środa, 17 lutego 2016

ROZDZIAŁ 56

- Roza.- i znowu jego głos, gdzieś z daleka.
Jednak tym razem poczułam coś ciepłego i mokrego na szyi. Sen powoli zaczął się rozmywać.- Roza, czas wstawać.
No tak. To Dymitr stara się mnie dobudzić. Ale nie otwierałam oczu. Tak było mi dobrze.
- Roza...
- Już nie śpię. - poinformowałam go zaspanym głosem.- Miałam piękny sen.
- O mnie?
- Też. Domyśliłeś się?
- Trochę tak, ale mówiłaś przez sen. Ciągle powtarzałaś moje imię. O dziwo po Rosyjsku, a wiem, że nie lubisz tej formy.
- Dziwnie brzmi.- zastanowiłam się nad jego słowami.- Często mówię przez sen?
- Czasami. Zazwyczaj jak śnią ci się koszmary. Na początku myślałem, że meczy cię kolejny, ale mówiłaś tak słodko i miło, że nie chciałem ci przerywać. Piękny sen.- zamyślił się.- Miła odmiana. Opowiesz mi?
- Oczywiście.
Zaczęłam opowiadać, ubierając się i czesząc włosy. Dymitr słuchał uważnie, od czasu do czasu śmiejąc się, a przy potworze wybuchł niekontrolowanym śmiechem. Rzadko słyszałam taki śmiech i myślę, że tylko jego rodzina, po za mną go słyszała. Jest z nią bardzo blisko związany. W Bai zachowywał się tak... normalnie. Żadnych ukłonów, żadnego stania na baczność, ciągle uśmiechnięty i swobodny. Nie krępował się przytulić mnie i pocałować przy innych. Tutaj zawsze po ma swoją maskę strażnika. Ale w domu, znowu zachowuje się zwyczajnie. To znaczy, że jestem dla niego ważna.
Gdy skończyłam opowiadać, chciałam trochę pozwiedzać dom. Dymitr zaoferował się na mojego przewodnika.
Na początek wskazał mi drzwi w naszej sypialni. Jedne prowadziły na korytarz, drugie do łazienki, a trzecie do.... pokoju dziecka. Weszłam do środka i oniemiałam.
Wszystko było już urządzone. Ściany były fioletowy - białe , a na podłodze leżał fioletowy dywan. W rogu stał fotel bujany. Znalazł się też regał z książkami, duży pluszowy miś wielkości przeciętnego człowieka i łóżeczka. A Raczej kołyski. Ale jakie?! Były różowe i w kształcie jajka. W każdym, z jednej strony, do góry odchodziło przedłużenie, zakończone kółkiem, a na nim była zawieszona różowa, delikatna zasłona.
- Kupiłem dwa, na wypadek, gdybyś miała rację, co do wizji mojej babci.
- Są prześliczne.- zabrakło mi słów. Rozejrzałam się dalej po pokoju.- A co jest, w tych szafkach- wskazałam regały z szufladami i otwieranymi drzwiczkami.
- Tam?! Ubranka, pieluchy, takie rzeczy dla dzieci.
Na górze leżała wanienka. Pod przeciwległą ścianą stał stolik do przewijania. Wypatrzyłam też kuferki z zabawkami, chodzik i konika na biegunach. Dymitr pomyślał o wszystkim. Odwróciłam się w jego stronę.
- Dziękuję. Sama bym tego nie zrobiła lepiej. Kocham Cię.
Pocałowałam go namiętnie. On objął mnie w tali i przyciągnął bliżej do siebie. Nie wiem ile tak staliśmy, kiedy rozległ się dzwonek do drzwi.
- Kto to?- spytałam.
- Moja rodzina. Chciałaś z nimi pogadać.
- Chciałam, żebyśmy razem z nimi pogadali.- poparła się pod boki.
- Jak sobie życzysz my lady.- skłonił się teatralne.
Ja tylko przewróciłam oczami, a on przesłał mi całusa i zniknął za drzwiami. Ruszyłam za nim na dół. Strażnik otworzył drzwi, w których pojawiła się spora gromadka. Wszyscy kolejny raz złożyli nam gratulacje i pochwalili dom, po czym rozsiedli się w salonie, a ja poszłam zaparć herbatę. Kiedy wróciłam do salonu, mój mąż skończył opowiadać, co się działo od naszego powrotu. Wszystkie pocieszały go i wspierały. Poczułam się trochę dziwne. To ja zawsze byłam na ich miejscu, ale szybko odepchnęłam tą myśl. Przecież to ich syn, brat, wnuk i wujek. Mają do niego takie samo prawo. Postawiłam kubki na stole. Kiedy zajęłam miejsce koło ukochanego, obok mnie usiadła Wiktoria i mnie uścisnęła. Zdziwiło mnie jej zachowanie.
- Jej dzięki. A można wiedzieć, czym sobie zasłużyłam, bo wątpię, żeby to było coś w stylu "za to, że jesteś".
- Pamiętasz Mikołaja?- potwierdziłam kiwnięciem głowy.- Miałaś rację, podobam mu się. Ostatnio zaprosił mnie do kina. Możliwe, że to będzie coś więcej niż przyjaźń. Dziękuję za to, że otworzyłaś mi oczy.
- Żartujesz sobie.- zaczęła z uśmiechem Karolina.- Od tej randki powtarzasz tylko Kola to Kola tamto. O niczym innym nie da się z tobą pogadać.
Wiktoria posłał jej groźne spojrzenie, co spowodowało, że ona i Sonia wybuchły śmiechem. Postanowiłam zignorować je. Zwróciłam się do młodszej Bielikówny.
- Nie ma sprawy. Cieszę się twoim szczęściem.- teraz ja ją przytuliłam.
- Dość tych uścisków.- mogłam się spodziewać, że Jewa będzie chciała nas popędzić.- Może byście zaczęli od tych dobrych wieści.
- Babciu, dobre są po to, żeby pocieszyć po złych.- próbował ją przekonać Dymitr, ale nie za bardzo mu wyszło.
- Ty mi tutaj nie pyskuj, tylko mów, bo sama im powiem.
- Dimka, o co jej chodzi?- odezwała się Olena
- Chodzi o to, że jestem w ciąży.- uprzedziłam go.
Zapadła głucha cisza. Pierwsza zareagowała przyszła babcia.
- Z kim?
- Tak, więc wychodzi na to ,że...- nie wiedziałam, jak to powiedzieć. Z pomocą przyszedł mi Dymitr.
- Ze mną. Ja będę ojcem.- powiedział z dumą, biorąc mnie na kolana i kładąc dłonie na moim brzuchu.
Znowu zapadła cisza, którą tym razem przerwała Wiktoria.
- Będę ciocią. Po raz czwarty.- przytuliła mnie. Nagle coś sobie uświadomiła.- Jako jedyna nie mam dziecka.
- Nie masz co się spieszyć.- ostudziłam jej zapał.- Jesteś młoda i korzystaj z tego, póki możesz.
- Właśnie.- poparł mnie mój ukochany.- Dziecko to decyzja na całe życie. Mała istota, za którą musisz być odpowiedzialna.
- Ale jak to możliwe? Przecież dampir z dampirem...
- Błogosławieństwo Chorusu.- wytłumaczyła za nas babka.- Dała im coś niemożliwego.
- Ciociu,- odezwał się Pawka, siadając mi na kolanach.- a jak dacie mu na imię?
- Spokojnie mały.- poczochrałam mu włosy, z czego nie był zadowolony- Jeszcze nawet nie wiemy, czy to chłopiec, czy dziewczynka. Na imiona przyjdzie czas.
- Który to miesiąc?- spytała Olena.
- Pierwszy.- odpowiedzieliśmy jednocześnie z Dymitrem.
Jeszcze chwilę rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Dostałam kilkanaście rad co do prawidłowego prowadzenia ciąży i usłyszałam następną serię opowieści z życia Dymitr Dowiedziałam się paru ciekawych rzeczy, a przy których Dymitr nawet się lekko zarumienił, czym wywołał następne salwy śmiechu. Przez nasze kolanach, po kolei przetoczyły się Pawka, Zoja i Łuka. Teraz mogłam mu się lepiej przyjrzeć. Śmiał się do mnie oczami tak podobnymi do Dymitra, że ledwo zdołała oderwać od nich wzrok. Tak jak w moim śnie miał jasne włosy. Dziwne. Przeczucie? Nie wiem. Czy to ważne? Zoji bardzo spodobały się włosy mojego męża i ciągle je ciągnęła. Ale to na moich rękach zasnęła. Oddałam ją delikatnie Karolinie. Dziewczyny postanowiły, że muszą już iść.
Pożegnaliśmy całą rodzinę. Każdy uścisnął mnie po kolei, nawet Jewa. Powiedziała coś jeszcze do wnuka, co go wyraźnie poruszyło.
- Co ci powiedziała?- spytałam, kiedy pojechały.
- A nic takiego.- kłamał.- Kochanie, nic nie jadłaś od rana. Idź nas spakować, a ja zrobię kanapki.
- I tak to z ciebie wyduszę.- powiedziałam i poszłam na górę. Postanowiłam kontynuować zwiedzanie. Po za naszą sypialnią na piętrze były trzy pomieszczenia: pokój Dymitra z półkami uginającymi się pod ciężarem westernów i biurkiem na środku, pracownię z komputerem, książkami i pustym biurkiem oraz pokój dla dzieci gdy podrosną. Szlag! Ja też zaczęłam mówić w liczbie mnogiej. To ma być jedno dziecko. Jasne jak będą dwa też się będę cieszyła, ale to więcej obowiązków, a ja jestem jeszcze strażniczką królowej. Kiedy mam znaleźć na to czas. No ale teraz nie czas na takie rozmyślania. Zaraz jadę w podróż poślubną z mężczyzną mojego życia. Znalazłam walizki i zaczęłam nas pakować.

wtorek, 16 lutego 2016

ROZDZIAŁ 55

Miałam piękny sen. Byłam z Dymitrem na plaży. Mój ukochany właśnie smarował mi plecy olejkiem do opalania. Nie daleko nas bawiła się trójka dzieci. Jednym był Pawka, chyba miał już trzynaście lat. Razem z nim w piasku tarzali się chłopiec i dziewczynka. Mogli mieć do czterech lat. Obydwoje byli podobni do Dymitra, ale chłopiec miał błąd włosy, a dziewczynka ciemne jak moje. Nagle blondyn podbiegł do nas.
- Ciociu, ciociu pobawisz się z
 nami?- spytał mnie. Ciociu?!
- Ja już się bawiłam, a wujek Dimka podobno robi świetne zamki z piasku.- Oczy chłopca rozszerzyły się momentalnie.- Myślę, że nie odmówi ci pomocy.
- Wujku Proszę- złożył błagalnie ręce, patrząc na Dymitra.
- No dobrze.- mój mąż wstał, ale po drodze szepnął mi do
ucha.- Zapamiętam to Roza. Będziesz biedna.
Nie mogłam powstrzymać śmiechu. Dymitr zaczął zbierać piasek i każdemu dając ważne zadania.
- Łuka, ty znajdź jakieś patyczki. Pawka, przynieś wiaderko wody i zacznij robić fosę.
- A ja, tato?- odezwała się ciemnowłosa dziewczynka. Mogłam się domyśleć, po kim ma te włosy.
- Ty możesz przejść się brzegiem morza i pozbierać muszelki i kamyczki. 
Dziwne było oglądanie, jak ten poważny i odpowiedzialny strażnik, instruuje dzieci, jak robić zamki z piasku. Takie słodkie i urocze.
- A masz jakieś zadanie dla mnie?- spytałam zaczepnie.
- Ty Roza, możesz siedzieć i cieszyć moje oczy.
Uśmiechnął się, tak tylko dla mnie. Nikt inny nie mógł dostać od niego tego uśmiechu.  Wstałam i usiadłam koło niego. On pocałował mnie namiętnie.
- Wiesz, że nie lubię siedzieć w miejscu. Znajdź mi zajęcie, tak żebyś dalej mógł na mnie patrzeć.
- Hymn... No to, możesz pomóc mi zbierać piasek.
No i tak zrobiłam. Po chwili wróciły dzieci ze swoimi łupami. 
Po godzinie skończyliśmy. Nasz zamek wyglądał pięknie. Uznaliśmy, że trzeba opłukać się w wodzie, bo każdy był cały w piasku. Okazało się, że wcześniej z dziećmi uknułam spisek przeciwko Dymitrowi. Kiedy, wychodząc, zmagał się z oporem wody, wszyscy rzuciliśmy się na niego. Zaskoczony upadł, a fale wyrzuciły go na brzeg. Gdy już leżał na piasku wszyscy usiedliśmy na nim i zaczęliśmy odrzucać piaskiem. Mógł nas po prostu z siebie ściągnąć, ale chyba nie chciał psuć dzieciom zabawy. Szybko pokryliśmy go grubą warstwą piasku. Łuka nazwał go piaskowym potworem i w tym momencie nasz więzień postanowił się uwolnić krzycząc "Łaaa jestem piaskowym potworem i zaraz was zjem" i chodząc jak zombie. Dzieci zaczęły uciekać przed Frankenpiaskiem, śmiejąc się i piszcząc w niebo głosy. Ja też zaczęłam się wycofywać, ale za późno zauważyłam, że stałam się celem ataku. Chciałam uciec, ale nasz mały potworek dogonił mnie, złapał i pocałował. Usłyszałam chichoty.
- Pfu!- wyplułam zawartość ust.- Dymitr przez ciebie mam pasek w ustach.
Nim się obejrzałam, wylądowałam na jego ramieniu.
- Dymitr, postaw mnie na ziemi!- zawołała gniewie. Dzieciarnia miała z nas niezły ubaw.
- No co ty, Roza. Trzeba się opłukać z piasku.
- Dymitr, uprzedzam, odstaw mnie, póki mówię po dobroci.
- Nie ma mowy kochanie.
W tym momencie wrzucił mnie do morza. Zasłużył na tą falę, którą go ochlapałam. Ale ja też taką dostałam od niego. Zaraz dołączyły do nas dzieci i razem się chlapaliśmy. Zawsze marzyłam o takich chwilach. Naszemu dziecku ich nie zabraknie. Ciekawe czy to będzie taka dziewczynka.
Bawiliśmy się jeszcze trochę, ale uznaliśmy, że robi się późno i trzeba wracać.
- Nie możemy jeszcze chwilę zostać?- spytał z nadzieją maluchy.
- Przykro mi, ale nie. Chyba nie chcecie się natknąć na strzygi?- Ten argument ich przekonał.
Dymitr wziął Łukę na barana, a dziewczynka zasnęła w moich ramionach. Była taka słodka, mała i bezbronna. Ale wiedziałam, że w tym małym sercu, kryje się wielka siła i ona kiedyś osiągnie bardzo dużo. Ale na razie jest mała. Ma na to jeszcze czas.
Nagle uświadomiłam sobie, że przez cały sen, ani razu, nikt nie zwrócił się do niej po imieniu.
- Dymitr, - zagadnęłam cicho, tak żeby jej nie obudzić.- A jak ona ma na imię?
- Pytasz jak ma na imię nasza córeczka?- zdziwił się. No tak to dość dziwne pytanie. Ale ja nigdy nie byłam normalna. No, w pewnym stopniu.
- Tak.- odpowiedziałam po prostu. 
- Skarbie, przecież ma na imię...Roza.
- Roza?!- zdziwiłam się
- Roza.- powtórzył, ale głos nie dochodził od niego, tylko jakoś z daleka, jak echo. 

poniedziałek, 15 lutego 2016

ROZDZIAŁ 54

Już ułożyłam się do spania, ale nie mogłam zasnąć. Coś mnie męczył, tylko nie wiem co. Jakbym o czymś zapomniała. I tak leżałam wsłuchana w równy oddech ukochanego. Nagle uświadomiłam sobie, co mnie tak męczy. Podniosłam się lekko patrząc na mojego męża.
- Dymitr! Świece! 
Dopiero po chwili zrozumiał. Niechętnie wstał i zaczął gasić płonące knoty. A ja napawałam się miłym widokiem. W świetle małych płomyków wyglądał bardzo pociągająco. Jakby spowity aurą tajemniczości i boskości, którą wszyscy w nim widzą. Włosy luźno okalały mu twarz, a cienie sprawiały, że wydawał się jeszcze bardziej umięśniony niż był w rzeczywistości (jeśli w ogóle się da). Jego ciało przybrało pomarańczowo-brązowawej barwy, jakby ledwo co wrócił z plaży, gdzie pracował by jako ratownik. Od razu w mojej głowie utworzyła się wizja, z mojego snu. Przed poznaniem Bielikowa często śniło mi się dużo różnych facetów, którzy spędzali ze mną czas. Potem miejsce przystojniaka zajmował Dymitr. Na przykład raz śniłam, że smaruje mi plecy olejkiem do opalania na plaży. Ciekawe. Pamiętam, że taki sam sen miałam w nocy, kiedy się poznaliśmy. Nic dziwnego, że tak często pojawiał się w nocy. Do naszej nowej sypialni sprowadził mnie syk gaszonej świeczki. 
- Nie przerywaj sobie.- zwróciłam na siebie jego uwagę z kuszącym uśmiechem.
Spojrzał na mnie oczami, które w tym półmroku wydawały się jeszcze bardziej czekoladowe. Widziałam w nich miłość i wielką radość.
- Roza nie patrz tak na mnie, bo nie pozwolę ci spać.- pogroził mi z uśmiechem.
- Nie szkodzi. I tak będę spała w samolocie. Raczej bym się martwiła o ciebie.
- Dlaczego?- nie rozumiał.
- No wiesz, ty pewnie nie będziesz chciał spać. A po za tym jesteś marudny jeśli się nie wyśpisz.- nie była to prawda, ale słodko wygląda, gdy się broni przed moimi atakami słownymi.
- W cale nie.- oburzył się. A nie mówiłam?
- Może, ale to nie zmienia faktu, że będziesz nie wyspany.
- Jeśli już ćwiczysz do roli mojej żony, to świetnie ci to idzie. Kochanie, małżeństwem jesteśmy od kilku godzin. Będziesz miała czas, na martwienie się o mnie.
- Po pierwsze, i to od jakich godzin,- dotarł do mnie jego śmiech.- po drugie, martwię się o ciebie od samego początku naszej miłości.
- To znaczy, od kiedy?- zagadnął. Nie wiem, czy tylko mnie prowokował, czy na prawdę chciał wiedzieć.
- Dokładnie nie wiem. Po prostu, w pewnym momencie zrozumiałam, że jesteś dla mnie ważny.- Dymitr wrócił do łóżka i przytulił mnie.- Może zawsze byłeś, ale byłam na ciebie zła za to, że nas znalazłeś i nie dostrzegałam tego.
- Kocham Cię Roza. Jesteś całym moim światem. Moim życiem.- pocałował mnie namiętnie.
Ale nie skoczyło się na tym. Nasze dłonie zaczęły błądzić po naszych nagich ciałach, przypominając nam, jak bardzo jesteśmy spragnieni bliskości. Po chwili Dymitr był już nade mną i całował moją szyję. Czułam rozkosz i przyjemność w czystej postaci. Nie wiem jak mogłam bez niego żyć. Moje dłonie gładziły jego ciało, jakby czerpały z niego energię. Pragnęłam aby ta chwila trwała wiecznie, ale w końcu oboje się zmęczyliśmy. To było takie przyjemne zmęczenie, pełne satysfakcji. Jak walka na treningu, ale wygrana dla obu stron. Myślę, że miłość od nienawiści wiele się nie różni. Są przeciwstawne, a to znaczy, że coś je łączy. Tak moja logika jest trudna. Ale czy się mylę? Często nienawiść może skoczyć się miłością. I oby dwie wywodzą się z pierwotnych instynktów przetrwania. Walka to obrona, a miłość to przetrwanie gatunku. 
Zatęskniłam za treningami. Tymi chwilami, które były tylko nasze. Chętnie spróbowała bym się z Dymitrem w walce. Ostatni raz miałam okazję, kiedy był strzygą, ale w tedy był silniejszy. A mimo to pokonałam go, nie wiem jak. Chciałabym zobaczyć czy umiałabym go powalić po ukończonym szkoleniu.
- Dymitr.- zaczęłam, kiedy leżeliśmy przytuleni i wsłuchani w nasze uspokajające się oddechy.
- Tak moja Różyczko?
- Proszę, nie mów do mnie, jak mój ojciec, jeśli nie chcesz, abym zaczęła nazywać cię staruszkiem.
- Dobrze Roza. - starał się nie wybuchnąć śmiechem, a chętnie posłuchałabym tego dźwięku. Na nowo odezwał się, kiedy przestał chichotać.- O co chodzi kochanie?
- Obiecaj mi, że po porodzie, znowu zaczniemy treningi. Będę musiała wrócić do formy, a nie widzę w roli trenera nikogo lepszego, niż ciebie.
- Myślałem, że nie lubiłaś naszych zajęć.
- Na początku dawałeś mi mocno wycisk. Ale z czasem przyzwyczaiłam się. Po za tym to była dobra sposobność, na wyżycie wściekłości na świat, za mój los. A trochę tego było.
- W większości przeze mnie.- posmutniał.
- Ej, tylko bez takich myśli. I co to za mina? Mamy noc poślubna, a ty masz się cieszyć, bo dzisiaj zostałam twoją żoną. To co było, jest przeszłością. Nie da się tego zmienić, a co ci da użalanie się nad sobą. Każdy popełnia błędy. Nawet ja, mimo swej doskonałości.- odrzuciłam ręką włosy.
Mimo wielkich starań, Dymitr nie umiał się nie uśmiechnąć. Cel: osiągnięty. Pocałował mnie namiętnie, przytulając mocniej do siebie. Cel nie zamierzony: osiągnięty.
- To jak będzie, Towarzyszu?
- Jak mógł bym odmówić? Oczywiście, że cofnę się z tobą w czasie, przynajmniej tak w wyobraźni. Choć boję się, że będę próbował nadrobić stracone okazję z akademii na pocałunki.
- Jestem pewna, że zapanujesz nad tym. Ale nie pogniewam się, jeśli od czasu do czasu, stracisz kontrolę. Już nie jesteśmy w szkole. Możemy sobie na to pozwolić.
- Och Roza, moja Roza. Proszę Cię, nigdy się nie zmieniaj.
- Przykro mi Towarzyszu. Sam mówiłeś, że każdy wciąż się zmienia.
- A jak mówię, żebyś została, to nie słuchasz.- obydwoje się zaśmialiśmy.
- Dobranoc Dymitr.- przerwałam po kilku minutach ciszę, bo poczułam ogarniający mnie sen.
Choć mój głos sam był prawie jak cisza, jednak Dymitr usłyszał.
- Dobranoc Roza. Ale tym razem już śpij.- pocałował mnie w czubek głowy.
Zapadłam w sen z uśmiechem na twarzy. Już nic nie jest w stanie odebrać mi szczęścia.

niedziela, 14 lutego 2016

ROZDZIAŁ 53

Jechaliśmy jakieś pół godziny. W końcu się zatrzymaliśmy. Dymitr wyszedł pierwszy i pomógł mi wyjść. Nawet upity, umie być dżentelmenem. Kiedy w końcu rozejrzałam się, gdzie jesteśmy oniemiałam. 
Staliśmy przed drewnianym domkiem na tle gór. Prowadziła do niego kamienna dróżka. Na trawniku, po obu stronach drzwi, posadzone były różne kwiaty i krzaki. To było zachwycające.
Rzuciłam się ukochanemu na szyję, a że nie był do końca trzeźwy, zachwiał się i polecieliśmy na ziemię.
- Dziękuję. Jest wspaniały. Taki jak sobie wyobrażałam. Kocham Cię.- pocałowałam go namiętnie.
- Poczekaj, aż wejdziemy do środka.- powiedział z cwanym uśmiechem. 
Zaciekawiona, wstałam i pomogłam podnieść się strażnikowi. Gdy tylko stanął stabilnie na ziemi, wziął mnie w ramiona i przeniósł przez próg. Jednak nie był tak pijany, jak mi się wydawało, albo szybko mu przechodzi. Nie zastanawiałam się nad tym, podziwiając wnętrze domu. Było identyczne, jak w naszych spotkaniach w snach. Prosto umeblowane, w dość staromodnym stylu. Ukochany wniósł mnie po schodach i postawił przed rozsuwanymi drzwiami. Następnie otworzył je. Pierwsze co mnie uderzyło, to zapach czekolady. Wszędzie były płatki róż. Na środku stało łóżko z zieloną narzutką. Nie widziałam koloru ścian ponieważ okna były zasłonięte, a jedyne światło dawały płonące świece.
Klimat był taki romantyczny, idealnie na noc poślubną. Odwróciłam się do mojego ukochanego. W jego oczach widziałam miłość.
- Masz jakieś propozycje, jak można spędzić tą piękną noc, Towarzyszu?- spytałam, kładąc ręce na jego klatce piersiowej.
- Mogę mieć taką jedną.- mruknął z pożądaniem w oczach.
Przysunął się bliżej mnie i nachylił. Mimo ciemności nasze usta odnalazły się. On złapał mnie w tali, a ja zaczęłam ściągać z niego garnitur. Po chwili Dymitr też zajął się moim ubraniem, jednak zdjęcie sukienki jest łatwiejsze. Kiedy obydwoje byliśmy w samej bieliźnie, strażnik chwycił mnie w ramiona i nie przestając całować, zaniósł do łóżka. Nie wiem czemu przypomniała mi się noc, kiedy przebiegłam do strażnika, pod wpływem zaklęcia Daszkowa. Teraz też w jego oczach jest pożądanie, ale takie naturalne, na fundamencie wspólnych doświadczeń. Napawałam się dotykiem jego toru, kiedy usłyszałam śmiech, wibrujący pod moimi palcami.
- Co cię tak śmieszy, Towarzyszu?
- To jak na mnie patrzysz. Mimo, że tyle razy widziałaś moją pierś, zawsze w oczach masz podziw i zachwyt.
- Najwidoczniej mam się czym zachwycać.- uśmiechnęłam się kusząco.
Rosjanin wrócił do pieszczot i w końcu nasze wszystkie ubrania znalazły się po za łóżkiem. Wbiłam się mocno w jego usta. Płonęliśmy od żaru, między nami. Pocałunki były długie i namiętne. Nasze ciała, jak zawsze, współgrały ze sobą idealnie. Przepełniała nas miłość, napędzana wspomnieniami dzisiejszego dnia. Ja i mój mąż. To takie zwyczajne, a jakie niezwykłe. Zostałam żoną mężczyzny, z którym zawsze chciałam spędzić swoje życie. Kocham go. Dlatego wybraliśmy taki napis na obrączki:"Zawsze będę cię kochać, choćbym nie wiem co się stało". Niby oczywiste, a jednak obydwoje mieliśmy momenty, w których o tym zapomnieliśmy. Dymitr po odmienieniu ze strzygi, był pewny, że go nie Kocham, przez to, co było na Syberii. Ja myślałam, że to on przestał mnie kochać. A jednak oboje byliśmy w błędzie. Nasza miłość jest wieczna.
Leżeliśmy, wtuleni w siebie.
- Kocham Cię Roza.
- Ja ciebie też.
- I jak się czujesz, jako moja żona?
- Dziwnie. Daj mi czas. To wszystko musi do mnie dotrzeć. Jestem bardzo szczęśliwa. Musisz przyznać, że Lissa się postarała.
- To prawda.
- Ładnie ci w garniturze.
- A ty, wyglądałaś dzisiaj zniewalająco. Jesteś bardzo piękna, kiedy się uśmiechasz.
- Efekt sukienki.- zażartowałam, przywołują wspomnienia z domu rodziców Jill, chwili z przed wejściem strażników.- Dymitr. Myślisz, że jakby nikt nam ciągle nie przeszkadzał, nasza miłość była by łatwiejsza? Np: gdy kłóciliśmy się na parkingu przed hotelem, zanim odbiliśmy Jill Wiktorowi i Robertowi, albo wtedy u Mastranów?
- Nie wiem Roza. Nie ważne co by było. Liczy się to co jest. A ze mną jest moja żona.- pocałował mnie w czoło.- A teraz idź spać. Rano wyjeżdżamy, a musimy się jeszcze spakować.
- Są tu nasze wszystkie rzeczy?
- Tak i jeszcze więcej.
- Od jak dawna to planowałeś?
- Odkąd byłem pewny, że nic nam nie stanie na przeszkodzie. Czyli od kiedy sobie wybaczyłem.
- Ale nie widziałam, żeby z mieszkania znikały nasze rzeczy.
- Te przywiozłem dzisiaj z pomocą innych strażników. Myślisz, że dlaczego tak szybko wygoniłem cię z domu?
- Chyba coś ci się pomyliło. Sama uciekam, bo nie chciałeś wypuścić mnie z łóż...- przerwałam.
Wszystko do mnie dotarło. Szlag! Dałam się nabrać. Wiedział, że inaczej nie wyjdę szybko z domu. A tak pozbył się mnie i mógł w spokoju przygotować niespodziankę.
- To było podstępne, Towarzyszu.
- Uczę się od najlepszych.- uśmiechnął się.
- Coś sugerujesz?
- Tak, w spiskach jesteś najlepsza i masz to po ojcu. Nic dziwnego, że chce tobie przepisać interes.
- Po pierwsze, jakich spiskach? Ja nie używam postępów, tak jak ty, skarbie. Po drugie, a komu innemu mógłby przekazać interes Abe?
- Po pierwsze, przez dwa lata uciekałaś przed strażnikami, z ostatnią dziedziczką najbardziej szanownego i jednego z królewskich rodów. A nie ukończyłaś w tedy szkolenia. Zimą udało ci się uciec z ośrodka, a następnie strzygą. Wtedy użyłaś podstępu. A po drugie, chyba nie myślisz, że twój ojciec przez osiemnaście lat dotrzymywał wierności twojej matce. Tacy moroje to rzadkość, jeśli chodzi o dampirzyce. Możliwe, że masz tam gdzieś rodzeństwo, które wie o ojcu tylko tyle, że pochodzi z Turcji i ma niesamowite włosy.
- Kto wie, może mają też pod opieką swoich przyjaciół i zakochali się w swoich mentorach?
- Nie sądzę. Tylko ty jesteś taka wyjątkowa.- pocałował mnie, muskając dłonią mój brzuch.
Jeszcze trochę, a jego ręką przyklei się do niego. Ale nie przeszkadza mi to. Nawet przyjemne uczucie. I świadomość, że dam mu to o czym zawsze marzył.
- Teraz idź spać, Roza. Jutro czeka nas długa podróż.
- Dobranoc Dymitr
- Dobranoc Kochanie. 

NIESPODZIANKA!!!

A teraz niespodzianka z okazji Walentynek. :-* Wszystkiego najlepszego Romitri, Dragozera i wszystkim zakochanym w AW


 
 
 
 


 

 

ROZDZIAŁ 52

Wszystko kiedyś się kończy. No może nie wszystko. Romitri trwa wiecznie, ale ferie nie :'(. Wracamy do normalnego trybu życia. Nie wiem czy pamiętacie, ale na początku było po jednym rozdziale. Dzisiaj będą jeszcze dwa i mała niespodzianka, ale od jutra po jednym. No nie przedłużając, kto chciałby wesele? Myślę, że wszyscy. Oto ono. A i Wesołego Walentego. :-* ♥♡♥♡♥♡♥♡♥♡♥.
_________________________________________________
Wesele trwało cały dzień i pół nocy. Na początku wszyscy zajadali się potrawami zrobionymi przez najlepszych kucharzy. Gdy puszczono muzykę, niektórzy goście poszli na parkiet. W tym czasie poznałam swoją rodzinę. Od strony mamy, było kilka ciotek i wujków z moim kuzynostwem. Kilkoro było w moim wieku, inni byli młodsi, a jeszcze inni starsi nawet od mojego świeżo upieczonego męża.
Gorzej było z rodziną Abe'a. Babcia, prababcia, druga prababcia, wujek, wujek, wujek, wujek, i wujek, tyle samo ciotek, przy kuzynach straciłam rachubę po szóstym. Dobra wiadomość: kobiety w naszym rodzie odzywają nawet stu dziesięciu lat, jeśli wcześniej, ktoś ich nie zabije.
Pogadałam też trochę z babcią Careną. Bardzo sympatyczna kobieta. I dowiedziałam się kilku ciekawych rzeczy o moim ojcu. Zaprosiła nas na kiedyś do siebie. Pomyślałam, że zanim urodzi się dziecko, będziemy mieli trochę czasu. Wtedy sobie o czymś przypomniałam. 
- Dymitr. 
- Tak moja Różyczko?- uśmiechnął się tak czule, że prawie zapomniałam, co chciałam powiedzieć. 
- Trzeba twojej rodzinie przekazać dobre wieści. - przyłożyłam jego dłoń do swojego brzucha.
- To po weselu, Roza. Chyba że chcesz to ogłosić całemu światu.
- No dobra, poczekamy. A ty może przestaniesz czekać i weźmiesz mnie do tańca.- zaproponowałam. 
Ukochany ostawił kieliszek, który miał w ręce i zaprowadził mnie na parkiet. Kołysaliśmy się wtuleni w rytm piosenki. Nagle mąż złapał mnie za jedną rękę, a drugą położył sobie na ramieniu. MĄŻ! Boże, jak to pięknie brzmi. Mój i tylko mój. Jego druga dłoń znalazła się na mojej tali. Zaczął mnie prowadzić do walca. Nie wiedziałam, że on umie tańczyć, ale mogłam się tego spodziewać.
- Towarzyszu, chyba nie ma takiej rzeczy, której byś nie umiał.- powiedziałam w tańcu.
- Na pewno jakaś jest. 
- Czym bardzie cię znam, tym bardziej w to wątpię.- on w odpowiedzi nachylił się i mnie pocałował. 
Tańczyliśmy tak całą piosenkę. I kolejną. I jeszcze następną. I w ogóle całe wesele, robiąc sobie przerwy na odpoczynek. Goście świetnie się bawili. Alkohol się lał. Nawet Dymitr trochę się upił. No tego jeszcze nie było. Ja dzisiaj darowałam sobie szaleństwa. Za to Mia przechodziła samą siebie. Po weselu, kiedy chcieliśmy już wracać, zatrzymała nas Lissa. Była upita, ale zachowała na tyle trzeźwość umysłu, żeby dać nam prezenty. Inni dali je na początku imprezy. W większości była to zastawa do stołu czy inne takie drobiazgi do domu.Mówiłam jej, że już i tak za dużo dla nas zrobiła, ale ona się uparła. Otworzyłam swoje pudełko i znalazłam w nim bransoletkę z połową serduszka. Zauważyłam, że morojka miała na sobie taką samą. Założyłam swoją i złączyłyśmy połówki serca. Razem utworzyły napis "BFF". Niby nic, mała bransoletka, ale tak mnie ucieszyła. Tyle dla mnie znaczy, ponieważ pokazuje, że są ludzie, którym na nas zależy i którzy liczą na nasze wsparcie.
Strażnik dostał zegarek z licznikiem kilometrów, o jakim kiedyś tam wspominał. Lissa musiała to wychwycić. Uścisnęłam przyjaciółkę, a Dymitr tyłka podziękował i udaliśmy się do wyjścia. Przed pałacem złapali nas jeszcze moi rodzice. Oni też mieli prezent. Dostałam własny samochód! Oczywiście Sydney wychwalała jaki to nie jest świetny. Ona i te jej zamiłowanie do motoryzacji. W sumie nie wiem, skąd się tam wzięła. Myślałam, że gdzieś już poszła, odstraszona zachowaniem Adriana. Nie dość, że i tak była w towarzystwie "strasznych stworzeń nocy", to jeszcze jakiś Iwaszkow się do niej zaleca. Mój mąż nie był zbyt zadowolony z prezentu, znając mój styl jazdy. Była to zielona skoda. Tylko tyle wiem. Mój mąż próbował mi co nieco o niej powiedzieć, ale lekko płakał mu się język. Wtedy podbiegł do nas Michael i powiedział coś na ucho Bielikowi. Ciekawe, o co chodzi? Świeżo upieczony pan młody coś odpowiedział i otworzył tylne drzwi. 
- Zapraszam panią.- zwrócił się do mnie.
Gdzie on chce teraz jechać?
- Dymitr, jesteś pijany.
- Spokojnie kochanie moje. Zaufaj mi.
No dobra. Nie zdawałam więcej pytań i wsiadłam do auta. On zajął miejsce obok mnie, a kierowała Sydney. Ona jako jedyna nie piła.

sobota, 13 lutego 2016

Siostry Krwi

No i przyznać się kto oglądał? Ja tak. Jeśli chodzi o podobieństwo: Gdzie " widzisz coś,co ci się podoba?"? A tak ogólnie może być. Mogła bym mieć jeszcze kilka zastrzeżeń, np:Czemu Lisa wzięła kota, Czemu Rose powiedziała Nati co czuje do Dymitra i jakim cudem Lissa domyśliła się tego, ale po co niszczyć sobie film. Jako Ekranizacja jest jednym z lepszych(Ci co czytali Eragona i oglądali film, rozumieją mnie). A wy macie jakieś uwagi, zmienili byście coś. Piszcie w komentarzach. Wszyscy z AW i ROMITRI. ♥♡♥♡♥♡ ★☆★☆★☆ :-*

ROZDZIAŁ 51

Taratadam!!! Niech biją dzwony. Czas na ślub. ♡♥♡♥♡♥ ♡♥♡♥♡♥ROMITRI!!!
________________________________________________
Uroczystość odbywała się na dworze, w ogrodzie królewskim. Wszędzie było tyle lamp i reflektorów, że noc zmieniła się w dzień. Lissa naprawdę wszystkim świetnie się zajęła. O dziwo tej nocy nawet kwiaty się otworzyły. Na ławkach siedzieli goście. Cała reszta rodziny Bielikow, czyli Olena, Karolina i Sonia z małym Łukom. Tak nazwała swojego syna. Byli też znajomi ze szkoły, pewnie przyjaciele Dymitra i moja dalsza rodzina, którą przedstawią mi rodzice na weselu. To nie jest przypuszczenie. Mam prawo znać swoich krewnych. 
Mój ukochany już czekał na mnie przy ołtarzu, obok Masona. Oboje mają na sobie garnitury. Muszę przyznać, że Mason wygląda w nim przystojnie, ale nie może się równać z Dymitrem. Bielikow miał rozpuszczone włosy i wydać było, że ktoś namęczył się z ich ułożeniem. Stawiałabym na Karolinę, ale równie dobrze mogła to być Sonia. Nie spieszyliśmy się. Miłe było to wyczekiwanie. We czwórkę, stąpaliśmy powoli po białym materiale w rytm marsza weselnego. Ja odprowadzana przez Aba'a i Mia ze swoim ojcem. Przed nami szły dziewczynki i rzucały kwiatki, a z tyłu druhny niosły treny naszych welonów. W końcu stanęłam na przeciwko ukochanego i spojrzałam w te brązowe oczy, które tak bardzo kocham i na które będę patrzyła przez resztę życia. Widziałam w nich wielką miłość. I nic więcej, bo czego nam jeszcze potrzeba.
Ksiądz zaczął od standardowego rozpoczęcia: "Zebraliśmy się tu aby...", ale jego słowa nie docierały do mnie. 
Czułam jakby czas stanął w miejscu. Serce biło mi jak szalone. Uśmiechaliśmy się do siebie jak zwariowani. Tak słodko i romantycznie. Nie spieszył nam się. Jasne chcę już być jego żoną, ale takie chwile ciszy są wspaniałe. Oby w naszym życiu było ich jak najwięcej. Bo po co słowa. Nic nie musimy mówić, doskonale rozumiemy się bez tego. A i nie ma takich zdań, które umiałyby opisać naszą miłość, uczucie jakim się darzymy. Tylko my wiemy co to jest za siła, która, mimo przeciwności losu, sprawia, że się nie poddajemy i dążymy do idealnego życia i do miłości.
W tej chwili podszedł do nas ksiądz. I tak jak wcześniej nie miało znaczenia nic po za Dymitrem, tak teraz mój wzrok się wyostrzył. Widziałam najdrobniejszy szczegół. Każdą niteczkę na ubraniu ukochanego, każdy jego, powiewający na wietrze włos. Każdą wypukłość na złoconymi krzyżyku, na szyi księdza. Zaczęła się nasza część ceremonii.
Najpierw zostało wytłumaczone z czym wiąże się tak dojrzała decyzja, na czym polegają obowiązki małżeńskie i zostaliśmy pobłogosławieni w imię Boga. Nie skupiałam się zbytnio nad tym. Dla mnie najważniejsza było przysięga. Następna część to pytania:
- Czy chcecie dobrowolnie i bez żadnego przymusu zawrzeć związek małżeński?
- Chcemy.- powiedzieliśmy jednocześnie. 
- Czy chcecie wytrwać w tym związku w zdrowiu i chorobie, w dobrej i zlej doli, aż do końca życia?
- Chcemy. 
- Czy chcecie z miłością przyjąć i po katolicku wychować potomstwo, którym was Bóg obdarzy?
- Chcemy
I przysięga.
Dymitra powtarzał każde słowo po księdzu, jakby wcześniej uczył się pięknie recytować tą przysięgę. Jestem przekonana, że wierzy w prawdę swojej wypowiedzi:
- Ja, Dymitr Bielikow biorę ciebie Rosemarie Hathaway za żonę i ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że cię nie opuszczę aż do śmierci Tak mi dopomóż Panie Boże wszechmogący w Trójcy Jedyny i wszyscy święci.- przez cały czas patrzył mi głęboko w oczy.
Teraz przyszła moja kolej. Bałam się, że przy jego inwokacji wpadnę słabo, ale miłość dodała mi sił. 
- Ja, Rosemarie Hathaway biorę ciebie Dymitrze Bielikow za męża i ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że cię nie opuszczę aż do śmierci.
Nie mówiłam ostatnich słów, ponieważ jestem niewierząca.
Podszedł do nas Pawka z obrączkami na jedwabnej poduszce. Nie były jakieś efektywne. Po prostu złote, ale miały na górze wygrawerowane po Rosyjsku: "Zawsze będę cię kochać, choćbym nie wiem co się stało" Dymitr podniósł jedną i założył mi na palec, wypowiadając te słowa:
-Rosemarie Hathaway przyjmij tę obrączkę jako znak mojej miłości i wierności, w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego.
Powtórzyłam ten gest. 
- Dymitrze Bielikow przyjmij tę obrączkę jako znak mojej miłości i wierności.
I ostatnia część. Najważniejsze słowa, na które czekam cały dzień.
- Ogłaszam was mężem i żoną. Pan młody może pocałować pannę młodą.
Nie musiał dw razy powtarzać. Strażnik podniósł mój welon i nachylił się w moja stronę, a ja myślałam, że zaraz wyskoczy mi serce. Nasze usta spotkały się. Poczułam błogość. To było wspaniałe. Jednak pocałunek się skoczył, ale nie martwiłam się tym. Uznałam, że to dopiero pierwszy pocałunek mojego męża, których będzie więcej niż wcześniej. Razem w czwórkę poszliśmy tą samą, białą drogą, która prowadziła do sali balowej. Dzisiaj jeszcze będzie wesele. Ale musiałam się przebrać. Chciałam iść do którejś z komnat, albo nawet do łazienki, ale Dymitr nie chciał mnie puścić. Przed wejściem do pałacu, zatrzymał mnie gwałtownie. Nie rozumiałam o co chodzi, tak samo jak reszta. Po patrzyłam w jego oczy, szukając wyjaśnienia.
- Roza. U nas w rodzinie jest stary zwyczaj, że młoda para musi zostać pobłogosławiona przez najstarszych członków rodzin. Obu.
Pierwsza myśl: miałam dostać błogosławieństwo Jewy? Druga: Kto jest najstarszy w mojej rodzinie?
Szybko w tłumie odnalazłam rodziców i przywołałam ich do siebie.
- O co chodzi, Różyczko? - spytał, wciąż dziwnie miło Abe.
- Kto z naszych krewnych jest najstarszy i obecny tutaj? Musi nas pobłogosławić.
Abe zniknął w tłumie i wrócił z jakąś starszą kobietą z laską. Nie wyglądała na bardzo starą. Laska służyła do ozdoby. Wyglądała z nią bardzo dostojnie. Stanęła na przeciwko nas wyprostowana. Rysy twarzy miała łagodne, jakby chciała pomoc całemu światu. Według mnie, kompletne przeciwieństwo babki Dymitra. Z wyglądu mogła mieć sześćdziesiąt lat, ale coś mi mówiło, że była starsza. A dokładnie powiedział to mój ojciec. 
- Babuniu to twoja prawnuczka Rose. Rose, to jest twoja prababcia Carena.
Ja się przesłyszałam, czy groźny i szanowany mafiozo Abe Mazur powiedział "babuniu"?
Kobieta uśmiechnęła się do nas ciepło.
- Witaj moje dziecko.- głos miała tak miękki i słodki, że pomyślałam o ciasteczkach i mleku.
- Witaj...babciu.- odpowiedziałam niepewna jak mam się do niej zwracać.
Nie poprawiła mnie, więc pewnie tak było dobrze.
- To chcecie mojego błogosławieństwa?- pokiwaliśmy głowami na potwierdzenie. - W takim razie błogosławię wasze małżeństwo i życzę wam dużo szczęścia.
Już ją lubię. Ciekawe jaka by była, gdybym była normalną dziewczyną? Jak to mieć taką miłą i serdeczną osobę, która zawsze ci pomoże i doradzi swoim doświadczeniem?
Jewa tylko powiedziała coś po rosyjsku, co pewnie było błogosławieństwem. Wszyscy dookoła zaczęli klaskać i wołać "gorzko". Co zrobić? Pocałowaliśmy się, a brawa tylko przybrały na sile. Następnie, stanęłam z Mią przodem do drzwi i rzuciłyśmy za siebie bukiety ślubne. Kiedy się odwróciłam, moje kwiaty trzymała Lissa, a Mii...moja mama! No, to będzie ciekawe. Ale już zrobiło się ciekawie, kiedy do strażniczki podszedł Abe i pocałował ją. Aha, dobrze wiedzieć. Mam nadzieję, że jednak zostanę jedynaczką. Nie chodzi o to, że nie chcę mieć rodzeństwa. Nic mnie to nie obchodzi.Tylko trudno mi uwierzyć, że nagle moja mama rezygnuje ze służby i zostaje w domu z dzieckiem, a nie chcę, żeby ono też miało takie dzieciństwo jak ja. A wątpię czy Abe je przygarnie. Albo jeszcze gorzej. Mogła by chcieć, dać je pod opiekę parze najlepszych strażników, którzy i tak mają dziecko. Tak, chodzi o nas. Ale nie ważne. Teraz czas na zabawę.

ROZDZIAŁ 50

Obudziłam się mocno spleciona z ukochanym. Byliśmy odwróceni do siebie przodem. Jego ręce łączyły się w uścisku za moimi plecami. Nasze nogi tworzyły jedną wielką, plątaninę, tak że nie było wiadomo, która kończyna jest czyja. Jeszcze nigdy moje ciało nie pragnęło, przez sen takiej bliskości Rosjanina. On też już nie spał, jednak nie spieszył się rezygnować z tej pozycji. Mruczał mi przyjemnie do ucha, jak bardzo mnie kocha i o innych rzeczach, od czego zrobiło mi się gorąco. Jego dłoń zaczęła głaskać mnie po karku. Uniosłam głowę i nasze usta spotkały się w słodkim pocałunku. Popatrzyłam w oczy narzeczonego.
- A tobie wciąż mało.- westchnęłam, a on zaczął całować mnie po szyi.- Nawet nie myśl, że mnie tu zatrzymasz. Muszę iść do Lissy i tym razem chcę być wcześniej.
- Tak?- nie przerywał pieszczot.
- Dymitr, proszę. Nie chcę się z tobą kłócić przed ślubem.
- Ale czy ja coś robię? - spytał z niewinną miną.
- Możemy jeszcze chwilę poleżeć. A potem pójdę się ubrać i do Lissy.
- Nawet mi to odpowiada. Ja też muszę się przygotować.
- Ty nie wiesz co to znaczy przygotować się dla kobiety.
- Dowiem się, jak cię zobaczę przy ołtarzu.
Spojrzałam na zegarek.
- Dobra, muszę już iść.- próbowałam się wyplątać, ale ukochanymi nie pozwolił.
- Roza, nie zostawiaj mnie jeszcze.- zrobił smutną minę.
- Dymitr, naprawdę nie mogę. Lissa będzie na mnie zła.- przekonywałam go.
W końcu udało mi się jakoś uciec. Szybko złapałam ubranie i tak żeby nie złapał mnie ukochany, poleciałam do łazienki. Przekręciłam kluczyk, bo tak jak przewidziałam, do drzwi zaczął dobijać się Bielikow.
- Roza. Chodź tu do mnie.- mówił tak miękkim i melodyjnym głosem, że ledwo mu się oparłam.- Proszę, tylko na chwilę.
Nie mogłam powstrzymać uśmiechu. Zaczęłam się myć, przy akompaniamencie jego zachęt i wyznań. Umyłam głowę i nasmarowałam się olejkiem o zapachu truskawek. Powoli otworzyłam drzwi i chciałam szybko przebiec przez pokój, ale silne dłonie złapały mnie za rękę. A raczej próbowały złapać, ale ześlizgnęły się z nich dzięki olejkowi. Stanęłam w przejściu, wiedząc, że jestem bezpieczna i posłałam mu całusa.
- Nawet mnie nie pocałujesz na dowodzenia- spytał z wyciągniętymi ramionami.
Akurat. Żebyś zaciągnął mnie z powrotem do łóżka? Kuszące, ale nie mogę. 
- Jeszcze zdążysz mnie na całować.- powiedziałam i wyszłam. Kiedy się obróciłam, na jego twarzy widniał cwany uśmiech.
U Lissy czekały już Mia, druhny i królowa. Wiktoria i Sydney szybko wcisnęły mnie w suknię ślubną i poradziły na krześle, przed toaletą. Moją fryzurą zajęła się alchemiczka, a Lissa w tym czasie robiła mi makijaż. To samo zrobiły Jill i Sonia z Mią.
- Dymitr ostatnio zachowuje się dziwnie. Dzisiaj też nie mógł mnie puścić i musiałam prawie że uciec z domu.
- Chce się tobą nacieszyć. Tyle razem przeszliście, że boi się cię stracić.- przekonywała mnie Sonia.
- Zaczynam się obawiać czy nasza noc poślubna nie przedłuży się na cały miesiąc miodowy.
- Nawet mi się nie ważcie.- wtrąciła się Lissa.- Jutro o północy macie wylot, więc macie być gotowi do wyjazdu o dwudziestej pierwszej.
Tak jak przewidziałam przyjaciółka zafundowała nam też podróż ślubną.
- Liss tyle dla nas zrobiłaś. Jak ja mam ci się odwdzięczyć?
- Po prostu dobrze się baw i żyj jak zwykła dziewczyna, bo za rok będziesz mnie chroniła.
W tym momencie obie z Mią byłyśmy gotowe. Blondyna zażyczyła sobie koka, a ja jednak wolałam rozpuścić włosy. Efekt końcowy był zniewalający.
- Idealnie.- uznała królowa.
- Wyglądacie przecudnie!- zawołały jednocześnie Jill i Wiktoria.
Myślę, że dziewczyny mogłyby się zaprzyjaźnić gdyby chodziły razem do szkoły. Hej, a jak by tak... Zostawię to na kiedy indziej. Teraz mój wielki dzień. Poprawka. Nasz wielki dzień.
 - Dobra.- zwróciła się teraz do druhen.- Chodźcie mi jeszcze pomóc przygotować dziewczynki z kwiatami.
Dziewczyny przytaknęły i skierowały się do drzwi.
Po chwili ja i Mia zostałyśmy same w komnacie.
- Jak się czujesz?- spytała morojka.- Ja strasznie się cieszę, ale i denerwuję.
- Ja też. A przecież to tylko parę kroków w sukience do mężczyzn, z którymi spędzimy resztę życia.- zachichotałyśmy.
Teraz mogłam się jej dokładnie przyjrzeć. Też miała suknię z falbankami ale na ramiączkach. Na wierzchu powiewała koronka. Jej druhny miały sukienki podobnego koloru do Wiktorii i Sydney, tyle że ciemniejszego i na jednym ramiączku. Od pasa w górę wydawało się jakby miały łuski( zdjęcia na dole).
Wtem rozległo się pukanie do drzwi. Weszli przez nie moi rodzice i ojciec Mii.
- Jak się macie dziewczyny?- spytała moja mama. 
- Dobrze.- odpowiedziałyśmy jednocześnie.
Moja mama mnie przytuliła, co trochę mnie zaskoczyło.
- Moja mała córeczka wychodzi za mąż.- powiedział, dziwnie czule Abe. O co im chodzi?- Pamiętaj, jeśli będziesz miała problemy z mężem, zawsze możesz na mnie liczyć.
- Dzięki tato. Będę pamiętać. - jakbym miała mało powodów do martwienia się o Dymitra.
- Ledwo skoczyłaś szkołę, a już masz więcej znaków niż połowa dworu, jesteś w ciąży i masz ślub. Z dziecka nie jestem może zbyt zadowolona, ale i tak jestem z ciebie dumna. Oboje z twoim ojcem jesteśmy.- szturchnęła Abe'a
- Oczywiście.- poparł ją staruszek.- Już ci to mówiłem na koronacji i u siebie.
- Dziękuję za to, że jesteście przy mnie. - przytuliłam ich. Dzisiaj chyba nikt nie jest sobą. Dymitr, moi rodzice, ja. Nie zdziwię się jeśli Jewa nie będzie mówić zagadkami. Ale na to małe szanse.
W tym czasie Mia rozmawiała ze swoim tatą.
- To co?- ojciec podał mi ramię.- Czas do ołtarza.
- Na to wygląda.- chwyciłam jego rękę i dałam się poprowadzić.
_______________________________________________________
Mam nadzieję, że podobają się przygotowania do ślubu. I pamiętajcie o akcji. Dzisiaj o 20 oglądamy Akademie Wampirów. Jesteście z nami? Bo ja bardzo. I dziękuję za wszystkie dotychczas komentarze.