Po chwili zostaliśmy sami z resztą strażników i Vanessą. Ta ostatnia wróciła do dzieci. Wszystkie emocje ze mnie opadły, ale zanim zdążyłam cokolwiek zrobić, znalazłam się w objęciach Bielikowa.
- To my was zostawimy.- poczułam na ramieniu delikatną dłoń morojki.- Przyjdźcie później do nas.
- Dobrze.- odpowiedział mój ukochany, bo ja nie miałam siły.
Gdy poszli, pozwoliłam wyjść smutkom na światło nocne. Poczułam swoje łzy i zaczęłam cicho szlochać.
- Cii... spokojnie Roza. Już po wszystkim.
- Nie!- uderzyłam go pięściami w klatkę piersiową, ale strażnik nawet się nie skrzywił. Patrzyłam mu w oczy, trochę rozmazane przez łzy.- Nic nie jest dobrze. Nie rozumiesz? Oni nigdy nie dadzą nam spokoju. Będą męczyć i dążyć, póki nie osiągną cel.- Na nowo się w niego wtuliłam, szukając ukojenia.- Boję się.- szepnęłam.
- Nie pozwolę, żeby coś wam się stało.- obiecał, chwytając moją twarz w dłonie.- Nigdy.
Kciukami starł mi mokre krople z policzków, po czym połączył nasze wargi. Pogłębiłam pocałunek, zarzucając mu ręce na kark. Po chwili odsunęliśmy się od siebie, aby zaczerpnąć powietrza. W tym czasie mąż przyciągnął mnie do siebie, schował twarz w moje włosy i nosem lekko połaskotał mnie w szyję, nieskrycie zaciągając się moim zapachem, co skwitowałam cichym chichotem przez łzy.
- Nigdy.- powtórzył bardzo poważnie.
- Dymitr?- spojrzał na mnie.- Możemy iść na salę treningową? Muszę wyżyć na czymś lub kimś swój gniew.
- I pewnie to ja mam być twoim workiem treningowym?- przewrócił oczami, ale złapał moją dłoń i pociągnął na zewnątrz.
- Cóż, nie pogardzę kolejną okazją na powalenie cię na łopatki.
- Przypominam, że ostatni pojedynek ja wygrałem.- zaśmiał się, przyciągają mnie bliżej siebie.
- Pff... Dałam ci fory.
- Wmawiaj sobie dalej skarbie.
Po pięciu minutach byliśmy na miejscu. W kilku salach i na siłowni ćwiczyły grupki strażników, ale my wzięliśmy wolną salę i zamknęliśmy. Nie chciałam, żeby ktokolwiek widział mnie w takim stanie. Oczywiście Rosjanin nie podarował mi rozgrzewki, ale trochę skrócił. Po pięciu okrążeniach i szybkim rozciąganiu, zaczęliśmy walczyć. Byłam jak w transie. Przelałam w to całą energię, złość, żal i inne targające mną negatywne emocje. To było okropne. Ci ludzie serca nie mają. Jak mogą chcieć krzywdzić takie małe, bezbronne dzieci? Przecież to barbarzyństwo. Atakowałam szybko i mocno, zaślepiona złością. Pokonała strażnika trzy razy i chciałam więcej, a on mnie jeszcze ani razu. W pewnej chwili złapał mnie za ręce, a gdy chciałam się wyrwać, przyszpilił mnie do ściany.
- Dosyć, Rose. Już dosyć.- powiedział i zamknął mnie w objęciach.
Nie mogłam tego nie odwzajemnić. Dopiero gdy adrenalina opadła, poczułam zmęczenie i bezsilność. Ale to wcale nie pomogło. Dalej byłam zła oraz przerażona. Cała się trzęsłam i zaczęłam na nowo płakać w ramię ukochanego.
- Na dzisiaj wystarczy, Skarbie. Spokojnie. Nic się złego nie wydarzy.
- Nigdy nie będzie dość.- krzyknęła, odsuwając się od niego.
Stanęłam na środku materaca i przyjęłam pozycję bojową.
- Rose, proszę cię.- na nowo mnie przytulił, ale ja zaczęłam się wyrywać.- Oboje jesteśmy zmęczeni. Wracamy.
- Nie! Chcę walczy. Pozbyć się tego wszystkiego. A najlepiej to byłoby dorwać tych zasranych morojów. Myślą, że są wielcy, ale zobaczymy co powiedzą, jak im obiję te arystokracie mordy.- już robiłam w głowie plan jak mu uciec, bo ani myślał mnie puścić.
Dymitr nagle się spiął, a ja popatrzyła m na niego. Wyglądał jakby dostał olśnienia, po czym popatrzył na mnie z troską.
- Wcale tak nie myślisz, prawda Rose?- spytał z niepokojem
- Myślę!- odpowiedziałam hardo.- I wiem, że ty też. Przecież oni chcieli skrzywdzić nasze maleństwa.- w oczach zebrały mi się łzy złości.
- Wcale, że nie. I ty też nie.- zaczął ciągnąć mnie do wyjścia.
Podobało mi się to i się nie opierałam. Gdy zwolni uścisk ucieknę mu. Jednak Bielikow nie zamierzał mnie puszczać. Wręcz przeciwnie. Im dalej szliśmy, tym mocniej mnie trzymał. Spróbowałam go zagadać i sprowokować.
- W takim razie mnie nie znasz towarzyszu.
Westchnął tylko i szedł dalej.
- Puść mnie. Umiem sama chodzić. Nie jestem małym dzieckiem, żeby musiał mnie za rączkę trzymał.
Nagle stanął i odwrócił się do mnie. Wystraszyłam się, bo jego oczy pojawiły się przed moją twarzą tak nagle.
- Skarbie, przestań krzyczeć, bo sprawisz wrażenie, że jestem ci niezbędny.- odezwał się z cwanym uśmiechem. Nawet w takiej sytuacji umie ukryć podtekst w zdaniu.- A trzymam cię dla twojego własnego bezpieczeństwa.
- Umiem się obronić.- sprzeciwiłam się, gdy znowu mnie pociągnął.
- Przed sobą samą też. Rose, przejrzyj na oczy. Nie czujesz, że....- urwał nagle, przeklął pod nosem i ruszył dalej.
- Powiesz mi dlaczego jesteś dla mnie oziębły? I gdzie idziemy?
Nic nie odpowiedział, dopóki nie weszliśmy do naszego starego mieszkania. Za nami zamknął drzwi na klucz i schował go do kieszeni. Usiadłam na łóżku obrażona. Strażnik podszedł do mnie, klęknął, złapał moje dłonie i spojrzał mi w oczy, smutnym wzrokiem.
- Przepraszam kotku, ale musiałem. Nie chciałem zwracać się do ciebie tak chłodno, po prostu się o ciebie martwię. Roza, to nie jesteś ty.
Już chciałam zaprzeczyć, ale zdałam sobie sprawę z tego, że ma rację. Zwykle cztery słowa, które wskazują na jedno.
- Mrok.- szepnęłam odrętwiała.- To znowu on.
- Kochanie prosiłem cię, żebyś tego nie robiła.- popatrzył na mnie z żalem i troską.
- Ale to moja przyjaciółka. Ma szansę zmienić nasz świat. Jak mam pozwolić jej oszaleć? Ona jest Władimirem, a ja jestem jej Anną.- w oczach zebrały mi się łzy, które po chwili się uwolniły.- Tak musi być.
Rosjanin usiadł obok i wziął mnie na kolana. Wtuliłam się w niego, gdy on głaskał moje plecy. Od zawsze wiedziałam, musiałam być gotowa na śmierć w obronie przyjaciółki. Jednak teraz, gdy miałam prawdziwą rodzinę, trudno mi było myśleć o końcu. Nie mogę tego zrobić, choć nie wiadomo do jakiego stanu doprowadzi mnie Duch. Dymitr ma rację. Nie umiem się obronić przed sobą samą.
- Nie.- usłyszałam przy uchu cichy, ale stanowczy głos.- Nie musisz być Anną.
- Ale Lissa...- gdy zaczęłam protestować, mąż ucieszył mnie, kładąc mi palec na ustach.
- Nie o to mi chodzi. Jest między wami zasadnicza różnica. Ty masz mnie. Zawsze ci pomogę, nawet, a zwłaszcza z mrokiem. Tak jak teraz. Po za tym sama jesteś bardzo silna, więc dasz sobie z tym radę. Musisz. Masz dla kogo.
Był bardzo pewny swoich słów i tą pewnością zaraził mnie. Wierzył we mnie, a ja nie mogę go zawieść. Byłam mu wdzięczna za to, że jest i mnie wspiera mimo, że moje życie, a teraz nasze nie jest nigdy spokojne. Postanowiłam podziękować mu za to wszystko pocałunkiem. Ale na tym się nie skończyło. Tak samo jak w przypadku moich dwóch ostatnich "atakach", nie umieliśmy się sobie oprzeć.
"Nasz los od zawsze zapisany był w gwiazdach. To one poprowadziły mnie do Ciebie mimo tylu przeciwności, spójrz. Jesteśmy tu. Razem. Ty i ja Roza. Na zawsze."
środa, 21 grudnia 2016
ROZDZIAŁ 348
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
wtorek, 20 grudnia 2016
ROZDZIAŁ 347
- Wow.- zaczęliśmy się śmiać.- Tego się nie spodziewałem.
- Chyba nikt się tego nie spodziewał, Towarzyszu.- w tej chwili minął nas adorator właścicielki.- Hej, Hans. Idziesz na ciastka?
- Tak, a co?- odwrócił się do nas.
- Pozdrów od nas Emi.- puściłam mu oczko.
Zmarszczył czoło w niezrozumieniu, ale po chwili zrozumiał aluzję. Otworzył szeroko oczy.
- Jeśli ktoś się dowie, dostaniesz nadgodziny w archiwum.- zagroził mi.
- Nie ma czego się wstydzić.- ukochany objął mnie w pasie i pocałował w skroń.- Miłość to piękne uczucie.
- Bielikow, naprawdę cię lubię. Nie psuj tego. I czy wy czasem nie musicie być na służbie. Już mi do królowej, jeśli chcecie mieć tu jeszcze do czego wracać.- odwrócił się i wszedł do kawiarni.
Po chwili oboje wybuchliśmy śmiechem.
- Chyba go zdenerwowaliśmy.- zauważył z uśmiechem strażnik.
- Nie martw się. Emilii go pocieszy. A od kiedy to jesteś taki zadziorny, Towarzyszu?
- Uczę się od mojej kobiety.- uśmiechnął się niewinnie.
- Ten ostatni zwrot cię ratuje.- spojrzałam na niego spod przymrużonych oczu.- A teraz chodź, bo już jesteśmy spóźnieni.
Minutę później byliśmy w gabinecie królowej, gdzie po kierowali nas inni. Zobaczyłam Lissę i Ozerę zawalonych stertą papierów. Nie zazdroszczę im.
- Rose, jak dobrze, że jesteś.- zawołała moja przyjaciółka, gdy tylko mnie zobaczyła.- Dzisiaj masz wolne, błagam pomóż mi z tym wszystkim.
- Ale co się stało?- spytałam, przytulając ją.
- Dymitr, ty też masz wolne.- oznajmił Christian, a my spojrzałyśmy na niego zdziwione.- No co? Nie tylko ty możesz przyjaźni się ze swoim strażnikiem.
Teraz zdziwiona popatrzyłam na męża, a ten tylko uśmiechnął się cwanie i podszedł do podopiecznego.
- Ale o co chodzi?- dopytywałam.
- O wszystko!- zaczęła histeryzować morojka.- Czarownice chcą jakiegoś układu, Luna prosi o kogoś zaufanego na powiernika tajemnicy, nie mam kogo wysyłać do domu dziecka, aby uczył maluchy walki, mamy za mało strażników, a rody królewskie domagają się przedziałów, coraz więcej par dampirów chce ślubów, a do tego muszę bronić wasze dzieci.- poczytam zimny dreszcz, na poruszenie tego tematu.- No i jeszcze Rosalie. Widział ktoś tą raczkującą diablicę?
- Tu jest, Wasza Wysokość.- któryś ze strażników podniósł małą, blondwłosą dziewczynkę, w biało-różowej sukieneczce z falbankami, białych rajstopkach i różowych butikach na rzepy.
- Ooo... Choć do cioci Rose.- wzięłam ją od Zacka. Mała od razu się do mnie uśmiechnęła.- A może nasza mała królewna chciałaby pobawić się z Felixem i Nastką?- mimo że pytanie kierowałam do małej, spojrzałam na jej mamę.
- Byłabym ci bardzo wdzięczna.- Lissa westchnęła ciężko.
Podeszłam z chsześnicą do niej, a one się pożegnały.
- Ej, to też moja córka!- zawołał Christian, gdy zbliżałam się do wyjścia.
- No dzięki, że mi przypomniałeś.- mruknęłam z sarkazmem.- A już zaczynałam ją lubić.
Podałam mu dziewczynkę, którą po czułym pożegnaniu oddał mi.
- Widzisz jak ojciec cię kocha?- udałam żal, patrząc na bobasa.- Nawet nie chce cię dłużej na rękach potrzymać. Ale ciocia cię przygarnie.
Wyszłam z pokoju i ruszyłam korytarzem do pokoju dziecięcego. Jednak zaniepokoił mnie hałas. To co zobaczyłam, sprawiło, że serce zabiło mi szybciej. Przed drzwiami stał tłum morojów i może kilka dampirów. Ale tych pierwszych było więcej. Przełknęłam wielką gule w gardle i zebrałam odwagę, aby się odezwać.
- Co tu się dzieje?
Na dźwięk mojego głosu, wszyscy zamilkli i zrobili mi przejście. Pod samymi drzwiami stała Vanessa.
- Rose.- wyraźnie ucieszył ją mój widok.- Oni chcą wejść, ale robię co mogę.- szepnęła mi.
- To dobrze. Dzięki.- odpowiedziałam i zwróciłam się do tłumu.- Czy mogę się dowiedzieć o co tu chodzi?
- Chcemy zobaczyć te dzieciaki!
- To mutanty!
- Dzieci strzygi!
- Dowody zdrady! - zaczęli się przekrzykiwać, a każde ich słowo mnie ranił.
- Cisza!- nie wytrzymałam.- Gówno wiecie. To są nasze dzieci, ale ich nie zobaczycie, bo na to nie pozwolę.
- A kim ty jesteś?- prychnął ktoś z tyłu.
- Ich matką.- na moje słowa uniosły się kolejne pomruki.- Chyba wiem, co w sobie nosiłam i co urodziłam.
Na nowo wybuchła wrzawa i zaczęli się pchać do wejścia. Wystraszona dziewczynka uczepiła się mojej bluzki i zaczęła płakać. Odwróciłam się bokiem do tłumu, aby ją osłonić.
- Wystarczy tego!- z tyłu grupy usłyszałam dostojny głos, a następnie zapadła całkowita cisza.
Ludzie się rozstąpili przed królową. Za nią dostrzegam męża i Ozerę. Mała, widząc mamę zaczęła wyciągać do niej rączki.
- Już skarbie.- Lissa wzięła ode mnie córeczkę.- Mama tu jest i nie pozwoli cię skrzywdzić. A teraz niech ktoś mi wytłumaczy o co chodzi.- zwróciła się do tłumu.
Stanęłam przed nią, co uczynili też Franklin Carl i Ima.
- Chcemy zobaczyć ich dzieci.- krzyknął ten sam mężczyzna co wcześniej spytam kim jestem.
Widziałam jak Dymitr zaciska pięści, aż mu knykcie zbielały.
- Przykro mi Lordzie Zeklos, ale to nie możliwe.- odpowiedziała spokojnie.- Jeśli matka nie wyraża zgody, noc nie mogę zrobić.
- To mutanty. Są zagrożeniem.- krzyknął ktoś inny.
Morojka już szykowała odpowiedz, ale mój ukochany był szybszy.
- Mogłaby pani to powtórzyć.- spytał, krzyżując ręce na piersi.- Myślę, że niczym się nie różnią od pani dzieci, oprócz tego, że są dampirami i chcą zostać odebrania rodzicom. A skąd możecie wiedzieć, czy to nie stanie się z innymi dziećmi. Dzisiaj nasze, a jutro będą chcieli zabrać wasze.
Po jego słowach zrobiło się lekkie zamieszanie. Poczułam, że mamy przewagę.
- Ale nasze dzieci miały prawo się pojawić.
- Nasze też.- włączyłam się do rozmowy.- Inaczej by ich nie było.
- A może to nie twoje dzieci.- pochwycił ktoś.- Zdradziła cię, ale chcesz bronić wasze honory i dobre imiona.
Miałam ochotę podejść i walnąć tego, kto to powiedział.
- Mogę zapewnić, że to moi potomkowie, z mojej krwi.- skąd w nim tyle cierpliwości.
- Czemu mamy wam wierzyć?
- Czy jeśli dostaniecie badania na ojcostwo, dacie nam spokój.- spytał, patrząc na mnie, aby poznać moje zdanie.
Delikatnie kiwnęłam głową. W tłumie odezwały się ciche pomruki zgody. Rosjanina to usatysfakcjonowało. Spojrzał na Lissę i lekko się skłonił.
- Wasza Wysokość, Lordzie Ozera, czy mogę w imieniu swoim i mojej żony prosić o wolne jutrzejszego dnia z przyczyn medycznych?
- Udzielam zgody.- odpowiedziała dumnie morojka.
- Ja też.- dodał jej mąż.
- A teraz proszę się rozejść.- powiedziała moja przyjaciółka, ale zgromadzeni trochę się ślimaczyli.
- Nie słyszeliście co powiedziała!- nie wytrzymał Christian.- Jazda mi stąd!
___________________________________________________________
Trochę taki rozdział pełen emocji, ale mam nadzieję, że się podoba. Wciąż zauważam spadek czytelników i nie wiem o co chodzi. Gdzie są te wszystkie osoby, które tak zawzięcie komentowały każdy rozdział? Zostały tylko Ola, Mańka, Kasia i Sylwia ( pozdrowienia dziewczyny😘). Czuję, że nie mam dla kogo pisać. Oczywiście nie przestanę, bo kocham to robić, ale chociaż pokażcie, że ktoś to czyta.
A i mam jeszcze jedną sprawę. Nie wiem, że inni widzieli, bo mało kto się wraca drugi raz do rozdziału, a tym bardziej do komów pod nimi. I dla tych wszystkich reklamuję nowy blog, wyżej wymienionej Sylwii ( mam nadzieję, że się nie obrazi 😉). Jest to, jak większość przeze mnie ogłaszanych, blog o dalszych losach naszego kochanego Romitri. Znajdziesz gotutaj →Klik!← Zapraszam was serdecznie i polecam. Pozdrawiam Kochani💖
- Chyba nikt się tego nie spodziewał, Towarzyszu.- w tej chwili minął nas adorator właścicielki.- Hej, Hans. Idziesz na ciastka?
- Tak, a co?- odwrócił się do nas.
- Pozdrów od nas Emi.- puściłam mu oczko.
Zmarszczył czoło w niezrozumieniu, ale po chwili zrozumiał aluzję. Otworzył szeroko oczy.
- Jeśli ktoś się dowie, dostaniesz nadgodziny w archiwum.- zagroził mi.
- Nie ma czego się wstydzić.- ukochany objął mnie w pasie i pocałował w skroń.- Miłość to piękne uczucie.
- Bielikow, naprawdę cię lubię. Nie psuj tego. I czy wy czasem nie musicie być na służbie. Już mi do królowej, jeśli chcecie mieć tu jeszcze do czego wracać.- odwrócił się i wszedł do kawiarni.
Po chwili oboje wybuchliśmy śmiechem.
- Chyba go zdenerwowaliśmy.- zauważył z uśmiechem strażnik.
- Nie martw się. Emilii go pocieszy. A od kiedy to jesteś taki zadziorny, Towarzyszu?
- Uczę się od mojej kobiety.- uśmiechnął się niewinnie.
- Ten ostatni zwrot cię ratuje.- spojrzałam na niego spod przymrużonych oczu.- A teraz chodź, bo już jesteśmy spóźnieni.
Minutę później byliśmy w gabinecie królowej, gdzie po kierowali nas inni. Zobaczyłam Lissę i Ozerę zawalonych stertą papierów. Nie zazdroszczę im.
- Rose, jak dobrze, że jesteś.- zawołała moja przyjaciółka, gdy tylko mnie zobaczyła.- Dzisiaj masz wolne, błagam pomóż mi z tym wszystkim.
- Ale co się stało?- spytałam, przytulając ją.
- Dymitr, ty też masz wolne.- oznajmił Christian, a my spojrzałyśmy na niego zdziwione.- No co? Nie tylko ty możesz przyjaźni się ze swoim strażnikiem.
Teraz zdziwiona popatrzyłam na męża, a ten tylko uśmiechnął się cwanie i podszedł do podopiecznego.
- Ale o co chodzi?- dopytywałam.
- O wszystko!- zaczęła histeryzować morojka.- Czarownice chcą jakiegoś układu, Luna prosi o kogoś zaufanego na powiernika tajemnicy, nie mam kogo wysyłać do domu dziecka, aby uczył maluchy walki, mamy za mało strażników, a rody królewskie domagają się przedziałów, coraz więcej par dampirów chce ślubów, a do tego muszę bronić wasze dzieci.- poczytam zimny dreszcz, na poruszenie tego tematu.- No i jeszcze Rosalie. Widział ktoś tą raczkującą diablicę?
- Tu jest, Wasza Wysokość.- któryś ze strażników podniósł małą, blondwłosą dziewczynkę, w biało-różowej sukieneczce z falbankami, białych rajstopkach i różowych butikach na rzepy.
- Ooo... Choć do cioci Rose.- wzięłam ją od Zacka. Mała od razu się do mnie uśmiechnęła.- A może nasza mała królewna chciałaby pobawić się z Felixem i Nastką?- mimo że pytanie kierowałam do małej, spojrzałam na jej mamę.
- Byłabym ci bardzo wdzięczna.- Lissa westchnęła ciężko.
Podeszłam z chsześnicą do niej, a one się pożegnały.
- Ej, to też moja córka!- zawołał Christian, gdy zbliżałam się do wyjścia.
- No dzięki, że mi przypomniałeś.- mruknęłam z sarkazmem.- A już zaczynałam ją lubić.
Podałam mu dziewczynkę, którą po czułym pożegnaniu oddał mi.
- Widzisz jak ojciec cię kocha?- udałam żal, patrząc na bobasa.- Nawet nie chce cię dłużej na rękach potrzymać. Ale ciocia cię przygarnie.
Wyszłam z pokoju i ruszyłam korytarzem do pokoju dziecięcego. Jednak zaniepokoił mnie hałas. To co zobaczyłam, sprawiło, że serce zabiło mi szybciej. Przed drzwiami stał tłum morojów i może kilka dampirów. Ale tych pierwszych było więcej. Przełknęłam wielką gule w gardle i zebrałam odwagę, aby się odezwać.
- Co tu się dzieje?
Na dźwięk mojego głosu, wszyscy zamilkli i zrobili mi przejście. Pod samymi drzwiami stała Vanessa.
- Rose.- wyraźnie ucieszył ją mój widok.- Oni chcą wejść, ale robię co mogę.- szepnęła mi.
- To dobrze. Dzięki.- odpowiedziałam i zwróciłam się do tłumu.- Czy mogę się dowiedzieć o co tu chodzi?
- Chcemy zobaczyć te dzieciaki!
- To mutanty!
- Dzieci strzygi!
- Dowody zdrady! - zaczęli się przekrzykiwać, a każde ich słowo mnie ranił.
- Cisza!- nie wytrzymałam.- Gówno wiecie. To są nasze dzieci, ale ich nie zobaczycie, bo na to nie pozwolę.
- A kim ty jesteś?- prychnął ktoś z tyłu.
- Ich matką.- na moje słowa uniosły się kolejne pomruki.- Chyba wiem, co w sobie nosiłam i co urodziłam.
Na nowo wybuchła wrzawa i zaczęli się pchać do wejścia. Wystraszona dziewczynka uczepiła się mojej bluzki i zaczęła płakać. Odwróciłam się bokiem do tłumu, aby ją osłonić.
- Wystarczy tego!- z tyłu grupy usłyszałam dostojny głos, a następnie zapadła całkowita cisza.
Ludzie się rozstąpili przed królową. Za nią dostrzegam męża i Ozerę. Mała, widząc mamę zaczęła wyciągać do niej rączki.
- Już skarbie.- Lissa wzięła ode mnie córeczkę.- Mama tu jest i nie pozwoli cię skrzywdzić. A teraz niech ktoś mi wytłumaczy o co chodzi.- zwróciła się do tłumu.
Stanęłam przed nią, co uczynili też Franklin Carl i Ima.
- Chcemy zobaczyć ich dzieci.- krzyknął ten sam mężczyzna co wcześniej spytam kim jestem.
Widziałam jak Dymitr zaciska pięści, aż mu knykcie zbielały.
- Przykro mi Lordzie Zeklos, ale to nie możliwe.- odpowiedziała spokojnie.- Jeśli matka nie wyraża zgody, noc nie mogę zrobić.
- To mutanty. Są zagrożeniem.- krzyknął ktoś inny.
Morojka już szykowała odpowiedz, ale mój ukochany był szybszy.
- Mogłaby pani to powtórzyć.- spytał, krzyżując ręce na piersi.- Myślę, że niczym się nie różnią od pani dzieci, oprócz tego, że są dampirami i chcą zostać odebrania rodzicom. A skąd możecie wiedzieć, czy to nie stanie się z innymi dziećmi. Dzisiaj nasze, a jutro będą chcieli zabrać wasze.
Po jego słowach zrobiło się lekkie zamieszanie. Poczułam, że mamy przewagę.
- Ale nasze dzieci miały prawo się pojawić.
- Nasze też.- włączyłam się do rozmowy.- Inaczej by ich nie było.
- A może to nie twoje dzieci.- pochwycił ktoś.- Zdradziła cię, ale chcesz bronić wasze honory i dobre imiona.
Miałam ochotę podejść i walnąć tego, kto to powiedział.
- Mogę zapewnić, że to moi potomkowie, z mojej krwi.- skąd w nim tyle cierpliwości.
- Czemu mamy wam wierzyć?
- Czy jeśli dostaniecie badania na ojcostwo, dacie nam spokój.- spytał, patrząc na mnie, aby poznać moje zdanie.
Delikatnie kiwnęłam głową. W tłumie odezwały się ciche pomruki zgody. Rosjanina to usatysfakcjonowało. Spojrzał na Lissę i lekko się skłonił.
- Wasza Wysokość, Lordzie Ozera, czy mogę w imieniu swoim i mojej żony prosić o wolne jutrzejszego dnia z przyczyn medycznych?
- Udzielam zgody.- odpowiedziała dumnie morojka.
- Ja też.- dodał jej mąż.
- A teraz proszę się rozejść.- powiedziała moja przyjaciółka, ale zgromadzeni trochę się ślimaczyli.
- Nie słyszeliście co powiedziała!- nie wytrzymał Christian.- Jazda mi stąd!
___________________________________________________________
Trochę taki rozdział pełen emocji, ale mam nadzieję, że się podoba. Wciąż zauważam spadek czytelników i nie wiem o co chodzi. Gdzie są te wszystkie osoby, które tak zawzięcie komentowały każdy rozdział? Zostały tylko Ola, Mańka, Kasia i Sylwia ( pozdrowienia dziewczyny😘). Czuję, że nie mam dla kogo pisać. Oczywiście nie przestanę, bo kocham to robić, ale chociaż pokażcie, że ktoś to czyta.
A i mam jeszcze jedną sprawę. Nie wiem, że inni widzieli, bo mało kto się wraca drugi raz do rozdziału, a tym bardziej do komów pod nimi. I dla tych wszystkich reklamuję nowy blog, wyżej wymienionej Sylwii ( mam nadzieję, że się nie obrazi 😉). Jest to, jak większość przeze mnie ogłaszanych, blog o dalszych losach naszego kochanego Romitri. Znajdziesz gotutaj →Klik!← Zapraszam was serdecznie i polecam. Pozdrawiam Kochani💖
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
poniedziałek, 19 grudnia 2016
ROZDZIAŁ 346
- Dymitr?- zaczęłam ostrożnie.- A nie jest ci smutno, że Galina nie żyje? Fakt, że oboje byliście strzygami, ale ty dostałeś szansę, a ona nie? W końcu była twoim mentorem, jakaś nic porozumienia musiała się między wami wytworzyć.
- To prawda, była moją przyjaciółka.- przyznał, już czysty.- Ale taka jest kolej rzeczy. Jedni umierają, a inni się rodzą.- podszedł do mnie od tyłu i dotknął mojego brzucha.
- No, ale chyba mi nie powiesz, że nie tęsknisz za nią?- zagadnęłam, nakładając szminkę.
- Roza.- westchnął, odwracając mnie przodem do siebie.- Tęsknię za duża ilością osób. Nie wiesz nawet za jak duża. Ale utrata każdego przyjaciela, czy nawet znajomego, nauczyła mnie, żeby żyć dalej, nie patrząc na przeszłość. Najważniejsze dla mnie, że o nich pamiętam.
- Ja nie wiedziałam.- popatrzyłam niego wielkimi oczami.
Był smutny, więc go przytuliłam. Bez wahania mnie objął. Dawało mu to ukojenie. Jednocześnie zaczął docierać do mnie głębszy sens jego słów i spojrzałam na swoje życie inaczej. Z Liss ciągle pamiętamy o jej rodzicach i bracie, ale mam wrażenie, że niekiedy o nich zapominam, chodź nie powinnam. Byli dla mnie jak rodzina. Mason. Teraz żyje, ale wiem, że nigdy bym o nim nie zapomniała. Podczas ataku na Akademię zginęło bardzo wiele osób. Nie było zbytnio podczas walk o tym myśleć, a później przeżywałam swoją własną żałobę. I utrata ukochanego. Byłam silniejsza, bo miałam siłę odszukać go i sama zabić do końca. Mój mąż też nie miał za bardzo jak przejąć się śmiercią Galiny. Najpierw był strzygą, potem rozpaczał nad swoimi czynami, a później cały ten bałagan z oskarżeniem mnie o morderstwo królowej i ucieczka.
- Ale są osoby z których śmiercią nigdy bym się nie pogodził.- powiedział strażnik, patrząc mi w oczy.- Kocham Cię, Roza. Ciebie, nasze dzieci i Lili. Oni nie powinni umrzeć przed nami.
- Wiem, ale nikt nie może nam obiecać tego na pewno.
Poczułam pieczenie pod powiekami, na myśl o śmierci naszych kruszynek. Nawet nie poczułam jak pierwsza łza spłynęła mi po policzku. Dopiero usta Rosjanina mi to uświadomiły, scałowując ją ze mnie.
- Spokojnie, Kochanie. Jeszcze nic się nie stało. Póki nie zaczną walczyć, nie stanie im się żadna krzywda.
- Już dobrze.-szepnęłam.
- Na pewno?- spytał z troską, a ja przytaknęłam.- Mamy jeszcze chwilę, to może kupimy sobie coś słodkiego.
- A opowiesz mi ten swój sen?
- Któ...- przerwał, gdy zrozumiał.- Aż tak widać, że mnie męczy?- znowu przytaknęłam głową.- To nic takiego. Po prostu śniło mi się, że obudziłem się jako strzyga z żądzą krwi i zabiłem ciebie oraz... oraz dzieci. Ale to się nigdy nie zdarzy.
Był silny, ale nie chciałam, żeby ukrywał przede mną swojego bólu, chcę żaby odczuł ulgę. Nawet jeśli przez łzy. Usiadłam na kredensie z umywalkami i przyciągnęłam sobie jego głowę do piersi. Objął mnie mocno, szlochając po cichu.
- Spokojnie. To był tylko sen, nic takiego nigdy się nie wydarzy. Nie zrobisz tego. Już nigdy więcej nie będziesz mordować dla krwi. Obiecuję.- przez cały czas głaskałam go po włosach
- Skąd możesz to wiedzieć.-krzyknął, chcąc się odsunąć, ale mu nie pozwoliłam.- Byłem potworem i mogę się nim stać jeszcze raz. A ja tego nie chcę.
- Elizabeth sama powiedziała, że będziesz aniołem. Co oznacza, że nie ma możliwości, abyś stał się zły. Więc to jest równoznaczne z niemożliwością stania się strzygą. Po za tym ja zawsze cię obronię.- podniosłam mu głowę, patrząc w czekoladowy brąz tęczówek, wokół czarnych źrenice. Bez żadnej czerwonej obwódki.- Nikomu nie pozwolę cię skrzywdzić.
Ukochany uśmiechnął się do mnie przez łzy. Pocałował mnie mocno z całym bólem, miłością i wdzięcznością. Chętnie przyjmę na siebie każde jego zmartwienie, przykrość i wszystko co go męczy. Wolę sama cierpieć dwa razy mocniej, niż patrzeć jak coś go trapi. Po pocałunku na nowo go przytuliłam.
- Już dobrze.- szepnął.
- Na pewno.- spytała z troską. Zamieniliśmy się rolami.
- Tak.- cicho się zaśmiał.- A teraz chodź, bo zaraz się spóźnimy.
-Ale najpierw umyj twarz zimną wodą. Lepiej, żebym tylko ja widziała twoje łzy.
Jak powiedziałam, tak zrobił. Spojrzałam na zegarek ukochanego.
- Co mnie oszukujesz towarzyszu? Mamy jeszcze dziesięć minut. Spokojnie zdążymy do kawiarni.- pociągnęłam go na zewnątrz.
- Jak to? Zostawiliśmy dzieci dwadzieścia pięć minut temu?
- Wiem. Dla mnie też chwile z tobą zdają się być wiecznością.
Z prędkością huraganu wpadliśmy do kawiarni Emilii.
- Rose, Dymitr.- uścisnęła nas właścicielka.- Jak ja dawno was nie widziałam.
- Wiesz, jak to mówią, służba nie drużba.- uśmiechnął się Bielikow, na co wszyscy się zaśmialiśmy.
- Wiesz jak to jest. Dzieci, pies, koń, siostra.- wzruszyłam ramionami.
- Właśnie, czemu ja waszych dzieci jeszcze nie widziałam?
- Dzisiaj zobaczysz.- obiecałam.- A teraz podaj nam dwa razy te dobre ciasto, co mi zawsze dajesz. Ferrero?
- Raffaello. Ale byłaś blisko.- zaśmiał się i ukroiła nam po kawałku deseru.- Masz szczęście, bo z jakieś pięć minut temu wyszło z kuchni.
Były to dwie warstwy białego biszkoptu, przekładane masą kokosową i posypane wiórkami kokosa i migdałami. Już mi ślinka ciekła. Nie było ruchu, więc Emilii usiadła z nami do stolika.
- Mówcie, co tam u was.- zagadnęła, jedząc swój kawałek.
- A nic ciekawego. Lepiej mów co u ciebie słychać, że taka cała w skowronkach?- zagadnęłam.
- Aż tak bardzo to widać?- zarumieniła się.- No więc... poznałam kogoś.- spuściła wzrok, cała czerwona, a ja uśmiechnęłam się od ucha do ucha.
- A nie mówiłam, że na ciebie też przyjdzie pora. Mów, kto to jest?
- To znaczy, znałam go wcześniej, byliśmy przyjaciółmi i on mi się od dawna podobał, ale nie wiedziałam, że ja mu też. No i przyszedł tu jakiś czas temu, bo od czasu dekretu się nie pojawił, i zamówił ciasto. No i usiedliśmy razem, tak jak my teraz i gadaliśmy. Wspominaliśmy dawne czasy i powiedział, że zawsze byłam ładna, ale teraz jestem piękną.- uśmiechnęła się szeroko, a ja miałam wrażenie, że to nie koniec historii.- No i zaczął tu przychodzić częściej, prawić mi komplementy i ogólnie taki miły, niekiedy przypadkowo łapał mnie za dłoń i... wczoraj mnie pocałował.- prawie że skakał z radości.
- Ale kto to jest?- dopytywał mój mąż.
- Hans.
Zaczęłam krztusić się ciastem. Dymitr musiał poklepać mnie po plecach, żebym złapała oddech.
- Hans?!- nie dowierzałam.
Dziewczyna pokiwała głową, a ja zaczęłam się śmiać.
- No to nieźle. W takim razie wam gratuluję. Ale my już musimy spieszyć się na służbę.- dałam jej pieniądze i wyszliśmy.
- To prawda, była moją przyjaciółka.- przyznał, już czysty.- Ale taka jest kolej rzeczy. Jedni umierają, a inni się rodzą.- podszedł do mnie od tyłu i dotknął mojego brzucha.
- No, ale chyba mi nie powiesz, że nie tęsknisz za nią?- zagadnęłam, nakładając szminkę.
- Roza.- westchnął, odwracając mnie przodem do siebie.- Tęsknię za duża ilością osób. Nie wiesz nawet za jak duża. Ale utrata każdego przyjaciela, czy nawet znajomego, nauczyła mnie, żeby żyć dalej, nie patrząc na przeszłość. Najważniejsze dla mnie, że o nich pamiętam.
- Ja nie wiedziałam.- popatrzyłam niego wielkimi oczami.
Był smutny, więc go przytuliłam. Bez wahania mnie objął. Dawało mu to ukojenie. Jednocześnie zaczął docierać do mnie głębszy sens jego słów i spojrzałam na swoje życie inaczej. Z Liss ciągle pamiętamy o jej rodzicach i bracie, ale mam wrażenie, że niekiedy o nich zapominam, chodź nie powinnam. Byli dla mnie jak rodzina. Mason. Teraz żyje, ale wiem, że nigdy bym o nim nie zapomniała. Podczas ataku na Akademię zginęło bardzo wiele osób. Nie było zbytnio podczas walk o tym myśleć, a później przeżywałam swoją własną żałobę. I utrata ukochanego. Byłam silniejsza, bo miałam siłę odszukać go i sama zabić do końca. Mój mąż też nie miał za bardzo jak przejąć się śmiercią Galiny. Najpierw był strzygą, potem rozpaczał nad swoimi czynami, a później cały ten bałagan z oskarżeniem mnie o morderstwo królowej i ucieczka.
- Ale są osoby z których śmiercią nigdy bym się nie pogodził.- powiedział strażnik, patrząc mi w oczy.- Kocham Cię, Roza. Ciebie, nasze dzieci i Lili. Oni nie powinni umrzeć przed nami.
- Wiem, ale nikt nie może nam obiecać tego na pewno.
Poczułam pieczenie pod powiekami, na myśl o śmierci naszych kruszynek. Nawet nie poczułam jak pierwsza łza spłynęła mi po policzku. Dopiero usta Rosjanina mi to uświadomiły, scałowując ją ze mnie.
- Spokojnie, Kochanie. Jeszcze nic się nie stało. Póki nie zaczną walczyć, nie stanie im się żadna krzywda.
- Już dobrze.-szepnęłam.
- Na pewno?- spytał z troską, a ja przytaknęłam.- Mamy jeszcze chwilę, to może kupimy sobie coś słodkiego.
- A opowiesz mi ten swój sen?
- Któ...- przerwał, gdy zrozumiał.- Aż tak widać, że mnie męczy?- znowu przytaknęłam głową.- To nic takiego. Po prostu śniło mi się, że obudziłem się jako strzyga z żądzą krwi i zabiłem ciebie oraz... oraz dzieci. Ale to się nigdy nie zdarzy.
Był silny, ale nie chciałam, żeby ukrywał przede mną swojego bólu, chcę żaby odczuł ulgę. Nawet jeśli przez łzy. Usiadłam na kredensie z umywalkami i przyciągnęłam sobie jego głowę do piersi. Objął mnie mocno, szlochając po cichu.
- Spokojnie. To był tylko sen, nic takiego nigdy się nie wydarzy. Nie zrobisz tego. Już nigdy więcej nie będziesz mordować dla krwi. Obiecuję.- przez cały czas głaskałam go po włosach
- Skąd możesz to wiedzieć.-krzyknął, chcąc się odsunąć, ale mu nie pozwoliłam.- Byłem potworem i mogę się nim stać jeszcze raz. A ja tego nie chcę.
- Elizabeth sama powiedziała, że będziesz aniołem. Co oznacza, że nie ma możliwości, abyś stał się zły. Więc to jest równoznaczne z niemożliwością stania się strzygą. Po za tym ja zawsze cię obronię.- podniosłam mu głowę, patrząc w czekoladowy brąz tęczówek, wokół czarnych źrenice. Bez żadnej czerwonej obwódki.- Nikomu nie pozwolę cię skrzywdzić.
Ukochany uśmiechnął się do mnie przez łzy. Pocałował mnie mocno z całym bólem, miłością i wdzięcznością. Chętnie przyjmę na siebie każde jego zmartwienie, przykrość i wszystko co go męczy. Wolę sama cierpieć dwa razy mocniej, niż patrzeć jak coś go trapi. Po pocałunku na nowo go przytuliłam.
- Już dobrze.- szepnął.
- Na pewno.- spytała z troską. Zamieniliśmy się rolami.
- Tak.- cicho się zaśmiał.- A teraz chodź, bo zaraz się spóźnimy.
-Ale najpierw umyj twarz zimną wodą. Lepiej, żebym tylko ja widziała twoje łzy.
Jak powiedziałam, tak zrobił. Spojrzałam na zegarek ukochanego.
- Co mnie oszukujesz towarzyszu? Mamy jeszcze dziesięć minut. Spokojnie zdążymy do kawiarni.- pociągnęłam go na zewnątrz.
- Jak to? Zostawiliśmy dzieci dwadzieścia pięć minut temu?
- Wiem. Dla mnie też chwile z tobą zdają się być wiecznością.
Z prędkością huraganu wpadliśmy do kawiarni Emilii.
- Rose, Dymitr.- uścisnęła nas właścicielka.- Jak ja dawno was nie widziałam.
- Wiesz, jak to mówią, służba nie drużba.- uśmiechnął się Bielikow, na co wszyscy się zaśmialiśmy.
- Wiesz jak to jest. Dzieci, pies, koń, siostra.- wzruszyłam ramionami.
- Właśnie, czemu ja waszych dzieci jeszcze nie widziałam?
- Dzisiaj zobaczysz.- obiecałam.- A teraz podaj nam dwa razy te dobre ciasto, co mi zawsze dajesz. Ferrero?
- Raffaello. Ale byłaś blisko.- zaśmiał się i ukroiła nam po kawałku deseru.- Masz szczęście, bo z jakieś pięć minut temu wyszło z kuchni.
Były to dwie warstwy białego biszkoptu, przekładane masą kokosową i posypane wiórkami kokosa i migdałami. Już mi ślinka ciekła. Nie było ruchu, więc Emilii usiadła z nami do stolika.
- Mówcie, co tam u was.- zagadnęła, jedząc swój kawałek.
- A nic ciekawego. Lepiej mów co u ciebie słychać, że taka cała w skowronkach?- zagadnęłam.
- Aż tak bardzo to widać?- zarumieniła się.- No więc... poznałam kogoś.- spuściła wzrok, cała czerwona, a ja uśmiechnęłam się od ucha do ucha.
- A nie mówiłam, że na ciebie też przyjdzie pora. Mów, kto to jest?
- To znaczy, znałam go wcześniej, byliśmy przyjaciółmi i on mi się od dawna podobał, ale nie wiedziałam, że ja mu też. No i przyszedł tu jakiś czas temu, bo od czasu dekretu się nie pojawił, i zamówił ciasto. No i usiedliśmy razem, tak jak my teraz i gadaliśmy. Wspominaliśmy dawne czasy i powiedział, że zawsze byłam ładna, ale teraz jestem piękną.- uśmiechnęła się szeroko, a ja miałam wrażenie, że to nie koniec historii.- No i zaczął tu przychodzić częściej, prawić mi komplementy i ogólnie taki miły, niekiedy przypadkowo łapał mnie za dłoń i... wczoraj mnie pocałował.- prawie że skakał z radości.
- Ale kto to jest?- dopytywał mój mąż.
- Hans.
Zaczęłam krztusić się ciastem. Dymitr musiał poklepać mnie po plecach, żebym złapała oddech.
- Hans?!- nie dowierzałam.
Dziewczyna pokiwała głową, a ja zaczęłam się śmiać.
- No to nieźle. W takim razie wam gratuluję. Ale my już musimy spieszyć się na służbę.- dałam jej pieniądze i wyszliśmy.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
niedziela, 18 grudnia 2016
ROZDZIAŁ 345
Po godzinie mała była padnięta. Tak jak prosiła, wymęczyliśmy ją za wszech czasy. Jeszcze ostatnie starcie między mną, a Dymitrem, które niestety przegrałam, i powrót do domu. Szybko się odświeżyliśmy, przebraliśmy w stroje służbowe i spakowaliśmy dzieci, po czym ruszyliśmy na Dwór. Na miejscu byliśmy pół godziny później. Pożegnaliśmy się z Lili, która poszła do szkoły, a my udaliśmy się do pokoju dziecięcego. Maluchy nie były zachwycone, że je zostawiamy. Zrobiły tak smutne buźki, że ukochany musiał mnie siłą wyciągnąć z pomieszczenia, żebym ich nie zabrała ze sobą. Oparłam się o ścianę obok drzwi i westchnęłam ciężko. Po chwili strażnik pochylił się nade mną, opierając dłonie po bokach mojej głowy. Oplótł sobie na palec jeden z moich kosmyków i chwilę na niego patrzył smutnym wzrokiem. Było mu równie ciężko.
- Też nie chcę się z nimi rozstawać.- zrobił pause, aby spojrzeć mi w oczy.- Ale nie możemy.
- Wiem.- westchnęłam znowu spuszczając głowę.
- Tu będą bezpieczne i będziemy mogli wrócić do nich, nim się obejrzysz. A teraz chodź, bo obawiam się, że zaraz, jeśli ty do nich nie wejdziesz, to ja to zrobię.
Uśmiechnęliśmy się do siebie, złączyliśmy nasze dłonie i ruszyliśmy do sali tronowej. Dzisiaj na szczęście mieliśmy na drugą zmianę, tak samo jak Lili w szkole.
- Jeśli tak dalej pójdzie, to ja nie pozwolę im chodzić do przedszkola.- zażartowałam.
- Maluchy byłyby wielce niepocieszone.- mój mąż udał zszokowanie, łapiąc się za serce, po czym oboje się roześmialiśmy.
- Kocham naszą rodzinkę.- westchnęłam.- Z wierzchu może wydawać się normalna, ale kto nas zna bliżej, ten wie, że nic w niej nie jest normalne.
- To zaskakujące, że ja mam z takimi rzeczami do czynienia od zawsze. Luna- zwykła sarna, a jednak nie. Gwiazdka też w jakiś sposób się wyróżnia, zwłaszcza inteligencją, jakby rozumiała wszystko co mówimy.
Słuchałam go uważnie, gdy szliśmy wolno do królowej. Nie spieszyło nam się, bo mieliśmy jeszcze czas. Nagle, nie wiem jak, znalazłam się przyszpilona przez Rosjanina do ściany. Lekko się wystraszyłam, ale uspokoiło mnie jego pełne miłości spojrzenie.
- I ty. Niby zwykła nastolatka, niepozorna dampirzyca, kolejna moja uczennica. Ale jeszcze nikt nie zawrócił mi tak w głowie, przy tym sama będąca wielką zagadką. Przeżyła to, co powinno ją zabić, poświęcała się i robiła to co pohańbione dlatego, że było to słuszne, wiedziała co czuje i myśli jej podopieczna, później widziała duchy i przez więź zabierała przyjaciółce mrok, znalazła sposób na ocalenie strzygi, samą siłą walki wygrała pojedynek ze śmiercią, znowu, a na końcu dała mi dzieci. Byłaś dla mnie wyzwaniem, a jednocześnie wielką niewiadomą. Im bliżej cię poznawałem, tym więcej chciałem o tobie wiedzieć. Te wszystkie tajemnice zaprzątały mi głowę. Być może to mnie w tobie pociągało. Choć i bez tego bym cię pokochał. Ale tym się najbardziej wyróżniasz i jesteś dla mnie wyjątkowa i jedyna. Kocham cię Roza.
Położyłam dłonie na jego tors, patrząc mu głęboko w oczy.
- Mogłabym powiedzieć podobnie o tobie. Od zawsze zamknięty w sobie, poważny strażnik. To wzbudziło moją ciekawość. Jakie ty ukrywasz tajemnice pod swoją kamienną maską. Chyba jeszcze nigdy nie spotkałam kogoś tak oddanego pracy. Ty nią żyłeś. Rzadko się uśmiechałeś, byłeś i nadal jesteś dla mnie wzorem idealnego strażnika. Aż na jednej z naszych lekcji się zaśmiałeś. Poczułam wtedy ogromną satysfakcję, jakbym co najmniej weszła na Mont Everest.- uśmiechnęliśmy się oboje.- Od tamtej chwili moim celem życiowym stało się zburzenie tego muru. I Chyba udało mi się. Nie od razu myślałam o takim efekcie, ale jestem szczęśliwa. To bardzo dobry koniec. Też Cię Kocham, Towarzyszu.
Bielikow przesunął się bliżej i nasze wargi się spotkały w czułym pocałunku. Automatycznie moje dłonie powędrowały do jego miękkich i aksamitnych włosów, które uwolniłam z gumki i zaczęłam przeczesywać palcami. W tym samym czasie poczułam ucisk na biodrach, wywołany dłońmi Dymitra, który jeszcze bardziej zbliżył nas do siebie i przycisnął mnie do ściany, pogłębiając pocałunek. Po chwili trzymał mnie za pośladki, a ja oplotłam go nogami. Z tego transu ocknęło nas czyjeś chrząknięcie. Ukochany momentalnie się ode mnie odsunął. Oboje ciężko oddychaliśmy. Strażnik poprawił ubranie i na nowo związał włosy. Rozglądając się, zauważyłam jakąś służąca, a raczej jej oddalające się plecy.
- Musimy popracować nad twoją samokontrolą Towarzy...- gdy na niego spojrzałam, wybuchłam śmiechem.
- O co chodzi, Roza?- spytał zbity z tropu.
- Zanim pójdziemy do królowej, musisz odwiedzić toaletę, skarbie.- uśmiechnęłam się do niego.
- Czyżbym miał na ustach to co ty?
- Jeśli chodzi ci o moją szminkę, to tak.
- Bardziej o rozmazaną szminkę.
- Cholera. To chyba razem odwiedzimy łazienkę.
- Mi to tam nie przeszkadza.- złapał mnie za rękę i pociągnął w sąsiedni korytarz.- A wracając do tematu, ty nie zostałaś mi dłużna i oddałaś pocałunek.
- Ale to ty go pogłębiłeś.- odparowałam.
- Tylko, że nie kazałem ci oplatać mnie nogami.
- Doskonale wiesz, że przy tobie przestaję racjonalnie myśleć. I tak to wszystko twoja wina.- wystawiłam mu język.
- Okey, to obiecuję, że to był ostatni pocałunek na Dworze. No po za naszym mieszkaniem.- uśmiechnął się złośliwie.
- Chyba żartujesz?!- spojrzałam na niego zszokowana. Jednak po chwili się uspokoiłam.- Nie dasz rady. Kiedyś mnie pocałujesz. Zakładam, że jeszcze w tym tygodniu, jeśli nie dzisiaj.
- Zobaczymy Roza.- cwany uśmieszek nie schodził z ust mojego męża.
Weszliśmy do toalety dla personelu. Gdy zobaczyłam się w lustrze, przyznałam mu rację. Usta miałam trzy razy większe niż w rzeczywistości. Oboje wzięliśmy papierowe ręczniki i zaczęliśmy się czyścić.
- Też nie chcę się z nimi rozstawać.- zrobił pause, aby spojrzeć mi w oczy.- Ale nie możemy.
- Wiem.- westchnęłam znowu spuszczając głowę.
- Tu będą bezpieczne i będziemy mogli wrócić do nich, nim się obejrzysz. A teraz chodź, bo obawiam się, że zaraz, jeśli ty do nich nie wejdziesz, to ja to zrobię.
Uśmiechnęliśmy się do siebie, złączyliśmy nasze dłonie i ruszyliśmy do sali tronowej. Dzisiaj na szczęście mieliśmy na drugą zmianę, tak samo jak Lili w szkole.
- Jeśli tak dalej pójdzie, to ja nie pozwolę im chodzić do przedszkola.- zażartowałam.
- Maluchy byłyby wielce niepocieszone.- mój mąż udał zszokowanie, łapiąc się za serce, po czym oboje się roześmialiśmy.
- Kocham naszą rodzinkę.- westchnęłam.- Z wierzchu może wydawać się normalna, ale kto nas zna bliżej, ten wie, że nic w niej nie jest normalne.
- To zaskakujące, że ja mam z takimi rzeczami do czynienia od zawsze. Luna- zwykła sarna, a jednak nie. Gwiazdka też w jakiś sposób się wyróżnia, zwłaszcza inteligencją, jakby rozumiała wszystko co mówimy.
Słuchałam go uważnie, gdy szliśmy wolno do królowej. Nie spieszyło nam się, bo mieliśmy jeszcze czas. Nagle, nie wiem jak, znalazłam się przyszpilona przez Rosjanina do ściany. Lekko się wystraszyłam, ale uspokoiło mnie jego pełne miłości spojrzenie.
- I ty. Niby zwykła nastolatka, niepozorna dampirzyca, kolejna moja uczennica. Ale jeszcze nikt nie zawrócił mi tak w głowie, przy tym sama będąca wielką zagadką. Przeżyła to, co powinno ją zabić, poświęcała się i robiła to co pohańbione dlatego, że było to słuszne, wiedziała co czuje i myśli jej podopieczna, później widziała duchy i przez więź zabierała przyjaciółce mrok, znalazła sposób na ocalenie strzygi, samą siłą walki wygrała pojedynek ze śmiercią, znowu, a na końcu dała mi dzieci. Byłaś dla mnie wyzwaniem, a jednocześnie wielką niewiadomą. Im bliżej cię poznawałem, tym więcej chciałem o tobie wiedzieć. Te wszystkie tajemnice zaprzątały mi głowę. Być może to mnie w tobie pociągało. Choć i bez tego bym cię pokochał. Ale tym się najbardziej wyróżniasz i jesteś dla mnie wyjątkowa i jedyna. Kocham cię Roza.
Położyłam dłonie na jego tors, patrząc mu głęboko w oczy.
- Mogłabym powiedzieć podobnie o tobie. Od zawsze zamknięty w sobie, poważny strażnik. To wzbudziło moją ciekawość. Jakie ty ukrywasz tajemnice pod swoją kamienną maską. Chyba jeszcze nigdy nie spotkałam kogoś tak oddanego pracy. Ty nią żyłeś. Rzadko się uśmiechałeś, byłeś i nadal jesteś dla mnie wzorem idealnego strażnika. Aż na jednej z naszych lekcji się zaśmiałeś. Poczułam wtedy ogromną satysfakcję, jakbym co najmniej weszła na Mont Everest.- uśmiechnęliśmy się oboje.- Od tamtej chwili moim celem życiowym stało się zburzenie tego muru. I Chyba udało mi się. Nie od razu myślałam o takim efekcie, ale jestem szczęśliwa. To bardzo dobry koniec. Też Cię Kocham, Towarzyszu.
Bielikow przesunął się bliżej i nasze wargi się spotkały w czułym pocałunku. Automatycznie moje dłonie powędrowały do jego miękkich i aksamitnych włosów, które uwolniłam z gumki i zaczęłam przeczesywać palcami. W tym samym czasie poczułam ucisk na biodrach, wywołany dłońmi Dymitra, który jeszcze bardziej zbliżył nas do siebie i przycisnął mnie do ściany, pogłębiając pocałunek. Po chwili trzymał mnie za pośladki, a ja oplotłam go nogami. Z tego transu ocknęło nas czyjeś chrząknięcie. Ukochany momentalnie się ode mnie odsunął. Oboje ciężko oddychaliśmy. Strażnik poprawił ubranie i na nowo związał włosy. Rozglądając się, zauważyłam jakąś służąca, a raczej jej oddalające się plecy.
- Musimy popracować nad twoją samokontrolą Towarzy...- gdy na niego spojrzałam, wybuchłam śmiechem.
- O co chodzi, Roza?- spytał zbity z tropu.
- Zanim pójdziemy do królowej, musisz odwiedzić toaletę, skarbie.- uśmiechnęłam się do niego.
- Czyżbym miał na ustach to co ty?
- Jeśli chodzi ci o moją szminkę, to tak.
- Bardziej o rozmazaną szminkę.
- Cholera. To chyba razem odwiedzimy łazienkę.
- Mi to tam nie przeszkadza.- złapał mnie za rękę i pociągnął w sąsiedni korytarz.- A wracając do tematu, ty nie zostałaś mi dłużna i oddałaś pocałunek.
- Ale to ty go pogłębiłeś.- odparowałam.
- Tylko, że nie kazałem ci oplatać mnie nogami.
- Doskonale wiesz, że przy tobie przestaję racjonalnie myśleć. I tak to wszystko twoja wina.- wystawiłam mu język.
- Okey, to obiecuję, że to był ostatni pocałunek na Dworze. No po za naszym mieszkaniem.- uśmiechnął się złośliwie.
- Chyba żartujesz?!- spojrzałam na niego zszokowana. Jednak po chwili się uspokoiłam.- Nie dasz rady. Kiedyś mnie pocałujesz. Zakładam, że jeszcze w tym tygodniu, jeśli nie dzisiaj.
- Zobaczymy Roza.- cwany uśmieszek nie schodził z ust mojego męża.
Weszliśmy do toalety dla personelu. Gdy zobaczyłam się w lustrze, przyznałam mu rację. Usta miałam trzy razy większe niż w rzeczywistości. Oboje wzięliśmy papierowe ręczniki i zaczęliśmy się czyścić.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
sobota, 17 grudnia 2016
ROZDZIAŁ 344
Obudziło mnie coś wilgotnego i zimnego na twarzy. Odgoniłam się ręką, ale po chwili poczułam coś bardziej mokrego i już ciepłego. Otarłam twarz i powoli otworzyłam oczy. Zobaczyłam wielką beżową plamę z trzema czarnymi punktami. Gdy wzrok mi się wyostrzył, zobaczyłam swój budzik.
- Bianka!- krzyknęła z niedowierzaniem.
Zepchnęłam ją na bok, a ona się przeturlała na drugą stronę łóżka, położyła na łapach, patrząc na mnie i merdając ogonem. Zaśmiałam się na ten widok i podrapałam ją pod brodą. Dopiero teraz zauważyłam, że jesteśmy same w sypialni.
- A może ty wiesz, gdzie są wszyscy?- spytałam suczkę.
Ona od razu wstała i wybiegł z pokoju. Po chwili wróciła i oparła łapy na łóżku, patrząc na mnie wyczekująco.
- No dobra. Tylko daj mi się ubrać.- powiedziałam zrzucając z siebie kołdrę.
Super, teraz zaczęłam gadać do psa. No ale jak mnie rozumie, to czemu nie. Wzięłam czystą bieliznę i poszłam do łazienki. Po szybkim prysznicu wróciłam do garderoby, przebrać się w strój strażniczki. Po rozczesaniu włosów i zrobieniu lekkiego makijażu, zeszłam z Bianką na dół. W jadalni mój ukochany właśnie kładł na stole stertę naleśników, a wokół nich były miski z owocami, bitą śmietaną, czekoladą i stropem klonowym. Lili w tym czasie karmiła maluchy. Sądząc po talerzu na jej miejscu, jeszcze nic nie jadła. Na pewno czekali na mnie.
- Hej.- powiedziałam, wchodząc przez szklane drzwi i wciągając cudowny zapach naleśników.- Ale pachnie...
- To siadaj, bo wystygnie.- w chwili między moimi nogami przebiegła suczka i zaczęła skakać wokół Dymitra.- Tak. Dobra psinka obudziła panią, tak? A teraz idź jeść.
Bianka popędziła pod ścianę i wręcz rzuciła się na miskę, jakby tydzień nic nie jadła. Rozbawiona podeszłam do męża, po drodze obdarzając każde z dzieci pocałunkiem w policzek. Bliźniaki dodatkowo zostały połaskotane po brzuszkach, na co uśmiechnęły się szeroko.
- Mam rozumieć, że to ty jesteś odpowiedzialny za moją pobudkę?- Rosjanin pokiwał głową, gdy zajęłam swoje miejsce.- Dziękuję. Lepszej nie miałam.
Uśmiechnął się, lecz po chwili dotarło do niego znaczenie moich słów.
- Ej! Moje pobudki nie są gorsze.- zaprzeczył, jak obrażony chłopiec.
- Jesteś pewny?- droczyłam się z nim.
- Tak.- powiedział pewnie.-Ale jutro tak cię obudzę, że nie będziesz chciała już innej pobudki.- usiadł obok mnie.
- Już nie mogę się doczekać.- odpowiedziałam i wzięliśmy się za jedzenie.
Jak zawsze było pyszne. Po posiłku Bielikow i Lili zaczęli sprzątać, a ja wzięłam dzieci do mycia.
- Czy chodź raz może być więcej jedzenia w was niż na was?- spytałam, rozbierając Nastkę.
Na moje pytanie dzieci tylko się uśmiechnęły. Nagle usłyszałam pukanie. W przejściu pojawiła się głową Lili, która po chwili podeszła do nas.
- Hej, myszko.- objęłam ją ramieniem i cmoknęłam w skroń.- Coś się stało?
- Nie, tylko Dymitr uznał, że da sobie radę i posłał, abym ci pomogła. Choć kochanie.- z podłogi podniosła swojego siostrzeńca.
Podeszłam do stolika na którym leżała wanienka z ciepłą wodą.
- I po co ja was w nocy myłam?- zastanawiałam się na głos, gdy moja ciekawska córeczka bawiła się zabawki w pianie.
- Bo jesteś bardzo dobrą mamą.- odpowiedziała mi siostra, z gołym chłopcem na rękach.
- Nie podlizuj się. Pamiętam, że chciałaś wycisk na treningu.- zaśmiałyśmy się.
- Rose? A kiedy pojedziemy nad tamto jeziorko? Chciałam nauczyć się jeździć na łyżwach.
- A masz łyżwy?- spytałam myjąc małą. W tej chwili uderzyła rączką w wodę i ją rozlała.- Anastazja!
Bliźniaki się roześmiały.
- Nie.- przyznała Lili ze smutkiem.
Chyba mam pomysł na prezent dla niej. Szybko dokończyłam myć dziewczynkę i położyłam ją na ręczniki z boku. Następnie wzięłam od siostry Felixa, a ona zajęła się siostrzenicą. Cieszyłam się widząc z jaką miłością i troską opiekuje się naszymi dziećmi.
-Dzięki za pomoc.- przytuliłam brunetkę, gdy oboje byli już ubrani, a podłoga sucha.
W tej chwili do pokoju wszedł mój mąż, już przebrany na trening.
- Co tam rodzinko? Za dziesięć minut widzę was na sali.- zapowiedział i już chciał wyjść.
- Hola hola, Towarzyszu. Wracaj mi tu.- strażnik wrócił się, patrząc na mnie zdziwiony.- Jak my mamy się szykować, to ty bierzesz nasze dzieci.
Uśmiechnął się szeroko i wziął najpierw oczywiście swoją księżniczkę.
- Kiedyś Felix poczuje się odrzucony przez ciebie.- pokręciłam zrezygnowana głową i wyszłam do garderoby.
Lili pobiegła do pokoju, gdy tylko Dymitr wspomniał o treningu. Po chwili za mną pojawił się Bielikow z maluchami.
- Doskonale wiesz, że kocham was wszystkich tak samo. Jesteście całym moim życiem.
- Wiem skarbie.- cmoknęłam go i dzieci w policzki.
Szybko się przebrałam w różową bluzkę na ramiączkach i czarne leginsy. Zadowolona spojrzałam w lustro i związałam włosy w kucyk.
- Gotowa?- spytał ojciec naszych dzieci.
- Tak.- robiłam ostatnie poprawki przed zwierciadłem.
- Jesteś piękna Roza.- westchnął, widząc moje poczynania.
- Dla ciebie, chcę być idealna.- szepnęłam, mając nadzieję, że tego nie usłyszy, jednak się przeliczyłam.
- Dla mnie zawsze będziesz idealna. Pod warunkiem, że choć ten raz się nie spóźnisz.
- Wtedy nie byłabym sobą.- wzięłam na ręce córkę i wyszłam z pokoju.
Na dole na rzuciłam na siebie ciepłą bluzę i oczywiście prochowiec. Ale dzieci ubraliśmy w ciepłe kurteczki, czapki i rękawiczki. Po chwili dołączyła do nas Lili i też się ubrała. W sumie mieliście z pięć kroków do naszej sali. Odkąd zaczęliśmy służbę nie mieliśmy czasu budować, więc wynajęliśmy specjalną firmę i na podwórku stoi już budynek sportowy i stajnia. Weszliśmy do tego pierwszego. Przed nami rozpościera się korytarz. Po lewej są szatnie, toaleta i kilka sal, a reszta po prawej. Jedna z lustrami, inna z materacami i drabinkami, siłownia, na gry zespołowe z piłką, tenis stołowy, basen i magazyn ze sprzętami. Najpierw poszliśmy na największą, aby zacząć rozgrzewkę od biegania. Kwadrans później zaczęliśmy się rozciągać i przeszliśmy do sali z drabinkami. Tam z mężem odbyliśmy kilka starć z różnymi wynikami. Raz wygrałam ja, raz Rosjanin. Dzieciom chyba się podobało, bo ciągle się śmiały i przypatrywały uważnie naszym starciom.
- W końcu znalazłem godnego siebie przeciwnika, który nie leży na macie po pięciu ciosach.- uśmiechnął się mój ukochany, gdy szliśmy do toreb po picie.
- Sam mnie na taką wychowałeś.- zauważyłam, sięgając po bidon.
- Dobra młoda,- strażnik klasnął w dłonie.- twoja kolej.
- Bianka!- krzyknęła z niedowierzaniem.
Zepchnęłam ją na bok, a ona się przeturlała na drugą stronę łóżka, położyła na łapach, patrząc na mnie i merdając ogonem. Zaśmiałam się na ten widok i podrapałam ją pod brodą. Dopiero teraz zauważyłam, że jesteśmy same w sypialni.
- A może ty wiesz, gdzie są wszyscy?- spytałam suczkę.
Ona od razu wstała i wybiegł z pokoju. Po chwili wróciła i oparła łapy na łóżku, patrząc na mnie wyczekująco.
- No dobra. Tylko daj mi się ubrać.- powiedziałam zrzucając z siebie kołdrę.
Super, teraz zaczęłam gadać do psa. No ale jak mnie rozumie, to czemu nie. Wzięłam czystą bieliznę i poszłam do łazienki. Po szybkim prysznicu wróciłam do garderoby, przebrać się w strój strażniczki. Po rozczesaniu włosów i zrobieniu lekkiego makijażu, zeszłam z Bianką na dół. W jadalni mój ukochany właśnie kładł na stole stertę naleśników, a wokół nich były miski z owocami, bitą śmietaną, czekoladą i stropem klonowym. Lili w tym czasie karmiła maluchy. Sądząc po talerzu na jej miejscu, jeszcze nic nie jadła. Na pewno czekali na mnie.
- Hej.- powiedziałam, wchodząc przez szklane drzwi i wciągając cudowny zapach naleśników.- Ale pachnie...
- To siadaj, bo wystygnie.- w chwili między moimi nogami przebiegła suczka i zaczęła skakać wokół Dymitra.- Tak. Dobra psinka obudziła panią, tak? A teraz idź jeść.
Bianka popędziła pod ścianę i wręcz rzuciła się na miskę, jakby tydzień nic nie jadła. Rozbawiona podeszłam do męża, po drodze obdarzając każde z dzieci pocałunkiem w policzek. Bliźniaki dodatkowo zostały połaskotane po brzuszkach, na co uśmiechnęły się szeroko.
- Mam rozumieć, że to ty jesteś odpowiedzialny za moją pobudkę?- Rosjanin pokiwał głową, gdy zajęłam swoje miejsce.- Dziękuję. Lepszej nie miałam.
Uśmiechnął się, lecz po chwili dotarło do niego znaczenie moich słów.
- Ej! Moje pobudki nie są gorsze.- zaprzeczył, jak obrażony chłopiec.
- Jesteś pewny?- droczyłam się z nim.
- Tak.- powiedział pewnie.-Ale jutro tak cię obudzę, że nie będziesz chciała już innej pobudki.- usiadł obok mnie.
- Już nie mogę się doczekać.- odpowiedziałam i wzięliśmy się za jedzenie.
Jak zawsze było pyszne. Po posiłku Bielikow i Lili zaczęli sprzątać, a ja wzięłam dzieci do mycia.
- Czy chodź raz może być więcej jedzenia w was niż na was?- spytałam, rozbierając Nastkę.
Na moje pytanie dzieci tylko się uśmiechnęły. Nagle usłyszałam pukanie. W przejściu pojawiła się głową Lili, która po chwili podeszła do nas.
- Hej, myszko.- objęłam ją ramieniem i cmoknęłam w skroń.- Coś się stało?
- Nie, tylko Dymitr uznał, że da sobie radę i posłał, abym ci pomogła. Choć kochanie.- z podłogi podniosła swojego siostrzeńca.
Podeszłam do stolika na którym leżała wanienka z ciepłą wodą.
- I po co ja was w nocy myłam?- zastanawiałam się na głos, gdy moja ciekawska córeczka bawiła się zabawki w pianie.
- Bo jesteś bardzo dobrą mamą.- odpowiedziała mi siostra, z gołym chłopcem na rękach.
- Nie podlizuj się. Pamiętam, że chciałaś wycisk na treningu.- zaśmiałyśmy się.
- Rose? A kiedy pojedziemy nad tamto jeziorko? Chciałam nauczyć się jeździć na łyżwach.
- A masz łyżwy?- spytałam myjąc małą. W tej chwili uderzyła rączką w wodę i ją rozlała.- Anastazja!
Bliźniaki się roześmiały.
- Nie.- przyznała Lili ze smutkiem.
Chyba mam pomysł na prezent dla niej. Szybko dokończyłam myć dziewczynkę i położyłam ją na ręczniki z boku. Następnie wzięłam od siostry Felixa, a ona zajęła się siostrzenicą. Cieszyłam się widząc z jaką miłością i troską opiekuje się naszymi dziećmi.
-Dzięki za pomoc.- przytuliłam brunetkę, gdy oboje byli już ubrani, a podłoga sucha.
W tej chwili do pokoju wszedł mój mąż, już przebrany na trening.
- Co tam rodzinko? Za dziesięć minut widzę was na sali.- zapowiedział i już chciał wyjść.
- Hola hola, Towarzyszu. Wracaj mi tu.- strażnik wrócił się, patrząc na mnie zdziwiony.- Jak my mamy się szykować, to ty bierzesz nasze dzieci.
Uśmiechnął się szeroko i wziął najpierw oczywiście swoją księżniczkę.
- Kiedyś Felix poczuje się odrzucony przez ciebie.- pokręciłam zrezygnowana głową i wyszłam do garderoby.
Lili pobiegła do pokoju, gdy tylko Dymitr wspomniał o treningu. Po chwili za mną pojawił się Bielikow z maluchami.
- Doskonale wiesz, że kocham was wszystkich tak samo. Jesteście całym moim życiem.
- Wiem skarbie.- cmoknęłam go i dzieci w policzki.
Szybko się przebrałam w różową bluzkę na ramiączkach i czarne leginsy. Zadowolona spojrzałam w lustro i związałam włosy w kucyk.
- Gotowa?- spytał ojciec naszych dzieci.
- Tak.- robiłam ostatnie poprawki przed zwierciadłem.
- Jesteś piękna Roza.- westchnął, widząc moje poczynania.
- Dla ciebie, chcę być idealna.- szepnęłam, mając nadzieję, że tego nie usłyszy, jednak się przeliczyłam.
- Dla mnie zawsze będziesz idealna. Pod warunkiem, że choć ten raz się nie spóźnisz.
- Wtedy nie byłabym sobą.- wzięłam na ręce córkę i wyszłam z pokoju.
Na dole na rzuciłam na siebie ciepłą bluzę i oczywiście prochowiec. Ale dzieci ubraliśmy w ciepłe kurteczki, czapki i rękawiczki. Po chwili dołączyła do nas Lili i też się ubrała. W sumie mieliście z pięć kroków do naszej sali. Odkąd zaczęliśmy służbę nie mieliśmy czasu budować, więc wynajęliśmy specjalną firmę i na podwórku stoi już budynek sportowy i stajnia. Weszliśmy do tego pierwszego. Przed nami rozpościera się korytarz. Po lewej są szatnie, toaleta i kilka sal, a reszta po prawej. Jedna z lustrami, inna z materacami i drabinkami, siłownia, na gry zespołowe z piłką, tenis stołowy, basen i magazyn ze sprzętami. Najpierw poszliśmy na największą, aby zacząć rozgrzewkę od biegania. Kwadrans później zaczęliśmy się rozciągać i przeszliśmy do sali z drabinkami. Tam z mężem odbyliśmy kilka starć z różnymi wynikami. Raz wygrałam ja, raz Rosjanin. Dzieciom chyba się podobało, bo ciągle się śmiały i przypatrywały uważnie naszym starciom.
- W końcu znalazłem godnego siebie przeciwnika, który nie leży na macie po pięciu ciosach.- uśmiechnął się mój ukochany, gdy szliśmy do toreb po picie.
- Sam mnie na taką wychowałeś.- zauważyłam, sięgając po bidon.
- Dobra młoda,- strażnik klasnął w dłonie.- twoja kolej.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
czwartek, 15 grudnia 2016
ROZDZIAŁ 343
Nakarmiliśmy suczkę i po przeczytaniu bajki Lili, poszliśmy sami się szykować.
- Ale łakomczuszki nam się urodziły.- Rosjanin pogłaskał po brzuszku Nastkę leżącą obok siebie.
- Trzeba je wykąpać i przebrać, ale nie mam serca ich budzić.- westchnęłam patrząc na męża leżącego w łóżku z naszymi dziećmi.
Sama właśnie skończyłam się myć.
- To chodź tu do nas mama, a zrobisz to rano.- odsłonił kołdrę po mojej stronie, zachęcając mnie do położenia się.
Z uśmiechem podeszłam do łóżka i się położyłam. Mieliśmy dzieci między sobą, ale nie były na tyle duże, żebyśmy nie mogli się przytulić. Od razu ręką strażnika wylądowała na moim brzuchu i zaczęła tam jeździć. Zamruczałam z przyjemności, na co mój ukochany się zaśmiał.
- Ja tiebia liubliu Roza.
- Ja tiebia toże liubliu tovarishch.- oparłam głowę na jego ramieniu i odwróciłam się tak, żeby patrzeć w cudne brązowe oczy.
Wokół nich ukazała się mała siateczka zmarszczek, kiedy Dymitr uśmiechnął się do mnie. Poprawiłam się lekko i zamknęłam oczy.
- To obudź mnie wcześniej.- poprosiłam ziewając.
- Dobrze skarbie.- poczułam jak jego dłoń ogarnia mi włosy z twarzy i lekko się uśmiechnęłam.- Rose, jak to możliwe, że Hans dał nam urlop?
- Był trochę oporny i długo musiałam z nim walczyć, ale się zgodził. Wiesz jaki był jego główny argument?- otworzyłam oczy i podparłam się na własnej dłoni. Napotkałam radosne tęczówki Bielikowa.- "Ostatni raz, gdy wzięłaś wolne na tydzień, wróciłaś po dziewięciu miesiącach."- próbowałam naśladować Crofta, a później się zasmialiśmy.
- Jak dla mnie, powinien się cieszyć. Dzięki temu ma dodatkową dwójkę strażników na przyszłość.
- No właśnie. Za osiemnaście lat będzie miał już piątkę najlepszych wojowników na świecie. Nas, dzieci i Lili. I nawet nie próbuj zaprzeczać, bo jesteś najlepszy.
- Ty też.- zauważył.
- Dzięki tobie. Ty mnie wszystkiego nauczyłeś.
- Ale to twoje samozaparcia sprawiło, że tak daleko zaszłaś.- starał się mnie przekonać.
- Uwierz mi, bez ciebie by mi się nie udało. Jesteś najlepszy, dzięki temu ja jestem najlepsza i nasze dzieci będą najlepsze i koniec kropka. A teraz dobranoc mój aniołku.
- Aniołku?- zaśmiał się.
- Tak. Jesteś aniołem.- powiedziałam całkiem poważnie.
- Oj, Roza. To ty jesteś moim aniołem.- cmoknął mnie w skroń.
- Muszę ci coś powiedzieć. Chodzi o rozmowę z Elizabeth.
- Chodzi o to jak popatrzyłaś na mnie? Czego się dowiedziałaś?- dopytywał.
- Po odmienieniu dusza "strzygi"- zrobiłam cudzysłów w powietrzu.- zostaje całkowicie oczyszczona. Zaczyna z czystą kartą, jako anioł. A to co przeżył podczas tego stanu zawieszenia... no wiesz o co mi chodzi.- dodałam szybko, widząc jego nierozumiejące spojrzenie.- No i to nie pozwala mu, to jest tobie, grzeszyć, więc masz zapewnione miejsce w niebie mój aniołku.
Przez chwilę milczał, analizując moje słowa.
- Wow!- w końcu mógł wydobyć z siebie głos.- Ej, to po śmierci będę twoim aniołem stróżem i wciąż będziemy mogli się widzieć.
- Wolę nie doczekać tego.- przeszedł mnie zimny dreszcz.
- Spokojnie Roza. Jeszcze tu jestem. Ja, ty i cała nasza rodzina. A teraz idź spać. Chciałaś wcześniej wstać.
- Ehhh...- jeknęłam chowając twarz w jego ramię, na co mój mąż się zaśmiał.
Po chwili oboje odpłynęliśmy.
Obudził mnie krzyk Lili. Zerwaliśmy się z miejsc, budząc dzieci. Najpierw zaczęły płakać, ale gdy je przytuliliśmy, uspokoiły się i tylko patrzyły na nas zaniepokojone . Z ukochanym wymieniliśmy szybkie spojrzenia.
- Ty idź.- zaproponował Rosjanin.
Kiwnęłam głową, oddałam mu Felixa i poszłam do pokoju na przeciwko. Moja siostra rzucała się po łóżku w koszmarze. Podeszłam do niej szybko i zaczęłam nią potrząsać, aż nie otworzyła oczu. Przytuliłam ją, mimo że wciąż była zdezorientowana. Cała mokra od potu i łez, wtuliła się we mnie mocno, znosząc się płaczem. Gdy się odsunęła, zaczęłam wycierać wciąż wypływające z jej oczu krople.
- Spokojnie. Wszystko będzie dobrze. Jesteśmy tu.- przycisnęłam ją i poczułam małe rączki na szyi.- Jesteśmy.
Złapałam ją pod uda i podniosłam. Gdy oplotła mnie nogami, zniosłam dampirzycę do naszej sypialni. Nie protestowała, kiedy położyłam ją na naszym łóżku. Wtuliła się w Nastkę, a ta cmoknęła ciocię w policzek.
- Zaopiekuj się nią.- szepnęłam prawie bezdźwięcznie, idąc z Felixem na rękach do łazienki.
Naszykowałam wanienkę z zabawkami i mydłem dla dzieci, po czym rozebrałam synka. Uznałam, że skoro nie śpią, zajmę się nimi teraz i dłużej pośpię. Po wykąpaniu malucha, wytarłam i wtarłam oliwkę w jego ciało.
- Kulamy, kulamy, kulamy.- lubił, gdy tak mówiłam, podczas wycierania olejku. Od razu na jego pulchnej buźce pojawił się szeroki uśmiech.
Następnie zabrałam go do ich pokoju, gdzie przebrałam go w żółtą piżamkę z fioletowym słoniem. To samo zrobiłam z córeczką, ale ona dostała różową z brązowym misiem. Obie dołączyliśmy do reszty, tym razem to ja przygarnęłam córeczkę.
- Już lepiej?-spytałam zmartwiona siostrę.
Pokiwała smutno głową, choć wciąż siorbała nosem, a po jej policzkach ciekły resztki łez.
- Śpij słoneczko.- wytarłam jej mokre policzki i uśmiechnęłam się.
Odwdzięczyła mi się tym samym. W tym czasie strażnik głaskał dziewczynkę po plecach i ramieniu. Przykryliśmy nas wszystkich kołdrą, gdy skoczył na nas wielki włochy potworek. Zaczęliśmy się śmiać, kiedy suczka lizała Lili.
- Bianka, zejdź z łóżka.- mój mąż zaczął ją wyganiać.
Jednak ona nie miała takiego zamiaru. Położyła głowę na kołdrę i popatrzyła na nas maślanymi oczami. Z tyłu po łóżku latał jej ogon, dzięki czemu wyglądała bardzo słodko. Obie z Lili wydałyśmy ciche "ooo" i zwróciłam blagalny wzrok na Rosjanina, a reszta zrobiła to samo. Jednak on wciąż nie ustępował.
- Towarzyszu, jedna noc. I tak jesteśmy całą rodziną, a ona jest jej częścią.- próbowałam go przekonać.
- A Gwiazdkę też wpuścisz?- spytał z sarkazmem.- Nie możemy jej tak uczyć. Się przyzwyczai i co będzie?
- Tylko jeden raz. Jeden jedyny.- dołączyła się Lili.
Nastka wstała, podniecając się, a wręcz kładąc na tacie i zrobiła patrzyła mu prosto oczy ze smutną buźką. Starał się, naprawdę, widziałam tą jego wewnętrzną walkę. Ale przegrał, gdy położyłam się na nim, robiąc to co mała.
- Nie patrzcie tak na mnie!- w końcu skapitulował.- No dobrze. Ale to ostatni raz.
Wszyscy się cieszyli, razem z suczką, która zaczęła lizać pana, a my się zasmialiśmy.
- No już. Dość, bo zmienię zdanie.- odgrażał się.
Bianka od razu przestała i położyła się obok. Wszyscy ułożyliśmy się wygodnie i zasnęliśmy. Aż się dziwię, że zmieściliśmy się na jednym łóżku.
- Ale łakomczuszki nam się urodziły.- Rosjanin pogłaskał po brzuszku Nastkę leżącą obok siebie.
- Trzeba je wykąpać i przebrać, ale nie mam serca ich budzić.- westchnęłam patrząc na męża leżącego w łóżku z naszymi dziećmi.
Sama właśnie skończyłam się myć.
- To chodź tu do nas mama, a zrobisz to rano.- odsłonił kołdrę po mojej stronie, zachęcając mnie do położenia się.
Z uśmiechem podeszłam do łóżka i się położyłam. Mieliśmy dzieci między sobą, ale nie były na tyle duże, żebyśmy nie mogli się przytulić. Od razu ręką strażnika wylądowała na moim brzuchu i zaczęła tam jeździć. Zamruczałam z przyjemności, na co mój ukochany się zaśmiał.
- Ja tiebia liubliu Roza.
- Ja tiebia toże liubliu tovarishch.- oparłam głowę na jego ramieniu i odwróciłam się tak, żeby patrzeć w cudne brązowe oczy.
Wokół nich ukazała się mała siateczka zmarszczek, kiedy Dymitr uśmiechnął się do mnie. Poprawiłam się lekko i zamknęłam oczy.
- To obudź mnie wcześniej.- poprosiłam ziewając.
- Dobrze skarbie.- poczułam jak jego dłoń ogarnia mi włosy z twarzy i lekko się uśmiechnęłam.- Rose, jak to możliwe, że Hans dał nam urlop?
- Był trochę oporny i długo musiałam z nim walczyć, ale się zgodził. Wiesz jaki był jego główny argument?- otworzyłam oczy i podparłam się na własnej dłoni. Napotkałam radosne tęczówki Bielikowa.- "Ostatni raz, gdy wzięłaś wolne na tydzień, wróciłaś po dziewięciu miesiącach."- próbowałam naśladować Crofta, a później się zasmialiśmy.
- Jak dla mnie, powinien się cieszyć. Dzięki temu ma dodatkową dwójkę strażników na przyszłość.
- No właśnie. Za osiemnaście lat będzie miał już piątkę najlepszych wojowników na świecie. Nas, dzieci i Lili. I nawet nie próbuj zaprzeczać, bo jesteś najlepszy.
- Ty też.- zauważył.
- Dzięki tobie. Ty mnie wszystkiego nauczyłeś.
- Ale to twoje samozaparcia sprawiło, że tak daleko zaszłaś.- starał się mnie przekonać.
- Uwierz mi, bez ciebie by mi się nie udało. Jesteś najlepszy, dzięki temu ja jestem najlepsza i nasze dzieci będą najlepsze i koniec kropka. A teraz dobranoc mój aniołku.
- Aniołku?- zaśmiał się.
- Tak. Jesteś aniołem.- powiedziałam całkiem poważnie.
- Oj, Roza. To ty jesteś moim aniołem.- cmoknął mnie w skroń.
- Muszę ci coś powiedzieć. Chodzi o rozmowę z Elizabeth.
- Chodzi o to jak popatrzyłaś na mnie? Czego się dowiedziałaś?- dopytywał.
- Po odmienieniu dusza "strzygi"- zrobiłam cudzysłów w powietrzu.- zostaje całkowicie oczyszczona. Zaczyna z czystą kartą, jako anioł. A to co przeżył podczas tego stanu zawieszenia... no wiesz o co mi chodzi.- dodałam szybko, widząc jego nierozumiejące spojrzenie.- No i to nie pozwala mu, to jest tobie, grzeszyć, więc masz zapewnione miejsce w niebie mój aniołku.
Przez chwilę milczał, analizując moje słowa.
- Wow!- w końcu mógł wydobyć z siebie głos.- Ej, to po śmierci będę twoim aniołem stróżem i wciąż będziemy mogli się widzieć.
- Wolę nie doczekać tego.- przeszedł mnie zimny dreszcz.
- Spokojnie Roza. Jeszcze tu jestem. Ja, ty i cała nasza rodzina. A teraz idź spać. Chciałaś wcześniej wstać.
- Ehhh...- jeknęłam chowając twarz w jego ramię, na co mój mąż się zaśmiał.
Po chwili oboje odpłynęliśmy.
Obudził mnie krzyk Lili. Zerwaliśmy się z miejsc, budząc dzieci. Najpierw zaczęły płakać, ale gdy je przytuliliśmy, uspokoiły się i tylko patrzyły na nas zaniepokojone . Z ukochanym wymieniliśmy szybkie spojrzenia.
- Ty idź.- zaproponował Rosjanin.
Kiwnęłam głową, oddałam mu Felixa i poszłam do pokoju na przeciwko. Moja siostra rzucała się po łóżku w koszmarze. Podeszłam do niej szybko i zaczęłam nią potrząsać, aż nie otworzyła oczu. Przytuliłam ją, mimo że wciąż była zdezorientowana. Cała mokra od potu i łez, wtuliła się we mnie mocno, znosząc się płaczem. Gdy się odsunęła, zaczęłam wycierać wciąż wypływające z jej oczu krople.
- Spokojnie. Wszystko będzie dobrze. Jesteśmy tu.- przycisnęłam ją i poczułam małe rączki na szyi.- Jesteśmy.
Złapałam ją pod uda i podniosłam. Gdy oplotła mnie nogami, zniosłam dampirzycę do naszej sypialni. Nie protestowała, kiedy położyłam ją na naszym łóżku. Wtuliła się w Nastkę, a ta cmoknęła ciocię w policzek.
- Zaopiekuj się nią.- szepnęłam prawie bezdźwięcznie, idąc z Felixem na rękach do łazienki.
Naszykowałam wanienkę z zabawkami i mydłem dla dzieci, po czym rozebrałam synka. Uznałam, że skoro nie śpią, zajmę się nimi teraz i dłużej pośpię. Po wykąpaniu malucha, wytarłam i wtarłam oliwkę w jego ciało.
- Kulamy, kulamy, kulamy.- lubił, gdy tak mówiłam, podczas wycierania olejku. Od razu na jego pulchnej buźce pojawił się szeroki uśmiech.
Następnie zabrałam go do ich pokoju, gdzie przebrałam go w żółtą piżamkę z fioletowym słoniem. To samo zrobiłam z córeczką, ale ona dostała różową z brązowym misiem. Obie dołączyliśmy do reszty, tym razem to ja przygarnęłam córeczkę.
- Już lepiej?-spytałam zmartwiona siostrę.
Pokiwała smutno głową, choć wciąż siorbała nosem, a po jej policzkach ciekły resztki łez.
- Śpij słoneczko.- wytarłam jej mokre policzki i uśmiechnęłam się.
Odwdzięczyła mi się tym samym. W tym czasie strażnik głaskał dziewczynkę po plecach i ramieniu. Przykryliśmy nas wszystkich kołdrą, gdy skoczył na nas wielki włochy potworek. Zaczęliśmy się śmiać, kiedy suczka lizała Lili.
- Bianka, zejdź z łóżka.- mój mąż zaczął ją wyganiać.
Jednak ona nie miała takiego zamiaru. Położyła głowę na kołdrę i popatrzyła na nas maślanymi oczami. Z tyłu po łóżku latał jej ogon, dzięki czemu wyglądała bardzo słodko. Obie z Lili wydałyśmy ciche "ooo" i zwróciłam blagalny wzrok na Rosjanina, a reszta zrobiła to samo. Jednak on wciąż nie ustępował.
- Towarzyszu, jedna noc. I tak jesteśmy całą rodziną, a ona jest jej częścią.- próbowałam go przekonać.
- A Gwiazdkę też wpuścisz?- spytał z sarkazmem.- Nie możemy jej tak uczyć. Się przyzwyczai i co będzie?
- Tylko jeden raz. Jeden jedyny.- dołączyła się Lili.
Nastka wstała, podniecając się, a wręcz kładąc na tacie i zrobiła patrzyła mu prosto oczy ze smutną buźką. Starał się, naprawdę, widziałam tą jego wewnętrzną walkę. Ale przegrał, gdy położyłam się na nim, robiąc to co mała.
- Nie patrzcie tak na mnie!- w końcu skapitulował.- No dobrze. Ale to ostatni raz.
Wszyscy się cieszyli, razem z suczką, która zaczęła lizać pana, a my się zasmialiśmy.
- No już. Dość, bo zmienię zdanie.- odgrażał się.
Bianka od razu przestała i położyła się obok. Wszyscy ułożyliśmy się wygodnie i zasnęliśmy. Aż się dziwię, że zmieściliśmy się na jednym łóżku.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
środa, 14 grudnia 2016
ROZDZIAŁ 342
Jeszcze tego samego dnia pojechaliśmy na cmentarz. Mimo słońca na niebie, zrobiło się chłodno i musieliśmy cieplej się ubrać. Lili trzymała się mnie mocno. Nie pamiętała dobrze miejsca pogrzebu, więc to my prowadziliśmy. Wraz z przekroczeniem cmentarzu, zaatakowały nas mroczne duchy. Lili w przenośni, mnie dosłownie. Natychmiast zbudowałam wokół siebie mur przed nimi tak, żeby moja rodzina nie zauważyła co się dzieje. Ale nie umknęło to Dymitrowi. Złapał mnie za dłoń i ścisnął ją, w geście wsparcia. Dał mi siłę i to pomogło. Jednak Lili wciąż była smutna, a ja nie mogłam na to patrzeć. Wzięłam ją na ręce i przytuliłam do siebie. Dampirzyca wtuliła się we mnie, cicho chlipiąc. Spojrzałam na nią, a ona zaczęła wycierać łzy. Przycisnęłam ją mocniej do siebie, kolysząc delikatnie.
- Płacz skarbie. Te łzy nie są oznaką słabości, a miłości. Nigdy nie szczędz ich nikomu.
Po kilku minutach byliśmy na miejscu.
- Jesteś pewna?- spytałam, patrząc dziewczynce w zapłakane oczy.
Lekko pokiwała głową, a ja ją odstawiłam. Odwróciła się powoli w stronę grobu. Patrząc na zdjęcie mamy, po policzkach pociekły jej świeże łzy.
- Ma...mamo.- zaczęła.- Nie... nie wiem, czy... czy mnie słyszysz, ale bar...bardzo tęsknię.
Wzięliśmy dzieci na ręce i kucneliśmy przy niej. Maluchy przytuliły ciocię.
- Mam wspaniałą rodzinę. Rose i Dymitr bardzo dobrze się mną opiekują. Kocham ich. Ale... ale nie zapomniałam o tobie. Nigdy nie zapomnę.
Chwilę staliśmy w ciszy. Nagle Lili wciągnęła powietrze. Ze strażnikiem spojrzeliśmy na nią zmartwieni. Nie ruszała się, ale wzrokiem biegała po najbliższym otoczeniu. Nasze dzieci patrzyły się w jeden punkt, ale po chwili spojrzały na mnie, wskazując tam rączkami i gaworząc. Jakbym tylko ja mogła im pomóc. Ich wzrok podsunął mi olśnienie. Zdjęłam osłony i zamarłam. Wokół nie było już atakujących mnie duchów. Tylko jedna, błyszcząca postać. Ale nie była duchem. Jasniała bardziej od innych zjaw, a wokół niej błyszczała złota aura. Czyżbym widziała anioła? Glaskała Lili po policzku, ścierając jej łzy.
- Mama?- spytałam moja siostra.
- Jestem słoneczko i nigdy cię nie opuszczę.- powiedziała, lecz dziewczynka jej nie słyszała, ani nie widziała.
Uśmiechała się dokładnie jak kobieta ze zdjęcia. Dziwnie się czułam w jej obecności. W końcu teraz my się opiekujemy jej córką. Anielica podniosła się i spojrzała na mnie.
- Rose, jesteś taką dobrą osobą. Przykro mi, że nie mogę żyć z córką. Tak bardzo chciałam ją ochronić przed przeznaczeniem, ale teraz widzę, że to był błąd. Ona od zawsze miała walkę we krwi. Dziękuję, że się nią zaopiekowaliście.
Byłam w szoku, ale ten po chwili znikł.
- Chciałabym,- kontynuowała zjawa.- żebyś jej powtórzyła, co powiedziałam. I niech wie, że teraz jestem szczęśliwa, razem z innymi aniołami. Musze ci też coś powiedzieć o twoim mężu.
Mimowolnie spojrzałam na Dymitra. Rosjanin patrzył na to wszystko zdezorientowany. Wychwycił moje spojrzenie.
- Jako odmieniony ze strzygi, ma już zapewnione miejsce wśród nas.
- Co?- zdziwiłam się.
- Odmienienie oczyszcza duszę i serce na wieczność. Zmienia człowieka i uczula na zło. Dlatego podczas działania mocy ducha pojawia się blask. Jest to nowy początek z czystą kartą, której nie będzie w stanie zanieczyszczyć.- powoli zaczęła blednąć. Zanim zniknęła dodała jeszcze.- On już jest aniołem.
Jeszcze chwilę wpatrywałam się w pustą przestrzeń. Nagle z nikąd pojawiła się chmara duchów. Złapałam się za głowę upadając na ziemię.
- Roza?!- usłyszałam głos obok.- Wznieś osłony!
W głosie męża usłyszałam troskę i strach. Czuł się bezradny, bo nie mógł mi pomóc. Na ramieniu poczułam małą rączkę i w jednej chwili wszystko zniknęło. Popatrzylam zdezorientowana na synka. Ten uśmiechnął się promienie, ale ja byłam z byt zszokowana, aby mu odpowiedzieć.
- Co to było?- spytał mój ukochany.
- Nie jestem pewna, ale chyba nasze dzieci też widzą zmarłych.
- Też.- zdziwiła się Lili.
- Tak skarbie. Dzięki pocałunkowi cienia widzę duchy i dzisiaj się dowiedziałam, że anioły też.
- Anioły?!- była w szoku
- Widziałam twoją mamę.- oznajmiła, a w oczach dziewczynki pojawiły się łzy.- Jest szczęśliwa z innymi aniołami, ale zawsze będzie przy tobie.- otarłam jej mokre policzki.- Tak samo jak my. Nigdy nie będziesz sama.
- Czułam ją.- wpadła w moje ramiona ze szlochem.- Ona mnie dotykała.
- Wiem myszko.- przytuliłam ją mocno.- Widziałam.
Dampirzyca zaczęła płakać w moje ramię, więc podniosłam ją i zaczęliśmy wracać. Dymitr wsadził maluchy do spacerówki i poszliśmy do samochodu.
- Tęsknię za nią.- szepnęła moja siostra przez płacz.
- Przykro mi skarbie. Gdybym mogła, zrobiłabym wszystko, żeby ona wróciła. Ale nie cofniemy czasu.
- To kiedyś mnie.- starała się przekonać samą siebie.
- Na pewno. Ale nigdy nie zapomnisz.- Bielikow czule dotknął jej ramienia.- Dzisiaj chyba odpuścimy sobie trening.
- Nie.- zaprotestowała szybko.- Nie. Chcę zająć myśli czymś innym.
- Jesteś pewna?- spytał.
- Tak. Nie chcę współczucia.- powiedziała pewnie.
Doskonale ją rozumiałam. Sama nie lubiłam litości. I nie dawałam jej innym. Wiem co to znaczy wzrok pełen żalu, współczucia, podążający za tobą. Boli bardziej niż pociesza.
- Dobrze.- zgodził się strażnik.
- Dostaniesz wycisk stulecia.- zażartowałam.
Pomogło. Zauważyłam, że usta brunetki poszybowały w górę.
Po kilku godzinach wróciliśmy do domu, zahaczając po drodze do pijalni czekolady. Ja i Lili zamówiłyśmy sobie mleczną, a Dymitr deserową. Do tego dostaliśmy lody i bitą śmietanę. Nasze ciekawski maluchy poznały nowy smak. Myślałam, że trochę się napiją i im wystarczy, ale one chętnie pozbawiłyby mnie całego deseru, wiec dostały na spółę mały pucharek czekolady takiej jak moja i Lili. I dały radę wypić wszystko, a najedzone szybko zasnęły.
W domu przywitała nas Bianka. skakała wokół nas, ale widząc, że dzieci śpią, nie szczekała. Lili trochę się z nią pobawiła, ale pogoniliśmy ją do spania, bo jutro wracamy do normalnego trybu życia.
- Płacz skarbie. Te łzy nie są oznaką słabości, a miłości. Nigdy nie szczędz ich nikomu.
Po kilku minutach byliśmy na miejscu.
- Jesteś pewna?- spytałam, patrząc dziewczynce w zapłakane oczy.
Lekko pokiwała głową, a ja ją odstawiłam. Odwróciła się powoli w stronę grobu. Patrząc na zdjęcie mamy, po policzkach pociekły jej świeże łzy.
- Ma...mamo.- zaczęła.- Nie... nie wiem, czy... czy mnie słyszysz, ale bar...bardzo tęsknię.
Wzięliśmy dzieci na ręce i kucneliśmy przy niej. Maluchy przytuliły ciocię.
- Mam wspaniałą rodzinę. Rose i Dymitr bardzo dobrze się mną opiekują. Kocham ich. Ale... ale nie zapomniałam o tobie. Nigdy nie zapomnę.
Chwilę staliśmy w ciszy. Nagle Lili wciągnęła powietrze. Ze strażnikiem spojrzeliśmy na nią zmartwieni. Nie ruszała się, ale wzrokiem biegała po najbliższym otoczeniu. Nasze dzieci patrzyły się w jeden punkt, ale po chwili spojrzały na mnie, wskazując tam rączkami i gaworząc. Jakbym tylko ja mogła im pomóc. Ich wzrok podsunął mi olśnienie. Zdjęłam osłony i zamarłam. Wokół nie było już atakujących mnie duchów. Tylko jedna, błyszcząca postać. Ale nie była duchem. Jasniała bardziej od innych zjaw, a wokół niej błyszczała złota aura. Czyżbym widziała anioła? Glaskała Lili po policzku, ścierając jej łzy.
- Mama?- spytałam moja siostra.
- Jestem słoneczko i nigdy cię nie opuszczę.- powiedziała, lecz dziewczynka jej nie słyszała, ani nie widziała.
Uśmiechała się dokładnie jak kobieta ze zdjęcia. Dziwnie się czułam w jej obecności. W końcu teraz my się opiekujemy jej córką. Anielica podniosła się i spojrzała na mnie.
- Rose, jesteś taką dobrą osobą. Przykro mi, że nie mogę żyć z córką. Tak bardzo chciałam ją ochronić przed przeznaczeniem, ale teraz widzę, że to był błąd. Ona od zawsze miała walkę we krwi. Dziękuję, że się nią zaopiekowaliście.
Byłam w szoku, ale ten po chwili znikł.
- Chciałabym,- kontynuowała zjawa.- żebyś jej powtórzyła, co powiedziałam. I niech wie, że teraz jestem szczęśliwa, razem z innymi aniołami. Musze ci też coś powiedzieć o twoim mężu.
Mimowolnie spojrzałam na Dymitra. Rosjanin patrzył na to wszystko zdezorientowany. Wychwycił moje spojrzenie.
- Jako odmieniony ze strzygi, ma już zapewnione miejsce wśród nas.
- Co?- zdziwiłam się.
- Odmienienie oczyszcza duszę i serce na wieczność. Zmienia człowieka i uczula na zło. Dlatego podczas działania mocy ducha pojawia się blask. Jest to nowy początek z czystą kartą, której nie będzie w stanie zanieczyszczyć.- powoli zaczęła blednąć. Zanim zniknęła dodała jeszcze.- On już jest aniołem.
Jeszcze chwilę wpatrywałam się w pustą przestrzeń. Nagle z nikąd pojawiła się chmara duchów. Złapałam się za głowę upadając na ziemię.
- Roza?!- usłyszałam głos obok.- Wznieś osłony!
W głosie męża usłyszałam troskę i strach. Czuł się bezradny, bo nie mógł mi pomóc. Na ramieniu poczułam małą rączkę i w jednej chwili wszystko zniknęło. Popatrzylam zdezorientowana na synka. Ten uśmiechnął się promienie, ale ja byłam z byt zszokowana, aby mu odpowiedzieć.
- Co to było?- spytał mój ukochany.
- Nie jestem pewna, ale chyba nasze dzieci też widzą zmarłych.
- Też.- zdziwiła się Lili.
- Tak skarbie. Dzięki pocałunkowi cienia widzę duchy i dzisiaj się dowiedziałam, że anioły też.
- Anioły?!- była w szoku
- Widziałam twoją mamę.- oznajmiła, a w oczach dziewczynki pojawiły się łzy.- Jest szczęśliwa z innymi aniołami, ale zawsze będzie przy tobie.- otarłam jej mokre policzki.- Tak samo jak my. Nigdy nie będziesz sama.
- Czułam ją.- wpadła w moje ramiona ze szlochem.- Ona mnie dotykała.
- Wiem myszko.- przytuliłam ją mocno.- Widziałam.
Dampirzyca zaczęła płakać w moje ramię, więc podniosłam ją i zaczęliśmy wracać. Dymitr wsadził maluchy do spacerówki i poszliśmy do samochodu.
- Tęsknię za nią.- szepnęła moja siostra przez płacz.
- Przykro mi skarbie. Gdybym mogła, zrobiłabym wszystko, żeby ona wróciła. Ale nie cofniemy czasu.
- To kiedyś mnie.- starała się przekonać samą siebie.
- Na pewno. Ale nigdy nie zapomnisz.- Bielikow czule dotknął jej ramienia.- Dzisiaj chyba odpuścimy sobie trening.
- Nie.- zaprotestowała szybko.- Nie. Chcę zająć myśli czymś innym.
- Jesteś pewna?- spytał.
- Tak. Nie chcę współczucia.- powiedziała pewnie.
Doskonale ją rozumiałam. Sama nie lubiłam litości. I nie dawałam jej innym. Wiem co to znaczy wzrok pełen żalu, współczucia, podążający za tobą. Boli bardziej niż pociesza.
- Dobrze.- zgodził się strażnik.
- Dostaniesz wycisk stulecia.- zażartowałam.
Pomogło. Zauważyłam, że usta brunetki poszybowały w górę.
Po kilku godzinach wróciliśmy do domu, zahaczając po drodze do pijalni czekolady. Ja i Lili zamówiłyśmy sobie mleczną, a Dymitr deserową. Do tego dostaliśmy lody i bitą śmietanę. Nasze ciekawski maluchy poznały nowy smak. Myślałam, że trochę się napiją i im wystarczy, ale one chętnie pozbawiłyby mnie całego deseru, wiec dostały na spółę mały pucharek czekolady takiej jak moja i Lili. I dały radę wypić wszystko, a najedzone szybko zasnęły.
W domu przywitała nas Bianka. skakała wokół nas, ale widząc, że dzieci śpią, nie szczekała. Lili trochę się z nią pobawiła, ale pogoniliśmy ją do spania, bo jutro wracamy do normalnego trybu życia.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
poniedziałek, 12 grudnia 2016
ROZDZIAŁ 341
Po kilku godzinach drogi byliśmy na lotnisku. Podczas pożegnania jak zwykle polały się łzy. Zwłaszcza u dzieci.
- Spokojnie Aniołku. Przyjedziemy do was na święta, za miesiąc i znowu się zobaczymy. Obiecuję.- przytuliłam zapłakanego Łukiego do siebie.
W tym czasie Dymitr pocieszał siostrzenice. Gdy wszyscy już nas wyściskali, z trudem udaliśmy się do odprawy.
- Zawsze, kiedy wracamy z tej krainy sielanki, trudno mi się przestawić na niebezpieczna rzeczywistość i wszechobecne poczucie zagrożenia.- przyznałam, po wystartowaniu samolotu.
Felix już siedział na moich kolanach, bawiąc się moją dłonią. Uważnie się jej przyglądał i badał każdy mój palec. Gdzie i w jakim kierunku się zgina? Czemu jest taka sama jak moja? To zadziwiające, że dzieci bawią takie najprostsze rzeczy. Zastanawiają się nad czymś, co dla nas jest oczywiste, a jednocześnie wciąż nie odkryte.
- To prawda, Roza.- mąż objął mnie ramieniem, a ja się w niego wtuliłam.- W Bai jest o wiele bardziej bezpiecznie. Nie musimy się niczym przejmować, ani niczego obawiać. Jednocześnie moja mama otacza nas opieką i troską, a ba każdą z dziewczyn można zawsze liczyć. No i słodkie dzieci, których wszędzie jest pełno. Zawsze radosne i uśmiechnięte. Ich serca bez lęku, niewinne i ufne. Baja to taka oaza spokoju, bezpieczeństwa i miłości. Tam jest nasz...
- Dom.- dokończyłam, gdy nie mógł znaleźć słowa.
- Jeden. Drugi jest w Ameryce. Ale dom jest przede wszystkim, tam gdzie serce, a moje jest tylko w jednym miejscu.- dotknął mnie tam, gdzie sama mam serce.- No i z naszymi dziećmi. Nasza rodzina to mój dom.
- Mój też.- przyznałam.
Nagle usłyszałam płacz dziecka. Od razu poznałam, czyj on jest.
- Ja pójdę.- ukochany złapał mnie za udo, gdy zaczęłam się podnosić.- Jestem bardziej na wyjściu.
Nastka nie siedziała z nami, ale bawiła się z nią Lili. W czasie, kiedy strażnik poszedł po córeczkę, wyjęłam słoiczek z owocami na parze dla dzieci. Już po kilku dniach umiałam rozpoznać, który płacz jest na co. I teraz mała domagała się jedzenia. A jeśli ona coś chce, to Felix też to będzie chciał. Tak jak się spodziewałam mały zaczął cichutko kwilić.
- Już, spokojnie. Mama da zaraz am am.- przytuliłam go i pokazałam mały słoiczek.
Chłopiec od razu otworzył buźkę. Zachichotałam cicho i w tym momencie wrócił Rosjanin z córeczką i Lili.
- A mogłabym ja ją nakarmić?- spytała nieśmiało moja siostra.
- Jasne.- uśmiechnął się Bielikow.- Siadaj.
Młoda usiadła i po chwili na jej kolanach pojawiła się Nastka. Podałam jej jeden zestaw do karmienia i na przemian tłumaczyliśmy, co ma robić i w między czasie zakładałam śliniaczek synkowi. Dymitr otworzył słoiczek z papką ananasową i śliwkową. Najpierw daliśmy im do spróbowania każdej, jednocześnie pokazując Lili, jak ma to robić. Felixowi nie przypadł do gustu ananas, za to córce było obojętne. Ona zawsze jest otwarta na nowe smaki i doznania. Oboje są ciekawi świata, ale chłopiec jest bardziej wybredny i ostrożny. Gdy dzieci były już najedzone, zasnęły na naszych kolanach.
- Patrzcie.- szepnęła ucieszona dampirzyca.- Śpi. Zasnęła w moich objęciach.
- Wstań na chwilę.- poprosił ją mój mąż.
Dziewczynka go przepuściła. Gdy myślałam, że usiądzie na swoim miejscu, ale on podniósł mnie i usiadł na moim miejscu, sadzając mnie sobie na kolanach. Wtuliłam się w ukochanego, a Lili usiadła obok. Nie do końca pamiętam co było dalej, bo chyba zasnęłam.
Kiedy się przebudziłam, zobaczyłam, że strażnik i Lili jeszcze śpią. Nastka i Felix zawzięcie o czymś dyskutowali po swojemu. Gdy tylko chłopiec zobaczył, że nie śpię, uśmiechnął się do mnie promiennie.
- Hej, maluszki.- odezwałam się cicho.- Już się wyspałyście? Ja też.
Przez resztę lotu Bawiłam się z dziećmi, a pozostali spali przyszedł czas zapiąć pasy. Sama bym zeszła na siedzenie obok, bo już obudziłam Lili i dziewczynka zajęła swoje poprzednie miejsce. Ale uniemożliwiały mi to silne objęcia, którymi zostałam uwięziona na kolanach strażnika.
- Dobra skarby. Pomożecie mamusi obudzić tatę?
Przybliżyłam Nastkę do ukochanego. Śmieszniej będzie, gdy jego księżniczka przerwie mu sen. Córeczka zaczęła badać jego twarz, śmiejąc się z min, jakie robił przez sen. Sama się uśmiechnęłam. Gdy zobaczyłam, że zaczyna się budzić, przyłożyłam małą mu do piersi, w którą się wtuliła, a sama przywarłam do jego ust. Na początku był zdezorientowany, ale po chwili oddał pocałunek i zaczął mnie gładzić po udzie.
- Hej skarbie.- uśmiechnęłam się do niego.- Jak się spało?
Witaj Rodzinko.- cmoknął mnie i bobaski w czoła.- Muszę przyznać, że bardzo dobrze. A gdzie podziała się moja szwagierka?
Zaczął rozglądać się po samolocie, a ja w tym czasie zajęłam swoje miejsce.
- Tu jestem.- wychyliła się zza tylnego siedzenia, a późnej zaczęliśmy się śmiać.
- Pasażerowie są proszeni o zapięcie pasów.- rozległo się z głośników.
- Okey. Towarzyszu zapnij tam dzieci.- podałam mężowi maluchy, po czym sama się zapięłam.
- Oczywiście, kotku.
Wziął najpierw Nastkę i posadził ją przy oknie. Następnie koło niej posadził Felixa. Zapiął je pasami, a później siebie. Po kilku minutach samolot zatrzymał się, a my zaczęliśmy klaskać.
__________________________________________________________
Może nie jest najlepszy, napisałabym wręcz, że beznadziejny, gdybyście ostatnio, jak to zrobiłam mnie nie zbruzgali. Nie podoba mi się i całkowicie nie mam pomysłu na tą dziurę między wydarzeniami, ale coś tam nabazgrałam. Ogłaszam, że po drugich urodzinach maluchów skończę tą część i zacznę drugą. W między czasie może pojawić się ankieta, czy wolicie czytać ją na tym blogu, czy mam zrobić drugi? Ale do tego jeszcze mnóstwo czasu. Pozdrawiam wszystkich czytelników i mam nadzieję, że jeszcze ktoś to czyta, bo oglądalność strasznie spadła, nie mówiąc o komentarzach. Tęsknię za niektórymi osobami i ich tekstami. To bardzo motywuje. 💖💖💖💖 No i oczywiście pozdrawiam zawsze wierne Olę, Mańkę i Sylwię.
- Spokojnie Aniołku. Przyjedziemy do was na święta, za miesiąc i znowu się zobaczymy. Obiecuję.- przytuliłam zapłakanego Łukiego do siebie.
W tym czasie Dymitr pocieszał siostrzenice. Gdy wszyscy już nas wyściskali, z trudem udaliśmy się do odprawy.
- Zawsze, kiedy wracamy z tej krainy sielanki, trudno mi się przestawić na niebezpieczna rzeczywistość i wszechobecne poczucie zagrożenia.- przyznałam, po wystartowaniu samolotu.
Felix już siedział na moich kolanach, bawiąc się moją dłonią. Uważnie się jej przyglądał i badał każdy mój palec. Gdzie i w jakim kierunku się zgina? Czemu jest taka sama jak moja? To zadziwiające, że dzieci bawią takie najprostsze rzeczy. Zastanawiają się nad czymś, co dla nas jest oczywiste, a jednocześnie wciąż nie odkryte.
- To prawda, Roza.- mąż objął mnie ramieniem, a ja się w niego wtuliłam.- W Bai jest o wiele bardziej bezpiecznie. Nie musimy się niczym przejmować, ani niczego obawiać. Jednocześnie moja mama otacza nas opieką i troską, a ba każdą z dziewczyn można zawsze liczyć. No i słodkie dzieci, których wszędzie jest pełno. Zawsze radosne i uśmiechnięte. Ich serca bez lęku, niewinne i ufne. Baja to taka oaza spokoju, bezpieczeństwa i miłości. Tam jest nasz...
- Dom.- dokończyłam, gdy nie mógł znaleźć słowa.
- Jeden. Drugi jest w Ameryce. Ale dom jest przede wszystkim, tam gdzie serce, a moje jest tylko w jednym miejscu.- dotknął mnie tam, gdzie sama mam serce.- No i z naszymi dziećmi. Nasza rodzina to mój dom.
- Mój też.- przyznałam.
Nagle usłyszałam płacz dziecka. Od razu poznałam, czyj on jest.
- Ja pójdę.- ukochany złapał mnie za udo, gdy zaczęłam się podnosić.- Jestem bardziej na wyjściu.
Nastka nie siedziała z nami, ale bawiła się z nią Lili. W czasie, kiedy strażnik poszedł po córeczkę, wyjęłam słoiczek z owocami na parze dla dzieci. Już po kilku dniach umiałam rozpoznać, który płacz jest na co. I teraz mała domagała się jedzenia. A jeśli ona coś chce, to Felix też to będzie chciał. Tak jak się spodziewałam mały zaczął cichutko kwilić.
- Już, spokojnie. Mama da zaraz am am.- przytuliłam go i pokazałam mały słoiczek.
Chłopiec od razu otworzył buźkę. Zachichotałam cicho i w tym momencie wrócił Rosjanin z córeczką i Lili.
- A mogłabym ja ją nakarmić?- spytała nieśmiało moja siostra.
- Jasne.- uśmiechnął się Bielikow.- Siadaj.
Młoda usiadła i po chwili na jej kolanach pojawiła się Nastka. Podałam jej jeden zestaw do karmienia i na przemian tłumaczyliśmy, co ma robić i w między czasie zakładałam śliniaczek synkowi. Dymitr otworzył słoiczek z papką ananasową i śliwkową. Najpierw daliśmy im do spróbowania każdej, jednocześnie pokazując Lili, jak ma to robić. Felixowi nie przypadł do gustu ananas, za to córce było obojętne. Ona zawsze jest otwarta na nowe smaki i doznania. Oboje są ciekawi świata, ale chłopiec jest bardziej wybredny i ostrożny. Gdy dzieci były już najedzone, zasnęły na naszych kolanach.
- Patrzcie.- szepnęła ucieszona dampirzyca.- Śpi. Zasnęła w moich objęciach.
- Wstań na chwilę.- poprosił ją mój mąż.
Dziewczynka go przepuściła. Gdy myślałam, że usiądzie na swoim miejscu, ale on podniósł mnie i usiadł na moim miejscu, sadzając mnie sobie na kolanach. Wtuliłam się w ukochanego, a Lili usiadła obok. Nie do końca pamiętam co było dalej, bo chyba zasnęłam.
Kiedy się przebudziłam, zobaczyłam, że strażnik i Lili jeszcze śpią. Nastka i Felix zawzięcie o czymś dyskutowali po swojemu. Gdy tylko chłopiec zobaczył, że nie śpię, uśmiechnął się do mnie promiennie.
- Hej, maluszki.- odezwałam się cicho.- Już się wyspałyście? Ja też.
Przez resztę lotu Bawiłam się z dziećmi, a pozostali spali przyszedł czas zapiąć pasy. Sama bym zeszła na siedzenie obok, bo już obudziłam Lili i dziewczynka zajęła swoje poprzednie miejsce. Ale uniemożliwiały mi to silne objęcia, którymi zostałam uwięziona na kolanach strażnika.
- Dobra skarby. Pomożecie mamusi obudzić tatę?
Przybliżyłam Nastkę do ukochanego. Śmieszniej będzie, gdy jego księżniczka przerwie mu sen. Córeczka zaczęła badać jego twarz, śmiejąc się z min, jakie robił przez sen. Sama się uśmiechnęłam. Gdy zobaczyłam, że zaczyna się budzić, przyłożyłam małą mu do piersi, w którą się wtuliła, a sama przywarłam do jego ust. Na początku był zdezorientowany, ale po chwili oddał pocałunek i zaczął mnie gładzić po udzie.
- Hej skarbie.- uśmiechnęłam się do niego.- Jak się spało?
Witaj Rodzinko.- cmoknął mnie i bobaski w czoła.- Muszę przyznać, że bardzo dobrze. A gdzie podziała się moja szwagierka?
Zaczął rozglądać się po samolocie, a ja w tym czasie zajęłam swoje miejsce.
- Tu jestem.- wychyliła się zza tylnego siedzenia, a późnej zaczęliśmy się śmiać.
- Pasażerowie są proszeni o zapięcie pasów.- rozległo się z głośników.
- Okey. Towarzyszu zapnij tam dzieci.- podałam mężowi maluchy, po czym sama się zapięłam.
- Oczywiście, kotku.
Wziął najpierw Nastkę i posadził ją przy oknie. Następnie koło niej posadził Felixa. Zapiął je pasami, a później siebie. Po kilku minutach samolot zatrzymał się, a my zaczęliśmy klaskać.
__________________________________________________________
Może nie jest najlepszy, napisałabym wręcz, że beznadziejny, gdybyście ostatnio, jak to zrobiłam mnie nie zbruzgali. Nie podoba mi się i całkowicie nie mam pomysłu na tą dziurę między wydarzeniami, ale coś tam nabazgrałam. Ogłaszam, że po drugich urodzinach maluchów skończę tą część i zacznę drugą. W między czasie może pojawić się ankieta, czy wolicie czytać ją na tym blogu, czy mam zrobić drugi? Ale do tego jeszcze mnóstwo czasu. Pozdrawiam wszystkich czytelników i mam nadzieję, że jeszcze ktoś to czyta, bo oglądalność strasznie spadła, nie mówiąc o komentarzach. Tęsknię za niektórymi osobami i ich tekstami. To bardzo motywuje. 💖💖💖💖 No i oczywiście pozdrawiam zawsze wierne Olę, Mańkę i Sylwię.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
sobota, 10 grudnia 2016
ROZDZIAŁ 340
Zapukałam do pokoju Oleny i weszłam, nie czekając na zaproszenie, bo i tak bym się go nie doczekała. Kobieta leżała na łóżku odwrócona do mnie tyłem, więc nie widziała, kto przyszedł.
- Dimka, naprawdę nie warto do tego wracać.- po głosie poznałam, że płacze.
Zrobiło mi się przykro, że przywołaliśmy jej złe wspomnienia, ale szybko wzięłam się w garść.
- Dlaczego?- spytałam łagodnie.
Odwróciła się na mój głos.
- To ty Rose.- usiadła smutna na brzegu łóżka.- Bo to co było między nami, już nie istnieje.
- Twoje zachowanie na to nie wskazuje.- usiadłam obok niej na łóżku.- Oleno, proszę powiedz mi. Kim on był? Jak to się stało, że nie jest z tobą? Skrzywdził cię?
Byłam zaskoczona, jak wiele troski było w moim głosie. To prawda, martwiłam się o nią. Kocham ją jak matkę.
- Nie fizycznie. Nigdy by tego nie zrobił żadnej kobiecie, jeśliby nie była strzygą.
Pierwsza informacje. Jest strażnikiem.
- Ale słowa ranią bardziej niż nóż.- kontynuowała.- Chciałam kiedyś być strażniczką, jak mama. Dlatego poszłam do Akademii św. Baltazara. Najlepszej akademii dla Dampirów.
- Tam czasem nie uczył się Dymitr?- coś mi się kojarzyło.
- Tak. To ta sama. I tam się spotkaliśmy. Chodziliśmy razem na większość wykładów. Był bardzo popularny, ale nie zachowywał się jak inni. Zawsze był uśmiechnięty, każdemu służył pomocą i zawsze można było na niego liczyć.- na jego wspomnienie od razu się rozpromieniła.- Spodobał mi się od samego początku, ale byłam zbyt nieśmiała, aby do niego podejść, więc zawsze tylko patrzyłam. Najgorzej mi szły treningi. Nigdy nie byłam dobra, choć bardzo się starałam. Bądźmy szczerzy. Byłam najgorsza w grupie i każdy mówił, że nawet moroj by mnie pokonał.
To przykre, jacy niektórzy umieją być okrutni. Ze wsparciem dotknęłam jej dłoni i przysunęłam się bliżej niej.
- I pewnego dnia trener kazał mu ćwiczyć ze mną w parze. Chciałam wypaść jak najlepiej, ale i tak leżałam na ziemi. Tylko czekałam, aż mnie poniży i zmiesza z błotem. Ale on pomógł mi wstać i wyszedł z propozycją, że mi pomoże. Od tamtego czasu na każdym treningu ćwiczył w parze ze mną. Odchodziliśmy na bok i dawał mi osobne lekcje od podstaw. Trener na to pozwalał, bo on był najlepszy, więc lekcje i tak mało mu dawały. Zaczęło mi lepiej wychodzić. On miał wprost anielską cierpliwość. Przez ten czas bardzo się do siebie zbliżyliśmy. Zapoznał mnie ze swoimi znajomymi, w tym z Markiem. Zaczęliśmy więcej czasu spędzać ze sobą, aż pewnego dnia... wyznał mi miłość.- lekko się zarumieniła i podejrzewałam, co mogło się dokładnie wydarzyć.- Od tamtego momentu byliśmy prawie nierozłączni. Wszyscy powtarzali, że jesteśmy dla siebie stworzeni. Zawsze tak samo myśleliśmy, mówiliśmy i w ogóle byliśmy bardzo zsynchronizowani. Wszystko co robiliśmy miało w sobie idealną harmonię. Wierzyłam, że razem możemy wszystko. On też mi to ciągle powtarzał. Ale wszystko co piękne, kiedyś się kończy.- posmutniała.- Nie miałam zbyt wiele czasu na treningi. Musiałam nauczyć się wszystko od podstaw w pół roku. Tyle zostało nam do egzaminu. Miesiąc przed nimi, on zaczął zachowywać się jakoś dziwnie. W mojej obecności stawał się czujny, ostrożny, czuł się nieswojo. Wmawiałam sobie, że stresuje się egzaminami, ale nie zbyt przekonująco. I stało się to, co przewidziałam. Nie zdałam egzaminu. Wtedy on powiedział mi, że nie możemy być razem. Że to od dłuższego czasu nie ma sensu, że on mnie nie kocha. Zostawił mnie dla swojej jakaś przyjaciółki z dzieciństwa. Morojki.
Wyraźnie czułam jad i żal w jej głosie. Nigdy nie spodziewałam się usłyszeć takiego tonu z ust tej cudownej i pełnej miłości kobiety.
- Ja... ja nie wiem, co powiedzieć. Bardzo mi przykro, nie wiedziałam. Mogłam nie poruszać tego tematu. Wybaczysz mi?- spuściłam głowę.
- Nie mam czego dziecko.- uniosłam na nią wzrok.- Skąd miałaś o tym wiedzieć. Cieszę się, że w końcu komuś to powiedziałam. Wcześniej wiedziała tylko moja mama. Nawet dzieciom tego nie mówiłam. Dziękuję za to, że przyszłaś. Ale teraz idź się szykować, bo mimo że bardzo chcę, lepiej żebyście nie spóźnili się na samolot.
Zrobiło mi się ciepło na sercu, że nie chce naszego wyjazdu. Posłałam jej delikatny uśmiech, wstałam i udałam się do drzwi. Jednak w przejściu jeszcze się odwróciłam.
- Oleno?- podniosła na mnie wzrok.- Kochasz go jeszcze?
Chwilę się zastanawiała!.
- Minęło wiele lat,- zaczęła.- ale myślę, że to nic nie zmieniło. Przynajmniej z mojej strony.
Zadowolona z odpowiedzi ruszyłam do naszego pokoju. W środku już czekał na mnie ukochany, chodząc po pokoju z córeczką, pokazując jej różne rzeczy, a później nazywając je po Angielsku i Rosyjsku. Oglądałam tą scenerię dłużej, gdyby nie zauważył mnie Felix. Zagaworzył i uśmiechnął się do mnie, czym zwrócił na siebie uwagę taty. Spojrzał on najpierw na chłopca, a później, podążając za jego wzrokiem na mnie.
- Dowiedziałaś się czegoś?- spytał z nadzieją.
- Wiem wszystko.- oznajmiłam z dumą.
- Jak się nazywa?
Zamilkłam. Cholera!
- Prawie wszystko.- Dymitr popatrzył na mnie z niedowierzaniem.- Ale sądzę, że i tak by mi nie powiedziała. Przez całą opowieść, mama nawet się nie zająknęła początkiem jego imienia. Trzeba innym sposobem.
- Jakim? Mamy mało czasu.
Zamyśliłam się. Nagle przypomniał mi się pewien szczegół.
- Mark!- zawołałam radośnie.- On wie. Byli razem w paczce.
Sięgnęłam po mniejszy prochowiec.
- Roza, gdzie idziesz?- spytał mój mąż.
- Jak to gdzie? Do Marka i Oksana.- to było oczywiste.
- Przykro mi skarbie, ale już nie zdążysz.- przytulił mnie od tyłu.- Za dziesięć minut musimy ruszać.
Zastanowiłam się chwilę i z nową determinacją zajęłam płaszcz. Bez słowa wyszłam na korytarz, a zmartwiony Dymitr ruszył z dziećmi za mną. Zapukałam do pokoju Soni.
- Za dwie minuty u Karoliny.- powiedziałam i wyszłam.
To samo zrobiłam u Wiktorii. Gdy już znalazłyśmy się w pokoju najstarszej z sióstr, opowiedziałam im, czego dowiedziałam się od Oleny.
- Musicie od Marka wyciągnąć jego imię i nazwisko za wszelką cenę. Nawet z użyciem noża. Od tego zależy, czy mama będzie szczęśliwa u boku swojego ukochanego.
- A co jeśli już nie żyję?- zagadnęła Karolina.
- Albo naprawdę jej nie kocha?- dodała Wiki.
- Lub jest żonaty.- skończyła ostatnia z moich szwagierek.
- Właśnie po to nam jego dane.- poparł mnie Rosjanin.- Nie będziemy nic o nim wiedzieć, jeśli nie zdobędziecie najważniejszej informacji. Potraktujcie to jako misję.
- Od samych strażników królowej.- dodałam.- To jak? Możemy na was liczyć?
Dziewczyny wymieniły między sobą spojrzenia. W końcu spojrzały na nas.
- Zawsze i wszędzie.- uśmiechnęła się najstarsza.
Pięć minut później wszyscy siedzieliśmy w autach, gotowi do drogi. Ja z mężem, wszystkimi dziećmi i Bianką w jednym, a reszta Bielikówn z Konradem i Kolą w drugim. Tak, Karolina wybaczyła swojemu chłopakowi i są szczęśliwą parą.
- Dimka, naprawdę nie warto do tego wracać.- po głosie poznałam, że płacze.
Zrobiło mi się przykro, że przywołaliśmy jej złe wspomnienia, ale szybko wzięłam się w garść.
- Dlaczego?- spytałam łagodnie.
Odwróciła się na mój głos.
- To ty Rose.- usiadła smutna na brzegu łóżka.- Bo to co było między nami, już nie istnieje.
- Twoje zachowanie na to nie wskazuje.- usiadłam obok niej na łóżku.- Oleno, proszę powiedz mi. Kim on był? Jak to się stało, że nie jest z tobą? Skrzywdził cię?
Byłam zaskoczona, jak wiele troski było w moim głosie. To prawda, martwiłam się o nią. Kocham ją jak matkę.
- Nie fizycznie. Nigdy by tego nie zrobił żadnej kobiecie, jeśliby nie była strzygą.
Pierwsza informacje. Jest strażnikiem.
- Ale słowa ranią bardziej niż nóż.- kontynuowała.- Chciałam kiedyś być strażniczką, jak mama. Dlatego poszłam do Akademii św. Baltazara. Najlepszej akademii dla Dampirów.
- Tam czasem nie uczył się Dymitr?- coś mi się kojarzyło.
- Tak. To ta sama. I tam się spotkaliśmy. Chodziliśmy razem na większość wykładów. Był bardzo popularny, ale nie zachowywał się jak inni. Zawsze był uśmiechnięty, każdemu służył pomocą i zawsze można było na niego liczyć.- na jego wspomnienie od razu się rozpromieniła.- Spodobał mi się od samego początku, ale byłam zbyt nieśmiała, aby do niego podejść, więc zawsze tylko patrzyłam. Najgorzej mi szły treningi. Nigdy nie byłam dobra, choć bardzo się starałam. Bądźmy szczerzy. Byłam najgorsza w grupie i każdy mówił, że nawet moroj by mnie pokonał.
To przykre, jacy niektórzy umieją być okrutni. Ze wsparciem dotknęłam jej dłoni i przysunęłam się bliżej niej.
- I pewnego dnia trener kazał mu ćwiczyć ze mną w parze. Chciałam wypaść jak najlepiej, ale i tak leżałam na ziemi. Tylko czekałam, aż mnie poniży i zmiesza z błotem. Ale on pomógł mi wstać i wyszedł z propozycją, że mi pomoże. Od tamtego czasu na każdym treningu ćwiczył w parze ze mną. Odchodziliśmy na bok i dawał mi osobne lekcje od podstaw. Trener na to pozwalał, bo on był najlepszy, więc lekcje i tak mało mu dawały. Zaczęło mi lepiej wychodzić. On miał wprost anielską cierpliwość. Przez ten czas bardzo się do siebie zbliżyliśmy. Zapoznał mnie ze swoimi znajomymi, w tym z Markiem. Zaczęliśmy więcej czasu spędzać ze sobą, aż pewnego dnia... wyznał mi miłość.- lekko się zarumieniła i podejrzewałam, co mogło się dokładnie wydarzyć.- Od tamtego momentu byliśmy prawie nierozłączni. Wszyscy powtarzali, że jesteśmy dla siebie stworzeni. Zawsze tak samo myśleliśmy, mówiliśmy i w ogóle byliśmy bardzo zsynchronizowani. Wszystko co robiliśmy miało w sobie idealną harmonię. Wierzyłam, że razem możemy wszystko. On też mi to ciągle powtarzał. Ale wszystko co piękne, kiedyś się kończy.- posmutniała.- Nie miałam zbyt wiele czasu na treningi. Musiałam nauczyć się wszystko od podstaw w pół roku. Tyle zostało nam do egzaminu. Miesiąc przed nimi, on zaczął zachowywać się jakoś dziwnie. W mojej obecności stawał się czujny, ostrożny, czuł się nieswojo. Wmawiałam sobie, że stresuje się egzaminami, ale nie zbyt przekonująco. I stało się to, co przewidziałam. Nie zdałam egzaminu. Wtedy on powiedział mi, że nie możemy być razem. Że to od dłuższego czasu nie ma sensu, że on mnie nie kocha. Zostawił mnie dla swojej jakaś przyjaciółki z dzieciństwa. Morojki.
Wyraźnie czułam jad i żal w jej głosie. Nigdy nie spodziewałam się usłyszeć takiego tonu z ust tej cudownej i pełnej miłości kobiety.
- Ja... ja nie wiem, co powiedzieć. Bardzo mi przykro, nie wiedziałam. Mogłam nie poruszać tego tematu. Wybaczysz mi?- spuściłam głowę.
- Nie mam czego dziecko.- uniosłam na nią wzrok.- Skąd miałaś o tym wiedzieć. Cieszę się, że w końcu komuś to powiedziałam. Wcześniej wiedziała tylko moja mama. Nawet dzieciom tego nie mówiłam. Dziękuję za to, że przyszłaś. Ale teraz idź się szykować, bo mimo że bardzo chcę, lepiej żebyście nie spóźnili się na samolot.
Zrobiło mi się ciepło na sercu, że nie chce naszego wyjazdu. Posłałam jej delikatny uśmiech, wstałam i udałam się do drzwi. Jednak w przejściu jeszcze się odwróciłam.
- Oleno?- podniosła na mnie wzrok.- Kochasz go jeszcze?
Chwilę się zastanawiała!.
- Minęło wiele lat,- zaczęła.- ale myślę, że to nic nie zmieniło. Przynajmniej z mojej strony.
Zadowolona z odpowiedzi ruszyłam do naszego pokoju. W środku już czekał na mnie ukochany, chodząc po pokoju z córeczką, pokazując jej różne rzeczy, a później nazywając je po Angielsku i Rosyjsku. Oglądałam tą scenerię dłużej, gdyby nie zauważył mnie Felix. Zagaworzył i uśmiechnął się do mnie, czym zwrócił na siebie uwagę taty. Spojrzał on najpierw na chłopca, a później, podążając za jego wzrokiem na mnie.
- Dowiedziałaś się czegoś?- spytał z nadzieją.
- Wiem wszystko.- oznajmiłam z dumą.
- Jak się nazywa?
Zamilkłam. Cholera!
- Prawie wszystko.- Dymitr popatrzył na mnie z niedowierzaniem.- Ale sądzę, że i tak by mi nie powiedziała. Przez całą opowieść, mama nawet się nie zająknęła początkiem jego imienia. Trzeba innym sposobem.
- Jakim? Mamy mało czasu.
Zamyśliłam się. Nagle przypomniał mi się pewien szczegół.
- Mark!- zawołałam radośnie.- On wie. Byli razem w paczce.
Sięgnęłam po mniejszy prochowiec.
- Roza, gdzie idziesz?- spytał mój mąż.
- Jak to gdzie? Do Marka i Oksana.- to było oczywiste.
- Przykro mi skarbie, ale już nie zdążysz.- przytulił mnie od tyłu.- Za dziesięć minut musimy ruszać.
Zastanowiłam się chwilę i z nową determinacją zajęłam płaszcz. Bez słowa wyszłam na korytarz, a zmartwiony Dymitr ruszył z dziećmi za mną. Zapukałam do pokoju Soni.
- Za dwie minuty u Karoliny.- powiedziałam i wyszłam.
To samo zrobiłam u Wiktorii. Gdy już znalazłyśmy się w pokoju najstarszej z sióstr, opowiedziałam im, czego dowiedziałam się od Oleny.
- Musicie od Marka wyciągnąć jego imię i nazwisko za wszelką cenę. Nawet z użyciem noża. Od tego zależy, czy mama będzie szczęśliwa u boku swojego ukochanego.
- A co jeśli już nie żyję?- zagadnęła Karolina.
- Albo naprawdę jej nie kocha?- dodała Wiki.
- Lub jest żonaty.- skończyła ostatnia z moich szwagierek.
- Właśnie po to nam jego dane.- poparł mnie Rosjanin.- Nie będziemy nic o nim wiedzieć, jeśli nie zdobędziecie najważniejszej informacji. Potraktujcie to jako misję.
- Od samych strażników królowej.- dodałam.- To jak? Możemy na was liczyć?
Dziewczyny wymieniły między sobą spojrzenia. W końcu spojrzały na nas.
- Zawsze i wszędzie.- uśmiechnęła się najstarsza.
Pięć minut później wszyscy siedzieliśmy w autach, gotowi do drogi. Ja z mężem, wszystkimi dziećmi i Bianką w jednym, a reszta Bielikówn z Konradem i Kolą w drugim. Tak, Karolina wybaczyła swojemu chłopakowi i są szczęśliwą parą.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
Subskrybuj:
Posty (Atom)