- No dobrze - podniosłam się.- Zdam się na twój gust. Tylko mnie nie zawiedź.
- Ciebie Roza nigdy. Tylko dla mnie, jeśli wychodzisz i nie idziesz ze mną na randkę, najlepiej w sukni zakonnej.
- Jesteś aż tak zazdrosny?-rozglądałam się po pokoju, szukając szczotki.
- Roza, jestem zazdrosny o każdego mężczyznę, który na ciebie patrzy - usłyszałam z pomieszczenia obok. W końcu znalazłam to, co było mi potrzebne i skierowałam się do toaletki. Po drodze chwyciłam serum do włosów.- Jesteś niesamowitą i pociągającą kobietą, od której nie można oderwać wzroku. Ale tylko ja mogę mieć cie dla siebie.
- Skoro to wiesz, nie musisz być zazdrosny.
Usiadłam przy lusterku i nalałam na dłonie oleistą ciesz. Zaczęłam wcielać ją w mokre włosy. Jednak moje ręce zmarły, gdy dokładnie przejrzałam się swojemu odbiciu.
- Dymitr?!
- Tak, kochanie?- mój ukochany wyszedł z garderoby już ubrany.
Stanął za mną i oparł dłonie na moich ramionach.
-CO TO JEST?!- każde słowo wolno zaakcentowałam, wskazując na szyję.
- Bardzo ładne ślad.- uśmiechnął się mój mąż.
- Ciekawe skąd się tam wziął?- spytałam sarkastycznie.- Czy ty, dwudziestopięcioletni, poważny strażniku Dymitrze Bielikow, zrobiłeś swojej o siedem lat młodszej żonie malinkę?
- Jeśli nie spędzałaś wczorajszej nocy z kimś innym, to tak. Przyznaję się.
- No pięknie.
- Pasuje ci- uznał i wrócił do garderoby.
- Dlatego, że zrobiłeś ją ty?- krzyknęłam.
Czesząc włosy, kombinowałam jak zasłonić ślad po wczorajszym wieczorze.
- Też- odkrzyknął.
- Jak już coś wybierzesz, to znajdź mi jeszcze jakąś chustę- spięłam włosy w ulubiony sposób Dymitra.
- Po co ci?- ukochany wyszedł z sukienką.
Wstałam i podeszłam do niego. On położył materiał na łóżku i spojrzał na mnie z pożądaniem. Sukienka była różowa do kolan i w długi rękaw. Nie było już tak ciepło.
- No chyba jakoś muszę to zasłonić.
- Jak dla mnie może zostać.- przytulił mnie i pocałował w czoło.- Niech wszyscy widzą jakie mam szczęście i że jesteś tylko moja.
Musnął wargami moje usta. Jednak ja pogłębiłam pocałunek. Nim się obejrzałam, plecami opierałam się o ścianę i napierało na mnie ciało strażnika. Mocno przyciskał moje ręce w nadgarstkach. Dawno nie dostałam takiego pocałunku. Ostatni raz tak się na mnie żarliwie rzucił podczas jednego z treningów. Oskarżyłam go o próbę kontrolowania sytuacji. Teraz miał pełną kontrolę, ale nade mną. Kiedy się odsunął oddychałam ciężko. Dymitr też.
- No Towarzyszu, przechodzisz dzisiaj samego siebie. Aż boję się zejść na śniadanie.
- Przyjmuję wyzwanie- uśmiechnął się cwanie.- Za godzinę chcę was widzieć na dole, gotowe do drogi.
- Tak jest!- zasalutowałam z uśmiechem.
Bielikow pocałował mnie w usta, a następnie w czoło i wyszedł. Przez chwilę patrzyłam w drzwi, za którymi zniknął. Następnie ubrałam się i poszłam do łazienki. Poczułam ciepło i dreszcz podniecenia, gdy wspomniałam o tym, co się tu stało. Ile miłości i ufności można dostać w ciągu godziny. To niesamowite. Podeszłam do lusterka i zaczęłam się malować. Myślałam, czy nie zatuszować malinki, ale Dymitr miał rację. Niech inni patrzą i zazdroszczą nam, że możemy sobie na to pozwolić. Mu będzie zazdrościć dużo mężczyzn, a mi każda kobieta na Dworze. Obydwoje mamy powodzenie w śród osób przeciwnej płci. Mogliśmy mieć każdego, ale nie. My musieliśmy wybrać siebie, wtedy bez szans na wspólną przyszłość. Wiele wycierpieliśmy, raniliśmy siebie i innych, ale udało nam się. Teraz nie tylko my możemy być szczęśliwi, a wszyscy strażnicy na świecie, który chcą stworzyć rodziny. No pod warunkiem, że nie zagraża to życiu ich podopiecznych.
Skończyłam makijaż i wróciłam do pokoju. Następnie poszłam obudzić Lili. Mała spala jak zabita. Skrzywiłam się na to porównanie. Nie zbyt trafione w świetle ostatnich wydarzeń. To było zaledwie dwie noce temu, a już bardzo pokochałam dziewczynkę. Ciekawe czy wpływ na to ma nasze pokrewieństwo? Czy jakby nie była moją siostrzyczką, też tak szybko bym ją przygarnęła?
Dość!
Mam ją obudzić, a nie zastanawiać się o nie wiadomo czym. Podeszłam do łóżka i lekko potrząsnęłam małą.
- Lili czas wstawać.- powiedziałam, gdy się poruszyła.
Wyciągnęła się i przetarła oczka piąstkami.
- Gdzie ja jestem?- spytała wciąż zaspana.
- W swoim pokoju. A teraz zbieraj się. Za dziesięć minut śniadanie, a potem jedziemy na Dwór. Do pałacu samej królowej morojów.
Oczy dampirzycy od razu się rozszerzyły.
Podeszła do szafy i zaczęła ją przeszukiwać.
- Rose, pomożesz mi?- spytała.- Chyba wypadało by jakoś wyglądać przed jej wysokością.- uśmiechnęła się lekko zakłopotana.
- Oczywiście.
Podeszłam do niej i zobaczyłam zawartość mebla. Nie był to za duży wybór. Dwie różowe, jedna zielona i trzy niebieskie. Większość bardziej proste, takie letnie. Jedna niebieska była ewidentnie balowa. Pewnie na karnawał. Popatrzyłam na sukienki, a potem na nią. Wyciągnęłam zieloną sukienkę. Była do kolan z falbankami, ale nie bufiasta. Na wieszaku obok była brązowa katanka. Ją też podałam dziewczynce. Szybko się przebrała.
- Jak wyglądam?- spytała obracając się dookoła.
- Przepięknie.- uznałam.- Ale jak będziemy wracać, pójdziemy na zakupy. Kurtkę zdejmij, bo tutaj jest ciepło. Ubierzesz ją jak będziemy wychodzić. I jakieś rajstopy załóż, bo na dworze robi się zimno.- rany, zaczynam zachowywać się jak nad opiekuńcza matka. To wcale nie jest normalne. Przynajmniej nie dla mnie.
- Dobrze.- mała posłusznie wyciągnęła z innej szafki grube rajtuzy.
Spojrzałam na zegarek. No super! Ona może wiedzieć, która godzina, a my już nie. Na zakupach wezmę to pod uwagę.
Rose! Skup się! Ile to jeszcze będzie trwać? Godzina.
Jest siódma dwadzieścia.
- Dobra kochana , ale nie wypada się spóźnić, nawet takim pięknością jak my. Idziemy na śniadanie. Podeszłam dzisiaj kucharza i będzie coś wyjątkowego.
Dziewczynka podała mi rączkę i razem zeszłyśmy na dół.
"Nasz los od zawsze zapisany był w gwiazdach. To one poprowadziły mnie do Ciebie mimo tylu przeciwności, spójrz. Jesteśmy tu. Razem. Ty i ja Roza. Na zawsze."
środa, 6 kwietnia 2016
ROZDZIAŁ 102
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
LBA
JEJ!!!
Mańka dziękuję za nominację do Liebster Blog Award.
Cóż, co mogę powiedzieć? Może kilka słów wstępu dla tych, którzy się nie orientują.
„Nominacja do Liebster Blog Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę”. Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował.”
Nie przedłużając odpowiem na zadane mi pytania.
1. Co się skłoniło do napisania bloga?
Przeczytałam wszystkie blogi o AW i wciąż było mi jej mało. Nie wiem, czy tak jest, ale uznałam, że inni też tak czują. Więc uszczęśliwiam ich swoim opowiadaniem.
2. Powiedz (napisz) przynajmniej 7 zdań o sobie.
1.Mam dwa szynszyle.
2.Zwierzęta ogólnie mnie lubią.
3.Mam obsesję na punkcie AW i Dymitra Bielikowa.
4.Mieszkam we Wrocławiu. 5. Urodziłam się w Zgorzelcu. 6. Kocham smoki. 7. Uwielbiam polskie komedie romantyczne. 💖
3. Twój ulubiony kolor?
Niebieski i czerwony. Nigdy nie umiem się zdecydować.
4. Spodnie czy spódnica?
Zdecydowanie spódnica
5. Wolisz telefon czy komputer?
To zależy. Komórkę wykorzystuję do pisania i czytania blogów, a komputer do grania w gry. Jednak gdybym miała wybierać, to komórka.
6. Dymitr Bielikow, Adrian Iwaszkow czy Christian Ozera. Który i dlaczego?
Oczywiście, że Dymitr. Jest taki czuły i podchodzi do wszystkiego poważnie. Jednocześnie ma poczucie humoru. Opiekuńczy i honorowy. Stara się postępować w taki sposób, aby wszyscy wyszli na tym dobrze, nawet za pewną cenę.
7. Z czyjej perspektywy i który fragment AW chciałabyś przeczytać?
Z perspektywy Dymitra fragment naszyjnika lub postrzelenia Rose.
8. AW czy KK? A może Zmierzch?
Ze wszystkich trzech czytałam tylko AW, więc wybór prosty.
9. Twoja wymarzona obsada ekranizacji AW to...???
Nie mam za bardzo zastrzeżeń. Podobała mi się ta, która była.
10. Czy uszczęśliwia cię pisanie bloga? Dlaczego?
Bardzo, a powód jest prosty: uszczęśliwianie innych AWfanów. Uwielbiam czytać komentarze do rozdziałów i cieszę się, że komuś podobają się wytwory mojej chorej wyobraźni. 😂😂😂😂
11. Jak myślisz, co jest najważniejsze w życiu?
Przyjaźń, rodzina, miłość.
Moje pytania:
1. Czy masz jakieś zwierzątko?
2. Jak dużo czasu spędzasz na blogu swoim lub innych?
3. Co najczęściej robisz w czasie wolnym?
4. Co najbardziej motywuje cię do dalszego pisania?
5. Jaka, według ciebie książka, którą przeczytałaś/eś jest najlepsza?
6. Podaj kilka(min.5) faktów o sobie.
7. Czy przewidujesz jakieś radykalne zmiany, zwroty akcji w swoim opowiadaniu? Wystarczy Tak/Nie.
8. Ulubiony cytat z AW.
9. Romitri, Dragozera czy Sydrian? Dlaczego?
10. Ulubiona muzyka.
11. Lubisz rysować? Jeśli tak, pochwalisz się najlepszymi pracami na blogu?
Nominuję:
1. http://strazniczkarosehathaway.blogspot.com/?m=1
2. http://dymitr-rose.blog.onet.pl/
3. http://jedno-wielkie-pasmo-niespodzianek.blogspot.com/?m=0
4. https://buriafanfiction.wordpress.com/
5. http://livefast-dieyoung.blog.onet.pl/
6. http://tak-bardzo-cie-kocham-roza.blogspot.com/?m=1
To tyle, ponieważ mało jest wciąż prowadzonych blogów o Akademii Wampirów. Jeszcze raz gorąco dziękuję za nominację. A jutro kolejny rozdział, więc zapraszam, innym blogerom życzę nie kończącej się weny. :-*
Mańka dziękuję za nominację do Liebster Blog Award.
Cóż, co mogę powiedzieć? Może kilka słów wstępu dla tych, którzy się nie orientują.
„Nominacja do Liebster Blog Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę”. Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował.”
Nie przedłużając odpowiem na zadane mi pytania.
1. Co się skłoniło do napisania bloga?
Przeczytałam wszystkie blogi o AW i wciąż było mi jej mało. Nie wiem, czy tak jest, ale uznałam, że inni też tak czują. Więc uszczęśliwiam ich swoim opowiadaniem.
2. Powiedz (napisz) przynajmniej 7 zdań o sobie.
1.Mam dwa szynszyle.
2.Zwierzęta ogólnie mnie lubią.
3.Mam obsesję na punkcie AW i Dymitra Bielikowa.
4.Mieszkam we Wrocławiu. 5. Urodziłam się w Zgorzelcu. 6. Kocham smoki. 7. Uwielbiam polskie komedie romantyczne. 💖
3. Twój ulubiony kolor?
Niebieski i czerwony. Nigdy nie umiem się zdecydować.
4. Spodnie czy spódnica?
Zdecydowanie spódnica
5. Wolisz telefon czy komputer?
To zależy. Komórkę wykorzystuję do pisania i czytania blogów, a komputer do grania w gry. Jednak gdybym miała wybierać, to komórka.
6. Dymitr Bielikow, Adrian Iwaszkow czy Christian Ozera. Który i dlaczego?
Oczywiście, że Dymitr. Jest taki czuły i podchodzi do wszystkiego poważnie. Jednocześnie ma poczucie humoru. Opiekuńczy i honorowy. Stara się postępować w taki sposób, aby wszyscy wyszli na tym dobrze, nawet za pewną cenę.
7. Z czyjej perspektywy i który fragment AW chciałabyś przeczytać?
Z perspektywy Dymitra fragment naszyjnika lub postrzelenia Rose.
8. AW czy KK? A może Zmierzch?
Ze wszystkich trzech czytałam tylko AW, więc wybór prosty.
9. Twoja wymarzona obsada ekranizacji AW to...???
Nie mam za bardzo zastrzeżeń. Podobała mi się ta, która była.
10. Czy uszczęśliwia cię pisanie bloga? Dlaczego?
Bardzo, a powód jest prosty: uszczęśliwianie innych AWfanów. Uwielbiam czytać komentarze do rozdziałów i cieszę się, że komuś podobają się wytwory mojej chorej wyobraźni. 😂😂😂😂
11. Jak myślisz, co jest najważniejsze w życiu?
Przyjaźń, rodzina, miłość.
Moje pytania:
1. Czy masz jakieś zwierzątko?
2. Jak dużo czasu spędzasz na blogu swoim lub innych?
3. Co najczęściej robisz w czasie wolnym?
4. Co najbardziej motywuje cię do dalszego pisania?
5. Jaka, według ciebie książka, którą przeczytałaś/eś jest najlepsza?
6. Podaj kilka(min.5) faktów o sobie.
7. Czy przewidujesz jakieś radykalne zmiany, zwroty akcji w swoim opowiadaniu? Wystarczy Tak/Nie.
8. Ulubiony cytat z AW.
9. Romitri, Dragozera czy Sydrian? Dlaczego?
10. Ulubiona muzyka.
11. Lubisz rysować? Jeśli tak, pochwalisz się najlepszymi pracami na blogu?
Nominuję:
1. http://strazniczkarosehathaway.blogspot.com/?m=1
2. http://dymitr-rose.blog.onet.pl/
3. http://jedno-wielkie-pasmo-niespodzianek.blogspot.com/?m=0
4. https://buriafanfiction.wordpress.com/
5. http://livefast-dieyoung.blog.onet.pl/
6. http://tak-bardzo-cie-kocham-roza.blogspot.com/?m=1
To tyle, ponieważ mało jest wciąż prowadzonych blogów o Akademii Wampirów. Jeszcze raz gorąco dziękuję za nominację. A jutro kolejny rozdział, więc zapraszam, innym blogerom życzę nie kończącej się weny. :-*
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
wtorek, 5 kwietnia 2016
ROZDZIAŁ 101
Po półtora godzinnej kąpieli, postanowiliśmy w końcu wyjść na ląd. Ale Dymitr postanowił, że to nie koniec. Wyszedł z wanny i zaczął się wycierać, a mi kazał zostać w resztkach wody, która spływała do kanału. Gdy był już w miarę suchy( nie pozwoliłam mu zetrzeć krystalicznych kropel z nagiego toru), wziął mój ręcznik, a następnie mnie. Leżałam w jego objęciach owinięta szorstkim materiałem. Nie pozwolił mi zejść na podłogę, bo uznał, że pobrudzę sobie nogi. Posadził mnie na pralce i zaczął wycierać. Jednak jego samokontrola dalej szwankowała, więc jego usta nie mogły się ode mnie oderwać. Pocałunki były namiętne i bardzo nachalnie. Gdy byłam już sucha, odwrócił się i podszedł do szafki. Wyciągnął z niej trzy rzeczy: balsam do ciała, serum do włosów i olejek o zapachu cynamonu. Wcześniej go nie używałam. W ogóle nie wiedziałam, że taki jest. Dymitr kupił chyba pięćdziesiąt takich, o różnych zapachach, ale nie miałam okazji ich wypróbować.
Ukochany odkorkował fiolkę i powąchał zawartość. Potem podszedł do mnie, nachylił mi się nad szyją i bez skrępowania zaciągnął się moim zapachem.
- A ja myślałam, że znasz go już na pamięć.- uśmiechnęłam się.
- Roza, tego zapachu nie da się zapomnieć,- szepnął mi do ucha zmysłowym głosem.- ale uwielbiam go czuć nawet sto razy dziennie. Przypomina mi, że mam cię na zawsze i tylko dla siebie. Że mnie kochasz. Ze wszystkich mężczyzn wybrałaś właśnie mnie.
- A ty ze wszystkich kobiet mnie.- pocałowałam go w szyję, co lekko go zaskoczyło.
Jednak szybko to wykorzystał. Przytulił mnie mocno, a ja dalej całowałam go po szyi. Podniósł mnie za tyłek i zaczął iść, więc oplotłam nogi wokół jego pasa.
- O nie kochanie.- szepnęła, gdy skierował się do wyjścia.- Wracamy pod szafkę.
Zdziwił się, ale spełnił moje życzenie. Odwrócił się tyłem tak, że ja byłam przodem do mebla. Otworzyłam drzwiczki i wyciągnęłam flakonik jego wody kolońskiej. Szepnęłam mu do ucha, że już i wróciłam do całowania go w szyję.
Wróciliśmy do sypialni. Mój mąż położył mnie delikatnie na łóżku. Uśmiechnął się rozbawiony. Podczas kąpieli też ciągle się śmiał. Myślałam, że po prostu jest mu wesoło, ale teraz przypuszczałam, że to coś więcej.
- O co chodzi, Towarzyszu? Jestem gdzieś brudna?- uśmiechnęłam się.
- Nie Roza.- pokręcił głową jeszcze bardziej rozbawiony. Chciałam ciągnąć temat dalej, ale w ręce ukochanego pojawił się balsam i od razu przeszła mi na to ochota. Dymitr doskonale masuje. Po godzinie nie czułam już swoich mięśni. Rozpływałam się pod jego dłońmi. Przez cały czas mruczałam z przyjemności. Na koniec nalał sobie na dłoń olejek i zaczął mnie nim nacierać.
- Nie wierzę, że nie lubisz kotów.- stwierdził, jeżdżąc po mojej nodze.
- Dlaczego?- spytałam zdziwiona. To se znalazł moment na taki temat.
- Ponieważ jesteś do nich podobna. Zwinna, pełna gracji, mruczysz, długo śpisz, chodzisz własnymi drogami, zawzięta, nie słuchasz się innych, jesteś dumna i honorowa, a do tego- szepnął mi do ucha, smarując oliwką moje piersi.- przeciągasz się jak kot. Aż chcę się rzucić.
Przez jego zajęcie, trudno było mi się skupić na jego słowach.
- Spokojnie Towarzyszu. Będziesz miał jeszcze nie jedną okazję.- szepnęłam w odpowiedzi.- I nie śpię aż tak długo. A to nie zmienia faktu, że nie lubię kotów. I one mnie też nie.- zakończyłam temat.
Więcej się nie odezwał. Ale cisza nie była męcząca. Co jakiś czas przebywały ją moje jęki i jak nazwał to mój miłośnik zwierząt "mruczenia kota". Było mi bardzo przyjemnie, a tylko on potrafił doprowadzić mnie do takiego stanu rozkoszy i nieprzytomności umysłu. W tej chwili mógł zrobić ze mną wszystko. Po dziesięciu minutach pachniałam cynamonem.
- Trzeba ci przyznać Towarzyszu, że masz gust.
- Dziękuję.- skłonił się teatralnie.- Po prostu cynamon pasuje do twojego zapachu i nie maskuje go. Przepięknie pachniesz.- znowu zaciągnął się moim zapachem.
- Ty też, ale czegoś ci brakuje.
Sięgnęłam po flakon, który zabrałam z łazienki. Wylałam sobie trochę na dłoń i wyciągnęłam ją do ukochanego. On zamknął oczy i pochylił się nade mną. Roztarłam płyn na jego szyi i policzkach. Napawałam się miękką skórą strażnika. Teraz ja wdychałam jego piękny zapach.
- O wiele lepiej.- uśmiechnęłam się
- Aż tak lubisz moją wodę kolońską?- zdziwił się.
- To twój znak rozpoznawczy, gdy idziesz za mną. Często chronił cię przed moim atakiem.- zaśmiałam się.
- To dlatego nie mogłem cię zaskoczyć i zawsze wiedziałaś, że to ja.- zrozumiał.
- Tak. Poznałeś moją następną tajemnicę.- powiedziałam i pocałowałam go w policzek.
- Roza, tylko tyle za taką pobudkę?
- Nie chcę nic mówić, ale za dwie godziny musisz być na służbie.
- No to mamy dwie godziny dla siebie.- szepnął całując moją szyję.
Chwilę się opierałam, ale nie mogłam mu się oprzeć. Dobrze o tym wiedział. Więc mu podziękowałam. Pół godziny później leżeliśmy wtuleni mocno w siebie.
- Dziękuję Towarzyszu.- mruknęłam cicho.
- Nie ma za co, skarbie.- uścisnął mnie mocno.- Kocham Cię. Jesteś moim światem. Bez ciebie nic nie ma sensu, nie ma mnie. Wiem, że ciągle ci to powtarzam. Ale nie znam więcej słów, jakimi mógłbym wyrazić, co czuje do ciebie, jakim cierpieniem są chwile samotności. A takie są wszystkie, kiedy jesteśmy osobno. Cieszę się, że jedziecie dzisiaj ze mną.
Podsunęłam się na wysokość jego twarzy i dałam mu słodkiego długiego całusa. Dymitr szybko oddał się przyjemności. Ale tym razem naprawdę nie mieliśmy czasu, był tego świadomy. Zaczął wstawać. Zatrzymałam go.
- Gdzie idziesz?- zapytałam z pretensjami. Usłyszałam najcudowniejszy śmiech na całym świecie.
- Spokojnie kotku.- wyrwał mi się- Przecież ci nie ucieknę, ale miałaś rację. Ty też powinnaś wstawać. Idź się uczesz, a ja wyszukam ci jakąś sukienkę.- pocałował mnie i skierował się do garderoby.
Ukochany odkorkował fiolkę i powąchał zawartość. Potem podszedł do mnie, nachylił mi się nad szyją i bez skrępowania zaciągnął się moim zapachem.
- A ja myślałam, że znasz go już na pamięć.- uśmiechnęłam się.
- Roza, tego zapachu nie da się zapomnieć,- szepnął mi do ucha zmysłowym głosem.- ale uwielbiam go czuć nawet sto razy dziennie. Przypomina mi, że mam cię na zawsze i tylko dla siebie. Że mnie kochasz. Ze wszystkich mężczyzn wybrałaś właśnie mnie.
- A ty ze wszystkich kobiet mnie.- pocałowałam go w szyję, co lekko go zaskoczyło.
Jednak szybko to wykorzystał. Przytulił mnie mocno, a ja dalej całowałam go po szyi. Podniósł mnie za tyłek i zaczął iść, więc oplotłam nogi wokół jego pasa.
- O nie kochanie.- szepnęła, gdy skierował się do wyjścia.- Wracamy pod szafkę.
Zdziwił się, ale spełnił moje życzenie. Odwrócił się tyłem tak, że ja byłam przodem do mebla. Otworzyłam drzwiczki i wyciągnęłam flakonik jego wody kolońskiej. Szepnęłam mu do ucha, że już i wróciłam do całowania go w szyję.
Wróciliśmy do sypialni. Mój mąż położył mnie delikatnie na łóżku. Uśmiechnął się rozbawiony. Podczas kąpieli też ciągle się śmiał. Myślałam, że po prostu jest mu wesoło, ale teraz przypuszczałam, że to coś więcej.
- O co chodzi, Towarzyszu? Jestem gdzieś brudna?- uśmiechnęłam się.
- Nie Roza.- pokręcił głową jeszcze bardziej rozbawiony. Chciałam ciągnąć temat dalej, ale w ręce ukochanego pojawił się balsam i od razu przeszła mi na to ochota. Dymitr doskonale masuje. Po godzinie nie czułam już swoich mięśni. Rozpływałam się pod jego dłońmi. Przez cały czas mruczałam z przyjemności. Na koniec nalał sobie na dłoń olejek i zaczął mnie nim nacierać.
- Nie wierzę, że nie lubisz kotów.- stwierdził, jeżdżąc po mojej nodze.
- Dlaczego?- spytałam zdziwiona. To se znalazł moment na taki temat.
- Ponieważ jesteś do nich podobna. Zwinna, pełna gracji, mruczysz, długo śpisz, chodzisz własnymi drogami, zawzięta, nie słuchasz się innych, jesteś dumna i honorowa, a do tego- szepnął mi do ucha, smarując oliwką moje piersi.- przeciągasz się jak kot. Aż chcę się rzucić.
Przez jego zajęcie, trudno było mi się skupić na jego słowach.
- Spokojnie Towarzyszu. Będziesz miał jeszcze nie jedną okazję.- szepnęłam w odpowiedzi.- I nie śpię aż tak długo. A to nie zmienia faktu, że nie lubię kotów. I one mnie też nie.- zakończyłam temat.
Więcej się nie odezwał. Ale cisza nie była męcząca. Co jakiś czas przebywały ją moje jęki i jak nazwał to mój miłośnik zwierząt "mruczenia kota". Było mi bardzo przyjemnie, a tylko on potrafił doprowadzić mnie do takiego stanu rozkoszy i nieprzytomności umysłu. W tej chwili mógł zrobić ze mną wszystko. Po dziesięciu minutach pachniałam cynamonem.
- Trzeba ci przyznać Towarzyszu, że masz gust.
- Dziękuję.- skłonił się teatralnie.- Po prostu cynamon pasuje do twojego zapachu i nie maskuje go. Przepięknie pachniesz.- znowu zaciągnął się moim zapachem.
- Ty też, ale czegoś ci brakuje.
Sięgnęłam po flakon, który zabrałam z łazienki. Wylałam sobie trochę na dłoń i wyciągnęłam ją do ukochanego. On zamknął oczy i pochylił się nade mną. Roztarłam płyn na jego szyi i policzkach. Napawałam się miękką skórą strażnika. Teraz ja wdychałam jego piękny zapach.
- O wiele lepiej.- uśmiechnęłam się
- Aż tak lubisz moją wodę kolońską?- zdziwił się.
- To twój znak rozpoznawczy, gdy idziesz za mną. Często chronił cię przed moim atakiem.- zaśmiałam się.
- To dlatego nie mogłem cię zaskoczyć i zawsze wiedziałaś, że to ja.- zrozumiał.
- Tak. Poznałeś moją następną tajemnicę.- powiedziałam i pocałowałam go w policzek.
- Roza, tylko tyle za taką pobudkę?
- Nie chcę nic mówić, ale za dwie godziny musisz być na służbie.
- No to mamy dwie godziny dla siebie.- szepnął całując moją szyję.
Chwilę się opierałam, ale nie mogłam mu się oprzeć. Dobrze o tym wiedział. Więc mu podziękowałam. Pół godziny później leżeliśmy wtuleni mocno w siebie.
- Dziękuję Towarzyszu.- mruknęłam cicho.
- Nie ma za co, skarbie.- uścisnął mnie mocno.- Kocham Cię. Jesteś moim światem. Bez ciebie nic nie ma sensu, nie ma mnie. Wiem, że ciągle ci to powtarzam. Ale nie znam więcej słów, jakimi mógłbym wyrazić, co czuje do ciebie, jakim cierpieniem są chwile samotności. A takie są wszystkie, kiedy jesteśmy osobno. Cieszę się, że jedziecie dzisiaj ze mną.
Podsunęłam się na wysokość jego twarzy i dałam mu słodkiego długiego całusa. Dymitr szybko oddał się przyjemności. Ale tym razem naprawdę nie mieliśmy czasu, był tego świadomy. Zaczął wstawać. Zatrzymałam go.
- Gdzie idziesz?- zapytałam z pretensjami. Usłyszałam najcudowniejszy śmiech na całym świecie.
- Spokojnie kotku.- wyrwał mi się- Przecież ci nie ucieknę, ale miałaś rację. Ty też powinnaś wstawać. Idź się uczesz, a ja wyszukam ci jakąś sukienkę.- pocałował mnie i skierował się do garderoby.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
poniedziałek, 4 kwietnia 2016
ROZDZIAŁ 100
ROZDZIAŁ 100. Co za osiągniecie. A wy wciąż za mną jesteście? Cieszę się, że aż tle osób czyta moją kontynuację i że jeszcze się wam nie znudziła( i mam nadzieję, że nigdy nie znudzi). Z tej okazji daję wam rozdział dwa razy dłuższy niż zazwyczaj. Mam nadzieję,że wam się podoba i zostaniecie ze mną, jak najdłużej. Bo kim jest pisarz bez czytelników? :-*
________________________________________________
Rozmawialiśmy jeszcze jakiś czas. Ustaliliśmy, że gdy Lissa dalej będzie chciała, to za dziewięć miesięcy będę ją uczyła. I jeśli Dymitr się zgodzi, to pomoże, bo czuję, że zabraknie mi cierpliwości na nauczanie. A on ma w tym w prawie. Myślę, że po mnie z każdym sobie poradzi.
Kiedy przyjaciółka zakończyła sen, obudziłam się bardzo wyspana. Na szyi poczułam coś mokrego, ale ciepłego. To było bardzo przyjemne. Na moim brzuchu poruszała się ciepła dłoń. Przeszedł mnie przyjemny dreszcz.
-Towarzyszu, jeśli nie przestaniesz to zrzucę cię z łóżka.- mruknęłam cicho.
- Co jest Roza?- spytał wesołym głosem. Wiedziałam, że się uśmiechnął.- Myślałem, że podoba ci się taka pobudka.
- Aż za bardzo, kochanie. Ale chciałam zauważyć, że nie jesteśmy sami.- leżałam wciąż w tej samej pozycji. Lili jeszcze spała, więc nie miałam jak się ruszyć. I zbytnio nie miałam sił, ani ochoty.
Dymitr podszedł do nas i popatrzył, intensywnie o czymś myśląc. Jednak nie nacieszyłam się jego widokiem, bo moje powieki były bardzo ciężkie. Poczułam, że podnosi moją rękę i odkłada na bok. Zmusiłam swoje leniwe oczy do odrobiny wysiłku. Było warto. Nie często można zobaczyć najlepszego wojownika, boga we wszystkim co robi niosącego mała dziewczynkę. Cudowny widok. Patrzył na moją siostrę czule i troskliwie. Ale te spojrzenie było inne niż te, które ja otrzymuję.
Drzwi zamknęły się za nimi, kiedy mój mąż ją wyniósł. Nie pamiętam kiedy wrócił, bo znów zapadłam w sen. Obudziły mnie znowu ciepłe usta, jednak teraz błądziły po moim całym ciele. Poczułam dłonie podnoszące moją koszulę nocną. Pocałunki zatrzymały się na brzuchu. Zaczęłam mruczeć. Byłam już całkiem bez ubrań. Zgaduję, że Dymitr też.
- Nie powinniśmy się szykować na Dwór?- spytałam słabo ze senności, ale i przyjemnością.
- Właśnie się szykujemy.- oznajmił.
Nagle straciłam podłoże pod sobą. Ale nie spadałam. Otworzyłam gwałtownie oczy. Byłam na rękach ukochanego.
- Dzień dobry, śpiąca królewno. Już się obudziłaś?-uśmiechnął się cwanie.
- Dymitr umiem chodzić. Mogłam sama wstać.
- Wiem.- powiedział tylko.
- Czyli, że mnie nie postawisz?- kiwnął głową. Westchnęłam. Chciałam sprawdzić, która godzina, ale oczywiście nie było gdzie.- Musimy sobie kupić zegarek.
- Jest 15:30, a raczej 15:37.
- W takim razie jest środek nocy. Czemu mnie tak wcześnie obudziłeś?- nie byłam oburzona, ale ciekawa. Bez powodu by mnie nie budził.
Nic nie powiedział, tylko skierował się do łazienki. Otworzyłam drzwi, bo mojemu mężowi zabrakło rąk. Kiedy przekroczyliśmy próg oniemiałam. Pomieszczenie skąpane było w czerwieni, w powietrzu unosił się zapach jaśminu, a na podłodze leżały o dziwo żółte płatki. Ciekawe co to za kwiaty? Wanna napełniona była wodą, ale piana zasłaniała całą taflę.
- Dymitr! Kiedy ty to zrobiłeś?
- Moja tajemnica.-szepnął z cwanym uśmiechem.
Pocałowałam go namiętnie. Chciałam tylko podziękować, ale ukochany nie zamierzał przestać. Lekko przygryzł moją wargę, dając znać, że to nie koniec. Myślałam, że po prostu wsadzi mnie do wanny, ale on miał inny plan. Nie odrywając się od moich ust wszedł do wody. Nasze ciała zanurzyły się w gorącej wodzie. Położyłam się na Dymitrze, plecami do dołu. Woda była turkusowa, pewnie od soli do kąpieli. W szafce mieliśmy cały pojemnik zielonego granulatu. Ukochany wsypał pewnie trochę. Teraz objął mnie, głaszcząc mój okrągły brzuch.
- Jestem beczką.- stwierdziłam.
- Najsłodszą i najpiękniejszą beczułką na świecie.- pocałował mnie w kark.- Ale jestem szczęściarzem.
Parsknęłam śmiechem.
- Jednocześnie skomplementowałeś mnie i pokazałeś, że nie jesteś aż taki skromny.
Zapadła miła cisza. Napawałam się tą chwilą sam na sam. Po chwili Dymitr lekko się uniósł, tak że znalazłam się nad powierzchnią wody i zaczął mnie myć, lekko masując. Mruczałam przy każdym ruchu jego dłoni. Wprawiło go to w rozbawienie.
- Potraktuję to jako komplement.- szepnął mi do ucha, którym ciągle bawiły się jego usta.
- Możesz to potraktować jako: "zabierasz mnie w miejsce lepsze niż raj."
Już nic nie powiedział. Skupił się na rozpieszczaniu mnie. Gdy byłam już czysta, podniosłam się i usiadłam przodem do męża. Teraz ja myłam go. Nie spuszczał ze mnie wzroku. Kontrolował każdy mój ruch. Ale nie stresowało mnie to. W pewnej chwili rzucił się na mnie. To o to chodziło. Roześmiałam się, co średnio mi wyszło podczas pocałunku. Dymitr odsunął się ode mnie i popatrzył zdziwiony.
- O co chodzi Roza?
- Twoja samokontrola coraz bardziej nawala.
Przysunął się jeszcze bliżej i posadził mnie na sobie.
- Tylko przy tobie.- szepnął zmysłowo.- Nie umiem tylko na ciebie patrzeć. Musze cię dotykać,-przeszedł mnie dreszcz, gdy zaczął jeździć mi dłonią po wewnętrznej stronie uda.- całować,- musnął moją szyję ustami, nie zatrzymując rąk. Cholernie mnie to podniecało.- słuchać twojego głosu, przyspieszonego tętna.- drugą dłoń przyłożył między moje piersi, a moje serce zabiło tak, że sama je słyszałam.-głośnego jęku i oddechu.-w tym momencie wszedł we mnie i moje podnieceni osiągnęło zenitu.
Oddychałam ciężko. Dymitr unosił mnie , opuszczał. Oddałam się przyjemności. Ukochany zaczął swoje wyznania miłosne po rosyjsku. Trochę rozumiałam, powiedzmy co drugie słowo. Tak z grubsza wyglądały nasze lekcje. Po każdym miłosnym uniesieniu tłumaczył mi co mówił. Na początku były to proste zwroty, typu: "Kocham Cię.", czy " Nie potrafię bez ciebie żyć". Lubiłam je. Nawet bardzo.
Gdy skończyliśmy, przytuliłam się do męża. Jego serce biło szybko, ale powoli się uspakajał. Pocałował mnie w czoło. Popatrzyłam mu w oczy. Widziałam w nich miłość i zachwyt. Poczułam we włosach jego dłonie. Mył mi je szamponem.
- Towarzyszu, czyżbym miała aż tak brudne włosy?- spytałam z uśmiechem.
- Nie, ale masz tak cudowne włosy, że nie umiałem się powstrzymać. A potrzebowałem pretekstu.
- Wcale, że nie. Doskonale wiem jaką masz słabość do nich.- ja również chwyciła szampon. Nagle przypomniałam sobie jedną z chwil, jeszcze z akademii.
- Jestem ładna?- spytałam, patrząc na niego. Zrozumiał o co mi chodzi.
- Jesteś piękna.
- Piękna?-udawałam zdziwienie.
- Tak piękna, że czasem mnie to boli.- nachylił się i delikatnie musnął wargami moje usta.
Pocałunek wyrażał jedynie Miłość. Nie było w tym pożądania. Czułam słodycz rozpływającą się po moim ciele. To było jak jakaś magiczna siła, jaką na mnie działał. Zaklęcie, które każdym kiedyś zawładnie. Przed miłością nie da się uciec. Można się jej tylko poddać. Tak jak ja poddawałam się Dymitrowi. Ufałam mu bezgranicznie. On wiedział co mi potrzeba, czego od niego oczekuję i zawsze umiał mi to dać. Wiem, że zrobiłby dla mnie wszystko. Ja dla niego też. Gorzej gdy pojawia się wybór między nim, a Lissą. On by oddał za mnie życie bez względu kto jest ważniejszy dla innych. Dla niego najważniejsza jestem ja. Chciałabym móc powiedzieć to samo o sobie, ale to nie prawda. Strażnik ma rację, ja żyję naszą zasadą. Poświęciłam się dla Lissy i zrobiłabym to znowu. Bielikow o tym wie, więcej powiedział, że za to mnie kocha. On mnie rozumie jak mało kto. Nawet lepiej niż ja sama. Ale nie pozostaję mu dłużna. Był dla mnie otwartą książką.
- Roza,- z zamyślenia wyrwał mnie, obiekt moich myśli. Cały czas tulił mnie mocno do siebie. Czułam się bezpiecznie. Szlag! Nie powinnam. Muszę zawsze być czujna i wszędzie widzieć zagrożenie. Mam sprawiać, żeby inni czuli się bezpieczni. - wczoraj przy śniadaniu jak tłumaczyłaś Lili czemu tak na siebie mówimy...- zrobił przerwę, jakby zastanawiał się, co powiedzieć.- To było piękne. Zaskoczyłaś mnie tym. Myślałem, że źle to wspominasz. W końcu Daszkow zabawił się naszymi uczuciami. A potem cię okłamałem. A jednak jest to dla ciebie ważne.
- A dla ciebie nie? To prawda, okłamałeś mnie, ale po to, żebym nie cierpiała, bo wiedziałeś, że nie możemy być razem. Wtedy uświadomiłam sobie jak bardzo jesteś dla mnie ważny. Chciałam, byłam gotowa ci zaufać. Poczułam, że mnie kochasz i zawsze będziesz obok. Nie wiem na ile to było zaklęcie, a na ile moje uczucia, ale wiem, że gdyby nie porwanie Lissy, byłaby to dobra decyzja i gdybym miała szansę cofnąć się w czasie, ubrałabym ten naszyjnik jeszcze raz. Bo to był ważny moment dla nas dwojga.
Dymitr nagle się podniósł wyszedł ze mną z wanny na dywanik i zaczął kręcić się w kółko ze mną w objęciach, wyraźnie uradowany. Na początku się przestraszyłam. Później już tylko nie rozumiałam.
- Roza!- zatrzymał się i pocałował mnie. Całował mnie po każdym słowie.- Nawet- całus.- nie- następny.-wiesz- i jeszcze jeden.-jak- kolejny.-się- pocałunek-ciesze.- i... chyba złapaliście i nie muszę dalej mówić, że całował mnie po każdym kolejnym słowie.-Tak strasznie się bałem, ciążyło mi to potwornie.- przestał całować. Teraz tylko mówił.- Czułem, że wtedy cię skrzywdziłem, nie umiałem się kontrolować. Że zawiodłem jedyną osobę, która tak dobrze mnie znała i której na mnie zależało. I którą na zawsze chciałem kochać, choć wiedziałem, że nie mogę. Przerażała mnie perspektywa, że już nigdy nie będziesz chciała mnie znać. Dlatego podjąłem decyzję o odejściu. Ale to byłby największy błąd mojego życia. Nie dość, że Cię skrzywdziłem, to naraziłem na niebezpieczeństwo. Nawet nie wiesz co czułem, widząc cię ledwo żywą.- przerwałam mu namiętnym pocałunkiem. Przeczesałam dłonią jego włosy, które ciągle były w planie. Na początku nie zrozumiał i czule zrobił to samo mi. Wtedy zauważył, że nie spłukaliśmy głów. Wszedł z powrotem do wanny. Spuścił wodę i zaczął polegać moją głowę nową z prysznica.- Tak bardzo się bałem. Po raz pierwszy od podjęcia służby się bałem. O ciebie. Zrozumiałem, że jesteś dla mnie ważna. Ważniejsza niż myślałem. Wiedziałem, że to mi szybko nie minie, jeśli w ogóle. Ale dotarła do mnie jeszcze jedna prawda. Bardziej troszczymy się o tych, których kochamy, niż o siebie. Gdy patrzyłem na ciebie leżąca nie przytomnie, w klinice, przyrzekłem sobie, że nigdy nie pozwolę nikomu zrobić ci krzywdy, ani żebyś czuła się tak jak ja, w tamtym momencie. Ale nie udało mi się.- spuścił smutno głowę. Podniosłam mu ją za podbródek, odbierając od niego słuchawkę prysznica. Popatrzyłam mu głęboko w oczy. Były zaszklone, ale nie pozwolił łzą spłynąć po policzkach.- Powróciło to do mnie, cztery miesiące temu. Gdy patrzyłem jak się wykrwawiasz, czułem, że podniosłem porażkę.- uciekł wzrokiem w bok.
Jednak nie patrzył tam długo. Moje dłonie pokazały mu, gdzie jest miejsce jego spojrzenia. Popatrzyłam w głąb kochanych, czekoladowych oczy, jakbym mogła ujrzeć przez nie jego duszę. Otworzył się przede mną. Tak prawdziwie. Powiedział mi coś, co było dla niego ważne, z czym męczył się przez cały rok. Zbliżyłam do jego ust swoje wargi i musnęłam je delikatnie. W tym pocałunku chciałam przekazać mu moje wszystkie uczucia. Podziękować za zaufanie, powiedzenie tego wszystkiego, za wsparcie. Pokazać, że wcale mnie nie zawiódł, przecież tak musiało być. On wiedział, miał świadomość, że nie da rady uchronić mnie, przed niebezpieczeństwem. Na tym polega nasz zawód. A przede wszystkim, chciałam przekazać mu całą miłość, jaką go darzę. Dymitr pogłębił słodkie pocałunki, mocniej nabierają na moje usta. Tulił mnie mocno, prawie że histerycznie. To go złamało. Po jego policzkach zaczęły lecieć łzy. Nie mógł ich zatrzymać. Chciał się odsunąć, dalej grać silnego. Dla mnie.
- Dymitr, nie zawiodłam się na tobie. Na tym polega nasza praca. Niebezpieczeństwo. I nie musisz powstrzymać łez. Dla mnie zawsze będziesz najsilniejszym i najlepszym strażnikiem.
Przytuliłam się do niego. Ukochany uwięził mnie w żelaznym uścisku, jakby bał się, że zaraz zniknę, a on będzie sam. Ale jestem tu i na razie nigdzie się nie wybieram.
- Kocham Cię.- powiedziałam.
- Ja ciebie też Roza. Zawsze i nieustająco. Zostań ze mną i nigdy mnie nie opuszczaj. Jesteś moim życiem. Bez ciebie nie istnieję.
- Zawsze będę z tobą. Zawsze będę tu.- dotknęłam jego klatkę piersiową w miejsce, gdzie ma serce.
________________________________________________
Rozmawialiśmy jeszcze jakiś czas. Ustaliliśmy, że gdy Lissa dalej będzie chciała, to za dziewięć miesięcy będę ją uczyła. I jeśli Dymitr się zgodzi, to pomoże, bo czuję, że zabraknie mi cierpliwości na nauczanie. A on ma w tym w prawie. Myślę, że po mnie z każdym sobie poradzi.
Kiedy przyjaciółka zakończyła sen, obudziłam się bardzo wyspana. Na szyi poczułam coś mokrego, ale ciepłego. To było bardzo przyjemne. Na moim brzuchu poruszała się ciepła dłoń. Przeszedł mnie przyjemny dreszcz.
-Towarzyszu, jeśli nie przestaniesz to zrzucę cię z łóżka.- mruknęłam cicho.
- Co jest Roza?- spytał wesołym głosem. Wiedziałam, że się uśmiechnął.- Myślałem, że podoba ci się taka pobudka.
- Aż za bardzo, kochanie. Ale chciałam zauważyć, że nie jesteśmy sami.- leżałam wciąż w tej samej pozycji. Lili jeszcze spała, więc nie miałam jak się ruszyć. I zbytnio nie miałam sił, ani ochoty.
Dymitr podszedł do nas i popatrzył, intensywnie o czymś myśląc. Jednak nie nacieszyłam się jego widokiem, bo moje powieki były bardzo ciężkie. Poczułam, że podnosi moją rękę i odkłada na bok. Zmusiłam swoje leniwe oczy do odrobiny wysiłku. Było warto. Nie często można zobaczyć najlepszego wojownika, boga we wszystkim co robi niosącego mała dziewczynkę. Cudowny widok. Patrzył na moją siostrę czule i troskliwie. Ale te spojrzenie było inne niż te, które ja otrzymuję.
Drzwi zamknęły się za nimi, kiedy mój mąż ją wyniósł. Nie pamiętam kiedy wrócił, bo znów zapadłam w sen. Obudziły mnie znowu ciepłe usta, jednak teraz błądziły po moim całym ciele. Poczułam dłonie podnoszące moją koszulę nocną. Pocałunki zatrzymały się na brzuchu. Zaczęłam mruczeć. Byłam już całkiem bez ubrań. Zgaduję, że Dymitr też.
- Nie powinniśmy się szykować na Dwór?- spytałam słabo ze senności, ale i przyjemnością.
- Właśnie się szykujemy.- oznajmił.
Nagle straciłam podłoże pod sobą. Ale nie spadałam. Otworzyłam gwałtownie oczy. Byłam na rękach ukochanego.
- Dzień dobry, śpiąca królewno. Już się obudziłaś?-uśmiechnął się cwanie.
- Dymitr umiem chodzić. Mogłam sama wstać.
- Wiem.- powiedział tylko.
- Czyli, że mnie nie postawisz?- kiwnął głową. Westchnęłam. Chciałam sprawdzić, która godzina, ale oczywiście nie było gdzie.- Musimy sobie kupić zegarek.
- Jest 15:30, a raczej 15:37.
- W takim razie jest środek nocy. Czemu mnie tak wcześnie obudziłeś?- nie byłam oburzona, ale ciekawa. Bez powodu by mnie nie budził.
Nic nie powiedział, tylko skierował się do łazienki. Otworzyłam drzwi, bo mojemu mężowi zabrakło rąk. Kiedy przekroczyliśmy próg oniemiałam. Pomieszczenie skąpane było w czerwieni, w powietrzu unosił się zapach jaśminu, a na podłodze leżały o dziwo żółte płatki. Ciekawe co to za kwiaty? Wanna napełniona była wodą, ale piana zasłaniała całą taflę.
- Dymitr! Kiedy ty to zrobiłeś?
- Moja tajemnica.-szepnął z cwanym uśmiechem.
Pocałowałam go namiętnie. Chciałam tylko podziękować, ale ukochany nie zamierzał przestać. Lekko przygryzł moją wargę, dając znać, że to nie koniec. Myślałam, że po prostu wsadzi mnie do wanny, ale on miał inny plan. Nie odrywając się od moich ust wszedł do wody. Nasze ciała zanurzyły się w gorącej wodzie. Położyłam się na Dymitrze, plecami do dołu. Woda była turkusowa, pewnie od soli do kąpieli. W szafce mieliśmy cały pojemnik zielonego granulatu. Ukochany wsypał pewnie trochę. Teraz objął mnie, głaszcząc mój okrągły brzuch.
- Jestem beczką.- stwierdziłam.
- Najsłodszą i najpiękniejszą beczułką na świecie.- pocałował mnie w kark.- Ale jestem szczęściarzem.
Parsknęłam śmiechem.
- Jednocześnie skomplementowałeś mnie i pokazałeś, że nie jesteś aż taki skromny.
Zapadła miła cisza. Napawałam się tą chwilą sam na sam. Po chwili Dymitr lekko się uniósł, tak że znalazłam się nad powierzchnią wody i zaczął mnie myć, lekko masując. Mruczałam przy każdym ruchu jego dłoni. Wprawiło go to w rozbawienie.
- Potraktuję to jako komplement.- szepnął mi do ucha, którym ciągle bawiły się jego usta.
- Możesz to potraktować jako: "zabierasz mnie w miejsce lepsze niż raj."
Już nic nie powiedział. Skupił się na rozpieszczaniu mnie. Gdy byłam już czysta, podniosłam się i usiadłam przodem do męża. Teraz ja myłam go. Nie spuszczał ze mnie wzroku. Kontrolował każdy mój ruch. Ale nie stresowało mnie to. W pewnej chwili rzucił się na mnie. To o to chodziło. Roześmiałam się, co średnio mi wyszło podczas pocałunku. Dymitr odsunął się ode mnie i popatrzył zdziwiony.
- O co chodzi Roza?
- Twoja samokontrola coraz bardziej nawala.
Przysunął się jeszcze bliżej i posadził mnie na sobie.
- Tylko przy tobie.- szepnął zmysłowo.- Nie umiem tylko na ciebie patrzeć. Musze cię dotykać,-przeszedł mnie dreszcz, gdy zaczął jeździć mi dłonią po wewnętrznej stronie uda.- całować,- musnął moją szyję ustami, nie zatrzymując rąk. Cholernie mnie to podniecało.- słuchać twojego głosu, przyspieszonego tętna.- drugą dłoń przyłożył między moje piersi, a moje serce zabiło tak, że sama je słyszałam.-głośnego jęku i oddechu.-w tym momencie wszedł we mnie i moje podnieceni osiągnęło zenitu.
Oddychałam ciężko. Dymitr unosił mnie , opuszczał. Oddałam się przyjemności. Ukochany zaczął swoje wyznania miłosne po rosyjsku. Trochę rozumiałam, powiedzmy co drugie słowo. Tak z grubsza wyglądały nasze lekcje. Po każdym miłosnym uniesieniu tłumaczył mi co mówił. Na początku były to proste zwroty, typu: "Kocham Cię.", czy " Nie potrafię bez ciebie żyć". Lubiłam je. Nawet bardzo.
Gdy skończyliśmy, przytuliłam się do męża. Jego serce biło szybko, ale powoli się uspakajał. Pocałował mnie w czoło. Popatrzyłam mu w oczy. Widziałam w nich miłość i zachwyt. Poczułam we włosach jego dłonie. Mył mi je szamponem.
- Towarzyszu, czyżbym miała aż tak brudne włosy?- spytałam z uśmiechem.
- Nie, ale masz tak cudowne włosy, że nie umiałem się powstrzymać. A potrzebowałem pretekstu.
- Wcale, że nie. Doskonale wiem jaką masz słabość do nich.- ja również chwyciła szampon. Nagle przypomniałam sobie jedną z chwil, jeszcze z akademii.
- Jestem ładna?- spytałam, patrząc na niego. Zrozumiał o co mi chodzi.
- Jesteś piękna.
- Piękna?-udawałam zdziwienie.
- Tak piękna, że czasem mnie to boli.- nachylił się i delikatnie musnął wargami moje usta.
Pocałunek wyrażał jedynie Miłość. Nie było w tym pożądania. Czułam słodycz rozpływającą się po moim ciele. To było jak jakaś magiczna siła, jaką na mnie działał. Zaklęcie, które każdym kiedyś zawładnie. Przed miłością nie da się uciec. Można się jej tylko poddać. Tak jak ja poddawałam się Dymitrowi. Ufałam mu bezgranicznie. On wiedział co mi potrzeba, czego od niego oczekuję i zawsze umiał mi to dać. Wiem, że zrobiłby dla mnie wszystko. Ja dla niego też. Gorzej gdy pojawia się wybór między nim, a Lissą. On by oddał za mnie życie bez względu kto jest ważniejszy dla innych. Dla niego najważniejsza jestem ja. Chciałabym móc powiedzieć to samo o sobie, ale to nie prawda. Strażnik ma rację, ja żyję naszą zasadą. Poświęciłam się dla Lissy i zrobiłabym to znowu. Bielikow o tym wie, więcej powiedział, że za to mnie kocha. On mnie rozumie jak mało kto. Nawet lepiej niż ja sama. Ale nie pozostaję mu dłużna. Był dla mnie otwartą książką.
- Roza,- z zamyślenia wyrwał mnie, obiekt moich myśli. Cały czas tulił mnie mocno do siebie. Czułam się bezpiecznie. Szlag! Nie powinnam. Muszę zawsze być czujna i wszędzie widzieć zagrożenie. Mam sprawiać, żeby inni czuli się bezpieczni. - wczoraj przy śniadaniu jak tłumaczyłaś Lili czemu tak na siebie mówimy...- zrobił przerwę, jakby zastanawiał się, co powiedzieć.- To było piękne. Zaskoczyłaś mnie tym. Myślałem, że źle to wspominasz. W końcu Daszkow zabawił się naszymi uczuciami. A potem cię okłamałem. A jednak jest to dla ciebie ważne.
- A dla ciebie nie? To prawda, okłamałeś mnie, ale po to, żebym nie cierpiała, bo wiedziałeś, że nie możemy być razem. Wtedy uświadomiłam sobie jak bardzo jesteś dla mnie ważny. Chciałam, byłam gotowa ci zaufać. Poczułam, że mnie kochasz i zawsze będziesz obok. Nie wiem na ile to było zaklęcie, a na ile moje uczucia, ale wiem, że gdyby nie porwanie Lissy, byłaby to dobra decyzja i gdybym miała szansę cofnąć się w czasie, ubrałabym ten naszyjnik jeszcze raz. Bo to był ważny moment dla nas dwojga.
Dymitr nagle się podniósł wyszedł ze mną z wanny na dywanik i zaczął kręcić się w kółko ze mną w objęciach, wyraźnie uradowany. Na początku się przestraszyłam. Później już tylko nie rozumiałam.
- Roza!- zatrzymał się i pocałował mnie. Całował mnie po każdym słowie.- Nawet- całus.- nie- następny.-wiesz- i jeszcze jeden.-jak- kolejny.-się- pocałunek-ciesze.- i... chyba złapaliście i nie muszę dalej mówić, że całował mnie po każdym kolejnym słowie.-Tak strasznie się bałem, ciążyło mi to potwornie.- przestał całować. Teraz tylko mówił.- Czułem, że wtedy cię skrzywdziłem, nie umiałem się kontrolować. Że zawiodłem jedyną osobę, która tak dobrze mnie znała i której na mnie zależało. I którą na zawsze chciałem kochać, choć wiedziałem, że nie mogę. Przerażała mnie perspektywa, że już nigdy nie będziesz chciała mnie znać. Dlatego podjąłem decyzję o odejściu. Ale to byłby największy błąd mojego życia. Nie dość, że Cię skrzywdziłem, to naraziłem na niebezpieczeństwo. Nawet nie wiesz co czułem, widząc cię ledwo żywą.- przerwałam mu namiętnym pocałunkiem. Przeczesałam dłonią jego włosy, które ciągle były w planie. Na początku nie zrozumiał i czule zrobił to samo mi. Wtedy zauważył, że nie spłukaliśmy głów. Wszedł z powrotem do wanny. Spuścił wodę i zaczął polegać moją głowę nową z prysznica.- Tak bardzo się bałem. Po raz pierwszy od podjęcia służby się bałem. O ciebie. Zrozumiałem, że jesteś dla mnie ważna. Ważniejsza niż myślałem. Wiedziałem, że to mi szybko nie minie, jeśli w ogóle. Ale dotarła do mnie jeszcze jedna prawda. Bardziej troszczymy się o tych, których kochamy, niż o siebie. Gdy patrzyłem na ciebie leżąca nie przytomnie, w klinice, przyrzekłem sobie, że nigdy nie pozwolę nikomu zrobić ci krzywdy, ani żebyś czuła się tak jak ja, w tamtym momencie. Ale nie udało mi się.- spuścił smutno głowę. Podniosłam mu ją za podbródek, odbierając od niego słuchawkę prysznica. Popatrzyłam mu głęboko w oczy. Były zaszklone, ale nie pozwolił łzą spłynąć po policzkach.- Powróciło to do mnie, cztery miesiące temu. Gdy patrzyłem jak się wykrwawiasz, czułem, że podniosłem porażkę.- uciekł wzrokiem w bok.
Jednak nie patrzył tam długo. Moje dłonie pokazały mu, gdzie jest miejsce jego spojrzenia. Popatrzyłam w głąb kochanych, czekoladowych oczy, jakbym mogła ujrzeć przez nie jego duszę. Otworzył się przede mną. Tak prawdziwie. Powiedział mi coś, co było dla niego ważne, z czym męczył się przez cały rok. Zbliżyłam do jego ust swoje wargi i musnęłam je delikatnie. W tym pocałunku chciałam przekazać mu moje wszystkie uczucia. Podziękować za zaufanie, powiedzenie tego wszystkiego, za wsparcie. Pokazać, że wcale mnie nie zawiódł, przecież tak musiało być. On wiedział, miał świadomość, że nie da rady uchronić mnie, przed niebezpieczeństwem. Na tym polega nasz zawód. A przede wszystkim, chciałam przekazać mu całą miłość, jaką go darzę. Dymitr pogłębił słodkie pocałunki, mocniej nabierają na moje usta. Tulił mnie mocno, prawie że histerycznie. To go złamało. Po jego policzkach zaczęły lecieć łzy. Nie mógł ich zatrzymać. Chciał się odsunąć, dalej grać silnego. Dla mnie.
- Dymitr, nie zawiodłam się na tobie. Na tym polega nasza praca. Niebezpieczeństwo. I nie musisz powstrzymać łez. Dla mnie zawsze będziesz najsilniejszym i najlepszym strażnikiem.
Przytuliłam się do niego. Ukochany uwięził mnie w żelaznym uścisku, jakby bał się, że zaraz zniknę, a on będzie sam. Ale jestem tu i na razie nigdzie się nie wybieram.
- Kocham Cię.- powiedziałam.
- Ja ciebie też Roza. Zawsze i nieustająco. Zostań ze mną i nigdy mnie nie opuszczaj. Jesteś moim życiem. Bez ciebie nie istnieję.
- Zawsze będę z tobą. Zawsze będę tu.- dotknęłam jego klatkę piersiową w miejsce, gdzie ma serce.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
niedziela, 3 kwietnia 2016
ROZDZIAŁ 99
- Rose, widzisz udało mi się.- Lissa mnie uścisnęła. Stałam trochę zdezorientowana, nie wiedząc o co chodzi. Wtedy mnie olśniło. Co się ze mną dzieje?
- To twój sen? Wywołany mocą ducha?- upewniałam się.
Morojka pokiwała głową.
- Gratulacje! W końcu ci się udało.- uścisnęłam przyjaciółkę.
- Tak. Ćwiczyłam to od jakiegoś czasu z Adrianem i Sonią i udało się.
- To super.- obejrzałam się, żeby wiedzieć jak mnie chciała zobaczyć.- O i nie jestem taka gruba.- zaśmiałyśmy się.- A jak się masz przyszła mamo?
- Dobrze, ale może najpierw usiądziemy?- zaproponowała.
Zgodziłam się. Liss na chwilę zamknęła oczy, a zmarszczki na czole świadczyły o wielkim skupieniu morojki. Ale nic się nie stało. Dziewczyna otworzyła oczy i rozejrzała się rozczarowana.
- Wybacz, ale jeszcze nie do końca nad tym panuję. To moja pierwsza wizja.
- Nic nie szkodzi. Tylko powiedz mi, czy mam się czuć zaszczycona tym, że tu jestem, czy bardziej wykorzystana?
- Wykorzystany może czuć się Iwaszkow. To on miał nieprzespane noce, po to abym mogła z tobą pogadać.
- Skoro tak stawiasz sprawę, mamy całą noc.- powiedziałam z uśmiechem.
Przeleciałam dłonią powietrze, tak jakbym chciała odepchnąć coś, co lata przy mojej twarzy. Przed nami pojawiły się dwa fotele, stolik do kawy i kubki z herbatą. Przyjaciółka patrzyła na mnie z otworzoną buzią. To już druga osoba zszokowana przeze mnie tej nocy. Teraz mogłam obejrzeć otoczenie. Byliśmy w salonie w domu rodziców Lissy. A teraz jej. Od ich śmierci dom stoi pusty. Dragomirówna chciała tam zamieszkać po szkole, no ale wyszło inaczej.
Lissa w końcu się otrząsnęła z szoku.
- Jak ty to zrobiłaś?
- Nie tylko ty wykorzystywałaś Iwaszkowa.- usiadłyśmy w fotelach.- Ćwiczyłam z nim i Dymitrem na wypadek, gdyby zaatakował nas Robert.
- A właśnie, dał wam już spokój?
- Od śmierci Taszy nie daje znaku życia. Powiedziałaś o niej Christianowi?
- Wie tylko, że nie żyje. Ale nie w jakich okolicznościach został wykonany wyrok.
- Tak będzie lepiej.
Jednak było mi żal młodego Ozery. Najpierw rodzice strzygi, później ciotka morderczyni. Często się droczymy, ale lubię tego chłopaka. Tylko dlatego, że wspiera Lissę i jest dla niej ważny. Żeby nie było. Wiem, że on też mnie toleruje. Pokazał mi to podczas ataku strzyg na akademię. Wtedy musieliśmy współpracować. Postanowiłam zejść na lżejszy temat.
- A powiedziałaś mu w końcu dobrą nowinę, czy tylko załamuje się od złych?
Przyjaciółka zmarszczyła czoło. Po chwili zrozumiała o co mi chodzi. Pogłaskała swój płaski brzuch z uwielbieniem.
- Powiedziałam.- patrzyłam na nią wyczekująco.- Bardzo się ucieszył. Miałaś rację. Dlatego jesteś moim głównym doradcą. Nigdy nie sądziłam, że z nas dwóch, ja będę kochać się po raz pierwszy, a ty będziesz szybciej w ciąży.- zaśmiałyśmy się.
Miała rację. Żadna z nas tego nie przypuszczała. Jednak po chwili odzyskałam powagę.
- I dlatego nie powiedziałaś mi o wiedźmach?- tak, wciąż miałam do niej o to urazę. Nie tylko, jako przyjaciółka, ale jako strażniczka.
- Wiem, przepraszam, ale nie chciałam cię martwić.
- Nie udało ci się. Martwiłam się jeszcze bardziej. Pomyślałaś co bym zrobiła, gdyby coś ci się stało?
- Ale nic mi nie jest.- podniosła głos. Jednak po chwili się uspokoiła. Zmartwił mnie jej wybuch.
- Mrok.-szepnęłam. Popatrzyła na mnie zdziwiona.- Mrok od mocy ducha.- Lissę nagle bardzo zainteresowała zawartość kubka. Nie miała odwagi spojrzeć mi w oczy.- Liss, on znów przejmuje nad tobą kontrolę. Musisz przestać używać mocy.
- Dzięki niej tu jesteśmy.
- No dobra. To ostatni raz. Proszę obiecaj mi to. Od jutra nie będziesz używać ducha.
- Ale...
- Żadnego "Ale". Pomyśl o dziecku. Chcesz żeby miało problemy zdrowotne lub gorzej, psychiczne?!- teraz ja podnosiłam głos.
- O tym nie pomyślałam. A to dziwne, zazwyczaj to ja jestem ta roztropna.
- Odpowiadam za twoje życie. Musiałam kiedyś zmądrzeć.- napięta atmosfera zniknęła z naszym śmiechem. Znowu rozejrzałam się po pomieszczeniu.- Rany jak ja dawno tu nie byłam.
- No, ja też.- Przyjaciółka poszła w moje ślady.
- Myślałaś co z nim zrobić?
- Zastanawiałam się czy nie wynająć komuś. Albo zrobić rodzinny dom dziecka.
Cała Lissa. Najpierw myśli o innych, ale w granicach rozsądku.
- Ciekawa ta druga propozycja. Może to być pierwszy dom dziecka dla dampiriów.- podsunęłam.- tylko na początku ktoś tu musi mieszkać.
- No tak. Kogo byś proponowała?
- Para dampiriów, którzy nie są strażnikami, lubią dzieci i sami nie mogą ich mieć. Dasz radę, przecież jesteś królową.
- Niekiedy chciałabym o tym zapomnieć. A jednak się nie da.
- Dla mnie, jesteś najlepszą królową, jakiej mogłam podlegać.
- I jedyną, której byś nie obrażała i która za wyrażanie własnego zdania nie wtrąciła by cię do więzienia.- zaśmiała się.
- Nie no, czemu od razu do więzienia?- uśmiechnęłam się.
- Bo widziałam cię w akcji za panowania Tatiany.
- Sama się o to prosiła.
- Odnosisz się tak do wszystkich, którzy mają jakiś autorytet. No chyba, że jest dla ciebie ważny. Np. Dymitr.
- Co do tego ma Dymitr?- nie rozumiałam.
- To, że do niego zawsze miałaś szacunek i nie podważałaś jego decyzji.
- Robiłam to na okrągło. Nie było Cię na treningach. Co innego, że nie miałam nic do gadania.- uśmiechnęłam się.
Ale miała rację, miałam do niego szacunek.
- Wiesz o czym myślę? Przez ten rok strasznie się od siebie oddaliłyśmy. Przez Twoje treningi i wyjazd do Rosji. Ale wiem, że też jestem winna. Poświęcałam czas Christianowi, a tobą się nie interesowałam. Nawet nie zauważyłam, że moja najlepsza przyjaciółka jest zakochana.
- Liss to nie ma znaczenia. Wiesz, że zawsze będę cię kochać.- podeszłam do morojki i osiadłam koło niej na sofie. Przytuliłam ją.
- Dziękuję Rose, za wszystko. Za to, że mnie broniłaś, znalazłaś informacje o duchu, uratowałaś od Wiktora, zawsze chciałaś dla mnie najlepiej. I kilka miesięcy temu znalazłaś moją siostrę, wsadziłaś na tron i uratowałaś życie.
- To mój obowiązek.- uśmiechnęłam się.
- Rose?- zagadnęła morojka.- Nauczysz mnie takiego manipulowania snem? Bo jeśli dobrze pamiętam to usiadłam na fotelu, a nie sofie.-uśmiechnęłam się.
- Po porodzie.
- To twój sen? Wywołany mocą ducha?- upewniałam się.
Morojka pokiwała głową.
- Gratulacje! W końcu ci się udało.- uścisnęłam przyjaciółkę.
- Tak. Ćwiczyłam to od jakiegoś czasu z Adrianem i Sonią i udało się.
- To super.- obejrzałam się, żeby wiedzieć jak mnie chciała zobaczyć.- O i nie jestem taka gruba.- zaśmiałyśmy się.- A jak się masz przyszła mamo?
- Dobrze, ale może najpierw usiądziemy?- zaproponowała.
Zgodziłam się. Liss na chwilę zamknęła oczy, a zmarszczki na czole świadczyły o wielkim skupieniu morojki. Ale nic się nie stało. Dziewczyna otworzyła oczy i rozejrzała się rozczarowana.
- Wybacz, ale jeszcze nie do końca nad tym panuję. To moja pierwsza wizja.
- Nic nie szkodzi. Tylko powiedz mi, czy mam się czuć zaszczycona tym, że tu jestem, czy bardziej wykorzystana?
- Wykorzystany może czuć się Iwaszkow. To on miał nieprzespane noce, po to abym mogła z tobą pogadać.
- Skoro tak stawiasz sprawę, mamy całą noc.- powiedziałam z uśmiechem.
Przeleciałam dłonią powietrze, tak jakbym chciała odepchnąć coś, co lata przy mojej twarzy. Przed nami pojawiły się dwa fotele, stolik do kawy i kubki z herbatą. Przyjaciółka patrzyła na mnie z otworzoną buzią. To już druga osoba zszokowana przeze mnie tej nocy. Teraz mogłam obejrzeć otoczenie. Byliśmy w salonie w domu rodziców Lissy. A teraz jej. Od ich śmierci dom stoi pusty. Dragomirówna chciała tam zamieszkać po szkole, no ale wyszło inaczej.
Lissa w końcu się otrząsnęła z szoku.
- Jak ty to zrobiłaś?
- Nie tylko ty wykorzystywałaś Iwaszkowa.- usiadłyśmy w fotelach.- Ćwiczyłam z nim i Dymitrem na wypadek, gdyby zaatakował nas Robert.
- A właśnie, dał wam już spokój?
- Od śmierci Taszy nie daje znaku życia. Powiedziałaś o niej Christianowi?
- Wie tylko, że nie żyje. Ale nie w jakich okolicznościach został wykonany wyrok.
- Tak będzie lepiej.
Jednak było mi żal młodego Ozery. Najpierw rodzice strzygi, później ciotka morderczyni. Często się droczymy, ale lubię tego chłopaka. Tylko dlatego, że wspiera Lissę i jest dla niej ważny. Żeby nie było. Wiem, że on też mnie toleruje. Pokazał mi to podczas ataku strzyg na akademię. Wtedy musieliśmy współpracować. Postanowiłam zejść na lżejszy temat.
- A powiedziałaś mu w końcu dobrą nowinę, czy tylko załamuje się od złych?
Przyjaciółka zmarszczyła czoło. Po chwili zrozumiała o co mi chodzi. Pogłaskała swój płaski brzuch z uwielbieniem.
- Powiedziałam.- patrzyłam na nią wyczekująco.- Bardzo się ucieszył. Miałaś rację. Dlatego jesteś moim głównym doradcą. Nigdy nie sądziłam, że z nas dwóch, ja będę kochać się po raz pierwszy, a ty będziesz szybciej w ciąży.- zaśmiałyśmy się.
Miała rację. Żadna z nas tego nie przypuszczała. Jednak po chwili odzyskałam powagę.
- I dlatego nie powiedziałaś mi o wiedźmach?- tak, wciąż miałam do niej o to urazę. Nie tylko, jako przyjaciółka, ale jako strażniczka.
- Wiem, przepraszam, ale nie chciałam cię martwić.
- Nie udało ci się. Martwiłam się jeszcze bardziej. Pomyślałaś co bym zrobiła, gdyby coś ci się stało?
- Ale nic mi nie jest.- podniosła głos. Jednak po chwili się uspokoiła. Zmartwił mnie jej wybuch.
- Mrok.-szepnęłam. Popatrzyła na mnie zdziwiona.- Mrok od mocy ducha.- Lissę nagle bardzo zainteresowała zawartość kubka. Nie miała odwagi spojrzeć mi w oczy.- Liss, on znów przejmuje nad tobą kontrolę. Musisz przestać używać mocy.
- Dzięki niej tu jesteśmy.
- No dobra. To ostatni raz. Proszę obiecaj mi to. Od jutra nie będziesz używać ducha.
- Ale...
- Żadnego "Ale". Pomyśl o dziecku. Chcesz żeby miało problemy zdrowotne lub gorzej, psychiczne?!- teraz ja podnosiłam głos.
- O tym nie pomyślałam. A to dziwne, zazwyczaj to ja jestem ta roztropna.
- Odpowiadam za twoje życie. Musiałam kiedyś zmądrzeć.- napięta atmosfera zniknęła z naszym śmiechem. Znowu rozejrzałam się po pomieszczeniu.- Rany jak ja dawno tu nie byłam.
- No, ja też.- Przyjaciółka poszła w moje ślady.
- Myślałaś co z nim zrobić?
- Zastanawiałam się czy nie wynająć komuś. Albo zrobić rodzinny dom dziecka.
Cała Lissa. Najpierw myśli o innych, ale w granicach rozsądku.
- Ciekawa ta druga propozycja. Może to być pierwszy dom dziecka dla dampiriów.- podsunęłam.- tylko na początku ktoś tu musi mieszkać.
- No tak. Kogo byś proponowała?
- Para dampiriów, którzy nie są strażnikami, lubią dzieci i sami nie mogą ich mieć. Dasz radę, przecież jesteś królową.
- Niekiedy chciałabym o tym zapomnieć. A jednak się nie da.
- Dla mnie, jesteś najlepszą królową, jakiej mogłam podlegać.
- I jedyną, której byś nie obrażała i która za wyrażanie własnego zdania nie wtrąciła by cię do więzienia.- zaśmiała się.
- Nie no, czemu od razu do więzienia?- uśmiechnęłam się.
- Bo widziałam cię w akcji za panowania Tatiany.
- Sama się o to prosiła.
- Odnosisz się tak do wszystkich, którzy mają jakiś autorytet. No chyba, że jest dla ciebie ważny. Np. Dymitr.
- Co do tego ma Dymitr?- nie rozumiałam.
- To, że do niego zawsze miałaś szacunek i nie podważałaś jego decyzji.
- Robiłam to na okrągło. Nie było Cię na treningach. Co innego, że nie miałam nic do gadania.- uśmiechnęłam się.
Ale miała rację, miałam do niego szacunek.
- Wiesz o czym myślę? Przez ten rok strasznie się od siebie oddaliłyśmy. Przez Twoje treningi i wyjazd do Rosji. Ale wiem, że też jestem winna. Poświęcałam czas Christianowi, a tobą się nie interesowałam. Nawet nie zauważyłam, że moja najlepsza przyjaciółka jest zakochana.
- Liss to nie ma znaczenia. Wiesz, że zawsze będę cię kochać.- podeszłam do morojki i osiadłam koło niej na sofie. Przytuliłam ją.
- Dziękuję Rose, za wszystko. Za to, że mnie broniłaś, znalazłaś informacje o duchu, uratowałaś od Wiktora, zawsze chciałaś dla mnie najlepiej. I kilka miesięcy temu znalazłaś moją siostrę, wsadziłaś na tron i uratowałaś życie.
- To mój obowiązek.- uśmiechnęłam się.
- Rose?- zagadnęła morojka.- Nauczysz mnie takiego manipulowania snem? Bo jeśli dobrze pamiętam to usiadłam na fotelu, a nie sofie.-uśmiechnęłam się.
- Po porodzie.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
sobota, 2 kwietnia 2016
ROZDZIAŁ 98
Tak wiem, że późno, ale nie było mnie w domu. Mam nadzieję, że mnie rozumiecie. A teraz nie przedłużający, bo pewnie każdy chce kolejny rozdział, to proszę bardzo. :-*
____________________________________________________
Kilka minut później już spał. Nie wiem skąd, ale wiedziałam, że tak jest. Taka intuicja. Może to nasza niezwykła więź tak działa.
Ale ja nie mogłam zasnąć. Leżałam z zamkniętymi oczami i czekałam na sen, ale ten nie nadchodził. Co dziwne, ledwo się poruszyłam, a ramiona męża wtulały mnie mocniej w niego, przez sen. Nawet podświadomie chciał zapewnić mi bezpieczeństwo. Nie wiem ile tak leżałam. Musimy kupić sobie zegarek cyfrowy, albo świecący w ciemnościach. Lub jakikolwiek. W sumie w nocy było dosyć jasno, ale zasłony dawały sporo mroku. Pokój wyglądał wtedy na wpół martwy.
Usłyszałam ciche skrzypnięcie. Chciałam się zerwać, ale uznałam, że może nie być potrzeby budzić strażnika. Ostrożnie odwróciłam się w stronę drzwi.
Zaciśnięcie uścisku. Dymitr jest uroczy gdy się o mnie martwi. I jak śpi. I jak się martwi, przez sen. W drzwiach stała moja mała siostrzyczka. Pokiwałam na nią ręką. Podeszła niepewnie. Delikatnie popchnęłam śpiącego tyłkiem i tak jak się spodziewałam, odsunął się ciągnąc mnie za sobą. Ale nie obudził się. Spał bardzo mocno, pewnie zmęczony służbą. W końcu jest po półtora miesięcznej przerwie. Nawet strażnikowi tak oddanemu służbie, ciężko jest przestawić się na normalny wymiar pracy.
Odsłoniłam kołdrę, a Liliana wślizgnęła się pod nią.
- Co się dzieje?- spytałam szeptem, żeby nie obudzić Dymitra.
- Nie mogę zasnąć. To wszystko jest jakieś dziwne. Nie mogę przestać o tym myśleć.
- Mi też noc nie służy. Wiem, że to trudne, ale dasz radę. Jesteś młoda, masz jeszcze czas na oswojenie się z tym. A teraz spróbuj zasnąć. Jutro jedziemy na Dwór, do królowej. Nie wypada być niewyspanym.
- Do samej królowej?- wyszeptała z przejęciem.
- Tak. Do niej i jej partnera. To jej strażnikiem jest Dymitr.
- Wyszłaś za strażnika królowej?- dalej nie dowierzała.
- Nie. Normalnie to ja jestem jej strażniczką, ale on zastępuje mnie. Jest najlepszym kandydatem. Jego podopiecznym jest przyszły mąż naszej władczyni.
Tym razem dziewczynka nic nie powiedziała, tylko patrzyła na mnie szeroko otwartymi oczami i z rozdziawioną buzią, którą jej przymknęłam. Nie mogę się doczekać jej miny, gdy zobaczy królową. Specjalnie nie mówiłam Lili, że to jest moja ciężarna przyjaciółka.
- To musicie być naprawdę dobrzy w tym co robicie.- wyrzuciła w końcu z siebie.
- Ty też będziesz. My cię wszystkiego nauczymy. A teraz śpij.
- Rose, mogę ci zadać pytanie?- odezwała się po pewnym czasie.
- Ale tylko jedno. A potem idziesz grzecznie spać.
- Jak aniołek.- uśmiechnęła się słodko. Tak ona ma coś z Abe'a.- Kto cię uczył walki?
Uśmiechnęłam się. Ze wszystkich możliwych kwesti, męczy ją akurat ta. Chwilę zastanawiałam się, jak na nie odpowiedzieć.
- Moim nauczycielem był najlepszy strażnik na świecie, porównywany przez wszystkich do Boga. Tylko ja go pokonałam.- i przy tym prawie zabiłam.
- Był lepszy od Dymitra?- spytała z przejęciem.
Nie dowierzała, że ktoś taki istnieje, a nawet nie widziała go w akcji. Już był jej bohaterem podziwiała go. Dobry sobie wzór znalazła. Chyba to też w rodzinie.
Chwila! Czyli, że w Bielikowie zakochała się moja cześć po Abe'u? To w ogóle możliwe? Nie! Kocham go całego, całą sobą.
Wracając do tematu:
- Jeszcze lepiej. Mój mentor leży tu razem z nami.- uśmiechnęłam się.
Powtórzyła się poprzednia reakcja dziewczynki. Oczy jak dwie centówki i kopara do ziemi. Nie mogła w to uwierzyć.
- Dobranoc.- pocałowałam ją w czoło i objęłam.
Lili odwróciła się do mnie tyłem i wtuliła mocno. Jednak nadal nie mogła zasnąć. Wierciła się lekko. Chciałam jej jakoś pomóc. Przypomniała mi się bajka, którą mama Lissy nam opowiadała, gdy nocowałam u nich w domu. Przyjaciółka wprost ją uwielbia, a ja słyszałam ją tyle razy, że za nic w świecie, nie umiałam się jej pozbyć z głowy. I po raz pierwszy byłam za to wdzięczna. Opowiedziałam ją małej. Była to historia tygrysa Dao, który zgubił mamę. Szukał ją po całej dżungli. Pomagały mu inne zwierzęta. Dla każdego coś robił, a w zamian dostawał informacje. Poznał też pandę, ale ona podawała mu błędne informacje wykorzystując jego dobroć. Tygrysek szukał mamy całymi dniami, poznawał przyjaciół i dowiadywał się dużo o świecie. Kiedy okazało się, że panda go oszukuje, z pomocą innych zostawił na nią pułapkę. Ta nie tylko dostała nauczkę, ale o wszystkim dowiedziała się jej mama. Duża panda dała córce karę. Mała wstydziła się tego co zrobiła i całkiem za darmo powiedziała, gdzie Dao może znaleźć swoją rodzicielkę. Oczywiście panda od początku wiedziała gdzie jest jego mama, ale nie chciała powiedzieć. Tygrysica wpadła do wąwozu i nie umiała wyjść. Dao z pomocą nowych przyjaciół, uratował mamę i żyli długo i szczęśliwie. Tak, tylko że ta historia składa się z 8 części. W pierwszej poznajemy tygryska, dowiadujemy się, że zaginęła mu mama i poznajemy pierwsze zwierzę. W kolejnych pięciu poznajemy po trzy zwierzęta i każde prosi o przysługę, a na koniec opowiada swoją historię z morałem dotyczącym życia. W trzeciej poznaje mała pandę. W siódmej dowiadujemy się, że panda nas okłamuje, Dao robi pułapkę i panda dostaje karę, ale mówi nam gdzie jest mama. W ostatniej znajdujemy mamę.
Normalnie opowiada się jedną część dziennie. Ale ja i Liss nigdy nie byłyśmy normalne, więc co noc słyszałam wszystkie części po kolei. Nic dziwnego, że pamiętam ją. Jednak Lili postanowiłam powiedzieć tylko jedną. I tak zasnęła po słowie "koniec", jakby to był jakiś sygnał. Może i tak było?! Nie wiem. Ja dalej nie mogłam zasnąć. Pogrążyłam się we wspomnieniach moich i Lissy. Ostatnio nie mamy czasu przez to jej królowanie. Sama sobie jestem winna. To ja ją ustawiłam na tronie, ale lepszej królowej z pośród kandydatów nie mogliśmy mieć. No i teraz mam. Zaczęłam wspominać nasze dzieciństwo, szkołę, życie wśród ludzi i ostatni rok. To pomogło mi zasnąć. I śniła mi się przyjaciółka.
____________________________________________________
Kilka minut później już spał. Nie wiem skąd, ale wiedziałam, że tak jest. Taka intuicja. Może to nasza niezwykła więź tak działa.
Ale ja nie mogłam zasnąć. Leżałam z zamkniętymi oczami i czekałam na sen, ale ten nie nadchodził. Co dziwne, ledwo się poruszyłam, a ramiona męża wtulały mnie mocniej w niego, przez sen. Nawet podświadomie chciał zapewnić mi bezpieczeństwo. Nie wiem ile tak leżałam. Musimy kupić sobie zegarek cyfrowy, albo świecący w ciemnościach. Lub jakikolwiek. W sumie w nocy było dosyć jasno, ale zasłony dawały sporo mroku. Pokój wyglądał wtedy na wpół martwy.
Usłyszałam ciche skrzypnięcie. Chciałam się zerwać, ale uznałam, że może nie być potrzeby budzić strażnika. Ostrożnie odwróciłam się w stronę drzwi.
Zaciśnięcie uścisku. Dymitr jest uroczy gdy się o mnie martwi. I jak śpi. I jak się martwi, przez sen. W drzwiach stała moja mała siostrzyczka. Pokiwałam na nią ręką. Podeszła niepewnie. Delikatnie popchnęłam śpiącego tyłkiem i tak jak się spodziewałam, odsunął się ciągnąc mnie za sobą. Ale nie obudził się. Spał bardzo mocno, pewnie zmęczony służbą. W końcu jest po półtora miesięcznej przerwie. Nawet strażnikowi tak oddanemu służbie, ciężko jest przestawić się na normalny wymiar pracy.
Odsłoniłam kołdrę, a Liliana wślizgnęła się pod nią.
- Co się dzieje?- spytałam szeptem, żeby nie obudzić Dymitra.
- Nie mogę zasnąć. To wszystko jest jakieś dziwne. Nie mogę przestać o tym myśleć.
- Mi też noc nie służy. Wiem, że to trudne, ale dasz radę. Jesteś młoda, masz jeszcze czas na oswojenie się z tym. A teraz spróbuj zasnąć. Jutro jedziemy na Dwór, do królowej. Nie wypada być niewyspanym.
- Do samej królowej?- wyszeptała z przejęciem.
- Tak. Do niej i jej partnera. To jej strażnikiem jest Dymitr.
- Wyszłaś za strażnika królowej?- dalej nie dowierzała.
- Nie. Normalnie to ja jestem jej strażniczką, ale on zastępuje mnie. Jest najlepszym kandydatem. Jego podopiecznym jest przyszły mąż naszej władczyni.
Tym razem dziewczynka nic nie powiedziała, tylko patrzyła na mnie szeroko otwartymi oczami i z rozdziawioną buzią, którą jej przymknęłam. Nie mogę się doczekać jej miny, gdy zobaczy królową. Specjalnie nie mówiłam Lili, że to jest moja ciężarna przyjaciółka.
- To musicie być naprawdę dobrzy w tym co robicie.- wyrzuciła w końcu z siebie.
- Ty też będziesz. My cię wszystkiego nauczymy. A teraz śpij.
- Rose, mogę ci zadać pytanie?- odezwała się po pewnym czasie.
- Ale tylko jedno. A potem idziesz grzecznie spać.
- Jak aniołek.- uśmiechnęła się słodko. Tak ona ma coś z Abe'a.- Kto cię uczył walki?
Uśmiechnęłam się. Ze wszystkich możliwych kwesti, męczy ją akurat ta. Chwilę zastanawiałam się, jak na nie odpowiedzieć.
- Moim nauczycielem był najlepszy strażnik na świecie, porównywany przez wszystkich do Boga. Tylko ja go pokonałam.- i przy tym prawie zabiłam.
- Był lepszy od Dymitra?- spytała z przejęciem.
Nie dowierzała, że ktoś taki istnieje, a nawet nie widziała go w akcji. Już był jej bohaterem podziwiała go. Dobry sobie wzór znalazła. Chyba to też w rodzinie.
Chwila! Czyli, że w Bielikowie zakochała się moja cześć po Abe'u? To w ogóle możliwe? Nie! Kocham go całego, całą sobą.
Wracając do tematu:
- Jeszcze lepiej. Mój mentor leży tu razem z nami.- uśmiechnęłam się.
Powtórzyła się poprzednia reakcja dziewczynki. Oczy jak dwie centówki i kopara do ziemi. Nie mogła w to uwierzyć.
- Dobranoc.- pocałowałam ją w czoło i objęłam.
Lili odwróciła się do mnie tyłem i wtuliła mocno. Jednak nadal nie mogła zasnąć. Wierciła się lekko. Chciałam jej jakoś pomóc. Przypomniała mi się bajka, którą mama Lissy nam opowiadała, gdy nocowałam u nich w domu. Przyjaciółka wprost ją uwielbia, a ja słyszałam ją tyle razy, że za nic w świecie, nie umiałam się jej pozbyć z głowy. I po raz pierwszy byłam za to wdzięczna. Opowiedziałam ją małej. Była to historia tygrysa Dao, który zgubił mamę. Szukał ją po całej dżungli. Pomagały mu inne zwierzęta. Dla każdego coś robił, a w zamian dostawał informacje. Poznał też pandę, ale ona podawała mu błędne informacje wykorzystując jego dobroć. Tygrysek szukał mamy całymi dniami, poznawał przyjaciół i dowiadywał się dużo o świecie. Kiedy okazało się, że panda go oszukuje, z pomocą innych zostawił na nią pułapkę. Ta nie tylko dostała nauczkę, ale o wszystkim dowiedziała się jej mama. Duża panda dała córce karę. Mała wstydziła się tego co zrobiła i całkiem za darmo powiedziała, gdzie Dao może znaleźć swoją rodzicielkę. Oczywiście panda od początku wiedziała gdzie jest jego mama, ale nie chciała powiedzieć. Tygrysica wpadła do wąwozu i nie umiała wyjść. Dao z pomocą nowych przyjaciół, uratował mamę i żyli długo i szczęśliwie. Tak, tylko że ta historia składa się z 8 części. W pierwszej poznajemy tygryska, dowiadujemy się, że zaginęła mu mama i poznajemy pierwsze zwierzę. W kolejnych pięciu poznajemy po trzy zwierzęta i każde prosi o przysługę, a na koniec opowiada swoją historię z morałem dotyczącym życia. W trzeciej poznaje mała pandę. W siódmej dowiadujemy się, że panda nas okłamuje, Dao robi pułapkę i panda dostaje karę, ale mówi nam gdzie jest mama. W ostatniej znajdujemy mamę.
Normalnie opowiada się jedną część dziennie. Ale ja i Liss nigdy nie byłyśmy normalne, więc co noc słyszałam wszystkie części po kolei. Nic dziwnego, że pamiętam ją. Jednak Lili postanowiłam powiedzieć tylko jedną. I tak zasnęła po słowie "koniec", jakby to był jakiś sygnał. Może i tak było?! Nie wiem. Ja dalej nie mogłam zasnąć. Pogrążyłam się we wspomnieniach moich i Lissy. Ostatnio nie mamy czasu przez to jej królowanie. Sama sobie jestem winna. To ja ją ustawiłam na tronie, ale lepszej królowej z pośród kandydatów nie mogliśmy mieć. No i teraz mam. Zaczęłam wspominać nasze dzieciństwo, szkołę, życie wśród ludzi i ostatni rok. To pomogło mi zasnąć. I śniła mi się przyjaciółka.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
piątek, 1 kwietnia 2016
ROZDZIAŁ 97
Na kolację Dymitr się postarał. Zrobił pizze. Własnoręcznie od początku do końca. Jak zawsze było pyszne.
- W innym życiu zrobił byś karierę w każdym zawodzie.- stwierdziłam.
- W tym życiu już zrobiłem. Przecież to nasza praca.- przypomniał mi ukochany.
- No tak, ale marnujesz tyle innych talentów.
- Wystarczy mi, że wy z nich korzystacie.
- Rose ma rację. Jesteś idealny.- wypaliła Lili. Lekko się zarumieniłam.
- Dziękuję.- nałożył sobie kolejny kawałek, patrząc znacząco na mnie.
Czułam, że zrobiłam się jeszcze bardziej czerwona. Po kolacji dziewczynka poszła szykować się do spania. Powiedziała, że dzisiaj może już spać u siebie, a w razie czego przyjdzie do nas. Na dobranoc chciała kolejną bajkę, ale wpadłam na lepszy pomysł.
- Chciałaś, żebyśmy opowiedzieli ci swoje historie z dzieciństwa, - przypomniałam.- więc codziennie, na dobranoc jedna. Ty zaczynasz Towarzyszu.- to powiedziałam do męża.
- Czemu ja?- spytał.
- Ponieważ, - spojrzałam na niego znacząco.- twoje są wesołe i pełne miłych wspomnień.
- A twoje nie?- zagadnęła mała.
- O mnie kiedy indziej.- ucięłam temat.
- No dobrze. O czym tu opowiedzieć?- zastanawiał się na głos.
- Może o Lunie.- podsunęłam szeptem.- Myślę, że powinna się dowiedzieć. To nasza nowa rodzina.
Myślał chwilę i podjął decyzję. Po raz drugi usłyszałam historię o niezwykłej łani. Ciekawy tytuł. Gdy strażnik skończył opowieść, po kolei pocałowaliśmy ją w czółko. Następnie wyszliśmy, zasłaniając okno i życząc dobrej nocy.
- Teraz Roza, mamy czas dla siebie.- powiedział cicho i zmysłowo Bielikow, zamykając drzwi naszej sypialni.
- I co zamierzasz z tym czasem zrobić?- przybrałam kuszącą minę, która w końcu była na miejscu.
Podszedł do mnie i wręcz się na mnie rzucił. Całował gorliwie i zachłannie, aż brakło mi tchu. Szybko pozbył się mojej bluzki i ściągnął spodnie. Miałam dresy więc łatwo mu poszło, czego nie mogę powiedzieć o sobie. Pocałunki i bliskość nagiego torsu, rozpraszała moje palce, męczące się z jego zamkiem u spodni. Straciłam cierpliwość, dlatego gdy w końcu go rozpięłam, ściągnęłam mu spodnie z bokserkami. Ja jednak zostałam w bieliźnie, kiedy ukochany wziął mnie na ręce i całując zaniósł do łóżka. Położył moje ciało delikatnie na pościeli i schodził niżej pocałunkami, przyjemnie muskając dłońmi moją nagą skórę. Nie spieszył się, podniecając mnie swoim najdelikatniejszym ruchem. Widać, że się stęsknił. Wierciłam się pod nim z rozkoszy. Czułam jego każdy ruch, najdelikatniejsze muśnięcie. Jego całego. Miłość, pożądane, radość, troska. To wszystko biło od niego, było wręcz dotykalne. Jego uczucia wniknęły we mnie przez niewidoczną więź. Ona nas oplotła i związała z sobą na zawsze. Miałam wrażenie, że nasze aury złączyły się w jedną, naszą wspólną. Między jękami rozkoszy i naszymi zmieszanymi oddechami, można było usłyszeć, z trudem wypowiadane nasze imiona. Po czasie, który nie miał dla mnie znaczenia, bo był jak wieczność, w końcu zechciał podziwiać moje nagie ciało. Oddychałam ciężko, gdy on szybko pozbył się ze mnie bielizny. Podziwiał mnie dłuższą chwilę, pozwalając mi dojść do siebie i nabrać siły na resztę wieczoru. Następnie przyczepił się do mojej szyi. Dymitr się nie hamował. Stracił cała kontrolę nieodwracalnie. Był naturalny, bez maski strażnika, bez powściągliwości. Był sobą. Nagi ciałem, ale i duchem wewnątrz. Chciał mi pokazać jaki jest naprawdę i że może taki być tylko dla mnie. Nikt inny nie pozna go z tej strony. Bo to jest miłość. Ukrywa kłamstwa, ujawnia prawdę, pokazuje naturę i właściwą istotę rzeczy.Było mi dobrze z takim tylko moim Bielikowem.
- I co, Towarzyszu?- powoli dochodziłam do siebie, wtulona mocno w męża. Czułam błogie zmęczenie.- Co teraz jest właściwe?
- Nie wiem Roza. Nie obchodzi mnie to. Liczysz się tylko ty. Na zawsze. I tak nigdy, nie przejmuję się co inni o mnie myślą. Kocham Cię i chcę by cały świat o tym wiedział.
- Myślę, że już wie, a przynajmniej świat morojów.
- Pewnie tak.- strażnik próbował powstrzymać ziewnięcie, ale nie wyszło mu.
Na pewno był bardzo zmęczony. A kto by nie był? Pięć godzin służby, i jeszcze życie prywatne. Pokazanie mi swojej tęsknoty, też musiało go porządnie zmęczyć. Ale było bardzo przyjemne.
- Ja tiebia liubliu Dymitr.
- Ja tiebia toże liubliu Roza.- odpowiedział bardzo szczęśliwy.
Oboje byliśmy szczęśliwi. Już przysypiałam, gdy pomyślałam o czymś, o czym nie myślałabym dwa dni temu.
- Dymitr.- szepnęłam, by sprawdzić czy śpi. - Trzeba się ubrać, na wypadek gdyby Lili zechciała przyjść.
On mruknął tylko coś niezrozumiale, ale uścisk wokół mojej tali zelżał. Ostrożnie wydostałam się z jego objęć i zebrałam swoją bieliznę. Ubrałam ją, narzucając jeszcze koszulę nocną. Z szafki mojego ukochanego, wyciągnęłam bokserki. Podeszłam do łóżka od strony nóg i sama założyłam je mężowi. Następnie położyłam się na swoim miejscu. On zamknął mnie w uścisku, tak jak wcześniej.
- Dziękuję Roza.- szepnął do mojego ucha, już chyba w pół świadomy, co się dookoła niego dzieje.
- Nie ma za co. Jestem twoją żoną, muszę o ciebie dbać. Za długo sam się sobą zajmowałeś. Teraz moja kolej.
- Skoro tak mówisz. Tylko uważaj, bo twoja matka oskarży mnie, o robienie z ciebie kury domowej.
- O moją matkę możesz być spokojny. Myślę, że za jakiś czas sama zacznie skakać wokół staruszka. A poza tym, nie obchodzi mnie, co myśli moja mama. Za dużo włożyłam i poświęciłam dla naszego związku, by popsuła go jakaś uwaga Janiny Hathaway. To moje życie i ja decyduję wokół kogo będą krążyć moje myśli. A jak na razie upatrzyły sobie takiego jednego Rosjanina. Ale nie wiem czy go znasz. Rok temu złapał dwie krnąbrne nastolatki, których nikt nie umiał złapać przez dwa lata.
- A jedna już mu nigdy nie ucieknie.
- Jak widać nawet nie próbowała. Kocham Cię.
- Ja ciebie też.- zbliżył się do mnie bardziej i delikatnie musnął moje usta wargami.
- Dobranoc kochanie.
- Dobranoc mój ty bohaterze.- uśmiechnęłam się.
- W innym życiu zrobił byś karierę w każdym zawodzie.- stwierdziłam.
- W tym życiu już zrobiłem. Przecież to nasza praca.- przypomniał mi ukochany.
- No tak, ale marnujesz tyle innych talentów.
- Wystarczy mi, że wy z nich korzystacie.
- Rose ma rację. Jesteś idealny.- wypaliła Lili. Lekko się zarumieniłam.
- Dziękuję.- nałożył sobie kolejny kawałek, patrząc znacząco na mnie.
Czułam, że zrobiłam się jeszcze bardziej czerwona. Po kolacji dziewczynka poszła szykować się do spania. Powiedziała, że dzisiaj może już spać u siebie, a w razie czego przyjdzie do nas. Na dobranoc chciała kolejną bajkę, ale wpadłam na lepszy pomysł.
- Chciałaś, żebyśmy opowiedzieli ci swoje historie z dzieciństwa, - przypomniałam.- więc codziennie, na dobranoc jedna. Ty zaczynasz Towarzyszu.- to powiedziałam do męża.
- Czemu ja?- spytał.
- Ponieważ, - spojrzałam na niego znacząco.- twoje są wesołe i pełne miłych wspomnień.
- A twoje nie?- zagadnęła mała.
- O mnie kiedy indziej.- ucięłam temat.
- No dobrze. O czym tu opowiedzieć?- zastanawiał się na głos.
- Może o Lunie.- podsunęłam szeptem.- Myślę, że powinna się dowiedzieć. To nasza nowa rodzina.
Myślał chwilę i podjął decyzję. Po raz drugi usłyszałam historię o niezwykłej łani. Ciekawy tytuł. Gdy strażnik skończył opowieść, po kolei pocałowaliśmy ją w czółko. Następnie wyszliśmy, zasłaniając okno i życząc dobrej nocy.
- Teraz Roza, mamy czas dla siebie.- powiedział cicho i zmysłowo Bielikow, zamykając drzwi naszej sypialni.
- I co zamierzasz z tym czasem zrobić?- przybrałam kuszącą minę, która w końcu była na miejscu.
Podszedł do mnie i wręcz się na mnie rzucił. Całował gorliwie i zachłannie, aż brakło mi tchu. Szybko pozbył się mojej bluzki i ściągnął spodnie. Miałam dresy więc łatwo mu poszło, czego nie mogę powiedzieć o sobie. Pocałunki i bliskość nagiego torsu, rozpraszała moje palce, męczące się z jego zamkiem u spodni. Straciłam cierpliwość, dlatego gdy w końcu go rozpięłam, ściągnęłam mu spodnie z bokserkami. Ja jednak zostałam w bieliźnie, kiedy ukochany wziął mnie na ręce i całując zaniósł do łóżka. Położył moje ciało delikatnie na pościeli i schodził niżej pocałunkami, przyjemnie muskając dłońmi moją nagą skórę. Nie spieszył się, podniecając mnie swoim najdelikatniejszym ruchem. Widać, że się stęsknił. Wierciłam się pod nim z rozkoszy. Czułam jego każdy ruch, najdelikatniejsze muśnięcie. Jego całego. Miłość, pożądane, radość, troska. To wszystko biło od niego, było wręcz dotykalne. Jego uczucia wniknęły we mnie przez niewidoczną więź. Ona nas oplotła i związała z sobą na zawsze. Miałam wrażenie, że nasze aury złączyły się w jedną, naszą wspólną. Między jękami rozkoszy i naszymi zmieszanymi oddechami, można było usłyszeć, z trudem wypowiadane nasze imiona. Po czasie, który nie miał dla mnie znaczenia, bo był jak wieczność, w końcu zechciał podziwiać moje nagie ciało. Oddychałam ciężko, gdy on szybko pozbył się ze mnie bielizny. Podziwiał mnie dłuższą chwilę, pozwalając mi dojść do siebie i nabrać siły na resztę wieczoru. Następnie przyczepił się do mojej szyi. Dymitr się nie hamował. Stracił cała kontrolę nieodwracalnie. Był naturalny, bez maski strażnika, bez powściągliwości. Był sobą. Nagi ciałem, ale i duchem wewnątrz. Chciał mi pokazać jaki jest naprawdę i że może taki być tylko dla mnie. Nikt inny nie pozna go z tej strony. Bo to jest miłość. Ukrywa kłamstwa, ujawnia prawdę, pokazuje naturę i właściwą istotę rzeczy.Było mi dobrze z takim tylko moim Bielikowem.
- I co, Towarzyszu?- powoli dochodziłam do siebie, wtulona mocno w męża. Czułam błogie zmęczenie.- Co teraz jest właściwe?
- Nie wiem Roza. Nie obchodzi mnie to. Liczysz się tylko ty. Na zawsze. I tak nigdy, nie przejmuję się co inni o mnie myślą. Kocham Cię i chcę by cały świat o tym wiedział.
- Myślę, że już wie, a przynajmniej świat morojów.
- Pewnie tak.- strażnik próbował powstrzymać ziewnięcie, ale nie wyszło mu.
Na pewno był bardzo zmęczony. A kto by nie był? Pięć godzin służby, i jeszcze życie prywatne. Pokazanie mi swojej tęsknoty, też musiało go porządnie zmęczyć. Ale było bardzo przyjemne.
- Ja tiebia liubliu Dymitr.
- Ja tiebia toże liubliu Roza.- odpowiedział bardzo szczęśliwy.
Oboje byliśmy szczęśliwi. Już przysypiałam, gdy pomyślałam o czymś, o czym nie myślałabym dwa dni temu.
- Dymitr.- szepnęłam, by sprawdzić czy śpi. - Trzeba się ubrać, na wypadek gdyby Lili zechciała przyjść.
On mruknął tylko coś niezrozumiale, ale uścisk wokół mojej tali zelżał. Ostrożnie wydostałam się z jego objęć i zebrałam swoją bieliznę. Ubrałam ją, narzucając jeszcze koszulę nocną. Z szafki mojego ukochanego, wyciągnęłam bokserki. Podeszłam do łóżka od strony nóg i sama założyłam je mężowi. Następnie położyłam się na swoim miejscu. On zamknął mnie w uścisku, tak jak wcześniej.
- Dziękuję Roza.- szepnął do mojego ucha, już chyba w pół świadomy, co się dookoła niego dzieje.
- Nie ma za co. Jestem twoją żoną, muszę o ciebie dbać. Za długo sam się sobą zajmowałeś. Teraz moja kolej.
- Skoro tak mówisz. Tylko uważaj, bo twoja matka oskarży mnie, o robienie z ciebie kury domowej.
- O moją matkę możesz być spokojny. Myślę, że za jakiś czas sama zacznie skakać wokół staruszka. A poza tym, nie obchodzi mnie, co myśli moja mama. Za dużo włożyłam i poświęciłam dla naszego związku, by popsuła go jakaś uwaga Janiny Hathaway. To moje życie i ja decyduję wokół kogo będą krążyć moje myśli. A jak na razie upatrzyły sobie takiego jednego Rosjanina. Ale nie wiem czy go znasz. Rok temu złapał dwie krnąbrne nastolatki, których nikt nie umiał złapać przez dwa lata.
- A jedna już mu nigdy nie ucieknie.
- Jak widać nawet nie próbowała. Kocham Cię.
- Ja ciebie też.- zbliżył się do mnie bardziej i delikatnie musnął moje usta wargami.
- Dobranoc kochanie.
- Dobranoc mój ty bohaterze.- uśmiechnęłam się.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
Subskrybuj:
Posty (Atom)