środa, 8 czerwca 2016

ROZDZIAŁ 159

- Roza. Skarbie.- poczułam, że ktoś szarpie mnie za ramiona.- Wstajemy.
Usłyszałam ciche westchnienie. Następnie zaczęłam się unosić. Nie musiałam otwierać oczu, żeby wiedzieć czyje silne ramiona mnie unosiły.
- Dokąd idziemy mój książę.- mruknęłam.
- Do domu, księżniczko.- zaśmiał się.
Otworzyłam oczy, oplatają rękoma jego szyję. Dopiero teraz przypomniałam sobie gdzie jesteśmy.
- Postaw mnie.- poprosiłam.
- A jeśli nie.
- Dymitr!- popatrzyłam na niego groźnie.
- No dobra, już Cię puszczam.
Ostrożnie pomógł mi stanąć na nogach. Następnie wziął na ręce Lili.
- I jak niby zamierzałeś wziąć nas dwie?- zapytałam, krzyżując ramiona na piersi.
- Coś bym wymyślił. Ale wiedziałem, że już nie spisz i nie dasz mi się nieść.
Westchnęłam ciężko i poszłam za nimi.
Na zewnątrz uderzyło mnie w twarz zimne powietrze. Nie było mi zimno zauważyłam, że mam na sobie prochowiec Dymitra. Opatuliłam się nim mocniej, zaciągając się wspaniałym zapachem jego wody kolońskiej. Razem odebraliśmy walizki i poszliśmy na parking. O dziwo stał tam samochodów królowej. Po chwili w ramiona rzuciła mi się przyjaciółka.
- Lissa?! Ci ty tu robisz?- spytałam tuląc ją do siebie.
- A wiesz, postanowiłam dowieźć do domu moją prawie siostrę. Wraca z urlopu u rodziny męża. Może widziałaś ją gdzieś tutaj.- zaczęła się rozglądać, po czym wróciła wzrokiem do mnie.
- Choć lepiej królowo do samochodu, bo się opalisz.- mówię, ciągnąć moją przyjaciółkę do czarnego SUV-a.
W środku czeka na nas Christian. Pierwsza wsiadła Lissa, po niej ja, a na końcu mój mąż. Lili została położona na naszych kolanach, główka da mnie. Głaskałam ją po niej przez całą drogę.
- Myślę, że będziecie wspaniałymi rodzicami.- uśmiecha się morojka.
- Ja to wiem.- Dymitr złapał mnie za dłoń i ją pocałował. Przez chwilę patrzyliśmy na siebie z czułością.
- Nie no.- moją uwagę zwróciła królowa. Popatrzyłam na nią. Ona jednak przyglądała się uważnie strażnikowi.- Patrzę na Dymitra, przypominam sobie go z czasów Akademii i niech ktoś mi powie, że faceci się nie zmieniają.
- Ja mogę powiedzieć.- przyznałam.- popatrz ba swoje lewo.- dziewczyna wykonała moje polecenie i spotkała błękitne oczy swojego chłopaka. Czemu on się jej jeszcze nie oświadczył? Na co czeka? Będę musiała z nim poważnie porozmawiać.
- A ja patrzę na Rose,- chłopak odbija piłeczkę. To może być ciekawe.- i... nie. Ona nigdy się nie zmieni.- zaśmiał się. Jednak umilkł pod karcącym wzrokiem ukochanej.
- Ja przynajmniej nie próbowałam spalić kota.- z ripostowałam.
- To było tylko raz, przez przypadek.- zaczął się tłumaczyć.
- Tak? A podpalenie włosów Laurze też było przypadkiem?- włączyła się morojka. Ciekawych rzeczy się dowiaduję.
- Należało jej się. Ślub z arystokratą, nie pozwala jej wywyższać się nad partnerem królowej.
- Słyszę, że przez ciążę dużo rzeczy mnie omija. A właśnie, jak się czuje przyszła mama?- spytałam dziewczynę, ściskając jej rękę.
- Dobrze. Jestem bardzo szczęśliwa, a dziecko rozwija się prawidłowo.
- Tak, ale przez jej humory zostanę świętym. Jednego dnia rzuciła we mnie butem, bo jej ulubiony bohater w filmie zginął.- nadąsał się Ozera.
- Czy ty to rozumiesz?! Zabili Oskara.- moja przyjaciółka wykrzywiła się w bólu.
- Wiem kochanie. Też to oglądałam.
- To wtedy, gdy rozbiłaś wazon?- dopytywał się mój mąż ze śmiechem. Chyba jeszcze nie opuściła go atmosfera z Rosji.
- Nie. Wazon zbiłam, bo zacząłeś się mnie czepiać.
- Od tamtego filmu byłaś rozdrażniona.
- On nie miał z tym nic wspólnego.- odwróciłam się do niego tyłem.
- Nie no. Jestem naocznym świadkiem kłótni pary uważane za idealną. Muszę to gdzieś zapisać.- zadrwił Christian, za co dziewczyna uderzyła go w ramię.
- Roza. Nie obrażaj się. Proszę.
Wcale nie byłam obrażona. Ale chciałam się z nim podroczyć. Nie umiałam powstrzymać uśmiechu. Lissa tak samo. Jednak Christian zespół zabawę.
- Stary nie przejmuj się. Ona się z ciebie śmieje.- odezwał się. Posłałam mu mordercze spojrzenie, a on przesłał mi w powietrzu całusa.
- Christian, nie podrywaj mnie. Jestem zajęta, ty masz dziewczynę, przed Dymitrem nie uchroni cię nawet twój tytuł. A Lissa. Nie zgadniesz kogo spotkałam.
- Kogo?- morojka widocznie się ożywiła.
- Mike'a.- na to nazwisko strażnik się spiął.
- Wincentego?! Nie gadaj. Chyba musimy się spotkać i pogadać w pałacu.
- Oj musimy.- przyznałam.
Nim się obejrzałam, byliśmy pod naszym domem. Lili już się całkiem rozbudziła. Pożegnaliśmy się z przyjaciółmi i weszliśmy do środka. Moja siostra od razu wpadła do swojego pokoju. Po dołożeniu bagaży, Bielikow skierował swoje kroki do kuchni. Ja zaczęłam nas rozpakowywać. Kiedy wszystkie rzeczy były na swoim miejscu, zajrzałam do małej.
- I jak się podobał wyjazd?- spytałam.
- Było wspaniale. Pawka ma fajną kolekcję samolotów. I tyle wie o gwiazdach. A Baja jest po prostu piękna.- zaczęła trajkotać.- Pawka odprowadził mnie po całej wiosce. A Zoja jest taka słodka. Taka żywa lalka. I...
- Zwolnij.- zaśmiałam się. Dziewczynka także.- Może opowiesz wszystko przy kolacji, bo ta pewnie zaraz będzie.
Po chwili byłyśmy na dole. Usiedliśmy do stołu i jedliśmy przepyszne naleśniki.Tak jak zaproponowałam, tak się stało. Mała rozgadała się na całego.
- Kochanie. Jutro musimy iść na zakupy.- zauważył kucharz.
- Po co?- zdziwiłam się.
- Skarbie, lodówka jest pusta, a po za tym za trzy tygodnie są święta. Nie jesteśmy jeszcze przestawieni na nocne życie, więc będzie lepiej.- przypomniał mi.
- A do wampirów też przychodź Św. Mikołaja, czy są aż tak niegrzeczne, że nie.- spytała zmartwiona.
Z mężem zaczęliśmy chichotać.
- No wiesz.- Dymitr zachował powagę.- To zależy czy ty byłaś grzeczna. Kiedy ostatnio byłaś w kościele.- powiedział to tak, że sama prawie w to uwierzyłam.
- N...nie pamiętam.-Lili zrobiła wystraszoną minę. Ostatecznie powstrzymałam się przed wybuchem śmiechem. Ostatecznie ograniczyłam się do uśmiechu. Położyłam dziewczynce rękę na ramieniu.
- Wiesz, jeśli napiszesz dzisiaj piękny list dla Św. Mikołaja to możliwe, że ci wybaczy.
- Myślisz?- spytała z nadzieją. Pokiwaliśmy głowami.- To ja lecę.
- Hola Hola. Wracaj tu młoda panno.- wróciła się na głos strażnika.- A kto posprząta.
Lili szybko posprzątała po jedzeniu. Następnie ucałowała nas w policzki, życząc dobrej nocy.
- Zostaw uchylone okno.- Zawołałam za nią. Mąż popatrzył na mnie dziwnie.- Żeby Mikołaj miał jak zabrać list.- wytłumaczyłam mu. Ten z bezradności tylko pokiwał głową.
Wstałam i usiadłam mu okrakiem na kolanach.
- Czegoś byś chciała?- uśmiechnął się.
- A dla mnie Św. Mikołaj ma jakiś prezent?- spytałam dziewczęcym głosikiem.
- A byłaś grzeczna?
- Oj nie.- wychrypiałam seksownym głosem, całując go po szyi.
- Roza. A naczynia?
- Przez noc nie uciekną.
- Skoro tak, to może Św. Mikołaj przyjmie ją w sypialni.
Bielikow podniósł mnie i poszliśmy na górę.

wtorek, 7 czerwca 2016

ROZDZIAŁ 158

Nadszedł dzień naszego wyjazdu. Każdy przyszedł nas pożegnać. Lili chlipała w objęciach Pawki. Bardzo się zaprzyjaźnili i teraz trudno im się pożegnać. Chłopiec szeptał jej uspokajająco do ucha, głaszcząc włosy.
 - Ciocia, alie naplawde nie mozes zostiać?- spytał z nadzieją mały Łuka. Tuliłam go mocno. Bardzo nie chciałam się z nim rozstawać.- Wuja dia siobie lade siam.- dalej próbował mnie przekonać.
Wszyscy uśmiechnęli się na jego słowa przez łzy. No oprócz Dymitra, który nie płakał. Ukochany objął mnie ramieniem.
- Nawet nie wiesz jak się mylisz. Ona jest moim światem. Więc nigdzie bez niej nie jadę.
- Cili zośtiajecie?- spytał blondynek.
- Przykro mi, ale nie możemy. Ale jeszcze się zobaczymy.
- Bedzies tenśknić?- szepnął mi do ucha, tak aby nikt nie słyszał.
- Tak.- odpowiedziałam w raki sam sposób z zaszklonymi oczami.
- Jia teź.- maluch wtulił się we mnie mocno.
Ostatecznie dał się zabrać Karolinie, aby pożegnała się ze mną jego mama. Następna była najstarsza siostra, która oddała Soni syna i sama mnie uścisnęła. Z oczu Wiktorii płynął istny wodospad.
- Będę tęsknić.
- Ja też.- odwzajemniłam uścisk.- I dbaj o swój związek.
- Chciałam ci coś powiedzieć.- szepnęła mi cicho do ucha.- Zrobiliśmy to.- ledwo usłyszałam te słowa, a przytuliłam ją. Cieszyłam się jej szczęściem, ale to że mi powiedziała, też wiele dla mnie znaczy.
- Brawo młoda.- szepnęłam jej.
- Już nie taka mała.- oburzyła się głośniej.
Uścisnęłam ją jeszcze raz, a następnie przyjęłam uścisk od mamy.
- Bądźcie ostrożni, a ty zwłaszcza młoda panno. I nie przemęczaj mi się nadto.
- Dobrze mamo.- odpowiedziałam.
Gdy kobieta się odsunęła, poczułam szarpanie za spodnie. Uklękłam przed zapłakanym Pawką.
- Nie płacz. Chłopaki nie płaczą.- powiedziałam z uśmiechem, wycierając mu policzki, choć sama musiałam poprawić makijaż.- Jeszcze przecież tu przyjedziemy.
- Ale ja w ogóle nie chcę, żebyście wyjeżdżali. Bez was tu jest tak cicho i spokojnie.
- Przykro mi. Ale możemy do siebie dzwonić i pisać listy.- podsunął mój mąż.
Miał mokre policzki. Czyli, że żegnał się z Oleną. Tylko ona umiała wywołać u niego takie emocje.
- To nie to samo.- sprzeciwił się chłopiec.
- Ja wiem, ale lepsze to niż nic.- powiedziałam, tuląc go mocno do siebie. Po mnie zrobił to Dymitr.
Następnie podeszła do nas Zoja i wtuliła się mocno we mnie. Cmoknęłam ją w czółko.
- Kiochiam cie ciocia.- wyznała mała.- Bede tensknić.
- Ja też słonko, ja też. Ale przyjedziemy nim się obejrzysz.
- A piotiem źnowiu wyjedziecie i źniowiu. Nigdy nie ziostaniecie na ziawsie.- powiedziałam przez łzy.
Mądra dziewczynka, jak na swój wiek.
- Zawsze tak jest.- odpowiedział jej mój mąż.- To normalna kolej rzeczy. Ty też kiedyś opuścisz to gniazdko, gdy znajdziesz swoją drogę.
- Ale mama i ciocia Sonia są w domu?
- Bo one wciąż szukają. Ale jak znajdą nie wiadomo co zdecydują. Każdy ma taki czas, że decyduje gdzie pokieruje swoje drogi.
Następna lekcja typu zen. On nigdy się nie zmieni. No i dobrze. Takiego go kocham.
Po Zoji przyszedł czas na przyjaciół.
Przytuliłam Oksenę, a Dymitr i Mark w tym czasie wymienili przyjacielskie uściski z klepaniem po plecach.
- Miło było was znowu widzieć. Mam nadzieję, że nie będziemy musieli długo czekać na waszą kolejną wizytę.- powiedziała kobieta.
- Postaramy się.
Następnie podszedł do mnie Mark. Złapał mnie w ramiona i okręcił się ze mną. Bardziej jak ojciec. Był nim dla Bielikowa to dla mnie chyba też może być.
- Trzymaj się mała i pilnuj swojego Rosjanina.
- Spokojnie. To on mi nie pozwoli się zgubić.- zaśmialiśmy się.
Ledwo wypuścił mnie, znów zostałam uwięziona. Na twarzy miałam czarne gęste loki.
- Dziękuję, dziękuję i jeszcze raz dziękuję.- do uszu dotarł mi głos Oli.- Za to że byłaś, wspierałaś mnie i pomogłaś. Dimka ma szczęście, że Cię ma.
- Nie ma za co. Mam nadzieję, że wam się ułoży. On cię bardzo kocha. Pamiętaj o tym.
- Wiem.- popatrzyła mi w oczy.- Jeszcze raz dziękuję.
- Cała przyjemność po mojej stronie.- uśmiechnęłam się.
- Ej, zaraz odjeżdżacie, a ja nawet cię nie zobaczę?- obie się wzdrygnęłyśmy na dźwięk tego głosu.
- Twój Romeo się denerwuje.- szepnęłam jej i obie się zaśmiałyśmy.
Wincenty wyciągnął do mnie dłoń po uścisk, ale ja go przytuliłam. Wszystkich to zdziwiło, na przodzie z Dymitrem. Strażnik podszedł do nas. Nie widziałam tego, bo byłam odwrócona do nich tyłem, ale usłyszałam jego kroki. Gdy puściłam moroja, mąż objął mnie od tyłu. Chwilę mierzyli się wzrokiem. Jednak Mike pokazał swoją niższość i uległość. To Bielikow wygrał, a on to szanuje. Jesteśmy tylko przyjaciółmi. Mój ukochany od razu się odprężył. Mężczyźni uścisnęli sobie ręce.
- Przepraszam was za wszystko. Mam nadzieje, że nadal będziemy dobrymi znajomymi.
- Wincenty. Jesteś dla mnie jak brat. Wybaczyłam ci to i dalej jesteś moim przyjacielem.- powiedziałam.
- Naprawdę?!- oczy chłopaka się zaświeciły. Odpowiedziałam mu uśmiechem.
- Roza musimy już iść.- pospieszył mnie mąż.
Jeszcze raz się ze wszystkimi pożegnaliśmy i weszliśmy na pokład samolotu.
Lili zaraz po wystartowania, zasnęła na naszych kolanach. Ja sana oparłam głowę o ramię ukochanego, patrzeć się za okno. Nagle poczułam na sobie ciężar. Uśmiechnęłam się, bo to głowa Bielikowa o padła na mnie bezwładnie. Musiał być bardzo zmęczony, skoro zasnął. Postanowiłam poprawić sobie makijaż. Otworzyłam torebkę, a w środku znalazłam laurkę. Na niej namalowana była różyczka, a w środku portret całej rodziny Bielikowów, pewnie autorstwa dzieci. Byłyśmy tam też ja i Lili. Bardzo mnie to wzruszyło. Po lewej stronie były podpisy wszystkich domowników. Jedno to były slaczki, pewnie Łukiego, który jeszcze nie umie pisać. Już tęsknię za tą rodziną. Schowałam kartkę do torebki wracając do poprzedniego zajęcia. Po pomalowaniu się, sama zasnęłam.

poniedziałek, 6 czerwca 2016

ROZDZIAŁ 157

- Czekaj, po kolei.- zgubiłam się.- Czyli, że jesteśmy połączeni więzią?
Tak. Ale to inna więź niż pocałunek cienia. Między wami też jest, ale uaktywni się za kilka lat. To dość skomplikowane. Mogę mówić do was w myślach i czytać, a nawet możecie w każdej chwili mnie wezwać. Moim obowiązkiem jest służenie wam pomocą, a nawet oddania za was życia. Umiem zlokalizować, gdzie obecnie każde z was przebywa oraz rozpoznać najbliższe otoczenie. Niekiedy będę obok, ale niewidzialna. Wy ze swoim połączeniem będziecie intuicyjnie wiedzieć czego potrzeba drugiej osobie i podświadomie dążyć do zaspokojenia jej pragnienia. Ta więź łączy was do końca życia razem. Jeśli jedno umrze, drugie może stracić na kilka miesięcy przytomność. Po obudzeniu będzie czuło ból i cierpienie. Życie przestanie mieć sens i prowadzi to do samobójstwa. Jednak wy jesteście inni. Wy przetrwacie. Tak Dimka ty też. Będziesz cierpiał, ale wytrzymasz. Mnie to nie dotyczy, ponieważ jestem nieśmiertelna. Dlatego trudno nam trochę to wytłumaczyć. W całej historii tylko z czterdzieści siedem osób zostało obdarowanymi przez Moonersów, a cztery z nich było w waszej sytuacji. Ostatni pochodzili chyba z XV wieku. Więź ma to do siebie, że lubi sprawdzać swoich właścicieli lub się od nich uwolnić. Jest jak magnes na nieszczęścia. Ale po trzech latach, o ile się je przeżyje, dawała spokój.
- No trochę tego jest, ale da się ogarnąć.- przyznał mój ukochany.
- A powiedz mi coś o NASZYM darze.- poprosiłam. 
Wasze dzieci. Możecie mieć następne, o to się nie martwcie. A one same też będą miały możliwość rozmnażać się z dampirami. Tak w sumie stworzyliśmy nowy rodzaj dampirów. Każdy, u kogo będzie płynąć wasza krew, będzie miał tą możliwość.
- No i po raz kolejny zmieniamy historię, towarzyszu.- zaśmiałam się. Mąż przytulił mnie mocniej. Od kiedy tylko siedzimy, nie ściąga ręki z mojego brzucha. A nie powiem, że nie sprawia mi to przyjemności, bo to byłoby kłamstwo.
Tak wasze przeżycia mógłby ktoś spisać w książkach. Takie sześć tomów. Na pewno podbiłyby serca nastolatków. Każdy by was pokochał.
- No i zrobili by film.- rozmarzyłam się.- Byłyby to książki do których ciągle się wraca i wraca...
- Mówisz jakbyś nie wiadomo ile książek przeczytała.- zadrwił ze mnie strażnik.
- Przynajmniej nie mam pięciu regałów po sufit, wypełnionych westernami.
- Myślę, że nasza opowieść powinna być NASZA. To życie należy do nas i my będziemy decydować, komu o nim powiemy, a kto będzie żył w słodkiej nieświadomości.
- Ale chyba mi nie wmówisz, że nie chciałbyś przeczytać takiej książki? Ja bym chciała. Np. z twojego punktów widzenia.
- Mi Roza wystarczy, że to przeżyłem.
I tak my mamy na to najmniejszy wpływ. Wracając. Wasze potomstwo może mieć magiczne zdolności. Nikt nie wie jakie. Jako, że w połowie jesteście morojami, podejrzewam, że ukażą się one najprawdopodobniej w tym samym czasie, co u żywych wampirów, ale to tylko przypuszczenia. Same będą połączone więzią, jeśli już nie są. Rany będą mniej niebezpieczne i szybciej się zagoją. Wiąże się z tym jeszcze coś, ale nie mogę ci powiedzieć. I tak Dimka już obiecał ci ją zdradzić...
- Tyle, że po porodzie.- dokończył Bielikow.
Teraz jeszcze bardziej ciekawa, o co chodzi. Muszę się tego dowiedzieć. Nie mogę żyć w takiej nieświadomości. To jest okropne. Ale postanowiłam zostawić to na kiedy indziej.
- A moje zapiski?- z zamyślenia wyrwał mnie głos męża.- Co z tego jest prawdą?
Większość ponieważ dawałam ci natchnienie. Pomagałam ci to zrozumieć magią gwiazd.
- Magia gwiazd?- coraz bardziej mnie to interesowało.
Jako królowa mam prawo z niej korzystać.
- Królowa?!- wykrzyknęliśmy jednocześnie. Sarna tylko pokiwała łebkiem.
- No towarzyszu, oboje mamy niezłe znajomości.
Mówisz o Wasilissie? Bardzo młoda jak na królową. Chciałabym, aby nasze królestwa znowu były zjednoczone.
- Znowu?!- po raz kolejny zgrałam się ze strażnikiem.
Wydawało mi się, że głos w mojej głowie zachichotał.
Tak, znowu. Kiedyś mama mówiła mi, że byliśmy połączeni z morojami rozejmem. Opiekowali się nami, a my im pomagaliśmy jako doradcy. Było to za panowania króla Edwarda Dragomira. Jednak po jego śmierci, następny władca zabił naszego przywódcę. Wywiązała się wojna, którą zakończyliśmy, wykazując z pamięci wampirów nasze istnienie.
- Może spróbujmy jeszcze raz.- proponuję.- Ale trochę inaczej. Lissa na pewno coś wymyśli.
Nie wiem, czy to dobry pomysł...
- Rose to byłaby wielka zmiana. Mogłoby to się źle skończyć.
- Ogłoszenie naszego związku i dekret o parach dampirów też było dużą zmianą, a jednak zaryzykowaliśmy. Ale decyzja należy do ciebie.- popatrzyłam na Lunę.
Zastanowię się, razem z rodzicami i władzami innych stad. O wyniku powiem wam przy następnym spotkaniu. A spotkamy się na pewno.
- Jeszcze raz bardzo ci dziękujemy.- powiedział w naszym imieniu mój ukochany.
Cała przyjemność po mojej stronie. To urocze widzieć taką parę, z takimi przejściami, darzącą się tak wielkim uczuciem. Życzę wam szczęścia, bo wasza droga jest pełna przeszkód, które tylko razem możecie pokonać i dać bezpieczeństwo swoim najbliższym.
- Umiesz przepowiadać przyszłość.- popatrzyłam na nią przenikliwym wzrokiem.
Wszystko zostało zapisane w gwiazdach. A i pamiętajcie. Każdy z was jest tylko człowiekiem i popełnia błędy. Od was zależy kto dostanie nową szansę. Oczywiście można się na tym sparzyć, ale jeśli ktoś naprawdę czuje skruchę i chce naprawić krzywdy, można spróbować mu to umożliwić, a nawet w tym pomóc. Zapamiętajcie moje słowa i zastosujcie się w odpowiedniej chwili.
- Skąd będziemy wiedzieć, że to już?- dopytywał strażnik.
Intuicja. Dacie radę. A teraz zmykajcie. Zaraz wstanie słońce.
Miała rację. Tak się zagadaliśmy, że nie zauważyłam jak jest późno. A raczej wcześnie. Popatrzyłam na zegarek na jednej z rąk męża, którymi wciąż mnie oplatał. Było wpół do trzeciej. Chciałam wstać, ale zachwiałam się. Nawet nie wiedziałam, jak byłam zmęczona. Gdyby nie Dymitr, padła bym jak długa.
- Roza uważaj.- powiedział biorąc mnie w ramiona. Jedną dłonią podtrzymywał mnie za plecy, a druga wychodziła pod zgięciem moich kolan.- W takim razie żeg...- przerwał nagle rozglądając się dookoła.- Hej, gdzie ona jest?- zdziwił się.
Na polanie zostaliśmy sami.
- Ona nigdy nie przestanie mnie zadziwiać. W ogóle ta rozmowa... To musiało wyglądać dziwnie z boku. - stwierdziłam ziewając. Dymitr cicho zachichotał. Przytuliłam się do jego torsu, zakładając mu swoje ręce na kark.- Wracamy?
- Oczywiście Roza.- zanim zamknęły mi się powieki, zobaczyłam czekoladowe tęczówki, wpatrujące się we mnie z miłością, czułością i troską.
Więcej nic nie pamiętam, więc pewnie zasnęłam.
___________________________________________________
Jk pewnie zauważyliście ostatnio rozdziały pojawiały się rzadziej niż zawsze. To przez problemy w szkole. Jutro piszę ważny sprawdzian i musiałam się przygotować. postaram się teraz, aby rozdziały były codziennie, ale nic nie obiecuję. Na pewno wszystko wróci do normy 10 czerwca (wystawianie ocen.). Mam nadzieję, że nie znudził was ten rozdział. Cieszę się, że mio tych trudności jesteście nadal ze mną. Kocham was

niedziela, 5 czerwca 2016

ROZDZIAŁ 156

Oboje zerwaliśmy się, siadając na łóżku.
- Ty też to słyszałeś?- spytałam.
- Tak. Pójdę sprawdzić, co to.
Dymitr w stał i chciał już wychodzić, ale go zatrzymałam.
- Kochanie, wiem, że jesteś super, silny i ogólnie, ale może jednak weźmiemy sztylety.- zaproponowałam, wyciągając broń z szuflady.
- No skoro nalegasz.- uśmiechnął się do mnie, biorąc broń, a mi zmiękły kolana. Jednak zaraz dotarł do niego sens moich słów.- Co znaczy "weźmiemy"? Ty tu zostajesz.
- Chyba sobie żarty robisz.
- Nie, nie robię.- powiedział lekko wkurzony. Jednak zaraz jego głos był delikatniejszy. Podszedł i pogłaskał mnie po policzku.- Ja po prostu się o was martwię. A jeśli to strzygi? Mogłyby zrobić ci krzywdę. Gdybym stracił ciebie i nasze nie narodzone maleństwa, nie przeżył bym tego. Nigdy bym sobie tego nie wybaczył. Bo to byłaby moja wina.- przez cały jego monolog, patrzyłam mu głęboko w oczy. Biła z nich miłość, troska i strach. Strach o mnie.
- No dobrze. Zostanę. Ale uważaj na siebie. Szkoda było, żeby dzieci ojca nie miały.
- Spokojnie Roza. Umiem o siebie zadbać.- pocałował mnie w czoło i wyszedł.
Usiadłam na łóżku i czekałam. Ale na co? A jeśli coś mu się stało? Dlaczego nic nie słychać? Może go zaskoczyli, tak jak w jaskini?
O nie! Ja tak nie mogę. Muszę się upewnić, że nic mu nie jest.
Cicho uchyliłam drzwi i szłam do schodów, kurczowo ściskając sztylet. Stanęłam przed schodami i... wybuchłam śmiechem.
Przez dom próbowały składać się dziewczyny, z lekko wystawionymi Sonią i Karoliną. To one narobiły hałasu, tłocząc jeden z wazonów na komodzie.
- Widzę, że podobał się wypad.- powiedziałam, gdy trochę się uspokoiłam.
- Ja tiebia liubliu Roza.- z ust najstarszej siostry wylał się potok jeszcze innych rosyjskich słów, kiedy zamknęła mnie w mocnym uścisku. Olena z pomocą Wiktorii szybko ją ode mnie odciągnęły. Ja ani drgnęłam lekko zdziwiona i zszokowana.
- Nie przejmuj się, Rose.- uśmiechnęła się do mnie starsza kobieta.- Ona robiła tak do każdego, kogo mieliśmy.
- Ta. Niezły był ubaw, gdy przytuliła skrzynkę na listy, krzycząc: Stachu, kocham cię.- zachichotała najmłodsza Bielikówna, a my jej zawtórowaliśmy.
- Cieszę się, że wam się podobało,- ukochany objął mnie w pasie.- ale teraz idźcie się szykować do spania.
Wszyscy się rozeszli, a my wróciliśmy do naszej sypialni. Padłam na łóżko, marząc o słodkim śnie. Właśnie. Tylko marząc. Poczułam jak na brzegu, od mojej strony, ugina się materac. Otworzyłam jedno oko uśmiechając się do męża.
- Roza dlaczego to zrobiłaś?- spytał smutno, patrząc na mnie.
- Ale co?- po moim uśmiechu nie było śladu.
- Czemu tam zeszłaś? A jakby to były strzygi? Co wtedy? Nie jesteś w stanie się obronić.
- Wiesz, że nie cierpię siedzieć i czekać na dobrą lub złą ocenę. Sama muszę ją postawić.- podniosłam się na łokciach.
- Ryzykując własne życie? Pomyślałaś, co by czuła Lissa? Co czuł bym ja?- w jego oczach był ból. Miał rację. Nie pomyślałam o tym.- Nie! Bo jesteś uparta i robisz wszystko po swojemu, nie myśląc o innych.- podniósł głos.
Auc! Zabolało. Nazwał mnie egoistką.
- Po pierwsze, nie krzycz, bo dzieci śpią, po drugie ja nie myślę o innych?! Czyli to we własnym interesie brałam mrok Lissy na siebie, dla własnych korzyści poświęciłam pół życia na treningi i dla siebie samej próbowałam cię odmienić?- chciał coś powiedzieć, ale nie dałam mu dojść do głosu.- Nie przerywaj mi, bo tego nie cierpię. I po trzecie, jeśli to wszystko to idź spać, wiedząc, że zeszłam na dół, bo się o ciebie martwiłam. A teraz Dobranoc.- powiedziałam ostro i położyłam się tyłem do niego, od razu zasypiając.
- Kocham Cię Roza.- to było ostatnie co usłyszałam.
Następny dzień zleciał na leczeniu kaca dziewczyn i zabawie z dziećmi. Wieczorem wybraliśmy się na spacer w ważne dla nas miejsce.
Polana wyglądał jak w tamten cudowny dzień. Jakby to było wczoraj. Zauważyłam, że od kiedy wyszliśmy z lasu, bawię się obrączką. Mój ukochany również to zauważył i przytulił mnie mocniej. Po chwili na trawę skąpaną w księżycowym blasku wyszło stado świecących jeleni. Przy jednej z łani kręciło się małe jagniątko. Kiedy na nas spojrzało zbliżyło się ostrożnie. Po krótkim wahania dało się pogłaskać. Ale wróciło do swojej mamy, gdy koło niego pojawiła się inna sarna. Nie wiem skąd, ale byłam pewna, że to Luna. Od razu ją przytuliłam.
- Dziękuję.- szepnęłam.- Nawet nie wiesz jak nas uszczęśliwiłaś tym darem.
Nie ma za co kochani. Należało się wam.- w głowie usłyszałam iście anielski głos.
Odsunęłam się zszokowana. Nie na pewno nie ona. Moja zryta psychika płata mi figle. Jednak straciłam na to nadzieję wraz ze słowami męża.
- Roza, ty też to słyszałaś?
Było mnie stać jedynie ns polowanie głową.
Spokojnie usiądźcie, a ja wam wszystko wyjaśnię. Jeszcze nigdy nie widziałam tak zgodnych ze sobą istot.- znowu ten głos. Popatrzyłam w oczy naszej towarzyszki, które wydawały się czarną tonią w błękitnej powiecie. Biła z nich inteligencja. Nagle pomyślałam, że moja psychika może być zdrowsza, niż myślałam.
- Luna, to ty?- spytaliśmy jednocześnie. Wydawało mi się, że łania zachichotała.
Wszystko wam wyjaśnię. Siadajcie.- poleciła.
Posłusznie przysiedliśmy na powalonym drzewie. A raczej mój ukochany usiadł na nim, bo mnie pociągnął mnie na swoje kolana. Nie narzekałam. Jest bardzo wygodny.
Gdy tylko przyszliście ostatnim razem, wiedziałam, że jesteś dla Dimki ważna. Nikogo wcześnie tutaj nie przyprowadził. A gdy mnie zaczęliście głaskać, poznałam waszą historię. To bardzo wzruszające. Uznałam, że należy wam się nagroda. Przy okazji odwdzięczyłam się Dimce za opiekę. Dałam wam błogosławieństwo Chorsu. Każdy z nas może je ofiarować raz z życiu. Polega na spełnieniu najskrytszego pragnienia.
- A czemu wcześniej się do nas nie odbywałaś?- spytał mój mąż.
Bo taki kontakt moonersi mogą mieć tylko ze swoimi Chorsenami.
- Moonersi? Chorseni? Co to znaczy.- nic nie rozumiałam.
My jesteśmy moonersami, a nie jakimiś księżycowymi jeleniami, a wy teraz Chorsenami.

piątek, 3 czerwca 2016

ROZDZIAŁ 155

Wróciliśmy o drugiej nad ranem. Dawno tak się nie bawiłam. Ola nieźle się upiła, a plan się udał. Dymitr też trochę wypił, ale nie był pijany. Miał trochę większą odwagę, ale był całkowicie świadomy tego co robił.
- I co towarzyszu, aż tak źle było?- spytałam, wchodząc do naszej sypialni.
Byłam padnięta. Usiadłam w miękkim fotelu, zatapiając się w miękkim odbiciu. Ukochany kleknął przy mnie.
- Było cudownie Roza.- mruknął, całując mnie po nodze, z której ściągał mi szpilki.- Pięknie wyglądasz.
- Nie wiem, czy mam jeszcze na cokolwiek siłę.- droczyłam się z nim.
- Ja myślę, że trochę jeszcze znajdziesz.- pocałunki przeszedł na moją rękę, a jego dłoń wspinała się do brzegu sukienki.
Od razu zrobiło mi się gorąco. Przekrzywiłam głowę, aby ułatwić mu dostęp do szyi. Jęknęłam cicho, gdy lekko przygryzł mi skórę. Poczułam, że uśmiechnął się. W pewnym momencie złapał mnie w talii i przeniósł na łóżko. Zawisł nade mną, już bez koszulki. Patrzyliśmy sobie głęboko w oczy. Dymitr pochylił się w moją stronę. Oddychaliśmy nierówno. Nasze klatki piersiowe poruszały się w przyspieszonym tempie.
- Jesteś taka piękna.- szepnął w moje usta.
- Nie gadaj, tylko mnie pocałuj.- jęknęłam.
Nie musiałam długo czekać na jego gest. Zatopiłam się w słodyczy jego pocałunków. Po chwili oboje byśmy bez ubrań. Westchnęłam gdy we mnie szedł. Gdy oboje osiągnęliśmy spełnienia, objęci udaliśmy się do krainy Morfeusza.
Obudziły mnie jakieś krzyki.
- Nie obchodzi mnie to! Daj mi w końcu spokój.
- Zrozum za cholerę, że Cię Kocham!
- No. Najbardziej okazałeś swoją miłość trzy dni temu. Na ognisku.
- Ja przynajmniej nie chodzę do toalety z gościem, którego znam pięć minut.
Dymitr też się obudził. Wstał szybko i chciał wyjść, ale go zatrzymałam. Zmierzyłam go wzrokiem.
- Towarzyszu wiem, że to twój dom i masz prawo czuć się swobodnie, ale załóż chociaż bokserki, jeśli nie chcesz, abym się na ciebie rzuciła na dole.-
- Taka propozycja jest do przyjęcia zawsze i wszędzie.- uśmiechnął się, kierując swoje kroki di szafy.
- Przynajmniej ma czym się pochwalić!- następna seria krzyków.
Już ubrani zeszliśmy na dół, sprawdzić co się dzieje. Wincenty stał na środku pokoju, kłócąc się z Olą.
- Co tu się dzieje?- spytał mój mąż. Udawał zdenerwowanie, choć w głębi duszy chciał się roześmiać. Tak samo ja.- A co ten skurwiel tutaj robi.- spojrzał ostro na Mike'a.
- Uważaj na słowa Ruski Barszczu.- syknął moroj.
- Nie obrażaj mojego przyjaciela.- fuknęła czarnowłosa.- Jeśli nie masz nic ciekawego do powiedzenia, to wyjdź i nie marnuj mojego czasu.
- Chciałem jeszcze powiedzieć, że byłaś najlepszą którą miałem i będziesz ostatnia. Nigdy sobie nie odpuszczę. Będziesz moja.- odpowiedział jej były i wybiegł z domu.
Z oczu dziewczyny poleciały łzy. Widząc to oboje ją przytuliliśmy. Nikt nic nie powiedział. Słowa były zbędne.
Przy śniadaniu wszyscy wypytywali nas o przebieg akcji. Radość nie opuszczała żadnego z nas. Ola była usatysfakcjonowana, a ja dumna z niej męża. Ale tylko ja i on wiedzieliśmy z jakiego powodu. Dymitr także miał dobry humor. Cały czas był uśmiechnięty, a przy stole droczył się ze mną. Po jedzeniu dziewczyny, tak jak ustaliły, szykowały się do miasta. Miał je tam zawieźć chłopak Karoliny. Muszę w końcu dowiedzieć się, jak ma na imię. W domu zostanę tylko z ukochanym i dziećmi.
- W szafce na gorze masz kaszki. Jak zacznie płakać, to daj mu smoczek i jakiś samochodzik. I potrzebuje dużo uwagi. Na pewno sobie poradzicie?- upewniała się Sonia przy drzwiach.
- Na pewno. Przecież od półtora tygodnia tu jestem. Umiem się nim zająć.- zapewniałam ją.
- No dobrze.- westchnęła z ulgą. Wiedziałam, że mi ufa.
- Idź już, bo wam najlepsze sklepy zamkną.- ponagliłam Bielikownę.
- Jeszcze raz bardzo dziękuję.- przytuliła mnie, a później Dymitra i pomachała synkowi.- Papa kochanie.
- Pa pa.- pożegnał się z mamą znad klocków, którymi bawił się z Zoją, Pawką i Lilianą.
Po chwili przytulona do strażnika machałam za odjeżdżającym samochodem, po czym wróciliśmy do środka.
- A gdze mama?- spytał rozkojarzony Łuka.
- Pojechała do miasta, ale spokojnie, wróci. A na razie mamy cały dzień dla siebie.
- Pobawicie sie zi niami?- oczy chłopca zabłysły jak pięciocentówki.
- No dobrze. Kochanie, przyłączysz się do nas?- spytałam męża.
- Ok.- usiadł na dywanie po turecku.- A co będziemy robić?
- Brium brium autkiami.- zaproponował blondyn.
- I weźmy moje rakiety.- zanim ktokolwiek coś powiedział, Pawka zniknął na schodach. Po chwili wrócił ze swoimi statkami kosmicznym.
- Medvezhonok!- zaśmiał się młodsza siostra bruneta.
- Misie są dziewczyńskie.- zaprotestował jej brat.
- Sam jesteś dziewczyński.- oburzyła się Lili.
- No co? Taka prawda.
- To wy się bawcie razem, a my się pobawimy razem.- obrażona dziewczynka złapała za rękę córkę Karoliny i już chciała wychodzić, gdy zatrzymał je głos Dymitra.
- Nie. Będziemy się bawić wszyscy. Znam taką jedną grę...
I tak przez kilka godzin bawiliśmy się razem. Skończyliśmy dopiero przed obiadem.
- Idźcie umyć ręce.- poleciłam nagrywając do stołu.
Obiad był wcześniej naszykowany przez Olenę. Dymitr wziął na kolana Zoję, a ja Łukę. Razem rozmawialiśmy o planach na dalszy dzień. Postanowiliśmy pójść na spacer po Bai.
Z pomocą starszych dzieci posprzątałam po jedzeniu. W tym czasie mój mąż przygotował wózki dla młodszych. Następnie każdy z nas wyszykował się i wyszliśmy.
Pogoda była nawet ładna. Trochę chłodno, w końcu to środek listopada. Na szczęście wszyscy byliśmy ciepło ubrani. Dzieci trochę pobiegły. Zwłaszcza ośmioletnie. Szkraby też się trochę poruszały, ale lepiej było im w wózku.
Po dwóch godzinach wróciliśmy do domu. Po umyciu rąk, postanowiliśmy, że dzieci mogą wybrać jakaś bajkę. Padło na krainę lodu. Z ukochanym przygotowaliśmy popcorn i napoje. Dzieci siedziały zaopatrzone w laptopa Dymitra, na którym puścił film. Te siostry trochę skojarzyły mi się ze mną i Lissą. Też oddała bym za nią życie. Jeszcze rok temu, była jedynym co mam.
Dziewczynki świetnie się bawiły śpiewając z głównymi bohaterkami "Ulepimy dziś bałwana" i "Mam tę moc". Po filmie wszyscy posnęli. No oprócz mnie i Bielikowa. On zaniósł dzieciaki do pokoi, a ja posprzątałam puste miski i butelki. Gdy wszystko było gotowe, poszłam się myć. Po mnie, pod prysznic ruszył strażnik.
Leżeliśmy w łóżku, podsumowując cały dzień. Bardzo to lubiłam. Mogliśmy omówić, co nam się podobało, co mogliśmy zrobić inaczej i najważniejsze co czuliśmy. Przez ten czas co znam Dymitra, nauczyłam się, że ważne jest mówienie o swoich uczuciach, ale tylko odpowiednim osobą. Takie przyznanie się przed samym sobą, co naprawdę myślimy. I czy powinniśmy się tym kierować.
- Roza będziesz wspaniałą matką, ale boję się, że za bardzo przywiązujesz się do Łukiego.- ukochany ścisnął mnie mocniej.
- A co w tym złego?- zdziwiłam się.
- Kochanie musisz mieć świadomość, że za niedługo wyjedziemy stąd i nie wiadomo, kiedy wrócimy. A wy oboje będziecie cierpieć.
Zastanowiłam się nad jego słowami.
- Może masz rację...- wzruszyłam ramionami. Mąż popatrzył na mnie znacząco.- No dobra, masz rację, ale co poradzić? Miłość.- uśmiechnęłam się do niego.
- Mam się bać?- spytał, ze śmiechem.
- Wszyscy w twojej rodzinie mają w sobie to coś. Chodzi o oczy.
- On ma inne.
- Ale śmieją się tak samo.
- Skoro tak mówisz.
- Bo tak jest.- ziewnęłam mimowolnie.
- To niech teraz tak będzie, że ty pójdziemy spać.- zaproponował
- Dobranoc towarzyszu.
- Dobranoc Roza.
Już odpływałam, gdy rozległ się hałas na dole.

środa, 1 czerwca 2016

ROZDZIAŁ 154

Weszliśmy do zatłoczonej sali. Przy bramce Bielikow szepnął coś ochroniarzowi i mogliśmy wejść bez kolejki. W środku uderzyła nas głośna muzyka i zapach perfum wymieszanych z potem. W uszach dudniły basy jakiejś piosenki lecącej z głośników. Pod jedną ze ścian stał barek, a przed parkietem DJ. Sala była ogromna. Poczułam się jak za dawnych lat. Imprezy, alkohol, taniec. Ale tamtej mnie już nie ma. Teraz jestem strażniczką odpowiedzialną za życie królowej, a niedługo będę matką.
Ale teraz jestem tutaj i mogę pokazać dawną siebie. Co nie zmienia faktu, że alkoholu nie piję. Spojrzałam na swoich towarzyszy. Im jednak trochę procentów się przyda. Oboje rozglądali się niepewnie. Cała brawura Aleksandry z przed godziny zniknęła. Złapałam ich za ręce i pociągnęłam do baru. Obsługiwał go Mulat z postawioną grzywką i lekkim zarostem. Nie powiem przystojny, ale nie dorasta Dymitrowi do pięt. Był dampirem.
- Co dla ciebie bella?- spytał z wyczuwalnym włoskim akcentem.
- Krwawą Meery i Shota.- odpowiedziałam. 
- Proszę.- barman podał dwa kieliszki, puszczając mi oczko. Poczułam ramiona obejmujące mnie w pasie. Gdy dampir spojrzał na Dymitra od razy się oddalił.
Zachichotałam biorąc alkohol do rąk. Podałam jeden kieliszek mężowi, a drugi przyjaciółce
- To dla odwagi.- powiedziałam gdy niepewnie patrzyli na trunek.- No do dna.
Jednym łykiem opróżnili naczynia. Nagle do Oli podszedł jakiś facet, obejmując ją od tyłu i szepcąc jej coś na ucho. Spojrzała na mnie niepewnie. Skinęłam głową i po chwili dziewczyna zniknęła w tłumie. Jednak mój mąż nie spuszczał jej z oczu. Ja też, ale oczekując niezłego widowiska. Chłopak nie był głupi. Wiedział, że wkroczył na ostrożny grunt. Nie był nachalny. No, nie za bardzo. Po jakimś czasie dłonie na jej biodrach zaczęły schodzić niżej. Dziewczyna była przytulna do niego tyłem, więc zaczęła panikować. Rozglądała się do około, do póki jej wzrok nie spoczął na mnie. Pokazywałam jej co ma robić, aby lekko go o chłodzić, lub wręcz przeciwnie. Po skończonej piosence odsunęła się, dała mu kartkę z fałszywym numerem i wróciła do nas, kręcąc tyłkiem.
- Moja dziewczynka.- objęłam ją dumnie.
- Nie rozumiem.- mój mąż zmarszczył brwi analizując co się przed chwilą stało.
- Napaliła go i dała fałszywy numer. Teraz on znajdzie sobie łatwą laskę, którą zaciągnięcia do kibla, ale nigdy nie zapomni czarnowłosej dziewczyny o zielonych oczach.- wytłumaczyłam, wskazując parę zmierzającą do toalety.
Chłopak obejrzał się w naszą stronę i posłał uwodzicielski uśmiech do dziewczyny, z którą tańczył pięć minut temu. Ola odpowiedziała mu z nad kieliszka.
-Mam tylko wzbudzić zazdrość Wincentego, a nie podrywać nowych facetów.- stwierdziła obojętnie.
- Rose. Psujesz mi przyjaciółkę.- Bielikow był bardziej zszokowany niż zły.- A takim to aż mam ochotę obić tą piękną buźkę.
- To tylko na jedną noc towarzyszu. O jest twój anioł stróż.- wskazałam na drzwi, przez które wszedł cel naszej intrygi.- Pamiętaj co ci mówiłam. Faceci są prości, ale nie muszą tego wiedzieć.
Ola popatrzyła na moroja. Ten po chwili odnalazł ją wzrokiem. Zdziwił się. Po prostu widziałam te obrazy, jak ją rozbiera w jego oczach. Uśmiechnął się kusząco, ale ona tylko zmierzył go cynicznym spojrzeniem i wróciła do drinka.
- Dobra. To teraz my idziemy zaszaleć, a ty pokaż co potrafisz. Rozgrzewkę masz za sobą.- uścisnęłam jej dłoń dla otuchy i pociągnęłam męża na parkiet.
- Rose, nie jestem pewny...- zaczął ukochany.
- Skarbie. Tutaj każdy przekracza granice. Nie musisz za bardzo, jeśli nie czujesz się na siłach, ale spróbuj się rozluźnić i zabawić, bez konieczności ubijania się za ośmiu.
- Pomożesz mi?- spytał nieśmiało.
- Jasne.- złapałam mu dłonie i położyłam sobie ma biodrach.- Zamknij oczy i wczuj się w rytm. Muzykę. Reszta pójdzie łatwo. Pomyśl, że jestem tu tylko ja. Zrób to dla mnie.
Pomogło. Dymitr miał dobre wyczucie rytmu, więc był nie zastąpionym tancerzem. Na początku się krępował, ale po chwili szalał jak inni. Był to bardzo dziwny widok. Poważny strażnik, tańczący w klubie Disco. Ale był szczęśliwy. A ja z nim.
W tłumie wypatrzyłam Olę i Mike'a. On patrzył na nią z zazdrością, a ona go olewała tańcząc z każdym facetem na sali. Nawet nie zauważyła jak blisko ognia się znalazła. A może raczej ruchomych piasków. Następnym który chwycił ją w ramiona był Wincenty.
- Uważaj towarzyszu. Zapowiada się niezłe przedstawienie.
Bielikow zwrócił się w kierunku w który patrzyłam. Podeszliśmy bliżej, żeby lepiej słyszeć.
-... moje uczucia się nie liczą?!- krzyknęła dampirzyca.
- Ale skarbie...
- Żadnego "ale". Ufałam ci, a ty mnie zawiodłeś.
- Oluś. Proszę wybacz mi. Co mam zrobić?
- Nie wiem. Wymysł coś. Masz mnóstwo czasu. Ja wracam do szkoły.
- A nasz ślub?
- Ślub?! Człowieku. Dwa dni temu dobierałeś się do swojej MĘŻATEJ przyjaciółki,- zaakcentowała mój stan.- a ty mi tu o jakimś ślubie pieprzysz?! Nie będzie żadnego ślubu. Z nami koniec.- zdjęła pierścionek zaręczynowy i kuszącym krokiem minęła byłego narzeczonego, wkładając mu go do kieszeni spodni. Po jego minie, sekundowym błysku w oczach i triumfalnym uśmieszku dampirzycy domyśliłam się, że nie pominęła żadnego szczegółu. Jednym z nich, było muśnięcie jego przyjaciela w spodniach.
- To co teraz?- spytała gdy była pewna, że Wincenty nas nie usłyszy.
- Faza trzecia: zadać ból. Musisz zbliżyć się do jakiegoś faceta, możesz wykorzystać któregoś z wcześniejszych, pocałować go na oczach celu i dać się zaprowadzić w stronę toalet.- wyjaśniłam. Oboje popatrzyła na mnie wstrząśnięta.- Spokojnie. Umiesz się bronić, więc mu uciekniesz. Na wszelki wypadek, Dymitr ukryj się gdzieś tam w cieniu i pomożesz jej.
- Okey.- mój mąż pokiwał głową. Patrzyłam na niego chwilę póki nie ogarnął.- Ale teraz?
- Wolisz czekać aż ją zgwałcą?
- Nie.- powiedział i odszedł.
Ola wzięła kolejną porcję napoju i wmieszała się w tłum. Po chwili już obejmował ja jakiś facet. Szeptał jej coś na ucho, a ona przy tym się śmiała. Nagle wbiła się w jego usta, z namiętnym pocałunkiem. To znaczyło, że Wincenty dalej ją obserwuje. Całowali się tak, aż zabrakło im powietrza. Wtedy to ona zaczęła mu coś szeptać. On pokiwał głową i pociągnął w stronę toalet.
- Hej mała.- odwróciłam się w stronę głosu, nie wzruszona. Po mojej prawej siedział przystojny blondyn z poczochraną czupryną i niebieskimi oczami, wpatrującymi się w zagłębienie mojego dekoltu. Był już porządnie wystawiony.- Taka śliczna niunia, nie powinna siedzieć sama gdy inni tańczą.
- Nie jestem tu sama.- posłałam mu sztuczny uśmiech i odwróciłam wzrok, mając nadzieję, że przybysz się odczepi. Znalazłam Mikego. On nie był zły, nawet wściekły.
On był wkurwiony. Jeszcze nigdy nie widziałam go w takiej furii. Z najbliższych stolików jednym ruchem zrzucał kubki po alkoholu, krzesła roztrzaskiwał na ścianach, a na koniec wyszedł trzaskając drzwiami.
- A z kim w takim razie?- jednak facet się nie odczepił.
Położył swoją dłoń na moim udzie. Od razu ją strzepnęłam. W tym samym momencie z toalet wyszli Ola i Dymitr. Natychmiast zeskoczyłam z stołka bazowego i odwróciłam się do towarzysza.
- Z mężem.- powiedziałam i podeszłam do ukochanego.
- I jaka reakcja?- spytała dampirzyca.
- Jeszcze nigdy nie widziałam go tak wkurwionego, bo inaczej tego nie da się nazwać.
- Nie ważne. Mogę prosić panią na parkiet.- Bielikow przyciągnął mnie bardzo blisko siebie, szepcząc na ucho swój plan, co zrobi gdy wrócimy do domu i zamkniemy w swoim pokoju. Chichocząc, ruszyliśmy w tłum. Już nie mogłam doczekać się końca tej imprezy. Ukochany zaskoczył mnie swoim zachowaniem. W końcu się wyluzował i dał ponieść uczuciom. Była z niego bardzo dumna.

wtorek, 31 maja 2016

ROZDZIAŁ 153

Nie bałam się, nie denerwowałam. Po prostu szłam na spotkanie z przyjacielem. Tak, zranił mnie, ale był pijany. Chociaż to go nie usprawiedliwia. Już sama nie wiem, co o tym myśleć.
- Spokojnie Roza. Wszystko będzie dobrze.- Dymitr uścisnął moją dłoń, w geście wsparcia.- Jestem przy tobie. Nie pozwolę, aby stała ci się krzywda.
- Nie boję się go. Boję się o naszą przyjaźń.
- Tu chcesz się z nim jeszcze przyjaźnić?! Po tym jak cię potraktował?!- wkurzył się.
- Był pijany.- powiedziałam, zanim ugryzłam się w język.
- I jeszcze go bronisz.- podniósł głos, co nie było u niego normalne. Z jednej strony powinnam się cieszyć, bo unosi się tylko w rozmowach o ważnych dla siebie sprawach. - Może od razu w skocz mu w ramiona i poproś by skończył to, co tak brutalnie wam przerwałem.
- Dymitr, ty w ogóle słyszysz co mówisz? Chcę tylko, żebyś spróbował mnie zrozumieć, ten jeden raz.- sama zaczęłam się unosić.
- To niby wcześniej cię nie rozumiałem?! Nie stałem za tobą i nie pomagałem gdy nikt ci nie wierzył?!
- Jakoś ci tego zrozumienia zabrakło, gdy raniłeś mnie po odmianie.
- Chciałem dla ciebie dobrze. Żebyś była szczęśliwa.- powiedział cicho.
- Szczęśliwa mogę być tylko z tobą.- prychnęłam i poszłam na miejsce spotkania. Myślałam, że mąż pójdzie za mną, ale się pomyliłam.
- O już jesteś. A gdzie twój książę?- Wincenty rozejrzał się dookoła.
Wzruszyłam ramionami z obojętną miną.
- Nie ma go.
- Jak to?- zdziwił się.
Gdy zobaczył w jakim jestem stanie, przytulił mnie. Nie wiem, dlaczego, ale zawsze kiedy zamyka mnie w swoich w ramionach, daję upustu wszystkich moich emocji. Tak było od zawsze. Był dla mnie jak starszy brat, choć dzieliły nas tylko trzy miesiące.
- Cii... spokojnie Róża, nie płacz. Wiem, że to boli, ale wkrótce się pogodzicie. On się po prostu o ciebie martwi.- spojrzałam mu ze zdziwieniem w oczy.
- Sk..skąd wiesz...- zaczęłam się jąkać, ale on nie pozwolił mi dokończyć.
- ...co się między wami stało?- pokiwałam głową.- Słychać było was w połowie parku. Ale to znaczy, że jesteś dla niego ważna. On zasługuje na taki skarb jak ty. A ja teraz nie umiem spojrzeć w twarz mojej narzeczonej.- gdy upewnił się, że jest mi lepiej, odsunął się i przeszedł przez polanę, po czym usiadł ba przewróconym drzewie, przodem di mnie. Twarz schował w dłoniach.- Ja ją kocham. Bardzo. Była pierwszą osobą, która tak się do mnie zbliżyła od mojego przyjazdu tu. Poczułem miłość. Nie dziecinne zauroczenie. Prawdziwą miłość. Dzięki niej zapomniałem o tobie, jako niespełnionej miłości, a tak jak zawsze chciałaś, stałaś się moją siostrą. Nie żebym wymienił cię ba nią. Nie da się zastąpić człowieka. Tylko trzeba znaleźć odpowiedniego. Ja znalazłem, a teraz wszystko schrzaniłem.
Przysiadłam się przy nim i objęłam go ramieniem.
- Spokojnie. Na jednej dziewczynie świat się nie kończy.- próbowałam go pocieszyć, ale nigdy nie byłam w tym dobra.
- Ciekawe czy byłabyś taka cwana, gdyby Bielikow cię zostawił?- oburzył się.
- A wiesz, było kilka takich sytuacji, że on mnie odrzucał. Ale ja o niego walczyłam. Nie siedziałam sobie na kłodzie w parku i nie użalałam się nad sobą, tylko walczyłam.
- A mam o co?-popatrzył na mnie smutno, ale mimo wszystko zobaczyłam w jego oczach nadzieję.
- Wszystko zależy od ciebie. Na razie nie chce cię znać, ale bardzo Cię kocha.
- Muszę z nią porozmawiać.-zerwał się i już chciał do niej biec, ale go zatrzymałam
- Nie! Stój! Daj jej czas. Nie teraz.
- A kiedy?
- Jutro. Dzisiaj jest za wcześnie.
- Dobrze. Dziękuję Rose. I jeszcze raz bardzo cię przepraszam za swoje zachowanie. Jesteś wspaniałą przyjaciółką.- przytulił mnie serdecznie.
- Cała przyjemność po mojej stronie.- odwzajemniłam gest.
Pożegnaliśmy się i każdy poszedł w swoją stronę.
Gdy mijałam kolejne drzewo, poczułam na biodrach dłonie. Od krzyku powstrzymał mnie wspaniały zapach, którym się zaciągnęłam w chwili, gdy poczułam ciepły oddech tuż przy uchu.
- A jednak wpadłaś mu w ramiona Roza.- szepnął mi ukochany. Nie wydawał się być zły.
- Śledzisz mnie?- spytałam wtulając się w jego szeroki, umięśniony tors.
- Pilnuję. W końcu ci to obiecałem.
- Ach tak. No cóż, nie miał kto mnie pocieszyć po kłótni z mężem. A bardzo nie lubię się z nim kłócić.
- Ja z tobą też. Ale nie musisz od razu lecieć w objęcia innego.- wydawał się być urażony.
- Towarzyszu, przecież wiesz, że kocham tylko ciebie. A Wincenty chce odzyskać Olę.
- Czyli przewidujesz nasz plan za udany?- odwrócił mnie do siebie.
- Da.
Dymitr złączył nasze dłonie i ruszyliśmy w drogę powrotną. Cieszyłam się, że był przy mnie, jednocześnie dając nam wrażenie rozmowy na osobności.
W domu z trudem rozdzieliliśmy się. Dymitr poszedł do pokoju Karoliny, a ja do naszego pokoju. Tam czekały już Ola, siostry Bielikowa i...
 - Syd?!- przytuliłam przyjaciółkę.- Co ty tu robisz?
- Miałam ominąć kolejną akcję zwariowanej Rose Hathaway?!
- Hathaway-Bielikow.- poprawiłam ją.
- Niech Ci będzie.
- Dziewczyny koniec gadania. Musimy przygotować królowe na bal.- Karolina potrząsnęła moją sukienką w powietrzu.
Nim zauważyłam, zostałam zamknięta w łazience z jakimś pakunkiem.
- Tylko nie siedź tam za długo. Mamy trzy godziny na was dwie.- zza drzwi usłyszałam wołanie Soni.
Westchnęłam ciężko. Wzięłam szybki prysznic, mając ciało i włosy kosmetykami o zapachu zielonego jabłka. Wyszłam ubrana w czerwoną, koronkową bieliznę i mięciutki szlafrok z torby od dziewczyn. Sonia szybko wepchnęła na moje miejsce Olę, a reszta posadziła mnie przy jednej z toaletek. Chwila! Skąd wzięły drugą?! Nie ważne. Bielikówny zaczęły robić mi coś na głowie. Zanim skończyły, z łazienki wyszła dampirzyca w takim samym szlafroku. Domyśliłam się co ma pod spodem i uśmiechnęłam się do niej znacząco. Od razu jej policzki przybrały czerwoną barwę. Dziewczyny, które nie zajmowały się mną, posadził ją przy drugim lusterku. Po godzinie nasze fryzury były gotowe.(zdjęcie↓) Przyszedł czas na makijaż. To zajęło kolejne pół godziny. Ostatnie poprawki i byłyśmy gotowe.
- WOW! To na prawdę ja?- Ola z niedowierzaniem patrzyła na swoje odbicie w lustrze.
- Tak. W pełnej okazałości.
- Dziewczyny jesteście świetne. Będę o tym pamiętać, pod czas przygotowań do ślubu.- śmiała się.
- No to teraz zrzucać szlafroki i wskazywać w sukienki.- ucieszyła się Wiktoria.
Wykonałam polecenie ukazując się w samej bieliźnie.
- A...ale tak przy was.- zająknęła się speszona Dampirzyca.
- Ej, wszystkie jesteśmy kobietami. Nie masz się co wstydzić.- zauważyłam biorąc sukienkę.- mam nadzieję, że w nią wejdę.
- Spokojnie, mama trochę ja przerobiła. Ale da się ją przywrócić do poprzedniego stanu.- uspokoiła mnie Karolina.
W tym czasie Ola już założyła ubranie.(zdjęcie↓)
- WOW!! Wyglądasz...
- ...nieziemsko.- dokończyłam za Sydney.
- Nigdy nie myślałam, że mogę tak wyglądać. Ale teraz chodźmy. Niech ten idiota dowie się, co stracił.
- No oby tak dalej. Podoba mi się ta nowa Ola.- powiedziałam z uznaniem, kiedy Sonia zapinała mi na szyi łańcuszek, który dostałam od Dymitra na rocznicę.
Obie zeszłyśmy na dół, gdzie czekał już mój mąż. Gdy tylko nas zobaczył, zatrzymał się w pół kroku. Zmierzył mnie od góry do dołu.
- Roza...- powiedział to tak, że gdybym nie trzymała się poręczy, upadłabym.
Widziałam jak rozbiera mnie wzrokiem.
- Poczekaj do powrotu towarzyszu.- powiedziałam stając na przeciwko niego.
Ukochany jednym ruchem przyciągnął mnie bliżej siebie i pocałował namiętnie.
- Nie wiem, czy wytrzymam Roza.- wyszeptał zachrypniętym głosem. Jego już czarne z pożądania oczy patrzyły prosto w mój biust.
- Fajnie gołąbeczki, ale chodźmy już.- ponagliła nas Ola.
Dymitr złączył nasze dłonie i wyszliśmy.
__________________________________________________________
Dawno nie było ze zdjęciami, więc proszę.


Chyba nie muszę mówić kto to.💖😉


Sukienka Oli( mała poprawka. Jednak będzie bez ramiączek)

Fryzura Rose

I fryzura Oli.