niedziela, 14 maja 2017

ROZDZIAŁ 73

DYMITR

Siedziałem w salonie, oglądając telewizję, gdy w pewnym momencie usłyszałem zamykanie drzwi od łazienki. Przez sekundę mogłem cieszyć oczy ciałem mojej ukochanej w samej bieliźnie i mogę powiedzieć, że nie ma wspanialszego widoku na świecie. Ale nie mam zamiaru dzielić się tym pięknem z nikim innym. Roza jest tylko moja.
- Towarzyszu.- z zamyślenia wyrwał mnie jej melodyjny głos.
Po chwili usiadłam mi na kolanach, a ja objąłem ją, zapatrzony w kawowe tęczówki. Powoli zbliżyłem się di jej twarzy i skosztowałem delikatne, miękkie wargi. Tak cudownie smakują. Oddała gest, a nawet pogłębiła pocałunek. Moja kocica. Tak bardzo za tym wszystkim tęskniłem, że mam zamiar nacieszyć się nią, póki jest tylko dla mnie. No bo później będę musiał się dzielić żoną z dziećmi, przyjaciółmi, rodziną i pracą. Ale teraz mam czas. Po chwili odsunęliśmy się od siebie.
- To gdzie idziemy, ty mój nie wyżyty seksualnie młodziaku?- spytała ze śmiechem.
Pokręciłem ze zrezygnowaniem głową, uśmiechając się pod nosem. Przy niej najczęściej mi się to zdarza.
- Będziesz mi to wspominać do końca życia?- uniosłem jedną brew do góry.
- Może.- wzruszyła niewinnie ramionami.
- Bo cię przemienię i ktoś mnie odmieni i w końcu cię dogonię.- zagroziłem jej.
- Dymitr, a czemu wcześniej jakoś nie próbowałeś znaleźć kogoś, kto by cię odmienił?
Szczerze mówiąc, zaskoczyła mnie tym pytaniem.
- A kto normalny by zbliżył się do strzygi, która sama prosi o "śmierć"?- zrobiłem cudzysłów powietrzu.
- A jaki użytkownik ducha jest normalny?- zaśmiała się.
- Co nie zmienia faktu, że mają strażników, którzy by się za bardzo nie hamowali.
- To ty nie wiesz?- spytała zaskoczona.
- O czym?- zmarszczyłem czoło.
- Lissa wydała ogólnoświatowy nakaz aresztowania cię żywego. Tak gdybyś postanowił się znaleźć.
Byłem niezmiernie zaskoczony. Nie wiedziałem, że królowa aż tak narazi poddanych, żeby Roza mnie odzyskała. Jednak przyjaźń z nią ma swoje zalety.
- No to nieźle. Nie miałem pojęcia. Zazwyczaj stronię od morojów i strzyg.
- Dlatego jesteś przywódcą największej ich zgraji w kraju.- zaśmiała się.
- Chodzi mi o polowanie. A teraz zbieramy się, bo nam nocy zabraknie, a nie do końca uśmiecha mi się skakać z cienia do cienia.
- Mogę kupić ci parasolkę.-zaśmiała się.
- Podziękuję. Wolę dzień spędzić z tobą w łóżku, niż paląc się na słońcu.
- Jak wolisz.- wzruszyła ramionami i zeszła ze mnie.- Idziemy?
Dopiero teraz mogłem jej się przyjrzeć. O Cholera! Ale mam piękną i seksowną żonę. Włosy miała pięknie spięte w warkocz z tyłu głowy z lewej do prawej, a reszta luźno podskakiwała z każdym jej ruchem. Moja królowa. Na sobie miała chyba najbardziej seksowną sukienkę z całej mojej garderoby. Cała czerwona z wyciętym wielkim kółkiem po obu stronach tali. Dekolt w serek, odsłaniał o wiele za dużo. Ma szczęście, że idzie ze mną, nigdzie indziej jej tak nie puszczę. Ramiączka niby grube, ale w kształcie, który wręcz prosił o ich zsunięcie. Plecy miała odkryte dodo samej talii, nie licząc pasków po bokach i na górze, a cały materiał sięgał do połowy uda.
Chwila! Odkryte plecy?! To znaczy, że... Zerwałem się na równe nogi i znalazłem się przy niej w mgnieniu oka. Palcem przejechałem po jej kręgosłupie, jakby samo zobaczenie mi nie wystarczyło. Zadrżała pod wpływem mojego dotyku.
CHOLERA PO STOKROĆ!
Ona nie ma stanika. Przełknąłem ślinę i zamknąłem, wciąż otworzoną buzię. Jak mogłem wcześniej tego nie zauważyć. Zwiodła mnie jej niewinna fryzura. Roza patrzyła na mnie perfidnie z uśmiechem niewinności. Objąłem ją, kładąc rękę na odkrytych plecach i popchnąłem w kierunku drzwi.
- Przez ciebie mam teraz problem w spodniach.- warknąłem, zaciskając zęby, żeby się na nią nie rzucić.- Zabiję każdego, kto spojrzy na ciebie tak, jak tylko ja mogę.
Wiem, że moje słowa tylko zwiększyły jej triumf, ale nic mnie to nie obchodzi. Wyszliśmy na korytarz, Roza z dumnym uśmiechem, a ja starałem się wyglądać na groźnego, aby nikomu nie wpadło do głowy podnieść wzroku. A gdy tylko ktoś zaczynał lustrować moją żonę, warczałem ostrzegawczo. Od razu mężczyźni pokornie spuszczali głowy i uciekli jak najszybciej. W końcu znaleźliśmy się na zewnątrz. Noc była bardzo piękna, ale i chłodna. Na szczęście Roza wzięła płaszcz i teraz spokojniej mogliśmy podziwiać bezchmurne niebo z tysiącem gwiazd oraz wielkim turkusowym księżycem. Prowadziłem ukochaną leśną ścieżką, wspominając dawne czasy, gdy byliśmy tak młodo zakochani. Staraliśmy się wtedy zrobić wszystko, aby zapewnić drugą osobę o naszej miłości, choć nie było to potrzebne. Teraz wiemy, że nic nas nie złapie i wystarczą drobne chwile, aby nas uszczęśliwić. Takie jak ta. Zatrzymaliśmy się dopiero na wzniesieniu z polaną. Na środku leżał koc z rozłożonym jedzeniem. Przygotowałem to wszystko sam. Roza patrzyła na to wzruszona. W jej oczach widziałem zachwyt, który wywołał u mnie cholerną radość i dumę.
- O Boże! Sam to zrobiłeś? Co ja się głupio pytam. Kto inny jest takim romantykiem.- rzuciła mi się w ramiona.
Złapałem ją i pogłębiłem pocałunek, jakim mnie obdarzyła. Jej uśmiech i szczęście są dla mnie najlepszą nagrodą za życie. Po długim, namiętnym i wręcz dzikim tańcu naszych języków, usiedliśmy do jedzenia. To znaczy Roza jadła, a ja się jej przeglądałem. Wyglądała naprawdę uroczo, a czasami wręcz seksownie. Po prawnym czasie leżała już głowa na moich kolanach, gdy ja siedziałem z wyprostowanymi nogami, głaszcząc ją po włosach i karmiąc owocami.
- Po co to wszystko.- spytała nagle.
Patrzyłem na nią zdziwiony.
- A co? Nie podoba się?- zmartwiłem się 
- Nie! Jest wspaniale.- zapewniła łapiąc moją dłoń i kołysząc nią.- Po prostu pytam z ciekawości.
- Zaraza zobaczysz.- powiedziałem tajemniczo.
W tym samym momencie spadła gwiazda.
- Widziałeś.- Roza zerwała się i wskazała złoty ślad.
- Tak.- zachichotałem na jej reakcję.
- A pomyślałeś życzenie?
- Och, skarbie. A co ja bym mógł chcieć od życia.
- Każdy coś chce. Jeśli człowiek nie ma celów, do których dąży, stoi w miejscu.
- Moim celem jest powrót do domu i spełnić się jak najlepiej w każdej roli. Od Syna, przed strażnika, do ojca. A skąd ty takie mądrości bierzesz?
- Miałam świetnego nauczyciela.- na jej słowa zrobiło mi się tak ciepło na sercu.-Wiesz kto powiedział mi te słowa?
- Kto?
- Nastka. 
Jeśli wcześniej byłem rozczulony i dumny, to nie da się opisać, co czuję teraz, słysząc, że mam tak mądrą córkę.
- A ty pomyślałaś?- spytałem.
- Nie.- posmutniała.- Nie zdążyłam.
- Nie martw się. - przytuliłem ją od tyłu. - Będziesz mieć jeszcze trochę ku temu okazji.
W tym momencie spadła kolejna gwiazda. I następna. I jeszcze jedna. Tak. Zabrałem ją na podziwianie spadających gwiazda. Podziękowała mi mocno i zajęła się podziwianiem tego pięknego zjawiska. Jej oczy świeciły jak gwiazdy, które się w nich odbijały. Trwało to z pół godziny, ale my i tak postanowiliśmy jeszcze trochę zostać. Aż Roza zasnęła w moich ramionach. Ach! A miałem taką ochotę zedrzeć z niej tą sukienkę i wejść tak głęboko. Ehh... Ale chyba będę musiał z tym poczekać. Wziąłem ją na ręce i zabrałem do naszego pokoju w kwaterze strzyg.
_________________________________________

Wiem, że ostatnio trochę dziwnie z tymi rozdziałami, ale dużo u mnie zamieszania zbliżamy się do miejsca, gdzie nie do końca mam pomysł i może być trudno. Ale dziękuję, że ze mną jesteście i mam nadzieję, że rozumiecie 

piątek, 12 maja 2017

ROZDZIAŁ 72

Po drodze Dymitr dał coś znać strzygą, a one ruszyły z perfidnymi uśmiechami do celi. Byli wcześniej ludźmi, ale tak zwanymi gorylami. Obejrzałam się za nimi z zaciekawieniem.
- Po co tam idą?- spytałam i zauważyłam szatański uśmiech na ustach męża.
- Chciałaś żeby go zgwałcić, ale ja wolę ciebie.- tym razem wyglądał jak zboczeniec.
Uśmiechnęłam się, kręcąc z niedowierzaniem głową.
- Jesteś cholernie niewyżyty.
- Tak na mnie działasz.- szepnął mi do ucha, podgryzając jego płatek.
Przeszedł mnie przyjemny dreszcz.
- Przestań, bo zaraz znowu zaciągnę cię do sypialni.- zagroziłam.
- Mi się podoba. A później ja cię gdzieś zaciągnę.- oznajmił, gdy weszliśmy do naszego pokoju.
- Już nie mogę się doczekać.- zamruczałam, gdy popchnął mnie na ścianę i zaczął całować moją szyję.

- Nie chce mi się już nigdzie iść.- jęknęłam, gdy leżeliśmy wtuleni w siebie.
- Och Roza.- mój ukochany się zaśmiał.- Szykuj się, a nie pożałujesz.
Z westchnieniem wstałam i poszłam do garderoby. W połowie drogi powrotnej poczułam dużą dłoń na pośladki.
- Au!- aż podskoczyłam, po czym odwróciłam się do byłego strażnika, który chichotał pod nosem, znikając w garderobie i pogroziłam mu palcem.- Ty młody! Opanuj swoje popędy seksualne.
- Młody?- uniósł jedną brew, wyglądając z pomieszczenia
- No wiesz... Jako, że strzygi się nie starzeją, ty masz ciągle 31 lat, a ja 36.- zauważyłam, ubierając się.
- O! Patrz. Nasza różnica zmniejszyła się o dwa lata.
- Aż tak ci to przeszkadzało?- trochę zabolało.
Natychmiast wyszedł już w spodniach, po czym przyciągnął mnie do swojego chłodnego torsu.
- Oczywiście, że nie skarbie.- zapewnił i mimo zimna jego ciała, zrobiło mi się ciepło.- Nigdy mi to nie przeszkadzało. Przecież miłość nie ma granic.
Pokiwałam głową i zaciągnęłam się jego cudownym zapachem. Po chwili odsunęłam się od Bielikowa i spojrzałam mu w oczy. Nie chciałam, aby był smucił, ale musiałam zacząć temat, który wiem, że go męczy.
- Chcesz pogadać o tym, co powiedział Randall?- spytałam ostrożnie, ale z czułością.
Rosjanin westchnął ciężko, podszedł do łóżka i usiadł na nim, chowając twarz w dłonie. Podeszłam i zajęłam miejsce obok niego, po czym zaczęłam delikatnie głaskać go po ramieniu.
- Roza, on ma rację. Jestem jak on. Może powinniśmy...?
- Nie Dymitr. On nigdy nie miał racji. Pomyśl ile zła wyrządził, ile kobiet skrzywdził, bo wątpię, żeby Olena była "wyróżniona". Należy mu się.
- Ale jest moim ojcem...
- Jego zachowanie nie jest kwestią genów, a wychowaniem. A Olena nie mogła wychować syna lepiej. Jesteś czuły, opiekuńczy, szanujesz kobiety i wiesz, co to miłość. Randall najwidoczniej nie.
- Ale to nie zmienia faktu, że to co robimy jest źle. Wcześniej kierowała mną złość i troska o ciebie, ale sama przyznaj. My tak nie robimy.
Zagryzłam wargę, analizując jego słowa i ostatnie wydarzenia. I nagle to do mnie dotarło. Szlag! Co my robimy? Popatrzyłam z żalem na męża, a ten mnie przytulił.
- Co się ze mną dzieje?- westchnęła w jego jego ramię.
- Nic Roza. To zrozumiałe, że po tak długim czasie tortur chciałabyś się zrewanżować.
- Ale nie powinna.
- Żadne z nas nie powinno. Jutro dokończę sprawę i będzie po wszystkim.
- Zabijmy go podczas snu. Tak będzie najbezpieczniej.- zaproponowałam.- A później zajmiemy się tobą.
- Zgoda.- uśmiechnął się.- A teraz masz dwie godziny na przygotowanie się na randkę.
Cmoknął mnie w czoło i skierował się do salonu.
- Eghem... Towarzyszu.- zawołałam za nim.
Odwrócił się i w ostatniej chwili złapał koszulkę, którą w niego rzuciłam.
- Zachowaj te widoki dla mnie.
- Dobrze, ty moja zazdrośnico.- podszedł i pocałował mnie namiętnie.
Od razu oddałam pieszczotę, zarzucając mu ręce na szyję. Jedną ręką objął mnie w pasie, drugą głaszcząc mój brzuch. Po kilku chwilach oderwaliśmy się od siebie, dostałam ostatniego soczystego całusa w usta i czoło, po czym były strażnik opuścił pokój. Mam dwie godziny. Czas na kąpiel. Wlałam do wanny gorącej wody, dodałam soli, mydła i płatków róż, po czym się w niej zanurzyłam. Na początku mnie parzyło, ale po chwili poczułam, jak każdy mięsień się rozluźnia, a napięcie ostatnich miesięcy opuszcza moje ciało. Po godzinie, gdy woda była już chłodna, postanowiłam wyjść. Byłam w trakcie wycierania nogi, kiedy drzwi się otworzyły.
-Uhu... Ale tu parno.- aż podskoczyłam, z zaskoczenia.
- Nie strasz mnie tak.- poprosiłam któryś raz z kolei.
- Wybacz kochanie, ale pukałem do drzwi na, a ty się nie odzywałaś. Jak wszedłem, też nigdzie cię nie było. A jak zauważyłem światło w łazience, moja wyobraźnia zaczęła działać...- podszedł, po czym zaczął całować mnie po szyi.- i nie mogłem się powstrzymać.
Odchyliłam głowę, dając mu lepszy dostęp.
- Chyba mi nie powiesz, że...- westchnęłam z przyjemności.- że siedzę tu dwie godziny.
- Nie. Spokojnie. Masz jeszcze godzinę. Pełne 3600 sekund do wykorzystania. Wybierz dobrze, a nie pożałujesz.- mruknął seksownym głosem.
Oderwałam się od niego, jak poparzona.
- O nie, nie, nie kochany. Wiem do czego pijesz. Nie ma szans.- wypchnęłam Rosjanina z łazienki.- Ty sobie poczekasz w salonie, pooglądasz coś...
- Tu mam lepsze widoki.- uśmiechnął się lubieżnie, a ja zatrzasnęłam mu drzwi przed nosem.
- Jesteś niewyżyty!- krzyknęłam na niego i wróciłam do szykowania się.
Z drugiego pokoju usłyszałam śmiech, na co pokręciłam zrezygnowana głową. Wysuszyłam i pokręciłam włosy lokówką, zrobiłam warkocz, zaczynający się po lewej stronie mojej głowy, idący z tyłu, aby opaść po prawej. Reszta fal swobodnie opadała z tyłu. Tak dawno dla nikogo się nie szykowałam, że aż zapomniałam, jaka to przyjemność. Zrobiłam makijaż, zakrywający moje oznaki starzenia się. Przy Dymitrze czuję się, jakbym ciągle była nastolatką. Dopiero teraz, patrząc w swoje odbicie przypominam sobie, że mamy już nastoletnie dzieci, a nam jakieś randki w głowach. Jak ja go kocham. Wyszłam z łazienki i poszłam do garderoby. Z salonu dochodziły mnie dźwięki z telewizora. Zaczęłam przeglądać wieszaki. Niby mam swoje lata, ale sądzę, że mój mąż wolałby widzieć na mnie sukienkę, która więcej odsłania, niż zasłania. W sumie nic innego do wyboru nie mam. Zrobię mu kiedyś psikus i założę zwykłe ubrania. Te są chyba po to, aby inne strzygi za dużo nie widziały. W głowie już układał mi się szatański plan wkurzenia ukochanego. Już nie mogę się doczekać. Muszę mu trochę przypomnieć, za co mnie kocha. 

środa, 10 maja 2017

ROZDZIAŁ 71

Przeciągnęłam się na całą długość łóżka, po czym wtuliłam się w swoją prywatną podusię.
- Hej.- mruknęłam, otwierając klejąca się oczy.
- Dzień dobry, Roza.- pochylił się i schował głowę w moje włosy.
Zachichotałam, gdy nosem połaskotał mnie nosem w szyję i bezwstydnie zaciągnął się moim zapachem. Następnie przyciągnął mnie i zamknął szczelnie w swoich ramionach.
- Gdyby nie to, że nie mogę spać, byłbym się, że to sen.- zamruczał mi do ucha.
- Ja wiem, że to za piękne na sen.- napawałam się tą chwilą bliskości, póki nie wróciliśmy do poprzedniej pozycji.- A ty tak tu byłeś cały czas?
- Bardzo chciałem, ale musiałem sprawdzić strzygi i coś zjeść.
Doskonale wiedziałam, co znaczy to "coś". Trochę się martwiłam. Po tylu latach... ile musiał zabić osób. Nie, żebym się bała. A na pewno nie o siebie, bo wiem, że nigdy by mnie nie skrzywdził, ale o niego. Wiem, jak bardzo jest honorowy. Z drugiej strony, tak swobodnie o tym mówi, jakby nie miał wyrzutów sumienia. Może jednak nie wszystkie emocje mu zostały. Nawet jakby chciał przede mną ukryć swój ból, wyczułabym. A tu nic. Albo chodzi o coś innego...
- O czym tak myślisz, Roza.- spytał z uśmiechem, wyrywając mnie z zamyślenia.
- O twoim "czymś".- spojrzałem na niego uważnie, a Rosjanin zmarszczył brwi niezrozumieniu.- Zastanawiam się, czy od tyłu lat zabijasz ludzi, że tak swobodnie o tym mówisz.
Nie wiedziałam za bardzo, jak ugryźć ten temat i chyba nie do końca dobrze dobrałam słowa. Dlatego zrozumcie, jak wielkie było moje zdziwienie, gdy mięśnie pode mną zaczęła się trząść, a z ust ukochanego wyleciał melodyjny śmiech.
- Oj skarbie.- próbował się uspokoić.- Ale ja nikogo nie zabijałem.
Przyciągnął mnie do siebie i cmoknął w czubek głowy. Spojrzałam na niego nic nie rozumiejąc.
- Jak to? To co ty jesz?- spytałam.
- Piję krew, ale nie jestem mordercą.
Nigdy nie miałam być zbyt delikatna, a wolałam dosadność. Nie umiałam nad tym panować. Ale zna mnie na tyle, że doskonale zrozumiał o co chodzi i nie uraził się.
- Nie rozumiem.- przyznałam szczerze.
- Och Roza.- uśmiechnął się, kręcąc głową.- Gdy wypiję tyle krwi, aby się najeść albo nie zabić ofiary, wpływam na nią i o wszystkim zapomina. Nikomu nie robię większej krzywdy.
- Niesamowite.- westchnąłem z podziwem i uwielbieniem.- Gdyby wszystkie strzygi takie były...- rozmarzona wtuliłam się w męża.
- Wtedy nie bylibyśmy potrzebni.- zauważył.
- Ale świat byłby lepszy. Moglibyśmy żyć jak chcemy.
- Kochanie, cokolwiek byś nie zrobiła, nie zbawisz całego świata.- ukochany uniósł moją twarz, tak że spojrzałam mu w oczy.
Zauważyłam, że powoli zapominam kim jest. Przypomniały mi to czerwone obwódki wokół czarnych źrenic. Ale to nic nie zmieniało. To dalej mój Towarzysz.
- To co mam robić?- spytałam z nadzieją.
- Zacznij od swojego najbliższego otoczenia. Choć już to zrobiłaś. Dzięki twoim znajomością i wierze w naszą miłość , dampiry mogą wiązać się w pary. Ale tobie wciąż mało, prawda?
- Ja muszę i chcę działać.- zapewniłam.
- I za to cię kocham. Ale na razie zajmijmy się najważniejszymi sprawami.
- Randall i twoje odmienienie.
Niechętnie się podniosłam i przyciągnęłam po raz kolejny. W sekundę później poczułam na biodrach silne dłonie i mokre pocałunki składane na szyi.
- A ty wciąż nie wyżyty?- westchnęłam, jednocześnie mrucząc z przyjemności.
- Tak na mnie działasz, Roza.- jęknęłam gdy przeciągnąć moje imię z tum swoim, charakterystycznym akcentem Rosyjskim.- Po za tym, sama chciałaś nadrobić te lata rozłąki.
Odwrócił mnie przodem do siebie i tyłem do łóżka, na które po chwili opadłam, pod wpływem jego lekkiego popchnięcia. Oddałam się mu całkowicie.

Po dwóch godzinach, czyści, ubrani i uczesani, szliśmy długim korytarzem. Dymitr ciasno obejmował mnie ramieniem, pokazując strzygą, że jestem tylko jego. Jednocześnie musiał udawać, że nie czuje nic, po za pożądaniem. Wcześniej zawołał ludzkie kobiety, które specjalnie mnie ucharakteryzowały na strzygę. Zostały wcześniej porwane, ale poznając prawdę o moim mężu, postanowiły nam pomóc. Musiałam tylko przypomnieć sobie, jak to było, gdy byłam strzygą i mieć nadzieję, że jestem tak dobrą aktorką, jak wojowniczką. Warknęłam na męża, gdy jego ręką znalazła się na moim pośladku, ale nic więcej z tym nie zrobiłam, bo... no bo mi się podobało. Rosjanin prowadził mnie przez kręte korytarze i piwniczne tunele, aż do plastikowej szyby na całej długości ściany. Nie licząc drzwi po jej prawej. Za powłoką widziałam Iwaszkowa, wiszącego w kajdankach na ścianie. Miał tylko jakąś szmatę przewiązaną w biodrach. Całe ciało ociekało mu krwią, o dziwo w czarnym kolorze, jak smoła. Bielikow wcisnął jakiś guzik przy mikrofonie, a jego głos rozniósł się po pomieszczeniu z więźniem.
- I jak się podoba, skurwielu? Już nie jest tak zabawnie, co?
- Przynajmniej widać podobieństwo.- zaśmiał się.
Widziałam, że te słowa uderzyły w mojego ukochanego. Zabrałam mu urządzenie i sama zaczęłam rozmowę.
- Szykuj się na podróż w jedną stronę do piekła.- syknęłam.
- O! Czyżby nasza kochana Rose już się lepiej czuła? Nie martw się, zostawię ci otwartą bramę... Roza.
Wzdrygnęłam się. To słowo w jego ustach brzmiało niemal jak obelga. Dymitr, chyba też tak uważał, ponieważ wparował do środka i chwycił bicz, zakończony haczykami, które leżały cały czas w rozżarzonych węglach. Zauważyłam, że moroj leżał już uwolniony na podłodze. Rzemyki ze świstem poleciały w stronę jego pleców, a po chwili w powietrzu rozniósł się krzyk bólu. Uśmiechnęłam się, patrząc na to. Po chwili sama weszłam i zobaczyłam, co mogę wykorzystać. Z wielkim zainteresowaniem wzięłam do rąk nóż i rzuciłam, obierając dokładnie cel. Brunet ryknął, gdy ostrze wbiło mu się w łydkę.
- Ładny rzut.- powiedział z uznaniem mój mąż.
- Miałam świetnego nauczyciela.- uśmiechnęłam się dumnie.
Po chwili poczułam na ustach jego miękkie wargi.
- Jak każda dziwka.- przerwał nam chrapliwy głos starucha.
Dymitr ścisnął mocniej bicz, poprawiając go w dłoni. Już się zamachnął, ale złapałam go za przedramię.
- Dość, bo go zabijesz.- upomniałam cicho byłego strażnika.
Westchnął, po czym wziął jakieś wiadro i wylał jego zawartość na ojca. Ten krzyknął w niebo głosy, a my wyszliśmy, nie zwracając nawet na niego uwagi.

wtorek, 9 maja 2017

ROZDZIAŁ 70

Nie była to wcale uczta dla króla, ale i tak więcej niż jadłam dotychczas, więc bardzo się ucieszyłam. Przede mną stał talerz z czterema naleśnikami.
- Chciałbym dać ci więcej, ale po takiej głodówce, gdybyś za dużo zjadła, bolałby cię brzuch.- tłumaczył się Bielikow.
- Spokojnie, jest dobrze.- zapewniłam i zabrałam się za jedzenie.
Nigdy nie sądziłam, że jestem w stanie tak bardzo ucieszyć się z jedzenia. A jednak cieszyłam się bardzo. Po skończonym posiłku, mój ukochany zabrał talerz i wystawił za drzwi. Następnie usiadł obok mnie, a ja wtuliłam się w niego.
- To teraz tylko podziwiać śmierć w cierpieniach Randalla, odmienić cię i wrócić.- mruknęłam w jego szyję.
- No, łatwizna.- zawołał z sarkazmem.
- Zgaduję, że z tym drugim będzie więcej zabawy, niż przy normalnej strzydze.- westchnęłam.
- A ja tak sobie myślę... po co się męczyć?- zaczął ostrożnie.
- To znaczy?- spojrzałam na niego z niepokojem.
- Mam uczucia, nie muszę spać, jestem silniejszy, szybszy, mam bardziej czułe zmysły i jestem nieśmiertelny...
O nie! Wiedziałam do czego zmierza. Zacząłem przecząco kręcić głową, ale to wcale go nie zniechęciło.
- No ale zobacz. Gdybyś dołączyła do mnie, moglibyśmy podporządkować sobie strzygi.- rozmarzył się.- W końcu bylibyśmy razem na zawsze. Ty i ja. Nikt by już mi nigdy ciebie nie odebrał.
- Dymitr, to nie możliwe...- próbowałam ochłodzić jego zapał.
- Ale dlaczego?- spytał wprost desperacko.
- Po pierwsze Lissa i Christian. To nasi podopieczni i jesteśmy za nich odpowiedzialni. Nie możemy z własnej woli zostawić świat morojów, bez najlepszych strażników. Po drugie słońce. Nie będziemy mogli więcej na nie wyjść. Już nigdy. A skoro będziemy mieć uczucia będziemy za nim nadal tęsknić, jeśli nie mocniej. Po trzecie dzieci. Co z naszą małą gromadką. Anastazja, Felix i Diana są załamani. Nie możemy ich tak po prostu zostawić. Sam nie wmówisz mi, że za nimi nie tęsknisz.
- A czy to ma znaczenie?- pochylił się i zachował twarz w dłonie.- Diana mnie nie zna, a maluchy po tylu latach nieobecności na pewno o mnie zapomnieli.
- Dymitrze Bielikow. Zabraniam ci tak mówić.- zaczęłam stanowczo, po czym dodałam delikatnie.- To twoje dzieci. Zawsze będą cię kochać.
- Mają mnie za bezduszną bestię.- spojrzał na mnie z desperacją.
- Wcale, że nie. Wierzą, że da się ciebie uratować i pokładają we mnie wszelką nadzieję. Wiedzą, co oznacza być strzygą, a później zostać odmienionym. Nastka codziennie, każdej nocy, przed wschodem słońca siada przy oknie i czeka. Wiesz na co czeka?- zaprzeczył głową.- Na ciebie. Twoja księżniczka cię potrzebuje. Diana szuka cię w twoich książkach i opowieściach o tobie. A Felix ku twojej czci, jak to kiedyś powiedział, zbiera figurki kowbojów. Dzieci bardzo za tobą tęsknią. Zawsze gdy jest najmniejsza wzmianka o tobie, w ich oczach pojawia się nadzieja. Nadzieja, że ich idol, autorytet i dobry ojciec wróci.
- Naprawdę?- spytał z nadzieją, a ja przytaknęłam mu głową.- No to nie mogę ich zawieść.
- Oj nie możesz.- uśmiechnęłam się szeroko, siadając na nim w.- Po za tym, jako strzyga nie możesz mieć dzieci.
Wyprostował się, wracając wzrokiem, pełnym pożądania, z moich piersi na twarz, jednocześnie obejmując mnie jedną ręką, żebym nie zleciała.
- Eghem...- odchrząknął, uśmiechając się.- Zawsze można to sprawdzić.
Dołączył drugą rękę, zamykając mnie między obiema. Odgarnęłam z jego szyi włosy i nachyliłam się, po czym zaczęłam składać tam mokre pocałunki. Pokonałam tak całą jej długość, następnie linię żuchwy i kończąc na ustach. Chłodnych, miękkich, słodkich ustach. Od razu odwzajemnił pieszczotę, przyciskając mnie bliżej siebie. Zachłannie pogłębialiśmy pocałunki, jakbyśmy chcieli się nawzajem zjeść. Za Dymitra nie ręczę, tak kwestią żartów. Moje paznokcie już od jakiegoś czasu drapią i masującą mu głowę, co sprawia mu nieskrywaną radość, o której zapewniają mnie jego wzdychanie i jęki. Za to jego dłonie idealnie dopasowują się do moich pośladków, ściskając je jak dojrzałe pomarańcze. Nasze jęki i szybkie oddechy mieszały się co chwilę.
- Tak bardzo ciebie chcę...- wydyszał.- W tej chwili.
- Bierz mnie, tygrysie.- wyszeptałam mu seksownie do ucha, prężąc się, wynikając tyłek i przy okazji ocierając o jego męskość.
Przypominam, że jestem w samej bieliźnie. Na końcu przejechałam językiem za jego płatkiem ucha. Wciągnął gwałtownie powietrze, a gdy wróciłam na miejsce, jego sprzęt wbijał mi się bardziej niż wcześniej. Warknęłam podnieca, na co on nie wytrzymał i jedną ręką rozpiął mój stanik. Gdy tylko upadł na ziemię, przyssał się do moich piersi, a ja schowałam głowę w zagłębienia jego szyi, jęcząc i dysząc gardłowo. Ręką przesuwałam po jego nagich plecach. Nie wiem nawet, kiedy pozbyłam się jego koszulki, ale nie przeszkadza mi to. Poczułam, że się unosimy. Bielikow, nie odrywając się od mojego dekoltu, poszedł ze mną do sypialni. Rzucił mnie na łóżko, nie siląc się na delikatność, której nie oczekiwałam. Czekałam na to cholerne dwanaście lat. Ma się nie hamować. Zawisł nade mną całkowicie pozbawiony ubrań i zdążyły ze mnie zedrzeć dolną część bielizny. Wyczytując mi z oczu moje oczekiwania, wszedł we mnie szybko i głęboko. Otworzyłam szeroko oczy i uniosłam się, wgryzając w jego ramię. To było tak zaskakujące i podniecające. Zaczął się poruszać, szybko i mocno, jednocześnie całując i ssając moją szyję i ucho. Przechodziły mnie dreszcze, gdy w kumulacyjnych momentach stosunku, zasysał najczulszy punkt, co skutkowało moim drżeniem i sapnięciem. Ale mi było mało i moje biodra same wychodziły mu na spotkanie, potęgując doznania. Słyszałam jak dyszy i jęczy mi w ucho, chuchając ciepłym oddechem. Dobrze, że ciała strzyg szybko się regenerują, bo Rosjanin przez tydzień nie pozbyłby się śladów na plecach po moich pazurach. W końcu oboje doszliśmy opadając ma łóżko. Mój ukochany starał się unormować oddech, mocno mnie przytulając dłońmi, które przez cały czas podtrzymywały mnie w górze. Co chwilę składał mokre pocałunki na całej mojej twarzy. Gdy już się uspokoił, chciał wstać, wychodząc ze mnie, ale nie pozwoliłam mu, oplatając go ramionami i nogami. Nie chciałam, nie byłam gotowa na to uczucie pustki. Tak idealnie mnie wypełniał. Zrozumiał i wrócił do poprzedniej czynności, zatrzymując się na dłużej, przy moich ustach. Gdy po całej wieczności odsunął się ode mnie, pozwoliłam położyć się obok. Mimo wolne jęknęłam niezadowolona, a on tylko się zaśmiał i przytulił mnie do siebie. Zacząłem kreślić na klatce piersiowej męża nieokreślone kształty, podczas gdy on obkręcał sobie na palce moje włosy.
- I tak nie wybaczyłam ci, braku znaku życia przez te lata.- przerwałam ciszę.- Nawet nie wiesz jak bardzo bolał każdy pusty dzień.
- Myślę, że wiem. Moje serce poskładało się w momencie, gdy tylko cię zobaczyłem. Poczułem wręcz euforię, że nareszcie nie będę sam. Że będziesz ze mną. 
Wzruszyły mnie słowa ukochanego. Wtuliłam się mocniej w jego pierś, zaciągając się wspaniałym zapachem. W końcu to nie sen, ani poduszka. Mój wspaniały strażnik, z krwi i kości. Nagle wdrapałam się na niego i wypięłam seksownie.
- Ale to wciąż za mało.- przygryzłam wargę, a jego oczy rozszerzyły się do rozmiarów krążków hokejowych.- Chcę się z tobą kochać, aż do nieprzytomności.
Gdy tylko jego członek napiął się do granic możliwości, sama się na niego nabiłam. To były wspaniale godziny.

niedziela, 7 maja 2017

ROZDZIAŁ 69

Obudziłam się bardzo wypoczęta. Przeciągnęłam się i pierwsze co zauważyłam, to to, że nic mnie nie boli. Zrzuciłam z siebie kołdrę i obejrzałam dokładnie ciało. Miałam na sobie białą, koronkową bieliznę, ale po ranach ani śladu. Co jest? Przecież to mi się nie przyśniło.
- Kusisz kotku.- podskoczyłam na głos ukochanego.
- Przez ciebie kiedyś zawału dostanę.- powiedziałam, do opierającej się o drzwi strzygi.- Co się stało?
- No cóż.- uśmiechnął się, podchodząc i usiadł na brzegu łóżka, obok mnie.- Twój rycerz uratował cię od koszmarnej poczwary, zabijając ją.
- Och, jak ja co się odwdzięczę.- złapałam się teatralnie za serce.
- Buziak w policzek powinien wystarczyć.- wskazał na wspomniane miejsce.
- Po tylu latach rozłąki ty chcesz tylko całusa w policzek?- żachnęłam się.
- Ech, niech ci będzie.
Przyciągnął mnie i wpił mi się prosto w usta. Przylgnęłam do niego, napawając się chwilą i chcąc go jak najwięcej. Po bardzo długim pocałunku w końcu mnie puścił.
- No dobra, a teraz mi wszystko wyjaśnij.- zażądałam.
Przeczesał włosy dłonią, zbierając myśli.
- Nie wiem, jak to możliwe, ale mam uczucia. Po prostu. Jak obudziłem się, nie do końca wiedziałem, co się stało. Nie pomyślałem nawet, że jestem strzygą. Dopiero jak poparzyło mnie słońce, dotarło do mnie kim się stałem. Nic po za tym, wyglądem, siłą i szybkością u mnie się nie zmieniło.- zapewnił, patrząc mi prosto w oczy, jednocześnie przyciskając moją dłoń do swojej klatki piersiowej.
- Wierzę ci. A moje rany?- spytałam.
Zauważyłam, że na ten temat jego oczy stały się twarde i pełne gniewu.
- Ślina strzyg natychmiastowo leczy.
- Czyli, że mnie...- zmarszczyłam czoło.- wylizałeś?
- Każdy najmniejszy kawałeczek skóry.- uśmiechnął się.- Mógłbym powiedzieć, że jesteś smaczna, ale nie pasuje w tej sytuacji.
Wstałam i usiadłam na kolanach męża, zarzucając mu ręce na szyi. Automatycznie objął mnie, żebym nie spadła, a jego wzrok powędrował do moich piersi, uwydatnionych przez stanik. Nachyliłam się i pocałowałam go w szyję.
- To jest bardzo podniecające, w każdej sytuacji między nami.- szepnęłam, sunąc paznokciem po piersi Rosjanina.
Nie musiałam patrzeć na niego, aby wiedzieć, że obudziłam w nim głód mojego ciała. Wtuliłam się w niego mocno, wdychając boską wodę kolońską.
- Tęskniłam za tobą.- wyznałam.- Cholernie.
- Ja za wami też. Tobą, dziećmi i Lili. To było okropne. Czułem się tak bardzo samotny. Przy tych kreaturach musiałem udawać krwiożerczą bestię. A ja miałem uczucia.
- Cii... już spokojnie. Dla mnie możesz być sobą.
- I jestem. Zamykałem się tylko w tym pokoju i płakałem mad twoim zdjęciem. Płakałem.- spojrzał mi prosto w oczy.- Że nie mogę cię dotknąć, przytulić, pocałować...
- To czemu do nas nie wróciłeś.
- Jak byłaś w ciąży... na początku byłaś w stanie się bronić. Wiesz, że matka dla bezpieczeństwa dzieci zrobi wszystko. Mogłaś nie chcieć mnie wysłuchać, albo co gorsza, nie uwierzyłabyś mi. Nie miałbym dużo czasu, by cię przekonać. A później zaczęło odwiedzać cię dużo osób, w tym strażnicy no i byłoby jeszcze gorzej. Po urodzeniu Diany przeniosłaś się do Akademii i wychodziłaś z niej tylko w ciągu ludzkiego dnia. Nie miałem jak.
Chwilę siedzieliśmy tak w siebie wtuleni, gdy coś sobie uświadomiłam. Nie powiedziałam mu, jak nazywa się nasza druga córka.
- Ty wiesz?- zdziwiłam się.
- Wiem wszystko. Śledziłem was,starałem się obserwować, chciałem wiedzieć wszystko o tych, których kocham. Aż nagle usłyszałem o twojej śmierci.- zacisnął mocno zęby.
- Skąd wiedziałeś, że żyję?- dociekałam dalej.
- Czułem to. Nie umiem tego wyjaśnić, ale po prostu wiedziałem, że to jeszcze nie koniec naszej historii. Tylko nigdy nie pomyślałbym, że mój własny ojciec...
- Nie.- przerwałam mu.- On nie zasługuje, abyś tak go nazywał. On nie jest twoim ojcem. Oni tak nie robią.
- Chciałbym zadać mu tyle cierpienia, ile ty musiałaś znosić. Albo i więcej.- zacisnął pięści.
Robiło się lekko niebezpiecznie, wiec ostrożnie zeszłym z jego kolan i usiadłam obok.
- A zgwałciłbyś go dla mnie?- spytałam pół żartem, pół serio.
Dymitr zrobił wielkie oczy.
- Żartujesz? On tego nie zrobił!
- Codziennie od czterech miesięcy.- powiedziałam i poczułam łzy na policzkach.
- Cholera!
Strzyga zerwała się, wzięła stolik przy łóżku i roztrzaskała go o ścianę w drobny mak. Nie powiem, wystraszyłam się, choć wiedziałam, że nic by mi nie zrobił. Rozpłakałam się na całego, wspominając tamte chwile. Podczas gdy ja zwijałam się w łzach na łóżku, mój ukochany wyżywał się na sąsiednim pokoju. W końcu poczułam zimną, lecz znajomą dłoń na ramieniu. Pozbierałam się, otarłam oczy i spojrzałam mu w oczy.
- Czy on jeszcze żyje?- spytałam z nadzieją.
- Po tym wszystkim, ty pragniesz, aby żył?- zdziwił się.
- Tak.- powiedziałam pewnie.- Chcę na własne oczy widzieć, jak umiera w męczarniach.
Byłam pewna, że wyglądam jak zbiegła z psychiatryka. Nikt normalny nie rozmyśla o zemście z efektem końcowym jako śmierć, siedząc w bieliźnie przed mężczyzną z dwunastu letnim celibatem. Na pewno gdybym pozwoliła, rzucił by się ba mnie bez wahania. A tak się składa, że nic przeciwko nie mam. Uśmiechnął się tylko chytrze, z błyskiem w oku, którego jeszcze nigdy u niego nie widziałam.
- Da się załatwić.- zapewnił.- Sam chętnie bym takie przedstawienie zobaczył.
Dopiero po chwili przypomniałam sobie temat naszej rozmowy. Uśmiechnęłam się zadowolona.
- A jeszcze jedno pytanie. Co to było, co wlałeś mu w rany?
- Bardzo silna trucizna. Okazało się, że niektóre strzygi mają kontakty ze złymi wiedźmami, zajmującymi się czarną magią. Normalnie zabija, ale gdy przyjrzałem się twoim ranom, uznałem, że cztery dni umierania w bólach i niewyobrażalnym cierpieniu to za mało i kazałem zrobić wszystko, aby to przeżył. A powiedz mi, czy on cię w ogóle karmił?
- Zdziwię cię, sądząc, że już więcej dostają jedzenia nie posłuszne zwierzęta w cyrku, niż on mi dawał?
Niekiedy byliśmy w domu dziecka, dla dampirów, tak jak prosiła nas Lissa i raz   złapaliśmy się na wykład gości ze schroniska o traktowaniu zwierząt i tam była cześć poświęcona znęcaniu się nad zwierzętami w niektórych cyrkach. Serio, mają lepsze warunki, niż ja miałam u Randalla. Gdy tylko o tym pomyślałam, zaburczało mi w moim małym brzuchu.
- Co za skurwiel. Mam pomysł. Będziemy się nad nim zlecać tak długo, jak przeżyje bez kropli krwi, chyba że swojej.
- Panie Bielikow, nie podejrzewałam pana o taką bezwzględność.- zaśmiałam się.
- Dla niektórych po prostu warto Pani Hathaway-Bielikow.-zawtórował mi.- A teraz chodź, bo jedzenie wystygnie.
Na samą myśl o większej porcji, niż kromka chleba, pociekła mi ślina. Bardzo chętnie dałam zaciągnąć się do rozwalone salonu. Jednak i tak nic, po za srebrną tacą z pokrywką, dla mnie nie istniało.

piątek, 5 maja 2017

ROZDZIAŁ 68

Jeśli mówiłam, że te cztery miesiące, gdy Dymitr pierwszy raz był strzygą były najgorsze, to teraz moja poprzeczka skoczyła wysoko w górę. Od pięciu miesięcy jestem niewolnicą Randalla, a od czterech również seksualną. Nie oszczędza mnie żadnego dnia. Tak dawno nie widziałam słońca i nieba, w sumie nic nie widziałam po za kamieniem i żarówką zwisającą na kablu z sufitu. Jestem blada jak śmierć, cała w ramach, a moja psychika już mnie zawodzi. Codziennie hańbiona i poniżana, bita, raniona nożami, a niekiedy i podpalana żywym ogniem. Znalazł sobie średniowieczne tortury i stosuje na mnie. Jak co dzień zostałam zerwana z błogiego i bezbolesnego snu, po czym wyciągnięta z celi. Ale tym razem nie trafiłam do sali tortur, a do jakiegoś gabinetu. Za oknami było ciemno, czyli, że mamy noc. Przywiązano mnie do krzesła i dwaj mężczyźni wyszli. Krzesło przy biurku się obrócił, a tam siedział Iwaszkow, pieszcząc swoją broń. Odetchnęłam w duchu z ulgą. Koniec mojej męczarni.
- Wiesz, Rose, bardzo dobrze mi się z tobą współpracowało...
- Czego nie mogę powiedzieć o tobie.- rzuciłam.
Takie sytuacje zawsze działały na mnie wzrostem odwagi. I tak mnie ma zabić, co mi za różnica. Jak zginąć to z klasą.
- A ja myślałem, że to cię czegoś nauczyło.- westchnął.
- Jestem oporną uczennicą. Spytaj swojego syna. A nie, czekaj. Przecież on prędzej cię zje.- uśmiechnęłam się zwycięsko.
- Lepiej zamknij tą jadaczkę, bo wrócisz pod bat.
- Dobra, do rzeczy.- przewróciłam oczami, śmiejąc się w duchu.
Powstrzymał się od rzucenia kolejnego wyzwiska.
- Wracając. Tak więc, niestety, wszystko ci dobre, kiedyś się kończy. Jesteś wspaniałą kobietą, ale twój czas dobiegł końca. Jak widać nikt nie przyszedł ci z pomocą, jesteś sama i nikogo nie obcho...
- Daruj sobie. Na dworze wciąż mnie szukają, ale nie umieją znaleźć.- powiedziałam pewnie.- Po za tym ja, w odróżnieniu od ciebie umiem zginąć za dziecko, a ty nawet nie wiesz, co to miłość.
- Milicz kobieto bo...
- Bo co? Zabijesz mnie? Proszę bardzo.
- Chciałem kulturalne, ale jak widać z tobą się nie da.- wycelował we mnie broń.- Smaż się w piekle suko.
- Zostawię ci otwartą bramę.
Już miał strzelić, gdy zza drugich drzwi usłyszeliśmy hałas.
- Widzisz. Przyszli po mnie. To twój koniec.
- Po twoim tropie.- uśmiechnął się i strzelił, w tym samym czasie co drzwi się otworzyły.
Odwróciłam wzrok, ale nic nie poczułam. Co on sobie w kulki ze mną leci? Spojrzałam przed siebie i zastygłam w szoku. Między nami przebiegło z dwadzieścia strzygą i zniknęło za drugimi drzwiami. Jedna musiała po prostu przyjąć moją kulę. Ale o co tu chodzi? Co one tu robią? Czemu pobiegł dalej? Przecież ode mnie śmierdzi krwią na kilometr. Spojrzałam na drzwi, którymi weszły i oniemiałam. W rażącym blasku światła stał dumnie Rosjanin w swoim kochanym prochowcu. Nie miało dla mnie znaczenia, że jest strzygą. Odnalazł mnie jak obiecał. Nasze spojrzenia się skrzyżowały i... chyba widziałam radość i miłość w jego oczach. Nie. Na pewno nie. Strzygi nie mają uczuć. Po chwili zmierzył mnie wzrokiem i zacisnął pięści. Spojrzał na mojego oprawcę. Gdyby spojrzenie mogło zabić, to Randall już leżałby martwy.
- Ty!- ryknął, w sekundę znajdując się przy nim i rzucając go o ścianę.- Mogłem się spodziewać. Ze wszystkich mężczyzn nie ma tak okrutnego jak ty.
W oczach moroja widziałam strach. Bielikow wziął go za kołnierz i przyszpilił do ściany.
- Za wszystko co zrobiłeś mi i kobietą, które są dla mnie ważne, skazuję cie na piekło.- nie dając mu nic powiedzieć, przebił go pazurami, po czym zza płaszcza wyciągnął jakąś buteleczkę i polał jej zawartością rany Iwaszkowa. Nie patrząc na niego, odwrócił się i podbiegł do mnie. W jego oczach wyraźnie widziałam troskę i miłość. Jak? Czemu?
- Roza. Kochanie. Tak bardzo przepraszam. Gdybym znalazł cię wcześniej...
- Dymitr...- wychrypiałam.- Znalazłeś mnie. Dziękuję.
- Zawsze cię odnajdę. Zawsze już będę przy tobie. A teraz chodź. Trzeba wracać.
Zerwał wszystkie trzymające mnie łańcuchy, a ja bez oparcia zaczęłam spadać. Z łatwością mnie złapał i uniósł jak pannę młodą, po czym skierował się ze mną do wyjścia. Wtuliłam się w niego i czując się bezpieczna, zaczęłam się cała trząść.
- Boże, co ten skurwiel ci zrobił?- popatrzył na mnie zmartwiony.
- Wszystko. Ale do wesela się zagoi.- zaczęłam kaszleć i plunęłam krwią.
- Oj tak. Już ja o to zadbam. A teraz śpij.- cmoknął mnie w czoło, a moje ciało objęła fala ciepła. Jednak zadrżałam, gdy wyszliśmy na chłodne powietrze, zatrzęsłam się. W końcu to październik i nie jest już tak ciepło, aby latać na go. Zwłaszcza nocą. Mój mąż, widząc to, zdjął swój płaszcz i okrył mnie nim.
- Zabrudzę go krwią.- zauważyłam.
- Ty jesteś ważniejsza.- zrobiło mi się ciepło na duszy.
Nic nie rozumiałam, ale cieszyłam się, że jest tu ze mną. Położył mnie delikatnie na tylnych siedzeniach i usiadł obok z kamienną miną. Spojrzałam na niego, ale jego wzrok był zimny jak lud. Co się z nim stało?
- Musi udawać, aby strzygi nie połapały się, że jest inny. Dla waszego bezpieczeństwa.- w głowie usłyszałam znajomy głos.
Luna już dawno się do nas nie odzywała. 
- Ruszaj.- powiedział zimno strażnik, a mnie przeszedł dreszcz.
Jednak na pamięć wrócił mi obraz zatroskanych oczu ukochanego, co mnie uspokoiło.
- Lissa.- przedarłam się do umysłu przyjaciółki.
- Rose?! Coś się stało?- zmartwiła się.
- W sumie to tak. Jestem wolna i Dymitr porywa mnie do siedziby strzyg.
- O Boże!- wystraszyła się.
- Ale spokojnie. On jest... inny. Ma uczucia.- pokazałam jej wspomnienie sprzed kilkunastu minut.
- Czyli, że wszystko dobrze?- chciała się upewnić.
- Tak. Ale nic im jeszcze nie mów. Najpierw chcę uratować mojego bohatera.- spojrzałam z uśmiechem na Rosjanina.
- No dobrze. Ale pospiesz się. Dzieciaki są zrozpaczone.
- Zrobię co w mojej mocy. Jeszcze wrócimy oboje do domu.
Zaczęłam ziewać, a podskakiwanie samochodu tylko pomagało snu przyjście. Okryłam się szczelniej płaszczem i odpłynęłam w krainę morfeusza.

czwartek, 4 maja 2017

ROZDZIAŁ 67

Dedykuję ten rozdział Marcie, za to, że tak bardzo go chciała.
___________________________________________________________Codziennie to samo. Budziło mnie wiadro lodowatej wody i dwóch osiłków ciągnęło mnie do sali. Randall przywiązywał mnie do drewnianej rury i bił biczami. Czasami gdzieś wbił nóż, ale tak żeby mnie nie zabić. W połowie pytał, czy ulegnę, ale odpowiedź zawsze była taka sama. Wtedy też miałam przerwę na kromkę chleba i wodę. Przez ten miesiąc nieźle schudłam i zmizerniałam, nie mówiąc o bliznach. Codziennie, po pobudce, pytam Lissę o dzień. Zdarza się, że jeszcze budzą mnie w nocy. Kiedy skończę jeść, kontynuuje tortury z użyciem rozgrzanego druta lub węgli prosto z żaru. Jeśli gdzieś na plecach mam kawałek skóry bez cięć od bicza, to pokrywają go bąble, albo ropiejące rany poparzenia. Na zebrach i brzuchu miałam siniaki od kopania i bicia. Ale mimo cierpienia, nie poddaję się. Ciągle czuję wiarę Dymitra i trzymam się jej jak tonący kawałka drewna na oceanie. Ale dzisiaj się coś zmieniło.
- Wstawaj. Koniec drzemki.
Podniosłam się, czując ból na każdym centymetrze ciała. Nie miałam sił się podnieść.
- Nie słyszałaś!- wrzasnął polewacz
Dotarł do mnie dźwięk uderzenia blachy o kamień, po czym wnioskowałam, że jak co dzień rzucił wiadro i zaraz brutalnie mnie podniesie. Nie myliłam się. Zacisnęłam zęby, a i tak syknęłam z bólu, gdy złapał mnie za ramię i brutalnie pociągnął w górę. Na wpół ciągnięta, a na wpół podtrzymująca się ściany, zostałam doprowadzona do sali. Wtedy ten goryl uderzył mnie tak, że upadłam na ziemię. Skuliłam się w pozycji embrionalnej, bo tak najmniej czułam ból. Leżałam nie wiem ile, gdy usłyszałam jego głos.
- No i widzisz Rose. Po co ci to wszystko. Mogłaś się już dawno poddać. Miałabyś niezapomniany sex i dawno bym już Cię zabił.
- Nie zapomniany sex z tobą?- zaczęłam kaszleć krwią.- Nigdy taki nie będzie. Jestem tylko Dymitra i nigdy ci się nie oddam.
Zacisnął usta w wąską linię.
- To wezmę sobie sam.
Przeraziłam się. On chyba nie chce...
Poczułam smagnięcie bata i wyprostowałam się, jak rażona prądem. On to wykorzystał i znalazł się nade mną, przywracając mnie na plecy. Zaczęłam się szarpać i wyrywać, mimo rwącego bólu. Moroj zdzielił mnie kilka razy w twarz, po czym zerwał ze mnie szatę. W jego oczach było tylko pożądanie i szaleństwo, a ja wiedziałam, że tym razem nie umiałam ukryć strachu. Złapał moje ręce w nadgarstkach, unieruchamiając je mi nad głową. W tym czasie jego druga dłoń bezczelnie mnie obmacywała. Gdy zaczął całować moje nagie piersi, nie wytrzymałam i z oczu pociekły mi łzy bezsilności i wstrętu do siebie. Odechciało mi się wszystkiego. Ale wciąż walczyłam.
- Przestań się wiercić, a będzie mniej bolało.- warknął, podgryzając mi skutek.
Poczułam jak ktoś łapie moje dłonie i przytwierdza do podłoża kajdankami, dzięki czemu Randall miał wolne dłonie. Zjeżdżał coraz niżej, a ja szarpałam się i wyrywałam. Zmęczona bólem i wysiłkiem, który i tak nic nie dał, odwróciłam głowę i miałam ochotę tylko się skulić i płakać w samotności. Robił wszystko, co zawsze mnie podnieca, ale teraz przynosi tylko obrzydzenie i odruch wymiotny. Nigdy nie byłam wierząca, ale Boże, błagam. Ten jeden jedyny raz mi pomóż i uratuj od tego zboczeńca. Gdy usłyszałam dźwięk zamka błyskawicznego, weszły we mnie nowe siły. Adrenalina znieczuliła mnie na cierpienie i pozwoliła na nowo się szarpać. Nagle poczułam niewyobrażalny ból, na co krzyknęłam. Wszedł se mnie i zaczął się poruszać.z każdym pchnięciem czułam się jakby rozrywał mnie od środka. To trwało całą wieczność, gdy ze mnie wyszedł i spuścił się obok mnie. Dyszałam ciężko i mimo bólu, skupiłam się, próbując zatrzymać łzy. Dopiero teraz zauważyłam, że zostałam odpięta. Ale nic to nie zmieniało. Czekałam tylko, aż mnie zabije. Czułam obrzydzenie i wstręt do siebie i swojego ciała. Jestem słaba i nie umiem się obronić. Nagle wylał na mnie tą samą ciecz, co zawsze, a wszystko zaczęło palić żywym ogniem. Czemu on mi to robi? Nie wystarczy mu to, jak mnie upokorzył?
- Nie ma spania. Obiadek, a później wracamy do codzienności. Jutro powtórka.- uśmiechnął się szatańsko i rzucił we mnie bochenkiem chleba. O! To jakaś nowość. Dopadłam jedzenia jak dzikie zwierzę i zaczęłam jeść, zanim się rozmyśli. Następnie posadził mnie na krześle i do niego przypiął. Złapał ostry drut i wbił mi w dłoń, na wylot. To samo zrobił z drugą i stopami. Ale oprócz krzyku nie wykazywałam żadnych innych oznak cierpienia. Byłam wyprana z emocji. Czułam się jak najgorszy śmieć i byle zabawka, którą kiedyś się znudzi i zabije. Jaz zwykle gorący pręt, noże, bicze. Nic nowego. Już zdążyłam się przyzwyczaić, bo nic innego mi nie zostało. Tak. Podałam się. Nie czekam na ratunek, który nie przyjdzie. Wygrał. Dostał co chciał i długo jeszcze będzie to brał. Na koniec zrobił coś nieoczekiwanego. Odchylił moją szyję i wbił się w nią. O tak! Endorfiny to coś, czego teraz mi potrzeba. Błogość i znieczulenie bólu. Po raz pierwszy od miesiąca nie zemdlałam z cierpienia, a zasnęłam z przyjemnością.
- Rose?! Boże święty, co on ci zrobił?
Przed sobą zobaczyłam Lissę. Często odwiedza mnie w śnie, aby zobaczyć jak wyglądam i dotrzymać mi towarzystwa. Zazwyczaj siadamy na sofie, ja się w nią wtulam i wyżalam. Całą słabość pokazuję przed nią, żeby nie cieszyć oczu Iwaszkowa.
- Liss.- rzuciłam się na nią z płaczem.- T-t-to było o-o-okropne. Zrobił to, rozumiesz?! Zrobił!
Płakałam skulona na jej kolanach, a przyjaciółka głaskała mnie po włosach. Zmieniła mój wygląd na normalny.
- Ja tak nie mogę.- powiedziała w końcu zła.- Musimy was znaleźć. Nie mogę patrzeć na twoje cierpienie, bo i ja cierpię. On musi za wszystko zapłacić.
- I co z tym zrobisz? Nawet nie wiemy, gdzie to jest. A może co dzień zmieniamy miejsce? Nie wiem. Jak dotąd nic nie znaleźliście. Tak, mam świadomość, że mnie szukacie.
Przez chwilę byłyśmy tak w ciszy.
- Rose. Nie chciałam ci wcześniej tego mówić, ale na pogrzebie był ktoś jeszcze.- spojrzałam na nią zaciekawiona.- Gdy wyszłam na środek i przemawiałam, za tują widziałam znajomą sylwetkę.
Weszłam do jej wspomnień i też to zauważyłam.
- Dymitr - wyszeptałam.- O-on tak był.
- Tak. Gdy wszyscy poszli wymknęłam się i zakradłam pod grób, tak żeby nikt mnie nie widział. On podszedł do kupki ziemi i położył na niej jedną czerwoną różę mówiąc...
Zagłębiłam się w jej wspomnienia, bo możliwe, że była to ostatnia szansa, aby usłyszeć jego głos.
- Wiem, że żyjesz Roza. Odnajdziemy cię.- popłakałam się słysząc jego cudowny akcent. On wie. On mnie uratuje. Czuję to. Wierzę w to.

środa, 3 maja 2017

ROZDZIAŁ 66

Obudziła mnie lodowata woda na moim ciele. Gwałtownie otworzyłam oczy, rozglądając się po pomieszczeniu. Byłam w jakiejś celi ze starym materacu. Oczywiście na nim nie mogli mnie położyć. Przy wyjściu stali dwaj goryle i wcale nie wyglądali, jakby chcieli się zaprzyjaźnić. Jeden, łysy w czarnej koszulce i narzuconej skórzanej kamizelce, trzymał wiadro, z którego kapały ostatnie krople wody, a drugi, z czarnymi włosami, niewyobrażalnie krzywym nosem, w bordowym T-shircie i zielonych bojówkach, miał bat z chyba pięciu rzemyków, zakończonych kolcami. Nie chciałam wiedzieć, po co mu on, ale miałam bardzo źle przeczucia.
- Przebierz się.- ten z tyłu rzucił we mnie jakąś podartą, białą szmatą. Czekałam, aż sobie pójdą, ale oni patrzyli na mnie równie wyczekująco.
- Chyba nie myślicie, że będę się przebierać przy was?- Uniosłam jedną brew.
- Możemy ci pomóc.- mruknął zachęcająco ten z wiadrem.
- Podziękuję.
Odwróciłam się do nich tyłem i zaczęłam ściągać z siebie przemoczone ubrania
- Stanik też. Dół możesz zostawić.- poinstruował mnie ciemnowłosy.
To było ohydne. Zboczeńcy. Cała trójka. Gdy w końcu ubrałam na siebie to coś, zaprowadzili mnie do innej sali. Było tam krzesło i stół z wbudowanymi kajdankami na ręce i nogi, łańcuchy przy ścianie, drewniana rura do sufitu oraz stojak z różną bronią i przyrządami tortur. Chyba naprawdę wolałabym tą kulkę w łeb. Zablokowałam się na Lissę. Nie chciałabym, aby była tego świadkiem, bo mogłaby kogoś tu wysłać. Choć sama nie wiem, gdzie jestem. Posadzili mnie na krześle i uwięzili zatrzaskami, po czym wyszli. Miałam piękny widok na broń, ale żadnych perspektyw na jej dostanie. Nagle drzwi za mną otworzyły się z hukiem, aż podskoczyłam, do tej pory skupiona na narzędziach moich tortur.
- Podziwiaj Rose, podziwiaj.- usłyszałam ochrony głos Randalla.- Może masz lepszą wyobraźnię niż ja i będzie mniej bolało niż myślisz.
Podszedł do stolika i wyciągnął nóż. Nie pokazałam strachu, nawet gdy podszedł i przyłożył go w moją klatkę piersiową. Jednak on, zamiast sprawić mi ból, upokorzył mnie, rozrywając tą i tak dziurawą szmatę tak, że odkrył mi całe piersi. Zaczął mnie po nich dotykać, co wywołało u mnie obrzydzenie. Próbowałam się wyrwać, ale nie miałam jak. Zesztywniałam, czując sunący metal po mojej szyi, a następnie pieczenie i ciepłą ciesz. Moroj nachylił się i zaczął ją zlizywać i scałowywać. Miałam ochotę się zrzygać. Gdy schodził coraz niżej, pochylił się tak bardzo, że gdy wyprostowałam nogę, walnęłam go prosto w najczulszy punkt. Z dumą patrzyłam jak zwija się na ziemi. Jednak po chwili wstał z groźbą wypisaną na twarzy.
- Więcej mnie nie dotykaj.- wysyczałam przez zaciśnięte żeby.
- Oj skarbie.- znowu uśmiechnął się jak pedofil, a nóż znalazł się przy moich piersiach.- Ty jeszcze nie wiesz, jak cię dotknę.
Wbił czubek i zaczął nim jeździć. Cholernie bolało, ale zagryzłam zęby, aby nie krzyczeć. Nie ukażę mu swojej słabości. Nigdy się nie poddam. Gdy skończył zlizywać krew, przejrzał się swojemu dziełu. Ze stolika zabrał lusterko i pokazał mi moje odbicie. Krwawiąca rana na szyi i wielki, czerwony znak rodu Iwaszkow. Korona z okiem w środku. Cóż. Pociesza mnie fakt, że Dymitr, bądź co bądź, należy do tego rodu. Jednak nie miałam zamiaru być uległa i jeszcze bardziej wkurzyłam Randalla.
- Krzywe.- uznałam, patrząc krytycznie na odbicie.
- Co?- stężał.
- Mówię, że krzywe.- wpieniałam go coraz bardziej.- Dymitr zrobiłby to lepiej.
Uśmiechnęłam się triumfalnie, gdy w jego oczach zobaczyłam prawdziwą furię. Zapomniałam, że jestem na przegranej pozycji. Podszedł i uderzył mnie z całej siły w twarz, aż zakręcie mi się w głowie. Od razu odechciało mi się śmiać. Z kącika ust pociekła ci ciepła ciesz i skapywała na wciąż nagą pierś. Ze stolika wziął ostry nóż i przejechał wbił mi go w łydkę. Krzyknęłam, a z oczu pociekły mi łzy bólu. Jednak gdy uniosłam wzrok, byłam pewna, że zobaczył tylko gniew. Nie boję się go. Niech mnie zabije. Proszę bardzo. Jak nie ma Dymitra, jest mi to obojętne. Następnie sięgnął po bicz, ale ten bez niczego i uwolnił mnie. W pierwszym odruchu rzuciłam się na niego, jednak ból w lewej nodze powalił mnie na kolana. Dyszałam ze zmęczenia i bólu, a on w tym czasie stanął za mną i wykonał pierwsze uderzenie. I następne. I kolejne. To nie miało końca. Jednak trzymałam się dzielnie. Na końcu wylał na mnie wiadro nie wiem czego, ale wszystkie rany zaczęły mnie pięć, jakby wbijano w nie malutkie igły. Podszedł wymienić znowu swoją zabawkę.
- P-p-po co ci to?- wyjąkałam cicho, ale że sala była mala i pusta, mój głos dobrze było słychać.
- Po co? Po co?- znowu zaczął mnie torturować, tym razem gorącym prętem.- Żebyś mi uległa.
- Jesteś szalony. Nigdy nie ulegnę. Jestem tylko Dymitra.
- Jeszcze zobaczymy.
Przyłożył mi przed do rany na plecach, a ta zaczęła mnie palić żywym ogniem i... zemdlałam.

Po pięciu okrążeniach i szybkim rozciąganiu, zaczęliśmy walczyć. Byłam jak w transie. Przelałam w to całą energię, złość, żal i inne targające mną negatywne emocje. To było okropne. Ci ludzie serca nie mają. Jak mogą chcieć krzywdzić takie małe, bezbronne dzieci? Przecież to barbarzyństwo. Atakowałam szybko i mocno, zaślepiona złością. Pokonała strażnika trzy razy i chciałam więcej, a on mnie jeszcze ani razu. W pewnej chwili złapał mnie za ręce, a gdy chciałam się wyrwać, przyszpilił mnie do ściany.
- Dosyć, Rose. Już dosyć.- powiedział i zamknął mnie w objęciach.
***
Ale to wcale nie pomogło. Dalej byłam zła oraz przerażona. Cała się trzęsłam i zaczęłam na nowo płakać w ramię ukochanego.
- Na dzisiaj wystarczy, Skarbie. Spokojnie. Nic się złego nie wydarzy.
- Nigdy nie będzie dość.- krzyknęła, odsuwając się od niego.
Stanęłam na środku materaca i przyjęłam pozycję bojową.
- Rose, proszę cię.- na nowo mnie przytulił, ale ja zaczęłam się wyrywać.- Oboje jesteśmy zmęczeni. Wracamy.
- Nie! Chcę walczy. Pozbyć się tego wszystkiego. A najlepiej to byłoby dorwać tych zasranych morojów. Myślą, że są wielcy, ale zobaczymy co powiedzą, jak im obiję te arystokracie mordy.- już robiłam w głowie plan jak mu uciec, bo ani myślał mnie puścić.
***
- Wcale tak nie myślisz, prawda Rose?- spytał z niepokojem
- Myślę!- odpowiedziałam hardo.- I wiem, że ty też. Przecież oni chcieli skrzywdzić nasze maleństwa.- w oczach zebrały mi się łzy złości.
- Wcale, że nie. I ty też nie.- zaczął ciągnąć mnie do wyjścia.
***
- Roza, to nie jesteś ty.
Już chciałam zaprzeczyć, ale zdałam sobie sprawę z tego, że ma rację. Zwykle cztery słowa, które wskazują na jedno.
- Mrok.- szepnęłam odrętwiała.- To znowu on.
- Kochanie prosiłem cię, żebyś tego nie robiła.- popatrzył na mnie z żalem i troską.
- Ale to moja przyjaciółka. Ma szansę zmienić nasz świat. Jak mam pozwolić jej oszaleć? Ona jest Władimirem, a ja jestem jej Anną.- w oczach zebrały mi się łzy, które po chwili się uwolniły.- Tak musi być.
Rosjanin usiadł obok i wziął mnie na kolana. Wtuliłam się w niego, gdy on głaskał moje plecy. Dymitr ma rację. Nie umiem się obronić przed sobą samą.
- Nie.- usłyszałam przy uchu cichy, ale stanowczy głos.- Nie musisz być Anną.
- Ale Lissa...- gdy zaczęłam protestować, mąż ucieszył mnie, kładąc mi palec na ustach.
- Nie o to mi chodzi. Jest między wami zasadnicza różnica. Ty masz mnie. Zawsze ci pomogę, nawet, a zwłaszcza z mrokiem. Tak jak teraz. Po za tym sama jesteś bardzo silna, więc dasz sobie z tym radę. Musisz. Masz dla kogo.
Był bardzo pewny swoich słów i tą pewnością zaraził mnie. Wierzył we mnie, a ja nie mogę go zawieść. Byłam mu wdzięczna za to, że jest i mnie wspiera mimo, że moje życie, a teraz nasze nie jest nigdy spokojne.

To wspomnienie dodawało mi siłę przy kolejnych torturach.