Przez lustro weneckie patrzeliśmy na naszego wroga. Spiąć tak w łańcuchach wyglądał jak ostatnia ofiara losu. Zauważyłam, że Bielikow zaciska mocno dłonie w pięści. Załapałam jego ramię, co wróciło go na ziemię.
- Nie denerwuj się. Już nic nam nie zrobi.- mówiłam spokojnie.
- Ale Roza. On powinien cierpieć za to co robił tobie. Wyglądałaś tak okropnie... mogłem już wtedy go zabić.
- Dymitr, spokojnie. Zabij go teraz i nigdy więcej nikogo nie skrzywdzi.- powiedziałam, przytulając go.- Iść z tobą?
- Byłoby mi lepiej.- zgodził się.
Razem weszliśmy do środka i Rosjanin odczepił moroja od ściany. Jednak chyba nie do końca wiedział co zrobić.
- Ta trucizna, którą mu dałeś, jest groźna dla strzyg?- spytałam.
- Tak, ale w jego krwi już nie płynie.- oświadczył.
- To wypij mu krew.- wzruszyłam ramionami.
Ukochany popatrzył na mnie zdziwiony, a po chwili podszedł do śpiącego. Podniósł go i wciąż niepewnie wbił kły w niego rękę. Pił, pił i pił. W końcu się podsunął i obtarł usta z krwi. Wyglądał drapieżnie i groźnie, co o dziwo mnie nie wystraszyło, a wręcz stał się dla mnie bardzo atrakcyjny. Na serio coś jest ze mną nie tak. Zaczęłam podchodzić do niego, ale zanim się przy nim znalazłam, złapał Randalla i oderwał mu głowę. No nie powiem, trochę mną to wstrząsnęło. Odwróciłam wzroku. Niby jestem wojowniczką i widziałam wiele śmierci, ale nie jestem przyzwyczajona do oglądania trupów. Dlatego zawrze wymigiwałam się od liczenia strat, czy "sprzątania". Po chwili poczułam na ramieniu dłoń.
- Wszystko dobrze Roza?- spytał zmartwiony Bielikow.
- Tak, tak.- nerwowo poprawiłam kosmyk włosów za ucho.- Tylko trochę mnie zaskoczyłeś.
- Chcę mieć pewność, że już nigdy nam nie zagrozi. A teraz chodź.
Załapałam go pod ramię i poszliśmy do pokoju, gdzie usiedliśmy wtuleni w siebie na kanapie. Po chwili rozległo się pukanie do drzwi.
- Wejść!- warknął mój mąż głosem strzygi.
Wzdrygnęłam się. Taki odruch bezwarunkowy. Nie lubiłam tego jego wydania, ale wiedziałam, że robi to dla naszego bezpieczeństwa. Do pokoju wszedł młody chłopaczek, około 20 lat z tacą. Był człowiekiem. Mój ukochany, widząc go, rozluźnił się.
- To tylko ja.- oznajmił gość, po czym położył srebro na stole.
- Hej Oscar. Dawno cię nie było. - zaglądał były strażnik.
Po tym, jak swobodnie się przy nim zachowywał, stwierdziłam, że o wszystkim wie.
- Miałem trochę roboty. Ale wy myślicie zacząć działać lub uciekać. Strzygi zaczynają coś podejrzewać.
- Doborze wiedzieć. Nie martw się, niedługo się z stąd wyrwiemy.- poklepał go po ramieniu. Następnie zwrócił się do mniej.- A właśnie! Kochanie, to Oscar Morg. Od kilku lat pomagamy sobie nawzajem i zaprzyjaźniliśmy się. A to moja piękna żona Rose Hathaway.
- Hathaway-Bielikow.- poprawiłam Rosjanina, patrząc na niego wymownie i podając rękę mężczyźnie.
- Miło mi poznać piękną panią.- ucałował wierzch mojej dłoni, czym szczerzy mnie zaskoczył.- Wiele o tobie słyszałem. Oczywiście same dobre rzeczy. A wręcz najlepsze. Dymitr często potrzebował poużalać się nad życiem.
- Oj tak.- przyznałam mu rację.- Niekiedy mam wrażenie, to jest małym, niezrozumianym przez świat chłopczykiem.
Oboje się zaśmialiśmy.
- Ha ha ha. Bardzo śmieszne.- burknął obrażony Bielikow.
- Oj no już tak się nie fochaj, Towarzyszu.-przytuliłam go, na co się lekko uśmiechnął.- Przecież to sama prawda.
Znowu się zaśmiałam, a młodzieniec mi zawtórował. Dymitr na nowo się obruszył.
- No chyba mi nie powiesz, że kłamię. Kiedyś przez sen nawet marudził, że dzieciak przeszkadzają mu w spełnianiu obowiązku małżeńskiego.- zwróciłam się do chłopaka, a ten parsknął śmiechem.
- Roza, grabisz sobie. A ja też mogę opowiedzieć, co mówisz przez sen.- Rosjanin uśmiechnął się cwanie, a ja wbiłam się mocniej w oparcie.
Niekiedy miewam takie sny, że nawet nie chce wiedzieć co mówię. Chwilę jeszcze porozmawialiśmy z naszym gościem, ale nie za długo, bo musiał już iść. W końcu mogę bez przeszkód zabrać się za jedzenie, które przyniósł. Mniam! Ryba z frytkami. Ciekawe czy mój ukochany sam to robi. Szybko pochłonęłam całą zawartość talerza.
- To co teraz zrobimy?- spytałam, odsuwając pusty talerz.
- miałbym pewną propozycję na wykorzystanie tego wolnego czasu, jaki nam przysługuje.- mruknął mój mąż, muskając mnie ustami w szyję
- Dymitr! Przestań! Mamy ważniejsze sprawy na głowie.- zganiłam męża.
- Ehh...- westchnął zrezygnowany, ale się odsunął.- To jaki masz pomysł?
Chwilę się zastanowiłam. Przecież żaden Moroj nie przyjdzie do nas tak o kiedy Dymitr jest strzygą. Chyba że o tym by wiedział. Najlepiej jakbyśmy mieli jak go powiadomić. Ale po pierwsze, wszyscy myślą że nie żyję. Po drugie tym arystokratki dupką nowo uwierzyć chociaż w to czy da się kogoś odmienić ze strzygi a co dopiero,że strzyga sama da się odmienić. Ale chwila... Przecież nie wszyscy tacy są.
- A jak byśmy poprosili Lissę?- zaproponowałam.- O ona wie że jesteś niegroźny i już raz cię odmieniła.
- Nie radzę.- usłyszałam głos w głowie.
- Luna?!- spytaliśmy jednocześnie.
- Tak.To ja dzieciaki.- W jej głosie było słychać rozbawienie.- Jestem tu aby wam pomóc.
- Co miałaś na myśli mówiąc że nie powinniśmy tego robić?- spytałam zmartwiona.
- Bo to wcale go nie uratuje, tylko zabiję.
Spojrzeliśmy po sobie
- To co mam zrobić?- spytała strzyga.
- W tym problem że sama nie wiem.- zmieszała się.- Mama przed śmiercią, widząc waszą sytuację, powiedziałem po prostu że za drugim razem tak się nie da. Ale do rozwiązania musicie dojść sami.
Zapadła krępująca cisza
- To co mam zrobić?- spytałam.
- Mama coś wspominała o Tajnym archiwum w Bibliotece Jagiellońskiej. Nic więcej mi nie powiedziała.
- A gdzie jest ta biblioteka?- zmarszczyłam brwi. Musi być ważna, a ja pierwszy raz o tym słyszę.
- Jest to biblioteka Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. Na południu Polski.
Ucieszyłam się. Lubię podróżować,tym bardziej do innych krajów. Dymitr mówił kiedyś, że Polska jest ładna, więc teraz będziemy mogli razem tam pojechać.
- No to co, Towarzyszu? Zbieramy się!- wstałam z całkiem nowymi pokładami energii.
- Spokojnie, Roza.- również się podniósł i złapał mnie za biodra, patrząc mi prosto w oczy.- Ty możesz iść się przespać, a ja wszystko przygotuję.
- Ale przecież mogę ci pomóc.- zauważyłam.
- Na razie idę coś zjeść, a jak wrócę będziemy wszystko ustalać i mi pomożesz.- oznajmił i pocałował mnie w czoło.
- Ale obiecujesz, że mnie obudzisz?
- Obiecuję. I tak będziemy lecieć w nocy, więc mamy jeszcze cały dzień.
- Doborze.
Wzięłam majątki i jego koszulkę, po czym udałam się pod prysznic. Podczas mycia, wpadłam na pomysł.
- Dymitr!- krzyknęłam, gdy już się wycierałam.
On po chwili zjawił się obok mnie.
- Słucham Kochanie.- uśmiechnął się podziwiając mnie.
- Po co uciekać od strzyg, jeśli można je zniszczyć.- spojrzał na mnie zdziwiony.- Czy ściany mają uszy?- spytałam ciszej.
Od razu zaczął się rozglądać.
- Możliwe. Ale w sypialni już nie.- odpowiedział również szeptem.
Szybko się ubrałam, pociągnęłam go do pokoju obok i usiedliśmy razem na łóżku.
- Daleko jesteśmy od siedziby moich strzyg?- zaczęłam.
- Z dwa dni jazdy samochodem. A co?- Wciąż nie rozumiał.
- Połączymy nasze grupy i je razem zabijemy. Wiesz kto tam rządzi?
- Katrina. Nie chcę ci podcinać skrzydeł, ale razem nie mamy szans ze strzygami tutaj, a co dopiero z dwoma grupami.
- Zaufaj mi.- uśmiechnęłam się szatańsko.
"Nasz los od zawsze zapisany był w gwiazdach. To one poprowadziły mnie do Ciebie mimo tylu przeciwności, spójrz. Jesteśmy tu. Razem. Ty i ja Roza. Na zawsze."
środa, 17 maja 2017
ROZDZIAŁ 75
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
wtorek, 16 maja 2017
ROZDZIAŁ 74
ROSE
Obudziłam się w sypialni. Od razu, na wspomnienie wczorajszej nocy, na moich ustach pojawił się uśmiech. Otworzyłam leniwie oczy, napotykając czuły wzrok ukochanego.
- Dzień dobry.- uniosłam się lekko, skracając mu całusa.
- Cześć Skarbie.- również się uśmiechnął.- Słodko wyglądasz, jak śpisz.
- Mówisz.- delikatne położyłam dłonie na jego ramionach, po czym przesunęłam je na plecy strażnika.
- No.- nachylił się jeszcze bliżej mnie.- Bardzo uroczo marszczysz nos.
Delikatne mnie w niego ucałował, a mnie przeszedł dreszcz.
- Dymitr,- westchnęłam mu prosto w usta.- co ty ze mną robisz, że nie umiem ci się oprzeć?
Nie dopuszczając go nawet do głosu, wpiłam się w jego słodkie wargi. Od razu odwzajemnił pocałunek, napierając na mnie mocno. Jednak już mi się taka zabawa znudziła. Nie wiem skąd wzięłam tyle siły, ale po chwili to on był pode mną.
- Teraz pobawimy się na moich zasadach, kotku.- szepnęłam mu do ucha.
Przywarłam z powrotem do ust męża i rozpoczęłam wędrówkę w dół, do jego szyi. On zaczął jęczeć, badając uważnie całe moje ciało. Dłonie same mu się wślizgnęły pod jego koszulkę, którą miałam na sobie, kiedy ściągnęłam z niego jego własną. Czując zniecierpliwienie Rosjanina, wyprostowałam się zarzucając z siebie górę piżamy i rzuciłam ją w kąt. Wróciłam pocałunkami do szyi Bielikowa, kontynuując wędrówkę w dół. W końcu, gdy pieściłam go ustami po owłosionym torsie, dłońmi zahaczyłam o jego spodnie.
- Ty kiedykolwiek je ściągasz? Nie jest ci niewygodne?- wysapałam odbijając mu guziki i zamek.
- Nie. Mam do tego ciebie.- zamruczał, oddając się przyjemności.
Westchnął z przyjemnością, kiedy ściągając je, musnęłam już twardą męskość mojego ukochanego. W końcu leżał przede mną nagi i piękny. Zajęła m się jego podziwianiem, ale strzydze się to chyba nie podobało ponieważ chciał się do mnie nachylić.
- O nie, nie, nie Skarbie.- naparłam dłońmi na jego klatkę piersiową, zmuszając, aby z potworem się położył.- Dzisiaj to ja rządzę.
Już bez żadnych pretensji położył się. W niego oczach widziałam pożądanie, ale i rozbawienie. Chwilę rozkoszowałam się słodyczą jego chłodnych warg.
- Tak bardzo żałuję, że jesteś ten jeden raz cieplejsza ode mnie, a ja nie mogę poczuć tego ciepła.- wyszeptał między pocałunkami.
Od nowa pokonałam drogę w dół, aż do jego przyjaciela. Wzięłam go do buzi i zaczęłam sprawiać Dymitrowi przyjemność. Dochodziły do mnie jęki oraz sapania Rosjanina, a między mini coraz częściej i bardziej desperacyjne nawoływania mnie. Gdy był już bardzo blisko, odsunęłam się, a on wydał z siebie jęk sprzeciwu, na co po raz pierwszy to ja mogłam zachichotać. Ale, aby nie dać mu długo czekać, pochyliłam się nad ukochanym, nabijając się na niego. Oboje jęknęliśmy z przyjemności. Zaczęłam się na nim poruszać, a on położył swoje dłonie na moich pośladkach, zwiększając tempo. Oboje sapaliśmy, patrząc siebie głęboko w oczy. Gdy e końcu doszliśmy, krzycząc swoje imiona, opadłam obok niego zmęczona i mokra. Poczułam oplatające mnie ramiona i dłoń głaszczącą moje włosy.
- Ja tiebia liubliu Roza.- szepnąłmi do ucha mąż.
- Ja tiebia toże liubliu tovarishch.- odpowiedziałam.- Dymitr.- podniosłam głowę i spojrzałam mu w oczu.- Wszyscy, którym jesteś bliski mówią do ciebie Dimka. Czasami nie chcesz, abym ja też tak mówiła?
Chwilę się zastanawiał.
- Nie.- powiedział pewnie.- Ty jesteś inna. Ja nie chcę być twoim Dimką. Wolę być twoim Towarzyszem. Tak jak ty jesteś moją Rozą. Tylko moją i nikt nie ma prawa tak do ciebie mówić.
- Przecież wiem. Sama nikomu bym nie pozwoliła. Już zaszło słońce?- spojrzałam przez okno, ale zaciemniane szyby nie przyniosły odpowiedzi na moje pytanie.
- Tak.- powiedział.- Zbierajmy się.
- Gdzie?- zmarszczyłam brwi, patrząc jak Bielikow się podnosi.
- Ehh...- przeczesał włosy dłońmi.- Najpierw do Randalla, a później... gdzieś.
- Gdzie?- nie odpuszczałam.
- Nie wiem.- wzruszył ramionami. - Gdzieś.
- Rozumiem spontaniczne wyjście na miasto.- uśmiech zagościł na moich ustach, a ja uniosłam się na łokciach.
- Chyba, że wolisz zostać tutaj. Znajdę ci zajęcie.- zapewnił z błyskiem pożądania
- Oj nie wątpię. Ale jeszcze się nigdzie nie wybieram. Zwłaszcza bez Ciebie. A teraz się zbieramy.
Od razu przypomniał mi się plan wykorzystania mojej garderoby. Wstałam czym prędzej i pognałam do pokoju obok, aby wziąć prysznic. Oczywiście ukochany wszedł za mną. Odwróciłam się, ale nim cokolwiek powiedziałam, przywarł do moich ust. Delikatnie popchnął mniej w stronę prysznica, a przez kabiną podniósł mnie za uda. Automatycznie oplotłam go nogami w pasie, a Rosjanin wszedł pod deszczownicę. To było do przewidzenia, że bez kolejnego stosunku się nie obejdzie. Umówiliśmy się, że poczeka na mnie na korytarzu. Sama w garderobie znalazłam seksowną sukienkę. Cała była z czerwonej koronki, a zakryta większą ilością materiału, tak aby nie prześwitywały, była jedynie część na piersiach i majtkach. Ale i tak nie mogę założyć bielizny , bo prześwitywałaby z boków - a stanik Jeszce z tyłu. Nie chciałam się za bardzo stroić, bo idziemy do brudnych, śmierdzących tuneli. Nie ma po co. No nie licząc miny męża. Ostrożnie wyszłam z pokoju i zaczęłam rozglądać się za ukochanym. Dopiero gdy ktoś gwałtownie wciągnął powietrzem, odwróciłam się i zobaczyłam, jak Rosjanin pożera mnie wzrokiem.
- Roza.- widziałam, że podtrzymuje się przed rzuceniem na mnie.- Co to jest?
- Sukienka.- odpowiedziałam inteligentnie.- Bardzo ładnie, prawda. Tylko nie wiem czy nie mam w niej zbyt opadniętych cycków.
Zaczęłam je podtrzymywać i puszczać. Wiedziałam, że to wyprowadza go z równowagi. Uwielbiam to robić. Starał się jak najlepiej ukryć swój problem. Odwrócił wzrok. O nie! Tak się nie bawimy.
- Ty masz bardziej obiektywne spojrzenie na sprawę.- udałam zastanowienie, po czym załapałam go za dłoń i przełożyłam do piersi.- I co myślisz?
Po chwili byliśmy powrotem w pokoju. Dymitr popchnął mnie na drzwi, zamykając je. Chyba już jednak stąd nie wyjdziemy. Poczułam na szyi usta strzygi, a jego ręce na całym moim ciele. Po chwili dosłownie zerwał ze mnie sukienkę, a dłońmi zaczął pieścić moje piersi. Jęczałam z każdym jego ruchem.
- Są idealnie Roza.- wymruczał mi do ucha. - I tylko moje. Ewentualnie naszych przyszłych dzieci. Ale nikogo więcej.
Podniósł mnie za uda i położył na stole, rozbierając się szybko. Wszedł we mnie tak gwałtownie i szybko, że aż wciągnęłam powietrze. Przez kolejne godziny kochaliśmy się chyba w każdym miejscu w pokoju. To był dziki sex. Następnie, gdy przypilnował, w co się ubrałam, bo poprzednia sukienka nie nadawała się już do noszenia, poszliśmy do celi Randalla.
Obudziłam się w sypialni. Od razu, na wspomnienie wczorajszej nocy, na moich ustach pojawił się uśmiech. Otworzyłam leniwie oczy, napotykając czuły wzrok ukochanego.
- Dzień dobry.- uniosłam się lekko, skracając mu całusa.
- Cześć Skarbie.- również się uśmiechnął.- Słodko wyglądasz, jak śpisz.
- Mówisz.- delikatne położyłam dłonie na jego ramionach, po czym przesunęłam je na plecy strażnika.
- No.- nachylił się jeszcze bliżej mnie.- Bardzo uroczo marszczysz nos.
Delikatne mnie w niego ucałował, a mnie przeszedł dreszcz.
- Dymitr,- westchnęłam mu prosto w usta.- co ty ze mną robisz, że nie umiem ci się oprzeć?
Nie dopuszczając go nawet do głosu, wpiłam się w jego słodkie wargi. Od razu odwzajemnił pocałunek, napierając na mnie mocno. Jednak już mi się taka zabawa znudziła. Nie wiem skąd wzięłam tyle siły, ale po chwili to on był pode mną.
- Teraz pobawimy się na moich zasadach, kotku.- szepnęłam mu do ucha.
Przywarłam z powrotem do ust męża i rozpoczęłam wędrówkę w dół, do jego szyi. On zaczął jęczeć, badając uważnie całe moje ciało. Dłonie same mu się wślizgnęły pod jego koszulkę, którą miałam na sobie, kiedy ściągnęłam z niego jego własną. Czując zniecierpliwienie Rosjanina, wyprostowałam się zarzucając z siebie górę piżamy i rzuciłam ją w kąt. Wróciłam pocałunkami do szyi Bielikowa, kontynuując wędrówkę w dół. W końcu, gdy pieściłam go ustami po owłosionym torsie, dłońmi zahaczyłam o jego spodnie.
- Ty kiedykolwiek je ściągasz? Nie jest ci niewygodne?- wysapałam odbijając mu guziki i zamek.
- Nie. Mam do tego ciebie.- zamruczał, oddając się przyjemności.
Westchnął z przyjemnością, kiedy ściągając je, musnęłam już twardą męskość mojego ukochanego. W końcu leżał przede mną nagi i piękny. Zajęła m się jego podziwianiem, ale strzydze się to chyba nie podobało ponieważ chciał się do mnie nachylić.
- O nie, nie, nie Skarbie.- naparłam dłońmi na jego klatkę piersiową, zmuszając, aby z potworem się położył.- Dzisiaj to ja rządzę.
Już bez żadnych pretensji położył się. W niego oczach widziałam pożądanie, ale i rozbawienie. Chwilę rozkoszowałam się słodyczą jego chłodnych warg.
- Tak bardzo żałuję, że jesteś ten jeden raz cieplejsza ode mnie, a ja nie mogę poczuć tego ciepła.- wyszeptał między pocałunkami.
Od nowa pokonałam drogę w dół, aż do jego przyjaciela. Wzięłam go do buzi i zaczęłam sprawiać Dymitrowi przyjemność. Dochodziły do mnie jęki oraz sapania Rosjanina, a między mini coraz częściej i bardziej desperacyjne nawoływania mnie. Gdy był już bardzo blisko, odsunęłam się, a on wydał z siebie jęk sprzeciwu, na co po raz pierwszy to ja mogłam zachichotać. Ale, aby nie dać mu długo czekać, pochyliłam się nad ukochanym, nabijając się na niego. Oboje jęknęliśmy z przyjemności. Zaczęłam się na nim poruszać, a on położył swoje dłonie na moich pośladkach, zwiększając tempo. Oboje sapaliśmy, patrząc siebie głęboko w oczy. Gdy e końcu doszliśmy, krzycząc swoje imiona, opadłam obok niego zmęczona i mokra. Poczułam oplatające mnie ramiona i dłoń głaszczącą moje włosy.
- Ja tiebia liubliu Roza.- szepnąłmi do ucha mąż.
- Ja tiebia toże liubliu tovarishch.- odpowiedziałam.- Dymitr.- podniosłam głowę i spojrzałam mu w oczu.- Wszyscy, którym jesteś bliski mówią do ciebie Dimka. Czasami nie chcesz, abym ja też tak mówiła?
Chwilę się zastanawiał.
- Nie.- powiedział pewnie.- Ty jesteś inna. Ja nie chcę być twoim Dimką. Wolę być twoim Towarzyszem. Tak jak ty jesteś moją Rozą. Tylko moją i nikt nie ma prawa tak do ciebie mówić.
- Przecież wiem. Sama nikomu bym nie pozwoliła. Już zaszło słońce?- spojrzałam przez okno, ale zaciemniane szyby nie przyniosły odpowiedzi na moje pytanie.
- Tak.- powiedział.- Zbierajmy się.
- Gdzie?- zmarszczyłam brwi, patrząc jak Bielikow się podnosi.
- Ehh...- przeczesał włosy dłońmi.- Najpierw do Randalla, a później... gdzieś.
- Gdzie?- nie odpuszczałam.
- Nie wiem.- wzruszył ramionami. - Gdzieś.
- Rozumiem spontaniczne wyjście na miasto.- uśmiech zagościł na moich ustach, a ja uniosłam się na łokciach.
- Chyba, że wolisz zostać tutaj. Znajdę ci zajęcie.- zapewnił z błyskiem pożądania
- Oj nie wątpię. Ale jeszcze się nigdzie nie wybieram. Zwłaszcza bez Ciebie. A teraz się zbieramy.
Od razu przypomniał mi się plan wykorzystania mojej garderoby. Wstałam czym prędzej i pognałam do pokoju obok, aby wziąć prysznic. Oczywiście ukochany wszedł za mną. Odwróciłam się, ale nim cokolwiek powiedziałam, przywarł do moich ust. Delikatnie popchnął mniej w stronę prysznica, a przez kabiną podniósł mnie za uda. Automatycznie oplotłam go nogami w pasie, a Rosjanin wszedł pod deszczownicę. To było do przewidzenia, że bez kolejnego stosunku się nie obejdzie. Umówiliśmy się, że poczeka na mnie na korytarzu. Sama w garderobie znalazłam seksowną sukienkę. Cała była z czerwonej koronki, a zakryta większą ilością materiału, tak aby nie prześwitywały, była jedynie część na piersiach i majtkach. Ale i tak nie mogę założyć bielizny , bo prześwitywałaby z boków - a stanik Jeszce z tyłu. Nie chciałam się za bardzo stroić, bo idziemy do brudnych, śmierdzących tuneli. Nie ma po co. No nie licząc miny męża. Ostrożnie wyszłam z pokoju i zaczęłam rozglądać się za ukochanym. Dopiero gdy ktoś gwałtownie wciągnął powietrzem, odwróciłam się i zobaczyłam, jak Rosjanin pożera mnie wzrokiem.
- Roza.- widziałam, że podtrzymuje się przed rzuceniem na mnie.- Co to jest?
- Sukienka.- odpowiedziałam inteligentnie.- Bardzo ładnie, prawda. Tylko nie wiem czy nie mam w niej zbyt opadniętych cycków.
Zaczęłam je podtrzymywać i puszczać. Wiedziałam, że to wyprowadza go z równowagi. Uwielbiam to robić. Starał się jak najlepiej ukryć swój problem. Odwrócił wzrok. O nie! Tak się nie bawimy.
- Ty masz bardziej obiektywne spojrzenie na sprawę.- udałam zastanowienie, po czym załapałam go za dłoń i przełożyłam do piersi.- I co myślisz?
Po chwili byliśmy powrotem w pokoju. Dymitr popchnął mnie na drzwi, zamykając je. Chyba już jednak stąd nie wyjdziemy. Poczułam na szyi usta strzygi, a jego ręce na całym moim ciele. Po chwili dosłownie zerwał ze mnie sukienkę, a dłońmi zaczął pieścić moje piersi. Jęczałam z każdym jego ruchem.
- Są idealnie Roza.- wymruczał mi do ucha. - I tylko moje. Ewentualnie naszych przyszłych dzieci. Ale nikogo więcej.
Podniósł mnie za uda i położył na stole, rozbierając się szybko. Wszedł we mnie tak gwałtownie i szybko, że aż wciągnęłam powietrze. Przez kolejne godziny kochaliśmy się chyba w każdym miejscu w pokoju. To był dziki sex. Następnie, gdy przypilnował, w co się ubrałam, bo poprzednia sukienka nie nadawała się już do noszenia, poszliśmy do celi Randalla.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
niedziela, 14 maja 2017
ROZDZIAŁ 73
DYMITR
Siedziałem w salonie, oglądając telewizję, gdy w pewnym momencie usłyszałem zamykanie drzwi od łazienki. Przez sekundę mogłem cieszyć oczy ciałem mojej ukochanej w samej bieliźnie i mogę powiedzieć, że nie ma wspanialszego widoku na świecie. Ale nie mam zamiaru dzielić się tym pięknem z nikim innym. Roza jest tylko moja.
- Towarzyszu.- z zamyślenia wyrwał mnie jej melodyjny głos.
Po chwili usiadłam mi na kolanach, a ja objąłem ją, zapatrzony w kawowe tęczówki. Powoli zbliżyłem się di jej twarzy i skosztowałem delikatne, miękkie wargi. Tak cudownie smakują. Oddała gest, a nawet pogłębiła pocałunek. Moja kocica. Tak bardzo za tym wszystkim tęskniłem, że mam zamiar nacieszyć się nią, póki jest tylko dla mnie. No bo później będę musiał się dzielić żoną z dziećmi, przyjaciółmi, rodziną i pracą. Ale teraz mam czas. Po chwili odsunęliśmy się od siebie.
- To gdzie idziemy, ty mój nie wyżyty seksualnie młodziaku?- spytała ze śmiechem.
Pokręciłem ze zrezygnowaniem głową, uśmiechając się pod nosem. Przy niej najczęściej mi się to zdarza.
- Będziesz mi to wspominać do końca życia?- uniosłem jedną brew do góry.
- Może.- wzruszyła niewinnie ramionami.
- Bo cię przemienię i ktoś mnie odmieni i w końcu cię dogonię.- zagroziłem jej.
- Dymitr, a czemu wcześniej jakoś nie próbowałeś znaleźć kogoś, kto by cię odmienił?
Szczerze mówiąc, zaskoczyła mnie tym pytaniem.
- A kto normalny by zbliżył się do strzygi, która sama prosi o "śmierć"?- zrobiłem cudzysłów powietrzu.
- A jaki użytkownik ducha jest normalny?- zaśmiała się.
- Co nie zmienia faktu, że mają strażników, którzy by się za bardzo nie hamowali.
- To ty nie wiesz?- spytała zaskoczona.
- O czym?- zmarszczyłem czoło.
- Lissa wydała ogólnoświatowy nakaz aresztowania cię żywego. Tak gdybyś postanowił się znaleźć.
Byłem niezmiernie zaskoczony. Nie wiedziałem, że królowa aż tak narazi poddanych, żeby Roza mnie odzyskała. Jednak przyjaźń z nią ma swoje zalety.
- No to nieźle. Nie miałem pojęcia. Zazwyczaj stronię od morojów i strzyg.
- Dlatego jesteś przywódcą największej ich zgraji w kraju.- zaśmiała się.
- Chodzi mi o polowanie. A teraz zbieramy się, bo nam nocy zabraknie, a nie do końca uśmiecha mi się skakać z cienia do cienia.
- Mogę kupić ci parasolkę.-zaśmiała się.
- Podziękuję. Wolę dzień spędzić z tobą w łóżku, niż paląc się na słońcu.
- Jak wolisz.- wzruszyła ramionami i zeszła ze mnie.- Idziemy?
Dopiero teraz mogłem jej się przyjrzeć. O Cholera! Ale mam piękną i seksowną żonę. Włosy miała pięknie spięte w warkocz z tyłu głowy z lewej do prawej, a reszta luźno podskakiwała z każdym jej ruchem. Moja królowa. Na sobie miała chyba najbardziej seksowną sukienkę z całej mojej garderoby. Cała czerwona z wyciętym wielkim kółkiem po obu stronach tali. Dekolt w serek, odsłaniał o wiele za dużo. Ma szczęście, że idzie ze mną, nigdzie indziej jej tak nie puszczę. Ramiączka niby grube, ale w kształcie, który wręcz prosił o ich zsunięcie. Plecy miała odkryte dodo samej talii, nie licząc pasków po bokach i na górze, a cały materiał sięgał do połowy uda.
Chwila! Odkryte plecy?! To znaczy, że... Zerwałem się na równe nogi i znalazłem się przy niej w mgnieniu oka. Palcem przejechałem po jej kręgosłupie, jakby samo zobaczenie mi nie wystarczyło. Zadrżała pod wpływem mojego dotyku.
CHOLERA PO STOKROĆ!
Ona nie ma stanika. Przełknąłem ślinę i zamknąłem, wciąż otworzoną buzię. Jak mogłem wcześniej tego nie zauważyć. Zwiodła mnie jej niewinna fryzura. Roza patrzyła na mnie perfidnie z uśmiechem niewinności. Objąłem ją, kładąc rękę na odkrytych plecach i popchnąłem w kierunku drzwi.
- Przez ciebie mam teraz problem w spodniach.- warknąłem, zaciskając zęby, żeby się na nią nie rzucić.- Zabiję każdego, kto spojrzy na ciebie tak, jak tylko ja mogę.
Wiem, że moje słowa tylko zwiększyły jej triumf, ale nic mnie to nie obchodzi. Wyszliśmy na korytarz, Roza z dumnym uśmiechem, a ja starałem się wyglądać na groźnego, aby nikomu nie wpadło do głowy podnieść wzroku. A gdy tylko ktoś zaczynał lustrować moją żonę, warczałem ostrzegawczo. Od razu mężczyźni pokornie spuszczali głowy i uciekli jak najszybciej. W końcu znaleźliśmy się na zewnątrz. Noc była bardzo piękna, ale i chłodna. Na szczęście Roza wzięła płaszcz i teraz spokojniej mogliśmy podziwiać bezchmurne niebo z tysiącem gwiazd oraz wielkim turkusowym księżycem. Prowadziłem ukochaną leśną ścieżką, wspominając dawne czasy, gdy byliśmy tak młodo zakochani. Staraliśmy się wtedy zrobić wszystko, aby zapewnić drugą osobę o naszej miłości, choć nie było to potrzebne. Teraz wiemy, że nic nas nie złapie i wystarczą drobne chwile, aby nas uszczęśliwić. Takie jak ta. Zatrzymaliśmy się dopiero na wzniesieniu z polaną. Na środku leżał koc z rozłożonym jedzeniem. Przygotowałem to wszystko sam. Roza patrzyła na to wzruszona. W jej oczach widziałem zachwyt, który wywołał u mnie cholerną radość i dumę.
- O Boże! Sam to zrobiłeś? Co ja się głupio pytam. Kto inny jest takim romantykiem.- rzuciła mi się w ramiona.
Złapałem ją i pogłębiłem pocałunek, jakim mnie obdarzyła. Jej uśmiech i szczęście są dla mnie najlepszą nagrodą za życie. Po długim, namiętnym i wręcz dzikim tańcu naszych języków, usiedliśmy do jedzenia. To znaczy Roza jadła, a ja się jej przeglądałem. Wyglądała naprawdę uroczo, a czasami wręcz seksownie. Po prawnym czasie leżała już głowa na moich kolanach, gdy ja siedziałem z wyprostowanymi nogami, głaszcząc ją po włosach i karmiąc owocami.
- Po co to wszystko.- spytała nagle.
Patrzyłem na nią zdziwiony.
- A co? Nie podoba się?- zmartwiłem się
- Nie! Jest wspaniale.- zapewniła łapiąc moją dłoń i kołysząc nią.- Po prostu pytam z ciekawości.
- Zaraza zobaczysz.- powiedziałem tajemniczo.
W tym samym momencie spadła gwiazda.
- Widziałeś.- Roza zerwała się i wskazała złoty ślad.
- Tak.- zachichotałem na jej reakcję.
- A pomyślałeś życzenie?
- Och, skarbie. A co ja bym mógł chcieć od życia.
- Każdy coś chce. Jeśli człowiek nie ma celów, do których dąży, stoi w miejscu.
- Moim celem jest powrót do domu i spełnić się jak najlepiej w każdej roli. Od Syna, przed strażnika, do ojca. A skąd ty takie mądrości bierzesz?
- Miałam świetnego nauczyciela.- na jej słowa zrobiło mi się tak ciepło na sercu.-Wiesz kto powiedział mi te słowa?
- Kto?
- Nastka.
Jeśli wcześniej byłem rozczulony i dumny, to nie da się opisać, co czuję teraz, słysząc, że mam tak mądrą córkę.
- A ty pomyślałaś?- spytałem.
- Nie.- posmutniała.- Nie zdążyłam.
- Nie martw się. - przytuliłem ją od tyłu. - Będziesz mieć jeszcze trochę ku temu okazji.
W tym momencie spadła kolejna gwiazda. I następna. I jeszcze jedna. Tak. Zabrałem ją na podziwianie spadających gwiazda. Podziękowała mi mocno i zajęła się podziwianiem tego pięknego zjawiska. Jej oczy świeciły jak gwiazdy, które się w nich odbijały. Trwało to z pół godziny, ale my i tak postanowiliśmy jeszcze trochę zostać. Aż Roza zasnęła w moich ramionach. Ach! A miałem taką ochotę zedrzeć z niej tą sukienkę i wejść tak głęboko. Ehh... Ale chyba będę musiał z tym poczekać. Wziąłem ją na ręce i zabrałem do naszego pokoju w kwaterze strzyg.
_________________________________________
Wiem, że ostatnio trochę dziwnie z tymi rozdziałami, ale dużo u mnie zamieszania zbliżamy się do miejsca, gdzie nie do końca mam pomysł i może być trudno. Ale dziękuję, że ze mną jesteście i mam nadzieję, że rozumiecie
Siedziałem w salonie, oglądając telewizję, gdy w pewnym momencie usłyszałem zamykanie drzwi od łazienki. Przez sekundę mogłem cieszyć oczy ciałem mojej ukochanej w samej bieliźnie i mogę powiedzieć, że nie ma wspanialszego widoku na świecie. Ale nie mam zamiaru dzielić się tym pięknem z nikim innym. Roza jest tylko moja.
- Towarzyszu.- z zamyślenia wyrwał mnie jej melodyjny głos.
Po chwili usiadłam mi na kolanach, a ja objąłem ją, zapatrzony w kawowe tęczówki. Powoli zbliżyłem się di jej twarzy i skosztowałem delikatne, miękkie wargi. Tak cudownie smakują. Oddała gest, a nawet pogłębiła pocałunek. Moja kocica. Tak bardzo za tym wszystkim tęskniłem, że mam zamiar nacieszyć się nią, póki jest tylko dla mnie. No bo później będę musiał się dzielić żoną z dziećmi, przyjaciółmi, rodziną i pracą. Ale teraz mam czas. Po chwili odsunęliśmy się od siebie.
- To gdzie idziemy, ty mój nie wyżyty seksualnie młodziaku?- spytała ze śmiechem.
Pokręciłem ze zrezygnowaniem głową, uśmiechając się pod nosem. Przy niej najczęściej mi się to zdarza.
- Będziesz mi to wspominać do końca życia?- uniosłem jedną brew do góry.
- Może.- wzruszyła niewinnie ramionami.
- Bo cię przemienię i ktoś mnie odmieni i w końcu cię dogonię.- zagroziłem jej.
- Dymitr, a czemu wcześniej jakoś nie próbowałeś znaleźć kogoś, kto by cię odmienił?
Szczerze mówiąc, zaskoczyła mnie tym pytaniem.
- A kto normalny by zbliżył się do strzygi, która sama prosi o "śmierć"?- zrobiłem cudzysłów powietrzu.
- A jaki użytkownik ducha jest normalny?- zaśmiała się.
- Co nie zmienia faktu, że mają strażników, którzy by się za bardzo nie hamowali.
- To ty nie wiesz?- spytała zaskoczona.
- O czym?- zmarszczyłem czoło.
- Lissa wydała ogólnoświatowy nakaz aresztowania cię żywego. Tak gdybyś postanowił się znaleźć.
Byłem niezmiernie zaskoczony. Nie wiedziałem, że królowa aż tak narazi poddanych, żeby Roza mnie odzyskała. Jednak przyjaźń z nią ma swoje zalety.
- No to nieźle. Nie miałem pojęcia. Zazwyczaj stronię od morojów i strzyg.
- Dlatego jesteś przywódcą największej ich zgraji w kraju.- zaśmiała się.
- Chodzi mi o polowanie. A teraz zbieramy się, bo nam nocy zabraknie, a nie do końca uśmiecha mi się skakać z cienia do cienia.
- Mogę kupić ci parasolkę.-zaśmiała się.
- Podziękuję. Wolę dzień spędzić z tobą w łóżku, niż paląc się na słońcu.
- Jak wolisz.- wzruszyła ramionami i zeszła ze mnie.- Idziemy?
Dopiero teraz mogłem jej się przyjrzeć. O Cholera! Ale mam piękną i seksowną żonę. Włosy miała pięknie spięte w warkocz z tyłu głowy z lewej do prawej, a reszta luźno podskakiwała z każdym jej ruchem. Moja królowa. Na sobie miała chyba najbardziej seksowną sukienkę z całej mojej garderoby. Cała czerwona z wyciętym wielkim kółkiem po obu stronach tali. Dekolt w serek, odsłaniał o wiele za dużo. Ma szczęście, że idzie ze mną, nigdzie indziej jej tak nie puszczę. Ramiączka niby grube, ale w kształcie, który wręcz prosił o ich zsunięcie. Plecy miała odkryte dodo samej talii, nie licząc pasków po bokach i na górze, a cały materiał sięgał do połowy uda.
Chwila! Odkryte plecy?! To znaczy, że... Zerwałem się na równe nogi i znalazłem się przy niej w mgnieniu oka. Palcem przejechałem po jej kręgosłupie, jakby samo zobaczenie mi nie wystarczyło. Zadrżała pod wpływem mojego dotyku.
CHOLERA PO STOKROĆ!
Ona nie ma stanika. Przełknąłem ślinę i zamknąłem, wciąż otworzoną buzię. Jak mogłem wcześniej tego nie zauważyć. Zwiodła mnie jej niewinna fryzura. Roza patrzyła na mnie perfidnie z uśmiechem niewinności. Objąłem ją, kładąc rękę na odkrytych plecach i popchnąłem w kierunku drzwi.
- Przez ciebie mam teraz problem w spodniach.- warknąłem, zaciskając zęby, żeby się na nią nie rzucić.- Zabiję każdego, kto spojrzy na ciebie tak, jak tylko ja mogę.
Wiem, że moje słowa tylko zwiększyły jej triumf, ale nic mnie to nie obchodzi. Wyszliśmy na korytarz, Roza z dumnym uśmiechem, a ja starałem się wyglądać na groźnego, aby nikomu nie wpadło do głowy podnieść wzroku. A gdy tylko ktoś zaczynał lustrować moją żonę, warczałem ostrzegawczo. Od razu mężczyźni pokornie spuszczali głowy i uciekli jak najszybciej. W końcu znaleźliśmy się na zewnątrz. Noc była bardzo piękna, ale i chłodna. Na szczęście Roza wzięła płaszcz i teraz spokojniej mogliśmy podziwiać bezchmurne niebo z tysiącem gwiazd oraz wielkim turkusowym księżycem. Prowadziłem ukochaną leśną ścieżką, wspominając dawne czasy, gdy byliśmy tak młodo zakochani. Staraliśmy się wtedy zrobić wszystko, aby zapewnić drugą osobę o naszej miłości, choć nie było to potrzebne. Teraz wiemy, że nic nas nie złapie i wystarczą drobne chwile, aby nas uszczęśliwić. Takie jak ta. Zatrzymaliśmy się dopiero na wzniesieniu z polaną. Na środku leżał koc z rozłożonym jedzeniem. Przygotowałem to wszystko sam. Roza patrzyła na to wzruszona. W jej oczach widziałem zachwyt, który wywołał u mnie cholerną radość i dumę.
- O Boże! Sam to zrobiłeś? Co ja się głupio pytam. Kto inny jest takim romantykiem.- rzuciła mi się w ramiona.
Złapałem ją i pogłębiłem pocałunek, jakim mnie obdarzyła. Jej uśmiech i szczęście są dla mnie najlepszą nagrodą za życie. Po długim, namiętnym i wręcz dzikim tańcu naszych języków, usiedliśmy do jedzenia. To znaczy Roza jadła, a ja się jej przeglądałem. Wyglądała naprawdę uroczo, a czasami wręcz seksownie. Po prawnym czasie leżała już głowa na moich kolanach, gdy ja siedziałem z wyprostowanymi nogami, głaszcząc ją po włosach i karmiąc owocami.
- Po co to wszystko.- spytała nagle.
Patrzyłem na nią zdziwiony.
- A co? Nie podoba się?- zmartwiłem się
- Nie! Jest wspaniale.- zapewniła łapiąc moją dłoń i kołysząc nią.- Po prostu pytam z ciekawości.
- Zaraza zobaczysz.- powiedziałem tajemniczo.
W tym samym momencie spadła gwiazda.
- Widziałeś.- Roza zerwała się i wskazała złoty ślad.
- Tak.- zachichotałem na jej reakcję.
- A pomyślałeś życzenie?
- Och, skarbie. A co ja bym mógł chcieć od życia.
- Każdy coś chce. Jeśli człowiek nie ma celów, do których dąży, stoi w miejscu.
- Moim celem jest powrót do domu i spełnić się jak najlepiej w każdej roli. Od Syna, przed strażnika, do ojca. A skąd ty takie mądrości bierzesz?
- Miałam świetnego nauczyciela.- na jej słowa zrobiło mi się tak ciepło na sercu.-Wiesz kto powiedział mi te słowa?
- Kto?
- Nastka.
Jeśli wcześniej byłem rozczulony i dumny, to nie da się opisać, co czuję teraz, słysząc, że mam tak mądrą córkę.
- A ty pomyślałaś?- spytałem.
- Nie.- posmutniała.- Nie zdążyłam.
- Nie martw się. - przytuliłem ją od tyłu. - Będziesz mieć jeszcze trochę ku temu okazji.
W tym momencie spadła kolejna gwiazda. I następna. I jeszcze jedna. Tak. Zabrałem ją na podziwianie spadających gwiazda. Podziękowała mi mocno i zajęła się podziwianiem tego pięknego zjawiska. Jej oczy świeciły jak gwiazdy, które się w nich odbijały. Trwało to z pół godziny, ale my i tak postanowiliśmy jeszcze trochę zostać. Aż Roza zasnęła w moich ramionach. Ach! A miałem taką ochotę zedrzeć z niej tą sukienkę i wejść tak głęboko. Ehh... Ale chyba będę musiał z tym poczekać. Wziąłem ją na ręce i zabrałem do naszego pokoju w kwaterze strzyg.
_________________________________________
Wiem, że ostatnio trochę dziwnie z tymi rozdziałami, ale dużo u mnie zamieszania zbliżamy się do miejsca, gdzie nie do końca mam pomysł i może być trudno. Ale dziękuję, że ze mną jesteście i mam nadzieję, że rozumiecie
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
piątek, 12 maja 2017
ROZDZIAŁ 72
Po drodze Dymitr dał coś znać strzygą, a one ruszyły z perfidnymi uśmiechami do celi. Byli wcześniej ludźmi, ale tak zwanymi gorylami. Obejrzałam się za nimi z zaciekawieniem.
- Po co tam idą?- spytałam i zauważyłam szatański uśmiech na ustach męża.
- Chciałaś żeby go zgwałcić, ale ja wolę ciebie.- tym razem wyglądał jak zboczeniec.
Uśmiechnęłam się, kręcąc z niedowierzaniem głową.
- Jesteś cholernie niewyżyty.
- Tak na mnie działasz.- szepnął mi do ucha, podgryzając jego płatek.
Przeszedł mnie przyjemny dreszcz.
- Przestań, bo zaraz znowu zaciągnę cię do sypialni.- zagroziłam.
- Mi się podoba. A później ja cię gdzieś zaciągnę.- oznajmił, gdy weszliśmy do naszego pokoju.
- Już nie mogę się doczekać.- zamruczałam, gdy popchnął mnie na ścianę i zaczął całować moją szyję.
- Nie chce mi się już nigdzie iść.- jęknęłam, gdy leżeliśmy wtuleni w siebie.
- Och Roza.- mój ukochany się zaśmiał.- Szykuj się, a nie pożałujesz.
Z westchnieniem wstałam i poszłam do garderoby. W połowie drogi powrotnej poczułam dużą dłoń na pośladki.
- Au!- aż podskoczyłam, po czym odwróciłam się do byłego strażnika, który chichotał pod nosem, znikając w garderobie i pogroziłam mu palcem.- Ty młody! Opanuj swoje popędy seksualne.
- Młody?- uniósł jedną brew, wyglądając z pomieszczenia
- No wiesz... Jako, że strzygi się nie starzeją, ty masz ciągle 31 lat, a ja 36.- zauważyłam, ubierając się.
- O! Patrz. Nasza różnica zmniejszyła się o dwa lata.
- Aż tak ci to przeszkadzało?- trochę zabolało.
Natychmiast wyszedł już w spodniach, po czym przyciągnął mnie do swojego chłodnego torsu.
- Oczywiście, że nie skarbie.- zapewnił i mimo zimna jego ciała, zrobiło mi się ciepło.- Nigdy mi to nie przeszkadzało. Przecież miłość nie ma granic.
Pokiwałam głową i zaciągnęłam się jego cudownym zapachem. Po chwili odsunęłam się od Bielikowa i spojrzałam mu w oczy. Nie chciałam, aby był smucił, ale musiałam zacząć temat, który wiem, że go męczy.
- Chcesz pogadać o tym, co powiedział Randall?- spytałam ostrożnie, ale z czułością.
Rosjanin westchnął ciężko, podszedł do łóżka i usiadł na nim, chowając twarz w dłonie. Podeszłam i zajęłam miejsce obok niego, po czym zaczęłam delikatnie głaskać go po ramieniu.
- Roza, on ma rację. Jestem jak on. Może powinniśmy...?
- Nie Dymitr. On nigdy nie miał racji. Pomyśl ile zła wyrządził, ile kobiet skrzywdził, bo wątpię, żeby Olena była "wyróżniona". Należy mu się.
- Ale jest moim ojcem...
- Jego zachowanie nie jest kwestią genów, a wychowaniem. A Olena nie mogła wychować syna lepiej. Jesteś czuły, opiekuńczy, szanujesz kobiety i wiesz, co to miłość. Randall najwidoczniej nie.
- Ale to nie zmienia faktu, że to co robimy jest źle. Wcześniej kierowała mną złość i troska o ciebie, ale sama przyznaj. My tak nie robimy.
Zagryzłam wargę, analizując jego słowa i ostatnie wydarzenia. I nagle to do mnie dotarło. Szlag! Co my robimy? Popatrzyłam z żalem na męża, a ten mnie przytulił.
- Co się ze mną dzieje?- westchnęła w jego jego ramię.
- Nic Roza. To zrozumiałe, że po tak długim czasie tortur chciałabyś się zrewanżować.
- Ale nie powinna.
- Żadne z nas nie powinno. Jutro dokończę sprawę i będzie po wszystkim.
- Zabijmy go podczas snu. Tak będzie najbezpieczniej.- zaproponowałam.- A później zajmiemy się tobą.
- Zgoda.- uśmiechnął się.- A teraz masz dwie godziny na przygotowanie się na randkę.
Cmoknął mnie w czoło i skierował się do salonu.
- Eghem... Towarzyszu.- zawołałam za nim.
Odwrócił się i w ostatniej chwili złapał koszulkę, którą w niego rzuciłam.
- Zachowaj te widoki dla mnie.
- Dobrze, ty moja zazdrośnico.- podszedł i pocałował mnie namiętnie.
Od razu oddałam pieszczotę, zarzucając mu ręce na szyję. Jedną ręką objął mnie w pasie, drugą głaszcząc mój brzuch. Po kilku chwilach oderwaliśmy się od siebie, dostałam ostatniego soczystego całusa w usta i czoło, po czym były strażnik opuścił pokój. Mam dwie godziny. Czas na kąpiel. Wlałam do wanny gorącej wody, dodałam soli, mydła i płatków róż, po czym się w niej zanurzyłam. Na początku mnie parzyło, ale po chwili poczułam, jak każdy mięsień się rozluźnia, a napięcie ostatnich miesięcy opuszcza moje ciało. Po godzinie, gdy woda była już chłodna, postanowiłam wyjść. Byłam w trakcie wycierania nogi, kiedy drzwi się otworzyły.
-Uhu... Ale tu parno.- aż podskoczyłam, z zaskoczenia.
- Nie strasz mnie tak.- poprosiłam któryś raz z kolei.
- Wybacz kochanie, ale pukałem do drzwi na, a ty się nie odzywałaś. Jak wszedłem, też nigdzie cię nie było. A jak zauważyłem światło w łazience, moja wyobraźnia zaczęła działać...- podszedł, po czym zaczął całować mnie po szyi.- i nie mogłem się powstrzymać.
Odchyliłam głowę, dając mu lepszy dostęp.
- Chyba mi nie powiesz, że...- westchnęłam z przyjemności.- że siedzę tu dwie godziny.
- Nie. Spokojnie. Masz jeszcze godzinę. Pełne 3600 sekund do wykorzystania. Wybierz dobrze, a nie pożałujesz.- mruknął seksownym głosem.
Oderwałam się od niego, jak poparzona.
- O nie, nie, nie kochany. Wiem do czego pijesz. Nie ma szans.- wypchnęłam Rosjanina z łazienki.- Ty sobie poczekasz w salonie, pooglądasz coś...
- Tu mam lepsze widoki.- uśmiechnął się lubieżnie, a ja zatrzasnęłam mu drzwi przed nosem.
- Jesteś niewyżyty!- krzyknęłam na niego i wróciłam do szykowania się.
Z drugiego pokoju usłyszałam śmiech, na co pokręciłam zrezygnowana głową. Wysuszyłam i pokręciłam włosy lokówką, zrobiłam warkocz, zaczynający się po lewej stronie mojej głowy, idący z tyłu, aby opaść po prawej. Reszta fal swobodnie opadała z tyłu. Tak dawno dla nikogo się nie szykowałam, że aż zapomniałam, jaka to przyjemność. Zrobiłam makijaż, zakrywający moje oznaki starzenia się. Przy Dymitrze czuję się, jakbym ciągle była nastolatką. Dopiero teraz, patrząc w swoje odbicie przypominam sobie, że mamy już nastoletnie dzieci, a nam jakieś randki w głowach. Jak ja go kocham. Wyszłam z łazienki i poszłam do garderoby. Z salonu dochodziły mnie dźwięki z telewizora. Zaczęłam przeglądać wieszaki. Niby mam swoje lata, ale sądzę, że mój mąż wolałby widzieć na mnie sukienkę, która więcej odsłania, niż zasłania. W sumie nic innego do wyboru nie mam. Zrobię mu kiedyś psikus i założę zwykłe ubrania. Te są chyba po to, aby inne strzygi za dużo nie widziały. W głowie już układał mi się szatański plan wkurzenia ukochanego. Już nie mogę się doczekać. Muszę mu trochę przypomnieć, za co mnie kocha.
- Po co tam idą?- spytałam i zauważyłam szatański uśmiech na ustach męża.
- Chciałaś żeby go zgwałcić, ale ja wolę ciebie.- tym razem wyglądał jak zboczeniec.
Uśmiechnęłam się, kręcąc z niedowierzaniem głową.
- Jesteś cholernie niewyżyty.
- Tak na mnie działasz.- szepnął mi do ucha, podgryzając jego płatek.
Przeszedł mnie przyjemny dreszcz.
- Przestań, bo zaraz znowu zaciągnę cię do sypialni.- zagroziłam.
- Mi się podoba. A później ja cię gdzieś zaciągnę.- oznajmił, gdy weszliśmy do naszego pokoju.
- Już nie mogę się doczekać.- zamruczałam, gdy popchnął mnie na ścianę i zaczął całować moją szyję.
- Nie chce mi się już nigdzie iść.- jęknęłam, gdy leżeliśmy wtuleni w siebie.
- Och Roza.- mój ukochany się zaśmiał.- Szykuj się, a nie pożałujesz.
Z westchnieniem wstałam i poszłam do garderoby. W połowie drogi powrotnej poczułam dużą dłoń na pośladki.
- Au!- aż podskoczyłam, po czym odwróciłam się do byłego strażnika, który chichotał pod nosem, znikając w garderobie i pogroziłam mu palcem.- Ty młody! Opanuj swoje popędy seksualne.
- Młody?- uniósł jedną brew, wyglądając z pomieszczenia
- No wiesz... Jako, że strzygi się nie starzeją, ty masz ciągle 31 lat, a ja 36.- zauważyłam, ubierając się.
- O! Patrz. Nasza różnica zmniejszyła się o dwa lata.
- Aż tak ci to przeszkadzało?- trochę zabolało.
Natychmiast wyszedł już w spodniach, po czym przyciągnął mnie do swojego chłodnego torsu.
- Oczywiście, że nie skarbie.- zapewnił i mimo zimna jego ciała, zrobiło mi się ciepło.- Nigdy mi to nie przeszkadzało. Przecież miłość nie ma granic.
Pokiwałam głową i zaciągnęłam się jego cudownym zapachem. Po chwili odsunęłam się od Bielikowa i spojrzałam mu w oczy. Nie chciałam, aby był smucił, ale musiałam zacząć temat, który wiem, że go męczy.
- Chcesz pogadać o tym, co powiedział Randall?- spytałam ostrożnie, ale z czułością.
Rosjanin westchnął ciężko, podszedł do łóżka i usiadł na nim, chowając twarz w dłonie. Podeszłam i zajęłam miejsce obok niego, po czym zaczęłam delikatnie głaskać go po ramieniu.
- Roza, on ma rację. Jestem jak on. Może powinniśmy...?
- Nie Dymitr. On nigdy nie miał racji. Pomyśl ile zła wyrządził, ile kobiet skrzywdził, bo wątpię, żeby Olena była "wyróżniona". Należy mu się.
- Ale jest moim ojcem...
- Jego zachowanie nie jest kwestią genów, a wychowaniem. A Olena nie mogła wychować syna lepiej. Jesteś czuły, opiekuńczy, szanujesz kobiety i wiesz, co to miłość. Randall najwidoczniej nie.
- Ale to nie zmienia faktu, że to co robimy jest źle. Wcześniej kierowała mną złość i troska o ciebie, ale sama przyznaj. My tak nie robimy.
Zagryzłam wargę, analizując jego słowa i ostatnie wydarzenia. I nagle to do mnie dotarło. Szlag! Co my robimy? Popatrzyłam z żalem na męża, a ten mnie przytulił.
- Co się ze mną dzieje?- westchnęła w jego jego ramię.
- Nic Roza. To zrozumiałe, że po tak długim czasie tortur chciałabyś się zrewanżować.
- Ale nie powinna.
- Żadne z nas nie powinno. Jutro dokończę sprawę i będzie po wszystkim.
- Zabijmy go podczas snu. Tak będzie najbezpieczniej.- zaproponowałam.- A później zajmiemy się tobą.
- Zgoda.- uśmiechnął się.- A teraz masz dwie godziny na przygotowanie się na randkę.
Cmoknął mnie w czoło i skierował się do salonu.
- Eghem... Towarzyszu.- zawołałam za nim.
Odwrócił się i w ostatniej chwili złapał koszulkę, którą w niego rzuciłam.
- Zachowaj te widoki dla mnie.
- Dobrze, ty moja zazdrośnico.- podszedł i pocałował mnie namiętnie.
Od razu oddałam pieszczotę, zarzucając mu ręce na szyję. Jedną ręką objął mnie w pasie, drugą głaszcząc mój brzuch. Po kilku chwilach oderwaliśmy się od siebie, dostałam ostatniego soczystego całusa w usta i czoło, po czym były strażnik opuścił pokój. Mam dwie godziny. Czas na kąpiel. Wlałam do wanny gorącej wody, dodałam soli, mydła i płatków róż, po czym się w niej zanurzyłam. Na początku mnie parzyło, ale po chwili poczułam, jak każdy mięsień się rozluźnia, a napięcie ostatnich miesięcy opuszcza moje ciało. Po godzinie, gdy woda była już chłodna, postanowiłam wyjść. Byłam w trakcie wycierania nogi, kiedy drzwi się otworzyły.
-Uhu... Ale tu parno.- aż podskoczyłam, z zaskoczenia.
- Nie strasz mnie tak.- poprosiłam któryś raz z kolei.
- Wybacz kochanie, ale pukałem do drzwi na, a ty się nie odzywałaś. Jak wszedłem, też nigdzie cię nie było. A jak zauważyłem światło w łazience, moja wyobraźnia zaczęła działać...- podszedł, po czym zaczął całować mnie po szyi.- i nie mogłem się powstrzymać.
Odchyliłam głowę, dając mu lepszy dostęp.
- Chyba mi nie powiesz, że...- westchnęłam z przyjemności.- że siedzę tu dwie godziny.
- Nie. Spokojnie. Masz jeszcze godzinę. Pełne 3600 sekund do wykorzystania. Wybierz dobrze, a nie pożałujesz.- mruknął seksownym głosem.
Oderwałam się od niego, jak poparzona.
- O nie, nie, nie kochany. Wiem do czego pijesz. Nie ma szans.- wypchnęłam Rosjanina z łazienki.- Ty sobie poczekasz w salonie, pooglądasz coś...
- Tu mam lepsze widoki.- uśmiechnął się lubieżnie, a ja zatrzasnęłam mu drzwi przed nosem.
- Jesteś niewyżyty!- krzyknęłam na niego i wróciłam do szykowania się.
Z drugiego pokoju usłyszałam śmiech, na co pokręciłam zrezygnowana głową. Wysuszyłam i pokręciłam włosy lokówką, zrobiłam warkocz, zaczynający się po lewej stronie mojej głowy, idący z tyłu, aby opaść po prawej. Reszta fal swobodnie opadała z tyłu. Tak dawno dla nikogo się nie szykowałam, że aż zapomniałam, jaka to przyjemność. Zrobiłam makijaż, zakrywający moje oznaki starzenia się. Przy Dymitrze czuję się, jakbym ciągle była nastolatką. Dopiero teraz, patrząc w swoje odbicie przypominam sobie, że mamy już nastoletnie dzieci, a nam jakieś randki w głowach. Jak ja go kocham. Wyszłam z łazienki i poszłam do garderoby. Z salonu dochodziły mnie dźwięki z telewizora. Zaczęłam przeglądać wieszaki. Niby mam swoje lata, ale sądzę, że mój mąż wolałby widzieć na mnie sukienkę, która więcej odsłania, niż zasłania. W sumie nic innego do wyboru nie mam. Zrobię mu kiedyś psikus i założę zwykłe ubrania. Te są chyba po to, aby inne strzygi za dużo nie widziały. W głowie już układał mi się szatański plan wkurzenia ukochanego. Już nie mogę się doczekać. Muszę mu trochę przypomnieć, za co mnie kocha.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
środa, 10 maja 2017
ROZDZIAŁ 71
Przeciągnęłam się na całą długość łóżka, po czym wtuliłam się w swoją prywatną podusię.
- Hej.- mruknęłam, otwierając klejąca się oczy.
- Dzień dobry, Roza.- pochylił się i schował głowę w moje włosy.
Zachichotałam, gdy nosem połaskotał mnie nosem w szyję i bezwstydnie zaciągnął się moim zapachem. Następnie przyciągnął mnie i zamknął szczelnie w swoich ramionach.
- Gdyby nie to, że nie mogę spać, byłbym się, że to sen.- zamruczał mi do ucha.
- Ja wiem, że to za piękne na sen.- napawałam się tą chwilą bliskości, póki nie wróciliśmy do poprzedniej pozycji.- A ty tak tu byłeś cały czas?
- Bardzo chciałem, ale musiałem sprawdzić strzygi i coś zjeść.
Doskonale wiedziałam, co znaczy to "coś". Trochę się martwiłam. Po tylu latach... ile musiał zabić osób. Nie, żebym się bała. A na pewno nie o siebie, bo wiem, że nigdy by mnie nie skrzywdził, ale o niego. Wiem, jak bardzo jest honorowy. Z drugiej strony, tak swobodnie o tym mówi, jakby nie miał wyrzutów sumienia. Może jednak nie wszystkie emocje mu zostały. Nawet jakby chciał przede mną ukryć swój ból, wyczułabym. A tu nic. Albo chodzi o coś innego...
- O czym tak myślisz, Roza.- spytał z uśmiechem, wyrywając mnie z zamyślenia.
- O twoim "czymś".- spojrzałem na niego uważnie, a Rosjanin zmarszczył brwi niezrozumieniu.- Zastanawiam się, czy od tyłu lat zabijasz ludzi, że tak swobodnie o tym mówisz.
Nie wiedziałam za bardzo, jak ugryźć ten temat i chyba nie do końca dobrze dobrałam słowa. Dlatego zrozumcie, jak wielkie było moje zdziwienie, gdy mięśnie pode mną zaczęła się trząść, a z ust ukochanego wyleciał melodyjny śmiech.
- Oj skarbie.- próbował się uspokoić.- Ale ja nikogo nie zabijałem.
Przyciągnął mnie do siebie i cmoknął w czubek głowy. Spojrzałam na niego nic nie rozumiejąc.
- Jak to? To co ty jesz?- spytałam.
- Piję krew, ale nie jestem mordercą.
Nigdy nie miałam być zbyt delikatna, a wolałam dosadność. Nie umiałam nad tym panować. Ale zna mnie na tyle, że doskonale zrozumiał o co chodzi i nie uraził się.
- Nie rozumiem.- przyznałam szczerze.
- Och Roza.- uśmiechnął się, kręcąc głową.- Gdy wypiję tyle krwi, aby się najeść albo nie zabić ofiary, wpływam na nią i o wszystkim zapomina. Nikomu nie robię większej krzywdy.
- Niesamowite.- westchnąłem z podziwem i uwielbieniem.- Gdyby wszystkie strzygi takie były...- rozmarzona wtuliłam się w męża.
- Wtedy nie bylibyśmy potrzebni.- zauważył.
- Ale świat byłby lepszy. Moglibyśmy żyć jak chcemy.
- Kochanie, cokolwiek byś nie zrobiła, nie zbawisz całego świata.- ukochany uniósł moją twarz, tak że spojrzałam mu w oczy.
Zauważyłam, że powoli zapominam kim jest. Przypomniały mi to czerwone obwódki wokół czarnych źrenic. Ale to nic nie zmieniało. To dalej mój Towarzysz.
- To co mam robić?- spytałam z nadzieją.
- Zacznij od swojego najbliższego otoczenia. Choć już to zrobiłaś. Dzięki twoim znajomością i wierze w naszą miłość , dampiry mogą wiązać się w pary. Ale tobie wciąż mało, prawda?
- Ja muszę i chcę działać.- zapewniłam.
- I za to cię kocham. Ale na razie zajmijmy się najważniejszymi sprawami.
- Randall i twoje odmienienie.
Niechętnie się podniosłam i przyciągnęłam po raz kolejny. W sekundę później poczułam na biodrach silne dłonie i mokre pocałunki składane na szyi.
- A ty wciąż nie wyżyty?- westchnęłam, jednocześnie mrucząc z przyjemności.
- Tak na mnie działasz, Roza.- jęknęłam gdy przeciągnąć moje imię z tum swoim, charakterystycznym akcentem Rosyjskim.- Po za tym, sama chciałaś nadrobić te lata rozłąki.
Odwrócił mnie przodem do siebie i tyłem do łóżka, na które po chwili opadłam, pod wpływem jego lekkiego popchnięcia. Oddałam się mu całkowicie.
Po dwóch godzinach, czyści, ubrani i uczesani, szliśmy długim korytarzem. Dymitr ciasno obejmował mnie ramieniem, pokazując strzygą, że jestem tylko jego. Jednocześnie musiał udawać, że nie czuje nic, po za pożądaniem. Wcześniej zawołał ludzkie kobiety, które specjalnie mnie ucharakteryzowały na strzygę. Zostały wcześniej porwane, ale poznając prawdę o moim mężu, postanowiły nam pomóc. Musiałam tylko przypomnieć sobie, jak to było, gdy byłam strzygą i mieć nadzieję, że jestem tak dobrą aktorką, jak wojowniczką. Warknęłam na męża, gdy jego ręką znalazła się na moim pośladku, ale nic więcej z tym nie zrobiłam, bo... no bo mi się podobało. Rosjanin prowadził mnie przez kręte korytarze i piwniczne tunele, aż do plastikowej szyby na całej długości ściany. Nie licząc drzwi po jej prawej. Za powłoką widziałam Iwaszkowa, wiszącego w kajdankach na ścianie. Miał tylko jakąś szmatę przewiązaną w biodrach. Całe ciało ociekało mu krwią, o dziwo w czarnym kolorze, jak smoła. Bielikow wcisnął jakiś guzik przy mikrofonie, a jego głos rozniósł się po pomieszczeniu z więźniem.
- I jak się podoba, skurwielu? Już nie jest tak zabawnie, co?
- Przynajmniej widać podobieństwo.- zaśmiał się.
Widziałam, że te słowa uderzyły w mojego ukochanego. Zabrałam mu urządzenie i sama zaczęłam rozmowę.
- Szykuj się na podróż w jedną stronę do piekła.- syknęłam.
- O! Czyżby nasza kochana Rose już się lepiej czuła? Nie martw się, zostawię ci otwartą bramę... Roza.
Wzdrygnęłam się. To słowo w jego ustach brzmiało niemal jak obelga. Dymitr, chyba też tak uważał, ponieważ wparował do środka i chwycił bicz, zakończony haczykami, które leżały cały czas w rozżarzonych węglach. Zauważyłam, że moroj leżał już uwolniony na podłodze. Rzemyki ze świstem poleciały w stronę jego pleców, a po chwili w powietrzu rozniósł się krzyk bólu. Uśmiechnęłam się, patrząc na to. Po chwili sama weszłam i zobaczyłam, co mogę wykorzystać. Z wielkim zainteresowaniem wzięłam do rąk nóż i rzuciłam, obierając dokładnie cel. Brunet ryknął, gdy ostrze wbiło mu się w łydkę.
- Ładny rzut.- powiedział z uznaniem mój mąż.
- Miałam świetnego nauczyciela.- uśmiechnęłam się dumnie.
Po chwili poczułam na ustach jego miękkie wargi.
- Jak każda dziwka.- przerwał nam chrapliwy głos starucha.
Dymitr ścisnął mocniej bicz, poprawiając go w dłoni. Już się zamachnął, ale złapałam go za przedramię.
- Dość, bo go zabijesz.- upomniałam cicho byłego strażnika.
Westchnął, po czym wziął jakieś wiadro i wylał jego zawartość na ojca. Ten krzyknął w niebo głosy, a my wyszliśmy, nie zwracając nawet na niego uwagi.
- Hej.- mruknęłam, otwierając klejąca się oczy.
- Dzień dobry, Roza.- pochylił się i schował głowę w moje włosy.
Zachichotałam, gdy nosem połaskotał mnie nosem w szyję i bezwstydnie zaciągnął się moim zapachem. Następnie przyciągnął mnie i zamknął szczelnie w swoich ramionach.
- Gdyby nie to, że nie mogę spać, byłbym się, że to sen.- zamruczał mi do ucha.
- Ja wiem, że to za piękne na sen.- napawałam się tą chwilą bliskości, póki nie wróciliśmy do poprzedniej pozycji.- A ty tak tu byłeś cały czas?
- Bardzo chciałem, ale musiałem sprawdzić strzygi i coś zjeść.
Doskonale wiedziałam, co znaczy to "coś". Trochę się martwiłam. Po tylu latach... ile musiał zabić osób. Nie, żebym się bała. A na pewno nie o siebie, bo wiem, że nigdy by mnie nie skrzywdził, ale o niego. Wiem, jak bardzo jest honorowy. Z drugiej strony, tak swobodnie o tym mówi, jakby nie miał wyrzutów sumienia. Może jednak nie wszystkie emocje mu zostały. Nawet jakby chciał przede mną ukryć swój ból, wyczułabym. A tu nic. Albo chodzi o coś innego...
- O czym tak myślisz, Roza.- spytał z uśmiechem, wyrywając mnie z zamyślenia.
- O twoim "czymś".- spojrzałem na niego uważnie, a Rosjanin zmarszczył brwi niezrozumieniu.- Zastanawiam się, czy od tyłu lat zabijasz ludzi, że tak swobodnie o tym mówisz.
Nie wiedziałam za bardzo, jak ugryźć ten temat i chyba nie do końca dobrze dobrałam słowa. Dlatego zrozumcie, jak wielkie było moje zdziwienie, gdy mięśnie pode mną zaczęła się trząść, a z ust ukochanego wyleciał melodyjny śmiech.
- Oj skarbie.- próbował się uspokoić.- Ale ja nikogo nie zabijałem.
Przyciągnął mnie do siebie i cmoknął w czubek głowy. Spojrzałam na niego nic nie rozumiejąc.
- Jak to? To co ty jesz?- spytałam.
- Piję krew, ale nie jestem mordercą.
Nigdy nie miałam być zbyt delikatna, a wolałam dosadność. Nie umiałam nad tym panować. Ale zna mnie na tyle, że doskonale zrozumiał o co chodzi i nie uraził się.
- Nie rozumiem.- przyznałam szczerze.
- Och Roza.- uśmiechnął się, kręcąc głową.- Gdy wypiję tyle krwi, aby się najeść albo nie zabić ofiary, wpływam na nią i o wszystkim zapomina. Nikomu nie robię większej krzywdy.
- Niesamowite.- westchnąłem z podziwem i uwielbieniem.- Gdyby wszystkie strzygi takie były...- rozmarzona wtuliłam się w męża.
- Wtedy nie bylibyśmy potrzebni.- zauważył.
- Ale świat byłby lepszy. Moglibyśmy żyć jak chcemy.
- Kochanie, cokolwiek byś nie zrobiła, nie zbawisz całego świata.- ukochany uniósł moją twarz, tak że spojrzałam mu w oczy.
Zauważyłam, że powoli zapominam kim jest. Przypomniały mi to czerwone obwódki wokół czarnych źrenic. Ale to nic nie zmieniało. To dalej mój Towarzysz.
- To co mam robić?- spytałam z nadzieją.
- Zacznij od swojego najbliższego otoczenia. Choć już to zrobiłaś. Dzięki twoim znajomością i wierze w naszą miłość , dampiry mogą wiązać się w pary. Ale tobie wciąż mało, prawda?
- Ja muszę i chcę działać.- zapewniłam.
- I za to cię kocham. Ale na razie zajmijmy się najważniejszymi sprawami.
- Randall i twoje odmienienie.
Niechętnie się podniosłam i przyciągnęłam po raz kolejny. W sekundę później poczułam na biodrach silne dłonie i mokre pocałunki składane na szyi.
- A ty wciąż nie wyżyty?- westchnęłam, jednocześnie mrucząc z przyjemności.
- Tak na mnie działasz, Roza.- jęknęłam gdy przeciągnąć moje imię z tum swoim, charakterystycznym akcentem Rosyjskim.- Po za tym, sama chciałaś nadrobić te lata rozłąki.
Odwrócił mnie przodem do siebie i tyłem do łóżka, na które po chwili opadłam, pod wpływem jego lekkiego popchnięcia. Oddałam się mu całkowicie.
Po dwóch godzinach, czyści, ubrani i uczesani, szliśmy długim korytarzem. Dymitr ciasno obejmował mnie ramieniem, pokazując strzygą, że jestem tylko jego. Jednocześnie musiał udawać, że nie czuje nic, po za pożądaniem. Wcześniej zawołał ludzkie kobiety, które specjalnie mnie ucharakteryzowały na strzygę. Zostały wcześniej porwane, ale poznając prawdę o moim mężu, postanowiły nam pomóc. Musiałam tylko przypomnieć sobie, jak to było, gdy byłam strzygą i mieć nadzieję, że jestem tak dobrą aktorką, jak wojowniczką. Warknęłam na męża, gdy jego ręką znalazła się na moim pośladku, ale nic więcej z tym nie zrobiłam, bo... no bo mi się podobało. Rosjanin prowadził mnie przez kręte korytarze i piwniczne tunele, aż do plastikowej szyby na całej długości ściany. Nie licząc drzwi po jej prawej. Za powłoką widziałam Iwaszkowa, wiszącego w kajdankach na ścianie. Miał tylko jakąś szmatę przewiązaną w biodrach. Całe ciało ociekało mu krwią, o dziwo w czarnym kolorze, jak smoła. Bielikow wcisnął jakiś guzik przy mikrofonie, a jego głos rozniósł się po pomieszczeniu z więźniem.
- I jak się podoba, skurwielu? Już nie jest tak zabawnie, co?
- Przynajmniej widać podobieństwo.- zaśmiał się.
Widziałam, że te słowa uderzyły w mojego ukochanego. Zabrałam mu urządzenie i sama zaczęłam rozmowę.
- Szykuj się na podróż w jedną stronę do piekła.- syknęłam.
- O! Czyżby nasza kochana Rose już się lepiej czuła? Nie martw się, zostawię ci otwartą bramę... Roza.
Wzdrygnęłam się. To słowo w jego ustach brzmiało niemal jak obelga. Dymitr, chyba też tak uważał, ponieważ wparował do środka i chwycił bicz, zakończony haczykami, które leżały cały czas w rozżarzonych węglach. Zauważyłam, że moroj leżał już uwolniony na podłodze. Rzemyki ze świstem poleciały w stronę jego pleców, a po chwili w powietrzu rozniósł się krzyk bólu. Uśmiechnęłam się, patrząc na to. Po chwili sama weszłam i zobaczyłam, co mogę wykorzystać. Z wielkim zainteresowaniem wzięłam do rąk nóż i rzuciłam, obierając dokładnie cel. Brunet ryknął, gdy ostrze wbiło mu się w łydkę.
- Ładny rzut.- powiedział z uznaniem mój mąż.
- Miałam świetnego nauczyciela.- uśmiechnęłam się dumnie.
Po chwili poczułam na ustach jego miękkie wargi.
- Jak każda dziwka.- przerwał nam chrapliwy głos starucha.
Dymitr ścisnął mocniej bicz, poprawiając go w dłoni. Już się zamachnął, ale złapałam go za przedramię.
- Dość, bo go zabijesz.- upomniałam cicho byłego strażnika.
Westchnął, po czym wziął jakieś wiadro i wylał jego zawartość na ojca. Ten krzyknął w niebo głosy, a my wyszliśmy, nie zwracając nawet na niego uwagi.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
wtorek, 9 maja 2017
ROZDZIAŁ 70
Nie była to wcale uczta dla króla, ale i tak więcej niż jadłam dotychczas, więc bardzo się ucieszyłam. Przede mną stał talerz z czterema naleśnikami.
- Chciałbym dać ci więcej, ale po takiej głodówce, gdybyś za dużo zjadła, bolałby cię brzuch.- tłumaczył się Bielikow.
- Spokojnie, jest dobrze.- zapewniłam i zabrałam się za jedzenie.
Nigdy nie sądziłam, że jestem w stanie tak bardzo ucieszyć się z jedzenia. A jednak cieszyłam się bardzo. Po skończonym posiłku, mój ukochany zabrał talerz i wystawił za drzwi. Następnie usiadł obok mnie, a ja wtuliłam się w niego.
- To teraz tylko podziwiać śmierć w cierpieniach Randalla, odmienić cię i wrócić.- mruknęłam w jego szyję.
- No, łatwizna.- zawołał z sarkazmem.
- Zgaduję, że z tym drugim będzie więcej zabawy, niż przy normalnej strzydze.- westchnęłam.
- A ja tak sobie myślę... po co się męczyć?- zaczął ostrożnie.
- To znaczy?- spojrzałam na niego z niepokojem.
- Mam uczucia, nie muszę spać, jestem silniejszy, szybszy, mam bardziej czułe zmysły i jestem nieśmiertelny...
O nie! Wiedziałam do czego zmierza. Zacząłem przecząco kręcić głową, ale to wcale go nie zniechęciło.
- No ale zobacz. Gdybyś dołączyła do mnie, moglibyśmy podporządkować sobie strzygi.- rozmarzył się.- W końcu bylibyśmy razem na zawsze. Ty i ja. Nikt by już mi nigdy ciebie nie odebrał.
- Dymitr, to nie możliwe...- próbowałam ochłodzić jego zapał.
- Ale dlaczego?- spytał wprost desperacko.
- Po pierwsze Lissa i Christian. To nasi podopieczni i jesteśmy za nich odpowiedzialni. Nie możemy z własnej woli zostawić świat morojów, bez najlepszych strażników. Po drugie słońce. Nie będziemy mogli więcej na nie wyjść. Już nigdy. A skoro będziemy mieć uczucia będziemy za nim nadal tęsknić, jeśli nie mocniej. Po trzecie dzieci. Co z naszą małą gromadką. Anastazja, Felix i Diana są załamani. Nie możemy ich tak po prostu zostawić. Sam nie wmówisz mi, że za nimi nie tęsknisz.
- A czy to ma znaczenie?- pochylił się i zachował twarz w dłonie.- Diana mnie nie zna, a maluchy po tylu latach nieobecności na pewno o mnie zapomnieli.
- Dymitrze Bielikow. Zabraniam ci tak mówić.- zaczęłam stanowczo, po czym dodałam delikatnie.- To twoje dzieci. Zawsze będą cię kochać.
- Mają mnie za bezduszną bestię.- spojrzał na mnie z desperacją.
- Wcale, że nie. Wierzą, że da się ciebie uratować i pokładają we mnie wszelką nadzieję. Wiedzą, co oznacza być strzygą, a później zostać odmienionym. Nastka codziennie, każdej nocy, przed wschodem słońca siada przy oknie i czeka. Wiesz na co czeka?- zaprzeczył głową.- Na ciebie. Twoja księżniczka cię potrzebuje. Diana szuka cię w twoich książkach i opowieściach o tobie. A Felix ku twojej czci, jak to kiedyś powiedział, zbiera figurki kowbojów. Dzieci bardzo za tobą tęsknią. Zawsze gdy jest najmniejsza wzmianka o tobie, w ich oczach pojawia się nadzieja. Nadzieja, że ich idol, autorytet i dobry ojciec wróci.
- Naprawdę?- spytał z nadzieją, a ja przytaknęłam mu głową.- No to nie mogę ich zawieść.
- Oj nie możesz.- uśmiechnęłam się szeroko, siadając na nim w.- Po za tym, jako strzyga nie możesz mieć dzieci.
Wyprostował się, wracając wzrokiem, pełnym pożądania, z moich piersi na twarz, jednocześnie obejmując mnie jedną ręką, żebym nie zleciała.
- Eghem...- odchrząknął, uśmiechając się.- Zawsze można to sprawdzić.
Dołączył drugą rękę, zamykając mnie między obiema. Odgarnęłam z jego szyi włosy i nachyliłam się, po czym zaczęłam składać tam mokre pocałunki. Pokonałam tak całą jej długość, następnie linię żuchwy i kończąc na ustach. Chłodnych, miękkich, słodkich ustach. Od razu odwzajemnił pieszczotę, przyciskając mnie bliżej siebie. Zachłannie pogłębialiśmy pocałunki, jakbyśmy chcieli się nawzajem zjeść. Za Dymitra nie ręczę, tak kwestią żartów. Moje paznokcie już od jakiegoś czasu drapią i masującą mu głowę, co sprawia mu nieskrywaną radość, o której zapewniają mnie jego wzdychanie i jęki. Za to jego dłonie idealnie dopasowują się do moich pośladków, ściskając je jak dojrzałe pomarańcze. Nasze jęki i szybkie oddechy mieszały się co chwilę.
- Tak bardzo ciebie chcę...- wydyszał.- W tej chwili.
- Bierz mnie, tygrysie.- wyszeptałam mu seksownie do ucha, prężąc się, wynikając tyłek i przy okazji ocierając o jego męskość.
Przypominam, że jestem w samej bieliźnie. Na końcu przejechałam językiem za jego płatkiem ucha. Wciągnął gwałtownie powietrze, a gdy wróciłam na miejsce, jego sprzęt wbijał mi się bardziej niż wcześniej. Warknęłam podnieca, na co on nie wytrzymał i jedną ręką rozpiął mój stanik. Gdy tylko upadł na ziemię, przyssał się do moich piersi, a ja schowałam głowę w zagłębienia jego szyi, jęcząc i dysząc gardłowo. Ręką przesuwałam po jego nagich plecach. Nie wiem nawet, kiedy pozbyłam się jego koszulki, ale nie przeszkadza mi to. Poczułam, że się unosimy. Bielikow, nie odrywając się od mojego dekoltu, poszedł ze mną do sypialni. Rzucił mnie na łóżko, nie siląc się na delikatność, której nie oczekiwałam. Czekałam na to cholerne dwanaście lat. Ma się nie hamować. Zawisł nade mną całkowicie pozbawiony ubrań i zdążyły ze mnie zedrzeć dolną część bielizny. Wyczytując mi z oczu moje oczekiwania, wszedł we mnie szybko i głęboko. Otworzyłam szeroko oczy i uniosłam się, wgryzając w jego ramię. To było tak zaskakujące i podniecające. Zaczął się poruszać, szybko i mocno, jednocześnie całując i ssając moją szyję i ucho. Przechodziły mnie dreszcze, gdy w kumulacyjnych momentach stosunku, zasysał najczulszy punkt, co skutkowało moim drżeniem i sapnięciem. Ale mi było mało i moje biodra same wychodziły mu na spotkanie, potęgując doznania. Słyszałam jak dyszy i jęczy mi w ucho, chuchając ciepłym oddechem. Dobrze, że ciała strzyg szybko się regenerują, bo Rosjanin przez tydzień nie pozbyłby się śladów na plecach po moich pazurach. W końcu oboje doszliśmy opadając ma łóżko. Mój ukochany starał się unormować oddech, mocno mnie przytulając dłońmi, które przez cały czas podtrzymywały mnie w górze. Co chwilę składał mokre pocałunki na całej mojej twarzy. Gdy już się uspokoił, chciał wstać, wychodząc ze mnie, ale nie pozwoliłam mu, oplatając go ramionami i nogami. Nie chciałam, nie byłam gotowa na to uczucie pustki. Tak idealnie mnie wypełniał. Zrozumiał i wrócił do poprzedniej czynności, zatrzymując się na dłużej, przy moich ustach. Gdy po całej wieczności odsunął się ode mnie, pozwoliłam położyć się obok. Mimo wolne jęknęłam niezadowolona, a on tylko się zaśmiał i przytulił mnie do siebie. Zacząłem kreślić na klatce piersiowej męża nieokreślone kształty, podczas gdy on obkręcał sobie na palce moje włosy.
- I tak nie wybaczyłam ci, braku znaku życia przez te lata.- przerwałam ciszę.- Nawet nie wiesz jak bardzo bolał każdy pusty dzień.
- Myślę, że wiem. Moje serce poskładało się w momencie, gdy tylko cię zobaczyłem. Poczułem wręcz euforię, że nareszcie nie będę sam. Że będziesz ze mną.
Wzruszyły mnie słowa ukochanego. Wtuliłam się mocniej w jego pierś, zaciągając się wspaniałym zapachem. W końcu to nie sen, ani poduszka. Mój wspaniały strażnik, z krwi i kości. Nagle wdrapałam się na niego i wypięłam seksownie.
- Ale to wciąż za mało.- przygryzłam wargę, a jego oczy rozszerzyły się do rozmiarów krążków hokejowych.- Chcę się z tobą kochać, aż do nieprzytomności.
Gdy tylko jego członek napiął się do granic możliwości, sama się na niego nabiłam. To były wspaniale godziny.
- Chciałbym dać ci więcej, ale po takiej głodówce, gdybyś za dużo zjadła, bolałby cię brzuch.- tłumaczył się Bielikow.
- Spokojnie, jest dobrze.- zapewniłam i zabrałam się za jedzenie.
Nigdy nie sądziłam, że jestem w stanie tak bardzo ucieszyć się z jedzenia. A jednak cieszyłam się bardzo. Po skończonym posiłku, mój ukochany zabrał talerz i wystawił za drzwi. Następnie usiadł obok mnie, a ja wtuliłam się w niego.
- To teraz tylko podziwiać śmierć w cierpieniach Randalla, odmienić cię i wrócić.- mruknęłam w jego szyję.
- No, łatwizna.- zawołał z sarkazmem.
- Zgaduję, że z tym drugim będzie więcej zabawy, niż przy normalnej strzydze.- westchnęłam.
- A ja tak sobie myślę... po co się męczyć?- zaczął ostrożnie.
- To znaczy?- spojrzałam na niego z niepokojem.
- Mam uczucia, nie muszę spać, jestem silniejszy, szybszy, mam bardziej czułe zmysły i jestem nieśmiertelny...
O nie! Wiedziałam do czego zmierza. Zacząłem przecząco kręcić głową, ale to wcale go nie zniechęciło.
- No ale zobacz. Gdybyś dołączyła do mnie, moglibyśmy podporządkować sobie strzygi.- rozmarzył się.- W końcu bylibyśmy razem na zawsze. Ty i ja. Nikt by już mi nigdy ciebie nie odebrał.
- Dymitr, to nie możliwe...- próbowałam ochłodzić jego zapał.
- Ale dlaczego?- spytał wprost desperacko.
- Po pierwsze Lissa i Christian. To nasi podopieczni i jesteśmy za nich odpowiedzialni. Nie możemy z własnej woli zostawić świat morojów, bez najlepszych strażników. Po drugie słońce. Nie będziemy mogli więcej na nie wyjść. Już nigdy. A skoro będziemy mieć uczucia będziemy za nim nadal tęsknić, jeśli nie mocniej. Po trzecie dzieci. Co z naszą małą gromadką. Anastazja, Felix i Diana są załamani. Nie możemy ich tak po prostu zostawić. Sam nie wmówisz mi, że za nimi nie tęsknisz.
- A czy to ma znaczenie?- pochylił się i zachował twarz w dłonie.- Diana mnie nie zna, a maluchy po tylu latach nieobecności na pewno o mnie zapomnieli.
- Dymitrze Bielikow. Zabraniam ci tak mówić.- zaczęłam stanowczo, po czym dodałam delikatnie.- To twoje dzieci. Zawsze będą cię kochać.
- Mają mnie za bezduszną bestię.- spojrzał na mnie z desperacją.
- Wcale, że nie. Wierzą, że da się ciebie uratować i pokładają we mnie wszelką nadzieję. Wiedzą, co oznacza być strzygą, a później zostać odmienionym. Nastka codziennie, każdej nocy, przed wschodem słońca siada przy oknie i czeka. Wiesz na co czeka?- zaprzeczył głową.- Na ciebie. Twoja księżniczka cię potrzebuje. Diana szuka cię w twoich książkach i opowieściach o tobie. A Felix ku twojej czci, jak to kiedyś powiedział, zbiera figurki kowbojów. Dzieci bardzo za tobą tęsknią. Zawsze gdy jest najmniejsza wzmianka o tobie, w ich oczach pojawia się nadzieja. Nadzieja, że ich idol, autorytet i dobry ojciec wróci.
- Naprawdę?- spytał z nadzieją, a ja przytaknęłam mu głową.- No to nie mogę ich zawieść.
- Oj nie możesz.- uśmiechnęłam się szeroko, siadając na nim w.- Po za tym, jako strzyga nie możesz mieć dzieci.
Wyprostował się, wracając wzrokiem, pełnym pożądania, z moich piersi na twarz, jednocześnie obejmując mnie jedną ręką, żebym nie zleciała.
- Eghem...- odchrząknął, uśmiechając się.- Zawsze można to sprawdzić.
Dołączył drugą rękę, zamykając mnie między obiema. Odgarnęłam z jego szyi włosy i nachyliłam się, po czym zaczęłam składać tam mokre pocałunki. Pokonałam tak całą jej długość, następnie linię żuchwy i kończąc na ustach. Chłodnych, miękkich, słodkich ustach. Od razu odwzajemnił pieszczotę, przyciskając mnie bliżej siebie. Zachłannie pogłębialiśmy pocałunki, jakbyśmy chcieli się nawzajem zjeść. Za Dymitra nie ręczę, tak kwestią żartów. Moje paznokcie już od jakiegoś czasu drapią i masującą mu głowę, co sprawia mu nieskrywaną radość, o której zapewniają mnie jego wzdychanie i jęki. Za to jego dłonie idealnie dopasowują się do moich pośladków, ściskając je jak dojrzałe pomarańcze. Nasze jęki i szybkie oddechy mieszały się co chwilę.
- Tak bardzo ciebie chcę...- wydyszał.- W tej chwili.
- Bierz mnie, tygrysie.- wyszeptałam mu seksownie do ucha, prężąc się, wynikając tyłek i przy okazji ocierając o jego męskość.
Przypominam, że jestem w samej bieliźnie. Na końcu przejechałam językiem za jego płatkiem ucha. Wciągnął gwałtownie powietrze, a gdy wróciłam na miejsce, jego sprzęt wbijał mi się bardziej niż wcześniej. Warknęłam podnieca, na co on nie wytrzymał i jedną ręką rozpiął mój stanik. Gdy tylko upadł na ziemię, przyssał się do moich piersi, a ja schowałam głowę w zagłębienia jego szyi, jęcząc i dysząc gardłowo. Ręką przesuwałam po jego nagich plecach. Nie wiem nawet, kiedy pozbyłam się jego koszulki, ale nie przeszkadza mi to. Poczułam, że się unosimy. Bielikow, nie odrywając się od mojego dekoltu, poszedł ze mną do sypialni. Rzucił mnie na łóżko, nie siląc się na delikatność, której nie oczekiwałam. Czekałam na to cholerne dwanaście lat. Ma się nie hamować. Zawisł nade mną całkowicie pozbawiony ubrań i zdążyły ze mnie zedrzeć dolną część bielizny. Wyczytując mi z oczu moje oczekiwania, wszedł we mnie szybko i głęboko. Otworzyłam szeroko oczy i uniosłam się, wgryzając w jego ramię. To było tak zaskakujące i podniecające. Zaczął się poruszać, szybko i mocno, jednocześnie całując i ssając moją szyję i ucho. Przechodziły mnie dreszcze, gdy w kumulacyjnych momentach stosunku, zasysał najczulszy punkt, co skutkowało moim drżeniem i sapnięciem. Ale mi było mało i moje biodra same wychodziły mu na spotkanie, potęgując doznania. Słyszałam jak dyszy i jęczy mi w ucho, chuchając ciepłym oddechem. Dobrze, że ciała strzyg szybko się regenerują, bo Rosjanin przez tydzień nie pozbyłby się śladów na plecach po moich pazurach. W końcu oboje doszliśmy opadając ma łóżko. Mój ukochany starał się unormować oddech, mocno mnie przytulając dłońmi, które przez cały czas podtrzymywały mnie w górze. Co chwilę składał mokre pocałunki na całej mojej twarzy. Gdy już się uspokoił, chciał wstać, wychodząc ze mnie, ale nie pozwoliłam mu, oplatając go ramionami i nogami. Nie chciałam, nie byłam gotowa na to uczucie pustki. Tak idealnie mnie wypełniał. Zrozumiał i wrócił do poprzedniej czynności, zatrzymując się na dłużej, przy moich ustach. Gdy po całej wieczności odsunął się ode mnie, pozwoliłam położyć się obok. Mimo wolne jęknęłam niezadowolona, a on tylko się zaśmiał i przytulił mnie do siebie. Zacząłem kreślić na klatce piersiowej męża nieokreślone kształty, podczas gdy on obkręcał sobie na palce moje włosy.
- I tak nie wybaczyłam ci, braku znaku życia przez te lata.- przerwałam ciszę.- Nawet nie wiesz jak bardzo bolał każdy pusty dzień.
- Myślę, że wiem. Moje serce poskładało się w momencie, gdy tylko cię zobaczyłem. Poczułem wręcz euforię, że nareszcie nie będę sam. Że będziesz ze mną.
Wzruszyły mnie słowa ukochanego. Wtuliłam się mocniej w jego pierś, zaciągając się wspaniałym zapachem. W końcu to nie sen, ani poduszka. Mój wspaniały strażnik, z krwi i kości. Nagle wdrapałam się na niego i wypięłam seksownie.
- Ale to wciąż za mało.- przygryzłam wargę, a jego oczy rozszerzyły się do rozmiarów krążków hokejowych.- Chcę się z tobą kochać, aż do nieprzytomności.
Gdy tylko jego członek napiął się do granic możliwości, sama się na niego nabiłam. To były wspaniale godziny.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
niedziela, 7 maja 2017
ROZDZIAŁ 69
Obudziłam się bardzo wypoczęta. Przeciągnęłam się i pierwsze co zauważyłam, to to, że nic mnie nie boli. Zrzuciłam z siebie kołdrę i obejrzałam dokładnie ciało. Miałam na sobie białą, koronkową bieliznę, ale po ranach ani śladu. Co jest? Przecież to mi się nie przyśniło.
- Kusisz kotku.- podskoczyłam na głos ukochanego.
- Przez ciebie kiedyś zawału dostanę.- powiedziałam, do opierającej się o drzwi strzygi.- Co się stało?
- No cóż.- uśmiechnął się, podchodząc i usiadł na brzegu łóżka, obok mnie.- Twój rycerz uratował cię od koszmarnej poczwary, zabijając ją.
- Och, jak ja co się odwdzięczę.- złapałam się teatralnie za serce.
- Buziak w policzek powinien wystarczyć.- wskazał na wspomniane miejsce.
- Po tylu latach rozłąki ty chcesz tylko całusa w policzek?- żachnęłam się.
- Ech, niech ci będzie.
Przyciągnął mnie i wpił mi się prosto w usta. Przylgnęłam do niego, napawając się chwilą i chcąc go jak najwięcej. Po bardzo długim pocałunku w końcu mnie puścił.
- No dobra, a teraz mi wszystko wyjaśnij.- zażądałam.
Przeczesał włosy dłonią, zbierając myśli.
- Nie wiem, jak to możliwe, ale mam uczucia. Po prostu. Jak obudziłem się, nie do końca wiedziałem, co się stało. Nie pomyślałem nawet, że jestem strzygą. Dopiero jak poparzyło mnie słońce, dotarło do mnie kim się stałem. Nic po za tym, wyglądem, siłą i szybkością u mnie się nie zmieniło.- zapewnił, patrząc mi prosto w oczy, jednocześnie przyciskając moją dłoń do swojej klatki piersiowej.
- Wierzę ci. A moje rany?- spytałam.
Zauważyłam, że na ten temat jego oczy stały się twarde i pełne gniewu.
- Ślina strzyg natychmiastowo leczy.
- Czyli, że mnie...- zmarszczyłam czoło.- wylizałeś?
- Każdy najmniejszy kawałeczek skóry.- uśmiechnął się.- Mógłbym powiedzieć, że jesteś smaczna, ale nie pasuje w tej sytuacji.
Wstałam i usiadłam na kolanach męża, zarzucając mu ręce na szyi. Automatycznie objął mnie, żebym nie spadła, a jego wzrok powędrował do moich piersi, uwydatnionych przez stanik. Nachyliłam się i pocałowałam go w szyję.
- To jest bardzo podniecające, w każdej sytuacji między nami.- szepnęłam, sunąc paznokciem po piersi Rosjanina.
Nie musiałam patrzeć na niego, aby wiedzieć, że obudziłam w nim głód mojego ciała. Wtuliłam się w niego mocno, wdychając boską wodę kolońską.
- Tęskniłam za tobą.- wyznałam.- Cholernie.
- Ja za wami też. Tobą, dziećmi i Lili. To było okropne. Czułem się tak bardzo samotny. Przy tych kreaturach musiałem udawać krwiożerczą bestię. A ja miałem uczucia.
- Cii... już spokojnie. Dla mnie możesz być sobą.
- I jestem. Zamykałem się tylko w tym pokoju i płakałem mad twoim zdjęciem. Płakałem.- spojrzał mi prosto w oczy.- Że nie mogę cię dotknąć, przytulić, pocałować...
- To czemu do nas nie wróciłeś.
- Jak byłaś w ciąży... na początku byłaś w stanie się bronić. Wiesz, że matka dla bezpieczeństwa dzieci zrobi wszystko. Mogłaś nie chcieć mnie wysłuchać, albo co gorsza, nie uwierzyłabyś mi. Nie miałbym dużo czasu, by cię przekonać. A później zaczęło odwiedzać cię dużo osób, w tym strażnicy no i byłoby jeszcze gorzej. Po urodzeniu Diany przeniosłaś się do Akademii i wychodziłaś z niej tylko w ciągu ludzkiego dnia. Nie miałem jak.
Chwilę siedzieliśmy tak w siebie wtuleni, gdy coś sobie uświadomiłam. Nie powiedziałam mu, jak nazywa się nasza druga córka.
- Ty wiesz?- zdziwiłam się.
- Wiem wszystko. Śledziłem was,starałem się obserwować, chciałem wiedzieć wszystko o tych, których kocham. Aż nagle usłyszałem o twojej śmierci.- zacisnął mocno zęby.
- Skąd wiedziałeś, że żyję?- dociekałam dalej.
- Czułem to. Nie umiem tego wyjaśnić, ale po prostu wiedziałem, że to jeszcze nie koniec naszej historii. Tylko nigdy nie pomyślałbym, że mój własny ojciec...
- Nie.- przerwałam mu.- On nie zasługuje, abyś tak go nazywał. On nie jest twoim ojcem. Oni tak nie robią.
- Chciałbym zadać mu tyle cierpienia, ile ty musiałaś znosić. Albo i więcej.- zacisnął pięści.
Robiło się lekko niebezpiecznie, wiec ostrożnie zeszłym z jego kolan i usiadłam obok.
- A zgwałciłbyś go dla mnie?- spytałam pół żartem, pół serio.
Dymitr zrobił wielkie oczy.
- Żartujesz? On tego nie zrobił!
- Codziennie od czterech miesięcy.- powiedziałam i poczułam łzy na policzkach.
- Cholera!
Strzyga zerwała się, wzięła stolik przy łóżku i roztrzaskała go o ścianę w drobny mak. Nie powiem, wystraszyłam się, choć wiedziałam, że nic by mi nie zrobił. Rozpłakałam się na całego, wspominając tamte chwile. Podczas gdy ja zwijałam się w łzach na łóżku, mój ukochany wyżywał się na sąsiednim pokoju. W końcu poczułam zimną, lecz znajomą dłoń na ramieniu. Pozbierałam się, otarłam oczy i spojrzałam mu w oczy.
- Czy on jeszcze żyje?- spytałam z nadzieją.
- Po tym wszystkim, ty pragniesz, aby żył?- zdziwił się.
- Tak.- powiedziałam pewnie.- Chcę na własne oczy widzieć, jak umiera w męczarniach.
Byłam pewna, że wyglądam jak zbiegła z psychiatryka. Nikt normalny nie rozmyśla o zemście z efektem końcowym jako śmierć, siedząc w bieliźnie przed mężczyzną z dwunastu letnim celibatem. Na pewno gdybym pozwoliła, rzucił by się ba mnie bez wahania. A tak się składa, że nic przeciwko nie mam. Uśmiechnął się tylko chytrze, z błyskiem w oku, którego jeszcze nigdy u niego nie widziałam.
- Da się załatwić.- zapewnił.- Sam chętnie bym takie przedstawienie zobaczył.
Dopiero po chwili przypomniałam sobie temat naszej rozmowy. Uśmiechnęłam się zadowolona.
- A jeszcze jedno pytanie. Co to było, co wlałeś mu w rany?
- Bardzo silna trucizna. Okazało się, że niektóre strzygi mają kontakty ze złymi wiedźmami, zajmującymi się czarną magią. Normalnie zabija, ale gdy przyjrzałem się twoim ranom, uznałem, że cztery dni umierania w bólach i niewyobrażalnym cierpieniu to za mało i kazałem zrobić wszystko, aby to przeżył. A powiedz mi, czy on cię w ogóle karmił?
- Zdziwię cię, sądząc, że już więcej dostają jedzenia nie posłuszne zwierzęta w cyrku, niż on mi dawał?
Niekiedy byliśmy w domu dziecka, dla dampirów, tak jak prosiła nas Lissa i raz złapaliśmy się na wykład gości ze schroniska o traktowaniu zwierząt i tam była cześć poświęcona znęcaniu się nad zwierzętami w niektórych cyrkach. Serio, mają lepsze warunki, niż ja miałam u Randalla. Gdy tylko o tym pomyślałam, zaburczało mi w moim małym brzuchu.
- Co za skurwiel. Mam pomysł. Będziemy się nad nim zlecać tak długo, jak przeżyje bez kropli krwi, chyba że swojej.
- Panie Bielikow, nie podejrzewałam pana o taką bezwzględność.- zaśmiałam się.
- Dla niektórych po prostu warto Pani Hathaway-Bielikow.-zawtórował mi.- A teraz chodź, bo jedzenie wystygnie.
Na samą myśl o większej porcji, niż kromka chleba, pociekła mi ślina. Bardzo chętnie dałam zaciągnąć się do rozwalone salonu. Jednak i tak nic, po za srebrną tacą z pokrywką, dla mnie nie istniało.
- Kusisz kotku.- podskoczyłam na głos ukochanego.
- Przez ciebie kiedyś zawału dostanę.- powiedziałam, do opierającej się o drzwi strzygi.- Co się stało?
- No cóż.- uśmiechnął się, podchodząc i usiadł na brzegu łóżka, obok mnie.- Twój rycerz uratował cię od koszmarnej poczwary, zabijając ją.
- Och, jak ja co się odwdzięczę.- złapałam się teatralnie za serce.
- Buziak w policzek powinien wystarczyć.- wskazał na wspomniane miejsce.
- Po tylu latach rozłąki ty chcesz tylko całusa w policzek?- żachnęłam się.
- Ech, niech ci będzie.
Przyciągnął mnie i wpił mi się prosto w usta. Przylgnęłam do niego, napawając się chwilą i chcąc go jak najwięcej. Po bardzo długim pocałunku w końcu mnie puścił.
- No dobra, a teraz mi wszystko wyjaśnij.- zażądałam.
Przeczesał włosy dłonią, zbierając myśli.
- Nie wiem, jak to możliwe, ale mam uczucia. Po prostu. Jak obudziłem się, nie do końca wiedziałem, co się stało. Nie pomyślałem nawet, że jestem strzygą. Dopiero jak poparzyło mnie słońce, dotarło do mnie kim się stałem. Nic po za tym, wyglądem, siłą i szybkością u mnie się nie zmieniło.- zapewnił, patrząc mi prosto w oczy, jednocześnie przyciskając moją dłoń do swojej klatki piersiowej.
- Wierzę ci. A moje rany?- spytałam.
Zauważyłam, że na ten temat jego oczy stały się twarde i pełne gniewu.
- Ślina strzyg natychmiastowo leczy.
- Czyli, że mnie...- zmarszczyłam czoło.- wylizałeś?
- Każdy najmniejszy kawałeczek skóry.- uśmiechnął się.- Mógłbym powiedzieć, że jesteś smaczna, ale nie pasuje w tej sytuacji.
Wstałam i usiadłam na kolanach męża, zarzucając mu ręce na szyi. Automatycznie objął mnie, żebym nie spadła, a jego wzrok powędrował do moich piersi, uwydatnionych przez stanik. Nachyliłam się i pocałowałam go w szyję.
- To jest bardzo podniecające, w każdej sytuacji między nami.- szepnęłam, sunąc paznokciem po piersi Rosjanina.
Nie musiałam patrzeć na niego, aby wiedzieć, że obudziłam w nim głód mojego ciała. Wtuliłam się w niego mocno, wdychając boską wodę kolońską.
- Tęskniłam za tobą.- wyznałam.- Cholernie.
- Ja za wami też. Tobą, dziećmi i Lili. To było okropne. Czułem się tak bardzo samotny. Przy tych kreaturach musiałem udawać krwiożerczą bestię. A ja miałem uczucia.
- Cii... już spokojnie. Dla mnie możesz być sobą.
- I jestem. Zamykałem się tylko w tym pokoju i płakałem mad twoim zdjęciem. Płakałem.- spojrzał mi prosto w oczy.- Że nie mogę cię dotknąć, przytulić, pocałować...
- To czemu do nas nie wróciłeś.
- Jak byłaś w ciąży... na początku byłaś w stanie się bronić. Wiesz, że matka dla bezpieczeństwa dzieci zrobi wszystko. Mogłaś nie chcieć mnie wysłuchać, albo co gorsza, nie uwierzyłabyś mi. Nie miałbym dużo czasu, by cię przekonać. A później zaczęło odwiedzać cię dużo osób, w tym strażnicy no i byłoby jeszcze gorzej. Po urodzeniu Diany przeniosłaś się do Akademii i wychodziłaś z niej tylko w ciągu ludzkiego dnia. Nie miałem jak.
Chwilę siedzieliśmy tak w siebie wtuleni, gdy coś sobie uświadomiłam. Nie powiedziałam mu, jak nazywa się nasza druga córka.
- Ty wiesz?- zdziwiłam się.
- Wiem wszystko. Śledziłem was,starałem się obserwować, chciałem wiedzieć wszystko o tych, których kocham. Aż nagle usłyszałem o twojej śmierci.- zacisnął mocno zęby.
- Skąd wiedziałeś, że żyję?- dociekałam dalej.
- Czułem to. Nie umiem tego wyjaśnić, ale po prostu wiedziałem, że to jeszcze nie koniec naszej historii. Tylko nigdy nie pomyślałbym, że mój własny ojciec...
- Nie.- przerwałam mu.- On nie zasługuje, abyś tak go nazywał. On nie jest twoim ojcem. Oni tak nie robią.
- Chciałbym zadać mu tyle cierpienia, ile ty musiałaś znosić. Albo i więcej.- zacisnął pięści.
Robiło się lekko niebezpiecznie, wiec ostrożnie zeszłym z jego kolan i usiadłam obok.
- A zgwałciłbyś go dla mnie?- spytałam pół żartem, pół serio.
Dymitr zrobił wielkie oczy.
- Żartujesz? On tego nie zrobił!
- Codziennie od czterech miesięcy.- powiedziałam i poczułam łzy na policzkach.
- Cholera!
Strzyga zerwała się, wzięła stolik przy łóżku i roztrzaskała go o ścianę w drobny mak. Nie powiem, wystraszyłam się, choć wiedziałam, że nic by mi nie zrobił. Rozpłakałam się na całego, wspominając tamte chwile. Podczas gdy ja zwijałam się w łzach na łóżku, mój ukochany wyżywał się na sąsiednim pokoju. W końcu poczułam zimną, lecz znajomą dłoń na ramieniu. Pozbierałam się, otarłam oczy i spojrzałam mu w oczy.
- Czy on jeszcze żyje?- spytałam z nadzieją.
- Po tym wszystkim, ty pragniesz, aby żył?- zdziwił się.
- Tak.- powiedziałam pewnie.- Chcę na własne oczy widzieć, jak umiera w męczarniach.
Byłam pewna, że wyglądam jak zbiegła z psychiatryka. Nikt normalny nie rozmyśla o zemście z efektem końcowym jako śmierć, siedząc w bieliźnie przed mężczyzną z dwunastu letnim celibatem. Na pewno gdybym pozwoliła, rzucił by się ba mnie bez wahania. A tak się składa, że nic przeciwko nie mam. Uśmiechnął się tylko chytrze, z błyskiem w oku, którego jeszcze nigdy u niego nie widziałam.
- Da się załatwić.- zapewnił.- Sam chętnie bym takie przedstawienie zobaczył.
Dopiero po chwili przypomniałam sobie temat naszej rozmowy. Uśmiechnęłam się zadowolona.
- A jeszcze jedno pytanie. Co to było, co wlałeś mu w rany?
- Bardzo silna trucizna. Okazało się, że niektóre strzygi mają kontakty ze złymi wiedźmami, zajmującymi się czarną magią. Normalnie zabija, ale gdy przyjrzałem się twoim ranom, uznałem, że cztery dni umierania w bólach i niewyobrażalnym cierpieniu to za mało i kazałem zrobić wszystko, aby to przeżył. A powiedz mi, czy on cię w ogóle karmił?
- Zdziwię cię, sądząc, że już więcej dostają jedzenia nie posłuszne zwierzęta w cyrku, niż on mi dawał?
Niekiedy byliśmy w domu dziecka, dla dampirów, tak jak prosiła nas Lissa i raz złapaliśmy się na wykład gości ze schroniska o traktowaniu zwierząt i tam była cześć poświęcona znęcaniu się nad zwierzętami w niektórych cyrkach. Serio, mają lepsze warunki, niż ja miałam u Randalla. Gdy tylko o tym pomyślałam, zaburczało mi w moim małym brzuchu.
- Co za skurwiel. Mam pomysł. Będziemy się nad nim zlecać tak długo, jak przeżyje bez kropli krwi, chyba że swojej.
- Panie Bielikow, nie podejrzewałam pana o taką bezwzględność.- zaśmiałam się.
- Dla niektórych po prostu warto Pani Hathaway-Bielikow.-zawtórował mi.- A teraz chodź, bo jedzenie wystygnie.
Na samą myśl o większej porcji, niż kromka chleba, pociekła mi ślina. Bardzo chętnie dałam zaciągnąć się do rozwalone salonu. Jednak i tak nic, po za srebrną tacą z pokrywką, dla mnie nie istniało.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
piątek, 5 maja 2017
ROZDZIAŁ 68
Jeśli mówiłam, że te cztery miesiące, gdy Dymitr pierwszy raz był strzygą były najgorsze, to teraz moja poprzeczka skoczyła wysoko w górę. Od pięciu miesięcy jestem niewolnicą Randalla, a od czterech również seksualną. Nie oszczędza mnie żadnego dnia. Tak dawno nie widziałam słońca i nieba, w sumie nic nie widziałam po za kamieniem i żarówką zwisającą na kablu z sufitu. Jestem blada jak śmierć, cała w ramach, a moja psychika już mnie zawodzi. Codziennie hańbiona i poniżana, bita, raniona nożami, a niekiedy i podpalana żywym ogniem. Znalazł sobie średniowieczne tortury i stosuje na mnie. Jak co dzień zostałam zerwana z błogiego i bezbolesnego snu, po czym wyciągnięta z celi. Ale tym razem nie trafiłam do sali tortur, a do jakiegoś gabinetu. Za oknami było ciemno, czyli, że mamy noc. Przywiązano mnie do krzesła i dwaj mężczyźni wyszli. Krzesło przy biurku się obrócił, a tam siedział Iwaszkow, pieszcząc swoją broń. Odetchnęłam w duchu z ulgą. Koniec mojej męczarni.
- Wiesz, Rose, bardzo dobrze mi się z tobą współpracowało...
- Czego nie mogę powiedzieć o tobie.- rzuciłam.
Takie sytuacje zawsze działały na mnie wzrostem odwagi. I tak mnie ma zabić, co mi za różnica. Jak zginąć to z klasą.
- A ja myślałem, że to cię czegoś nauczyło.- westchnął.
- Jestem oporną uczennicą. Spytaj swojego syna. A nie, czekaj. Przecież on prędzej cię zje.- uśmiechnęłam się zwycięsko.
- Lepiej zamknij tą jadaczkę, bo wrócisz pod bat.
- Dobra, do rzeczy.- przewróciłam oczami, śmiejąc się w duchu.
Powstrzymał się od rzucenia kolejnego wyzwiska.
- Wracając. Tak więc, niestety, wszystko ci dobre, kiedyś się kończy. Jesteś wspaniałą kobietą, ale twój czas dobiegł końca. Jak widać nikt nie przyszedł ci z pomocą, jesteś sama i nikogo nie obcho...
- Daruj sobie. Na dworze wciąż mnie szukają, ale nie umieją znaleźć.- powiedziałam pewnie.- Po za tym ja, w odróżnieniu od ciebie umiem zginąć za dziecko, a ty nawet nie wiesz, co to miłość.
- Milicz kobieto bo...
- Bo co? Zabijesz mnie? Proszę bardzo.
- Chciałem kulturalne, ale jak widać z tobą się nie da.- wycelował we mnie broń.- Smaż się w piekle suko.
- Zostawię ci otwartą bramę.
Już miał strzelić, gdy zza drugich drzwi usłyszeliśmy hałas.
- Widzisz. Przyszli po mnie. To twój koniec.
- Po twoim tropie.- uśmiechnął się i strzelił, w tym samym czasie co drzwi się otworzyły.
Odwróciłam wzrok, ale nic nie poczułam. Co on sobie w kulki ze mną leci? Spojrzałam przed siebie i zastygłam w szoku. Między nami przebiegło z dwadzieścia strzygą i zniknęło za drugimi drzwiami. Jedna musiała po prostu przyjąć moją kulę. Ale o co tu chodzi? Co one tu robią? Czemu pobiegł dalej? Przecież ode mnie śmierdzi krwią na kilometr. Spojrzałam na drzwi, którymi weszły i oniemiałam. W rażącym blasku światła stał dumnie Rosjanin w swoim kochanym prochowcu. Nie miało dla mnie znaczenia, że jest strzygą. Odnalazł mnie jak obiecał. Nasze spojrzenia się skrzyżowały i... chyba widziałam radość i miłość w jego oczach. Nie. Na pewno nie. Strzygi nie mają uczuć. Po chwili zmierzył mnie wzrokiem i zacisnął pięści. Spojrzał na mojego oprawcę. Gdyby spojrzenie mogło zabić, to Randall już leżałby martwy.
- Ty!- ryknął, w sekundę znajdując się przy nim i rzucając go o ścianę.- Mogłem się spodziewać. Ze wszystkich mężczyzn nie ma tak okrutnego jak ty.
W oczach moroja widziałam strach. Bielikow wziął go za kołnierz i przyszpilił do ściany.
- Za wszystko co zrobiłeś mi i kobietą, które są dla mnie ważne, skazuję cie na piekło.- nie dając mu nic powiedzieć, przebił go pazurami, po czym zza płaszcza wyciągnął jakąś buteleczkę i polał jej zawartością rany Iwaszkowa. Nie patrząc na niego, odwrócił się i podbiegł do mnie. W jego oczach wyraźnie widziałam troskę i miłość. Jak? Czemu?
- Roza. Kochanie. Tak bardzo przepraszam. Gdybym znalazł cię wcześniej...
- Dymitr...- wychrypiałam.- Znalazłeś mnie. Dziękuję.
- Zawsze cię odnajdę. Zawsze już będę przy tobie. A teraz chodź. Trzeba wracać.
Zerwał wszystkie trzymające mnie łańcuchy, a ja bez oparcia zaczęłam spadać. Z łatwością mnie złapał i uniósł jak pannę młodą, po czym skierował się ze mną do wyjścia. Wtuliłam się w niego i czując się bezpieczna, zaczęłam się cała trząść.
- Boże, co ten skurwiel ci zrobił?- popatrzył na mnie zmartwiony.
- Wszystko. Ale do wesela się zagoi.- zaczęłam kaszleć i plunęłam krwią.
- Oj tak. Już ja o to zadbam. A teraz śpij.- cmoknął mnie w czoło, a moje ciało objęła fala ciepła. Jednak zadrżałam, gdy wyszliśmy na chłodne powietrze, zatrzęsłam się. W końcu to październik i nie jest już tak ciepło, aby latać na go. Zwłaszcza nocą. Mój mąż, widząc to, zdjął swój płaszcz i okrył mnie nim.
- Zabrudzę go krwią.- zauważyłam.
- Ty jesteś ważniejsza.- zrobiło mi się ciepło na duszy.
Nic nie rozumiałam, ale cieszyłam się, że jest tu ze mną. Położył mnie delikatnie na tylnych siedzeniach i usiadł obok z kamienną miną. Spojrzałam na niego, ale jego wzrok był zimny jak lud. Co się z nim stało?
- Musi udawać, aby strzygi nie połapały się, że jest inny. Dla waszego bezpieczeństwa.- w głowie usłyszałam znajomy głos.
Luna już dawno się do nas nie odzywała.
- Ruszaj.- powiedział zimno strażnik, a mnie przeszedł dreszcz.
Jednak na pamięć wrócił mi obraz zatroskanych oczu ukochanego, co mnie uspokoiło.
- Lissa.- przedarłam się do umysłu przyjaciółki.
- Rose?! Coś się stało?- zmartwiła się.
- W sumie to tak. Jestem wolna i Dymitr porywa mnie do siedziby strzyg.
- O Boże!- wystraszyła się.
- Ale spokojnie. On jest... inny. Ma uczucia.- pokazałam jej wspomnienie sprzed kilkunastu minut.
- Czyli, że wszystko dobrze?- chciała się upewnić.
- Tak. Ale nic im jeszcze nie mów. Najpierw chcę uratować mojego bohatera.- spojrzałam z uśmiechem na Rosjanina.
- No dobrze. Ale pospiesz się. Dzieciaki są zrozpaczone.
- Zrobię co w mojej mocy. Jeszcze wrócimy oboje do domu.
Zaczęłam ziewać, a podskakiwanie samochodu tylko pomagało snu przyjście. Okryłam się szczelniej płaszczem i odpłynęłam w krainę morfeusza.
- Wiesz, Rose, bardzo dobrze mi się z tobą współpracowało...
- Czego nie mogę powiedzieć o tobie.- rzuciłam.
Takie sytuacje zawsze działały na mnie wzrostem odwagi. I tak mnie ma zabić, co mi za różnica. Jak zginąć to z klasą.
- A ja myślałem, że to cię czegoś nauczyło.- westchnął.
- Jestem oporną uczennicą. Spytaj swojego syna. A nie, czekaj. Przecież on prędzej cię zje.- uśmiechnęłam się zwycięsko.
- Lepiej zamknij tą jadaczkę, bo wrócisz pod bat.
- Dobra, do rzeczy.- przewróciłam oczami, śmiejąc się w duchu.
Powstrzymał się od rzucenia kolejnego wyzwiska.
- Wracając. Tak więc, niestety, wszystko ci dobre, kiedyś się kończy. Jesteś wspaniałą kobietą, ale twój czas dobiegł końca. Jak widać nikt nie przyszedł ci z pomocą, jesteś sama i nikogo nie obcho...
- Daruj sobie. Na dworze wciąż mnie szukają, ale nie umieją znaleźć.- powiedziałam pewnie.- Po za tym ja, w odróżnieniu od ciebie umiem zginąć za dziecko, a ty nawet nie wiesz, co to miłość.
- Milicz kobieto bo...
- Bo co? Zabijesz mnie? Proszę bardzo.
- Chciałem kulturalne, ale jak widać z tobą się nie da.- wycelował we mnie broń.- Smaż się w piekle suko.
- Zostawię ci otwartą bramę.
Już miał strzelić, gdy zza drugich drzwi usłyszeliśmy hałas.
- Widzisz. Przyszli po mnie. To twój koniec.
- Po twoim tropie.- uśmiechnął się i strzelił, w tym samym czasie co drzwi się otworzyły.
Odwróciłam wzrok, ale nic nie poczułam. Co on sobie w kulki ze mną leci? Spojrzałam przed siebie i zastygłam w szoku. Między nami przebiegło z dwadzieścia strzygą i zniknęło za drugimi drzwiami. Jedna musiała po prostu przyjąć moją kulę. Ale o co tu chodzi? Co one tu robią? Czemu pobiegł dalej? Przecież ode mnie śmierdzi krwią na kilometr. Spojrzałam na drzwi, którymi weszły i oniemiałam. W rażącym blasku światła stał dumnie Rosjanin w swoim kochanym prochowcu. Nie miało dla mnie znaczenia, że jest strzygą. Odnalazł mnie jak obiecał. Nasze spojrzenia się skrzyżowały i... chyba widziałam radość i miłość w jego oczach. Nie. Na pewno nie. Strzygi nie mają uczuć. Po chwili zmierzył mnie wzrokiem i zacisnął pięści. Spojrzał na mojego oprawcę. Gdyby spojrzenie mogło zabić, to Randall już leżałby martwy.
- Ty!- ryknął, w sekundę znajdując się przy nim i rzucając go o ścianę.- Mogłem się spodziewać. Ze wszystkich mężczyzn nie ma tak okrutnego jak ty.
W oczach moroja widziałam strach. Bielikow wziął go za kołnierz i przyszpilił do ściany.
- Za wszystko co zrobiłeś mi i kobietą, które są dla mnie ważne, skazuję cie na piekło.- nie dając mu nic powiedzieć, przebił go pazurami, po czym zza płaszcza wyciągnął jakąś buteleczkę i polał jej zawartością rany Iwaszkowa. Nie patrząc na niego, odwrócił się i podbiegł do mnie. W jego oczach wyraźnie widziałam troskę i miłość. Jak? Czemu?
- Roza. Kochanie. Tak bardzo przepraszam. Gdybym znalazł cię wcześniej...
- Dymitr...- wychrypiałam.- Znalazłeś mnie. Dziękuję.
- Zawsze cię odnajdę. Zawsze już będę przy tobie. A teraz chodź. Trzeba wracać.
Zerwał wszystkie trzymające mnie łańcuchy, a ja bez oparcia zaczęłam spadać. Z łatwością mnie złapał i uniósł jak pannę młodą, po czym skierował się ze mną do wyjścia. Wtuliłam się w niego i czując się bezpieczna, zaczęłam się cała trząść.
- Boże, co ten skurwiel ci zrobił?- popatrzył na mnie zmartwiony.
- Wszystko. Ale do wesela się zagoi.- zaczęłam kaszleć i plunęłam krwią.
- Oj tak. Już ja o to zadbam. A teraz śpij.- cmoknął mnie w czoło, a moje ciało objęła fala ciepła. Jednak zadrżałam, gdy wyszliśmy na chłodne powietrze, zatrzęsłam się. W końcu to październik i nie jest już tak ciepło, aby latać na go. Zwłaszcza nocą. Mój mąż, widząc to, zdjął swój płaszcz i okrył mnie nim.
- Zabrudzę go krwią.- zauważyłam.
- Ty jesteś ważniejsza.- zrobiło mi się ciepło na duszy.
Nic nie rozumiałam, ale cieszyłam się, że jest tu ze mną. Położył mnie delikatnie na tylnych siedzeniach i usiadł obok z kamienną miną. Spojrzałam na niego, ale jego wzrok był zimny jak lud. Co się z nim stało?
- Musi udawać, aby strzygi nie połapały się, że jest inny. Dla waszego bezpieczeństwa.- w głowie usłyszałam znajomy głos.
Luna już dawno się do nas nie odzywała.
- Ruszaj.- powiedział zimno strażnik, a mnie przeszedł dreszcz.
Jednak na pamięć wrócił mi obraz zatroskanych oczu ukochanego, co mnie uspokoiło.
- Lissa.- przedarłam się do umysłu przyjaciółki.
- Rose?! Coś się stało?- zmartwiła się.
- W sumie to tak. Jestem wolna i Dymitr porywa mnie do siedziby strzyg.
- O Boże!- wystraszyła się.
- Ale spokojnie. On jest... inny. Ma uczucia.- pokazałam jej wspomnienie sprzed kilkunastu minut.
- Czyli, że wszystko dobrze?- chciała się upewnić.
- Tak. Ale nic im jeszcze nie mów. Najpierw chcę uratować mojego bohatera.- spojrzałam z uśmiechem na Rosjanina.
- No dobrze. Ale pospiesz się. Dzieciaki są zrozpaczone.
- Zrobię co w mojej mocy. Jeszcze wrócimy oboje do domu.
Zaczęłam ziewać, a podskakiwanie samochodu tylko pomagało snu przyjście. Okryłam się szczelniej płaszczem i odpłynęłam w krainę morfeusza.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
Subskrybuj:
Posty (Atom)