sobota, 16 lipca 2016

ROZDZIAŁ 194

Weszłam do GKS zamyślona, wiec nie widziałam postaci idącej przede mną, dopóki nie zderzyłam się z umięśnionym torsem. Upadłabym, gdyby nie złapały mnie silne ramiona i nie przytulił do siebie. Na początku się przestraszyłam, no bo wpadacie na jakiegoś faceta, a on was przytula. Ale uspokoiłam się słysząc szept, wywołujący ciarki.
- Dokąd tak lecisz Roza.
- Wszystkie kobiety tak łapiesz, towarzyszu?- spytałam wtulając się w niego mocniej.
- Tylko te wyjątkowe. Ale jak na razie znalazłem zaledwie jedna.- udawał smutnego.
- I tyle ci wystarczy.- powiedziałam pewnie, odsuwając się od męża
- Roza zazdrosna?- zadrwił ze mnie.
- No jasne. Widziałeś te wszystkie kobiety, które się za tobą oglądają.
- Kiedy?- jego uśmiech zastąpiło zdziwienie.
- Zawsze. Gdziekolwiek się nie pojawimy. Widzę tylko te wygłodniałe spojrzenia kobiet, gotowych do rzucenia się na ciebie.
- Przesadzasz skarbie.
- Niech ci będzie.- wiedziałam, że wmawianie mu, jaki to on nie jest idealny i doskonały, nie ma sensu. Bo jednocześnie jest bardzo skromny.- A tak poza tym, gdzie twoja woda kolońska?
- Zapomniałem dzisiaj jej użyć. To gdzie ci tak śpieszno?
- Miałam iść do Hansa, ale skoro wyszedłeś to... w sumie nie wiem co to znaczy.- zaśmialiśmy się. 
- Akurat Hans coś załatwia i powiedział, że mam wracać do domu. I ty też. 
- No dobra. 
Poszliśmy do domu, jednak po drodze zaczęłam ciągnąć go w stronę pałacu.
- Choć towarzyszu musisz to zobaczyć.- mówiłam.
Pewnie to wyglądało jakby  prowadziła gdzieś wujka, a nie męża. Niekiedy przy Dymitrze zachowuję się jak pięciolatka. Nie wiem czemu. Może to przez hormony? Ciąża robi swoje.
Po chwili staliśmy przed dziełem dzieci.
- Ładne.- uznał strażnik.
- Ładne?!- nie dowierzałam.- Pokazuję ci szczegółową rzeźbę, zrobioną przez dzieciaki, a ty mówisz tylko "ładne"?! To jest wspaniałe, piękne, cudowne.
- Cieszę się, że ci się podoba. Ja po prostu nie widzę w tym...
- Nie wmawiaj mi czegoś, czego nie ma. Po prostu jeszcze nie umiesz zachwycać się takimi rzeczami.
- Jeszcze?!- mój ukochany uniósł jedną brew.
- Oczywiście. Jeśli myślisz, że pozwolę ci zostać zamkniętym na piękno świata, to się grubo mylisz.- oznajmiłam.
- Ależ Roza. Ja umiem cieszyć się z pięknych rzeczy.- powiedział obejmując mnie.
-Hej Rose, Dymitr.
Odwróciliśmy się w stronę głosu. W naszym kierunku szli Jill i Eddy. Dziewczyna niosła wielką pluszową zebrę.
- Hej,- odpowiedziałam, gdy podeszli bliżej.- Jak było w zoo?
Myślałam, że Bielikow mnie puści, ale on nadal trzymał mnie w objęciach. Brodę oparł na moim ramieniu.
- Fantastycznie. I patrz co mi Eddy kupił.- morojka wystawiła przed siebie wypchane zwierzę.
Widać, że jest bardzo szczęśliwa.
- Dla pięknej, delikatnej kobiety, powinno być na porządku dziennym dostawać prezenty.- mój przyjaciel pocałował ją w dłoń.
- Widzieliście co dzieciaki zrobiły?- wskazałam na smoka.
- Te dzieci ulepiły takie coś?- Dragomirówna otworzyła szeroko oczy.
- No, no.- dampir zagwizdał z zachwytu.- Mają talent.
- Widzisz?! Tak się reaguje na dzieło sztuki.- pouczyłam męża.
- Chcesz, żebym gwizdał?- spytał, po czym odsunął się ode mnie.
Nie ucieszyła mnie utrata źródła ciepła w ten chłodny dzień. Powietrze przeszył głośny gwizd. Po chwili zza zakrętu wyszła Gwiazdka.
- Bardzo śmieszne towarzyszu, przewróciłam oczami.-Hej mała.- pogłaskałam ją po chrapach.
- Czyj to koń?- spytał młodszy strażnik, rozglądając się dookoła.
- Mój.- oznajmił Rosjanin.
- Masz własnego konia?!- nie dowierzała Jill.
- Tak.- odpowiedział spokojnie. Klacz zaczęła go obwąchiwać i szturchać, rżąc z niezadowolenia.- Wybacz Gwiazdeczko. Nie mam marchewek.
- Ja mam.- księżniczka wyciągnęła z kieszeni woreczek pełen pomarańczowego warzywa.
Kary koń od podniósł głowę i pod kłusował do dziewczyny.
-Nosisz przy sobie marchew?- zdziwiłam się.
- Zdrowe odżywianie w szkole. Mogę?- spytała patrząc na Gwiazdkę.
- Jasne.- Bielilow pokiwał głową.
- Jeśli nie szkoda ci palców.- dopowiedziałam z uśmiechem.
Dragomirówna popatrzyła na mnie ze strachem, ale gdy zauważyła moją minę, zmienił się w radość. Podała klaczy dłoń z przysmakiem, głaszcząc ją po grzbiecie. Ta zjadła wszystko i lizała dalej księżniczkę. Jednak gdy zrozumiała, że nic nie dostanie, pokręciła nie zadowolona pyskiem i podeszła sprawdzić mojego przyjaciela. Na końcu podeszła do Dymitra.
- Dobra, my musimy już iść. Pa.- pomachałam przyjaciołom.- Hej, co robisz?- spytałam, gdy mój mąż wskoczył na grzbiet konia.
- Zabieram moją księżniczkę na przejażdżkę po dworze.- powiedział, podając mi dłoń.
- Ale wiesz, że...- zaczęłam.
- Będzie powoli. Nic wam się nie stanie, a Gwiazdce przyda nie trochę ruchu.
Z pomocą Dymitra wsiadłam na klacz. Po chwili jechaliśmy wolnym stepem przez Dwór. Jego mieszkańcy patrzyli na nas zdziwieni. Strażnik siedział za mną, dla bezpieczeństwa. Zaczęłam podziwiać wszystko dookoła. Dziwnie patrzy się na wszystko z góry.
- Może jak ona potrzebuje ruchu, to Lili będzie miała dwa treningi?- zaproponowałam.- Najpierw na Gwiazdce, a później walki.
- W sumie i tak nie mamy co robić, więc czemu nie.
Przez chwilę panowała przyjemna cisza, ale że nie lubię żadnej ciszy, musiałam ją przerwać. Właśnie wjeżdżaliśmy do parku.
- Porozmawiajmy o czymś.- poprosiłam, wtulając się w Bielikow
- O czym?- spytał.
- Nie wiem.- wzruszyłam ramionami.- O czymkolwiek.
- Twój plan zeswatania Jill i Eddiego udał się, jak zauważyłem.- zagadnął.
- Na to wygląda. Myślisz, że gdyby ktoś wymyślił taki plan dla nas, było nam łatwiej.
- Nam chyba nigdy nie byłoby łatwiej. Ty byś nie zrobiła nic, bo chciałaś zostać strażniczką Lissy, a ja dopiero przejrzałem na oczy podczas zajęć polowych.- w myślach przyznałam mu rację.- Po za tym można powiedzieć, że Daszkow uknuł taki plan.
- Raczej nie chodzi mi o plan zawładnięcia światem starożytnej rasy wampirów, w którym nasze, jeszcze nie do końca pewne uczucia, miały odciągnąć uwagę od głównego zamiaru.
- Ale bardzo cieszę się, że mogę codziennie czuć się jak podczas tego zaklęcia i nie muszę go przerywać.- przyznał. 
- Ciesz się, póki możesz. Bo po porodzie będziemy musieli zrobić sobie przerwę.- ostrzegłam.
- Wiem, ale to nic. Przecież nie tylko na tym polega to miłość.
- Wiem.- wtuliłam się mocniej w tors ukochanego, z błogim uśmiechem i zamknęłam oczy, rozkoszując się tą chwilą.
___________________________________________________________
Wiem, długo się nie odzywałam, ale wracam z następnym rozdziałem. Oczywiście wczorajszy też nadrobię. I takie pytanie. Kto domyśla się jakie jest rozwinięcie skrótu GKS? Odpowiedzi piszcie w komentarzach. 💖

czwartek, 14 lipca 2016

ROZDZIAŁ 193

Po chwili byłyśmy przed restauracją. Kilka met dalej stał Eddy. Zaczęłyśmy głośniej rozmawiać. W pewnym momencie ja i Lissa po prostu wybuchłyśmy śmiechem, a Jill uśmiechnęła się delikatnie. Wtedy strażnik zwrócił na nas uwagę. Uśmiechnął się do nas, a gdy spojrzał na księżniczkę, lekki, ciepły wiatr podwiał jej sukienkę i rozwiał włosy. Morojka podtrzymała sobie dół ubioru, uśmiechając się promiennie. Do tego kamienie księżycowe błyszczały w promieniach naturalnego satelity. Wydawałoby się, że nie zrobiło to na naszym przyjacielu żadnego wrażenia, gdyby nie zaświeciły mu się oczy. Nie był tak dobry w maskowaniu uczuć jak Bielikow. Nie myślcie, że miałyśmy szczęście z tym wiatrem. Jako, że Lissa specjalizuje się w duchu oznacza, że panuje nad wszystkimi żywiołami. Zbliżyłyśmy się do dampira.
- Hej.- przywitał nas. Uścisnął mnie i królową, a z Jill chyba nie do końca wiedział co robić, co tylko na nią patrzył. A raczej subtelnie rozbierał ją wzrokiem, jak każdy facet.
- Hej, a ty masz tu warte?- spytałam, żeby zachować pozory.
- Tak. To znaczy kończę za pięć minut.
- O! A my chciałyśmy iść do zoo, ale najpierw wstąpimy do kawiarni.- powiedziała Lissa.- Może po służbie dołączysz do nas?
- Jasne zawsze miło spędzić czas, w towarzystwie uroczych dam.- powiedział, puszczając oczko do Jill.
Dziewczyna pewnie się lekko zarumieniła, ale na szczęście makijaż wszystko zakrył.
- To my zaczęłam w środku.- powiedziałam.
Jednak wejście królowej zrobiło większą sensację, niz sądziłyśmy. Wszyscy zaczęli się kłaniać i zapraszać nas do swojego stolika. Gdy w końcu usiadłyśmy na wolnej kanapie, zbiegli się wszyscy kelnerzy i sam szef kuchni, prosząc o zamówienie. Gdy w końcu się zdecydowałyśmy na cztery kubki czekolady i kawałki szarlotki z lodami, miałyśmy względny spokój. Nie licząc wścibskich spojrzeń klientów i obsługi lokalu.
- Nie zazdroszczę Ci.- szepnęłam do przyjaciółki.
- Wiem.- westchnęła cicho.- Ale nie jest tak źle. Wystarczy zamknąć się w pokoju i powiedzieć kogo chce się widzieć, a kogo nie.- zachichotała.
- Myślę, że już jutro będą rozprowadzać i promować kawiarnię, w której gościła sama królowa, księżniczka i najlepsza strażniczka będąca w ciąży i związku z najlepszym strażnikiem świata.- zaśmiała się Jill, a my jej zawtórowałyśmy.
- A zauważyłyście ten błysk w oczach Eddiego, gdy Cię zobaczył?- spytałam.
- Nie.- morojka wydawała się być zdezorientowana.
- No jasne. Oj jest w tobie zakochany na zabój.- uśmiechnęła się moja przyjaciółka.
- On będzie twój, ale musisz być odważniejsza. Pokaż, że jesteś pewna siebie, nawet jeśli tak nie jest.
Po chwili dostałyśmy zamówienia i w tym momencie wszedł nasz przyjaciel. Pomachałam, żeby nas zauważył. Usiadł koło młodszej Dragomirówny, naprzeciwko nas. Specjalnie tylko tam zostawiłyśmy wolne miejsce. Zaczęliśmy jeść ciasto i popijać czekoladą.
- A słyszałyście, że Mason również przyjechał na Dwór?- ciszę przerwał dampir.
- Naprawdę?! To zaraz musimy ich przywitać.- postanowiłam.
- Ale on przyjechał sam.- przerwał mi przyjaciel.
- Że co?! I zostawił Mię bez ochrony?- nie dowierzała królowa.
- Mówili, że to dla bezpieczeństwa innych. Ona dostała innego strażnika, a on jako lepszy pojawił się u nas.- kontynuował.
- Rozdzielenie ich jest niesprawiedliwe. Nie rozumiem jak mogli zmniejszyć ich ochronę.- Lissa zaczęła się wkurzać.
- Hej, jako królowa możesz zaprosić ich na Dwór.- podsunęłam.
- Jest jeszcze kilka wiadomości. I tym razem lepsze. Martin ma dziewczynę.
- No co ty?!- patrzyłam na każdego po kolei. Dziewczyny przytaknęły. 
- To prawda.- Jill odłożyła filiżankę.- moi strażnicy, też planują założyć rodzinę.
- A ty Eddy?- spytałam.
Chłopak lekko się zmieszał. Pewnie to se względu na księżniczkę.
- No wiesz, jestem młody. Nie wiem.
- Ale nikt nie każe ci się od razu żenić.- dążyłam.- Nie ma żadnej dziewczyny, która ci się podoba?
- No jedna jest. Ale to nie ważne. To tylko marzenia.
- Opisz ją. Jaka jest?- pochwyciła młodsza Dragomirówna.
Nagle chłopakowi wydała się bardzo ciekawa filiżanka, już prawie pusta. Kręcił nią w dłoniach.
- Ma ciemne włosy, bardzo rzadkie piękne oczy, zgrabny nosek i słodki pieprzyk nad ustami. Jest miła, zawsze radosna, uśmiechnięta, uprzejma. A dzisiaj dowiedziałem się, że ładnie jej w niebieskim. Tylko szkoda, że mnie nie zauważa.-westchnął smutno. 
- To może zwróć na siebie jej uwagę?- siostra królowej się rozkręciła.- Może to ona czeka na twój znak?
Eddy podniósł na nią wzrok. Jednak zaraz go spuścił.
- Nie to nie dla mnie. Ona jest morojką, a ja zwykłym strażnikiem.- westchnął ciężko.
- Ej, nie po to staram się o równouprawnienia, żebyś mi tak mówił.- na skoczyła na niego Lissa.
- Po za tym nie mierzy wszystkich tą samą miarą. Ja na przykład bardzo Cię Lubię.- księżniczka wzruszyła ramionami i upiła łyk słodkiego napoju.
-Naprawdę.- patrzył na nią.
- No pewnie. Jesteś zabawny, radosny, dobrze wykonujesz swoje obowiązki, przystojny.- przy tym na pewno się zarumieniła, ale nie spuściła z niego wzroku.- Zazdroszczę tej szczęściarze, która podbiła twoje serce.
- Nie musisz.- uśmiechnął się do niej i złapał ją za rękę.
- Szlag!- udałam zdenerwowanie. Wszyscy popatrzyli na mnie zdziwieni.- Za chwilę mam być w GKS.
- Odprowadzić cię?- spytała Jill.
- Nie trzeba. Mieliśmy iść do ZOO, ale pójdzie sami.
- Ja też niestety muszę wracać.- odezwała się Lissa, gdy zrozumiała, o co mi chodzi.- Moja przerwa się skończyła i dalej jestem królową.
- To co mam sama iść?- oburzyła się młoda.
- Ja mogę z tobą iść.- zaoferował strażnik.
Jill spojrzała na niego słodko.
- To odprowadzimy was do bramy.- moja przyjaciółka wstała prosząc o rachunek.
Po chwili przyszedł ktoś z obsługi.
- Wasza wysokość.- ukłonił się.- Dla waszej wysokości i jej przyjaciół na koszt firmy.
- Bardzo dziękuję. Wspaniała kawiarenka. Może będziemy tu wpadać częściej.- powiedziała z uniesioną dumnie głową.
- Zapraszamy królowo.- ukłonił się po raz kolejny, a my wyszliśmy.
Przy bramie się rozstaliśmy. Dalej poszłam z Lissą, odprowadzić ja do pałacu.
- JEST! Udało się.- cieszyłyśmy się.
- To było genialne. A tak na serio musisz iść do tej GSP?- spytała królowa.
- GKS.- poprawiłam ją.- Tak, ale kiedy chcę. Pójdę teraz i będę miała spokój.
- Niepokoi mnie, że ściąganie wszystkich strażników.
- Po prostu nam zaufaj. Nie pozwolimy, żeby coś wam się stało.
- No dobra.- westchnęła.
- Uwaga idą!- ktoś krzyknął.
Rozglądałam się czujnie. Mój wzrok zatrzymał się na tej samej grupie dzieci, co spotkaliśmy w drodze do sektora B14.
- Witam wasza wysokość.- zawołały chórem. 
- Witajcie dzieci.
- Mamy dla ciebie królowo niespodziankę.- powiedziała jedna z dziewczynka.
Nagle maluchy rozsunęły się.
- O rany!- zabrakło nam słów. 
Pod ścianą pałacu leżał smok ze śniegu. Piękny lodowy potwór. To to ukrywał pół godziny temu. Ale się napracowały. Potężne łapy i pysk ukazujące najmniejszą  łuskę i mięsień. Ogon najeżony tysiącami szpikulców, zakończony strzałką. Paszcza z ostrymi zębami i oczy z podłużny źrenicami.
- No Lissa masz nowego strażnika. Kurcze bele. Teraz nikt z rady ci nie podskoczy.- zaczęłyśmy się śmiać. 
-Kochane dzieciaki. To jest piękne, dziękuję wam.- królowa uścisnęła każdego z budowniczych.
po chwili koło mnie pojawiła się Lili.
- Rose. Czy Jessica mogłaby zostać u mnie na noc?- spytała,
- Jasne. Jestem z ciebie dumna.- powiedziałam, przytulając siostrę.
Cały czas wpatrzona byłam w śnieżną figurę, która będzie cieszyć oczy wielu osób, przez resztę chłodnych dni.

środa, 13 lipca 2016

W SZPONACH MROZU

Oglądałeś film "Akademia Wampirów"? Podobało ci się? Chcesz oglądnąć inne części? Nie jesteś sam. Ale żeby to osiągnąć musimy to pokazać. Jak? Podpisanie petycji.
Wejdź tutaj i wypełnij. 
↓
Razem możemy więcej. Liczę na was.💖💖💖💖

ROZDZIAŁ 192

- Hej Hans.- wpadłam do biura strażników bez pukania.- Witaj skarbie.- cmoknęłam Dymitra w policzek, na co się spiął, ale po chwili objął mnie ramieniem.
- Cholera! Rose pukać nie umiesz?!- wściekł się strażnik.
- Umiem, ale jestem zajęta. Ale Fina wydaje się być bardzo samotna.- odgryzłam się.
Patrzyli na mnie zszokowany, że mogłam coś takiego wymyślić.
- Hathaway. Nie zapominaj, że jestem twoim przełożonym.- pogroził mi wściekły Croft.
- Hathaway-Bielikow.- poprawiłam strażnika.
- Jednak ty Hans nie zapominaj, że Rose nie ma żadnych autorytetów i ją to nie obchodzi.- mój mąż zaśmiał się, przytulając mnie jeszcze bardziej.
Widać, że traktuje Hansa jak kogoś więcej niż kolegę z pracy.
- Eh... wytrzymuję z tą kobietą, tylko ze względu na ciebie Bielikow. Pamiętam co na wywijała od razu po skończeniu szkoły.
- Też pracy w archiwum nie wspominam najlepiej.- wzdrygnęłam się.
- Co nie zmienia faktu, że więcej zrobiłaś dobra niż zła.- mimo wszystko pochwalił mnie.
- Cała przyjemność po mojej stronie. Ale nie na pogaduszki tu przyszłam...
- Domyślam się.- przerwał mi starszy Dampir, a ja posłałam mu lodowate spojrzenie.
Rose Hathaway-Bielikow się nie przerywa. Chyba, że to Dymitr, Lissa lub Mason. Oni mają swego rodzaju przywileje wobec mojej osoby. Tak samo im jedynie pozwalam robić niespodzianki. No i mój ojciec, ale z nim nic się nie da zrobić.
- Wiesz, gdzie mogę znaleźć Eddiego?- spytałam.
Hans zaczął przewracać kartki w jakiejś teczce.
- Castile... Castile... Castile...- mruczał co chwilę.- O jest. Za trzydzieści osiem minut kończy obchód na sektorze B14.
- Doskonale.- uśmiechnęłam się przebiegle.
- A po co ci to?- spytał ciekawy.
- A takie babskie sprawy.- zrobiłam niewinną minę.
Chciałam już wychodzić, kiedy poczułam silne dłonie na biodrach. Dymitr przytulił mnie od tyłu.
- Co wy kombinujecie, Roza?- zadrżałam na jego aksamitny głos. I powiedział to tak seksownie.
- My?!- zdziwiłam się. Czyżby wiedział, że nie jestem sama?
- Okna stąd wychodzą na wejście. Widzę Dragomirówny.- oświadczył.
- No tak. Skoro już je zauważyłeś, to powinnam iść. Pewnie denerwują się, że jeszcze nie wróciłam. Bo ile można załatwiać jedną sprawę.- popatrzyłam na niego słodko, maślanymi oczkami. Jednak strażnik był nieugięty.
- Skoro pytasz o Castile, a Jill jest tak ładnie ubrana, zgaduję, że za waszą sprawą, to coś zaczyna mi świtać.- Bielikow zaczął się śmiać.
 Szlag z tą jego dedykacją.
- Eddy to dobry chłopak, do tego odpowiedzialny strażnik.- zauważyłam.
- Zaraz, zaraz. Rose czy ty... Hathaway, przestań swatać mi strażników.- wtrącił się Hans.
- To nie narzekajcie na niedobór strażników.- wyszłam trzaskając drzwiami.
Pożegnałam się z sekretarką i wróciłam do dziewczyn.
- Co tak długo?- spytała zniecierpliwiona Lissa.
- Faceci.- powiedziałam i wszystkie się zaśmiałyśmy.- Dobra, idziemy do kawiarni przy mini ZOO. Tam za chwilę nasz cel kończy wartę.
- Dalej nie jestem przekonana.- powiedziała nie pewnie Jill.
- Posłuchaj mnie.- złapałam ją za ramiona.- Jesteś silną, piękną kobietą pochodząca z najlepszego i najdzielniejszego rodu. W twoich żyłach płynie krew Dragomirów. Najbardziej szanownej rodziny królewskiej. Twoja siostra, mimo że straciła rodzinę i miała tylko mnie, jest teraz królową. Wasi przodkowie, którzy zasiadali na tronie, są najlepiej wspominani. Dokonywali wielkich czynów, a ty nie chcesz do faceta zagadać.- pokręciłam głową, udając rozczarowanie.- Nie ładnie. Nie bałaś się stanąć przed całą salą morojów i wstawić za Lissę, jako jej siostra, a nie chcesz przyznać się do uczuć? Z własnego doświadczenia wiem, że to do niego dobrego nie prowadzi. Więc wyprostuj się, wypnij pierś i pokaż wszystkim, że jesteś godna nazwiska swego ojca.
Dziewczyna pokiwała głową, choć nie wydała się być przekonana.
- Już nie jesteś dziewczynką z podstawówki, zachwycająca się legendami. Teraz spraw, abyś sama się nie nią stała. Więc głową do góry i idziemy na podbój Dworu.
I poszłyśmy razem. Królowa po środku, a my tuż obok. Oczywiście ja i Lissa też jakoś lepiej się ubrałyśmy. Ja w czarne lśniące leginsy i czarną sukienkę ciążowa, a moja przyjaciółka została w swoim kolorze. Zielona sukienka. Wszystkie trzy miałyśmy na sobie identyczne czarne kozaczki i kurtki ze sztucznej skóry w odpowiednich kolorach. Buty księżniczki były na wyższym obcasie, jako że mogła sobie na to pozwolić. Jednak kurtki miałyśmy rozpięte. Nie było tak zimno. Mimo tego, że to połowa lutego, śnieg powoli topniał. Ale dzieci się tym nie przejmował i lepiły bałwany tam, gdzie ten biały puch jeszcze był. Najwięcej maluchów było przed pałacem. Teraz gdy go mijałyśmy, ich liczba powiększyła się o drugie tyle. Gdy nas zauważyły, ustawiły się, szczelnie zakrywając coś za nimi.
- Witaj wasza wysokość, witaj księżniczki. Dzień dobry strażniczko Hathaway-Bielikow.- powiedziały chórem, jak jakąś regułkę.
- Dzień dobry dzieci.- Lissa uśmiechnęła się do nich serdecznie. Zawsze lubiła dzieci.- A co wy tam chowacie za plecami?
- Nic Królowo.- odezwał się jeden z chłopców.
Chyba był najstarszy, bo nikt nie dorównywał mu wzrostem. Z pod czapki wystarała mu blond czupryna. Od razu widać, że jest morojem.
Nagle z tłumu wybiegła dziewczynka i przytuliła się do mnie. Po różowej kurtce i niebieskim szaliku poznałam w niej moją siostrę
- No dobrze, tylko bawcie się ostrożnie.- upomniała ich władczyni.
- Rose, nawet nie wiesz jaką będziecie mieli niespodziankę. A Wiktoria, ta dziewczyna z którą była dzisiaj jest bardzo miła. Ma wielu znajomych i chyba zostałam włączona do ich grona. A są tacy co im strasznie dokuczali, a ja ich pognałam gdzie pieprz rośnie. Wiesz, że jej rodzice ją zostawili na Dworze u dziadków, bo są zajęci pracą. Myślisz, że mogłybyśmy kiedyś być takimi przyjaciółkami jak wy? Chciałabym być jej strażniczką.- gadała jak nakręcona.
- Myślę, że jeśli będziecie dbać o tą przyjaźń i siebie nawzajem, kiedyś zrozumiecie, że możecie na sobie polegać w każdej sytuacji. A teraz leć do reszty, bo cię zabawa ominie.
I już jej nie było. A my ruszyłyśmy w dalszą drogę. Dzień była piękny. Księżyc w pełni rzucał na wszystko blade światło, sprawiając, że śnieg błyszczał magicznie. Panowała względna cisza, przerywana odgłosami nocnych zwierząt z lasu. Niebo było bezchmurne, więc nie trudno było zobaczyć gwiazdy. Pamiętam radość Bielikowa, gdy podczas urodzin rozsunął się dach i pokazał gwiazdy. Po chwili puszczono fajerwerki, które ułożył się w napis "Wszystkiego najlepszego Dimka." Ludzie zaczęli bić brawo i krzyczeć "gorzko!", więc solenizant nie miał wyboru i mnie pocałował. Ale zrobił to tak, że następne fajerwerki wybuchły we mnie, gdzieś głęboko w klatce piersiowej.
Nie wiem, czemu teraz o tym pomyślałam. Choć i tak wolę o tym, niż o oglądaniu gwiazd z Dymitrem-strzygą. Muszę to kiedyś powtórzyć, ale z moim mężem. Dampirem.

wtorek, 12 lipca 2016

ROZDZIAŁ 191

Właśnie byliśmy w trakcie rozpakowywania w naszym starym mieszkaniu na dworze, gdy do pokoju wpadła Lissa.
- Rose!- rzuciła mi się na szyję.- Tak tęskniłam. Jak tylko dowiedziałam się, że przyjeżdżacie, musiałam się z tobą zobaczyć.
- To ja może zajrzę do Hansa.- mój ukochany kierował się do wyjścia.
- Ależ Dymitr, przecież masz urlop.- oburzyła się królowa.
Popatrzyliśmy na siebie niepewnie. Pokiwałam głową, na znak, że może iść, a ja porozmawiam z przyjaciółką. Pokłonił się i wyszedł.
- Nigdy nie zrozumiem twojego męża.- przyznała morojka.
- A ja nie zrozumiem czemu chcesz wyjść za Ozerę.- westchnęłam z rękoma wyciągniętymi w kierunku nieba, za co dostałam kuksańca w bok. Po chwili wybuchłyśmy śmiechem.
-Nasi chłopcy mają przerąbane z naszymi humorami.- próbowałam się uspokoić.
- Mów za siebie. Ja z Christianem nie kłóciliśmy się od dwóch tygodni. Tylko raz. Wyobraź sobie, że ten idiota chce nazwać naszą córkę Kleosin.
- Przynajmniej oryginalne- zaśmiałam się.
- Ta oryginalne.- Lissa się nastroszyła.- Gdy zapytałam o normalne to co usłyszałam? Tasza! Na pamięć wspaniałej cioci!
- Nienormalny?!- żachnęłam się.- Chociaż ciesz się, bo jakbyś spodziewała się chłopca, mógłby wymyślić Wiktor.
- Nawet tak nie mów. Nasza córeczka będzie miała na imię Rosalie.
- Pięknie.- przyznałam.
- A wasze?
- Uznaliśmy, że nazwiemy je po narodzinach.
- Dobra, a teraz do rzeczy. Co robicie na Dworze? Bo wątpię, że przyprowadziliście się tutaj tak o.
- No tak. Wiesz, nie chcę Cię okłamywać, ale skoro strażnicy ci nie powiedzieli, znaczy że nie musisz o tym wiedzieć, a nawet nie powinnaś ze względu na swój stan.
- Ale...
- Proszę Liss, zaufaj nam.- przerwałam jej.- Masz najlepszych strażników na świecie. Nic ci nie grozi.
- No dobrze.- przyjaciółka odpuściła i zmieniła temat.- A co tam u was? Dymitr znosi twoje humorki?
- Tak. Jest bardzo ugody i dba o mnie. Wczoraj tylko mieliśmy kłótnie, ale już się pogodziliśmy.
I to jak się godziliśmy. Ale tego nie powiedziałam, jednak musiałam się lekko zarumienić na wspomnienie nocy, bo przyjaciółka patrzyła na mnie z uśmiechem. Jeszcze bardziej się zawstydziłam. Królowa zaczęła się śmiać.
- Tak rzadko można zobaczyć cię czerwoną. Widzę, że strażnik Bielikow umie przeprosić.- śmiała się jeszcze głośniej.- Ale żeby najlepsze małżeństwo świata się kłóciło?!
- Każdy ma takie sprzeczki.
- Czekaj. Skoro wy tu jesteście to z wami jest też twoja siostra. Gdzie jest ta słodka brunetka?
- Dostała pokój obok.- uśmiechnęłam się.
Gdy skończyłam rozpakowywanie zaparzyłam nam herbaty. Gadałyśmy przez następne kilka godzin. W między czasie dołączyła do nas Jill. Różne plotki i pogłoski o mnie i mojej ciąży chodziły po Dworze. Na każdą wybuchałam śmiechem.
- A co jak dzieci w końcu się urodzą?- spytała młodsza morojka.
- Będziemy je wychowywać.- powiedziałam obojętnie.
- Będę mogła zostać chrzestną?- spytała podekscytowana Lissa.
- Przecież to oczywiste. Ty Jill też.
- Ale jak?- nie zrozumiała  nastolatka.
- No jak będą bliźniaki, to potrzeba do każdego dwoje chrzestnych. Myślałam też o Masonie i Eddym.
- To ja mogę z Eddym.- zgłosiła się księżniczka, po czym się zarumieniła.
Obie z królową popatrzyłyśmy na nią. Dziewczyna spuściła głowę.
- No bo... my... ja...- dukała.
- Podoba ci się nas przyjaciel?- spytałam w prost.
Jill spuściła głowę cała czerwona i nerwowo bawiła się palcami. Na to zaczęłam się śmiać. Dragomirówna patrzyła zszokowana to na mnie, to na młodszą siostrę. Otwierała co chwilę buzię, ale zaraz po tym zamykała ją. Jednak w końcu odzyskała głos.
- Jill nie masz się czego wstydzić. Eddy to nasz dobry przyjaciel.
Morojka popatrzyła na nas smutno.
- Ale nie wiem czy ja mu się podobam.
- To zrobimy tak, żebyś się spodobała.
- Naprawdę?!- w jej oczach zabłysła nadzieja.
- Oczywiście. A zaczniemy od zaraz. Do garderoby.- zażądała królowa.
Zostawiłam Dymitrowi kartkę, gdzie poszłam i zakluczyłam mieszkanie. Po drodze wystąpiłyśmy do Lili. Okazało się, że po rozpakowaniu zaprosiła koleżankę.
Gdy weszłyśmy do garderoby omiemiałam. Było to pomieszczenie wielkości korytarzu w naszym domu. A wszędzie na wieszakach były suknie, sukienki, bluzki, bluzeczki, koszule, długi rękaw, krótki, trzy czwarte, spodnie, rybaczki, ogrodniczki, spódnice krótkie, długie, kurtki, katany, leginsy, rajstopy, kapelusze, peruki, stroje karnawałowe i maski, we wszystkich kolorach, wzorach i rozmiarach. Na podłodze, równo poustawiane leżały buty. Chyba nie ma na świecie części ubiory, której nie dałoby się znaleźć tutaj. Zaczęłyśmy szukać stroju panującego do dziewczyny.
- Może ta?- Lissa pokazała niebieską, zwiewną sukieneczkę.
- Nie!- zaprotestowałam.- A tej to mi nawet nie dotykaj.- powiedziałam gdy morojka sięgała po długą, różową suknię.- Ona nie idzie na bal, tylko poderwać chłopaka. Musi być obcisła i odważna, ale nie robiąc z niej dziwki. Ape zostańmy przy niebieskim. Ładnie ci w tym kolorze.
Po godzinie nadal nie znalazłyśmy odpowiedniej sukienki.
- A może to jest bezsensu? Na pewno mu się nie spodobam.- zaczęła marudzić Jill.
- Głową do góry. Jak nie spróbujesz, to się nie dowiesz.- powiedziałam, odwracając się w jej stronę.
Po drugiej stronie sukienki przerzucała królowa. Nagle ją zobaczyłam. Stanęłam koło Lissy i wyciągnęłam niebiesko-czarną sukienkę.
Moja przyjaciółka zaniemówiła, gdy spojrzała na moją zdobycz. Przyłożyłam ją do Dragomirówny.
- To jest to!- krzyknęła patrząc na kreacje.- Szybko, zakładaj ją.
Dziewczyna wykonała moje polecenie.
- WOW!- tylko tyle mogłam powiedzieć.
Sukienka do pasa w górę była czarna, a w dół rozkloszała się niebieska halka.(↓)
- To jest wspaniałe.- zachwycała się nasza modelka.
- Lissa wołaj makijażystki, a później poszukamy biżuterii.
Po chwili Jill siedziała na fotelu przed wielkim lustrem, a wokół niej kręciły się trzy panie: dwie kosmetyczki i fryzjerka.
W tym czasie ja i jej starsza siostra grzebałyśmy w szafce z naszyjnikami, bransoletkami i kolczykami.
W końcu zdecydowałyśmy się na naszyjnik i pierścionek z kamieniem księżycowy oraz szafirowe kolczyki i bransoletkę.(↓)
- Gotowe!- usłyszałyśmy za sobą. Odwróciłyśmy się i zamarłyśmy. Przed nami stała całkiem inna dziewczyna. Cienie i kreska powiększały jej oczy, szminka nadawała objętości jej krwistoczerwonych ust. Tusz wydłużył jej i tak już grube rzęsy. Róż na policzkach trochę łagodził bladość jej skóry. Jednocześnie wyglądała kusząco i subtelnie. Paznokcie miała granatowe, a na serdecznych palcach namalowaną miała srebrną lilię. Z boku, po ramieniu. spływały lekko pokręcone włosy, a między nimi zaplątał się samotny warkoczyki, spięty na górze mała gwiazdką.(↓)
- Wasza wysokość.- obie spojrzałyśmy na fryzjerkę.- Pozwoliłam sobie na ten dodatek, ale jeśli...
- Nie.- przerwała jej królowa.- Tak jest idealnie. Dziękuję panią.
Morojki ukłoniły się i wyszły.
- To teraz wytłumaczę wam plan.- uśmiechnęłam się chytrze.



 

poniedziałek, 11 lipca 2016

ROZDZIAŁ 190

Nagle zadzwonił telefon, przerywając moje rozmyślania. Sięgnęłam po niego i odebrałam, nie patrząc na wyświetlacz.
- Słucham.- odezwałam się.
Jednak zdziwiło mnie, że dalej dzwoni. Popatrzyłam na ekran i uderzyłam się w głowę. Przecież to nie mój dzwoni.
- Towarzyszu!-krzyknęła. Od razu uwaga ćwiczących zwróciła się na mnie.- Telefon! Hans!
Wystawiłam w jego kierunku wibrujący sprzęt. Mój mąż od razu podbiegł i odebrał. Z zaciekawieniem przysłuchiwałam się rozmowie. Jednak nie mogłam usłyszeć co mówi Croft.
- Bielikow, słucham... tak... tak... oczywiście... ale teraz? Nie no. Problemu nie ma. Czym szybciej to załatwimy, tym lepiej... tak... nie... okey... jasne... nie ma takiej opcji!... nie... nie... jasne... tak... nic nie szkodzi... to zadzwoń do pana Mazura... nie, jeśli mam być za pół godziny... nie wiem, to twój problem... nie... obiecuję... tak... to ich ściągnij... nie wiem... a co ja wróżka?... tak i może magicznym proszkiem sypię... spytaj królowej... a co do jej strażników, zwiększ ochronę... tak... też... to zwłaszcza... księżniczka i Lord Ozera niech będą z nią w jednym pomieszczeniu... nie... to chyba oczywiste... a to się okaże... masz lepszy pomysł?... co z tego?... tak jestem pewny... nie, przecież nie jestem głupi... taki jest układ... nie mamy wyjścia... zobaczymy... bo ciągle z tobą gadam... nie... Hans weź się zdecyduj... coś jeszcze?
- Bielikow, to najbardziej szalony plan w jakim brałem udział!!- to usłyszałam dokładnie. Dymitr aż odsunął telefon od ucha i się skrzywił.
- Wiem... tak...- uśmiechnął się do mnie.- tak... proszę.- podał mi telefon.
- Słucham.- powiedziałam do słuchawki.
- Hathaway masz zły wpływ na mojego najlepszego strażnika.
- Ależ Hans, nikt nie mówił ci, że plany z ryzykowną możliwością wypalenia, są najlepsze?
- Tylko ty mogłabyś powiedzieć coś takiego.
- Do usług.- kątem oka zauważyłam jak mój mąż rozmawia z Lili. Po chwili gestem pokazał mi, że wracamy.
- Dobra, teraz się skup. Mamy podejrzenia, że ktoś obserwuje Dwór. Więc musimy jak najszybciej doprowadzić sprawę Roberta do końca. Dzisiaj przeprowadzicie się tutaj, do swojego starego mieszkania. Później nie wpuścimy nikogo, kto nie mieszka tutaj, nawet jeśli to sam prezydent. Dymitr zostaje zwolniony z urlopu, po zabiciu Doru. Jak przyjedziecie i odniesienie walizki ma czym prędzej zgłosić się do mnie. Ty przyjdziesz po rozpakowaniu, typu żona tęskni za mężem, który za długo nie wraca. Musimy zachować wszelkie pozory normalności.
- Okey.
- Okey?! Po tobie spodziewałem się bardziej czegoś w stylu: "Czemu nie dacie nacieszyć mi się mężem." "Daliście mu urlop, a więc radzie sobie sami."- przedrzeźniał mój głos.
- Tu chodzi o bezpieczeństwo Lissy. Po za tym, wole wiedzieć co się dzieje na Dworze.
- No dobra. To tyle oddaj mi jeszcze tego uparciucha.
- Uparciuchu do ciebie.- oddałam komórkę Rosjaninowi.
- Co jest?... tak jestem pewny... tak... tak... ta...nie!... chyba na głowę upadłeś... no ale... posłuchaj... hej! Hans, przymknij się na chwilę i słuchaj... nie... Będą z nami najlepsi strażnicy. Nic mu nie grozi...- otworzyłam drzwi od domu. Wszyscy udaliśmy się na górę. Lili do siebie, a my do siebie.- oni nie muszą o niczym wiedzieć... da sobie radę... nie... nie... nie wiem... przecież on ciągle gdzieś wyjeżdża... no ja wiem, ale...A Jill? Łączy ich pocałunek cienia... nie...nie... Rose dała rade z Avery... ja wiem, że to co innego...będzie bezpieczna z królową... nie... tak... tak... a załatwiliście w Tarasow?... tak... nie... użytkownicy ducha... tak... tak... NIE!... pod żadnym pozorem.... nie ma mowy... ponieważ jest w ciąży, a jakby Rose dowiedziała się o twoim pomyśle nie miał byś pracy... tak... tak... no dobra, to ja kończę... nie... muszę się pakować... nie... po co?... nie...zajmij się swoimi obowiązkami pa.- zaśmiał się i końcu rozłączył.
Westchnął ciężko, dłońmi pocierając twarz. Ja w tym czasie kontynuowałam pakowania.
- A co jeśli ten plan naprawdę nie wyjdzie?- spytałam lekko wystraszona.
- Nie martw się. Na pewno wszystko będzie dobrze.- ukochany ukląkł obok i objął mnie ciasno ramionami. Oddałam uścisk, wdychając jego zapach.
- Boję się o ciebie.- wyznałam wciąż wtulona w jego tors.
- Nie masz o co.- mąż oparł o moją głowę podbródek.- wszystko gładko pójdzie i będziemy mieli spokój z Robertem.
- Znając nasze szczęście, znajdzie się ktoś inny, chcący zaszkodzić naszej miłości.- poczułam pieczenie pod powiekami, na myśl, że mogę go stracić.
- Nawet jeśli, to przejdziemy przez to razem. Tego uczucia nic nie zniszczy. Tylko musisz w to uwierzyć.
- Wierzę, ale i tak się boję. Nie jesteś niepokonany, jak kiedyś myślałam, ale to nie zmienia faktu, że dla mnie jesteś bogiem i wzorem. Więc tym bardziej uważaj.
- Zwłaszcza na strzygi skaczące od tyłu.- odsunął mnie od siebie i popatrzył z uśmiechem.
Sama nie mogłam powstrzymać uśmiechu cisnącego mi się na usta. Po chwili Rosjanin nachylił się nade mną i musnął moje usta. Nie wytrzymałam i rzuciłam się na niego tak, że oboje leżeliśmy na miękkim dywanie. Gdy wzięliśmy oddech po pocałunku, zaczęliśmy się śmiać. Przytuliłam go, a on się podniósł do siadu. Tulił mnie w ramionach jak dziecko. Czułam się bezpiecznie.
- Dziękuję, że to ze mną jesteś.- szepnęłam mu do ucha.
- Roza. Nie mógłbym wyobrazić sobie siebie w innych ramionach, niż twoje.
- Zazwyczaj to ja jestem w twoich.- zauważyłam.
- I tak powinno być. Wyglądasz w nich bardzo słodko.
Popatrzyłam na niego, jak na wariata.
- A ty się z choinki urwałeś?- popatrzył na mnie zdziwiony.- Ja mam zabijać, a nie wyglądać "słodko".- zrobiłam cudzysłów.- Poza tym tak jak ty chcę mieć pewność, że jesteś bezpieczny.
Wstałam z niego i weszłam do łazienki po kosmetyki. Wiedziałam, że poszedł za mną i pakował inne rzeczy.
- Ale to ja jestem mężczyzną.- zaprotestował. Nie wiem czemu, jednak wydało mi się to słodkie.
-Nie po to uczyłeś mnie walki, żebym chwała się za tobą. Nie oczekuję, że będziesz liczył tylko na mnie, ale chcę żebyś pamiętał, że jestem. Możesz powiedzieć mi wszystko. Pragnę, abyś czuł się ze mną bezpieczny.
Wróciliśmy do sypialni i wsadziliśmy wszystko do walizek.
- Wiesz Roza, ta rozmowa przypomniała mi sytuację w namiocie, podczas naszej ucieczki. Miałem wtedy, może nie zły sen, ale do najpiękniejszych nie należał. Jednak uspokoiłem się, gdy mnie przytuliłaś. Czułem się taki bezbronny, a jednocześnie bezpieczny. Myślałem, że nie mogę. To ja mam dbać o bezpieczeństwo. Ale też zrozumiałem, jakie to uczucie. Przez tą chwilę czułem jakby ktoś zdjął z moich barek ogromny ciężar. Tym kimś byłaś ty. Nie wiedziałem, co ty o tym sądziłaś, ale nie chciałem, żebyś uważała mnie za słabego. Byłem pewny, że to ty potrzebujesz bezpieczeństwa.
- Jesteś uroczy.- cmoknęłam go w policzek i wyszłam ciągnąć walizkę do schodów.

LBA#4

Dziękuję za kolejna nominacje. Tym razem od
1. Jeżeli masz ulubioną serię książek wypisz ulubiony cytat z każdej części.

Ulubiona seria to oczywiście AW. A teraz cytaty
1 część:
"Zadrżałam.
- Uważasz, że jestem ładna?
Patrzył na mnie z powagą.
- Jesteś piękna.
- Piękna?
- Tak bardzo, że czasem mnie to boli."
2 część:
"Usiadł obok mnie.
- Musiałaś porządnie zmarznąć.
Tak było, lecz nie chciałam się przyznać.
- Wyszło słońce.
Dymitr podniósł głowę i spojrzał na bezchmurne niebo. Wiedziałam, że czasem tęskni za słońcem tak samo jak ja.
- Fakt. Jednak jesteśmy w górach w środku zimy.
Nie odpowiedziałam."
3 część:
"Podwójna porcja gwarantuje dobry smak"
4 część:
"Julia miała lepiej. Nie musiała zabić Romea"
5 część:
" Wieczność bez ciebie będzie taka samotna"
6 część:
Wszystko z Rose i Dymitrem.
2. Co jest Twoją mocną stroną?

A bo ja wiem? Może to, że szybko się zaprzyjaźniam?
3. Pięć cech Twojego charakteru?

- leniwa.
- ambitna.
- kreatywna.
- przyjacielska.
- uparta.
4. Ulubione słowo (nie musi być polskie)?
- Roza.( Nic lepszego nie wymyśliłam. Nie wiem skąd ty bierzesz te pytania.)
5. Do jakiego książkowego bohatera jesteś najbardziej podobna:
     a) z wyglądu?

- nie mam pojęcia.
     b) z charakteru?

- Trochę cierpliwa i spokojna jak Dymitr, ale szybko i łatwo można mnie wkurzyć jak Rose. Jestem dość wrażliwa, ale umiem się od gryźć jak Lissa.
6. Gdyby powstał o Tobie film jaki miałby tytuł?

"Samotna wśród tłumu"
7. Ulubione miejsce?

Mój pokój
8. Czego nie znosisz?
Jak inni znęcają się nad słabszymi
9. Gdybyś mogła posiadać jedną rzecz pojawiającą się w Twojej ulubionej książce, co by to było?

Sztylet napełniony mocą ducha.
10. Ulubione piosenki?

"Sacrum"- Mezo i Kasia Wilk

ROZDZIAŁ 189

Obudziłam się bardzo wypoczęta. Chciałam przytulić się do męża, ale go tam nie było zauważyłam też, że nie jestem naga. Miałam swoje majtki, ale góra nie należała do mnie. Była to koszulka Dymitra. Jednak nie pierwsza lepsza, a ta sama, którą dał mi jeszcze w akademii po wyrzuceniu naszyjnika od Daszkowa. Zaciągnęłam się zapachem ukochanego wymieszanym z moimi perfumami, jakie miałam na balu jesienią rok temu. Czyżby przez ten czas jej nie prał? Przecież ten zapach nie był aż tak silny. Bardzo ciekawe.
Na bose stopy założyłam kapcie w pandy, które dostałam od Masona na święta i ruszyła na poszukiwanie reszty domowników. Na dole usłyszałam jakieś krzyki i śmiechy. Kiedy zeszłam ze schodów, moim oczom ukazał się cudny widok. Proszę państwa, największy zakapior na świecie, Dymitr Bielikow bawi się z moją siostrą, robiąc za jej konika.
- Uważaj jednorożcu, żeby nie spaść z tęczy.- krzyczała mała.
- Ten już chyba dawno z niejednej spadł.- zaczęłam się śmiać.
Lili zachichotała na moją uwagę. Jednak przestała i pisała, kiedy mój ukochany podniósł się z klęczek tak, że teraz dampirzyca siedziała mu na barana.
- Nasza śpiąca królewna w końcu się obudziła- podszedł do mnie i pocałował.
- Bardzo ładna bluzka.- mojej siostrze dopisywał humor.
Naciągnęłam moje ubranie za dolne rogi i przeglądałam się mu.
- Dzięki. Mi też się podoba.- powiedziałam patrząc znacząco na Rosjanina.- Ale mam o nią kilka pytań.
- Czekała na ciebie Roza ponad rok.- powiedział, odkładając dziewczynkę na podłogę.
- Po pierwsze, kiedy ostatnio ją prałeś i czemu jeszcze pachnie moimi perfumami.- spytałam, gdy usiadłam do śniadania, a Lili poszła szykować się na trening.
Oni zjedli już wcześniej.
- Spałem w niej, gdy mi cię brakowało.- przyznał nie patrząc mi w oczy.
Jest taki słodki, gdy się wstydzi, za swoje wyznania. Oczywiście mógłby nie mówić o tym od razu, ale w końcu i tak bym to z niego wydusiła. Więc po co to przedłużać.
- Wdychałem twój zapach i wyobrażałem, że znowu leżysz pode mną naga. To pomagało mi zasnąć. A jakie miałem sny, już ci nie raz opowiadałem.- podniósł na mnie wzrok i zabawnie poruszał brwiami, na co parsknęłam śmiechem.
Po śniadaniu poszłam się umyć i przebrać. Zdecydowałam ubrać to co wczoraj, ale nigdzie w pokoju nie było moich rzeczy. Przypomniałam sobie, że strażnik pozbył się ich ze mnie w łazience. Więc tam poszłam ją poszukać.
- Towarzyszu, pozwól tu! W tej chwili!- krzyczałam, gdy w końcu znalazłam moją wczorajszą garderobę. A raczej jej kawałki.
- O co chodzi Roza?- mój mąż wszedł do łazienki.
Pokazałam mu strzępki mojej tuniki.
- No wiesz.- podrapał się po karku, zawstydzony.- Bardzo ładny materiał.- udawał głupiego.- Tęskniłem się za twoją bliskością.
Westchnęłam tylko zrezygnowana. Wróciłam do garderoby w poszukiwaniu nowego stroju. Na szczęście leginsy przetrwały wczorajszą awanturę, a raczej godzinie po niej. Znalazłam ładna bordową tunikę z dekoltem w serduszko. Włosy puściłam luźno na plecy i zeszłam na dół. Nie chciałam robić makijażu. Dymitr mówi, że naturalnie jestem piękna.
- Idziemy już?- niecierpliwiła się moja siostra. Pamiętam jak sama miałam taki zapał.
- Tak, już idziemy.- powiedziałam zakładając kurtkę i wysokie buty. Pamiętałam, że w nocy była burza. A raczej huragan. Jednak ogrom zawieruchy uderzył nas, gdy wyszliśmy na zewnątrz. Wszędzie walały się połamane gałęzie. Większe, mniejsze, różne.
- WOOOW!- mała rozglądała się w szoku.
- Uroki lasu.- Rosjanin wzruszył ramionami i ruszył w głąb boru, a my podążyłyśmy za nim
- Ale jak to możliwe, że nic nie słyszałam?- spytała skacząc między przeszkodami koło nas
- Masz bardzo mocny sen.- zauważyłam.- A poza tym nasz dom jest zbudowany z dźwiękoszczelnych ścian.
Gdy doszliśmy na miejsce, mój mąż zadał swojej uczennicy standardowo dwadzieścia pięć okrążeń. Dla utrudnienia nie sprzątał gałęzi na trasie.
- Strzygi nie zawsze zaatakują cię na prostej drodze. Ale zawsze musisz umieć przed nimi uciec.- wytłumaczył, gdy ta zaczęła narzekać.
- A kiedy nauczysz mnie czegoś przydatniejszego?- marudziła- Ciągle tylko uciekam. Chcę umieć się obronić. Siebie i podopiecznego.
- Wszystko w swoim czasie. Narazić biegiem. Hop!- klasnął w dłonie, sygnalizując, że nie interesuje go, co chce mu powiedzieć i że ma zacząć trening.
Mała tyko westchnęła i ruszyła truchtem, przeskakując gałęzie i kamienie.
- Ale ona jest do ciebie podobna.- strażnik uśmiechnął się, opierając o drzewo, obok mnie.
- Chcesz powiedzieć, że jestem bardziej Mazur, niż Hathaway?- spytałam.
- Jesteś Rose Hathaway-Mazur-Bielilow. Jedyna w swoim rodzaju i wyjątkowa.- odpowiedział wymijająco.
- Ładnie wybrnąłeś.- powiedziałam z uznaniem.
- Wiesz, musiałem się nauczyć na lekcje z taką jedną strasznie upartą i pyskatą uczennicą. Ale jedno przyznać jej trzeba. Jak czegoś chce, to dąży do tego po trupach i w końcu to dostaje.
- A ładna chociaż?- starałam się zrobić jak najbardziej zalotną pozę, co nie jest łatwe w siódmym miesiącu ciąży.
Ale chyba mi się udało.
- Bardziej seksowna niż myśli.
- A tak się w ogóle da?!-udałam zdziwienie.
- Hymn...- mój ukochany udał zamyślenie- czyli, że ma większy samozachwyt, niż myślałem.
Podeszłam do niego, opierając dłonie o jego klatkę piersiową.
- Nie tak ogromny jak zachwyt tobą, mój bogu.
- Przestań mnie tak naz...- przerwały mu moje wargi.
Od razu oddał pocałunek, obejmując mnie mocno i przyciskając do siebie.
- Eghem.- odskoczyliśmy od siebie jak oparzeni.- Nie chciałam przerywać, tej jakże wspaniałej chwili, ale skończyłam i czekam na dalsze polecenia.- Lili uśmiechnęła się do nas niewinnie.
- Rozciągnęłaś się?- spytał niby obojętnie Dymitr, choć tak naprawdę zawstydziła go ta sytuacja.
Nałożył na twarz maskę, która od zawsze zakrywa wszystkie jego uczucia. Chciałabym tak umieć. W każdej sytuacji opanowana, rozważna obojętna. Nie dać się ponieść emocją. Najpierw myśleć, później robić.