- Nastka.- poczułam jak ktoś mnie szarpie.- Skarbie, wstawaj.
- Już wstaję.- mruknęłam.
- Zawsze to samo.- westchnęła ciocia.- Za pięć minut widzę cię na dole.
Usłyszałam kroki na korytarzu i po raz kolejny zaczęłam pogrążać się w śnie, kiedy poczułam na sobie ciężar.
- Felix! Zabieraj ze mnie swoją tłustą dupę.- warknęłam na brata.
- Chodzi ci o ten kaloryfer, siostra?- zaśmiał się, a ja w wyobraźni widziałam jak napręża muskuły.
Co prawda ma czym się pochwalić, ale oczywiście na głos tego nie przyznam.
- Pod moim oknem jest lepszy.- zaśmiałam się, zarzucając go z siebie.
- Ale na twój nie lecą wszystkie laski w szkole.
- Na twój też nie.- zauważyłam, przeciągając się.
- Bo Alice, zawodowo odstrasza konkurencję.- uśmiechnął się rozmarzony.
Wzięłam ciemno różowy top, ulubione, dżinsowe rurki, bieliznę i weszłam do łazienki. Alice Ashford to dziewczyna mojego brata oraz nasza przyjaciółka od... odkąd pamiętam. Jest uroczą rudowłosą dampirzycą o bardzo dobrym sercu. Ale niech to was nie zawiedzie. Na lekcjach walki pokazuje swoje dziedzictwo. Tylko ja i Felix umiemy nie dać się powalić po dziesięciu sekundach, choć i my nie zawsze wygramy. Jesteśmy najlepsi na zajęciach. Jednak Stan Alto, nasz nauczyciel, nie uważa, że jesteśmy gotowi do walki ze strzygami. Ale przekonamy się na zajęciach polowych, kto ma rację. Mój brat, jak mówi ciocia Wiktoria jest bardzo podobny do taty, ale różni się oczami i ustami, które odziedziczył po mamie. No i Stan czasami wspominał coś o charakterze typowym dla Hathaway, ale podkreślał, że ja przejawiam go więcej. Nie do końca to rozumiem, ale wiem, że mama na długo wryła się w pamięć tej szkoły. Mimo wszystko nie myślę, żeby dawny styl życia mojego bliźniaka był objawem tego czegoś. Czym tak bardzo wystawił się Felix? Tym, co teraz robi Jack Zeklos. Zaliczenie panienek. Ale zastrzega, że on to robił kulturalnie, dobitnie ustalając warunki z chętnymi dziewczynami i żadna nie kleiła się do niego, sądząc, że jak ją przeleciał, jest wielce zakochany. I szerokim łukiem omijał wytapetowane plastiki, tworzące teraz główną część wianuszka jego następcy. Egh... Ohyda. Od takich to tylko choroby można się nabawić.
Umyta, ubrana i uczesana przyglądałam się sobie w lustrze. Ja, oprócz pełnych ust i ciemno brązowych oczu taty, wyglądałam jak nasza mama. Długie, ciemne, lekko poskręcane włosy, uwydatnione kości policzkowe, łagodne rysy, świadczące o moim cynicznym poczuciu humoru i konkretna figura, zaokrąglona tak gdzie trzeba. Jestem świadoma tego, że każdy chłopak się za mną ogląda, ale ja czekam na tego jedynego. Co nie znaczy, że nie lubię czasem z którymś poflirtować. Może i naiwne marzenia, ale hej! Naszej mamie się udało, a mi się ma nie udać? Zadowolona ze swojego wyglądu wyszłam z pokoju. Felix leżał na moim łóżku, zapatrzony w kostkę Rubika. Zawsze gdy intensywnie myśli, na czole pojawia mu się zmarszczka i nieświadomie wyciąga język z buzi.
- Daj jej już spokój i chodź, bo głodna jestem.- wyrwałam mu zagadkę i odłożyłam na półkę.
Podeszłam do biurka po torbę, a gdy po nią sięgałam, wyczułam, że brat chce wziąć moją kostkę.
- Nawet nie próbuj.- ostrzegłam, na co zatrzymał się w pół kroku.- Już, sio z mojego pokoju.
- Oj, siostruś. Jeszcze chwilę. Prawie ją ułożyłem.- jęknął, jednak wyszedł na korytarz.
- Słyszę to od tygodnia.- westchnęłam, idąc za nim.
Wziął swoją torbę z pokoju i zeszliśmy na śniadanie. Przy schodach rzuciliśmy plecaki, po czym weszliśmy do kuchni.
- Cześć.- powiedziałam równo z bratem.
Jak co dzień ciocia Lili kręciła się między blatami, a stolikiem na środku, a wujek Pawka czytał gazetę. Po jego ślubie z siostrą mamy był mały problem, bo normalnie był naszym kuzynem i nie wiedzieliśmy jaj się do niego zwracać. Ostatecznie uznał, że jest o tyle starszy co ciocia i aby nie poczuła się dziwnie, mamy mówić mu wujek. No i z czasem się przyzwyczailiśmy.
- Hej, młodzieży. Wyspane?- spytał znad gazety.
- Oczywiście.- brunet uśmiechnął się szeroko.
- Może być.- mruknęłam.
- Gdybyś nie siedziała do późnej nocy przy oknie bardziej byś się wyspała.- zganił mnie w myślach brat.
- Co dziennie to samo. Nie znudziło ci się?- fuknęłam tak samo.
- A tobie?
Zaczęliśmy się w siebie wpatrywać ze złością, póki nie przerwała nam pewna jedenastolatka.
- A wy znowu się o to kłócicie?- przewróciła oczami.- Hej ciociu, hej wujku.
- Cześć mała.- wujek uśmiechnął się szeroko.
- Ciesz się, że nie robią już tego na głos.- odezwała się w końcu jego żona, nakładając na każdy talerz jajecznicy.
Wszyscy usiedliśmy przy stole i zaczęliśmy jeść. Od razu jak nasza młodsza siostra pojawiła się w kuchni, zrobiło się weselej. Ona w ogóle roztacza wokół siebie dobrą energię. Diana to idealna kopia mamy z charakterem włącznie. Po ojcu ma chyba tylko cierpliwość. No i opanowanie w groźnych sytuacjach. Jest równie wkurzająca dla Felix jak ja, więc świetnie się dogadujemy.
- Nastka, pomóż mi.- nagle odezwał się mój brat.
- O co chodzi?- spytałam, nie przerywając posiłku.
- No wiesz... Za kilka dni mamy z Alice rocznicę i...
- Skok ze spadochronu.- poleciłam. Na raz zaczęłam przeglądać jego plany.- Uuu... będzie bzykanko.
Uśmiechnęłam się jak psychopata, a chłopak oblał się rumieńcem, na co wybuchłam śmiechem. Reszta spojrzała na nas, po czym przewróciła oczami i wróciła do posiłku. Już każdy był przyzwyczajony do naszej więzi. Oprócz najbliższej rodziny i przyjaciół zarówno naszych, jak i rodziców, wiedziała dyrektorka, z którą mieliśmy dodatkowe zajęcia i wszyscy nauczyciele, aby wiedzieć jak w razie czego zareagować.
- To wcale nie jest śmieszne.- fuknął mój brat.
- Jak dla mnie jest.- lekko się uśmiechnęłam, ale po chwili spoważniałam, odzywają się na głos.- Jeśli ją skrzywdzisz, zginiesz marnie.
- Słyszałem to już.- przewrócił oczami.- Od ciebie trzy razy, Asha osiem, Rosalie dziesięć, Oliwii pięć i pięć od Tomasa. A i jeszcze raz od Felicji.
To był cały skład naszej grupki. I każdy dbał o każdego jak o rodzeństwo.
"Nasz los od zawsze zapisany był w gwiazdach. To one poprowadziły mnie do Ciebie mimo tylu przeciwności, spójrz. Jesteśmy tu. Razem. Ty i ja Roza. Na zawsze."
czwartek, 23 lutego 2017
ROZDZIAŁ 1
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
PROLOG
Ktoś kiedyś powiedział, że historia lubi się powtarzać. Jeśli tak, to wolę tego nie dożyć. Życie i tak dało mi popalić. A jakoś nikt się nie pyta, czy tęsknię za słońcem, co chciałabym robić w życiu, gdybym nie była dampirem, czy chciałabym mieć inne dzieciństwo. Ale wciąż czuję się na karuzeli, z której nie mogę zejść. Los wciąż mną kręci i zmienia wszystko co planowałam o 180°. Jednak wszystko co przeżyłam, albo czegoś mnie nauczyło, albo sprawiło, że jestem silniejsza. Wiele ważnych osób odeszło, jeszcze więcej cierpiało. I to wszystko mnie kształtowało. Nie zamieniłabym tych lat mojego życia na nic. Bo wtedy byłabym kimś innym. To jacy jesteśmy, zawdzięczamy tym z kim jesteśmy. Rodzina, przyjaciele, szkoła. Niby jestem dorosła, niby ten okres czasu tyle zmienia, a jednak to drobinkanka piasku, nie widziana gołym okiem, w wielkiej klepsydrze czasu i historii. Tej co mamy i tej co dopiero napiszemy. To co za chwilę powiem, możnaby uznać za zuchwałe, ale jest prawdziwe. Pod tym podpisze się każdy dampir. Kim jestem? A czy to ważne? Mogę być sobą, albo tobą. Mogę być wszystkimi lub każdym z osobna. Legedą, a także przypadkową osobą w tłumie, którą spotykasz codziennie, ale nie zwracasz na nią uwagi. Ale to my decydujemy jak nas zapamiętają. Dlatego dzisiaj mogę z dumą mówić o moich rodzicach, znanych na cały świat.
Hathaway-Bielikow.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
KSIĘŻYCOWY SZTYLET
No dobra. Znacie moje serce. Oto nadchodzi druga część, o tym właśnie tytule. Dziękuję za te wszystkie komentarze pod Podziękowaniami. To naprawdę motywuje i dzięki temu macie szybciej rozdział. Dodał też wieczorem pierwszy rozdział, bo trochę mi się ich uzbierało. Wszystko na tych samych regułach. Kocham was. 💖💖💖💖
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
niedziela, 19 lutego 2017
PODZIEKOWANIA
O rany! Nie wiem co napisać! Doszłam do końca książki.
Oczywiście zacznę od najważniejszego, bo boję się, że mnie zabijecie za to zakończenie, nim to ogłoszę. Otóż będzie druga część. Kiedy pierwszy rozdział? Niedługo. Planuję kilka bonusów, ale to się zobaczy. Wracając. Chciałabym podziękować Joli, mojej przyjaciółce, bez której nigdy nie poznałabym tak wspaniałej książki, jak "Akademia Wampirów" skutkiem czego nie powstał by ten blog. Ja dalej nie wierzę, że go założyłam, mimo że to było ponad rok temu. Dziękuję ci za przekonanie mnie do pierwszej części i pożyczanie kolejnych. Następnie Mańce, Oli i Marcie za ciągły kontakt, świetne rozmowy, czytanie i komentowanie. Tak samo dziękuję reszcie komentujących mnie. Mrs. White, DayDance, Angelika Angela, Ewa Paulina, Rosetka 009, Anita Olejniczak, Werka, Ada Vanity, Sylwia Gawron, Bad girls, Zmey, Rosalie i Kasia i wszystkie Animki. Za komentowanie, więcej lub mniej. Cześć z nich się albo gdzieś podziała, albo została w tyle i kiedyś tu dojdzie, albo nie komentuje. Ale ja o was nie zapomniałam. A jeśli kogoś pominęłam, to przepraszam i również dziękuję za komentarze. Przeczytałam od was wiele ciepłych i budujących słów, dzięki którym zeszliśmy tak daleko. Nie wiem, co bym bez was zrobiła i bez reszty tak wspaniałych czytelników. Dziękuję wszystkim, za to że byli ze mną, nawet gdy wena lekko podupadała. Za to że ze mną zostaliście do końca. I mam nadzieję, że w tak licznym składzie ruszymy w drugą podróż z naszymi bohaterami. Druga część będzie pisana wciąż na tym blogu.
Teraz mam taką serdeczną prośbę. Chcę zobaczyć jak dużo nas jest i czy damy radę pobić rekord komentarzy. Proszę wszystkich, aby teraz, po przeczytaniu tej notki, zostawili komentarz. KAŻDY. Bardzo mi na tym zależy. Taka motywacja na następny rok, a może i więcej z blogiem. Na otwarcie drugiej części. Wystarczy jedno słowo, kropka, przecinek, buźka, nawet jedna litera. Po prostu chcę was widzieć. Jeszcze raz dziękuję moim kochanym czytelnikom, za to że was mam. KOCHAM WAS!!! 💖💖💖💖 💖💖💖💖 💖💖💖💖 💖💖💖💖
Teraz mam taką serdeczną prośbę. Chcę zobaczyć jak dużo nas jest i czy damy radę pobić rekord komentarzy. Proszę wszystkich, aby teraz, po przeczytaniu tej notki, zostawili komentarz. KAŻDY. Bardzo mi na tym zależy. Taka motywacja na następny rok, a może i więcej z blogiem. Na otwarcie drugiej części. Wystarczy jedno słowo, kropka, przecinek, buźka, nawet jedna litera. Po prostu chcę was widzieć. Jeszcze raz dziękuję moim kochanym czytelnikom, za to że was mam. KOCHAM WAS!!! 💖💖💖💖 💖💖💖💖 💖💖💖💖 💖💖💖💖
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
EPILOG
5 LAT PÓŹNIEJ
Torby stały już przy drzwiach, a nam zostało się pożegnać.
- Tylko nie puścić nam domu z dymem.- poprosiłam siostrę.- Chcemy mieć do czego wrócić.
- Dobrze Rose.- Lili przewróciła oczami.
- Roza, nie ufasz jej?- poczułam silne dłonie oplatające mnie w pasie.
- Doskonale wiem, jakie pomysły przychodzą w takim wieku. Po za tym to MOJA SIOSTRA od strony ABE'A.- podkreśliłam najważniejsze słowa.
- Hymn...- mój mąż wyraźnie się z martwił.- Może poproszę Jill, jak już tu będą...- umilkł widząc spojrzenie młodej.- Przecież żartuję. Uważajcie na siebie.- cmoknął ją w czoło.- I żadnych chłopców.
- Kochanie, ona ma piętnaście lat...
- No to idealny wiek, aby ją przed nimi chronić.- uparł się.
- To wy uważajcie na siebie.- Lili uścisnęła nas oboje.- I spokojnie, będą tu tylko moje przyjaciółki.
Moja siostra wyrosła na piękną nastolatkę. Dzięki treningom ma zgrabną, figurę, ale również dba o siebie, czemu zawdzięcza długi do pasa, brązowe włosy. Rysy jej trochę spoważniały, lecz wciąż miewa szalone pomysły. Ale jedno się nie zmieni. Jest dla nas jak córka i troszczymy się o siebie nawzajem. Nagle ze schodów zbiegła dwójka sześciolatków. Dziewczynka wskoczyła strażnikowi na plecy, a chłopiec wdrapał się na sofę koło nas.
- Co tam księżniczko?- Dymitr obrócił córeczkę przodem do siebie, a później przełożył ramiona jej pod kolanami, tak, że zwisała głową w dół i zaczął się kręcić.
- Mamusiu! Mamusiu! Zobacz.- Felix zaczął machać mi przed nosem kartką.
- Pokaż, co tam masz.- usiadłam obok niego, a on podał mi papier.- Ale piękne!
- To jesteśmy my na łyżwach, tam nad jeziorem w lesie. To ja, tutaj Nastia i ciocia Lili, a tu ty i tata. Całujecie się.- ba ostatnie słowa zaśmiał się, jakby podglądał coś zabronionego.
Co prawda nie trudno było nas zobaczyć, całujących się, bo ciągle to robimy. Mimo tylu lat, nigdy się nie kłócimy i ciągle kochamy się jak przed ślubem. Bierzemy z życia i naszej miłości jak najwięcej.
- O! A tutaj jest Ańka.
Jak na zawołanie, koło nas pojawiła się suczka i wskoczyła nam na kolana.
- Bianka!- zawołał mój ukochany.
Nasza córeczka się zaśmiała, a i sama zainteresowana za dużo sobie z tego nie zrobiła. Jednak pod moim naciskiem zeszła na podłogę
- Piękny rysunek.- uznał Rosjanin, stawiając brunetkę na podłodze.- Na pewno trafi na lodówkę.
- Tato!- zawołała Nastka.- Ja też coś narysowałam.
Szybko pobiegła na schody.
- Ona kłamie.- zaśmiał się drugi bliźniak.
- Wcale, że nie.- dobiegł nas jej słodki krzyk z góry i oczami wyobraźni widziałam, jak tupie swoją małą nóżką.
Po chwili zbiegła z dwoma kartkami. Podała nam jedną, a drugą schowała za plecami. Wolała być chwalona dwa razy, niż raz za obie prace. Dalej jest śmiała i chętnie poznaje świat oraz uwielbia być w centrum uwagi. Felix jest jej kompletnym przeciwieństwem. Nieśmiały, rozważny, skromny, ale i odważny. To on wybija jej głupie pomysły z głowy, za to ona pomaga mu zawierać przyjaźnie. Oboje są jak papużki nierozłączki i jeśli tak będzie dalej, mogę być o nich bezpieczna
Kochają się i umieją o siebie zadbać tak, że inni powinni brać z nich przykład.
- Bardzo ładne.- stwierdził mój mąż z uśmiechem.
- A ty co myślisz mamo?- dopytywała.
Wzięłam kartkę, podając rysunek synka w zamian, a Dymitr poszedł zawiesić go ja lodówce. Przed sobą zobaczyłam zbiegowisko różnych lini i kółek.
- Ciekawe.- stwierdziłam.- A powiesz mi, co to przedstawia?
- Nie wiem.- wzruszyła ramionami.- A co tu widzisz?
Przez ten czas trochę poczytałam o rysunku i stałam się dla nich, a zwłaszcza Nastki autorytetem i znawczynią sztuki. Położyłam rysunek na meblach pod ścianą i się od niego odsunęłam.
- Widzę tam gwiazdkę. Powiesz mi, o czym myślałaś, rysując to?- dociekałam.
- Tata kiedyś powinien być szeryfem. Bo już ma konia, płaszcz, kapelusz i wie wszystko o kowbojach. Ale nie jest. Jak mogę być księżniczką, skoro on nie jest królem?
- To wasza mama jest królową. Mojego serca.- spojrzał na mnie z miłością i mnie pocałował.
- Ja tiebia liubliu tovarishch.- spojrzałam mu prosto w oczy.
- Ja tiebia toże liubliu Roza.
- Mam jeszcze jeden rysunek.- naszą uwagę zwróciła nasza córeczka.
- Nastka.- oburzył się Felix.- Nie widzisz, że tato ukochowuje mamę? Wtedy im nie ładnie przeszkadzać.
A to nie wiem skąd wymyślił. Ale zawsze tak jest.
- No pokaż ten drugi.- strażnik ukląkł przy brunetce, a ta podała mu ostatni rysunek.- Hymn... a ja go skądś kojarzę. A ty skarbie?- zwrócił się do mnie.
- No wygląda znajomo.- starałam się powstrzymać od wybuchnięcia śmiechem.- Nasze kochanie ma niezwykły talent.- na moje słowa brunetka się uśmiechnęła, jednak to się zmieniło, gdy dokończyłam zdanie.- Do kradzieży.
Patrzyłam na identyczny rysunek, jaki dałam mężowi na naszą pierwszą rocznicę ślubu. Bo to był dokładnie ten sam rysunek.
- Wcale, że nie ukradłam tego.- oburzyła się dziewczynka.- Z tyłu jest mój pierwszy rysunek. Mama tak mówiła.
- To prawda.- przyznał Bielikow.- Ale jednak zostanie w naszym pokoju. Tam ma swoje honorowe miejsce. Lili?
- Dobrze.- moja siostra wzięła go i pobiegła na górę.
- A teraz dajcie nam buzi, bo tatuś i mamusia muszą już jechać.- pochyliłam się do nich.
- Ale wrócicie?- spytał nasz synek ze smutną minką.
- Oczywiście.- pogłaskałam jego pulchne policzki, a on wpadł mi w ramiona.
- Na pewno wrócisz?- dopytywała mała.- Nie zostawisz nas?
- Wrócę. Obiecuję. Gdzie mógłbym zostawić taką wspaniałą księżniczkę.- pocałował ją w policzek.
Po długich pożegnaniach w końcu wyjechaliśmy na misję. Mieliśmy o ustalonej godzinie wejść do magazynu. Jako najlepsi będziemy tylko we dwójkę, bo jak uznał Hans, więcej nas tam nie potrzeba. Przez cały czas myślałam jak powiedzieć mężowi o moim dzisiejszy odkryciu. Postanowiłam po akcji, gdy będziemy ją świętować. Po kilku godzinach byliśmy na miejscu. Przed starym magazynem.
- Jesteś pewny, że to tu?- spytałam zaniepokojona.
Wokół nie było żywej duszy, wszędzie ciemno i cicho.
- Tak.- odpowiedział gasząc samochód.- Adres na pewno się zgadza.
Wzruszyłam ramionami. Może to taka cisza przed burzą. W pogotowiu już miałam swój kochany sztylet. Gdy przyszła pora, weszliśmy tylnymi drzwiami do hangaru. Wszędzie było cicho i ciemno. Tylko jedna żarówka kołysała się na długim kablu. Gdy byliśmy już jakiś kawałek od drzwi, one się zatrzasnęły, a światła rozbłysły, co nas oślepiło. W tej chwili rzuciła się na nas cała horda strzyg. Walczyliśmy z nimi bardzo długo i z całych sił. Godzinę, dwie, a może pół? Nie wiem. Czas nie miał znaczenia. Wiem tylko, że zatrzymał się gdy nad złapali. Ale nie zabili, tylko trzymali. Później przywiązani do krzeseł.
- No proszę, proszę. Kogo my tu mamy?- z ciemności wyszła strzyga o błąd włosach.
- Nigel?!- nie wierzyłam.- Przecież powinieneś już dawno płonąc.
W tym momencie przeklęłam los, że spojrzenie nie zabija, bo on leżałby już martwy.
- Jak widzisz, o wielką Hathaway ble, ble, ble...- pochylił się nade mną.- słońce to za mało, by mnie zabić.- odsunął się i zaczął krążyć wokół naszych krzeseł.- Ale co do was, mógłbym urwać wam głowy, nie wysilając się za bardzo.
- Pff...- prychnęłam.- Wielu próbowało.
- Ktoś w końcu musi odnieść sukces.- skierował w moją stronę pistolet.
- Tylko ją tknij...- odezwał się mój ukochany, tak niskim i groźnym głosem, że mi samej ciarki przeszły po karku.
Jednak strzyga wydawała się być nie wzruszona.
- Aaa... strażnik Bielikow. Co jeśli to zrobię? Jak wtedy zareagujesz? A nijak. Bo jesteś bezradny. Nic nie możesz zrobić. Tak bardzo bez użyteczny.
- Nie słuchaj go!- krzyknęłam, a po chwili poczułam ból i pieczenie na policzku.
- Milicz szmato.- warknął blondyn.
W oczach Rosjanina widziałam furię i rządzę krwi. Chciał stanąć w mojej obronie, choć nie mógł.
- Wiesz co? Zanim cię zabiję, popatrzysz sobie na coś. Zrobię coś, co nawet tobie się nie udało.
Podszedł od tyłu do Dymitra i siłą odchylił mu głowę, aby chwilę później wbić mu swoje kły prosto w tętnicę. W oczach męża zobaczyłam rozkosz, ale i żal oraz przeprosiny. Z oczu ciekły mi łzy, całymi strumieniami. Teraz albo nigdy. Postanowiłam go powiadomić.
"Jestem w ciąży."- powiedziałam bezgłośnie.
To właśnie chciałam powiedzieć mu przy kolacji. Ale już nie będzie jak. O kolejne dziecko stawiamy się od dwóch miesięcy i w końcu nam się udało. A teraz...
Zrozumiał. Oczy otworzyły mu się szeroko i zaczął się szarpać w przypływie złości i gniewu. Jednak powoli przegrywał ze zmęczeniem. Ostatecznie oczy mu się zamknęły i więcej nie otworzyły.
Nie tak to sobie wyobrażałam. To miała być piękna kolacja, przy zastawionym stole, ze świecami i nastrojową muzyką. Na dobrą nowinę miał zwieść mnie w ramiona i kręcić się ze mną, płacząc ze szczęścia. A tym czasem? Patrzę na jego śmierć.
Nagle Nigel nadgryzł sobie nadgarstek i wlał swojej krwi do ust strażnika. Tego było za wiele. Nie pozwolę na nowo go przemienić. Nie chcę, aby znowu był bezduszną bestią. To przecież mój towarzysz. Poczułam jakby wstąpiła we mnie nowa siła, która pomogła mi rozerwać sznury. Strzygi się tego nie spodziewał, więc miałam przewagę. Złapałam za sztylet i rzuciłam się do walki z nową werwą, agresją, złością i siłą. To że byłam strzygą dodawało mi do siły i szybkości. Pół godziny później stałam, czekając na kolejny atak, ale on nie nadszedł. Pokonałam ich. Zabiła wszystkich. Gdy to do mnie dotarło, wypuściłam broń i opadłam przy ciele ukochanego.
- Dlaczego Dymitr? Dlaczego znowu ty?- płakałam nad jego ciałem.- Nie możesz mnie zostawić! Nie możesz, słyszysz?!- szarpałam go za koszulkę.- Nie możesz.- szepnęłam i opadłam zalana łzami na jego tors.
Nie wiem ile tak leżałam. Ale wiedziałam, że nie mogę tu zostać. Gdy się obudzi, nie będę miała z nim szans. Gdzie jest wsparcie, kiedy go potrzeba. - Rose.- usłyszałam Lissę.- Może ja tam... - Nie.- przerwałam jej.- Już nic nie można zrobić. Głodna strzyga od razu po przemianie zrobi wszystko dla choćby kropli krwi. Nie mogę cię narażać. Musimy czekać, a później go znaleźć. I wtedy odmienić.
Wstałam i zabrałam oba sztylet. Ostatni raz podeszłam do już bladego strażnika.
- Trzymaj się Towarzyszu. Nie daj się zabić, a ja kiedyś cię znajdę i odmienię. Wrócisz do nas.- cmoknęłam go w policzek i wybiegłam w ciemną noc.
Męczyłam się z samochodem, aby wcelować te koszmarne kluczyki do stacyjki, aż w końcu odpaliłem auto. Oparłam się o kierownicę i starałam trochę opanować szloch. Ale czym bardziej się uspakajałam, tym więcej łez zbierało mi się pod powiekami. Niewiele myśląc wcisnęłam gaz do dechy i ruszyłam w drogę do domu.
- Tylko nie puścić nam domu z dymem.- poprosiłam siostrę.- Chcemy mieć do czego wrócić.
- Dobrze Rose.- Lili przewróciła oczami.
- Roza, nie ufasz jej?- poczułam silne dłonie oplatające mnie w pasie.
- Doskonale wiem, jakie pomysły przychodzą w takim wieku. Po za tym to MOJA SIOSTRA od strony ABE'A.- podkreśliłam najważniejsze słowa.
- Hymn...- mój mąż wyraźnie się z martwił.- Może poproszę Jill, jak już tu będą...- umilkł widząc spojrzenie młodej.- Przecież żartuję. Uważajcie na siebie.- cmoknął ją w czoło.- I żadnych chłopców.
- Kochanie, ona ma piętnaście lat...
- No to idealny wiek, aby ją przed nimi chronić.- uparł się.
- To wy uważajcie na siebie.- Lili uścisnęła nas oboje.- I spokojnie, będą tu tylko moje przyjaciółki.
Moja siostra wyrosła na piękną nastolatkę. Dzięki treningom ma zgrabną, figurę, ale również dba o siebie, czemu zawdzięcza długi do pasa, brązowe włosy. Rysy jej trochę spoważniały, lecz wciąż miewa szalone pomysły. Ale jedno się nie zmieni. Jest dla nas jak córka i troszczymy się o siebie nawzajem. Nagle ze schodów zbiegła dwójka sześciolatków. Dziewczynka wskoczyła strażnikowi na plecy, a chłopiec wdrapał się na sofę koło nas.
- Co tam księżniczko?- Dymitr obrócił córeczkę przodem do siebie, a później przełożył ramiona jej pod kolanami, tak, że zwisała głową w dół i zaczął się kręcić.
- Mamusiu! Mamusiu! Zobacz.- Felix zaczął machać mi przed nosem kartką.
- Pokaż, co tam masz.- usiadłam obok niego, a on podał mi papier.- Ale piękne!
- To jesteśmy my na łyżwach, tam nad jeziorem w lesie. To ja, tutaj Nastia i ciocia Lili, a tu ty i tata. Całujecie się.- ba ostatnie słowa zaśmiał się, jakby podglądał coś zabronionego.
Co prawda nie trudno było nas zobaczyć, całujących się, bo ciągle to robimy. Mimo tylu lat, nigdy się nie kłócimy i ciągle kochamy się jak przed ślubem. Bierzemy z życia i naszej miłości jak najwięcej.
- O! A tutaj jest Ańka.
Jak na zawołanie, koło nas pojawiła się suczka i wskoczyła nam na kolana.
- Bianka!- zawołał mój ukochany.
Nasza córeczka się zaśmiała, a i sama zainteresowana za dużo sobie z tego nie zrobiła. Jednak pod moim naciskiem zeszła na podłogę
- Piękny rysunek.- uznał Rosjanin, stawiając brunetkę na podłodze.- Na pewno trafi na lodówkę.
- Tato!- zawołała Nastka.- Ja też coś narysowałam.
Szybko pobiegła na schody.
- Ona kłamie.- zaśmiał się drugi bliźniak.
- Wcale, że nie.- dobiegł nas jej słodki krzyk z góry i oczami wyobraźni widziałam, jak tupie swoją małą nóżką.
Po chwili zbiegła z dwoma kartkami. Podała nam jedną, a drugą schowała za plecami. Wolała być chwalona dwa razy, niż raz za obie prace. Dalej jest śmiała i chętnie poznaje świat oraz uwielbia być w centrum uwagi. Felix jest jej kompletnym przeciwieństwem. Nieśmiały, rozważny, skromny, ale i odważny. To on wybija jej głupie pomysły z głowy, za to ona pomaga mu zawierać przyjaźnie. Oboje są jak papużki nierozłączki i jeśli tak będzie dalej, mogę być o nich bezpieczna
Kochają się i umieją o siebie zadbać tak, że inni powinni brać z nich przykład.
- Bardzo ładne.- stwierdził mój mąż z uśmiechem.
- A ty co myślisz mamo?- dopytywała.
Wzięłam kartkę, podając rysunek synka w zamian, a Dymitr poszedł zawiesić go ja lodówce. Przed sobą zobaczyłam zbiegowisko różnych lini i kółek.
- Ciekawe.- stwierdziłam.- A powiesz mi, co to przedstawia?
- Nie wiem.- wzruszyła ramionami.- A co tu widzisz?
Przez ten czas trochę poczytałam o rysunku i stałam się dla nich, a zwłaszcza Nastki autorytetem i znawczynią sztuki. Położyłam rysunek na meblach pod ścianą i się od niego odsunęłam.
- Widzę tam gwiazdkę. Powiesz mi, o czym myślałaś, rysując to?- dociekałam.
- Tata kiedyś powinien być szeryfem. Bo już ma konia, płaszcz, kapelusz i wie wszystko o kowbojach. Ale nie jest. Jak mogę być księżniczką, skoro on nie jest królem?
- To wasza mama jest królową. Mojego serca.- spojrzał na mnie z miłością i mnie pocałował.
- Ja tiebia liubliu tovarishch.- spojrzałam mu prosto w oczy.
- Ja tiebia toże liubliu Roza.
- Mam jeszcze jeden rysunek.- naszą uwagę zwróciła nasza córeczka.
- Nastka.- oburzył się Felix.- Nie widzisz, że tato ukochowuje mamę? Wtedy im nie ładnie przeszkadzać.
A to nie wiem skąd wymyślił. Ale zawsze tak jest.
- No pokaż ten drugi.- strażnik ukląkł przy brunetce, a ta podała mu ostatni rysunek.- Hymn... a ja go skądś kojarzę. A ty skarbie?- zwrócił się do mnie.
- No wygląda znajomo.- starałam się powstrzymać od wybuchnięcia śmiechem.- Nasze kochanie ma niezwykły talent.- na moje słowa brunetka się uśmiechnęła, jednak to się zmieniło, gdy dokończyłam zdanie.- Do kradzieży.
Patrzyłam na identyczny rysunek, jaki dałam mężowi na naszą pierwszą rocznicę ślubu. Bo to był dokładnie ten sam rysunek.
- Wcale, że nie ukradłam tego.- oburzyła się dziewczynka.- Z tyłu jest mój pierwszy rysunek. Mama tak mówiła.
- To prawda.- przyznał Bielikow.- Ale jednak zostanie w naszym pokoju. Tam ma swoje honorowe miejsce. Lili?
- Dobrze.- moja siostra wzięła go i pobiegła na górę.
- A teraz dajcie nam buzi, bo tatuś i mamusia muszą już jechać.- pochyliłam się do nich.
- Ale wrócicie?- spytał nasz synek ze smutną minką.
- Oczywiście.- pogłaskałam jego pulchne policzki, a on wpadł mi w ramiona.
- Na pewno wrócisz?- dopytywała mała.- Nie zostawisz nas?
- Wrócę. Obiecuję. Gdzie mógłbym zostawić taką wspaniałą księżniczkę.- pocałował ją w policzek.
Po długich pożegnaniach w końcu wyjechaliśmy na misję. Mieliśmy o ustalonej godzinie wejść do magazynu. Jako najlepsi będziemy tylko we dwójkę, bo jak uznał Hans, więcej nas tam nie potrzeba. Przez cały czas myślałam jak powiedzieć mężowi o moim dzisiejszy odkryciu. Postanowiłam po akcji, gdy będziemy ją świętować. Po kilku godzinach byliśmy na miejscu. Przed starym magazynem.
- Jesteś pewny, że to tu?- spytałam zaniepokojona.
Wokół nie było żywej duszy, wszędzie ciemno i cicho.
- Tak.- odpowiedział gasząc samochód.- Adres na pewno się zgadza.
Wzruszyłam ramionami. Może to taka cisza przed burzą. W pogotowiu już miałam swój kochany sztylet. Gdy przyszła pora, weszliśmy tylnymi drzwiami do hangaru. Wszędzie było cicho i ciemno. Tylko jedna żarówka kołysała się na długim kablu. Gdy byliśmy już jakiś kawałek od drzwi, one się zatrzasnęły, a światła rozbłysły, co nas oślepiło. W tej chwili rzuciła się na nas cała horda strzyg. Walczyliśmy z nimi bardzo długo i z całych sił. Godzinę, dwie, a może pół? Nie wiem. Czas nie miał znaczenia. Wiem tylko, że zatrzymał się gdy nad złapali. Ale nie zabili, tylko trzymali. Później przywiązani do krzeseł.
- No proszę, proszę. Kogo my tu mamy?- z ciemności wyszła strzyga o błąd włosach.
- Nigel?!- nie wierzyłam.- Przecież powinieneś już dawno płonąc.
W tym momencie przeklęłam los, że spojrzenie nie zabija, bo on leżałby już martwy.
- Jak widzisz, o wielką Hathaway ble, ble, ble...- pochylił się nade mną.- słońce to za mało, by mnie zabić.- odsunął się i zaczął krążyć wokół naszych krzeseł.- Ale co do was, mógłbym urwać wam głowy, nie wysilając się za bardzo.
- Pff...- prychnęłam.- Wielu próbowało.
- Ktoś w końcu musi odnieść sukces.- skierował w moją stronę pistolet.
- Tylko ją tknij...- odezwał się mój ukochany, tak niskim i groźnym głosem, że mi samej ciarki przeszły po karku.
Jednak strzyga wydawała się być nie wzruszona.
- Aaa... strażnik Bielikow. Co jeśli to zrobię? Jak wtedy zareagujesz? A nijak. Bo jesteś bezradny. Nic nie możesz zrobić. Tak bardzo bez użyteczny.
- Nie słuchaj go!- krzyknęłam, a po chwili poczułam ból i pieczenie na policzku.
- Milicz szmato.- warknął blondyn.
W oczach Rosjanina widziałam furię i rządzę krwi. Chciał stanąć w mojej obronie, choć nie mógł.
- Wiesz co? Zanim cię zabiję, popatrzysz sobie na coś. Zrobię coś, co nawet tobie się nie udało.
Podszedł od tyłu do Dymitra i siłą odchylił mu głowę, aby chwilę później wbić mu swoje kły prosto w tętnicę. W oczach męża zobaczyłam rozkosz, ale i żal oraz przeprosiny. Z oczu ciekły mi łzy, całymi strumieniami. Teraz albo nigdy. Postanowiłam go powiadomić.
"Jestem w ciąży."- powiedziałam bezgłośnie.
To właśnie chciałam powiedzieć mu przy kolacji. Ale już nie będzie jak. O kolejne dziecko stawiamy się od dwóch miesięcy i w końcu nam się udało. A teraz...
Zrozumiał. Oczy otworzyły mu się szeroko i zaczął się szarpać w przypływie złości i gniewu. Jednak powoli przegrywał ze zmęczeniem. Ostatecznie oczy mu się zamknęły i więcej nie otworzyły.
Nie tak to sobie wyobrażałam. To miała być piękna kolacja, przy zastawionym stole, ze świecami i nastrojową muzyką. Na dobrą nowinę miał zwieść mnie w ramiona i kręcić się ze mną, płacząc ze szczęścia. A tym czasem? Patrzę na jego śmierć.
Nagle Nigel nadgryzł sobie nadgarstek i wlał swojej krwi do ust strażnika. Tego było za wiele. Nie pozwolę na nowo go przemienić. Nie chcę, aby znowu był bezduszną bestią. To przecież mój towarzysz. Poczułam jakby wstąpiła we mnie nowa siła, która pomogła mi rozerwać sznury. Strzygi się tego nie spodziewał, więc miałam przewagę. Złapałam za sztylet i rzuciłam się do walki z nową werwą, agresją, złością i siłą. To że byłam strzygą dodawało mi do siły i szybkości. Pół godziny później stałam, czekając na kolejny atak, ale on nie nadszedł. Pokonałam ich. Zabiła wszystkich. Gdy to do mnie dotarło, wypuściłam broń i opadłam przy ciele ukochanego.
- Dlaczego Dymitr? Dlaczego znowu ty?- płakałam nad jego ciałem.- Nie możesz mnie zostawić! Nie możesz, słyszysz?!- szarpałam go za koszulkę.- Nie możesz.- szepnęłam i opadłam zalana łzami na jego tors.
Nie wiem ile tak leżałam. Ale wiedziałam, że nie mogę tu zostać. Gdy się obudzi, nie będę miała z nim szans. Gdzie jest wsparcie, kiedy go potrzeba. - Rose.- usłyszałam Lissę.- Może ja tam... - Nie.- przerwałam jej.- Już nic nie można zrobić. Głodna strzyga od razu po przemianie zrobi wszystko dla choćby kropli krwi. Nie mogę cię narażać. Musimy czekać, a później go znaleźć. I wtedy odmienić.
Wstałam i zabrałam oba sztylet. Ostatni raz podeszłam do już bladego strażnika.
- Trzymaj się Towarzyszu. Nie daj się zabić, a ja kiedyś cię znajdę i odmienię. Wrócisz do nas.- cmoknęłam go w policzek i wybiegłam w ciemną noc.
Męczyłam się z samochodem, aby wcelować te koszmarne kluczyki do stacyjki, aż w końcu odpaliłem auto. Oparłam się o kierownicę i starałam trochę opanować szloch. Ale czym bardziej się uspakajałam, tym więcej łez zbierało mi się pod powiekami. Niewiele myśląc wcisnęłam gaz do dechy i ruszyłam w drogę do domu.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
sobota, 18 lutego 2017
ROZDZIAŁ 395
Po powrocie do domu, ledwo zamknęłam drzwi, a ukochany rzucił się żarłocznie na moje usta.
- Teraz jesteś moja.- powiedział między pocałunkami.
- A co z kolacją?- spytałam zadziornie.
- Zjesz na śniadanie.
Mimo wszystko go od siebie odsunęłam.
- Mam inny pomysł. Zrobimy sobie romantyczną kolację, weźmiemy wspólną kąpiel,- przesunęłam dłonią po jego umięśnionym ramieniu, ściszając seksownie głos.- a później już ci nie ucieknę.
Dymitr przewrócił oczami.
- Ubierz się ładnie.- mruknął, wymijając mnie i wychodząc.
Raz... dwa... trzy. W tej chwili drzwi się otworzyły. Mój mąż już miał lepszy humor. Podszedł do szafy i wyjął swoje ubrania.
- Przecież nie będę obsługiwał królowej w stroju kąpielowym.- uśmiechnął się szeroko i pocałował mnie przelotne.
- A kiedy tak awansowałam?- spytałam.
- Wtedy, gdy dałaś mi naszą księżniczkę.- uśmiechnął się szeroko.- Masz rację. Trzeba tu ściągnąć dzieciaki.
I wyszedł. Przewróciła oczami, podchodząc do szafy. W co tu się ubrać? Postanowiłam nie ułatwiać mu zadania i wybrałam najkrótszą i najbardziej obcisłą sukienkę jaką miałam. Uśmiechnęłam się diabelsko, wyobrażają sobie jego trakcję. W najgorszym wypadku będziemy się kochać na stole. Była ona pomarańczowa z czarnymi paskami pod piersiami i jednym na gorze. No i oczywiście nie ma ramiączek. Do tego mocny makijaż. Zrobiłam sobie kocie oczy i użyłam trochę pomarańczu. Gdy byłam gotowa wyszłam na balkon i oparłam się o drewnianą barierę, patrząc w gwiazdy. Tutaj jest tak pięknie. Ciekawe jak tam się mają dzieci. Dymitr mówi, że bardzo tęsknią. Nie widzieliśmy się cały miesiąc. Ciekawe czy bardzo urosły, może mówią już więcej. Na pewno są złe, że tak je "zostawiłam". Jeszcze nie rozumieją za dużo.
- Roza?- usłyszałam z głębi mieszkania.
- Tu jestem.- oznajmiłam, wracając do środka.
- Jeszcze mało ci gwiazd?- spytał, zapalając światło i od razu go zamurowało.- Wow. Roza wyglądasz... olśniewająco. Aż brak mi słów. Oddaję się pod twoją opiekę Królowo.- upadł przede mną na kolana.
- Wykorzystam to w jak największym celu.- zapewniłam, klękając przed nim.
- Nie liczyłem na nic innego.- cmoknął mnie w czoło i wstał.- Ubierz kurtkę.
Podał mi dłoń, abyśmy po chwili oboje stali. Podszedł do szafy.
- A co? Nie podobam ci się tak?- zrobiłam smutną minkę.
- Podobasz, to mało powiedziane. Swoim wyglądem zawaliłaś mnie z nóg. Z resztą sama widziałaś. Ale nie chcę żebyś zmarzła.- wyjął kurtkę z imitacji skóry.- ta będzie idealnie pasowała.
Swoimi słowami tylko bardziej mnie zaciekawił. Czemu mam zmarznąć? Gdzie idziemy? Jednak postanowiłam dać się porwać biegu wydarzeń, bez zbędnych pytań, na które i tak nie otrzymam odpowiedzi. Założyłam ubranie podaje przez męża i wyszliśmy. Zeszliśmy dwa piętra niżej i przechodząc przez szereg drzwi i pokoi, znaleźliśmy się na tarasie. Była to strona z widokiem na najpiękniejszy park w hotelu ze skalnym wodospadem. Cała podłoga posypane była różami, a na środku stał stół ze świecami.
- Zapraszam.- odsunął mi krzesło, na którym usiadłam.
Całą kolację spędziliśmy w wesołej atmosferze, śmiejąc się i wspominając.
- Jutro przyjadą Sydney i Adrian z dziećmi.- powiadomił, gdy wracaliśmy do pokoju.- Ponoć mają tu coś do załatwienia.
- Oni ciągle coś załatwiają na świecie. Takim to fajnie.
- A my za to mamy piękny domek w jednym miejscu ze stałymi przyjaciółmi. I nie oddałbym tego za żadną podróż, chodźby i dookoła świata.- spojrzał na mnie z miłością.
- Ja też nie.- stwierdziłam po namyśle.- To ciekawe, ze z Lissą jeździłyśmy po Stanach, szukając szczęścia i bezpieczeństwa, a znalazłyśmy je dopiero w domu. Ona miała to zawsze. Ja musiałam poczekać, ale warto było.
- Już powiedziałem obsłudze o dzieciach i wszystko już powinno być gotowe.
Gdy weszłam do pokoju, okazało się, że to prawda. Pod ścianą stały dwa żółte łóżeczka, pasujące do wystroju całego pomieszczenia.
- Lili będzie spała z nami.- zauważyłam.
- Więc musimy nacieszyć się tą nocą, póki jest tylko nasza.- ukochany złapał mnie za biodra.
- Masz rację.- zarzuciłam mu ręce na ramiona.
Po chwili złączyliśmy wargi w delikatnym pocałunku. Szliśmy do łóżka, pozbywają się naszych kurtek. Zanim opadłam na materac, strażnik złapał mnie mocniej w tali i postawił na nogi, dając znać, że jeszcze nie. Przesunął mi dłonią po plecach, aż znalazł suwak i rozpiął sukienkę. Gdy byłam w samej bieliźnie, delikatnie położył mnie na pościeli.
- Jesteś pewna?- spytał.
- Jak ty tego nie zrobisz, to ja to zrobię.
Nie czekając dłużej zdjął swoją koszulkę. Zaczął całować mnie po szyi, podczas gdy ja badałam jego plecy. Oddychaliśmy szybko i gwałtownie, a nasze serca znowu biły tym samym rytmem. Wszystko było jak być powinno. Schodził coraz niżej, jednocześnie pozbywają się spodni i mojego stanika. Nie pominął żadnego skrawka mojej szyi, dekoltu, piersi i brzucha.
- Kocham Cię Roza. Zawsze będę.- szepnął, ściągając powoli moje majtki.
- Dymitr...- nie mogłam wydusić nic więcej.
- Wiem skarbie.
Jęknęłam, gdy poczułam w sobie jego palec. Bezlitośnie się mną bawił, gdy chciałam go dla siebie już teraz i w tej chwili. Podniecał mnie, póki nie uznał, że jestem gotowa. Wtedy wracał powoli do moich ust.
- Zabezpieczyłeś się?- spytałam, póki jeszcze jakoś myślałam, gdy przyssał się mi do lewej piersi.
Wygięłam się w łuk, kiedy mocniej ją zassał.
- Oczywiście skarbie.- zapewnił, przechodząc na moją szyję.
W końcu poczułam go w sobie. Wszedł gwałtownie, ale to mi nie wystarczyło. Zaczęłam bardziej na niego naciskać, aż przyspieszył. Jak zawsze doszliśmy, równo dysząc swoje imiona. Leżeliśmy, mocno wtuleni w swoje rozpalona ciała i dochodząc powoli do siebie.
- Tak bardzo za tym tęskniłem.- mruknął mi we włosy.
- Przecież jak byłam...- zaczęłam, ale nie dane było mi dokończyć.
- To nie było to samo. Nie było uczuć. Nie było twojej miłości.
Uśmiechnęłam się.
- Też za tym tęskniłam. I nie chcę więcej cię tracić.
- Nie stracisz.- zapewnił.- Zawsze będę tu.- wskazał na moje serce.
- A jeśli mi to nie wystarczy? Jeśli jesteś nieodłączną częścią mojej duszy? Ona mnie opuści, a ze mną zostanie tylko pustka. Będę rozbita, załamana. W moim sercu zrobi się dziura. W samym jego środku, przez co całe rozpadnie się na kawałki, przynosząc tylko ból i cierpienie. Nie chcę tego. Nigdy.- poczułam łzy spływające po moich policzkach.- Wiesz co to za uczucie? Czułam to gdy Cię straciłam pierwszy raz, a każdy kolejny był miliard razy gorszy od poprzedniego. Jak można to powstrzymać
- Po prostu musisz uwierzyć. Że wszystko będzie dobrze, że zawsze się odnajdziemy, że będę przy tobie, że dzieci będą miały wspaniałe dzieciństwo. Musimy wierzyć i...
- I żyć dalej? To chciałeś powiedzieć?
- Tak.- uśmiechnął się.- Żyć dalej z wiarą, póki los się nie uśmiechnie.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
ROZDZIAŁ 394
- Obróć się, bo będziesz miała na plecach raczka.- zaśmiał się strażnik.
Zrobiłam to i wróciłam do lektury. Ta książka jest wspaniała. Opowiada o dziewczynie, w którą włożono inną duszę, ale jej umysł walczył z tą duszą. Cudowne. Nie do końca wiadomo, kto jest tym złym, bo duszę chcą tylko uwolnić świat od zła. Nie widzą jednak, że robią go więcej. Niezwykłe opowiadanie.
- Czyli fajna książka?- spytał mój ukochany.
- Cudowna. A twoja?- oderwałam wzrok od kartek i spojrzałam na niego.
- Wspaniała.- pokazał mi okładkę książki, którą kupiłam mu na nasze pierwsze, rodzinne święta.
Pokręciłam głową i wróciłam do swojej. Ile razy można czytać tą samą powieść? Pewnie zna ją już na pamięć. Więcej już żadne z nas się nie odezwał, zanurzeni we własnych lekturach.
- Na ile wypożyczyłeś łódkę?- spytałam, gdzie tak w porze obiadu.
- Na ile chcemy. A co?- spytał, nie odrywając wzroku od białych kartek.
- Głodna jestem.
- Już?- zdziwił się.
- Śniadanie
Zrobiłam to i wróciłam do lektury. Ta książka jest wspaniała. Opowiada o dziewczynie, w którą włożono inną duszę, ale jej umysł walczył z tą duszą. Cudowne. Nie do końca wiadomo, kto jest tym złym, bo duszę chcą tylko uwolnić świat od zła. Nie widzą jednak, że robią go więcej. Niezwykłe opowiadanie.
- Czyli fajna książka?- spytał mój ukochany.
- Cudowna. A twoja?- oderwałam wzrok od kartek i spojrzałam na niego.
- Wspaniała.- pokazał mi okładkę książki, którą kupiłam mu na nasze pierwsze, rodzinne święta.
Pokręciłam głową i wróciłam do swojej. Ile razy można czytać tą samą powieść? Pewnie zna ją już na pamięć. Więcej już żadne z nas się nie odezwał, zanurzeni we własnych lekturach.
- Na ile wypożyczyłeś łódkę?- spytałam, gdzie tak w porze obiadu.
- Na ile chcemy. A co?- spytał, nie odrywając wzroku od białych kartek.
- Głodna jestem.
- Już?- zdziwił się.
- Śniadanie
było jakieś sześć godzin temu.- zauważyłam.
- O Boże. Ale ten czas leci. Chcesz coś zdrowego, czy nie?
- Coś tłustego i takiego, aby smak ma długo mi pozostał na języku.
- To zostań tu, chyba że wolisz mi pomóc. Wtedy zabierzemy wszystko, ubierzesz się...- na chwilę przerwał, przyglądając mi się.- albo się nie ubieraj.
- Jednak się ubiorę.
- Wstydzisz się mnie?- uniósł jedną brew do góry.
- Nie, ale nie chcę, żebyś zapatrzony we mnie, coś przypalił.- mrugnęłam mężowi okiem.
- A jest na co popatrzeć.
Od samego jego wzroku zrobiło mi się gorąco.
- Dobra, dosyć. Ty idziesz pichcić, a ja zostaję tu.
Po półtorej godziny wrócił.
- Zapraszam do stołu.
- Nareszcie. Myślałam, że umrę z głodu.
Wstałam, ubrałam się i zeszłym za nim na dół. Zobaczyłam po jednej stronie pomieszczenie z miękkim materacami, chyba robiącą za sypialnię, a naprzeciwko niej jadalnię. Podłoży stół pomiędzy miejscami do siedzenia. Na jego środku stały miski z ziemniakami, sałatą ze śmietaną i cukrem, oraz żeberkami w miodzie. Aż ślinka mi pociekła i zaburczało w brzuchu.
- Mów, kiedy jesteś głodna, bo oskarżą mnie o głodzenie.- zaśmiał się, choć w jego oczach widziałam, że mówi no serio. Przynajmniej tą pierwszą część.
- Dobrze.- odpowiedziałam z uśmiechem.
Usiedliśmy przy stole i zabraliśmy się do jedzenia. To było takie cudowne. Mięso aż samo dochodziło od kości, rozpływając się w ustach. Po chwili na naszych talerzach pozostały tylko kupki kości.
- To było przepyszne. Dziękuję.- uśmiechnęłam się do niego.
- Nie ma za co. Cieszę się, że ci smakowało.
Posprzątaliśmy i wróciliśmy na górę. Dymitr od razu stanął przy sterze.
- Co powiesz na małą kąpiel?- spytał, zatrzymując motorówkę i rzucając kotwicę na dno.
- Kto ostatni w wodzie ten Hans.- wskoczyłam na główkę do turkusowe oceanu.
Wynurzyłam się, a po chwili koło mnie zanurkował mój mąż.
- Nie ładnie. Nie dałaś nam równych szans.- zrobił smutną minę, łapiąc mnie w objęcia.
- Takie życie.- wzruszyłam ramionami.
Przez kolejne godziny trochę pływaliśmy, a trochę się opalaliśmy. Pod wieczór zaczęliśmy płynąć z powrotem tak, aby przed zmrokiem być w porcie. Ale zanim wróciliśmy do pokoju, urządziliśmy sobie spacer po plaży patrząc na gwiazdy.
- Patrz, tam jest gwiazdozbiór lwa.- wskazał.
- A tam łabędzie. Tak wiem.
- Właśnie nie wiesz. Bo łabędzie jest tam.- przesunął moją rękę pod innym kątem.- Inny kraj, inne niebo.
- A gdzie jest baran?- spytałam zafascynowana.
- Tam. O a tutaj Koziorożec.
- Nie są zbyt daleko od siebie.
- A my?- spojrzał na mnie.
- Nigdy nie będziemy.- ścisnęłam jego dłoń.
Dalej szliśmy w ciszy. W końcu położyliśmy się na piasku i wtuleni w siebie oraz wsłuchani w szum fal, patrzyliśmy na gwiazdy.
- Wiesz, teraz czuję się jakoś inaczej. Lepiej.- nagle odezwał się Rosjanin.
- Czemu?- oparłam się o jego klatkę piersiową.
- Jak mi powiedziałaś, że będę aniołem, pomyślałem o tobie. Czy wtedy będziemy rozdzieleni? A może będzie dane nam dalej być ze sobą? Ale widać, że los sam rozwiązał ten problem.
- Gdy się tego dowiedziałam, byłam z ciebie dumna i cieszyłam się twoim szczęściem. Jednak teraz, jak sama mam taką być, czuję się upokorzona. Jak jakieś dziecko specjalnej troski na specjalnym traktowaniu. Że nie zasługuję na to.
- Kiedyś sobie wybaczysz Roza, a wtedy...
- To już nie chodzi o to, bo sobie wybaczyłam.- usiadłam plecami do niego.- Po tym wszystkim, co robiłam, a wiem, że nie byłam aniołkiem, mam się stać jednym z nich. Ty to rozumiem, zawsze szlachetny odpowiedzialny i dobry, a ja...- spuściłam wzrok, bawiąc się piaskiem.
- Roza, nawet tak nie mów.- przytulił mnie i pocałował w kark.- Jesteś wspaniałą kobietą, która w obronie rodziny i przyjaciół zrobi wszystko, pragnie pomagać każdemu. Nie zostawiasz w potrzebie nikogo, nie ważne co zrobił. Obronisz go, bo wierzysz w słuszność. Robisz wszystko, co najlepsze, podejmujesz dobre decyzje, patrzysz na dobro ogółu. Zasługujesz na ten zaszczyt, jak nikt inny.
Usiadłam na jego kolanach, zarzucając mu ręce na kark.
- Dziękuję.- szepnęłam, czując łzy szczęścia i wzruszenia pod powiekami.- Kocham Cię, Towarzyszu.
- Ja ciebie też, Roza.- odwzajemnił uścisk.
Jeszcze chwilę tak siedzieliśmy, ale gdy zrobiło się chłodniej, zaczęliśmy wracać do pokoju, trzymając się mocno za ręce.
- Tylko tak z ciekawości, kiedy sobie wybaczyłaś?- zagadnął Dymitr.
- Już na motorówce. Mam dla kogo żyć i dla nich muszę sobie wybaczyć. Ale zrozumiałam to dzięki twojemu wsparciu i szczerej rozmowie.
- Od zawsze byłaś silniejsza ode mnie. Tak samo wybuch na parkingu sobie wyłączyłaś po kilku godzinach, a ja potrzebowałem ponad tygodnia i miłość w twoich oczach tuż przed śmiercią. Czemu byłem taki uparty?
- Każdy jest inny i ma swój sposób. Ty jesteś bardziej honorowy, zamknięty w sobie i potrzebowałeś więcej czasu.
- Ale powinienem był zobaczyć twoją miłość wcześniej. To wszystko, co dla mnie robiłaś, to było z miłość. A ja byłem takie głupi i ślepy.- załamał się.
Zatrzymałam się i pociągnęłam go do siebie. Kiedy stanął na przeciwko mnie, złapałam go za obie dłonie i spojrzałam mu prosto w oczy.
- Wcale, że nie. Robiłeś to, co uważałeś za słuszne. Chciałeś dobrze, a to ja znowu pokrzyżowałam ci plany. Nigdy byś mnie umyślnie nie skrzywdził i wtedy odsunięcie się ode mnie było, z twojego punktu widzenia jedynie dla mojego dobra. Też dużą rolę w tym odegrał mój związek z Adrianem.- odwróciłam wzrok, ale tylko na chwilę.- Ty widziałeś moją miłość, ale nie chciałeś jej do siebie dopuścić. A wtedy...
- Wtedy poczułem to samo, co miesiąc temu i przy porodzie bliźniaków. Bałem się. Bałem, że nigdy więcej cię nie zobaczę. Że stracę cię na zawsze i doceniłem co mam. Stałem się otwarty na wszystko, co mi dajesz, bo bałem się, że więcej nie będę miał okazji dostać.- przytulił mnie mocno.- Tak bardzo Cię Kocham Roza. Nie zostawiaj mnie nigdy.
W świetle księżyca zobaczyłam pojedynczą łzę na jego policzku. Mi również jedna się zakręciła. Doskonale go rozumiem. To samo czułam, po akcji ratunkowej w jaskiniach przy Akademii. Ból i cierpienie duszy.
- Nigdzie nie nie wybieram.- powiedziałam łamiącym się głosem, głaszcząc go po plecach.
W moje ramiona wypłakiwał wszystkie uczucia tamtego dnia.
- Dziękuję Roza.- odsunął się i spojrzał mi w oczy.- Jak ty to robisz, że czytasz ze mnie, jak z otwartej książki?
- Po prostu znam ciebie, znam to uczucie, wiem jak to jest stracić kogoś ważnego. Jak trudno odsunąć od siebie miłość, dla szczęścia tej drugiej osoby.
- Ja tiebia liubliu Roza.
- Ja tiebia toże liubliu tovarishch.
- O Boże. Ale ten czas leci. Chcesz coś zdrowego, czy nie?
- Coś tłustego i takiego, aby smak ma długo mi pozostał na języku.
- To zostań tu, chyba że wolisz mi pomóc. Wtedy zabierzemy wszystko, ubierzesz się...- na chwilę przerwał, przyglądając mi się.- albo się nie ubieraj.
- Jednak się ubiorę.
- Wstydzisz się mnie?- uniósł jedną brew do góry.
- Nie, ale nie chcę, żebyś zapatrzony we mnie, coś przypalił.- mrugnęłam mężowi okiem.
- A jest na co popatrzeć.
Od samego jego wzroku zrobiło mi się gorąco.
- Dobra, dosyć. Ty idziesz pichcić, a ja zostaję tu.
Po półtorej godziny wrócił.
- Zapraszam do stołu.
- Nareszcie. Myślałam, że umrę z głodu.
Wstałam, ubrałam się i zeszłym za nim na dół. Zobaczyłam po jednej stronie pomieszczenie z miękkim materacami, chyba robiącą za sypialnię, a naprzeciwko niej jadalnię. Podłoży stół pomiędzy miejscami do siedzenia. Na jego środku stały miski z ziemniakami, sałatą ze śmietaną i cukrem, oraz żeberkami w miodzie. Aż ślinka mi pociekła i zaburczało w brzuchu.
- Mów, kiedy jesteś głodna, bo oskarżą mnie o głodzenie.- zaśmiał się, choć w jego oczach widziałam, że mówi no serio. Przynajmniej tą pierwszą część.
- Dobrze.- odpowiedziałam z uśmiechem.
Usiedliśmy przy stole i zabraliśmy się do jedzenia. To było takie cudowne. Mięso aż samo dochodziło od kości, rozpływając się w ustach. Po chwili na naszych talerzach pozostały tylko kupki kości.
- To było przepyszne. Dziękuję.- uśmiechnęłam się do niego.
- Nie ma za co. Cieszę się, że ci smakowało.
Posprzątaliśmy i wróciliśmy na górę. Dymitr od razu stanął przy sterze.
- Co powiesz na małą kąpiel?- spytał, zatrzymując motorówkę i rzucając kotwicę na dno.
- Kto ostatni w wodzie ten Hans.- wskoczyłam na główkę do turkusowe oceanu.
Wynurzyłam się, a po chwili koło mnie zanurkował mój mąż.
- Nie ładnie. Nie dałaś nam równych szans.- zrobił smutną minę, łapiąc mnie w objęcia.
- Takie życie.- wzruszyłam ramionami.
Przez kolejne godziny trochę pływaliśmy, a trochę się opalaliśmy. Pod wieczór zaczęliśmy płynąć z powrotem tak, aby przed zmrokiem być w porcie. Ale zanim wróciliśmy do pokoju, urządziliśmy sobie spacer po plaży patrząc na gwiazdy.
- Patrz, tam jest gwiazdozbiór lwa.- wskazał.
- A tam łabędzie. Tak wiem.
- Właśnie nie wiesz. Bo łabędzie jest tam.- przesunął moją rękę pod innym kątem.- Inny kraj, inne niebo.
- A gdzie jest baran?- spytałam zafascynowana.
- Tam. O a tutaj Koziorożec.
- Nie są zbyt daleko od siebie.
- A my?- spojrzał na mnie.
- Nigdy nie będziemy.- ścisnęłam jego dłoń.
Dalej szliśmy w ciszy. W końcu położyliśmy się na piasku i wtuleni w siebie oraz wsłuchani w szum fal, patrzyliśmy na gwiazdy.
- Wiesz, teraz czuję się jakoś inaczej. Lepiej.- nagle odezwał się Rosjanin.
- Czemu?- oparłam się o jego klatkę piersiową.
- Jak mi powiedziałaś, że będę aniołem, pomyślałem o tobie. Czy wtedy będziemy rozdzieleni? A może będzie dane nam dalej być ze sobą? Ale widać, że los sam rozwiązał ten problem.
- Gdy się tego dowiedziałam, byłam z ciebie dumna i cieszyłam się twoim szczęściem. Jednak teraz, jak sama mam taką być, czuję się upokorzona. Jak jakieś dziecko specjalnej troski na specjalnym traktowaniu. Że nie zasługuję na to.
- Kiedyś sobie wybaczysz Roza, a wtedy...
- To już nie chodzi o to, bo sobie wybaczyłam.- usiadłam plecami do niego.- Po tym wszystkim, co robiłam, a wiem, że nie byłam aniołkiem, mam się stać jednym z nich. Ty to rozumiem, zawsze szlachetny odpowiedzialny i dobry, a ja...- spuściłam wzrok, bawiąc się piaskiem.
- Roza, nawet tak nie mów.- przytulił mnie i pocałował w kark.- Jesteś wspaniałą kobietą, która w obronie rodziny i przyjaciół zrobi wszystko, pragnie pomagać każdemu. Nie zostawiasz w potrzebie nikogo, nie ważne co zrobił. Obronisz go, bo wierzysz w słuszność. Robisz wszystko, co najlepsze, podejmujesz dobre decyzje, patrzysz na dobro ogółu. Zasługujesz na ten zaszczyt, jak nikt inny.
Usiadłam na jego kolanach, zarzucając mu ręce na kark.
- Dziękuję.- szepnęłam, czując łzy szczęścia i wzruszenia pod powiekami.- Kocham Cię, Towarzyszu.
- Ja ciebie też, Roza.- odwzajemnił uścisk.
Jeszcze chwilę tak siedzieliśmy, ale gdy zrobiło się chłodniej, zaczęliśmy wracać do pokoju, trzymając się mocno za ręce.
- Tylko tak z ciekawości, kiedy sobie wybaczyłaś?- zagadnął Dymitr.
- Już na motorówce. Mam dla kogo żyć i dla nich muszę sobie wybaczyć. Ale zrozumiałam to dzięki twojemu wsparciu i szczerej rozmowie.
- Od zawsze byłaś silniejsza ode mnie. Tak samo wybuch na parkingu sobie wyłączyłaś po kilku godzinach, a ja potrzebowałem ponad tygodnia i miłość w twoich oczach tuż przed śmiercią. Czemu byłem taki uparty?
- Każdy jest inny i ma swój sposób. Ty jesteś bardziej honorowy, zamknięty w sobie i potrzebowałeś więcej czasu.
- Ale powinienem był zobaczyć twoją miłość wcześniej. To wszystko, co dla mnie robiłaś, to było z miłość. A ja byłem takie głupi i ślepy.- załamał się.
Zatrzymałam się i pociągnęłam go do siebie. Kiedy stanął na przeciwko mnie, złapałam go za obie dłonie i spojrzałam mu prosto w oczy.
- Wcale, że nie. Robiłeś to, co uważałeś za słuszne. Chciałeś dobrze, a to ja znowu pokrzyżowałam ci plany. Nigdy byś mnie umyślnie nie skrzywdził i wtedy odsunięcie się ode mnie było, z twojego punktu widzenia jedynie dla mojego dobra. Też dużą rolę w tym odegrał mój związek z Adrianem.- odwróciłam wzrok, ale tylko na chwilę.- Ty widziałeś moją miłość, ale nie chciałeś jej do siebie dopuścić. A wtedy...
- Wtedy poczułem to samo, co miesiąc temu i przy porodzie bliźniaków. Bałem się. Bałem, że nigdy więcej cię nie zobaczę. Że stracę cię na zawsze i doceniłem co mam. Stałem się otwarty na wszystko, co mi dajesz, bo bałem się, że więcej nie będę miał okazji dostać.- przytulił mnie mocno.- Tak bardzo Cię Kocham Roza. Nie zostawiaj mnie nigdy.
W świetle księżyca zobaczyłam pojedynczą łzę na jego policzku. Mi również jedna się zakręciła. Doskonale go rozumiem. To samo czułam, po akcji ratunkowej w jaskiniach przy Akademii. Ból i cierpienie duszy.
- Nigdzie nie nie wybieram.- powiedziałam łamiącym się głosem, głaszcząc go po plecach.
W moje ramiona wypłakiwał wszystkie uczucia tamtego dnia.
- Dziękuję Roza.- odsunął się i spojrzał mi w oczy.- Jak ty to robisz, że czytasz ze mnie, jak z otwartej książki?
- Po prostu znam ciebie, znam to uczucie, wiem jak to jest stracić kogoś ważnego. Jak trudno odsunąć od siebie miłość, dla szczęścia tej drugiej osoby.
- Ja tiebia liubliu Roza.
- Ja tiebia toże liubliu tovarishch.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
piątek, 17 lutego 2017
ROZDZIAŁ 393
- Powiedz mi,- poprosiłam, kiedy weszliśmy na piasek.- Gdzie my tak właściwie jesteśmy?
- W Hiszpanii.
- I ty mówisz po hiszpańsku?- zdziwiłam się.
- Tak.- uśmiechnął się cwanie.
- A oni nie rozumieją po angielsku?- nie odpuszczałam.
- Rozumieją, ale ty też.- złapał mnie za dłoń i pociągnął wzdłuż wybrzeża.- A jaka to by była niespodzianka, gdybyś wiedziała co mówię?
- Zgaduję, że cel naszej wyprawy, to też tajemnica.
- Da.- uśmiechnął się, a ja tylko przewróciłam oczami.
Dalej szliśmy w ciszy, aż nie dotarliśmy do portu. Założyliśmy buty i weszliśmy na pomost. Zafascynowana patrzyłam na okazałe żaglówki. Jedne mniejsze, drugie ogromne, jak nasz cały dom.
- Umiesz tym pływać?- spytałam.
- Nie, ale mam patent motorowodniaka, więc sobie popływamy na silniku.- wszedł na coś po prawej stronie.
Spojrzałam tam i zaskoczona zrobiłam kto w tył. Przede mną stała wielka, czerwona motorówki z metalowymi barierkami.na dziobie miała coś a'la schodek i z małą pomocą Rosjanina, weszłam na pokład.
- Mówiłam już, nie nie przestajesz mnie zaskakiwać?- spytałam, rozglądając się po białym pokładzie.
Na środku stała kabina dla kierowcy, czy sternika. Nie znam się, nie orientuję. Przed nią było miejsce dla pasażerów z siedzeniami na brzegach. Co mnie zaskoczyło, na dole już stało wiadro z lodem i szampanem, a przy nim dwa kieliszki. Po obu stronach kabiny znajdowały się schody. Zaciekawiony chciałam tam iść, ale zatrzymał mnie głos ukochanego.
- Roza, złapiesz cumę?- poprosił.
- Tą linkę z przodu?- spytałam, sięgając po nią
- A podobno mieliście gości z wielkiej wody.- przypomniał kpiąco, po czym krzyknął coś po hiszpańsku.
Odpowiedział mu jakiś głos z dołu, na co ze strony strażnika poleciała kolejna komenda i odczepiono nas od pomostu, a Dymitr zaczął cofać.
- To było kilka lat temu. Chciałam się upewnić.- mruknęłam urażona.
- No już się nie obrażaj. Bym z chęcią cię przytulił, niestety muszę sterować. Ale jak chcesz, to sama tu przyjdź, a może dam ci popływać.
- Oj lepiej nie, bo jeszcze coś popsuję.- mimo to, podeszłam i przytuliłam go od tyłu.
- Przecież tu tyko wszystko ulepszasz.
- Ja?- oderwałam głowę od jego pleców i spojrzałam na niego zdziwiona.- A niby co?
- Najpierw świat morojów, odkrywając moc ducha, później świat dampirów, dzięki zezwoleniu na związki, a następnie mój, dając mi miłość i dzieci.- popatrzył na mnie z taką miłością, że aż poczułam ciepło rozlewające się po moim ciele od serca.
Jednak i z tym pojawiły się mroczne myśli, które zasłoniły mój dobry humor niczym chmury burzowe. Potarłam ramiona, na których pojawiła się gęsia skórka.
- I w świecie strzyg.- szepnęłam.
- Nie rozumiem?- Dymitr spojrzał na mnie pytająco.
- Na przykład przemienianie każdego, kogo się zjadło. Albo mój sztylet.
- Roza, to tylko znaczy, że jesteś wyjątkowa. Żadna struga wcześnie na to nie wpadła. Sam tego nie rozumiem. Ale to nie dla nas problem. Wszystko już jest dobrze, tak?
- No nie do końca.- podeszłam do wiaderka z szampanem i wzięłam napój.- To wiele zmienia. Jeśli strzygi opanują walkę mieczami, sami będziemy musieli się na nie przerzucić. Nowe bronie, nowe techniki, nowy program nauczania. Otworzysz?- podałam mu butelkę.
- Na pewno nie będzie tak źle. Skoro byłaś pierwsza, która na to wpadła w historii po dwóch tysiącach lat, to drugiej nie będzie jeszcze drugie tyle, jeśli w ogóle. Strzygi są zbyt próżne i...- wystrzelił korkiem.- dzikie. Kierują się tylko instynktem.
Kątem oka zobaczyłam, że mój mąż włączył autopilota i ruszył ze mną na środek pokładu.
- To dziwne.- nalałam napoju do dwóch kieliszków, z czego jeden podałam strażnikowi.- Z moich wspomnień z tego okresu, mało rzeczy pokrywa się z naszymi lekcjami i tym co mówiłeś.- położyłam się na pokładzie, a on na przeciwko mnie.- Ja... nie wiem jak to powiedzieć, ale jakbym była bardziej uparta i dlatego tak szybko zdobyłam władzę. Też to zastraszanie. I kiedyś mówiłeś, ze pamiętasz to jak przez mgłę, a ja pamiętam to dokładnie, ze szczegółami.
- Może masz rację. Na ciebie i twoje życie duży wpływ miała magia. Mogło się to odbić na tobie i mamy takie efekty.- pociągnął łyk.
- Może. Ale my tu gadu gadu, a słoneczko nam ucieka.
Wstałam i zrzuciłam z siebie sukienkę. Z torby wyciągnęłam olejek do opalania i podałam Rosjaninowi.
- No a góra?- spytał.
- Jaka góra?- nie rozumiałam.
- Miałaś ściągnąć też górę stroju.- uśmiechnął się wyczekująco.
- No chyba żartujesz?!
- Jestem absolutnie poważny.- uśmiech znikł, ale nie na więcej niż dziesięć sekund.
- Nie ma mowy. Jeszcze ktoś mnie zobaczy.- usiadłam obok niego.
- A niedawno szukałeś plaży dla nudystów. A ja ci specjalnie zapewniłem miejsce na opalanie topless. No Roza, mnie się wstydzisz. Rozejrzyj się, żywej duszy nie ma.
Miał rację. Westchnęłam i pociągnęłam za sznurki za plecami.
- Ale tylko stanik.- zastrzegłam.
- Na razie. Majtki będzie łatwo z ciebie ściągnąć.- uśmiechnął się, na co ja rzuciłam mu mordercze spojrzenie.- No wiesz, albo się opalasz cała, albo w ogóle. A takie białe ślady po stroju nie ładnie wyglądają.
- A kto mnie będzie tak oglądał?
- Ja.
- Przecież ciągle powtarzasz, że dla ciebie zawsze jestem piękną.- posłałam mu całusa.
Chciał coś jeszcze powiedzieć, ale chyba nie wiedział co. Z torby wyciągnęłam ręcznik i książkę, po czym rozłożyłam się z tym na środku pokładu. Otworzyłam pierwszą stronę.
- Posmarujesz mnie, czy mam sama?- spytałam, niby od niechcenia.
- Z największą przyjemnością.
Już po chwili poczułam jego ciepłe ręce z chłodnym olejkiem, robiące mi masaż. To było boskie uczucie. Rozpływałam się pod jego dłońmi, aż nagle przestał.
- Ej, czemu przestałeś?- jęknęłam nie zadowolona.
- Bo już cię nasmarowałem.- zaśmiał się.
- A jeśli powiem, że za mało?- spojrzałam na niego kusząco.
- To wtedy- podszedł do mnie zmysłowym krokiem i pochylił się nad moimi plecami, szepcząc mi do ucha.- uznam, że nie chcesz się ocalić i zabiorę cię pod pokład.
Na ras zrobiło mi się gorąco. I czułam, że chcę tego. Już przestałam się zamartwiać tym co było. Szczere rozmowy z ukochanym mi pomogły. Ale byłam głupia. Omal nie zostawiłam go i dzieci. Wszystkich, których kocham i którzy mnie kochają. Dymitr ma rację. Wielu chciałoby mieć takie życie jak my. A ja chciałam to zostawić. Muszę sobie wybaczyć i żyć dalej. To wszystko co zawsze powtarzałam mężowi, czemu uwierzyłam w to, dopiero teraz, gdy moje słowa padły z ust Bielikowa? Nie wiem. Ale wybaczam sobie. Obwinianie się nic mi nie da. Trzeba żyć dalej.
- W Hiszpanii.
- I ty mówisz po hiszpańsku?- zdziwiłam się.
- Tak.- uśmiechnął się cwanie.
- A oni nie rozumieją po angielsku?- nie odpuszczałam.
- Rozumieją, ale ty też.- złapał mnie za dłoń i pociągnął wzdłuż wybrzeża.- A jaka to by była niespodzianka, gdybyś wiedziała co mówię?
- Zgaduję, że cel naszej wyprawy, to też tajemnica.
- Da.- uśmiechnął się, a ja tylko przewróciłam oczami.
Dalej szliśmy w ciszy, aż nie dotarliśmy do portu. Założyliśmy buty i weszliśmy na pomost. Zafascynowana patrzyłam na okazałe żaglówki. Jedne mniejsze, drugie ogromne, jak nasz cały dom.
- Umiesz tym pływać?- spytałam.
- Nie, ale mam patent motorowodniaka, więc sobie popływamy na silniku.- wszedł na coś po prawej stronie.
Spojrzałam tam i zaskoczona zrobiłam kto w tył. Przede mną stała wielka, czerwona motorówki z metalowymi barierkami.na dziobie miała coś a'la schodek i z małą pomocą Rosjanina, weszłam na pokład.
- Mówiłam już, nie nie przestajesz mnie zaskakiwać?- spytałam, rozglądając się po białym pokładzie.
Na środku stała kabina dla kierowcy, czy sternika. Nie znam się, nie orientuję. Przed nią było miejsce dla pasażerów z siedzeniami na brzegach. Co mnie zaskoczyło, na dole już stało wiadro z lodem i szampanem, a przy nim dwa kieliszki. Po obu stronach kabiny znajdowały się schody. Zaciekawiony chciałam tam iść, ale zatrzymał mnie głos ukochanego.
- Roza, złapiesz cumę?- poprosił.
- Tą linkę z przodu?- spytałam, sięgając po nią
- A podobno mieliście gości z wielkiej wody.- przypomniał kpiąco, po czym krzyknął coś po hiszpańsku.
Odpowiedział mu jakiś głos z dołu, na co ze strony strażnika poleciała kolejna komenda i odczepiono nas od pomostu, a Dymitr zaczął cofać.
- To było kilka lat temu. Chciałam się upewnić.- mruknęłam urażona.
- No już się nie obrażaj. Bym z chęcią cię przytulił, niestety muszę sterować. Ale jak chcesz, to sama tu przyjdź, a może dam ci popływać.
- Oj lepiej nie, bo jeszcze coś popsuję.- mimo to, podeszłam i przytuliłam go od tyłu.
- Przecież tu tyko wszystko ulepszasz.
- Ja?- oderwałam głowę od jego pleców i spojrzałam na niego zdziwiona.- A niby co?
- Najpierw świat morojów, odkrywając moc ducha, później świat dampirów, dzięki zezwoleniu na związki, a następnie mój, dając mi miłość i dzieci.- popatrzył na mnie z taką miłością, że aż poczułam ciepło rozlewające się po moim ciele od serca.
Jednak i z tym pojawiły się mroczne myśli, które zasłoniły mój dobry humor niczym chmury burzowe. Potarłam ramiona, na których pojawiła się gęsia skórka.
- I w świecie strzyg.- szepnęłam.
- Nie rozumiem?- Dymitr spojrzał na mnie pytająco.
- Na przykład przemienianie każdego, kogo się zjadło. Albo mój sztylet.
- Roza, to tylko znaczy, że jesteś wyjątkowa. Żadna struga wcześnie na to nie wpadła. Sam tego nie rozumiem. Ale to nie dla nas problem. Wszystko już jest dobrze, tak?
- No nie do końca.- podeszłam do wiaderka z szampanem i wzięłam napój.- To wiele zmienia. Jeśli strzygi opanują walkę mieczami, sami będziemy musieli się na nie przerzucić. Nowe bronie, nowe techniki, nowy program nauczania. Otworzysz?- podałam mu butelkę.
- Na pewno nie będzie tak źle. Skoro byłaś pierwsza, która na to wpadła w historii po dwóch tysiącach lat, to drugiej nie będzie jeszcze drugie tyle, jeśli w ogóle. Strzygi są zbyt próżne i...- wystrzelił korkiem.- dzikie. Kierują się tylko instynktem.
Kątem oka zobaczyłam, że mój mąż włączył autopilota i ruszył ze mną na środek pokładu.
- To dziwne.- nalałam napoju do dwóch kieliszków, z czego jeden podałam strażnikowi.- Z moich wspomnień z tego okresu, mało rzeczy pokrywa się z naszymi lekcjami i tym co mówiłeś.- położyłam się na pokładzie, a on na przeciwko mnie.- Ja... nie wiem jak to powiedzieć, ale jakbym była bardziej uparta i dlatego tak szybko zdobyłam władzę. Też to zastraszanie. I kiedyś mówiłeś, ze pamiętasz to jak przez mgłę, a ja pamiętam to dokładnie, ze szczegółami.
- Może masz rację. Na ciebie i twoje życie duży wpływ miała magia. Mogło się to odbić na tobie i mamy takie efekty.- pociągnął łyk.
- Może. Ale my tu gadu gadu, a słoneczko nam ucieka.
Wstałam i zrzuciłam z siebie sukienkę. Z torby wyciągnęłam olejek do opalania i podałam Rosjaninowi.
- No a góra?- spytał.
- Jaka góra?- nie rozumiałam.
- Miałaś ściągnąć też górę stroju.- uśmiechnął się wyczekująco.
- No chyba żartujesz?!
- Jestem absolutnie poważny.- uśmiech znikł, ale nie na więcej niż dziesięć sekund.
- Nie ma mowy. Jeszcze ktoś mnie zobaczy.- usiadłam obok niego.
- A niedawno szukałeś plaży dla nudystów. A ja ci specjalnie zapewniłem miejsce na opalanie topless. No Roza, mnie się wstydzisz. Rozejrzyj się, żywej duszy nie ma.
Miał rację. Westchnęłam i pociągnęłam za sznurki za plecami.
- Ale tylko stanik.- zastrzegłam.
- Na razie. Majtki będzie łatwo z ciebie ściągnąć.- uśmiechnął się, na co ja rzuciłam mu mordercze spojrzenie.- No wiesz, albo się opalasz cała, albo w ogóle. A takie białe ślady po stroju nie ładnie wyglądają.
- A kto mnie będzie tak oglądał?
- Ja.
- Przecież ciągle powtarzasz, że dla ciebie zawsze jestem piękną.- posłałam mu całusa.
Chciał coś jeszcze powiedzieć, ale chyba nie wiedział co. Z torby wyciągnęłam ręcznik i książkę, po czym rozłożyłam się z tym na środku pokładu. Otworzyłam pierwszą stronę.
- Posmarujesz mnie, czy mam sama?- spytałam, niby od niechcenia.
- Z największą przyjemnością.
Już po chwili poczułam jego ciepłe ręce z chłodnym olejkiem, robiące mi masaż. To było boskie uczucie. Rozpływałam się pod jego dłońmi, aż nagle przestał.
- Ej, czemu przestałeś?- jęknęłam nie zadowolona.
- Bo już cię nasmarowałem.- zaśmiał się.
- A jeśli powiem, że za mało?- spojrzałam na niego kusząco.
- To wtedy- podszedł do mnie zmysłowym krokiem i pochylił się nad moimi plecami, szepcząc mi do ucha.- uznam, że nie chcesz się ocalić i zabiorę cię pod pokład.
Na ras zrobiło mi się gorąco. I czułam, że chcę tego. Już przestałam się zamartwiać tym co było. Szczere rozmowy z ukochanym mi pomogły. Ale byłam głupia. Omal nie zostawiłam go i dzieci. Wszystkich, których kocham i którzy mnie kochają. Dymitr ma rację. Wielu chciałoby mieć takie życie jak my. A ja chciałam to zostawić. Muszę sobie wybaczyć i żyć dalej. To wszystko co zawsze powtarzałam mężowi, czemu uwierzyłam w to, dopiero teraz, gdy moje słowa padły z ust Bielikowa? Nie wiem. Ale wybaczam sobie. Obwinianie się nic mi nie da. Trzeba żyć dalej.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
ROZDZIAŁ 392
- Kiedy moglibyśmy zobaczyć się z dziećmi.- spytała przy śniadaniu.- Stęskniłam się za tymi rozrabiakami i Lili.
- Oni za tobą też. Ciągle tylko " kiedy mama wróci? A czemu do niej nie pojedziemy?"- uśmiechnął się, a mi zrobiło się ciepło na sercu.-Ale czy jesteś gotowa?
- Gdybym nie była, nie chciałabym widzieć ich na oczy.
To cudowne uczucie mieć dzieci, które cię kochają i za tobą tęsknią, nawet jak znikasz na parę godzin. Są od ciebie całkowicie uzależnione, a ty nie widzisz świata po za nimi. To cudowne doświadczenie. Cieszę się, że je mam.
- A jak Lili? Musiała to bardzo przeżyć.- zmartwiłam się.
- No to prawda. Ale bardzo mi pomogła. Wiesz co mi najbardziej utkwiło w pamięci?- patrzyłam na niego wyczekująco.- Gdy uciekaliśmy z domu do samochodu, ona się opierała. Nieźle mi się dostało, za zostawienie cię tam. Powiedziała zdanie, które bardzo mnie wzruszyło. Mianowicie: "Straciłam już jedną mamę, nie chcę stracić kolejnej."- przez cały czas patrzył mi głęboko w oczy.
Nie wiedziałam co powiedzieć. Ta słodka kruszynka traktuje mnie jak mamę. To... piękne. Poczułam pieczenie pod powiekami i po chwili na policzkach poczułam łzy. Naprawdę się wzruszyłam. Ona również jest dla mnie ważna. Szybko chwyciłam serwetkę, ale gdy podniosłam wzrok zamarłam. Dymitr nachylił się w moja stronę i starł mi łzy dłonią. Wtuliłam się w nią.
- Dobrze, że się dziś nie pomalowałam.- uśmiechnęłam się, osuszając oczy.
- Dla mnie to w ogóle głupota. I bez tej warstwy tapety wyglądasz olśniewająco.
- Dziękuję.
Gdyby ktoś patrzył na nas z boku, na pewno uznałby, że jesteśmy piękną parą na urlopie, a nie małżeństwem z dwuletnim stażem, dwójką, a nawet trójką dzieci, zmagającym się z wyrzutami sumienia i mrokami przeszłości.
- A wracając do naszej rozmowy...
- A tak!- na nowo wrócił do swojej pozycji.- Możemy wyjechać w każdej chwili.
- Ale po co od razu wyjeżdżać. No wiesz, urlop nam się przyda. A zwłaszcza rodzinny.- zauważyłam.
- Mogę coś na to poradzić.- mój mąż oparł się o krzesło, wrzucając na talerz serwetkę, którą chwilę wcześniej wytarł sobie twarz.
- Na to liczyłam.
Wstałam i podeszłam do niego kobiecym krokiem. Nachyliłam się, całując go w policzek i ruszyła do hotelu. Po chwili strażnik dogonił mnie, po czym złapał za ramię i przyciągnął do siebie tak, że uderzyłam w jego tors.
- A dokąd to się pani wybiera.- spytał, przesuwając dłonie na moje biodra.
- Chętnie zaczerpnęła bym kąpieli słonecznej, a do tego potrzebny mi strój kąpielowy. Chyba, że znasz jakaś plaże dla nudystów z przystojnym ratownikami.- droczyłam się z nim.
- Przykro mi, ale nie posiadam takich informacji. Jednak znam miejsce, gdzie będziesz mogła opalać się topless, ze mną jedynym, jako ratownik.
- Uważasz, że jesteś dość przystojny?- spytałam z figlarnym uśmieszkiem.
- Tak. I nie będzie tam żadnych zboczeńców, gapiących się bezprawnie na moją kobietę.
- Patrzeć na świat nikomu nie zabroniono.- zauważyłam.
- Roza, nie przeginaj, bo jedyna twoja kąpiel będzie w naszej wannie.- pogroził.
Poddałam się i ruszyłam za nim do hotelu. Przypomniałam sobie, że nie may żadnych strojów kąpielowych. Otworzyłam szafę w poszukiwaniu czegoś na zastępstwo i wyobraźcie sobie moje zdziwienie, gdy zobaczyłam nasze rzeczy, których wcześniej nie było.
- Poleciłem, żeby nam je przywieźli.- wytłumaczył mój ukochany, widząc, że od 5 minut wpatruję się w otwartą szafę.
Wzruszyłam ramionami i wzięłam niebieskie bikini z jaśniejszymi kółkami i dwoma metalowymi pierścieniami po obu stronach bioder. Na to założyłam białą, zwiewną sukienkę do kolan, na ramiączkach, a do tego białe sandały z korkowym spodem. Po chwili z łazienki wyszedł Rosjanin z niebieską koszulką na ramiączkach, idealnie przylegająca do jego umięśnionego brzucha i beżowych sportach. Wziął torbę i spakował tam ręczniki, mleczko do opalania, komórki i oczywiście jakiś swój western. Jednak pamiętając nasz miesiąc miodowy, wzięłam pierwszą lepszą książkę z półki, która nie była westernem i wcisnęłam mu przez ramię. Wyciągnął ją i spojrzał na tytuł.
- Będziesz czytać "Intruza"?- spytał, pokazując mi czarną okładkę z połową twarzy ze szczególnym zbliżeniem na oko.
- Książka jak każda inna.- wzruszyłam ramionami.
- Z nimi jest jak z kobietami.- uznał, wkładając lekturę do torby.- Z wierzchu niby wszystkie takie same, ale jak się wgłębisz w jej treść, zobaczysz, że każda jest inna.
Ruszyliśmy do wyjścia. Po drodze Bielikow sięgnął po dwa słomiane kapelusze z czego jeden założył mi na głowie. Ja za to wzięłam nam okulary przeciwsłoneczne.
- Mam nadzieję, że dziewczyn nie zmienisz za każdym razem, gdy poznasz ich historię.
- Staram się z każdą dobrą zachować kontakt, ale tylko jedna zostanie ba zawsze bliska memu sercu.- objął mnie ramieniem, a ja się w niego wtuliłam.
Po wyjściu skierowaliśmy się na plażę. Przy samym jej początku, zajęłam buty i rozkoszowałam się ciepłem małych drobinek piasku pod stopami. Jednak zamiast w stronę fal, szliśmy środkiem, wzdłuż wody. Ziarenka zaczęły mnie parzyć, kiedy zobaczyłam średniej wielkości budkę. Z ulgą stanęłam na drewnianym podejście przed nią i przeczytałam szyld, ogłaszający, że jesteśmy w wypożyczalni. Dymitr wymienił się uściskiem dłoni i kilkoma zdaniami z jakimś chłopakiem, około dwudziestu dwu letnim. Co mnie zaskoczyło, nie był to ani angielski, ani rosyjski, a mój mąż nawet się nie zająknął. Po chwili opalony blondyn wrócił do środka budki.
- Kiedy przestaniesz ukrywać swoje talenty Towarzyszu?- spojrzałam na niego, opierając się o ścianę budynku ze skrzyżowanymi rękoma.
- Nie przeczytałabyś książki, gdybym zdradził ci jej fabułę.- uśmiechnął się cwanie.
- Prędzej, niż gdybyś wyrwał z niej kilka stron.- odwróciłam się na pięcie i poszłam w stronę wody.
Poczułam ulgę, gdy chłodna fala obmyła mi nogi. Zamknęłam oczy, rozkoszując się zapachem i dźwiękami oceanu. Nagle ktoś wziął mnie w ramiona jak pannę młodą. Otworzyłam natychmiast oczy.
- O nie, nie, nie! Nie rób tego! Bielikow! Postaw mnie na ziemię, przy plaży.- krzyczałam, kiedy coraz bardziej oddalał się od brzegu.
- Nie muszę wyrywać kartek. Wystarczy, że zrobię zaskakujący zwrot akcji.- uśmiechnął się cwanie i mnie wypuścił.
W ostatniej chwili nabrałam powietrza, przed tym jak cała znałam się pod wodą. Stanęłam na piaszczystym dnie, wynurzyłam się, cała opierając wodą. Usłyszałam śmiech strażnika i rzuciłam się na niego. Chwilę się goniliśmy i bawiliśmy w wodzie, uśmiechając się szeroko.
- Oni za tobą też. Ciągle tylko " kiedy mama wróci? A czemu do niej nie pojedziemy?"- uśmiechnął się, a mi zrobiło się ciepło na sercu.-Ale czy jesteś gotowa?
- Gdybym nie była, nie chciałabym widzieć ich na oczy.
To cudowne uczucie mieć dzieci, które cię kochają i za tobą tęsknią, nawet jak znikasz na parę godzin. Są od ciebie całkowicie uzależnione, a ty nie widzisz świata po za nimi. To cudowne doświadczenie. Cieszę się, że je mam.
- A jak Lili? Musiała to bardzo przeżyć.- zmartwiłam się.
- No to prawda. Ale bardzo mi pomogła. Wiesz co mi najbardziej utkwiło w pamięci?- patrzyłam na niego wyczekująco.- Gdy uciekaliśmy z domu do samochodu, ona się opierała. Nieźle mi się dostało, za zostawienie cię tam. Powiedziała zdanie, które bardzo mnie wzruszyło. Mianowicie: "Straciłam już jedną mamę, nie chcę stracić kolejnej."- przez cały czas patrzył mi głęboko w oczy.
Nie wiedziałam co powiedzieć. Ta słodka kruszynka traktuje mnie jak mamę. To... piękne. Poczułam pieczenie pod powiekami i po chwili na policzkach poczułam łzy. Naprawdę się wzruszyłam. Ona również jest dla mnie ważna. Szybko chwyciłam serwetkę, ale gdy podniosłam wzrok zamarłam. Dymitr nachylił się w moja stronę i starł mi łzy dłonią. Wtuliłam się w nią.
- Dobrze, że się dziś nie pomalowałam.- uśmiechnęłam się, osuszając oczy.
- Dla mnie to w ogóle głupota. I bez tej warstwy tapety wyglądasz olśniewająco.
- Dziękuję.
Gdyby ktoś patrzył na nas z boku, na pewno uznałby, że jesteśmy piękną parą na urlopie, a nie małżeństwem z dwuletnim stażem, dwójką, a nawet trójką dzieci, zmagającym się z wyrzutami sumienia i mrokami przeszłości.
- A wracając do naszej rozmowy...
- A tak!- na nowo wrócił do swojej pozycji.- Możemy wyjechać w każdej chwili.
- Ale po co od razu wyjeżdżać. No wiesz, urlop nam się przyda. A zwłaszcza rodzinny.- zauważyłam.
- Mogę coś na to poradzić.- mój mąż oparł się o krzesło, wrzucając na talerz serwetkę, którą chwilę wcześniej wytarł sobie twarz.
- Na to liczyłam.
Wstałam i podeszłam do niego kobiecym krokiem. Nachyliłam się, całując go w policzek i ruszyła do hotelu. Po chwili strażnik dogonił mnie, po czym złapał za ramię i przyciągnął do siebie tak, że uderzyłam w jego tors.
- A dokąd to się pani wybiera.- spytał, przesuwając dłonie na moje biodra.
- Chętnie zaczerpnęła bym kąpieli słonecznej, a do tego potrzebny mi strój kąpielowy. Chyba, że znasz jakaś plaże dla nudystów z przystojnym ratownikami.- droczyłam się z nim.
- Przykro mi, ale nie posiadam takich informacji. Jednak znam miejsce, gdzie będziesz mogła opalać się topless, ze mną jedynym, jako ratownik.
- Uważasz, że jesteś dość przystojny?- spytałam z figlarnym uśmieszkiem.
- Tak. I nie będzie tam żadnych zboczeńców, gapiących się bezprawnie na moją kobietę.
- Patrzeć na świat nikomu nie zabroniono.- zauważyłam.
- Roza, nie przeginaj, bo jedyna twoja kąpiel będzie w naszej wannie.- pogroził.
Poddałam się i ruszyłam za nim do hotelu. Przypomniałam sobie, że nie may żadnych strojów kąpielowych. Otworzyłam szafę w poszukiwaniu czegoś na zastępstwo i wyobraźcie sobie moje zdziwienie, gdy zobaczyłam nasze rzeczy, których wcześniej nie było.
- Poleciłem, żeby nam je przywieźli.- wytłumaczył mój ukochany, widząc, że od 5 minut wpatruję się w otwartą szafę.
Wzruszyłam ramionami i wzięłam niebieskie bikini z jaśniejszymi kółkami i dwoma metalowymi pierścieniami po obu stronach bioder. Na to założyłam białą, zwiewną sukienkę do kolan, na ramiączkach, a do tego białe sandały z korkowym spodem. Po chwili z łazienki wyszedł Rosjanin z niebieską koszulką na ramiączkach, idealnie przylegająca do jego umięśnionego brzucha i beżowych sportach. Wziął torbę i spakował tam ręczniki, mleczko do opalania, komórki i oczywiście jakiś swój western. Jednak pamiętając nasz miesiąc miodowy, wzięłam pierwszą lepszą książkę z półki, która nie była westernem i wcisnęłam mu przez ramię. Wyciągnął ją i spojrzał na tytuł.
- Będziesz czytać "Intruza"?- spytał, pokazując mi czarną okładkę z połową twarzy ze szczególnym zbliżeniem na oko.
- Książka jak każda inna.- wzruszyłam ramionami.
- Z nimi jest jak z kobietami.- uznał, wkładając lekturę do torby.- Z wierzchu niby wszystkie takie same, ale jak się wgłębisz w jej treść, zobaczysz, że każda jest inna.
Ruszyliśmy do wyjścia. Po drodze Bielikow sięgnął po dwa słomiane kapelusze z czego jeden założył mi na głowie. Ja za to wzięłam nam okulary przeciwsłoneczne.
- Mam nadzieję, że dziewczyn nie zmienisz za każdym razem, gdy poznasz ich historię.
- Staram się z każdą dobrą zachować kontakt, ale tylko jedna zostanie ba zawsze bliska memu sercu.- objął mnie ramieniem, a ja się w niego wtuliłam.
Po wyjściu skierowaliśmy się na plażę. Przy samym jej początku, zajęłam buty i rozkoszowałam się ciepłem małych drobinek piasku pod stopami. Jednak zamiast w stronę fal, szliśmy środkiem, wzdłuż wody. Ziarenka zaczęły mnie parzyć, kiedy zobaczyłam średniej wielkości budkę. Z ulgą stanęłam na drewnianym podejście przed nią i przeczytałam szyld, ogłaszający, że jesteśmy w wypożyczalni. Dymitr wymienił się uściskiem dłoni i kilkoma zdaniami z jakimś chłopakiem, około dwudziestu dwu letnim. Co mnie zaskoczyło, nie był to ani angielski, ani rosyjski, a mój mąż nawet się nie zająknął. Po chwili opalony blondyn wrócił do środka budki.
- Kiedy przestaniesz ukrywać swoje talenty Towarzyszu?- spojrzałam na niego, opierając się o ścianę budynku ze skrzyżowanymi rękoma.
- Nie przeczytałabyś książki, gdybym zdradził ci jej fabułę.- uśmiechnął się cwanie.
- Prędzej, niż gdybyś wyrwał z niej kilka stron.- odwróciłam się na pięcie i poszłam w stronę wody.
Poczułam ulgę, gdy chłodna fala obmyła mi nogi. Zamknęłam oczy, rozkoszując się zapachem i dźwiękami oceanu. Nagle ktoś wziął mnie w ramiona jak pannę młodą. Otworzyłam natychmiast oczy.
- O nie, nie, nie! Nie rób tego! Bielikow! Postaw mnie na ziemię, przy plaży.- krzyczałam, kiedy coraz bardziej oddalał się od brzegu.
- Nie muszę wyrywać kartek. Wystarczy, że zrobię zaskakujący zwrot akcji.- uśmiechnął się cwanie i mnie wypuścił.
W ostatniej chwili nabrałam powietrza, przed tym jak cała znałam się pod wodą. Stanęłam na piaszczystym dnie, wynurzyłam się, cała opierając wodą. Usłyszałam śmiech strażnika i rzuciłam się na niego. Chwilę się goniliśmy i bawiliśmy w wodzie, uśmiechając się szeroko.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
czwartek, 16 lutego 2017
ROZDZIAŁ 391
Obudziłem się bardzo wypoczęty i zauważyłem, że Roza mi się przypatruje.
- Dzień dobry, kochanie.- uśmiechnąłem się do niej, przyciągając ręce, po czym na nowo uwięziłem ją w swoich ramionach.
- Hej Towarzyszu.- uśmiechnęła się.
- Ktoś ma tu dobry humor.- zauważyłem.
- Trochę przemyślałam wczorajszy dzień i masz rację. Może nie uda się od razu, ale spróbuję cieszyć się życiem.
- Nie martw się, ja już ci w tym pomogę.- zacząłem całować ją po szyi.
- Dymitr, nie.
Jednak się nie zraziłem i przełożyłem rękę i nogę tak, że była pode mną i... zacząłem ją łaskotać. Rzucała się ze śmiechu po całym łóżku.
- Dymitr! Wystarczy!-krzyczała między śmiechem, a ja przerwałem.- Już...już mam dosyć.
Oddychaliśmy głośno, a ja się pochyliłem i schowałem głowę w poduszce, na której porozrzucane były jej włosy, zaciągając się zapachem. Podnosząc się połaskotałem nosem, szyję mojej żony. Jak ja ją kocham. Pomogłem jej wstać.
- Ale jestem głodna.- słowa dampirzycy potwierdziło burczenie w brzuchu i oboje się zaśmialiśmy.
- Nie pozwolę ci więcej iść spać bez kolacji.- stwierdziłem.
Zaczęliśmy się ubierać.
ROSE
- Dymitr.- usiadłam obok strażnik na łóżku, zakładając spodnie.- Naprawdę myślisz, że jesteśmy sobie przeznaczeni?
- No pewnie. A ty w to wątpisz?- spojrzał na mnie.
- Nie wiem.- przyznałam, spuszczając głowę.
- Wierzysz słowom mojej babci?- spytał.
- Co mnie przeraża, z każdym coraz bardziej.
- Kiedyś mi powiedziała, że przeznaczone mi być z różą.- wspominał.- Nie brałem tego dosłownie. Jak jeszcze w młodszym wieku interesowały mnie dziewczyny, szukałem pięknej, delikatnej, ale i z charakterem. Głównie szukałem w morojkach, no bo wiesz.... wcześniej nie wiedziałem... chciałem dbać o nasz gatunek i...- słodkie było patrzenie jak się zmieszał.
Cmoknęłam go w policzek.
- Spokojnie, rozumiem.- zapewniłam go z uśmiechem, ściskając mu dłoń.- No i co dalej?- spytałam ciekawa.
- No i żadnej nie znalazłem. Albo miała tylko jedną z tych cech, albo coś nam nie wyszło. Pamiętam jak z przyjacielem próbowałem się przedostać pod balkon jednej takiej dziewczyny, Oli, chyba nie kojarzysz.- uśmiechnął się znacząco.- Przechodząc przez żywopłot, zahaczyłem się i spadłem w krzak róż. Wtedy Alan spytał, czy to o taką różę mi chodziło, a ja powiedziałem, że od mojej tyłek będzie mnie mniej boleć. - zachichotał, a ja mu zawtórowałam.- W końcu przestałem się zajmować dziewczynami, a zacząłem ćwiczyć, ćwiczyć i ćwiczyć, aż nie zostałem strażnikiem. I pewnego dnia dostałem zlecenie złapania dwóch uciekinierek. Gdy zobaczyłem twoje imię, wystraszyłem się. Wcześniej nie spotkałem na swojej drodze żadnej Rose, Rozy czy Róży. Błagałem tylko, abyś nie okazała się Tą Różą. Wtedy oznaczało to tylko kłopoty. Po pierwsze wiek, po drugie zawód, po trzecie jeden podopieczny. Sądziłem, że to za wiele przeszkód jak na przeznaczenie. Ale gdy Cię zobaczyłem na żywo, po całym dniu, w którym mogłem poznać twój charakter i dokonać pierwszej oceny, wiedziałem, że przepadłem z kretesem.
- Ach, ten urok osobisty.- zarzuciłam włosami.- Przyciąga tylu mężczyzn.
- Mój też musiał zadziałać, skoro to ja jestem... no prawie pierwszym.- uśmiechnął się.
- Czemu prawie?- zmarszczyłam brwi.
- Pierwszym, którego pokochałaś, z którym chodziłaś tak na serio, pierwszym z którym się kochałaś i pierwszym twoim mężem. Ale nie mogłem liczyć na twój pierwszy pocałunek.- rozmarzył się.
- Ale nasz pierwszy pocałunek, jak i każdy kolejny, był 100 razy lepszy od wszystkich moich poprzednich.
- I wymuszony.- zauważył.
- No wiesz. Zależy jak kto patrzy.- spojrzał na mnie zdziwiony.- Przynajmniej był z pełnymi emocjami. Tylko czemu wciąż zaliczasz to do złych wspomnień?
- Roza...- westchnął.- Obwiniam się, że gdyby nie Lissa w potrzebie, zapewne wtedy mielibyśmy swój pierwszy raz.
- Ale nic się nie stało.- powiedziałam dobitnie.
- Ale mogło się stać.- wstał i zaczął desperacko chodzić po pokoju.- Mogło, bo ja nie umiałem się temu przeciwstawić.
- To było silne zaklęcie, a to właśnie ty się odsunąłeś i wyrzuciłeś naszyjnik.- wstałam i stanęłam przed nim, zarzucając mu ręce na kark.- Gdyby nie ty, nie wiem, co by się stało z Lissą. Dziękuję.
Złączyłam nasze usta w delikatnym pocałunku i poczułam, że chichocze. Zaczął mówić między pocałunki
- Chyba trochę... spóźnione te... podziękowania.- odsunęłam się od niego.- Ale nie znaczy, że mi się nie podobają.
Przyciągnął mnie do siebie, obejmując w pasie i ponownie łącząc nasze usta. Powiem tyle, że gdyby mnie nie trzymał, miałabym bliskie spotkanie z podłogą. Jego pocałunki zwalają z nóg. Oddałam go, a gdy poprosił o dostęp, dałam mu go natychmiast. Pogłębił pocałunek, schodząc dłońmi coraz niżej. Zaczęłam czochrać jego włosy, drapiąc mu przy okazji głowę, na co zamruczał gardłowo. Złapał mnie za uda, a ja automatycznie oplotłam go nogami w pasie. Na plecach poczułam ścianę, gdy pocałunki stały się bardziej namiętne. Jednak kiedy chwycił za brzeg mojej bluzki, złapałam go za dłoń i przerzuciłam sobie przez ramię. Niestety zabrakło nam powietrza.
- Jeszcze nie teraz Towarzyszu...- próbowałam unormować oddech.- Jeszcze nie teraz.
- Dobrze Roza. Zaczekam.
Nie byłam jeszcze gotowa, po tym, jak go zdradzałam. Dalej nie mogę uwierzyć, że wszystko mi wybaczyć, ale już mi jakoś łatwiej tak żyć. Dzięki temu, że jest ze mną i pomaga mi przez to przejść. Postanowiłam to obrócić trochę w żart.
- To też, ale jestem potwornie głodna i mogłabym przy okazji cię zjeść.- zachichotałam.
- O nie! To musimy szybko nakarmić, tego potworka w tobie.- pociągnął mnie ze śmiechem do drzwi, ale przy nich zatrzymał się i położył na ścianie ręce, nie dając mi żadnej możliwości ucieczki.- Kocham Cię Roza.
Niesamowite z jaką łatwością odpowiedziałam. A jeszcze bardziej zaskakujące, że była to prawda.
- Też Cię Kocham Towarzyszu.- uśmiechnęłam się do niego promiennie.
Oczy mu się rozszerzyły ze zdziwienia. Nim zdążyłam cokolwiek zrobić, uwięził mnie w swoich ramionach i zaczął się ze mną kręcić. Był taki szczęśliwy.
- Dzień dobry, kochanie.- uśmiechnąłem się do niej, przyciągając ręce, po czym na nowo uwięziłem ją w swoich ramionach.
- Hej Towarzyszu.- uśmiechnęła się.
- Ktoś ma tu dobry humor.- zauważyłem.
- Trochę przemyślałam wczorajszy dzień i masz rację. Może nie uda się od razu, ale spróbuję cieszyć się życiem.
- Nie martw się, ja już ci w tym pomogę.- zacząłem całować ją po szyi.
- Dymitr, nie.
Jednak się nie zraziłem i przełożyłem rękę i nogę tak, że była pode mną i... zacząłem ją łaskotać. Rzucała się ze śmiechu po całym łóżku.
- Dymitr! Wystarczy!-krzyczała między śmiechem, a ja przerwałem.- Już...już mam dosyć.
Oddychaliśmy głośno, a ja się pochyliłem i schowałem głowę w poduszce, na której porozrzucane były jej włosy, zaciągając się zapachem. Podnosząc się połaskotałem nosem, szyję mojej żony. Jak ja ją kocham. Pomogłem jej wstać.
- Ale jestem głodna.- słowa dampirzycy potwierdziło burczenie w brzuchu i oboje się zaśmialiśmy.
- Nie pozwolę ci więcej iść spać bez kolacji.- stwierdziłem.
Zaczęliśmy się ubierać.
ROSE
- Dymitr.- usiadłam obok strażnik na łóżku, zakładając spodnie.- Naprawdę myślisz, że jesteśmy sobie przeznaczeni?
- No pewnie. A ty w to wątpisz?- spojrzał na mnie.
- Nie wiem.- przyznałam, spuszczając głowę.
- Wierzysz słowom mojej babci?- spytał.
- Co mnie przeraża, z każdym coraz bardziej.
- Kiedyś mi powiedziała, że przeznaczone mi być z różą.- wspominał.- Nie brałem tego dosłownie. Jak jeszcze w młodszym wieku interesowały mnie dziewczyny, szukałem pięknej, delikatnej, ale i z charakterem. Głównie szukałem w morojkach, no bo wiesz.... wcześniej nie wiedziałem... chciałem dbać o nasz gatunek i...- słodkie było patrzenie jak się zmieszał.
Cmoknęłam go w policzek.
- Spokojnie, rozumiem.- zapewniłam go z uśmiechem, ściskając mu dłoń.- No i co dalej?- spytałam ciekawa.
- No i żadnej nie znalazłem. Albo miała tylko jedną z tych cech, albo coś nam nie wyszło. Pamiętam jak z przyjacielem próbowałem się przedostać pod balkon jednej takiej dziewczyny, Oli, chyba nie kojarzysz.- uśmiechnął się znacząco.- Przechodząc przez żywopłot, zahaczyłem się i spadłem w krzak róż. Wtedy Alan spytał, czy to o taką różę mi chodziło, a ja powiedziałem, że od mojej tyłek będzie mnie mniej boleć. - zachichotał, a ja mu zawtórowałam.- W końcu przestałem się zajmować dziewczynami, a zacząłem ćwiczyć, ćwiczyć i ćwiczyć, aż nie zostałem strażnikiem. I pewnego dnia dostałem zlecenie złapania dwóch uciekinierek. Gdy zobaczyłem twoje imię, wystraszyłem się. Wcześniej nie spotkałem na swojej drodze żadnej Rose, Rozy czy Róży. Błagałem tylko, abyś nie okazała się Tą Różą. Wtedy oznaczało to tylko kłopoty. Po pierwsze wiek, po drugie zawód, po trzecie jeden podopieczny. Sądziłem, że to za wiele przeszkód jak na przeznaczenie. Ale gdy Cię zobaczyłem na żywo, po całym dniu, w którym mogłem poznać twój charakter i dokonać pierwszej oceny, wiedziałem, że przepadłem z kretesem.
- Ach, ten urok osobisty.- zarzuciłam włosami.- Przyciąga tylu mężczyzn.
- Mój też musiał zadziałać, skoro to ja jestem... no prawie pierwszym.- uśmiechnął się.
- Czemu prawie?- zmarszczyłam brwi.
- Pierwszym, którego pokochałaś, z którym chodziłaś tak na serio, pierwszym z którym się kochałaś i pierwszym twoim mężem. Ale nie mogłem liczyć na twój pierwszy pocałunek.- rozmarzył się.
- Ale nasz pierwszy pocałunek, jak i każdy kolejny, był 100 razy lepszy od wszystkich moich poprzednich.
- I wymuszony.- zauważył.
- No wiesz. Zależy jak kto patrzy.- spojrzał na mnie zdziwiony.- Przynajmniej był z pełnymi emocjami. Tylko czemu wciąż zaliczasz to do złych wspomnień?
- Roza...- westchnął.- Obwiniam się, że gdyby nie Lissa w potrzebie, zapewne wtedy mielibyśmy swój pierwszy raz.
- Ale nic się nie stało.- powiedziałam dobitnie.
- Ale mogło się stać.- wstał i zaczął desperacko chodzić po pokoju.- Mogło, bo ja nie umiałem się temu przeciwstawić.
- To było silne zaklęcie, a to właśnie ty się odsunąłeś i wyrzuciłeś naszyjnik.- wstałam i stanęłam przed nim, zarzucając mu ręce na kark.- Gdyby nie ty, nie wiem, co by się stało z Lissą. Dziękuję.
Złączyłam nasze usta w delikatnym pocałunku i poczułam, że chichocze. Zaczął mówić między pocałunki
- Chyba trochę... spóźnione te... podziękowania.- odsunęłam się od niego.- Ale nie znaczy, że mi się nie podobają.
Przyciągnął mnie do siebie, obejmując w pasie i ponownie łącząc nasze usta. Powiem tyle, że gdyby mnie nie trzymał, miałabym bliskie spotkanie z podłogą. Jego pocałunki zwalają z nóg. Oddałam go, a gdy poprosił o dostęp, dałam mu go natychmiast. Pogłębił pocałunek, schodząc dłońmi coraz niżej. Zaczęłam czochrać jego włosy, drapiąc mu przy okazji głowę, na co zamruczał gardłowo. Złapał mnie za uda, a ja automatycznie oplotłam go nogami w pasie. Na plecach poczułam ścianę, gdy pocałunki stały się bardziej namiętne. Jednak kiedy chwycił za brzeg mojej bluzki, złapałam go za dłoń i przerzuciłam sobie przez ramię. Niestety zabrakło nam powietrza.
- Jeszcze nie teraz Towarzyszu...- próbowałam unormować oddech.- Jeszcze nie teraz.
- Dobrze Roza. Zaczekam.
Nie byłam jeszcze gotowa, po tym, jak go zdradzałam. Dalej nie mogę uwierzyć, że wszystko mi wybaczyć, ale już mi jakoś łatwiej tak żyć. Dzięki temu, że jest ze mną i pomaga mi przez to przejść. Postanowiłam to obrócić trochę w żart.
- To też, ale jestem potwornie głodna i mogłabym przy okazji cię zjeść.- zachichotałam.
- O nie! To musimy szybko nakarmić, tego potworka w tobie.- pociągnął mnie ze śmiechem do drzwi, ale przy nich zatrzymał się i położył na ścianie ręce, nie dając mi żadnej możliwości ucieczki.- Kocham Cię Roza.
Niesamowite z jaką łatwością odpowiedziałam. A jeszcze bardziej zaskakujące, że była to prawda.
- Też Cię Kocham Towarzyszu.- uśmiechnęłam się do niego promiennie.
Oczy mu się rozszerzyły ze zdziwienia. Nim zdążyłam cokolwiek zrobić, uwięził mnie w swoich ramionach i zaczął się ze mną kręcić. Był taki szczęśliwy.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
środa, 15 lutego 2017
ROZDZIAŁ 390
Przytuliłem ją do siebie, po czym czułem jak trzęsie się od płaczu. Nic nie mówiłem, tylko tuliłem ją i głaskałem po plecach. Gdy się uspokoiła, wróciliśmy do pokoju. Ja pierwszy poszedłem się myć, ona druga. W parku spędziliśmy całe popołudnie, a kolacji nie chcieliśmy jeść. Położyłem się na wielkim łóżku z białą pościelą, ozdobioną żółtymi, szerokimi paskami po obu bokach z motywem jesiennych liści. Całość dopełniono wzorami ze złotych nici. Calu pokój był zachowany w bieli z żółtymi lub pomarańczowym dodatkami, a na podłodze ułożono ciemne, brązowe panele. Po chwili wróciła Roza, białej koszuli nocnej. Na chwilę się zatrzymała przed balkonem i patrzyła na zachodzące słońce. Wyglądała jak anioł. Podszedłem do niej od tyłu i ją przytuliłem. Lekko się spięła, ale nie odsunęła. Gdy słońce już zniknęło, patrzyliśmy chwilę na nocne niebo. Nagle moja żona zaczęła pocierać dłońmi zmarznięte ramiona, więc pocałował jej szyję i poszedłem zamknąć drzwi balkonowe.
- Dlaczego to robisz?- spytała dampirzyca, siadając na łóżku.- Czemu wciąż tu jesteś?
- Jakbym nie mógł być. Kocham Cię i jesteś moim całym życiem.- ukląkłem przed nią i złapałem ją za dłonie.- Chcę być przy tobie zawsze i wszędzie. Ty też byłaś przy mnie, choć cię odpychałem. Nie poddałaś się i mnie uratowałaś. A ja uratuję ciebie. Obiecuję kochanie.- pocałowałem jej dłonie, nie spuszczając wzroku z brązowych oczu.
- Po tym co ci zrobiłam?
- Ja zrobiłem więcej, gorszych rzeczy. Względem ciebie i innych. Byłem strzygą około 4 miesiące, a ty tylko jeden. Zabiłem więcej osób, dłużej siałem postrach i dłużej ciebie więziłem. Codziennie piłem twoją krew, nawet nie pytając cię o zdanie, a ty niepewnie raz wypiłaś moją i jeszcze sam musiałem cię namówić. Uderzyłem cię, co jest już kompletnie nie wybaczalne. A ty mi to wybaczyłaś, dodatkowo mówiąc, że to nie moja wina. I to dzięki tobie następne lata były najlepszymi w moim życiu i będą takie kolejne. Obiecuję ci.
- Ale ty nie zdradzałeś mnie codziennie. Żadna suka nie dotykała cię tam, gdzie tyko ja mogę z trzy razy dziennie.
- Ale zdradziłem. To powiem to jeszcze raz. Cokolwiek nie zrobiła strzyga, to ci to wybaczam, ale to nie byłaś ty. Wierzę, że ty byś nigdy tego nie zrobiła, więc nie widzę problemu, aby udowodnić, że nie byłaś sobą.
Roza wyrwała się i podeszła do lustra.
- A jeśli byłam? A jeśli dalej jestem?- wpatrywała się w swoje odbicie.
- A czy ja jestem? A jeśli uważasz się za winną, to znaczy, że obwiniasz również mnie.
- Wcale, że nie.
- Albo jesteśmy oboje winni, albo niewinni.
- Ale ty jesteś w innej sytuacji.- zniecierpliwiona zaczęła na mnie krzyczeć.- Czy ty byłeś połączony pocałunkiem cienia? Albo miałeś więź ze mną za pomocą błogosławieństwa Chorsu? Nie! Nie wiadomo co się w takim przypadku stanie ze strzygą, nie mówiąc już o tym, że nie zostałam odmieniona mocą ducha.
- Ale ja cię odmieniłem moją miłością, a to najpotężniejsza moc.
- Nie widzisz ile na naszej drodze jest przeciwstawień. Może to wszystko są znaki? Może nie możemy być razem? I nie jesteśmy sobie przeznaczeni?
- Nawet tak nie mów.- wstałem i zbliżyłem się do niej.- Wiem, że jesteś moim przeznaczeniem. Chociażby to, że te przeszkody nas nie pokonały i jesteśmy razem, mamy piękny dom, dwójkę pięknych dzieci, psa i czego dusza zapragnie. Na to wszystko wspólnie zapracowaliśmy i musimy zawsze o to walczyć. Nie można się poddać.
- A jeśli będziesz szczęśliwy beze mnie?- szepnęła bardzo cicho, ale to usłyszałem.
Odwróciłem ją gwałtownie w swoją stronę i spojrzałem w jej piękne oczy.
- Moje szczęście jest tam, gdzie ty. Nie umiem już bez ciebie żyć. To życie byłoby szare, smutne, puste, wypełnione bólem i samotnością. A ja nie chcę takiego życia. I gdziekolwiek byś się nie ukryła, uciekła i tak cię znajdę. Chyba, że...- głos mi się załamał i odwróciłem wzrok.- że to ty będziesz szczęśliwa beze mnie.
Skierowała moją twarz na siebie.
- Ja bez ciebie nie istnieję.- szepnęła, patrząc mi w oczy i mnie pocałowała.
Wziąłem ją na ręce, oddając pocałunek i położyłem na łóżku. Następnie ułożyłem się obok niej i pocałowałem ją w czoło, gdy się we mnie wtuliła.
- Śpij Roza. Wszystko się ułoży.
- Dobranoc Towarzyszu.
Chwilę później jej oddech się uspokoił, a następnie sam zasnąłem.
Obudziłem się w środku nocy i przewróciłem się na bok, szukając Rozy. Ale jej nie było. Podniosłem się do siadu i zauważyłem zapalone światło w łazience. Usłyszałem szloch ukochanej, więc postanowiłem tam zajrzeć. To co zobaczyłem, sparaliżowało mnie. Ale tylko ma sekundę. Podbiegłem do dziewczyny, siedzącej na kafelkach i wyrwałem jej sztylet z rąk, odrzucając go w kąt. Gdy ją przytuliłem, rozpłakała się jeszcze bardziej i ja sam zacząłem płakać.
- Roza... dlaczego? Dlaczego chciałaś to zrobić? Zostawić mnie i dzieci? Aż tak mnie nienawidzisz?- głos mi się załamał.
- Ja... ja muszę. To... nie życie dla mnie...- szlochała.
- Różyczko, skarbie. Daj sobie czas. Żeby żyć, pokochaj wszystko, co nienawidzi strzyga. Bądź tym, czym ona nigdy nie będzie, ale nie zabijaj się bo i tam cię znajdę, szybciej niż myślisz.
- Dymitr...- Zaczęła.
- Nie! Nie chcę więcej słyszeć o tym. Przypomnij sobie naszą rozmowę w hotelu, gdy zabiłaś Daszkowa. Pozwalaj sobie na wyrzuty sumienia, opłakuj straty. Ale nie zamykaj się w klatce, nie karaj się za coś, czego nie zrobiłaś. Żyj całą sobą, ciesz się nową szansą i nie marnuj ja. I nie rób tego więcej. Nigdy nawet nie myśl, aby się pociąć. Nigdy.
Między nami zapadła cisza. Razem wspieraliśmy się nawzajem.
- Przepraszam.- szepnęła w końcu moja ukochana.
- Dlaczego Roza? Kochanie, dlaczego chciałaś to zrobić?- spytałem, patrząc jej w oczy.
- Śniło mi się... ja nie chciałam, żebyś był nieszczęśliwy.
- Gdybym cię nie powstrzymał, byłbym najbardziej nieszczęśliwy. Nie mogąc więcej zobaczyć twojego uśmiechu, dotknąć twoich włosów, poczuć twoich ciepłych rąk, cudownych perfum, miękkich pełnych warg.
- Przepraszam.- wtuliła się na nowo we mnie.
Zacząłem głaskać ją po plecach.
- Cii... już spokojnie, nic się nie stało. Jest już dobrze. Ale więcej tego nie rób.- zaniosłem ją do łóżka i mocno przytuliłem.- Teraz już mi nigdzie nie uciekniesz.
Uśmiechnęła się przez łzy.
- Dobranoc Towarzyszu.
- Dobranoc Roza. I SŁODKICH snów.- odpowiedziałem, na co zachichotała.
- Postaram się.- cmoknęła mnie w policzek i zasnęła.
Chwilę byłem się z myślami, później walczyłem z sennością, aż odurzony jej zapachem, zasnąłem.
- Dlaczego to robisz?- spytała dampirzyca, siadając na łóżku.- Czemu wciąż tu jesteś?
- Jakbym nie mógł być. Kocham Cię i jesteś moim całym życiem.- ukląkłem przed nią i złapałem ją za dłonie.- Chcę być przy tobie zawsze i wszędzie. Ty też byłaś przy mnie, choć cię odpychałem. Nie poddałaś się i mnie uratowałaś. A ja uratuję ciebie. Obiecuję kochanie.- pocałowałem jej dłonie, nie spuszczając wzroku z brązowych oczu.
- Po tym co ci zrobiłam?
- Ja zrobiłem więcej, gorszych rzeczy. Względem ciebie i innych. Byłem strzygą około 4 miesiące, a ty tylko jeden. Zabiłem więcej osób, dłużej siałem postrach i dłużej ciebie więziłem. Codziennie piłem twoją krew, nawet nie pytając cię o zdanie, a ty niepewnie raz wypiłaś moją i jeszcze sam musiałem cię namówić. Uderzyłem cię, co jest już kompletnie nie wybaczalne. A ty mi to wybaczyłaś, dodatkowo mówiąc, że to nie moja wina. I to dzięki tobie następne lata były najlepszymi w moim życiu i będą takie kolejne. Obiecuję ci.
- Ale ty nie zdradzałeś mnie codziennie. Żadna suka nie dotykała cię tam, gdzie tyko ja mogę z trzy razy dziennie.
- Ale zdradziłem. To powiem to jeszcze raz. Cokolwiek nie zrobiła strzyga, to ci to wybaczam, ale to nie byłaś ty. Wierzę, że ty byś nigdy tego nie zrobiła, więc nie widzę problemu, aby udowodnić, że nie byłaś sobą.
Roza wyrwała się i podeszła do lustra.
- A jeśli byłam? A jeśli dalej jestem?- wpatrywała się w swoje odbicie.
- A czy ja jestem? A jeśli uważasz się za winną, to znaczy, że obwiniasz również mnie.
- Wcale, że nie.
- Albo jesteśmy oboje winni, albo niewinni.
- Ale ty jesteś w innej sytuacji.- zniecierpliwiona zaczęła na mnie krzyczeć.- Czy ty byłeś połączony pocałunkiem cienia? Albo miałeś więź ze mną za pomocą błogosławieństwa Chorsu? Nie! Nie wiadomo co się w takim przypadku stanie ze strzygą, nie mówiąc już o tym, że nie zostałam odmieniona mocą ducha.
- Ale ja cię odmieniłem moją miłością, a to najpotężniejsza moc.
- Nie widzisz ile na naszej drodze jest przeciwstawień. Może to wszystko są znaki? Może nie możemy być razem? I nie jesteśmy sobie przeznaczeni?
- Nawet tak nie mów.- wstałem i zbliżyłem się do niej.- Wiem, że jesteś moim przeznaczeniem. Chociażby to, że te przeszkody nas nie pokonały i jesteśmy razem, mamy piękny dom, dwójkę pięknych dzieci, psa i czego dusza zapragnie. Na to wszystko wspólnie zapracowaliśmy i musimy zawsze o to walczyć. Nie można się poddać.
- A jeśli będziesz szczęśliwy beze mnie?- szepnęła bardzo cicho, ale to usłyszałem.
Odwróciłem ją gwałtownie w swoją stronę i spojrzałem w jej piękne oczy.
- Moje szczęście jest tam, gdzie ty. Nie umiem już bez ciebie żyć. To życie byłoby szare, smutne, puste, wypełnione bólem i samotnością. A ja nie chcę takiego życia. I gdziekolwiek byś się nie ukryła, uciekła i tak cię znajdę. Chyba, że...- głos mi się załamał i odwróciłem wzrok.- że to ty będziesz szczęśliwa beze mnie.
Skierowała moją twarz na siebie.
- Ja bez ciebie nie istnieję.- szepnęła, patrząc mi w oczy i mnie pocałowała.
Wziąłem ją na ręce, oddając pocałunek i położyłem na łóżku. Następnie ułożyłem się obok niej i pocałowałem ją w czoło, gdy się we mnie wtuliła.
- Śpij Roza. Wszystko się ułoży.
- Dobranoc Towarzyszu.
Chwilę później jej oddech się uspokoił, a następnie sam zasnąłem.
Obudziłem się w środku nocy i przewróciłem się na bok, szukając Rozy. Ale jej nie było. Podniosłem się do siadu i zauważyłem zapalone światło w łazience. Usłyszałem szloch ukochanej, więc postanowiłem tam zajrzeć. To co zobaczyłem, sparaliżowało mnie. Ale tylko ma sekundę. Podbiegłem do dziewczyny, siedzącej na kafelkach i wyrwałem jej sztylet z rąk, odrzucając go w kąt. Gdy ją przytuliłem, rozpłakała się jeszcze bardziej i ja sam zacząłem płakać.
- Roza... dlaczego? Dlaczego chciałaś to zrobić? Zostawić mnie i dzieci? Aż tak mnie nienawidzisz?- głos mi się załamał.
- Ja... ja muszę. To... nie życie dla mnie...- szlochała.
- Różyczko, skarbie. Daj sobie czas. Żeby żyć, pokochaj wszystko, co nienawidzi strzyga. Bądź tym, czym ona nigdy nie będzie, ale nie zabijaj się bo i tam cię znajdę, szybciej niż myślisz.
- Dymitr...- Zaczęła.
- Nie! Nie chcę więcej słyszeć o tym. Przypomnij sobie naszą rozmowę w hotelu, gdy zabiłaś Daszkowa. Pozwalaj sobie na wyrzuty sumienia, opłakuj straty. Ale nie zamykaj się w klatce, nie karaj się za coś, czego nie zrobiłaś. Żyj całą sobą, ciesz się nową szansą i nie marnuj ja. I nie rób tego więcej. Nigdy nawet nie myśl, aby się pociąć. Nigdy.
Między nami zapadła cisza. Razem wspieraliśmy się nawzajem.
- Przepraszam.- szepnęła w końcu moja ukochana.
- Dlaczego Roza? Kochanie, dlaczego chciałaś to zrobić?- spytałem, patrząc jej w oczy.
- Śniło mi się... ja nie chciałam, żebyś był nieszczęśliwy.
- Gdybym cię nie powstrzymał, byłbym najbardziej nieszczęśliwy. Nie mogąc więcej zobaczyć twojego uśmiechu, dotknąć twoich włosów, poczuć twoich ciepłych rąk, cudownych perfum, miękkich pełnych warg.
- Przepraszam.- wtuliła się na nowo we mnie.
Zacząłem głaskać ją po plecach.
- Cii... już spokojnie, nic się nie stało. Jest już dobrze. Ale więcej tego nie rób.- zaniosłem ją do łóżka i mocno przytuliłem.- Teraz już mi nigdzie nie uciekniesz.
Uśmiechnęła się przez łzy.
- Dobranoc Towarzyszu.
- Dobranoc Roza. I SŁODKICH snów.- odpowiedziałem, na co zachichotała.
- Postaram się.- cmoknęła mnie w policzek i zasnęła.
Chwilę byłem się z myślami, później walczyłem z sennością, aż odurzony jej zapachem, zasnąłem.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
wtorek, 14 lutego 2017
ROZDZIAŁ 389
Wylądowaliśmy ma dachu jakiegoś hotelu, o wiele niższego od tego należącego do strzyg, ale z większym terenem. Było tu wszystko. Od parku, przez basem, aquapark, spa i inne luksusowe usługi, po sklepy i siłownię. Okazało się, że Dymitr już nam zarezerwował pokój. Ostrożnie podeszłam do wyjścia i oślepiło mnie słońce. Bałam się. A co jeśli mnie spali? Tak dawno nie wychodziłam na nie. Jest takie piękne. Stanęłam przy samej krawędzi cienia i myślałam, co dalej.
- Spokojnie Roza. Nic się nie stanie.- Rosjanin szepnął mi do ucha, łapiąc mnie za dłoń.- Pomogę ci.
Powoli podniosłam drugą rękę i wsadziłam między promienie słoneczne. Podziwiałam jak pięknie oplatają moją dłoń i przedramię. Zachwycona i oczarowana, jednak wciąż nie pewna, zrobiłam krok i czekałam aż się spalę. Otworzyłam oczy i odetchnęłam z ulgą, gdy nie czułam palenia, a delikatne łaskotanie słońca. Zachowywałam się jak dziecko, które dopiero poznaje świat. Dymitr cierpliwie czekał. Nagle z chmur nad nami zaczął padać deszcz. Rozkoszowałam się delikatnymi kroplami, spadającymi na moją twarz i odkryte ręce. Było już trochę zimno, więc musiałam mieć na sobie coś więcej niż szorty i bokserkę. Zaczęłam, uradowana, kręcić się dookoła, ale na moje nieszczęście, poślizgnęłam się na już zmoczone powierzchni. Gdyby nie szybki refleks ukochanego leżałabym w kałuży, a tak miałam jego ramiona. W końcu weszliśmy do środka i zeszliśmy do naszego pokoju. Poukładaliśmy ubrania, które wziął mój mąż, do szafek, przebraliśmy się w suche rzeczy i zgodnie uznaliśmy, że pójdziemy na śniadanie, a raczej obiad. W restauracji był szwedzki stół. Wzięłam sobie kotleta mielonego z ryżem i trzy rodzaje surówek, do tego jakiś zasmażany makaron i cztery naleśniki z nutellą, powidłami śliwkowymi, serem białym z cukrem i dżemem brzoskwiniowym. Bielikow za to wziął rybę z frytkami, też kilka sałatek, kotlet schabowy i fasolkę szparagową z bułką tartą. Problem zaczął się, gdy miałam to zjeść. Tak, byłam głodna, ale ostatni raz jadłam coś miesiąc temu. Nie licząc krwi oczywiście. Zaczęłam od kotleta. Odkroiłam widelcem kawałek i nabiłam na niego. Patrzyłam nie pewnie, po czym w końcu wzięłam go do ust. Rozkoszowałam się tym smakiem. Mój mąż nie zaczął jeść, póki ja się nie przemogłam. Po chwili oboje zajadaliśmy się naszym jedzeniem. Ukochany zabrał mi jednego naleśnika, więc ja mu podkradałam frytki. Oczywiście zostawił mi pół swojego łupu. Wymienialiśmy się, a raczej podkradaliśmy sobie trochę wszystkiego, przy czym nie potrafiłam ukryć uśmiechu. Czułam się szczęśliwa. Ale i tak uważałam, że beze mnie będzie mu lepiej. Przecież nie można tak łatwo wszystkiego wybaczyć. Starałam się jak najdalej odsunąć od siebie myśl, że dwa i pół roku temu, sama mu wybaczyłam. Bałam się, że sama zwątpię w to, czy Dymitr nie jest potworem. A wiem, że nie jest. Wciąż w dość dobrym humorze i z lodami, opuściliśmy lokal.
- To gdzie teraz?- spytałam.
- Może do parku?- zaproponował, a ja się zgodziłam.
Spacerowaliśmy alejkami między drzewami, wielobarwnymi kwiatami i ozdobnie przystrzyżonymi krzewami, w całkowitej ciszy. Trochę przypominało mi to naszą ucieczkę. Też szliśmy, jedząc lody. Ale wtedy było ciepłej i byliśmy poszukiwani z nakazem zabicia. Odsunęłam od siebie te myśli i skupiłam się na otoczeniu. Nad nami unosił się świergot ptaków, tam pod drzewem pobiegła wiewiórka, a gdzie nie gdzie z liści spadały na mokrą ziemię krople deszczu, który przed chwilą przestał padać. W pewnej chwili mój towarzysz przerwał milczenie.
- Roza, powiedz mi co widzisz?- zaczął.
Spojrzałam na niego zdziwiona, ale on tylko się uśmiechnął zachęcająco. Westchnęłam.
- A co mogę widzieć? Drzewa, kwiaty, trawę. Mnóstwo zieleni.- wzruszyłam ramionami.
Podprowadził mnie do ławki i nie przejmując się, że jest mokra usiadł na niej. Widząc moje wahanie, pociągnął mnie na swoje kolana, usadzając bokiem do siebie.
- I jakie to budzi w tobie emocje?- ciągnął.
Aha. Wiedziałam, że to nie jest po prostu przerwanie ciszy. Zaczyna się temat, kim byłam, kim jestem, a kim nie. Mimo to postanowiłam mu nie utrudniać. Zastanowiłam się chwilę.
- Spokój, radość, wyciszenie. Tu po prostu jest pięknie.- rozejrzałam się dookoła.- Czuję się jakbym na nowo poznawała świat, po czasie szarości, złości i gniewu. Strzyga by tego nie czuła.
Spuściłam głowę, ale strażnik podniósł mi ją i skierował na siebie. Topniałam pod jego spojrzeniem.
- Roza... czy ty...- w jego oczach pojawił się strach, ale i nadzieja.- Czy na prawdę już mnie nie kochasz?
Kończąc, położył mi na brzuchu rękę, a ja znowu poczułam tam przyjemny ścisk. Spojrzałam przed siebie po czym spuściłam głowę. Wypuścił głośno powietrze, które poczułam na szyi.
- Nie wiem.- westchnęłam.- Coś do ciebie czuję. Silne przyciąganie, ale nie wiem, czy jestem w stanie kogokolwiek kochać. Nawet jeśli byłaby to miłość, nie powiem tych dwóch słów, bo nie jestem tego godna.
- Czego?- spytał.
Podniosłam głowę i spojrzałam mu w oczy.
- Kochać kogoś tak wspaniałego i idealnego jak ty.
- Nie ma ludzi idealnych.
- Dla mnie ty jesteś i zawsze będziesz.
Nagle Dymitr złapał mnie za policzki i przybliżył moją twarz do swojej. Jednak gdy nasze wargi były oddalone od siebie o milimetr zamknął oczy i oparł czoło o moje.
- Jeśli naprawdę tego nie chcesz, nie zrobię tego.
Chwilę myślałam i byłam się ze sobą, aż podjęłam decyzję.
- Spokojnie Roza. Nic się nie stanie.- Rosjanin szepnął mi do ucha, łapiąc mnie za dłoń.- Pomogę ci.
Powoli podniosłam drugą rękę i wsadziłam między promienie słoneczne. Podziwiałam jak pięknie oplatają moją dłoń i przedramię. Zachwycona i oczarowana, jednak wciąż nie pewna, zrobiłam krok i czekałam aż się spalę. Otworzyłam oczy i odetchnęłam z ulgą, gdy nie czułam palenia, a delikatne łaskotanie słońca. Zachowywałam się jak dziecko, które dopiero poznaje świat. Dymitr cierpliwie czekał. Nagle z chmur nad nami zaczął padać deszcz. Rozkoszowałam się delikatnymi kroplami, spadającymi na moją twarz i odkryte ręce. Było już trochę zimno, więc musiałam mieć na sobie coś więcej niż szorty i bokserkę. Zaczęłam, uradowana, kręcić się dookoła, ale na moje nieszczęście, poślizgnęłam się na już zmoczone powierzchni. Gdyby nie szybki refleks ukochanego leżałabym w kałuży, a tak miałam jego ramiona. W końcu weszliśmy do środka i zeszliśmy do naszego pokoju. Poukładaliśmy ubrania, które wziął mój mąż, do szafek, przebraliśmy się w suche rzeczy i zgodnie uznaliśmy, że pójdziemy na śniadanie, a raczej obiad. W restauracji był szwedzki stół. Wzięłam sobie kotleta mielonego z ryżem i trzy rodzaje surówek, do tego jakiś zasmażany makaron i cztery naleśniki z nutellą, powidłami śliwkowymi, serem białym z cukrem i dżemem brzoskwiniowym. Bielikow za to wziął rybę z frytkami, też kilka sałatek, kotlet schabowy i fasolkę szparagową z bułką tartą. Problem zaczął się, gdy miałam to zjeść. Tak, byłam głodna, ale ostatni raz jadłam coś miesiąc temu. Nie licząc krwi oczywiście. Zaczęłam od kotleta. Odkroiłam widelcem kawałek i nabiłam na niego. Patrzyłam nie pewnie, po czym w końcu wzięłam go do ust. Rozkoszowałam się tym smakiem. Mój mąż nie zaczął jeść, póki ja się nie przemogłam. Po chwili oboje zajadaliśmy się naszym jedzeniem. Ukochany zabrał mi jednego naleśnika, więc ja mu podkradałam frytki. Oczywiście zostawił mi pół swojego łupu. Wymienialiśmy się, a raczej podkradaliśmy sobie trochę wszystkiego, przy czym nie potrafiłam ukryć uśmiechu. Czułam się szczęśliwa. Ale i tak uważałam, że beze mnie będzie mu lepiej. Przecież nie można tak łatwo wszystkiego wybaczyć. Starałam się jak najdalej odsunąć od siebie myśl, że dwa i pół roku temu, sama mu wybaczyłam. Bałam się, że sama zwątpię w to, czy Dymitr nie jest potworem. A wiem, że nie jest. Wciąż w dość dobrym humorze i z lodami, opuściliśmy lokal.
- To gdzie teraz?- spytałam.
- Może do parku?- zaproponował, a ja się zgodziłam.
Spacerowaliśmy alejkami między drzewami, wielobarwnymi kwiatami i ozdobnie przystrzyżonymi krzewami, w całkowitej ciszy. Trochę przypominało mi to naszą ucieczkę. Też szliśmy, jedząc lody. Ale wtedy było ciepłej i byliśmy poszukiwani z nakazem zabicia. Odsunęłam od siebie te myśli i skupiłam się na otoczeniu. Nad nami unosił się świergot ptaków, tam pod drzewem pobiegła wiewiórka, a gdzie nie gdzie z liści spadały na mokrą ziemię krople deszczu, który przed chwilą przestał padać. W pewnej chwili mój towarzysz przerwał milczenie.
- Roza, powiedz mi co widzisz?- zaczął.
Spojrzałam na niego zdziwiona, ale on tylko się uśmiechnął zachęcająco. Westchnęłam.
- A co mogę widzieć? Drzewa, kwiaty, trawę. Mnóstwo zieleni.- wzruszyłam ramionami.
Podprowadził mnie do ławki i nie przejmując się, że jest mokra usiadł na niej. Widząc moje wahanie, pociągnął mnie na swoje kolana, usadzając bokiem do siebie.
- I jakie to budzi w tobie emocje?- ciągnął.
Aha. Wiedziałam, że to nie jest po prostu przerwanie ciszy. Zaczyna się temat, kim byłam, kim jestem, a kim nie. Mimo to postanowiłam mu nie utrudniać. Zastanowiłam się chwilę.
- Spokój, radość, wyciszenie. Tu po prostu jest pięknie.- rozejrzałam się dookoła.- Czuję się jakbym na nowo poznawała świat, po czasie szarości, złości i gniewu. Strzyga by tego nie czuła.
Spuściłam głowę, ale strażnik podniósł mi ją i skierował na siebie. Topniałam pod jego spojrzeniem.
- Roza... czy ty...- w jego oczach pojawił się strach, ale i nadzieja.- Czy na prawdę już mnie nie kochasz?
Kończąc, położył mi na brzuchu rękę, a ja znowu poczułam tam przyjemny ścisk. Spojrzałam przed siebie po czym spuściłam głowę. Wypuścił głośno powietrze, które poczułam na szyi.
- Nie wiem.- westchnęłam.- Coś do ciebie czuję. Silne przyciąganie, ale nie wiem, czy jestem w stanie kogokolwiek kochać. Nawet jeśli byłaby to miłość, nie powiem tych dwóch słów, bo nie jestem tego godna.
- Czego?- spytał.
Podniosłam głowę i spojrzałam mu w oczy.
- Kochać kogoś tak wspaniałego i idealnego jak ty.
- Nie ma ludzi idealnych.
- Dla mnie ty jesteś i zawsze będziesz.
Nagle Dymitr złapał mnie za policzki i przybliżył moją twarz do swojej. Jednak gdy nasze wargi były oddalone od siebie o milimetr zamknął oczy i oparł czoło o moje.
- Jeśli naprawdę tego nie chcesz, nie zrobię tego.
Chwilę myślałam i byłam się ze sobą, aż podjęłam decyzję.
DYMITR
Skarciłem się w myślach, że chciałem ją siłą pocałować. Ale na szczęście w ostatniej chwili się opamiętałem. To mogłoby zniszczyć, to wszystko co na razie mamy. Już nie narzeka, ze siedzi u mnie na kolanach, a jej oczy są pełne radości, gdy się uśmiecha. Kocham ją, ale jednocześnie wiem, że potrzeba jej czasu. Dlatego Rozie pozostawiłem decyzję, czy tego chce, czy nie. Byłem pewny, że się odsunie i znowu zaczniemy rozmawiać. Wyobraźcie sobie moje zdziwienie, gdy na ustach poczułem jej miękkie, delikatne wargi, najpierw muskające delikatnie, a później już mocniej i pewniej. Zdziwiony uniosłem głowę i oddałem pocałunek. Pociągnąłem językiem po jej dolnej wardze, prosząc o dostęp. Po kilku sekundach go dostałem, a gdy zaczęliśmy walkę o dominację, jęk sam się jej wymknął. Całowaliśmy się gorąco i namiętnie, wyrażając całą swoją miłość i wdzięczność. Odsunęliśmy się od siebie, aby nabrać powietrza.
- Roza, sama musisz przyznać, że to mówiło wszystko.- mówiłem poważnie, spojrzałem jej prosto w oczy.- Kocham Cię i widzę, że ty też mnie kochasz. Sam byłem strzygą, wiem jak to jest po przemianie, więc poczekam. Ile tylko ci potrzeba.
Skarciłem się w myślach, że chciałem ją siłą pocałować. Ale na szczęście w ostatniej chwili się opamiętałem. To mogłoby zniszczyć, to wszystko co na razie mamy. Już nie narzeka, ze siedzi u mnie na kolanach, a jej oczy są pełne radości, gdy się uśmiecha. Kocham ją, ale jednocześnie wiem, że potrzeba jej czasu. Dlatego Rozie pozostawiłem decyzję, czy tego chce, czy nie. Byłem pewny, że się odsunie i znowu zaczniemy rozmawiać. Wyobraźcie sobie moje zdziwienie, gdy na ustach poczułem jej miękkie, delikatne wargi, najpierw muskające delikatnie, a później już mocniej i pewniej. Zdziwiony uniosłem głowę i oddałem pocałunek. Pociągnąłem językiem po jej dolnej wardze, prosząc o dostęp. Po kilku sekundach go dostałem, a gdy zaczęliśmy walkę o dominację, jęk sam się jej wymknął. Całowaliśmy się gorąco i namiętnie, wyrażając całą swoją miłość i wdzięczność. Odsunęliśmy się od siebie, aby nabrać powietrza.
- Roza, sama musisz przyznać, że to mówiło wszystko.- mówiłem poważnie, spojrzałem jej prosto w oczy.- Kocham Cię i widzę, że ty też mnie kochasz. Sam byłem strzygą, wiem jak to jest po przemianie, więc poczekam. Ile tylko ci potrzeba.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
Subskrybuj:
Posty (Atom)