wtorek, 2 lutego 2016

ROZDZIAŁ 29

A oto trzeci, obiecany dzisiaj rozdział
_______________________________
Słyszałam każde jego słowo, każde wyznanie, przemyślenia, historie. Wszystko co mówił. Wiele z nich mnie wzruszyło. Chciałam zakończyć jego cierpienie wcześniej, ale nie umiałam. Nie miałam siły. Dymitr usiadł na brzegu łóżka, jak najbliżej mnie i pogłaskał mój policzek. 
- Jak się czujesz?- Spytał z troską. 
- Jestem trochę głodna, ale ogólnie to jest w porządku. Ile tu leżę?
- Dwa tygodnie. Twoje badania są prawidłowe tylko czekaliśmy, aż się obudzisz. Najpóźniej za dwa dni cię wypuszczą.- ucieszyłam się, że tak szybko, ale wtedy coś mi się przypomniało. Usiadłam i popatrzyłam mu w oczy. 
- Co z dzieckiem?
- Spokojnie, wszystko jest w porządku. Lekarz uważa, że nie powinienem się o to pytać, ale muszę. Pamiętasz co się wtedy działo? To była Tasza, prawda?
- Prawie ją pokonałam ale wtrącił się Robert. Przywiązał mnie do krzesła, a ja nie mogłam się uwolnić, bo palił mi nogi, a Tasza wbiła mi sztylet w rękę.- na wspomnienie tego snu poczułam pieczenie pod powiekami.- Ból był za silny. Nie wiem co się stało. Po pewnym czasie nie czułam bólu. Ostatnie co pamiętam to twój głos.- po policzkach popłynęły mi łzy. Mimowolnie uśmiechnęłam się.- Ha, ja też mam uczucia. Kocham Cię.
- Nie płacz Roza. - przytulił mnie mocno.- Nie powinienem był się o to pytać. 
- Ona groziła, że jeśli cię nie zostawię, zrobi krzywdę dziecku. 
- Nie przejmuj się. Wszystko będzie dobrze. Jestem tu i nigdy cię nie opuszczę. Nie pozwolę jej więcej zbliżyć się do ciebie.
- Ciekawi mnie jedna rzecz.- zmieniłam temat, gdy trochę ochłonęłam.- Jak oznajmiłeś reszcie, że spodziewam się dziecka, opisałeś reakcję mojej matki. A co na to Abe?
- Ostatnio dowiedziałem się, że chciałby, żebym mu towarzyszył w spotkaniu w interesach, jako najlepszy strażnik. Christian oczywiście niczego się nie domyślił i pozwolił mi jechać. W końcu to tylko jeden dzień. Kolejny sam na sam z twoim ojcem.
- Już zastanawiasz się nad wyjazdem na Syberię?- zaśmiałam się. 
- Tylko jeśli pojedziesz tam ze mną.- pocałował mnie namiętnie.- Ale on mnie tam też znajdzie.- zaśmiał się.
Uwielbiam ten dźwięk, który pieści moje uszy.
- Pamiętasz jak mówiłem, że zawsze znajdziesz iskierkę radości?- potwierdziłam skinieniem głowy. Pamiętam każde jego słowo.- Teraz potwierdziłaś moje zdanie.
Uśmiechnęłam się promiennie. Lecz w jednej chwili spoważniałam. Dymitr to zauważył. 
- Roza, co się dzieje?
- Dymitr, czy jak bym nie... Gdyby nie dało się mnie uratować i...- te słowa nie chciały mi przejść przez gardło, ale wiedziałam, że zrozumiał.- Czy ty naprawdę byś... umiał byś pozbawić się życia? 
- Roza, kiedy ci to mówiłem tak, ale miałem czas do przemyśleń. Ty byś tak nie zrobiła. Nie chciałabyś też, żebym ja to uczynił. Jesteś silna, a ja słaby. Bez ciebie nic nie znaczę. Jesteś mi potrzebna jak powietrze. Ale śmierć nie jest uwolnieniem, tylko prostszym wyjściem. Jesteśmy najlepszymi strażnikami. Moroje nas potrzebują.Strata jednego strażnika to katastrofa w czasie, kiedy i tak jest nas mało. A co dopiero dwóch. Poza tym wiem, że powinienem wtedy zadbać o bezpieczeństwo królowej. Chronić ich. To jest nasze zadanie, które byłoby moim ratunkiem. Ale nie rozmawiamy teraz o tym. Żyjesz i tylko to się dla mnie liczy. Kocham Cię Roza.
- Nie jesteś słaby. Odwiedzałeś mnie tutaj dzień w dzień. Wierzyłeś, że wszystko będzie dobrze. Nie złamałeś się przez dwa tygodnie. Twoja siła dała mi motywację. Mówiłeś mi wszystko co myślisz. Wiedziałeś, że wygram, że wrócę do ciebie. Dziękuję. Nie wiesz ile to dla mnie znaczy.
- Są rzeczy, których nie powinienem był mówić. Nie powiedział bym ich ci prosto w twarz. Zawsze mnie idealizowałaś, a teraz pokazałem swoją słabość. Chciałem być dla ciebie idealny, ale nie jestem. - zasmucił się.
Myślał, że mnie zawiódł. Pocałowałam go w policzek.
- Jesteś uroczy- popatrzył na mnie zdziwiony, ale z nadzieją, że jednak się myli.- Nie zawiodłeś mnie. Potrzebowałeś z kimś pogadać, ale nie miałeś z kim. Nikt nie jest dla ciebie na tyle ważny, że możesz mu zaufać. Tylko ja. Dla tego to ja cię słuchałam. Każdy ma wady, ale nie każdy ma odwagę się do tego przyznać. To ci pomagało. Mogłeś usłyszeć swoje myśli i nie czułeś już tak ich ciężaru. Na tym polega miłość. Na dzieleniu się nie tylko radością, ale i chwilami smutku. Też cię kocham.
- Jesteś bardzo mądra i jak zawsze przejrzałaś mnie. Teraz to ty mi pomagasz radami i pocieszasz mnie w chwilach smutku. Jesteś niesamowita.

ROZDZIAŁ 28

Hurra!! Dzisiaj miałam 1000-czne wejście na bloga. Dziękuję wam za to. Aby to uczcić, dzisiaj będzie nie jeden, nie dwa, ale trzy rozdziały. A oto drugi. 
__________________________________________
Dzisiaj miałem trzeci dzień pracy. Każdy jest taki sam. Wstaję. Tym razem coś jem. Idę zobaczyć do Rozy. Warta. Potem znowu wizyta w szpitalu, a na koniec powrót do domu, kolacja i spać. Ponowna służba pomaga mi się uspokoić. Codziennie opowiadam Rozie co dziś robiłem, licząc, że się obudzi. Lekarze mówią, że może to potrwać jeszcze dwa tygodnie. Na szczęście nie zagraża to ciąży. Wierzę w to, że się obudzi, ale i tak się o nią boję. Moje życie jest takie puste bez niej. Bez jej żartów, uwag, wybuchów, pocałunków. Z nią każdy dzień był inny. Nigdy nie mogłem się spodziewać co się dziś stanie. Tylko czemu los się tak na nas uwziął. Ciągle ktoś chce nas zabić, powstrzymać, torturować. Czemu my. Jest tyle osób, które nie mają żadnych problemów, a my, z naszym poplątanym życiem uczuciowym, mamy ich w brut. To jest nie sprawiedliwe. A najwięcej cierpi moja mała Roza. Nikt nie przeżył tyle co ona. Gdy tylko coś zaczęło się układać, ktoś musiał to zniszczyć. To wszystko budowało jej charakter, ale za jaką cenę. A ona zawsze miała siłę na żarty. Znalazła cień uśmiechu, którym podnosiła wszystkich na duchu i którego tak mi brakuje. Nie chcę więcej patrzeć na jej cierpienie. Nie chcę jej stracić. Chcę móc jej pomóc i ją bronić. Teraz wygląda tak spokojnie, jakby spała. 
- Roza. Tak bardzo za tobą tęsknię. Wszyscy tęsknią. Każda noc bez ciebie jest cierpieniem. Wszyscy myślą, że jestem opanowany, że dobrze radzę sobie z uczuciami, ale to nie prawda. Ty mnie znasz, wiesz jaki jestem naprawdę. W ciągu dnia staram się być silny. Dla ciebie, kochana. Wiesz jaki jestem na służbie. Ale w domu nie umiem panować nad tym. Za dużo jest ciebie, a jednocześnie za mało. Godzinami wylewam łzy w poduszkę, prosząc, aby to był tylko sen. Liczę, że obudzę się koło ciebie, że będziesz bezpieczna w moich ramionach. Tobie mogę to powiedzieć. Ty mnie zrozumiesz, nie będziesz oceniać jak inni. Sama wiesz, że strażnicy też mają uczucia. A moje do ciebie są najsilniejsze. Wcześniej tylko raz płakałam. Po tym jak Lissa mnie odmieniła. Pomogłaś mi wtedy. Teraz ja chcę pomóc tobie.
Przez cały czas trzymałem jej dłoń. Drugą ręką postanowiłem dotknąć tych cudownych włosów. Uwielbiam je od zawsze. To ja powiedziałem, żeby ich nie ścinała. Jedwabiste w dotyku kosmyki rozpieszczały moją dłoń, kiedy przypadkiem dotknąłem jej czoła. Dostrzegłem, że kąciki jej ust poruszyły się lekko w górę. Nie dostrzegalny ruch, który zauważyły moje czujne oczy dampira. Pobiegłem do lekarza, który powiedział, że to dobry znak. Za kilka dni może się obudzić.
***
Właśnie miałem wartę, więc byłem w sali tronowej z Christianem i Królową, kiedy przez drzwi wpadł jakiś dampir. Nie znałem go.
- Wasza Wysokość.- ukłonił się.- Strażnik Bielikow jest proszony do szpitala.
Od razu się zerwałem. Spojrzałem pytająco na podopiecznego. Ozera kiwną głową na znak zgody i już mnie nie było. Popędziłem do szpitala najszybciej jak umiałem.
Przed salą Rozy zatrzymał mnie lekarz. 
- Obudziła się?- spytałem.
Godziny biegania sprawiły, że mogę pędzić kilometrami i nie mieć zadyszki. 
- Tak, proszę wejść.  
Otworzyłem drzwi. Roza leżała patrząc w sufit. Spojrzała na mnie, a ja podszedłem do jej łóżka i się pochyliłem. Zanim zdążyła coś powiedzieć, pocałowałem ją namiętnie.
- Roza. Tak bardzo się o ciebie bałem.
- Wiem.- jej cudowny, melodyjny głos pieścił moje uszy.- Słyszałam każde twoje słowo.

ROZDZIAŁ 27

Postanowiłem zmienić moje dotychczasowe zachowanie. Po pierwsze odstawić alkohol, zanim się od niego uzależnię, a to by się Rozie nie spodobało. Zawsze uwielbiała, jak ją tak nazwałem. To przypomniało mi naszą pierwszą noc. Nie mogłem wtedy uwierzyć, w to co się dzieje. I nie chodzi o to, że działaliśmy pod wpływem zaklęcia, ale o to, że zaklęcie zadziałało. Od początku wiedziałem, że coś do niej czuję, ale myślałem, że to jednostronne uczucie. "Czyżby poczuła coś do swojego mentora" myślałem. No bo co ona mogłaby we mnie widzieć? Teraz ja nie widzę nic po za nią. Moja Roza. "Weź się w garść Dymitr.- upomniałem się w duchu.- Zrób to dla niej" przed oczami stanął mi obraz, który tak często mi się śnił "To jest jeszcze możliwe. Wystarczy uwierzyć". To dodało mi sił. Drugie postanowienie, to zmierzyć się z jej rodzicami i przyjaciółmi. Byłoby łatwiej porozmawiać tylko z tymi drugimi, ale dosyć prostych rozwiązań. Te tylko w ostateczności. Dla Rozy. Po raz kolejny miała rację. Ja nie wybieram łatwych dróg. Mogłem od razu poddać się uczuciu do niej, to było proste. Ale ja z tym walczyłem. Jeśli coś ma się stać, to się tego nie powstrzyma. Jednak nie warto się poddawać od razu, bo to już jest porażka. Oni też mają prawo wiedzieć. Zaprosiłem wszystkich do naszego mieszkania. Mason i Mia wrócili, gdy tylko dowiedzieli się, co się stało. Przykro mi było przerywać ich urlop, ale mieli prawo wiedzieć. Mówiłem, że nie muszą przyjeżdżać, jednak oni się uparli. Jednak przyjechali już jako narzeczeństwo.
Roze ucieszyłoby, gdybyśmy wzięli podwójny ślub. Ale takie plany to później. Wszystko sobie przygotowałem na przyjęcie gości. 
- Ciesze się, że zdołaliście wszyscy przybyć.- powiedziałem, gdy już wszyscy się pojawili.
- Nie moglibyśmy ci odmówić. Tu chodzi o Rose.- Odezwała się Jill.
Była wdzięczna mojej ukochane za odkrycie jej pochodzenia. Na początku pochodziła do tego sceptycznie, ale w końcu zbliżyła się do siostry i bardzo się pokochały.
- Dokładnie. Więc już niektórzy wiedzą, a reszta dowie się teraz. Otóż Rose i ja zaręczyliśmy się.- Spojrzałem nie pewnie na jej rodziców. Na razie patrzyli na mnie z powagą, czekając co wydarzy się dalej.- I podczas naszych zaręczyn wydarzyło się coś niezwykłego...
O powiedziałem im o Lunie, pokazałem znamię i powtórzyłem, co powiedziała nam moja babka.
- I wiecie już co daje wam to błogosławieństwo?- spytała zaciekawiona Lissa.
Zawsze interesują ją rzeczy, związane z magią, której nikt nie zna i nie rozumie. 
- Tak. Dowiedzieliśmy się przed tym hymn... wypadkiem. Wieczorem Rose powiedziała mi, że jest w ciąży.- zebrani wyciągnęli powietrze- A ja wierzę, że mnie nie zdradziła. To będzie nasze dziecko.
Wszyscy osłupieli. Abe patrzył na mnie morderczym wzrokiem, a Janine z niedowierzaniem. Pewnie myśli, jak pogodzić to ze służbą. 
- Przecież ona jeszcze nie zaczęła czynnej służby. Jak wy to sobie wyobrażacie?- zgodnie z moimi przypuszczeniami, jej matka pomyślała o służbie.
- Poradzimy sobie. Nie pozwolę, żeby macierzyństwo przeszkodziło nam w obowiązkach. Rose sama tego dopilnuje. Dla niej służba jest najważniejsza.
- Ma to po mamusi- Wtrącił dziwnie beztrosko Abe. Chyba czeka mnie kolejna rozmowa z przyszłym teściem.
- No dobra, czyli że sami będziecie wychowywać dziecko?- dopytywała strażniczka.
 - Oczywiście. Innej opcji nie bierzemy pod uwagę.
- Chwilę. - Tym razem odezwała się królowa. - Jesteście pierwszą parą dampirów, którzy mogą mieć dzieci. To wiele zmienia. Inni mają prawo wiedzieć. Też mogą chcieć założyć rodzinę.
- To byłoby sprawiedliwe, ale i ryzykowne. Niektórzy mogli by odejść ze służb i założyć rodziny. Już nie chcieliby was chronić, jeśli nie byłybyście potrzebni do podtrzymania gatunku.- zaoponowałem.
- Poza tym, nie wiadomo czy to się uda. Wy dostaliście ten dar, ponieważ znałeś Lunę. Przecież nie będą błogosławić każdą parę jaka ich odwiedzi. - poparł mnie Mason.
- Więc co zamierzacie zrobić? Jak Rose tylko urodzi, zaczną się pytania. Mogą chcieć dowód. Zaczną robić badania.
- Planowałem, że zostaniemy tu do 9 miesiąca. Potem wyjedziemy do Bai i będziemy przez kilka miesięcy. To zależy od mojej rodziny i Rose, bo ona pewne będzie chciała jak najszybciej wracać do służby. A jeśli chodzi o dziecko, to bylibyśmy wdzięczny za przygotowanie Dworu psychicznie do przyjazdu dziecka dwójki dampirów.
- Zrobimy co w naszej mocy, aby wam pomóc. - powiedziała królowa.- Dziękujemy, że się z nami podzieliłeś tymi wieściami.
- Rose chciała już na drugi dzień zrobić kolację dla was, ale z wiadomych przyczyn nie odbyła się. Ona ma dobre serce.- Dla tego tak bardzo ją kocham, pomyślałem.
Jeszcze chwilę rozmawialiśmy. Wszyscy wspierali mnie i oferowali pomoc. Roza ma dobrych przyjaciół, którzy traktują mnie na równi, mimo że wcześniej byłem ich opiekunem w szkole. Są dla mnie, jak moja rodzina dla Rozy w czasie jej pobytu na Syberii. Wszyscy tworzą piękną rodzinę, której stałem się członkiem. Każdy kogoś stracił lub nie miał przez jakiś czas. Moja ukochana np. nie znała ojca, a matka była daleko nie tylko fizycznie, ale i uczuciowo. Mia pół roku temu straciła matkę i została wiele razy wykorzystana i oszukana przez innych. Lissa straciła rodzinę, rodzice Christian byli strzygami, a jego ciocia zabiła poprzednią królową. Każdy z nich poniósł stratę (No może poza Eddim, ale to mało istotne), więc wspierali się nawzajem. Zastępowali bliskich. 
Na koniec, kiedy wszyscy zaczęli się zbierać, podszedłem do Pary Królewskiej. 
- Christian, chciałem wrócić do służby. 
- Jesteś pewny. Rose...
- Rose by tak zrobiła. Muszę być silny dla niej. Poza tym nie mam co robić i zaczynam za dużo myśleć. Potrzebuję jakiegoś zajęcia. Chcę czuć się potrzebny. 
- No dobra. To zaczynasz od poniedziałku.
- Okey, dzięki.
- Trzymaj się.- królowa przytuliła mnie przyjaźnie, co trochę mnie onieśmieliło.
Następna rzecz, która jest prawdą, zauważoną przez Rozę. Moja dyscyplina nie pozwala mi pouchwalać się z królową.

poniedziałek, 1 lutego 2016

ROZDZIAŁ 26

Wiem miał być wieczorem, ale nie mogłam zostawić was w niepewności. Myślę, że się nie obrazicie. :-*
________________________________________________
Christian dał mi wolne dopóki Roza nie wyjdzie ze szpitala. I tak nie skupiłbym się na służbie. Codziennie ją odwiedzam, mówię jak bardzo tęsknię za nią, że jest moim światem. Kocham ją i nie mogę bez niej żyć, normalnie funkcjonować. Kiedyś taki nie byłem. Liczyła się dla mnie tylko służba, ale teraz to ona jest najważniejsza. Jestem z nią za bardzo związany. Jeśli ona zginie, nie wiem co zrobię. Oszaleję. Nie mógł bym się już nikomu przydać. Najpewniej sam pozbawiłbym się życia. Byle tylko być razem na zawsze.
Załamany patrzyłem na nią. Była taka piękna, pozornie bezbronna. Po ranach nie było śladu. Ale i z nimi była by olśniewająca. To nigdy się nie zmieni. Ciemne włosy okalały jej nienaturalnie bladą twarz. Tak bardzo pragnąłem usłyszeć jej cudny głos, spojrzeć w te ciemne oczy i zatopić usta w słodyczy jej warg. Przychodzę tu od tygodnia. Każdy dzień to powtarzająca się tortura. Rano zwlekam się z łóżka, z bólem głowy. Nic nie jem, tylko od razu idę do niej. Jem coś, jeśli naprawdę już muszę i wracam. Nic nie sprawia mi już radości. Wszystko mi ją przypomina. Nawet nie mogę czytać westernów. Przypominają mi, jak się z nich nabijała. Gdy nie mogę wytrzymać cierpienia, które sprawia mi patrzenie na nią, idę na salę i wyżywam się za manekinach. Uderzam z całą goryczą jaka mnie wypełnia. Całą wściekłość. A jeśli nie mam już siły, wracam do pokoju.
Ale tam jest najgorzej. Wszystko co mnie otacza jest związane z nią. Jej rzeczy przypominają mi każdą naszą chwilę. W łóżku ciągle jest jej zapach. W łazience stoją perfumy, którymi napawałem się, kiedy tylko mogłem. Przyprawiały mnie o zawrót głowy. Teraz wiem, że to nie tyle ich zapach, chodź on też miał w tym udział, ale to, że mogłem je wąchać. Ta bliskość jej osoby, a jednocześnie jej brak mnie dołuje. To miał na myśli Doru. Największą torturą jest patrzenie jak cierpi osoba, którą kochamy, a my nie możemy nic zrobić. W końcu cierpienie popycha mnie w stronę butelki. Upijam się do nieprzytomności. Topie smutki w całych litrach wódki. W tym Roza miała rację. Żyjąc w Rosji, uodporniłem się na nadmiar alkoholu. Cholera. Cokolwiek nie zrobię, wszędzie jest ona. Wypełnia całe moje życie. Znamy się nie cały rok, a już jest w każdej rzeczy i czynności. Każde jej słowo, śmiech, to jak się ze mnie nabijała, ale nie złośliwie. Tak słodko. Tyle, że wszystko co robi jest słodkie. Jej pocałunki. Dotyk. Uśmiech. Nie mam pojęcia, jak mogłem żyć bez niej. Nie pamiętam. Jest moją brakującą połówką duszy, która raz złączona nigdy nie może się rozdzielić. Pragnąłem ją przytulić, poczuć tą jedność. Ona jedyna mnie rozumie. Wiem to. Tęsknię za nią.
Miałem dosyć tej tortury, więc poszedłem na salę. Tu było jej najmniej. Tylko wspomnienia ze św. Władimira. Nasze treningi. Jednak to nie była ta sala. Tutaj na chwilkę odzyskiwałem spokój. Myślałem nad swoim życiem, wybijając ostrze w serce manekina, jakby to on był wszystkiemu winny.
 Jestem zły na los, że tak często naraża ją na niebezpieczeństwo, a mnie na samotność, tylko po to, abym coś przemyślał. Ostatnio też musiała prawie umrzeć, żebym mógł sobie wybaczyć. Ale ja wtedy byłem głupi. Miałem przy sobie taki skarb, a chciałem ją odrzucić, przestać kochać. To oskarżenie jej o zabójstwo królowej nas uratowało. Gdyby nie to, byłbym teraz z Taszą. To byłby bardzo nieszczęśliwy związek. Nie mogłem jej pokochać, bo kocham Rozę. Nikt by mi jej nie zastąpił. Teraz to wiem. Nauka metodą prób i błędów. Ale co mam teraz zrobić? Nie mogę się poddać. Ona by tego nie chciała. Sama się nie załamała. Nie zamknęła w sobie. Wyruszyła, aby mnie znaleźć. Mimo wielu przeszkód i przeciwności, dążyła do obranego celu. Jej miłość uratowała mnie. Dziwne. Podobno w wizji Avery powiedziałem to samo. Rose opowiedziała mi całą tę historię podczas jednego z naszych spacerów po Baii.
Moja rodzina cudownie się nią zajęła. Ja chyba nie mam co liczyć na opiekę jej rodziców. Ale ona nigdy nie była tak blisko ich, jak ja sióstr. To prawda mam cudowną rodzinę. Jak mogłem myśleć, że mnie odrzucą? Gdyby Rose mnie nie przekonała, nigdy bym się nie zgodził. Roza jest taka mądra, czuła, dobra, ale i niebezpieczna. Tak dobrze mnie rozumie, jak nikt inny. To z nią chcę spędzić swoje życie. Nie mogę jej teraz stracić. Nie po tym co razem przeszliśmy, ile zdobyliśmy. Nie teraz, kiedy możemy w końcu być razem.
Tyle, że nic nie mogę zrobić, oprócz tego, że ją wspieram i jestem przy jej boku. Tak jak zawsze. Roza. Moja kochana Różyczka. Tak rzadko doceniamy to, co dał nam los, puki tego nie stracimy. I po następnym manekinie. Co teraz czuję do Taszy? Odrazę? Złość? Zawiodłem się na niej. Najchętniej znalazł bym ją i tego Roberta. To on za wszystko odpowiada. Kiedyś go dopadnie i dokończę to, co zaczęła Rose, zabijając Wiktora. Ciekawe czy ona myślała tak samo, gdy się na niego rzuciła? Była wtedy pod wpływem mroku. Czuła straszne wyrzuty sumienia, tak jak ja, przez to, co robiłem na Syberii. To nasza miłość nas uratowała. No jasne! Miłość! Najlepsze lekarstwo, wsparcie. Przecież ona zmienia ludzi. Dodaje sił w walce. Zabił bym więcej strzyg niż przez całe życie, jeśli to miało by uratować Rozę. Tylko dla niej. Nikt inny nie motywował mnie mocniej do walki. I tym się różnimy. Ta akcja ratunkowa, po ataku strzyg, odbyła się dzięki niej. Nikt tak nie walczy o morojów jak ona. Jest przykładem oddania się służbie, większym niż ja kiedyś byłem, choć sama jeszcze nie miała przydziału. Miała wątpliwości, ale ja wiem, że lepszej strażniczki królowa mieć nie może. Już nie dopuszczam do siebie złych myśli. Jest silna poradzi sobie,tylko trzeba jej pokazać, że ma dla kogo walczyć.

ROZDZIAŁ 25

Dymitr

Dzisiaj to ja miałem zaprosić do naszego snu Rose. Adrian wytłumaczył mi co mam zrobić, żeby wejść do jej umysłu. Jednak dopiero za czwartym razem udało mi się stanąć przed naszym łóżkiem. Ja mocno spałem przytulny do mojej ukochanej. Nie zdawałem sobie sprawy ze swojego zmęczenia. Zazwyczaj śpię lekko i czujnie. Ale dzisiejsza warta była męcząca. Christian przygotowywał niespodziankę dla Lissy na imieniny. Ja też coś muszę przygotować dla Rozy, ale z innego powodu. Nie długo jest pierwszy dzień strażnika. Królowa zauważyła, że nie docenia się nas więc, mamy dzień kiedy wszyscy moroje z danego obszaru spotykają się w jednym miejscu. Te budynki są zamykane i pilnowane przez innych morojów, którzy zdecydowali się na naukę samoobrony. W tym czasie strażnicy mają wolne. I chyba już wiem co wtedy zrobimy. Moje przemyślenia przerwał cichy jęk, ale dla mnie był jak najgłośniejszy krzyk. Na twarzy Rozy malował się ból, ale i chęć walki. Cała ona. Ale mi zrobiło się słabo. Chciałem jak najszybciej wejść do jej snu, pomóc jej. Ale nie mogłem. Byłem zbyt zdenerwowany. Użyłem całej swojej umiejętności panowania nad sobą. Kiedy się już uspokoiłem spróbowałem znowu. I znowu nic. Tyle, że to nie moja wina. Czułem jakby coś blokowało jej umysł. Kiedy spojrzałem na nią, jakakolwiek szansa na uratowanie jej we śnie, została pogrzebana. Na kołdrze, w miejscu pod którym była jej ręką, widniała wielka plama krwi.Teraz nie ma mowy o spokoju. Jedynie mogę się obudzić.
- Adrian. Zakończ sen i sprowadź jak najszybciej królową do naszego mieszkania.
- Co się dzieje?- spytał zaniepokojony.
- Nie ma czasu. Zrób to co ci mówię. Tu chodzi o życie Rose.
Obraz się zmienił. Wciąż byłem w naszym pokoju, ale nie stałem, a leżałem w naszym łóżku. Zerwałem się i zacząłem budzić moją narzeczoną.
- Roza!!- z jej twarzy uciekło całe napięcie.- Roza! Obudź się! Proszę! Roza, nie zostawiaj mnie!
Przez cały czas próbowałem zahamować krwotok, ale rana była zbyt głęboka.
- Tasza.- wyszeptała słabym głosem i opadła bezwładnie na łóżko.
Po chwili do mieszkania wpadła Królowa ze strażnikami. Uzdrowiła Rozę, ale ona wciąż się nie budziła. Zabrałem ją do szpitala. Byłem wściekły i zdruzgotany. Tasza po raz kolejny niszczy mi życie. Teraz już jej nie wybaczę. Ona nie jest już moją przyjaciółką, ale największym wrogiem.
Od razu zabrali Rozę na badania. Czekałem, aż skończą, przed salą. W między czasie przyszli jej rodzice i przyjaciele. No oprócz Masona. On był na wyjeździe z Mią. Wszyscy próbowali się czegoś dowiedzieć ode mnie, ale ja nie byłem w stanie jasno myśleć, nie kontaktowałem. Nic się nie liczyło po za Rozą. Czas wlekł się niemiłosiernie. W końcu przeprowadzili badania. Przewieziono ją do jednego z pokoi. Doktor podszedł do nas.
-Badania pokazały, że nic jej nie jest, ale zapadła w śpiączkę.
- Mogę ją zobaczyć?- spytałem.
- Jest pan kimś z rodziny?
- Narzeczonym.- wszyscy się zdziwili.
__________________________________
Może i trochę krótki, ale dzisiaj będzie jeszcze drugi( wieczorem). pozdrawiam i przypominam o konkursach. :-*

niedziela, 31 stycznia 2016

ROZDZIAŁ 24

Tyle, że to nie jest sen Iwaszkowa. Przede mną stała Tasza. Nigdzie nie ma nawet śladu po Robercie. Ale to on za tym stał.
- O co ci chodzi? Czemu nie dasz nam spokoju?- Spojrzałam hardo w oczy morojki. 
- Doskonale wiesz, czego chcę. Oddaj mi Dymitra a nic ci się nie stanie.
- On nie jest jakąś rzeczą, którą można oddać. To jego decyzja. Czemu nie możesz jej uszanować. 
- Ciekawe jak ty byś się czuła na moim miejscu.
- Byłam na twoim miejscu rok temu w święta. I uszanowałam jego wybór.
- Uważaj dziewucho. Znam twoją tajemnicę- wskazała na mój brzuch- jesteś dla niego za młoda smarkulo. Albo go zostawisz albo temu maluszkowi coś się stanie. Zrozumiano.
- Myślisz, że mnie wystraszysz? Nie boję się ciebie.- W mojej ręce pojawił się sztylet. W jednej chwili znalazłam się przy niej i przyłożyłam jej go do gardła Tym razem mój głos był wypełniony złością i grożą. Aż sama go nie poznałam.- A tknij tylko naszego dziecka, a odnajdę cię i zabiję. Mam nadzieję, że jesteś bardziej rozsądną i rozumiesz. W innym wypadku zrobię to teraz. Podobno rany odniesione w śnie przekładają się na świat realny. Sprawdzimy?
Tasza próbowała się wyrwać, ale wiedziałam, czego się po niej spodziewać. Wzmocniłam uchwyt i przejechałam jej ostrzem po policzku
- To za Dymitra. - następnie krew popłynęła z ręki.- A to za rujnowanie mi życia.
Nagle niewidzialna siła odepchnęła mnie daleko w tył. Szlag! Zapomniałam o Robercie. Jak mogłam być tak nie ostrożna. To mogło kosztować mnie życie. Znów siedziałam na krześle. Doru dalej się nie pokazywał. 
- Masz rację, co do ran.- nade mną pochylała się Tasza. - przejechała mi sztyletem po ręce. Krew zaczęła ze mnie uciekać. Ale nie to mnie bolało. O wiele bardziej skupiła się na pieczeniu. Na moich nogach tańczyły płomienie. Chciałam się uspokoić, wyrwać ze snu, ale nie miałam energii. Czułam jak siły życiowe mnie opuszczają. Przed oczami biegły mi białe plamki. Już nie czułam bólu. Ostatnie co zobaczyłam, to uśmiech Taszy. Opadłam w ciemność. Dotarł do mnie, jeszcze krzyk Dymitra:
- Roza!!!
I zapadłam w ciemność.
________________________________
Od jutra zaczynają mi się ferie więc, możliwe, że będą 2 rozdziały dziennie. Ale niczego nie obiecuję. Pozdrawiam, zachęcam do udziału w obu konkursach( przypominam: PISZCIE ADRESY E - MAIL, żebym miała jak wysłać nagrody) i komentarzy. To bardzo motywuje. Jeśli chodzi o konkursy, to zasypujecie mnie propozycjami z czego bardzo się cieszę :-D♡. Wybór będzie trudny. :-*

sobota, 30 stycznia 2016

ROZDZIAŁ 23

Bardzo się cieszę, że bierzecie udział w konkursach tylko taka mała uwaga: proszę o adresy e-mail. Od teraz propozycje piszcie pod postem " konkursy". A oto następny rozdział. :-*
_______________________________
- Czyż ta noc nie jest przepiękna?- przerwałam ciszę. Szliśmy do naszego ulubionego miejsce. Dymitr objął mnie ramieniem. 
- Roza, każda noc jest cudowna, jeśli jesteś przy mnie.- Odpowiedział, a ja się uśmiechnęłam. 
W końcu doszliśmy na miejsce. 
Było to przy fontannie w parku Anastazji Wielkiej. Była ona królową z rodu Dragomirów. Wszyscy władcy z linii mojej przyjaciółki, byli szanowani i pamiętani. Nie wątpię, że Lissa dostanie się do ich grona. Ale ma na to jeszcze dużo czasu. Jest młoda i chce się uczyć. Na wielkie czyny przyjdzie pora, ale nie teraz. Ciekawi mnie co ta Anastazja zrobiła, że dostała swój park. 
W parku, jak na całym Dworze, jest wiele posągów i pomników upamiętniających różnych ludzi. Większość to władcy, ale zdarzają się uczeni, czy średniowieczni muzycy. Na środku znajduje się fontanna ukazująca Anastazję z gołębiem w dłoni i łasicą na szyi, niczym szalik. Wokół rośnie mnóstwo kwiatów. Oczywiście ich widok i kompozycyjna mieszanina barw wprawiają w zachwyt w dzień kiedy są otworzone. Ale w nocy też wyglądają pięknie. Oczywiście nie mogło zabraknąć róż, bo inaczej nie byłoby to nasze ulubione miejsce. Wszystko musiało mieć róże. Dymitr trochę przesadza z nimi, ale nie mogę go winić. Wcześniej najważniejsze dla niego była służba. A tu pojawia się taka Rose i wywraca jego system wartości do góry nogami. A gdzie jest Roza, tam są róże. Założę się, że jakby spytać go, jakie są jego ulubione kwiaty rok temu, powiedziałby, że to nie jest ważne. Wtedy liczyła się tylko służba. A teraz? Rose, Roza, róże. Ale w sumie, to mi się podoba. Chodź nie powinien zapominać o naszym obowiązku. 
 Usiedliśmy na naszej ławce i wpatrywaliśmy się w księżyc i gwiazdy. Trwaliśmy przytuleni w ciszy i napawaliśmy się swoim towarzystwem. To on ją przerwał.
- Chciałabyś mieszkać w takim domku jak z naszego snu?- Zdziwiło mnie to pytanie. 
- To zależy. Jeśli gdzieś nie daleko Lissy i z tobą, to może,ale nie wiem. Sam kiedyś mówiłeś, że bym się tam nudziła. 
- Znalazła byś sobie jakieś zajęcie. 
- A co? Coś planujesz?
- Nie wiem. Na razie myślę, bo wątpię czy pomieścimy się w naszym mieszkaniu z dzieckiem. 
- Ciekawe jakie ono będzie?
- Może mieć charakter po mamusi. Ale żeby nie za dużo. 
- Czyżby coś ci się nie podobało w moim charakterze?- spytam z uśmiechem, krzyżując ręce na piersi.
- Jesteś wspaniała, ale musisz przyznać, że zmieniłaś się od naszego pierwszego spotkania.
- Nie aż tak bardzo. Wciąż działam bez zastanowienia.
- Może będzie miała takie piękne włosy jak ty?- zawsze miał do nich słabość. 
- Albo będzie tak przystojny jak ty?- Odparowałam wskazując na drugą płeć. 
- Ja przystojny?
- Tak, kochanie. Zawsze wszystkie dziewczyny się za tobą oglądały. W szkole wszyscy nazywali cię bogiem, jeśli dalej cię tak nie nazywają.
- Przesadzali.
- Wiesz, że przesadna skromność u mężczyzn, świadczy o ich niskim poczuciu wartości? A ty powinieneś wierzyć w siebie.
- Przy tobie, nie grozi mi niska samoocena. Za bardzo mnie idealizujesz. Poza tym, skoro mam ciebie, to znaczy, że jestem czegoś wart. Ale i tak nic mi nie trzeba, jeśli jesteś u mojego boku. 
- Zawsze będę.- pocałowałam go. 
- A przesadna skromność u kobiet? O czym świadczy?
- U nas? O uprzejmości. - parsknęłam śmiechem na widok jego miny. Po chwili uśmiechnął się cwanie i zaczął mnie łaskotać. 
- Przestań... - krzyczałam między napadami śmiechu- Dymitr! Możesz przestać?
Ale on nie słuchał. Moja cierpliwość skoczyła się. Sama zaczęłam go łaskotać. Tyle, że on nie ma łaskotek. 
- Ej, to nie sprawiedliwe. 
- A to?- pocałował mnie długo i namiętnie. 
- Może trochę. Ale to nic nie zmienia. - udałam obrażoną.
- A co, to moja wina? 
- Może. 
- Kocham cię, Roza.
- A za co?
- Za wszystko.- Teraz to ja zaczęłam pocałunek. 
Objął mnie ramieniem, a ja oparłam głowę o jego ramię. 
- Myślisz, że to dobrze? Z dziećmi. Wiesz jestem młoda, nawet nie zaczęłam służby. 
- A co? Nie chcesz ich?
- Chcę, ale nie wiem czy poradzę sobie. Nie miałam jeszcze jak nauczyć się czynnej służby, a teraz będę musiała pogodzić to z wychowywaniem dziecka. Bo nie oddam go, tak jak moja matka.
- Damy radę. Przecież nie jesteś sama. Masz mnie, a na Dworze znajdzie się jakaś opiekunka w razie czego. A co do ciebie. Myślę, że gdyby cię nie oddała, nie byłabyś taka samodzielna i zawzięta. No, może nie w takim stopniu jak teraz.
Dymitr mimowolnie ziewnął. Był zmęczony po służbie i wiadomościach. 
- Wracamy do domu?- spytałam. 
- Chętnie. 
Po drodze nie rozmawialiśmy, myśląc nad dzisiejszym dniem.
W domu odgrzałam obiad, który wczoraj ugotował mój ukochany. On w tym czasie poszedł się umyć. Przy jedzeniu opowiadał o służbie, a mówiłam co dziś robiłam. Gdy posprzątałam po kolacji, poszłam się wykąpać. Dymitr zdążył już zasnąć. Położyłam się obok, a on objął mnie przez sen. Musiał być bardzo zmęczony. Zazwyczaj śpi bardzo czujnie. Po chwili dołączyłam do niego w śnie Adriana.

piątek, 29 stycznia 2016

ROZDZIAŁ 22

Po powrocie na Dwór, od razu poszłam do Lissy. Okazało się, że Tasza zdołała zbiec, przed wykonaniem wyroku. A jeśli chodzi o Iwaszkowa, Dymitr się zgodził, ale pod warunkiem, że będzie to w jego towarzystwie i gdy pracę do pełnego zdrowia. Mam odpoczywać jeszcze 3 tygodnie. Ale chyba, jednak nie wrócę do służby tak szybko jak bym chciała. Już wiem, co dało nam to błogosławieństwo. Sprawdziłam to dziś rano. Tylko jak ja to powiem Dymitrowi? Czy uwierzy mi?
Rozmyślałam tak od samego rana. Mój narzeczony zaraz wróci do domu. Okey, muszę jeszcze raz to przemyśleć. Nie jestem zbyt dobra w delikatnych sprawach, ale postaram się. To dość poważna wiadomość.
Usłyszałam dźwięk klucza w zamku.
- Hej, jak tam dzień.
- Dobrze- uśmiechnęłam się słabo.
- Co się stało? I nie mów, że nic, bo widzę. Coś cię martwi?
-Muszę ci o czymś powiedzieć. Ale lepiej, żebyś usiadł.- Opadł na sofę obok mnie, patrząc mi w oczy i złapał mnie za rękę. - Wiesz, że bardzo Cię kocham. I nie zrobiła bym nic, co mogło by sprawić ci przykrość. Mam być twoją żoną i nie chcę cię stracić. Mój urlop musi trochę się przedłużyć. Przypuszcza, bo nie ma innej możliwości, na czym polega to błogosławieństwo. - Teraz najtrudniejsze.- Ja... jestem w ciąży.- wyrzuciłam z siebie. Patrzyłam w te cudowne brązowe oczy, ale nie wiem co wyrażały. Uwierzył mi? A może zaraz oskarży mnie o zdradę i wyjdzie? On jednak zrobił coś całkiem innego.
Pocałował mnie, tuląc mocno do siebie.
- Roza. Nawet nie wiesz jaki jestem szczęśliwy. Jesteś jedyną, z którą chcę żyć, a na dodatek możesz dać mi dziecko. Jewa miała rację. Dasz mi więcej niż oczekiwałem. Ja nie... nie wiem co powiedzieć. Kocham Cię. Roza. Chciałbym wykrzyczeć to całemu światu.
-Spokojnie, towarzyszu.- Ulżyło mi.- Z takimi nowinami lepiej zaczekać. To może być nie bezpieczne. Dla nas, dla dziecka, no i dla Luny, bo to jej sprawka. Trzeba to wszystko przemyśleć. Jak już wspomniałam, mój urlop musi się przedłużyć. I to o dziewięć miesięcy.
- Wiadomo. Nie pozwolę ci służyć w takim stanie. I oczywiście zostaję z tobą.
- Chyba żartujesz. Nie po to szkoliłeś się na strażnika ,żeby siedzieć w domu.
- Dla ciebie wszystko.
- To dobrze. Zrób coś dla mnie i nie rezygnuj ze służby. Dziękuję.
- Roza, a co jeśli coś się stanie, a mnie nie będzie w pobliżu. Christian ma wielu innych strażników, a ty jesteś sama.
- Kochanie, chyba zapominasz z kim rozmawiasz. Nikt nie ma na koncie tyle strzyg co my, sam mnie uczyłeś walki. Na dodatek umiem obronić się w śnie. Nie tak łatwo pokonać Rose Hathaway. Nie potrzebuję obrony, tylko mam ją zapewnić. Jaka byłaby ze mnie strażniczka królowej, jeśli nie umiałabym zapewnić bezpieczeństwa samej sobie. Ja dam sobie radę. Nie musisz mnie pilnować.
- Tak wiem. Martwię się o ciebie, kochanie. -Pocałował mnie.- Nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę. Jestem najszczęśliwszym facetem na świecie.- Wziął mnie na ręce i zaczął się kręcić, nie przestając się śmiać. Jeszcze nigdy się tak nie zachowywał. Ostatnio miał dużo powodów do radości. Uśmiech wprost nie schodził mu z twarzy. A gdy on jest szczęśliwy, to ja też. Nigdy bym nie pomyślała, że taka rozmowa miała by mieć miejsce. Dzieci dwójki dampirów to coś niemożliwego. Choć z drugiej strony, ja tak już mam. Odkryłam piąty żywioł, znalazłam sposób na odmienienie strzygi, znalazłam siostrę ostatniej członkini rodu Dragomirów, no a teraz jestem w ciąży z innym dampirem. O i zapomniałam wspomnieć, że dwa razy wróciłam z krainy zmarłych. Ale żeby nie było z byt kolorowo, każdemu "niemożliwe" towarzyszy niebezpieczeństwo. Oto mój świat. Może będziesz świadkiem czegoś wielkiego, a może zginiesz. Wchodzisz na własne ryzyko.
Dymitr wyrwał mnie z zamyślenia kolejnym pocałunkiem, po którym posadził mnie z powrotem na sofę.
- Dalej w to nie wierzę. Mam wrażenie, że zaraz się obudzę w swoim pokoju, w akademii. Ale nie. To prawda. Jestem z kobietą, którą kocham i nie musiałem z nią uciekać. Na dodatek zgodziła się wyjść za mnie i da mi dzieci.
- Ja wiem, że to nie sen. Moja głowa nie umiała by wymyślić tak idealnego marzenia.
- Myślę, że dała by radę. Wiem, że moja na pewno, po tym co pokazywała mi w akademii.
- Często śniłeś o nas?
- Każdej nocy po porwaniu Lissy nawiedzał mnie obraz półnagiej ciebie pode mną. Prześladował mnie, aż do naszego pierwszego razu w stróżówce. Często zastanawiałem się, jaka byłaby nasza relacja, gdybym nie domyślił się, że to magia nami kieruje. Albo, gdybyśmy nie musieli tego przerywać.
- Nie wiem, ale jednego jestem pewna. Wszystko co się zdarzyło, doprowadziło do powstania naszej więzi. To dzięki tym wydarzeniom, dobrym i złym, tak doskonale się znamy, oboje doceniamy życie i to co mamy oraz pragniemy obronić siebie nawzajem, przed następnymi niebezpieczeństwami.
- To prawda. Kocham Cię Roza. I dlatego wezmę urlop.
- Dymitr! Nie kłóć się ze mną. Teraz jakoś jestem sama w domu i nic mi nie jest.
- Ale w ciąży trudno będzie ci się bronić.
- To weźmiesz urlop, gdy nie będę miał jak się bronić.
- No dobra.- Odpuścił.
- No towarzyszu teraz trzeba powiadomić Lissę, Christiana i moich rodziców o zaręczynach i ciąży.
- O nie. Twoi rodzice mnie zabiją.
- Spokojnie. Wstawię się za ciebie. Bardziej ja jestem narażona na komentarze matki. To może jutro zaprosimy ich na kolację. I nie obrazisz się, jeśli zaproszę Masona i Mię?
- To twoi przyjaciele. Jeśli chcesz to ich zaproś. Jutro akurat ma poranną zmianę. Po powrocie zrobię kolację.
- Tylko wiesz, że musimy im to jakoś wytłumaczyć? Powiemy im o Lunie?
- O tym nie pomyślałem. Ale chyba nie mamy wyjścia. Poza tym, to nasi przyjaciele.
Wszystkie obawy mnie opuściły. Teraz, kiedy nie muszę się martwić reakcją Dymitra, dotarło do mnie co się stało. Jestem w ciąży. Z mężczyzną, którego kocham. Dam mu to, o czym zawsze marzył. Przecież to był powód moich obaw z czasów akademii. Czy nie zostawi mnie dla morojki, która będzie mogła dać mu dziecko? Ale on został ze mną. I to ja je mu dam.
- Dalej w to nie wierzę. Boję się, że zaraz obudzi mnie budzik, że to tylko sen. Będę mamą. Myślisz, że dam sobie radę? Jestem jeszcze taka młoda. A jeśli nie będę umiała się nim opiekować.- Nakręciłam się. To dopadło mnie tak nagle. Nie wiem skąd.
- Spokojnie Roza.- Jak zawsze opanowany Dymitr, przytulił mnie.- Wszystko będzie dobrze. Jestem przy tobie. Pomogę Ci, ale myślę, że poradzisz sobie. Jesteś jedną z najbardziej odpowiedzialnych strażniczek. Po za tym, jest wiele książek o dzieciach. Damy radę. Przecież nikt nie rodzi się wiedząc wszystko o wszystkim. Też się martwię, czy będę dobrym ojcem, ale postaram się cię nie zawieść.
Jak zawsze wiedział, jak mnie pocieszyć. Pocałowałam go.
- Ty nigdy mnie nie zawiedziesz. Nie umiał byś. Będziesz wspaniałym ojcem.
- A ty matką. Myślałaś już o imionach?
- Dymitr!- parsknęłam śmiechem.- To dopiero drugi tydzień, a ty już chcesz imię wybierać?
- Racja. Jestem taki szczęśliwy, że przestaję racjonalnie myśleć.
- Myślę, że zmęczenie też ma w tym swój wkład. To co robimy.
- Może przejdziemy się na spacer? - Zaproponował.
- A z przyjemnością. Tylko daj mi się wyszykować.

czwartek, 28 stycznia 2016

ROZDZIAŁ 21

Oto następny rozdział. Dziękuję za komentarz. Konkurs dalej aktualny. Co do propozycji, wole żeby były bardziej romantyczne, i słodkie, ale oryginalne i pasujące do ich przeszłości. Czekam na dalsze zgłoszenia. A teraz nie przedłużając....
__________________________________
- Roza! Roza, obudź się!- zaniepokojony głos wyrwał mnie ze snu. Chwila. Przecież Dymitr jest z nami. Obudziłam się i zobaczyłam wpatrujące się we mnie cudowne brązowe oczy.
-Co się stało? Czemu opuściłeś wizję?- rozejrzałam się wokół siebie.- I co, do cholery, robię na podłodze?!
- Nie wiem. Obudził mnie trzask okna. Był przeciąg. Wstałem, żaby je zamknąć, a gdy wracałem zaczęłaś rzucać się po całym łóżku. W ostatniej chwili cię złapałem, a uderzyła byś głową o podłogę. 
- Co ja bym zrobiła bez ciebie. Ale będę musiała pogadać o tym z Iwaszkowem.-Powtórzyłam mu co moroj powiedział mi poprzednim razem. - Niepokoi mnie, też ilość mroku w jego umyśle.
-Wiem. Mnie też to martwi. 
- Myślisz, że możemy coś z tym zrobić?
- Roza. Rozumiem, że chcesz pomagać przyjaciołom, ale są rzeczy, na które nie mamy wpływu.
- A jakbym brała go na siebię? Tak jak z Lissą.
- Za to cię kocham. Zawsze stawiasz szczęście innych ponad swoje życie. Ale nie chcę znowu cię stracić. A pamiętasz co się działo ostatnio.
Miał rację. Mrok jest niebezpieczny. Ale to kolejny argument za moim pomysłem. 
- Wiesz- powiedziałam kusząco, patrząc mu w oczy i dotykając jego nagiego torsu- zawsze możesz mi pomóc z uporaniem się z tym. Tak jak za pierwszym razem. Albo walcząc na sali.
- Pomyślę nad tym. A teraz szykuj się. Trzeba przekazać rodzinie dobrą wiadomość. - Wskazał na mój palec z pierścionkiem.
- Co to znaczy "Pomyślę nad tym"? Pamiętaj, że to nadal moje życie. 
- Po prostu martwię się o ciebie. Nie chcę, żebyś narażała swoje zdrowie zwłaszcza, że ten mrok nie szkodzi Adrianowi.
- Jeszcze. Pamiętasz co było ze mną. Mi też nie groził, dopóki nie został sprowokowany. Adrian pomaga nam pomimo tego, co mu zrobiłam. Jesteśmy mu to winni. - Ciekawe jak to podważy.
- Jako dampiry ratujemy mu życie. To moroje nas nie doceniają. Oczywiście, oni są nam potrzebni do przeżycia, a ja jestem gotów bronić ich bezinteresowne i wiem, że ty też. Ale do niedawna nie mieliśmy prawa czuć nic innego niż nienawiść do strzyg. To oni są nam coś winni.
- Dymitr. Wiesz, że on jest inny. Nigdy nie traktowałby nas jak maszyny do zabijania. 
- Wiem, ale i tak nie podoba mi się ten pomysł. Dobra. Zastanowię się i powiem Ci, co o tym myślę wieczorem, przed ćwiczeniami.- Zauważyłam, że mój ukochany nie chętnie mówi na nasze spotkania z Iwaszkowem "treningi". Może dlatego, że to były nasze chwile, które spędziliśmy w akademii. To na nich rozwijały się nasze uczucia. Czyżby nasz strażnik był zazdrosny?- A ty zrobisz z tym co chcesz.
Nie chciałam robić czegoś, bez jego aprobaty, ale chcę pomoc Adrianowi. Nie my jesteśmy mu to winni, tylko ja sama. Mimo, że mi wybaczył, wciąż źle się czuje z tym jak go potraktowałam. - Dobrze. A teraz się zbierajmy. Jewa pewnie o wszystkim wie, ale lepiej jak my im powiemy o zaręczynach.- Zmieniłam temat, bo ciągnięcie tego nic by nie dało.
Tak, jak przypuszczałam Jewa wiedziała o naszych zaręczynach. Reszta była zaskoczona, ale i szczęśliwa. Od razu zaczęły gadać o ślubie. Uznaliśmy, że zrobimy go na Dworze. Mimo, że jestem słabo wierząca, ma być kościelny. Ale nie przeszkadza mi to. Nie ważne jaki, tylko aby połączył na zawsze w sposób formalny naszą miłość. Jewa przez cały czas milczała i obserwowała przenikliwym wzrokiem, to mnie, to mojego narzeczonego. 
- Oni dostali błogosławieństwo Chorsu.- odezwała się w końcu.
Zapadła głucha cisza, a ja jak zwykle nie wiedziałam o co chodzi. Na szczęście nie byłam jedyna.
- Co chcesz przez to powiedzieć?- Spytała Olena. 
- Ich przedramienia.
Wszystkie pary oczu zwróciły się w naszym kierunku. Pokazaliśmy nasze znamiona. Nawet o nich zapomniałam
- Pojawiły się wczoraj, przy spotkaniu z Luną.- Dymitr streścił im swoje odkrycia związane z jeleniami księżycowymi i skąd wzięły się znaki.
- Mają błogosławieństwo Chorsu. Dostaną to, co chcą mieć mimo, że jest to niemożliwe.
Dalej nic nie rozumiałam. Czy ona zawsze musi mówić zagadkami?
- Co to jest "błogosławieństwo Chorsu"? Co ono nam da?
-Chors to słowiański bóg księżyca.- Wytłumaczył mi mój ukochany.
- A co wam da, to się okaże. Nawet ja tego nie wiem. Ale będzie to coś niezwykłego i niemożliwego.

środa, 27 stycznia 2016

ROZDZIAŁ 20

Przez całą drogę do domu, mój narzeczony nie wypuszczał mnie z objęć. Dosłownie. Niósł mnie na rękach przez całą wioskę, a tyle już tutaj byłam, że nie umknął mi fakt wybrania przez niego najdłuższej drogi. Co jakiś czas obdarowywał mnie pocałunek. 
- Dymitr.- powiedziałam po kolejnym takim podarunku.- Mam swoje nogi. Widzisz, działają.- lekko zamachałam kończynami.- Możesz mnie postawić?
- Nie ma mowy, kochanie.- wyszeptał mi do ucha.- Jesteś moją narzeczoną, a o takie skarby się dba. Puszczę cię dopiero w domu. Lubie nosić cię na rękach. W tedy czuję, że mogę zapewnić Ci bezpieczeństwo. Daje mi to też pewność, że to nie jest kolejny sen, który przypomni mi się na treningu, gdzie będę mógł tylko na ciebie patrzeć. A tego bym nie zniósł. - zasmucił się.
Pocałowałam go a potem oglądałam pierścionek, tak żeby go zobaczył. Był srebrny z rubinowym sercem na środku. Po bokach miał małe różyczki. Musiał być bardzo drogi.( zdjęcie pod rozdziałem) mojemu ukochanemu od razu poprawił się humor. Znowu mnie pocałował. Już więcej nie narzekałam. Przez całą drogę miałam wrażenie, że zaraz wyrosną mu skrzydła i odleci ze mną w objęciach. Jeszcze nigdy go takiego nie widziałam. Był bardzo szczęśliwy. Ja zresztą też. Pół roku temu nawet nie przypuszczałam, że ujawnienie naszej miłości będzie możliwe. A tu mój osobisty mentor, niesie mnie do w objęciach do swojego rodzinnego domu. I nie dlatego, że złamałam nogę, ale z powodu zaręczyn.
- Roza, nawet nie wiesz, jak jestem szczęśliwy. 
- Niesiesz mnie na rękach najdłuższą drogą, a od 5 minut chodzisz w koło kościoła, jakbyś już chciał zaprowadzić mnie do ołtarza.- w uszach zawdzięczał mi jego cudowny śmiech.
Wtuliłam się w niego mocniej.
- Nic ci nie umknie. Tylko ty mnie rozumiesz. Jak ty to robisz?
- Po prostu, dobrze cię znam. Ty też wiesz, kiedy kłamię. Sam tak mówiłeś.
Właśnie weszliśmy do domu.
- Możesz mnie już postawić. 
- Nie.
- Dymitr!
- Tak skarbie?
Poddałam się. Zaniósł mnie do pokoju, gdzie położył na łóżku. Zaczął mnie całować ściągając moją sukienkę. Odwzajemniłam pocałunek i po chwili jego koszula leżała na podłodze. Już się na niego nie gniewałam. Po prostu nie umiałam. Gdy byłam w samej bieliźnie, odsunął się, aby napawać się moim widokiem. Nigdy nie miał go dosyć. Ja w tym czasie podziwiałam jego nagi tors. Spojrzałam w jego cudownie brązowe oczy. Wpatrywały się we mnie z pożądaniem, ale i z miłością.
- Widzisz coś co ci się podoba?
- Wiele. Ale przede wszystkim najcudowniejszą kobietę na świecie. 
Nie dałam mu dłużej podziwiać mnie. Przyciągnęłam go do siebie. Oboje chcieliśmy czegoś więcej, niż patrzeć na siebie. Choć to też było przyjemne. Po chwili wszystkie nasze ubrania były poza łóżkiem, a my zaczęliśmy naszą grę.
________________________________________________
I co myślicie mam nadzieję, że pierścionek się podoba. Długo go wybierałam, w końcu to dla naszej Rozy. Dziękuję za komentarze. :-*

wtorek, 26 stycznia 2016

ROZDZIAŁ 19

- Oczywiście Roza.
Chwilę nad czymś się zastanawiał. Wyglądał na zdenerwowanego. Po chwili przerwał ciszę.
- Chciałbym Ci coś wyznać. Od kiedy cię zobaczyłem, zakochałem się w tobie bez powrotnie. Z każdym dniem stawałaś się moim życiem. Próbowałem zgasić to uczucie, lecz to jeszcze bardziej zbliżało mnie do ciebie. Wtedy zrozumiałem, że ono przetrwa, że jesteśmy sobie przeznaczeni. A potem był atak na akademię. Kiedy zostałem przemieniony,- zasmucił się, a w jego głosie był ból.- ty, mimo rozpaczy, miałaś siłę odnaleźć mnie. Zawsze najbardziej podziwiałem, nie twoją urodę, choć jesteś najpiękniejszą i najbardziej pociągającą kobietą jaką znam. To właśnie ta siła, twój charakter, zawziętość, były tym, co mnie urzekło w tobie. Nie spotkałem nigdy wcześniej kogoś takiego jak ty. I wiem, że nie ma go. Jesteś jedyna i nie powtarzalna. Nie odpuszczasz, póki nie dostaniesz tego co chcesz. To ty mnie uratowałaś. Wiele robiłaś i narażałaś, żeby mnie ocalić. Zaprzeczałem temu,obo myślałem, że tak będzie łatwiej przestać cię kochać. Ale nie udało się, bo nigdy nie zapomnę o tobie i zawsze będziesz w moim sercu. Przebywając w twoim towarzystwie zacząłem żyć. Wiedziałaś co mi powiedzieć, jak poradzić. Kiedyś to ja zawsze byłem przy tobie, wspierałem cię. Wiem, że nie lubisz moich lekcji typu Zen, ale i tak brałaś je sobie do serca i stosowałaś w życiu. W tamtym, trudnym dla nas okresie, odwdzięczyłaś mi się. Teraz wiem, że nie mogę bez ciebie żyć. Jesteś moim oparciem, a ja zawsze będę twoim, jeśli tylko mi pozwolisz.- z kieszeni wyciągnął małe pudełeczko, klęknął przede mną i je otworzył, a mi objęło mowę.- Rosemarie Hathaway. Uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz ze mną na zawsze? Wyjdziesz za mnie?
Zaniemówiłam. We wspomnienia przeleciałam wszystkie nasze chwile. Ja też nie widzę swojego życia bez niego. Kocham go i nie chcę znowu go stracić. Wiedziałam, że się stara, ale żadne słowa nigdy nie opiszą naszej miłości, tego jak się rozumiemy. Ja darowałam sobie przemowę i pocałowałam go. Ten pocałunek był wszystkim. Naszymi chwilami sam na sam, treningami, smutkami, śmiechem, ukradkowymi spojrzeniami, wsparciem na jakie możemy liczyć ze swoich stron. Przelałam w niego wszystkie moje uczucia.
- To znaczy, że się zgadzasz?- spytał mój ukochany z nadzieją, kiedy się odsunęłam.
- Innej odpowiedzi nawet nie biorę pod uwagę.
Włożył mi pierścionek na palec serdeczny. W tym momencie, Luna dotknęła naszych dłoni, które ciągle się stykały. Poczułam lekkie ciepło w brzuchu i okolicach serca, a na przed ramieniu pojawiło się znamię w kształcie półksiężyca. Dymitr też takie miał, ale w kształcie słońca. Patrzyliśmy na to zdziwieni, próbując zrozumieć, co się stało. Po chwili jednak darowaliśmy sobie. Nie rozumiemy mocy ducha morojów, a chcemy pojąć magię zwierząt. Nagle Luna przewróciła mojego narzeczonego, rżąc radośnie. Ten zawtórował jej. Ale zanim zdążył się podnieść, sarna popchnęła mnie i wylądowałam w jego objęciach. Kiedy się obejrzałam, przyjaciółki Dymitra nie było.
- Masz rację. Ona jest inteligentna. Z całą pewnością coś sugeruje.
- Pewnie to, że do siebie pasujemy i nie powinniśmy o tym zapominać.- mówił coraz ciszej, dotykając mojej nogi pod sukienką. Poczułam jak po całym moim ciele rozlewa się fala ciepła.- Kocham Cię Roza.- szepnął.
Potem jego usta miały lepsze zajęcie. Nasze ręce też się nie nudziły.
Po chwili nasze ciała muskała wysoka trawa, ale nie zwracaliśmy na to uwagi. Przenieśliśmy się do innego miejsca, gdzie jesteśmy tylko my i nasza miłość.
_____________________________________
I jak podobał się? Mi bardzo. Możecie próbować zgadnąć o co chodzi z tymi znakami. Jestem bardzo ciekaw waszych propozycji. Pozdrawiam i dziękuję za komentarze. :-*

poniedziałek, 25 stycznia 2016

ROZDZIAŁ 18

Wystąpiła mała pomyłka. Nie dołączyłam się w rozdziałach. Ten który ma być fajniejszy jutro. Ten jest odrobinę nudny, ale mam nadzieję, że nie jest zły. Czekam na komentarze. Dziękuję za motywację od Mańki, tylko pytam się gdzie jest Ola. Mam nadzieję, że wróci do mnie. Pozdrawiam :-*
_________________________
Dymitr.- Powiedziałam dążącym głosem.- Co TO jest?!
- Jelenie księżycowe.- szepnął mi do ucha.
Wciąż opierałam się o niego plecami. Przytulił mnie mocniej.
- Nie bój się, nie zrobią nam krzywdy.
Nagle jeden z nich zarżał radośnie, stając dęba i podbiegł do nas. Kiedy się zbliżył, Dymitr rozluźnił uścisk i powoli się podniósł. Zauważyłam, że to sarna.
- Luna?!- spytał z niedowierzaniem mój ukochany.
Ona znów zarżała, na potwierdzenie. Dymitr nie pewnie zbliżał rękę do jej główki.
- Nigdy się nie wahaj.- przypomniałam cicho, uśmiechając się.
W końcu jego ręka opadła między uszy łani. Powoli wstałam i dałam jej do powąchania dłoń. Chwilę później Luna przesunęła się i moja ręką wylądowała na jej grzbiecie.
- WOW! Jest niesamowita.- powiedziałam głaszcząc jej świecącą sierść. 
- Polubiła cię.- oznajmił strażnik.- Jesteś pierwszą osobą, która o nich wie?
- Naprawdę?! To wiele dla mnie znaczy. Opowiedz mi, jak znalazłeś to miejsce?
- To była jesień. Miałem wtedy 15 lat. Pokłóciłem się z moim przyjacielem, Alanem. Wędrowałem zdenerwowany przez las,- no to będę wiedziała, gdzie go szukać jeśli się wkurzy.- gdy usłyszałem beczenie. Podążyłem za dźwiękiem i zobaczyłem małą sarenkę. Zauważyłem, że noga zaplątała się jej w linę. Była sama, głodna i zmarznięta. Nie mogłem jej tak zostawić. Zabrałem ją ze sobą. Całą rodziną się nią opiekowaliśmy. Gdy podrosła odprowadziłem ją tam, skąd zabrałem. To ona mnie tu przeprowadziła.
- Mój dzielny, nieustraszony strażnik niosący małą sarenkę. Nie umiem sobie tego wyobrazić. Ale dlaczego tak świecą?
- Tak było. A świecą, ponieważ odbijają światło księżyca. Szukałem czegoś o nich, ale na nic nie trafiłem. Zostały mi własne obserwacje i domysły. Świecą się tylko w czasie pełni księżyca. Zazwyczaj w inne noce chowają się w lesie, ale jak chcą to mogą zostać. Ich poroża mają magiczne właściwości. Są równie inteligentne co ludzie, jeśli nie bardziej. Umieją wyczuć czy człowiek jest dobry. Mają też swoje upodobania. Np. Luna polubiła moją rodzinę, ale tylko mi pozwalała się karmić z butelki i zasypiała tylko w moim łóżku. Codziennie ją odwiedziłem. A potem wyjechałem do stanów.- za smucił się. Lecz przeszło mu, kiedy Luna dotknęła go nosem.
-Hej! Pocieszanie go to moja działka - uśmiechnęłam się.
Dymitr odwzajemnił mój uśmiech i pocałował mnie.