poniedziałek, 4 kwietnia 2016

ROZDZIAŁ 100

 ROZDZIAŁ 100. Co za osiągniecie. A wy wciąż za mną jesteście? Cieszę się, że aż tle osób czyta moją kontynuację i że jeszcze się wam nie znudziła( i mam nadzieję, że nigdy nie znudzi). Z tej okazji daję wam rozdział dwa razy dłuższy niż zazwyczaj. Mam nadzieję,że wam się podoba i zostaniecie ze mną, jak najdłużej. Bo kim jest  pisarz bez czytelników? :-*
________________________________________________
Rozmawialiśmy jeszcze jakiś czas. Ustaliliśmy, że gdy Lissa dalej będzie chciała, to za dziewięć miesięcy będę ją uczyła. I jeśli Dymitr się zgodzi, to pomoże, bo czuję, że zabraknie mi cierpliwości na nauczanie. A on ma w tym w prawie. Myślę, że po mnie z każdym sobie poradzi.
Kiedy przyjaciółka zakończyła sen, obudziłam się bardzo wyspana. Na szyi poczułam coś mokrego, ale ciepłego. To było bardzo przyjemne. Na moim brzuchu poruszała się ciepła dłoń. Przeszedł mnie przyjemny dreszcz.
-Towarzyszu, jeśli nie przestaniesz to zrzucę cię z łóżka.- mruknęłam cicho.
- Co jest Roza?- spytał wesołym głosem. Wiedziałam, że się uśmiechnął.- Myślałem, że podoba ci się taka pobudka.
- Aż za bardzo, kochanie. Ale chciałam zauważyć, że nie jesteśmy sami.- leżałam wciąż w tej samej pozycji. Lili jeszcze spała, więc nie miałam jak się ruszyć. I zbytnio nie miałam sił, ani ochoty.
Dymitr podszedł do nas i popatrzył, intensywnie o czymś myśląc. Jednak nie nacieszyłam się jego widokiem, bo moje powieki były bardzo ciężkie. Poczułam, że podnosi moją rękę i odkłada na bok. Zmusiłam swoje leniwe oczy do odrobiny wysiłku. Było warto. Nie często można zobaczyć najlepszego wojownika, boga we wszystkim co robi niosącego mała dziewczynkę. Cudowny widok. Patrzył na moją siostrę czule i troskliwie. Ale te spojrzenie było inne niż te, które ja otrzymuję.
Drzwi zamknęły się za nimi, kiedy mój mąż ją wyniósł. Nie pamiętam kiedy wrócił, bo znów zapadłam w sen. Obudziły mnie znowu ciepłe usta, jednak teraz błądziły po moim całym ciele. Poczułam dłonie podnoszące moją koszulę nocną. Pocałunki zatrzymały się na brzuchu. Zaczęłam mruczeć. Byłam już całkiem bez ubrań. Zgaduję, że Dymitr też.
- Nie powinniśmy się szykować na Dwór?- spytałam słabo ze senności, ale i przyjemnością.
- Właśnie się szykujemy.- oznajmił.
Nagle straciłam podłoże pod sobą. Ale nie spadałam. Otworzyłam gwałtownie oczy. Byłam na rękach ukochanego.
- Dzień dobry, śpiąca królewno. Już się obudziłaś?-uśmiechnął się cwanie.
- Dymitr umiem chodzić. Mogłam sama wstać.
- Wiem.- powiedział tylko.
- Czyli, że mnie nie postawisz?- kiwnął głową. Westchnęłam. Chciałam sprawdzić, która godzina, ale oczywiście nie było gdzie.- Musimy sobie kupić zegarek.
- Jest 15:30, a raczej 15:37.
- W takim razie jest środek nocy. Czemu mnie tak wcześnie obudziłeś?- nie byłam oburzona, ale ciekawa. Bez powodu by mnie nie budził.
Nic nie powiedział, tylko skierował się do łazienki. Otworzyłam drzwi, bo mojemu mężowi zabrakło rąk. Kiedy przekroczyliśmy próg oniemiałam. Pomieszczenie skąpane było w czerwieni, w powietrzu unosił się zapach jaśminu, a na podłodze leżały o dziwo żółte płatki. Ciekawe co to za kwiaty? Wanna napełniona była wodą, ale piana zasłaniała całą taflę.
- Dymitr! Kiedy ty to zrobiłeś?
- Moja tajemnica.-szepnął z cwanym uśmiechem.
Pocałowałam go namiętnie. Chciałam tylko podziękować, ale ukochany nie zamierzał przestać. Lekko przygryzł moją wargę, dając znać, że to nie koniec. Myślałam, że po prostu wsadzi mnie do wanny, ale on miał inny plan. Nie odrywając się od moich ust wszedł do wody. Nasze ciała zanurzyły się w gorącej wodzie. Położyłam się na Dymitrze, plecami do dołu. Woda była turkusowa, pewnie od soli do kąpieli. W szafce mieliśmy cały pojemnik zielonego granulatu. Ukochany wsypał pewnie trochę. Teraz objął mnie, głaszcząc mój okrągły brzuch.
- Jestem beczką.- stwierdziłam.
- Najsłodszą i najpiękniejszą beczułką na świecie.- pocałował mnie w kark.- Ale jestem szczęściarzem.
Parsknęłam śmiechem.
- Jednocześnie skomplementowałeś mnie i pokazałeś, że nie jesteś aż taki skromny.
Zapadła miła cisza. Napawałam się tą chwilą sam na sam. Po chwili Dymitr lekko się uniósł, tak że znalazłam się nad powierzchnią wody i zaczął mnie myć, lekko masując. Mruczałam przy każdym ruchu jego dłoni. Wprawiło go to w rozbawienie.
- Potraktuję to jako komplement.- szepnął mi do ucha, którym ciągle bawiły się jego usta.
- Możesz to potraktować jako: "zabierasz mnie w miejsce lepsze niż raj."
Już nic nie powiedział. Skupił się na rozpieszczaniu mnie. Gdy byłam już czysta, podniosłam się i usiadłam przodem do męża. Teraz ja myłam go. Nie spuszczał ze mnie wzroku. Kontrolował każdy mój ruch. Ale nie stresowało mnie to. W pewnej chwili rzucił się na mnie. To o to chodziło. Roześmiałam się, co średnio mi wyszło podczas pocałunku. Dymitr odsunął się ode mnie i popatrzył zdziwiony.
- O co chodzi Roza?
- Twoja samokontrola coraz bardziej nawala.
Przysunął się jeszcze bliżej i posadził mnie na sobie.
- Tylko przy tobie.- szepnął zmysłowo.- Nie umiem tylko na ciebie patrzeć. Musze cię dotykać,-przeszedł mnie dreszcz, gdy zaczął jeździć mi dłonią po wewnętrznej stronie uda.- całować,- musnął moją szyję ustami, nie zatrzymując rąk. Cholernie mnie to podniecało.- słuchać twojego głosu, przyspieszonego tętna.- drugą dłoń przyłożył między moje piersi, a moje serce zabiło tak, że sama je słyszałam.-głośnego jęku i oddechu.-w tym momencie wszedł we mnie i moje podnieceni osiągnęło zenitu.
Oddychałam ciężko. Dymitr unosił mnie , opuszczał. Oddałam się przyjemności. Ukochany zaczął swoje wyznania miłosne po rosyjsku. Trochę rozumiałam, powiedzmy co drugie słowo. Tak z grubsza wyglądały nasze lekcje. Po każdym miłosnym uniesieniu tłumaczył mi co mówił. Na początku były to proste zwroty, typu: "Kocham Cię.", czy " Nie potrafię bez ciebie żyć". Lubiłam je. Nawet bardzo.
Gdy skończyliśmy, przytuliłam się do męża. Jego serce biło szybko, ale powoli się uspakajał. Pocałował mnie w czoło. Popatrzyłam mu w oczy. Widziałam w nich miłość i zachwyt. Poczułam we włosach jego dłonie. Mył mi je szamponem.
- Towarzyszu, czyżbym miała aż tak brudne włosy?- spytałam z uśmiechem.
- Nie, ale masz tak cudowne włosy, że nie umiałem się powstrzymać. A potrzebowałem pretekstu.
- Wcale, że nie. Doskonale wiem jaką masz słabość do nich.- ja również chwyciła szampon. Nagle przypomniałam sobie jedną z chwil, jeszcze z akademii.
- Jestem ładna?- spytałam, patrząc na niego. Zrozumiał o co mi chodzi.
- Jesteś piękna.
- Piękna?-udawałam zdziwienie.
- Tak piękna, że czasem mnie to boli.- nachylił się i delikatnie musnął wargami moje usta.
Pocałunek wyrażał jedynie Miłość. Nie było w tym pożądania. Czułam słodycz rozpływającą się po moim ciele. To było jak jakaś magiczna siła, jaką na mnie działał. Zaklęcie, które każdym kiedyś zawładnie. Przed miłością nie da się uciec. Można się jej tylko poddać. Tak jak ja poddawałam się Dymitrowi. Ufałam mu bezgranicznie. On wiedział co mi potrzeba, czego od niego oczekuję i zawsze umiał mi to dać. Wiem, że zrobiłby dla mnie wszystko. Ja dla niego też. Gorzej gdy pojawia się wybór między nim, a Lissą. On by oddał za mnie życie bez względu kto jest ważniejszy dla innych. Dla niego najważniejsza jestem ja. Chciałabym móc powiedzieć to samo o sobie, ale to nie prawda. Strażnik ma rację, ja żyję naszą zasadą. Poświęciłam się dla Lissy i zrobiłabym to znowu. Bielikow o tym wie, więcej powiedział, że za to mnie kocha. On mnie rozumie jak mało kto. Nawet lepiej niż ja sama. Ale nie pozostaję mu dłużna. Był dla mnie otwartą książką.
- Roza,- z zamyślenia wyrwał mnie, obiekt moich myśli. Cały czas tulił mnie mocno do siebie. Czułam się bezpiecznie. Szlag! Nie powinnam. Muszę zawsze być czujna i wszędzie widzieć zagrożenie. Mam sprawiać, żeby inni czuli się bezpieczni. - wczoraj przy śniadaniu jak tłumaczyłaś Lili czemu tak na siebie mówimy...- zrobił przerwę, jakby zastanawiał się, co powiedzieć.- To było piękne. Zaskoczyłaś mnie tym. Myślałem, że źle to wspominasz. W końcu Daszkow zabawił się naszymi uczuciami. A potem cię okłamałem. A jednak jest to dla ciebie ważne.
- A dla ciebie nie? To prawda, okłamałeś mnie, ale po to, żebym nie cierpiała, bo wiedziałeś, że nie możemy być razem. Wtedy uświadomiłam sobie jak bardzo jesteś dla mnie ważny. Chciałam, byłam gotowa ci zaufać. Poczułam, że mnie kochasz i zawsze będziesz obok. Nie wiem na ile to było zaklęcie, a na ile moje uczucia, ale wiem, że gdyby nie porwanie Lissy, byłaby to dobra decyzja i gdybym miała szansę cofnąć się w czasie, ubrałabym ten naszyjnik jeszcze raz. Bo to był ważny moment dla nas dwojga.
Dymitr nagle się podniósł wyszedł ze mną z wanny na dywanik i zaczął kręcić się w kółko ze mną w objęciach, wyraźnie uradowany. Na początku się przestraszyłam. Później już tylko nie rozumiałam.
- Roza!- zatrzymał się i pocałował mnie. Całował mnie po każdym słowie.- Nawet- całus.- nie- następny.-wiesz- i jeszcze jeden.-jak- kolejny.-się- pocałunek-ciesze.- i... chyba złapaliście i nie muszę dalej mówić, że całował mnie po każdym kolejnym słowie.-Tak strasznie się bałem, ciążyło mi to potwornie.- przestał całować. Teraz tylko mówił.- Czułem, że wtedy cię skrzywdziłem, nie umiałem się kontrolować. Że zawiodłem jedyną osobę, która tak dobrze mnie znała i której na mnie zależało. I którą na zawsze chciałem kochać, choć wiedziałem, że nie mogę. Przerażała mnie perspektywa, że już nigdy nie będziesz chciała mnie znać. Dlatego podjąłem decyzję o odejściu. Ale to byłby największy błąd mojego życia. Nie dość, że Cię skrzywdziłem, to naraziłem na niebezpieczeństwo. Nawet nie wiesz co czułem, widząc cię ledwo żywą.- przerwałam mu namiętnym pocałunkiem. Przeczesałam dłonią jego włosy, które ciągle były w planie. Na początku nie zrozumiał i czule zrobił to samo mi. Wtedy zauważył, że nie spłukaliśmy głów. Wszedł z powrotem do wanny. Spuścił wodę i zaczął polegać moją głowę nową z prysznica.- Tak bardzo się bałem. Po raz pierwszy od podjęcia służby się bałem. O ciebie. Zrozumiałem, że jesteś dla mnie ważna. Ważniejsza niż myślałem. Wiedziałem, że to mi szybko nie minie, jeśli w ogóle. Ale dotarła do mnie jeszcze jedna prawda. Bardziej troszczymy się o tych, których kochamy, niż o siebie. Gdy patrzyłem na ciebie leżąca nie przytomnie, w klinice, przyrzekłem sobie, że nigdy nie pozwolę nikomu zrobić ci krzywdy, ani żebyś czuła się tak jak ja, w tamtym momencie. Ale nie udało mi się.- spuścił smutno głowę. Podniosłam mu ją za podbródek, odbierając od niego słuchawkę prysznica. Popatrzyłam mu głęboko w oczy. Były zaszklone, ale nie pozwolił łzą spłynąć po policzkach.- Powróciło to do mnie, cztery miesiące temu. Gdy patrzyłem jak się wykrwawiasz, czułem, że podniosłem porażkę.- uciekł wzrokiem w bok.
Jednak nie patrzył tam długo. Moje dłonie pokazały mu, gdzie jest miejsce jego spojrzenia. Popatrzyłam w głąb kochanych, czekoladowych oczy, jakbym mogła ujrzeć przez nie jego duszę. Otworzył się przede mną. Tak prawdziwie. Powiedział mi coś, co było dla niego ważne, z czym męczył się przez cały rok. Zbliżyłam do jego ust swoje wargi i musnęłam je delikatnie. W tym pocałunku chciałam przekazać mu moje wszystkie uczucia. Podziękować za zaufanie, powiedzenie tego wszystkiego, za wsparcie. Pokazać, że wcale mnie nie zawiódł, przecież tak musiało być. On wiedział, miał świadomość, że nie da rady uchronić mnie, przed niebezpieczeństwem. Na tym polega nasz zawód. A przede wszystkim, chciałam przekazać mu całą miłość, jaką go darzę. Dymitr pogłębił słodkie pocałunki, mocniej nabierają na moje usta. Tulił mnie mocno, prawie że histerycznie. To go złamało. Po jego policzkach zaczęły lecieć łzy. Nie mógł ich zatrzymać. Chciał się odsunąć, dalej grać silnego. Dla mnie.
- Dymitr, nie zawiodłam się na tobie. Na tym polega nasza praca. Niebezpieczeństwo. I nie musisz powstrzymać łez. Dla mnie zawsze będziesz najsilniejszym i najlepszym strażnikiem.
Przytuliłam się do niego. Ukochany uwięził mnie w żelaznym uścisku, jakby bał się, że zaraz zniknę, a on będzie sam. Ale jestem tu i na razie nigdzie się nie wybieram.
- Kocham Cię.- powiedziałam.
- Ja ciebie też Roza. Zawsze i nieustająco. Zostań ze mną i nigdy mnie nie opuszczaj. Jesteś moim życiem. Bez ciebie nie istnieję.
- Zawsze będę z tobą. Zawsze będę tu.- dotknęłam jego klatkę piersiową w miejsce, gdzie ma serce.

niedziela, 3 kwietnia 2016

ROZDZIAŁ 99

- Rose, widzisz udało mi się.- Lissa mnie uścisnęła. Stałam trochę zdezorientowana, nie wiedząc o co chodzi. Wtedy mnie olśniło. Co się ze mną dzieje?
- To twój sen? Wywołany mocą ducha?- upewniałam się.
Morojka pokiwała głową.
- Gratulacje! W końcu ci się udało.- uścisnęłam przyjaciółkę.
- Tak. Ćwiczyłam to od jakiegoś czasu z Adrianem i Sonią i udało się.
- To super.- obejrzałam się, żeby wiedzieć jak mnie chciała zobaczyć.- O i nie jestem taka gruba.- zaśmiałyśmy się.- A jak się masz przyszła mamo?
- Dobrze, ale może najpierw usiądziemy?- zaproponowała.
Zgodziłam się. Liss na chwilę zamknęła oczy, a zmarszczki na czole świadczyły o wielkim skupieniu morojki. Ale nic się nie stało. Dziewczyna otworzyła oczy i rozejrzała się rozczarowana.
- Wybacz, ale jeszcze nie do końca nad tym panuję. To moja pierwsza wizja.
- Nic nie szkodzi. Tylko powiedz mi, czy mam się czuć zaszczycona tym, że tu jestem, czy bardziej wykorzystana?
- Wykorzystany może czuć się Iwaszkow. To on miał nieprzespane noce, po to abym mogła z tobą pogadać.
- Skoro tak stawiasz sprawę, mamy całą noc.- powiedziałam z uśmiechem.
Przeleciałam dłonią powietrze, tak jakbym chciała odepchnąć coś, co lata przy mojej twarzy. Przed nami pojawiły się dwa fotele, stolik do kawy i kubki z herbatą. Przyjaciółka patrzyła na mnie z otworzoną buzią. To już druga osoba zszokowana przeze mnie tej nocy. Teraz mogłam obejrzeć otoczenie. Byliśmy w salonie w domu rodziców Lissy. A teraz jej. Od ich śmierci dom stoi pusty. Dragomirówna chciała tam zamieszkać po szkole, no ale wyszło inaczej.
Lissa w końcu się otrząsnęła z szoku.
- Jak ty to zrobiłaś?
- Nie tylko ty wykorzystywałaś Iwaszkowa.- usiadłyśmy w fotelach.- Ćwiczyłam z nim i Dymitrem na wypadek, gdyby zaatakował nas Robert.
- A właśnie, dał wam już spokój?
- Od śmierci Taszy nie daje znaku życia. Powiedziałaś o niej Christianowi?
- Wie tylko, że nie żyje. Ale nie w jakich okolicznościach został wykonany wyrok.
- Tak będzie lepiej.
Jednak było mi żal młodego Ozery. Najpierw rodzice strzygi, później ciotka morderczyni. Często się droczymy, ale lubię tego chłopaka. Tylko dlatego, że wspiera Lissę i jest dla niej ważny. Żeby nie było. Wiem, że on też mnie toleruje. Pokazał mi to podczas ataku strzyg na akademię. Wtedy musieliśmy współpracować. Postanowiłam zejść na lżejszy temat.
- A powiedziałaś mu w końcu dobrą nowinę, czy tylko załamuje się od złych?
Przyjaciółka zmarszczyła czoło. Po chwili zrozumiała o co mi chodzi. Pogłaskała swój płaski brzuch z uwielbieniem.
- Powiedziałam.- patrzyłam na nią wyczekująco.- Bardzo się ucieszył. Miałaś rację. Dlatego jesteś moim głównym doradcą. Nigdy nie sądziłam, że z nas dwóch, ja będę kochać się po raz pierwszy,  a ty będziesz szybciej w ciąży.- zaśmiałyśmy się.
Miała rację. Żadna z nas tego nie przypuszczała. Jednak po chwili odzyskałam powagę.
- I dlatego nie powiedziałaś mi o wiedźmach?- tak, wciąż miałam do niej o to urazę. Nie tylko, jako przyjaciółka, ale jako strażniczka.
- Wiem, przepraszam, ale nie chciałam cię martwić.
- Nie udało ci się. Martwiłam się jeszcze bardziej. Pomyślałaś co bym zrobiła, gdyby coś ci się stało?
 - Ale nic mi nie jest.- podniosła głos. Jednak po chwili się uspokoiła. Zmartwił mnie jej wybuch.
- Mrok.-szepnęłam. Popatrzyła na mnie zdziwiona.- Mrok od mocy ducha.- Lissę nagle bardzo zainteresowała zawartość kubka. Nie miała odwagi spojrzeć mi w oczy.- Liss, on znów przejmuje nad tobą kontrolę. Musisz przestać używać mocy.
- Dzięki niej tu jesteśmy.
- No dobra. To ostatni raz. Proszę obiecaj mi to. Od jutra nie będziesz używać ducha.
- Ale...
- Żadnego "Ale". Pomyśl o dziecku. Chcesz żeby miało problemy zdrowotne lub gorzej, psychiczne?!- teraz ja podnosiłam głos.
- O tym nie pomyślałam. A to dziwne, zazwyczaj to ja jestem ta roztropna.
- Odpowiadam za twoje życie. Musiałam kiedyś zmądrzeć.- napięta atmosfera zniknęła z naszym śmiechem. Znowu rozejrzałam się po pomieszczeniu.- Rany jak ja dawno tu nie byłam.
- No, ja też.- Przyjaciółka poszła w moje ślady.
- Myślałaś co z nim zrobić?
- Zastanawiałam się czy nie wynająć komuś. Albo zrobić rodzinny dom dziecka.
Cała Lissa. Najpierw myśli o innych, ale w granicach rozsądku.
- Ciekawa ta druga propozycja. Może to być pierwszy dom dziecka dla dampiriów.- podsunęłam.- tylko na początku ktoś tu musi mieszkać.
- No tak. Kogo byś proponowała?
- Para dampiriów, którzy nie są strażnikami, lubią dzieci i sami nie mogą ich mieć. Dasz radę, przecież jesteś królową.
- Niekiedy chciałabym o tym zapomnieć. A jednak się nie da.
- Dla mnie, jesteś najlepszą królową, jakiej mogłam podlegać.
- I jedyną, której byś nie obrażała i która za wyrażanie własnego zdania nie wtrąciła by cię do więzienia.- zaśmiała się.
- Nie no, czemu od razu do więzienia?- uśmiechnęłam się.
- Bo widziałam cię w akcji za panowania Tatiany.
- Sama się o to prosiła.
- Odnosisz się tak do wszystkich, którzy mają jakiś autorytet. No chyba, że jest dla ciebie ważny. Np. Dymitr. 
- Co do tego ma Dymitr?- nie rozumiałam. 
- To, że do niego zawsze miałaś szacunek i nie podważałaś jego decyzji.
- Robiłam to na okrągło. Nie było Cię na treningach. Co innego, że nie miałam nic do gadania.- uśmiechnęłam się.
Ale miała rację, miałam do niego szacunek.
- Wiesz o czym myślę? Przez ten rok strasznie się od siebie oddaliłyśmy. Przez Twoje treningi i wyjazd do Rosji. Ale wiem, że też jestem winna. Poświęcałam czas Christianowi, a tobą się nie interesowałam. Nawet nie zauważyłam, że moja najlepsza przyjaciółka jest zakochana.
- Liss to nie ma znaczenia. Wiesz, że zawsze będę cię kochać.- podeszłam do morojki i osiadłam koło niej na sofie. Przytuliłam ją.
- Dziękuję Rose, za wszystko. Za to, że mnie broniłaś, znalazłaś informacje o duchu, uratowałaś od Wiktora, zawsze chciałaś dla mnie najlepiej. I kilka miesięcy temu znalazłaś moją siostrę, wsadziłaś na tron i uratowałaś życie.
- To mój obowiązek.- uśmiechnęłam się.
- Rose?- zagadnęła morojka.- Nauczysz mnie takiego manipulowania snem? Bo jeśli dobrze pamiętam to usiadłam na fotelu, a nie sofie.-uśmiechnęłam się.
- Po porodzie.

sobota, 2 kwietnia 2016

ROZDZIAŁ 98

Tak wiem, że późno, ale nie było mnie w domu. Mam nadzieję, że mnie rozumiecie. A teraz nie przedłużający, bo pewnie każdy chce kolejny rozdział, to proszę bardzo.  :-*
____________________________________________________
Kilka minut później już spał. Nie wiem skąd, ale wiedziałam, że tak jest. Taka intuicja. Może to nasza niezwykła więź tak działa.
Ale ja nie mogłam zasnąć. Leżałam z zamkniętymi oczami i czekałam na sen, ale ten nie nadchodził. Co dziwne, ledwo się poruszyłam, a ramiona męża wtulały mnie mocniej w niego, przez sen. Nawet podświadomie chciał zapewnić mi bezpieczeństwo. Nie wiem ile tak leżałam. Musimy kupić sobie zegarek cyfrowy, albo świecący w ciemnościach. Lub jakikolwiek. W sumie w nocy było dosyć jasno, ale zasłony dawały sporo mroku. Pokój wyglądał wtedy na wpół martwy.
Usłyszałam ciche skrzypnięcie. Chciałam się zerwać, ale uznałam, że może nie być potrzeby budzić strażnika. Ostrożnie odwróciłam się w stronę drzwi.
Zaciśnięcie uścisku. Dymitr jest uroczy gdy się o mnie martwi. I jak śpi. I jak się martwi, przez sen. W drzwiach stała moja mała siostrzyczka. Pokiwałam na nią ręką. Podeszła niepewnie. Delikatnie popchnęłam śpiącego tyłkiem i tak jak się spodziewałam, odsunął się ciągnąc mnie za sobą. Ale nie obudził się. Spał bardzo mocno, pewnie zmęczony służbą. W końcu jest po półtora miesięcznej przerwie. Nawet strażnikowi tak oddanemu służbie, ciężko jest przestawić się na normalny wymiar pracy.
Odsłoniłam kołdrę, a Liliana wślizgnęła się pod nią.
- Co się dzieje?- spytałam szeptem, żeby nie obudzić Dymitra.
- Nie mogę zasnąć. To wszystko jest jakieś dziwne. Nie mogę przestać o tym myśleć.
- Mi też noc nie służy. Wiem, że to trudne, ale dasz radę. Jesteś młoda, masz jeszcze czas na oswojenie się z tym. A teraz spróbuj zasnąć. Jutro jedziemy na Dwór, do królowej. Nie wypada być niewyspanym.
- Do samej królowej?- wyszeptała z przejęciem.
- Tak. Do niej i jej partnera. To jej strażnikiem jest Dymitr.
- Wyszłaś za strażnika królowej?- dalej nie dowierzała.
- Nie. Normalnie to ja jestem jej strażniczką, ale on zastępuje mnie. Jest najlepszym kandydatem. Jego podopiecznym jest przyszły mąż naszej władczyni.
Tym razem dziewczynka nic nie powiedziała, tylko patrzyła na mnie szeroko otwartymi oczami i z rozdziawioną buzią, którą jej przymknęłam. Nie mogę się doczekać jej miny, gdy zobaczy królową. Specjalnie nie mówiłam Lili, że to jest moja ciężarna przyjaciółka.
- To musicie być naprawdę dobrzy w tym co robicie.- wyrzuciła w końcu z siebie.
- Ty też będziesz. My cię wszystkiego nauczymy. A teraz śpij.
- Rose, mogę ci zadać pytanie?- odezwała się po pewnym czasie.
- Ale tylko jedno. A potem idziesz grzecznie spać.
- Jak aniołek.- uśmiechnęła się słodko. Tak ona ma coś z Abe'a.- Kto cię uczył walki?
Uśmiechnęłam się. Ze wszystkich możliwych kwesti, męczy ją akurat ta. Chwilę zastanawiałam się, jak na nie odpowiedzieć.
- Moim nauczycielem był najlepszy strażnik na świecie, porównywany przez wszystkich do Boga. Tylko ja go pokonałam.- i przy tym prawie zabiłam.
- Był lepszy od Dymitra?- spytała z przejęciem.
Nie dowierzała, że ktoś taki istnieje, a nawet nie widziała go w akcji. Już był jej bohaterem podziwiała go. Dobry sobie wzór znalazła. Chyba to też w rodzinie. 
Chwila! Czyli, że w Bielikowie zakochała się moja cześć po Abe'u? To w ogóle możliwe? Nie! Kocham go całego, całą sobą.
Wracając do tematu:
- Jeszcze lepiej. Mój mentor leży tu razem z nami.- uśmiechnęłam się.
Powtórzyła się poprzednia reakcja dziewczynki. Oczy jak dwie centówki i kopara do ziemi. Nie mogła w to uwierzyć.
- Dobranoc.- pocałowałam ją w czoło i objęłam.
Lili odwróciła się do mnie tyłem i wtuliła mocno. Jednak nadal nie mogła zasnąć. Wierciła się lekko. Chciałam jej jakoś pomóc. Przypomniała mi się bajka, którą mama Lissy nam opowiadała, gdy nocowałam u nich w domu. Przyjaciółka wprost ją uwielbia, a ja słyszałam ją tyle razy, że za nic w świecie, nie umiałam się jej pozbyć z głowy. I po raz pierwszy byłam za to wdzięczna. Opowiedziałam ją małej. Była to historia tygrysa Dao, który zgubił mamę. Szukał ją po całej dżungli. Pomagały mu inne zwierzęta. Dla każdego coś robił, a w zamian dostawał informacje. Poznał też pandę, ale ona podawała mu błędne informacje wykorzystując jego dobroć. Tygrysek szukał mamy całymi dniami, poznawał przyjaciół i dowiadywał się dużo o świecie. Kiedy okazało się, że panda go oszukuje, z pomocą innych zostawił na nią pułapkę. Ta nie tylko dostała nauczkę, ale o wszystkim dowiedziała się jej mama. Duża panda dała córce karę. Mała wstydziła się tego co zrobiła i całkiem za darmo powiedziała, gdzie Dao może znaleźć swoją rodzicielkę. Oczywiście panda od początku wiedziała gdzie jest jego mama, ale nie chciała powiedzieć. Tygrysica wpadła do wąwozu i nie umiała wyjść. Dao z pomocą nowych przyjaciół, uratował mamę i żyli długo i szczęśliwie. Tak, tylko że ta historia składa się z 8 części. W pierwszej poznajemy tygryska, dowiadujemy się, że zaginęła mu mama i poznajemy pierwsze zwierzę. W kolejnych pięciu poznajemy po trzy zwierzęta i każde prosi o przysługę, a na koniec opowiada swoją historię z morałem dotyczącym życia. W trzeciej poznaje mała pandę. W siódmej dowiadujemy się, że panda nas okłamuje, Dao robi pułapkę i panda dostaje karę, ale mówi nam gdzie jest mama. W ostatniej znajdujemy mamę.
Normalnie opowiada się jedną część dziennie. Ale ja i Liss nigdy nie byłyśmy normalne, więc co noc słyszałam wszystkie części po kolei. Nic dziwnego, że pamiętam ją. Jednak Lili postanowiłam powiedzieć tylko jedną. I tak zasnęła po słowie "koniec", jakby to był jakiś sygnał. Może i tak było?! Nie wiem. Ja dalej nie mogłam zasnąć. Pogrążyłam się we wspomnieniach moich i Lissy. Ostatnio nie mamy czasu przez to jej królowanie. Sama sobie jestem winna. To ja ją ustawiłam na tronie, ale lepszej królowej z pośród kandydatów nie mogliśmy mieć. No i teraz mam. Zaczęłam wspominać nasze dzieciństwo, szkołę, życie wśród ludzi i ostatni rok. To pomogło mi zasnąć. I śniła mi się przyjaciółka.

piątek, 1 kwietnia 2016

ROZDZIAŁ 97

Na kolację Dymitr się postarał. Zrobił pizze. Własnoręcznie od początku do końca. Jak zawsze było pyszne.
- W innym życiu zrobił byś karierę w każdym zawodzie.- stwierdziłam.
- W tym życiu już zrobiłem. Przecież to nasza praca.- przypomniał mi ukochany.
- No tak, ale marnujesz tyle innych talentów.
- Wystarczy mi, że wy z nich korzystacie.
- Rose ma rację. Jesteś idealny.- wypaliła Lili. Lekko się zarumieniłam.
- Dziękuję.- nałożył sobie kolejny kawałek, patrząc znacząco na mnie.
Czułam, że zrobiłam się jeszcze bardziej czerwona. Po kolacji dziewczynka poszła szykować się do spania. Powiedziała, że dzisiaj może już spać u siebie, a w razie czego przyjdzie do nas. Na dobranoc chciała kolejną bajkę, ale wpadłam na lepszy pomysł.
- Chciałaś, żebyśmy opowiedzieli ci swoje historie z dzieciństwa, - przypomniałam.- więc codziennie, na dobranoc jedna. Ty zaczynasz Towarzyszu.- to powiedziałam do męża.
- Czemu ja?- spytał.
- Ponieważ, - spojrzałam na niego znacząco.- twoje są wesołe i pełne miłych wspomnień.
- A twoje nie?- zagadnęła mała.
- O mnie kiedy indziej.- ucięłam temat.
- No dobrze. O czym tu opowiedzieć?- zastanawiał się na głos.
- Może o Lunie.- podsunęłam szeptem.- Myślę, że powinna się dowiedzieć. To nasza nowa rodzina.
Myślał chwilę i podjął decyzję. Po raz drugi usłyszałam historię o niezwykłej łani. Ciekawy tytuł. Gdy strażnik skończył opowieść, po kolei pocałowaliśmy ją w czółko. Następnie wyszliśmy, zasłaniając okno i życząc dobrej nocy.
- Teraz Roza, mamy czas dla siebie.- powiedział cicho i zmysłowo Bielikow, zamykając drzwi naszej sypialni.
- I co zamierzasz z tym czasem zrobić?- przybrałam kuszącą minę, która w końcu była na miejscu. 
Podszedł do mnie i wręcz się na mnie rzucił. Całował gorliwie i zachłannie, aż brakło mi tchu. Szybko pozbył się mojej bluzki i ściągnął spodnie. Miałam dresy więc łatwo mu poszło, czego nie mogę powiedzieć o sobie. Pocałunki i bliskość nagiego torsu, rozpraszała moje palce, męczące się z jego zamkiem u spodni. Straciłam cierpliwość, dlatego gdy w końcu go rozpięłam, ściągnęłam mu spodnie z bokserkami. Ja jednak zostałam w bieliźnie, kiedy ukochany wziął mnie na ręce i całując zaniósł do łóżka. Położył moje ciało delikatnie na pościeli i schodził niżej pocałunkami, przyjemnie muskając dłońmi moją nagą skórę. Nie spieszył się, podniecając mnie swoim najdelikatniejszym ruchem. Widać, że się stęsknił. Wierciłam się pod nim z rozkoszy. Czułam jego każdy ruch, najdelikatniejsze muśnięcie. Jego całego. Miłość, pożądane, radość, troska. To wszystko biło od niego, było wręcz dotykalne. Jego uczucia wniknęły we mnie przez niewidoczną więź. Ona nas oplotła i związała z sobą na zawsze. Miałam wrażenie, że nasze aury złączyły się w jedną, naszą wspólną. Między jękami rozkoszy i naszymi zmieszanymi oddechami, można było usłyszeć, z trudem wypowiadane nasze imiona. Po czasie, który nie miał dla mnie znaczenia, bo był jak wieczność, w końcu zechciał podziwiać moje nagie ciało. Oddychałam ciężko, gdy on szybko pozbył się ze mnie bielizny. Podziwiał mnie dłuższą chwilę, pozwalając mi dojść do siebie i nabrać siły na resztę wieczoru. Następnie przyczepił się do mojej szyi. Dymitr się nie hamował. Stracił cała kontrolę nieodwracalnie. Był naturalny, bez maski strażnika, bez powściągliwości. Był sobą. Nagi ciałem, ale i duchem wewnątrz. Chciał mi pokazać jaki jest naprawdę i że może taki być tylko dla mnie. Nikt inny nie pozna go z tej strony. Bo to jest miłość. Ukrywa kłamstwa, ujawnia prawdę, pokazuje naturę i właściwą istotę rzeczy.Było mi dobrze z takim tylko moim Bielikowem.
- I co, Towarzyszu?- powoli dochodziłam do siebie, wtulona mocno w męża. Czułam błogie zmęczenie.-  Co teraz jest właściwe?
- Nie wiem Roza. Nie obchodzi mnie to. Liczysz się tylko ty. Na zawsze. I tak nigdy, nie przejmuję się co inni o mnie myślą. Kocham Cię i chcę by cały świat o tym wiedział.
- Myślę, że już wie, a przynajmniej świat morojów.
- Pewnie tak.- strażnik próbował powstrzymać ziewnięcie, ale nie wyszło mu.
Na pewno był bardzo zmęczony. A kto by nie był? Pięć godzin służby, i jeszcze życie prywatne. Pokazanie mi swojej tęsknoty, też musiało go porządnie zmęczyć. Ale było bardzo przyjemne.
- Ja tiebia liubliu Dymitr.
- Ja  tiebia toże liubliu Roza.- odpowiedział bardzo szczęśliwy.
Oboje byliśmy szczęśliwi. Już przysypiałam, gdy pomyślałam o czymś, o czym nie myślałabym dwa dni temu.
- Dymitr.- szepnęłam, by sprawdzić czy śpi.  - Trzeba się ubrać, na wypadek gdyby Lili zechciała przyjść.
On mruknął tylko coś niezrozumiale, ale uścisk wokół mojej tali zelżał. Ostrożnie wydostałam się z jego objęć i zebrałam swoją bieliznę. Ubrałam ją, narzucając jeszcze koszulę nocną. Z szafki mojego ukochanego, wyciągnęłam bokserki. Podeszłam do łóżka od strony nóg i sama założyłam je mężowi. Następnie położyłam się na swoim miejscu. On zamknął mnie w uścisku, tak jak wcześniej.
- Dziękuję Roza.- szepnął do mojego ucha, już chyba w pół świadomy, co się dookoła niego dzieje.
- Nie ma za co. Jestem twoją żoną, muszę o ciebie dbać. Za długo sam się sobą zajmowałeś. Teraz moja kolej.
- Skoro tak mówisz. Tylko uważaj, bo twoja matka oskarży mnie, o robienie z ciebie kury domowej.
- O moją matkę możesz być spokojny. Myślę, że za jakiś czas sama zacznie skakać wokół staruszka. A poza tym, nie obchodzi mnie, co myśli moja mama. Za dużo włożyłam i poświęciłam dla naszego związku, by popsuła go jakaś uwaga Janiny Hathaway. To moje życie i ja decyduję wokół kogo będą krążyć moje myśli. A jak na razie upatrzyły sobie takiego jednego Rosjanina. Ale nie wiem czy go znasz. Rok temu złapał dwie krnąbrne nastolatki, których nikt nie umiał złapać przez dwa lata.
- A jedna już mu nigdy nie ucieknie.
- Jak widać nawet nie próbowała. Kocham Cię.
- Ja ciebie też.- zbliżył się do mnie bardziej i delikatnie musnął moje usta wargami.
- Dobranoc kochanie.
- Dobranoc mój ty bohaterze.- uśmiechnęłam się.

czwartek, 31 marca 2016

ROZDZIAŁ 96

- Lili. A widziałaś swoje zabawki. Bo wszystko co jest w tym domu należy do każdego. Z wyjątkiem bardziej osobistych rzeczy. Np. Zabawki są twoje. Kiedy pojawią się nasze dzieci, będą wasze wspólne, ale na razie są tylko twoje.
- Naprawdę?!- Oczy brunetki stały się duże jak spodki i pobiegła to sprawdzić.
- Dzwonił Abe.- powiedziałam, gdy byłam pewna, że mała nie słyszy.- Mamy zaproszenie na pogrzeb tej Eli. I jakieś papiery adopcyjne do uzupełnienia.
- Kiedy?- Dymitr spojrzał na mnie z nad talerza.
- Jeszcze nie wiem. Chciałam najpierw zadać pytanie czy? To może być dla niej duże przeżycie.
- Większe niż miała?!- to ewidentnie było pytanie retoryczne.
Ale miał rację. Dużo przeszła. Za dużo.
- Nie wiem. Nie jestem przekonana. Martwię się o nią.
- Wiem Roza. Włącza ci się instynkt macierzyński.
- Wcale, że nie.- oburzyłam się.
- Wcale,że tak skarbie.- posadził mnie sobie na kolanach.- Ale to nic złego. Wręcz przeciwnie. To pokazuje, że dojrzałaś do tej decyzji.- pogłaskał mój brzuch z małą istotką w środku.- Zawsze bądź taka sama Roza. Nigdy się nie zmieniaj.
Pocałował mnie w kark. Westchnęłam ciężko. Wstałam z ukochanego, żeby mógł dokończyć jedzenie.
- Czyli uważasz, że powinniśmy tam iść?- upewniałam się.
- To była jej matka. Należy jej się to.
- Dobrze, dowiem się od ojca szczegółów.
- Ja też mam wieści. Królowa zażądała, żebyś stawiła się jutro na dworze z Lilianą.
- "Lissa" i "zażądała". Jak ja dawno nie słyszałam tego zestawienia. Czyli, że to pilne?
- Nie wiem. Ja tylko przekazuję.- uśmiechnął się.
- To jutro przekażesz Lili wiadomość o pogrzebie.- odwzajemniłam uśmiech.
- Czemu ja?
- Bo doskonale wiesz, że nie umiem być delikatna w takich sprawach.
- No dobra.- poddał się.
Siedzieliśmy dalej w ciszy, patrząc na siebie. Gdy Dymitr skończył jeść, włożyłam brudne naczynia do zmywarki.
- Muszę z tobą jeszcze o czymś porozmawiać.- przypomniał mi się mój problem.- Trochę mnie to martwi. Od pewnego czasu łapię się na nie uwadze, np. płacz Lili potraktowałam jako szelest liści, a w sobotę uznałam sukienkę za kawałek materiału. Dopiero po kilku minutach uświadomiłam sobie, że to ubranie. Co chwila przyłapuję się na nie uwadze i nie wiem co z tym zrobić. Nie mogę sobie na to pozwolić w naszym zawodzie. To możliwe, żebym wyszła z wprawy?
- Nie wiem Roza. Może to przez ciążę, przytępia twoje zmysł. Albo czujesz się zbyt bezpiecznie ze mną.- uśmiechnął się.- Wiesz, że zawsze cię obronię.
- Pewnie masz rację. Z tobą zawsze jest mi za dobrze.- uśmiechnęłam się zalotnie.
- Nie kuś, kochanie, nie kuś.
- Bo co?- podeszłam do niego zmysłowym krokiem.
On wstał, objął mnie w pasie i gwałtownie przyciągnął do siebie, gorliwie pożądając dotyku moich ust. Zatopiłam się w cieple wywołanym namiętnym pocałunkiem. Patrzyliśmy na siebie z miłością, stykając się czołami
- Roza. Nie teraz. Poczekamy, aż Lili zaśnie.- szepnął mój ukochany.
Popatrzyłam na niego zdziwiona. Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że znowu siedzi na krześle, a ja na jego kolanach i to w rozkroku.
- Dobrze, ale trzymam cię za słowo, Towarzyszu.
Zeszłam z ukochanego, po następnym pocałunku. Potem poszliśmy na górę poszukać dziewczynki. Była w swoim pokoju i bawiła się lalkami Barbie. Wyglądała tak słodko i niewinnie. A za dziesięć lat będzie zawodową zabójczynią nieśmiertelnych wampirów. Już mi jej szkoda.
Otrząsnęłam się z tych myśli. Kiedyś ja byłam na jej miejscu i nie chciałam, by ktokolwiek mi współczuł. Dalej nie chcę. Kiedyś ona będzie silną kobietą i na pewno też nie będzie tego chciała.
Poczułam oplatające mnie, silne ramiona Dymitra.
- Możemy się przyłączyć?- spytał z uśmiechem.
Dopiero teraz mała nas zauważyła.
- Tak. Chodźcie.- wstała i pociągnęła nas za dłonie. Uklękła przy rozrzuconych zabawkach, więc my zrobiliśmy to samo.- Zobaczcie. To jest Keycy.- podała mi lalkę z długimi, czarnymi włosami. Czułam się trochę dziwnie. Ostatni raz bawiłam się takimi zabawkami jak miałam sześć, siedem lat.- Bardzo lubi koty. Zawsze marzyła o prawdziwej miłości. Pracuje jako opiekunka do dzieci...
Czyli kompletne moje przeciwieństwo. Koty nigdy mnie nie lubiły, zresztą z wzajemnością, miłości nie szukałam, najważniejsze było bezpieczeństwo Lissy, a do dzieci się nie pcham. To wszystko co mam to przypadek, albo przeznaczenie. Nie ważne co, ale wiem, że nie zamieniłabym tego za nic w świecie. Bielikow zaśmiał się cicho, pewnie sądząc to samo o podobieństwie między mną, a lalką. Kto mi wmówi, że nie zasłużył na tego porządnego kuksańca w bok? Nie mogłam się powstrzymać.
- A to William.- mała nie zwracając na nasze zachowanie uwagi, kontynuowała wykład. Podała strażnikowi lalkę chłopaka z blond włosami, dziwnie podobnego do Christiana. Szybko odsunęłam od siebie te myśli.
Pomogła mi w tym zmieszana mina ukochanego. Pewnie nigdy nie miał w ręce lalki. Nie! Chwila! Była taka historia...
Opowiadał mi ją na jednym z treningów.
- Co Towarzyszu, myślisz jak tu wziąć ślub z Williamem.- zaśmiałam się.
Lili patrzyła na mnie zdziwiona, a mąż spiorunował mnie wzrokiem. Jednak zignorowałam to, próbując powstrzymać śmiech. Ale dopadła mnie jakaś nagła głupawka i nie mogłam się uspokoić. Turlałam się po całej podłodze. Teraz obserwowały mnie dwie pary zdziwionych oczu. Po kilku minutach w końcu zaczęłam się uspokajać. Patrzyłam z błogą miną w sufit, pozytywnie zmęczona tym nagłym wybuchem śmiechu.
- Przepraszam, ale nie mogłam się uspokoić. To chyba objawy ciąży.
- A o co ci chodziło?- spytała Lili.
- Na jednym z treningów Dymitr powiedział mi, że jak chciał bawić się ze starszą siostrą i jej koleżankami, musiał dać się przebrać i wziąć ślub ze wszystkimi lalkami.- wyrzuciłam na jednym oddechu i znowu zaczęłam się śmiać.
Tym razem zawtórowała mi siostra. Tylko mój mąż siedział obruszony. Przez resztę dnia bawiliśmy się lalkami z Lilianą. Oczywiście skoczyło się namiętnym pocałunkiem Willa i Keycy oraz lekkim cmoknięciem Dymitra przeze mnie.

środa, 30 marca 2016

ROZDZIAŁ 95

Nagle zadzwonił telefon.
- Poczekaj chwilę.- podeszłam do aparatu i odebrałam.- Halo?
- Witaj córeczko.- usłyszałam głos Abe'a.
- Cześć Staruszku, o co chodzi?
- A tak dzwonię, zapytać jak się trzyma Lili i co porabiacie?
- A dobrze. Jakoś to znosi, choć jest jej ciężko. Teraz gramy w gry. To powiesz mi, po co dzwonisz?
- A to już nie mogę chcieć pogadać z córkami? Czemu zakładasz, że mam jakiś powód?
- Bo zawsze go masz. Nie marudzić, tylko przechodź do rzeczy.
- Chodzi o pogrzeb Elizabeth.- osłupiałam.- Pomyślałem, że dziewczynka powinna być na nim.
Wymusiłam uśmiech skierowany do siostry i poszłam do kuchni tak, żeby nie słyszała rozmowy.
- Nie wiem, czy to dobry pomysł.- powiedziałam z po wątpieniem.- Już sama jej śmierć, jest trudna, a co dopiero pogrzeb.
- Myślę, że powinna się na nim pojawić z samego faktu, uszanowania pamięci.
- No dobra, ale jak to załatwiliście? Alchemicy i ty?
- Uznali, że kobietę zaatakował wąż. Jakiś tam podobno grasował, czy coś w ten deseń. Skontaktowałem się z jej siostrą i powiedziałem, że Lilianą zaopiekowała się moją starsza córka z mężem. Chciała ją odwiedzić, więc powiedziałem, że mieszkacie w Rosji i po uroczystościach pochówku tam ją zabieracie. Przygotowałem też wszystkie papiery adopcyjne i wystarczy podpisać i macie absolutną opiekę nad dziewczynką.
- No dobra. Zastanowimy się i zadzwonimy, omówić szczegóły.
- Dobrze. To córeczko pozdrów ode mnie małą i tego swojego nieszczęsnego męża.- powiedział lekko.
- Nie udawaj. Wiem, że go polubiłeś. Przyznaj, że ci zaimponował.
- On jest straszny!- narzekał.- Przez pół roku szukam na jego temat jakiś informacji i wszystkie dobre. Zawsze postępował właściwie, - jak ja nie lubię tego słowa. Prawie rozwaliło nasz związek.- miły, uprzejmy, bohater. Nie ma na niego, żadnego haka. Wszyscy go szanują, a strzygi drżą na samo jego nazwisko. Chyba na całym świecie nie ma osoby, która by źle o nim powiedziała. Już jako dziecko z przedszkola bronił słabszych i ratował zwierzęta. Choćbym nie wiem jak się starał, nie do się nienawidzić takiego człowieka. To koszmar! Czy jego matka nie pomyślała o jego teściu?- mimowolnie się uśmiechnęłam.- Rose, naprawdę nie mogłaś wybrać sobie kogoś choć odrobinę gorszego? Wiesz w jakiej ty mnie sytuacji stawiasz?
- Wolałbyś Iwaszkowa? Powinieneś się cieszyć, że jest taki dobry. I nie martw się. On mnie nie skrzywdzi. A jak brakuje ci poczucia własnej wartości, to możesz przejrzeć moją kartotekę.
- Zrobiłem to raz i już mi wystarczy. Wy jesteście kompletnymi przeciwieństwami. Jak ktoś, z taką przeszłością, może być tak sławny i szanowany?! Jak?! Ale to chyba dziedziczne.
- Nie schlebiaj sobie.- prychnęłam.- Dobra, ja muszę kończyć, bo siostra się niecierpliwi.
- No dobrze Rose. To pa.
- Pa.- odłożyłam telefon i wróciłam do Liliany. Opadłam ciężko na krzesło.
- Kto to był?- spytała moja przeciwniczka.
- Tata. Mała, pamiętaj. Jeśli twój chłopak nie będzie tak idealny jak Dymitr, nawet nie wspominaj o nim ojcu. Najlepiej do ślubu, a i to nie jest pewne.- dziewczynka zaśmiała się.- Śmiej się śmiej. Zobaczymy jak zabierze go na na polowanie, czy też będzie ci tak wesoło. Dobra, moja kolej?- przytaknęła.
- A czemu ty nie pracujesz?- spytała po jakimś czasie.
- Bo ja jestem na urlopie. - rzuciłam kości i przesunęłam pionek o osiem pól.- Niedługo będziesz ciocią. Myślałam, że zauważyłaś.
- Naprawdę?! No tak. Dymitr coś wspominał o dziecku.
- Czekałam na odpowiednią chwilę. I tak duże się dzisiaj dowiedziałaś. Jak się z tym wszystkim czujesz?- spytałam po jej ruchu.
- Dobrze. Trochę zszokowana. Mama nigdy mi o tym nie mówiła.
- Chciała cię ochronić przed takim losem. Żebyś żyła jak normalna dziewczynka.- Liliana posmutniała na wspomnienie matki.- Lili, wiem, że to trudne. Ale każdy ból mija. Jeszcze jest świeży, ale dasz rade. Zachowujesz się o wiele dorosłej niż twoi rówieśnicy. Jesteś córką Abe'a Mazur. Silną dziewczyną. I masz nas.- uśmiechnęła się słabo. Podeszła i przytuliła się do mnie.
- Dziękuję Rose. Za wszystko. Kocham Cię.
- Ja ciebie też kruszynko.
W tym momencie wszedł Dymitr.
- Dla takiego widoku, to aż chce się wracać do domu.- uśmiechnął się.
- Może zamiast gadać, przyjdziesz i do nas dołączysz, Towarzyszu.
Trochę zmieszany i niepewny podszedł, podniósł mnie, usiadł i wziął nas na kolana.
- Teraz mam dwie królewny.- mruknął już całkowicie odprężony.
Chwilę tak siedzieliśmy, ale potem zeszłam z ukochanego.
- Jesteś zmęczony i jest ci ciężko, choć tego nie powiesz.- odpowiedziałam na jego zdziwiony wzrok.- Idź się teraz ogarnij, bo wyglądasz jak siedem nieszczęść. A my zrobimy coś do jedzenia.
- Naprawdę aż tak to po mnie widać?- spytał.
- Nie, ale ja to widzę. Znam cię.
- No dobrze.- podniósł się ciężko. Podszedł do mnie i pocałował w czoło.- Tylko proszę Rose, nie spal kuchni.- dalej był poważny.
- Ej! Dzisiaj ładnie zrobiłam obiad. Prawda?- poszukałam wsparcia u Liliany i je dostałam. Mała energicznie pokiwała główką.
- Dobrze kochanie.- pocałował mnie. Następnie skierował się na górę.
Ja z siostrą udaliśmy się do kuchni.
- Naprawdę musicie się długo znać, skoro wiesz, że jest zmęczony, choć tego nie okazuje.- zagadnęła dziewczynka, gdy kurczak grał się na patelni.
Parsknęłam śmiechem.
- Normalnie jest bardzo zamknięty. Zobaczysz to, jak pojedziemy na dwór w godzinach jego pracy. Znamy się tylko od roku. Ale czuję jakbym spędziła z nim całe życie. Dużo się też przez ten czas wydarzyło, co miało wpływ na nasze zrozumienie. On też mnie doskonale zna. Normalnie umiem kłamać w żywe oczy i każdy mi wierzy. A on zawsze wie kiedy nie mówię prawdy.
- Po prostu to czuję.- w pomieszczeniu pojawił się obiekt naszej rozmowy.- Nie umiem tego wyjaśnić, ale tak jest.- opadł ciężko na krzesło przy stole.
Położyłam mu przed nosem ciepły obiad.

wtorek, 29 marca 2016

ROZDZIAŁ 94

- Znowu zaczynasz?- westchnęłam ciężko.- Myślałam, że już sobie odpuściłeś.
- Co zaczynam?!- był szczerze zdziwiony.
Ach ci faceci. Wszystko trzeba im tłumaczyć.
- Swoje lekcje typu zen.- teraz zwróciłam się do siostry. Przyglądała się temu wszystkiemu z zainteresowaniem i śmiechem.- Zawsze uwielbiał je dawać. Mądre rady na przyszłość.
- A kto to jest Wiktor?- spytała Liliana.
- Był on najlepszym przyjacielem ojca Lissy, a ona mówiła na niego wujek. Ale bardzo ją skrzywdził. Chciał wykorzystać jej, hymn... talent medyczny,- nie wiedziałam, jak inaczej to nazwać.- za co trafił do więzienia, na dożywocie.- była to prawda. Nie musi wiedzieć co było później.
Reszta śniadania zeszła nam na rozmowie z dziewczynką. Pytaliśmy ja raczej o neutralne rzeczy. Czy miała koleżanki w przedszkolu i szkole? Czy miała jakieś zwierzątko? Ulubiony kolor, bajka? Takie bzdety odciągające uwagę dziecka, od tragedii. Zauważyłam następne podobieństwo między nami. To również cechowało Abe'a: Chęć bycia w centrum uwagi. Lubiła o sobie mówić. Ja też zawsze chciałam zwrócić na siebie uwagę, przede wszystkim matki. Ona najmniej się mną opiekowała. Trudno mi uwierzyć, że nasza relacja uległa takiej zmianie. Trudno mi uwierzyć w wiele innych rzeczy, które miały miejsce przez ostatni rok. Po śniadaniu, my zaczęłyśmy sprzątać, a mój ukochany szykował się do pracy. Już gotowy zszedł do nas, pożegnać się.
- Pa słońce.- pocałował mnie czule.
- Uważaj na siebie.- martwiłam się o niego.
- Spokojnie Roza, wiesz jaka jest prawdopodobieństwo na atak.
- Aż nazbyt duża.
- Hej, sama mówiłaś, że jestem niepokonany.
- Ja tylko chcę, żebyś uważał. Na siebie i Lissę.
Poprosiłam, aby podczas mojego zwolnienia to Dymitr opiekował się królową. Szybko przystali na tą propozycje. W końcu nie ma lepszego strażnika od naszej dwójki, jeśli wierzyć innym ludziom. Nasza historia i poczynania obrosły do legendy, tak samo jak my. Mój mąż kucnął przy Lilianie, która na podłodze oglądała bajkę w telewizorze. Pożegnał się z nią, całując w czoło, a ona go przytuliła.
- Uważaj na siebie.- powtórzyła za mną.
Chyba mała rozumiała, że ma niebezpieczną prace. On uśmiechnął się, jeszcze raz pocałował ją w czoło i po zapewnieniach, że nic mu nie będzie, wyszedł.
- Lili, musimy porozmawiać. To bardzo ważne.- stanęłam koło niej.
Dziewczynka podała mi rączkę i dała się zaprowadzić do pokoju obok. Nasz salon wyglądał jak z wizji Avery. Wygląd drewnianej chatki miał pokój, do którego weszłyśmy. Bardziej to była biblioteczka. Znajdowało się tam biurko z lampką, bordowe fotele i sofa, regały na trofea lub inne wyróżnienia, półki na książki oraz kominek. Na ścianach wisiały ozdoby i namalowane zostały herby rodzin królewskich. Centralnie nad kominem widniały godła Dragomirów i Ozerów. Przez wielkie okno wpadało słabe światło księżyca.
Rozpaliłam ogień w kominku i usiadłyśmy na sofie.
- Jak pewnie zauważyłaś, nie jesteśmy zwykłymi ludźmi.- zaczęłam, a mała pokiwała tylko głową.- Na pewno masz wiele pytań, ale prosiłabym, żebyś najpierw uważnie mnie wysłuchała. Później możesz pytać o co chcesz, a przez następne dni będziesz miała czas, na wybranie swojej przyszłości. Słyszałaś o wampirach...?
I tak zaczęłam wyjaśniać jej kim jesteśmy, kim ona jest, kim są Lissa i nasz ojciec, kim był mężczyzna, który zabił jej matkę i jakie jest nasze przeznaczenie. Zajęło mi to pół dnia. Opowiedziałam to bardzo ogólnie. Następnie dałam jej wybór jakie życie chce mieć.
- Ale nie musisz odpowiadać teraz. Masz czasu ile chcesz, bo to wybór na całe życie. Po ukończeniu szkolenia i złożeniu przysięgi, nie ma odwrotu.
Potem była kolej na szczegóły i pytania. Najbardziej szczegółowo zapoznałam ją ze zwyczajami, tradycjami i służbą strażników. Tak, żeby miała pełny obraz zalet i wad naszej pracy.
- Czyli zabijacie złe wampiry, aby nie zabiły... morów? Tak ich nazywacie?
- Morojów.- poprawiłam ją
- Morojów, od których zależy istnienie innych dampirów? Ale w zamian wyrzekacie się prawie wszystkiego, żeby oni byli bezpieczni?- moja siostra upewniała się, czy dobrze zrozumiała.
- Tak, oni są najważniejsi. - powtórzyłam naszą mantę.- I ważne jest, żebyś po zachodzie słońca nie wychodziła sama z domu.- ostrzegłam.
Widać było, że patrzy na to dość sceptycznie. Zastanawiała się chwilę, po czym odpowiedziała.
- Chcę zostać strażniczką.- jej głos był bardzo pewny siebie.
- Lili, chcę żeby jeszcze przemyślała temat. To bardzo poważna sprawa. I nie możesz kierować się chęcią zemsty. Musisz być gotowa, w każdej chwili oddać życie za podopiecznego, a strzygi zabijać dlatego, że są złe.
- Ale ja podjęłam decyzję.- powiedziała bardzo poważnie. Teraz zachowywała się o wiele poważniej, niż sugerował to jej wygląd. Zastanawiam się, czy to też nie jest rodzinne.
- Rozumiem, ale i tak nalegam, żebyś ją przemyślała. Jeśli za kilka dni dalej będziesz tak sądziła, to po powrocie od ojca, zaczniemy treningi. Masz tyle czasu na pomyślnie.
Po rozmowie obie poczułyśmy się głodne. W lodówce był kurczak na obiad. Kiedy mój ukochany to wszystko zrobił? Zaczęłam przygotowania do jedzenia. Odgrzałam ziemniaki, mięso i zrobiłam surówkę. O dziwo nic nie przypaliłam. Jak zawsze było pyszne.
- Opowiedz mi coś o sobie i Dymitrze.- poprosiła mała.- O waszych dzieciństwach, jak się poznaliście.
- Myślę, żeby z tym poczekać na naszego strażnika.
Posprzątałyśmy po obiedzie i wróciliśmy do pokoju z kominkiem.
Tam rozmawiałyśmy o różnych rzeczach. W jednej z szafek znalazłam jakieś gry planszowe i zaczęłyśmy zabawę.

poniedziałek, 28 marca 2016

ROZDZIAŁ 93

Otworzyłam oczy. Wszędzie było ciemno. Lili była odwrócona do mnie tyłem i mocno wtulona, jeszcze spała. Dymitra nie było. Ciekawe czy kręci się gdzieś w domu, czy już wyszedł? Ostrożnie, żeby nie obudzić siostry, wydostałam się z jej objęć i poszłam umyć. W szlafroku i samej bieliźnie skierowałam się do garderoby. Znalazłam tam ukochanego w samych bokserkach.
- Mmm... taki widok codziennie.- powitałam go zalotną miną. 
- Tak?- uśmiechnął się cwanie. Podszedł i mnie pocałował.- Ja jednak wolę taki.- Ściągnął ze mnie szlafrok. Poczułam jego dłonie na tali, a następnie na okrągłym brzuchu.- Roza nawet nie wiesz jak szczęśliwy jestem.
- Mogła bym strzelać. Ja czuję się tak samo. Już nie mam wątpliwości. Damy radę.
- Wiem, kochanie. Ale nie kuś tak, bo spóźnię się na służbę.- pocałował mnie namiętnie i wrócił do swoich ubrań.
Ja poszłam na swoją część. Dymitr po chwili wyszedł ubrany, obdarzając mnie po drodze czułym dotykiem. Po moim ciele rozeszła się fala ciepła.
- Wciąż wisisz mi niespodziankę.- szepnął zmysłowym głosem.
Do ciepła doszedł przyjemny dreszcz podniesienia. Ubrałam się w zieloną, luźną tunikę z rękawami trzy czwarte i spodnie dresowe.  Wróciłam do sypialni, gdzie usiadłam przy toaletce i zaczęłam się czesać, patrząc w lustrze na śpiąca Lilianę. W tym momencie, mała zaczęła się budzić. Przetarła piąstkami zaspane oczka. Zapaliłam lampkę, żeby mogła coś widzieć, ale nie raziła jej. Rozglądała się zdezorientowana. Chyba wierzyła, że to tylko sen. Wstała, ubrała kapcie i podeszła do mnie. Przytuliłam ją i posadziłam sobie na kolanach.
- To nie był sen?- spytała smutno. Serce mi się krajało.
- Tak mi przykro.- przytuliłam ją mocniej.
- Mama nie chciałaby, żebym była smutna?- bardziej zapytała niż stwierdziła.
- Jestem tego pewna. Poświęciła swoje życie dla ciebie. Uszanuj jej ofiarę i bierz z życia jak najwięcej. Bądź szczęśliwa. Wiem, że teraz to trudne, ale za kilka lat dasz radę z tym żyć.
- Dymitr już poszedł?- zmieniła temat.
- Nie. Jest na dole, robi śniadanie. Dzisiaj będziemy musiały porozmawiać o nas. Ale to jak Dymitr wyjdzie. A teraz przebierz się z tej piżamki i zobaczymy, co przygotował nasz kucharz.- uśmiechnęłam się pocieszająco.
- Dobrze.- powiedziała, bez entuzjazmu i wyszła. Z ciężkim westchnieniem wróciłam do poprzedniego zajęcia. Zostawiłam włosy opadające falami na plecy. Nie malowałam się, bo nigdzie nie wychodziłam. Miałam cały dzień na wytłumaczenie siostrze, że nie jesteśmy zwykłymi ludźmi i kim jesteśmy, oraz cały miesiąc, żeby oswoić ją z jej przeznaczeniem. No, bułka z masłem. Hmm... zjadłabym sobie bułkę. Taką prosto z pieca. Skąd ta nagła ochota?
Ding!
Zapach. Nie no, nie wierzę. Zeszłam na dół w chwili gdy Dymitr stawiał na stole talerz ciepłego pieczywa. Moje wymarzone bułeczki. Po chwili dołączyła do nas Lili.
- Sam je upiekłeś, Towarzyszu?- chwyciłam pierwszą i zaczęłam kroić. Obie połówki położyłam na talerzu przed dziewczynką.- To o której ty wstałeś?
- Dość wcześnie, żeby zadbać o panienki Mazur.- uśmiechnął się cwanie. Lili mimo ponurego poranka, nie mogła powstrzymać śmiechu. Chyba jej się spodobało. Mnie ani trochę.
- Bielikow. Uważaj sobie.- zagroziłam mu nożem, którym przekroiłam kolejną bułkę.
- Roza, ty mi grozisz?- uśmiechnął się.- Skarbie czemu tak się denerwujesz? Dziecku zaszkodzisz.
Pogłaskał mnie po brzuchu, co spowodowało następną falę ciepła. Cholera! On wykorzystuje moją słabość do jego dotyku. Zabrał mi z ręki narzędzie i nagle zaczął łaskotać.
- Dymitr! Przestań! Dość! Zostaw mnie!- krzyczałam przez śmiech.
- Chodź mała. Pomóż mi, bo się wyrwie.- mój mąż spojrzał na Lilianę.
Dwa razy nie była trzeba jej powtarzać. Nawet nie wiem kiedy znalazłam się na sofie, atakowana przez dwoje napastników. Nigdy nie widziałam mojego męża bardziej szczęśliwego. No może kiedy powiedziałam, że jestem w ciąży. Użyłam jedynej broni, jaką miałam na ukochanego. Uniosłam się lekko i go pocałowałam. Szybko oddał się przyjemności, a mała nie chciała nam przeszkadzać.
- Roza, to nie fair.- udawał obrażonego.- Wykorzystałaś moją słabość.
- Cel uświęca środki, Towarzyszu.- wróciliśmy do jadalni i zaczęliśmy jeść.
- A dlaczego ty- Lili spojrzała na mnie.- mówisz na Dymitra "towarzyszu", a on na ciebie "Roza"?
z mężem popatrzyliśmy na siebie czułe, a potem nasza spojrzenia powędrowały na dziewczynkę.
- Dlatego, że Dymitr pochodzi z Rosji i na początku tak go przezywałam.- wyjaśniłam.- I zostało mi to do dzisiaj.
- Tak samo jak stereotypowe wyobrażenie Syberii, mimo, że byłaś tam dwa razy.- wtrącił Bielikow, gryząc bułkę z szynką.
- Teraz twoja kolej, Towarzyszu.- zauważyłam.- Tłumacz się.
- Mówię do niej Roza, ponieważ tak brzmi jej imię po Rosyjsku.- wyjaśnił.
Co?!
Tylko tyle?!
To jakieś żarty?! Muszę wyciągnąć z niego więcej. 
- I...- Zachęciłam.
- I...?- nie wiedział o co mi chodzi.
- Tylko dla tego tak na mnie mówisz? Nie wiąże się z tym żadna historia?- próbowałam go naprowadzić.
- Mam powiedzieć, kiedy pierwszy raz cię tak nazwałem?!- zdziwił się.
Eh ci faceci. Ale spodziewałam się takiej reakcji. To było w nocy porwania Lissy. Afera z naszyjnikiem od Daszkowa.
- A co? Mam cię wyręczyć?
- Droga wolna. Ciekawi mnie jak to opowiesz?- wyprostował się w krześle, krzyżując ręce na piersi z chytrym uśmieszkiem.
- A żebyś wiedział, że powiem.- posłałam mu wrogie spojrzenie, a następnie uśmiechnęłam się do siostry.- Pierwszy raz nazwał mnie tak, kiedy wyznawał mi miłość.
- Naprawdę?!- dziewczynka była tym zauroczona.
- Naprawdę.- zdziwił się mój ukochany.- Tak to postrzegasz?
Westchnęłam zrezygnowana.
- Oczywiście głuptasie. A ty nie? W sumie gdyby nie to, nie bylibyśmy dzisiaj małżeństwem.
- Nie miałem pojęcia, że aż tak poważnie to potraktowałaś. Sądzę, że znając nas i moją słabość do ciebie w końcu bym wyznał ci miłość. Dzięki Wiktorowi stało się to szybciej.
- Ach! Już ci wierzę. A zwłaszcza z twoją otwartością i brakiem samokontroli.- zauważyłam sarkastycznie.- Ale swoją drogą, aż dziwne, że ten drań, chcąc zniszczyć nam życie, uświadomił nas o naszej miłości.
- Życie nie zawsze układa się po naszej myśli.- zauważył Dymitr.