Wróciliśmy o drugiej nad ranem. Dawno tak się nie bawiłam. Ola nieźle się upiła, a plan się udał. Dymitr też trochę wypił, ale nie był pijany. Miał trochę większą odwagę, ale był całkowicie świadomy tego co robił.
- I co towarzyszu, aż tak źle było?- spytałam, wchodząc do naszej sypialni.
Byłam padnięta. Usiadłam w miękkim fotelu, zatapiając się w miękkim odbiciu. Ukochany kleknął przy mnie.
- Było cudownie Roza.- mruknął, całując mnie po nodze, z której ściągał mi szpilki.- Pięknie wyglądasz.
- Nie wiem, czy mam jeszcze na cokolwiek siłę.- droczyłam się z nim.
- Ja myślę, że trochę jeszcze znajdziesz.- pocałunki przeszedł na moją rękę, a jego dłoń wspinała się do brzegu sukienki.
Od razu zrobiło mi się gorąco. Przekrzywiłam głowę, aby ułatwić mu dostęp do szyi. Jęknęłam cicho, gdy lekko przygryzł mi skórę. Poczułam, że uśmiechnął się. W pewnym momencie złapał mnie w talii i przeniósł na łóżko. Zawisł nade mną, już bez koszulki. Patrzyliśmy sobie głęboko w oczy. Dymitr pochylił się w moją stronę. Oddychaliśmy nierówno. Nasze klatki piersiowe poruszały się w przyspieszonym tempie.
- Jesteś taka piękna.- szepnął w moje usta.
- Nie gadaj, tylko mnie pocałuj.- jęknęłam.
Nie musiałam długo czekać na jego gest. Zatopiłam się w słodyczy jego pocałunków. Po chwili oboje byśmy bez ubrań. Westchnęłam gdy we mnie szedł. Gdy oboje osiągnęliśmy spełnienia, objęci udaliśmy się do krainy Morfeusza.
Obudziły mnie jakieś krzyki.
- Nie obchodzi mnie to! Daj mi w końcu spokój.
- Zrozum za cholerę, że Cię Kocham!
- No. Najbardziej okazałeś swoją miłość trzy dni temu. Na ognisku.
- Ja przynajmniej nie chodzę do toalety z gościem, którego znam pięć minut.
Dymitr też się obudził. Wstał szybko i chciał wyjść, ale go zatrzymałam. Zmierzyłam go wzrokiem.
- Towarzyszu wiem, że to twój dom i masz prawo czuć się swobodnie, ale załóż chociaż bokserki, jeśli nie chcesz, abym się na ciebie rzuciła na dole.-
- Taka propozycja jest do przyjęcia zawsze i wszędzie.- uśmiechnął się, kierując swoje kroki di szafy.
- Przynajmniej ma czym się pochwalić!- następna seria krzyków.
Już ubrani zeszliśmy na dół, sprawdzić co się dzieje. Wincenty stał na środku pokoju, kłócąc się z Olą.
- Co tu się dzieje?- spytał mój mąż. Udawał zdenerwowanie, choć w głębi duszy chciał się roześmiać. Tak samo ja.- A co ten skurwiel tutaj robi.- spojrzał ostro na Mike'a.
- Uważaj na słowa Ruski Barszczu.- syknął moroj.
- Nie obrażaj mojego przyjaciela.- fuknęła czarnowłosa.- Jeśli nie masz nic ciekawego do powiedzenia, to wyjdź i nie marnuj mojego czasu.
- Chciałem jeszcze powiedzieć, że byłaś najlepszą którą miałem i będziesz ostatnia. Nigdy sobie nie odpuszczę. Będziesz moja.- odpowiedział jej były i wybiegł z domu.
Z oczu dziewczyny poleciały łzy. Widząc to oboje ją przytuliliśmy. Nikt nic nie powiedział. Słowa były zbędne.
Przy śniadaniu wszyscy wypytywali nas o przebieg akcji. Radość nie opuszczała żadnego z nas. Ola była usatysfakcjonowana, a ja dumna z niej męża. Ale tylko ja i on wiedzieliśmy z jakiego powodu. Dymitr także miał dobry humor. Cały czas był uśmiechnięty, a przy stole droczył się ze mną. Po jedzeniu dziewczyny, tak jak ustaliły, szykowały się do miasta. Miał je tam zawieźć chłopak Karoliny. Muszę w końcu dowiedzieć się, jak ma na imię. W domu zostanę tylko z ukochanym i dziećmi.
- W szafce na gorze masz kaszki. Jak zacznie płakać, to daj mu smoczek i jakiś samochodzik. I potrzebuje dużo uwagi. Na pewno sobie poradzicie?- upewniała się Sonia przy drzwiach.
- Na pewno. Przecież od półtora tygodnia tu jestem. Umiem się nim zająć.- zapewniałam ją.
- No dobrze.- westchnęła z ulgą. Wiedziałam, że mi ufa.
- Idź już, bo wam najlepsze sklepy zamkną.- ponagliłam Bielikownę.
- Jeszcze raz bardzo dziękuję.- przytuliła mnie, a później Dymitra i pomachała synkowi.- Papa kochanie.
- Pa pa.- pożegnał się z mamą znad klocków, którymi bawił się z Zoją, Pawką i Lilianą.
Po chwili przytulona do strażnika machałam za odjeżdżającym samochodem, po czym wróciliśmy do środka.
- A gdze mama?- spytał rozkojarzony Łuka.
- Pojechała do miasta, ale spokojnie, wróci. A na razie mamy cały dzień dla siebie.
- Pobawicie sie zi niami?- oczy chłopca zabłysły jak pięciocentówki.
- No dobrze. Kochanie, przyłączysz się do nas?- spytałam męża.
- Ok.- usiadł na dywanie po turecku.- A co będziemy robić?
- Brium brium autkiami.- zaproponował blondyn.
- I weźmy moje rakiety.- zanim ktokolwiek coś powiedział, Pawka zniknął na schodach. Po chwili wrócił ze swoimi statkami kosmicznym.
- Medvezhonok!- zaśmiał się młodsza siostra bruneta.
- Misie są dziewczyńskie.- zaprotestował jej brat.
- Sam jesteś dziewczyński.- oburzyła się Lili.
- No co? Taka prawda.
- To wy się bawcie razem, a my się pobawimy razem.- obrażona dziewczynka złapała za rękę córkę Karoliny i już chciała wychodzić, gdy zatrzymał je głos Dymitra.
- Nie. Będziemy się bawić wszyscy. Znam taką jedną grę...
I tak przez kilka godzin bawiliśmy się razem. Skończyliśmy dopiero przed obiadem.
- Idźcie umyć ręce.- poleciłam nagrywając do stołu.
Obiad był wcześniej naszykowany przez Olenę. Dymitr wziął na kolana Zoję, a ja Łukę. Razem rozmawialiśmy o planach na dalszy dzień. Postanowiliśmy pójść na spacer po Bai.
Z pomocą starszych dzieci posprzątałam po jedzeniu. W tym czasie mój mąż przygotował wózki dla młodszych. Następnie każdy z nas wyszykował się i wyszliśmy.
Pogoda była nawet ładna. Trochę chłodno, w końcu to środek listopada. Na szczęście wszyscy byliśmy ciepło ubrani. Dzieci trochę pobiegły. Zwłaszcza ośmioletnie. Szkraby też się trochę poruszały, ale lepiej było im w wózku.
Po dwóch godzinach wróciliśmy do domu. Po umyciu rąk, postanowiliśmy, że dzieci mogą wybrać jakaś bajkę. Padło na krainę lodu. Z ukochanym przygotowaliśmy popcorn i napoje. Dzieci siedziały zaopatrzone w laptopa Dymitra, na którym puścił film. Te siostry trochę skojarzyły mi się ze mną i Lissą. Też oddała bym za nią życie. Jeszcze rok temu, była jedynym co mam.
Dziewczynki świetnie się bawiły śpiewając z głównymi bohaterkami "Ulepimy dziś bałwana" i "Mam tę moc". Po filmie wszyscy posnęli. No oprócz mnie i Bielikowa. On zaniósł dzieciaki do pokoi, a ja posprzątałam puste miski i butelki. Gdy wszystko było gotowe, poszłam się myć. Po mnie, pod prysznic ruszył strażnik.
Leżeliśmy w łóżku, podsumowując cały dzień. Bardzo to lubiłam. Mogliśmy omówić, co nam się podobało, co mogliśmy zrobić inaczej i najważniejsze co czuliśmy. Przez ten czas co znam Dymitra, nauczyłam się, że ważne jest mówienie o swoich uczuciach, ale tylko odpowiednim osobą. Takie przyznanie się przed samym sobą, co naprawdę myślimy. I czy powinniśmy się tym kierować.
- Roza będziesz wspaniałą matką, ale boję się, że za bardzo przywiązujesz się do Łukiego.- ukochany ścisnął mnie mocniej.
- A co w tym złego?- zdziwiłam się.
- Kochanie musisz mieć świadomość, że za niedługo wyjedziemy stąd i nie wiadomo, kiedy wrócimy. A wy oboje będziecie cierpieć.
Zastanowiłam się nad jego słowami.
- Może masz rację...- wzruszyłam ramionami. Mąż popatrzył na mnie znacząco.- No dobra, masz rację, ale co poradzić? Miłość.- uśmiechnęłam się do niego.
- Mam się bać?- spytał, ze śmiechem.
- Wszyscy w twojej rodzinie mają w sobie to coś. Chodzi o oczy.
- On ma inne.
- Ale śmieją się tak samo.
- Skoro tak mówisz.
- Bo tak jest.- ziewnęłam mimowolnie.
- To niech teraz tak będzie, że ty pójdziemy spać.- zaproponował
- Dobranoc towarzyszu.
- Dobranoc Roza.
Już odpływałam, gdy rozległ się hałas na dole.
"Nasz los od zawsze zapisany był w gwiazdach. To one poprowadziły mnie do Ciebie mimo tylu przeciwności, spójrz. Jesteśmy tu. Razem. Ty i ja Roza. Na zawsze."
piątek, 3 czerwca 2016
ROZDZIAŁ 155
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
środa, 1 czerwca 2016
ROZDZIAŁ 154
Weszliśmy do zatłoczonej sali. Przy bramce Bielikow szepnął coś ochroniarzowi i mogliśmy wejść bez kolejki. W środku uderzyła nas głośna muzyka i zapach perfum wymieszanych z potem. W uszach dudniły basy jakiejś piosenki lecącej z głośników. Pod jedną ze ścian stał barek, a przed parkietem DJ. Sala była ogromna. Poczułam się jak za dawnych lat. Imprezy, alkohol, taniec. Ale tamtej mnie już nie ma. Teraz jestem strażniczką odpowiedzialną za życie królowej, a niedługo będę matką.
Ale teraz jestem tutaj i mogę pokazać dawną siebie. Co nie zmienia faktu, że alkoholu nie piję. Spojrzałam na swoich towarzyszy. Im jednak trochę procentów się przyda. Oboje rozglądali się niepewnie. Cała brawura Aleksandry z przed godziny zniknęła. Złapałam ich za ręce i pociągnęłam do baru. Obsługiwał go Mulat z postawioną grzywką i lekkim zarostem. Nie powiem przystojny, ale nie dorasta Dymitrowi do pięt. Był dampirem.
- Co dla ciebie bella?- spytał z wyczuwalnym włoskim akcentem.
- Krwawą Meery i Shota.- odpowiedziałam.
- Proszę.- barman podał dwa kieliszki, puszczając mi oczko. Poczułam ramiona obejmujące mnie w pasie. Gdy dampir spojrzał na Dymitra od razy się oddalił.
Zachichotałam biorąc alkohol do rąk. Podałam jeden kieliszek mężowi, a drugi przyjaciółce
- To dla odwagi.- powiedziałam gdy niepewnie patrzyli na trunek.- No do dna.
Jednym łykiem opróżnili naczynia. Nagle do Oli podszedł jakiś facet, obejmując ją od tyłu i szepcąc jej coś na ucho. Spojrzała na mnie niepewnie. Skinęłam głową i po chwili dziewczyna zniknęła w tłumie. Jednak mój mąż nie spuszczał jej z oczu. Ja też, ale oczekując niezłego widowiska. Chłopak nie był głupi. Wiedział, że wkroczył na ostrożny grunt. Nie był nachalny. No, nie za bardzo. Po jakimś czasie dłonie na jej biodrach zaczęły schodzić niżej. Dziewczyna była przytulna do niego tyłem, więc zaczęła panikować. Rozglądała się do około, do póki jej wzrok nie spoczął na mnie. Pokazywałam jej co ma robić, aby lekko go o chłodzić, lub wręcz przeciwnie. Po skończonej piosence odsunęła się, dała mu kartkę z fałszywym numerem i wróciła do nas, kręcąc tyłkiem.
- Moja dziewczynka.- objęłam ją dumnie.
- Nie rozumiem.- mój mąż zmarszczył brwi analizując co się przed chwilą stało.
- Napaliła go i dała fałszywy numer. Teraz on znajdzie sobie łatwą laskę, którą zaciągnięcia do kibla, ale nigdy nie zapomni czarnowłosej dziewczyny o zielonych oczach.- wytłumaczyłam, wskazując parę zmierzającą do toalety.
Chłopak obejrzał się w naszą stronę i posłał uwodzicielski uśmiech do dziewczyny, z którą tańczył pięć minut temu. Ola odpowiedziała mu z nad kieliszka.
-Mam tylko wzbudzić zazdrość Wincentego, a nie podrywać nowych facetów.- stwierdziła obojętnie.
- Rose. Psujesz mi przyjaciółkę.- Bielikow był bardziej zszokowany niż zły.- A takim to aż mam ochotę obić tą piękną buźkę.
- To tylko na jedną noc towarzyszu. O jest twój anioł stróż.- wskazałam na drzwi, przez które wszedł cel naszej intrygi.- Pamiętaj co ci mówiłam. Faceci są prości, ale nie muszą tego wiedzieć.
Ola popatrzyła na moroja. Ten po chwili odnalazł ją wzrokiem. Zdziwił się. Po prostu widziałam te obrazy, jak ją rozbiera w jego oczach. Uśmiechnął się kusząco, ale ona tylko zmierzył go cynicznym spojrzeniem i wróciła do drinka.
- Dobra. To teraz my idziemy zaszaleć, a ty pokaż co potrafisz. Rozgrzewkę masz za sobą.- uścisnęłam jej dłoń dla otuchy i pociągnęłam męża na parkiet.
- Rose, nie jestem pewny...- zaczął ukochany.
- Skarbie. Tutaj każdy przekracza granice. Nie musisz za bardzo, jeśli nie czujesz się na siłach, ale spróbuj się rozluźnić i zabawić, bez konieczności ubijania się za ośmiu.
- Pomożesz mi?- spytał nieśmiało.
- Jasne.- złapałam mu dłonie i położyłam sobie ma biodrach.- Zamknij oczy i wczuj się w rytm. Muzykę. Reszta pójdzie łatwo. Pomyśl, że jestem tu tylko ja. Zrób to dla mnie.
Pomogło. Dymitr miał dobre wyczucie rytmu, więc był nie zastąpionym tancerzem. Na początku się krępował, ale po chwili szalał jak inni. Był to bardzo dziwny widok. Poważny strażnik, tańczący w klubie Disco. Ale był szczęśliwy. A ja z nim.
W tłumie wypatrzyłam Olę i Mike'a. On patrzył na nią z zazdrością, a ona go olewała tańcząc z każdym facetem na sali. Nawet nie zauważyła jak blisko ognia się znalazła. A może raczej ruchomych piasków. Następnym który chwycił ją w ramiona był Wincenty.
- Uważaj towarzyszu. Zapowiada się niezłe przedstawienie.
Bielikow zwrócił się w kierunku w który patrzyłam. Podeszliśmy bliżej, żeby lepiej słyszeć.
-... moje uczucia się nie liczą?!- krzyknęła dampirzyca.
- Ale skarbie...
- Żadnego "ale". Ufałam ci, a ty mnie zawiodłeś.
- Oluś. Proszę wybacz mi. Co mam zrobić?
- Nie wiem. Wymysł coś. Masz mnóstwo czasu. Ja wracam do szkoły.
- A nasz ślub?
- Ślub?! Człowieku. Dwa dni temu dobierałeś się do swojej MĘŻATEJ przyjaciółki,- zaakcentowała mój stan.- a ty mi tu o jakimś ślubie pieprzysz?! Nie będzie żadnego ślubu. Z nami koniec.- zdjęła pierścionek zaręczynowy i kuszącym krokiem minęła byłego narzeczonego, wkładając mu go do kieszeni spodni. Po jego minie, sekundowym błysku w oczach i triumfalnym uśmieszku dampirzycy domyśliłam się, że nie pominęła żadnego szczegółu. Jednym z nich, było muśnięcie jego przyjaciela w spodniach.
- To co teraz?- spytała gdy była pewna, że Wincenty nas nie usłyszy.
- Faza trzecia: zadać ból. Musisz zbliżyć się do jakiegoś faceta, możesz wykorzystać któregoś z wcześniejszych, pocałować go na oczach celu i dać się zaprowadzić w stronę toalet.- wyjaśniłam. Oboje popatrzyła na mnie wstrząśnięta.- Spokojnie. Umiesz się bronić, więc mu uciekniesz. Na wszelki wypadek, Dymitr ukryj się gdzieś tam w cieniu i pomożesz jej.
- Okey.- mój mąż pokiwał głową. Patrzyłam na niego chwilę póki nie ogarnął.- Ale teraz?
- Wolisz czekać aż ją zgwałcą?
- Nie.- powiedział i odszedł.
Ola wzięła kolejną porcję napoju i wmieszała się w tłum. Po chwili już obejmował ja jakiś facet. Szeptał jej coś na ucho, a ona przy tym się śmiała. Nagle wbiła się w jego usta, z namiętnym pocałunkiem. To znaczyło, że Wincenty dalej ją obserwuje. Całowali się tak, aż zabrakło im powietrza. Wtedy to ona zaczęła mu coś szeptać. On pokiwał głową i pociągnął w stronę toalet.
- Hej mała.- odwróciłam się w stronę głosu, nie wzruszona. Po mojej prawej siedział przystojny blondyn z poczochraną czupryną i niebieskimi oczami, wpatrującymi się w zagłębienie mojego dekoltu. Był już porządnie wystawiony.- Taka śliczna niunia, nie powinna siedzieć sama gdy inni tańczą.
- Nie jestem tu sama.- posłałam mu sztuczny uśmiech i odwróciłam wzrok, mając nadzieję, że przybysz się odczepi. Znalazłam Mikego. On nie był zły, nawet wściekły.
On był wkurwiony. Jeszcze nigdy nie widziałam go w takiej furii. Z najbliższych stolików jednym ruchem zrzucał kubki po alkoholu, krzesła roztrzaskiwał na ścianach, a na koniec wyszedł trzaskając drzwiami.
- A z kim w takim razie?- jednak facet się nie odczepił.
Położył swoją dłoń na moim udzie. Od razu ją strzepnęłam. W tym samym momencie z toalet wyszli Ola i Dymitr. Natychmiast zeskoczyłam z stołka bazowego i odwróciłam się do towarzysza.
- Z mężem.- powiedziałam i podeszłam do ukochanego.
- I jaka reakcja?- spytała dampirzyca.
- Jeszcze nigdy nie widziałam go tak wkurwionego, bo inaczej tego nie da się nazwać.
- Nie ważne. Mogę prosić panią na parkiet.- Bielikow przyciągnął mnie bardzo blisko siebie, szepcząc na ucho swój plan, co zrobi gdy wrócimy do domu i zamkniemy w swoim pokoju. Chichocząc, ruszyliśmy w tłum. Już nie mogłam doczekać się końca tej imprezy. Ukochany zaskoczył mnie swoim zachowaniem. W końcu się wyluzował i dał ponieść uczuciom. Była z niego bardzo dumna.
Ale teraz jestem tutaj i mogę pokazać dawną siebie. Co nie zmienia faktu, że alkoholu nie piję. Spojrzałam na swoich towarzyszy. Im jednak trochę procentów się przyda. Oboje rozglądali się niepewnie. Cała brawura Aleksandry z przed godziny zniknęła. Złapałam ich za ręce i pociągnęłam do baru. Obsługiwał go Mulat z postawioną grzywką i lekkim zarostem. Nie powiem przystojny, ale nie dorasta Dymitrowi do pięt. Był dampirem.
- Co dla ciebie bella?- spytał z wyczuwalnym włoskim akcentem.
- Krwawą Meery i Shota.- odpowiedziałam.
- Proszę.- barman podał dwa kieliszki, puszczając mi oczko. Poczułam ramiona obejmujące mnie w pasie. Gdy dampir spojrzał na Dymitra od razy się oddalił.
Zachichotałam biorąc alkohol do rąk. Podałam jeden kieliszek mężowi, a drugi przyjaciółce
- To dla odwagi.- powiedziałam gdy niepewnie patrzyli na trunek.- No do dna.
Jednym łykiem opróżnili naczynia. Nagle do Oli podszedł jakiś facet, obejmując ją od tyłu i szepcąc jej coś na ucho. Spojrzała na mnie niepewnie. Skinęłam głową i po chwili dziewczyna zniknęła w tłumie. Jednak mój mąż nie spuszczał jej z oczu. Ja też, ale oczekując niezłego widowiska. Chłopak nie był głupi. Wiedział, że wkroczył na ostrożny grunt. Nie był nachalny. No, nie za bardzo. Po jakimś czasie dłonie na jej biodrach zaczęły schodzić niżej. Dziewczyna była przytulna do niego tyłem, więc zaczęła panikować. Rozglądała się do około, do póki jej wzrok nie spoczął na mnie. Pokazywałam jej co ma robić, aby lekko go o chłodzić, lub wręcz przeciwnie. Po skończonej piosence odsunęła się, dała mu kartkę z fałszywym numerem i wróciła do nas, kręcąc tyłkiem.
- Moja dziewczynka.- objęłam ją dumnie.
- Nie rozumiem.- mój mąż zmarszczył brwi analizując co się przed chwilą stało.
- Napaliła go i dała fałszywy numer. Teraz on znajdzie sobie łatwą laskę, którą zaciągnięcia do kibla, ale nigdy nie zapomni czarnowłosej dziewczyny o zielonych oczach.- wytłumaczyłam, wskazując parę zmierzającą do toalety.
Chłopak obejrzał się w naszą stronę i posłał uwodzicielski uśmiech do dziewczyny, z którą tańczył pięć minut temu. Ola odpowiedziała mu z nad kieliszka.
-Mam tylko wzbudzić zazdrość Wincentego, a nie podrywać nowych facetów.- stwierdziła obojętnie.
- Rose. Psujesz mi przyjaciółkę.- Bielikow był bardziej zszokowany niż zły.- A takim to aż mam ochotę obić tą piękną buźkę.
- To tylko na jedną noc towarzyszu. O jest twój anioł stróż.- wskazałam na drzwi, przez które wszedł cel naszej intrygi.- Pamiętaj co ci mówiłam. Faceci są prości, ale nie muszą tego wiedzieć.
Ola popatrzyła na moroja. Ten po chwili odnalazł ją wzrokiem. Zdziwił się. Po prostu widziałam te obrazy, jak ją rozbiera w jego oczach. Uśmiechnął się kusząco, ale ona tylko zmierzył go cynicznym spojrzeniem i wróciła do drinka.
- Dobra. To teraz my idziemy zaszaleć, a ty pokaż co potrafisz. Rozgrzewkę masz za sobą.- uścisnęłam jej dłoń dla otuchy i pociągnęłam męża na parkiet.
- Rose, nie jestem pewny...- zaczął ukochany.
- Skarbie. Tutaj każdy przekracza granice. Nie musisz za bardzo, jeśli nie czujesz się na siłach, ale spróbuj się rozluźnić i zabawić, bez konieczności ubijania się za ośmiu.
- Pomożesz mi?- spytał nieśmiało.
- Jasne.- złapałam mu dłonie i położyłam sobie ma biodrach.- Zamknij oczy i wczuj się w rytm. Muzykę. Reszta pójdzie łatwo. Pomyśl, że jestem tu tylko ja. Zrób to dla mnie.
Pomogło. Dymitr miał dobre wyczucie rytmu, więc był nie zastąpionym tancerzem. Na początku się krępował, ale po chwili szalał jak inni. Był to bardzo dziwny widok. Poważny strażnik, tańczący w klubie Disco. Ale był szczęśliwy. A ja z nim.
W tłumie wypatrzyłam Olę i Mike'a. On patrzył na nią z zazdrością, a ona go olewała tańcząc z każdym facetem na sali. Nawet nie zauważyła jak blisko ognia się znalazła. A może raczej ruchomych piasków. Następnym który chwycił ją w ramiona był Wincenty.
- Uważaj towarzyszu. Zapowiada się niezłe przedstawienie.
Bielikow zwrócił się w kierunku w który patrzyłam. Podeszliśmy bliżej, żeby lepiej słyszeć.
-... moje uczucia się nie liczą?!- krzyknęła dampirzyca.
- Ale skarbie...
- Żadnego "ale". Ufałam ci, a ty mnie zawiodłeś.
- Oluś. Proszę wybacz mi. Co mam zrobić?
- Nie wiem. Wymysł coś. Masz mnóstwo czasu. Ja wracam do szkoły.
- A nasz ślub?
- Ślub?! Człowieku. Dwa dni temu dobierałeś się do swojej MĘŻATEJ przyjaciółki,- zaakcentowała mój stan.- a ty mi tu o jakimś ślubie pieprzysz?! Nie będzie żadnego ślubu. Z nami koniec.- zdjęła pierścionek zaręczynowy i kuszącym krokiem minęła byłego narzeczonego, wkładając mu go do kieszeni spodni. Po jego minie, sekundowym błysku w oczach i triumfalnym uśmieszku dampirzycy domyśliłam się, że nie pominęła żadnego szczegółu. Jednym z nich, było muśnięcie jego przyjaciela w spodniach.
- To co teraz?- spytała gdy była pewna, że Wincenty nas nie usłyszy.
- Faza trzecia: zadać ból. Musisz zbliżyć się do jakiegoś faceta, możesz wykorzystać któregoś z wcześniejszych, pocałować go na oczach celu i dać się zaprowadzić w stronę toalet.- wyjaśniłam. Oboje popatrzyła na mnie wstrząśnięta.- Spokojnie. Umiesz się bronić, więc mu uciekniesz. Na wszelki wypadek, Dymitr ukryj się gdzieś tam w cieniu i pomożesz jej.
- Okey.- mój mąż pokiwał głową. Patrzyłam na niego chwilę póki nie ogarnął.- Ale teraz?
- Wolisz czekać aż ją zgwałcą?
- Nie.- powiedział i odszedł.
Ola wzięła kolejną porcję napoju i wmieszała się w tłum. Po chwili już obejmował ja jakiś facet. Szeptał jej coś na ucho, a ona przy tym się śmiała. Nagle wbiła się w jego usta, z namiętnym pocałunkiem. To znaczyło, że Wincenty dalej ją obserwuje. Całowali się tak, aż zabrakło im powietrza. Wtedy to ona zaczęła mu coś szeptać. On pokiwał głową i pociągnął w stronę toalet.
- Hej mała.- odwróciłam się w stronę głosu, nie wzruszona. Po mojej prawej siedział przystojny blondyn z poczochraną czupryną i niebieskimi oczami, wpatrującymi się w zagłębienie mojego dekoltu. Był już porządnie wystawiony.- Taka śliczna niunia, nie powinna siedzieć sama gdy inni tańczą.
- Nie jestem tu sama.- posłałam mu sztuczny uśmiech i odwróciłam wzrok, mając nadzieję, że przybysz się odczepi. Znalazłam Mikego. On nie był zły, nawet wściekły.
On był wkurwiony. Jeszcze nigdy nie widziałam go w takiej furii. Z najbliższych stolików jednym ruchem zrzucał kubki po alkoholu, krzesła roztrzaskiwał na ścianach, a na koniec wyszedł trzaskając drzwiami.
- A z kim w takim razie?- jednak facet się nie odczepił.
Położył swoją dłoń na moim udzie. Od razu ją strzepnęłam. W tym samym momencie z toalet wyszli Ola i Dymitr. Natychmiast zeskoczyłam z stołka bazowego i odwróciłam się do towarzysza.
- Z mężem.- powiedziałam i podeszłam do ukochanego.
- I jaka reakcja?- spytała dampirzyca.
- Jeszcze nigdy nie widziałam go tak wkurwionego, bo inaczej tego nie da się nazwać.
- Nie ważne. Mogę prosić panią na parkiet.- Bielikow przyciągnął mnie bardzo blisko siebie, szepcząc na ucho swój plan, co zrobi gdy wrócimy do domu i zamkniemy w swoim pokoju. Chichocząc, ruszyliśmy w tłum. Już nie mogłam doczekać się końca tej imprezy. Ukochany zaskoczył mnie swoim zachowaniem. W końcu się wyluzował i dał ponieść uczuciom. Była z niego bardzo dumna.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
wtorek, 31 maja 2016
ROZDZIAŁ 153
Nie bałam się, nie denerwowałam. Po prostu szłam na spotkanie z przyjacielem. Tak, zranił mnie, ale był pijany. Chociaż to go nie usprawiedliwia. Już sama nie wiem, co o tym myśleć.
- Spokojnie Roza. Wszystko będzie dobrze.- Dymitr uścisnął moją dłoń, w geście wsparcia.- Jestem przy tobie. Nie pozwolę, aby stała ci się krzywda.
- Nie boję się go. Boję się o naszą przyjaźń.
- Tu chcesz się z nim jeszcze przyjaźnić?! Po tym jak cię potraktował?!- wkurzył się.
- Był pijany.- powiedziałam, zanim ugryzłam się w język.
- I jeszcze go bronisz.- podniósł głos, co nie było u niego normalne. Z jednej strony powinnam się cieszyć, bo unosi się tylko w rozmowach o ważnych dla siebie sprawach. - Może od razu w skocz mu w ramiona i poproś by skończył to, co tak brutalnie wam przerwałem.
- Dymitr, ty w ogóle słyszysz co mówisz? Chcę tylko, żebyś spróbował mnie zrozumieć, ten jeden raz.- sama zaczęłam się unosić.
- To niby wcześniej cię nie rozumiałem?! Nie stałem za tobą i nie pomagałem gdy nikt ci nie wierzył?!
- Jakoś ci tego zrozumienia zabrakło, gdy raniłeś mnie po odmianie.
- Chciałem dla ciebie dobrze. Żebyś była szczęśliwa.- powiedział cicho.
- Szczęśliwa mogę być tylko z tobą.- prychnęłam i poszłam na miejsce spotkania. Myślałam, że mąż pójdzie za mną, ale się pomyliłam.
- O już jesteś. A gdzie twój książę?- Wincenty rozejrzał się dookoła.
Wzruszyłam ramionami z obojętną miną.
- Nie ma go.
- Jak to?- zdziwił się.
Gdy zobaczył w jakim jestem stanie, przytulił mnie. Nie wiem, dlaczego, ale zawsze kiedy zamyka mnie w swoich w ramionach, daję upustu wszystkich moich emocji. Tak było od zawsze. Był dla mnie jak starszy brat, choć dzieliły nas tylko trzy miesiące.
- Cii... spokojnie Róża, nie płacz. Wiem, że to boli, ale wkrótce się pogodzicie. On się po prostu o ciebie martwi.- spojrzałam mu ze zdziwieniem w oczy.
- Sk..skąd wiesz...- zaczęłam się jąkać, ale on nie pozwolił mi dokończyć.
- ...co się między wami stało?- pokiwałam głową.- Słychać było was w połowie parku. Ale to znaczy, że jesteś dla niego ważna. On zasługuje na taki skarb jak ty. A ja teraz nie umiem spojrzeć w twarz mojej narzeczonej.- gdy upewnił się, że jest mi lepiej, odsunął się i przeszedł przez polanę, po czym usiadł ba przewróconym drzewie, przodem di mnie. Twarz schował w dłoniach.- Ja ją kocham. Bardzo. Była pierwszą osobą, która tak się do mnie zbliżyła od mojego przyjazdu tu. Poczułem miłość. Nie dziecinne zauroczenie. Prawdziwą miłość. Dzięki niej zapomniałem o tobie, jako niespełnionej miłości, a tak jak zawsze chciałaś, stałaś się moją siostrą. Nie żebym wymienił cię ba nią. Nie da się zastąpić człowieka. Tylko trzeba znaleźć odpowiedniego. Ja znalazłem, a teraz wszystko schrzaniłem.
Przysiadłam się przy nim i objęłam go ramieniem.
- Spokojnie. Na jednej dziewczynie świat się nie kończy.- próbowałam go pocieszyć, ale nigdy nie byłam w tym dobra.
- Ciekawe czy byłabyś taka cwana, gdyby Bielikow cię zostawił?- oburzył się.
- A wiesz, było kilka takich sytuacji, że on mnie odrzucał. Ale ja o niego walczyłam. Nie siedziałam sobie na kłodzie w parku i nie użalałam się nad sobą, tylko walczyłam.
- A mam o co?-popatrzył na mnie smutno, ale mimo wszystko zobaczyłam w jego oczach nadzieję.
- Wszystko zależy od ciebie. Na razie nie chce cię znać, ale bardzo Cię kocha.
- Muszę z nią porozmawiać.-zerwał się i już chciał do niej biec, ale go zatrzymałam
- Nie! Stój! Daj jej czas. Nie teraz.
- A kiedy?
- Jutro. Dzisiaj jest za wcześnie.
- Dobrze. Dziękuję Rose. I jeszcze raz bardzo cię przepraszam za swoje zachowanie. Jesteś wspaniałą przyjaciółką.- przytulił mnie serdecznie.
- Cała przyjemność po mojej stronie.- odwzajemniłam gest.
Pożegnaliśmy się i każdy poszedł w swoją stronę.
Gdy mijałam kolejne drzewo, poczułam na biodrach dłonie. Od krzyku powstrzymał mnie wspaniały zapach, którym się zaciągnęłam w chwili, gdy poczułam ciepły oddech tuż przy uchu.
- A jednak wpadłaś mu w ramiona Roza.- szepnął mi ukochany. Nie wydawał się być zły.
- Śledzisz mnie?- spytałam wtulając się w jego szeroki, umięśniony tors.
- Pilnuję. W końcu ci to obiecałem.
- Ach tak. No cóż, nie miał kto mnie pocieszyć po kłótni z mężem. A bardzo nie lubię się z nim kłócić.
- Ja z tobą też. Ale nie musisz od razu lecieć w objęcia innego.- wydawał się być urażony.
- Towarzyszu, przecież wiesz, że kocham tylko ciebie. A Wincenty chce odzyskać Olę.
- Czyli przewidujesz nasz plan za udany?- odwrócił mnie do siebie.
- Da.
Dymitr złączył nasze dłonie i ruszyliśmy w drogę powrotną. Cieszyłam się, że był przy mnie, jednocześnie dając nam wrażenie rozmowy na osobności.
W domu z trudem rozdzieliliśmy się. Dymitr poszedł do pokoju Karoliny, a ja do naszego pokoju. Tam czekały już Ola, siostry Bielikowa i...
- Syd?!- przytuliłam przyjaciółkę.- Co ty tu robisz?
- Miałam ominąć kolejną akcję zwariowanej Rose Hathaway?!
- Hathaway-Bielikow.- poprawiłam ją.
- Niech Ci będzie.
- Dziewczyny koniec gadania. Musimy przygotować królowe na bal.- Karolina potrząsnęła moją sukienką w powietrzu.
Nim zauważyłam, zostałam zamknięta w łazience z jakimś pakunkiem.
- Tylko nie siedź tam za długo. Mamy trzy godziny na was dwie.- zza drzwi usłyszałam wołanie Soni.
Westchnęłam ciężko. Wzięłam szybki prysznic, mając ciało i włosy kosmetykami o zapachu zielonego jabłka. Wyszłam ubrana w czerwoną, koronkową bieliznę i mięciutki szlafrok z torby od dziewczyn. Sonia szybko wepchnęła na moje miejsce Olę, a reszta posadziła mnie przy jednej z toaletek. Chwila! Skąd wzięły drugą?! Nie ważne. Bielikówny zaczęły robić mi coś na głowie. Zanim skończyły, z łazienki wyszła dampirzyca w takim samym szlafroku. Domyśliłam się co ma pod spodem i uśmiechnęłam się do niej znacząco. Od razu jej policzki przybrały czerwoną barwę. Dziewczyny, które nie zajmowały się mną, posadził ją przy drugim lusterku. Po godzinie nasze fryzury były gotowe.(zdjęcie↓) Przyszedł czas na makijaż. To zajęło kolejne pół godziny. Ostatnie poprawki i byłyśmy gotowe.
- WOW! To na prawdę ja?- Ola z niedowierzaniem patrzyła na swoje odbicie w lustrze.
- Tak. W pełnej okazałości.
- Dziewczyny jesteście świetne. Będę o tym pamiętać, pod czas przygotowań do ślubu.- śmiała się.
- No to teraz zrzucać szlafroki i wskazywać w sukienki.- ucieszyła się Wiktoria.
Wykonałam polecenie ukazując się w samej bieliźnie.
- A...ale tak przy was.- zająknęła się speszona Dampirzyca.
- Ej, wszystkie jesteśmy kobietami. Nie masz się co wstydzić.- zauważyłam biorąc sukienkę.- mam nadzieję, że w nią wejdę.
- Spokojnie, mama trochę ja przerobiła. Ale da się ją przywrócić do poprzedniego stanu.- uspokoiła mnie Karolina.
W tym czasie Ola już założyła ubranie.(zdjęcie↓)
- WOW!! Wyglądasz...
- ...nieziemsko.- dokończyłam za Sydney.
- Nigdy nie myślałam, że mogę tak wyglądać. Ale teraz chodźmy. Niech ten idiota dowie się, co stracił.
- No oby tak dalej. Podoba mi się ta nowa Ola.- powiedziałam z uznaniem, kiedy Sonia zapinała mi na szyi łańcuszek, który dostałam od Dymitra na rocznicę.
Obie zeszłyśmy na dół, gdzie czekał już mój mąż. Gdy tylko nas zobaczył, zatrzymał się w pół kroku. Zmierzył mnie od góry do dołu.
- Roza...- powiedział to tak, że gdybym nie trzymała się poręczy, upadłabym.
Widziałam jak rozbiera mnie wzrokiem.
- Poczekaj do powrotu towarzyszu.- powiedziałam stając na przeciwko niego.
Ukochany jednym ruchem przyciągnął mnie bliżej siebie i pocałował namiętnie.
- Nie wiem, czy wytrzymam Roza.- wyszeptał zachrypniętym głosem. Jego już czarne z pożądania oczy patrzyły prosto w mój biust.
- Fajnie gołąbeczki, ale chodźmy już.- ponagliła nas Ola.
Dymitr złączył nasze dłonie i wyszliśmy.
__________________________________________________________
Dawno nie było ze zdjęciami, więc proszę.
- Spokojnie Roza. Wszystko będzie dobrze.- Dymitr uścisnął moją dłoń, w geście wsparcia.- Jestem przy tobie. Nie pozwolę, aby stała ci się krzywda.
- Nie boję się go. Boję się o naszą przyjaźń.
- Tu chcesz się z nim jeszcze przyjaźnić?! Po tym jak cię potraktował?!- wkurzył się.
- Był pijany.- powiedziałam, zanim ugryzłam się w język.
- I jeszcze go bronisz.- podniósł głos, co nie było u niego normalne. Z jednej strony powinnam się cieszyć, bo unosi się tylko w rozmowach o ważnych dla siebie sprawach. - Może od razu w skocz mu w ramiona i poproś by skończył to, co tak brutalnie wam przerwałem.
- Dymitr, ty w ogóle słyszysz co mówisz? Chcę tylko, żebyś spróbował mnie zrozumieć, ten jeden raz.- sama zaczęłam się unosić.
- To niby wcześniej cię nie rozumiałem?! Nie stałem za tobą i nie pomagałem gdy nikt ci nie wierzył?!
- Jakoś ci tego zrozumienia zabrakło, gdy raniłeś mnie po odmianie.
- Chciałem dla ciebie dobrze. Żebyś była szczęśliwa.- powiedział cicho.
- Szczęśliwa mogę być tylko z tobą.- prychnęłam i poszłam na miejsce spotkania. Myślałam, że mąż pójdzie za mną, ale się pomyliłam.
- O już jesteś. A gdzie twój książę?- Wincenty rozejrzał się dookoła.
Wzruszyłam ramionami z obojętną miną.
- Nie ma go.
- Jak to?- zdziwił się.
Gdy zobaczył w jakim jestem stanie, przytulił mnie. Nie wiem, dlaczego, ale zawsze kiedy zamyka mnie w swoich w ramionach, daję upustu wszystkich moich emocji. Tak było od zawsze. Był dla mnie jak starszy brat, choć dzieliły nas tylko trzy miesiące.
- Cii... spokojnie Róża, nie płacz. Wiem, że to boli, ale wkrótce się pogodzicie. On się po prostu o ciebie martwi.- spojrzałam mu ze zdziwieniem w oczy.
- Sk..skąd wiesz...- zaczęłam się jąkać, ale on nie pozwolił mi dokończyć.
- ...co się między wami stało?- pokiwałam głową.- Słychać było was w połowie parku. Ale to znaczy, że jesteś dla niego ważna. On zasługuje na taki skarb jak ty. A ja teraz nie umiem spojrzeć w twarz mojej narzeczonej.- gdy upewnił się, że jest mi lepiej, odsunął się i przeszedł przez polanę, po czym usiadł ba przewróconym drzewie, przodem di mnie. Twarz schował w dłoniach.- Ja ją kocham. Bardzo. Była pierwszą osobą, która tak się do mnie zbliżyła od mojego przyjazdu tu. Poczułem miłość. Nie dziecinne zauroczenie. Prawdziwą miłość. Dzięki niej zapomniałem o tobie, jako niespełnionej miłości, a tak jak zawsze chciałaś, stałaś się moją siostrą. Nie żebym wymienił cię ba nią. Nie da się zastąpić człowieka. Tylko trzeba znaleźć odpowiedniego. Ja znalazłem, a teraz wszystko schrzaniłem.
Przysiadłam się przy nim i objęłam go ramieniem.
- Spokojnie. Na jednej dziewczynie świat się nie kończy.- próbowałam go pocieszyć, ale nigdy nie byłam w tym dobra.
- Ciekawe czy byłabyś taka cwana, gdyby Bielikow cię zostawił?- oburzył się.
- A wiesz, było kilka takich sytuacji, że on mnie odrzucał. Ale ja o niego walczyłam. Nie siedziałam sobie na kłodzie w parku i nie użalałam się nad sobą, tylko walczyłam.
- A mam o co?-popatrzył na mnie smutno, ale mimo wszystko zobaczyłam w jego oczach nadzieję.
- Wszystko zależy od ciebie. Na razie nie chce cię znać, ale bardzo Cię kocha.
- Muszę z nią porozmawiać.-zerwał się i już chciał do niej biec, ale go zatrzymałam
- Nie! Stój! Daj jej czas. Nie teraz.
- A kiedy?
- Jutro. Dzisiaj jest za wcześnie.
- Dobrze. Dziękuję Rose. I jeszcze raz bardzo cię przepraszam za swoje zachowanie. Jesteś wspaniałą przyjaciółką.- przytulił mnie serdecznie.
- Cała przyjemność po mojej stronie.- odwzajemniłam gest.
Pożegnaliśmy się i każdy poszedł w swoją stronę.
Gdy mijałam kolejne drzewo, poczułam na biodrach dłonie. Od krzyku powstrzymał mnie wspaniały zapach, którym się zaciągnęłam w chwili, gdy poczułam ciepły oddech tuż przy uchu.
- A jednak wpadłaś mu w ramiona Roza.- szepnął mi ukochany. Nie wydawał się być zły.
- Śledzisz mnie?- spytałam wtulając się w jego szeroki, umięśniony tors.
- Pilnuję. W końcu ci to obiecałem.
- Ach tak. No cóż, nie miał kto mnie pocieszyć po kłótni z mężem. A bardzo nie lubię się z nim kłócić.
- Ja z tobą też. Ale nie musisz od razu lecieć w objęcia innego.- wydawał się być urażony.
- Towarzyszu, przecież wiesz, że kocham tylko ciebie. A Wincenty chce odzyskać Olę.
- Czyli przewidujesz nasz plan za udany?- odwrócił mnie do siebie.
- Da.
Dymitr złączył nasze dłonie i ruszyliśmy w drogę powrotną. Cieszyłam się, że był przy mnie, jednocześnie dając nam wrażenie rozmowy na osobności.
W domu z trudem rozdzieliliśmy się. Dymitr poszedł do pokoju Karoliny, a ja do naszego pokoju. Tam czekały już Ola, siostry Bielikowa i...
- Syd?!- przytuliłam przyjaciółkę.- Co ty tu robisz?
- Miałam ominąć kolejną akcję zwariowanej Rose Hathaway?!
- Hathaway-Bielikow.- poprawiłam ją.
- Niech Ci będzie.
- Dziewczyny koniec gadania. Musimy przygotować królowe na bal.- Karolina potrząsnęła moją sukienką w powietrzu.
Nim zauważyłam, zostałam zamknięta w łazience z jakimś pakunkiem.
- Tylko nie siedź tam za długo. Mamy trzy godziny na was dwie.- zza drzwi usłyszałam wołanie Soni.
Westchnęłam ciężko. Wzięłam szybki prysznic, mając ciało i włosy kosmetykami o zapachu zielonego jabłka. Wyszłam ubrana w czerwoną, koronkową bieliznę i mięciutki szlafrok z torby od dziewczyn. Sonia szybko wepchnęła na moje miejsce Olę, a reszta posadziła mnie przy jednej z toaletek. Chwila! Skąd wzięły drugą?! Nie ważne. Bielikówny zaczęły robić mi coś na głowie. Zanim skończyły, z łazienki wyszła dampirzyca w takim samym szlafroku. Domyśliłam się co ma pod spodem i uśmiechnęłam się do niej znacząco. Od razu jej policzki przybrały czerwoną barwę. Dziewczyny, które nie zajmowały się mną, posadził ją przy drugim lusterku. Po godzinie nasze fryzury były gotowe.(zdjęcie↓) Przyszedł czas na makijaż. To zajęło kolejne pół godziny. Ostatnie poprawki i byłyśmy gotowe.
- WOW! To na prawdę ja?- Ola z niedowierzaniem patrzyła na swoje odbicie w lustrze.
- Tak. W pełnej okazałości.
- Dziewczyny jesteście świetne. Będę o tym pamiętać, pod czas przygotowań do ślubu.- śmiała się.
- No to teraz zrzucać szlafroki i wskazywać w sukienki.- ucieszyła się Wiktoria.
Wykonałam polecenie ukazując się w samej bieliźnie.
- A...ale tak przy was.- zająknęła się speszona Dampirzyca.
- Ej, wszystkie jesteśmy kobietami. Nie masz się co wstydzić.- zauważyłam biorąc sukienkę.- mam nadzieję, że w nią wejdę.
- Spokojnie, mama trochę ja przerobiła. Ale da się ją przywrócić do poprzedniego stanu.- uspokoiła mnie Karolina.
W tym czasie Ola już założyła ubranie.(zdjęcie↓)
- WOW!! Wyglądasz...
- ...nieziemsko.- dokończyłam za Sydney.
- Nigdy nie myślałam, że mogę tak wyglądać. Ale teraz chodźmy. Niech ten idiota dowie się, co stracił.
- No oby tak dalej. Podoba mi się ta nowa Ola.- powiedziałam z uznaniem, kiedy Sonia zapinała mi na szyi łańcuszek, który dostałam od Dymitra na rocznicę.
Obie zeszłyśmy na dół, gdzie czekał już mój mąż. Gdy tylko nas zobaczył, zatrzymał się w pół kroku. Zmierzył mnie od góry do dołu.
- Roza...- powiedział to tak, że gdybym nie trzymała się poręczy, upadłabym.
Widziałam jak rozbiera mnie wzrokiem.
- Poczekaj do powrotu towarzyszu.- powiedziałam stając na przeciwko niego.
Ukochany jednym ruchem przyciągnął mnie bliżej siebie i pocałował namiętnie.
- Nie wiem, czy wytrzymam Roza.- wyszeptał zachrypniętym głosem. Jego już czarne z pożądania oczy patrzyły prosto w mój biust.
- Fajnie gołąbeczki, ale chodźmy już.- ponagliła nas Ola.
Dymitr złączył nasze dłonie i wyszliśmy.
__________________________________________________________
Dawno nie było ze zdjęciami, więc proszę.
Chyba nie muszę mówić kto to.💖😉
Sukienka Oli( mała poprawka. Jednak będzie bez ramiączek)
Fryzura Rose
I fryzura Oli.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
poniedziałek, 30 maja 2016
ROZDZIAŁ 152
Rozpoczęcie akcji zaplanowaliśmy na popołudnie. Na obiedzie również miałam gościa na kolanach. Ale nie przeszkadzało mi to. Bardzo pokochałam Łukę. Słodki, uroczy, mały blondynek. Wyglądał jak aniołek.
- Co tak się szczerzysz?- spytałam z uśmiechem, na co jego usta zajęły jeszcze więcej miejsca na twarzy. Pociągnął mnie za loczka, który wyszedł z mojego warkocza. To była jego ulubiona zabawa. Ciągnięcie cioci za włosy.
- Rose.- powiedział i zaklaskał w rączki.
- Kochanie. Jutro spędzisz z ciocią cały dzień. Choć teraz do mamy. Nakarmimy cię.- Sonia ponowiła próbę odebrania mi swojego dziecka. To tak dziwnie brzmi.
- Nie!- chłopiec wykrzywił usta i na znak protestu chciał tupnąć nóżką, ale zapomniał, że siedzi i jego stopy nie dotykają ziemi. Potem spojrzał na mnie z uśmiechem.- Ciocia Rose.
- Sonia naprawdę mi on nie przeszkadza. Ciesz się z chwili wytchnienia.
- Rose, jesteś kochana.- Karolina uśmiechnęła się do mnie. Tym razem Zoja próbowała sama utrzymać łyżkę i jeść na krześle obok mamy.- Nie kochanie. Tą większą stroną do talerza.- poprawiła córkę Bielikówna.
- No ale powszednie wiadomo, że mężczyźni z naszego rodu mają dobry gust.- odezwała się Jewa. To chyba pierwszy raz od naszego wyjścia ze szpitala.- Pamiętam moich rodziców... Ich miłość była przykładem dla całej Baii. Moja matka, dla ojca porzuciła życie morojki. Została przez to wydziedziczona. Ale zawsze mówiła mi, że było warto.- starsza kobieta odpłynęła myślami daleko wstecz.
Reszta posiłku upłynęła w swobodnej, miłej atmosferze. Ciszę przerywały jedynie sztućce uderzające o talerze i od czasu do czasu śmiechy najmłodszych.
Kiedy Łuka siedział mi na kolanach czułam się dziwnie, ale w pozytywnym znaczeniu. Jakbym znalazła coś, czego potrzebuję. Chciałam zapewnić mu bezpieczeństwo i radość. Nie rozumiem tego. Przecież to nawet nie jest moje dziecko.
Po posiłku zabrałam się za realizację naszego planu. Miałam teraz najcięższą cześć swojej działki. Dwa telefony. Wybrałam pierwszy z numerów, otrzymanych od Oli.
- Roza nie wiem czy to dobry pomysł.- mój kochany mąż się o mnie martwi.
Ale rozumiem go. Gdyby jakaś laska, taka jak Tasza dobierała się do niego, byłaby martwa po pięciu minutach. Chyba, że byłaby to Tasza. Wtedy nie ma więcej niż minutę na wciskanie mi tanich usprawiedliwień z internetu.
- Spokojnie towarzyszu. Przecież będziesz miał wszystko pod kontrolą.
Chciał coś odpowiedzieć, ale ja już wcisnęłam zieloną słuchawkę.
- Halo.- usłyszałam po czterech sygnałach.
- Chcę się spotkać.- powiedziałam prosto z mostu. Noe lubiłam owijania w bawełnę.
- Róża?!- Wincenty od razu się ożywił.- O...oczywiście. Musimy porozmawiać.
- Ja to wiem. Będziemy za pół godziny w parku.
- Jacy "wy"?!
- Ja i Dymitr.
- Rose, Różyczko. Nie ufasz mi? Tamto było po pijanemu.
- Co u pijanego na języku, u trzeźwego w głowie. Albo z nim, albo w ogóle.- postawiłam warunek.
- Nie ma mowy. To sprawa między nami.- upierał się.
- To mój mąż. Co dotyczy mnie, dotyczy również jego.- zaczynał mnie wkurzać. Dymitr złapał mnie za dłoń i zaczął jeździć kciukiem po jej wewnętrznej stronie. Trochę mnie to uspokoiło.
- To ty chcesz pogadać. Albo na moich warunkach, albo zadzwoń kiedy zmienisz zdanie.
- Wiesz co. Jeśli nie chcesz rozmawiać, to nie dzwoń do mnie, nie odzywaj się i nie chcę widzieć cię więcej w życiu.- fuknęłam zdenerwowana.
- Róża...- nie interesowało mnie, co chce powiedzieć i rozłączyłam się. Rzuciłam telefon na łóżko, na którym właśnie siedzieliśmy. Jeszcze chwilę siedziałam obruszona, po czym uśmiechnęłam się cwanie.
- I co teraz.- zmartwił się mój ukochany.- Rose, co cię tak cieszy? Główny obiekt naszego planu znikł z naszego życia. Co po...
- Nie znikł.- przerwałam mu, zanim się rozkręcił.- Wszyscy faceci to prosty mechanizm. Daję mu godzinę. Nie więcej.
Dymitr patrzył na mnie, nic nie rozumiejąc. Zostawiłam go w tym błogim stanie niewiedzy i sięgnęłam po telefon, który przed chwilą przestał wibrować.
Pierwsze nieodebrane połączenie od Mike'a. Po chwili pojawiła się wiadomość.
Od: Dupek
Róża, proszę odezwij się. Nie chcę stracić tej przyjaźni. Spotkajmy się sami. Przecież wiesz, że nic ci nie zrobię.
No proszę. Jaki uległy. Ale nie. Jeszcze nie czas. Wybrałam drugi numer. Należał do mnie kolegi Wincentego. Z nim poszło łatwiej. Po prostu poprosiłam, żeby wyciągnął przyjaciela do klubu w najbliższym mieście. Podaliśmy szczegółowy adres i przybliżony czas spotkania. Później zaczęłam z Olą szykować się na imprezę. Dymitr robił to samo, pod czujnym okiem chłopaków Karoliny, Soni i Wiktorii.
Przegląd ubrań dampirzycy nic nie dał, więc zajrzałyśmy do mojej walizki. O dziwo miałam przy sobie sukienkę z balu w szkole. Tą samą, którą zdjął ze mnie Dymitr, gdy pierwszy raz się pocałowaliśmy. Nie wiem, skąd się tu wzięła, ale najwidoczniej los tak chciał. Szkoda tego nie wykorzystać. Odłożyłam ją na bok. Ale dla Oli znalazłam idealną, zieloną z wycięciem na plecach i sznureczkami przy dekolcie. Ramiączka miała cienkie. Będzie pasować idealnie do włosów i oczu.
- Nie jestem przekonana.- podchodziła do tego strasznie sceptycznie. Nie była typową odważną dziewczyną, która nie wstydzi się mieć na sobie mniej, niż pokazywać.
- Ej, chcesz odzyskać swoją miłość?- pokiwała głową na potwierdzenie.- To nie marudź. W pobliżu będziemy ja i Dymitr. Twój romeo pewnie sam nie pozwoli nikomu cię tknąć. A jeśli ktoś będzie się do ciebie dobierał on lub Bielikow cię uratują. Nic ci nie grozi.-zapewniłam ją.
- Uch, no dobra.
- To teraz to schowajmy. Jak chłopcy skończą to mój mąż przyjdzie do nas.
- Ok.- zaczęłyśmy wszystko składać i chować.- Wiesz Rose. Jesteś taka, jaką ja zawsze chciałam być. Odważna, stanowcza, umiesz wyrazić siebie i każdy wie, że z tobą nie warto zadzierać. Jak ty to robisz.
- Posłuchaj. Najważniejsze to być sobą. Nie pytaj się, co on/ona by zrobili. Zapytaj się, co ty byś zrobiła. Każdy ma coś czym mniej lub bardziej zwraca na siebie uwagę. Znajdź ludzi, którzy docenią to coś. Oni będą twoimi przyjaciółmi. Nikogo więcej nie potrzebujesz.- no super. Teraz to ja daje lekcje typu zen.
Usłyszałam pukanie do drzwi. Wszystko było już pochowane, więc bez zbędnych ceregieli krzyknęłam ciche "proszę". W drzwiach pojawił się mój ukochany.
- Tęskniłaś?- spytał, siadając na łóżku i podając mi telefon, który ciągle tam leżał.
- Bardzo.- usiadłam koło niego, dałam mi causa w policzek i zaczęłam przeglądać smartfona. Dwadzieścia nieodebranych połączeń i osiem wiadomości. Najważniejsza była dla mnie ostatnia.
Od: Dupek
Niech ci będzie. Spotkamy się w trójkę pod starą topolą w parku za pół godziny.
Spojrzałam na godzinę odebrania wiadomości i zegarek. Z triumfalnym uśmiechem popatrzyłam na strażnika, który przyglądał się każdemu mojemu ruchowi.
- Za dziesięć minut mamy spotkanie pod starą topolą.- oświadczyłam.
- Wiesz, Roza. To było podstępne. Jesteś bardziej podobna do Ojca niż myślisz.
- Boisz się mnie.- wystawiłam w jego stronę ręce w geście "jestem duchem."
- Oczywiście skarbie.- chwycił je i przyciągnął mnie. Nasze usta spotkały się w słodkim pocałunku.
- Co tak się szczerzysz?- spytałam z uśmiechem, na co jego usta zajęły jeszcze więcej miejsca na twarzy. Pociągnął mnie za loczka, który wyszedł z mojego warkocza. To była jego ulubiona zabawa. Ciągnięcie cioci za włosy.
- Rose.- powiedział i zaklaskał w rączki.
- Kochanie. Jutro spędzisz z ciocią cały dzień. Choć teraz do mamy. Nakarmimy cię.- Sonia ponowiła próbę odebrania mi swojego dziecka. To tak dziwnie brzmi.
- Nie!- chłopiec wykrzywił usta i na znak protestu chciał tupnąć nóżką, ale zapomniał, że siedzi i jego stopy nie dotykają ziemi. Potem spojrzał na mnie z uśmiechem.- Ciocia Rose.
- Sonia naprawdę mi on nie przeszkadza. Ciesz się z chwili wytchnienia.
- Rose, jesteś kochana.- Karolina uśmiechnęła się do mnie. Tym razem Zoja próbowała sama utrzymać łyżkę i jeść na krześle obok mamy.- Nie kochanie. Tą większą stroną do talerza.- poprawiła córkę Bielikówna.
- No ale powszednie wiadomo, że mężczyźni z naszego rodu mają dobry gust.- odezwała się Jewa. To chyba pierwszy raz od naszego wyjścia ze szpitala.- Pamiętam moich rodziców... Ich miłość była przykładem dla całej Baii. Moja matka, dla ojca porzuciła życie morojki. Została przez to wydziedziczona. Ale zawsze mówiła mi, że było warto.- starsza kobieta odpłynęła myślami daleko wstecz.
Reszta posiłku upłynęła w swobodnej, miłej atmosferze. Ciszę przerywały jedynie sztućce uderzające o talerze i od czasu do czasu śmiechy najmłodszych.
Kiedy Łuka siedział mi na kolanach czułam się dziwnie, ale w pozytywnym znaczeniu. Jakbym znalazła coś, czego potrzebuję. Chciałam zapewnić mu bezpieczeństwo i radość. Nie rozumiem tego. Przecież to nawet nie jest moje dziecko.
Po posiłku zabrałam się za realizację naszego planu. Miałam teraz najcięższą cześć swojej działki. Dwa telefony. Wybrałam pierwszy z numerów, otrzymanych od Oli.
- Roza nie wiem czy to dobry pomysł.- mój kochany mąż się o mnie martwi.
Ale rozumiem go. Gdyby jakaś laska, taka jak Tasza dobierała się do niego, byłaby martwa po pięciu minutach. Chyba, że byłaby to Tasza. Wtedy nie ma więcej niż minutę na wciskanie mi tanich usprawiedliwień z internetu.
- Spokojnie towarzyszu. Przecież będziesz miał wszystko pod kontrolą.
Chciał coś odpowiedzieć, ale ja już wcisnęłam zieloną słuchawkę.
- Halo.- usłyszałam po czterech sygnałach.
- Chcę się spotkać.- powiedziałam prosto z mostu. Noe lubiłam owijania w bawełnę.
- Róża?!- Wincenty od razu się ożywił.- O...oczywiście. Musimy porozmawiać.
- Ja to wiem. Będziemy za pół godziny w parku.
- Jacy "wy"?!
- Ja i Dymitr.
- Rose, Różyczko. Nie ufasz mi? Tamto było po pijanemu.
- Co u pijanego na języku, u trzeźwego w głowie. Albo z nim, albo w ogóle.- postawiłam warunek.
- Nie ma mowy. To sprawa między nami.- upierał się.
- To mój mąż. Co dotyczy mnie, dotyczy również jego.- zaczynał mnie wkurzać. Dymitr złapał mnie za dłoń i zaczął jeździć kciukiem po jej wewnętrznej stronie. Trochę mnie to uspokoiło.
- To ty chcesz pogadać. Albo na moich warunkach, albo zadzwoń kiedy zmienisz zdanie.
- Wiesz co. Jeśli nie chcesz rozmawiać, to nie dzwoń do mnie, nie odzywaj się i nie chcę widzieć cię więcej w życiu.- fuknęłam zdenerwowana.
- Róża...- nie interesowało mnie, co chce powiedzieć i rozłączyłam się. Rzuciłam telefon na łóżko, na którym właśnie siedzieliśmy. Jeszcze chwilę siedziałam obruszona, po czym uśmiechnęłam się cwanie.
- I co teraz.- zmartwił się mój ukochany.- Rose, co cię tak cieszy? Główny obiekt naszego planu znikł z naszego życia. Co po...
- Nie znikł.- przerwałam mu, zanim się rozkręcił.- Wszyscy faceci to prosty mechanizm. Daję mu godzinę. Nie więcej.
Dymitr patrzył na mnie, nic nie rozumiejąc. Zostawiłam go w tym błogim stanie niewiedzy i sięgnęłam po telefon, który przed chwilą przestał wibrować.
Pierwsze nieodebrane połączenie od Mike'a. Po chwili pojawiła się wiadomość.
Od: Dupek
Róża, proszę odezwij się. Nie chcę stracić tej przyjaźni. Spotkajmy się sami. Przecież wiesz, że nic ci nie zrobię.
No proszę. Jaki uległy. Ale nie. Jeszcze nie czas. Wybrałam drugi numer. Należał do mnie kolegi Wincentego. Z nim poszło łatwiej. Po prostu poprosiłam, żeby wyciągnął przyjaciela do klubu w najbliższym mieście. Podaliśmy szczegółowy adres i przybliżony czas spotkania. Później zaczęłam z Olą szykować się na imprezę. Dymitr robił to samo, pod czujnym okiem chłopaków Karoliny, Soni i Wiktorii.
Przegląd ubrań dampirzycy nic nie dał, więc zajrzałyśmy do mojej walizki. O dziwo miałam przy sobie sukienkę z balu w szkole. Tą samą, którą zdjął ze mnie Dymitr, gdy pierwszy raz się pocałowaliśmy. Nie wiem, skąd się tu wzięła, ale najwidoczniej los tak chciał. Szkoda tego nie wykorzystać. Odłożyłam ją na bok. Ale dla Oli znalazłam idealną, zieloną z wycięciem na plecach i sznureczkami przy dekolcie. Ramiączka miała cienkie. Będzie pasować idealnie do włosów i oczu.
- Nie jestem przekonana.- podchodziła do tego strasznie sceptycznie. Nie była typową odważną dziewczyną, która nie wstydzi się mieć na sobie mniej, niż pokazywać.
- Ej, chcesz odzyskać swoją miłość?- pokiwała głową na potwierdzenie.- To nie marudź. W pobliżu będziemy ja i Dymitr. Twój romeo pewnie sam nie pozwoli nikomu cię tknąć. A jeśli ktoś będzie się do ciebie dobierał on lub Bielikow cię uratują. Nic ci nie grozi.-zapewniłam ją.
- Uch, no dobra.
- To teraz to schowajmy. Jak chłopcy skończą to mój mąż przyjdzie do nas.
- Ok.- zaczęłyśmy wszystko składać i chować.- Wiesz Rose. Jesteś taka, jaką ja zawsze chciałam być. Odważna, stanowcza, umiesz wyrazić siebie i każdy wie, że z tobą nie warto zadzierać. Jak ty to robisz.
- Posłuchaj. Najważniejsze to być sobą. Nie pytaj się, co on/ona by zrobili. Zapytaj się, co ty byś zrobiła. Każdy ma coś czym mniej lub bardziej zwraca na siebie uwagę. Znajdź ludzi, którzy docenią to coś. Oni będą twoimi przyjaciółmi. Nikogo więcej nie potrzebujesz.- no super. Teraz to ja daje lekcje typu zen.
Usłyszałam pukanie do drzwi. Wszystko było już pochowane, więc bez zbędnych ceregieli krzyknęłam ciche "proszę". W drzwiach pojawił się mój ukochany.
- Tęskniłaś?- spytał, siadając na łóżku i podając mi telefon, który ciągle tam leżał.
- Bardzo.- usiadłam koło niego, dałam mi causa w policzek i zaczęłam przeglądać smartfona. Dwadzieścia nieodebranych połączeń i osiem wiadomości. Najważniejsza była dla mnie ostatnia.
Od: Dupek
Niech ci będzie. Spotkamy się w trójkę pod starą topolą w parku za pół godziny.
Spojrzałam na godzinę odebrania wiadomości i zegarek. Z triumfalnym uśmiechem popatrzyłam na strażnika, który przyglądał się każdemu mojemu ruchowi.
- Za dziesięć minut mamy spotkanie pod starą topolą.- oświadczyłam.
- Wiesz, Roza. To było podstępne. Jesteś bardziej podobna do Ojca niż myślisz.
- Boisz się mnie.- wystawiłam w jego stronę ręce w geście "jestem duchem."
- Oczywiście skarbie.- chwycił je i przyciągnął mnie. Nasze usta spotkały się w słodkim pocałunku.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
niedziela, 29 maja 2016
ROZDZIAŁ 151
- Roza. Kochanie. Wiem, że nie śpisz.- poczułam ciepłe usta i dłonie wędrujące po moim całym ciele.
Nie spałam od jakiegoś czasu, ale nie chciało mi się otworzyć oczu. Skąd on wie, że nie śpię? Postanowiłam trochę się z nim podręczyć. Odwróciłam się tylko w jego stronę i "przez sen" objęłam ramieniem. Usłyszałam jego donośny śmiech.
- Roza, słodko wyglądasz gdy udajesz, że spisz. Ale przez całą noc stęskniłem się za twoimi pięknymi, brązowymi tęczówkami. I chyba nie w mówisz mi, że ty za moimi nie. Takie brązowe,- zaczął zmysłowo szeptać mi do ucha, a przy okazji gładząc mnie po wewnętrznej stronie ud. To bardzo podniecało, ale starałam się nie poddawać.- ciemne, jak czekolada. Taka jaką lubisz. W których uwielbiasz się zatapiać. Przy których tracisz styczność ze światem zewnętrznym i zamykasz się w swoim własnym...
- Kusisz towarzyszu.- odezwałam się w końcu. Ale nie otworzyłam oczu.
- Mówisz Roza?!- nie musiałam go widzieć, żeby wiedzieć, że się uśmiechnął. Jego ręka podsunęła się wyżej, na co lekko się uniosła. Dymitr zaśmiał się głośniej.- Podniesiesz te powieki?
- A jeśli nie, to co mi zrobisz?- prowokowałam go.
Nagle poczułam jego palec w sobie. Krzyknęłam cicho z zaskoczenia, ale zaczęłam jęczeć, gdy poruszał nim coraz szybciej.
- Już znasz odpowiedź?- przy uchu usłyszałam zachrypnięty z pożądania głos męża. Po chwili dodał drugiego palca.- Pamiętasz, co ci obiecałem w hotelu pięć miesięcy temu? Teraz mam zamiar to spełnić.- dodał trzeciego palca.
Musiałam otworzyć oczy. Moja wyobraźnia działa zbyt dobrze i w głowie wytworzyło mi się wspomnienie brązowych tęczówek, które pod wpływem pożądania robią się coraz ciemniejsze aż do koloru czarnego, zlecającego się ze źrenicami. Ten obraz nie odbiegał od rzeczywistości. Zdążyłam zobaczyć barwę mocnej czekolady, zanim przeszła do ciemnej kawy, przez czarny z nutką brązu i do czystej czerni. Patrzył na mnie z podziwem i pożądaniem. Lecz nie mogłam długo cieszyć się widokiem, ponieważ byłam na krawędzi orgazmu. Po chwili doszłam, jęcząc imię ukochanego. Wygięłam się w łuk i opadłam bezwładnie na łóżku. Było mi tak dobrze. Dymitr wyciągnął palce, a później poczułam jak sam we mnie wchodzi.
Tak minął nam miły poranek...
- Dzień dobry wszystkim.- powiedziałam z uśmiechem, gdy tylko przekroczyliśmy próg salonu.
Zastałam tu całą rodzinkę w komplecie i Olę. Karolina karmiła Zoję, Pawka i Lili jedli w milczeniu śniadanie (jakaś nowość. Zawsze to oni krzyczeli na cały dom.) Sonia kołysała Łukę, popijając kawę, Olena jak zwykle kręciła się w kuchni, ale można uznać, że jest z nami, a Ola była czymś tak zamyślona, że zapomniała o jedzeniu. O dziwo nawet Jewa zaszczyciła nas swoim towarzystwem. Siedziała na swoim bujanym fotelu i robiła małe ubranka na drutach. Można by pomyśleć, że jest zwykłą, kochaną babcią, która nie przepowiadającą przyszłości. Niestety to tylko pozory.
- Hej. - odpowiedzieli jednocześnie.
Gdy tylko usiadłam koło najstarszej z sióstr, tam gdzie miałam miejsce od jakiegoś czasu, mój mały siostrzeniec zaczął wyciągać rączki w moją stronę i słodko gaworzyć.
- Kochanie, siedź spokojnie i daj cioci Rose zjeść. Wiem, że id wczoraj się stęskniłeś, ale ciocia ma też swoje zajęcia.- uspokajała malca mama.
- W sumie możesz mi go dać. Nie przeszkadza mi.- zaproponowałam. Widziałam, że ona tego potrzebuje. Wyglądała jak śmierć. Blada, wory pod oczami i ledwo co trzymała się na nogach. Oczywiście ukrywała to jak Dymitr, nie miała wyjścia, ale ja go dobrze znam. Więc ją też umiem przejrzeć. Już po chwili na kolanach siedział mi najmłodszy z Bielikowów.- Powinnaś trochę odpocząć. Idź jutro gdzieś na miasto z koleżankami, albo na jakąś imprezę. Ja chętnie popilnuję Łukę. Myślę, że Dymitr też nie będzie miał nic przeciwko.- spojrzałam pytająco na męża. Musiał dojść do tego samego wniosku.
- Tak, to żaden problem.- poparł mnie.
- Naprawdę?!- nie dowierzała.- Dziękuję, naprawdę. Już nie wytrzymuję zamknięta w tych czterech ścianach.
Poczułam ciągnięcie za włosy. Popatrzyłam w dół i napotkałam słodki, aczkolwiek złośliwy, bezzębny uśmiech.
- A to ty malcu ciągniesz mnie za kosmyki, tak?! No to czeka cię kara.- sama się uśmiechnęłam i zaczęłam go łaskotać.
Dampir wiercił się na mnie ze śmiechem. Pochyliłam się i za pierdziałam mu w brzuch. Ten jeszcze bardziej się zaśmiał.
- Dobra. Koniec tej zabawy.- do pomieszczenia weszła Olena z jeszcze panującym talerzem.- Dimka, siadaj do stołu, a nie stoisz i patrzysz się jak wół na malowane wrota.- zbluzgała syna. Zaśmiałam się na to porównanie.
Mój mąż wykonał polecenie i po chwili oboje zajadaliśmy się śniadaniem. Kilka razy próbowaliśmy nakarmić Łukę i udało się nam. Choć cały był brudny. Wzięłam serwetkę i wybrałam mu twarz.
- Rose.- powiedział nagle.
Chwila! Powiedział?! Przecież on jeszcze nie mówił. Przynajmniej do teraz. Każdy wpatrywał się w niego. W salonie zapanowała absolutna cisza. Pierwszy ocknął się Dymitr. Wstał, zabierając malca z moich kolan i kręcąc nim do około. Pomiędzy śmiechem chłopca, usłyszałam jakieś rosyjskie słowa mojego ukochanego. Między innymi, że jest dumny i bardzo szczęśliwy. Po chwili już każdy uściskał syna Soni, a ona szczególnie.
- Mój mały, kochany synek się odezwał.- powtarzała w kółko.
Pierwsze słowo Łuki stało się sensacją poranka. Przez resztę śniadania każdy próbował nauczyć chłopca nowych słów, po Rosyjsku, ale i Angielsku. Kończyło się to większym lub mniejszym sukcesem, ale młody się nie poddawał. Ola też trochę się rozchmurzyła.
Po posiłku, wszyscy rozeszli się w swoje strony. Siedziałam na górze z Dymitrem w naszym pokoju. On czytał książkę, a ja dopracowywałam plan. W pewnym momencie rozległo się pukanie do drzwi. W szparze pojawiła się głowa Oli.
- Mogę wejść?- spytała niepewnie.
- Jasne.- powiedzieliśmy równocześnie, siadając po turecku na łóżku. Dampirzyca przysiadła się do nas.
- To jaki mamy plan?- spytała patrząc na mnie.
Mój mąż również mi się przyglądał z zaciekawieniem.
- Musimy sprawić, aby pocierpiał, ale na końcu walczył o ciebie. A ja opracowałam plan "Odzyskać Mike'a." Użyjemy w nim standardowego szablonu, czyli pięć kroków do odzyskania chłopaka. Po pierwsze wzbudzić zazdrość, po drugie ośmieszyć robiąc awanturę, zrywając, po trzecie zadać ból, po czwarte patrzeć na efekty, po piąte łaskawie wybaczyć. A to wszystko dzisiaj, o ósmej wieczorem, na Dyskotece. Od razu Dymitr spełni warunek przegranego zakładu.- odpowiedziałam widząc zdziwione spojrzenie męża.
Zaczęliśmy omawiać szczegóły. Podczas opracowywania planu, w oczach Dymitra pojawił się błysk. Tak jak ja uwielbiał coś takiego robić. Knucia, plany, zmienianie innym życia. Byle nie siedzieć bezczynnie. W naszym pokoju siedzieliśmy do obiadu.
Nie spałam od jakiegoś czasu, ale nie chciało mi się otworzyć oczu. Skąd on wie, że nie śpię? Postanowiłam trochę się z nim podręczyć. Odwróciłam się tylko w jego stronę i "przez sen" objęłam ramieniem. Usłyszałam jego donośny śmiech.
- Roza, słodko wyglądasz gdy udajesz, że spisz. Ale przez całą noc stęskniłem się za twoimi pięknymi, brązowymi tęczówkami. I chyba nie w mówisz mi, że ty za moimi nie. Takie brązowe,- zaczął zmysłowo szeptać mi do ucha, a przy okazji gładząc mnie po wewnętrznej stronie ud. To bardzo podniecało, ale starałam się nie poddawać.- ciemne, jak czekolada. Taka jaką lubisz. W których uwielbiasz się zatapiać. Przy których tracisz styczność ze światem zewnętrznym i zamykasz się w swoim własnym...
- Kusisz towarzyszu.- odezwałam się w końcu. Ale nie otworzyłam oczu.
- Mówisz Roza?!- nie musiałam go widzieć, żeby wiedzieć, że się uśmiechnął. Jego ręka podsunęła się wyżej, na co lekko się uniosła. Dymitr zaśmiał się głośniej.- Podniesiesz te powieki?
- A jeśli nie, to co mi zrobisz?- prowokowałam go.
Nagle poczułam jego palec w sobie. Krzyknęłam cicho z zaskoczenia, ale zaczęłam jęczeć, gdy poruszał nim coraz szybciej.
- Już znasz odpowiedź?- przy uchu usłyszałam zachrypnięty z pożądania głos męża. Po chwili dodał drugiego palca.- Pamiętasz, co ci obiecałem w hotelu pięć miesięcy temu? Teraz mam zamiar to spełnić.- dodał trzeciego palca.
Musiałam otworzyć oczy. Moja wyobraźnia działa zbyt dobrze i w głowie wytworzyło mi się wspomnienie brązowych tęczówek, które pod wpływem pożądania robią się coraz ciemniejsze aż do koloru czarnego, zlecającego się ze źrenicami. Ten obraz nie odbiegał od rzeczywistości. Zdążyłam zobaczyć barwę mocnej czekolady, zanim przeszła do ciemnej kawy, przez czarny z nutką brązu i do czystej czerni. Patrzył na mnie z podziwem i pożądaniem. Lecz nie mogłam długo cieszyć się widokiem, ponieważ byłam na krawędzi orgazmu. Po chwili doszłam, jęcząc imię ukochanego. Wygięłam się w łuk i opadłam bezwładnie na łóżku. Było mi tak dobrze. Dymitr wyciągnął palce, a później poczułam jak sam we mnie wchodzi.
Tak minął nam miły poranek...
***
Okazało się, że strażnik obudził się już wcześniej i przeniósł nas, a dokładnie mnie, do naszej sypialni. Teraz razem schodziliśmy na śniadanie.- Dzień dobry wszystkim.- powiedziałam z uśmiechem, gdy tylko przekroczyliśmy próg salonu.
Zastałam tu całą rodzinkę w komplecie i Olę. Karolina karmiła Zoję, Pawka i Lili jedli w milczeniu śniadanie (jakaś nowość. Zawsze to oni krzyczeli na cały dom.) Sonia kołysała Łukę, popijając kawę, Olena jak zwykle kręciła się w kuchni, ale można uznać, że jest z nami, a Ola była czymś tak zamyślona, że zapomniała o jedzeniu. O dziwo nawet Jewa zaszczyciła nas swoim towarzystwem. Siedziała na swoim bujanym fotelu i robiła małe ubranka na drutach. Można by pomyśleć, że jest zwykłą, kochaną babcią, która nie przepowiadającą przyszłości. Niestety to tylko pozory.
- Hej. - odpowiedzieli jednocześnie.
Gdy tylko usiadłam koło najstarszej z sióstr, tam gdzie miałam miejsce od jakiegoś czasu, mój mały siostrzeniec zaczął wyciągać rączki w moją stronę i słodko gaworzyć.
- Kochanie, siedź spokojnie i daj cioci Rose zjeść. Wiem, że id wczoraj się stęskniłeś, ale ciocia ma też swoje zajęcia.- uspokajała malca mama.
- W sumie możesz mi go dać. Nie przeszkadza mi.- zaproponowałam. Widziałam, że ona tego potrzebuje. Wyglądała jak śmierć. Blada, wory pod oczami i ledwo co trzymała się na nogach. Oczywiście ukrywała to jak Dymitr, nie miała wyjścia, ale ja go dobrze znam. Więc ją też umiem przejrzeć. Już po chwili na kolanach siedział mi najmłodszy z Bielikowów.- Powinnaś trochę odpocząć. Idź jutro gdzieś na miasto z koleżankami, albo na jakąś imprezę. Ja chętnie popilnuję Łukę. Myślę, że Dymitr też nie będzie miał nic przeciwko.- spojrzałam pytająco na męża. Musiał dojść do tego samego wniosku.
- Tak, to żaden problem.- poparł mnie.
- Naprawdę?!- nie dowierzała.- Dziękuję, naprawdę. Już nie wytrzymuję zamknięta w tych czterech ścianach.
Poczułam ciągnięcie za włosy. Popatrzyłam w dół i napotkałam słodki, aczkolwiek złośliwy, bezzębny uśmiech.
- A to ty malcu ciągniesz mnie za kosmyki, tak?! No to czeka cię kara.- sama się uśmiechnęłam i zaczęłam go łaskotać.
Dampir wiercił się na mnie ze śmiechem. Pochyliłam się i za pierdziałam mu w brzuch. Ten jeszcze bardziej się zaśmiał.
- Dobra. Koniec tej zabawy.- do pomieszczenia weszła Olena z jeszcze panującym talerzem.- Dimka, siadaj do stołu, a nie stoisz i patrzysz się jak wół na malowane wrota.- zbluzgała syna. Zaśmiałam się na to porównanie.
Mój mąż wykonał polecenie i po chwili oboje zajadaliśmy się śniadaniem. Kilka razy próbowaliśmy nakarmić Łukę i udało się nam. Choć cały był brudny. Wzięłam serwetkę i wybrałam mu twarz.
- Rose.- powiedział nagle.
Chwila! Powiedział?! Przecież on jeszcze nie mówił. Przynajmniej do teraz. Każdy wpatrywał się w niego. W salonie zapanowała absolutna cisza. Pierwszy ocknął się Dymitr. Wstał, zabierając malca z moich kolan i kręcąc nim do około. Pomiędzy śmiechem chłopca, usłyszałam jakieś rosyjskie słowa mojego ukochanego. Między innymi, że jest dumny i bardzo szczęśliwy. Po chwili już każdy uściskał syna Soni, a ona szczególnie.
- Mój mały, kochany synek się odezwał.- powtarzała w kółko.
Pierwsze słowo Łuki stało się sensacją poranka. Przez resztę śniadania każdy próbował nauczyć chłopca nowych słów, po Rosyjsku, ale i Angielsku. Kończyło się to większym lub mniejszym sukcesem, ale młody się nie poddawał. Ola też trochę się rozchmurzyła.
Po posiłku, wszyscy rozeszli się w swoje strony. Siedziałam na górze z Dymitrem w naszym pokoju. On czytał książkę, a ja dopracowywałam plan. W pewnym momencie rozległo się pukanie do drzwi. W szparze pojawiła się głowa Oli.
- Mogę wejść?- spytała niepewnie.
- Jasne.- powiedzieliśmy równocześnie, siadając po turecku na łóżku. Dampirzyca przysiadła się do nas.
- To jaki mamy plan?- spytała patrząc na mnie.
Mój mąż również mi się przyglądał z zaciekawieniem.
- Musimy sprawić, aby pocierpiał, ale na końcu walczył o ciebie. A ja opracowałam plan "Odzyskać Mike'a." Użyjemy w nim standardowego szablonu, czyli pięć kroków do odzyskania chłopaka. Po pierwsze wzbudzić zazdrość, po drugie ośmieszyć robiąc awanturę, zrywając, po trzecie zadać ból, po czwarte patrzeć na efekty, po piąte łaskawie wybaczyć. A to wszystko dzisiaj, o ósmej wieczorem, na Dyskotece. Od razu Dymitr spełni warunek przegranego zakładu.- odpowiedziałam widząc zdziwione spojrzenie męża.
Zaczęliśmy omawiać szczegóły. Podczas opracowywania planu, w oczach Dymitra pojawił się błysk. Tak jak ja uwielbiał coś takiego robić. Knucia, plany, zmienianie innym życia. Byle nie siedzieć bezczynnie. W naszym pokoju siedzieliśmy do obiadu.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
piątek, 27 maja 2016
LBA#2
WOW! Tego się nie spodziewałam. Dziękuję bardzo za nominację Rosalie. Zostałam przez ciebie poproszona do podania dziesięciu faktów o sobie i polecenie jakiejś książki. No to zaczynamy:
1 Chodzę do liceum nr.13 we Wrocławiu.
2 Lubię rysować.
3 Kocham grać w Simsy.
4 Lubię matematykę
5 Lubię chodzić po zamkach i górach.
6 Jestem bardzo rodzinna.
7 Mam dysleksję, dysortografie i dysgrafię.( nie chcecie widzieć moich zeszytów. :-P)
8 Jestem singielką
9 Moim ulubionym zwierzęciem jest lew.
10 Uwielbiam polską muzykę.
A polecam jeszcze takie książki jak Eragon, Percy Jackson i bogowie olimpijscy.( Akademii Wampirów chyba nie muszę 😂😂😂)
Dzisiaj nikogo nie nominację, bo nie chce mi się. Przykro mi. Mam nadzieję, że niektórzy zaspokoili swoją ciekawość, albo dowiedzieli się czegoś. Pozdrawiam i jeszcze raz dziękuję za nominację. :-*
1 Chodzę do liceum nr.13 we Wrocławiu.
2 Lubię rysować.
3 Kocham grać w Simsy.
4 Lubię matematykę
5 Lubię chodzić po zamkach i górach.
6 Jestem bardzo rodzinna.
7 Mam dysleksję, dysortografie i dysgrafię.( nie chcecie widzieć moich zeszytów. :-P)
8 Jestem singielką
9 Moim ulubionym zwierzęciem jest lew.
10 Uwielbiam polską muzykę.
A polecam jeszcze takie książki jak Eragon, Percy Jackson i bogowie olimpijscy.( Akademii Wampirów chyba nie muszę 😂😂😂)
Dzisiaj nikogo nie nominację, bo nie chce mi się. Przykro mi. Mam nadzieję, że niektórzy zaspokoili swoją ciekawość, albo dowiedzieli się czegoś. Pozdrawiam i jeszcze raz dziękuję za nominację. :-*
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
ROZDZIAŁ 150
- Cześć, Rose. Jak idzie rozmowa?-zagadnęła mnie Sonia. Na kolanach wiercił się jej synek.
W kuchni siedziały jeszcze Karolina, karmiąca Zoję i Pawka pokazujący Lili swoją kolekcję rakiet kosmicznych. Chłopiec fascynuje się astronomii. W jego pokoju było chyba z dwadzieścia różnych książek o gwiazdach, planetach i kosmosie.
- A dobrze. Potrzebuję lodów, jakiejś komedii romantycznej i chusteczek.- zaczęłam wyliczać na palcach.
- To weź go po trzymaj.- podniosła się, podając mi Łukę.
- Hej mały. Co tam u ciebie?- zaczęłam go kołysać. Blondyn przywitał mnie gaworzeniem.
W tym czasie Sonia przeszukiwała wszystkie szafki.
- A jak ty się czujesz Rose?- spytała Karolina. Widziałam, że się o mnie troszczy. Miała w oczach identyczny blask co mój mąż.
- Puki jest ze mną Dymitr czuję się dobrze. I nie chcę myśleć o wczoraj.
Dampirzyca skinęła tylko głową i wróciła do poprzedniego zajęcia. Jednak widziałam ukradkowe spojrzenia, które mi rzucała. Może nie chciała ciągnąć tematu, ale dawała mi znaki, że mam wsparcie w całej ich rodzinie.
- Proszę.- najstarsza z sióstr położyła przede mną trzy pudełka lodów, cały zestaw chusteczek i cztery płyty z filmami.
- Dzięki.- podałam jej dziecko, co spotkało się z niezadowoleniem malca. Ale gdy tylko Łuka wylądował na rękach mamy, wtulił się w nią z miłością.
Zabrałam ze stolika to, co przygotowała mi Sonia i wróciłam do salonu. Zastałam tam ukochanego, tulącego zapłakaną Olę. Postawiłam wszystko na stoliku do kawy i objęłam kobietę.
- Cii.. spokojnie. On nie jest wart twoich łez. Hej, popatrz na mnie.- poprosiłam podnosząc jej głowę za podbródek. Wzięłam chusteczkę i wytarłam dampirzycy mokre od łez policzki. Uśmiechnęłam się do niej, co odwzajemniła.- Jesteś bardzo piękną kobietą, która może mieć każdego. Wystarczy uwierzyć w siebie.
- Ale ja nie chcę każdego. Ja chcę Wincentego.- rozpłakała się jeszcze bardziej, chowając twarz w dłoniach. Chwilę się zastanowiłam.
- Mam pomysł.- podniosła na mnie wzrok. W oczach Aleksandry zauważyłam nadzieję, ale i niepewność. Nie wiedziała, czy tego chce.- Dzisiaj o tym zapomnimy,- pokazałam na stolik.- a jutro sprawimy, że będzie cię błagał o powrót. Zgoda?
Dampirzyca pokiwała energicznie głową.
Popatrzyłam na męża.
- Ja nigdzie się stąd nie ruszam.- uparł się.
- Dymitr jesteś pewny? Czeka nas maraton romansideł. To z osiem godzin przynajmniej.- uświadomiłam go.
Jednak Bielikow już podjął decyzję. Wzruszyłam tylko ramionami. To jego decyzja. Włączyłam pierwszy film. Nie lubię dennych filmów, jakimi są komedie romantyczne, ale czego nie robi się dla przyjaciół. Na pierwszy ogień poszły lody pistacjowe. Po trzech godzinach Dymitr już zasypiał, ja udawałam, że choć trochę przejęłam się wypadkiem głównego bohatera, a Ola kończyła trzecią paczkę chusteczek. Po następnym filmie mój mąż cicho pochrapywał. Stłumiłam cichy chichot. Właśnie skończyłyśmy lody tropikalne i otworzyłam bakaliowe. Trąciłam nową przyjaciółkę i popatrzyłam na śpiącego. Wzrokiem powędrowała za moim.
- Ja go nie będę wynosiła na górę.- stwierdziła powstrzymując śmiech, co nie za bardzo jej wyszło.
- No ja tym bardziej.- parsknęłam śmiechem.- Mam nadzieję, że kanapa jest wygodna na dłuższą metę.
- Obawiam się, że sama się o tym przekonasz.- zaśmiała się jeszcze głośniej. Nie rozumiałam, o co chodzi. Za jej przykładem popatrzyłam na swój brzuch. Nawet nie poczułam, kiedy Dymitr zaplótł ramiona wokół mojej talii. No pięknie. Czyli zostaję tu na dłużej.
- Poczekaj chwilę.- powiedziała dampirzyca wstając.
- Wiesz, zbytnio nie mam jak uciec.- popatrzyłam na nią z ironią, na co jeszcze bardziej się zaśmiała. Przynajmniej humor jej się poprawił.
Podeszła od tyłu do wersalki. Chwilę coś robiła przy lewym i prawym rogu, po czym oparcie położyło się. Mój mąż, wyczuwając, że ma więcej miejsca posunął się i przyciągnął mnie bliżej siebie, tak, że leżeliśmy na łyżeczkę.
Gdy skończyliśmy wszystkie filmy, lody, a Ola opróżniła wszystkie pudełka chusteczek, wtuliłam się mocniej w ukochanego. W międzyczasie Olena przyniosła nam poduszki i kołdrę. Nasz gość dostał pokój na górze.
Jednak nie mogłam zasnąć. Czeka mnie jutro ciężka rozmowa. Muszę wyjaśnić sobie kilka rzeczy z Mikiem. Doigrał się chłopak. Zaczęłam obmyślać plan słodkiej zemsty. Zwłaszcza za skrzywdzenie Oli. Mi nic się nie stało dzięki Wiktorii. Gdyby nie ona i Dymitr to...
No właśnie. Co wtedy? Zgwałciłby mnie? A może tylko się zabawił? Nie wiem. Nie umiem teraz tego powiedzieć. To nie był Wincenty. A przynajmniej nie takiego go znałam w akademii.
Nie mam pojęcia, jak długo tak myślałam, ale w końcu zmęczenie zwyciężyło. Przytuliłam się mocno do oplatającej mnie w pasie ręki i zasnęłam.
W kuchni siedziały jeszcze Karolina, karmiąca Zoję i Pawka pokazujący Lili swoją kolekcję rakiet kosmicznych. Chłopiec fascynuje się astronomii. W jego pokoju było chyba z dwadzieścia różnych książek o gwiazdach, planetach i kosmosie.
- A dobrze. Potrzebuję lodów, jakiejś komedii romantycznej i chusteczek.- zaczęłam wyliczać na palcach.
- To weź go po trzymaj.- podniosła się, podając mi Łukę.
- Hej mały. Co tam u ciebie?- zaczęłam go kołysać. Blondyn przywitał mnie gaworzeniem.
W tym czasie Sonia przeszukiwała wszystkie szafki.
- A jak ty się czujesz Rose?- spytała Karolina. Widziałam, że się o mnie troszczy. Miała w oczach identyczny blask co mój mąż.
- Puki jest ze mną Dymitr czuję się dobrze. I nie chcę myśleć o wczoraj.
Dampirzyca skinęła tylko głową i wróciła do poprzedniego zajęcia. Jednak widziałam ukradkowe spojrzenia, które mi rzucała. Może nie chciała ciągnąć tematu, ale dawała mi znaki, że mam wsparcie w całej ich rodzinie.
- Proszę.- najstarsza z sióstr położyła przede mną trzy pudełka lodów, cały zestaw chusteczek i cztery płyty z filmami.
- Dzięki.- podałam jej dziecko, co spotkało się z niezadowoleniem malca. Ale gdy tylko Łuka wylądował na rękach mamy, wtulił się w nią z miłością.
Zabrałam ze stolika to, co przygotowała mi Sonia i wróciłam do salonu. Zastałam tam ukochanego, tulącego zapłakaną Olę. Postawiłam wszystko na stoliku do kawy i objęłam kobietę.
- Cii.. spokojnie. On nie jest wart twoich łez. Hej, popatrz na mnie.- poprosiłam podnosząc jej głowę za podbródek. Wzięłam chusteczkę i wytarłam dampirzycy mokre od łez policzki. Uśmiechnęłam się do niej, co odwzajemniła.- Jesteś bardzo piękną kobietą, która może mieć każdego. Wystarczy uwierzyć w siebie.
- Ale ja nie chcę każdego. Ja chcę Wincentego.- rozpłakała się jeszcze bardziej, chowając twarz w dłoniach. Chwilę się zastanowiłam.
- Mam pomysł.- podniosła na mnie wzrok. W oczach Aleksandry zauważyłam nadzieję, ale i niepewność. Nie wiedziała, czy tego chce.- Dzisiaj o tym zapomnimy,- pokazałam na stolik.- a jutro sprawimy, że będzie cię błagał o powrót. Zgoda?
Dampirzyca pokiwała energicznie głową.
Popatrzyłam na męża.
- Ja nigdzie się stąd nie ruszam.- uparł się.
- Dymitr jesteś pewny? Czeka nas maraton romansideł. To z osiem godzin przynajmniej.- uświadomiłam go.
Jednak Bielikow już podjął decyzję. Wzruszyłam tylko ramionami. To jego decyzja. Włączyłam pierwszy film. Nie lubię dennych filmów, jakimi są komedie romantyczne, ale czego nie robi się dla przyjaciół. Na pierwszy ogień poszły lody pistacjowe. Po trzech godzinach Dymitr już zasypiał, ja udawałam, że choć trochę przejęłam się wypadkiem głównego bohatera, a Ola kończyła trzecią paczkę chusteczek. Po następnym filmie mój mąż cicho pochrapywał. Stłumiłam cichy chichot. Właśnie skończyłyśmy lody tropikalne i otworzyłam bakaliowe. Trąciłam nową przyjaciółkę i popatrzyłam na śpiącego. Wzrokiem powędrowała za moim.
- Ja go nie będę wynosiła na górę.- stwierdziła powstrzymując śmiech, co nie za bardzo jej wyszło.
- No ja tym bardziej.- parsknęłam śmiechem.- Mam nadzieję, że kanapa jest wygodna na dłuższą metę.
- Obawiam się, że sama się o tym przekonasz.- zaśmiała się jeszcze głośniej. Nie rozumiałam, o co chodzi. Za jej przykładem popatrzyłam na swój brzuch. Nawet nie poczułam, kiedy Dymitr zaplótł ramiona wokół mojej talii. No pięknie. Czyli zostaję tu na dłużej.
- Poczekaj chwilę.- powiedziała dampirzyca wstając.
- Wiesz, zbytnio nie mam jak uciec.- popatrzyłam na nią z ironią, na co jeszcze bardziej się zaśmiała. Przynajmniej humor jej się poprawił.
Podeszła od tyłu do wersalki. Chwilę coś robiła przy lewym i prawym rogu, po czym oparcie położyło się. Mój mąż, wyczuwając, że ma więcej miejsca posunął się i przyciągnął mnie bliżej siebie, tak, że leżeliśmy na łyżeczkę.
Gdy skończyliśmy wszystkie filmy, lody, a Ola opróżniła wszystkie pudełka chusteczek, wtuliłam się mocniej w ukochanego. W międzyczasie Olena przyniosła nam poduszki i kołdrę. Nasz gość dostał pokój na górze.
Jednak nie mogłam zasnąć. Czeka mnie jutro ciężka rozmowa. Muszę wyjaśnić sobie kilka rzeczy z Mikiem. Doigrał się chłopak. Zaczęłam obmyślać plan słodkiej zemsty. Zwłaszcza za skrzywdzenie Oli. Mi nic się nie stało dzięki Wiktorii. Gdyby nie ona i Dymitr to...
No właśnie. Co wtedy? Zgwałciłby mnie? A może tylko się zabawił? Nie wiem. Nie umiem teraz tego powiedzieć. To nie był Wincenty. A przynajmniej nie takiego go znałam w akademii.
Nie mam pojęcia, jak długo tak myślałam, ale w końcu zmęczenie zwyciężyło. Przytuliłam się mocno do oplatającej mnie w pasie ręki i zasnęłam.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




