środa, 15 listopada 2017

Wybór- cz.3

W końcu weszłam do swojego pokoju, wykąpałam się i przebrałam. Wczoraj nie myślałam o tym, ale teraz wyraźnie czułam się brudna. Do tego, wciąż miałam na sobie ubrania w których walczyłam. Mam nadzieję, że ta krew się zmyje. Po godzinie wyszłam z budynku z weteranem i ubraniami dla Dymitra. Cudem wybłagałam od akademii pudło z jego rzeczami "aby oddać jego rodzinie". Ale tak na prawdę chciałam mieć choć cząstkę jego dla siebie. Słońce już świeciło. Ponieważ przyjechaliśmy tu w środku ludzkiego dnia, przespaliśmy całą noc. Zatrzymałam się widząc zbiorowisko nie daleko kościoła. Przyspieszyłam kroku, czując, że tam jest Lissa i po chwili przepchnęłam się przez tłum. W środku, na ławce siedziała księżniczka, Hans, a pomiędzy nimi Dymitr. Wyglądał na opanowanego, choć z jego oczu wyczytałam zagubienie, lekki strach i zrozumiałam że chce wrócić do celi. Nie dziwiłam mu się. Wszyscy obserwowali go jak tygrysa w cyrku. Gdy tylko mnie zauważył, wręcz krzyczał wzrokiem. Ale i bez tego bym podeszła. Tak bardzo pragnęłam przytulić go i uspokoić, jednak jedyne, co mogłam zrobić to usiąść między nim, a Hansem i dyskretnie chwycić go za dłoń. Czując to, ścisnął ją tak mocno, że aż poczułam ból. Ale nie ukazałam tego, żeby ani on, ani inni nie wystraszyli się. Czułam jego strach i panikę, mimo że nie pokazywał tego nikomu. Kciukiem potarłam delikatnie jego dłoń, na co lekką się odprężył.
- Co się dzieje?- spytałam Hansa.
On odchrząknął i podniósł się. Stanął na przeciwko nas z trójką morojów. Zrozumiałam, że czas na przesłuchanie. Pytali o to, czy światło ma na niego wpływ, o oczy, czy zmieniają kolor i inne brednie. Serio, te pytania były tak nie dorzeczne, że niektórzy ze strażników powstrzymywali śmiech, nawet Dymitr. Boże, co to było? Musiał nawet obiecać, że przyjdzie na jutrzejsze nabożeństwo. Następnie pytali go i Lissę o wczorajszą noc. Od razu zauważyłam, że Bielikowa wciąż gryzą wyrzuty sumienia za to co robił jako strzyga. Starałam się go uspakajać, gdy dłoń mu za bardzo drżała. To była jedyną część cięła, no i oczy, które pozwalały mi i tylko mi poczuć jego zdenerwowanie. Uspokoił się znacznie, gdy Lissa mówiła o walce w magazynie. Czułam między nimi tą nić porozumienia. On ja wprost ubóstwiał, za to co zrobiła. Gdyby nie ufam mi tak, jak ufa, mogłabym być zazdrosna. Ale nie jestem. Cieszę się, że przy nas czuje się bezpieczny. Były też pytania o jego przemianę i próba ze sztyletem. Udowodniono tylko, że jest... dampirem. Brawa dla nich.
- Czy ktoś ma jeszcze jakieś pytania?- spytał Hans.
- Ja.- wstałam puszczając dłoń Dymitra i odwracając się w jego stronę.
Dampir posłał mi zdziwione spojrzenie, ale wzrokiem pokazałam mu, żeby mi zaufał.
- Kiedy byłeś jedną ze strzyg- świadomie użyłam czasu przeszłego- miałeś kontakt z nimi wszystkimi. Wiedziałeś, gdzie przebywają strzygi w Rosji i Stanach, tak?
- Tak.
- Czy teraz także wiesz, gdzie są?
Lissa zmarszczyła czoło. Przestraszyła się, iż zamierzam dowieść, iż Dymitr nadal kontaktuje się za strzygami.
- Tak – przyznał. – O ile jeszcze się nie przeniosły. – Tym razem odpowiedział szybciej. Nie byłam pewna, czy zorientował się, do czego zmierzam, czy po prostu mi zaufał.
- Podzielisz się tymi informacjami ze strażnikami? – ciągnęłam. – Wskażesz nam kryjówki strzyg, żebyśmy mogli je zaatakować?
Dopięłam swego. Przejście do ofensywy w walce ze strzygami było gorąco dyskutowane i miało wielu zwolenników, podobnie jak przeciwników. Słuchałam reakcji w tłumie. Jedni twierdzili, że nawołuje do samobójczej walki, inni sądzili, że zyskalibyśmy cenną przewagę.
-Tak – oparł głośno i wyraźnie. – Powiem wam wszystko, co wiem o planach strzyg i ich kryjówkach. Będę walczył przeciwko nim razem z wami albo zostanę z tyłu, jeśli tego zażądacie.
Hans pochylił się do przodu. Był podekscytowany.
-To bezcenne informacje.
Przyznałam mu kolejny punkt.
Drugi moroj spurpurowiał z niezadowolenia. A może był to efekt promieni słonecznych? Moroje zamierzali sprawdzić, czy Dymitr spłonie w świetle dnia, lecz teraz słońce zaczynało im również doskwierać.
-Chwileczkę! – ten sam usiłował zapanować nad emocjonalnymi gapiami. – Nie prowadzimy takiej strategii. Poza tym on może kłamać…
Jego słowa zagłuszył krzyk kobiety. Mały chłopiec, moroj, najwyżej sześcioletni, wyrwał się z tłumu i biegł w naszą stronę. Wrzeszczała jego matka. Zagrodziłam mu drogę i złapałam za rękę. Nie bałam się, że Dymitr zrobi mu krzywdę, ale ona mogła dostać ataku serca ze strachu. Podeszła do mnie z wdzięcznością.
-Mam pytanie – zaczął dzielnie malec.
Matka zamierzała go zabrać, ale powstrzymałam ją ruchem ręki.
-Chwileczkę. – Uśmiechnęłam się do chłopca. – O co chcesz zapytać? Śmiało. – Matka zerkała z przestrachem na Dymitra. – Nie pozwolę, by coś mu się stało – zapewniłam ją szeptem, lecz nie wydawała się przekonana. W każdym razie została na miejscu.
Pierwszy moroj przewrócił oczami.
-To śmieszne…
-Skoro jesteś strzygą… - tym razem chłopiec przemówił głośniej – to dlaczego nie masz rogów? Mój kolega Jeffrey mówił, że strzygi są rogowate.
Dymitr znów popatrzył na mnie. Rozumieliśmy się. Odpowiedział chłopcu z łagodną, poważną miną.
-Strzygi nie mają rogów. A nawet gdyby tak było, to bez znaczenia, bo ja nie jestem strzygą.
-Strzygi mają czerwone oczy – wyjaśniłam. – Czy jego oczy są czerwone?
Chłopiec nachylił się bardziej.
-Nie. Są brązowe.
-Co jeszcze wiesz o strzygach? – ciągnęłam.
-Mają kły, jak my – odpowiedział rezolutnie.
-Masz kły? – spytałam radośnie Dymitra.
Dymitr uśmiechnął się – szerokim, cudownym uśmiechem, który całkowicie mnie zaskoczył. Tak rzadko to robił. Nawet gdy był rozbawiony albo szczęśliwy, uśmiechał się półgębkiem. Teraz pokazał wszystkie zęby, normalne jak u ludzi i dampirów. Nie miał kłów.
Mały był pod wrażeniem.
-No, Jonathanie – odezwała się niespokojnie jego matka. – Zadałeś pytanie, więc możemy już iść.
-Strzygi są supersilne. – Jonathan zapewne zamierzał kiedyś zostać prawnikiem. – Nic nie może ich zranić.
Tym razem nie odezwałam się w obawie, że zażąda, by serce Dymitra zostało przebite sztyletem. Właściwie byłam zdziwiona, że nikt z zebranych nie wpadł na ten pomysł. Chłopiec wbił wzrok w Dymitra.
-Jesteś supersilny? Można cię zranić?
-Oczywiście, że można – odparł pytany. – Jestem silny, ale odczuwam ból.
Nie byłabym sobą, gdybym nie zaproponowała malcowi czegoś, czego nie powinnam.
-Powinieneś go uderzyć i przekonać się na własne oczy.
Jego matka znów krzyknęła, ale Johnatan był szybszy i wyrwał się jej. Podbiegł do Dymitra, zanim ktokolwiek zdążył go złapać – no, ja zdążyłabym – i uderzył małą piąstką w kolano.
Dymitr zareagował błyskawicznie, jak wtedy, gdy unikał ciosów przeciwnika. Udał, że leci do tyłu, jakby Jonathan go znokautował. Chwycił się przy tym za kolano i jęknął z bólu.
Kilka osób się roześmiało i wtedy jeden ze strażników chwycił chłopca i oddał go matce, która nieomal wpadła w histerię. Odciągany zerknął jeszcze przez ramię na Dymitra.
-On chyba nie jest taki silny. Nie jest strzygą.
Wywołał tą uwagą jeszcze większe rozbawienie. Trzeci moroj biorący udział w przesłuchaniu nie odzywał się do tej pory, ale teraz wstał.
-Widziałem już wystarczająco dużo. Uważam, że nadal trzeba go pilnować, lecz nie jest strzygą. Przydzielcie mu mieszkanie i miejcie na oku. Zanim zapadną dalsze decyzje.
Pierwszy moroj zerwał się z miejsca.
-Ależ…
Tamten machnął ręką.
-Nie będziemy tracić czasu. Jest gorąco i chcę pójść do łóżka. Nie twierdzę, że rozumiem, co się stało, lecz to nasz najmniejszy problem. Członkowie Rady skaczą sobie do gardeł z powodu nowego dekretu. To, co dziś widzieliśmy, jest pozytywnym zjawiskiem, nawet cudownym. Może odmienić nasze życie. Założę się stosowny raport Jej Wysokości
Wszyscy zaczęli się rozchodzić, po za naszą trójką i strażnikami Dymitra. Bielikow posłał mi wdzięczny uśmiech. Dopiero teraz zauważył zrywkę, którą trzymałam. Zaciekawiony chciał mi ją zabrać, ale mu nie pozwoliłam.
- A, a, a- odsunęłam się z uśmiechem.- Dam ci to dopiero w łazience.
- Czyżbyś coś mi sugerowała?- spytał, unosząc jedną brew do góry.
Ale i tak poszliśmy razem ze strażnikami do budynku aresztu. To tam były łaźnie dla więźniów. Lissa pomachała nam, wiedząc, że zostawia go w dobrych rękach.
- Na przykład to, że wciąż masz na sobie ubrania z wczorajszej walki?- zauważyłam.
- Nie mam nic na zmianę.
Nic nie odpowiedziałam, powstrzymując śmiech. Dalej w ciszy szliśmy do łazienek. Przy prysznicach wcisnęłam Dymitrowi w ręce worek i wepchnęłam go do środka. Po chwili usłyszałam szelest.
- Rose, skąd ty masz moje ubrania?- spytał przez drzwi.
- W Akademii zostawiłeś i bardzo za Tobą tęskniły.
- Ale skąd ty je...
- Dymitr, pogadamy jak się wykąpiesz. Nie będę gadać z drzwiami.
Westchnął, ale nic więcej nie powiedział. Zaczęła lać się woda, a ja podeszłam do jego strażników.
- Niech później wróci do celi. Powiedzcie mu, że zaraz wrócę.
Kiwnęli mi głowami, a ja ruszyłam biegiem. Do pokoju. Wzięłam pieniądze jakie miałam i poszłam do baru niedaleko.
- Dzień dobry- usłyszałam gdy doszłam do lady.
- Dzień dobry.  Poproszę dwa razy obiad dnia, na wynos.
Zapłaciłam, a po dziesięciu minutach dostałam zrywkę z dwoma styropianowymi pudłkami. Wróciłam z nią do Dymitra.
- Proszę- podałam mu jego porcję i sztućce.
Otworzyłam swoje pudełko i uderzył mnie piękny zapach. Mmm... ryba z frytkami. Dopiero teraz zauważyłam, jak bardzo głodna jestem. Jednak Dymitr patrzył na to niepewnie. No tak. Przecież od kilku miesięcy nie jadł normalnego jedzenia.
- Spokojnie Towarzyszu, nie otrujesz się.- posłałam mu uśmiech.
Odwzajemnił go i pomału wziął jedną frytkę do ust. To był uroczy widok. Skojarzył mi się z dzieckiem, które uczy się nowych smaków i rzeczy. Po chwili oboje zajadaliśmy się obiadem.
- Umm... pycha!- westchnęłam z przyjemności.- Lepsze to chyba tylko w Bai jadłam. A właśnie!- spojrzałam na Rosjanina.- Nigdy nie mówiłeś, że gotujesz.
- Nie gotuje.
- Od twojej mamy słyszałam co innego.
- No może trochę- spojrzałam na niego znacząco.- No dobra, często jej pomagałem i gotowałem osobno dla siebie. Jestem strasznym głodomorem- zaśmiał się - Karolina zawsze mówiła, że w związku to ja będę kurą domową.
- Ja nie mam za dobrych kontaktów z kuchenką. Wiesz, różnice poglądów. Z mikrofalą jeszcze, ale kuchenka? Nigdy w życiu.
Oboje wybuchliśmy śmiechem.
- Jak wszystko się ułoży, mogę zaprosić cię na obiad.- powiedział, wybierając usta serwetką.
- Jeśli gotujesz tak dobrze jak reszta twojej rodziny, będę częstym gościem.
Dostrzegłam tęskne spojrzenia, jakie rzucał książce leżącej na prowizorycznym łóżku. Uśmiechnęłam się lekko.
- No już, czytaj- na jego niezrozumiały wzrok kiwnęłam na książkę.- Ja sobie popatrzę.
Niepewnie wstał i wziął książkę. Patrząc na mnie, jakby pytał, czy na pewno, otworzył na pierwszej stronie. Jednak nie musiałam czekać długo, aż lektura całkiem go wciągnęła. Oparł się o ścianę i czytał, przerzucając co chwilę strony. Nie sądziłam jak wciągające będzie patrzenie na niego. To jak w skupieniu jego oczy smagały tekst, jak czasami się uśmiechał, a innym razem przygryzał wargę w zastanowieniu. W tym wydaniu był jeszcze bardziej seksowny, niż zazwyczaj.
- Widzisz Coś, co ci się podoba, Roza?- spytał z uśmiechem, podnosząc na mnie wzrok.
- Oj dużo rzeczy.- ostentacyjnie przyjechałam wzrokiem po jego sylwetce od góry do dołu, zwilżając wargi.
- Wyglądasz, jakbyś zaraz miała się na mnie rzucić. - zaśmiał się, choć w jego oczach widziałam błysk fascynacji.
Oj nawet nie wiesz, jak chętnie bym to zrobiła. Jedno twoje słowo. Ale wiedziałam, że nie mogę tego powiedzieć. W sumie, nie wiedziałam, co powiedzieć. Od tego uratowały mnie kroki na korytarzu. Dymitr zaciekawiony wyprostował się i stanął na przeciwko krat w tej samej chwili, co nasz gość po przeciwnej stronie. Była to Tasza.
- Dimka!- uśmiechnęła się szeroko.
- Witaj Nataszo.- Rosjanin odpowiedział wesoło, aż mogłam sobie wyobrazić jego uśmiech.
Zabolało mnie to, co wiem, że będę musiała mu potem powiedzieć. Ale to będzie dla niego najlepsze, nawet jakbym miała go stracić na zawsze.
- Przyszłabym wcześniej, ale nie chcieli mnie wpuścić. Powtarzali w kółko, że wstęp mają tylko Lissa i Rose. A tak swoją drogą, ciekawe, gdzie ona jest? Od wczoraj młody Iwaszkow jej szuka- odwróciła głowę, jakby się nad czymś zastanawiała.
Musiała mnie nie zauważyć. Bielikow doszedł do tego samego wniosku. Odwrócił głowę w moją stronę, a ja zaczęłam mu pokazywać, że nie. Wolę żeby nie wiedziała, że tu jestem.
- No nieważne- podniosła głowę w chwili, kiedy Dymitr odwrócił wzrok znowu na nią.- Jak się czujesz?
- Bywało lepiej, ale nie jest źle.
- Mój ty biedaku.- pogłaskała go po policzku.
Widziałam jak ona patrzy na niego z czułością i miłością. Jestem pewna, że dampir czuję się dobrze w jej towarzystwie i nie mam zamiaru wyobrażać sobie co jeszcze. I tak to, że muszę na nich patrzeć, boli.
- Wiesz...- zaczęła, zabierając rękę.- pomyślałam sobie, że skoro już nie musisz uczyć w akademii, to może przemyślałbyś jeszcze raz moją propozycję z zimy? Żebyś był moi strażnikiem- dokończyła z uroczym uśmiechem.
I to niby ja chcę się na niego rzucić? Ona by się go nawet nie pytała.
- Nie wiem, Nataszo. Na razie jestem zagubiony, wiele rzeczy muszę sobie przemyśleć. Ale na pewno dam ci znać.
- Dobrze. Ja muszę już iść, bo jestem w trakcie przywracania godności mojej i Chrisa. I nie chwaląc się, dobrze mi idzie.
- To życzę ci powodzenia.
- Nie dziękuję, żeby nie zapeszyć. A ty pomyśl o mojej propozycji.- pocałowała go w policzek, na co odwróciłam wzrok, po czym usłyszałam oddalający się stukot jej obcasów na kamiennej posadzce.
DYMITR
Zszokowany odwróciłem się od krat, trzymając policzek. Nie miałem pojęcia co o tym myśleć. Spojrzałem na Rose i czułem, że serce mi pęka. Nie patrzyła na mnie, a na swoje stopy, opierając głowę o kolana. Czułem jej ból. Niby to Natasza mnie pocałowała, ale mimo wszystko, było mi z tym źle. Przetarłem dłońmi twarz i oparłem się ścianę, zjeżdżając po niej w dół.
- Powinieneś się zgodzić.- usłyszałem z boku.
Spojrzałem tam, ale Rose nie zmieniła pozycji. Nie mogłem uwierzyć. Wiem, że mnie kocha i widzę jak cierpi po mojej krótkiej rozmowie z morojką, a mimo wszystko chce, żebym był jej strażnikiem.
- To samo mówiłaś wtedy.- zauważyłem.
Wzrokiem wypalałem w niej dziurę, ale ona wciąż nie podniosła głowy.
- Wiem. I teraz to powtarzam, bo myślę  to samo co wtedy. Z nią będziesz szczęśliwy. Nie tylko ja i Lissa możemy ci pomóc.- w końcu podniosła wzrok.- Widziałam, jak na siebie patrzycie.
Choć starała się zachować spokój, jej uśmiech nie umiał zagłuszyć bólu wołającego z jej oczu. Mimo tego była gotowa wypuścić mnie, jeśli byłbym szczęśliwszy.
- Nie kocham jej.- zapewniłem.- Nikogo nie jestem w stanie kochać.
- Teraz. Ale to się zmieni, wierzę w to. A najlepiej będzie, jeśli twoje uczucia obudzą się do Taszy. Nie każ mi wymieniać powodów.
Nie kazałem, bo sam nawet nie mogłem o tym myśleć.
- Roza, pół roku temu jej odmówiłem.
- Bo kochałeś mnie. Teraz sam mówisz, że nie kochasz.
Nie kochałem, ale wyraźnie coś czułem. Już widziałem ją na moich obiadach, jak często byśmy spędzali czas. Nie widzę swojego życia bez niej, a tym bardziej z Taszą u boku. Nie wiem...
- Obiecaj mi, że się nad tym pożądanie zastanowisz.- poprosiła.
- Obiecuję.- uśmiechnął się.- Czemu Adrian cię szuka?
Wypuściła głośno powietrze.
- Już nie szuka. Spotkałam go rano. Musiałam z nim zerwać.
ROSE
- Byliście razem? Czemu z nim zerwałaś? Myślę, że byłabyś z nim szczęśliwa.
- Nie mogłam z nim być, skoro kocham ciebie. Proszę, nie rozmawiajmy o tym. Książka cię woła.- uśmiechnęłam się smutno patrząc na western leżący na posadzce.
- Nie ucieknie. Chodź tu do mnie- wyciągnął rękę, jakby chciał mnie wziąć pod swoje skrzydła.
Podeszłam i weszłam pod jego ramię. Objął mnie i przykrył prochowcem.
- To był męczący dzień- uznałam.
- Dziękuję, że przy mnie byłaś. Nawet nie wiesz jak mi pomogłaś.
- Obiecałam, że przy tobie będę. Po za tym, próbnie zostałam twoją strażniczką.
- Co to znaczy?- mogłam sobie wyobrazić, jak marszczy czoło.
- Byłam u Hansa, żeby przeniósł cię do jakichś bardziej cywilizowanych warunków. Za jakiś czas powinni tu po nas przyjść. Od razu pochwalił mnie za tą całą misję w magazynie. Mam szansę zostać strażniczką Lissy, ale muszę jeszcze się wykazać. Zasugerował, że jeśli będę cię pilnować, uda mi się. Ale i tak bym przy tobie była.
- Wiem Roza. Wierzę ci.
Siedzieliśmy tak w ciszy nie wiem ile, aż nie rozległy się kolejne, tym razem bardziej liczne odgłosy kroków. Poruszyłam się, a mój ukochany podniósł rękę. Doskonale się zrozumieliśmy. Wstaliśmy, równo z tym, jak Hans ze strażnikami wyszli zza ściany. Otworzono kraty i wyszliśmy. Po drodze Rosjanin podniósł swoją książkę.
- Możemy po drodze zajść do mojego pokoju?- spytałam Hansa.- Są tam rzeczy Dymitra z Akademii.
- Dobrze.- zgodził się po zastanowieniu Croft.
Do mojego mieszkania szybko doszliśmy. Rzeczy Bielikowa były w kartonie w pawlaczu. Wysoki strażnik pomógł mi to zdjąć, a jego właściciel sam je wziął. Zabrałam jeszcze kilka swoich rzeczy, takich jak piżamę i kosmetyki.
- Czy to moja koszulka?- podskoczyłam ze strachu.
Dymitr patrzył mi przez ramię do szafy.
- Nie strasz mnie tak. No tak. Czasami w niej spałam.- przyznałam, robiąc się cała czerwona.
- Czasami?- uniósł brew.
- Tak- wyciągnęłam ją i podałam mu.- Zapomniałam, że tu jest.
Tak na prawdę chciałam ją zachować dla siebie. Ale przecież mu tego nie powiem. Jednak musiał to... nie wiem, wyczytać z twarzy, domyślić się? Nie wie, ale oddał mi ją. Jeszcze bardziej czerwona, schowałam ją na swoje miejsce.
- Chciałbym Cię kiedyś w niej zobaczyć.- szepnął mi do ucha.
Poczułam jak robi mi się gorąco, a serce przyśpiesza bicie. Zaskoczył mnie, na prawdę. Jednak musiałam się uspokoić.
- Może kiedyś, jak niespodziewanie przyjedziesz do mnie rano. Ale wiedz, że będziesz musiał mi zrobić śniadanie.
- Z wielką przyjemnością bym ci gotował.
W końcu spakowałam się i poszliśmy do naszego pokoju tymczasowego. Nie różnił się za bardzo od innych. Prosto umeblowany z łóżkiem, biurkiem, regałem i szafkami. Usiedliśmy na łóżku, rzucając swoje rzeczy na podłogę. Oboje nie wiedzieliśmy co robić.
- Chyba powinniśmy szykować się do  spania.- odezwałam się w końcu.
- Ty możesz pierwsza.- wskazał na jedne drzwi.
Wzięłam swoje rzeczy i poszłam do łazienki. Prysznic z myciem głowy, na co nie miałam czasu wcześniej, zmycie makijażu ubranie piżamy zajęło mi godzinę. Jednak Dymitr chyba tego nie zauważył, bo nawet jak wyszłam nie zareagował, zaczytany w swój western.
- Towarzyszu.- zwróciłam jego uwagę.- Wolne.
Wstał szybko i wziął swoje rzeczy. W drodze do łazienki, stanął za mną.
- Miałem zobaczyć cię w czymś innym.- szepnął i zniknął za drzwiami.
O co mu chodzi? Czemu on to robi? Czemu się tak nade mną znęca? Usiadłam na łóżku, nie wiedząc, co o tym myśleć. Nie trwało długo, jak Rosjanin się wykąpał.  Uśmiechnął się szeroko, ale ja patrzyłam na niego poważnie.
- Czemu to robisz?- spytałam.
- Słucham?
- No to wszystko. To u mnie w mieszkaniu i zanim poszedłeś się myć. Wczoraj mówiłeś, że chcesz trzymać się ode mnie z daleka, później ta rozmowa z Taszą... co ty chcesz osiągnąć?- wstałam, stając na przeciwko dampira.-Nie wiem, udowodnić mi, czy sobie, że umiesz mnie pokochać?
- J-ja myślałem, że będzie ci miło. Sam nie wiem. Coś czuję w twojej obecności, pragnę cię!- powiedział rozpaczliwie.
- Rozumiem, że mnie pożądasz, ale to jeszcze nie jest miłość.
- Wiem.
- Nie chcę, żebyś robił coś dla mnie, a dla siebie.
- Jak mam coś robić dla siebie, skoro nie wiem, kim jestem?
Złapałam go za twarz, aby spojrzał na mnie.
- Jesteś najlepszym strażnikiem, wojownikiem , mężczyzną, jakiego znam. Każdemu chcesz pomóc, kochany przez całą rodzinę, honorowy, odpowiedzialny i zawsze przestrzegający reguł. Jeśli chcesz pokazać, że nie jesteś strzygą, pokochaj wszystko to, co ona nienawidzi. Piękno. Słońce. Doceniaj życie, póki je masz. Ciesz się z tego co masz.
- Cieszę się, ale to trudne, gdy pamiętam, co robiłem.
- To nie byłeś ty!- krzyknęłam zrozpaczona.
Na chwilę zapadła między nami cisza. Zamknęłam oczy, chcąc się uspokoić.
- Dużo myślałem pod prysznicem o moim wyborcze. Podjąłem decyzję.

___________________________________________________________________________
Wiem, wiem, jestem okropna. Następna i ostatnia część tego już 15 grudnia. Baaardzo dziękuję RozaDhampir za wskazanie głupich błędów mojej autokorekty, typu :"styropianowymi perełkami"
i "Oboje wyjechaliśmy śmiechem."


 Piękne zilustrowanie jej autorstwa.
I dla takich gworzań jak ona: zrywka=reklamówka foliowa,
Pawlacz- "schowek. Robisz go między szafa a sufitem żeby zapełnić miejsce i jest jakby wbudowane w ścianę bo to się robi jak szafa jest wbudowana w ścianę chociaż nie tylko, czasem jest wiszące nad drzwiami w suficie"
~Marta ;-)

wtorek, 31 października 2017

Halloween

Było mi to dość trudno umieścić w pasującym czasie, więc uznamy, że dla tego bonusu akcja Akademii wampirów zaczęła się dwa miesiące wcześniej i teraz jest po pierwszej części serii.
NIE MA POWIĄZANIA Z POPRZEDNIMI BONUSAMI!!!!
____________________________________
Ostatni raz spojrzałam w lustro, poprawiając swoje włosy, po czym opuściłam pokój. Szłam dobrze znanymi mi korytarzami, aż do drzwi na zewnątrz. Później skierowała się drogą, którą pokonuję dwa razy dziennie w tą i z powrotem. W końcu stanęła przed wielkimi drzwiami sali gimnastycznej. Weszłam do środka i wtopiłam się w tłum. Przedzierając się między przebierańcami, rozglądała się za przyjaciółką. Wiedziałam, gdzie jest i tam się zbliżałam. w końcu ujrzała koronę z pawich piór, a tym samym Lissę. Podeszłam do niej i lekko klepnęłam w ramie. Ona, w przeciwieństwie do mnie, nie miała pojęcia, co ubiorę. Dlatego też zdjęła maskę i patrzyła zszokowana na mój kostium, od brązowych kozaków, przez brązowo-białą sukienkę, z narzuconą kataną z frędzlami, po sam czubek głowy z luźnymi warkoczami, ozdobiony kowbojskim kapeluszem.
- Wow!- tylko tyle była w stanie wydusić. 
- No nieźle Hathaway- zza morojki wyłonił się Mason w czarno-czerwonej pelerynie i sztucznych kłach.- Wyglądasz jak bardzo sexi wieśniaczka.
- Jestem kowbojką, imbecylu- trzepnęłam go w bark.- I przynajmniej mam oryginalne przebranie.- wskazałam na Ozerę, który właśnie w tej chwili do nas dołączy.
Uśmiechał się szeroko, póki nie zauważył Masona. Byli w tanich samych strojach.
- Nie no, bez jaj- jęknął rudzielec.
- Ja przynajmniej nie muszę mieć sztucznych kłów- Christian uśmiechnął się szeroko, pokazując wszystkie zęby.
- Nie szpanuj tak, bo ci wypadną - prychnęłam, przywracając oczami.- A widział ktoś może Eddy'ego?
Wszyscy pokręcili przecząco głowami. No trudno, może się znajdzie. Szybko złapałam Lissę za dłonie i pociągnęłam w tłum tańczących ludzi, zanim zdążył zrobić to kruk chłopak. Tańczyliśmy dość długo, póki morojki nie porwał jej pseudo wampir. Jednak mnie szybko pod skrzydła wziął Mason i nie razem poruszaliśmy się w rytm. Nagle puścili wolną piosenkę, więc przytuliłam się do przyjaciela, w wręcz na nim uwiesiłam. Zachichotał, ale nic nie powiedział. Kiwaliśmy się lekko, co traktowałam jako odpoczynek. Chyba jednak tańczyliśmy dość długo, spoko już jestem zmęczona.
- Idę się napić- powiedziałam dampirowi na ucho.
On tylko mnie puścił i kiwnął z uśmiechem głową. Ruszyłam do stolika pod ścianą i nalałam sobie ponczu do szklanki. Oparłam się o blat i popijając, przeglądałam się tańczącym. No dobrze, szukałam jednej osoby. Dymitra. Ale nie było go nigdzie wśród strażników. Może nie ma dzisiaj warty i wolał zostać w pokoju, choć nie cieszyła mnie ta perspektywa. Specjalnie dla niego się tak przebrałam, w końcu uwielbia westerny. Chociaż co ja się łudzę. Oboje doskonale wiemy czemu nie możemy być razem. Pogrążona w myślach bawiłam się kubkiem, póki ktoś nie stanął przede mną. Był to mężczyzna w miętowym garniturze z białą muchą. Twarz miał przykrytą wielką maską wenecką w kształcie dzioba orła. Wyciągnął do mnie elokwentnie dłoń, jednak ja odmówiła. Przez myślenie o mentorze odechciało mi się filtrów. Jednak on nie odpuścił i podszedł bliżej, łapiąc mnie za nadgarstek. O dziwo, na ten dotyk przeszedł mnie dreszcz. Nasze spojrzenia na sekundę się spotkały i w jego zauważyłam coś znajomego. Chciałam wytrwać rękę, ale on był szybszy i pociągnął mnie do przodu, a sam stanął za mną.
- Że mną nie zatańczysz Roza?- spytał głęboki głos z rosyjskim akcentem.
Otworzyłam szeroko oczy.
- Dymitr - szepnęłam ledwie słyszalne, ale do niego to dotarło.
- Tak.- potwierdził, choć wcale tego nie potrzebowałam.
Popchnął mnie w tłum, nie oddalając się ode mnie na milimetr. W pewnym momencie obrócił mnie w swoją stronę i przysunął bliżej, łapiąc mnie w pasie. Akurat znowu leciała wolna piosenka i oboje szybko odnaleźliśmy się w rytmie. Zarzuciłam mu ręce na ramiona i napawałam się tą chwilą, patrząc mu głęboko w oczy. Podniosłam się na palcach, a on, jakby czytając w moich myślach schylił się do mnie.
- Myślałam, że to nie zabawa dla ciebie- szepnęłam mu do ucha.
Pochylił się bardziej, a jego oddech łaskotał mnie po szyi, gdy do mnie mówił.
- Wybacz mi Roza, nie chciałbym robić ci nadziei, ale nie mogłem się powstrzymać. Tak pięknie wyglądasz w tym stroju, kowbojeczko- odpowiedział głębokim głosem.
- Nie martw się. Rozumiem, czemu nie możemy być razem- dodałam trochę smutna, ale nie długo.
Nie pozwolę, żeby to popsuło mi tą chwilę. Nie wiem, ile tańczyliśmy, ale czułam, że mogę w jego ramionach spędzić resztę życia. W pewnym momencie już tylko kołysaliśmy się na boki w takt naszej własnej muzyki, słyszalnej tylko dla nas, mocno wtuleni w siebie. Nagle Dymitr się odsunął i zabrał jedną dłoń, a drugą przejechał po całej mojej ręce, aż nie doszedł do końca, łapiąc mnie. Spojrzałam na niego zdziwiona, ale on nic nie powiedział, tylko się uśmiechnął chytrze i pociągnął mnie za sobą przez tłum. Dałam się prowadzić, aż nie wyszliśmy na zewnątrz. Wcześniej mój mentor wziął swój płaszcz i zarzucił mi na ramiona. Mimo, że słońce już wstało, było dość chłodno. W końcu zaczął się listopad. Chwilę szliśmy w ciszy po pustym placu, napawają się słabymi promieniami słońca. Nawet nie zauważyłam, że wciąż trzymamy się za ręce.
- Bardzo ładne przebranie Rose- odezwał się w końcu strażnik.
Uśmiech nie schodził mu z twarzy.
- Miałam nadzieję, że ci się spodoba- przyznałam.
Weszliśmy między drzewa, zagłębiając się w las.
- Specjalnie dla mnie założyłaś strój kowbojki?
- Pomyślałam, że nie będziesz mógł oderwać ode mnie wzroku, jak od tych swoich westernów- uśmiechnęłam się, spoglądając na Bielikowa i stanęłam na przeciwko niego - I chyba mi się udało.
Podniosłam ręce i delikatne zdięłam mu maskę. Dymitr, równie z uśmiechem, założył sobie mój kapelusz i przyciągnął mnie do siebie, łącząc nasze usta. Zaskoczył mnie, nie powiem, ale od razu oddałam pocałunek, zarzucając mu ręce na kark. Znalazłam jego kucyk i uwolniłam z gumki, żeby za chwilę cieszyć się dotykiem aksamitnych włosów. W tym czasie mentor złapał mnie za biodra i przysunął bliżej siebie. To było niezwykłe, nie spotykane, inne. Jeszcze nigdy czegoś takiego nie przeżyłam. Najcenniejszy pocałunek w całym moim życiu. To... nic nie jest w stanie wyrazić, jak wspaniałe czułam się będąc tak blisko niego. Chciałam, aby ta chwila trwała wiecznie, jednak tak nie mogło być. Odsunął się ode mnie, a ja cicho jęknęłam z niezadowolenia. Oboje mieliśmy urywany oddech. Z emocji zatoczyłam się do tyłu i oparłam o drzewo, patrząc na ukochanego. Włosy miał rozczochrane, a usta gorące i opuchnięte, tak kuszące. W jego oczach odbijały te same emocje, które ja czułam. A że odkąd zaprosił mnie do tańca nie jest sobą, nie próbował się powstrzymywać. Przycisnął mnie do drzewa, całując dziko, namiętnie, z pragnieniem. Jęknęłam znowu, tym razem z przyjemności, ale nie miałam szansy za bardzo się wypowiedzieć, ponieważ z łatwością uciszył mnie pocałunkiem. Pragnęłam go, tak bardzo chciałam go mieć dla siebie, na zawsze. Ale w tej chwili myślałam o jego umięśnionych ramionach, długich włosach, twardych plecach, których nie mogłam dotknąć, ponieważ trzymał mnie w nadgarstkach. W pewnym momencie je puścił, ale zanim zdążyłam cokolwiek zrobić, złapał mnie pod tyłkiem i uniósł. Oplotłam go w pasie nogami, przyciskając jeszcze mocniej siebie. Kapelusz już dawno leżał na ziemi obok maski. Ciepłe dłonie Dymitra jeździły po moich udach. Powoli pocałunkami zszedł niżej, na moją szyję. Przycisnęłam go do niej mocniej, a sama przymknęłam oczy, odchylając głowę
- Roza - wysapał strażnik.- Nawet nie wiesz, jak cię pragnę.
- Pokaż mi to - jęknęłam.- Zrób to! Teraz!
- Nie możemy Roza.
Złapałam go za rozgrzane policzki i zmusiłam żeby spojrzał na mnie. Dyszał, tak samo jak ja, usta miał spuchnięte, a wzrok rozkojarzony i rozbiegany, z krzyczącym podnieceniem.
- Chcesz tego tak samo jak ja. Ograniczają cię zasady, które mają się nijak do naszych uczuć. Kocham Cię Dymitr i nic tego nie zmieni. - wypaliłam bez zastanowienia.
Zawiesił głowę w zamyśleniu, ale nagle ja podniósł, patrząc na mnie dziwnie. Z niedowierzaniem i...nadzieją.
- Kochasz mnie?
- Tak- powiedziałam, zagryzając wewnętrzna stronę policzka.- Wiesz, że uczuć nie można powstrzymać. Kocham Cię i nie umiem przestać, choć...
W pół zdania przerwał mi pocałunkiem. Jeszcze nigdy mnie tak nie całował. To było inne, tak niezwykłe, że pewnie gdybym stała, nogi ugięły by się pode mną. Poczułam niesamowity ścisk w żołądku, a od ust przez całe ciało, aż do końcówek palców przeszła mnie fala gorąca. Pragnęłam, żeby nigdy nie przestawał, by to trwało w nieskończoność. To był najlepszy pocałunek świata.
- Ja też Cię kocham Roza. Kocham i nie mogę przestać. Nie chcę przestać. Chcę tylko ciebie i jedynie dla mnie. Masz rację, tak jak ty, chcę ciebie tu i teraz. Ale to wbrew zasadą.
- Tak samo, jak wszystko co robimy odkąd się tu znaleźliśmy- zauważyłam
- Roza, współżycie to poważna sprawa. Nie chcę tego robić byle gdzie. Każda kobieta zasługuje, by jej pierwszy raz był wyjątkowy.
- Bardziej wyjątkowy niż z Tobą nie będzie. Nie ważne gdzie. Nie ważne kiedy, ważne żeby z kimś, kogo się kocha. Dzięki tobie to zrozumiałam.
- I chcesz teraz na mnie przetestować mogą lekcje?- zaśmiał się.
- To jak będzie?- przejechałam dłonią po jego ramieniu, badając wszystkie mięśnie, nie przestając patrzeć mu w oczy.
- Czemu tak bardzo nie potrafię co się oprzeć, Roza?
- Bo mam daj przekonywania.
Oboje se zaśmialiśmy. Rosjanin postawił mnie na ziemi i złapał za dłoń. Zaczęliśmy iść głębiej w las.
- Dokąd idziemy Towarzyszu?- spytałam zaciekawiona.
- W bardziej ustronne i odpowiednie  miejsce - szepnął, a mi zrobiło się ciepło.
- No to prowadź. Ta noc będzie nasza.
- O tak Roza, tylko moja i twoja.
Wziął mnie na ręce i przeszedł przez krzaki, gdzie nagle drogą spadała w dół. Zbiegł i postawił mnie na płaskiej powierzchni. Przed nami była zasłona z gałązek płaczącej wierzby. Dymitr odsłonił kurtynę, a ja zapomniałam, jak się oddycha. Znaleźliśmy się na małej polance, ze świeżą zieloną trawą, otoczonej wierzbami. W promieniach słonecznych wszystko wyglądało na żywe i bajeczne. Na środku stało małe drzewko, którego liście były już żółte. Ale po za tym wszystko żyło zielenią. To aż dziwne, patrząc na to, że mamy już listopad. Ruszyliśmy na środek, gdzie stanęliśmy na przeciwko siebie. Nagle poczułam się głupio. Tak bardzo tego chciałam, ale nie wiedziałam co zrobić. Bałam się, na prawdę się bałam. Dymitr musiał to zauważyć, po przybliżył się do mnie i położył swoje silne dłonie mi na biodrach.
- Nie bój się Roza- powiedział melodyjne.
- Nie boję - chciałam brzmieć pewnie, ale chyba mi nie wyszło.
- Przecież widzę - roześmiał się i przyłożył swoje czoło do mojeg.- Spokojnie kochanie, zaufaj mi. Chyba że nie chcesz...
- Chcę!- zawołałam gwałtownie, po czym się uspokoiłam.- Chcę, ale jak sam zauważyłeś, to mój pierwszy raz i nie wiem co robić.
- Daj się ponieść chwili. Zobaczysz, że będziesz wiedziała.
Nie dał mi nic powiedzieć, bo pocałował mnie delikatnie i z uczuciem. Oddałam pocałunek, wkładając w to całą miłość i zaufanie, jakie do niego miałam. Zaczął mię całować coraz bardziej namiętnie. Przejechał językiem po mojej dolnej wadze, prosząc o dostęp, który mu bez wahania dałam. Zaczął jak w noc uroku podnosić moją sukienkę, aż jej nie ściągnął że mnie. Trzymał mnie teraz w ramionach prawie gołą, jedynie w bieliźnie. Czułam dreszcze ekscytacji i podniecenia. Sama przejęłam inicjatywę i zajęłam się guzikami jego marynarki. Zsunęłam ją mu z ramion i przeszłam do pozbywania się koszuli. Czułam, że Dymitr chcę jak najszybciej przybyć się reszty mojego ubioru, Ale czekał cierpliwie. Napawałam się dotykiem jego dłoni, błądzących po całym moim ciele. To było takie przyjemne i niezwykłe. Zdjęła mu ostatnią część górnej garderoby i mogłam cieszyć się ciepłem jego torsu. Przejechałam po nim dłońmi, aż na ramiona i przyciągnęłam bliżej siebie. Zaczęłam bawić się jego włosami, podczas gdy Rosjanin zajął się swoimo spodniami. Gdy był już tylko jak ja w butach i bieliźnie, wziął mnie na ręce i delikatnie posadził na trawie, nie przestając całować. Zaczął schodzić pocałunkami coraz niżej na szyję, dekolt. Od tyłu pozbył się pierwszej przeszkody na swojej drodze, po czym schodził dalej w dół. Oszczędził moje majtki i od razu przeszedł do rajstop. Powoli ściągał je milimetr po milimetrze, całując zaraz za nimi. Jego pocałunki mnie rozpalały. Zaczęłam szybciej oddychać i cicho pojękiwać. Gdy byliśmy już zupełnie nadzy, Dymitr pojawił się tuż nade mną.
- Jesteś pewna?- spojrzał na mnie z troską.
- Bardziej nie będę.
- Odpręż się. Jesteś bardzo piękna Roza.
To była ta chwilą. Ten moment, na który czekałam od dawna. Nie umiem tego opisać. Jeden wielki wybuch namiętności, miłości i rozkoszy. Świat przestał istnieć. Byliśmy tylko my. Nie mogłam uwierzyć, że to się dzieje. Dymitr był idealny, ostrożny, ale dał się ponieść emocjom. Jak obiecał prowadził mnie z precyzją, jaką również wkładał w nasze treningi. Delikatnie wprowadził w ten nowy, nieznany mi świat kobiecości, intymności. Pokazał erotyczną stroje życia. To była moją najcudowniejsza chwilą w życiu, której nigdy mu nie zapomnę.

sobota, 14 października 2017

Roza, nie zostawiaj mnie- cz.2

Z dedykacją dla Klaudii, która skończyła w końcu AW! Brawo! 💖💗💖💖💖💗
__________________________________________
ROSE

Obudziłam się, tak jak zasnęłam, w objęciach Dymitra. Widać, że spał twardo jak nigdy. A przynajmniej, odkąd został strażnikiem. Ściskał mnie w ciasnym potrzasku swoich ramion, jakby bał się, że mu ucieknę. Wyglądał tak niewinnie i spokojnie, choć jego twarz wykrzywił lekki grymas. Po rozbudzeniu się, zaczęłam, jak wczoraj, delikatnie drapać go po głowie. Uśmiechnął się, mocniej wtulając w moją pierś. Nie wiem, co mu się śniło, ale to na pewno nie był dobry sen. Nie wiem, co on o tym myśli, ale ta wspólna noc wiele dla mnie znaczy. Po raz pierwszy razem przespaliśmy całą noc w swoich ramionach. Cieszyłam się, że mi zaufał i dał się sobą zaopiekować. Teraz moja kolej, aby odwdzięczyć się za to, jak on troszczył się o mnie i zawsze był, kiedy go potrzebowałam.
Pocałowałam go w czoło i wtedy zaczął się wiercić. Otwierał oczy, na które co chwilę opadały mu powieki. W końcu przetarł zaspane oczy i spojrzałam nimi na mnie.
- Dzień dobry skarbie- przywitałam go z uśmiechem.
Jednak nie odwzajemnił go. Uniósł się i odsunął ode mnie. Szlag! Ale ze mnie idiotka. Czemu nie umiem trzymać języka za zębami? Westchnęłam. Znowu się przeze mnie zamknął w sobie. Podniosłam się, a on śledził każdy mój ruch.
- Ja muszę wyjść załatwić kilka spraw- powiedziałam ze smutkiem.
W jego oczach pojawiła się panika, co szczerze mnie zdziwiło. Jednak nie pokazałam tego i kontynuowała, żeby go przekonać.
- Pójdę po jakieś swoje rzeczy  i zaraz wrócę. To zajmie mi szybciej niż myślisz. Przyniosę ci jakieś westerny- dodałam z uśmiechem.
Jednak on nie odwzajemnił tego, za to złapał moją rękę, patrząc na mnie ze strachem i błaganiem.
- Roza, nie zostawiaj mnie tutaj- prosił.
- Wczoraj chciałeś co innego - zauważyłam.
- Ja... nie wiem, jestem zagubiony. Dobrze mi przy tobie i jeśli nie chcesz, żebym cię odrzucił, zostań ze mną. Za dużo myślę w samotności. Boję się- dodał szeptem.
- Słucham?- byłam zdziwiona. Wręcz zszokowana.
- Boję się!- dodał głośniej.- Boję się samotności, że coś komuś zrobię, że skrzywdzę cię jeszcze bardziej. Nie umiem sobie już z tym poradzić sam. Ty i księżniczka jako jedyne możecie mi pomóc.
Uległam i usiadłam z powrotem obok niego. Dymitr podsunął się do mnie i nieśmiało położył głowę na mojej piersi, niczym kot, proszący się o pieszczotę. Objął mnie ramieniem, a ja jego. Ręce, które mieliśmy wolne, spletliśmy przed nami. Siedzieliśmy tak w ciszy, otoczeni tylko naszymi oddechami. W końcu przerwałam błogą ciszę.
- Co ci się dzisiaj śniło?- spytałam łagodnym głosem.
Poczułam jak się spiął. Jednak, gdy już myślałam, że nie odpowie, zrobił to.
- Byłem sam, przed sądem. Osądzali mnie za wszystko co robiłem jako strzyga. Zaczęły pojawiać się duchy moich ofiar, zbliżały się, wciąż powtarzali, że jestem mordercą, że ich zabiłem, że nie zasługuję na życie- zaczął płakać.
- Cii...- głaskałam go po głowie, składając lekkie pocałunki na jej czubku.- To tylko sen, jestem tu. Przy mnie nic ci nie grozi. To nie była twoja wina. Nic nie mogłeś zrobić.
- I... nagle pojawiła się bardzo jasna postać. Przegoniła duchy i w ciemności  zostaliśmy tylko ja i ona. To byłaś ty. Wyglądałaś tam tak pięknie. Jak... jak anioł. Stałaś przede mną, klęczącym z delikatnym uśmiechem i podałaś mi dłoń. A gdy ją złapałem... obudziłem się. Ja już nic nie wiem. Nie wiem, co jest słuszne, a co właściwe. Byłoby o wiele lepiej, gdybyś mnie zabiła.
Nie mogłam uwierzyć w to co słyszę. Nie. On na pewno tak nie myśli. To nie możliwe. Złapałam obiema dłońmi jego twarz i skierowałam na swoją.
- Nigdy nie waż się tak myśleć, a co dopiero mówić. Nie wyobrażam sobie mojego świata bez ciebie. Gdyby nie ty, nie wiem co by ze mną było. Nie możesz myśleć, że bez Ciebie byłoby mi lepiej. Nie możesz- przytuliłam go mocno do siebie, płacząc.- Nie przeżyłabym tego. Powinieneś się cieszyć z szansy, jaką dał ci los, a nie się nad sobą użalać. Jesteś zbyt dla mnie ważny. Kocham Cię.
- Och, Roza... ty tego nie rozumiesz...
- Czego? Tego że zawsze tylko ukrywasz się za zasadami i regułami, że tak naprawdę wewnątrz się boisz? Ja też się boję. Boję się, że Cię stracę, że zostanę sama, albo że wyląduje na ulicy jako dziwka sprzedająca krew. Tak samo mogłabym powiedzieć, że lepiej by było, gdybyś się za mną nie wstawił  i pozwolił Kirowej mnie wywalić. Nie dość, że zmarnowałam twój czas, to jeszcze przeze mnie zostałeś strzygą.
- Słucham?- podniósł na mnie zaczerwienione oczy.- Nie zmarnowałaś mojego czasu. Każdy dzień który z Tobą spędziłem, był jak błogosławieństwo losu. To był najlepszy czas w moim życiu. I to nie twoja wina, że Natan mnie przemienił. Nikt nie mógł nic na to poradzić.
- Gdybym nie wymyśliła tej całej akcji odbicia zakładników z jaskini, nic by się nie stało.
- Rose, czy ty nie rozumiesz?- odsunął się, siadając przede mną po turecku tak, żeby patrzeć mi w oczy.- Dzięki tobie uratowaliśmy mnóstwo morojów i dampirów.
- Ale za jaką cenę?! Straciłam Ciebie. Straciłam tą część siebie, która na zawsze zostanie z Tobą. Zostałam sama.
- Jestem tu- położył dłoń na moim kolanie w geście uspokojenia.
- Tak, wiem- uśmiechnęłam się gorzko.- Ale nie wiadomo ile ja tu będę.
- Co? A gdzie masz iść? Przecież, z tego co wiem, księżniczka nigdzie się nie wybiera.
- Tylko, że moje życie, nie będzie już zależało od Lissy. Nie wiem, kogo dostanę w przydziale, ale na pewno nie dadzą mi jej.
- Czemu?- oburzył się.- Przecież miałaś najlepszy wynik z egzaminu. Kto cię chce na przydział?
- Póki co Tasza i Adrian, ale pewnie ich nie dostanę.
- Ale czemu? Jesteś jedną z najlepszych wojowniczej.
- Nikt nie chce uciekającej strażniczki. Najpierw z Lissą na dwa lata, później do Rosji, a jak już byliśmy na Dworze, to uciekłam, wtedy co spotkaliśmy się w hotelu.
- Czyli, w sumie to też moja wina- z jego twarzy nie mogłam wyczytać żadnych uczuć.
- Nie! Nic nigdy nie było twoją winą. To był mój wybór. I muszę ponieść tego konsekwencje.
- Od kiedy to ty bierzesz odpowiedzialność za swoje przewinienia?- uśmiechnął się.
- Od kiedy żaden boski Rosjanin się za mną nie wstawia. Ale nie żałuję tego.
- Czemu?- spojrzał na mnie z zaciekawieniem.
- Bo dzięki temu odzyskałam ciebie.
Przysunął się bliżej mnie i przytulił.
- Hej gołąbeczki.- usłyszeliśmy wesoły szczebiot mojej przyjaciółki.
Zza ściany wyłoniła się Lissa z szerokim uśmiechem. Dymitr odskoczył ode mnie jak poparzony, a ja się uśmiechnęłam kręcąc głową. Może i ufał Lissie po tym, jak go odmieniła, ale nie umiał przy innych okazywać uczuć. Wstałam w momencie, gdy otworzyli kraty i ruszyłam do Dragomirówny.
- Pilnuj go proszę- szepnęłam jej na ucho.- Niech za dużo nie myśli.
Pokiwała mi głowa i podeszła do Bielikowa. Odwróciłam się jeszcze, łapiąc jego tęskne spojrzenie i posłałam mu całusa. Następnie ruszyłam do wyjścia. Kierunek: kwatera straży. Jednak pewna osoba pokrzyżowała mi plany.
- Tu jesteś mała dampirzyco.- usłyszałam wesoły głos.
Serce mi przyspieszyło. Cholera! Jak mogłam zapomnieć o chłopaku. Jestem koszmarną dziewczyną. Przełknęłam ślinę i odwróciłam się przodem do Iwaszkowa.
- Hej Adrian.- wymusiłam uśmiech.
- Wszędzie cię szukałem- oznajmił wciąż w dobrym humorze, jednak szybko zastąpiło go zmartwienie.- Coś się stało?
Zaczęłam przestępować z nogi na nogę, aż w końcu westchnęłam ciężko.
- Musimy porozmawiać. Ale w bardziej ustronnym miejscu- dodałam, widząc przystających i obserwujących nas co niektórych mieszkańców Dworu, głównie morojów.
- No dobrze.
Bez słowa ruszyliśmy w stronę parku. Idąc ramię w ramię z Iwaszkowem, myślałam nad najlepszym doborem słów. Jednak, cokolwiek przyszło mi do głowy brzmiało słabo i tandetnie. W końcu stanęliśmy w zaciszu pod jednym z drzew. Zapanowała miedzy nami cisza, którą widziałam, że to ja muszę przerwać. 
- Wczoraj Lissa odmieniła Dymitra.- palnęłam, po czym uświadomiłam sobie, że on o tym wie.
Wszyscy na Dworze wiedzą. Postanowiłam kontynuować, nie zważając na to, że jego spojrzenie stwardniało.
- To z nim w celi spędziłam noc. Ale do niczego nie doszło między nami- dodałam szybko.- On jest rozbity i jestem z nim jako przyjaciółka. Dymitr nie chce że mną być. Jest strasznie zagubiony. Ale nie o tym chciałam rozmawiać. 
- Spodziewam się- warknął nieprzyjemnie Adrian.- Chcesz że mną zerwać?
Wypuściłam ciężko powietrze. To mu starczyło jako odpowiedź. 
- Przez niego?- kontynuował.
- Nie! To ani jego, ani twoja wina. Będąc z nim uświadomiłam sobie, że kocham Cię, ale to nie to samo uczucie, jakim darzę Dymitra. I mimo, że może nigdy nie będziemy razem, nie mogę cię oszukiwać. Jesteś bardzo wartościowym mężczyzną i jeszcze nie jedna kobieta cię zechce. Ja nie pokocham nigdy nikogo tak mocna jak Dymitra, dlatego jeśli nie będę mogła być z nim, nie będę z nikim.
Skończyłam swój monolog i czekałam na reakcję Iwaszkowa. Spodziewałam się wybuchu wściekłości i szczerze wolałabym już, żeby zmieszał mnie z błotem, wdeptał w ziemię i wyzywał od suk, bo tak się właśnie czułam, widząc ból w jego oczach. Nagle sięgnął do kieszeni i wyciągnął paczkę papierosów, po czym włożył jednego do ust. To jeszcze bardziej przyprawiło mnie o ścisk w sercu.
- Powinienem się tego spodziewać - mruknął, podpalając go.
- Adrian...- zaczęłam ze skruchą, ale przerwał mi gestem ręki. W sumie i dobrze, bo i tak nie wiedziałam co powiedzieć.
- Skończ Rose!- wypuścił dym z ust.- Przecież oboje wiemy, że zgodziłaś się ze mną być, tylko dlatego, że dałem ci pieniądze na poszukiwania tego twojego Ruska. Wrócił i już idę w odstawkę. Mówiłem, że tak będzie. Miałem być tylko zastępcą, chwilowa odskocznią na brak Dymitra. A ja naiwnie wierzyłem, że to przerywa, nawet jeśli Lissa go odmieni. Więc nie kłam, że mnie kochasz.
- Kocham. - zapewniłam.- Może nie tak mocno jak Dymitra, ale jesteś dla mnie ważny. Dlatego nie chcę Cię okazywać. Powinieneś znaleźć sobie dziewczynę, dla której będziesz najważniejszy, tak jak dla mnie Dymitr. Nie jest nam pisane być razem i to nie jest dla mnie łatwe, ale wiem, że to jedyna właściwa decyzja, dla nas obojga. Dla naszego honoru.
- Przestań pieprzyć. Mam tego dość. Jutro wyjeżdżam.
- Nie musisz. Mnie samą pewnie niedługo odeślą...
- Nie wszystko kręci się wokół ciebie Rose. Dużo ostatnio myślałem i idę na studia. Chciałem cię prosić, żebyś pojechała że mną, ale to już chyba nieaktualne.
Byłam zaskoczona, na prawdę. Nie spodziewałam się takiej decyzji z jego strony. Pod wpływem chwili przytuliłam go. Zastygł zdziwiony w bezruchu.
- Życzę Ci szczęścia w życiu.- cmoknęłam go w policzek i odbiegłam.
Serce ściskał mi żal, że tracę ważną osobę w moim życiu, jedna czułam, że robię dobrze. Nawet jak stracę ukochanego Rosjanina, nie będę tkwiła w nieszczęśliwym związku, oszukując nas oboje. Nie zwalniając, biegłam przez Dwór, prosto do kwatery straży. Wyparowałam do środka i bez żadnego słowa, weszłam do biura Hansa.
- Czemu strażnik Bielikow siedzi w areszcie?- zaczęłam bez owijania w bawełnę.
- Hathaway! Nikt cię nie nauczył pukać.- był bardziej zaskoczony niż zły.
- Przecież on nie jest niczemu winny.
- Jest tam dla bezpieczeństwa.- mruknął, wracając do dokumentów na biurku.
- Dymitr został odmieniony! Nie stanowi dla nikogo zagrożenia!- podniosłam głos. 
- Zajmowaliśmy go tam dla jego własnej bezpieczeństwa- wytłumaczył, również już ostrzej.
Spojrzałam na niego zdziwiona. Dla jego bezpieczeństwa? Pośpieszył z wyjaśnieniem.
- Był strzygą, a wielu artystów nie przyjmuje do wiadomości, że został odmieniony. Ktoś mogłyby go zaatakować, albo i zabić, robiąc mu samosąd. Również to sprawia, że moroje czują się bezpiecznie i moją na to spojrzeć bardziej obiektywnie. Strażnicy w areszcie nie tylko mają pilnować, aby nikt nie wyszedł, ale żeby też nie wszedł.
- No dobrze. Ale trzeba w takich warunkach.
- Powiedz mi Rose, czemu ci aż tak na nim zależy? Wiem, że zostałaś na noc w celi i zamierzasz tam być.
- Był moim mentorem. To dzięki niemu jestem tak dobra.
- Nie chodzi tylko o to, prawda?
- Nie będę się z niczego tłumaczyć!- uniosłam się.- To moja sprawa gdzie i z kim chcę spać!
Jednak po chwili zrozumiałam co powiedziałam i zakryłam usta dłonią. Jednak było już za późno.
- Co chcesz przez to powiedzieć?- spojrzał na mnie podejrzliwie.
- Nic.
- Rose, jako strażnicy, ty i Dymitr nie możecie być razem- upomniał mnie.
- Wiem i nie jesteśmy.- odpowiedziałam zniecierpliwiona, krzyżując ręce na piersi.
- Ale chciałabyś.
- A czy to ma znaczenie.- spuściłam głowę.- Ja chcę tylko jak najlepiej dla Dymitra. Daj mu jakiś pokój. Mogę nawet sama go pilnować.
- Nie mogę ryzykować, że do czegoś między wami dojdzie. Związki między dampirami są zabronione
- Po pierwsze, to niczego nie zmieni, po drugie nikt nie musi o tym wiedzieć, jeśli dostaniemy różne przydziały i pokoje obok, a po trzecie, i tak pewnie będę zmuszona gdzieś wyjechać, jak nie dostanę przydziału na Dworze.
A po czwarte, Dymitrowi nie za bardzo się śpieszy, żeby cokolwiek między nami zaszło. Ale ten tematy już przemilczałam.
- Zgoda - westchnął.- na razie przydzielę mu jakiś pokój na końcu budynku dampirów. Zrobimy to jutro w dzień, żeby nikt nieodpowiedni się nie dowiedział, a jeszcze dzisiaj będzie przesłuchiwany, czy wciąż jest strzygą. A co do wyboru... Dobrze poradziłaś sobie na akcji i dodać twoje wyniki z testu i oddanie księżniczce Wasylisie, masz duże szansy wrócić do osób proponowanych na jej strażników.
- Naprawdę?!- nie mogłam uwierzyć.
- Ale jeszcze musisz się przyłożyć, jeśli chcesz być jej strażniczką.
- Co mam zrobić?- spytałam pełna zapału.
- No nie wiem- udał zastanowienie.- Jakbyś udowodniła, że umiesz kogoś pilnować jak oka w głowie. Tylko, że nie można narażać żadnego moroja, w razie gdybyś postanowiła znowu uciec. Gdyby znalazł się ktoś, nie moroj, do pilnowania...
- Jest taka jedna osoba- zrozumiałam o co mu chodzi.
Pokiwał głową i wskazał drzwi.
- A teraz won mi. Mam dużo pracy.
- Tak jest strażniku Croft!- zasalutowałam z uśmiechem i wybiegłam.
___________________________________________

Tak jak podejrzewałam nie umiem nie pisać i mam mnóstwo pomysłów na bonusy. Od teraz będą one w 1 i 15 dniu miesiąca. Mam nadzieję, że się cieszycie. Już 1 listopada 3 część tego.

sobota, 7 października 2017

Myślę

Każdej nocy myślę o tobie. Gdzie jesteś, co robisz. Każdej nocy nie mogę zasnąć, bo kiedyś ty byłeś moim snem. Mam nadzieję, że ona da ci to szczęście, którego nie znalazłeś u mnie. Życzę Ci, abyś nie zadręczał się jak ja. Myślę o tobie jak o kimś ważnym. Zastanawiam się, czy uśmiechasz się tak często, jak przy mnie. Czy tak samo jesteś dla niej, jak byłeś dla mnie. Czy oboje się dopełniacie. Myśle bo mimo wszystko wciąż jesteś w mojej głowie.
__________________________________
Macie tutaj takie krótkie, bo mi wszyscy narzekają, że mam coś dodać (tak, ty Marta). Piszcie w komentarzach możliwe interpretacje(oczywiście z Romitri). Jestem ciekawa, co wymyślicie. 💖
Ps.
Wciąż czekam na jakieś zamowienia na One Shoty💖💖💖💖

piątek, 15 września 2017

Nigdy Cię nie zostawię - cz.1

"Nie zważając na piekący ból, jeszcze raz przedarła się przez płomienie i wepchnęła sztylet głęboko w serce Dymitra. Zrobiła to niezdarnie, zabrakło jej precyzji wyszkolonego strażnika. Ale dokonała tego. Przebiła serce. W tej samej chwili poczułam cudowny przepływ magi przez więź, znajome uczucie, które zawsze towarzyszyło uzdrawianiu. "
***
"Wokół Lissy rozbłysło białe światło, potężniejsze niż płomienie. Jakby ktoś wrzucił słońce do ciemnego pomieszczenia. Krzyknęłam, instynktownie zasłaniając oczy i się cofnęłam. Zorientowałam się po odgłosach wokół mnie, że wszyscy zareagowali podobnie."
***
"To nie był cud. To była bajka.
Lissa i Dymitr upadli na ziemię w popalonych, porwanych ubraniach. Piękną skórę Lissy znaczyły ślady poparzeń. Najgorzej wyglądały jej dłonie i nadgarstki."
***
"Głaskała Dymitra po głowie.
Na pół siedząc, nachylała się nad nim. Dymitr leżał na podłodze z głową opartą na kolanach Lissy, a ona raz po raz głaskała placami jego włosy- uspakajając go, jak uspakaja się dziecko lub zwierzę. Jej twarz, mimo ran zadanych przez ogień, promieniowała pięknem i współczuciem. Dymitr nazwał mnie aniołem zemsty, ona była aniołem łaski. Pochylała się nad nim, szepcząc niezrozumiałe słowa."
***
"Widziałam jego oczy tylko przez krótką chwilę, zanim ukrył twarz w kolanach Lissy, ale byłam pewna, że zobaczyłam brąz, głębię, w którą zapadałam tak wiele razy. Czerwone obwódki wokół źrenic znikły bez śladu.
Dymitr... nie był już strzygą.
Szlochał."
Wszystko wokół zamarło, jakby czas stanął w miejscu i istniała tylko ta dwójka. Bo dla mnie tak było. Coś jednak mnie pchnęło. Może to widok Dymitra w takim stanie? Albo moja tęsknota za nim. Jego ciepłem, spokojem, bezpiecznymi ramionami, tym wspaniałym uczuciem, gdy mnie dotykał. Powoli podniosłam nogę i wykonałam pierwszy krok. Stąpałam cicho i ostrożnie, jakbym na nowo uczyła się poruszać. Bałam się zaburzyć równowagę tej chwili i wystraszyć Dymitra. Prawie niesłyszalnie znalazłam się za księżniczką, tak, żeby jej nie wystraszyć. Ona nie znacznie odwróciła głowę w moją stronę i porozumiałyśmy się wzrokiem. Kucnęłam obok, co w końcu przykuło uwagę Bielikowa. Spojrzał na mnie przez łzy z bólem, żalem i poczuciem winy. Wtedy poczułam nagły przypływ uczuć. On był tu, cały i zdrowy. Jako dampir. Mój kochany strażnik. Poczułam pieczenie pod powiekami i po chwili po policzku ciekły mi łzy. Uśmiechałam się, wiedząc, że teraz może być tylko lepiej. Nawet nie zauważyłam, kiedy moja przyjaciółka wstała i odsunęła się od nas, wchodząc w ramiona Ozery. Dymitr też tego nie zauważył, patrząc na mnie uważnie. Zajęłam poprzednie miejsce Lissy i z wielką ulgą, przycisnęłam głowę ukochanego go piersi. Na początku się opierał, ale w końcu opadł bez silnie i tylko objął mnie, mocniej się we mnie wtulając. Teraz to płakał jak dziecko, a ja gładziłam go po głowie, szepcząc, że już dobrze i będę zawsze przy nim. Żadne więcej słowa nie były potrzebne. Wystarczyło, że był przy mnie. Czułam się taka lekka, jakbym zaraz miała odlecieć. Żal, smutek i pustka, towarzyszącą mi przez ostatnie miesiące zniknęła bez śladu. Byłam w tym momencie nieszczęśliwszą osobą na świecie. Odzyskałam moją miłość.
- Rose- delikatny głos Lissy zwrócił moją uwagę.- Musimy wracać.
Oboje z Dymitrem spojrzeliśmy na nią, wciąż pozostając w swoich objęciach. Kiwnęłam głową i zaczęłam się podnosić. Ukochany patrzył na mnie zagubiony i przerażony. Wołał pustką w sobie, żebym wróciła. Jeszcze nigdy nie wiedziałam go w takim stanie. Wyglądał tak bezbronnie i niewinnie. Złapałam go za dłonie i lekko pociągnęłam. Ostrożnie wstał, nie przestając patrzeć w moje oczy. Od razu doskoczyło do nas kilku strażników, patrząc czujnie na byłą strzygę. Bez słowa daliśmy się zaprowadzić na zewnątrz do aut. Usiadłam obok Dymitra. Przez cały czas, kurczowo trzymał moją dłoń, jakby bał się, że jeśli ją puści, zgubi się. Spojrzałam na niego z uśmiechem.
- Zdrzemnijmy się.- zaproponowałam.- Przed nami długa droga.
On tylko kiwnął głową i odwrócił się w stronę okna. Zrobiło mi się smutno. Przecież jak on się musi czuć. To okropne. Poczułam ogarniające mnie zmęczenie. Bez sił oparłam głowę o ramie mojego mentora i zamknęłam oczy. Zanim zapadłam w sen, poczułam lekkie muśnięcie ust na czole.
- Przepraszam Roza. Przepraszam za wszystko. - odezwał się pierwszy raz od czasu przemiany, a jego głos drżał z emocji.
Ścisnęłam mocniej jego dłoń i zasnęłam.
Kiedy się obudziłam, wciąż byliśmy w samochodzie. Dymitr musiał zasnąć z głową opartą na mojej i tak został. Spojrzałam na wyświetlacz z przodu, gdzie widniała godzina i szybko policzyłam, że spałam z 4 godziny oraz, że zbliżamy się do celu. Podniosłam się, czym obudziłam Dymitra i zaczęłam się wyciągać. Poczułam na sobie palące spojrzenie ukochanego i uśmiechnęłam się z satysfakcją.
- Widzisz coś, co ci się podoba, Towarzyszu?
Jakby się otrząsnął, odwrócił wzrok za okno z kamienną miną. To mnie całkowicie zaskoczyło. Rozumiem, że może być przybity i zagubiony, ale żeby odcinał się przede mną swoją maską strażnika? Nie rozumiem.
- Dymitr...co się stało?- spytałam zmartwiona.
Nachylił się do mojego ucha, a jego ciepły oddech połaskotał moją szyję.
- Jestem tylko mężczyzną, więc nie dziw się, że zwracam uwagę na twoje wdzięki.
Zamrugałam szybko. Chwilę zajęło mi zakodowanie tego co powiedział.
- No ja rozumiem i wcale nie mam nic przeciwko. A zwłaszcza, jeśli chodzi o ciebie.- również szepnęłam.
- A powinnaś.- powiedział z bólem.
Wtedy mnie zatkało.
- Co ty pieprzysz?!- krzyknęłam na całe auto.
Zganił mnie spojrzeniem i wskazał na strażników wokół nas
- Porozmawiamy o tym później.- zdecydował.
Dalej byłam w szoku, ale nie miałam jak ciągnąć rozmowy, ponieważ byliśmy już na miejscu. Wysiedliśmy i szybko znalazłam się przy ukochanym, łapiąc go za dłoń. Chciał ją wyrwać, ale ścisnęłam go tam mocno, że bałam się, żeby nie złamać mu ręki. Spiorunował mnie wzrokiem, jednak nie ugięłam się i to ja wygrałam pojedynek na spojrzenia. Choć muszę przyznać, że wiele mnie kosztowało, żeby nie oddać się pod władania czekoladowym tęczówek. Wiem, że coś go bardzo męczy i potrzebuje pomocy, a jeśli chcę mu pomóc, muszę nawet na siłę być blisko niego. Po tym, co się stało, nie mogę go zostawić samego sobie. Przewrócił oczami z rozdrażnieniem, ale nie wyrywał już dłoni. Razem ze strażnikami szliśmy przez Dwór. Na szczęście słońce świeciło już wysoko na niebie, więc oprócz strażników i większych imprezowiczów, nikogo nie było. Dopiero gdy rozpoznałam kilka budynków, domyśliłam się kierunku, w którym idziemy. Wyrwałam się z uścisku dampira, co o dziwo było dość trudne i stanęłam przed orszakiem.
- Chwila! Gdzie wy nas prowadzicie?- spytałam strażników z przodu.
- Dostaliśmy rozkaz z komendy głównej strażników, aby zaprowadzić pana...
- Strażnika- poprawiłam.
- ...strażnika Bielikowa- westchnął, kontynuując. Pewnie nie chciał się kłócić- do aresztu.
- Słucham!- krzyknęłam.
- Rose...- odezwał się ostrzegawczo Dymitr.
- Jakim prawem? Jest takim samym dampirem jak my i nie widzę powodu, żeby zamykać go w cholernych czterech ścianach. Tym bardziej w takich warunkach.
- My tylko wykonujemy obowiązki. Punkt zażaleń jest tam - wskazał na budynek za sobą.
- Oj już ja się zażalę.- mruknęłam, przepychając się na poprzednie miejsce.
Ruszyliśmy na nowo w obranym, już mi znanym, celu. Naburmuszona już nie próbowałam złapać Dymitra za dłoń. Jednak on sam to zrobił, przyciągając mnie bliżej siebie. Jego dotyk i bliskość trochę mnie uspokoiły, jednak były niezrozumiałe.
- Zachowujesz się jak baba w ciąży. - stwierdziłam z uśmiechem.
Niewiarygodne, jak szybko poprawił mi humor jednym, drobnym gestem. Pomyślałam, że może dlatego też złapał mnie za rękę. Może go też to uspakaja. Przecież widać, że jest zagubiony. Tylko czemu jednocześnie tak broni się przede mną? Widzę, że toczy ze sobą walkę i raz jest obojętnym strażnikiem, a raz zagubionym chłopcem, jak teraz. Tylko czemu. Usłyszałam głośne westchnienie z jego ust.
- Po prostu nie cierpię patrzeć jak jesteś smutna lub zła przeze mnie.- odezwał się w końcu.
- Ale to nie było przez ciebie.- zmarszczyłam brwi.
- Teraz nie...- szepnął ledwie słyszalnie.
Czekałam, aż coś jeszcze dopowie, ale on milczał. Ja też się już nie odezwałam, analizując jego słowa, aż do budynku więzienia. Zaczęło mi się wszystko układać w spójną całość no on chyba sobie żartuję. Czyżby obwiniał się o to, co robił jako strzyga? Przecież to nie jego wina. Oj, ja już sobie z nim porozmawiam. Wreszcie znaleźliśmy się na miejscu. Tylko czekałam, aż zajedziemy się z Dymitrem sam na sam. Jednak przed tym musiałam stoczyć kolejną walkę.
- Nie zostawię go samego. Albo zamknięcie nas oboje tutaj, albo puścicie wolno.
- Strażniczko Hathaway.- westchnął ktoś z naszej obstawy.- Na prawdę nie możesz.
- Czemu?- spojrzałam na niego hardo, a on się zawahał.- Jeden powód. Jakbym miała uciec, nie chciałabym, żebyście mnie tu zamknęli. Naprawdę muszę tu być. Mu jest to potrzebne. Pomyślcie o nim, jak o koledze z pracy. Potrzebuje pomocy i wiem, że mogę mu pomóc- spojrzałam z błaganiem na Michaiła.
On za to wpatrywał się w Dymitra. To dawało mi nadzieję, na uratowanie Soni. Po dłuższej wymianie zdań, poddali się i pozwolili mi zostać. Jednak mieliśmy jedną prycz dla siebie.
- Jesteś bardzo uparta, Roza- Dymitr uśmiechnął się lekko.
- Zawsze dostaję to czego chcę- spojrzałam na niego wymownie, po czym usiadłam na prowizorycznym łóżku, klepiąc miejsce obok.- Usiądź. Chcę z Tobą porozmawiać.
Westchnął i zajął miejsce obok mnie. Jednak nie spojrzał na mnie, za to ja nie przypuszczałam z niego wzroku.
- Powiedz mi.- poprosiłam, prawie błagając.- Powiedz, co się tam u ciebie dzieje w głowie?
Przez chwilę panowała cisza. Nie pospieszałam go. Rozumiałam, że sam musi być gotowy mi powiedzieć. Nie wiem ile tak siedzieliśmy, kiedy w końcu się odezwał.
- Nie wiem.
Znowu zapadła cisza. To będzie trudniejsze niż myślałam.
- Dlaczego nie chcesz mi zaufać?- spytałam z bólem.
- Tu nie chodzi o zaufanie, a twoje dobro- spojrzałam na mnie, łapiąc moje dłonie.- Ja... czuję się tak dziwnie, nie na miejscu. Zagubiony, jak dziecko dopiero poznające świat. I potrzebuję przewodnictwa - uśmiechnęłam się na jego słowa, ale on wciąż wpatrywał się we mnie z bólem.- Ale jest też inna część mnie. Mniej samolubna, mówiąca, że muszę cię trzymać z dala ode mnie. Po tym co ci zrobiłem... byłem potworem.
Odwrócił wzrok, spuszczając głowę. Po jego policzku spłynęła łza.
- Dymitr...
- I myślę, że powinienem się jej słuchać. Nie zasługuję na kogoś tak wspaniałego jak ty. Jesteś naprawdę bardzo wartościową kobietą, niezwykłą, która zasługuje na wspaniałego mężczyznę, który nigdy jej nie zrani.
Nie wiedziałam co powiedzieć. Po prostu mnie zatkało. Nie wiedziałam, że taką mnie widzi.
- Kocham Ciebie i tylko Ciebie- zauważyłam, że chce mi przerwać, ale nie pozwoliłam mu.- Ja ci dałam się wypowiedzieć, teraz moja kolej. Kocham Cię i nie chcę nikogo innego. Jedyne przez co cierpiałam z twojego powodu, to gdy mnie odrzucałeś i sama twoja przemiana. No i jeszcze, jak myślałam, że Cię zabiłam. Bp to tak, jakbym zabiła część siebie. Ale rozumiem, że jesteś zagubiony i nie chcę Cię do niczego zmuszać. Po prostu... pragnę jedynie twojego szczęścia i pomóc ci. Musisz po prostu zrozumieć, że to co robiłeś jako strzyga, nie powinno iść na twój rachunek sumienia. To nie byłeś ty. Nie miałeś nad tym kontroli. Dlatego nikt nie będzie cię o to obwiniał. Ale porozmawiajmy o tym jutro- dodałam, gdy zobaczyłam, jak ucieka mu wstrzymywane ziewnięcie.
- Jak ty zrobimy?- spytał, rozglądając się dookoła.
- Może to nie jest jakieś bardzo wygodne, ale lepsze niż podłoga. Ty powinieneś tu spać- poklepałam łóżko.
- Słucham?- spojrzał ba mnie z uniesioną brwią.- Nie zgadzam się. Ta podłoga jest zimna i twarda.
Spojrzałam na niego znacząco.
- Jestem strażniczką. Poradzę sobie. Do tego byłam szkolona.
- Ja też jestem strażnikiem.
- Dymitr, musisz się wyspać. Przypominam ci, że nie spałeś od kilku miesięcy. Dlatego to miejsce należy ci się bardziej.
- Należy? Za to co robiłem?- powiedział gorzko.
Wypuściła głośno powietrze. Z tym mężczyzną nie da się rozmawiać. Z wdziękiem wstałam ze swojego miejsca i bez słowa podeszłam do kąta pod ścianą równoległą do krat. Położyłam się na boku z rękoma pod głową i ziewnęłam ostentacyjnie. Ostatni raz spojrzałam na ukochanego, który patrzył zdziwiony na moje poczynania, po czym zamknęłam oczy.
- Dobranoc- powiedziałam z uśmiechem satysfakcji.
- Dobranoc Roza
Zdziwiła mnie nuta triumfu w jego głosie. Otworzyłam jedno oko i je zamknęłam. Chciał wstać i również położyć się na podłodze.
- Nawet o tym nie myśl Towarzyszu.
Usłyszałam ciche przeklnięcie, na co się uśmiechnęłam. 2:0 dla mnie. Przed snem postanowiłam jeszcze sprawdzić co u Lissy. Zamknęłam oczy i weszłam do jej głowy. Zaprosiła do siebie Christiana.
- Dziękuję, że mi pomogłeś - złapała go za rękę.
- Jak mógłbym nie- uśmiechnął się lekko. W jego oczach widziałam miłość.
Czułam zdenerwowanie przyjaciółki.
- Christian, ja... Naprawdę przepraszam za to, co zrobiłam...- zaczęła się jąkać, a po policzku pociekła jej łza Ja... ja nie wiem czemu... Nic nie czuję do Aarona... Kocham tylko Ciebie, naprawdę nie chciałam... Przepraszam.
Ukryła twarz w dłoniach, zanosząc się płaczem. Po chwili Ozera zabrał jej i przytulił Lissę.
- Wiem- zapewniał, głaszcząc ją po plecach.- To nie twoja wina. To przez Avery. Już spokojnie. Ja też Cię kocham.
- Czy... czy będzie między nami już dobrze?- czułam jej nadzieję, gdy patrzyła w jego niebieskie oczy.
- Tak kochanie.- uśmiechnął się i pocałował ją w czoło.- Teraz będzie już dobrze.
Zaczęli się do siebie zbliżyć, po czym ich usta spotkały się w delikatnym pocałunku, który obudził skrywane wewnątrz namiętność. Gdy zaczęli się rozbierać, uznałam, że dobrze będzie się wycofać. I nie zasypiać póki nie skończą się godzić. Czemu Dymitr nie może mnie tak przepraszać?

DYMITR

Nie zrozumiem nigdy kobiet. Chcę dla Rose jak najlepiej, a ona się przed tym broni. Nie powinna spać na ziemi, jeszcze się rozchoruje. Ale co mnie to obchodzi. Powinienem trzymać się z dala od niej i jej życia. Ale czy na pewno? Moje serce tego nie chce. Kiedy mnie przytuliła, czułem się bezpieczny, na miejscu, że nigdy nie powinienem opuszczać tych ramion. Że w nich znajdę swój ratunek. Prowadzę wojnę. Jedna część mnie chce być przy niej, czuć ten prąd, miłe uczucie ciepła, te szczęście co dawnej. To wciąż we mnie żyje. Jej bliskość jest jak kiedyś. Wspomnienie naszego pierwszego razu. Jej dłonie na moich mięśniach, małe, delikatne wargi, rozpalające mnie jak płynąca zapałka podpałkę. Najmniejsze muśnięcie rozgrzewające moją krew. Dziwne uczucia w żołądku, nazywane motylami. Ale... po tym co zrobiłem, nie zasługuję na to. Nawet nie wiem, czy wciąż jestem zdolny do miłości. A Rose i tak kazała mi zająć lepsze miejsce. Co dziwne, Rose ma rację, że potrzebuje snu, więc czemu od kilku minut kręcę się na "łóżku"? Spojrzałem na Rozę, leżącą bez ruchu. Tylko miarowo oddychała. Pewnie zasnęła. Chciałbym z nią porozmawiać jeszcze. A przecież przed chwilą byłem taki zmęczony. Powili wstałam i podszedłem do niej. Wyglądała tak pięknie, jak zawsze. Nie zasługuje na kogoś takiego jak ja. Usiadłem obok i ją obserwowałem. Nagle otworzyła oczy, a ja mogłem dotrzeć znikający ślad po  jej wizycie u Wasylisy. Gdy mnie zauważyła, uśmiech na jej promiennej twarzy zmienił się w gromiący wzrok.
- Czemu nie śpisz na łóżku?
W sumie nie ma powodu jej się spowiadać. Ale to urocze, że się o mnie martwi. Odpowiedziałem dopiero po chwili.
- Nie mogę zasnąć- przyznałem.
Poczułem się jak małe dziecko po koszmarze. W sumie to miałam koszmar od 4 miesięcy. Od razu rysy dampirzycy złagodniały. Uniosłam się i oparła o kamienną ścianę, po czym wystawiła ramię w zapraszającym geście. Przez chwilę się wahałem, aż zobaczyłem, jak nadzieja w jej spojrzeniu gaśnie, a ona opuściła rękę, po czym zamknęła oczy. Ten widok ścisnął mi serce. Uświadomił mi, jak to co robię ją bardzo rani. Czy bardziej od tego, co robiłem jako strzyga? Na pewno nie. Tylko wtedy nie pokazywała uczuć. Teraz pokazuje, żeby przekonać mnie do tego, co mówiła wcześniej. Co nie zmienia tego, że nie mogę ma nią taką patrzeć. Przecież jedna noc nic nie znaczy. Podsunąłem się i wtuliłem w pierś Rozy, okrywając nas moim prochowcem. Wysłuchałem się w miarowe bicie jej serca, podczas gdy ona bawiła się moimi włosami.
- Co tam u księżniczki?- spytałem.
- Nic nowego. Godzi się z Ozerą, więc przez najbliższy czas mogę zapomnieć o śnie - skrzywiła się.
- Mi też się nie śpieszy.
- Nie. Ty powinieneś odpocząć. Pewnie jutro będą chcieli cię przesłuchać.
- Dlaczego to robisz?- spytałam po dłuższej chwili. - Przecież mogłaś teraz spać w wygodnym łóżku.
- Wolę spędzić całe życie na kamiennej podłodze przy tobie, niż jedną noc samej w luksusowym pokoju. Nigdy cię nie zostawię, bo cię kocham.
Jej słowa płynęły prosto z serca, wiedziałem to i tym bardziej, nie wiedziałem co zrobić. Ta kobieta miesza mi w głowie. Czyżbym jednak dalej był w niej zakochany.
- Roza..
- Ciii... nic nie mów. śpij.
postanowiłem jej posłuchać. miło być pod czyjąś opieką. Zawsze to ja się o wszystkich troszczyłem. Czemu los zsyła mi tak wspaniałą kobietę, a ja nie czuję się jej godny. Od dawna nikt się o mnie nie troszczył. Zamknąłem oczy, wtulając się w nią bardziej, gdy Rose zsunęła się do pozycji leżącej. Byłem zaskoczony jak szybko zapadłem w sen.
___________________________________________________________________________
Witajcie, po długiej przerwie w pierwszym bonusie. Oczywiście nie zostawię was tak. No przynajmniej nie dłużej niż miesiąc. Następna część tego bonusa 15 października. A jak tam wam leci pierwszy miesiąc roku szkolnego? Patrzcie, już pół zleciało. Nawet nie obejrzycie się, jak będą święta, ferie, drugie święta i wakacje. Szybko minie. Kocham was 💖💖💖💖