się na niego rzuciła? Była wtedy pod wpływem mroku. Czuła straszne wyrzuty sumienia, tak jak ja, przez to, co robiłem na Syberii. To nasza miłość nas uratowała. No jasne! Miłość! Najlepsze lekarstwo, wsparcie. Przecież ona zmienia ludzi. Dodaje sił w walce. Zabił bym więcej strzyg niż przez całe życie, jeśli to miało by uratować Rozę. Tylko dla niej. Nikt inny nie motywował mnie mocniej do walki. I tym się różnimy. Ta akcja ratunkowa, po ataku strzyg, odbyła się dzięki niej. Nikt tak nie walczy o morojów jak ona. Jest przykładem oddania się służbie, większym niż ja kiedyś byłem, choć sama jeszcze nie miała przydziału. Miała wątpliwości, ale ja wiem, że lepszej strażniczki królowa mieć nie może. Już nie dopuszczam do siebie złych myśli. Jest silna poradzi sobie,tylko trzeba jej pokazać, że ma dla kogo walczyć.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
ROZDZIAŁ 25
Dymitr
Dzisiaj to ja miałem zaprosić do naszego snu Rose. Adrian wytłumaczył mi co mam zrobić, żeby wejść do jej umysłu. Jednak dopiero za czwartym razem udało mi się stanąć przed naszym łóżkiem. Ja mocno spałem przytulny do mojej ukochanej. Nie zdawałem sobie sprawy ze swojego zmęczenia. Zazwyczaj śpię lekko i czujnie. Ale dzisiejsza warta była męcząca. Christian przygotowywał niespodziankę dla Lissy na imieniny. Ja też coś muszę przygotować dla Rozy, ale z innego powodu. Nie długo jest pierwszy dzień strażnika. Królowa zauważyła, że nie docenia się nas więc, mamy dzień kiedy wszyscy moroje z danego obszaru spotykają się w jednym miejscu. Te budynki są zamykane i pilnowane przez innych morojów, którzy zdecydowali się na naukę samoobrony. W tym czasie strażnicy mają wolne. I chyba już wiem co wtedy zrobimy. Moje przemyślenia przerwał cichy jęk, ale dla mnie był jak najgłośniejszy krzyk. Na twarzy Rozy malował się ból, ale i chęć walki. Cała ona. Ale mi zrobiło się słabo. Chciałem jak najszybciej wejść do jej snu, pomóc jej. Ale nie mogłem. Byłem zbyt zdenerwowany. Użyłem całej swojej umiejętności panowania nad sobą. Kiedy się już uspokoiłem spróbowałem znowu. I znowu nic. Tyle, że to nie moja wina. Czułem jakby coś blokowało jej umysł. Kiedy spojrzałem na nią, jakakolwiek szansa na uratowanie jej we śnie, została pogrzebana. Na kołdrze, w miejscu pod którym była jej ręką, widniała wielka plama krwi.Teraz nie ma mowy o spokoju. Jedynie mogę się obudzić.
- Adrian. Zakończ sen i sprowadź jak najszybciej królową do naszego mieszkania.
- Co się dzieje?- spytał zaniepokojony.
- Nie ma czasu. Zrób to co ci mówię. Tu chodzi o życie Rose.
Obraz się zmienił. Wciąż byłem w naszym pokoju, ale nie stałem, a leżałem w naszym łóżku. Zerwałem się i zacząłem budzić moją narzeczoną.
- Roza!!- z jej twarzy uciekło całe napięcie.- Roza! Obudź się! Proszę! Roza, nie zostawiaj mnie!
Przez cały czas próbowałem zahamować krwotok, ale rana była zbyt głęboka.
- Tasza.- wyszeptała słabym głosem i opadła bezwładnie na łóżko.
Po chwili do mieszkania wpadła Królowa ze strażnikami. Uzdrowiła Rozę, ale ona wciąż się nie budziła. Zabrałem ją do szpitala. Byłem wściekły i zdruzgotany. Tasza po raz kolejny niszczy mi życie. Teraz już jej nie wybaczę. Ona nie jest już moją przyjaciółką, ale największym wrogiem.
Od razu zabrali Rozę na badania. Czekałem, aż skończą, przed salą. W między czasie przyszli jej rodzice i przyjaciele. No oprócz Masona. On był na wyjeździe z Mią. Wszyscy próbowali się czegoś dowiedzieć ode mnie, ale ja nie byłem w stanie jasno myśleć, nie kontaktowałem. Nic się nie liczyło po za Rozą. Czas wlekł się niemiłosiernie. W końcu przeprowadzili badania. Przewieziono ją do jednego z pokoi. Doktor podszedł do nas.
-Badania pokazały, że nic jej nie jest, ale zapadła w śpiączkę.
- Mogę ją zobaczyć?- spytałem.
- Jest pan kimś z rodziny?
- Narzeczonym.- wszyscy się zdziwili.
__________________________________
Może i trochę krótki, ale dzisiaj będzie jeszcze drugi( wieczorem). pozdrawiam i przypominam o konkursach. :-*
Dzisiaj to ja miałem zaprosić do naszego snu Rose. Adrian wytłumaczył mi co mam zrobić, żeby wejść do jej umysłu. Jednak dopiero za czwartym razem udało mi się stanąć przed naszym łóżkiem. Ja mocno spałem przytulny do mojej ukochanej. Nie zdawałem sobie sprawy ze swojego zmęczenia. Zazwyczaj śpię lekko i czujnie. Ale dzisiejsza warta była męcząca. Christian przygotowywał niespodziankę dla Lissy na imieniny. Ja też coś muszę przygotować dla Rozy, ale z innego powodu. Nie długo jest pierwszy dzień strażnika. Królowa zauważyła, że nie docenia się nas więc, mamy dzień kiedy wszyscy moroje z danego obszaru spotykają się w jednym miejscu. Te budynki są zamykane i pilnowane przez innych morojów, którzy zdecydowali się na naukę samoobrony. W tym czasie strażnicy mają wolne. I chyba już wiem co wtedy zrobimy. Moje przemyślenia przerwał cichy jęk, ale dla mnie był jak najgłośniejszy krzyk. Na twarzy Rozy malował się ból, ale i chęć walki. Cała ona. Ale mi zrobiło się słabo. Chciałem jak najszybciej wejść do jej snu, pomóc jej. Ale nie mogłem. Byłem zbyt zdenerwowany. Użyłem całej swojej umiejętności panowania nad sobą. Kiedy się już uspokoiłem spróbowałem znowu. I znowu nic. Tyle, że to nie moja wina. Czułem jakby coś blokowało jej umysł. Kiedy spojrzałem na nią, jakakolwiek szansa na uratowanie jej we śnie, została pogrzebana. Na kołdrze, w miejscu pod którym była jej ręką, widniała wielka plama krwi.Teraz nie ma mowy o spokoju. Jedynie mogę się obudzić.
- Adrian. Zakończ sen i sprowadź jak najszybciej królową do naszego mieszkania.
- Co się dzieje?- spytał zaniepokojony.
- Nie ma czasu. Zrób to co ci mówię. Tu chodzi o życie Rose.
Obraz się zmienił. Wciąż byłem w naszym pokoju, ale nie stałem, a leżałem w naszym łóżku. Zerwałem się i zacząłem budzić moją narzeczoną.
- Roza!!- z jej twarzy uciekło całe napięcie.- Roza! Obudź się! Proszę! Roza, nie zostawiaj mnie!
Przez cały czas próbowałem zahamować krwotok, ale rana była zbyt głęboka.
- Tasza.- wyszeptała słabym głosem i opadła bezwładnie na łóżko.
Po chwili do mieszkania wpadła Królowa ze strażnikami. Uzdrowiła Rozę, ale ona wciąż się nie budziła. Zabrałem ją do szpitala. Byłem wściekły i zdruzgotany. Tasza po raz kolejny niszczy mi życie. Teraz już jej nie wybaczę. Ona nie jest już moją przyjaciółką, ale największym wrogiem.
Od razu zabrali Rozę na badania. Czekałem, aż skończą, przed salą. W między czasie przyszli jej rodzice i przyjaciele. No oprócz Masona. On był na wyjeździe z Mią. Wszyscy próbowali się czegoś dowiedzieć ode mnie, ale ja nie byłem w stanie jasno myśleć, nie kontaktowałem. Nic się nie liczyło po za Rozą. Czas wlekł się niemiłosiernie. W końcu przeprowadzili badania. Przewieziono ją do jednego z pokoi. Doktor podszedł do nas.
-Badania pokazały, że nic jej nie jest, ale zapadła w śpiączkę.
- Mogę ją zobaczyć?- spytałem.
- Jest pan kimś z rodziny?
- Narzeczonym.- wszyscy się zdziwili.
__________________________________
Może i trochę krótki, ale dzisiaj będzie jeszcze drugi( wieczorem). pozdrawiam i przypominam o konkursach. :-*
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
niedziela, 31 stycznia 2016
ROZDZIAŁ 24
Tyle, że to nie jest sen Iwaszkowa. Przede mną stała Tasza. Nigdzie nie ma nawet śladu po Robercie. Ale to on za tym stał.
- O co ci chodzi? Czemu nie dasz nam spokoju?- Spojrzałam hardo w oczy morojki.
- Doskonale wiesz, czego chcę. Oddaj mi Dymitra a nic ci się nie stanie.
- On nie jest jakąś rzeczą, którą można oddać. To jego decyzja. Czemu nie możesz jej uszanować.
- Ciekawe jak ty byś się czuła na moim miejscu.
- Byłam na twoim miejscu rok temu w święta. I uszanowałam jego wybór.
- Uważaj dziewucho. Znam twoją tajemnicę- wskazała na mój brzuch- jesteś dla niego za młoda smarkulo. Albo go zostawisz albo temu maluszkowi coś się stanie. Zrozumiano.
- Myślisz, że mnie wystraszysz? Nie boję się ciebie.- W mojej ręce pojawił się sztylet. W jednej chwili znalazłam się przy niej i przyłożyłam jej go do gardła Tym razem mój głos był wypełniony złością i grożą. Aż sama go nie poznałam.- A tknij tylko naszego dziecka, a odnajdę cię i zabiję. Mam nadzieję, że jesteś bardziej rozsądną i rozumiesz. W innym wypadku zrobię to teraz. Podobno rany odniesione w śnie przekładają się na świat realny. Sprawdzimy?
Tasza próbowała się wyrwać, ale wiedziałam, czego się po niej spodziewać. Wzmocniłam uchwyt i przejechałam jej ostrzem po policzku
- To za Dymitra. - następnie krew popłynęła z ręki.- A to za rujnowanie mi życia.
Nagle niewidzialna siła odepchnęła mnie daleko w tył. Szlag! Zapomniałam o Robercie. Jak mogłam być tak nie ostrożna. To mogło kosztować mnie życie. Znów siedziałam na krześle. Doru dalej się nie pokazywał.
- Masz rację, co do ran.- nade mną pochylała się Tasza. - przejechała mi sztyletem po ręce. Krew zaczęła ze mnie uciekać. Ale nie to mnie bolało. O wiele bardziej skupiła się na pieczeniu. Na moich nogach tańczyły płomienie. Chciałam się uspokoić, wyrwać ze snu, ale nie miałam energii. Czułam jak siły życiowe mnie opuszczają. Przed oczami biegły mi białe plamki. Już nie czułam bólu. Ostatnie co zobaczyłam, to uśmiech Taszy. Opadłam w ciemność. Dotarł do mnie, jeszcze krzyk Dymitra:
- Roza!!!
I zapadłam w ciemność.
________________________________
Od jutra zaczynają mi się ferie więc, możliwe, że będą 2 rozdziały dziennie. Ale niczego nie obiecuję. Pozdrawiam, zachęcam do udziału w obu konkursach( przypominam: PISZCIE ADRESY E - MAIL, żebym miała jak wysłać nagrody) i komentarzy. To bardzo motywuje. Jeśli chodzi o konkursy, to zasypujecie mnie propozycjami z czego bardzo się cieszę :-D♡. Wybór będzie trudny. :-*
- O co ci chodzi? Czemu nie dasz nam spokoju?- Spojrzałam hardo w oczy morojki.
- Doskonale wiesz, czego chcę. Oddaj mi Dymitra a nic ci się nie stanie.
- On nie jest jakąś rzeczą, którą można oddać. To jego decyzja. Czemu nie możesz jej uszanować.
- Ciekawe jak ty byś się czuła na moim miejscu.
- Byłam na twoim miejscu rok temu w święta. I uszanowałam jego wybór.
- Uważaj dziewucho. Znam twoją tajemnicę- wskazała na mój brzuch- jesteś dla niego za młoda smarkulo. Albo go zostawisz albo temu maluszkowi coś się stanie. Zrozumiano.
- Myślisz, że mnie wystraszysz? Nie boję się ciebie.- W mojej ręce pojawił się sztylet. W jednej chwili znalazłam się przy niej i przyłożyłam jej go do gardła Tym razem mój głos był wypełniony złością i grożą. Aż sama go nie poznałam.- A tknij tylko naszego dziecka, a odnajdę cię i zabiję. Mam nadzieję, że jesteś bardziej rozsądną i rozumiesz. W innym wypadku zrobię to teraz. Podobno rany odniesione w śnie przekładają się na świat realny. Sprawdzimy?
Tasza próbowała się wyrwać, ale wiedziałam, czego się po niej spodziewać. Wzmocniłam uchwyt i przejechałam jej ostrzem po policzku
- To za Dymitra. - następnie krew popłynęła z ręki.- A to za rujnowanie mi życia.
Nagle niewidzialna siła odepchnęła mnie daleko w tył. Szlag! Zapomniałam o Robercie. Jak mogłam być tak nie ostrożna. To mogło kosztować mnie życie. Znów siedziałam na krześle. Doru dalej się nie pokazywał.
- Masz rację, co do ran.- nade mną pochylała się Tasza. - przejechała mi sztyletem po ręce. Krew zaczęła ze mnie uciekać. Ale nie to mnie bolało. O wiele bardziej skupiła się na pieczeniu. Na moich nogach tańczyły płomienie. Chciałam się uspokoić, wyrwać ze snu, ale nie miałam energii. Czułam jak siły życiowe mnie opuszczają. Przed oczami biegły mi białe plamki. Już nie czułam bólu. Ostatnie co zobaczyłam, to uśmiech Taszy. Opadłam w ciemność. Dotarł do mnie, jeszcze krzyk Dymitra:
- Roza!!!
I zapadłam w ciemność.
________________________________
Od jutra zaczynają mi się ferie więc, możliwe, że będą 2 rozdziały dziennie. Ale niczego nie obiecuję. Pozdrawiam, zachęcam do udziału w obu konkursach( przypominam: PISZCIE ADRESY E - MAIL, żebym miała jak wysłać nagrody) i komentarzy. To bardzo motywuje. Jeśli chodzi o konkursy, to zasypujecie mnie propozycjami z czego bardzo się cieszę :-D♡. Wybór będzie trudny. :-*
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
sobota, 30 stycznia 2016
ROZDZIAŁ 23
Bardzo się cieszę, że bierzecie udział w konkursach tylko taka mała uwaga: proszę o adresy e-mail. Od teraz propozycje piszcie pod postem " konkursy". A oto następny rozdział. :-*
_______________________________
- Czyż ta noc nie jest przepiękna?- przerwałam ciszę. Szliśmy do naszego ulubionego miejsce. Dymitr objął mnie ramieniem.
- Roza, każda noc jest cudowna, jeśli jesteś przy mnie.- Odpowiedział, a ja się uśmiechnęłam.
W końcu doszliśmy na miejsce.
Było to przy fontannie w parku Anastazji Wielkiej. Była ona królową z rodu Dragomirów. Wszyscy władcy z linii mojej przyjaciółki, byli szanowani i pamiętani. Nie wątpię, że Lissa dostanie się do ich grona. Ale ma na to jeszcze dużo czasu. Jest młoda i chce się uczyć. Na wielkie czyny przyjdzie pora, ale nie teraz. Ciekawi mnie co ta Anastazja zrobiła, że dostała swój park.
W parku, jak na całym Dworze, jest wiele posągów i pomników upamiętniających różnych ludzi. Większość to władcy, ale zdarzają się uczeni, czy średniowieczni muzycy. Na środku znajduje się fontanna ukazująca Anastazję z gołębiem w dłoni i łasicą na szyi, niczym szalik. Wokół rośnie mnóstwo kwiatów. Oczywiście ich widok i kompozycyjna mieszanina barw wprawiają w zachwyt w dzień kiedy są otworzone. Ale w nocy też wyglądają pięknie. Oczywiście nie mogło zabraknąć róż, bo inaczej nie byłoby to nasze ulubione miejsce. Wszystko musiało mieć róże. Dymitr trochę przesadza z nimi, ale nie mogę go winić. Wcześniej najważniejsze dla niego była służba. A tu pojawia się taka Rose i wywraca jego system wartości do góry nogami. A gdzie jest Roza, tam są róże. Założę się, że jakby spytać go, jakie są jego ulubione kwiaty rok temu, powiedziałby, że to nie jest ważne. Wtedy liczyła się tylko służba. A teraz? Rose, Roza, róże. Ale w sumie, to mi się podoba. Chodź nie powinien zapominać o naszym obowiązku.
Usiedliśmy na naszej ławce i wpatrywaliśmy się w księżyc i gwiazdy. Trwaliśmy przytuleni w ciszy i napawaliśmy się swoim towarzystwem. To on ją przerwał.
- Chciałabyś mieszkać w takim domku jak z naszego snu?- Zdziwiło mnie to pytanie.
- To zależy. Jeśli gdzieś nie daleko Lissy i z tobą, to może,ale nie wiem. Sam kiedyś mówiłeś, że bym się tam nudziła.
- Znalazła byś sobie jakieś zajęcie.
- A co? Coś planujesz?
- Nie wiem. Na razie myślę, bo wątpię czy pomieścimy się w naszym mieszkaniu z dzieckiem.
- Ciekawe jakie ono będzie?
- Może mieć charakter po mamusi. Ale żeby nie za dużo.
- Czyżby coś ci się nie podobało w moim charakterze?- spytam z uśmiechem, krzyżując ręce na piersi.
- Jesteś wspaniała, ale musisz przyznać, że zmieniłaś się od naszego pierwszego spotkania.
- Nie aż tak bardzo. Wciąż działam bez zastanowienia.
- Może będzie miała takie piękne włosy jak ty?- zawsze miał do nich słabość.
- Albo będzie tak przystojny jak ty?- Odparowałam wskazując na drugą płeć.
- Ja przystojny?
- Tak, kochanie. Zawsze wszystkie dziewczyny się za tobą oglądały. W szkole wszyscy nazywali cię bogiem, jeśli dalej cię tak nie nazywają.
- Przesadzali.
- Wiesz, że przesadna skromność u mężczyzn, świadczy o ich niskim poczuciu wartości? A ty powinieneś wierzyć w siebie.
- Przy tobie, nie grozi mi niska samoocena. Za bardzo mnie idealizujesz. Poza tym, skoro mam ciebie, to znaczy, że jestem czegoś wart. Ale i tak nic mi nie trzeba, jeśli jesteś u mojego boku.
- Zawsze będę.- pocałowałam go.
- A przesadna skromność u kobiet? O czym świadczy?
- U nas? O uprzejmości. - parsknęłam śmiechem na widok jego miny. Po chwili uśmiechnął się cwanie i zaczął mnie łaskotać.
- Przestań... - krzyczałam między napadami śmiechu- Dymitr! Możesz przestać?
Ale on nie słuchał. Moja cierpliwość skoczyła się. Sama zaczęłam go łaskotać. Tyle, że on nie ma łaskotek.
- Ej, to nie sprawiedliwe.
- A to?- pocałował mnie długo i namiętnie.
- Może trochę. Ale to nic nie zmienia. - udałam obrażoną.
- A co, to moja wina?
- Może.
- Kocham cię, Roza.
- A za co?
- Za wszystko.- Teraz to ja zaczęłam pocałunek.
Objął mnie ramieniem, a ja oparłam głowę o jego ramię.
- Myślisz, że to dobrze? Z dziećmi. Wiesz jestem młoda, nawet nie zaczęłam służby.
- A co? Nie chcesz ich?
- Chcę, ale nie wiem czy poradzę sobie. Nie miałam jeszcze jak nauczyć się czynnej służby, a teraz będę musiała pogodzić to z wychowywaniem dziecka. Bo nie oddam go, tak jak moja matka.
- Damy radę. Przecież nie jesteś sama. Masz mnie, a na Dworze znajdzie się jakaś opiekunka w razie czego. A co do ciebie. Myślę, że gdyby cię nie oddała, nie byłabyś taka samodzielna i zawzięta. No, może nie w takim stopniu jak teraz.
Dymitr mimowolnie ziewnął. Był zmęczony po służbie i wiadomościach.
- Wracamy do domu?- spytałam.
- Chętnie.
Po drodze nie rozmawialiśmy, myśląc nad dzisiejszym dniem.
W domu odgrzałam obiad, który wczoraj ugotował mój ukochany. On w tym czasie poszedł się umyć. Przy jedzeniu opowiadał o służbie, a mówiłam co dziś robiłam. Gdy posprzątałam po kolacji, poszłam się wykąpać. Dymitr zdążył już zasnąć. Położyłam się obok, a on objął mnie przez sen. Musiał być bardzo zmęczony. Zazwyczaj śpi bardzo czujnie. Po chwili dołączyłam do niego w śnie Adriana.
_______________________________
- Czyż ta noc nie jest przepiękna?- przerwałam ciszę. Szliśmy do naszego ulubionego miejsce. Dymitr objął mnie ramieniem.
- Roza, każda noc jest cudowna, jeśli jesteś przy mnie.- Odpowiedział, a ja się uśmiechnęłam.
W końcu doszliśmy na miejsce.
Było to przy fontannie w parku Anastazji Wielkiej. Była ona królową z rodu Dragomirów. Wszyscy władcy z linii mojej przyjaciółki, byli szanowani i pamiętani. Nie wątpię, że Lissa dostanie się do ich grona. Ale ma na to jeszcze dużo czasu. Jest młoda i chce się uczyć. Na wielkie czyny przyjdzie pora, ale nie teraz. Ciekawi mnie co ta Anastazja zrobiła, że dostała swój park.
W parku, jak na całym Dworze, jest wiele posągów i pomników upamiętniających różnych ludzi. Większość to władcy, ale zdarzają się uczeni, czy średniowieczni muzycy. Na środku znajduje się fontanna ukazująca Anastazję z gołębiem w dłoni i łasicą na szyi, niczym szalik. Wokół rośnie mnóstwo kwiatów. Oczywiście ich widok i kompozycyjna mieszanina barw wprawiają w zachwyt w dzień kiedy są otworzone. Ale w nocy też wyglądają pięknie. Oczywiście nie mogło zabraknąć róż, bo inaczej nie byłoby to nasze ulubione miejsce. Wszystko musiało mieć róże. Dymitr trochę przesadza z nimi, ale nie mogę go winić. Wcześniej najważniejsze dla niego była służba. A tu pojawia się taka Rose i wywraca jego system wartości do góry nogami. A gdzie jest Roza, tam są róże. Założę się, że jakby spytać go, jakie są jego ulubione kwiaty rok temu, powiedziałby, że to nie jest ważne. Wtedy liczyła się tylko służba. A teraz? Rose, Roza, róże. Ale w sumie, to mi się podoba. Chodź nie powinien zapominać o naszym obowiązku.
Usiedliśmy na naszej ławce i wpatrywaliśmy się w księżyc i gwiazdy. Trwaliśmy przytuleni w ciszy i napawaliśmy się swoim towarzystwem. To on ją przerwał.
- Chciałabyś mieszkać w takim domku jak z naszego snu?- Zdziwiło mnie to pytanie.
- To zależy. Jeśli gdzieś nie daleko Lissy i z tobą, to może,ale nie wiem. Sam kiedyś mówiłeś, że bym się tam nudziła.
- Znalazła byś sobie jakieś zajęcie.
- A co? Coś planujesz?
- Nie wiem. Na razie myślę, bo wątpię czy pomieścimy się w naszym mieszkaniu z dzieckiem.
- Ciekawe jakie ono będzie?
- Może mieć charakter po mamusi. Ale żeby nie za dużo.
- Czyżby coś ci się nie podobało w moim charakterze?- spytam z uśmiechem, krzyżując ręce na piersi.
- Jesteś wspaniała, ale musisz przyznać, że zmieniłaś się od naszego pierwszego spotkania.
- Nie aż tak bardzo. Wciąż działam bez zastanowienia.
- Może będzie miała takie piękne włosy jak ty?- zawsze miał do nich słabość.
- Albo będzie tak przystojny jak ty?- Odparowałam wskazując na drugą płeć.
- Ja przystojny?
- Tak, kochanie. Zawsze wszystkie dziewczyny się za tobą oglądały. W szkole wszyscy nazywali cię bogiem, jeśli dalej cię tak nie nazywają.
- Przesadzali.
- Wiesz, że przesadna skromność u mężczyzn, świadczy o ich niskim poczuciu wartości? A ty powinieneś wierzyć w siebie.
- Przy tobie, nie grozi mi niska samoocena. Za bardzo mnie idealizujesz. Poza tym, skoro mam ciebie, to znaczy, że jestem czegoś wart. Ale i tak nic mi nie trzeba, jeśli jesteś u mojego boku.
- Zawsze będę.- pocałowałam go.
- A przesadna skromność u kobiet? O czym świadczy?
- U nas? O uprzejmości. - parsknęłam śmiechem na widok jego miny. Po chwili uśmiechnął się cwanie i zaczął mnie łaskotać.
- Przestań... - krzyczałam między napadami śmiechu- Dymitr! Możesz przestać?
Ale on nie słuchał. Moja cierpliwość skoczyła się. Sama zaczęłam go łaskotać. Tyle, że on nie ma łaskotek.
- Ej, to nie sprawiedliwe.
- A to?- pocałował mnie długo i namiętnie.
- Może trochę. Ale to nic nie zmienia. - udałam obrażoną.
- A co, to moja wina?
- Może.
- Kocham cię, Roza.
- A za co?
- Za wszystko.- Teraz to ja zaczęłam pocałunek.
Objął mnie ramieniem, a ja oparłam głowę o jego ramię.
- Myślisz, że to dobrze? Z dziećmi. Wiesz jestem młoda, nawet nie zaczęłam służby.
- A co? Nie chcesz ich?
- Chcę, ale nie wiem czy poradzę sobie. Nie miałam jeszcze jak nauczyć się czynnej służby, a teraz będę musiała pogodzić to z wychowywaniem dziecka. Bo nie oddam go, tak jak moja matka.
- Damy radę. Przecież nie jesteś sama. Masz mnie, a na Dworze znajdzie się jakaś opiekunka w razie czego. A co do ciebie. Myślę, że gdyby cię nie oddała, nie byłabyś taka samodzielna i zawzięta. No, może nie w takim stopniu jak teraz.
Dymitr mimowolnie ziewnął. Był zmęczony po służbie i wiadomościach.
- Wracamy do domu?- spytałam.
- Chętnie.
Po drodze nie rozmawialiśmy, myśląc nad dzisiejszym dniem.
W domu odgrzałam obiad, który wczoraj ugotował mój ukochany. On w tym czasie poszedł się umyć. Przy jedzeniu opowiadał o służbie, a mówiłam co dziś robiłam. Gdy posprzątałam po kolacji, poszłam się wykąpać. Dymitr zdążył już zasnąć. Położyłam się obok, a on objął mnie przez sen. Musiał być bardzo zmęczony. Zazwyczaj śpi bardzo czujnie. Po chwili dołączyłam do niego w śnie Adriana.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
piątek, 29 stycznia 2016
ROZDZIAŁ 22
Po powrocie na Dwór, od razu poszłam do Lissy. Okazało się, że Tasza zdołała zbiec, przed wykonaniem wyroku. A jeśli chodzi o Iwaszkowa, Dymitr się zgodził, ale pod warunkiem, że będzie to w jego towarzystwie i gdy pracę do pełnego zdrowia. Mam odpoczywać jeszcze 3 tygodnie. Ale chyba, jednak nie wrócę do służby tak szybko jak bym chciała. Już wiem, co dało nam to błogosławieństwo. Sprawdziłam to dziś rano. Tylko jak ja to powiem Dymitrowi? Czy uwierzy mi?
Rozmyślałam tak od samego rana. Mój narzeczony zaraz wróci do domu. Okey, muszę jeszcze raz to przemyśleć. Nie jestem zbyt dobra w delikatnych sprawach, ale postaram się. To dość poważna wiadomość.
Usłyszałam dźwięk klucza w zamku.
- Hej, jak tam dzień.
- Dobrze- uśmiechnęłam się słabo.
- Co się stało? I nie mów, że nic, bo widzę. Coś cię martwi?
-Muszę ci o czymś powiedzieć. Ale lepiej, żebyś usiadł.- Opadł na sofę obok mnie, patrząc mi w oczy i złapał mnie za rękę. - Wiesz, że bardzo Cię kocham. I nie zrobiła bym nic, co mogło by sprawić ci przykrość. Mam być twoją żoną i nie chcę cię stracić. Mój urlop musi trochę się przedłużyć. Przypuszcza, bo nie ma innej możliwości, na czym polega to błogosławieństwo. - Teraz najtrudniejsze.- Ja... jestem w ciąży.- wyrzuciłam z siebie. Patrzyłam w te cudowne brązowe oczy, ale nie wiem co wyrażały. Uwierzył mi? A może zaraz oskarży mnie o zdradę i wyjdzie? On jednak zrobił coś całkiem innego.
Pocałował mnie, tuląc mocno do siebie.
- Roza. Nawet nie wiesz jaki jestem szczęśliwy. Jesteś jedyną, z którą chcę żyć, a na dodatek możesz dać mi dziecko. Jewa miała rację. Dasz mi więcej niż oczekiwałem. Ja nie... nie wiem co powiedzieć. Kocham Cię. Roza. Chciałbym wykrzyczeć to całemu światu.
-Spokojnie, towarzyszu.- Ulżyło mi.- Z takimi nowinami lepiej zaczekać. To może być nie bezpieczne. Dla nas, dla dziecka, no i dla Luny, bo to jej sprawka. Trzeba to wszystko przemyśleć. Jak już wspomniałam, mój urlop musi się przedłużyć. I to o dziewięć miesięcy.
- Wiadomo. Nie pozwolę ci służyć w takim stanie. I oczywiście zostaję z tobą.
- Chyba żartujesz. Nie po to szkoliłeś się na strażnika ,żeby siedzieć w domu.
- Dla ciebie wszystko.
- To dobrze. Zrób coś dla mnie i nie rezygnuj ze służby. Dziękuję.
- Roza, a co jeśli coś się stanie, a mnie nie będzie w pobliżu. Christian ma wielu innych strażników, a ty jesteś sama.
- Kochanie, chyba zapominasz z kim rozmawiasz. Nikt nie ma na koncie tyle strzyg co my, sam mnie uczyłeś walki. Na dodatek umiem obronić się w śnie. Nie tak łatwo pokonać Rose Hathaway. Nie potrzebuję obrony, tylko mam ją zapewnić. Jaka byłaby ze mnie strażniczka królowej, jeśli nie umiałabym zapewnić bezpieczeństwa samej sobie. Ja dam sobie radę. Nie musisz mnie pilnować.
- Tak wiem. Martwię się o ciebie, kochanie. -Pocałował mnie.- Nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę. Jestem najszczęśliwszym facetem na świecie.- Wziął mnie na ręce i zaczął się kręcić, nie przestając się śmiać. Jeszcze nigdy się tak nie zachowywał. Ostatnio miał dużo powodów do radości. Uśmiech wprost nie schodził mu z twarzy. A gdy on jest szczęśliwy, to ja też. Nigdy bym nie pomyślała, że taka rozmowa miała by mieć miejsce. Dzieci dwójki dampirów to coś niemożliwego. Choć z drugiej strony, ja tak już mam. Odkryłam piąty żywioł, znalazłam sposób na odmienienie strzygi, znalazłam siostrę ostatniej członkini rodu Dragomirów, no a teraz jestem w ciąży z innym dampirem. O i zapomniałam wspomnieć, że dwa razy wróciłam z krainy zmarłych. Ale żeby nie było z byt kolorowo, każdemu "niemożliwe" towarzyszy niebezpieczeństwo. Oto mój świat. Może będziesz świadkiem czegoś wielkiego, a może zginiesz. Wchodzisz na własne ryzyko.
Dymitr wyrwał mnie z zamyślenia kolejnym pocałunkiem, po którym posadził mnie z powrotem na sofę.
- Dalej w to nie wierzę. Mam wrażenie, że zaraz się obudzę w swoim pokoju, w akademii. Ale nie. To prawda. Jestem z kobietą, którą kocham i nie musiałem z nią uciekać. Na dodatek zgodziła się wyjść za mnie i da mi dzieci.
- Ja wiem, że to nie sen. Moja głowa nie umiała by wymyślić tak idealnego marzenia.
- Myślę, że dała by radę. Wiem, że moja na pewno, po tym co pokazywała mi w akademii.
- Często śniłeś o nas?
- Każdej nocy po porwaniu Lissy nawiedzał mnie obraz półnagiej ciebie pode mną. Prześladował mnie, aż do naszego pierwszego razu w stróżówce. Często zastanawiałem się, jaka byłaby nasza relacja, gdybym nie domyślił się, że to magia nami kieruje. Albo, gdybyśmy nie musieli tego przerywać.
- Nie wiem, ale jednego jestem pewna. Wszystko co się zdarzyło, doprowadziło do powstania naszej więzi. To dzięki tym wydarzeniom, dobrym i złym, tak doskonale się znamy, oboje doceniamy życie i to co mamy oraz pragniemy obronić siebie nawzajem, przed następnymi niebezpieczeństwami.
- To prawda. Kocham Cię Roza. I dlatego wezmę urlop.
- Dymitr! Nie kłóć się ze mną. Teraz jakoś jestem sama w domu i nic mi nie jest.
- Ale w ciąży trudno będzie ci się bronić.
- To weźmiesz urlop, gdy nie będę miał jak się bronić.
- No dobra.- Odpuścił.
- No towarzyszu teraz trzeba powiadomić Lissę, Christiana i moich rodziców o zaręczynach i ciąży.
- O nie. Twoi rodzice mnie zabiją.
- Spokojnie. Wstawię się za ciebie. Bardziej ja jestem narażona na komentarze matki. To może jutro zaprosimy ich na kolację. I nie obrazisz się, jeśli zaproszę Masona i Mię?
- To twoi przyjaciele. Jeśli chcesz to ich zaproś. Jutro akurat ma poranną zmianę. Po powrocie zrobię kolację.
- Tylko wiesz, że musimy im to jakoś wytłumaczyć? Powiemy im o Lunie?
- O tym nie pomyślałem. Ale chyba nie mamy wyjścia. Poza tym, to nasi przyjaciele.
Wszystkie obawy mnie opuściły. Teraz, kiedy nie muszę się martwić reakcją Dymitra, dotarło do mnie co się stało. Jestem w ciąży. Z mężczyzną, którego kocham. Dam mu to, o czym zawsze marzył. Przecież to był powód moich obaw z czasów akademii. Czy nie zostawi mnie dla morojki, która będzie mogła dać mu dziecko? Ale on został ze mną. I to ja je mu dam.
- Dalej w to nie wierzę. Boję się, że zaraz obudzi mnie budzik, że to tylko sen. Będę mamą. Myślisz, że dam sobie radę? Jestem jeszcze taka młoda. A jeśli nie będę umiała się nim opiekować.- Nakręciłam się. To dopadło mnie tak nagle. Nie wiem skąd.
- Spokojnie Roza.- Jak zawsze opanowany Dymitr, przytulił mnie.- Wszystko będzie dobrze. Jestem przy tobie. Pomogę Ci, ale myślę, że poradzisz sobie. Jesteś jedną z najbardziej odpowiedzialnych strażniczek. Po za tym, jest wiele książek o dzieciach. Damy radę. Przecież nikt nie rodzi się wiedząc wszystko o wszystkim. Też się martwię, czy będę dobrym ojcem, ale postaram się cię nie zawieść.
Jak zawsze wiedział, jak mnie pocieszyć. Pocałowałam go.
- Ty nigdy mnie nie zawiedziesz. Nie umiał byś. Będziesz wspaniałym ojcem.
- A ty matką. Myślałaś już o imionach?
- Dymitr!- parsknęłam śmiechem.- To dopiero drugi tydzień, a ty już chcesz imię wybierać?
- Racja. Jestem taki szczęśliwy, że przestaję racjonalnie myśleć.
- Myślę, że zmęczenie też ma w tym swój wkład. To co robimy.
- Może przejdziemy się na spacer? - Zaproponował.
- A z przyjemnością. Tylko daj mi się wyszykować.
Rozmyślałam tak od samego rana. Mój narzeczony zaraz wróci do domu. Okey, muszę jeszcze raz to przemyśleć. Nie jestem zbyt dobra w delikatnych sprawach, ale postaram się. To dość poważna wiadomość.
Usłyszałam dźwięk klucza w zamku.
- Hej, jak tam dzień.
- Dobrze- uśmiechnęłam się słabo.
- Co się stało? I nie mów, że nic, bo widzę. Coś cię martwi?
-Muszę ci o czymś powiedzieć. Ale lepiej, żebyś usiadł.- Opadł na sofę obok mnie, patrząc mi w oczy i złapał mnie za rękę. - Wiesz, że bardzo Cię kocham. I nie zrobiła bym nic, co mogło by sprawić ci przykrość. Mam być twoją żoną i nie chcę cię stracić. Mój urlop musi trochę się przedłużyć. Przypuszcza, bo nie ma innej możliwości, na czym polega to błogosławieństwo. - Teraz najtrudniejsze.- Ja... jestem w ciąży.- wyrzuciłam z siebie. Patrzyłam w te cudowne brązowe oczy, ale nie wiem co wyrażały. Uwierzył mi? A może zaraz oskarży mnie o zdradę i wyjdzie? On jednak zrobił coś całkiem innego.
Pocałował mnie, tuląc mocno do siebie.
- Roza. Nawet nie wiesz jaki jestem szczęśliwy. Jesteś jedyną, z którą chcę żyć, a na dodatek możesz dać mi dziecko. Jewa miała rację. Dasz mi więcej niż oczekiwałem. Ja nie... nie wiem co powiedzieć. Kocham Cię. Roza. Chciałbym wykrzyczeć to całemu światu.
-Spokojnie, towarzyszu.- Ulżyło mi.- Z takimi nowinami lepiej zaczekać. To może być nie bezpieczne. Dla nas, dla dziecka, no i dla Luny, bo to jej sprawka. Trzeba to wszystko przemyśleć. Jak już wspomniałam, mój urlop musi się przedłużyć. I to o dziewięć miesięcy.
- Wiadomo. Nie pozwolę ci służyć w takim stanie. I oczywiście zostaję z tobą.
- Chyba żartujesz. Nie po to szkoliłeś się na strażnika ,żeby siedzieć w domu.
- Dla ciebie wszystko.
- To dobrze. Zrób coś dla mnie i nie rezygnuj ze służby. Dziękuję.
- Roza, a co jeśli coś się stanie, a mnie nie będzie w pobliżu. Christian ma wielu innych strażników, a ty jesteś sama.
- Kochanie, chyba zapominasz z kim rozmawiasz. Nikt nie ma na koncie tyle strzyg co my, sam mnie uczyłeś walki. Na dodatek umiem obronić się w śnie. Nie tak łatwo pokonać Rose Hathaway. Nie potrzebuję obrony, tylko mam ją zapewnić. Jaka byłaby ze mnie strażniczka królowej, jeśli nie umiałabym zapewnić bezpieczeństwa samej sobie. Ja dam sobie radę. Nie musisz mnie pilnować.
- Tak wiem. Martwię się o ciebie, kochanie. -Pocałował mnie.- Nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę. Jestem najszczęśliwszym facetem na świecie.- Wziął mnie na ręce i zaczął się kręcić, nie przestając się śmiać. Jeszcze nigdy się tak nie zachowywał. Ostatnio miał dużo powodów do radości. Uśmiech wprost nie schodził mu z twarzy. A gdy on jest szczęśliwy, to ja też. Nigdy bym nie pomyślała, że taka rozmowa miała by mieć miejsce. Dzieci dwójki dampirów to coś niemożliwego. Choć z drugiej strony, ja tak już mam. Odkryłam piąty żywioł, znalazłam sposób na odmienienie strzygi, znalazłam siostrę ostatniej członkini rodu Dragomirów, no a teraz jestem w ciąży z innym dampirem. O i zapomniałam wspomnieć, że dwa razy wróciłam z krainy zmarłych. Ale żeby nie było z byt kolorowo, każdemu "niemożliwe" towarzyszy niebezpieczeństwo. Oto mój świat. Może będziesz świadkiem czegoś wielkiego, a może zginiesz. Wchodzisz na własne ryzyko.
Dymitr wyrwał mnie z zamyślenia kolejnym pocałunkiem, po którym posadził mnie z powrotem na sofę.
- Dalej w to nie wierzę. Mam wrażenie, że zaraz się obudzę w swoim pokoju, w akademii. Ale nie. To prawda. Jestem z kobietą, którą kocham i nie musiałem z nią uciekać. Na dodatek zgodziła się wyjść za mnie i da mi dzieci.
- Ja wiem, że to nie sen. Moja głowa nie umiała by wymyślić tak idealnego marzenia.
- Myślę, że dała by radę. Wiem, że moja na pewno, po tym co pokazywała mi w akademii.
- Często śniłeś o nas?
- Każdej nocy po porwaniu Lissy nawiedzał mnie obraz półnagiej ciebie pode mną. Prześladował mnie, aż do naszego pierwszego razu w stróżówce. Często zastanawiałem się, jaka byłaby nasza relacja, gdybym nie domyślił się, że to magia nami kieruje. Albo, gdybyśmy nie musieli tego przerywać.
- Nie wiem, ale jednego jestem pewna. Wszystko co się zdarzyło, doprowadziło do powstania naszej więzi. To dzięki tym wydarzeniom, dobrym i złym, tak doskonale się znamy, oboje doceniamy życie i to co mamy oraz pragniemy obronić siebie nawzajem, przed następnymi niebezpieczeństwami.
- To prawda. Kocham Cię Roza. I dlatego wezmę urlop.
- Dymitr! Nie kłóć się ze mną. Teraz jakoś jestem sama w domu i nic mi nie jest.
- Ale w ciąży trudno będzie ci się bronić.
- To weźmiesz urlop, gdy nie będę miał jak się bronić.
- No dobra.- Odpuścił.
- No towarzyszu teraz trzeba powiadomić Lissę, Christiana i moich rodziców o zaręczynach i ciąży.
- O nie. Twoi rodzice mnie zabiją.
- Spokojnie. Wstawię się za ciebie. Bardziej ja jestem narażona na komentarze matki. To może jutro zaprosimy ich na kolację. I nie obrazisz się, jeśli zaproszę Masona i Mię?
- To twoi przyjaciele. Jeśli chcesz to ich zaproś. Jutro akurat ma poranną zmianę. Po powrocie zrobię kolację.
- Tylko wiesz, że musimy im to jakoś wytłumaczyć? Powiemy im o Lunie?
- O tym nie pomyślałem. Ale chyba nie mamy wyjścia. Poza tym, to nasi przyjaciele.
Wszystkie obawy mnie opuściły. Teraz, kiedy nie muszę się martwić reakcją Dymitra, dotarło do mnie co się stało. Jestem w ciąży. Z mężczyzną, którego kocham. Dam mu to, o czym zawsze marzył. Przecież to był powód moich obaw z czasów akademii. Czy nie zostawi mnie dla morojki, która będzie mogła dać mu dziecko? Ale on został ze mną. I to ja je mu dam.
- Dalej w to nie wierzę. Boję się, że zaraz obudzi mnie budzik, że to tylko sen. Będę mamą. Myślisz, że dam sobie radę? Jestem jeszcze taka młoda. A jeśli nie będę umiała się nim opiekować.- Nakręciłam się. To dopadło mnie tak nagle. Nie wiem skąd.
- Spokojnie Roza.- Jak zawsze opanowany Dymitr, przytulił mnie.- Wszystko będzie dobrze. Jestem przy tobie. Pomogę Ci, ale myślę, że poradzisz sobie. Jesteś jedną z najbardziej odpowiedzialnych strażniczek. Po za tym, jest wiele książek o dzieciach. Damy radę. Przecież nikt nie rodzi się wiedząc wszystko o wszystkim. Też się martwię, czy będę dobrym ojcem, ale postaram się cię nie zawieść.
Jak zawsze wiedział, jak mnie pocieszyć. Pocałowałam go.
- Ty nigdy mnie nie zawiedziesz. Nie umiał byś. Będziesz wspaniałym ojcem.
- A ty matką. Myślałaś już o imionach?
- Dymitr!- parsknęłam śmiechem.- To dopiero drugi tydzień, a ty już chcesz imię wybierać?
- Racja. Jestem taki szczęśliwy, że przestaję racjonalnie myśleć.
- Myślę, że zmęczenie też ma w tym swój wkład. To co robimy.
- Może przejdziemy się na spacer? - Zaproponował.
- A z przyjemnością. Tylko daj mi się wyszykować.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
Subskrybuj:
Posty (Atom)