Gdy schodziłyśmy po schodach, mężczyźni już na nas czekali. Gdy nas tylko zobaczyli, wstrzymali oddech. Każdy od razu wziął swoją ukochaną w ramiona i pocałował. Tylko do mnie podszedł tato i przytulił mnie, cmokając w czoło.
- Pięknie wyglądasz, księżniczko.- jego oczy zrobiły się wilgotne.- Pamiętam cię taką malutką, biegająca po podwórku z łopatką i wiaderkiem, a teraz...
- Mówisz, jakby wychodziła za mąż.- zaśmiała się mama.
Jednak strażnik kontynuował nie wzruszony.
-... naprawdę wyglądasz jak moja księżniczka. Wyrosłaś na bardzo mądrą i odważną kobietę, jak twoja mama.
- Dziękuję.- szepnęłam i przytuliłam go.- Kocham Cię tato.
- Ja ciebie też skarbie. Ja ciebie też.- oparł brodę na mojej głowie.
- Widział ktoś może Jack'a?- spytałam, gdy Rosjanin zajął się żoną.
- Powinien...- zaczął Dominic, ale przerwał na dźwięk dzwonka.- To chyba on.
Czym prędzej pobiegłam do drzwi, po czym je otworzyłam. Oniemiałam z wrażenia.
- WOW...- tylko tyle byłam w stanie wykrztusić.
Przede mną stała prawdziwa, pudrowa karoca zaprzęgnięta do pięciu koni. Cztery były białe, a piąty to Moon we własnej osobie. Drzwiczki do środka były otwarte, dając dokładny widok na czerwone wnętrze i miękkie poduszki na siedzeniach. Z zewnątrz ozdobiona była namalowanymi pętami roślin z małymi kielichami żółtych żonkili.
- WOW...- z transu wyrwał głos ukochanego.
W tej samej chwili, co ja podziwiałam pojazd za ukochanym, on zmierzył mi wzrokiem wyrażającym jedynie zachwyt. Podszedł obejmując mnie w pasie i delikatnie cmoknął w usta.
- Moja piękna księżniczka.- mruknął, patrząc mi w oczy z podziwem oraz miłością.
Odsunęłam się kilka kroków od blondyna i zmierzyłam go wzrokiem. Miał na sobie liliowy garnitur ze złotymi guzikami. Pod spodem idealnie na jego torsie układała się biała koszula. Do tego pod szyją miał pasującą do reszty i mojej sukienki muchę.
- Mój książę.- mruknęłam z uznaniem.- I jeszcze z godnym pojazdem.
- Cieszę się, że się spisałem.- ukłonił się szarmancko, całując moją dłoń.
Wciąż jej nie puszczając, stanął przy moim boku, kładąc drugą rękę mi na plecach i lekko popchnął do karocy. Ostrożnie weszłam do środka po schodkach, zajmując miejsce pod oknem. Zeklos usiadł obok mnie, podniósł moją dłoń i całował jej wierzch, patrząc mi prosto w oczy. Nawet nie zauważyłam, kiedy pozbył się tej rękawiczki, ale to nie ważne. Ważne, że patrzy na mnie jak na największy cud świata i tylko jego skarb. Wiedziałam, że czekamy jeszcze na mojego brata, bo to w końcu też jego urodziny. Usiadł razem z Alice na przeciwko nas, ale ledwo to zauważyliśmy, zajęci sobą. Nie umiałam oderwać wzroku od tych pięknych, piwnych tęczówek. Oczy chłopaka lśniły radością i miłością, gdy składał lekkie, jak muśnięcia piórka, całusy na moich knykciach. Po chwili powóz się zatrząsł i z wolna ruszył.
- Opłaca nam się te kilka metrów jechać?- zdziwił się Felix.
Zainteresowana tym tematem, popatrzyłam na moroja. Ten uśmiechnął się tajemniczo.
- A kto powiedział, że to kilka metrów?
W tym momencie wyjrzałam za okno, w sam raz, aby przed oczami mignęła mi brama.
- Gdzie my jedziemy?- spytałam zaskoczona.
- Niespodzianka.- ukochany mruknął mi do ucha.
Więcej się nie odzywałam. Całą podróż siedziałam wtulona w swojego prywatnego misia, z zamkniętymi oczami i myślałam co już się dzisiaj wydarzyło, a co jeszcze się może zdarzyć. Jack głaskał mnie po brzuchu, co wywoływało u mnie lekkie dreszcze przyjemności. Zamruczałam, na co on się cicho zaśmiał. Felix za to trzymał naszą przyjaciółkę na kolanach i szeptał jej różne sprośne rzeczy. Oczywiście jako kochająca siostra, postanowiłam zachować to dla siebie. Pff... jasne.
- Ej, gołąbeczki.- przerwałam im, otwierając jedno oko.- Nie mam ochoty oglądać wasze porno, zwłaszcza, że mój kochany braciszek już ledwo panuje nad swoim przyjacielem.- dodałam, patrząc w kierunku jego krocza.
Oczywiście brunet się zarumienił, a jego dziewczyna zaczęła chichotać.
Po dwóch godzinach byliśmy na miejscu. Pierwszy wysiadł Felix i uprzejmie podał rękę Alice. Następnie karocę opuścił Jack, po czym pomógł wyjść mi. O cho! Czerwony dywan? To naprawdę nie mój styl. Ale organizacją pewnie zajęła się Rozi. Ona już tak ma. I tak uwielbiam jej niespodzianki. Gdy tylko powóz pojechał dalej, przed wejściem zatrzymała się czarna limuzyna, a z niej wyszedł mój tato w czarnym garniturze i włożył rękę z powrotem do samochodu. Po chwili pociągnął nią i ukazała nam się mama. Wow! Nigdy jeszcze nie widziałam jej takiej... kobiecej. Zawsze ubierała się w strój strażniczki, ewentualnie jakąś elegancką bluzkę do czarnych, materiałowych spodni. A teraz? Po prostu jak gwiazda. Włosy opadała jej kaskadą na odkryte plecy. Na sobie miała przylegającą, czerwoną suknię do ziemi, z rozcięciem po prawej stronie, sięgającym połowy uda oraz wycięciem z tyłu. Makijaż miała mocny, ale nie wyglądał jakby miała tapetę. Wyglądała na o jakieś dziesięć lat młodszą, a w swojej kreacji była całkowitym przeciwieństwem mnie. Nie przestawała się uśmiechać, a w oczach tańczyły jej ogniki, gdy nie mogła oderwać wzroku od taty. On w sumie też pożerał ją samym wzrokiem. Nie musiałam długo czekać, aż się pocałują. Cieszyłam się, że w końcu jesteśmy wszyscy razem. Tak jak powinno być zawsze. Z obydwojga emaliowała miłość i radość. Po chwili zauważyli, że mają widownię. Oderwali się od siebie, patrząc na nas z uśmiechem. Jack tulił mnie przez całą tą scenę i co jakiś czas całował w czubek mojej głowy. W oczach taty widziałam aprobatę dla niego. Rodzice podeszli do nas, wciąż się uśmiechając, po czym w szóstkę weszliśmy do środka. Byli tam wszyscy z obiadu oraz cała szkoła. Nawet zauważyłam kilka znanych mi osób z Dworu. Wokół mnie i brata utworzyło się koło, po czym całym chórem zaśpiewano nam sto lat. Każdy zostawił jakieś małe pudełka na stole do tego przeznaczonym i ustawiła się kolejka z życzeniami. Gdy już było po wszystkim, zaczęliśmy zabawę. Był na prawdę dobry DJ, a pod ścianami stały stoły ze słodyczami i napojami. Oczywiście jeszcze bez alkoholu. Go podadzą, gdy młodsze roczniki pójdą spać. W jednym rogu poustawiane były stoliki, przy których można usiąść i na spokojnie zjeść. Wszystko było idealnie przygotowane.
"Nasz los od zawsze zapisany był w gwiazdach. To one poprowadziły mnie do Ciebie mimo tylu przeciwności, spójrz. Jesteśmy tu. Razem. Ty i ja Roza. Na zawsze."
czwartek, 20 kwietnia 2017
ROZDZIAŁ 55
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
środa, 19 kwietnia 2017
ROZDZIAŁ 54
Obiad o dziwo odbył się w przyjemnej atmosferze. Nawet bardzo. Po kilku kieliszka już nie miało znaczenia, kto z kim gada, byle się śmiać. Oczywiście to nie była taka ilość, aby się upić. W końcu trzeba jakoś wyglądać na bal. Zawzięcie rozmawialiśmy z rodzicami i obiecali nam, że na następny dzień pojedziemy wszyscy na dwór, do naszego starego domu i tam przy kominku wszystko nam opowiedzą. Na szczęście cierpliwość mamy po tacie. Chodź nie wszyscy. Diana najpierw przyglądała się tacie z pewnej odległości, później niby rozmawiając z Felixem, ale ciekawość zwyciężyła. Strażnik nie spuszczał jej z wzroku, gdy podeszła do niego.
- Na prawdę jesteś moim tatą?- spytała, patrząc na niego podejrzliwie.
- Tak.- odpowiedział trochę nie pewnie.
Młoda chwilę mu się przyglądała, następnie patrzyła na nas, jakby szukała potwierdzenia. W końcu rzuciła się w jego objęcia. Oboje przytulali się płacząc, do czego po chwili dołączyliśmy. Byłam geniuszem, wybierając makijaż wodoodporny. Zazwyczaj nasze urodziny kończyły się łzami wzruszenia, więc na to byłam gotowa. Jack po jakimś czasie się odprężył i zachowywał względem mnie jak wcześniej. Mojemu tacie może nie do końca się to podobało, ale nie miał za dużo do gadania, zwłaszcza jak był zajęty mamą. W połowie obiadu ja, Rozi, Oliwia, Felicja, Alice i Michele siedziałyśmy na kolanach swoich chłopaków. A właśnie, nie mówiłam, że córeczka dyrektorki ma już swoją drogą połówkę. Był nią Milton, brat jej podopiecznej. Mama też długo nie cieszyła się krzesłem. Po obiedzie dzieci bawiły się w swoim gronie z tatą i wujkiem Christiane, dorośli siedzieli w swoim gronie, a my w swoim.
- No to się porobiło.- westchnął Ash, popijając Cole.
- To chyba nasze najlepsze urodziny w życiu.- zawołaliśmy z bratem.
- Widzisz. Jakbyś wcześniej uległa mojemu urokowi, to zawsze by takie były.- Jack zaczesał włosy do tyłu.
- Oczywiście.- zaśmiałam się i dałam mu całusa w policzek.
- O Rany!- krzyk Rosalie zwrócił na siebie uwagę chyba wszystkich w ogrodzie.- Jak już późno! Idziemy!
Pociągnęła mnie do domu, a reszta naszych przyjaciół poszła za nami.
- Co?! Gdzie?!- nie ogarniałam.
- Bal księżniczko.- ukochany objął mnie od tyłu, cmoknął w policzek, po czym wyminął mnie i poszedł.
- No to na co czekamy?- teraz ja je pociągnęłam na górę.
Zamknęłyśmy się w moim pokoju.
- Co ja mam na siebie włożyć?- zaczęłam panikować.
- Idź się ogarnąć i o nic się nie martw. Zrób sobie najlepiej kąpiel odprężającą.- wepchnęły mnie do łazienki.
Pokręciłam rozbawiona głową i odkręciłam ciepłą wodę. W między czasie zmyłam makijaż i przygotowałam zestaw do golenia. Jak się szykować, to na całość. Wrzuciłam truskawkową kulkę z pianą, po czym zanurzyłam się w gorącej wodzie. Odetchnęłam głęboko, odprężając się. Po kilku minutach leżenia, zaczęłam się golić. Następnie chwyciłam gąbkę, żeby dokładnie się umyć, razem z głową. Cała kąpiel zajęła mi półtorej godziny. Po wyjściu z wanny nasmarowałam się balsamem i ubrałam szlafrok. Podeszłam do lustra, aby rozczesać mokre kosmyki i się załamałam.
- Rozi!- zawołałam rozżalona
- Co jest, kochanie!- odkrzyknęła blondynka.
- Moje włosy wołają o pomstę do nieba.
- Wiem. Jak wyjdziesz wszystkim się zajmę.
Posłusznie skończyłam pielęgnowanie mojego ciała i opuściłam pomieszczenie.
- Mama.- ucieszona przytuliłam kobietę.
- Hej, dawno się nie widziałyśmy.- zaśmiała się, a ja jej wtórowałam.- To co? Gotowa na podbój?
- Jasne.
- Sprawimy, że Jack padnie, jak cię zobaczy.- zapewniła Alice.
- Dużo do tego nie trzeba.- skomentowała Oliwia.- Chyba nigdy nie był taki...
- Zakochany?- uniosła brwi Angela.- To prawda. Zmienił się.
- Nie zmienił. On zawsze taki był, ale głęboko w sobie.- broniłam ukochanego.- Po prostu został skrzywdzony w przeszłości.
- Dobra. My tu gadu gadu, a czas leci.- moja rodzicielka klasnęła w dłonie.- Pokażcie co tam macie.
Już chciałam powiedzieć, że nic, kiedy dostrzegłam ruch po swojej prawej. Odwróciłam się i zobaczyłam, co trzyma Dragomirówna. WOW! To była chyba najpiękniejsza suknia, jaką widziałam. Na środku była biała z fioletowym nićmi, układającymi się w zygzaki, a po bokach i z tyłu cała liliowa. Od bufiastych rękawów szła przezroczysta, tiulowa tkanina w tym samym kolorze. Na wysokości ud, w równych odległościach przyczepione były białe koraliki, połączone wstążką, na wzór łuków, ale opadających w dół. Brzeg ozdobiony został białą falbanką, a cała suknia miała jeszcze przezroczystą zasłonkę, z tego samego materiału, co rękawy. Ogólnie nie lubię nosić takich rzeczy, bo są niepraktyczne i zbyt księżniczkowate, ale oko cieszy. Ten jeden raz mogę się poświęcić.
- Ale piękna!- zachwycała się Angela.
- No.- potwierdziłam z Alice w tym samym czasie.
- To wskakuj w nią piękna.- Oliwia sprzedała mi klapsa.
- Może najpierw bieliznę ubiorę.
Chwyciłam drugi komplet, ten bardziej seksowny i weszłam do łazienki. Kiedy wyszłam przywitały mnie gwizdy aprobaty.
- Wyglądasz jak tykająca bomba sexu.- uśmiechnęła się Michele.- Jack padnie.
- Gdyby tato to zobaczył, nie wypuściłby cię z domu, a to dal mi.- zaśmiał się mama.
- Błagam, bez szczegółów.- skrzywiłam się.
- Gdyby nie te szczegóły, nie byłoby was na świecie.- strażniczka zaplotła ręce na piersi.
- I tak nie chcę ich znać. Tak samo jak ty nie chcesz wchodzić do łóżka babci i dziadka.- obie się na to zatrzęsłyśmy z obrzydzeniem.
Szybko założyłam na siebie sukienkę. Mam wrażenie, że mnie pogrubia. Jednak gdy złapałam za materiał i uniosłam go trochę, aby spróbować się przejść, uznałam, ze jest łatwiej niż myślałam. Czułam się w niej całkiem... swobodnie. I efekt był zniewalający. Usiadłam przy toaletce, dając dziewczyną wolną rękę. Blondynka od razu chwyciła nożyczki i zaczęła majstrować mi przy włosach. Ufałam jej, ponieważ w przyszłości chce zostać stylistką gwiazd i ma ukończone podstawowe kursy fryzjerskie. Ładnie mi podcięła końcówki, wycieniowała włosy i zrobiła koka z dwoma, luźno okalającymi moją twarz, kosmykami. Byłam jej za to bardzo wdzięczna. Jeszcze nigdy nie czułam się tak pięknie. Paznokcie pozostały bez zmian, za to dziewczyny lekko poprawiły mi makijaż.
- A teraz ostatni dodatek, wasza wysokość.- Rozi wyciągnęła coś z torby.
Dopiero po chwili pokazała mi co trzyma w dłoni. Była to mała tiara z prawdziwego srebra z wieloma diamentami i trzema kamieniami ametystu. Stałam oniemiała, aż się nie otrząsnęłam.
- Nie mogę. To jest za drogie.- bałam się chociaż to dotknąć, a co dopiero nosić przez całą noc.
- To tylko na bal.- przekonywała mnie blondynka.
- Ja wiem, ale...
- Żadnego ale. Zakładaj i już.
Westchnęłam i posłuchałam przyjaciółki.Na koniec założyłam fioletowe pantofelki i liliowe rekawiczki do łokci. Byłyśmy już wszystkie gotowe.
___________________________________________________________
Trochę późno, ale macie. Romitri będzie miało swój czas. I życzę powodzenia wszystkim gimnazjalistom z trzeciej klasy na egzaminie💖💖💖💖💖💖💖💖
- Na prawdę jesteś moim tatą?- spytała, patrząc na niego podejrzliwie.
- Tak.- odpowiedział trochę nie pewnie.
Młoda chwilę mu się przyglądała, następnie patrzyła na nas, jakby szukała potwierdzenia. W końcu rzuciła się w jego objęcia. Oboje przytulali się płacząc, do czego po chwili dołączyliśmy. Byłam geniuszem, wybierając makijaż wodoodporny. Zazwyczaj nasze urodziny kończyły się łzami wzruszenia, więc na to byłam gotowa. Jack po jakimś czasie się odprężył i zachowywał względem mnie jak wcześniej. Mojemu tacie może nie do końca się to podobało, ale nie miał za dużo do gadania, zwłaszcza jak był zajęty mamą. W połowie obiadu ja, Rozi, Oliwia, Felicja, Alice i Michele siedziałyśmy na kolanach swoich chłopaków. A właśnie, nie mówiłam, że córeczka dyrektorki ma już swoją drogą połówkę. Był nią Milton, brat jej podopiecznej. Mama też długo nie cieszyła się krzesłem. Po obiedzie dzieci bawiły się w swoim gronie z tatą i wujkiem Christiane, dorośli siedzieli w swoim gronie, a my w swoim.
- No to się porobiło.- westchnął Ash, popijając Cole.
- To chyba nasze najlepsze urodziny w życiu.- zawołaliśmy z bratem.
- Widzisz. Jakbyś wcześniej uległa mojemu urokowi, to zawsze by takie były.- Jack zaczesał włosy do tyłu.
- Oczywiście.- zaśmiałam się i dałam mu całusa w policzek.
- O Rany!- krzyk Rosalie zwrócił na siebie uwagę chyba wszystkich w ogrodzie.- Jak już późno! Idziemy!
Pociągnęła mnie do domu, a reszta naszych przyjaciół poszła za nami.
- Co?! Gdzie?!- nie ogarniałam.
- Bal księżniczko.- ukochany objął mnie od tyłu, cmoknął w policzek, po czym wyminął mnie i poszedł.
- No to na co czekamy?- teraz ja je pociągnęłam na górę.
Zamknęłyśmy się w moim pokoju.
- Co ja mam na siebie włożyć?- zaczęłam panikować.
- Idź się ogarnąć i o nic się nie martw. Zrób sobie najlepiej kąpiel odprężającą.- wepchnęły mnie do łazienki.
Pokręciłam rozbawiona głową i odkręciłam ciepłą wodę. W między czasie zmyłam makijaż i przygotowałam zestaw do golenia. Jak się szykować, to na całość. Wrzuciłam truskawkową kulkę z pianą, po czym zanurzyłam się w gorącej wodzie. Odetchnęłam głęboko, odprężając się. Po kilku minutach leżenia, zaczęłam się golić. Następnie chwyciłam gąbkę, żeby dokładnie się umyć, razem z głową. Cała kąpiel zajęła mi półtorej godziny. Po wyjściu z wanny nasmarowałam się balsamem i ubrałam szlafrok. Podeszłam do lustra, aby rozczesać mokre kosmyki i się załamałam.
- Rozi!- zawołałam rozżalona
- Co jest, kochanie!- odkrzyknęła blondynka.
- Moje włosy wołają o pomstę do nieba.
- Wiem. Jak wyjdziesz wszystkim się zajmę.
Posłusznie skończyłam pielęgnowanie mojego ciała i opuściłam pomieszczenie.
- Mama.- ucieszona przytuliłam kobietę.
- Hej, dawno się nie widziałyśmy.- zaśmiała się, a ja jej wtórowałam.- To co? Gotowa na podbój?
- Jasne.
- Sprawimy, że Jack padnie, jak cię zobaczy.- zapewniła Alice.
- Dużo do tego nie trzeba.- skomentowała Oliwia.- Chyba nigdy nie był taki...
- Zakochany?- uniosła brwi Angela.- To prawda. Zmienił się.
- Nie zmienił. On zawsze taki był, ale głęboko w sobie.- broniłam ukochanego.- Po prostu został skrzywdzony w przeszłości.
- Dobra. My tu gadu gadu, a czas leci.- moja rodzicielka klasnęła w dłonie.- Pokażcie co tam macie.
Już chciałam powiedzieć, że nic, kiedy dostrzegłam ruch po swojej prawej. Odwróciłam się i zobaczyłam, co trzyma Dragomirówna. WOW! To była chyba najpiękniejsza suknia, jaką widziałam. Na środku była biała z fioletowym nićmi, układającymi się w zygzaki, a po bokach i z tyłu cała liliowa. Od bufiastych rękawów szła przezroczysta, tiulowa tkanina w tym samym kolorze. Na wysokości ud, w równych odległościach przyczepione były białe koraliki, połączone wstążką, na wzór łuków, ale opadających w dół. Brzeg ozdobiony został białą falbanką, a cała suknia miała jeszcze przezroczystą zasłonkę, z tego samego materiału, co rękawy. Ogólnie nie lubię nosić takich rzeczy, bo są niepraktyczne i zbyt księżniczkowate, ale oko cieszy. Ten jeden raz mogę się poświęcić.
- Ale piękna!- zachwycała się Angela.
- No.- potwierdziłam z Alice w tym samym czasie.
- To wskakuj w nią piękna.- Oliwia sprzedała mi klapsa.
- Może najpierw bieliznę ubiorę.
Chwyciłam drugi komplet, ten bardziej seksowny i weszłam do łazienki. Kiedy wyszłam przywitały mnie gwizdy aprobaty.
- Wyglądasz jak tykająca bomba sexu.- uśmiechnęła się Michele.- Jack padnie.
- Gdyby tato to zobaczył, nie wypuściłby cię z domu, a to dal mi.- zaśmiał się mama.
- Błagam, bez szczegółów.- skrzywiłam się.
- Gdyby nie te szczegóły, nie byłoby was na świecie.- strażniczka zaplotła ręce na piersi.
- I tak nie chcę ich znać. Tak samo jak ty nie chcesz wchodzić do łóżka babci i dziadka.- obie się na to zatrzęsłyśmy z obrzydzeniem.
Szybko założyłam na siebie sukienkę. Mam wrażenie, że mnie pogrubia. Jednak gdy złapałam za materiał i uniosłam go trochę, aby spróbować się przejść, uznałam, ze jest łatwiej niż myślałam. Czułam się w niej całkiem... swobodnie. I efekt był zniewalający. Usiadłam przy toaletce, dając dziewczyną wolną rękę. Blondynka od razu chwyciła nożyczki i zaczęła majstrować mi przy włosach. Ufałam jej, ponieważ w przyszłości chce zostać stylistką gwiazd i ma ukończone podstawowe kursy fryzjerskie. Ładnie mi podcięła końcówki, wycieniowała włosy i zrobiła koka z dwoma, luźno okalającymi moją twarz, kosmykami. Byłam jej za to bardzo wdzięczna. Jeszcze nigdy nie czułam się tak pięknie. Paznokcie pozostały bez zmian, za to dziewczyny lekko poprawiły mi makijaż.
- A teraz ostatni dodatek, wasza wysokość.- Rozi wyciągnęła coś z torby.
Dopiero po chwili pokazała mi co trzyma w dłoni. Była to mała tiara z prawdziwego srebra z wieloma diamentami i trzema kamieniami ametystu. Stałam oniemiała, aż się nie otrząsnęłam.
- Nie mogę. To jest za drogie.- bałam się chociaż to dotknąć, a co dopiero nosić przez całą noc.
- To tylko na bal.- przekonywała mnie blondynka.
- Ja wiem, ale...
- Żadnego ale. Zakładaj i już.
Westchnęłam i posłuchałam przyjaciółki.Na koniec założyłam fioletowe pantofelki i liliowe rekawiczki do łokci. Byłyśmy już wszystkie gotowe.
___________________________________________________________
Trochę późno, ale macie. Romitri będzie miało swój czas. I życzę powodzenia wszystkim gimnazjalistom z trzeciej klasy na egzaminie💖💖💖💖💖💖💖💖
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
poniedziałek, 17 kwietnia 2017
ROZDZIAŁ 53
Weszłam pewnym krokiem, ściskając misia w ramionach. Po chwili wszedł mój ukochany. Tato przyglądał mu się z zainteresowaniem, zaciskając mocno usta. Za to mam od razu poznała chłopaka. Otworzyłam szeroko oczy z niedowierzaniem. Jednak nic nie powiedziała, mierząc go uważnym spojrzeniem.
- Podejdź chłopcze bliżej. Nie wstydź się.- dziadek Abe przerwał grobową ciszę ze złośliwym uśmieszkiem.
Widać, że tylko go bawi ta sytuacja. Czułam się jak obrońca w sądzie na sprawi, przeciw morojowi. Jednak on i tak podszedł bliżej.
- Jak się nazywasz?- spytał tato.
- Jack Zeklos strażniku.- pochylił głowę w geście szacunku.
Dyskretnie zerknął na mnie, a ja ze słabym uśmiechem pokazałam dwa kciuki w górę. Jednak mina mojego taty nie sugerowała, że będzie dobrze. Zacisnął usta w wąską linię i zmrużył oczy. To będzie najdziwniejszych i najbardziej emocjonujący dzień w moim życiu.
- Kim są twoi rodzice?- przesłuchania ciąg dalszy.
- Moja mama Ashley Zeklos-Greene jest projektantką ogrodów, a mój ojciec Jessy Zeklos prowadzi firmę reklamową.
Na dźwięk imienia jego ojca mama spojrzała nie pewnie na męża, a on otworzył szeroko oczy. Jednak nie skomentował tego.
- Czy twoje uczucie do mojej córki jest szczere i nigdy jej nie skrzywdzisz?
Chłopak spojrzał na mnie, na co podeszłam od razu i dałam u się objąć w pasie.
- Kocham Anastazję całym sercem i nie umiem bez niej żyć. Zmieniła mnie i otworzyła oczy ba ten świat. Zrozumiałem rzeczy, które wolałem pozostawić niewiadomą. Wspieraliśmy się w trudnych chwilach i wiem, że mogę jej zaufać.- popatrzył mi w oczy, nie przerywając monologu.- Moje życie jest niczym bez tej ślicznotki. I choć były gorsze chwile, to kto ich nie ma? Wiem, że oddałbym za nią życie.
W oczach pojawiły mi się łzy wzruszenia, gdy to powiedział. Nie przejmowałam się tym, bo pewnie i tak wyglądam koszmarnie po poprzedniej fali płaczu, tylko wtuliłam się w ramię blondyna.
- Wiedzieć a zrobić to dwie różn...
- On to zrobił tato.- przerwał mu Felix, a wszyscy nie wtajemniczeni wstrzymali oddech.- Zakrył ją własnym ciałem, gdy rzucono w nią sztyletem, w skutek czego powstała śmiertelna rana. On umarł, a później Nastka go ożywiła.
No mój braciszek wczuł się w rolę obrońcy. Posłałam mu wdzięczne spojrzenie, na co kiwnął z uśmiechem głową. Wśród gości zaczęły się szepty.
- Niesamowite.- na przód wyrwał się cioci Lissy.- Jesteście połączeni pocałunkiem cienia?
- To było tydzień temu, ale jak ma razie nie ma takich oznak.- odpowiedziałam.
- Jeszcze wrócimy do tej rozmowy.- powiedział tato.- Teraz mamy co świętować.
Nie uszło mojej uwadze, że przed tą decyzją wymienił parę zdań z mamą. W sumie teraz jest od niej młodszy o pięć lat. Ale los ma dziwne poczucie humoru. Razem z ukochanym skierowaliśmy się do stołu, ale zanim zajęliśmy nasze miejsca chłopak został zaatakowany przez burzę blond loków.
- Mam cię.- zawołała dziewczynka.- Hej Nastka.
- Cześć mała. Co tu robisz?
- Miałam być w weekendzie u rodziców, ale gdy dowiedzieli się o twoich urodzinach, postanowili przyjechać tutaj.- mówiła, a ja w tym czasie wzięłam ją na ręce.
- Już są?!- przeraził się Jack.
- O co chodzi?- spytała mama.- I kto to jest?
- Jestem Molly Zeklos i jestem ich siostrą.- wskazała naszą dwójkę.
- I chodzi o to, że moi rodzice tu przyjechali.- chłopak spuścił wzrok.
- Co?!- mama była zszokowana.- Jesse będzie tu?! W naszym domu?!
- Ej, jest na równi. Oni też nie wiedzą, że tu jesteście.- chciałam trochę rozluźnić atmosferę.
- Mój ojciec trochę się zmienił.- próbował go bronić blondyn.- W sumie też dzięki Anastazji.
- Tylko mi się tutaj nie całować.- zawołała dziewczynka, widząc jak się ba siebie patrzymy.- A co do rodziców, to pewnie szukają domu.
- Nie zaprowadziłaś ich sama.- zdziwił się piwnooki.
- To że ty nie jesteś już zły na tatę za to jak was potraktował za pierwszym razem, nie znaczy, że ja też.- skrzyzowała swoje małe rączki z naburmuszoną miną, co wyglądało na prawdę uroczo.
- To ja może pójdę ich poszukać.- westchnął moroj przywracając oczami.
Dłużej nie mogłam się powstrzymać i musiałam go chociaż na chwilę cmoknąć w te słodkie usta.
Ukochany widząc moją niemą prośbę bez wahania mnie pocałował. Nie mogłam go objąć, bo ręce zajmowała pewna blondynka, wykrzywiająca twarz, więc za długo się nim nie nacieszyłam. Po chwili chłopak zniknął za rogiem doprowadzony moim spojrzeniem. Przyłapałam rodziców na wpatrywanie się w siebie, jakby wspominali tą fazę ich uczucia.
- Molly, a może usiądzie i zjemy ciasto.- zaproponowałam.
- Tak.- zawołała, wyrzucając ręce w górę.- Ale mogę na twoich kolanach?
- Oczywiście myszko.
Nagle do ogrodu wbiegł, ujadając i merdając ogonem suczka. Od razu wbiegł pod stół i zaczęła atakować mamę.
- Wisel!- zawołała uradowana.- Hej kochana. Też tęskniłam.
Zaczęła ją czochrać po szyi i niżej. Ta w pewnym momencie zastygła z głową i jedną łapą na jej kolanach, żeby kilka sekund później odbiec i wrócić. To takie pocieszne stworzenie.
- To może ja już zacznę znosić jedzenie, a jak dołączą państwo Zeklos, podamy tort.- zaproponowała Lili.
- To ja może pomogę.- zaproponowałam.
- Gdzie tam. To też twoja impreza. Zabawiaj gości.- mrugnęła do mnie.
- Ale mi już nie zabronisz.- zdecydowała mama wstając od stołu.
- A kim pan jest?- spytała blondynka mojego tatę.
- Jestem ojcem naszych jubilatów.
- Pan jest tym wielkim strażnikiem!- oczy zrobiły jej się wielkie jak spodki.
- Nie powiedziałbym, że wielki.
- Bez takiej skromności, Towaszyszu.- zaśmiał się mama, kładąc przed nami wazę z zupą.
Nachyliła się przez stół, po czym zatopiła się w wargach mężczyzny na przeciwko. Z bratem i siostrą uśmiechnęliśmy się na ten widok.
- Fuj! Następni.- krzyknęła Molly, na co reszta zachichotała.
- Dzień dobry.- zza rogu domu wychyliła się mama Jack'a i zapukała w ścianę.
Jak zawsze uśmiechała się szeroko. Zaraz za nią z dumnie podniesioną głową wszedł jej mąż, a na końcu ich syn. Mężczyzna podszedł do moich rodziców i po głębokim wydechu, wyciągnął do nich dłoń.
- Wiem, że między nami bywało różnie, Rose, ale chciałbym prosić cię o wybaczenie. Nie rozumiałem waszego życia i dopiero ta młoda niewiasta pokazała mi prawdziwe oblicze waszego życia.
Rodzice patrzyli z wahaniem na wyciągniętą dłoń, po czym mama ją uścisnęła.
- Ale tak bardzo się nie przyzwyczajaj.- mrugnęła.- Masz szczęście, że moje dzieci mają urodziny.
Co tu się dzieje? Niewiasta? O co chodzi? Czy nikt nie może mówić normalnie?
- To ty nic nie wiesz?- zdziwił się w myślach mój brat.
- O czym? Nie.
- Ze względu na wielkość tej uroczystości, podczas pobytu na Dworze zdecydowaliśmy, że na naszych urodzinach będziemy bardziej poważni, aż nadmiar.
- Inaczej staromodni.- zachichotałam.
- Powiedzmy. Gdzie ty wtedy byłaś myślami?
- Oj nie chcesz wiedzieć.- rozmarzyłam się.
- Podejdź chłopcze bliżej. Nie wstydź się.- dziadek Abe przerwał grobową ciszę ze złośliwym uśmieszkiem.
Widać, że tylko go bawi ta sytuacja. Czułam się jak obrońca w sądzie na sprawi, przeciw morojowi. Jednak on i tak podszedł bliżej.
- Jak się nazywasz?- spytał tato.
- Jack Zeklos strażniku.- pochylił głowę w geście szacunku.
Dyskretnie zerknął na mnie, a ja ze słabym uśmiechem pokazałam dwa kciuki w górę. Jednak mina mojego taty nie sugerowała, że będzie dobrze. Zacisnął usta w wąską linię i zmrużył oczy. To będzie najdziwniejszych i najbardziej emocjonujący dzień w moim życiu.
- Kim są twoi rodzice?- przesłuchania ciąg dalszy.
- Moja mama Ashley Zeklos-Greene jest projektantką ogrodów, a mój ojciec Jessy Zeklos prowadzi firmę reklamową.
Na dźwięk imienia jego ojca mama spojrzała nie pewnie na męża, a on otworzył szeroko oczy. Jednak nie skomentował tego.
- Czy twoje uczucie do mojej córki jest szczere i nigdy jej nie skrzywdzisz?
Chłopak spojrzał na mnie, na co podeszłam od razu i dałam u się objąć w pasie.
- Kocham Anastazję całym sercem i nie umiem bez niej żyć. Zmieniła mnie i otworzyła oczy ba ten świat. Zrozumiałem rzeczy, które wolałem pozostawić niewiadomą. Wspieraliśmy się w trudnych chwilach i wiem, że mogę jej zaufać.- popatrzył mi w oczy, nie przerywając monologu.- Moje życie jest niczym bez tej ślicznotki. I choć były gorsze chwile, to kto ich nie ma? Wiem, że oddałbym za nią życie.
W oczach pojawiły mi się łzy wzruszenia, gdy to powiedział. Nie przejmowałam się tym, bo pewnie i tak wyglądam koszmarnie po poprzedniej fali płaczu, tylko wtuliłam się w ramię blondyna.
- Wiedzieć a zrobić to dwie różn...
- On to zrobił tato.- przerwał mu Felix, a wszyscy nie wtajemniczeni wstrzymali oddech.- Zakrył ją własnym ciałem, gdy rzucono w nią sztyletem, w skutek czego powstała śmiertelna rana. On umarł, a później Nastka go ożywiła.
No mój braciszek wczuł się w rolę obrońcy. Posłałam mu wdzięczne spojrzenie, na co kiwnął z uśmiechem głową. Wśród gości zaczęły się szepty.
- Niesamowite.- na przód wyrwał się cioci Lissy.- Jesteście połączeni pocałunkiem cienia?
- To było tydzień temu, ale jak ma razie nie ma takich oznak.- odpowiedziałam.
- Jeszcze wrócimy do tej rozmowy.- powiedział tato.- Teraz mamy co świętować.
Nie uszło mojej uwadze, że przed tą decyzją wymienił parę zdań z mamą. W sumie teraz jest od niej młodszy o pięć lat. Ale los ma dziwne poczucie humoru. Razem z ukochanym skierowaliśmy się do stołu, ale zanim zajęliśmy nasze miejsca chłopak został zaatakowany przez burzę blond loków.
- Mam cię.- zawołała dziewczynka.- Hej Nastka.
- Cześć mała. Co tu robisz?
- Miałam być w weekendzie u rodziców, ale gdy dowiedzieli się o twoich urodzinach, postanowili przyjechać tutaj.- mówiła, a ja w tym czasie wzięłam ją na ręce.
- Już są?!- przeraził się Jack.
- O co chodzi?- spytała mama.- I kto to jest?
- Jestem Molly Zeklos i jestem ich siostrą.- wskazała naszą dwójkę.
- I chodzi o to, że moi rodzice tu przyjechali.- chłopak spuścił wzrok.
- Co?!- mama była zszokowana.- Jesse będzie tu?! W naszym domu?!
- Ej, jest na równi. Oni też nie wiedzą, że tu jesteście.- chciałam trochę rozluźnić atmosferę.
- Mój ojciec trochę się zmienił.- próbował go bronić blondyn.- W sumie też dzięki Anastazji.
- Tylko mi się tutaj nie całować.- zawołała dziewczynka, widząc jak się ba siebie patrzymy.- A co do rodziców, to pewnie szukają domu.
- Nie zaprowadziłaś ich sama.- zdziwił się piwnooki.
- To że ty nie jesteś już zły na tatę za to jak was potraktował za pierwszym razem, nie znaczy, że ja też.- skrzyzowała swoje małe rączki z naburmuszoną miną, co wyglądało na prawdę uroczo.
- To ja może pójdę ich poszukać.- westchnął moroj przywracając oczami.
Dłużej nie mogłam się powstrzymać i musiałam go chociaż na chwilę cmoknąć w te słodkie usta.
Ukochany widząc moją niemą prośbę bez wahania mnie pocałował. Nie mogłam go objąć, bo ręce zajmowała pewna blondynka, wykrzywiająca twarz, więc za długo się nim nie nacieszyłam. Po chwili chłopak zniknął za rogiem doprowadzony moim spojrzeniem. Przyłapałam rodziców na wpatrywanie się w siebie, jakby wspominali tą fazę ich uczucia.
- Molly, a może usiądzie i zjemy ciasto.- zaproponowałam.
- Tak.- zawołała, wyrzucając ręce w górę.- Ale mogę na twoich kolanach?
- Oczywiście myszko.
Nagle do ogrodu wbiegł, ujadając i merdając ogonem suczka. Od razu wbiegł pod stół i zaczęła atakować mamę.
- Wisel!- zawołała uradowana.- Hej kochana. Też tęskniłam.
Zaczęła ją czochrać po szyi i niżej. Ta w pewnym momencie zastygła z głową i jedną łapą na jej kolanach, żeby kilka sekund później odbiec i wrócić. To takie pocieszne stworzenie.
- To może ja już zacznę znosić jedzenie, a jak dołączą państwo Zeklos, podamy tort.- zaproponowała Lili.
- To ja może pomogę.- zaproponowałam.
- Gdzie tam. To też twoja impreza. Zabawiaj gości.- mrugnęła do mnie.
- Ale mi już nie zabronisz.- zdecydowała mama wstając od stołu.
- A kim pan jest?- spytała blondynka mojego tatę.
- Jestem ojcem naszych jubilatów.
- Pan jest tym wielkim strażnikiem!- oczy zrobiły jej się wielkie jak spodki.
- Nie powiedziałbym, że wielki.
- Bez takiej skromności, Towaszyszu.- zaśmiał się mama, kładąc przed nami wazę z zupą.
Nachyliła się przez stół, po czym zatopiła się w wargach mężczyzny na przeciwko. Z bratem i siostrą uśmiechnęliśmy się na ten widok.
- Fuj! Następni.- krzyknęła Molly, na co reszta zachichotała.
- Dzień dobry.- zza rogu domu wychyliła się mama Jack'a i zapukała w ścianę.
Jak zawsze uśmiechała się szeroko. Zaraz za nią z dumnie podniesioną głową wszedł jej mąż, a na końcu ich syn. Mężczyzna podszedł do moich rodziców i po głębokim wydechu, wyciągnął do nich dłoń.
- Wiem, że między nami bywało różnie, Rose, ale chciałbym prosić cię o wybaczenie. Nie rozumiałem waszego życia i dopiero ta młoda niewiasta pokazała mi prawdziwe oblicze waszego życia.
Rodzice patrzyli z wahaniem na wyciągniętą dłoń, po czym mama ją uścisnęła.
- Ale tak bardzo się nie przyzwyczajaj.- mrugnęła.- Masz szczęście, że moje dzieci mają urodziny.
Co tu się dzieje? Niewiasta? O co chodzi? Czy nikt nie może mówić normalnie?
- To ty nic nie wiesz?- zdziwił się w myślach mój brat.
- O czym? Nie.
- Ze względu na wielkość tej uroczystości, podczas pobytu na Dworze zdecydowaliśmy, że na naszych urodzinach będziemy bardziej poważni, aż nadmiar.
- Inaczej staromodni.- zachichotałam.
- Powiedzmy. Gdzie ty wtedy byłaś myślami?
- Oj nie chcesz wiedzieć.- rozmarzyłam się.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
BARDZO, BARDZO WAŻNE DO ROZDZIAŁU 52
Nastąpiła pomyłka co do ostatniego rozdziału, bo gdzieś zniknęłoimi jego 1/4. Dziękuję Anicie, która to zauważyła. Masz rację, czegoś brakowało 😂😂😂 Przez to sytuacja była nie jasna. Proszę wrócić do poprzedniego rozdziału i przeczytać jeszcze raz. Aj. Tak zepsuć ten wielki powrót. Przepraszam, ale jesteśmy tylko ludzmi i zdarzają się pomyłki. 💖💖💖💖
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
niedziela, 16 kwietnia 2017
ROZDZIAŁ 52
Przede mną stał dobrze zbudowany mężczyzna, którego od razu poznałam. Ciemne słowy do ramion, brązowe oczy, którymi sama patrze na świat i brązowy prochowiec, bez ktorego nigdy nie ruszał się z domu. Do tego rosyjski akcent, tak wyraźnie słyszalny w tym jednym słowie. Stał przede mną jak te dwanaście lat temu, jak się żegnaliśmy z radością i obawą w oczach, a po policzkach ciekły mu łzy. I nie był strzygą. Nie mogłam uwierzyć. A jeśli to wszystko sen? Nagle koło mnie pojawił się mój brat.
- Tata?- otworzył szeroko oczy.
- Felix?- odpowiedział
- Tata.- rzuciłam mu się w ramiona.
Strażnik przytulił mnie mocno i odkręcił wokół siebie. Zaczęłam cicho szlochać.
- To ty... to naprawdę ty... po tylu latach.- łkałam.
- Przepraszam Księżniczko. Nie płacz.- mu samemu głos się łamam.
- Kocham Cię. Tak bardzo tęskniłam.
Po chwili dołączył do nas brunet. Patrzyliś my na siebie w milczeniu, uśmiechając się z łzami w oczach.
- Obiecałeś, że wrócisz i dotrzymałeś słowa.- pocalowałam go mocno w policzek.
- Ale wy wyrośliście. A ja tyle straciłem.
- To nie twoja wina.
- A ze mną to już nikt się nie przywita?- znieruchomiałam na dźwięk tego głosu.
- Mama!- znowu pierwszy zareagował Felix, rzucając się kobiecie na czuję.
Sama też ją przytuliłam. Po chwili dołączył do nas tato. Znowu byliśmy pełną rodziną.
- Widzisz. Twoje życzenie się spełniło.- zauważył cały zapłakany mój bliźniak.
Miał rację. Chciałam mieć wszystkich których kocham i którzy mnie kochają. No i mam.
- Ale jak... jak to możliwe?- zająknęłam się.
- Cii...- szepnęła mama.- Wszystko w swoim czasie. A na razie chodźmy, bo czekają na nas.
Jednak w salonie było pusto. O dziwo mama pewnie poszłam aw stronę drzwi tarasowych. Zatrzymałam ją, stając przed nią.
- Czekaj, czekaj, czekaj. Ty wciąż masz więź z ciocią Lissą.- zrozumiałam.- Ona wiedział, że żyjesz? I nic nam nie powiedziała?
- Przepraszam kochanie. Ale wolałam, że jakbym miała zginąć, żebyście nie cierpieli z myślą, że jestem gdzieś daleko w jakiejś niewoli. Mogłam nie wrócić, a niebezpieczne byłoby, gdybyście chcieli mnie uwolnić.
- Nigdy nie pozwolił bym ci zginąć.- tata objął mamę od tyłu i pocałował ją w szyję.
Kiedy tak na nich patrzyłam, nie umiałam się gniewać. Ich miłość emanuowała na kilometry. W końcu weszliśmy do gwarnego ogrodu, gdzie wszyscy rozmawiali, jeden przez drugiego, czekając na mnie i Jacka. Będą mieli niespodziankę. Nagle zapadła całkowita cisza.
- Rose?!- zawołali jednocześnie Abe i Janine, po czym rzucili się na córkę i zięcia.
W ich ślad poszła całą resztą. Wszyscy bardzo za nimi tęsknili. Każdy ich przytulał i od razu chcieli znać szczegóły.
- A jednak będę musiał dalej się z tobą męczyć.- przewrócił oczami wujek Christian, ale i tak ich przytulił.
- Nie tak łatwo nas się pozbyć.
- Wuja.- ciocia Zoja i Łuka rzucili się na tatę.
- Hej, dzieciaki. Ale się pozmieniało.
- Usiądzie tam.- z bratem wskazaliście na szczyt stołów.
- A to chyba miejsce dla solenizantów.- zmieszał się tato.
- Ale tak będziecie obok.- zaoponowałam.
- I my będziemy mieć was obok.- dodał Felix, gdy ściągneliśmy ich na miejsca.
- I będziemy mieli innych obok.
- I wszyscy będą obok.- powiedzieliśmy jednocześnie.
Każdy zają swoje miejsce.
- Czekamy jeszcze na kogoś?- spytał tata, wskazując puste miejsce po mojej lewej.
- A... No tak.- zaczęłam bawić się palcami pod stołem.
Wiedziałam jacy są ojcowie córek. Zwłaszcza jak odzyskują ją po kilku latach. Oj, nie chcę być w skórę Jack'a. Zwłaszcza, że jest Zeklosem. Czułam, że mój brat sam się obawia jego reakcji.
- Tato, chcę żebyś wiedział, że ludzie są różni nie zależnie od pochodzenia i żebyś nie oceniał go pochopnie.- przełknęłam ślinę, podnosząc wzrok.
- Go?- strażnik podniósł jedną brew do góry.
- Dymitr!- skarciła go żona, uderzając w ramię.
- Och dzieciaki.- zaśmiał się dziadek.- A myślałem, że to ja będę męczył tego młodzieńca.
- Jednak, staruszku, na szczęście dla naszej córki jesteś zwolniony z tego obowiązku.
- Nie wiem czy to polepszyło ich sytuację.- popatrzył z przebiegłym uśmiechem na Rosjanina.
- Tato. Naprawdę on jest wspaniałym chłopakiem, który o mnie dba i przez te dwa miesiące wiele się wydarzyło, dzięki czemu jestem pewna uczucia między nami.
- Dwa miesiące to dość mało.- zauważył.
- Bielikow!- mama straciła cierpliwość.- To jej urodziny. Pogadacie o tym kiedy indziej, a teraz po prostu cieszmy się. O to nasze szczęście jest już dorosłe. Nie mogłam uwierzyć że je mam, a teraz nie wierzę, że je tracę.
- Mamo...- zaoponował Felix.- Wy nigdy nas nie stracicie.
- Właśnie.- wspomogłam brata.- Jesteście naszymi rodzicami i zawsze będziecie dla nas najważniejsi.
- Oooo...- po ogrodzie rózniósł się zgodny pomruk.
Nagle usłyszałam dźwięk dzwonka do drzwi. Specjalnie zamontowaliśmy dodatkowy głośnik, bo tu nie słychać jak ktoś dobija się do drzwi.
- Ja otworzę.- czym prędzej się ulotniłam.
Otworzyłam drzwi, a za nimi była wyczekiwana przeze mnie osoba. Wpadłam w objęcia ukochanego.
- Nie uwierzysz co się stało.- krzyknęłam od razu.
- Co?- spytał zaciekawiony.
- Moi rodzice wrócili.- pisnęłam i znowu go przytuliłam.
- Jak to?- otworzył szeroko oczy, a ja zaczęłam się śmiać z jego miny.
- Nie wiem. Po prostu z pół godziny temu zadzwonili do drzwi i jak otworzyłam drzwi, to oni tam byli.
- Twoja mama też?
- Właśnie też.- byłam cała w skowronkach.
- Oj to krucho.- podrapał się po karku.- Moi rodzice tu jadą.
Stanęłam jak wryta.
- Ja pierdole.- schowałam twarz w dłoniach- Oni się pozabijają.
- Może nie będzie tak źle.- chłopak próbował mnie pocieszyć.
- Ostatni raz jak się widzieli, to ciocia Lissa musiała ją z Eddym trzymać, żeby mu oczu nie wydłubała. Oskarża go i tą jego grupę o atak strzyg na akademię.
- No to jesteśmy w dupie.
- Nie do końca. Daj znać swoim rodzicom jaka jest sytuacja, a później powiemy moim jak cię poznają.
- Czekaj! To ja mam poznać twojego tatę?- zbladł.
- A co? Myślisz, że dałbyś radę w nieskończoność ukrywać się przed najlepszym strażnikiem na świecie?- starałam się zamaskować swój stres za maską śmiechu.
- No nie, no ale... No nie.
- No chodź. Czym szybciej to zrobimy, tym lepiej.- pociągnęłam go za sobą.
-Nastka.- zatrzymał nas.- Jeszcze coś.
Podszedł do auta z tyłu i wyciągnął coś. Po chwili oniemiałam ja widok wielkiego, różowego misia z bukietem czerwonych róż w łapce.
- Chciałem ci je dać osobiście, ale uparł się, że skoro ja daję go, to on też nie może przyjść do księżniczki z pustymi rękoma. A raczej łapkami.
- O Jejci. Jack. Nie musiałeś. On jest przepiękny.- przytuliłam mojego chłopaka, a następnie wzięłam misia i razem poszliśmy do ogrodu.
___________________________________________________________
No i macie. Niektórzy mnie rozgryźli. Mam nadzieję, że w końcu się cieszycie. I nieźle poradziliście sobie z tymi komentarzami. Brawo. 💖💖💖💖
- Tata?- otworzył szeroko oczy.
- Felix?- odpowiedział
- Tata.- rzuciłam mu się w ramiona.
Strażnik przytulił mnie mocno i odkręcił wokół siebie. Zaczęłam cicho szlochać.
- To ty... to naprawdę ty... po tylu latach.- łkałam.
- Przepraszam Księżniczko. Nie płacz.- mu samemu głos się łamam.
- Kocham Cię. Tak bardzo tęskniłam.
Po chwili dołączył do nas brunet. Patrzyliś my na siebie w milczeniu, uśmiechając się z łzami w oczach.
- Obiecałeś, że wrócisz i dotrzymałeś słowa.- pocalowałam go mocno w policzek.
- Ale wy wyrośliście. A ja tyle straciłem.
- To nie twoja wina.
- A ze mną to już nikt się nie przywita?- znieruchomiałam na dźwięk tego głosu.
- Mama!- znowu pierwszy zareagował Felix, rzucając się kobiecie na czuję.
Sama też ją przytuliłam. Po chwili dołączył do nas tato. Znowu byliśmy pełną rodziną.
- Widzisz. Twoje życzenie się spełniło.- zauważył cały zapłakany mój bliźniak.
Miał rację. Chciałam mieć wszystkich których kocham i którzy mnie kochają. No i mam.
- Ale jak... jak to możliwe?- zająknęłam się.
- Cii...- szepnęła mama.- Wszystko w swoim czasie. A na razie chodźmy, bo czekają na nas.
Jednak w salonie było pusto. O dziwo mama pewnie poszłam aw stronę drzwi tarasowych. Zatrzymałam ją, stając przed nią.
- Czekaj, czekaj, czekaj. Ty wciąż masz więź z ciocią Lissą.- zrozumiałam.- Ona wiedział, że żyjesz? I nic nam nie powiedziała?
- Przepraszam kochanie. Ale wolałam, że jakbym miała zginąć, żebyście nie cierpieli z myślą, że jestem gdzieś daleko w jakiejś niewoli. Mogłam nie wrócić, a niebezpieczne byłoby, gdybyście chcieli mnie uwolnić.
- Nigdy nie pozwolił bym ci zginąć.- tata objął mamę od tyłu i pocałował ją w szyję.
Kiedy tak na nich patrzyłam, nie umiałam się gniewać. Ich miłość emanuowała na kilometry. W końcu weszliśmy do gwarnego ogrodu, gdzie wszyscy rozmawiali, jeden przez drugiego, czekając na mnie i Jacka. Będą mieli niespodziankę. Nagle zapadła całkowita cisza.
- Rose?!- zawołali jednocześnie Abe i Janine, po czym rzucili się na córkę i zięcia.
W ich ślad poszła całą resztą. Wszyscy bardzo za nimi tęsknili. Każdy ich przytulał i od razu chcieli znać szczegóły.
- A jednak będę musiał dalej się z tobą męczyć.- przewrócił oczami wujek Christian, ale i tak ich przytulił.
- Nie tak łatwo nas się pozbyć.
- Wuja.- ciocia Zoja i Łuka rzucili się na tatę.
- Hej, dzieciaki. Ale się pozmieniało.
- Usiądzie tam.- z bratem wskazaliście na szczyt stołów.
- A to chyba miejsce dla solenizantów.- zmieszał się tato.
- Ale tak będziecie obok.- zaoponowałam.
- I my będziemy mieć was obok.- dodał Felix, gdy ściągneliśmy ich na miejsca.
- I będziemy mieli innych obok.
- I wszyscy będą obok.- powiedzieliśmy jednocześnie.
Każdy zają swoje miejsce.
- Czekamy jeszcze na kogoś?- spytał tata, wskazując puste miejsce po mojej lewej.
- A... No tak.- zaczęłam bawić się palcami pod stołem.
Wiedziałam jacy są ojcowie córek. Zwłaszcza jak odzyskują ją po kilku latach. Oj, nie chcę być w skórę Jack'a. Zwłaszcza, że jest Zeklosem. Czułam, że mój brat sam się obawia jego reakcji.
- Tato, chcę żebyś wiedział, że ludzie są różni nie zależnie od pochodzenia i żebyś nie oceniał go pochopnie.- przełknęłam ślinę, podnosząc wzrok.
- Go?- strażnik podniósł jedną brew do góry.
- Dymitr!- skarciła go żona, uderzając w ramię.
- Och dzieciaki.- zaśmiał się dziadek.- A myślałem, że to ja będę męczył tego młodzieńca.
- Jednak, staruszku, na szczęście dla naszej córki jesteś zwolniony z tego obowiązku.
- Nie wiem czy to polepszyło ich sytuację.- popatrzył z przebiegłym uśmiechem na Rosjanina.
- Tato. Naprawdę on jest wspaniałym chłopakiem, który o mnie dba i przez te dwa miesiące wiele się wydarzyło, dzięki czemu jestem pewna uczucia między nami.
- Dwa miesiące to dość mało.- zauważył.
- Bielikow!- mama straciła cierpliwość.- To jej urodziny. Pogadacie o tym kiedy indziej, a teraz po prostu cieszmy się. O to nasze szczęście jest już dorosłe. Nie mogłam uwierzyć że je mam, a teraz nie wierzę, że je tracę.
- Mamo...- zaoponował Felix.- Wy nigdy nas nie stracicie.
- Właśnie.- wspomogłam brata.- Jesteście naszymi rodzicami i zawsze będziecie dla nas najważniejsi.
- Oooo...- po ogrodzie rózniósł się zgodny pomruk.
Nagle usłyszałam dźwięk dzwonka do drzwi. Specjalnie zamontowaliśmy dodatkowy głośnik, bo tu nie słychać jak ktoś dobija się do drzwi.
- Ja otworzę.- czym prędzej się ulotniłam.
Otworzyłam drzwi, a za nimi była wyczekiwana przeze mnie osoba. Wpadłam w objęcia ukochanego.
- Nie uwierzysz co się stało.- krzyknęłam od razu.
- Co?- spytał zaciekawiony.
- Moi rodzice wrócili.- pisnęłam i znowu go przytuliłam.
- Jak to?- otworzył szeroko oczy, a ja zaczęłam się śmiać z jego miny.
- Nie wiem. Po prostu z pół godziny temu zadzwonili do drzwi i jak otworzyłam drzwi, to oni tam byli.
- Twoja mama też?
- Właśnie też.- byłam cała w skowronkach.
- Oj to krucho.- podrapał się po karku.- Moi rodzice tu jadą.
Stanęłam jak wryta.
- Ja pierdole.- schowałam twarz w dłoniach- Oni się pozabijają.
- Może nie będzie tak źle.- chłopak próbował mnie pocieszyć.
- Ostatni raz jak się widzieli, to ciocia Lissa musiała ją z Eddym trzymać, żeby mu oczu nie wydłubała. Oskarża go i tą jego grupę o atak strzyg na akademię.
- No to jesteśmy w dupie.
- Nie do końca. Daj znać swoim rodzicom jaka jest sytuacja, a później powiemy moim jak cię poznają.
- Czekaj! To ja mam poznać twojego tatę?- zbladł.
- A co? Myślisz, że dałbyś radę w nieskończoność ukrywać się przed najlepszym strażnikiem na świecie?- starałam się zamaskować swój stres za maską śmiechu.
- No nie, no ale... No nie.
- No chodź. Czym szybciej to zrobimy, tym lepiej.- pociągnęłam go za sobą.
-Nastka.- zatrzymał nas.- Jeszcze coś.
Podszedł do auta z tyłu i wyciągnął coś. Po chwili oniemiałam ja widok wielkiego, różowego misia z bukietem czerwonych róż w łapce.
- Chciałem ci je dać osobiście, ale uparł się, że skoro ja daję go, to on też nie może przyjść do księżniczki z pustymi rękoma. A raczej łapkami.
- O Jejci. Jack. Nie musiałeś. On jest przepiękny.- przytuliłam mojego chłopaka, a następnie wzięłam misia i razem poszliśmy do ogrodu.
___________________________________________________________
No i macie. Niektórzy mnie rozgryźli. Mam nadzieję, że w końcu się cieszycie. I nieźle poradziliście sobie z tymi komentarzami. Brawo. 💖💖💖💖
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
ROZDZIAŁ 51
Jeszcze bardziej zaintrygowana wstałam i udałam się do szafy. Już wczoraj postanowiłam, co ubiorę na rodzinne spotkanie. Wyciągnęłam swoją ulubioną sukienkę do kolan w kolorze indygo z czarnymi groszkami i fioletową falbanką przy dekolcie, rękawach i dolnym brzegu. Na tali miała pasek w tym samym odcieniu co cała kreacja, ze złotą klamrą na środku. Z ubraniem udałam się do łazienki, gdzie spod prysznica wychodził Zeklos. Daliśmy sobie szybkiego buziaka, po czym sama weszłam do nagrzanej kabiny. Rozkoszowałam się gorącymi kroplami, ale kiedy mi się znudziło, zaczęłam się myć. Gdy płukałam głowę z szamponu, przeglądałam się ukochanemu, który układał włosy. Wyglądało to bardzie zabawnie, ponieważ stał tak blisko lustra, jakby zaraz chciał tam wejść i poprawić fryzurę własnemu odbiciu. Poruszył ustami, jakby coś mówił, ale nawet jeśli, to szum wody zagłuszył jego słowa. Po chwili odwrócił się w moją stronę, wciąż nie przestając majstrować przy blond kosmykach. Pomachałam mu z zalotnym uśmiechem, na co tylko westchnął rozbawiony i wrócił do poprzedniego zajęcia. Zapukałam w drzwi kabiny, a gdy na mnie spojrzał, na zapakowanym szkle narysowałam serce i posłałam mu całusa. Znowu coś powiedział, a ja znowu nie wiem co. Zakręciłam wodę i uchyliłam wejście.
- Coś mówiłeś?- spytałam niewinnie.
- Tak. Jeśli będziesz dalej mnie tak kusić, wejdę tam i zrobię to, co mam zaplanowane na naszą noc.
- Czy ja cie powstrzymuję?- zatrzepotałam rzęsami.
- Nie wiedziałem, że z ciebie taka kocia. Ale musisz jeszcze wytrzymać, piękna.- podszedł i cmoknął mnie w policzek.
Dokończyłam mycie i chciałam chwycić ręcznik, ale go nigdzie nie było. Wyszłam z kabiny, wprost w ramiona ukochanego, a dokładnie w mój ręcznik, który trzymał.
- Jack.- uśmiechnęłam się rozbawiona.- Co robisz?
- Dbam o moją księżniczkę, aby się nie przemęczała.
Zachichotałam, gdy on wycierał mnie do sucha. Na koniec ubrał mnie w szlafrok i wypchnął z łazienki. W pokoju były już Rozi, Oliwia, Felicja, Alice, Michele i Angela.
- Zostawiam ją wam.- powiedział dziewczynom siedzącym na moim łóżku.
Dopiero jak wychodził, mogłam zobaczyć jak jest ubrany. Miał na sobie beżowe rurki, a do tego czarna koszula, z odpiętymi, górnymi guzikami i czerwona kamizelka. Spojrzałam na dziewczyny wyczekująco, ale one tylko się uśmiechały znacząco.
- Możemy zaczynać?- spytałam z niecierpliwością.
- Oj już się tak nie denerwuj.- machnęła ręką blondynka.- Mam coś dla ciebie. Taki mały prezent urodzinowy.
Podeszłam do mnie i zza pleców wyciągnęła torebkę. Zajrzałam do środka i uśmiechnęłam się do siebie, widząc logo sklepu, na prostokątnym pudełku.
- Teraz Zeklos mi nie ucieknie.- mruknęłam.
Wyciągnęłam i położyłam na łóżko czerwoną bieliznę z koronki, a obok strój, jeśli można to tak nazwać. Na górze było coś jakby gorset ze sznureczkiem na całej długości, a na dole figi, od których zwisały szelki z obowiązkami na uda. Miały zapięcia na rzepy. I wszystko czerwono-czarne. To będzie nie zapomniana noc. Wzięłam pierwszy komplet i zamknęłam się w łazience. Po chwili wyszłam ubrana, a dziewczyny zagwizdały z uznaniem.
- Kobieto, ale ty masz brzuch.- zachwycała się podopieczna Oliwii.
- Godziny treningów.- wzruszyłam ramionami i zaczęłam ubierać swoją sukienkę.
Później dziewczyny posadziły mnie przed toaletką i zaczęły latać wokół. Oliwia robiła mi makijaż, Rozi fryzurę, Michele i Alice manicure, a Felicja i pedicure. Po godzinie byłam gotowa. Miałam fioletowe paznokcie, w tym serdeczny na każdej ręce z czarnymi kropkami, a włosy opadały mi idealną falą po lewym ramieniu. Założyłam medalion od rodziców i złote kolczyki i pierścionki z nefrytami. Miałam jeszcze złotą bransoletkę z wytłoczonymi gwiazdkami. Założyłam fioletowe obcasy i zeszłyśmy na dół. Od razu przytuliłam się do Lili i Pawki.
- Dziękuję.- szepnęłam.- Za wszystko.
- Nie ma za co skarbie.- ciocia pocałowała mnie w czoło.
- I wszystkiego najlepszego, młoda.- wujek wyciągnął zza pleców różową paczkę z niebieską wstążeczką.
- Śmiało.- uśmiechnęła się jego żona, gdy zobaczyła moją ciekawość.
Odeszli trochę dalej i przytulili się do siebie. Zaczęłam odwiązywać kokardkę i starannie, tak żeby nie porwać rozwinęłam papier. W środku było pudełko. Otworzyłam je i zaniemówiłam. Na jego dnie leżała sukienka, która bardzo mi się podobała, ale nie miałam tyle pieniędzy.
- Dziękuję.- rzuciłam się na nich i ich przytuliłam.
Po chwili zbiegł Felix.
- A ja? A ja?-rzucił się wprost na nas, przez co prawie upadliśmy.
- Dla ciebie też coś mamy.
Brunet zaczął dobierać się do prezentu. Oczy mu się zaświeciły, a ja zaczęłam chichotać. W środku było auto na pilota.
- Jeha!- podskoczył z radością, dał cioci i wujkowi całusa, po czym wybiegł do ogrodu.- Chłopaki, patrzcie co dostałem.
Po chwili było słychać rozemocjonowany głosy. Ach ci faceci. Gorzej niż dzieci.
- Nastka.- moją uwagę zwróciła ciocia.- Pomogłabyś mi?
- Jasne.
Wzięłam talerze oraz sztućce i zabrałam je na zewnątrz, gdzie stały już rozłożone w podkowę stół z obrusami. Zaczęłam rozkładać wszystko, patrząc na podjarany tłum mężczyzn. Jednak nigdzie nie widziałam mojego.
- Robi ci jakąś niespodziankę.- uśmiechnął się do mnie brat, próbując ogarnąć pada.
Zabrałam mu go i wyciągnęłam klapkę od baterii. Westchnęłam uderzona głupotą bliźniaka i włożyłem źródło energii, tak jak miało być.
- Na przyszłość plus do plusa, minus do minusa.- mrugnęłam do niego i wróciłam do kuchni.
Po drodze usłyszałam dzwonek do drzwi, a wiedząc, że żaden facet tyłka nie ruszy, sama poszła otworzyć.
- Hej skarbie.- przytuliła mnie dyrektorka.
Razem z nią i jej mężem przyszła reszta nauczycieli i strażników. Wszyscy pomagali mamie, więc ze wszystkimi się zżyliśmy. Nie długo po nich przyszła królowa z mężem, dziećmi i w sumie wszystkimi przyjaciółmi mamy. Nie zabrakło również Taszy i Pabla. W tym czasie dziewczyny już zanosiły jedzenie na stoły. Na końcu przyszła reszta rodziny, to jest prababcia Ewa, dziadkowie Abe, Janine, Olena i Iwan, ciocie Karolina, Sonia, Wiktoria, mała Amelia i Wiktor, kuzynostwo Łuka i Zoja. Do tego ciotki mojej mamy i ich rodziny. Zdziwiłam się, aż tak liczną grupą osób.
- U twojej mamy też byli wszyscy, ale na dziewiętnastych urodzinach z wiadomych przyczyn.- oznajmił dziadek.
Wyściskałam wszystkich, bo dość rzadko się widzimy. A niektórych widziałam trzy razy w całym życiu, podczas pobytu u ojca mamy.
Z pomocą wszystkich, obiad był gotowy w jakieś dwadzieścia minut.
- To może zaczynami?- zaproponował niecierpliwie dziadek Abe, zacierając w typowy dla siebie sposób.
- Jeszcze musimy poczekać na chłopaka Anastazji.- powiedziała ciocia Lili i w tym samym momencie zadzwonił dzwonek.
- To on.- zarwałam się i pobiegła na korytarz.
Zastanawiałam się, co on takiego wymyślił. Już wiem, że jego niespodzianki nie są byle jakie. Otworzyłam drzwi i oniemiałam.
- Księżniczko...
_________________________________________________
Jak myślicie, co przygotował Jack? A może to coś całkiem innego? Czy coś będzie w stanie zepsuć ten dzień nasze księżniczce? Czekam na wasze propozycje, a może jeszcze dziś wszystko się okaże.
- Coś mówiłeś?- spytałam niewinnie.
- Tak. Jeśli będziesz dalej mnie tak kusić, wejdę tam i zrobię to, co mam zaplanowane na naszą noc.
- Czy ja cie powstrzymuję?- zatrzepotałam rzęsami.
- Nie wiedziałem, że z ciebie taka kocia. Ale musisz jeszcze wytrzymać, piękna.- podszedł i cmoknął mnie w policzek.
Dokończyłam mycie i chciałam chwycić ręcznik, ale go nigdzie nie było. Wyszłam z kabiny, wprost w ramiona ukochanego, a dokładnie w mój ręcznik, który trzymał.
- Jack.- uśmiechnęłam się rozbawiona.- Co robisz?
- Dbam o moją księżniczkę, aby się nie przemęczała.
Zachichotałam, gdy on wycierał mnie do sucha. Na koniec ubrał mnie w szlafrok i wypchnął z łazienki. W pokoju były już Rozi, Oliwia, Felicja, Alice, Michele i Angela.
- Zostawiam ją wam.- powiedział dziewczynom siedzącym na moim łóżku.
Dopiero jak wychodził, mogłam zobaczyć jak jest ubrany. Miał na sobie beżowe rurki, a do tego czarna koszula, z odpiętymi, górnymi guzikami i czerwona kamizelka. Spojrzałam na dziewczyny wyczekująco, ale one tylko się uśmiechały znacząco.
- Możemy zaczynać?- spytałam z niecierpliwością.
- Oj już się tak nie denerwuj.- machnęła ręką blondynka.- Mam coś dla ciebie. Taki mały prezent urodzinowy.
Podeszłam do mnie i zza pleców wyciągnęła torebkę. Zajrzałam do środka i uśmiechnęłam się do siebie, widząc logo sklepu, na prostokątnym pudełku.
- Teraz Zeklos mi nie ucieknie.- mruknęłam.
Wyciągnęłam i położyłam na łóżko czerwoną bieliznę z koronki, a obok strój, jeśli można to tak nazwać. Na górze było coś jakby gorset ze sznureczkiem na całej długości, a na dole figi, od których zwisały szelki z obowiązkami na uda. Miały zapięcia na rzepy. I wszystko czerwono-czarne. To będzie nie zapomniana noc. Wzięłam pierwszy komplet i zamknęłam się w łazience. Po chwili wyszłam ubrana, a dziewczyny zagwizdały z uznaniem.
- Kobieto, ale ty masz brzuch.- zachwycała się podopieczna Oliwii.
- Godziny treningów.- wzruszyłam ramionami i zaczęłam ubierać swoją sukienkę.
Później dziewczyny posadziły mnie przed toaletką i zaczęły latać wokół. Oliwia robiła mi makijaż, Rozi fryzurę, Michele i Alice manicure, a Felicja i pedicure. Po godzinie byłam gotowa. Miałam fioletowe paznokcie, w tym serdeczny na każdej ręce z czarnymi kropkami, a włosy opadały mi idealną falą po lewym ramieniu. Założyłam medalion od rodziców i złote kolczyki i pierścionki z nefrytami. Miałam jeszcze złotą bransoletkę z wytłoczonymi gwiazdkami. Założyłam fioletowe obcasy i zeszłyśmy na dół. Od razu przytuliłam się do Lili i Pawki.
- Dziękuję.- szepnęłam.- Za wszystko.
- Nie ma za co skarbie.- ciocia pocałowała mnie w czoło.
- I wszystkiego najlepszego, młoda.- wujek wyciągnął zza pleców różową paczkę z niebieską wstążeczką.
- Śmiało.- uśmiechnęła się jego żona, gdy zobaczyła moją ciekawość.
Odeszli trochę dalej i przytulili się do siebie. Zaczęłam odwiązywać kokardkę i starannie, tak żeby nie porwać rozwinęłam papier. W środku było pudełko. Otworzyłam je i zaniemówiłam. Na jego dnie leżała sukienka, która bardzo mi się podobała, ale nie miałam tyle pieniędzy.
- Dziękuję.- rzuciłam się na nich i ich przytuliłam.
Po chwili zbiegł Felix.
- A ja? A ja?-rzucił się wprost na nas, przez co prawie upadliśmy.
- Dla ciebie też coś mamy.
Brunet zaczął dobierać się do prezentu. Oczy mu się zaświeciły, a ja zaczęłam chichotać. W środku było auto na pilota.
- Jeha!- podskoczył z radością, dał cioci i wujkowi całusa, po czym wybiegł do ogrodu.- Chłopaki, patrzcie co dostałem.
Po chwili było słychać rozemocjonowany głosy. Ach ci faceci. Gorzej niż dzieci.
- Nastka.- moją uwagę zwróciła ciocia.- Pomogłabyś mi?
- Jasne.
Wzięłam talerze oraz sztućce i zabrałam je na zewnątrz, gdzie stały już rozłożone w podkowę stół z obrusami. Zaczęłam rozkładać wszystko, patrząc na podjarany tłum mężczyzn. Jednak nigdzie nie widziałam mojego.
- Robi ci jakąś niespodziankę.- uśmiechnął się do mnie brat, próbując ogarnąć pada.
Zabrałam mu go i wyciągnęłam klapkę od baterii. Westchnęłam uderzona głupotą bliźniaka i włożyłem źródło energii, tak jak miało być.
- Na przyszłość plus do plusa, minus do minusa.- mrugnęłam do niego i wróciłam do kuchni.
Po drodze usłyszałam dzwonek do drzwi, a wiedząc, że żaden facet tyłka nie ruszy, sama poszła otworzyć.
- Hej skarbie.- przytuliła mnie dyrektorka.
Razem z nią i jej mężem przyszła reszta nauczycieli i strażników. Wszyscy pomagali mamie, więc ze wszystkimi się zżyliśmy. Nie długo po nich przyszła królowa z mężem, dziećmi i w sumie wszystkimi przyjaciółmi mamy. Nie zabrakło również Taszy i Pabla. W tym czasie dziewczyny już zanosiły jedzenie na stoły. Na końcu przyszła reszta rodziny, to jest prababcia Ewa, dziadkowie Abe, Janine, Olena i Iwan, ciocie Karolina, Sonia, Wiktoria, mała Amelia i Wiktor, kuzynostwo Łuka i Zoja. Do tego ciotki mojej mamy i ich rodziny. Zdziwiłam się, aż tak liczną grupą osób.
- U twojej mamy też byli wszyscy, ale na dziewiętnastych urodzinach z wiadomych przyczyn.- oznajmił dziadek.
Wyściskałam wszystkich, bo dość rzadko się widzimy. A niektórych widziałam trzy razy w całym życiu, podczas pobytu u ojca mamy.
Z pomocą wszystkich, obiad był gotowy w jakieś dwadzieścia minut.
- To może zaczynami?- zaproponował niecierpliwie dziadek Abe, zacierając w typowy dla siebie sposób.
- Jeszcze musimy poczekać na chłopaka Anastazji.- powiedziała ciocia Lili i w tym samym momencie zadzwonił dzwonek.
- To on.- zarwałam się i pobiegła na korytarz.
Zastanawiałam się, co on takiego wymyślił. Już wiem, że jego niespodzianki nie są byle jakie. Otworzyłam drzwi i oniemiałam.
- Księżniczko...
_________________________________________________
Jak myślicie, co przygotował Jack? A może to coś całkiem innego? Czy coś będzie w stanie zepsuć ten dzień nasze księżniczce? Czekam na wasze propozycje, a może jeszcze dziś wszystko się okaże.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
ROZDZIAŁ 50
To dziś. Właśnie nadszedł ten dzień. Pierwszy dzień w dorosłym życiu. Wszystko zaczęło się idealnie. Miałam piękny sen, że jestem księżniczką w pięknej sukni i mieszkałam w wielkim zamku z cukierków, otoczonej fosą z tofi. A najlepsze było to, że mogłam jeść ile chcę i nie tyłam, a na następny dzień zamek był nie naruszony i wszystko od nowa. W pewnej chwili, gdy piłam czekoladę z fontanny, waflowa brama się opuściła, a ja mogłam zobaczyć, jak między polami cukrowej trawy jedzie jednorożec, a na nim Jack w samych bokserkach. Na sam widok ślinka cieknie. Bez wahania wsiadłam na konia, przytulając się do ciepłych pleców blondyna i kładąc ręce na jego umięśnionym brzuchu. Rumak zaczął galopować po schodach, na najwyższą wierzę, po czym użył rogu do stworzenia tęczy. Wziął rozbieg i wylądował na niej. Tak razem ze swoim ukochanym jechałam na jednorożcu po wielobarwnej drodze wśród chmur z waty cukrowej. Pamiętam, że tak wyobrażałam sobie idealne życie, gdy miałam osiem lat. Oczywiście mój książę wtedy był w lśniącej zbroi, ale nie oszukujmy się. Jestem dorosłą, przyznam się, nie wyżytą seksualnie osiemnastolatką i jak każda kobieta, wolę to co rycerz ma pod tą kupą żelastwa. Jest cieplejsze i bardziej miękkie. Oczywiście co dobre, musi się kończyć, choć pobudka do najgorszych nie należała. Pierwsze co poczułam, gdy obraz się zakazał, po czym zrobił całkiem czarny, to ciepła dłoń na ramieniu. Następnie dołączyły do niej usta, na moim policzku, wargach, żuchwie, szyi, gdzie odchyliłam głowę, aby miał lepszy dostęp i na ramieniu. Nagle ukochany przewrócił mnie na plecy i usiadł w rozkroku na moich biodrach, chwytając mi ręce w nadgarstkach nad głową. Trzymał je jedną, a druga swobodnie wędrowała po moim ciele, podczas gdy ustami zabawiał moją szyję. Odchyliłam znowu głowę, cicho jęcząc i wiercąc się. Każdy jego ruch i gest rozpalał mnie powoli, czułam, że topię się w ramionach Zeklosa. W końcu, po wielkich męczarniach uwolnił mi ręce, które od razu zatopiłam w jasnych kosmykach, ciągnąć i przyciskając w rytm pocałunków na brzuchu. Odchyliłam głowę do tyłu z cichym nawoływaniem jego imienia, gdy jedną dłonią znalazł się na mojej piersi i zaczął ją ugniatać z wyczuciem. Ustami piął się wyżej, aż do miejsca, gdzie podwinęła mi się koszulka. Szybko się uniósł, złapał ją za brzeg i zdjął ze mnie. Wykorzystałam fakt, że oboje mniej więcej siedzimy i wpiłam się mu w usta. Od razu zaczął działać, gdy tylko dałam mu dostęp. Całowaliśmy się jak szaleni, a ja poczułam, że naparł na mnie tak, żebym musiałam na nowo się położyć. Nie odrywał rąk od moich piersi, pieszcząc mi szyję. Oddałam się całkowicie w jego władania. Nie kontrolowałam już siebie i swojego ciała, dając się ponieść fali pożądania. Jęczałam, gdy zaczął obsypywać pocałunkami całe moje ciało. A później już tylko zabrał mnie do nieba. Jego palce i język we mnie działały cuda. Jezu! Jakie to przyjemne. Czytałam wiele najróżniejszych romansów i myślałam, że wiem wszystko, a tak naprawdę, nie miałam pojęcia, co to za uczucie. Tego nie da się opisać żadnymi słowami. To trzeba przeżyć. Ukochany nie musiał długo czekać, aż dojdę. Leżałam spełniona, odprężona i próbowałam uspokoić oddech. Wtedy zaczął wspinaczkę w górę, a gdy nasze twarze były na przeciwko siebie, w jego oczach widziałam miłość wymieszaną z pożądaniem.
- Wszystkiego najlepszego, księżniczko.- uśmiechnął się słodko.
- Dziękuję. Taką pobudkę mogłabym mieć co dziennie.- odwzajemniłam gest.
- Poczekaj na nasz miesiąc miodowy.- nachylił się i mruknął mi do ucha.
Zadrżałam, gdy przy okazji zaczął całować mnie po szyi. Jęknęłam, odchylając głowę. Czułam na udzie jego twardą męskość, przebijającą się przez ciasne bokserki. Byłam od dawna gotowa na ten krok dalej, więc sama wpiłam się w jego usta. Jednak moroj delikatnie się ode mnie odsunął.
- Nie teraz skarbie.- powiedział, czule głaszcząc mój policzek.- Nie teraz.
- To kiedy?- oburzyłam się.
- Wieczorem ci nigdzie nie ucieknę. - obiecał, a ja poczułam ucisk w brzuchu, albo trochę niżej.
Zamruczałam mu do ucha, całując go w szyję i przy okazji zrobiłam mu malinkę. Popatrzył na mnie dziwnie.
- Czemu to zrobiłaś? Jak ja teraz to zasłonię.
- Oj, daj spokój ty mi zrobiłeś przynajmniej z pięć.- przewróciłam oczami.
- Osiem.- uśmiechnął się dumnie.
- Właśnie. To ja muszę ci zrobić chodź jedną, aby wszyscy wiedzieli, że jesteś mój.- odpowiedziałam triumfalnie.
- I za to cię kocham.- przyssał się do mojej skóry.
- Dziewiąta?- westchnęłam.
Jack wyszczerzył się w odpowiedzi.
- A teraz mały torcik.- zszedł ze mnie, a ja zaciekawiona podniosłam się.- Nie jest może najbardziej okazały, ale nie umiem tak świetnie piec.
Zza pleców wystawił talerz ze średniej wielkości babeczką. Lukrem była napisana osiemnastka, a na środku tkwiła paląca się świeczka. Po prostu objęło mi mowy.
- Sam to zrobiłeś?
- Tak.- powiedział lekko speszony.
- Jejciu, Jack, to jest takie urocze. Kocham Cię i dziękuję. Jesteś wspaniały.
- Podoba ci się?- spytał niepewnie
- Oczywiście. Na pewno włożyłeś w to sporo pracy. Postarałeś się.- cmoknęłam go w policzek.
Zauważyłam lekkie rumieńce na jego twarzy. Był całkiem innym chłopakiem, niż ten, którym zna go cała szkoła. Uświadomiłam sobie, że oboje nosimy maski trwaldzieli, a w środku jesteśmy wrażliwym romantykami. Kiedyś nie sądziłam, że mógłby coś takiego zrobić, a teraz uznałam, że mogłam się tego po nim spodziewać.
- Pomyśl życzenie.- z zamyślenia wyrwał mnie głos ukochanego.
"Chciałabym mieć zawsze przy sobie Tychy, których kocham i którzy mnie kochają."
Wzięłam głęboki wdech i zdmuchnęłam płomień. Przekroiliśmy ciasto na pół i wspólnie je zjedliśmy.
- To będzie najlepszy dzień w moim życiu.- westchnęłam.
- Nie wątpię. A teraz zbieraj się. Na dole już czekają.- uśmiechnął się tajemniczo.
___________________________________________________________
O to pierwszy rozdział wielkanocny i będzie jeszcze jeden. A jak dostanę pod oboma z cztery, pięć komentarzy to będzie i trzeci. Życzę wam wesołych Świąt i radosnego kurczaczka w trawie. 💖💖💖💖🐣🐣🐣🐣🐥🐥🐤🐤🐦🐦🐔🐔🐔🍳 🍳🍳
- Wszystkiego najlepszego, księżniczko.- uśmiechnął się słodko.
- Dziękuję. Taką pobudkę mogłabym mieć co dziennie.- odwzajemniłam gest.
- Poczekaj na nasz miesiąc miodowy.- nachylił się i mruknął mi do ucha.
Zadrżałam, gdy przy okazji zaczął całować mnie po szyi. Jęknęłam, odchylając głowę. Czułam na udzie jego twardą męskość, przebijającą się przez ciasne bokserki. Byłam od dawna gotowa na ten krok dalej, więc sama wpiłam się w jego usta. Jednak moroj delikatnie się ode mnie odsunął.
- Nie teraz skarbie.- powiedział, czule głaszcząc mój policzek.- Nie teraz.
- To kiedy?- oburzyłam się.
- Wieczorem ci nigdzie nie ucieknę. - obiecał, a ja poczułam ucisk w brzuchu, albo trochę niżej.
Zamruczałam mu do ucha, całując go w szyję i przy okazji zrobiłam mu malinkę. Popatrzył na mnie dziwnie.
- Czemu to zrobiłaś? Jak ja teraz to zasłonię.
- Oj, daj spokój ty mi zrobiłeś przynajmniej z pięć.- przewróciłam oczami.
- Osiem.- uśmiechnął się dumnie.
- Właśnie. To ja muszę ci zrobić chodź jedną, aby wszyscy wiedzieli, że jesteś mój.- odpowiedziałam triumfalnie.
- I za to cię kocham.- przyssał się do mojej skóry.
- Dziewiąta?- westchnęłam.
Jack wyszczerzył się w odpowiedzi.
- A teraz mały torcik.- zszedł ze mnie, a ja zaciekawiona podniosłam się.- Nie jest może najbardziej okazały, ale nie umiem tak świetnie piec.
Zza pleców wystawił talerz ze średniej wielkości babeczką. Lukrem była napisana osiemnastka, a na środku tkwiła paląca się świeczka. Po prostu objęło mi mowy.
- Sam to zrobiłeś?
- Tak.- powiedział lekko speszony.
- Jejciu, Jack, to jest takie urocze. Kocham Cię i dziękuję. Jesteś wspaniały.
- Podoba ci się?- spytał niepewnie
- Oczywiście. Na pewno włożyłeś w to sporo pracy. Postarałeś się.- cmoknęłam go w policzek.
Zauważyłam lekkie rumieńce na jego twarzy. Był całkiem innym chłopakiem, niż ten, którym zna go cała szkoła. Uświadomiłam sobie, że oboje nosimy maski trwaldzieli, a w środku jesteśmy wrażliwym romantykami. Kiedyś nie sądziłam, że mógłby coś takiego zrobić, a teraz uznałam, że mogłam się tego po nim spodziewać.
- Pomyśl życzenie.- z zamyślenia wyrwał mnie głos ukochanego.
"Chciałabym mieć zawsze przy sobie Tychy, których kocham i którzy mnie kochają."
Wzięłam głęboki wdech i zdmuchnęłam płomień. Przekroiliśmy ciasto na pół i wspólnie je zjedliśmy.
- To będzie najlepszy dzień w moim życiu.- westchnęłam.
- Nie wątpię. A teraz zbieraj się. Na dole już czekają.- uśmiechnął się tajemniczo.
___________________________________________________________
O to pierwszy rozdział wielkanocny i będzie jeszcze jeden. A jak dostanę pod oboma z cztery, pięć komentarzy to będzie i trzeci. Życzę wam wesołych Świąt i radosnego kurczaczka w trawie. 💖💖💖💖🐣🐣🐣🐣🐥🐥🐤🐤🐦🐦🐔🐔🐔🍳 🍳🍳
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
sobota, 15 kwietnia 2017
ROZDZIAŁ 49
Zalana łzami opadłam na ukochanego.
- Nastka...- zaczął Felix.
- Nie! Nie chcę słyszeć żadnych słów. Zostawcie mnie.- patrząc na nich, zobaczyłam, że się wahają.- Proszę.
W końcu ulegli i poszli niepewnie, co jakoś czas się odwracając. Wróciłam wzrokiem do zamkniętych oczu chłopaka. Z oczu znowu zaczęły lecieć mi łzy, gdy głaskałam go po policzku, aż do włosów. Wybuchłam szlochem pamiętając każdą scenę, każde czułe słowo, to jak obiecywał mi kochającą rodzinę i dom. Był taki młody. Nie mogłam uwierzyć. Czyli jednak nie jestem bohaterką popieprzonego romansu i nigdy nie będę mogła żyć z nim długo i szczęśliwie. To tak bardzo mnie raniło.
- Przepraszam.- wyszlochałam.- Miałam cię bronić, a nie zdołałam.
Nie wiem ile tak leżałam, gdy poczułam na plecach dłoń, która gładziła mnie delikatnie.
- Mówiłam, zostawić mnie!- warknęłam odwracając się.
Jednak za mną nikogo nie było. Nigdzie nikogo nie było. Jednak na mnie wciąż była czyjaś ręką. Bojąc się, że to nie prawda, spojrzałam na twarz Zeklosa.
- Liczyłem na cieplejsze powitanie, księżniczko.- wychrypiał z uśmiechem.
Nie wiele myśląc rzuciłam się na niego.
- Tak bardzo się bałam.- wychlipałam w jego ramię.- Nigdy więcej mi tego nie rób.
- Postaram się.- odwzajemnił uścisk, podnosząc się do siadu.
Ale ja nie miałam zamiaru go puścić. Prawie go straciłam. Było tak blisko...pragnęłam teraz się nim nacieszyć. Chłonęłam całą sobą jego zapach, który otępiał mi zmysły, głos, którym szeptał uspokajające słowa, ciepłe usta, którymi składał mi mokre pocałunki na ramieniu i dłonie, które delikatnie, ale stanowczo gładziły moje plecy. Po jakimś czasie odsunął mnie od siebie, abyśmy mogli spojrzeć sobie w oczy. Po policzkach wciąż ciekły mi łzy ulgi. Jack głaskał go dłonią aż do włosów, ścierając słone krople.
- Wiem skarbie. Tak samo bałem się o ciebie. Dlatego to zrobiłem. Kim on był?- głos mu się załamał, a wzrok wyrażał ból i gniew.- Kto chciał odebrać mi cały świat.
- Miałeś rację. Całkowitą rację co do Olivera?- zwiesiłam głowę.
- Zabiję sukinsyna.- zacisnął mocno zęby i dłonie.
- Prze-przepraszam.- nie miałam odwagi spojrzeć mu w oczy.- To wszystko moja wina. Naraziłam was wszystkich na nie bezpieczeństwo.- w końcu uniosłam wzrok.- Naraziłam ciebie.
Patrzyłam na niego, czekając na jakąkolwiek reakcję. Moroj uśmiechnął się do mnie czule, wracając dłonią na mój policzek.
- To nie twoja wina.- odezwał się wreszcie.- Chciałaś dobrze. Każdy dał się w pewnym sensie nabrać na tą jego słodką buźkę. Jesteś wspaniałą osobą, która mimo tyle zła zesłanego przez los, wciąż szuka dobra.
- Może do dlatego?- uśmiechnęłam się.
- W takim razie, czemu wciąż ciągnie cię do nieodpowiednich chłopców?- droczył się.
- Bo wiadomo, że łobuz kocha najbardziej.
Nie czekając na jakakolwiek odpowiedz, wpiłam się w usta blondyna. Całowaliśmy się zachłannie, wyłączając się na świat zewnętrzny. Był tylko on i ja. Chciałam chłonąć go kawałek po kawałku, jakbym miała już nigdy więcej tego nie zrobić. Nie chciałam tego nigdy tracić. On jest dla mnie wszystkim, moim narkotykiem. Tak bardzo go kocham. Niechętnie ukochany odsunął się ode mnie.
- Uratowałaś mi życie.- zauważył.- Dziękuję.
- Nie masz za co. To moja praca. Po za tym, ty mi też.- uśmiechnęłam się.
- Kocham Cię.
- A ja ciebie.- przytuliłam się do niego.- Wracamy?
- Ehem...- mruknął mi do ucha.
Wstałam i pomogłam to zrobić także jemu. Lekko się zachwiał, więc musiałam go podtrzymać. Jakoś wspólnie pokuśtykaliśmy do mojego domu. Od progu wszyscy zaczęli nas ściskać, dziewczyny z łzami w oczach. Oczywiście o wszystkim wiedzieli od Felixa. Usiedliśmy przy stole i zaczęliśmy pałaszować miodownik, który dzisiaj zrobiła ciocia Lili. Wie, że bardzo lubimy to ciasto. Do tego mieliśmy ciepłe herbaty, każdy jaką lubi.
- A co z Oliverem?- poruszył temat Zeklos.
- Oddaliśmy go strażnikom i lada dzień poleci na Dwór. Tam zostanie osadzony najpewniej za napaść i usiłowanie zabójstwa dampirzycy, oraz morderstwo moroja szlachetnej krwi.- odezwał się fachowo Ash.
Popatrzyliśmy na niego zdziwieni. On czując nasze spojrzenia, przestał jeść swój kawałek i rozejrzał się po nas.
- No co?- wzruszył ramionami.- Mój tato się tego uczył i wiem co nie co.
To prawda. Na początku wujek Adrian zarabiał jako malarz, ale nie dawało to wystarczających dochodów, więc poszedł na prawo. Nie jest może najbardziej znanym prawnikiem w kraju, czy choćby w mieście rodzinnym Asha, ale wystarczająco, aby zarabiać na życie swoje i rodziny oraz rozwijanie umiejętności artystycznej. Jednym słowem rodzina wyciągnęła go na prostą, a także nieźle ustawiła. Po chwili ciszy wróciliśmy do jedzenia.
- Najpewniej oboje zostaniecie wezwani jako ofiary i jedyni świadkowie wypadku.- Rozi wskazała na mnie i moroja.
- Nie wiem, czy to dobry pomysł?- blondyn spojrzał niepewnie w moją stronę.
- Ty już się o mnie nie martw.- złożyłam usta w dziobek w jego kierunku.- Pragnę tylko, aby wykrzyczeć mu w twarz, jak bardzo jest wart swojej kuzynki.
- Zawsze się będę martwić.- popatrzył na mnie poważnie.
- Wiem.- uśmiechnęłam się, łącząc nasze dłonie.- Ja o ciebie też.
- No to trzeba to opić, bo wydarzył się kolejny cud w naszej rodzince.- wujek uniósł kieliszek z szampanem w górę.
- Założę się, że w poniedziałek usłyszę od Stana, że zajęcia polowe z udziałem Hathaway nigdy nie będą normalne.- zaśmiał się Felix.
- No. Już się pewnie trzęsie na myśl, że może dożyć waszych dzieci.- kpiłam z niego.- połączenie waszych charakterów to będzie mieszanka wybuchowa.
- I kto to mówi?- wykrzywił twarz w wyraz obrażenia.- Bleblebleble...
- Bleblebleble...- zaczęłam poruszać ustami z wystawionym językiem, tak jak on.
Robiliśmy tak, póki nie uspokoiła nas ciocia, po czym wszyscy się roześmialiśmy.
- Nie bój się skarbie.- ukochany objął mnie ramieniem.- Zrobię wszystko, aby Stan zapamiętał nasze nazwiskami na zawsze. Dzieci dadzą mu w kość.
- Dzieci?!- zakrztusiłam się.- To ile ty ich chcesz?
- Piątka przynajmniej.- powiedział pewnie, za co walnęłam go w tył głowy.
- Może zanim zaczniecie wymyślać imiona dzieci, to najpierw ją rozdziewicz.
- Wszystkie w swoim czasie.- blondyn uśmiechnął się zawiadacko.- Co ci się już spieszy?
- Bo już od jakiegoś czasu widzę, że przyda jej się małe odreagowanie i spuszczenie napięcia.- mruknął mój brat.
- A może my o czymś nie wiemy i nasz przyjaciel jest bi.- Tomas z szerokim uśmiechem oparł dłonie na oparciu fotela, na którym siedział brunet i pochylił się do przodu tak, aby spojrzeć mu w twarz.- Może chce się przekonać jak to jest z facetem?
- Gdyby to była prawda, poszedłbym do Lucjana- odburknął chłopak, zatapiając się głębiej w miękkie siedzenie.
Zaczęliśmy się śmiać, ale ostatecznie daliśmy biedakowi spokój.
- Nastka...- zaczął Felix.
- Nie! Nie chcę słyszeć żadnych słów. Zostawcie mnie.- patrząc na nich, zobaczyłam, że się wahają.- Proszę.
W końcu ulegli i poszli niepewnie, co jakoś czas się odwracając. Wróciłam wzrokiem do zamkniętych oczu chłopaka. Z oczu znowu zaczęły lecieć mi łzy, gdy głaskałam go po policzku, aż do włosów. Wybuchłam szlochem pamiętając każdą scenę, każde czułe słowo, to jak obiecywał mi kochającą rodzinę i dom. Był taki młody. Nie mogłam uwierzyć. Czyli jednak nie jestem bohaterką popieprzonego romansu i nigdy nie będę mogła żyć z nim długo i szczęśliwie. To tak bardzo mnie raniło.
- Przepraszam.- wyszlochałam.- Miałam cię bronić, a nie zdołałam.
Nie wiem ile tak leżałam, gdy poczułam na plecach dłoń, która gładziła mnie delikatnie.
- Mówiłam, zostawić mnie!- warknęłam odwracając się.
Jednak za mną nikogo nie było. Nigdzie nikogo nie było. Jednak na mnie wciąż była czyjaś ręką. Bojąc się, że to nie prawda, spojrzałam na twarz Zeklosa.
- Liczyłem na cieplejsze powitanie, księżniczko.- wychrypiał z uśmiechem.
Nie wiele myśląc rzuciłam się na niego.
- Tak bardzo się bałam.- wychlipałam w jego ramię.- Nigdy więcej mi tego nie rób.
- Postaram się.- odwzajemnił uścisk, podnosząc się do siadu.
Ale ja nie miałam zamiaru go puścić. Prawie go straciłam. Było tak blisko...pragnęłam teraz się nim nacieszyć. Chłonęłam całą sobą jego zapach, który otępiał mi zmysły, głos, którym szeptał uspokajające słowa, ciepłe usta, którymi składał mi mokre pocałunki na ramieniu i dłonie, które delikatnie, ale stanowczo gładziły moje plecy. Po jakimś czasie odsunął mnie od siebie, abyśmy mogli spojrzeć sobie w oczy. Po policzkach wciąż ciekły mi łzy ulgi. Jack głaskał go dłonią aż do włosów, ścierając słone krople.
- Wiem skarbie. Tak samo bałem się o ciebie. Dlatego to zrobiłem. Kim on był?- głos mu się załamał, a wzrok wyrażał ból i gniew.- Kto chciał odebrać mi cały świat.
- Miałeś rację. Całkowitą rację co do Olivera?- zwiesiłam głowę.
- Zabiję sukinsyna.- zacisnął mocno zęby i dłonie.
- Prze-przepraszam.- nie miałam odwagi spojrzeć mu w oczy.- To wszystko moja wina. Naraziłam was wszystkich na nie bezpieczeństwo.- w końcu uniosłam wzrok.- Naraziłam ciebie.
Patrzyłam na niego, czekając na jakąkolwiek reakcję. Moroj uśmiechnął się do mnie czule, wracając dłonią na mój policzek.
- To nie twoja wina.- odezwał się wreszcie.- Chciałaś dobrze. Każdy dał się w pewnym sensie nabrać na tą jego słodką buźkę. Jesteś wspaniałą osobą, która mimo tyle zła zesłanego przez los, wciąż szuka dobra.
- Może do dlatego?- uśmiechnęłam się.
- W takim razie, czemu wciąż ciągnie cię do nieodpowiednich chłopców?- droczył się.
- Bo wiadomo, że łobuz kocha najbardziej.
Nie czekając na jakakolwiek odpowiedz, wpiłam się w usta blondyna. Całowaliśmy się zachłannie, wyłączając się na świat zewnętrzny. Był tylko on i ja. Chciałam chłonąć go kawałek po kawałku, jakbym miała już nigdy więcej tego nie zrobić. Nie chciałam tego nigdy tracić. On jest dla mnie wszystkim, moim narkotykiem. Tak bardzo go kocham. Niechętnie ukochany odsunął się ode mnie.
- Uratowałaś mi życie.- zauważył.- Dziękuję.
- Nie masz za co. To moja praca. Po za tym, ty mi też.- uśmiechnęłam się.
- Kocham Cię.
- A ja ciebie.- przytuliłam się do niego.- Wracamy?
- Ehem...- mruknął mi do ucha.
Wstałam i pomogłam to zrobić także jemu. Lekko się zachwiał, więc musiałam go podtrzymać. Jakoś wspólnie pokuśtykaliśmy do mojego domu. Od progu wszyscy zaczęli nas ściskać, dziewczyny z łzami w oczach. Oczywiście o wszystkim wiedzieli od Felixa. Usiedliśmy przy stole i zaczęliśmy pałaszować miodownik, który dzisiaj zrobiła ciocia Lili. Wie, że bardzo lubimy to ciasto. Do tego mieliśmy ciepłe herbaty, każdy jaką lubi.
- A co z Oliverem?- poruszył temat Zeklos.
- Oddaliśmy go strażnikom i lada dzień poleci na Dwór. Tam zostanie osadzony najpewniej za napaść i usiłowanie zabójstwa dampirzycy, oraz morderstwo moroja szlachetnej krwi.- odezwał się fachowo Ash.
Popatrzyliśmy na niego zdziwieni. On czując nasze spojrzenia, przestał jeść swój kawałek i rozejrzał się po nas.
- No co?- wzruszył ramionami.- Mój tato się tego uczył i wiem co nie co.
To prawda. Na początku wujek Adrian zarabiał jako malarz, ale nie dawało to wystarczających dochodów, więc poszedł na prawo. Nie jest może najbardziej znanym prawnikiem w kraju, czy choćby w mieście rodzinnym Asha, ale wystarczająco, aby zarabiać na życie swoje i rodziny oraz rozwijanie umiejętności artystycznej. Jednym słowem rodzina wyciągnęła go na prostą, a także nieźle ustawiła. Po chwili ciszy wróciliśmy do jedzenia.
- Najpewniej oboje zostaniecie wezwani jako ofiary i jedyni świadkowie wypadku.- Rozi wskazała na mnie i moroja.
- Nie wiem, czy to dobry pomysł?- blondyn spojrzał niepewnie w moją stronę.
- Ty już się o mnie nie martw.- złożyłam usta w dziobek w jego kierunku.- Pragnę tylko, aby wykrzyczeć mu w twarz, jak bardzo jest wart swojej kuzynki.
- Zawsze się będę martwić.- popatrzył na mnie poważnie.
- Wiem.- uśmiechnęłam się, łącząc nasze dłonie.- Ja o ciebie też.
- No to trzeba to opić, bo wydarzył się kolejny cud w naszej rodzince.- wujek uniósł kieliszek z szampanem w górę.
- Założę się, że w poniedziałek usłyszę od Stana, że zajęcia polowe z udziałem Hathaway nigdy nie będą normalne.- zaśmiał się Felix.
- No. Już się pewnie trzęsie na myśl, że może dożyć waszych dzieci.- kpiłam z niego.- połączenie waszych charakterów to będzie mieszanka wybuchowa.
- I kto to mówi?- wykrzywił twarz w wyraz obrażenia.- Bleblebleble...
- Bleblebleble...- zaczęłam poruszać ustami z wystawionym językiem, tak jak on.
Robiliśmy tak, póki nie uspokoiła nas ciocia, po czym wszyscy się roześmialiśmy.
- Nie bój się skarbie.- ukochany objął mnie ramieniem.- Zrobię wszystko, aby Stan zapamiętał nasze nazwiskami na zawsze. Dzieci dadzą mu w kość.
- Dzieci?!- zakrztusiłam się.- To ile ty ich chcesz?
- Piątka przynajmniej.- powiedział pewnie, za co walnęłam go w tył głowy.
- Może zanim zaczniecie wymyślać imiona dzieci, to najpierw ją rozdziewicz.
- Wszystkie w swoim czasie.- blondyn uśmiechnął się zawiadacko.- Co ci się już spieszy?
- Bo już od jakiegoś czasu widzę, że przyda jej się małe odreagowanie i spuszczenie napięcia.- mruknął mój brat.
- A może my o czymś nie wiemy i nasz przyjaciel jest bi.- Tomas z szerokim uśmiechem oparł dłonie na oparciu fotela, na którym siedział brunet i pochylił się do przodu tak, aby spojrzeć mu w twarz.- Może chce się przekonać jak to jest z facetem?
- Gdyby to była prawda, poszedłbym do Lucjana- odburknął chłopak, zatapiając się głębiej w miękkie siedzenie.
Zaczęliśmy się śmiać, ale ostatecznie daliśmy biedakowi spokój.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
Subskrybuj:
Posty (Atom)