Szukałam wzrokiem Dymitra, gdy nagle, ktoś zamknął mnie w stalowym uścisku.
- Roza, nic ci nie jest? Tak się martwiłem. Dlaczego nie zaczekałaś w pokoju?
- Spokojnie Towarzyszu, nic mi nie jest. Musiałam wyjść. Wiesz o tym doskonale. Też byś tak zrobił. Jesteś taki sam jak ja.- uśmiechnęłam się. W tym momencie nasze usta się spotkały.
- Kocham Cię Roza.
Strażnik odsunął się i dokładnie przyjrzał mi.
- Nic mi się nie stało. Mam kilka zadrapań, ale to nie jest groźne.- westchnęłam.
On też był cały i zdrowy. Gdy uznał, że mam rację, znowu mnie przytulił i ruszyliśmy do domu. Po drodze oglądałam pole bitwy. Wszędzie leżały martwe strzygi, ale na szczęście, nigdzie nie widziałam ciał dampirów. Najwidoczniej przeciwnicy nie przygotowali się do tej akcji zbyt dobrze.
- Bielikow, Hathaway.- usłyszeliśmy wołanie. To był Hans.- Moje gratulacje. Po raz kolejny pokazaliście, kto jest najlepszy. Wasza dwójka zabiła tyle strzyg, że piątka innych strażników mogła pomóc gdzie indziej.
- Dziękujemy strażniku Croft.- skłonił lekko głową mój ukochany
-A ilu naszych ucierpiało? Są jakieś ofiary śmiertelne?- dopytywałam.
- Wszyscy przeżyli, większość jest cała, ale pięciu strażników trafiło do szpitala. Jednak nie są w stanie zagrożenia życia.
- To dobrze.- odetchnęłam z ulgą.
I tak mamy mało strażników. Nie możemy pozwolić sobie na straty. Gdy Hans odszedł, Dymitr przyciągnął mnie do siebie i pocałował.
- Moja Roza. Zawsze najpierw martwisz się o innych, a potem o siebie.
Weszliśmy do mieszkania. Postanowiłam odświeżyć się po walce. Wzięłam piżamę i poszłam do łazienki. Odkręciłam wodę, po czym wlałam do wanny olejek zapachowy z migdałów. Chciałam się zrelaksować po wydarzeniach z ostatnich tygodni. Może teraz będziemy mieli trochę spokoju. Z rzuciłam z siebie całe brudne ubranie i dałam je do kosza. Już miałam wchodzić do wody, kiedy poczułam na biodrach silne ręce, a na szyi ciepłe, miękkie usta.
- Roza, nie za długa kąpiel jak na środek nocy?
- Jak dla mnie, jest całkiem jasno. Po za tym chcę się trochę zrelaksować i uspokoić po ostatnim czasie.
- To ja cię już nie uspokajam?
Obróciłam cię i pocałował go namiętnie. On też już nie miał na sobie ubrać. Wziął mnie na ręce i wszedł ze mną do wanny. Zaczął mydlić moje ciało swoimi dłońmi. Nie chcąc być gorsza, chwyciłam szampon i zanurzyłam palce w jego aksamitne włosy. Przez cały czas nie przestawaliśmy się całować. Nasze gesty były coraz bardziej przepełnione namiętnością i pożądaniem. Dymitr posadził mnie delikatnie na sobie. Już żadne z nas nie zastanawiało się, gdzie błądzą nasze ręce. Było mi cholernie przyjemnie, jak jeszcze nigdy. Miałam wrażenie, że nie jesteśmy już w wannie. W sumie, nie wiem gdzie byliśmy. Liczyło się tylko to, że jesteśmy razem. Tak, sex jest lepszy od ugryzienia wampira, a nawet strzygi. Sex jest lepszy od wszystkiego. Kiedy w końcu się umyliśmy, nadal nie chcieliśmy się do siebie odsunąć.
Ja wyszłam z wanny pierwsza, a Dymitr drugi. Gdy tylko stanął na przeciwko mnie, wróciliśmy do pocałunków. Ukochany, zatopiony w moje usta sięgnął po ręcznik i zaczął mnie wycierać. Potem sięgnął po mój ulubiony balsam i zaniósł mnie do łóżka. Tam nalał sobie płyn na ręce i zaczął mnie masować. Jak dawno nie miałam masażu. Zamknęłam oczy i oddałam się przyjemności. Strażnik wcierał delikatnie balsam w moje ręce i nogi szepcząc mi do ucha jak bardzo mnie kocha i opisując mi swoje sny, za czasów akademii, ze mną w roli głównej. Robiło mi się gorąco. Czułam, że zaraz się rozpłynę z przyjemności. Jego ręce przeszły delikatnie na brzuch. Tak bardzo się cieszył naszym małym szczęściem, które sobie tam dorasta. To już będzie piąty tydzień. Jęknęłam w spazmie przyjemności, kiedy mój narzeczony przeszedł na drugą rękę.
- Dymitr,- oddychałam ciężko.- ty to umiesz zadbać o kobietę.- uśmiechnął się widząc moją reakcję.
Podniecał mnie jego najdrobniejszy, najdelikatniejszy dotyk.
- Tylko o tą, którą kocham.- szepnął i masował mnie dalej. Co ten człowiek ze mną robi.- Ja tiebia liubliu Roza.
Teraz jego dłonie przeszły na moje ramiona i szyję. Z każdym uściśnięciem jego silnych rąk, przechodził mnie przyjemny dreszcz. W pewnym momencie jednak przestał. Po patrzyłam na niego zdziwiona.
- Już koniec?
- Rose, masowałem cię dwadzieścia minut. Jeszcze ci mało? - Z tobą niczego nie będzie mi dość.- uśmiechnęłam się, a on tylko zrezygnowany pokręcił głową.
Jednak nie udało mu się powstrzymać uśmiechu. Chciałam podejść do ukochanego i mu podziękować, ale mięśnie odmówiły mi posłuszeństwa.
- Ale chodź tu do mnie, bo przez ciebie nie mogę się ruszyć.- popatrzyłam na niego błagalnie.
Dymitr położył się koło mnie, a ja zmusiłam ciało do wysiłku, odwracając je w stronę strażnika i zatopiłam się w jego wargach.
- Dobranoc, Roza.
- Hej, a kto powiedział, że idziemy spać. Są ciekawsze rzeczy do robienia.- teraz to on patrzył na mnie zdziwiony.- A co?
Nie chcesz? Myślałam, że się za mną stęskniłeś.
- Chcę, tylko dziwię się, że ty chcesz jeszcze.
- Mówiłam, że z tobą wszystkiego mi mało.- uśmiechnęłam się zalotnie.
Zaczęliśmy całować się namiętnie. Zachowywaliśmy się tak, jakbyśmy chcieli w jedną noc nadrobić całe tygodnie, a nawet poprzednie miesiące bycia osobno. Spędziliśmy razem upojną noc bez godziny snu. Dobrze, że jutro Dymitr ma wolne. Mogłam się nim nacieszyć do woli.
_____________________________________
Mam takie jedno małe ogłoszenie parafialne. Mianowicie dzisiaj mija miesiąc od założenia tego bloga. Dziękuję bardzo, że jesteście ze mną. Wesołej rocznicy Romitri.
:-*
"Nasz los od zawsze zapisany był w gwiazdach. To one poprowadziły mnie do Ciebie mimo tylu przeciwności, spójrz. Jesteśmy tu. Razem. Ty i ja Roza. Na zawsze."
poniedziałek, 8 lutego 2016
ROZDZIAŁ 41
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
ROZDZIAŁ 40
Na Dwór wróciliśmy po zmroku, czyli że trwał dzień dla mojrów. Jednak my mieliśmy wolne. Dymitr odstawił moje walizki i podszedł do mnie. Przyciągnął mnie do siebie i zaczął namiętnie całować.
- Nie dasz mi się nawet rozpakować?- Spytałam w przerwie między pocałunkami.
- I tak już za długo czekałem.- moja bluzka wylądowała na podłodze.
- I ja im pomogę, ale ty zostajesz tutaj.- strażnik jak zwykle zachowywał spokój, a ja myślałam, że się przesłyszałam.
- Żartujesz sobie?! Nie będę tu siedziała, gdy reszta walczy o przetrwanie.- złość we mnie narastała. Jak on może zabraniać mi walki.
- Roza, martwię się o ciebie. Pamiętaj, że nie jesteś sama. - wskazał na mój brzuch.
- Dymitr. Doskonale wiesz, jak dobra jestem. Sam mnie uczyłeś. Przecież nie mogę się temu tak przyglądać.- chciałam go wyminąć, ale on mnie złapał. -Puść mnie. DYMITR. Nie chcę się z tobą kłócić.
- Ja z tobą też nie. Kocham Cię Roza.
Chwycił klucze, puścił mnie i zniknął za drzwiami. Zanim zorientowałam się, co zamierza zrobić, usłyszałam dźwięk przekręcanego zamka. Dobiegłam do wejścia, ale było już za późno.
- Dymitr!! OTWIERAJ!!- wrzeszczałam i waliłam w drzwi.
- Nie dasz mi się nawet rozpakować?- Spytałam w przerwie między pocałunkami.
- I tak już za długo czekałem.- moja bluzka wylądowała na podłodze.
Ja w tym czasie zajęłam jego prochowiec. Ukochany wziął mnie na ręce i zaniósł do sypialni, gdzie położył delikatnie na łóżku. W jego oczach widziałam miłość i pożądanie. Po chwili, nie mieliśmy już na sobie żadnych ubrań. Jego dłonie przyjemnie błądziły po całym moim ciele. Tego było nam trzeba. Może nareszcie, będziemy mogli być razem dłużej niż dwa dni. Chcę być z nim na zawsze. Tylko ja i on. Przytulaliśmy się spleceni jak najbliżej siebie. Tęskniłam za nim. On za mną też.
- Kocham Cię Roza.
- Ja ciebie też, Dymitr. Nawet nie wiesz, jak tęskniłam.
- Myślę, że wiem.- pocałował mnie. Pomyślałam o tym, co dzisiaj zrobił.
- A jak się czujesz?- spytałam z troską.
- Kocham Cię Roza.
- Ja ciebie też, Dymitr. Nawet nie wiesz, jak tęskniłam.
- Myślę, że wiem.- pocałował mnie. Pomyślałam o tym, co dzisiaj zrobił.
- A jak się czujesz?- spytałam z troską.
Nie chciałam poruszać tego tematu, ale wiedziałam, że dzięki szczerej rozmowie, będzie mu lżej. Oczywiście zrozumiał, o co mi chodzi.
- Dalej nie wierzę, że to zrobiłem. Nie dociera do mnie, że ja ją zabiłem. Też tak się czułaś po...?
- Tak.- przerwałam. Nie miałam ochoty do tego wracać tak otwarcie.- Wiesz doskonale, co czułam. Mówiłam ci wszystko. Ale pomogłeś mi. A teraz ja ci się odwdzięczę. Spokojnie jestem przy tobie towarzyszu.
- Wiesz co jest najgorsze? Ty zrobiłaś to nieświadomie największemu wrogowi. A ja wszystko obmyśliłem, przeciwko przyjaciółce.
- Sugerujesz, że łatwiej mi było pogodzić się z zadaniem śmierci morojowi.- nie denerwowałam się. Teraz najbardziej potrzebował mojego wsparcia. Jednak w tej chwili sama go zapragnęłam.- Pamiętasz jaka po tym byłam.- wspomnienia wróciły do mnie, a mój głos stał się bezbarwny. - Ten mrok. Czułam... wiedziałam, że on jest odpowiedzialny za całe zło świata.- Dymitr objął mnie mocniej, jeśli w ogóle się dało.
- Dalej nie wierzę, że to zrobiłem. Nie dociera do mnie, że ja ją zabiłem. Też tak się czułaś po...?
- Tak.- przerwałam. Nie miałam ochoty do tego wracać tak otwarcie.- Wiesz doskonale, co czułam. Mówiłam ci wszystko. Ale pomogłeś mi. A teraz ja ci się odwdzięczę. Spokojnie jestem przy tobie towarzyszu.
- Wiesz co jest najgorsze? Ty zrobiłaś to nieświadomie największemu wrogowi. A ja wszystko obmyśliłem, przeciwko przyjaciółce.
- Sugerujesz, że łatwiej mi było pogodzić się z zadaniem śmierci morojowi.- nie denerwowałam się. Teraz najbardziej potrzebował mojego wsparcia. Jednak w tej chwili sama go zapragnęłam.- Pamiętasz jaka po tym byłam.- wspomnienia wróciły do mnie, a mój głos stał się bezbarwny. - Ten mrok. Czułam... wiedziałam, że on jest odpowiedzialny za całe zło świata.- Dymitr objął mnie mocniej, jeśli w ogóle się dało.
A to ja miałam pocieszać go. Szlag! Powinnam być silniejsza. Ale co ja poradzę, że przy nim się rozklejam. Tylko w tedy mogę być sobą. Wiem, że on zawsze mnie obroni. Co się ze mną dzieje. Kiedyś troszczyłam się o Lissie. Musiałam być silna. Zawsze ją pocieszałam, a teraz nie umiem wesprzeć ukochanego mężczyzny, który mnie potrzebuje. Nigdy nie prosiłam nikogo o ochronę, a jednak jej potrzebuję.
- Dziękuję Roza.- pocałował mnie.
- Za co?- nic nie rozumiałam. Posmutniałam na myśl, że go zawiodłam.- Przecież zamiast cie pocieszyć, sama się załamuję. Ja miałam wspierać ciebie, a nie ty mnie.
- I za to ci dziękuję. Kiedy widzę, że potrzebujesz mojej pomocy, zapominam o swoich problemach. W ten sposób mi pomagasz. Kocham Cię.
- A ja dziękuję za to, że zawsze jesteś przy mnie i co by się nie działo, masz siłę i chęci pomóc mi.- teraz to ja go pocałowałam.
Żadne z nas nie chciało dalej ciągnąć tematu. I tak spleceni, usnęliśmy po ciężkim dniu.
- Dziękuję Roza.- pocałował mnie.
- Za co?- nic nie rozumiałam. Posmutniałam na myśl, że go zawiodłam.- Przecież zamiast cie pocieszyć, sama się załamuję. Ja miałam wspierać ciebie, a nie ty mnie.
- I za to ci dziękuję. Kiedy widzę, że potrzebujesz mojej pomocy, zapominam o swoich problemach. W ten sposób mi pomagasz. Kocham Cię.
- A ja dziękuję za to, że zawsze jesteś przy mnie i co by się nie działo, masz siłę i chęci pomóc mi.- teraz to ja go pocałowałam.
Żadne z nas nie chciało dalej ciągnąć tematu. I tak spleceni, usnęliśmy po ciężkim dniu.
***
Obudził nas alarm. Strzygi! Byliśmy mocno w siebie wtuleni, ale gdy usłyszeliśmy sygnał, zerwaliśmy się jak oparzeni. Ubrałam się w dwie minuty, sięgnęłam po sztylet i już miałam wychodzić, gdy drogę zagroził mi Dymitr.
- Co ty robisz? Trzeba im pomóc.- wykrzyknęłam. Zaczynała działać na mnie adrenalina.- I ja im pomogę, ale ty zostajesz tutaj.- strażnik jak zwykle zachowywał spokój, a ja myślałam, że się przesłyszałam.
- Żartujesz sobie?! Nie będę tu siedziała, gdy reszta walczy o przetrwanie.- złość we mnie narastała. Jak on może zabraniać mi walki.
- Roza, martwię się o ciebie. Pamiętaj, że nie jesteś sama. - wskazał na mój brzuch.
- Dymitr. Doskonale wiesz, jak dobra jestem. Sam mnie uczyłeś. Przecież nie mogę się temu tak przyglądać.- chciałam go wyminąć, ale on mnie złapał. -Puść mnie. DYMITR. Nie chcę się z tobą kłócić.
- Ja z tobą też nie. Kocham Cię Roza.
Chwycił klucze, puścił mnie i zniknął za drzwiami. Zanim zorientowałam się, co zamierza zrobić, usłyszałam dźwięk przekręcanego zamka. Dobiegłam do wejścia, ale było już za późno.
- Dymitr!! OTWIERAJ!!- wrzeszczałam i waliłam w drzwi.
Nie mogłam uwierzyć. On zamknął mnie w mieszkaniu, podczas ataku strzyg, kiedy to moja najlepsza przyjaciółka jest zagrożona. Muszę coś zrobić. Rozejrzałam się po pokoju. Okno! Otworzyłam je na oścież i wyskoczyłam. Pobiegłam w najbliższe skupisko walczących. Dostrzegam w tłumie Dymitra. Przed walką związał swoje włosy. Ja to robię, właśnie w tym momencie. Włączyłam się w wir walki. Powaliłam jedną strzygę, za drugą. Nagle zobaczyłam, że jeden z potworów rzuca się na mojego narzeczonego. Marzenie! Drugi raz nie dam go sobie odebrać. Pobiegłam i przesyłam serce strzygi sztyletem w locie. Dymitr w końcu mnie zauważył.
- Roza, co ty tu robisz?
- Ratuję ci życie, Towarzyszu.- odpowiedziałam w ferworze walki.
- xoлepa(cholera)! Dlaczego nigdy się mnie nie słuchasz?
- A ty byś się posłuchał?
- Ale... to nie...ja nie... Ech...- nic więcej nie powiedział.
- Roza, co ty tu robisz?
- Ratuję ci życie, Towarzyszu.- odpowiedziałam w ferworze walki.
- xoлepa(cholera)! Dlaczego nigdy się mnie nie słuchasz?
- A ty byś się posłuchał?
- Ale... to nie...ja nie... Ech...- nic więcej nie powiedział.
Nie wiem, czy to przez brak argumentów, czy po prostu skupił się na walce. Nie zastanawiałam się nad tym. Nie mogłam dać się rozkojarzyć. Strzygi wokół nas, padały jak muchy. Ciężko było z nami wygrać, gdy walczyliśmy osobno. Razem byliśmy nie do pokonania. Usłyszałam, jak jeden dampir woła innego, żeby pomógł gdzie indziej, bo my damy sobie radę sami. I po pewnym czasie, tylko nasza dwójka próbowała uporać się z wrogami. Było ich dużo. Za dużo. Atakowali po czterech na raz. Jednak jakoś udało nam się wygrać. Pobiegłam do pałacu. Wiedziałam, że Bielikow biegł za mną. W sali tronowej była Lissa, Christian, Jill, Adrian i ...Sydney?!
- Co ty tutaj robisz?- spytałam, rozglądając się do około.
- Co ty tutaj robisz?- spytałam, rozglądając się do około.
Nie było żadnych strzyg, wiec pozwoliłam sobie na uścisk z alchemiczką.
- Podobno chciałaś mnie na druhnę.
- No tak, ślub. A właśnie.- zwróciłam się do królowej.- Kiedy jest?
-Za dwa dni, więc jutro masz być u mnie.
- Rose.- odezwał się Dymitr, przypominając mi, jaka jest teraz nasza rola.- Tu jest bezpiecznie. Musimy sprawdzić, czy nie jesteśmy gdzieś potrzebni.
Już miałam wychodzić, gdy usłyszałam dźwięk tłuczonego szkła. Przez okno wpadły strzygi. Jedna, dwie, dziesięć, dwadzieścia. Było ich coraz więcej. Dołączyłam do reszty strażników królewskich, którzy utworzyli w okół Lissy szczelny wianuszek. Mój narzeczony, razem z innymi strażnikami, otoczyli opieką resztę osób w komnacie. Wpadłam na pomysł, by złączyć oba kręgi w jeden. Posłałam go, jak w zabawie w głuchy telefon. Reszta poparła moją propozycję i po chwili wszyscy walczyliśmy w dwuwarstwowym okręgu, co zwiększyło obronę wewnętrznej grupy. Wreszcie walka zakończyła się naszym sukcesem. Strzygi wycofały się. Zaczynało wychodzić słońce.
- Podobno chciałaś mnie na druhnę.
- No tak, ślub. A właśnie.- zwróciłam się do królowej.- Kiedy jest?
-Za dwa dni, więc jutro masz być u mnie.
- Rose.- odezwał się Dymitr, przypominając mi, jaka jest teraz nasza rola.- Tu jest bezpiecznie. Musimy sprawdzić, czy nie jesteśmy gdzieś potrzebni.
Już miałam wychodzić, gdy usłyszałam dźwięk tłuczonego szkła. Przez okno wpadły strzygi. Jedna, dwie, dziesięć, dwadzieścia. Było ich coraz więcej. Dołączyłam do reszty strażników królewskich, którzy utworzyli w okół Lissy szczelny wianuszek. Mój narzeczony, razem z innymi strażnikami, otoczyli opieką resztę osób w komnacie. Wpadłam na pomysł, by złączyć oba kręgi w jeden. Posłałam go, jak w zabawie w głuchy telefon. Reszta poparła moją propozycję i po chwili wszyscy walczyliśmy w dwuwarstwowym okręgu, co zwiększyło obronę wewnętrznej grupy. Wreszcie walka zakończyła się naszym sukcesem. Strzygi wycofały się. Zaczynało wychodzić słońce.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
niedziela, 7 lutego 2016
ROZDZIAŁ 39
ROSE
Następny nudny dzień. Dłużej nie wytrzymam. Przeczytałam już prawie wszystkie książki. Przez ostatnie dwa dni czytam westerny, bo nic lepszego nie mam do roboty. Nie wiem, czym Dymitr się tak ekscytuje. Książki jak każde inne. Na dole usłyszałam, że ktoś wchodzi. Ale nie przejęłam się tym. Do Abe'a ciągle ktoś przychodzi w jakiś sprawach, pewnie jego interesów.
- No co ja widzę?- aż podskoczyłam. Rozpoznała bym ten głos na końcu świata.- Moja Roza, czyta western.- zaśmiał się.
Odłożyłam szybko książkę i podeszłam do ukochanego. On pocałował mnie długo i namiętnie.
- Witaj, towarzyszu. Wszystko załatwione?
- Tasza już nam nigdy nie przeszkodzi.
- A co jak znowu ucieknie z aresztu?
- Nie ma jej w areszcie. Mówiłem ci, ze nie przeżyje naszego spotkania.
- Czy ty...?- pokiwał twierdząco głową. Nie mogłam uwierzyć. On ją zabił. Przypomniałam sobie, jak ja się czułam, kiedy zabiła Wiktora. Przytuliłam go mocno, z całym wsparciem, jakie mogłam mu dać. Odwzajemnił gest, wtulając się we mnie. Podniósł mnie, podszedł w stronę łóżka i usiadł na nim. Posadził mnie sobie na kolanach, przytulając mocniej. Siedzieliśmy tak chwilę. Postanowiłam spojrzeć w te cudowne, oczy i zobaczyłam łzy. Zdziwiłam się trochę, ale ja płakałam po zamordowaniu największego wroga. To, co on musi czuć po zadaniu śmierci przyjaciółce.
-Dymitr.- starłam krople z jego policzków.- Jestem tu i zawsze będę. Wiem, że to ciężkie, ale pomogę ci. Wszystko będzie dobrze. Jestem tu.- Uśmiechnął się słabo i pocałował mnie.
-Och Roza, jak ja cię kocham. Nigdy nie chcę cię stracić. Jesteś moim światełkiem życia. Wiesz co mi powiedzieć, jak doradzić. Zachowujesz się o wiele dorosłej, niż inni twoi rówieśnicy. O wiele dorosłej niż ja.
- Żartujesz sobie. Jesteś o wiele poważniejszy niż ja. To ty mi zawsze pomagałeś swoim doświadczeniem.
- Ale to ty więcej przeżyłaś. Dziękuję za wszystko.- Nasze usta znowu się spotkały. Całował mnie coraz namiętniej. Stęsknił się za mną, ja zanim też. Zaczął podnosić moją bluzkę, ale złapałem go za ręce.
- Towarzyszu, może poczekasz, aż wrócimy do domu.- Lekko się za wstydził. Zaśmiałam się cicho. A podobno to ja nad sobą nie panuję.- Na dole jest Abe, czekający na wyjaśnienia.
- Ale wieczorem mi nie uciekniesz.- Szepnął mi do ucha.
- Zgoda. Z własnego doświadczenia wiem, że na mrok najlepsza jest miłość.- Pocałowałam go.
- No,- zaczął Abe, gdy usiedliśmy za kanapie- to teraz wszystko mi pięknie opowiecie.
Usłyszał to samo, co Lissa i Adrian tydzień temu w śnie.
- Czemu nic mi nie powiedziałaś. Przecież mogłem wam pomóc, namierzyć ich. Byłoby prościej i szybciej.
- Właśnie dla tego.- powiedziałam.- To była nasza sprawa, a poza tym, gdyby Robert był taki łatwy do znalezienia, to już dawno siedział by w celi. Poszukują go, od czasu wyjaśnienia sprawy zabójstwa Tatiany.
- A ponad tydzień temu- Poparł mnie ukochany.- królowa zaangażowała wszystkie służby do tego zadania i nic.
- Jak ja się tym zajmę, to nie ma miejsca, gdzie bym go nie znalazł. A Dymitr, pamiętasz jak miałeś jechać ze mną, załatwiać sprawy w interesach?- O nie.
- Tak, panie Mazur.- w jego głosie nie było leku, a zdecydowanie i hard. Chciał przejść wszystkie próby, na jakie los wystawi nas związek.
- Odwołuję to.
- Naprawdę?!- spytaliśmy, jednocześnie. Nie wierzę. Abe Mazur chce oszczędzić mojego narzeczonego.
- Naprawdę. Pokazałeś, że zasłużyłeś na nią. W odwecie za jej krzywdę, zabiłeś swoją przyjaciółkę. To musiało cię wiele kosztować, ale zrobiłeś to dla mojej Różyczki.- uśmiechnął się do mnie. - Oczywiście, w tych sprawach jej nie dorównujesz. No, ale nie każdy ma możliwość: znaleźć zaginioną siostrę królowej, zabić wroga publicznego, wskazać mordercę poprzedniej królowej, a tym bardziej posadzić na tronie przyjaciela.- Spojrzał na mnie.- Mówiłem już, że jestem z ciebie dumny?
- Przed koronacją, kiedy kłóciłeś się z mamą.
- No właśnie.- Wrócił wzrokiem do mojego narzeczonego.- Ale nie myśl, że ci się upiekło Bielikow. Znajdę czas, żeby z tobą porozmawiać.
- Po co sobie zawracać głowę. Twój grafik na pewno jest zapełniony, a i bez rozmowy możesz być pewny, że lepszego męża i obrońcy nie mogę mieć. Nikt tak nie będzie o mnie dbał. Nawet żaden z twoich najemników.
- Pozwolisz, że sam się o tym przekonam.- uparł się.
Westchnęłam zrezygnowana. A czego ja się spodziewałam?
"Masz rację córcia. Jak mogłem pomyśleć inaczej, sam chciałbym mieć takiego męża"? Przecież to mój ojciec. Sama bym tak łatwo nie opuściła, a co dopiero on. No trudno. I tak lepiej kilka godzin, niż cały dzień. Napotkałam wzrok Dymitr. spoglądał na mnie wdzięcznie i uspokajająco. Jak ja kocham, to uczucie, że zaraz utonę w brązie tych oczu. I tak, nic nie zepsuje mi tego pięknego dnia.
Następny nudny dzień. Dłużej nie wytrzymam. Przeczytałam już prawie wszystkie książki. Przez ostatnie dwa dni czytam westerny, bo nic lepszego nie mam do roboty. Nie wiem, czym Dymitr się tak ekscytuje. Książki jak każde inne. Na dole usłyszałam, że ktoś wchodzi. Ale nie przejęłam się tym. Do Abe'a ciągle ktoś przychodzi w jakiś sprawach, pewnie jego interesów.
- No co ja widzę?- aż podskoczyłam. Rozpoznała bym ten głos na końcu świata.- Moja Roza, czyta western.- zaśmiał się.
Odłożyłam szybko książkę i podeszłam do ukochanego. On pocałował mnie długo i namiętnie.
- Witaj, towarzyszu. Wszystko załatwione?
- Tasza już nam nigdy nie przeszkodzi.
- A co jak znowu ucieknie z aresztu?
- Nie ma jej w areszcie. Mówiłem ci, ze nie przeżyje naszego spotkania.
- Czy ty...?- pokiwał twierdząco głową. Nie mogłam uwierzyć. On ją zabił. Przypomniałam sobie, jak ja się czułam, kiedy zabiła Wiktora. Przytuliłam go mocno, z całym wsparciem, jakie mogłam mu dać. Odwzajemnił gest, wtulając się we mnie. Podniósł mnie, podszedł w stronę łóżka i usiadł na nim. Posadził mnie sobie na kolanach, przytulając mocniej. Siedzieliśmy tak chwilę. Postanowiłam spojrzeć w te cudowne, oczy i zobaczyłam łzy. Zdziwiłam się trochę, ale ja płakałam po zamordowaniu największego wroga. To, co on musi czuć po zadaniu śmierci przyjaciółce.
-Dymitr.- starłam krople z jego policzków.- Jestem tu i zawsze będę. Wiem, że to ciężkie, ale pomogę ci. Wszystko będzie dobrze. Jestem tu.- Uśmiechnął się słabo i pocałował mnie.
-Och Roza, jak ja cię kocham. Nigdy nie chcę cię stracić. Jesteś moim światełkiem życia. Wiesz co mi powiedzieć, jak doradzić. Zachowujesz się o wiele dorosłej, niż inni twoi rówieśnicy. O wiele dorosłej niż ja.
- Żartujesz sobie. Jesteś o wiele poważniejszy niż ja. To ty mi zawsze pomagałeś swoim doświadczeniem.
- Ale to ty więcej przeżyłaś. Dziękuję za wszystko.- Nasze usta znowu się spotkały. Całował mnie coraz namiętniej. Stęsknił się za mną, ja zanim też. Zaczął podnosić moją bluzkę, ale złapałem go za ręce.
- Towarzyszu, może poczekasz, aż wrócimy do domu.- Lekko się za wstydził. Zaśmiałam się cicho. A podobno to ja nad sobą nie panuję.- Na dole jest Abe, czekający na wyjaśnienia.
- Ale wieczorem mi nie uciekniesz.- Szepnął mi do ucha.
- Zgoda. Z własnego doświadczenia wiem, że na mrok najlepsza jest miłość.- Pocałowałam go.
***
Dwadzieścia minut później, kiedy w końcu mnie puścił, zeszliśmy na dół do salonu.- No,- zaczął Abe, gdy usiedliśmy za kanapie- to teraz wszystko mi pięknie opowiecie.
Usłyszał to samo, co Lissa i Adrian tydzień temu w śnie.
- Czemu nic mi nie powiedziałaś. Przecież mogłem wam pomóc, namierzyć ich. Byłoby prościej i szybciej.
- Właśnie dla tego.- powiedziałam.- To była nasza sprawa, a poza tym, gdyby Robert był taki łatwy do znalezienia, to już dawno siedział by w celi. Poszukują go, od czasu wyjaśnienia sprawy zabójstwa Tatiany.
- A ponad tydzień temu- Poparł mnie ukochany.- królowa zaangażowała wszystkie służby do tego zadania i nic.
- Jak ja się tym zajmę, to nie ma miejsca, gdzie bym go nie znalazł. A Dymitr, pamiętasz jak miałeś jechać ze mną, załatwiać sprawy w interesach?- O nie.
- Tak, panie Mazur.- w jego głosie nie było leku, a zdecydowanie i hard. Chciał przejść wszystkie próby, na jakie los wystawi nas związek.
- Odwołuję to.
- Naprawdę?!- spytaliśmy, jednocześnie. Nie wierzę. Abe Mazur chce oszczędzić mojego narzeczonego.
- Naprawdę. Pokazałeś, że zasłużyłeś na nią. W odwecie za jej krzywdę, zabiłeś swoją przyjaciółkę. To musiało cię wiele kosztować, ale zrobiłeś to dla mojej Różyczki.- uśmiechnął się do mnie. - Oczywiście, w tych sprawach jej nie dorównujesz. No, ale nie każdy ma możliwość: znaleźć zaginioną siostrę królowej, zabić wroga publicznego, wskazać mordercę poprzedniej królowej, a tym bardziej posadzić na tronie przyjaciela.- Spojrzał na mnie.- Mówiłem już, że jestem z ciebie dumny?
- Przed koronacją, kiedy kłóciłeś się z mamą.
- No właśnie.- Wrócił wzrokiem do mojego narzeczonego.- Ale nie myśl, że ci się upiekło Bielikow. Znajdę czas, żeby z tobą porozmawiać.
- Po co sobie zawracać głowę. Twój grafik na pewno jest zapełniony, a i bez rozmowy możesz być pewny, że lepszego męża i obrońcy nie mogę mieć. Nikt tak nie będzie o mnie dbał. Nawet żaden z twoich najemników.
- Pozwolisz, że sam się o tym przekonam.- uparł się.
Westchnęłam zrezygnowana. A czego ja się spodziewałam?
"Masz rację córcia. Jak mogłem pomyśleć inaczej, sam chciałbym mieć takiego męża"? Przecież to mój ojciec. Sama bym tak łatwo nie opuściła, a co dopiero on. No trudno. I tak lepiej kilka godzin, niż cały dzień. Napotkałam wzrok Dymitr. spoglądał na mnie wdzięcznie i uspokajająco. Jak ja kocham, to uczucie, że zaraz utonę w brązie tych oczu. I tak, nic nie zepsuje mi tego pięknego dnia.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
ROZDZIAŁ 38
Wybaczcie, że tak późno, ale w wcześniej nie było mnie w domu. Ten rozdział dedykuję Mańce, dzięki której powstał. Mam nadzieję, że cię nie zawiodłam dziewczyno. :-*
______________________________________________
Dymitr
Nie ma jej już tydzień i trzy dni, a każdy dzień, to udręką. Cholernie za nią tęsknię. Czemu Tasza jeszcze nie przyszła? A może nas przejrzeli? Nagle czuję wibracje w kieszeni. Dostałem SMS-a od nieznanego numeru.
Słyszałam, że twoja ukochana cię zostawiła. Ja bym tak nigdy nie zrobiła. Pomyśl nad tym, a jak zrozumiesz swój błąd, to spotkajmy się o północy przed restauracją w najbliższym miasteczku. Chętnie z tobą porozmawiam.
Tasza.
Zerwałem się na równe nogi. W końcu po tylu dniach ją zobaczę. Do północy zostało pięć godzin. Muszę wymyślić, jak to rozegrać.
Właśnie podszedłem pod restaurację. Nagle zza rogu wyłoniła się postać.
- Dimka!- Zawołała Tasza - tak mi przykro, że Rose cię zostawiła. Ale było trzeba się tego spodziewać. Jest jeszcze młoda. Nie wie, co to jest stałość uczucia.
- To przez ciebie odeszła.- Powiedziałem oskarżycielsko. Jednak zaraz się opanowałem.- Chodź nie spodziewałem się, że byle pogróżki i już jej nie ma.
- Ja bym nigdy cię nie opuściła.
- Wiem, popełniłem błąd. Myślałem, że to ona jest tą jedyną. Ale nie rozmawiamy o tym. Przejdziemy się do parku?- wiele mnie kosztuje, żeby nie wyciągnąć sztyletu i nie wbić jej w serce.
- Oczywiście.- wyraźnie się ucieszyła. Czyli połknęła haczyk.
Szliśmy, wspominając stare dzieje.
- Dimka, wiesz, że po tym co zrobiłam, nie mogę wrócić na Dwór.
- Spokojnie, zadbam o to, żeby nikt cię nie szukał.
- Dziękuję- Przytuliła mnie. To był ten moment. Wyciągnąłem sztylet i zanurzyłem ostrze w jej plecach. Usłyszałem jak wciąga powietrze. Odsunąłem się i napotkałem jej spojrzenie pełne bólu.
- Nie. Dimka, każdy tylko nie ty.
- To za moją Rozę. Jak mogłaś myśleć, że będę z tobą, po tym wszystkim, co zrobiłaś.- Następne pchnięcie wycelowane było w serce. Padła na ziemię w drgawkach, a po chwili, jej ciało leżało nieruchome. Nie mogłem uwierzyć w to, co się stało. Zabiłem ją. Już więcej nam nie przeszkodzi. Ale zabiłem morojkę, która była moją przyjaciółką. Tyle, że chciała zabić moją narzeczoną. Moją Rozę. I nie miałaby wyrzutów sumienia. Nie po tym jak zabiła poprzednią królową. I tak by zginęła. Ale czy na pewno zrobiłem dobrze. Przypomniało mi się zachowanie Rose, po zabiciu Daszkowa. Roza. Teraz jej potrzebuję. Tylko co z ciałem. Nie mogę go tu tak zostawić. Ale nie chcę też go brać. Alchemicy? Tylko, który mi tu pomoże? Sydney! Wykonałem szybki telefon i wsiadłem do samochodu.
______________________________________________
Dymitr
Nie ma jej już tydzień i trzy dni, a każdy dzień, to udręką. Cholernie za nią tęsknię. Czemu Tasza jeszcze nie przyszła? A może nas przejrzeli? Nagle czuję wibracje w kieszeni. Dostałem SMS-a od nieznanego numeru.
Słyszałam, że twoja ukochana cię zostawiła. Ja bym tak nigdy nie zrobiła. Pomyśl nad tym, a jak zrozumiesz swój błąd, to spotkajmy się o północy przed restauracją w najbliższym miasteczku. Chętnie z tobą porozmawiam.
Tasza.
Zerwałem się na równe nogi. W końcu po tylu dniach ją zobaczę. Do północy zostało pięć godzin. Muszę wymyślić, jak to rozegrać.
**5 godzin później**
- Dimka!- Zawołała Tasza - tak mi przykro, że Rose cię zostawiła. Ale było trzeba się tego spodziewać. Jest jeszcze młoda. Nie wie, co to jest stałość uczucia.
- To przez ciebie odeszła.- Powiedziałem oskarżycielsko. Jednak zaraz się opanowałem.- Chodź nie spodziewałem się, że byle pogróżki i już jej nie ma.
- Ja bym nigdy cię nie opuściła.
- Wiem, popełniłem błąd. Myślałem, że to ona jest tą jedyną. Ale nie rozmawiamy o tym. Przejdziemy się do parku?- wiele mnie kosztuje, żeby nie wyciągnąć sztyletu i nie wbić jej w serce.
- Oczywiście.- wyraźnie się ucieszyła. Czyli połknęła haczyk.
Szliśmy, wspominając stare dzieje.
- Dimka, wiesz, że po tym co zrobiłam, nie mogę wrócić na Dwór.
- Spokojnie, zadbam o to, żeby nikt cię nie szukał.
- Dziękuję- Przytuliła mnie. To był ten moment. Wyciągnąłem sztylet i zanurzyłem ostrze w jej plecach. Usłyszałem jak wciąga powietrze. Odsunąłem się i napotkałem jej spojrzenie pełne bólu.
- Nie. Dimka, każdy tylko nie ty.
- To za moją Rozę. Jak mogłaś myśleć, że będę z tobą, po tym wszystkim, co zrobiłaś.- Następne pchnięcie wycelowane było w serce. Padła na ziemię w drgawkach, a po chwili, jej ciało leżało nieruchome. Nie mogłem uwierzyć w to, co się stało. Zabiłem ją. Już więcej nam nie przeszkodzi. Ale zabiłem morojkę, która była moją przyjaciółką. Tyle, że chciała zabić moją narzeczoną. Moją Rozę. I nie miałaby wyrzutów sumienia. Nie po tym jak zabiła poprzednią królową. I tak by zginęła. Ale czy na pewno zrobiłem dobrze. Przypomniało mi się zachowanie Rose, po zabiciu Daszkowa. Roza. Teraz jej potrzebuję. Tylko co z ciałem. Nie mogę go tu tak zostawić. Ale nie chcę też go brać. Alchemicy? Tylko, który mi tu pomoże? Sydney! Wykonałem szybki telefon i wsiadłem do samochodu.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
sobota, 6 lutego 2016
ROZDZIAŁ 37
Wstałam w bardzo dobrym humorze. W nocy długo jeszcze rozmawialiśmy, przytulaliśmy się i całowaliśmy. Po prostu napawaliśmy się swoim towarzystwem, puki je mamy. Nie wiemy, kiedy Tasza, łaskawie postanowi odbić mi narzeczonego. Ze szłam na śniadanie, gdzie już czekał na mnie Abe ze swoją obstawą. No pięknie. Jak mam mu powiedzieć, czemu odeszła od Dymitra, zakładając, że wciąż mam podsłuch?
Ledwo usiadłam, a już przede mną stał talerz, z parującą jajecznicą. Dalej uważam, że mój narzeczony lepiej gotuje. Ale nie powinnam tego wspominać ojcu. Jeszcze zechce go zatrudnić. A tego wolała bym uniknąć.
Pochłonęłam szybko całą zawartość talerza, ale oczywiście, to mi nie wystarczyło. Jem więcej niż normalna kobieta. Dymitr doskonale wie, że mi trzeba trzy razy tyle. Dorównałam mu apetytem, tak jak większości mężczyzn. A teraz byłam jeszcze w ciąży. To wiadomo, że nie najem się dwoma małymi jajkami i kromką chleba. Kucharz szybko się poprawił i pięć minut później zajadałam się stertą naleśników z syropem klonowym.
- No córuś. To teraz mi wszystko pięknie wyjaśnisz.
- Wiesz staruszku, że masz bardzo ładny dom. - Uśmiechnęłam się do niego.
- Rose!- Naciskał.
- Posłuchaj. Masz swoje interesy, do których nikt ci się nie wtrąca. Opowiem ci wszystko, ale w swoim czasie. Teraz może to trochę przeszkodzić, wręcz zepsuć moje życie, bardziej niż jest zniszczone. Będziesz chciał mi pomóc, ale muszę załatwić to sama.
- Mówisz bardzo ogólne, jakbyś bała się, że jesteś na podsłuchu.
- Mówię, że to moja sprawa. Potem wszystko ci wyjaśnię.- Jednak mam coś po nim. Zrozumiał. Niby zachowałam się naturalnie, a jednak wiedział, że zgadł. Grunt, żeby Robert nie wiedział. Inaczej mogłabym wracać do domu i udawać, że nic się nie wydarzyło, a On i Tasza dalej rujnowaliby mi życie. A na to nie mogę pozwolić. Ojciec nie drążył tematu.
Kolejne dni strasznie mi się dłużyły. Ciekawe co tam u Dymitra. Pewnie bardzo cierpi. Nie miałam co robić, więc Abe przyniósł mi jakieś książki. Podobno są w naszej rodzinie od pokoleń. Znalazłam kilka starych westernów i zaczęłam je czytać. Chciałam zobaczyć, co w nich fajnego. Nawet zaczęły mi się podobać. Było też kilka książek o zwierzętach i atlas świata. Od razu przypomniał mi się gorący dzień po ucieczce z Dymitrem. Weszliśmy w tedy do biblioteki i przeglądaliśmy razem podobną książkę 100 najpiękniejszych miejsc na świecie. Taka chwila, w której czułam się jak zwykła dziewczyna, na spacerze z ukochanym. Tak się zanurzyłam we wspomnieniach, że zasnęłam. Śniło mi się, że jesteśmy w każdym z tych miejsc, które wylosowaliśmy miesiąc temu. Tylko on i ja. Tak słodko. Razem od rana do wieczora. To chyba był nasz miesiąc miodowy. Ciekawe czy to też Lissa nam zafunduje.Wiem jak to brzmi, ale od zawsze marzyłam o takich chwilach, a mimo wszystko, te trzy tygodnie nie wystarczyły mi po tym, jak w akademii nie mieliśmy dla siebie czasu. Do tego Dymitr w ciąż się ode mnie odsuwał, a potem straciłam go na dwa miesiące. Dlatego, cieszę się każdą chwilą, którą możemy spędzić razem. On chyba też. Jest w tedy wesoły, częściej się uśmiecha, a jego oczy pływają w miłości, która sprawia, że są jeszcze bardziej intensywne i łatwiej w nich utonąć. Kocham to uczucie braku rzeczywistości, kiedy czuję na sobie jego spojrzenie pełne pożądania. Slag! Muszę przestać o nim myśleć, bo zaraz pobiegnę do niego, gdziekolwiek jestem i rzucę się mu w ramiona. A na to nie mogę sobie pozwolić.
Ledwo usiadłam, a już przede mną stał talerz, z parującą jajecznicą. Dalej uważam, że mój narzeczony lepiej gotuje. Ale nie powinnam tego wspominać ojcu. Jeszcze zechce go zatrudnić. A tego wolała bym uniknąć.
Pochłonęłam szybko całą zawartość talerza, ale oczywiście, to mi nie wystarczyło. Jem więcej niż normalna kobieta. Dymitr doskonale wie, że mi trzeba trzy razy tyle. Dorównałam mu apetytem, tak jak większości mężczyzn. A teraz byłam jeszcze w ciąży. To wiadomo, że nie najem się dwoma małymi jajkami i kromką chleba. Kucharz szybko się poprawił i pięć minut później zajadałam się stertą naleśników z syropem klonowym.
- No córuś. To teraz mi wszystko pięknie wyjaśnisz.
- Wiesz staruszku, że masz bardzo ładny dom. - Uśmiechnęłam się do niego.
- Rose!- Naciskał.
- Posłuchaj. Masz swoje interesy, do których nikt ci się nie wtrąca. Opowiem ci wszystko, ale w swoim czasie. Teraz może to trochę przeszkodzić, wręcz zepsuć moje życie, bardziej niż jest zniszczone. Będziesz chciał mi pomóc, ale muszę załatwić to sama.
- Mówisz bardzo ogólne, jakbyś bała się, że jesteś na podsłuchu.
- Mówię, że to moja sprawa. Potem wszystko ci wyjaśnię.- Jednak mam coś po nim. Zrozumiał. Niby zachowałam się naturalnie, a jednak wiedział, że zgadł. Grunt, żeby Robert nie wiedział. Inaczej mogłabym wracać do domu i udawać, że nic się nie wydarzyło, a On i Tasza dalej rujnowaliby mi życie. A na to nie mogę pozwolić. Ojciec nie drążył tematu.
Kolejne dni strasznie mi się dłużyły. Ciekawe co tam u Dymitra. Pewnie bardzo cierpi. Nie miałam co robić, więc Abe przyniósł mi jakieś książki. Podobno są w naszej rodzinie od pokoleń. Znalazłam kilka starych westernów i zaczęłam je czytać. Chciałam zobaczyć, co w nich fajnego. Nawet zaczęły mi się podobać. Było też kilka książek o zwierzętach i atlas świata. Od razu przypomniał mi się gorący dzień po ucieczce z Dymitrem. Weszliśmy w tedy do biblioteki i przeglądaliśmy razem podobną książkę 100 najpiękniejszych miejsc na świecie. Taka chwila, w której czułam się jak zwykła dziewczyna, na spacerze z ukochanym. Tak się zanurzyłam we wspomnieniach, że zasnęłam. Śniło mi się, że jesteśmy w każdym z tych miejsc, które wylosowaliśmy miesiąc temu. Tylko on i ja. Tak słodko. Razem od rana do wieczora. To chyba był nasz miesiąc miodowy. Ciekawe czy to też Lissa nam zafunduje.Wiem jak to brzmi, ale od zawsze marzyłam o takich chwilach, a mimo wszystko, te trzy tygodnie nie wystarczyły mi po tym, jak w akademii nie mieliśmy dla siebie czasu. Do tego Dymitr w ciąż się ode mnie odsuwał, a potem straciłam go na dwa miesiące. Dlatego, cieszę się każdą chwilą, którą możemy spędzić razem. On chyba też. Jest w tedy wesoły, częściej się uśmiecha, a jego oczy pływają w miłości, która sprawia, że są jeszcze bardziej intensywne i łatwiej w nich utonąć. Kocham to uczucie braku rzeczywistości, kiedy czuję na sobie jego spojrzenie pełne pożądania. Slag! Muszę przestać o nim myśleć, bo zaraz pobiegnę do niego, gdziekolwiek jestem i rzucę się mu w ramiona. A na to nie mogę sobie pozwolić.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
ROZDZIAŁ 36
Na zewnątrz prószył śnieg, jak w ten dzień na stacji benzynowej. Ale nie było nam zimno. W końcu to tylko sen. Mój narzeczony szedł obok mnie ze spuszczoną głową.
- Dymitr, wszystko dobrze? Jeśli chodzi o Adriana, to nie przejmuj się tym. Cieszę się z tego co mam i nie zamieniłabym tego, na nic w świecie. Kocham Cię i jestem szczęśliwa. Nie chcę cię stracić.
- Dymitr, wszystko dobrze? Jeśli chodzi o Adriana, to nie przejmuj się tym. Cieszę się z tego co mam i nie zamieniłabym tego, na nic w świecie. Kocham Cię i jestem szczęśliwa. Nie chcę cię stracić.
Dalej nic nie mówił. Powoli traciłam cierpliwość. Byłam zła na Iwaszkowa. Mógł by pomyśleć zanim coś powie. Nie mogłam patrzeć jak Dymitr cierpi.
- Powiedz coś. Proszę. - błagałam.
- Roza,- odezwał się po kilku sekundach.- myślę, że to wszystko, to moja wina.
- Co ty wygadujesz?- zdziwiłam się.- Przecież to ja zabiłam Wiktora. To na mnie mści się Robert. A jeśli chodzi o Tasze, to dobrze wiesz, że nie można dyktować sercu kogo ma kochać. To nie twoja wina.
- Gdybyś mnie zabiła w Rosji, byłoby lepiej.- nie mogłam uwierzyć w to, co usłyszałam.
- Powiedz coś. Proszę. - błagałam.
- Roza,- odezwał się po kilku sekundach.- myślę, że to wszystko, to moja wina.
- Co ty wygadujesz?- zdziwiłam się.- Przecież to ja zabiłam Wiktora. To na mnie mści się Robert. A jeśli chodzi o Tasze, to dobrze wiesz, że nie można dyktować sercu kogo ma kochać. To nie twoja wina.
- Gdybyś mnie zabiła w Rosji, byłoby lepiej.- nie mogłam uwierzyć w to, co usłyszałam.
- Lepiej?! Dla kogo?
- Dla wszystkich. Wiktor siedział by w więzieniu, Robert był tam, gdzie był, nikt by nawet o nim nie wiedział, ty byś była szczęśliwa z Adrianem, a Tasza nie miałaby, o co być zazdrosna. Może nawet były byście przyjaciółkami.- w jego głosie słyszałam smutek.
- Dymitrze Bielikow, nawet tak nie mów. To ja postanowiłam uratować cię, więc jak już to moja wina. Ale ja się z tego cieszę i dziś postąpiłbym tak samo.- powoli zaczynałam podnosić głos- Kocham Cię i nigdy bym o tobie nie zapomniała. Nie rozumiem, jak możesz tak myśleć. Jestem tu cała i zdrowa, u boku mojego narzeczonego. Moje marzenia się spełniły i jestem szczęśliwa, jak nigdy dotąd. Żadne słowa nie opiszą, jak szalenie jestem w tobie zakochana. Noszę w sobie TWOJE DZIECKO!- teraz to już krzyczałam.
- Roza, proszę uspokój się, nie wolno ci się denerwować.
- Jak mam się uspokoić, skoro mówisz mi, że lepiej by było, gdybyś zginął. Znów mylisz pojęcia, kochanie. Byłoby prościej. Teraz jest dobrze, wspaniale. Pytam się po raz kolejny: Gdzie jest mój Dymitr? Miesiąc temu mówiłeś, że zrobisz wszystko, żeby być ze mną. A teraz słyszę, że bez ciebie byłby mi lepiej.- chciałam mówić dalej, ale coś mi przeszkodziło.
- Dla wszystkich. Wiktor siedział by w więzieniu, Robert był tam, gdzie był, nikt by nawet o nim nie wiedział, ty byś była szczęśliwa z Adrianem, a Tasza nie miałaby, o co być zazdrosna. Może nawet były byście przyjaciółkami.- w jego głosie słyszałam smutek.
- Dymitrze Bielikow, nawet tak nie mów. To ja postanowiłam uratować cię, więc jak już to moja wina. Ale ja się z tego cieszę i dziś postąpiłbym tak samo.- powoli zaczynałam podnosić głos- Kocham Cię i nigdy bym o tobie nie zapomniała. Nie rozumiem, jak możesz tak myśleć. Jestem tu cała i zdrowa, u boku mojego narzeczonego. Moje marzenia się spełniły i jestem szczęśliwa, jak nigdy dotąd. Żadne słowa nie opiszą, jak szalenie jestem w tobie zakochana. Noszę w sobie TWOJE DZIECKO!- teraz to już krzyczałam.
- Roza, proszę uspokój się, nie wolno ci się denerwować.
- Jak mam się uspokoić, skoro mówisz mi, że lepiej by było, gdybyś zginął. Znów mylisz pojęcia, kochanie. Byłoby prościej. Teraz jest dobrze, wspaniale. Pytam się po raz kolejny: Gdzie jest mój Dymitr? Miesiąc temu mówiłeś, że zrobisz wszystko, żeby być ze mną. A teraz słyszę, że bez ciebie byłby mi lepiej.- chciałam mówić dalej, ale coś mi przeszkodziło.
A tym czymś były, ciepłe wargi mojego ukochanego, na moich ustach. Cała złość ze mnie uleciała, roztopiła się jak śnieg w gorący dzień. Ale ten pocałunek był krótki, o wiele za krótki.
- Roza nie możesz się denerwować.- uśmiechnął się do mnie.- Też cię kocham i nie zmienił bym tego, co mam na nic w świecie. Po prostu myślałem nad tym wszystkim. Nie powinienem był ci mówić, ale miałem dość zostawia ze wszystkimi sam. A ty zawsze wiesz co mi powiedzieć, znasz i rozumiesz mnie jak nikt inny. Tylko tobie mogę zaufać.
- Roza nie możesz się denerwować.- uśmiechnął się do mnie.- Też cię kocham i nie zmienił bym tego, co mam na nic w świecie. Po prostu myślałem nad tym wszystkim. Nie powinienem był ci mówić, ale miałem dość zostawia ze wszystkimi sam. A ty zawsze wiesz co mi powiedzieć, znasz i rozumiesz mnie jak nikt inny. Tylko tobie mogę zaufać.
Wzruszyło mnie jego wyznanie. Przytuliłam się mocno do niego.
- Masz komu zaufać. Lissa, Christian. Są częścią naszej rodziny. Moi przyjaciele zawsze wszystkim pomogą. Gdybyś chciał, mogliby być twoimi przyjaciółmi. Wystarczy tylko zaufać.
- Kocham Cię Roza. O tym właśnie mówię. Dobrze wiesz, co mi powiedzieć, ale to są twoi znajomi. Znacie się od dawna.
- Hej, żeby mieć starych znajomych, najpierw trzeba poznać nowych. Przecież nikogo nie zna się od pierwszego spotkania. Trzeba poznać, spędzać czas. Trzeba zaufać. Np. Mia. Jeszcze rok temu, była naszym najgorszym wrogiem, a teraz będziemy mieli podwójny ślub.
- Może masz rację. Tyle, że oni są młodsi. A to nie jest jak miłość. Zachowujecie się inaczej. Nie wiem czy też taki będę umiał być.
- Po prostu bądź sobą. Zdejmij swoją maskę strażnika. Wyluzuj. Tak jak ja. Widziałeś co zrobiłam z Iwaszkowem.
- No o tym mówię. On zachował się strasznie dziecinnie.
- I to jest najlepsze, gdy się upija. Nie musisz od razu robić z siebie pajaca, śladem Adriana, ale chodź na chwilę zapomnij, że jesteś strażnikiem. Inni się tym zajmują. Wiem, ja też jestem czujna wtedy, ale bawię się. Zachowuj się tak jak w domu. Jakoś możesz ze mną żartować, wygłupiać się. Bądź taki przy innych. Daj się poznać z innej strony. I tylko mnie kochaj.
- Spróbuję Roza, ale nie wiem czy to mi się uda.
- Jeśli chodzi o mój poprzedni wybuch, to jeszcze nikt mnie tak miło nie uciszył. Nie chciałbyś tego powtórzyć, bo wracając do twojego pytania, przyjadę do domu, kiedy tylko złapiecie Taszę, a na Iwaszkowa jestem zła i nie chcę go widzieć, a tym bardziej korzystać z jego pomocy. Więc zobaczymy się dopiero po ujęciu Taszy.
- Jeśli Tasza, po tym przedstawieniu, odważy się przyjść do mnie, możesz mi wieżyc, że nie wyjdzie z tego żywa. A co do odwiedzin,- nachylił się i mruknął do mojego ucha, swoim cudownym, głębokim głosem.- będę cię widział, każdej nocy, w każdym śnie.
- Masz komu zaufać. Lissa, Christian. Są częścią naszej rodziny. Moi przyjaciele zawsze wszystkim pomogą. Gdybyś chciał, mogliby być twoimi przyjaciółmi. Wystarczy tylko zaufać.
- Kocham Cię Roza. O tym właśnie mówię. Dobrze wiesz, co mi powiedzieć, ale to są twoi znajomi. Znacie się od dawna.
- Hej, żeby mieć starych znajomych, najpierw trzeba poznać nowych. Przecież nikogo nie zna się od pierwszego spotkania. Trzeba poznać, spędzać czas. Trzeba zaufać. Np. Mia. Jeszcze rok temu, była naszym najgorszym wrogiem, a teraz będziemy mieli podwójny ślub.
- Może masz rację. Tyle, że oni są młodsi. A to nie jest jak miłość. Zachowujecie się inaczej. Nie wiem czy też taki będę umiał być.
- Po prostu bądź sobą. Zdejmij swoją maskę strażnika. Wyluzuj. Tak jak ja. Widziałeś co zrobiłam z Iwaszkowem.
- No o tym mówię. On zachował się strasznie dziecinnie.
- I to jest najlepsze, gdy się upija. Nie musisz od razu robić z siebie pajaca, śladem Adriana, ale chodź na chwilę zapomnij, że jesteś strażnikiem. Inni się tym zajmują. Wiem, ja też jestem czujna wtedy, ale bawię się. Zachowuj się tak jak w domu. Jakoś możesz ze mną żartować, wygłupiać się. Bądź taki przy innych. Daj się poznać z innej strony. I tylko mnie kochaj.
- Spróbuję Roza, ale nie wiem czy to mi się uda.
- Jeśli chodzi o mój poprzedni wybuch, to jeszcze nikt mnie tak miło nie uciszył. Nie chciałbyś tego powtórzyć, bo wracając do twojego pytania, przyjadę do domu, kiedy tylko złapiecie Taszę, a na Iwaszkowa jestem zła i nie chcę go widzieć, a tym bardziej korzystać z jego pomocy. Więc zobaczymy się dopiero po ujęciu Taszy.
- Jeśli Tasza, po tym przedstawieniu, odważy się przyjść do mnie, możesz mi wieżyc, że nie wyjdzie z tego żywa. A co do odwiedzin,- nachylił się i mruknął do mojego ucha, swoim cudownym, głębokim głosem.- będę cię widział, każdej nocy, w każdym śnie.
Pocałował mnie tak namiętnie, że zakręciło mi się w głowie. Już za nim tęskniłam. Nasze palce splotły się, ze sobą, a my poszliśmy na spacer. Lissa pewnie dalej trzymała Adriana, dzięki czemu ten sen jeszcze trwał.
- A co ze ślubem? - spytał, po jakimś czasie, mój ukochany.
- Wszystko już omówione, więc jutro powiesz Lissie, że ślub odwołany, ale ona będzie robiła przygotowania do ślubu Mii i Masona. Do jego terminu, Tasza powinna się pojawić. Potem wrócę na ostatnie poprawki i będziemy małżeństwem. Tadam! Chyba, że się rozmyśliłeś, towarzyszu.
- Nigdy w życiu. Kocham Cię i nie mogę się doczekać uroczystości. Ale kiedy pójdzie na zakupy. Tak na ostatnią chwilę?
- Na jakie zakupy?! A, te zakupy. Nie wszystko będę miała szyte na miarę.- popatrzył się na mnie zdziwiony.- A czego się spodziewałeś? W końcu to ślub organizowany przez królową. Wszystko musi być idealne. Ale nad tobą nie trzeba pracować. - uśmiechnęłam się uwodzicielsko. On tylko popatrzył przed siebie, kręcąc głową.
- Och, Roza. Ty nigdy się nie zmienisz.
- I za to mnie kochasz.- przytuliłam się mocniej do niego, a nasze usta znowu się spotkały.
- Mam nadzieję, że Tasza nie będzie zwlekać. Nie wiem, jak ja bez ciebie wytrzymam.
- A co ze ślubem? - spytał, po jakimś czasie, mój ukochany.
- Wszystko już omówione, więc jutro powiesz Lissie, że ślub odwołany, ale ona będzie robiła przygotowania do ślubu Mii i Masona. Do jego terminu, Tasza powinna się pojawić. Potem wrócę na ostatnie poprawki i będziemy małżeństwem. Tadam! Chyba, że się rozmyśliłeś, towarzyszu.
- Nigdy w życiu. Kocham Cię i nie mogę się doczekać uroczystości. Ale kiedy pójdzie na zakupy. Tak na ostatnią chwilę?
- Na jakie zakupy?! A, te zakupy. Nie wszystko będę miała szyte na miarę.- popatrzył się na mnie zdziwiony.- A czego się spodziewałeś? W końcu to ślub organizowany przez królową. Wszystko musi być idealne. Ale nad tobą nie trzeba pracować. - uśmiechnęłam się uwodzicielsko. On tylko popatrzył przed siebie, kręcąc głową.
- Och, Roza. Ty nigdy się nie zmienisz.
- I za to mnie kochasz.- przytuliłam się mocniej do niego, a nasze usta znowu się spotkały.
- Mam nadzieję, że Tasza nie będzie zwlekać. Nie wiem, jak ja bez ciebie wytrzymam.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
piątek, 5 lutego 2016
ROZDZIAŁ 35
Przez całą drogę nic nie mówiłam. Ojciec nie zadawał pytań. Wiedział, jak ciężko mi było rozstać się z Dymitrem. Pamiętał nasze spotkanie w Rosji, kiedy byłam pewna, że go straciłam na zawsze. W domu wyznaczył jednego ze swoich strażników, na mojego opiekuna. Nazywał się Lary. Szybko zaniósł moje rzeczy do pokoju na górze, z widokiem na ocean. Tak, Abe ma wille nad brzegiem Pacyfiku. Gdy się rozpakowałam, zeszłam na kolację. W czasie, kiedy jadłam kurczaka ( Dymitr robił lepszego), do mojego ojca przyjechali karmiciele. Prawie zapomniałam, że wampiry potrzebują do przeżycia krwi.
Po obiadokolacji poszłam w końcu się umyć i spać. Tak jak oczekiwałam, zostałam wciągnięta do snu wywołanego mocą ducha.
Znalazłam się w dobrze znanym mi pokoju. Nagle upadłam i zostałam przywiązana do podłogi. Jednak szybko się podniosłam i zastosowałam tarczę. Nauczyłam się tego, po powrocie na Dwór. Osłaniała mnie przed atakiem mentalnym, skierowanym na moją osobę. Jednak nie chroniła mojego ciała i gdyby nie mój refleks, odezwała bym wazonem z tulipanem. Szybko zbudowałam wokół siebie mur i i tym razem, filiżanka rozbiła się metr przede mną.
- Brawo, mała dampirzyco. - naprzeciw mnie zmaterializował się Iwaszkow, z tym jego cwanym uśmiechem na twarzy, a ja zniosłam bariery.- A teraz powiedz mi, jak mogę ci pomóc?
- Czyli, że wiadomość dotarła.- uścisnęłam go.
Po obiadokolacji poszłam w końcu się umyć i spać. Tak jak oczekiwałam, zostałam wciągnięta do snu wywołanego mocą ducha.
Znalazłam się w dobrze znanym mi pokoju. Nagle upadłam i zostałam przywiązana do podłogi. Jednak szybko się podniosłam i zastosowałam tarczę. Nauczyłam się tego, po powrocie na Dwór. Osłaniała mnie przed atakiem mentalnym, skierowanym na moją osobę. Jednak nie chroniła mojego ciała i gdyby nie mój refleks, odezwała bym wazonem z tulipanem. Szybko zbudowałam wokół siebie mur i i tym razem, filiżanka rozbiła się metr przede mną.
- Brawo, mała dampirzyco. - naprzeciw mnie zmaterializował się Iwaszkow, z tym jego cwanym uśmiechem na twarzy, a ja zniosłam bariery.- A teraz powiedz mi, jak mogę ci pomóc?
- Czyli, że wiadomość dotarła.- uścisnęłam go.
Przed podróżą poprosiłam Abe'a, żeby wskazał mi najbardziej zaufanego strażnika. Nikogo pewnie nie dziwi, że owym jest Lary. Córeczka musi mieć najlepszego opiekuna, mimo że sama jest strażniczką. Poprosiłam go, żeby przekazał Adrianowi, że chcę się z nim spotkać w nocy.
- Mam do ciebie jedną prośbę.- zaczęłam.- Ściągnij tu Lissę, a ja zajmę się Dymitrem. Mamy kilka spraw do omówienia.
- A czy wy się czasem nie rozstaliście?
- Muszę z nim pogadać bez ryzyka, że ktoś nas podsłuchuje. Pomożesz mi czy mam to zrobić sama?
- No dobra. Ale musisz jakoś utrzymać połączenie ze swoim snem.
- A czy wy się czasem nie rozstaliście?
- Muszę z nim pogadać bez ryzyka, że ktoś nas podsłuchuje. Pomożesz mi czy mam to zrobić sama?
- No dobra. Ale musisz jakoś utrzymać połączenie ze swoim snem.
I już go nie ma. Połączenie. To stanowi pewien problem. Adrian, jako twórca snu, nie musi mieć łączności, ale ja tak. Zastanowiłam się. Już mam! Wspomnienia i miłość to największa więź. Nie wiem czy to zadziała, ale nie mam wyjścia. Jak nie spróbuję, to się nie dowiem. Pomyślałam o wszystkich tych, których Kocham, a przede wszystkim o Lissie i Dymitrze. Przede mną pojawiła się mała bańka. Wyświetlały się w niej wszystkie wspomnienia. Na chwilę, między mną a bańką, zaświeciła się srebrna niteczka- znak połączenia. Teraz do domu. Wyobraziłam sobie naszą sypialnię. Dymitr wiercił się i rzucał na łóżku. Co jakiś czas mówił moje imię. Weszłam do jego umysłu. Śnił o mnie, co nie zdziwiło mnie za bardzo. Były to różne momenty naszego wspólnego życia, zaczynając od pierwszego spotkania, przez akademię, aż do dzisiaj. Postanowiłam zakończyć jego cierpienie.
Obraz wokół nas zmienił się. W tedy Dymitr mnie zauważył. Podbiegłam do niego, lecz on się odsunął.
- Dymitr, co się dzieje?- stanęłam ja wryta.
- Mam tego dość. Nie chcę śnić o tym co już nie wróci.- w jego głosie usłyszałam ból, tęsknotę i cierpienie. Myślał, że to kolejna wizja jego wyobraźni.- Tęsknię za Tobą, ale jak tylko cię dotknę, obraz się zmienia. Chcę się już obudzić. Wole nie mieć cię wcale, niż tylko patrzeć.
- Spróbować zawsze można. Odwagi kochanie. Myślę, że tym razem będzie inaczej. Czyż byś się wahał?- tak, waha się.- Spokojnie, tym razem to naprawdę ja, a raczej mój umysł. Nie poznajesz miejsca?
Obraz wokół nas zmienił się. W tedy Dymitr mnie zauważył. Podbiegłam do niego, lecz on się odsunął.
- Dymitr, co się dzieje?- stanęłam ja wryta.
- Mam tego dość. Nie chcę śnić o tym co już nie wróci.- w jego głosie usłyszałam ból, tęsknotę i cierpienie. Myślał, że to kolejna wizja jego wyobraźni.- Tęsknię za Tobą, ale jak tylko cię dotknę, obraz się zmienia. Chcę się już obudzić. Wole nie mieć cię wcale, niż tylko patrzeć.
- Spróbować zawsze można. Odwagi kochanie. Myślę, że tym razem będzie inaczej. Czyż byś się wahał?- tak, waha się.- Spokojnie, tym razem to naprawdę ja, a raczej mój umysł. Nie poznajesz miejsca?
Rozejrzał się uważnie do około. Oczywiście byliśmy w naszym miejscu do ćwiczeń- drewnianym domku, naprzeciw stacji benzynowej. Znowu spojrzał na mnie.
-Roza, to ty?- jego oczy rozszerzyły się w niedowierzaniu.
- Oczywiście, towarzyszu. W pełnej okazałości.
-Roza, to ty?- jego oczy rozszerzyły się w niedowierzaniu.
- Oczywiście, towarzyszu. W pełnej okazałości.
Nie zdążyłam powiedzieć nic więcej, bo Dymitr rzucił się na mnie, a nasze usta spotkały się, w chyba najsłodszym i najbardziej namiętnym pocałunku świata. Zrobiło mi się gorąco.
- No towarzyszu,- powiedziałam z uznaniem, kiedy w końcu pozwolił mi na to.- Chyba będę musiała częściej tak znikać. Nie wiedziałam, że ktoś może tak dobrze całować. Naprawdę jesteś bogiem.
- No towarzyszu,- powiedziałam z uznaniem, kiedy w końcu pozwolił mi na to.- Chyba będę musiała częściej tak znikać. Nie wiedziałam, że ktoś może tak dobrze całować. Naprawdę jesteś bogiem.
Uśmiechnął się cwanie, lecz zaraz dotarło do niego znaczenie tych słów.
- To znaczy, że mnie nie zostawiasz?- spytał z nadzieją.
- To byłby największy błąd mojego życia. Nie tylko ty, nie możesz żyć sam. Jesteś moim światem.
W tym momencie koło nas pojawił się Iwaszkow z Lissą.
- Widzę, że ci się udało, mała dampirzyco.
- Cześć Rose.- Uścisnęła mnie przyjaciółka.- O witaj Dymitr. O co chodzi? Adrian powiedział, że masz do mnie ważną sprawę.
Zanim zaczęliśmy rozmawiać, usiedliśmy na kanapie z różnymi napojami. W kominku palił się ogień.
Opowiedziałam im, co dokładnie stało się w śnie z Taszą i o kruku w naszej sypialni. Kiedy powiedziałam, że to ten sam, którego ożywiła kiedyś Lissa, moja przyjaciółka zrobiła się blada jak papier, a jej kubek spadł na podłogę. Zrozumiała aluzję równie dobrze jak ja. Istota naznaczona pocałunkiem cienia musi umrzeć. Wiktor powiedział, że świat zmarłych jeszcze się o mnie upomni. Jak na razie, uciekłam śmierci trzy razy. Obawiam się, że czwarty może się już nie udać. Podzieliłam się obawami z resztą. Dymitr oczywiście zaraz zapewniał, że nie pozwoli, żeby stało mi się coś złego. Cały on.
-No dobra. Ale czegoś w ciąż nie rozumiem.- przyznał mój ukochany.- Co to było dziś wieczorem? Co ta szopka miała na celu i co ma z tym wspólnego kruk lub akcja Taszy z przed dwóch tygodni?
- Dymitr pomyśl. Tasza wiedziała, że jestem w ciąży, podrzucili nam tego kruka w dzień mojego powrotu, jeszcze dzisiaj dostałam list.- w mojej dłoni pojawiła się ta sama kartka, którą znalazłam na łóżku.- Nie wiem jak, ale oni nas szpiegują. Wiedzieli o tym, czego nikomu nie powiedzieliśmy. Musiałam to zrobić, żeby myśleli, że mnie nastraszyli. Niedługo pewnie przyjedzie Tasza, aby cię odzyskać. W tedy ją złapiemy i jeden problem z głowy.
- Ale dlaczego mi nie powiedziałaś? Mogłaś poczekać do jutra. Wiesz, jak ja cierpiałem?
- Przepraszam kochanie.- złapałam go za rękę.- Nie mogłam czekać. Ona dała mi czas do jutra. Poza tym, gdybyś wiedział, że to tylko tak na niby, nie zachowywał byś się naturalnie. Mogliby zacząć coś podejrzewać. A tak dostali czego chcieli.
- No dobra.- Lissa już trochę ochłonęła.- A co z Robertem? Przecież to on jest największym problemem.
- Trzeba go znaleźć. On jest słaby, dlatego atakuje za pomocą ducha. W realnym świecie szybko go pokonamy i złapiemy.
- Zaangażuję wszystkich, którzy się tym zajmują.- ożywiła się moja przyjaciółka.- Zapłaci za wszystko.
Cieszyłam się, że morojka chce nam pomóc, ale zaniepokoiła mnie nuta nienawiści i wrogości w jej głosie. Może też trochę szaleństwa. Rozumiem, jest wściekła na niego. Ja też, ale dla mnie to normalne. U niej taki ton słyszałam bardzo rzadko. Kiedy była tak zła, że mrok, wywołany duchem przejmował nad nią kontrolę. Ostatni raz widziałam ja w takim stanie na początku wiosny tego roku, gdy torturowała Jessego. W tedy wzięłam jej szaleństwo na siebie. Tak naprawdę, to dzięki temu, Dymitr miał okazję wyznać mi miłość i po tym przeżyłam swój pierwszy raz. Odkąd nie mam więzi z Lissą, nie mogę zabierać od niej negatywnych skutków ducha. Przed koronacją zapewniała mnie, że poradzi sobie z tym, ale w tym momencie zwątpiłam w to. Martwiłam się o nią.
- To kiedy do mnie wrócisz?- przerwał moje rozmyślanie Dymitr. To urocze, że już za mną tęskni. Jednak nie wszyscy są tego samego zdania.
- Coś taki nie cierpliwy, Bielikow?- zaśmiał się drwiąco Adrian.- Może jak pobędziesz sam, docenisz jakie masz szczęście i może nie pozwolisz jej drugi raz odejść. Szkoda stracić takiego anioła, co nie.- domyśliłam się, ze w jego szklance, nie ma wody, tylko jest wódka. I że trochę już jej wypił.
- Zamknij się Adrian. Co ty wiesz o stracie?- bronił się mój ukochany.
- Uwierz mi, wiem dużo. Ja nigdy jej nie odrzuciłem, a mimo to, wybrała ciebie. Gdyby nie ten głupi Robert, teraz to ja byłbym na twoim miejscu.
- To znaczy, że mnie nie zostawiasz?- spytał z nadzieją.
- To byłby największy błąd mojego życia. Nie tylko ty, nie możesz żyć sam. Jesteś moim światem.
W tym momencie koło nas pojawił się Iwaszkow z Lissą.
- Widzę, że ci się udało, mała dampirzyco.
- Cześć Rose.- Uścisnęła mnie przyjaciółka.- O witaj Dymitr. O co chodzi? Adrian powiedział, że masz do mnie ważną sprawę.
Zanim zaczęliśmy rozmawiać, usiedliśmy na kanapie z różnymi napojami. W kominku palił się ogień.
Opowiedziałam im, co dokładnie stało się w śnie z Taszą i o kruku w naszej sypialni. Kiedy powiedziałam, że to ten sam, którego ożywiła kiedyś Lissa, moja przyjaciółka zrobiła się blada jak papier, a jej kubek spadł na podłogę. Zrozumiała aluzję równie dobrze jak ja. Istota naznaczona pocałunkiem cienia musi umrzeć. Wiktor powiedział, że świat zmarłych jeszcze się o mnie upomni. Jak na razie, uciekłam śmierci trzy razy. Obawiam się, że czwarty może się już nie udać. Podzieliłam się obawami z resztą. Dymitr oczywiście zaraz zapewniał, że nie pozwoli, żeby stało mi się coś złego. Cały on.
-No dobra. Ale czegoś w ciąż nie rozumiem.- przyznał mój ukochany.- Co to było dziś wieczorem? Co ta szopka miała na celu i co ma z tym wspólnego kruk lub akcja Taszy z przed dwóch tygodni?
- Dymitr pomyśl. Tasza wiedziała, że jestem w ciąży, podrzucili nam tego kruka w dzień mojego powrotu, jeszcze dzisiaj dostałam list.- w mojej dłoni pojawiła się ta sama kartka, którą znalazłam na łóżku.- Nie wiem jak, ale oni nas szpiegują. Wiedzieli o tym, czego nikomu nie powiedzieliśmy. Musiałam to zrobić, żeby myśleli, że mnie nastraszyli. Niedługo pewnie przyjedzie Tasza, aby cię odzyskać. W tedy ją złapiemy i jeden problem z głowy.
- Ale dlaczego mi nie powiedziałaś? Mogłaś poczekać do jutra. Wiesz, jak ja cierpiałem?
- Przepraszam kochanie.- złapałam go za rękę.- Nie mogłam czekać. Ona dała mi czas do jutra. Poza tym, gdybyś wiedział, że to tylko tak na niby, nie zachowywał byś się naturalnie. Mogliby zacząć coś podejrzewać. A tak dostali czego chcieli.
- No dobra.- Lissa już trochę ochłonęła.- A co z Robertem? Przecież to on jest największym problemem.
- Trzeba go znaleźć. On jest słaby, dlatego atakuje za pomocą ducha. W realnym świecie szybko go pokonamy i złapiemy.
- Zaangażuję wszystkich, którzy się tym zajmują.- ożywiła się moja przyjaciółka.- Zapłaci za wszystko.
Cieszyłam się, że morojka chce nam pomóc, ale zaniepokoiła mnie nuta nienawiści i wrogości w jej głosie. Może też trochę szaleństwa. Rozumiem, jest wściekła na niego. Ja też, ale dla mnie to normalne. U niej taki ton słyszałam bardzo rzadko. Kiedy była tak zła, że mrok, wywołany duchem przejmował nad nią kontrolę. Ostatni raz widziałam ja w takim stanie na początku wiosny tego roku, gdy torturowała Jessego. W tedy wzięłam jej szaleństwo na siebie. Tak naprawdę, to dzięki temu, Dymitr miał okazję wyznać mi miłość i po tym przeżyłam swój pierwszy raz. Odkąd nie mam więzi z Lissą, nie mogę zabierać od niej negatywnych skutków ducha. Przed koronacją zapewniała mnie, że poradzi sobie z tym, ale w tym momencie zwątpiłam w to. Martwiłam się o nią.
- To kiedy do mnie wrócisz?- przerwał moje rozmyślanie Dymitr. To urocze, że już za mną tęskni. Jednak nie wszyscy są tego samego zdania.
- Coś taki nie cierpliwy, Bielikow?- zaśmiał się drwiąco Adrian.- Może jak pobędziesz sam, docenisz jakie masz szczęście i może nie pozwolisz jej drugi raz odejść. Szkoda stracić takiego anioła, co nie.- domyśliłam się, ze w jego szklance, nie ma wody, tylko jest wódka. I że trochę już jej wypił.
- Zamknij się Adrian. Co ty wiesz o stracie?- bronił się mój ukochany.
- Uwierz mi, wiem dużo. Ja nigdy jej nie odrzuciłem, a mimo to, wybrała ciebie. Gdyby nie ten głupi Robert, teraz to ja byłbym na twoim miejscu.
Wiedziałam, że nie wybaczył mi do końca, ale to co powiedział było przesadą. Musiałam wkroczyć, bo robiło się niebezpiecznie.
- Adrian dosyć. Kochanie, nie przejmuj się tym co on plecie. Jest pijany. - znowu zwróciłam się do Iwaszkowa. - A tobie radzę uważać. Przypominam, że mam na koncie więcej strzyg niż połowa Dworu razem wzięta. Może cię nie zabiję, ale mogę lekko zabarwić twoją buźkę. I gwarantuję, że zejdzie ci ten uśmieszek z twarzy.
- Adrian dosyć. Kochanie, nie przejmuj się tym co on plecie. Jest pijany. - znowu zwróciłam się do Iwaszkowa. - A tobie radzę uważać. Przypominam, że mam na koncie więcej strzyg niż połowa Dworu razem wzięta. Może cię nie zabiję, ale mogę lekko zabarwić twoją buźkę. I gwarantuję, że zejdzie ci ten uśmieszek z twarzy.
Jego uśmieszek już zszedł. Oto prawdziwa Rose Hathaway. Ze mną się nie zadziera. Adrian patrzył na mnie ze strachem. Wiedział, że nie żartuję. Po chwili padł mi do stóp i zaczął przepraszać, kłaniać się, wysławiać mnie, jaka to nie jestem cudowna i w ogóle robić z siebie większego debila niż był w rzeczywistości. Ciekawi mnie, jak by się zachowywał, po litrach rosyjskiej wódki. Myślę, że ten trunek zawalił by go z nóg, po jakichś dwóch flaszkach. Wiem co mówię, piłam ją podczas wizyty w Bai. Nie wiem, jak Dymitr mógł codziennie pić tego trzy butelki i mieć rano siłę odwiedzić mnie w szpitalu. Bo przycisnęłam go i wyznał, że właśnie tyle pił.
Patrzyłam na popisy moroja z triumfem i wyższością. Do moich uszu dotarł śmiech Lissy. Po prostu, turlała się po podłodze, nie mogąc przestać się śmiać. Ale, kiedy spojrzałam na ukochanego, przeszła mi ochota na podziwianie tego przedstawienia.
- Dobra dosyć Iwaszkow. Teraz kłaniaj się Lissie i przepraszaj ją za to, jakim byłeś idiotą w ferie zimowe.- tak też zrobił.
Patrzyłam na popisy moroja z triumfem i wyższością. Do moich uszu dotarł śmiech Lissy. Po prostu, turlała się po podłodze, nie mogąc przestać się śmiać. Ale, kiedy spojrzałam na ukochanego, przeszła mi ochota na podziwianie tego przedstawienia.
- Dobra dosyć Iwaszkow. Teraz kłaniaj się Lissie i przepraszaj ją za to, jakim byłeś idiotą w ferie zimowe.- tak też zrobił.
Przyjaciółka została przyczepiona do podłogi, wybuchami śmiechu. Chwilę na to patrzyłam, po czym pociągnęłam Dymitra za rękę i wyszliśmy na dwór. Ukochany nie opierał mi się. Chyba potrzebował pobyć ze mną, sam na sam.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
ROZDZIAŁ 34
Wybaczcie, że tak późno. Wcześniej nie było mnie w domu. Wiem, że wiele osób będzie chciało mnie zabić ( pewnie pierwsza będzie Mańka). A tak po za tym, życzę miłego czytania i komentowania. Błagam oszczędzicie mnie. :-*
________________________________________
Siedziałam w komnacie Lissy razem z królową i Mią. Ustalałyśmy szczegóły ceremonii ślubnej. Zaczęliśmy ode mnie.
- Na druhny chciałabym wziąć Jill, Sonię, Sydney i siostrę Dymitra, Wiktorię. Trzeba tylko je poprosić. Myśleliśmy, żebym obrączki ślubne niósł Pawka, siostrzeniec Dymitra.
- Ja zajmę się salą, kościołem i wieczorem panieńskim.- stwierdziła Lissa.- A kogo Dymitr chce na świadka?
- Michela. To jego najbliższy przyjaciel na Dworze.
Spojrzałam na kartkę z rzeczami do przygotowania, którą zrobiła królowa. Druhny, świadkowie. Następne punkty to ubranie i poczęstunek
- Suknie później uszyją dla was krawcowe z Dworu. Tort upiecze najlepszy kucharz, a buty zrobi szewc.- przyjaciółka odhaczyła kolejno punktu.
- Dymitra ucieszą róże. Najlepiej czerwone, ale ja sama chcę mieć białe.
- A gdzie robimy wesele?- wtrąciła Mia.
- Mówiłam, że to ja załatwię. Wy tylko wybierzcie sobie imicz.- uśmiech nie z chodził z twarzy starszej morojki.
-Okey.- zgodziła się druga panna młoda.- To ja na druhny wezmę. Hymn... jakieś propozycję.- i tu zaczął się problem.
Nie miała poza nami, nikogo tak blisko zaprzyjaźnionego. W akademii trzymała się osób, które robiły ją popularną. Ale nie wzięła by ich na druhny.
- Hej, a może Jill i Sonia będą twoimi, a Sydney i Wiktoria moimi.
- Na prawdę chcesz mi je oddać?- spytała z niedowierzaniem.
- Jeśli się zgodzą.
- Dziękuję!- morojka rzuciła mi się na szyję.
- No dobrze.- przerwała te czułości nasza królowa.- A co ze świadkami?
- Mason chciał poprosić Eddiego, a ja poproszę moją kuzynkę z Włoch, Clarie.
- To świetnie. Chętnie poznamy twoją rodzinę.- uśmiechnęłam się promiennie.
- Oczywiście.- Liss odwzajemniła uśmiech.- Trzeba jeszcze wysłać zaproszenia.
- Zaproszenia na ślub dampirów i morojki z nie arystokratycznej rodziny, od samej królowej. Nikt nie odważy się odmówić.- zaśmiałam się, a dziewczyny zawtórowały mi.
Gadaliśmy tak jeszcze jakieś pięć godzin. Dopracowałyśmy każdy szczegół uroczystości. Lissa pokazała nam z 20 wzorów zaproszeń, 70 rodzajów kwiatów i 40 różnych tortów. Nie wiem jakim cudem, ale udało nam się to wszystko przez trzy godziny. Resztę czasu zajęło nam wybieranie ubrania. Co to było?! Królowa pokazała nam zdjęcia dokładnie 183 sukien z których mogłyśmy wybierać, coś zmieniać lub wzorować się na nich i zrobić własną. To było czyste szaleństwo. Ale miło było spędzić z nimi czas. Nie wiem, kiedy znowu będziemy miały chwilę, żeby za sobą pobyć.
Właśnie wróciłam do domu. Dymitra nie było. On kończy warte za jakąś godzinę. Chciałam trochę się odświeżyć, więc poszłam do łazienki. Lecz, kiedy przechodziłam przez sypialnię, w oczy rzuciła mi się kartka na łóżku. Myślałam, że to od Dymitra. Jednak pomyliłam się.
Droga Rose.
Mam nadzieję, że wczorajszy prezent ci się podobał. To dopiero początek. Zniszczę ci życie, chyba że oddasz mi Dimke. Masz ostatnią szansę. Jeśli tego nie zrobisz, nawet on nie uratuje waszego dziecka. I lepiej bądź rozsądna, chyba że chcesz wrócić do szpitala.
- Nic, tylko... Tato? Mogę u ciebie zamieszkać na kilka dni?
- Oczywiście kochanie. A co pokłóciłaś się z Bielikowem. Bo jeśli on cię skrzywdził...
- Nie!- przerwałam, bo w wyobraźni już widziałam, jak wyciąga strzelbę.- To nie jego wina. Wytłumaczę ci, jak się wprowadzę, jeśli obiecasz, że to zostanie między nami.
- No dobra. A kiedy będziesz gotowa?
- Za jakieś półtora godziny spotkajmy się w garażu.
- Okey, to do zobaczenia.
- Pa.- Rozłączył się, a ja zaczęłam się pakować. Byłam gotowa godzinę później, ale chciałam zaczekać na Dymitra. Nie wiem jak ja mu to powiem. Tak bardzo się cieszył. Ze ślubu i dziecka. A teraz zostanie sam, ale to jedyne wyjście, żeby dali nam spokój. Przynajmniej Tasza. Robert ma pewnie inny pomysł na zemstę. Ten plan nic mu nie daje, poza tym, że oddziela nas. Ale jeszcze ich dorwę. Zapłacą za rujnowanie mi życia. Z Rose Hathaway się nie zaczyna, a tym bardziej z osobami, które kocha. Tasza przekona się o tym pierwsza, kiedy Dymitr ją odrzuci i może odda w ręce strażników. Roberta też da się znaleźć. On strasznie się wywyższa, bo myśli, że jak wejdzie komuś do głowy, to jest niepokonany. Ale w realnym świecie jest niczym.
Moje przemyślenia przerwał dźwięk otwieranych drzwi.
- Hej, już jestem.- Dymitr podszedł i pocałował mnie. Zauważył, że coś jest nie tak.- Roza, co się dzieje?
- Dymitr, ja muszę odejść. - poczułam pieczenie pod powiekami. Dymitrowi zrzedła mina.
- Nie rozumiem. Roza, czy ty chcesz mnie zostawić?- jego oczy rozszerzyły się z niedowierzaniem. Te cudne oczy, które tak bardzo kocham. - Nie rób mi tego. Czy ja coś zrobiłem nie tak? Obiecuję, że się poprawię. - w jego głosie wyczułam panikę. Nie wiedział co mną kieruje.
- To nie twoja wina. Po prostu tak będzie lepiej.
- Dla kogo?
- Dla ciebie i dziecka. Będziecie bezpieczni. Może ułożysz sobie życie z Taszą.
- Wiesz, że to nie prawda. Nikogo nie będę kochał, tak jak ciebie. Nie mogę bez ciebie żyć. Dlaczego to robisz? Chodzi o groźbę Taszy? Nie przejmuj się nią. Nie pozwolę, żeby coś się wam stało.
- Dymitr, nie utrudniaj tego, co i tak nie jest proste. To moja decyzja i nic mnie nie przekona.- głos mi się łamał, ale nie pozwoliłam kroplą spływać na policzki.- Przepraszam, ale muszę. Mam nadzieję, że mnie rozumiesz. I mam do ciebie prośbę. Powiedz jutro Lissie, że ślubu nie będzie.- na jego twarzy malowała się rozpacz.
Jego całe życie odchodzi. Wiem, że bardzo cierpi, ale nie mam innego wyjścia. "Dla niego i dziecka" powtarzałam sobie.
- Dymitr, bądź silny. Nie chcę, żebyś zaniedbywał obowiązki z mojego powodu.
- Pocałuj mnie. Ten ostatni raz, chce poczuć to uczucie, które zapamiętam na zawsze.- zdziwiło mnie to, ale sama nie mogłam wyjść bez tego.
Potrzebowałam go jak powietrza. On mnie też. Jednak najważniejsze jest bezpieczeństwo jego i dziecka. Podszedł do mnie i nachylił się. Nasze wargi spotkały się w długim i namiętnym pocałunku, pełnym miłości, rozpaczy i tęsknoty. Już za nim tęskniłam. W końcu, niestety, pocałunek się skończył. Nie mogłam spojrzeć mu w oczy.
- Ja tiebia liubliu Roza.- szepnął mi do ucha.
Aż za dobrze znałam ich znaczenie. Kocham Cię Roza. Tym razem nie udało mi się powstrzymać łez. Mokre krople spływały mi po policzkach.
- Wybacz mi. I nie szukaj mnie.
Otarł moje łzy kciukami, unosząc delikatnie moją twarz do góry. Spojrzałam w jego oczy i zobaczyłam krople. Po raz pierwszy widzę, żeby Dymitr płakał.
- Żegnaj.
Odsunęłam się, wzięłam walizki i wyszłam, nie oglądając się za siebie. Wiedziałam, że gdybym to zrobiła, nie mogłabym odejść.
________________________________________
Siedziałam w komnacie Lissy razem z królową i Mią. Ustalałyśmy szczegóły ceremonii ślubnej. Zaczęliśmy ode mnie.
- Na druhny chciałabym wziąć Jill, Sonię, Sydney i siostrę Dymitra, Wiktorię. Trzeba tylko je poprosić. Myśleliśmy, żebym obrączki ślubne niósł Pawka, siostrzeniec Dymitra.
- Ja zajmę się salą, kościołem i wieczorem panieńskim.- stwierdziła Lissa.- A kogo Dymitr chce na świadka?
- Michela. To jego najbliższy przyjaciel na Dworze.
Spojrzałam na kartkę z rzeczami do przygotowania, którą zrobiła królowa. Druhny, świadkowie. Następne punkty to ubranie i poczęstunek
- Suknie później uszyją dla was krawcowe z Dworu. Tort upiecze najlepszy kucharz, a buty zrobi szewc.- przyjaciółka odhaczyła kolejno punktu.
- Dymitra ucieszą róże. Najlepiej czerwone, ale ja sama chcę mieć białe.
- A gdzie robimy wesele?- wtrąciła Mia.
- Mówiłam, że to ja załatwię. Wy tylko wybierzcie sobie imicz.- uśmiech nie z chodził z twarzy starszej morojki.
-Okey.- zgodziła się druga panna młoda.- To ja na druhny wezmę. Hymn... jakieś propozycję.- i tu zaczął się problem.
Nie miała poza nami, nikogo tak blisko zaprzyjaźnionego. W akademii trzymała się osób, które robiły ją popularną. Ale nie wzięła by ich na druhny.
- Hej, a może Jill i Sonia będą twoimi, a Sydney i Wiktoria moimi.
- Na prawdę chcesz mi je oddać?- spytała z niedowierzaniem.
- Jeśli się zgodzą.
- Dziękuję!- morojka rzuciła mi się na szyję.
- No dobrze.- przerwała te czułości nasza królowa.- A co ze świadkami?
- Mason chciał poprosić Eddiego, a ja poproszę moją kuzynkę z Włoch, Clarie.
- To świetnie. Chętnie poznamy twoją rodzinę.- uśmiechnęłam się promiennie.
- Oczywiście.- Liss odwzajemniła uśmiech.- Trzeba jeszcze wysłać zaproszenia.
- Zaproszenia na ślub dampirów i morojki z nie arystokratycznej rodziny, od samej królowej. Nikt nie odważy się odmówić.- zaśmiałam się, a dziewczyny zawtórowały mi.
Gadaliśmy tak jeszcze jakieś pięć godzin. Dopracowałyśmy każdy szczegół uroczystości. Lissa pokazała nam z 20 wzorów zaproszeń, 70 rodzajów kwiatów i 40 różnych tortów. Nie wiem jakim cudem, ale udało nam się to wszystko przez trzy godziny. Resztę czasu zajęło nam wybieranie ubrania. Co to było?! Królowa pokazała nam zdjęcia dokładnie 183 sukien z których mogłyśmy wybierać, coś zmieniać lub wzorować się na nich i zrobić własną. To było czyste szaleństwo. Ale miło było spędzić z nimi czas. Nie wiem, kiedy znowu będziemy miały chwilę, żeby za sobą pobyć.
Właśnie wróciłam do domu. Dymitra nie było. On kończy warte za jakąś godzinę. Chciałam trochę się odświeżyć, więc poszłam do łazienki. Lecz, kiedy przechodziłam przez sypialnię, w oczy rzuciła mi się kartka na łóżku. Myślałam, że to od Dymitra. Jednak pomyliłam się.
Droga Rose.
Mam nadzieję, że wczorajszy prezent ci się podobał. To dopiero początek. Zniszczę ci życie, chyba że oddasz mi Dimke. Masz ostatnią szansę. Jeśli tego nie zrobisz, nawet on nie uratuje waszego dziecka. I lepiej bądź rozsądna, chyba że chcesz wrócić do szpitala.
R.D. i T.O.
No tak, mogłam się spodziewać, że to ich sprawka. R.D i T.O- Robert Doru i Tasza Ozera. Zaczynam sądzić, że Christian jest, chyba jedynym nie szkodliwym z tego rodu. Co ja mam zrobić? Nie chcę stracić Dymitra. Ale i dziecko jest dla mnie ważne. Następnego możemy nie mieć. W sumie, to nie wiemy, na czym polega ta magia. Ale, nawet jeśli możemy mieć więcej, to im też będą grozić. Nie mogę na to pozwolić. Chcę, żeby mój ukochany i dziecko byli bezpieczni. Pozostaje mi tylko jedno wyjście. Chwyciłam telefon i wybrałam numer. Po trzech sygnałach usłyszałam głos ojca.
- Rose, coś się stało?- Nic, tylko... Tato? Mogę u ciebie zamieszkać na kilka dni?
- Oczywiście kochanie. A co pokłóciłaś się z Bielikowem. Bo jeśli on cię skrzywdził...
- Nie!- przerwałam, bo w wyobraźni już widziałam, jak wyciąga strzelbę.- To nie jego wina. Wytłumaczę ci, jak się wprowadzę, jeśli obiecasz, że to zostanie między nami.
- No dobra. A kiedy będziesz gotowa?
- Za jakieś półtora godziny spotkajmy się w garażu.
- Okey, to do zobaczenia.
- Pa.- Rozłączył się, a ja zaczęłam się pakować. Byłam gotowa godzinę później, ale chciałam zaczekać na Dymitra. Nie wiem jak ja mu to powiem. Tak bardzo się cieszył. Ze ślubu i dziecka. A teraz zostanie sam, ale to jedyne wyjście, żeby dali nam spokój. Przynajmniej Tasza. Robert ma pewnie inny pomysł na zemstę. Ten plan nic mu nie daje, poza tym, że oddziela nas. Ale jeszcze ich dorwę. Zapłacą za rujnowanie mi życia. Z Rose Hathaway się nie zaczyna, a tym bardziej z osobami, które kocha. Tasza przekona się o tym pierwsza, kiedy Dymitr ją odrzuci i może odda w ręce strażników. Roberta też da się znaleźć. On strasznie się wywyższa, bo myśli, że jak wejdzie komuś do głowy, to jest niepokonany. Ale w realnym świecie jest niczym.
Moje przemyślenia przerwał dźwięk otwieranych drzwi.
- Hej, już jestem.- Dymitr podszedł i pocałował mnie. Zauważył, że coś jest nie tak.- Roza, co się dzieje?
- Dymitr, ja muszę odejść. - poczułam pieczenie pod powiekami. Dymitrowi zrzedła mina.
- Nie rozumiem. Roza, czy ty chcesz mnie zostawić?- jego oczy rozszerzyły się z niedowierzaniem. Te cudne oczy, które tak bardzo kocham. - Nie rób mi tego. Czy ja coś zrobiłem nie tak? Obiecuję, że się poprawię. - w jego głosie wyczułam panikę. Nie wiedział co mną kieruje.
- To nie twoja wina. Po prostu tak będzie lepiej.
- Dla kogo?
- Dla ciebie i dziecka. Będziecie bezpieczni. Może ułożysz sobie życie z Taszą.
- Wiesz, że to nie prawda. Nikogo nie będę kochał, tak jak ciebie. Nie mogę bez ciebie żyć. Dlaczego to robisz? Chodzi o groźbę Taszy? Nie przejmuj się nią. Nie pozwolę, żeby coś się wam stało.
- Dymitr, nie utrudniaj tego, co i tak nie jest proste. To moja decyzja i nic mnie nie przekona.- głos mi się łamał, ale nie pozwoliłam kroplą spływać na policzki.- Przepraszam, ale muszę. Mam nadzieję, że mnie rozumiesz. I mam do ciebie prośbę. Powiedz jutro Lissie, że ślubu nie będzie.- na jego twarzy malowała się rozpacz.
Jego całe życie odchodzi. Wiem, że bardzo cierpi, ale nie mam innego wyjścia. "Dla niego i dziecka" powtarzałam sobie.
- Dymitr, bądź silny. Nie chcę, żebyś zaniedbywał obowiązki z mojego powodu.
- Pocałuj mnie. Ten ostatni raz, chce poczuć to uczucie, które zapamiętam na zawsze.- zdziwiło mnie to, ale sama nie mogłam wyjść bez tego.
Potrzebowałam go jak powietrza. On mnie też. Jednak najważniejsze jest bezpieczeństwo jego i dziecka. Podszedł do mnie i nachylił się. Nasze wargi spotkały się w długim i namiętnym pocałunku, pełnym miłości, rozpaczy i tęsknoty. Już za nim tęskniłam. W końcu, niestety, pocałunek się skończył. Nie mogłam spojrzeć mu w oczy.
- Ja tiebia liubliu Roza.- szepnął mi do ucha.
Aż za dobrze znałam ich znaczenie. Kocham Cię Roza. Tym razem nie udało mi się powstrzymać łez. Mokre krople spływały mi po policzkach.
- Wybacz mi. I nie szukaj mnie.
Otarł moje łzy kciukami, unosząc delikatnie moją twarz do góry. Spojrzałam w jego oczy i zobaczyłam krople. Po raz pierwszy widzę, żeby Dymitr płakał.
- Żegnaj.
Odsunęłam się, wzięłam walizki i wyszłam, nie oglądając się za siebie. Wiedziałam, że gdybym to zrobiła, nie mogłabym odejść.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
czwartek, 4 lutego 2016
ROZDZIAŁ 33
Wybaczcie, że tak późno, ale miałam problemy z internetem. Mam nadzieję, że się podoba. :-*
_____________________________
Przed moimi oczami przewijały się koszmarne obrazy. Widziałam przeszłość. Lissę torturowaną przez Daszkowa, potem dręczącą Jessego, wypadek w którym zginęła rodzina mojej przyjaciółki, Dymitra zaatakowanego przez strzegą, podczas akcji ratunkowej, kruka w pokoju, śmierć Wiktora, martwe ciało Masowa, jak on zginął w Spoken. Bardzo cierpiałam. Czemu on! Był dla mnie jak brat. Całkiem zapominałam, że on już żyje. Jenak tamten ból został. Nigdy nie zapomnę tego uczucia, gdy trzymałam jego bezwładne ciało. Następne obrazy przedstawiały mojego ukochanego jako strzygę, potem bawiącego się z dziećmi, ale nie moimi, tylko Taszy.
Poczułam, że ktoś szarpie mnie za ramiona.
- Roza, obudź się! Roza.- do mojej świadomości dotarł spanikowany głos.
Zerwałam się, otwierając oczy. Dymitr objął mnie i w tedy zorientowałam się, że po moich policzkach cienką łzy.
- Już wszystko dobrze, jestem tu. Spokojne Roza. Nie pozwolę, żeby coś ci się stało. To Tasza?
- Tak.- powiedziałam przez łzy. Ale jak zobaczyłam minę Dymitra, poprawiłam się.- To znaczy nie. Znaczy tak, ale nie tak jak myślisz.- jąkałam się.
Opowiedziałam mu sny. Kiedy skończyłam przytulił mnie mocniej. Teraz tylko on mógł mi pomóc. Jego bliskość, miłość, czułość. Pocałowałam go namiętnie. Odwzajemnił gest. Jego pocałunki były pełne wsparcia, ale i tęsknoty. Wiedziałam, że chce czegoś więcej, ale nie okazywał tego. Nie chciał naciskać. Jednak, ja też za nim tęskniłam. Za dotykiem, smakiem. W końcu pragnienie zawładnęło nami. Całowaliśmy się coraz namiętniej. Odczytał moją potrzebę bliskości i zaczął zdejmować moją bluzkę. Płonęłam pod jego dotykiem. Zszedł ustami na moją szyję.
- Roza- szeptał co pocałunek.
Jak ja uwielbiam ten akcent. Nasze wszystkie ubrania wylądowały na podłodze, a my znowu byliśmy jednością, po tak długim czasie. Te tygodnie były prawdziwą udręką. Bez jego dotyku, pocałunków, tylko głos. Nawet nie mogłam go zobaczyć. To było większe cierpienie niż tortury w śnie. Ból psychiczny jest gorszy od bólu fizycznego.
Kochaliśmy się długo i namiętnie. Liczyliśmy się tylko on i ja. Gdy byliśmy już zmęczeni, usnęliśmy, spleceni w miłosnym uścisku. Byliśmy blisko siebie. Dwa ciała tworzą jedno. I tylko jedna dusza znów złączona z dwóch części. Tak jak zawsze powinno być. Nic więcej mi do szczęścia nie trzeba. No może w tym momencie. Kocham go.
_____________________________
Przed moimi oczami przewijały się koszmarne obrazy. Widziałam przeszłość. Lissę torturowaną przez Daszkowa, potem dręczącą Jessego, wypadek w którym zginęła rodzina mojej przyjaciółki, Dymitra zaatakowanego przez strzegą, podczas akcji ratunkowej, kruka w pokoju, śmierć Wiktora, martwe ciało Masowa, jak on zginął w Spoken. Bardzo cierpiałam. Czemu on! Był dla mnie jak brat. Całkiem zapominałam, że on już żyje. Jenak tamten ból został. Nigdy nie zapomnę tego uczucia, gdy trzymałam jego bezwładne ciało. Następne obrazy przedstawiały mojego ukochanego jako strzygę, potem bawiącego się z dziećmi, ale nie moimi, tylko Taszy.
Poczułam, że ktoś szarpie mnie za ramiona.
- Roza, obudź się! Roza.- do mojej świadomości dotarł spanikowany głos.
Zerwałam się, otwierając oczy. Dymitr objął mnie i w tedy zorientowałam się, że po moich policzkach cienką łzy.
- Już wszystko dobrze, jestem tu. Spokojne Roza. Nie pozwolę, żeby coś ci się stało. To Tasza?
- Tak.- powiedziałam przez łzy. Ale jak zobaczyłam minę Dymitra, poprawiłam się.- To znaczy nie. Znaczy tak, ale nie tak jak myślisz.- jąkałam się.
Opowiedziałam mu sny. Kiedy skończyłam przytulił mnie mocniej. Teraz tylko on mógł mi pomóc. Jego bliskość, miłość, czułość. Pocałowałam go namiętnie. Odwzajemnił gest. Jego pocałunki były pełne wsparcia, ale i tęsknoty. Wiedziałam, że chce czegoś więcej, ale nie okazywał tego. Nie chciał naciskać. Jednak, ja też za nim tęskniłam. Za dotykiem, smakiem. W końcu pragnienie zawładnęło nami. Całowaliśmy się coraz namiętniej. Odczytał moją potrzebę bliskości i zaczął zdejmować moją bluzkę. Płonęłam pod jego dotykiem. Zszedł ustami na moją szyję.
- Roza- szeptał co pocałunek.
Jak ja uwielbiam ten akcent. Nasze wszystkie ubrania wylądowały na podłodze, a my znowu byliśmy jednością, po tak długim czasie. Te tygodnie były prawdziwą udręką. Bez jego dotyku, pocałunków, tylko głos. Nawet nie mogłam go zobaczyć. To było większe cierpienie niż tortury w śnie. Ból psychiczny jest gorszy od bólu fizycznego.
Kochaliśmy się długo i namiętnie. Liczyliśmy się tylko on i ja. Gdy byliśmy już zmęczeni, usnęliśmy, spleceni w miłosnym uścisku. Byliśmy blisko siebie. Dwa ciała tworzą jedno. I tylko jedna dusza znów złączona z dwóch części. Tak jak zawsze powinno być. Nic więcej mi do szczęścia nie trzeba. No może w tym momencie. Kocham go.
Jestem jedynaczką. Bardzo szybko się zaprzyjaźniłam. W przyszłości chcę zostać architektką wnętrz i jestem w trakcie studiów na ten właśnie zawód. Mam dwa szynszyle o imionach Miluś i Dino.
Subskrybuj:
Posty (Atom)