poniedziałek, 25 stycznia 2016

ROZDZIAŁ 18

Wystąpiła mała pomyłka. Nie dołączyłam się w rozdziałach. Ten który ma być fajniejszy jutro. Ten jest odrobinę nudny, ale mam nadzieję, że nie jest zły. Czekam na komentarze. Dziękuję za motywację od Mańki, tylko pytam się gdzie jest Ola. Mam nadzieję, że wróci do mnie. Pozdrawiam :-*
_________________________
Dymitr.- Powiedziałam dążącym głosem.- Co TO jest?!
- Jelenie księżycowe.- szepnął mi do ucha.
Wciąż opierałam się o niego plecami. Przytulił mnie mocniej.
- Nie bój się, nie zrobią nam krzywdy.
Nagle jeden z nich zarżał radośnie, stając dęba i podbiegł do nas. Kiedy się zbliżył, Dymitr rozluźnił uścisk i powoli się podniósł. Zauważyłam, że to sarna.
- Luna?!- spytał z niedowierzaniem mój ukochany.
Ona znów zarżała, na potwierdzenie. Dymitr nie pewnie zbliżał rękę do jej główki.
- Nigdy się nie wahaj.- przypomniałam cicho, uśmiechając się.
W końcu jego ręka opadła między uszy łani. Powoli wstałam i dałam jej do powąchania dłoń. Chwilę później Luna przesunęła się i moja ręką wylądowała na jej grzbiecie.
- WOW! Jest niesamowita.- powiedziałam głaszcząc jej świecącą sierść. 
- Polubiła cię.- oznajmił strażnik.- Jesteś pierwszą osobą, która o nich wie?
- Naprawdę?! To wiele dla mnie znaczy. Opowiedz mi, jak znalazłeś to miejsce?
- To była jesień. Miałem wtedy 15 lat. Pokłóciłem się z moim przyjacielem, Alanem. Wędrowałem zdenerwowany przez las,- no to będę wiedziała, gdzie go szukać jeśli się wkurzy.- gdy usłyszałem beczenie. Podążyłem za dźwiękiem i zobaczyłem małą sarenkę. Zauważyłem, że noga zaplątała się jej w linę. Była sama, głodna i zmarznięta. Nie mogłem jej tak zostawić. Zabrałem ją ze sobą. Całą rodziną się nią opiekowaliśmy. Gdy podrosła odprowadziłem ją tam, skąd zabrałem. To ona mnie tu przeprowadziła.
- Mój dzielny, nieustraszony strażnik niosący małą sarenkę. Nie umiem sobie tego wyobrazić. Ale dlaczego tak świecą?
- Tak było. A świecą, ponieważ odbijają światło księżyca. Szukałem czegoś o nich, ale na nic nie trafiłem. Zostały mi własne obserwacje i domysły. Świecą się tylko w czasie pełni księżyca. Zazwyczaj w inne noce chowają się w lesie, ale jak chcą to mogą zostać. Ich poroża mają magiczne właściwości. Są równie inteligentne co ludzie, jeśli nie bardziej. Umieją wyczuć czy człowiek jest dobry. Mają też swoje upodobania. Np. Luna polubiła moją rodzinę, ale tylko mi pozwalała się karmić z butelki i zasypiała tylko w moim łóżku. Codziennie ją odwiedziłem. A potem wyjechałem do stanów.- za smucił się. Lecz przeszło mu, kiedy Luna dotknęła go nosem.
-Hej! Pocieszanie go to moja działka - uśmiechnęłam się.
Dymitr odwzajemnił mój uśmiech i pocałował mnie.

niedziela, 24 stycznia 2016

ROZDZIAŁ 17

Tak wiem, że powinien być wcześniej i czekaliście cały dzień, ale lepiej późno niż wcale. A jutro następny rozdział, który wam się spodoba i postaram się dać go wcześniej. Ale niczego nie obiecuję. Mam nadzieję, że dzisiejszy wam się podoba. Życzę miłego czytania. :-*
______________________________________________

Obudziłam się w silnych ramionach. Ich właściciel mruczał mi przyjemnie do ucha:
- Roza, moja Roza.- od czasu do czasu obdarzając moją szyję pocałunkami.
- Hej, kochanie. Już nie śpisz?
- Kochanie, obudziliśmy się w tym samym momencie. Kiedy Adrian wypuścił nas ze snu.
- Racja.- zachichotałam.
Ćwiczyliśmy z Adrianem już trzecią noc. W ciągu dnia pomagaliśmy w domu lub chodziliśmy na spacery. Poznałam wielu jego znajomych i wysłuchałam wiele ciekawych historii z dzieciństwa mojego ukochanego. Za to w nocy trenowaliśmy z Iwaszkowem. Dzisiejszej mieliśmy coś typu: Adrian to zły Doru, który mnie porwała i uwięził. Moim zadaniem było uwolnić się z pod jego mocy, wejść do snu Dymitra i wciągnąć go do swojego. Następnie stoczyliśmy pojedynek, łącząc nasze umysły przeciw Adrianowi. Wygraliśmy, ale zaniepokoiła mnie ilość mroku u niego.
Dzisiaj dzień spędziliśmy na rozmowach z przyjaciółmi i dalszą rodziną Bielików.
Po kolacji mieliśmy pójść na spacer. Dymitr polecił mi, żebym się ładnie ubrała. Założyłam czarną, obcisłą sukienkę do połowy ud. Nałożyłam też delikatny makijaż. Włosy upięłam w jego ulubiony sposób. Gdy byłam już gotowa, zeszłam do salonu. Dziewczyny opowiadały o czymś Dymitrowi, lecz kiedy mnie zauważyły zamilkły. Dampir odwrócił się i zamarł. Jego oczy lustrowały mnie od góry do dołu. Powiedział coś po Rosyjsku, na co Olena klepnęła go w brzuch. 
- Wyrażaj się przy damie.- po jej słowach wywnioskowałam, że mój ukochany zaklął.
- Ta dama zna gorsze słowa. -podszedł i pocałował mnie.- Wyglądasz przepiękne. 
-Ty też niczego sobie.- miał na sobie błękitną koszulę, granatowe spodnie i czarne buty.
 -To co idziemy?- zgodziłam się kiwnięciem głowy. 
Kto by pomyślał? Taka mała miejscowość, a ma więcej zagadek i tajemnych przejść, niż nie jedno średniej wielkości miasto. Jednak dzisiaj poszliśmy do lasu. Dymitr prowadził mnie główną drogą, kiedy nagle skręcił i zaczął biec, ciągnąć mnie za rękę i śmiejąc się głośno. Zawtórowałam mu. Biegliśmy tak, jak szaleni. Zatrzymaliśmy się dopiero na polanie. Była bardzo duża, a na jej środku błyszczało jeziorko. Usiedliśmy nad jego brzegiem. Na niebie nie było nawet chmurki więc, nad nami świeciły gwiazdy. Wokół latały świetliki. W tej atmosferze poczułam się samotnie i zapragnęłam dotyku. Przysunęłam się bliżej ukochanego i oparłam plecami o jego pierś. Od razu mnie zrozumiał i po chwili poczułam na brzuchu jego ręce. W milczeniu patrzyliśmy w gwiazdy, napawając się swoim towarzystwem. Nagle kątem oka, przy lesie dostrzegłam ruch. Chciałam się zerwać, ale Dymitr wzmocnił uścisk i przyciągnął mnie bardziej do siebie.
- Nie ruszaj się, a zobaczysz coś niesamowitego.- szepnął mi do ucha.
Zostałam. Zaufałam mu i po chwili to "coś" wyszło na polanę. Miałam wyostrzony wzrok, ale i bez niego dostrzegłabym... jelenie. Świecące na biało jelenie.

sobota, 23 stycznia 2016

ROZDZIAŁ 16

Wybaczcie, że tak późno, ale miałam problemy z internetem. mam nadzieję, że się podoba. Wiem trochę krótki, ale postaram się poprawić. :-D. Dziękuję za komentarze pod poprzednimi rozdziałami i proszę o kolejne. Z góry dziękuję.
_______________________________________
Adrian wytłumaczył strażnikowi, jak ma kontrolować różne rzeczy i zostawił go, żeby ćwiczył.O dziwo nie chcieli się nawzajem zabić od kąd tu jesteśmy. Najwidoczniej Adriana zrozumiał, że Dymitr nie jest niczego winny. Tak już musiało być. Mojemu ukochanemu wychodziło trochę gorzej niż mi, ale Iwaszkow powiedział, że pewnie ja mam lepiej opanowaną pracę umysłem dzięki więzi. Wnikanie do głowy Lissy i wychodzenie z niej, kiedy chcę, wzywanie duchów. Kontrolowanie tego było jak ćwiczenia, które teraz robił mój chłopak. A my zajęliśmy się tym co ostatnio. Używanie umysłu w zagrożeniu życia. Adrian dusił mnie mentalnie, a ja musiałam zachować spokój i mu to przeszkodzić. Dymitrowi zabroniłam na to patrzeć. Chodź wiedział, że Adrian mnie nie skrzywdzi, nie zaniósł by tego widoku. Kochał mnie i nie mógł patrzeć jak cierpię. Jednak przy moim krzyku spojrzał w naszą stronę. Stanął jak wryty. "Rose, skup się!" pomyślałam. Zebrałam się w końcu i siłą woli powaliłam Iwaszkowa. Upadłam na podłogę z trudem łapiąc powietrze. Mój ukochany odbiegł do mnie.
- Roza, nic ci nie jest?- w jego głosie usłyszałam strach i troskę.
- Nie.- powiedziałam z trudem.- Wszystko w porządku. Okey, Iwaszkow. Teraz ściana. Muszę trochę odpocząć.
-Roza,- wtrącił się Dymitr- nie wiem czy to dobry pomysł.
-Spokojnie kochanie.- pocałowałam go przelotne.- Nic mi nie jest. Wiem, że ciężko ci mnie oglądać w takim stanie, ale Robert nie będzie miał litości. Musimy być przygotowani. A ty musisz być silny. Tu chodzi o życie nasze, no i naszych podopiecznych. Jak myślisz kto będzie jego kolejnym celem? Będzie chciał kontynuować plany brata.
-Tak wiem.- spuścił wzrok.- Po prostu boję się o ciebie. Kocham Cię.
- Wiem Dimi.- przypomniał mi się skrót od jego imienia, który wymyśliłam przed świętami Bożego Narodzenia w tamtym roku. On uśmiechnął się słabo na to samo wspomnienie. - Ale ja dam sobie radę.
- Ona jest silniejsza niż myślisz.-wtrącił się Adrian.
- Tak wiem. A kiedy ja będę miał takie ćwiczenia?- zmienił temat.
- Jak opanujesz tworzenie i poruszanie przedmiotów. Z twoim tempem to będzie jutro. Rose lepiej nad tym panuje dzięki wcześniejszej pracy z więzią. To co mała dampirzyco, gotowa?
-Tylko na to czekam.
I wróciliśmy do ćwiczeń.

piątek, 22 stycznia 2016

ROZDZIAŁ 15

 Adrian uzdrowił mojego chłopaka. To dlatego nie mogliśmy się obudzić. Na miejscu nie miałby kto go uzdrowić, tak żeby rodzina Dymitra się nie dowiedziała, a z bólu by nie zasnął. On jak tylko wstał rzucił się na mnie. Nasze usta złączyły się w pocałunku. O dziwo Adrian wyrozumiale czekał, aż się sobą nacieszymy. 
-Tak się bałam.- powiedziałam, gdy odsunęliśmy się od siebie. 
-Ja też. Co tak właściwie się stało?
No tak. Gdy my toczyliśmy wojnę na szaleństwo, Dymitr widział jak tylko się w siebie wpatrujemy.
- Później ci wyjaśnię. Po prostu okazało się, że Iwaszkow jest bardziej szalony od Roberta. A jak tam pierwszy pobyt w śnie wywołanym mocą Ducha?
- Nie zaczęło się zbyt dobrze, ale może teraz będzie lepiej. Hej, jesteśmy w ogrodzie Soni w Paryżu.
- To Rose go wybrała. W ogóle twoja dziewczyna ma gust i talent.- wtrącił się Adrian. 
- Poczekajcie chwilę. Zamknijcie oczy. - zrobili jak kazałam.
Skupiłam się i połączyłam dwa wspomnienia. Jedno to jak z Dymitrem pojechałam na zlot strażników. Na stacji benzynowej rozmawialiśmy o domku w górach. Drugie, to jak z pomocą Oksany, walczyłam w głowie Lissy z Avery. Ta suka, wytworzyła wtedy wizję mojego szczęśliwego życia. Byłam w domu, w którym mieszkałam niby z Dymitrem. Postanowiłam stworzyć obraz domu z obu wspomnień. Jak zawsze wyszło idealnie. 
- Możecie otworzyć oczy. 
- Gdzie jesteśmy?- zapytali rozglądając się
-To jest połączenie moich dwóch wspomnień. - powiedziałam podając im kubki z czekoladą.
Dymitr patrzył zdziwiony, to na mnie, to na napój. Nie pewnie upił łyk.
-Smakuje jak wtedy na werandzie?!- zdziwił się.
- To prawda.- Potwierdziłam.
- Co to za wspomnienia?-wyrwał go z zamyślenia Adrian.
- Jedno to wizja utworzona mocą ducha podczas walki z Avery, a...
- Kto to Avery?- przerwał mi mój ukochany. No tak, on nic nie wie. Znowu.
- Przyszła do szkoły, kiedy Rose cię szukała.- wytłumaczył Adrian.- Prawie zabiła Lissę, ale z Rose ją powstrzymaliśmy. A tak właściwie, to jak to zrobiłaś?
- Weszłam do głowy Liss, gdy w mojej była Oksana. Mówiłam ci o niej. W trzy walczyłyśmy z Avery w umyśle Lissy. - W tej chwili myślami rozpaliłam ogień w kominku. Dymitr się wystraszył. Spojrzał na mnie z góry, a ja uśmiechnęłam się. Pogromca strzyg boi się mentalnego zapalenia ognia.
- Nie rób tak!
- Spokojnie Towarzyszu, też się tego nauczysz.
-No pewnie. Możliwe, że uda nam się jeszcze dzisiaj poćwiczyć. Jeśli masz taki talent jak Rose, to może za tydzień będziecie mogli się pojedynkować.
- Ale jak to tydzień?!
-Bezpieczniej będzie jeśli będziemy się tu spotykać co noc.- wytłumaczyłam.
-Robert nie uwięzi żadnego z was u siebie, a wy będziecie uczyć się panować nad snem.- dokończył Adrian.
- A jakby nas porwał będziemy umieli się obronić i wyrwać.
- Okey, to zaczynamy?- niecierpliwił się Dymitr.
Tak jak ja, nie nawiedził czekania. Musiał działać.
- Jasne Bielikow, ale ciekawi mnie, jakie jest to drugie wspomnienie.
Kiedy podeszłam do okna, w mojej ręce pojawiła się lornetka. Mogłabym się nie budzić z takimi zdolnościami. Podałam ją mojemu chłopakowi i wskazałam na pobliską stację benzynową z restauracją. Otworzył szeroko oczy z niedowierzaniem. Szybko sięgnął po lornetkę, ale i bez niej było widać dwa aniołki w śniegu.
- Kiedyś Dymitr zabrał mnie na zjazd strażników.- wytłumaczyłam, widząc pytający wzrok Iwaszkowa.- Po drodze zatrzymaliśmy się na tamtej stacji i zrobiliśmy w śniegu aniołki. Rozmawialiśmy wtedy o domku w górach.
-Takim jak ten.- zgadł Adrian.
-Tak.
Westchnęła równocześnie z Dymitrem na wspomnienie tamtych dni.Takich bezpiecznych i spokojnych. Bez mściwego Robert i jego znajomych. Nagle coś mi się przypomniało.
- Dymitr, wiesz może kto z tobą walczył w poprzednim śnie?
-Tak. To była Tasza.
- Co?! -krzyknęłam razem z Adrianem.
- A to.- uśmiechnął się smutno.- Próbowała mnie zabić moja była przyjaciółka.
- Nie wieże.- powiedziałam.- Ona by nigdy tego nie chciała. Mnie to jeszcze rozumiem, ale ciebie. Przecież cię kocha.
- A jednak.- zapadła niezręczna cisza.
-To co, zaczynamy?- w końcu przerwałam milczenie.
-Tak, im szybciej tym lepiej- zgodził się Dymitr.

czwartek, 21 stycznia 2016

ROZDZIAŁ 14

 ROSE

Robert mnie nie zauważył. Oglądał scenę rozgrywającą się przed nami. Okey. Efekt zaskoczenia jest. Tylko, że to co zobaczyłam mnie zaszokowało. Nad Dymitrem leżącym na podłodze, pochylała się postać ze sztyletem, gotowym do zadania śmiertelnego ciosu. A ta osoba to... JA. Szybko się otrząsnęłam.
- Adrian!
Poszukałam naszej więzi, która powstała na czas tego co robię . A mianowicie chodzi o to, że weszłam w sen Dymitra, aby zabrać go do mojego snu. W takim wypadku musiałam mieć połączenie z Iwaszkowem, który został w moim śnie.
- Co się dzieje mała dampirzyco? usłyszałam jego głos w głowie
- Najpierw potrzebuję twojego szaleństwa, a potem mocy. Odpowiedziałam w ten sam sposób.
- A co? Twoje szaleństwo nie wystarczy?- zaśmiał się.
- Boję się czy przeciw szaleństwu Roberta, starczy nasze razem wzięte. 
- Miejmy nadzieje, że tak. To jaki mamy plan?
- Dam ci znać kiedy się przydasz.- powiedziałam i skoczyłam na Doru'a.

DYMITR

To była Rose. Ale czy moja czy kolejna wizja? Na pomoc morojowi poszła Tasza. Po chwili Chyba-Rose siedziała przywiązana do krzesła.
- No proszę. Kogo my tu mamy?
-To koniec Robert. Masz mnie, więc wypuść Dymitra.- to na pewno moja Roza.
-Chyba żartujesz. Teraz pooglądam waszą wspólną śmierć.
-Mam lepszy pomysł- co ona kombinuje?- Pooglądaj sobie to.
Roza i Robert patrzyli na siebie długo. Nic z tego nie rozumiałem. Skąd ona się tu wzięła. I czemu tylko na niego patrzy. powinna z nim walczyć. Tasza też była zdezorientowana. Miała na szczęście już swoją dawną postać. nie wierzę, w to, co się przed chwila stało. Ona chciała mnie zabić. bardzo się zmieniła

ROSE

-Adrian, teraz! - pomyślałam.
Nagle przez moją głowę przepłyną strumień wspomnień Iwaszkowa, w których ujawniło się jego szaleństwo. Było ono większe niż przypuszczaliśmy. Nakierowałam je w stronę myśli brata Daszkowa, dodając moje wybuchy nieokrzesanej, impulsywnej Rose. Efekt ducha naszego przeciwnika był potężny, ale nie mógł się równać z Adrianem. Chłopak rzadko się wkurza, więc mrok w nim nie ma ujścia. Do tego faszeruje się alkoholem i papierosami, co maskuje, ale i potęguje jego produkcję.
W końcu wygraliśmy. Robert padł na ziemię nieprzytomny. Ale to nie koniec. Zaraz cały sen się rozmyje, a my jeszcze musimy wrócić do mojego. Podbiegłam szybko do ukochanego. Ciężko oddychał. Chciał coś powiedzieć, ale mu przerwałam.
- Nie teraz. - Skupiłam się na obrazie ogrodu Soni i czekającego tam Iwaszkowa.
- Adrian!
Po chwili czułam jak napełnia mnie moc. I obraz wokół nas się zmienił.

środa, 20 stycznia 2016

ROZDZIAŁ 13

 Oto rozdział, na który tak długo czekaliście z odpowiedzią na pytanie: Co zobaczyła Rose? Wybaczcie mi tamto zakończenie, ale co to by była za opowieść, bez tak dramatycznego końca. dzięki temu zostaliście ze mną. Mam nadziej, ze ten rozdział też wam się spodoba. :-*
____________________________________
Dymitr

Roza szybko zasnęła. Czuwałem przy niej chwilę na wypadek, gdyby zechciał ją odwiedzić Robert. Gdyby nie wyjazd, znalazłbym go i udusił gołymi rękami. Nikt nie będzie krzywdził mojej Rozy. Ciągle mnie to dręczy. Jak tylko pomyślę, że mogłem ją stracić... Co ja bym zrobił bez niej, bez mojego życia. Tyle razy nasz związek był zagrożony. A najgorsze, że w większości to była moja wina. Od początku wiedziałem, że to nie jest zwykłe zauroczenie, które można przeczekać, zastąpić. A jednak starałem się w to uwierzyć. Ale z drugiej strony, dzięki temu, że tyle razem przeszliśmy, nasza miłość jest silniejsza. Łączy nas więź, ale nie taka jak Rose i królową. Nasza jest zbudowana na zrozumieniu i poznaniu naszych dusz. Moja kochana miała rację, mówiąc, że jesteśmy sobie przeznaczeni.
Nawet nie wiem kiedy zasnąłem. Poczułem się dziwne. Nie umiem tego wyjaśnić. Nagle przede mną stanął Doru.
- Witam Strażnik Bielikow. Co za miłe spotkanie- Powiedział z chytrym uśmiechem na twarzy. Chciałem się na niego rzucić, ale byłem przywiązany do krzesła.
- Czego chcesz ode mnie i Rose.- warknąłem.
- Naprawdę pytasz. Myślałem, że jesteś inteligentniejszy i sam się do myślisz, ale chyba się pomyliłem. Oczywiście ,że zemsty. Najlepiej byłoby znęcać się nad morderczynią.
-Nie nazywaj jej tak...- Chciałem jeszcze dorzucić, jakim jest kurwy synem, ale nie wiem skąd, w moich ustach pojawił się knebel.
- Po pierwsze, nie przerywaj mi. Po drugie, nazywajmy czyny po imieniu. Jak już wspomniałem, lepiej byłoby znęcać się nad naszą strażniczką, ale ten głupi Iwaszkow ciągle psuje mi plany. Jednak z drugiej strony, miło byłoby oglądać jej rozpacz, po utracie bliskiej osoby. Królowa jest zbyt dobrze chroniona, ale ty... no cóż w walce wręcz może jesteś silniejszy, lecz z umysłem władającego duchem nie masz szans. Ale najpierw po oglądam sobie coś innego.
Po tych słowach zostałem uwolniony i od razu rzuciłem się na Roberta. Jednak w połowie drogi wpadłem na niewidzialną ścianę.
-Nie będzie tak łatwo.- zaśmiał się na moją reakcję, po czym wskazał na coś za mną- Poznaj swojego przeciwnika. - odwróciłem się i zobaczyłem Taszę- daję ci wolną rękę, tylko zostaw go przy życiu.
-Oczywiście- odpowiedziała i zaatakowała mnie
-Dlaczego?- spytałem, odparowując każdy jej cios.
-Jeszcze się pytasz. Dla tego, że wybrałeś tą krwawą dziwkę zamiast mnie.
- Nie nazywaj tak Rose!- Warknąłem. Już nie chciałem być delikatny.
Powaliłem ją na ziemię, ale ona podniosła się szybko i kopnęła mnie w brzuch.
-Ja mogłam dać ci miłość, dom, dzieci. A ty wolałeś jakąś chamską małolatę. Mój plan był idealny. Ta suka została by stracona, a my bylibyśmy teraz razem. Ale nie. Jej ojczulek i nasza mała księżniczka musieli wszystko zepsuć.
Uderzałem coraz mocniej. Przede mną nie stała już moja przyjaciółka, ale królobójczyni, która prawie dwa razy naraziła moją Rozę na śmierć i jeszcze ją obraża. Tego było za wiele.
-Nigdy bym się z tobą nie związał. Nie kocham cię. Kocham Rose.
-Co ona ma, czego nie mam ja?
- Ona jest w stanie oddać życie za przyjaciół, pozwoliłaby mi odejść z tobą, nie zważając na swoje uczucia. Żebym tylko był szczęśliwy. Ale ja nie mogłem.
- Nie byłbyś ze mną szczęśliwy?- zatrzymała się patrząc na mnie smutnym wzrokiem.
- Tasza, jesteś moją przyjaciółką i nigdy nie będę traktował cię inaczej. Kocham Rose. Nic tego nie zmieni, wiesz to. Nasza relacja jest, jak ta pomiędzy Rose, a Adrianem Iwaszkowem. On ją kocha, ale ona wybrała mnie. Mimo to pomaga jej bo chce, żeby była szczęśliwa i bezpieczna. Robertem kieruje chcę zemsty i szaleństwo Ducha. A nami miłość do bliskich. Zdecyduj, którą drogą chcesz iść.
- Ja... Nie wiem. Przecież prawie zniszczyłam ci życie. Umiesz wybaczyć mi to co wam zrobiłam?
- Tak, bo robiłaś to z miłości. Ona popycha ludzi do wielu rzeczy, a tym bardziej nieszczęśliwa.
-Dość.- Oboje spojrzeliśmy na Roberta.- Jeśli nie jesteś ze mną, to zginiesz w cierpieniu razem z nimi.
- Nie boimy się ciebie. Nie skrzywdzisz już nikogo więcej. To kon...- nagle poczułem pieczenie w ręce. Miałem ranę, z której ciekła świeża krew. Tasza trzymała sztylet ze ściskającą czerwoną cieczą. Zanim się obejrzałem, leżałem na ziemi. Nie zdążyłem się podnieść, zanim mnie kopnęła. Poczułem przeszywający ból w klatce piersiowej. Z trudem łapałem powietrze. Leżałem nie zdolny się podnieść. Nade mną stanęła Tasza i pociągnęła mi sztyletem po policzku. Jęknąłem z bólu. Powtórzyła tę czynność kilka razy na całym moim ciele. Wszędzie była krew z moich ran. Ból był nie do zniesienia. Nie mogłem racjonalnie myśleć
- Jak to jest umierać z ręki osoby, którą się kocha?- spytała i w tym momencie zmieniła się. Przede mną stała moja Roza z ostrzem skierowanym w moją pierś. Już nic nie mogłem zrobić. Byłem bezbronny. Za chwilę zabije mnie moja dawna przyjaciółka o wyglądzie mojej ukochanej. Najgorsza śmierć świata zwłaszcza, że nie mogę pożegnać się z moją Rozą. Pozostało mi tylko czekać na śmierć. Ostrze zaczęło opadać kiedy usłyszeliśmy krzyk Doru'a.

wtorek, 19 stycznia 2016

ROZDZIAŁ 12

Dymitr był w niebo wzięty. 
- Miałaś rację, nie potrzebnie się bałem. Dziękuję za to, że mnie przekonałaś i byłaś przy mnie.
- Pamiętaj, teraz zawsze będę przy tobie.- uśmiechnęłam się do niego, a on podszedł i mnie pocałował.
Z walizki wzięłam rzeczy do kąpania. W łazience odkręciłam wodę do wanny i zaczęłam się szykować do kąpieli. Z przyjemnością zanurzyłam się w pianie, z postanowieniem zrelaksowania się. Powoli zaczęłam się myć. Po jakimś czasie Dymitr zapukał do drzwi.
- Rose, długo jeszcze? Siedzisz już tam godzinę. 
-Jeszcze chwila. Chyba, że chcesz mi pomóc.- dodałam zalotnie.
Odpowiedział mi jego śmiech. Jak ja kocham ten dźwięk. Po chwili mój ukochany był koło mnie.
- Roza, ty nigdy się nie zmienisz. 
- A chciałbyś?- spytałam, dotykając go ręką z pianą w nos.
- Nigdy.- powiedział i pocałował mnie namiętnie.
Spuściłam wodę i wstałam. Dymitr wziął mój ręcznik i zaczął mnie wycierać. Gdy byłam sucha, chciał mnie zanieść do pokoju, ale mu nie pozwoliłam. 
- Najpierw się umyj, żeby się później nie tłuc po nocy. 
- No wiesz, Roza. W takiej chwili?
- Później mi podziękujesz.-znowu się zaśmiał.- Teraz idź się myj. Nie bój się, nie ucieknę ci.-dodałam widząc jego minę. 
Kiedy wyszłam z łazienki, pierwsze co przykuło moją uwagę, to western na poduszce. Nic dziwnego, że ukochany przypomniał sobie o mnie po godzinie. Zaczytał się we wspomnieniach. Dymitr Umył się o wiele szybciej niż ja. Podszedł do mnie, a z jego włosów kapała woda, prosto na ten boski, umięśniony tors. Nasze wargi spotkały się w delikatnym pocałunku. Jednak oboje chcieliśmy czegoś więcej. Całowaliśmy się coraz namiętnej, idąc w stronę łóżka i pozbywając się poszczególnych części garderoby. Wreszcie nadzy padliśmy na pościel. Nasze ciała złączyły się we wspólnym tańcu. Nie było podziału na "on" i "ja". W tedy było tylko "my". Razem byliśmy silniejsi, niż każde osobno. Napędzała nas miłość i troska o drugą osobę. Byłam gotowa oddać za niego życie i wiem, że on zrobiłby to samo dla mnie. A potem to drugie by cierpiało. Nie wiem, jakbym mogła żyć bez niego. Kocham go. 
Kiedy skończyliśmy, przytuliłam się tyłem do Dymitra. Mój ukochany objął mnie w talii i nawet nie wiem, kiedy zasnęłam w jego ramionach. Jednak nie dane było mi odpoczywać.
-Witaj mała dampirzyco. Wczoraj tak nagle zniknęłaś, że nie zdążyłem ci powiedzieć o moim planie.- przede mną pojawił się Iwaszkow, ale nawet nie dał mi dojść do slowa.- O tuż musisz ćwiczyć codziennie. A moje odwiedziny zabezpieczą cię przed nie zapowiedzianą wizytą Roberta.
-Cześć.- przytuliłam go.- Czyli nie dasz mi spać, dopóki wszystkiego się nie nauczę?- westchnęłam.
-Przecież śpisz.- moroj uśmiechnął się cwanie. 
-Wiesz, o co mi chodzi. A jeśli chodzi o wczoraj to obudził mnie budzik. I znalazłam się na podłodze, więc wymyśl coś, żeby to się nie powtórzyło. 
- Podczas ćwiczeń twoje ciało nie powinno się poruszać. Możliwe że coś ci się śniło. Jedna część twojego umysłu walczyła z koszmarem, a druga była ze mną. Dlatego nie pamiętasz, co było tego skutkiem, ale to na pewno nie ćwiczenia. A teraz koniec gadania. Zabieramy się do pracy.
-Czekaj. A nie mógłbyś ściągnąć Dymitra? Jeśli Robert będzie chciał się mści, to na najbliższych mi osobach. Lissa jest pod dobrą opieką, ale Dymitr jest teraz sam. Nikt mu nie pomoże.
- Masz rację,- przyznał, jakiś ponuro. Między tą dwójką są dość napięte stosunki.- ale ty go zaproś do naszej zabawy. Nie martw się, pomogę Ci.
Wytłumaczył mi, że muszę wyobrazić sobie nas śpiących w pokoju, a następnie, że wchodzę do jego głowy. Skupiłam się na tym obrazie i już po chwili stałam przy naszym łóżku. Byliśmy przytuleni do siebie. Ja wyglądałam na szczęśliwą i bezpieczną, ale wyraz twarzy Dymitra mnie zaniepokoił. Mój ukochany wykrzywił się w bólu. Starałam się uspokoić. Zdenerwowana nie wejdę do jego umysłu. Po chwili obraz się zmienił. To co zobaczyłam przeszło moje najśmielsze oczekiwania.

poniedziałek, 18 stycznia 2016

ROZDZIAŁ 11

Zapukałam do drzwi. Otworzyła je Olena.
-Rose?! A co ty tu robisz?-spytała zdziwiona.
Wcześniej wymyśliłam, jak nam wszystkim ułatwić to spotkanie. Nakazałam Dymitrowi, żeby schował się za drzwiami i mi zaufał. Zgodził się bez wahania. Na wszystko by się zgodził. Ufał mi.
-Mam urlop i pomyślałam, że was odwiedzę. Tyle dla mnie zrobiłyście podczas ostatniej wizyty.
Spojrzałam na ukochanego. Na jego twarzy malował się strach i zwątpienie. Gdyby mnie tu nie było, już by uciekł.
-Miło z twojej strony. Może wejdziesz?
-Chętnie, tyle że zaprosiłam chłopaka i chciałabym, żebyście go poznały. Trochę się boi, że go nie polubicie, ale ja jestem pewna, że go pokochacie.- Olena nie wyglądała na zachwyconą, ale na pewno zaraz zmieni zdanie.- Kochanie,- zwróciłam się do strażnika , podając mu dłoń.- podejdź tu.
Rosjanin niepewnie mnie chwycił i wyszedł z ukrycia. Gdy tylko jego matka zrozumiała, kto przed nią stoi rzuciła się synowi na szyję, wołając córki. Te zbiegły zaciekawione i też ciepło przywitały brata. Cudowne było oglądać całą tą szczęśliwą, kochającą się rodzinę. Nikt nie pytał, jak to się stało. Po prostu wierzyły, że on żyje. Kiedy Dymitr przywitał się z każdą weszliśmy do środka. Na przedpokój wybiegł Pawka wołając "Ciocia Rose, ciocia Rose", ale gdy zobaczył mojego chłopaka, zatrzymał się w pół kroku
- Wujek Dimka?- spytał niepewnie patrząc, to na mnie, to na strażnika.
-Tak,- strażnik kucnął.- a ty pewnie jesteś Pawka? Nie bój się. Nie zrobię ci krzywdy.
Chłopiec spojrzał na mnie z wahaniem, nie pewny co zrobić. Rozumiem go. Kilka miesięcy temu dowiedział się, że wujek nie żyje, a teraz widział go całego i zdrowego w domu. Zachęciłam go kiwnięciem głowy i już po chwili tulił się do Rosjanina. Dostaliśmy dawny pokój Dymitra. Zanieśliśmy walizki na górę, po czym zeszliśmy do salonu. Tam czekała na nas Jewa. Przywitaliśmy się z nią.
- Dbaj o nią.- powiedziała, wskazując na mnie.- To dobra kobieta, która da ci więcej szczęścia niż oczekujesz.
- Wiem o tym. I będę o nią dbał, jak o najcenniejszy skarb.-odpowiedział Dymitr ściskając mnie, a ja poczułam, że jej słowa mają jakiś ukryty sens. Tylko nie wiem jeszcze jaki.
Przez resztę dnia rozmawialiśmy o tym, co się stało po moim powrocie do akademii. Postanowiliśmy ominąć wątek porwania mnie w Nowosybirsku. Bielikówny za to opisały Rosjaninowi cały mój pobyt w Bai. Wiktoria przeprosiła mnie za to, że się na mnie obraziła. Po moim wyjeździe dowiedziała się prawdy i zrozumiała, że tylko się o nią martwiłam. Po kolacji poszliśmy do pokoju.

niedziela, 17 stycznia 2016

ROZDZIAŁ 10

-Dymitr, spokojnie. Jestem tu i nic mi nie jest. Umiem sobie poradzić.
- Tak wiem, ale wczoraj nic ci się nie stało, tylko dzięki Adrianowi. A to ja powinienem być wtedy przy tobie. Nie chodzi oto, że jestem zazdrosny, że to on cię uratował.- dodał, gdy chciałam mu przerwać. Właśnie to chciałam mu zrzucić, ale z uśmiechem, aby rozładować napięcie. Szlag!- Obwiniam się o to, że mnie nie było. Gdyby nie Adrian to nie wiadomo jakby to się skończyło. Przepraszam. Obiecałem być zawsze przy tobie. I zawiodłem. Teraz już tak nie będzie. Gdzie będziesz ty, tam będę ja.- pocałował mnie.
-Wiesz, że nie będziemy mieli służby w tym samym czasie?
-Nie obchodzi mnie to. Nikt nie zabroni mi przebywać z królową i jej chłopakiem, którego jestem strażnikiem.
- A co jak będziesz musiał gdzieś iść?- wpadłam na pomysł, jak poprawić mu humor.
- Pójdziesz tam ze mną, choćbym miał wziąć cię siłą.- uśmiechnął się cwanie.
-Tak?-odwzajemniłam uśmiech- Do łazienki też?
-Wszędzie Roza.- mruknął mi do ucha. Ale po chwili odsunął się z miną obrażonego chłopca. - Czy ty mi coś sugerujesz?
- Nie oszukujmy się, Towarzyszu. Przez całą noc, w pełnym słońcu biegałeś z moimi rodzicami po lesie.- przyznał mi rację.- A poza tym, odświeżyć się przed podróżą nikomu jeszcze nie zaszkodziło. A ja chętnie poprawię sobie humor małym prysznicem. Więc jak będzie?- spytałam kusząco.
Dymitr nic nie powiedział, ale jego usta wyrażały wiele. Po chwili, już nie siedziałam na kolanach mojego ukochanego, a stałam z nim przed prysznicem. Szybko pozbyliśmy się naszych ubrań nie przerywając pocałunków. Razem weszliśmy do kabiny, a strażnik odkręcił wodę. Po chwili, do jego rąk, jeżdżących po moich plecach, dołączyły ciepłe krople. Wyobraziłam sobie, że całujemy się w letnim deszczu. Nagle poczułam, jak jego dłonie przesuwają się na mój brzuchu, ale tym razem z pianą. Nie chcąc być gorsza, podniosłam mydło i zaczęłam mydlić jego tors. Bielikow zadrżał pod moim dotykiem. Powoli umyliśmy się nawzajem. Z trudem oderwaliśmy się od siebie, żeby założyć ubrania. Rosjanin wziął wszystkie walizki, chodź nalegałam, żeby zostawił mi przynajmniej jedną. Ale on się uparł. Ja za to wzięłam nasze torby podróżne. Oczywiście Abe był wtajemniczony. Ba, to on zorganizował transport. Wylecieliśmy z Dworu, a samolot wylądował na lotnisku nie daleko wioski Dymitra. My przespaliśmy całą podróż i zostało nam dotrzeć do Bai. Dom Bielików było pół godziny drogi od miejsca naszego ładowania, wiec postanowiliśmy się przejść. W czasie wędrówki nie rozmawialiśmy, zatopieni we własnych myślach. W końcu dotarliśmy na miejsce. Teraz najtrudniejsze.
__________________________________

Mam nadzieję że się podoba. rozdziały mogą pojawiać się wieczorem, gdzieś tak od 17 do 24. Dziękuje za wszystkie komentarze pod rozdziałami, a przede wszystkim Mańce. To bardzo motywuje. pozdrawiam wszystkich czytelników i cierpliwości. Rozdziały są codziennie. :-*

sobota, 16 stycznia 2016

ROZDZIAŁ 9

 Wybaczcie, że tak późno ale coś mi komórka nawalała. Oto następny rozdział. Mam nadzieję, że się podoba. Nie zapomnijcie skomentować. :-*
__________________________________________
- Wiele rzeczy. Mia za 2 tygodnie wyjeżdża z ojcem i strażnikami do rodziny we Włoszech. A Mason postanowił się jej oświadczyć.
-No no.- Dymitr zareagował podobnie jak ja.
- W nocy wydarzyło się jeszcze parę CIEKAWYCH rzeczy.- powiedziałam nie pewna, czy powinnam mu mówić
-Co się stało?-spytał zaniepokojony.
- Na szczęście nic.- podeszłam i usiadłam na bocznym oparciu fotela, w którym siedział mój ukochany.- Ale mało brakowało. Zacznijmy od początku. Kiedy poszedłeś, nie mogłam zasnąć, więc nas spakowałam,- wskazałam torby przy drzwiach.- bo wiedziałam, że ty będziesz zmęczony. Następnie zadzwoniłam do Sydney. Pamiętasz ją?- przytaknął i posadził mnie sobie na kolanach.- No to ona dostała, jakby to powiedzieć... hymn... "Awans Terytorialny".
Dymitr zaśmiał się na wymyśloną prze zemnie nazwę. Przytulił mnie i położył moją głowę na swojej piersi, a następnie oparł własny podbródek na mojej głowie. Jedną ręką zaczął jeździć po moich plecach, a drugą po nodze. Wtuliłam się w niego. Było to bardzo przyjemne, nie powiem.
-Została przeniesiona gdzieś na południe, ale nie pamiętam, jak się nazywało to miasto. A to jeszcze nie koniec.- odsunęłam się od niego i napotkał jego zaciekawiony wzrok. Jaj ja kocham te oczy.- Nasza kochana alchemiczka stała się bohaterką. Ma teraz urlop, więc spotkamy się w Rosji. Po 2 godzinach poszłam w końcu spać. I pojawiłam się w śnie wywołanym przez Adriana.
- To on ci coś zrobił? Bo jeśli tak to...
-Nie, nie!- przerwałamumu szybko, bo w jego głosie usłyszałam niebezpieczną nutę. Wiem, że dla mnie i mojego bezpieczeństwa zrobił by wszystko. A do tego nie zabardzo się obaj panowie lubią.- On mnie właśnie uratował.- strażnik spojrzał na mnie zdziwiony.- Tak wiem to jakaś nowość. Otóż na Dworze pojawił się jakiś użytkownik Ducha. Okazało się, że to Robert. W nocy to on chciał mnie wciągnąć do snu. Byłam sama, więc nikt by mnie nie obudził. Ale Iwaszkow przejrzał jego plany i sam mnie wciągnął. Potem przez całą noc siedziałam u niego i ćwiczyłam panowanie nad snem.
Zaczęłam opowiadać mu, na czym polegały ćwiczenia, ale on wydawał się być nieobecny. Spuścił smutno wzrok i nad czymś myślał.
- Roza, tak wiele razy mogłem cię stracić.- odezwał się głosem pełnym bólu.- Zawsze, kiedy najbardziej mnie potrzebujesz, ja jestem gdzieś indziej. Boję się o ciebie. Nie chcę zostać sam. Moje życie jest nic nie warte bez ciebie

piątek, 15 stycznia 2016

ROZDZIAŁ 8

Co się stało?! Nawet przy najgorszych koszarach, zostawałam na łóżku. Pewnie tak wczułam się w walkę, że spadłam na podłogę. Wstałam i poszłam do łazienki. Dziś postanowiłam ubrać coś wygodnego do podróży. Założyłam na siebie spodnie i fioletową bluzkę z krótkim rękawem. Do powrotu Dymitra zostało mi pół godziny. Może pójdę pogadać z Masonem? Ostatnio coś nie miał czasu, a z tego co pamiętam, dzisiaj ma wolne. Właśnie miałam wychodzić, kiedy rozległo się pukanie do drzwi. Otworzyłam, a w progu skał... Mason.
- Hej Hathaway. Mam dziś wolne i pomyślałem, że może cię odwiedzę. Ostatnio coś nie mamy dla siebie czasu.- wszedł, gdy zrobiłam mu miejsce. Kiedy skończył mówić, parsknęłam śmiechem.
-Wiesz, że o tym samym pomyślałam. Właśnie miałam do ciebie iść.- oznajmiłam, gdy usiadł na sofę.
Tym razem to on nie mógł powstrzymać śmiechu, a ja oczywiście zawtórowałam mu.
- Chcesz coś do picia?-spytałam, gdy oboje już się w miarę uspokoiliśmy.- Mam sok pomarańczowy.
- Jak ty mnie dobrze znasz.
- Mów co tam u ciebie. - postawiłam przed nim szklankę z sokiem. Sobie nadałam winogronowy.
- A dobrze. Za 2 tygodnie ojciec Mii jedzie z nią do swojej rodziny we Włoszech. No a ja jako ich strażnik z nimi.
Gwizdnęłam przeciągle z podziwu.
- No chłopie. To żeś się ustawił.
- No i mam sprawę.- powiedział wyraźnie podenerwowany.- Jesteś moją najlepszą przyjaciółką...- wahał się.
- Nigdy się nie wahaj! - uśmiechnęłam się.- Skoro jesteśmy przyjaciółmi, to możesz mi powiedzieć wszystko.
- Chcę oświadczyć się Mii- wrzucił z siebie.
- No to świetnie. A po co ci ja?
- Nie wiem jak to zrobić. Pomożesz mi?
- Cóż jakby mnie ktoś się oświadczał, chciałabym, żeby zabrał mnie na randkę. Najlepiej będzie jak powiesz jej, co do niej czujesz, dlaczego ona, wspomniał momenty waszego życia. Masz dwa tygodnie na wymyślenie czegoś. A na koniec klękniesz i spytasz " Czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją żoną?". Na początku pytania powiedz jej imię, a najlepiej wszystkie imiona i nazwisko. Masz już pierścionek?
- Tak, chcesz zobaczyć
- Tak, ale na palcu twojej narzeczonej.
- Dobra. Dziękuję. Nie wiesz, ile to dla mnie znaczy.
- Jak mogła bym ci odmówić? Wiesz, że jesteś dla mnie jak brat.
- Jeszcze raz dziękuję. Jesteś najlepeza. - pocałował mnie w policzek.
W tym momencie w drzwiach stanął mój chłopak. Spojrzał na mnie i Masona. Ten odskoczył ode mnie jak poparzony.
-To ja może już pójdę. Pa Rose. I jeszcze raz dziękuję. Żegnaj Dymitr.
- Nie ma za co.- drzwi zamknęły się za nim.- Jak było na polowaniu?- zwróciłam się do ukochanego.
Nie wyglądał na złego, bo taki nie był. Może trochę zazdrosnego. Wiedział, że nie łączy mnie z Masonem nic więcej niż przyjaźń.
- Troska twoich rodziców o ciebie mogłaby powalić 100 strzyg. Jestem wykończony.- Opadł ciężko na fotel.- A mnie co ominęło?

czwartek, 14 stycznia 2016

ROZDZIAŁ 7

-Co?! Jakim cudem? Kiedy? Czy Lissa wie? Myślisz, że to Robert?- zasypywałam go pytajiami.
To prawda, zareagowałam dość gwałtownie na wieść o moroju z żywiołem ducha. Ale gdyby to było przypadkowe spotkanie, Adrian nie odwiedził by mnie w śnie i nie chciałby trzymać do rana. Jednocześnie pomyślałam o Dymitrze. Moc ducha ma przed nami jeszcze wiele tajemnic. Nie wiadomo, do czego są zdolni jego użytkownicy. Na przykład Avery umiała wytworzyć w mojej głowie iluzję życia jakie chciałam mieć, chodź byłam na drugim końcu świata. Cholera! Ta suka zrywała moje połączenie z Lissą. Na szczęście już nam nie zagraża. Ale w takim razie, co może zrobić brat Wiktora, w akcie zemsty?
- Uspokój się.- jego uśmiech został zamieniony na powagę, a z jego twarzy dało się wyczytać troskę i współczucie.- Królowa wie myślałem, że to ktoś przysłany na jej rozkaz, ale wolałem się upewnić. Lissa oczywiście o niczym nie wiedziała. Prosiłem, żeby Ci nie mówiła. Zaczęłabyś się martwić, a okazałoby się, że to fałszywy alarm. Jednak nie. Postanowiłem sprawdzić, kto to jest i okazało się, że to Robert. Wiedziałem, że będzie chciał Cię odwiedzić w nocy, zwłaszcza, że jesteś sama i nikt by cię nie obudził. Nie wiadomo, co by się wtedy stało. Wieczorem pilnował was i jak tylko zasnęłaś, on zaczął tworzyć sen. Jako, że sam wybierał miejsce, dłużej to trwało. W tym momencie wślizgnąłem się do twojej głowy, a żeby zyskać przewagę czasową pozwoliłem tobie wszystko wybrać.
- I myślisz, że jak tylko opuścisz sen, on zaatakuje?- przytaknął.- Okej. To co robimy?
- Co tam u ciebie?- Iwaszkow wyszczerzył się do mnie w swoim standardowym uśmiechu.
- A wiesz, mściwy brat mojego, już nie żyjącego, wroga chce mnie zabić, a Dymitr jest na polowaniu z moimi rodzicami. Zagrożenie, niebezpieczeństwo. Wiesz, dzień jak co dzień.- zajrzałam do mojej pustej już filiżanki.- Mogę prosić o kubek podwójnej czekolady?
-Jasne. Tyle, że nigdy jej nie piłem, więc nie wiem jak smakuje. Ale sama możesz ją stworzyć. Skup się na wyobrażeniu jej sobie. Jej smaku, zapachu i wyglądzie. Na początku nie będzie tak idealnie, jak byś chciała, ale jak poćwiczysz to w końcu wyjdzie.
Zrobiłam tak jak powiedział. Przypomniało mi się, jak rozmawiałam z Dymitrem na werandzie, przed atakiem strzyg na szkołę. Jak on to powiedział? A tak. " Podwójna porcja gwarantuje dobry smak". Skupiłam się na tym wspomnieniu. Po chwili na stoliku pojawił się identyczny kubek, jaki podał mi wtedy mój mentor. Szybko sięgnęłam po niego. Czekolada smakowała prawie jak wtedy.
-I jak?-Adrian patrzył na mnie wyczekująco.
-Mogła by, być trochę bardziej intensywna. Ale poza tym, nie jest taka zła.
-Niesamowite.- jego oczy rozszerzyły się ze zdziwienia, ale też z podziwu.- Albo już to robiłaś, albo masz niesamowity talent. Hej, może poćwiczymy kontrolowanie snów. I jeśli Doru cię odwiedzi, będziesz mogą przejąć kontrolę nad wizją.
-On jest potężny, ale nie będzie się spodziewać, że jakaś impulsywna nastolatka będzie przygotowana.
- A w chwili zaskoczenie, ty po prostu znikniesz.
Przez resztę nocy ćwiczyłam wizje. Najpierw prostsze typu zmiana otoczenia, uwolnienie się czy przebicie postawionej bariery. Potem było trudniej. Musiałam robić to samo, ale w sytuacji zagrożenia. Oczywiście Adrian by mnie nie skrzywdził, ale i tak trudno mi było się skupić. Nagle usłyszałam budzik. Szlag! Nie teraz. Otworzyłam oczy i o dziwo leżałam na podłodze.

środa, 13 stycznia 2016

URODZINY

Dzisiaj mam urodziny. Z tej okazji oprócz rozdziału daję wam dodatkową notkę. Wydarzenia w niej nie mają nic wspólnego z opowieścią tego bloga. Mam nadzieję, że się podoba. Nie zapomnijcie skomentować. To bardzo motywuje
___________________________________________________
Obudziłam się wcześniej niż zwykle. Popatrzyłam na kalendarz. Dziś są moje urodziny, dzień, o którym zawsze marzyłam. Dorosłość, wolność. Tylko gdzie jest ta wolność, skoro nie mogę wybrać swojej przyszłości i nie mogę być z mężczyzną, którego kocham?
Szybko odsunęłam od siebie ponure myśli. Ciekawe czy ktoś pamięta o tym dniu? Poszłam do łazienki, wykonać poranną toaletę. Do treningu mam całą godzinę. Postanowiłam się trochę bardziej wystroić, na tyle, na ile można na trening. Na salę weszłam przed czasem. Dymitr już na mnie czekał.
- To co dzisiaj robimy, Towarzyszu?- zagadnęłam na wstępie.
- Najpierw dziesięć okrążeń.
Po rozgrzewce walczyliśmy ze sobą. Mój ukochany uważał, że nauczył mnie już wszystkiego, co sam umie, ale jakoś dziwnym trafem to ja zawsze ląduję na macie. Na tym treningu było inaczej. Powaliłam go 5 razy na 12 starć. Coś tu nie gra.
- Dałeś mi wygrać! - zarzuciłam mu, gdy kolejny raz padł na matę.
- A co to źle, że mnie pokonałaś?-spytał, gdy pomogłam mu wstać.
- Tak, ponieważ strzyga nie da mi wygrać.
- Och, Roza. Z łatwością pokonałabyś każdą strzygę. Ja wygrywam, ponieważ znam cię i twoją technikę.
- To nie zmienia faktu, że to nie była uczciwa walka.
- A to zmienia?- podszedł do mnie i chwycił moją twarz w swoje ciepłe, smukłe dłonie.
Następnie nasze usta spotkały się na dłużej, niż normalny czas, na skali mojego mentora: "Nie powinniśmy tego robić". Chodź od naszego pierwszego razu w warowni nie słyszałam, tych słów po żadnym z naszych licznych pocałunków.
- Może troszeczkę.- chciałam jeszcze raz go pocałować, ale on podszedł do torby. Wrócił z jakimś pakunkiem.
- Wszystkiego najlepszego Roza.- powiedział, podając mi prezent.
- Pamiętałeś!- ucieszyłam się, ale byłam również zaskoczona.
- Oczywiście!- nie krył rozbawienia moim odkryciem.- Nigdy bym nie zapomniał o dniu, w którym ma urodziny osoba dopełniająca mnie i moje życie. Kocham Cię Roza. -mruknął mi do ucha.
Następny pocałunek był inni. Zarezerwowany tylko dla mnie. Pełen miłości i czułości.
- Załóż to na następny trening. -wskazał na pakunek.
- A co ze strojem do ćwiczeń?
- Nie zawsze będziesz w stroju przy ataku strzyg. Wyobraź sobie, że księżniczka wzięła cię na zakupy albo na bal jako przyjaciółkę. I nagle atakują was strzygi. Znając ciebie, wyciągniesz sztylet i włączysz się do walki. Wieczorem poćwiczymy taką sytuację.
-Okey, trenerze. A na ile to ma być realistyczne, bo nie wiem czy mam się ubrać ładnie, czy "powalę cię samym widokiem"?
- Ty zawsze wyglądasz powalająco.- uśmiechnął się, ukazując rząd równych, białych zębów.- Zaskocz mnie.- Zbliżył się do mnie bardziej i nachylił do mojego ucha po czym wyszeptał.- Spraw, żeby Twój widok nawiedzał mnie w snach. Abym myślał o tobie jeszcze częściej, jeśli w ogóle się da.
Zrobiło mi się gorąco, a serce zabiło mi szybciej. Jego zachowanie bardzo mnie zdziwiło. Nigdy się tak nie zachowywał.
- A często o mnie śnisz?
- Każdej nocy, Roza. Myślę, że sama się domyślisz jakie to sny.- uśmiechnął się porozumiewawczo, a w jego oczach dostrzegłam pożądane.
- Towarzyszu. Od tej strony cię nie znałam. Co ci się stało?- spytałam z uśmiechem.
- Kocham Cię. Nawet nie wiesz jak bardzo.
- Wiem, że trudno ci się opanować i przestać na pocałunkach. A mnie by nie przeszkadzało, gdybyśmy poszli na spacer. - powiedziałam kusząco dotykając przez bluzkę jego klatki piersiowej.
Jego źrenice się rozszerzyły. Lecz tylko mnie pocałował.
- Mam jeszcze parę innych spraw. Miło, że dzisiaj się nie spóźniłaś.- uśmiechnęłam się i wyszłam.
Na następny trening będę czekać z niecierpliwością.
***
- Hathaway!- odwróciłam się i napotkałam uśmiech Masona.- Wszystkiego najlepszego, stara.
- Dzięki, młody.- odpowiedziałam.
- Gdzie idziesz?
- Do pokoju. Za godzinę mam trening i muszę się przygotować.
- Odprowadzić cię?
- Jeśli chcesz.
- Nie mam nic lepszego do roboty. A i mam dla ciebie prezent.
Podał mi pudełko. W środku była zawieszka "Najlepsza strażniczka na świecie"
- Dzięki Mass.- przytuliłam go.
Przed moim pokojem czekała Lissa. Pożegnałam się z dampirem i zaprosiłam przyjaciółkę do środka.
- Wszystkiego najlepszego Rose!- rzuciła się na mnie.
- Hej Liss! Zachowujesz się, jakbyś tydzień mnie nie widziała. Dziękuje. Miło, że pamiętałaś.
- Weź mnie nie obrażaj. Jak mogła bym zapomnieć. No opowiadaj. Jak dzień 18-latki.
- Wspaniały!- streściłam jej mój trening, jednocześnie szykują się na następny.
W prezencie od Dymitra dostałam sukienkę za jaką Kirowa by mnie wyrzuciła ze szkoły. Była czerwona z dużym dekoltem, a w pasie miała złoty pas z różą na środku. Sięgała mi do polowy ud. O co mu chodzi?
Gadałyśmy przez pół godziny. Potem Lissa musiała iść. Skończyłam się szykować akurat na czas. Przed wyjściem przejrzałam się w lustrze. Ten widok będzie jeszcze długo za nim chodził. Zadowolona z efektu udałam się ma salę. Ciekawe co wymyślił mój mentor? Na pewno nie chodziło o trening.
Otworzyłam drzwi. Wszędzie było ciemno. Najwidoczniej Dymitra jeszcze nie ma.
Zapaliłam światło i...
-Niespodzianka!
Na sali byli wszyscy moi znajomi. Z klasy, z potajemnych imprez, i ... Moi rodzice?!
- Co wy tu robicie?- spytałam zaskoczona, kiedy podeszli.
- Nie mogliśmy przegapić dnia, w którym nasza mała córeczka staje się kobietą.- odpowiedział Abe.- Poza tym dostałem propozycję pracy.
- A niby gdzie chcieliby cię zatrudnić Staruszku?
- Tak się składa, że w twojej szkoły. Od dzisiaj jestem twoim dyrektorem.
- No super. Więcej takich prezentów.- powiedziałam sarkastycznie.
- A jeśli chodzi o prezenty, to myślę, że jestem w stanie poprawić ci humor.- podniósł rękę, w której trzymał kluczyki.
Wyszliśmy za plac główny. Moim oczom ukazał się czerwony Kabriolet. Uścisnęłam mocno rodziców. Oboje się zdziwili. Impreza trwała w najlepsze. Tańczyłam chyba z każdym chłopakiem na sali, choć tak na prawdę pragnęłam tylko jednego tańca, z jedną osobą. Nagle na biodrach poczułam ciepłe, smukłe dłonie. Odwróciłam się i zobaczyłam mojego ukochanego. Już chciałam się odezwać, ale Dymitr ucieszył mnie, przykładając mi palec wskazujący do ust i zabrał mnie na parkiet. Tańczyliśmy dłuższą chwilę, kiedy on klękną. Wszyscy patrzyli na nas. Strażnik otworzył pudełeczko. Patrzyłam na niego, nie wiedząc co myśleć.
-Rosemarie Hathaway.- po sali poniósł się jego głos. - uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją żoną?
Popłakałam się.
- Tak oczywiście, że tak. - rzuciłam się w jego ramiona a on mnie pocałował. Ale po chwili się odsunęłam.- Ale przecież nie możemy.
- A czemu to?- spytał z chytrym uśmiechem.- Kochamy się, dyrektorem jest twój ojciec, a ja mogę zostać strażnikiem kogoś innego. Np. na Dworze albo Christiana.
Ma rację. Przecież nawet to planowaliśmy.
-Poza tym,- kontynuował.- nic mnie to nie obchodzi. Kocham Cię Roza i nie chcę żyć bez ciebie.
Pocałowałam go, a on w tym czasie włożył mi na polec pierścionek. Obejrzałam go. Musiał kosztować fortunę. Dookoła miał małe diamenciki. Na samym środku był rubin pasujący mi do sukienki. Impreza trwała do 11. Mogła być dłuższa, ale moja mama ma spory wpływ na Abe'a. Chodź muszę przyznać, że walczył dzielnie. Staruszek oczywiście umówił się na rozmowę z moim narzeczonym. Ale to kiedy indziej. Alberta była zaszokowana wyznaniem Dymitra, ale nic nie mogła poradzić, do tego poprosiłam, a raczej zażądałam wspólnego pokoju z Dymitrem. Argumenty jakie przeważały oznajmiały, że jestem dorosła, będziemy małżeństwem oraz jak będziemy chcieli, to sami przekradniemy się do swoich pokoi. Dymitr mnie poparł, ale nie wiem, czy tak bardzo chciał tego, że nie bał się mojego ojca czy bardziej od niego, bał się mnie. A miałby się czego bać. Gdyby mnie nie poparł urządziłabym mu jesień średniowiecza. W końcu nawet moja matka odpuściła.
- Dalej nie wierzę, że się zgodzili.- wyrwał mnie z zamyślenia mój ukochany. Właśnie wracaliśmy z imprezy.
- Bo widzisz kochanie, jeśli Rose Hathaway czegoś chce, to to dostaje. Zapamiętaj.
-A czy Rose Hathaway chce iść do Pokoju swojego narzeczonego?
- No nie wieżę. Cierpliwy Dymitr Bielikow nie może się doczekać, kiedy jego ukochana z nim zamieszka?!
- Wpłynęło na to kilka dzisiejszych wydarzeń.
- A jakich to?
Dymitr zamknął za nami drzwi do pokoju. Położył swoje ręce na moich biodrach.
- Pierwsze to moja piękna uczennicą, składająca mi rano bardzo ciekawą ofertę,- mruknął i pocałował mnie namiętnie.- a drugie to nieodpowiednio wyzywająca sukienka na mojej narzeczonej.- w momencie, gdy to mówił, moja " nieodpowiednio wyzywająca sukienka" spadała na podłogę.
Po chwili nasze ciała złączyły się na jego łóżku. Idealne zakończenie idealnego dnia.