piątek, 10 czerwca 2016

ROZDZIAŁ 161

- Dymitr!!- zawołałam męża.
- Co się dzieje, Roza?- spytał wchodząc do salonu.
Nie mogłam powstrzymać śmiechu. Ukochany miał na sobie fartuszek w kwiatki, był cały w mące i ze związanymi włosami.
- Ładnie.- zignorował moją reakcję, patrząc na drzewko po środku pokoju.
- Brakuje tylko jednego.- podałam mu gwiazdę betlejemską.
Wziął ją, całując mnie przelotnie w usta i założył na czubek choinki. Za dwa dni święta i już wszystko przygotowujemy.
- Dobra skarbie, teraz ty mi pomożesz.- strażnik złapał mnie za rękę i pociągnął do kuchni.
- Nie wiem czy to jest dobr... co to za cudowny zapach?- przerwałam, wciągając nosem zapach unoszący się w pomieszczeniu.
- Załóż to.- mąż podał mi fartuszek identyczny do tego, który sam miał na sobie.
- Serio?- spytałam z niedowierzaniem.
- Serio.
Westchnęłam zrezygnowana i ubrałam go. Ledwo związałam sznurki na plecach, a dostałam z mąki.
- Dymitr!!- krzyknęłam zdenerwowana.
- Musi być wydać, że coś robiłaś.- mój ukochany próbował powstrzymać śmiech.
Pomogłam mu, obrzucając go białym proszkiem. Teraz ja śmiałam się do rozpuku.
- Osz ty!- Bielikow wziął kolejną porcję mąki. Nie zostałam mu dłużna.
Po pół godzinie cała kuchnia była biała, razem z nami. Ale przynajmniej się pośmialiśmy.
- Dobra Roza, trzeba posprzątać i zabrać się do roboty.
- A umyjesz mi głowę?- podeszłam do niego zmysłowo. Położyłam mu ręce na karku, a jego znalazły się na moich biodrach.
- Roza, nie teraz.- szepnął w moje usta.
- po pierwsze- lekko musnęłam jego wargi, ale gdy chciał pogłębić pocałunek, odsunęłam się od niego.- wcale tak nie myślisz. Po drugie,- następne muśnięcie.- Moje włosy same się z tej mąki nie umyją, a łatwe to nie jest. Myślę, że sam swoich też nie chciałbyś myć. A po trzecie...- tym razem mocno wbiłam się w jego usta.
Wiedziałam, że wygrałam. Nie umiał mi się oprzeć. Nim się obejrzałam, już biegł do łazienki, ze mną na rękach.
- Ty moja mała żmijo.-zaśmiał się, zamykając za nami drzwi i posadził mnie na pralce.
- Ja jestem ładniejsza niż Abe.
- Ale charakter masz po nim. 
- Pff... Żmij mi nawet nie dorównuje.- prychnęłam.
- Oczywiście skarbie.- pocałował mnie przelotnie.- A teraz wyskakuje z tych brudnych ubrań.
- Wolę, gdy ty mnie rozbierasz.- powiedziałam z niewinnym uśmieszkiem. W uszach zadźwięczał mi jego piękny śmiech.
- Ja też Roza, ja też.- pocałował mnie mocniej i dłużej.
Po chwili odsunął się i odkręcił wodę. Do wanny wlał jakiś płyn, a po łazience rozniósł się aromat kokosowy. Ja dalej czekałam, patrząc co robi. Obserwowałam każdy jego najmniejszy ruch, napawając się widokiem jego mięśni. Sięgnął w głąb jednej z szafek i wyciągnął...
- Co to jest?- spytałam pokazując ba pudełeczko, które trzymał mój mąż.
On tylko uśmiechnął się cwanie i rzucił garść jego zawartości do wody. Na powierzchni unosił się płatki róż.
- Są tam jeszcze jakieś kwiaty?- spytałam zaciekawiona, schodząc z pralki i zaglądając mu przez ramię.
- A co? Róże już ci się nie podobają?
- Tak z ciekawości się pytam. To co będzie z tym rozbieraniem?- stanęłam w niedużej odległości od ukochanego.
Nie czekałam długo. Już po chwili moje ubrania leżały na podłodze, a ja siedziałam w wannie, oparta o tors ukochanego.
- Kocham Cię Roza.- szepnął mi, masując moją głowę z szamponem.
- Mmrr...- tylko na mrugnięcie było mnie stać. Ten człowiek mnie rozwala. Jeszcze przy nikim się tak nie czułam. Byłam bezpieczna, gdziekolwiek jestem, jeśli on jest przy mnie.
Po drugim myciu nałożył mi odżywkę i odwrócił do mnie tyłem. Teraz moja kolej. Nabrałam na dłonie szampon Dymitra i zanurzyłam je w brązowych włosach. Mąka trochę się kleiła, ale wyciągnęłam ją szczotką. Zaczęłam rozpieszczać jego skórę. Strażnik co jakiś czas lekko pomrukiwał.
- A kotek nie boi się żmii?- spytałam zaczepnie.
- Kotek bardzo kocha swoją żmiję.- złapał mnie za dłoń i pocałował.
- Smacznego.- zaśmiałam się, gdy skrzywił się pod wpływem smaku szamponu. Od razu posadził mnie sobie na kolanach.
- Każdy smak jest cudowny, jeśli jest związany z tobą.- powiedział śmiertelnie poważnie.
- Dymitr...- nie wiedziałam co powiedzieć.
- Cii... nic nie mów.- ukochany przyłożył mi palec do ust. Przysunął mnie bliżej siebie. Miejsce jego palca zastąpiły miękkie wargi. Całowaliśmy się długo i zachłannie, jakbyśmy się całe wieki nie widzieli. Kiedy skończyliśmy, stykaliśmy się czołami, ciężko dysząc.
- Tak bardzo Cię Kochamy Roza. Boję się każdego dnia, że mogę cię stracić kwiatuszku. A gdyby coś ci się stało, nie wybaczyłbym sobie tego.
- Powiedziałabym ci coś podobnego, gdybym umiała tak pięknie opisywać uczucia.
- Nie musisz nic mówić. Przecież wiem, że mnie kochasz.
- Ale chcę. W takim razie czemu ty to robisz?- spytałam patrząc mu prosto w oczy.
- Bo wiem, że sprawi ci to przyjemność. Mi to do szczęścia nie potrzeba. Wystarczy, ze jesteś przy mnie.
- I ja tak samo, a jednak ciągle mi to mówisz.
- To źle.
- Nie, bo sprawia mi przyjemność. Tak, bo nie umiem się odwdzięczyć. A bardzo Cię kocham. Nie umiem tego wyrazić słowami choć bardzo tego chcę.
- To odwdzięczysz mi się, pomagając przy jedzeniu. W końcu to nie ja zaprosiłem na święta twoich rodziców.- zmienił temat.
Wróciłam do poprzedniego zajęcia, ale tym razem od przodu. W tym czasie mąż mył moje ciało. Jego delikatne dłonie ślizgały się po namydlonym ciele, każdym zakamarku, a aksamitne kosmyki pieściły moje ręce. Ustami muskał moją szyję, ułatwiając dostęp do swoich włosów, ale jednocześnie bardzo mnie rozpraszając. Było to bardzo przyjemne. Nie mogłam się skupić na własnych myślach.
- I tak są zaproszeni na dwór, a wole święta spędzić w naszym nowym domu.- przyznałam.
- Mam nadzieje, że będą lepsze niż rok temu.- wiedział, że to drażliwy temat, zwłaszcza teraz, ale kiedyś trzeba się z tym zmierzyć. Nie chciałam więcej okazywać słabości.
- Na pewno będą najlepsze w moim życiu. Tylko bądź przy mnie.
- Zawsze Roza. W końcu obiecałem.- zaczął pocierać wewnętrzną stronę moich ud.
- Jeśli zaraz nie przestaniesz, to rzucę się na ciebie nie pytając o nic.- powiedziałam zachowując ostatki zdrowego rozsądku.
W jednej chwili się ode mnie odsunął, patrząc nic nie rozumiejącym wzrokiem. Spojrzałam na jego dłonie. On zrobił to samo i chyba dopiero teraz zauważył co robi. Uśmiechnął się cwanie. Jeśli robił to nieświadomie i doprowadził mnie do takiego stanu, to aż się boję, co by było gdyby było to zamierzone. No i się dowiedziałam. Jego dłonie podsunęły się wyżej i ruszały się szybciej i mocniej.
- Pokaż skarbie, na co Cię stać.- prowokował mnie zachrypniętym głosem.
W tym momencie moja samokontrola poszła na spacer. 

czwartek, 9 czerwca 2016

ROZDZIAŁ 160

Już drugą godzinę chodziliśmy po markecie. Kupiliśmy jedzenie i kilka prezentów. Dla Lissy kupiłam taką śliczną sukienkę, Christian dostanie od nas książkę kucharską. Dla Masona kupiłam mały samochód. Wiem, że kiedyś je zbierał, ale skończyli je produkować, a tego akurat nie miał. Kupiłam je od jakiegoś pana na placu przed opuszczoną fabryką. Zrobili tam coś na wzór targowiska, gdzie można znaleźć wszystko. Mii kupiłam wisiorek, a dla rodziców mam szkatułki. Lili kupimy jakąś zabawkę, ale to jak nie będzie patrzeć. A może przez internet.
- Rose,- zawołała mnie mała.- a co kupimy Dimitrowi?
On akurat był w księgarni, szukając najnowszego westernu.
- Dla niego już mam prezent.- powiedziałam.
W tej chwili wrócił strażnik.
- I co? Masz?- spytałam.
- Tak!- cieszył się jak małe dziecko z nowej zabawki.
- Czyli wracamy?
- Tak.
- A możemy pójść na plac zabaw?- Moja siostra spojrzała na nas błagalnie.
- Ja tam nic przeciwko nie mam.- oznajmiłam.
Mój mąż popatrzył na zegarek.
- No dobra.- zgodził się.- A później, jak się ściemni gdzieś jeszcze was zabiorę.
Lili bardzo się ucieszyła. Pół godziny po tym siedzieliśmy na ławce, a mała biegała po placu zabaw.
- Myslałeś o prezencie dla Liliany?- spytałam.
- Możemy kupić jej rower.
- Rower? A z kim będzie jeździć?
- My sobie kupimy i będziemy razem jeździć. Oczywiście po twoim porodzie.
- Razem...- spuściłam wzrok, bawiąc się palcami.
- Tak jak prawdziwa rodzina. Można też dokupić wózki przyczepiane i będziemy wszyscy, nawet z niemowlami. Roza, co się dzieje? Coś nie tak powiedziałem?- zmartwił się, gdzy zobaczył moją mine.
- No bo ja.... nie...- zaczęłamm się jakać.- Nie umiem jeździć na rowerze.- wydusiłam w końcu z siebie.
Dymitr zaczął chcichotać. Potrzyłmam na niego zszokowana.
- Ty się ze mnie śmiejesz?!-rzuciłam oburzona.
- Nie z ciebie,- próbował się opanować.- tylko z sytuacji. Zgadzając się cię uczyć, miałem na myśli tylko walkę. A tu proszę: Rosyjski, jazda konna i dochodzi jeszcze rower.
- Zapominasz o lekcjach typu Zen. No i nasz pierwszy raz można uznać za taką lekcję czegoś nowego.- usiadłam mu na kolanach. Nie czekałam długo, aż objął mnie ramieniem, żebym nie spadła.
- Zapominasz, że dla mnie to też było coś nowego.
- Skarbie, tego nie da się zapomnieć.- mówiłam patrząc mu prosto w oczy. 
Jego źrenice się rozszerzyła. Moj wzrok powędrował na jego usta, które w tym momencie oblizał. Pochyliłam się nad nim, ale nie pocałowałam. Zawisłam milimetr przed i czekałam na jego ruch. To on ma się uczyć. Nie mogę wszystko robić za niego. Znowu spojrzałam mu w oczy. Wahał się, ale bardzo tego chciał. Był cały spięty. Jego ciało wysyłało sprzeczne sygnały. Wydawało mi się, że to trwało wieki. Wreszcie podjął decyzję. Mniej niz sekundę później rozkoszowałam się slodyczą jego miękkich warg. Rozpływałam się w silnych ramionach. Ukochany poprawił mnie sobie na kolanach, żeby nie spadła. Odprężył się. Pogłębiłam pocałunek, lekko muskając końcówką języka jego dolną wargę. Zrozumiał i po chwili nasze języki złończyły się w ognistym tańcu.
- Pff... dzisiejsza młodzież.- prychneła jakaś stara baba, przechodząca obok naszej ławki.
Dymitr lekko się speszył, ale na nowo oddał się przyjemności. Po dłuższej chwili oderwaliśmy się od siebie i patrzyliśmy sobie w oczy z wielkimi uśmiechami.
Postanowiłam więcej nie męczyć tych zrzedliwych mocherów i wrócić na poprzednie miejsce. Mąż z trudem mnie puścił.
- Rose widziałaś gdzieś Lili?-spytał zdenerwowanym głosem.
Zaczęłam się rozglądać, ale nigdzie jej nie było. Sama zaczęłam się denerwować. Wstaliśmy i szukaliśmy jej po całym placu. Wolałam ją po imieniu, to nic nir dało. Nagle na kogoś wpadłam. Upadłabym, gdyby ten ktoś mnie nie złapał.
- Uważaj piękna, bo zrobisz krzywdę sobie lub dziecku.-zaśmiał się, stawiając mnie do pionu.
- Aż tak po mnie to widać?- spytałam, zakrywając brzuch bluzką.
- Nie zakrywaj. Oboje z Bielikowem macie się czym chwalić.
- A co z tobą Mason? Nie uszczęśliwisz swojej żony?- spytałam rozglądając się za blondynką.
Zauważyłam ja, a na rękach miała...Rudzielec zaśmiał się na moją moją minę.
- Lili!- nie wiadomo skąd, przy morojce znalazłe się Dymitr.
- Ładnie to brać czyjeś siostry?- droczyłam się z przyjacielem.
- To twoja siostra? Widziałem, że z nią idziecie i postanowiliśmy zrobić wam psikusa.
- Wiesz jak się wystraszyłam!- dźgnełam go palcem w pierś.
- Wujek Mason kupił mi lizaka.- powiedziała uradowana dziewczynka, wyciągając z buzi patyk od cukierka.
- A wy co tutaj robicie?- zmieniłam temat.
Mia chwyciła męża pod ramię, przytulając się do niego. Słodko razem wyglądają. Nagle na brzuchu poczułam silne dłonie. Oparłam się o tors ukochanego.
- Wybraliśmy się na spacer. Tak po prostu. Może dalej pójdziemy razem. Mamy sporo do nadrobienia.
Dymitr chwycił mnie pod jedno ramię, a Mason pod drugie. Z jego drugiej strony wciąż była uczepiona morojka. I szliśmy tak w czwórkę przez park, rozmawiając o tym co się działo. Okazało się, że tydzień temu zaatakowały ich strzygi. Ale bardzo łatwo sobie z nimi poradzili. Mieszkali w jakimś domku na obrzeżach miasta. Bielikow w pewnym momencie złączył nasze dłonie ze sobą.
- Hathaway, co ty zrobiłaś z tym wiecznie opanowanym i poważnym strażnikiem Bielikow, że teraz zachowuje się normalnie?- zaśmiał się rudzielec.
- Dała mi drugi dom.- strażnik przyciągnął mnie do siebie, całując w czoło.
Nawet nie zauważyliśmy gdy zaczęło się ściemniać. Lili biegała gdzieś wokół nas. Nagle na skoczyła na Dymitra, ale on ją łatwo obezwładnił.
- Dymitr, a jutro wrócimy do ćwiczeń?- poprosiła.
- Ale jutro jedziesz do taty.- przypomniałam.
- Ooo...- posmutniała.
- Hej, co zo za mina? Gdyby zobaczył cię Abe, byłoby mu smutno.- zaśmiałam się.
- Jeszcze będzie czas na naukę.- stwierdził mój mąż.- A yeraz czas na niespodziankę.
- Jaką?- oczy dziewczynki się zabłysnęły.
Okazało się, że niespodzianką było wesołe miasteczko niedaleko. Bardzo się ucieszyłyśmy. Tak, ja też. Nigdy nie byłam w takim miejscu. Wszędzie świeciły się kolorowe światełka i grała muzyka. Byliśmy chyba na wszystkich karuzelach. Z nami poszli Mason i Mia. Wymienialiśmy się opieką nad moją siostrą, gdy chcieliśmy iść na atrakcję, na którą była za mała. Po wielu godzinach zabawy wróciliśmy do domu.
________________________________________________________
Dla ciekawskich zdałam z historii. Piękne 2 na koniec pierwszej liceum. 💖💖
Nie sprawdzony.

LBA#3

No i trzecia nominacja do LBA. Nie wierzę. To chyba za to, że ostatnio nikogo nie nominowałam. Tym razem jednak będzie kilka osób przeze mnie wyróżnionych. Dziękuję za nominacje po raz kolejny Rosalie. A teraz pytania dla mnie:


1. Jeśli tatuaż to jaki i gdzie?


Jakoś nie planuję, ale nie pogardzę smokiem na plecach, ale najpierw muszę być jakaś nie czuła na ból


2. Najgorsza rzecz jaką usłyszałeś na swój temat?


Że nie umiem śpiewać. I to od rodziców. 


3. Wymień 5 rzeczy/osób, które kochasz.


Miluś, Dinuś, czekolada, czytelników z wyróżnieniem Mańki i Oli, Dymitra Bielikowa.


4. Zadajesz się z płcią przeciwną czy raczej trzymasz na dystans?


Raczej dystans. Nie umiem gadać z chłopakami.


5. Jaki masz kolor włosów, oczu i cery?


ciemny blond włosy, niebieskie oczy, jasna cera, ktora za żadne skarby nie chce się ocalić.


6. Opisz plany na najbliższy miesiąc co do swojego bloga.


Święta, śmierć z waszych rąk i może uwinę się i będzie poród, ale sama nie wiem.


7. Myślałaś kiedyś nad pisaniem własnego opowiadania nie związane z żadną książką/serialem/filmem?


Piszę już takie opowiadanie z koleżanką, ale jest ono w zeszycie i tajne/poufne.


8. Podaj imiona takie jak nazwałabyś własne dzieci.


Daria, Klara i Kornel.


9. Szczęście Twoje czy szczęście najbliższej Ci osoby? Co jest ważniejsze?


Najbliższej osoby.


10. Możesz tu napisać o mnie co Ci się tylko podoba ;)


Nie znam cię na tyle.


Okey, teraz moja kolej. 

Pytania:

1. Ulubione jedzenie.

2. Ulubione zajęcie w czasie wolnym, nie licząc pisania. 

3. Jeśli miałabyś/miałbyś wybrać swoją zaletę i wadę, jakim zwierzętom byś ją przypisał/ła?

4. Na ile jesteś zadowolona/zadowolony ze swojego bloga?

5. Masz możliwość przez jeden dzień mieszkać w pałacu. Opisz swój dzień.

6. Wierzysz w to, że każdy ma przeznaczoną sobie jedną osobę.

7. Napisz pierwsze zdanie, jakie przyjdzie ci do głowy, po posłuchaniu ulubionej piosenki.

8. Ulubiona piosenka.

9. Ulubiony cytat z twojego bloga.

10. Czy jest książka z której ciągle się nie uleczyłaś?

Nominuję:

http://agryfinka.blogspot.com/?m=1
http://panstwobielikow.blogspot.com/?m=1
http://roza-dymitr.blogspot.com/?m=1

środa, 8 czerwca 2016

ROZDZIAŁ 159

- Roza. Skarbie.- poczułam, że ktoś szarpie mnie za ramiona.- Wstajemy.
Usłyszałam ciche westchnienie. Następnie zaczęłam się unosić. Nie musiałam otwierać oczu, żeby wiedzieć czyje silne ramiona mnie unosiły.
- Dokąd idziemy mój książę.- mruknęłam.
- Do domu, księżniczko.- zaśmiał się.
Otworzyłam oczy, oplatają rękoma jego szyję. Dopiero teraz przypomniałam sobie gdzie jesteśmy.
- Postaw mnie.- poprosiłam.
- A jeśli nie.
- Dymitr!- popatrzyłam na niego groźnie.
- No dobra, już Cię puszczam.
Ostrożnie pomógł mi stanąć na nogach. Następnie wziął na ręce Lili.
- I jak niby zamierzałeś wziąć nas dwie?- zapytałam, krzyżując ramiona na piersi.
- Coś bym wymyślił. Ale wiedziałem, że już nie spisz i nie dasz mi się nieść.
Westchnęłam ciężko i poszłam za nimi.
Na zewnątrz uderzyło mnie w twarz zimne powietrze. Nie było mi zimno zauważyłam, że mam na sobie prochowiec Dymitra. Opatuliłam się nim mocniej, zaciągając się wspaniałym zapachem jego wody kolońskiej. Razem odebraliśmy walizki i poszliśmy na parking. O dziwo stał tam samochodów królowej. Po chwili w ramiona rzuciła mi się przyjaciółka.
- Lissa?! Ci ty tu robisz?- spytałam tuląc ją do siebie.
- A wiesz, postanowiłam dowieźć do domu moją prawie siostrę. Wraca z urlopu u rodziny męża. Może widziałaś ją gdzieś tutaj.- zaczęła się rozglądać, po czym wróciła wzrokiem do mnie.
- Choć lepiej królowo do samochodu, bo się opalisz.- mówię, ciągnąć moją przyjaciółkę do czarnego SUV-a.
W środku czeka na nas Christian. Pierwsza wsiadła Lissa, po niej ja, a na końcu mój mąż. Lili została położona na naszych kolanach, główka da mnie. Głaskałam ją po niej przez całą drogę.
- Myślę, że będziecie wspaniałymi rodzicami.- uśmiecha się morojka.
- Ja to wiem.- Dymitr złapał mnie za dłoń i ją pocałował. Przez chwilę patrzyliśmy na siebie z czułością.
- Nie no.- moją uwagę zwróciła królowa. Popatrzyłam na nią. Ona jednak przyglądała się uważnie strażnikowi.- Patrzę na Dymitra, przypominam sobie go z czasów Akademii i niech ktoś mi powie, że faceci się nie zmieniają.
- Ja mogę powiedzieć.- przyznałam.- popatrz ba swoje lewo.- dziewczyna wykonała moje polecenie i spotkała błękitne oczy swojego chłopaka. Czemu on się jej jeszcze nie oświadczył? Na co czeka? Będę musiała z nim poważnie porozmawiać.
- A ja patrzę na Rose,- chłopak odbija piłeczkę. To może być ciekawe.- i... nie. Ona nigdy się nie zmieni.- zaśmiał się. Jednak umilkł pod karcącym wzrokiem ukochanej.
- Ja przynajmniej nie próbowałam spalić kota.- z ripostowałam.
- To było tylko raz, przez przypadek.- zaczął się tłumaczyć.
- Tak? A podpalenie włosów Laurze też było przypadkiem?- włączyła się morojka. Ciekawych rzeczy się dowiaduję.
- Należało jej się. Ślub z arystokratą, nie pozwala jej wywyższać się nad partnerem królowej.
- Słyszę, że przez ciążę dużo rzeczy mnie omija. A właśnie, jak się czuje przyszła mama?- spytałam dziewczynę, ściskając jej rękę.
- Dobrze. Jestem bardzo szczęśliwa, a dziecko rozwija się prawidłowo.
- Tak, ale przez jej humory zostanę świętym. Jednego dnia rzuciła we mnie butem, bo jej ulubiony bohater w filmie zginął.- nadąsał się Ozera.
- Czy ty to rozumiesz?! Zabili Oskara.- moja przyjaciółka wykrzywiła się w bólu.
- Wiem kochanie. Też to oglądałam.
- To wtedy, gdy rozbiłaś wazon?- dopytywał się mój mąż ze śmiechem. Chyba jeszcze nie opuściła go atmosfera z Rosji.
- Nie. Wazon zbiłam, bo zacząłeś się mnie czepiać.
- Od tamtego filmu byłaś rozdrażniona.
- On nie miał z tym nic wspólnego.- odwróciłam się do niego tyłem.
- Nie no. Jestem naocznym świadkiem kłótni pary uważane za idealną. Muszę to gdzieś zapisać.- zadrwił Christian, za co dziewczyna uderzyła go w ramię.
- Roza. Nie obrażaj się. Proszę.
Wcale nie byłam obrażona. Ale chciałam się z nim podroczyć. Nie umiałam powstrzymać uśmiechu. Lissa tak samo. Jednak Christian zespół zabawę.
- Stary nie przejmuj się. Ona się z ciebie śmieje.- odezwał się. Posłałam mu mordercze spojrzenie, a on przesłał mi w powietrzu całusa.
- Christian, nie podrywaj mnie. Jestem zajęta, ty masz dziewczynę, przed Dymitrem nie uchroni cię nawet twój tytuł. A Lissa. Nie zgadniesz kogo spotkałam.
- Kogo?- morojka widocznie się ożywiła.
- Mike'a.- na to nazwisko strażnik się spiął.
- Wincentego?! Nie gadaj. Chyba musimy się spotkać i pogadać w pałacu.
- Oj musimy.- przyznałam.
Nim się obejrzałam, byliśmy pod naszym domem. Lili już się całkiem rozbudziła. Pożegnaliśmy się z przyjaciółmi i weszliśmy do środka. Moja siostra od razu wpadła do swojego pokoju. Po dołożeniu bagaży, Bielikow skierował swoje kroki do kuchni. Ja zaczęłam nas rozpakowywać. Kiedy wszystkie rzeczy były na swoim miejscu, zajrzałam do małej.
- I jak się podobał wyjazd?- spytałam.
- Było wspaniale. Pawka ma fajną kolekcję samolotów. I tyle wie o gwiazdach. A Baja jest po prostu piękna.- zaczęła trajkotać.- Pawka odprowadził mnie po całej wiosce. A Zoja jest taka słodka. Taka żywa lalka. I...
- Zwolnij.- zaśmiałam się. Dziewczynka także.- Może opowiesz wszystko przy kolacji, bo ta pewnie zaraz będzie.
Po chwili byłyśmy na dole. Usiedliśmy do stołu i jedliśmy przepyszne naleśniki.Tak jak zaproponowałam, tak się stało. Mała rozgadała się na całego.
- Kochanie. Jutro musimy iść na zakupy.- zauważył kucharz.
- Po co?- zdziwiłam się.
- Skarbie, lodówka jest pusta, a po za tym za trzy tygodnie są święta. Nie jesteśmy jeszcze przestawieni na nocne życie, więc będzie lepiej.- przypomniał mi.
- A do wampirów też przychodź Św. Mikołaja, czy są aż tak niegrzeczne, że nie.- spytała zmartwiona.
Z mężem zaczęliśmy chichotać.
- No wiesz.- Dymitr zachował powagę.- To zależy czy ty byłaś grzeczna. Kiedy ostatnio byłaś w kościele.- powiedział to tak, że sama prawie w to uwierzyłam.
- N...nie pamiętam.-Lili zrobiła wystraszoną minę. Ostatecznie powstrzymałam się przed wybuchem śmiechem. Ostatecznie ograniczyłam się do uśmiechu. Położyłam dziewczynce rękę na ramieniu.
- Wiesz, jeśli napiszesz dzisiaj piękny list dla Św. Mikołaja to możliwe, że ci wybaczy.
- Myślisz?- spytała z nadzieją. Pokiwaliśmy głowami.- To ja lecę.
- Hola Hola. Wracaj tu młoda panno.- wróciła się na głos strażnika.- A kto posprząta.
Lili szybko posprzątała po jedzeniu. Następnie ucałowała nas w policzki, życząc dobrej nocy.
- Zostaw uchylone okno.- Zawołałam za nią. Mąż popatrzył na mnie dziwnie.- Żeby Mikołaj miał jak zabrać list.- wytłumaczyłam mu. Ten z bezradności tylko pokiwał głową.
Wstałam i usiadłam mu okrakiem na kolanach.
- Czegoś byś chciała?- uśmiechnął się.
- A dla mnie Św. Mikołaj ma jakiś prezent?- spytałam dziewczęcym głosikiem.
- A byłaś grzeczna?
- Oj nie.- wychrypiałam seksownym głosem, całując go po szyi.
- Roza. A naczynia?
- Przez noc nie uciekną.
- Skoro tak, to może Św. Mikołaj przyjmie ją w sypialni.
Bielikow podniósł mnie i poszliśmy na górę.

wtorek, 7 czerwca 2016

ROZDZIAŁ 158

Nadszedł dzień naszego wyjazdu. Każdy przyszedł nas pożegnać. Lili chlipała w objęciach Pawki. Bardzo się zaprzyjaźnili i teraz trudno im się pożegnać. Chłopiec szeptał jej uspokajająco do ucha, głaszcząc włosy.
 - Ciocia, alie naplawde nie mozes zostiać?- spytał z nadzieją mały Łuka. Tuliłam go mocno. Bardzo nie chciałam się z nim rozstawać.- Wuja dia siobie lade siam.- dalej próbował mnie przekonać.
Wszyscy uśmiechnęli się na jego słowa przez łzy. No oprócz Dymitra, który nie płakał. Ukochany objął mnie ramieniem.
- Nawet nie wiesz jak się mylisz. Ona jest moim światem. Więc nigdzie bez niej nie jadę.
- Cili zośtiajecie?- spytał blondynek.
- Przykro mi, ale nie możemy. Ale jeszcze się zobaczymy.
- Bedzies tenśknić?- szepnął mi do ucha, tak aby nikt nie słyszał.
- Tak.- odpowiedziałam w raki sam sposób z zaszklonymi oczami.
- Jia teź.- maluch wtulił się we mnie mocno.
Ostatecznie dał się zabrać Karolinie, aby pożegnała się ze mną jego mama. Następna była najstarsza siostra, która oddała Soni syna i sama mnie uścisnęła. Z oczu Wiktorii płynął istny wodospad.
- Będę tęsknić.
- Ja też.- odwzajemniłam uścisk.- I dbaj o swój związek.
- Chciałam ci coś powiedzieć.- szepnęła mi cicho do ucha.- Zrobiliśmy to.- ledwo usłyszałam te słowa, a przytuliłam ją. Cieszyłam się jej szczęściem, ale to że mi powiedziała, też wiele dla mnie znaczy.
- Brawo młoda.- szepnęłam jej.
- Już nie taka mała.- oburzyła się głośniej.
Uścisnęłam ją jeszcze raz, a następnie przyjęłam uścisk od mamy.
- Bądźcie ostrożni, a ty zwłaszcza młoda panno. I nie przemęczaj mi się nadto.
- Dobrze mamo.- odpowiedziałam.
Gdy kobieta się odsunęła, poczułam szarpanie za spodnie. Uklękłam przed zapłakanym Pawką.
- Nie płacz. Chłopaki nie płaczą.- powiedziałam z uśmiechem, wycierając mu policzki, choć sama musiałam poprawić makijaż.- Jeszcze przecież tu przyjedziemy.
- Ale ja w ogóle nie chcę, żebyście wyjeżdżali. Bez was tu jest tak cicho i spokojnie.
- Przykro mi. Ale możemy do siebie dzwonić i pisać listy.- podsunął mój mąż.
Miał mokre policzki. Czyli, że żegnał się z Oleną. Tylko ona umiała wywołać u niego takie emocje.
- To nie to samo.- sprzeciwił się chłopiec.
- Ja wiem, ale lepsze to niż nic.- powiedziałam, tuląc go mocno do siebie. Po mnie zrobił to Dymitr.
Następnie podeszła do nas Zoja i wtuliła się mocno we mnie. Cmoknęłam ją w czółko.
- Kiochiam cie ciocia.- wyznała mała.- Bede tensknić.
- Ja też słonko, ja też. Ale przyjedziemy nim się obejrzysz.
- A piotiem źnowiu wyjedziecie i źniowiu. Nigdy nie ziostaniecie na ziawsie.- powiedziałam przez łzy.
Mądra dziewczynka, jak na swój wiek.
- Zawsze tak jest.- odpowiedział jej mój mąż.- To normalna kolej rzeczy. Ty też kiedyś opuścisz to gniazdko, gdy znajdziesz swoją drogę.
- Ale mama i ciocia Sonia są w domu?
- Bo one wciąż szukają. Ale jak znajdą nie wiadomo co zdecydują. Każdy ma taki czas, że decyduje gdzie pokieruje swoje drogi.
Następna lekcja typu zen. On nigdy się nie zmieni. No i dobrze. Takiego go kocham.
Po Zoji przyszedł czas na przyjaciół.
Przytuliłam Oksenę, a Dymitr i Mark w tym czasie wymienili przyjacielskie uściski z klepaniem po plecach.
- Miło było was znowu widzieć. Mam nadzieję, że nie będziemy musieli długo czekać na waszą kolejną wizytę.- powiedziała kobieta.
- Postaramy się.
Następnie podszedł do mnie Mark. Złapał mnie w ramiona i okręcił się ze mną. Bardziej jak ojciec. Był nim dla Bielikowa to dla mnie chyba też może być.
- Trzymaj się mała i pilnuj swojego Rosjanina.
- Spokojnie. To on mi nie pozwoli się zgubić.- zaśmialiśmy się.
Ledwo wypuścił mnie, znów zostałam uwięziona. Na twarzy miałam czarne gęste loki.
- Dziękuję, dziękuję i jeszcze raz dziękuję.- do uszu dotarł mi głos Oli.- Za to że byłaś, wspierałaś mnie i pomogłaś. Dimka ma szczęście, że Cię ma.
- Nie ma za co. Mam nadzieję, że wam się ułoży. On cię bardzo kocha. Pamiętaj o tym.
- Wiem.- popatrzyła mi w oczy.- Jeszcze raz dziękuję.
- Cała przyjemność po mojej stronie.- uśmiechnęłam się.
- Ej, zaraz odjeżdżacie, a ja nawet cię nie zobaczę?- obie się wzdrygnęłyśmy na dźwięk tego głosu.
- Twój Romeo się denerwuje.- szepnęłam jej i obie się zaśmiałyśmy.
Wincenty wyciągnął do mnie dłoń po uścisk, ale ja go przytuliłam. Wszystkich to zdziwiło, na przodzie z Dymitrem. Strażnik podszedł do nas. Nie widziałam tego, bo byłam odwrócona do nich tyłem, ale usłyszałam jego kroki. Gdy puściłam moroja, mąż objął mnie od tyłu. Chwilę mierzyli się wzrokiem. Jednak Mike pokazał swoją niższość i uległość. To Bielikow wygrał, a on to szanuje. Jesteśmy tylko przyjaciółmi. Mój ukochany od razu się odprężył. Mężczyźni uścisnęli sobie ręce.
- Przepraszam was za wszystko. Mam nadzieje, że nadal będziemy dobrymi znajomymi.
- Wincenty. Jesteś dla mnie jak brat. Wybaczyłam ci to i dalej jesteś moim przyjacielem.- powiedziałam.
- Naprawdę?!- oczy chłopaka się zaświeciły. Odpowiedziałam mu uśmiechem.
- Roza musimy już iść.- pospieszył mnie mąż.
Jeszcze raz się ze wszystkimi pożegnaliśmy i weszliśmy na pokład samolotu.
Lili zaraz po wystartowania, zasnęła na naszych kolanach. Ja sana oparłam głowę o ramię ukochanego, patrzeć się za okno. Nagle poczułam na sobie ciężar. Uśmiechnęłam się, bo to głowa Bielikowa o padła na mnie bezwładnie. Musiał być bardzo zmęczony, skoro zasnął. Postanowiłam poprawić sobie makijaż. Otworzyłam torebkę, a w środku znalazłam laurkę. Na niej namalowana była różyczka, a w środku portret całej rodziny Bielikowów, pewnie autorstwa dzieci. Byłyśmy tam też ja i Lili. Bardzo mnie to wzruszyło. Po lewej stronie były podpisy wszystkich domowników. Jedno to były slaczki, pewnie Łukiego, który jeszcze nie umie pisać. Już tęsknię za tą rodziną. Schowałam kartkę do torebki wracając do poprzedniego zajęcia. Po pomalowaniu się, sama zasnęłam.

poniedziałek, 6 czerwca 2016

ROZDZIAŁ 157

- Czekaj, po kolei.- zgubiłam się.- Czyli, że jesteśmy połączeni więzią?
Tak. Ale to inna więź niż pocałunek cienia. Między wami też jest, ale uaktywni się za kilka lat. To dość skomplikowane. Mogę mówić do was w myślach i czytać, a nawet możecie w każdej chwili mnie wezwać. Moim obowiązkiem jest służenie wam pomocą, a nawet oddania za was życia. Umiem zlokalizować, gdzie obecnie każde z was przebywa oraz rozpoznać najbliższe otoczenie. Niekiedy będę obok, ale niewidzialna. Wy ze swoim połączeniem będziecie intuicyjnie wiedzieć czego potrzeba drugiej osobie i podświadomie dążyć do zaspokojenia jej pragnienia. Ta więź łączy was do końca życia razem. Jeśli jedno umrze, drugie może stracić na kilka miesięcy przytomność. Po obudzeniu będzie czuło ból i cierpienie. Życie przestanie mieć sens i prowadzi to do samobójstwa. Jednak wy jesteście inni. Wy przetrwacie. Tak Dimka ty też. Będziesz cierpiał, ale wytrzymasz. Mnie to nie dotyczy, ponieważ jestem nieśmiertelna. Dlatego trudno nam trochę to wytłumaczyć. W całej historii tylko z czterdzieści siedem osób zostało obdarowanymi przez Moonersów, a cztery z nich było w waszej sytuacji. Ostatni pochodzili chyba z XV wieku. Więź ma to do siebie, że lubi sprawdzać swoich właścicieli lub się od nich uwolnić. Jest jak magnes na nieszczęścia. Ale po trzech latach, o ile się je przeżyje, dawała spokój.
- No trochę tego jest, ale da się ogarnąć.- przyznał mój ukochany.
- A powiedz mi coś o NASZYM darze.- poprosiłam. 
Wasze dzieci. Możecie mieć następne, o to się nie martwcie. A one same też będą miały możliwość rozmnażać się z dampirami. Tak w sumie stworzyliśmy nowy rodzaj dampirów. Każdy, u kogo będzie płynąć wasza krew, będzie miał tą możliwość.
- No i po raz kolejny zmieniamy historię, towarzyszu.- zaśmiałam się. Mąż przytulił mnie mocniej. Od kiedy tylko siedzimy, nie ściąga ręki z mojego brzucha. A nie powiem, że nie sprawia mi to przyjemności, bo to byłoby kłamstwo.
Tak wasze przeżycia mógłby ktoś spisać w książkach. Takie sześć tomów. Na pewno podbiłyby serca nastolatków. Każdy by was pokochał.
- No i zrobili by film.- rozmarzyłam się.- Byłyby to książki do których ciągle się wraca i wraca...
- Mówisz jakbyś nie wiadomo ile książek przeczytała.- zadrwił ze mnie strażnik.
- Przynajmniej nie mam pięciu regałów po sufit, wypełnionych westernami.
- Myślę, że nasza opowieść powinna być NASZA. To życie należy do nas i my będziemy decydować, komu o nim powiemy, a kto będzie żył w słodkiej nieświadomości.
- Ale chyba mi nie wmówisz, że nie chciałbyś przeczytać takiej książki? Ja bym chciała. Np. z twojego punktów widzenia.
- Mi Roza wystarczy, że to przeżyłem.
I tak my mamy na to najmniejszy wpływ. Wracając. Wasze potomstwo może mieć magiczne zdolności. Nikt nie wie jakie. Jako, że w połowie jesteście morojami, podejrzewam, że ukażą się one najprawdopodobniej w tym samym czasie, co u żywych wampirów, ale to tylko przypuszczenia. Same będą połączone więzią, jeśli już nie są. Rany będą mniej niebezpieczne i szybciej się zagoją. Wiąże się z tym jeszcze coś, ale nie mogę ci powiedzieć. I tak Dimka już obiecał ci ją zdradzić...
- Tyle, że po porodzie.- dokończył Bielikow.
Teraz jeszcze bardziej ciekawa, o co chodzi. Muszę się tego dowiedzieć. Nie mogę żyć w takiej nieświadomości. To jest okropne. Ale postanowiłam zostawić to na kiedy indziej.
- A moje zapiski?- z zamyślenia wyrwał mnie głos męża.- Co z tego jest prawdą?
Większość ponieważ dawałam ci natchnienie. Pomagałam ci to zrozumieć magią gwiazd.
- Magia gwiazd?- coraz bardziej mnie to interesowało.
Jako królowa mam prawo z niej korzystać.
- Królowa?!- wykrzyknęliśmy jednocześnie. Sarna tylko pokiwała łebkiem.
- No towarzyszu, oboje mamy niezłe znajomości.
Mówisz o Wasilissie? Bardzo młoda jak na królową. Chciałabym, aby nasze królestwa znowu były zjednoczone.
- Znowu?!- po raz kolejny zgrałam się ze strażnikiem.
Wydawało mi się, że głos w mojej głowie zachichotał.
Tak, znowu. Kiedyś mama mówiła mi, że byliśmy połączeni z morojami rozejmem. Opiekowali się nami, a my im pomagaliśmy jako doradcy. Było to za panowania króla Edwarda Dragomira. Jednak po jego śmierci, następny władca zabił naszego przywódcę. Wywiązała się wojna, którą zakończyliśmy, wykazując z pamięci wampirów nasze istnienie.
- Może spróbujmy jeszcze raz.- proponuję.- Ale trochę inaczej. Lissa na pewno coś wymyśli.
Nie wiem, czy to dobry pomysł...
- Rose to byłaby wielka zmiana. Mogłoby to się źle skończyć.
- Ogłoszenie naszego związku i dekret o parach dampirów też było dużą zmianą, a jednak zaryzykowaliśmy. Ale decyzja należy do ciebie.- popatrzyłam na Lunę.
Zastanowię się, razem z rodzicami i władzami innych stad. O wyniku powiem wam przy następnym spotkaniu. A spotkamy się na pewno.
- Jeszcze raz bardzo ci dziękujemy.- powiedział w naszym imieniu mój ukochany.
Cała przyjemność po mojej stronie. To urocze widzieć taką parę, z takimi przejściami, darzącą się tak wielkim uczuciem. Życzę wam szczęścia, bo wasza droga jest pełna przeszkód, które tylko razem możecie pokonać i dać bezpieczeństwo swoim najbliższym.
- Umiesz przepowiadać przyszłość.- popatrzyłam na nią przenikliwym wzrokiem.
Wszystko zostało zapisane w gwiazdach. A i pamiętajcie. Każdy z was jest tylko człowiekiem i popełnia błędy. Od was zależy kto dostanie nową szansę. Oczywiście można się na tym sparzyć, ale jeśli ktoś naprawdę czuje skruchę i chce naprawić krzywdy, można spróbować mu to umożliwić, a nawet w tym pomóc. Zapamiętajcie moje słowa i zastosujcie się w odpowiedniej chwili.
- Skąd będziemy wiedzieć, że to już?- dopytywał strażnik.
Intuicja. Dacie radę. A teraz zmykajcie. Zaraz wstanie słońce.
Miała rację. Tak się zagadaliśmy, że nie zauważyłam jak jest późno. A raczej wcześnie. Popatrzyłam na zegarek na jednej z rąk męża, którymi wciąż mnie oplatał. Było wpół do trzeciej. Chciałam wstać, ale zachwiałam się. Nawet nie wiedziałam, jak byłam zmęczona. Gdyby nie Dymitr, padła bym jak długa.
- Roza uważaj.- powiedział biorąc mnie w ramiona. Jedną dłonią podtrzymywał mnie za plecy, a druga wychodziła pod zgięciem moich kolan.- W takim razie żeg...- przerwał nagle rozglądając się dookoła.- Hej, gdzie ona jest?- zdziwił się.
Na polanie zostaliśmy sami.
- Ona nigdy nie przestanie mnie zadziwiać. W ogóle ta rozmowa... To musiało wyglądać dziwnie z boku. - stwierdziłam ziewając. Dymitr cicho zachichotał. Przytuliłam się do jego torsu, zakładając mu swoje ręce na kark.- Wracamy?
- Oczywiście Roza.- zanim zamknęły mi się powieki, zobaczyłam czekoladowe tęczówki, wpatrujące się we mnie z miłością, czułością i troską.
Więcej nic nie pamiętam, więc pewnie zasnęłam.
___________________________________________________
Jk pewnie zauważyliście ostatnio rozdziały pojawiały się rzadziej niż zawsze. To przez problemy w szkole. Jutro piszę wny sprawdzian i musiałam się przygotować. postaram się teraz, aby rozdziały były codziennie, ale nic nie obiecuję. Na pewno wszystko wróci do normy 10 czerwca (wystawianie ocen.). Mam nadzieję, że nie znudził was ten rozdział. Cieszę się, że mio tych trudności jesteście nadal ze mną. Kocham was

niedziela, 5 czerwca 2016

ROZDZIAŁ 156

Oboje zerwaliśmy się, siadając na łóżku.
- Ty też to słyszałeś?- spytałam.
- Tak. Pójdę sprawdzić, co to.
Dymitr w stał i chciał już wychodzić, ale go zatrzymałam.
- Kochanie, wiem, że jesteś super, silny i ogólnie, ale może jednak weźmiemy sztylety.- zaproponowałam, wyciągając broń z szuflady.
- No skoro nalegasz.- uśmiechnął się do mnie, biorąc broń, a mi zmiękły kolana. Jednak zaraz dotarł do niego sens moich słów.- Co znaczy "weźmiemy"? Ty tu zostajesz.
- Chyba sobie żarty robisz.
- Nie, nie robię.- powiedział lekko wkurzony. Jednak zaraz jego głos był delikatniejszy. Podszedł i pogłaskał mnie po policzku.- Ja po prostu się o was martwię. A jeśli to strzygi? Mogłyby zrobić ci krzywdę. Gdybym stracił ciebie i nasze nie narodzone maleństwa, nie przeżył bym tego. Nigdy bym sobie tego nie wybaczył. Bo to byłaby moja wina.- przez cały jego monolog, patrzyłam mu głęboko w oczy. Biła z nich miłość, troska i strach. Strach o mnie.
- No dobrze. Zostanę. Ale uważaj na siebie. Szkoda było, żeby dzieci ojca nie miały.
- Spokojnie Roza. Umiem o siebie zadbać.- pocałował mnie w czoło i wyszedł.
Usiadłam na łóżku i czekałam. Ale na co? A jeśli coś mu się stało? Dlaczego nic nie słychać? Może go zaskoczyli, tak jak w jaskini?
O nie! Ja tak nie mogę. Muszę się upewnić, że nic mu nie jest.
Cicho uchyliłam drzwi i szłam do schodów, kurczowo ściskając sztylet. Stanęłam przed schodami i... wybuchłam śmiechem.
Przez dom próbowały składać się dziewczyny, z lekko wystawionymi Sonią i Karoliną. To one narobiły hałasu, tłocząc jeden z wazonów na komodzie.
- Widzę, że podobał się wypad.- powiedziałam, gdy trochę się uspokoiłam.
- Ja tiebia liubliu Roza.- z ust najstarszej siostry wylał się potok jeszcze innych rosyjskich słów, kiedy zamknęła mnie w mocnym uścisku. Olena z pomocą Wiktorii szybko ją ode mnie odciągnęły. Ja ani drgnęłam lekko zdziwiona i zszokowana.
- Nie przejmuj się, Rose.- uśmiechnęła się do mnie starsza kobieta.- Ona robiła tak do każdego, kogo mieliśmy.
- Ta. Niezły był ubaw, gdy przytuliła skrzynkę na listy, krzycząc: Stachu, kocham cię.- zachichotała najmłodsza Bielikówna, a my jej zawtórowaliśmy.
- Cieszę się, że wam się podobało,- ukochany objął mnie w pasie.- ale teraz idźcie się szykować do spania.
Wszyscy się rozeszli, a my wróciliśmy do naszej sypialni. Padłam na łóżko, marząc o słodkim śnie. Właśnie. Tylko marząc. Poczułam jak na brzegu, od mojej strony, ugina się materac. Otworzyłam jedno oko uśmiechając się do męża.
- Roza dlaczego to zrobiłaś?- spytał smutno, patrząc na mnie.
- Ale co?- po moim uśmiechu nie było śladu.
- Czemu tam zeszłaś? A jakby to były strzygi? Co wtedy? Nie jesteś w stanie się obronić.
- Wiesz, że nie cierpię siedzieć i czekać na dobrą lub złą ocenę. Sama muszę ją postawić.- podniosłam się na łokciach.
- Ryzykując własne życie? Pomyślałaś, co by czuła Lissa? Co czuł bym ja?- w jego oczach był ból. Miał rację. Nie pomyślałam o tym.- Nie! Bo jesteś uparta i robisz wszystko po swojemu, nie myśląc o innych.- podniósł głos.
Auc! Zabolało. Nazwał mnie egoistką.
- Po pierwsze, nie krzycz, bo dzieci śpią, po drugie ja nie myślę o innych?! Czyli to we własnym interesie brałam mrok Lissy na siebie, dla własnych korzyści poświęciłam pół życia na treningi i dla siebie samej próbowałam cię odmienić?- chciał coś powiedzieć, ale nie dałam mu dojść do głosu.- Nie przerywaj mi, bo tego nie cierpię. I po trzecie, jeśli to wszystko to idź spać, wiedząc, że zeszłam na dół, bo się o ciebie martwiłam. A teraz Dobranoc.- powiedziałam ostro i położyłam się tyłem do niego, od razu zasypiając.
- Kocham Cię Roza.- to było ostatnie co usłyszałam.
Następny dzień zleciał na leczeniu kaca dziewczyn i zabawie z dziećmi. Wieczorem wybraliśmy się na spacer w ważne dla nas miejsce.
Polana wyglądał jak w tamten cudowny dzień. Jakby to było wczoraj. Zauważyłam, że od kiedy wyszliśmy z lasu, bawię się obrączką. Mój ukochany również to zauważył i przytulił mnie mocniej. Po chwili na trawę skąpaną w księżycowym blasku wyszło stado świecących jeleni. Przy jednej z łani kręciło się małe jagniątko. Kiedy na nas spojrzało zbliżyło się ostrożnie. Po krótkim wahania dało się pogłaskać. Ale wróciło do swojej mamy, gdy koło niego pojawiła się inna sarna. Nie wiem skąd, ale byłam pewna, że to Luna. Od razu ją przytuliłam.
- Dziękuję.- szepnęłam.- Nawet nie wiesz jak nas uszczęśliwiłaś tym darem.
Nie ma za co kochani. Należało się wam.- w głowie usłyszałam iście anielski głos.
Odsunęłam się zszokowana. Nie na pewno nie ona. Moja zryta psychika płata mi figle. Jednak straciłam na to nadzieję wraz ze słowami męża.
- Roza, ty też to słyszałaś?
Było mnie stać jedynie ns polowanie głową.
Spokojnie usiądźcie, a ja wam wszystko wyjaśnię. Jeszcze nigdy nie widziałam tak zgodnych ze sobą istot.- znowu ten głos. Popatrzyłam w oczy naszej towarzyszki, które wydawały się czarną tonią w błękitnej powiecie. Biła z nich inteligencja. Nagle pomyślałam, że moja psychika może być zdrowsza, niż myślałam.
- Luna, to ty?- spytaliśmy jednocześnie. Wydawało mi się, że łania zachichotała.
Wszystko wam wyjaśnię. Siadajcie.- poleciła.
Posłusznie przysiedliśmy na powalonym drzewie. A raczej mój ukochany usiadł na nim, bo mnie pociągnął mnie na swoje kolana. Nie narzekałam. Jest bardzo wygodny.
Gdy tylko przyszliście ostatnim razem, wiedziałam, że jesteś dla Dimki ważna. Nikogo wcześnie tutaj nie przyprowadził. A gdy mnie zaczęliście głaskać, poznałam waszą historię. To bardzo wzruszające. Uznałam, że należy wam się nagroda. Przy okazji odwdzięczyłam się Dimce za opiekę. Dałam wam błogosławieństwo Chorsu. Każdy z nas może je ofiarować raz z życiu. Polega na spełnieniu najskrytszego pragnienia.
- A czemu wcześniej się do nas nie odbywałaś?- spytał mój mąż.
Bo taki kontakt moonersi mogą mieć tylko ze swoimi Chorsenami.
- Moonersi? Chorseni? Co to znaczy.- nic nie rozumiałam.
My jesteśmy moonersami, a nie jakimiś księżycowymi jeleniami, a wy teraz Chorsenami.