poniedziałek, 24 kwietnia 2017

ROZDZIAŁ 59

ANASTAZJA

Obudził mnie delikatny dotyk na plecach. Zamruczałam z przyjemności, gdy przeszedł mnie dreszcz. Przeciągnęłam się, po czym otworzyłam oczy, wtulając się w tors ukochanego.
- Dzień dobry księżniczko.- odezwał się z seksowną, poranną chrypką.- Jak się spało?
- Cudownie.- westchnęłam rozmarzona, rysując bliżej nie określone kształty na jego klatce piersiowej.
- A wczorajsza noc...?- spytał niepewnie.
- To było...- uniosłam oczy w górę, szukając słów.- Niesamowite. Jeszcze nigdy się tak nie czułam. Dziękuję. To był mój najlepszy wybór w życiu. Dziękuję, że ze mną jesteś.
Uniosłam się i pocałowałam go delikatnie w usta.
- Zawsze będę księżniczko, jeśli tylko pozwolisz.- Jack patrzył mi prosto w oczy z miłością.
- Oczywiście.- przytuliłam się do niego.- To były najlepsze urodziny w moim życiu. Teraz mam wszystko, czego mi potrzeba. Brata, na którego mogę zawsze liczyć, rodziców którzy zawsze mi doradzą, ze swoją wiedzą i doświadczeniem, oraz ciebie. Mojego księcia w lśniącej zbroi na jednorożcu.
Poczułam drżenie pod swoją głową, a z ust blondyna wydobył się krótki chichot.
- Dla ciebie mogę być kimkolwiek chcesz, księżniczko. Bylebyś zawsze była szczęśliwa.
- Bądź ze mną, a będę.
Przez chwilę leżeliśmy w ciszy napawając swoją obecnością. Teraz wiem, co znaczy rozumieć się bez słów. Nie musieliśmy nic mówić, tylko czuć tą drugą osobę obok siebie. Jeśli tak umiecie, znaczy się, że to jest prawdziwa miłość. Nagle zaburczało mi w brzuchu, na co oboje zaczęliśmy się śmiać.
- Chętnie bym poleżał z tobą księżniczko, ale ten potworek w tobie może nie być zadowolony.- zaczął się podnosić.- Ty tu poczekaj, a ja zaraz przyniosę ci coś do uciszenia tego Burka.
Zachichotałam na jego słowa, po czym cmoknęłam go w usta i pozwoliłam iść. Leżałam chwilę, ale znudziło mi się to. Uznałam, że czekając pójdę się umyć. Odkryłam się i powoli zrzuciłam nogi po za łóżko. Kiedy stanęłam na miękkim dywanie, poczułam lekki dyskomfort w dolnych partiach ciała. Jednak zanim znalazłam się przy drzwiach, zdążyłam to rozchodzić. Wtedy zauważyłam, że aby dojść do łazienki, muszę minąć salon połączony z kuchnią. A Jack powiedział, żebym zaczekała. Trudno. Każdemu może się zachcieć do toalety. Po cichu wyszłam z sypialni i starałam się bezszelestnie pokonać pokój dzienny. Ukochany stał tyłem do mnie, robiąc coś na kuchence goły, jak go Pan Bóg stworzył. Moja, spaczona wczorajszą nocą, wyobraźnia zaczęła podsuwać mi wizje, które przypadły do gustu mojemu zdemoralizowamemu umysłowi. Jedna, pełna namiętności noc, a takie zboczenie na umyśle. Co ten mężczyzna ze mną robi. Kiedy dotknęłam klamki od mojego celu, odegnałam od siebie świntusze myśli, potrząsając głową. Nagle poczułam na biodrach dłonie i usta na szyi.
- Nie kuś, bo mam ochotę wziąć cię, chodźmy na blacie w kuchni.- mruknął mi do ucha, badając dłońmi mój brzuch i piersi.
- Nie obiecuj, bo jeszcze uwierzę.- przymknęłam oczy, oddając się jego dotykowy.- Boże, co ty ze mną robisz?
- Mów mi Jack.- zaśmiał się w moją szyję, po czym odwrócił mnie przodem do siebie.- A gdzie to się pani wybierała?
- Do łazienki, wykąpać się.- zaczęłam szybciej oddychać, pod wpływem jego wzroku, pełnego pożądania.
- A myślałem, że poczekasz na swojego chłopaka.- udał smutnego, aby po chwili dodać seksownym głosem.- Byśmy wzięli pierwszą wspólną kąpiel.
- Jeśli naprawdę zrobisz coś z naszymi problemami,- dotknęłam jego twardą męskość, na co gwałtownie wciągnął powietrze.- zastanowię się.
Minęłam go i kręcąc biodrami podeszłam do części kuchennej. Następnie wzięłam z koszyka jabłko i się w nie wgryzłam.
- Chrzanić to.- mruknął blondyn, odwracając się do mnie.
Szybko znalazł się przy mnie, wyłączył kuchenkę, po czym złapał mnie w biodrach i pocałował. Moje jabłko potoczyło się po podłodze, gdy wplątałam palce w jego włosy. Położył mnie na stoliku na kawę, a po chwili we mnie wszedł.
- Teraz to masz dopiero fryzurę po sexie.- zaśmiałam się, kiedy siedzieliśmy przy śniadaniu.
 W końcu skończył robić naleśniki, k
- To jeszcze nie koniec.- ostrzegł.- Obiecałaś mi wspólną kąpiel.
- Robiłeś to kiedyś w wodzie.- przymrużyłam oczy z uśmiechem.
- Nie, ale chętnie przeżyłbym z tobą ten pierwszy raz. I w wielu innych miejscach.
Powiedział to tak seksownie, że aż zrobiło mi się mokro. Nie wytrzymałam jego wzroku, więc wróciłam do jedzenia. Po jedzeniu i wspólnym kąpaniu zaczęliśmy zbierać się do szkoły. Zeklos nawet wziął tu moje ubrania, które były jego ulubione. Krótkie, jeansowe szorty i jasno zieloną bluzkę na ramiączkach. Z trudem się ubraliśmy, nie mogąc oderwać się od swoich ust. Nigdy nie sądziłam, że podczas mojego pierwszego razu, będą aż trzy razy. Szaleństwo. Jack kierował samochodem, a ja nie mogłam wysiedzieć w miejscu z ekscytacji i radości.
- Co tak się wiercisz?- spytał mój ukochany z uśmiechem.
- A tak jakoś.- mi samej uśmiech nie schodził z ust.
Chłopak zmienił bieg, po czym z powrotem położył dłoń na moim udzie. Zaczęłam patrzeć przez okno, podziwiając ciemny las. W mroku, wśród drzew zobaczyłam jakiś ruch. Pewnie to sarna. Tutaj jest ich trochę. Kiedyś z bratem zakradliśmy się w ludzki dzień w głąb leśnej puszczy i ukryci wśród krzewów, podglądaliśmy taką małą rodzinkę, pasącą się na świeżej trawce. Najlepsze było, gdy mały jelonek zaczął zjadać liście z naszej kryjówki i podwinęła kapelusz Felixa. Ganiali się po całej łące. O dziwo zwierzaki nie uciekały przed nami, a nawet dały się nam dosiąść. Jednak największy szok i zastanowienie daje mi fakt, że pobiegły z nami pod sam dom. Później oczywiście rodzice zabrali nam tablety, ale warto było. Teraz zaczynam myśleć, czy Luna nie miała z tym nic wspólnego. Nagle moją uwagę zwrócił ruch w bocznym lusterku. Gdy się przejrzałam samochodowi za nami, zbladłam, cała się spinając.
- Co się dzieje, księżniczko?- spytał zmartwiony moroj.
- Jedź najszybciej jak możesz i nie zatrzymuj się nawet. Zaufaj mi.- dodałam, widząc jego pytające spojrzenie.
Od razu zmienił bieg i docisnął gaz do oporu. Co chwilę spoglądałam w lusterko. Niestety nie gubiliśmy furgonetki, a nawet się zbliżały.
- Cholera. Nie da się szybciej?
- To auto ma wyglądać, a nie się ścigać.- zauważył.
Mówiłam już? Cholera! Muszę coś wymyślić. 
- Powiesz co się dzieje?- spytał Zeklos.
- Czym mniej wiesz, tym bardziej skupiasz się na drodze.- patrzyłam to na drogę, to na pościg, aż coś zauważyłam.- Na mój sygnał skręca gwałtownie w prawo. Teraz!
Okręcił szybko kierownicę i wjechaliśmy w leśną drogę, że aż nas rzuciło na prawo. Tamten samochód pojechał prosto. Odetchnęłam głęboko, uspakajając się. Ale wiedziałam, że nie ma tak łatwo i zaraz nas znajdą. Strzygi nigdy się nie poddają.

niedziela, 23 kwietnia 2017

ROZDZIAŁ 58

DYMITR

Nie mogłem patrzeć jak Jack przytulał moją księżniczkę, ale nie miałem zamiaru spuszczać ich z oczu. Bolało mnie, że już nie jestem najważniejszym mężczyzną w jej życiu. Kiedyś nie myślałem o sobie jak o ojcu. Bałem się tej odpowiedzialności, nawet gdy Roza powiedziała mi, że jest w ciąży. Ale teraz nie wyobrażam sobie życia bez naszej małej rodzinki. Te lata rozłąki były katorgą. Myślałem tylko czy o mnie myślą i za mną tęsknią. Nie oczekiwałem tego. Bliźniaki to jeszcze, ale Diana nawet mnie nie znała. Jednak gdy tylko Roza powiedziała mi, że będziemy mieli kolejne dziecko, już je pokochałem. Cholerne strzygi. Zacisnąłem mocniej pięści, widząc Zeklosa przyssanego do szyi mojej córeczki.
- Uspokój się Towarzyszu.- poczułem na ramionach delikatne dłonie.
Pod dotykiem ukochanej od razu wszystkie moje mieście nie rozluźniły. Odwróciłem się do niej, kładąc dłonie na jej biodrach, po czym wtuliłem się w szyję żony, wdychając cudowny zapach perfum. Roza odwzajemniła uścisk.
- Wiem, że ci ciężko, ale musisz dać jej żyć, tak jak ona chce.- pocieszała mnie, głaszcząc moje włosy.- Wie co jest dla niej dobre.
- Nie wiem, czy dobrze robi ufając mu.- westchnąłem.
- Na pierwszy rzut oka widać, że oboje mocno się kochają. Anastazja nie jest głupia. W końcu to twoja córka.
Uśmiechnąłem się na jej słowa.
- Po prostu nie chcę, żeby cierpiała. Świat i ludzie są okropni.- posmutniałem.
- Nie zapomnijcie gumek!- usłyszałem krzyk Felixa.
Odwróciliśmy się w jego stronę, a następnie osób do których kierował swoje słowa. Spiąłem się, na widok ciemnowłosą dampirzycę w fioletowej sukience, niesionej przez blondyna w jasno fioletowym garniturze.
- Spierdalaj.- fuknęła moja mała księżniczka, pokazując mu środkowy palec, zanim nie zamknęło się za nimi drzwi.
Ma charakterek po mamie. Już chciałem tam iść, gdy poczułem ucisk na ramieniu.
- Dymitr...- zaczęła zaniepokojona Roza.
- No co! Mam pozwolić im się tam pieprzyć!- warknąłem.
- Opanuj się.- fuknęła.- Mówisz o swojej córce.
- Właśnie. I nie pozwolę jej mu skrzywdzić.- chciałem jej się wyrwać, ale uczepiła się mnie kurczowo.
Uparta kobieta. Ale przecież za to ją kocham.
- Idziemy!- zaczęła mnie ciągnąć w przeciwnym kierunku.
- Gdzie?- spytałem zdziwiony, jednak posłusznie dorównywałem jej kroku.
- Na dwór. Nie będziemy się kłócić przy ludziach.
- A podobno nie lubisz się kłócić.- mruknąłem, gdy drzwi na zewnątrz się za nami zamknęły.
Dolewałem oliwy do ognia, ale widok tej dwójki naprawdę mnie wkurzył. Oj czeka mnie długa pogawędka z tym blondaskiem. Nagle Rose zatrzymała się gwałtownie.
- Pamiętasz?- odwróciła się do mnie ze zdziwieniem i miłością w oczach.
Od razu zmiękłem. Położyłem dłoń na jej policzku, a ona wtuliła się w niego.
- Oczywiście. Nie da się zapomnieć niczego, co jest z tobą związane.
- Wiesz, że nic byś nie zdziałał.- zaczęła ostrożnie.- Tylko byście się pokłócili i zepsuł byś jej najlepszy, mam nadzieje, dzień życia.
- Wiem.- westchnąłem, siadając na jakiejś skrzynce.- Ale ich widok mnie mierzi. Nie chcę, żeby cierpiała.
- Przed złem całego świata jej nie uchronisz. Uwierz mi, próbowałam.- usiadła obok mnie i położyła swoją dłoń na mojej.- Powiedz mi, co ci tak nie pasuje w Jack'u?
- Wszystko.- podniosłem głos.
- Co on ci takiego zrobił?- doczekała.
- On jeszcze nic. Jego ojciec...
- Twój ojciec.- porównała.
- To nie to samo.- westchnąłem zrezygnowany.- Ja swojego nienawidziłem i wychowywała mnie mama z babcią. 
- A skąd wiesz jakie relacje są między nim, a jego ojcem? Nie możesz go oceniać nic o nim nie wiedząc.- zauważyła.- Spójrz na to z tej strony. Każdy kto cię zna, wie jaki jesteś najlepszym strażnikiem i ogólnie bohaterem narodowym. Ale załóżmy, że jest osoba, która kompletnie nic o tobie nie wie, ale za to ma okropne doświadczenie z Randallem. I pierwsze wasze spotkanie, to jak ktoś przedstawia cię jako syn jego wroga. Znienawidzi cię, choć kompletnie cię nie zna. Bo nie wie jaki jesteś naprawdę. Nie oceniaj go po tym, kim są jego krewni, a po tym, kim on jest. Nastka jest rozsądną i od tak by nie poszła z nim do łóżka. A zwłaszcza z nim. Od zawsze toczyli wojnę. Musiało się stać coś bardzo ważnego, skoro mu zaufała i oddala swoje serce. Teraz liczy, że my zaufamy jej.
Po całym jej monologu zapadła cisza. Brałem jej każde słowo do serca, analizując ich znaczenie. I do czego doszedłem? Mam bardzo mądrą żonę.
- Nie masz racji.- powiedziałem z lekkim uśmiechem, co zbiło ją z tropu.- Nasza księżniczka jest mądra, bo to twoja córka.
Uśmiechnęła się, łapiąc moją dłoń.
- Nasza córka.- poprawiła mnie.- Czy jeszcze kiedyś usłyszę jej imię z twoich ust? Ostatni raz było równo osiemnaście lat temu.
- To będzie za dwa dni, przez które byłaś nieprzytomna.- skrzywiłem się na złe wspomnienia.
Roza skierowała moją twarz na siebie i lekko musnęła moje wargi.
- Jestem tu Towarzyszu. I zawsze będę.- zapewniła z siłą, a ja jak nigdy w to wierzyłem.
Przez to co przeżyliśmy, jestem pewny, że nic nas nie zniszczy. A jeśli zginiemy, to razem. Los będzie tak chciał.
- A teraz powiedz, co jeszcze cię meczy w związku z Anastazją?
Cholera! Ta kobieta umie mnie przejrzeć na wskroś. Gdybym jej tak nie kochał, byłbym się.
- Tracę ją.- wydusiłem w końcu z siebie, to co tak bardzo mi ciążyło na sercu.- Dopiero co ją odzyskałem, a już ktoś mi ją zabiera. Nie będę jej już potrzebny. Założy rodzinę i zapomni o nas.
- Och Skarbie.- przytuliłam mnie mocno do siebie.- Przecież jesteśmy jej rodzicami. Nigdy o nas nie zapomni. Czy ty kiedykolwiek zapomniałeś o mamie? Co roku do niej dzwoniłeś w urodziny i imieniny, widzieliśmy się na świętach. Wciąż jest dla ciebie tą samą, ważną osobą, co te czterdzieści lat temu. Nic się nie zmieniło. Po za tym zostały jej jeszcze dwa miesiące nauki, egzamin, a później służba. Masz czas. A ona kocha cię całą sobą i nigdy by się od ciebie nie odsunęła z własnej woli. Jesteś jej autorytetem.
- Dziękuję Roza.- wyszeptałem jej po rosyjsku do ucha, tuląc ją mocno do siebie.- Jesteś najlepsza.
- Nie ma za co, kochanie. A teraz chodź, bi trzeba tą imprezę ogarnąć. Połowa pewnie już leży pod stołami.-zaśmiała się, a ja uznałem to po raz kolejny za najpiękniejszy dźwięk świata.
Wstała łapiąc mnie za rękę i ciągnąć w kierunku drzwi. Minęło tyle lat, a ona wciąż ma w sobie tą dziecięcą radość i zdolność cieszenia się światem.
- No dobra.- przewróciłem oczami.- Ale później będziesz tylko moja.
Klepnąłem Rozę w tyłek, na co aż podskoczyła. Odwróciła się i już chciała na mnie nakrzyczeć, gdy przyciągnąłem ją i zamknąłem usta namiętnym pocałunkiem. Musiałem ją trzymać, żeby nie upadła, na co uśmiechnąłem się w jej wargi. Oderwaliśmy się od siebie, kiedy już zabrakło nam powietrza. Oboje szybko oddychaliśmy.
- Nie mogę się doczekać Tygrysie.- szepnęła mi zmysłowo do ucha, przygryzając jego płatek.
Zamruczałem, czując rozchodzące się po moim ciele ciepło. Tylko ona umie mnie tak szybko podniecić.

sobota, 22 kwietnia 2017

ROZDZIAŁ 57

Przed nami nie było korytarzu, lecz od razu hol do apartamentu. Światła były pogaszone, a okna zasłonięte bordowym materiałem, dzięki czemu całe wnętrze było schowane w romantycznej ciemności. Jedynymi źródłami światła były świeczki porozstawiane dosłownie wszędzie. To było cudowne.
- Jack...- spojrzałam na niego, nie wiedząc co powiedzieć.
Ale jak on wyglądał w ciepłym blasku płomieni. Światło nie oświetlało całej jego twarzy, co podkreślało jej wysunięte elementy. Wyglądał jak grecki bóg, z tak męskim rysami, podkreślonymi grą światła. Za to cześć schowana w cieniu dodawała mu tajemniczości. Wyglądał tak władczo i silnie, co jeszcze mocniej działało na moje pożądanie.
- Mam nadzieję, że ci się podoba.- uśmiechnął się.
- Bardzo. To jest takie... niezwykłe. Nie wiem co powiedzieć.- czułam w oczach łzy wzruszenia.
- Nic nie mów, księżniczko. Po prostu bądź.- spojrzał na mnie czule.
Gdy nasze spojrzenia się spotkały, jeszcze bardziej się rozpłynęłam. Pożądanie i miłość same w sobie sprawiły, że jego oczy są ciemne, ale przy świecach wyglądały jak ciemna czekolada, widziana przez bursztyn. Czułam, że wzrok blondyna mnie pali. Dopiero po chwili spostrzegłam się, że jesteśmy już w sypialni. Ukochany położył mnie delikatnie na łóżku, nie odrywając ode mnie oczu. Przybliżył się i lekko musnął moje wargi. Nie pospieszałam go, bo wiedziałam, że ma jakiś plan.
- Kocham Cię księżniczko.- szepnął mi w usta.- Jesteś całym moim światem.
Oddałam się jego pocałunkom, pełnym delikatności i miłości. W tym czasie jego ręką zaczęła wspinać się po mojej nodze. Oddawałam każde spotkanie naszych ust, które z czasem stawały się coraz głębsze. Zrzuciłam mu z ramion marynarkę i ściągnęłam muchę. Dłoń Zeklosa ciągle głaskała moje udo, przez co wszystko we mnie się rozpalało. Jak ogień w ognisku pożera kolejne konary drzew, tak moje ciało płonęło żarem pragnienia. Nie wytrzymywałam dłużej tej zabawy, wiec złapałam go za białą koszulę i pociągnęłam, zmniejszając odległość między naszymi ciałami do minimalnej, po czym wpiłam mu się w gorące wargi. Smakowałam ich z rozkoszą. Już dłużej nie czekając, chłopak położył się na mnie, prosząc językiem o dostęp. Postanowiłam się z nim podroczyć i nie dałam. Jednak gdy poczułam jego dłoń na moim pośladku, wiedziałam, że jestem na straconej pozycji. Ścisnął ją, a mi nie udało się powstrzymać jęku. Szybko wślizgnął się mi do ust i zaczęliśmy walkę o dominację, którą przegrałam. Dłonie moroja były wszędzie, na całym moim ciele, patrząc każdy kawałek skóry. Jęczałam, kiedy penetrował wnętrze moich ust. Sama nie umiałam zapanować nad dłońmi. Najpierw trochę pociągały go za włosy, później pozbyły się jego koszuli, ale nie jestem pewna, w jaki sposób i czy będzie jeszcze zdatna do użytku.Ac teraz badały każdy najmniejszy mięsień jego ramion i brzucha. Czułam jak drżał pod moim dotykiem. Jack pocałunki zszedł na moją szyję, szukając zamka od sukienki.
- O-ona... nie ma...- jęczałam.- Od gó-ry.
Zrozumiał i zaczął dłońmi powoli z chodzić niżej. Całe moje wnętrze szalało i paliło żywym ogniem. To była najprzyjemniejsza męka w moim życiu. Co nie zmieniało faktu, że męka i chciałam go poczuć w sobie. Teraz. Już. Natychmiast. Jednak ukochany dał mi wyraźnie do zrozumienia, że nie ma tak łatwo. Oboje oddychaliśmy szybko i gwałtownie, a dłońmi czułam, że jego serce odbija się od żeber w takim samym rytmie, co moje. Gdy w końcu znalazł brzeg kreacji na mnie, dłonie blondyna znalazły się pod nią. Wspinał się powoli w górę, podwijają materiał, aż nie natknął się na początek mojego kompletu. Spojrzał na mnie z niedowierzaniem i szokiem, po czym szybciej przesunął się wyżej, sprawdzając czy na prawdę mam na sobie to, co mam. Gdy się upewnił w swoim przekonaniu, już bez żadnej zwłoki pozbył się mojej sukienki i rzucił ją gdzieś tam w kąt. Skorzystałam z okazji i opadłam na materac, próbując uspokoić chociaż oddech. Gdy po chwili nie poczułam na nowo pocałunków ukochanego, spojrzałam na niego, a oddech znowu mi przyspieszył. On po prostu pożerał mnie swoim wygłodniałym wzrokiem. Z kuszącym uśmiechem dotknęłam jego ramienia, co obudziło go z trans. Spojrzał mi w oczy i się rzucił na mnie. Przyssał się do mojej szyi, na nowo mnie rozpalając w ciągu sekundy. Nasze ręce szalały bez opamiętania, a jęki mieszały się. Wiłam się pod nim, gdy pocałunki zszedł na mój dekolt, a następnie ściągnął górną część bielizny i przyssał się do moich piersi. Wierzgałam nogami, unosiłam biodra i drapałam mu plecy paznokciami. To było niezwykłe i ekscytujące. Jemu też się śpieszyło, bo bardzo szybko leżałam przed nim całkowicie naga, a nasze usta spotkały się, rozpoczynając erotyczny taniec. Wtedy przypomniałam sobie, że on ma za dużo ubrań na sobie i sięgnęłam do jego spodni i z pomocą ukochanego, pozbyliśmy się ich, razem z bokserkami. Jęknęłam z zaskoczenia i rozkoszy, gdy poczułam palec Zeklosa w sobie.
- Jesteś już taka mokra i ciasna, że nie zostało mi nic innego, tylko w ciebie wejść.- mruknął mi do ucha.
- To to zrób.- gdy zaczął się podnosić, złapałam go i przyciągnęłam do siebie.- Teraz.
- A gumka?
- Spokojnie.- uśmiechnęłam się figlarnie.- Biorę tabletki. Chciałam, aby to było idealnie. Więc do dzieła tygrysie.
Wciągnęłam gwałtownie powietrze i zacisnęłam pięści na pościeli, gdy poruszył swoim palcem we mnie.
- Taka mokra. Cała dla mnie.- mruknął, wyciągając go.
- Tylko dla ciebie.
Usadowił się wygodnie przy moim wejściu.
- Jesteś pewna?- spojrzał na mnie z troską.
- Jak niczego innego.
Zamknęłam oczy czekając, ale zanim to się stało, poczułam usta moroja na moich. Oddałam się pocałunkom bez reszty i poczułam, jak ostrożnie we mnie wchodzi. Jęknęłam gardłowo. Gdy był pewny, że wszystko jest dobrze, zaczął się ostrożnie poruszać. To było bardzo dziwne i przyjemne uczucie. Jakbyśmy się dopełniali. Wszystko w naturze już miało być w porządku. Nasze ciała odnalazły wspólny rytm i zatopiły się w łączności dusz. Oboje się dopełnialiśmy, spełniając na wzajem swoje potrzeby, bez zbędnych słów. Instynktownie wiedziałam co robić. To było takie naturalne, odpowiednie. Nie chciałam, żeby to się kończyło. Byliśmy tylko my i nasza przyjemność. Po męczącym tańcu, wreszcie doszłam na szczyt, przeżywając największy orgazm, jaki miałam, a był to zaledwie piąty w moim i naszym wspólnym życiu. Po chwili on również doszedł, zalewając mnie swoim ciepłem. Chwilę leżeliśmy w tej pozycji, po czym mój ukochany ostrożnie ze mnie wyszedł i położył się obok, przyciągając mnie mocno do siebie, jakbym zaraz miała mu uciec. Wtuliłam się w jego klatkę piersiową, napawając się cudownym zapachem jego wody kolońskiej i potu. Nie wierzę. Zrobiliśmy to. W końcu jestem prawdziwą kobietą. Z tą myślą i uśmiechem na ustach zasnęłam.

piątek, 21 kwietnia 2017

ROZDZIAŁ 56

Bal, jak każdy normalny, rozpoczął taniec mój i Felixa z naszymi partnerami. Później wymienili ich nasi rodzice.
- Nawet nie wiesz, jak bardzo za tobą tęskniłem Księżniczko.- powiedział tato, patrząc mi prosto w oczy.
- Wiem, uwierz mi. Codziennie przesiadywałam godziny prze oknie, czekając aż wrócisz. Przecież obiecałeś.- uśmiechnęłam się do niego.
- Jestem z ciebie bardzo dumny. Tyle przeszłaś, a wciąż tryskasz energią i radością. Dokładnie jak mama. I jeszcze wynik zajęć polowych...- rozmarzył się.
- Jutro dopiero będą ogłoszone.- zauważyłam.- Ale to dzięki wam.
- A co ja mogłem.- posmutniał.
Wspięłam się na palce i pocałowałam go w policzek.
- Chęć odnalezienia cię oraz sama myśl, że jest twoją córką i powinnam cię godnie reprezentować, dodawała mi sił w chwilach zwątpienia. Więc bardzo dużo.
- Dziękuję kochanie.- zatrzymał się i mocno mnie uściskał.- Tak dużo straciłem, tyle najpiękniejszych lat twojego dzieciństwa. Chciałbym móc cofnąć czas i przeżyć to od nowa z tobą.
- Teraz będzie lepiej. Obiecuję.- zapewniłam.
Po tej krótkiej przerwie wróciliśmy do tańca.
- Cieszę się, że zaakceptowałeś Jack'a.
- Nic takiego nie powiedziałem.- spiął się.
- Nie musiałeś.- uśmiechnęłam się pewnie.- Nie oceniaj go zbyt surowo. On nie jest jak Jessy. Po prostu trochę się zgubił. Zaufał komuś, kto go zdradził. Wtedy stracił zaufanie do wszystkich. Ale teraz jest inny niż pamięta go mama.
Spojrzał na mnie uśmiechając się szeroko z czułością i odrobiną rozbawienia.
- Bardzo mi ją przypominasz, gdy była w twoim wieku.- wyznał.
- Jaka była. Bo o tobie to mogłaby mówić bez końca, ale o sobie szczędziła słów.
- Była bardzo otwarta na ludzi i choć nosiła miano pyskatej, starała się zobaczyć w każdym dobro. Miała wspaniały kontakt z każdym, nawet ja się przed nią umiałem otworzyć. Chciała naprawić cały świat i wierzyła we wszystkie swoje idee. Nie znała życia tak dobrze, by zrozumieć, że jest o wiele bardziej brutalne niż myśli. Ale nawet jak zrozumiała, co znaczy stracić kogoś ważnego, udało jej się pozbierać. I to nie raz. Była bardzo uparta i nigdy się nie poddawała. Od razu zauroczyła mnie swoim oddaniem za tych, których kocha. Tak samo jak ty walczysz o Jack'a. Co do niego, to jeszcze się zobaczy.- puścił mi oczko, na co zachichotałam.
Gdy muzyka uciekła, zeszliśmy z parkietu, oddając go innym. Znalazłam Jack'a, rozmawiającego ze znajomymi.
- No w końcu moja księżniczka wróciła.- objął mnie i pocałował w policzek.
- Wiesz chłopcze.- zaczął mój tato, udając zamyślenie.- Przypomniała mi się uroczystość koronacji królowej. Od mojego teścia dostałem propozycję polowania, które odbyło się jakieś dwa tygodnie później. Na szczęście ja mam mniej napięty grafik.
Poklepał go po plecach i poszedł do mamy. Ukochany spojrzał na mnie niepewnie, a chłopcy za nami wydali z siebie przeciągłe "uuuu..." między oklaskami i gwizdami.
- No to czeka cię pogadanka z przyszłym teściem.- któryś z jego kolegów zaczął klepać go po plecach.
- Dla takiego skarbu warto.- przyciągnął moją osobę i złączył nasze usta.
Pocałował mnie tak namiętnie, że aż zmiękły mi kolana. Po tych wszystkich formalnościach poszłam się przebrać w coś wygodniejszego. Była to również fioletowa sukienka z różnymi cekinami i ogólnie dość błyszcząca. Ale tak bez przesady. Chwilę potańczyłam, głównie z Zeklosem, ale i dziewczyny czasem mnie mu wyrwały. A gdy się zmęczyłam stanęliśmy koło fontanny z czekoladą i zaczęliśmy rozmawiać, popijając przed chwilą podanego szampana. Co jakiś czas chłopak wpychał mi do ust truskawki w czekoladzie. Nagle zaczął się śmiać.
- Co jest? Mam coś na twarzy?- spytałam lekko zdezorientowana.
- Masz całe czekoladowe usta.- zaśmiała się Oliwia.
Już chciałam je wytrzeć, gdy moroj złapał moje dłonie po czym wpił mi się w wargi. Starannie zlizywał słodki przysmak, ściskając mnie mocno w talii. Gdy się odsunęliśmy, oddychaliśmy szybko. Cmokną mnie jeszcze przelotne, z szerokim uśmiechem. Również nie umiałam powstrzymać uśmiechu. Ale nawet nie chciałam. Chwyciłam następny kieliszek szampana.
- Nie tak prędko skarbie.- blondyn zabrał mi go.- Już ci wystarczy.
- Przecież nawet nie kręci mi się w głowie.- zaprotestowałam.
- Ale chcę, żebyś była w pełni świadoma wieczorem.- mruknął, całując moją szyję.
- No... skoro... nalegasz.- odchyliłam głowę, dając mu lepszy dostęp.- Myślisz, że ktoś zauważy jak wyjdziemy?
Zaśmiał mi się w szyję.
- Oprócz twojego taty, który obserwuje nas od pół godziny, to raczej nie.- pokierował szlak swoich pocałunków wyżej i przyssał się do mojego ucha.
Dobrze, że trzymał mnie mocno w swoich ramionach, bo przysięgam, że kolana się pode mną ugięły. Jęknęłam z przyjemności, łapiąc go za głowę i przyciskając ją bliżej, spragniona jego ciała.
- Błagam, zabierz mnie stąd, bo nie wytrzymam.
- Wedle życzenia,- odsunął się i wziął mnie na ręce, jak pannę młodą.-Księżniczko.
Wtuliłam się mocno w niego, zarzucając mu ręce na kark, po czym zajęłam się jego szyją. Warknął gardłowo z przyjemności, kiedy kierowaliśmy się do drzwi.
- Nie zapomnijcie gumek!- wydarł się mój "kochany" braciszek.
- Spierdalaj.- fuknęłam, pokazując mu środkowy palec, zanim nie zamknęło się za nami wejście.
Na nowo zajęłam się sprawianiem przyjemności ukochanemu
- Spokojnie mała.- wycharczał, na co się uśmiechnęłam dumnie.- Cierpliwości.
- Ciekawe, czy będziesz tak cierpliwy, gdy zobaczysz, co mam pod tą sukieneczką.
Chłopak spojrzał na mnie z lekka dezorientacją i błyskiem pożądania. Uśmiechnęłam się niewinnie, jakby nigdy nic rysując mu na klatce piersiowej ślaczki. Usłyszałam jak połyka nadmiar śliny i przyspiesza, co wywołało u mnie rozbawienie i triumf. Zobaczyłam, że idziemy do jakiejś windy.
- Postawisz mnie w końcu?- spytałam, gdy już jechaliśmy na górę.- Na pewno nie jestem taka lekka.
- Jak piórko.- uśmiechnął się do mnie szeroko.- Po za tym, sama mówiłaś, że muszę ćwiczyć formę.
Westchnęłam i więcej się nie kłóciłam. I tak to by nie miało sensu. W końcu metalowe drzwi się rozsunęły, a ja oniemiałam z wrażenia.

czwartek, 20 kwietnia 2017

ROZDZIAŁ 55

Gdy schodziłyśmy po schodach, mężczyźni już na nas czekali. Gdy nas tylko zobaczyli, wstrzymali oddech. Każdy od razu wziął swoją ukochaną w ramiona i pocałował. Tylko do mnie podszedł tato i przytulił mnie, cmokając w czoło.
- Pięknie wyglądasz, księżniczko.- jego oczy zrobiły się wilgotne.- Pamiętam cię taką malutką, biegająca po podwórku z łopatką i wiaderkiem, a teraz...
- Mówisz, jakby wychodziła za mąż.- zaśmiała się mama.
Jednak strażnik kontynuował nie wzruszony.
-... naprawdę wyglądasz jak moja księżniczka. Wyrosłaś na bardzo mądrą i odważną kobietę, jak twoja mama.
- Dziękuję.- szepnęłam i przytuliłam go.- Kocham Cię tato.
- Ja ciebie też skarbie. Ja ciebie też.- oparł brodę na mojej głowie.
- Widział ktoś może Jack'a?- spytałam, gdy Rosjanin zajął się żoną.
- Powinien...- zaczął Dominic, ale przerwał na dźwięk dzwonka.- To chyba on.
Czym prędzej pobiegłam do drzwi, po czym je otworzyłam. Oniemiałam z wrażenia.
- WOW...- tylko tyle byłam w stanie wykrztusić.
Przede mną stała prawdziwa, pudrowa karoca zaprzęgnięta do pięciu koni. Cztery były białe, a piąty to Moon we własnej osobie. Drzwiczki do środka były otwarte, dając dokładny widok na czerwone wnętrze i miękkie poduszki na siedzeniach. Z zewnątrz ozdobiona była namalowanymi pętami roślin z małymi kielichami żółtych żonkili.
- WOW...- z transu wyrwał głos ukochanego.
W tej samej chwili, co ja podziwiałam pojazd za ukochanym, on zmierzył mi wzrokiem wyrażającym jedynie zachwyt. Podszedł obejmując mnie w pasie i delikatnie cmoknął w usta.
- Moja piękna księżniczka.- mruknął, patrząc mi w oczy z podziwem oraz miłością.
Odsunęłam się kilka kroków od blondyna i zmierzyłam go wzrokiem. Miał na sobie liliowy garnitur ze złotymi guzikami. Pod spodem idealnie na jego torsie układała się biała koszula. Do tego pod szyją miał pasującą do reszty i mojej sukienki muchę.
- Mój książę.- mruknęłam z uznaniem.- I jeszcze z godnym pojazdem.
- Cieszę się, że się spisałem.- ukłonił się szarmancko, całując moją dłoń.
Wciąż jej nie puszczając, stanął przy moim boku, kładąc drugą rękę mi na plecach i lekko popchnął do karocy. Ostrożnie weszłam do środka po schodkach, zajmując miejsce pod oknem. Zeklos usiadł obok mnie, podniósł moją dłoń i całował jej wierzch, patrząc mi prosto w oczy. Nawet nie zauważyłam, kiedy pozbył się tej rękawiczki, ale to nie ważne. Ważne, że patrzy na mnie jak na największy cud świata i tylko jego skarb. Wiedziałam, że czekamy jeszcze na mojego brata, bo to w końcu też jego urodziny. Usiadł razem z Alice na przeciwko nas, ale ledwo to zauważyliśmy, zajęci sobą. Nie umiałam oderwać wzroku od tych pięknych, piwnych tęczówek. Oczy chłopaka lśniły radością i miłością, gdy składał lekkie, jak muśnięcia piórka, całusy na moich knykciach. Po chwili powóz się zatrząsł i z wolna ruszył.
- Opłaca nam się te kilka metrów jechać?- zdziwił się Felix.
Zainteresowana tym tematem, popatrzyłam na moroja. Ten uśmiechnął się tajemniczo.
- A kto powiedział, że to kilka metrów?
W tym momencie wyjrzałam za okno, w sam raz, aby przed oczami mignęła mi brama.
- Gdzie my jedziemy?- spytałam zaskoczona.
- Niespodzianka.- ukochany mruknął mi do ucha.
Więcej się nie odzywałam. Całą podróż siedziałam wtulona w swojego prywatnego misia, z zamkniętymi oczami i myślałam co już się dzisiaj wydarzyło, a co jeszcze się może zdarzyć. Jack głaskał mnie po brzuchu, co wywoływało u mnie lekkie dreszcze przyjemności. Zamruczałam, na co on się cicho zaśmiał. Felix za to trzymał naszą przyjaciółkę na kolanach i szeptał jej różne sprośne rzeczy. Oczywiście jako kochająca siostra, postanowiłam zachować to dla siebie. Pff... jasne.
- Ej, gołąbeczki.- przerwałam im, otwierając jedno oko.- Nie mam ochoty oglądać wasze porno, zwłaszcza, że mój kochany braciszek już ledwo panuje nad swoim przyjacielem.- dodałam, patrząc w kierunku jego krocza.
Oczywiście brunet się zarumienił, a jego dziewczyna zaczęła chichotać.
Po dwóch godzinach byliśmy na miejscu. Pierwszy wysiadł Felix i uprzejmie podał rękę Alice. Następnie karocę opuścił Jack, po czym pomógł wyjść mi. O cho! Czerwony dywan? To naprawdę nie mój styl. Ale organizacją pewnie zajęła się Rozi. Ona już tak ma. I tak uwielbiam jej niespodzianki. Gdy tylko powóz pojechał dalej, przed wejściem zatrzymała się czarna limuzyna, a z niej wyszedł mój tato w czarnym garniturze i włożył rękę z powrotem do samochodu. Po chwili pociągnął nią i ukazała nam się mama. Wow! Nigdy jeszcze nie widziałam jej takiej... kobiecej. Zawsze ubierała się w strój strażniczki, ewentualnie jakąś elegancką bluzkę do czarnych, materiałowych spodni. A teraz? Po prostu jak gwiazda. Włosy opadała jej kaskadą na odkryte plecy. Na sobie miała przylegającą, czerwoną suknię do ziemi, z rozcięciem po prawej stronie, sięgającym połowy uda oraz wycięciem z tyłu. Makijaż miała mocny, ale nie wyglądał jakby miała tapetę. Wyglądała na o jakieś dziesięć lat młodszą, a w swojej kreacji była całkowitym przeciwieństwem mnie. Nie przestawała się uśmiechać, a w oczach tańczyły jej ogniki, gdy nie mogła oderwać wzroku od taty. On w sumie też pożerał ją samym wzrokiem. Nie musiałam długo czekać, aż się pocałują. Cieszyłam się, że w końcu jesteśmy wszyscy razem. Tak jak powinno być zawsze. Z obydwojga emaliowała miłość i radość. Po chwili zauważyli, że mają widownię. Oderwali się od siebie, patrząc na nas z uśmiechem. Jack tulił mnie przez całą tą scenę i co jakiś czas całował w czubek mojej głowy. W oczach taty widziałam aprobatę dla niego. Rodzice podeszli do nas, wciąż się uśmiechając, po czym w szóstkę weszliśmy do środka. Byli tam wszyscy z obiadu oraz cała szkoła. Nawet zauważyłam kilka znanych mi osób z Dworu. Wokół mnie i brata utworzyło się koło, po czym całym chórem zaśpiewano nam sto lat. Każdy zostawił jakieś małe pudełka na stole do tego przeznaczonym i ustawiła się kolejka z życzeniami. Gdy już było po wszystkim, zaczęliśmy zabawę. Był na prawdę dobry DJ, a pod ścianami stały stoły ze słodyczami i napojami. Oczywiście jeszcze bez alkoholu. Go podadzą, gdy młodsze roczniki pójdą spać. W jednym rogu poustawiane były stoliki, przy których można usiąść i na spokojnie zjeść. Wszystko było idealnie przygotowane.

środa, 19 kwietnia 2017

ROZDZIAŁ 54

Obiad o dziwo odbył się w przyjemnej atmosferze. Nawet bardzo. Po kilku kieliszka już nie miało znaczenia, kto z kim gada, byle się śmiać. Oczywiście to nie była taka ilość, aby się upić. W końcu trzeba jakoś wyglądać na bal. Zawzięcie rozmawialiśmy z rodzicami i obiecali nam, że na następny dzień pojedziemy wszyscy na dwór, do naszego starego domu i tam przy kominku wszystko nam opowiedzą. Na szczęście cierpliwość mamy po tacie. Chodź nie wszyscy. Diana najpierw przyglądała się tacie z pewnej odległości, później niby rozmawiając z Felixem, ale ciekawość zwyciężyła. Strażnik nie spuszczał jej z wzroku, gdy podeszła do niego.
- Na prawdę jesteś moim tatą?- spytała, patrząc na niego podejrzliwie.
- Tak.- odpowiedział trochę nie pewnie.
Młoda chwilę mu się przyglądała, następnie patrzyła na nas, jakby szukała potwierdzenia. W końcu rzuciła się w jego objęcia. Oboje przytulali się płacząc, do czego po chwili dołączyliśmy. Byłam geniuszem, wybierając makijaż wodoodporny. Zazwyczaj nasze urodziny kończyły się łzami wzruszenia, więc na to byłam gotowa. Jack po jakimś czasie się odprężył i zachowywał względem mnie jak wcześniej. Mojemu tacie może nie do końca się to podobało, ale nie miał za dużo do gadania, zwłaszcza jak był zajęty mamą. W połowie obiadu ja, Rozi, Oliwia, Felicja, Alice i Michele siedziałyśmy na kolanach swoich chłopaków. A właśnie, nie mówiłam, że córeczka dyrektorki ma już swoją drogą połówkę. Był nią Milton, brat jej podopiecznej. Mama też długo nie cieszyła się krzesłem. Po obiedzie dzieci bawiły się w swoim gronie z tatą i wujkiem Christiane, dorośli siedzieli w swoim gronie, a my w swoim.
- No to się porobiło.- westchnął Ash, popijając Cole.
- To chyba nasze najlepsze urodziny w życiu.- zawołaliśmy z bratem.
- Widzisz. Jakbyś wcześniej uległa mojemu urokowi, to zawsze by takie były.- Jack zaczesał włosy do tyłu.
- Oczywiście.- zaśmiałam się i dałam mu całusa w policzek.
- O Rany!- krzyk Rosalie zwrócił na siebie uwagę chyba wszystkich w ogrodzie.- Jak już późno! Idziemy!
Pociągnęła mnie do domu, a reszta naszych przyjaciół poszła za nami.
- Co?! Gdzie?!- nie ogarniałam.
- Bal księżniczko.- ukochany objął mnie od tyłu, cmoknął w policzek, po czym wyminął mnie i poszedł.
- No to na co czekamy?- teraz ja je pociągnęłam na górę.
Zamknęłyśmy się w moim pokoju.
- Co ja mam na siebie włożyć?- zaczęłam panikować.
- Idź się ogarnąć i o nic się nie martw. Zrób sobie najlepiej kąpiel odprężającą.- wepchnęły mnie do łazienki.
Pokręciłam rozbawiona głową i odkręciłam ciepłą wodę. W między czasie zmyłam makijaż i przygotowałam zestaw do golenia. Jak się szykować, to na całość. Wrzuciłam truskawkową kulkę z pianą, po czym zanurzyłam się w gorącej wodzie. Odetchnęłam głęboko, odprężając się. Po kilku minutach leżenia, zaczęłam się golić. Następnie chwyciłam gąbkę, żeby dokładnie się umyć, razem z głową. Cała kąpiel zajęła mi półtorej godziny. Po wyjściu z wanny nasmarowałam się balsamem i ubrałam szlafrok. Podeszłam do lustra, aby rozczesać mokre kosmyki i się załamałam.
- Rozi!- zawołałam rozżalona
- Co jest, kochanie!- odkrzyknęła blondynka.
- Moje włosy wołają o pomstę do nieba.
- Wiem. Jak wyjdziesz wszystkim się zajmę.
Posłusznie skończyłam pielęgnowanie mojego ciała i opuściłam pomieszczenie.
- Mama.- ucieszona przytuliłam kobietę.
- Hej, dawno się nie widziałyśmy.- zaśmiała się, a ja jej wtórowałam.- To co? Gotowa na podbój?
- Jasne.
- Sprawimy, że Jack padnie, jak cię zobaczy.- zapewniła Alice.
- Dużo do tego nie trzeba.- skomentowała Oliwia.- Chyba nigdy nie był taki...
- Zakochany?- uniosła brwi Angela.- To prawda. Zmienił się.
- Nie zmienił. On zawsze taki był, ale głęboko w sobie.- broniłam ukochanego.- Po prostu został skrzywdzony w przeszłości.
- Dobra. My tu gadu gadu, a czas leci.- moja rodzicielka klasnęła w dłonie.- Pokażcie co tam macie.
Już chciałam powiedzieć, że nic, kiedy dostrzegłam ruch po swojej prawej. Odwróciłam się i zobaczyłam, co trzyma Dragomirówna. WOW! To była chyba najpiękniejsza suknia, jaką widziałam. Na środku była biała z fioletowym nićmi, układającymi się w zygzaki, a po bokach i z tyłu cała liliowa. Od bufiastych rękawów szła przezroczysta, tiulowa tkanina w tym samym kolorze. Na wysokości ud, w równych odległościach przyczepione były białe koraliki, połączone wstążką, na wzór łuków, ale opadających w dół. Brzeg ozdobiony został białą falbanką, a cała suknia miała jeszcze przezroczystą zasłonkę, z tego samego materiału, co rękawy. Ogólnie nie lubię nosić takich rzeczy, bo są niepraktyczne i zbyt księżniczkowate, ale oko cieszy. Ten jeden raz mogę się poświęcić.
- Ale piękna!- zachwycała się Angela.
- No.- potwierdziłam z Alice w tym samym czasie.
- To wskakuj w nią piękna.- Oliwia sprzedała mi klapsa.
- Może najpierw bieliznę ubiorę.
Chwyciłam drugi komplet, ten bardziej seksowny i weszłam do łazienki. Kiedy wyszłam przywitały mnie gwizdy aprobaty.
- Wyglądasz jak tykająca bomba sexu.- uśmiechnęła się Michele.- Jack padnie.
- Gdyby tato to zobaczył, nie wypuściłby cię z domu, a to dal mi.- zaśmiał się mama.
- Błagam, bez szczegółów.- skrzywiłam się.
- Gdyby nie te szczegóły, nie byłoby was na świecie.- strażniczka zaplotła ręce na piersi.
- I tak nie chcę ich znać. Tak samo jak ty nie chcesz wchodzić do łóżka babci i dziadka.- obie się na to zatrzęsłyśmy z obrzydzeniem.
Szybko założyłam na siebie sukienkę. Mam wrażenie, że mnie pogrubia. Jednak gdy złapałam za materiał i uniosłam go trochę, aby spróbować się przejść, uznałam, ze jest łatwiej niż myślałam. Czułam się w niej całkiem... swobodnie. I efekt był zniewalający. Usiadłam przy toaletce, dając dziewczyną wolną rękę. Blondynka od razu chwyciła nożyczki i zaczęła majstrować mi przy włosach. Ufałam jej, ponieważ w przyszłości chce zostać stylistką gwiazd i ma ukończone podstawowe kursy fryzjerskie. Ładnie mi podcięła końcówki, wycieniowała włosy i zrobiła koka z dwoma, luźno okalającymi moją twarz, kosmykami. Byłam jej za to bardzo wdzięczna. Jeszcze nigdy nie czułam się tak pięknie. Paznokcie pozostały bez zmian, za to dziewczyny lekko poprawiły mi makijaż.
- A teraz ostatni dodatek, wasza wysokość.- Rozi wyciągnęła coś z torby.
Dopiero po chwili pokazała mi co trzyma w dłoni. Była to mała tiara z prawdziwego srebra z wieloma diamentami i trzema kamieniami ametystu. Stałam oniemiała, aż się nie otrząsnęłam.
- Nie mogę. To jest za drogie.- bałam się chociaż to dotknąć, a co dopiero nosić przez całą noc.
- To tylko na bal.- przekonywała mnie blondynka.
- Ja wiem, ale...
- Żadnego ale. Zakładaj i już.
Westchnęłam i posłuchałam przyjaciółki.Na koniec założyłam fioletowe pantofelki i liliowe rekawiczki do łokci. Byłyśmy już wszystkie gotowe.
___________________________________________________________
Trochę późno, ale macie. Romitri będzie miało swój czas. I życzę powodzenia wszystkim gimnazjalistom z trzeciej klasy na egzaminie💖💖💖💖💖💖💖💖

poniedziałek, 17 kwietnia 2017

ROZDZIAŁ 53

Weszłam pewnym krokiem, ściskając misia w ramionach. Po chwili wszedł mój ukochany. Tato przyglądał mu się z zainteresowaniem, zaciskając mocno usta. Za to mam od razu poznała chłopaka. Otworzyłam szeroko oczy z niedowierzaniem. Jednak nic nie powiedziała, mierząc go uważnym spojrzeniem.
- Podejdź chłopcze bliżej. Nie wstydź się.- dziadek Abe przerwał grobową ciszę ze złośliwym uśmieszkiem.
Widać, że tylko go bawi ta sytuacja. Czułam się jak obrońca w sądzie na sprawi, przeciw morojowi. Jednak on i tak podszedł bliżej.
- Jak się nazywasz?- spytał tato.
- Jack Zeklos strażniku.- pochylił głowę w geście szacunku.
Dyskretnie zerknął na mnie, a ja ze słabym uśmiechem pokazałam dwa kciuki w górę. Jednak mina mojego taty nie sugerowała, że będzie dobrze. Zacisnął usta w wąską linię i zmrużył oczy. To będzie najdziwniejszych i najbardziej emocjonujący dzień w moim życiu.
- Kim są twoi rodzice?- przesłuchania ciąg dalszy.
- Moja mama Ashley Zeklos-Greene jest projektantką ogrodów, a mój ojciec Jessy Zeklos prowadzi firmę reklamową.
Na dźwięk imienia jego ojca mama spojrzała nie pewnie na męża, a on otworzył szeroko oczy. Jednak nie skomentował tego.
- Czy twoje uczucie do mojej córki jest szczere i nigdy jej nie skrzywdzisz?
Chłopak spojrzał na mnie, na co podeszłam od razu i dałam u się objąć w pasie.
- Kocham Anastazję całym sercem i nie umiem bez niej żyć. Zmieniła mnie i otworzyła oczy ba ten świat. Zrozumiałem rzeczy, które wolałem pozostawić niewiadomą. Wspieraliśmy się w trudnych chwilach i wiem, że mogę jej zaufać.- popatrzył mi w oczy, nie przerywając monologu.- Moje życie jest niczym bez tej ślicznotki. I choć były gorsze chwile, to kto ich nie ma? Wiem, że oddałbym za nią życie.
W oczach pojawiły mi się łzy wzruszenia, gdy to powiedział. Nie przejmowałam się tym, bo pewnie i tak wyglądam koszmarnie po poprzedniej fali płaczu, tylko wtuliłam się w ramię blondyna.
- Wiedzieć a zrobić to dwie różn...
- On to zrobił tato.- przerwał mu Felix, a wszyscy nie wtajemniczeni wstrzymali oddech.- Zakrył ją własnym ciałem, gdy rzucono w nią sztyletem, w skutek czego powstała śmiertelna rana. On umarł, a później Nastka go ożywiła.
No mój braciszek wczuł się w rolę obrońcy. Posłałam mu wdzięczne spojrzenie, na co kiwnął z uśmiechem głową. Wśród gości zaczęły się szepty.
- Niesamowite.- na przód wyrwał się cioci Lissy.- Jesteście połączeni pocałunkiem cienia?
- To było tydzień temu, ale jak ma razie nie ma takich oznak.- odpowiedziałam.
- Jeszcze wrócimy do tej rozmowy.- powiedział tato.- Teraz mamy co świętować.
Nie uszło mojej uwadze, że przed tą decyzją wymienił parę zdań z mamą. W sumie teraz jest od niej młodszy o pięć lat. Ale los ma dziwne poczucie humoru. Razem z ukochanym skierowaliśmy się do stołu, ale zanim zajęliśmy nasze miejsca chłopak został zaatakowany przez burzę blond loków.
- Mam cię.- zawołała dziewczynka.- Hej Nastka.
- Cześć mała. Co tu robisz?
- Miałam być w weekendzie u rodziców, ale gdy dowiedzieli się o twoich urodzinach, postanowili przyjechać tutaj.- mówiła, a ja w tym czasie wzięłam ją na ręce.
- Już są?!- przeraził się Jack.
- O co chodzi?- spytała mama.- I kto to jest?
- Jestem Molly Zeklos i jestem ich siostrą.- wskazała naszą dwójkę.
- I chodzi o to, że moi rodzice tu przyjechali.- chłopak spuścił wzrok.
- Co?!- mama była zszokowana.- Jesse będzie tu?! W naszym domu?!
- Ej, jest na równi. Oni też nie wiedzą, że tu jesteście.- chciałam trochę rozluźnić atmosferę.
- Mój ojciec trochę się zmienił.- próbował go bronić blondyn.- W sumie też dzięki Anastazji.
- Tylko mi się tutaj nie całować.- zawołała dziewczynka, widząc jak się ba siebie patrzymy.- A co do rodziców, to pewnie szukają domu.
- Nie zaprowadziłaś ich sama.- zdziwił się piwnooki.
- To że ty nie jesteś już zły na tatę za to jak was potraktował za pierwszym razem, nie znaczy, że ja też.- skrzyzowała swoje małe rączki z naburmuszoną miną, co wyglądało na prawdę uroczo.
- To ja może pójdę ich poszukać.- westchnął moroj przywracając oczami.
Dłużej nie mogłam się powstrzymać i musiałam go chociaż na chwilę cmoknąć w te słodkie usta. 
Ukochany widząc moją niemą prośbę bez wahania mnie pocałował. Nie mogłam go objąć, bo ręce zajmowała pewna blondynka, wykrzywiająca twarz, więc za długo się nim nie nacieszyłam. Po chwili chłopak zniknął za rogiem doprowadzony moim spojrzeniem. Przyłapałam rodziców na wpatrywanie się w siebie, jakby wspominali tą fazę ich uczucia.
- Molly, a może usiądzie i zjemy ciasto.- zaproponowałam.
- Tak.- zawołała, wyrzucając ręce w górę.- Ale mogę na twoich kolanach?
- Oczywiście myszko.
Nagle do ogrodu wbiegł, ujadając i merdając ogonem suczka. Od razu wbiegł pod stół i zaczęła atakować mamę.
- Wisel!- zawołała uradowana.- Hej kochana. Też tęskniłam.
Zaczęła ją czochrać po szyi i niżej. Ta w pewnym momencie zastygła z głową i jedną łapą na jej kolanach, żeby kilka sekund później odbiec i wrócić. To takie pocieszne stworzenie.
- To może ja już zacznę znosić jedzenie, a jak dołączą państwo Zeklos, podamy tort.- zaproponowała Lili.
- To ja może pomogę.- zaproponowałam.
- Gdzie tam. To też twoja impreza. Zabawiaj gości.- mrugnęła do mnie.
- Ale mi już nie zabronisz.- zdecydowała mama wstając od stołu.
- A kim pan jest?- spytała blondynka mojego tatę.
- Jestem ojcem naszych jubilatów.
- Pan jest tym wielkim strażnikiem!- oczy zrobiły jej się wielkie jak spodki.
- Nie powiedziałbym, że wielki.
- Bez takiej skromności, Towaszyszu.- zaśmiał się mama, kładąc przed nami wazę z zupą.
Nachyliła się przez stół, po czym zatopiła się w wargach mężczyzny na przeciwko. Z bratem i siostrą uśmiechnęliśmy się na ten widok.
- Fuj! Następni.- krzyknęła Molly, na co reszta zachichotała.
- Dzień dobry.- zza rogu domu wychyliła się mama Jack'a i zapukała w ścianę.
Jak zawsze uśmiechała się szeroko. Zaraz za nią z dumnie podniesioną głową wszedł jej mąż, a na końcu ich syn. Mężczyzna podszedł do moich rodziców i po głębokim wydechu, wyciągnął do nich dłoń.
- Wiem, że między nami bywało różnie, Rose, ale chciałbym prosić cię o wybaczenie. Nie rozumiałem waszego życia i dopiero ta młoda niewiasta pokazała mi prawdziwe oblicze waszego życia.
Rodzice patrzyli z wahaniem na wyciągniętą dłoń, po czym mama ją uścisnęła.
- Ale tak bardzo się nie przyzwyczajaj.- mrugnęła.- Masz szczęście, że moje dzieci mają urodziny.
Co tu się dzieje? Niewiasta? O co chodzi? Czy nikt nie może mówić normalnie?
- To ty nic nie wiesz?- zdziwił się w myślach mój brat.
- O czym? Nie.
- Ze względu na wielkość tej uroczystości, podczas pobytu na Dworze zdecydowaliśmy, że na naszych urodzinach będziemy bardziej poważni, aż nadmiar.
- Inaczej staromodni.- zachichotałam.
- Powiedzmy. Gdzie ty wtedy byłaś myślami?
- Oj nie chcesz wiedzieć.- rozmarzyłam się.

BARDZO, BARDZO WAŻNE DO ROZDZIAŁU 52

Nastąpiła pomyłka co do ostatniego rozdziału, bo gdzieś zniknęłoimi jego 1/4. Dziękuję Anicie, która to zauważyła. Masz rację, czegoś brakowało 😂😂😂 Przez to sytuacja była nie jasna. Proszę wrócić do poprzedniego rozdziału i przeczytać jeszcze raz. Aj. Tak zepsuć ten wielki powrót. Przepraszam, ale jesteśmy tylko ludzmi i zdarzają się pomyłki. 💖💖💖💖

niedziela, 16 kwietnia 2017

ROZDZIAŁ 52

Przede mną stał dobrze zbudowany mężczyzna, którego od razu poznałam. Ciemne słowy do ramion, brązowe oczy, którymi sama patrze na świat i brązowy prochowiec, bez ktorego nigdy nie ruszał się z domu. Do tego rosyjski akcent, tak wyraźnie słyszalny w tym jednym słowie. Stał przede mną jak te dwanaście lat temu, jak się żegnaliśmy z radością i obawą w oczach, a po policzkach ciekły mu łzy. I nie był strzygą. Nie mogłam uwierzyć. A jeśli to wszystko sen? Nagle koło mnie pojawił się mój brat.
- Tata?- otworzył szeroko oczy.
- Felix?- odpowiedział
- Tata.- rzuciłam mu się w ramiona.
Strażnik przytulił mnie mocno i odkręcił wokół siebie. Zaczęłam cicho szlochać.
- To ty... to naprawdę ty... po tylu latach.- łkałam.
- Przepraszam Księżniczko. Nie płacz.- mu samemu głos się łamam.
- Kocham Cię. Tak bardzo tęskniłam.
Po chwili dołączył do nas brunet. Patrzyliś my na siebie w milczeniu, uśmiechając się z łzami w oczach.
- Obiecałeś, że wrócisz i dotrzymałeś słowa.- pocalowałam go mocno w policzek.
- Ale wy wyrośliście. A ja tyle straciłem.
- To nie twoja wina.
- A ze mną to już nikt się nie przywita?- znieruchomiałam na dźwięk tego głosu.
- Mama!- znowu pierwszy zareagował Felix, rzucając się kobiecie na czuję.
Sama też ją przytuliłam. Po chwili dołączył do nas tato. Znowu byliśmy pełną rodziną.
- Widzisz. Twoje życzenie się spełniło.- zauważył cały zapłakany mój bliźniak.
Miał rację. Chciałam mieć wszystkich których kocham i którzy mnie kochają. No i mam.
- Ale jak... jak to możliwe?- zająknęłam się.
- Cii...- szepnęła mama.- Wszystko w swoim czasie. A na razie chodźmy, bo czekają na nas.
Jednak w salonie było pusto. O dziwo mama pewnie poszłam aw stronę drzwi tarasowych. Zatrzymałam ją, stając przed nią.
- Czekaj, czekaj, czekaj. Ty wciąż masz więź z ciocią Lissą.- zrozumiałam.- Ona wiedział, że żyjesz? I nic nam nie powiedziała?
- Przepraszam kochanie. Ale wolałam, że jakbym miała zginąć, żebyście nie cierpieli z myślą, że jestem gdzieś daleko w jakiejś niewoli. Mogłam nie wrócić, a niebezpieczne byłoby, gdybyście chcieli mnie uwolnić.
- Nigdy nie pozwolił bym ci zginąć.- tata objął mamę od tyłu i pocałował ją w szyję.
Kiedy tak na nich patrzyłam, nie umiałam się gniewać. Ich miłość emanuowała na kilometry. W końcu weszliśmy do gwarnego ogrodu, gdzie wszyscy rozmawiali, jeden przez drugiego, czekając na mnie i Jacka. Będą mieli niespodziankę. Nagle zapadła całkowita cisza.
- Rose?!- zawołali jednocześnie Abe i Janine, po czym rzucili się na córkę i zięcia.
W ich ślad poszła całą resztą. Wszyscy bardzo za nimi tęsknili. Każdy ich przytulał i od razu chcieli znać szczegóły.
- A jednak będę musiał dalej się z tobą męczyć.- przewrócił oczami wujek Christian, ale i tak ich przytulił.
- Nie tak łatwo nas się pozbyć.
- Wuja.- ciocia Zoja i Łuka rzucili się na tatę.
- Hej, dzieciaki. Ale się pozmieniało.
- Usiądzie tam.- z bratem wskazaliście na szczyt stołów.
- A to chyba miejsce dla solenizantów.- zmieszał się tato.
- Ale tak będziecie obok.- zaoponowałam.
- I my będziemy mieć was obok.- dodał Felix, gdy ściągneliśmy ich na miejsca.
- I będziemy mieli innych obok.
- I wszyscy będą obok.- powiedzieliśmy jednocześnie.
Każdy zają swoje miejsce.
- Czekamy jeszcze na kogoś?- spytał tata, wskazując puste miejsce po mojej lewej.
- A... No tak.- zaczęłam bawić się palcami pod stołem.
Wiedziałam jacy są ojcowie córek. Zwłaszcza jak odzyskują ją po kilku latach. Oj, nie chcę być w skórę Jack'a. Zwłaszcza, że jest Zeklosem. Czułam, że mój brat sam się obawia jego reakcji.
- Tato, chcę żebyś wiedział, że ludzie są różni nie zależnie od pochodzenia i żebyś nie oceniał go pochopnie.- przełknęłam ślinę, podnosząc wzrok.
- Go?- strażnik podniósł jedną brew do góry.
- Dymitr!- skarciła go żona, uderzając w ramię.
- Och dzieciaki.- zaśmiał się dziadek.- A myślałem, że to ja będę męczył tego młodzieńca.
- Jednak, staruszku, na szczęście dla naszej córki jesteś zwolniony z tego obowiązku.
- Nie wiem czy to polepszyło ich sytuację.- popatrzył z przebiegłym uśmiechem na Rosjanina.
- Tato. Naprawdę on jest wspaniałym chłopakiem, który o mnie dba i przez te dwa miesiące wiele się wydarzyło, dzięki czemu jestem pewna uczucia między nami.
- Dwa miesiące to dość mało.- zauważył.
- Bielikow!- mama straciła cierpliwość.- To jej urodziny. Pogadacie o tym kiedy indziej, a teraz po prostu cieszmy się. O to nasze szczęście jest już dorosłe. Nie mogłam uwierzyć że je mam, a teraz nie wierzę, że je tracę.
- Mamo...- zaoponował Felix.- Wy nigdy nas nie stracicie.
- Właśnie.- wspomogłam brata.- Jesteście naszymi rodzicami i zawsze będziecie dla nas najważniejsi.
- Oooo...- po ogrodzie rózniósł się zgodny pomruk.
Nagle usłyszałam dźwięk dzwonka do drzwi. Specjalnie zamontowaliśmy dodatkowy głośnik, bo tu nie słychać jak ktoś dobija się do drzwi.
- Ja otworzę.- czym prędzej się ulotniłam.
Otworzyłam drzwi, a za nimi była wyczekiwana przeze mnie osoba. Wpadłam w objęcia ukochanego.
- Nie uwierzysz co się stało.- krzyknęłam od razu.
- Co?- spytał zaciekawiony.
- Moi rodzice wrócili.- pisnęłam i znowu go przytuliłam.
- Jak to?- otworzył szeroko oczy, a ja zaczęłam się śmiać z jego miny.
- Nie wiem. Po prostu z pół godziny temu zadzwonili do drzwi i jak otworzyłam drzwi, to oni tam byli.
- Twoja mama też?
- Właśnie też.- byłam cała w skowronkach.
- Oj to krucho.- podrapał się po karku.- Moi rodzice tu jadą.
Stanęłam jak wryta.
- Ja pierdole.- schowałam twarz w dłoniach- Oni się pozabijają.
- Może nie będzie tak źle.- chłopak próbował mnie pocieszyć.
- Ostatni raz jak się widzieli, to ciocia Lissa musiała ją z Eddym trzymać, żeby mu oczu nie wydłubała. Oskarża go i tą jego grupę o atak strzyg na akademię.
- No to jesteśmy w dupie.
- Nie do końca. Daj znać swoim rodzicom jaka jest sytuacja, a później powiemy moim jak cię poznają.
- Czekaj! To ja mam poznać twojego tatę?- zbladł.
- A co? Myślisz, że dałbyś radę w nieskończoność ukrywać się przed najlepszym strażnikiem na świecie?- starałam się zamaskować swój stres za maską śmiechu.
- No nie, no ale... No nie.
- No chodź. Czym szybciej to zrobimy, tym lepiej.- pociągnęłam go za sobą.
-Nastka.- zatrzymał nas.- Jeszcze coś.
Podszedł do auta z tyłu i wyciągnął coś. Po chwili oniemiałam ja widok wielkiego, różowego misia z bukietem czerwonych róż w łapce.
- Chciałem ci je dać osobiście, ale uparł się, że skoro ja daję go, to on też nie może przyjść do księżniczki z pustymi rękoma. A raczej łapkami.
- O Jejci. Jack. Nie musiałeś. On jest przepiękny.- przytuliłam mojego chłopaka, a następnie wzięłam misia i razem poszliśmy do ogrodu.
___________________________________________________________
 No i macie. Niektórzy mnie rozgryźli. Mam nadzieję, że w końcu się cieszycie. I nieźle poradziliście sobie z tymi komentarzami. Brawo. 💖💖💖💖