Po zmieceniu kurzy w sypialni, odkurzyłam tam i umyłam podłogę. Dzieci zamknęłam w pokoju i poszłam zrobić pranie. Pralnię mieliśmy w garażu. Pod schodami są drzwi, prowadzące do garażu, a w nim drogie drzwi do pomieszczenia z pralkami. Zaczęłam segregować rzeczy na kolorowe, białe i czarne. Po sprawdzeniu, czy kieszenie są puste, każdą stertę wrzuciłam do innej pralki. Wlałam płyny do płukania, proszek i włączyłam maszynę. Wróciłam na górę i zaczęłam porządki w łazience. Ściągnęłam wszystkie kosmetyki z półek, lustra i innych ich miejsc i umyłam każdą powierzchnię. Następnie wyszorowałam wannę, prysznic, umywalkę i toaletę. Na końcu poukładałam wszystko na swoim miejscu i umyłam podłogę. Pomieszczenie aż lśniło. Następny przystanek, pokój dzieci. Gdy weszłam, zgodnie bawiły się gąbczastymi puzzlami. Gdy mnie zobaczyły, gaworząc, podczworakowały do moich nóg i patrzyły dużymi oczkami. Podniosłam Felixa, co nie spodobało się dziewczynce.
- Ty wcześniej byłaś na rączkach. Twój braciszek też chcę, prawda?- spojrzałam na synka.
Ten wyciągnął rączki z ust i uśmiechnął się słodko. Chwilę się z nim pobawiłam i odłożył.
- No chodź tu, księżniczko.- podniosłam córeczkę.- I już nie fochaj.
Wzięłam jej lewka i zaczęłam poukładać mu głos, jakby mówił do Nastki. Na początku była trochę zdziwiona i niepewnie patrzyła to na mnie, to na zabawkę. Jednak szybko na jej pyzatej buźce pojawił się uśmiech. Gaworzyła w odpowiedzi i chwytała za zabawkę. Odłożyłam ją i maluchy na nowo zajęły się sobą, a ja wróciłam do sprzątania. Dzieci trochę przestraszyły się odkurzacza, ale szybko znalazły ukojenie w swoich ramionach. Gdy skoczyłam odkurzać, przytuliłam oboje i posadziłam w kojcu na dywanie. Nie podobało im się ograniczenie wolności, ale musiałam pomyć podłogi. Następnym pomieszczeniem do czyszczenia był pokój Lili i wszystkie na piętrze. Później zeszłam na dół. Zabrałam ze sobą dzieci i rozłożyłam im zabawki w salonie. Na górze otworzyłam wszędzie okna, żeby się przewietrzyło. Na dole nie było dużo do robienia. Salon, jadalnia, kuchnia, łazienka i przedpokój. Gdy skończyłam, poszłam sprawdzić czy pralki skończyły pracę. Na ten czas zamknęłam malce w kojec. Wszystkie ubrania zabrałam w miskę i poszłam rozwieść w ogrodzie. Po chwili pojawiła się Bianka z piłką.
- Ty jesteś od tego uzależniona.- uznałam, podnosząc zabawkę.
Psina nic sobie z moich słów nie zrobiła, tylko czekała z wystawionym językiem i latającym na prawo i lewo ogonem. Zamachnęłam się rzuciłam na drugi koniec ogrodu. Suczka wystartowała zanim jeszcze piłka wzniosła się w powietrze i zapewne złapie ją w locie. Na dworze rozciągnęłam sznurek od jak na razie jedynego drzewa do placu zabaw i zaczęłam rozwieszać pranie, gdy dzieci zaczęły płakać. Wróciłam do domu i okazało się, że jest już druga po południu. Czas na obiad. Sama poczułam się głodna, a za półtora godziny wróci moja siostra. Wzięłam oboje i wsadziłam do krzesełek. Dałam im zabawek i szybko wróciłam rozwieszać mokre rzeczy. Po drodze wstawiłam di grzałki mleko dzieciom. Gdy skończyłam, poszłam do kuchni. Odstawiłam mleko do ostygnięcia i wzięłam się za obiad. Wczoraj postanowiłam zrobić rosół i będę się tego trzymać. Nalałam do dwóch garnka wody. W jeden wrzuciłam kurczaka i dałam się temu gotować. Po jakimś czasie dodałam różnych przypraw i warzyw. Do drugiego garnka wsypałam makaron i dodałam oleju. Gotowane nie jest tak trudne, jak myślałam. Może coś zrobić na drugie danie. O! Usmażę kurczaka z wody. Znalazłam przyprawę do kurczaka, pieprz i masło. Poczekałam aż zupa się zrobiła, w miedzy czasie nakarmiłam dzieci i rysowałam. Robię to w każdej wolnej chwili. Maluchy bawiły się w krzesełkach i uważnie patrzyły co robię. Uwielbiam te chwile, kiedy w ciszy słychać tylko dźwięk grafitu przesuwanego po kartce. Ostatnio pracuję nad dwoma obrazami. Jeden przedstawia mnie i Dymitra, a drugi kowboja na koniu, idącego wąwozem. Oczywiście robię je ze zdjęć. Chcę je dać mężowi na naszą rocznicę i mam nadzieję, że mu się spodoba. Zakręciłam gotową zupę, z której wyłowiłam kurczaka i makaron. Dałam trochę masła na patelnię, przyprawiłam mięso i wrzuciłam do rozgrzanego naczynia. Gdy robiło się drugie danie, odcedziłam makaron i zabrałam się do obierania ziemniaków. Na ten czas uwolniłam maluchy, które teraz bawiły się grzecznie zabawkami. Po chwili przyszła Bianka i zaczęła skomleć przy pustej misce. Ten czas za szybko leci. Zostawiłam kartofle i zagrzałam potrawkę dla czterołapa. Przy okazji przewróciłam kurczaka na drugą stronę. Nalałam psu jedzenie i wróciłam do obierania ziemniaków. Usłyszałam zamykanie drzwi i śmiech dwóch dziewczynek. Po chwili do kuchni weszła Lili.
- Hej.- pocałowała mnie w policzek.
- Hej. Z kim jesteś?- spytałam.
- Zaprosiłam Jessice.- powiedziała, biorąc dwa kubki i sok.
- Zostawcie swoje rzeczy na gorze, umyjcie rączki i chodźcie na obiad.
- A co jest?- spytała.
- Coś dobrego. A teraz sio mi do pokoju.- pogoniłam ją z uśmiechem.
Wyszła, a ja przelałam trochę zupy do wazy. Makaron przełożyłam w miskę. Poszłam jeszcze się przebrać w krótkie spodenki do kolan i zieloną koszulkę. Gdy wracałam, usłyszałam śmiechy z łazienki. Zabrałam z kuchni do jadalni trzy talerze i łyżki. Następny kurs odbyłam z zupą. Dziewczyny już siedziały.
- Dzień Dobry.- przywitała się przyjaciółka mojej siostry.
- Dzień dobry. Lili pomożesz mi?- spytałam.
- Jasne.- dampirzyca poszła za mną do jadalni.
- Weź proszę zanieś miskę z makaronem na stół. Ja muszę dzieci zamknąć w salonie, zanim znowu narozrabiają. Tak kochanie?- spytałam podnosząc córeczkę.
W ciągu tych godzin co gotowałam, zdążyła ukraść mi drewnianą łyżkę i zbić słoik, który na szczęście był pusty. Nawet poświęciła papugę brata. Rzuciła nią na wysepkę, strącając ręczniki papierowe. Moją uwagę przyciągnęły dźwięk upadającego drążka z papierem i płacz Felixa. Ale zanim się odwróciłam zjadła połowę jednego kawałka, a w drugiej rączce trzymała następny. Od razu jej to zabrałam, co skończyło się wielkim krzykiem, bo jak śmiałam zabierać jej taką fajną zabawkę. Jednak po chwili się uspokoiła i znalazła sobie inne zajęcie. Raz wstałam z podłogi, na której rysowałam, tak żeby mogły patrzeć. Tylko na chwilę, aby zamieszać w garnku, a ta mała diablica już chwyciła mój ołówek i robiła ślaczki na moim rysunku. Szczęście, że był odwrócony i ucierpiała tylko pusta strona. Ona jest niemożliwa. Niecierpliwa, ciekawska i uwielbia wkurzać innych. Nikt nie powie, że to nie moja córka. Bo po co jej jakieś tam nudne zabawki? To co ma mama jest ciekawsze. Dobrze, że Felix jest grzeczny bo z dwójką rozrabiaków bym nie wytrzymała. Ale i tak kocham je całym sercem.
"Nasz los od zawsze zapisany był w gwiazdach. To one poprowadziły mnie do Ciebie mimo tylu przeciwności, spójrz. Jesteśmy tu. Razem. Ty i ja Roza. Na zawsze."
wtorek, 11 października 2016
ROZDZIAŁ 286
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
ROZDZIAŁ 285
DYMITR
Obudziłem się bardzo wypoczęty. Wyłączyłem szybko budzik, żeby nie obudził Rozy. Przez chwilę patrzyłem na żonę. Jest taka piękna. Uwolniłem się z jej objęć i cmoknąłem ją w czoło. Wtuliła się mocniej w poduszkę na której przed chwilą leżałem, a na jej ustach pojawił się uśmiech. Przeciągnąłem się i spojrzałem na zegarek. Przeraziłem się. Zobaczyłem w komórce, ta sama godzina. Jak to możliwe, że budzik zadzwonił mi pół godziny później?! A może straciłem takie poczucie czasu, patrząc na ukochaną? Ale nie. Sprawdziłem w telefonie i to budzik był przedstawiony. Szybko poszedłem do łazienki, wziąłem szybki prysznic i przebrałem się w strój strażnika. Zacząłem szukać swojej torby. Nie było jej w moim biurze, ani na przedpokoju, gdzie ją zostawiłem. Na dalsze poszukiwania postanowiłem wybrać się chociaż z jabłkiem. Gdy tylko przekroczyłem próg kuchni, stanąłem jak wryty. Na wysepce leżała moja torba. Przy niej leżał pojemnik z babeczkami i kartka ze starannym pismem Rozy. Wypisała mi dzisiejsze warty i obowiązki. Pod spodem była osobna od niej notka.
Wczoraj byłeś zmęczony, więc ci wszystko przygotowałam. Babeczki uciekłyśmy wczoraj z Lili. Mam nadzieję, że będą ci smakować. Daj proszę po jednej Lissie, Jill, Eddiemu i ewentualnie temu biedakowi Ozerze. Albo sam zjedz drugą. W lodówce masz kanapki. Mam nadzieję, że nie gniewasz się za przestawienie budzika.
Uśmiechnąłem się pod nosem. Jak ja kocham tą kobietę. Tyle dla mnie robi. Wiem, że nie podoba jej się to, że tak długo pracuję i wracam taki zmęczony, ale robię to dla niej. To nie prawda, że muszę zastępować dampiry na urlopie. To znaczy potrzebne było zastępstwo, ale dobrowolnie się zgłosiłem. Dzięki temu będę mógł wziąć wolne na rocznicę naszego ślubu. Chcę ten dzień spędzić tylko z nią. Od zachodu, do wschodu, a i nawet całą noc. Spakowałem kanapki i babeczki do torby. Nasypałem Biance karmę, a ta na odgłos brzęczącej miski od spadających chrupek, przebiegła i dopadła jedzenia Jako, że miałem zaoszczędzony czas, na śniadanie moim panią zrobiłem naleśnik. Suczkę swoim zwyczajem, po śniadaniu poszła obudzić Lili. Zawsze, gdy przechodzę obok jej pokoju, zostawiam uchylone drzwi, aby suczka miała jak wejść. Po dziesięciu minutach mała zeszła z tornistrem na śniadanie.
- Dzień dobry.- ziewnęła.- O naleśniki!
Szybko zajęła miejsce przy stole w jadalni i zaczęła jeść.
- Dzień dobry.- ucałowałem ją w czoło.- Ja idę zajrzeć do dzieci, czy się nie obudziły.
Jak powiedziałem tak zrobiłem. Niestety spały, więc karmienie zostawiam mamusi. Wróciłem na dół, wziąłem w końcu to jabłko i torbę. Na przedpokoju założyłem buty i prochowiec. Nagle usłyszałem dzwonek do drzwi. Za nimi stał jakiś młody chłopak z dwiema, wypchanymi torbami.
- Dobry wieczór.- no tak. Dla ludzi jest prawie noc.- Przywiozłem zakupione produkty.
- Dziękuję.- odebrałem od niego zakupy.
- Należy się czterdzieści osiem dolarów i osiemdziesiąt centów.
Dałem mu całe pięćdziesiąt i powiedziałem, że nie trzeba reszty, a on się grzecznie pożegnał i wyszedł zadowolony. Lili doprowadziła mnie do drzwi i po wycałowaniu się w policzki, opuściłem dom. Wsiadłem do samochodu i dojechałem, z myślą, że zapowiada się kolejny ciężki dzień.
ROSE
Obudziłam się jak zwykle wypoczęta i... sama. Szlag by trafił moje siedzenie do późna. Wstałam i pierwsze co, zajrzałam do dzieci. Ciągle spały, czyli że śniadanie jeszcze przed nami. Zostawiłam im elektroniczną nianię i wróciłam do sypialni. Po porannej toalecie, zeszłam na dół. Za mną, krok w krok szła Bianka. Zrobiłam sobie herbaty i usiadłam przed laptopem. Sprawdziłam sobie skrzynkę, ale nic ciekawego nie było. Wyłączyłam sprzęt i pomyślałam o śniadaniu. Bardzo się ucieszyłam, gdy w lodówce znalazłam naleśniki. Odgrzałam je na patelni, nałożyłam dżem z brzoskwini, wymieszany z białym serem, zaginęłam i polałam czekoladą. Pychota. Ciasto samo rozpływało się w ustach. Wcześniej dałam mleko do zagrzania, bo pewnie za chwilę się o budzą. I ta chwila nadeszła teraz. Gdy z niani wydobył się płacz Nastki, odłożyłam wpół zjedzonego naleśnika i z ciepłym mlekiem poszłam do dzieci. Szybko sprawdziłam jego temperaturę.
- Nawet nie dacie się najeść mamusi, co maluchy?
Pierwszą wzięłam córeczkę, bo najbardziej się denerwowała. Usiadłam z nią na bujanym fotelu i zaczęłam karmić. Wokół kręciła się Bianka skomląc. No i co? Przecież się nie rozdwoję. Gdy mała skończyła jeść, wsadziłam ją do łóżeczka, na ręce wzięłam jej brata i poszłam otworzyć drzwi do ogrodu, żeby pies nie zesikał się w domu. Nakarmiłam chłopca i wróciłam z nim do pokoju. Położyłam go na podłodze, a zaraz potem dołączyła do niego siostra. Zostawiłam im otworzono drzwi i poszłam do sypialni. Przebrała się w jakieś stare dresy oraz spraną koszulkę, włączyłam muzykę i zaczęłam od zamiatania kurzy miotełką. Nagle poczułam jakiś ruch przy nodze. Spojrzałam w dół i napotkałam oczy Dymitra.
- A pani, co tu szuka?- podniosłam córeczkę, z wyciągniętymi do mnie rękoma.- Skoro już tak pięknie raczkujesz, to może nauczymy cię wkrótce chodzić? A masz dopiero trzy miesiące. Za szybko nam rośniecie.
Mała wyciągnęła rączki do miotełki. Otrzepałam ją i zaczęłam łaskotać nią Nastkę. Dampirzyca śmiała się. Po chwili przestałam. Dziewczynka wysłuchała się w muzykę i wierciła się w jej rytm.
- Nasza gwiazda chce potańczyć? Spodobało się na weselu.
Poruszałam się z nią po pokoju w takt piosenki. Czasami podnosiłam ją do góry, innym razem wychylała się, że zwisała głową w dół. Jednak odłożyłam ją na podłogę.
- Mamusia musi posprzątać, żeby nie było brudno i nie śmierdziało. Prawda?- spytałam łaskocząc ją po odkrytym brzuszku.
Nasza córeczka się zaśmiała, a ja wróciłam do pracy. Zauważyłam, że dampirzyca gramoli się na łóżko, więc jej pomogłam. Na podłodze przy samym meblu położyłam poduszki, w razie gdyby znudziło jej się na wysokości. W tym czas do siostry postanowił dołączyć Felix. Posadziłam ich obok siebie, z jakimiś zabawkami i kontynuowałam sprzątanie.
Obudziłem się bardzo wypoczęty. Wyłączyłem szybko budzik, żeby nie obudził Rozy. Przez chwilę patrzyłem na żonę. Jest taka piękna. Uwolniłem się z jej objęć i cmoknąłem ją w czoło. Wtuliła się mocniej w poduszkę na której przed chwilą leżałem, a na jej ustach pojawił się uśmiech. Przeciągnąłem się i spojrzałem na zegarek. Przeraziłem się. Zobaczyłem w komórce, ta sama godzina. Jak to możliwe, że budzik zadzwonił mi pół godziny później?! A może straciłem takie poczucie czasu, patrząc na ukochaną? Ale nie. Sprawdziłem w telefonie i to budzik był przedstawiony. Szybko poszedłem do łazienki, wziąłem szybki prysznic i przebrałem się w strój strażnika. Zacząłem szukać swojej torby. Nie było jej w moim biurze, ani na przedpokoju, gdzie ją zostawiłem. Na dalsze poszukiwania postanowiłem wybrać się chociaż z jabłkiem. Gdy tylko przekroczyłem próg kuchni, stanąłem jak wryty. Na wysepce leżała moja torba. Przy niej leżał pojemnik z babeczkami i kartka ze starannym pismem Rozy. Wypisała mi dzisiejsze warty i obowiązki. Pod spodem była osobna od niej notka.
Wczoraj byłeś zmęczony, więc ci wszystko przygotowałam. Babeczki uciekłyśmy wczoraj z Lili. Mam nadzieję, że będą ci smakować. Daj proszę po jednej Lissie, Jill, Eddiemu i ewentualnie temu biedakowi Ozerze. Albo sam zjedz drugą. W lodówce masz kanapki. Mam nadzieję, że nie gniewasz się za przestawienie budzika.
Twoja Roza.
Uśmiechnąłem się pod nosem. Jak ja kocham tą kobietę. Tyle dla mnie robi. Wiem, że nie podoba jej się to, że tak długo pracuję i wracam taki zmęczony, ale robię to dla niej. To nie prawda, że muszę zastępować dampiry na urlopie. To znaczy potrzebne było zastępstwo, ale dobrowolnie się zgłosiłem. Dzięki temu będę mógł wziąć wolne na rocznicę naszego ślubu. Chcę ten dzień spędzić tylko z nią. Od zachodu, do wschodu, a i nawet całą noc. Spakowałem kanapki i babeczki do torby. Nasypałem Biance karmę, a ta na odgłos brzęczącej miski od spadających chrupek, przebiegła i dopadła jedzenia Jako, że miałem zaoszczędzony czas, na śniadanie moim panią zrobiłem naleśnik. Suczkę swoim zwyczajem, po śniadaniu poszła obudzić Lili. Zawsze, gdy przechodzę obok jej pokoju, zostawiam uchylone drzwi, aby suczka miała jak wejść. Po dziesięciu minutach mała zeszła z tornistrem na śniadanie.
- Dzień dobry.- ziewnęła.- O naleśniki!
Szybko zajęła miejsce przy stole w jadalni i zaczęła jeść.
- Dzień dobry.- ucałowałem ją w czoło.- Ja idę zajrzeć do dzieci, czy się nie obudziły.
Jak powiedziałem tak zrobiłem. Niestety spały, więc karmienie zostawiam mamusi. Wróciłem na dół, wziąłem w końcu to jabłko i torbę. Na przedpokoju założyłem buty i prochowiec. Nagle usłyszałem dzwonek do drzwi. Za nimi stał jakiś młody chłopak z dwiema, wypchanymi torbami.
- Dobry wieczór.- no tak. Dla ludzi jest prawie noc.- Przywiozłem zakupione produkty.
- Dziękuję.- odebrałem od niego zakupy.
- Należy się czterdzieści osiem dolarów i osiemdziesiąt centów.
Dałem mu całe pięćdziesiąt i powiedziałem, że nie trzeba reszty, a on się grzecznie pożegnał i wyszedł zadowolony. Lili doprowadziła mnie do drzwi i po wycałowaniu się w policzki, opuściłem dom. Wsiadłem do samochodu i dojechałem, z myślą, że zapowiada się kolejny ciężki dzień.
ROSE
Obudziłam się jak zwykle wypoczęta i... sama. Szlag by trafił moje siedzenie do późna. Wstałam i pierwsze co, zajrzałam do dzieci. Ciągle spały, czyli że śniadanie jeszcze przed nami. Zostawiłam im elektroniczną nianię i wróciłam do sypialni. Po porannej toalecie, zeszłam na dół. Za mną, krok w krok szła Bianka. Zrobiłam sobie herbaty i usiadłam przed laptopem. Sprawdziłam sobie skrzynkę, ale nic ciekawego nie było. Wyłączyłam sprzęt i pomyślałam o śniadaniu. Bardzo się ucieszyłam, gdy w lodówce znalazłam naleśniki. Odgrzałam je na patelni, nałożyłam dżem z brzoskwini, wymieszany z białym serem, zaginęłam i polałam czekoladą. Pychota. Ciasto samo rozpływało się w ustach. Wcześniej dałam mleko do zagrzania, bo pewnie za chwilę się o budzą. I ta chwila nadeszła teraz. Gdy z niani wydobył się płacz Nastki, odłożyłam wpół zjedzonego naleśnika i z ciepłym mlekiem poszłam do dzieci. Szybko sprawdziłam jego temperaturę.
- Nawet nie dacie się najeść mamusi, co maluchy?
Pierwszą wzięłam córeczkę, bo najbardziej się denerwowała. Usiadłam z nią na bujanym fotelu i zaczęłam karmić. Wokół kręciła się Bianka skomląc. No i co? Przecież się nie rozdwoję. Gdy mała skończyła jeść, wsadziłam ją do łóżeczka, na ręce wzięłam jej brata i poszłam otworzyć drzwi do ogrodu, żeby pies nie zesikał się w domu. Nakarmiłam chłopca i wróciłam z nim do pokoju. Położyłam go na podłodze, a zaraz potem dołączyła do niego siostra. Zostawiłam im otworzono drzwi i poszłam do sypialni. Przebrała się w jakieś stare dresy oraz spraną koszulkę, włączyłam muzykę i zaczęłam od zamiatania kurzy miotełką. Nagle poczułam jakiś ruch przy nodze. Spojrzałam w dół i napotkałam oczy Dymitra.
- A pani, co tu szuka?- podniosłam córeczkę, z wyciągniętymi do mnie rękoma.- Skoro już tak pięknie raczkujesz, to może nauczymy cię wkrótce chodzić? A masz dopiero trzy miesiące. Za szybko nam rośniecie.
Mała wyciągnęła rączki do miotełki. Otrzepałam ją i zaczęłam łaskotać nią Nastkę. Dampirzyca śmiała się. Po chwili przestałam. Dziewczynka wysłuchała się w muzykę i wierciła się w jej rytm.
- Nasza gwiazda chce potańczyć? Spodobało się na weselu.
Poruszałam się z nią po pokoju w takt piosenki. Czasami podnosiłam ją do góry, innym razem wychylała się, że zwisała głową w dół. Jednak odłożyłam ją na podłogę.
- Mamusia musi posprzątać, żeby nie było brudno i nie śmierdziało. Prawda?- spytałam łaskocząc ją po odkrytym brzuszku.
Nasza córeczka się zaśmiała, a ja wróciłam do pracy. Zauważyłam, że dampirzyca gramoli się na łóżko, więc jej pomogłam. Na podłodze przy samym meblu położyłam poduszki, w razie gdyby znudziło jej się na wysokości. W tym czas do siostry postanowił dołączyć Felix. Posadziłam ich obok siebie, z jakimiś zabawkami i kontynuowałam sprzątanie.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
poniedziałek, 10 października 2016
ROZDZIAŁ 284
Zaczęłam szukać książki kucharskiej. Strażnik ma na nie specjalną szafkę. Znalazłam jakieś "Gotowanie dla początkujących.". Nie wiem, po co mu ona, skoro umie tak gotować, ale nie powinien się obrazić, jeśli ją pożyczę. Zostawiłam ją w kuchni i nałożyłam mężowi obiad.
- Rose.- do pomieszczenia weszła Lili.- A będzie dzisiaj trening?
- Oczywiście, ale ja go poprowadzę. A potem, jeśli będziesz chciała to pomożesz mi ugotować obiad.
- Super. Z mamą często gotowałyśmy.- na wspomnienie rodzicielki posmutniała.
Przykucnęłam przy niej i popatrzyła w smutne oczka.
- Nie zastąpię ci jej, ale musisz wiedzieć, że kocham cię jak córkę i chcę być blisko ciebie. Dymitr też. Jesteś dla nas bardzo ważna.
- Wiem. Też was kocham.- przytuliła mnie i pocałowała w policzek.
Siostra usiadła na stołku przy wysepce kuchennej. Ja w tym czasie wzięłam sztućce, a do szklanki nalałam świeży sok z pomarańczy. Kiedy zaszłam w ciążę, Dymitr dostał obsesji na punkcie zdrowego odżywiania i tak mu zostało. Dlatego chcemy posadzić drzewa i krzewy owocowe, żeby wszystko było z naszego ogródka. No i kilka warzyw, jak sałata, marchewka i ogórki. Myślimy też o fasolce szparagowej i ziemniakach. Mamy już wybrane miejsce na grządki.
- Wiesz, myślę sobie czasami,- zaczęła dampirzyca.- że moja mama poszła do nieba i została aniołkiem. I wtedy mam wrażenie jakby była tutaj, wciąż się mną opiekowała i chroniła przed złym.
Wzięłam wszystko i zaczęłam iść na górę. Siostra ruszyła za mną.
- Każdy z nas ma swojego stróża.- stwierdziłam.- Czy to na ziemi, czy w niebie, wokół nas jest mnóstwo osób na które możemy polegać. Możesz mieć rację. Może ona wciąż jest przy tobie. Ale na pewno jest szczęśliwa i nigdy nie przestanie cię kochać.
- Ja jej też.
Lili poszła do siebie, a ja do nas. W tym samym momencie co zamknęłam drzwi, z łazienki wyszedł Dymitr.
- Proszę obiadek.- podałam mu talerz i szklankę.
Usiadł na łóżku, a ja koło niego.
- Dziękuję Roza. Jesteś najwspanialszą kobietą i żoną, jaką można mieć.- pocałował mnie i zaczęła jeść.
Siedzieliśmy w milczeniu i patrzyliśmy na siebie, ale przerwał nam płacz dzieci. Poszłam sprawdzić o co tym razem chodzi.
- Nie możecie choć dwóch godzin pospać?- spytałam podnosząc córeczkę.
Musiałam zmienić im pieluchy. A i tak nie chciały już spać. Położyłam je na podłodze i zostawiłam z zabawkami. Pokój był przystosowany do nich. Zaczynając od mięciutkiego, fioletowego dywaniku w żółte groszki, po zaokrąglone i obłożone pianką brzegi mebli. Do dyspozycji mieli mnóstwo zabawek i pluszaków. Gdy byłam pewna, że nie powinny się nudzić wróciłam do sypialni. Dymitr już leżał w łóżku, a puste naczynia leżały na jego szafce nocnej. Cmoknęłam go w policzek i sięgnęłam po talerz.
- Roza.- podskoczyłam ze strachu.
Obeszłam łóżko, żeby sprawdzić, czy mówi przez sen. Jednak oczy miał szeroko otwarte.
- Położysz się obok? Tak jakoś mi się lepiej zasypia.- spuścił wzrok, chyba trochę zawstydzony.
- Oczywiście skarbie.- pogłaskałam go po policzku.
Zajęłam swoje miejsce, a mąż od razu się we mnie wtulił.
- Kocham Cię Roza.- wyznał śpiącym głosem.
- Ja ciebie też Towarzyszu. A teraz śpij.
Dwa razy nie trzeba mu było powtarzać. Już po kilku minutach jego oddech się uspokoił i co jakiś czas pochrapywał cicho. Ostrożnie tak, aby się nie obudził, wyplątałam się z jego objęć. Nie było to trudne, jako że spał twardo, jak głaz. Od razu przebrałam się w strój na trening i związałam włosy. Zabrałam dzieci i zeszłam z nimi na dół, po drodze mówiąc siostrze, aby się szykowała. Znowu rozsiedliśmy się w ogrodzie. Usiadłam z powrotem do laptopa i zrobiłam zakupy przez internet, zgodnie z książką kucharską. Jednak przywiozą je dopiero jutro, więc wtedy zrobię obiad. Ale żeby Lili było miło, dzisiaj upieczemy ciasto. Do tego kupiłam nam dwa razy szelki do noszenia dzieci. Gdy skończyłam, obok pojawiła się Lili.
- Gotowa?- spytałam, rozkładając na trawie pachołki.
- Jak zawsze.
- Najpierw zrobimy rozgrzewkę, a później będziemy ćwiczyć skoki na skakance.
- Skakanka?!- zdziwiła się.
- Owszem. Walcząc ze strzygami nie tylko musisz być szybka i silna, ale również zwinna i gibka.
Dałam znak i ruszyłyśmy. Utrzymywałyśmy równe, średnie tępo. Po pół godzinnym biegu, rozciągałyśmy się. Następnie obie chwyciłyśmy za skakanki i zaczęłyśmy skakać. Najpierw standardowo, później ze zmianami stron lub krzyżowaniem linek. Nawet dobrze wychodziło to dampirzycy, więc zaczęłyśmy trudniejsze układy. Po dwóch godzinach skończyłyśmy trening i poszłyśmy się odświeżyć. Na ten czas wsadziłam dzieci do kojca w kuchni z zabawkami. Już czysta i pachnąca, zeszłam na dół z książką do pieczenia ciast oraz naczyniami, z którymi nie mogłam się zabrać wcześniej. Sprawdziłam, na co mamy składniki i postanowiłam, że upieczemy babeczki z czekoladą. Przedstawiłam ten pomysł siostrze. Ucieszyła się i powiedziała, że mama zawsze dodawała do nich jabłka. Więc znalazłam składniki, na blacie postawiłam książkę, otworzoną na tum przepisie, podsunęłam dziewczynce stołek, a sama zajęłam się obieraniem i krojeniem jabłek. Gdy owoce były gotowe, pomogłam siostrze z ciastem. Kiedy wszystko było już w misce, dałam dziewczynce czekoladę do pokruszenia, a sama miksowałam masę. Postawiłam ją znowu na blacie, a młoda wrzuciła tam czekoladę oraz jabłka i zaczęła to mieszać łyżką. Ja w tym czasie nastawiłam piekarnik i przygotowałam blachę z foremkami. Do każdej włożyłam papier do babeczek i razem zalałyśmy je ciastem. Tyle, że jeszcze dużo nam go zostało.
- Będzie więcej babeczek.- powiedziałam, wkładając zalaną blachę do piekarnika.- Przydałoby się zjeść coś na kolację. Lili, widzę, że wyjadasz ciasto.
Odwróciłam się do niej.
- Coś w tym złego?- spytała.
- Tylko to, że będzie mniej wypieków.- sama nabrałam słodkiej masy na palec i zjadłam.
Dobre. Nigdy tak nie robiłam. W końcu nikt wcześniej nie robił ze mną ciasta. Nie licząc Bożego Narodzenia w tamtym roku. Dzieci przez cały czas pilnie nas obserwowały, a w pewnym momencie posadziłam je na blacie, oparte o ścianę. Mówiłyśmy im co robimy, a one jak zaczarowane siedziały i patrzyły. Mała, widząc jak podjadamy ciasto, sama chciała spróbować. Niestety miska przewróciła się na nią i była cała w cieście.
- Oj Nastka! I teraz jesteś brudna.- ona się tym jednak nie przejmowała, zajadająć się ciastem.
Felix skosztował trochę z siostry i mu też posmakowały.
- Chodź do mamusi.- wzięłam córeczkę na ręce, a ona przytuliła mnie.- Mój ty mały rozrabiaku. Teraz mamusia też musi się umyć. Lili proszę popilnuj Felixa.
Poszłam z małą na górę. Do wanienki nalałam wodę i mydło dla dzieci. Rozebrałam dziewczynkę, a brudne ubranka od razu dałam do kosza na brudy. Jutro muszę zrobić pranie. I posprzątam od razu dom. Do wanienki dorzuciłam kaczuszki i musujący barwnik do wody. Oczywiście naturalny. Umyłam córeczkę, razem z włosami i ubrałam w czyste ubranko. Jednak oburzyła się, gdy zamiast zanieść ją do brata, wsadziłam ją do łóżeczka.
- Za karę będziesz tu siedziała, dopóki mamusia się nie wykąpie.- i wyszłam z pokoju.
Po kolejnej kąpieli, wzięłam małą i zniosłam na dół. Gdy skończyłyśmy piec babeczki, włożyłam wszystko do zmywarki. W czasie, gdy piekły się wszystkie serie babeczek, nasypałam Biance karmy, zrobiłam kolację, czyli płatki na mleku, nakarmiłam dzieci, położyłam je spać, przeczytałam Lili bajkę na dobranoc i rysowałam. Pewnie dziwi was, jak znalazłam na to czas. Otóż wyszły nam cztery blachy, a każda musiała piec się godzinę. Po wszystkim, przygotowałam wyprawkę mężowi do pracy i poszłam spać.
- Rose.- do pomieszczenia weszła Lili.- A będzie dzisiaj trening?
- Oczywiście, ale ja go poprowadzę. A potem, jeśli będziesz chciała to pomożesz mi ugotować obiad.
- Super. Z mamą często gotowałyśmy.- na wspomnienie rodzicielki posmutniała.
Przykucnęłam przy niej i popatrzyła w smutne oczka.
- Nie zastąpię ci jej, ale musisz wiedzieć, że kocham cię jak córkę i chcę być blisko ciebie. Dymitr też. Jesteś dla nas bardzo ważna.
- Wiem. Też was kocham.- przytuliła mnie i pocałowała w policzek.
Siostra usiadła na stołku przy wysepce kuchennej. Ja w tym czasie wzięłam sztućce, a do szklanki nalałam świeży sok z pomarańczy. Kiedy zaszłam w ciążę, Dymitr dostał obsesji na punkcie zdrowego odżywiania i tak mu zostało. Dlatego chcemy posadzić drzewa i krzewy owocowe, żeby wszystko było z naszego ogródka. No i kilka warzyw, jak sałata, marchewka i ogórki. Myślimy też o fasolce szparagowej i ziemniakach. Mamy już wybrane miejsce na grządki.
- Wiesz, myślę sobie czasami,- zaczęła dampirzyca.- że moja mama poszła do nieba i została aniołkiem. I wtedy mam wrażenie jakby była tutaj, wciąż się mną opiekowała i chroniła przed złym.
Wzięłam wszystko i zaczęłam iść na górę. Siostra ruszyła za mną.
- Każdy z nas ma swojego stróża.- stwierdziłam.- Czy to na ziemi, czy w niebie, wokół nas jest mnóstwo osób na które możemy polegać. Możesz mieć rację. Może ona wciąż jest przy tobie. Ale na pewno jest szczęśliwa i nigdy nie przestanie cię kochać.
- Ja jej też.
Lili poszła do siebie, a ja do nas. W tym samym momencie co zamknęłam drzwi, z łazienki wyszedł Dymitr.
- Proszę obiadek.- podałam mu talerz i szklankę.
Usiadł na łóżku, a ja koło niego.
- Dziękuję Roza. Jesteś najwspanialszą kobietą i żoną, jaką można mieć.- pocałował mnie i zaczęła jeść.
Siedzieliśmy w milczeniu i patrzyliśmy na siebie, ale przerwał nam płacz dzieci. Poszłam sprawdzić o co tym razem chodzi.
- Nie możecie choć dwóch godzin pospać?- spytałam podnosząc córeczkę.
Musiałam zmienić im pieluchy. A i tak nie chciały już spać. Położyłam je na podłodze i zostawiłam z zabawkami. Pokój był przystosowany do nich. Zaczynając od mięciutkiego, fioletowego dywaniku w żółte groszki, po zaokrąglone i obłożone pianką brzegi mebli. Do dyspozycji mieli mnóstwo zabawek i pluszaków. Gdy byłam pewna, że nie powinny się nudzić wróciłam do sypialni. Dymitr już leżał w łóżku, a puste naczynia leżały na jego szafce nocnej. Cmoknęłam go w policzek i sięgnęłam po talerz.
- Roza.- podskoczyłam ze strachu.
Obeszłam łóżko, żeby sprawdzić, czy mówi przez sen. Jednak oczy miał szeroko otwarte.
- Położysz się obok? Tak jakoś mi się lepiej zasypia.- spuścił wzrok, chyba trochę zawstydzony.
- Oczywiście skarbie.- pogłaskałam go po policzku.
Zajęłam swoje miejsce, a mąż od razu się we mnie wtulił.
- Kocham Cię Roza.- wyznał śpiącym głosem.
- Ja ciebie też Towarzyszu. A teraz śpij.
Dwa razy nie trzeba mu było powtarzać. Już po kilku minutach jego oddech się uspokoił i co jakiś czas pochrapywał cicho. Ostrożnie tak, aby się nie obudził, wyplątałam się z jego objęć. Nie było to trudne, jako że spał twardo, jak głaz. Od razu przebrałam się w strój na trening i związałam włosy. Zabrałam dzieci i zeszłam z nimi na dół, po drodze mówiąc siostrze, aby się szykowała. Znowu rozsiedliśmy się w ogrodzie. Usiadłam z powrotem do laptopa i zrobiłam zakupy przez internet, zgodnie z książką kucharską. Jednak przywiozą je dopiero jutro, więc wtedy zrobię obiad. Ale żeby Lili było miło, dzisiaj upieczemy ciasto. Do tego kupiłam nam dwa razy szelki do noszenia dzieci. Gdy skończyłam, obok pojawiła się Lili.
- Gotowa?- spytałam, rozkładając na trawie pachołki.
- Jak zawsze.
- Najpierw zrobimy rozgrzewkę, a później będziemy ćwiczyć skoki na skakance.
- Skakanka?!- zdziwiła się.
- Owszem. Walcząc ze strzygami nie tylko musisz być szybka i silna, ale również zwinna i gibka.
Dałam znak i ruszyłyśmy. Utrzymywałyśmy równe, średnie tępo. Po pół godzinnym biegu, rozciągałyśmy się. Następnie obie chwyciłyśmy za skakanki i zaczęłyśmy skakać. Najpierw standardowo, później ze zmianami stron lub krzyżowaniem linek. Nawet dobrze wychodziło to dampirzycy, więc zaczęłyśmy trudniejsze układy. Po dwóch godzinach skończyłyśmy trening i poszłyśmy się odświeżyć. Na ten czas wsadziłam dzieci do kojca w kuchni z zabawkami. Już czysta i pachnąca, zeszłam na dół z książką do pieczenia ciast oraz naczyniami, z którymi nie mogłam się zabrać wcześniej. Sprawdziłam, na co mamy składniki i postanowiłam, że upieczemy babeczki z czekoladą. Przedstawiłam ten pomysł siostrze. Ucieszyła się i powiedziała, że mama zawsze dodawała do nich jabłka. Więc znalazłam składniki, na blacie postawiłam książkę, otworzoną na tum przepisie, podsunęłam dziewczynce stołek, a sama zajęłam się obieraniem i krojeniem jabłek. Gdy owoce były gotowe, pomogłam siostrze z ciastem. Kiedy wszystko było już w misce, dałam dziewczynce czekoladę do pokruszenia, a sama miksowałam masę. Postawiłam ją znowu na blacie, a młoda wrzuciła tam czekoladę oraz jabłka i zaczęła to mieszać łyżką. Ja w tym czasie nastawiłam piekarnik i przygotowałam blachę z foremkami. Do każdej włożyłam papier do babeczek i razem zalałyśmy je ciastem. Tyle, że jeszcze dużo nam go zostało.
- Będzie więcej babeczek.- powiedziałam, wkładając zalaną blachę do piekarnika.- Przydałoby się zjeść coś na kolację. Lili, widzę, że wyjadasz ciasto.
Odwróciłam się do niej.
- Coś w tym złego?- spytała.
- Tylko to, że będzie mniej wypieków.- sama nabrałam słodkiej masy na palec i zjadłam.
Dobre. Nigdy tak nie robiłam. W końcu nikt wcześniej nie robił ze mną ciasta. Nie licząc Bożego Narodzenia w tamtym roku. Dzieci przez cały czas pilnie nas obserwowały, a w pewnym momencie posadziłam je na blacie, oparte o ścianę. Mówiłyśmy im co robimy, a one jak zaczarowane siedziały i patrzyły. Mała, widząc jak podjadamy ciasto, sama chciała spróbować. Niestety miska przewróciła się na nią i była cała w cieście.
- Oj Nastka! I teraz jesteś brudna.- ona się tym jednak nie przejmowała, zajadająć się ciastem.
Felix skosztował trochę z siostry i mu też posmakowały.
- Chodź do mamusi.- wzięłam córeczkę na ręce, a ona przytuliła mnie.- Mój ty mały rozrabiaku. Teraz mamusia też musi się umyć. Lili proszę popilnuj Felixa.
Poszłam z małą na górę. Do wanienki nalałam wodę i mydło dla dzieci. Rozebrałam dziewczynkę, a brudne ubranka od razu dałam do kosza na brudy. Jutro muszę zrobić pranie. I posprzątam od razu dom. Do wanienki dorzuciłam kaczuszki i musujący barwnik do wody. Oczywiście naturalny. Umyłam córeczkę, razem z włosami i ubrałam w czyste ubranko. Jednak oburzyła się, gdy zamiast zanieść ją do brata, wsadziłam ją do łóżeczka.
- Za karę będziesz tu siedziała, dopóki mamusia się nie wykąpie.- i wyszłam z pokoju.
Po kolejnej kąpieli, wzięłam małą i zniosłam na dół. Gdy skończyłyśmy piec babeczki, włożyłam wszystko do zmywarki. W czasie, gdy piekły się wszystkie serie babeczek, nasypałam Biance karmy, zrobiłam kolację, czyli płatki na mleku, nakarmiłam dzieci, położyłam je spać, przeczytałam Lili bajkę na dobranoc i rysowałam. Pewnie dziwi was, jak znalazłam na to czas. Otóż wyszły nam cztery blachy, a każda musiała piec się godzinę. Po wszystkim, przygotowałam wyprawkę mężowi do pracy i poszłam spać.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
niedziela, 9 października 2016
ROZDZIAŁ 283
- Lili,- zaczęłam, wychylając się do ogrodu.- Zaopiekuj się dziećmi, albo jeśli chcesz się pobawić na domku, to rozłóż im kojec wokół kocyka. Ja muszę się zająć Dymitrem.
Dziewczynka tylko przytaknęła głową. Po cichu wróciłam do salonu. Wzięłam torbę męża i zniosłam do biura. Mogłam przeglądać jego dokumenty, więc je posegregowałam, uzupełniłam, gdzie czegoś brakowało, powkładałam do odpowiednich teczek i segregatorów oraz spisałam końcowy raport. Można powiedzieć, że robię za jego sekretarkę. Następnie wróciłam na dół po laptopa. Lili ciągle się z nimi bawiła. Zauważyłam, że dzieci ziewają. Zostawiłam sprzęt i podniosłam córeczkę z jej lwem.
- Ktoś tu jest śpiący. Choć położymy was na popołudniową drzemkę.
Na górze przebrałam ją z spodenek i koszuleczki w luźną bluzeczkę. Następnie włożyłam ją do kojca. Przytuliła się do maskotki, ale nie zasnęła. Czeka na brata i dopiero gdy ma pewność, że leży bezpiecznie obok zasypia. On ma tak samo. Już miałam po niego iść, gdy weszła Lili, niosąc chłopca na rękach.
- Przestań się wiercić, bo cię zwiążę liną.- powiedziała ze śmiechem.
Widząc jej wesołą twarz, Felix za gaworzył radośnie.
- Daj mi go.- zabrałam malca od dampirzycy.- Chodź do mamusi.
Mój synek jeszcze bardziej się roześmiał. Go również przebrałam i położyłam w łóżeczku. Odwrócił się w stronę siostry i patrzyli na siebie. Widziałam, że oczy same im się zamykają. włączyłam im pozytywki w łóżeczkach, które wygrywały w tym samym czasie cichą, usypiającą melodię. Zostawiłam w pokoju elektroniczną nianię i wyszłam. Znowu zeszłam po laptopa. Zauważyłam Lili, bawiącą się na placu zabaw. Sprawdziłam skrzynkę ukochanego i rozkład wart. Według tego smakowałam mu potrzebne dokumenty do torby. Położyłam ją w kuchni, z rozpiską wart i jutrzejszych obowiązków. Przy okazji wrzuciłam ostatni kawałek lazanii na patelnię. Wróciłam do salonu i podeszłam do ukochanego. Wyglądał uroczo. Ostrożnie, tak aby się nie obudził, zajęłam mu buty i przykryłam go kocem. Chciałam dać mu z godzinkę odpoczynku, ale Bianka miała inny plan. Zaczęła go lizać na powitanie.
- Też cię kocham Roza.- mruknął przez sen, szukając mnie ręką.
Powstrzymałam się od wybuchnięcia śmiechem. Po chwili strażnik się obudził.
- Co się dzieje?- usiadł zaskoczony.
Zajęłam miejsce obok niego.
- Za daleko, żeby przywitać się z żoną?- droczyłam się z nim, ściągając jego kochany prochowiec.
Wstałam i powiesiłam go na honorowym miejscu, w przedpokoju, a buty odłożyłam do szafki.
- Przepraszam skarbie.- przytulił mnie, gdy wróciłam na swoje miejsce i pocałował w głowę.- Ale miałem dzisiaj męczący dzień. Jeszcze przez pół godziny awanturowałem się z jakimś morojem, który upierał się, że każdy powinien go znać i nie potrzeba go sprawdzać.- potarł rękoma zmęczoną twarz.- A ja tłumaczę, że takie mam polecenie i muszę go sprawdzić. Aż w końcu nie wytrzymałem i wrzasnąłem na niego, że ma mi pokazać te głupie dokumenty. Przestraszony, posłusznie dał się wylegitymować.
- No proszę, wiecznie opanowany strażnik Bielikow stracił cierpliwość.
- Każda ma swoją granicę, zwłaszcza po ośmiu godzinach służby i słuchania debat tych durnych, zadufanych w sobie morojów. Dzisiaj przez dwie godziny kłócili się, czy dać strażników arystokratą, którzy zostali ich pozbawieni. Między innymi zostali wymienieni Tasza i mój ojciec.
W ostatnim słowie czułam jad. Chciałabym kiedyś dowiedzieć się czegoś więcej o nim. Chcę w całości wiedzieć z czym się borykał przez te trzynaście lat. Chciałabym znać całe jego życie. Każdy szczegół, każde potknięcie, po którym się podniósł, każdą przykrość, którą przeżył i każdą trudność, którą pokonał. Chcę go znać całego i wiem, że on mnie też. Ale nie teraz.
- To idź się myj, ale dojdź do łazienki, a nie do łóżka sypialni. Później zejdź na obiad i będziesz mógł spać.
- Ale tyle jest do zrobienia. Jedzenie się kończy, trzeba obiad zrobić, Lili będzie chciała trening. Spakuję się rano. No i trzeba porobić w ogrodzie, bo inaczej nigdy go nie skończymy.
- Kochanie ty moje. Jesteś zmęczony, więc na trening ani ogrodu cię nie wpuszczę po obiadokolacji marsz na górę spać, a my się wszystkim zajmiemy.
- Jesteś kochana Roza.- pocałował mnie namiętnie i poszedł.
Wróciłam do kuchni i zgasiłam pod patelnią. Przykryłam ją pokrywką, żeby nie wystygło i poszłam na górę po książkę kucharską. Mam nadzieję, że są tam jakieś proste dania. Gdy weszłam do sypialni, ucieszyłam się, że Dymitr nie leży na łóżku, chrapiąc. Jednak w łazience nie paliło się światło. Mój ukochany był u dzieci. Weszłam do pokoju. Nie zaświecił całkiem światła, tylko przyciemnił je. Siedział na krześle i patrzył do kołysek. Cicho podeszłam bliżej, wiedząc, że i tak mnie usłyszy. Przytuliłam go od tyłu, całując w policzek. Dymitr złapał moją dłoń, pocałował ją i położył sobie na sercu.
- Jestem bardzo szczęśliwy Roza.- szepnął.
Dzieci już zdążyły zasnąć, więc nie chcieliśmy ich obudzić.
- Wiem.- odpowiedziałam, cicho.- Ja również.
- I cieszę się, że mogę to szczęście dzielić z tobą.
Znowu ucałował moją dłoń, ale tym razem patrzył mi prosto w oczy.
- Kocham Cię Towarzyszu.
- Ja ciebie Roza też, ja ciebie też.- oparł sennie swoją głowę o moją.
- Dziękuję za kanapki na śniadanie.- odezwałam się po dłuższej chwili patrzenia na maluchy.
- Nie ma za co Roza. Muszę ci się jakoś odwdzięczyć.
- Za co?- zdziwiłam się.
- Za to, że jesteś.- patrzył mi w oczy.
- Odwdzięczasz się. Tym, że jesteś i mnie kochasz.
- Nawet nie wiesz jak bardzo, skarbie. Nie wiesz jak bardzo.
- No idź się myj, bo obiad na dole stygnie.- powiedziałam, gdy zaczął ziewać.
Pociągnęłam go i zgasiłam światło całkowicie. Zamknęłam za nami drzwi, wcisnęłam mężowi do rąk bokserki oraz koszulkę i wepchnęłam go do łazienki. Dymitr zaśmiał się, a po chwili usłyszałam zamykanie kabiny prysznicowe i lecącą wodę.
Dziewczynka tylko przytaknęła głową. Po cichu wróciłam do salonu. Wzięłam torbę męża i zniosłam do biura. Mogłam przeglądać jego dokumenty, więc je posegregowałam, uzupełniłam, gdzie czegoś brakowało, powkładałam do odpowiednich teczek i segregatorów oraz spisałam końcowy raport. Można powiedzieć, że robię za jego sekretarkę. Następnie wróciłam na dół po laptopa. Lili ciągle się z nimi bawiła. Zauważyłam, że dzieci ziewają. Zostawiłam sprzęt i podniosłam córeczkę z jej lwem.
- Ktoś tu jest śpiący. Choć położymy was na popołudniową drzemkę.
Na górze przebrałam ją z spodenek i koszuleczki w luźną bluzeczkę. Następnie włożyłam ją do kojca. Przytuliła się do maskotki, ale nie zasnęła. Czeka na brata i dopiero gdy ma pewność, że leży bezpiecznie obok zasypia. On ma tak samo. Już miałam po niego iść, gdy weszła Lili, niosąc chłopca na rękach.
- Przestań się wiercić, bo cię zwiążę liną.- powiedziała ze śmiechem.
Widząc jej wesołą twarz, Felix za gaworzył radośnie.
- Daj mi go.- zabrałam malca od dampirzycy.- Chodź do mamusi.
Mój synek jeszcze bardziej się roześmiał. Go również przebrałam i położyłam w łóżeczku. Odwrócił się w stronę siostry i patrzyli na siebie. Widziałam, że oczy same im się zamykają. włączyłam im pozytywki w łóżeczkach, które wygrywały w tym samym czasie cichą, usypiającą melodię. Zostawiłam w pokoju elektroniczną nianię i wyszłam. Znowu zeszłam po laptopa. Zauważyłam Lili, bawiącą się na placu zabaw. Sprawdziłam skrzynkę ukochanego i rozkład wart. Według tego smakowałam mu potrzebne dokumenty do torby. Położyłam ją w kuchni, z rozpiską wart i jutrzejszych obowiązków. Przy okazji wrzuciłam ostatni kawałek lazanii na patelnię. Wróciłam do salonu i podeszłam do ukochanego. Wyglądał uroczo. Ostrożnie, tak aby się nie obudził, zajęłam mu buty i przykryłam go kocem. Chciałam dać mu z godzinkę odpoczynku, ale Bianka miała inny plan. Zaczęła go lizać na powitanie.
- Też cię kocham Roza.- mruknął przez sen, szukając mnie ręką.
Powstrzymałam się od wybuchnięcia śmiechem. Po chwili strażnik się obudził.
- Co się dzieje?- usiadł zaskoczony.
Zajęłam miejsce obok niego.
- Za daleko, żeby przywitać się z żoną?- droczyłam się z nim, ściągając jego kochany prochowiec.
Wstałam i powiesiłam go na honorowym miejscu, w przedpokoju, a buty odłożyłam do szafki.
- Przepraszam skarbie.- przytulił mnie, gdy wróciłam na swoje miejsce i pocałował w głowę.- Ale miałem dzisiaj męczący dzień. Jeszcze przez pół godziny awanturowałem się z jakimś morojem, który upierał się, że każdy powinien go znać i nie potrzeba go sprawdzać.- potarł rękoma zmęczoną twarz.- A ja tłumaczę, że takie mam polecenie i muszę go sprawdzić. Aż w końcu nie wytrzymałem i wrzasnąłem na niego, że ma mi pokazać te głupie dokumenty. Przestraszony, posłusznie dał się wylegitymować.
- No proszę, wiecznie opanowany strażnik Bielikow stracił cierpliwość.
- Każda ma swoją granicę, zwłaszcza po ośmiu godzinach służby i słuchania debat tych durnych, zadufanych w sobie morojów. Dzisiaj przez dwie godziny kłócili się, czy dać strażników arystokratą, którzy zostali ich pozbawieni. Między innymi zostali wymienieni Tasza i mój ojciec.
W ostatnim słowie czułam jad. Chciałabym kiedyś dowiedzieć się czegoś więcej o nim. Chcę w całości wiedzieć z czym się borykał przez te trzynaście lat. Chciałabym znać całe jego życie. Każdy szczegół, każde potknięcie, po którym się podniósł, każdą przykrość, którą przeżył i każdą trudność, którą pokonał. Chcę go znać całego i wiem, że on mnie też. Ale nie teraz.
- To idź się myj, ale dojdź do łazienki, a nie do łóżka sypialni. Później zejdź na obiad i będziesz mógł spać.
- Ale tyle jest do zrobienia. Jedzenie się kończy, trzeba obiad zrobić, Lili będzie chciała trening. Spakuję się rano. No i trzeba porobić w ogrodzie, bo inaczej nigdy go nie skończymy.
- Kochanie ty moje. Jesteś zmęczony, więc na trening ani ogrodu cię nie wpuszczę po obiadokolacji marsz na górę spać, a my się wszystkim zajmiemy.
- Jesteś kochana Roza.- pocałował mnie namiętnie i poszedł.
Wróciłam do kuchni i zgasiłam pod patelnią. Przykryłam ją pokrywką, żeby nie wystygło i poszłam na górę po książkę kucharską. Mam nadzieję, że są tam jakieś proste dania. Gdy weszłam do sypialni, ucieszyłam się, że Dymitr nie leży na łóżku, chrapiąc. Jednak w łazience nie paliło się światło. Mój ukochany był u dzieci. Weszłam do pokoju. Nie zaświecił całkiem światła, tylko przyciemnił je. Siedział na krześle i patrzył do kołysek. Cicho podeszłam bliżej, wiedząc, że i tak mnie usłyszy. Przytuliłam go od tyłu, całując w policzek. Dymitr złapał moją dłoń, pocałował ją i położył sobie na sercu.
- Jestem bardzo szczęśliwy Roza.- szepnął.
Dzieci już zdążyły zasnąć, więc nie chcieliśmy ich obudzić.
- Wiem.- odpowiedziałam, cicho.- Ja również.
- I cieszę się, że mogę to szczęście dzielić z tobą.
Znowu ucałował moją dłoń, ale tym razem patrzył mi prosto w oczy.
- Kocham Cię Towarzyszu.
- Ja ciebie Roza też, ja ciebie też.- oparł sennie swoją głowę o moją.
- Dziękuję za kanapki na śniadanie.- odezwałam się po dłuższej chwili patrzenia na maluchy.
- Nie ma za co Roza. Muszę ci się jakoś odwdzięczyć.
- Za co?- zdziwiłam się.
- Za to, że jesteś.- patrzył mi w oczy.
- Odwdzięczasz się. Tym, że jesteś i mnie kochasz.
- Nawet nie wiesz jak bardzo, skarbie. Nie wiesz jak bardzo.
- No idź się myj, bo obiad na dole stygnie.- powiedziałam, gdy zaczął ziewać.
Pociągnęłam go i zgasiłam światło całkowicie. Zamknęłam za nami drzwi, wcisnęłam mężowi do rąk bokserki oraz koszulkę i wepchnęłam go do łazienki. Dymitr zaśmiał się, a po chwili usłyszałam zamykanie kabiny prysznicowe i lecącą wodę.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
sobota, 8 października 2016
ROZDZIAŁ 282
Obudziłam się po jakiś dwóch godzinach. Popatrzyłam na moje aniołki. Właśnie się obudziły. Bardzo słodko wyglądają jak się przyciągają, ziewając, a później bawiąc się swoimi stopami, zaopatrzone we mnie.
- To co słodziak? Może jakiś obiadek.
Oboje puścili swoje słupki i uderzyły w powietrzu rączkami z uśmiechem. Wstałam, przyciągnęłam się i podniosłam. Dzieci leżały na brzuszkach i patrzyły na mnie uważnie. Najpierw wzięłam Nastkę i posadziłam ją w krzesełku. Następnie wylądował tam Felix. Zostawiłam ich z maskotkami, żeby za bardzo nie marudziły i poszłam do kuchni. Do dwóch butelek nasypałam odpowiednią ilość mleka w proszku dla niemowląt i zalałam normalnym mlekiem, po czym włożyłam je do podgrzewacza. Karmię je jeszcze piersią, ale tylko na wieczór i czasami w dzień, żeby powoli przestawiać je na zwykły posiłek. W czasie gdy robiło się dla nich mleko, nałożyłam na patelnię dwa kawałki lazanii z wczoraj i dałam na płytę kuchenną. Za chwilę wróci Lili i złapie się na obiad. Jednocześnie zajrzałam papkę z wołowiny dla Banki. Jako pierwsze było gotowe mleko. Sprawdziłam jego temperaturę na nadgarstku i dałam na chwile do ostygnięcia. Po chwili poczułam przeciąg i usłyszałam trzask zamykających się drzwi.
- Cześć Rose.- siostra przytuliła mnie.- Przepraszam za drzwi, ale nie zdążyłam ich złapać.
- Nic nie szkodzi. Ważne, że stoją.- zaśmiałyśmy się.- Zaraz będzie obiad.
Rozmowę przerwał nam krzyk, oczywiście Nastki.
- Ja do nich pójdę.- uprzedziła mnie Lili i weszła do jadalni.
Przez szklane drzwi widziałam, jak klęka przed siostrzenicą, a ta wesoła wyciąga do niej rączki. Wróciłam go przygotowywania jedzenia. Wyłączyłam płytę i nałożyłam suczce ciepłą potrawkę.
- Bianka!- zawołałam na cały dom i zapewne ogród, bo po niecałych dziesięciu sekundach, już stała z pyskiem w misce.
Poczochrałam ją po grzbiecie, na co podniosła głowę i spojrzała na mnie, sprawdzając czego chcę. Lecz po chwili znowu zajęła się jedzeniem. Nałożyłam ciepłą już lazanię na talerze i poprosiłam Lili o pomoc. Mała wzięła butelki, a ja nasz posiłek i sztućce. Gdy zwolniły mi się ręce, wzięłam jedną butelkę i znowu sprawdziłam temperaturę. Tym razem była odpowiednia. Dampirzyca, zaciekawiona zrobiła to samo. Uśmiechnęłam się na ten widok, a ona to odwzajemniła.
- Nie za gorące?- spytałam, choć wiedziałam, że jej butelka niczym nie różni się od mojej.
- Nie.- zaprzeczyła głową, szeroko uśmiechnięta.
- To do karmienia. Kto chce do mamusi?- spytałam dzieci.
Oboje wyciągnęli rączki. Wzięłam Felixa, bo on bardzie jest związany z ciocią. Nie mówię, że Nastka nie lubi Lili. Ale trochę słabiej jej ufa niż brat. Czas je do siebie zbliżyć. Usiadłam na krześle przed parującą lazanią i zaczęłam karmić chłopca. Odruchowo chciał się do mnie przytulić. Jeszcze się przyzwyczajają. Uniosłam wzrok na dziewczynki. Mojej córeczce nie do końca spodobała się decyzja, którą podjęłam. Jednak zmieniła zdanie, gdy u cioci zobaczyła butelkę i wyciągnęła do niej rączki. Lili spanikowała.
- Spokojnie.- powiedziałam łagodnie.- Odłóż butelkę na stół i podnieść ją. Następnie usiądź z nią wygodnie i daj jej jeść.
Siostra popatrzyła na mnie niepewnie. Nastka również straciła pewność siebie. Ale mimo wszystko, Lili wzięła małą i usiadła z nią na najbliższe krzesło. Gdy była pewna, że i jej i dziecku jest wygodnie, sięgnęła po wcześniej obłożoną butelkę i przyłożyła siostrzenicy. Dampirzyca, dostawczy jeść, przestała się czymkolwiek interesować i skupiła się jedzeniem. Ja również, bo bardzo zgłodniałam od śniadania. Lili chwilę przyglądała się mojej córeczce, po czym sama zajęła się obiadem. Ni stąd ni zowąd, zaczęła się śmiać i robić coś ręką pod stołem. Spojrzałam z boku i dostrzegłam ogon wystający spod drewna.
- Też się cieszę, że ce widzę Bianka, ale daj mi zjeść.- na słowa pani, suczka położyła się przy jej nogach.
Felix stęknął i odsunął butelkę.
- Nawet o tym nie myśl. Do końca kochanie.- przyłożyłam synkowi butelkę i ustawiłam pod mniejszym kątem, żeby było mu lepiej pić.
Już bez marudzenia ją opróżnił, a ja poklepałam go po plecach, aż mu się odbiło. Lili uważnie obserwowała każdy mój ruch i zrobiła tak samo z Nastką. Dzieci dalej siedziały nam na kolanach, gdy jedliśmy.
- Jak tam w szkole?- spytałam.
- Dobrze. A Sara za dwa tygodnie robi urodziny. Będę mogła iść?
- Oczywiście.
Pewnie dziwi was, że są wakacje, a Lili chodzi do szkoły. Jest ona otwarta i chodzą do niej niektóre dampiry, których rodzice nie mogli wyjechać na wakacje. A że całymi dniami są w pracy, to dzieci się wyedukują.
- A pani pochwaliła mnie, bo dobrze zrobiłam zadanie.
- A na czym polegało?
- Miałam opisać swoich bohaterów. I wybrałam was.- była z siebie bardzo dumna.
- Nas?- zaskoczyła mnie.
- Tak. I dostałam słoneczko z dwoma plusami. Najwyższą ocenę.
- Lili, jestem mile zaskoczona i dumna. Masz coś zadane?- zagadnęłam, wstając z Felixem i idąc do salonu.
- Tylko kilka zadań w książce.- odpowiedziała, idąc za mną.
- To odłóż małą do kojca i idź je odrabiać.- cmoknęłam ją w czoło.- A za dobrą ocenę dostaniesz wielki puchar lodów.
Moja siostra bardzo się ucieszyła i pobiegła na górę. Banka krążyła między nami i nawet nie zauważyłam, że już siedzi z dziećmi w kojcu. Wyszłam na dwór, było dość ciepło. Zapaliłam światła ogrodowe i rozłożyłam koc. Wyłożyłam na niego zabawki. Kilka lalek, samochodziki, klocki, podstawkę z drążkami, na które trzeba wsadzić plastikowe okręgi i pluszaki. W kuchni zrobiłam sobie herbatę i położyłam ją na stoliku w ogrodzie. Następnie przeniosłam tam laptop i dzieci. Usiadłam przy stoliku i przeglądałam internet, co chwilę zerkając na dzieci lub rzucając piłkę Biance. Ciągle męczył mnie ten wodospad. Muszę jakoś powiedzieć o nim Dymitrowi. Może nie będzie tak źle? Zrobię to dzisiaj. Nagle maluchy zaczęły płakać. Wzięłam córeczkę na ręce, na stole rozłożyłam ręcznik papierowy i zmieniłam jej pieluszkę. To samo zrobiłam z Felixem. Na koniec oboje ucałowałam w główki i zostawiłam na kocyku. Wyłączyłam laptop i wróciłam się z nimi bawić. Właśnie podawałam córeczce kółko, żeby wsadziła ma drążka, kiedy zbiegła Lili.
- To gdzie te lody?- spytała, przytulając mnie.
- Zaraz będą, jeśli popilnujesz dzieci.- wstałam i poszłam do kuchni.
Nałożyłam nam po trzy gałki czekoladowych lodów. Uwielbiam ten smak. Posypałam kolorową posypką i podałam sosem wiśniowym. Wzięłam łyżeczki i zniosłam pucharki do ogrodu. Lili rzuciła się na nie jakby nigdy lodów nie jadła.
- Tylko powoli, bo cię gardło rozboli.- ostrzegłam.
Gdy kończyliśmy jeść, poszłam odłożyć pucharki do zmywarki. Po drodze zauważyłam męża śpiącego na kanapie.
- To co słodziak? Może jakiś obiadek.
Oboje puścili swoje słupki i uderzyły w powietrzu rączkami z uśmiechem. Wstałam, przyciągnęłam się i podniosłam. Dzieci leżały na brzuszkach i patrzyły na mnie uważnie. Najpierw wzięłam Nastkę i posadziłam ją w krzesełku. Następnie wylądował tam Felix. Zostawiłam ich z maskotkami, żeby za bardzo nie marudziły i poszłam do kuchni. Do dwóch butelek nasypałam odpowiednią ilość mleka w proszku dla niemowląt i zalałam normalnym mlekiem, po czym włożyłam je do podgrzewacza. Karmię je jeszcze piersią, ale tylko na wieczór i czasami w dzień, żeby powoli przestawiać je na zwykły posiłek. W czasie gdy robiło się dla nich mleko, nałożyłam na patelnię dwa kawałki lazanii z wczoraj i dałam na płytę kuchenną. Za chwilę wróci Lili i złapie się na obiad. Jednocześnie zajrzałam papkę z wołowiny dla Banki. Jako pierwsze było gotowe mleko. Sprawdziłam jego temperaturę na nadgarstku i dałam na chwile do ostygnięcia. Po chwili poczułam przeciąg i usłyszałam trzask zamykających się drzwi.
- Cześć Rose.- siostra przytuliła mnie.- Przepraszam za drzwi, ale nie zdążyłam ich złapać.
- Nic nie szkodzi. Ważne, że stoją.- zaśmiałyśmy się.- Zaraz będzie obiad.
Rozmowę przerwał nam krzyk, oczywiście Nastki.
- Ja do nich pójdę.- uprzedziła mnie Lili i weszła do jadalni.
Przez szklane drzwi widziałam, jak klęka przed siostrzenicą, a ta wesoła wyciąga do niej rączki. Wróciłam go przygotowywania jedzenia. Wyłączyłam płytę i nałożyłam suczce ciepłą potrawkę.
- Bianka!- zawołałam na cały dom i zapewne ogród, bo po niecałych dziesięciu sekundach, już stała z pyskiem w misce.
Poczochrałam ją po grzbiecie, na co podniosła głowę i spojrzała na mnie, sprawdzając czego chcę. Lecz po chwili znowu zajęła się jedzeniem. Nałożyłam ciepłą już lazanię na talerze i poprosiłam Lili o pomoc. Mała wzięła butelki, a ja nasz posiłek i sztućce. Gdy zwolniły mi się ręce, wzięłam jedną butelkę i znowu sprawdziłam temperaturę. Tym razem była odpowiednia. Dampirzyca, zaciekawiona zrobiła to samo. Uśmiechnęłam się na ten widok, a ona to odwzajemniła.
- Nie za gorące?- spytałam, choć wiedziałam, że jej butelka niczym nie różni się od mojej.
- Nie.- zaprzeczyła głową, szeroko uśmiechnięta.
- To do karmienia. Kto chce do mamusi?- spytałam dzieci.
Oboje wyciągnęli rączki. Wzięłam Felixa, bo on bardzie jest związany z ciocią. Nie mówię, że Nastka nie lubi Lili. Ale trochę słabiej jej ufa niż brat. Czas je do siebie zbliżyć. Usiadłam na krześle przed parującą lazanią i zaczęłam karmić chłopca. Odruchowo chciał się do mnie przytulić. Jeszcze się przyzwyczajają. Uniosłam wzrok na dziewczynki. Mojej córeczce nie do końca spodobała się decyzja, którą podjęłam. Jednak zmieniła zdanie, gdy u cioci zobaczyła butelkę i wyciągnęła do niej rączki. Lili spanikowała.
- Spokojnie.- powiedziałam łagodnie.- Odłóż butelkę na stół i podnieść ją. Następnie usiądź z nią wygodnie i daj jej jeść.
Siostra popatrzyła na mnie niepewnie. Nastka również straciła pewność siebie. Ale mimo wszystko, Lili wzięła małą i usiadła z nią na najbliższe krzesło. Gdy była pewna, że i jej i dziecku jest wygodnie, sięgnęła po wcześniej obłożoną butelkę i przyłożyła siostrzenicy. Dampirzyca, dostawczy jeść, przestała się czymkolwiek interesować i skupiła się jedzeniem. Ja również, bo bardzo zgłodniałam od śniadania. Lili chwilę przyglądała się mojej córeczce, po czym sama zajęła się obiadem. Ni stąd ni zowąd, zaczęła się śmiać i robić coś ręką pod stołem. Spojrzałam z boku i dostrzegłam ogon wystający spod drewna.
- Też się cieszę, że ce widzę Bianka, ale daj mi zjeść.- na słowa pani, suczka położyła się przy jej nogach.
Felix stęknął i odsunął butelkę.
- Nawet o tym nie myśl. Do końca kochanie.- przyłożyłam synkowi butelkę i ustawiłam pod mniejszym kątem, żeby było mu lepiej pić.
Już bez marudzenia ją opróżnił, a ja poklepałam go po plecach, aż mu się odbiło. Lili uważnie obserwowała każdy mój ruch i zrobiła tak samo z Nastką. Dzieci dalej siedziały nam na kolanach, gdy jedliśmy.
- Jak tam w szkole?- spytałam.
- Dobrze. A Sara za dwa tygodnie robi urodziny. Będę mogła iść?
- Oczywiście.
Pewnie dziwi was, że są wakacje, a Lili chodzi do szkoły. Jest ona otwarta i chodzą do niej niektóre dampiry, których rodzice nie mogli wyjechać na wakacje. A że całymi dniami są w pracy, to dzieci się wyedukują.
- A pani pochwaliła mnie, bo dobrze zrobiłam zadanie.
- A na czym polegało?
- Miałam opisać swoich bohaterów. I wybrałam was.- była z siebie bardzo dumna.
- Nas?- zaskoczyła mnie.
- Tak. I dostałam słoneczko z dwoma plusami. Najwyższą ocenę.
- Lili, jestem mile zaskoczona i dumna. Masz coś zadane?- zagadnęłam, wstając z Felixem i idąc do salonu.
- Tylko kilka zadań w książce.- odpowiedziała, idąc za mną.
- To odłóż małą do kojca i idź je odrabiać.- cmoknęłam ją w czoło.- A za dobrą ocenę dostaniesz wielki puchar lodów.
Moja siostra bardzo się ucieszyła i pobiegła na górę. Banka krążyła między nami i nawet nie zauważyłam, że już siedzi z dziećmi w kojcu. Wyszłam na dwór, było dość ciepło. Zapaliłam światła ogrodowe i rozłożyłam koc. Wyłożyłam na niego zabawki. Kilka lalek, samochodziki, klocki, podstawkę z drążkami, na które trzeba wsadzić plastikowe okręgi i pluszaki. W kuchni zrobiłam sobie herbatę i położyłam ją na stoliku w ogrodzie. Następnie przeniosłam tam laptop i dzieci. Usiadłam przy stoliku i przeglądałam internet, co chwilę zerkając na dzieci lub rzucając piłkę Biance. Ciągle męczył mnie ten wodospad. Muszę jakoś powiedzieć o nim Dymitrowi. Może nie będzie tak źle? Zrobię to dzisiaj. Nagle maluchy zaczęły płakać. Wzięłam córeczkę na ręce, na stole rozłożyłam ręcznik papierowy i zmieniłam jej pieluszkę. To samo zrobiłam z Felixem. Na koniec oboje ucałowałam w główki i zostawiłam na kocyku. Wyłączyłam laptop i wróciłam się z nimi bawić. Właśnie podawałam córeczce kółko, żeby wsadziła ma drążka, kiedy zbiegła Lili.
- To gdzie te lody?- spytała, przytulając mnie.
- Zaraz będą, jeśli popilnujesz dzieci.- wstałam i poszłam do kuchni.
Nałożyłam nam po trzy gałki czekoladowych lodów. Uwielbiam ten smak. Posypałam kolorową posypką i podałam sosem wiśniowym. Wzięłam łyżeczki i zniosłam pucharki do ogrodu. Lili rzuciła się na nie jakby nigdy lodów nie jadła.
- Tylko powoli, bo cię gardło rozboli.- ostrzegłam.
Gdy kończyliśmy jeść, poszłam odłożyć pucharki do zmywarki. Po drodze zauważyłam męża śpiącego na kanapie.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
ROZDZIAŁ 281
Obudziłam się niestety sama w łóżku. Po kilku minutach bezczynności, wstałam i zajrzałam do dzieci. Siedziały w łóżeczka, a gdy tylko usłyszały otwieranie drzwi, odwróciły główki w moją stronę. Na ich pyzatych buźkach pojawiły się uśmiechy.
- Hej maluchy. Widzę, że tatuś już o was zadbał. To teraz mamusia pójdzie się wyszykować i zabierze was na dół, dobrze?
Pogłaskałam oboje w czułka i je tam ucałowałam. Felix wyciągnął do mnie rączki, ale ja tylko połaskotałam go po ich wewnętrznej stronie, a później wyszłam. W garderobie postanowiłam założyć wygodne dresowe spodnie i pomarańczowy t-shirt z niebieskim napisem "Kiss me.". Zrobiłam sobie warkocz na boku, a makijaż sobie podarowałam. Wróciłam do maluchów. Teraz trudny wybór. Które nie wezmę , drugie się obrazi. Trzeba kupić szelki do noszenia ich bez użycia rąk. Wyjęłam telefon i znalazłam sposób, a takie nosidełko z chusty. Wzięłam jakiś kawałek materiału, owinęłam jak kazali i włożyłam tam synka, bo najbardziej się niecierpliwił. Nastkę wzięłam na ręce i przytuliłam. Mała bardzo lubiła bawić się moimi włosami, co teraz robiła. I tak jak ona nie rozstawała się ze swoim lwem, tak jej brat zaprzyjaźnił się z pluszową arą. Wyszłam z pokoju, prawie depcząc psa. Białka podniosła pysk i zamerdała ogonem, wystawiając język.
- Hej psinko. I co? Leżysz tu, odkąd wszyscy wyszli?- pogłaskałam ją po głowie.
Suczka zaczęła mnie lizać i dzieci również to nie ominęło. Później wstała i razem ze nami poszła na dół. W salonie rozłożyłam im kojec między stolikiem na kawę, a telewizorem i zamknęłam z Bianką. Była ich osobistym stróżem. Nie pozwalała do nich podejść nikomu, kogo nie znała i nie dostał naszego pozwolenia. Normalnie łagodny i kochany pies, w ich obronie stawał się agresywny. Ale zazwyczaj uspakajała się, gdy ja lub mąż dawaliśmy komuś osobiście maluchy do rąk. Gdy dzieci się bawiły zabawkami, porozumiewając się w sobie tylko znanym języku, zajrzałam do kuchni. Na stole leżał talerz kanapek z serem i warzywami. Przy nich leżała kartka z pięknym pismem mojego ukochanego.
Uśmiechnęłam się. On doskonale wie, jak rozjaśnić mój dzień. Podeszłam do blatu nalać sobie soku wieloowocowego. Miska Bianki była brudna, czyli że ona również już jadła. Wzięłam kanapki, picie i poszłam do salonu. Usiadłam na sofie, a jedzenie postawiłam na stoliku. Dzieci patrzyły na mnie zainteresowane, jednak szybko wróciły do zabawy. Włączyłam sobie telewizję, bo lubię coś oglądać lub słuchać do jedzenia. Wtem dzieci rzucają wszystkiego i z otwartymi buźkami patrzą w obraz, jak zaczarowane. Przełączyłam na jakiś program dla dzieci i patrzyłam na moje skarby. Co chwilę gaworzyły i klaskały, podskakując zabawnie. Jednak po dziesięciu minutach to również przestało się liczyć i wróciły do zabawek. Nastka uderzała drewnianym patyczkiem w cymbałki, a Felix bawił się żółtym autem. Gdy posprzątałam po śniadaniu, wzięłam książeczkę z pokoju naszych maluchów. Mieliśmy kilka po Rosyjsku, ale oczywiście je czyta mój mąż. Niekiedy też mówi do nich w ojczystym języku, aby jego także się nauczyły. Otworzyłam drzwi od ogrodu, żeby wpuścić trochę powietrza. Gdy tylko odblokowałam bramkę od kojca i ją uchyliłam, Bianka poleciała na dwór. Sama weszłam do dzieci i przez kilka godzin bawiłam się z nimi. Ale w końcu maluchy zaczęły ziewać, więc postanowiłam poczytać im, żeby szybciej zasnęły. Posadziłam dzieci na kanapie, usiadłam koło nich i otworzyłam książeczkę. Oboje przytulili się do mnie, patrząc uważnie na twarde kartki, z mnóstwem obrazków. Czytałam im, pokazując dane zwierzę czy osobę na ilustracji. Dampirzyca ma charakterek i jest bardzo niecierpliwa. Teraz też jej się to udzielało i nie ważne czy czytam dalej, czy nie, przerzuca na następną stronę. Za to Felix pod tym względem jest jej kompletnym przeciwieństwem. Na przykład teraz spokojnie ogląda każdy obrazek, jakby analizował najmniejszy jego szczegół i porównywał do czytanego przeze mnie tekstu. Albo gdy przychodzi pora karmienia, tylko niech spróbuję się spóźnić, a Nastka od razu w krzyk. A jej brat cierpliwie czeka na swoją kolej i rozumie, że jeśli nie dostanie teraz jeść, to musi poczekać. Płacze jedynie wtedy, gdy ma brudną pieluchę lub czuje się samotnym. I to też bardziej marudzenie, niż krzyk charakterystyczny dla naszej córeczki. Pomińmy to, że jest całkowicie rozpieszczana przez tatusia, którego oplotła sobie wokół palca. Jest w niej zakochany na zabój. Dzieci mają dużo charakteru po nas. Felix jest cierpliwy, spokojny, jak Dymitr, ale towarzyski bardziej po mnie. I wszędzie go pełno. Za to Anastazja jest bardzo impulsywna i chce wszystko na już. Na początku też taka byłam. Dopiero ukochany nauczył mnie trochę pokory. Za to po nim odziedziczyła trudność w ufaniu innym. Ale gdy już ktoś zdobył jej zaufanie, bardzo się przywiązuje do tej osoby. Jak na razie w tym gronie po za nami i naszą najbliższą rodziną, są Jill, Eddy i Lissa. Po za tym, bywają u niej chwile powagi.
Gdy skończyłam czytać Felix wgramolił mi się na kolana i patrzył na mnie uroczymi oczkami. Pocałowałam go w czółko i przytuliłam. Nastka była zazdrosna i również prosiła się o trochę uwagi. Tak samo jak brat, weszła na mnie, a ja się obróciłam i położyłam na całej długości sofy. Moje skarby nie zgrabnie chodziły po mnie, aż w końcu się położyły i zasnęły. Sama poczułam zmęczenie, po spędzonych z nimi godzinach i padłam w objęcia Morfeusza.
- Hej maluchy. Widzę, że tatuś już o was zadbał. To teraz mamusia pójdzie się wyszykować i zabierze was na dół, dobrze?
Pogłaskałam oboje w czułka i je tam ucałowałam. Felix wyciągnął do mnie rączki, ale ja tylko połaskotałam go po ich wewnętrznej stronie, a później wyszłam. W garderobie postanowiłam założyć wygodne dresowe spodnie i pomarańczowy t-shirt z niebieskim napisem "Kiss me.". Zrobiłam sobie warkocz na boku, a makijaż sobie podarowałam. Wróciłam do maluchów. Teraz trudny wybór. Które nie wezmę , drugie się obrazi. Trzeba kupić szelki do noszenia ich bez użycia rąk. Wyjęłam telefon i znalazłam sposób, a takie nosidełko z chusty. Wzięłam jakiś kawałek materiału, owinęłam jak kazali i włożyłam tam synka, bo najbardziej się niecierpliwił. Nastkę wzięłam na ręce i przytuliłam. Mała bardzo lubiła bawić się moimi włosami, co teraz robiła. I tak jak ona nie rozstawała się ze swoim lwem, tak jej brat zaprzyjaźnił się z pluszową arą. Wyszłam z pokoju, prawie depcząc psa. Białka podniosła pysk i zamerdała ogonem, wystawiając język.
- Hej psinko. I co? Leżysz tu, odkąd wszyscy wyszli?- pogłaskałam ją po głowie.
Suczka zaczęła mnie lizać i dzieci również to nie ominęło. Później wstała i razem ze nami poszła na dół. W salonie rozłożyłam im kojec między stolikiem na kawę, a telewizorem i zamknęłam z Bianką. Była ich osobistym stróżem. Nie pozwalała do nich podejść nikomu, kogo nie znała i nie dostał naszego pozwolenia. Normalnie łagodny i kochany pies, w ich obronie stawał się agresywny. Ale zazwyczaj uspakajała się, gdy ja lub mąż dawaliśmy komuś osobiście maluchy do rąk. Gdy dzieci się bawiły zabawkami, porozumiewając się w sobie tylko znanym języku, zajrzałam do kuchni. Na stole leżał talerz kanapek z serem i warzywami. Przy nich leżała kartka z pięknym pismem mojego ukochanego.
Smacznego Różyczko. Już za tobą tęsknię. W lodówce masz resztki wczorajszego obiadu.
Kocham Cię.
Towarzysz :-*
Uśmiechnęłam się. On doskonale wie, jak rozjaśnić mój dzień. Podeszłam do blatu nalać sobie soku wieloowocowego. Miska Bianki była brudna, czyli że ona również już jadła. Wzięłam kanapki, picie i poszłam do salonu. Usiadłam na sofie, a jedzenie postawiłam na stoliku. Dzieci patrzyły na mnie zainteresowane, jednak szybko wróciły do zabawy. Włączyłam sobie telewizję, bo lubię coś oglądać lub słuchać do jedzenia. Wtem dzieci rzucają wszystkiego i z otwartymi buźkami patrzą w obraz, jak zaczarowane. Przełączyłam na jakiś program dla dzieci i patrzyłam na moje skarby. Co chwilę gaworzyły i klaskały, podskakując zabawnie. Jednak po dziesięciu minutach to również przestało się liczyć i wróciły do zabawek. Nastka uderzała drewnianym patyczkiem w cymbałki, a Felix bawił się żółtym autem. Gdy posprzątałam po śniadaniu, wzięłam książeczkę z pokoju naszych maluchów. Mieliśmy kilka po Rosyjsku, ale oczywiście je czyta mój mąż. Niekiedy też mówi do nich w ojczystym języku, aby jego także się nauczyły. Otworzyłam drzwi od ogrodu, żeby wpuścić trochę powietrza. Gdy tylko odblokowałam bramkę od kojca i ją uchyliłam, Bianka poleciała na dwór. Sama weszłam do dzieci i przez kilka godzin bawiłam się z nimi. Ale w końcu maluchy zaczęły ziewać, więc postanowiłam poczytać im, żeby szybciej zasnęły. Posadziłam dzieci na kanapie, usiadłam koło nich i otworzyłam książeczkę. Oboje przytulili się do mnie, patrząc uważnie na twarde kartki, z mnóstwem obrazków. Czytałam im, pokazując dane zwierzę czy osobę na ilustracji. Dampirzyca ma charakterek i jest bardzo niecierpliwa. Teraz też jej się to udzielało i nie ważne czy czytam dalej, czy nie, przerzuca na następną stronę. Za to Felix pod tym względem jest jej kompletnym przeciwieństwem. Na przykład teraz spokojnie ogląda każdy obrazek, jakby analizował najmniejszy jego szczegół i porównywał do czytanego przeze mnie tekstu. Albo gdy przychodzi pora karmienia, tylko niech spróbuję się spóźnić, a Nastka od razu w krzyk. A jej brat cierpliwie czeka na swoją kolej i rozumie, że jeśli nie dostanie teraz jeść, to musi poczekać. Płacze jedynie wtedy, gdy ma brudną pieluchę lub czuje się samotnym. I to też bardziej marudzenie, niż krzyk charakterystyczny dla naszej córeczki. Pomińmy to, że jest całkowicie rozpieszczana przez tatusia, którego oplotła sobie wokół palca. Jest w niej zakochany na zabój. Dzieci mają dużo charakteru po nas. Felix jest cierpliwy, spokojny, jak Dymitr, ale towarzyski bardziej po mnie. I wszędzie go pełno. Za to Anastazja jest bardzo impulsywna i chce wszystko na już. Na początku też taka byłam. Dopiero ukochany nauczył mnie trochę pokory. Za to po nim odziedziczyła trudność w ufaniu innym. Ale gdy już ktoś zdobył jej zaufanie, bardzo się przywiązuje do tej osoby. Jak na razie w tym gronie po za nami i naszą najbliższą rodziną, są Jill, Eddy i Lissa. Po za tym, bywają u niej chwile powagi.
Gdy skończyłam czytać Felix wgramolił mi się na kolana i patrzył na mnie uroczymi oczkami. Pocałowałam go w czółko i przytuliłam. Nastka była zazdrosna i również prosiła się o trochę uwagi. Tak samo jak brat, weszła na mnie, a ja się obróciłam i położyłam na całej długości sofy. Moje skarby nie zgrabnie chodziły po mnie, aż w końcu się położyły i zasnęły. Sama poczułam zmęczenie, po spędzonych z nimi godzinach i padłam w objęcia Morfeusza.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
piątek, 7 października 2016
ROZDZIAŁ 280
- UWAGA!
I plusk! Wszyscy się zaśmialiśmy, gdy fala wytworzona przez Lili, nas ochlapała. Jesteśmy nad jeziorem już jakieś trzy godziny. Niekiedy wychodzimy z wody, żeby coś zjeść. Dzieciakom bardzo się tu podoba. Próbują naśladować nas i pływać żabką, ale wciąż je podtrzymujemy, bo wiadomo, że im to nie wyjdzie. Gdy dzieci wracały do wózka z zabawkami, ukochany kilka razy wrzucał mnie do wody. Tak jak teraz.
- Gotowa?- spytał, trzymając mnie na rękach.
- Tak.
I po chwil byłam pod wodą. Wynurzyłam się i zaczęłam się rozglądać, ale męża nigdzie nie było.
- Dymitr! Dymitr!- krzyczałam rozglądając się dookoła.-Dym...A!
Nagle poczułam, że coś mnie łapie od dołu i wyrusza na powierzchnię, unosząc mnie w górę. Po chwili znowu wylądowałam w wodzie. Wypłynęłam na powierzchnię, łapiąc powietrze i zaczęłam kaszleć. Strażnik śmiał się ze mnie. Zła, podpłynęłam do niego i wskoczyłam mu na plecy.
- Mam cię!- zawołałam triumfalnie.
- Ja mam inne zdanie.
Zanurzył się. Na szczęście zdążyłam złapać powietrze. Ale on nie wypływał, a mi powoli brakło życiodajnego tlenu. Puściłam go i popłynęłam w górę. Po chwili mogłam oddychać, a sekundę później byłam w ramionach Bielikowa, jak panna młoda.
- I kto tu kogo ma?- zaśmiał się.
Bawiliśmy się jeszcze dobrą godzinę. W końcu postanowiliśmy wracać, bo dzieci były zmęczone, a i tak robiło się późno. Zanim dojechaliśmy do domu, stały słodko w wózku. Lili poszła się myć i szykować do spania. My nie byliśmy jeszcze zmęczeni. po pożegnaniu dampirzycy, Dymitr zajął się maluchami, bo teraz była jego kolej, a ja usiadłam przed laptopem w jego gabinecie i przeglądałam różne strony. Nagle przyszedł mi pomysł, żeby w zakątku leśnym w ogrodzie, zrobić wodospad z małym strumykiem i altanką. Zaczęłam szukać coś w tym kierunku. I znalazłam idealny skalny wodospad na cztery metry, porośnięty mchem i kwiatami. Jednak cena mnie powaliła. Nawet naszyjnik od Wiktora tyle nie kosztował. Ale ono jest taki piękny. Jeśli będziemy oszczędzać, to za kilka lat będzie nas stać. Usłyszałam, że do gabinetu zbliża się mój mąż. Cholera! Jeśli to zobaczy, zejdzie na zawał. Zapisałam to w zakładkach i ustawiłam jako hasło " Towarzysz 24.08." Czyli datę ślubu. Mam nadzieję, że nie zgadnie. Szybko zamknęłam stronę i weszłam w jakiś portal plotkarski.
- A tutaj się schowałaś.- mąż podszedł do biurka i objął mnie od tyłu, całując w kark- Na co patrzysz?
- A takie tam. Po prostu mi się nudziło.
- A wpuścić mnie. Sprawdzę sobie tylko do pracy na jutro.
- Tak, tak. Jasne.- wstałam, a on zajął moje miejsce.
Chciałam stać, ale strażnik wciągnął mnie na swoje kolana. Wszedł na skrzynkę.
-"Roza17-24 <3" Słodkie.- skomentowałam jego hasło.- I masz pewność, że nikt ci się nie włamie.
- A jakie ty masz hasło?- spytał, przeglądając pocztę.
- Kocham Ozerę.- droczyłam się z nim, widząc jak bardzo zapatrzony jest w wiadomości.
- Też słodkie.- zaczęłam się śmiać.- O co chodzi?
- Że w ogóle mnie nie słuchasz.- teraz udałam obrażoną.
- Przepraszam skarbie,- pocałował mnie w policzek.- ale dostałem wiadomość, że jutro mam dodatkową wartę przy bramie zachodniej.
- Znowu?- narzekałam.- Dają ci nadgodziny od ponad miesiąca.
- Kochanie, są wakacje i niektórzy strażnicy biorą sobie urlopy. Pamiętaj, że podczas mojej nieobecności, też ktoś musiał mieć dodatkowe warty.
Westchnęła. Miał rację. Ale to nie zmienia faktu, że nie jestem zdenerwowana. Równo od pięciu tygodni Dymitr wraca do domu wyczerpany, pada na kanapę i nie może się ruszyć. Dwa razy w tygodniu robi obiad na trzy lub cztery dni. Tak to od razu idzie się myć i po kolacji zasypia. Dzisiaj miał pierwszy raz wolne, od kiedy wrócił do pracy. Ale nigdy nie narzeka, bo lubi to co robi.
- No to jak musisz dłużej zostać, to zaraz idziemy kompiu kompiu i do spania.- zarządziłam.
- A czy piękna pani potowarzyszy mi?- spytał kusząco.
- Skoro tak przystojny pan prosi, nie można odmówić.- zarzuciłam mu ręce na szyję.
mój mąż zamknął laptopa i podniósł się ze mną. Pokierował się do naszej sypialni, a później do łazienki. Tam w końcu dotknęłam podłogi. Od razu zaczęliśmy się całować. Powoli każda część naszej garderoby lądowała na podłodze. Czułam, że topnieję pod jego dotykiem. Cała nasza miłość, zamknięta była w gestach. Smukłe palce męża błądziły po moim ciele. Gdy byliśmy już całkowicie nadzy, ukochany podniósł mnie za pośladki, a ja objęłam go nogami w pasie i zatopiłam dłonie w jego aksamitnych włosach. Był moim życiem, źródłem nadziei i miłości. Nic poza nim się na świecie nie liczy. Oddała bym za niego wszystko co mam. Dla jego szczęścia byłaby w stanie zapłacić każdą cenę. Weszliśmy pod prysznic. Dymitr przyparł mnie do ściany i kontynuował studiowanie mojego ciała. Opuścił mnie lekko i wszedł ew mnie. Było mi tak dobrze z nim. Jak zawsze nasze dusze i ciała współgrały ze sobą idealnie. Doszliśmy w tym samym momencie. Dymitr głaskał mnie po plecach, szepcząc po Rosyjsku. Wyłapałam kilka słów, ale nie całości.
- To na pewno bardzo kochane towarzyszu,- musiałam wziąć oddech, bo jeszcze nie do końca się unormował.- ale o wiele lepiej byłoby.... gdybym to rozumiała.
Mąż postawił mnie na plastikowe dno kabiny i odkręcił wodę. Gdy byliśmy oboje mokrzy, namydlił gąbkę i mył mnie nią.
- Mówiłem,- zaczął, patrząc mi głęboko w oczy.- że jesteś najpiękniejsza, najcudowniejsza, najukochańsza, moim światłem w tym okropnym, złym, brudnym świecie. Bez twojej miłości, nic co dobre, dla mnie nie istnieje. Każdy dzień jest dla mnie świętem, bo mogę zobaczyć, najlepszą kobietę na świecie u mego boku. Jej uśmiech prowadzi mnie przez moje marne życie i pokazuje nieznany i tajemniczy świat. Sam księżyc, słońce i wszystkie gwiazdy zazdroszczą ci blasku w oczach, gdy mnie widzisz.- składał na moich nogach pocałunki, w ślad których podążała gąbka.- Bramy nieba nie są godne, by wpuścić tak niebiańską istotę, która jest tu ze mną na ziemi. Nigdy nie umiał bym cię oddać. Co mnie boli, nawet dla twojego szczęścia. Już wolałbym zginąć, niż widzieć cię w obcych ramionach. W tym jestem gorszy od ciebie. Uzależniłem się od ciebie i nigdy nie chcę przestać. Jesteś dla mnie narkotykiem, z którego nie chcę się wyleczyć. Byłaś moim ratunkiem, gdy tonąłem w ponurych myślach. Teraz nie ma w nich nic, po za tobą. Bogini, zamknięta w boskim ciele, uwięziona w tym okropnym świecie, który każe jej tyle cierpieć, a ona wciąż wierzy w jego dobroć. To tak rzadko spotykane. Co ja gadam?! Jesteś jedyna na całym świecie. Tylko ty. Drzewa ci się kłaniają, najpiękniejsze kwiaty zazdroszczą urody. W końcu to róże są najpiękniejsze z kwiatów. Każda ma swoje kolce, którymi przepycha się przez świat. A moja Roza jest najbardziej idealna ze wszystkiego co istnieje. Dążysz do obranego celu i nigdy się nie poddajesz, często popisujesz się swoim charakterem. I za to tak mocno cię kocham.
Jego monolog bardzo mnie wzruszył. Nie wiedziałam co powiedzieć. Chyba żadne słowa nie wyrażą, tego jak bardzo kocham go w tej chwili. Na szczęście zostało coś ważniejszego niż słowa. Pokazałam mu to w namiętnym, słodkim i pełnym czystej miłości pocałunku. Ukochany z chęcią go odwzajemnił.
- Ja tiebia liubliu tovarishch.
- Ja tiebia toże liubliu Roza.
I plusk! Wszyscy się zaśmialiśmy, gdy fala wytworzona przez Lili, nas ochlapała. Jesteśmy nad jeziorem już jakieś trzy godziny. Niekiedy wychodzimy z wody, żeby coś zjeść. Dzieciakom bardzo się tu podoba. Próbują naśladować nas i pływać żabką, ale wciąż je podtrzymujemy, bo wiadomo, że im to nie wyjdzie. Gdy dzieci wracały do wózka z zabawkami, ukochany kilka razy wrzucał mnie do wody. Tak jak teraz.
- Gotowa?- spytał, trzymając mnie na rękach.
- Tak.
I po chwil byłam pod wodą. Wynurzyłam się i zaczęłam się rozglądać, ale męża nigdzie nie było.
- Dymitr! Dymitr!- krzyczałam rozglądając się dookoła.-Dym...A!
Nagle poczułam, że coś mnie łapie od dołu i wyrusza na powierzchnię, unosząc mnie w górę. Po chwili znowu wylądowałam w wodzie. Wypłynęłam na powierzchnię, łapiąc powietrze i zaczęłam kaszleć. Strażnik śmiał się ze mnie. Zła, podpłynęłam do niego i wskoczyłam mu na plecy.
- Mam cię!- zawołałam triumfalnie.
- Ja mam inne zdanie.
Zanurzył się. Na szczęście zdążyłam złapać powietrze. Ale on nie wypływał, a mi powoli brakło życiodajnego tlenu. Puściłam go i popłynęłam w górę. Po chwili mogłam oddychać, a sekundę później byłam w ramionach Bielikowa, jak panna młoda.
- I kto tu kogo ma?- zaśmiał się.
Bawiliśmy się jeszcze dobrą godzinę. W końcu postanowiliśmy wracać, bo dzieci były zmęczone, a i tak robiło się późno. Zanim dojechaliśmy do domu, stały słodko w wózku. Lili poszła się myć i szykować do spania. My nie byliśmy jeszcze zmęczeni. po pożegnaniu dampirzycy, Dymitr zajął się maluchami, bo teraz była jego kolej, a ja usiadłam przed laptopem w jego gabinecie i przeglądałam różne strony. Nagle przyszedł mi pomysł, żeby w zakątku leśnym w ogrodzie, zrobić wodospad z małym strumykiem i altanką. Zaczęłam szukać coś w tym kierunku. I znalazłam idealny skalny wodospad na cztery metry, porośnięty mchem i kwiatami. Jednak cena mnie powaliła. Nawet naszyjnik od Wiktora tyle nie kosztował. Ale ono jest taki piękny. Jeśli będziemy oszczędzać, to za kilka lat będzie nas stać. Usłyszałam, że do gabinetu zbliża się mój mąż. Cholera! Jeśli to zobaczy, zejdzie na zawał. Zapisałam to w zakładkach i ustawiłam jako hasło " Towarzysz 24.08." Czyli datę ślubu. Mam nadzieję, że nie zgadnie. Szybko zamknęłam stronę i weszłam w jakiś portal plotkarski.
- A tutaj się schowałaś.- mąż podszedł do biurka i objął mnie od tyłu, całując w kark- Na co patrzysz?
- A takie tam. Po prostu mi się nudziło.
- A wpuścić mnie. Sprawdzę sobie tylko do pracy na jutro.
- Tak, tak. Jasne.- wstałam, a on zajął moje miejsce.
Chciałam stać, ale strażnik wciągnął mnie na swoje kolana. Wszedł na skrzynkę.
-"Roza17-24 <3" Słodkie.- skomentowałam jego hasło.- I masz pewność, że nikt ci się nie włamie.
- A jakie ty masz hasło?- spytał, przeglądając pocztę.
- Kocham Ozerę.- droczyłam się z nim, widząc jak bardzo zapatrzony jest w wiadomości.
- Też słodkie.- zaczęłam się śmiać.- O co chodzi?
- Że w ogóle mnie nie słuchasz.- teraz udałam obrażoną.
- Przepraszam skarbie,- pocałował mnie w policzek.- ale dostałem wiadomość, że jutro mam dodatkową wartę przy bramie zachodniej.
- Znowu?- narzekałam.- Dają ci nadgodziny od ponad miesiąca.
- Kochanie, są wakacje i niektórzy strażnicy biorą sobie urlopy. Pamiętaj, że podczas mojej nieobecności, też ktoś musiał mieć dodatkowe warty.
Westchnęła. Miał rację. Ale to nie zmienia faktu, że nie jestem zdenerwowana. Równo od pięciu tygodni Dymitr wraca do domu wyczerpany, pada na kanapę i nie może się ruszyć. Dwa razy w tygodniu robi obiad na trzy lub cztery dni. Tak to od razu idzie się myć i po kolacji zasypia. Dzisiaj miał pierwszy raz wolne, od kiedy wrócił do pracy. Ale nigdy nie narzeka, bo lubi to co robi.
- No to jak musisz dłużej zostać, to zaraz idziemy kompiu kompiu i do spania.- zarządziłam.
- A czy piękna pani potowarzyszy mi?- spytał kusząco.
- Skoro tak przystojny pan prosi, nie można odmówić.- zarzuciłam mu ręce na szyję.
mój mąż zamknął laptopa i podniósł się ze mną. Pokierował się do naszej sypialni, a później do łazienki. Tam w końcu dotknęłam podłogi. Od razu zaczęliśmy się całować. Powoli każda część naszej garderoby lądowała na podłodze. Czułam, że topnieję pod jego dotykiem. Cała nasza miłość, zamknięta była w gestach. Smukłe palce męża błądziły po moim ciele. Gdy byliśmy już całkowicie nadzy, ukochany podniósł mnie za pośladki, a ja objęłam go nogami w pasie i zatopiłam dłonie w jego aksamitnych włosach. Był moim życiem, źródłem nadziei i miłości. Nic poza nim się na świecie nie liczy. Oddała bym za niego wszystko co mam. Dla jego szczęścia byłaby w stanie zapłacić każdą cenę. Weszliśmy pod prysznic. Dymitr przyparł mnie do ściany i kontynuował studiowanie mojego ciała. Opuścił mnie lekko i wszedł ew mnie. Było mi tak dobrze z nim. Jak zawsze nasze dusze i ciała współgrały ze sobą idealnie. Doszliśmy w tym samym momencie. Dymitr głaskał mnie po plecach, szepcząc po Rosyjsku. Wyłapałam kilka słów, ale nie całości.
- To na pewno bardzo kochane towarzyszu,- musiałam wziąć oddech, bo jeszcze nie do końca się unormował.- ale o wiele lepiej byłoby.... gdybym to rozumiała.
Mąż postawił mnie na plastikowe dno kabiny i odkręcił wodę. Gdy byliśmy oboje mokrzy, namydlił gąbkę i mył mnie nią.
- Mówiłem,- zaczął, patrząc mi głęboko w oczy.- że jesteś najpiękniejsza, najcudowniejsza, najukochańsza, moim światłem w tym okropnym, złym, brudnym świecie. Bez twojej miłości, nic co dobre, dla mnie nie istnieje. Każdy dzień jest dla mnie świętem, bo mogę zobaczyć, najlepszą kobietę na świecie u mego boku. Jej uśmiech prowadzi mnie przez moje marne życie i pokazuje nieznany i tajemniczy świat. Sam księżyc, słońce i wszystkie gwiazdy zazdroszczą ci blasku w oczach, gdy mnie widzisz.- składał na moich nogach pocałunki, w ślad których podążała gąbka.- Bramy nieba nie są godne, by wpuścić tak niebiańską istotę, która jest tu ze mną na ziemi. Nigdy nie umiał bym cię oddać. Co mnie boli, nawet dla twojego szczęścia. Już wolałbym zginąć, niż widzieć cię w obcych ramionach. W tym jestem gorszy od ciebie. Uzależniłem się od ciebie i nigdy nie chcę przestać. Jesteś dla mnie narkotykiem, z którego nie chcę się wyleczyć. Byłaś moim ratunkiem, gdy tonąłem w ponurych myślach. Teraz nie ma w nich nic, po za tobą. Bogini, zamknięta w boskim ciele, uwięziona w tym okropnym świecie, który każe jej tyle cierpieć, a ona wciąż wierzy w jego dobroć. To tak rzadko spotykane. Co ja gadam?! Jesteś jedyna na całym świecie. Tylko ty. Drzewa ci się kłaniają, najpiękniejsze kwiaty zazdroszczą urody. W końcu to róże są najpiękniejsze z kwiatów. Każda ma swoje kolce, którymi przepycha się przez świat. A moja Roza jest najbardziej idealna ze wszystkiego co istnieje. Dążysz do obranego celu i nigdy się nie poddajesz, często popisujesz się swoim charakterem. I za to tak mocno cię kocham.
Jego monolog bardzo mnie wzruszył. Nie wiedziałam co powiedzieć. Chyba żadne słowa nie wyrażą, tego jak bardzo kocham go w tej chwili. Na szczęście zostało coś ważniejszego niż słowa. Pokazałam mu to w namiętnym, słodkim i pełnym czystej miłości pocałunku. Ukochany z chęcią go odwzajemnił.
- Ja tiebia liubliu tovarishch.
- Ja tiebia toże liubliu Roza.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
czwartek, 6 października 2016
ROZDZIAŁ 279
Po treningu Lili poszła bawić się w domku na drzewie. Teraz to było jej ulubione miejsce. Dzieci zostawiliśmy na kocyku, ogrodzone kojcem z biegającą po całym ogrodzie Banką, a sami kontynuowaliśmy budowanie stajni. Ciekawe było budowanie wszystkiego od podstaw. Uznaliśmy, no dobra, Dymitr uznał, że najlepsza będzie cegła, wnętrze ocieplimy specjalną wełną, a wszystko zakryjemy panelami. Pracowaliśmy do późnego popołudnia. Później mój ukochany poszedł robić obiad, a ja bawiłam się z dziećmi.
- Brum Brum.- Nastka potrząsnęła czerwonym autkiem.
- Tak, autko robi brum brum.- uśmiechnęłam się do córeczki.
Maluchy miały do zabawy jeszcze interaktywne zabawki. Felix przyciskał na piesku różne przyciski, a on wydawał dźwięki, chodził i siadał. Nagle synka podniósł mój mąż.
- Obiad podano.- uśmiech zagościł na jego twarzy, gdy łaskotał chłopca.
- Lili, obiad!- krzyknęłam biorąc na ręce córeczkę.
Jednak mała zaczęła płakać,wychylając się w stronę koca.
-Co się dzieje kochanie?- spytałam, kucając.
Nastia, gdy tylko znalazła się przy zabawkach, złapała pluszowego lwa. Ale nie umiała go utrzymać i jej wypadł. Nic dziwnego, skoro jest prawie tak duży jak ona. Podniosłam go i się wyprostowałam. Dziewczynka mocno przytuliła maskotkę. Po chwili koło nas zjawiła się Lili. Razem poszliśmy do jadalni. Posadziliśmy dzieci na krzesełkach do karmienia i położyliśmy im kubki niekapki z zagrzanym mlekiem. Zawsze tak robimy w czasie obiadu, żeby nauczyły się chwytać i same pić. Na obiad była lazania.
- Mówiłam już, że Cię Kocham towarzyszu?- uśmiechnęłam się do strażnika, nakładając sobie dużą porcję.
- Kilka razy ci się wymknęło.
Do picia podał lemoniadę. Wszystko bardzo szybko zniknęło z talerzy.
- To co teraz robimy?- spytałam, wkładając naczynia do zmywarki.
- Może pojedziemy na wycieczkę rowerową.- zaproponował Dymitr- Trzeba zrobić użytek z tych sześciu kółek.
- Dobrze.- ucieszyła się dziewczynka.
Lili pobiegła przygotować się, Bielikow po rowery i doczepiany wózek dla niemowląt, a ja podniosłam buteleczki, które wyrzuciły nasze skarby.
- To co maluchy. Zaraz zobaczycie jak mamusia robi z siebie ofermę na rowerze.- kucnęłam przy nich.
- Na pewno nie będzie tak źle Roza.
Po części miał rację. Bo było gorzej.
- Rose, uważaj!- i kolejna gleba.
-Szlag! Nigdy się tego nie nauczę.- narzekałam.
- Spokojnie, kochanie. Dasz sobie radę.
Po godzinie już się nauczyłam i pędziłam między drzewami. To było cudowne uczucie. Ten wiatr we włosach, takie pozytywne zmęczenie. To dziwne, ale czułam się taka wolna. Jakbym mogła latać. To coś fantastycznego. Zatrzymałam się koło męża i siostry.
- I jaki czas?- spytałam.
- Nieźle. Pięć minut dwadzieścia.
- Jest. No skarbie, to teraz twoja kolej.- Uśmiechnęłam się do ukochanego.
Dymitr ruszył, a ja włączyłam mu stoper. Po chwili go Zatrzymałam, równo z hamowaniem Bielikowa.
- Szlag!- z niedowierzaniem patrzyłam na zegar.- Pięć minut siedemnaście.
- Trzy setne różnicy to i tak dobrze jak na początek. Brawo Roza.- pocałował mnie.
- To gdzie jedziemy?- spytałam, gdy w końcu się od siebie oderwaliśmy.
- Możemy tak o pojeździć po drogach, gdzie się maluchy zmieszczą.
Nasze słoneczka patrzyły na nas uśmiechnięte, z zielonego namiociku. Nie padało, wiec zostawiliśmy im górną część otwartą, żeby miały lepszy dostęp powietrza. W środku porzucone miały miękkie zabawki, w tym lewka Nastki, z którym się nie rozdaje na krok. Dymitr przyczepił sobie do roweru przyczepkę i mogliśmy jechać. On prowadził, choć pewnie sam nie wiedział, gdzie. A jednak się myliłam. Po godzinie jazdy, zatrzymaliśmy się przed jeziorkiem z wodospadem. Wszędzie latały świetliki, na krzakach widziałam jakieś niebieskie i purpurowy kwiaty, a w tafli wody odbijał się księżyc. Wokół wodospadu widoczna była mgiełka z kropel, odbijających się od tafli wody. Byłam zachwycona tym miejscem. Lili również. Mój mąż zabrał od dzieci koc i rozłożył na trawie. Ze swojego plecaka wyciągnął kosz z jedzeniem, ręczniki i nasze stroje kąpielowe.
- Widzę, że wszystko przygotowałeś, towarzyszu.- zaśmiałam się.
- Ty nawet nie wiesz jak bardzo, Roza. Chodźcie ze mną.- powiedział strażnik, trzymając już na rękach córeczkę.
Ruszył w stronę wodospadu. Wzięłam Felixa i poszłyśmy z Lili za nim. Po chwili staliśmy pod ścianą całą zarośniętą mchem. Jednak za wodospadem była jaskinia. Między wodą, a kamieniem nie było jakoś tam ślisko, czy wąsko. Droga była wygodna i bezpieczna. W jaskini było bulgocząca zatoczka.
- Są tu wody termalne, a pod spodem minerały, więc mamy naturalne jacuzzi.
- Agga.- Nastka wychyliła się w stronę bąbelków.
- Nie księżniczko. Poczekaj, aż tatuś i mamusia się przebiorą i sobie popływacie.- połaskotał córeczkę.- To może my się przebieżmy tutaj, a ty Lili na kocyku.
- No dobra.- dziewczynka zdziwiona wzruszyła ramionami i poszła.
Położyłam Felixa na ziemi i zaczęłam się przebierać. Maluchy w tym czasie pilnował mój mąż. Później się zamieniliśmy. W czasie, gdy Dymitr się przebierał, ja zajęłam ubranka dzieciom, co chwilę zerkając na niego.
- Myślisz, że nie czuję twojego wzroku?- spytał.
- Miałam właśnie nadzieję, że jesteś go w pełni świadomy. A co? Przeszkadza ci?- na moje pytanie odwrócił się i spojrzał mi w oczy.
- Nie. Możesz patrzeć. Tylko ty.
- I dzieci.- zauważyłam.
- I dzieci.- już w kąpielówkach podszedł i podniósł Felixa.- Gotowi do kąpieli?
Sama podniosłam się z Nastką. Ukochany podszedł i złożył na moich ustach słodki pocałunek.
- Może poczekamy na Lili.
W tej chwili, dampirzyca wbiegła do groty i wskoczyła do wody. Tak szybko jak weszła, tak szybko wyszła.
- Ale gorąca! Nie wiem, jak wy, ale ja wolę się ochłodzić w taki dzień.
Nogą dotknęłam wody. To prawda, była bardzo ciepła.
- Dzieci się nie popatrzą?- zmartwiłam się.
- Nie powinny.- mój mąż już siedział w środku.
Felixowi bardzo się podobało. Dymitr ułożył go na wodzie, brzuchem w dół tak, że główkę miał na powierzchni.
- Ty my z Lili pójdziemy na zewnątrz. Nie chcę, żeby się utopiła.
- Umiem pływać.- oburzyła się dampirzyca.
- Wierzę skarbie,- kucnęłam przed dziewczynką.- ale najlepsi pływać nawet umieją utonąć przez nieuwagę. Po prostu się martwię.
- No dobrze. Kocham was.- przytuliła mnie i cmoknęła w policzek, tak samo jak naszą córeczkę.
- To wszyscy tam pójdziemy.- Bielikow złapał syna i podnieśli się z wody.- A jak się zmęczymy to przyjedziemy tu. W końcu rodzina trzyma się razem.
- Brum Brum.- Nastka potrząsnęła czerwonym autkiem.
- Tak, autko robi brum brum.- uśmiechnęłam się do córeczki.
Maluchy miały do zabawy jeszcze interaktywne zabawki. Felix przyciskał na piesku różne przyciski, a on wydawał dźwięki, chodził i siadał. Nagle synka podniósł mój mąż.
- Obiad podano.- uśmiech zagościł na jego twarzy, gdy łaskotał chłopca.
- Lili, obiad!- krzyknęłam biorąc na ręce córeczkę.
Jednak mała zaczęła płakać,wychylając się w stronę koca.
-Co się dzieje kochanie?- spytałam, kucając.
Nastia, gdy tylko znalazła się przy zabawkach, złapała pluszowego lwa. Ale nie umiała go utrzymać i jej wypadł. Nic dziwnego, skoro jest prawie tak duży jak ona. Podniosłam go i się wyprostowałam. Dziewczynka mocno przytuliła maskotkę. Po chwili koło nas zjawiła się Lili. Razem poszliśmy do jadalni. Posadziliśmy dzieci na krzesełkach do karmienia i położyliśmy im kubki niekapki z zagrzanym mlekiem. Zawsze tak robimy w czasie obiadu, żeby nauczyły się chwytać i same pić. Na obiad była lazania.
- Mówiłam już, że Cię Kocham towarzyszu?- uśmiechnęłam się do strażnika, nakładając sobie dużą porcję.
- Kilka razy ci się wymknęło.
Do picia podał lemoniadę. Wszystko bardzo szybko zniknęło z talerzy.
- To co teraz robimy?- spytałam, wkładając naczynia do zmywarki.
- Może pojedziemy na wycieczkę rowerową.- zaproponował Dymitr- Trzeba zrobić użytek z tych sześciu kółek.
- Dobrze.- ucieszyła się dziewczynka.
Lili pobiegła przygotować się, Bielikow po rowery i doczepiany wózek dla niemowląt, a ja podniosłam buteleczki, które wyrzuciły nasze skarby.
- To co maluchy. Zaraz zobaczycie jak mamusia robi z siebie ofermę na rowerze.- kucnęłam przy nich.
- Na pewno nie będzie tak źle Roza.
Po części miał rację. Bo było gorzej.
- Rose, uważaj!- i kolejna gleba.
-Szlag! Nigdy się tego nie nauczę.- narzekałam.
- Spokojnie, kochanie. Dasz sobie radę.
Po godzinie już się nauczyłam i pędziłam między drzewami. To było cudowne uczucie. Ten wiatr we włosach, takie pozytywne zmęczenie. To dziwne, ale czułam się taka wolna. Jakbym mogła latać. To coś fantastycznego. Zatrzymałam się koło męża i siostry.
- I jaki czas?- spytałam.
- Nieźle. Pięć minut dwadzieścia.
- Jest. No skarbie, to teraz twoja kolej.- Uśmiechnęłam się do ukochanego.
Dymitr ruszył, a ja włączyłam mu stoper. Po chwili go Zatrzymałam, równo z hamowaniem Bielikowa.
- Szlag!- z niedowierzaniem patrzyłam na zegar.- Pięć minut siedemnaście.
- Trzy setne różnicy to i tak dobrze jak na początek. Brawo Roza.- pocałował mnie.
- To gdzie jedziemy?- spytałam, gdy w końcu się od siebie oderwaliśmy.
- Możemy tak o pojeździć po drogach, gdzie się maluchy zmieszczą.
Nasze słoneczka patrzyły na nas uśmiechnięte, z zielonego namiociku. Nie padało, wiec zostawiliśmy im górną część otwartą, żeby miały lepszy dostęp powietrza. W środku porzucone miały miękkie zabawki, w tym lewka Nastki, z którym się nie rozdaje na krok. Dymitr przyczepił sobie do roweru przyczepkę i mogliśmy jechać. On prowadził, choć pewnie sam nie wiedział, gdzie. A jednak się myliłam. Po godzinie jazdy, zatrzymaliśmy się przed jeziorkiem z wodospadem. Wszędzie latały świetliki, na krzakach widziałam jakieś niebieskie i purpurowy kwiaty, a w tafli wody odbijał się księżyc. Wokół wodospadu widoczna była mgiełka z kropel, odbijających się od tafli wody. Byłam zachwycona tym miejscem. Lili również. Mój mąż zabrał od dzieci koc i rozłożył na trawie. Ze swojego plecaka wyciągnął kosz z jedzeniem, ręczniki i nasze stroje kąpielowe.
- Widzę, że wszystko przygotowałeś, towarzyszu.- zaśmiałam się.
- Ty nawet nie wiesz jak bardzo, Roza. Chodźcie ze mną.- powiedział strażnik, trzymając już na rękach córeczkę.
Ruszył w stronę wodospadu. Wzięłam Felixa i poszłyśmy z Lili za nim. Po chwili staliśmy pod ścianą całą zarośniętą mchem. Jednak za wodospadem była jaskinia. Między wodą, a kamieniem nie było jakoś tam ślisko, czy wąsko. Droga była wygodna i bezpieczna. W jaskini było bulgocząca zatoczka.
- Są tu wody termalne, a pod spodem minerały, więc mamy naturalne jacuzzi.
- Agga.- Nastka wychyliła się w stronę bąbelków.
- Nie księżniczko. Poczekaj, aż tatuś i mamusia się przebiorą i sobie popływacie.- połaskotał córeczkę.- To może my się przebieżmy tutaj, a ty Lili na kocyku.
- No dobra.- dziewczynka zdziwiona wzruszyła ramionami i poszła.
Położyłam Felixa na ziemi i zaczęłam się przebierać. Maluchy w tym czasie pilnował mój mąż. Później się zamieniliśmy. W czasie, gdy Dymitr się przebierał, ja zajęłam ubranka dzieciom, co chwilę zerkając na niego.
- Myślisz, że nie czuję twojego wzroku?- spytał.
- Miałam właśnie nadzieję, że jesteś go w pełni świadomy. A co? Przeszkadza ci?- na moje pytanie odwrócił się i spojrzał mi w oczy.
- Nie. Możesz patrzeć. Tylko ty.
- I dzieci.- zauważyłam.
- I dzieci.- już w kąpielówkach podszedł i podniósł Felixa.- Gotowi do kąpieli?
Sama podniosłam się z Nastką. Ukochany podszedł i złożył na moich ustach słodki pocałunek.
- Może poczekamy na Lili.
W tej chwili, dampirzyca wbiegła do groty i wskoczyła do wody. Tak szybko jak weszła, tak szybko wyszła.
- Ale gorąca! Nie wiem, jak wy, ale ja wolę się ochłodzić w taki dzień.
Nogą dotknęłam wody. To prawda, była bardzo ciepła.
- Dzieci się nie popatrzą?- zmartwiłam się.
- Nie powinny.- mój mąż już siedział w środku.
Felixowi bardzo się podobało. Dymitr ułożył go na wodzie, brzuchem w dół tak, że główkę miał na powierzchni.
- Ty my z Lili pójdziemy na zewnątrz. Nie chcę, żeby się utopiła.
- Umiem pływać.- oburzyła się dampirzyca.
- Wierzę skarbie,- kucnęłam przed dziewczynką.- ale najlepsi pływać nawet umieją utonąć przez nieuwagę. Po prostu się martwię.
- No dobrze. Kocham was.- przytuliła mnie i cmoknęła w policzek, tak samo jak naszą córeczkę.
- To wszyscy tam pójdziemy.- Bielikow złapał syna i podnieśli się z wody.- A jak się zmęczymy to przyjedziemy tu. W końcu rodzina trzyma się razem.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
środa, 5 października 2016
ROZDZIAŁ 278
Obudziło mnie stękanie.
- A! Moja głowa! Już nigdy więcej alkoholu.
- Przypomnę ci to skarbie.- mruknęłam, przyciągając się, po czym wtuliłam się mocniej w tors ukochanego.
Popatrzyłam na niego. Miał zamknięte oczy i trzymał się za głowę. Podsunęłam się wyżej i cmoknęłam go w czoło.
- Lepiej?- spytałam.
- O wiele Roza.- próbował się uśmiechnąć, ale nie wyszło mu.
- Poczekaj tu na mnie.- zaczęłam się podnosić.
- A gdzie idziesz?
- Przynieść ci ulgę.
Ubrałam na siebie koszulę i zeszłam na dół, po drodze zgarniając Biankę spod drzwi Lili. Mnie też bardzo lubi, bo przez to, że siedzę w domu, spędzam z nią najwięcej czasu. A ona wiecznie chce się bawić. Wstawiłam wodę w czajniku elektrycznym i nasypałam sobie do kubka to coś od Oleny, a mężowi kawę. Następnie zrobiłam mu tą miksturę na kaca. Po długich poszukiwaniach, znalazłam miód i dodałam do niej. Razem z suczką wróciłam do sypialni, a ona pierwsze co, wskoczyła na łóżko i zaczęła lizać strażnika.
- Bianka, przestań.- marudził, próbując ją powstrzymać.
Złapałam ją za obrożę i ściągnęłam z męża.
- Dziękuję Roza.
- Podziękujesz jak to wypijesz.- podałam mu kubek i poszłam zajrzeć do dzieci.
Nakarmiłam je i przebrała w ubranka(↓). Położyłam maluchy z powrotem do łóżeczek i zeszłam do kuchni. Może dzisiaj to ja zrobię mojemu biedakowi śniadanie do łóżka? Włączyłam płytę i wylałam na nią sześć jajek. Posoliłam, dałam trochę pieprzu i przyprawy do jajek. W tym czasie, co one się smażyły ukroiłam i posmarowałam masłem dwanaście kromek chleba. Po cztery dla każdego. Tyle samo ma być jajek, ale nie mieszczą się wszystkie na raz. Gdy pierwsze się usmażyły, nałożyłam je na chleb i wbiłam kolejne sześć. Wzięłam trzy talerze i na każdym położyłam odpowiednią ilość chleba. Znalazłam dużą tackę, bo nie chce mi się robić nie wiem ile kursów na górę. Pomyślałam, że Lili też by chciała coś do picia. Zagrałam jej mleko w podgrzewaczu, a do kubka wyspałam kakao. Zalała kubki nasze wodą, a Lili mlekiem i postawiłam na tacy. Gdy wszystkie jajka były na swoim miejscu, położyłam talerze na tacy. Do miski suczki dałam karmę z puszki, która od razu zaczęła się zajadać. Ja wzięłam jedzenie i poszłam na górę. Bielikow był jak nowo narodzony.
- A co to? Moja Roza robi śniadanie?- uśmiechnął się.
- E tam. Nie jest to coś wielkiego, w porównaniu z twoją kuchnią.- odłożyłam tacę ma szafkę nocną po mojej stronie, bo tam było więcej miejsca.
- Ważne, że się starałaś.- uśmiechnął się i pocałował mnie przelotne.
- Dzięki. A teraz ubierz majtki, więcej nie musisz,- zaśmiał się.- a ja pójdę obudzić Lili.
Gdy tylko uchyliłam drzwi, między nogami przebiegła mi suczka i zaczęła budzić panią.
- Bianka! Złaź!- wolała już rozbudzona dziewczynka.
Psina zeszła i usiadła koło mnie, wyraźnie z siebie dumna.
- Widzisz mała, wszyscy cię oddychają. I co ty masz biedna zrobić. Lili,- zwróciłam się do siostry.- chodź do nas na śniadanie.
Dampirzyca wyskoczyła z pod kołdry, chwyciła moją dłoń i razem poszliśmy do sypialni mojej i Dymitra. Na łóżku siedziały nasze dzieci, z zabawkami. Lili pobiegła i wskoczyła koło nich. Ja sama położyłam się na swojej stronie i podałam każdemu talerz z kanapkami.
- Przepyszne Roza.- zachwycał się mój mąż.
- Ty to robiłaś? -spytała Lili, patrząc na mnie z niedowierzaniem. Ludzi, co to jest zrobić kilka jajek?! Pokiwałam głową.- Bardzo dobre.
Muszę przyznać, że nawet mi wyszły. Widać moja rodzina też nie kłamała, bo wszystko bardzo szybko zniknęło. Odłożyłam puste naczynia na biurko, ustawiając tam aparat na wyzwalacz szkoda nie uchwycić takiej sceny. Szybko wróciłam na swoje miejsce. Ukochany przesunął się bliżej środka i gestem zachęcił mnie do tego samego. Objęliśmy się i stykaliśmy głowami. Pomiędzy nami była Lili, a pod nią nasze maluchy, zajęte klockami w ostatniej chwili do łóżka wskoczyła nam Bianka, że na zdjęciu wyszliśmy z zdziwionymi minami, patrząc na nią. Na następnym głaskaliśmy ją, leżącą między Lili, a maluchami.
- No dobra. Co wy na to, żeby wyjść trochę na świeże powietrze?- spytał strażnik.
- Tak.- zaczęła cieszyć się moja siostra, a z nią suczka.
Wszyscy zaczęliśmy się szykować. Ja z Dymitrem musieliśmy wziąć prysznic, bo wczoraj nie dał nam możliwości. Później zrobiliśmy sobie trening.
- Dawaj Rose. Już raz go pokonałaś.- kibicowała mi dampirzyca.
- Nawet więcej.- zaraz po tym jak to powiedziałam, leżałam na ziemi.
- Skup się Rose.- upominał mnie ukochany.
- Jasne mentorze.- szybko się podniosłam i kontynuowałam atak. Naprawdę poczułam się jak za dawnych czasów w Akademii.
Dymitr bez problemu odparowywał każdy mój cios, jakby czytał mi w myślach. Dzisiaj nie mogłam się jakoś ogarnąć.
- Dobra, koniec. To i tak nic nie da.- westchnął zrezygnowany i zaczął wracać do stolika z wodą.
- Nie.- zaprotestowałam.- Ja cię pokonam.
Zamknęła oczy i oddychałam głęboko, próbując oczyścić umysł. Gdy je otworzyłam zobaczyłam męża, gotowego do walki. Ruszyłam. Nie myślałam, co robię. Po prostu walczyłam. To było takie naturalne i automatyczne. Nagle siedziałam na zdziwionym strażniku. Zeszłam z niego i pomogłam mu wstać.
- Teraz już koniec.- uznał.
- Tyle?! Nic więcej nie powiesz?! Co muszę poprawić? Na pewno coś było źle. Nie umiem wszystkiego. Jestem pewna...
- Roza, to koniec. Niczego więcej cię nie nauczę.
Powinnam to traktować jako najlepsza pochwała. Ale jednak dziwnie się czułam z tym, że wszystko umiem. Teraz nie będę mogła błędów zrzucić na brak wiedzy.
- Jej, to ekstra!- cieszyła się Lili, przytulając mnie. - Gratulacje!
- Dzięki. Ale będziemy jeszcze walczyć.- popatrzyłam na Bielikowa
- Oczywiście, Roza. Nie możesz pozwolić mi wyjść z wprawy.
- Tak jest kapitanie.- zasalutowałam ze śmiechem.
- A! Moja głowa! Już nigdy więcej alkoholu.
- Przypomnę ci to skarbie.- mruknęłam, przyciągając się, po czym wtuliłam się mocniej w tors ukochanego.
Popatrzyłam na niego. Miał zamknięte oczy i trzymał się za głowę. Podsunęłam się wyżej i cmoknęłam go w czoło.
- Lepiej?- spytałam.
- O wiele Roza.- próbował się uśmiechnąć, ale nie wyszło mu.
- Poczekaj tu na mnie.- zaczęłam się podnosić.
- A gdzie idziesz?
- Przynieść ci ulgę.
Ubrałam na siebie koszulę i zeszłam na dół, po drodze zgarniając Biankę spod drzwi Lili. Mnie też bardzo lubi, bo przez to, że siedzę w domu, spędzam z nią najwięcej czasu. A ona wiecznie chce się bawić. Wstawiłam wodę w czajniku elektrycznym i nasypałam sobie do kubka to coś od Oleny, a mężowi kawę. Następnie zrobiłam mu tą miksturę na kaca. Po długich poszukiwaniach, znalazłam miód i dodałam do niej. Razem z suczką wróciłam do sypialni, a ona pierwsze co, wskoczyła na łóżko i zaczęła lizać strażnika.
- Bianka, przestań.- marudził, próbując ją powstrzymać.
Złapałam ją za obrożę i ściągnęłam z męża.
- Dziękuję Roza.
- Podziękujesz jak to wypijesz.- podałam mu kubek i poszłam zajrzeć do dzieci.
Nakarmiłam je i przebrała w ubranka(↓). Położyłam maluchy z powrotem do łóżeczek i zeszłam do kuchni. Może dzisiaj to ja zrobię mojemu biedakowi śniadanie do łóżka? Włączyłam płytę i wylałam na nią sześć jajek. Posoliłam, dałam trochę pieprzu i przyprawy do jajek. W tym czasie, co one się smażyły ukroiłam i posmarowałam masłem dwanaście kromek chleba. Po cztery dla każdego. Tyle samo ma być jajek, ale nie mieszczą się wszystkie na raz. Gdy pierwsze się usmażyły, nałożyłam je na chleb i wbiłam kolejne sześć. Wzięłam trzy talerze i na każdym położyłam odpowiednią ilość chleba. Znalazłam dużą tackę, bo nie chce mi się robić nie wiem ile kursów na górę. Pomyślałam, że Lili też by chciała coś do picia. Zagrałam jej mleko w podgrzewaczu, a do kubka wyspałam kakao. Zalała kubki nasze wodą, a Lili mlekiem i postawiłam na tacy. Gdy wszystkie jajka były na swoim miejscu, położyłam talerze na tacy. Do miski suczki dałam karmę z puszki, która od razu zaczęła się zajadać. Ja wzięłam jedzenie i poszłam na górę. Bielikow był jak nowo narodzony.
- A co to? Moja Roza robi śniadanie?- uśmiechnął się.
- E tam. Nie jest to coś wielkiego, w porównaniu z twoją kuchnią.- odłożyłam tacę ma szafkę nocną po mojej stronie, bo tam było więcej miejsca.
- Ważne, że się starałaś.- uśmiechnął się i pocałował mnie przelotne.
- Dzięki. A teraz ubierz majtki, więcej nie musisz,- zaśmiał się.- a ja pójdę obudzić Lili.
Gdy tylko uchyliłam drzwi, między nogami przebiegła mi suczka i zaczęła budzić panią.
- Bianka! Złaź!- wolała już rozbudzona dziewczynka.
Psina zeszła i usiadła koło mnie, wyraźnie z siebie dumna.
- Widzisz mała, wszyscy cię oddychają. I co ty masz biedna zrobić. Lili,- zwróciłam się do siostry.- chodź do nas na śniadanie.
Dampirzyca wyskoczyła z pod kołdry, chwyciła moją dłoń i razem poszliśmy do sypialni mojej i Dymitra. Na łóżku siedziały nasze dzieci, z zabawkami. Lili pobiegła i wskoczyła koło nich. Ja sama położyłam się na swojej stronie i podałam każdemu talerz z kanapkami.
- Przepyszne Roza.- zachwycał się mój mąż.
- Ty to robiłaś? -spytała Lili, patrząc na mnie z niedowierzaniem. Ludzi, co to jest zrobić kilka jajek?! Pokiwałam głową.- Bardzo dobre.
Muszę przyznać, że nawet mi wyszły. Widać moja rodzina też nie kłamała, bo wszystko bardzo szybko zniknęło. Odłożyłam puste naczynia na biurko, ustawiając tam aparat na wyzwalacz szkoda nie uchwycić takiej sceny. Szybko wróciłam na swoje miejsce. Ukochany przesunął się bliżej środka i gestem zachęcił mnie do tego samego. Objęliśmy się i stykaliśmy głowami. Pomiędzy nami była Lili, a pod nią nasze maluchy, zajęte klockami w ostatniej chwili do łóżka wskoczyła nam Bianka, że na zdjęciu wyszliśmy z zdziwionymi minami, patrząc na nią. Na następnym głaskaliśmy ją, leżącą między Lili, a maluchami.
- No dobra. Co wy na to, żeby wyjść trochę na świeże powietrze?- spytał strażnik.
- Tak.- zaczęła cieszyć się moja siostra, a z nią suczka.
Wszyscy zaczęliśmy się szykować. Ja z Dymitrem musieliśmy wziąć prysznic, bo wczoraj nie dał nam możliwości. Później zrobiliśmy sobie trening.
- Dawaj Rose. Już raz go pokonałaś.- kibicowała mi dampirzyca.
- Nawet więcej.- zaraz po tym jak to powiedziałam, leżałam na ziemi.
- Skup się Rose.- upominał mnie ukochany.
- Jasne mentorze.- szybko się podniosłam i kontynuowałam atak. Naprawdę poczułam się jak za dawnych czasów w Akademii.
Dymitr bez problemu odparowywał każdy mój cios, jakby czytał mi w myślach. Dzisiaj nie mogłam się jakoś ogarnąć.
- Dobra, koniec. To i tak nic nie da.- westchnął zrezygnowany i zaczął wracać do stolika z wodą.
- Nie.- zaprotestowałam.- Ja cię pokonam.
Zamknęła oczy i oddychałam głęboko, próbując oczyścić umysł. Gdy je otworzyłam zobaczyłam męża, gotowego do walki. Ruszyłam. Nie myślałam, co robię. Po prostu walczyłam. To było takie naturalne i automatyczne. Nagle siedziałam na zdziwionym strażniku. Zeszłam z niego i pomogłam mu wstać.
- Teraz już koniec.- uznał.
- Tyle?! Nic więcej nie powiesz?! Co muszę poprawić? Na pewno coś było źle. Nie umiem wszystkiego. Jestem pewna...
- Roza, to koniec. Niczego więcej cię nie nauczę.
Powinnam to traktować jako najlepsza pochwała. Ale jednak dziwnie się czułam z tym, że wszystko umiem. Teraz nie będę mogła błędów zrzucić na brak wiedzy.
- Jej, to ekstra!- cieszyła się Lili, przytulając mnie. - Gratulacje!
- Dzięki. Ale będziemy jeszcze walczyć.- popatrzyłam na Bielikowa
- Oczywiście, Roza. Nie możesz pozwolić mi wyjść z wprawy.
- Tak jest kapitanie.- zasalutowałam ze śmiechem.
Felixa
Anastazji
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

