środa, 20 stycznia 2016

ROZDZIAŁ 13

 Oto rozdział, na który tak długo czekaliście z odpowiedzią na pytanie: Co zobaczyła Rose? Wybaczcie mi tamto zakończenie, ale co to by była za opowieść, bez tak dramatycznego końca. dzięki temu zostaliście ze mną. Mam nadziej, ze ten rozdział też wam się spodoba. :-*
____________________________________
Dymitr

Roza szybko zasnęła. Czuwałem przy niej chwilę na wypadek, gdyby zechciał ją odwiedzić Robert. Gdyby nie wyjazd, znalazłbym go i udusił gołymi rękami. Nikt nie będzie krzywdził mojej Rozy. Ciągle mnie to dręczy. Jak tylko pomyślę, że mogłem ją stracić... Co ja bym zrobił bez niej, bez mojego życia. Tyle razy nasz związek był zagrożony. A najgorsze, że w większości to była moja wina. Od początku wiedziałem, że to nie jest zwykłe zauroczenie, które można przeczekać, zastąpić. A jednak starałem się w to uwierzyć. Ale z drugiej strony, dzięki temu, że tyle razem przeszliśmy, nasza miłość jest silniejsza. Łączy nas więź, ale nie taka jak Rose i królową. Nasza jest zbudowana na zrozumieniu i poznaniu naszych dusz. Moja kochana miała rację, mówiąc, że jesteśmy sobie przeznaczeni.
Nawet nie wiem kiedy zasnąłem. Poczułem się dziwne. Nie umiem tego wyjaśnić. Nagle przede mną stanął Doru.
- Witam Strażnik Bielikow. Co za miłe spotkanie- Powiedział z chytrym uśmiechem na twarzy. Chciałem się na niego rzucić, ale byłem przywiązany do krzesła.
- Czego chcesz ode mnie i Rose.- warknąłem.
- Naprawdę pytasz. Myślałem, że jesteś inteligentniejszy i sam się do myślisz, ale chyba się pomyliłem. Oczywiście ,że zemsty. Najlepiej byłoby znęcać się nad morderczynią.
-Nie nazywaj jej tak...- Chciałem jeszcze dorzucić, jakim jest kurwy synem, ale nie wiem skąd, w moich ustach pojawił się knebel.
- Po pierwsze, nie przerywaj mi. Po drugie, nazywajmy czyny po imieniu. Jak już wspomniałem, lepiej byłoby znęcać się nad naszą strażniczką, ale ten głupi Iwaszkow ciągle psuje mi plany. Jednak z drugiej strony, miło byłoby oglądać jej rozpacz, po utracie bliskiej osoby. Królowa jest zbyt dobrze chroniona, ale ty... no cóż w walce wręcz może jesteś silniejszy, lecz z umysłem władającego duchem nie masz szans. Ale najpierw po oglądam sobie coś innego.
Po tych słowach zostałem uwolniony i od razu rzuciłem się na Roberta. Jednak w połowie drogi wpadłem na niewidzialną ścianę.
-Nie będzie tak łatwo.- zaśmiał się na moją reakcję, po czym wskazał na coś za mną- Poznaj swojego przeciwnika. - odwróciłem się i zobaczyłem Taszę- daję ci wolną rękę, tylko zostaw go przy życiu.
-Oczywiście- odpowiedziała i zaatakowała mnie
-Dlaczego?- spytałem, odparowując każdy jej cios.
-Jeszcze się pytasz. Dla tego, że wybrałeś tą krwawą dziwkę zamiast mnie.
- Nie nazywaj tak Rose!- Warknąłem. Już nie chciałem być delikatny.
Powaliłem ją na ziemię, ale ona podniosła się szybko i kopnęła mnie w brzuch.
-Ja mogłam dać ci miłość, dom, dzieci. A ty wolałeś jakąś chamską małolatę. Mój plan był idealny. Ta suka została by stracona, a my bylibyśmy teraz razem. Ale nie. Jej ojczulek i nasza mała księżniczka musieli wszystko zepsuć.
Uderzałem coraz mocniej. Przede mną nie stała już moja przyjaciółka, ale królobójczyni, która prawie dwa razy naraziła moją Rozę na śmierć i jeszcze ją obraża. Tego było za wiele.
-Nigdy bym się z tobą nie związał. Nie kocham cię. Kocham Rose.
-Co ona ma, czego nie mam ja?
- Ona jest w stanie oddać życie za przyjaciół, pozwoliłaby mi odejść z tobą, nie zważając na swoje uczucia. Żebym tylko był szczęśliwy. Ale ja nie mogłem.
- Nie byłbyś ze mną szczęśliwy?- zatrzymała się patrząc na mnie smutnym wzrokiem.
- Tasza, jesteś moją przyjaciółką i nigdy nie będę traktował cię inaczej. Kocham Rose. Nic tego nie zmieni, wiesz to. Nasza relacja jest, jak ta pomiędzy Rose, a Adrianem Iwaszkowem. On ją kocha, ale ona wybrała mnie. Mimo to pomaga jej bo chce, żeby była szczęśliwa i bezpieczna. Robertem kieruje chcę zemsty i szaleństwo Ducha. A nami miłość do bliskich. Zdecyduj, którą drogą chcesz iść.
- Ja... Nie wiem. Przecież prawie zniszczyłam ci życie. Umiesz wybaczyć mi to co wam zrobiłam?
- Tak, bo robiłaś to z miłości. Ona popycha ludzi do wielu rzeczy, a tym bardziej nieszczęśliwa.
-Dość.- Oboje spojrzeliśmy na Roberta.- Jeśli nie jesteś ze mną, to zginiesz w cierpieniu razem z nimi.
- Nie boimy się ciebie. Nie skrzywdzisz już nikogo więcej. To kon...- nagle poczułem pieczenie w ręce. Miałem ranę, z której ciekła świeża krew. Tasza trzymała sztylet ze ściskającą czerwoną cieczą. Zanim się obejrzałem, leżałem na ziemi. Nie zdążyłem się podnieść, zanim mnie kopnęła. Poczułem przeszywający ból w klatce piersiowej. Z trudem łapałem powietrze. Leżałem nie zdolny się podnieść. Nade mną stanęła Tasza i pociągnęła mi sztyletem po policzku. Jęknąłem z bólu. Powtórzyła tę czynność kilka razy na całym moim ciele. Wszędzie była krew z moich ran. Ból był nie do zniesienia. Nie mogłem racjonalnie myśleć
- Jak to jest umierać z ręki osoby, którą się kocha?- spytała i w tym momencie zmieniła się. Przede mną stała moja Roza z ostrzem skierowanym w moją pierś. Już nic nie mogłem zrobić. Byłem bezbronny. Za chwilę zabije mnie moja dawna przyjaciółka o wyglądzie mojej ukochanej. Najgorsza śmierć świata zwłaszcza, że nie mogę pożegnać się z moją Rozą. Pozostało mi tylko czekać na śmierć. Ostrze zaczęło opadać kiedy usłyszeliśmy krzyk Doru'a.

wtorek, 19 stycznia 2016

ROZDZIAŁ 12

Dymitr był w niebo wzięty. 
- Miałaś rację, nie potrzebnie się bałem. Dziękuję za to, że mnie przekonałaś i byłaś przy mnie.
- Pamiętaj, teraz zawsze będę przy tobie.- uśmiechnęłam się do niego, a on podszedł i mnie pocałował.
Z walizki wzięłam rzeczy do kąpania. W łazience odkręciłam wodę do wanny i zaczęłam się szykować do kąpieli. Z przyjemnością zanurzyłam się w pianie, z postanowieniem zrelaksowania się. Powoli zaczęłam się myć. Po jakimś czasie Dymitr zapukał do drzwi.
- Rose, długo jeszcze? Siedzisz już tam godzinę. 
-Jeszcze chwila. Chyba, że chcesz mi pomóc.- dodałam zalotnie.
Odpowiedział mi jego śmiech. Jak ja kocham ten dźwięk. Po chwili mój ukochany był koło mnie.
- Roza, ty nigdy się nie zmienisz. 
- A chciałbyś?- spytałam, dotykając go ręką z pianą w nos.
- Nigdy.- powiedział i pocałował mnie namiętnie.
Spuściłam wodę i wstałam. Dymitr wziął mój ręcznik i zaczął mnie wycierać. Gdy byłam sucha, chciał mnie zanieść do pokoju, ale mu nie pozwoliłam. 
- Najpierw się umyj, żeby się później nie tłuc po nocy. 
- No wiesz, Roza. W takiej chwili?
- Później mi podziękujesz.-znowu się zaśmiał.- Teraz idź się myj. Nie bój się, nie ucieknę ci.-dodałam widząc jego minę. 
Kiedy wyszłam z łazienki, pierwsze co przykuło moją uwagę, to western na poduszce. Nic dziwnego, że ukochany przypomniał sobie o mnie po godzinie. Zaczytał się we wspomnieniach. Dymitr Umył się o wiele szybciej niż ja. Podszedł do mnie, a z jego włosów kapała woda, prosto na ten boski, umięśniony tors. Nasze wargi spotkały się w delikatnym pocałunku. Jednak oboje chcieliśmy czegoś więcej. Całowaliśmy się coraz namiętnej, idąc w stronę łóżka i pozbywając się poszczególnych części garderoby. Wreszcie nadzy padliśmy na pościel. Nasze ciała złączyły się we wspólnym tańcu. Nie było podziału na "on" i "ja". W tedy było tylko "my". Razem byliśmy silniejsi, niż każde osobno. Napędzała nas miłość i troska o drugą osobę. Byłam gotowa oddać za niego życie i wiem, że on zrobiłby to samo dla mnie. A potem to drugie by cierpiało. Nie wiem, jakbym mogła żyć bez niego. Kocham go. 
Kiedy skończyliśmy, przytuliłam się tyłem do Dymitra. Mój ukochany objął mnie w talii i nawet nie wiem, kiedy zasnęłam w jego ramionach. Jednak nie dane było mi odpoczywać.
-Witaj mała dampirzyco. Wczoraj tak nagle zniknęłaś, że nie zdążyłem ci powiedzieć o moim planie.- przede mną pojawił się Iwaszkow, ale nawet nie dał mi dojść do slowa.- O tuż musisz ćwiczyć codziennie. A moje odwiedziny zabezpieczą cię przed nie zapowiedzianą wizytą Roberta.
-Cześć.- przytuliłam go.- Czyli nie dasz mi spać, dopóki wszystkiego się nie nauczę?- westchnęłam.
-Przecież śpisz.- moroj uśmiechnął się cwanie. 
-Wiesz, o co mi chodzi. A jeśli chodzi o wczoraj to obudził mnie budzik. I znalazłam się na podłodze, więc wymyśl coś, żeby to się nie powtórzyło. 
- Podczas ćwiczeń twoje ciało nie powinno się poruszać. Możliwe że coś ci się śniło. Jedna część twojego umysłu walczyła z koszmarem, a druga była ze mną. Dlatego nie pamiętasz, co było tego skutkiem, ale to na pewno nie ćwiczenia. A teraz koniec gadania. Zabieramy się do pracy.
-Czekaj. A nie mógłbyś ściągnąć Dymitra? Jeśli Robert będzie chciał się mści, to na najbliższych mi osobach. Lissa jest pod dobrą opieką, ale Dymitr jest teraz sam. Nikt mu nie pomoże.
- Masz rację,- przyznał, jakiś ponuro. Między tą dwójką są dość napięte stosunki.- ale ty go zaproś do naszej zabawy. Nie martw się, pomogę Ci.
Wytłumaczył mi, że muszę wyobrazić sobie nas śpiących w pokoju, a następnie, że wchodzę do jego głowy. Skupiłam się na tym obrazie i już po chwili stałam przy naszym łóżku. Byliśmy przytuleni do siebie. Ja wyglądałam na szczęśliwą i bezpieczną, ale wyraz twarzy Dymitra mnie zaniepokoił. Mój ukochany wykrzywił się w bólu. Starałam się uspokoić. Zdenerwowana nie wejdę do jego umysłu. Po chwili obraz się zmienił. To co zobaczyłam przeszło moje najśmielsze oczekiwania.

poniedziałek, 18 stycznia 2016

ROZDZIAŁ 11

Zapukałam do drzwi. Otworzyła je Olena.
-Rose?! A co ty tu robisz?-spytała zdziwiona.
Wcześniej wymyśliłam, jak nam wszystkim ułatwić to spotkanie. Nakazałam Dymitrowi, żeby schował się za drzwiami i mi zaufał. Zgodził się bez wahania. Na wszystko by się zgodził. Ufał mi.
-Mam urlop i pomyślałam, że was odwiedzę. Tyle dla mnie zrobiłyście podczas ostatniej wizyty.
Spojrzałam na ukochanego. Na jego twarzy malował się strach i zwątpienie. Gdyby mnie tu nie było, już by uciekł.
-Miło z twojej strony. Może wejdziesz?
-Chętnie, tyle że zaprosiłam chłopaka i chciałabym, żebyście go poznały. Trochę się boi, że go nie polubicie, ale ja jestem pewna, że go pokochacie.- Olena nie wyglądała na zachwyconą, ale na pewno zaraz zmieni zdanie.- Kochanie,- zwróciłam się do strażnika , podając mu dłoń.- podejdź tu.
Rosjanin niepewnie mnie chwycił i wyszedł z ukrycia. Gdy tylko jego matka zrozumiała, kto przed nią stoi rzuciła się synowi na szyję, wołając córki. Te zbiegły zaciekawione i też ciepło przywitały brata. Cudowne było oglądać całą tą szczęśliwą, kochającą się rodzinę. Nikt nie pytał, jak to się stało. Po prostu wierzyły, że on żyje. Kiedy Dymitr przywitał się z każdą weszliśmy do środka. Na przedpokój wybiegł Pawka wołając "Ciocia Rose, ciocia Rose", ale gdy zobaczył mojego chłopaka, zatrzymał się w pół kroku
- Wujek Dimka?- spytał niepewnie patrząc, to na mnie, to na strażnika.
-Tak,- strażnik kucnął.- a ty pewnie jesteś Pawka? Nie bój się. Nie zrobię ci krzywdy.
Chłopiec spojrzał na mnie z wahaniem, nie pewny co zrobić. Rozumiem go. Kilka miesięcy temu dowiedział się, że wujek nie żyje, a teraz widział go całego i zdrowego w domu. Zachęciłam go kiwnięciem głowy i już po chwili tulił się do Rosjanina. Dostaliśmy dawny pokój Dymitra. Zanieśliśmy walizki na górę, po czym zeszliśmy do salonu. Tam czekała na nas Jewa. Przywitaliśmy się z nią.
- Dbaj o nią.- powiedziała, wskazując na mnie.- To dobra kobieta, która da ci więcej szczęścia niż oczekujesz.
- Wiem o tym. I będę o nią dbał, jak o najcenniejszy skarb.-odpowiedział Dymitr ściskając mnie, a ja poczułam, że jej słowa mają jakiś ukryty sens. Tylko nie wiem jeszcze jaki.
Przez resztę dnia rozmawialiśmy o tym, co się stało po moim powrocie do akademii. Postanowiliśmy ominąć wątek porwania mnie w Nowosybirsku. Bielikówny za to opisały Rosjaninowi cały mój pobyt w Bai. Wiktoria przeprosiła mnie za to, że się na mnie obraziła. Po moim wyjeździe dowiedziała się prawdy i zrozumiała, że tylko się o nią martwiłam. Po kolacji poszliśmy do pokoju.

niedziela, 17 stycznia 2016

ROZDZIAŁ 10

-Dymitr, spokojnie. Jestem tu i nic mi nie jest. Umiem sobie poradzić.
- Tak wiem, ale wczoraj nic ci się nie stało, tylko dzięki Adrianowi. A to ja powinienem być wtedy przy tobie. Nie chodzi oto, że jestem zazdrosny, że to on cię uratował.- dodał, gdy chciałam mu przerwać. Właśnie to chciałam mu zrzucić, ale z uśmiechem, aby rozładować napięcie. Szlag!- Obwiniam się o to, że mnie nie było. Gdyby nie Adrian to nie wiadomo jakby to się skończyło. Przepraszam. Obiecałem być zawsze przy tobie. I zawiodłem. Teraz już tak nie będzie. Gdzie będziesz ty, tam będę ja.- pocałował mnie.
-Wiesz, że nie będziemy mieli służby w tym samym czasie?
-Nie obchodzi mnie to. Nikt nie zabroni mi przebywać z królową i jej chłopakiem, którego jestem strażnikiem.
- A co jak będziesz musiał gdzieś iść?- wpadłam na pomysł, jak poprawić mu humor.
- Pójdziesz tam ze mną, choćbym miał wziąć cię siłą.- uśmiechnął się cwanie.
-Tak?-odwzajemniłam uśmiech- Do łazienki też?
-Wszędzie Roza.- mruknął mi do ucha. Ale po chwili odsunął się z miną obrażonego chłopca. - Czy ty mi coś sugerujesz?
- Nie oszukujmy się, Towarzyszu. Przez całą noc, w pełnym słońcu biegałeś z moimi rodzicami po lesie.- przyznał mi rację.- A poza tym, odświeżyć się przed podróżą nikomu jeszcze nie zaszkodziło. A ja chętnie poprawię sobie humor małym prysznicem. Więc jak będzie?- spytałam kusząco.
Dymitr nic nie powiedział, ale jego usta wyrażały wiele. Po chwili, już nie siedziałam na kolanach mojego ukochanego, a stałam z nim przed prysznicem. Szybko pozbyliśmy się naszych ubrań nie przerywając pocałunków. Razem weszliśmy do kabiny, a strażnik odkręcił wodę. Po chwili, do jego rąk, jeżdżących po moich plecach, dołączyły ciepłe krople. Wyobraziłam sobie, że całujemy się w letnim deszczu. Nagle poczułam, jak jego dłonie przesuwają się na mój brzuchu, ale tym razem z pianą. Nie chcąc być gorsza, podniosłam mydło i zaczęłam mydlić jego tors. Bielikow zadrżał pod moim dotykiem. Powoli umyliśmy się nawzajem. Z trudem oderwaliśmy się od siebie, żeby założyć ubrania. Rosjanin wziął wszystkie walizki, chodź nalegałam, żeby zostawił mi przynajmniej jedną. Ale on się uparł. Ja za to wzięłam nasze torby podróżne. Oczywiście Abe był wtajemniczony. Ba, to on zorganizował transport. Wylecieliśmy z Dworu, a samolot wylądował na lotnisku nie daleko wioski Dymitra. My przespaliśmy całą podróż i zostało nam dotrzeć do Bai. Dom Bielików było pół godziny drogi od miejsca naszego ładowania, wiec postanowiliśmy się przejść. W czasie wędrówki nie rozmawialiśmy, zatopieni we własnych myślach. W końcu dotarliśmy na miejsce. Teraz najtrudniejsze.
__________________________________

Mam nadzieję że się podoba. rozdziały mogą pojawiać się wieczorem, gdzieś tak od 17 do 24. Dziękuje za wszystkie komentarze pod rozdziałami, a przede wszystkim Mańce. To bardzo motywuje. pozdrawiam wszystkich czytelników i cierpliwości. Rozdziały są codziennie. :-*

sobota, 16 stycznia 2016

ROZDZIAŁ 9

 Wybaczcie, że tak późno ale coś mi komórka nawalała. Oto następny rozdział. Mam nadzieję, że się podoba. Nie zapomnijcie skomentować. :-*
__________________________________________
- Wiele rzeczy. Mia za 2 tygodnie wyjeżdża z ojcem i strażnikami do rodziny we Włoszech. A Mason postanowił się jej oświadczyć.
-No no.- Dymitr zareagował podobnie jak ja.
- W nocy wydarzyło się jeszcze parę CIEKAWYCH rzeczy.- powiedziałam nie pewna, czy powinnam mu mówić
-Co się stało?-spytał zaniepokojony.
- Na szczęście nic.- podeszłam i usiadłam na bocznym oparciu fotela, w którym siedział mój ukochany.- Ale mało brakowało. Zacznijmy od początku. Kiedy poszedłeś, nie mogłam zasnąć, więc nas spakowałam,- wskazałam torby przy drzwiach.- bo wiedziałam, że ty będziesz zmęczony. Następnie zadzwoniłam do Sydney. Pamiętasz ją?- przytaknął i posadził mnie sobie na kolanach.- No to ona dostała, jakby to powiedzieć... hymn... "Awans Terytorialny".
Dymitr zaśmiał się na wymyśloną prze zemnie nazwę. Przytulił mnie i położył moją głowę na swojej piersi, a następnie oparł własny podbródek na mojej głowie. Jedną ręką zaczął jeździć po moich plecach, a drugą po nodze. Wtuliłam się w niego. Było to bardzo przyjemne, nie powiem.
-Została przeniesiona gdzieś na południe, ale nie pamiętam, jak się nazywało to miasto. A to jeszcze nie koniec.- odsunęłam się od niego i napotkał jego zaciekawiony wzrok. Jaj ja kocham te oczy.- Nasza kochana alchemiczka stała się bohaterką. Ma teraz urlop, więc spotkamy się w Rosji. Po 2 godzinach poszłam w końcu spać. I pojawiłam się w śnie wywołanym przez Adriana.
- To on ci coś zrobił? Bo jeśli tak to...
-Nie, nie!- przerwałamumu szybko, bo w jego głosie usłyszałam niebezpieczną nutę. Wiem, że dla mnie i mojego bezpieczeństwa zrobił by wszystko. A do tego nie zabardzo się obaj panowie lubią.- On mnie właśnie uratował.- strażnik spojrzał na mnie zdziwiony.- Tak wiem to jakaś nowość. Otóż na Dworze pojawił się jakiś użytkownik Ducha. Okazało się, że to Robert. W nocy to on chciał mnie wciągnąć do snu. Byłam sama, więc nikt by mnie nie obudził. Ale Iwaszkow przejrzał jego plany i sam mnie wciągnął. Potem przez całą noc siedziałam u niego i ćwiczyłam panowanie nad snem.
Zaczęłam opowiadać mu, na czym polegały ćwiczenia, ale on wydawał się być nieobecny. Spuścił smutno wzrok i nad czymś myślał.
- Roza, tak wiele razy mogłem cię stracić.- odezwał się głosem pełnym bólu.- Zawsze, kiedy najbardziej mnie potrzebujesz, ja jestem gdzieś indziej. Boję się o ciebie. Nie chcę zostać sam. Moje życie jest nic nie warte bez ciebie

piątek, 15 stycznia 2016

ROZDZIAŁ 8

Co się stało?! Nawet przy najgorszych koszarach, zostawałam na łóżku. Pewnie tak wczułam się w walkę, że spadłam na podłogę. Wstałam i poszłam do łazienki. Dziś postanowiłam ubrać coś wygodnego do podróży. Założyłam na siebie spodnie i fioletową bluzkę z krótkim rękawem. Do powrotu Dymitra zostało mi pół godziny. Może pójdę pogadać z Masonem? Ostatnio coś nie miał czasu, a z tego co pamiętam, dzisiaj ma wolne. Właśnie miałam wychodzić, kiedy rozległo się pukanie do drzwi. Otworzyłam, a w progu skał... Mason.
- Hej Hathaway. Mam dziś wolne i pomyślałem, że może cię odwiedzę. Ostatnio coś nie mamy dla siebie czasu.- wszedł, gdy zrobiłam mu miejsce. Kiedy skończył mówić, parsknęłam śmiechem.
-Wiesz, że o tym samym pomyślałam. Właśnie miałam do ciebie iść.- oznajmiłam, gdy usiadł na sofę.
Tym razem to on nie mógł powstrzymać śmiechu, a ja oczywiście zawtórowałam mu.
- Chcesz coś do picia?-spytałam, gdy oboje już się w miarę uspokoiliśmy.- Mam sok pomarańczowy.
- Jak ty mnie dobrze znasz.
- Mów co tam u ciebie. - postawiłam przed nim szklankę z sokiem. Sobie nadałam winogronowy.
- A dobrze. Za 2 tygodnie ojciec Mii jedzie z nią do swojej rodziny we Włoszech. No a ja jako ich strażnik z nimi.
Gwizdnęłam przeciągle z podziwu.
- No chłopie. To żeś się ustawił.
- No i mam sprawę.- powiedział wyraźnie podenerwowany.- Jesteś moją najlepszą przyjaciółką...- wahał się.
- Nigdy się nie wahaj! - uśmiechnęłam się.- Skoro jesteśmy przyjaciółmi, to możesz mi powiedzieć wszystko.
- Chcę oświadczyć się Mii- wrzucił z siebie.
- No to świetnie. A po co ci ja?
- Nie wiem jak to zrobić. Pomożesz mi?
- Cóż jakby mnie ktoś się oświadczał, chciałabym, żeby zabrał mnie na randkę. Najlepiej będzie jak powiesz jej, co do niej czujesz, dlaczego ona, wspomniał momenty waszego życia. Masz dwa tygodnie na wymyślenie czegoś. A na koniec klękniesz i spytasz " Czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją żoną?". Na początku pytania powiedz jej imię, a najlepiej wszystkie imiona i nazwisko. Masz już pierścionek?
- Tak, chcesz zobaczyć
- Tak, ale na palcu twojej narzeczonej.
- Dobra. Dziękuję. Nie wiesz, ile to dla mnie znaczy.
- Jak mogła bym ci odmówić? Wiesz, że jesteś dla mnie jak brat.
- Jeszcze raz dziękuję. Jesteś najlepeza. - pocałował mnie w policzek.
W tym momencie w drzwiach stanął mój chłopak. Spojrzał na mnie i Masona. Ten odskoczył ode mnie jak poparzony.
-To ja może już pójdę. Pa Rose. I jeszcze raz dziękuję. Żegnaj Dymitr.
- Nie ma za co.- drzwi zamknęły się za nim.- Jak było na polowaniu?- zwróciłam się do ukochanego.
Nie wyglądał na złego, bo taki nie był. Może trochę zazdrosnego. Wiedział, że nie łączy mnie z Masonem nic więcej niż przyjaźń.
- Troska twoich rodziców o ciebie mogłaby powalić 100 strzyg. Jestem wykończony.- Opadł ciężko na fotel.- A mnie co ominęło?

czwartek, 14 stycznia 2016

ROZDZIAŁ 7

-Co?! Jakim cudem? Kiedy? Czy Lissa wie? Myślisz, że to Robert?- zasypywałam go pytajiami.
To prawda, zareagowałam dość gwałtownie na wieść o moroju z żywiołem ducha. Ale gdyby to było przypadkowe spotkanie, Adrian nie odwiedził by mnie w śnie i nie chciałby trzymać do rana. Jednocześnie pomyślałam o Dymitrze. Moc ducha ma przed nami jeszcze wiele tajemnic. Nie wiadomo, do czego są zdolni jego użytkownicy. Na przykład Avery umiała wytworzyć w mojej głowie iluzję życia jakie chciałam mieć, chodź byłam na drugim końcu świata. Cholera! Ta suka zrywała moje połączenie z Lissą. Na szczęście już nam nie zagraża. Ale w takim razie, co może zrobić brat Wiktora, w akcie zemsty?
- Uspokój się.- jego uśmiech został zamieniony na powagę, a z jego twarzy dało się wyczytać troskę i współczucie.- Królowa wie myślałem, że to ktoś przysłany na jej rozkaz, ale wolałem się upewnić. Lissa oczywiście o niczym nie wiedziała. Prosiłem, żeby Ci nie mówiła. Zaczęłabyś się martwić, a okazałoby się, że to fałszywy alarm. Jednak nie. Postanowiłem sprawdzić, kto to jest i okazało się, że to Robert. Wiedziałem, że będzie chciał Cię odwiedzić w nocy, zwłaszcza, że jesteś sama i nikt by cię nie obudził. Nie wiadomo, co by się wtedy stało. Wieczorem pilnował was i jak tylko zasnęłaś, on zaczął tworzyć sen. Jako, że sam wybierał miejsce, dłużej to trwało. W tym momencie wślizgnąłem się do twojej głowy, a żeby zyskać przewagę czasową pozwoliłem tobie wszystko wybrać.
- I myślisz, że jak tylko opuścisz sen, on zaatakuje?- przytaknął.- Okej. To co robimy?
- Co tam u ciebie?- Iwaszkow wyszczerzył się do mnie w swoim standardowym uśmiechu.
- A wiesz, mściwy brat mojego, już nie żyjącego, wroga chce mnie zabić, a Dymitr jest na polowaniu z moimi rodzicami. Zagrożenie, niebezpieczeństwo. Wiesz, dzień jak co dzień.- zajrzałam do mojej pustej już filiżanki.- Mogę prosić o kubek podwójnej czekolady?
-Jasne. Tyle, że nigdy jej nie piłem, więc nie wiem jak smakuje. Ale sama możesz ją stworzyć. Skup się na wyobrażeniu jej sobie. Jej smaku, zapachu i wyglądzie. Na początku nie będzie tak idealnie, jak byś chciała, ale jak poćwiczysz to w końcu wyjdzie.
Zrobiłam tak jak powiedział. Przypomniało mi się, jak rozmawiałam z Dymitrem na werandzie, przed atakiem strzyg na szkołę. Jak on to powiedział? A tak. " Podwójna porcja gwarantuje dobry smak". Skupiłam się na tym wspomnieniu. Po chwili na stoliku pojawił się identyczny kubek, jaki podał mi wtedy mój mentor. Szybko sięgnęłam po niego. Czekolada smakowała prawie jak wtedy.
-I jak?-Adrian patrzył na mnie wyczekująco.
-Mogła by, być trochę bardziej intensywna. Ale poza tym, nie jest taka zła.
-Niesamowite.- jego oczy rozszerzyły się ze zdziwienia, ale też z podziwu.- Albo już to robiłaś, albo masz niesamowity talent. Hej, może poćwiczymy kontrolowanie snów. I jeśli Doru cię odwiedzi, będziesz mogą przejąć kontrolę nad wizją.
-On jest potężny, ale nie będzie się spodziewać, że jakaś impulsywna nastolatka będzie przygotowana.
- A w chwili zaskoczenie, ty po prostu znikniesz.
Przez resztę nocy ćwiczyłam wizje. Najpierw prostsze typu zmiana otoczenia, uwolnienie się czy przebicie postawionej bariery. Potem było trudniej. Musiałam robić to samo, ale w sytuacji zagrożenia. Oczywiście Adrian by mnie nie skrzywdził, ale i tak trudno mi było się skupić. Nagle usłyszałam budzik. Szlag! Nie teraz. Otworzyłam oczy i o dziwo leżałam na podłodze.

środa, 13 stycznia 2016

URODZINY

Dzisiaj mam urodziny. Z tej okazji oprócz rozdziału daję wam dodatkową notkę. Wydarzenia w niej nie mają nic wspólnego z opowieścią tego bloga. Mam nadzieję, że się podoba. Nie zapomnijcie skomentować. To bardzo motywuje
___________________________________________________
Obudziłam się wcześniej niż zwykle. Popatrzyłam na kalendarz. Dziś są moje urodziny, dzień, o którym zawsze marzyłam. Dorosłość, wolność. Tylko gdzie jest ta wolność, skoro nie mogę wybrać swojej przyszłości i nie mogę być z mężczyzną, którego kocham?
Szybko odsunęłam od siebie ponure myśli. Ciekawe czy ktoś pamięta o tym dniu? Poszłam do łazienki, wykonać poranną toaletę. Do treningu mam całą godzinę. Postanowiłam się trochę bardziej wystroić, na tyle, na ile można na trening. Na salę weszłam przed czasem. Dymitr już na mnie czekał.
- To co dzisiaj robimy, Towarzyszu?- zagadnęłam na wstępie.
- Najpierw dziesięć okrążeń.
Po rozgrzewce walczyliśmy ze sobą. Mój ukochany uważał, że nauczył mnie już wszystkiego, co sam umie, ale jakoś dziwnym trafem to ja zawsze ląduję na macie. Na tym treningu było inaczej. Powaliłam go 5 razy na 12 starć. Coś tu nie gra.
- Dałeś mi wygrać! - zarzuciłam mu, gdy kolejny raz padł na matę.
- A co to źle, że mnie pokonałaś?-spytał, gdy pomogłam mu wstać.
- Tak, ponieważ strzyga nie da mi wygrać.
- Och, Roza. Z łatwością pokonałabyś każdą strzygę. Ja wygrywam, ponieważ znam cię i twoją technikę.
- To nie zmienia faktu, że to nie była uczciwa walka.
- A to zmienia?- podszedł do mnie i chwycił moją twarz w swoje ciepłe, smukłe dłonie.
Następnie nasze usta spotkały się na dłużej, niż normalny czas, na skali mojego mentora: "Nie powinniśmy tego robić". Chodź od naszego pierwszego razu w warowni nie słyszałam, tych słów po żadnym z naszych licznych pocałunków.
- Może troszeczkę.- chciałam jeszcze raz go pocałować, ale on podszedł do torby. Wrócił z jakimś pakunkiem.
- Wszystkiego najlepszego Roza.- powiedział, podając mi prezent.
- Pamiętałeś!- ucieszyłam się, ale byłam również zaskoczona.
- Oczywiście!- nie krył rozbawienia moim odkryciem.- Nigdy bym nie zapomniał o dniu, w którym ma urodziny osoba dopełniająca mnie i moje życie. Kocham Cię Roza. -mruknął mi do ucha.
Następny pocałunek był inni. Zarezerwowany tylko dla mnie. Pełen miłości i czułości.
- Załóż to na następny trening. -wskazał na pakunek.
- A co ze strojem do ćwiczeń?
- Nie zawsze będziesz w stroju przy ataku strzyg. Wyobraź sobie, że księżniczka wzięła cię na zakupy albo na bal jako przyjaciółkę. I nagle atakują was strzygi. Znając ciebie, wyciągniesz sztylet i włączysz się do walki. Wieczorem poćwiczymy taką sytuację.
-Okey, trenerze. A na ile to ma być realistyczne, bo nie wiem czy mam się ubrać ładnie, czy "powalę cię samym widokiem"?
- Ty zawsze wyglądasz powalająco.- uśmiechnął się, ukazując rząd równych, białych zębów.- Zaskocz mnie.- Zbliżył się do mnie bardziej i nachylił do mojego ucha po czym wyszeptał.- Spraw, żeby Twój widok nawiedzał mnie w snach. Abym myślał o tobie jeszcze częściej, jeśli w ogóle się da.
Zrobiło mi się gorąco, a serce zabiło mi szybciej. Jego zachowanie bardzo mnie zdziwiło. Nigdy się tak nie zachowywał.
- A często o mnie śnisz?
- Każdej nocy, Roza. Myślę, że sama się domyślisz jakie to sny.- uśmiechnął się porozumiewawczo, a w jego oczach dostrzegłam pożądane.
- Towarzyszu. Od tej strony cię nie znałam. Co ci się stało?- spytałam z uśmiechem.
- Kocham Cię. Nawet nie wiesz jak bardzo.
- Wiem, że trudno ci się opanować i przestać na pocałunkach. A mnie by nie przeszkadzało, gdybyśmy poszli na spacer. - powiedziałam kusząco dotykając przez bluzkę jego klatki piersiowej.
Jego źrenice się rozszerzyły. Lecz tylko mnie pocałował.
- Mam jeszcze parę innych spraw. Miło, że dzisiaj się nie spóźniłaś.- uśmiechnęłam się i wyszłam.
Na następny trening będę czekać z niecierpliwością.
***
- Hathaway!- odwróciłam się i napotkałam uśmiech Masona.- Wszystkiego najlepszego, stara.
- Dzięki, młody.- odpowiedziałam.
- Gdzie idziesz?
- Do pokoju. Za godzinę mam trening i muszę się przygotować.
- Odprowadzić cię?
- Jeśli chcesz.
- Nie mam nic lepszego do roboty. A i mam dla ciebie prezent.
Podał mi pudełko. W środku była zawieszka "Najlepsza strażniczka na świecie"
- Dzięki Mass.- przytuliłam go.
Przed moim pokojem czekała Lissa. Pożegnałam się z dampirem i zaprosiłam przyjaciółkę do środka.
- Wszystkiego najlepszego Rose!- rzuciła się na mnie.
- Hej Liss! Zachowujesz się, jakbyś tydzień mnie nie widziała. Dziękuje. Miło, że pamiętałaś.
- Weź mnie nie obrażaj. Jak mogła bym zapomnieć. No opowiadaj. Jak dzień 18-latki.
- Wspaniały!- streściłam jej mój trening, jednocześnie szykują się na następny.
W prezencie od Dymitra dostałam sukienkę za jaką Kirowa by mnie wyrzuciła ze szkoły. Była czerwona z dużym dekoltem, a w pasie miała złoty pas z różą na środku. Sięgała mi do polowy ud. O co mu chodzi?
Gadałyśmy przez pół godziny. Potem Lissa musiała iść. Skończyłam się szykować akurat na czas. Przed wyjściem przejrzałam się w lustrze. Ten widok będzie jeszcze długo za nim chodził. Zadowolona z efektu udałam się ma salę. Ciekawe co wymyślił mój mentor? Na pewno nie chodziło o trening.
Otworzyłam drzwi. Wszędzie było ciemno. Najwidoczniej Dymitra jeszcze nie ma.
Zapaliłam światło i...
-Niespodzianka!
Na sali byli wszyscy moi znajomi. Z klasy, z potajemnych imprez, i ... Moi rodzice?!
- Co wy tu robicie?- spytałam zaskoczona, kiedy podeszli.
- Nie mogliśmy przegapić dnia, w którym nasza mała córeczka staje się kobietą.- odpowiedział Abe.- Poza tym dostałem propozycję pracy.
- A niby gdzie chcieliby cię zatrudnić Staruszku?
- Tak się składa, że w twojej szkoły. Od dzisiaj jestem twoim dyrektorem.
- No super. Więcej takich prezentów.- powiedziałam sarkastycznie.
- A jeśli chodzi o prezenty, to myślę, że jestem w stanie poprawić ci humor.- podniósł rękę, w której trzymał kluczyki.
Wyszliśmy za plac główny. Moim oczom ukazał się czerwony Kabriolet. Uścisnęłam mocno rodziców. Oboje się zdziwili. Impreza trwała w najlepsze. Tańczyłam chyba z każdym chłopakiem na sali, choć tak na prawdę pragnęłam tylko jednego tańca, z jedną osobą. Nagle na biodrach poczułam ciepłe, smukłe dłonie. Odwróciłam się i zobaczyłam mojego ukochanego. Już chciałam się odezwać, ale Dymitr ucieszył mnie, przykładając mi palec wskazujący do ust i zabrał mnie na parkiet. Tańczyliśmy dłuższą chwilę, kiedy on klękną. Wszyscy patrzyli na nas. Strażnik otworzył pudełeczko. Patrzyłam na niego, nie wiedząc co myśleć.
-Rosemarie Hathaway.- po sali poniósł się jego głos. - uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją żoną?
Popłakałam się.
- Tak oczywiście, że tak. - rzuciłam się w jego ramiona a on mnie pocałował. Ale po chwili się odsunęłam.- Ale przecież nie możemy.
- A czemu to?- spytał z chytrym uśmiechem.- Kochamy się, dyrektorem jest twój ojciec, a ja mogę zostać strażnikiem kogoś innego. Np. na Dworze albo Christiana.
Ma rację. Przecież nawet to planowaliśmy.
-Poza tym,- kontynuował.- nic mnie to nie obchodzi. Kocham Cię Roza i nie chcę żyć bez ciebie.
Pocałowałam go, a on w tym czasie włożył mi na polec pierścionek. Obejrzałam go. Musiał kosztować fortunę. Dookoła miał małe diamenciki. Na samym środku był rubin pasujący mi do sukienki. Impreza trwała do 11. Mogła być dłuższa, ale moja mama ma spory wpływ na Abe'a. Chodź muszę przyznać, że walczył dzielnie. Staruszek oczywiście umówił się na rozmowę z moim narzeczonym. Ale to kiedy indziej. Alberta była zaszokowana wyznaniem Dymitra, ale nic nie mogła poradzić, do tego poprosiłam, a raczej zażądałam wspólnego pokoju z Dymitrem. Argumenty jakie przeważały oznajmiały, że jestem dorosła, będziemy małżeństwem oraz jak będziemy chcieli, to sami przekradniemy się do swoich pokoi. Dymitr mnie poparł, ale nie wiem, czy tak bardzo chciał tego, że nie bał się mojego ojca czy bardziej od niego, bał się mnie. A miałby się czego bać. Gdyby mnie nie poparł urządziłabym mu jesień średniowiecza. W końcu nawet moja matka odpuściła.
- Dalej nie wierzę, że się zgodzili.- wyrwał mnie z zamyślenia mój ukochany. Właśnie wracaliśmy z imprezy.
- Bo widzisz kochanie, jeśli Rose Hathaway czegoś chce, to to dostaje. Zapamiętaj.
-A czy Rose Hathaway chce iść do Pokoju swojego narzeczonego?
- No nie wieżę. Cierpliwy Dymitr Bielikow nie może się doczekać, kiedy jego ukochana z nim zamieszka?!
- Wpłynęło na to kilka dzisiejszych wydarzeń.
- A jakich to?
Dymitr zamknął za nami drzwi do pokoju. Położył swoje ręce na moich biodrach.
- Pierwsze to moja piękna uczennicą, składająca mi rano bardzo ciekawą ofertę,- mruknął i pocałował mnie namiętnie.- a drugie to nieodpowiednio wyzywająca sukienka na mojej narzeczonej.- w momencie, gdy to mówił, moja " nieodpowiednio wyzywająca sukienka" spadała na podłogę.
Po chwili nasze ciała złączyły się na jego łóżku. Idealne zakończenie idealnego dnia.

ROZDZIAŁ 6

Starałam się zasnąć, ale nie mogłam. Mimo naszej rozmowy, martwiłam się o strażnika. Uznałam, że leżenie i myślenie o tym mi nie pomoże. Potrzebowałam jakiegoś zajęcia. Dawniej zajrzała bym do Liss, ale nasza więź została zerwana. Pomyślałam o jutrzejszym wyjeździe. W sali tronowej uzgodniłyśmy, że wyjedziemy z samego rana. Dymitr ma wrócić godzinę przed wyjazdem. Wątpię, czy będzie miał siłę po "polowaniu" na pakowanie. Po 2 godzinach przy drzwiach leżały spakowane torby. Hymn... Co by tu jeszcze zrobić? Chwila. Jest ludzki dzień. Mogłabym w końcu pogadać z Syd. Wcześniej nie miałyśmy okazji ze względu na różnice czasowe. Chwyciłam telefon i wybrałam numer. Gadałyśmy przez kolejne dwie godziny. Okazało się, że ona też jedzie na ten tydzień do Rosji. Pytała się co tam u nas. Opowiedziałam jej jakie to niespodzianki szykował mi Dymitr przez ostatnie dwa tygodnie. Okazało się, że dzięki naszej brawurowej akcji zdemaskowania królobójczyni i znalezieniu Jill, Sydney stała się najsłynniejszą alchemiczką. Na początku wszystko wskazywało na to, że będzie miała nie lada kłopoty za pomoc w ucieczce kryminalistą. Ale po ogłoszeniu nas bohaterami, Sydney też coś się należało za współudział. Dostała tak jakby awans, tylko że nie na wyższe stanowisko, a na lepszy tren działań. Nie wiem dokładnie o co chodziło, choć ona tłumaczyła mi to pół godziny. Myślę, że też by nie zrozumiała, w tak krótkim czasie i to przez telefon, naszych reguł wpajanych nam od dziecka. Po zakończeniu rozmowy poczułam się bardzo zmęczona. Ledwo położyłam głowę na poduszkę, a już od płynęłam. Po chwili poczułam znajome uczucie i zostałam wciągnięta do snu wywołanego mocą Ducha. Spodziewałam się zobaczyć Roberta Doru, ale na szczęście się pomyliłam.
- Witaj, mała dampirzyco.
-Adrian!- uścisnęłam go przyjaźnie.- Czemu zawdzięczam tę wizytę?
- Może usiądziemy.- zaproponował i jak na komendę pojawił się stolik, krzesła i dwie filiżanki z herbatą.
- Hej! Czy to są nasze filiżanki?- spytałam zdziwiona, bo naczynia wyglądały jak te zza szyby, w naszym mieszkaniu.
- Nie. To są ich senne wizualizacje, tak jak to wszystko tutaj. Wasze leżą grzecznie w komodzie.
Rozejrzałam się po otoczeniu.
Dopiero teraz zauważyłam gdzie jesteśmy. Był to ogród przed domem Soni Karp, w którym mieszkała jako strzyga. Ale przecież Adrian nigdy tam nie był.
- Skąd wiedziałeś o tym ogrodzie?- spytałam, upijając łyk herbaty.
- Nie wiedziałem, to ty go wybrałaś.
- Ja?!- prawie się zaksztusiłam i zaczęłam kaszleć.- Dlaczego?
- Pewnie ci się spodobał.
- Adrian, wiem, że mi się podoba. Dlaczego dałeś mi wybrać miejsce?
- W sumie to się wiąże z powodem moich odwiedzin.- zaczął wyszukiwać nerwowo palcami o stolik.- Najlepiej będzie, jeśli zostaniemy tu razem do rana.
-Iwaszkow.- powoli traciłam cierpliwość.- Zaczynasz mnie irytować. Powiedz mi w końcu o co tu, do jasnej cholery, chodzi!
- Sytuacja jest dość poważna. Wyczułem innego użytkownika Ducha.

wtorek, 12 stycznia 2016

ROZDZIAŁ 5

Wszystkie nasze uczucia przelały się przez ten drobny gest. Całowaliśmy się coraz namiętnej. Nie przerywając, wziął mnie na ręce i zaniósł do sypialni, gdzie zostałam delikatnie przez niego położona na łóżku. Jednym ruchem zdjął ze mnie sukienkę, gdy na chwilę się odkleiliśmy od siebie. Po następnej przerwie już dotykałam jego nagiego torsu. On zszedł pocałunkami na moją szyję, muskając delikatnie gołą skórę na niej. Robiło mi się coraz bardziej gorąco. To było takie przyjemne, aż poczułam ciepło rozlewające się po calym moim ciele. Skóra płonęła mi pod jego palcami. Po chwili nasze ubrania znalazły się na podłodze, a my złączyliśmy się w wspólnym tańcu ciał. Pojęcie jedności dusz nabrało innego znaczenia. Oboje czuliśmy ulgę po tej rozmowie. Ja jestem pewna, że komuś na mnie zależy, a Dymitr wie, że zawsze będzie miał moje wsparcie. Nie musimy tego sobie mówić. Każde z nas to czuje. Po wszystkim wtuliłam się w ukochanego. Słuchanie bicia jego serca uspakajało mnie. Cała złość uleciała. Dłonie strażnika błądziły po moim ciele. Ono nigdy mu się nie nudziło, pragnął poznać i zapamiętać je na zawsze, ale wiem, że wciąż go zaskakiwało i za każdym razem poznawał mnie od początku, na nowo. Leżeliśmy tak w błogiej ciszy napawając się naszą miłością.To on ją przerwał.
- Tak bardzo Cię kocham, Roza. Za to, że zawsze jesteś przy mnie, wiesz co mi powiedzieć, wierzysz w to, że podejmę dobrą decyzję, a jeśli się mylę na prowadzasz mnie na tą właściwą. Za twoją energię i dobroć. Czasami zastanawiam się, czy zasługuje na tak cudowną kobietę. Co takiego zrobiłem, że mam takie szczęście obok siebie.- pocałował mnie w czoło.- Dziękuję Roza.
- Czy ty zasługujesz?! Jesteś najlepszym strażnikiem na świecie, przez wielu nazywanym bogiem, każda kobieta się za tobą ogląda, przystojny, seksowny, cierpliwy, mądry i najbardziej szanowany przez innych strażników, morojów... no ogólnie wszystkich. Nawet strzygi się ciebie boją. A ja? Agresywna, nonszalancka, szalona, działam bez zastanowienia, impulsywna, niezdyscyplinowana, chamska, nie mam szacunku do innych i niepoprawna. A ty i tak mnie kochasz. Powiedz mi kochanie i kto tu ma szczęście?- Dymitr się zaśmiał.
- Tylko tyle. Przyznam, że jak wróciłyście do akademii byłaś taka, ale i tak cię kochałem, bo to wszystko blakło w momencie, kiedy broniłaś Lissy. Byłaś gotowa oddać za nią życie. I nadal jesteś, co udowodniłaś 2 tygodnie temu. Nawet nie wiesz jak strasznie się bałem, kiedy rzuciłaś się przed Lissę. Ale te przymiotniki już Cię nie opisują. Jesteś starsza, więcej przeżyłaś, widziałaś.- wyczułam smutek i strach o mnie w jego glosie.
Przytuliłam się do niego mocniej, kiedy mój wzrok spoczął na zegarku. Zerwałam się jak oparzona. Ale ten czas leci. Mój ukochany spojrzał na mnie zaniepokojony.
- A jeśli zaraz nie wstaniesz, to ja będę się bała. Za 20 minut masz się spotkać z Abem.- wzrok Dymitra powędrował za moim. Kiedy zobaczył, że mam rację, niechętnie wstał i zaczął się szykować. Przed wyjściem podszedł do mnie, a ja zostawiłam na jego ustach słodkiego całusa.
-A to co, na ostatnie pożegnanie?- zażartował.
-Nawet tak nie mów. Ja mam jeszcze szczyptę wiary, że nie pokiereszują cię za bardzo. Uważaj na siebie.- powiedziałam z troską.
-A ty się o mnie nie martw i idź spać. Jak będziesz się zamartwiać, ani mi to nie pomoże, ani ty się nie wypisz.
-Spróbuję. Ale idź już, bo jak się spóźnisz, to nic ci nie pomoże. Pa.
Ostatni pocałunek i Dymitra nie ma. No to czas spać

ROZDZIAŁ 4

- Nie cieszysz się?- spytałam ukochanego.
Właśnie jedliśmy obiad, który przygotował. On sam był dziwnie przygnębiony jak na taką wiadomość.
- Spotkasz się z rodziną.- kontynuowałam.
Ja nie mogłam się doczekać. Podczas poprzedniej wizyty bardzo polubiłam rodzinę Dymitra i dobrze wspominam czas, jaki tam spędziłam, mimo powodu, który mnie tam przywiódł. Olena otoczyła mnie matczyną opieką, jakbym była wdową po jej synu. A jego siostry stały się też moimi, nawet mimo mojej kłótni z Wiktorią. Jednak mój chłopak nie wydawał się być zachwycony perspektywą tego spotkania. Nie do końca to rozumiem
- Roza, nie wiem co o tym myśleć. One są pewni, że nie żyję. Dla nich wciąż jestem potworem.- ostatnie słowo powiedział z pogardą, ale i bólem.
- Tym bardziej musimy tam jechać.- posłał mi zdziwione spojrzenie.- Żeby wyprowadzić je z błędu. Dymitr, to twoja rodzina. Kochają cie, martwią się i za tobą tęsknią. Mają prawo wiedzieć, co się stało. Ta rodzina jest cudowna, a ty jej unikasz. Tak samo jak kiedyś mnie. I jak to się skoczyło?- opuścił głowę w smutnym milczeniu.- Czemu pozwalasz tym kobietą cierpieć? Nie zasługują na to. Ty też. Widzę jak się meczysz. Czego się tak boisz?
- Muszę to przemyśleć.
- Jak dla mnie, to nie masz zbyt wiele do przemyśleń!
- Nie widziałem ich od dawna. Nie będzie dużo okazji, żeby tam jechać. Tak jest lepiej.
- Nie lepiej, ale łatwiej dla ciebi!- rzuciłam, tracąc cierpliwość.
- Nie jest mi łatwiej!- podniósł głos, lecz zaraz się uspokoił.- Po prostu nie chcę ich bardziej ranić. Dlaczego tak ci zależy?
- Bo poznałam tą rodzinę. Bardziej już cierpieć nie mogą. Naprawdę myślisz, że przyjemniej jest tęsknić za kimś, kto nie żyje niż  za kimś, kto jest daleko? Uwierz mi, że zanim stworzysz nową rodzinę, lepiej żebyś znalazł tą starą.
 - A może to ty szukasz sobie nowej rodziny?- krzyknął oskarżycielsko.
Zabolało. Bardzo. Wiedział doskonale jak się wychowywałam. Strażnik odwrócił wzrok, a ja miałam dość tej rozmowy. Jak on tak może?! Wstałam i zaczęłam sprzątać po obiedzie. Wcale nie szukam sobie nowej rodziny. Chcę mu tylko wytłumaczyć, jakie ma szczęście. Powinien bardziej docenić to co ma. Mógł trafić o wiele gorzej np.: jak ja. Kocham swoich rodziców, ale chciałabym mieć takie dzieciństwo jak on. Szlag! Dymitr ma jednak racje. No może nie całą. Nie szukam lepszych rodziców, ale jestem zazdrosna. Jednak to nie znaczy, że ja nie mam racji. Rozumiem, że boi się tego spotkania, ale jego wyjście jest łatwiejsze. To on sobie wmawia, że tak będzie lepiej. Ale w głębi duszy wie, że to co jest dobre, wcale nie jest proste.
Strażnik zasępił się nad swoimi myślami. Podeszłam do niego i oparłam rękę na stole.
- Masz rację! Wiele bym dała, żeby mieć taką rodzinę jak twoja.- już nie próbowałam być spokojna.- Ty dorastałeś w śród wielu osób, którym na tobie zależało. Ja tak nie miałam. Zawsze byłam sama. Bez wsparcia, bez zrozumienia, bez pomocy, bez rodziny i... bez miłości.- ostatnie słowa powiedziałam ciszej i smutniejszym głosem, bo wiedziałam, że to go poruszy. Nie cierpiał kiedy byłam smutna. Gdy cierpiałam, on też cierpiał.
- Roza...- zaczął Rosjanin, ale mu przerwałam.
- Ty zawsze miałeś komu się zwierzyć, a ja zostawałam ze swoimi problemami sama. Dlatego nie powiedziałam ci o tym duchu*. Swoje sprawy załatwiałam sama. Dopiero, kiedy zaprzyjaźniłam się z Liss poczułam, że komuś może na mnie zależeć, że jestem komuś potrzebna. Obrałam sobie za cel bronić tej małej, bezbronnej, dobrej dziewczyny. To ona stała się moją rodziną. I wiem, że cokolwiek się stanie nigdy nie pozwoliłabym, aby myślała, że nie żyję. I ty też tego nie chcesz. Jesteś taki jak ja. Znasz mnie, a ja znam ciebie. Tylko dlaczego wybierasz to co jest łatwe, a nie dobre? Dymitr Bielikow, którego znam nigdy by tak nie zrobił. Czy mój towarzysz wciąż tam jest?- wskazałam na jego serce.
Przez całą moją wypowiedź patrzył mi w oczy. Teraz spuścił wzrokvi westchnął ciężko.
- Ty też masz rację,- spojrzał na mnie.- uciekam bo się boje.- przyznał cicho. wiedziałam jak ciężko mu się otwierać przed innymi. Nawet przede mną.- Co jeśli nie uwierzą? Co jeśli mnie nie wpuszczą? Chcę, naprawdę chcę ich zobaczyć. Ale się boję, że stracę te kobiety.- w jego oczach ujrzałam strach i ból.
- To twoja rodzina. Żyłam z nimi kilka tygodni i wiem, że tego nie zrobią. Opiekowali się mną. Oni są pełni wiary. Życzliwość i miłość jaką darzą innych, nie pozwoli im nie uwierzyć. Nie zmarnują takiej okazji więc, ty też jej nie marnuj.
Popatrzył na mnie swoimi cudownymi oczami. Uśmiechnął się lekko i wstał.
-Dobrze. Pojadę tam.-powiedział, biorąc moją twarz w swoje dłonie.- Dziękuje Roza.
Następnie mnie pocałował.

* Chodzi o ducha Izajasza.. Jego rola w tej historii pokrywa się z rola ducha Masona w opowieści Pani Mead.

niedziela, 10 stycznia 2016

ROZDZIAŁ 3

Oto dla was kolejny rozdział. I bardzo proszę o komentarze, bo to bardzo pomaga i motywuje.
 ________________________________________________________
Ciekawe, co takiego szykuje mi Dymitr? Sięgnęłam po ubrania. Strażnik przyniósł mi jedną z sukienek, z krótkim rękawem. Była żółta w białe groszki (zdjęcie na dole). Sięgała mi do kolan. Leżała na mnie idealnie tak jak większość i muszę przyznać, że wyglądałam ładnie. Tej sukienki jeszcze nie nosiłam, nawet nie wiedziałam, że mam coś takiego. Ale Dymitr jest spostrzegawczy. Na pewno od razu rzuciła mu się w oczy. No nie! Nie dość ze romantyk, to jeszcze mój chłopak ma niezłe wyczucie stylu. Zrobiłam sobie jeszcze delikatny makijaż i byłam gotowa. Kiedy wyszłam z łazienki doszedł mnie słodki zapach z kuchni. Dymitr już czekał, a na stole leżały dwa talerze z naleśnikami z czekoladą. Postarał się.
-Smacznego.- powiedział gdy już usiadłam.
Wzięłam do buzi pierwszy kawałek. To było przepyszne. Nastrój z przed kąpieli szybko się ulotnił.
- Pycha! Nigdy nie jadłam czegoś tak pysznego. Gdzie ty nauczyłeś się tak gotować Towarzyszu?
- Cieszę się, że Ci smakuje. Uczyłem się od mamy. Niekiedy pomagałem jej w domu. Wykarmić trójkę dzieci to nie lada wyzwanie.
- Zwłaszcza z takim Dymitrem na czele, co to dwie porcję zjada.- droczyłam się z nim.
- Chyba mi nie powiesz, Roza, że sama nie jadłaś za dwóch.
- A wiesz, że w młodości byłam niejadkiem?- zamysliłam sie.
- Nie wierzę.- zaśmiał się.
- To uwierz.
Chwilę jedliśmy w ciszy napawając się naszym towarzystwem
- Przepraszam, że Cię umówiłam z ojcem.- przerwałam ciszę.
- To nie twoja wina. I tak kiedyś musiałoby do tego dojść. A wole mieć to za sobą.
- Nie boisz się?
- To tylko twoi rodzice, nie sądzę, żeby coś mi groziło. Po prostu się o ciebie martwią. A poza tym mówiłem Ci, że przyjmę wszystkie gromy, które na mnie spadną za to, że się spotykamy. Dla Ciebie zrobię i zniosę wszystko byle już Cię nie stracić.
- Wiem. I za to Cię Kochan, Towarzyszu.- podeszłam i go pocałowałam. Bez wahania odwzajemnił pocałunek.
- Też Cię Kocham, skarbie. Ale powinnyśmy się zbierać, jeśli nie chcemy spóźnić się na spotkanie z królową.- przypomniał mi.
***
Po chwili staliśmy już przed drzwiami do sali tronowej. W środku byli Lissa, Christian i Jill,  a przed tronem kłaniała się Daniela.
- Dobrze Lady Iwaszkow, rozpatrzę Pani propozycję. Może Pani odejść.- usłyszałam moją przyjaciółkę.
Ciekawe o co chodziło? Matka Adriana ukłoniła się i wyszła, rzucając nam pogardliwie spojrzenie. Gdy drzwi się zamknęły, Lissa opadła ciężko na tron.  
- Co tam? Królowanie daje popalić?- spytałam i przytuliłam ją.
- A żebyś wiedziała. Po co ja dałam się na to namówić?
- Jak dla mnie jesteś wspaniałą królową.- wtrącił się Christian. 
- Wasza Wysokość.- ukłonił się mój chłopak. 
- Rose, proszę zrób coś z nim! Dymitr, mówiłam już, jesteśmy przyjaciółmi, więc mów do mnie LISSA! I nie tytułuj mnie. 
Biedna, nie rozumie, że on już taki jest. Jego żołnierska dyscyplina, wpajana mu przez wiele lat, nie pozwala na spoufalanie się z królową.
- Po co nas wezwałaś? - spytałam zaciekawiona.
- Lissa już z tobą nie wytrzymuje i wysyła cię daleko stąd.- Christian próbował być zabawny.
- Naprawdę?! Myślałam, że to ty będziesz pierwszy. Może lepiej, że zostajesz tu. Nie przyniesiesz jej wstydu.- odparowałam.
Ozera już chciał mi się odwdzięczyć, ale królowa spojrzała na niego karcąco. Potem zwróciła się do nas.
- Uznałam, że skoro i tak jesteście na urlopie, to zamiast nudzić się na Dworze, możecie zrobić sobie wycieczkę. Jutro jedziecie na cały tydzień do Bai.


sobota, 9 stycznia 2016

ROZDZIAŁ 2

Oto, zgodnie z obietnicą kolejny rozdział.
__________________________________________________

- Polowanie?!- teraz wyraźnie wychwyciłam jego przerażenie. Ale po chwili Dymitr się opanował.
- A i owszem. Myślę, że Rose się nie obrazi, jeśli porwę Cię dzisiaj.- mam nadzieję, że nie dosłownie.- Spotkamy się o 8 rano czasu ludzkiego przed bramą północną. Co ty na to?
To pytanie zwrócił do mnie jakbym to ja decydowała, a dla Dymitra był to już fakt dokonany.
- Cóż... dzisiaj Dymitr chyba jest wolny.- powiedziałam nie pewnie. Lepiej żeby miał to już za sobą. Dla nas obojga.
- No to świetnie. Widzimy się o 8.
Mój ojciec odwrócił się do drzwi, a ja wychwyciłam spojrzenie swojego chłopaka, ale nie wiem co wyrażało. Złość, smutek, strach czy żal?
- A! Zapomniałbym.- Abe zatrzymał się na progu.- Lissa prosiła, żebyście przyszli do niej za godzinę.
- Okey. Dzięki.- powiedziałam do zamykających się drzwi.
Zostaliśmy sami, ale było czuć napięcie w powietrzu. Dymitr opadł na sofę.
- Czyli czeka mnie rozmowa z twoimi rodzicami.- powiedział zrezygnowany, pocierając dłońmi twarz i  zaczesał włosy do tyłu.
- Mówiłam Ci żebyś uciekał na Syberię.- droczyłam się z nim.
Trochę poprawiło mu to nastrój, bo podszedł do mnie z cwanym uśmiechem.
- Chyba miałaś rację. To ja idę się spakować.
- I co? Zostawisz mnie?- spytałam, udając oburzenie.
- Poradzisz sobie. 2 miesiące wytrzymałaś.- już miał się odwrócić, ale złapałam go za rękę i przyciągnęłam do siebie.
Nagle jego uśmiech zniknął. Chyba dotarło do niego znaczenie tych słów. Jeszcze było za wcześnie na takie żarty.
- To były najgorsze 2 miesiące mojego życia.- powiedziałam poważnie, patrząc mu głęboko w cudowne oczy, w których zobaczyłam ból po niedawnych ranach.
- Dla mnie też, Roza. Tęskniłem.- przyznał i pocałował mnie namiętnie, ale w tym geście były tęsknota i ból całego świata.- Już nigdy więcej Cię nie opuszczę i nie odrzucę, Roza. Będę zawsze przy tobie.- szepnął mi gdy się wreszcie od siebie odkleiliśmy.
-A ja nie pozwolę, żeby cokolwiek Ci się stało. Nigdy.
Przytuliłam się do strażnika, czując pieczenie pod powiekami, a on jak zawsze bezbłędnie odczytawszy moją potrzebę, objął mnie i przycisną mocniej do siebie. Poczułam bijące od niego ciepło i wsłuchałam się w spokojny rytm jego serca. Serca, które bije dla mnie. Zaczęłam się uspakajać. Miałam wrażenie, że tylko w jego objęciach jestem bezpieczna. Po kilku minutach wziął mnie na ręce, zaniósł do łazienki
- Odśwież się, a ja przyniosę ci coś do ubrania i zrobię śniadanie.- powiedział, cmoknął mnie w czoło i wyszedł.
Umyłam się zimną wodą, co trochęimi pomogło i otrzeźwiło umysł. Właśnie wychodziłam z kabiny prysznicowej, kiedy wrócił Dymitr. Był już przebrany i uczesany. Położył na pralce jakieś ciuchy.
- Pomyślałem, że skoro idziemy do królowej, ale nie jako strażnicy, będziesz chciała założyć coś swobodniejszego.
- Dziękuję.- uśmiechnęłam się do niego.
Podszedł do mnie, po czym pogłaskał mnie po policzku i nachylił się do moich ust. Na chwile zwarliśmy się w kolejnym już tego poranka pocałunku, wyrażającym wszystkie nasze uczucia.
- Pospiesz się jeśli chcesz coś jeszcze zjeść, a uwierz mi będziesz chciała.- powiedział mój ukochany tajemniczym głosem, wychodząc.
__________________________________________________ 
I jak może być? Komutujcie bo to bardzo pomaga. I mam do was pytanie. Kto jest lepszy Eddy czy Mason? Ja wolę Masona. Może to z powodu śmierci. Zginął tak młodo i to jeszcze w obronie Rose. Piszcie odpowiedzi w komentarzach z uzasadnieniem. :-*