- Roza, nie rób tak więcej.- pouczył mnie Bielikow.- Bałem się o ciebie z każdym wymienionym z nim zdaniem. Nie narażaj się tak więcej. Błagam.
Z jego oczu biła troska i strach. Zrobiło mi się go żal. Tak bardzo się o mnie martwi. Jest taki uroczy.
- Spokojnie skarbie.- dotknęłam dłonią jego policzka.- Mi nic nie będzie. Potrzebują mnie i boją się. On o tym wie i nie pozwoli mi coś zrobić, zwłaszcza, że TY mnie potrzebujesz. Twój gniew nie jest im potrzebny.
- I tak lepiej nie wystawiać jego cierpliwości na próbę. Ugh.- zatrząsł się, wykrzywiając twarz.- Odzwyczaiłam się od grania strzygi.
- Świetnie ci to wyszło. Jesteś wspaniałym aktorem.
- Ale i tak muszę jakoś pozbyć się odczucia, ze jestem jednym z nich.- odetchnął ciężko
Spojrzał na mnie i od razu się uśmiechnął, jakby coś kombinował. Zanim się obejrzałam, porwał mnie w ramiona i biegiem ruszył w stronę łóżka. Zrobił to tak gwałtownie oraz niespodziewanie, że aż pisnęłam zaskoczona, po czym zaczęłam się śmiać.
- KOCHAM CIĘ! Kocham, kocham, kocham.- powtarzał, aż nie położył mnie na miękkiej kołdrze.
Uspokoiłam się i patrzyłam z uśmiechem w czekoladowe tęczówki Rosjanina, który wisiał nade mną. Nasze dłonie były splecione na wysokości mojej głowy. Zastygliśmy w tej pozycji, wpatrzeni w swoje oczy. Nawet już te czerwone obwódki mi u niego nie przeszkadzają. Kocham go całym sercem od zawsze i kochać będę, cokolwiek by się nie działo. Jestem zakochana w jego oczach, śmiechu, sile, trosce, w tym jak pięknie marszczy czoło, gdy bardzo intensywnie myśli, w jego trosce i opiekuńczych odruchach. Jestem zakochana w całym nim. Ukochany patrzył na mnie z tak wielką miłością, że aż się rozpływałam. Pochylił się, a nasze usta spotkały się w szybkim buziaku. Uśmiechnęłam się do męża, a on wtulił głowę w mój brzuch. Z jego ust wydobyło się ciche mruczenie, gdy zaczęłam drapać go po głowie. Sama rozkoszowałam się delikatnymi w dotyku włosami Rosjanina.
- Teraz brakuje telewizora.- westchnął, błogo uśmiechnięty.- Byśmy sobie zdobili sobie seans filmowy.
- Mi tam to nie potrzebne. Ważne, że mam ciebie. Po za tym w każdej chwili możemy stać się bohaterami naszego własnego filmu. Erotycznego.- dodałam seksownie szeptem mu nad uchem.
Zamruczał z pożądaniem i uniósł się nade mną.
- Co proponujesz?
- No wiesz, nie robiliśmy tego jeszcze w ciemnej jaskini.- zauważyłam, rozpinając mu guziki koszuli.
Na moje słowa wstał i podszedł do latarki na kredensie przy drzwiach. Po chwili całe pomieszczenia utonęło w nieprzeniknionych ciemnościach. Czekałam aż mąż wróci do łóżka, a gdy się doczekałam byłam przyjemnie zaskoczona. Dotknęłam jego przedramion i pięłam się w górę po ramionach, spodziewając się koszuli, ale jej tam nie było. Syciłam spragnione dotyku ciało, głaszcząc chłodny tors ukochanego z małymi włoskami. W tym czasie jego jedna ręka wślizgnęła się pod moją bluzkę i pięła coraz wyżej po plecach, aż do zapięcia mojego stanika. Jednym ruchem zwolnił je, a następnie łapiąc za obie części mojej garderoby pozbył się ich. Przyległ do mnie całym ciałem, grzebiąc przy naszych spodniach. Płonęłam pod jego dłońmi i ustami znaczącymi swój własny szlak mokrymi pocałunkami. Moje rozpalone ciało wołało o jego chłód, choć on nie mógł ugasić pożaru w mojej krwi. Czułam w sobie żyły ogień, który eksploatował, gdy tylko Bielikow wszedł we mnie.
- Dymitr!- jęknęłam.
- Roza...- mruknął, nie przestając pieścić moich piersi.
Z każdym ruchem czułam coraz to większą przyjemność, ale i zniecierpliwienie wymieszane z niedosytem. Chciała już dojść w jego ramionach, wiedzieć jak bardzo jestem kochana i bezpieczna, bo póki co ogarniająca mnie euforia pozbawiała mnie świadomości czegokolwiek. Jedyne czego byłam pewna to, że mężczyzna mojego życia właśnie prowadzi mnie do raju, otwiera przede mną bramy nieba, dopełnia mnie w całości. Nasze ciała pasują do siebie idealnie, dając nam więcej przyjemności, niż cokolwiek innego. Po długim oczekiwaniu, wieczności, która mogła być równie dobrze chwilą, doszliśmy opadają bez sił. Oddychałam szybko, próbując dojść do siebie, wpatrzona w sufit. Uśmiechnęłam się szeroko, czując drżące jeszcze mięśnie. Poczułam poruszenie na piersi i spojrzałam na ukochanego. Patrzył na mnie z uśmiechem i błyszczącymi oczami.
- Ja tiebia liubliu tovarishch.
- Ja tiebia toże liubliu Roza.
Przez kolejną godzinę leżeliśmy wtuleni w siebie, rozkoszując się bliskością naszych nagich ciał. Włączyliśmy latarkę przy łóżku, aby nie siedzieć w kompletnych ciemnościach. Nie żeby mi to przeszkadzało, ale wolę podziwiać mojego męża.
- Mam nadzieję, że wiesz, jak dojść do tej groty po wulkanie.- podniosłam wzrok na Bielikowa.
- O to się nie martw. Gorzej co zrobić z Zack'iem.- zastanawiał się.- Skąd ty w ogólne go znasz?
- Jak sama byłam strzygą, przyjechał jako chłopczyk z ojcem. Miał z siedem lat, ale oboje daliśmy sobie w kość. Wiem, że ich dom został zaatakowany przez strzygi. Zabiły one jego matkę i mała, pięciomiesięczną siostrę, a ojca przemienili. Go nie znaleźli, bo schował się pod łóżko. Później "tatuś" po niego wrócił i zabrał do kryjówki strzyg. Postanowił, że przemieni chłopaka, jak będzie gotowy. A co do ucieczki to mam pomysł. Powiesz Zack'owi, że moim życzeniem jest przemienić się w tej grocie z otworem. Musisz się upierać, póki nie odpuści, a wiem, że odpuści. Później podrzucimy tam kuferek do charakteryzacji i po wszystkim zrobimy się na bóstwa.
Przez cały monolog Rosjanin słuchał mnie uważnie, a teraz zaczął to analizować. Teraz dopiero wygląda jak Bóg.
- To dobry pomysł. Może najlepiej już teraz do niego pójdę, bo to może jakiś czas zająć.
Pokiwałam głową i niechętnie wypuściłam go z objąć. Wstał i pochylił się nade mną, całując mnie namiętnie. Nie mogliśmy się od siebie oderwać. W końcu wziął gumkę i poszedł po ubrania. Zatrzymał się przy rogu, akurat po mojej stronie i miałam idealny widoki na jego umięśnione plecy i zgrabny tyłek i to jeszcze w świetle latarki, bo ta też była po mojej stronie. Zaczął wiązać włosy w kucyk, napinając mięśnie rąk, a ja wręcz czułam, jak ślina ucieka mi z ust. O matko. Czym ja sobie założyłam na takiego męża? O nie kochanie. Teraz to mnie tak nie zostawisz. Cichaczem podeszłam do krawędzi łóżka, złapałam ukochanego za nadgarstek i rzuciłam z powrotem na łóżko, tylko, że tym razem to ja byłam nad nim. Patrzył na mnie zaskoczony i zdezorientowany, podczas gdy ja poruszyłam się z wdziękiem, niczym kocica czająca się na ofiarę. Rosjanin szybko odzyskał rezon i tylko uśmiechnął się, czekając na mój ruch.
"Nasz los od zawsze zapisany był w gwiazdach. To one poprowadziły mnie do Ciebie mimo tylu przeciwności, spójrz. Jesteśmy tu. Razem. Ty i ja Roza. Na zawsze."
sobota, 5 sierpnia 2017
ROZDZIAŁ 96
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
piątek, 4 sierpnia 2017
ROZDZIAŁ 95
- Nic nie będzie dobrze.- jęknęłam sfrustrowana.
- Roza, spokojnie. Damy radę.
- To samo mówiłeś trzy i pół miesiąca temu i co? Gówno. Już jutro jest zaćmienie słońca. A mu dalej nie wiemy, co zrobić.
- Kochanie, nic na to nie poradzimy. Najwidoczniej jest tak, jak mówiłem. Gdyby przy drugiej przemianie trzeba było użyć innego sposobu, byłby on tutaj zapisany.- pokazał wyrwaną stronę.
Przeczytaliśmy już to z tysiąc razy, aby odnaleźć najmniejszą wskazówkę. Znam całą zagadkę na pamięć i nic nam to nie daje.
- A co powiesz o tym?- ze schowka wyciągnęłam czerwony sztylet. Prawie.- Piłeś ze mnie już pięć razy, a róża wciąż jest srebrna.
- Może się pomyliśmy i wystarczy napełnione ostrze?
Poddałam się i wróciłam do podziwiania widoków za oknem. Na prawdę się boję. Nie po to go odzyskałam, aby teraz stracić. Nagłe światła przed nami zgasło. Dymitr zaciągnął hamulec ręczny i odpiął pasy. Dopiero teraz zauważyłam, że stoimy. I to przed wejściem do jaskini.
- Roza, zaczekaj.- nakazał mi mąż.
- A co ja pies?- prychnęłam i sama się odpięłam.
- Kochanie.- aż podskoczyłam, gdy pojawił się po mojej prawej.- Jest noc. Jeśli są tu strzygi, nie będziesz miała gdzie uciec.
- A ty? Myślisz, że zostawię Cię na pastwę tych potworów?
- Wezmą mnie za swojego.
- I co dalej?
- Wgłębię się w ich strukturę, poproszę o możliwość zamieszkania, z niewolnicą.- mruknął do mnie, a ja przewróciłam oczami.
- Niech ci będzie.- westchnęłam, a on zaczął się wycofywać.- Dymitr!- zawołałam, a on pochylił się do mnie.- Uważaj na siebie.
Rosjanin uśmiechnął się do mnie słodko i pocałował mnie w czoło, po czym zamknął drzwi. Siedziałam zniecierpliwiona. A jeśli coś mu się stało? Jeśli nie uznają go za swojego? Wszystko może się zdarzyć. Ale chwila! Przecież utrzymywałam kontakt ze strzygami stąd. Czyli powinny się spalić z resztą. Choć Arnold zawsze był ostrożny. Dlatego to on przejął dowództwo po Izajaszu. Sam był pomysłodawcą ataku na Akademię. A później spalił się w hotelu. No i kto jest lepszy? Nikt nie przechytrzy Rose Hathaway-Bielikow. Dymitr też musiał się ba nim poznać, skoro z góry uznaje, że są tam jeszcze strzygi. Po chwili zauważyłam potężną sylwetkę wychodząca z jaskini. Od razu rozpoznałam w niej ukochanego. Szybko podbiegł i otworzył drzwi.
- Za chwilę będą tu strzygi, aby nas wprowadzić. Daj mi tu sztylet.- rozszerzył kieszeń, co chwilę rzucając spojrzenie na wejście, a ja wrzuciłam mu tam broń.- Nie ufają mi do końca, dlatego, że ich przywódca nie wrócił, a z całego hotelu tylko my wyszliśmy cali. Musiałem powiedzieć, że to ty. Ogólnie wersja jest, że złapałem cię na majstrowaniu przy mechanizmie, ale było za późno i reszta się spaliła. Dlatego przyjechaliśmy tutaj...
Nagle urwał i się wyprostował, przyjmując maskę strzygi. No to ma już dwie wyćwiczone maski. Nie minęła minuta, jak obok nas pojawiły jeszcze dwie strzygi.
- Wyłaź.- warknął Rosjanin.
Z hardą miną i pogardą wypisaną na twarzy wysiadłam z samochodu, po czym pchana ruszyłam w kierunku jaskini. W środku na straży czekało jeszcze pięć strzyg, które dokładnie mnie przeszukały i popchnęli dalej. Szliśmy przez korytarze, aż spalił znaleźliśmy się w grocie z tronem, na którym siedział brunet o szarych oczach. Nie zapominając oczywiście o czerwonych obwódkach wokół źrenic.
- Zack.- wyplułam jego imię z pogardą.- Nie wiedziałam, że tatuś cię przyjął?
- O! Kogo moje oczy widzą. Rosemarie. Dawno się nie widzieliśmy. Ostatnim razem byłaś bardziej... wolna.
- A ty ludzki.- uśmiechnęłam się złośliwie.- Jak się grzeje miejsce po ojczulku? Widzę, że żałoba wręcz cię pogrąża.
Poszłam pchnięcie z tyłu i upadłam.
- Radzę ci uważać Rose. Jesteś w mojej kryjówce, otoczona strzygami i bez broni. Nie za dobrze to wróży, prawda. Posiedzisz sobie w wyznaczonej dla was jaskini, póki nie zgodzisz się zostać przemieniona. Nie chcę jej inaczej oglądać na oczy, jasne?- zwrócił się do Dymitra.
- Oczywiście.- odpowiedział bezuczuciowo.
- A jak się zdecyduje, macie opuścić moją kryjówkę. Nie potrzeba mi rywali do tronu.
- Nie martw się. Nawet nie mam ochoty tu przebywać jako Dampirzyca. Jesteśmy tu tylko dlatego, że będę miała utrudnioną ucieczkę.- uśmiechnęłam się perfidnie, widząc rozdrażnienie na twarzy młodzieńca.
- Wyprowadzić ją.- warknął.
Pociągnięto mnie do góry i wyciągnięto z jaskini. Udaliśmy się przez labirynt korytarzy do jakiejś nory głęboko w ziemi. Ale jakiś standard miała. Duże, wyglądające na wygodne łóżko, szafa trzydrzwiowa, komoda, stolik, sofy, kanapy oraz regał z książkami. Na podłodze i ścianach wisiało kilka dywanów, pewnie po to, aby nadać pomieszczeniu klimat, choć nie do końca pomagało. Po drugiej stronie były drzwi, pewnie do łazienki. Ciekawe, skąd biorą wodę. Czyżby na żywca z jeziora niedaleko? To byłoby ciekawe. Mimo normalnych i ładnych mebli, to wciąż była nora, a jedynym źródłem światła były latarki, które przyniosły ze sobą strzygi. Dobrze, że nie zostaniemy tu dłużej. Gdy tylko zostaliśmy sami z mężem, wtuliliśmy się w siebie.
- Roza, spokojnie. Damy radę.
- To samo mówiłeś trzy i pół miesiąca temu i co? Gówno. Już jutro jest zaćmienie słońca. A mu dalej nie wiemy, co zrobić.
- Kochanie, nic na to nie poradzimy. Najwidoczniej jest tak, jak mówiłem. Gdyby przy drugiej przemianie trzeba było użyć innego sposobu, byłby on tutaj zapisany.- pokazał wyrwaną stronę.
Przeczytaliśmy już to z tysiąc razy, aby odnaleźć najmniejszą wskazówkę. Znam całą zagadkę na pamięć i nic nam to nie daje.
- A co powiesz o tym?- ze schowka wyciągnęłam czerwony sztylet. Prawie.- Piłeś ze mnie już pięć razy, a róża wciąż jest srebrna.
- Może się pomyliśmy i wystarczy napełnione ostrze?
Poddałam się i wróciłam do podziwiania widoków za oknem. Na prawdę się boję. Nie po to go odzyskałam, aby teraz stracić. Nagłe światła przed nami zgasło. Dymitr zaciągnął hamulec ręczny i odpiął pasy. Dopiero teraz zauważyłam, że stoimy. I to przed wejściem do jaskini.
- Roza, zaczekaj.- nakazał mi mąż.
- A co ja pies?- prychnęłam i sama się odpięłam.
- Kochanie.- aż podskoczyłam, gdy pojawił się po mojej prawej.- Jest noc. Jeśli są tu strzygi, nie będziesz miała gdzie uciec.
- A ty? Myślisz, że zostawię Cię na pastwę tych potworów?
- Wezmą mnie za swojego.
- I co dalej?
- Wgłębię się w ich strukturę, poproszę o możliwość zamieszkania, z niewolnicą.- mruknął do mnie, a ja przewróciłam oczami.
- Niech ci będzie.- westchnęłam, a on zaczął się wycofywać.- Dymitr!- zawołałam, a on pochylił się do mnie.- Uważaj na siebie.
Rosjanin uśmiechnął się do mnie słodko i pocałował mnie w czoło, po czym zamknął drzwi. Siedziałam zniecierpliwiona. A jeśli coś mu się stało? Jeśli nie uznają go za swojego? Wszystko może się zdarzyć. Ale chwila! Przecież utrzymywałam kontakt ze strzygami stąd. Czyli powinny się spalić z resztą. Choć Arnold zawsze był ostrożny. Dlatego to on przejął dowództwo po Izajaszu. Sam był pomysłodawcą ataku na Akademię. A później spalił się w hotelu. No i kto jest lepszy? Nikt nie przechytrzy Rose Hathaway-Bielikow. Dymitr też musiał się ba nim poznać, skoro z góry uznaje, że są tam jeszcze strzygi. Po chwili zauważyłam potężną sylwetkę wychodząca z jaskini. Od razu rozpoznałam w niej ukochanego. Szybko podbiegł i otworzył drzwi.
- Za chwilę będą tu strzygi, aby nas wprowadzić. Daj mi tu sztylet.- rozszerzył kieszeń, co chwilę rzucając spojrzenie na wejście, a ja wrzuciłam mu tam broń.- Nie ufają mi do końca, dlatego, że ich przywódca nie wrócił, a z całego hotelu tylko my wyszliśmy cali. Musiałem powiedzieć, że to ty. Ogólnie wersja jest, że złapałem cię na majstrowaniu przy mechanizmie, ale było za późno i reszta się spaliła. Dlatego przyjechaliśmy tutaj...
Nagle urwał i się wyprostował, przyjmując maskę strzygi. No to ma już dwie wyćwiczone maski. Nie minęła minuta, jak obok nas pojawiły jeszcze dwie strzygi.
- Wyłaź.- warknął Rosjanin.
Z hardą miną i pogardą wypisaną na twarzy wysiadłam z samochodu, po czym pchana ruszyłam w kierunku jaskini. W środku na straży czekało jeszcze pięć strzyg, które dokładnie mnie przeszukały i popchnęli dalej. Szliśmy przez korytarze, aż spalił znaleźliśmy się w grocie z tronem, na którym siedział brunet o szarych oczach. Nie zapominając oczywiście o czerwonych obwódkach wokół źrenic.
- Zack.- wyplułam jego imię z pogardą.- Nie wiedziałam, że tatuś cię przyjął?
- O! Kogo moje oczy widzą. Rosemarie. Dawno się nie widzieliśmy. Ostatnim razem byłaś bardziej... wolna.
- A ty ludzki.- uśmiechnęłam się złośliwie.- Jak się grzeje miejsce po ojczulku? Widzę, że żałoba wręcz cię pogrąża.
Poszłam pchnięcie z tyłu i upadłam.
- Radzę ci uważać Rose. Jesteś w mojej kryjówce, otoczona strzygami i bez broni. Nie za dobrze to wróży, prawda. Posiedzisz sobie w wyznaczonej dla was jaskini, póki nie zgodzisz się zostać przemieniona. Nie chcę jej inaczej oglądać na oczy, jasne?- zwrócił się do Dymitra.
- Oczywiście.- odpowiedział bezuczuciowo.
- A jak się zdecyduje, macie opuścić moją kryjówkę. Nie potrzeba mi rywali do tronu.
- Nie martw się. Nawet nie mam ochoty tu przebywać jako Dampirzyca. Jesteśmy tu tylko dlatego, że będę miała utrudnioną ucieczkę.- uśmiechnęłam się perfidnie, widząc rozdrażnienie na twarzy młodzieńca.
- Wyprowadzić ją.- warknął.
Pociągnięto mnie do góry i wyciągnięto z jaskini. Udaliśmy się przez labirynt korytarzy do jakiejś nory głęboko w ziemi. Ale jakiś standard miała. Duże, wyglądające na wygodne łóżko, szafa trzydrzwiowa, komoda, stolik, sofy, kanapy oraz regał z książkami. Na podłodze i ścianach wisiało kilka dywanów, pewnie po to, aby nadać pomieszczeniu klimat, choć nie do końca pomagało. Po drugiej stronie były drzwi, pewnie do łazienki. Ciekawe, skąd biorą wodę. Czyżby na żywca z jeziora niedaleko? To byłoby ciekawe. Mimo normalnych i ładnych mebli, to wciąż była nora, a jedynym źródłem światła były latarki, które przyniosły ze sobą strzygi. Dobrze, że nie zostaniemy tu dłużej. Gdy tylko zostaliśmy sami z mężem, wtuliliśmy się w siebie.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
czwartek, 3 sierpnia 2017
ROZDZIAŁ 94
Wtedy mnie olśniło. Szybko oderwałam się od męża, jednak wciąż pozostając w jego objęciach.
- To jest to!- spojrzałam na niego radośnie.
- Co?- patrzył na mnie, nie rozumiejąc.
- Królowa zwycięska. Patrząc na to, że każdego może to dotyczyć, nie zawsze królowa, panującą była zmuszona z kimś walczyć. Nie ma pewność, że będzie mogła nazwać się zwycięzcą. Lissa też nie. Spójrz dokładnie na słowa. Silniejsza niż wszystko jest potęga królowej zwycięskiej...
- ...która wszystko cofnie, co cudom równe nie będzie.- dokończył. - Miłość. O to chodzi.- zrozumiał.
- Tak. Jestem twoją królowa, bo miłość jest największą władzą, dla której jesteśmy w stanie zrobić wszystko. To najpotężniejsza siła.
- Roza!- wstał i zaczął się ze mną obracać.- Jesteś genialna. To mamy już wszystko.
Odłożył mnie na ziemię i mocno pocałował. Jednak mimo wielkiej przyjemności, jaką mi to sprawiało, odsunęłam się od Rosjanina.
- Nie wszystko.- zgasiłam jego entuzjazm.- Wiemy gdzie, kiedy i czym to zrobić, ale nie wiemy, jak to zrobić.
- Chyba normalnie. Przebijesz mi serce sztyletem, gdy będzie całkiem czerwony i gotowe.- powiedział wciąż szeroko uśmiechnięty.
- A jeśli nie? Nie chcę Cię zabić.- spojrzałam na niego zmartwiona.
Uśmiech zszedł mu z twarzy. Podszedł i przytulił mnie, a ja schowałam głowę w jego piersi, wdychając cudowny zapach wody kolońskiej.
- Spokojnie Roza. Jest dopiero koniec grudnia. Mamy jeszcze dwa miesiące.
- Czekaj. Który dzisiaj jest?- spojrzałam na komórkę.- 28?! Jestem ci winna życzenia urodzinowe. Wszystkiego najlepszego.
- Póki jesteś ze mną, mam wszystko co najlepsze.- zaśmiał się, przyciągając mnie bliżej siebie.- Kocham Cię Roza.
- Ja Ciebie też. I za rok będziesz mieć najlepsze urodziny życia.
Na moje słowa zachichotał cicho, aja mogłam poczuć jak śmiech rezonuje mu w piersi.
- Co roku to obiecywałaś. A ja co roku dziwiłam się, że potrafiłaś to dotrzymać.
- Dla tych, których kocham wszystko.
- I w dużej mierze za to my ciebie kochamy.
Przez kolejne dni dalej szukaliśmy jakiś wskazówek, jednak nic nie znaleźliśmy. W końcu poddaliśmy się i wróciliśmy do hotelu.
- Nie martw się Roza. Wszystko na pewno się ułoży.- próbował mnie pocieszyć mąż.
- A skąd możesz to wiedzieć?- odwróciłam się do niego, z rozmachem rzucając torebkę na szafkę pod lustrem.
- Zawsze po złych chwilach są te lepsze. Tyle przeżyliśmy i jakieś ugryzienie ma nas pokonać.
- A może to koniec. Może po to to wszystko. Właśnie. Tyle przeżyliśmy. Ale życie to nie pieprzona bajka, gdzie wszystko idzie po naszej myśli.
-Ciii...- przytulił mnie, a ja czułam, że się odprężam.- Przestań tak myśleć, bo to nic nam nie pomoże. Damy radę.
Jego słowa i bliskość działały na mnie kojąco. Spojrzałam mu prosto w oczy.
- Nie chcę teraz o tym myśleć. Zabierz mnie do sypialni.- poprosiłam.
Nie było trzeba mu powtarzać dwa razy. Od razu zaatakował moje usta namiętnym pocałunkiem. Oddałam go z podwójną siłą. Naparł na mnie całym ciałem, przyciskając moją osobę do ściany. Złapał mnie za tyłek, a ja odruchowo oplotłam go nogami, uwieszając się na Rosjaninie. Nie przestając mnie całować, ruszył w kierunku sypialni. Językiem poprosił mnie o dostęp, ale ja nie dałam go od razu. Dopiero gdy ścisnął mnie za pośladek, jęknęłam, a on to wykorzystał. W samym środku naszej walki o dominację poczułam pod sobą miękką pościel. Bez skrępowania rozdarłam bluzkę ukochanego i dokładnie, z oddaniem studiowałam jego tors. Mąż napierał na mnie coraz bardziej i namiętniej. Powoli unosił moją bluzkę, aż nie zdjął jej do końca. Jego zimne dłonie paliły każdy najmniejszy kawałek mojego nagiego ciała. Z coraz większym pragnieniem wiłam się pod nim. Po chwili oboje byliśmy nadzy, bez skrępowania oświadczając światu naszą miłość. Połączeni w tańcu namiętności, zapomnieliśmy o wszystkim wokół. W końcu zmęczona opadłam na poduszkę, dysząc ciężko, ale i uśmiechając się szeroko. W tym czasie Rosjanin z czułością i miłością całował każdy skrawek mojego ciała. Gdy oddech mi się unormował, skupiłam się na jego poczynania. Dopiero teraz zauważyłam pod ścian wózek z szampanem. Pewnie stoi tu od początku, ale wcześniej byliśmy zbyt zajęci sobą, aby to zauważyć.
- Skąd to się wzięło?- spytałam, wskazując butelkę w lodzie.
- Roza, nie wiesz, co dzisiaj jest?- zaśmiał się.
- Przy tobie tracę poczucie czasu.- uśmiechnęłam się.
- Choć.- podniósł się i podał mi rękę.- Zaraz zobaczysz coś, ale ubierz szlafrok. I dokładnie się zakryj.
Ach, ten mój zazdrośnik. Zrobiłam jak nakazał. W tym czasie Bielikow ubrał dresowe spodnie i nalał do dwóch kieliszków szampana. Następnie podał mi jeden i podprowadził mnie do drzwi balkonowe.
- Ale ty wiesz, że można to wypić w ciepłym pokoju?- spytałam podejrzliwie.- Po co wychodzimy o północy na balkon.
- Ty dalej nie domyślasz się co dzisiaj jest?- pokręcił ze zrezygnowaniem głową i otworzył drzwi.
Dmuchnęło na nas zimne powietrze, a ja odruchowo zakryłam się szczelniej nakryciem. Staliśmy tak kilka sekund, aż nagłe rozległy się huki, a ciemne niebo rozbłysło kolorami. Teraz zrozumiałam. Spojrzałam na męża, który podnosił kieliszek, również ma mnie patrząc.
- Szczęśliwego Nowego roku, Roza.- uśmiechnął się.
- Szczęśliwego.- stuknęliśmy się kieliszkami i upiliśmy łyk gazowanego napoju.
Był bardzo dobry. Nigdy takiego nie piłam. Poczułam na talii rękę męża. Wtuliłam się w niego, patrząc na fajerwerki.
- Wiesz? Masz rację.- powiedziałam po chwili.- Teraz musi być dobrze.
- To jest to!- spojrzałam na niego radośnie.
- Co?- patrzył na mnie, nie rozumiejąc.
- Królowa zwycięska. Patrząc na to, że każdego może to dotyczyć, nie zawsze królowa, panującą była zmuszona z kimś walczyć. Nie ma pewność, że będzie mogła nazwać się zwycięzcą. Lissa też nie. Spójrz dokładnie na słowa. Silniejsza niż wszystko jest potęga królowej zwycięskiej...
- ...która wszystko cofnie, co cudom równe nie będzie.- dokończył. - Miłość. O to chodzi.- zrozumiał.
- Tak. Jestem twoją królowa, bo miłość jest największą władzą, dla której jesteśmy w stanie zrobić wszystko. To najpotężniejsza siła.
- Roza!- wstał i zaczął się ze mną obracać.- Jesteś genialna. To mamy już wszystko.
Odłożył mnie na ziemię i mocno pocałował. Jednak mimo wielkiej przyjemności, jaką mi to sprawiało, odsunęłam się od Rosjanina.
- Nie wszystko.- zgasiłam jego entuzjazm.- Wiemy gdzie, kiedy i czym to zrobić, ale nie wiemy, jak to zrobić.
- Chyba normalnie. Przebijesz mi serce sztyletem, gdy będzie całkiem czerwony i gotowe.- powiedział wciąż szeroko uśmiechnięty.
- A jeśli nie? Nie chcę Cię zabić.- spojrzałam na niego zmartwiona.
Uśmiech zszedł mu z twarzy. Podszedł i przytulił mnie, a ja schowałam głowę w jego piersi, wdychając cudowny zapach wody kolońskiej.
- Spokojnie Roza. Jest dopiero koniec grudnia. Mamy jeszcze dwa miesiące.
- Czekaj. Który dzisiaj jest?- spojrzałam na komórkę.- 28?! Jestem ci winna życzenia urodzinowe. Wszystkiego najlepszego.
- Póki jesteś ze mną, mam wszystko co najlepsze.- zaśmiał się, przyciągając mnie bliżej siebie.- Kocham Cię Roza.
- Ja Ciebie też. I za rok będziesz mieć najlepsze urodziny życia.
Na moje słowa zachichotał cicho, aja mogłam poczuć jak śmiech rezonuje mu w piersi.
- Co roku to obiecywałaś. A ja co roku dziwiłam się, że potrafiłaś to dotrzymać.
- Dla tych, których kocham wszystko.
- I w dużej mierze za to my ciebie kochamy.
Przez kolejne dni dalej szukaliśmy jakiś wskazówek, jednak nic nie znaleźliśmy. W końcu poddaliśmy się i wróciliśmy do hotelu.
- Nie martw się Roza. Wszystko na pewno się ułoży.- próbował mnie pocieszyć mąż.
- A skąd możesz to wiedzieć?- odwróciłam się do niego, z rozmachem rzucając torebkę na szafkę pod lustrem.
- Zawsze po złych chwilach są te lepsze. Tyle przeżyliśmy i jakieś ugryzienie ma nas pokonać.
- A może to koniec. Może po to to wszystko. Właśnie. Tyle przeżyliśmy. Ale życie to nie pieprzona bajka, gdzie wszystko idzie po naszej myśli.
-Ciii...- przytulił mnie, a ja czułam, że się odprężam.- Przestań tak myśleć, bo to nic nam nie pomoże. Damy radę.
Jego słowa i bliskość działały na mnie kojąco. Spojrzałam mu prosto w oczy.
- Nie chcę teraz o tym myśleć. Zabierz mnie do sypialni.- poprosiłam.
Nie było trzeba mu powtarzać dwa razy. Od razu zaatakował moje usta namiętnym pocałunkiem. Oddałam go z podwójną siłą. Naparł na mnie całym ciałem, przyciskając moją osobę do ściany. Złapał mnie za tyłek, a ja odruchowo oplotłam go nogami, uwieszając się na Rosjaninie. Nie przestając mnie całować, ruszył w kierunku sypialni. Językiem poprosił mnie o dostęp, ale ja nie dałam go od razu. Dopiero gdy ścisnął mnie za pośladek, jęknęłam, a on to wykorzystał. W samym środku naszej walki o dominację poczułam pod sobą miękką pościel. Bez skrępowania rozdarłam bluzkę ukochanego i dokładnie, z oddaniem studiowałam jego tors. Mąż napierał na mnie coraz bardziej i namiętniej. Powoli unosił moją bluzkę, aż nie zdjął jej do końca. Jego zimne dłonie paliły każdy najmniejszy kawałek mojego nagiego ciała. Z coraz większym pragnieniem wiłam się pod nim. Po chwili oboje byliśmy nadzy, bez skrępowania oświadczając światu naszą miłość. Połączeni w tańcu namiętności, zapomnieliśmy o wszystkim wokół. W końcu zmęczona opadłam na poduszkę, dysząc ciężko, ale i uśmiechając się szeroko. W tym czasie Rosjanin z czułością i miłością całował każdy skrawek mojego ciała. Gdy oddech mi się unormował, skupiłam się na jego poczynania. Dopiero teraz zauważyłam pod ścian wózek z szampanem. Pewnie stoi tu od początku, ale wcześniej byliśmy zbyt zajęci sobą, aby to zauważyć.
- Skąd to się wzięło?- spytałam, wskazując butelkę w lodzie.
- Roza, nie wiesz, co dzisiaj jest?- zaśmiał się.
- Przy tobie tracę poczucie czasu.- uśmiechnęłam się.
- Choć.- podniósł się i podał mi rękę.- Zaraz zobaczysz coś, ale ubierz szlafrok. I dokładnie się zakryj.
Ach, ten mój zazdrośnik. Zrobiłam jak nakazał. W tym czasie Bielikow ubrał dresowe spodnie i nalał do dwóch kieliszków szampana. Następnie podał mi jeden i podprowadził mnie do drzwi balkonowe.
- Ale ty wiesz, że można to wypić w ciepłym pokoju?- spytałam podejrzliwie.- Po co wychodzimy o północy na balkon.
- Ty dalej nie domyślasz się co dzisiaj jest?- pokręcił ze zrezygnowaniem głową i otworzył drzwi.
Dmuchnęło na nas zimne powietrze, a ja odruchowo zakryłam się szczelniej nakryciem. Staliśmy tak kilka sekund, aż nagłe rozległy się huki, a ciemne niebo rozbłysło kolorami. Teraz zrozumiałam. Spojrzałam na męża, który podnosił kieliszek, również ma mnie patrząc.
- Szczęśliwego Nowego roku, Roza.- uśmiechnął się.
- Szczęśliwego.- stuknęliśmy się kieliszkami i upiliśmy łyk gazowanego napoju.
Był bardzo dobry. Nigdy takiego nie piłam. Poczułam na talii rękę męża. Wtuliłam się w niego, patrząc na fajerwerki.
- Wiesz? Masz rację.- powiedziałam po chwili.- Teraz musi być dobrze.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
ROZDZIAŁ 93
ROSE
Otworzyłam oczy lekko otępiała. Podnosząc się zauważyłam obok sok owocowy i cukierki. Szybko opróżniłam butelkę. Nawet nie wiedziałam, że aż tak chcę mi się pić. Gdy wzięłam do ust jednego cukierka, obok mnie pojawił się Dymitr.
- Hej. - usiadł i mnie przytulił.- Jak się czujesz?
- Dobrze.- uznałam.- Ile byłam nieprzytomna?
- Kilka godzin. Przepraszam kochanie. Ja na prawdę nie chciałem. Masz po prostu bardzo dobrą krew i ja... Przepraszam.- zawiesił głowę.
Włożyłam dwa palce mu pod brodę i uniosłam tak, żeby spojrzał mi w oczy.
- Spokojnie, nic mi nie jest. A ty byłeś po prostu głodny. Dla ciebie zrobiłabym to nawet tysiąc razy.
- A ja nie powinienem w ogóle.- jego twarz wyrażała ból i obrzydzenie samym sobą.- Powinienem był się porządnie napić, a ciebie nie ruszać. Obiecałem sobie, że nigdy więcej nie pozwolę sobie z ciebie pić. Jesteś dla mnie zbyt ważna, na takie pohańbienie. A jednak to zrobiłem.- znowu opuścił wzrok.
Westchnęłam z uśmiechem. On jest taki kochany.
- Walczyłeś dzielnie.- cmoknęłam go w policzek.- Ale nawet najlepszy czasem potrzebuje pomocy. I tą pomocą dla ciebie zawsze będę ja. Nie masz czym się załatwiać po raz: sama tego chciałam i dwa: nic mi nie jest. A po za tym, wiemy, o co chodziło z tą krwią.- podniosłam sztylet i zaczęłam go oglądać.- I coś mi mówi, że musimy go napełnić do końca.
- Chcesz powiedzieć, że mamy to powtórzyć.- jęknął sfrustrowany.
- Jeśli chcesz być na nowo dampirem. A ja bardzo chcę.
- To bez sensu. Czemu odmienienie wymaga, czegoś, co jest hańbą.
- Pewnie, aby udowodnić, że dla ukochanej osoby zrobi się wszystko. Po za tym ten sposób jest taki, a nie inny. A pozwalanie z siebie pić jest tylko powszechną opinią.
- Na prawdę jestem dobrym nauczycielem.- uznał z uśmiechem.
Posłałam mu groźne spojrzenie, a on tylko wyszczerzył się w niewinnym uśmiechu. Westchnęłam i pokręcił ze zrezygnowaniem głową.
- Ale ciesz się. Krew dampirów jest lepsza i starczy na dłużej niż ludzi.
- Tak, wiem. Niestety miałem okazję się przekonać.- nie patrzył na mnie.
- Och, kochanie.- przytuliłam go.- Zapomnij już o tym. Za pół roku cię odmienimy i już nigdy nie będziesz musiał pić żadnej krwi.
- Skąd masz pewność, że nam się uda? Albo, że znowu mnie nie przemienią? Albo...
- Wierzę w to i ty też powinieneś.- przerwałam mu.- Po za tym, nie da się być trzeci raz przemienionym.
Podniósł na mnie zdziwiony wzrok.
- Skąd masz pewność?
- Było tak napisane w tamtej księdze. No tej, gdzie znaleźliśmy to.- wskazałem na wyrwaną stronę.- Lepiej powiedz mi, co mamy.- zmieniłam temat.
- A tak. Po polowaniu znalazłem w tej księdze, co przyniosłaś datę i miejsce. Tak jak mówiłaś jest to w Deary. To małe miasteczko w Montanie, nieopodal lasów Akademii. Stąd mój kolejny wniosek, że polem bitwy mogę być jaskinie.
- Ale to nie ma sensu.- zmarszczyłam brwi.- Przecież tam nie dojdzie blask księżyca.
- Nie do końca.- podważył moją tezę.- Przed akcją ratunkową sprawdziłem z innymi strażnika informacje o tych skałach. Są one pochodzenia wulkanicznego. Inaczej było to jedno z ujść lawy, gdy jeszcze wulkan wśród gór widniał jako aktywny. Świeżo po pierwszej przemianie kręciłem się po jaskiniach i znalazłem tą z otworem na powierzchnię. W nocy było to miejsce "uczty" strzyg.
- No to mamy miejsce i czas. Potrzebny nam będzie sztylet i królowa. Tylko teraz pytanie, czy Luna, czy Lissa?
- Może obie. Choć mowa jest o Chorsie...- zastanawiał się.- To stawiałbym na Lunę.
- Nie wiem. Najwyżej ściągniemy obie. No i ważne, że musimy być razem.
- Inaczej tego nie widzę.- przytulił mnie i pocałował.
Oddałam pocałunek, siadając na nim okrakiem. Gdy zabrakło mi oddechu, wtuliłam się w jego tors.
- Boję się. - przyznałam.
- Czego kochanie?- spytał łagodnie, głaszcząc mnie po plecach.
- Nie wiem. Że coś pójdzie nie tak, że zostaniesz taki, albo co gorsza, że stracę cię na zawsze.
- Nigdy mnie nie stracisz. Zawsze będę przy tobie. O tutaj.- dotknął miejsca, gdzie mam serce.- A ty będziesz na zawsze tutaj.- moją dłoń położył w tym samym miejscu u siebie.- Nie ma takiej siły, która by nas rozdzieliła.
Wtuliłam się w Rosjanina jeszcze mocnej. Pod dłonią czułam słabe, powolne, ale miarowe bicie serca. Napawałam się dotykiem jego mięśni. W tym czasie silne ramiona ukochanego zamknęły mnie w silnym uścisku.
- To nie Lissa jest moją królową.- szepnął mi do ucha.- Tylko ty Roza. Zawsze, na zawsze.
Otworzyłam oczy lekko otępiała. Podnosząc się zauważyłam obok sok owocowy i cukierki. Szybko opróżniłam butelkę. Nawet nie wiedziałam, że aż tak chcę mi się pić. Gdy wzięłam do ust jednego cukierka, obok mnie pojawił się Dymitr.
- Hej. - usiadł i mnie przytulił.- Jak się czujesz?
- Dobrze.- uznałam.- Ile byłam nieprzytomna?
- Kilka godzin. Przepraszam kochanie. Ja na prawdę nie chciałem. Masz po prostu bardzo dobrą krew i ja... Przepraszam.- zawiesił głowę.
Włożyłam dwa palce mu pod brodę i uniosłam tak, żeby spojrzał mi w oczy.
- Spokojnie, nic mi nie jest. A ty byłeś po prostu głodny. Dla ciebie zrobiłabym to nawet tysiąc razy.
- A ja nie powinienem w ogóle.- jego twarz wyrażała ból i obrzydzenie samym sobą.- Powinienem był się porządnie napić, a ciebie nie ruszać. Obiecałem sobie, że nigdy więcej nie pozwolę sobie z ciebie pić. Jesteś dla mnie zbyt ważna, na takie pohańbienie. A jednak to zrobiłem.- znowu opuścił wzrok.
Westchnęłam z uśmiechem. On jest taki kochany.
- Walczyłeś dzielnie.- cmoknęłam go w policzek.- Ale nawet najlepszy czasem potrzebuje pomocy. I tą pomocą dla ciebie zawsze będę ja. Nie masz czym się załatwiać po raz: sama tego chciałam i dwa: nic mi nie jest. A po za tym, wiemy, o co chodziło z tą krwią.- podniosłam sztylet i zaczęłam go oglądać.- I coś mi mówi, że musimy go napełnić do końca.
- Chcesz powiedzieć, że mamy to powtórzyć.- jęknął sfrustrowany.
- Jeśli chcesz być na nowo dampirem. A ja bardzo chcę.
- To bez sensu. Czemu odmienienie wymaga, czegoś, co jest hańbą.
- Pewnie, aby udowodnić, że dla ukochanej osoby zrobi się wszystko. Po za tym ten sposób jest taki, a nie inny. A pozwalanie z siebie pić jest tylko powszechną opinią.
- Na prawdę jestem dobrym nauczycielem.- uznał z uśmiechem.
Posłałam mu groźne spojrzenie, a on tylko wyszczerzył się w niewinnym uśmiechu. Westchnęłam i pokręcił ze zrezygnowaniem głową.
- Ale ciesz się. Krew dampirów jest lepsza i starczy na dłużej niż ludzi.
- Tak, wiem. Niestety miałem okazję się przekonać.- nie patrzył na mnie.
- Och, kochanie.- przytuliłam go.- Zapomnij już o tym. Za pół roku cię odmienimy i już nigdy nie będziesz musiał pić żadnej krwi.
- Skąd masz pewność, że nam się uda? Albo, że znowu mnie nie przemienią? Albo...
- Wierzę w to i ty też powinieneś.- przerwałam mu.- Po za tym, nie da się być trzeci raz przemienionym.
Podniósł na mnie zdziwiony wzrok.
- Skąd masz pewność?
- Było tak napisane w tamtej księdze. No tej, gdzie znaleźliśmy to.- wskazałem na wyrwaną stronę.- Lepiej powiedz mi, co mamy.- zmieniłam temat.
- A tak. Po polowaniu znalazłem w tej księdze, co przyniosłaś datę i miejsce. Tak jak mówiłaś jest to w Deary. To małe miasteczko w Montanie, nieopodal lasów Akademii. Stąd mój kolejny wniosek, że polem bitwy mogę być jaskinie.
- Ale to nie ma sensu.- zmarszczyłam brwi.- Przecież tam nie dojdzie blask księżyca.
- Nie do końca.- podważył moją tezę.- Przed akcją ratunkową sprawdziłem z innymi strażnika informacje o tych skałach. Są one pochodzenia wulkanicznego. Inaczej było to jedno z ujść lawy, gdy jeszcze wulkan wśród gór widniał jako aktywny. Świeżo po pierwszej przemianie kręciłem się po jaskiniach i znalazłem tą z otworem na powierzchnię. W nocy było to miejsce "uczty" strzyg.
- No to mamy miejsce i czas. Potrzebny nam będzie sztylet i królowa. Tylko teraz pytanie, czy Luna, czy Lissa?
- Może obie. Choć mowa jest o Chorsie...- zastanawiał się.- To stawiałbym na Lunę.
- Nie wiem. Najwyżej ściągniemy obie. No i ważne, że musimy być razem.
- Inaczej tego nie widzę.- przytulił mnie i pocałował.
Oddałam pocałunek, siadając na nim okrakiem. Gdy zabrakło mi oddechu, wtuliłam się w jego tors.
- Boję się. - przyznałam.
- Czego kochanie?- spytał łagodnie, głaszcząc mnie po plecach.
- Nie wiem. Że coś pójdzie nie tak, że zostaniesz taki, albo co gorsza, że stracę cię na zawsze.
- Nigdy mnie nie stracisz. Zawsze będę przy tobie. O tutaj.- dotknął miejsca, gdzie mam serce.- A ty będziesz na zawsze tutaj.- moją dłoń położył w tym samym miejscu u siebie.- Nie ma takiej siły, która by nas rozdzieliła.
Wtuliłam się w Rosjanina jeszcze mocnej. Pod dłonią czułam słabe, powolne, ale miarowe bicie serca. Napawałam się dotykiem jego mięśni. W tym czasie silne ramiona ukochanego zamknęły mnie w silnym uścisku.
- To nie Lissa jest moją królową.- szepnął mi do ucha.- Tylko ty Roza. Zawsze, na zawsze.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
środa, 2 sierpnia 2017
ROZDZIAŁ 92
Od wczoraj zastanawiamy się, o co chodzi. Na razie doszliśmy do wniosku, że przemiana musi odbyć się na dawnym polu walki, w czasie super księżyca, poprzedzającego zaćmienie słońca.
- Przecież możemy na to czekać nawet całe lata. I które dokładnie walki? Przecież świat pamięta ich tysiące.- zdenerwowałam się.
- Spokojnie Roza.- ukochany spojrzał na mnie znad książki.- Ty sprawdź gdzie i kiedy będzie najbliżej to zjawisko, a ja wtedy sprawdzę co tam było.
Westchnęłam i poszłam do działu o niebie. Na szczęście książka była na dolnym regale, ale jej znalezienie i tak zajęło mi z pół godziny. "Obliczenia zjawisk przysłonięcia słońca księżycem i innych cudów nieba." Szukałam ba końcach i znalazłam nawet co będzie za tysiąc lat. No to trzeba się trochę cofnąć. Po kilku godzinach znalazłam to co szukałam. Dokładnie noc z 13 na 14 kwietnia w Deary w Montanie. To tydzień przed urodzinami bliźniaków. Mamy trochę czasu na wymyślenie, o co w tym chodzi. Królowa może być albo Luna, albo Lissa. Tylko martwi mnie kwestia krwi. Czy na prawdę potrzebujemy jakiejś ofiary? Może Dymitr znalazł coś przydatnego. Wróciłam do alejki o wampirach, patrząc w księgę, czy na pewno dobrze przeczytałam datę i miejsce.
- Towarzyszu, wiesz może gdzie jest Deary?- spojrzałam na ukochanego i aż się przeraziłam.
Ledwo stał, opierając się o regał. Był bardziej blady niż zazwyczaj, nawet z charakteryzacją, a przez soczewki przebijała szkarłatna czerwień.
- Kochanie, wszystko dobrze?- spytałam zmartwiona, podchodząc bliżej.
Jednak powstrzymał mnie gestem.
- Nie podchodź Roza!
Odwrócił się i chciał odsunąć. Jednak zachwiał się, więc wrócił do przytulania półki.
- Kiedy ostatni raz jadłeś?- spytałam podejrzliwie.
Nie odpowiedział mi, tylko zsunął się po drewnie i usiadł na podłodze. Podeszłam do niego i wyciągnęłam mu pod noc dłoń. Patrzył na mnie z niedowierzaniem. Widziałam, że walczy ze sobą, aż odepchnął moją rękę. Jednak nie odpuszczałam.
- Roza nie...- dyszał ciężko.
Jeszcze nigdy nie widziałam nikogo w takim stanie. Lissa po tygodniu bez krwi lekko się chwiała. Ale moroje nie żywią się tylko krwią. Po za tym Rosjanin pije do ugaszenia pragnienia, a nie do pełna.
- Bielikow!- huknęłam na niego.- Musisz się napić, a w takim stanie nigdzie nie pójdziesz.
- Nie wypiję twojej krwi.- wypalił.
Westchnęłam i wyciągnęłam sztylet. Mąż uważnie śledził każdy mój ruch. Przysunęłam ostrze do środka dłoni. Trochę się bałam, ale zamknęłam oczy i pomyślałam o cierpieniu ukochanego. Zacisnęłam mocno powieki, przejeżdżając srebrem po skórze. Czułam pieczenia, a z przecięcia zaczęła lecieć krew. Dymitr spojrzał z przerażeniem i pragnieniem za kroplami spadającymi na dywan. Przysunęłam się do niego i tym razem bez sprzeciwu zaczął spożywać czerwoną ciecz z mojej dłoni. Rana zasklepiła się od jego śliny. Trochę było mu lepiej, ale wiem, że za mało. Usiadłam przed nim, przesuwając szyję do jego ust.
- Roza... Już jest dobrze.- starał się brzmieć pewnie, ale wiedziałam, że kłamie.
Przybliżyłam sobie sztylet do szyi od jego strony.
- Ugryziesz mnie, czy mam to zrobić?
Odsunął moją dłoń na bezpieczną odległość. Jednak zatrzymał się, patrząc na broń. Nie rozumiejąc o co chodzi, też na nią spojrzałam. Jej czubek przybrał szkarłatną barwę. Tak jakby wchłonęła krew, która na nim była.
- "Krew w dobrej wierze przelane, zostanie oddana."- wyrecytowałam, patrząc na to zjawisko.
Położyłam sztylet przed sobą i odchyliłam głowę. Ukochany zaczął mnie tam całować, a mi zrobiło się ciepło. Następnie niepewnie rozchylił usta. Czułam jego oddech, a serce mi zabiło w niemym wyczekiwaniu. Tak dawno nie czułam tej euforii, myślałam, że się wyleczyłam, to już w końcu 17 lat. Ale teraz wiem, że to zostawiło na mnie ślad na zawsze. W końcu zatopić kły w mojej szyi. Przez sekundę czułam ból, a później już tylko błogą przyjemność i spokój. Przymknęłam oczy, ale szybko je otworzyłam, patrząc na przedmiot między moimi nogami. Z każdą chwilą, z każdym pociągnięciem męża, czerwień obejmowała coraz większą powierzchnię sztyletu. Gdy była przy rączce powieki same zaczęły mi opadać. Czułam obejmujące mnie zmęczenie. Walczyłam z tym, aż w końcu oparłam się o tors ukochanego i dałam się pochłonąć ciemności.
DYMITR
Tak bardzo dałem się ponieść rozkoszy słodkiej krwi, rozlewającej się po moim ciele, że zapomniałem o kontrolowaniu się. Dopiero gdy Roza opadłam na mnie bezwładnie, ocknąłem się. Jak poparzony odskoczyłem od niej. Przerażony sprawdziłem czy oddycha. Nigdy nie wybaczyłbym sobie, gdybym ją zabił. Na szczęście tylko straciła przytomność. Mimo wszystko i tak posunąłem się za daleko. W ogóle nie powinienem jej gryźć. Ale co zrobić z sztyletem na gardle. Położyłem ją delikatnie na jej kurtce i przykryłem swoim płaszczem, po czym odpuściłem budynek. Muszę napić się więcej, niż zazwyczaj. Jestem Rosjaninem, więc nikt pewnie nie zrobi sobie nic z tego, że chodzę w krótkim rękawku. Może Baja to nie Arktyka, jak myślała kiedyś moja ukochana, ale późna jesień jest o wiele zimniejsza. Na wspomnienie tamtych chwil w Akademii, uśmiechnęłam się. Teraz jest lepiej, ale i tak tęsknię za tym czasem, kiedy nawet nie śmiałem o byciu jej mężem i ojcem dzieci. Chociaż nie. Śniłem. Ach... to były cudowne sny.
- Przecież możemy na to czekać nawet całe lata. I które dokładnie walki? Przecież świat pamięta ich tysiące.- zdenerwowałam się.
- Spokojnie Roza.- ukochany spojrzał na mnie znad książki.- Ty sprawdź gdzie i kiedy będzie najbliżej to zjawisko, a ja wtedy sprawdzę co tam było.
Westchnęłam i poszłam do działu o niebie. Na szczęście książka była na dolnym regale, ale jej znalezienie i tak zajęło mi z pół godziny. "Obliczenia zjawisk przysłonięcia słońca księżycem i innych cudów nieba." Szukałam ba końcach i znalazłam nawet co będzie za tysiąc lat. No to trzeba się trochę cofnąć. Po kilku godzinach znalazłam to co szukałam. Dokładnie noc z 13 na 14 kwietnia w Deary w Montanie. To tydzień przed urodzinami bliźniaków. Mamy trochę czasu na wymyślenie, o co w tym chodzi. Królowa może być albo Luna, albo Lissa. Tylko martwi mnie kwestia krwi. Czy na prawdę potrzebujemy jakiejś ofiary? Może Dymitr znalazł coś przydatnego. Wróciłam do alejki o wampirach, patrząc w księgę, czy na pewno dobrze przeczytałam datę i miejsce.
- Towarzyszu, wiesz może gdzie jest Deary?- spojrzałam na ukochanego i aż się przeraziłam.
Ledwo stał, opierając się o regał. Był bardziej blady niż zazwyczaj, nawet z charakteryzacją, a przez soczewki przebijała szkarłatna czerwień.
- Kochanie, wszystko dobrze?- spytałam zmartwiona, podchodząc bliżej.
Jednak powstrzymał mnie gestem.
- Nie podchodź Roza!
Odwrócił się i chciał odsunąć. Jednak zachwiał się, więc wrócił do przytulania półki.
- Kiedy ostatni raz jadłeś?- spytałam podejrzliwie.
Nie odpowiedział mi, tylko zsunął się po drewnie i usiadł na podłodze. Podeszłam do niego i wyciągnęłam mu pod noc dłoń. Patrzył na mnie z niedowierzaniem. Widziałam, że walczy ze sobą, aż odepchnął moją rękę. Jednak nie odpuszczałam.
- Roza nie...- dyszał ciężko.
Jeszcze nigdy nie widziałam nikogo w takim stanie. Lissa po tygodniu bez krwi lekko się chwiała. Ale moroje nie żywią się tylko krwią. Po za tym Rosjanin pije do ugaszenia pragnienia, a nie do pełna.
- Bielikow!- huknęłam na niego.- Musisz się napić, a w takim stanie nigdzie nie pójdziesz.
- Nie wypiję twojej krwi.- wypalił.
Westchnęłam i wyciągnęłam sztylet. Mąż uważnie śledził każdy mój ruch. Przysunęłam ostrze do środka dłoni. Trochę się bałam, ale zamknęłam oczy i pomyślałam o cierpieniu ukochanego. Zacisnęłam mocno powieki, przejeżdżając srebrem po skórze. Czułam pieczenia, a z przecięcia zaczęła lecieć krew. Dymitr spojrzał z przerażeniem i pragnieniem za kroplami spadającymi na dywan. Przysunęłam się do niego i tym razem bez sprzeciwu zaczął spożywać czerwoną ciecz z mojej dłoni. Rana zasklepiła się od jego śliny. Trochę było mu lepiej, ale wiem, że za mało. Usiadłam przed nim, przesuwając szyję do jego ust.
- Roza... Już jest dobrze.- starał się brzmieć pewnie, ale wiedziałam, że kłamie.
Przybliżyłam sobie sztylet do szyi od jego strony.
- Ugryziesz mnie, czy mam to zrobić?
Odsunął moją dłoń na bezpieczną odległość. Jednak zatrzymał się, patrząc na broń. Nie rozumiejąc o co chodzi, też na nią spojrzałam. Jej czubek przybrał szkarłatną barwę. Tak jakby wchłonęła krew, która na nim była.
- "Krew w dobrej wierze przelane, zostanie oddana."- wyrecytowałam, patrząc na to zjawisko.
Położyłam sztylet przed sobą i odchyliłam głowę. Ukochany zaczął mnie tam całować, a mi zrobiło się ciepło. Następnie niepewnie rozchylił usta. Czułam jego oddech, a serce mi zabiło w niemym wyczekiwaniu. Tak dawno nie czułam tej euforii, myślałam, że się wyleczyłam, to już w końcu 17 lat. Ale teraz wiem, że to zostawiło na mnie ślad na zawsze. W końcu zatopić kły w mojej szyi. Przez sekundę czułam ból, a później już tylko błogą przyjemność i spokój. Przymknęłam oczy, ale szybko je otworzyłam, patrząc na przedmiot między moimi nogami. Z każdą chwilą, z każdym pociągnięciem męża, czerwień obejmowała coraz większą powierzchnię sztyletu. Gdy była przy rączce powieki same zaczęły mi opadać. Czułam obejmujące mnie zmęczenie. Walczyłam z tym, aż w końcu oparłam się o tors ukochanego i dałam się pochłonąć ciemności.
DYMITR
Tak bardzo dałem się ponieść rozkoszy słodkiej krwi, rozlewającej się po moim ciele, że zapomniałem o kontrolowaniu się. Dopiero gdy Roza opadłam na mnie bezwładnie, ocknąłem się. Jak poparzony odskoczyłem od niej. Przerażony sprawdziłem czy oddycha. Nigdy nie wybaczyłbym sobie, gdybym ją zabił. Na szczęście tylko straciła przytomność. Mimo wszystko i tak posunąłem się za daleko. W ogóle nie powinienem jej gryźć. Ale co zrobić z sztyletem na gardle. Położyłem ją delikatnie na jej kurtce i przykryłem swoim płaszczem, po czym odpuściłem budynek. Muszę napić się więcej, niż zazwyczaj. Jestem Rosjaninem, więc nikt pewnie nie zrobi sobie nic z tego, że chodzę w krótkim rękawku. Może Baja to nie Arktyka, jak myślała kiedyś moja ukochana, ale późna jesień jest o wiele zimniejsza. Na wspomnienie tamtych chwil w Akademii, uśmiechnęłam się. Teraz jest lepiej, ale i tak tęsknię za tym czasem, kiedy nawet nie śmiałem o byciu jej mężem i ojcem dzieci. Chociaż nie. Śniłem. Ach... to były cudowne sny.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
wtorek, 1 sierpnia 2017
ROZDZIAŁ 91
Siedzieliśmy przed księgą otwartą na tym razem już ostatniej stronie. Pomiędzy nimi było małe ziarnko pszenicy. Tak tego pragnęliśmy, a teraz nie mogę w to uwierzyć. Jednocześnie boję się, że to jednak nie to. Zamknęłam oczy i odetchnęłam głęboko. Jednak otworzyłam je, gdy usłyszałam poruszanie po prawej. Bielikow wziął księgę i zaczął czytać.
- Jeśli to czytasz, znaczy się, że chcesz odpowiedz na jedyną niedokończoną przeze mnie kwestię w tej księdze, tak bardzo, że nic cię nie powstrzyma. Nie mogłem tego sekretu zabrać do grobu, dlatego przekazuję tobie w formie zagadki. Jeśli ją odkryjesz, znaczy, że jesteś tego godny.
Spojrzał na mnie niepewnie. Pokazałam mu, żeby dalej nie mówił. Lepiej, żeby nikt tego nie usłyszał. Przysunęłam się do męża i oboje zaczęliśmy czytać tajemnicze wersy
Sztylet jedynym ratunkiem twoim, gdy po między życiem, a śmiercią znów stoisz.
Krew w dobrej wierze przelana, zostanie oddana. Zaś blask Chorsu cię otoczy, gdy mate spojrzy w twoje oczy. A kiedy wszystko przestanie się liczyć, będzie coś, dzięki czemu nie zostaniesz z niczym. Silniejsza niż wszystko jest potęga królowej zwycięskiej, która wszystko cofnie, co cudom równe nie będzie. Na glebie gdzie poległo wielu, jeden się odrodzi. Księżyc krwawej barwy nabierze w nocy, bo za dnia słoneczny blask zasłonić. Pośród wersów pradawnych, znajdziesz ocalenia prawdy.
Z ukochanym wymieniliśmy spojrzenia. Dymitr jednym ruchem wyrwał stronę, ostrożnie złożył i schował do kieszeni. Spojrzałam na niego z szokiem wpisanym na twarzy. Rosjanin, nic sobie z tego nie robiąc, wyciągnął z torby małą kosmetyczkę, a z niej scyzoryk i szkło powiększające.
- Skarbie, potrzymałabyś?- wystawił do mnie lupę.
Zamknęłam usta, ale z wciąż z szeroko otworzonymi oczami położyłam dłoń na jego, zaciśniętej na rączce.
- Dymitr, co ty robisz?- spytałam, nachylając się do niego.
- Zacieram ślady.- powiedział konspiracyjne.
Westchnęłam i popatrzyłam na niego wyczekująco.
- Ja mówię na serio.- zapewniłam.- Nie wiem, czy zdajesz sobie z tego sprawę, ale zniszczyłeś jedyny egzemplarz tej wiekowej księgi, a bibliotekarka nie będzie z tego zadowolona.
- Roza.- to jedno słowo wyrażała wszystko.
Zaufałam mu i wzięłam rękę. Następnie złapałam bezpośrednio za rączkę lupy i przybliżyłam do klejenia. Bielikow w pełnym skupieniu wyskrobywał resztki kartki z książki. Przez cały czas moje oczy skakały, od jego twarzy, do dłoni i z powrotem. Podziwiałam jego pełne skupienia ruchy. Rzadko mam taki widok. U nas ważna jest zwinność i szybkość, wyuczone zachowania. Mało jest zadań, wymagających od nas pełnego skupienia. Nim się obejrzałam, on skończył.
- Gotowe.- odsunął się i z dumą popatrzył na swoje dzieło.
Sama się temu przyjrzałam. Niesamowite. Najmniejszego śladu, że tu kiedyś była jakaś jeszcze kartka. Niezwykłe.
- Dobra robota, Towarzyszu.- poklepałam go z uznaniem po ramieniu.
- A jakaś nagroda Roza?- spojrzał na mnie z uśmiechem.
- No nie wiem. Nie było żadnej umowy, więc...
Nie dał mi dokończyć, tylko przyciągnął do siebie i przywarł ustami do moich warg. Już bez sprzeciwu zarzuciłam mu ręce na kark, pogłębiając pocałunek. Dłonie zanurzyłam w jego jedwabiście miękkich włosach, podczas gdy Dymitr dokładnie badał moją talię. Siedziałam na nim okrakiem, więc ścisnęłam mocnej nogi tak, aby czuć go jak najbliżej siebie. Gdy zabrakło mi oddechu, odsunęliśmy się od siebie z trudem. Jednak nasze ciała wciąż się stykały, włącznie z naszymi czołami. Patrzyliśmy sobie w oczy wzrokiem pełnym miłości. Było mi tak dobrze, jakbym była we właściwym miejscu. Bo byłam. Chciałam, żeby ta chwila trwała wiecznie.
- Roza, choć nic nie rozumiem z tych słów, na kartce, wierzę, że razem damy radę mnie odmienić. I w końcu wrócimy do dzieci. Do naszych małych skarbów. A później będziemy mieć ich jeszcze więcej.- mruknął w moje włosy.
- Się tak nie rozpędza. Nie będziemy ich mieli nie wiadomo ile.- zgasiłam jego zapał.- Przypominam, że mam już swoje lata.
- Eh... ale będzie jeszcze jedno?- spytał z nadzieją.
- Jedno.- zgodziłam się.- A teraz przyjrzymy się temu.
- No dobrze. Może jakieś książki nam pomogą.
Rosjanin wyciągnął z kieszeni złożoną kartkę i przeczytaliśmy jeszcze raz zagadkę. Na pewno potrzebny będzie sztylet.
- Nie rozumiem, co to jest mate.- westchnął Bielikow.
- Czekaj. Coś mi to mówi.- zaczęłam się zastanawiać.- Już wiem! Nastka mi kiedyś coś o tym mówiła. To jest taka więź między przeznaczonymi sobie osobami. Miała to w swoich książkach o wilkołakach.
- Myślę, że jakbym miał mieć mate, to ty byś nią była.
Spojrzał na mnie tak, że zaczęłam się rozpływać. Objął mnie i pocałował namiętnie.
__________________________________________
W takim oto mam nadzieję wielkim stylu wracam. Mam nadzieję, że teskniliście i ktoś tu jeszcze jest. Macie może pomysł, jak Romitri mają rozumieć tą zagadkę? Czekam na wasze pomysły kochani. 💖💖💖💖
- Jeśli to czytasz, znaczy się, że chcesz odpowiedz na jedyną niedokończoną przeze mnie kwestię w tej księdze, tak bardzo, że nic cię nie powstrzyma. Nie mogłem tego sekretu zabrać do grobu, dlatego przekazuję tobie w formie zagadki. Jeśli ją odkryjesz, znaczy, że jesteś tego godny.
Spojrzał na mnie niepewnie. Pokazałam mu, żeby dalej nie mówił. Lepiej, żeby nikt tego nie usłyszał. Przysunęłam się do męża i oboje zaczęliśmy czytać tajemnicze wersy
Sztylet jedynym ratunkiem twoim, gdy po między życiem, a śmiercią znów stoisz.
Krew w dobrej wierze przelana, zostanie oddana. Zaś blask Chorsu cię otoczy, gdy mate spojrzy w twoje oczy. A kiedy wszystko przestanie się liczyć, będzie coś, dzięki czemu nie zostaniesz z niczym. Silniejsza niż wszystko jest potęga królowej zwycięskiej, która wszystko cofnie, co cudom równe nie będzie. Na glebie gdzie poległo wielu, jeden się odrodzi. Księżyc krwawej barwy nabierze w nocy, bo za dnia słoneczny blask zasłonić. Pośród wersów pradawnych, znajdziesz ocalenia prawdy.
Z ukochanym wymieniliśmy spojrzenia. Dymitr jednym ruchem wyrwał stronę, ostrożnie złożył i schował do kieszeni. Spojrzałam na niego z szokiem wpisanym na twarzy. Rosjanin, nic sobie z tego nie robiąc, wyciągnął z torby małą kosmetyczkę, a z niej scyzoryk i szkło powiększające.
- Skarbie, potrzymałabyś?- wystawił do mnie lupę.
Zamknęłam usta, ale z wciąż z szeroko otworzonymi oczami położyłam dłoń na jego, zaciśniętej na rączce.
- Dymitr, co ty robisz?- spytałam, nachylając się do niego.
- Zacieram ślady.- powiedział konspiracyjne.
Westchnęłam i popatrzyłam na niego wyczekująco.
- Ja mówię na serio.- zapewniłam.- Nie wiem, czy zdajesz sobie z tego sprawę, ale zniszczyłeś jedyny egzemplarz tej wiekowej księgi, a bibliotekarka nie będzie z tego zadowolona.
- Roza.- to jedno słowo wyrażała wszystko.
Zaufałam mu i wzięłam rękę. Następnie złapałam bezpośrednio za rączkę lupy i przybliżyłam do klejenia. Bielikow w pełnym skupieniu wyskrobywał resztki kartki z książki. Przez cały czas moje oczy skakały, od jego twarzy, do dłoni i z powrotem. Podziwiałam jego pełne skupienia ruchy. Rzadko mam taki widok. U nas ważna jest zwinność i szybkość, wyuczone zachowania. Mało jest zadań, wymagających od nas pełnego skupienia. Nim się obejrzałam, on skończył.
- Gotowe.- odsunął się i z dumą popatrzył na swoje dzieło.
Sama się temu przyjrzałam. Niesamowite. Najmniejszego śladu, że tu kiedyś była jakaś jeszcze kartka. Niezwykłe.
- Dobra robota, Towarzyszu.- poklepałam go z uznaniem po ramieniu.
- A jakaś nagroda Roza?- spojrzał na mnie z uśmiechem.
- No nie wiem. Nie było żadnej umowy, więc...
Nie dał mi dokończyć, tylko przyciągnął do siebie i przywarł ustami do moich warg. Już bez sprzeciwu zarzuciłam mu ręce na kark, pogłębiając pocałunek. Dłonie zanurzyłam w jego jedwabiście miękkich włosach, podczas gdy Dymitr dokładnie badał moją talię. Siedziałam na nim okrakiem, więc ścisnęłam mocnej nogi tak, aby czuć go jak najbliżej siebie. Gdy zabrakło mi oddechu, odsunęliśmy się od siebie z trudem. Jednak nasze ciała wciąż się stykały, włącznie z naszymi czołami. Patrzyliśmy sobie w oczy wzrokiem pełnym miłości. Było mi tak dobrze, jakbym była we właściwym miejscu. Bo byłam. Chciałam, żeby ta chwila trwała wiecznie.
- Roza, choć nic nie rozumiem z tych słów, na kartce, wierzę, że razem damy radę mnie odmienić. I w końcu wrócimy do dzieci. Do naszych małych skarbów. A później będziemy mieć ich jeszcze więcej.- mruknął w moje włosy.
- Się tak nie rozpędza. Nie będziemy ich mieli nie wiadomo ile.- zgasiłam jego zapał.- Przypominam, że mam już swoje lata.
- Eh... ale będzie jeszcze jedno?- spytał z nadzieją.
- Jedno.- zgodziłam się.- A teraz przyjrzymy się temu.
- No dobrze. Może jakieś książki nam pomogą.
Rosjanin wyciągnął z kieszeni złożoną kartkę i przeczytaliśmy jeszcze raz zagadkę. Na pewno potrzebny będzie sztylet.
- Nie rozumiem, co to jest mate.- westchnął Bielikow.
- Czekaj. Coś mi to mówi.- zaczęłam się zastanawiać.- Już wiem! Nastka mi kiedyś coś o tym mówiła. To jest taka więź między przeznaczonymi sobie osobami. Miała to w swoich książkach o wilkołakach.
- Myślę, że jakbym miał mieć mate, to ty byś nią była.
Spojrzał na mnie tak, że zaczęłam się rozpływać. Objął mnie i pocałował namiętnie.
__________________________________________
W takim oto mam nadzieję wielkim stylu wracam. Mam nadzieję, że teskniliście i ktoś tu jeszcze jest. Macie może pomysł, jak Romitri mają rozumieć tą zagadkę? Czekam na wasze pomysły kochani. 💖💖💖💖
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
wtorek, 27 czerwca 2017
Ważne! Przerwa!
Może wam się to nie spodobać, ale robię przerwę na przynajmniej jeden miesiąc wakacji. Trochę się dzieje w moim życiu, a i rozdziały coraz rzadziej są, jak zauważyliście. Trochę nadrobię i wrócę do was kochani, bo obiecuję wam doprowadzić bloga do końca, zgodnie z wcześniejszym moim planem. Może po drodze wrzucę jakiś bonus, bo pomysłów na nie mam dużo. Jak chcecie, to piszcie od siebie, jakie bonusy chcielibyście przeczytać, a je może stworzą. Trzymajcie się kochani i czekajcie na mój wielki powrót, o ile pewne osoby mnie nie zabiją. Pozdrawiam i miłych wakacji. 💖💖💖💖
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
piątek, 23 czerwca 2017
ROZDZIAŁ 90
Od razu po zachodzie słońca poszliśmy znów do biblioteki. Wcześniej spakowaliśmy do torby jedzenie, bo wiedzieliśmy, że za szybko stamtąd nie wyjdziemy.
- Powinieneś wziąć sobie krew w termosie.- powiedziałam to tak zwykłym tonem, jakbym mówiła o herbacie.
Bielikow popatrzył na mnie jak na wariatkę.
- No co? Ty też możesz być głodny.- burknęłam, gdy nie potraktował mnie poważnie.
Objął mnie, ze śmiechem, ramieniem i przyciągnął bliżej.
- Och Roza, Roza. Nawet nie wiesz, jak ja Cię kocham.- pocałował mnie w skroń.
- Oj wiem, Towarzyszu. Wiem.
W budynku nie mieliśmy trudności i nawet kobieta nie sprawdziła nam dokumentów. Wróciliśmy do naszej alejki i ponowiliśmy poszukiwania. Czytałam każdą najmniejszą linijkę, żeby tylko czegoś nie przegapić. Ale nie za wiele to dało. Niekiedy przyłapałam męża na ukradkowym przeglądaniu się mi, a wtedy tylko się uśmiechał pokrzepiająco i wracał do księgi. Ale i tak czułam na sobie jego spojrzenie. To urocze, ale raczej nam nie pomoże. Zagłębiłam się w któraś z kolei księgę, jednak wciąż męczyła mnie kwestia "Rodzai Strzyg" i tego sposobu. Pchnięta intuicją wróciłam do tego fragmentu i czytałam dokładnie dalej.
- Roza.- przerwał mi ukochany, stojąc przy regale.- Tu jest coś o Moonersach i Chorsenach.
Odłożyłam księgę i zrobiłam miejsce Rosjaninowi, który położył przed nami ledwo wyciągnięty tom. Tytuł głosił "Gwiezdni Ambasadorzy". Zaczęliśmy ją przeglądać, ale nie dowiedzieliśmy się za dużo. A na pewno nie więcej, niż wiedzieliśmy. Były różne przypadki, ale o dzieciach dwóch wampirach nie było mowy przez połowę księgi. Jednak jak już się zaczął temat, nie było widać jego końca. O mocach, o możliwości rozmnażania się i o podobieństwie do morojów. Zaciekawiło mnie, że dampir z dampirem urodzą dampira. Za to dampir z morojem da potomka pełnej wampirzej krwi, władające wszystkimi mocami. Po wielu pokoleniach uznano je za niebezpieczne, ze względu na możliwość buntu ze strony dampirów, jak i potęgi ich dzieci, więc zabili wszystkich, którzy mieli w sobie krew Chorsenów. Przy tym fragmencie spojrzeliśmy na siebie zaniepokojeni.
- To już nie te czasy, nie?- uśmiechnął się słabo były strażnik.
- Dymitr, mówimy o arystokracji.- uświadomiłam mu, z żalem i bólem.
- Nie pozwolę skrzywdzić nikogo z naszej rodziny.- zapewnił.
- Kochanie.- popatrzyłam na niego smutno, głaszcząc jego gładki policzek.- Nie zapewnisz wszystkim bezpieczeństwa, a zwłaszcza za kilka wieków. Niestety, ale muszą poradzić sobie sami.
Ukochany wtulił twarz w moją rękę, w końcu przytuliłam go do siebie. Położyłam się, a on na moi brzuchu. Zaczął bawić się moimi palcami, ma dłużej zatrzymując się przy obrączce i idąc dalej. Nie płakał, ja też nie. Oboje się baliśmy, ale myśl o tym, że ktoś zdobi krzywdę naszym maleństwom działa na nas tak samo. Wywołuje gniew i chcieć walki. Za to nasza bliskość, nas uspokaja. Więc podczas gdy Dymitr zajmował się moją jedną ręką, ja drugą czochrałam go po włosach. Sięgnęłam po poprzednią książkę, o strzygach, i czytałam dalej. To nie możliwe, żeby nic nie było. Zaczęłam czytać szybciej i przerzucać kartki bardziej gorliwie.
- Roza.- mąż złapał mnie za drugą dłoń i obie ucałował.- Spokojnie i cierpliwości. Tak nic nie znajdziesz, a tylko tracisz czas.
Miał rację. Wzięłam głęboko wdech i zaczęłam na spokojnie czytać od momentu na którym skończyłam. Ukochany wziął też inną książkę, ale nie podniósł się ze mnie. Mo też było wygodnie, więc nie narzekałam. Byłam już na ostatnim rozdziale, gdy między kartkami wyczułam mały, delikatny kamyczek. Na początku myślałam, że poprzedniemu czytelnikowi wpadł. Jednak to szybko zostało rozwiane, gdy przy przerzucaniu stron, następna była czysta, a "kamyk" był dalej. Aż się podniosłam, a wraz ze mną Bielikow.
- Co jest Roza?- spytał, marszcząc brwi.
Ja jednak nie odpowiedziałam, tylko położyłam książkę na ziemi i badałam kolejne strony. Przerzuciłam ostatnią kartkę i...
Nic!
Nie było kamyka. Za to czułam go przez poprzedni kawałek papieru. To oznacza, że...
Zaczęłam badać ostatnią stronę i to tam był kamyk. W niej. Miałam rację. Zaczęłam dokładnie to badać, aż w miejscy sklejenia z okładką zobaczyłam rozwarstwienie. Złapałam sztylet i czubek ostrza włożyłam w szparę między sklejonymi stronami, po czym przejechałam nim wzdłuż kleju. Tak jak myślałam, ukryta strona, a na niej tak długo poszukiwana odpowiedź.
- Powinieneś wziąć sobie krew w termosie.- powiedziałam to tak zwykłym tonem, jakbym mówiła o herbacie.
Bielikow popatrzył na mnie jak na wariatkę.
- No co? Ty też możesz być głodny.- burknęłam, gdy nie potraktował mnie poważnie.
Objął mnie, ze śmiechem, ramieniem i przyciągnął bliżej.
- Och Roza, Roza. Nawet nie wiesz, jak ja Cię kocham.- pocałował mnie w skroń.
- Oj wiem, Towarzyszu. Wiem.
W budynku nie mieliśmy trudności i nawet kobieta nie sprawdziła nam dokumentów. Wróciliśmy do naszej alejki i ponowiliśmy poszukiwania. Czytałam każdą najmniejszą linijkę, żeby tylko czegoś nie przegapić. Ale nie za wiele to dało. Niekiedy przyłapałam męża na ukradkowym przeglądaniu się mi, a wtedy tylko się uśmiechał pokrzepiająco i wracał do księgi. Ale i tak czułam na sobie jego spojrzenie. To urocze, ale raczej nam nie pomoże. Zagłębiłam się w któraś z kolei księgę, jednak wciąż męczyła mnie kwestia "Rodzai Strzyg" i tego sposobu. Pchnięta intuicją wróciłam do tego fragmentu i czytałam dokładnie dalej.
- Roza.- przerwał mi ukochany, stojąc przy regale.- Tu jest coś o Moonersach i Chorsenach.
Odłożyłam księgę i zrobiłam miejsce Rosjaninowi, który położył przed nami ledwo wyciągnięty tom. Tytuł głosił "Gwiezdni Ambasadorzy". Zaczęliśmy ją przeglądać, ale nie dowiedzieliśmy się za dużo. A na pewno nie więcej, niż wiedzieliśmy. Były różne przypadki, ale o dzieciach dwóch wampirach nie było mowy przez połowę księgi. Jednak jak już się zaczął temat, nie było widać jego końca. O mocach, o możliwości rozmnażania się i o podobieństwie do morojów. Zaciekawiło mnie, że dampir z dampirem urodzą dampira. Za to dampir z morojem da potomka pełnej wampirzej krwi, władające wszystkimi mocami. Po wielu pokoleniach uznano je za niebezpieczne, ze względu na możliwość buntu ze strony dampirów, jak i potęgi ich dzieci, więc zabili wszystkich, którzy mieli w sobie krew Chorsenów. Przy tym fragmencie spojrzeliśmy na siebie zaniepokojeni.
- To już nie te czasy, nie?- uśmiechnął się słabo były strażnik.
- Dymitr, mówimy o arystokracji.- uświadomiłam mu, z żalem i bólem.
- Nie pozwolę skrzywdzić nikogo z naszej rodziny.- zapewnił.
- Kochanie.- popatrzyłam na niego smutno, głaszcząc jego gładki policzek.- Nie zapewnisz wszystkim bezpieczeństwa, a zwłaszcza za kilka wieków. Niestety, ale muszą poradzić sobie sami.
Ukochany wtulił twarz w moją rękę, w końcu przytuliłam go do siebie. Położyłam się, a on na moi brzuchu. Zaczął bawić się moimi palcami, ma dłużej zatrzymując się przy obrączce i idąc dalej. Nie płakał, ja też nie. Oboje się baliśmy, ale myśl o tym, że ktoś zdobi krzywdę naszym maleństwom działa na nas tak samo. Wywołuje gniew i chcieć walki. Za to nasza bliskość, nas uspokaja. Więc podczas gdy Dymitr zajmował się moją jedną ręką, ja drugą czochrałam go po włosach. Sięgnęłam po poprzednią książkę, o strzygach, i czytałam dalej. To nie możliwe, żeby nic nie było. Zaczęłam czytać szybciej i przerzucać kartki bardziej gorliwie.
- Roza.- mąż złapał mnie za drugą dłoń i obie ucałował.- Spokojnie i cierpliwości. Tak nic nie znajdziesz, a tylko tracisz czas.
Miał rację. Wzięłam głęboko wdech i zaczęłam na spokojnie czytać od momentu na którym skończyłam. Ukochany wziął też inną książkę, ale nie podniósł się ze mnie. Mo też było wygodnie, więc nie narzekałam. Byłam już na ostatnim rozdziale, gdy między kartkami wyczułam mały, delikatny kamyczek. Na początku myślałam, że poprzedniemu czytelnikowi wpadł. Jednak to szybko zostało rozwiane, gdy przy przerzucaniu stron, następna była czysta, a "kamyk" był dalej. Aż się podniosłam, a wraz ze mną Bielikow.
- Co jest Roza?- spytał, marszcząc brwi.
Ja jednak nie odpowiedziałam, tylko położyłam książkę na ziemi i badałam kolejne strony. Przerzuciłam ostatnią kartkę i...
Nic!
Nie było kamyka. Za to czułam go przez poprzedni kawałek papieru. To oznacza, że...
Zaczęłam badać ostatnią stronę i to tam był kamyk. W niej. Miałam rację. Zaczęłam dokładnie to badać, aż w miejscy sklejenia z okładką zobaczyłam rozwarstwienie. Złapałam sztylet i czubek ostrza włożyłam w szparę między sklejonymi stronami, po czym przejechałam nim wzdłuż kleju. Tak jak myślałam, ukryta strona, a na niej tak długo poszukiwana odpowiedź.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
wtorek, 20 czerwca 2017
ROZDZIAŁ 89
ROSE
- Gdzie ty mnie zabierasz, wariacie.- zaśmiałam się, gdy wchodziliśmy na wieżę Mariacką.a
- Może to nie wieża Eiffla,- również się śmiał.- ale myślę, że i tak będziesz zachwycona.
Gdy znaleźliśmy się na szczycie, stanął za mną, zasłaniają mi oczy i lekko popchnął do przodu. Machałam rękoma przed sobą, aż wyczuwam ścianę. A raczej ściany otworu. Położyłam dłonie na deskach, robiących za parapet, a po chwili mój ukochany odsłonił mi oczy. Widok był oszałamiający. Wszędzie wszechogarniający nas mrok i światła miast pod nami. Na biodrach poczułam silny uścisk palców męża, jak by bał się, że wypadnę.
- Pięknie tu.- przyznał.
Położył głowę w zagłębieniu mojego ramienia tak, że nasze policzki się stykały.
- Martwię się o Ciebie Roza.- przyznał po chwili ciszy.
Odwróciłam się do ukochanego, patrząc mu ze zdziwieniem w oczy.
- Czemu?
- Zadręczasz się myślą , że nie uda nam się. Z każdą chwilą w tej bibliotece denerwujesz się brakiem informacji.
- No bo ile można.- zdenerwowana wrzuciłam ręce w górę i zaczęłam nerwowo krążyć po pomieszczeniu.- Byliśmy tak blisko i co?! Nie ma. Bo niebezpieczne! Co za idiotyzm?!
- Roza, słońce, spokojnie.- złapał mnie za nadgarstki i zmusił do spojrzenia w oczy.- To dobra wiadomość, że już kiedyś były takie strzygi jak ja i jest na to lekarstwo. Trzeba szukać do skutku. Damy radę razem.
Ten krótki monolog Rosjanina napełnił mnie wiarą. Ze wzruszeniem patrzyłam mu w oczy, po czym przeniosłam dłonie na jego chłodnych policzkach i pocałowałam go namiętnie w usta.
Po zwiedzeniu wierzy, poszliśmy do Maka. To znaczy ja poszłam, a Dymitra wrzuciłam na polowanie. Nie pozwolę mu się godzić. W końcu mi uległ i tak o to zajadałam się podwójnym hamburgerem i frytkami, popijając to Pepsi. Po chwili do środka weszła grupka młodzieży, drąca się na cały lokal. W pierwszej chwili miałam ochotę na nich krzyknąć, żeby byli ciszej, ale przypomniały mi się chwilę, gdy z Lissą, Nicko, Ashley, Kevinem i Monią zachowywaliśmy się dokładnie tak samo. Więc zamiast robić aferę, patrzyłam na tą grupkę młodych ludzi, cieszących się najlepszymi latami życia. Czy Dmdampiry, czy moroje, czy ludzie, wszyscy w tym wieku mają podobne zmartwienia. Kończyłam frytki, mocząc je w pozostałości ketchupu na tacce, kiedy drzwi się otworzyły, a chwilę później obok mnie usiadła barczysta postać i objęła mnie ramieniem.
- Jak zostanę odmieniony, przyjedziemy tu i zjem 5 takich burgerów.- wskazał na puste opanowanie.
- A ja to nagram, bo za pierwszym razem nie uwierzę.
Wstaliśmy, ja się ubrałam i razem wyszliśmy na chłodne, nocne powietrze. Razem trzymając się za ręce poszliśmy do hotelu.
- Roza, ile jeszcze ten twój okres będzie trwał.- jęknął Dymitr, ściągając swój płaszcz.
Zaczyna się. Od czasu porodu co miesiąc to samo pytanie. Westchnęłam ciężko, zdejmują z siebie swoje ubranie wierzchnie.
- Tyle co zawsze.
Poszłam do łazienki zmyć makijaż. Gdy wycierałam twarz wacikiem, poczułam na talii silne dłonie i ciepły oddech na karku. Zadrżałam, a włoski stanęły mi dęba.
- Jak już ci się skończy, będziemy się kochać dzień i noc.- mruknął mi do ucha, przygryzając jego płatek.
- Dy-dymitr.- zajaknęłam się.- Proszę... przestań...
Odsunął się ode mnie.
- Dobrze Roza. Wiesz, że poczekam. Dla ciebie warto.
Uśmiechnęłam się z wdzięcznością, wracając do zmywania tuszu z rzęs.
- Ale wspólnego prysznica mi nie odmówisz?- spytał.
- Na to mogę się zgodzić.- stwierdziłam, a on uśmiechnął się triumfalnie.
Gdy skończyłam czyścić buzię, rozebraliśmy się nawzajem i weszliśmy do kabiny. Po dość długim prysznicu i licznych pocałunkach, opuściliśmy ją. Dymitr wytarł najpierw siebie, potem dokładnie mnie, ale zanim zdążyłam cokolwiek zrobić, owinął mnie i podniósł jak pannę młodą.
- Co ty chcesz jeszcze ze mną zrobić?- zaśmiałam się, zarzucając mu ręce na kark.
- Tylko dobrze, Roza.- również się uśmiechnął.
- No dobrze, Towarzyszu. Skoro musisz.
Położył mnie delikatnie na miękkim łóżku i wrócił do łazienki. Po chwili wrócił z balsamem do ciała. Położyłam się odprężona, a on przystąpił do działania. O tak. To jest to czego teraz mi trzeba. Po bardzo dobrym i dokładnym masażu, nie mogłam się ruszyć. Bielikow uzbrojony w książkę, położył się obok mnie, a ja się w niego wtuliłam.
- Dobranoc Roza.- musnął ustami moje czoło.
Jednak ka byłam tak zmęczona i przyjemnie obolała, że jedyne ma co się wysiliłam, to ciche mruknięcie, podsumowane śmiechem mojego męża i wzmocnieniem uścisku. Już po chwili spałam.
- Gdzie ty mnie zabierasz, wariacie.- zaśmiałam się, gdy wchodziliśmy na wieżę Mariacką.a
- Może to nie wieża Eiffla,- również się śmiał.- ale myślę, że i tak będziesz zachwycona.
Gdy znaleźliśmy się na szczycie, stanął za mną, zasłaniają mi oczy i lekko popchnął do przodu. Machałam rękoma przed sobą, aż wyczuwam ścianę. A raczej ściany otworu. Położyłam dłonie na deskach, robiących za parapet, a po chwili mój ukochany odsłonił mi oczy. Widok był oszałamiający. Wszędzie wszechogarniający nas mrok i światła miast pod nami. Na biodrach poczułam silny uścisk palców męża, jak by bał się, że wypadnę.
- Pięknie tu.- przyznał.
Położył głowę w zagłębieniu mojego ramienia tak, że nasze policzki się stykały.
- Martwię się o Ciebie Roza.- przyznał po chwili ciszy.
Odwróciłam się do ukochanego, patrząc mu ze zdziwieniem w oczy.
- Czemu?
- Zadręczasz się myślą , że nie uda nam się. Z każdą chwilą w tej bibliotece denerwujesz się brakiem informacji.
- No bo ile można.- zdenerwowana wrzuciłam ręce w górę i zaczęłam nerwowo krążyć po pomieszczeniu.- Byliśmy tak blisko i co?! Nie ma. Bo niebezpieczne! Co za idiotyzm?!
- Roza, słońce, spokojnie.- złapał mnie za nadgarstki i zmusił do spojrzenia w oczy.- To dobra wiadomość, że już kiedyś były takie strzygi jak ja i jest na to lekarstwo. Trzeba szukać do skutku. Damy radę razem.
Ten krótki monolog Rosjanina napełnił mnie wiarą. Ze wzruszeniem patrzyłam mu w oczy, po czym przeniosłam dłonie na jego chłodnych policzkach i pocałowałam go namiętnie w usta.
Po zwiedzeniu wierzy, poszliśmy do Maka. To znaczy ja poszłam, a Dymitra wrzuciłam na polowanie. Nie pozwolę mu się godzić. W końcu mi uległ i tak o to zajadałam się podwójnym hamburgerem i frytkami, popijając to Pepsi. Po chwili do środka weszła grupka młodzieży, drąca się na cały lokal. W pierwszej chwili miałam ochotę na nich krzyknąć, żeby byli ciszej, ale przypomniały mi się chwilę, gdy z Lissą, Nicko, Ashley, Kevinem i Monią zachowywaliśmy się dokładnie tak samo. Więc zamiast robić aferę, patrzyłam na tą grupkę młodych ludzi, cieszących się najlepszymi latami życia. Czy Dmdampiry, czy moroje, czy ludzie, wszyscy w tym wieku mają podobne zmartwienia. Kończyłam frytki, mocząc je w pozostałości ketchupu na tacce, kiedy drzwi się otworzyły, a chwilę później obok mnie usiadła barczysta postać i objęła mnie ramieniem.
- Jak zostanę odmieniony, przyjedziemy tu i zjem 5 takich burgerów.- wskazał na puste opanowanie.
- A ja to nagram, bo za pierwszym razem nie uwierzę.
Wstaliśmy, ja się ubrałam i razem wyszliśmy na chłodne, nocne powietrze. Razem trzymając się za ręce poszliśmy do hotelu.
- Roza, ile jeszcze ten twój okres będzie trwał.- jęknął Dymitr, ściągając swój płaszcz.
Zaczyna się. Od czasu porodu co miesiąc to samo pytanie. Westchnęłam ciężko, zdejmują z siebie swoje ubranie wierzchnie.
- Tyle co zawsze.
Poszłam do łazienki zmyć makijaż. Gdy wycierałam twarz wacikiem, poczułam na talii silne dłonie i ciepły oddech na karku. Zadrżałam, a włoski stanęły mi dęba.
- Jak już ci się skończy, będziemy się kochać dzień i noc.- mruknął mi do ucha, przygryzając jego płatek.
- Dy-dymitr.- zajaknęłam się.- Proszę... przestań...
Odsunął się ode mnie.
- Dobrze Roza. Wiesz, że poczekam. Dla ciebie warto.
Uśmiechnęłam się z wdzięcznością, wracając do zmywania tuszu z rzęs.
- Ale wspólnego prysznica mi nie odmówisz?- spytał.
- Na to mogę się zgodzić.- stwierdziłam, a on uśmiechnął się triumfalnie.
Gdy skończyłam czyścić buzię, rozebraliśmy się nawzajem i weszliśmy do kabiny. Po dość długim prysznicu i licznych pocałunkach, opuściliśmy ją. Dymitr wytarł najpierw siebie, potem dokładnie mnie, ale zanim zdążyłam cokolwiek zrobić, owinął mnie i podniósł jak pannę młodą.
- Co ty chcesz jeszcze ze mną zrobić?- zaśmiałam się, zarzucając mu ręce na kark.
- Tylko dobrze, Roza.- również się uśmiechnął.
- No dobrze, Towarzyszu. Skoro musisz.
Położył mnie delikatnie na miękkim łóżku i wrócił do łazienki. Po chwili wrócił z balsamem do ciała. Położyłam się odprężona, a on przystąpił do działania. O tak. To jest to czego teraz mi trzeba. Po bardzo dobrym i dokładnym masażu, nie mogłam się ruszyć. Bielikow uzbrojony w książkę, położył się obok mnie, a ja się w niego wtuliłam.
- Dobranoc Roza.- musnął ustami moje czoło.
Jednak ka byłam tak zmęczona i przyjemnie obolała, że jedyne ma co się wysiliłam, to ciche mruknięcie, podsumowane śmiechem mojego męża i wzmocnieniem uścisku. Już po chwili spałam.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
niedziela, 18 czerwca 2017
ROZDZIAŁ 88
Obudziłam się bardzo wypoczęta i gotowa na kolejny dzień pełen ksiąg. Przeciągnęłam się i otworzyłam ostrożnie oczy. Ale o dziwo nie oślepiło mnie światło. Wszędzie panował mrok, tylko lekki blask dochodził zza książki mojej poduszki. W ogóle się przemieściłam z ud na brzuch męża, a on w ogóle położył się na plecy, czytając na leżąco. Musiał poczuć mój ruch, bo odłożył książkę i komórkę, w której włączył latarkę, po czym spojrzał na mnie z uśmiechem. Klasnąl w dłonie, a w całej bibliotece zaczęły stopniowo zapalać się światła.
- Hej.- mruknęłam zaspana, podnosząc się.
- Dzień dobry kochanie. Jak się spało?
- Bardzo dobrze. Lubię, gdy jesteś moją podusią z wbudowanym grzejniczkiem.
- Aaa...- zaśmiał się.- To aż tak jestem innowacyjny?
- Ehem.- pokiwałam głową. Nagle zaburczało mi w brzuchu.- Chyba głodna jestem.
- Chyba tak.
Po chwili wyciągnął z plecaka chleb i sałatkę z gyrosem, a do tego herbatka z termosu. Na razie tyle musiało mi wystarczyć. Po śniadaniu na nowo wzięliśmy się do pracy.
- Kochanie, a gdzie ta książka, co mi ją wczoraj przebrałeś?- spytałam na wstępie.
- Tam.- wskazał za stos ksiąg.
Podeszłam i zaczęłam kartkować do momentu, w którym skończyłam.
Dalej były różne eksperymenty, nie zawsze udane, ale za dużo nie wniosły do naszego życia. Aż trafiłam na drugie przemienienie w strzygę. Serce zabiło mi szybciej z powróconej nadziei.
Strzygę da się uratować. Wystarczy aby użytkownik Ducha napełnił sztylet swoją magią i sam przebił nim serce strzygi. Jednak co tak naprawdę dzieje się z taką osobą? Szereg badań nie wskazał na żadne różnice fizjologiczne, jednakże ma to wpływ duchowy. Taka osoba nie jest w stanie zrobić krzywdy nikomu, kto na to nie zasługuje. Pojawiło się pytanie, więc, czy takowa osoba na nowo może stać się strzygą? Odpowiedź brzmi tak, jednak inną, niż znamy dotychczas. Ben, pierwszy odmieniony, poddał się naszemu eksperymentowi pod lekkim naciskiem. Zyskał cechy wyglądu strzygi, oraz ich siłę i szybkość. Jedyna rzecz, która ich wyróżniała, to wnętrze. Nowa strzyga miała uczucia o tej samej sile, co wcześniej. Jednak próba odmienienia go, tym razem się nie powiodła i zginął z rąk żony.
Kartkowałam kolejne strony, ale nic więcej się nie dowiedziałam. Sfrustrowana zatrzasnęłam księgę i chwyciłam kolejną. Wyłapałam zmartwione spojrzenie ukochanego, przykute moim zachowaniem, ale zignorowałam to. Mam okres, to mogę. Siedzimy tu już dwa dni i nic nam to nie daje. Zaczęłam przeglądać kolejne książki. Może skoro już coś o takich jak Dymitr wiedzieli, uda nam się to znaleźć.
DYMITR
Patrzyłem zmartwiony, ale i też zauroczony. Jest taka piękna, gdy tak bardzo skupia się na odnalezieniu informacji. Jak co chwilę marszczy swój mały, zgrabny nosek, albo nieświadomie wysuwa różowy język. Czym bardziej ją obserwuję, tym bardziej jestem pełen podziwu dla jej siły. Po tym wszystkim, co przeszła... A mimo to jest tu ze mną i uśmiecha się częściej niż którykolwiek, kogo znam. Jeszcze nigdy nie widziałem osoby, która tak jak ona brała z życia co najlepsze i kroczyła przeciw przeszkodą i trudnością do prawdy. Przez nią nie mogę się na niczym skupić. Już całkowicie znikły wszystkie kariery, dystans między nimi i to poczucie obowiązku, gdy była moją uczennicą. Teraz jej bliskość mnie dekoncentruje i każę skupić się tylko na sobie. I łatwo się temu poddaję. Otrząsnąłem się z tych myśli i wróciłem do księgi. Starałem się ze wszystkich sił nie uciekać wzrokiem do mojej Różyczki, ale to nie było takie łatwe. Do tego doskwierał mi głód, ale póki wytrzymuję, nie chcę martwić mojej kochanej żony. I tak sytuacja w jakiej się znalazła wiele od niej wymaga. A opieka trójką dzieci... to bardzo wiele od niej wymagało. Ale poradziła sobie doskonale. Nie chcę jej teraz zawieść. Niekiedy myślę, że jakbym zniknął, byłoby lepiej, ale to nie prawda. Przypominam sobie, że to łatwiejsze rozwiązanie. Gdy Roza miała możliwość odmienienia mnie pierwszy raz, nie poddała się, co było łatwiejsze, a zrobiła wszystko, abym znów był dla świata. Dla niej. Tym razem mogę dokładnie sam przypatrywać się tym staraniom.
- Coś tu mam.- nagle się rozpromieniła. Położyłem książkę i podszedłem do niej na czworakach.
- Jest sposób na odmienienie strzygi drugiego stopnia.- przeczytałem na głos, widząc wzrokiem za jej zadbanym palcem.- Jest to skomplikowany proces, wymagający wielkiego poświęcenia, wiary w możliwości, czystego serca i wielkiej miłości. Jednakże...- Roza odwróciłam stronę, ale już z pierwszą linijką nasz zapał opadł.-... zostanie to moją tajemnicą. Ta wiedza jest zbyt niebezpieczna...
Westchnęliśmy oboje. Poczułem, że ciało brunetki napina się.
- Nie. To nie możliwe! Coś nam umknęło. To nie może być prawda. Tyle szukania i nic!
- Roza.- złapałem ją za nadgarstki.- Roza proszę uspokój się i spójrz na mnie.
Przestała mi się wyrywać i popatrzyła mi w oczy. Przyciągnął ją do siebie i zamknąłem w silnym uścisku i wiedziałem, że mimo szybko unoszącej się klatki piersiowej i rwanego oddechu, czułem jak się uspokaja.
- Już dość. - przerwałem ciszę.
Kobieta oderwała się ode mnie i spojrzała mi zdziwiona w oczy.
- Czego?- zmarszczyła brwi.
- Tego wszystkiego.- wskazałem dłońmi na regały.- Tego miejsca. Ono cię wykończy. Porywam cię. Na spontaniczną randkę.- uśmiechnęłam się tajemniczo.
Moja ukochana się roześmiała i wtuliła we mnie.
- Zdaję się na twoją wolę, królu.- mruknęłam, a ja, tuląc ją, poczułem, że mam w ramionach cały świat.
- Hej.- mruknęłam zaspana, podnosząc się.
- Dzień dobry kochanie. Jak się spało?
- Bardzo dobrze. Lubię, gdy jesteś moją podusią z wbudowanym grzejniczkiem.
- Aaa...- zaśmiał się.- To aż tak jestem innowacyjny?
- Ehem.- pokiwałam głową. Nagle zaburczało mi w brzuchu.- Chyba głodna jestem.
- Chyba tak.
Po chwili wyciągnął z plecaka chleb i sałatkę z gyrosem, a do tego herbatka z termosu. Na razie tyle musiało mi wystarczyć. Po śniadaniu na nowo wzięliśmy się do pracy.
- Kochanie, a gdzie ta książka, co mi ją wczoraj przebrałeś?- spytałam na wstępie.
- Tam.- wskazał za stos ksiąg.
Podeszłam i zaczęłam kartkować do momentu, w którym skończyłam.
Drugi polegał na sprawdzeniu odporności dampirów na różnego rodzaju trucizny. Jednak żadna próba nie przeszła pomyślnie...
Dalej były różne eksperymenty, nie zawsze udane, ale za dużo nie wniosły do naszego życia. Aż trafiłam na drugie przemienienie w strzygę. Serce zabiło mi szybciej z powróconej nadziei.
Strzygę da się uratować. Wystarczy aby użytkownik Ducha napełnił sztylet swoją magią i sam przebił nim serce strzygi. Jednak co tak naprawdę dzieje się z taką osobą? Szereg badań nie wskazał na żadne różnice fizjologiczne, jednakże ma to wpływ duchowy. Taka osoba nie jest w stanie zrobić krzywdy nikomu, kto na to nie zasługuje. Pojawiło się pytanie, więc, czy takowa osoba na nowo może stać się strzygą? Odpowiedź brzmi tak, jednak inną, niż znamy dotychczas. Ben, pierwszy odmieniony, poddał się naszemu eksperymentowi pod lekkim naciskiem. Zyskał cechy wyglądu strzygi, oraz ich siłę i szybkość. Jedyna rzecz, która ich wyróżniała, to wnętrze. Nowa strzyga miała uczucia o tej samej sile, co wcześniej. Jednak próba odmienienia go, tym razem się nie powiodła i zginął z rąk żony.
Kartkowałam kolejne strony, ale nic więcej się nie dowiedziałam. Sfrustrowana zatrzasnęłam księgę i chwyciłam kolejną. Wyłapałam zmartwione spojrzenie ukochanego, przykute moim zachowaniem, ale zignorowałam to. Mam okres, to mogę. Siedzimy tu już dwa dni i nic nam to nie daje. Zaczęłam przeglądać kolejne książki. Może skoro już coś o takich jak Dymitr wiedzieli, uda nam się to znaleźć.
DYMITR
Patrzyłem zmartwiony, ale i też zauroczony. Jest taka piękna, gdy tak bardzo skupia się na odnalezieniu informacji. Jak co chwilę marszczy swój mały, zgrabny nosek, albo nieświadomie wysuwa różowy język. Czym bardziej ją obserwuję, tym bardziej jestem pełen podziwu dla jej siły. Po tym wszystkim, co przeszła... A mimo to jest tu ze mną i uśmiecha się częściej niż którykolwiek, kogo znam. Jeszcze nigdy nie widziałem osoby, która tak jak ona brała z życia co najlepsze i kroczyła przeciw przeszkodą i trudnością do prawdy. Przez nią nie mogę się na niczym skupić. Już całkowicie znikły wszystkie kariery, dystans między nimi i to poczucie obowiązku, gdy była moją uczennicą. Teraz jej bliskość mnie dekoncentruje i każę skupić się tylko na sobie. I łatwo się temu poddaję. Otrząsnąłem się z tych myśli i wróciłem do księgi. Starałem się ze wszystkich sił nie uciekać wzrokiem do mojej Różyczki, ale to nie było takie łatwe. Do tego doskwierał mi głód, ale póki wytrzymuję, nie chcę martwić mojej kochanej żony. I tak sytuacja w jakiej się znalazła wiele od niej wymaga. A opieka trójką dzieci... to bardzo wiele od niej wymagało. Ale poradziła sobie doskonale. Nie chcę jej teraz zawieść. Niekiedy myślę, że jakbym zniknął, byłoby lepiej, ale to nie prawda. Przypominam sobie, że to łatwiejsze rozwiązanie. Gdy Roza miała możliwość odmienienia mnie pierwszy raz, nie poddała się, co było łatwiejsze, a zrobiła wszystko, abym znów był dla świata. Dla niej. Tym razem mogę dokładnie sam przypatrywać się tym staraniom.
- Coś tu mam.- nagle się rozpromieniła. Położyłem książkę i podszedłem do niej na czworakach.
- Jest sposób na odmienienie strzygi drugiego stopnia.- przeczytałem na głos, widząc wzrokiem za jej zadbanym palcem.- Jest to skomplikowany proces, wymagający wielkiego poświęcenia, wiary w możliwości, czystego serca i wielkiej miłości. Jednakże...- Roza odwróciłam stronę, ale już z pierwszą linijką nasz zapał opadł.-... zostanie to moją tajemnicą. Ta wiedza jest zbyt niebezpieczna...
Westchnęliśmy oboje. Poczułem, że ciało brunetki napina się.
- Nie. To nie możliwe! Coś nam umknęło. To nie może być prawda. Tyle szukania i nic!
- Roza.- złapałem ją za nadgarstki.- Roza proszę uspokój się i spójrz na mnie.
Przestała mi się wyrywać i popatrzyła mi w oczy. Przyciągnął ją do siebie i zamknąłem w silnym uścisku i wiedziałem, że mimo szybko unoszącej się klatki piersiowej i rwanego oddechu, czułem jak się uspokaja.
- Już dość. - przerwałem ciszę.
Kobieta oderwała się ode mnie i spojrzała mi zdziwiona w oczy.
- Czego?- zmarszczyła brwi.
- Tego wszystkiego.- wskazałem dłońmi na regały.- Tego miejsca. Ono cię wykończy. Porywam cię. Na spontaniczną randkę.- uśmiechnęłam się tajemniczo.
Moja ukochana się roześmiała i wtuliła we mnie.
- Zdaję się na twoją wolę, królu.- mruknęłam, a ja, tuląc ją, poczułem, że mam w ramionach cały świat.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
sobota, 17 czerwca 2017
ROZDZIAŁ 87
- Dymitr.- zwróciłam na siebie jego uwagę.- tu może być coś ciekawego.
Siedzimy tu już od kilku godzin i jak na razie nic nie znaleźliśmy, więc może ta książka nam pomoże. Usiadłam obok męża i przewróciłam skórzaną okładkę z złoconym tytułem. Historia na wieki zagubiona
Nie wiem, skąd się tu wzięliśmy . Ale też nie powiem, że po prostu jesteśmy. Pamiętam nasz pierwszy dzień na ziemi, ale nie wiem, skąd pochodzimy. Nikogo nie pamiętam, jedyne co znałem to język, swoje imię i że jesteśmy morojami, a ci drudzy to strzygi. Najpierw było światło, biały, oślepiający blask. Były nas setki. Szliśmy jasnym tunelem, aż do końca. Na końcu było pustkowie i błękitne niego. Wyszliśmy z białego portalu. Na przeciwko nas pojawił się drugi, czarny portal. Z niego wyszły dziesiątki naszych dzisiejszych koszmarów. Blade jak trupy, z czerwonymi obwódkami wokół źrenic. Słońce choć piękne, nas raziło, a im odbierało siły, więc schowaliśmy się pod drzewami. Nagle strzygi zwęszyły ofiarę w zaroślach i się na nią rzuciły. Postanowiliśmy współpracować. My zajmowaliśmy się rozwojem wewnętrznym naszego gatunku i poznawaniem nas, a strzygi walką o przetrwanie. Polowały i budowały schronienia dla nas i siebie. Wszyscy odkryliśmy w sobie nieśmiertelność. Po latach spotkaliśmy pierwszych ludzi. Nie byli jacyś wysoko rozwinięci. Cześć z nas zbratała się z nimi, część wolała nie mieszać się z nimi. Strzygi wręcz traktowali ich jako kolejną zwierzynę. Wtedy pojawiły się pierwsze zgrzyty między naszymi rasami. Z tej małej grupki morojów, nazwanych zdrajcami wytworzyli się dzisiejsi stróże, ukrywający się po lasach. Jednak coraz korzystniejsze dla nas było trzymanie się bliżej ludzi, czego strzygi nie umiały pojąć, jednak to tolerowali. W starożytności osobiście byłem świadkiem narodzin jednego z pierwszych dampirow. Są one podobne do ludzi, ale zwinniejsi, bardziej szybcy i odmieni na choroby. Niestety wtedy też strzygi stały się najlepszymi kreaturami świata. Zachłanność jednego odbiła się na całym gatunku. Wystarczyło, że moroj zabił człowieka wypijając z niego całą krew. Strzygi straciły resztę sumienia i odporność na słońce, my staliśmy się słabi śmiertelni, a dzień odbierał nam siły, natomiast dampiry nie mogły mieć ze sobą dzieci. Nie bez powodu to strzygi były myśliwym. Dalej tak jest, jednak zmieniła się ofiara. Teraz w dampirzym obowiązku jest nas chronić, w zamian za rodzicielstwo.
Od wieków żyjecie między ludźmi, a Morojami i stoicie jak ścianą, oddzielając wampiry żywe od martwych. Jednak czy tylko tym jest wasze dziedzictwo? Uczycie się zabijać, wiedząc, że bez morojów nie jesteście w stanie dać życia. Ale los jest sprawiedliwy. Co wy z tego macie? Wiadomo, że nie możecie mieć dzieci ze sobą, ani z ludźmi. A co ze strzygami. Eksperyment trudny, ale nie niemożliwy. Po zbadaniu krwi moroja, strzygi i dampira doszliśmy do rozwiązania zagadki. Jeśli dampir napije się krwi strzygi i dojedzie do kopulacji, jest szansa, że urodzi się mała strzyga, ale pierwotna, opisana przez Hektora Milsa...
- Towarzyszu.- oderwałam się od lektury.- Kto napisał te kroniki.
Ukochany spojrzał na mnie zdziwiony, a później sprawdził pierwszą stronę
- Hektor Mils.- zmarszczył brwi.- A co?
- Nic, tylko ciekawych rzeczy się dowiaduję.
Wróciłam do książki.
... w "Historii na wieki zagubionej.". Podczas naszych badań urodziła się dziewczynka wyglądająca jak strzygą. Niestety dampirzyca zmarła podczas porodu. Okazało się, że płód żywił się jej krwią, a po sześciu miesiącach po prostu wyszła z brzucha matki, rozrywając ją na strzępy. Nazwaliśmy ją Sue Tym czasem, gdy to kobieta była strzygą, samodzielnie urodziła dziecko. Tym razem był to chłopiec, Taylor. Oboje wychowywali się w laboratorium, ale mieli zapewnione beztroskie dzieciństwo. Niekiedy robiliśmy na nich badania kontrolne. Wygląd i niektóre zdolności mieli strzyg, to jest siłę, szybkość, zręczność i nieśmiertelność, musieli pić krew, ale mieli uczucia jak dampiry. Żywili się wyłącznie krwią, ale musieli spać. Słońce nie robiło im żadnej krzywdy, za to jakimkolwiek kontakt z mocą ducha parzył ich. Po dziesięciu wiosnach, ich rozwój odpowiadał dwudziestoletnim ludziom . Zakochali się w sobie i wkrótce Sue zaszła w ciążę. Niestety ona i dzieci nie przeżyli, nie było takiej możliwości. One zjadały ją od środka, za to ona zabijała je trucizną, jaka płynęła w jej krwi strzygi. Nie mamy pojęcia, czemu nie zaszkodziła ona wcześniej Taylor'owi, ani jakie byłyby ich dzieci. Chłopak za to zabił się z rozpaczy za ukochaną i dziećmi. Tak zakończył się pierwszy eksperyment. Drugi polegał na...
- Roza.- mąż objął mniej od tyłu i zaczął całować po szyi.- Odłóż już to, bo zaraz mi tu padniesz. Oczy to ty już na zapałkach trzymasz.
- Wcale nie.- fuknęłam.
Chciałam się kłócić dalej, ale moje plany pokrzyżowało mi ziewnięcie, wydobywające się z moich ust.
- No jasne.- zaśmiał się.- Już bez gadania.
- Czekaj, jeszcze pójdę do toalety.
Wzięłam torebkę z podpaskami i poszłam do łazienki. Gdy wróciłam, zauważyłam, że Dymitr siedzi pośród ksiąg, a obok leży jego prochowiec.
- Pobrudzi ci się.- zauważyłam.
- Nie martw się, a teraz chodź tu.- poklepał się po udach.
Podeszłam i kucnęłam, a on wtedy pociągnął mnie tak, że położyłam głowę tam, gdzie przed chwilą się uderzał. Okrył mnie swoim płaszczem, a ja mogłam do woli rozkoszować się zapachem jego wody kolońskiej. Poczułam delikatny pocałunek na skroni i usłyszałam ciche dobranoc po rosyjsku. Nim się obejrzałam spałam otulona jego ciepłem.
Siedzimy tu już od kilku godzin i jak na razie nic nie znaleźliśmy, więc może ta książka nam pomoże. Usiadłam obok męża i przewróciłam skórzaną okładkę z złoconym tytułem. Historia na wieki zagubiona
Początek historii.
KRONIKI
DZIEŃ PIERWSZY...
- Tam już chyba nic nie znajdziemy.- zauważyłam.
- Nie wiem Roza. Ja mogę przekartkować koniec, a ty szukaj dalej.- Rosjanin odwrócił księgę.
Podniosłam się i znowu zaczęłam szukać między gabinetami, coś, co może nam pomóc. Wciąż nie dawało mi spokoju, skąd się jednak wzięli moroje i strzygi, jacy byli ba początku. Wstęp nie mówił za dużo, ale my mamy za mało czasu, aby się wczytywać w to głębiej. Wzięłam więc pięć losowych ksiąg i wróciłam na podłogę, po czym zaczęłam je przeglądać. Uwagę zwróciła mi jedna, poświęcona w całości dampirom. Otworzyłam ją na spisie treści i jeździłam palcem po tytułach rozdziałów. Zatrzymałam się na jednym. Pośpiesznie otworzyłam na odpowiednim rozdziale i zaczęłam czytać.
ROZDZIAŁ X
TO, CO NIE WYJDZIE PO ZA TAJNE LABORATORIUM KRÓLEWSKIE.
Od wieków żyjecie między ludźmi, a Morojami i stoicie jak ścianą, oddzielając wampiry żywe od martwych. Jednak czy tylko tym jest wasze dziedzictwo? Uczycie się zabijać, wiedząc, że bez morojów nie jesteście w stanie dać życia. Ale los jest sprawiedliwy. Co wy z tego macie? Wiadomo, że nie możecie mieć dzieci ze sobą, ani z ludźmi. A co ze strzygami. Eksperyment trudny, ale nie niemożliwy. Po zbadaniu krwi moroja, strzygi i dampira doszliśmy do rozwiązania zagadki. Jeśli dampir napije się krwi strzygi i dojedzie do kopulacji, jest szansa, że urodzi się mała strzyga, ale pierwotna, opisana przez Hektora Milsa...
- Towarzyszu.- oderwałam się od lektury.- Kto napisał te kroniki.
Ukochany spojrzał na mnie zdziwiony, a później sprawdził pierwszą stronę
- Hektor Mils.- zmarszczył brwi.- A co?
- Nic, tylko ciekawych rzeczy się dowiaduję.
Wróciłam do książki.
... w "Historii na wieki zagubionej.". Podczas naszych badań urodziła się dziewczynka wyglądająca jak strzygą. Niestety dampirzyca zmarła podczas porodu. Okazało się, że płód żywił się jej krwią, a po sześciu miesiącach po prostu wyszła z brzucha matki, rozrywając ją na strzępy. Nazwaliśmy ją Sue Tym czasem, gdy to kobieta była strzygą, samodzielnie urodziła dziecko. Tym razem był to chłopiec, Taylor. Oboje wychowywali się w laboratorium, ale mieli zapewnione beztroskie dzieciństwo. Niekiedy robiliśmy na nich badania kontrolne. Wygląd i niektóre zdolności mieli strzyg, to jest siłę, szybkość, zręczność i nieśmiertelność, musieli pić krew, ale mieli uczucia jak dampiry. Żywili się wyłącznie krwią, ale musieli spać. Słońce nie robiło im żadnej krzywdy, za to jakimkolwiek kontakt z mocą ducha parzył ich. Po dziesięciu wiosnach, ich rozwój odpowiadał dwudziestoletnim ludziom . Zakochali się w sobie i wkrótce Sue zaszła w ciążę. Niestety ona i dzieci nie przeżyli, nie było takiej możliwości. One zjadały ją od środka, za to ona zabijała je trucizną, jaka płynęła w jej krwi strzygi. Nie mamy pojęcia, czemu nie zaszkodziła ona wcześniej Taylor'owi, ani jakie byłyby ich dzieci. Chłopak za to zabił się z rozpaczy za ukochaną i dziećmi. Tak zakończył się pierwszy eksperyment. Drugi polegał na...
- Roza.- mąż objął mniej od tyłu i zaczął całować po szyi.- Odłóż już to, bo zaraz mi tu padniesz. Oczy to ty już na zapałkach trzymasz.
- Wcale nie.- fuknęłam.
Chciałam się kłócić dalej, ale moje plany pokrzyżowało mi ziewnięcie, wydobywające się z moich ust.
- No jasne.- zaśmiał się.- Już bez gadania.
- Czekaj, jeszcze pójdę do toalety.
Wzięłam torebkę z podpaskami i poszłam do łazienki. Gdy wróciłam, zauważyłam, że Dymitr siedzi pośród ksiąg, a obok leży jego prochowiec.
- Pobrudzi ci się.- zauważyłam.
- Nie martw się, a teraz chodź tu.- poklepał się po udach.
Podeszłam i kucnęłam, a on wtedy pociągnął mnie tak, że położyłam głowę tam, gdzie przed chwilą się uderzał. Okrył mnie swoim płaszczem, a ja mogłam do woli rozkoszować się zapachem jego wody kolońskiej. Poczułam delikatny pocałunek na skroni i usłyszałam ciche dobranoc po rosyjsku. Nim się obejrzałam spałam otulona jego ciepłem.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
piątek, 16 czerwca 2017
ROZDZIAŁ 86
Weszliśmy do wielkiego budynku biblioteki Jagiellońskiej. Wnętrze było niesamowite, pełne płaskorzeźb i pozłacanych zdobień, oraz pięknych obrazów. Dzięki przepustką przeszliśmy przez ochronę ludzi. Jednak z alchemikami może być już gorzej. Szliśmy krętymi schodami do tajnego archiwum, aż nie zatrzymaliśmy się przed drewnianymi drzwiami za nimi znajdował się szeroki korytarz , a na jego końcu znowu drzwi. Ale tym razem o wiele wietrze ze złotymi zdobieniami. Mimo że dużo czasu spędzałam w pałacu z Lissą, ich przepych mnie przytłoczył. Oba skrzydła podzielone były na cztery części w poziomie i na sześciu z nich piękne, złote płaskorzeźby przedstawiające dziwne rzeczy. Po lewej ludzie między dwoma kołami w powietrzu, na drugiej jaskiniowcy przy ognisku, a z tyłu w jaskini inne osoby. Na następnym społeczność, chyba w starożytności, a przy budynkach strzygi schowane w cieniu. Na czwartym nauczania jakiegoś świętego, pewnie święty Władimir. Piąty przedstawiał symbole pięciu żywiołów morojów, a ostatni...
- Dymitr.- zwróciłam jego uwagę na drugie od dołu okienko po prawej stronie powłoki.- Przecież to ty i Lissa.
Ostatnia płaskorzeźba poświęcona została momentowi odmienienia mojego ukochanego ze strzygi. On za to wciąż patrzył na wrota z nieskrywanym zdziwieniem i podziwem.
- To one jednak istnieją.- szepnął bardzo cicho, ale ja to usłyszałam.
Spojrzałam na niego, marszcząc brwi. On spojrzał na mnie, zapewne czując na sobie mój palący wzrok i zrozumiał, że nie rozumiem.
- Kiedyś babcia Jewa opowiadała mi legendę o drzwiach historii, zdobionych z magicznego drzewa. Pokazują najważniejsze wydarzenia dla gatunku morojów, bo to oni je stworzyli.- wyjaśnił mi.- Podczas każdego wydarzenia, tworzy się na nich płaskorzeźba, przedstawiająca je. Nikt z rodziny nie wiedział, gdzie są. Aż do teraz.
-Ty pewnie, jako realista, nie wierzyłeś w ogóle w ich istnienie.- szturchnęłam go.
- Zdziwiłbyś się, ale jak byłem mały miałem głowę pełną marzeń i władawładałem dużą wyobraźnią.- spojrzał na mnie z melancholijnym uśmiechem.- Zrobiłem kiedyś sobie mapę potencjalnych miejsc, gdzie mogą być ukryte drzwi. Jednak byłem za mały, żeby zrozumieć, że piwnice sąsiadów nie są najlepszym miejscem na ukrycie tak ważnych artefaktów.
- To musiało być urocze.- zrobiłam maślane oczy, powstrzymując się od śmiechu.- Mały Dimka biegający po wiosce z kartką papieru i kapeluszem z gazety, szukając drogocennych magicznych drzwi.
I naprawdę to zobaczyłam. Nie mogłam już dłużej wytrzymać i wybuchłam śmiechem.
- No co?- wzruszył ramionami, również się uśmiechając.- Byłem mały. Ty mi powiesz, że nigdy nic taniego nie robiłaś.
Uspokoiłam się i uśmiechnęłam niewinnie, wspominając jak podczas jednego z tygodni u dziadków Dragomirówny, z Lissą chodziłyśmy po lesie, szukając skarbu z mapy jej dziadka. Jako przyszła strażniczka, brałam na poważnie takie akcje. Nigdy mie zapomnę jak parłam na przód przez gęste zarośla, ignorując jęczenie przyjaciółki, że to nie ma sensu. I co znalazłyśmy? Kuferek z zabawkami, a na wierzchu mnóstwo czekoladowych monet i bransoletek z cukierków.
- To co Roza?- z wspomnień wyrwał mnie mój mąż .- Wchodzimy?
- Chyba nie mamy innego wyjścia. Zwłaszcza jak przypomnę sobie ile schodów pokonaliśmy. Nie uśmiecha mi się wchodzić za szybko na górę.
Rosjanin zaśmiał się i naparł na drzwi te otworzyły się z lekkim skrzypnięciem. Weszliśmy do dużej sami, ozdobionej, zapewne sztucznymi kwiatami i ławkami rzeźbionymi w drewnie. Przed nami stała wklęsła, półokrągła ściana, a zza szyb pod sufitem widać było regały piętrzące się wiele metrów w górę. Całą była z drewna, po bokach ozdobiona płaskorzeźbami. Na środku znajdowało się przejście, które mieściły zalewie jedną osobę, oczywiście, jeżeli ta nie przekroczyła szerokością metra. A jeszcze w jego połowie był położony drążek. Z poważnymi minami podeszliśmy do wejścia. Przy samym drążku po prawej było okienko, a w nim mloda kobieta.
- Słucham?- powiedziała po polsku, , patrząc na nas nieufnie.
- Królowa Wassylisa przysyła nas, abyśmy dowiedzieli się czegoś o morojach, dampirach i strzygach, co pomoże jej zrozumieć naszą historię.- powiedziałam bez zająknęcia w ojczystym języku.
- Dokumenty.- zarządzał, przerzucając się na angielski.
Podaliśmy jej fałszywe paszporty, dowody osobiste i przepustki. Przyglądała się im, szukając najmniejszej oznaki kłamstwa. Choć z zewnątrz zachowałam kamienną maskę, we wnętrz cała się trzesłam. Zaczęła coś wpisywać w komputer, aż oddała nam wszystko.
- Drzwi was przepuściły, co znaczy, że nie macie złych zamiarów. Alejka piąta po prawej stronie. Ksiąg nie można zabierać po za teren biblioteki.
W duszy odetchnęłam z ulgą i weszliśmy do środka, przez przesuwający się drążek. Poczułam się jak na stacji metra. Gdy już znaleźliśmy się w środku, oniemiałam. Sala była ogromna, a do sufitu było z dziesięć metrów.
- Ciekawe, jak zdejmują te ksiegi?- zastanawiałam się na głos.
Dymitr parsknął śmiechem.
- Nie wiem. Może na upszęrzach. Jak alpiniści.- pokręcił rozbawiony głową i pociągnął mnie do wyznaczonego zbioru ksiąg.
- I jak my mamy coś tu znaleźć?
Straciłam nadzieję, że cokolwiek uda nam się osiągnąć przecież to może być wszędzie.
- Spokojnie Roza, uda nam się.- zapewnił mój ukochany, przytulając mnie do siebie.
Tak. To jest to, czego teraz potrzebowałam. Staliśmy tak, póki nie odsunęłam się od niego.
- Dobra, czas się brać do roboty. Ja w odróżnieniu od ciebie, nie mam całej wieczności.
Oboje wzięliśmy po kilka ksiąg i rozłożyliśmy się na podłodze, zatapiając w swoich lekturach.
- Dymitr.- zwróciłam jego uwagę na drugie od dołu okienko po prawej stronie powłoki.- Przecież to ty i Lissa.
Ostatnia płaskorzeźba poświęcona została momentowi odmienienia mojego ukochanego ze strzygi. On za to wciąż patrzył na wrota z nieskrywanym zdziwieniem i podziwem.
- To one jednak istnieją.- szepnął bardzo cicho, ale ja to usłyszałam.
Spojrzałam na niego, marszcząc brwi. On spojrzał na mnie, zapewne czując na sobie mój palący wzrok i zrozumiał, że nie rozumiem.
- Kiedyś babcia Jewa opowiadała mi legendę o drzwiach historii, zdobionych z magicznego drzewa. Pokazują najważniejsze wydarzenia dla gatunku morojów, bo to oni je stworzyli.- wyjaśnił mi.- Podczas każdego wydarzenia, tworzy się na nich płaskorzeźba, przedstawiająca je. Nikt z rodziny nie wiedział, gdzie są. Aż do teraz.
-Ty pewnie, jako realista, nie wierzyłeś w ogóle w ich istnienie.- szturchnęłam go.
- Zdziwiłbyś się, ale jak byłem mały miałem głowę pełną marzeń i władawładałem dużą wyobraźnią.- spojrzał na mnie z melancholijnym uśmiechem.- Zrobiłem kiedyś sobie mapę potencjalnych miejsc, gdzie mogą być ukryte drzwi. Jednak byłem za mały, żeby zrozumieć, że piwnice sąsiadów nie są najlepszym miejscem na ukrycie tak ważnych artefaktów.
- To musiało być urocze.- zrobiłam maślane oczy, powstrzymując się od śmiechu.- Mały Dimka biegający po wiosce z kartką papieru i kapeluszem z gazety, szukając drogocennych magicznych drzwi.
I naprawdę to zobaczyłam. Nie mogłam już dłużej wytrzymać i wybuchłam śmiechem.
- No co?- wzruszył ramionami, również się uśmiechając.- Byłem mały. Ty mi powiesz, że nigdy nic taniego nie robiłaś.
Uspokoiłam się i uśmiechnęłam niewinnie, wspominając jak podczas jednego z tygodni u dziadków Dragomirówny, z Lissą chodziłyśmy po lesie, szukając skarbu z mapy jej dziadka. Jako przyszła strażniczka, brałam na poważnie takie akcje. Nigdy mie zapomnę jak parłam na przód przez gęste zarośla, ignorując jęczenie przyjaciółki, że to nie ma sensu. I co znalazłyśmy? Kuferek z zabawkami, a na wierzchu mnóstwo czekoladowych monet i bransoletek z cukierków.
- To co Roza?- z wspomnień wyrwał mnie mój mąż .- Wchodzimy?
- Chyba nie mamy innego wyjścia. Zwłaszcza jak przypomnę sobie ile schodów pokonaliśmy. Nie uśmiecha mi się wchodzić za szybko na górę.
Rosjanin zaśmiał się i naparł na drzwi te otworzyły się z lekkim skrzypnięciem. Weszliśmy do dużej sami, ozdobionej, zapewne sztucznymi kwiatami i ławkami rzeźbionymi w drewnie. Przed nami stała wklęsła, półokrągła ściana, a zza szyb pod sufitem widać było regały piętrzące się wiele metrów w górę. Całą była z drewna, po bokach ozdobiona płaskorzeźbami. Na środku znajdowało się przejście, które mieściły zalewie jedną osobę, oczywiście, jeżeli ta nie przekroczyła szerokością metra. A jeszcze w jego połowie był położony drążek. Z poważnymi minami podeszliśmy do wejścia. Przy samym drążku po prawej było okienko, a w nim mloda kobieta.
- Słucham?- powiedziała po polsku, , patrząc na nas nieufnie.
- Królowa Wassylisa przysyła nas, abyśmy dowiedzieli się czegoś o morojach, dampirach i strzygach, co pomoże jej zrozumieć naszą historię.- powiedziałam bez zająknęcia w ojczystym języku.
- Dokumenty.- zarządzał, przerzucając się na angielski.
Podaliśmy jej fałszywe paszporty, dowody osobiste i przepustki. Przyglądała się im, szukając najmniejszej oznaki kłamstwa. Choć z zewnątrz zachowałam kamienną maskę, we wnętrz cała się trzesłam. Zaczęła coś wpisywać w komputer, aż oddała nam wszystko.
- Drzwi was przepuściły, co znaczy, że nie macie złych zamiarów. Alejka piąta po prawej stronie. Ksiąg nie można zabierać po za teren biblioteki.
W duszy odetchnęłam z ulgą i weszliśmy do środka, przez przesuwający się drążek. Poczułam się jak na stacji metra. Gdy już znaleźliśmy się w środku, oniemiałam. Sala była ogromna, a do sufitu było z dziesięć metrów.
- Ciekawe, jak zdejmują te ksiegi?- zastanawiałam się na głos.
Dymitr parsknął śmiechem.
- Nie wiem. Może na upszęrzach. Jak alpiniści.- pokręcił rozbawiony głową i pociągnął mnie do wyznaczonego zbioru ksiąg.
- I jak my mamy coś tu znaleźć?
Straciłam nadzieję, że cokolwiek uda nam się osiągnąć przecież to może być wszędzie.
- Spokojnie Roza, uda nam się.- zapewnił mój ukochany, przytulając mnie do siebie.
Tak. To jest to, czego teraz potrzebowałam. Staliśmy tak, póki nie odsunęłam się od niego.
- Dobra, czas się brać do roboty. Ja w odróżnieniu od ciebie, nie mam całej wieczności.
Oboje wzięliśmy po kilka ksiąg i rozłożyliśmy się na podłodze, zatapiając w swoich lekturach.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
poniedziałek, 12 czerwca 2017
ROZDZIAŁ 85
Ostrożnie weszłam do pokoju. Na zakupach trochę mi zeszło, a nie dałam Dymitrowi znać i spodziewałam się, jakie będą tego konsekwencje.
- No nareszcie jesteś.- ukochany spojrzał na mnie z wyrzutem, ale i ulgą.
- Nie mogłam znaleźć kantora, a o poranku trudno złapać kogoś, kto zna angielski.- uśmiechnęłam się niewinnie.
Mąż podszedł wyjrzał mi przez ramię.
- Ale sklepy dałaś radę znaleźć.- mruknął.
Jednak wyminął mnie i wniósł torby do środka.
- Jestem tylko kobietą. - starałam się usprawiedliwić.
- Nie mam do ciebie żalu o zakupy, a że nie dałaś mi znać.- popatrzył na mnie jak zabity pies.- Martwiłem się.
Zrobiło mi się głupio. Podeszłam i przytuliłam się do jego dużego ciała. Od razu zamknął mnie w swoich ramionach, wdychając mój zapach. Czułam, jak się odpręża.
- Spokojnie skarbie. Jestem dorosła i umiem się obronić. Nie musisz się o mnie martwić.- wyszeptałam mu do ucha.
- Ale będę, bo cię kocham. Ty też się o mnie martwisz, mimo że, jak to mówisz, jestem Bogiem.
- Bo jesteś.- uśmiechnęłam się.- Ale to nie mnie dwa razy przemieniono w strzygę.
- Twój jeden raz to też za dużo.
Trwaliśmy w takim uścisku dopóki Dymitr nie zauważył jak podtrzymuję ziewnięcie. Bez słowa podniósł mnie i poszliśmy do łazienki.
- Jeszcze umiem chodzić.- zaśmiałam się.
- Możliwe. - cmoknął mnie w czoło.
Wtuliłam się w niego bardziej, czując coraz większe zmęczenie. W sumie nie spałam całą noc i pół dnia, a te zakupy dodatkowo mnie wymęczyły. Oddałam się całkowicie dłonią męża, gdy mnie rozebrał i posadził w wannie. Podczas gdy wokół mnie pojawiało się coraz więcej wody, on pozbył się swoich ubrań i usiadł za mną. Otaczająca mnie ciepła ciecz, dźwięk lejącej się wody i kojący dotyk ukochanego działały na mnie bardzo usypiająco. Zamknęłam na chwilę oczy, odprężając się. Jednak gdy je otworzyłam, nie byłam już w w wannie. Uniosłam się na łokciach, przeczesując wzrokiem pomieszczenie. Spojrzenie zatrzymałam na Rosjaninie, wpatrzonym w okno. Na zewnątrz było już ciemno.
- Co ja tu robię?- spytałam, wciąż lekko zdezorientowana.
Bielikow odwrócił się na dźwięk mojego głosu z uśmiechem.
- Hej.- usiadł na brzegu łóżka obok mnie.- Zasnęłaś mi podczas kąpieli, praktycznie na rękach. Wyglądałaś bardzo uroczo. Nie miałem...
- Nie miałeś serca mnie budzić, więc mnie tu przyniosłeś i ubrałeś.- skończyłam za niego.
Uśmiechnął się tak pięknie, że aż się uniosłam i złączyłam nasze usta, przyciągając go za bluzkę.
- Nie... mamy... czasu...- mruknął między pocałunkami, ale ostatecznie objął mnie i posadził na kolanach, pogłębiając pocałunek.
- Dziękuję...- mruknęłam w wolnej sekundzie.- za to..., że jesteś.
- Zawsze będę Roza. Zawsze.- przycisnął mnie do swojego torsu, zamykając w ciasnym uścisku.
- Chodź.- lekko się poruszyłam, na co on mnie puścił.- Czas cię zrobić na dampira.
Westchnął ciężko, ale dał się zaciągnąć do toaletki, a ja zabrałam się do roboty. Użyłam dwie tubki podkładu na jego twarz, dłonie i nogi. Narzekał o chwilę, jak my możemy to nosić i czuje się jakby miał beton na twarzy. Zignorowałam go, pracując dalej. Ucharakteryzowałam go trochę inaczej zmieniając rysy różne i brązem do konturowania, na wypadek, gdyby ktoś miał go poznać. Dodatkowo spiełam mu włosy i założyłam perukę z długimi, czarnymi włosami.
- To naprawdę konieczne.- westchnął, zdmuchując z czoła sztuczny kosmyk.
Jednak za wiele mu to nie dało. Gdy zamocowałam ją, zajęła układać "włosy ".
- Tak.- oznajmiłam tonem nie znoszącym sprzeciwu.- Bła la.
Odwróciłam męża przodem do lustra, a mu prawie oczy wyszły z orbit. Już chciał pociągnąć dłonią po twarzy, ale pacnęłam go w nią. Szybko złapał za nią drugą i spojrzał na mnie zdziwiony.
- Nie po to męczyłem się dwie godziny, żebyś ty teraz zniszczył to w sekundę. Jak będzie siedzieć to... musisz wytrzymać.
Jeszcze raz spojrzał w lustro.
- To naprawdę ja?- wciąż nie dowierzał.
- Tak. A teraz chodź. Czas znaleźć sposób na odmienienie cię
- No nareszcie jesteś.- ukochany spojrzał na mnie z wyrzutem, ale i ulgą.
- Nie mogłam znaleźć kantora, a o poranku trudno złapać kogoś, kto zna angielski.- uśmiechnęłam się niewinnie.
Mąż podszedł wyjrzał mi przez ramię.
- Ale sklepy dałaś radę znaleźć.- mruknął.
Jednak wyminął mnie i wniósł torby do środka.
- Jestem tylko kobietą. - starałam się usprawiedliwić.
- Nie mam do ciebie żalu o zakupy, a że nie dałaś mi znać.- popatrzył na mnie jak zabity pies.- Martwiłem się.
Zrobiło mi się głupio. Podeszłam i przytuliłam się do jego dużego ciała. Od razu zamknął mnie w swoich ramionach, wdychając mój zapach. Czułam, jak się odpręża.
- Spokojnie skarbie. Jestem dorosła i umiem się obronić. Nie musisz się o mnie martwić.- wyszeptałam mu do ucha.
- Ale będę, bo cię kocham. Ty też się o mnie martwisz, mimo że, jak to mówisz, jestem Bogiem.
- Bo jesteś.- uśmiechnęłam się.- Ale to nie mnie dwa razy przemieniono w strzygę.
- Twój jeden raz to też za dużo.
Trwaliśmy w takim uścisku dopóki Dymitr nie zauważył jak podtrzymuję ziewnięcie. Bez słowa podniósł mnie i poszliśmy do łazienki.
- Jeszcze umiem chodzić.- zaśmiałam się.
- Możliwe. - cmoknął mnie w czoło.
Wtuliłam się w niego bardziej, czując coraz większe zmęczenie. W sumie nie spałam całą noc i pół dnia, a te zakupy dodatkowo mnie wymęczyły. Oddałam się całkowicie dłonią męża, gdy mnie rozebrał i posadził w wannie. Podczas gdy wokół mnie pojawiało się coraz więcej wody, on pozbył się swoich ubrań i usiadł za mną. Otaczająca mnie ciepła ciecz, dźwięk lejącej się wody i kojący dotyk ukochanego działały na mnie bardzo usypiająco. Zamknęłam na chwilę oczy, odprężając się. Jednak gdy je otworzyłam, nie byłam już w w wannie. Uniosłam się na łokciach, przeczesując wzrokiem pomieszczenie. Spojrzenie zatrzymałam na Rosjaninie, wpatrzonym w okno. Na zewnątrz było już ciemno.
- Co ja tu robię?- spytałam, wciąż lekko zdezorientowana.
Bielikow odwrócił się na dźwięk mojego głosu z uśmiechem.
- Hej.- usiadł na brzegu łóżka obok mnie.- Zasnęłaś mi podczas kąpieli, praktycznie na rękach. Wyglądałaś bardzo uroczo. Nie miałem...
- Nie miałeś serca mnie budzić, więc mnie tu przyniosłeś i ubrałeś.- skończyłam za niego.
Uśmiechnął się tak pięknie, że aż się uniosłam i złączyłam nasze usta, przyciągając go za bluzkę.
- Nie... mamy... czasu...- mruknął między pocałunkami, ale ostatecznie objął mnie i posadził na kolanach, pogłębiając pocałunek.
- Dziękuję...- mruknęłam w wolnej sekundzie.- za to..., że jesteś.
- Zawsze będę Roza. Zawsze.- przycisnął mnie do swojego torsu, zamykając w ciasnym uścisku.
- Chodź.- lekko się poruszyłam, na co on mnie puścił.- Czas cię zrobić na dampira.
Westchnął ciężko, ale dał się zaciągnąć do toaletki, a ja zabrałam się do roboty. Użyłam dwie tubki podkładu na jego twarz, dłonie i nogi. Narzekał o chwilę, jak my możemy to nosić i czuje się jakby miał beton na twarzy. Zignorowałam go, pracując dalej. Ucharakteryzowałam go trochę inaczej zmieniając rysy różne i brązem do konturowania, na wypadek, gdyby ktoś miał go poznać. Dodatkowo spiełam mu włosy i założyłam perukę z długimi, czarnymi włosami.
- To naprawdę konieczne.- westchnął, zdmuchując z czoła sztuczny kosmyk.
Jednak za wiele mu to nie dało. Gdy zamocowałam ją, zajęła układać "włosy ".
- Tak.- oznajmiłam tonem nie znoszącym sprzeciwu.- Bła la.
Odwróciłam męża przodem do lustra, a mu prawie oczy wyszły z orbit. Już chciał pociągnąć dłonią po twarzy, ale pacnęłam go w nią. Szybko złapał za nią drugą i spojrzał na mnie zdziwiony.
- Nie po to męczyłem się dwie godziny, żebyś ty teraz zniszczył to w sekundę. Jak będzie siedzieć to... musisz wytrzymać.
Jeszcze raz spojrzał w lustro.
- To naprawdę ja?- wciąż nie dowierzał.
- Tak. A teraz chodź. Czas znaleźć sposób na odmienienie cię
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
Subskrybuj:
Posty (Atom)