poniedziałek, 19 grudnia 2016

ROZDZIAŁ 346

- Dymitr?- zaczęłam ostrożnie.- A nie jest ci smutno, że Galina nie żyje? Fakt, że oboje byliście strzygami, ale ty dostałeś szansę, a ona nie? W końcu była twoim mentorem, jakaś nic porozumienia musiała się między wami wytworzyć.
- To prawda, była moją przyjaciółka.- przyznał, już czysty.- Ale taka jest kolej rzeczy. Jedni umierają, a inni się rodzą.- podszedł do mnie od tyłu i dotknął mojego brzucha.
- No, ale chyba mi nie powiesz, że nie tęsknisz za nią?- zagadnęłam, nakładając szminkę.
- Roza.- westchnął, odwracając mnie przodem do siebie.- Tęsknię za duża ilością osób. Nie wiesz nawet za jak duża. Ale utrata każdego przyjaciela, czy nawet znajomego, nauczyła mnie, żeby żyć dalej, nie patrząc na przeszłość. Najważniejsze dla mnie, że o nich pamiętam.
- Ja nie wiedziałam.- popatrzyłam niego wielkimi oczami.
Był smutny, więc go przytuliłam. Bez wahania mnie objął. Dawało mu to ukojenie. Jednocześnie zaczął docierać do mnie głębszy sens jego słów i spojrzałam na swoje życie inaczej. Z Liss ciągle pamiętamy o jej rodzicach i bracie, ale mam wrażenie, że niekiedy o nich zapominam, chodź nie powinnam. Byli dla mnie jak rodzina. Mason. Teraz żyje, ale wiem, że nigdy bym o nim nie zapomniała. Podczas ataku na Akademię zginęło bardzo wiele osób. Nie było zbytnio podczas walk o tym myśleć, a później przeżywałam swoją własną żałobę. I utrata ukochanego. Byłam silniejsza, bo miałam siłę odszukać go i sama zabić do końca. Mój mąż też nie miał za bardzo jak przejąć się śmiercią Galiny. Najpierw był strzygą, potem rozpaczał nad swoimi czynami, a później cały ten bałagan z oskarżeniem mnie o morderstwo królowej i ucieczka.
- Ale są osoby z których śmiercią nigdy bym się nie pogodził.- powiedział strażnik, patrząc mi w oczy.- Kocham Cię, Roza. Ciebie, nasze dzieci i Lili. Oni nie powinni umrzeć przed nami.
- Wiem, ale nikt nie może nam obiecać tego na pewno.
Poczułam pieczenie pod powiekami, na myśl o śmierci naszych kruszynek. Nawet nie poczułam jak pierwsza łza spłynęła mi po policzku. Dopiero usta Rosjanina mi to uświadomiły, scałowując ją ze mnie.
- Spokojnie, Kochanie. Jeszcze nic się nie stało. Póki nie zaczną walczyć, nie stanie im się żadna krzywda.
- Już dobrze.-szepnęłam.
- Na pewno?- spytał z troską, a ja przytaknęłam.- Mamy jeszcze chwilę, to może kupimy sobie coś słodkiego.
- A opowiesz mi ten swój sen?
- Któ...- przerwał, gdy zrozumiał.- Aż tak widać, że mnie męczy?- znowu przytaknęłam głową.- To nic takiego. Po prostu śniło mi się, że obudziłem się jako strzyga z żądzą krwi i zabiłem ciebie oraz... oraz dzieci. Ale to się nigdy nie zdarzy.
Był silny, ale nie chciałam, żeby ukrywał przede mną swojego bólu, chcę żaby odczuł ulgę. Nawet jeśli przez łzy. Usiadłam na kredensie z umywalkami i przyciągnęłam sobie jego głowę do piersi. Objął mnie mocno, szlochając po cichu.
- Spokojnie. To był tylko sen, nic takiego nigdy się nie wydarzy. Nie zrobisz tego. Już nigdy więcej nie będziesz mordować dla krwi. Obiecuję.- przez cały czas głaskałam go po włosach
- Skąd możesz to wiedzieć.-krzyknął, chcąc się odsunąć, ale mu nie pozwoliłam.- Byłem potworem i mogę się nim stać jeszcze raz. A ja tego nie chcę.
- Elizabeth sama powiedziała, że będziesz aniołem. Co oznacza, że nie ma możliwości, abyś stał się zły. Więc to jest równoznaczne z niemożliwością stania się strzygą. Po za tym ja zawsze cię obronię.- podniosłam mu głowę, patrząc w czekoladowy brąz tęczówek, wokół czarnych źrenice. Bez żadnej czerwonej obwódki.- Nikomu nie pozwolę cię skrzywdzić.
Ukochany uśmiechnął się do mnie przez łzy. Pocałował mnie mocno z całym bólem, miłością i wdzięcznością. Chętnie przyjmę na siebie każde jego zmartwienie, przykrość i wszystko co go męczy. Wolę sama cierpieć dwa razy mocniej, niż patrzeć jak coś go trapi. Po pocałunku na nowo go przytuliłam.
- Już dobrze.- szepnął.
- Na pewno.- spytała z troską. Zamieniliśmy się rolami.
- Tak.- cicho się zaśmiał.- A teraz chodź, bo zaraz się spóźnimy.
-Ale najpierw umyj twarz zimną wodą. Lepiej, żebym tylko ja widziała twoje łzy.
Jak powiedziałam, tak zrobił. Spojrzałam na zegarek ukochanego.
- Co mnie oszukujesz towarzyszu? Mamy jeszcze dziesięć minut. Spokojnie zdążymy do kawiarni.- pociągnęłam go na zewnątrz.
- Jak to? Zostawiliśmy dzieci dwadzieścia pięć minut temu?
- Wiem. Dla mnie też chwile z tobą zdają się być wiecznością.
Z prędkością huraganu wpadliśmy do kawiarni Emilii.
- Rose, Dymitr.- uścisnęła nas właścicielka.- Jak ja dawno was nie widziałam.
- Wiesz, jak to mówią, służba nie drużba.- uśmiechnął się Bielikow, na co wszyscy się zaśmialiśmy.
- Wiesz jak to jest. Dzieci, pies, koń, siostra.- wzruszyłam ramionami.
- Właśnie, czemu ja waszych dzieci jeszcze nie widziałam?
- Dzisiaj zobaczysz.- obiecałam.- A teraz podaj nam dwa razy te dobre ciasto, co mi zawsze dajesz. Ferrero?
- Raffaello. Ale byłaś blisko.- zaśmiał się i ukroiła nam po kawałku deseru.- Masz szczęście, bo z jakieś pięć minut temu wyszło z kuchni.
Były to dwie warstwy białego biszkoptu, przekładane masą kokosową i posypane wiórkami kokosa i migdałami. Już mi ślinka ciekła. Nie było ruchu, więc Emilii usiadła z nami do stolika.
- Mówcie, co tam u was.- zagadnęła, jedząc swój kawałek.
- A nic ciekawego. Lepiej mów co u ciebie słychać, że taka cała w skowronkach?- zagadnęłam.
- Aż tak bardzo to widać?- zarumieniła się.- No więc... poznałam kogoś.- spuściła wzrok, cała czerwona, a ja uśmiechnęłam się od ucha do ucha.
- A nie mówiłam, że na ciebie też przyjdzie pora. Mów, kto to jest?
- To znaczy, znałam go wcześniej, byliśmy przyjaciółmi i on mi się od dawna podobał, ale nie wiedziałam, że ja mu też. No i przyszedł tu jakiś czas temu, bo od czasu dekretu się nie pojawił, i zamówił ciasto. No i usiedliśmy razem, tak jak my teraz i gadaliśmy. Wspominaliśmy dawne czasy i powiedział, że zawsze byłam ładna, ale teraz jestem piękną.- uśmiechnęła się szeroko, a ja miałam wrażenie, że to nie koniec historii.- No i zaczął tu przychodzić częściej, prawić mi komplementy i ogólnie taki miły, niekiedy przypadkowo łapał mnie za dłoń i... wczoraj mnie pocałował.- prawie że skakał z radości.
- Ale kto to jest?- dopytywał mój mąż.
- Hans.
Zaczęłam krztusić się ciastem. Dymitr musiał poklepać mnie po plecach, żebym złapała oddech.
- Hans?!- nie dowierzałam.
Dziewczyna pokiwała głową, a ja zaczęłam się śmiać.
- No to nieźle. W takim razie wam gratuluję. Ale my już musimy spieszyć się na służbę.- dałam jej pieniądze i wyszliśmy.

niedziela, 18 grudnia 2016

ROZDZIAŁ 345

Po godzinie mała była padnięta. Tak jak prosiła, wymęczyliśmy ją za wszech czasy. Jeszcze ostatnie starcie między mną, a Dymitrem, które niestety przegrałam, i powrót do domu. Szybko się odświeżyliśmy, przebraliśmy w stroje służbowe i spakowaliśmy dzieci, po czym ruszyliśmy na Dwór. Na miejscu byliśmy pół godziny później. Pożegnaliśmy się z Lili, która poszła do szkoły, a my udaliśmy się do pokoju dziecięcego. Maluchy nie były zachwycone, że je zostawiamy. Zrobiły tak smutne buźki, że ukochany musiał mnie siłą wyciągnąć z pomieszczenia, żebym ich nie zabrała ze sobą. Oparłam się o ścianę obok drzwi i westchnęłam ciężko. Po chwili strażnik pochylił się nade mną, opierając dłonie po bokach mojej głowy. Oplótł sobie na palec jeden z moich kosmyków i chwilę na niego patrzył smutnym wzrokiem. Było mu równie ciężko.
- Też nie chcę się z nimi rozstawać.- zrobił pause, aby spojrzeć mi w oczy.- Ale nie możemy.
- Wiem.- westchnęłam znowu spuszczając głowę.
- Tu będą bezpieczne i będziemy mogli wrócić do nich, nim się obejrzysz. A teraz chodź, bo obawiam się, że zaraz, jeśli ty do nich nie wejdziesz, to ja to zrobię.
Uśmiechnęliśmy się do siebie, złączyliśmy nasze dłonie i ruszyliśmy do sali tronowej. Dzisiaj na szczęście mieliśmy na drugą zmianę, tak samo jak Lili w szkole.
- Jeśli tak dalej pójdzie, to ja nie pozwolę im chodzić do przedszkola.- zażartowałam.
- Maluchy byłyby wielce niepocieszone.- mój mąż udał zszokowanie, łapiąc się za serce, po czym oboje się roześmialiśmy.
- Kocham naszą rodzinkę.- westchnęłam.- Z wierzchu może wydawać się normalna, ale kto nas zna bliżej, ten wie, że nic w niej nie jest normalne.
- To zaskakujące, że ja mam z takimi rzeczami do czynienia od zawsze. Luna- zwykła sarna, a jednak nie. Gwiazdka też w jakiś sposób się wyróżnia, zwłaszcza inteligencją, jakby rozumiała wszystko co mówimy.
Słuchałam go uważnie, gdy szliśmy wolno do królowej. Nie spieszyło nam się, bo mieliśmy jeszcze czas. Nagle, nie wiem jak, znalazłam się przyszpilona przez Rosjanina do ściany. Lekko się wystraszyłam, ale uspokoiło mnie jego pełne miłości spojrzenie.
- I ty. Niby zwykła nastolatka, niepozorna dampirzyca, kolejna moja uczennica. Ale jeszcze nikt nie zawrócił mi tak w głowie, przy tym sama będąca wielką zagadką. Przeżyła to, co powinno ją zabić, poświęcała się i robiła to co pohańbione dlatego, że było to słuszne, wiedziała co czuje i myśli jej podopieczna, później widziała duchy i przez więź zabierała przyjaciółce mrok, znalazła sposób na ocalenie strzygi, samą siłą walki wygrała pojedynek ze śmiercią, znowu, a na końcu dała mi dzieci. Byłaś dla mnie wyzwaniem, a jednocześnie wielką niewiadomą. Im bliżej cię poznawałem, tym więcej chciałem o tobie wiedzieć. Te wszystkie tajemnice zaprzątały mi głowę. Być może to mnie w tobie pociągało. Choć i bez tego bym cię pokochał. Ale tym się najbardziej wyróżniasz i jesteś dla mnie wyjątkowa i jedyna. Kocham cię Roza.
Położyłam dłonie na jego tors, patrząc mu głęboko w oczy.
- Mogłabym powiedzieć podobnie o tobie. Od zawsze zamknięty w sobie, poważny strażnik. To wzbudziło moją ciekawość. Jakie ty ukrywasz tajemnice pod swoją kamienną maską. Chyba jeszcze nigdy nie spotkałam kogoś tak oddanego pracy. Ty nią żyłeś. Rzadko się uśmiechałeś, byłeś i nadal jesteś dla mnie wzorem idealnego strażnika. Aż na jednej z naszych lekcji się zaśmiałeś. Poczułam wtedy ogromną satysfakcję, jakbym co najmniej weszła na Mont Everest.- uśmiechnęliśmy się oboje.- Od tamtej chwili moim celem życiowym stało się zburzenie tego muru. I Chyba udało mi się. Nie od razu myślałam o takim efekcie, ale jestem szczęśliwa. To bardzo dobry koniec. Też Cię Kocham, Towarzyszu.
Bielikow przesunął się bliżej i nasze wargi się spotkały w czułym pocałunku. Automatycznie moje dłonie powędrowały do jego miękkich i aksamitnych włosów, które uwolniłam z gumki i zaczęłam przeczesywać palcami. W tym samym czasie poczułam ucisk na biodrach, wywołany dłońmi Dymitra, który jeszcze bardziej zbliżył nas do siebie i przycisnął mnie do ściany, pogłębiając pocałunek. Po chwili trzymał mnie za pośladki, a ja oplotłam go nogami. Z tego transu ocknęło nas czyjeś chrząknięcie. Ukochany momentalnie się ode mnie odsunął. Oboje ciężko oddychaliśmy. Strażnik poprawił ubranie i na nowo związał włosy. Rozglądając się, zauważyłam jakąś służąca, a raczej jej oddalające się plecy.
- Musimy popracować nad twoją samokontrolą Towarzy...- gdy na niego spojrzałam, wybuchłam śmiechem.
- O co chodzi, Roza?- spytał zbity z tropu.
- Zanim pójdziemy do królowej, musisz odwiedzić toaletę, skarbie.- uśmiechnęłam się do niego.
- Czyżbym miał na ustach to co ty?
- Jeśli chodzi ci o moją szminkę, to tak.
- Bardziej o rozmazaną szminkę.
- Cholera. To chyba razem odwiedzimy łazienkę.
- Mi to tam nie przeszkadza.- złapał mnie za rękę i pociągnął w sąsiedni korytarz.- A wracając do tematu, ty nie zostałaś mi dłużna i oddałaś pocałunek.
- Ale to ty go pogłębiłeś.- odparowałam.
- Tylko, że nie kazałem ci oplatać mnie nogami.
- Doskonale wiesz, że przy tobie przestaję racjonalnie myśleć. I tak to wszystko twoja wina.- wystawiłam mu język.
- Okey, to obiecuję, że to był ostatni pocałunek na Dworze. No po za naszym mieszkaniem.- uśmiechnął się złośliwie.
- Chyba żartujesz?!- spojrzałam na niego zszokowana. Jednak po chwili się uspokoiłam.- Nie dasz rady. Kiedyś mnie pocałujesz. Zakładam, że jeszcze w tym tygodniu, jeśli nie dzisiaj.
- Zobaczymy Roza.- cwany uśmieszek nie schodził z ust mojego męża.
Weszliśmy do toalety dla personelu. Gdy zobaczyłam się w lustrze, przyznałam mu rację. Usta miałam trzy razy większe niż w rzeczywistości. Oboje wzięliśmy papierowe ręczniki i zaczęliśmy się czyścić.

sobota, 17 grudnia 2016

ROZDZIAŁ 344

Obudziło mnie coś wilgotnego i zimnego na twarzy. Odgoniłam się ręką, ale po chwili poczułam coś bardziej mokrego i już ciepłego. Otarłam twarz i powoli otworzyłam oczy. Zobaczyłam wielką beżową plamę z trzema czarnymi punktami. Gdy wzrok mi się wyostrzył, zobaczyłam swój budzik.
- Bianka!- krzyknęła z niedowierzaniem.
Zepchnęłam ją na bok, a ona się przeturlała na drugą stronę łóżka, położyła na łapach, patrząc na mnie i merdając ogonem. Zaśmiałam się na ten widok i podrapałam ją pod brodą. Dopiero teraz zauważyłam, że jesteśmy same w sypialni.
- A może ty wiesz, gdzie są wszyscy?- spytałam suczkę.
Ona od razu wstała i wybiegł z pokoju. Po chwili wróciła i oparła łapy na łóżku, patrząc na mnie wyczekująco.
- No dobra. Tylko daj mi się ubrać.- powiedziałam zrzucając z siebie kołdrę.
Super, teraz zaczęłam gadać do psa. No ale jak mnie rozumie, to czemu nie. Wzięłam czystą bieliznę i poszłam do łazienki. Po szybkim prysznicu wróciłam do garderoby, przebrać się w strój strażniczki. Po rozczesaniu włosów i zrobieniu lekkiego makijażu, zeszłam z Bianką na dół. W jadalni mój ukochany właśnie kładł na stole stertę naleśników, a wokół nich były miski z owocami, bitą śmietaną, czekoladą i stropem klonowym. Lili w tym czasie karmiła maluchy. Sądząc po talerzu na jej miejscu, jeszcze nic nie jadła. Na pewno czekali na mnie.
- Hej.- powiedziałam, wchodząc przez szklane drzwi i wciągając cudowny zapach naleśników.- Ale pachnie...
- To siadaj, bo wystygnie.- w chwili między moimi nogami przebiegła suczka i zaczęła skakać wokół Dymitra.- Tak. Dobra psinka obudziła panią, tak? A teraz idź jeść.
Bianka popędziła pod ścianę i wręcz rzuciła się na miskę, jakby tydzień nic nie jadła. Rozbawiona podeszłam do męża, po drodze obdarzając każde z dzieci pocałunkiem w policzek. Bliźniaki dodatkowo zostały połaskotane po brzuszkach, na co uśmiechnęły się szeroko.
- Mam rozumieć, że to ty jesteś odpowiedzialny za moją pobudkę?- Rosjanin pokiwał głową, gdy zajęłam swoje miejsce.- Dziękuję. Lepszej nie miałam.
Uśmiechnął się, lecz po chwili dotarło do niego znaczenie moich słów.
- Ej! Moje pobudki nie są gorsze.- zaprzeczył, jak obrażony chłopiec.
- Jesteś pewny?- droczyłam się z nim.
- Tak.- powiedział pewnie.-Ale jutro tak cię obudzę, że nie będziesz chciała już innej pobudki.- usiadł obok mnie. 
- Już nie mogę się doczekać.- odpowiedziałam i wzięliśmy się za jedzenie.
Jak zawsze było pyszne. Po posiłku Bielikow i Lili zaczęli sprzątać, a ja wzięłam dzieci do mycia.
- Czy chodź raz może być więcej jedzenia w was niż na was?- spytałam, rozbierając Nastkę.
Na moje pytanie dzieci tylko się uśmiechnęły. Nagle usłyszałam pukanie. W przejściu pojawiła się głową Lili, która po chwili podeszła do nas.
- Hej, myszko.- objęłam ją ramieniem i cmoknęłam w skroń.- Coś się stało?
- Nie, tylko Dymitr uznał, że da sobie radę i posłał, abym ci pomogła. Choć kochanie.- z podłogi podniosła swojego siostrzeńca.
Podeszłam do stolika na którym leżała wanienka z ciepłą wodą.
- I po co ja was w nocy myłam?- zastanawiałam się na głos, gdy moja ciekawska córeczka bawiła się zabawki w pianie.
- Bo jesteś bardzo dobrą mamą.- odpowiedziała mi siostra, z gołym chłopcem na rękach.
- Nie podlizuj się. Pamiętam, że chciałaś wycisk na treningu.- zaśmiałyśmy się.
- Rose? A kiedy pojedziemy nad tamto jeziorko? Chciałam nauczyć się jeździć na łyżwach.
- A masz łyżwy?- spytałam myjąc małą. W tej chwili uderzyła rączką w wodę i ją rozlała.- Anastazja!
Bliźniaki się roześmiały.
- Nie.- przyznała Lili ze smutkiem.
Chyba mam pomysł na prezent dla niej. Szybko dokończyłam myć dziewczynkę i położyłam ją na ręczniki z boku. Następnie wzięłam od siostry Felixa, a ona zajęła się siostrzenicą. Cieszyłam się widząc z jaką miłością i troską opiekuje się naszymi dziećmi.
-Dzięki za pomoc.- przytuliłam brunetkę, gdy oboje byli już ubrani, a podłoga sucha.
W tej chwili do pokoju wszedł mój mąż, już przebrany na trening.
- Co tam rodzinko? Za dziesięć minut widzę was na sali.- zapowiedział i już chciał wyjść.
- Hola hola, Towarzyszu. Wracaj mi tu.- strażnik wrócił się, patrząc na mnie zdziwiony.- Jak my mamy się szykować, to ty bierzesz nasze dzieci.
Uśmiechnął się szeroko i wziął najpierw oczywiście swoją księżniczkę.
- Kiedyś Felix poczuje się odrzucony przez ciebie.- pokręciłam zrezygnowana głową i wyszłam do garderoby.
Lili pobiegła do pokoju, gdy tylko Dymitr wspomniał o treningu. Po chwili za mną pojawił się Bielikow z maluchami.
- Doskonale wiesz, że kocham was wszystkich tak samo. Jesteście całym moim życiem.
- Wiem skarbie.- cmoknęłam go i dzieci w policzki.
Szybko się przebrałam w różową bluzkę na ramiączkach i czarne leginsy. Zadowolona spojrzałam w lustro i związałam włosy w kucyk.
- Gotowa?- spytał ojciec naszych dzieci.
- Tak.- robiłam ostatnie poprawki przed zwierciadłem.
- Jesteś piękna Roza.- westchnął, widząc moje poczynania.
- Dla ciebie, chcę być idealna.- szepnęłam, mając nadzieję, że tego nie usłyszy, jednak się przeliczyłam.
- Dla mnie zawsze będziesz idealna. Pod warunkiem, że choć ten raz się nie spóźnisz.
- Wtedy nie byłabym sobą.- wzięłam na ręce córkę i wyszłam z pokoju.
Na dole na rzuciłam na siebie ciepłą bluzę i oczywiście prochowiec. Ale dzieci ubraliśmy w ciepłe kurteczki, czapki i rękawiczki. Po chwili dołączyła do nas Lili i też się ubrała. W sumie mieliście z pięć kroków do naszej sali. Odkąd zaczęliśmy służbę nie mieliśmy czasu budować, więc wynajęliśmy specjalną firmę i na podwórku stoi już budynek sportowy i stajnia. Weszliśmy do tego pierwszego. Przed nami rozpościera się korytarz. Po lewej są szatnie, toaleta i kilka sal, a reszta po prawej. Jedna z lustrami, inna z materacami i drabinkami, siłownia, na gry zespołowe z piłką, tenis stołowy, basen i magazyn ze sprzętami. Najpierw poszliśmy na największą, aby zacząć rozgrzewkę od biegania. Kwadrans później zaczęliśmy się rozciągać i przeszliśmy do sali z drabinkami. Tam z mężem odbyliśmy kilka starć z różnymi wynikami. Raz wygrałam ja, raz Rosjanin. Dzieciom chyba się podobało, bo ciągle się śmiały i przypatrywały uważnie naszym starciom.
- W końcu znalazłem godnego siebie przeciwnika, który nie leży na macie po pięciu ciosach.- uśmiechnął się mój ukochany, gdy szliśmy do toreb po picie.
- Sam mnie na taką wychowałeś.- zauważyłam, sięgając po bidon.
- Dobra młoda,- strażnik klasnął w dłonie.- twoja kolej.

czwartek, 15 grudnia 2016

ROZDZIAŁ 343

Nakarmiliśmy suczkę i po przeczytaniu bajki Lili, poszliśmy sami się szykować.
- Ale łakomczuszki nam się urodziły.- Rosjanin pogłaskał po brzuszku Nastkę leżącą obok siebie.
- Trzeba je wykąpać i przebrać, ale nie mam serca ich budzić.- westchnęłam patrząc na męża leżącego w łóżku z naszymi dziećmi.
Sama właśnie skończyłam się myć.
- To chodź tu do nas mama, a zrobisz to rano.- odsłonił kołdrę po mojej stronie, zachęcając mnie do położenia się.
Z uśmiechem podeszłam do łóżka i się położyłam. Mieliśmy dzieci między sobą, ale nie były na tyle duże, żebyśmy nie mogli się przytulić. Od razu ręką strażnika wylądowała na moim brzuchu i zaczęła tam jeździć. Zamruczałam z przyjemności, na co mój ukochany się zaśmiał.
- Ja tiebia liubliu Roza.
- Ja tiebia toże liubliu tovarishch.- oparłam głowę na jego ramieniu i odwróciłam się tak, żeby patrzeć w cudne brązowe oczy.
Wokół nich ukazała się mała siateczka zmarszczek, kiedy Dymitr uśmiechnął się do mnie. Poprawiłam się lekko i zamknęłam oczy.
- To obudź mnie wcześniej.- poprosiłam ziewając.
- Dobrze skarbie.- poczułam jak jego dłoń ogarnia mi włosy z twarzy i lekko się uśmiechnęłam.- Rose, jak to możliwe, że Hans dał nam urlop?
- Był trochę oporny i długo musiałam z nim walczyć, ale się zgodził. Wiesz jaki był jego główny argument?- otworzyłam oczy i podparłam się na własnej dłoni. Napotkałam radosne tęczówki Bielikowa.- "Ostatni raz, gdy wzięłaś wolne na tydzień, wróciłaś po dziewięciu miesiącach."- próbowałam naśladować Crofta, a później się zasmialiśmy.
- Jak dla mnie, powinien się cieszyć. Dzięki temu ma dodatkową dwójkę strażników na przyszłość.
- No właśnie. Za osiemnaście lat będzie miał już piątkę najlepszych wojowników na świecie. Nas, dzieci i Lili. I nawet nie próbuj zaprzeczać, bo jesteś najlepszy.
- Ty też.- zauważył.
- Dzięki tobie. Ty mnie wszystkiego nauczyłeś.
- Ale to twoje samozaparcia sprawiło, że tak daleko zaszłaś.- starał się mnie przekonać.
- Uwierz mi, bez ciebie by mi się nie udało. Jesteś najlepszy, dzięki temu ja jestem najlepsza i nasze dzieci będą najlepsze i koniec kropka. A teraz dobranoc mój aniołku.
- Aniołku?- zaśmiał się.
- Tak. Jesteś aniołem.- powiedziałam całkiem poważnie.
- Oj, Roza. To ty jesteś moim aniołem.- cmoknął mnie w skroń.
- Muszę ci coś powiedzieć. Chodzi o rozmowę z Elizabeth.
- Chodzi o to jak popatrzyłaś na mnie? Czego się dowiedziałaś?- dopytywał.
- Po odmienieniu dusza "strzygi"- zrobiłam cudzysłów w powietrzu.- zostaje całkowicie oczyszczona. Zaczyna z czystą kartą, jako anioł. A to co przeżył podczas tego stanu zawieszenia... no wiesz o co mi chodzi.- dodałam szybko, widząc jego nierozumiejące spojrzenie.- No i to nie pozwala mu, to jest tobie, grzeszyć, więc masz zapewnione miejsce w niebie mój aniołku.
Przez chwilę milczał, analizując moje słowa.
- Wow!- w końcu mógł wydobyć z siebie głos.- Ej, to po śmierci będę twoim aniołem stróżem i wciąż będziemy mogli się widzieć.
- Wolę nie doczekać tego.- przeszedł mnie zimny dreszcz.
- Spokojnie Roza. Jeszcze tu jestem. Ja, ty i cała nasza rodzina. A teraz idź spać. Chciałaś wcześniej wstać.
- Ehhh...- jeknęłam chowając twarz w jego ramię, na co mój mąż się zaśmiał.
Po chwili oboje odpłynęliśmy.
Obudził mnie krzyk Lili. Zerwaliśmy się z miejsc, budząc dzieci. Najpierw zaczęły płakać, ale gdy je przytuliliśmy, uspokoiły się i tylko patrzyły na nas zaniepokojone . Z ukochanym wymieniliśmy szybkie spojrzenia.
- Ty idź.- zaproponował Rosjanin.
Kiwnęłam głową, oddałam mu Felixa i poszłam do pokoju na przeciwko. Moja siostra rzucała się po łóżku w koszmarze. Podeszłam do niej szybko i zaczęłam nią potrząsać, aż nie otworzyła oczu. Przytuliłam ją, mimo że wciąż była zdezorientowana. Cała mokra od potu i łez, wtuliła się we mnie mocno, znosząc się płaczem. Gdy się odsunęła, zaczęłam wycierać wciąż wypływające z jej oczu krople.
- Spokojnie. Wszystko będzie dobrze. Jesteśmy tu.- przycisnęłam ją i poczułam małe rączki na szyi.- Jesteśmy.
Złapałam ją pod uda i podniosłam. Gdy oplotła mnie nogami, zniosłam dampirzycę do naszej sypialni. Nie protestowała, kiedy położyłam ją na naszym łóżku. Wtuliła się w Nastkę, a ta cmoknęła ciocię w policzek.
- Zaopiekuj się nią.- szepnęłam prawie bezdźwięcznie, idąc z Felixem na rękach do łazienki.
Naszykowałam wanienkę z zabawkami i mydłem dla dzieci, po czym rozebrałam synka. Uznałam, że skoro nie śpią, zajmę się nimi teraz i dłużej pośpię. Po wykąpaniu malucha, wytarłam i wtarłam oliwkę w jego ciało.
- Kulamy, kulamy, kulamy.- lubił, gdy tak mówiłam, podczas wycierania olejku. Od razu na jego pulchnej buźce pojawił się szeroki uśmiech.
Następnie zabrałam go do ich pokoju, gdzie przebrałam go w żółtą piżamkę z fioletowym słoniem. To samo zrobiłam z córeczką, ale ona dostała różową z brązowym misiem. Obie dołączyliśmy do reszty, tym razem to ja przygarnęłam córeczkę.
- Już lepiej?-spytałam zmartwiona siostrę.
Pokiwała smutno głową, choć wciąż siorbała nosem, a po jej policzkach ciekły resztki łez.
- Śpij słoneczko.- wytarłam jej mokre policzki i uśmiechnęłam się.
Odwdzięczyła mi się tym samym. W tym czasie strażnik głaskał dziewczynkę po plecach i ramieniu. Przykryliśmy nas wszystkich kołdrą, gdy skoczył na nas wielki włochy potworek. Zaczęliśmy się śmiać, kiedy suczka lizała Lili.
- Bianka, zejdź z łóżka.- mój mąż zaczął ją wyganiać.
Jednak ona nie miała takiego zamiaru. Położyła głowę na kołdrę i popatrzyła na nas maślanymi oczami. Z tyłu po łóżku latał jej ogon, dzięki czemu wyglądała bardzo słodko. Obie z Lili wydałyśmy ciche "ooo" i zwróciłam blagalny wzrok na Rosjanina, a reszta zrobiła to samo. Jednak on wciąż nie ustępował.
- Towarzyszu, jedna noc. I tak jesteśmy całą rodziną, a ona jest jej częścią.- próbowałam go przekonać.
- A Gwiazdkę też wpuścisz?- spytał z sarkazmem.- Nie możemy jej tak uczyć. Się przyzwyczai i co będzie?
- Tylko jeden raz. Jeden jedyny.- dołączyła się Lili.
Nastka wstała, podniecając się, a wręcz kładąc na tacie i zrobiła patrzyła mu prosto oczy ze smutną buźką. Starał się, naprawdę, widziałam tą jego wewnętrzną walkę. Ale przegrał, gdy położyłam się na nim, robiąc to co mała.
- Nie patrzcie tak na mnie!- w końcu skapitulował.- No dobrze. Ale to ostatni raz.
Wszyscy się cieszyli, razem z suczką, która zaczęła lizać pana, a my się zasmialiśmy.
- No już. Dość, bo zmienię zdanie.- odgrażał się.
Bianka od razu przestała i położyła się obok. Wszyscy ułożyliśmy się wygodnie i zasnęliśmy. Aż się dziwię, że zmieściliśmy się na jednym łóżku.

środa, 14 grudnia 2016

ROZDZIAŁ 342

Jeszcze tego samego dnia pojechaliśmy na cmentarz. Mimo słońca na niebie, zrobiło się chłodno i musieliśmy cieplej się ubrać. Lili trzymała się mnie mocno. Nie pamiętała dobrze miejsca pogrzebu, więc to my prowadziliśmy. Wraz z przekroczeniem cmentarzu, zaatakowały nas mroczne duchy. Lili w przenośni, mnie dosłownie. Natychmiast zbudowałam wokół siebie mur przed nimi tak, żeby moja rodzina nie zauważyła co się dzieje. Ale nie umknęło to Dymitrowi. Złapał mnie za dłoń i ścisnął ją, w geście wsparcia. Dał mi siłę i to pomogło. Jednak Lili wciąż była smutna, a ja nie mogłam na to patrzeć. Wzięłam ją na ręce i przytuliłam do siebie. Dampirzyca wtuliła się we mnie, cicho chlipiąc. Spojrzałam na nią, a ona zaczęła wycierać łzy. Przycisnęłam ją mocniej do siebie, kolysząc delikatnie.
- Płacz skarbie. Te łzy nie są oznaką słabości, a miłości. Nigdy nie szczędz ich nikomu.
Po kilku minutach byliśmy na miejscu.
- Jesteś pewna?- spytałam, patrząc dziewczynce w zapłakane oczy.
Lekko pokiwała głową, a ja ją odstawiłam. Odwróciła się powoli w stronę grobu. Patrząc na zdjęcie mamy, po policzkach pociekły jej świeże łzy.
- Ma...mamo.- zaczęła.- Nie... nie wiem, czy... czy mnie słyszysz, ale bar...bardzo tęsknię.
Wzięliśmy dzieci na ręce i kucneliśmy przy niej. Maluchy przytuliły ciocię.
- Mam wspaniałą rodzinę. Rose i Dymitr bardzo dobrze się mną opiekują. Kocham ich. Ale... ale nie zapomniałam o tobie. Nigdy nie zapomnę.
Chwilę staliśmy w ciszy. Nagle Lili wciągnęła powietrze. Ze strażnikiem spojrzeliśmy na nią zmartwieni. Nie ruszała się, ale wzrokiem biegała po najbliższym otoczeniu. Nasze dzieci patrzyły się w jeden punkt, ale po chwili spojrzały na mnie, wskazując tam rączkami i gaworząc. Jakbym tylko ja mogła im pomóc. Ich wzrok podsunął mi olśnienie. Zdjęłam osłony i zamarłam. Wokół nie było już atakujących mnie duchów. Tylko jedna, błyszcząca postać. Ale nie była duchem. Jasniała bardziej od innych zjaw, a wokół niej błyszczała złota aura. Czyżbym widziała anioła? Glaskała Lili po policzku, ścierając jej łzy.
- Mama?- spytałam moja siostra.
- Jestem słoneczko i nigdy cię nie opuszczę.- powiedziała, lecz dziewczynka jej nie słyszała, ani nie widziała.
Uśmiechała się dokładnie jak kobieta ze zdjęcia. Dziwnie się czułam w jej obecności. W końcu teraz my się opiekujemy jej córką. Anielica podniosła się i spojrzała na mnie.
- Rose, jesteś taką dobrą osobą. Przykro mi, że nie mogę żyć z córką. Tak bardzo chciałam ją ochronić przed przeznaczeniem, ale teraz widzę, że to był błąd. Ona od zawsze miała walkę we krwi. Dziękuję, że się nią zaopiekowaliście.
Byłam w szoku, ale ten po chwili znikł.
- Chciałabym,- kontynuowała zjawa.- żebyś jej powtórzyła, co powiedziałam. I niech wie, że teraz jestem szczęśliwa, razem z innymi aniołami. Musze ci też coś powiedzieć o twoim mężu.
Mimowolnie spojrzałam na Dymitra. Rosjanin patrzył na to wszystko zdezorientowany. Wychwycił moje spojrzenie.
- Jako odmieniony ze strzygi, ma już zapewnione miejsce wśród nas.
- Co?- zdziwiłam się.
- Odmienienie oczyszcza duszę i serce na wieczność. Zmienia człowieka i uczula na zło. Dlatego podczas działania mocy ducha pojawia się blask. Jest to nowy początek z czystą kartą, której nie będzie w stanie zanieczyszczyć.- powoli zaczęła blednąć. Zanim zniknęła dodała jeszcze.- On już jest aniołem.
Jeszcze chwilę wpatrywałam się w pustą przestrzeń. Nagle z nikąd pojawiła się chmara duchów. Złapałam się za głowę upadając na ziemię.
- Roza?!- usłyszałam głos obok.- Wznieś osłony!
W głosie męża usłyszałam troskę i strach. Czuł się bezradny, bo nie mógł mi pomóc. Na ramieniu poczułam małą rączkę i w jednej chwili wszystko zniknęło. Popatrzylam zdezorientowana na synka. Ten uśmiechnął się promienie, ale ja byłam z byt zszokowana, aby mu odpowiedzieć.
- Co to było?- spytał mój ukochany.
- Nie jestem pewna, ale chyba nasze dzieci też widzą zmarłych.
- Też.- zdziwiła się Lili.
- Tak skarbie. Dzięki pocałunkowi cienia widzę duchy i dzisiaj się dowiedziałam, że anioły też.
- Anioły?!- była w szoku
- Widziałam twoją mamę.- oznajmiła, a w oczach dziewczynki pojawiły się łzy.- Jest szczęśliwa z innymi aniołami, ale zawsze będzie przy tobie.- otarłam jej mokre policzki.- Tak samo jak my. Nigdy nie będziesz sama.
- Czułam ją.- wpadła w moje ramiona ze szlochem.- Ona mnie dotykała.
- Wiem myszko.- przytuliłam ją mocno.- Widziałam.
Dampirzyca zaczęła płakać w moje ramię, więc podniosłam ją i zaczęliśmy wracać. Dymitr wsadził maluchy do spacerówki i poszliśmy do samochodu.
- Tęsknię za nią.- szepnęła moja siostra przez płacz.
- Przykro mi skarbie. Gdybym mogła, zrobiłabym wszystko, żeby ona wróciła. Ale nie cofniemy czasu.
- To kiedyś mnie.- starała się przekonać samą siebie.
- Na pewno. Ale nigdy nie zapomnisz.- Bielikow czule dotknął jej ramienia.- Dzisiaj chyba odpuścimy sobie trening.
- Nie.- zaprotestowała szybko.- Nie. Chcę zająć myśli czymś innym.
- Jesteś pewna?- spytał.
- Tak. Nie chcę współczucia.- powiedziała pewnie.
Doskonale ją rozumiałam. Sama nie lubiłam litości. I nie dawałam jej innym. Wiem co to znaczy wzrok pełen żalu, współczucia, podążający za tobą. Boli bardziej niż pociesza.
- Dobrze.- zgodził się strażnik.
- Dostaniesz wycisk stulecia.- zażartowałam.
Pomogło. Zauważyłam, że usta brunetki poszybowały w górę.
Po kilku godzinach wróciliśmy do domu, zahaczając po drodze do pijalni czekolady. Ja i Lili zamówiłyśmy sobie mleczną, a Dymitr deserową. Do tego dostaliśmy lody i bitą śmietanę. Nasze ciekawski maluchy poznały nowy smak. Myślałam, że trochę się napiją i im wystarczy, ale one chętnie pozbawiłyby mnie całego deseru, wiec dostały na spółę mały pucharek czekolady takiej jak moja i Lili. I dały radę wypić wszystko, a najedzone szybko zasnęły.
W domu przywitała nas Bianka. skakała wokół nas, ale widząc, że dzieci śpią, nie szczekała. Lili trochę się z nią pobawiła, ale pogoniliśmy ją do  spania, bo jutro wracamy do normalnego trybu życia.

poniedziałek, 12 grudnia 2016

ROZDZIAŁ 341

Po kilku godzinach drogi byliśmy na lotnisku. Podczas pożegnania jak zwykle polały się łzy. Zwłaszcza u dzieci.
- Spokojnie Aniołku. Przyjedziemy do was na święta, za miesiąc i znowu się zobaczymy. Obiecuję.- przytuliłam zapłakanego Łukiego do siebie.
W tym czasie Dymitr pocieszał siostrzenice. Gdy wszyscy już nas wyściskali, z trudem udaliśmy się do odprawy.
- Zawsze, kiedy wracamy z tej krainy sielanki, trudno mi się przestawić na niebezpieczna rzeczywistość i wszechobecne poczucie zagrożenia.- przyznałam, po wystartowaniu samolotu.
Felix już siedział na moich kolanach, bawiąc się moją dłonią. Uważnie się jej przyglądał i badał każdy mój palec. Gdzie i w jakim kierunku się zgina? Czemu jest taka sama jak moja? To zadziwiające, że dzieci bawią takie najprostsze rzeczy. Zastanawiają się nad czymś, co dla nas jest oczywiste, a jednocześnie wciąż nie odkryte.
- To prawda, Roza.- mąż objął mnie ramieniem, a ja się w niego wtuliłam.- W Bai jest o wiele bardziej bezpiecznie. Nie musimy się niczym przejmować, ani niczego obawiać. Jednocześnie moja mama otacza nas opieką i troską, a ba każdą z dziewczyn można zawsze liczyć. No i słodkie dzieci, których wszędzie jest pełno. Zawsze radosne i uśmiechnięte. Ich serca bez lęku, niewinne i ufne. Baja to taka oaza spokoju, bezpieczeństwa i miłości. Tam jest nasz...
- Dom.- dokończyłam, gdy nie mógł znaleźć słowa.
- Jeden. Drugi jest w Ameryce. Ale dom jest przede wszystkim, tam gdzie serce, a moje jest tylko w jednym miejscu.- dotknął mnie tam, gdzie sama mam serce.- No i z naszymi dziećmi. Nasza rodzina to mój dom.
- Mój też.- przyznałam.
Nagle usłyszałam płacz dziecka. Od razu poznałam, czyj on jest.
- Ja pójdę.- ukochany złapał mnie za udo, gdy zaczęłam się podnosić.- Jestem bardziej na wyjściu.
Nastka nie siedziała z nami, ale bawiła się z nią Lili. W czasie, kiedy strażnik poszedł po córeczkę, wyjęłam słoiczek z owocami na parze dla dzieci. Już po kilku dniach umiałam rozpoznać, który płacz jest na co. I teraz mała domagała się jedzenia. A jeśli ona coś chce, to Felix też to będzie chciał. Tak jak się spodziewałam mały zaczął cichutko kwilić.
- Już, spokojnie. Mama da zaraz am am.- przytuliłam go i pokazałam mały słoiczek.
Chłopiec od razu otworzył buźkę. Zachichotałam cicho i w tym momencie wrócił Rosjanin z córeczką i Lili.
- A mogłabym ja ją nakarmić?- spytała nieśmiało moja siostra.
- Jasne.- uśmiechnął się Bielikow.- Siadaj.
Młoda usiadła i po chwili na jej kolanach pojawiła się Nastka. Podałam jej jeden zestaw do karmienia i na przemian tłumaczyliśmy, co ma robić i w między czasie zakładałam śliniaczek synkowi. Dymitr otworzył słoiczek z papką ananasową i śliwkową. Najpierw daliśmy im do spróbowania każdej, jednocześnie pokazując Lili, jak ma to robić. Felixowi nie przypadł do gustu ananas, za to córce było obojętne. Ona zawsze jest otwarta na nowe smaki i doznania. Oboje są ciekawi świata, ale chłopiec jest bardziej wybredny i ostrożny. Gdy dzieci były już najedzone, zasnęły na naszych kolanach.
- Patrzcie.- szepnęła ucieszona dampirzyca.- Śpi. Zasnęła w moich objęciach.
- Wstań na chwilę.- poprosił ją mój mąż.
Dziewczynka go przepuściła. Gdy myślałam, że usiądzie na swoim miejscu, ale on podniósł mnie i usiadł na moim miejscu, sadzając mnie sobie na kolanach. Wtuliłam się w ukochanego, a Lili usiadła obok. Nie do końca pamiętam co było dalej, bo chyba zasnęłam.
Kiedy się przebudziłam, zobaczyłam, że strażnik i Lili jeszcze śpią. Nastka i Felix zawzięcie o czymś dyskutowali po swojemu. Gdy tylko chłopiec zobaczył, że nie śpię, uśmiechnął się do mnie promiennie.
- Hej, maluszki.- odezwałam się cicho.- Już się wyspałyście? Ja też.
Przez resztę lotu Bawiłam się z dziećmi, a pozostali spali przyszedł czas zapiąć pasy. Sama bym zeszła na siedzenie obok, bo już obudziłam Lili i dziewczynka zajęła swoje poprzednie miejsce. Ale uniemożliwiały mi to silne objęcia, którymi zostałam uwięziona na kolanach strażnika.
- Dobra skarby. Pomożecie mamusi obudzić tatę?
Przybliżyłam Nastkę do ukochanego. Śmieszniej będzie, gdy jego księżniczka przerwie mu sen. Córeczka zaczęła badać jego twarz, śmiejąc się z min, jakie robił przez sen. Sama się uśmiechnęłam. Gdy zobaczyłam, że zaczyna się budzić, przyłożyłam małą mu do piersi, w którą się wtuliła, a sama przywarłam do jego ust. Na początku był zdezorientowany, ale po chwili oddał pocałunek i zaczął mnie gładzić po udzie.
- Hej skarbie.- uśmiechnęłam się do niego.- Jak się spało?
Witaj Rodzinko.- cmoknął mnie i bobaski w czoła.- Muszę przyznać, że bardzo dobrze. A gdzie podziała się moja szwagierka?
Zaczął rozglądać się po samolocie, a ja w tym czasie zajęłam swoje miejsce.
- Tu jestem.- wychyliła się zza tylnego siedzenia, a późnej zaczęliśmy się śmiać.
- Pasażerowie są proszeni o zapięcie pasów.- rozległo się z głośników.
- Okey. Towarzyszu zapnij tam dzieci.- podałam mężowi maluchy, po czym sama się zapięłam.
- Oczywiście, kotku.
Wziął najpierw Nastkę i posadził ją przy oknie. Następnie koło niej posadził Felixa. Zapiął je pasami, a później siebie. Po kilku minutach samolot zatrzymał się, a my zaczęliśmy klaskać.
__________________________________________________________
Może nie jest najlepszy, napisałabym wręcz, że beznadziejny, gdybyście ostatnio, jak to zrobiłam mnie nie zbruzgali. Nie podoba mi się i całkowicie nie mam pomysłu na tą dziurę między wydarzeniami, ale coś tam nabazgrałam. Ogłaszam, że po drugich urodzinach maluchów skończę tą część i zacznę drugą. W między czasie może pojawić się ankieta, czy wolicie czytać ją na tym blogu, czy mam zrobić drugi? Ale do tego jeszcze mnóstwo czasu. Pozdrawiam wszystkich czytelników i mam nadzieję, że jeszcze ktoś to czyta, bo oglądalność strasznie spadła, nie mówiąc o komentarzach. Tęsknię za niektórymi osobami i ich tekstami. To bardzo motywuje. 💖💖💖💖 No i oczywiście pozdrawiam zawsze wierne Olę, Mańkę i Sylwię.

sobota, 10 grudnia 2016

ROZDZIAŁ 340

Zapukałam do pokoju Oleny i weszłam, nie czekając na zaproszenie, bo i tak bym się go nie doczekała. Kobieta leżała na łóżku odwrócona do mnie tyłem, więc nie widziała, kto przyszedł.
- Dimka, naprawdę nie warto do tego wracać.- po głosie poznałam, że płacze.
Zrobiło mi się przykro, że przywołaliśmy jej złe wspomnienia, ale szybko wzięłam się w garść.
- Dlaczego?- spytałam łagodnie.
Odwróciła się na mój głos.
- To ty Rose.- usiadła smutna na brzegu łóżka.- Bo to co było między nami, już nie istnieje.
- Twoje zachowanie na to nie wskazuje.- usiadłam obok niej na łóżku.- Oleno, proszę powiedz mi. Kim on był? Jak to się stało, że nie jest z tobą? Skrzywdził cię?
Byłam zaskoczona, jak wiele troski było w moim głosie. To prawda, martwiłam się o nią. Kocham ją jak matkę.
- Nie fizycznie. Nigdy by tego nie zrobił żadnej kobiecie, jeśliby nie była strzygą.
Pierwsza informacje. Jest strażnikiem.
- Ale słowa ranią bardziej niż nóż.- kontynuowała.- Chciałam kiedyś być strażniczką, jak mama. Dlatego poszłam do Akademii św. Baltazara. Najlepszej akademii dla Dampirów.
- Tam czasem nie uczył się Dymitr?- coś mi się kojarzyło.
- Tak. To ta sama. I tam się spotkaliśmy. Chodziliśmy razem na większość wykładów. Był bardzo popularny, ale nie zachowywał się jak inni. Zawsze był uśmiechnięty, każdemu służył pomocą i zawsze można było na niego liczyć.- na jego wspomnienie od razu się rozpromieniła.- Spodobał mi się od samego początku, ale byłam zbyt nieśmiała, aby do niego podejść, więc zawsze tylko patrzyłam. Najgorzej mi szły treningi. Nigdy nie byłam dobra, choć bardzo się starałam. Bądźmy szczerzy. Byłam najgorsza w grupie i każdy mówił, że nawet moroj by mnie pokonał.
To przykre, jacy niektórzy umieją być okrutni. Ze wsparciem dotknęłam jej dłoni i przysunęłam się bliżej niej.
- I pewnego dnia trener kazał mu ćwiczyć ze mną w parze. Chciałam wypaść jak najlepiej, ale i tak leżałam na ziemi. Tylko czekałam, aż mnie poniży i zmiesza z błotem. Ale on pomógł mi wstać i wyszedł z propozycją, że mi pomoże. Od tamtego czasu na każdym treningu ćwiczył w parze ze mną. Odchodziliśmy na bok i dawał mi osobne lekcje od podstaw. Trener na to pozwalał, bo on był najlepszy, więc lekcje i tak mało mu dawały. Zaczęło mi lepiej wychodzić. On miał wprost anielską cierpliwość. Przez ten czas bardzo się do siebie zbliżyliśmy. Zapoznał mnie ze swoimi znajomymi, w tym z Markiem. Zaczęliśmy więcej czasu spędzać ze sobą, aż pewnego dnia... wyznał mi miłość.- lekko się zarumieniła i podejrzewałam, co mogło się dokładnie wydarzyć.- Od tamtego momentu byliśmy prawie nierozłączni. Wszyscy powtarzali, że jesteśmy dla siebie stworzeni. Zawsze tak samo myśleliśmy, mówiliśmy i w ogóle byliśmy bardzo zsynchronizowani. Wszystko co robiliśmy miało w sobie idealną harmonię. Wierzyłam, że razem możemy wszystko. On też mi to ciągle powtarzał. Ale wszystko co piękne, kiedyś się kończy.- posmutniała.- Nie miałam zbyt wiele czasu na treningi. Musiałam nauczyć się wszystko od podstaw w pół roku. Tyle zostało nam do egzaminu. Miesiąc przed nimi, on zaczął zachowywać się jakoś dziwnie. W mojej obecności stawał się czujny, ostrożny, czuł się nieswojo. Wmawiałam sobie, że stresuje się egzaminami, ale nie zbyt przekonująco. I stało się to, co przewidziałam. Nie zdałam egzaminu. Wtedy on powiedział mi, że nie możemy być razem. Że to od dłuższego czasu nie ma sensu, że on mnie nie kocha. Zostawił mnie dla swojej jakaś przyjaciółki z dzieciństwa. Morojki.
Wyraźnie czułam jad i żal w jej głosie. Nigdy nie spodziewałam się usłyszeć takiego tonu z ust tej cudownej i pełnej miłości kobiety.
- Ja... ja nie wiem, co powiedzieć. Bardzo mi przykro, nie wiedziałam. Mogłam nie poruszać tego tematu. Wybaczysz mi?- spuściłam głowę.
- Nie mam czego dziecko.- uniosłam na nią wzrok.- Skąd miałaś o tym wiedzieć. Cieszę się, że w końcu komuś to powiedziałam. Wcześniej wiedziała tylko moja mama. Nawet dzieciom tego nie mówiłam. Dziękuję za to, że przyszłaś. Ale teraz idź się szykować, bo mimo że bardzo chcę, lepiej żebyście nie spóźnili się na samolot.
Zrobiło mi się ciepło na sercu, że nie chce naszego wyjazdu. Posłałam jej delikatny uśmiech, wstałam i udałam się do drzwi. Jednak w przejściu jeszcze się odwróciłam.
- Oleno?- podniosła na mnie wzrok.- Kochasz go jeszcze?
Chwilę się zastanawiała!.
- Minęło wiele lat,- zaczęła.- ale myślę, że to nic nie zmieniło. Przynajmniej z mojej strony.
Zadowolona z odpowiedzi ruszyłam do naszego pokoju. W środku już czekał na mnie ukochany, chodząc po pokoju z córeczką, pokazując jej różne rzeczy, a później nazywając je po Angielsku i Rosyjsku. Oglądałam tą scenerię dłużej, gdyby nie zauważył mnie Felix. Zagaworzył i uśmiechnął się do mnie, czym zwrócił na siebie uwagę taty. Spojrzał on najpierw na chłopca, a później, podążając za jego wzrokiem na mnie.
- Dowiedziałaś się czegoś?- spytał z nadzieją.
- Wiem wszystko.- oznajmiłam z dumą.
- Jak się nazywa?
Zamilkłam. Cholera!
- Prawie wszystko.- Dymitr popatrzył na mnie z niedowierzaniem.- Ale sądzę, że i tak by mi nie powiedziała. Przez całą opowieść, mama nawet się nie zająknęła początkiem jego imienia. Trzeba innym sposobem.
- Jakim? Mamy mało czasu.
Zamyśliłam się. Nagle przypomniał mi się pewien szczegół.
- Mark!- zawołałam radośnie.- On wie. Byli razem w paczce.
Sięgnęłam po mniejszy prochowiec.
- Roza, gdzie idziesz?- spytał mój mąż.
- Jak to gdzie? Do Marka i Oksana.- to było oczywiste.
- Przykro mi skarbie, ale już nie zdążysz.- przytulił mnie od tyłu.- Za dziesięć minut musimy ruszać.
Zastanowiłam się chwilę i z nową determinacją zajęłam płaszcz. Bez słowa wyszłam na korytarz, a zmartwiony Dymitr ruszył z dziećmi za mną. Zapukałam do pokoju Soni.
- Za dwie minuty u Karoliny.- powiedziałam i wyszłam.
To samo zrobiłam u Wiktorii. Gdy już znalazłyśmy się w pokoju najstarszej z sióstr, opowiedziałam im, czego dowiedziałam się od Oleny.
- Musicie od Marka wyciągnąć jego imię i nazwisko za wszelką cenę. Nawet z użyciem noża. Od tego zależy, czy mama będzie szczęśliwa u boku swojego ukochanego.
- A co jeśli już nie żyję?- zagadnęła Karolina.
- Albo naprawdę jej nie kocha?- dodała Wiki.
- Lub jest żonaty.- skończyła ostatnia z moich szwagierek.
- Właśnie po to nam jego dane.- poparł mnie Rosjanin.- Nie będziemy nic o nim wiedzieć, jeśli nie zdobędziecie najważniejszej informacji. Potraktujcie to jako misję.
- Od samych strażników królowej.- dodałam.- To jak? Możemy na was liczyć?
Dziewczyny wymieniły między sobą spojrzenia. W końcu spojrzały na nas.
- Zawsze i wszędzie.- uśmiechnęła się najstarsza.
Pięć minut później wszyscy siedzieliśmy w autach, gotowi do drogi. Ja z mężem, wszystkimi dziećmi i Bianką w jednym, a reszta Bielikówn z Konradem i Kolą w drugim. Tak, Karolina wybaczyła swojemu chłopakowi i są szczęśliwą parą.

piątek, 9 grudnia 2016

ROZDZIAŁ 339

Tak jak mówiła Wiktoria, mieliśmy bardzo upojny poranek. Gdy oboje doznaliśmy spełnienia, wzięliśmy wspólną kąpiel i z trudem się ubraliśmy. Na dół zeszliśmy cali w skowronkach, trzymając się aa ręce. Dymitr przez cały czas szeptał mi sprośne żarty, a ja nie umiałam powstrzymać śmiechu. Usiedliśmy do stołu, wciąż nie puszczając swoich rąk.
- Mam nadzieję, że nie
hałasowaliśmy za bardzo.- spojrzałam wymownie na o rok młodszą szwagierkę.
- Może być, choć moglibyście trochę ciszej dochodzić.- narzekała.- Nawet ja tak nie krzyczę przy orgazmie.
Olena zakrztusiła się na na słowa córki, a jej siostry wymieniły ze sobą zszokowane spojrzenia. Tylko ja tłumiłam śmiech. Uwielbiam tą kobietę.
- Wiki!- zganiła ją mama.
- No co? Prawdę mówię.
- No widzisz,... - zaczęłam, grzebiąc łyżką w lewej ręce w misce z sałatką, bo prawa była w ciepłej, silnej dłoni, której nie zamierzałam puszczać.- Przy Dymitrze to nie jest takie proste. Twój brat jest taki boski, wspaniały, doprowadza mnie do szaleństwa, kiedy zaczyna...
-Dobra, skończ już.- przerwała mi Sonia.- Nie mam ochoty słuchać jaki to mój brat jest świetny w łóżku.
Razem z Wiki parsknęłyśmy śmiechem.
- A ciekawe jak zamierzacie jeść?- Karolina wskazała na nasze splecione pod stołem dłonie.
- Damy sobie radę.- zapewnił mój ukochany, posyłając mi porozumiewawcze spojrzenie.
Następnie każdy zabrał się za jedzenie. Miałam ochotę na tą sałatkę, co w niej grzebałam. Podniosłam się i w odruchu chciałam użyć obu rąk. Ale strażnik ani myślał mnie puścić. Podniósł się i drugą ręką pomógł mi. Idealnie się zgraliśmy i po chwili na talerzu miałam jedzenie. Trochę więcej niż chciałam, ale Dymitr uparł się, że muszę więcej jeść. No co poradzić. Następnie pomogłam mu zrobić sobie kanapkę. Zamieniliśmy się talerzami i zaczęliśmy nawzajem się karmić. Sałatkę jednak łatwiej jeść prawą ręką, a kanapka zawsze będzie obojętnie. Nie zawsze trafiliśmy, ale przynajmniej było dużo śmiechu. Gdy się ubrudziłam, mąż najpierw wytarł mi palcem kącik, ale nie mógł się powstrzymać i pocałował mnie. Kiedy się od siebie odsunęliśmy, zauważyłam, że jego siostry patrzą się na nas z otworzonymi ustami, nawet nie zaczynając posiłku. Olena nie patrzyła na nas zajęta posiłkiem, jednak wiedziałam jej delikatny uśmiech.
- Co jest? Nie smakuje wam?- spytałam powstrzymując śmiech.
Dziewczyny spojrzały na siebie porozumiewawczo i się uśmiechnęły.
- Jesteście niesamowici.- uznała Sonia.
- Czemu ja tak nie mam?- Wiki uniosła ręce do nieba, jakby licząc na odpowiedz.
Trochę zdziwiła mnie ich reakcja. Czyżbyśmy naprawdę byli aż tak wyjątkowi? Nie sądzę.
- Na pewno też tak będziesz miała. Potrzeba czasu.
- Tutaj czas na nic nie pomoże.- odezwała się Olena z westchnieniem.- Jesteście dla siebie stworzeni od zawsze. To bardzo niezwykłe. Jewa zawsze mówiła, że na całym świecie jest tylko jedna osoba pasująca do drugiej. Każdy ją ma, ale nie każdy ją spotka. To że wy się znaleźliście i przy sobie wytrwaliście jest niezwykłe i bardzo rzadkie.
- Powiedziałaś "wytrwaliście".- zauważył mój mąż.- Co w tym niezwykłego?
- Los łączy ludzi dopasowanych do siebie tak bardzo, że aż nie powinni według myślenia być ze sobą. Zawsze zdarzy się coś, co ich może rozdzielić. Was się nie udało. Jesteście dalej razem.- uśmiechnęła się, ale tak dziwnie.
Wyglądała na trochę smutno, a trochę na zamyśloną. Miałam nie odparte wrażenie, że to ściśle dotyczy również jej. Będę musiała z nią porozmawiać. Reszta też to zauważyła. Atmosfera przy stole stała się jakaś napięta, co odczuli wszyscy oprócz Zoji i Łukiego. Nawet Felix i Nastka. Patrzyli to na babcię, to na resztę nie pewne, co się dzieje.
- Co tak się patrzcie? Jeść, bo wam wysyłanie.- odezwała się ze swoim prawdziwym uśmiechem.
- Musimy pogadać, mamo.- odezwałam się równo z mężem.
- Wiem, dzieci.- westchnęła.- A teraz jeść.
Po śniadaniu, pomogliśmy Olenie posprzątać. To była dobra okazja do rozmowy. Tyle, że nie do końca wiedziałam, jak ją rozpocząć.
- Mamo...
- Kto był przed Randallem?- wyprzedził mnie ukochany, wybierając talerz, który mu podałam.
- Niestety było ich dużo.- westchnęła, siadając przy stole kuchennym.
- Mamo, wiesz o co mi chodzi. O kim mówiłaś przy stole?
- Nie chcę do tego wracać.- odwróciła wzrok.- To już przeszłość.
- Mamo.- Dymitr odłożył ścierkę i usiadł koło kobiety, łapiąc ją za dłonie.- Gdy komuś się wygadasz będzie ci lepiej. Kim on był?
- Ja...ja...- zaczęła się jąkać.- Dajcie mi spokój!
Wyrwała mu się i uciekła na górę. Wymieniłam ze strażnikiem zdziwione spojrzenia. Nie widziałam jej jeszcze w takim stanie. Sądząc po minie Bielikowa, on też. Trzeba jej pomóc.
- Myślę, że powinnaś z nią porozmawiać.- Rosjanin zaskoczył mnie swoimi słowami.
- Czemu ja? Przecież to twoja mama.
- Może właśnie dlatego. Może krępować ją rozmowa ze mną, o kimś, kto nie jest moim ojcem, a ona chciałaby by był.
Zamyśliłam się nad tym. Może ma rację? Mimo wszystko nie jestem jej córką i łatwiejsza będzie dla niej rozmowa ze mną. Po za tym też jestem zakochaną kobietą. Kiwnęłam głową na zgodę.
- Obserwowałem mamę, gdy się karmiliśmy.- złapał mnie za ramię i odezwał się, zanim zdążyłam zrobić krok. Jej wzrok mówił wszystko. Masz rację Roza, trzeba go znaleźć. Ona go potrzebuje. Zasługują na to.
Znowu przytaknęłam i poszłam na górę. 

środa, 7 grudnia 2016

ROZDZIAŁ 338

Obudziłam się na plecach z Łukom na sobie. Patrzył na mnie wielkimi niebieskimi oczami, a gdy zauważył, że nie śpię, uśmiechnął się szeroko. Dymitr był w podobnej sytuacji z Zoją, tyle że oboje jeszcze śpią.
- Hej, aniołku.- poczochrałam mu włoski.-Już nie spisz
- Ciesc Ciocia. Tiak.- przytulił mnie mocniej, ale po chwili znowu na mnie spojrzał.- A tji i wuja beńdziecie jeście mieć dzieci?
Zaskoczyło mnie jego pytanie.
- A co? Już lubisz swoich kuzynów?
- Nio teź. Alie jieśtiem tiutiaj tiaki siamotni i moziecie mi niastiempnie odidiać, bio wiem, zie te śwoje jiuź kiochacie. A jia chciem mieć siem zi kim siem biawić.
Cicho zachichotałam rozbawiona. Co za urocze dziecko.
- To już nie wystarczy ci Pawka i Zoja?
- Nie.- zaprzeczył, robiąc smutną buźkę.
- Wiesz, wuja trochę mnie namawia, ale myślę, że jak będziemy mieli więcej dzieci, to już nie będą cię interesować.
- Ciemu?- spytał zdziwiony.
- Bo to będzie za kilka lat, a ty będziesz za duży na zainteresowanie się młodszym kuzynem.
- Nie!- zaprzeczył głośno.- Ziawsie bede je kiochał.- cmoknął mnie w odsłonięty brzuch.
Nie powiem, zaskoczyło mnie to. Po chwili się uśmiechnęłam i przytuliłam go mocno do siebie.
- Wuja mówił, zie tak się lobi.- wytłumaczył się, a ja się zaśmiałam.
- A jak się spało?- zmieniłam temat.
- Baldzo fajnie. Jeśteś baldzo wyglodna ciocia.
- Dziękuję skarbie.- pocałowałam go w czółko.
- Wiglondacie baldzo śłodko.- naszą uwagę zwrócił dziewczęcy głos.
Odwróciłam głowę w stronę córki Karolina. Okazało się, że oprócz niej, obudził się też strażnik. Ciekawe jak długo nas obserwują.
- Oooo... Wy też, kruszynko.- potargałam jej włosy. Były tak miękkie, jak u większości Bielikowów.
- Ciocia!- oburzyła się.- Nie lub mi tiak.
- Jak będę mogła tak robić, to cię uczeszę.- zaproponowałam.
- Źgodia.- uśmiechnęła się słodko.- A Wuja w niociy miał źły śień.
- Zojka! Miałaś nie mówić cioci!- zganił ją Dymitr, odzywając się po raz pierwszy.
Od początku nir patrzył mi w oczy. Wzrok wciąż miał utkwiony w Łuce, albo Zoji. Nie patrzył na mnie.
- Dymitr?- odezwałam się zmartwiona.
On tylko spuścił głowę. Chciałam jeszcze coś powiedzieć, ale przerwał mi płacz naszych dzieci. Oj czeka nas rozmowa. Lekko zrzuciłam z siebie chłopca, połaskotałam go i zajrzałam do dzieci. Musiałam robić dobrą minę do złej gry.
- Hej maleństwa, co się dzieje?- spytałam z uśmiechem pochylając się nad nimi.
Gdy tylko mnie zobaczyły, uspokoiły się, wyciągając rączki.
- Słoneczka chciały tylko trochę uwagi, tak?
Wyciągnęłam z łóżeczka Felixa, przytuliłam go i posadziłam na podłodze. To samo zrobiłam z córeczką i dałam im jakieś zabawki. Bardzo zainteresowały się interaktywnymi stolikiem i pieskiem.
- Ciocia, Wuja! Am am.- zawołał Łuka.
- Ja tieź.- dodała Zoja.
- To idźcie do pokoi się przebrać z piżamek i zejdzie na dół. Babcia na pewno już zrobiła śniadanko.
Dzieci grzecznie wybiegły z pokoju, a ja zamknęłam za nimi drzwi. Spojrzałam na męża. Leżał tyłem do mnie, wtulony w poduszkę. Nad czymś intensywnie myślał. Podeszłam do niego i usiadłam po jego stronie łóżka i delikatnie przesunęłam ręką mu po boku. Lekko drgnął, ale się nie odezwał. Przeszłam przez ukochanego i położyłam się naprzeciwko niego. Nie patrzył na mnie, więc uniosłam mu głowę za podbródek. Na sekundę nasze spojrzenia się skrzyżowały, zanim spuścił wzrok. W tej jednej chwili ujrzałam w jego oczach strach, niepewność, ból i troskę. Teraz złapałem jego twarz w dłonie i podniosłam tak, że musiał na mnie popatrzeć.
- Kocham Cię. Całym moim sercem. I cokolwiek ci się śniło, nie przejmuj się. Bo ja zawsze będę przy tobie i ci pomogę. Nic nam nie straszne, gdy będziemy razem. Dlatego tak jak ja cię nie zostawię, tak ty nie zostawiaj mnie. Jesteś mi potrzebny do życia. Bez ciebie nie umiem funkcjonować normalnie i nie nauczę się. Będę z tobą, albo w ogóle, rozumiesz?
Podczas mojego monologu, w gardle pojawiała się mi coraz większą gula, spowodowana przerażającą myślą, że mógłby mnie zostawić. Przy ostatnich słowach głos mi się łamał, a w oczach poczułam pieczenie.
Rosjanin pokiwał głową z zaszklonymi oczami. Bezgłośnie powiedział "Kocham Cię" i wtulił się w zagłębienie mojej szyi, mocno oplatając moje ciało ramionami. Jakby bał się, że zniknę lub ucieknę. Zaczął się trząść, ale dopiero cichy szloch, uświadomił mi, że płacze. Sama powstrzymałam płacz, mimo to pozwoliłam polecieć kilku łzom. Były oznaką ulgi.
- Dziękuję.- powiedzieliśmy w tym samym czasie.
Uśmiechnęłam się Uśmiechnęłam się delikatnie, czując jak bawi się moimi włosami. Nawet nie zauważyłam, że zamiast leżeć, klęczymy na przeciwko siebie, na łóżku Już się uspokoił. Po chwili chciał się odsunąć, ale przetrzymałam go dłużej. Nie sprzeciwiał się. Wiedziałam, że jeszcze trochę mu potrzeba mojej bliskości. Przez jego ramię zobaczyłam dzieci, patrzące na nas uważnie, trochę smutno, zmartwione. Bobasy szybko przejmują nastrój innych ludzi, a zwłaszcza rodziców. Uśmiechnęłam się do nich, co odwzajemniły i wróciły do zabawy. W końcu się od siebie odsunęliśmy i patrzyliśmy sobie w oczy. Dymitr zaczął ciepłą dłonią gładzić mój policzek, na co zamknęłam oczy z błogim uśmiechem. Powoli otworzyłam je.
- Powiesz mi?- spytałam.
- Ja... to było...- jąkał się.
- Nie musisz, jeśli nie chcesz. Poczekam.
- Dziękuję.- patrzył na mnie z wdzięcznością.
- Ale będziesz musiał to z siebie kiedyś wydusić.- ostrzegłam.
- Wiem. I powtarzam się, ale Kocham Cię.- uśmiechnął się delikatnie.
- Powtarzasz?- udałam zdziwienie.
Dymitr spojrzał na mnie, nic nie rozumiejąc.
- Ja myślałem... Ty nie...?- wydawał się być zdumiony i lekko zawiedziony.
Już nie umiałam ukryć uśmiechu i nagle wybuchłam śmiechem. A jego mina była bezcenna. Po chwili sam się uśmiechnął z niedowierzaniem.
Poprawić mu humor: Zaliczone
- Ty moja podstępna żono.- rzucił się na mnie tak, że upadliśmy na łóżko.
Mocno wbił się w moje wargi, łącząc nasze dłonie ze sobą. Całował mnie namiętnie, lekko natarczywie, ale z miłością. Nasze języki prowadziły zaciętą rywalizację o dominację, którą niestety przegrałam. Ale za to czekała mnie przyjemna nagroda pocieszenia. Gdy uwolnił moje dłonie, zanurzyłam je w jego gęstych, zdrowych włosach, przeszłam na plecy i badałam przez ubrania każdy skrawek jego ciała do którego dosięgałam. On robił to samo, tyle że był w lepszej sytuacji. Jednak chciał coś więcej, co pokazał mi schodząc pocałunkami na moją szyję. Na szczęście się opamiętałam, gdy tylko chwycił za brzeg mojej, to znaczy jego bluzki, robiącej za moją piżamę. Delikatnie odsunęłam go od siebie, na co spojrzał na mnie zdziwiony.
- Dzieci.- wymownie wskazałam głową na dwójkę bawiącą się na podłodze.
W tym momencie Felix wcisnął ma stoliczku jakiś przycisk.
- Niebo jest niebieskie.
Chłopiec spojrzał na nas z uśmiechem, co odwzajemniliśmy. Szybko jednak odwrócił głowę w stronę siostry, bawiącej się pieskiem. Ona uruchomiła w nim muzykę.
- WIKI!!- mojego męża było chyba słyszeć na drugim końcu wioski.
- Idę. Nie musisz się tak drzeć.- usłyszałam za drzwiami.
- Zabierz proszę swoich siostrzeńców na śniadanie.- poprosił z ładnym uśmiechem. Oczywiście wciąż znajdowaliśmy się w jednoznacznej pozycji.
- Okey. Chodźcie do cioci.- Podniosła je i zwróciła się do nas.- Rozumiem, że mamy nie czekać ze śniadaniem?
- Może nam to trochę zająć.- odpowiedział jej brat.
- Okey.- wyszła, ale na korytarzu krzyknęła do reszty tak, żebyśmy usłyszeli.- Przygotujcie sobie zatyczki do uszu, bo Rose i Dimka będą się sexić.
Zaśmiałam się na jej słowa. Strażnik pokręcił głową ze zrezygnowaniem, załamany bezpośredniością siostry, ale i on nie umiał powstrzymać uśmiechu. Po chwili wrócił do wcześniejszego zajęcia.