niedziela, 7 lutego 2016

ROZDZIAŁ 39

ROSE

Następny nudny dzień. Dłużej nie wytrzymam. Przeczytałam już prawie wszystkie książki. Przez ostatnie dwa dni czytam westerny, bo nic lepszego nie mam do roboty. Nie wiem, czym Dymitr się tak ekscytuje. Książki jak każde inne. Na dole usłyszałam, że ktoś wchodzi. Ale nie przejęłam się tym. Do Abe'a ciągle ktoś przychodzi w jakiś sprawach, pewnie jego interesów.
- No co ja widzę?- aż podskoczyłam. Rozpoznała bym ten głos na końcu świata.- Moja Roza, czyta western.- zaśmiał się.
Odłożyłam szybko książkę i podeszłam do ukochanego. On pocałował mnie długo i namiętnie.
- Witaj, towarzyszu. Wszystko załatwione?
- Tasza już nam nigdy nie przeszkodzi.
- A co jak znowu ucieknie z aresztu?
- Nie ma jej w areszcie. Mówiłem ci, ze nie przeżyje naszego spotkania.
- Czy ty...?- pokiwał twierdząco głową. Nie mogłam uwierzyć. On ją zabił. Przypomniałam sobie, jak ja się czułam, kiedy zabiła Wiktora. Przytuliłam go mocno, z całym wsparciem, jakie mogłam mu dać. Odwzajemnił gest, wtulając się we mnie. Podniósł mnie, podszedł w stronę łóżka i usiadł na nim. Posadził mnie sobie na kolanach, przytulając mocniej. Siedzieliśmy tak chwilę. Postanowiłam spojrzeć w te cudowne, oczy i zobaczyłam łzy. Zdziwiłam się trochę, ale ja płakałam po zamordowaniu największego wroga. To, co on musi czuć po zadaniu śmierci przyjaciółce.
-Dymitr.- starłam krople z jego policzków.- Jestem tu i zawsze będę. Wiem, że to ciężkie, ale pomogę ci. Wszystko będzie dobrze. Jestem tu.- Uśmiechnął się słabo i pocałował mnie.
-Och Roza, jak ja cię kocham. Nigdy nie chcę cię stracić. Jesteś moim światełkiem życia. Wiesz co mi powiedzieć, jak doradzić. Zachowujesz się o wiele dorosłej, niż inni twoi rówieśnicy. O wiele dorosłej niż ja.
- Żartujesz sobie. Jesteś o wiele poważniejszy niż ja. To ty mi zawsze pomagałeś swoim doświadczeniem.
- Ale to ty więcej przeżyłaś. Dziękuję za wszystko.- Nasze usta znowu się spotkały. Całował mnie coraz namiętniej. Stęsknił się za mną, ja zanim też. Zaczął podnosić moją bluzkę, ale złapałem go za ręce.
- Towarzyszu, może poczekasz, aż wrócimy do domu.- Lekko się za wstydził. Zaśmiałam się cicho. A podobno to ja nad sobą nie panuję.- Na dole jest Abe, czekający na wyjaśnienia.
- Ale wieczorem mi nie uciekniesz.- Szepnął mi do ucha.
- Zgoda. Z własnego doświadczenia wiem, że na mrok najlepsza jest miłość.- Pocałowałam go.
***
Dwadzieścia minut później, kiedy w końcu mnie puścił, zeszliśmy na dół do salonu.
- No,- zaczął Abe, gdy usiedliśmy za kanapie- to teraz wszystko mi pięknie opowiecie.
Usłyszał to samo, co Lissa i Adrian tydzień temu w śnie.
- Czemu nic mi nie powiedziałaś. Przecież mogłem wam pomóc, namierzyć ich. Byłoby prościej i szybciej.
- Właśnie dla tego.- powiedziałam.- To była nasza sprawa, a poza tym, gdyby Robert był taki łatwy do znalezienia, to już dawno siedział by w celi. Poszukują go, od czasu wyjaśnienia sprawy zabójstwa Tatiany.
- A ponad tydzień temu- Poparł mnie ukochany.- królowa zaangażowała wszystkie służby do tego zadania i nic.
- Jak ja się tym zajmę, to nie ma miejsca, gdzie bym go nie znalazł. A Dymitr, pamiętasz jak miałeś jechać ze mną, załatwiać sprawy w interesach?- O nie.
- Tak, panie Mazur.- w jego głosie nie było leku, a zdecydowanie i hard. Chciał przejść wszystkie próby, na jakie los wystawi nas związek.
- Odwołuję to.
- Naprawdę?!- spytaliśmy, jednocześnie. Nie wierzę. Abe Mazur chce oszczędzić mojego narzeczonego.
- Naprawdę. Pokazałeś, że zasłużyłeś na nią. W odwecie za jej krzywdę, zabiłeś swoją przyjaciółkę. To musiało cię wiele kosztować, ale zrobiłeś to dla mojej Różyczki.- uśmiechnął się do mnie. - Oczywiście, w tych sprawach jej nie dorównujesz. No, ale nie każdy ma możliwość: znaleźć zaginioną siostrę królowej, zabić wroga publicznego, wskazać mordercę poprzedniej królowej, a tym bardziej posadzić na tronie przyjaciela.- Spojrzał na mnie.- Mówiłem już, że jestem z ciebie dumny?
- Przed koronacją, kiedy kłóciłeś się z mamą.
- No właśnie.- Wrócił wzrokiem do mojego narzeczonego.- Ale nie myśl, że ci się upiekło Bielikow. Znajdę czas, żeby z tobą porozmawiać.
- Po co sobie zawracać głowę. Twój grafik na pewno jest zapełniony, a i bez rozmowy możesz być pewny, że lepszego męża i obrońcy nie mogę mieć. Nikt tak nie będzie o mnie dbał. Nawet żaden z twoich najemników.
- Pozwolisz, że sam się o tym przekonam.- uparł się.
Westchnęłam zrezygnowana. A czego ja się spodziewałam?
"Masz rację córcia. Jak mogłem pomyśleć inaczej, sam chciałbym mieć takiego męża"? Przecież to mój ojciec. Sama bym tak łatwo nie opuściła, a co dopiero on. No trudno. I tak lepiej kilka godzin, niż cały dzień. Napotkałam wzrok Dymitr. spoglądał na mnie wdzięcznie i uspokajająco. Jak ja kocham, to uczucie, że zaraz utonę w brązie tych oczu. I tak, nic nie zepsuje mi tego pięknego dnia.

ROZDZIAŁ 38

Wybaczcie, że tak późno, ale w wcześniej nie było mnie w domu. Ten rozdział dedykuję Mańce, dzięki której powstał. Mam nadzieję, że cię nie zawiodłam dziewczyno. :-*
______________________________________________
Dymitr

Nie ma jej już tydzień i trzy dni, a każdy dzień, to udręką. Cholernie za nią tęsknię. Czemu Tasza jeszcze nie przyszła? A może nas przejrzeli? Nagle czuję wibracje w kieszeni. Dostałem SMS-a od nieznanego numeru.

Słyszałam, że twoja ukochana cię zostawiła. Ja bym tak nigdy nie zrobiła. Pomyśl nad tym, a jak zrozumiesz swój błąd, to spotkajmy się o północy przed restauracją w najbliższym miasteczku. Chętnie z tobą porozmawiam.
Tasza.

Zerwałem się na równe nogi. W końcu po tylu dniach ją zobaczę. Do północy zostało pięć godzin. Muszę wymyślić, jak to rozegrać.
**5 godzin później**

Właśnie podszedłem pod restaurację. Nagle zza rogu wyłoniła się postać.
- Dimka!- Zawołała Tasza - tak mi przykro, że Rose cię zostawiła. Ale było trzeba się tego spodziewać. Jest jeszcze młoda. Nie wie, co to jest stałość uczucia.
- To przez ciebie odeszła.- Powiedziałem oskarżycielsko. Jednak zaraz się opanowałem.- Chodź nie spodziewałem się, że byle pogróżki i już jej nie ma.
- Ja bym nigdy cię nie opuściła.
- Wiem, popełniłem błąd. Myślałem, że to ona jest tą jedyną. Ale nie rozmawiamy o tym. Przejdziemy się do parku?- wiele mnie kosztuje, żeby nie wyciągnąć sztyletu i nie wbić jej w serce.
- Oczywiście.- wyraźnie się ucieszyła. Czyli połknęła haczyk.
Szliśmy, wspominając stare dzieje.
- Dimka, wiesz, że po tym co zrobiłam, nie mogę wrócić na Dwór.
- Spokojnie, zadbam o to, żeby nikt cię nie szukał.
- Dziękuję- Przytuliła mnie. To był ten moment. Wyciągnąłem sztylet i zanurzyłem ostrze w jej plecach. Usłyszałem jak wciąga powietrze. Odsunąłem się i napotkałem jej spojrzenie pełne bólu.
- Nie. Dimka, każdy tylko nie ty.
- To za moją Rozę. Jak mogłaś myśleć, że będę z tobą, po tym wszystkim, co zrobiłaś.- Następne pchnięcie wycelowane było w serce. Padła na ziemię w drgawkach, a po chwili, jej ciało leżało nieruchome. Nie mogłem uwierzyć w to, co się stało. Zabiłem ją. Już więcej nam nie przeszkodzi. Ale zabiłem morojkę, która była moją przyjaciółką. Tyle, że chciała zabić moją narzeczoną. Moją Rozę. I nie miałaby wyrzutów sumienia. Nie po tym jak zabiła poprzednią królową. I tak by zginęła. Ale czy na pewno zrobiłem dobrze. Przypomniało mi się zachowanie Rose, po zabiciu Daszkowa. Roza. Teraz jej potrzebuję. Tylko co z ciałem. Nie mogę go tu tak zostawić. Ale nie chcę też go brać. Alchemicy? Tylko, który mi tu pomoże? Sydney! Wykonałem szybki telefon i wsiadłem do samochodu.

sobota, 6 lutego 2016

ROZDZIAŁ 37

Wstałam w bardzo dobrym humorze. W nocy długo jeszcze rozmawialiśmy, przytulaliśmy się i całowaliśmy. Po prostu napawaliśmy się swoim towarzystwem, puki je mamy. Nie wiemy, kiedy Tasza, łaskawie postanowi odbić mi narzeczonego. Ze szłam na śniadanie, gdzie już czekał na mnie Abe ze swoją obstawą. No pięknie. Jak mam mu powiedzieć, czemu odeszła od Dymitra, zakładając, że wciąż mam podsłuch?
Ledwo usiadłam, a już przede mną stał talerz, z parującą jajecznicą. Dalej uważam, że mój narzeczony lepiej gotuje. Ale nie powinnam tego wspominać ojcu. Jeszcze zechce go zatrudnić. A tego wolała bym uniknąć. 
Pochłonęłam szybko całą zawartość talerza, ale oczywiście, to mi nie wystarczyło. Jem więcej niż normalna kobieta. Dymitr doskonale wie, że mi trzeba trzy razy tyle. Dorównałam mu apetytem, tak jak większości mężczyzn. A teraz byłam jeszcze w ciąży. To wiadomo, że nie najem się dwoma małymi jajkami i kromką chleba. Kucharz szybko się poprawił i pięć minut później zajadałam się stertą naleśników z syropem klonowym.
- No córuś. To teraz mi wszystko pięknie wyjaśnisz.
- Wiesz staruszku, że masz bardzo ładny dom. - Uśmiechnęłam się do niego. 
- Rose!- Naciskał.
- Posłuchaj. Masz swoje interesy, do których nikt ci się nie wtrąca. Opowiem ci wszystko, ale w swoim czasie. Teraz może to trochę przeszkodzić, wręcz zepsuć moje życie, bardziej niż jest zniszczone. Będziesz chciał mi pomóc, ale muszę załatwić to sama. 
- Mówisz bardzo ogólne, jakbyś bała się, że jesteś na podsłuchu.
- Mówię, że to moja sprawa. Potem wszystko ci wyjaśnię.- Jednak mam coś po nim. Zrozumiał. Niby zachowałam się naturalnie, a jednak wiedział, że zgadł. Grunt, żeby Robert nie wiedział. Inaczej mogłabym wracać do domu i udawać, że nic się nie wydarzyło, a On i Tasza dalej rujnowaliby mi życie. A na to nie mogę pozwolić. Ojciec nie drążył tematu.
Kolejne dni strasznie mi się dłużyły. Ciekawe co tam u Dymitra. Pewnie bardzo cierpi. Nie miałam co robić, więc Abe przyniósł mi jakieś książki. Podobno są w naszej rodzinie od pokoleń. Znalazłam kilka starych westernów i zaczęłam je czytać. Chciałam zobaczyć, co w nich fajnego. Nawet zaczęły mi się podobać. Było też kilka książek o zwierzętach i atlas świata. Od razu przypomniał mi się gorący dzień po ucieczce z Dymitrem. Weszliśmy w tedy do biblioteki i przeglądaliśmy razem podobną książkę 100 najpiękniejszych miejsc na świecie. Taka chwila, w której czułam się jak zwykła dziewczyna, na spacerze z ukochanym. Tak się zanurzyłam we wspomnieniach, że zasnęłam. Śniło mi się, że jesteśmy w każdym z tych miejsc, które wylosowaliśmy miesiąc temu. Tylko on i ja. Tak słodko. Razem od rana do wieczora. To chyba był nasz miesiąc miodowy. Ciekawe czy to też Lissa nam zafunduje.Wiem jak to brzmi, ale od zawsze marzyłam o takich chwilach, a mimo wszystko, te trzy tygodnie nie wystarczyły mi po tym, jak w akademii nie mieliśmy dla siebie czasu. Do tego Dymitr w ciąż się ode mnie odsuwał, a potem straciłam go na dwa miesiące. Dlatego, cieszę się każdą chwilą, którą możemy spędzić razem. On chyba też. Jest w tedy wesoły, częściej się uśmiecha, a jego oczy pływają w miłości, która sprawia, że są jeszcze bardziej intensywne i łatwiej w nich utonąć. Kocham to uczucie braku rzeczywistości, kiedy czuję na sobie jego spojrzenie pełne pożądania. Slag! Muszę przestać o nim myśleć, bo zaraz pobiegnę do niego, gdziekolwiek jestem i rzucę się mu w ramiona. A na to nie mogę sobie pozwolić.

ROZDZIAŁ 36

Na zewnątrz prószył śnieg, jak w ten dzień na stacji benzynowej. Ale nie było nam zimno. W końcu to tylko sen. Mój narzeczony szedł obok mnie ze spuszczoną głową.
- Dymitr, wszystko dobrze? Jeśli chodzi o Adriana, to nie przejmuj się tym. Cieszę się z tego co mam i nie zamieniłabym tego, na nic w świecie. Kocham Cię i jestem szczęśliwa. Nie chcę cię stracić. 
Dalej nic nie mówił. Powoli traciłam cierpliwość. Byłam zła na Iwaszkowa. Mógł by pomyśleć zanim coś powie. Nie mogłam patrzeć jak Dymitr cierpi.
- Powiedz coś. Proszę. - błagałam.
- Roza,- odezwał się po kilku sekundach.- myślę, że to wszystko, to moja wina.
- Co ty wygadujesz?- zdziwiłam się.- Przecież to ja zabiłam Wiktora. To na mnie mści się Robert. A jeśli chodzi o Tasze, to dobrze wiesz, że nie można dyktować sercu kogo ma kochać. To nie twoja wina. 
- Gdybyś mnie zabiła w Rosji, byłoby lepiej.- nie mogłam uwierzyć w to, co usłyszałam.
- Lepiej?! Dla kogo?
- Dla wszystkich. Wiktor siedział by w więzieniu, Robert był tam, gdzie był, nikt by nawet o nim nie wiedział, ty byś była szczęśliwa z Adrianem, a Tasza nie miałaby, o co być zazdrosna. Może nawet były byście przyjaciółkami.- w jego głosie słyszałam smutek. 
- Dymitrze Bielikow, nawet tak nie mów. To ja postanowiłam uratować cię, więc jak już to moja wina. Ale ja się z tego cieszę i dziś postąpiłbym tak samo.- powoli zaczynałam podnosić głos- Kocham Cię i nigdy bym o tobie nie zapomniała. Nie rozumiem, jak możesz tak myśleć. Jestem tu cała i zdrowa, u boku mojego narzeczonego. Moje marzenia się spełniły i jestem szczęśliwa, jak nigdy dotąd. Żadne słowa nie opiszą, jak szalenie jestem w tobie zakochana. Noszę w sobie TWOJE DZIECKO!- teraz to już krzyczałam.
 - Roza, proszę uspokój się, nie wolno ci się denerwować. 
- Jak mam się uspokoić, skoro mówisz mi, że lepiej by było, gdybyś zginął. Znów mylisz pojęcia, kochanie. Byłoby prościej. Teraz jest dobrze, wspaniale. Pytam się po raz kolejny: Gdzie jest mój Dymitr? Miesiąc temu mówiłeś, że zrobisz wszystko, żeby być ze mną. A teraz słyszę, że bez ciebie byłby mi lepiej.- chciałam mówić dalej, ale coś mi przeszkodziło.
A tym czymś były, ciepłe wargi mojego ukochanego, na moich ustach. Cała złość ze mnie uleciała, roztopiła się jak śnieg w gorący dzień. Ale ten pocałunek był krótki, o wiele za krótki. 
- Roza nie możesz się denerwować.- uśmiechnął się do mnie.- Też cię kocham i nie zmienił bym tego, co mam na nic w świecie. Po prostu myślałem nad tym wszystkim. Nie powinienem był ci mówić, ale miałem dość zostawia ze wszystkimi sam. A ty zawsze wiesz co mi powiedzieć, znasz i rozumiesz mnie jak nikt inny. Tylko tobie mogę zaufać.
Wzruszyło mnie jego wyznanie. Przytuliłam się mocno do niego.
- Masz komu zaufać. Lissa, Christian. Są częścią naszej rodziny. Moi przyjaciele zawsze wszystkim pomogą. Gdybyś chciał, mogliby być twoimi przyjaciółmi. Wystarczy tylko zaufać.
- Kocham Cię Roza. O tym właśnie mówię. Dobrze wiesz, co mi powiedzieć, ale to są twoi znajomi. Znacie się od dawna. 
- Hej, żeby mieć starych znajomych, najpierw trzeba poznać nowych. Przecież nikogo nie zna się od pierwszego spotkania. Trzeba poznać, spędzać czas. Trzeba zaufać. Np. Mia. Jeszcze rok temu, była naszym najgorszym wrogiem, a teraz będziemy mieli podwójny ślub. 
- Może masz rację. Tyle, że oni są młodsi. A to nie jest jak miłość. Zachowujecie się inaczej. Nie wiem czy też taki będę umiał być. 
- Po prostu bądź sobą. Zdejmij swoją maskę strażnika. Wyluzuj. Tak jak ja. Widziałeś co zrobiłam z Iwaszkowem.
- No o tym mówię. On zachował się strasznie dziecinnie.
- I to jest najlepsze, gdy się upija. Nie musisz od razu robić z siebie pajaca, śladem Adriana, ale chodź na chwilę zapomnij, że jesteś strażnikiem. Inni się tym zajmują. Wiem, ja też jestem czujna wtedy, ale bawię się. Zachowuj się tak jak w domu. Jakoś możesz ze mną żartować, wygłupiać się. Bądź taki przy innych. Daj się poznać z innej strony. I tylko mnie kochaj.
- Spróbuję Roza, ale nie wiem czy to mi się uda.
- Jeśli chodzi o mój poprzedni wybuch, to jeszcze nikt mnie tak miło nie uciszył. Nie chciałbyś tego powtórzyć, bo wracając do twojego pytania, przyjadę do domu, kiedy tylko złapiecie Taszę, a na Iwaszkowa jestem zła i nie chcę go widzieć, a tym bardziej korzystać z jego pomocy. Więc zobaczymy się dopiero po ujęciu Taszy. 
- Jeśli Tasza, po tym przedstawieniu, odważy się przyjść do mnie, możesz mi wieżyc, że nie wyjdzie z tego żywa. A co do odwiedzin,- nachylił się i mruknął do mojego ucha, swoim cudownym, głębokim głosem.- będę cię widział, każdej nocy, w każdym śnie.
Pocałował mnie tak namiętnie, że zakręciło mi się w głowie. Już za nim tęskniłam. Nasze palce splotły się, ze sobą, a my poszliśmy na spacer. Lissa pewnie dalej trzymała Adriana, dzięki czemu ten sen jeszcze trwał.
- A co ze ślubem? - spytał, po jakimś czasie, mój ukochany.
- Wszystko już omówione, więc jutro powiesz Lissie, że ślub odwołany, ale ona będzie robiła przygotowania do ślubu Mii i Masona. Do jego terminu, Tasza powinna się pojawić. Potem wrócę na ostatnie poprawki i będziemy małżeństwem. Tadam! Chyba, że się rozmyśliłeś, towarzyszu.
- Nigdy w życiu. Kocham Cię i nie mogę się doczekać uroczystości. Ale kiedy pójdzie na zakupy. Tak na ostatnią chwilę?
- Na jakie zakupy?! A, te zakupy. Nie wszystko będę miała szyte na miarę.- popatrzył się na mnie zdziwiony.- A czego się spodziewałeś? W końcu to ślub organizowany przez królową. Wszystko musi być idealne. Ale nad tobą nie trzeba pracować. - uśmiechnęłam się uwodzicielsko. On tylko popatrzył przed siebie, kręcąc głową.
- Och, Roza. Ty nigdy się nie zmienisz.
- I za to mnie kochasz.- przytuliłam się mocniej do niego, a nasze usta znowu się spotkały.
- Mam nadzieję, że Tasza nie będzie zwlekać. Nie wiem, jak ja bez ciebie wytrzymam.

piątek, 5 lutego 2016

ROZDZIAŁ 35

Przez całą drogę nic nie mówiłam. Ojciec nie zadawał pytań. Wiedział, jak ciężko mi było rozstać się z Dymitrem. Pamiętał nasze spotkanie w Rosji, kiedy byłam pewna, że go straciłam na zawsze. W domu wyznaczył jednego ze swoich strażników, na mojego opiekuna. Nazywał się Lary. Szybko zaniósł moje rzeczy do pokoju na górze, z widokiem na ocean. Tak, Abe ma wille nad brzegiem Pacyfiku. Gdy się rozpakowałam, zeszłam na kolację. W czasie, kiedy jadłam kurczaka ( Dymitr robił lepszego), do mojego ojca przyjechali karmiciele. Prawie zapomniałam, że wampiry potrzebują do przeżycia krwi.
Po obiadokolacji poszłam w końcu się umyć i spać. Tak jak oczekiwałam, zostałam wciągnięta do snu wywołanego mocą ducha.
Znalazłam się w dobrze znanym mi pokoju. Nagle upadłam i zostałam przywiązana do podłogi. Jednak szybko się podniosłam i zastosowałam tarczę. Nauczyłam się tego, po powrocie na Dwór. Osłaniała mnie przed atakiem mentalnym, skierowanym na moją osobę. Jednak nie chroniła mojego ciała i gdyby nie mój refleks, odezwała bym wazonem z tulipanem. Szybko zbudowałam wokół siebie mur i i tym razem, filiżanka rozbiła się metr przede mną.
- Brawo, mała dampirzyco. - naprzeciw mnie zmaterializował się Iwaszkow, z tym jego cwanym uśmiechem na twarzy, a ja zniosłam bariery.- A teraz powiedz mi, jak mogę ci pomóc?
- Czyli, że wiadomość dotarła.- uścisnęłam go.
Przed podróżą poprosiłam Abe'a, żeby wskazał mi najbardziej zaufanego strażnika. Nikogo pewnie nie dziwi, że owym jest Lary. Córeczka musi mieć najlepszego opiekuna, mimo że sama jest strażniczką. Poprosiłam go, żeby przekazał Adrianowi, że chcę się z nim spotkać w nocy.
- Mam do ciebie jedną prośbę.- zaczęłam.- Ściągnij tu Lissę, a ja zajmę się Dymitrem. Mamy kilka spraw do omówienia.
- A czy wy się czasem nie rozstaliście?
- Muszę z nim pogadać bez ryzyka, że ktoś nas podsłuchuje. Pomożesz mi czy mam to zrobić sama?
- No dobra. Ale musisz jakoś utrzymać połączenie ze swoim snem.
I już go nie ma. Połączenie. To stanowi pewien problem. Adrian, jako twórca snu, nie musi mieć łączności, ale ja tak. Zastanowiłam się. Już mam! Wspomnienia i miłość to największa więź. Nie wiem czy to zadziała, ale nie mam wyjścia. Jak nie spróbuję, to się nie dowiem. Pomyślałam o wszystkich tych, których Kocham, a przede wszystkim o Lissie i Dymitrze. Przede mną pojawiła się mała bańka. Wyświetlały się w niej wszystkie wspomnienia. Na chwilę, między mną a bańką, zaświeciła się srebrna niteczka- znak połączenia. Teraz do domu. Wyobraziłam sobie naszą sypialnię. Dymitr wiercił się i rzucał na łóżku. Co jakiś czas mówił moje imię. Weszłam do jego umysłu. Śnił o mnie, co nie zdziwiło mnie za bardzo. Były to różne momenty naszego wspólnego życia, zaczynając od pierwszego spotkania, przez akademię, aż do dzisiaj. Postanowiłam zakończyć jego cierpienie.
Obraz wokół nas zmienił się. W tedy Dymitr mnie zauważył. Podbiegłam do niego, lecz on się odsunął. 
- Dymitr, co się dzieje?- stanęłam ja wryta. 
- Mam tego dość. Nie chcę śnić o tym co już nie wróci.- w jego głosie usłyszałam ból, tęsknotę i cierpienie. Myślał, że to kolejna wizja jego wyobraźni.- Tęsknię za Tobą, ale jak tylko cię dotknę, obraz się zmienia. Chcę się już obudzić. Wole nie mieć cię wcale, niż tylko patrzeć.
- Spróbować zawsze można. Odwagi kochanie. Myślę, że tym razem będzie inaczej. Czyż byś się wahał?- tak, waha się.- Spokojnie, tym razem to naprawdę ja, a raczej mój umysł. Nie poznajesz miejsca?
Rozejrzał się uważnie do około. Oczywiście byliśmy w naszym miejscu do ćwiczeń- drewnianym domku, naprzeciw stacji benzynowej. Znowu spojrzał na mnie. 
-Roza, to ty?- jego oczy rozszerzyły się w niedowierzaniu.
- Oczywiście, towarzyszu. W pełnej okazałości.
Nie zdążyłam powiedzieć nic więcej, bo Dymitr rzucił się na mnie, a nasze usta spotkały się, w chyba najsłodszym i najbardziej namiętnym pocałunku świata. Zrobiło mi się gorąco.
- No towarzyszu,- powiedziałam z uznaniem, kiedy w końcu pozwolił mi na to.- Chyba będę musiała częściej tak znikać. Nie wiedziałam, że ktoś może tak dobrze całować. Naprawdę jesteś bogiem.
Uśmiechnął się cwanie, lecz zaraz dotarło do niego znaczenie tych słów. 
- To znaczy, że mnie nie zostawiasz?- spytał z nadzieją.
- To byłby największy błąd mojego życia. Nie tylko ty, nie możesz żyć sam. Jesteś moim światem.
W tym momencie koło nas pojawił się Iwaszkow z Lissą.
- Widzę, że ci się udało, mała dampirzyco.
- Cześć Rose.- Uścisnęła mnie przyjaciółka.- O witaj Dymitr. O co chodzi? Adrian powiedział, że masz do mnie ważną sprawę.
Zanim zaczęliśmy rozmawiać, usiedliśmy na kanapie z różnymi napojami. W kominku palił się ogień. 
Opowiedziałam im, co dokładnie stało się w śnie z Taszą i o kruku w naszej sypialni. Kiedy powiedziałam, że to ten sam, którego ożywiła kiedyś Lissa, moja przyjaciółka zrobiła się blada jak papier, a jej kubek spadł na podłogę. Zrozumiała aluzję równie dobrze jak ja. Istota naznaczona pocałunkiem cienia musi umrzeć. Wiktor powiedział, że świat zmarłych jeszcze się o mnie upomni. Jak na razie, uciekłam śmierci trzy razy. Obawiam się, że czwarty może się już nie udać. Podzieliłam się obawami z resztą. Dymitr oczywiście zaraz zapewniał, że nie pozwoli, żeby stało mi się coś złego. Cały on. 
-No dobra. Ale czegoś w ciąż nie rozumiem.- przyznał mój ukochany.- Co to było dziś wieczorem? Co ta szopka miała na celu i co ma z tym wspólnego kruk lub akcja Taszy z przed dwóch tygodni?
- Dymitr pomyśl. Tasza wiedziała, że jestem w ciąży, podrzucili nam tego kruka w dzień mojego powrotu, jeszcze dzisiaj dostałam list.- w mojej dłoni pojawiła się ta sama kartka, którą znalazłam na łóżku.- Nie wiem jak, ale oni nas szpiegują. Wiedzieli o tym, czego nikomu nie powiedzieliśmy. Musiałam to zrobić, żeby myśleli, że mnie nastraszyli. Niedługo pewnie przyjedzie Tasza, aby cię odzyskać. W tedy ją złapiemy i jeden problem z głowy.
- Ale dlaczego mi nie powiedziałaś? Mogłaś poczekać do jutra. Wiesz, jak ja cierpiałem?
- Przepraszam kochanie.- złapałam go za rękę.- Nie mogłam czekać. Ona dała mi czas do jutra. Poza tym, gdybyś wiedział, że to tylko tak na niby, nie zachowywał byś się naturalnie. Mogliby zacząć coś podejrzewać. A tak dostali czego chcieli.
- No dobra.- Lissa już trochę ochłonęła.- A co z Robertem? Przecież to on jest największym problemem.
- Trzeba go znaleźć. On jest słaby, dlatego atakuje za pomocą ducha. W realnym świecie szybko go pokonamy i złapiemy.
- Zaangażuję wszystkich, którzy się tym zajmują.- ożywiła się moja przyjaciółka.- Zapłaci za wszystko.
Cieszyłam się, że morojka chce nam pomóc, ale zaniepokoiła mnie nuta nienawiści i wrogości w jej głosie. Może też trochę szaleństwa. Rozumiem, jest wściekła na niego. Ja też, ale dla mnie to normalne. U niej taki ton słyszałam bardzo rzadko. Kiedy była tak zła, że mrok, wywołany duchem przejmował nad nią kontrolę. Ostatni raz widziałam ja w takim stanie na początku wiosny tego roku, gdy torturowała Jessego. W tedy wzięłam jej szaleństwo na siebie. Tak naprawdę, to dzięki temu, Dymitr miał okazję wyznać mi miłość i po tym przeżyłam swój pierwszy raz. Odkąd nie mam więzi z Lissą, nie mogę zabierać od niej negatywnych skutków ducha. Przed koronacją zapewniała mnie, że poradzi sobie z tym, ale w tym momencie zwątpiłam w to. Martwiłam się o nią.
- To kiedy do mnie wrócisz?- przerwał moje rozmyślanie Dymitr. To urocze, że już za mną tęskni. Jednak nie wszyscy są tego samego zdania.
- Coś taki nie cierpliwy, Bielikow?- zaśmiał się drwiąco Adrian.- Może jak pobędziesz sam, docenisz jakie masz szczęście i może nie pozwolisz jej drugi raz odejść. Szkoda stracić takiego anioła, co nie.- domyśliłam się, ze w jego szklance, nie ma wody, tylko jest wódka. I że trochę już jej wypił.
- Zamknij się Adrian. Co ty wiesz o stracie?- bronił się mój ukochany.
- Uwierz mi, wiem dużo. Ja nigdy jej nie odrzuciłem, a mimo to, wybrała ciebie. Gdyby nie ten głupi Robert, teraz to ja byłbym na twoim miejscu.
Wiedziałam, że nie wybaczył mi do końca, ale to co powiedział było przesadą. Musiałam wkroczyć, bo robiło się niebezpiecznie. 
- Adrian dosyć. Kochanie, nie przejmuj się tym co on plecie. Jest pijany. - znowu zwróciłam się do Iwaszkowa. - A tobie radzę uważać. Przypominam, że mam na koncie więcej strzyg niż połowa Dworu razem wzięta. Może cię nie zabiję, ale mogę lekko zabarwić twoją buźkę. I gwarantuję, że zejdzie ci ten uśmieszek z twarzy.
Jego uśmieszek już zszedł. Oto prawdziwa Rose Hathaway. Ze mną się nie zadziera. Adrian patrzył na mnie ze strachem. Wiedział, że nie żartuję. Po chwili padł mi do stóp i zaczął przepraszać, kłaniać się, wysławiać mnie, jaka to nie jestem cudowna i w ogóle robić z siebie większego debila niż był w rzeczywistości. Ciekawi mnie, jak by się zachowywał, po litrach rosyjskiej wódki. Myślę, że ten trunek zawalił by go z nóg, po jakichś dwóch flaszkach. Wiem co mówię, piłam ją podczas wizyty w Bai. Nie wiem, jak Dymitr mógł codziennie pić tego trzy butelki i mieć rano siłę odwiedzić mnie w szpitalu. Bo przycisnęłam go i wyznał, że właśnie tyle pił. 
Patrzyłam na popisy moroja z triumfem i wyższością. Do moich uszu dotarł śmiech Lissy. Po prostu, turlała się po podłodze, nie mogąc przestać się śmiać. Ale, kiedy spojrzałam na ukochanego, przeszła mi ochota na podziwianie tego przedstawienia.
- Dobra dosyć Iwaszkow. Teraz kłaniaj się Lissie i przepraszaj ją za to, jakim byłeś idiotą w ferie zimowe.- tak też zrobił.
Przyjaciółka została przyczepiona do podłogi, wybuchami śmiechu. Chwilę na to patrzyłam, po czym pociągnęłam Dymitra za rękę i wyszliśmy na dwór. Ukochany nie opierał mi się. Chyba potrzebował pobyć ze mną, sam na sam. 

ROZDZIAŁ 34

Wybaczcie, że tak późno. Wcześniej nie było mnie w domu. Wiem, że wiele osób będzie chciało mnie zabić ( pewnie pierwsza będzie Mańka). A tak po za tym, życzę miłego czytania i komentowania. Błagam oszczędzicie mnie.  :-*
________________________________________
Siedziałam w komnacie Lissy razem z królową i Mią. Ustalałyśmy szczegóły ceremonii ślubnej. Zaczęliśmy ode mnie.
- Na druhny chciałabym wziąć Jill, Sonię, Sydney i siostrę Dymitra, Wiktorię. Trzeba tylko je poprosić. Myśleliśmy, żebym obrączki ślubne niósł Pawka, siostrzeniec Dymitra.
- Ja zajmę się salą, kościołem i wieczorem panieńskim.- stwierdziła Lissa.- A kogo Dymitr chce na świadka?
- Michela. To jego najbliższy przyjaciel na Dworze.
Spojrzałam na kartkę z rzeczami do przygotowania, którą zrobiła królowa. Druhny, świadkowie. Następne punkty to ubranie i poczęstunek
- Suknie później uszyją dla was krawcowe z Dworu. Tort upiecze najlepszy kucharz, a buty zrobi szewc.- przyjaciółka odhaczyła kolejno punktu.
- Dymitra ucieszą róże. Najlepiej czerwone, ale ja sama chcę mieć białe. 
- A gdzie robimy wesele?- wtrąciła Mia.
- Mówiłam, że to ja załatwię. Wy tylko wybierzcie sobie imicz.- uśmiech nie z chodził z twarzy starszej morojki.
-Okey.- zgodziła się druga panna młoda.- To ja na druhny wezmę. Hymn... jakieś propozycję.- i tu zaczął się problem.
Nie miała poza nami, nikogo tak blisko zaprzyjaźnionego. W akademii trzymała się osób, które robiły ją popularną. Ale nie wzięła by ich na druhny. 
- Hej, a może Jill i Sonia będą twoimi, a Sydney i Wiktoria moimi.
- Na prawdę chcesz mi je oddać?- spytała z niedowierzaniem. 
- Jeśli się zgodzą.
- Dziękuję!- morojka rzuciła mi się na szyję.
- No dobrze.- przerwała te czułości nasza królowa.- A co ze świadkami?
- Mason chciał poprosić Eddiego, a ja poproszę moją kuzynkę z Włoch, Clarie. 
- To świetnie. Chętnie poznamy twoją rodzinę.- uśmiechnęłam się promiennie.
- Oczywiście.- Liss odwzajemniła uśmiech.- Trzeba jeszcze wysłać zaproszenia.
- Zaproszenia na ślub dampirów i morojki z nie arystokratycznej rodziny, od samej królowej. Nikt nie odważy się odmówić.- zaśmiałam się, a dziewczyny zawtórowały mi.
Gadaliśmy tak jeszcze jakieś pięć godzin. Dopracowałyśmy każdy szczegół uroczystości. Lissa pokazała nam z 20 wzorów zaproszeń, 70 rodzajów kwiatów i 40 różnych tortów. Nie wiem jakim cudem, ale udało nam się to wszystko przez trzy godziny. Resztę czasu zajęło nam wybieranie ubrania. Co to było?! Królowa pokazała nam zdjęcia dokładnie 183 sukien z których mogłyśmy wybierać, coś zmieniać lub wzorować się na nich i zrobić własną. To było czyste szaleństwo. Ale miło było spędzić z nimi czas. Nie wiem, kiedy znowu będziemy miały chwilę, żeby za sobą pobyć.
Właśnie wróciłam do domu. Dymitra nie było. On kończy warte za jakąś godzinę. Chciałam trochę się odświeżyć, więc poszłam do łazienki. Lecz, kiedy przechodziłam przez sypialnię, w oczy rzuciła mi się kartka na łóżku. Myślałam, że to od Dymitra. Jednak pomyliłam się.

Droga Rose.
Mam nadzieję, że wczorajszy prezent ci się podobał. To dopiero początek. Zniszczę ci życie, chyba że oddasz mi Dimke. Masz ostatnią szansę. Jeśli tego nie zrobisz, nawet on nie uratuje waszego dziecka. I lepiej bądź rozsądna, chyba że chcesz wrócić do szpitala.
R.D. i T.O.

No tak, mogłam się spodziewać, że to ich sprawka. R.D i T.O- Robert Doru i Tasza Ozera. Zaczynam sądzić, że Christian jest, chyba jedynym nie szkodliwym z tego rodu. Co ja mam zrobić? Nie chcę stracić Dymitra. Ale i dziecko jest dla mnie ważne. Następnego możemy nie mieć. W sumie, to nie wiemy, na czym polega ta magia. Ale, nawet jeśli możemy mieć więcej, to im też będą grozić. Nie mogę na to pozwolić. Chcę, żeby mój ukochany i dziecko byli bezpieczni. Pozostaje mi tylko jedno wyjście. Chwyciłam telefon i wybrałam numer. Po trzech sygnałach usłyszałam głos ojca. 
- Rose, coś się stało?
- Nic, tylko... Tato? Mogę u ciebie zamieszkać na kilka dni?
- Oczywiście kochanie. A co pokłóciłaś się z Bielikowem. Bo jeśli on cię skrzywdził...
- Nie!- przerwałam, bo w wyobraźni już widziałam, jak wyciąga strzelbę.- To nie jego wina. Wytłumaczę ci, jak się wprowadzę, jeśli obiecasz, że to zostanie między nami.
- No dobra. A kiedy będziesz gotowa?
- Za jakieś półtora godziny spotkajmy się w garażu.
- Okey, to do zobaczenia. 
- Pa.- Rozłączył się, a ja zaczęłam się pakować. Byłam gotowa godzinę później, ale chciałam zaczekać na Dymitra. Nie wiem jak ja mu to powiem. Tak bardzo się cieszył. Ze ślubu i dziecka. A teraz zostanie sam, ale to jedyne wyjście, żeby dali nam spokój. Przynajmniej Tasza. Robert ma pewnie inny pomysł na zemstę. Ten plan nic mu nie daje, poza tym, że oddziela nas. Ale jeszcze ich dorwę. Zapłacą za rujnowanie mi życia. Z Rose Hathaway się nie zaczyna, a tym bardziej z osobami, które kocha. Tasza przekona się o tym pierwsza, kiedy Dymitr ją odrzuci i może odda w ręce strażników. Roberta też da się znaleźć. On strasznie się wywyższa, bo myśli, że jak wejdzie komuś do głowy, to jest niepokonany. Ale w realnym świecie jest niczym. 
Moje przemyślenia przerwał dźwięk otwieranych drzwi. 
- Hej, już jestem.- Dymitr podszedł i pocałował mnie. Zauważył, że coś jest nie tak.- Roza, co się dzieje?
- Dymitr, ja muszę odejść. - poczułam pieczenie pod powiekami. Dymitrowi zrzedła mina.
- Nie rozumiem. Roza, czy ty chcesz mnie zostawić?- jego oczy rozszerzyły się z niedowierzaniem. Te cudne oczy, które tak bardzo kocham. - Nie rób mi tego. Czy ja coś zrobiłem nie tak? Obiecuję, że się poprawię. - w jego głosie wyczułam panikę. Nie wiedział co mną kieruje. 
- To nie twoja wina. Po prostu tak będzie lepiej. 
- Dla kogo?
- Dla ciebie i dziecka. Będziecie bezpieczni. Może ułożysz sobie życie z Taszą.
- Wiesz, że to nie prawda. Nikogo nie będę kochał, tak jak ciebie. Nie mogę bez ciebie żyć. Dlaczego to robisz? Chodzi o groźbę Taszy? Nie przejmuj się nią. Nie pozwolę, żeby coś się wam stało.
- Dymitr, nie utrudniaj tego, co i tak nie jest proste. To moja decyzja i nic mnie nie przekona.- głos mi się łamał, ale nie pozwoliłam kroplą spływać na policzki.- Przepraszam, ale muszę. Mam nadzieję, że mnie rozumiesz. I mam do ciebie prośbę. Powiedz jutro Lissie, że ślubu nie będzie.- na jego twarzy malowała się rozpacz.
Jego całe życie odchodzi. Wiem, że bardzo cierpi, ale nie mam innego wyjścia. "Dla niego i dziecka" powtarzałam sobie.
- Dymitr, bądź silny. Nie chcę, żebyś zaniedbywał obowiązki z mojego powodu.
- Pocałuj mnie. Ten ostatni raz, chce poczuć to uczucie, które zapamiętam na zawsze.- zdziwiło mnie to, ale sama nie mogłam wyjść bez tego.
Potrzebowałam go jak powietrza. On mnie też. Jednak najważniejsze jest bezpieczeństwo jego i dziecka. Podszedł do mnie i nachylił się. Nasze wargi spotkały się w długim i namiętnym pocałunku, pełnym miłości, rozpaczy i tęsknoty. Już za nim tęskniłam. W końcu, niestety, pocałunek się skończył. Nie mogłam spojrzeć mu w oczy.
- Ja tiebia liubliu Roza.- szepnął mi do ucha.
Aż za dobrze znałam ich znaczenie. Kocham Cię Roza. Tym razem nie udało mi się powstrzymać łez. Mokre krople spływały mi po policzkach.
- Wybacz mi. I nie szukaj mnie.
Otarł moje łzy kciukami, unosząc delikatnie moją twarz do góry. Spojrzałam w jego oczy i zobaczyłam krople. Po raz pierwszy widzę, żeby Dymitr płakał.
- Żegnaj.
Odsunęłam się, wzięłam walizki i wyszłam, nie oglądając się za siebie. Wiedziałam, że gdybym to zrobiła, nie mogłabym odejść.

czwartek, 4 lutego 2016

ROZDZIAŁ 33

Wybaczcie, że tak późno, ale miałam problemy z internetem. Mam nadzieję, że się podoba.  :-*
_____________________________
Przed moimi oczami przewijały się koszmarne obrazy. Widziałam przeszłość. Lissę torturowaną przez Daszkowa, potem dręczącą Jessego, wypadek w którym zginęła rodzina mojej przyjaciółki, Dymitra zaatakowanego przez strzegą, podczas akcji ratunkowej, kruka w pokoju, śmierć Wiktora, martwe ciało Masowa, jak on zginął w Spoken. Bardzo cierpiałam. Czemu on! Był dla mnie jak brat. Całkiem zapominałam, że on już żyje. Jenak tamten ból został. Nigdy nie zapomnę tego uczucia, gdy trzymałam jego bezwładne ciało. Następne obrazy przedstawiały mojego ukochanego jako strzygę, potem bawiącego się z dziećmi, ale nie moimi, tylko Taszy. 
Poczułam, że ktoś szarpie mnie za ramiona. 
- Roza, obudź się! Roza.- do mojej świadomości dotarł spanikowany głos.
Zerwałam się, otwierając oczy. Dymitr objął mnie i w tedy zorientowałam się, że po moich policzkach cienką łzy. 
- Już wszystko dobrze, jestem tu. Spokojne Roza. Nie pozwolę, żeby coś ci się stało. To Tasza?
- Tak.- powiedziałam przez łzy. Ale jak zobaczyłam minę Dymitra, poprawiłam się.- To znaczy nie. Znaczy tak, ale nie tak jak myślisz.- jąkałam się.
Opowiedziałam mu sny. Kiedy skończyłam przytulił mnie mocniej. Teraz tylko on mógł mi pomóc. Jego bliskość, miłość, czułość. Pocałowałam go namiętnie. Odwzajemnił gest. Jego pocałunki były pełne wsparcia, ale i tęsknoty. Wiedziałam, że chce czegoś więcej, ale nie okazywał tego. Nie chciał naciskać. Jednak, ja też za nim tęskniłam. Za dotykiem, smakiem. W końcu pragnienie zawładnęło nami. Całowaliśmy się coraz namiętniej. Odczytał moją potrzebę bliskości i zaczął zdejmować moją bluzkę. Płonęłam pod jego dotykiem. Zszedł ustami na moją szyję.
- Roza- szeptał co pocałunek.
Jak ja uwielbiam ten akcent. Nasze wszystkie ubrania wylądowały na podłodze, a my znowu byliśmy jednością, po tak długim czasie. Te tygodnie były prawdziwą udręką. Bez jego dotyku, pocałunków, tylko głos. Nawet nie mogłam go zobaczyć. To było większe cierpienie niż tortury w śnie. Ból psychiczny jest gorszy od bólu fizycznego.
Kochaliśmy się długo i namiętnie. Liczyliśmy się tylko on i ja. Gdy byliśmy już zmęczeni, usnęliśmy, spleceni w miłosnym uścisku. Byliśmy blisko siebie. Dwa ciała tworzą jedno. I tylko jedna dusza znów złączona z dwóch części. Tak jak zawsze powinno być. Nic więcej mi do szczęścia nie trzeba. No może w tym momencie. Kocham go.

ROZDZIAŁ 32

Kiedy tylko otworzyłam drzwi do sypialni, usłyszałam krzyk. Tyle, że to był mój wrzask. Pół sekundy później stał przy mnie Dymitr.
- Roza co się dzieje?- w jego głosie było słychać strach.
Ja sama ledwo stałam na nogach. Drżącą ręką wskazała na okno, a raczej na to co pod nim było. Dymitr zakrył usta dłonią w szoku. Na podłodze leżał kruk z poderżniętym gardłem. Podeszłym na chwiejnych nogach i opadłam przy nim na kolana. Wyciągnęłam dłoń. 
- Roza.- ukochany próbował mnie odciągnąć, ale zignorowałam go.- On może być chory. Zostaw go.
- To niemożliwe.- szeptałam w szoku.- To nie może być on. Przecież to było w akademii. Kto to zrobił? Jak go znalazł?
- Kochanie, o czym ty mówisz? Przecież to zwykły kruk. Chodź tu do mnie.- Tym razem dałam się przyciągnąć i wtuliłam się w jego pierś.- Wszystko już dobrze. Ktoś chce cię tylko nastraszyć. To zwykły kruk. 
- Wcale nie.- do moich oczu napłynęły łzy.- On jest inny. On był naznaczony pocałunkiem cienia. 
- Spokojnie Roza, jesteś w szoku. To zwykły kruk. 
- Nie! Nie wierzysz mi?- odsunęłam się od niego i w tym momencie krople zaczęły spływać mi po policzkach.- On został ożywiony przez Lissę. Dawno temu, jeszcze przed ucieczką. A potem się zaczęło.- powróciły do mnie wspomnienia. 
- Skąd to wiesz?- znowu mnie objął i przytulił.
- Nie jestem pewna. Po prostu wiem. Jego spojrzenie jest takie inne. Spotkałam go rok temu, po tej akcji z Natalie. Wtedy też zwróciłam na to uwagę. Patrzył na mnie inteligentnym wzrokiem.
Popatrzyłam na ptaka i wyciągnęłam rękę. Dymitr chciał mnie powstrzymać, ale nie pozwoliłam mu. Moja dłoń opadła na jego głowę i zsunęła się w stronę dzioba, zamykając jego oczy. Rozpłakałam się na dobre. Mój narzeczony kołysał mnie, głaszcząc po włosach i szepcząc coś po Rosyjsku. Wie, że to uwielbiam. Uspokoiłam się trochę, lecz łzy nie chciały przestać mi lecieć. Dymitr podniósł się ze mną w objęciach i położył mnie na łóżku. Byłam jak lalka. Tylko leżałam i poddawana się wszystkiemu co robił. On przebrał mnie w piżamę posprzątał pod oknem i położył się koło mnie, też już przebrany. Przyciągnął mnie do siebie, a ja zacisnęłam dłonie na jego koszulce. Nie płakałam, ale czułam się okropnie. Potrzebowałam teraz jego bliskości, jak jeszcze nigdy. Przed nim nie musiałam udawać silnej. Mogłam być sobą, a on i tak mnie kocha. Poczułam jak przykrywa nas kołdrą. Objął mnie mocniej i pocałował w czoło. Wciąż szeptał mi do ucha po Rosyjsku. Nawet nie wiem, kiedy zasnęłam. Ale wiem, że to nie była moja najlepsza noc życia. 

środa, 3 lutego 2016

ROZDZIAŁ 31

Cieszę się, że tak dużo osób mnie czyta, ale szkoda, że nikt więcej nie bierze udziału w konkursach.  Nikt nie ma pomysłu na napis, na obrączki ślubne? Proszę myślcie coś.  I osoby, które pisały imiona a nie podały e-mail, niech się poprawią, bo nie będę miała jak wysłać nagrody.  :-*
___________________________________________
Wracaliśmy w milczeniu do mieszkania. Zaczęłam rozmyślać nad naszym ślubem. Do drużby poproszę na pewno Jill i Sonię. Może Sydney też się zgodzi. Ostatnio widziałam ją w Rosji. Dobrze się trzyma. Zmieniła zdanie na temat pewnych "złych stworów nocy" jakimi są wampiry. Nawet się zaprzyjaźniłyśmy. Nie wyobrażam sobie nie zaprosić jej na ślub. Muszę też wybrać się na zakupy. Ale tym pewnie zajmie się Lissa. 
- A właśnie, - wyrwał mnie z zamyślenia Dymitr.- zgadzasz się na wyjazd do Bai w 9 miesiącu?
- Tak, to dobre rozwiązanie. Tylko ciągle obawiam się, jak pogodzić macierzyństwo ze służbą. 
- Roza. Jesteś bardzo silna i zawsze chcesz jak najlepiej dla wszystkich. Do tego twoje poczucie obowiązku robi z ciebie najlepszą strażniczkę. Jeszcze nigdy nie znałem kogoś takiego jak ty. Dlatego cię kocham. Poradzimy sobie. Po za tym, mamy dużo czasu, żeby o tym myśleć. Na razie cieszmy się chwilą, nie ważne co będzie dalej.
- Kiedyś tak nie myślałeś.
- I byłem bardzo głupi. Ale dzięki tobie, zmieniłem się. Przewróciłaś mój świat do góry nogami pięć razy przez jeden rok. Przez ten czas zwątpiłem we wszystko w co wierzyłem.
- A to źle?
- Nie. W tym wypadku to cudownie.
 Przysunął się bliżej i nachylił w moją stronę. Serce zabiło mi mocniej, a nasze usta spotkały się w namiętnym pocałunku.
- Masz rację. Pięć razy mówisz? To chyba rekord. Ale przez ostatni rok, życie wszystkich uległo zmianie. Jak to było u ciebie? Kiedy, że aż pięć?
-Pierwszy raz, gdy cię spotkałem. Nigdy nie sądziłem, że można kogoś, tak mocno pokochać. Drugi w stróżówce. Postanowiłem, że nie będę wyrażać uczuć. Ale wtedy zrozumiałem, że tylko oszukuję ciebie i siebie. Następnie, kiedy Lissa mnie odmieniła. Mój punkt widzenia obrócił się o 180°. Czwarty, to po ucieczce z tobą. Pomogłaś mi. Zacząłem żyć i kochać. Dalej nie wierzę, że mi wybaczyłaś to wszystko, co się stało na Syberii.
- A ja dalej myślę, że nie miałam czego ci wybaczyć. To nie byłeś ty.
- Teraz to wiem. Ale mówiłem ci, że wtedy byłem głupi. 
- A ten piąty raz?
- Kiedy powiedziałaś mi, że jesteś w ciąży. Nawet nie wiesz jakie to dla mnie ważne. Zmieniasz moje życie od pierwszego spotkania.
Znowu mnie pocałował. Właśnie wchodziliśmy do pokoju. Poczułam, że jestem głodna. No tak, przez dwa tygodnie byłam podłączona do kroplówki. Postawiłam torbę na podłodze i udałam się do kuchni. Tyle, że Dymitr mnie wyprzedził. 
- Idź się rozpakować, a ja zrobię coś do jedzenia. 
- Dobrze, bo nie powinnam zbliżać się do kuchenki normalnie, a co dopiero po tak długim czasie na łóżku. - Dałam mu całusa w policzek i skierowałam się do sypialni. Po drodze wzięłam torbę, ale zatrzymałam się, gdy mój wzrok padł na parapet. 
- Dymitr! Nie podlewałeś kwiatków? Wszystkie róże po usychały. 
-Co? A bo widzisz, byłem zbyt zajęty martwieniem się o ciebie.
 - I nie mogłeś myśląc o mnie, ich podlać.- zaczęłam wyrzucać je do śmieci .- Ale za to widzę, że miałeś czas podlewać siebie.
Spojrzałam na niego znacząco, kiedy otworzyłam śmietnik. Zajrzał do środka, a potem na mnie, z przepraszającym uśmiechem. W środku było chyba z 40 butelek po wódce. O tym nie raczył wspomnieć przy odwiedzinach.
- Dymitr, to mi się nie podoba.- nie byłam zła, ale zmartwiona.- Nie możesz załamywać się z tęsknoty. Co jeśli Lissa będzie musiała gdzieś wyjechać, a Christian zostanie? Nie chcę, żebyś się tak zaniedbywał z mojego powodu. 
- Ale kiedy ja nie mogę żyć bez ciebie. Wszędzie, gdzie nie byłem, zawsze coś mi ciebie przypominało. To był mój ratunek. Ale po tygodniu zmieniłem nastawienie. Mówiłem Ci. Wiedziałem, że to ci się nie spodoba, ale zapomniałem pozbyć się dowodów zbrodni. - uśmiechnął się niewinnie.
Westchnęłam, przewracając oczami. Jednak nie umiem się na niego długo gniewać. Gdy róże i butelki były po za naszym pokojem, a tym samym życiem, w końcu mogłam się rozpakować. Ciekawe róże mogą symbolizować dawną mnie, z czasów akademii. Zmieniłam się. Przeżyłam wiele złych wydarzeń, które zostawiłam za sobą, tak jak uschnięte kwiaty. Dziwnie, że o tym pomyślałam. Niekiedy mam takie przebłyski... Czego? Mądrości, filozofii? A może szaleństwa? Nie wiem, ale tak mi się zdarza.

ROZDZIAŁ 30

- E tam. Po prostu wiem jak się czujesz. Ja przechodziłam to samo z naszą miłością w akademii. Nie miałam komu powiedzieć, że Cię Kocham, ale nie możemy być razem, a ciążyło mi to niemiłosiernie. Więc gadałam do ścian. Zawsze tak robiłam. Gdybyś widział minę Lissy, gdy przyłapała mnie, na żaleniu się na przyjazd matki, jeszcze przed ucieczką z akademii.- roześmiałam się.
Dymitr też się uśmiechnął, ale nie z tego co powiedziałam, tylko tak słodko ze wzrokiem pełnym miłości. Pewnie myślał, że znowu znalazłam powód do radości. Pocałował mnie. Moje usta też zastygły w słodkiej minie. Długo wpatrywaliśmy się w siebie, w błogiej ciszy, napawając się naszą miłością. Uwielbiam takie chwile. 
- Wiesz co? Myślę, że Tasza czym bardziej chce nas od siebie oddalić, tym bardziej nas zbliża.- stwierdziłam.
- Roza jesteś niezwykła. Wszędzie widzisz dobre strony. Co ja bym bez ciebie zrobił?
Nagle rozległo się pukanie. Do pokoju wszedł lekarz, a za nim moi przyjaciele.
- Strażniku Bielikow, mogę prosić?- spytał doktor. 
- Oczywiście.- pocałował mnie w czoło i poszedł.
- Jak się czujesz?- Spytała Lissa. 
- Dobrze. Dzięki, że mnie uzdrowiłaś.- uścisnęłam przyjaciółkę.
- Rose, Mason mi się oświadczył!- Mia, cała w Skowronkach, pokazała mi pierścionek zaręczynowy.
- To super. Gratuluję.- udałam zaskoczoną. Nie wypadało powiedzieć, że przyjaciel przyszedł do mnie w sprawie zaręczyn.- Hej! A może zrobimy podwójny ślub?
- To świetny pomysł!- ucieszyły się moje przyjaciółki. 
- Ja wszystko przygotuję. Na kiedy chcecie uroczystość?
- Najlepiej jak najszybciej. Chcę się zmieścić w suknię ślubną.- pogłaskałam się po brzuchu i wszystkie się zaśmiałyśmy.- Lissa zostaniesz moim świadkiem?
- Z przyjemnością. 
- Hej, a może porozmawiacie o tym później?- wtrącił się Ozera.
- Zamiast nam zazdrościć, może sam byś się oświadczył Lissie. - odparowałam.
- Ja nie zazdroszczę. A oświadczę się kiedy przyjdzie czas.- próbował się wytłumaczyć.
Coś czuję, że czeka go długa rozmowa z młodą królową. W tej chwili na salę wrócił mój narzeczony.
- Mam dobre wieści.- powiedział na wejściu.- Lekarze uznali, że nic ci nie jest i za dwie godziny, po badaniach kontrolnych, będziesz mogła wyjść.
Ucieszyłam się. Z Lissą i Mią umówiliśmy się na następny dzień. Miałyśmy dużo do omówienia. Zabrali mnie na badania, a gdy wróciłam, przyjaciół już nie było. Znowu zostałam sam na sam z ukochanym. Rozmawialiśmy o Taszy i Robercie. Dymitr strasznie się o mnie bał. 
- A co jeśli to się powtórzy? Nie wytrzymał bym kolejnych dni bez ciebie. 
- Wiem, że się martwisz, ale co możemy zrobić. Przecież muszę spać.
- Wiem Roza, wiem. Musimy coś wymyślić. Nie pozwolę nikomu cię krzywdzić. 
- Ani ja ciebie- uśmiechnęłam się słodko. Jednak zaraz skojarzyłam fakty. A raczej nie, bo nic mi nie pasowało.- Czegoś nie rozumiem. Skoro Tasza chce cię odzyskać, to czemu wcześniej prawie cię zabiła?
- Nie wiem. Może blefowała? Albo zmieniła zdanie?
- Tak, na pewno.- nie ukrywałam sarkazmu w moim glosie.- Kocha cię, potem chce cię zabić, a na koniec znów cię kocha. Nie, to coś więcej. Pamiętajmy, że pomysłodawcą jest brat Wiktora Daszkowa. Jego intrygi nie były jedno warstwowe. Każde posunięcie, może maskować coś istotnego. 
- Nie wiem. Zastanowimy się nad tym później. Nawet nie wiesz, jak się cieszę. Tak strasznie się o ciebie bałem. - przytulił mnie mocno.
- Spokojnie Towarzyszu. Myślisz, że mogłabym was tutaj zostawić samych? Zanudzili byście się beze mnie.- uśmiechnęłam się.- No, ale teraz muszę się zbierać. 
Wstałam z łóżka, ale zapomniałam, że dwa tygodnie leżałam bez ruchu. Zachwiałam się i gdyby nie szybka reakcja Dymitra, upadła bym na podłogę. 
-Trzymam cię. Roza powinnaś bardziej na siebie uważać. 
 Z jego pomocą, podeszłam do torby, którą przyniósł mi podczas pierwszej wizyty. Znalazłam tam ulubioną bluzkę i spodnie. Wzięłam ubrania i udałam się do łazienki. Na półkach stały moje kosmetyki. Pewnie postawił je tam mój ukochany, kiedy mnie tu przywieźli. Szybko się wyszykowałam i wróciłam do pokoju. Potem poszliśmy odebrać wypis i do domu.